10 rzeczy, których nie mogę podarować dziadkom

Ale jeżeli miałabym magiczną różdżkę lub lampę Alladyna wyczarowałabym dziadkom takie prezenty:

1. Zdrowie – jego nigdy za wiele. Do tego kartę „Bez kolejki” do przychodni.

2. Czas na odpoczynek i pasję. Tak, ten czas, który zawsze odkładacie na później.

3. Uścisk ich mamy

4. Możliwość spotkania się ze starymi znajomymi sprzed wielu lat 

5. Dużo wcześniejszą emeryturę

6. Teleportację – ot, w 2 sekundy z południa i wschodu Polski na kawkę do wnuczki i drewniane ciastka

7. Przetwory na zimę, które robią się same. Wciskamy przycisk plus owoce/warzywa i gotowe. Same też się zanoszą do piwnicy.

8. Nie musieć – wydaje mi się, że starsi ludzie są o wiele bardziej obowiązkowi i dużo rzeczy robią, bo tak trzeba

9. Cofnięcie czasu – do dowolnego momentu

10. Spełnienie marzeń – bo jak nie teraz to kiedy?

A Wy co byście dodali od siebie?

zobaczcie też wpis Prezenty dla babci i dziadka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

To nie jest zwykły karton…

Wyrzucacie kartony? Jeżeli tak to przestańcie! Pozbawiacie dzieci wspaniałej zabawy…

My dziś zrobiłyśmy całkiem niezły domek:)

Jak to zrobić?

anigif

Potrzebujemy:

  • mocną taśmę
  • bibułę (do tapetowania)
DSC_5220
DSC_5224
DSC_5230
DSC_5231
DSC_5239

A tu inne pomysły z Pinterest:

Na pewno będziemy robić pralkę. Tylko czekam na odpowiedni karton.

001b6d980f7d2f23f4cad679edeaed30
c60c2786d16a572f478d50aed60218e0
deef91d80261e2464b6308b4326fbdc4
e4ace065b2f0861722d9aa229d098890

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy nie za bardzo skupiam się na dziecku?

Dzień świstaka. Wstajemy, piję kawę, robię śniadanie, wyjmuję naczynia za zmywarki, zmywam, nastawiam pralkę, zbieram pranie i je segreguję, ścielę łóżka, doprowadzam mieszkanie do ogólnego ładu, w międzyczasie puszczam wpis z wczoraj, zaglądam na Instagram, rozwieszam pranie, wstawiam następne itp itd.

Kto z nas tak nie ma?

Niektórzy tylko o innych godzinach, po pracy +/- inne obowiązki.

Co w tym czasie robi Lilka?

Asystuje mi! Wyciąga naczynia ze zmywarki, przy każdej podanej rzeczy mówi „prrrose”. Z ogromnym zaciekawieniem obserwuje mój każdy ruch dlatego muszę być bardzo ostrożna (z detergentami, ostrymi narzędziami, włączaniem pralki). Czasami na chwilkę odchodzi żeby zająć się sobą i znów wraca i kropka w kropkę mnie kopiuje.

Później nadchodzi czas kiedy pokazuję jej  pomoce i z prędkością światła znów się ulatniam. Towarzyszę jej mentalnie, rzadko kiedy fizycznie. Jeżeli nie jest sama w stanie czegoś zrobić to delikatnie jej podpowiadam, jeżeli nadal nie jest rozwiązać tego problemu- odkładamy pomoc na półkę.

Skończył się czas kiedy 12 h na dobę leżałam z nią na dywanie z przerwami na wizytę w toalecie i jej drzemkę.

Teraz jest etap działania i nabywania nowych czynności praktycznych.

Rzadko kiedy tak najnormalniej w świecie się z nią bawię. Kiedy jestem zajęta, krzątam się po domu, mam zajęte ręce i stoję (!) Lilka zajmuje się sama sobą. Albo prosi mnie o jakieś zadanie lub robi coś w swoim pokoju. Kiedy tylko na chwilę usiądę i nie daj Boże wezmę telefon do ręki moje dziecko na mnie wisi. Wchodzi na głowę, dosłownie. Ciągnie mnie za szyję i szarpie za włosy. Pewnie tego też w jakimś stopniu potrzebuje. Czegoś w rodzaju siłowanek. Ale często mówię głośne i wyraźne: „Nie!” jeżeli nie mam na to ochoty.

Na Konferencji Bliskości podczas panelu dyskusyjnego  poruszyłam właśnie ten temat. Czy będąc rodzicem bliskościowym  jest „zdrowo” cały czas skupiać się na dziecku? Gdzie jestem ja i moje potrzeby? Która z nas na prośbę dziecka nie leci na łeb na szyję, przeskakuje górę prania żeby podnieść dziecku nożyczki, bo spadły?

Wynikła z tego bardzo ciekawa dyskusja.

Przytoczyłam ten artykuł jednej z prekursorek rodzicielstwa bliskości.  Doszłyśmy do takich wniosków, że to każdy rodzic powinen nałożyć granice dla siebie, a nie dla swojego dziecka i je szanować.

Coraz częściej za Montessori próbuję odróżnić potrzeby od zachcianki i to ułatwia mi reakcję.

Kiedyś ludzie mieli o wiele mniej czasu wolnego. Właściwie od rana do nocy czymś byli zajęci. Teraz żyjemy w takich czasach, że uważamy, że  i tak mamy go mniej, a tak chyba nie jest. Pamiętam jak dziś, że mój dziadek pracował od rana do nocy. My za nim biegaliśmy i wybieraliśmy mu pszenicę z wiadra.

Nikt się z nami nie bawił tak jak w dzisiejszych czasach. Myślę, że to wychodzi na dobre, bo uczy wielu przydatnych w dorosłym życiu umiejętności, a jednocześnie wzmacnia poczucie własnej wartości. Mimo tego, że jestem jedynaczką to „daję radę” i wiele razy słyszałam, że nie zachowuję się tak jakbym nie miała rodzeństwa.

Nie idę za nią krok w krok i próbuję odczytywać jej potrzeby.

Na placu zabaw spokojnie patrzę jak ktoś jej wyrywa zabawkę. Nie nazywam każdego grymasu twarzy uczuciem. Przytulam kiedy potrzebuje i kocham.

Niektórzy mówią, że jestem pod tym względem wyluzowana, a mi się wydaje, że normalna. To inni przesadzają…

*na zdjęciu dziecko moje zastane w piżamie, tutu i skrzydłach czyta sobie atlas i nazywa budowle świata

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pomysły na własnoręczny prezent na Dzień Babci i Dziadka

W tym roku nie idziemy na łatwiznę i robimy prezenty same.

Wykonanie to świetna zabawa z dzieckiem, a i na Dziadkach zrobi wrażenie.

Przepis na masę plastyczną:

  • pół kubka odżywki do włosów
  • kubek mąki ziemniaczanej
  • ewentualnie barwniki spożywcze
DSC_5178

Ja musiałam naszą podsypywać jeszcze mąką żeby nie kleiła się do rąk.

Całość dokładnie mieszamy, wałkujemy, wąchamy, dotykamy, gnieciemy w rękach, robimy placki, kulki itp.

Jak się znudzi odbijamy rękę lub stopę dziecka. Całość przyozdabiamy: brokatem, cekinami, kaszą, koralikami. Wszystko zależy od inwencji dziecka.

DSC_5181

Na koniec można pomalować farbami.

Możecie zrobić odciski w masie solnej. Wtedy można zrobić dziurki, przewlec tasiemkę i powiesić na ścianie.

Przepis na masę solną:

  • szklanka mąki,
  • szklanka soli,
  • 125 ml wody

Miłej zabawy:)

DSC_5187
DSC_5189
DSC_5190
DSC_5196
DSC_5202
DSC_5206
DSC_5210

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kreatywnie? – Nie…koniecznie!

Wszędzie słyszymy: „Rozwijaj wyobraźnię dziecka, niech będzie kreatywne!”.

W dzisiejszych czasach prawie wszystkie firmy stawiają na tę umiejętność. Psychologowie twierdzą, że  można się jej nauczyć. Podstawą jej jest wyobraźnia. Rozbudowana wyobraźnia stymuluje kreatywność. Prawda!

Czy rzeczywiście jest to tak ważne u dzieci?

Będziecie zaskoczone, ale odpowiedź brzmi: „Nie!”, a wręcz może przeszkadzać… Wiem, trudno jest w to uwierzyć, ale takie są fakty. Prześledźmy w takim razie rozwój dzieci od 0 do lat 6.

Najciekawsze zabawy zawsze opierają się na realu. Rzeczywiste przedmioty wpływają  na rozwój poznawczy. Dziecko nie jest w stanie nauczyć się jakieś umiejętności jeżeli samo nie przetestuje tego na własnej skórze. Przykład: dziecko prosi  żeby pokazać jak otworzyć szufladkę po biurkiem. Tłumaczę, ono przetwarza i jeżeli nie przetestuje tego rozwiązania nie będzie potrafiło tego zrobić. Wiadomo również nie od dziś, że najszybciej dzieci uczą się angażując wiele zmysłów w tym samym czasie.

Dzieci w tym wieku nie myślą abstrakcyjnie.

Komunikaty rozumieją dosłownie. Najszybciej rozumiane są konkrety.

Jak w takim razie pobudzać twórcze myślenie? Metoda M.Montessori ma na to odpowiedź. Tylko i wyłącznie wprowadzając dziecko w świat realny. Już dwulatek jest w stanie zadawać pytania „Dlaczego?” „Jak to się robi?”. Jest ciekawe tego co widzi, tego co je otacza. Czynności życia codziennego są o wiele ciekawsze i pobudzają do myślenie. Nie znam dziecka, którego nie zainteresowałaby np. pielęgnacja kwiatów. Podlewanie, spryskiwanie, wycieranie wacikiem listek po listku jest bardzo fascynujące, a do tego pobudza myślenie.

Jednak, aby mogło samodzielnie poruszać się w otaczającym świecie musi mieć podstawy. To co jest znane i empirycznie doświadczone nigdy nie budzi strachu. Stłuczony dzbanek, rozlana woda nie budzi obaw, jeżeli dziecko wie co z tym trzeba zrobić. Negatywne doświadczenia pomagają oswoić strach. Pozwólmy dziecku zadecydować co w tej sytuacji należałoby zrobić. Dzieci nauczą się radzenia sobie tylko podczas realnych sytuacji, a nie tych wyobrażonych, hipotetycznych.

Na postawie tych bazowych doświadczeń dopiero dzieci są w stanie zrozumieć świat wyobrażony, czasem magiczny.

Ale i tak zawsze podstawą powinien być konkret. W edukacji Montessori w późniejszym wieku mogą dotknąć planet (małych modeli), pobudzając swoją wyobraźnię są w stanie zrozumieć funkcjonowanie wszechświata.

I tak zawsze najłatwiej będzie im zrozumieć opierając się na konkrecie. Cała metoda M. Montessori opiera się na realu, dzięki temu łatwiej jest dzieciom zrozumieć np. tabliczkę mnożenia czy system dziesiętny. Zwykły system edukacji właśnie „liczy” na dziecięcą wyobraźnię, przez co jest to o wiele trudniejsze

Czy zatem w dziecięcym świecie jest miejsce na baśnie, magię i zjawiska fantastyczne? M.Montessori odnosiła się do takich zjawisk z ogromną rezerwą. Umysł w tym wieku jest bardzo delikatny i to co np. w książce jest nierealne może być przyjęte przez dzieci w odmienny sposób, ponieważ nie będzie umiało tego empirycznie doświadczyć.

Na swojej drodze często spotykam dzieci zanurzone za bardzo w świecie fantastycznym. Przychodzą do przedszkola prowadzonego tą metodą i zupełnie nie potrafią się odnaleźć, bo czym dla nich jest słuchanie szumu muszli lub chodzenie po elipsie w porównaniu z Lordem Vaderem czy kucykami Pony, walkami i wybuchami? Jest zupełnie nieatrakcyjne. Układnie brązowych schodów bez efektu wybuchów i strzelania nie zaspokaja jego potrzeb.

Niestety utwierdzanie dziecka w fantastycznym świecie nie służy jego rozwojowi.

Jeżeli czytamy dzieciom bajki gdzie zwierzęta mówią, samochody mają przyjaciół, a świnki zjeżdżają na sankach  to warto ustalić razem, które elementy są wymyślone, a które nie. W przyszłości w odpowiednim momencie użyje tej wiedzy i z łatwością wykorzysta w trudnym dla niego momencie.

Kiedyś  słyszałam mądre zdanie: „Lepiej jest dziecku czytać książki niż puszczać ich ekranizacje, bo umysł dziecka tylko podczas słuchania nie wyobrazi sobie niczego, co by przerosło jego wiedzę o świecie.” Podczas oglądania filmów nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy pokazany fantastyczny stwór nie przerośnie jego wyobrażeń, co później może powodować lęki.

W takim razie na jakie książki się decydować? Na takie, które nie mają wątków fantastycznych. Najciekawsze (przynajmniej dla mojej 2-latki) są takie, gdzie bohaterami są dzieci, które mają różnego rodzaju przygody.

To moje propozycje, które się u nas sprawdziły i polecam je innym rodzicom.

Serie:

1. Wiosna, Lato, Jesień, Zima na ulicy Czereśniowej wyd. Dwie Siostry

images (1)

2. Basia i Franek wyd. Egmont lub w całości Wielka księga Basi i Franka

images (2)

3. Seria o Eli wyd. Zakamarki

images (3)-horz

4. Tosia i Tymek wyd. Egmont – obecny hit (tłumaczenie Wandy Chotomskiej)

pobrany plik (1)-horz

5. Ela i Olek wyd. Zakamarki

pobrany plik (6)-horz

6. Kotek, Piesek wyd. Zielona sowa – must have jeżeli macie  w domu zwierzęta

pobrany plik (14)-horz

7. W przedszkolu – wyd. Czarna Owieczka

440160260

8. Jabłonka Eli – wyd. Zakamarki

pobrany plik (5)

9.Lato Stiny wyd. Zakamarki

pobrany plik (11)

9. O zimie wyd. Zakamarki

pobrany plik (12)

9. W podróży czas się nie dłuży – wyd. Debit (obrazkowa)

pobrany plik (13)

10. Płaszcz Józefa wyd. Format

pobrany plik (16)

11. Fala – wyd.Mam

pobrany plik (17)

Jeżeli znacie książki, w których zwierzęta nie mówią i nie ma świata fikcyjnego proszę o wpisanie tytułu w komentarzu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Słodkich snów

Jak już pewnie wiecie od grudnia Lilka ma swój pokój. My eksmitowaliśmy się do salonu. Powoli myślimy nad zaaranżowaniem jej przestrzeni.

Od dłuższego czasu szukam w  internecie  różnych rzeczy do jej pokoiku. Zależy mi żeby koncepcja była spójna i zgodna z zasadami przystosowanego otoczenia wg pedagogiki M.Montessori.

Staram się nie zaglądać na Pinterest, a indywidualnie stworzyć niepowtarzalne wnętrze, które będzie JEJ! Będzie stworzone tak, aby jak najbardziej umilić przebywanie w nim oraz ułatwić samodzielne funkcjonowanie. Przestrzeń nie jest duża, dlatego zadanie jest nieco utrudnione. Pomysłów mam wiele. Kilka projektów jest już w realizacji, ale wciąż szukam ciekawych ergonomicznych rozwiązań.

Podczas poszukiwań niebanalnych dodatków trafiłam na niesamowitą pościel. 

Mumla zauroczyła mnie totalnie i stwierdziłam, że idealnie wpasuje się w nasze wnętrze. Pościel jest cudowna! Miękka i bardzo przyjemna. Również da oka. Jest dwustronna przez  może być świetnym rozwiązaniem dla osób lubiących zmiany.

Kilka słów o samodzielnym spaniu w swoim pokoju… Nie spodziewałam się, że Lilka tak szybko się do tego przyzwyczai. Przesypia całe noce, przychodzi do nas około 7.

Pytałyście mnie czy mamy łóżko czy materac. M. Montessori proponowała sam materac aby dziecku ułatwić wchodzenie, schodzenie i zminimalizować ryzyko upadku.

U nas te rozwiązanie by się nie sprawdziło, bo mamy zimną podłogą. Dodatkowo Lilka uwielbia wędrować po łóżku, więc ciężko by było jej z materaca się nie sturlać.

Co do samego łóżka…

Nie jestem z niego zadowolona. A wręcz mnie denerwuje. Druty wbijają się w plecy podczas czytania, nie da się założyć na nie blokady… Jeżeli znajdę coś godnego uwagi to rozważę zmianę.

Te zdjęcia to już tylko wspomnienia… Lilka przestaje spać w dzień! Blogu pisz się sam:)

DSC_5131
DSC_5126
DSC_5132
DSC_5142
DSC_5149
DSC_5150

Pościel – Mumla Confetti z prześcieradłem

Krzesełko- Les Gambettes

Lampka Beaba

Książki – Jabłonka Eli, Kwiaty Eli – Zakamarki

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kiedy do logopedy?

Coraz częściej dostaję od Was e-maile z prośbę o radę – kiedy do logopedy? Często Wasze wątpliwości dotyczą rozwoju mowy. Nie jestem w stanie zdiagnozować dziecka przez internet, ale Wam po tej lekturze będzie łatwiej podjąć decyzję, czy to jest już odpowiedni moment.

Każde dziecko rozwija się w indywidualnym tempie. Nie porównujmy dzieci do siebie.

W dzisiejszym poście postaram się jak najbardziej wyczerpująco odpowiedzieć na pytanie „Kiedy warto udać się do logopedy?”

Niezależnie od wieku:

  • miało lub ma problemy z odruchem ssania (noworodki, które mają trudności z chwyceniem brodawki w sposób prawidłowy oraz jedzeniem i przełykaniem)
  • ma wygórowany odruch wymiotny
  • ma problemy z odgryzaniem, żuciem oraz połykaniem różnorodnych pokarmów
  • wykazuje dużą nadwrażliwość jamy ustnej ( nie lubi mycia zębów, dotykania obrębu warg, wizyt u dentysty z powodu nadwrażliwości)
  • ma skrócone wędzidełko podjęzykowe lub wydaje Ci się, że może mieć nieprawidłowo zbudowany aparat artykulacyjny
  • nie słyszy dźwięków
  • nie dąży do kontaktu z ludźmi
  • nawykowo oddycha przez usta
  • chrapie
  • ma przewlekłe infekcje uszu
  • bardzo mocno się ślini ( nie dotyczy ząbkujących dzieci)
  • podejrzewamy wadę zgryzu
  • głos jest słaby, zachrypnięty lub o zabarwieniu nosowym
  • Twoje dziecko będzie dwujęzyczne i nie wiesz w jakim języku do niego mówić
  • nagle przestaje mówić (np. w konkretnych sytuacjach)

Jeżeli odczytujemy dane dla dziecka 3-letniego, to najpierw przeczytajmy punkty znajdujące się powyżej

Niemowlę:

  • ma obniżone napięcie mięśniowe
  • nie zwraca uwagi na dźwięki  w okolicach 4-5 miesiąca
  • nie gaworzy w okolicach 6 miesiąca
  • nie reaguje uśmiechem na twarz mamy w okolicach 6 miesiąca

W wieku 12 miesięcy:

  • nie wraca uwagi na głośne dźwięki
  • nie kojarzy przedmiotów z otoczenia dziecka z ich nazwą
  • nie pojawiają się pierwsze sylaby oraz pierwsze proste wyrazy
  • nie wykazuje zainteresowania mową werbalną
  • nie używa gestów
  • nie dąży do komunikacji, nie nawiązuje kontaktu wzrokowego

Zapraszam po Ksiażki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

W wieku 24 miesięcy:

  • nie naśladuje dźwięków otoczenia (onomatopeje) 18m – 24m
  • nie wypowiada kilku krótkich wyrazów ( „daj”, „mama”, „tata”, „baba”)
  • nie wypowiada samogłosek: a, e, i, o, u, y
  • nie wypowiada spółgłosek: p,b,m,t, d, n
  • nie reaguje na proste polecenia („Gdzie lala?”, „Daj misia”)
  • między 2 a 3 rokiem życia nie wypowiada prostych zdań
  • notorycznie wkłada przedmioty do buzi
  • ssie kciuk, wargę, rękaw

Tu znajdziecie więcej informacji na temat Rozwój mowy dziecka do 2 roku życia

W wieku 36 miesięcy:

  • podczas artykulacji wsuwa język między zęby
  • nie wypowiada głosek „ś”, „ź”, „ć”, „dź”
  • nie konstruuje zdań złożonych
  • nie widać przyrostu ilościowego słownictwa
  • zniekształca głoski np. głoska „r” jest wymawiana jak „r” francuskie

W wieku 4 lat:

  • mowa wciąż jest niewyraźna
  • upraszcza grupy spółgłoskowe ( „jete”- „jeszcze”)
  • zamienia głoskę „k” na „t” i „g” na „d”- („piłta”- „piłka”, „dołąb”- „gołąb”)
  • zamienia głoski z szeregu syczącego „s”, „z”, „c”, „dz” na szereg ciszący „ś”, „ź”, „ć” „dź”- („ziupa”- „zupa” „sianki”- „sanki”
  • mówi bezdźwięcznie „fota”- „woda”, „tom”- „dom”
  • zamienia głoski „w” i „f” na „b” i „p”- „wazonik”- „bazonik”
  • nie wymawia poprawnej głoski „l” (wciąż zamienia na „j” „jajka”- „lalka”)
  • nie buduje zdań
  • nie buduje zdań pytających
  • nie potrafi opowiedzieć co widzi na obrazku
  • zacina się

W wieku 5 lat:

  • zamienia głoski szeregu syczącego „sz”, „ż”, „cz”, „dż” na głoski szeregu syczącego „s”, „z”, „c”, „dz” („safa”- „szafa”)
  • nie rozróżnia podobnych do siebie wyrazów „tomek”- „domek”
  • nie buduje dłuższych wypowiedzi
  • nie dzieli słów na sylaby

W wieku 6 lat:

  • nie wymawia prawidłowo wszystkich głosek (dąży się do tego, aby przed rozpoczęciem szkoły dziecko nie miało już żadnych wad wymowy, bo one niestety utrudniają naukę czytania i pisania)
  • nie wymawia głoski „r”
  • nie buduje złożonych wypowiedzi
  • nie potrafi powiedzieć na jaką literę zaczyna się wyraz

Zapraszam też na obszerniejszy wpis Jak wspomagać rozwój mowy

i koniecznie zobaczcie Badania słuchu

Mam nadzieję teraz już trochę rozjaśniłam odpowiedź na pytani kiedy do logopedy!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hart ducha żeby hartować

Dziś pogoda byle jaka. Lekko na plusie, buro i ponuro. Lilka spogląda przez okno i wypatruje dzieci. Na próżno.

Dzieci w taką pogodę nie wychodzą na podwórko, przynajmniej u nas. Siedzą w domu i  wchodzą rodzicom na głowy. Dosłownie.

W placówkach montessoriańskich wychodzi się na zewnątrz do -10 stopni.

Często ta informacja podawana rodzicom na zebraniu wprawia w ich osłupienie, a nawet wznieca protest. „Jak to? W taki ziąb? Poprzeziębiają się tylko. Po co?” -słychać w tylnych rzędach.

A po to żeby się hartować. Po to żeby doskonalić samoobsługę. Powodów jest wiele. Często samo ubieranie  trwa dłużej niż sam pobyt na zewnątrz. Samodzielne smarowanie buzi kremem często dla niektórych jest bardziej przyjemne niż jeżeli robi to Pani.

Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie.

Moja znajoma ostatnio mi opowiadała, że dzieci jej koleżanki w Skandynawii śpią w wózkach na podwórku do -10. Ten fakt w ogóle mnie nie zdziwił. Ale myślę, że takie praktyki nie przeszłyby w Polsce. Może i by ktoś się odważył, ale byłby bohaterem u Jaworowicz.

W okresie zimowym często wspominam moje ferie u babci na wsi. Nie mieliśmy wiatroodpornych i woodopornych kombinezonów ani kremów do twarzy, a radziliśmy sobie świetnie. 3 pary rajstop plus sztruksy dobrze trzymały ciepło. Kurtki po starszym rodzeństwie sięgały do kolan i lepiej chroniły przed zimnem. Na podwórku potrafiliśmy być aż do zmroku. Po kilka godzin tarzać się w śniegu. Jeździliśmy w za dużych łyżwach po zamarzniętym jeziorze. Graliśmy w hokeja zwykłymi patykami. Za krążek służył nam zaschnięty krowi placek. Mieliśmy tylko jedne sanki, dlatego dziadek wypychał nam nylonowe worki po nawozach sianem, związywał i tak ślizgaliśmy się jak na bobslejach (prędkość podobna). Wracaliśmy przed zmrokiem z bordowymi policzkami do domu. Przed wejściem miotłą każdy zgarniał z siebie grudy śniegu przymarznięte do ubrań. Wtedy szybko wskakiwaliśmy na ścianówkę i grzaliśmy ręce ciepłą herbatą. Na podwórko chodziliśmy codziennie!

I trochę mnie dziwi to niewychodzenie na podwórko jeżeli termometr wskazuje temperaturę niższą niż 10 st na plusie.  Nie będę rozpisywać się o przegrzewaniu, bo to już było.

Z roku na rok, ubieram Lilkę coraz lżej, bo coraz więcej się rusza.

Grunt to ubranie trzymające ciepło, porządne buty i czapka.

A sama sobie kupuję coraz cieplejsze ubrania, bo jestem zmarźluchem. Elegancki płaszczyk i pantofelki zamieniłam na pikowany „śpiwór” z futrem i Emu.

DSC_4328
DSC_4356
DSC_4336
DSC_4345
DSC_4805
DSC_4807
DSC_4815
DSC_4827
DSC_4850
DSC_4853
DSC_5049
DSC_5040
DSC_5055
DSC_5060
DSC_5063
DSC_5086
DSC_5089
DSC_5095
DSC_5096
DSC_5102
DSC_5106

Aż zasnęła:)

Moje Podlasie:

DSC_5108
DSC_5110
DSC_5115

 Tej zimy w końcu zdecydowałam się na porządny śpiwór do wózka. Bardzo żałuję, że dopiero teraz, bo jest od urodzenia, a nam wystarczy jeszcze na następną zimę. Ekstremalnie ciepły Lodger

Buty Mrugała – tu 

Sanki baranie rogi – Allegro

Panterowa czapa – sale H&M

*na zdjęciach moje siostry cioteczne i jeden brat 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gdzie byliśmy jak nas nie było…

DSC_4617
DSC_4632
DSC_4727
DSC_4715
DSC_4748
DSC_4749
DSC_4767
DSC_4764
DSC_4879
DSC_4892
DSC_4906
DSC_4912
DSC_4971
DSC_4979
DSC_4996

DSC_5021
DSC_5020
DSC_4997
DSC_4999

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co mnie łączy ze Stevem Jobsem?

Dzisiejszy post kiełkował w mojej głowie od kilku miesięcy. Postanowiłam wszystko spisać i podzielić się moimi spostrzeżeniami.

Kiedy dzieci po raz pierwszy mają do czynienia z zaawansowaną technologią? Zazwyczaj już kilka miesięcy po przyjściu na  świat. Pierwsze kontakty Lilki z tego typu sprzętami odbyły się około 6-7 miesiąca życia. Tak, tak dobrze czytacie, nie pomyliłam się.

Na rozdrażnienie – Elmo’s song

Na znudzenie – Mahna mahna

Dla rozrywki – Kaczuszki

Iphone nie krzywi zębów, nie rozleniwia języka i nie jest tak uzależniający jak smoczek.

To próby idealizacji naszych czynów.

Potem przyszedł czas na TV-pudło. Kto by chciał oglądać bajki kiedy lecą reklamy… Na niektórych kanałach pasmo reklamowe dłuższe niż niejedna bajka. Oh, jaka była radocha! Dziecko moje z rozdziawioną buzią oglądało reklamę kociego żarcia i przebojowych warzyw Bunduelle.

Około 12 miesiąca stwierdziliśmy, że to idealny czas na bajeczkę. Lilka pokochała miłością wielką Świnkę na literę P. oraz rosyjską Maszę. Jako ambitni rodzice puszczaliśmy tylko oryginalne wersje językowe. Dalsze części przygód tych dwóch postaci zgraliśmy na tablet.

Zgodnie twierdziliśmy, że bajka dobrana do wieku i oglądana przez odpowiedni czas nie zrobi jej krzywdy. Tak też było! Ba, Lilka nawet uczyła się języków. „Krasota” z ust 1,5 roczniaka to nie lada wyczyn. Z biegiem czasu na bajkach zbudowaliśmy też wieczorny rytuał. Bajka- analogiczne do dawnej dobranocki, kolacja, kąpiel i spać. Nam to pasowało, a i dziecko było zadowolone.

Problemy się zaczęły przed ukończeniem 2 r.ż.

Lilka zmieniła się nie do poznania. Z wesołej i rezolutnej dziewczynki stała się rozdrażnioną i płaczliwą przylepą. Pobudki w nocy z ogromnym płaczem i niemożność uspokojenia jej przez godzinę dała nam do myślenia. Zaczęliśmy szukać przyczyn tej zmiany w zachowaniu.

Dodatkowo w ciągu dnia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Ewidentnie byłą przebodźcowana przez bajki. A wydawać by się mogło, że 20 min oglądania nie może tak zmienić dziecka. Podjęliśmy decyzję, że nie będziemy jej puszczać bajek oraz ograniczyć oglądanie telewizji do minimum. Problem  zniknął.

Wiem, uznacie mnie za kosmitkę. Zdaję sobie  z tego sprawę, że w dobie komputeryzacji dziecko bez dostępu do tableta, smartfonu i telewizji może wydawać się dziwne. Argumenty, że trzeba od małego uczyć obsługi urządzeń elektronicznych do mnie nie przemawiają.

To nie jest trudne, a wręcz banalne.

W swoim czasie nauczy się obsługiwać odpowiednio dany sprzęt. Nie tylko moje spostrzeżenia są w tej sytuacji adekwatne. Dr Dimitri Christakis z Uniwersytetu w Waszyngtonie zwraca uwagę na zwiększone problemy z koncentracją w wieku 7 lat, jeśli dziecko przed 3 r.ż. oglądało telewizję (źródło – świetny tekst).

Czy takie zabawy edukują? Moim zdaniem nie. Wolę żeby Lilka kolorowała kredką niż mazała placem na tablecie. Zdaję sobie sprawę jak taka zabawa jest uzależniająca. Mam takie samo podejście jak Steve Jobbs, który nie dawał swoim dzieciom Ipadów i Iphonów do zabawy.

Myślę, że gdybym teraz pokazała córce grę na tablecie to wiem, że mówiłaby  niej całymi dniami i błagałaby mnie o dostęp. Chcę się tego ustrzec przez jak najdłuższy czas.

Tak sobie jeszcze o tym myślę, na ile niektóre z bardzo popularnych zaburzeń mamy na własne życzenie. W książce „Bojowa pieśń tygrysicy” autorka pisze, że chińskie dzieci nie mają ADHD, dysleksji czy dysgrafii…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Życzymy Wam…

…wesołych Świąt- BANAŁ!

Nadchodzą wyjątkowe chwile. W rodzinnym gronie usiądziecie razem przy wigilijnym stole. Będzie wzruszająco i ciepło, czasem nerwowo. Dzieci biegające po domu, przyjemna woń czerwonego barszczu i kutii to moje zapachy z pierwszych lat życia. Na prawdziwej choince ozdoby naznaczone znakiem czasu… Mikołaj ze zbitą ręką i szyszki, z których brokatowy śnieg już dawno się osypał. Dla mnie najpiękniejsze!


Obowiązkowo na gałązkach wisiały cukierki czekoladopodobne z galaretką  albo już same papierki po cukierkach…

Życzę Wam abyście spędzili te najbliższe dni z ukochanymi osobami i spędzili je spokojnie. Żeby nie zabrakło Wam czasu na przypomnienie swoich Świąt z dzieciństwa.


Tak jak Lila spogląda w lustrzaną bombkę tak i ja będę patrzeć w przeszłość. W te cudowne lata, które sprawiły, że tak lubię ten czas.

Wczoraj rozmawialiśmy z tatą męża ( rocznik 39′) o tym jak kiedyś wyglądały Święta. Nie było choinki, nie było  prezentów. Czasami dzieci dostawały cukierka.


Z ciekawości zapytałam Lilę co wolałaby otrzymać: Lego czy cukierki?
Bez chwili zastanowienia wykrzyknęła : ” cukierrrrki!!!”

Dało mi do myślenia…tak niewiele trzeba do szczęścia.  Dzieci nie potrzebują sterty prezentów, a uwagi i czasu.

A jak ktoś wyciągnie małego cukierka to uwierzcie mi będą właśnie za 30 lat pamiętać ten jeden cukierek…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dziecko + basen

Hydrofobofobię mam niezdiagnozowaną. Ale od małego wody się bałam. Zaczęłam chodzić na basen w wieku 7 lat. Pamiętam to jak dziś. Pierwsza lekcja 10 minut zabawy na płyciznach, później wszystkie dzieci MUSZĄ wskakiwać do wody na 3,5 metra trzymając się drewnianego kija.

Nie skoczyłam. Wszystkie dzieci wskoczyły. I tu się zaczął mój lęk przed wodą.

Dziś nawet nie przepłynę  rekreacyjnie rowerkiem po jeziorze. Mam nawet obawy jak przechodzę przez most. W wieku 23 lat próbowałam nauczyć się pływać. Też się nie udało. Ten lęk utrudnia mi życie. Już nawet nie staram się z nim walczyć.

Dlatego zależało mi żeby Lilka miała kontakt z wodą od samego początku. Kto ciekaw jak wyglądała pierwsza lekcja w wieku 5 miesięcy klika  we wpis Lilia wodna.

Od tamtego pory chodzimy na basen.

Ja jestem asystentem, a mąż bierze czynny udział w zajęciach.

Czy warto? Oj tak, nawet z powodów rozwojowych… Woda świetnie działa na wzmacnianie mięśni. Płynne ruchy w wodzie pomagają dzieciom z zaburzeniami integracji sensorycznej. Dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym ćwiczą siłę mięśni, a dzieci ze wzmożonym napięciem mięśniowym woda rozluźnia. Pływanie rozwija obustronną koordynację oraz wzmacnia mięśnie grzbietu.

A przede wszystkim jest to świetna zabawa! Nasz córka wodę uwielbia. Nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej jak zanurzoną po szyje w wodzie.

Dodatkowy kontakt skóra do skóry pozytywnie wpływa na więź rodzica z dzieckiem. Co tu dużo pisać, basen to świetne miejsce dla dzieci już od 3 m.ż.

Pokażę Wam nasz basenowy niezbędnik. Torbę mamy zawsze spakowaną, wyciągamy z szafy i jedziemy na pływalnię.

DSC_4395
DSC_4408
DSC_4415
  • Strój kąpielowy H&M. Wcześniej używaliśmy pieluszek kąpielowych Babydream.
  • Rękawki do pływania (nasze z Decathlonu).
  • Ręcznik Lodger. Po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca. Świetnie chłonie wodę, bo jest wykonany z tkaniny hydrofilowej. Ma wycięcia na ręce i kaptur.
  • Sandałki Crocs
  • Szczotka do włosów Tangle Teezer
  • Emolium- emulsja specjalna. L. ma bardzo suchą skórę, dlatego zawsze smaruję ją po basenie emolientami
  • Torba Mueslii doskonale sprawdza się na takie wyprawy. Jest pojemna i bardzo lekka.

Lilia wodna

DSC_4455
DSC_4458
DSC_4461
DSC_4465
DSC_4469
DSC_4479
DSC_4480
DSC_4486

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsze placki gruszkowe w życiu

Z wypiekami jest u mnie różnie. Zazwyczaj robię coś na specjalne okazje. Nie ma u nas ciasta w niedzielę po obiedzie (nad czym trochę ubolewam) i postanowię się poprawić.

Natomiast jak są święta, urodziny, imieniny wtedy wyciągam moje książki kucharskie lub odpalam niezawodną kwestięsmaku.com i szukam inspiracji.

Od niedawna mam nową książkę i trochę częściej do niej zaglądam. Jest to zbiór przepisów na różne okazje oraz bez okazji. Świetne pomysły na szybkie śniadania oraz małe przekąski do kawy. W ubiegłym roku kupiłam mamie i teściowej poprzednią książkę tej autorki i były bardzo zadowolone. Ja również:)

Dziś prezentuję przepis na placki orkiszowe z tej właśnie książki.

DSC_3917
DSC_3921

Składniki:

1/2 szklanki razowej mąki orkiszowej

1 szklanka maślanki

1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

2 duże jaja

2 1/2 cukru trzcinowego lub syropu z agawy

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2 gruszki, obrane, starte na tarce o dużych oczkach

Wszystkie składniki mieszamy widelcem. Na koniec dodajemy gruszki. Smażyć na patelni zwilżonej olejem na złoty kolor.

Smacznego!

Przepis pochodzi z książki Doroty Świątkowskiej ( znanej blogerki ) „Moje wypieki i desery na każdą okazję” wyd. Egmont

DSC_3923
DSC_3913
DSC_3905
DSC_3925
DSC_3930
DSC_3929

Te bałwanki będziemy w tym roku robić zamiast pierniczków;)

Stalowe sztućce Beaba

Kubek i miseczka Beaba

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Francuski sklepik #bloggerslovemamissima

Po raz pierwszy zostałam zaproszona do świątecznej edycji akcji organizowanej przez Łednebebe i Mamissima. 24 blogerki wybrały prezenty ze sklepu Mamissima ( w tym ja).

Jest to świetna możliwość do podejrzenia naszych wyborów oraz znalezienia ciekawych inspiracji na świąteczne podarunki. 

Dziś zaprezentuję nasz wybór.

Pośród bardzo szerokiego asortymentu było mi bardzo ciężko wybrać coś wyjątkowego i niebanalnego. Po przewertowaniu całej oferty sklepu zdecydowałam się na  drewniany sklepik Vilac.

Czym się kierowałam przy wyborze? Przede wszystkim walorami edukacyjnymi i estetycznymi (cała ja;)

Zabawa w sklep, czyli odgrywanie ról to świetny pomysł na długie wieczory.   Zabawki wyglądające jak prawdziwe przedmioty wzmacniają w dziecku poczucie własnej wartości.Opakowania produktów wyglądają jak miniaturki oryginalnych rzeczy dostępnych na sklepowych półkach.
Dbałość o detal i design pozwalają dziecku zamienić się w sprzedawcę małego francuskiego boutique.


Jestem przekonana, że zabawa sklepem przez lata będzie ewoluować. Podoba mi się również to, że dziecko samo może tworzyć do niego dodatkowe elementy np. pieniądze albo dodawać puste opakowania z recyclingu.

Jedynie wyobraźnia może być granicą…

DSC_3288
DSC_3294
DSC_3278
DSC_3303
DSC_3316
DSC_3296
DSC_3321
DSC_3323

W związku z tą akcją sklep Mamissima przygotował dla Was promocję na markę Vilac.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Inspiracje prezentowe

Przygotowałam Wam moje typy prezentów świątecznych. My mamy utrudnione zadanie, bo Święta Bożego Narodzenia obchodzimy 2 razy. Co również oznacza, że dostajemy podwójną ilość prezentów. Inspiracje zbierałam już od dawna  w tajnym katalogu Ś.M.

Podzieliłam je na dwie kategorie:

Zabawki

image2 (1)

1. Przepiękne puzzle w kształcie domu Muminków Barbo toys

2. Zestaw narzędzi jak żywy Moulin Roty – tu

3. Mikrofon z opcją nagrywania B.toys

4. Tyle już o nim czytałam i słyszałam, że musimy go mieć – Piasek kinetyczny

5. Mistrzowski akordeon Vilac

6. Gitara w najpiękniejszy wzór na świecie Vilac

7. Domek z zamkami

A teraz inspiracje dla rodziców, którzy lubią praktyczne prezenty (np. ja) lub uważają, że dzieci mają za dużo zabawek (też ja):

image3

1. Zegar Gro – tu

2. Kultowa już spódniczka Kids on the moon

3. Rewelacyjne kapcie Collegien, które piorę w pralce i suszę na kaloryferze – tu

4. Lampka Pixie Pastel Blue Beaba – tu

5. Elegancka zastawa Rock n Love Beaba

6. Świecąca w ciemności mapa nieba Crumpled Sky, z którą można robić wszystko. Ja widzę ją na suficie.

7. Walizka Trunki dla małych podróżników – tu

8. Genialna tablica Quax

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Świąteczny klimat

Zanim nie mieliśmy dziecka 22 lub 23 grudnia pakowaliśmy walizki, zabieraliśmy prezenty i ruszaliśmy na Święta do rodziców. W domu, ani nie ubieraliśmy choinki, ani nie wieszaliśmy nigdzie lampek z choinkami. Nie czuliśmy takiej potrzeby. Takie życie słoika.

Dopiero u rodziców od progu było czuć sosnę, pierniki oraz śledziki i świąteczny klimat był na 101 %.

Odkąd jest z nami Lilka ten okres przedświąteczny celebrujemy każdego dnia. Mam też wrażenie, że z roku na rok coraz bardziej. W tym roku już 5.12 ubraliśmy choinkę, bo nasze dziecko mówi o niej od miesiąca. To nic, że nie wytrzyma do świąt, bo i tak wcześniej wyjeżdżamy. Mąż się śmieje, że przed Wigilią możemy ją komuś podarować;)

Ubieranie choinki, czytanie świątecznych książek oraz rozmawianie o Jezusku wprawia mnie w niesamowity nastrój. Święta z dzieckiem przeżywa się 3 razy bardziej.

Do tej pory nienawidziłam zimy…

Drapania szyb codziennie i chłodu. Od 2 tygodni wstaję rano i biegnę od razu do okna żeby sprawdzić czy może w końcu spadł śnieg.

Dziś tak się w końcu stało. Powolutku odsłoniłam zasłony i pokazałam Lilce śnieg. Ah jaka była radość. Nie przeszkadza mi już chłód i odśnieżenie auta kiedy widzę uśmiech na rumianej twarzy mojego dziecka.

DSC_4258
DSC_4246
DSC_4243
DSC_4248
DSC_4254
DSC_4260
DSC_3681
DSC_3688
DSC_3711
DSC_4297
DSC_4269
DSC_4281
DSC_4287
DSC_4220
DSC_4219
DSC_4308
DSC_4309
DSC_4231
DSC_4233

Książeczka Spot’s first Christmas – bardzo fajna książeczka dla maluchów z otwieranymi okienkami

Świąteczny sweter – Gap

Kula śnieżna – Mama

Sanki Baranie rogi – Allegro

Śpiworek idealny na zimę do wózka i na sanki (jest olbrzymi- od urodzenia do 3 lat)

Choinka- Leroy Merlin (bardzo duży wybór)

Kosz na choinkę – tu

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

O moim niegrzecznym dziecku

Kiedyś moja koleżanka powiedziała mi wprost „Anka, na blogu Twoja córka jest idealnym dzieckiem. Zmień trochę jej wizerunek, bo to trochę wkurzające jest”. Długo nad tym się zastanawiałam, co to znaczy, że moje dziecko jest idealne? W sumie nie uważam, żebym Was z premedytacją okłamywała.

To, że moje dziecko siedzi na dywaniku i coś układa, rozkłada to nie znaczy, że ona tak robi cały czas. Chyba to jest oczywiste, że skoro siedzi tam teraz to zaraz wstanie poskłada zabawkę lub też nie poskłada i pójdzie robić coś innego. Czasami nawet jak ma zły humor to porozrzuca tylko zabawki dookoła.

Lilka jest dzieckiem o typie High need baby (do poczytania tu).

Od urodzenia przejawiała właśnie takie objawy. Ogromna potrzeba „bycia blisko” wygrywała z najbardziej dizajnerskimi zabawkami. Owszem, pojawiały się przebłyski samodzielnej zabawy, ale trwały niezwykle krótko. Nie jestem w stanie nawet przypomnieć sobie, żeby leżała w łóżeczku i patrzyła na kręcącą się karuzelę.

Z perspektywy czasu widzę to coraz wyraźniej. Jedyną zabawkę jaką akceptowała był rodzic. Tak jest też teraz. Oczywiście czasami jak ma   okres sensytywny na daną czynność to nawet mnie nie zauważa, ale z reguły bawimy się z nią. Jest to całkowicie normalne.

Od małego potrafiła wyznaczać swoje granice oraz pokazywać potrzeby.

Jako, że jesteśmy rodzicami w pełni słuchającymi próśb swojego dziecko (często absurdalnych) jej osobowość może się swobodnie rozwijać. Pamiętam jak tydzień temu wracałyśmy z zajęć adaptacyjnych, na których Lilka stworzyła obrazek z bałwanem i brokatowymi gwiazdkami. Niosła dumnie swoje dzieło, stałyśmy przy przejściu dla pieszych (ogromnym-przez dwie ulice), zapaliło się zielone światło, więc ruszyłyśmy. Ja jedną ręką pcham wózek, za drugą prowadzę dziecko.

Jesteśmy już w połowie zebry, kiedy moje dziecko zauważyło, że odkleiła się jedna brokatowa gwiazdka. I krzyczy „gwiazda, gwiazda”. Bez mrugnięcia okiem zawracam na chodnik i szukamy zguby. Jest, znalazła się:) Ktoś  z boku mógłby powiedzieć, że jestem nienormalna. Może i jestem. Ale ta gwiazda była dla niej tak ważna jak dla mnie np. mój ajfon.

Nie ukrywam czasem jest mi trudno i ze sobą walczę, przesuwam lekko granice.

Często też zadaję sobie pytanie „Czy naprawdę ona nie może tego robić”? i „Czy to naprawdę tak mi przeszkadza?” Na pewno nigdy nie powiem, że moje dziecko robi mi na złość lub robi coś specjalnie, żeby tylko mnie wkurzyć. Dzieci z natury są dobre, to my mamy jakieś dziwne wyobrażenia o nich.

Często dostaję też od Was maile w stylu: „A Lila to takie grzeczne dziecko”. Czy Lila jest grzeczna? Nie! Powiem Wam, że jest niegrzeczna. I ja się z tego bardzo cieszę. Grzeczny wg mnie jest ten kto bezmyślnie podporządkowuje się drugiej osobie, która nią rządzi.

Ile razy w dzieciństwie słyszeliśmy „bądź grzeczny/-a”? A co to tak właściwie znaczy? Spełniaj moje żądania, bądź mi podległy, ja tu rządzę. Tak naprawdę dzieci nie rozumieją znaczenia słów „Bądź grzeczny”. Jeżeli mamy jakieś konkretne oczekiwania to warto je wyrazić, a nie wrzucać do jednego „grzecznego” wora.

Jestem bardzo negatywnie nastawiona do tych dwóch słów.

Te słowa to są właściwie etykiety, które bardzo szybko przylegają do dzieci w placówkach opiekuńczych. Ciężko później tę łatkę odkleić.

Lilka ma 2-lata, czyli „przepisowy bunt dwulatka”. Nie uznaję tego określenia. To prawda częściej nie chce robić tego o co ją proszę, ok jej wola. Tłumaczę, podaję przykłady, nie zbywam „bo tak”.

Czy mamy w domu trudne sytuacje? Oczywiście, są ich tysiące, jesteśmy tylko ludźmi. Sytuacji ekstremalnych jest stosunkowo niewiele, bo udaje nam się zazwyczaj dogadać. Spazmy po wyjściu ze Smyka również były:)

Akceptuję złość, nie mówię „nie płacz” „nic takiego się nie stało” itp.Tylko jeden mam sposób na takie problemy. Nie wysyłam do kąta, nie zamykam w pokoju i nie każę. Podchodzę, kucam i cichutko pytam: „Czy Cię przytulić?”. Zazwyczaj to pomaga.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Symfonia B.toys – czy warto ją kupić?

Jak już pewnie wiecie nie przepadam za interaktywnymi zabawkami. Tu się naciśnie, tam zagra i zaświeci. Czasami nawet niespodziewanie o północy potrafi takie ustrojstwo zagrać „Dla Elizy” włączone przez kręgiel w koszu zabawkami. Przyznam Wam szczerze, że jeszcze nigdy nie trafiłam na fajną, ładną, a do tego ciekawą plastikową zabawkę interaktywną.

Staram się ograniczać plastik do minimum. Inwestuję w zabawki drewniane lub wykonane z dobrej jakości tkanin. Zależy mi żeby moja córka miała styczność z różnorodnymi fakturami i materiałami. Dodatkowo strasznie mnie drażnią dźwięki takich zabawek i mam ochotę zatykać uszy podczas takiego koncertu.

Wyjmowanie baterii, wkładanie + do – lub udawanie, że zabawka się zepsuła też nie wchodzi w grę, bo nie oszukuję swojego dziecka. Poszłam po najmniejszej linii oporu. Moje dziecko nie ma ani jednej takiej zabawki… Trochę to też egoistyczne zachowanie. Dla mojej higieny psychicznej nie kupuję zabawek grających.

Ale, że tylko krowa nie zmienia poglądu…

U znajomej miałyśmy okazję pobawić się zabawką, która była interaktywna. Świeciła, grała i zachęcała do interakcji z zabawką jak i drugą osobą. Czyli wszystko to, czego nie lubię w zabawkach. „Wow!”- pomyślałam po 15 min zabawy nie miałam ochoty walić głową w ścianę. Te melodie wpadły mi w ucho. Mało tego, podobały mi się szalenie.

Ok, zdecydowałam się na niąSymfonia od B.Toys jest z nami od 2 tygodni, a ja ją uwielbiam. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Bo jest to mądra zabawka!

DSC_3955
DSC_3956

Całą zestaw  składa się z konsoli oraz 12 instrumentów podzielonych na grupy (przy naciśnięciu przycisku podświetlają się wszystkie z danej grupy):

  • dęte drewniane: klarnet, flet
  • dęte blaszane: tuba, trąbka
  • perkusyjne: bęben, talerze, ksylofon
  • klawiszowe: fortepian, akordeon
  • strunowe: sitara, gitara, koto, skrzypce
DSC_3963

Instrumenty są ruchome, lekko gumowe. U podstawy mają kształt, który również trzeba dopasować do odpowiedniego miejsca (trudniejszy sorter). Można regulować głośność oraz tempo.

Uważam, że jest to zabawka doskonała. A jak wiecie, nieczęsto zdarza mi się używać takich określeń.

Kształtuje słuch muzyczny, uczy rozpoznawania dźwięków tylko na drodze słuchowej oraz stymuluje wzrokowo. Lilka bawi się nią sama, ale często też zaprasza nas na quiz muzyczny. 

Pulpit dyrygenta uczy jak powstaje muzyka. Pomagają to zrozumieć dwa przyciski „melodia” i „akompaniament”

Ustawiamy do 6 instrumentów na pulpicie, naciskamy „play” i mamy koncert. Podczas trwania utworu możemy instrumenty ustawiać lub zdejmować. Różnica w dźwięku następuje natychmiastowo. Symfonia uczy słuchania muzyki.

Do tego dźwięki są realne, przyjemne dla ucha. Czuję się jak w filharmonii!

A tu nasze zabawy. Uznałam, że same zdjęcia to za mało żeby zaprezentować „moc” tej zabawki.

DSC_4063

Solo

W duecie

Symfonia B.toys

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak mama…

Kiedy nie miałam jeszcze dziecka, do głowy by mi nie przyszło, że ktoś będzie chciał być mną. Od jakiegoś czasu obserwuję u mojej córki bardzo silną wolę bycia jak najbardziej podobną do mnie. W tej chwili Lila naśladuje mnie jak cień i kiedy już robi dokładnie to co ja z uśmiechem na twarzy rzecze:

„Jak mama”.

Jak mama robi zdjęcia.

Jak mama chce nosić stanik.

Jak mama chce się malować pędzlem.

Jak mama ma brązowe buty.

Jak mama pcha wózek.

Jak mama maluje się pomadką.

Jak mama ma jeansy.

Jak mama nosić bluzkę w paski (ulubione).

DSC_3858
DSC_3861

Jak mama opiekuje się dzieckiem.

Ta sfera w obecnej chwili  jest  najbardziej rozwinięta. Ma ogromną chęć opiekowania się kimś. Karmienia, kąpania, ubierania i noszenia…

Wręcz z perfekcją kopiuje czynności, które ja do tej pory wykonywałam przy niej. Jest to dla niej bardzo ważne. W ogóle zabawa w naśladowanie dorosłych ma ogromny wpływ na harmonijny rozwój dziecka. Takie kopiowanie dorosłych, ich czynności to atawistyczne zachowania.

Dziecko myśli sobie:” Skoro ona/on tak robi ja też muszę postępować tak samo, bo on już urósł i w międzyczasie nie zjadł go dziki zwierz. Muszę postępować tak samo, żeby przeżyć.”. Czyi takie zabawy budzą w dzieciach ogromne poczucie bezpieczeństwa oraz uczą funkcjonowania w świecie.

Zabawy lalką pojawiły się u nas niedawno. Zdecydowałam się na Rubens Barn, dlatego, że  podobał mi się ich wygląd. Cała filozofia powstawania tych lalek zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Kiedyś byłam na wymianie polsko-niemieckiej w Bawarii w szkole specjalnej. Tam właśnie dzieci bawiły się tym szwedzkimi, ręcznie robionymi lalkami. Lalki empatyczne- taka metka do nich przywarła. I bardzo słusznie, bo rzeczywiście te lalki powodują uśmiech na twarzy dziecka oraz wzbudzają opiekuńcze zachowania.

Nasza Lala, a właściwie moja wnuczka ma na imię Amelia. Jest mięciutka, ma zdejmowane ubranka i jest towarzyszką zabaw od dłuższego czasu.

Processed with VSCOcam with p5 preset

Wnuczka Amelia                                           Lilia                                                                  Anna

Mamy oczywiście cały arsenał do zabawy „W mamę’.

DSC_3980
DSC_4003
DSC_4006
DSC_4012
DSC_4029
DSC_4015
DSC_4035
DSC_3891
DSC_4043
DSC_4047
DSC_4059
DSC_4061

Lalka Rubens Barn

Pościel – Ciocia made it

Wanienka – Ikea

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Łupy z biblioteki

Dziś pokażę Wam nasze ostatnie biblioteczne zdobycze. Te 3 książki od miesiąca są w ciągłej eksploatacji. Chyba przedłużę je na następny miesiąc.

1. „Płaszcz Józefa”- Simms Taback

Absolutny nr 1. Po jej przeczytaniu, przed snem Lilka prosi mnie aby śpiewać o Józefie;)

O czym jest ta żydowska pieśń (na podstawie książki)?

Miał raz Józef płaszcz. Płaszcz mu się zniszczył, więc zrobił z niego kurtkę. I teraz na oczach dziecka dzieje się magia. W prawej części książki są wycięte dziurki. Po przełożeniu strony płaszcz zmienia się w kurtkę, kurtka w kamizelkę, kamizelka w szalik, szalik w chustkę, chustka w guzik.

Świetny pomysł. Treść jest ciekawa, powtarzająca się i z morałem. Zamiast wyrzucać można zrobić coś z niczego.

DSC_3742
DSC_3743
DSC_3744
DSC_3745
DSC_3748
DSC_3750
DSC_3752

2. „Gdzie jest moja czapeczka?”- Klassen Jon

Czyli opowieść o poszukiwaniach czerwonej czapeczki. Budzi emocje, muszę przyznać! Reakcja na czerwoną stronę jest zawsze taka sama. Przepiękne ilustracje!

O czapeczce też czasami śpiewam;)

DSC_3756
DSC_3757
DSC_3758
DSC_3760
DSC_3761
DSC_3762
DSC_3763
DSC_3764
DSC_3765

 3. „Cyrk”- Maciej Byliniak

Nietypowa książka o cyrkowych atrakcjach. Niebanalne rymy i zbiór plakatów stworzonych przez polskich mistrzów powodują, że moje dziecko ciągle do tej pozycji  chce wracać. Mało tego, Lilka cytuje wiersze z tej książki. Niektórych zadziwia „lew salonowy” i „klaun Brrrown” z ust 2 -latki.

W takiej wersji akceptuję cyrk z całym jego inwentarzem

DSC_3766
DSC_3767
DSC_3768
DSC_3769
DSC_3770
DSC_3771
DSC_3772

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej