kontakt i współpraca
Woom 4 to rower dla dzieci, który zwraca uwagę. Kiedy w tamtym roku Lila wystartowała na rowerze, to od tamtej pory często jeździmy na wycieczki. Dziś napiszę o naszych wrażeniach z testowania tego roweru.
Jeśli to od tego modelu zaczynacie naukę jazdy i to będą wasze pierwsze kroki – poczytaj wpierw Jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze?
Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne.
Jak pewnie dobrze pamiętacie, w tamtym roku mieliśmy Woom 3 (pisałam o nim tutaj: Lekki rower dla dziecka – Woom 3) i miałam wielką nadzieję, że rower i na ten rok będzie dobry. Okazało się, że Lila wyskoczyła w tym roku trochę mocniej i była w górnej granicy wzrostu, jakiej rekomenduje producent (118 cm).
Zdecydowaliśmy, że jednak czas na większy rower, bo dzięki temu będzie jej łatwiej nadążać za nami. Rower Woom 4 ma kilka udogodnień dzięki którym lepiej się jeździ niż na Woom 3. Napiszę Wam o nich poniżej.
Ten rower waży 7,3 kg, więc dla ważącej niecałe 18 kg Lili jest idealny. Sama jest w stanie go podnieść, przenieść, wjechać nim po podjeździe dla rowerów.
Rower ma większą ramę i większe koła – dzięki temu łatwiej się na nim jeździ na długim dystansie. Dziecko nie musi aż tak mocno pedałować żeby nadążać za nami.
ma 8 biegów, które bez problemu dzieci mogą obsługiwać bez odrywania ręki z kierownicy. Dzięki temu dzieci mogą się uczyć, jak dostosować odpowiedni bieg do nawierzchni i warunków. Jest to super opcja, bo dzięki temu łatwiej się jedzie.
Siodełko jest regulowane szybkozaciskiem, czyli nie potrzebujecie żadnych narzędzi to tego żeby wyregulować siodełko. Jest to idealne rozwiązanie, bo dzięki temu zawsze i wszędzie możecie je dopasować. Jest też wąskie – dopasowane do wieku dziecka.
Hamulce są tak zaprojektowane, że mała ręka dziecka jest w stanie bez wysiłku ją złapać i zahamować. Nie potrzeba też dużo siły żeby to zrobić. Hamulce działają bardzo lekko.
Woom 4 jest świetny i co tu dużo pisać – idealny dla dzieci. Jedynym minusem jest cena, która w porównaniu do innych rowerów jest duża. Natomiast wiem, że ten rower za 3 lata odziedziczy Julek ( czeka na niego też Lilki Woom 3). Chociaż Lila marzyła o fioletowym, to poprosiłam ją żeby wybrała taki kolor, który spodoba się też bratu.
Obserwuję też używane rowery Woom na OLX i widzę, że wciąż trzymają cenę: używany Woom 3 kosztuje około 1800 zł, a Woom 4 kosztuje 2300 zł, więc nawet jak Julek przesiądzie się na większy, to nie stracimy pieniędzy. Kiedy rodzina i znajomi mojej przyjaciółki pytali ją o prezent na urodziny dla córeczki powiedziała, że zbierają na rower. Dzięki temu udało się uzbierać część sumy, a resztę dołożyli – myślę, że to jest też super pomysł.
Rowery Woom są dostępne TUTAJ
Kask jest bardzo głęboki i różni się od typowych rowerowych kasków. dzieki tem dobrze chroni głowę z każdej strony. Ma wiele otworów, które zapewniają dobrą wentylację. Dziurki mają też siatkę, tak żeby wleciał tam owad (dobry pomysł).
Zapięcie kasku jest bardzo innowacyjne, bo jest na magnes. Kilka razy zdarzyło mi sie przyciąć brodę dzieciom standrdowym zapięciem – a w tym kasku to się nie wydarzy.
Kask ma też gumowy daszek, który po pierwsze chroni oczy przed słońcem, a po drugie pomoże chronić twarz przy upadku. Ten daszek jest gumowy (jak plaster miodu) i dzięki temu zamortyzuje uderzenie.
Kask ma odblaski i regulację z tyłu.
Co jest świetne – w końcu nie musimy się martwić przekręconymi paskami w kasku. W tym modelu macie sznurek, który nie jest w stanie się obrócić.
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
Jeżeli myślicie o kupnie Woom to Was zachęcam, bo raczej nigdzie nie ma rabatów na ten rower, ale mi się udało załatwić dla Was.
A jeśli rozważasz zakup dla starszego dziecka, lub dla siebie – kopalnię inspiracji znajdziesz we wpisie Jaki rower miejski kupić.
A tu łapcie Prezenty na dzień dziecka do 100 zł – różne grupy wiekowe
Sama byłam lękliwym dzieckiem – bałam się chyba wszystkiego, co tylko możliwe: ciemności, wysokości, owadów, zwierząt, wody… Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Niektóre z nich rosły, inne się zmniejszały, aż sama zostałam mamą i postanowiłam, że nie przeniosę tych lęków na moje dzieci.
W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam napisać o dziecięcych lękach z perspektywy mamy oraz terapeuty SI. Nie znam się na wszystkich sferach dziecięcego rozwoju, więc o aspekcie psychologicznym nie napiszę zbyt wiele. Ale udało mi się poprosić o komentarz – Anitę Janeczek- Romanowską autorkę bloga www.bycblizej.pli psycholog z pracowni Bliskiemiejsce (jej wypowiedź jest w dalszej części wpisu)
Są to lęki, które są charakterystyczne dla danego okresu. Są zupełnie normalne i najczęściej same przechodzą. Ich opis dla danego wieku możecie przeczytać TUTAJ
Są też lęki, które mogą pojawić się nagle, czasami bez wyraźnego powodu. Dzieci bardzo często boją też rzeczy nowych i nieznanych. Jest to zupełnie normalne zjawisko, że lękamy się czegoś z czym nigdy nie miliśmy do czynienia.
Czasami pojawiają się też po trudnej sytuacji, kiedy dziecko odczuwało strach. Może być tak, że później świadomie będzie unikało takich wydarzeń, które będą o nim przypominały.
Tak, inaczej byśmy wyginęli. Nasz umysł podpowiada nam, co jest bezpieczne, a co nie. Jest to zupełnie normalne, że się czegoś boimy. Tak samo jest z dziećmi.
Dziecko się czegoś boi, więc staramy się unikać tego negatywnego bodźca. Czy to pomoże? Nie, a wręcz szkodzi, bo lęk wtedy rośnie.
Sama popełniłam ten błąd i unikałam styczności z psami i wodą. Przez to musieliśmy wykonać o wiele więcej pracy żeby pomóc dziecku oswoić ten lęk.
Unikanie rzeczy, których boi się dziecko może wydawać się na daną chwilę najbezpieczniejszym wyjściem, ale na dłuższą metę jest bardziej szkodliwe.
Uwierzcie mi na słowo. Moja mama wypisała mnie z basenu po pierwszej lekcji. Tak bardzo się bałam, że nie nauczyłam się pływać (odczuwam teraz lęk jak stoję na moście, nie wsiadam do łódek i boję się o dzieci, jak jesteśmy nad wodą). Dopiero teraz – sama ze sobą – oswajam ten lęk i jest zdecydowanie lepiej. Za punkt honoru wzięłam naukę pływania moich dzieci, kiedy tylko zobaczyłam pierwsze obawy związane z wodą od razu wykupiłam roczny karnet na basen. Właśnie po to żeby nikt nie musiał się tak męczyć jak jak.
Kiedy dziecko się boi, nie mówcie w ten sposób, bo to zupełnie nic nie da. Ważne jest żeby:
Wysłuchać! Niech dziecko opowie o tym czego się boi. Czasami wypowiedziany lęk jest już troszkę oswojony. Możecie to narysować, nazwać, a nawet nadać imię;)
Specjaliści twierdzą zgodnie, że dzieci lękliwe są nadmiernie wyczulone również na niepokój innych ludzi. Do tego są niezbyt wystarczająco wrażliwe na oznaki spokoju.
Co to znaczy? Jeżeli Wasze dzieci się czegoś boją, to przyjrzyjcie się też sobie. Często jest tak, że jeżeli my się czegoś boimy to w nieświadomy sposób przenosimy te lęki na dzieci (tak jest niestety ze mną). A mózg lękliwy potrafi stać na straży cały czas. Jest w stanie gotowości do unikania niebezpieczeństwa. Co w takim razie zrobić? Można poprosić partnera żeby w bardziej przekonujący sposób zadziałał na dziecko i pokazał, że jest spokojny. Albo zacząć pracować nad sobą – ja tak zrobiłam.
Jak to zrobić, kiedy jest tak trudno? Akceptowanie uczuć dziecka jest bardzo ważne. Dzieci wykształcają w sobie poczucie pewności siebie i bezpieczeństwa kiedy mają silną relację z bliskimi. Jednak czasami to nie wystarcza i mimo tego, że spędzamy z dziećmi czas, dajemy wszystko z siebie to zdarza się tak, że dzieci odczuwają lęk i jest to normalne.
Poprosiłam Anitę Janeczek- Romanowską – psycholog, autorkę bloga www.bycblizej.pl o wypowiedź, kiedy warto pójść z dzieckiem do psychologa.
„Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto przyjrzeć się trzem kwestiom. Pierwsza, zasadnicza to to, na ile dany lęk jest rozwojowy, a więc częsty w danym wieku i będący pewnym etapem, który po prostu mija.
Kolejna kwestia (bez względu na to czy jest to lęk rozwojowy czy sytuacyjny) – czy i na ile dany lęk utrudnia dziecku funkcjonowanie i obniża jego jakość życia. Na ile sprawia, że dziecko unika różnych aktywności, wycofuje się, a jednocześnie doświadcza straty (warto tu być uważnym na to, co jest faktycznie stratą dla dziecka, a nie dla rodzica, np. “bo inne dzieci tak robią/nie boją się/ja bym chciała, żebyś się tego nauczył” itp.).
Jest też trzeci, istotny aspekt – na ile rodzic czuje, że nie ma już pomysłów albo zasobów, żeby wspierać dziecko w lęku. Wówczas taka wizyta u specjalisty może być wspierająca dla rodzica i to on będzie klientem a nie dziecko.
Podczas konsultacji będzie miał okazję zaopiekować swoje emocje związane z dziecięcym lękiem (a tu też często pojawia się lęk, który utrudnia towarzyszenie dziecku bez napięć, bo jak wiemy lęk dziecka plus lęk rodzica to podwójna dawka niepokoju).
Mam takie doświadczenie, że wsparcie psychologa pomocne będzie w każdej sytuacji, w której dana osoba czuje, że go potrzebuje i najlepiej przyłożyć do tego właśnie taki filtr. Bardzo często konsultacje u psychologa są okazją do zwentylowania tego, co trudne i obciążające dla rodziców towarzyszących dzieciom, które się boją. To uczucie “ufff” bywa czasem jak światło, które wskazuje wiele rozwiązań, pomysłów i strategii, bardzo często dostępnych danej rodzinie, ale z różnych powodów ukrytych gdzieś w cieniu.”
Sporo lęków może mieć swój początek w zaburzeniach integracji sensorycznej. Dzieje się to wtedy, kiedy dzieci unikają bodźców sensorycznych, bo się boją.
Z zaburzeń SI mogą wynikać:
Jeżeli podejrzewacie, że Wasze dziecko może mieć zaburzenia SI, to warto rozwiązać Kwestionariusz Psychomotoryczny online KLIK
Możemy próbować radzić sobie sami. Opowiem Wam, jak my poradziliśmy sobie z lękiem przed wodą.
Zaczynaliśmy tak jak większość: basen od małego – to napewno się oswoi i nie będzie się bać. Jednak przyszły choroby, inne obowiązki i porzuciliśmy lekcje na basenie. Dodam, że na wszystkie zajęcia w wodzie wchodził mąż, bo się przecież bałam. W pewnym momencie zobaczyłam problem z myciem głowy, który zaczął narastać. Później wizyta w parku wodnym otworzyła mi oczy: moje dziecko zaczyna bać się wody.
W terapii integracji sensorycznej w pracy z zaburzeniami postępuje się w pewien określony sposób. Na różne przyjazne dziecku sposoby odwrażliwia się dany zmysł lub grupę zmysłów. Dzięki temu układ nerwowy się oswaja i zaczyna akceptować nieprzyjemny do tej pory bodziec. Jak to jest w praktyce? Za pomocą różnych technik „odwraca się uwagę” od tego, który ćwiczymy. Taką samą technikę zastosowałam u nas.
Bardzo pomocne były też wszystkie gadżety i zabawki do wody. Zaczynaliśmy od pływania w rękawkach, które mają dobrą wyporność. Mieliśmy akcesoria różnych marek, a w tym sezonie testowaliśmy nową markę w Polsce SwimWays. Mają bardzo dużo ciekawych zabawek i angażują dzieci do ruchu i pokonywania swoich lęków. Są bardzo dobrej jakości i dzieci je uwielbiają.
Wcześniej żadne maski, okularki nie wchodziły w grę. Dopiero po jakimś czasie udało się je zaakceptować i to było odkrycie, że dzięki nim woda nie wlewa się do oczu. Można też zobaczyć co jest pod wodą.
Później przyszedł czas na zabawki do nurkowania, które zatapiają się pod wodą a tam trzeba otworzyć oczy i je wyłowić. Kolejny punkt zaliczony!
Dalej przyszedł czas na pływanie na materacu – to zawsze była duża obawa, a i ta została przełamana.
I wiecie co, niedawno Lila oglądała bajkę, w której postać zadała pytanie do widzów: „Jaki jest Twój ulubiony sport?”
A moje dziecko odpowiedziało bez namysłu: „Pływanie!”
Wiecie co wtedy poczułam? Ogromne wzruszenie, bo ja się wypisałam z basenu po pierwszej lekcji i ten lęk towarzyszy mi ponad 30 lat. A jej się udało, dzięki naszemu wsparciu i jej determinacji.
Kiedy w połowie maja okazało się, że mamy na początku czerwca tygodniowy urlop, to zaczęliśmy się zastanawiać gdzie wyjechać. Dlaczego znów pojechaliśmy na Węgry z dziećmi i czy wyjazd się udał – napiszę Wam poniżej.
Nawet rozważaliśmy inne kierunki, ale wygrały Węgry, bo:
Tym razem wybraliśmy wschodnie Węgry, które są jeszcze bliżej z Rzeszowa. Byliśmy w dwóch miastach: Debreczyn (to 2-gie co do wielkości miasto) na Węgrzech i Nyíregyháza (oddalone o 50 km od Debreczyna).
W obu miejscach zatrzymaliśmy się poza miastem w pięknej rekreacyjnej okolicy.
Debreczyn – Węgry z dziećmi
Zatrzymaliśmy się w hotelu Aquaticum, który jest w aquaparku. Uznaliśmy, że to jest najlepsze wyjście żeby mieć wejścia na basen w cenie noclegu. Jak wpiszecie w Bookingu to może się Wam wydawać, że cena jest dość wysoka (około 760 zł za dobę), ale macie w tej cenie:
Hotel i Aquapark są położone w przepięknym parku, obok placu zabaw, na którym spędzaliśmy prawie wszystkie wieczory. Okolica była tak kusząca, że pojechaliśmy tylko raz do centrum Debreczyna i szybko wróciliśmy. Właściwie można nie wyjeżdżać z hotelu tylko na hulajnogach lub pieszo pozwiedzać okolice.
W stawie w parku np. są ryby i żółwie. Za placem zabaw jest mały wodospad i strumyczek, przy którym dzieci spędziły kilka godzin, wrzucając kamienie.
Niedaleko hotelu jest też fontanna, po której można chodzić. Bardzo blisko jest też nieduże zoo i wesołe miasteczko (tej atrakcji nie polecam, bo widać było na niej ząb czasu).
Sam hotel jest ok, przyznam, że po zdjęciach na bookingu spodziewałam się czegoś bardziej wypasionego, ale naprawdę nie ma do czego się czepiać. Śniadania były w porządku, na obiadokolacjach ogromny wybór (nawet słoiczki dla maluchów i dla starszych dzieci lody).
Ile dni wystarczy? – my byliśmy 4, ale myślę, że 3 wystarczą w zupełności.
Później przyjechaliśmy do oddalonej o 50 km Nyíregyháza. Zatrzymaliśmy się w hotelu, który jest w Zoo. Tak, właśnie:) Nie w samym środku, ale jest! Kartą do pokoju otwiera się furtkę do zoo i możecie korzystać do woli. W ciągu 3 dni w Zoo byliśmy 5 razy.
Ten hotel już mi kiedyś mignął i zapisałam go sobie w inspiracjach. Jest naprawdę niesamowity i nawet mam wrażenie, że powinniśmy być 3 dni w Debreczynie, a 4 dni w Nyíregyháza.
Hotel jest inspirowany dziejami Ziemi i wszędzie są takie motywy. Przed hotelem jest wielki tyranozaur, a w środku przy recepcji ogromne drzewo życia. Winda wygląda jak środek dżungli.
Każdy pokój też jest inspirowany światem zwierząt – przed każdym pokojem wyświetla się na podłodze jakieś zwierzę i to znaczy, że Wasz pokój w środku będzie miał motyw tego zwierzęcia. Super pomysł – dzieci i my – byliśmy zachwyceni! Jeżeli miałabym coś zmienić, to może bym rezerwowała pokój z widokiem na jezioro, a nie na budynki Zoo.
W środku jest nieduża sala zabaw, a na zewnątrz super plac zabaw. Tam też jest kilka dinozaurów i atrakcji związanych z dziejami ziemi.
Przy zameldowaniu Pani powiedziała, że mamy gratis obiadokolacje. (Tak jak teraz patrzę na ceny tego hotelu, to widzę, że są już inne – my płaciliśmy zdecydowanie mniej i widzę, że we wrześniu ceny znów spadają).
Hotel Pangea jest położony nad jeziorem – nie zdążyliśmy skorzystać z jego dobrodziejstw (za kilka dni miało być dopiero otwarcie – bardzo fajna plaża – z cieniem i placem zabaw.)
W Nyíregyháza nie wybraliśmy się do centrum, bo szkoda nam było czasu. Blisko hotelu jest też ogromny plac zabaw, a niedaleko są też termy. Byliśmy na nich dwa razy i było super! Są brodziki dla dzieci w środku i na zewnątrz – kompleks basenowy jest ogromny. (tu wszystkie info po polsku KLIK)
Ale ceny są dość wysokie (w porównaniu do innych term na jakich byliśmy) za dzienny wstęp dla 4 osób (bilet rodzinny) zapłaciliśmy 170 zł. Natomiast jest to warte uwagi miejsce. Świetnie się tam bawiliśmy – znajdziecie tam atrakcje i dla 70- latka, 17-latka i 7-latka. Na miejscu są też bary (nawet są bary w wodzie), obiady i przekąski. Możecie też wziąć swoje jedzenie.
Ale ja Wam polecam bardziej restauracje, która jest przed termami. Naprawdę genialna włoska knajpa z widokiem na jezioro.
Główną atrakcją jest tutaj Zoo, do którego przechodzicie przez bramkę w hotelu.
Przyznam, że nie jestem fanką ogród zoologicznych – zawsze jest tłok, martwię się też o zwierzęta i niewielką przestrzeń. Przyznam, że zoo zrobiło na mnie ogromne wrażenie! Nigdy nie byłam w tak dużym i tak przemyślanym. Zwierzęta mają dużo przestrzeni i można im się przyjrzeć z bliska ( jest zbudowana kładka, tak że chodzicie wysokości głowy żyrafy). Jest naprawdę wielkie i dzięki temu, że hotel był obok obejrzeliśmy wszystko bardzo dokładnie na kilka razy.
Co jest ważne – przy każdym zwierzęciu macie opis po POLSKU – bardzo ciekawy
Nie byliśmy w centrum, a jak się okazuje może trochę szkoda. Zerknijcie na tę stronę KLIK – wygląda naprawdę fajnie.
Cały pobyt minął nam bardzo szybko i było wspaniale. Jeżeli też planujecie wyjazd na Węgry to polecamy te dwa miejsca. Ale jeżeli miałabym wybrać, gdzie było lepiej – to zdecydowanie w Nyíregyháza. Myślę, że jeszcze tam wrócimy na szybki wypad (to tylko 300 km do Rzeszowa).
Jeżeli będziecie jechać przez Barwinek to polecam na obiad zatrzymać się po drodze bardzo niepozornej restauracji Anyukam Mondta KLIK (miejscowość Encs).
A jeżeli szukacie innych naszych relacji z Węgier, to możecie o nich przeczytać poniżej:
Węgry – 10 powodów
Miszkolc i okolice
Budapeszt z dziećmi
Węgierskie wakacje
Za chwilę wszyscy ruszymy na wakacje. Jednak dzieci w podróży mogą być niecierpliwe, dlatego my mamy od lat swoje sprawdzone patenty, które doskonale sprawdzą się w tym czasie. Dziś Wam o nich napiszę.
Zacznę od płyty z personalizowaną muzyką dla dzieci Dubi KLIK, której jestem współautorką. Moje dzieci przed wyjazdem na Węgry jeszcze nie słyszały płyty w całości, bo chciałam ją zostawić właśnie na podróż. Przyznam, że sprawdziła się znakomicie. Dzieciaki słuchały, śpiewały, zgadywały i prosiły o „jeszcze razx30”. 20 godzin w podróży minęło w miarę spokojnie, dzięki słuchaniu.
Teksty na płycie, są tak stworzone żeby stymulować rozwój mowy i powiem szczerze, że u nas zadziałały. W jednej z piosenek Dudu szumi „szszszsz” i dzięki powtarzaniu Julek na wyjeździe utrwalił głoski „sz”, „rz” „cz”, „dż”. Myślałam też, że płyta jest bardziej dla młodszych dzieci, a to Lilka najbardziej się upominała o Dudu i Bibi. Nauczyła się też piosenek na pamięć.
Angażują one do mówienia, są też zabawy aparatem artykulacyjnym, zgadywanki i zagadki. A na samym końcu jest słuchowisko wyciszające.
Jeżeli wybieracie się w podróż, to pomyślcie o Dubi – dzieci się czymś zajmą i podróż minie szybciej.
W zestawie jest książka z płytą (która wysyłana jest do Was), pliki mp3 dostajecie na meila w ciągu 24 h od zaksięgowania wpłaty w dzień roboczy.
Można ją kupić TUTAJ
Choroba lokomocyjna utrudnia nam życie, więc gramy w ten sposób, że mówimy alfabet i po kolei wymyślamy różne rzeczy na daną literę (gra bez punktów)
Po kolei każdy z podróżników wymyśla (nie mówiąc nikomu) osobę, zwierzę, postać z bajki. Pozostałe osoby zadają pytania, na które można odpowiadać tylko TAK lub NIE.
Kto pierwszy wypatrzy na drodze traktor, psa lub policję ;P ten ma punkt. (lub jak ktoś nie zobaczy policji ma kilka punktów;)
Pierwsza osoba mówi słowo, a następna ma znaleźć słowo rymujące się do niego (dzieci ponosi fantazja i wymyślają swoje słowa)
Proste zagadki zawsze są na topie, czyli opowiadamy o cechach przedmiotów lub osób. (my często opisujemy zwierzęta, osoby z rodziny lub postaci z bajek)
Tę zabawę wymyśliły moje dzieci i bardzo dużo radości im sprawia. Ogólnie chodzi o to, że każdy mówi, jak się czuje. Dzieci mówią np. czuję się jak śliwka, bo … Albo czuję się jak klupka (cokolwiek to znaczy, ale brzmi bardzo śmiesznie).
Stara jak świat gra, super sprawdza się w podróży. Mam nadzieję, że nadzieję, że znacie zasady?
Mówimy szyfrem, a dzieci mówią co powiedzieliśmy, czyli ja mówię: sa -mo- chód albo s-a-m-o-ch-ó-d. Łatwiejsze są sylaby od głosek. Jeżeli dziecko już umie, to samo też może nam zadawać zadania.
Pierwszy raz mieliśmy coś takiego na święta i to była tak fajna zabawa, że kupiłam takie na wakacje. Oczywiście nie daję wszystkiego na raz, ale jeden magnes i np. dwie folie. Super sprawdzi się w samolocie, w restauracji lub w aucie (jeżeli dzieci nie mają choroby lokomocyjnej).
Magnesy Colorino TUTAJ
A coś podobnego z tej marki TUTAJ
Naklejki dobrze nam się sprawdzają w aucie. W domy wycinam je po około 5 żeby nie było ich za dużo. Dla mniejszych dzieci wybierajcie duże naklejki (żeby nie zjadły).
Naklejki Djeco TUTAJ
Też mam je wycięte i robimy np. w czasie oczekiwania w restauracji. Zdarzyło nam się zrobić tatuaż np. na samochodzie Julka.
Dostępne TUTAJ
Mam zawsze gdzieś w torbie mały notes żeby móc dać Lili do np. gry w zgadywanki lub po prostu do zapisania sobie bardzo ważnych informacji.
Ten piękny z naklejkami można kupić TUTAJ
Do tego mam zestaw mini kredek lub pisaków w niedużym opakowaniu
Mini mazaki zapachowe Ooly TUTAJ
Jeżeli Wasze dzieci lubią pisać, rysować to taki nieduży zestaw może sie Wam przydać. Lila zapowiedziała, że będzie wysyłać listy z wakacji do koleżanek, więc taka papeteria na pewno się jej spodoba (i zajmuje niewiele miejsca)
Papeteria TUTAJ
Cały wpis o możecie przeczytać tu: Kolorowanki wodne, a ja Wam dziś pokażę plansze z Djeco, które są oddzielne (ważne przy większej ilości dzieci, tylko zabierzcie więcej pędzelków), a do tego wielorazowe.
Nasze dostępne TUTAJ
Na wyjazdy zabieramy też nieduże gry takie jak: UNO, Dobble, a teraz zabieramy też jeża Djeco. To bardzo fajna gra dla dwójki dzieci ( dwóch graczy może grać), gdzie ćwiczymy kolory, motorykę małą i spostrzegawczość.
Gra jeż Djeco TUTAJ
Ostatnio mieliśmy taką książeczkę i bardzo Julkowi się spodobało. Tutaj w zestawie macie szablony do odrysowania i do wydrapania patyczkiem.
Nasza TUTAJ
Moja starsza od kilku lat uwielbia takie książki i potrafi spędzić nad nimi wiele czasu. Mogę Wam polecić dwie najpiękniejsze marki, które mają takie w ofercie. Jedne to Janod do wyklejania i kolorowania – dostępne TUTAJ
A drugie to książki Olesiejuk (czasami są w dyskoncie, ale ja kupuję je TUTAJ) Są dostępne różne wersje: KLIK
To już wszystko, a Wy jakie macie pomysły?
Ten temat chodził mi po głowie od dawna. Nie lubię skrajności i wystrzegam się takich opinii. Jestem daleka od smarowania dzieci non stop kremami z UV, ale też nie pochwalam zupełnej ignorancji. Nie ryzykuję zdrowia smarując siebie i dzieci olejami, ale też nie biorę pierwszego lepszego kremu z półki z filtrami. Uważam, że tylko umiar nas uratuje i świadomość.
Każda mama zna swoje dziecko najlepiej, wie w jaki sposób jego skóra reaguje na nasłonecznienie. Ogólna zasada, którą powinnyśmy się zawsze kierować dobierając rodzaj i stopień ochrony przeciwsłonecznej to, aby nie dopuścić do powstania rumienia czyli oparzenia słonecznego. Każda osoba ma swój indywidualny fototyp skóry czyli potocznie karnację, która w głównej mierze jest zdeterminowana poziomem naturalnej ochrony, którą zapewnia nam barwnik – melanina.
Skandynawowie mają jej bardzo mało, są bladzi „okropnie”?, ale w szerokości geograficznej gdzie mieszkają, gdzie natężenie promieniowania UV jest bardzo niskie muszą mieć taką barwę skóry, aby wytworzyć potrzebną im dawkę witaminy D3, muszą także pamiętać jadąc na urlop do Włoch, że prawdopodobnie po 10 min bez ochrony przeciwsłonecznej będą „oparzeni”.
Jako lekarz kieruję się wiedzą i aktualnymi wytycznymi, które mówią, że w okresie od maja do października, a w szczególności w czerwcu na terenie Polski, w godzinach „alarmowych” czyli od 10-16 musimy chronić się przed negatywnymi skutkami promieniowania UV. Nie dopuścić do oparzenia i pamiętać o długoterminowym uszkodzeniu naszych genów, gdy zbyt długo i często przebywamy na słońcu bez ochrony.
Jeśli te 20 stopni C i godzina 11 mają miejsce w miesiącach późnojesiennych kiedy to promieniowanie „rumieniotwórcze” praktycznie nie dociera do powierzchni ziemi ( warto wspomnieć, że jest ono silne, ale stanowi tylko 5-6% całego spektrum promieniowania UV) to nie musimy nakładać kremu z filtrem. Poprawkę nakładam na pobyt w górach na obozie narciarskim, gdzie pokrywa śnieżna potrafi odbić aż do 80% UVB, które do nas wraca i działa mocniej – tutaj opłaca się mieć ze sobą krem z filtrem.
W okresie letnim, gdy słońce jest w zenicie czyli jak najwyżej ( godzina 12) to promienie słońca padają na nas pod kątem 90 stopni, najkrótsza droga, dodajmy bezchmurne niebo i spore narażenie mamy gwarantowane. Im dalej „po południu” kąt padania się zmniejsza a wraz z nim i narażenie. Warto o tym pamiętać, gdy planujemy spacer, a kremu z filtrem jeszcze nie kupiłyśmy, wtedy najlepiej umieścić go w godzinach bliżej 15 i lub przed 10 -11, ale czapki z daszkiem nie wypada zapomnieć?
Według najnowszych badań stosowanie filtrów nie powoduje znaczącego zmniejszenia ilości witaminy D3 w naszym organizmie. Większość badań różniących się pod względem metodologii pokazuje, że u osób bez ochrony przeciwsłonecznej jej stężenie wzrasta, ale z kolei w grupie z filtrem na skórze nie wykazano niedoborów. Badań, które wykazują negatywny wpływ kremów ochronnych jest znacznie mniej i są one starsze ( lata 1987-1995).
Pamiętajmy o tym, że badania przeprowadzane są na różnych osobach, w różnym wieku i czasem w innych szerokościach geograficznych, w których natężenie UV i predyspozycje do produkcji witaminy D3 nie są jednakowe. Co ciekawe inne badania pokazują, że jedynie noszenie odzieży z długim rękawem oraz ciągłe przebywanie w cieniu może skutkować niedoborami witaminy D.
Do syntezy witaminy D3 wystarcza naprawdę niewielka ilość słońca, dawka „subrumieniowa”. Długie przebywanie na słońcu nie spowoduje, że nadprodukujemy sobie „na zapas” ponieważ przy zbyt dużej ilości UVB organizm przekształca ją do nieczynnych biologicznie metabolitów.
U starszych dzieci wystarczy od 15 -30 min ekspozycji samych nieochronionych przedramion i podudzi w czasie od 10-15 aby zapewnić dobrą produkcję. Oczywiście zakładamy, że dziecko jest zdrowe. Naukowcy z Kanady uważają, że gdy taką ekspozycję ograniczymy do dwóch razy na tydzień to będzie również pozytywnie. Lepiej wybierać godziny popołudniowe? Jako rodzice i lekarze musimy znaleźć balans między prawidłową ochroną i kontrolowanym narażeniem z korzyścią dla naszych dzieciaków. Osobiście uważam, że bardziej na niedobór witaminy D3 narażone są osoby, które całkowicie unikają słońca, czy to z przyczyn zawodowych czy nawykowych niż osoby, które przebywają regularnie na słońcu w bezpiecznym stylu! Żaden filtr nie blokuje 100% promieniowania UV?
Obecnie panuje przekonanie, że wszystko co „chemiczne” „wyprodukowane” jest złe, a naturalne i eko to samo zdrowie. Tutaj jednak nie ma systemu 0-1, a każdy produkt należałoby weryfikować osobno.
Każda substancja wchodząca w skład kremu z filtrem jest poddawana odpowiednim standaryzowanym testom, na podstawie których określany jest stopień ochrony. Oczywiście są na rynku produkty z lepszym i gorszym składem, jednak wiele z nich potrafi bezpiecznie ochronić naszą skórę już od pierwszych miesięcy życia.
U małych dzieci, do 2 roku życia, kiedy to skóra jest cieńsza, zawiera mniej melaniny i jest bardzo podatna na oparzenia powinniśmy stosować tylko filtry mineralne – tlenek cynku i dwutlenek tytanu. Najlepiej aby w składzie znajdowały się oba z nich. Działają na zasadzie „tarczy”, która odbija promieniowanie UV od naszej skóry. Nie wchłaniają się?Obecnie wchodzące na rynek produkty w postacie nanocząsteczek, mających o wiele mniejsze rozmiary od macierzystych nie stanowią zagrożenia w tych stężeniach w jakich występują w kosmetykach.
Białe zabarwienie jakie pozostawiają po nałożeniu spowodowane jest zawartością cynku. Pamiętajmy, ze tego typu preparaty mogą wysuszać skórę, dlatego koniecznie po zakończonych wojażach na plaży zmyjmy je z naszego bobasa. Dla dzieci ze skórą atopową szukajmy dodatkowo w składzie substancji nawilżająco – odżywczych ( betaina, oliwa z oliwek, olej lniany, bisabobol).
U starszych dzieci możemy zacząć używać już filtrów chemicznych. I tutaj osobiście jestem zwolenniczką preparatów mieszanych ponieważ mamy akumulację dobrych cech oraz spektrum ochrony jest szersze ( żadna substancja pełniąca rolę filtra nie blokuje całości UVA i UVB). Filtry chemiczne absorbują promieniowanie UV niejako „unieszkodliwiają” je. Wchłaniają się do głębszych warstw skóry, ale dzięki temu działają dłużej. Każdy kosmetyk, aby zadziałać musi ulec wchłonięciu. Filtr filtrowi nie jest równy! Są różne składy, różne konsystencje aby dopasować się do indywidualnych potrzeb skóry.
Oleje naturalne są zdrowe i to nie ulega wątpliwości. Spożywane w pokarmach wywołują pozytywny skutek dla naszego organizmu. Jednak nie wszystko co naturalne może być używane w każdym celu. Dla przykładu słońce jest również składową „matki natury” a obecnie jesteśmy świadomi negatywnych skutków jakie może nam przysporzyć.
Podobnie oleje naturalne aplikowane na skórę w celach pielęgnacyjnych spełniają swoją rolę, ALE już jako filtry ochronne zdecydowanie NIE! Po pierwsze większość osób przywiązuje wagę do przebadania substancji pod kątem ich działania w konkretnym kierunku.
Nie wiem dlaczego, ale chyba z góry zakłada się, że to co naturalne nie potrzebuje badań, w tym przypadku możemy opierać się tylko na wiedzy przekazywanej z „ust do ust” Oleje naturalne nie przeszły żadnych testów, które dokładnie określiłyby ich SPF ( Sun Protective Factor) czyli czynnik ochronny przed poparzeniem słonecznym.
Większość z nich ma przypuszczalny zakres SPF w okolicy mniej niż 10. Właściwa interpretacja czynnika SPF jest bardzo ważna. Tak naprawdę musimy go troszkę indywidualnie do siebie dopasować.
Jeśli mamy osobę o jasnym fototypie skóry, u której rumień na skórze nieochronionej pojawia się po około 10 min to krem z filtrem o SPF 50 zwiększy dawkę promieniowania, która spowoduje w końcu ten rumień 50x, pośrednio także właśnie czas jaki możemy spędzić na słońcu. Pamiętamy że żaden preparat nie działa jako BLOKER czyli „coś” całkowicie nieprzepuszczalne, dlatego zaleca się aplikację mniej więcej co 2 h!
Oleje naturalne dodatkowo posiadają inne właściwości, jak np. podgrzewają się, czyli mogą stanowić dodatkowe źródło, uzupełniające źródło dla poparzenia. Oczywiście nie neguje tego, że w jakimś stopniu chronią przed UV, jednak nie jest to stopień bezpieczny, szczególnie dla dziecka.
Twoje „słoneczne” zwyczaje są jak najbardziej prawidłowe. Każda mama najlepiej zna swoje dziecko, reakcję skóry na słońce i na podstawie tej obserwacji musimy dobierać spośród wachlarza możliwości ochronnych, co jest najlepsze dla nas w danym dniu. Zdrowy rozsądek łatwiej zachować gdy się dane zjawisko rozumie i mam nadzieję, że udało mi się to tutaj w prosty sposób przedstawić.
Jako lekarz jestem świadoma, że najważniejszą profilaktyką nowotworów skóry jest właśnie ochrona przed słońcem, szczególnie wtedy kiedy jego działanie najbardziej nam zagraża.
Jako mama czasami w pośpiechu i natłoku zapomnę nałożyć mojej córce krem z filtrem i w dodatku nie mam go w torebce, wtedy szukam innych rozwiązań, dopasowuje do sytuacji – jesteśmy odpowiednio krócej na zewnątrz, szukamy zacienionych miejsc, jeśli godziny są mocno popołudniowe to wrzucam na większy luz bo wiem, ze przy karnacji Julii i nasłonecznieniu w tej porze dnia nie dojdzie do oparzenia, ale zawsze obserwuje.
Dziękuję za rozmowę:)
A od siebie dodam, że od dwóch lat zakładam dzieciom na plażę ubrania z filtrem UV 50 i to rozwiązanie sprawdza się znakomicie.
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i uznacie go za wartościowy to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.
Ja w ciągu swojego życia najwięcej nauczyłam się na wakacjach. Wasze dzieci też najpiękniejsze lekcje wyniosą właśnie z tych beztroskich momentów życia, a nie podczas siedzenia w ławce.
Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosiło mnie PZU Pomoc.
Dlaczego tak się dzieje, że to właśnie w tym czasie dzieci uczą się najwięcej, a umysł jest chłonny jak gąbka?
Odpowiedzi jest mnóstwo, a ja dziś postaram się na nie odpowiedzieć na podstawie moich doświadczeń i wiedzy naukowej.
Kiedyś nikt nie suplementował witaminy D3, więc pewnie wszyscy mieliśmy niedobory. Sama pamiętam siebie z ławki szkolnej, zasypiającą o godzinie 17! Prawie wszystkie dzieci były „zdolne, ale leniwe”, a może mieliśmy niedobory wit D3? Wiadomo nie od dziś, że witamina D3 ma wpływ procesy uczenia się. Za to pamiętam, że w 1 klasie opornie szło mi czytanie i dopiero na wakacjach nauczyłam się dobrze czytać.
Kiedy nie mamy nad sobą żadnej presji, to uczymy się najwięcej – często bez nadzoru rodziców. Zdziwicie się, jak mój kuzyn nauczył mnie ułamków. Aż na samą myśl się z tego śmieję. Na wakacjach u babci graliśmy w bardzo popularną wówczas grę w noża. Rysowało się na ziemi koło, a później rzucało się w pole nożem i „odkrajało” kawałek dla siebie. Miałam wtedy 7 lat i całkiem szybko poszły mi te ułamki.
Im więcej zmysłów jest zaangażowanych, tym szybciej się uczymy. Dlatego wakacje sprzyjają nowym umiejętnościom i nauka w tym czasie jest zazwyczaj zdecydowanie szybsza. Nasze dzieci korzystają w tym czasie z dwóch systemów w mózgu odpowiedzialnych za zabawę i poszukiwanie bodźców. Dzięki temu w mózgu wyzwalają się: opioidy, oksytocyna i dopamina. Ja też pamiętam z dzieciństwa ten euforyczny stan, kiedy skakaliśmy razem do wody albo mieliśmy różne zwariowane pomysły. Jak teraz o nich myślę, to krew mi się mrozi w żyłach i cieszę się, że nic nam się nie stało.
W końcu rano nie jest ciemno i naprawdę rano aż chce się wstać i podbić świat. Dzieci mają to samo – wiecie, że człowiek to jedyny ssak, który budzi swoje dzieci? W wakacje często dajemy się im w końcu wyspać, bo nie muszą wstawać na konkretną godzinę i dzięki temu pozwalamy na regenerację. Niestety słońce, czasem też powoduje szkody (sama kiedyś jako dziecko zasnęłam na słońcu nad jeziorem i miałam udar słoneczny). Dlatego trzeba zachować środki ostrożności i nauczyć dzieci zasad przebywania na słońcu.
Oh, Wy też macie power do działania, jak jest wiosna i lato? Aż chce się wyciągnąć rower i pojechać przed siebie. Tak samo jest z dziećmi – wakacje to czas, kiedy mamy okazję nauczyć dzieci jeździć na rowerze, rolkach, nauczyć je pływać. Pamiętam jak dziś, że nie mogłam się bardzo długo nauczyć jeździć na rowerze (a miałam już 8 lat). Nie potrafiłam utrzymać równowagi, ani przejechać kilka metrów. Bardzo mnie to frustrowało, bo na wakacjach u babci na wsi duże odległości można było pokonać rowerem. Aż któregoś dnia wymyśliłam: startowałam odpychając się od płotu, zupełnie nie zauważając wystających gwoździ. Zraniłam sobie mocno nogę, ale za to nauczyłam się jeździć na rowerze i byłam z siebie bardzo dumna.
To jest niesamowite, jak rano wstajemy to nasz wypoczęty umysł zupełnie inaczej przyswaja informacje. W szkole często jest tak, że lekcje, które wcale nie wymagają skupienia są na początku, a te najważniejsze na sam koniec, kiedy już jesteśmy zmęczeni. Na wakacjach możemy już od rana robić to, co nas pasjonuje i dlatego uczymy się najszybciej.
Wiecie, że są badania naukowe, które potwierdzają zbawienny wpływ natury na nasz mózg (KLIK, KLIK). Wynika z nich, że przyroda zmienia budowę mózgu. Dlatego warto zabrać dzieci na łono przyrody żeby mogły się pozytywnie naładować. Woda, świeże powietrze, zieleń drzew działa na nas wyzwalająco i czasami nawet pozwalamy sobie na więcej niż normalnie. Wypadki też się zdarzają, sama mam w tym doświadczenie, bo chyba byłam najbardziej kontuzyjnym dzieckiem w rodzinie i to zawsze gips przytrafiał mi się na wakacjach.
Wiadomo nie od dziś, że nauka przez zabawę przynosi najwięcej korzyści. Dlatego, że dzieci nie czują, że się uczą. Czasem mają nawet alergię na zwrot: „Chodź, nauczę Cię…” Nie trzeba tego mówić, wystarczy coś pokazać w zabawie, a dziecko szybciej to załapie.
Ostatnio trafiłam na artykuł o tym, że uczymy się tylko od ludzi, których darzymy sympatią (tak jest też z nauczycielami klik). Jest w tym wiele prawdy, bo mózg zapamiętuje o wiele więcej, gdy dana informacja aktywuje pozytywne emocje. Dlatego tak dużo uczymy się od bliskich osób. W wakacje dzieci mają możliwość przebywania z nami i z dalszą rodziną. Jest to świetna okazja żeby nauczyć się nowych rzeczy. Nie wiem, czy u Was też, ale ja widzę taką tendencję, że moje dzieci z każdego wyjazdu zawsze wracają z nowymi umiejętnościami. Ja też jak spędzałam u babci dwa miesiące wakacji, to we wrześniu umiałam wiele nowych rzeczy.
Ile razy mówicie do dzieci, a one nie słuchają. Ja mam czasami wrażenie, że dopóki same nie spadną, nie uderzą się – to się nie nauczą, że np. wchodzenie na stół może skończyć się upadkiem. Ja też tak wiele razy miałam i ta swoboda wakacyjna często mi uderzała do głowy. Wiele razy miałam takie sytuacje, które nawet kończyły się gipsem na ręce, ale od tamtej pory wiedziałam już, że skok z góry trzepaka nie jest dobrym pomysłem.
Wypadki ciężko przewidzieć, a przecież nie będziemy dzieciom zakazywać w myśl zasady „Gdyby kózka nie skakała …’ Wiecie, że jest dalszy ciąg tego wierszyka? Brzmi on tak” Gdyby kózka nie skakała, to by nudne życie miała…”
Dlatego warto przed wakacjami pomyśleć o ubezpieczeniu NNW żeby później nie żałować, że o to nie zadbaliśmy. Oczywiście, lepiej by było żeby nic się nie wydarzyło, ale tego nie wiemy. Ja zawsze mam wykupioną taką opcję. Nawet w tamtym roku jak Julka użądliła pszczoła na Węgrzech (to też się wlicza) to też skorzystaliśmy z ubezpieczenia. Warto mieć takie świadczenie, mając dzieci.
Do 21.06 wchodząc na stronę www.wakacjezpzu.pl możecie bezpłatnie ubezpieczyć dzieci, od następstw nieszczęśliwych wypadków. Wystarczy wypełnić formularz i wyrazić zgody marketingowe. Ja już swoje wypełniłam, bo ruszamy na wakacje i nie chcę tym się przejmować.
Możecie też wziąć udział w konkursie, wystarczy opowiedzieć o swoich niezapomnianych wakacjach sprzed lat, a do wygrania 10 bonów podarunkowych o wartości 2000 zł KLIK <— http://bitly.com/Wakacje_z_PZU_konkurs
Chyba każdy rodzic chciałby żeby jego dziecko lubiło czytać książki. A to wszystko dzięki temu, że wszędzie mówi się o dobrodziejstwach płynących z tej czynności. Całe szczęście, że wychowanie małego czytelnika jest naprawdę łatwe, tylko trzeba wiedzieć o kilku rzeczach.
Książki warto wprowadzać jak najszybciej. Nie ma dolnej granicy wieku – ważne jest tylko aby wybierać książki odpowiednie do wieku. Oczywiście możecie czytać noworodkowi „Pana Tadeusza”, ale cel tego czytania będzie zupełnie inny niż wzięlibyśmy czarno-białą książeczkę z twardymi stronami i postawilibyśmy ją przed dzieckiem leżącym na brzuchu, a do tego zaczęli opowiadać.
To jest bardzo ważne! Jeżeli chcesz wychować małego czytelnika, sam MUSISZ nim też być. Dlaczego? Dzieci najwięcej uczą się przez naśladowanie i jeżeli widzą, że Ty też czytasz książki to z bardzo dużym prawdopodobieństwem będą Cię naśladować. Sama dawno temu doszłam do wniosku, że dziecko nie widzi mnie z książką, bo czytam tylko wtedy kiedy ono śpi. Od tamtej pory to zmieniłam i staram się przeczytać nawet kilka stron tak żeby widziało. Mimo tego, że mam czytnik to często kupuję też książki papierowe żeby dzieci mogły mnie naśladować.
Jest to jeden z ważniejszych punktów. Książki, które są zgodne z wiekiem i zainteresowaniami dziecka będą dosłownie POCHŁANIANE (czasem nawet po 100 razy, a dlaczego jest to ważne pisałam o tym tu: Przeczytaj mi jeszcze raz. Dlaczego tak się dzieje? Mózg uczy się zdecydowanie szybciej jeżeli jest zaangażowany. Często na moim blogu piszę właśnie o książkach podzielonych na wiek, bo wtedy jest Wam łatwiej je dobierać.
Zauważyłam u swoich dzieci (i Wy też mi o tym piszecie), że w momencie kiedy Wasze dzieci zaczynają doskonalić chodzenie, wspinanie (czas po 1 roku życia) to zainteresowanie książkami opada. Dlaczego tak się dzieje? Bo zazwyczaj żeby przeczytać książkę trzeba… USIĄŚĆ. A kiedy układ nerwowy jest teraz zorientowany na ruch i eksplorowanie świata to zwyczajne siadanie i czytanie jest marnotrawieniem drogocennego czasu. Co zrobić? Nie przejmować się, przeczekać. To jest też dobry czas na zaczęcie czytania przed snem. Takie maluchy też przed snem ciągle wstają, siadają ale może właśnie książka spowoduje zaciekawienie i kilka minut posłuchają.
Czasami rodzice chcą aby wszystkie książki były piękne, napisane literackim językiem z trudnymi metaforami. (Sama przyznaję, że książki dla dzieci kupuję też dla siebie, bo w końcu ja je czytam). Czasami jak widzę w księgarni po jakie książki sięgają moje dzieci, to aż czasami nie wierzę;) Wcale nie piękne, tylko takie z infantylnymi ilustracjami. No cóż! Takie książki najczęściej wypożyczamy z biblioteki. Czy są potrzebne? Według mnie tak, uczą dzieci rozpoznawania czy coś jest wartościowe, skłaniają do rozmów i dyskusji.
Poszukajcie w okolicy dobrze zaopatrzonej biblioteki. Ja sama odkryłam to miejsce dość wcześnie i byłam zdziwiona jak nasza biblioteka jest wyposażona. Moje dzieci dosłownie tam wbiegają i rzucają się na półki z książkami. Wypożyczają po 10 na głowę. To jest niesamowite, że teraz biblioteka jest tak przyjaznym miejscem dla dzieci.
Muszę poświęcić jeden punkt na ten rodzaj książek, bo wiem, że wiele dzieci je lubi. Ja mam na ich punkcie małą obsesję i jak widzę tylko nowość, która zapowiada się na ten typ to od razu kupuję. Zdecydowanie książki, w których bohaterami są dzieci mają bardzo dobry wpływ na rozwój, jak i czytelnictwo. Dzieci bardzo często utożsamiają się z bohaterami i odnoszą się do realnego życia. Dzięki temu czują jeszcze większy pociąg do książek.
Ostatnimi hitami na naszej półce są książki o Pepe – chłopcu, który jest taki jak nasze dzieci: jest wesoły, ciekawy świata i trochę obawia się pewnych sytuacji. Do tej pory ukazały się dwie, ale mam nadzieję, że jeszcze będą kolejne. Książki mają piękne ilustracje (trochę retro w skandynawskim stylu) i bardzo ciekawą treść.
Pierwsza część jest o wizycie u fryzjera. A na końcu macie dyplom i miejsce, gdzie dzieci mogą wkleić swój kosmyk włosów. No genialne!
„Pepe idzie do fryzjera”, Anna-Karin Garhamn, wyd. Kapitan Nauka- dostępna TUTAJ
A druga jest o wizycie w kinie. Na końcu możecie razem z dzieckiem napisać pierwszą recenzję.
„Pepe idzie do fryzjera”, Anna-Karin Garhamn, wyd. Kapitan Nauka – dostępna TUTAJ
(Macie ode mnie rabat na hasło: nebule na aż 25% na wszystko z www.kapitannauka.pl)
Takie właśnie książki powodują miłość do czytania, mówię Wam!
Wiele dzieci w Polsce zaczyna przygody z książkami od Ulicy czereśniowej, a później przechodzi do innych. Książki obrazkowe czytane razem z dzieckiem będą później zachęcać do samodzielnego sięgania po nie. O ile dla mniejszych dzieci jest sporo obrazkowych książek, to dla starszych już niewiele, ale na szczęście ostatnio trafiła w moje ręce Mela i Kostek. To bliźniacy, którzy są bardzo podobni do naszych dzieci. Realistyczne ilustracje i ciekawe zadania (idealnie nadają się do samodzielnego przeczytania). Książka zachęca do wymyślania różnych historii i rozwija wyobraźnię.
Mela i Kostek, czyli zwykły dzień bliźniaków, Anastasila Moshina, wyd. Kapitan Nauka, dostępna TUTAJ
Wiadomo, że zależy nam na tym aby dzieci czytały jak najwięcej, ale nie popadajmy w paranoję. Kiedy mówimy dziecku, że może obejrzeć bajkę dopiero jak przez 30 minut będzie czytało, powodujemy więcej szkody niż pożytku. Mimo tego, że nie nazywamy tego karą, to tak dziecko to odbiera. Nie warto łączyć książek z negatywnymi emocjami ( „Idź poczytaj książkę to się uspokoisz”). Dzięki takimi sformułowaniom na zawsze obrzydzimy dzieciom książki.
Głośno, wyraźnie i codziennie! Chociaż wieczorem przed snem:)
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam 🙂
Dostaję często od Was różne pytania, niektóre czasami wprawiają mnie w osłupienie. Ale to świadczy tylko o tym, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej, a informacyjny szum skutecznie Wam w tym przeszkadza.
Ja też często czuję się zagubiona wśród newsów, które spadają na mnie z każdej strony. I gdyby tak na to spojrzeć, to WSZYSTKO szkodzi. Nie dajmy się zwariować:)
Jedno pytanie powtarza się bardzo często, kiedy gdzieś w tle (np. na instastories) dzieciaki jeżdżą na hulajnogach, czy nie obawiam się skutków jeżdżenia na tych sprzętach. I tak szczerze, to najpierw łapałam się za głowę, bo tak naprawdę to wszystko może szkodzić… A później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego sprzęt skłaniający do ruchu może powodować takie kontrowersje.
Zawsze zachwycały mnie maluchy w kaskach jeżdżące na hulajnogach. Sama też dałam się złapać w marketingową pułapkę, że 2-latek to już może zasuwać! Kupiliśmy Lilce Mini micro, a ona do 5 roku życia nie chciała na niej jeździć. Wiedziałam z czego wynika niechęć (mała asymetria w wieku niemowlęcym) i pozwalałam jej na wybór. A ona do niej dorosła w wieku 5 lat i dopiero zaczęła jeździć.
Ważne: jeżeli Wasze dziecko miało lub ma asymetrię, to przed zakupem warto zapytać fizjoterapeutę, czy to dobry pomysł.
Scootandride Highwaykick
Oczywiście, bardziej rozwijającą aktywnością jest jazda na rowerze. Niestety rower ma swoje minusy, takie jak np. gabaryty i łatwiej jest zabrać hulajnogę. Jednak, nie ma co ukrywać, że rower (najpierw biegowy, a póżniej z pedałami) jest bardziej korzystny dla rozwoju motorycznego.
Jednak same dzieci często wolą hulajnogi i warto ich posłuchać.
Z dużym prawdopodobieństwem nie i możecie śmiało zaproponować tę aktywność dzieciom. Fizjoterapeuci mówią o tym, żeby podczas jazdy zmieniać nogę odpychającą. Według mnie jest to duży wysiłek dla mózgu i mało kto będzie tak robił. Z resztą organizm dzieci jest o wiele mądrzejszy niż nam się wydaje. Podczas jazdy nasze ciało bardzo intensywnie ćwiczy i zwyczajnie się męczy (podobne ruchy jak przy robieniu przysiadów). Nie jest możliwa jazda nawet godzinę non stop. Więc według mnie, nie ma się czego obawiać i można pozwalać jeździć dzieciom.
Jeżeli nasze starsze dziecko ma problemy z kręgosłupem (np. skolioza) to też warto zapytać o hulajnogę fizjoterapeutę.
Widzę, że jazda na 3 – kołowej bardziej wspiera rozwój stronny niż 2-kołowa. Dlaczego? Po pierwsze często mają węższy podest i nie ma możliwości dostawienia drugiej stopy, chyba że jedna za drugą. Po drugie hulajnogi 2-kołowe skręcają wtedy, kiedy przekręci się kierownice, a 3-kołowe zmieniają swój kierunek, przechylając ciężar ciała i balansujemy (wspieranie układu równowagi).
Scootandride Highwaykick 5
Według mnie tylko wtedy, kiedy dziecko jeździ bez kasku, a to juz zupełnie inny czynnik.
Testowaliśmy oba modele, więc chętnie Wam napiszę nasze wrażenia
Ogólnie są to bardzo podobne sprzęty, cenowo również. Rekomendowany wiek również jest identyczny.
Jul: Scootandride Highwaykick 1 Lila: Scootandride Highwaykick 5
I to by było na tyle:)
Hulajnoga Highwaykick 1 jest również jeździkiem. Najpierw dziecko może na nim jeździć na siedząco, a po zmianie siedziska staje się hulajnogą.
Składana Scootandride Highwaykick 3
Podsumowując, jazda na hulajnodze jest aktywnością, która angażuje całe ciało i sprawia ogromną radość. Nie ma co się przejmować i warto zaufać dzieciom, one będą wiedziały, kiedy coś im nie służy, szybciej niż nam się wydaje.
a tu macie więcej wpisów o rowerach:
W Warszawie, co weekend jest mnóstwo atrakcji dla dzieci. Czasami aż trudno wybrać coś ciekawego, bo wybór jest tak ogromny. My też, jak tylko zostajemy w stolicy na sobotę i niedzielę to często uczestniczymy w różnych wydarzeniach.
Zazwyczaj relacjonuję Wam te wydarzenia już po i często piszecie: „Żałuję, że nie dałaś znać nam wcześniej, to udałoby się nam dotrzeć”. Więc dziś mam dla Was zapowiedź bardzo ciekawego wydarzenia, które będzie się odbywało w ten weekend w Warszawie.
Jest to kolejna edycja (już 8!) tego wydarzenia i już Wam mogę powiedzieć, że będzie bardzo ciekawie. Dlaczego? Bo oprócz wspaniałej zabawy będzie też mnóstwo edukacyjnych atrakcji. Oprócz zabawy dla całej rodziny, zarówno dzieci, jak i rodzice, mogą nauczyć się, jak zadbać o bezpieczeństwo najmłodszych – w przestrzeni publicznej, nad wodą, w lesie i zadbać o swoje zdrowie, co jest szczególnie ważne w okresie przedwakacyjnym, ale również przydatne na co dzień
Na co dzień nie mamy możliwości posłuchać ciekawostek od służb bezpieczeństwa, a tym razem będzie to możliwe. Jeżeli Wasze dzieci interesują się działaniami Straży pożarnej, Policji lub nawet bezpiecznymi przejazdami autobusem, to spodoba się im na pikniku.
Cała impreza powiązana jest ściśle z bezpieczeństwem: dzieci i rodzice będą mogli skorzystać z wiedzy ekspertów. W czasie pikniku będzie też wiele innych i konkursów z nagrodami.
Będą też animacje dla dzieci, warsztaty ogrodnicze przygotowane przez Leroy Merlin i zajęcia sportowe poprowadzone przez trenerów Zdrofit.
A wszystko to odbędzie się przed Arkadią tuż obok świetnego placu zabaw, który odwiedziliśmy wczoraj. Sam plac jest genialny i uważam, że to jeden z lepszych w całym mieście i często go odwiedzamy. Sami zobaczcie:
Informacje praktyczne:
Najwygodniej będzie Wam zaparkować w Arkadii (bezpłatny parking). A jak zgłodniejecie możecie skorzystać z restauracji w środku. Przy okazji koniecznie zaprowadźcie dzieci na zjeżdżalnie przy strefie jedzenia.
My wczoraj jedliśmy obiad w Black’u i było pysznie! (restauracje są też czynne w niehandlowe niedziele). Była Pani animatorka, która tak zajęła dziećmi, że nie chciały wychodzić.
Sam program pikniku jest imponujący i organizatorzy zadbali o wszystkie możliwe aspekty bezpieczeństwa. Cieszę się, że takie pikniki rodzinne to już nie tylko dmuchańce i kiełbaska z grilla tylko właśnie takie wielkie wydarzenie, z których dzieci i rodzice mogą wynieść wiele ciekawych informacji.
My też się pojawimy, więc liczę, że się zobaczymy pod Arkadią 🙂
Jeżeli spodobał się Wam post to kliknijcie „Lubię to” i puśćcie go dalej, niech inni też się dowiedzą o tym wydarzeniu 🙂
Dzień Dziecka już niedługo i żeby Wam ułatwić poszukiwania przygotowałam pierwszy post z ciekawymi propozycjami. Myślę, że Wam się spodobają!
Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie marka Janod, która ma teraz w swojej ofercie wiele nowości (zobaczycie je poniżej).
Zacznę od zabawek dla najmłodszych i pokaże 3 bardzo ciekawe propozycje.
Zupełna nowość, dlatego nie mam realnych zdjęć. Szukałam takiego, jak Julek był mały i przeżywał fascynację sorterami. Jeżeli macie dziecko w okolicach roku to bardzo polecam Wam właśnie taką zabawkę. Jest bardzo ciekawy, bo można wkładać klocki na dwa różne sposoby i ma drzwiczki, dzięki którym szybko się je wyjmuje.
Dostępny TUTAJ
Takie same miał Julek w okolicy roku i to była jedna z ulubionych zabawek. Dźwięki bardzo przypominają realne odgłosy zwierząt. Dzieci uczą się rozpoznawać kształty i ćwiczyć prawidłowy chwyt.
Ogromne puzzle z elementami dotykowymi zaciekawią nawet maluszki. Do układanki dołożony jest plakat, dzięki któremu łatwiej będzie je Wam ułożyć. Najpierw możecie kłaść je na plakacie, a później probować bez. Świetny pomysł na prezent dla dziecka od 2 roku.
A teraz pomysły na prezenty dla 3-latka. Julek miał niedawno urodziny i dostał właśnie ten warsztat.
Świetny stolik z narzędziami do zabawy w warsztat. Już dawno o nim myślałam i to był strzał w dziesiątkę. W zestawie jest mnóstwo elementów, które możecie wykorzystywać w zabawie. Są narzędzia, które przyczepia się do ścianki za pomocą magnesów, śrubki, listewki, koła zębate, a nawet kreda do pisania po tabliczce.
To idealna zabawka dla małego miłośnika straży pożarnej. Wszystkie elementy są ruchome: możemy odkręcać i przykręcać śrubki. W zestawie jest też 3 strażaków, których można ustawiać w różnych miejscach w wozie.
Nowość, która totalnie zachwyciła moje dzieci. Najpierw układamy puzzle, a później za pomocą lupy wyszukujemy ukryte obrazki. Świetna zabawa!
To nie są zwykłe pieczątki! W zestawie jest dużo różnych obrazków i można z nich stworzyć całe scenki. Jak wyschną możecie je pokolorować. Dla małego fana dinozaurów to prezent idealny.
Jest też taki zestaw dla miłośniczek mody. Możecie mieszać stroje i fryzury, a na koniec pokolorować. Świetny zestaw kreatywny, który można wykorzystywać na wiele sposobów.
Piękny zeszyt z zestawem naklejek do samodzielnego wyklejania. Po bokach są też elementy do kolorowania. Na koniec możecie wyciąć obrazek i powiesić na ścianie.
A ten piękny pamiętnik upatrzyłam na Dzień Dziecka.
Po ostatniej wizycie u znajomych moje dzieci non stop by na czymś grały. A pianinko Janod ma zmienione dźwięki i brzmi naprawdę dobrze, a do tego pięknie wygląda. Poniżej nagrałyśmy filmik żebyście mogli usłyszeć brzmienie.
Chociaż sugerowany wiek to 5 lat +, to my graliśmy w tę grę też z Julkiem. Można właśnie grać w nią jak w zwykłą loteryjkę, a jak dzieci dorosną to zastosować wszystkie reguły, które naszym zdaniem są świetne. Sami jesteśmy fanami rekreacyjnego pokera i grywamy na żetony, a ta gra zawiera jego elementy.
A Wy już macie pomysł na prezenty na Dzień Dziecka?
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Atrakcje dla dzieci – Białystok, czyli przegląd miejsc, do których bardzo często jeździmy i odkrywamy na nowo.
Jak wiecie, to moje miasto rodzinne – tam mieszkałam przez 19 lat życia. Mam tam rodzinę, przyjaciół i miejsca, które przyciągają jak magnes.
Dziś chciałabym Wam opisać atrakcje dla dzieci, które odwiedziliśmy w Majówkę.
EDIT: Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wrócimy w rodzinne strony. Dziś uaktualnię ten wpis, bo pojawiło się mnóstwo ciekawych atrakcji. Dodałam też listę najlepszych restauracji. Przy każdym miejscu dodałam jeszcze przewidywaną datę otwarcia.
A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!
Oczywiście, że tak! Zacznę od tego, że odległość (180 km) pokonacie nawet w 1.40 h. Od samego wylotu Warszawy do Białegostoku jest droga dwupasmowa, którą jeździ się doskonale! Pociągiem przejedziecie w ok. 2:20, jest to też dobra opcja, a dodatkowo dzieci będą miały przygodę.
Dziś pokażę Wam tylko wybrane miejsca, bo chciałabym żeby każde opisane miejsce miało też zdjęcia, a to mi trochę zajmie. Mogę śmiało powiedzieć, że tym wpisem zaczynam cykl, bo z pewnością będzie ich więcej i jestem przekonana, że nabierzecie ochoty żeby odwiedzić Moje Magiczne Podlasie.
Jak będziecie wybierać się do Białegostoku, to koniecznie sprawdźcie repertuar BTL. Za każdym razem, jak tam jesteśmy, coś sobie wyszukamy. Bilety są tańsze niż do kina! (20 zł ulgowy, 23 normalny) Ja się wychowałam na tym teatrze i jak tylko jestem w Białymstoku to zabieram dzieci. Nie ma większych problemów z biletami i kupicie je w kasie przed spektaklem.
Blisko teatru znajduje się moja ulubiona księgarnia z książkami dla dzieci
ul. Grochowa 4 lok. 2U (CENTRUM)
Francuska cukiernia z pięknym wystrojem i mini kącikiem dla dzieci. Jadłam tam przepyszne zawijasy cynamonowe i z pewnością będę wracać. Pyszna kawa i ciastka.
Niedaleko jest też chyba jedna z najbardziej znanych kawiarni w Białymstoku.
ul. Lipowa 16/24 (CENTRUM)
To niepozorne miejsce ze stolikiem dla dzieci i książeczkami. Tam wypijecie znakomitą kawę i zjecie wyborne desery! Ich pączki osławiła już Eliza z whiteplate.com. Jednak nie tak łatwo na nie trafić;) Możecie zadzwonić i zarezerwować, bo bardzo szybko się rozchodzą.
Chociaż ja się wychowałam w Białysmtoku bez Rynku, to teraz jest i to bardzo fajny! Możecie się tam wybrać na spacer, na lody (do Bella vita).
Malutkie i darmowe Zoo, gdzie możecie obejrzeć kilkanaście zwierząt (nie ma tam zwierząt tropikalnych), ale zobaczycie: ciekawe rasy kur, rysie, niedźwiedzie, świnki, króliki i nawet jest żubr. Z tyłu Zoo jest przyjemny plac zabaw. Za ZOO jest plac zabaw, a już niedługo będziemy mieli pierwszy wodny plac zabaw.
Piękne zadbane miejsce, które jest idealne na wycieczkę rowerową lub spacer. Jest tam też jeden z najbardziej obleganych placów zabaw. W sezonie letnim są pokazy multimedialne fontann. Teren przed i za Pałacem Branickim jest przepiękny i zachęca do spacerów.
Obok jest znakomita restauracja z placem zabaw
To miejsce, gdzie naprawdę dobrze zjecie, a w czasie oczekiwania dzieci pobawią się na placu zabaw, a wy pykniecie partyjkę warcabów. Pyszne jedzenie i piękne miejsce.
Jest to nasze obowiązkowe miejsce do odwiedzenia, kiedy jesteśmy w Białymstoku. Oprócz tego, że jest jezioro, to znajdziecie tam z 6 (a może więcej placów zabaw). Możecie wziąć swoje jedzenie lub zamówić coś na miejscu. Możecie się tam wybrać nawet, jak nie ma upału i pobawić się na placu.
Nie byłam tam z 20 lat! W deszczową Majówkę zabraliśmy dzieci i bawiliśmy się świetnie. Chociaż widać ząb czasu, to atrakcje, które tam znajdziecie podobały nam się bardzo. Jest basen z falami, brodzik, basen pływacki, dwie duże zjeżdżalnie, 3 ogrome lecznicze jazuzzi (borowinowe, ługowe i magnezowo-wapniowe), grota solna, grota śnieżna (!).
Niewiele osób wie, że w Białymstoku jest mnóstwo świetnych murali. Jeden z najbardziej znanych to „Dziewczynka z konewką”. Całą mapę murali znajdziecie TUTAJ
Najlepiej kupcie bilety online TUTAJ
Nowootwarte Centrum jest genialne – obecnie to nasze ulubiona atrakcja w mieście.
Dostępne są dwie strefy:
DLA MNIEJSZYCH DZIECI – Strefa Małego Odkrywcy – od 3 do 10 lat
DLA STARSZYCH DZIECI I DOROSŁYCH – WYSTAWA GŁÓWNA
a tu szerszy cały wpis o atrakcjach EPI CENTRUM
TIP: Przyjdźcie najedzeni i weźcie ubranie na zmianę. Parkować można w zatoczce pod samym Epi Centrum
Tu mamy oddzielny wpis wraz z przewodnikiem do pobrania gdzie jest omówiona BIAŁOWIEŻA i jej atrakcje.
Oddalona od Białegostoku o 90 km jest miejscem wyjątkowym. Raz w roku MUSZĘ tam być, chociaż na jeden dzień. Jeżeli też macie chęć to polecam Hotel Żubrówka (z super strefą spa i basenami) lub skorzystajcie z agroturystyki Stoczek 1929 z doskonałą kuchnią lub Apartamenty Carskie. W tych miejscach są też najlepsze restauracje w Białowieży.
Niedaleko Białowieży jest też Wiejska Zagroda Podlasie – fajne miejsce, w którym spaliśmy
Za każdym razem, jak tam jesteśmy to musimy się przespacerować Parkiem Pałacowym, pobawić się na placu zabaw przy Stacji Białowieża, zjeść soljankę i wtedy możemy wracać. Nie byłam jeszcze z dziećmi w samej Puszczy w rezerwacie, bo czekam, aż będą starsze i też zakochają się w tym miejscu.
Czyli posiadłość kilka kilometrów od Białegostoku – tam kilka lat temu było nasze wesele. Teraz oprócz znakomitej restauracji jest sporo atrakcji dla dzieci (wstęp jest płatny):
Możecie tam być kilka długich godzin.
Czyli miejsce, które znają chyba wszyscy białostoczanie. Nie jest może bardzo wypasione, ale moim dzieciom się podobało. Wstęp do samych dinozaurów jest płatny. Przed wejściem jest też mini wesołe miasteczko, które ma już swoje lata, ale nadal sprawia wiele radości.
Samo Podlasie jest piękne! Czasem dzieciom wystarczą same patyki i przepiękna otaczająca przyroda (bez żadnego filtra). To idealne miejsce na wycieczki rowerowe!
To już wszystkie atrakcje dla dzieci – Białystok to miejsce, które ma wg mnie jeszcze nie do końca odkryty potencjał i dzięki temu są tam atrakcyjne ceny i nie ma wielu turystów. Byliście tam kiedyś? Miasto bardzo się zmieniło i bardzo nam się tam podoba.
Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna. Częściej oglądam zdjęcia i filmiki z czasów, jak dzieci były malutkie. Sama też z ogromną chęcią wracam do moich wspomnień z dzieciństwa.
W maju wypada wyjątkowy dzień – Dzień Mamy, a ja chciałam stworzyć coś nietuzinkowego na prezent dla siebie i mojej Mamy. Długo myślałam, czym mogłabym obdarować moją Mamę, aż w końcu wymyśliłam.
Wpadłam na pomysł stworzenia albumu z wszystkimi najpiękniejszymi zdjęciami z mojego całego życia, na których jestem z moją Mamą. Przyznam szczerze, że jest ich naprawdę niewiele i trochę żałuję, że kiedyś nie robiono tak dużej ilości zdjęć, jak teraz.
Zebrałam ze wszystkich albumów w moim rodzinnym domu te najpiękniejsze, które wzbudzają we mnie najcieplejsze wspomnienia.
Samo selekcjonowanie zdjęć wprawiło mnie dobry humor, bo kiedyś fotografie były zupełnie inne. Spędziłam bardzo miły wieczór na wybieraniu i wspominaniu tych najpiękniejszych chwil.
Później zeskanowałam wszystkie fotografie i wgrałam w Printu.
Zawsze myślałam, że zrobienie fotoksiążki wymaga poświęceniu kilku wieczorów, a tymczasem dzięki gotowym pięknym szablonom trwało to pół godziny. W ofercie macie do wyboru różne szablony (nawet są na Dzień Mamy). Wystarczy porozmieszczać zdjęcia, zatwierdzić i gotowe!
Od tamtej pory obejrzałam go chyba z 30 razy i tak szczerze, że nie mogę doczekać, kiedy podaruję go mojej Mamie.
Jeżeli nie macie pomysłu na prezent na Dzień Mamy, to bardzo Wam polecam taką cudną pamiątkę. Zrobicie go szybko, a gwarantuję, że osoba obdarowana będzie przeszczęśliwa.
Mam też dla Was kupon rabatowy, jeżeli chcecie też zrobić sobie taką fotoksiążkę. Wystarczy, że klikniecie TUTAJ i automatycznie naliczy Wam się rabat -40 zł.
Wpis powstał w ramach współpracy z Printu.
Jeżeli spodobał się Wam ten pomysł, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
a tu macie inne inspiracje na Prezent na Dzień Mamy
Układanki edukacyjne często goszczą na naszych półkach. Takie zabawki pozwalają zaspokoić głód wiedzy, a przy okazji pobawić się. A wiadomo nie od dziś, że nauka przez zabawę przynosi najlepsze efekty.
Dziś chciałabym Wam pokazać układanki edukacyjne, które mamy w domu i bardzo często z nich korzystamy.
Wiem też, że zbieracie powoli inspiracje na prezenty na Dzień Dziecka, więc postów z inspiracjami będzie sporo.
Zacznę od klocków – układanki dla najmłodszych
KLIK
My mamy wersję z zawodami, ale są dostępne również inne. Już dłuższy czas szukałam takiej układanki edukacyjnej. Ta jest świetna, bo dodatkowo ma magnesy. Dzieci układają wertykalnie klocki i tak tworzą postać. Są niewielkie i lekki, a dzięki temu sprawdzają się też w podróży.
Odkryłam bardzo fajną markę układanek i je niżej Wam zalinkuję.
Piękne puzzle z bardzo szczegółowymi ilustracjami. Nie będę ukrywać, największą radość sprawia późniejsze świecenie latarką i odnajdywanie wszystkich elementów zaznaczonych na boku. Według mnie i moich dzieci są rewelacyjne, a do tego stosunkowo tanie.
W zestawie jest latarka i suchościeralny mazak.
Z tej firmy są jeszcze fajne dla młodszych dzieci: TAKIE, TAKIE, TAKIE,
A dla starszych TAKIE, TAKIE do nauki angielskiego
Julek uwielbia tę układankę i zna już ją prawie na pamięć. Najpierw układamy puzzle z literami razem, a później on dopasowuje litery i nazywa przedmioty. Jest bardzo prosta, ale naprawdę dużo można się z niej nauczyć. Obecnie szukam czegoś podobnego tylko, że w języku polskim.
Świetne puzzle, które mają też elementy w kształcie planet. Możecie je układać na dwa sposoby: układać wszystko na raz lub najpierw ułożyć normalne puzzle, a później powkładać planety. Do tego proporcje pomiędzy wielkościami są zachowane. Jeżeli szukacie czegoś dla miłośników kosmosu to bardzo je polecam.
Dostępne najtaniej TUTAJ
Przepiękne puzzle, z których dowiecie się wielu ciekawych rzeczy. Możecie używać też do nich figurek ze zwierzętami. Układaliśmy je już kilkanaście razy i jeszcze się nie znudził. Są dostępne jeszcze drugie (trudniejsze) KLIK
Dostępne najtaniej TUTAJ (kosztują 10 zł!)
Świetne memory do nauki, a do tego do świetnej zabawy. Możecie przełożyć kartoniki do woreczka i wziąć w podróż. Plus za realne zdjęcia.
Piękne puzzle, które czekają na długi deszczowy dzień (jeszcze tak dużych nie układałam z Lilą). Na ilustracjach są przedstawione sławne rasy psów. Jest też wersja z kotami KLIK
Puzzle przedstawiające wybitnych naukowców. Bardzo fajny pomysł żeby zrobić puzzle w taki motyw – w czasie układania możemy na tem temat porozmawiać z dziećmi, a później poszukać informacji. Jest też wersja z samymi kobietami
Jeżeli jeszcze Wam mało to kliknijcie wpis z zabawkami do nauki Geografia przez zabawę i o ciele człowieka Zabawki edukacyjne.
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis, kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.
Dawno nie pokazywałam Wam kosmetyków, których używam i doskonale się u mnie sprawdzają. Dziś wpis z poleceniami kosmetycznymi – mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.
Moje włosy ostatnio znów są przesuszone i potrzebują szczególnej pielęgnacji. Przez moją łazienkę przewinęło się mnóstwo produktów nawilżających, ale te dwa są absolutnie THE BEST i nie kosztują majątku.
Nigdy nie spodziewam się po szamponie spektakularnego efektu – ale po tym jest wow. KLIK
Nie ma w składzie SLS, a do tego super się pieni i bardzo dobrze myje włosy. Nie obciąża, ale nawilża. Kosztuje 9 zł i naprawdę jest genialny.
Testowałam różne maski – te z linii Hair food sprawdzają się ok. Ale ta jest rewelacyjna – włosy nawilżone i kosztuje niewiele. Dostępna TUTAJ
Możecie je znaleźć teraz w promocji na Limango
Pisałam już wcześniej, że mam peeling enzymatyczny, który bardzo delikatnie peelinguje skórę twarzy i zostawia ją głęboko oczyszczoną.
Maska różana, która sprawia, że skóra jest bardzo nawilżona i staje się promienna.
I najlepsza woda micelarna, od której jestem lekko uzależniona. Dobrze zmywa makijaż, nawilża i przepięknie pachnie. To produkt, który na długo zostanie ze mna.
Nowość, którą stosuję od kilku tygodni i mogę już przynać, że rozstaję się z moim poprzednim ulubionym żelem do mycia twarzy (Kiehl’s) na dobre. Ten ma naturalny skład, bardzo dobrze myje i zostawia skórę nawilżoną.
Co ważne: nie ściąga skóry i nie szczypie w oczy (możecie nim zmywać makijaż). Według mnie jest świetny, ma intensywny owocowy zapach (wiem, że niektórym może przeszkadzać, ale ja go bardzo lubię).
Mam cerę mieszaną i często błyszczy mi się strefa T. Ten kosmetyk z naturalnymi wyciągami sprawia, że mam zdecydowanie dłużej matową skórę. Do tego zmniejsza widoczność porów.
Jaki to jest genialny żel! Pięknie pachnie, nie wysusza i ma dobry skład. Kupię kolejne opakowanie.
Mam 3 kosmetyki i naprawdę jestem ciekawa kolejnych. Proste naturalne składy i świetne działanie.
Uwielbiam tę sól do kapieli – cudownie pachnie, wygładza skórę i dostarcza jej wielu mikro- i makroelementów. Wrzucam do wanny kilka kryształków i mam relaksujaca kapiel. KLIK
Mój ulubiony peeling, który pachnie obłędnie i do tego świetnie działa: zostawia skórę nawilżoną i pięknie pachnącą.
Jakie to jest małe cudo – noszę w torebce i jak tylko poczuję, że mam suche usta to smaruję. Super nawilża i zostawia delikatny posmak mandarynki.
Kultowy produkt możecie kupić już na Zalando. Ja też swój zamówiłam i uważam, że jest rewalacyjny. Zostawia na twarzy prawdziwy efekt glow. Ja na razie tonik z kwasami schowałam na jesień i z pewnościa do niego wrócę.
Bardzo lubię kosmetyki tej marki i jak tylko wyszły na rynek to musiałam je mieć. Powiem Wam szczerze, że sa świetne! Do tego stopnia, że mogłyby być w większych opakowaniach.
Balsam do ciała nawilża i koi, a żel jest bardzo łagodny. Moje dzieci mają sucha skórę i bardzo polubiliśmy się z tymi produktami.
To już wszystko. Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „LUBIĘ TO” i udostępnijcie ten wpis<
Prawda jest taka, że przyszłość planety zależy od nas i edukacji naszych dzieci. Codziennie staram się tłumaczyć dlaczego już nie używamy słomek albo dlaczego musimy zakręcać wodę w kranie.
W końcu na rynku pojawiły się dwie książki, które w prosty sposób pomogą dzieciom zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi!
Takich pozycji szukałam już od dłuższego czasu i w końcu są!
Dwie wyjątkowe książki, które trzeba mieć na półce.
– Gaëlle Bouttier-Guérive wyd. Egmont
Wyjątkowa książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest przepięknie zilustrowana, a do tego pełna wartościowej treści. Jest napisana w taki sposób, że się ma ochotę naprawdę zainteresować tym tematem jeszcze bardziej.
Znajdziecie tam grę:
Książka angażuje młodego czytelnika i w przyjazny sposób pozwala przyswoić wiedzę np. dlaczego nie wolno karmić kaczek chlebem
Mnóstwo okienek, przesuwanych elementów wzmaga ciekawość u dzieci i urozmaica czytanie. Wszystkie informacje zawarte w książce są naprawdę niezbędne nam i naszym dzieciom. Naprawdę warto ją kupić i stosować wszystkie metody dbania o Ziemię.
W książce są poruszone tematy z różnych dziedzin: od ochrony zwierząt, segregację śmieci, po świadome wybory konsumenckie.
A na końcu znajdziecie też znaczki, które możecie nakleić w Waszym mieszkaniu żeby Wam przypominały o codziennym dbaniu o naszą planetę.
Druga książka jest o Basi.
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak wyd. Egmont
Tym razem Basia i jej rodzina zastanawiają się wspólnie, jak mogą pomóc naszej planecie. Przy okazji dowiadujemy się wielu interesujących faktów np. ile lat rozkłada się plastikowa reklamówka. Co możemy zrobić żeby wytwarzać mniej śmieci.
Basia odkrywa, że niestety ludzkie działania powodują wiele szkód. Dostrzega też swoje błędy, ale błyskawicznie podejmuje decyzję o poprawie. W rewolucji pomaga jej pomysłowa Mama, która ma kilka świetnych rozwiązań.
Dzięki tej książce Wasze dzieci dowiedzą się wielu interesujących faktów i poznają różne metody, które mogą stosować w życiu codziennym. Polecamy do czytania i dyskusji.
Podsumowując, te dwie książki naprawdę warto mieć na swojej półce żeby od początku modelować świadome wybory. Dzięki nim Wasze dzieci dowiedzą się wielu ciekawych informacji i nawet będą mogły uczyć inne nieświadome jeszcze osoby.
Ubranka dzieci Chmurrra Burrra
Jeżeli spodobały się Wam nasze polecenia to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam.
Od kilku lat staram się robić świadomie zakupy ubraniowe. W tym roku również najpierw przejrzałam swoją szafę i dopiero wtedy wiedziałam, że potrzebuję dosłownie kilku rzeczy. Zawsze stawiam na klasykę, bo wiem, że za kilka lat również te ubrania będą modne.
Dziś zebrałam wszystko na tablicy żeby mieć pewność, że wszystko do siebie pasuje. A może i Wy coś u mnie wypatrzycie:)
Jeżeli spodobał się Wam ten post to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten post znajomym.
Piosenki dla dzieci! Długo czekałam na ten moment, ale w końcu mogę Wam zdradzić nad czym pracowałam przez ostatnie miesiące. Już jest – wyjątkowy projekt, który idealnie wpasuje się w Wasze potrzeby.
Kto zagląda do nas od dawna wie, że uwielbiam w życie codzienne dzieci wplatać elementy edukacyjne. Wiedzę, którą zdobyłam na studiach logopedycznych często przekazuję Wam na blogu i na Instagramie w instastories.
Miałam wiele marzeń żeby móc przemycać właśnie takie elementy edukacyjne w życie wszystkich dzieci i teraz się udało.
Razem ze zdolną ekipą Dubi stworzyłam wyjątkową książkę z płytą dla Waszych dzieci (i dla Was). Pamiętacie poprzednią ? Pisałam o niej DUBI.
Zamawiacie płytę z imieniem swojego dziecka i wykonawca w ciekawych tekstach śpiewa piosenki, w których co chwilę słychać imię Waszej pociechy.
Pamiętam, jak pierwszy raz włączyłam płytę Lilce – była zachwycona! Tysiące razy przesłuchaliśmy wszystkie piosenki i tak szczerze, to miałam już troszeczkę dość. Ale to wzmożone zainteresowanie świadczyło tylko o tym, że bardzo jej się podoba.
Przyznam też, że kilkadziesiąt razy piosenki pomogły mi w codziennych problemach takich jak: niechęć do ubierania (włączałam piosenkę o ubieraniu), niechęć do sprzątania (włączałam piosenkę o sprzątaniu), nuda w samochodzie (tam płyta Dubi była włączona non stop).
Kiedy twórcy Dubi napisali do mnie, że chcieliby stworzyć nową płytę to trochę odetchnęłam z ulgą, bo teksty z tej płyty znałam już na pamięć. Ale kiedy zaproponowali mi żebym pomogła im stworzyć coś wyjątkowego to byłam przeszczęśliwa. Mogłam się wykazać moją wiedzą i pomysłami!
Krótko mówiąc: piosenki dla dzieci Dudu i Bibi wprowadzą Wasze dzieci w świat języka.
Chciałam żeby płyta była idealna dla dzieci od około roku do 6-7-8 lat (zależy jakie dziecko ma zainteresowania). Wszystkie teksty piosenek są tak skonstruowane żeby stymulować rozwój mowy i poszerzać słownictwo dzieci. Znajdziecie też tam ćwiczenia fonacyjne i oddechowe.
Wiadomo nie od dziś – jeżeli jesteśmy w coś zaangażowani emocjonalnie to uczymy się tego znacznie szybciej i przyjemniej! A jeżeli do tego użyjemy więcej niż jeden zmysł to mamy sukces gwarantowany. Mózg uczy się wtedy ekspresowo. Aby jeszcze bardziej włączyć dziecko postanowiliśmy skonstruować książeczkę, która jest dołączona do płyty.
Tutaj znajdziecie spis treści:
Płyta Dubi uczy aktywnego słuchania, skupienia i naśladowania – a najlepsze jest w tym wszystkim to, że dzieci w ogóle tego nie odczuwają, że w tym momencie robą np. ćwiczenia fonacyjne.
Razem z twórcami starałam się żeby płyta była wartościowa dla dzieci w wieku od około roku do 6-7-8 lat. Jest doskonała na prezent na roczek, na dwa itd. a nawet bez okazji.
Możecie jej słuchać w domu, w aucie.
Płyta „zajmie” Wasze dzieci w czasie długiej podróży i w długich korkach. A także uprzyjemni siedzenie w domu.
Książeczka zawiera ilustracje dopasowane do tekstów piosenek. Znajdziecie tam wyszukiwankę i obrazki, które pomagają zrozumieć różne zależności zawarte w treści.
Przykładowe strony książeczki.
Jestem bardzo ciekawa, jak Wasze dzieci zareagują na nową płytę.
Dodam też, że na samym końcu znajdziecie bajkę relkasacyjną, która podsumowuje wszystkie treści zawarte na płycie.
Bardzo się cieszę, że mogę przekazać w Wasze ręce tak świetny i innowacyjny produkt.
Jeżeli macie więcej niż jedno dziecko i nie chce awantur to teraz możecie zamówić płytę dla rodzeństwa. Sami z takiej korzystamy 🙂
Książkę z personalizowaną płytą możecie zamówić TUTAJ
Jeżeli macie jakieś wątpliwości to zawsze możecie przeczytać FAQ
W niektórych regionach Polski dzieci dostają małe prezenty od zajączka związane z tematyką tego święta. U nas też jest taka tradycja, więc dziś przygotowałam Wam inspiracje na takie nieduże prezenty.
tu łapcie najświeższy wpis – Prezenty od zajączka 2025!
1. Książka z otworami „Mój mały świat. Jajo” KLIK
2. Matrioszki Jajka Dumel KLIK
3. Wózek z królikiem Miffy Tiamo KLIK (dobra cena)
4. Jajka magnetyczne Eichhorn KLIK
5. Układanka Hape królik KLIK
6. Gryzak ruchomy Fat Brain Toys KLIK
7. Puzzle króliki Djeco KLIK
8. Jajka sorter Tomy KLIK
9. Perełki Grimm’s KLIK
10. Cykl rozwojowy kury Safari KLIK
11. Piłka Takane KLIK
Prezenty od zajączka dla starszaków
1. Gra Kurnik KLIK
2. Zwierzątka do wykluwania Hatchimals KLIK
3. Gra Kurnik Fat brain toys KLIK
4. Jajk łamigłówka smart egg KLIK
5. Książka „Jajko” Britta Teckentrup KLIK
6. Przepiękna książka „Aksamitny królik” KLIK
7. Artystyczne puzzle z królikiem HEYE KLIK
8. Układanka matematyczna Jajka KLIK
9. Jajko z dinozaurem do wyklucia KLIK
10. Jajko Playmobil (różne warianty) KLIK
A na koniec chcę Wam pokazać fajne sikawki B.toys – zamawiam je właśnie dzieciom na Wielkanoc, a później będą do zabawy w wannie i na plaży
To już wszystko. Jeżeli wciąż Wam mało, to polecam wpis z ubiegłego roku, może tam coś wpadnie Wam w oko Prezenty od zajączka
Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci – zbędny gadżet czy potrzebna ochrona?
Słońce w końcu zawitało i świeci zuchwale w nasze twarze. Tak bardzo na to czekaliśmy! Od razu ma się więcej energii na prozaiczne czynności, a czas spędzany na zewnątrz z dnia na dzień się wydłuża.
Jeśli wasze dzieci mają już 6 i 10 lat zapraszamy do najnowszego wpisu Okulary przeciwsłoneczne 2022
Partnerem wpisu jest marka Real shades i Shadez – bezpieczne, przeciwsłoneczne okulary dla dzieci. Na końcu wpisu znajdziecie rabat na obydwie firmy
Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci z sieciówki? Nie, dziękuję!
Naprawdę lepiej jest założyć dziecku czapkę z daszkiem lub kapelusz, niż dać mu takie okulary, które poza wyglądem nie mają nic wspólnego z okularami przeciwsłonecznymi.
Podczas słonecznego dnia mrużymy oczy na słońcu, źrenice się zwężają i dostaje się do nich mniej szkodliwych promieni UV. Sieciówkowe lub bazarowe okulary nie zawierają ochrony przed promieniami UV. Podczas noszenia takich okularów, oczy są zaciemnione, źrenice są rozszerzone i promienie UV trafiają prosto do nich. Lepiej już nic nie zakładać i mrużyć oczy…
Pisałam już Wam, że Lilka ma problemy z oczami i tym tematem interesuję się od dawna. Nie dość, że o nie bardzo dbamy to i chronimy przed słońcem. Każdy podmuch wiatru czy ostre słońce powoduje u niej łzawienie, więc staramy się unikać takich skrajnych warunków pogodowych.
Podczas poszukiwań okularów przeciwsłonecznych dla dzieci – 4 lata temu trafiłam na Real Kids, które bardzo dobrze chronią oczy dzieci przed promieniami słonecznymi, a niektóre modele są dostosowane dla alergików, bo nie przepuszczają również z boku promieni słońca i pyłków. Czyli coś idealnego dla mojego dziecka.
Sporo z Was już wypatrzyło je u nas w poprzednim sezonie, a w tym roku chcę Wam je pokazać bliżej.
Julek ma SKY rozmiar 2-4
Pewnie zapytacie o rozmiarówkę: jeżeli Wasze dziecko ma nawet 3,5 roku to warto wybrać rozmiar 2-4. Mieliśmy kilka różnych modeli i rozmiarów. Mam takie wrażenia, że rozmiar 4 jest naprawdę od skończonych 4 lat.
W ciągu 3 lat użytkowania mieliśmy kilka modeli, które świetnie się sprawdzają w każdych warunkach: codziennych i na wakacjach
Do każdych okularów jest dołączony pokrowiec, do którego trzeba chować okulary – każdy z nich ma karabinek do przypinania.
Lila ma SKY 4-6 lat
W ofercie jest mnóstwo różnych modeli, aż ciężko się zdecydować. Są też modele zmieniające kolor pod wpływem słońca SWITCH
Są one nieco sztywniejsze niż klasyczne modele.
Jeżeli szukacie okularów sportowych na rower, to Real kids też ma takie:
Możecie odczepić gumkę i użytkować je później bez niej
Po lewej rozmiar 2+, po prawej 4+ ( wydaję się, że różnica jest niewielka), ale warto zamawiać okulary zgodnie z wiekiem.
W tym roku jest też nowy model – CHILL i od razu zwróciłam na niego uwagę – ma świetny retro look
Pamiętajcie, że okulary są trochę większe niż podaje metka
Lila ma rozmiar 4+
Jul niebieskie ma (2-4) i są za małe, więc odsyłamy, a 4+ są lekko za duże, więc zostaje przy modelu SURF
A ja mam rozmiar 7+
Jeżeli też szukacie ciekawych okularów, które dobrze bedą chronić wzrok przed słońcem to warto zobaczyć okulary Real kids. TUTAJ możecie zobaczyć wszystkie modele.
polecam też wpis Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci
Na kod NEBULE20 macie 20% zniżki na obie marki – kod ważny do 19 kwietnia linki macie tutaj REALSHADES a tutaj SHADEZ
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to” i możecie udostępnić ten wpis znajomym.
Ten weekend spędziliśmy razem na dwóch świetnych wypadach z dziećmi. Całość relacjonowałam na Instasories, ale jak zwykle ulotność tego medium nie pozwala na późniejsze zapisanie tych miejsc. Zrodził się pomysł w mojej głowie żeby całość zapisać na blogu – wtedy zawsze będziecie mogli tu zajrzeć i wyszukać w wyszukiwarce.
Jak co roku nie możemy się doczekać wizyty w Parku Bajka w Błoniu.
Cały plac zabaw opisałam Wam w oddzielnym poście poniżej i jeżeli jeszcze tam nie byliście to bardzo polecam. Park Bajka
Spędziliśmy trochę czasu na tamtejszych atrakcjach i przy okazji podziwialiśmy budowę nowego obiektu, który powstaje tuż obok. Będzie to centrum sportu z basenem, kręglami i różnymi atrakcjami.
A później nasi znajomi zaproponowali wycieczkę do Grodziska na obiad i plac zabaw.
Zrobiliśmy rezerwację przez telefon w świetnej restauracji Piknik. Jeżeli będziecie dzwonić to możecie poprosić o stolik przy kąciku zabaw. Fajny wystrój, smaczne jedzenie i zadowolone dzieci. Czego chcieć więcej?
Później przy Pikniku zjedliśmy włoskie lody i ruszyliśmy do pobliskiego parku na plac zabaw – super miejsce dla małych i dużych dzieci.
Przy okazji znajoma pokazała mi bibliotekę publiczną w Grodzisku i naprawdę oniemiałam. Tak powinno się wspierać czytelnictwo w Polsce.
Mnóstwo książek, strefy do zabaw i czytania – tak właśnie wygląda biblioteka w Grodzisku.
Winogrono KLIK
Wybierzemy się tam innym razem przy okazji wizyty na wodnym placu zabaw – możecie o nim przeczytać TUTAJ. Jeżeli będziecie szukać to wpiszcie nawigację ul. Montwiłła 41.
W Grodzisku są tez pyszne lody w OLALA KLIK
Najpierw zjedliśmy późne śniadanie w Radości na talerzu (warto zrobić rezerwację przez tel.) i trochę pobawiliśmy się zabawkami w sali zabaw. Tej restauracji nie widać z ulicy i ktoś, kto jest pierwszy raz nawet może nie znaleźć tego miejsca (na górze w małej galerii handlowej). Ale jak już raz tu przyjedziecie, to Wasze brzuchy już często będą tam wracać. Pyszne jedzenie, znakomita obsługa i świetna sala zabaw. Warto wybrać się tam specjalnie!
A później pojechaliśmy do Falenicy do Kinokawiarni. Już dawno chciałam odwiedzić to miejsce i tym razem się udało. Maleńkie studyjne kino z klimatem poruszyło moje emocje bardzo mocno. Uwielbiam takie miejsca z duszą i z pewnością tam wrócimy.
Filmy ogląda się przy stoliku, jak kawiarni. Do tego możecie sobie zamówić ciastko i kawę. Przy kinie jest też księgarnia z wartościowym książkami dla dzieci. Kinokawiarnia Falenica jest przy samej stacji kolejowej, dlatego możecie się tam wybrać na wycieczkę pociągiem – będzie to dodatkowa atrakcja.
Na koniec wybraliśmy się na plac zabaw w Falenicy z ciekawymi zabawkami i muralem z książki „Zakątki” z wyd. dwie siostry.
W okolicy jest jeszcze:
Dajcie znać, czy chcecie więcej takich wpisów z polecenami miejsc na jednodniowy wypad i czy taka forma Wam odpowiada 🙂
Będzie mi miło jak klikniecie „Lubię to” i udostępnicie post swoim znajomym.