Co będzie z nebule.pl?

Pisać czy nie pisać? Zmienić styl i tematykę? Na te pytania pomogłyście mi znaleźć odpowiedź. Bardzo dziękuję Wam za poświęcony czas. Wiele z Was  rozpisało się do tego stopnia, że mam chęć Wam odpisać. Ankieta była anonimowa, więc odpowiedzi i moje wnioski napiszę tutaj. 

Kilka faktów o Was:

STAT1

Są tu same babki i mój mąż, który z braku obiektywizmu ankiety nie wypełnił. Bardzo mi miło:) Stawiam dziś Wam wirtualną kawę i zabieramy się do opracowania wyników.

Czyli mogę wnioskować, że statystyczna czytelniczka bloga nebule.pl ma od 18 do 44 lat.

Przeważają jednak czytelniczki w wieku 25-34, czyli w moim. Ponad połowa z Was mieszka w dużym mieście. Ciekawa jestem ile z Was mieszka w Warszawie?

Aż 93 % z Was ma wyższe wykształcenie. Z chęcią bym się też dowiedziała po jakich kierunkach jesteście? Czy jesteście humanistkami jak ja, czy może umysłami ścisłymi?

STAT2

Najczęściej czytacie nebule na smartfonach. Nawet Steve Jobs by tego nie przewidział, że tak to będzie wyglądało!

50% z Was trafiło na mnie na innym blogu. Ciekawa jestem na jakim? (mogłam dodać takie pytanie).

STAT4

92% z Was ma dzieci. Cieszę się, że zaglądają do mnie też osoby bezdzietne:)

Sporo z Was czyta mnie rok lub krócej. Uprzejmie donoszę, że nebule istnieje od roku. Wcześniej mój blog nazywał się Lili i ja- był bardziej mamuśkowy i pamiętnikowy. Stare wpisy oczywiście możecie znaleźć w archiwum.

Cieszę się, że tak licznie zaglądacie na nasz profil na Instagramie. Jest to mój ulubiony portal społecznościowy i bardzo często dodaję nowe zdjęcia. Staram się nie zamieszczać tych samych zdjęć na Facebooku i Instagramie, bo uważam to za zbyteczne. Jeżeli ktoś ma jeszcze chęć nas obserwować to zapraszam tutaj:  Instagram Nebule

Konto na Snapchacie dopiero raczkuje, ale wrzucam tam różne ciekawostki, których nie ma na innych platformach. Ostatnio mogliście zobaczyć tam nasz nowy fotelik samochodowy lub moją minę kiedy idę po Lilkę do przedszkola. nick: nebule_blog

STAT3

Ten slajd zaskoczył mnie najbardziej!

Po pierwsze pora, o jakiej wchodzicie na blog! Myślałam, że mój prime time jest jednak do godziny 11 ( tak pokazywały dane z Facebooka). Po wynikach ankiety tak sobie wyobrażam Wasze wieczorne czytanie:

a). dziecko siedzi w wychłodzonej wodzie w wannie z odmoczkami na opuszkach, a Wy na smartfonie gorączkowo czytacie nowy wpis siedząc na podłodze

b). wieczorne rytuały to przecież przyjemności Taty, a Wy w tym czasie macie  w końcu chwilę na otworzenie komputera, bo w końcu nikt nie włazi na kolana

c). cały dom już dawno śpi, a czytanie nebule jest tak „wciągające”, że po minucie usypiacie z  tabletem w ręku

Sporo z Was wchodzi na blog bezpośrednio z Facebooka. Jest to dla mnie bardzo ważna wiadomość:)

STAT)(

Największe zdziwienie podczas opracowywania wyników. Już pod koniec sierpnia miałam plan, że będę od września pisać codziennie. Jednak wyniki ankiety pokazały, że wolicie  3 wpisy w tygodniu. Tak też zostanie! Za to mogę Wam zagwarantować, że będą dopracowane w 100 % i będą tylko ważne tematy.

Drugi graf również mnie zaskoczył. Ponad 75% z Was kupiło coś z mojego polecenia. Dziękuję za zaufanie. Obiecuję, że Was nie zawiodę przy kolejnych wyborach.

To samo dotyczy ostatniego grafu. „Kupujecie” również moje poglądy i Wam za to dziękuję:)

STAT40

Odpowiedzi na to pytanie lekko mnie zdziwiły.

  1. Rozwój dziecka – ok tego się spodziewałam
  2. BibLILOteczka – czyli nasz przegląd książkowy. Nie spodziewałam się, że będzie tak wysoko! Dzięki:)
  3. Montessori – prawie wypadło z pierwszej 3 na rzecz „Wychowania”
STAT6

Ok! Widzę, że Montessori jednak Was interesuje:) Będzie jeszcze na ten temat sporo.

Wychowanie – postaram się w miarę możliwości napisać kilka postów również na ten temat.

Cieszę się bardzo, że jednak nie macie ochoty czytać tak wiele o nas. Staram się chronić naszą prywatność i tak będzie dalej.

Pytanie o post specjalnie dla Ciebie było strzałem w dziesiątkę. Przez najbliższe 455 dni mam pomysły na posty dla Was:)

STAT*

Myślałam, że wpisy poradnikowe są jednak nudne:) A tu taka niespodzianka!

Real life – ok, postaram się pisać o codziennym, nudnym życiu matki w dużym mieście.

STAT)

Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Bardzo mnie podbudowały i wiem, że doceniacie moją pracę. Kopniak na rozpęd, jak nic:)

Ok, trochę konstruktywnej krytyki również jestem w stanie przyjąć.

Mało tego uważam, że te komentarze dały mi najwięcej. Darzycie mnie ogromnym zaufaniem i wiem, że nie mogę Was zawieźć.

Jedna z Was napisała, że nie do końca wykorzystuję swój potencjał i żebym się wzięła w garść to blog będzienajlepszy w Polsce. Dziękuję Ci bardzo za te słowa. Zadziałały na mnie bardzo motywująco i mam nadzieję, że efekty już niedługo zobaczycie.

STATR

Kilka pytań o posty sponsorowane.

Cieszę się, że zdajecie sobie sprawę, że blog to moja praca i akceptujecie te wybory, które prezentuję na blogu. Uwierzcie mi, że oferty bardzo selekcjonuję i nie polecam rzeczy, produktów, usług, które nie są zgodne z moimi przekonaniami. Nie reklamuję również rzeczy, których nigdy nie wypróbowałam.

Dzięki temu, że zarabiam na blogu nie muszę wracać pracy. A na tym korzystacie Wy, bo gdybym wróciła na etat blog przestałby istnieć.

STATKK

Będę negocjować rabaty dla Was!:)

STAT)I

Inne blogi, które również odwiedzacie wcale mnie nie zdziwiły:) też je odwiedzam

Wnioski na koniec również dały mi niezłego kopa motywacyjnego.

Dziękuję Wam, że ze mną jesteście

Zmian wielkich nie będzie. Jednak wiem, że muszę jeszcze bardziej się przyłożyć. W końcu to dla Was jest ten blog.

Ania

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Misja „ja”

Często mam ten sen… Jestem w szkole, siedzę w ławce. Za chwilę ma być sprawdzian. Ja jestem totalnie nieprzygotowana. Dostaję kartkę i już czuję ogromne podenerwowanie. Oddaję ją pustą, bo w głowie mam totalną dziurę.

Ten sen pojawia się u mnie jak coś zaniedbuję.

Śni mi się ostatnio często, bo mam wrażenie, że ignoruję siebie.

Pogubiłam się lekko. A na pewno zapomniałam o sobie. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że dni uciekają mi przez palce, a ja nic ważnego nie robię. Wstaję rano, czasami dostaję kawę do łóżka i wdrażam się w dzień dzisiejszy. Staram się planować, ale to wychodzi mi niezbyt dobrze.

Prowadzę kalendarz, z którym sama nie mogę dojść do ładu. Jednak, często udaje mi się odhaczać wszystkie zadania, które mam w głowie. Niektóre punkty dnia robię dosłownie na autopilocie. Prace w domu, blog, zabawa, zakupy, obiad, chwila we troje, kolacja, film lub serial z mężem i już mówię dobranoc. Brakuje mi tego czasu dla siebie. Ostatnią książkę przeczytałam w maju.

Na blogu piszę na tematy związane ze światem dzieci i pewnie dlatego gdzieś zagubiłam siebie. Ktoś kiedyś napisał mi w komentarzu, że mój blog jest za bardzo ześrodkowany na dziecku. Najpierw lekko się oburzałam, a teraz przyznaję Ci rację. Dziękuję. Będzie tu więcej rodzica, kobiety, żony, matki.

Wiem, że poczułabym się lepiej gdybym zadbała o siebie. Czuję, że jestem dobra dla wszystkich tylko nie dla siebie.

Dlatego stwierdziłam, że nie ma co tylko narzekać, tylko coś trzeba z tym zrobić.

Mateusz Grzesiak uświadomił mi ile czasu marnuję w sieci. Nie mówię tu o pracy, czyli blogu. Tylko o takim bezsensownym siedzeniu np. na Facebooku. Jedna godzina w internecie przez miesiąc to więcej niż jeden dzień (zmarnowany). A rocznie wychodzi to 15 dni! Szkoda mi jest tego czasu.

Wykasowałam aplikację facebookową z telefonu. Raz dziennie przeglądam cały newsfeed na komputerze. Często stwierdzam, że nic takiego by mnie nie ominęło jeżeli bym tego nie zrobiła. Sporo rzeczy ukryłam, które uznałam, że są dla mnie bez znaczenia.

Mniej zakupów, mniej rzeczy

Coraz rzadziej chodzę na zakupy. Nie śledzę najnowszych trendów we wszystkich dziedzinach. Pomogła mi też „Magia sprzątania”. 15 razy się zastanawiam czy kupić daną rzecz, bo wiem, że nie chcę na nowo zagracić naszej przestrzeni. Kupuję mniej, ale lepszej jakości.

Wiem co jem

Dzięki diecie mam nowe nawyki żywieniowe, które pomagają mi dbać o zdrowie.

Zrezygnowałam z siłowni, bo nie dawała mi radości.

Mam mniej sprzątania, bo pozbyliśmy się wielu rzeczy.

Nie potrzebuję wielkiej rewolucji i wyjazdu na 10 dni w góry aby odnaleźć siebie.

Wystarczą mi pomalowane paznokcie, przeczytana gazeta od deski do deski, ciekawa książka czytana w ciągu dnia. Potrzebuję tych chwil dla siebie i często je sobie planuję. Z wykonaniem jest różnie, ale jestem na dobrej drodze.

Często zaglądam do dziewczyn ze zrobto.no. Dają mi niezłego kopa.

DSC_6651
DSC_6650
DSC_6765

Jeżeli chcecie być na bieżąco z wpisami, a nie zaglądacie na facebooka proponuję zapisanie się do newslettera. Jak tylko pojawi się nowy post dostaniecie e-maila:)

email

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy nad Bałtykiem w sezonie da się odpocząć?

Po naszym zeszłorocznym wyjeździe miałam wielkie wątpliwości czy jest to możliwe we wpisie Morskie opowieści. Do dziś wspominam ten wyjazd z wielkim niesmakiem.

Oczywiście, zdaję sobie  z tego sprawę, że źle wybraliśmy miejsce, bo Mielno  w sezonie nie rozpieszcza szeroko pojętą kulturą. Ale z tego co się orientuję to w innych nadmorskich kurortach jest wtedy podobnie. Tylko nie ma imprezujących do białego rana małolatów. Jednak wciąż nie wyobrażam sobie wyboru hotelu/apartamentu/domków w środku lasu.

W razie niepogody nad kapryśnym Bałtykiem chyba oszalałabym z 3-letnim dzieckiem. Asekuracyjnie wybieramy jednak większe miejscowości z infrastrukturą rozrywkową. No, ale niestety jesteśmy wtedy skazani na kicz i tłumy. Jak z tego wybrnąć?

W tym roku zaplanowaliśmy wyjazd na ostatni tydzień sierpnia.

I był to strzał w 10. A nawet w 11.

Już pierwszego dnia zaskoczyła mnie prawie pusta plaża, a był to weekend. Raz na 1,5 godziny przechodzili mobilni sprzedawcy, wymęczeni pracą przez cały sezon. Ledwo udawało im się wydusić z gardła: „Kukurydzaaaa, kradzione radia samochodowe, kolorowe digidongi…”. Zupełnie nie zwracaliśmy na nich uwagi. Parawaning był również w fazie agonalnej.

Miejsce w pierwsze linii od morza było dostępne  przez 24 h na dobę, a nie tylko o 5 rano. Mniej, wszystkiego mniej. Straganów kilka i to w wybranych miejscach. W restauracjach prawie pustki (poza absolutnie genialną Werandą w Jastarni).

Lilce również się odmieniło. Tak jak w ubiegłym roku największą atrakcją na plaży były schody i akrobacje na poręczach to teraz bawiła się kamieniami i patykami wymyślając przy tym historię rodzinnej sagi jak z Dynastii. 4 zabawki do piasku miała do dyspozycji, a kulała kamienie i układała je w drzewa genealogiczne.

W tym roku nastąpił również historyczny przełom. Lilka zanurzyła duży palec u lewej stopy w Bałtyku. Miał 6 stopni, więc ten heroiczny czyn w pełni zaspokoił jej ego.

Pogoda dopisała, jeden dzień do południa było chłodniej. A pozostałe dni wykorzystaliśmy w pełni aby uzupełnić rezerwy wit D3.

No cóż. Za rok wrócimy w tym terminie. To już pewne.

A jak Wasze nadmorskie wojaże? Udały się?

DSC_7488
DSC_7476
DSC_7548
DSC_7577
DSC_7585
DSC_7604
DSC_7608
DSC_7623

 kiecka TU

Sztyblety Mrugała TU

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nadchodzi nowe

Jak wiecie, jutro jest ten dzień. Moje dziecko idzie do przedszkola, a ja będę pracować w domu. Przez 4 h dziennie zamierzam pracować właśnie tutaj na Nebule.

Chcę udoskonalić to miejsce dla Was – moich wspaniałych czytelników.

Dlatego bardzo Was proszę o wypełnienie anonimowej ankiety, która mi pomoże w zmianie na lepsze.

Anonimowa ankieta do wypełnienia TUTAJ

Dziękuję za poświęcony czas:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Chwile ulotne

2 razy w roku przemierzamy 600 km, aby pobyć kilka dni razem. Te chwile wiele dla nas znaczą i tylko umacniają naszą więź. Nasze dzieci dogadują się ze sobą, a po powrocie do domu tęsknią.

Nie trzeba wielu słów aby opisać nasze relacje. Niech mówią zdjęcia…

DSC_6442

DSC_6460

DSC_6462

DSC_6464

DSC_6492

DSC_6821

DSC_6831

DSC_6838

DSC_6872

DSC_6876

DSC_6917

DSC_6920

DSC_6921

DSC_6922

DSC_6930

DSC_6947

DSC_6978

DSC_6991

DSC_6997

DSC_7043

DSC_7175

DSC_7179

DSC_7235

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bez babci i dziadka w wielkim mieście

Kiedy 11 lat temu wysiadałam z pociągu PKP na stacji Warszawa Centralna z całym uczniowskim dobytkiem nie zdawałam sobie sprawy jak zmieni się moje życie. To tu, w stolicy planowałam spędzić kolejne 5 lat.

Nie przewidziałam jednak, że zostanę tu prawdopodobnie na zawsze- Warszawa stanie się moim domem, a moje dziecko  przyjdzie tu na świat.

Będąc singielką zupełnie się nie zastanawiałam nad tym tematem. Owszem, dość często jeździłam do domu i faktycznie bardzo to lubiłam. Jednak największa potrzeba przebywania z rodzicami pojawia się wtedy kiedy na świecie pojawiają się dzieci.

Kiedyś była to naturalna kolej rzeczy.

Wychowywanie się wielopokoleniowej rodzinie w jednym mieście było normą. Pamiętam jak moja mama zostawiała mnie na kilka dni u dziadków- byłam niewiele starsza od Lilki.

Teraz, kiedy procent migracji wewnętrznej w Polsce jest bardzo wysoki i często zostawiamy gniazdo rodzinne na rzecz edukacji lub pracy w innym mieście jest nam trudniej. Coraz częściej dzieci są widywane w miejscach gdzie jeszcze 20 lat temu było to nie do pomyślenia. Seans w kinie dla rodziców i dziecko śpiące w foteliku obok – to już norma.

Dzieci na koncertach dla dorosłych to również powszechny widok. Cywilizacja wychodzi nam na przeciw. Kiedyś takie miejsca były zakazane i dzieci były tam niemile widziane. Niektórzy idą nawet o krok dalej i zabierają dzieci na imprezy.

My, tzw. słoiki nie mamy wyjścia. Jesteśmy z dziećmi cały czas. Nie mamy pomocy kochanej babci kiedy dopadnie choroba lub zwyczajnie chcemy wyjść z mężem wieczorem. Ja też chodzę z Lilką np. na pobieranie krwi  kiedy mąż jest w delegacji.

Czy myślałam o tym 11 lat temu wyciągając torby z zatłoczonego pociągu? NIE! Miałam wtedy zupełnie inne priorytety.

Jest to zupełnie normalne, że młodzi rodzice potrzebują czasu tylko dla siebie, dla ich związku. Chociaż nasze dziecko jest absolutnie cudowną istotą mamy chęć przekazania jej w ręce kogoś innego i normalnego wyjścia razem wieczorem. Ba! To nawet nie musi być randka. Pamiętam jak około 1,5 roku temu zostawiliśmy Lilkę z dziadkami, a sami udaliśmy się na zakupy spożywcze. Mimo tego, że był to jeden dzień przed Wigilią i w sklepach panowała gorączka przedświąteczna.

To były najspokojniejsze i najprzyjemniejsze zakupy w życiu. Nie przeszkadzały nam kolejki, 30-osobowa kolejka do kasy i zacinające się kolędy z głośnika. Chodziliśmy po sklepowych alejkach za ręce i uśmiechaliśmy się do siebie.

Nikt nie szarpał nas za nogawki, nie strącał produktów z półek i na widok lizaków przy kasach nie robił awantury 100-lecia. Wtedy zapaliła nam się lampka, że tak bardzo tego potrzebujemy- 0ddechu, bycia tylko dla siebie.

No i jak mamy tę obietnicę realizować tu w domu kiedy żadnej babci nie ma? Kiedy jest czas dla nas? 

Zdarzało się nam uśpić Lilkę w wózku i iść wtedy do restauracji.

Często chodzimy do kawiarni, w której Pani zajmuje się dziećmi, a my siedzimy i pijemy kawę przez 2 h.

Co zrobiliśmy kiedy dostaliśmy zaproszenie na wesele bez dzieci? Był to dla nas ogromny problem, ale jednak udało się zorganizować opiekę.

Kiedy tylko przyjeżdżamy do dziadków to już w aucie sprawdzamy repertuar kin i teatrów. Tuż po zaśnięciu Lilki wymykamy się na randki.

Tak bardzo doceniamy te chwile i wciąż mamy niedosyt. Zupełnie nie wiem jak inaczej to zorganizować i bardzo zazdroszczę osobom, które dziadków mają na co dzień.

A Wam jak to idzie?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jesteś na diecie? Chodź na gofra!

Dziś przedstawiam Wam mój autorski przepis na gofry dietetyczne.

Stworzyłam go na potrzebę mojej diety, a i Lilka się nimi zajada.

DSC_5989

Bez cukru!

Składniki:

  • 75 g płatków migdałowych
  • 75 g płatków orkiszowych
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • ok 150 ml mleka (użyłam ryżowego)

Płatki mielę w młynku do kawy na mąkę.  Suche składniki mieszam razem. Na koniec dodaję oliwę i mleko. Energicznie mieszam wszystko w misce. Gotowe!

Gofry polewałam musem malinowym. Jest nic innego jak podgrzane maliny  z odrobiną wody i na koniec potraktowane blenderem. Mus smakuje znakomicie z listkiem mięty.

DSC_5956
DSC_5928
DSC_5917
DSC_5909
DSC_5912
DSC_6040
DSC_5962
DSC_5963
DSC_5984
DSC_6003
DSC_5999
DSC_6017
DSC_6020
DSC_6006
DSC_6027

Lilki ulubiony dżem:)

Przepis na inne zdrowe gofry u OLGI

Pastelowe talerze i kubki: RICE

Sztućce Beaba

Gofrownica Silvercrest

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

See bloggers – moim okiem

Przez cały weekend ani razu nie wyciągnęłam aparatu z torby. Celowo go nie wzięłam. Stwierdziłam, że będę kręcić film.

Tak wyglądał nasz weekend.

See bloggers – moim okiem <—– KLIK

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Praca z dzieckiem na kolanie

Wróciliśmy wczoraj z See bloggers. Jest to cykliczna impreza dla blogerów organizowana w Trójmieście. Cieszę się niezmiernie, że mogliśmy w niej wziąć udział oraz mieć swój wkład.

Kiedy Marlena z Makóweczek zaprosiła mnie do wzięcia udziału w panelu na temat „Blogowanie z dzieckiem na kolanie” bez wahania się zgodziłam. Z racji tego, że był to panel dyskusyjny mogłyśmy z innymi dziewczynami porozmawiać o naszych doświadczeniach.

Brały w nim jeszcze udział: Marysia z Mamy gadżety, Asia z Matka jest tylko jedna, Ola z Mam wątpliwość i Alicja z Mamala.

Uznałam, że napiszę jeszcze na ten temat ponieważ kilkadziesiąt osób nie zdążyło obejrzeć mojej transmisji na Periscope. A na dole tego postu pojawi się jeszcze całe nagranie z panelu.

Wracając do tematu, jak to jest blogować z dzieckiem na kolanie? 

Przede wszystkim cudownie! Będąc z dzieckiem cały czas mamy możliwość obserwowania jego rozwoju, nowych pasji, pokonywania pierwszych kamieni milowych, bla bla bla.

Ale! Jak to zrobić kiedy 2,5 latka wyrzuca Ci wiadro Lego na klawiaturę  kiedy Ty akurat złapałaś w końcu wenę i ciśniesz zdanie za zdaniem?

Kiedy masz ważny telefon z agencji a Twoje ukochane dziecko akurat w tym momencie krzyczy „Maaamo, poczytaj miiiii”?

Jak to jest, że ciągle uważam, że jest to najwspanialsza praca na świecie i kiedy piszę te słowa moje dziecko stoi za mną i „plecie” mi warkocz i przypina spinki z Dosią.

Przebywanie z dzieckiem cały czas sprawia, że pomysły na posty kiełkują w mojej głowie w zawrotnym tempie. Wtedy tylko szybko chwytam telefon i w notatniku zapisuję złote myśli. Jak mam trochę więcej czasu przelewam również kilka gotowych myśli, które później skleją się w sensowną całość i post już popłynie.

Rozmawiałyśmy również o porach dnia, w których blogujemy. Chyba tylko ja robię to w godzinach porannych. Kiedy Lilka jeszcze spała w dzień to nie było najmniejszego problemu.

Dzień wyglądał tak:

wstajemy-śniadanie-ogarnięcie domu-spacer-drzemka (PRACA)-obiad-czas z tatą-kolacja-spanie. Odkąd  dziecię nie śpi w dzień jest o wiele trudniej. Inne blogerki mówiły, że piszą w nocy. Ja niestety tak nie dam rady. Około godziny 20 mój mózg pracuje tylko biernie i nie jestem w stanie sklecić mądrzejszych wypowiedzi.

Aby utrzymać blog przy życiu wypracowałam nowy system, który w 90% sytuacji się sprawdza. Obecnie wygląda to tak:

wstajemy-śniadanie- PRACA-ogarnięcie domu- spacer- obiad- czas z tatą, kolacja spanie. 

Dokładnie tak jest. Codziennie po śniadaniu siadam do komputera i piszę posty, odpowiadam na meile, poddaje zdjęcia postprodukcji, wykonuję ważne telefony. Jak to robię?

Bloga traktuje jako pracę, moją własną firmę, którą prowadzę od 3 lat. Tak również tłumaczę moje przesiadywanie przed komputerem córce. 

 Na bazie  wiedzy na temat rozwoju dziecka korzystam z tego czasu po śniadaniu. Dlaczego wtedy nie ścielę łóżek i nie wstawiam prania? Bo ten czas jest najefektywniej wykorzystywany przez dziecko. To właśnie wtedy dzieci uczą się najwięcej.

Koncentracja jest na najwyższym poziomie, zaangażowanie jest niezwykle wysoki. Dlatego zawsze zaczynam od najbardziej angażujących czynności jak np. pisanie postów. Zdarzają się oczywiście sytuacje, że córka do mnie przychodzi i z rezolutnym uśmiechem ładuje się na kolana. Co wtedy robię? Tłumaczę jej, że pracuję i proszę o uszanowanie tego. Tak samo ja szanuję jej zabawy, które nazywamy w domu pracą. To działa!

Po około godzinie Lilka zaczyna przychodzić do mnie i prosić mnie o zabawę lub czytanie. W tym czasie zazwyczaj mam już gotową treść i zostają tylko zdjęcia. Ale nie jest to dla mnie problem kiedy po 2 fotkach odchodzę od komputera żeby przeczytać książkę lub ułożyć z Lilką układankę.

Nie zdążyłam tego powiedzieć na panelu, ale moim wybawieniem są aplikacje mobilne. Byłoby mi bardzo trudno robić wszystko na komputerze. Z resztą po czasie po jej pracy czyli do około 11-12 każde otworzenie komputera działa jak magnes na Lilkę. Dlatego całe centrum dowodzenia Nebule mam w telefonie. Podam Wam nazwy kilku apek, z których korzystam w tak zwanym międzyczasie.

Skrzynka pocztowa w telefonie

podstawa! Wielokrotnie na wszystkich konferencjach było powtarzane, że na meile z prop0zycjami odpowiadamy natychmiastowo. Inaczej można stracić ciekawą ofertę. Wychodzę z założenia, że skoro mam czas na odczytanie i odpisanie nie zajmie więcej niż 3 minuty robię to od razu.

Odpisanie na wiadomości od Was często wymaga mojego większego zaangażowania, więc robię to w godzinach pracy.

WordPress

najcudowniejsza aplikacja do odpowiadania na komentarze oraz ich zatwierdzanie. Nie muszę włączać komputera aby na nie odpowiadać. Zyskuję dzięki niej mnóstwo czasu. Dodatkowo każdy komentarz wyświetla mi się na zablokowanym ekranie i widzę kiedy pojawia się coś nowego.

Facebook Pages Manager

wiadomo fanpage bloga jako oddzielna apka.

Media społecznościowe:

Instagram, Snapchat

Google Analitycs

świetna aplikacja. Mail z zapytaniem o współpracę – skan statystyk w sekundę i odesłanie mailem – 1 minuta!

Aplikacje do robienia grafik na bloga

wszystko robię na telefonie

Filmiki również montuję na telefonie

Na ekranie w telefonie mam również skróty do ulubionych blogów, aby nie tracić czasu na wchodzenie w przeglądarkę. Jeżeli nie wiecie jak dodać Nebule, mogę Wam udzielić instrukcji:).

Od września Lilka pójdzie do przedszkola, więc będę miała 4 h dziennie dla siebie. Już zapisuję sobie pomysły na ten czas.

A Wam jak idzie praca z dzieckiem w domu? Macie swoje patenty?

 A tu nasz panel:

 a tu ciąg dalszy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Uporządkuj swoje mieszkanie i życie z „Magią sprzątania”

Tak bardzo spodobał Wam się wpis o nauce sprzątania, że postanowiłam iść za ciosem i w dzisiejszym poście opisać sławną książkę „Magia sprzątania” Marie Kondo.

Kiedy pierwszy raz o niej usłyszałam, stwierdziłam, że muszę ją mieć. W dzisiejszy poście przekażę Wam wszystkie niezbędne informacje do przeprowadzenia metamorfozy mieszkania, a zarazem Waszego życia.

Mieszkamy w 50-metrowym mieszkaniu. Nasi znajomi, rodzina często delikatnie nas podpytują czy niedługo będziemy budować dom lub kupować większe mieszkanie.

Mieszka nam się bardzo dobrze i zupełnie nie rozumiem tych pytań. Lubimy mieszkać w centrum, wszędzie mamy blisko i nie stoimy za dużo w korkach. Jest tylko jedna sprawa, która mi przeszkadza.

NIE MIEŚCIMY SIĘ Z NASZYMI RZECZAMI.

Uznaliśmy z mężem, że nie jest to powód do przeprowadzki. Tylko musimy się pozbyć niektórych rzeczy. W tym ma nam pomóc „Magia sprzątania”- Marie Kondo.

„Sztuka sprzątania to seria prostych czynności, w czasie których przedmioty są przesuwane z jednego miejsca do drugiego. Obejmuje to umieszczanie rzeczy tam gdzie powinny być. Wydaje się to tak proste, że nawet sześciolatek mógłby to zrobić.  A jednak większość ludzi tego nie potrafi.”

Według autorki to nie pomieszczenia ani też rzeczy są przyczyną powracania bałaganu,  to sposób myślenia.

Pamiętacie swoje czasy uczniowskie kiedy tuż przed ważnym egzaminem zabieraliście się ochoczo do sprzątania? To Wasz mózg nakazuje sprzątnięcie przestrzeni wokół, bo inaczej będzie mu ciężko przyswoić nowe informacje z książek.

Autorka mówi o jednym, wielkim sprzątaniu, a później już tylko odnoszeniu rzeczy na swoje miejsce.

Odwiedza swoich klientów i razem z nim robi selekcję rzeczy do wyrzucenia. Przez lata praktyki opracowała metodę, którą opisuje krok po kroku w książce. Ja również Wam ten plan dziś przekażę.

Pierwszym krokiem jest WIELKIE SPRZĄTANIE, czyli wyrzucanie rzeczy.

Są tylko dwa rodzaje sprzątania: codzienne i specjalne (wielkie sprzątanie). Codzienne ogranicza się już tylko do odnoszenia rzeczy na swoje miejsce.

„I tak ludzi, którzy nie potrafią utrzymać porządku można podzielić na trzy typy: „nie potrafię tego wyrzucić”, „nie potrafię tego odłożyć na miejsce”, „nie potrafię tego ani odłożyć, ani wyrzucić”

Tak naprwdę sprzątanie, które ma nam pomóc obejmuje tylko dwa działania: wyrzucanie rzeczy i podejmowanie decyzji, gdzie pozostałe przechowywać.

Proste?

Tak!

Ale trzeba mieć dobry plan

Aby efekty były najlepsze trzeba sprzątać wg właściwej kolejności. Najpierw wydawało mi się to dość absurdalne, ale kiedy skończyłam książkę wszystko nabrało sensu.

Ale wszystkie rzeczy trzeba wybierać według jednej zasady.

IMG_6653

Wcześniej wyrzucałam tylko rzeczy zepsute lub zużyte i dlatego tak się pietrzą w naszym mieszkaniu. Mam wiele przedmiotów, które mnie denerwują, a mimo to je trzymam. TO BŁĄD!

WEŹ KAŻDY PRZEDMIOT DO RĘKI I ZADAJ PYTANIE: „CZY TO DAJE MI RADOŚĆ?” Jeżeli odpowiedz jest twierdząca, zachowaj go. Jeżeli nie, wyrzuć bez skrupułów.

Bardzo przydatną zasadą jest sprzątanie w odpowiedniej kolejności oraz porządkowanie jednej kategorii. W wielu domach rzeczy z jednej kategorii są rozłożone w wielu miejscach (np. książki).

Od czego zaczynamy?

Tak jak zawsze, otwierasz szafę i po kolei oglądasz każdą rzecz. Chwile po tym znajdujesz zdjęcia i przepadasz. TO BŁĄD! Osoby początkujące nie powinny zaczynać od rzeczy, które wywołują wspomnienia.

Najlepiej przeglądać rzeczy w takiej kolejeności:

ubrania, książki, papiery, różności (komono), pamiątki

IMG_6654

Jeżeli chodzi o ubrania to najlepiej podzielić je na mniejsze kategorie:

  • góra (koszulki, swetry itd.)
  • dół (spodnie, spódnice itd.)
  • ubrania, które powinny być powieszone
  • skarpetki
  • bielizna
  • torebki
  • dodatki
  • ubrania na specjalne okazje
  • buty

UBRANIA:

Zanim zaczniemy należy przynieść wszystkie rzeczy należące do tej kategorii. Jeżeli sprzątamy góry to znosimy każdą jedną rzecz (te z prania i do prasowania również)

Ciuchy po domu- każdy ma taką magiczną półeczkę, z której wyciąga poplamione dresy i dziurawe tiszerty. Często ich nie lubimy z wielu względów, a jednak trzymamy całą gromadę takich ubrań. Co z nimi robimy? Wyrzucamy. Chyba, że jednak te rzeczy sprawiają nam radość i koszulka z obozu w podstawówce poprawia nam humor.

Autorka pisze również o przechowywaniu. Radzi trzymać rzeczy pionowo (jeszcze nie przetestowałam). Składamy koszulkę w kostkę i ustawiamy pionowo w szufladzie. Ma to sens, ale muszę sama wypróbować.

Rozbawił mnie podrozdział o traktowaniu skarpet i rajstop z szacunkiem, ale chyba zastosuje się do jej rad, bo moje skarpety zazwyczaj są nieszczęśliwe (nie mają pary). Dodatkowo skarpety nie powinny być zwinięte w kłębki tyko swobodnie leżeć złożone na pół.

IMG_6655

Zaczynamy również od przyniesienia wszystkich książek jakie mamy w mieszkaniu. Układamy je obok siebie na podłodze. Póżniej rozdziel je ze względu na kategorię:

  • ogólne (czytane dla przyjemności)
  • praktyczne( encyklopedie, książki kucharskie)
  • wizualne ( albumy)
  • magazyny

Teraz weź po kolei każdą książkę do ręki (koniecznie!) i zadecyduj czy doświadczasz przypływu radości czy też nie. Nie zaczynaj tylko jej czytać:)

Największą trudność sprawiają nieprzeczytane książki. Autorka uważa, że skoro książka leży już u nas jakiś czas to nigdy jej nie przeczytamy. To samo dotyczy książek przeczytanych  na przykład w połowie. Dodatkowo sądzi, że takie jest jej przeznaczenie, skoro dobrnęliśmy tylko do połowy to znaczy, że nie jest nam dane dokończenie jej.

To samo dotyczy notatek ze szkoleń i kursów. Skoro nie są w użyciu to znaczy, że nigdy z nich ie skorzystamy i nie ma sensu ich trzymać.

IMG_6656

Dzielimy je również na kategorie i wyrzucamy to co nie mieści się w :

  • to co jest obecnie w użyciu
  • to co potrzebne jest przez określony czas
  • to co powinno być trzymane  bezterminowo

Z tego co zostało tworzymy 2 kategorie do archiwizowania:

  • papiery, które powinny być zachowane
  • papiery, które wymagają jakiegoś działania  w najbliższym czasie

Autorka zaleca przechowywanie papierów w pionowej pozycji w konkretnym miejscu. Miejsce powinno być określone ze względu na częstotliwość sięgania po nie: papiery używane rzadko oraz używane często.

Gwarancje od urządzeń elektrycznych należy przechowywać w jednym miejscu, najlepiej w koszulce. Wszystkie  instrukcje obsługi, z których nie korzystamy również wyrzucamy.

IMG_6657

„Trzymaj rzeczy, które kochasz, a nie „bo tak”.

Kolejność sprzątania:

  • płyty CD i DVD
  • kosmetyki
  • akcesoria
  • przedmioty wartościowe (paszporty, karty kredytowe)
  • sprzęt elektryczny i elektroniczny
  • przybory gospodarstwa domowego (artykuły biurowe, zestawy do szycia)
  • artykuły  gospodarstwa domowego
  • artykuły kuchenne/żywność
  • pozostałe

Drobne monety powinny zawsze wędrować do portfela, a nie do szuflady lub małych koszyczków.

IMG_6658
  • prezenty- nietrafione wyrzucamy
  • pudełka
  • niezidentyfikowane kable (skoro ie wiesz od czego jest to go wyrzuć)
  • zapasowe guziki (raczej ich nie wykorzystasz)
  • próbki kosmetyków na wyjazdy (sprawdzić ważność)
  • darmowe gadżety promocyjne-
IMG_6659
  • zdjęcia

*mój komentarz – autorka nie pisze nic o zdjęciach na komputerze. Ale warto również tutaj wprowadzić porządek i j ma taki plan. Zmotywował mnie ten cytat „Będziesz o wiele bardziej cieszył się zdjęciami w starszym wieku, jeżeli będą w albumie, niż kiedy będziesz musiał przetrząsać ciężkie pudło „- w tym wypadku komputer

  • kartki z życzeniami
  • pamiątki

Autorka pisze o bardzo ciekawym zjawisku. Większość dorosłych ludzi wywozi swoje rzeczy do rodziców. Jest to złe postępowanie. Prawdopodobnie nigdy po te rzeczy nie wrócimy.

„Uporządkowanie domu jest właśnie tą magią, która przynosi szczęśliwe i pulsujące energią życie”

Po zakończeniu procesu wielkiego sprzątania czas wyznaczyć każdej rzeczy miejsce, a później je tylko odkładać.

„Bałagan ma dwie możliwe przyczyny: zbyt wiele wysiłku trzeba włożyć w odłożenie rzeczy lub też nie wiadomo gdzie dana rzecz powinna leżeć.

Podczas układania rzeczy pamiętajmy o jednej ważnej zasadzie:

„Nie kładź rzeczy jedna na drugiej: przechowuj je pionowo”.

Ostatnie rozdziały są o następnych etapach, czyli o tym jak później znów nie zagracić mieszkania.

Ja najbardziej zastosuje się do zasady o zakupach. Często kupuję coś na wyprzedażach na kolejny sezon i najczęściej tego nie noszę.

„Kupowanie i używanie rzeczy wtedy gdy są potrzebne daje więcej radości.”

Po całym procesie nie kupimy już czegoś bezmyślnie.

„Szczęśliwi ludzie są otoczeni rzeczami, które dają im radość”

Tym podsumowaniem kończę wpis. Przemawia do mnie ta metoda jak żadna inna i już niedługo będziemy pakować swoje niepotrzebne rzeczy do worków. Większości nie wyrzucę na śmietnik, a spróbuję znaleźć osoby, któr mogłyby tego wszystkiego potrzebować.

Poniżej przygotowałam Wam gotową listę do ściągnięcia i wydrukowania. Wszystko po to żeby ułatwić sprzątanie.

KLIK poniżej

magia_sprzątania

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dajcie mi już spokój

O dyktaturze na placach zabaw

Plac zabaw zawsze mi się kojarzy z wolnością. Od ok 5-6 r. ż. sama wychodziłam na kilka godzin i bawiłam się tak jak chciałam. Wisiałam głową w dół na trzepaku i huśtałam się do pety na metalowych huśtawkach. Z racji nadwrażliwego przedsionka często te ekscesy kończyły się w krzakach na mocnych mdłościach. Nienawidziłam karuzeli i nikt nigdy nie kazał mi się na niej kręcić.

Nie musiałam nawet na nią wchodzić. Od samego patrzenia było mi niedobrze. Nikt za mną nie chodził i nie strofował. Kiedy z kolanami zdartymi do kości i bluzką mokrą od płaczu wbiegałam do domu mama wiedziała, że najpewniej znów się wywróciłam na prostej drodze lub zahaczyłam o gwóźdź wychodząc przez okno z piwnicy.

Lubiłam bawić się w piaskownicy dość długo- kopaliśmy wielkie doły i wchodziliśmy w nie do kolan. Później nas zakopywali. Sama dobrze wiedziałam czego potrzebuję. Powisieć głową w dół- biegiem na trzepak, poczuć wiatr we włosach (i piasek) zjechać głową w dół ze zjeżdżalni. Pamiętacie, że dziś pewnie miałabym diagnozę i terapię?  Gdybym urodziłą się 5 lat temu

A tak dzięki wielu godzinom na placu zabaw trochę te deficyty narobiłam.

To tylko plac zabaw

Często słyszę ten tekst od rodziców. W dobie gadżetów i kultury zajęć dla dzieci ten plac zabaw wg nas- dorosłych jest słabą atrakcją dla dzieci. Dlaczego? Bo jest za darmo!

Kiedyś rodzice od wielkiego dzwonu zabierali dziatwę na wielkie wydarzenia jak kino, teatr czy zoo. Mam wrażenie, że teraz jest wręcz pożądane aby gdzieś zabierać swoje dziecko. Dużo. Często. Czasami z grubą kasę. Też się dałam złapać w tę pułapkę.

Przechodziliśmy obok Teatru Palladium. Tłumy rozentuzjazmowanych dziewczynek przed wejściem zwróciły naszą uwagę. Postanowiliśmy wstąpić i zapytać co to za wydarzenie. Okazało się, że za chwilę zaczynają się „Najpiękniejsze bajki baletowe”. Lilka obecnie lubi takie klimaty, więc stwierdziliśmy, że to będzie świetna rozrywka rodzinna.

Bilet dla mnie i dla męża 90 zł – Lilka za free, bo na kolanach. Na sali tłum. Krzesła tak blisko siebie jak fotele w Rajanerze. Zaczyna się. Wszyscy lekko podekscytowani. Po 15 minutach moje dziecko głośno i wyraźnie rzecze: „Wolałabym żeby to się już skończyło”. Wszyscy się odwracają. My się śmiejemy.

Wychodzimy i idziemy na plac zabaw. Miejsce wolności i swobodnej zabawy. Jednak nie dla wszystkich.

Terror na placach zabaw

Podczas pobytów na placach zabaw wciąż słyszę komendy matek, ojców, babć, opiekunek:

Lekceważące i burzące pewność siebie:

„Nie właź tam”

„Zaraz spadniesz”

„Nie wchodź do piachu, bo będziesz miał piasek w butach”

„Zostaw te kamienie”

„Nie chce mi się Ciebie huśtać”

Troskliwe:

„Chodź pokażę Ci drabinki. Wyjdź już z piaskownicy, bo pupę sobie przeziębisz.”

„Tam jest za wysoko”

„A zobacz jaka tam jest świetna karuzela”

Naprawdę nie musimy dziećmi dyrygować ani ich ciągle animować. Plac zabaw powinien być miejscem swobodnej zabawy. Poniżej Wam napiszę dlaczego jest to tak ważne

Wyobraźcie sobie, że macie ogromną ochotę na obejrzenie filmu w telewizji. Dawno temu był w kinie i nie zdążyliście na niego pójść. Już tydzień temu zauważyliście, że będzie i nawet ustawiliście przypomnienie w telefonie. Jednak Wasz partner lub partnerka tak bardzo nalegają na wyjście do kina.

Propozycja wydaje się absurdalna, bo macie już tak wielką chęć obejrzenia filmu w kapciach i pod kocem, że żadne argumenty do Was nie przemawiają. „Będzie fajne”- mówi, „No chodź zobaczysz”-nalega, „Co tak będziesz tu siedzieć?”-pyta, „To idę sam/-a”- grozi.

Jak się czujecie? Ja źle. Ktoś mnie namawia na coś innego niż bym chciała.

Dokładnie te sam teksty słyszę na placach.

„Będzie fajnie”- to nic, że tego nie lubisz

„No chodź zobaczysz”- ale mnie to nie interesuje

„Co będziesz tak siedzieć?” i sypać ten piach do butów

„To idę sam/-a” skoro nie chcesz zobaczyć tej karuzeli

Dlaczego plac zabaw jest ważny dla rozwoju motorycznego dziecka?

Z reguły mieszkamy teraz w klitkach. Dzieci w domu nie mają możliwości aby się wybiegać, pohuśtać, poskakać i wspinać. Często te aktywności ze względów bezpieczeństwa są w domu zabronione. A układ nerwowy dzieci do prawidłowego rozwoju potrzebuje mocnej, wielozmysłowej stymulacji.

Naprawdę taki plac zabaw jest w stanie wszystkich tych bodźców, które potrzebuje dziecko, zapewnić.

JEST TYLKO JEDEN WARUNEK

Ta zabawa nie może być kierowana. To musi być swobodna zabawa. Musimy dać dzieciom swobodę, żeby to ich UKŁAD NERWOWY zdecydował na co jest teraz zapotrzebowanie. Podczas gdy dajemy komendy, nakazy, zakazy, lub nawet grzecznie prosimy to dziecko nie ma okazji wykorzystania tego zapotrzebowania.

Pewnie nawet nie wiecie jak dużą wartość terapeutyczną mają place zabaw. Dzieci wybierają same to czego potrzebują. A jeżeli unikają jakiś atrakcji to również jest to ważna informacja zwrotna.

Taka zwykła huśtawka dostarcza do układu nerwowego tak wielu bodźców, że podczas zwykłych zabaw nie moglibyśmy im  zapewnić. Mało kto wie, że można dzieciom śpiewać podczas huśtania, szczególnie tym z zaburzeniami rozwoju mowy.

Bezsensowne przesypywanie piasku stymuluje zmysł dotyku i ćwiczy koordynację ręka-oko. Chodzenie na boso w piaskownicy bardzo mocno stymuluje układ dotykowy.

Wchodzenie po drabinkach wzmacnia siłę mięśniową oraz ćwiczy praksję (planowanie ruchowe).

I wiele, wiele innych…

Place zabaw są świetne, a do tego są darmowe.

A tu zobaczcie Książeczki wspierające rozwój mowy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sekrety pielęgnacji moich włosów

  • URODA
  •  komentarze [43]

Coraz częściej dostaję od Was pytania-prośby o dodanie posta na temat pielęgnacji włosów. Z racji tego, że jest dość niestandardowa stwierdziłam, że pokażę Wam kilka moich sposobów oraz trików.

Na wstępie przedstawię pokrótce moją historię.

Od małego cieszyłam się bujną grzywą. Moja mama lubiła je czesać i pięlęgnować. Zawsze miałam długie włosy. Dopiero jak pierwszy raz wyjechałam na kolonie (6,5 roku) mocno je skróciłyśmy aby łatwiej było mi samej zadbać o ich pielęgnację.

Tak wyglądałam w wieku 5 lat:). Moje włosy wówczas trochę się kręciły i wywijały. Już wtedy używałam odżywek do włosów, bo nie dało się ich rozczesać. Całe życie nosiłam również grzywkę. Dopiero 4 lata temu ją zahodowałam.

DSC_3849

Pod koniec szkoły podstawowej zaczęłam farbować włosy szamponetkami w kolorze mahoniowym. Zdjęcia nie mam, a nawet jakbym miała to bym się nim nie podzieliła;)

Kiedy poznałam mojego męża (prawie 8 lat temu) zaczęłam sukcesywnie rozjaśniać włosy.

Mam bardzo jasną cerę oraz oprawę oczu i myślałam, że mi to pasuje.

plb075

Przed zajściem w ciążę z Lilka stwierdziłam, że jednak będę wracać do naturalnego koloru, bo odrost byłby bardzo widoczny przez 9 miesięcy. Nie chciałam truć Lilki w brzuchu rozjaśniaczami.

DSC8912

Kilka miesięcy po porodzie, dokładnie w Sylwestra, stwierdziłam, że wracam do blondu. Do platynowego blondu. Po wyjściu od fryzjera chciało mi się płakać. Wyglądałam jak Wiedźmin. Kilka razy sama ufarbowałam włosy farbą i trochę ten kolor zszedł. Jednak już po kilku dniach zauważyłam, że moje włosy są w fatalnym stanie. Kruszyły się nawet w połowie. Były do tego matowe i spuszone. Bardzo skrzywdziłam swoje włosy i musiałam to odpokutować.

Dodam również, że do tego momentu myłam włosy co drugi dzień różnymi szamponami i nakładałam odżywki bez żadnej świadomości. W moim koszyku lądowało to co mi wpadło w oko. Od Ziaji po Kerastase. Suszyłam włosy suszarką i używałam prostownicy (przez 7 lat).

Stan moich włosów był tragiczny. Było ich dużo, ale bardzo połamane, wołały o pomoc. Tak trafiłam na blogi włosomaniaczek. Przez około miesiąc chłonęłam jak gąbka wiedzę i stosowałam je u siebie. Już po miesiącu było widać pierwsze efekty. A teraz mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam moje włosy, które do tej pory były tylko problemem.

Tyle tytułem wstępu.

Jesteście ciekawe co takiego zrobiłam?

Na początku określiłam typ moich włosów. Korzystałam z tych pytań TEST. Dowiedziałam się, że moje włosy są wysokoporowate (długo schną, puszą się, mam szorstkie końcówki, są podatne na falowanie, nie lubią wilgoci, są matowe). Później znalazłam blogerki, które mają podobny typ włosów do moich i zaczęłam świadomą pielęgnację.

Rady, które sprawdzą się u każdego typu włosa:

1. Żegnamy się z suszarką i prostownicą. Ewentualnie raz na jakiś czas można wysuszyć włosy chłodniejszym strumieniem. Najlepiej zostawić włosy do wyschnięcia. Wiem, wiem, może to być problem np. rano. Inne włosomaniaczki myją włosy po powrocie z pracy i pozwalają im naturalnie wyschnąć.

2. Po myciu wycieram włosy w duży, bawełniany T-shirt, który jest już do tego przeznaczony. Włosów nie szoruję, bardzo delikatanie się z nimi obchodzę, bo to właśnie mokre włosy są najbardziej podatne na uszkodzenia. Można powiedzieć, że lekko wyciskam wodę w koszulkę. Robię turban i spinam szczypcami.

3. Nie można iść spać nawet z lekko wilgotnymi włosami- zawsze sprawdzam czy są suche ze względów, które podałam wyżej.

4. Do spania robię bardzo wysoko koczek. Włosy rozpuszczone podczas spania bardzo się szarpią i niszczą. Wysoki kucyk nie przeszkadza, a chroni włosy.

5. Spanie na jedwabnej poduszce lub poszewce. Jedwab nie tylko bardzo dobrze wpływa na włosy, ale również na skórę twarzy. Pisałam o tym TUTAJ

6. W czasie trudnych warunków atmosferycznych chodzenie ze związanymi włosami (mocny wiatr, słońce).

7. Delikatne rozczesywanie

8. Używanie gumek do włosów bez metalowych elementów, a najlepiej powleczonych materiałem.

9. Naprzemienne używanie odżywek i szamponów. Czyli jednego dnia myjemy szamponem A i nakładamy odżywkę B, a za 2 dni szampon C i odżywka D (później od nowa). Co to powoduje? Macie czasami wrażenie, że nowy szampon i odżywka tak cudownie działają na Wasze włosy? To dlatego, że jest nowy i włosy lepiej na niego reagują. Stosując naprzemienność możemy je lekko „oszukać”. Ale naprawdę to działa!

10. Używanie chłodniejszej wody do spłukiwania. Wtedy zamykają się łuski włosowe i włosy przyjemnie  błyszczą.

Co sprawdziło się na moich wysokoporowatych włosach?

1. Szampony bez SLS (Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate)Pierwszą rzecz na jaką zwracam uwagę w sklepie to czy dany szampon ma  w składzie na drugim miejscu (tuż po wodzie) ten wysuszający włosy detergent. Lista łatwo dostępnych szamponów: TU

2. Rzadsze mycie włosów. Teraz myję włosy dopiero na 3 dzień. Wysokoporowate włosy nie lubią częstego mycia.

3. Odżywki i maski emolientowe,  proteinowe i humekantowe. Ważne jest żeby używać ich naprzemiennie, żeby nie nasycić za bardzo włosów. TU jest spis wszystkich tanich i łatwo dostępnych produktów.

4. Olejowanie – na początku kiedy moje włosy były bardzo zniszczone codziennie olejowałam włosy. Przed snem nakładałam na nie łyżkę stołową oliwy z oliwek, związywałam i szłam spać.  Rano myłam włosy tak jak zawsze. Już po jednym użyciu TU możecie dobrać odpowiedni olej do rodzajów włosów. Ja olejowałam oliwą z oliwek i olejkiem Alterra z Rossmanna.

5. OMO – specjalna metoda mycia włosów. TU – więcej na ten temat. Ja tak myłam bardzo krótko, bo odkryłam lepszą metodę.

6. Moja ulubiona metoda odżywiania włosów. Przed myciem głowy  (około 30 min) na zwilżone włosy nakładam maskę do włosów. Równomiernie rozprowadzam i przeczesuję delikatnie palcami. Na włosy zakładam foliowy czepek lub zwykłą reklamówkę. Na tym tworzę turban z ręcznika. Chodzę tak pół godziny i później myje jak zawsze. Moje wysokoporowate włosy kochają tę metodę.

7. Koczek na wygładzenie.

Moje włosy kiedy same schną na koniec wyglądają jak szczotka. Są spuszone i matowe. Kiedy już są suche robię z nich koczek, który ma z zadanie wygładzenie ich. Ważne jest żeby nie używać gumki tylko małych szczypiec- wtedy nie powstaną zagniecenia.

8. Farbuję włosy raz na 2 miesiące u fryzjera. Nie rozprowadza farby na całej długości- tylko na sam odrost. Na zmywaku zapienia mi na całej długości farbę i zaraz zmywa. Dzięki temu wrażliwe końce aż tak nie cierpią.

9. Obcięcie włosów na prosto. Uwierzcie mi, ten zabieg najwięcej dał moim włosom. Zawsze miałam mocno wystopniowane końce. Niestety u mnie wyglądało to dość niekorzystnie, bo końcówki zamieniały się w strąki. Dopiero ścięcie ich na prosto podkreśliło ich ciężar i objętość.

10. Czesanie szczotką Tangle Teezer

To już chyba wszystko z mich sekretów:)

p.s. Chwilowo używałam również wcierki Jantar na porost włosów – działa cuda!

DSC_4581
DSC_4588
DSC_4594

Aktualnie używam

DSC_4794
DSC_4798
DSC_4801
DSC_4802
DSC_4804
DSC_4806

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Tym grozi 3-dniowy wyjazd bez dziecka

Otwieram Instagram, widzę, że przy szufladce na górze świeci się na pomarańczowo wiadomość. Klikam i nie wierzę. jeszcze raz klikam, ale nadal nie wierzę. Po minucie gapienia się w wyświetlacz telefonu dopiero do mnie dociera, że wygrałam w instagramowym konkursie kamerę GoPro.

AAA! Myślę sobie: „Będę GoPROWcem” i już wiem do czego będę jej używać. Po chwili przychodzi dalsza wiadomość. Dodatkiem do nagrody jest wyjazd na 3-dniowe warsztaty fotograficzne w Tykocinie. Szybka  synchronizacja kalendarzy z mężem dała mi zielone światło.

Jest czwartek wieczór, a ja pakuję walizkę na wyjazd. Wszystko się zmieściło do tej najmniejszej, która leżała w czeluściach szafy. Dopięłam ją bez dopychania kolanem i pomocy drugiej osoby. I wtedy ogarnął mnie niepokój. Usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, że tych rzeczy jakoś niewiarygodnie mało i na pewno o czymś zapomniałam.

Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że jadę SAMA, więc kołderka May Lily, Lala Pola, 4 pieluchy z Dorą, 6 zmian ubrań (na 3 dni), mini apteczka zostają w domu. Odetchnęłam z ulgą, że tym razem zabiorę się do auta na raz i będę jeszcze miała rękę, żeby kupić sobie wodę.

Tak więc jadę.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale wsiadając do auta i odpalając Chilli Zet pierwszy raz od jakiegoś czasu poczułam wolność, bo zazwyczaj tuż po zapięciu pasów słyszę tylko komendy: „Radio Bajka”, „Pippi, włącz”, „Lasse i Bosse, mamo chce” „Piciaaaaa!”. Tak więc  jadę, nawet 45- minutowy korek na Wisłostradzie mi nie zepsuł humoru.

Wykorzystałam go bardzo produktywnie i wykonałam bardzo pilne telefony do przyjaciółek. Dziwnie się czułam, bo zazwyczaj brzmię jak osoba z zespołem Touretta. „Tak już jadę do ZOSTAW PASY Białegostoku” „Na warsztaty NIE LILU JESZCZE NIE JESTEŚMY fotograficzne”.

W pewnym momencie wjeżdżam w tunel. Jadę w ciemnościach. Już widzę strugę światła na końcu. Kontrolnie spoglądam we wsteczne lusterko i dosłownie czuję się jakby mnie prąd poraził. Z tyłu nie widzę Lilki. Dopiero po chwili mój mózg przypomniał sobie, że moja latorośl została z tatą.

Po drodze bez najmniejszych wyrzutów sumienia zatrzymuje się w Macdonaldzie. Jadąc z dzieckiem często nadkładamy drogi lub w tym momencie krzyczymy: „Zobacz ptaszek po lewej” aby tylko uniknąć próśb i gróźb „Chcę do Macdonaldzika”.

Jadę w kierunku Tykocina i autentycznie delektuję się drogą, widokami i lekkim downtempo wymykającym się z głośników. Nie była to podróż jak w GPS. Dotrzeć z punktu A do punktu B w możliwie jak najszybszym czasie i po drodze tylko zwalniać przez ostrzeżenia Yanosika. Mój wyjazd- odpoczynek zaczął się już w Warszawie podczas 45- minutowego korka.

Docieram na miejsce. #jestdobrze.

Słońce powoli chowa się za chmury, a tykocińska architektura aż się prosi o fotkę na Instagram. Wchodzę na teren Alumnatu i wypatruję uczestników warsztatów. W końcu dostrzegam znajomą twarz. Kasia z bloga Żudit.pl również wygrała warsztaty w konkursie.

Myślę sobie: „Ale ten świat mały”. Jednak zmieniam zdanie kiedy przez bramę wchodzi znajomy z ogólniaka Maciek, również bloger Gapienamape.pl. Wtedy stwierdzam, że świat jest naprawdę maleńki. A na koniec dociera dawny znajomy, który te warsztaty będzie prowadził. Niesamowite.

W pośpiechu jemy kolację żeby złapać światło zachodzącego słońca. Spacer po klimatycznej okolicy wprawia mnie w świetny humor. Już wtedy zaczynam dostrzegać ogromne różnice między fotografią krajobrazową, a dziecięcą.

Zabrzmi to pewnie śmiesznie, ale tak się skupiłam na robieniu zdjęć na Nebule, że zapomniałam o innych typach fotografii. Można fotografować inne obiekty niż dzieci? Można! A nawet jest to bardzooo przyjemne.

Fotografia krajobrazowa ma swoje zasady oraz prawa.

Wieczorem sprawdzamy na SunCalc, o której jest wschód słońca, a na meteo.pl czy poszczęści nam się z mgłą. Przygotowując się do fotografowania dziecka zwracam uwagę na zupełnie coś innego. Czy jest najedzone, czyste i czy ma dobry humor. Szkoda, że nie ma do tego żadnej aplikacji.

Wstajemy o 3.20 na wschód słońca, bo chcemy złapać magiczne promienie światła. W domu pobudka o 3.20 jest największą masakrą. Dziecko się obudziło to dla Ciebie przymus i obwieścisz o tym całemu światu, że o tej zostałaś bezprawnie zwleczona z łóżka. Tak wcześnie wstałam, bo chciałam, nie musiałam. Jest duża różnica.

Jest! Ten moment kiedy wychodzisz na łąkę a słońce dopiero nieśmiało wstaje z horyzontu. Powoli się rozciąga, leniwie przepuszczając swoje promienie przez chmury. Ekwipunek: statyw z aparatem, kalosze i kurtka przeciwdeszczowa. Bez kawy.

Mam czas na powolne rozłożenie statywu, który w domu się tylko kurzy, bo nie dam rady z nim biegać po mieszkaniu za przemieszczającym się obiektem.  Szukam odpowiedniej perspektywy, myślę kadrami. Widzę małe drzewo ukryte daleko we mgle.

Zmieniam ustawienia aparatu – trwa to dobre 3 minuty. W domu w te 3 minuty zrobiłabym już 50 zdjęć, bo obiekt może zmienić zdanie co do chęci uczestniczenia, więc nie mam czasu na rozkminki.  Patrzę przez wizjer i spokojnie naciskam na spust migawki. Jestem spokojna i robienie zdjęć mnie relaksuje.

Przy robieniu zdjęć Lilce czuję napływająca adrenalinę i suchość w ustach, bo wiem, że mam bardzo mało czasu.

Często po wyciągnięciu sprzętu dostaję bardzo wymowny komunikat „Mamo, schowaj aparat”. Natura nie udzieli Ci takiej odpowiedzi, a wręcz zaprasza do robienia fotografii. Jest bardzo łaskawa, bo nic nie dzieje się nagle.

Wróciłam bardzo zainspirowana. Warsztaty z mistrzami z Magii Podlasia otworzyły mi oczy, że istnieje inny świat poza dzieckiem. Piękny świat. Co z tego, że moje dziecko jest całym moim światem skoro nie dostrzegam otaczającego piękna. Dziękuję za poszerzenie perspektywy i wiele przegadanych godzin (nie o dzieciach). I czekam na ciąg dalszy…

20150620-DSC_4013
20150620-DSC_4041
20150620-DSC_4051
20150620-DSC_4059
20150620-DSC_4069
20150620-DSC_4131
20150621-DSC_4408
20150621-DSC_4422
DSC_3985
20150620-DSC_4234
20150620-DSC_4244
20150620-DSC_4264
20150620-DSC_4279
20150620-DSC_4289
20150620-DSC_4296
20150621-DSC_4443

Oraz zdjęcia, które zrobiono mi:

_95C9320-2
by Tomek Poskrobko
_95C9340-2
by Tomek Poskrobko
_95C9395-2
by Tomek Poskrobko
_95C9472-2
by Tomek Poskrobko
11403149_979472518770475_480630383971161413_n
by Tomek Poskrobko
11642086_853624988046000_109464845_o (1)
by Marcin Bielski
IMG_5102 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5131 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5165 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5206 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5228
by Pikolina z www.zudit.pl
ania
by Pikolina z www.zudit.pl

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Miej serce i patrzaj w serce…

„Małego księcia” zna chyba każdy. Książka została wydana w 1943 r. i jest już klasykiem. Jej fenomen wcale mnie nie dziwi. Pod baśniową warstwą kryją się uniwersalne prawdy, które dają nam kierunkowskaz do szczęśliwego życia.

Cytaty z „Małego księcia” często są wpisywane na kartkach okolicznościowych. Wiele osób uważa tę książkę za przewodnik po przyjaźni. Mnie również oczarował Exupery. Mam kilka swoich ulubionych sentencji, których często używam.

Kiedy dostałam propozycję objęcia patronatem (a właściwie matronatem) audiobooka „Mały książę” bez wahania się zgodziłam. W czasie realizacji projektu okazało się, że ten audiobook będzie wyjątkowy. Aksamitny głos Tomasza Sobczaka otrzymał piękne tło graficzne.

Podczas odtwarzania wyświetlają się ilustracje, wykonane przez samego mistrza Antoine’a de Saint Exupery’ego.

Można powiedzieć, że jest to bardzo wysmakowana bajka. Duża ilość czytanego tekstu i stosunkowo mniej obrazów powoduje, że bardzo się skupiamy na treści. Odtwarzając audiobooka na urządzeniach mobilnych mamy możliwość oglądania „Małego księcia”- to wyróżnia tę publikację.  Można ją nabyć TUTAJ

Przewińcie post do końca. Tam czeka niespodzianka dla Was.

DSC_4490
DSC_4501
DSC_4496
DSC_4511-horz
DSC_4512

Suknia – Miszkomaszko

Słuchawki dziecięce Polaroid Tk Maxx

Mam dla Was 5 audiobooków  do wygrania. Od dziś do 29.06 (do północy) w komentarzach pod tym postem możecie wpisywać swoje ulubione cytaty z „Małego księcia” wraz z uzasadnieniem dlaczego akurat wybraliście ten. Należy również podać adres e-mailowy. Wśród zgłoszeń wybiorę 5 osób. Wyniki będą opublikowane w tym poście po 29.06.

WYNIKI ROZDANIA

Dziękuję bardzo za udział w tym wyjątkowym konkursie. Mam wspaniałe, wrażliwe czytelniczki. Dziękuję, że jesteście. Wybrałam 5 odpowiedzi, chociaż nie było łatwo.

Audiobooki otrzymują:

Atram86

Illumineuse

Marta

Magda

Paulina

Napiszcie na kontakt@nebule.pl

Gratuluję:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wakacje z dzieckiem- nie mylić z odpoczynkiem

Za nami 2-tygodniowe wakacje w Turcji. Bardzo spontaniczne, bo w we wtorek zdecydowaliśmy się na urlop, a już w następnym tygodniu witało nas gorące słońce i plaża. Mało czasu na przygotowania i domknięcie bieżących spraw, ale się udało.

Z ogromną ulgą zamykaliśmy w piątek nasze komputery i naprędce robiliśmy listę zakupów na wyjazd.

Te wakacje wyobrażałam sobie zupełnie inaczej.

Chyba się starzeję, bo marzył mi się urlop we Włoszech najlepiej samochodem. Zwiedzanie i odpoczywanie. Jednak takie wyjazdy musimy odłożyć na dłuższy czas. Podczas naszych ostatnich wojaży ujawniła się chorobą lokomocyjna u Lilki.

Podróże autem są dla niej lekko mówiąc nieprzyjemne. Zdecydowaliśmy się nawet obrócić fotelik przodem do kierunku jazdy. Liczę, że to coś pomoże.

Tak więc, w niedzielę o północy domykaliśmy już nasze walizki i o 10 rano byliśmy nad  Morzem Śródziemnym. Przywitała nas piękna pogoda i cudowne krajobrazy.

Nic więcej nie trzeba było nam do szczęścia. Lilka była oczywiście wniebowzięta. Nowe miejsce i mnóstwo atrakcji tak ją pochłonęły, że tylko kilka razy skusiła się na późną drzemkę. Całe dnie byliśmy na pełnych obrotach.

Wakacje mają swoje prawa i raczej nie przestrzegamy wówczas wielu zasad, które panują w domu.

Na Lilkę ta zmiana i totalna samowolka zadziałały wprost proporcjonalnie do naszego luzu. Mąż się śmiał, że w pracy ma urlop od rozwiązywania konfliktów i sporów, a na wakacjach prowadzi rozmowy  pokojowe na jeszcze wyższym szczeblu z córką.

Pojawiały się dość absurdalne sytuacje, z których dziś się śmiejemy jednak wtedy chcieliśmy żeby po prostu dziecko wysłuchało naszych próśb. Pewnie również dieta wysokowęglowodanowa plus codziennie lody miały wpływ na zaostrzenie naszych stosunków.

No cóż, nikt nie mówił, że będzie to sielanka:) Przynajmniej mogliśmy odpocząć od naszych problemów i spraw codziennych. Brak sprzątania, gotowania, a nawet blogowania wprawiły nas w bardzo przyjemny nastrój.

Lilce dobry humor również się udzielał i mówiła „znakomicie tu jest” lub „fajnie nam jest” po czym za chwilę zmieniała zdanie i chciała iść do pokoju. Nawet ja nie mogłam czasami zrozumieć jej logiki.

Nasze 14 dni wyglądały jak dzień świstaka: pobudka, śniadanie, basen, obiad, plaża, zajęcia w klubie dla dzieci, minidisco i spanie. Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę łódką. Lilka była oczarowana, do tego stopnia, że nie miała gdzie dać upustu swoim emocjom i biegała po łódce przez cały rejs, a ja walczyłam z moim słabościami…

Sama już nie wiem jakie wakacje byłyby idealne dla 2,5 latka.

Ale na świeżo mogę śmiało powiedzieć, że będzie to miejsce gdzie jest piach, woda, plac zabaw, budka z lodami oraz rodzice i czy to będzie 50 km od domu czy 5000 to dla dziecka nie ma żadnego znaczenia.

W moich uszach wciąż brzmi rozdzierający płacz 2-letniej dziewczynki w samolocie, która nie chciała się zapiąć pasami i rodziców, którzy straszyli ją panem Zdzisiem. Miał ją zabrać. A ona stała i wniebogłosy krzyczała 40 minut.

p.s

pomiędzy minidisco, a zabawami na placu zabaw połknęłam w całości trylogię Miłoszewskiego i naładowałam akumulatory:)

Wakacje ultra all inclusive łącznie z całodziennym noszeniem na rękach na hasło: „tato, hoplaaa”.

DSC_1437 — kopia
DSC_1445 — kopia
DSC_1466-horz
DSC_1495
DSC_1456
DSC_1499
DSC_1546
DSC_1556
DSC_1564
DSC_1570
DSC_1577
DSC_1592
DSC_1595
DSC_1612
DSC_1625
DSC_1629
DSC_1660
DSC_1665
DSC_1678-horz
DSC_1682
DSC_1725
DSC_1736
DSC_1741
DSC_1777
DSC_1783
DSC_1797
DSC_1809
DSC_1843
DSC_1868-horz
DSC_1892
DSC_1924
DSC_1928-horz
DSC_1935
DSC_2038
DSC_2073
DSC_2090
DSC_2094
DSC_2118
DSC_2142-horz
DSC_2166
DSC_2195


DSC_2199
DSC_2244
DSC_2291
DSC_2301
DSC_2304
DSC_2307
DSC_2351


DSC_2360
DSC_2364
DSC_2405
DSC_2410
DSC_2421
DSC_2456
DSC_2463
DSC_2469-horz
DSC_2484
DSC_2520
DSC_2525
DSC_2529
DSC_2539
DSC_2582
DSC_2583
DSC_2604
DSC_2612
DSC_2623
DSC_2643
DSC_2670


DSC_2679
DSC_2721
DSC_2722
DSC_2740
DSC_2751
DSC_2767
DSC_2789
DSC_2815


DSC_2817-horz
DSC_2830
DSC_2832
DSC_2849
DSC_2869
DSC_2899-horz
DSC_2913
DSC_2917-horz
DSC_2930

Sztorm

DSC_2946
DSC_2948
DSC_2968
DSC_2970
DSC_2975-horz
DSC_2984
DSC_3008
DSC_3013
DSC_3034
DSC_3042
DSC_3064
DSC_3073
DSC_3151
DSC_3184
DSC_3235


DSC_3241
DSC_3244
DSC_3246
DSC_3278
DSC_3279
DSC_3280
DSC_3290-horz
DSC_3295
DSC_3303
DSC_3389
DSC_3390
DSC_3394
DSC_3398
DSC_3415
DSC_3434
DSC_3457

Kilka słów o hotelu, który był bardzo dobrze przygotowany na najmniejszych gości. Na terenie hotelu było nawet mini zoo:)

DSC_3304
DSC_3305
DSC_3308
DSC_3311
DSC_3314
DSC_3316
DSC_3317
DSC_3480
DSC_3490

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Resibo – stworzone z natury

Niewielu z Was pewnie o tym wie, że jestem kosmetykomaniaczką. Gdyby nebule.pl mnie nie wciągnęło bez reszty prawdopodobnie pisałabym bloga urodowego. Tego pewnie nie mogliście się po mnie spodziewać;)

Już od  wczesnych lat uwielbiałam wszystkie mazidła, a moim ulubionym sklepem była drogeria. Z wypiekami na policzkach przemierzałam półki sklepowe z kolorowymi i pielęgnacyjnymi kosmetykami.

Pamiętam moje początki kiedy zupełnie nie zwracałam uwagi na skład kosmetyków. Najważniejsza była dla mnie cena i efekty. Moją ulubioną stroną był wizaż.pl i ich KWC (Kosmetyk Wszech Czasów). Godzinami potrafiłam przeczesywać ich rankingi i opinie użytkowniczek.

Dzięki temu portalowi odkryłam kilka kosmetyków, które stosuję do dziś.

Jednak po porodzie nie miałam już tak wiele czasu, aby poświęcać każdą wolną chwilę na te hobby. „Tak wiele czasu”- to lekka kokieteria. Bo pamiętam te 5-minutowe kąpiele  z Lilką siedzącą przy wannie i wtykającą patyczki do uszu w dziurki w podeście.  Zajęłam się ważniejszymi w moim odczuciu sprawami.

Sentyment jednak pozostał i chociaż często moje zakupy w drogerii polegają na tym, że wbiegam, pędzę jak poparzona do półki gdzie jeszcze miesiąc temu stał ulubiony kosmetyk, biorę i kupuję. Nie mam czasu na kontemplację przy drogeryjnej półce. A bardzo bym chciała, bo lubię porównywać, czytać i później polecać coś innym osobom.

Jakiś czas temu zmieniłam diametralnie pielęgnację mojej skóry.

Zauważyłam, że totalnie mi nie służą drogie kosmetyki wypełnione silikonami. Moja cera polubiła się z wolnymi od sls-ów i parabenów produktami, a takich wciąż jest mało. Jak już trafiłam na coś wyjątkowego to odrzucał mnie zapach (Alterra). Bardzo długo używałam kosmetyków z Biochemii Urody i bardzo je chwaliłam.

Jednak po jakimś czasie i one mi się znudziły, a moja cera przestała reagować na 10 z rzędu olejek do twarzy. Jakiś czas temu na Instagramie trafiłam na coś nowego.

Jak prawdziwa kobieta zwróciłam najpierw uwagę na wygląd opakowania. Szybki research w sieci i czytanie opinii o nich u znanych mi blogerek urodowych. Zdecydowałam, że muszę ich wypróbować.

DSC_0683

Kiedy przyszła paczka z ogromnym entuzjazmem rozrywałam kartonowe pudełko. Kosmetyki  kupuję raczej  stacjonarnie, bo lubię sprawdzić zapach czy konsystencję.

Z lekką dozą sceptycyzmu otworzyłam dwa beżowe kartoniki i się zakochałam. Już od pierwszego użycia czułam, że się polubimy na dłużej. I tak poznałam Resibo.

DSC_0660

Do przesyłki była dołączona świetna gazeta o powstaniu tej marki z wieloma ciekawymi artykułami. Bardzo popieram polskie, kobiece biznesy  i im kibicuję. Tym bardziej jestem zadowolona z mojego wyboru.

 

Kilka słów o kosmetykach.

Zamówiłam na próbę dwa:

Krem odżywczy i Płyn micelarny

DSC_0626

Krem, o mlecznej barwie i delikatnym zapachu doskonale nawilża moją dość problematyczną skórą. Stosuję go dwa razy dziennie- rano pod makijaż i wieczorem na noc. Moja skóra ewidentnie go polubiła, bo się odwdzięcza pięknym kolorytem i lepszym napięciem. Grubszą warstwę smaruję również pod oczy. W ciągu dnia czuję, że jest dobrze nawilżona i zadbana. Nawet ostatnio Matka córek podczas malowania mnie do sesji stwierdziła, że mam zadbaną cerę;) A ja tylko staram się nie zapominać o smarowaniu kremem.

Płyn micelarny

DSC_0643

Płynu micelarnego używam nie tylko do zmywania makijażu. Po porannym prysznicu spryskuję obficie nim twarz i wycieram delikatnie wacikiem.  Fajnie się stapia ze skórą i pozostawia delikatną mgiełkę na twarzy. Do tego ten delikatny zapach. Ze zmywaniem makijażu również radzi sobie bardzo dobrze i co bardzo ważne dla mnie nie podrażnia oczu. Często mam z tym problem, więc tym bardziej jestem zadowolona z tego produktu.

Pudełka po kosmetykach aż szkoda wyrzucać

DSC_0896

Jeżeli nie znacie jeszcze Resibo to gwarantuję, że szybko o nich usłyszycie- to świetna polska marka, która produkuje wegańskie, nie stosowane na zwierzętach kosmetyki bez parbenów, silikonów i sls-ów. Z nadzieją czekam na nowe produkty. Może powstanie  linia dla dzieci?

DSC_0670

Resibo – tutaj

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom + teatry w całej Polsce

Dziś zaprezentuję nasze wybory w trochę inny sposób niż dotychczasowe. W ten weekend oraz w najbliższym tygodniu odbędą się naprawdę ekscytujące wydarzenia.

IMG_3433
IMG_3431 (1)

Kolonia Ochota & Skwer Sue Ryder

w parku na Starej Ochocie znajdują się dwa świetne place zabaw. Jeden jest dedykowany dzieciom młodszym, a drugi jest dla starszaków. Można często nas tam spotkać, bo mamy niedaleko.

Obok parku jest umiejscowiona urocza kawiarnia – Kolonia Ochota, która otwarta jest tylko od wiosny do jesieni. Świetnym rozwiązaniem jest plac zabaw  przy tarasie. Można napić się kawy i mieć oko na dzieci.

IMG_3432

Szykuje się kilka ciekawych wydarzeń – nie tylko w Warszawie

Bilety do teatru za 250 groszy

z okazji 250 – lecia teatru publicznego w Polsce będzie można kupić (osobiście  w kasach od 11 maja) bilety na sztuki teatralne, które odbędą się 23 maja. Uważam, że jest to świetny pomysł na promocję kultury. Obawiam się tylko kolejek przy kasach:)

250groszy_jeszcze

Oki Doki – pokazy filmów dla rodziców i dzieci+plac zabaw i warsztaty

wydarzenie będzie trwało od 8 do 17 maja w 3 miastach:Warszawa, Wrocław, Bydgoszcz. My się wybieramy na niedzielny plac zabaw. Warsztaty dla dzieci są bezpłatne, ale trzeba się zapisać tutaj

okidoki-cover-plac-zabaw-300x113

Warszawskie Targi Książki 2015

świetne wydarzenie dla miłośników książek. Jak zwykle wszystkie polskie wydawnictwa dedykowane dzieciom przygotowały coś extra! Wydawnictwo Dwie siostry zaprosiło autorkę kultowej już Ulicy Czereśniowej. Przewidziane są warsztaty, spotkania autorskie. W

ludki_gotow

Piknik naukowy Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik

dla trochę starszych dzieci niesamowite wydarzenie. Już jutro wszyscy miłośnicy nauki i eksperymentów zbiorą się na dorocznym pikniku. Serdecznie polecam.

csm_PIKNIK_2015_560_01_2bedddc566

No i jak? Wybieracie się gdzieś?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Między blogiem a prawdą

Nie noszę okularów, ale dobrze wyglądają na zdjęciu,

Taką lemoniadę robiłam ostatnio pół roku temu.

Nie zapisuję pomysłów na posty na kartkach, bo je gubię.

Notorycznie rozlewam kawę i zostawiam wszędzie kubki.

Jabłko też dorobiłam:)

Jaka jest więc prawda o kreowaniu zdjęć oraz wizerunku na potrzeby bloga? 

Jak widzicie zdjęcie podzieliłam na pół. Linia, która jest na środku to prawda, półśrodek, średnia krajowa. Tak jest u mnie i u Ciebie. U innego blogera ta linia może być grubsza lub cieńsza.

Lewa strona jest wystylizowana i ułożona co do milimetra. Te rzeczy normalnie nie znajdują się przy moim komputerze. Wszystko zostało tu umieszczone na potrzebę zdjęcia. Ładnego zdjęcia, na które chce się patrzeć.

Nikt nie chciałby patrzeć na rozlaną kawę i okruchy na stole. Taka jest prawda, że prawie każdy bloger ustawia zdjęcia. Jest niewiele blogów, które pokazują autentyczny świat ich otaczający. Pamiętam jak kiedyś wrzuciłam zdjęcia, na których były widoczne smugi na drzwiach wejściowych.

Zobaczyłam je dopiero je dopiero kiedy ktoś „życzliwy” zwrócił mi na to uwagę, że jak ja mogę mieć takie drzwi. W popłochu weszłam na zdjęcia, powiększyłam 5 razy i rzeczywiście dostrzegłam szare smugi, które powstały od kół wózka.

Nie jestem perfekcyjną panią domu, ani nigdy nie będę.

Uważam, że jest wiele przyjemniejszych rzeczy w życiu niż sprzątanie i dbanie o porządek. Jednak po tych uwagach zaczęłam oglądać prawie każde moje zdjęcie pod kątem takich „smaczków” aby nikt nie mógł mi niczego zarzucić. Tak, przyznaję się do tego, że stylizuję zdjęcia.

Tuż przed robieniem fotek do wpisu sprzątam, ustawiam, odkładam klocki na miejsce i wycieram drzwi. Bo kto by chciał oglądać byle jakie zdjęcia z bałaganem? Myślę, że nie ma takiej osoby.

Teraz każdy chce mieć zdjęcia jak z Pinteresta i prawie każdy je ustawia. Kiedyś moja znajoma Paulina wysyłała mi już zrobione zdjęcia żeby rzuciła okiem czy pod łóżkiem nie widać kotów. Pewnie domyślacie się jakich.. tych puszystych, mięciutkich, szarych kłębków kurzu. A inna wynajmowała wnętrze do zdjęć, bo jej dom się nie nadawał.

Ja również stosuję takie zabiegi.

Jeżeli robię zdjęcia w jednym pomieszczeniu to zbędne przedmioty przenoszę do drugiego i perfekcyjnie ustawiam. Dlatego ten projekt, który dziś Wam zaprezentuję jest to żebyście zobaczyli tę prawdę. Prowadzę takie same życie jak prawie każda  mama na urlopie wychowawczym. Pranie kisi się w pralce, na suszarce wisi jeszcze porcja sprzed tygodnia. A ja piszę wpis.

Na zdjęciach nie zobaczycie brudu, czy innych „kwiatków”, ale chcę pokazać jak wygląda nasza codzienność. Normalne życie.

Zachęcam też inne blogi do pokazywania ich „Między blogiem a prawdą”. Możecie pobrać moje zdjęcie tytułowe i oznaczyć hasztagiem #miedzyblogiemaprawda

p.s. znam chyba tylko jeden blog, który zdjęć nie stylizuje Olga i ferajna i za to ich kocham

DSC_8711
DSC_8717
DSC_8718
DSC_8722
DSC_8725
DSC_8727
DSC_8732
DSC_8733
DSC_8735
DSC_8739
DSC_8742
DSC_8747
DSC_8764
DSC_8770
DSC_8774
DSC_8780
DSC_8782
DSC_8788
DSC_8793
DSC_8794
DSC_8796
DSC_9057
DSC_9368
DSC_9369
DSC_9586
DSC_9592
DSC_9600
DSC_9609
DSC_9804
DSC_9806
DSC_9807
DSC_9819
DSC_9821
DSC_9827
DSC_9831
DSC_9834
DSC_9837


DSC_9840
DSC_9847
DSC_9857

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wroclove – bajkowe miasto

Wrocław to miasto gdzie różne kultury mieszają się i są już nierozdzielne. Miasto niezwykle tajemnicze, wręcz bajkowe. Przepiękna architektura jest niesamowitym tłem do historii. Wąskie uliczki zapraszają wszystkich zwiedzających.

Magia tego miasta udzieliła nam się już tuż po przyjeździe. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy jest stylizowany na bajkę „Alicja z krainy czarów”. Ja byłam zachwycona, a co dopiero dziecko.

Kolorowe ściany i pstrokate dywany od początku wprowadziły nas w klimat tego miejsca jak z filmu Burtona. Detale takie jak: fotele w kształcie filiżanek, malutkie tajemnicze drzwiczki w pokoju czy jadalnia jak z bajki wprowadziły nas magiczny charakter tego miasta.

A Wrocław?

Przepiękny! Idąc ulicą i spotykając mosiężne krasnale ma się wrażenie, że nadal ma się 10 lat. Wąskie, kolorowe uliczki prowadzą przez rynek. Wrocław to przede wszystkim miasto tajemniczych drzwi. Przechodząc obok tak pięknych bram, chce się tam zajrzeć i odkryć ich sekret. Bajka. Polecam wszystkim na weekendowy wypad.

Zapraszam na naszą relację.

Hotel Ibis

DSC_0230-horz
DSC_0236
DSC_0244
DSC_0247
DSC_0232
DSC_0251
DSC_0252
DSC_0257
DSC_0258
DSC_0437-horz
DSC_0448
DSC_0221-horz
DSC_0219

Wrocławskie Zoo – a tak właściwie tylko Afrykarium

DSC_9916
DSC_9917


DSC_9921
DSC_0007
DSC_0003
DSC_9943
IMG_3830
DSC_9950
DSC_9956-horz
DSC_9997

Cocofli – księgarnio -kawiarnia

DSC_0055
DSC_0058


DSC_0060
DSC_0062


DSC_0074
DSC_0077
DSC_0084
DSC_0087
DSC_0089
DSC_0093

Tutti frutti

DSC_0187
DSC_0205-horz
DSC_0195
DSC_0194
DSC_0190-horz

Charlotte

DSC_0399
DSC_0375
DSC_0378
DSC_0390
DSC_0393
DSC_0395
DSC_0398

Diner

DSC_0403
DSC_0406
DSC_0414
DSC_0419
DSC_0426-horz
DSC_0429-horz

Wrocław – rynek i okolice

Wrocław
DSC_0016
DSC_0052
DSC_0043-horz
DSC_0048
Wrocław
DSC_0109
Wrocław
DSC_0112
DSC_0115
DSC_0119
DSC_0130-horz
DSC_0131
DSC_0139
Wrocław
DSC_0158
DSC_0164
DSC_0167
DSC_0168
DSC_0169
DSC_0177
Wrocław
DSC_0266
DSC_0178
DSC_0185
DSC_0211
DSC_0271
DSC_0274
Wrocław
DSC_0343
DSC_0350
DSC_0353
DSC_0360
DSC_0344
Wrocław
DSC_0356
DSC_0363
O, biedronka!
DSC_0367
DSC_0369

Park Staromiejski

DSC_0282
Wrocław
DSC_0310
DSC_0320
DSC_0336

A Wam jak minęła majówka?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom

Jako, że długi weekend zaczyna się już jutro to dziś na blogu post o tym co robić w weekend w stolicy i okolicach.

IMG_3433

1. Park Saski

IMG_3777

Wspaniałe miejsce w centrum Warszawy. Nie wiem czy wiecie, ale w większości dużych miast nie ma parków w centrum miasta. Warszawa pod tym względem jest wyjątkowa.

Miejsce, które dziś polecam ma niepowtarzalny klimat. Tuż za grobem Nieznanego Żołnierza znajduje się piękny park. Na samym początku nie da się nie zauważyć wielkiej i pięknej fontanny. A skręcając za nią w lewo dojdziemy do placu zabaw.

Ma bardzo ciekawe huśtawki (nie widziałam jeszcze takich nigdzie) oraz ogromne koło-karuzelę. Warto to przyjść z dzieckiem dla tych wszystkich zachwytów.

IMG_3431 (1)

2. Momu Gastrobar – Wierzbowa 9/11

IMG_3778

Z pozoru może się wydawać, że to nie jest miejsce dla dzieci, bo nie ma ani kącika zabaw ani przewijaka. Ale Momu ma przede wszystkim genialne jedzenie, a o to dość trudno w typowych restauracjach dla dzieci. Obsługa jest bardzo kids friendly i na zamówienie drukują kolorowanki z księżniczkami.

W niedzielę jest Pani animatorka, która dzielnie zabawia maluchy. Co ciekawe menu w Momu zmienia się co kilka miesięcy. Teraz przyszedł czas na włoskie (krewetki!). Muszę wspomnieć, że wielki obiad dla dziecka kosztuje 9 zł!

P.s. Spróbujcie genialnej lemoniady pietruszkowej.

IMG_3432

3. Żelazowa Wola

IMG_3780

Czyli wszystko w jednym: ruch+kultura+jedzenie u Pani Gessler.

Jak tylko będzie ładna pogoda to koniecznie się tam wybierzcie. Nigdy nie widziałam tak przepięknie zaprojektowanego ogrodu. Nawet Central Park w Nowym Yorku nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

W krzakach pochowane są głośniki, z których płynie  muzyka Chopina. Cudowne miejsce na długi spacer i dużą dawkę kultury. Byliśmy tam jak Lilka była jeszcze skrzatem Żelazowa Wola.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej