Słońce – wróg czy przyjaciel – rozmowa z dermatologiem

Ten temat chodził mi po głowie od dawna. Nie lubię skrajności i wystrzegam się takich opinii. Jestem daleka od smarowania dzieci non stop kremami z UV, ale też nie pochwalam zupełnej ignorancji. Nie ryzykuję zdrowia smarując siebie i dzieci olejami, ale też nie biorę pierwszego lepszego kremu z półki z filtrami. Uważam, że tylko umiar nas uratuje i świadomość.

Dlatego postanowiłam zasięgnąć wiedzy u specjalisty. Dziś na moje pytania odpowiada lekarz dermatolog – Aga Kobyłka-Dziki

Kiedy dzieci smarować kremami, a kiedy nie? Czy jest np. 20 stopni a my jesteśmy około godziny 11 dość krótko, to czy dziecko musimy smarować kremem czy nie? ( Ja tego nie robię)

Każda mama zna swoje dziecko najlepiej, wie w jaki sposób jego skóra reaguje na nasłonecznienie. Ogólna zasada, którą powinnyśmy się zawsze kierować dobierając rodzaj i stopień ochrony przeciwsłonecznej to, aby nie dopuścić do powstania rumienia czyli oparzenia słonecznego. Każda osoba ma swój indywidualny fototyp skóry czyli potocznie karnację, która w głównej mierze jest zdeterminowana poziomem naturalnej ochrony, którą zapewnia nam barwnik – melanina.

Skandynawowie mają jej bardzo mało, są bladzi „okropnie”?, ale w szerokości geograficznej gdzie mieszkają, gdzie natężenie promieniowania UV jest bardzo niskie muszą mieć taką barwę skóry, aby wytworzyć potrzebną im dawkę witaminy D3, muszą także pamiętać jadąc na urlop do Włoch, że prawdopodobnie po 10 min bez ochrony przeciwsłonecznej będą „oparzeni”.

Odwrotnie jest w przypadku osób o ciemnej karnacji

Jako lekarz kieruję się wiedzą i aktualnymi wytycznymi, które mówią, że w okresie od maja do października, a w szczególności w czerwcu na terenie Polski, w godzinach „alarmowych” czyli od 10-16 musimy chronić się przed negatywnymi skutkami promieniowania UV. Nie dopuścić do oparzenia i pamiętać o długoterminowym uszkodzeniu naszych genów, gdy zbyt długo i często przebywamy na słońcu bez ochrony.

Jeśli te 20 stopni C i godzina 11 mają miejsce w miesiącach późnojesiennych kiedy to promieniowanie „rumieniotwórcze” praktycznie nie dociera do powierzchni ziemi ( warto wspomnieć, że jest ono silne, ale stanowi tylko 5-6% całego spektrum promieniowania UV) to nie musimy nakładać kremu z filtrem. Poprawkę nakładam na pobyt w górach na obozie narciarskim, gdzie pokrywa śnieżna potrafi odbić aż do 80% UVB, które do nas wraca i działa mocniej – tutaj opłaca się mieć ze sobą krem z filtrem.

W okresie letnim, gdy słońce jest w zenicie czyli jak najwyżej ( godzina 12) to promienie słońca padają na nas pod kątem 90 stopni, najkrótsza droga, dodajmy bezchmurne niebo i spore narażenie mamy gwarantowane. Im dalej „po południu” kąt padania się zmniejsza a wraz z nim i narażenie. Warto o tym pamiętać, gdy planujemy spacer, a kremu z filtrem jeszcze nie kupiłyśmy, wtedy najlepiej umieścić go w godzinach bliżej 15 i lub przed 10 -11, ale czapki z daszkiem nie wypada zapomnieć?

Czy filtry hamują przyswajanie witaminy D3?

Według najnowszych badań stosowanie filtrów nie powoduje znaczącego zmniejszenia ilości witaminy D3 w naszym organizmie. Większość badań różniących się pod względem metodologii pokazuje, że u osób bez ochrony przeciwsłonecznej jej stężenie wzrasta, ale z kolei w grupie z filtrem na skórze nie wykazano niedoborów. Badań, które wykazują negatywny wpływ kremów ochronnych jest znacznie mniej i są one starsze ( lata 1987-1995).

Pamiętajmy o tym, że badania przeprowadzane są na różnych osobach, w różnym wieku i czasem w innych szerokościach geograficznych, w których natężenie UV i predyspozycje do produkcji witaminy D3 nie są jednakowe. Co ciekawe inne badania pokazują, że jedynie noszenie odzieży z długim rękawem oraz ciągłe przebywanie w cieniu może skutkować niedoborami witaminy D.

Do syntezy witaminy D3 wystarcza naprawdę niewielka ilość słońca, dawka „subrumieniowa”. Długie przebywanie na słońcu nie spowoduje, że nadprodukujemy sobie „na zapas” ponieważ przy zbyt dużej ilości UVB organizm przekształca ją do nieczynnych biologicznie metabolitów.

U starszych dzieci wystarczy od 15 -30 min ekspozycji samych nieochronionych przedramion i podudzi w czasie od 10-15 aby zapewnić dobrą produkcję. Oczywiście zakładamy, że dziecko jest zdrowe. Naukowcy z Kanady uważają, że gdy taką ekspozycję ograniczymy do dwóch razy na tydzień to będzie również pozytywnie. Lepiej wybierać godziny popołudniowe? Jako rodzice i lekarze musimy znaleźć balans między prawidłową ochroną i kontrolowanym narażeniem z korzyścią dla naszych dzieciaków. Osobiście uważam, że bardziej na niedobór witaminy D3 narażone są osoby, które całkowicie unikają słońca, czy to z przyczyn zawodowych czy nawykowych niż osoby, które przebywają regularnie na słońcu w bezpiecznym stylu! Żaden filtr nie blokuje 100% promieniowania UV?

Coraz częściej mówi się, że filtry szkodzą. Niewiele osób wie, że tylko te przenikające. A na rynku są kremy z dobrymi składami i filtrami mineralnymi. Co o nich myślisz?

Obecnie panuje przekonanie, że wszystko co „chemiczne” „wyprodukowane” jest złe, a naturalne i eko to samo zdrowie. Tutaj jednak nie ma systemu 0-1, a każdy produkt należałoby weryfikować osobno.

Każda substancja wchodząca w skład kremu z filtrem jest poddawana odpowiednim standaryzowanym testom, na podstawie których określany jest stopień ochrony. Oczywiście są na rynku produkty z lepszym i gorszym składem, jednak wiele z nich potrafi bezpiecznie ochronić naszą skórę już od pierwszych miesięcy życia.

U małych dzieci, do 2 roku życia, kiedy to skóra jest cieńsza, zawiera mniej melaniny i jest bardzo podatna na oparzenia powinniśmy stosować tylko filtry mineralne – tlenek cynku i dwutlenek tytanu. Najlepiej aby w składzie znajdowały się oba z nich. Działają na zasadzie „tarczy”, która odbija promieniowanie UV od naszej skóry. Nie wchłaniają się?Obecnie wchodzące na rynek produkty w postacie nanocząsteczek, mających o wiele mniejsze rozmiary od macierzystych nie stanowią zagrożenia w tych stężeniach w jakich występują w kosmetykach.

Filtry mineralne działają krócej, ale wywołują mniej reakcji alergicznych ( ważne dla skóry atopowej)

Białe zabarwienie jakie pozostawiają po nałożeniu spowodowane jest zawartością cynku. Pamiętajmy, ze tego typu preparaty mogą wysuszać skórę, dlatego koniecznie po zakończonych wojażach na plaży zmyjmy je z naszego bobasa. Dla dzieci ze skórą atopową szukajmy dodatkowo w składzie substancji nawilżająco – odżywczych ( betaina, oliwa z oliwek, olej lniany, bisabobol). 

U starszych dzieci możemy zacząć używać już filtrów chemicznych. I tutaj osobiście jestem zwolenniczką preparatów mieszanych ponieważ mamy akumulację dobrych cech oraz spektrum ochrony jest szersze ( żadna substancja pełniąca rolę filtra nie blokuje całości UVA i UVB). Filtry chemiczne absorbują promieniowanie UV niejako „unieszkodliwiają” je. Wchłaniają się do głębszych warstw skóry, ale dzięki temu działają dłużej. Każdy kosmetyk, aby zadziałać musi ulec wchłonięciu.  Filtr filtrowi nie jest równy! Są różne składy, różne konsystencje aby dopasować się do indywidualnych potrzeb skóry. 

Niektóre osoby tak się boją chemii, że stosują olejek z pestek malin jako ochrony przeciwsłonecznej. Czy nie jest to przesada?

Oleje naturalne są zdrowe i to nie ulega wątpliwości. Spożywane w pokarmach wywołują pozytywny skutek dla naszego organizmu. Jednak nie wszystko co naturalne może być używane w każdym celu. Dla przykładu słońce jest również składową „matki natury” a obecnie jesteśmy świadomi negatywnych skutków jakie może nam przysporzyć.

Podobnie oleje naturalne aplikowane na skórę w celach pielęgnacyjnych spełniają swoją rolę, ALE już jako filtry ochronne zdecydowanie NIE! Po pierwsze większość osób przywiązuje wagę do przebadania substancji pod kątem ich działania w konkretnym kierunku.

Nie wiem dlaczego, ale chyba z góry zakłada się, że to co naturalne nie potrzebuje badań, w tym przypadku możemy opierać się tylko na wiedzy przekazywanej z „ust do ust” Oleje naturalne nie przeszły żadnych testów, które dokładnie określiłyby ich SPF ( Sun Protective Factor)  czyli czynnik ochronny przed poparzeniem słonecznym.

Większość z nich ma przypuszczalny zakres SPF w okolicy mniej niż 10. Właściwa interpretacja czynnika SPF jest bardzo ważna. Tak naprawdę musimy go troszkę indywidualnie do siebie dopasować.

Jeśli mamy osobę o jasnym fototypie skóry, u której rumień na skórze nieochronionej pojawia się po około 10 min to krem z filtrem o SPF 50 zwiększy dawkę promieniowania, która spowoduje w końcu ten rumień 50x, pośrednio także właśnie czas jaki możemy spędzić na słońcu. Pamiętamy że żaden preparat nie działa jako BLOKER czyli „coś” całkowicie nieprzepuszczalne, dlatego zaleca się aplikację mniej więcej co 2 h!

Oleje naturalne dodatkowo posiadają inne właściwości, jak np. podgrzewają się, czyli mogą stanowić dodatkowe źródło, uzupełniające źródło dla poparzenia. Oczywiście nie neguje tego, że w jakimś stopniu chronią przed UV, jednak nie jest to stopień bezpieczny, szczególnie dla dziecka.

Jak zachować rozsądek? Przyznam, że unikamy przebywania na słońcu w godzinach kiedy najbardziej grzeje, a jeśli nie mamy takiej możliwości to wtedy smaruje kremem z filtrem. Czy to jest ok?

Twoje „słoneczne” zwyczaje są jak najbardziej prawidłowe. Każda mama najlepiej zna swoje dziecko, reakcję skóry na słońce i na podstawie tej obserwacji musimy dobierać spośród wachlarza możliwości ochronnych, co jest najlepsze dla nas w danym dniu. Zdrowy rozsądek łatwiej zachować gdy się dane zjawisko rozumie i mam nadzieję, że udało mi się to tutaj w prosty sposób przedstawić.

Jako lekarz jestem świadoma, że najważniejszą profilaktyką nowotworów skóry jest właśnie ochrona przed słońcem, szczególnie wtedy kiedy jego działanie najbardziej nam zagraża.

Jako mama czasami w pośpiechu i natłoku zapomnę nałożyć mojej córce krem z filtrem i w dodatku nie mam go w torebce, wtedy szukam innych rozwiązań, dopasowuje do sytuacji – jesteśmy odpowiednio krócej na zewnątrz, szukamy zacienionych miejsc, jeśli godziny są mocno popołudniowe to wrzucam na większy luz bo wiem, ze przy karnacji Julii i nasłonecznieniu w tej porze dnia nie dojdzie do oparzenia, ale zawsze obserwuje. 

Dziękuję za rozmowę:)

A od siebie dodam, że od dwóch lat zakładam dzieciom na plażę ubrania z filtrem UV 50 i to rozwiązanie sprawdza się znakomicie.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i uznacie go za wartościowy to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego dzieci najwięcej uczą się na wakacjach? – 10 naukowych dowodów

Ja w ciągu swojego życia najwięcej nauczyłam się na wakacjach. Wasze dzieci też najpiękniejsze lekcje wyniosą właśnie z tych beztroskich momentów życia, a nie podczas siedzenia w ławce.

Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosiło mnie PZU Pomoc.

Dlaczego tak się dzieje, że to właśnie w tym czasie dzieci uczą się najwięcej, a umysł jest chłonny jak gąbka?

Odpowiedzi jest mnóstwo, a ja dziś postaram się na nie odpowiedzieć na podstawie moich doświadczeń i wiedzy naukowej.

1. Witamina D3 i problemy z uczeniem się

Kiedyś nikt nie suplementował witaminy D3, więc pewnie wszyscy mieliśmy niedobory. Sama pamiętam siebie z ławki szkolnej, zasypiającą o godzinie 17! Prawie wszystkie dzieci były „zdolne, ale leniwe”, a może mieliśmy niedobory wit D3? Wiadomo nie od dziś, że witamina D3 ma wpływ procesy uczenia się. Za to pamiętam, że w 1 klasie opornie szło mi czytanie i dopiero na wakacjach nauczyłam się dobrze czytać.

2. Wolność i swoboda

Kiedy nie mamy nad sobą żadnej presji, to uczymy się najwięcej – często bez nadzoru rodziców. Zdziwicie się, jak mój kuzyn nauczył mnie ułamków. Aż na samą myśl się z tego śmieję. Na wakacjach u babci graliśmy w bardzo popularną wówczas grę w noża. Rysowało się na ziemi koło, a później rzucało się w pole nożem i „odkrajało” kawałek dla siebie. Miałam wtedy 7 lat i całkiem szybko poszły mi te ułamki.

Moja wakacyjna ekipa od zadań specjalnych (i wbijania gwoździ w ziemię)

3. Czego nie ma w zmysłach, nie ma też w umyśle

Im więcej zmysłów jest zaangażowanych, tym szybciej się uczymy. Dlatego wakacje sprzyjają nowym umiejętnościom i nauka w tym czasie jest zazwyczaj zdecydowanie szybsza. Nasze dzieci korzystają w tym czasie z dwóch systemów w mózgu odpowiedzialnych za zabawę i poszukiwanie bodźców. Dzięki temu w mózgu wyzwalają się: opioidy, oksytocyna i dopamina. Ja też pamiętam z dzieciństwa ten euforyczny stan, kiedy skakaliśmy razem do wody albo mieliśmy różne zwariowane pomysły. Jak teraz o nich myślę, to krew mi się mrozi w żyłach i cieszę się, że nic nam się nie stało.

4. Słońce i piękna pogoda nastraja nas bardzo pozytywnie

W końcu rano nie jest ciemno i naprawdę rano aż chce się wstać i podbić świat. Dzieci mają to samo – wiecie, że człowiek to jedyny ssak, który budzi swoje dzieci? W wakacje często dajemy się im w końcu wyspać, bo nie muszą wstawać na konkretną godzinę i dzięki temu pozwalamy na regenerację. Niestety słońce, czasem też powoduje szkody (sama kiedyś jako dziecko zasnęłam na słońcu nad jeziorem i miałam udar słoneczny). Dlatego trzeba zachować środki ostrożności i nauczyć dzieci zasad przebywania na słońcu.

5. Duża motoryka najlepiej rozwija się, kiedy jest ciepło

Oh, Wy też macie power do działania, jak jest wiosna i lato? Aż chce się wyciągnąć rower i pojechać przed siebie. Tak samo jest z dziećmi – wakacje to czas, kiedy mamy okazję nauczyć dzieci jeździć na rowerze, rolkach, nauczyć je pływać. Pamiętam jak dziś, że nie mogłam się bardzo długo nauczyć jeździć na rowerze (a miałam już 8 lat). Nie potrafiłam utrzymać równowagi, ani przejechać kilka metrów. Bardzo mnie to frustrowało, bo na wakacjach u babci na wsi duże odległości można było pokonać rowerem. Aż któregoś dnia wymyśliłam: startowałam odpychając się od płotu, zupełnie nie zauważając wystających gwoździ. Zraniłam sobie mocno nogę, ale za to nauczyłam się jeździć na rowerze i byłam z siebie bardzo dumna.

6. Chłonny umysł z rana

To jest niesamowite, jak rano wstajemy to nasz wypoczęty umysł zupełnie inaczej przyswaja informacje. W szkole często jest tak, że lekcje, które wcale nie wymagają skupienia są na początku, a te najważniejsze na sam koniec, kiedy już jesteśmy zmęczeni. Na wakacjach możemy już od rana robić to, co nas pasjonuje i dlatego uczymy się najszybciej.

7. Natura zmienia mózg

Wiecie, że są badania naukowe, które potwierdzają zbawienny wpływ natury na nasz mózg (KLIK, KLIK). Wynika z nich, że przyroda zmienia budowę mózgu. Dlatego warto zabrać dzieci na łono przyrody żeby mogły się pozytywnie naładować. Woda, świeże powietrze, zieleń drzew działa na nas wyzwalająco i czasami nawet pozwalamy sobie na więcej niż normalnie. Wypadki też się zdarzają, sama mam w tym doświadczenie, bo chyba byłam najbardziej kontuzyjnym dzieckiem w rodzinie i to zawsze gips przytrafiał mi się na wakacjach.

8. Nauka przez zabawę

Wiadomo nie od dziś, że nauka przez zabawę przynosi najwięcej korzyści. Dlatego, że dzieci nie czują, że się uczą. Czasem mają nawet alergię na zwrot: „Chodź, nauczę Cię…” Nie trzeba tego mówić, wystarczy coś pokazać w zabawie, a dziecko szybciej to załapie.

pierwsza w życiu wycieczka do Warszawy

9. Najwięcej uczymy się od osób, które lubimy

Ostatnio trafiłam na artykuł o tym, że uczymy się tylko od ludzi, których darzymy sympatią (tak jest też z nauczycielami klik). Jest w tym wiele prawdy, bo mózg zapamiętuje o wiele więcej, gdy dana informacja aktywuje pozytywne emocje. Dlatego tak dużo uczymy się od bliskich osób. W wakacje dzieci mają możliwość przebywania z nami i z dalszą rodziną. Jest to świetna okazja żeby nauczyć się nowych rzeczy. Nie wiem, czy u Was też, ale ja widzę taką tendencję, że moje dzieci z każdego wyjazdu zawsze wracają z nowymi umiejętnościami. Ja też jak spędzałam u babci dwa miesiące wakacji, to we wrześniu umiałam wiele nowych rzeczy.

10. Nauka na błędach – najskuteczniejsza nauka

Ile razy mówicie do dzieci, a one nie słuchają. Ja mam czasami wrażenie, że dopóki same nie spadną, nie uderzą się – to się nie nauczą, że np. wchodzenie na stół może skończyć się upadkiem. Ja też tak wiele razy miałam i ta swoboda wakacyjna często mi uderzała do głowy. Wiele razy miałam takie sytuacje, które nawet kończyły się gipsem na ręce, ale od tamtej pory wiedziałam już, że skok z góry trzepaka nie jest dobrym pomysłem.

Wypadki ciężko przewidzieć, a przecież nie będziemy dzieciom zakazywać w myśl zasady „Gdyby kózka nie skakała …’ Wiecie, że jest dalszy ciąg tego wierszyka? Brzmi on tak” Gdyby kózka nie skakała, to by nudne życie miała…”

Dlatego warto przed wakacjami pomyśleć o ubezpieczeniu NNW żeby później nie żałować, że o to nie zadbaliśmy. Oczywiście, lepiej by było żeby nic się nie wydarzyło, ale tego nie wiemy. Ja zawsze mam wykupioną taką opcję. Nawet w tamtym roku jak Julka użądliła pszczoła na Węgrzech (to też się wlicza) to też skorzystaliśmy z ubezpieczenia. Warto mieć takie świadczenie, mając dzieci.


Do 21.06 wchodząc na stronę www.wakacjezpzu.pl możecie bezpłatnie ubezpieczyć dzieci, od następstw nieszczęśliwych wypadków. Wystarczy wypełnić formularz i wyrazić zgody marketingowe. Ja już swoje wypełniłam, bo ruszamy na wakacje i nie chcę tym się przejmować. 

Możecie też wziąć udział w konkursie, wystarczy opowiedzieć o swoich niezapomnianych wakacjach sprzed lat, a do wygrania 10 bonów podarunkowych o wartości 2000 zł KLIK <— http://bitly.com/Wakacje_z_PZU_konkurs

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Biblioteczka Montessori – zabawy dla małych ciekawskich

Wasze dzieci też mają zajawki na różne tematy? Taki czas w pedagogice Montessori nazywa się okresem sensytywnym i charakteryzuje się tym, że dzieci w danym momencie bardzo interesują się jednym tematem lub zagadnieniem.

Mieliśmy fazę na geografię, na litery, cyfry itd. W tym czasie dzieci bardzo szybko się uczą i warto dostarczyć im odpowiednich pomocy.

Podobno ten mem to sama prawda:

Zestawy do nauki przez zabawę możecie zrobić samemu – w sieci znajdziecie mnóstwo pomysłów, a można też kupić gotowy zestaw.

Dziś chciałabym Wam pokazać 4 wyjątkowe pomoce – do zabaw w domu.

Biblioteczka Montessori. Ciało człowieka Eve Herrmann wyd. Egmont

TUTAJ

Jest to kompletny zestaw do nauki anatomii. Podczas zabawy dzieci dowiedzą się:

  • gdzie znajdują się poszczególne narządy
  • jakie mają one kształty
  •  jakie mają funkcje 
  • jakie są ich wzajemne powiązania

W zestawie znajdziecie książeczkę z dokładną instrukcją, jak pracować z zestawem, filcowe narządy, duży plakat do układania i karty z podpisami.

Przyznam, że ja sama nie znam aż tak dokładnie anatomii żeby móc odpowiadać dzieciom na te wszystkie pytania, więc taki zestaw jest bardzo pomocny.



Bilblioteczka Montessori. Ogród. Eve Herrmann wyd. Egmont

KLIK

W pudełku znajdziecie:

  • 120 kolorowych kart edukacyjnych, 
  • przewodnik małego ogrodnika.

Dzieci podczas zabawy mają możliwość poznać: 

– nazwy i funkcje narzędzi ogrodniczych, 

– najpopularniejsze warzywa ogródkowe,

 – zwierzęta zamieszkujące ogród, 

– kwiaty jadalne, 

– instrukcje wysiewania nasion. 

Ten zestaw jest idealny dla małego ogrodnika, który jest zainteresowany roślinami i zwierzętami występującymi w ogrodzie.

Biblioteczka Montessori. Eve Herrmann wyd. Egmont

KLIK

Jeżeli Wasze dzieci interesują się ptakami, a Wy np. nie jesteście w stanie odróżnić pewnych gatunków to warto sprawdzić ten zestaw.

W tym zestawie znajdziecie:

  • 105 kolorowych kart edukacyjnych z rysunkami ptaków, ich nazwami oraz miejscami występowania
  •   poradnik obserwatora uczący dzieci, jak skutecznie podglądać ptaki w ich naturalnym środowisku 
  • książeczkę z opisami najbardziej popularnych ptaków europejskich 
  • dostęp do aplikacji z głosami wybranych ptaków  

Przez zabawę dzieci nauczą się odróżniać gatunki ptaków, a nawet będą mogły wysłuchać ich śpiewu. W zestawie jest też dzienniczek małego obserwatora.

Biblioteczka Montessori. Astronomia, Eve Herrmann wyd. Egmont

TUTAJ

Jeżeli Wasze dzieci interesują się astronomią to ten zestaw zaspokoi ich ciekawość. Znajdziecie w nim:

  • obrotowa mapa nieba
  • przewodnik po gwiazdozbiorach,
  •  książeczka opisująca główne ciała niebieskie
  • 60 kart edukacyjnych

Ja się totalnie nie znam na planetach i gwiazdach, więc dla mnie jest to świetna nauka, bo w końcu mogę odpowiedzieć dzieciom na pytania. Do tego jest pięknie wydany i z pewnością Wam się spodoba.

Ja liczę, że niedługo powstanie taki zestaw o dinozaurach, bo Julek jest bardzo zainteresowany tą tematyką i sama robię mu pomoce.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego małe dzieci wkładają wszystko do buzi?

Ile razy wyjmowaliście dzieciom z buzi rzeczy, które absolutnie nie nadawały się do jedzenia? Ja wiele razy! A co było najbardziej niebezpieczne?

Do napisania tego wpisu zaprosił mnie Dentosept A Mini.

U nas to była naklejka, która była przyklejona do mojej pomadki. Lila wyjęła ją i namiętnie gryzła, aż odkleiła się i przywarła do podniebienia. Przez około 3 h nie wiedziałam dlaczego tak płacze, aż w końcu się w spazmach odchyliła się, a ja ujrzałam w różowej, rozkrzyczanej buzi kawałek plastiku.

Teraz się z tego śmieje, a wtedy byłam lekko przerażona.

W dzisiejszym wpisie przeczytacie o tym bardzo powszechnym zjawisku. Dzieci od wieków wkładały sobie różne rzeczy do buzi, a ja dziś postaram się wyjaśnić, dlaczego to robią.

Prawie każde dziecko w wieku 0-18 m wkłada sobie dłonie lub otaczające przedmioty do buzi. Jest to zupełnie normalne i nie ma się czym przejmować! Dzieci już w brzuchu mamy wkładają sobie piąstki i kciuki do buzi, a po przyjściu na świat robią to nadal.

Dlaczego małe dzieci wkładają sobie ręce do buzi?

Nie wiem czy wiecie, ale nasze dłonie i buzie są mocno ze sobą związane. Widać to wielu czynnościach, z których czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy np. podczas wykonywania trudnych zadań manualnych wystawiamy język z buzi lub robimy dzióbki z ust.

Możemy to też łatwo dostrzec podczas zwykłej rozmowy. Kiedy mówimy, to automatycznie gestykulujemy – często jest to silniejsze od nas. Małe dzieci zanim zaczną mówić porozumiewają się gestem np. wskazując paluszkiem coś, co ich interesuje.

Jesteście ciekawi dlaczego dłoń jest związana silnie z naszą buzią?

Otóż ośrodki odpowiedzialne za ruchy ręki i ośrodki kierujące aparatem artykulacyjnym znajdują się w korze mózgowej BARDZO blisko siebie. A do tego zajmują naprawdę dużą powierzchnię, dlatego tak łatwo możemy zauważyć to powiązanie.

Ćwiczenia dłoni mają ogromny wpływ na mowę. Dlatego u dzieci, które mają trudności logopedyczne zaleca się ćwiczenia motoryki małej.

Dlaczego więc dzieci wkładają sobie dłonie, a później różne przedmioty do buzi?

Małe dzieci same dobrze wiedzą, co jest korzystne dla ich rozwoju i nie wolno im tego utrudniać. Na szczęście już odchodzi się od noszenia rękawiczek w szpitalu i zawijania w ciasne beciki, które unieruchamiają ręce. Wkładanie dłoni do buzi, ssanie paluszków jest normalnym etapem, który mija. Kiedy dzieci są już na tyle rozwinięte żeby chwytać różne przedmioty (około 3 m.) to zaczynają je wkładać do buzi.

To właśnie tak poznają otaczający świat: przez włożenie palca mamy do buzi, przez podniesienie paprocha spod łóżka i skonsumowaniem go, przez wkładanie wszystkich rzeczy, które teoretycznie do buzi się nie nadają, jak np. kapeć taty.

Kiedy dzieci wkładają sobie różne rzeczy do buzi i je gryzą to również dostarczają sobie stymulacji proprioceptywnej (czucie głębokie). Służy to często samoregulacji, czyli służy uspokojeniu. Krótko mówiąc, dziecko wkłada do buzi przedmiot, po to aby też się uspokoić.

Często dzieci ssą również rzeczy, które wydają nam się dziwne: sznurki, kocyki, kawałek ubranka. Odruch ssania oprócz zaspakajania głodu ma silne działanie uspokajające.

Warto zwrócić uwagę, do kiedy jest to norma, a kiedy już mogą to być zaburzenia integracji sensorycznej. Około 3 roku życia ciągłe wkładanie rąk do buzi, przedmiotów, które nie służą do jedzenia może świadczyć o podwrażliwości jamy ustnej i warto odwiedzić terapeutę SI.

Zaskoczy Was pewnie też informacja, że często dzieci wkładają sobie różne rzeczy do buzi aby odwrażliwiać sobie buzię. Dzięki różnym fakturom przesuwa się również punkt odruchu wymiotnego. Ten odruch chroni dziecko przed zadławieniem. Dzieci wkładając sobie do buzi różne przedmioty działają jak mali terapeuci, niesamowite prawda?

Jest jeszcze jedna bardzo silna potrzeba wkładania sobie dłoni i przedmiotów do buzi.

W czasie ząbkowania, kiedy dziąsła swędzą i drażnią dziecko to włożenie do buzi rączki, gryzaka lub innej niekoniecznie dozwolonej rzeczy przynosi ulgę.

Masowanie dziąseł przez gryzienie i ssanie nie dość, że przynosi ulgę fizyczną, to dodatkowo uspokaja.

Ja sama bardzo przejmowałam się tym etapem rozwoju u moich dzieci, kiedy wszystko wkładały do buzi i było to dla mnie stresujące.

Z jednej strony wiedziałam, że jest to ważny etap w rozwoju, a z drugiej strony denerwowałam się.

Z wkładaniem rzeczy do buzi są dwie kwestie, na które trzeba uważać:

Pierwsza to obserwować buzię dziecka w środku.

Moje dzieci w czasie tego etapu miały bardzo często w buzi afty, ranki, a nawet pleśniawki. Starałam się żeby rzeczy, które wkładają do buzi były czyste, ale umówmy się sterylne też nie były. W tym czasie używałam (i używam do dziś) Dentoseptu A Mini, który przynosił ulgę i działał antybakteryjnie.

A druga, to warto przygotować cały dom do możliwości eksplorującego dziecka.

My pochowaliśmy wszystkie niebezpieczne rzeczy do szafek na górę. Dzieci niestety nie wiedzą, że coś nie jest zabawką i wkładają do buzi wszystko jak leci! Zwróćcie szczególną uwagę na detergenty: kapsułki do zmywarki (które są małe i mieszą się w buzi dziecka, wyglądają trochę jak zabawki), baterie (ABSOLUTNIE najgorsza możliwa rzecz w buzi dziecka), małe przedmioty, które są niebezpieczne. Myślę, że sami dobrze wiecie, co mogą dzieci, a co nie. Ale naprawdę warto zrobić to bardzo wcześnie żeby uniknąć wypadku.

Podsumowując, dzieci mają ogromną potrzebę wkładania rzeczy do buzi, bo tak się rozwijają i poznają świat. Musimy im na to pozwolić, a jednocześnie mieć oczy dookoła głowy. Ten okres szybko mija i będziemy mieli kolejny krok milowy za nami.

Do napisania tego wpisu zaprosił mnie Dentosept A Mini.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis – znajomi Wam podziękują.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wózek Elodie Details – recenzja – moja opinia

Wózek Elodie Details Stockholm od zawsze był na mojej liście do przetestowania. Wiele razy widziałam go na ulicy i bardzo mi się podobał.

Zbliża się u nas koniec wózkowania, bo drzemki dzienne odchodzą w niepamięć, więc uznałam, że to ostatni moment żeby przetestować wózek Elodie Details.

Zacznę od tego, że mamy wersję 3.0, czyli poprawiony model, który już nie ma podwójnych kół z przodu. Do tego łatwiej się wypinają. Z nowości ma też uchwyt na ramie do podnoszenia złożonego wózka

Liczby:

  • waga wózka 9 kg
  • do wagi dziecka 15 kg
  • siedzisko ma wysokość 47 cm
  • koła mają średnicę 16 cm

Tak, jak piszę w każdej recenzji wózków, uważam, że nie ma wózka idealnego, przynajmniej dla mnie, bo jest dość wymagającym użytkownikiem. Tak samo jest z wózkiem Elodie Details. Ma mnóstwo plusów, których nie mają inne wózki, ale ma też kilka minusów (dla kogoś innego mogą być nieznaczące).

Pierwsze wrażenia z użytkowania

Wózek jest naprawdę duży i dziecku jest w nim wygodnie. Zaskoczyła mnie ogromna budka, która ma filtr przeciwsłoneczny SPF50. Dawno też nie miałam wózka z podwójną rączką i byłam nastawiona na to, że trudno będzie się go prowadzić. Ale dzięki zmianie kół naprawdę dobrze się jedzie prowadzi i czasami na prostej drodze da się nawet jedną ręką. Bardzo podoba mi się design i wykończenie – wózek jest przepiękny (wiele razy oglądałam się za nim na ulicy).

Dodam, że Julek waży obecnie 14 kg, czyli brakuje mu tylko kilograma żeby przekroczyć dopuszczalny limit. A ma 94 cm wzrostu i w tym wózku nadal ma dużo miejsca, nawet jak śpi.

Wózek Elodie Details – nasza opinia z użytkowania

Prowadzenie

Dzięki ulepszeniu kółek naprawdę dobrze prowadzi się po dziurawym chodniku. Nawet z 14-kilogramowym Julkiem podbija się na krawężnikach i radzi sobie z nierównościami. Zmiana kółek pomogła też przy zwrotności przednich kół. Rączki są bardzo wygodne i wysokie, a do tego powleczone eko skórą, która jest bardzo miła w dotyku. Na rączkach możecie powiesić torbę (to jest plus takich rozwiązań)

Budka

O tej budce mogłabym napisać poemat. W żadnym z wózków, które miałam do tej pory nie było aż takich ułatwień. Według mnie jest po prostu idealna! Łatwo się rozkłada, ma kilka możliwości skrócenia budki i dostosowania do warunków pogodowych. Po rozłożeniu siedziska do spania i maksymalnym naciągnięciu budki żaden promień słońca nie zaświeci Waszym dzieciom w oczy. Do tego ma okienko do podglądania, czy dziecko już zasnęło.

Siedzisko i pasy

Siedzisko jest bardzo duże i wygodne nawet dla sporego dziecka. 5- punktowe pasy bezpieczeństwa bez problemu przekształcicie w 3-punktowe (sam pas). Siedzisko jest wysokie (47 cm) i szerokie 30 cm. Rozkłada się prawie na płasko pociągnięciem uchwytu. Tak samo się składa- szybko i cicho.

Podnóżek

Wózek Elodie Details ma podnoszony podnóżek, który dobrze trzyma nóżki podczas spania i wystarcza dla Julka. Sam podnóżek na stopy (podczas siedzenia) jest dość nisko i Julek do niego dosięga, ale mniejszym dzieciom nóżki będą wisiały.

Kosz pod wózkiem

Kosz jest spory, ale trzeba przy nim kucać żeby znaleźć coś na końcu kosza. Minusem jest brak dostępu do kosza, kiedy siedzisko jest maksymalnie rozłożone.

Składanie i rozkładanie

Wózek Elodie Details składa się i rozkłada dość sprawnie, ale potrzebne są dwie ręce. Jeżeli macie mały, miejski samochód (jak ja) to możliwe, że będzie musieli za każdym razem zdejmować przednie koła. Tak jak pisałam wyżej, na szczęście można zrobić to jednym ruchem.

Kocyk Fethers Elodie Details

Podsumowując wózek Elodie Details jest z pewnością najpiękniejszym i najładniej wykończonym wózkiem jaki miałam. Buda, która w wielu wózkach doprowadzała mnie do szału tutaj jest IDEALNA. Wózek jest duży i bardzo wygodny dla dziecka (też do spania). Natomiast kosz na zakupy jest do poprawki. Jak musicie przewieść zakupy to możecie zawiesić siatki na rączkach.

Wózek jest dostępny w kilku wersjach kolorystycznych TUTAJ


SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wychować małego czytelnika? – co zrobić żeby dzieci kochały książki

Chyba każdy rodzic chciałby żeby jego dziecko lubiło czytać książki. A to wszystko dzięki temu, że wszędzie mówi się o dobrodziejstwach płynących z tej czynności. Całe szczęście, że wychowanie małego czytelnika jest naprawdę łatwe, tylko trzeba wiedzieć o kilku rzeczach.

1. Zacznijcie wcześnie

Książki warto wprowadzać jak najszybciej. Nie ma dolnej granicy wieku – ważne jest tylko aby wybierać książki odpowiednie do wieku. Oczywiście możecie czytać noworodkowi „Pana Tadeusza”, ale cel tego czytania będzie zupełnie inny niż wzięlibyśmy czarno-białą książeczkę z twardymi stronami i postawilibyśmy ją przed dzieckiem leżącym na brzuchu, a do tego zaczęli opowiadać.

2. Sam bądź czytelnikiem

To jest bardzo ważne! Jeżeli chcesz wychować małego czytelnika, sam MUSISZ nim też być. Dlaczego? Dzieci najwięcej uczą się przez naśladowanie i jeżeli widzą, że Ty też czytasz książki to z bardzo dużym prawdopodobieństwem będą Cię naśladować. Sama dawno temu doszłam do wniosku, że dziecko nie widzi mnie z książką, bo czytam tylko wtedy kiedy ono śpi. Od tamtej pory to zmieniłam i staram się przeczytać nawet kilka stron tak żeby widziało. Mimo tego, że mam czytnik to często kupuję też książki papierowe żeby dzieci mogły mnie naśladować.

3. Wybieraj książki odpowiednie do wieku

Jest to jeden z ważniejszych punktów. Książki, które są zgodne z wiekiem i zainteresowaniami dziecka będą dosłownie POCHŁANIANE (czasem nawet po 100 razy, a dlaczego jest to ważne pisałam o tym tu: Przeczytaj mi jeszcze raz. Dlaczego tak się dzieje? Mózg uczy się zdecydowanie szybciej jeżeli jest zaangażowany. Często na moim blogu piszę właśnie o książkach podzielonych na wiek, bo wtedy jest Wam łatwiej je dobierać.

4. Nie zrażaj się!

Zauważyłam u swoich dzieci (i Wy też mi o tym piszecie), że w momencie kiedy Wasze dzieci zaczynają doskonalić chodzenie, wspinanie (czas po 1 roku życia) to zainteresowanie książkami opada. Dlaczego tak się dzieje? Bo zazwyczaj żeby przeczytać książkę trzeba… USIĄŚĆ. A kiedy układ nerwowy jest teraz zorientowany na ruch i eksplorowanie świata to zwyczajne siadanie i czytanie jest marnotrawieniem drogocennego czasu. Co zrobić? Nie przejmować się, przeczekać. To jest też dobry czas na zaczęcie czytania przed snem. Takie maluchy też przed snem ciągle wstają, siadają ale może właśnie książka spowoduje zaciekawienie i kilka minut posłuchają.

5. Wybierajcie różne książki

Czasami rodzice chcą aby wszystkie książki były piękne, napisane literackim językiem z trudnymi metaforami. (Sama przyznaję, że książki dla dzieci kupuję też dla siebie, bo w końcu ja je czytam). Czasami jak widzę w księgarni po jakie książki sięgają moje dzieci, to aż czasami nie wierzę;) Wcale nie piękne, tylko takie z infantylnymi ilustracjami. No cóż! Takie książki najczęściej wypożyczamy z biblioteki. Czy są potrzebne? Według mnie tak, uczą dzieci rozpoznawania czy coś jest wartościowe, skłaniają do rozmów i dyskusji.

6. Zapiszcie dzieci do biblioteki

Poszukajcie w okolicy dobrze zaopatrzonej biblioteki. Ja sama odkryłam to miejsce dość wcześnie i byłam zdziwiona jak nasza biblioteka jest wyposażona. Moje dzieci dosłownie tam wbiegają i rzucają się na półki z książkami. Wypożyczają po 10 na głowę. To jest niesamowite, że teraz biblioteka jest tak przyjaznym miejscem dla dzieci.

7. Wybierajcie książki bez fikcji, gdzie bohaterami są dzieci

Muszę poświęcić jeden punkt na ten rodzaj książek, bo wiem, że wiele dzieci je lubi. Ja mam na ich punkcie małą obsesję i jak widzę tylko nowość, która zapowiada się na ten typ to od razu kupuję. Zdecydowanie książki, w których bohaterami są dzieci mają bardzo dobry wpływ na rozwój, jak i czytelnictwo. Dzieci bardzo często utożsamiają się z bohaterami i odnoszą się do realnego życia. Dzięki temu czują jeszcze większy pociąg do książek.

Ostatnimi hitami na naszej półce są książki o Pepe – chłopcu, który jest taki jak nasze dzieci: jest wesoły, ciekawy świata i trochę obawia się pewnych sytuacji. Do tej pory ukazały się dwie, ale mam nadzieję, że jeszcze będą kolejne. Książki mają piękne ilustracje (trochę retro w skandynawskim stylu) i bardzo ciekawą treść.

Pierwsza część jest o wizycie u fryzjera. A na końcu macie dyplom i miejsce, gdzie dzieci mogą wkleić swój kosmyk włosów. No genialne!

„Pepe idzie do fryzjera”, Anna-Karin Garhamn, wyd. Kapitan Nauka- dostępna TUTAJ

A druga jest o wizycie w kinie. Na końcu możecie razem z dzieckiem napisać pierwszą recenzję.

„Pepe idzie do fryzjera”, Anna-Karin Garhamn, wyd. Kapitan Nauka – dostępna TUTAJ 

(Macie ode mnie rabat na hasło: nebule na aż 25% na wszystko z www.kapitannauka.pl)

Takie właśnie książki powodują miłość do czytania, mówię Wam!

8. Miejcie na półce też książki obrazkowe

Wiele dzieci w Polsce zaczyna przygody z książkami od Ulicy czereśniowej, a później przechodzi do innych. Książki obrazkowe czytane razem z dzieckiem będą później zachęcać do samodzielnego sięgania po nie. O ile dla mniejszych dzieci jest sporo obrazkowych książek, to dla starszych już niewiele, ale na szczęście ostatnio trafiła w moje ręce Mela i Kostek. To bliźniacy, którzy są bardzo podobni do naszych dzieci. Realistyczne ilustracje i ciekawe zadania (idealnie nadają się do samodzielnego przeczytania). Książka zachęca do wymyślania różnych historii i rozwija wyobraźnię.

Mela i Kostek, czyli zwykły dzień bliźniaków, Anastasila Moshina, wyd. Kapitan Nauka, dostępna TUTAJ

9. Książka nie może być karą

Wiadomo, że zależy nam na tym aby dzieci czytały jak najwięcej, ale nie popadajmy w paranoję. Kiedy mówimy dziecku, że może obejrzeć bajkę dopiero jak przez 30 minut będzie czytało, powodujemy więcej szkody niż pożytku. Mimo tego, że nie nazywamy tego karą, to tak dziecko to odbiera. Nie warto łączyć książek z negatywnymi emocjami ( „Idź poczytaj książkę to się uspokoisz”). Dzięki takimi sformułowaniom na zawsze obrzydzimy dzieciom książki.

10. Po prostu czytajcie!

Głośno, wyraźnie i codziennie! Chociaż wieczorem przed snem:)

(Macie ode mnie rabat na hasło: nebule na aż 25% na wszystko z www.kapitannauka.pl)

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy hulajnogi szkodzą? – odpowiedzi na Wasze pytania

Dostaję często od Was różne pytania, niektóre czasami wprawiają mnie w osłupienie. Ale to świadczy tylko o tym, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej, a informacyjny szum skutecznie Wam w tym przeszkadza.

Ja też często czuję się zagubiona wśród newsów, które spadają na mnie z każdej strony. I gdyby tak na to spojrzeć, to WSZYSTKO szkodzi. Nie dajmy się zwariować:)

Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne.

Jedno pytanie powtarza się bardzo często, kiedy gdzieś w tle (np. na instastories) dzieciaki jeżdżą na hulajnogach, czy nie obawiam się skutków jeżdżenia na tych sprzętach. I tak szczerze, to najpierw łapałam się za głowę, bo tak naprawdę to wszystko może szkodzić… A później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego sprzęt skłaniający do ruchu może powodować takie kontrowersje.

Czy hulajnoga to dobry pomysł na prezent dla małego dziecka?

Zawsze zachwycały mnie maluchy w kaskach jeżdżące na hulajnogach. Sama też dałam się złapać w marketingową pułapkę, że 2-latek to już może zasuwać! Kupiliśmy Lilce Mini micro, a ona do 5 roku życia nie chciała na niej jeździć. Wiedziałam z czego wynika niechęć (mała asymetria w wieku niemowlęcym) i pozwalałam jej na wybór. A ona do niej dorosła w wieku 5 lat i dopiero zaczęła jeździć.

Odpowiadając na pytanie, czy hulajnoga to dobry pomysł dla małego dziecka (2+), mogę tylko powiedzieć, że dzieci w tym wieku jeżdżą dokładanie tak jak trzeba, czyli:

  • z racji tego, że lateralizacja trwa do około 5 roku życia to bardzo często zmieniają nogę – TAK WŁAŚNIE ZALECAJĄ FIZJOTERAPEUCI. Starsze dzieci mają już zlateralizowaną nogę i jest im naprawdę trudno jechać raz na jednej i raz na drugiej
  • tak małe dziecko korzysta z różnych wzorców ruchowych i nie potrafi jechać pół godziny na hulajnodze non stop – jest to najzdrowsze! Trochę podjedzie, zaraz ją rzuci (albo mama niesie), idzie, biegnie, co chwilę kuca. Dzieci naprawdę wiedzą, co robią
  • zauważyłam, że wiele małych dzieci, jak się odpycha to dostawia drugą nogę na podnóżek i dzięki temu druga połowa ciała „nie wisi”

Ważne: jeżeli Wasze dziecko miało lub ma asymetrię, to przed zakupem warto zapytać fizjoterapeutę, czy to dobry pomysł.

Scootandride Highwaykick

Oczywiście, bardziej rozwijającą aktywnością jest jazda na rowerze. Niestety rower ma swoje minusy, takie jak np. gabaryty i łatwiej jest zabrać hulajnogę. Jednak, nie ma co ukrywać, że rower (najpierw biegowy, a póżniej z pedałami) jest bardziej korzystny dla rozwoju motorycznego.

Jednak same dzieci często wolą hulajnogi i warto ich posłuchać.

Czy w takim razie jazda na hulajnodze szkodzi?

Z dużym prawdopodobieństwem nie i możecie śmiało zaproponować tę aktywność dzieciom. Fizjoterapeuci mówią o tym, żeby podczas jazdy zmieniać nogę odpychającą. Według mnie jest to duży wysiłek dla mózgu i mało kto będzie tak robił. Z resztą organizm dzieci jest o wiele mądrzejszy niż nam się wydaje. Podczas jazdy nasze ciało bardzo intensywnie ćwiczy i zwyczajnie się męczy (podobne ruchy jak przy robieniu przysiadów). Nie jest możliwa jazda nawet godzinę non stop. Więc według mnie, nie ma się czego obawiać i można pozwalać jeździć dzieciom.

Jeżeli nasze starsze dziecko ma problemy z kręgosłupem (np. skolioza) to też warto zapytać o hulajnogę fizjoterapeutę.

Dlaczego nie zdecydowałam się jeszcze na hulajnogę z dwoma kółkami? – to drugie pytanie, które często zadajecie.

Widzę, że jazda na 3 – kołowej bardziej wspiera rozwój stronny niż 2-kołowa. Dlaczego? Po pierwsze często mają węższy podest i nie ma możliwości dostawienia drugiej stopy, chyba że jedna za drugą. Po drugie hulajnogi 2-kołowe skręcają wtedy, kiedy przekręci się kierownice, a 3-kołowe zmieniają swój kierunek, przechylając ciężar ciała i balansujemy (wspieranie układu równowagi).

Scootandride Highwaykick 5

Czy w takim razie jazda na hulajnodze może być szkodliwa?

Według mnie tylko wtedy, kiedy dziecko jeździ bez kasku, a to juz zupełnie inny czynnik.

Często też w wiadomościach pytacie, która hulajnoga jest lepsza Micro czy Scootandride

Testowaliśmy oba modele, więc chętnie Wam napiszę nasze wrażenia

Ogólnie są to bardzo podobne sprzęty, cenowo również. Rekomendowany wiek również jest identyczny.

Jul: Scootandride Highwaykick 1 Lila: Scootandride Highwaykick 5

Jednak widzę wyraźnie kilka różnic:

  • na hulajnodze Highwaykick Scootandride łatwiej się skręca (pamiętam, że bardzo długo moje dzieci nie mogły zrozumieć mechanizmu skręcania w Micro), a na tej jest to prostsze
  • mam wrażenie, że w hulajnogach Scootandride lepiej działają przyciski od wyjmowania rączki. W Micro muszę się siłować, a tam wystarczy lekko nacisnąć i już mamy wyjęte
  • Bardzo podoba mi się składana rączka w Scootandride (ale wiem, że też Micro to samo wprowadziło)
  • Porównując kolejny model Highwaykick 5 i Maxi micro są dwie istotne różnice. Pierwsza (Higwaykick 5) jest do 80 kg (więc nawet szupły tata może na niej jeździć, a Maxi micro jest do 70 kg, ale dorosłemy nie jest wygodnie na niej jechać, bo ma węższą rączkę (przetestowałam). Dodatkowo ewidentnie Maxi micro gorzej amortyzuje wstrząsy podczas jazdy po nierównej nawierzchni.
  • Wizualnie bardziej podobają mi się Micro, ale Scootandride wg mnie mają przewagę.

I to by było na tyle:)

Hulajnoga Highwaykick 1 jest również jeździkiem. Najpierw dziecko może na nim jeździć na siedząco, a po zmianie siedziska staje się hulajnogą.

Składana Scootandride Highwaykick 3

Podsumowując, jazda na hulajnodze jest aktywnością, która angażuje całe ciało i sprawia ogromną radość. Nie ma co się przejmować i warto zaufać dzieciom, one będą wiedziały, kiedy coś im nie służy, szybciej niż nam się wydaje.

A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wydarzenia dla dzieci: Bezpieczne wakacje – rodzinny piknik

W Warszawie, co weekend jest mnóstwo atrakcji dla dzieci. Czasami aż trudno wybrać coś ciekawego, bo wybór jest tak ogromny. My też, jak tylko zostajemy w stolicy na sobotę i niedzielę to często uczestniczymy w różnych wydarzeniach.

Zazwyczaj relacjonuję Wam te wydarzenia już po i często piszecie: „Żałuję, że nie dałaś znać nam wcześniej, to udałoby się nam dotrzeć”. Więc dziś mam dla Was zapowiedź bardzo ciekawego wydarzenia, które będzie się odbywało w ten weekend w Warszawie.

Data: 25 i 26.05

Godziny: 11.00-18.00

Miejsce: przed Arkadią

Właśnie wtedy będzie wielki piknik rodzinny „Bezpieczne wakacje”

Jest to kolejna edycja (już 8!) tego wydarzenia i już Wam mogę powiedzieć, że będzie bardzo ciekawie. Dlaczego? Bo oprócz wspaniałej zabawy będzie też mnóstwo edukacyjnych atrakcji. Oprócz zabawy dla całej rodziny, zarówno dzieci, jak i rodzice, mogą nauczyć się, jak zadbać o bezpieczeństwo najmłodszych – w przestrzeni publicznej, nad wodą, w lesie i zadbać o swoje zdrowie, co jest szczególnie ważne w okresie przedwakacyjnym, ale również przydatne na co dzień

Na co dzień nie mamy możliwości posłuchać ciekawostek od służb bezpieczeństwa, a tym razem będzie to możliwe. Jeżeli Wasze dzieci interesują się działaniami Straży pożarnej, Policji lub nawet bezpiecznymi przejazdami autobusem, to spodoba się im na pikniku.

Cała impreza powiązana jest ściśle z bezpieczeństwem: dzieci i rodzice będą mogli skorzystać z wiedzy ekspertów. W czasie pikniku będzie też wiele innych i konkursów z nagrodami.

Czego będzie można się nauczyć?

  • Komenda Stołeczna Policji pokaże dzieciom mobilny posterunek, przekaże wiedzę z zakresu bezpieczeństwa nad wodą, zapozna dzieci z przepisami ruchu drogowego. Policjanci opowiedzą też o psach policyjnych, które będą również obecne na pikniku.
  • Straż Pożarna pojawi się ze swoim reprezentacyjnym wozem strażackim (Julek chyba oszaleje;)
  • Miejskie Zakłady Autobusowe wystawią swój autobus, w którym będzie można wziąć udział w zajęciach edukacyjnych
  • Pracownicy Lasów Państwowych przygotują ciekawe zajęcia dotyczące bezpiecznych zachowań w lecie. Będzie też pogadanka z pszczelarzem i pokazy sokolnika
  • Pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej opowiedzą o kleszczach i grzybach. Dodatkowo przybliżą zasady bezpiecznego opalania.
  • Pracownicy Straży Miejskiej przygotują tor z przeszkodami dla rowerów i eko patrol
  • ELE Taxi Warszawa przygotuje zajęcia z pierwszej pomocy
  • Carrefour przeprowadzi warsztaty z zakresu zdrowego żywienia
  • Denon pojawi się ze Strefą relaksu
  • RTV Euro AGD przygotuje pokazy elektronicznych jeździków
  • Flying Tiger przeprowadzi warsztaty kreatywne.

Będą też animacje dla dzieci, warsztaty ogrodnicze przygotowane przez Leroy Merlin i zajęcia sportowe poprowadzone przez trenerów Zdrofit.

Tak było w ubiegłych latach:

A wszystko to odbędzie się przed Arkadią tuż obok świetnego placu zabaw, który odwiedziliśmy wczoraj. Sam plac jest genialny i uważam, że to jeden z lepszych w całym mieście i często go odwiedzamy. Sami zobaczcie:


Jak przygotować się na piknik i na pobyt na placu zabaw?

Informacje praktyczne:

  • ubierzcie dzieci bardzo lekko ( najwyżej weźcie coś z długim rękawem do założenia)
  • załóżcie ubrania, których nie będzie Wam szkoda – jest tam wiele miejsc gdzie dzieci mogą zjeżdżać na brzuchu po ziemi lub chodzić na kolanach
  • koniecznie zabierzcie nakrycia głowy, bo świeci tam słońce
  • weźcie ubrania na zmianę i buty, ktore szybko wysychają (na placu zabaw jest kilka świetnych atrakcji z wodą), więc szybko dzieci się moczą
  • weźcie dużo wody do picia
  • jak będzie mocno świecić słońce to zabierzcie krem z filtrem

Najwygodniej będzie Wam zaparkować w Arkadii (bezpłatny parking). A jak zgłodniejecie możecie skorzystać z restauracji w środku. Przy okazji koniecznie zaprowadźcie dzieci na zjeżdżalnie przy strefie jedzenia.

My wczoraj jedliśmy obiad w Black’u i było pysznie! (restauracje są też czynne w niehandlowe niedziele). Była Pani animatorka, która tak zajęła dziećmi, że nie chciały wychodzić.

Sam program pikniku jest imponujący i organizatorzy zadbali o wszystkie możliwe aspekty bezpieczeństwa. Cieszę się, że takie pikniki rodzinne to już nie tylko dmuchańce i kiełbaska z grilla tylko właśnie takie wielkie wydarzenie, z których dzieci i rodzice mogą wynieść wiele ciekawych informacji.

My też się pojawimy, więc liczę, że się zobaczymy pod Arkadią 🙂

Jeżeli spodobał się Wam post to kliknijcie „Lubię to” i puśćcie go dalej, niech inni też się dowiedzą o tym wydarzeniu 🙂


SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Gdzie Juluś ma oczko?” – jak (nie) mówić do małych dzieci

Jak czytacie tytuł tego wpisu to czujecie już mały zgrzyt? Czy Wy też tak mówicie lub mówiliście do swoich dzieci? Znam wielu rodziców, którzy specjalnie wystrzegali się takiej komunikacji z dzieckiem, która w dużym stopniu opiera się na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych, używania 3 osoby czy też stosowania dużych uproszczeń.

W dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć ten temat, czyli mowy kierowanej do najmniejszych dzieci i przytoczyć ciekawe badania na ten temat.

Zacznę od tego, że na studiach logopedycznych ( Akademia Pedagogiki Specjalnej) wpojono nam, żeby mówić do dzieci NORMALNIE.

Co to znaczy NORMALNIE?

  • nie seplenić
  • nie „pieścić”
  • nie używać tzw. języka dzięciecego
  • nie mówić do dziecka w 3 osobie
  • nie używać zdrobnień

Kiedy kończyłam studia byłam przekonana, że to jest jedyna właściwa metoda wspomagająca rozwój mowy dzieci. I wtedy urodziłam dziecko… i zwyczajnie mój instynkt podpowiadał mi zupełnie inaczej.

Tak jakby wyłączyła mi się moja wiedza ze studiów i zaczęłam mówić do mojego niemowlęcia w zakazany sposób. Zaczęłam zdrabniać, używać zupełnie innego języka od poprawnego i w końcu po jakimś czasie to zauważyłam.

„A Lilcia teraz pójdzie kąpu kąpu?

Nawet jak to piszę, to chce mi się śmiać bo od razu słyszę mój ton głosu, który przypomina mowę nianiek. Wiele mam (napiszę później o ojcach) się tego wstydzi i mówi tak do dziecka tylko jak jest z nim sam na sam.

A ja nie byłabym sobą żebym nie zaczęła drążyć tego, dlaczego tak się dzieje. Dotarłam do wielu ciekawych badań, które Wam poniżej przytoczę.

Właśnie ta mowa nazywana jest w literaturze mową fatyczną – jej najistotniejszą funkcją NIE jest wymiana informacji, ale nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z dzieckiem. Mówimy do dziecka w ten sposób żeby nawiązać relację, a nie żeby opowiedzieć o współczesnej sytuacji politycznej (a wtedy doszłyby przekleństwa).

W tej komunikacji dużą rolę odgrywa uśmiech matki, który jest bardzo silnym stymulatorem zwrotnych reakcji dziecka.

Można zauważyć wiele typowych cech, takich jak:

  • mlaski
  • ogólne spowolnienie tempa
  • przerysowana intonacja
  • wzmacnianie i ściszanie głosu
  • dużo pauz
  • wydłużanie samogłosek
  • wypowiedzi są bardzo krótkie i proste
  • za pomocą akcentów i intonacji podkreśla się znaczenie niektórych słów
  • stanowią bardzo często rozszerzenie tego co, na myśli mogło mieć dziecko
  • WARTO ZAZNACZYĆ, że badacze nie piszą tu o zniekształceniach słów

Bardzo charakterystyczne dla tej mowy są:

  • zdrobnienia
  • spieszczenia

Dlaczego rodzice często tak mówią?

„Chodź umyjemy rączki” „Założymy buciki” „Włożymy spodenki” „Umyjemy buźkę” (wiem, że wiele osób to drażni).

Używając zdrobnień i spieszczeń dorosły nie tylko pokazuje dziecku czułość, ale też próbuje pokazać dziecku, że otaczający świat jest przyjazny i pełen wielu miłych wydarzeń. A nawet takie miłe słówka stosowane są na zachętę.

Bardzo ciekawa jest obecność zdrobnień i spieszczeń w języku angielskim. Słynny duński anglista – Otto Jespersen napisał o tym języku tak: „Jest językiem dorosłego mężczyzny i nie ma w sobie prawie nic dziecinnego lub niewieściego” i w związku z tym jest w nim niewiele zdrobnień, a jak już są to są bardzo rzadko używane.

Wiele spieszczeń i zdrobnień jest elementem naszego folkloru. Być może nawet nasze mamy i babcie tak do nas mówiły i my instynktownie tak komunikujemy się z dziećmi (za Renatą Grzegorczykową)

„Pójdziemy spatki (spatuchny, spateńki), okryjemy się kołdereczką, weźmiemy poduszeczkę itd”

Taka wypowiedź służy podtrzymania pozytywnego nastroju i jest najczęściej wyrazem ciepłego stosunku do dziecka.

Spieszczenia stosujemy też przy czasownikach kiedy mówimy w taki sposób:

„Jak miło się tu bawię”

„A co my tu będziemy robić”

„A dlaczego się rozpłakałem?”

Takie użycie służy do zacieśnienia kontaktu między opiekunem i dzieckiem. Ma też pewien walor edukacyjny: kiedy używamy pierwszej osoby dorosły wypowiada się w imieniu dziecka , naśladując jego wewnętrzny głos.

Tak właśnie dlatego zupełnie nieświadomie mówimy o dziecku (i czasem o sobie) w 3 osobie : „Julek stęsknił się za mamą?”

Czy to jest błąd? (ja przy mojej dwójce też tego zabiegu używałam)

Nie jest, już wyjaśniam dlaczego.

To zjawisko nazywa się mianem neutralizacji opozycji osobowych, która polega na opóźnieniu wprowadzania kategorii osoby do języka dziecka. Pozwalamy dziecku na łatwiejsze przyswojenie deklinacji rzeczownika (odmiana przez przypadki), która zwykle wyprzedza nabywanie koniugacji (odmiana przez osoby) (o około rok).

Niesamowite jest to, że rodzice (bez względu na wykształcenie) stosują ten zabieg intuicyjnie i zupełnie nieświadomie. Podświadomie jakby wyczuwali tę trudność i podejmują właśnie takie zabiegi żeby pomóc dziecku.

Przejdziemy teraz do tzw. głupich pytań, które również wpisują się w styl tej mowy. Kiedyś pewna mama powiedziała mi, że nie będzie robić z dziecka głupka i nie będzie pytać, gdzie ma oczko, gdzie ma nosek. Przecież to dziecko doskonale wie.

To są tzw. quasi-pytania i zaraz Wam odpowiem czy one mają sens.

„Gdzie masz oczko?”

„Gdzie mama ma nosek?”

„Jak szczeka piesek?”

Te pytania są taką ukrytą sugestią żeby dziecko coś nam pokazało lub znalazło. Jak się okazuje to są też pytania fatyczne, czyli takie, które podtrzymują kontakt z dzieckiem. Przecież nie będziemy rozmawiać z dzieckiem o rosnących podatkach. Służą one głównie dla przyciągnięcia uwagi i podtrzymania relacji z dzieckiem.

A teraz najbardziej ciekawe fakty:

Z wielu badań wynika, że ojcowie na ogół w o wiele mniejszym stopniu modyfikują swoją mowę. Do tego są bardziej wymagający, używają innych pytań i szerszego zasobu słownictwa, a do tego krócej niż matki podtrzymują „temat rozmowy”.

Wielu językoznawców jest zdania, że to właśnie mowa ojców stanowi pomost między dobraną do możliwości dziecka mową matek, a złożoną mową dorosłych (Vasta).

Co ciekawego mowy matek używają też starsze dzieci (starsze rodzeństwo). Uczeni mówią, że można to zauważyć już u dzieci czteroletnich. Natomiast piszą też o dwóch warunkach: młodsze dziecko zaczyna mówić i różnica wieku między dziećmi jest większa niż dwa lata. Chodzi o dzieci z tej samej rodziny, związane ze sobą silnie emocjonalnie ( V. Vasić)

Bardzo jest też ciekawe takie zjawisko: dorośli, którzy używają języka matek uważają, że są to słowa tzw. drugiego gatunku. Sądzą nawet, że przeszkadzają w przyswojeniu języka i sprzyjają dziecinnym nawykom. Takie sformułowania mogą być do tego źródłem wielu konfliktów w rodzinie np. ze starszymi pokoleniami.

Jednak warto zauważyć, że dorośli nie używają tego języka do 6 roku życia dziecka

Tylko doskonale potrafią odczytać nowe umiejętności dziecka i powoli wykreślać tamte słowa ze słownika. Źródła podają, że ich zanik następuje u dzieci w okresie 1,8 do 2,6.

Były nawet przeprowadzone badania na grupie polskich dzieci w wieku od 3 do 7 lat. Poddano analizie 100 000 słów i autorki badania (H. Zgółkowa i K.Buczyńska) wynotowały tylko 14 takich słów, określanych jako dziecięce, czyli stanowią one 0,22%.

Z tego badania wynika jeden fakt: jeżeli mówimy do naszego malutkiego dziecka w taki sposób i będziemy za nim podążać po kolei wykreślając je z jego repertuaru słów, zastępując je nowymi (poprawnymi formami), to nie musimy się bać, że 20- letni Jaś będzie mówić na psa „haua”.

Mimo tego, że twórca polskiej logopedii Leon Kaczmarek uważał inaczej:

„…mowa otoczenia powinna być poprawna. Do dziecka trzeba mówić wolno, wymowa winna być dokładna i wyraźna. Trzeba koniecznie zaniechać sztucznego spieszczania i używania tzw. języka dziecięcego.”

To wielu badaczy jest innego zdania i ja się ku nim skłaniam.

Fińska badaczka Kirsti Toivainen np. uważa, że język dziecięcy nie może zepsuć języka dziecka, gdyż słyszy ono również w wielu sytuacjach język dorosły. Tak samo uważa Hanna Olechnowicz.

Są również opinie, że tylko niektóre elementy tzw. języka dziecięcego wpływają pozytywnie na rozwój.

Ja sama stosowałam wszystkie elementy tego języka w stosunku do swoich dzieci i widzę bardzo dobry wpływ na ogólny rozwój mowy. Skłaniam się też ku temu żeby nie podawać AŻ tak ścisłych zaleceń dla rodziców, bo powoduje to duży informacyjny szum i prowadzi do dezorientacji: ” To jak mam w końcu mówić?”

Po lekturze książki Stanisława Milejskiego, z której pochodzi większość badań przytoczonych w tym artykule wnioskuję zgodnie z autorem, że tak naprawdę nie ma to większego wpływu, w jaki sposób rodzice będą się porozumiewali z dzieckiem. NAJWAŻNIEJSZE jest to żeby do dziecka mówić od samego początku i czy będziemy czułym głosem opowiadać o konstrukcji traktora, czy zachwycać się każdym paluszkiem naszego berbecia – to nie ma większego znaczenia.

„Primum non tacere” – po pierwsze nie milczeć.

Bardzo ciekawie na ten temat napisał Roger Brown w książce „Talking to children”: „Istnieją tacy rodzice, bardzo wrażliwi na punkcie edukacji, którzy nie zamierzają NIGDY używać języka dziecięcego. Każdemu z nich udaje się omijać tylko kilka cech języka dziecięcego, o których wszyscy wiedzą, takich jak np. zdrobnienia”. Nieświadomie zaś używają 100 innych. Chyba szczęśliwie dla swoich dzieci”.

A jeżeli macie chęć poczytać o innych badaniach na ten temat przeczytajcie wpis Alicji z mataja.pl. Alicja przytacza tam wiele ciekawych badań naukowych potwierdzających tę teorię.

Tu macie Książki wspomagające rozwój mowy

A tu link do wpisu Kiedy do logopedy?

W opracowaniu tego artykułu korzystałam z własnej wiedzy i bardzo ciekawej książki Stanisława Milewskiego „Mowa dorosłych kierowana do niemowląt. Studium fonostatyczno-fonotaktyczne” wyd. Harmonia.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis, kliknijcie „Lubię to” i puśćcie go dalej w świat.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pomysły na prezenty na Dzień Dziecka – same świetne propozycje

Dzień Dziecka już niedługo i żeby Wam ułatwić poszukiwania przygotowałam pierwszy post z ciekawymi propozycjami. Myślę, że Wam się spodobają!

Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie marka Janod, która ma teraz w swojej ofercie wiele nowości (zobaczycie je poniżej).

Zacznę od zabawek dla najmłodszych i pokaże 3 bardzo ciekawe propozycje.

Na początku pokażę Wam sorter Janod

Zupełna nowość, dlatego nie mam realnych zdjęć. Szukałam takiego, jak Julek był mały i przeżywał fascynację sorterami. Jeżeli macie dziecko w okolicach roku to bardzo polecam Wam właśnie taką zabawkę. Jest bardzo ciekawy, bo można wkładać klocki na dwa różne sposoby i ma drzwiczki, dzięki którym szybko się je wyjmuje.

Dostępny TUTAJ

Puzzle muzyczne Janod

Takie same miał Julek w okolicy roku i to była jedna z ulubionych zabawek. Dźwięki bardzo przypominają realne odgłosy zwierząt. Dzieci uczą się rozpoznawać kształty i ćwiczyć prawidłowy chwyt.

Dostępne TUTAJ

Puzzle sensoryczne Farma Janod

Ogromne puzzle z elementami dotykowymi zaciekawią nawet maluszki. Do układanki dołożony jest plakat, dzięki któremu łatwiej będzie je Wam ułożyć. Najpierw możecie kłaść je na plakacie, a później probować bez. Świetny pomysł na prezent dla dziecka od 2 roku.

Dostępne TUTAJ

A teraz pomysły na prezenty dla 3-latka. Julek miał niedawno urodziny i dostał właśnie ten warsztat.

Warsztat Janod

Świetny stolik z narzędziami do zabawy w warsztat. Już dawno o nim myślałam i to był strzał w dziesiątkę. W zestawie jest mnóstwo elementów, które możecie wykorzystywać w zabawie. Są narzędzia, które przyczepia się do ścianki za pomocą magnesów, śrubki, listewki, koła zębate, a nawet kreda do pisania po tabliczce.

Dostępny TUTAJ

Straż pożarna do złożenia Janod

To idealna zabawka dla małego miłośnika straży pożarnej. Wszystkie elementy są ruchome: możemy odkręcać i przykręcać śrubki. W zestawie jest też 3 strażaków, których można ustawiać w różnych miejscach w wozie.

Dostępny TUTAJ

Puzzle z ukrytymi obrazkami i lupą Mudpuppy

Nowość, która totalnie zachwyciła moje dzieci. Najpierw układamy puzzle, a później za pomocą lupy wyszukujemy ukryte obrazki. Świetna zabawa!

Dostępne TUTAJ

Zestaw stempelków Dinozaury Janod

To nie są zwykłe pieczątki! W zestawie jest dużo różnych obrazków i można z nich stworzyć całe scenki. Jak wyschną możecie je pokolorować. Dla małego fana dinozaurów to prezent idealny.

Dostępne TUTAJ

Zestaw stempelków Pokaz mody Janod

Jest też taki zestaw dla miłośniczek mody. Możecie mieszać stroje i fryzury, a na koniec pokolorować. Świetny zestaw kreatywny, który można wykorzystywać na wiele sposobów.

Dostępne TUTAJ



Zeszyt – kołonotatnik kreatywny Janod Pokaz mody

Piękny zeszyt z zestawem naklejek do samodzielnego wyklejania. Po bokach są też elementy do kolorowania. Na koniec możecie wyciąć obrazek i powiesić na ścianie.

Dostępny TUTAJ

Pamiętnik Janod z kluczykiem

A ten piękny pamiętnik upatrzyłam na Dzień Dziecka.

Dostępny TUTAJ

Na koniec chcę Wam pokazać nowe, elektryczne pianinko Janod

Po ostatniej wizycie u znajomych moje dzieci non stop by na czymś grały. A pianinko Janod ma zmienione dźwięki i brzmi naprawdę dobrze, a do tego pięknie wygląda. Poniżej nagrałyśmy filmik żebyście mogli usłyszeć brzmienie.

Dostępne TUTAJ

Gra Warzywna loteria Janod

Chociaż sugerowany wiek to 5 lat +, to my graliśmy w tę grę też z Julkiem. Można właśnie grać w nią jak w zwykłą loteryjkę, a jak dzieci dorosną to zastosować wszystkie reguły, które naszym zdaniem są świetne. Sami jesteśmy fanami rekreacyjnego pokera i grywamy na żetony, a ta gra zawiera jego elementy.

Dostępne TUTAJ

A Wy już macie pomysł na prezenty na Dzień Dziecka?

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Atrakcje dla dzieci – Białystok i okolice

Atrakcje dla dzieci – Białystok, czyli przegląd miejsc, do których bardzo często jeździmy i odkrywamy na nowo.

Jak wiecie, to moje miasto rodzinne – tam mieszkałam przez 19 lat życia. Mam tam rodzinę, przyjaciół i miejsca, które przyciągają jak magnes.

Dziś chciałabym Wam opisać atrakcje dla dzieci, które odwiedziliśmy w Majówkę.

EDIT: Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wrócimy w rodzinne strony. Dziś uaktualnię ten wpis, bo pojawiło się mnóstwo ciekawych atrakcji. Dodałam też listę najlepszych restauracji. Przy każdym miejscu dodałam jeszcze przewidywaną datę otwarcia.

A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!

Czy warto wybrać się do Białegostoku z dziećmi?

Oczywiście, że tak! Zacznę od tego, że odległość (180 km) pokonacie nawet w 1.40 h. Od samego wylotu Warszawy do Białegostoku jest droga dwupasmowa, którą jeździ się doskonale! Pociągiem przejedziecie w ok. 2:20, jest to też dobra opcja, a dodatkowo dzieci będą miały przygodę.

Dziś pokażę Wam tylko wybrane miejsca, bo chciałabym żeby każde opisane miejsce miało też zdjęcia, a to mi trochę zajmie. Mogę śmiało powiedzieć, że tym wpisem zaczynam cykl, bo z pewnością będzie ich więcej i jestem przekonana, że nabierzecie ochoty żeby odwiedzić Moje Magiczne Podlasie.

Atrakcje dla dzieci – Białystok

Białostocki Teatr Lalek KLIK (otwarty od 29 maja 2021)

Jak będziecie wybierać się do Białegostoku, to koniecznie sprawdźcie repertuar BTL. Za każdym razem, jak tam jesteśmy, coś sobie wyszukamy. Bilety są tańsze niż do kina! (20 zł ulgowy, 23 normalny) Ja się wychowałam na tym teatrze i jak tylko jestem w Białymstoku to zabieram dzieci. Nie ma większych problemów z biletami i kupicie je w kasie przed spektaklem.

Blisko teatru znajduje się moja ulubiona księgarnia z książkami dla dzieci

Cukiernia i kawiarnia Madeline

ul. Grochowa 4 lok. 2U (CENTRUM)

Francuska cukiernia z pięknym wystrojem i mini kącikiem dla dzieci. Jadłam tam przepyszne zawijasy cynamonowe i z pewnością będę wracać. Pyszna kawa i ciastka.

Niedaleko jest też chyba jedna z najbardziej znanych kawiarni w Białymstoku.

Fly high cofee

ul. Lipowa 16/24 (CENTRUM)

To niepozorne miejsce ze stolikiem dla dzieci i książeczkami. Tam wypijecie znakomitą kawę i zjecie wyborne desery! Ich pączki osławiła już Eliza z whiteplate.com. Jednak nie tak łatwo na nie trafić;) Możecie zadzwonić i zarezerwować, bo bardzo szybko się rozchodzą.

Rynek w Białymstoku

Chociaż ja się wychowałam w Białysmtoku bez Rynku, to teraz jest i to bardzo fajny! Możecie się tam wybrać na spacer, na lody (do Bella vita).

Akcent Zoo

Malutkie i darmowe Zoo, gdzie możecie obejrzeć kilkanaście zwierząt (nie ma tam zwierząt tropikalnych), ale zobaczycie: ciekawe rasy kur, rysie, niedźwiedzie, świnki, króliki i nawet jest żubr. Z tyłu Zoo jest przyjemny plac zabaw. Za ZOO jest plac zabaw, a już niedługo będziemy mieli pierwszy wodny plac zabaw.

Planty w Białymstoku

Piękne zadbane miejsce, które jest idealne na wycieczkę rowerową lub spacer. Jest tam też jeden z najbardziej obleganych placów zabaw. W sezonie letnim są pokazy multimedialne fontann. Teren przed i za Pałacem Branickim jest przepiękny i zachęca do spacerów.

Obok jest znakomita restauracja z placem zabaw

Pawilon towarzyski

To miejsce, gdzie naprawdę dobrze zjecie, a w czasie oczekiwania dzieci pobawią się na placu zabaw, a wy pykniecie partyjkę warcabów. Pyszne jedzenie i piękne miejsce.

Plaża miejska w Dojlidach

Jest to nasze obowiązkowe miejsce do odwiedzenia, kiedy jesteśmy w Białymstoku. Oprócz tego, że jest jezioro, to znajdziecie tam z 6 (a może więcej placów zabaw). Możecie wziąć swoje jedzenie lub zamówić coś na miejscu. Możecie się tam wybrać nawet, jak nie ma upału i pobawić się na placu.

Basen w Hotelu Gołębiewskim

Nie byłam tam z 20 lat! W deszczową Majówkę zabraliśmy dzieci i bawiliśmy się świetnie. Chociaż widać ząb czasu, to atrakcje, które tam znajdziecie podobały nam się bardzo. Jest basen z falami, brodzik, basen pływacki, dwie duże zjeżdżalnie, 3 ogrome lecznicze jazuzzi (borowinowe, ługowe i magnezowo-wapniowe), grota solna, grota śnieżna (!).

Białostockie Murale

Niewiele osób wie, że w Białymstoku jest mnóstwo świetnych murali. Jeden z najbardziej znanych to „Dziewczynka z konewką”. Całą mapę murali znajdziecie TUTAJ

EPI CENTRUM NAUKI – otwarte ponownie od 7 maja

Najlepiej kupcie bilety online TUTAJ

Nowootwarte Centrum jest genialne – obecnie to nasze ulubiona atrakcja w mieście.

Dostępne są dwie strefy:

DLA MNIEJSZYCH DZIECI – Strefa Małego Odkrywcy – od 3 do 10 lat

DLA STARSZYCH DZIECI I DOROSŁYCH – WYSTAWA GŁÓWNA

a tu szerszy cały wpis o atrakcjach EPI CENTRUM

TIP: Przyjdźcie najedzeni i weźcie ubranie na zmianę. Parkować można w zatoczce pod samym Epi Centrum


NAJLEPSZE PLACE ZABAW W BIAŁYMSTOKU:

  • PLANTY (CENTRUM)
  • PLAZ ZABAW PRZY OPERZE (ul. Odeska)
  • PLAC ZABAW PRZY LESIE UL. JODŁOWA
  • PLAC ZABAW UL. WĘGLOWA
  • JAROSZÓWKA – ul. Wiślana 12
  • PRZY AKCENT ZOO
  • PLAC ZABAW NA PIECZURKACH
  • PLACE ZABAW NA PLAŻY DOJLIDY
  • OGRÓDEK JORDANOWSKI PRZY UL. KONOPNICKIEJ

Atrakcje dla dzieci – Białystok i okolice

Białowieża

Tu mamy oddzielny wpis wraz z przewodnikiem do pobrania gdzie jest omówiona BIAŁOWIEŻA i jej atrakcje.

Oddalona od Białegostoku o 90 km jest miejscem wyjątkowym. Raz w roku MUSZĘ tam być, chociaż na jeden dzień. Jeżeli też macie chęć to polecam Hotel Żubrówka (z super strefą spa i basenami) lub skorzystajcie z agroturystyki Stoczek 1929 z doskonałą kuchnią lub Apartamenty Carskie. W tych miejscach są też najlepsze restauracje w Białowieży.

Niedaleko Białowieży jest też Wiejska Zagroda Podlasie – fajne miejsce, w którym spaliśmy

Za każdym razem, jak tam jesteśmy to musimy się przespacerować Parkiem Pałacowym, pobawić się na placu zabaw przy Stacji Białowieża, zjeść soljankę i wtedy możemy wracać. Nie byłam jeszcze z dziećmi w samej Puszczy w rezerwacie, bo czekam, aż będą starsze i też zakochają się w tym miejscu.

Majątek Howieny

Czyli posiadłość kilka kilometrów od Białegostoku – tam kilka lat temu było nasze wesele. Teraz oprócz znakomitej restauracji jest sporo atrakcji dla dzieci (wstęp jest płatny):

  • zwierzęta (konie, skunksy, kozy, króliki, a nawet małpki i kangury)
  • plac zabaw
  • stare auta do obejrzenia
  • bardzo smaczne dania w restauracji ( są zabawki dla dzieci do zabawy).

Możecie tam być kilka długich godzin.

Jurajski Park Dinozaurów w Jurowcach (CZYNNY OD 8 MAJA 2021)

Czyli miejsce, które znają chyba wszyscy białostoczanie. Nie jest może bardzo wypasione, ale moim dzieciom się podobało. Wstęp do samych dinozaurów jest płatny. Przed wejściem jest też mini wesołe miasteczko, które ma już swoje lata, ale nadal sprawia wiele radości.

W okolicach Białegostoku jest mnóstwo miejsc, które można odwiedzić, myślę, że pojawią się niedługo na blogu, a dziś na szybko je Wam wypiszę:

  • Uroczy Tykocin z Synagogą, Zamkiem i pięknymi widokami
  • Park leśny Poczopek KLIK
  • Ziołowy zakątek Koryciny
  • Bajkowy Supraśl
  • Park Kulturowy Milewszczyzna KLIK
  • REZERWAT KRZEMIANKA ( super na długi spacer – kładka przez bagna w Puszczy)

Samo Podlasie jest piękne! Czasem dzieciom wystarczą same patyki i przepiękna otaczająca przyroda (bez żadnego filtra). To idealne miejsce na wycieczki rowerowe!

ULUBIONE RESTAURACJE w BIAŁYMSTOKU:

  • PAWILON TOWARZYSKI (PRZY PARKU PLANTY)
  • KWESTIA CZASU (PRZY PARKU PLANTY)
  • ŚWIĘTOJAŃSKA 21
  • HALVA – RESTAURACJA TATARSKA NA JAROSZÓWCE
  • WEGE – GRAMOFFON i RANY JULEK
  • TAJSKIE – BAO BUNS – genialny PAD THAI
  • PIZZA BEZGLUTENOWA – RAJ ul. KIlińskiego
  • PIEROGARNIA SOODI

PYSZNE WYPIEKI (CHLEB, KANAPKI, DROŻDŻÓWKI)

  • SZTUKA CHLEBA I WINA
  • MIEJSKI MŁYN
  • WIĘCEJ NIŻ CHLEB
  • BARISTACJA

KAWA PLUS CIASTKA

  • FLY HIGH
  • MADELINE (FRANCUSKA)
  • CIASTKI PATKI
  • WHITEBEAR COFFEE (KUPUJĘ TAM TEŻ MOJĄ UKOCHANĄ HERBATĘ DO PARZENIA W DOMU „MAŁY BUDDA”)
  • MAISON DU CAFE (FRANCUSKA)
  • SŁODKO BY KAROLINA KUZIOLA (AMERYKAŃSKA)
  • KAFEJETO
  • ZACHODNIA (PYSZNE LUNCHE)
  • SWEET FIT&EAT – CIASTKA DLA ALERGIKÓW
  • FIT CAKE (ZDROWE CIASTKA)
  • WYTWÓRNIA WYPIEKÓW MŁYNOWA 40 (BLISKO DO OPERY)

To już wszystkie atrakcje dla dzieci – Białystok to miejsce, które ma wg mnie jeszcze nie do końca odkryty potencjał i dzięki temu są tam atrakcyjne ceny i nie ma wielu turystów. Byliście tam kiedyś? Miasto bardzo się zmieniło i bardzo nam się tam podoba.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wyjątkowy prezent na Dzień Mamy

Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna. Częściej oglądam zdjęcia i filmiki z czasów, jak dzieci były malutkie. Sama też z ogromną chęcią wracam do moich wspomnień z dzieciństwa.

W maju wypada wyjątkowy dzień – Dzień Mamy, a ja chciałam stworzyć coś nietuzinkowego na prezent dla siebie i mojej Mamy. Długo myślałam, czym mogłabym obdarować moją Mamę, aż w końcu wymyśliłam.

Wpadłam na pomysł stworzenia albumu z wszystkimi najpiękniejszymi zdjęciami z mojego całego życia, na których jestem z moją Mamą. Przyznam szczerze, że jest ich naprawdę niewiele i trochę żałuję, że kiedyś nie robiono tak dużej ilości zdjęć, jak teraz.

Ale za to doceniam te kilka zdjęć znacznie bardziej!

Zebrałam ze wszystkich albumów w moim rodzinnym domu te najpiękniejsze, które wzbudzają we mnie najcieplejsze wspomnienia.

Samo selekcjonowanie zdjęć wprawiło mnie dobry humor, bo kiedyś fotografie były zupełnie inne. Spędziłam bardzo miły wieczór na wybieraniu i wspominaniu tych najpiękniejszych chwil.

Później zeskanowałam wszystkie fotografie i wgrałam w Printu.

Zawsze myślałam, że zrobienie fotoksiążki wymaga poświęceniu kilku wieczorów, a tymczasem dzięki gotowym pięknym szablonom trwało to pół godziny. W ofercie macie do wyboru różne szablony (nawet są na Dzień Mamy). Wystarczy porozmieszczać zdjęcia, zatwierdzić i gotowe!

Kilka dni później album był u mnie w domu.

Od tamtej pory obejrzałam go chyba z 30 razy i tak szczerze, że nie mogę doczekać, kiedy podaruję go mojej Mamie.

Jeżeli nie macie pomysłu na prezent na Dzień Mamy, to bardzo Wam polecam taką cudną pamiątkę. Zrobicie go szybko, a gwarantuję, że osoba obdarowana będzie przeszczęśliwa.

Mam też dla Was kupon rabatowy, jeżeli chcecie też zrobić sobie taką fotoksiążkę. Wystarczy, że klikniecie TUTAJ i automatycznie naliczy Wam się rabat -40 zł.

Wpis powstał w ramach współpracy z Printu.

Jeżeli spodobał się Wam ten pomysł, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.

Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej

a tu macie inne inspiracje na Prezent na Dzień Mamy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Układanki edukacyjne – ostatnie hity z naszych półek

Układanki edukacyjne często goszczą na naszych półkach. Takie zabawki pozwalają zaspokoić głód wiedzy, a przy okazji pobawić się. A wiadomo nie od dziś, że nauka przez zabawę przynosi najlepsze efekty.

Dziś chciałabym Wam pokazać układanki edukacyjne, które mamy w domu i bardzo często z nich korzystamy.

Wiem też, że zbieracie powoli inspiracje na prezenty na Dzień Dziecka, więc postów z inspiracjami będzie sporo.

Zacznę od klocków – układanki dla najmłodszych

Klocki Magicube

KLIK

My mamy wersję z zawodami, ale są dostępne również inne. Już dłuższy czas szukałam takiej układanki edukacyjnej. Ta jest świetna, bo dodatkowo ma magnesy. Dzieci układają wertykalnie klocki i tak tworzą postać. Są niewielkie i lekki, a dzięki temu sprawdzają się też w podróży.

Odkryłam bardzo fajną markę układanek i je niżej Wam zalinkuję.

Puzzle obserwacyjne Headu z ukrytymi ilustracjami i latarką

KLIK

Piękne puzzle z bardzo szczegółowymi ilustracjami. Nie będę ukrywać, największą radość sprawia późniejsze świecenie latarką i odnajdywanie wszystkich elementów zaznaczonych na boku. Według mnie i moich dzieci są rewelacyjne, a do tego stosunkowo tanie.

W zestawie jest latarka i suchościeralny mazak.

Z tej firmy są jeszcze fajne dla młodszych dzieci: TAKIE, TAKIE, TAKIE,

A dla starszych TAKIE, TAKIE do nauki angielskiego



Układanka edukacyjna do nauki angielskiego Janod

Julek uwielbia tę układankę i zna już ją prawie na pamięć. Najpierw układamy puzzle z literami razem, a później on dopasowuje litery i nazywa przedmioty. Jest bardzo prosta, ale naprawdę dużo można się z niej nauczyć. Obecnie szukam czegoś podobnego tylko, że w języku polskim.

Puzzle kosmos Mudpuppy

Dostępne TUTAJ

Świetne puzzle, które mają też elementy w kształcie planet. Możecie je układać na dwa sposoby: układać wszystko na raz lub najpierw ułożyć normalne puzzle, a później powkładać planety. Do tego proporcje pomiędzy wielkościami są zachowane. Jeżeli szukacie czegoś dla miłośników kosmosu to bardzo je polecam.

Puzzle Zwierzęta na mapie Mizielińscy

Dostępne najtaniej TUTAJ

Przepiękne puzzle, z których dowiecie się wielu ciekawych rzeczy. Możecie używać też do nich figurek ze zwierzętami. Układaliśmy je już kilkanaście razy i jeszcze się nie znudził. Są dostępne jeszcze drugie (trudniejsze) KLIK

Memory Cuda świata

Dostępne najtaniej TUTAJ (kosztują 10 zł!)

Świetne memory do nauki, a do tego do świetnej zabawy. Możecie przełożyć kartoniki do woreczka i wziąć w podróż. Plus za realne zdjęcia.



Puzzle psy Mudpuppy 1000 elementów

Dostępne TUTAJ

Piękne puzzle, które czekają na długi deszczowy dzień (jeszcze tak dużych nie układałam z Lilą). Na ilustracjach są przedstawione sławne rasy psów. Jest też wersja z kotami KLIK

Puzzle Mudpuppy Wybitni naukowcy 500 elementów

Dostępne TUTAJ

Puzzle przedstawiające wybitnych naukowców. Bardzo fajny pomysł żeby zrobić puzzle w taki motyw – w czasie układania możemy na tem temat porozmawiać z dziećmi, a później poszukać informacji. Jest też wersja z samymi kobietami

Jeżeli jeszcze Wam mało to kliknijcie wpis z zabawkami do nauki Geografia przez zabawę i o ciele człowieka Zabawki edukacyjne.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis, kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ulubieńcy kosmetyczni – same perełki

Dawno nie pokazywałam Wam kosmetyków, których używam i doskonale się u mnie sprawdzają. Dziś wpis z poleceniami kosmetycznymi – mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.

Włosy

Moje włosy ostatnio znów są przesuszone i potrzebują szczególnej pielęgnacji. Przez moją łazienkę przewinęło się mnóstwo produktów nawilżających, ale te dwa są absolutnie THE BEST i nie kosztują majątku.

Nigdy nie spodziewam się po szamponie spektakularnego efektu – ale po tym jest wow. KLIK

Szampon Garnier z aloesem i gliceryną

Nie ma w składzie SLS, a do tego super się pieni i bardzo dobrze myje włosy. Nie obciąża, ale nawilża. Kosztuje 9 zł i naprawdę jest genialny.

Maska do włosów Garnier

Testowałam różne maski – te z linii Hair food sprawdzają się ok. Ale ta jest rewelacyjna – włosy nawilżone i kosztuje niewiele. Dostępna TUTAJ

Kosmetyki Phenome – odkryłam je niedawno, ale polubiliśmy się bardzo.

Możecie je znaleźć teraz w promocji na Limango

Pisałam już wcześniej, że mam peeling enzymatyczny, który bardzo delikatnie peelinguje skórę twarzy i zostawia ją głęboko oczyszczoną.

Maska różana, która sprawia, że skóra jest bardzo nawilżona i staje się promienna.

I najlepsza woda micelarna, od której jestem lekko uzależniona. Dobrze zmywa makijaż, nawilża i przepięknie pachnie. To produkt, który na długo zostanie ze mna.


Żel do mycia twarzy Resibo KLIK

Nowość, którą stosuję od kilku tygodni i mogę już przynać, że rozstaję się z moim poprzednim ulubionym żelem do mycia twarzy (Kiehl’s) na dobre. Ten ma naturalny skład, bardzo dobrze myje i zostawia skórę nawilżoną.

Co ważne: nie ściąga skóry i nie szczypie w oczy (możecie nim zmywać makijaż). Według mnie jest świetny, ma intensywny owocowy zapach (wiem, że niektórym może przeszkadzać, ale ja go bardzo lubię).

Serum normalizujace Resibo KLIK

Mam cerę mieszaną i często błyszczy mi się strefa T. Ten kosmetyk z naturalnymi wyciągami sprawia, że mam zdecydowanie dłużej matową skórę. Do tego zmniejsza widoczność porów.

Żel pod prysznic Alterra z Rossmanna z Pomelo

Jaki to jest genialny żel! Pięknie pachnie, nie wysusza i ma dobry skład. Kupię kolejne opakowanie.

Kosmetyki Natu KLIK

Mam 3 kosmetyki i naprawdę jestem ciekawa kolejnych. Proste naturalne składy i świetne działanie.

Uwielbiam tę sól do kapieli – cudownie pachnie, wygładza skórę i dostarcza jej wielu mikro- i makroelementów. Wrzucam do wanny kilka kryształków i mam relaksujaca kapiel. KLIK

Peeling do ciała kokos wanilia KLIK

Mój ulubiony peeling, który pachnie obłędnie i do tego świetnie działa: zostawia skórę nawilżoną i pięknie pachnącą.

Mandarynkowy balsam do ust z ksylitolem KLIK

Jakie to jest małe cudo – noszę w torebce i jak tylko poczuję, że mam suche usta to smaruję. Super nawilża i zostawia delikatny posmak mandarynki.

Toniki złuszczajacy PIXI

Kultowy produkt możecie kupić już na Zalando. Ja też swój zamówiłam i uważam, że jest rewalacyjny. Zostawia na twarzy prawdziwy efekt glow. Ja na razie tonik z kwasami schowałam na jesień i z pewnościa do niego wrócę.

Muszę Wam też napisać o nowościach dla dzieci z Hagi.

Bardzo lubię kosmetyki tej marki i jak tylko wyszły na rynek to musiałam je mieć. Powiem Wam szczerze, że sa świetne! Do tego stopnia, że mogłyby być w większych opakowaniach.

Balsam do ciała nawilża i koi, a żel jest bardzo łagodny. Moje dzieci mają sucha skórę i bardzo polubiliśmy się z tymi produktami.

To już wszystko. Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „LUBIĘ TO” i udostępnijcie ten wpis<

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Fotelik rowerowy THULE RideAlong – test i recenzja

W ubiegłym roku złapaliśmy bakcyla rowerowego. W dzisiejszym wpisie przeczytacie o naszych wyborach fotelikowych i dlaczego zdecydowałam się na fotelik rowerowy THULE.

Rok temu bez większego przekonania kupiłam sobie rower. Jak tylko przyszła wiosna to zaczęłam używać go częściej niż auta. Mój mąż mi pozazdrościł i sam też się przesiadł na jednoślad. Najpierw jeździliśmy sami, a później zdecydowaliśmy, że czas kupić fotelik dla Julka. Tak nam się spodobało, że po kilku dniach dokupiliśmy też drugi dla Lili – ścieżki rowerowe w Centrum są dość zatłoczone i ciężko nam się jeździło na 3 rowerach. Tak więc robiliśmy wycieczki rowerowe we 4 – z 2 dzieci w fotelikach.

I wszystko by było super gdyby nie fotelik, który nam się połamał w strategicznym miejscu. W tym roku uznałam, że znajdę coś lepszego i bardziej trwałego i wybór padł na fotelik rowerowy THULE.

Podczas szukania ideału kierowałam się kilkoma wytycznymi, które były dla nas ważne:

  • fotelik do 22 kg (Lila też w nim jeździ)
  • możliwość szybkiej zmiany wysokości pasów i wysokości pasków na nogi
  • ochrona zewnętrzna nóżek
  • wygodne, szerokie szelki, które w bardzo prosty sposób można wyregulować
  • ergonomiczne siedzenie, które niweluje wstrząsy
  • duże siedzisko, w którym mieści się też 6-latka ważąca 19 kg i mierząca 116 cm
  • łatwy montaż

To wszystko właśnie ma fotelik rowerowy THULE

Mam wrażenie, że dosłownie wszystko jest w tym foteliku dopracowane. Porównując do poprzedniego naszego wyboru jest zdecydowanie bardziej przyjazny rodzicowi, który nie musi niczego ciągnąć, szarpać i się denerwować.

Wszystkie regulacje fotelika są płynne i dzięki temu tak sprawnie możemy zmienić wysokość pasów. Fotelik jest też odchylany do spania, jednak my z tej opcji nie korzystamy, bo ciało w śnie jest bardziej wiotkie i podatne na urazy. (Ale w razie długiej wycieczki rowerowej na pewno się przyda).

fotelik rowerowy THULE
fotelik rowerowy THULE
fotelik rowerowy THULE
fotelik rowerowy THULE
fotelik rowerowy THULE
fotelik rowerowy THULE

MONTAŻ:

Najpierw montujemy na ramie kostkę mocującą (wszystkie potrzebne akcesoria znajdziecie w zestawie). Kostka ma też kluczyk, więc możecie być spokojni, że ktoś się na niego połasi. Montaż jest banalnie prosty i ja sama zamontowałam fotelik z bazą na moim rowerze. Jednym ruchem zdejmiemy też fotelik z roweru.

BEZPIECZEŃSTWO:

Tak jak wspominałam pasy są bardzo szerokie, łatwo je dopasować do wzrostu dziecka i do tego szybko zapiąć. Dziecko nie jest w stanie samo rozpiąć sobie pasów. Siedzisko ma opatentowany system zawieszenia DualBeam™ amortyzuje wstrząsy, zapewniając dziecku płynną i wygodną jazdę. Z tyłu jest czerwone światełko.

WYGODA:

Fotelik jest wyścielony dwustronną, oddychająca wkładką. W razie wpadki na wycieczce możecie ją obrócić na drugą stronę. Duże siedzisko amortyzuje wstrząsy i poprawia jakość jazdy.

Podsumowując, fotelik rowerowy THULE RideAlong jest naprawdę wart uwagi

Zdaję sobie sprawę, że jest droższy od innych modeli, ale sprawdziłam też cenę używanych. My będziemy z nim jeździć pewnie przez kolejne 3 lata i po tym czasie fotelik można sprzedać za pół ceny. Jeżeli szukacie ideału to ten właśnie taki jest.

Możecie kupić go w https://scandinavianbaby.pl

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zadbajmy o Ziemię – książki, które musicie mieć!

Prawda jest taka, że przyszłość planety zależy od nas i edukacji naszych dzieci. Codziennie staram się tłumaczyć dlaczego już nie używamy słomek albo dlaczego musimy zakręcać wodę w kranie.

W końcu na rynku pojawiły się dwie książki, które w prosty sposób pomogą dzieciom zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi!

Takich pozycji szukałam już od dłuższego czasu i w końcu są!

Dwie wyjątkowe książki, które trzeba mieć na półce.

Wielka Księga Zabaw „Ratujmy Ziemię”

– Gaëlle Bouttier-Guérive wyd. Egmont

KLIK

Wyjątkowa książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest przepięknie zilustrowana, a do tego pełna wartościowej treści. Jest napisana w taki sposób, że się ma ochotę naprawdę zainteresować tym tematem jeszcze bardziej.

Znajdziecie tam grę:

Książka angażuje młodego czytelnika i w przyjazny sposób pozwala przyswoić wiedzę np. dlaczego nie wolno karmić kaczek chlebem

Mnóstwo okienek, przesuwanych elementów wzmaga ciekawość u dzieci i urozmaica czytanie. Wszystkie informacje zawarte w książce są naprawdę niezbędne nam i naszym dzieciom. Naprawdę warto ją kupić i stosować wszystkie metody dbania o Ziemię.

W książce są poruszone tematy z różnych dziedzin: od ochrony zwierząt, segregację śmieci, po świadome wybory konsumenckie.

A na końcu znajdziecie też znaczki, które możecie nakleić w Waszym mieszkaniu żeby Wam przypominały o codziennym dbaniu o naszą planetę.

Druga książka jest o Basi.

„Basia i śmieci”

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak wyd. Egmont

KLIK

Tym razem Basia i jej rodzina zastanawiają się wspólnie, jak mogą pomóc naszej planecie. Przy okazji dowiadujemy się wielu interesujących faktów np. ile lat rozkłada się plastikowa reklamówka. Co możemy zrobić żeby wytwarzać mniej śmieci.

Basia odkrywa, że niestety ludzkie działania powodują wiele szkód. Dostrzega też swoje błędy, ale błyskawicznie podejmuje decyzję o poprawie. W rewolucji pomaga jej pomysłowa Mama, która ma kilka świetnych rozwiązań.

Dzięki tej książce Wasze dzieci dowiedzą się wielu interesujących faktów i poznają różne metody, które mogą stosować w życiu codziennym. Polecamy do czytania i dyskusji.


Podsumowując, te dwie książki naprawdę warto mieć na swojej półce żeby od początku modelować świadome wybory. Dzięki nim Wasze dzieci dowiedzą się wielu ciekawych informacji i nawet będą mogły uczyć inne nieświadome jeszcze osoby.

Ubranka dzieci Chmurrra Burrra

Jeżeli spodobały się Wam nasze polecenia to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gotowa na wiosnę – przegląd mojej szafy i inspiracje

  • MODA
  •  komentarze [7]

Od kilku lat staram się robić świadomie zakupy ubraniowe. W tym roku również najpierw przejrzałam swoją szafę i dopiero wtedy wiedziałam, że potrzebuję dosłownie kilku rzeczy. Zawsze stawiam na klasykę, bo wiem, że za kilka lat również te ubrania będą modne.

Dziś zebrałam wszystko na tablicy żeby mieć pewność, że wszystko do siebie pasuje. A może i Wy coś u mnie wypatrzycie:)

  1. Sukienka Dream girl Risk made in warsaw – wymarzona pasiasta sukienka – czuję, że przechodzę w niej całe lato (i tak, ma kieszenie!)
  2. Okulary Ray ban Erika – ostatni model nosiłam przez 5 lat i właśnie potrzebuję czegoś nowego. Te są uniwersalne i pasują do wszystkiego.
  3. Torebka, która może być też nerką Skip hop – mam ją już ponad miesiąc i sprawdza się idealnie na wyjścia z dziećmi.
  4. Skórzana kurtka – moja jest z Mango sprzed 3 lat i bardzo ją lubię. Jeżeli szukacie czegoś z eko skóry to znalazłam taką KLIK
  5. Nieśmiertelne pasiaste t-shirty COS– mam w kolekcji już 8 i są genialne i niezniszczalne
  6. T-shirt w kropki Lindex– żeby czymś przełamać paski;)
  7. Idealne spodnie typu boyfriend z Zary, niestety nie ma już moich ulubionych jeansów z Mango, a te sa tak wygodne, że kupię jeszcze jedną parę (miękkie, wyższy stan, krótka nogawka)
  8. Torebka Michael Kors – dostałam ją na urodziny i się z nią nie rozstaję. Pasuje do sukienek, jeansów, balerinek i adidasów – uniwersalny model na lata.
  9. Sandałki Dorothy Perkins – świetny model za nieduże pieniądze tylko ciężko wstrzelić się z rozmiarem
  10. Drugi model z Dorothy Perkins – dziś do mnie przyszły, ale muszę wymienić rozmiar
  11. Najlepsze buty ever – Crocs – tak miękkie i przewiewne, że chodzę w nich non stop. Całe są wykonane z pianki, więc można je prać w pralce i wyglądają jak nowe.
  12. Jeżeli też Wam wpadły w oko to przypominam, że wciąż jest aktualny rabat na wszystkie buty na stronie https://www.crocs.pl hasło nebule2019 do końca maja.

Jeżeli spodobał się Wam ten post to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten post znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Piosenki dla dzieci – czyli mądre wspieranie rozwoju dzieci

Piosenki dla dzieci! Długo czekałam na ten moment, ale w końcu mogę Wam zdradzić nad czym pracowałam przez ostatnie miesiące. Już jest – wyjątkowy projekt, który idealnie wpasuje się w Wasze potrzeby.

Kto zagląda do nas od dawna wie, że uwielbiam w życie codzienne dzieci wplatać elementy edukacyjne. Wiedzę, którą zdobyłam na studiach logopedycznych często przekazuję Wam na blogu i na Instagramie w instastories.

Miałam wiele marzeń żeby móc przemycać właśnie takie elementy edukacyjne w życie wszystkich dzieci i teraz się udało.

Razem ze zdolną ekipą Dubi stworzyłam wyjątkową książkę z płytą dla Waszych dzieci (i dla Was). Pamiętacie poprzednią ? Pisałam o niej DUBI.

Jeżeli jeszcze nie wiecie, to w skrócie napiszę, o co chodzi w Dubi.

Zamawiacie płytę z imieniem swojego dziecka i wykonawca w ciekawych tekstach śpiewa piosenki, w których co chwilę słychać imię Waszej pociechy.

Pamiętam, jak pierwszy raz włączyłam płytę Lilce – była zachwycona! Tysiące razy przesłuchaliśmy wszystkie piosenki i tak szczerze, to miałam już troszeczkę dość. Ale to wzmożone zainteresowanie świadczyło tylko o tym, że bardzo jej się podoba.

Przyznam też, że kilkadziesiąt razy piosenki pomogły mi w codziennych problemach takich jak: niechęć do ubierania (włączałam piosenkę o ubieraniu), niechęć do sprzątania (włączałam piosenkę o sprzątaniu), nuda w samochodzie (tam płyta Dubi była włączona non stop).

Kiedy twórcy Dubi napisali do mnie, że chcieliby stworzyć nową płytę to trochę odetchnęłam z ulgą, bo teksty z tej płyty znałam już na pamięć. Ale kiedy zaproponowali mi żebym pomogła im stworzyć coś wyjątkowego to byłam przeszczęśliwa. Mogłam się wykazać moją wiedzą i pomysłami!

O czym jest nowa płyta Dubi? A właściwie jest to książka (rozmiarów popularnej Kici Koci) z personalizowaną muzyką dla dzieci.

Krótko mówiąc: piosenki dla dzieci Dudu i Bibi wprowadzą Wasze dzieci w świat języka.

piosenki dla dzieci

Chciałam żeby płyta była idealna dla dzieci od około roku do 6-7-8 lat (zależy jakie dziecko ma zainteresowania). Wszystkie teksty piosenek są tak skonstruowane żeby stymulować rozwój mowy i poszerzać słownictwo dzieci. Znajdziecie też tam ćwiczenia fonacyjne i oddechowe.

To pierwsza w Polsce płyta, która w taki sposób wspomaga rozwój mowy dziecka przez zabawę. A do tego w każdej piosence Dudu i Bibi zwracają się imiennie do Waszego dziecka lub do Waszych dzieci. Dzięki temu jeszcze lepiej będą przyswajać ten materiał.

Wiadomo nie od dziś – jeżeli jesteśmy w coś zaangażowani emocjonalnie to uczymy się tego znacznie szybciej i przyjemniej! A jeżeli do tego użyjemy więcej niż jeden zmysł to mamy sukces gwarantowany. Mózg uczy się wtedy ekspresowo. Aby jeszcze bardziej włączyć dziecko postanowiliśmy skonstruować książeczkę, która jest dołączona do płyty.

Podsumowując, płyta Dubi angażuje:

  • zmysł słuchu
  • kinestezję czyli czucie
  • zmysł wzroku

Dzięki takiemu połączeniu dzieci bardzo szybko przyswoją pozornie trudne:

  • przyimki
  • zaimki
  • kształty
  • przeciwieństwa

Tutaj znajdziecie spis treści:

A do tego przy okazji będą mogły poćwiczyć buzię w czasie zabawy.

Płyta Dubi uczy aktywnego słuchania, skupienia i naśladowania – a najlepsze jest w tym wszystkim to, że dzieci w ogóle tego nie odczuwają, że w tym momencie robą np. ćwiczenia fonacyjne.

Dla kogo jest ta książeczka z płytą?

Razem z twórcami starałam się żeby płyta była wartościowa dla dzieci w wieku od około roku do 6-7-8 lat. Jest doskonała na prezent na roczek, na dwa itd. a nawet bez okazji.

A jest idealna na nadchodzący Dzień Dziecka!

Możecie jej słuchać w domu, w aucie.

Płyta „zajmie” Wasze dzieci w czasie długiej podróży i w długich korkach. A także uprzyjemni siedzenie w domu.

Książeczka zawiera ilustracje dopasowane do tekstów piosenek. Znajdziecie tam wyszukiwankę i obrazki, które pomagają zrozumieć różne zależności zawarte w treści.

Przykładowe strony książeczki.

piosenki dla dzieci
piosenki dla dzieci

Myślę, że te piosenki dla dziecinowa płyta Dubi sprawi, że dzieciom będzie łatwiej poznawać nowe słowa, ćwiczyć pamięć słuchową i wydłużać czas koncentracji.

Jestem bardzo ciekawa, jak Wasze dzieci zareagują na nową płytę.

Dodam też, że na samym końcu znajdziecie bajkę relkasacyjną, która podsumowuje wszystkie treści zawarte na płycie.

Bardzo się cieszę, że mogę przekazać w Wasze ręce tak świetny i innowacyjny produkt.

Kilka ważnych informacji technicznych.

Jeżeli macie więcej niż jedno dziecko i nie chce awantur to teraz możecie zamówić płytę dla rodzeństwa. Sami z takiej korzystamy 🙂

Książkę z personalizowaną płytą możecie zamówić TUTAJ

Jeżeli macie jakieś wątpliwości to zawsze możecie przeczytać FAQ

Jeżeli spodobał się Wam ten pomysł, kliknijcie proszę „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam, bo będą mieli gotowy prezent na Dzień Dziecka.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezenty od zajączka – drobne upominki dla dzieci

W niektórych regionach Polski dzieci dostają małe prezenty od zajączka związane z tematyką tego święta. U nas też jest taka tradycja, więc dziś przygotowałam Wam inspiracje na takie nieduże prezenty.

tu łapcie najświeższy wpis – Prezenty od zajączka 2025!

Prezenty od zajączka dla maluchów

1. Książka z otworami „Mój mały świat. Jajo” KLIK

2. Matrioszki Jajka Dumel KLIK

3. Wózek z królikiem Miffy Tiamo KLIK  (dobra cena)

4. Jajka magnetyczne Eichhorn KLIK

5. Układanka Hape królik KLIK

6. Gryzak ruchomy Fat Brain Toys KLIK

7. Puzzle króliki Djeco KLIK

8. Jajka sorter Tomy KLIK

9. Perełki Grimm’s KLIK

10. Cykl rozwojowy kury Safari KLIK

11. Piłka Takane KLIK

Prezenty od zajączka dla starszaków




1. Gra Kurnik KLIK

2. Zwierzątka do wykluwania Hatchimals KLIK

3. Gra Kurnik Fat brain toys KLIK

4. Jajk łamigłówka smart egg KLIK

5. Książka „Jajko” Britta Teckentrup KLIK

6. Przepiękna książka „Aksamitny królik” KLIK

7. Artystyczne puzzle z królikiem HEYE KLIK

8. Układanka matematyczna Jajka KLIK

9. Jajko z dinozaurem do wyklucia KLIK

10. Jajko Playmobil (różne warianty) KLIK

A na koniec chcę Wam pokazać fajne sikawki B.toys – zamawiam je właśnie dzieciom na Wielkanoc, a później będą do zabawy w wannie i na plaży

Dostępne TUTAJ

To już wszystko. Jeżeli wciąż Wam mało, to polecam wpis z ubiegłego roku, może tam coś wpadnie Wam w oko Prezenty od zajączka

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak (nie) kupować okularów dla dzieci?

Dlaczego okulary z sieciówki mogą wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku?

Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci – zbędny gadżet czy potrzebna ochrona?

Słońce w końcu zawitało i świeci zuchwale w nasze twarze. Tak bardzo na to czekaliśmy! Od razu ma się więcej energii na prozaiczne czynności, a czas spędzany na zewnątrz z dnia na dzień się wydłuża.

Jeśli wasze dzieci mają już 6 i 10 lat zapraszamy do najnowszego wpisu Okulary przeciwsłoneczne 2022

Partnerem wpisu jest marka Real shades i Shadez – bezpieczne, przeciwsłoneczne okulary dla dzieci. Na końcu wpisu znajdziecie rabat na obydwie firmy

Okulary  przeciwsłoneczne dla dzieci z sieciówki? Nie, dziękuję!

Naprawdę lepiej jest założyć dziecku czapkę z daszkiem lub kapelusz, niż dać mu takie okulary, które poza wyglądem nie mają nic wspólnego z okularami przeciwsłonecznymi.

Dlaczego?

Podczas słonecznego dnia mrużymy oczy na słońcu, źrenice się zwężają i dostaje się do nich mniej szkodliwych promieni UV. Sieciówkowe lub bazarowe okulary nie zawierają ochrony przed promieniami UV. Podczas noszenia takich okularów, oczy są zaciemnione, źrenice są rozszerzone i promienie UV trafiają prosto do nich. Lepiej już nic nie zakładać i mrużyć oczy…

Pisałam już Wam, że Lilka ma problemy z oczami i tym tematem interesuję się od dawna. Nie dość, że o nie bardzo dbamy to i chronimy przed słońcem. Każdy podmuch wiatru czy ostre słońce powoduje u niej łzawienie, więc staramy się unikać takich skrajnych warunków pogodowych.

Podczas poszukiwań okularów przeciwsłonecznych dla dzieci – 4 lata temu trafiłam na Real Kids, które bardzo dobrze chronią oczy dzieci przed promieniami słonecznymi, a niektóre modele są dostosowane dla alergików, bo nie przepuszczają również z boku promieni słońca i pyłków. Czyli coś idealnego dla mojego dziecka.

dziecko w okularach przeciwsłonecznym
okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Sporo z Was już wypatrzyło je u nas w poprzednim sezonie, a w tym roku chcę Wam je pokazać bliżej.

Julek ma SKY rozmiar 2-4

Pewnie zapytacie o rozmiarówkę: jeżeli Wasze dziecko ma nawet 3,5 roku to warto wybrać rozmiar 2-4. Mieliśmy kilka różnych modeli i rozmiarów. Mam takie wrażenia, że rozmiar 4 jest naprawdę od skończonych 4 lat.

Co wyróżnia te okulary:

  • wytrzymałe nietłukące poliwęglanowe szkła
  • oprawki większości modeli okularów wykonane są TPEE – to nietoksyczny materiał będący mieszaniną kauczuku i plastiku, gwarantujący wyjątkową odporność oprawek i zauszników naszych okularów.
  • występują w kilku rozmiarach, dzięki czemu okulary idealnie pasują do twarzy w różnym wieku
  • szkła kategorii 3 zapewniające optymalne przyciemnienie
  • szkła o klasie optycznej 1 – nie zniekształcają obrazu
  • szkła możesz wyjąć i zastąpić np. szkłami korekcyjnymi
  • szkła wyjmuje się na zewnątrz, nie wpadają do środka

W ciągu 3 lat użytkowania mieliśmy kilka modeli, które świetnie się sprawdzają w każdych warunkach: codziennych i na wakacjach

real shades różowe okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Do każdych okularów jest dołączony pokrowiec, do którego trzeba chować okulary – każdy z nich ma karabinek do przypinania.

okulary przeciwłoneczne dla dzieci

Lila ma SKY 4-6 lat

dziecko noszące różowe real shades sky

W ofercie jest mnóstwo różnych modeli, aż ciężko się zdecydować. Są też modele zmieniające kolor pod wpływem słońca SWITCH

Są one nieco sztywniejsze niż klasyczne modele.

Jeżeli szukacie okularów sportowych na rower, to Real kids też ma takie:

okulary przeciwsłoneczne dla dzieci
rowery dla dziecka na rower
okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Możecie odczepić gumkę i użytkować je później bez niej

dobre okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Po lewej rozmiar 2+, po prawej 4+ ( wydaję się, że różnica jest niewielka), ale warto zamawiać okulary zgodnie z wiekiem.

okulary przeciwsłonecze dla dzieci – Model CHILL

W tym roku jest też nowy model – CHILL i od razu zwróciłam na niego uwagę – ma świetny retro look

Pamiętajcie, że okulary są trochę większe niż podaje metka

Lila ma rozmiar 4+

real shades chill
okluary przeciwsłoneczna dla dzieci

Jul niebieskie ma (2-4) i są za małe, więc odsyłamy, a 4+ są lekko za duże, więc zostaje przy modelu SURF

real shades model surf
okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

A ja mam rozmiar 7+

Jeżeli też szukacie ciekawych okularów, które dobrze bedą chronić wzrok przed słońcem to warto zobaczyć okulary Real kids. TUTAJ możecie zobaczyć wszystkie modele.

polecam też wpis Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Na kod NEBULE20 macie 20% zniżki na obie marki – kod ważny do 19 kwietnia linki macie tutaj REALSHADES a tutaj SHADEZ

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to” i możecie udostępnić ten wpis znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej