kontakt i współpraca
Dziś książki na święta! Moja miłość do książek trwa już wiele, wiele lat. Pamiętam jak z pożółkłą kartą biblioteczną i książkami Musierowicz pod pachą biegłam do osiedlowej biblioteki. Uwielbiałam czytać. Zostało mi to na całe życie.
To w książkach zapominałam o problemach i mogłam na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Kiedy przeprowadziłam się 11 lat temu do Warszawy i zaczęłam samodzielne życie było mi momentami trudno. Stypendium naukowe raczej nie wystarczało na takie przyjemności jak książki. Dlatego często można mnie było często znaleźć pomiędzy regałami siedzącą na podłodze w Empiku. Na miękkim dywanie siedziałam na podłodze i czytałam nowości.
Nie byłam w tym sama. Wiele osób znalazło taki sposób na bycie na bieżąco z książkami. Była to jedyna księgarnia w Warszawie, którą odwiedzałam, bo tylko tam pozwalano na takie zachowania.
Dziś chciałabym pokazać jakie książki wybrałam na prezenty dla Lilki i dla dzieci w rodzinie. Powiem Wam szczerze, że pierwszy raz od dawna wybrałam się w tym celu do księgarni. Odkryłam kilka perełek, które dziś Wam zaprezentuję.
Książki to najlepszy prezent nie tylko na Święta. Uwielbiam nimi obdarowywać oraz sama dostawać. W książce jest pewna magia. Dając taki prezent przekazujemy pewną historię, która może nawet zmieni nasze życie. Tak samo jest z książkami dla dzieci.
Pewnie już zauważyliście, że od dłuższego czasu nie kupujemy książek. Najczęściej korzystamy z osiedlowej biblioteki. Książki zamówione hurtowo w kartonie z księgarni internetowej przestały mieć dla mnie tę magię. Postanowiłam razem z mężem, że książki będą kupowane na wyjątkowe okazje, żeby nie stracić tego czaru.
Kiedy wyciągałam 10 książek z kartonu nie traktowałam ich w wyjątkowy sposób. Drugą kwestią był brak miejsca w 50-metrowym mieszkaniu. Dlatego uznaliśmy że najlepszy będzie kupowanie książek na prezenty.
A oto moje wybory:
To chyba najładniejsza kolorowanka jaką widziałam w życiu. Ilustracje Antoine de Saint-Exupéry tym razem do kolorowania
wzięłam ją do ręki, bo myślałam, że będzie to idealna propozycja dla starszych dzieci (ma 320 stron i swoje waży). Otworzyłam, zaczęłam przeglądać i wsiąkłam. Świetna książka dla dzieci 3+. Ilustracje bardzo trafiają w mój gust, a ilość tekstu na stronie jest wystarczająca.
Książka o przygodach rezolutnej Madeline to dobry pomysł na prezent.
Cała seria o uroczych bobrach Kastorze i Maciusiu są obecnie ulubionymi (o majsterkowaniu najmniej ze względu na gender). Kastor spodoba się już młodszym dzieciom (spokojnie 2+) ze względu na niewielką ilość tekstu.
Przepiękne ilustracje i to co maluchy lubią najbardziej, czyli rozkładanie danej czynności na czynniki pierwsze. Fajne, mądre książki!
Dwie świetne książki już dla rocznych dzieci do czytania i powtarzania. Przepiękne ilustracje Ignacego Witza sprawiły, że cofnęłam się do mojego dzieciństwa w latach 80-tych. Całość jest absolutnie przepiękna i doskonale nadaje się na prezent. Żebyście tylko mogli poczuć papier, z którego są wykonane książki…
Tego nie da się zobaczyć w księgarni internetowej. Jest to wydanie naprawdę znakomite i nietuzinkowe. Bardzo polecam na prezent. Poniżej zamieszczam spis treści obu książek, bo w każdej jest po kilka wierszy.
Nad tą pozycją długo się zastanawiałam, ale dopiero kiedy zobaczyłam ją na żywo i wzięłam do ręki wiedziałam, że to będzie idealny prezent dla Lilki na Święta. Przepięknie wydana, w twardym pudełku książka o przygodach Piotrusia Królika i jego przyjaciół. Ilustracje wykonane przez Potter mają w sobie magię i są bardzo dokładne, a to dzieci lubią.
Historie opisane w książce są ponadczasowe i często zawierają morały.
Tylko zobaczyłam okładkę tej książki i wiedziałam, że będzie nasza. Cudowna ciepła opowieść o siostrzanej miłości i przygodach. Nie jest to łatwa historia i nie wszystkim może się spodobać. Lilka podczas czytania była wyraźnie zdenerwowana i bardzo przejęta. Jednak rozwiązanie przyniosło jej ukojenie i całość bardzo się jej podobała.
Rodzice podczas czytania mogą być zaskoczeni małym wątkiem alkoholowym, ale można te 2 zdania pominąć;)
książka w trochę innym klimacie niż pozostałe, ale bardzo mi się spodobała. Pamiętacie fazę Lilki na budowle świata i mapy? Ta książka doskonale uzupełnia tę pasję. Fajne, kolorowe ilustracje i spora dawka wiedzy. Jest jeszcze wersja o „Wielkich cywilzacjach”.
Ciekawa opowieść o chłopcu, który dostaje narty i wyrusza w podróż. Spotyka różne osoby i zwierzęta. Książka idealnie nadaje się na zimę. Przepiękne ilustracje i ciekawy tekst.
W końcu pozycja polskiego autora wydana przez wydawnictwo Warstwy. Bardzo ciekawe rymowane wierszyki w tematyce zimowo-świątecznej. Do tego świetne minimalistyczne ilustracje.
I znów wielkie wow. Tylko zobaczyłam okładkę wiedziałam, że to będzie hit. Po raz pierwszy spotkałam się też z książką litewską dla dzieci. Autor jest zarazem ilustratorem i szczerze powiedziawszy są na bardzo wysokim poziomie.
Zwierzęta – bohaterowie tej książki mają różne przygody. Mam wrażenie, że książka ma charakter baśniowy, bo niektóre elementy przeżywa się jakby na jawie lub śnie. Wyjątkowa pozycja.
Bardzo fajna książka w tematyce świątecznej. Świetne ilustracje Joanny Bartosik. To opowieść o Mikołaju, który przez swoją nieuwagę zgubił prezenty i inni mu pomagają.
Na tę książkę właśnie natknęłam się zupełnie przez przypadek. Przekładając książki w Empiku siedziała głęboko na najniższej półce. Wzięłam do ręki i przepadłam. Taka niepozorna książka za całe 8,99… Lilka ją uwielbia i prosi żeby czytać ją po kilka razy, co jej się raczej nie zdarza.
Opowieść o małej dziewczynce (zwróćcie uwagę na przepiękne ilustracje), która marzy aby mieszkać w dżungli i to się spełnia. Cudowna, chociaż krótka książka o tym, że warto mieć marzenia. Na końcu jest zdjęcie prawdziwej Jane i jej historia. Dla dzieci 2+
Na koniec jak zwykle zostawiłam perełkę.
Pewnie mi nie uwierzycie, ale znalazłam ją również wciśniętą miedzy inne i jak ją tylko zaczęłam czytać to mnie zamurowało. Ta książka jest absolutnie wyjątkowa i powinien powstać o niej osobny post. Nie spodoba się wszystkim, ale tacy wrażliwcy jak ja powinni usiąść z kubkiem herbaty i sami sobie ją przeczytać.
Za każdym następnym razem kiedy czytam ją Lilce mam łzy w oczach, bo większość tekstu tak bardzo trafia w moje matczyne serce. Każda z ilustracji jest tak piękna i magiczna, że mam ochotę gapić się długie minuty. A tekst mimo tego, że jest dla dzieci ma drugie dno. A o czym jest? O niewidomej dziewczynce podróżującej metrem. Wybaczcie, że zamieszczam tak wiele zdjęć, ale chcę Wam pokazać jaka jest piękna. Koniecznie przeczytajcie tekst. Do mnie trafia jak nic.
Czytając te słowa – kieruję je do Lilki:)
No nie ma wspanialszego widoku jak zaczytane dziecko pod choinką.
A jak już kupicie książki na święta i mimo tego coś wam zostanie – tu macie inspiracje prezentowe:
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Na samym początku dla najmłodszych dzieci (0-3 lata) polecę moje książki wspierające rozwój mowy. Idealnie nadają się na prezent na Dzień Dziecka. Ten zestaw książek będzie Wam towarzyszył przez najbliższe lata. Dzięki nim dzieci szybciej zaczną mówić i komunikować się z Wami. Od małego możecie wychowywać dzieci na czytelników.
Kody zniżkowe na lalki hiszpańskie do wykorzystania w sklepie Lalkihiszpańskie.pl – na pierwsze 100 szczęśliwców czeka 10% zniżki przy użyciu kodu Nebule10
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
We wpisie znajdują się linki afiliacyjne
Jeśli chcielibyście więcej szczegółów o Bruderach albo lalkach hiszpańskich to zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla dzieci – pewniaki na każdą okazję. Dużo ciekawych i uniwersalnych inspiracji jest też we wpisie Prezenty na święta dla dzieci.
To nie jest kolejny wpis motywacyjny. Dziś chciałabym się z Wami podzielić przemianą jaka we mnie zaszła i pokazać jak sposób myślenia wpływa na sytuacje z życia codziennego.
Całe życie miałam kompleksy. Wiele z nas je ma. Tylko niektórym zupełnie one nie zaprzątają głowy, a innym przysłaniają cały wizerunek siebie. 160 cm w kapeluszu i waga raczej kogucia niż piórkowa.
Całe 30 lat mojego życia byłam niezadowolona z mojego wyglądu. Nie mogę napisać, że z siebie jako ogółu, bo jednak z wielu kwestii jestem dumna. Z osiągnięć, mojej rodziny i tego punktu w życiu, w którym obecnie się znajduję. Jednak na te kwestie mam duży wpływ i jestem panią swojego losu.
W okolicach 30 urodzin po prostu się poddałam. Wyciągnęłam białą flagę i złożyłam kapitulację. Stwierdziłam, że dość już tego umartwiania i zamiast wiecznego niezadowolenia muszę zmienić coś w głowie. Jestem już za stara na takie głupoty i jedyne co mi pozostaje to zaakceptować siebie taką jaka jestem, z kompleksami. A raczej ich workiem.
Uznałam, że już cudowna przemiana wyglądu we mnie nie zajdzie i nie mam co marzyć o wymiarach 90-60-90. Ok- powiecie. „Schudła 10 kg, to jest jej łatwiej zaakceptować siebie”. I tu Wam coś powiem, mimo tego, że schudłam te wymarzone przez wielu 10 kg – to one wcale nie zamieniły się w +10 do pewności siebie i nadal widziałam te wszystkie niedoskonałości.
Stwierdziłam, że moim największym problemem jest porównywanie siebie do innych.
Tak piękne i prawdziwe jest to powiedzenie szczególnie w świecie blogów.
Tak, przestałam siebie porównywać do innych. Łaskawszym okiem spojrzałam na siebie i stwierdziłam, że wcale nie jest tak źle. Nawet uszy, o których zawsze myślałam, że się nadają tylko do korekty- nie są takie tragiczne.
Pomyślicie pewnie skąd się bierze taki zakrzywiony wizerunek siebie i te wszystkie kompleksy. U mnie odkryłam tylko jedną przyczynę. Nie miałam pozytywnego feedbacku ze strony taty. To jest takie ważne w kształtowaniu się akceptacji własnego wyglądu. Dziewczynkom naprawdę jest potrzebne uznanie ojca co do ich wizerunku.
Dużo na ten temat czytałam i wiem, że jest to niezbędne. Jak widzę Lilkę w nowej sukience, która od razu biegnie do taty żeby otrzymać komplement to tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. Wojownikiem z moimi kompleksami od zawsze był mój mąż i to on mi bardzo pomógł.
Nie lubię w ogóle zadawać sobie tego pytania, które jest w dzisiejszych czasach tak modne. Jest jak jest, na pewno pomogłam sama sobie polubić odbicie w lustrze.
To nie był defekt zewnętrzny, tylko wewnętrzny, który rósł w mojej głowie.
Weekend mieliśmy dość intensywny i wykorzystaliśmy ten czas w 100%. W sobotę basen, kawa i szybkie spożywcze zakupy, a dziś kino i wczesny obiad.
Fajne nowe dla nas miejsca na stołecznej mapie.
Rodzinne poranki w Kinie Praha.
Po filmie odbyły się warsztaty plastyczne z rysowania komiksów.
300 metrów od kina znajduje się Boska Praga– restauracja przyjazna dzieciom. Bardzo dobre jedzenie i świetne wnętrze. Plus za kącik zabaw.
sernik z białą czekoladą mmmm
Rodzicielstwo to nie tylko uśmiechy z rana i gilgotanie w stopy. Czasami jako rodzice stajemy w obliczu spraw trudnych, dla nas i dla dziecka. Głowimy się jak to będzie dalej, zastanawiamy się jak dany problem wpłynie na naszą rodzinę. Martwimy się jak sobie z tym poradzić i szukamy pomocy.
Najczęściej po wizytach u specjalistów mamy już wytyczoną konkretną ścieżkę i mamy nią tylko podążać. To „tylko” to w wielu przypadkach jest „aż tyle”, bo dziecko nie współpracuje. I co dalej? Wiemy, że jeżeli nie będziemy stosować się do zaleceń to sytuacja zdrowotna nie ulegnie poprawie. No i jak sobie z tym poradzić?
Staramy się wychowywać córkę poprzez przykłady, tłumaczenie, naturalne konsekwencje, a nie zakazy, nakazy, kary i nagrody. Wymaga to od nas naprawdę wielu wysiłków i często nam ręce opadają od tłumaczenia. Milion razy miałam już chęć odpowiedzieć „bo tak” i uciąć dyskusję, bo już naprawdę brakuje mi argumentów. Jednak wiem, że takie ucięcie i pokazanie swojej wyższości nie pomoże jej zrozumieć danego problemu. Za jakiś czas dana sytuacja powróci ze zdwojoną siłą.
A czym są? Naturalne konsekwencje są rezultatem działania lub braku działania bez interwencji dziecka. Na podstawie własnych doświadczeń uczą się jak zbudowany jest ten świat. „Nie założysz czapki to zmarzną Ci uszy”. Ot i cała filozofia. Widzimy przyczynę i skutek.
Najlepiej jednak działa w sytuacjach obecnych. Dziecku ciężko będzie zrozumieć skutek, który będzie za 2 miesiące. Wraz z wiekiem oczywiście będzie lepiej kojarzyć fakty, ale im mniejsze dziecko tym czas ma być krótszy.
Wracając do tematu. Jak w takim razie 2-3 letniemu dziecku wytłumaczyć, że np. musi nosić okulary? Okulary nie są korekcyjne tylko terapeutyczne. Bez nich jak na złość widzi o wiele lepiej. Ma je nosić od rana do wieczora, a robić tego nie chce.
Nie działa tłumaczenie, bo dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że noszenie okularów jest koniecznością, która zaprocentuje w przyszłości. A może nawet uniknie operacji.
Naturalne konsekwencje tutaj zupełnie nie działają, bo dziecko tego nie zrozumie, że bez okularów oczy nie ćwiczą.
Nie działają groźby (TAK. DOBRZE CZYTACIE. Postawiona pod murem muszę stosować takie metody jako wyższe dobro. Nie mogę pozwolić na to żeby tylko i wyłącznie przez bunt i postawienie się nam miała poważne konsekwencje zdrowotne)
Tak, dokładnie. Mam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale wciąż jest to dla mnie dobro wyższe i wiem, że jeżeli tylko to działa to muszę to kontynuować. Dla jej dobra.
Jak tylko widzę, że idzie do mnie bez okularów jest postawiona w sytuacji alarmowej. Ciśnienie podnosi się, a już jestem bojowo nastawiona i tylko myślę co tym razem zaproponować.
Czasami są to aktywności. „Załóż okulary i idziemy się bawić”.
Staram się nie formułować negatywnych komunikatów „Jeżeli nie założysz okularów to nie pójdziemy na podwórko”, bo jednak tak brzmi to gorzej.
Czasami jest to słodycz „Załóż okulary i idziemy po lizaka albo tiktaki”, a czasem bajka „Załóż okulary i włączamy bajkę”.
Zazwyczaj to działa, jednak nie czuję się z tym dobrze. Mam poczucie, że wyższe dobro ma tu większe znaczenie.
Ale wiem, że nigdy nie użyję siły.
Na Waszą prośbę zamieszczam film instruktażowy jak zrobić prostą i elegancką fryzurę w 3 minuty.
Te uczesanie pasuje zarówno mamie jak i córce:)
Dziś trochę inny format popularnego cyklu Miejsca przyjazne dzieciom.
Pokażemy Wam dwa miejsca, które odwiedziliśmy wczoraj.
To nowe miejsce na gastronomicznej mapie Warszawy. Chociaż nie posiada ani kącika zabaw, ani specjalnego dziecięcego menu uważam, że to świetne miejsce dla dzieci! Pierwsze na co Lilka zwróciła uwagę to pastelowy wystrój. Przepiękne kolory na ciemnym, industrialnym tle. Duża przestrzeń nie ogranicza dziecięcej aktywności.
Do tego cudowna obsługa! Lilka w pewnym momencie poprosiła żeby posadzić ją przy barze, bo miała chęć popatrzeć jak tam się pracuje. Pani od razu do niej podeszła i zapytała czy chce sama wycisnąć sok z pomarańczy. Bardzo miły gest:)
O menu będzie poniżej
Moje smoothie z granatu, borówek i chia – pyyyyszne i nie słodzone (ciężko znaleźć w restauracjach danie dla osób, które są diecie o niskim IG)
Lilki krem marchewkowy z popcornem – powiem szczerze, że chyba jeszcze nic jej tak nie smakowało w restauracji
Przystawki- pyszne leciutki mozzarella sticks z sosami- domowym ketchupem i sosem wasabi. Naj!
Kiełbaski w cieście kukurydzianym z sosem z syropu klonowego i orzeszkami oraz sos barbecue
Moja zupa burgerowa- krem warzywny z serkiem mimolette i w środku kawałki mięsa mielonego z małymi bułeczkami, które z radością pochłonął mąż. Wolałabym żeby zupa była pikantna, ale tu już moje widzimisię:)
Przepyszny deser z orzeszków ziemnych
Całe menu to wariacja na temat kuchni amerykańskiej. Polecam serdecznie!
Ciekawe miejsce również dla dzieci. Na dole jest cała część wydzielona do twórczych zabaw z dziećmi. Można się przebierać w stroje ludowe, wycinać łowickie wycinanki, a nawet postukać w zabytkową maszynę do pisania.
Kolejna porcja inspiracji na listopad
Będą różniły nas tylko kolory (moja bordo z musztardowym pomponem, Lilki musztarda z fuksjowym pomponem. Te są z Pinterest, a podobne robi nam babcia.
a w tym roku spróbuję wersji z Rossmanna
w poście o swetrach poleciłyście mi kaszmir z obietnicą, że nie będzie mnie gryzł. Przetestuję!
cały czas używam kosmetyków do włosów z tej firmy jak pisałam w Sekrety pielęgnacji włosów i jestem bardzo zadowolona. Teraz przyszedł czas na krem.
thriller psychologiczny, który zebrał wiele pochlebnych recenzji. Muszę go przeczytać.
magazyn, który polecałam już dawno temu. Czytam od deski do deski i przekazuję mamie.
zawsze jest tak, że kupię Lilce kilka par, a dopiero wtedy natknę się na te idealne
serial, który nadaje się wyśmienicie na listopadowe wieczory. Uwielbiam Sagę – główną bohaterkę, która ma zespół Aspergera.
nowość od wyd. Dwie siostry. Światowy bestseller w końcu w Polsce.
Pogoda w weekend ma być piękna i tym, którzy zostają w Warszawie mam do polecenia kilka fajnych miejsc. A jeżeli wyjeżdżacie to i tak sprawdźcie te miejscówki innym razem.
przedstawienie „Kółko i krzyżyk” w sobotę o 10 w Soho Factory w Warszawie. Co prawda nie byliśmy na tym spektaklu, ale mogę polecić w ciemno. Dlaczego? Trochę takich wydarzeń dla dzieci w Warszawie już udało nam się zobaczyć. A największym krytykiem jest mój mąż.
Po niektórych przedstawienia widzę jego skwaszoną minę i niesmak. Jak sam mówi, w niektórych teatrach widać, że występują osoby, którym nie udało się zostać aktorem w teatrze dla dorosłych.
Uważają, że dzieci są mniej wymagającymi widzami i wg ich wszystko „kupią”. Tak nie jest! Dzieci są o wiele bardziej wymagające niż dorośli i trzeba mieć ogromną charyzmę, podejście do nich i ogromny talent aby przedstawienie było udane.
Pierwszy taki komentarz mąż wygłosił po przedstawieniu „Dobranoc Jaśku” w Teatrze niewielkim. Byli tam beze mnie. Wyszli oczarowani i stwierdzili, że było to niesamowite przeżycie.
Cudowne miejsce! Duża przestrzeń, ciekawy design i pyszne jedzenie. Co prawda nie ma tam kącika zabaw, ale Lilka była tak pochłonięta zjadaniem obiadu i rozmową z nami, że zupełnie nie odczuliśmy jego braku. Krótkie, ale treściwe menu (również dziecięce) i miła obsługa są bardzo dużym atutem tego miejsca.
Bez problemu można tam wjechać wózkiem i skorzystać z przewijaka. Polecam menu lunchowe: wczoraj była zupa Minestrone, polędwiczki wieprzowe z kaszą gryczaną i deser kawowy. Całość kosztowała 19 zł.
Jedna rzecz jeszcze bardziej umiliłaby to miejsce dla dzieci to kolorowanki i kredki na czas czekania na danie.
Miejsca do ruchu nie trzeba szukać daleko. Tuż obok Szarej eminencji jest świetny plac zabaw.
Tylko krowa zdania nie zmienia… podobno. W postach o nauce czytania pisałam tylko i wyłącznie o metodzie M.Montessori (Jak nauczyć dziecko cztać). Jednak Lilka sama zadecydowała o dalszym ciągu edukacji i ja się temu poddałam.
Mianowicie, któregoś dnia zaczęła czytać sylaby napisane drukowanymi literami i łączyć je. Uznałam, że jako dalszy etap wprowadzimy czytanie metodą symultaniczno-sekwencyjną.
Jest to metoda oparta na badaniach neuropsychologicznych i na wieloletnim doświadczeniu prof. J. Cieszyńskiej. Ta metoda wykorzystuje wiedzę o sekwencyjnych zdolnościach lewej półkuli mózgowej przy równoczesnym wykorzystaniu symultanicznych sposobów przetwarzania bodźców półkuli prawej.
Kolejność w jakiej należy pracować:
ETAP I – od samogłosek prymarnych (A, U, I) do sylaby otwartej (sylaba zaczynająca się spółgłoską, a kończąca się samogłoską)
ETAP II – od sylaby otwartej do pierwszych wyrazów
ETAP III – czytanie sylab zamkniętych (sylaba kończąca się spółgłoską)
ETAP IV – czytanie nowych sylab otwartych i zamkniętych
ETAP V – samodzielne czytanie tekstów
Zaczynając od samego początku:
zestaw do nauki czytania samogłosek. W pudełku znajduje się 30 ilustracji pokazujących różne onomatopeje. Na odwrocie znajduje się samogłoska. Do tej pomocy jest dołączona instrukcja.
Jest to zestaw planszy kartonowych służących do czytania sylab. Bardzo pomocna przy opóźnionym rozwoju mowy. Plansze można kupić też oddzielnie: tutaj
zestaw kartonowych książek do odczytywania sylab w postaci wyrażeń dźwiękonaśladowczych. Sama książka może zainteresować dzieci już od 8 miesiąca jako alternatywa dla Księgi dźwięków – ma realne zdjęcia i białe napisy na czarnym tle. Dostępne są jeszcze „Pojazdy” i „Na wsi”.
zestaw do ćwiczeń dla starszych dzieci. Metodą analogii musimy uzupełnić puste pole. Ten zestaw ćwiczy: dostrzeganie relacji i różnic, logicznego myślenia, koncentracji. tutaj
zestaw do czytania sylab składający się z czarnych kartoników i białych napisów.
świetny pomysł na książkę obrazkową! W dużym formacie A4 mamy zamknięte miasto Kraków wraz z podpisami. Dzieci mają ogromną frajdę kiedy już potrafią odczytać pierwsze wyrazy. Ta książka właśnie do tego służy. Bardzo spodobał mi się ten pomysł!
A teraz jeszcze kilka pomocy edukacyjnych, które służą symultaniczno-sekwencyjnej metodzie czytania. Są to przede wszystkim zestawy, które ćwiczą prawą i lewą półkulę mózgu. A do tego zapewniają fajną zabawę.
w zestawie mamy kolorowe drewniane kwadraciki i książkę z wzorami. Zadaniem dziecka jest ułożenie ich wg wzoru. p.s. Lilki ulubione
Podobny zestaw jak wyżej tylko trochę trudniejszy. Mamy tu dwie książeczki – jedna z liniami, a druga już bez.
zestaw do układania sześciennych klocków. Utrudnieniem jest to, że trzeba odnaleźć konkretny wzór i ułożyć go na szablonie.
zestaw do ćwiczenia analizy i syntezy wzrokowej. W pudełku mamy 14 tablic do układania obrazków
ciekawy zestaw 65 elementów, które tworzą szeregi. Zadaniem dziecka jest ułożenie obrazków np. od najmniejszego do największego, rosnąca intensywność barwy itd.
zestaw do odnajdywania różnic między obrazkami. W ciekawy sposób rozwijamy słownik i ćwiczymy analizę wzrokową.
zestaw kartonowych kart do ćwiczeń. Zadaniem dziecka jest znalezienie niepasującego elementu do zbioru.
zestaw kartonowych obrazków do układania sekwencji.
A ja w ramach współpracy mam dla Was kod rabatowy na całą ofertę -10 % do zrealizowania w sklepie www.centrummetodykrakowskiej.pl Wystarczy wpisać: 2dbe9446da46
Często piszecie w prywatnych wiadomościach, że Wasze dzieci nie mogą się na niczym skupić. Pobawią się 3 minuty jedną zabawką, rzucą w kąt i biorą następną. Nie interesuje ich również to co proponujecie, a wszelkie próby kończą się fiaskiem.
Dziś chciałabym poruszyć temat dziecięcej koncentracji uwagi.
Jest to umiejętność skupienia się na ściśle określonych, często bardzo dokładnie opisanych zagadnieniach.
Koncentracja uwagi ewoluuje z wiekiem. U bardzo małego dziecka zazwyczaj jest to koncentracja mimowolna, czyli taka, która akurat w danym momencie zwróciła uwagę dziecka: głośny dźwięk, ostre światło, kolorowy przedmiot.
Wraz z nabywaniem nowych umiejętności dziecko ćwiczy koncentracje dowolną, która wymaga wysiłku i skupienia się na danej czynności.
Ostatnio bardzo modnym zjawiskiem jest FLOW – zjawisko bardzo głębokiego skupienia, w czasie którego człowiek angażuje zmysły i umysł podczas wykonywania danej czynności. FLOW jest stanem pomiędzy ogromną satysfakcją, a euforią, którą wywołuje całkowite oddanie się jakiejś czynności.
Jednak na to zjawisko wpadła dawno temu Maria Montessori i nazywała je polaryzacją uwagi. Jest to umiejętność całkowitego oddania się danej czynności.
Efektem polaryzacji uwagi jest cierpliwość, pewność siebie i radość. Dzieci widzą swoją pracę i są z siebie dumne. Są szcześliwe.
Montessori w swoich Domach dziecięcych obserwowała dzieci podczas pracy. W pewnym momencie zauważyła dziewczynkę pracującą z cylindrami do osadzania: „Wyraz twarzy dziecka świadczył o tak intensywnej koncentracji uwagi, że doznałam objawienia”. Dziewczynka zupełnie nie zwracała uwagi na otaczające ją dzieci. Zawzięcie pracowała mimo hałasu. Maria Montessori naliczyła aż 44 powtórzenia tej czynności. Na koniec dziewczynka odetchnęła. Na jej twarzy malowało się zadowolenie i satysfakcja.
środowisko, które jest kochające i wspierające.
Pisałam na ten temat więcej we wpisie Przystosowane otoczenie ( dla mniejszego dziecka) oraz Pokój chłopca. Myślę jeszcze o aktualizacji dla dziecka w wieku przedszkolnym.
dźwiękowych, wzrokowych. Nie znam dziecka, które skupi uwagę na 20 minut przy włączonym telewizorze, a nawet radio.
Im mniej tym lepiej.
gier na tabletach, telefonach, maratonów bajek, bo czym przy takiej aktywności będzie manualna praca bez efektów dźwiękowych i świetlnych.
Dzieci najlepiej koncentrują się po śniadaniu ok godz 8-9. Jeżeli Wasze dzieci chodzą do przedszkola, to po powrocie do domu często nie będą chciały długo koncentrować się na czynnościach, bo ten czas w ciągu dnia już minął.
czyli wystąpienie okresu wzmożonego zainteresowania daną czynności. Jeżeli obserwujemy u dziecka np. fazę na kształty. Warto ustawić na półce zabawki, które ćwiczą właśnie te umiejętności.
odpowiednich do wieku i zainteresowania dziecka. Jeżeli widzimy, że dana zabawka kurzy się od miesiąca, warto ją schować i wyjąć za jakiś czas.
Dzieci lepiej się koncentrują na czynnościach, które wybrały same niż na tych, które podsunęliśmy im pod nos. Wspomniana wyżej polaryzacja uwagi nie nastąpi w sytuacji kiedy my wybierzemy aktywność dla dziecka. Pozostawmy dzieciom wolny wybór.
To dziecko decyduje jak długo będzie pracować. Nie można dzieciom przerywać. Najlepiej w sytuacji kiedy dziecko z zaangażowaniem pracuje udawać, że nie ma nas w pokoju.
Nie podchodźcie, nie wyrażajcie zachwytu, ani nie mówcie, że praca została wykonana niepoprawnie lub niezgodnie z instrukcją. Dopiero kiedy dziecko zadecyduje o końcu możemy zwrócić uwagę na wykonaną pracę.
(tych słownych również). Temat rzeka. Więcej na ten temat we wpisach Kocham nie chwalę i Wychowanie bez kar i nagród
nam też przyda się nauka cierpliwości kiedy dziecko po raz 10-ty ćwiczy daną czynność.
Nie lubię upału. Nienawidzę jak jest gorąco, jak nie można złapać tchu- kiedy powietrze się nie rusza. Zdecydowanie lepiej się czuję podczas takiej pogody jak teraz. Jeżeli chodzi o moje preferencje pogodowe to mogłabym mieszkać w Szwecji.
Lubię długie wieczory w domu. Nie wychodzimy wtedy nigdzie i w spokoju cieszymy się sobą. Mam kilka swoich niezbędnych rzeczy na jesień i dziś Wam je pokażę.
W taką aurę piję ją litrami. Wczoraj odkryłam przepyszną w Marks&Spencer z odrobiną syropu z agawy i plastrem aromatycznej pomarańczy smakuje wybornie.
Pełno jest teraz swetrów w sklepach, jednak ja jestem bardzo wybredna i wybrany model nie może mieć nawet 1% wełny, moheru. Moja skóra ich nie znosi i w końcu postanowiłam, że się nie poddam i nie będę musiała zakładać bluzki z długim rękawem pod spód. Udało się! Dopadłam kilka pięknych modeli, a wybrałam ten jedyny. Miękki i cudowny.
A tak wygląda mój czas. Jesienne długie wieczory.
A tu inne propozycje:
Wszystkie swetry są właśnie z Oysho. Te modele nie mają gryzących włókien w składzie.
A na ciepły wieczór pod kocykiem polecam genialny serial „Most nad Sundem” oryg. Bron/Broen
Za oknem szaro, buro i ponuro. Niektórzy wychodzą z domu jak jest jeszcze ciemno i w takiej samej aurze wracają. Nie ma co ukrywać, pogoda nie nastraja nas pozytywnie. Widmo pluchy, mrozów i wszechogarniającej wilgoci często powoduje spadek formy. Zarówno fizycznie czujemy się osłabieni, jak i podupadamy psychicznie. Nic nam się nie chce i nie mamy siły na najbardziej prozaiczne czynności. Jak się wspomagać? Odpowiedź jest prosta. Pomogą nam suplementy diety, a właściwie tylko jeden.
Teraz pewnie myślicie, że oszalałam. Nie, chcę Was dziś przekonać do tego, że warto.
Zacznijmy może od początku. Prawie każda z nas dostała wytyczne od lekarza pediatry o podawaniu witaminy D3 swoim nowonarodzonym dzieciom. Podawaliście? Jestem pewna, że tak. A teraz zapytam Was, odpowiedzcie mi szczerze.
W jakim wieku przestałyście podawać dzieciom witaminę D3? Ja około roku. Ostatnio dowiedziałam się, że to ogromny błąd. Nie powinno się przestawać. Należy kontynuować podawanie witaminy D3 aż do 18 r.ż w dawce zależnej od masy ciała 600-1000 IU/ dobę w miesiącach od września do kwietnia.
W tych miesiącach z powodu braku odpowiedniego nasłonecznienia witamina D3 nie jest syntetyzowana pod wpływem promieni słonecznych. Oczywiście z bardzo błahej przyczyny, bo tego słońca jest jak na lekarstwo. W okresie letnim od kwietnia do września słońce ma okazje nam pomóc, jednak częsty my, nadgorliwi rodzice smarujemy dziecko od stóp do głów kremami z filtrem.
Oczywiście nie zachęcam do całkowitego zaprzestania używania tego kremu. Ale jednak trzeba zwrócić uwagę na to, żeby słońce „miało okazję” przekazać nam trochę tego dobrodziejstwa. Wystarczy odsłonięte 18 % ciała (np. łydki i przedramiona) przez 15 min dziennie, a witamina D3 ma okazję się wchłonąć. Tylko kto tego pilnuje? My w tym roku filtrów używaliśmy jedynie w Turcji. W Polsce stosujemy zasadę bezpiecznego przebywania na słońcu i kremów nie używamy.
I tu właśnie chcę szybko opisać swoją chorobę. Właśnie w okolicach kwietnia wykryto u mnie niegroźną chorobę immonologiczną. Zlecono mi najróżniejsze badania. Dostałam również skierowanie na oznaczenie D3 -25- OH. Wyszedł mi skrajnie niski poziom tej witaminy.
Profesor, z którą konsultowałam wynik, mówiła, że niestety 90% Polaków ma niedobory witaminy D3. Mało tego, mówiła, że badała kobiety, które właśnie wróciły z wakacji, a mimo to niedobór wciąż się utrzymywał. Ze względu na moje schorzenie zaleciła mi suplementację przez cały rok. Zalecana dawka dla osób dorosłych to 800-2000 IU/dobę w miesiącach wrzesień kwiecień.
Według wytycznych Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego zalecane jest stosowanie suplementacji wit. D3 w ciąży. Jest ona tak samo ważna jak kwas foliowy. Zalecana dawka ciężarnych oraz karmiących piersią to 1500 – 2000 IU/dobę.
Naprawdę warto oznaczyć sobie z krwi D2-25-OH. Badanie kosztuje ok 100 zł.
Nie ukrywam, że po kilku miesiącach suplementacji moje samopoczucie znacznie się poprawiło.
A teraz kilka słów o preparatach dostępnych na rynku, bo jest ich całe mnóstwo.
Zadbajcie też o swoich rodziców, z wiekiem wchłanianie wit. D3 się zmniejsza i osobom po 65 r.ż. zalecana jest suplementacja 800-2000 IU/dobę przez cały rok.
*wpis powstał na podstawie konsultacji medycznych
Ok, wiem, że październik trwa już od ponad tygodnia. Postanowiłam, że na blogu będzie nowy cykl. Wpisy będą pojawiać się raz na miesiąc (zazwyczaj na początku). Będzie to garść inspiracji na nadchodzące 30 dni. Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu.
mam teraz trochę więcej czasu, więc zaczęłam nowy serial. Bardzo przypadł mi do gustu, więc postanowiłam, że muszę go polecić. Bohaterką jest 40- letnia Liza, mama dorosłej już córki. Tuż po rozwodzie zaczyna nowe życie.
Wraca po wielu latach na rynek pracy i spotyka ją ogromne rozczarowanie. Dzięki pomocy przyjaciółki przechodzi małą metamorfozę i wygląda na 26-lat. Od razu dostaje pracę w wielkim wydawnictwie i zaczyna od asystowania szefowej.
Bardzo fajny, lekki serial osadzony na nowojorskim Brooklynie. Oglądam go online w pewnym darmowym serwisie na literę c:)
mój ulubiony na jesień-zimę. Jak pracowałam jako nauczyciel Montessori w pracy nie mogłam mieć pomalowanych paznokci, teraz nadrabiam z nawiązką.
co prawda jeszcze jej nie kupiłam, ale zamierzam. Jest to pierwsza w Polsce książka napisana przez twórczynię teorii integracji sensorycznej A. Jean Ayers. Polecam ją nie tylko terapeutom, ale też rodzicom dzieci z zaburzeniami SI.
Ruszyła przedsprzedaż świetnego kalendarza Happy planner. Nie jest to zwykły kalendarz i w roku 2016 zamieniam mojego Moleskine na niego.
Porwała mnie jego szata graficzna i funkcjonalność. Pozwala nie tylko pilnować ważnych terminów, ale również zwrócić uwagę na te mniejsze rzeczy. Rubryka „za co jesteś wdzięczna” albo ” mała przyjemność”. Tak, zaplanować małe przyjemności to jest to!
moje ostatnie odkrycie z Piotra i Pawła – przepyszna czarna herbata o cudownym aromacie. A tak nie lubiłam czarnej herbaty! Do tego ciepły koc i książka- jesień mi nie straszna.
premiera już za tydzień! Absolutnie cudowne ilustracje Emilii Dziubak. Do tego dużo polskich zwierząt! Must have!
Macierzyństwo zadziałało na moją dotychczasową wiedzę jak papierek lakmusowy. Zweryfikowało wiele teorii, które do tej pory wydawały mi się słuszne. Dopiero teraz wiem, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na wiele pytań.
Im jestem starsza i im dłużej jestem mamą tym moja optyka się zmienia. Na wiele rzeczy mam teraz inne spojrzenie i myślę o tym bardzo rozwojowo. Podczas pierwszych lat studiów nabyłam tylko i wyłącznie wiedzę teoretyczną. Później doszły praktyki, na których można było w niewielkim stopniu zweryfikować treści wyuczone z książek. Jednak jako praktykantka nadal miałam niewielkie pole do popisu, bo jednak profesorowie czuwali gorliwie nad nami.
Po zakończeniu studiów, kiedy podjęłam pierwszą pracę w końcu mogłam się wykazać. Wydawało mi się, że JA- świeżo upieczona Pani magister pozjadałam wszystkie rozumy i wiem prawie wszystko. Często w konfrontacji z rodzicem byłam oceniająca i nie potrafiłam zrozumieć pewnych zachowań.
Skoro wdrożyliśmy plan terapii, rozpisany punkt po punkcie. Dlaczego rodzice nie stosują się do końca do moich zaleceń? Byłam tym sfrustrowana.
Dopiero jak sama urodziłam dziecko to z czasem zrozumiałam co to znaczy nie mieć czasu. Ba! Nawet zrozumiałam i to bardzo dobrze, że nie ma się siły, że ręce opadają i że ma się ochotę cisnąć tym zeszytem logopedycznym w kąt i poleżeć bezczynnie na kanapie. Najlepiej żeby nikt chociaż przez 10 minut nic od nas nie chciał.
Mniej radykalnie również podchodzę do wszystkich stereotypów. O wiele mniej mnie interesuje co ktoś robi i z jakiego powodu. Skoro u innych to działa to dlaczego nie?
Tak sobie teraz myślę jaka ja byłam głupia… W wielu kwestiach, które tak dzielą poglądy na te czarne i te białe. Teraz u mnie wszystko jest szare. Może być tak albo inaczej. Wiecie co? Przez to odpuszczenie jestem szczęśliwsza.
A to kilka przykładów moich „mądrości”.
czy ja wiem. To zależy od układu odpornościowego, środowiska w jakim żyje, co je i miliona innych czynników. Znam dzieci karmione mlekiem modyfikowanym, które są okazami zdrowia. Jednak wciąż uważam, że pokarm mamy jest najlepszy dla dziecka.
u jednego dziecka może zaburzyć a u innego nie. Moja przyjaciółka podała smoczek córce w wieku 3 tygodni. Nic się nie stało. Podaje jej również w razie wyjścia butelkę ze swoim mlekiem. Również nie miało to wpływu na laktację.
taaaa, moja Lilka praktycznie bezsmoczkowa ma seplenienie międzyzębowe. Na wady wymowy wpływa wiele czynników i nie można w tej kwestii generalizować. Oczywiście może się zdarzyć, że przy pewnych dysfunkcjach aparatu artykulacyjnego smoczek może przysporzyć wiele kłopotów.
o ja naiwna! Skoro dajemy mu możliwość spróbowania wszystkiego to będzie chciało jeść różnorodnie i wszystko. Tak, jasne. Zdarzały się u nas posiłki, których Lilka nie tknęła (risotto z kalafiora poniżej). Gotowałam długo wymyślne danie i jedyne o co ją poprosiłam to spróbowanie. Po jednym kęsie nie było mowy o dalszym jedzeniu.
Dopiero lektura „Moje dziecko nie chce jeść” pozwoliła mi wyluzować. Obecnie Lilka je dość wybiórczo, ma swoje ulubione smaki i potrafi jeść coś non stop. Ale ja też tak mam, więc w tym temacie zupełnie wyluzowałam. Potrafię przez 2 miesiące jeść kanapki z kozim serem na kolację. Nie dziwi mnie to, że moje dziecko też tak ma.
ten akapit jest dość kontrowersyjny i wiele mam, wychowujących w duchu RB może się ze mną nie zgodzić. O ile twierdzę, że noszenie małego dziecka potrzebującego bliskości jest normą i nie jest przyzwyczajaniem. To przy noszeniu dziecka 2,5- letniego np. na spacerach mam pewne wątpliwości.
Nasze dziecko nie znosi drogi jednostajnie prostej. Po minucie się nudzi i bez krępowania prosi, płacze o to żeby nieść je na rękach. Kilka razy udzieliłam jej odpowiedzi odmownej, bo nie jestem w stanie jej nosić (ze względu na kręgosłup).
Oczywiście odmowa spowodowała wielką frustrację. Wymyśliłam za to kilka zabaw, które umilają takie jednostajne chodzenie i od tamtej pory nie zdarzyło się żeby córka mnie o to poprosiła. Jednak mój mąż nie jest tak twardy jak ja i za każdym razem brał ją na ręce. Doszło do tego, że idąc we 3 Lilka prosiła tylko tatę żeby ją niósł. A ze mną chodziła już normalnie.
hahaha! Jeden raz tata posłodził Lilce rooibosa. Było to 2 tygodnie temu. Do tej pory upomina się o dosłodzenie jej herbaty. Wystarczyło też jeden raz dodać śmietany do pierogów.
Takich „kwiatków” jest o wiele, wiele więcej. Pozostaje się tylko nie przejmować. Teoria jest tylko teorią – to co się sprawdzi u jednej osoby zupełnie może nie zadziałać.
…na moje zdrowie i dobre samopoczucie. Dba o to, żebyśmy rano byli wypoczęci i gotowi na dzień pełen wyzwań. Jest naszym dobrym duchem, który stoi w kąciku i czuwa. Opiekun zawsze zdrowego powietrza w naszym mieszkaniu- oczyszczasz Philips combi 2w1 AC4080/10.
Przez pierwszych 20 lat mojego życia mieszkałam w tzw. Zielonych Płucach Polski. Podczas wielogodzinnych zabaw na powietrzu chłonęłam całe dobrodziejstwo natury.
Powietrze w moich rodzinnych stronach jest tak nieskazitelne, że wiele osób z tego właśnie powodu zostawiło miejskie aglomeracje i przeprowadziło się tu, na Podlasie, aby żyć zdrowiej. W czasie kiedy tam mieszkałam nie doceniałam tego dobrodziejstwa Matki Natury, a nawet głębiej nie zastanawiałam się na ten temat.
Dopiero gdy z wielką walizką wysiadłam na stacji Dworzec Centralny poczułam jak inne jest powietrze w stolicy. Nie ma zapachu lasu i łąki po wiosennym deszczu. Są za to spaliny samochodów, zanieczyszczenia przemysłowe i hałas. Jeszcze wtedy tym się nie martwiłam.
Dopiero kiedy na świat przyszła nasza córka Lilka, zaczęliśmy się tym przejmować. Nie od dziś wiadomo, że zanieczyszczone powietrze wpływa na nasze zdrowie.
Jednym z gadżetów, który uznaliśmy, że będzie nam niezbędny w wyprawce jest nawilżacz powietrza. Kupiliśmy go zupełnie bez zastanowienia. Biała para wydobywająca się z nawilżacza zrujnowała nam podłogę (biały nalot) i ściany (odeszła farba). Niestety remont kosztował dość dużo.
Teraz jak o tym myślę to nie wiem, dlaczego tak pochopnie zdecydowałam się na ten zakup. Przecież samo nawilżanie nie poprawi jakości powietrza. Mało tego spowoduje, że wraz z parą będziemy wdychać to samo zanieczyszczone powietrze. Bez sensu. Wyrzuciliśmy go bez skrupułów.
I właśnie wtedy w marcu Lilki zdrowie zaczęło szwankować. W ciągu 2 miesięcy 3 razy zachorowała na zapalenie oskrzeli. Jeden raz choroba niestety zeszła na płuca. Kiedy siedziałam z nią na izbie przyjęć w szpitalu byłam przerażona. Na szczęście lekarz stwierdził, że zapalenie płuc nie jest tak rozległe i zalecił leczenie w domu.
Po zakończonej chorobie poradził odwiedzenie alergologa. Alergia??? Jak to?- pomyślałam. Profesor podczas wizyty zwrócił nam właśnie uwagę na zanieczyszczenia powietrza, które mogą potęgować częste infekcje i poważniejsze choroby. Zalecił aby bezwzględnie pilnować poziomu wilgotności powietrza (nie mniej niż 40 %) i polecił zakupienie oczyszczacza.
Zwrócił również uwagę na to, że podczas choroby często nie wychodzimy z domu, nie wietrzymy pomieszczeń i przez to infekcje trwają dłużej. Jednak samo uchylenie okna nie wystarczy.
Nie pozbędziemy się zanieczyszczeń powietrza w mieszkaniu przez takie zabiegi, tylko je trochę odświeżymy. Jego wskazania potraktowałam poważnie, bo jednak alergia to poważna choroba. Stosowałam wszystkie rady i problemy z górnymi drogami oddechowymi ustąpiły. Jednak wciąż borykamy się atopią. Minęło trochę czasu, zaczął się sezon przedszkolny i witamy na nowo choroby.
Na szczęście teraz już mamy rozwiązanie. Od jakiegoś czasu mam pomocnika, który czuwa nad naszym zdrowiem. Dzięki niemu mamy w mieszkaniu zawsze zdrowe powietrze.
Oczyszczacz Philips Combi 2w1 AC 4080/10, który dostaliśmy do półrocznych testów nieźle radził sobie w naszym mieszkaniu.
Stoi taki niepozorny w kącie i nam oczyszcza i nawilża powietrze- 2w1.
Urządzenie dzięki bardzo zaawansowanej technologii VitaShield IPS usuwa aż 99,9 % pyłków, kurzu, roztoczy, bakterii, wirusów oraz sierści zwierząt. Innowacyjny filtr węglowy HEPA zatrzymuje wszystkich intruzów w urządzeniu.
A unikalna technologia NanoCloud zapewnia bardzo wydajne i higieniczne nawilżanie powietrza. Najważniejsze jest to, że urządzenie nie pozostawia po sobie żadnych mokrych plam i osadu.Co innego jeżeli nie trafi się do zbiornika;)
Urządzenie jest bajecznie proste w obsłudze i to jest jego dodatkowy atut. Jeżeli zapomnimy dolać wody do pojemnika blokada Healthy air protect poinformuje nas o tej konieczności. Jednak wyleci nam to z głowy to i tak nic się nie stanie. Oczyszczacz Philips Combi 2w1 sam się wyłączy. Nie będzie pracował z pustym zbiornikiem.
Oczyszczacz jest na tyle inteligentnym sprzętem, że ma różnego rodzaju czujniki.
Urządzenie automatycznie dobierze odpowiednie ustawienia abyśmy mieli zawsze zdrowe powietrze.
Do tego ma fajny design i pasuje do nowoczesnych pomieszczeń.
Ja już mogę odetchnąć z ulgą i spać spokojnie.
Oczyszczacz combi 2w1 Philips AC4080 będzie dostępny w sklepach RTV Euro AGD od października 2015. Jeżeli jesteście zainteresowani to polecam jeszcze obejrzenie filmu.
Wpis powstał we współpracy z marką Philips
Tak, wiem, Dzień chłopaka był wczoraj a ja tu wymyślam prezenty dla niego…
Ale nic straconego!
Przed nami urodziny, imieniny, Mikołajki, święta, a prezentów dla mężczyzn jak na lekarstwo.
8. T-shirt z najmądrzejszym tekstem jaki widziałam;) tu
9. Pudełko do przewożenia koszul – idealne na delegacje tu
10. Kubek Kalva
11. Escape plan – to nie jest plan ucieczki z domu. To bardzo fajny prezent np. urodzinowy dla mężczyzny i znajomych. Zostajecie zamknięci w klimatycznym pomieszczeniu (np. starym pokoju stylizowanym na szpital psychiatryczny) i dostajecie zagadki do rozwiązania. Macie na to 60 minut. Mnie ten pomysł bardzo intryguje i pewnie niedługo skorzystam. tu
12. Designerska myszka Microsoft, która składa się na płasko. tu
13. Pióro kulkowe Andy Warhol
14. Czapka z wbudowanym Bluetooth do słuchania muzyki podczas ruchu lub rozmawiania przez telefon. tu
15. Gry retro – 200 gier 8-bitowych przypomną każdemu lata 80-te i 90-te. tu
16. Mani mornigs socks – dla wielbicieli skarpetkowej nonszalancji tu
A po jeszcze wiecej inspiracji na prezenty dla niego możecie zajrzeć jeszcze do świątecznego wpisu – one są uniwersalne – Prezenty dla niej i dla niego.
i jeszcze jednym linkiem szybko służę dla zapominalskich na Dzień Ojca – Co jest 23 czerwca?
Dziś będzie o książkach, które w niedalekiej przeszłości zostawiły swój ślad. Nie są to typowe poradniki „Zrób tak, a tak absolutnie nie rób”. Są to pozycje, o których często rozmawiam ze znajomymi lub polecam je koleżankom.
Czytając te 3 książki wyłuskałam dla siebie kilka wspaniałych rad lub zainspirowały mnie do zmiany. Minęło kilka miesięcy, a ja wciąż odczuwam ich wpływ na mnie. W końcu udało mi się je wszystkie sprowadzić na moją półkę i dziś mogę Wam o nich napisać.
Inspirację do napisania tej książki autorka czerpała z kultury i tradycji Japonii. Jeden z podrozdziałów jest poświęcony sztuce feng shui – zgrabnie go ominęłam.
Jest to pierwsza książka w minimalistycznym duchu, po którą sięgnęłam. Kupiłam ją raczej z ciekawości niż wielkiej potrzeby zmiany. Autorka nazwała pewne rzeczy po imieniu i ułatwiło mi to identyfikację niektórych moich problemów.
Po tej lekturze przestałam się skupiać na rzeczach i ich kupowaniu. Zaczęłam zwracać większą uwagę na jakość rzeczy, które mnie otaczają. Wolę teraz kupić jedną, ale porządną rzecz niż kilka gorszej jakości.
Sztuka prostoty nie tylko odnosi się do konsumpcyjnego trybu życia, ale również traktowania siebie. Nasz umysł i ciało również potrzebują „mniej”. Mniej kosmetyków, więcej naturalnych zabiegów i kontaktu ze świeżym powietrzem.
Niesamowite wrażenie zrobił na mnie rozdział o jedzeniu. O jedzeniu mniejszej ilości, ale lepszej jakości. Prostota posiłków i miejsce ich spożywania mają na nas ogromny wpływ.
Ogólnie, czytając tę książkę miałam wrażenie, że działa jak balsam na moją duszę. To był dobry krok w stronę spojrzenia w głąb siebie.
Jest tylko jeden zarzut, który chciałabym tutaj zaznaczyć. W niektórych podrozdziałach autorka stylizuje się na osobę bardzo sztywno trzymającą się swoich zasad. Przez to książka momentami jest za bardzo przerysowana.
Prostota uwalnia od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Przynosi rozwiązanie wielu problemów.
Ludzie konsumują, nabywają, gromadzą, kolekcjonują – innych ludzi, kontakty, dyplomy, tytuły, odznaczenia. Uginają się pod ciężarem swoich dóbr i zapominają, że pożądanie zmienia ich w istoty podporządkowane coraz liczniejszym pragnieniom.
Do kupienia TUTAJ
Wyobrażacie sobie żeby przez rok kupować tylko najpotrzebniejsze produkty? Jednorazowa golarka i fryzjer to niepotrzebny zbytek (a raczej nie jest niezbędny do życia). Jak żyć nie kupując? Sama nie wiedziałam, że to jest możliwe.
Autorka – Marta Sapała przeprowadziła świetny eksperyment społeczny. Kilkanaście rodzin uwolniło się od władzy portfela i przez 12 miesięcy kombinowali jaki można inaczej. Myślicie, że się nie da? Pewnie, że się da.
Losy bohaterów są tak ciekawie przedstawione, że ma się ochotę wziąć miskę popcornu, usiąść pod kocem i czytać. Akcja jest tak porywająca jak niejeden serial. Czytając ma się wrażenie, że jesteśmy obserwatorem z bardzo bliskiego otoczenia. Mało tego, razem z nimi martwimy się o te same sprawy.
Bardzo ciekawa pozycja, może nie tyle o minimaliźmie, ale o konsumpcji, a raczej antykonsumpcji.
Po książkę sięgnęłam w okolicach Świąt Bożegonarodzenia tym bardziej refleksyjnie do niej podeszłam. Autorka podpowiada kilka ciekawych rozwiązań i podaje również adresy miejsc gdzie bezgotówkowo można się wymienić na różne rzeczy lub usługi.
Po tej lekturze dopiero sobie uświadomiłam jak dużo pieniędzy wydajemy (czasami na zupełnie niepotrzebne rzeczy) i skłoniłam się ku refleksji.
znana jako Radzka
Nie noszę rozmiaru 36, mam 160 cm wzrostu i niedoskonałości, które już teraz umiem dobrze ukryć. Na moje wcześniejsze eksperymenty z modą patrzę teraz z uśmiechem. Jak były modne rurki – nosiłam rurki, na salony weszły szerokie boyfriendy – nosiłam boyfriendy, jeszcze tylko golfu do mojej krótkiej szyi by brakowało.
Moda modą, a ja nie umiałam sobie wybrać ubrań, w których byłoby mi dobrze. Dany trend traktowałam bardzo dosłownie i często kończyło się to tragicznie.
Z pomocą przyszła mi książka Magdy. W bardzo przystępny sposób radzi co komu pasuje. Po wnikliwiej analizie doszłam do wniosku, że jestem jednak klepsydrą (zawsze miałam w tym temacie wątpliwości).
W bardzo obrazowy sposób Radzka przedstawiła wszystkie typy sylwetek, najczęstsze błędy popełniane przy doborze ubrań oraz zaproponowała fasony idealne. Ja już „moje” kroje rozpoznaje z daleka i to mi bardzo ułatwia zakupy. Wiem już czego muszę się wystrzegać, a co działa na moją korzyść.
Jeżeli również macie z tym problem polecam tę pozycję. Rozwieje wiele wątpliwości i sprawi, że znienawidzone zakupy ubraniowe będą przyjemnością.
W wielu prywatnych wiadomościach pytacie mnie o efekty po porządkach z Magią sprzątania.
O ile z ubraniami uporaliśmy się dość solidnie i udaje nam się trzymać porządek (do tej pory). A nawet trzymanie rzeczy pionowo w szufladach ma sens i się sprawdza.
To z innymi sferami klops. Nadal potykam się o różne rzeczy i czuję ich nadmiar. Nie wiem czy za mało rzeczy się pozbyliśmy czy zrobiliśmy to niewłaściwie.
Na Waszą prośbę wracam z cyklem Warszawa dzieciom.
W ten weekend niestety wiele nas ominie, ale zamierzamy spędzić miły czas na Podlasiu i świętować trzecie urodziny Lilki.
Jednak tym, którzy zostają w Warszawie przygotowałam przegląd ciekawych wydarzeń dla dzieci.
Festiwal będzie trwał do 4.10, więc będzie można wybrać odpowiednie wydarzenia dla Was. My Na pewno wybierzemy się na:
Gorąco Was zachęcam do udziału.
Grupy teatralne z całej Europy przybędą właśnie do Warszawy i zaprezentują sztuki dla najmłodszych dzieci.
Jeżeli obawiacie się, że Wasze dziecko może nie wysiedzieć lub się znudzić i zacząć chodzić- zupełnie się tym nie przyjmujcie ta sala jest przystosowana do małych dzieci. Wszyscy siedzą na podłodze na poduszkach, można chodzić, przytulać się, a nawet leżeć:)
Przygotowano wiele ciekawych atrakcji dla dzieci na świeżym powietrzu.
A do tego całe wydarzenie będzie w klimacie starej Warszawy. Odbędzie się również konkurs na najciekawszy strój z okresu międzywojnia.
Dzieci do 13 r.ż. wchodzą za darmo, a dorośli 12 zł.
A dla tych, którzy lubią poznawać nowe smaki polecam restaurację tajską Why thai. Znajdziecie tam pyszne menu dziecięce i spotkacie się z bardzo miłą obsługą.
Restauracja znajduje się przy ul. Wiejskiej.
Minutę po naszym przybyciu Lilka już miała na stole kolorowanki i kredki, a Pan sam zaproponował, że jak tylko jej jedzenie będzie gotowe to od razu przyniesie. Cudowne miejsce z przepysznym jedzeniem.
Tak dobrej tajskiej zupy nie jadłam od mojego pobytu w Nowym Yorku.
Polecam, na pewno tam wrócimy.
Pamiętacie jak na weekend czekało się jak na zbawienie? Piątek wieczór, jedyny dylemat: „Co ja mam na siebie włożyć”? A później już tylko wieczorne spotkania, kolacje, imprezy. Azymut na dom obieraliśmy kiedy już wschód słońca na dobre zagościł na ziemskim padole.
Później spanie do południa. Śniadanie? Jakie śniadanie? Pizza na telefon to i obiad już był zrobiony. Całe 2 dni w łóżku z maratonem serialowym lub nową grą na Playstation. Wyjątkową atrakcją były również całodniowe wypady do galerii handlowych na zakupy. To było życie…
Kiedyś kładliśmy się o 7, a teraz o tej porze budzi nas tupot małych stóp, które zmierzają do naszego łóżka. Te włosy pachnące jeszcze snem i oczy zaspane patrzące na mnie błagalnie żeby już wstawać. Na autopilocie robię owsiankę i siadam z nią. Gapię się. Nie mam jeszcze siły na nic innego.
Jak już sen lekko odejdzie zaczynam planować co ciekawego możemy zrobić. Szkoda marnować cały dzień na siedzenie w domu, spanie lub oglądanie TV. Weekendy spędzamy poza domem. Uwielbiam ten czas mimo tego, że wracam potwornie zmęczona. Zmęczona, ale bardzo szczęśliwa.
Czy chciałabym cofnąć czas i wrócić do tego co było? Oczywiście, że nie! Nie tęsknię za tym co było. To był pewien etap w życiu, który się skończył. Fakt, czasami wspominamy te czasy z nostalgią. A później patrzymy na naszego małego rozczochrańca rano i śmiejemy się do siebie.
Tydzień temu byliśmy na weselu bez Lilki. Już po godzinie oglądaliśmy jej zdjęcia w telefonie i stęskniliśmy się szalenie:)
Nasz wczorajszy dzień wyglądał właśnie tak:
Farma dyń (czynna do końca października )- Powsin
4 km za Farmą dyń Park zdrojowy w Konstancinie
Park Cafe & Rest- polecam krem z białych warzyw z oliwą truflową- mniam!
Tężnie
Kawiarnia Hugonówka
Powrót do domu