kontakt i współpraca
Prezent na Dzień Mamy musi być wyjątkowy! Coś, co sprawi obdarowanej osobie przyjemność i spowoduje uśmiech na ustach. Ja co roku kupuję sobie coś sama – taki prezent na Dzień Mamy z karteczką „Robisz to dobrze”. Zebrałam dziś inspiracje ciekawych propozycji na ten dzień.
Pamiętacie mój wpis Najgorszy Dzień Matki? W tym roku na pewno taki nie będzie.
Kupię sobie ten kapelusz, a od dzieci dostanę pewnie po arcydziele, które będzie zdobiło moją lodówkę przez następny rok. A ja za to podaruję coś mojej Mamie i będę świętować razem z nią ten wyjątkowy dzień.
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
A Wy jaki chciałybyście dostać prezent na Dzień Mamy? Podzielcie się:)
Nie wiem jaką bym była mamą, gdybym od samego początku nie miała dobrych ludzi za mną. Wsparcie, o którym piszę jest niezbędne do tego żeby każdy z nas poczuł się dobrze jako rodzic. Pamiętam, jak w szpitalu kiepsko mi szło. Byłam niepewna swoich wyborów, każdy ruch był niby przemyślany, a ja i tak nie wiedziałam, czy sobie poradzę.
Wsparcie męża (który też był tak zagubiony jak ja) pomagało w niewielkim stopniu. Ale kiedy przyszła do nas położna – Anioł, nie kobieta, powiedziała, że świetnie sobie radzimy. Spojrzała na nas, świeżo upieczonych rodziców z miłością w oczach i stwierdziła, że wszystko będzie dobrze. Uwierzyłam jej! Tak też się stało. Z dnia na dzień byliśmy coraz pewniejsi i to dawało nam poczucie, że robimy wszystko dobrze.
Pani Doktor okazała nam sporo empatii, bo pamiętam do dziś jak banalne to były wtedy pytania. Ale nikt wtedy tak nie uważał – dla nas to były najważniejsze problemy świata, bo przecież nasze pierwsze dziecko było jego pępkiem. Ta wizyta (i kolejne) pomogła nam rozwiać wszystkie wątpliwości i nauczyć wielu rzeczy.
Dzięki takim osobom z wielkim sercem i powołaniem, młodym rodzicom jest zdecydowanie łatwiej. Każdy z nas potrzebuje takiego wsparcia – szczególnie na samym początku rodzicielstwa.
Ja też przeszłam tę drogę i nabrałam doświadczenia w wielu kwestiach. Dlatego istnieje ten blog i pomagam Wam, jak tylko mogę. Jakiś czas temu powstała moja grupa na Facebooku, w której każdy rodzic otrzyma wsparcie, takie jak dobre słowo, rada, inspiracja. Bardzo Wam dziękuję, że razem tworzymy taką zaangażowaną społeczność, bez oceniania i negatywnych komentarzy.
Kilka dni temu ogłosiłam tam informację o ciekawym wydarzeniu, w którym sama miałam wziąć udział. 10 moich czytelniczek wraz z dziećmi miało okazję się poznać, porozmawiać i zasięgnąć rady u specjalistów podczas wyjątkowego wydarzenia, które odbyło się 11 maja na Mysiej 3.
Podczas eventu miałam okazję przeprowadzić bardzo ciekawy wywiad z pediatrą, dr. Łukaszem Durajskim. Rozmawialiśmy między innymi o roli dotyku w budowaniu więzi między rodzicami, a dziećmi. Pan Doktor podkreślał również znaczenie codziennych rytuałów w rozwoju dziecka. Sporo dowiedziałam się również o rozwoju zmysłów w okresie prenatalnym.
Niby jest to oczywiste, że dziecko przebywając w brzuchu u mamy przez 9 miesięcy doświadcza mnóstwo bodźców związanych z dotykiem, ale dla mnie było to odkrywcze. Dlatego tak ważny jest kontakt skóra do skóry po porodzie i późniejsza pielęgnacja sensoryczna. Tak naprawdę dotyk jest największym zmysłem, bo receptory znajdujące się w skórze zajmują największą powierzchnię. Warto masować dzieci, aby zapewnić im jak najwięcej bodźców.
Pan doktor Łukasz Durajski omówił również najbardziej powszechne problemy skórne u dzieci. Sama pamiętam łuszczącą się skórę u naszej pierwszej córki i nasze przerażenie, jak mamy z nią postępować. Brakowało nam wtedy wiedzy, ale na szczęście trafiliśmy na pediatrę, która dobrze nas pokierowała i córka z tego wyrosła.
Następnie, po uroczystej inauguracji kampanii, mogliśmy uczestniczyć w warsztatach ze specjalistami: wyżej wspomnianym pediatrą, położną i psychologiem. W tym czasie dziećmi zajmowały się animatorki, zapewniając im świetną zabawę.
Wszyscy dążą do tego, aby być jak najlepszym rodzicem, a często zapominają o prawdziwych potrzebach dzieci, takich jak zwykłe bycie dla nich “tu i teraz”.
Z Panią Położną Agnieszką Mińko, rodzice mogli porozmawiać o roli pierwszego dotyku. Dlaczego jest tak ważny i jak możemy wspierać nasze dzieci od małego. Bliskość i budowanie więzi zaczyna się już w brzuchu u mamy, a my jako rodzice – później tą niezwykłą nić podtrzymujemy.
To było też pierwsze spotkanie, na których miałam okazję poznać moje czytelniczki. Było to niesamowite wrażenie, poznać kogoś, kto tak nas dobrze zna z bloga. Usłyszałam też od Was sporo ciepłych słów z podziękowaniami za wiedzę, którą dzielę się na blogu. Takie wsparcie i mi było potrzebne.
W czasie warsztatów odbyło się również niesamowite, sensoryczne przedstawienie, którego autorką jest Iza Chlewińska. Zrobiło na nas i dzieciach ogromne wrażenie. Kiedy tylko weszliśmy do przyciemnionego miejsca, wiedziałam, że czeka na nas wyjątkowa uczta wizualna. Dzieci z ogromnym zaciekawieniem obserwowały aktorkę, która schowała się błękitnym worku. Przemieszczając się, zapraszała dzieci żeby również tego spróbowały.
“Pani aktorka udawała, że jest dzieckiem, które jeszcze się nie urodziło. A ten worek to był brzuch jej mamy. Tam w środku jest ciemno i ona prawie nic nie słyszy. Stawała się coraz większa, aż w końcu wyszła z tego brzucha i zaczęła poznawać świat. Nie umiała jeszcze chodzić i dlatego się czołgała”.
Niesamowite jest to, jak dzieci postrzegają sztukę!
Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tym w wydarzeniu, które tylko potwierdziło, jak ważne jest wsparcie, które otrzymują rodzice po narodzinach dziecka. Każdy z nas na nie zasługuje i powinien je otrzymać.
Prezent dla 2 latka na urodziny lub Dzień Dziecka – dziś pokażę Wam nasze typy. To, co znajduje się u nas półkach związane jest ściśle z zainteresowaniami naszego dwulatka. Jak zwykle są to same hity, po które często sięgamy.
a tu macie najnowszy wpis Prezenty na Dzień Dziecka
Dostępne TUTAJ
To świetny pomysł na prezent dla 2 latka, który interesuje się autami. Ta zabawka jest idealna dla tego wieku, bo jest już nieco bardziej zaawansowana. Auto jeździ do przodu, do tyłu i się kręci. Obsługa jest bardzo prosta, dlatego to auto nadaję się już od tego wieku, a może posłużyć do ok 5 lat. Zabawka jest zasilana na baterie, delikatnie świeci i wydaje dźwięki.
Pamiętam z przedszkola, jak dzieci uwielbiały łowić rybki. Miałam w gabinecie logopedycznym podobny zestaw, do którego przyklejałam pod spodem np. wyrazy albo sylaby do powtórzenia. Takie rybki to świetny pomysł na prezent dla 2 latka, bo w tym wieku dzieci wciąż doskonalą koordynację ręka oko. W tej zabawce zadanie jest lekko utrudnione, dlatego zabawa z nimi sprawia dużo radości.
Te są dodatkowo zamknięte w niewielkim metalowym pudełku i można je zabrać na wakacje.
Zestaw drewnianych klocków to doskonały prezent dla 2 latka. Takie klocki pobudzają wyobraźnię i można z nich zbudować mnóstwo rzeczy. Obecnie Jul zdecydowanie woli te klocki od Lego – nie mam pojęcia dlaczego. Lubi budować z nich np. takie ciągi jak na zdjęci i je popychać jak domino. Te są naprawdę piękne i używamy ich do różnych zabaw.
Dostępny TUTAJ
Ta zabawka jest genialna! Chociaż na opakowaniu jest napisane, że rekomendowany wiek to 4 lata + to mój 2 latek bawi się nią na swój sposób. Co to jest? Auto, kilka klocków i dwie książeczki z wzorami do układania. Na czym polega? Układamy klocki wg wzoru w książeczce. Na razie Julek ma swoje pomysły na układanie, ale idzie mu świetnie. Myślę, że za około rok zacznie układać je wg wg wzoru. Do tego zestawu jest tez koło zapasowe, które uwielbia stamtąd wyjmować.
Ten samochód to fajny pomysł na prezent dla 2 latka, trzylatka, czterolatka … Im starsze dziecko tym może trudniejsze poziomy układać.
A jeżeli macie w domu dziewczynkę, którą nie bardzo interesują auta to fajną alternatywą są dwie gry o podobnych zasadach.
My z tej serii mamy jeszcze auta Trucky, które kiedyś wypatrzyłam na Węgrzech w genialnej sali zabaw
Są podobne do tego pierwszego zestawu, tylko klocki mają mniej regularne kształty. Na opakowaniu jest napisane, że to zabawka dla dzieci 3+, ale wg mnie są dla 4+- jeżeli chcemy ich używać w instrukcji. A jeżeli nie (tak Julek) można je układać dowolnie. Tą zabawką na Wielkanoc bawili się tez kuzyni, którzy mają po 12 lat! Także jest to zabawka na kilka długich lat.
Świetny prezent dla 2 latka to zabawka do wody – można się nią bawić w wannie i na basenie. Zabawki są dość ciężkie, więc idą na dno. Później przydadzą się do nauki nurkowania z użyciem maski. My zabieramy ją na wakacje, bo będziemy dużo bawić się w wodzie.
dostępna TUTAJ
To jest absolutny hit. Tak niepozorna układanka, która uczy przez zabawę tak wielu rzeczy. W zestawie jest 6 drewnianych plansz, które są dwustronne (więc jest to 12 układanek) i kształty. Zadaniem dziecka jest przyporządkowanie odpowiednich klocków. Ta zabawka jest genialna! Bo nie mam nic innego, co w tak prosty sposób uczyłoby kształtów. A do tego możemy jeszcze poznawać kolory i liczby (trzeba np. w jednym włożyć 2 trójkąty). Są również małe i duże kształty, więc dodatkowo ćwiczymy te przymiotniki. Ta zabawka to świetny pomysł na prezent dla 2 latka, bo właśnie w tym okresie jest okres sensytywny na naukę tych umiejętności.
Przypominają mi edukacyjne klocki Dienesa (dostępne TUTAJ), ale są bardziej atrakcyjne dla dziecka.
Pamiętam jak Lila uwielbiała swojego magnetibooka i bawiła się nim naprawdę długo. Tym razem mamy wersję z pojazdami. Można go układać według wzoru lub własnego pomysłu.
Trwa u nas dalej faz na układanie puzzli, więc mamy kilka nowości. Puzzle z pojazdami są świetne, bo tak naprawdę mogą również służyć do gry w memory.
Piękne puzzle, które dodatkowo mogą służyć do ćwiczeń rozwoju mowy. Możemy udawać zwierzęta, nazywać i tworzyć wyrazy pokrewne. Do tego są solidnie wykonane – idealna na prezent dla 2 latka.
Puzzle to zawsze dobry prezent dla 2 latka. Te są ogromne i będą służyć przez dłuższy czas. Mogłoby się wydawać, że tyle elementów to za dużo na ten wiek, ale zobaczcie jak on są rozrysowane – właśnie tak żeby było łatwo je układać.
Fajny pomysł na puzzle, w których można stopniować trudność. 4, 6, 9 lub 12 elementów i możemy podawać je dzieciom w całości lub pojedynczo,
Brakowało nam takich klocków na półkach. Są nieco trudniejsze niż standardowe puzzle, ale dzięki temu skłaniają do myślenia. Kolorowe obrazki i ramki podpowiadają właściwe ułożenie, a dziecko widzi swój błąd. Bardzo pomaga w układaniu drewniana ramka, która trzyma całość w jednym miejscu.
A pod tym linkiem znajdziecie jeszcze więcej naszych inspiracji na prezent dla dwulatka Zabawki dla 2 latka
Kiedy urodziłam drugie dziecko, miałam już wizję kształtowania nowego członka naszej rodziny. Jako doświadczona mama wiedziałam, że będę wychowywała je podobnie. Jak się okazało jest to… niemożliwe. Dlaczego? My jesteśmy już innymi rodzicami, młodsze dziecko jest zupełnie inne, a i starsze rodzeństwo ma swój wpływ.
Materiał zrealizowany w ramach współpracy z Disney Junior Polska
Pierwsze macierzyństwo jest jak wspinaczka na szczyt górski. A drugie jak … bieg ze szczytu. Po błocie. W japonkach. Trzymając kubek kawy w ręku.
Ile ja miałam planów i pomysłów, które sprawdziły nam się przy pierwszym dziecku, a zupełnie nie wyszły przy drugim. Czasem się nawet sama sobie dziwię, że tak postępowałam przy Lilce. Moje pomysły wymagały bardzo dużo zaangażowania. Nie ukrywam, że przy drugim dziecku już mi się nie chce, bo wiem, że i bez tego przeżyje.
Pierwsze dziecko jadło tylko według metody BLW. Jednak muszę przyznać, że była to bardzo ortodoksyjna odmiana, bo NIGDY nie nakarmiłam córki łyżką. Przysporzyło nam to sporo: bałaganu, ćwiczeń cierpliwości przy zjadaniu groszku palcami i plam na obraniach. Ale było warto! Przy drugim dziecku trochę z lenistwa, a trochę z obserwacji dziecka postanowiłam wprowadzić papki (a nawet słoiki).
Dodam, że przy pierwszym nigdy nawet takiego wynalazku dla leniwych nie korzystałam. A przy drugim dziecku stałam się mamą w stylu SMART i uznałam, że przecież to nic złego. Młodszy ma się dobrze, a je więcej niż starsza siostra, która teoretycznie powinna być smakoszem.
Cukier to zło i przy pierwszym dziecku do 3 roku życia praktycznie nie podawaliśmy nic słodkiego. Nawet siłą perswazji przekonaliśmy ją, że nie lubi czekolady (biedna Lilka;) Słodyczy ze sklepu praktycznie nie widziała, a ja stawałam na głowie, jak dostała czekoladowego Mikołaja.
Do 3 roku życia nie znała też smaku lodów, bo cały czas kupowaliśmy jej same rożki. A młodszy sam się upomniał o swoje i każe sobie kupować lody o smaku „smakującym” i samymi wafelkami już dawno gardzi. Niestety nie da się przekonać najmłodszego członka rodziny do zdrowszych zamienników i kiedy raz na jakiś czas kupujemy starszej słodycze – to musi to być coś, co młodszy też będzie mógł zjeść.
Pierwsze dziecko wprowadzaliśmy w świat bajek bardzo ostrożnie, dobierając bajki przeznaczone dla jej wieku. Dodam też, że razem siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy je wspólnie. Jak urodził się młodszy, to Lilka miała prawie 4 lata i już wtedy miała swoje ulubione bajki. Teraz kiedy ma prawie 6 to rozumie już tak wiele, że wybiera seriale dla dzieci z rozbudowaną akcją i ciekawymi bohaterami.
Jako, że czas na oglądanie przypada wtedy, kiedy młodszy nie śpi, to często jej przy tym towarzyszy. Julek posiedzi kilka minut, obejrzy, coś zapyta, zrobi kilka podskoków i biegnie dalej. Tak razem oglądają Pidżamersów (więcej napisałam o nich na dole wpisu). A później bawią się w drużynę nieustraszonych bohaterów. Lilka jest oczywiście Sowellą. Razem z młodszym bratem chowa się do szafy i obmyśla plan niesienia pomocy.
Przy pierwszym dziecku prawie wszystkie zabawki mieliśmy drewnienie lub materiałowe. Prawie w ogóle nie mieliśmy plastiku, a już tego grającego i świecącego zwłaszcza. A przy drugim… Najważniejsze żeby dziecko czymś się zajęło – nieważne czy to łyżka do butów, czy grający samochód. No i przyznam szczerze, że mamy teraz tego sporo.
Oh, ile to pierwsze dziecko miało pięknych, białych i totalnie niepraktycznych ubranek. A o butach niechodkach, nie wspominając. Drugie dziecko ma same ubranka, które muszą spełniać te wymogi:
Owszem podobają mi się piękne ubranka, ale dbam o swoje zdrowie psychiczne i ich nie kupuję.
Dziecko było moim wszechświatem i samym pępkiem tegoż. Przy drugim dziecku musiała podzielić ten świat na pół i znaleźć jeszcze coś dla siebie. Paradoksalnie mając dwójkę dzieci mam naprawdę więcej czasu dla siebie, bo się inaczej organizuję.
Jak sobie przypomnę jak z Lilką leżałam godzinami na podłodze na macie, to teraz mam wyrzuty sumienia kiedy wysypuję Julkowi miskę suchego makaronu i daję kuchenne łyżki do makarony, a sama piję kawę i kątem oka czytam gazetę.
Jak pewnie pamiętacie, przy pierwszym dziecku bardzo dużo pracowałam z córką tworząc rozwojowe pomoce. Bardzo dużo czerpałam z tej pedagogiki, ale w pewnym momencie się poddałam. Przy dwójce dzieci, pracy z domu nie dałam zwyczajnie rady. Panie w przedszkolach nie mają prania, gotowania, 15 nieprzeczytanych meili w skrzynce.
Mogą na bieżąco prezentować pomoce, pomagać przy sprzątaniu i proponować coś nowego. Mi na to nie starczyło czasu i determinacji. Kiedy tylko moje dzieci zajmują się czymś, to ja się ulatniam do swoich obowiązków. A później przez resztę dnia chodzę i zbieram np. figurki z budowlami świata, które Julek powkładał do butów. Oczywiście wciąż się staram przygotowywać edukacyjne pomoce i w miarę możliwości prezentować je dzieciom, ale naprawdę jest tego dużo mniej.
Z pierwszym dzieckiem chodziliśmy na Gordonki i na naukę pływania dla niemowląt. A z drugim w ramach atrakcji idę np. do serwisu samochodowego albo na zakupy do warzywniaka;) Serio, nie mam za bardzo kiedy chodzić na dodatkowe zajęcia, a z resztą dopiero teraz widzę, że one nie są mu do szczęścia potrzebne. Jemu wystarczy mama i plac zabaw. No może jeszcze piłka.
Nawet nie zliczę ile razy byłam z pierwszym dzieckiem u lekarza z katarem. Przy drugim dziecku, kiedy już się wie, że od kataru się nie umiera to wizyty odbywam niezwykle rzadko. Zapisuję dziecko na wizytę po kilku dniach infekcji albo nie idę wcale. Eskapada z dwójką do lekarza to już nie taka prosta sprawa, więc rozważam wszystkie za i przeciw. A poza tym widzę, że Jul dzięki temu, że ma starszą siostrę – choruje mniej.
Przy pierwszym dziecku mam wszystko zapisane: kiedy pierwsze zęby, pierwsze „Mama”, pierwsze przewroty z brzucha na plecy. A z drugim? Nawet nie zauważyłam kiedy wyszły mu wszystkie czwórki. Lilka miała nawet album, który regularnie uzupełniałam.
Niesamowite jest to, że Ci sami rodzice mogą tak zmienić swoje poglądy odnośnie wychowywania dzieci. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę dwulatkowi kupować prawie codziennie gałkę lodów waniliowych to bym się popukała w czoło. Mimo tego, że teraz zmieniło się nam podejście i mocno poluzowaliśmy, to jesteśmy w tym szczęśliwi. I nasze dzieci również, a o to w tym wszystkim chodzi.
A Pidżamersi to serial emitowany na kanale Disney Junior. Odważni bohaterowie: Gekson, Kot Boy i Sowella razem, wspólnymi siłami ratują świat. Pomagają sobie nawzajem rozwiązywać tajemnicze zagadki i pokonują przeszkody używając swoich supermocy. Ze swoich eskapad wyciągają zawsze wartościowe wnioski i lekcje. W najnowszych odcinkach serialu Pidżamersi, które będą emitowane od 12 maja, w każdą sobotę, o godzinie 8:00 tylko w Disney Junior czekają na Was nowe przygody i nowe emocje. Spotykamy się przed telewizorami – będzie po prostu rewelacyjnie!
Tęcza Grimm’s była na mojej liście zabawek do kupienia do dawna. Kiedy zobaczyłam ją na żywo, na targach Kids Time, to moje serce ponownie mocniej zabiło. Miałam zamiennik z innej firmy, ale to naprawdę nie jest to samo. W dzisiejszym wpisie pokażę Wam, jak tęcza Grimm’s zawładnęła naszymi zabawami.
Zacznę od tego, że to nie jest zabawka dla wszystkich dzieci. Jeżeli Wasze dzieci nie mają zbyt dużo zabawek drewnianych, to może być tak, że nie dostrzegą jej potencjału. To jest zabawka, która w bardzo dużym stopniu angażuje wyobraźnię i ćwiczy motorykę małą. Elementy tęczy się zsuwają, więc dla miłośników np. klocków Lego tęcza Grimm’s może być trudna.
Ta zabawka jest stworzona do zabawy z rodzicami. Przynajmniej na początku. Myślę, że jest niewiele dzieci, które wezmą zabawkę z półki i będą sama wymyślać tak skomplikowane budowle. Tęcza Grimm’s wymaga prezentacji, tak jak w pomocach Montessori.
Jeżeli myślicie, że kupicie tęczę, bo ładnie wygląda na półce, to sobie darujcie. Naprawdę warto wydać niemałą sumę i się nią razem z dzieckiem bawić.
Tęcza Grimm’s jest dostępna TUTAJ
Teoretycznie jest to zabawka od urodzenia (jest wersja czarno biała, ale wg mnie największy potencjał ma kolorowa). Z małym siedzącym dzieckiem można już się nią bawić np. przetaczając piłki pod nią. Ale naprawdę rodzic musi mieć pomysł, jak się nią bawić, bo tak małe dziecko nie będzie umiało skorzystać z potencjału tej zabawki.
Wydaje mi się, że najlepszym wiekiem na kupienie tęczy, żeby móc korzystać z pełni jej możliwości, są 2 lata. Jest to wiek, w którym najczęściej występuje okres wrażliwy na naukę kolorów, a ta zabawka nadaje się do tego znakomicie. Do jakiego wieku dziecko może się nią bawić? Spokojnie do 10-12 lat.
Mamy na półkach mnóstwo drewnianych zabawek i NAPRAWDĘ żadna z nich nie jest takiej jakości jak zabawki tej marki. Wszystkie elementy są drewniane, ale są niezwykle lekkie. Tęcza jest wykonana z drewna lipowego i pomalowana jest w unikalny sposób (elementy są zanurzane w farbie, przez co drewno chłonie kolor). Dzięki temu farba nie odpryskuje z drewna i uwydatnia słoje. W dotyku zabawki Grimm’s są lekko szorstkie i matowe, dzięki temu utrzymują się na sobie.
Tęcza Grimm’s daje MNÓSTWO możliwości zabawy. Według mnie wymaga pomocy rodzica, szczególnie na początku. Dziecko samo z siebie zbuduje wieżę i ją rozwali – na tym zabawa się skończy i się zniechęci. A my będziemy się frustrować, że wydaliśmy tyle pieniędzy na zabawkę, a dziecko się nią nie bawi. Naprawdę warto bawić się nią z dzieckiem. Ja osobiście uwielbiam! Szukamy różnych pomysłów na zabawy i z nich korzystamy.
Tęcza Grimm’s doskonale nadaje się do nauki kolorów – można je nazywać, dopasowywać, budować według odcieni. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.
Z elementów można budować niesamowite konstrukcje, których nie da się zrobić z innych zabawek. Najlepiej widać je na zdjęciach i filmie, który dziś nagrałam z Julem.
Z tęczy można zrobić kulodrom, zjeżdżalnie, tunele, domki, okręgi itd.
Do tęczy pasują inne zabawki z tej marki i doskonale ją uzupełniają. My mamy ich kilka i chętnie z nich korzystamy:
tu macie poprzedni wpis: Zabawki dla 2 latka
Jak widzicie tęcza Grimm’s daje mnóstwo możliwości zabawy. Moje dzieci ją uwielbiają, bo można z niej robić niesamowite budowle, ale przy okazji świetnie się bawić. Zabawa z tęczą uczy też cierpliwości, bo elementy się zsuwają i naprawdę chce się próbować ponownie.
Jeżeli już ją macie to poszukajcie zabaw na Pintereście lub Youtubie – jest ich ponad 100!
Wiosna rozgościła się w Polsce na dobre, a wraz z nią niestety pojawiły się kleszcze. Te niepozorne z wyglądu pajęczaki potrafią przysporzyć nie lada kłopotów zdrowotnych, dlatego absolutnie nie należy ich lekceważyć!
Autorką tekstu jest moja czytelniczka, która sama jest zarażona i jest też mamą. Próbowała różnych metod leczenia i rozmawiałam z nią o tym sporo. Chciałam żeby przekazała swoje doświadczenie w tym temacie. Specjalnie nie poprosiłam o to lekarza, bo chciałam żeby to była osoba niezależna. Zależało mi też, że treść nie straszyła, a tylko uświadomiała.
Kleszcze są zagrożeniem zarówno dla zwierząt jak i ludzi. Przynoszą wiele niebezpiecznych chorób. Do najbardziej powszechnych należą babeszjoza, anaplazmoza, odkleszczowe zapalenie mózgu oraz borelioza. Ta ostatnia, zdiagnozowana odpowiednio wcześnie, poddaje się leczeniu. Problem pojawia się, gdy pierwsze objawy zostaną zignorowane bądź zakażenie przebiega bezobjawowo. Warto, zatem być wyjątkowo czujnym.
Pierwszy szczyt aktywności kleszczy przypada na maj-czerwiec, kolejną wzmożoną aktywność obserwuje się we wrześniu. Kleszcze teoretycznie budzą się wraz z wiosennym ociepleniem, jednak warto wiedzieć, że w ostatnich latach pojawiają się również w zimnych miesiącach, co wskazuje na to, że uodporniły się one na niskie temperatury.
Wbrew powszechnej opinii najmniej kleszczy występuje w typowym lesie, bowiem nie żyją one na drzewach. Najlepiej czują się w krzakach i trawach – do półtora metra wysokości – zatem szczególną ostrożność należy zachować na łąkach, w parkach, na miejskich skwerach czy „zielonych” placach zabaw.
Kleszcze, które kojarzymy to zwykle duże formy, tymczasem warto zaznaczyć, że występują też formy małe i nimfy (stadium larwalne). Te ostatnie, ze względu na rozmiar i jasną barwę, są praktycznie nie widoczne dla oka. Warto być szczególnie czujnym!
Kleszcze wędrując po ciele szukają ciepłych miejsc. Lubią pachwiny, pachy, obszary za uszami, szyję. Wychodząc w miejsca, gdzie potencjalnie możemy spotkać kleszcze warto osłonić ciało. Założyć ubranie z długimi rękawami i długimi nogawkami, włożyć wyższe buty, które szczelnie osłonią kostkę, bądź wysokie skarpety, które należy naciągnąć na nogawki. Głowę sugeruje się zabezpieczyć czapką lub kapeluszem. Warto by ubranie miało jasny kolor. Co prawda, nie odstraszy to kleszczy, ale na pewno będzie je łatwiej zauważyć. Pamiętajmy jednak, że to działania czysto profilaktyczne i nie uchronią one przed ewentualnym atakiem kleszczy. Dotyczy to zarówno dzieci jak i dorosłych.
Na rynku dostępne są obecnie liczne preparaty odstraszające kleszcze. Ich użycie zmniejsza ryzyko, że kleszcze zaatakują, ale – o czym należy pamiętać – nie dają one całkowitej gwarancji bezpieczeństwa. Wśród środków „przeciwko” kleszczom wyróżnia się spraye, kremy, olejki, czy urządzenia oparte na zasadzie emisji ultradźwięków (np. Tickless). Te ostatnie przeznaczone są również dla dzieci od pierwszych dni życia. Warto również zapoznać się z działaniem takich ziół jak wrotycz, czystek czy popularny rozmaryn lub tymianek.
Po każdym powrocie z obszaru, na którym mogą występować kleszcze, powinniśmy dokładnie obejrzeć całe ciało. Przedtem warto zdjąć ubranie i dokładnie je wytrzepać zwracając uwagę, czy przypadkiem nie strzepujemy z niego kleszczy do mieszkania! Następnie wskazana jest kąpiel.
Nieprawdą jest, że z wbitym kleszczem należy udać się na pogotowie. Tu czas odgrywa niezwykle ważną rolę, zatem im szybciej usuniesz go z ciała tym lepiej.
Do wyciągnięcia kleszcza posłużą „kleszczołapki” lub urządzenia działające na zasadzie pompki odsysającej. Zakupisz je w każdej aptece. Warto mieć je zawsze przy sobie w sytuacjach, gdy Ty bądź dziecko macie bezpośredni kontakt z naturą. Jeśli nie mamy wyżej wspomnianych narzędzi, użyjmy zwykłej pęsety.
Kleszcza wyciągamy ze skóry zdecydowanym ruchem, a następnie dezynfekujemy miejsce jego wbicia. Uwaga, nigdy na odwrót! Dezynfekcja wbitego kleszcza sprawia, że ten wymiotuje wpuszczając przy tym do organizmu ludzkiego bakterie i wirusy. Wyciągniętego kleszcza dokładnie oglądamy, by upewnić się, że został wyciągnięty w całości i następnie oddajemy go do badania. Nie jest to jednak wymogiem. Decyzję pozostawia się osobie zainteresowanej tematem.
Badanie kleszcza wykonują wybrane laboratoria. Mają one na celu sprawdzenie, czy dany kleszcz jest nosicielem patogenów powodujących choroby. Jeśli kleszcz był zdrowy, możesz odetchnąć z ulgą. Jeśli był chory, warto być czujnym. Borelioza może nie dawać żadnych objawów przez lata, to bardzo podstępna choroba. Tu warto dopowiedzieć, że rumień zawsze oznacza zakażenie, zaś jego brak nie oznacza, że choroby nie ma, a kleszcz może nas zarazić będąc wbitym nawet przez krótką chwilę.
Kleszcze niosą ryzyko wielu poważnych chorób, niektóre z nich są trudne w zdiagnozowaniu i jeszcze trudniejsze w leczeniu. Nie popadajmy jednak w paranoję. Dla zdrowia, znacznie bardziej niebezpieczne jest unikanie kontaktu z naturą. Zabawy na świeżym powietrzu, czy spacer po łące lub lesie to najlepsza forma aktywności dla dużych i małych. Pamiętajmy jednak o tym, że nie jesteśmy tam sami, nie ignorujmy ryzyka zdrowotnych powikłań, które niewielki pajęczak może wywołać, jeśli staniemy się obiektem jego zainteresowań.
Tekst: Marlena Zienkiewicz
Odkąd jestem mamą zaczęłam zwracać uwagę, na to co sama jem i co je moja rodzina. Przyznam szczerze, że wcześniej nie przywiązywałam do tego wagi. Zdrowa dieta jest dla mnie bardzo ważna, bo wiem, że gwarantuje prawidłowy rozwój. Sama również odkąd zaczęłam się bardziej świadomie odżywiać, to mój stan zdrowia się poprawił.
Nie mamy żadnych zrywów zdrowego odżywania i nie przeprowadzamy rewolucji w kuchni. Uważam, że wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umieć jeść z głową. Od 6 lat stosuję bardzo ważną zasadę przy układaniu posiłków dla mojej rodziny. Brzmi ona mniej więcej tak:
Co przez to rozumiem? Każdy produkt, który kładę dzieciom na talerzu postrzegam przez pryzmat wartości odżywczych. Nie jest to sztuka żeby jeść byle co. Zdecydowanie trudniej się ODŻYWIAĆ, czyli spożywać takie jedzenie, które oferuje nam coś więcej niż tylko puste kalorie.
Chciałabym nauczyć moje dzieci już teraz (bo za kilka lat będzie zdecydowanie za późno), jak się odżywiać żeby być zdrowym.
Jak pokazują wyniki badań Światowej Organizacji Zdrowia, do 2025 roku ponad 70 milionów dzieci na całym świecie będzie cierpieć na otyłość. Dlatego uważam, że edukacja na tamat tego, co jemy powinna być od urodzenia.
Każdy z nas by chciał żeby nasze dzieci były zdrowe i miały świadomość, co na ten stan wpływa. Dlatego od małego wpajam dzieciom, co jest wartościowe, a co nie. Uczę, że zdrowe odżywanie to też fajna zabawa, bo można wymyślać różne ciekawe dania, razem gotować i spędzać przy tym wspaniały czas z rodziną. Chciałabym żeby w przyszłości wyniosły te nawyki z domu, kiedy nie będzie nad nim czuwał mój wzrok.
W domu zawsze mam zdrowe produkty, z których robię różne potrawy lub podaję w niezmienionej formie. Dziś chciałabym Wam o nich napisać, żeby i Was zainspirować.
Chcę żeby moje dzieci jadły jak mistrzowie, dlatego jest to dla mnie ważne. Słodycze i niezdrowe przekąski również się pojawiają w naszym menu, ale rozmawiamy o tym i dzieci doskonale zdają sobie z tego sprawę. Według mnie nie jest sztuką zabronić, tylko świadomie o tym rozmawiać i od czasu do czasu na nie pozwalać, bo czym jest zjedzony batonik raz na dwa tygodnie przy zdrowym stylu życia?
Bardzo często dostaję od Was pytania, jaki fotelik samochodowy wybrać. Jest to ważny zakup w życiu rodzica, dlatego warto zrobić to z głową. Na rynku jest mnóstwo fotelików samochodowych, które mają chronić dziecko podczas jazdy autem.
Tak, właśnie po to jest fotelik – dziecko ma w nim siedzieć i być prawidłowo zapięte.
Każdy z nas ma inne potrzeby, dlatego polecenie konkretnego fotelika może być naprawdę trudne, ale kolejne parametry pozwalają zawęzić poszukiwania.
Jestem zwolenniczką przewożenia dzieci jak najdłużej tyłem do kierunku jazdy. Jest to najbezpieczniejszy sposób i nie ma żadnych wątpliwości, że warto się w tym kierunku dokształcić. Każdy fotelik 0-13 kg jest RWF, i niektóre z grup wagowych: 9-18 kg, 9-25 kg.
Dlaczego fotelik tyłem do kierunku jazdy jest bezpieczniejszy? Jego przewagę wyjaśniają prawa fizyki. Podczas zderzenia czołowego np. z prędkością 50 km/h w foteliku montowanym przodem nacisk na szyję dziecka może wynieść nawet 200 kg. Małe dzieci mają do tego nieproporcjonalne głowy w stosunku do reszty ciała. Nawet niewielka stłuczka może spowodować poważne skutki zdrowotne.
Najkrótszy okres jaki się zaleca do przewożenia dziećmi tyłem do kierunku jazdy to 4 lata, ale zawsze można dłużej.
W Szwecji, gdzie dużą uwagę przykłada się bardzo dużą uwagę do bezpieczeństwa dzieci istnieje instytut VTI, który od 40 lat testuje niektóre foteliki samochodowe. Stworzyli tzw. Test Plus, który dostają foteliki przetestowane pod kątem nacisku na szyję, grożący złamaniem. Bardzo ciekawy jest fakt, że jak dotąd nigdy żaden fotelik przodem do kierunku jazdy nie uzyskał Test Plusa.
Fotelik ma być dobrany do wzrostu i wagi dziecka. Są dzieci, które w wieku 2 lat ważą 10 kg, a są też takie, które ważą tyle, co nie jeden czterolatek. Warto przemyśleć, do jakiego wzrostu będziemy przewozić dziecko w tym foteliku. Można kupić fotelik 9-18 kg, a poźniej 9-25 kg (tak my zrobiliśmy i mniejszy fotelik Lilka „oddała” bratu)
Jest to też ważna kwestia, bo inaczej kupuje się fotelik dla jedynaka, a inaczej dla 3 dzieci. Kiedy macie jeden, czy nawet dwa foteliki na tylnej kanapie to możecie na to nie zwracać uwagi. Ale kiedy potrzebne są 3 foteliki, to pojawia się problem. Warto też przemyśleć „dziedziczenie” fotelików po rodzeństwie. Jak jedno dziecko wyrośnie, to żeby drugie mogło jeździć.
Temat rzeka – każde auto i model jest zupełnie inne. Co z tego, że Wam napiszę o tym jak świetnie nam się jeździ z fotelikiem X w naszej Maździe, skoro Wy macie zupełnie inne auto. Są na rynku auta, do których nie pasują niektóre foteliki. Przy zakupie fotelika RWF warto też sprawdzić ilość miejsca jakie zostaje na nogi u pasażera z przodu. Moje auto jest małe i kiedy jeździmy nim całą rodziną, to na tym miejscu mieszczę się tylko ja. Kąt nachylenia kanapy również może mieć znaczenie, ale można je wyregulować przy pomocy specjalisty w sklepie.
Pocieszę Was, że są foteliki, które pasują do 90 % aut. Są to np. foteliki marki Axkid
Foteliki nie są tanie, a te, które są naprawdę bezpieczne kosztują jeszcze więcej. Z doświadczenia Wam napiszę, że kiedy próbujemy na czymś oszczędzać to niekoniecznie wychodzi nam na dobre. My chcieliśmy zaoszczędzić na drugim foteliku starszego dziecka i kupiliśmy tańszą alternatywę. Nie jestem z niego zadowolona, bo po zdjęciu własnych pasów – właściwie nie trzyma się siedzenia. Gdybym jeszcze raz kupowała fotelik z tej kategorii wagowej, kupiłabym lepszy. Często nam się wydaje, że to bardzo dużo pieniędzy, ale jak się weźmie pod uwagę bezpieczeństwo, użytkowanie i lata, ile fotelik będzie z nami jeździł to kwota się rozkłada.
Najpierw warto sprawdzić wyniki testów zderzeniowych, ale to nie wszystko.
Najlepiej jest przyjechać i przymierzyć go w sklepie. Ja miałam upatrzony fotelik do mojego auta, ale bałam się go kupić przez internet. Zdecydowałam, że przyjadę, zmierzę i zapytam specjalistów, czy faktycznie jest to dobry wybór.
Pojechałam z Julkiem do sklepu Osiem gwiazdek na Białołęce.
Na miejscu okazało się, że sklep jest w pełni przystosowany do dzieci (kącik z zabawkami). Świetnym rozwiązaniem jest to, że do sklepu wjeżdża się autem (3, a nawet 4 stanowiska na raz). Jest to ogromne ułatwienie, bo łatwiej jest zapanować nad dzieckiem, sprzedawca może przymierzyć kilka foteli,a dziecko może biegać bez kurtki i mierzyć po kolei wszystkie modele. Kto wpadł na ten pomysł, zasługuje na pochwałę!
Sprzedawca najpierw przedstawił mi różne możliwości dopasowane do mojego auta i dziecka. Zdecydowaliśmy się na nowego Axkida Minikid 2.0, który ma jeszcze lepszą ochronę boczną. Na razie sprawdza się znakomicie, ale za jakiś czas napiszę Wam obszerną recenzję.
Axkid Minikid 2.0 jest do 25 kg.
Zobaczcie Lilkę, która ma 5,5 roku, 110 cm i 18 kg wagi.
Prawie 6 lat temu, kiedy trzymałam niepewnie moje dziecko w ramionach byłam przerażona. Brakowało mi tak wielu rzeczy, które wiem teraz i trochę żałuję, że NIKT nie powiedział mi o tym, co jest najważniejsze w macierzyństwie.
Wiem, jak absurdalnie brzmi rada: Nie słuchaj rad! Ale naprawdę tak jest, gdybym nie słuchała rad, a swojego instynktu, to zdecydowanie szybciej bym się nauczyła, jak to jest być mamą.
Każdy chce coś od serca nam poradzić, a tak naprawdę NIKT nie zna tak dobrze nas i naszego dziecka. Jest nawet takie przysłowie, które doskonale określa wszystkie „dobre rady”:
Prezenty, jak dobre rady, sprawiają przyjemność tym, co je dająÉdouard Herriot
Jeżeli tylko masz kogoś, kto może Ci pomóc – to nie bój się prosić. Ja chciałam wszystkim (w tym sobie) udowodnić, jak super sobie radzę. Byłam słaba, kręciło mi się w głowie, ale wiedziałam, że prośba o pomoc będzie jednoznaczna z przyznaniem się do tego, że nie radzę sobie.
Każda kobieta po porodzie ma prawo nie ogarniać. Wszystko przyjdzie z czasem.
Na początku mojego macierzyństwa nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne jest wsparcie innych kobiet. Myślałam, że każdy ma swoje sprawy i nie ma potrzeby zawracania komuś głowy. Teraz wiem, że to błąd.
Zwykłe obgadanie problemów, a nawet porozmawianie o mało istotnych sprawach z drugą dorosłą osobą, wspaniale wpływa na postrzeganie siebie i dziecka. Nie dajcie się zamknąć w domu – jeżeli nie macie przyjaciółek, sióstr, sąsiadek to poszukajcie dalej np. w parku lub na zajęciach dla mam.
Naprawdę nie ma nic gorszego niż porównywanie się z innymi. To bardzo źle wpływa na poczucie własnej wartości. Niestety – jesteśmy bombardowane idealnymi wizerunkami, które są zwykłą kreacją. Zadajemy sobie mnóstwo pytań, co robimy źle.
Inne matki dają radę, a ja nie. Posprzątane mieszkanie, ugotowany obiad i szczęśliwe dzieci. Mało kto się przyzna, że w międzyczasie wpadła babcia i przyszła Pani do sprzątania.
Oh jaka ja byłam w gorącej wodzie kąpana. Wszystko chciałam już i teraz! Macierzyństwo doświadcza mnie najbardziej w tej dziedzinie. Wyszliśmy ze szpitala po ponad tygodniu, a ja z każdą godziną dłużej w szpitalu czułam, że tracę rozum. Tak samo było z kikutem pępowinowym, który też nie raczył odpaść.
Każdy dzień odkąd jestem mamą uczy mnie niesamowitej cierpliwości. p.s. A już niedługo przede mną kolejny etap rozwoju Jula „Ja sam”, który u niego brzmi „Ja siama”;)
Też macie w sobie wewnętrznego krytyka, który odzywa się przy każdej porażce? Ja miałam i wtedy mówiłam do siebie, zwracając się po nazwisku panieńskim:
„Znów się popisałaś”
„No naprawdę postarałaś się”
Każdy zwrot z odpowiednią dawką sarkazmu. A teraz kiedy jestem mamą od prawie 6 lat, to nauczyłam się czegoś innego. Jeżeli nie będę dla siebie dobra, to nie będę też dobra dla innych. Każdą porażkę znoszę jako lekcję i nie ma już we mnie wewnętrznego krytyka, który siedział i się ze mnie podśmiewywał.
Tak wiele jest sytuacji, w których my czujemy się winne. Niestety nie mamy sił nadprzyrodzonych i nie możemy uchronić naszych dzieci przed trudnymi sytuacjami. Każda z nas by tego chciała, ale się nie da. Jest tak wiele innych czynników, które wpływają na nasze macierzyństwo, że nie warto się obwiniać.
Nie mamy supermocy, które wpływają na nasze dzieci. Jest tak dużo sytuacji, kiedy jesteśmy bezradne. Nie warto się obwiniać.
Przy pierwszym dziecku tak bardzo chciałam żeby już siedziało, chodziło, mówiło, że się zatraciłam w tej gonitwie. Czas bezpowrotnie minął, a ja mam poczucie pustki. Po drugim porodzie dosłownie cieszę się chwilą z każdym z dzieci i chciałbym żeby ten czas trwał jak najdłużej.
Na początku mojej rodzicielskiej drogi ciągle planowałam kolejne dni, tygodnie, miesiące. A teraz cieszę się tym, co jest teraz.
Moje macierzyństwo nauczyło mnie, że przy dzieciach nawet najlepiej ustalone plany mogą w każdej chwili się zmienić. Podchodzę ostrożnie do wyjazdów, wspólnych lub samotnych wyjść. Jestem na to przygotowana, że w ostatniej chwili coś się może wysypać.
Staram się podchodzić do moich planów: „A może się uda” i kiedy niestety plan nie wypali, nie mam poczucia, że „ZAWSZE COŚ” nam wyskoczy. Za to kiedy moje założenia się powiodły, to jestem niezmiernie szczęśliwa
Nie ma co dążyć do ideałów, bo one naprawdę nie istnieją. Każda mama jest najlepsza dla swojego dziecka. Warto przestać dążyć do perfekcji i cieszyć się, że mamy kogoś, kto odbija nam małe rączki na szybie. Pamiętajcie:
W internecie jest mnóstwo przekoloryzowanych sytuacji, które przedstawiają współczesnym mamom nieprawdziwy obraz macierzyństwa. Niektóre mamy stawiają przed sobą niedoścignione wzory, a kiedy im się nie udaje, odczuwają porażkę.
Co byście jeszcze dodały na podstawie własnych doświadczeń?
Zabawki dla 2-latka – przegląd naszych półek. Dziś pokażę Wam nasze propozycje dla dzieci, które są ciekawe świata i nie mogą usiedzieć w miejscu. Dwulatki mają ogromną potrzebę eksplorowania otoczenia, dlatego wszystkie zaproponowane przeze mnie zabawki są naprawdę różnorodne.
Za nami wpisy zabawkowe dla dzieci młodszych:
A dziś przechodzimy do rzeczy, które są w najczęstszym użytku przez ostatnie pół roku.
Dzieci w tym wieku mają ogromną potrzebę rozwijania motoryki dużej. Sporą część dnia spędzają poruszając się i nie mogą usiedzieć w miejscu.
dostępny TUTAJ
Nasz syn wyrósł już z drewnianego jeździka, o którym pisałam Jeździk i postanowiłam kupić mu coś do jeżdżenia po domu. Wiedziałam, że zaświecą mu się oczy, jak zobaczy ten skuter. Do tego ma przyciski, które aktywują światełko i cichą melodyjkę. Do tego ma bagażnik pod siedzeniem. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że będzie to taki wartościowy zakup. Kosztuje nie tak dużo, a używany jest codziennie.
Tunel to jedna z zabawek, którą pamiętam jeszcze z pracy. Dzieci lubią przez niego przechodzić, zatrzymywać się, wkładać światełka. Po złożeniu zajmuje niewiele miejsca i zapewnia sporo ruchu. Podczas chodzenia na czworakach dzieci trenują obustronną koordynację i ruchy naprzemiennie. Polecam szczególnie dzieciom, które krótko raczkowały.
Przyszła u nas faza na kopanie i bieganie za piłką. Właśnie w okolicach 2 urodzin dzieci są zafascynowane tą na pozór prostą czynnością. Powoli uczymy się też łapać. Uważam, że naprawdę każde dziecko na świecie powinno mieć piłkę! To taka prosta zabawka, a tak rozwijająca. Można ją wykorzystywać na mnóstwo sposobów.
Nasze są z Crocodile Creek i są genialne
Mała szyta TUTAJ
Duża gumowa TUTAJ
W tym wieku dzieci bardzo lubią układanki, bo podczas zabawy ćwiczą koordynację ręka – oko. Lubią widzieć efekt swojej pracy. Dwulatki zazwyczaj mają okres sensytywny (czyli czas kiedy uczą się najszybciej danej czynności) na kształty i kolory. Takie zabawki dla 2 latka świetnie wpływają na rozwój.
Mamy sporo takich układanek i zabawek, ale najchętniej korzystamy z tych:
Od niedawna mamy w domu najpiękniejsze zabawki, z jakimi miałam do tej pory doświadczenie. Według mnie nawet oryginalne pomoce Montessori za kilkaset euro nie są takiej jakości, jak Grimm’s. Fakt, nie są tanie, ale za genialną jakość trzeba więcej zapłacić. To zabawki na lata, które posłużą wielu dzieciom. Nawet jak dzieci z nich wyrosną to gwarantuję, że odsprzedacie je dalej w bardzo dobrej cenie.
Zabawka, która łączy zabawy tematyczne z poznawczymi. Ludziki są wykorzystywane u nas do wielu innych zabaw. Taka prosta rzecz jak zdejmowany żagiel na patyku potrafi zająć Jula na dobre pół godziny. Chodzi po domu z tą łódką, nakłada na nią inne rzeczy. Później nazywamy kolory. Taka zabawka daje mnóstwo możliwości do zabawy.
Mamy tez drewniany domek, który można układać na dużo sposób i łączyć go z ludzikami od łódki. Dopasowujemy je kolorystycznie, nazywamy kolory i ludziki. Z elementów domku można zrobić też wieżę. Grimm’s to ciekawe zabawki dla 2 latka.
dostępne TUTAJ
Bardzo długo szukałam takie pomocy, do dopasowywania kolorystycznego. Poza gąsienicą Melissa &doug nie znalazłam nic innego. A ta zabawka daje dużo możliwości – możemy układać je do środka, ustawiać na nie, układać wzory, bawić się tematycznie. Ludziki wykorzystujemy też przy zabawie z tęczą, o której będzie osobny wpis.
Bardzo fajna układanka, która pomaga dopasowywać kolorystycznie klocki. Julek używa ich również do budowania wież. Klocki są w środku puste i do tego lekkie.
Nie wiem czy kojarzycie, że cylindry są typową pomocą montessoriańską. Niestety zestaw kosztuje baaardzo dużo, więc znalazłam tańszą alternatywę i sprawdza się naprawdę świetnie. Na raz wyjmuję dwie belki i pokazuję jak się je układa. Ta pomoc jest świetna, bo ma kontrolę błędu. Dziecko widzi, że źle ułożyło i musi ten błąd naprawić.
Dwa lata to czas kiedy następuje wysyp nowego słownictwa, a nasze dzieci zadziwiają nas tym każdego dnia.
Fajnym pomysłem na zabawkę jest Piramida zabaw (jest też wersja ze zwierzętami KLIK). Sama zabawka jest mocno zainspirowana pedagogiką Montessori: realne zdjęcia i sposób układania. Dzieci mogą układać wieżę na różne sposoby, a przy okazji ćwiczyć nowe słowa. Dużym plusem jest to, że po złożeniu zajmuje niewiele miejsca. Dzieci układają ją najczęściej na stojąco, co fajnie rozwija również dużą motorykę.
Świetna zabawka, która może służyć do zabaw tematycznych, ale dla mnie jest doskonałą zabawką do ćwiczeń wyrażeń przyimkowych np.:
Jul układa ją jak chce i jeździ autem wzdłuż ulicy. Do tego ta zabawka jest fajną ozdobą pokoju.
Dostępna TUTAJ
Drugą układanką z tej marki jest imienny zapis. Jest troszkę na wyrost, ale już zaczynamy ją układać. W ogóle taka układanka to super pomysł na prezent dla dziecka.
W wielu przedszkolach zaczyna się naukę czytania od imienia dziecka.
Dwulatki zaczynają też spędzać coraz więcej czasu przy stoliku zajmując się pracami kreatywnymi. U nas hitem jest ciastolina, piasek kinetyczny, różne masy do wyciskania.
Teraz mamy piasek Angel, który wypatrzyłam na targach. Jest aksamitny w dotyku, dobrze się lepi. Tylko muszę pilnować dzieci, bo inaczej miałabym go wszędzie;)
TUTAJ
Lilka też miała coś takiego w wieku dwóch lat i używała bardzo długo. My tez sporo z niej korzystamy. Julek nosi ją po całym domu i rysuje. W zestawie są magnesy w kształcie zwierząt.
W tym wieku dzieci zaczynają bawić się w tematyczne zabawy, takie jak lekarz, gotowanie, opieka nad lalką, policja itd.
U nas od dłuższego czasu hitem jest drewniana kuchnia. Nasza jest z marki Janod. Chciałam mieć coś większego i porządnego. Ta kuchnia jest naprawdę świetna i nie ma dnia żeby Julek coś przy niej nie robił. Kuchenka ma dźwięki i światełka, które dodatkowo uatrakcyjniają użytkowanie. Ma sporo szafek i półek, więc można w nich przechowywać dużo gadżetów (takich jak garnki, warzywa i owoce itp.) Kuchnia jest świetnej jakości i po ponad pół roku użytkowania, nie ma żadnych śladów. Jest stabilna i idealna na wyskość. Jeżeli szukacie czegoś takiego, to ta będzie świetna. Zabawki dla 2 latka z odgrywaniem ról to fajny pomysł na prezent.
Ale długo szukałam czegoś fajnego do zabawy resorakami, których mamy na pęczki. Ten garaż wypatrzyłam na targach i jest naprawdę świetny. Julek bawi się nim na różne sposoby. Ustawia auta, popycha je, coś do nich mówi 😉 Właściwie nie używamy tych samochodów, które były w zestawie, tylko naszych. Na parkingu jest też miejsce na samolot. Garaż jest świetnej jakości i myślę, że będzie u nas długo.
To już wszystkie zabawki dla 2 latka, które są warte polecenia. A u Was co się sprawdza?
Dziś chciałabym Wam pokazać nowy plac zabaw w Warszawie. Jest absolutnie świetny! Został on w pełni sfinansowany przez Ambasadę Węgier. Takie place zabaw są właśnie bardzo charakterystyczne dla ich kraju. Zawsze drewniane, kolorowe, nawiązujące do ich kultury i folkloru. Jestem zakochana w tym miejscu i z pewnością będziemy tam wracać.
Plac zabaw jest przy Agrykoli. Jak go znaleźć? Kierujcie się na Atelier Amaro i tam zejdźcie uliczką na sam dół, do skrzyżowania. Po lewej stronie go zobaczycie. Jeżeli będziecie autem to możecie zaparkować przy Atelier Amaro (parking jest płatny).
Aż trudno mi uwierzyć, że kiedyś byłam tak mało aktywna. Odkąd mam dzieci to nie mogę usiedzieć w miejscu. Ciągle bym gdzieś ich zabierała i pokazywała. Nigdy bym też się nie spodziewała, że będę non stop biegać w adidasach i takich ciuchach.
p.s. Chcę Wam też pokazać moje najwygodniejsze buty – Crocs LiteRide Uwielbiam je za lekkość, miękką podeszwę, materiałową górę. Chodzę w nich cały czas, czy to na plac zabaw, na zakupy, czy na spotkanie. Mają piankowe wkładki LiteRide, które są bardzo sprężyste i lekkie. Biegam w nich za dzieciakami i nie czuję ich na stopie.
Udało mi się załatwić też dla Was zniżkę na 15% (na nie przecenioną kolekcję), hasło: nebule2018, ważny do 20 kwietnia na stronie https://www.crocs.pl.
Dziś chciałabym się podzielić z Wami opiniami moich czytelniczek. Dziewczyny dzielnie testowały pieluchomajtki Pampers Premium Care Pants i zgodziły się podzielić swoimi opiniami na ich temat.
My używamy Pantsów, odkąd zmiana pieluchy zaczęła przypominać:
Aż któregoś dnia mnie olśniło, że są przecież pieluchomajtki, które można założyć dziecku na stojąco lub sadzając sobie dziecko na kolanach. Tak zakończył się etap krzywo zapiętych rzepów na wierzgającym ciałku. Sięgnęłam jako pierwsze po Pampers Pants i nawet nie szukałam innych, bo te nam sprawdziły się idealnie.
Pierwsze wrażenie było takie: Jakie one są miękkie! W dotyku nie przypominają pieluszki jednorazowej. Pieluszki dodatkowo bardzo dobrze wchłaniają wilgoć i nigdy nam się nie zdarzyła wpadka w postaci mokrego ubranka.
We wpisie o 10 ciekawostkach o rozwoju dzieci, o których nie przeczytasz w żadnym poradniku dla rodziców zaprosiłam 30 moich czytelników do testów pieluchomajtek Pampers Premium Care Pants Zgłoszeń dostałam mnóstwo!
Bardzo dziękuję za zainteresowanie. A w całej akcji wzięło udział 30 mam z całej Polski. Wysłałam im opakowanie pieluszek i z niecierpliwością czekałam na rzetelne opinie.
Przedstawię Wam wybrane komentarze po testowaniu. Wiadomo, dzieci są różne, mają inne rodzaje skóry i pojawiały się również pośrednie opinie. Niektóre Mamy miały mieszane uczucia, ale doceniały fakt, że pieluszki zakłada się bardzo szybko, przyjemne dla skóry i są bardzo miękkie.
W dużej większości mamy były zadowolone z pieluszek Pampers Premium Care Pants. Doceniały ich chłonność, przewiewność, a nawet kształt.
Pieluchomajtki Pampers są wspaniałym zamiennikiem standardowych pieluch. Zmiana pieluchy u wiercącego się i obracającego się dziecka jest zacznie prostsza i szybsza, po prostu zakłada się je jak zwykłe majteczki. Poza tym są chłonne, nic nie przecieka, nie zauważyłam też żadnych podrażnień czy otarć, a moje szkraby przemieszczają się już całkiem sprawnie. Polecam!Mama Bliźniaczek
Bardzo dziękuję za pieluszki do testow. Pieluszkom dalabym 4+ Moja córka w nocy dosyć dużo pije mleka i rano było różnie. Raz pupa sucha i pieluszka dawała radę, a innym razem moczu było na tyle duzo, ze pośladki były mokre. Nigdy jednak pieluszka nie przeciekla. Zakladanie mega wygodne. Są lepsze od zwykłych Pampersów Active baby dry, ale nie idealne.M.Dziękuję Ci za pieluszki Pampers Pants. Już po założeniu pierwszych majteczek stwierdziłam, że jest to genialny wynalazek. One są po prostu cudowne. Zakładanie ich takiemu małemu gagatkowi to bajka. Może się wiercić, kręcić, przewracać na brzuszek, a i tak bez problemu pieluszka się ułoży, tak jak należy. Kolejny mega plus to taki, że nigdzie go nie uciska, po zdjęciu nie ma najmniejszych śladów (co to za komfort dla dziecka!) I ten klejący paseczek, no pomyślane o wszystkim!Jestem w nich zakochana, gdyby nie cena :/ nie spojrzałabym nigdy na zwykłe pieluszki. No ale cóż, jakość Pampers równa się cena. Niemniej jednak stwierdzam że pantsy są BOSKIE!A.
Świetnie się dopasowują i są cieniutkie w porownaniu z Bella ktore używamy (na Pampers zielone i biale ma uczulenie). W tych uczulenie nie wystąpiło, chociaż używamy je naprzemiennie. Z racji, że nasz maluch jest naprawdę maluchem i chudzielcem musimy je bardzo czesto wymieniać ( czesciej niż te zapinane na rzepy) bo pod wpływem ciężaru – wcale nie aż tak przepełnionego pampka zjeżdżają z pupki. Zdarzyło się że zjechały razem ze spodniami, a wtedy Mikołajek stał zdziwiony co sie stało… . Mimo rozmiaru 3 u 19 miesięczniaka są luźne, ale to nie ich wina tylko naszego chudzielca, spodnie także musimy kupować te leginsowe lub damskie, a często też odstają… . Mikołajek jest dość pomysłowy więc świetnie sprawdziły się u niego jako czapka.Mama MikołajaNa wstępie dziękuję za pieluszki. Jeżeli chodzi o same pieluchy, jestem z nich zadowolona. Są bardzo chłonne, nie przemakają, są wygodne dla dziecka i nie uciskają.Jeżeli chodzi o wady to zdecydowanie jeżeli dziecko zrobi w nie nr 2 – nie łatwo je ściągnąć i trzeba rozrywać je po bokach. Kiepsko się je zwija po zużyciu, tak że cała zawartość pampersa ląduje poza nim….Ogólnie mogę je polecić.Pampersy niestety po kilku dniach użytkowania uczuliły Synka także nawet nie skończyliśmy paczki :(.Czym jestem zdziwiona, bo korzystamy z Pampersów tylko nie Premium.Abstrahując od uczulenia byłam zadowolona, dużo łatwiej jest je nałożyć niż standardową pieluszkę, dobrze chłoną. Nie ma też problemu ze zmianą w przypadku kupy,a tego trochę się obawiałam.
Jakiś czas temu dotarły do nas pieluchomajtki Pampers premium do testowania. Te pieluchomajtki są najlepszym wynalazkiem na świecie, zwłaszcza w świecie mam i dzieci w ciągłym ruchu. Pieluchomajtki są mięciutkie, bardzo chłonne, a tego się obawiałam bo zielone pieluchomajtki często nie wytrzymywały ilości płynów jakie oddaje moja ciagle pijąca córka. Bardzo ładnie się układają i nie ma mowy o wypadkach przy nakładaniu ich i złym dopasowaniu. Same superlatywy jak dla mnie. Tylko cena jest trochę mało zachęcająca ale jak są promocje to trzeba korzystacBardzo dziękuje za możliwość testowania super gaci dla mojego skarbaMama Skarba
Pampers Premium Care Pants nie zawiodły moich oczekiwań. Super chłonne – bez problemu wytrzymywały 12 godzin bez przeciekania i mokrej pupy u mojego 1,5 roczniaka, który jest nocnym ssakiem, więc wyzwanie duże. Natomiast jest jeden minus – pieluchy mają rozmarówkę wagową w przedziale 9-14 kg, mój syn waży 11 kg i zakładanie nie było super proste – trzeba było się chwilę postarać – nie było to może uciążliwe, ale były te pantsy takie „na styk”.
1. Wygodne do zakładania przy wierzgającym dziecku 🙂 nasze ma 10 miesięcy i trudno go już utrzymać w miejscu przez dłuższą chwilę, więc zapinanie rzepów zwykłych pieluszek jest faktycznie trudne. A te pieluchy można już założyć na stojąco – dziecko zadowolone.2. Spokojnie wytrzymują całą noc. Ale to juz wiemy bo używamy Pampers Premium zwykłe pieluchy i na noc są idealne3. Nie rolują sie jak tanie pieluchy innych marek. Fajnie opinają brzuszek.4. My akurat nie mamy żadnych problemów z odparzaniem czy uczulaniem, więc tu nic nie mogę stwierdzić.5. Oczywiscie bardzo wygodne zdejmowanie poprzez rozerwanie.
Pampers Pants to idealne rozwiązanie dla ruchliwego malucha. Bardzo delikatne, niezwykle chłonne, nie powodują podrażnień ani otarć. Szczerze polecam!Mama Wiercipięty
Jak same możecie przeczytać w większości testujące Mamy ogólnie były zadowolone z pieluszek Pampers Premium Care Pants.
Więcej opinii na temat pieluszek Pampers Premium Care Pants możecie przeczytać TUTAJ. A ja dziękuję Mamom, które wzięły udział w akcji i przetestowały pieluszki.
Moje dzieci nigdy nie dostały kary. Nie usłyszały, że coś im zabiorę „za karę” lub nie będą mogły czegoś zrobić, bo nabroiły. Nie dostały też nagrody za super zachowanie, ani nie miały obiecanej nagrody. Dzisiejszy temat to wychowanie bez kar i nagród.
Dlaczego stosowanie kar i nagród powoduje, że rodzice wpadają w błędne koło? A dzieci często są pod taką presją, że obiecana nagroda przynosi inny skutek.
Pamiętacie, że kiedyś dużo czerpałam z pedagogiki Marii Montessori. Jednak w pewnym momencie mojego rodzicielstwa uznałam, że nie chcę polegać na teoriach, tylko na swoim instynkcie i na moich dzieciach, które dają doskonałe lekcje (pisałam o tym tu: Rodzicu porzuć wszelkie teorie). Jednak mimo tego, że prawie wszystkie założenia odrzuciłam, to w porozumieniu z mężem uznaliśmy, że wychowanie bez kar i nagród jest najlepsze, jakie możemy naszym dzieciom dać.
Nie było to proste tylko na pozór.
Według mnie o wiele trudniejsze jest wychowanie z systemem kar i nagród.
W takich sytuacjach, kiedy dajemy dziecku karę za jakieś zachowanie lub brak czynności, o które nam chodziło gramy na najprostszych uczuciach.
Nigdy! Kara nie przyniesie pożądanego efektu, a spowoduje, że Wasze dziecko będzie miało do Was, do rodzeństwa żal. Żal, który połączony z brakiem poczucia bezpieczeństwa podważy jego poczucie własnej wartości.
Pamiętam siebie stojącą w kącie w przedszkolu. Chciałam się wtedy zapaść pod ziemię. Mimo tego, że minęło tyle lat to do dziś pamiętam wstyd, smutek i… brak jakiegokolwiek zrozumienia dla tej kary. Nie myślałam wtedy: „Ok to nie będę tak więcej robić”. Tylko byłam zła, smutna i było mi strasznie wstyd.
Kara nie pozwoli zrozumieć dziecku, co zrobiło źle, a co za tym idzie, będzie powtarzało niepożądane przez nas zachowania np. bicie rodzeństwa. Tylko rozmowa kiedy emocje opadną (mózg nie uczy się w stresie!) może przynieść efekty. Tu przypomnę mój artykuł o tym Dlaczego dzieci biją innych.
Czy dziecko nie będzie powielało pewnych zachowań, bo się będzie bało kary?
Może przez krótki czas, co może dać iluzję, że system kar działa. A tak naprawdę nie jest w stanie tego zrozumieć.
Tak będą się obawiały kary, że w sytuacji, która może grozić karą będą kłamać. Pytanie do rodziców jest takie, czy chcemy żeby dziecko się nas bało? Czy może jednak chcemy wychować je w ciepłej relacji, gdzie nikt nie boi się mówić o sprawach trudnych. Warto to przemyśleć. Dzieci mogą kłamać nawet dla takich błahostek jak oglądanie bajki. Dla nich jest to bardzo ważne, a my często odbieramy im tę przyjemność „za karę”.
Dziecko bije młodszego brata lub zabiera mu rzeczy. Przychodzi rodzic, który jest już zestresowany tą sytuacją i czuje, że musi coś zrobić żeby zakończyć takie zachowanie. Mówi: „Nie wolno bić brata! Za karę nie będziesz oglądał bajki”.
Rodzic myśli: „A, teraz to się nauczy, że nie wolno bić brata. Następnym razem już go nie uderzy, bo będzie bało się, że znów odbiorę mu przyjemność.”
A dziecko myśli: „Przez mojego brata nie mogę obejrzeć bajki.” I narasta agresja między rodzeństwem i niesprawiedliwością ze strony rodzica. Ta reakcja nie ma żadnej wartości edukacyjnej dla dziecka. Pewnie w tym dniu jeszcze nie raz uderzy brata.
Pomyślicie pewnie, że to wszystko wygląda pięknie w teorii, a w praktyce jest trudne. Rodzice boją się, że rezygnując z kar nie będą umieli zapanować nad swoimi dziećmi.
Przyznaję, że też miałam chwilowy etap (2 sytuacje) kiedy nie widziałam wyjścia z sytuacji, a mój mózg w stresie kazał mi skorzystać z prymitywnej formy, czyli użycia kary. Karą, było odebranie nagrody – wcześniej obiecanej. Na chwilę ta metoda zadziałała i Lilka poprawiła swoje zachowanie, ale jak za 3 razem zrobiła to samo, to powiedziałam sobie, żę NIGDY WIĘCEJ NIE UŻYJĘ KARY DO WYCHOWYWANIA DZIECI. To naprawdę nie działa, a ja sama miałam straszne wyrzuty sumienia.
Czasem tak sobie nawet myślę, co musiałoby zrobić moje dziecko żebym myślała o tym żeby dać mu karę. I nic nie przychodzi mi do głowy, bo powiem Wam, że dzieci które są wychowywane właśnie bez kar i nagród nie sprawiają większych problemów wychowawczych. Wiele razy Wam pisałam, że akceptuję wszystkie emocje, bardzo dużo rozmawiamy (szczególnie o trudnych sytuacjach) a do tego stosujemy się do ogólnie przyjętych w naszym domu, społeczeństwie reguł i naprawdę nie trzeba dzieci specjalnie dyscyplinować.
Dobrze zadziałały u nas rytuały, które stosujemy do początku i dzieci wiedzą, co mogą, a co nie. Kiedy coś się im odwidzi to rozmawiamy, czytamy na ten temat. To nasza metoda wychowawcza, ale gdybym miała do czegoś ją porównać to chyba najbliżej jej do Pozytywnej dyscypliny ( nie czytałam książki, ale gdzieś się natknęłam na złożenia) i NVC.
Sporo wymagamy od dzieci, ale właśnie w taki serdeczny, stanowczy sposób. Działają też naturalne konsekwencje, o których teraz dużo się mówi, ale są to takie, które naprawdę wynikają naturalnie. Nigdy się nie zastanawiam: „Co może być tego naturalną konsekwencją?”
Też miałam bardzo krótki etap w rodzicielstwie, kiedy zobaczyłam, że obiecanie nagrody powoduje nagłą poprawę zachowania, a dziecko z ogromnego płaczu przechodzi do śmiechu.
Nagroda, to nic innego jak manipulacja.
Zacznę od nagród za dobre zachowanie w jakiejś sytuacji. Dlaczego one działają tylko za pierwszym i drugim razem? Dzieci po tym czasie czują ogromną presję dostania nagrody. Towarzyszy im niepokój i napięcie… dlatego często obiecana nagroda przynosi odwrotny skutek. Dziecko nie może wytrzymać, więc puszczają mu nerwy i jego zachowanie jest trudniejsze niż było.
Pamiętam jak Lila dostała u pielęgniarki naklejkę „dzielny pacjent” po pobraniu krwi. Poprosiła mnie żeby ją przeczytać, ona powiedziała: Przecież krzyczałam i płakałam. Nie wiem czemu Pani mi to dała?
Pytanie: „No ale nie chcesz dostać nagrody?” Powoduje u dzieci jeszcze większą frustrację.
Robią tak, bo ich rodzice też tak robili. Jednak obiecanie nagrody nie powinno być celem.
Nie chcecie chyba żeby Wasze dzieci sprzątały pokój, bo dostaną lizaka. Tylko będą miały miłą i przyjemną przestrzeń do zabawy,
Nie chcecie też pewnie żeby uczyły się dla ocen, tylko dla siebie.
Nie chcecie pewnie też żeby Was słuchały tylko dlatego, że im coś obiecaliście.
Od urodzenia staram się wspierać wewnętrzną motywację i widzę, że to naprawdę działa. Dzieci są skupione na tym co robią, lubią się uczyć nowych rzeczy i nie potrzebują żadnych wzmocnień w postaci zewnętrznych nagród. Wiem, że nagroda mocno zaburzyłaby ich rozwój i poczucie własnej wartości.
To bardzo prosta droga do uzależnienia i nauki do bardzo złych nawyków. Ja do dziś (niestety) z tym u siebie walczę. Czasami kupuję dzieciom słodycze bez żadnego związku, ani kiedy są smutne, ani kiedy myślę, że powinnam je za coś nagrodzić.
Żeby nie było tak kolorowo, wiem, że są sytuacje lub dzieci, którym nagroda ułatwia pewne rzeczy. Używana mądrze i w dobrej wierze może pomóc. Podam nasz przykład. Lila bardzo długo miała wadę wymowę. Średnio raz w tygodniu podejmowałam próby ćwiczeń z nią. Jednak nie stosowałam żadnych wzmocnień dla prawidłowych powtórzeń jakie zazwyczaj się stosuje (naklejki, pieczątki w nagrodę itp).
Efekt był taki, że ona nie chciała ze mną ćwiczyć. Około rok temu podjęłam decyzję o rozpoczęciu terapii z inną logopedą. Nie byłam w stanie wyjść z roli mamy, kiedy ćwiczyłam z dzieckiem i ją nagradzać. Samo tłumaczenie, że ma wadę wymowy nie powodowało chęci do ćwiczeń. Zapisałam ją do logopedy i po powtórzeniach wzmocnionych nagrodą terapia zajęła nam 1,5 miesiąca (!). Chciałam Wam opisać ten wyjątek, bo w teorii wszystko jest łatwe. Gorzej jest z praktyką.
Z perspektywy czasu widzę, że wychowanie bez kar i nagród jest łatwiejsze. Nie muszę myśleć, czy powinnam dać nagrodę. Nie muszę zastanawiać się, kto naprawdę zawinił. Kogo i jak mam za to ukarać? Nie mam tez wyrzutów sumienia, bo robimy to wszystko w zgodzie ze sobą.
Jeżeli chcielibyście poczytać więcej o wychowaniu bez kar i nagród to polecam Wam książki:
Cudny hamak Koala TUTAJ
Siedzę zapłakana na klatce schodowej w moim bloku. Łzy spływają mi po policzkach, które jeszcze chwilę temu były obklejone gumą balonową. Ściskam w ręku opakowanie po piciu w woreczku, a w drugiej ręce mój segregator. Mój skarbiec, paszport do bycia fajniejszą koleżanką i dowód na to, że jako 8-latka mam niezłe umiejętności handlowe.
Jednak nie tym razem. Agnieszka z ostatniej klatówki, nie chciała się wymienić na karteczkę do segragatora z koniem. Pachnącą. I z brokatem.
Do powrotu do wspomnień z mojego cudownego dzieciństwa zaprosił mnie Disney Channel Polska
Mam 8 lat i sensem mojego życia jest gra w gumę. Moją gumę kupiła mi mama w pasmanterii i jest niczym innym jak elementem bieliźnianym. Kiedyś była biała i sprężysta, a teraz jest szara i wyciągnięta, bo gramy w nią non stop w Smik smak smok, przedeptujemy gumę do nierównego chodnika.
Mam 8 lat i kiedy tylko rzucę plecak w kącie w domu lecę na podwórko. W jednej kieszeni mam wspomnianą wcześniej gumę, a w drugiej paczkę czarnych pestek. Mam bardzo poważne problemy takie jak np. brak 3 osoby do gry w gumę. Wtedy zawiązujemy ją o trzepak – miejsce bardzo ważne w hierarchii na naszym podwórku. To właśnie tu przesiadujemy z chłopakami i gadamy o poważnych sprawach.
Zupełnie nie przeszkadza nam smród ze śmietnika, który stoi obok. Na trzepaku toczy się życie towarzyskie całego osiedla. Mięśnie mam wytrenowane od zwisu w dół i fikołka do tyłu. Poważne, egzystencjalne dywagacje na temat wyższości gry w chowanego nad podchodami przerywa niechciany krzyk: „Ania, do domuuuu” i wtedy nie ma już zmiłuj. Idę i już.
Na kolację jem kanapkę z pasztetową, która bardzo mi smakuje, bo ilość wybieganych kilometrów w podwórkowej grze w „Policjantów i złodziei” napędza mój apetyt.
Kąpię się w wannie i podziwiam wszystkie otarcia, siniaki i rany, które są pamiątką po grze w klasy na nierównym betonie. Siniaka na dłoni zarobiłam podczas niezbyt udanej próbie zabawy z Tiki tiki. Oj bolało jeszcze dwa tygodnie. Kolano, które zdarłam podczas jazdy na wrotkach nie chce się zagoić od dwóch tygodni. Wtedy o tym jeszcze nie wiem, że te wszystkie szramy będą pamiątką na całe życie. Pamiątką, którą życzę każdemu dziecku, bo świadczy o tym, że miałam wyjątkowo aktywne i udane dzieciństwo.
i już leci:
Dzioby w górę, zgodnym chórem
Kaczki! (uuu-uuu)
Raz na wozie, raz pod wozem
Kaczki!
To jest dopiero coś! W szarym-betonowym dzieciństwie, gdzie kolory sami sobie rysujemy kredą na chodniku – bajki i seriale animowane są czymś niezwykle ważnym. Każdy odcinek przegadujemy póżniej na trzepaku lub na huśtawkach bujając się do pety.
Mam 8 lat i potrafię sama zapleść bransoletkę z muliny i ze starej skarpety zrobić mojej lalce strój na bal. Mam też zeszyt, który krąży wśród moich koleżanek. Zapisują tam swoje Złote myśli, które naprawdę są na wagę złota i bez tych informacji NIE DA się żyć („na jutro masz przynieść!)”:
Jaką zupę najbardziej lubisz?
Jaki zespół najbardziej lubisz?
Byłaś/eś kiedyś na kolonjach? (pisownia oryginalna)
Jaki masz numer w dzienniku?
Czy mnie lubisz?
Czy na wszystkie pytania odpowiedziałaś szczerze?
Mam 8-lat i marzę o psie. Mama mówi, że nie możemy go mieć w bloku, a u babci są 3 psy i jeden może być mój. Ale ja nie chcę takiego. W zamian proponuje kupić chomika. Zgadzam się bez wahania i już następnego dnia taszczę wielki słoik po ogórkach kiszonych z rudym gryzoniem do domu. Po dwóch tygodniach zmieniam mu trociny z wielką niechęcią i bez krzty miłości. Nie jest to pies, a ja nie potrafię cieszyć się z tego gryzonia.
Nie mogę go wyprowadzać pod blok, a tam spędzam większość dnia, więc po co mi on. Koleżanka z 4 piętra mówi, że ona chciałby mieć chomika. Bez wahania proponuję jej intratną transakcję i pozbywam się „szczura” w zamian za 2 złote. Z radością na twarzy biegnę do sklepu „na schodki” i kupuję 6 paczek pestek i gumę kulkę. Mama jest zdziwiona początkami mojej przedsiębiorczości.
Na podwórku jesteśmy razem, bo lubimy to samo: piosenki zespołów nagrywanych z radia, kolorowe warkoczyki, które farbujemy mazakami. Siedzimy na ławce i gramy w anse kabanse do zmroku lub do głośnego „Aniaaa, do domuuu” z okna.
Mam 8 plus 25 lat i wciąż się ekscytuję nowym długopisem, który ma 10 kolorów w jednym. Kupiłam go sobie córce. Na podwórku pod blokiem mam trzepak, na którym pokazuję dzieciom, jak powinno się go używać (głową w dół). Do tego cieszę się bardzo, że znów będę mogła obejrzeć Hyzia, Zyzia i Dyzia, czyli siostrzeńców Kaczora Donalda w telewizji, bo premiera serialu „Kacze opowieści” już tuż tuż – 9 kwietnia o 18:30 w Disney Channel.
Zabawki do piasku ma prawie każde dziecko. Dziś pokażę Wam nasze zabawki, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem w piaskownicy. Za każdym razem, jak mamy je razem z dziećmi to mamy nieśmiało do mnie podchodzą i pytają skąd takie cuda.
Zabawki do piasku to nie jest zakup, na który warto wydać dużo pieniędzy. Według mnie bez sensu kupować drogie zabawki, które możliwe, że przy pierwszym wyjściu zagubią się na placu zabaw. Wiele razy było tak, że pogubiliśmy elementy zestawu i kiedy nie wydaliśmy na nie duże kwoty, to nie jest aż tak szkoda.
W piaskownicy często dzielimy się zabawkami z innymi dziećmi i szkoda by mi było żeby ktoś nam coś drogiego zniszczył. A tak dokupuję dodatkowe elementy za kilka złotych i nie jest mi szkoda. Pamiętam jak kiedyś zgubiliśmy na plaży designerskie wiadro za kilkadziesiąt złotych – byłam wściekła i wtedy powiedziałam, że nigdy już nic takiego nie kupię.
W tamtym roku kupiłam dzieciom te dwa zestawy, które towarzyszą nam w wiosennych i letnich zabawach w piasku. Dzieci są zachwycone, bo dzięki nim bawimy się w różne tematyczne zabawy: piekarnię, lodziarnię itp.
Oba zestawy są świetnej jakości (jak na plastik) i po roku użytkowania wyglądają ja nowe.
Moje dzieci robią babki z piasku, kroją nożem, sprzedają albo udają, że je jedzą. Dodatkowo ozdabiają wypieki kamieniami, patykami czy roślinami.
Ten zestaw do piasku jest rewelacyjny! Tak jak pisałam wyżej, mamy na placu zabaw podchodzą do mnie i pytają, gdzie go kupiłam.
A on kosztuje dosłownie 20 zł!
Dostępny jest TUTAJ
Tak wygląda w użyciu
Zupełnie przypadkiem w tamtym roku kupiłam na allegro ten zestaw do robienia lodów gałkowanych. Kosztował 9,90:) Niby jest taki zwykły, a w piaskownicy dzieci dosłownie sobie go wyrywają. Nasz jest firmy Spielstabil i widzę, że upolowałam niezłą promocję, bo ten zestaw kosztuje normalnie sporo więcej. Zajmuje mało miejsca i jak jedziemy gdzieś na plac zabaw to zabieram go do koszyka.
Kiedyś nosiliśmy też do piasku Bilibo mini
Przejrzałam jeszcze internet i znalazłam kilka fajnych propozycji do piasku.
Zestaw do robienia lodów za 7,50 zł
Foremki owoce za 2,50 zł:)
Zestaw foremek dłonie i stopy
Foremki zamek
Metalowa taczka do ogródka
Dużą koparka do jeżdżenia
Zestaw do gotowania (dobra cena, jak za tyle elementów)
Zestaw do piaskownicy dla miłośników koni i koloru różowego
A Wy czego używacie w piaskownicy? Julek uwielbia wynosić z domu różne łyżki;)
Książki dla maluchów – najciekawsze nowości dla dzieci od urodzenia do 2 lat. Dziś chciałabym Wam pokazać sporo nowych książek, które są skierowane do najmłodszych czytelników.
Jeżeli przeczytaliście już moje wpisy z tej kategorii:
jak je wybierać i nasze typy -> Książki dla najmłodszych
z okienkami do przesuwania i czytania-> Książki dla maluchów
->Książki dla roczniaków
Na rynku wciąż wychodzą nowości dlatego chciałabym dziś Wam pokazać, co nowego ukazało się dla najmłodszych czytelników.
Świetna książka dla niemowląt, które w czasie aktywności mogą oglądać wyraźne ilustracje. Książka jest czarno-biała-czerwono-żółta-niebieska-zielona (są ta barwy najlepiej widziane przez najmłodszych). Jest tam sporo szczegółów do obserwowania. Każda ilustracja jest wykończona grubą linią, tak żeby dziecko mogło się uczyć rozpoznawania konturów.
Można ją postawić, tak aby „czytać” ją na brzuchu. Na ostatniej stronie jest lusterko, w którym dziecko może obserwować swoje reakcje.
Seria dość nietypowych książek kontrastowych z ambitną treścią. Zamiast obserwowania kresek i kropek lepiej jest się pogapić na prehistoryczne dzieła. Fajny i świeży pomysł na książki dla najmłodszych.
Książki podzielone są według stopnia zaawansowania obserwującego.
Pierwsza według mnie jest od 6 tygodnia życia.
Wg mnie od 3 m
Według mnie od roku
Dla dzieci 12 m +, ale myślę, że 3 latek też będzie zaciekawiony.
Klasyk w końcu w języku polskim. Wróżę tej książce sukces taki jak: „Kochane Zoo”. Prosta, ale bardzo ciekawa książka, gdzie mama poszukuje swojego synka – Spota. Otwierane okienka zachęcają małe dłonie do poznawania różnych miejsc w domu.
Kartonowe strony są odporne na destrukcje, ale muszę przyznać, że mój syn w akcie miłości do tej książki poodrywał wszystkie okienka, ale bez problemu je przykleiliśmy.
dla dzieci 8m+ do 2 lat
Kartonowe książeczki dla dzieci z ciekawymi ruchomymi elementami. Każda cześć porusza się bez problemu, więc to duży plus. Ilustracje są na białej stronie, więc bedą idealne również dla najmniejszych dzieci.
Są dostępne 4 książki i według mnie warto mieć wszystkie, bo świetnie stymulują dzieci do mówienia.
Seria dla dzieci o ważnych momentach, które czasem sprawiają kłopoty.
Bardzo krótkie i proste rymowanki o różnych czynnościach.
Gryzaki na zdjęciach Little leaf, szara narzuta na łóżko Mallino
Na wiosnę czekam z utęsknieniem od 1 marca. Codziennie mam nadzieję, że to już! Wypatruję promieni słonecznych i pączków na drzewach. Szczególnie dziś, kiedy spadł śnieg myślę intensywnie o tym czasie i wizualizuję nasze wiosenne spacery.
W ubiegłym tygodniu zrobiłam porządki w szafie i sprawdziłam, czego mi brakuje na nadchodzące miesiące.
Lekka spacerówka rozkładana na płasko Easywalker Buggy XS to nowość, która niedawno pojawiła się w Polsce. Mamy okazję testować ją od ponad 2 miesięcy i dziś napiszę Wam o tym, jak nam się nią jeździ.
Spacerówka zazwyczaj jest drugim wózkiem, na który się decydujemy i tak jak obserwuję swoje wybory i moich przyjaciółek to widzę dwie ścieżki:
Każdy ma inne wymagania i potrzeby, dlatego nie mogę powiedzieć, że są wózki idealne dla wszystkich. Niektórzy lubią mieć duży wózek, którego nigdy nie składają i nie wkładają 4 razy dziennie do bagażnika. Jeżdżą po wertepach i nie zależy im na lekkości.
Ale jeżeli szukają lekkiego wózka, który idealnie sprawdzi się w mieście i na wyjazdach to warto przyjrzeć się tej: Easywalker Buggy XS jest wózkiem bardzo niepozornym, ale wartym uwagi.
Easywalker ma wiele zalet, które sprawiają, że używa się go wspaniale.
Zacznę od wymiarów po złożeniu i samego sposobu składania, bo to jest NAJWIĘKSZY ATUT tego wózka:
Idealnie się nadaje do małych bagażników, bo zajmuje niewiele miejsca i z tego jestem najbardziej zadowolona. Jak się go rozkłada? Zobaczcie poniżej. Odblokowuje się blokadę z boku i trzymając przycisk na rączce się go rozkłada.
Jest to wózek idealny na podróże, bo zajmuje niewiele miejsca, można dokupić do niego torbę, z której my korzystaliśmy na lotnisku. Wózek składa się do niewielkich wymiarów, wkłada do torby i można powiesić go na ramieniu.
On naprawdę jest tak lekki, że bez problemu można go nieść w torbie na ramieniu. Jeżeli musicie wózek wnosić po schodach to jest pod tym względem idealny. Można go trzymać za rączkę i wnosić, do tego jest tak skonstruowany, że rzeczy z organizera nie wypadają, co mi się zdarzało przy innych wózkach. Kilka razy niosłam wózek z Julkiem po schodach i bez problemu dałam radę.
Stelaż wózka jest bardzo stabilny, nie zdarzyło się żeby pusty wózek np. z torbami na rączce się wywrócił (co zdarza się przy Maclarenach). Do tego jest zwrotny i dobrze sunie po nierównościach.
Piankowe koła, mimo tego, że są małe to dobrze zamortyzowane. Przednie kółka mają średnicę 13 cm, a tylne 15 cm. Można zablokować kółka przednie żeby lepiej jechały po dużych nierównościach. Powiem Wam szczerze, że ten element wózka zaskoczył mnie najbardziej.
Nie spodziewałam się, że takie małe kółka tak dobrze będą sobie radziły z nierównościami i jechały np. po dziurawym, starym chodniku. Easywalker Buggy XS dobrze sobie radzi na twardych, polnych ścieżkach.
Podbijanie z 12- kilogramowym Julkiem i zakupami nie jest może wspaniałe, ale nie jest źle. Wózek często prowadzę jedną ręką, bo za drugą trzymam Lilkę.
Lekka spacerówka rozkładana na płasko bardzo często kojarzy się z parasolką, która nie ma pałąka. W tym wózku jest pałąk, którego brakuje mi np. w Bugaboo Bee 3. Julek, jak siedzi w tym wózku to zawsze się go trzyma, a w Bee trzyma się po bokach. Do tego pałąk jest niezwykle pomocny przy nakrywaniu kocem (zawsze go nakładam na pałąk) i dzięki temu nie zjeżdża. Można go bez problemu zdemontować, wciskając przyciski po bokach. Myślę, że mniejsze dziecko podczas drzemki może zakładać na niego nogi.
Siedzisko rozkładane na płasko to niewątpliwy atut tego wózka, dzięki temu śpiącemu dziecku jest w nim wygodnie i kiedy zapniemy je tylko w pasie to może spać na boku lub przewrócić się na brzuch (przy poluzowaniu pasów). Kąt nachylenia jest minimalny, a samo siedzisko mimo tego, że jest pokryte miękkim materiałem jest twarde, czyli takie jakie zaleca się najmniejszym dzieciom.
Wymiary siedziska to: 30 cm szerokość (tyle co Babyhome), 45 cm oparcie, 21 cm siedzenie bez rozłożonego podnóżka, 37 cm z rozłożonym podnóżkiem.
Siedzisko może sprawiać wrażenie małego, ale takie nie jest. Julek waży obecnie 12 kg i ma 87 cm wzrostu i jest mu wygodnie. Wiadomo, że ten ostatni rok wózkowania jest taki, że dziecko więcej chodzi niż jeździ, więc nawet jak będzie większy to na niedalekie przejażdżki będzie idealny.
Siedzisko rozkłada się i składa za pomocą paska z tyłu, możemy dowolnie regulować jego wysokość.
Maksymalna waga podana przez producenta to 15 kg.
Pasy są 5-punktowe pokryte miękkimi naramiennikami, które będą dobrze trzymały małe dziecko. Można je zaczepić na dwóch wysokościach lub zdemontować. Starsze dziecko można zapinać tylko w pasie (my tak jeździmy). Łatwo się je zapina i rozpina. Pas w kroku jest powleczony miękkim ochraniaczem.
Ta lekka spacerówka rozkładana na płasko ma wiele plusów, ale niewątpliwym atutem jest spora, jak na taką spacerówkę budka, rozsuwając suwak, dodatkowo możemy ją powiększyć. Wtedy budka po bokach ma siateczkę, przez którą dostaje się powietrze (przydatne przy upałach), a my możemy obserwować dziecko. Boki budki się rozpinają i kiedy dziecko np. śpi w ogrodzie w wysokiej temperaturze to możemy zapewnić mu cyrkulację powietrza.
Sam materiał budki jest przeciwdeszczowy i ma filtr UV (UPV 50 +).
Easywalker Buggy XS ma naprawdę spory kosz na zakupy (do 5 kg), do tego łatwo dostępny. Po bokach ma siatkę, dzięki której łatwiej jest nam znaleźć potrzebną rzecz.
Rączka nie jest regulowana i jest na wysokości 105 cm.
Hamulec jest nożny, po środku między kołami.
Wózek ma rozkładany podnóżek, który świetnie sprawdza się przy spaniu, bo nie wiszą nogi.
W związku ze swoim niewielkim rozmiarem i wagą Easywalker Buggy XS musi mieć jakieś wady, bo wózków idealnych nie ma (a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłam). Jest kilka rzeczy, na które można zwrócić uwagę przy kupnie, a później je zaakceptować.
To tyle z minusów, które nie bardzo utrudniają użytkowanie, a w kontraście do wszystkich plusów uważam, że jest to bardzo fajna, lekka spacerówka rozkładana na płasko.
Jeżeli szukacie takiego małego wózka, to warto zwrócić na niego uwagę.
W zestawie z wózkiem jest folia przeciwdeszczowa.
Fanpage Easywalker Polska znajdziecie TUTAJ
Prosiłyście mnie o porównanie do Bugaboo Bee, którego często używamy:
Wózek dostępny jest w kilku wersjach kolorystycznych:
Wózek kosztuje około 1200 zł i najtaniej możecie go kupić poniżej. Są również dostępne różne akcesoria:
Easywalker Torba Do Transportu Wózka Buggy XsOd 155,00 zł
Easywalker Buggy XS Berlin Breakfast SpacerowyOd 899,00 zł
Easywalker Buggy Xs Night Black SpacerowyOd 899,00 zł
a tu macie recenzję gdzie opisuję Wózek na dużych kołach – Dubatti one
Przyznaję się, nadal nie mieszczę się w swoje jeansy, które z czeluści szafy przypominają mi o bardziej łaskawych czasach dla mojej sylwetki. Mam wrażenie, że czasem zerkają ukradkiem na mnie z politowaniem: „No weźże już się za siebie”, a czasem się ze mnie śmieją: „Anka, ta czekoladka miała być ostatnia, no!”. Bywają dni, że chcę je wyrzucić żeby nie mieć wyrzutów sumienia, ale są też takie kiedy myślę o nich jako celu.
Niestety nie należę do osób, które dwa tygodnie po porodzie mogły się pochwalić fotką z podpisem „Ten dzień kiedy dwa tygodnie po porodzie mieścić się w swoje jeansy”. Ja na swoje nie śmiałam nawet spojrzeć. Pierwsze tygodnie przechodziłam w jeansach, i owszem, ale ciążowych. Pamiętam jak weszłam do sklepu na dole, a ekspedientka zapytała mnie „To Pani jeszcze nie urodziła???”.
Szczerzę zazdroszczę dziewczynom, które mają takie niesamowite predyspozycje, że chwilę po urodzeniu dziecka wyglądają jakby jego nie urodziły, a adoptowały. Ja mam takie predyspozycje, wręcz paranienormalne: wystarczy, że spojrzę nawet na coś słodkiego i już mam nadliczbowe kilogramy.
Waga miała lecieć tuż po porodzie, miała też spadać jak Jul z leżącego berbecia przemienił się w wędrującego niemowlaka, kilogramy miały znikać jak zaczął chodzić. Endomondo pokazywał mi, że robię dziennie 14 000 kroków, po moim 50-metrowym mieszkaniu drepcząc za rocznym dzieckiem. Czasem chodziłam też z obciążeniem doklejonym do mnie w Tuli. Przysiady po zabawki z Julem na plecach miały spalać więcej niż crossfit. I nic. Waga stała w miejscu jakby w szoku ją coś zamurowało.
Później przyszła zima, którą postanowiłam pokonać ksylitolem. Ciągoty do cukru dusiłam już w zarodku. Zarodki pszenne, pudding chia, ciasto z fasoli na długie i zimne wieczory miały stanowić namiastkę czegoś słodkiego. I to się nawet udawało: zero mąki pszennej, cukru, skrobi i kiedy stanęłam na wagę doznałam szoku. Było o 2 kilogramy więcej.
Nie zauważyłabym tego nawet, bo na codzień noszę się w dresówce, która ma nieograniczone zdolności do kamuflowania nadliczbowych kilogramów. Gdybym codziennie nosiła koszule i garsonki, to z pewnością zauważyłabym to o wiele szybciej, gdyż guziki z gumy nie są i każdy dodatkowy centymetr wyszedłby podczas próby siadania na krześle.
Wciąż myślisz, co ugotować żeby a) zjedli b)nie narobić się po łokcie przy tym c)było wartościowe. Umówmy się, dzieci po samych warzywach i kaszy za chwilę będą głodne. Czy sobie robić oddzielnie sałatkę, piec chude bitki i patrzeć jak dzieci zjadają pierogi i na deser proszą o ciasto.
Podobno co z oczu, to z serca. A jak masz cały czas coś przed oczami? Siła woli nie daje rady, kiedy otwierasz serek z krówką i musisz wyrzucić wieczko od niego ze sporą ilością cukru. Naprawdę chcesz się wziąć za siebie, ale wszystkie okoliczności przyrody nie pozwalają na to.
Jakie mama ma przyjemności z życia tylko dla siebie? Karmi, więc stroni od czerwonego wina, na manicury wyjdzie raz na 3 miesiące, na plotki z koleżanką jeszcze rzadziej. Szybką przyjemnością, która jest w zasięgu ręki jest ta czekoladka, która zerka ze srebrnego papierka z wizerunkiem Świętego Mikołaja, schowana na końcu szafki z przyprawami.
Przecież nie da takiego świństwa dziecku z syropem glu-fru i z tłuszczem palmowym. Jak można kupować dziecku w prezencie słodycze z takim składem? Ale za to smakuje wybornie.
Naprawdę ruchu matce nie brakuje i można by pomyśleć, że te kilogramy powinny lecieć jak worek cementu z drugiego piętra, a tym czasem lecą jak krew z nosa.
Codzienny trening cardio z wózkiem, później siatkówka kobiet z torbami na 3 piętro i dzieckiem pod pachą, interwały na nogi jak wyjdziesz z dzieckiem na plac zabaw, ABS kiedy zrywasz się w nocy do płaczącego dziecka. Matka naprawdę robi wszystko, poza leżeniem do góry na kanapie do góry brzuchem. Więc dlaczego ten brzuch jest jak kaloryfer, tylko że zapowietrzony?
Pomocy szuka nawet u specjalistów, wiadomo jak to jest po dwóch ciążach – ciało już nie te. Byłam pewna, że winowajcą mojej oponki jest rozejście mięśni prostych brzucha (btw warto to sprawdzić u specjalisty), które powodują właśnie opływowe kształty w tej części ciała. Niestety fizjoterapeutka pozwoliła robić te wszystkie brzuszki, skręty i przysiady (są niewskazane przy rozejściu). A już myślałam, że będę miała wymówkę. Wizytę miałam we wrześniu i już miałam kupić karnet na siłownię, kiedy rozchorowało się jedno z dzieci.
choroba dziecka->brak snu->zmęczenie->słodycz na poprawę humoru->nie będę szła na trening skoro zjadłam pół tabliczki czekolady
I w taki diabelski młyn wpadłam z jesiennymi humorami. Około listopada się ocknęłam z letagru, że nie mam siły, wszystko mnie drażni, rano nie dam rady wstać z łóżka i poszłam do lekarza. Zrobiłam badania ( w tym „ukochaną” krzywą cukrową i insulinową) i wyszła lekka insulinooporność. Wszystko stało się jasne: każdy słodycz, skrobia, węglowodany powodowały wyrzut insuliny i zjazd sił do zera. Oponka też jest objawem isnulinooporności. Przeszłam na dietę, zakupiłam książki i zaczęłam od nowa.
Szczerze, nie mam jakiegoś super powera, nie czekam na nagły napływ motywacji albo znak z nieba. Przyszedł ten dzień kiedy w końcu sobie głośno powiedziałam, że dzieci i brak czasu nie mogą być moją wymówką. Gdybym poświęciła czas spędzony na Facebooku na ćwiczenia, to bym była super-fit-ekstra-laską.
A powiedzmy sobie szczerze, mając dzieci wymówek mamy milion! I bardzo łatwo je znaleźć. Zwykłe wyjście na ćwiczenia mogą pokrzyżować choroby, spóźnienie męża, czy kiepski dzień z ząbkującym dzieckiem u boku. Łatwiej jest zasiąść przez ulubionym serialem, czy z książką.
Kiedy przeprosiłam się z Panią Ewą Ch. to jedyne na co czekam to „Jestem z Ciebie dumna”, które pojawia się na końcu treningu. Nie znalazło się dla mnie zajęcie, którego nie mogłabym się doczekać. Najlepiej moje podejście opisują słowa Michała Rusinka:
„Sport? Broń Boże! Sport jest niezdrowy i nieestetyczny. Człowiek się poci, męczy. Pływanie? Jestem hydrofobem. Nie umiem pływać, idę na dno, jakich ruchów bym nie wykonywał. Jedyny sport który jakoś akceptuję to narty (…) poza tym uważam, że nie wypada biegać, ani nawet podbiegać, na przykład do tramwaju. Człowiek traci godność. Zadyszka, ściganie się z czasem… należy poruszać się po świecie statecznym krokiem.”*
Ja nawet w getrach nie wyszłabym na ulicę. Dlatego ćwiczę przy oglądaniu serialu. Oszukuję mój mózg, który tej czynności nie znosi. Dietę trzymam i coś tam się zaczyna dziać. Bez walki się nie poddam, bo wiem, że przy insulinooporności jest trudniej schudnąć, ale tym razem chcę wygrać. Dietę i tak muszę trzymać do końca życia, więc efektu jojo nie powinno być.
No cóż, tak jak myślałam, że ten dzień nigdy nie przyjdzie, to przyszedł. Bez żadnych fanfarów, zakreślonych terminów w kalendarzu. Nie poprzedziłam go też królewską ucztą, bo przecież od jutra się odchudzam. Dziś już wiem, że te jeansy, które śmieją się ze mnie z odmętów mojej szafy, jeszcze się zdziwią.
*Cytat pochodzi z książki Agaty Napiórkowskiej „Jak oni pracują” wyd. W.A.B.
P.s. Proszę nie powiększać wagi na zdjęciu, jest przekręcona o 5 kg 😛
Prezenty od zajączka, czyli drobne upominki, które można podarować dzieciom w Wielkanoc. W różnych regionach panują inne zwyczaje, ale często bliscy kupują najmłodszym niewielkie prezenty. Zamiast czekoladowych zająców, czy jajek można podarować coś ciekawego, związanego mniej lub bardziej z symbolami nawiązującymi do świąt.
tu łapcie najświeższy wpis – Prezenty od zajączka 2025!
post zawiera linki afiliacyjne
W moich inspiracjach uwzględniłam właśnie: jajka, zajączki i wodę. Jest też kilka propozycji, które są ciekawe, ale nie mają nic wspólnego ze świętami.
1. Kultowe jajka Tomy, świetna zabawka za 25 zł TUTAJ
2. Miękki zając Jellycat, ulubiona przytulanka Jula TUTAJ
3. Gryzak marchewka z kauczuku Oli&Carol
4. Układanka edukacyjna Kura TUTAJ
5. Kura Schleich (figurki zwierząt są zawsze mile widziane) TUTAJ
6. Układanka piramida Janod z jajkiem TUTAJ
7. Królik sensoryczny Skip hop TUTAJ
8. Przygody króliczka Miffy TUTAJ
9. Nino Percussion- marakasy w kształcie jajek TUTAJ lub w całym zestawie z instrumentami dla dzieci TUTAJ
10. Rurki kąpielowe Boon (są genialne!) mały zestaw TUTAJ, duży zestaw TUTAJ
11. Jajka magnetyczne Eichhorn TUTAJ
12. Króliki Schleich TUTAJ, TUTAJ
13. Gryzak Ringball dla maluchów Little leaf TUTAJ
1. Zestaw Lego „Szukanie jajek” TUTAJ
2. Króliki Maileg TUTAJ
3. Książka „Jajo – jajka w gnieździe i kosmosie, czyli kogel-mogel dla dociekliwych” Eliza Piotrowska, wydawnictwo Nasza księgarnia TUTAJ
4. Projektor kosmiczny B.toys TUTAJ
5. Aparat do robienia… baniek TUTAJ
6. Nowość – świetne puzzle obserwacyjne (70 elementów) Trefl po 13 zł! (zamawiam je Lilce): Odwiedzamy operę TUTAJ, Odwiedzamy remizę strażacką TUTAJ, Odwiedzamy port TUTAJ, Odwiedzamy miasteczko TUTAJ, Odwiedzamy stadninę TUTAJ, Odwiedzamy budowę TUTAJ
7. „Zwierzokracja” Ola Woldańska-Płocińska TUTAJ
8. Mazaki z królikami Miffy
9. Gra „Tańczące jajka” Haba, TUTAJ
10. Audiobook „Teoś i Wielkanoc” TUTAJ
11. Bubabloon- piłka balonowa do pokolorowania TUTAJ
12. „Słoneczne jajo” Elsa Beskow (mam na liście dla Jula) TUTAJ
13. Zestaw: pipeta i zbiorniczki do zabaw z wodą TUTAJ
Tu łap nasze poprzednie inspiracje na Drobne Wielkanocne upominki
Tu macie 70 inspiracji na Prezent dla 4 latka
Mam też do Was prośbę, jeżeli macie zamiar skorzystać z moich pomysłów teraz lub w przyszłości albo podoba Wam się ten post, to kliknijcie „Lubię to” na moim fanpage’u. Facebook wprowadził nowy algorytm i bardzo mocno ogranicza zasięgi postów autorów blogów. Działa to w ten sposób, że nie ma moich postów na Waszych tablicach, jeżeli nie klikacie ? lub ❤. Dzięki
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021