Tak, w tym domu mieszkają dzieci i mam bałagan

Ustalmy to raz a dobrze: zabawki na podłodze są stałym elementem krajobrazu domów, w którym mieszkają dzieci. Nie mam pojęcia skąd się tam biorą, ale są. Co się nie odwrócę, to leży coś nowego. Tak, mam takie dni, że mnie to denerwuje. Sprzątam, odkładam wszystko na miejsce i przechodzę do drugiego pokoju. Wracam na chwilę i już coś tam leży. Widzę też zależność, że im więcej dzieci, tym więcej jest zabawek – na podłodze również.

Pamiętam, jak odwiedziła mnie położna po porodzie na wizycie patronażowej, spojrzała na mnie i na moje pierworodne przyklejone do piersi. Weszła, umyła ręce i rozejrzała się po mieszkaniu. Miałam może 5 minut na ogarnięcie wszystkiego przed jej przyjściem i nie do końca mi się udało. Stałam przed nią i aż się zarumieniłam ze wstydu.

Wcale nie było to kokieteryjne „Przepraszam za bałagan”, ja naprawdę miałam bałagan. Ona spojrzała na mnie, przełożyła wymiętą tetrę z oparcia fotela i powiedziała: „Tutaj wszystko jest w porządku” Zrobiłam wielkie oczy, a ona dopowiedziała resztę: „Kiedy kobieta mając malutkie dziecko ma wszystko wysprzątane aż lśni, to trzeba jej się dokładniej przyjrzeć, być może potrzebuje pomocy”.

Zastanowiłam się nad tym i przyznałam jej rację.

Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie marka Electrolux – producenta nowego pionowego odkurzacza Pure F9. A wymyślił go chyba rodzic, który miał dość codziennego odkurzania podłogi i innych powierzchni z okruchów i paprochów.

Są sprawy ważne i ważniejsze – myślę, że dzieci nie będą pamiętały tego, że zabawki u nas leżały na podłodze, a pranie czekało na złożenie kilka dni. Będą pamiętały, że przeczytałam im książkę, ugotowałam zupę i wyszłam z nimi na spacer.

Nie przejmuję się tym jakoś bardzo, bo wiem, że to nie ma znaczenia.

Obniżyłam totalnie moją strefę komfortu jeżeli chodzi o wygląd mieszkania. Najpierw tym się martwiłam, a teraz staram się nie zauważać. Naprawdę ciężko jest mieć wszystko na miejscu jeżeli dzieci są w domu i tak bardzo angażują. Pewnie się da to pogodzić, ale ja naprawdę wolę poświęcić ten czas dla siebie czy też męża. Ogarniam ten cały grajdołek dopiero jak dzieci pójdą spać.

Podłoga w naszym mieszkaniu od 6 lat jest miejscem, gdzie spędzamy najwięcej czasu. Tam rysujemy, bawimy się, a zdarzyło nam się nawet jeść na podłodze.

Oprócz tego, że dzieci mają magiczne moce i przenoszą zabawki w najodleglejsze zakątki mieszkania to mają jeszcze jedną zdolność – produkowania śmieci, okruszków, paproszków i innych rzeczy, które przyklejają się do  naszych stóp.

My zazwyczaj chodzimy w domu boso, więc od razu wyczuwamy to, że podłoga jest brudna. Chociaż odkurzacz to mój najlepszy przyjaciel to jednak nie chce mi się go non stop wyciągać żeby usunąć piasek z podłogi przy wejściu do domu.

Zawsze w takich sytuacjach brałam miotłę i zamiatałam.

Zawsze też jest tak, że co tylko schowam odkurzacz to coś się wydarzy i muszę znów po niego iść. Rura w szafie, odkurzacz za komodą i naprawdę dużo z nim zachodu. Niedawno wpadłam do mojej znajomej, która też ma dwójkę dzieci i podpatrzyłam u niej coś, co wyglądało jak rozwiązanie moich problemów z czystą podłogą, którą chciałabym mieć. Miała odkurzacz pionowy, którego stałe miejsce jest w kuchni. Co to za wynalazek – wielkość większej szczotki z szufelką, a ciągnie jak marzenie.

Sama też zapragnęłam taki mieć, taki który wciągnie wszystkie paproszki, piasek, okruchy itd. Zapytacie też pewnie dlaczego nie samosprzątający odkurzacz – a to właśnie dlatego, że mi pozbieranie rzeczy z podłogi zajmuje więcej czasu niż poodkurzanie pionowym. No i odkurzacz pionowy ma inne funkcje, które uwielbiam!

Kilka dni temu Lilka zasłaniając okno w pokoju strąciła kwiatek, część ziemi nasypała się na półkę z książkami i tu wkroczył Pure F9 – dzięki temu, że wyciąga się z niego rurę to służy nie tylko do podłogi. Bez problemu możecie odkurzyć żyrandole, półki, zasłony i inne dość problematyczne miejsca.

Ładuje się go w specjalnej stacji i dzięki temu jest bezprzewodowy

jedno ładowanie to 60 minut ciągłej pracy, więc nam wystarcza na tydzień, kiedy używam go codziennie. A tak naprawdę jest non stop potrzebny. Sięga też pod kanapy, bo pojemnik jest przesuwny i przez to można nim wysprzątać wszędzie. Rączkę można obniżyć tak mocno, że bez problemu poradzą z nim sobie nawet dzieci, które bardzo chętnie go używają. A ja z ich chęci często korzystam. Do tego, kiedy przerywam sprzątanie odkurzacz sam stoi – nie trzeba go wstawiać do stacji lub opierać o ścianę.

Ma automatyczny tryb ssania, który dostosowuje się do powierzchni, kiedy przejeżdżam z dywanu na podłogę to zwiększa siłę. Na podłodze widać każde ziarenko piasku, bo ma podświetlaną szczotkę, więc podłoga po odkurzaniu jest naprawdę czysta i odkąd mam F9 to nie wyciągnęłam z szafy mojego starego odkurzacza.

Najbardziej podoba mi się ta dostępność – zawsze stoi w zasięgu wzroku i mogę szybko z niego skorzystać w razie potrzeby. Na koniec wystarczy odczepić pojemnik, który zatrzymuje nawet pył i opróżnić go do śmieci. Jest idealny dla alergików, bo zatrzymuje alergeny w środku.

Według mnie to idealny wynalazek dla rodziców, którzy często odkurzają – mi się zdarza nawet dwa razy dziennie korzystać z jego możliwości. Chwila moment i już posprzątane. A zabawki niech sobie spokojnie leżą, bo i tak za chwilę ktoś je wysypie na podłogę.

Muszę też wspomnieć, że obecnie jest promocja na 30 dni testowania lub zwrot pieniędzy KLIK Ale ja bym już go nie oddała;)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Farma dyń w Powsinie – pomysł na krótki wypad za Warszawę

Farma dyń w Powsinie to miejsce, które odwiedzamy co roku od 4 lat. Tuż za Warszawą w kierunku Powsina po prawej stronie zobaczycie bramę, a za nią jest pomarańczowo po horyzont. W tym roku jest otwarta od drugiego tygodnia września, a my już tam byliśmy. Dziś chcę Was zachęcić do wycieczki w to miejsce.

farma dyń
farma dyń

Farma dyń w Powsinie – informacje praktyczne

farma dyń

Farma dyń jest czynna do końca października. Są różne opcje wizyt w tym miejscu.

Możecie pojechać sami bez zapowiedzi w godzinach 9- 17 (7 dni w tygodniu). Od razu Was uprzedzę, że w weekendy jest sporo ludzi. My wybraliśmy się w niedzielę o godzinie 16. Zadzwoniłam tam wcześniej i okazało się, że jest otwarte do 18. Ta godzina jest idealna na robienie zdjęć – jeżeli zależy Wam na pięknym świetle w złotą godzinę to warto pojechać prawie na zamknięcie.

Do tego – o tej porze jest mniej ludzi, więc nie będziecie się denerwować, że ktoś wchodzi w kadr. A jest to miejsce wybitnie fotogeniczne i naprawdę warto tam pojechać nawet na sesję zdjęciową (rodzinną, brzuszkową, czy też inną).

Możecie też podsunąć pomysł wychowawczyni w Waszym przedszkolu żeby zorganizować wycieczkę na Farmę. Wiem, że wtedy są organizowane dla dzieci różne atrakcje. Teren jest ogrodzony, więc dzieci mogą swobodnie korzystać.

Możecie też zorganizować urodziny na Farmie dyń.

Jest tam też namiot w razie niepogody i stoliki dla dzieci.

Farma dyń – atrakcje

Co roku dochodzą nowe atrakcje dla dzieci. W tym możecie liczyć na:

  • zabawę w słomianym labiryncie
  • podziwianie i karmienie królików w klatkach (trzeba przestrzegać zasad zamieszczonych na siatce)
  • plac zabaw z huśtawkami w formie koła (nowość od tego roku)
  • wspinanie się i „prowadzenie” prawdziwego traktora
  • podglądanie lam
  •  obserwowanie gęsi, kur i kaczek
  • przejazd w taczkach pośród dyń

Do tego mnóstwo dyń i zabawy! Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to repertuar, który jest grany w kółko z głośnika. Ale na to przymykam oko, bo to naprawdę świetne miejsce na wypad z dziećmi. Wystarczą dwie godziny na farmie żeby się nacieszyć i skorzystać z atrakcji. My w tym roku, wybieramy się jeszcze raz aby jeszcze skorzystać ze wszystkich atrakcji.

A! Jeżeli jechalibyście z dziećmi w niezbyt ładną pogodę to weźcie im koniecznie kalosze – jak popada deszcz to się przydadzą.

A jeżeli będzie Wam jeszcze mało to możecie się wybrać do ogrody PAN w Powsinie i na świetny nowy plac zabaw tuż obok KLIK.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis – kliknijcie „Lubię to” lub udostępnijcie go swoim znajomym – podziękują Wam

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsze sposoby na piękne włosy – efekt jak po zabiegu u fryzjera

Jak wiecie na drugie imię mam „włosomaniaczka” i gdybym nie prowadziła tego bloga, to pewnie zaczęłabym pisać właśnie o włosach. Kiedyś moje włosy doprowadzały mnie do szału i absolutnie nie były powodem do dumy. Teraz uważam są  jednym z moich największych atutów. Ale dojście do tego stanu zajęło mi dobre 10 lat.

O całej zmianie pielęgnacji napisałam wpis Pielęgnacja włosów. Znajdziecie tam wszystko, co zmieniło moje strąki w bujną czuprynę. Ostatnio dołączyłam również zabieg oczyszczania, o którym pisałam Mój sposób na piękne włosy. Używam tej serii cały czas, a peeling raz w tygodniu – jest już moim rytuałem.

Niestety, jak zwykle po wakacjach moje włosy są dość mocno przesuszone, myślę, że Wasze pewnie też, więc chciałabym Wam pokazać coś nowego, co w dosłownie pół godziny pomoże Waszym włosom dojść do ładu. Ja po tym domowym zabiegu miałam wrażenie, że moje włosy właśnie przeszły specjalistyczny rytuał pielęgnacyjny u fryzjera.

Tylko na wizytę u fryzjera trzeba mieć sporo czasu i dużo pieniędzy. A ja polecę Wam dziś zestaw, który za niewielkie pieniądze sprawi, że Wasze włosy odżyją. Do tego będą gładkie i nawilżone. Do tego całość możecie zrobić w domu bez większego wysiłku.

Do tej pory miałam dwa najlepsze sposoby, które robiłam w domu i zawsze przywracały moim włosom blask.

przed zabiegiem                                                             po zabiegu

Olejowanie na sucho i mokro przed myciem włosów

Obie metody są rewelacyjne i szybko odżywiają włosy. Jak je robię?

Na suche (olejowanie na sucho) lub na mokre ( olejowanie na mokro) nakładam olejek (np. arganowy lub oliwę z oliwek) od ucha w dół. Nie olejuję skóry głowy, bo wtedy włosy są przyklapnięte. Związuję włosy w luźny kok i po 30 minutach myję normalnie włosy.

Teraz mam Olejek z Biovax Botanic, który działa zdecydowanie mocniej niż zwykłe olejki. Saszetka kosztuje 9 zł (!!!) i wystarcza na 2 użycia. Efekt jest bardziej spektakularny, bo olejek dodatkowo jest ciepły i dzięki temu jeszcze lepiej wchłania się we włosy.

Wkładam go na kilka minut do kubka z ciepłą wodą, a pózniej nakładam na włosy. Oleje z maliny moroszki, czarnuszki i bawełny nawilżają suche i zniszczone włosy jakby były po zabiegu. Aby wzmocnić efekt warto założyć  turban TermoCap lub owinąć je ręcznikiem. Ciepło powoduje, że olejki jeszcze lepiej się wchłaniają we włosy. Olejek Biovax jest bez parabenów, sls-ów i w 99% składników jest pochodzenia naturalnego.

Maska intensywnie regenerująca

Mocno nawilżająca maska to musthave dla moich włosów – bez niej miałabym na głowie szopę. Przy każdym myciu ZAWSZE używam odżywki lub maski. Czasami stosuję maskę przed myciem: na lekko zwilżone włosy nakładam maskę (od ucha w dół) i zakładam na głowę reklamówkę 😉 Teraz już nie muszę, bo mam specjalny czepek, który pomaga lepiej wchłonąć kosmetyk.

Mam też maskę Biovax Botanic, którą stosuję po dokładnym umyciu włosów szamponem i nakładam czepek, a na to TermoCap. Dzięki temperaturze temu maska się świetnie wchłania, po 40 minutach zdejmuję czepek spłukuję wodą i mam włosy jak po zabiegu u fryzjera.

Wszystko w warunkach domowych, za niewielkie pieniądze i do tego mam pewność, jakie składniki ma maska, czyli bez parabenów i sls-ów, które nie służą moim włosym. Jeżeli zależy Wam też na szybkim wzroście włosów – to tym bardziej jest dla Was. Do maski dołączony jest foliowy czepek.

Ten zestaw będzie mi towarzyszył przez całą jesień i zimę, bo w tym czasie włosy najbardziej się przesuszają. Zazwyczaj wszystkie zabiegi robię w weekend, bo wtedy zazwyczaj nie muszę się spieszyć. W tygodniu zestaw obowiązkowy, który nie zajmuje dużo czasu to: szampon + maska + olejek na końcówki. Jeżeli szukacie czegoś do włosów, co do natychmiastowy efekt to bardzo polecam Wam te dwa produkty.

Jeżeli też macie chęć je przetestować to mam dla Was rabat 15% w https://biutiq.pl Kod „sauna” działa od dzisiaj do 30.09. 2018 r. na cały asortyment.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Plac zabaw Arkadia – najbardziej nowoczesny plac zabaw w Warszawie

Plac zabaw Arkadia – to nowe miejsce na mapie Warszawy, z pewnością będzie o nim głośno przez cały rok. Uroczyste otwarcie jest dopiero jutro, a my zostaliśmy na nie zaproszeni. Jednak żeby móc Wam o wszystkich atrakcjach napisać – pojechałam tam dziś. 

Plac zabaw Arkadia – nowoczesne miejsce

Plac zabaw znajduje się przed Arkadią i jest naprawdę duży. Oczywiście jest bezpłatny i czynny przez cały rok.

plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia

Co musicie wiedzieć przed wyprawą?

Koniecznie ubierzcie się wygodnie – rodzice też, bo będziecie mogli skorzystać z wielu atrakcji razem. Dzieciom weźcie też ubranie na zmianę, bo jest tam kilka stref, gdzie można bawić się wodą. Cały teren placu zabaw jest wyłożony tartanem. Ja na takie wypady zakładam dzieciom dłuższe spodnie, bo jednak można zetrzeć sobie kolano przed upadkiem.

Warto założyć zakryte buty, bo są też ścianki wspinaczkowe i lepiej żeby dobrze trzymały się nogi. Możecie też wziąć coś do picia, bo gwarantuję, że szybko stamtąd nie wyjdziecie. Plac zabaw Arkadia jest czynny cały czas, pilnowany jest przez ochronę.

Co prawda nie jest ogrodzony, ale z każdej strony jest pas zieleni, który wyznacza początek i koniec.

plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia

Plac zabaw Arkadia – atrakcje

Dla kogo jest ten plac zabaw?

Według mnie od roku do 99+ – naprawdę każdy znajdzie tam coś dla siebie. Maluchy mogą przechodzić pod tunelami i chować się w różnych miejscach. Starsze dzieci zjeżdżać na małych zjeżdżalniach, skakać na trampolinach i bawić się w wodzie, a najstarsze – wspinać na najwyższe drabinki. Rodzice też znajdą tam dla siebie odpowiednie miejsce i chociaż chciałoby się usiąść na pięknej ławce pod drzewkiem, to raczej o to ciężko.

Największe wrażenie zrobiły na mnie podświetlane huśtawki z przetaczającym się zielonym światełkiem – świetny pomysł na nowy element, który zwraca uwagę.

Myślę, że teraz będzie dość oblegany, ale w tygodniu rano z pewnością będzie pusto.

plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia

Jeżeli szukacie innych placów zabaw w Warszawie to koniecznie odwiedźcie mój wpis z najciekawszymi placami w stolicy >Place zabaw Warszawa<

Uroczyste otwarcie jest już jutro i z tej okazji będzie wielki rodzinny piknik od 11 do 18. 

Partnerem głównym wydarzenia jest Komenda Stołeczna Policji. W trakcie pikniku funkcjonariusze zaprezentują swoje umiejętności oraz pozwolą zasiąść w prawdziwym radiowozie. Dodatkowo każdy uczestnik będzie mógł:
– Zwiedzić mobilny posterunek
– Zobaczyć pokazy tresury psów policyjnych
– Zasiąść na motocyklu czy w łodzi policyjnej
– Obejrzeć pokaz robota pirotechnicznego i patroli konnych
– Poznać zasady ruchu drogowego w specjalnym miasteczku

Miejskie Zakłady Autobusowe Warszawa przygotowały specjalny autobus edukacyjny, gdzie najmłodsi będą mogli dowiedzieć się, jak zadbać o bezpieczeństwo w komunikacji miejskiej.

Dzięki współpracy z Komenda Miejska PSP m.st. Warszawy każdy będzie mógł zasiąść w prawdziwym wozie bojowym oraz poznać szczegóły pracy strażaków.

Do tego będzie wiele innych atrakcji!

plac zabaw arkadia
plac zabaw arkadia

Plac zabaw Arkadia to miejsce, które przypomina mi place zabaw, które odwiedziliśmy na Węgrzech – w końcu coś nowego i ciekawego!

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie go znajomym – z pewnością Wam podziękują za polecenie takiego świetnego miejsca.

p.s. A jeżeli już się tam wybierzecie to niedaleko macie najlepsze lody w Warszawie Deseo 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dębki – najpiękniejsze plaże nad Bałtykiem – nasz przewodnik

Dębki – to podobno stan umysłu. Niektórzy jeżdżą tam po kilkanaście lat z rzędu. A my już drugi raz byliśmy w Dębkach i jestem absolutnie zakochana w tym miejscu. Nawet mój mąż, który za Bałtykiem nie przepada powiedział, że bardzo mu się tam podoba. Nie wiem  co te polskie morze w sobie ma, że mnie tak do niego ciągnie? Wybaczam deszcz, zmienną pogodą i wiatr urywający głowy. Kocham tam być.

Byliśmy w kilku nadmorskich miejscowościach – vide Gdańsk z dziećmi, ale to Dębki skradły moje serce i wiem, że tam będziemy wracać. Obserwowaliście nas w czasie naszego pobytu i Was też zainteresowało to miejsce. Dziś napiszę o tym, co nas urzekło tam najbardziej i które miejsca polecamy.

Zacznę od tego, że Dębki są stosunkowo niedaleko Warszawy.

W ostatnią niedzielę wakacji dojazd zajął nam 4h 40 min z jednym krótkim postojem. Jechaliśmy autostradą szybko i bez żadnych problemów.

Dodam też, że nasze nadmorskie pobyty zawsze planujemy na ostatni tydzień sierpnia. Od kilku lat ten termin jest dla nas idealny, bo już jest pusto, ale wszystkie sklepy i restauracje nadal są otwarte.

Do tego zawsze mamy w tym czasie pogodę. Myślę, że taki wyjazd na koniec sezonu to dobry pomysł -szczególnie z dziećmi. Miło jest tak powoli wkraczać w rok szkolny i wykorzystać ostatnie dni wakacji.Dębki

Takie „tłumy”

Dębki według mnie są miejscowością idealnie przystosowaną do potrzeb rodzin z dziećmi. Właściwie jest tu wszystko, co lubimy robić na takich wyjazdach, więc dal nas jest idealnie. Zdaję sobie sprawę, że każdy ma inne potrzeby, a wyjazd do Dębek to taki kompromis pomiędzy dostępnością dobrego jedzenia, atrakcji dla dzieci, a jednocześnie bez wszechogarniającego „festynu”.

W tym miejscu jest w wersji light. Nigdzie nie słyszałam disco polo, chamskich zachowań na plaży: picia piwa czy też palenia papierosów.

Zdecydowanie jest tu najwięcej rodzin z dziećmi.

W tym roku zatrzymaliśmy się znów w Domkach Nemo, które idealnie odpowiadają na nasze potrzeby. Tym razem byliśmy w 19 osób (10 dorosłych i 9 dzieci). Domki są przystosowane do rodzin z dziećmi i są wyposażone w: pralki, w niektórych są zmywarki, łóżeczka, wanienki, barierki na łóżko itd.

Na samym środku jest duży plac zabaw. Siedząc na tarasie można mieć dzieci na oku. My w domkach spaliśmy po dwie rodziny i tak nam się sprawdziło najlepiej.

Na najbliższe zejście na plażę idzie się około 15 minut (wejście 21).

Wejście 21 chyba najbardziej przypadło nam do gustu, bo jest tam bar: Kontener Dębki, gdzie wieczorem z głośników grała przyjemna muzyczka, można było zamówić grzane wino, a dzieciom kukurydzę. Plaża w Dębkach wszędzie jest bardzo szeroka, a piasek przypomina mąkę i jest cudowny. Do zejścia 21 można dojść pomijając stragany (a to ważna informacja dla rodziców;).

Plaża za Kontenerem 01.09 🙂 – pustki

Wejście 24 

prowadzi na najpiękniejszą plażę w Dębkach, czyli przy ujściu rzeki Piaśnicy. Miejsce jest absolutnie piękne, bo rzeka jest płytka i bardzo spokojna. Można ją przejść bez problemów. W tym miejscu dzieci mogą korzystać z nadmorskich fal i rzeki. Jeżeli zejdziecie w tym miejscu to dodatkowo będzie osłonieni od zachodu kawałkiem lasu, więc nie będzie na Was wiało. Wchodzi się obok parku linowego Tarzanek.

Jeżeli pójdziecie dalej za parkiem linowym to przejdziecie przez rzekę i też dojdziecie na plażę, ale z wózkiem jest to trudna trasa, bo przez bardzo długi odcinek jest piaszczyście.

Wejście 19 

jest wybrukowane, więc trochę łatwiej się prowadzi wózek, ale zdecydowanie jest tam więcej ludzi. Przy samym zejściu jest wieża widokowa, która jest ciekawą atrakcją do zobaczenia. Przy tym wejściu też jest bar. Dodatkową atutem tego wejścia są łódki, które stoją na plaży. To tam mamy najpiękniejsze zdjęcia. Dzieci bardzo lubiły przychodzić właśnie tutaj, bo właziły do łódek i się tam bawiły.

Do innych wejść jeszcze nie doszliśmy, ale wszystko przed nami.

Atrakcje dla dzieci w Dębkach:

Oprócz standardowych takich jakie możecie spotkać w każdej nadmorskiej miejscowości i które doprowadzają rodziców do rozpaczy może skorzystać z tych naprawdę wartościowych.

  • spływ kajakowy rzeką Piaśnicą – co prawda cała trasa trwa około 3 h i zaczyna się na Jeziorze Żarnowieckim, to nam się udało zoragnizować spływ krótszy, którym płynęły dzieci od 3 do 5 lat i trwał około pół godziny. Wystarczy zadzwonić, na któryś z numerów i to ustalić. Rzeka jest płytka i spokojna, są kamizelki ratunkowe dla dzieci i przepiękne widoki. Dopływa się do Bałtyku i później zawraca.
  • park linowy Tarzanek – ciekawy i porządnie zrobiony park (właściciele mają drugi w Warszawie) tuż przy wejściu na plażę – dzieciom bardzo się podobał. W Dębkach jest jeszcze drugi – Linowo, ale nie zrobił na nas dobrego wrażenia, więc tam nie poszliśmy
  • rowery – tak bardzo żałowaliśmy, że nie wzięliśmy swoich rowerów. Chociaż przy domkach Nemo są rowery dla gości, to jednak nie to samo. Jest też wypożyczalnia, ale dość daleko. Jeżeli macie swoje rowery i lubicie wycieczki to koniecznie je zabierzcie
  • plaża, plaża, plaża  do znudzenia rano i wieczorem.

W czasie 8-dniowego pobytu ani razu nie jechaliśmy samochodem, bo nie było takiej potrzeby. Właśnie dlatego nam się tam podobało, że od tego odpoczęliśmy. Wszędzie poruszaliśmy się pieszo.

Restauracje w Dębkach:

Jest sporo restauracji, ale my korzystaliśmy tylko z kilku.

Ulubione Dębki Playa, gdzie macie do Waszej dyspozycji ogromny ogród z placem zabaw. Przepyszne jedzenie, menu dziecięce, krzesełka, przewijak w toalecie i miła obsługa. To tam najczęściej wpadaliśmy 19-osobową bandą na obiad i zawsze nam smakowało. Są też naturalne lody dla dzieci. Dębki playa są otwarte do końca września

Pan Kurczak, to miejsce przy wejściu nr 21, czyli teoretycznie najbliższe po drodze, ale jednak mam mieszane uczucia co do tej restauracji. Fakt, jedzenie jest wydawane bardzo szybko, ale bez smaku. Do tego maleńka sala zabaw dla dzieci i bardzo brudna. Kiedy mieliśmy do wyboru Dębki playa, a Pan Kurczak to woleliśmy jeszcze 15 minut maszerować do Playi.

Smażalnia „U Kaszuba” – tam raz zawitaliśmy na rybkę i była pyszna. Dorsz dosłownie rozpływał się w ustach, a turbot smakował mężowi, który za rybami nie przepada. W menu są również inne potrawy i były pyszne (np. placki ziemniaczane)

Zapiekanki u Dzika – oh do dziś wspominam zapiekankę z serem lazur, suszonymi pomidorami i świeżym szpinakiem. Dobre zapiekanki, które kupowaliśmy też dzieciom 🙂

Lody:

  • najlepsze w „Lody naturalne” Spacerowa 16 i do tego gofry z toną owoców
  • bardzo dobre są też w Dębki playa

W Dębkach jest kilka ciekawych miejsc noclegowych i poniżej je Wam wypiszę:

Fajne miejsce – mega klimat, animacje dla dzieci i piękny wystrój (otwarte cały rok)

U przyjaciół – super standard i świetny plac zabaw na zewnątrz (czynne do połowy września)

Dębki playa – apartamenty, a na dole pyszna restauracja

Więcej miejsc nie znam, ale chętnie poznam.

A Wy, znacie Dębki? A może sami jeździcie do takiego miejsca, gdzie jest pyszne jedzenie i trochę atrakcji dla dzieci?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wyprawka do zerówki – praktyczne i solidne rzeczy na lata

Wyprawka do zerówki już skompletowana i czeka w szufladzie. Co prawda jeszcze to nie pierwsza klasa, ale zmieniamy placówkę, więc emocje są duże. Nie mogę uwierzyć, że to już! Dziś pokażę Wam nasze wyprawkowe wybory.

Wyprawka do zerówki

Wiem, że w każdej szkole – przedszkolu są inne wymogi, więc nie z wszystkiego skorzystacie, ale może inspiracje Wam coś rozjaśnią.

Plecak – nie będę się rozpisywać o plecakach, bo ten zakup spadnie na nas za rok. Taki, w którym będzie nosić książki i mnóstwo innych rzeczy.

Teraz w plecaku będzie nosić codziennie:

  • picie i drugie śniadanie
  • pewnie teczkę ( ale reszty dowiem się na zebraniu)
  • możliwe, że cienkie książki

W szkole ma swoją szafkę na książki i akcesoria (piórnik), więc nie musi tego nosić. To mnie bardzo cieszy, bo nie ma co dodawać dzieciom kilogramów na plecy.

Wybraliśmy duży plecak Penny scalan (TUTAJ), bo jest dość twardy, ma sporo kieszonek, jest wolny od BPA. Zmieści wszystko co trzeba i jest świetnie wykonany.

A jeżeli szukacie pięknych tornistrów w stylu vintage to koniecznie TUTAJ zajrzyjcie.

wyprawka do zerówki

Na wycieczki i inne wypady mamy bawełniany Trixie – fajny, bo ma lekko usztywniane plecy i zapięcie szelek z przodu. Jest mnóstwo świetnych wzorów TUTAJ

Do szkoły będzie też nosić drugie śniadanie, więc mamy małą śniadaniówkę Innobaby. Bardzo fajnie się sprawdza, ale temperaturę trzyma tylko przez godzinę. Do innych rzeczy sprawdza się znakomicie – bez problemu Lila go otwiera i zamyka. Zajmuje mało miejsca, a przez to, że jest ze stali to owoce dłużej utrzymują świeżość.

Po naszych doświadczeniach z butelkami Pura – zamówiłam Lilce jej własną. W nowej odsłonie prezentuje się znakomicie.

Potrzebujemy też stroju na gimnastykę (granatowe spodenki i biała bluzka – taki wymóg). Jak zwykle nie zawiodło nas Mybasic, bo znalazłam tam odpowiedni zestaw.

p.s udało mi się też wynegocjować dla Was rabat -30 zł przy zakupach za 200 zł do końca sierpnia.

Do tego podkolanówki Mama’s feet i przepiękny worek na strój Ferm living.

Zapytacie pewnie o piórnik. Ja miałam upatrzony piękny z Milan, ale Lila dostała ten i bardzo się jej podoba 😉 Może za rok wybierzemy coś innego.

Tak wygląda nasz wyprawka do zerówki. O kapciach pisałam Kapcie do przedszkola

A tu macie świeżutki wpis Plecaki szkolne

To tyle. Dajcie znać jak Wasze wyprawki 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak naturalnie wspomagać odporność przed sezonem chorobowym?

Już niedługo się zacznie: kaszelki, katary i inhalator włączony po kilka razy dziennie. Robię, co mogę żeby przygotować dzieci do sezonu chorobowego. W tym roku będziemy też stosować jedną, nową metodę, o której dowiedziałam się niedawno. Jest w 100% naturalna, a do tego skuteczna. 

Do napisania tego wpisu sponsorowanego zaprosiła mnie rodzinna olejarnia Olini, która tłoczy na zamówienie różne zdrowe oleje, a w tym olej z czarnuszki.

Jakiś czas temu natknęłam się na artykuł medyczny właśnie o niesamowitych właściwościach tej rośliny. Trochę się zdziwiłam, że medycyna, która opiera się raczej na preparatach medycznych wspomaga się również fitoterapią (czyli ziołolecznictwem). Z ciekawością przeczytałam TEN artykuł naukowy i postanowiłam spróbować

Czarnuszka  jest jedną z najstarszych roślin leczniczych i inaczej nazywana jest czarnym kminkiem.

Głównym składnikiem oleju z czarnuszki są nienasycone kwasy tłuszczowe (aż 85%), których sam organizm nie wytwarza i musimy ich dostarczać w diecie. Tak na przykład kwasy regulują powstawanie i wzrost komórek. W jelitach (które są centrum odporności każdego człowieka ) przyczyniają się do powstawania co 5 dni nowej śluzówki.

„Dobroczynne działanie NNKT (nienasycone kwasy tłuszczone) jest szeroko znane: poprawiają odporność organizmu, wspierają układ krążenia, regulują metabolizm, determinują prawidłową pracę wielu narządów i przeciwdziałają nowotworom. Jednak wyjątkowość oleju czarnuszkowego wynika przede wszystkim z wysokiej zawartości związku aktywnego o nazwie tymochinon. To właśnie ta substancja jest w największej mierze odpowiedzialna za właściwości antynowotworowe, przeciwzapalne i antyoksydacyjne oleju.” 

źródło 

Te kwasy mają dobroczynny wpływ na układ odpornościowy i są wskazane w czasie jego obniżenia.

Najważniejsze właściwości zdrowotne oleju z czarnuszki:

  • budowanie odporności – podawanie oleju z czarnuszki rano na czczo lub wieczorem po kolacji ma świetny wpływ na poprawę układu immunologicznego. Badania wykazują, że już po 4 tygodniach terapii liczba komórek odpornościowych wzrasta o 70%.
  • leczenie anemii – regularne stosowanie oleju podnosi poziom hemoglobiny i erytrycytów
  • leczenie alergii – olej z czarnuszki ma również działanie przeciwalergiczne i przeciwzapalne. Stosuje się nią również w alergicznych nieżytach nosa i już po 14 dniach są widoczne efekty
  • leczenie AZS i łagodzenie objawów – olej stosowany bezpośrednio na skórę ma podobne działanie do maści sterydowych. Można go również stosować na poparzenia słoneczne. Olej z czarnuszki świetnia działa również stosowany wewnętrznie
  • działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne – kuracja od 3 do 10 dni może zahamować działania patogenów, w tym Candida
  • ma działanie przeciwnowotworowe

Więcej o  dobroczynnych właściwościach oleju z czarnuszki możecie przeczytaj w tych artykułach medycznych: TUTAJTUTAJTUTAJ

Mnie osobiście zaciekawił ten olej z powodu wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszowych (aż 85%) i jak się zaczęłam wgłębiać w ten temat to dopiero odkryłam jego większe możliwości.

Jak podawać olej dzieciom?

Olej z czarnuszki polecany jest od roku.

Dla dzieci do 3 r.ż dzienna dawka to 1/2 łyżeczki (2,5 ml) dziennie, a powyżej 3 r.ż to jedna łyżeczka (5 ml) dziennie.

Olej ma dość ostry smak i nazywam go „syropkiem”. Czyli nalewam na łyżeczkę i podaję dzieciom. Można go dawać rano na czczo albo wieczorem po posiłku. Aby trochę zmienić jego smak można na łyżce (dużej) wymieszać łyżeczkę oleju i trochę miodu.

Sama również go piję, bo pomaga przy mojej insulinooporności (zmniejsza poziom homocysteiny).

Czy mogą pić go kobiety w ciąży?

Olej z czarnuszki jest sklasyfikowany jako bezpieczny olej spożywczy, nie środek leczniczy, więc nie można go przedawkować czy nie ma działań niepożądanych. Pojawiają się jednak również opinie, że czarnuszka nie jest zalecana w ciąży, bo może wywołać przedwczesne skurcze. Ponieważ każda ciąża jest inna myślę, że najbezpieczniej będzie skonsultować się ze swoją położną lub lekarzem.

Jak przechowywać olej z czarnuszki?

Olej przechowujemy w lodówce od 3 do 10 stopni i musi być zużyty do 3 miesięcy od daty tłoczenia. Każdy olej z olejarni Olini jest tłoczony na zamówienie, czyli trafiają do nas oleje 2-3 dniowe, w ten sposób nie tracą swoich zdrowotnych właściwości.

Chcę Wam jeszcze pokazać od razu inne oleje, które mamy od Olini i stosujemy w naszej kuchni codziennie. 

Olej kokosowy

jest u nas w kuchni od dawna. Używam go do smażenia, ale też do robienia zdrowej czekolady: zmielone wiórki kokosowe, olej kokosowy, ksylitol podgrzewam w garnku i wlewam do foremek, a później wkładam do lodówki.

Lubię też batony ala Bounty: wiórki kokosowe, olej kokosowy i ksylitol podgrzewam w garnku do połączenia składników. Formuję batony i wkładam do lodówki na 3 h, póżniej w kąpieli wodnej rozpuszczam gorzką czekoladę z olejem kokosowym i tą masą polewam batony. Wkałdam do lodówki do ostygnięcia.

Olej z pestek dyni

To jest nowy olej w nowej kuchni i najczęściej dodaję go do warzyw pokrojonych w paski dla dzieci i nam do sałatek. Olej jest tłoczony z niełuskanych pestek dyni. Cenna kukurbitacyna występuje właśnie pod łupiną pestki więc zachowuje on wszystkie najlepsze właściwości. To właśnie obecność kukurbitacyny sprawia, że olej z pestek dyni ma działania przeciwpasożytnicze.

Olej dla dziecka

To mieszanina oleju słonecznikowego i rzepakowego – używam go do smażenia, do maczania pieczywa, do zup, a nawet do koktajli. Ma najmniej wyczuwalny smak ze wszystkich i smakuje moim dzieciom.

Dodaję go też do warzyw na talerzu, żeby lepiej przyswajały się witaminy. Poniżej z goframi z kaszy gryczanej niepalonej z cukinią.

Ja do tej pory kupowałam dzieciom tylko oliwę z oliwek i olej kokosowy nie zwracając uwagi na produkcję, czy też zawartość. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to jest ważne. Jeżeli szukacie sprawdzonego źródła to bardzo Wam polecam Olini.

Olini to rodzinna olejarnia, która zwraca uwagę na te ważne aspekty:

– oleje są maksymalnie świeże, tłoczone na zamówienie
– tłoczone są najlepszej jakości polskich ziaren, wszystkie oleje tłoczone są na zimno, nierafinowane i niefiltrowane
– wysyłane są kurierem, dobrze zapakowane, więc transport jest szybki i bezpieczny

A ja ma też dla Was miłą niespodziankę.

Na hasło NEBULE na stronie www.olini.pl dostaniecie 10% rabatu na całe zamówienie do 9.09.

A tu jeszcze wpis Olej z czarnuszki czy naprawdę działa?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wspierać wieź między rodzeństwem?

Jestem jedynaczką, więc chyba trochę łatwiej spojrzeć mi na moje dzieci bez żadnych doświadczeń z przeszłości. Nie mam takich wspomnień, że mam ustąpić, bo jestem starsza albo wymagać podzielenia się zabawkami. Więź moich dzieci wspieram na podstawie czystej karty i wyłącznie opierając się na ich obserwacji.

Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie marka Baby Dove, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach.

Przyznam szczerze, że bardzo się bałam kiedy na świecie pojawiło się drugie dziecko. Przez krótki czas miałam poczucie, że coś odbieram starszemu dziecku. Moja uwaga była wówczas skierowana na dwójkę dzieci, a nie tylko na jedno. Nie ukrywam, że przez chwilę było mi nawet smutno, że już nie będziemy tylko we troje. Duży wpływ na mój stan miały hormony i jak tylko powitaliśmy czwartego członka naszej rodziny wszystkie obawy przeszły, a nasza więź stała się jeszcze mocniejsza.

Kiedy zbliżał się termin mojego porodu z Julkiem, to najbardziej martwiłam się tym, z kim zostanie Lila kiedy pójdę do szpitala. Bałam się, że moja kuzynka nie dojedzie na czas.

Teraz wydaje mi się to śmieszne, bo nie bałam się porodu tylko martwiłam się o starsze dziecko.

Do przyjęcia nowego członka rodziny przygotowywaliśmy się długo i myślę, że dzięki temu udało nam się  w miarę spokojnie go przyjąć. Od początku wiedziałam też, że nie będziemy kupować Lilce prezentu od dzidziusia, bo przeczyło to z założeniami naszych metod wychowawczych (czyli nie okłamujemy dzieci). Lilka sama zaproponowała, że chce coś kupić bratu na „zerowe urodziny”. Zabrałam ją do sklepu i wybrała podobnego misia, którego podarowała mu na pierwszym spotkaniu. Później często używała go do zabawy z leżącym bratem.

Bardzo mi zależało na tym żeby nie odczuła tego, że moją uwagę dzielę teraz na dwa. Od samego początku chciała się angażować w czynności pielęgnacyjne, a ja jej na to pozwalałam. Było wolniej, było trochę bałaganu, było trochę nerwów, ale BYŁO warto.

Przynosiła chusteczki nawilżane i pieluszki, smarowała maleńkie stópki balsamem, uczestniczyła w kąpieli. Była bardzo zaangażowana i czuła się WAŻNA. Jej rola starszej siostry była wykorzystana do maksimum. Więź budowaliśmy od samego początku i na wiele jej pozwalaliśmy. Naprawdę dużo mam takich obrazków przed oczami, kiedy np. Lila czesze Julka włosy i mówi do niego: „Juleczku, uczeszę Ci teraz włoski”.

Myślę, że właśnie dzięki temu ma podwaliny do tego co się dzieje teraz, czyli dogadywania się w codziennych sytuacjach.

Chociaż różnica wieku jest dość spora (prawie 4 lata) i nie mają zbyt wielu wspólnych zainteresowań, to naprawdę potrafią się ze sobą bawić. Obserwuje to z wielką ciekawością, bo starsza bawi się z młodszym w takie zabawy, w jakie nigdy nie bawiła się sama. Jest to dla niej bardzo rozwojowa zabawa, bo ćwiczy jej cierpliwość i uczy wielu rzeczy.

Kiedy po raz dziesiąty jednego dnia wyciągają: koce, parasole, karimaty i budują swoje domki to wiem, że właśnie wtedy mam im dać spokój. Nie zwracam uwagi na to co tam znoszą (nawet przekąski sobie organizują) tylko staram się wycofać.

Oczywiście jest pełno nieporozumień i dochodzi nawet do rękoczynów. Jak w takich sytuacjach wspieram więź?

Pierwsza rzecz to staram się zachować spokój. Moje emocje tylko podgrzałyby atmosferę. Staram się nie rozstrzygać, czyja to wina, kto komu itd. Często wina jest po środku, a próby dociekania, czyja to jest sprawka tylko pogarszają sprawę. Naprawdę, ja nie wnikam kto kogo uderzył z jakiego powodu. Przychodzę i staram się załagodzić spór widząc „stan zastany”, czyli płaczące i wkurzone dzieci (jakby tego co było wcześniej nie było). Nazywam emocje, żałuje jedno i drugie i się wycofuję. Nie daje kar, nie mówię o winie i nie oceniam.

Zdarzają się oczywiście też takie, kiedy wina jest ewidentna i np. starsza uderzyła młodszego. Widzę, że nie panuje nad swoimi emocjami i tak chce dać im upust (jednocześnie krzywdząc młodszego). W takich sytuacjach postępuję tak jak zawsze, rozmowę na ten temat zostawiam na chwilę po opadnięciu emocji. Staram się rozmawiać i tłumaczyć dlaczego bicie nie jest dobrym rozwiązaniem.

Proponuję też inne sposoby: „Kiedy nie możesz wytrzymać, bo jesteś tak ZŁA, to szybko odejdź”. Tłumaczę też, że w ten sposób nauczy brata bić i on też będzie ją bił, bo do tej pory nie poznał jeszcze, że można tak robić.

Widzę, że naprawdę próbuje radzić sobie z emocjami, bo ostatnio słyszałam zza ściany, jak młodszy jej coś zabrał, a ona mówiła do siebie „Spokojnie Lilu, oddychaj”. A później przez zęby wycedziła „Juleczku, daj daj”.  Uczę ją, że jak będzie bardzo krzyczeć, bo on coś jej  zabrał, to ma odetchnąć i poprosić spokojnym tonem „daj, daj”. Tylko to na niego działa i zawsze oddaje.

Obserwuję też, że dzieci mają ogromną potrzebę zabaw siłowych, które z boku przypominają bijatykę.

Pozwalam na takie kontrolowane zabawy i tylko patrzę żeby nikt nie nabił sobie guza. Ciągają się, jedno na drugie włazi, jest trochę śmiechu, trochę wrzasków. Tak wyładowują swoje emocje i budują więź.

Jak mam tylko możliwość to staram się spędzać czas ze starszą 1:1. Ona lubi ten czas, ale tęskni wtedy za Julkiem (tego się nie spodziewałam). Z racji tego, że jest starsza to czasem ją zabieram do kina lub na rolki, a ona wtedy dopytuje o brata. Oczywiście też docenia ten czas tylko z mamą, ale widzę, że wcale nie jest jej niezbędny.

Dotyk jest bardzo ważnym elementem budowania więzi między ludźmi, więc na takie zabawy też daję im przyzwolenie. Smarowanie balsamem, czy masażyki świetnie ich zajmują, a do tego pogłębiają swoją relację. To wyjątkowe momenty, które naprawdę im służą.

Od początku wiedziałam, że nie chce dzieci: porównywać, a przez to zawstydzać. Każde dziecko jest inne i każdy ma prawo zachowywać się inaczej. Nie używamy też kar ani nagród, dzięki temu jest naprawdę łatwiej, bo nikt nie czuje się pokrzywdzony. Pokój dzieci też urządziliśmy w taki sposób żeby każdy miał swoją strefę: biurko, łóżko i każdy oddzielną półkę oraz strefy wspólne (dywan do zabawy).

Wiele jest jeszcze sytuacji są przed nami. Nie jest to łatwe, bo w rodzeństwie jest różnie. Jest czasami dużo śmiechu i fajnych wydarzeń, ale jest też sporo konfliktów. My jako rodzice powinniśmy ich wspierać, jak tylko możemy i nie wartościować nikogo.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” lub udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kapcie do przedszkola i szkoły – przegląd miękkich modeli

  • Współpraca reklamowa
  • Materiał zawiera linki afiliacyjne

Kapcie do szkoły i kapcie do przedszkola to tematy, które wracają jak bumerang na moim blogu. Mieliśmy już w naszej karierze przedszkolnej i szkolnej kilkanaście modeli. Podzielę się z Wami naszymi doświadczeniami i pokażę inne, na które warto zwrócić uwagę.

Wybór kapci jest bardzo ważny, bo dzieci spędzają w nich dużo czasu i warto kupić je świadomie.

Część odnośników w tym poście to linki afiliacyjne. A główna część wpisu to materiał sponsorowany przez dobrze mi znaną markę Befado.

Kapcie do przedszkola – na co warto zwrócić uwagę

  • dziecko samo jest w stanie je włożyć i zdjąć (mniejszym dzieciom łatwiej jest zapiąć kapcie na rzep z pętelką /taką jak jest w sandałach/)
  • oddychającą, giętką i nie zostawiającą śladów, podeszwę
  • zapiętek w miarę miękki
  • zabudowane lekko noski
  • płaską wkładkę jeżeli dziecko nie ma problemów ortopedycznych i nie ma 7 lat

Kapcie do szkoły – na co warto zwrócić uwagę:

  • miękka podeszwa
  • łatwość wkładania
  • bez sznurówek (rozwiązują się i są tylko dodatkowym problemem)
  • lekko zabudowane noski
  • biała podeszwa (nie zostawiająca śladów)

Kapcie do przedszkola i żłobka- przegląd miękkich modeli:

  1. Bardzo miękkie z kapcie anatomiczną podeszwą KLIK
  2. Kapcie Harry Potter KLIK
  3. Wsuwane miękkie kapcie KLIK
  4. Kapcie do przedszkola KLIK
  5. Miękkie kapcie KLIK
  6. Miękkie balerinki Kolorowe trampki do przedszkola KLIK
  7. Kapcie z anatomiczną podeszwą KLIK
  8. Jednokolorowe, miękkie kapcie trampki KLIK
  9. Miękkie kapcie KLIK
  10. Miękkie balerinki KLIK

Kapcie do szkoły – przegląd miękkich modeli:

  1. Kolorowe balerinki KLIK
  2. Minimalistyczne kapcie KLIK
  3. Miękkie trampki KLIK
  4. Balerinki w arbuzy KLIK
  5. Miękkie kapcie KLIK
  6. Kolorowe kapcie z oddychającą podeszwą KLIK
  7. Granatowe balerinki KLIK
  8. Miękkie kapcie z oddychającą podeszwą KLIK
  9. Czarne balerinki KLIK
  10. Miękkie sportowe buty z białą podeszwą KLIK

Wszystkie modele kapci mają miękką podeszwę i będą idealne do szkoły i przedszkola

Wiem, że też lubicie pooglądać rzeczy na prawdziwych zdjęciach, więc w tym roku bardzo się przygotowałam. W każdym moim zestawieniu zawsze pojawiają się kapcie Befado. I Wy je często mi polecałyście!

Befado to polska marka, która od 90 lat produkuje w Bielsko-Białej obuwie dla dzieci i dorosłych. Każdy but jest zrobiony tak, aby wspierać naturalny ruch stopy. Tekstylne kapciuszki do żłobka i przedszkola, tenisówki do szkoły, czy buty sportowe na WF – to wszystko znajdziecie w Befado.

A tu łapcie – Śniadaniówka z przegródkami do szkoły – najlepszy lunchbox!

W ubiegłym roku szkolnym sama kupiłam kapcie do szkoły tej marki i jako jedyne wytrzymały cały rok

Oprócz tego, że kapcie Befado są wykonane z przewiewnych materiałów, to niektóre modele mają skórzane wkładki, oddychające podeszwy, bawełniane wyściółki i wiele innych udogodnień. Wszystko po to, żeby zapewnić komfort stopie. Dziecięce modele zostały oznaczone znakiem Zdrowa Stopa – jest to ważne przy wyborze kapci do szkoły i przedszkola.

Jak wypada rozmiarówka kapci Befado?

Najlepiej jest zmierzyć stopę dziecka i na tej podstawie wybrać rozmiar.

W celu dokładnego zmierzenia stopy dziecka, weźcie kartkę i ustawcie na niej dziecko tyłem do ściany, oprzyjcie piętę o ścianę i zaznaczcie kropkę przed dużym palcem. Zmierzcie odległość od ściany do najdłuższego palca.

Prawidłowy zapas w kapciach do przedszkola i szkoły to 0,5-1 cm.

W Befado macie bardzo ułatwiony wybór rozmiaru, bo przy każdym modelu i rozmiarze jest napisana długość wkładki. Dzięki temu prawidłowo dobierzecie kapcie do szkoły i przedszkola.

Najlepsze kapcie do przedszkola i szkoły – przegląd miękkich modeli

Kapcie do szkoły i przedszkola

Befado fun

KLIK

Dostępne od rozmiaru 25 aż do 36

Miękkie kapcie idealne do szkoły i przedszkola – o minimalistycznym wyglądzie przypominającym trampki ze wzmocnionymi czubkami. Według mnie jest to ciekawa propozycja dla dzieci z wąską stopą. Zamiast sznurówek jest gumka i mocny rzep.

Kapcie Befado Softer

KLIK

Dostępne od rozmiaru 27 do 34

To zupełnie nowy model kapci z anatomiczną, bardzo cienką i równą podeszwą, dzięki której noszenie butów przypomina chodzenie boso. Kapcie Softer są niezwykle miękkie i będą też się nadawały do chodzenia po domu w chłodne dni.

Ten model ma anatomiczną podeszwę, które imitują chodzenie boso!

Kapcie mają skórzaną wkładkę. Czuję, że ten model będzie hitem w przedszkolach w tym roku. Są dostępne 2 wersje Softerów – na rzep i z gumką.

Buty Befado Honey

Różne kolory KLIK

Dostępne od rozmiaru 23 do 30

Nowe, miękkie kapcie do przedszkola. Mają wygodną podeszwę honey, która doskonale amortyzuje skoki, bieganie. Cholewka jest wykonana z przewiewnego i dopasowującego się do stopy materiału.

Tenisówki do szkoły Befado Tim

Dostępne w różnych kolorach KLIK

Od 25 do 36

Jeżeli Wasze dzieci wolą tenisówki to fajnym wyborem do szkoły jest Befado Tim. Są zapinane na rzep, a gumka zamiast sznurówek pozwala dopasować but do stopy.

Kapcie do przedszkola i szkoły Befado Danny

Dostępne w różnych wzorach KLIK

Od rozmiaru 25 do 36

Doskonałe kapcie dla bardzo energicznych dzieci. Kapcie są miękkie i co najważniejsze mają oddychającą podeszwę – to ważne jeżeli stopy mają tendencję do nadmiernego pocenia. Mocna rzepa dobrze utrzyma stopę.

Kapcie do przedszkola i szkoły Befado Blanca

Dostępne w różnych wzorach TUTAJ

Od rozmiaru 25 do 36

To jest ulubiony model dziewczynek w przedszkolach i pierwszych klasach szkoły podstawowej. Świetnie się noszą, dobrze dopasowują się do stopy i mają przepiękne wzory. Zobaczcie tylko jakie piękne modele z delikatnym połyskiem. Do tego mają oddychające podeszwy.

Sandałki Befado Fly

Dostępne w różnych kolorach TUTAJ

Rozmiary od 20 do 26

Niektórzy rodzice wolą kupić sandałki zamiast typowych kapci – jest to bardzo dobre rozwiązanie szczególnie dla dzieci z wyższym podbiciem. Regulacja na rzep w dwóch miejscach pozwala lepiej dopasować but.

Takie sandałki sprawdzą się w przedszkolu u dzieci, którym mocniej poci się stopa. A do tego mają skórzaną wyściółkę. Polecam!

Kapcie do żłobka Befado Flexi

Dostępne w różnych wzorach TUTAJ

Od rozmiaru 18 do 26

Jeżeli szukacie wyższych kapci do żłobka lub przedszkola to ten model będzie idealny! Bardzo miękkie, dobrze trzymają stopę, a jednocześnie łatwo się je wkłada. Do tego mają przewiewne podeszwy.

Buty na gimnastykę i WF – najlepszy wybór

W Befado znajdziecie też bardzo ciekawe modele butów sportowych – idealne na ćwiczenia w przedszkolu i szkole.

Buty sportowe Befado Ring

Dostępne w różnych kolorach KLIK

Od rozmiaru 25 do 40

Świetny, lekki i miękki model, który idealnie sprawdzi się do chodzenia na co dzień, ale też na ćwiczenia w szkole lub w przedszkolu. Buty nie mają sznurówek, szybko się je wkłada i doskonale dopasowują się do stopy.

Buty sportowe Befado Wind

Dostępne w różnych kolorach KLIK

Rozmiary od 25 do 41

Lekkie i przewiewne sportowe buty dla chłopców i dziewczynek. Mają bardzo miękką podeszwę, która dobrze amortyzuje bieganie. Dzięki gumce i rzepie szybko się je wkłada, a do tego są wygodne.

Buty sportowe Befado Modern classic

Dostępne w różnych kolorach KLIK

Od rozmiaru 25 do 41

Te buty też doskonale się sprawdzą jako kapcie – są bardzo przewiewne i lekkie. Mają całą białą podeszwę – są idealne na salę gimnastyczną.

Buty Befado dostępne są także w lokalnych sklepach z obuwiem. Mapkę sklepów można sprawdzić TUTAJ

Zaglądajcie na bloga po kolejne wpisy z cyklu WYPRAWKA 2025

A jeżeli szukasz inspiracji na wyprawkę szkolną tutaj łap przegląd Plecak do szkoły 2025, tu Wyprawka szkolna 2025 a tu najlepsze Lunchboxy i bidony

Macie już kapcie do przedszkola i szkoły? Jeżeli nie, to na pewno je znajdziecie w tym wpisie.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kiedy rodzic już nie wytrzymuje – stresory, które powodują, że mamy mniej cierpliwości

Cały dzień jesteśmy najlepszą wersją siebie, a wystarczy jedna czerwona kreska namalowana nieśmiało na ścianie, a my potrafimy zagotować się ze złości. Często zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, co nas wprowadza w taki stan. Dziś chciałabym napisać o stresorach rodziców, czyli takich sytuacjach, które powodują, że nasze pokłady cierpliwości zdecydowanie za szybko się kończą.

Poprzedni wpis o przyczynach trudnych zachowań u dzieci bardzo Wam się podobał (Kiedy dziecko gorzej się zachowuje), więc tym razem, aby mieć pełny obraz – napiszę o naszych stresorach, z którymi można próbować sobie radzić.

Każdy z nas ma zakodowane inne sytuacje, które wyprowadzają z równowagi, mam je również i ja. Jestem tylko człowiekiem.

1. Wyjazdy z dziećmi

Chociaż może to tak wyglądać: wypoczęta i uśmiechnięta mama. Niestety na zdjęciach nie widać odliczania do dziesięciu, wzdychania i przewracania oczami. Osobiście wyjazdy z domu z dziećmi znoszę dość ciężko. Jestem osobą, która ma WSZYSTKO zaplanowane i jestem spakowana na każdą ewentualność. Jednak zawsze zdarzają się sytuacje, które są dla mnie nowe i niekoniecznie chciałabym je przeżyć na wyjeździe.

Niestety one najczęściej dotyczą zdrowia. Mieliśmy kilka takich sytuacji, które były dla mnie ogromnie stresujące i podczas nich marzyłam żeby być w domu. Jedna sytuacja: Julek nastąpił na pszczołę, a my nie mieliśmy nic do wyjęcia żądła, a druga to rotawirus, który nie oszczędził nikogo z nas i rodziny naszych znajomych.

To dlatego zawsze moja apteczka wygląda jakbym wybierała się na wojnę, a i tak zawsze czegoś mi brakuje. Pisałam Wam już jak wygląda moja Apteczka na wyjazd z dzieckiem, i że mam w niej wiele lekarstw i zawsze sprawdzam ich przydatność przed wyjazdem.

2. Zmęczenie

Kiedy jestem zmęczona to wystarczy błahostka, aby pokłady mojej cierpliwości doszły do zera. Intensywniej wtedy odczuwam dochodzące bodźce i one powodują u mnie zdenerwowanie. Pamiętam też, jak dzieci wstawały po kilka, kilkanaście razy w nocy i na drugi dzień byłam nieprzytomna, to dosłownie od rana chodziłam zła jak osa.

W takie dni przechodzę w tryb „oszczędzania energii” – staram się nie robić nic poza tym, co trzeba. Robię szybki obiad lub kupuję w barze mlecznym, porządki zostawiam na „lepsze dni”, a sama korzystam z drzemki dziecka, żeby chociaż na 20 minut zmrużyć oko.

3. Telefon

Telefon to takie okno na świat – wszystko możemy tam sprawdzić, pogadać z przyjaciółką, czy pooglądać inspiracje na Instagramie. Są jednak dni, kiedy kładę telefon daleko, bo widzę, co ze mną robi.  Kiedy piszę sms-a lub sprawdzam informacje i dzieci mnie o coś proszą, to pojawia się u mnie dziwne uczucie, którego nie potrafię do końca opisać, ale nie jest ono dobre.

Kiedy do tego dojdą emocje, codzienne sprawy, to telefon często tratuję jako ucieczkę do lepszego świata (bez bałaganu i obowiązków). Niestety poprawa jest tylko chwilowa, bo później wracam do moich okruchów na podłodze i kosza z praniem. Widzę, że nie wpływa to na mnie dobrze, dlatego biorąc telefon do ręki w takie trudne dni staram się patrzeć na wszystko, jak na bajkę (wiem, że nie do końca jest to prawdziwe).

4. Bałagan

Doszłam do kolejnego mojego stresora, który naprawdę potrafi mnie zagotować w kilka sekund. Sprzątam, odkładam i przechodzę do następnego pomieszczenia. Wracam za chwilę do niego, a tam już LEGO na podłodze i pomazane biurko. Biorę kilka oddechów i w głowie sobie tłumaczę: „Za 15 lat będziesz miała porządek i będziesz za tym tęsknić” i trochę mi lepiej. A jak sobie z tym radzę? Zabawki sprzątamy razem, wieczorem, bo naprawdę nie mam siły ani chęci odnosić każdej rzeczy co chwilę.

Moim stresorem było też pranie, ale kilka miesięcy temu kupiliśmy większą pralkę (dzięki temu robię pranie zdecydowanie rzadziej) i suszarkę (pranie nie stoi w przedpokoju). Dzięki temu trochę szybciej schodzą nam obowiązki domowe. Mąż zawsze ogarnia kuchnię, a mi zostaje reszta.

5. Kawa, a właściwie brak kawy

Kawa to moja mała, chwilka dla siebie – takie przytulenie od środka. Mam w środku dnia 2 takie momenty, a czasem nawet 3. Kiedy coś się dzieje i nie mogę wypić mojego ulubionego napoju, to jest mi bardzo ciężko. Dosłownie nie potrafię się wziąć w sobie żeby coś zrobić. Staram się też żabym mogła wypić ją w spokoju i to całkiem ciepłą, od razu po zaparzeniu. Takie 15 minut dla mnie, ładuje moje akumulatory do końca dnia, a jeżeli jeszcze mogę drugą ręką przejrzeć gazetkę to jestem przeszczęśliwa.

6. Będę później – wiadomość od męża

Ja wiem, ja to wszystko wiem. Ale czasami naprawdę odliczam minuty do jego powrotu. Brakuje mi dorosłej osoby, z którą nie muszę negocjować koloru talerzyka. Co robię w takich sytuacjach? Najczęściej ubieramy się i idziemy na podwórko – tam zawsze mogę spotkać sąsiada, nie widzę zabawek na podłodze, a dzieci mniej się kłócą. To moje remedium na stres – patrzę na drzewa i jest mi lepiej.  A na męża czekamy na podwórku i nawet nie zauważam, że miał być później.

7. Niezaspokojone potrzeby, ciągle spychane na dalszy plan

Pamiętam jak dziś, jak byłam sfrustrowana, bo ciągle spychałam moje potrzeby na koniec. Kiedyś w końcu miarka się przebrała i powiedziałam koniec. Teraz na bieżąco staram się zaspokajać swoje potrzeby, tak żeby znów nie dojść do tej ściany. Więcej mówię: „Jak skończę to Ci przyniosę”, włączam bajki po to żeby w spokoju się wykąpać i zebrać myśli, bardziej o siebie dbam.

To wcale nie znaczy, że jestem złą matką, tylko ja to wiem, że im bardziej dbam o swoje potrzeby tym mam więcej cierpliwości i zasobów.

8. Zabawki, które doprowadzają mnie do szału

Piasek kinetyczny, gwizdek, harmonijka, flet – wszystko poszło na górę do szafy. Nic się dzieciom nie stanie, jak nie pogwiżdżą przez 2 minuty, a mój stan psychiczny zdecydowanie będzie lepszy. Te wszystkie przedmioty wprowadzają mnie w stan walki lub ucieczki, tylko nie mam gdzie uciekać…

9. Mamo, to moje!, czyli kłótnie dzieci

Są takie momenty, że chciałabym tego nie słyszeć, ale się nie da. Coraz normalniej podchodzę do takich awantur i staram się nie wnikać i nie analizować. To mi pomaga i przez to dzieci uważają, że jestem sprawiedliwa. Nie pytam, kto pierwszy, kto bardziej itd. Tylko słucham i ewentualnie pozwalam nazwać emocje. To naprawdę im wystarcza.

10. Brak czasu dla siebie

Nie da się non stop zajmować dziećmi i nie oszaleć. Kiedyś ciągle spychałam ten czas dla siebie, kiedy dzieci zasną, a to może zrobię w weekend. Ale doba z gumy nie jest i ostatnio zauważyłam, że się zapędziłam w pułapkę: „Nic się nie da zrobić z dziećmi”.

Nie wiem czemu tak myślałam i wszystko zostawiałam na czas kiedy śpią lub wyjdą z mężem na podwórko. Okazuje się, że tak naprawdę bardzo dużo rzeczy da się zrobić z dziećmi obok np. paznokcie lub poczytać książkę. Te ograniczenia były tylko w mojej głowie, a ja się dałam złapać.

To lista moich największych stresorów, z których doskonale zdaję sobie sprawę i staram się ich unikać żeby nie być sfrustrowana i z ograniczonymi zasobami cierpliwości. A Wasza lista jak wygląda?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 tekstów dorosłych, które działają mi na nerwy

Mam wrażenie, że świat się zatrzymał milion lat temu, kiedy do wychowania dziecka była potrzebna cała wioska. A przynajmniej mentalność społeczna nie zmieniła się od tamtej pory. Chodzi mi o “dobre rady” udzielane przez np. pana lat 50 w warzywniaku, panią z pieskiem w parku itepe itede.

Nie wiem dlaczego, ale prawie każdy czuje swój obywatelski obowiązek żeby coś tej biednej matce, która nic nie wie i nie potrafi, pomóc. Mało tego, czasami słyszę też jak dorosły zasoli do dziecka taki tekst, że mi ręce opadają.

Żałuję bardzo, że nie wszyscy zdają sobie  z tego sprawy. Spiszę tu top of the top najgorszych tekstów.

1. Pan/ Pani Cię zabierze. 

Nie wiem skąd się wziął ten głupi tekst, ale z tego co słyszę to ma się bardzo dobrze i dzieci się boją Pana i Pani w sklepie, bo może je wziąć pod pachę jak bułkę (chleba- regionalizm podlaski) i wyjść z sklepu z owym dziecięciem. Kiedyś jeszcze była czarna Wołga, oj brrr boję się do dziś. Buki też się bałam.

2. Nic się nie stało.

Sytuacja typowa i do tego patowa. Biegnie, biegnie, biegnie i wielkie bum bez telemarku. Podchodzi rodzic, podnosi dziecko, tuli (no ok, normalne-pomyślicie) i mówi “Nic się nie stało przecież”. Ten tekst doprowadza mnie do szału. Często jest też używany do zbycia dziecka, któremu coś się zepsuło i przychodzi zapłakane żeby mu naprawić. I znów ciach “Nic się nie stało”.

Oj stało! Jakby mi się zepsuło, coś bardzo ważnego to stała by się tragedyja nie z tej ziemi. Czemu, więc tak traktujemy problem dziecka? To nie jest sprawa błaha i nieważna, to coś na czym bardzo jej/jemu zależało.

3. Nie płacz

Kolejny tekst z życia wzięty. Bardzo częsty z resztą. Dzieciom nie zabraniam płaczu. Niech płacze, przytulam, żałuję, głaszczę po głowie. Mówiąc “nie płacz” uczymy dziecko, że płacz to coś złego. A to są emocje. Dzieci tak jak dorośli mają różne.

To czemu zabraniamy dziecku płakać? Bez sensu.

Kiedyś w dedetefałen byłą Pani psycholog, ze swoimi pacjentkami i ich mamą. Była przedstawiona cała historia, że dziewczynki często płaczą i mama sobie nie radzi. Pani psycholog wymyśliła świetne rozwiązanie. Namówiła mamę, żeby kupiła im Kury pluszowe i nauczyła je, że kiedy dziewczynki są smutne i płaczą to moją iść właśnie na te kury i tam sobie z własnym płaczem poradzić. No błagam.

Płacz tylko wtedy przynosi ukojenie kiedy jest przeżywany z kimś. Ale nie z kimś kto ma dziobek i pazury. Takie “dobre rady” uczą dziecko, że płacz to coś złego i trzeba płakać w samotności. Okropne!

4. A ładnie zjada?

Tekst pediatry. Z chęcią bym odpowiedziała: “Nie, brzydko je. Brokuły ma nawet z uszami, stół cały wymazany, no podłodze brokułowa papa”.  Drugi podobny: czy ładnie śpi. No śpi bardzo ładnie. Wygląda jak anioł. Ale budzi się 6 razy w nocy, a może nawet 16 już sama nie pamiętam z wycieńczenia.

5. A grzeczna jest?

Dziwne to jest, że przymiotnik “grzeczna” w naszych głowach ma dwa kucyki, różową sukienusię, uśmiechniętą buzię i nigdy nie płacze. Odnosi talerzyk po jedzeniu, kłania się sąsiadom i stoi równiutko na apelu. Niestety w naszym społeczeństwie dziewczynki od małego naznaczone są tym stygmatem. Martwi mnie to bardzo, że takich zachowań się tylko wymaga od dziewczynek. Zabrania się złości, płaczu i innych emocji.

6. Nie biegaj bo się spocisz/upadniesz/pobrudzisz spodnie

To słyszę bardzo często. A najczęściej z ust nianiek/babci na placu zabaw. Czasami mi się wydaje, że idealne dziecko na placu zabaw siedzi na ławce i patrzy na inne dzieci i do tego je tłustego pączka (nie wiem co to za skojarzenie z tym pączkiem;). Przecież po to tu przyszło, nie?

7. No idź do dzieci…

Nagminnie to słyszę w różnych kulkolanadach i innych bawialniach. A może dziecko woli być z mamą? Tak jak w poprzednim punkcie, przecież przyszło się bawić z dziećmi.

8. No nie wstydź się

Łatwo powiedzieć…

9. Za babcię, za dziadka, za panią z warzywniaka lub drugi tekst: “Jak zjesz to dostaniesz…”.

Uczymy dziecko w ten sposób, że jedzenie to nic przyjemnego i trzeba to robić dla kogoś lub za coś.

10. Okłamywanie dzieci. 

Denerwuje mnie traktowanie dzieci jako istot niemyślących.

Mogłabym jeszcze pisać i pisać. Nikt nie jest idealny. Czasem mi się wyrwie jakieś słowo, ale zawsze robię rachunek sumienia i wiem, że więcej tak nie zrobię. To chyba najważniejsze.

Co byście dodali?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kiedy dziecko gorzej się zachowuje – najczęstsze przyczyny, z których często nie zdajemy sobie sprawy

Chociaż nie przepadam ze stwierdzeniem, że dzieci się źle zachowują – to specjalnie tak chciałam nazwać ten tekst. Nie lubię też stwierdzenia „niegrzeczne”, więc tak naprawdę ten wpis jest o tym, dlaczego dzieci nie robią, tak jakbyśmy tego chcieli lub nie pasuje im to, co im proponujemy. Taki tytuł najbardziej by mi tutaj pasował. A więc poznajmy dziecięce stresory

Znacie to, chcecie aby Wasze dziecko skończyło zabawę i poszło zrobić, coś o co je prosiliśmy. A tymczasem nie robią sobie nic z tego, a dodatkowo wydaje się nam jak zupełnie nas nie słuchały i nasze prośby nic dla nich nie znaczyły.


Na pewno też znacie awantury o niepasujący kolor talerzyka lub spazmy przez założenie buta nie na tę nogę.

W dzisiejszym tekście chciałabym Wam napisać o dziecięcych stresorach, czyli sytuacjach, które nam, dorosłym wydają się być normalne, a tymczasem powodują, że nasze dzieci zmieniają się nie do poznania. (stresory to pojęcie z metody Self-reg, o której pisałam Pozwólcie dzieciom płakać)

Bardzo często widzimy tylko wierzchołek tej sytuacji, która spowodowała przeciążenie, a nie jego  przyczynę, więc dziś piszę właśnie o tym. Częste dziecięce stresory to:

ZBYT WYSOKIE OCZEKIWANIA OTOCZENIA:


Specjalnie napisałam ten punkt jako pierwszy, bo według mnie jest kluczowy. Bardzo często mamy wobec dzieci zbyt wygórowane wymagania. Ja sama też się często na tym łapię i wtedy sobie tłumaczę, przecież to tylko dziecko (ma 2 lata i przecież nie ustoi w miejscu). Czasem przez presję otoczenia oczekujemy od nich niewiadomo czego, że np. 3 latek będzie używał wszystkich form grzecznościowych i jak ich nie używa to znaczy, że jest „niegrzeczny”


TIP

Jeżeli Wasze dzieci nie robią tego, o co je prosicie, to zastanówcie się czy to na pewno jest w ich kompetencjach. Czasem też nie rozumieją ogólnych zwrotów typu „Posprzątaj pokój”. Potrzebują bardziej konkretnych wskazówek takich jak: „włóż klocki do koszyka”, „wrzuć piłki do pojemnika”.

SŁODYCZE:


Myślicie dlaczego tak bardzo ograniczam dzieciom cukier i zabarwione chemią lizaki/żelki/inne dziadostwa? Właśnie dlatego, że cukier niezdrowo pobudza i wprowadza dzieci w dziwny stan, który najpierw nazwałabym „naćpaniem”, a później zjazdem. Sama obserwuję to bardzo wyraźnie na kinderbalach, gdzie jest nieograniczony dostęp do słodyczy i widzę jak dzieci reagują. Nie słuchają, nie potrafią się skupić, a później kiedy poziom glukozy opada, stają się rozdrażnione.

TIP

spróbujcie zdrowszych zamienników – naprawdę dają radę i obserwujcie dzieci.

BAJKI:


Są dzieci, które bardzo często nie nadążają za akcją w bajce i ich układ nerwowy jest zbyt pobudzony. Dodatkowo zauważyłam, że z bajkami związanych jest wiele napięć: najpierw chęć włączenia, a później niechęć przy wyłączaniu. Często dzieci nie chcą żeby wyłączać bajkę i o to się awanturują.


Jeżeli Wasze dzieci po bajkach są pobudzone i często nie radzą sobie z emocjami to spróbujcie je ograniczyć lub następnym razem wybrać inne mniej dynamiczne. We wpisie Edukacyjne Bajki dla dzieci pisałam wam o takich bajkach

TIP

Jeżeli Wasze dzieci nie chcą zgodzić się na wyłączenie bajki to ustalcie wcześniej ilość. Na przykład 3 Świnki peppy i narysujcie na kartce 3 kółka. Po każdej z nich skreślcie kółko i pokażcie, że została już tylko jedna. Mam też koleżankę, która nastawia dzieciom minutnik w telefonie i one widzą, kiedy mija ten czas.

ZMIANA RUTYNY:


Na szczycie jeśli chodzi o dziecięce stresory może być zmiana rutyny. Dzieci nie znają się na zegarku i rytm dnia ustalają czynności takie jak: śniadanie, ubieranie, obiad, spacer, kolacja, kąpiel, usypianie. Te następujące po sobie czynności dają poczucie bezpieczeństwa i dzieci wiedzą, co po sobie następuje. Kiedy zmieniamy kolejność lub coś pomijamy to często dzieci się niepokoją. Bardzo często można to zaobserwować na wyjazdach lub wakacjach.

TIP

Zwróćcie uwagę, co robicie jedno po drugim i jak reagują na to dzieci. Kiedy wyjeżdżanie nie zwracajcie uwagi na porę, tylko na czynności, które po sobie następują. My nawet jak gdzieś dojeżdżamy o 22 to mamy ją zachowaną: książka, śpiewanie i przytulanie.

CHOROBA:


Chyba nie musze tego tłumaczyć. Małe dzieci nie potrafią powiedzieć, że są rozbite i coś je boli. Pamiętam jak dzieci były mniejsze to w takich sytuacjach, kiedy płakały z nieznanego nam powodu to najpierw sprawdzałam temperaturę.

SZYBKA ZMIANA STYMULACJI:


Znacie to? Odbieracie dzieci z kinderbalu, wyłączacie bajkę i nagle przez przysłowiowy kolor talerzyka mamy płacz i zgrzytanie zębami. Małe dzieci często mają trudności z płynnym przejściem od aktywności bardzo angażującej do spokojnej i pozbawionych wielu bodźców.

TIP

Postarajcie się uprzedzać dzieci o tym, że niedługo nastąpi zmiana. Ja często towarzyszę dzieciom w tym końcowym etapie i już wtedy staram się je wyciszać.

PRZYSTOSOWANIE DO REGUŁ I BRAK POCZUCIA, ŻEBY MOGĄ BEZPIECZNIE WYRAŻAĆ SWOJE EMOCJE:


Odbieracie dziecko z przedszkola i już, kiedy tylko przekroczycie próg domu zaczyna się trudny czas. Może to być też spowodowane punktem, który napisałam wyżej, ale również dlatego, że dzieci w domu czują się bezpiecznie i wiedzą, że mają tam pełną akceptację do wyrażania wszystkich emocji. Dlatego dzieci zawsze przy mamie zachowują się najgorzej! My też w pracy zachowujemy się w określony sposób, a kiedy przychodzimy do domu możemy dać upust swoim emocjom.

TIP

wspierajcie dzieci w tych trudnych chwilach, kiedy wracają do domu. Kiedy zdenerwuje je błahostka, to znaczy, że kumulowały się w nich emocje z całego dnia, które bały się wyrażać.

ZMĘCZENIE (PRZESTYMULOWANIE):


Za dużo atrakcji, za dużo słodyczy, brak drzemki powoduje rozdrażnienie. To też jest największy stresor rodziców, kiedy jesteśmy zmęczeni – wystarczy jeden przysłowiowy klocek Lego żebyśmy wybuchli. Wszystkie emocje wtedy wyjdą, a przecież przyczyną wcale nie jest ten klocek. Dzieci często się wydają wypoczęte, a tak naprawdę dosłownie padają na twarz: za dużo zajęć, za dużo atrakcji plus dopalenie cukrem i mamy awanturę na 40 minut.

TIP

zwracajcie uwagę kiedy może dziecko mieć dość. Gwarantuję Wam, że ono Wam tego nie powie. Sami musicie to zaobserwować kiedy jest już wszystkiego za dużo.

JEST IM ZA GORĄCO:


Małe dzieci wyrażają to przez płacz, starsze też mogą. Przegrzanie powoduje rozdrażnienie i naprawdę wtedy łatwo o awanturę. Pamiętam, że kiedyś gdzieś przeczytałam, że biegacze odczuwają temperaturę o 10 stopni wyższą niż jest na zewnątrz. Dziecko będące cały czas w ruchu na placu zabaw przy temperaturze 20 stopni odczuwa 30. Pytanie jest takie, czy naprawdę potrzebuje bluzki z długim rękawem?

TIP

sprawdzajcie kark dzieciom, czy jest chłodny. Starszym dzieciom zawsze zdejmuję najpierw bluzę, bo łatwiej wyczuć, czy dziecku jest chłodno, niż za ciepło. Ewentualnie wtedy zakładam. Przegrzanie osłabia układ odpornościowy i dzieci zdecydowanie łatwiej sobie radzą z wychłodzeniem niż przegrzaniem.

MOGĄ MIEĆ ZABURZENIA SI:


Często dzieci, które mają niezdiagnozowane zaburzenia integracji sensorycznej zachowują się gorzej niż rówieśnicy. To właśnie dlatego, że nie radzą sobie z przetworzeniem otaczających bodźców i nie potrafią się dostosować. Jeżeli macie obawy, to polecam Wam wypełnić kwestionariusz online TUTAJ

Jak widzicie jest mnóstwo przyczyn, które mogą powodować takie zachowania. Warto się im przyglądać, żeby mieć ich świadomość i móc wcześniej zareagować.

Dziecięce stresory:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kawiarnie dla dzieci i rodziców – najlepsze miejsca w Warszawie

Kawiarnie dla dzieci i rodziców są świetnym miejscem na spotkania z koleżanką i spędzenie tam ciekawego czasu. Dziś zebrałam najciekawsze miejsca przystosowane do potrzeb dzieci w Warszawie. 

Kawiarnie dla dzieci

Nabo, SADYBA

obsługa kidsfriendly, pyszna kawa, sala zabaw

Jest to nasze ulubione miejsce na spotkanie z przyjaciółkami. Chociaż jest to bardziej restauracja, to na kawę właśnie umawiamy się najczęściej tam. Dzieci mogą się swobodnie bawić, a my mamy na nie oko. Zimą jest pyszna herbata rozgrzewająca, a przez cały rok aromatyczna kawa, na której barista wyczaruje wzorek. Jest tam przepyszne jedzenie i Nabo wiedzie prym we wszystkich kawiarniach i restauracjach skierowanych do rodzin z dziećmi. Są krzesełka, przewijak, a nawet lizak dla dzieci, które posprzątają po sobie w sali zabaw. Polecam!

Kolonia, OCHOTA

znakomita kawa, plac zabaw na zewnątrz, niepowtarzalny klimat

Jedno z naszych ulubionych miejsc na spotkania z koleżankami z dziećmi lub wypad na rowerach. Kolonia jest otwarta od maja do końca października. Cała przestrzeń ma 3 strefy: z przodu można usiąść bez dzieci i delektować się pyszną kawą (np. też pracować), w środku kiedy pada deszcz i na zewnątrz na tarasie z widokiem na plac zabaw. W Kolonii uwielbiam kawę i to, że kiedy siedzę i rozmawiam z koleżankami to widzę dzieci. Miejsce jest tak przyjazne dzieciom, że ma się je na oku. Tuż obok są dwa place zabaw i fontanna (można się w niej pluskać).

Grunt i woda, ŚRÓDMIEŚCIE

plac zabaw z dużą ilością zabawek, położenie nad Wisłą, ogródek warzywny

To miejsce odwiedziliśmy niedawno i spędziliśmy świetny czas. Grunt i woda znajdują się przy samej Wiśle. Wszędzie jest piasek, więc można poczuć się jak nad morzem. Jest bardzo dużo zabawek i atrakcji dla dzieci (tablica do pisania kredą, tipi, domek, kuchnia). Na miejscu możecie napić się kawy, lemoniady, zjeść frytki lub foccacię. Tutaj też macie na oku swoje dzieci siedząc przy stolikach.

Za placem zabaw jest ogródek warzywny, gdzie można podglądać rosnące rośliny. Mi Grunt i woda przypomina trochę nadmorskie klimaty. Jeżeli za tym tęsknicie, to tam zawitajcie. Muszę wspomnieć o dwóch minusach: toaleta jest w Toitoiu, ciężko jest zaparkować (parkowałam 400 metrów wcześniej przy bosmanacie przy porcie Czerniakowskim (5 zł/h). Jeżeli lubicie kawiarnie dla dzieci i rodziców na zewnątrz, to zajrzyjcie tutaj.

Służewski Dom Kultury, URSYNÓW

świetny design, pyszna kawa, plac zabaw obok, zwierzęta

Jest to miejsce, do którego mamy daleko, ale specjalnie tam jeździmy. Wyjątkowe pod wieloma względami. Zacznę od architektury, która przypomina mi nowoczesną stodołę. Na terenie SDK jest też świetny plac zabaw z drewnianymi atrakcjami. Na ścianie budynku jest również ścianka wspinaczkowa.

Obok jest zagródka, w której są kozy. A na górze mamy piękny teren zielony z budką na wysokości i kładką. Warto tu przyjechać żeby to wszystko zobaczyć. A jak przyjdzie pora obiadu to niedaleko jest świetna restauracja – Szara Eminencja. Całość jest po prostu wspaniała i gwarantuję Wam, że spędzicie tu ciekawie czas.

Kredkafe, ŚRÓDMIEŚCIE

ciekawe zabawki, smaczne jedzenie, świetna obsługa

Bardzo fajne miejsce, które istnieje w Warszawie już długo. Zjecie tam obiad i napijecie się pysznej kawy. Jest tam sala zabaw w zabawkami i plac zabaw na zewnątrz. Obsługa jest tam wspaniała i bardzo wyrozumiała dla małych klientów. Możecie tam również zapisać się na zajęcia z dziećmi lub warsztaty. Nie ma problemów z parkowaniem, ale jadąc z centrum trzeba przejechać przez most, zawrócić koło Stadionu Narodowego i wrócić znów na most. Wtedy zaparkujecie przy samej Kredce. Kawiarnie dla dzieci i rodziców właśnie tak powinny wyglądać.

Radio i telewizja, ŚRÓDMIEŚCIE

książki dla dzieci, świetny wystrój, niepowtarzalny klimat

Świetne miejsce, które zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych, bo jest bardziej ciche i kulturalne. Radio i telewizja to kawiarnia z księgarnią, a na górze są książki dla dzieci, stolik, klocki. Nie ma zbyt dużo zabawek, ale jest naprawdę wyjątkowy klimat. Często sam tam organizowane warsztaty lub gry dla dzieci.

Ansekabanse, WOLA

wystrój, smaczne jedzenie, zabawki

Duża kawiarnia dla dzieci i rodziców, w której spędzicie miło czas. W kawiarni jest płatna sala zabaw, która ma dwie strefy: małpi gaj (wg mnie dla dzieci od około 2 lat) i strefa za zagródką dla młodszych dzieci (nawet niemowląt). Strefa z kulkami jest bardzo czysta i tak zrobiona żeby była bezpieczna. W kawiarni jest pyszna kawa i smaczne jedzenie (naleśniki, placki, ciasta).

W Ansekabanse jest też ciekawa oferta zajęć dla dzieci (byliśmy kiedyś na balecie). Ogromy plus za łazienki przystosowane do potrzeb dzieci i pokoik do karmienia. W Ansekabanse możecie też urządzić urodziny.

kawiarnie dla dzieci

Kawa i zabawa, PRAGA POŁUDNIE

przemyślane miejsce na zabawę, pyszne ciasta, atrakcyjne ceny

Na Pradze Południe znajduje się świetne miejsce na kawę z koleżanką. Możecie tu zjeść pyszne ciacho i mieć oko na dzieci, które w tym czasie będą 100 razy zjeżdżać z zakręconej zjeżdżalni. Toaleta jest w pełni przystosowana do potrzeb dzieci. W środku jest duża przestrzeń, więc bez problemu możecie tam wjechać wózkiem.

Cafe Kontakt, OCHOTA

smaczne jedzenie, pyszna kawa, design

Ciekawe miejsce na kawę z przyjaciółką. W kawiarni znajduje się niewielki kącik z zabawkami i książeczkami. Panuje tam bardzo fajna atmosfera, która powoduje, że mam ochotę tam wrócić. W łazience jest przewijak.

kawiarnie dla dzieci

Polana, WILANÓW

design, drewniane zabawki, smaczne jedzenie

Ciekawe miejsce na warszawskim Wilanowie. Możecie wybrać się tam z koleżanką na kawę, a Wasze dzieci spędzą tam miło czas. Jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie są naprawdę świetne zabawki (kuchnia Kidfkraft, zabawki Melissa&doug). Można tam również urządzić urodziny. W Polanie są organizowane zajęcia dla mam i dzieci. W kawiarni jest też specjalne miejsce, gdzie można położyć niemowlę.

To nasze ulubione warszawskie kawiarnie dla dzieci i rodziców.

P.s. Dopiszcie też swoje ulubione miejsca:)

A jeżeli szukacie restauracji przyjaznych dzieciom to zajrzyjcie 10 najlepszych restauracji z dziećmi w Warszawie.

a tu macie Warszawa – place zabaw

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsza układanka edukacyjna za niewielkie pieniądze

Wiem, że jest lato i dzieci najwięcej czasu spędzają na podwórku, ale chciałabym Wam dziś pokazać układankę edukacyjną, która zajmuje bardzo mało miejsca i można ją zabrać w podróż. Ta układanka daje tak dużo możliwości, że można z nią pracować przez lata dokupując jedynie nowe książeczki. Ciekawa jestem, czy ją znacie, bo w środowisku terapeutów jest bardzo powszechna, ale widzę, że wśród rodziców już nie.

Dlatego dziś chciałabym Wam pokazać genialną układankę edukacyjną, która daje mnóstwo możliwości do zabawy i do poznawania świata.

Dla kogo jest układanka edukacyjna PUS (Pomyśl – Ułóż – Sprawdź)?

Według mnie można próbować wprowadzać ją już 4-latkom, ale jeżeli dokupimy do niej trudniejszą książkę, to nawet 8-latek będzie nią zainteresowany. Jest tak wiele wariantów, że może pomagać nawet 10-latkom uczyć się ortografii lub dzieciom mieszkającym za granicą i uczącym się j. polskiego.

układanka edukacyjna PUS

Ile kosztuje i gdzie można ją kupić?

Aby zacząć przygodę z PUS trzeba kupić zestaw kontrolny (czerwone pudełko z klockami) i książeczkę. Zestaw kontrolny kupicie najtaniej TUTAJ kosztuje 26 zł, co według mnie jest niewielką kwotą, jak na możliwości jakie daje.

Do klocków musicie mieć książeczkę i one kosztują około 10-13 zł np. TUTAJ. Jest ich mnóstwo i zawsze możecie jakąś dokupić, robiąc zamówienie w księgarni internetowej, bo są tam dostępne.

Jakie są książeczki?

Jest ich mnóstwo, w zależności od tego, czego szukacie! To jest najlepsze, że zestaw kontrolny jest zawsze ten sam, a książeczka jest inna. W każdej z nich jest około 12 układanek.

układanka edukacyjna PUS

Jakie są tematy?

Warto zacząć od najprostszych żeby załapać o co chodzi.

Na przykład od – Dla przedszkolaków zabawy i ćwiczenia ogólnorozwojowe  dla najmłodszych. Jeżeli chcecie zajrzeć do każdej książeczki żeby zobaczyć, czy będzie odpowiednia do poziomu Waszego dziecka to możecie zajrzeć TUTAJ

A inne to:

Nauka Angielskiego TUTAJ

Rebusy TUTAJ

Nauka Niemieckiego

Zagadki TUTAJ

Ortografia (wszystkie możliwości) np. ó- u TUTAJ

Mnożenie TUTAJ

Nauka czytania np. TUTAJ

Zadania tekstowe 

Język polski (różne problemy, również frazeologia, poprawna polszczyzna) np. rzeczownik TUTAJ

Przyroda (wiedza o świecie) TUTAJ

Logopedyczne (utrwalanie głosek, doskonalenie słuchu fonemowego) np. R TUTAJ

Zasady ruchu drogowego TUTAJ

Pory roku zgadywanki np. lato TUTAJ

Muzyka (teoria) TUTAJ

Religia

Jak widzicie jest ich mnóstwo. Każdy znajdzie coś dla swojego dziecka. Ja bardzo lubię pracę z PUS, bo dzieci uczą się przez zabawę. Mają możliwość podciągnięcia się też w dziedzinach, w których muszą więcej popracować np. z ortografii. A przez formę, nie odczuwają znużenia.

PUS układanka edykacyjna dla dzieci

Co poza tym ćwiczy układanka edukacyjna PUS?

  • koncentrację uwagi
  • logiczne myślenie
  • dzięki kontroli błędu praca wzmacnia poczucie własnej wartości ( po ułożeniu dziecko widzi, co zrobiło źle, bo wzór się nie zgadza
  • łatwiejsze przyswajanie wiedzy i jej utrwalanie

Prawda, że genialne? A do tego nie kosztuje dużo.

Na czym polega układanie?

Dziecko układa w pudełku klocki od 1 do 12. Bierze książeczkę i wybiera zadanie. Numer klocka to numer zadania, trzeba go położyć na rozwiązanie. Na koniec zamykamy pudełko, odwracamy i sprawdzamy, czy wzór się zgadza.

Naprawdę Wam polecam układankę edukacyjną PUS, bo to świetny sposób na naukę czasami trudnych zagadnień, a do tego niezła zabawa.

układanka edukacyjna PUS

A tu łapcie drugi wpis którego tamtem są układanki edukacyjne.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gdańsk z dziećmi – nocleg i atrakcje + lista miejsc w Trójmieście

Gdańsk z dziećmi odwiedziliśmy w ubiegły weekend. Nasz coroczny urlop nad Bałtykiem mamy zaplanowany na koniec sierpnia, ale już tak nie mogliśmy się doczekać, że wyskoczyliśmy na 2 dni do Trójmiasta. Przywitała nas przepiękna pogoda i miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić z dziećmi.

Miałam długą listę miejsc, ale przez wspaniałą pogodę, chcieliśmy jak najwięcej czasu spędzić na powietrzu.

Nocleg w Gdańsku z dziećmi

Zatrzymaliśmy się w bardzo klimatycznym i przyjaznym dzieciom miejscu. Tym razem wybraliśmy apartament, a nie hotel i to był strzał w dziesiątkę. Apartament 106 to miejsce, które Was i Wasze dzieci zachwyci! Jest położony w otoczeniu zabytkowych budynków nad rzeką Motławą. Blok był niedawno oddany do użytku, więc pachnie nowością.

W okolicy jest mnóstwo miejsc, z których można korzystać. My jadaliśmy śniadania na dole w restauracjach: Niepokorni i Zakorkowani (napiszę o nich później).

Apartament 106 ma wszystko, czego rodzina z dziećmi potrzebuje. Jest zmywarka, pralka, wanienka, ekspres do kawy (!), zabawki, piętrowe łóżko, które pomieści 3 dzieci (3 łóżka – jedno wysuwane na dole). Jest też huśtawka – hamak, która umili czytanie książek lub zabawy. Jest też Netflix 🙂

Mieszkanie jest w 100% bezpieczne, nie ma szklanych stołów, a nawet drabinka z łóżka się zdejmuje. Jest to miejsce przemyślane, a do tego stylowe. Tak naprawdę to można samemu przygotowywać posiłki, bo jest i kuchenka i piekarnik.

Do apartamentu przynależy miejsce parkingowe i jest winda.

Niedaleko stąd jest gdańska Starówka i można do niej dojść piechotą. Z dworca kolejowego jest około 2 km. Na plażę trzeba podjechać autem.

Widok z balkonu i okolice.

Na dole są sklepy (Żabka, niedaleko Biedronka). Śniadania jedliśmy w budynku obok. W Niepokornych smakowało nam lepiej 😉

Strona internetowa, więcej zdjęć i informacji znajdziecie TUTAJ

Atrakcje w Gdańsku

Wybierając się do Gdańska miałam całą listę atrakcji. Pogoda była cudowna, więc najwięcej rzeczy robiliśmy na zewnątrz. A muzea i inne zostawiliśmy sobie na inną porę roku, bo na pewno tam wrócimy na dłużej.

Plaża w Brzeźnie, zejście 51

Wybraliśmy się na plażę w Brzeźnie, bo wypatrzyłam tam ciekawy plac zabaw w kształcie statku pirackiego. Taka ciekawa konstrukcja, że dzieci spędziły tam sporo czasu. Bardzo im się podobało. Zaskoczył mnie piasek, który nie był taki jak w Dębkach. Był bardziej szary, ale za to pełen białych muszelek.

Nie ma tam cienia, więc warto wziąć lub kupić parasol. Do godziny 12 nie było dużo ludzi w sobotę, nawet się zdziwiłam. A później poszłam z Lilą na molo i inne zejścia obok.

Moloteka, zejście 53 i 54

Za molo jest fajne miejsce, gdzie jedliśmy pyszne tajskie lody i czekoladowy kebab:) Są tam parasole i klimatyczne leżaki z zasłonkami. Tam już było dużo ludzi.

Po plaży poszliśmy na obiad „na rybkę” do „Tapas rybka” – było bardzo smaczne

Park Oliwski

Aby uciec do cienia i tłumów pojechaliśmy do Parku Oliwskiego. Dzieci jeździły na rowerach i moczyły nogi w strumyku. Przepiękne i bardzo spokojne miejsce, idealne na upał.

A na koniec dnia wybraliśmy się na plażę do Jelitkowa. Było już pusto i przepięknie ( w tym miejscu piasek już był bardziej biały i było dużo muszelek).

Garnizon

Na drugi dzień spotkaliśmy się w świetnym miejscu w gdańskim Wrzeszczu. Piękne zielone miejsce, gdzie dzieci mogą się pobawić (ogromny plac zabaw), pobiegać po trawie, pojeździć na rowerach, wypić pyszną kawę i na koniec zjeść coś dobrego.

Spotkaliśmy się tam z Marią i Sylwią. Dziewczyny znają wszystkie zakamarki Trójmiasta i to one wytypowały tę miejscówkę.

W Garnizonie jest dużo świetnych miejsc, ale my piliśmy kawę z Sztuce wyboru, a obiad jedliśmy w Ping pongu – pyszne azjatyckie jedzenie i kącik dla dzieci.

Gdyby nasz wyjazd trwał 2 tygodnie, a nie dwa dni to może udałoby nam się zobaczyć wszystkie miejsca, które miałam na liście. Ale niestety w dwa dni zobaczyliśmy niewiele.

Mam jednak dla Was listę (właśnie od Sylwii) restauracji w Trójmieście gdzie jest smaczne jedzenie i kącik (lub nawet sala zabaw dla dzieci).

Lista restauracji przyjaznych dzieciom

– Serwus (kącik- Gdynia)
– Szafarnia (animacje w weekend, kącik – Gdańsk)
– Mito Sushi (sala zabaw – Gdańsk)
– Dwór Oliwski (plac zabaw latem -Gdańsk)
– Mandu Pierogarnia (kącik – Gdańsk)
– Zajazd Olivka (mega płac zabaw na zewnątrz, ale wiosna/ lato – Gdańsk)
– Kos (sala zabaw – Gdańsk)
– Alt Cafe (kawiarnia dla dzieci – Gdynia)
– Umam Szafarnia (kącik – Gdańsk)
– White Marlin (kacik, animacje weekend, plac zabaw latem – Sopot)
– Azzurro (kącik, plac zabaw latem, animacje weekend – Gdańsk)
– Cafe Coco (kącik, animacje weekend- Gdynia)
– Otwarta (zabawki dla dzieci – Garnizon Gdańsk)
– Pizzeria Sempre Sopot (kącik i plac zabaw latem)
– Pizzeria Sempre Gdynia (plac  zabaw latem)
– Viva la Pizza (kącik – Gdynia)
– Pomarańczowa Plaża (kącik, plac zabaw latem – Sopot)
– Zatoka Sztuki (kącik, plac zabaw latem – Sopot)
– M15 (kącik, plac zabaw latem – Sopot)
– Panorama (kącik, Gdynia)
– Minga (kącik – Gdynia)
– Ping Pong (kącik – Garnizon Gdańsk)
– Naleśnikarnia Sopot Dworzec (kącik)
– Projekt 36 (kącik, Sopot)
– Bulaj Sopot (piaskownica i zabawki na zewnątrz, ale tylko latem )
– Chwila Moment (animacje w Wknd – Gdynia)

-AIOLI (animacje w weekend i kącik, Gdańsk)

-Guga Sweet (kącik na zewnątrz na trawie, Gdańsk)

-Casa Cubeddu Ristorante da Domenico (plac zabaw na zewnątrz, kącik Gdynia)

– Tesoro (plac zabaw na zewnątrz, Sopot)

A po wszystkie atrakcje w Gdańsku odeślę Was TUTAJ. My z pewnością jeszcze tam wrócimy (chyba tym razem zdecydujemy się na pociąg, bo jedzie 2 godz 40 min z Warszawy, a dla dzieci będzie to przygoda).

Jeżeli znacie jeszcze jakieś miejsca to dopiszcie je w komentarzach. Dziękuję!

Mam też prośbę, jeżeli zamierzacie skorzystać z naszych rekomendacji to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku lub udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dom czy mieszkanie – oto jest pytanie!

  • DOM
  •  komentarze [92]

Stoimy właśnie przed jednym z najważniejszych wyborów w naszym życiu. W naszym 50-metrowym mieszkaniu robi nam się ciasno i zaczynamy się zastanawiać, co dalej. Decyzję musimy podjąć do końca roku, bo chcielibyśmy żeby dzieci poszły do szkoły i przedszkola w nowym miejscu. Cały czas się miotam, co wybrać i co będzie najlepsze dla nas. Dlatego dziś spiszę wszystkie plusy i minusy, a jednocześnie proszę Was o podzielenie się Waszymi doświadczeniami.

Teraz mieszkamy w świetnym miejscu i naprawdę będzie nam ciężko się wyprowadzić. W centrum właściwie się nie zdarza żeby mieć ogromne podwórko z placem zabaw, świetnymi sąsiadami i dziećmi w wieku moich. Są dni, że jesteśmy po 3 razy na podwórku, bo ktoś inny wyszedł i ma ciekawy pomysł na zabawę. A do tego widok z okna na zieleń, drzewa – nawet nie jest tak głośno.

Szkoła i przedszkole są 5 minut na piechotę – do tego nie przepełnione i z fajnym podejściem. No ale brakuje nam tutaj dwóch pokoi, tak żebyśmy mieli oddzielną sypialnię i drugi pokój dziecięcy. Myśleliśmy nawet, żeby kupić mieszkanie w tym bloku 80-metrowe. Tylko właśnie wtedy zaczęły nas nachodzić watpliwości…

Czy chcemy tak naprawdę się uwiązać do tego miejsca, czy może spróbować czegoś nowego?

Kiedy myślałam o mieszkaniu, to wydawała mi się opcja idealna. Ja tak naprawdę nigdy nie mieszkałam w domu, tylko na wakacje wyjeżdżałam do babci na wieś. Lubię to, że wkoło są inni ludzie, nie ma totalnej ciszy (bo nie umiem w takiej spać). Kiedy coś się zepsuje to schodzę na dół i dzwonię do majstra z administracji. Jest to bardzo duża wygoda, bo mieszkanie jest prawie bezobsługowe. Raz na kilka lat można zrobić remont i gotowe.

Moja mama przeprowadziła się do domu z mieszkania dopiero, jak ja wyjechałam na studia. Mówi, że cały czas jest coś do roboty, nie jest jak w mieszkaniu, że już wszystko zrobione – można usiąść i odpocząć. Inni mi też to potwierdzają, że w domu non stop jest coś do roboty. A ja sama nie wiem, czy tak chcę. Czasem też słyszę, że mama ma piękny teras, ale nie ma czasu żeby na nim przesiadywać. Pogoda w Polsce jest specyficzna i przebywanie  w ogrodzie jest przyjemne tylko przez kilka miesięcy w roku. Do tego nie przepadam za pracami ogrodniczymi.

Mieszkanie jest jednak mniejsze i jest mniej obowiązków. Nie trzeba się martwić o śmieci, szambo, wodę, prąd (który np. u mojej mamy często znika). Na pewno nie zdecydujemy się na budowę, ja nie mam na to nerwów, tak samo mój mąż – obawiam się, że to by się źle dla nas skończyło.

Ostatnio przyszła mi właśnie inna myśl żeby może w cenie mieszkania znaleźć segment w dalszych dzielnicach Warszawy. Wydaje mi się, że może być kompromis pomiędzy mieszkaniem w bloku, a domem wolnostojącym na odludziu. Odszedł też by problem z budową. Prawda jest taka, że za cenę mieszkania w bloku można kupić dwa razy większy segment na obrzeżach. Ta myśl wpadła mi dopiero niedawno – postanowiliśmy ją przemyśleć.

Czy jednak nie fajnie by było mieć coś większego, jeszcze w mieście i w okolicy dobrej infrastruktury?

Ale wtedy nachodzi mnie mnóstwo wątpliwości, takich jak np. dojazdy. Ja pracuję w domu, a mój mąż wyjeżdża z Warszawy w godzinach szczytu. Tak samo jest teraz, jak mieszkamy w centrum – kiedy wszyscy jadą rano do miasta, to on wyjeżdża, a kiedy wraca do domu, to wszyscy wyjeżdżają.

Mamy też taki komfort, że możemy właśnie teraz szukać czegoś nowego i kierować się lokalizacją dobrej szkoły (której non stop szukam dla L. i przedszkola dla J.). Więc tak naprawdę to jest główne kryterium, żeby nie musieć dowozić zbyt daleko. Nie chciałabym też później spędzać dużo czasu w aucie, więc poszukuję intensywnie właśnie takich miejsc. Znacie jeszcze jakieś minusy?

Myślę jeszcze o zimie i smogu – taki sam jest w centrum, co na obrzeżach, więc chyba w tej sytuacji tylko przeprowadzka nad morze mogłaby nas uratować, a tej nie rozważamy,

Zastanawiam się też nad kontaktami z rówieśnikami – obecnie bardzo mi to odpowiada, że wychodzimy na dół i zawsze ktoś jest. A jak jest w domu? Zapraszacie dzieci z przedszkoli i szkół swoich dzieci? Czy przychodzą do Was dzieci sąsiadów? Pamiętam, jak znajoma nam się żaliła, że dzieci sąsiadów pukają do nich w sobotę o 9 i siedzą caluteńki dzień – mówiła, że jest to dość uciążliwe.

Totalnie nie nadaję się za to do mieszkania na wsi. Uwielbiam miasto i tu się najlepiej czuję, a na wieś mogę wyskoczyć do Mamy na Podlasie ( i po tygodniu bardzo tęsknię do miasta).

Mieszkanie 50-metrowe da się posprzątać w 3 godziny, a domu niestety nie. Ale za to mielibyśmy więcej miejsca.

Uwielbiamy też się włóczyć po mieście i korzystać ze wszystkich dobrodziejstw, ale czuję, że chciałbym więcej czasu spędzać w domu.

Każda z tych opcji ma wiele plusów, jak i minusów. Obecnie totalnie nie wiemy, co wybrać i co będzie najlepsze dla nas. Mam nadzieję, że się podzielicie swoimi doświadczeniami – chętnie się z nimi zapoznamy.

Podsumowując:

Plusy domu:

  •  większa powierzchnia
  • oddzielna pralnia (moje małe marzenie)
  • ogródek
  • garaż (brak odśnieżania zimą)
  • pokój gościnny (możemy wtedy częściej zapraszać rodzinę na dłużej)

Minusy domu:

  • większa powierzchnia do sprzątania
  • bieganie po schodach (nie jestem do tego przyzwyczajona)
  • większe rachunki
  • mniej kontaktu z rówieśnikami
  • więcej prac remontowo- porządkowych
  • odśnieżanie zimą
  • dojazdy (częste używanie auta)
  • dom jest trudniej sprzedać
  • droższy koszt przejazdu taksówką na peryferia
  • trudniej jest znaleźć pomoc na peryferiach (sprzątanie, opieka nad dziećmi)

Plusy mieszkania:

  • mniej powierzchni do sprzątania
  • niższe opłaty
  • mniej napraw usterek i spraw remontowych
  • łatwiej jest później sprzedać
  • wszyscy jesteśmy ciągle razem (mam wrażenie, że  w domu częściej każdy będzie zamykał się w swoim pokoju, ale to może tylko złudzenie)
  • dostępność sklepów, lekarzy, przedszkola, szkoły itd. (mniej jeżdżenia autem)
  • rówieśnicy na podwórku
  • nie ma lub prawie nie ma prac na zewnątrz
  • wszystkich przeglądów instalacji pilnuje administracja

Minusy mieszkania:

  • wychodzi drożej niż dom na peryferiach
  • mniejsza powierzchnia
  • brak garażu (akurat tu gdzie mieszkamy tak jest)

Oczywiście jest to moja subiektywna lista. Dla kogoś brak prac w ogrodzie może być minusem 🙂

Pomożecie?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 rzeczy, o których mówiła mi mama i miała rację – o nawykach z dzieciństwa, które ułatwiają mi rodzicielstwo

„Zobaczysz, jak sama będziesz mamą” – te słowa do dziś słyszę w mojej głowie przy różnych sytuacjach związanych z moimi dziećmi. Moja mama często tak powtarzała, ale wtedy nie brałam ich sobie do głowy. Bycie rodzicem było dla mnie totalną abstrakcją, więc nie rozumiałam tych słów. Dopiero teraz one do mnie dochodzą i tak jak potrafiłam się pokłócić z mamą o głupotę, to teraz przyznaję rację. Też tak macie?

Do wspomnień z dzieciństwa zaprosił BOBO FRUT, który doskonale pamiętam z lat dziecięcych. Do dziś pamiętam ten smak, zapach i oblizywanie „wąsów” z soku pod nosem. BOBO FRUT właśnie obchodzi 50-te urodziny i z tej okazji znajdziecie go z takimi etykietami, jak były dawniej. Ja właśnie w takiej formie pamiętam go najlepiej. Ach, jak szybko potrafią wrócić wspomnienia.

Kiedyś…

Dziś…

Nie można chodzić w piżamie do południa

Kiedy byłam dzieckiem uznawałam te słowa za absurd i oczywiście zawsze się z tym stwierdzeniem kłóciłam, a im byłam starsza, to miałam więcej argumentów. Moja mama nie ma studiów pedagogicznych, ale ma niesamowitą intuicję i wiedziała, że nawyki i rutyna są ważne w życiu dziecka. To co jest nie tak z tą piżamą?

Dzieci nie znają się na zegarku i pory dnia wyznaczają im czynności, które my inicjujemy. One nie spojrzą na zagarek ze zdziwieniem „O, już jest 11, a ja wciąż w piżamie”. Tylko będą myślały, że cały czas jest ranek, a w związku z tym mogą protestować podczas innych oczywistych czynności. Niby taka błahostka, ale to naprawdę działa. Teraz dzieci szybko przebieram z piżam, bo wiem, że szybciej wejdą w codzienne obowiązki.

Pijemy wodę

W czasach kiedy powszechne były gazowane napoje o smaku landrynek i oranżada – u nas w domu piło się wodę. Ten nawyk moja mama wyniosła z domu rodzinnego, gdzie woda była nabierana prosto ze studni. Doskonale pamiętam ten smak zimnej wody, którą dopiero co dziadek wyciągnął w metalowym wiadrze. Zanurzaliśmy w nim emaliowane kubki tuż po przybiegnięciu do domu.

Do dziś mam ten nawyk i moje dzieci wodę uwielbiają. Nie muszę za nimi chodzić, przypominać i pytać. Ważne jest to, żeby dzieci same odczuwały pragnienie i wtedy je gasiły wodą, a nie zdawały się na nas.

Soki to rodzaj przekąski owocowej lub owocowo-warzywnej

To mnie zawsze dziwiło, przecież soki to picie. A właśnie, że nie! Widzę to na przykładzie moich dzieci – jak kupię im soczek to bardzo często proszą o wodę do popicia. Moja mam też kupowała mi raz na jakiś czas właśnie BOBO FRUT, nalewała do kubka i podawała. Często też rozcieńczała go wodą, ale niestety nie był wtedy już taki pyszny;)

Pamiętam, jak mi mówiła, że soki mają mnóstwo witamin. Ja moim dzieciom też czasami kupuję, zwracając uwagę, czy nie są dosładzane i nie mają konserwantów.

Rodzina to jest siła

Jak zbliżał się weekend to zawsze w tym czasie jeździłyśmy na wieś do rodziny mojej mamy. Pamiętam, jak się burzyłam, bo wolałam w tym czasie biegać po podwórku z kolegami z klasy niż jechać na wieś. Więzi rodzinne są według mnie bardzo ważne, dają dużo oparcia i poczucie bezpieczeństwa. Bardzo żałuję, że mieszkamy tak daleko od dziadków, bo bywalibyśmy u nich zdecydowanie częściej.

Teraz dopiero rozumiem moją mamę, że taki wyjazd do rodziny na weekend był dla niej czymś bardzo ważnym i tak naprawdę jedyną szansą na odetchnięcie ode mnie;) Ale jak tylko mamy możliwość to zabieramy dzieci do dziadków: na Podlasie lub do Rzeszowa. Ostatnio byliśmy właśnie na Podkarpaciu, z którym mocno związany jest BOBO FRUT. To właśnie w tym mieście jest fabryka, gdzie wytwarzany jest ten sok od 50 lat. Okazało się też, że rodzina mojego męża mieszkająca na wsi, dostarczała tam własne dynie.

Kontakt z naturą

Moją mamę wychowaną na wsi zawsze ciągnęło do natury. Chociaż w tygodniu mieszkałyśmy w bloku w mieście, to w weekend byłyśmy na wsi, w lesie lub nad jeziorem. Wtedy zdecydowanie wolałam moich rówieśników w blokowisku i wolałam to, niż zbieranie jagód. Jednak teraz sama widzę, że powielam ten sam schemat.

Mieszkamy w mieście, a w weekendy i wakacje ciągnie nas do natury. Nie mogłabym na stałe mieszkać na wsi, jednak te kilka dni zawsze mi pomagają naładować akumulatory. Rodzice mojego męża mają taką enklawę w mieście i trochę im tego zazdroszczę. Działka moje hobby, chciałoby się rzec 🙂

podróż w czasie

Nie jemy w dużym pokoju

Kiedyś salon to był duży pokój i pamiętam, jak mama mi zabraniała tam jeść. Teraz sama stosuję tę metodę i uważam, że jest genialna. Stół mamy w kuchni i właśnie tutaj zasiadamy do wspólnych posiłków. Co to nam daje? Bardzo dużo! Po pierwsze jemy posiłki razem, a nie każdy gdzie chce. Po drugie skupiamy się tylko na jedzeniu, a nie też na innych czynnościach. Po trzecie: nie jemy przed telewizorem – uważam, że jest to jeden z najlepszych nawyków jakiego mogę nauczyć nasze dzieci.

Siedzenie wspólne przy stole to nie tylko jedzenie – u nas jest to doskonałą okazja do rozmowy. Po czwarte – nie mam śladów po jedzeniu na kanapie, podłodze itd. Mam zdecydowanie mniej sprzątania. Czasami robimy kino domowe i wtedy robię popcorn. Oglądamy i jemy w salonie. Nawet nie spodziewałam się, że to może być taka frajda! p.s. na koniec wszystko muszę odkurzyć;)

Kłamstwo ma krótkie nogi i zawsze wydzie

Kilka razy przetestowałam tę teorię np. wrzucając niezjedzone kanapki ze szkoły za fotel. I jak? No zawsze kłamstwo wychodziło. Mama mi to powtarzała, a ja jej nie wierzyłam. Dopiero, jak dojrzałam to zauważyłam tę zależność. Moim dzieciom wpajam, że nie muszą kłamać, nie spotka ich za to kara, a każda prawda jest lepsza niż kłamstwo.

Kilka razy się tak zdarzyło, że usłyszałam małe kłamstewko i widziałam czekanie na moją reakcję. Przykucnęłam, spojrzałam prosto w oczy i powiedziałam: „Możesz mi powiedzieć prawdę. Nic się nie stanie jak to powiesz”. Widzę, że to działa, a przez to, że nie stosujemy kar i nagród to nie ma znaczenia, czy powie najgorszą prawdę, czy skłamie. A ja przynajmniej wiem, że niczego ważnego nie ukrywa.

Bądź samodzielna, najbardziej jak się da

Pamiętam te słowa bardzo dobrze, kiedy szłam z portfelikiem na szyi i rachunkami do zapłacenia na pocztę. Miałam może 10 lat i było to dla mnie ogromne przeżycie, które dawało mi poczucie ważności, jak i budowania własnej wartości. Moja mama dawała mi bardzo dużo swobody przekazując przez to informację, że ma do mnie ogromne zaufanie.

Wierzyła moim wyborom i w pełni je akceptowała i akceptuje do dziś. Chyba nigdy nie powiedziała, że coś jest złym pomysłem, tylko proponowała ponowne przemyślenie. A akurat za którymś razem sama dochodziłam do wniosku, że to jednak nie był dobry pomysł.  Tak samo postępuję z moimi dziećmi, daję im dużo swobody i nie krytykuję wyborów.

Rzeszowski Rynek

Dzieci wychowuje się dla świata, nie dla siebie

Te słowa mam w głowie codziennie. Właśnie tak mnie wychowała, że nie jestem jej własnością tylko drugim, odrębnym życiem. Uczyła mnie wszystkich norm społecznych i zasad savoir vivre, tak żeby było mi łatwiej. Tak samo ja, uczę dzieci zasad, które obowiązują nie tylko u nas w domu. Daje im to poczucie bycia częścią społeczności.

Rzeszów – szkoła Taty

Zobaczysz, jaka sama będziesz mamą i mnie zrozumiesz

Dokładnie tak samo się stało. Chociaż teraz moje dzieci nie do końca zawsze mnie rozumieją, to za kilkanaście lat przyznają mi rację (albo i nie;).

A ja jestem ciekawa, czy też macie takie spostrzeżenia i czy też się buntowaliście, co do tekstów Waszych rodziców? Widzicie teraz ich sens, czy może odwrotnie? 

Tak na koniec… Pamiętam, jak mama mi wpisała wierszyk do pamiętnika: „Jeżeli kiedyś, w chwili zwątpienia, powiesz, że w życiu przyjaciół Ci brak. Spójrz na tę kartę, ona Ci powie, że wcale nie jest tak.”

Właśnie tak chcę, wychować swoje dzieci.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Airo – nowa sala zabaw w Warszawie. Czy warto się tam wybrać?

Airo to nowa sala zabaw w kosmicznym stylu. Wczoraj była fatalna pogoda, więc postanowiliśmy odwiedzić to miejsce ze znajomymi. Dziś podzielę się z Wami moją opinią i przemyśleniami.

Przejrzałam najpierw wszystkie atrakcje, które sama Wam proponowałam Co robić z dziećmi w Warszawie i zdecydowaliśmy się na wizytę w Airo.

Airo kosmiczna sala zabaw

Już dość dawno usłyszałam reklamę tego miejsca w lokalnej stacji radiowej. Byłam ciekawa, co to za miejsce, bo moja wyobraźnia bardzo popłynęła słysząc „kosmiczna sala zabaw”. Wyobrażałam ją sobie „troszeczkę” inaczej i może stąd moje rozczarowanie. Jadąc tam myślałam, że dzieci będą mogły oglądać modele planet, organoleptycznie zbadać makietę słońca itd. No nie wiem, co ja sobie myślałam, słysząc reklamę w radio. A to jest po prostu kosmiczna sala zabaw, która ma namalowane ufoludki na ścianach i w kilku miejscach są podobne motywy.

Jak doczytałam na stronie po powrocie – są organizowane warsztaty, ale akurat wtedy ich nie było.

Umówmy się, że Airo to miejsce do wyskakania się, wybiegania i zabawy.

Lokalizacja

Airo znajduje się w Centrum Handlowym MODO na ul. Łopuszańskiej 22. Byłam tam do tej pory tylko raz, bo jednak sklepy, które tam są: nie bardzo przyciągają do tego miejsca (poza salonem Alles). Na szczęście jest spory, darmowy parking i łatwo tam trafić. Wczoraj w Warszawie była okropna pogoda i w Airo było mnóstwo osób. Ale tak naprawdę mnóstwo.

Jeżeli tam się wybieracie, to wybierzcie mniej popularny termin, bo wyjdziecie stamtąd z bólem głowy.

Cena

Do końca lipca jest promocja 10 zł za godzinę za osobę. Dzieci poniżej roku wchodzą za darmo. Póżniej będzie to 20 zł za godzinę (pon- czwartek) lub 25 zł za godzinę (pt-niedz).

Sale

Cała sala jest spora, bo ma 2000 metrów i jest podzielona na dwie strefy:

  • kosmiczna sala zabaw
  • park trampolin

Moje wrażenia: kosmiczna sala zabaw jest podzielona na dwie strefy (dla starszych dzieci – ogromne konstrukcje) i dla mniejszych obok kawiarni mała konstrukcja. Powiem Wam szczerze, że się bałam kiedy moja prawie 6-latka wchodziła na te konstrukcje. Sama nie szłam za nią, tylko czekałam na dole. One naprawdę są duże, a zjeżdżalnie szybkie. Nie ma dolnej granicy wieku korzystania z ich, ale rodzice z 4 latkami zjeżdżali na kolanach. Jeżeli Wasze dzieci uwielbiają takie ekstremalne przeżycia, to może się im spodoba. Na górze jest też mnóstwo przejść i kiedy córka dość długo nie zjeżdżała, to poszłam jej szukać. W końcu znalazła wyjście, ale mówiła, że się trochę wystraszyła, bo nie mogła trafić.

Airo

Julek w tym czasie spał (i bardzo dobrze, bo bym go nie wpuściła na górę).

Obok jest też strefa na ziemi gdzie była fajna gra z przesypywaniem piasku, kilka monitorów z kolorowankami multimedialnymi i taki kulodrom kulkowy, który wg mnie jest najfajniejszy ze wszystkich atrakcji w Airo.

Airo
Airo

Są tam również małe gokarty, ale była ogromna kolejka do nich.

Na górze jest już znacznie spokojniej i tam spędziliśmy sporo czasu. W strefie dla najmniejszych dzieci jest basen z kulkami i mini konstrukcja. Dzieciom 2, 3 i 5,5 tam się najbardziej podobało, a ja miałam je na oku. Obok jest też kawiarnia i małe przekąski.

Airo

Strefa trampolin

Te miejsce oglądaliśmy tylko z boku. Powiedziałam dzieciom, że jest dla starszych dzieci. Trochę nastraszyła mnie koleżanka, która wśród najbliższych znajomych ma osoby, które po skokach w Airo mają naderwane więzadła w kolanie i skręcone nogi. Na pewno jest to wielka frajda, ale było tak dużo osób, że ciężko by nam było upilnować nasze dzieci, które jeszcze nie do końca potrafią panować nad swoim ciałem. Ale robi wielkie wrażenie i może kiedyś tam znów zawitamy.

UWAGI i przemyślenia

Zwróciłam uwagę na BARDZO ŚLISKĄ podłogę. Ja nie wiem, kto wpadł na pomysł żeby taką nawierzchnię kłaść w takim miejscu. Ja i dzieci mieliśmy zwykłe skarpetki (wchodzi się bez butów) i dosłownie rozjeżdżały nam się nogi, a dzieci musiałam trzymać za ręce. Jul na chwilę się zapomniał i się wywrócił. W innej kasie mojemu mężowi Pani powiedziała, że musi kupić skarpetki z ABS (5 zł), a nam nikt tego nie powiedział.

Nie ukrywam, że Airo nie jest dobrym miejscem dla małych i dużych wrażliwców – jest głośno, kolorowo i mnóstwo rzeczy. Widziałam kilkoro dzieci, które dosłownie wywijały się w spazmach. Powodem takiego przebodźcowania był dodatkowo jeszcze tłum ludzi. Gdybym jeszcze raz się tam kiedyś wybierała to z pewnością w inny dzień o innej godzinie.

Dodam też, że jeżeli wybieracie się tam z dwójką dzieci sami – to może być Wam ciężko mieć na oku jedno i drugie, więc koniecznie zabierzcie pomoc.

To jest tylko moja opinia, które pewnie wynika też z faktu, że nastawiłam się na zupełnie coś innego.

A więcej informacji znajdziecie TUTAJ

a tu macie Najlepsze place zabaw Warszawa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pakowanie na wakacje – moje triki i sposoby, które mi to ułatwiają

Przyznajmy szczerze, pakowanie na wakacje do najprzyjemniejszych nie należy. Dlatego staram się robić to sprawnie i naprawdę skutecznie. Nie jest to proste zadanie, jeżeli mamy mały bagaż i dużo dzieci, a umiejętności logistyczne wzrastają wraz z liczbą dni urlopu. My dużo jeździmy, więc w pakowaniu osiągnęłam prawdziwe mistrzostwo, bo umiem nas spakować szybko i sprawnie, ale to mi dał 6-letni trening z walizką w ręku.

Partnerem wpisu jest marka Baby Dove, która wspiera mamy w codziennych wzywaniach, a pakowanie dzieci na wakacje to niewątpliwie niezły sprawdzian;)

Dziś podzielę się z Wami naszymi patentami na sprawne pakowanie

Kiedyś robiłam listy i kiedy przychodził dzień pakowania, po kolei skreślałam wszystkie rzeczy. Teraz mam ją już w głowie i za każdym razem odtwarzam.

Zawsze zaczynam od wyzerowania kosza na prania. Oczywiście, jest pusty jakieś 10 minut, ale wtedy wiem, które ubrania mogą nam się przydać na wyjeździe. Przez 2- 3 dni chodzimy w ciuchach, których nie bierzemy na wyjazd.

Na dzień przed – zaczynam nas pakować. Przeglądam szuflady i wybieram ubrania pod takimi kryteriami:

  • są ciemne (nie widać plam po 5 minutach od założenia, a jak dzieci je poplamią na wakacjach i po powrocie się nie odpiorą do końca – to na ciemnym mniej je widać). Absolutnie nie biorę ŻADNYCH białych ubrań
  • nie nadają się na pokaz mody – serio! Lepsze ubrania zostawiam w szufladach. Nauczyłam się tego na jednym wyjeździe, kiedy Lilka porwała swoją najładniejszą sukienkę, skacząc przez płot. Lekko podniosło mi się ciśnienie i wtedy uznałam, że nie chcę się denerwować i biorę ubrania, których jest mi nie szkoda np. na zjeżdżanie na pupie po żwirowej górce. Wakacje są po to żeby się brudzić, a nie stale uważać.
  • ubrania, które noszą dzieci, a nie te, które chcielibyśmy żeby nosiły. Do dziś pamiętam ogrodniczki, do których chciałam przekonać L. i o ja naiwna myślałam, że założy je na wakacjach
  • raczej jednolite – zawsze najpierw wybieram jednolite, bo łatwiej je dopasować do siebie niż z wzorami, czy printami.
  • bawełnianie – zwracam też uwagę na tkaniny i na wakacje biorę głównie takie
  • wygodne – bez sprzączek, dużych guzików itd.
  • zabieram tyle ubrań żeby mieć więcej o 2 zestawy niż jest dni (czyli na 7 dni biorę 9 zestawów, w razie braków piorę ręcznie)

Jakie buty wybieram dzieciom:

  • trampki
  • sandałki
  • kalosze

TIP: każdy but pakuję w oddzielny worek – wtedy zajmują mniej miejsca.

To jest taki zestaw, który przydaje się zawsze, czy to na Mazury, czy nad morze.

Inne:

  • cienkie kurtki
  • cienkie czapki
  • czapki od słońca
  • stroje kąpielowe
  • kamizelki ciepłe z kapturami
  • piżamy
  • bielizna i skarpety

TIP: Majtki i skarpety pakuję dla każdej osoby w oddzielny przezroczysty woreczek, bo wtedy nie muszę szukać. Widzę dokładnie, co wyjmuję i nie wysypuję całej zawartości. Całość zapinam lub zawiązuję uszy torebki.

Biorę też dużą bawełnianą torbę na brudne ubrania.

Ubrania w walizce układam tak, że najcięższe znajdują się najbliżej kółek (jeżeli pakuję się do walizki), a jeżeli jest to torba to takie rzeczy wkładam na sam dół.

Bawełniane ubranka zajmuję jeszcze mniej miejsca w walizce jeżeli je zrollujecie.

O pakowaniu apteczki napisałam obszerny wpis TUTAJ.

Co jeszcze zabieramy?

Zawsze mam też paczkę pieluch, bo niestety moje dzieci tylko na jeden rodzaj nie miały alergii i kilka razy się zdarzyło, że musiałam jeździć i szukać dokładnie tych, których używamy. Nie ukrywam, że był to duży problem. Do auta wrzucam bez problemu całą paczkę, a do samolotu wkładałam do bawełnianej torby do kosza w wózku.

Pakowanie kosmetyczki zawsze zostawiam na ostatni dzień przed wyjazdem

Co do niej pakuję?

  • szczotki i pasty (włosie szczotki zabezpieczam kapturkami)
  • płyn do mycia i szampon – my lubimy 2w1  Baby Dove w małej butelce – zabieram zawsze sprawdzone kosmetyki żeby uniknąć  „niespodzianek”. Płyn od stóp do głów sprawdza się u nas świetnie, bo nie dość, że dokładnie myje to nawilża skórę i jest to jedyny szampon dla dzieci, po którym bez żadnego problemu mogę rozczesać włosy. Butelka ma szczelne zamknięcie i dzięki temu mogę ja wrzucić do kosmetyczki i nie martwić się o rozlanie. 
  • balsam do ciała, który sama podbieram dzieciom i dzięki temu zaoszczędzam miejsce.
  • szczotka do włosów, gumki i spinki
  • mam też taki patent na wątpliwe butelki kosmetyków, które mają luźne zamknięcie. Żeby zapobiec rozlaniu w kosmetyczce zakładam folię spożywczą pod nakrętkę. Działa idealnie i nie muszę się martwić, że coś się wyleje. 

Na każdą podróż przygotowuję też:

  • płytę z muzyką i audiobookiem
  • cienkie książki do czytania przed snem
  • gazetki z zadaniami i łamigłówkami
  • lekkie przekąski do zajęcia w czasie podróży
  • ściągam bajki na aplikację w telefonie żeby można je było oglądać offline

Tak wygląda pakowanie walizek, a mniejszą wersję mam jeszcze w swojej torebce. Mam tam zawsze:

  • chusteczki nawilżane
  • pieluchy
  • małe przekąski
  • zdarzają się auta i figurki zwierząt
  • ubranko dla Julka na zmianę
  • moje rzeczy: portfel, telefon, pomadka, krem do rąk

To wszystko. Chociaż zawsze mam wrażenie, że czegoś zapomniałam to jeszcze mi się to nie zdarzyło. A Wy macie jakieś swoje patenty? Podzielcie się nimi.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wyszukiwać świetne miejsca do odwiedzenia na wakacjach? – moje sekretne sposoby

„Jak Ty wyszukujesz te wszystkie świetne miejsca? Bo chyba nie trafiasz na nie przypadkiem?” – tak dużo takich wiadomości dostałam od Was w ostatnim czasie, więc postanowiłam napisać wpis na ten temat. Dzięki moim wskazówkom znajdziecie klimatyczne miejsca w Londynie i w Dębkach. Nie ma znaczenia lokalizacja, tylko umiejętność szukania.

Ja wiem, że to może tak wyglądać – „Przechodziliśmy akurat i takie fajne miejsce się trafiło”. Niestety takich miejsc trafia się naprawdę niewiele. 85% to jest research przed wyjazdem. Lubię planować, więc jest to dla mnie czysta przyjemność.

Blogi

Tak, dokładnie. Nie ma to jak sprawdzone miejsce z opisem, zdjęciam i jeszcze poradami. Na blogach znajduje się mnóstwo informacji, które można wykorzystać. Tak, jak ja Wam opisuję wszystkie miejsca, w których byliśmy, tak ktoś w innym zakątku planety robi to samo. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę np.

„Dębki blog”  „Positano blog” „Pcim blog”

Często też przełączam na grafikę w wyszukiwarce i wtedy widzę lepiej, co może mnie zainteresować.

Zdarzyło mi się też napisać bezpośrednio do blogera wiadomość na Facebooku lub na Instagramie, czy mógłby coś polecić w danej lokalizacji. Tak znalazłam wiele miejsc na Węgrzech, bo napisałam do kilku blogerów (po angielsku). Sami również do mnie piszecie i jak tylko mogę, to nawet Wam układam np. plan atrakcji w Warszawie:)

Zaglądam na polskie blogi podróżnicze:

Do Kasi https://travelicious.pl

Do Natalii i jej rodziny http://www.tasteaway.pl

Do podróżującej rodziny: https://ourlittleadventures.pl

Instagram

Instagram od 2012 jest moim ulubionym serwisem społecznościowym i czerpię z niego bardzo dużo. A poniżej pokażę Wam, jak go wykorzystuję.

Przede wszystkim – tam zazwyczaj znajduję miejsce, do którego decydujemy się jechać. Tak było np. z Avalon park na Węgrzech.

Mam polubionych sporo podróżniczych profili i sobie zapisuje konkretne miejsca.

Jeżeli wpiszecie w wyszukiwarkę na Instagramie:

visit… (i w miejsce kropek kraj lub miasto, do którego się wybieracie to znajdziecie oficjalny profil z najlepszymi atrakcjami i najpiękniejszymi widokami)

Jak to najprościej zrobić?

Korzystam z możliwości zapisywania na Instagramie i dzięki temu nie giną mi te miejsca. Kiedyś robiłam zrzuty ekranu, ale nie mogłam ich później opanować. Ta opcja zapisu jest najlepsza, bo często na zdjęciach są też podane dokładne lokalizacje i jest to banalnie proste.

Przy każdym zdjęciu jest taka flaga (zaznaczyłam strzałką), jak ją dotkniesz to zdjęcie przenosi się do folderu zapisane.

Wszystkie swoje zapisane zdjęcia macie tutaj:

Mój folder na wyjazd wyglądał tak:) Jest to naprawdę świetna możliwość planowania podróży i wiele ułatwia.

Jak jeszcze szukam ciekawych miejsc na instagramie?

  • wpisuję w wyszukiwarkę miejscowość i klikam „Miejsca” – pokazują się tam najlepsze zdjęcia z danej lokalizacji
  • wpisuję w hasztagach (znaczniki), ale ciężko jest przebrnąć przez nie (i raczej z tego nie korzystam)
  • kiedy szukam czegoś dla dzieci to np wpisuję hasztag: #hungarywithkids albo dane miasto: #berlinwithkids  i sporo fajnych rzeczy się wtedy pokazuje
  • możecie też obserwować hasztagi, czyli klikacie „obserwuj” po wyszukaniu i będą Wam się wyświetlały wszystkie zdjęcia z tym hasztagiem – proste i genialne.

Pinterest

Najbardziej znane miejsce do wyszukiwania pięknych miejsc. Często z niego korzystam przy planowaniu podróży. Pamiętajcie też, że przy wpisywaniu warto zachować oryginalną pisownię. Jak wpisywałam „Hungary” to były wciąż te same zdjęcia, wciąż te same przewodniki w stylu „5 najlepszych miejsc…”, które już znałam.

Ale Węgry w języku węgierskim to: „Magyarország” i wtedy już zupełnie inne miejsca wyskakują – mniej turystyczne i bardziej unikatowe. A tam już dotarłam np. do tablic ludzi, którzy kompletują takie miejsca i miałam podane „na tacy”.

Tripadvisor

Mam aplikację na telefonie, z której korzystam już w czasie wyjazdu, a wcześniej planuję sobie na komputerze. Ale nie ukrywam, Tripadvisor to ostateczność, jak akurat nie mam czegoś znalezionego w okolicy, to sprawdzam tam. Czytam opinie i tak je wybieram. Na miejscu często szukam np. restauracji w okolicy, więc wyszukuję „w pobliżu”.

Tak szukam restauracji i atrakcji.

Google maps

Dość niestandardowym miejscem na szukanie atrakcji jest Google maps, ale to właśnie tam najczęściej udaje mi się znaleźć plac zabaw, czy też fajną miejscówkę. A używam tej strony w taki sposób:

Wpisuję miejsce gdzie będziemy np. Wyszegrad. Już po lewej mi się wyświetla coś, co wydaje się być ciekawe (tematyczny plac zabaw akurat tutaj).

A później łapię myszką tego żółtego ludzika z prawego dolnego rogu i upuszczam go w tym miejscu gdzie będziemy. Tam, gdzie jest niebieska linia, to znaczy, że jechał tamtędy samochód i robił zdjęcia dla Street view. Opuszczam tam ludzika i „sobie chodzę” w poszukiwaniu przygód:)

Patrzę, czy jest to coś wartego zobaczenia. Chodzę strzałkami po okolicy i widzę takie coś:)

Portale podróżnicze

W swoich notatkach w telefonie mam też zapisane różne ciekawe linki i również  nich korzystam. Kolekcjonuje je, bo wiem, że kiedyś skorzystam np. taki:

https://www.buzzfeed.com/rachelzarrell/the-most-charming-places-in-the-world?utm_term=.qq4M8vZ5N#.uazj6a1dn

Albo przeglądam zakładkę TRAVEL na telepraph.co.uk

Często są też lokalne strony, które zajmują się zrzeszaniem właśnie takich miejsc. Na Węgrzech jest ich kilka np. https://gasztroterkepek.hu/en/https://welovebalaton.hu czy http://nivos-szallasok.hu. Gdyby dobrze poszukać to w każdym miejscu takie znajdziecie.

To są moje sposoby na znajdywanie różnych klimatycznych miejsc dla dzieci, jak i dla nas. Tak samo wyszukuję miejsca w Warszawie i tak samo w Balatnofured. Jeżeli macie jakieś inne, dajcie znać, chętnie z nich skorzystam.

A jeżeli Wam się spodobał ten wpis to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku lub udostępnijcie ten wpis swoim znajomym – podziękują Wam.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej