Gdybym urodziła się 5 lat temu…

…, a nie 30 to jakby wyglądało moje życie?

Pod jednym względem byłoby o 100% lepsze.

Ale może zacznę od początku. Byłam dzieckiem bardzo płaczliwym i wrażliwym. Większość zdjęć jakie mam z dzieciństwa wygląda mniej więcej tak: siedzę pod stołem i płaczę.

Teraz już nie pamiętam powodów moich smutków, bo w głowie mam najwięcej tych miłych wspomnień. Jako 5-6 latka byłam bardzo ruchliwa. Prawie cały wolny czas wykorzystywałam bardzo aktywnie. Biegałam po podwórku i intensywnie korzystałam z dobrodziejstw placów zabaw. W tamtym właśnie okresie zaczęło być widać moje problemy.

Miałam bardzo duże zaburzenie równowagi. Właściwie codziennie podczas podwórkowych eskapad zaliczałam potoczną „glebę”, a przedwczorajsze strupy nie zdążyły się nawet zagoić. Miałam kolana zdarte do gości. Jak ktoś patrzył na mnie z boku to miał wrażenie, że zaczepiam się o własne nogi.

Pamiętam, że tuż przed wakacjami jak miałam 7 lat mama zapisała mnie na kolonie.

Bardzo się cieszyłam z wyjazdu nad morze. Zbliżał się dzień wyjazdu, a ja tuż przed klatką schodową wywinęłam takiego orła, że znów strupy nie miały szansy się zagoić. Mama podjęła decyzję, że na kolonie pojadę dopiero jak chociaż trochę rany się zagoją. Bardzo rozpaczałam z tego powodu.

Kolejnym moim problemem była bardzo silna choroba lokomocyjna. Jazda ze mną to był koszmar. Podczas jednej krótkiej przejażdżki musiałam wysiadać kilka razy aby zwrócić zawartość żołądka. Później dostawałam już magiczną tableteczkę na „A” i zazwyczaj przesypiałam podróż.

Koszmarem również była dla mnie jazda pociągiem, ale nie z powodu nudności. Jak wysiadałyśmy na stacji później trzeba było zmierzyć się ze schodami nad torami, które między każdym schodkiem miały prześwit. Innej drogi nie było. Szłam po nich i kurczowo trzymałam się maminej spódnicy. Tak bardzo się bałam. Te schody śnią mi się do tej pory.

W szkole nie miałam większych trudności poza ortografią i pismem.

Moja mama szybko zauważyła problemy i baaardzo dużo ze mną pracowała w domu. Nawet dziś pamiętam, że tak nie lubiłam tych ćwiczeń, że wrzucałam zeszyty z dyktandami za szafę i udawałam, że się zgubiły. Gdyby nie praca mojej mamy prawdopodobnie byłabym dziś dysortografem i dysgrafem.

Na lekcjach było mi bardzo trudno wysiedzieć. Miałam sporo uwag w dzienniczku. Niemożność ruchu kompensowałam sobie „gadaniem na lekcjach” i huśtaniem się na krześle, co nie wiązało się z niezbyt przychylną uwagą pani nauczycielki. Odliczałam sekundy do dzwonka na przerwie i korzystałam jak najbardziej tylko się dało. Któregoś dnia tak wyrwałam, że rozmawiająca w drzwiach nauczycielka włożyła mi palec do oka i przecięła paznokciem źrenicę.

To oczywiście była moja wina, bo „latam jak szalona”. Całe szczęście, że podczas przerw można było wychodzić na podwórko i biegać do woli. Tam mogłam wyładować potrzebę ruchu.

Tak wyglądało moje dzieciństwo.

Każdy dzień to była próba oszukania zmysłów, rekompensowania w układzie nerwowym. Gdybym urodziła się 5 lat temu, a nie 30 to teraz chodziłabym na intensywną terapię Integracji sensorycznej. Byłoby mi łatwiej się uczyć i zapanować nad swoim zmysłami.

Zdiagnozowano by pewnie silną podwrażliwość proprioceptywną i nadwrażliwość przedsionkową, niepewność grawitacyjną. Wtedy byłam tylko niezdarą, która zaczepia się o własne nogi.

Jak to wygląda teraz? Niestety, wiele z tych zaburzeń zostało mi do dziś i najnormalniej na świecie utrudniają mi życie. Mam ogromny lęk wysokości i nadwrażliwość przedsionkową. Nie jestem w stanie nawet patrzeć jak Lilka kręci się na karuzeli. Została mi niestety dysgrafia mimo przepisanych 50 zeszytów. Nauczyłam się już z tym żyć, a dodatkowo mam w domu dorosłego z potworną nadwrażliwością słuchową.

Kiedy ktoś zarzuca, że Integracja sensoryczna to moda i sposób na wyciągnięcie pieniędzy od zdesperowanych rodziców to niech przeczyta mój tekst. Bardzo się cieszę, że wiele rodziców gdzieś usłyszy o istnieniu SI i szuka pomocy. Może te dzieci będą miały większego farta niż ja.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Z makóweczki.pl u folkmyself.pl w stajniazamczysk.pl – czyli blogerski meeting

Czasami przychodzi taki czas, że mam wszystkiego dość. Życie w centrum miasta wdaje nam się we znaki i zwyczajnie więcej nie jesteśmy tego znieść. Przeciążone procesory nie pracują zbyt dobrze. Dlatego jak przychodzi taki moment to pakuję torby, tankuję do pełna i jadę do mamy na Podlasie.

To jest moje miejsce na ziemi gdzie odnajduję spokój, koję nerwy i czuję bezpiecznie. Tam również ładuję swoje akumulatory na przyszłość. Wczesne pobudki wcale mi nie psują humoru, bo wiem, że na dole czeka na mnie ciepła kawa, którą mogę wypić  w starym swetrze mojej mamy patrząc głęboko w ogień w kominku. Ciepło, które od niego bije sprawia, że powoli się budzę i obmyślam plany na dzień bieżący.

Nie myślę o tym co będzie jutro, pojutrze za tydzień. Siedzę w wiklinowym fotelu, trzymam gorącą kawę i delektuję się CHWILĄ. Sieć komórkowa nie ma tu zasięgu i mam święty spokój. Jedyne o czym myślę to, że jest mi dobrze.

Będąc w stolicy o tej samej porze, w analogicznej sytuacji układam wszystko na jutro, pojutrze, na za tydzień.

Gorączkowo sprawdzam w kalendarzu, dzwonię do męża, sprawdzam wspólny grafik. Nie myślę o tym co jest teraz…  Wspaniała rodzinę, ludzi, których kocham  doceniam najbardziej tu, na Podlasiu. Tu mam więcej czasu dla córki i dla siebie. To prawdziwe wakacje od życia.

Po jakimś czasie oczywiście zaczyna mi brakować pędu i ciągle dzwoniącego telefonu. Wiem, że jak wrócę to będę lepsza. Lepsza dla siebie i innych.

Nasze wyjazdy często obfitują w ciekawe spotkania. Tak też było i teraz. Razem z Marleną z Makóweczki.pl odwiedziłyśmy już Wam znaną z poprzednich  postów Księżniczkę w kaloszach.

Stajnia Zamczysk jest położona ok 20 km od Białegostoku. W sam raz na wypad za miasto. Jest to miejsce, które przyciąga. Tam czuje się miłość do natury i można posmakować sielskiego życia. A to za sprawą wspaniałych ludzi, którzy wyprowadzili się z miasta na wieś w poszukiwaniu szczęścia.

Było mnóstwo śmiechu i pysznego ciasta! Niewątpliwie najwięcej emocji wśród dzieci wzbudzały kurczaki, które mogły wziąć do rąk i pogłaskać. Od razu wróciły wspomnienia moich wakacji na wsi.

Jeżeli również macie chęć to możecie przyjechać do Stajni Zamczysk na agroturystykę.

DSC_7511
DSC_7515
DSC_7547
DSC_7551
DSC_7568
DSC_7582
DSC_7585
DSC_7590
DSC_7595-horz
DSC_7599
DSC_7601
DSC_7610
DSC_7611-horz
DSC_7612
DSC_7616
DSC_7621
DSC_7625
DSC_7630
DSC_7633
DSC_7644
DSC_7649
DSC_7660
DSC_7665-horz
DSC_7667
DSC_7670-horz
DSC_7675
DSC_7681
DSC_7688
DSC_7693
DSC_7698
DSC_7710
DSC_7722-horz
DSC_7726
DSC_7728
DSC_7738
DSC_7743
DSC_7757
DSC_7766
DSC_7771
DSC_7780
DSC_7783-horz
DSC_7791
DSC_7793
DSC_7797
DSC_7808
DSC_7826
DSC_7828

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy to prawdziwe Montessori?

Pedagogika Montessori z roku na rok robi się coraz bardziej popularna.

Powstaje wiele nowych placówek, które w nazwie mają  nazwisko włoskiej lekarki. Nam rodzicom – ta etykieta kojarzy się zazwyczaj bardzo dobrze. Jeżeli gdzieś usłyszymy „Montessori” to od razu wiemy, że miejsce jest godne uwagi.

Montessori – to słowo haczyk, na których łapie się wiele rodziców.  Z jednej strony ogromnie mnie to cieszy, a z drugiej lekko przeraża. Termin „Montessori” jest już jak worek, do którego każdy może coś dorzucić albo dodać od siebie. Tylko, że to już wtedy nie jest TA pedagogika.

Maria Montessori stworzyła bardzo konserwatywną formę pracy z dziećmi i tak naprawdę aby cała metoda była spójna i logiczna nie powinniśmy za dużo dodawać od siebie, a już absolutnie nic nie zmieniać w głównych założeniach. Tak więc przedszkole, które ma „Montessori” w nazwie wcale takie być nie musi. Znalezienie autentycznej placówki może okazać się nie lada wyzwaniem.

W dzisiejszym poście napiszę Wam jakie ABSOLUTNIE OBOWIĄZKOWE punkty powinno spełniać przedszkole lub żłobek.

1. Wyszkolona kadra nauczycielska

Osoby pracujące bezpośrednio z dzieckiem powinny mieć ukończone odpowiednie studia lub kursy Pedagogiki M.Montessori.

2. Odpowiednie podejście do rodzica i dziecka

W przedszkolach Montessori nauczyciele powinny zwracać się do dziecka  z ogromnym szacunkiem. Nauczyciele często schylają się lub kucają przy dzieciach, abo móc rozmawiać cicho, twarzą w twarz. Nie dopuszczalne jest żeby nauczyciel podczas pracy własnej wołał dziecko  z drugiego końca sali. Musi podejść, poczekać aż dziecko skończy i wtedy je poprosić.

3. Brak kar i nagród.

4. Przystosowane otoczenie.

Miejsca do pracy- niskie stoliki z krzesełkami odpowiednimi do wzrostu dziecka oraz przestrzeń na dywanie. W koszu powinny być umieszczone małe dywaniki do pracy na podłodze. Szatnia, łazienka i jadalnia powinna być przystosowana do potrzeb dzieci

5. Brak fikcyjnych postaci.

W przedszkolach montessoriańskich nie powinniśmy spotkać Kubusia Puchatka na ścianie, ani książki ze Świnką Peppą na półce. Powinny znaleźć się tam książki bez fikcji. Więcej na ten temat możecie przeczytać we wpisie – Kreatywnie nie koniecznie

6. Materiał rozwojowy

Na półkach powinien się znaleźć materiał rozwojowy, który opracowała sama M.Montessori. Co ciekawe każda pomoc jest tylko w jednym egzemplarzu aby dzieci mogły nauczyć się czekania na własną kolej.

Podzielone tematycznie:

  • pomoce do praktycznych ćwiczeń dnia codziennego,
  • pomoce do kształcenia zmysłów (sensomotoryczne),
  • pomoce do edukacji matematycznej,
  • pomoce do edukacji językowej,
  • pomoce do wychowania kosmicznego
  • pomoce do wychowania religijnego

Najbardziej rozpoznawalną pomocą jest różowa wieża. Przykłady:

różówa wieża montessori

7. Inne pomoce

Oprócz materiału montessoriańskiego w przedszkolu znajdują się również inne pomoce. Raczej nie ma miejsca na plastik i pstrokaciznę.

8. Samoobsługa

Przedszkole wspiera samoobsługę „Pomóż mi to zrobić samodzielnie”- to maksyma tej metody. Dzieci ubierają się same, nakładają sobie jedzenie, a nawet po sobie zmywają.

9. Grupy są mieszane wiekowo

Niezwykle ważne do prawidłowego rozwoju społecznego i emocjonalnego dzieci. Podobnie jak w rodzinie wielodzietnej dzieci mają możliwość bycia najmłodszym przez rok i z wielkim zainteresowaniem obserwować dzieci starsze. Za  rok będą opiekowały  się i pokazywały przedszkole dzieciom młodszym.

10. Praca własna

Praca własna w godzinach porannych. W tym czasie dzieci same wybierają sobie pomoce i z nimi pracują.

11. Kontakt  z naturą

Oraz  długie przebywanie na podwórku.

12. Duch M.Montessori

W tych placówkach naprawdę można poczuć obecność pewnego mistycyzmu. Wychodząc z placówki, która rzeczywiście jest prowadzona tą metodą ma się wrażenie lekkiego katharsis- piszę serio.

Tak wygląda poranek w przedszkolu prowadzonym tą metodą:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

#kidsinmuseums

Taki hashtag jest bardzo popularny na Instagramie. Użytkownicy tak oznaczają zdjęcia, które zostały zrobione w muzeach z dziećmi. Bardzo lubię je przeglądać.

Sama uwielbiam odwiedzać takie miejsca. Przedmioty naruszone zębem czasu to ostatnio moje hobby. Lilka już jest w takim wieku, że bardzo dużo rozumie i wiele rzeczy ją interesuje. Dlatego często zabieramy ją do muzeum. Czasami mam wrażenie, że lepiej tam się odnajduje niż w kulkolandzie.

Podczas naszego pobytu w Eindhoven (spaliśmy w tym hotelu KLIK) odwiedziliśmy dwa muzea. Dziś zaprezentuję nasze zdjęcia i filmy stamtąd.

Muzeum sztuki współczesnej – Van Abbemuseum

Miejsce wyjątkowe. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nawet takie niuanse jak winda jeżdżąca w dół – śpiewa barytonem, a w górę – sopranem.

DSC_6404
DSC_6407 — kopia
DSC_6409 — kopia
DSC_6410
DSC_6415
DSC_6417

Poczuć zapach obrazu. Później wąchać kawę żeby oczyścić receptory zapachowe

DSC_6416
DSC_6420
DSC_6421
DSC_6425

Zwróćcie uwagę jak autor nazwał byki;)

DSC_6433
DSC_6435
DSC_6442
DSC_6443
DSC_6448
DSC_6459
DSC_6470
DSC_6473
DSC_6479
DSC_6482

To moje prawdziwe oblicze: „Lilka, wracaj!”

DSC_6486
DSC_6485
DSC_6487

Pudzian to pikuś przy moim mężu

DSC_6488
DSC_6492
DSC_6497

Film do obejrzenia

  Muzeum Philipsa

Czyli podróż do przeszłości. Historyczny dzień- Lilka cały dzień w kucyku.

DSC_6799
DSC_6801
DSC_6803
DSC_6809
DSC_6810

Genialny tomograf dla dzieci. Pokazujący jak działa ta maszyna. Philips umieszcza je na oddziałach dziecięcych aby w prosty sposób oswoić to urządzenie i zmniejszyć strach przed badaniem. 

DSC_6815
DSC_6823
DSC_6836
DSC_6838
DSC_6841
DSC_6843
DSC_6848
DSC_6858
DSC_6860
DSC_6871
DSC_6861
DSC_6862
DSC_6867
DSC_6868
DSC_6872
DSC_6876
DSC_6881
DSC_6879
DSC_6887

Tomograf- film

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

viva el carnaval

W ubiegłym roku z delegacji zadzwonił do mnie mój mąż. Krzyczał do słuchawki: „Nie uwierzysz, tu wszyscy są przebrani. Właśnie przeszedł koło mnie Elmo i Robin Hood. Zabiorę tu Was za rok. Lilka będzie wniebowzięta.”

Mój mąż dotrzymuje słowa. Zabrał nas na karnawał do Eindhoven. Przez 4 dni w roku miasto jest przyozdobione balonami, a ludzie przebierają się w niesamowicie kolorowe stroje. Wszyscy wychodzą na ulice i razem się bawią. Kiedy to zobaczyłam byłam bardzo pozytywnie zaskoczona.

W Polsce bale przebierańców organizowane są raczej tylko dla dzieci. A tam… nawet 70-letnie babcie przebrane  świętują razem ze wszystkimi. Całe Eindhoven bawi się i tańczy na ulicy. Ludzie cieszą się z ostatnich dni karnawału. Jest bardzo mało turystów, więc w zasadzie są tam sami Holendrzy. Po dwóch dniach już mnie nie dziwił kelner-pirat i kucharz- żaba.

Lilka rzeczywiście była wniebowzięta.

Najbardziej podobała jej się parada w centrum miasta. Z przejeżdżających kolorowych platform przebierańcy rzucali cukierkami. Niesamowite przeżycie słyszeć od dziecka: „Mamo, tato tu jest wspaniale”.

Samo miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To mój pierwszy i na pewno nie ostatni raz w Holandii. Jest tam niesamowita atmosfera, wszyscy mówią po angielsku i są bardzo życzliwi. Zaskoczyło mnie przepyszne jedzenie i cudowna architektura. No i rowery, wszędzie rowery.  Zapraszam Was na naszą relację.

Obsługa hotelowa

DSC_6290
DSC_6280
DSC_6285
DSC_6697

Świetny hotel Inntel w starej fabryce Philipsa

DSC_6705
DSC_6698
DSC_6297
DSC_6678
DSC_6308
DSC_6691
DSC_6326
DSC_6690
DSC_6336
DSC_6340
DSC_6357
DSC_6365
DSC_6353
DSC_6376
DSC_6378
DSC_6389
DSC_6395
DSC_6385
DSC_6397
DSC_6511
DSC_6514
DSC_6526
DSC_6542
DSC_6531
DSC_6533
DSC_6540
DSC_6541
DSC_6546
DSC_6549
DSC_6553
DSC_6578
DSC_6584
DSC_6593
DSC_6614
DSC_6623
DSC_6625
DSC_6638
DSC_6639
DSC_6648
DSC_6663
DSC_6530

I rowery, wszędzie rowery

DSC_6688
DSC_6893
DSC_6403
DSC_6327
DSC_6333
DSC_6306
DSC_6917

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Niezbędnik małego podróżnika

Jak już pewnie zauważyliście, że często nas „nosi” po świecie. Pierwszą podróż odbyliśmy z Lilką jak miała 3 miesiące. Od tamtego czasu nie jestem  w stanie zliczyć ile km przebyliśmy. Mamy rodzinę w dwóch odległych krańcach Polski i często ich odwiedzamy. Kluczem do miłych podróży był zawsze odpowiedni czas. Czas drzemki.

Ruszaliśmy zawsze wtedy kiedy Lilka była już lekko zmęczona. W 95 % przypadków działało. Podczas naszych wojaży wypracowaliśmy sobie niezły zestaw gadżetów ułatwiających nam ten czas. Przydała się również zmiana nastawienia, że podróż nie jest tylko dotarciem do celu, ale jest przygodą. Dlatego  nie dążyliśmy do tego aby jak najszybciej dojechać- tylko żeby było miło. To bardzo pomogło w stresujących sytuacjach. Najczęściej jeżdżę z córką z tyłu i jestem jej towarzyszem podróży. Jak tylko zaśnie przesiadam się do przodu i obserwujemy ją w lusterku.

Kluczem do wygodnego podróżowania jest przede wszystkim dobry nastrój, wygodny fotelik  i odpowiednie gadżety.

Tu możecie przeczytać o naszym foteliku

Oto nasz niezbędnik:

DSC_6181

1. Łóżeczko turystyczne Inglesina Lodge

służy nam od ponad 2 lat i jesteśmy bardzo z niego zadowoleni. Można w nim regulować wysokość dna i ma rozpinane wyjście (na to zwracałam uwagę przy wyborze). Rozkłada się błyskawicznie i składa do torby podróżnej. W zestawie jest materac i moskitiera.

DSC_6226
DSC_6249

2. Płyty CD

to najlepsza rozrywka w aucie. Niedługo pewnie zaczniemy słuchać audiobooków (polecicie coś?).To nasze ulubione:

pobrany plik (1)-horz

no i oczywiście personalizowane Piosenki dla dzieci od Dudu i Bibi

3. Poduszka do spania w aucie

mamy Benbat tu Tak jak większość kupiłabym zwykły zagłówek w kształcie rogala. Pani w sklepie doradziła nam żeby wziąć ten, bo jest najwygodniejszy. Sama się dziwiła kto projektuje takie zagłówki, które pchają głowę do przodu. Benbat jest tak zbudowany, że jest wygodny i podtrzymuje głowę przed opadaniem.

DSC_6213
DSC_5589

4. Mokre chusteczki

mimo tego, że Lilka już jest odpieluchowana to w czasie podróży bardzo się przydają.  Dostępny tu

5. Walizka – jeździk Skoot

to nasz ostatni nabytek. Lilka jest nim zachwycona. Pakuje do niego swoje rzeczy. Mogę ją na nim ciągnąć (przetestujemy jutro na lotnisku). A do tego wyglądem przypomina  wymarzoną Vespę tu

DSC_6186
DSC_5549
DSC_5592

6. Apteczka

mam ją zawsze pod ręką w przezroczytej kosmetyczce (aby ułatwić szukanie)

DSC_6202

Wszystko raczej oczywiste. Pewnie zapytacie o Biodermę – jest świetna! Sprostała wymaganiom bardzo suchej skóry. Szczegóły we wpisie Apteczka na wyjazd z dzieckiem

8. Kocyk i poduszka

 Maylily, czyli wygląd i funkcjonalność w jednym. Poduszka jest płaska jak placek, a kołderka z ogonem dobrze otula podczas spania.

DSC_6209
DSC_6212
DSC_6220

9. Lunchbox  Boon

wypełniony po brzegi przekąskami tu

DSC_6092
DSC_6093

10. Książki, książeczki – umilacze czasu

Absolutnie świetna Aladine Arka Noego ( akurat nie jest dostępna, ale jak tylko się pojawi dam znać – inne np. takie tu)

W jednej książce mamy – kolorowankę, wyklejankę i książkę obrazkową. Najbardziej podoba mi się to, że jest wielokrotnego użytku. Kredki można zetrzeć, a naklejki przeklejać , bo są bez kleju ( tylko folia).

DSC_6187
DSC_6189
DSC_6190
DSC_6191

Inne:

w-podrozy-czas-sie-nie-dluzy-b-iext25250545

Książka obrazkowa – tu

To chyba tyle. Jutro lecimy do Einhoven na karnawał, więc zestaw podróżniczy będzie troszkę inny.

Bon voyage!

A Wy macie swoje sprawdzone patenty?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Miejsca, które odwiedzam

Konkurs na Bloga roku jeszcze w toku… Blogerzy wyskakują z lodówki, namawiają „po chińsku”, rysują sprayem na murze numery sms-ów, na które trzeba głosować. A ja? Gdzie „ja” jestem w tym wszystkim? Nie wiem, nie śmiem Was prosić o głosy…

W tym roku biorę udział po raz pierwszy. Jakie są moje wrażenia, uczucia? Ambiwalentne – to dobre słowo! Mam obecnie 3 kulki, żeby wejść do pierwszej 10 brakuje mi pewnie 50-100 sms-ów. Uważam, że to jest naprawdę niewiele.

Tylko wydaje mi się, że taki czytelnik nie głosuje, bo wydaje mu się, że jeden głos nic nie zmieni. Owszem zmieni! Niech się zbierze takich kilkudziesięciu i już jestem w finałowej dziesiątce. Nie przekonuje ich również fakt, że dochód z głosowania zostanie przekazany na podopiecznych Fundacji Dzieci Niczyje.

Czytelniku, mam teraz do Ciebie bardzo ważne pytanie (dokończ w komentarzu):

Głosowałaś/-eś w konkursie na Blog roku?”

a) Tak, głosowałam/-em, bo…

b) Nie, nie głosowałam/-em, bo…

IMG_1399

Wg mnie wygranych w konkursie wybierają  nie  stricte czytelnicy, tylko ich rodzina oraz inni blogerzy. Myślę, że tylko te osoby są w stanie w 100% docenić jego pracę. Wiele osób wchodzących tutaj uważają blogi za zabawę, chwilową fanaberię. Owszem, ja też tak uważałam na samym początku. Teraz jest to moja praca.

Nie będę pisać ile czasu na to poświęcam, ale chce żebyście wiedzieli, że daję z siebie bardzo dużo. Dlatego też postanowiłam sms-ami nagrodzić pracę innych blogerów, do których chętnie zaglądam. Kiedy mój blog był jeszcze własnością Googla to mogliście na bieżąco podglądać miejsca, które odwiedzam. Teraz nie jesem w stanie ogarnąć RRS.

Oto miejsca, które darzę wielką sympatią i na Was oddałam mój głos.

IMG_1391

1. Mataja – blog specjalistyczny

Zaglądam do nich i bardzo kibicuję już od samego początku. Również jestem specjalistą, która wiele swoich teorii opiera na badaniach (Evidence Based Medicine). Do tego lekki język i charyzma nadają blogowi  taki ton, że nawet mój mąż go czyta.

FullSizeRender (5)

2. Księżniczka w kaloszach

czyli Paulina i jej domostwo. Uwielbiam zaglądać do ich Stajni Zamczysk, bo od razu przypominają mi się moje wakacje na wsi. Czasami jak mam dość miasta to marzę o takim odważnym kroku i uciec stąd na wieś.  Do tego zdjęcia, które  zapierają dech w piersi i słowa dające do myślenia.

IMG_1380

3. Książki na czacie

Czyli blog Aleksego, który ma 13 lat- startuje w kategorii ” Blog nastolatków”. Podziwiam go bardzo… Założył blog w wieku 10 lat i wraz z młodszą siostrą dokonuje dogłębnych recenzcji książek. Uwielbiam za gust i język (szczerze, to wiele blogerów nie używa tak poprawnej polszczyzny jak Aleksy). Chciałabym żeby w Polsce było więcej takich mądrych nastolatków. Zawsze kiedy myślę o zamawianiu książek najpierw zaglądam do niego.

IMG_1385

4. Zabij grubasa

Blog Edwina Zasady, który będzie nową Ewą Chodakowską, tylko jego droga do sławy  była bardziej kręta, ale za to wiarygodna. Zrzucił kilkadziesiąt kilogramów i na swoim blogu motywuje do zdrowego stylu życia. Podziwiam i często zaglądam jeżeli nie mam pomysłu na posiłek lub zwyczajnie brak mi motywacji.

IMG_1382

5. Polka dot project

Uwielbiam wizualne uczty, bo  prawdziwych się już wystrzegam. Zdjęcia, cudowne aranżacje i ciekawe pomysły to siła tego bloga. Moja stylistyka:)

IMG_1387

6. Żudit.pl

Czyli blog mojej krajanki. Dochodzę do wniosku, że Białostoczanki to najlepsze blogerki;) Blog Judyty to przede wszystkim ciekawe teksty i niebanalne zdjęcia, o które teraz dość trudno. 

IMG_1388

7. Mamą i żoną być

Duuuża dawka kultury! Piękne zdjęcia ukazujące codzienne życie rodziny. Lubię ich podejście do życia oraz lekkie pióro autorki.

IMG_1405

8. Hafija.pl

Agaty chyba nie muszę nikomu przedstawiać, bo wiele razy linkowałam ją u nas. Jej praca i blog zmieniają ludziom życie. Kibicuję jej już od dawna i wiem, że się nie podda. W wielu kwestiach jest dla mnie autorytetem.

IMG_1397

9. Makóweczki.pl

Zaglądam, lubię i podziwiam. Od Marleny uczę się wielu rzeczy związanych z techniczną stroną blogowania. Jej siła to odwaga, dobry gust i piękne zdjęcia.

FullSizeRender (2)

10. Blondhaircare.com

Blog o świadomej pielęgnacji włosów. Zaglądam od dawna i nieustannie czerpię informacje na ten temat. A tak szczerze, to ten blog uratował moje włosy, które były suche i codziennie napastowane prostownicą i suszarką.

A teraz jeszcze kilka blogów, które odwiedzam, ale nie startują w konkursie

IMG_1395

olgaiokoice.pl Mój numer jeden. Blog roku 2012-2013-2014 r. Jak widzę nowy wpis to rzucam wszystko i lecę…

IMG_1403

bycblizej.pl- blog Anity oraz sama Anita są dla mnie ostoją. Wiem, że z każdym problemem mogę się do niej zwrócić i nie dostanę gotowego rozwiązania, a usłyszę słowa wsparcia. 

IMG_1393

Matkawariatka.plblog również logopedy. Lubię książkowe inspiracje i podróże małe i duże.

FullSizeRender (4)

kaszkazmlekiem Przecudowne zdjęcia, ubrania i inspiracje

IMG_1402

Cacaovo dziewczyny z Krakowa, znakomity gust i przepiękne zdjęcia. Uwielbiam również ich konto na Instagramie.

IMG_1404

mojedolcevita– blog Marty- mamy 2-letniej Marceliny. Zaglądam najczęściej wtedy kiedy zapominam, że też jestem kobietą, a nie tylko matką. Czuję, że nadajemy na tych samych falach.

FullSizeRender (3)

Alexanderkowo- lubię Anię i jej podejście do życia i spraw związanych z rodzicielstwem.

IMG_1394

DookołanasHanka i Mikołaj- lubię podglądać ich codzienne życie

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Absolutnie wspaniały weekend

Za nami weekend. Długo pozostanie w mojej pamięci.

Kraków – miasto, które kocham i ludzie, którzy są dla mnie ważni.

Nie mogłabym inaczej spędzić swoich urodzin.

DSC_5476
DSC_5481
DSC_5539
DSC_5546
DSC_5547
DSC_5550
DSC_5552
DSC_5592
DSC_5594
DSC_5614
DSC_5627
DSC_5637
DSC_5648
DSC_5653
DSC_5667
DSC_5644
DSC_5668
DSC_5686
DSC_5697
DSC_5701
DSC_5706
DSC_5727
DSC_5769
DSC_5778
DSC_5793
DSC_5800
DSC_5811
DSC_5819

Kocyk i poduszka w krowie łaty – Maylily

Walizka- skuter – tu

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak (nie) schudnąć 10 kg?

Czyli rozterki Matki Polki fitnesowej

Przychodzi taki czas, że coś by się chciało w sobie zmienić. W moim przypadku nałożyły się 2 newralgiczne momenty – Nowy rok – jak większość oraz zmiana kodu z przodu, czyli combo motywacyjne. „To już nie żarty”- pomyślałam i najnormalniej na świecie wzięłam się za siebie.

Nie było by w tym pomyśle nic trudnego, gorzej jak zwykle jest z realizacją. Kiedy już zjadłam ostatnie kostki czekolady z postanowieniem „Od jutra się odchudzam”, a potem jeszcze 5, bo przecież od jutra się odchudzam – nadszedł ten dzień.

Wstałam rano uśmiechnięta i zadowolona. Powoli nasypywałam kawę i myślałam jaki mieć gry plan? Pierwszy punkt – 0 (słownie zero) słodyczy. Ale jak to zrobić jak w szafce obok jest jeszcze sterta słodyczy z Lilkowej paczki od Mikołaja. No przecież nie wyrzucę. Przekładam wszystko w najdalszy zakamarek szafki i zastawiam poppingiem z amarantusa w myśl zasady „Co z oczu, to z serca”.

Dieta? Jaka dieta?

Hmm… szukam czegoś w lodówce. Podchodzi Lilka i przez moje nogi zagląda i krzyczy „Baaaaton, tam jest. Daj mi”. Ups. Mleczna kanapka z  paczki od M. Trudno, daję jej, ale z wielkim zaciekawieniem patrzę i mówię „Liluś, ale Ty nie lubisz przecież czekolady”. Nic to nie działa, ma na nią chęć.

Trudno, na obiad zrobię soczewicę i bilans się wyrówna. Siedzę naprzeciwko jej i patrzę jak je. Po chwili odchodzi i mówi, że już nie chce. I tak leży sobie samotna Mleczna kanapka w ilości więcej niż pół. Stoję i patrzę na nią. Sprawdzam na opakowaniu ile ma kalorii. Odliczam zjedzoną część, wychodzi tyle co dwa jabłka.

Najwyżej nie zjem tych jabłek. No przecież jej nie wyrzucę! Zjadam z wielką przyjemnością i małymi wyrzutami sumienia.

Nadchodzi wieczór, trzeba wziąć się również za ćwiczenia. Sposób najprostszy i co najważniejsze skuteczny. Polubiam znów Ewę Ch. na Facebooku (kiedyś już ją lubiłam, ale później wkurzały mnie te chude laski po metamorfozie, więc odlajkowałam). Przepraszam się, więc z nią szczerze i odpalam Youtube.

Zaczynamy

Przybiega zaciekawiona Lilka. „Mama, tańczysz?” i robi to samo co ja obok. Nie mogę ze śmiechu patrzeć na Ewę… Uff poszła, no to znów power. „Dasz radę”- słyszę, ale chyba jednak nie dam.

Endorfinki nie spływają, bo znów podbiega Lilka i przechodzi mi pod nogami, bo przecież robię tunel. Czekam tylko na te 4 ostatnie słowa. Robię tak na pół gwizdka i czekam. Jest!

„Jestem z Ciebie dumna”

ja z siebie też.

Postanawiam poszukać czegoś poza domem. Może siłownia lub fitness. Bieganie odpada, bo pogoda nie sprzyja. Znajduję ciekawe miejsce obok nas. Przeglądam ofertę zajęć: ABT, TBC – nic mi to nie mówi. Bliższe mi skróty to: BLW, AZS, WNM, RB. Tamte muszę wyguglować. 'Fat burner”- nazwa mówi sama za siebie. Decyduję się na nie – dawno nie paliłam.

Zbliża się godzina wyjścia i oczywiście mam odwieczny problem każdej kobiety. Ale serio nie mam co na siebie włożyć. Decyduję się na t-shirt czarny h&m mama do karmienia piersią – z daleka wygląda trochę fitnessowo i spodnie dresowe, w których chodziłam na ćwiczenia w ciąży.

Wyciągam z czeluści szafki stare adidasy. AAA – najgorzej, nie mam się w co spakować.

Mam trzy opcje:

a)plecak męża, z którym chodził kiedyś grać w piłkę

b) torebka foliowa – totalna wtopa

c) torby wózkowe.

Wyciągam torbę  Beaba i pakuje moje rzeczy. W międzyczasie jeszcze wyciągam z bocznej kieszonki – pampersa w rozmiarze 3 i żel na ząbkowanie.

Idę! A właściwie lecę. Czuję wolność. Słucham muzy na full i przechodzę na czerwonym świetle (z dzieckiem zawsze czekam na zielone, ekhm). Wbiegam lekko spóźniona na siłownię i doznaję szoku. Ja w dresie, adidasy okazały się za małe po 2 latach (ah ta ciąża), a wszystkie laski wyglądają jak Ewa Ch. Piękne leginsy (obcisłe, kolorowe i dobrane kolorystycznie do karnacji) staniki sportowe we fluorescencyjnych kolorach, a na to luźny tiszert oczywiście znanych firm na A., N, R. A ja jak sierota w tych dresach.

Do tego większość ćwiczy z rozpuszczonymi włosami (?). No cóż, jak się ostatni raz było na siłowni 10 lat temu to i moda się lekko zmieniła. Wycisk był niezły – 3 dni miałam zakwasy.

Kolacja po powrocie.

Ja jem sałatkę z łososia lekko skropioną oliwą, a dziecko moje pyszny świeżutki chlebek z masłem i żółtym serem. Siedzę naprzeciwko jej i patrzę z zazdrością. A właściwie to pożeram wzrokiem jej kanapkę, a w ustach czuję smak wędzonego łososia.

To nie fair. Ale nic straconego, może zostawi kawałek na 2 gryzki. Nagle, odchodzi od stołu. Ja już sięgam ręką po kanapkę, ona się odwraca i mówi: „Mama, ale nie zjesz mi kanapki?”. Czar prysł.

Przedwczoraj patrzę na grafik i myślę, które zajęcia wybrać. Zumba nie dla mnie, Body pump – co to jest? Ok, idę. Ale najpierw jemy obiad. Mówię do męża: „Ale mi się nie chce…” „A na co idziesz?”- pyta „Sztangi”- odpowiadam „To nie idź”, „Ok, przekonałeś mnie”- odpowiadam z uśmiechem.

 *zbieżność postaci jest nieprzypadkowa, to ja Matka Polka Fitnesowa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kącik do czytania

Jak już pewnie wiecie jesteśmy w trakcie urządzania pokoiku naszej 2-latki. Staram się, aby był ciekawy pod względem estetycznym jak i rozwojowym. Zależy mi na tym, aby był przede wszystkim dla niej. A nie stworzony wg zdjęcia na Pintereście.

Obserwuję ją codziennie i wymyślam ciekawe, ergonomiczne rozwiązania tak aby pokój był dostosowany do jej potrzeb.

Jednym z ważnych miejsc jest niewątpliwe strefa do czytania i wyciszania się. Początkowo myślałam o foteliku, jednak po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw wybrałam dużą, miękką poduchę.

Można na niej odpocząć, poczytać, poprzytulać się. Mieścimy się tam we dwoje i jest nam bardzo wygodnie. Na foteliku zmieściła by się tylko Lilka, a tak korzyść jest obopólna.

W gabinetach SI, przedszkolach można często trafić na worki sako. Taka poducha je może godnie zastąpić, a dodatkowo stymulować zmysł dotyku.

DSC_5329
DSC_5336
DSC_5337
DSC_5361
DSC_5368
DSC_5364
DSC_5370
DSC_5381
DSC_5384
DSC_5388
DSC_5413
DSC_5405
DSC_5416
DSC_5417

Poducha na specjalnie zamówienie Maylily

A tu w temacie wnętrzarskie z nowego domu Inspiracje, tu post na temat Wykończenie domu a tu Kolory ścian

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

One

Poznałyśmy się na studiach. Każda z nas chciała się kształcić w tym samym kierunku. Mimo, że po roku miałyśmy wybór specjalizacji to i tak trafiłyśmy do tej samej grupy. Co nami kierowało?

Pewnie brak zdolności matematycznych. Typowe humanistki. Oraz miłość do języka polskiego i w pewnym stopniu do zagadnień medycznych. Tak dokładnie było ze mną. Podczas oglądania z wypiekami na twarzy „Ostrego dyżuru” zamykałam oczy kiedy pojawiała się krew lub zwykła strzykawka.

Jednak miłość do ludzi i chęć pomagania innym zwyciężyła. Rozpatrywanie przypadków, stawianie diagnozy, często trudna terapia, małe sukcesy- to mnie motywowało. Dlatego zostałam logopedą. Pewnie z podobnych przyczyn i ONE znalazły się na tych studiach! Dzięki Bogu!

Bo bez nich to byłyby najnudniejsze 5 lat w moim życiu. Wspólne wypady po zajęciach lub podczas 😉 Pierwsza praca. Problemy. Szczęścia. Rozterki. Bez rodziny w Warszawie było mi naprawdę ciężko. Dzięki nim wracałam po weekendzie  w domu z uśmiechem na twarzy.

Pierwsze pytanie:

„Anka, w domu byłaś?”

„Tak, a co?”

„A, bo zaciągasz po białostocku…”

Kochane.

Po studiach jeszcze bardziej się zżyłyśmy. Spotykałyśmy się praktycznie co weekend. Z facetami lub bez. Co ciekawe, byłyśmy na różnych etapach życia już wtedy, a i tak znajdywałyśmy wspólny język.

Telefony o 22 „Zaręczyłam się”, „Rzucił mnie”, „Jestem w ciąży”- tylko nas do siebie zbliżały.

Przeżywałyśmy razem każde wydarzenie: śluby, porody, pogrzeb.  Życie.

Wiele osób mi mówiło, że jak urodzę dziecko to wszystko się zmieni. Nie będę miała czasu na nic. Na spotkania m.in. z przyjaciółmi. Zwłaszcza z tymi, którzy nie mają dzieci. Wiele przyjaźni rzeczywiście przepadło.

Zostały najbardziej trwałe. Dlaczego?

Bo tego bardzo chciałam. Zależało mi tak mocno, że byłam gotowa do poświęceń. Mimo tego, że tylko ja miałam (w tamtym czasie) dziecko to rozumiałyśmy się i tak. Przyjaźń również wymaga poświęceń i starań.

Pamiętam, jak Lilka miała 2 miesiące i chciałyśmy się spotkać (same) to dziewczyny umówiły się ze mną w kafejce po drugiej stronie ulicy żebym nie traciła czasu w korkach pomiędzy karmieniami. Same również były zajęte, ale potrafiły w tak empatyczny sposób pójść mi na rękę. Zapytacie pewnie, dlaczego nie zaprosiłam ich do domu. BO TO NIE JEST TO SAMO.

Potrzebowałam być z nimi sama.

Do tej pory bardzo to pielęgnuje. Owszem spotykamy się teraz z dziećmi, ale to nie jest to samo. Ja wiem, że wiele rzeczy się w życiu zmienia. Przewartościowujemy pewne sprawy. Ale trzeba mieć taki wentyl. Kiedy idę z nimi, nikt mnie nie szarpie za nogę, nie oblewa sokiem. Spuszczam całe powietrze i później wracam naładowana pozytywną energią jak nigdy.

Gdybym nie miała przyjaciółek to pewnie chodziłabym do psychoterapeuty.

Owszem lubię poznawać nowych ludzi, jestem bardzo kontaktowa i towarzyska. Traktuję je jednak jak znajomości. Wydaje mi się, że potwornie trudno w dzisiejszych czasach o prawdziwą przyjaźń. Nikt nie ma czasu, ciężko się zgrać, często poświęcamy więcej wolnego czasu na czyjeś prywatne życie niż na swoje. Instaprzyjaźnie, przyjaźnie blogerów- podchodzę do nich z rezerwą.

Nie znasz mnie, prawdopodobnie nigdy mnie nie poznasz, a jednak tu jesteś, poświęcasz swój wolny czas.

A teraz zamknij klapę od laptopa lub wyjdź z przeglądarki w Twoim smartfonie i zadzwoń do swojego przyjaciela/ przyjaciółki, z którym masz wiele wspomnień.

Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with m5 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m5 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with t1 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with b5 preset
Processed with VSCOcam with c1 preset
1636185cfb829563ce5b43065f4ea754
f1bad7e10403b4eabe240ece0ff873b7

www.pinterest.com

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 rzeczy, których nie mogę podarować dziadkom

Ale jeżeli miałabym magiczną różdżkę lub lampę Alladyna wyczarowałabym dziadkom takie prezenty:

1. Zdrowie – jego nigdy za wiele. Do tego kartę „Bez kolejki” do przychodni.

2. Czas na odpoczynek i pasję. Tak, ten czas, który zawsze odkładacie na później.

3. Uścisk ich mamy

4. Możliwość spotkania się ze starymi znajomymi sprzed wielu lat 

5. Dużo wcześniejszą emeryturę

6. Teleportację – ot, w 2 sekundy z południa i wschodu Polski na kawkę do wnuczki i drewniane ciastka

7. Przetwory na zimę, które robią się same. Wciskamy przycisk plus owoce/warzywa i gotowe. Same też się zanoszą do piwnicy.

8. Nie musieć – wydaje mi się, że starsi ludzie są o wiele bardziej obowiązkowi i dużo rzeczy robią, bo tak trzeba

9. Cofnięcie czasu – do dowolnego momentu

10. Spełnienie marzeń – bo jak nie teraz to kiedy?

A Wy co byście dodali od siebie?

zobaczcie też wpis Prezenty dla babci i dziadka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy nie za bardzo skupiam się na dziecku?

Dzień świstaka. Wstajemy, piję kawę, robię śniadanie, wyjmuję naczynia za zmywarki, zmywam, nastawiam pralkę, zbieram pranie i je segreguję, ścielę łóżka, doprowadzam mieszkanie do ogólnego ładu, w międzyczasie puszczam wpis z wczoraj, zaglądam na Instagram, rozwieszam pranie, wstawiam następne itp itd.

Kto z nas tak nie ma?

Niektórzy tylko o innych godzinach, po pracy +/- inne obowiązki.

Co w tym czasie robi Lilka?

Asystuje mi! Wyciąga naczynia ze zmywarki, przy każdej podanej rzeczy mówi „prrrose”. Z ogromnym zaciekawieniem obserwuje mój każdy ruch dlatego muszę być bardzo ostrożna (z detergentami, ostrymi narzędziami, włączaniem pralki). Czasami na chwilkę odchodzi żeby zająć się sobą i znów wraca i kropka w kropkę mnie kopiuje.

Później nadchodzi czas kiedy pokazuję jej  pomoce i z prędkością światła znów się ulatniam. Towarzyszę jej mentalnie, rzadko kiedy fizycznie. Jeżeli nie jest sama w stanie czegoś zrobić to delikatnie jej podpowiadam, jeżeli nadal nie jest rozwiązać tego problemu- odkładamy pomoc na półkę.

Skończył się czas kiedy 12 h na dobę leżałam z nią na dywanie z przerwami na wizytę w toalecie i jej drzemkę.

Teraz jest etap działania i nabywania nowych czynności praktycznych.

Rzadko kiedy tak najnormalniej w świecie się z nią bawię. Kiedy jestem zajęta, krzątam się po domu, mam zajęte ręce i stoję (!) Lilka zajmuje się sama sobą. Albo prosi mnie o jakieś zadanie lub robi coś w swoim pokoju. Kiedy tylko na chwilę usiądę i nie daj Boże wezmę telefon do ręki moje dziecko na mnie wisi. Wchodzi na głowę, dosłownie. Ciągnie mnie za szyję i szarpie za włosy. Pewnie tego też w jakimś stopniu potrzebuje. Czegoś w rodzaju siłowanek. Ale często mówię głośne i wyraźne: „Nie!” jeżeli nie mam na to ochoty.

Na Konferencji Bliskości podczas panelu dyskusyjnego  poruszyłam właśnie ten temat. Czy będąc rodzicem bliskościowym  jest „zdrowo” cały czas skupiać się na dziecku? Gdzie jestem ja i moje potrzeby? Która z nas na prośbę dziecka nie leci na łeb na szyję, przeskakuje górę prania żeby podnieść dziecku nożyczki, bo spadły?

Wynikła z tego bardzo ciekawa dyskusja.

Przytoczyłam ten artykuł jednej z prekursorek rodzicielstwa bliskości.  Doszłyśmy do takich wniosków, że to każdy rodzic powinen nałożyć granice dla siebie, a nie dla swojego dziecka i je szanować.

Coraz częściej za Montessori próbuję odróżnić potrzeby od zachcianki i to ułatwia mi reakcję.

Kiedyś ludzie mieli o wiele mniej czasu wolnego. Właściwie od rana do nocy czymś byli zajęci. Teraz żyjemy w takich czasach, że uważamy, że  i tak mamy go mniej, a tak chyba nie jest. Pamiętam jak dziś, że mój dziadek pracował od rana do nocy. My za nim biegaliśmy i wybieraliśmy mu pszenicę z wiadra.

Nikt się z nami nie bawił tak jak w dzisiejszych czasach. Myślę, że to wychodzi na dobre, bo uczy wielu przydatnych w dorosłym życiu umiejętności, a jednocześnie wzmacnia poczucie własnej wartości. Mimo tego, że jestem jedynaczką to „daję radę” i wiele razy słyszałam, że nie zachowuję się tak jakbym nie miała rodzeństwa.

Nie idę za nią krok w krok i próbuję odczytywać jej potrzeby.

Na placu zabaw spokojnie patrzę jak ktoś jej wyrywa zabawkę. Nie nazywam każdego grymasu twarzy uczuciem. Przytulam kiedy potrzebuje i kocham.

Niektórzy mówią, że jestem pod tym względem wyluzowana, a mi się wydaje, że normalna. To inni przesadzają…

*na zdjęciu dziecko moje zastane w piżamie, tutu i skrzydłach czyta sobie atlas i nazywa budowle świata

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Słodkich snów

Jak już pewnie wiecie od grudnia Lilka ma swój pokój. My eksmitowaliśmy się do salonu. Powoli myślimy nad zaaranżowaniem jej przestrzeni.

Od dłuższego czasu szukam w  internecie  różnych rzeczy do jej pokoiku. Zależy mi żeby koncepcja była spójna i zgodna z zasadami przystosowanego otoczenia wg pedagogiki M.Montessori.

Staram się nie zaglądać na Pinterest, a indywidualnie stworzyć niepowtarzalne wnętrze, które będzie JEJ! Będzie stworzone tak, aby jak najbardziej umilić przebywanie w nim oraz ułatwić samodzielne funkcjonowanie. Przestrzeń nie jest duża, dlatego zadanie jest nieco utrudnione. Pomysłów mam wiele. Kilka projektów jest już w realizacji, ale wciąż szukam ciekawych ergonomicznych rozwiązań.

Podczas poszukiwań niebanalnych dodatków trafiłam na niesamowitą pościel. 

Mumla zauroczyła mnie totalnie i stwierdziłam, że idealnie wpasuje się w nasze wnętrze. Pościel jest cudowna! Miękka i bardzo przyjemna. Również da oka. Jest dwustronna przez  może być świetnym rozwiązaniem dla osób lubiących zmiany.

Kilka słów o samodzielnym spaniu w swoim pokoju… Nie spodziewałam się, że Lilka tak szybko się do tego przyzwyczai. Przesypia całe noce, przychodzi do nas około 7.

Pytałyście mnie czy mamy łóżko czy materac. M. Montessori proponowała sam materac aby dziecku ułatwić wchodzenie, schodzenie i zminimalizować ryzyko upadku.

U nas te rozwiązanie by się nie sprawdziło, bo mamy zimną podłogą. Dodatkowo Lilka uwielbia wędrować po łóżku, więc ciężko by było jej z materaca się nie sturlać.

Co do samego łóżka…

Nie jestem z niego zadowolona. A wręcz mnie denerwuje. Druty wbijają się w plecy podczas czytania, nie da się założyć na nie blokady… Jeżeli znajdę coś godnego uwagi to rozważę zmianę.

Te zdjęcia to już tylko wspomnienia… Lilka przestaje spać w dzień! Blogu pisz się sam:)

DSC_5131
DSC_5126
DSC_5132
DSC_5142
DSC_5149
DSC_5150

Pościel – Mumla Confetti z prześcieradłem

Krzesełko- Les Gambettes

Lampka Beaba

Książki – Jabłonka Eli, Kwiaty Eli – Zakamarki

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kiedy do logopedy?

Coraz częściej dostaję od Was e-maile z prośbę o radę – kiedy do logopedy? Często Wasze wątpliwości dotyczą rozwoju mowy. Nie jestem w stanie zdiagnozować dziecka przez internet, ale Wam po tej lekturze będzie łatwiej podjąć decyzję, czy to jest już odpowiedni moment.

Każde dziecko rozwija się w indywidualnym tempie. Nie porównujmy dzieci do siebie.

W dzisiejszym poście postaram się jak najbardziej wyczerpująco odpowiedzieć na pytanie „Kiedy warto udać się do logopedy?”

Niezależnie od wieku:

  • miało lub ma problemy z odruchem ssania (noworodki, które mają trudności z chwyceniem brodawki w sposób prawidłowy oraz jedzeniem i przełykaniem)
  • ma wygórowany odruch wymiotny
  • ma problemy z odgryzaniem, żuciem oraz połykaniem różnorodnych pokarmów
  • wykazuje dużą nadwrażliwość jamy ustnej ( nie lubi mycia zębów, dotykania obrębu warg, wizyt u dentysty z powodu nadwrażliwości)
  • ma skrócone wędzidełko podjęzykowe lub wydaje Ci się, że może mieć nieprawidłowo zbudowany aparat artykulacyjny
  • nie słyszy dźwięków
  • nie dąży do kontaktu z ludźmi
  • nawykowo oddycha przez usta
  • chrapie
  • ma przewlekłe infekcje uszu
  • bardzo mocno się ślini ( nie dotyczy ząbkujących dzieci)
  • podejrzewamy wadę zgryzu
  • głos jest słaby, zachrypnięty lub o zabarwieniu nosowym
  • Twoje dziecko będzie dwujęzyczne i nie wiesz w jakim języku do niego mówić
  • nagle przestaje mówić (np. w konkretnych sytuacjach)

Jeżeli odczytujemy dane dla dziecka 3-letniego, to najpierw przeczytajmy punkty znajdujące się powyżej

Niemowlę:

  • ma obniżone napięcie mięśniowe
  • nie zwraca uwagi na dźwięki  w okolicach 4-5 miesiąca
  • nie gaworzy w okolicach 6 miesiąca
  • nie reaguje uśmiechem na twarz mamy w okolicach 6 miesiąca

W wieku 12 miesięcy:

  • nie wraca uwagi na głośne dźwięki
  • nie kojarzy przedmiotów z otoczenia dziecka z ich nazwą
  • nie pojawiają się pierwsze sylaby oraz pierwsze proste wyrazy
  • nie wykazuje zainteresowania mową werbalną
  • nie używa gestów
  • nie dąży do komunikacji, nie nawiązuje kontaktu wzrokowego

Zapraszam po Ksiażki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

W wieku 24 miesięcy:

  • nie naśladuje dźwięków otoczenia (onomatopeje) 18m – 24m
  • nie wypowiada kilku krótkich wyrazów ( „daj”, „mama”, „tata”, „baba”)
  • nie wypowiada samogłosek: a, e, i, o, u, y
  • nie wypowiada spółgłosek: p,b,m,t, d, n
  • nie reaguje na proste polecenia („Gdzie lala?”, „Daj misia”)
  • między 2 a 3 rokiem życia nie wypowiada prostych zdań
  • notorycznie wkłada przedmioty do buzi
  • ssie kciuk, wargę, rękaw

Tu znajdziecie więcej informacji na temat Rozwój mowy dziecka do 2 roku życia

W wieku 36 miesięcy:

  • podczas artykulacji wsuwa język między zęby
  • nie wypowiada głosek „ś”, „ź”, „ć”, „dź”
  • nie konstruuje zdań złożonych
  • nie widać przyrostu ilościowego słownictwa
  • zniekształca głoski np. głoska „r” jest wymawiana jak „r” francuskie

W wieku 4 lat:

  • mowa wciąż jest niewyraźna
  • upraszcza grupy spółgłoskowe ( „jete”- „jeszcze”)
  • zamienia głoskę „k” na „t” i „g” na „d”- („piłta”- „piłka”, „dołąb”- „gołąb”)
  • zamienia głoski z szeregu syczącego „s”, „z”, „c”, „dz” na szereg ciszący „ś”, „ź”, „ć” „dź”- („ziupa”- „zupa” „sianki”- „sanki”
  • mówi bezdźwięcznie „fota”- „woda”, „tom”- „dom”
  • zamienia głoski „w” i „f” na „b” i „p”- „wazonik”- „bazonik”
  • nie wymawia poprawnej głoski „l” (wciąż zamienia na „j” „jajka”- „lalka”)
  • nie buduje zdań
  • nie buduje zdań pytających
  • nie potrafi opowiedzieć co widzi na obrazku
  • zacina się

W wieku 5 lat:

  • zamienia głoski szeregu syczącego „sz”, „ż”, „cz”, „dż” na głoski szeregu syczącego „s”, „z”, „c”, „dz” („safa”- „szafa”)
  • nie rozróżnia podobnych do siebie wyrazów „tomek”- „domek”
  • nie buduje dłuższych wypowiedzi
  • nie dzieli słów na sylaby

W wieku 6 lat:

  • nie wymawia prawidłowo wszystkich głosek (dąży się do tego, aby przed rozpoczęciem szkoły dziecko nie miało już żadnych wad wymowy, bo one niestety utrudniają naukę czytania i pisania)
  • nie wymawia głoski „r”
  • nie buduje złożonych wypowiedzi
  • nie potrafi powiedzieć na jaką literę zaczyna się wyraz

Zapraszam też na obszerniejszy wpis Jak wspomagać rozwój mowy

i koniecznie zobaczcie Badania słuchu

Mam nadzieję teraz już trochę rozjaśniłam odpowiedź na pytani kiedy do logopedy!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hart ducha żeby hartować

Dziś pogoda byle jaka. Lekko na plusie, buro i ponuro. Lilka spogląda przez okno i wypatruje dzieci. Na próżno.

Dzieci w taką pogodę nie wychodzą na podwórko, przynajmniej u nas. Siedzą w domu i  wchodzą rodzicom na głowy. Dosłownie.

W placówkach montessoriańskich wychodzi się na zewnątrz do -10 stopni.

Często ta informacja podawana rodzicom na zebraniu wprawia w ich osłupienie, a nawet wznieca protest. „Jak to? W taki ziąb? Poprzeziębiają się tylko. Po co?” -słychać w tylnych rzędach.

A po to żeby się hartować. Po to żeby doskonalić samoobsługę. Powodów jest wiele. Często samo ubieranie  trwa dłużej niż sam pobyt na zewnątrz. Samodzielne smarowanie buzi kremem często dla niektórych jest bardziej przyjemne niż jeżeli robi to Pani.

Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie.

Moja znajoma ostatnio mi opowiadała, że dzieci jej koleżanki w Skandynawii śpią w wózkach na podwórku do -10. Ten fakt w ogóle mnie nie zdziwił. Ale myślę, że takie praktyki nie przeszłyby w Polsce. Może i by ktoś się odważył, ale byłby bohaterem u Jaworowicz.

W okresie zimowym często wspominam moje ferie u babci na wsi. Nie mieliśmy wiatroodpornych i woodopornych kombinezonów ani kremów do twarzy, a radziliśmy sobie świetnie. 3 pary rajstop plus sztruksy dobrze trzymały ciepło. Kurtki po starszym rodzeństwie sięgały do kolan i lepiej chroniły przed zimnem. Na podwórku potrafiliśmy być aż do zmroku. Po kilka godzin tarzać się w śniegu. Jeździliśmy w za dużych łyżwach po zamarzniętym jeziorze. Graliśmy w hokeja zwykłymi patykami. Za krążek służył nam zaschnięty krowi placek. Mieliśmy tylko jedne sanki, dlatego dziadek wypychał nam nylonowe worki po nawozach sianem, związywał i tak ślizgaliśmy się jak na bobslejach (prędkość podobna). Wracaliśmy przed zmrokiem z bordowymi policzkami do domu. Przed wejściem miotłą każdy zgarniał z siebie grudy śniegu przymarznięte do ubrań. Wtedy szybko wskakiwaliśmy na ścianówkę i grzaliśmy ręce ciepłą herbatą. Na podwórko chodziliśmy codziennie!

I trochę mnie dziwi to niewychodzenie na podwórko jeżeli termometr wskazuje temperaturę niższą niż 10 st na plusie.  Nie będę rozpisywać się o przegrzewaniu, bo to już było.

Z roku na rok, ubieram Lilkę coraz lżej, bo coraz więcej się rusza.

Grunt to ubranie trzymające ciepło, porządne buty i czapka.

A sama sobie kupuję coraz cieplejsze ubrania, bo jestem zmarźluchem. Elegancki płaszczyk i pantofelki zamieniłam na pikowany „śpiwór” z futrem i Emu.

DSC_4328
DSC_4356
DSC_4336
DSC_4345
DSC_4805
DSC_4807
DSC_4815
DSC_4827
DSC_4850
DSC_4853
DSC_5049
DSC_5040
DSC_5055
DSC_5060
DSC_5063
DSC_5086
DSC_5089
DSC_5095
DSC_5096
DSC_5102
DSC_5106

Aż zasnęła:)

Moje Podlasie:

DSC_5108
DSC_5110
DSC_5115

 Tej zimy w końcu zdecydowałam się na porządny śpiwór do wózka. Bardzo żałuję, że dopiero teraz, bo jest od urodzenia, a nam wystarczy jeszcze na następną zimę. Ekstremalnie ciepły Lodger

Buty Mrugała – tu 

Sanki baranie rogi – Allegro

Panterowa czapa – sale H&M

*na zdjęciach moje siostry cioteczne i jeden brat 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co mnie łączy ze Stevem Jobsem?

Dzisiejszy post kiełkował w mojej głowie od kilku miesięcy. Postanowiłam wszystko spisać i podzielić się moimi spostrzeżeniami.

Kiedy dzieci po raz pierwszy mają do czynienia z zaawansowaną technologią? Zazwyczaj już kilka miesięcy po przyjściu na  świat. Pierwsze kontakty Lilki z tego typu sprzętami odbyły się około 6-7 miesiąca życia. Tak, tak dobrze czytacie, nie pomyliłam się.

Na rozdrażnienie – Elmo’s song

Na znudzenie – Mahna mahna

Dla rozrywki – Kaczuszki

Iphone nie krzywi zębów, nie rozleniwia języka i nie jest tak uzależniający jak smoczek.

To próby idealizacji naszych czynów.

Potem przyszedł czas na TV-pudło. Kto by chciał oglądać bajki kiedy lecą reklamy… Na niektórych kanałach pasmo reklamowe dłuższe niż niejedna bajka. Oh, jaka była radocha! Dziecko moje z rozdziawioną buzią oglądało reklamę kociego żarcia i przebojowych warzyw Bunduelle.

Około 12 miesiąca stwierdziliśmy, że to idealny czas na bajeczkę. Lilka pokochała miłością wielką Świnkę na literę P. oraz rosyjską Maszę. Jako ambitni rodzice puszczaliśmy tylko oryginalne wersje językowe. Dalsze części przygód tych dwóch postaci zgraliśmy na tablet.

Zgodnie twierdziliśmy, że bajka dobrana do wieku i oglądana przez odpowiedni czas nie zrobi jej krzywdy. Tak też było! Ba, Lilka nawet uczyła się języków. „Krasota” z ust 1,5 roczniaka to nie lada wyczyn. Z biegiem czasu na bajkach zbudowaliśmy też wieczorny rytuał. Bajka- analogiczne do dawnej dobranocki, kolacja, kąpiel i spać. Nam to pasowało, a i dziecko było zadowolone.

Problemy się zaczęły przed ukończeniem 2 r.ż.

Lilka zmieniła się nie do poznania. Z wesołej i rezolutnej dziewczynki stała się rozdrażnioną i płaczliwą przylepą. Pobudki w nocy z ogromnym płaczem i niemożność uspokojenia jej przez godzinę dała nam do myślenia. Zaczęliśmy szukać przyczyn tej zmiany w zachowaniu.

Dodatkowo w ciągu dnia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Ewidentnie byłą przebodźcowana przez bajki. A wydawać by się mogło, że 20 min oglądania nie może tak zmienić dziecka. Podjęliśmy decyzję, że nie będziemy jej puszczać bajek oraz ograniczyć oglądanie telewizji do minimum. Problem  zniknął.

Wiem, uznacie mnie za kosmitkę. Zdaję sobie  z tego sprawę, że w dobie komputeryzacji dziecko bez dostępu do tableta, smartfonu i telewizji może wydawać się dziwne. Argumenty, że trzeba od małego uczyć obsługi urządzeń elektronicznych do mnie nie przemawiają.

To nie jest trudne, a wręcz banalne.

W swoim czasie nauczy się obsługiwać odpowiednio dany sprzęt. Nie tylko moje spostrzeżenia są w tej sytuacji adekwatne. Dr Dimitri Christakis z Uniwersytetu w Waszyngtonie zwraca uwagę na zwiększone problemy z koncentracją w wieku 7 lat, jeśli dziecko przed 3 r.ż. oglądało telewizję (źródło – świetny tekst).

Czy takie zabawy edukują? Moim zdaniem nie. Wolę żeby Lilka kolorowała kredką niż mazała placem na tablecie. Zdaję sobie sprawę jak taka zabawa jest uzależniająca. Mam takie samo podejście jak Steve Jobbs, który nie dawał swoim dzieciom Ipadów i Iphonów do zabawy.

Myślę, że gdybym teraz pokazała córce grę na tablecie to wiem, że mówiłaby  niej całymi dniami i błagałaby mnie o dostęp. Chcę się tego ustrzec przez jak najdłuższy czas.

Tak sobie jeszcze o tym myślę, na ile niektóre z bardzo popularnych zaburzeń mamy na własne życzenie. W książce „Bojowa pieśń tygrysicy” autorka pisze, że chińskie dzieci nie mają ADHD, dysleksji czy dysgrafii…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Życzymy Wam…

…wesołych Świąt- BANAŁ!

Nadchodzą wyjątkowe chwile. W rodzinnym gronie usiądziecie razem przy wigilijnym stole. Będzie wzruszająco i ciepło, czasem nerwowo. Dzieci biegające po domu, przyjemna woń czerwonego barszczu i kutii to moje zapachy z pierwszych lat życia. Na prawdziwej choince ozdoby naznaczone znakiem czasu… Mikołaj ze zbitą ręką i szyszki, z których brokatowy śnieg już dawno się osypał. Dla mnie najpiękniejsze!


Obowiązkowo na gałązkach wisiały cukierki czekoladopodobne z galaretką  albo już same papierki po cukierkach…

Życzę Wam abyście spędzili te najbliższe dni z ukochanymi osobami i spędzili je spokojnie. Żeby nie zabrakło Wam czasu na przypomnienie swoich Świąt z dzieciństwa.


Tak jak Lila spogląda w lustrzaną bombkę tak i ja będę patrzeć w przeszłość. W te cudowne lata, które sprawiły, że tak lubię ten czas.

Wczoraj rozmawialiśmy z tatą męża ( rocznik 39′) o tym jak kiedyś wyglądały Święta. Nie było choinki, nie było  prezentów. Czasami dzieci dostawały cukierka.


Z ciekawości zapytałam Lilę co wolałaby otrzymać: Lego czy cukierki?
Bez chwili zastanowienia wykrzyknęła : ” cukierrrrki!!!”

Dało mi do myślenia…tak niewiele trzeba do szczęścia.  Dzieci nie potrzebują sterty prezentów, a uwagi i czasu.

A jak ktoś wyciągnie małego cukierka to uwierzcie mi będą właśnie za 30 lat pamiętać ten jeden cukierek…

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsze placki gruszkowe w życiu

Z wypiekami jest u mnie różnie. Zazwyczaj robię coś na specjalne okazje. Nie ma u nas ciasta w niedzielę po obiedzie (nad czym trochę ubolewam) i postanowię się poprawić.

Natomiast jak są święta, urodziny, imieniny wtedy wyciągam moje książki kucharskie lub odpalam niezawodną kwestięsmaku.com i szukam inspiracji.

Od niedawna mam nową książkę i trochę częściej do niej zaglądam. Jest to zbiór przepisów na różne okazje oraz bez okazji. Świetne pomysły na szybkie śniadania oraz małe przekąski do kawy. W ubiegłym roku kupiłam mamie i teściowej poprzednią książkę tej autorki i były bardzo zadowolone. Ja również:)

Dziś prezentuję przepis na placki orkiszowe z tej właśnie książki.

DSC_3917
DSC_3921

Składniki:

1/2 szklanki razowej mąki orkiszowej

1 szklanka maślanki

1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

2 duże jaja

2 1/2 cukru trzcinowego lub syropu z agawy

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2 gruszki, obrane, starte na tarce o dużych oczkach

Wszystkie składniki mieszamy widelcem. Na koniec dodajemy gruszki. Smażyć na patelni zwilżonej olejem na złoty kolor.

Smacznego!

Przepis pochodzi z książki Doroty Świątkowskiej ( znanej blogerki ) „Moje wypieki i desery na każdą okazję” wyd. Egmont

DSC_3923
DSC_3913
DSC_3905
DSC_3925
DSC_3930
DSC_3929

Te bałwanki będziemy w tym roku robić zamiast pierniczków;)

Stalowe sztućce Beaba

Kubek i miseczka Beaba

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Inspiracje prezentowe

Przygotowałam Wam moje typy prezentów świątecznych. My mamy utrudnione zadanie, bo Święta Bożego Narodzenia obchodzimy 2 razy. Co również oznacza, że dostajemy podwójną ilość prezentów. Inspiracje zbierałam już od dawna  w tajnym katalogu Ś.M.

Podzieliłam je na dwie kategorie:

Zabawki

image2 (1)

1. Przepiękne puzzle w kształcie domu Muminków Barbo toys

2. Zestaw narzędzi jak żywy Moulin Roty – tu

3. Mikrofon z opcją nagrywania B.toys

4. Tyle już o nim czytałam i słyszałam, że musimy go mieć – Piasek kinetyczny

5. Mistrzowski akordeon Vilac

6. Gitara w najpiękniejszy wzór na świecie Vilac

7. Domek z zamkami

A teraz inspiracje dla rodziców, którzy lubią praktyczne prezenty (np. ja) lub uważają, że dzieci mają za dużo zabawek (też ja):

image3

1. Zegar Gro – tu

2. Kultowa już spódniczka Kids on the moon

3. Rewelacyjne kapcie Collegien, które piorę w pralce i suszę na kaloryferze – tu

4. Lampka Pixie Pastel Blue Beaba – tu

5. Elegancka zastawa Rock n Love Beaba

6. Świecąca w ciemności mapa nieba Crumpled Sky, z którą można robić wszystko. Ja widzę ją na suficie.

7. Walizka Trunki dla małych podróżników – tu

8. Genialna tablica Quax

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej