kontakt i współpraca
Dziś chciałabym Wam pokazać pomoc, którą zrobiłam inspirując się kolorowymi tabliczkami M. Montessori.
Wydaje mi się, że moja wersja jest trochę ciekawsza, bo dziecko przypasowuje odpowiedni kolor przez przypięcie spinacza (dodatkowo ćwiczy dłoń).
Czego potrzebujemy:
Z próbnika kolorów wybieramy kolory jakie nas interesują. Dla mniejszych dzieci można zrobić wersję tylko z kolorami podstawowymi. Ja zrobiłam wariant rozbudowany (kolory plus ich odcienie). Dodatkowo zrobiłam wersję błyszczącą i matową dla koloru czarnego i białego.
Wycinamy i przyklejamy wzór na kartkę bloku technicznego. Jeżeli robimy bardziej podstawową wersję można zrobić wzór w kształcie koła.
Prezentujemy dziecku pomoc, idziemy robić kawę i cieszymy się chwilą dla siebie:)
Wersja podstawowa dla dzieci 18 m+
Wersja rozszerzona dla dzieci 2+
Czy można obchodzić urodziny 4 razy?
a) jeżeli ma się rodzinę w dwóch odległych końcach Polski
b) jeżeli ma się niewielkie mieszkanie i 5 osób w nim to już tłum
c) jeżeli jest tak dużo osób, które chcą świętować z nami urodziny naszej córki
d) wszystkie powyższe
Przepis na tort kolorowy – tu
W jednym z poprzednich postów z cyklu BibLILOteczka pisałam o naszej miłości do Basi i Franka.
Czy wszyscy już znają Basię? My do tej pory jedynie ją kojarzymy w duecie z Frankiem. Powoli przechodzimy już na wyższy level i czytamy „Basię” z większą ilością tekstu.
Tytułowa Basia zawitała do nas w większym formacie, ku naszej uciesze:) Pierwszy egzemplarz trafił nam się w zimowym klimacie. I dobrze, w końcu coś nowego! Lilka nie może doczekać się zimy. Wyciąga ubrania zimowe, mierzy je i mówi, że będzie jeździć na nartach jak Basia. Ja tylko potakuję i się uśmiecham:)
Książka przypadła nam ogromnie do gustu. Bardzo lubię w niej ilustracje i język. Nie jest infantylny, a tego szukam w książkach dla dzieci. Jest poważna, napisana ciekawym językiem.
Basia wraz z rodzicami i dalszą rodziną wybierają się na wycieczkę. Każdy z nich ma swoje wyobrażenia na ten temat, niekoniecznie spójne. To ciepła historia dla dzieci pomimo zimowej aury. Uczy, że nie należy się szybko poddawać.
Co mnie urzekło? Mama najmłodsze dziecko mota w chuście i idzie na spacer w nartach biegowych <3.
Czuje, że ta książka o Basi to dopiero początek naszej nowej pasji. Uważam, że jest to jedna z lepszych serii w Polsce. Gorąco polecam. A Wy które najbardziej lubicie?
Misiek Zdzisiek to ulubieniec Lilki!
„Basia i narty”
a tu macie link od najnowszej części przygód Basi. A w nim rabaty:)!
Squigz. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć uwielbiam wyszukiwać w internecie ciekawe rzeczy. Zanim jednak się zdecyduję na coś często szukam opinii, zdjęć, pytam innych użytkowników. Ogólnie rzecz biorąc robię dokładny research, no bo kto lubi kupować kota w worku…
Rzeczy, które tu Wam prezentuję zawsze są przeze mnie dokładnie sprawdzone. Wiem, że darzycie mnie ogromnym zaufaniem i często polegacie na moich przemyślanych wyborach. Nie mogę Was zawieść! Dlatego stawiam na autentyczność!
Wybieram zawsze takie, które w naturalny sposób wspomagają rozwój. Przez wiele lat pracy zdążyłam wyrobić sobie opinię na temat zabawek. W co warto zainwestować, a co można sobie darować. Którą zabawką dziecko będzie bawiło się miesiąc, a która będzie służyła przez lata.
Napiszecie pewnie, że dzieci są różne. Owszem, ale uwierzcie mi okresy sensytywne na niektóre czynności są tak krótkie, że czasami dziecko pobawi się daną zabawką przez dzień. Opanuje zabawę nad nią i zwyczajnie jest już nią znudzone. Dlatego wybierając zabawki dla Lilki zawsze myślę przyszłościowo. Kiedy widzę dany przedmiot to w głowie mam już różne pomysły jak można to wykorzystać za miesiąc i za dwa lata. W taką rzecz jest w stanie zainwestować większą sumę pieniędzy.
Były w mojej głowie od dawna, widziałam je kiedyś w którymś ze sklepów online. Później dziewczyny na forum Integracji sensorycznej pisały, że wyglądają interesująco i ciekawe jak będą się sprawdzały. Wtedy powoli w mojej głowie zaczynały rodzić się pomysły jak można je wykorzystać (za tydzień i za rok). Do czego będą służyć? W jaki sposób można ich używać? W głowie kłębiło się mnóstwo pytań, ale również powoli się wszystko układało.
Kilka słów o samych przyssawkach: są wykonane z bardzo miękkiego, nietoksycznego silikonu. Mają bardzo żywe barwy. Wyginają się na wszystkie strony i potrafią się przyssać do siebie i każdej gładkiej powierzchni.
Jest to zabawka sensoryczna, która pobudza układ proprioceptywny, czyli czucie głębokie. Receptory czucia głębokiego ulokowane są w mięśniach i ścięgnach. Czyli próbując przyssawkę oderwać lub przypiąć dziecko pobudza te receptory. Będę polecać je wszystkim rodzicom dzieci, które mają zaburzenia SI.
Mamy zestaw 50 klocków. Jest dostępna również wersja 25-klockowa:)
Myślę, że jest to świetny prezent dla rodzeństwa, dla 2-latka, dla 10-latka, sprawdzą się w przedszkolach, gabinetach, kawiarniach. Jest tylko jeden duży minus! ONE UZALEŻNIAJĄ! Lego poszło w odstawkę, a my zasysamy, przysysamy, odsysamy…
Oto co wynikło z naszych zabaw…
Sortowanie liniowe kolorami
Dopasowywanie kolorystyczne niewielkich przedmiotów (małe pomponiki) palcami i metalowymi szczypcami
Wpuszczanie wody na przyssawkę strzykawką lub pipetą (sama to robiłam jak L.spała, ale miałam ubaw)-zabawa na za rok
Zawieszanie gumek
Łączenie ze sobą przyssawek i przeskakiwanie
Budowanie różnych konstrukcji np. kosza do wrzucania
Pomysł Lilki:)
Nakładanie kasztanów palcami lub szczypcami
Wygibasy przy użyciu siły mięśni
Wykorzystanie pudełka (pomysł L.)
Bawiłyśmy się nimi też w wannie. Świetna sprawa – most od brzegu do brzegu:)
Oczywiście można się nimi też bawić w standardowy sposób…
Squigz dostępne najtaniej TUTAJ
a tu macie inne zabawki:
Farma dyń to miejsce blisko Warszawy, gdzie znów poczułam się małą dziewczynką.
Kiedy tylko przekroczyliśmy bramę farmy ruszyłam na zwiady. Zajrzałam w każdy kącik i zakamarek. Dotykałam gładkich dyń i przez drucianą siatkę placem próbowałam dosięgnąć miękkiego futra królika. Zapach słomy kiedy weszłam do labiryntu przypomniał mi moje wiejskie wakacje. Biegałam, stawałam na kolana żeby złapać ciekawe kadry z kawałkami słomy we włosach.
Jeżeli szukacie ciekawego miejsca na wypad z dziećmi to koniecznie tam zajrzyjcie.
Nie trzeba wcześniej robić rezerwacji – można przyjechać bez zapowiedzi. Teraz jest tam o wiele więcej atrakcji niż kiedyś i widać, że miejsce się rozwija.
Możecie nawet urządzić tam urodziny dziecka:)
Farma dyń wszystkie informacje TUTAJ
Pamiętacie „Konkurs na zdrowe śniadanie z Beaba”?
Przysłaliście mnóstwo świetnych przepisów. Wybrałam z nich kilka, wypróbowałam i stworzyłam razem z Beaba e-book do pobrania za darmo dla Was.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba:)
ebook <—- kliknijcie tu żeby pobrać
Jako, że Worpress pracuje w trochę innej technologii niż Blogger postanowiłam przenieść listę najpopularniejszych wpisów z Liliija.
Oto lista:
1. Alternatywny kalendarz szczepień
2. Jakie wybrać kredki?
3. Efekty BLW
4. Lekka spacerówka, nasz wybór
5. Fotelikowy zawrót głowy
6. Nasz pierwszy dzień w pracy
7. 10 tekstów dorosłych, które działają mi na nerwy
8. Tulletomania
9. Jak wspomagać rozwój mowy
10. Kocham, nie chwalę
A Wam, który wpis podobał się najbardziej?
Pamiętacie mój poprzedni post na ten temat? Jeżeli nie to kliknijcie: Baj baj pieluchy
Wydawało mi się wtedy, że pójdzie błyskawicznie. Już w myślach wydawałam pieniądze zaoszczędzone na pampersach…
Jednak po kilku dniach okazało się, że tak szybko się to nie stanie.
Zostawiliśmy ten temat na później. Nie mieliśmy specjalnie ciśnienia żeby Lilka chodziła bez pieluchy. W międzyczasie zrobiło się lato, pojechaliśmy na wakacje i już podczas wyjazdu znów widziałam, że coś się dzieje. Po powrocie z pieluchami pożegnaliśmy się w 3 (!!!!!) dni.
My nie mam w tym żadnego udziału. No może minimalny;)
Wpływ mogły mieć 3 rzeczy, o których zaraz Wam napiszę.
Pierwsza i najbardziej podstawowa to gotowość Lilki. Wyraźnie było widać, że dopiero teraz ona zaczęła czuć co się tam dzieje.
Druga, ale nie wiem do końca czy miała wpływ… Postanowiłam zaoszczędzić i kupiłam jej tanie pieluchy, które nie były tak chłonne jak pampersy. Lilce bardzo przeszkadzało to, że szybko są mokre.
Temat „nocnik” pomogła nam oswoić książeczka „Nocnik nad nocnikami” Alony Frankel. Mamy oczywiście książkę dla dziewczynek. Jest też wersja dla chłopców. Lilka tę książkę uwielbiała. W bardzo prosty sposób autorka tłumaczy sprawy nocnikowe. Nawet już kiedy Lilka chodziła bez pieluchy to po nią sięgaliśmy. Do tego stopnia ją polubiła, że cały czas powtarzała, że robi tak jak Basia. Uczyła również tego, że zdarzają się wpadki i jest to normalne.
Od samego początku nie chwaliliśmy, ani nie karaliśmy Lilki. Pierwsze sukcesy przeżywaliśmy razem z nią. Ona również była z siebie bardzo zadowolona i dumna. Jest to bardzo ważne! Oczywiście z zawartością nocnika robiła to samo co Basia w książce, czyli robiła „papa” przy spuszczaniu wody. Książkę możecie obejrzeć np. tu
Obecnie korzystamy już z nakładki Beaba. Jest świetna, bo ma stosunkowo mały otwór i ma dołączony wieszaczek (można zawiesić ją na sedesie).
Tak jak widzicie, jedyną radą jaką dla Was mam jest czekanie na gotowość dziecka. Nie sadzajcie dziecka na siłe, nie martwcie się tym, że nocnik je nie interesuje. Absolutnie nie krajcie za wpadki i zwińcie dywany;)! Nie myślcie też, że będzie chodziło w pieluchach do 18. ten etap nastąpi, prędzej czy później.
Jako terapeuta SI mogę Wam również napisać, że często dzieci, które mają zaburzenia integracji sensorycznej mogą odpieluchować się później.
p.s. Bardzo długo zastanawiałam się nad kupnem nocnika podróżnego Pottete plus. Ale w końcu odpuściłam… Pomyślałam, że skoro miliony ludzi na świecie radzą sobie bez ego wynalazku, to my też damy radę;)
Dawno nie było u nas wpisu książkowego, a pozycji w naszej BibLILOteczce stale przybywa.
Wróżę tej książce wielki sukces. Wiecie dlaczego? Bo zawiera dokładnie to co dzieci lubią najbardziej.
Czyli:
Taki miks powoduje, że książka jest u nas czytana kilka razy dziennie.
Oczywiście, że w/w interaktywność, która polega na tym, że na pierwszej stronie mamy kilka postaci, które pretendują do prowadzenia konkretnego pojazdu (wóz strażacki, limuzyna, wyścigówka, traktor, różowy kabriolet, dżip, samolot). Ubiór zwierząt jest małą podpowiedzią… Na następnej stronie jest odpowiedź na zagadkę oraz jest opisany dźwięki jaki dany pojazd wydaje.
Pod tym względem jest to świetna pozycja do wspomagania rozwoju mowy. Dziecko naśladując pojazdy ćwiczy aparat artykulacyjny oraz wzbogaca swój słownik przez zabawę.
Książka jest dwujęzyczna przez co dodatkowo uatrakcyjnia czytanie. Dodatkowo może być świetnym prezentem dla rodaków mieszkających za granicą (Ilona, Wasza już czeka;).
Wg mnie książka doskonała dla dzieci w wieku 18 m +
„Kto prowadzi? Who’s driving?„- Leo Timmers, wydawnictwo Babaryba
Gotowi? No to zapinamy pasy i jedziemy!!!
A kto prowadzi Fiata 126 p? Królik z gumek Iwako (znacie?) oraz dziadek Lilki:)
Chciałybyśmy podziękować Wam za przepiękne życzenia, które ukazały się pod ostatnim postem. To niesamowite, że obcy ludzie potrafią przesłać innym tyle serdeczności.
Mam dla Was za to kilkanaście fotek z tego urodzinowego weekendu:)
Córeczko!
Z pozoru może się wydawać, że jesteś zwykłą dziewczynką. Taką jakich na świecie jest kilka milionów.
Taką co rano wstaje rozczochrana i woła: „Mamo, kocham Cię, wiesz? Tęskniłam”
Prosisz żeby iść do łazienki, siadasz zaspana na nocnik i prosisz żeby Cię przytulać. Więc kucam przy Tobie i tulę Cię. Mam wrażenie, że moje ramiona mogłyby Cię objąć dwa razy, taka jesteś drobna.
Wstajesz zadowolona i prosisz, żeby wziąć Cię na ręce. Jak zawsze gładzisz mnie po moim przedramieniu. Zatrzymujemy się w przedpokoju na chwilę przed lustrem. Patrzymy na siebie w odbiciu. Ja zawsze najpierw patrzę na Ciebie jak się uśmiechasz do swojego odbicia.
Wtedy przenoszę mój wzrok na tę kobietę co stoi przede mną. Patrzę głęboko jej w oczy, które otaczają już pierwsze zmarszczki. Widzę, że jest bardzo szczęśliwa. Że trzyma na rękach kogoś jej najdroższego, jest spełniona. Stara się zapamiętać tę chwilę na zawsze. Na dni gorsze i te za 50 lat.
Idziemy do salonu, prosisz żeby się z Tobą bawić. Uwielbiasz mieć towarzystwo podczas zabawy. Układamy klocki i puzzle, czytamy książki. Później włazisz po mnie jak po drabince. Im bardziej igrasz z grawitacją tym jest lepsza zabawa. „Jeszcze!!!” to Twoja najczęstsza odpowiedź na moje propozycje akrobacji.
Kiedy słyszysz muzykę i suniesz po naszym parkiecie mam wrażenie jakbyś była w innym świecie. Może kiedyś będziesz chciała rozwijać tę pasję? Prosisz aby zakładać Ci tutu i kręcisz się aż do upadłego (dosłownie).
Cieszą Cię najmniejsze rzeczy. Mrówka spotkana na spacerze i przyuważona Twoim bystrym, niebieskim okiem… Gołębie, które spokojnie chodzą po chodniku. Zauważasz nawet, że gdzieś daleko z drzewa spadł malutki listek. Biegniesz do niego podnosisz jakby to był największy skarb i mówisz: „O listek fajny, proszę” i dajesz mi. Mam kieszenie pełne takich cudownych prezentów od Ciebie.
Czuję, że bardzo nas kochasz. Często się przytulasz i mówisz te magiczne słowa. Kiedy tata wychodzi do pracy potrafisz wybiec na balkon i z całej siły krzyczeć „Tatuniu, tęsknię!!!”.
Kiedy biorę Cię na ręce i mówię „Moja Ty chudzinko”, Ty ze złością odpowiadasz „Nie jestem chudzinką, jestem córką” .
Ten czas ogromnie mnie zmienił. Już mrówka nigdy nie będzie zwykłą mrówką, a liść zwykłym liściem. Nawet szary wróbel już na zawsze będzie „gróblem”.
Jeszcze tydzień temu planowałam piękną sesję na Twoje urodzinki. W pięknym stroju, w bajkowej scenerii, z kolorowymi balonami. Dziś stwierdziłam, że nie mam chęci Cię zapamiętywać takiej. Chcę właśnie pamiętać Cię taką jak na tych zdjęciach. Zaspaną, w piżamie, z kołtunem z tyłu głowy.
Jak chowasz się pod łóżko i liczysz „łan, tu, tłi, jeden dwa trzy, szukaj”. Jak wchodzę do pokoju Cię znaleźć a Ty tak rechoczesz w swojej kryjówce, że nie sposób Cię nie znaleźć.
Tak jak pisałam wyżej może dla całego świata jesteś tylko 2-latką, ale dla nas jesteś całym światem.
Lilki urodziny zbliżają się wielkim krokami. Przygotowałam dziś Wam nasze propozycje na prezenty urodzinowe dla 2-latki
1. Układanka magnetyczna Mudpuppy Mixed-up House. Długo szukałam czegoś takiego. Kreatywna układanka, która dodatkowo ułatwia zrozumienie wyrażeń przyimkowych.
2. Wielka poducha Krowa Quax – tu Przytulanek nigdy za wiele, na tej można się położyć, można siedzieć i czytać książki. A do tego pięknie wygląda i jest bardzo funkcjonanla
3. Sztućce retro Kitchen craft. Komplet sztućców, który ułatwia samodzielne jedzenie. Widelce, łyżka, nożyk są jak prawdziwe…
4. Plecak Muesli w soczystym kolorze – tu To jest już czas kiedy moja córka lubi zabierać ze sobą swoje rzeczy. Kiedy wychodzimy z domu pakuje bidon, przekąski. Uwielbia też rozpinanie i zasuwanie suwaków.
5. Rowerek biegowy Scoot – Bardziej z myślą o przyszłym sezonie lekki rowerek biegowy
6. Kapcie z oddychającą podeszwą Collegien Indianka – tu Na chłodne dni kapcie są niezbędne. W domu mamy śliską podłogę, więc te będą idealne.
7. Konik na drewnianym kiju Rice – Zabawka, która mi przypomina moje dzieciństwo. Kto z Was nie udawał, że jeździ na koniku?
Oczywiście świetnym prezentem jest ZAWSZE książka
1.” Drugie urodziny prosiaczka”- Aleksandra Woldańska – Płocińska
2. „Zoologia” – Jolivet Joelle
3. „Muki w podróży dookoła świata”- Marc Boutavant
4. „Mój pierwszy atlas świata”- Mara Deskur
5. „Kto prowadzi?”- Leo Timmers
A tu macie inne prezentowniki:
Czyli mały ludzik z dużą głową, a na nim dekoracja, która odróżnia jednego od drugiego.
Kiedy pierwszy raz spotkałam się z tą zabawką byłam lekko skonsternowana. Dziwiła mnie popularność tych postaci na całym świecie.
Dodatkowo fakt, że nie można wybrać sobie konkretnego Sonny Angel nie zachęcał mnie do zakupu.
Jednak podczas odwiedzin w sklepie z zabawkami postanowiłam ulec. Pani zapytała mnie z jakiej serii chciałabym wziąć golaska. Podała mi pudełko, ja zamknęłam oczy i na chybił trafił wyciągnęłam jedno pudełko (poczułam się 25 lat młodsza)
Pierwsze na co Lilka zwróciła uwagę to oczywiście siusiak. Bardzo polubiła tego niepozornego. Teraz już wiem skąd ten szał na Sonny Angel! Myślę, że do naszej skromnej kolekcji dołączy kolejny golasek.
Sonny Angel są bardzo fotogeniczne. Nasz kogucik był z nami na wakacjach na wsi i doskonale się zasymilował:)
Ja i ona. Świetny duet. Ja nie mogę się z nią nudzić ani ona ze mną. Razem prawie od 2 lat. Wystarczająco dużo aby się poznać. Wiem czego nie lubi oraz co uwielbia. Ona też już zna moje słabe i mocne strony. Jaka jest nasza relacja? Myślę, że najlepsze słowo to „ciekawa”.
Obie niecierpliwie choleryczki, chociaż ja już przestałam tupać nogą jak się zdenerwuję. Charakterologicznie jesteśmy na tym samym biegunie, co czasem nie sprzyja. Jednak duże możliwości negocjacyjne ułatwiają nam zawieranie rozejmu. Nie bierzemy jeńców i nie ma kompromisów.
W naszym przypadku kompromis wygląda tak, że ja Ci teraz pozwolę na to co chcesz, a Ty później mi. Nie uznajemy połowicznych ustępstw. „Chcę tu i teraz” nie udało mi się wyzbyć przez 29 lat mojego życia. Ja szanuję jej odrębność, a ona powoli uczy się szanować moją.
Czy nadal te twarde charaktery w nas się zachowają? Czy nadal jedno spojrzenie będzie mówiło wszystko? Bardzo bym tego chciała i dla niej i dla siebie. Już dziś pracujemy nad tym żeby nasza więź była wieczna. Marzę o tym żeby moje dziecko chciało za 20 lat jechać ze „starymi” na wakacje.
Patrzę w przyszłość z dużym optymizmem i myślę już teraz co ciekawego będziemy robić jak w stanie z drzemki. Myślę, że może będziemy malować farbami liście i kasztany. Dlaczego piszę „może”? Bo może się tak zdarzyć, że Lilka nie będzie tym absolutnie zainteresowana.
Może wymyśli coś innego? Zobaczymy…
wrzesień – październik – listopad to u nas czas mocno imprezowy.
W tym roku Lila urodziny przeżywa bardzo świadomie. Kiedy do kogoś się wybieramy to opowiada, co będziemy robić. Trzeba kupić prezent, śpiewać sto lat i dmuchać świeczki. Lila uwielbia tego doświadczać razem z solenizantem. Jest dla niej ogromne wydarzenie i widzę, że się bardzo cieszy. Tak też było i tym razem. W sobotę byliśmy na urodzinach Antka i Leona. Było dużo dzieci, pyszne jedzenie oraz wspaniały tort. W drodze powrotnej Lila wszystko jeszcze analizowała i układała sobie w głowie.
Uwielbiam ją obserwować w takich sytuacjach. Wszytko ją interesuje i szczerze się cieszy. My, dorośli już zatraciliśmy taką zdolność „ogromnego zachwytu”, a dla niej jest wszystko nowe i takie fascynujące. Nie wiem czy też tak macie… Ja dzięki Lilce zauważam takie drobiazgi, na które już dawno nie zwróciłabym uwagi… Myślę, że posiadanie dziecka na nowo pozwala nam poznać świat.
Wczoraj zrobiłam ciasto, które już po pierwszym kęsie skradło moje serce
Składniki:
Kasze ugotować w lekko osolonej wodzie w proporcji 1:2 aż kasza wchłonie całą wodę. Po ugotowaniu przestudzić i zblendować na budyń. Ja od razu zmiksowałam z jajkami i oliwą. Masa musi być gładka.Potem dodać, resztę składników, jeszcze zmiksować i wylać na blachę wysłaną papierem do pieczenia.Na wierzchu ułożyć maliny, orzechy i piec w 180 st. przez 40-45 min albo do „suchego patyczka” .Uwaga! Uzależnia! Smacznego:)
.A tu macie przepis na najlepsze Ciasto mojej mamy
Zanim urodziła się Lila myślałam, że klockami Lego chętniej bawią się chłopcy. W końcu zdolności konstrukcyjne są wpisane w ich genotyp od milionów lat. Jakże się myliłam…
Jak wiecie ograniczam plastikowe zabawki do minimum. Jednak tego typu klocków nie da się zastąpić drewnem, więc ulegliśmy…
Przeleżały smętnie w szufladzie około 8 miesięcy. Aż któregoś dnia nastąpił przełom. Lila coraz chętniej sięgała po klocki, w międzyczasie na Dzień Dziecko dokupiliśmy jeden zestaw. Zauważyłam, że chętniej sięga po figurki. Jednak od jakiegoś czasu klocki Lego są używane codziennie podczas zabaw.
Doszło do tego, że tworzy z nich niesamowite konstrukcje. Wymyśla różne rzeczy, widzę, że Lego pobudzają wyobraźnię. Przychodzi bardzo podekscytowana do mnie i mówi: „Mama, młotek zrobiłam” i daje mi dwa klocki połączone ze sobą w taki sposób, że rzeczywiście wygląda jak młotek.
Ciągnie mnie za rękę i mówi „Chodź, stukać będziemy” i siedzę z nią na podłodze i stukam tym młotkiem. Robi figurkom krzesła, sadza je na nich, robi most i schody… Szuka odpowiedniego klocka, wie czego chce. Widzę jak ta zabawa ją rozwija, w jaki sposób myśli.
Uważam, że Lego to świetna rozwojowa zabawka. Lilka tydzień temu dostała od dziadków 2 zestawy i na podłodze siedziała ona, kuzyni (chłopcy 8, 12, 15 lat)i tata. Wszyscy razem byli niesamowicie pochłonięci zabawą.
Chociaż tak naprawdę każdy zestaw jest świetny i nie ma znaczenia, który kupujecie. Doszłam nawet do wniosku, że jakby Lilka dostała drugi identyczny zestaw to też by była szczęśliwa i bawiłaby się nim równie ciekawie.
Ulubioną figurką Lilki jest Kubuś Puchatek, zawsze bierze czynny udział w zabawach:)
Pewnie pojawią się pytania o zieloną płytkę. Przyszła do nas wczoraj i jest już hitem. Lila cały czas na niej coś ustawia, przestawia, rozkłada i znów to samo. Polecam ją bardzo! Jej nr katalogowy to 2304.
a tu macie późniejszy dużo bardziej rozbudowany wpis jak można się bawić klockami LEGO – Prezent na dzień dziecka i drugi odczarowuję czy we wszystkie zabawy musimy się z dziećmi Bawić…
Od zakupu hulajnogi Mini Micro minęło ponad 5 miesięcy. Pytacie mnie jak się sprawdza, czy Lila na niej jeździ… Jako, że na moim blogu wszystkie posty są pisane bez ściemy taki też będzie ten dzisiejszy.
wpis zawiera linki afiliacyjne
Na filmiku, który pokazywałam Wam w kwietniu Lila staje na hulajnodze i jedzie 1,50 metra do przodu. To był jeden z pierwszych, jak i ostatnich razów. Hulajnoga stała w kącie, służyła za wieszak na czapki, jeździły na niej miśki i lalki, a nawet Peppa. Lila przewoziła na niej klocki, a nawet filiżanki z „kawą”.
Robiła z nią wszystko tylko nie jeździła. Mimo tego Mini micro była dla niej ważna… Pewnego dnia postanowiłam ją schować do kanciapy. Od razu zauważyła i pytała gdzie jest „hunia”. Także przestawiałam ją dalej z kąta w kąt…
Podczas wybierania Mini micro wydało mi się bezsensowne kupowanie Baby seat skoro w sklepie jeździła już bez niego. Wzięłam w końcu zestaw podstawowy + mała rączka.
I właśnie wtedy pożałowałam swojej decyzji. Okazało się, że nie można dokupić samego Baby seat. Było dostępne tylko w zestawie z małą rączką, którą już miałyśmy. Na szczęście moja czytelniczka zaoferowała siedzisko po swoim synku. Tylko zamontowaliśmy Baby seat i Lila już jeździła.
Radzi sobie coraz lepiej. Jeszcze nie umie skręcać, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. „Fulajnogę” zabieramy ze sobą często, bo rzeczywiście Lila lubi na niej jeździć.
Przed jazdą trzeba się posilić:)
Prawie każdy się zatrzymuje żeby zobaczyć co to za pojazd
Tak L. skręca;) Przestawia MM…
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
Kilka razy pytałyście mnie czy również nasz rozkład dnia jest oparty na pedagogice M.Montessori. Dziś chciałabym Wam napisać jak wygląda nasz zwykły dzień.
Jeżeli Lila budzi się przed 7 to zazwyczaj wstaje z nią Tata (wiem, wiem dobrze mam;)
ok 7.00 – wstajemy – kilka porannych przytulasków i idziemy do łazienki. Załatwiamy toaletę poranną i idziemy do salonu. Ja nie mogę żyć bez kawy, dlatego tuż po przebudzeniu potrzebuję filiżanki tego napoju. Lila rano lubi obejrzeć bajki, włączam jej tv i zazwyczaj jest wtedy Angelina Balerina. Ja mam czas na spokojne wypicie kawy, sprawdzenie poczty, przejrzenie Instagramu. Zazwyczaj po pół godz. Lila mówi, że chce już śniadanie.
ok 7.30 robimy śniadanie w kuchni. Zazwyczaj przygotowuję owsiankę lub jaglankę, a Lilka bawi się na podłodze.
Dzieci same wybierają pomoce, z którymi będą pracować. Tak też jest i u nas. Czas po śniadaniu zawsze wykorzystujemy najlepiej jak możemy. Lilka pracuje z pomocami, układa z klocków albo pomaga mi w moich mniej przyjemnych pracach domowych. Robię pranie, ogarniam dom, w międzyczasie czytam, bawię się z Lilką. Dużo ostatnio śpiewamy, rysujemy i lepimy z ciastoliny.
ok. 10 – 11 idziemy na spacer do parku, na plac zabaw. Drugie śniadanie jemy tuż przed wyjściem lub po drodze.
ok 12 – 13 wracamy do domu, Lilka zasypia w wózku. Przekładam ją do jej łóżka. Ja mam wtedy czas na sprawy blogowe. W czasie jej drzemki zazwyczaj nie zajmuję się niczym innym. Potrzebuję tego czasu tylko dla siebie.
ok 14 – 15 Lilka wstaje, idziemy do kuchni i robimy razem obiad
15 – 16 jemy obiad, czekamy na Tatę
17 – 18 W zależności od pogody planujemy drugą część dnia. Często wychodzimy razem na spacer, plac zabaw.
Około 18.30 wracamy do domu. Mamy wypracowany już pewien rytuał, w którym Lila czuje się dobrze.
18.40-Bajka na Mini Mini- Angelina później Piotruś królik. Zazwyczaj już pod koniec bajki Lila prosi żeby iść na kolację
19.10 – kolacja
19.30 – kąpiel (kąpiemy codziennie, chyba, że jest chora)
Po kąpieli czytamy książki, bawimy się na podłodze w salonie. Wyciszamy Lilkę, pali się lampka. Później zabieram ją do sypialni kładę się z nią w jej łóżku, przytulam i śpiewam. Lilka zasypia ok 21.
Jak widzicie podążam za Lilką. Jedzenie podaje jak mówi, że jest głodna. Jeżeli chce iść na podwórko to idziemy. Jeżeli nie chce iść na plac zabaw to prowadzimy dyskusje. Teraz jest taki czas, że Lila lubi postawić na swoim. Ja jestem w stanie na to pozwolić jeżeli to nie uderza w moje granice i o ile jestem w stanie zaakceptować łażenie po kanapach, stanie na oparciu i zapalanie lampki 100 razy to są rzeczy, na które nie pozwalam, ale zawsze tłumaczę dlaczego. Ale o tym będzie innym razem:) Miłego dnia!
Czyli to co słyszę prawie za każdym razem jak ktoś widzi L. podczas rysowania, jedzenia a nawet dłubania w nosie i patrzy na mnie z politowaniem.
Jak rozwija się lateralizacja?
Praworęczność jest już ustalona około 2 – 3 r. ż, a leworęczność ok 3 – 4 r. ż. J. Bauer twierdzi nawet, że najpóźniej w 13 miesiącu życia dzieci praworęczne dokonują wyboru ręki przez gest wskazania palcem.
Jak widzicie jest to proces bardzo złożony. Rozwój lateralizacji przebiega wielostopniowo. Dlatego wciąż nie rozumiem osób, które wyjmują dzieciom kredki lub łyżki z lewej ręki. Dominującej prawej półkuli u osób leworęcznych nie da się oszukać. Jeżeli kiedykolwiek ktoś wróci uwagę Waszemu dziecku to powiedzcie jej, żeby sam wziął widelec do niedominującej ręki i zaczął jeść. Tak naprawdę jedynym ruchem wymaganym społecznie od osób leworęcznych jest podanie na „dzień dobry” ręki prawej.
Leworęczność nie jest czymś co utrudnia życia. W dzisiejszych czasach są nawet nożyczki, myszki, a nawet gitary dla leworęcznych osób. Odkryłam również sklep z gadżetami dla leworęczych (nie lubię słowa „mańkut”) tu.
OKO
UCHO
NOGA
Najlepiej żeby lateralizacja była jednorodna, czyli np. lewostronna lub prawostronna. Problemy zaczynają się wtedy gdy mamy np. dominujące lewe oko, prawą rękę, lewe ucho i prawą nogę (jak mój mąż np.). Utrudnia mu to wiele codziennych czynności.
Sami możecie wykonać sobie orientacyjne badanie lateralizacji
Co ciekawe jeżeli masz wadę wzroku lub słuchu, to i tak dominacja się utrzymuje.
p.s. Są te badania jedynie orientacyjne. Jeżeli macie wątpliwości co do lateralizacji Waszych dzieci od lat 6, warto skonsultować się ze specjalistą.