kontakt i współpraca
Zimowy wyjazd z dziećmi chodził nam po głowie już od początku 2019 roku. Nigdy wcześniej nie planowaliśmy takiego wypadu, ale uznaliśmy, że możemy spróbować. Dzieci są już w takim wieku, że skorzystają z nart, sanek i innych ciekawych atrakcji.
Niedawno wróciliśmy z Wisły i mam dla Was relację z tego miejsca – jak zorganizować, gdzie możecie spać i co robić. Przeczytacie tutaj też o informacjach praktycznych – o stoku i innych miejscach.
W tamtym roku byli w Wiśle z córeczkami i byli zachwyceni – tak nas nakręcili, że już w sierpniu mieliśmy zarezerwowany wyjazd.
Jako, że miał to być pierwszy wyjazd zimowy z dziećmi i nie byliśmy pewni, czy im się spodoba to stwierdziliśmy, że lepiej nie jechać za granicę. Przewidywałam też takie scenariusze, że na stoku będziemy 10 minut, bo nie wiedzieliśmy, czy zapałają miłością do nart.
Moje obawy, co do śniegu były naprawdę duże i kiedy na dzień przed naszym przyjazdem zobaczyłam na kamerze, że na stoku jest śnieg to się bardzo ucieszyłam. Warunki były dobre – działał mały stok i górka saneczkowa, a w Nowy Rok otworzyli duży stok.
Bałam się, że dzieci założą narty, pojeżdżą 10 minut i będą miały dość. Na szczęście spodobało im się bardzo – codziennie miały godzinę jazdy z instruktorem i właściwie tyle czasu spędzały na stoku (1 h dziennie). Później szliśmy obok na górkę do zjeżdżania na sankach. Robiliśmy też bałwany i bitwy na śnieżki. Z racji tego, że tak dużo atrakcji było na stoku i w hotelu, to ani razu nie wyszliśmy poza teren hotelu. Tylko ja raz wybrałam się na długi spacer.
Na szczęście nikt się nie rozchorował i mieliśmy lepsze rozrywki niż Nebulizacja🙂
Bałam się też czy jakość powietrza w Wiśle będzie umożliwiała sport na zewnątrz (paranoja żeby musieć martwić się o takie rzeczy, prawda?). Ale czujniki pokazywały dobre powietrze przed naszym wyjazdem i w trakcie.
Zatrzymaliśmy się Hotelu Stok. Oprócz rekomendacji znajomych, jest to także hotel który pojawił się w rankingu: Hotele na narty z dziećmi – TOP 20 z ankiety czytelników! Byłam więc pewna, że to sprawdzona rekomendacja. Tak jak pisałam wcześniej – wyjazd rezerwowaliśmy w sierpniu, bo zainteresowanie było tak duże.
Sam hotel jest bardzo duży, składa się z 3 budynków i sporo kroków zrobiliśmy na tym wyjeździe. Hotel nie jest nowy i nie jest designerski, ale ma wszystko to, czego potrzebowaliśmy do szczęścia:
Bardzo! Byliśmy ze znajomymi, dużo czasu spędzaliśmy razem i nasze dzieci świetnie się bawiły. Ten wyjazd zimowy z dziećmi naprawdę utwierdził nas w przekonaniu, że warto uczyć dzieci jazdy na nartach. Już szukamy stoku w naszej okolicy i będziemy jeździć.
AAA! Wiem, że są takie osoby, które nie przepadają za hotelami i wolą apartamenty. Przy „naszym” stoku w Wiśle są apartamenty Szuflandia – możecie tam spać i korzystać ze stoku, górki saneczkowej, a nawet odpłatnie skorzystać z basenu w Hotelu Stok.
Pewnie jesteście też ciekawi, co ze sprzętem i przygotowaniem do wyjazdu. Napiszę Wam jutro lub pojutrze, co się sprawdziło, czy wypożyczaliśmy sprzęt, gdzie kupowaliśmy stroje narciarskie itd.
A Wy dajcie znać, co porabialiście w tym czasie i czy macie może do polecenia jakieś ciekawe miejsca na przyszły rok.
Patrząc na inne miejscówki w Wiśle ciekawa jestem nowiutkiego hotelu Aries – tam pewnie jest trochę luksusowo:) Są tu też takie tuzy jak Gołębiewski, takie butikowe ciekawostki jak Villa Japonica. Są też Apartamenty u Małyszów.… albo Apartamenty Malinka i dużo dużo dużo innych każdemu wedle preferencji – a wy jakie miejscówki blisko stoku i z udogodnieniami dla dzieci polecacie?
Kro jeszcze szuka prezentu na święta dla niej i dla niego? Dziś przychodzę Wam z pomocą – zebrałam najciekawsze pomysły na prezenty.
Jestem osobą, która kocha praktyczne prezenty i właściwie tylko takie kupuję od dawna. Dlatego dziś pokażę Wam mój prezentownik.
Tu łapcie świeżutki TOP 10 zabawek 2023 a tu Prezenty dla niej i dla niego
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
A jeśli szukasz wciąż nietuzinkowych prezentów dla dzieci – zajrzyj tu:
Prezenty na święta dla dzieci HITY 2020
Prezenty na święta dla dzieci
Personalizowane prezenty dla dzieci
A inne inspiracje na prezenty dla niego znajdziecie we wpisie Co jest 23 czerwca?
Gry edukacyjne dla dzieci to świetna okazja do nauki i zabawy w jednym. Wiadomo nie od dziś, że uczymy się najwięcej wtedy, kiedy zaangażowanych jest jak najwięcej zmysłów. A jeżeli towarzyszą temu pozytywne emocje, to tak naprawdę uczymy się mimochodem.
Dziś chciałabym Wam pokazać fantastyczne gry edukacyjne dla dzieci od Kapitana Nauki, dzięki którym będą się świetnie bawić i do tego wiele się nauczą.
Dla dzieci zaczynających przygodę z czytaniem
Dzięki tej układance Wasze dzieci mogą doskonalić naukę czytania. Jest to pomoc dla dzieci, które znają już litery i zaczynają czytać. W zestawie są słowa 2 i 3- sylabowe. Jeżeli macie chęć zagrać z dzieckiem to możecie odłożyć same 2-sylabowe i pobawić się w znaną i lubianą grę memory. Kartoniki z jednej strony mają piękną ilustrację i napis, a z drugiej strony jest wersja trudniejsza (z samym napisem). Układanka „Czytam i układam sylaby” dostępna TUTAJ.
Dla dzieci 6-12 lat
Ciekawa planszówka dla dzieci, które potrafią już czytać i interesują się światem zwierząt. Ta gra jest bardzo przydatna do doskonalenia czytania, dla dzieci, które nie przepadają za książkami. Co za różnica, czy będą czytać książkę, czy tekst pytania na karcie. Zasady są takie, że przemieszczamy się pionkami i wędrujemy po polach z pytaniami. W czasie gry sami dowiecie się wielu ciekawostek ze świata zwierząt. Gra dostępna jest TUTAJ
p.s. Dodam, że ja sama z tej gry dowiedziała się wiele informacji, o których nie miałam pojęcia:)
Dla dzieci 3-9 lat
Gra w gotowanie, po której zaostrza się apetyt na kolejne rozgrywki. Tutaj mamy kilka wariantów tej gry i możemy je stosować zamiennie. Gra jest przemyślana i nie tylko uczy wielu rzeczy, ale również zachęci dzieci do samodzielnego gotowania, a także planowania posiłków. Dodatkowym atutem są angielskie nazwy składników i przy okazji możemy ćwiczyć słówka. Gra edukacyjna „Gotowanie” jest dostępna TUTAJ
Jeżeli macie chęć pogłebić swoją wiedzę na temat ciała człowieka, to bardzo polecam Wam tę grę. Sama jestem zaintrygowana, bo kilku odpowiedzi nie znałam. W czasie gry gracze rzucają kostką i przemieszczają się po planszy. Na odpowiednich polach czekają na nich zagadki z podpowiedziami. Gra jest bardzo ciekawa i nasycona wiedzą. W czasie jednej rozgrywki możemy więcej zapamiętać niż z książki. A o to właśnie chodzi w grach edukacyjnych:) Gra ciało człowieka dostępna jest TUTAJ
Dla dzieci 4-8 (ale jeżeli potrafią liczyć)
Zasady tej gry są proste – gramy w bingo, ale musimy dobrze dodawać i odejmować. W czasie zabawy dokonujemy prostych obliczeń (można wspomagać się kartką lub palcami) i dzięki temu zaprzyjaźniamy się z matematyką. Gra doskonale kształtuje logiczne myślenie, spostrzegawczość i koncentrację. Po rozgrywkach będzie dziecku łatwiej robić obliczenia w zakresie 20 i może złapią matematycznego bakcyla. Gra dostępna jest TUTAJ
Dla dzieci 4+ ( ale 3,5 -latki zainteresowane tą tematyką też bedą zaciekawione)
Dostępna TUTAJ
Idealna gra dla małych odkrywców kosmosu – loteryjka ma kilka wariantów trudności i możemy ją dostosować do wieku i umiejętności dziecka. W czasie zabawy nie dość, że ćwiczymy myślenie przyczynowo-skutkowe, poszerzamy słownictwo, to jeszcze ćwiczymy refleks. Pudełko gry jest nieduże i dzięki temu możecie je zabrać na wyjazd lub do restauracji. Gra dostępna jest TUTAJ
Gry edukacyjne to doskonały pomysł na prezent. Dzięki zabawie dzieci uczą się dużo szybciej i zapamiętują więcej. Jestem pewna, że Wy też dowiecie się wielu ciekawostek, o których nie mieliście pojęcia. A jeżeli miałabym wybrać jedną grę, która spodobała się najbardziej moim dzieciom, to Julek wybrał Loteryjkę z Kosmosem, a Lila grę w „Gotowanie”
Prezenty na Święta dla dzieci – jak zwykle co roku, przyjrzałam cały internet i przygotowałam Wam wpis oszczędzający czas.
wpis zawiera linki afiliacyjne
a tu łapcie świeżutki największy prezentownik z inspiracjami dla dzieci od 1 roku aż po nastolatków. 10 tablic z podziałem na wiek dzieci, w sumie ponad 100 przemyśłanych propozycji! – Prezenty na święta dla dzieci 2023! a tu Prezenty dla niej i dla niego
1.Projektor TUTAJ
2. Puzzle z ukrytymi obrazkami i latarką TUTAJ
3. Kulodrom TUTAJ
4.Latarka z projektorem dinozaury TUTAJ
5. Projektor zwierzęta TUTAJ
6. Zestaw przyborów TUTAJ
7. Zestaw papeterii TUTAJ
8. Klocki magnetyczne TUTAJ
9. Walkie- talkie TUTAJ
10. Okulary na basen TUTAJ
A jeżeli szukacie prezentów dla dzieci na Święta, które nie są zabawkami to polecam mój wpis: Prezenty które nie są zabawkami
Kto lubi prezenty książkowe niech zajrzy do wpisu Książki świąteczne dla dzieci
pssst… Nad tym wpisem pracowałam ponad 2 miesiące, więc jeżeli skorzystasz z moich poleceń, to proszę kliknij „Lubię to” na Facebooku i możesz też go udostępnić – znajomi Ci podziękują, bo nie będą tracić czasu na poszukiwanie prezentów.
Personalizowane prezenty dla dzieci to świetny pomysł na wyjątkowe podarunki.
Personalizacja w ciągu ostatnich lat staje się coraz bardziej popularna. Nieduże manufaktury mogą sobie pozwolić na takie rozwiązania i według mnie jest to strzał w 10. Obdarowana osoba czuje się jeszcze bardziej wyjątkowa, kiedy zobaczy na przedmiocie swoje imię.
Jest to personalizowana muzyka dla dzieci. Wykonawca śpiewa w tekście imię Waszego dziecka. Jest genialny pomysł, bo obdarowana osoba naprawdę czuje się wyjątkowo.
Ostatnia płyta Dubi, której jestem współautorką ma w zestawie książeczkę. Wszystkie teksty, które znalazły się w tym zestawieniu wspierają rozwój mowy.
Możecie zamówić płytę dla jednego dziecka lub dla rodzeństwa.
Płytę możecie zamówić TUTAJ, a ja mam dla Was rabat (-10 % na hasło nebule10 do 24.12)
Taka poduszka to świetny pomysł na personalizowany prezent. Nie dość, że będzie ozdabiała pokój to jeszcze będzie miała wartość sentymentalną. Pierwsza literka imienia dziecka na zawsze będzie nam towarzyszyć i może to być ciekawy pomysł na prezent na lata.
TUTAJ
Układanka imienna to świetny pomysł na personalizowany prezent. Możecie wybrać imię dziecka, a dodatkowo po drugiej stronie możecie zamówić dedykację lub nadrukować cytat.
Jak pracować z układanką imienną pisałam w tym wpisie>https://www.nebule.pl/nauka-czytania-dla-najmlodszych-ciekawa-i-skuteczna-metoda/
A dziś chciałam Wam jeszcze pokazać personalizowaną tablicę manipulacyjną. Możecie zamówić ją w różnych wersjach (mniejszych, większych) i różnych kolorach. Taka tablica służy do zabaw manipulacyjnych i jest przeznaczona do ćwiczeń motoryki małej.
Jest pięknie wykonana i na pewno ucieszy obdarowanego.
Mam też dla Was rabat -10% na układanki na hasło NEBULE10 i -5% na tablice manipulacyjne na hasło NEBULE5. Oba kody są ważne do 5.12 na stronie Woobiboo.
Jeżeli szukacie ciekawego pomysłu na prezent na lata dla dziecka i jego rodziców – to sprawdźcie Luxnote. To elegancki zestaw do zachowywania wspomnień. Możecie uzupełniać pamiętnik i wklejać zdjęcia – a dzieci będą miały piękną pamiątkę na całe życie.
Co prawda nie zamawia się pudełka z personalizacją, ale można je pięknie uzupełnić i będzie wyjątkowe.
Chciałbym Wam jeszcze pokazać lalkę, którą Lila dostała na urodziny od moich przyjaciółek. Przy zamówieniu lalki wybieramy: kolor oczu, włosów, długość włosów i nawet strukturę. Do tego możemy dokupić sukienkę dla lali i dla dziewczynki. Powiem Wam szczerze, że jestem zachwycona jakością wykonania tej lalki i podobieństwem też:)
Jest też wersja dla chłopców. TUTAJ
W zupełnie innym stylu możemy zamówić piękną sukienkę i lalkę, a dodatkowo można zamówić personalizację (imię na sukience). Lalka jest pięknie uszyta i można jej zdejmować ubranka ( można też zamówić nowe).
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Długie listopadowe dni sprzyjają planszówkom, a u nas wieczory są wręcz zdominowane przez gry. Dziś chciałabym Wam pokazać kilka naszych wyborów na długie, jesiennie dni.
Nie będę przedłużać, tylko od razu przejdę do konkretów.
Gry kupicie TUTAJ, a wpisując hasło „nebulegry” obniżycie kwotę sugerowanej ceny detalicznej o 40 % (promo trwa do 10.12)
Gra dla dzieci 5+
Gra planszowa, którą polecały mi przyjaciółki – oczywiście okazała się hitem. Jeżeli jej jeszcze nie znacie to koniecznie się zapoznajcie z zasadami.
Pudełko jest niewielkich rozmiarów, więc świetnie też się nadaje na wyjazd.
A na czym polega? Każdy z graczy losuje swojego żółwia (ale reszta nie wie, który jest kogo) i próbuje za pomocą kart przesunąć do przodu w kierunku sałaty. Ta gra planszowa jest świetnie skonstruowana i dzięki temu granie sprawia ogromną przyjemność!
Dla dzieci 4+
Świetna gra planszowa, w której dzieci ćwiczą pamięć i refleks. Dodatkowo gra ma walory edukacyjne, bo w czasie zabawy poznają gatunki zwierząt z Puszczy Białowieskiej. Gra ma dwa warianty: łatwiejszą dla już 4-letnich dzieci i trudniejszą dla starszych.
p.s. Jest tam jeden taki element, za który moje dzieci pokochały tę grę: jak wyrzucicie na kostce żubra, to musicie jak najszybciej złapać figurkę Pompika – jest przy tym mnóstwo śmiechu:)
Większa gra planszowa z drewnianymi figurkami. To gra, która uczy oceniać ryzyko i myśleć strategicznie. W zestawie macie dużą planszę, figurki myszek, kota, serki i dużą kostkę. Jesteście gotowi? To zaczynamy wyścig! Celem gry jest bezpieczne przeprowadzenie myszek do krainy sera i zgromadzenie jak najwięcej ich ulubionego przysmaku.
Gra dla dzieci 8+
Kto pamięta grę tetris z dzieciństwa? Ja uwielbiałam układać klocki na planszy! Na jej podstawie powstała gra FITS.
Ta gra zdobyła już 10 nagród i wcale się temu nie dziwię – jest to doskonała rozrywka dla całej rodziny. Jest to prawdziwa gra na myślenie – ruszacie szarymi komórkami cały czas.
W zestawie macie klocki jak w grze Tetris, rynienki i karty z wzorem. Zadaniem graczy jest ułożenie całego zestawu i zebranie punktów.
Jeżeli macie w domu już wprawionych graczy, to ta gra będzie idealna też dla Was. Granie w FITS nawet dorosłym sprawia przyjemność, bo jest naprawdę przemyślana. Nie jest łatwa i daje dużą satysfakcję!
Gra dla dzieci 3+
Gra dostępna TUTAJ
Kotek Psotek do gra kooperacyjna, czyli aby wygrać musimy ze sobą współpracować. Według mnie jest to świetna gra, bo nikt w niej nie przegrywa. Razem musimy współdziałać, aby wgrać ze sprytnym kotkiem. Dzięki temu dzieci nie zrażą się podczas grania i nie będą przeżywać porażki.
Dla dzieci 3 +
To kolejna gra kooperacyjna, w której gracze nie rywalizują ze sobą. Rzucają kostką i przemieszczają się po polach. Reguły gry trochę przypominają memory. Zasada jest taka, że musimy pomóc dinozaurom wrócić na swoje wybiegi zanim spadnie deszcz meteorytów. W zestawie macie żetony, figurki dinozaurów i meteoryt (mała czerwona kulka).
dla dzieci 3 +
Gra dostępna w dobrej cenie TUTAJ
Prosta gra, ale bardzo emocjonująca! Do tego dzieci ćwiczą aparat artykulacyjny wydając z siebie dźwięki zwierząt. Zadaniem graczy jest rzut kostką i znalezienie tylu zwierząt ile kropek widzimy. Kto pierwszy odnajdzie prawidłową liczbę zwierząt wydaje jego dźwięk. Świetna jest ta gra! Moje dzieci bardzo ją lubią, bo ćwiczy spostrzegawczość i refleks. Do tego dzieci ćwiczą liczenie.
tu macie wpis najlepsze Gry planszowe dla dzieci
a tu Gry planszowe dla dorosłych
A Wy w co gracie? Dajcie mi koniecznie znać, bo sama zbieram inspiracje na kolejne gry.
Coraz bliżej ferie zimowe. Jako, że zdecydowaliśmy się po raz pierwszy porwać nasze dzieci na narty i nie mamy jeszcze naszych sprawdzonych, subiektywnych typów – to Was poprosiłam was o inspirację – dokąd jeździcie? Co polecacie? Jakie są sprawdzone adresy na ten pierwszy raz? Jakie hotele są dostosowane do dzieci i mają odpowiednią infrastrukturę? Które to po prostu najlepsze hotele na narty z dziećmi?
EDIT tu łapcie świeżo po naszej wizycie – Czy to najlepszy hotel w górach dla rodzin z dziećmi?
Wiedziałam, że mogę na was liczyć. Bardzo wam dziękuję – bo zasypaliście nas inspiracjami! Wiadomości było dwie fale – jedna z nazwami hoteli – a druga z prośbami o upublicznienie tej listy:) Poniżej więc zebrałam w kolejności alfabetyczno-geograficznej (po miejscowościach) – najczęściej pojawiające się miejscówki wraz z polecanym przez was hotelem dla rodziny z dziećmi.
My dopiero rozpoczniemy narciarską przygodę – wszystkie zdjęcia poniżej – z kanałów i stron hoteli!
Aby zawęzić listę hoteli na ferie zimowe do potrzeb wpisu – przedstawione poniżej powtarzały się najczęściej w waszych wiadomościach. Zdecydowałam że 10 to mało a 30 za dużo – wygrała więc opcja TOP 20. Kolejne kryterium to przyjazność hotelu dla dzieci – załapały się te, które primo – w opisie mają: ” Dzieci w każdym wieku są mile widziane. ” Secundo – oprócz stricte opisu – faktycznie zapewniają dla dzieci atrakcje. Po trzecie i ostatnie – kolejność hoteli jest nieprzepadkowa! A alfabetyczna:)
Zapinajcie więc narty i szusujemy.
A jak Arłamów. B jak Bieszczady. H jak Hotel Arłamów. Pokoje rodzinne. Najbliższy wyciąg 0,5 km od hotelu. Z dala od cywilizacji. Goście chwalą widoki, kuchnię. To miejsce jest zresztą doskonałe miejsce dla dzieci nie tylko na ferie zimowe. Parę cytatów z opinii:
B jak Białka Tatrzańska. M jak Mekka. Tak mówią statystyki:) To Białka Tatrzańska najczęściej pojawiała się w Waszych rekomendacjach na ferie zimowe! Te parę hoteli, które wklejam to i tak już zawężona lista. To właśnie też z Białki Tatrzańskiej jest niekwestionowany leader rankingu – mianowicie najwięcej wskazań jakie przysłaliście po stories z pytaniem o hotele na narty z dziećmi – wskazuje na hotel:
A właściwie Hotel Bania Thermal & Ski. Konkurencję zostawił daleko w tyle. Naprawdę waszych rekomendacji na ten hotel było 2 razy więcej niż na hotel, który znalazł się na drugim miejscu. Bezpośredni dojazd do obiektu na nartach też dobrze rokuje. Garść opinii:
Kolejne wasze polecenie z Białki Tatrzańskiej – Pensjonat Silverton. Kilka wyciągów narciarskich w promieniu 1-2 km. Sam nie ma basenów ale blisko na termy Bania. A ich goście pisali:
i ostatni adres, który sprawia, że Białka Tatrzańska jest najczęściej przez was rekomendowaną miejscówką na ferie zimowe – Hotel Zawrat Ski Resort & Spa. Usytuowany tuż obok stoku Kaniówka. Do tego relaks apres ski gwarantowany. Kości można ogrzać w spa a zmysły nasycić w restauracji. Oto kilka opinii:
Kolejna w alfabecie jest Bukowina Tatrzańska. Polecany przez was hotel na narty z dziećmi z tej lokalizacji to Grand Stasinda. Najbardziej ujęła mnie pierwsza z opinii:
Komu bliżej do Karpacza – ten również znajdzie polecane przez Was hotele na wypoczynek ze zdrową dozą białego szaleństwa i w tej okolicy. Dwie miejscówki notorycznie przewijały się w Waszych rekomendacjach, a były to:
Gołębiewski Karpacz. Cztery gwiazdki. Całe 150 metrów do wyciągu narciarskiego Pod Wangiem. Bezpłatny wstęp do parku wodnego Tropikana. To powinno zaspokoić wszelkie apetyty na uciechy dla całej rodziny na czas ferii zimowych. Obfitość dobrych opinii:
Drugie adres polecany przez was to Sandra Spa. Raptem 350 metrów do najbliższego wyciągu narciarskiego. Kto chętny na bobsleje – 600 metrów do alpejskiego toru bobslejowego Alpine Coaster. Kompleks basenów zobaczycie na zdjęciach, a goście piszą:
Teraz przenosimy się do Krynicy-Zdroju. I tu uwaga – brązowy medalista wg czytelników nebule jeśli chodzi o hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe – Hotel Czarny Potok Resort SPA & Conference. Od hotelu do stacji narciarskiej jest 1,4 km. A na miejscu można dostać zakwasów od zwiedzania czteropiętrowego Spa! Komentator Leszek chyba jeszcze nie był z żoną – ale myślę, że byłaby zadowolona:
W kategorii – hotele na narty z dziećmi – miejscowości Rzyki pewnie bym nigdy nie rozważyła na ferie zimowe gdyby nie Wy! Tymczasem to może być strzał w dziesiątkę. I to nie tylko w zimie, bo okazuje się, że 50m od hotelu jest sztuczny sztok narciarski. Sztuczny ma swoje dobre strony, bo oznacza że działa cały rok, a hotel, który polecacie to Hotel & SPA Czarny Groń. Poniżej opinie jakimi dzielą się bywalcy:
Ja nie wiem, choć mowa u białym szaleństwie – to zauważam jakieś mocne lobby miłośników koloru czarnego…to już kolejny a wciąż nie ostatni górski resort z czernią w nazwie:) Normalnie jakiś Yin i Yang. Tym razem przenosimy się do miescowości Stronie Śląskie – tu na hotel na narty z dziećmi polecacie Hotel Górski Czarna Góra. Faceci w czerni pisali:
Ze Szczyrku przewija się w Waszych rekomendacjach kilka miejscówek. Przy selekcji eleminowałam wszystkie z kolorem czarnym w tle:) Żartuję -najczęściej pojawiają się następujące:
Hotel Klimczok Resort & Spa jest położony ok. 2 km od najbliżsych wyciągów. Na miejscu baseny, sauny, hydromasaże – wszystko by rozmasować strudzone po nartach kończyny. Dzieci mogą za to dalej wyczerpywać swoje bateryjki w sali zabaw. Zadowoleni klienci piszą:
Druga polecana przez was gorąco miejscówka z atrakcjami dla dzieci na ferie zimowe w Szczyrku to Apartamenty Górska Legenda. Do wyciągu narciarskiego beskid jest 500 metrów. Po powrocie dzieci mogą spędzić czas w krainie zabaw a dorośli zażyć kąpieli w wannie z hydromasażem. Goście opiniowali tak:
Szklarska Poręba to kolejny adres, który wielokrotnie przewijał się w Waszych nebulowych rekomendacjach jeśli chodzi o hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe. Najczęściej wymieniane przez was były 3 następujące hotele:
Najpierw ulga, że kolor w nazwie inny niż czarny – Blue Mountain Resort. Piękne apartamenty z widokiem na góry. Do tego powiedzieć „basen” – to mało powiedzieć. Tu faktycznie jest park wodny i z wewnętrznymi i z zewnętrznymi basenami. Atrakcyjne miejsca dla dzieci. Salka zabaw z wszelkimi szykanami. Garść opinii:
No dobra – to już obiecuję ostatni resort dla amatorów czarnego szaleństwa – Czarny Kamień Resort & Spa. Na miejscu baseny, sauna, siłownia. To apartamenty z aneksem kuchennym, lodówką, płytą kuchenną. 2.1 km jest do Parku Rozrywki Dinopark. Wciąg narciarski Hala Szrenicka – 1,4 km. A to opinie gości:
Na koniec trzeci polecany adres na ferie zimowe: Norweska Dolina Luxury Resort. Zaprojektowany jak w nazwie reklamuje dla miłośników luksusu i najwyższej jakości świadczonych usług. Dwa style do wyboru – gość może sam wybrać design – styl prowansalski lub retro. Każdy apartament ma podziemny parking. Baseny, jacuzzi, sauny. Do ośrodka sportów zimowych 1,2 km. A goście takimi się dzielą wrażeniami:
Przenosimy się do Wisły. Tam w malowniczej dolinie Jawornika, polecacie – Hotel Stok. Dwa wyciągi narciarskie na miejscu, kryty basen, hydromasaże, sauny. Trzy hotelowe restauracje do wyboru – kuchnia polska, regionalna i międzynarodowa. Każdy więc znajdzie coś dla siebie. Bywalcy podzielili się takimi opiniami:
Jeśli chodzi o hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe w Zakopanem – bo przecież musiało się pojawić, musimy zacząć od Nosalowego Dworu. To nasz srebrny medalista. Zebrał najwięcej po Bani głosów i popleczników, bardzo dużo szczerych rekomendacji. Zimową stolicę rozpoczyna z zaszczytnym drugim miejscem w Waszych sercach:
Jeszcze raz powtórzę – Nosalowy Dwór to numer 2 w tym rankingu! A chcę się pochwalić – wtedy Waszych rekomendacji nie znając – wybrałam go na pewne okrągłe urodziny dla mojego małżonka, a jako, że on grudniowy to przeżyliśmy wspaniałe chwile z przyjaciółmi i całą bandą dzieciaków w hotelu Grand Nosalowy Dwór. To więc jedyny hotel z całej listy w którym faktycznie byliśmy. Potwierdzamy – to same super atrakcyjne miejsca dla dzieci. Właściwie w tym samym miesjcu jest też ekonomiczniejsza opcja czyli Nosalowy Dwór. Sami możecie zdecydować, która z opcji bardziej wam odpowiada. Najbliższy wyciąg narciarski na Nosalu to 140 m. 1,5 km do Wielkiej Krokwi gdybyście chcieli trochę poskakać:). Opinie gości z Granda:
Hotel Mercure Kasprowy Zakopane o milimetry przegrał podium – ilość Waszych wskazać daje mu 4 miejsce w zestawieniu na najlepsze hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe. Nie może być inaczej skoro w odległości 350m jest nawet nie jeden a dwa wyciągi narciarskie. Wielbiciele ruchliwych kurortów ucieszy odległość do Krupówek 1,7km – to raptem kilka rzutów śnieżynką. Dzieci od 0-4 bezpłatnie! Goście pisali:
Ostatni polecany przez was adres z zimowej stolicy polski to Aries Hotel & SPA . Hotel jest 1,5km od wyciągu narciarskiego Szymoszkowa. 1.1 km od Aqua Park Zakopane – choć i na miejscu jest piękne Spa. Do tego raptem 5 min spacerem na Krupówki. Zadowoleni goście pisali:
Niniejszym dotarliśmy do końca rankingu na hotele na narty z dziećmi- wybrany i polecany przez Was nr 20 to Vital & Spa Resort Szarotka. Jest to hotel w pobliżu uzdrowiska Duszniki Zdrój. Trzy wyciągi narciarskie – 300 m, 500 m i 1,3 km. Bezpośrednio dojazd do obiektu na nartach. Garść opinii z pierwszej ręki:
Reasumując – jeśli chodzi o atrakcyjne miejsca dla dzieci na ferie zimowe – to tym hotelem zamykam listę. 20 wydaje się akuratną liczbą by każdy mógł wybrać coś dla siebie. Jak pisałam na początku – ta lista to propozycje podesłane przez Was. To Wasze doświadczenia i przeżycią ją stworzyły. Mogłam zrobić w punktach listę od 1 do 20 – wydało mi się jednak bardziej user-friendly – dać choć pogląd na parę fotek. Jak pisałam – wszystkie zdjęcia są albo ze stron hoteli albo social mediów hoteli. Opinie też pochodzą z ogólnodostępnych portali.
Czujcie się wszyscy zaproszeni by w komentarzach umieścić Wasze prywatne wrażenia z waszych ferii zimowych – i pozytywne ale i te negatywne! Może się okazać, że zdaniem większości, któryś hotel nie trzyma poziomu i wtedy wymażę go z listy. To samo zresztą w drugą stronę. Jeśli droga czytelniczko przegapiłaś akurat ankietę dotyczącą ferii zimowych – zachęcam – pisz w jaki według Ciebie są najbardziej atrakcyjne miejsca dla dzieci? Jeśli jakiś adres będzie się gęsto powtarzał – obiecuję dopisać go do rankingu. Wszystko w Twoich rękach. Życzę aby przerwy świąteczne i ferie zimowe obfitowały w śnieg. Według nas wszystkie podróże są dla dzieci szalenie rozwijające. Przełamują różne swoje zahamowania, bariery – bogacą się w doświadczenia i zdobywają świat!
A komu z nartami nie po drodze i jest amatorem szaleństw innych niż biały kolorów – po inspiracje na alternatwyne do gór kierunki – zapraszam do wpisu: Hotele dla rodzin z dziećmi.
A tu zobaczcie naszą rekomendację – czy to dobry pomysł żeby pojechać na Camping na narty?
Za chwilę zacznie się szaleństwo prezentowe, więc dziś Przewodnik prezentowy. Co kupić dla dzieci żeby były zadowolone? Jestem zwolenniczką świadomego kupowania i Was też zachęcam do tego. Wolę kupić jeden porządny prezent niż mnóstwo mniejszych.
Do napisania dzisiejszego wpisu zaprosiło mnie Auchan
Uwielbiam kupować prezenty, które zachwycają. Nie wiem skąd, ale mam 6 zmysł do takich wyborów. Najczęściej jest tak, że znając kogoś potrafię dobrze ocenić, co ucieszyłoby daną osobę. Dziś zdradzę Wam moją tajemną wiedzę, jak kupić naprawdę wartościowe prezenty, które będą cieszyły i nie schowamy ich na górę szafy.
Widzę, że z roku na rok kupujemy coraz więcej, a ja myślę, że znacznie trudniej jest kupować MNIEJ. Jestem za porządnymi prezentami i takimi naprawdę trafionymi.
Zależy mi również na jakości materiałów, wyglądzie i zawsze biorę pod uwagę, czy na przykład dana zabawka będzie miała drugie życie (przejmie ją rodzeństwo lub czy pójdzie w inne zaprzyjaźnione ręce.
Co takie maluchy najbardziej potrzebują? Rodziców! Ale też mądrej stymulacji. Jakie zabawki sprawdzą się najlepiej w tej grupie?
Dzieci w tym wieku zaczynają być bardziej mobilne i tak naprawdę mogą nie chcieć siedzieć w miejscu i się bawić, więc jeżeli Wasz obdarowany jest w tym wieku to świetnie sprawdzą się:
To czas kiedy dzieci doskonalą umiejętności językowe i lubią bawić się tematycznie w naśladowanie dorosłych: w lekarza, w kuchnię itd. Lubią też zabawki manipulacyjne (gdzie się coś wkłada, wyjmuje, otwiera, zamyka). To też czas pierwszych zabaw plastycznych, na przykład z ciastoliny. W tym wieku dzieci zaczynają też nazywać kolory, więc wszystkie zabawki z sortowaniem kolorów będą idealne: układanki, sortery, przekładanki
Najciekawsze propozycje prezentowe dla tego wieku:
W tym wieku dzieci mają już bardziej ukierunkowane zainteresowania. Lubią konkretne rzeczy i warto się nimi sugerować się przy wyborze prezentów np. ciało człowieka, zwierzęta świata, budowle, samochody, dinozaury. 3-4 latki lubią też różnego rodzaju gry. Dobrym pomysłem będzie też domek dla lalek, garaż lub tor dla aut.
Najciekawsze pomysły na prezent dla dzieci w tym wieku:
W tym wieku dzieci rozwijają swoje pasje. Bywa czasami tak, że je diametralnie zmieniają. Duży wpływ zaczyna mieć również grupa rówieśnicza – stąd pewnie niektóre zainteresowania. Dzieci w tym wieku często uczą się również języków obcych i interesują się specjalistycznym słownictwem. Lubią różnego rodzaju skomplikowane zabawki, które wymagają od nich kreatywności i myślenia. W tym wieku pojawia się również okres sensytywny na liczenie i pojęcie czasu.
Najciekawsze propozycje prezentowe:
Często dzieci w tym wieku mają już swoje wymarzone prezenty, o których chętnie mówią. Warto je podpytać o czym marzą. A jeżeli nie macie takiej możliwości to warto postawić na pewniaki, które będą dla nich interesujące.
Dzieci w tym wieku mają już zupełnie inne potrzeby i można podpatrzeć czym się interesują. Zabawki powoli odchodzą w niepamięć, a dzieci inaczej spędzają wolny czas.
Super pomysły na prezent to:
W tym wieku dzieci mają już ścisłe zainteresowania i lubią określone rzeczy. Prezenty, które ich ucieszą to:
Przewodnik prezentowy – czy jest coś czego lepiej nie kupować?
Według mnie ryzykowne jest kupowanie zabawek grających i wielkich. Najpierw zapytałbym rodziców, czy zgadzają się na taki prezent. Ogromny miś jest słodki, to prawda. Ale jeżeli ktoś mieszka w 50-metrowym mieszkaniu to z pewnością taki gabaryt będzie uciążliwy. Taki miś jest wielkością podobny do mebla, a czegoś takiego byśmy nie kupili.
Zwracajcie też uwagę na materiały z jakich są wykonane zabawki. Drewno, metal i materiał są znacznie trwalsze. Będą dzieciom dłużej służyły.
Jeżeli macie jakieś swoje pewniaki prezentowe to napiszcie je w komentarzach.
W końcu wróciły do sklepu! Kiedy w 2022 wyprzedały się wszystkie egzemplarze – nie planowaliśmy kolejnego dodruku. Sprzedało się 20 000 książek i myślałam, że już wystarczy. Jednak odkąd zamknęliśmy sklep, to nie było dnia żeby ktoś nie napisał:
Widziałam też, że w drugim obiegu kosztują naprawdę sporo, więc na Waszą prośbę postanowiliśmy zrobić już trzeci dodruk.
W całości są zaprojektowane i wyprodukowane w Polsce.
Kiedy je tworzyłam to bardzo mi zależało żeby były zgodne z zapotrzebowaniem rozwojowym małych dzieci:
Praca nad książkami trwała prawie 3 lata. Znalazłam przezdolną ilustratorkę Darię Solak, która wysłuchiwała moich próśb, że miś nie może mieć czapki. Olga Jackowska ręcznie przepisała wszystkie teksty żeby książki miały tekst pisany.
Za każdym razem, jak dostaję od Was wiadomości, że książeczki działają i Wasze dzieci mówią coraz więcej to bardzo się z tego cieszę. Jest to tak wspaniałe uczucie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam
Książeczki doceniła też Kasia Tusk:
A tu Wasze komentarze:
Agugu – to 1 część przeznaczona dla najmłodszych, nawet już od urodzenia. W tej części znajdziecie rzeczowniki z otoczenia dziecka. Książka nie służy tylko do czytania dziecku. Są tam też pytania, które warto zadawać dziecku. Możecie sami je też wymyślać.
Akuku – to 2 część, kontynuacja Agugu. Są tam czasowniki ważne w życiu dziecka. Są tam też już zdania, które pomogą dziecku budować dłuższe wypowiedzi.
Gadu gadu – to 3 część, która sprawdzi się u niemowlaka, ale też u 3-latka. Sama miałam taki zeszyt, gdzie spisywałam najfajniejsze rymowanki dla dzieci i z niego uczyłam je sroczki, kominiarza i raczka. To popularne rymowanki, które chciałam mieć razem w książeczce.
WEJŚCIE DO: Sklep nebule
Cały pakiet to super pomysł na prezent na baby shower, czy na pierwsze odwiedziny u dziecka.
A ja mam nadzieję, że dzięki nim Wasze dzieci pokochają książki, a przy okazji będą miały okazję uczyć się mówić.
Zachęcam Was do jak najszybszych zamówień, bo nie zakładamy wielkiego nakładu i nie będzie ich w księgarniach internetowych.
Mam nadzieję, że pokochacie je tak samo jak MY!
a tu recenzja od aktywneczytanie.pl
i do tego film:
A tu recenzja: https://alaantkoweblw.pl/blog/najlepsze-ksiazki-dla-dzieci-w-kazdym-wieku-alaantkoweblw-2/
Listopad to idealny czas na zabawy plastyczne z dziećmi. Długie i ciemne dni sprzyjają wspólnym pracom i kreatywności. Bardzo lubię wieczorem siedzieć z dziećmi przy stole i robić właśnie takie rzeczy.
Pomyślałam, że może i Wam przydadzą się nowe pomysły na zabawy plastyczne. Pokażę Wam też materiały, jakich najczęściej używamy. Raz w roku robię większe zamówienie na takie różności: kleje, plastelinę, kolorowy papier, mazaki itd. Taki zapas wystarcza nam właśnie na 12 miesięcy.
Najlepszy przepis na masę solną to:
Pozwalam dzieciom połączyć składniki, a póżniej sama ugniatam do momentu połączenia. Póżniej możecie z niej robić, co tylko chcecie. Użyć szklanek do wycinania, foremek do pierników itd. Możecie też dodać brokat, ozdobić koralikami i guzikami, a jak wystygnie to pomalujcie farbami.
Zabawy z masą solną jest tyle, że zajmie Was i dzieci na 3 h.
To ostatni moment żeby zabierać trochę skarbów jesieni. Ja co roku zbieram z dziećmi liście i suszę je w książkach żeby były płaskie. Już mam ususzone tyle, że wystarczy do wiosny. Liście możecie wycinać nożyczkami, malować farbami, smarować klejem i posypywać brokatem. Co tylko chcecie 🙂
Brokat sypki TUTAJ, taśma dwustronna z pianką TUTAJ
Z nimi też można wymyślić fajne zabawy plastyczne. Kilka zabaw z samymi kasztanami znajdziecie w moim wpisie Zabawy z kasztanami. A my lubimy też odbijać je w ciastolinie i plastelinie. Robić z nich ludziki i różne stworki
Kleje z brokatem TUTAJ
To super zabawa dla nieco starszych dzieci. Mamy od 2 lat książkę, z której często korzystamy i bardzo ją polecam KLIK. Dokupiłam ostatnio papier do origami (KLIK), siedzimy i razem składamy
mazaki z pieczątkami KLIK
Ten blok kreatywny jest genialny KLIK – jeżeli macie dzieci, które lubią takie zabawy plastyczne to macie super pomysł na długi czas.
Moje dzieci kochają wycinać, więc mamy różne kolorowe papiery, z których później tworzą prace. Fajne są brokatowe, metaliczne lub fluorscencyjne. Zazwyczaj to one wymyślają, co z nich można zrobić.
Papier metalizowany KLIK, fluo samoprzylepny KLIK i brokatowy KLIK
Podobno na wszystkie dziewczynki kiedyś spadnie brokatowa pasja – u nas trwa na dobre już kilka lat. Kupuję często sypki brokat do: ozdób, sensorycznych butelek i eksperymentów. A klej brokatowy do ozdabiania na przykład bombek na choinkę, czy kartek świątecznych
Uwielbiam ciastolinę i moje dzieci też. Dotychczas kupowałam Play dooh, ale teraz mam zestaw naturalnej od Twórczej Pracowni i jest świetna KLIK. Ciastolinę używamy też do tworzenia tzw. magicznej tacy (napiszę o niej szerzej w jednym z kolejnych wpisów). Lubimy też używać makaronu suchego, fasoli itd do zabaw plastycznych z ciastoliną.
Znacie te taśmy? Można z nich robić obrazki, kartki i różne prace plastyczne. Teraz mamy taką, którą dodatkowo można pokolorować. KLIK
Chyba nigdy się nie znudzi. Lubię farby z Astry KLIK i mamy też farby z Ikei już 2 lata. Jeżeli szukacie fajnych pędzelków to polecam te: KLIK.
Jeżeli Wasze dzieci nie przepadają za rysowaniem to kupcie im pastele żelowe. W naszym przypadku sprawdziły się w 100 % – są dobrze napigmentowane i łatwo się nimi rysuje. KLIK
Bardzo lubię taką formę i jak już nie mam pomysłu to drukuję coś z Printoteki.
tu macie inne inspiracje na Zabawy dla dzieci w domu
Pokój naszego chłopca i dziewczynki w końcu jest gotowy – dziś pokażę Wam całość. Jest to tymczasowe rozwiązanie – dopóki nie zdecydujemy się co dalej. Póki co, jestem bardzo zadowolona ze wspólnego pokoju, bo dzieci bawią się ze sobą bardzo dużo i mają sporo wspólnych zabawek.
Pokój nie jest duży, ale dość ustawny. Ma kształt prostokąta i z tyłu dużą szafę na ubrania i zabawki, których aktualnie nie używają. Nie do końca sprawdza mi się ta opcja, bo jednak wolę trzymać wszystko w komodach. W kolejnym naszym domu na pewno o to zadbam.
Najpierw mieliśmy kanapę i małe łóżko Julka. Jednak zostało mało miejsca w pokoju na zabawę, więc zdecydowaliśmy, że razem będą spać na kanapie. Niestety Julek non stop z niej spadał, a ciężko było zabezpieczyć boki. Przyszedł mi do głowy genialny pomysł i zaczęłam szukać łóżek z rozsuwanym drugim materacem. Zaryzykowałam i kupiłam łóżko Ikea Slakt. Jestem zadowolona z tego wyboru w 100 %. W pełni odpowiada naszym potrzebom, czyli:
(jedyny minus to dość długi montaż – zajęło to około 6 h)
Tak jak pisałam Wam we wpisie: Biurka dla dzieci zamówiłam biurko Minko. W ostatniej chwili zdecydowałam, że zamówimy duże biurko BASIC, a nie KIDS. To była dobra decyzja, bo po pierwsze: wystarczy na dłużej, a po drugie pasują do niego duże krzesła. Po ponad miesiącu użytkowania jestem zachwycona jakością.
Nie muszę kłaść podkładek, bo nic się nie odbija. Wszystkie ślady wycieram magiczną gąbką i biurko jest w stanie idealnym. Do tego bardzo przydatne są szuflady pod blatem i szufladka na nadstawce.
Krzesło Nomi (pisałam o nim zresztą wpis Krzesełko Nomi)
Julek ma biurko i krzesełko po siostrze Les Gambettes, ale muszę przyznać, że z niego nie korzysta zbyt często. Zdecydowanie woli się bawić na podłodze.
Jasna ściana wygląda fajnie i najpierw nie zamierzałam nic z nią robić. Jednak pokój wydawał mi się mało przytulny, więc zaczęłam szukać czegoś ciekawego. Trafiłam do Dekornika i dosłownie przepadłam. Przepiękne wzory naklejek, aż trudno było coś wybrać. Zależało mi na wzorze uniwersalnym i jak pokazałam dzieciom balony, to też potwierdziły mój wybór. Zamówiłam zestaw balonów (KLIK) i do tego jako uzupełnienie kropki. Całość wygląda razem przepięknie i bardzo pasuje do tego wnętrza. Naklejki bardzo łatwo jest przykleić i odkleić (nie zostawiają śladów).
Brakującym elementem pokoju były tekstylia, to one dodały przytulnego charakteru.
Pościel Cozydots zachwyciła mnie już dawno. Falbanki przy poszewkach są urocze i do tego pięknie wyglądają. Pościel nie gniecie się i to jej dodatkowy plus. Do tego mają wszyte kryte suwaki i dzięki temu wypełnienia nie wychodzą. Prezentuje się znakomicie i myślę, że wystarczy na lata.
Pościel TUTAJ, Poduszka Serce TUTAJ
psst. Mam też rabat dla Was na pościel i poduchę serce kod to nebule15 i daje rabat -15% ważny do 7.11
Szukałam też dwustronnej narzuty pasującej do pokoju i nic ciekawego nie mogłam znaleźć, więc zapytałam Cozydots o opcje personalizacji. Dzięki temu, że szyją w Polsce i mają swoją szwalnie, udało się uczyć taką piękną kapę. (Niedługo będzie dostępna zakładka na ich stronie z indywidualnymi zamówienia).
Dwustronna narzuta wygląda tak:
Do tego mamy piękne poduchy i pufę polskiej marki Betty’s Home KLIK
Pięknie uzupełniają wnętrze, a do tego dzieci zabierają je często do zabawy. Miękkie welurowe akcesoria świetnie tu pasują. Literki też dodają charakteru. Mamy też małą pufę, której używamy do czytania książek i zabaw na podłodze.
Poprosiliście też o rabat do Betty’s home – hasło nebule na -15% ważny do 17.11.
Do mebli nie przywiązywaliśmy wielkiej uwagi, więc dokupiliśmy regał Billy z Ikei i przewieźli szafkę (niestety już jej nie ma).
Często pytacie o magnetofon dla dzieci – my mamy Sony i bardzo dobrze nam służy KLIK
Wciąż nam służy dywan Lorena Canals, który można prać w pralce KLIK.
a tu macie kolejne wpisy z serii:
Wykończenie domu
Inspiracje na dom marzeń
Biały czy kolor – Kolory ścian
Kto chciałby się dowiedzieć jak u nas wygląda nauka angielskiego dla dzieci – dziś przyszedł czas na konkret. Popełniłem kiedyś wpis a zarażaniu potomków głodem do języków: Dlaczego warto uczyć dzieci języków obcych – dziś opiszę praktykę. Jak to robimy? Co działa? Co nie działa? Choć sam akurat władam kilkoma językami, nie jestem żadnym edukacyjnym guru. Tym bardziej nie mówię, że mamy cudowną receptę, po zaaplikowaniu której, wasze dziecko w jedną noc nauczy się języka angielskiego.
Opiszę ci po prostu moje starania – a ty sama zdecydujesz, które hacki mogą przypaść do gustu i zdziałać cuda, przy konkretnie twoim dziecku. Jestem też ciekaw co działa u Ciebie?
Chcesz zapewnić swojemu dziecku najlepszą edukację. Siadasz do komputera i wpisujesz w wyszukiwarkę frazy: nauka angielskiego dla dzieci, nauka angielskiego w domu, nauka angielskiego dzieci online etc.
Wszędzie pojawia się wspólny mianownik – słówko NAUKA.
Póki Lila miała 2-3 latka, czy na obecnym etapie Julka – odrzuciliśmy coś takiego jak Nauka Angielskiego (czy Nauka Chińskiego). Samo słowo Nauka – wznieca w nas uczucie, że wiąże się to z jakimś trudem czy wysiłkiem. Natomiast tak naprawdę chodzi tylko o to, że Nauka oznacza świadome stosowanie przeróżnych zabiegów by zrozumieć i opanować język, słownictwo, gramatykę, strukturę języka. Spójrz za to na język ojczysty – nabywasz go spontanicznie. Dziecko samoistnie go przyswaja. Próbuj więc na pierwszym etapie właśnie takiej naturalnej akwizycji/przyswajania.
Jak Julek widzi, że na coś po raz piąty, dziesiąty, pięćdziesiąty mówię „imbryk”, to koduje, że to jest imbryk. To jest przyswajanie/naturalna akwizycja. Nie mam recepty jak sprawić by przyswoił jego angielski odpowiednik – teapot – ale próbuję mniej czy bardziej udolnie – zamiast pytać „a jak jest imbryk po angielsku?” – formułować pytanie tak by go zaciekawić – „Julek, a wiesz jak Anglicy mówią na imbryk? Teapot!”. Subtelnie – ale ku swej radości obserwuję, że Julek pyta – „a jak Anglicy mówią na Triceratopsika:)?”
Czyli reasumując – przez zabawę, przez użycie zwrotów/słówek naturalnie – wymiennie z rodzimymi. Taki hack u nas DZIAŁA
Dowolna lalka, miś, kukiełka – ogólnie postać, którą animujemy ręką i dajemy jej głos.
Kiedy to my chcielibyśmy mówić do dzieci w obcym języku – dzieci buczą i nas zakrzyczą. „Taaato, przestań”. Kiedy za to animujemy jakąś zabawkę – możemy się upierać, że Winnie the Pooh jest brytyjskim gentelmenem i można się z nim porozumiewać jedynie po angielsku. To też hack na przyswajanie. Miś prosi o miodzik, balonik, inne zabawki czy smakołyki – parę słówek i zwrotów uda się w zabawie przemycić? Doskonale DZIAŁA.
Założę się, że potwierdzisz – pierwsze dziecko jest wychowywane w sposób dużo bardziej – jak by tu ująć – kategoryczny – niż każde kolejne. Jako rodzice nie mamy jeszcze pewnego bagażu doświadczeń, mamy za to większą spinkę – co naturalne – w końcu wszystko, to wtedy – „ten pierwszy raz”. Lila np. nie wiedziała co to cukier, była dzieckiem kompletnie BLW (w życiu nie dostała słoiczka), nie była też narażona na uroki telewizji? Kiedy w końcu została dopuszczona przed ekran – samo zło – mogło to być tylko w celach edukacyjnych. „Baby Einstein” i te sprawy. Jednym z moich pomysłów było by – jeśli już ma oglądać bajki – to TYLKO w oryginale.
OK, osłuchać się osłuchała. Czy natomiast w tym wieku – nie znając żadnych słówek mogło to coś dać? Mam poważne wątpliwości. Jest to tak pasywne – hehe jest to tak „pasywna aktywność”, że od samego oglądania bajek w oryginale – kompetencji językowych jej nie przybyło.
Hack na bajki – a tak zupełnie pasywnej postaci – NIE DZIAŁA.
Idąc chronologicznie – kolejnym kamieniem milowym na naszej ścieżce były fiszki. Nie będę się rozwodził nad zaletami. Możesz mnie wypunktować, że to już nauka a nie przyswajanie. Będę polemizował – myśmy zaczynali w wieku około 2 lat – fiszki były obrazkowe
na przykład takie KLIK
Zwłaszcza przy rzeczownikach – jest to łatwe, proste i przyjemne. Jak już widzisz że słowo opanowane – odkładasz głębiej w pudełko i powtarzasz rzadziej. Nie był to jakiś szykowany dla Lilii z premedytacją scenariusz – to zresztą ciekawa historia. Jedna z czytelniczek, zwróciła naszą uwagę, że Lilce na zdjęciach uciekają oczy. Po fazie początkowego oburzenia – przyznaliśmy sami przed sobą, że coś na rzeczy jest – i udaliśmy się do specjalisty. Ten nakazał ćwiczenia – codziennie mamy Lilii przykładać rzeczy blisko oczu, by robiła zeza i w ten sposób ćwiczyła mięśnie. Tu więc potwierdzam tylko że sposób na fiszki DZIAŁA i przechodzę do kolejnego punktu:
Jako, że oczy trzeba było ćwiczyć codziennie – oparliśmy na tym rytuał. 10 minut ćwiczeń – czyli 10 minut fiszek – a potem oglądanie bajek (tak, wyobraźcie sobie że oglądanie bajek z bliskim ekranem też było zaleceniem zdrowotnym…).
To doskonałe combo – fiszki + systematyczność. Słówka wchodzą ślicznie do szufladek w mózgu. Powtarzane z odpowiednim algorytmem – pięknie się magazynują w pamięci długotrwałej. Już nie pamiętam od ilu lat Lila nie musi ćwiczyć oczu – a fiszki robimy prawie codziennie. Wierzcie mi, przy nauce chińskich znaków, ciężko byłoby bez tego o rezultaty.
10 minut dziennie – to SUPER MOC – wspaniale DZIAŁA
Chcemy przecież zapewnić potomkom najlepszą możliwą edukację – Lila chodziła więc też na tradycyjny stacjonarny kurs angielskiego dla dzieci. Dwa razy w tygodniu. Z nativem. Miała 5 lat. Jako rodzic czułem się spełniony, że jej to zapewniam. A do tego zabiegany ponad normę. Jako że koło tej dobrej szkoły ciężko było o miejsce parkingowe – plus popołudniowy korek – dojazdy autem były wykluczone. Nasuwaliśmy więc lato, zima komunikacją miejską.
Biegałem z wywieszonym językiem z pracy by się wyrobić. Aby dać odsapnąć żonie, która spędzała z dziećmi większość czasu – jeździł z nami i Julek. Kiedy czekaliśmy na Lilę, biegałem wytrwale po korytarzach za tym niestrudzonym eksploratorem. Po powrocie do domu, padałem wyzuty jak pęknięta dętka. Ale to logistyka.
Kurs na pewno pokazał Lilii, że nauka języka może być aktywnością spędzaną z rówieśnikami. Natomiast że było to jeszcze w wieku przedszkolnym – to mogą być jej pierwsze asocjacje z nauką. Czyli trudem i znojem. Choć nie powiem złego słowa na kurs jako taki – na pewno był wartościowy, to szczerze – nie wiem czy bogatszy w doświadczenia – powtórzyłbym ten scenariusz. Mam więc problem z jednoznacznym oszacowaniem. Kurs na pewno DZIAŁA – ale myślę że więcej przyniesie na późniejszym etapie życia.
Jeszcze ostatnia refleksja dotycząca logistyki – kurs ze względu na choćby 5 osobową – ale jednak grupę dzieci – odbywa się zawsze w ustalonych, sztywnych terminach. Np. wtorek – czwartek 16.30 – jeśli cokolwiek wypadnie – lekcja przepada. Dziecko musi nadganiać i nic z tym zrobić się nie da.
Biurko Lili – Minko.co
Angielski dla dzieci online to jednym słowem – szach-mat. Tak mogę streścić nasze ostatnie doświadczenia. Kto śledzi IG czy FB Stories nebule – widział na pewno wyzwanie, na jakie się zdecydowaliśmy dla Lilii by ją w angielskim rozgadać. Za wszystkim stała jak to zwykle rekomendacja. Czy to u Matki Wariatki czy to u makóweczki – widzieliśmy że ich dzieci uczą się w internecie. Zaczęliśmy drążyć. Nie dość, że od nich usłyszeliśmy, że to działa – to w parę sekund można się zapisać na darmową lekcję. Tylko uważajcie – to wciąga!
Mógłbym tak jeszcze wymieniać jak wszyscy zachwyceni przede mną – spróbuję natomiast krótko a treściwie wyjaśnić skąd sukces – dlaczego Lila nagle się otworzyła i zaczęła aktywnie mówić: formuła 1×1 online wymusza dialog!
Nauczyciel nie mówi ni słowa po polsku. Natomiast to wciąż przyswajanie i zabawa! Trick polega na tym, że nie tylko języka, ale też technologii. Lila nie miała dostępu do komputera. Lekcja na komputerze to dla niej ekscytująca przygoda. Siada, uczy się obsługiwać myszkę, klikać, rysować po ekranie. Materiały są dla dzieci, które już zaczynają przygodę z czytaniem – natomiast operują obrazkami. Dziecko zakreśla, podkreśla – to co widzi. To interesująco przygotowany program. Słowo klucz – interaktywny.
Sam nauczyciel to mały kwadracik w dole ekranu. Moderator aktywności. Jest tu więc i element fascynacji technologią, i element grywalizacji. Lektor wprowadza dziecko w ten magiczny świat – interakcja jest na początku inicjowana gestem – a potem rośnie naturalnie w tempie wykładniczym. Jasne – na sukces akurat Lilki i jej akurat przypadku – składa się cały dotychczasowy plecak doświadczeń – natomiast te lekcje jakby otworzyły niepohamowany strumień zasobów, które do tej pory były gdzieś głeboko ukryte i niedostępne.
Obserwujcie Stories – tam możecie zobaczyć – jak dziecko odkrywa świat nowego języka. Odkrywa jak komunikować się z całym anglojęzycznym światem. DZIAŁA DZIAŁA DZIAŁA!
tu macie świeży wpis co robimy teraz – Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny
Ostatni ważny hack – zamiast szukać metod jak się uczyć – szukamy metod jak się jezykiem bawić!
U jednego może to być rysunek, u innego czytanie – dla Lili to śpiew. Kiedy bawiła się chińskim jako 2-3 latka – pierwsze były piosenki. Uczyła się znaków/tekstu by potem śpiewać razem z youtubem. Do tego mając umysł jak gąbka, śpiewa piosenki po węgiersku, hiszpańsku – naturalnie słowa z nich nie rozumiejąc – opanowała abstrakcyjne zwroty tak jak my tekst piosenki doktora Paj Chi Wo z Pana Kleksa.
Teraz kiedy ma 7 lat, kiedy jest faza na pisanie i czytanie – bawimy się na przykład aplikacją Lyrics Training. Jeśli znacie jakieś inne podobne – dajcie znać. Lyrics Training odtwarza teledysk piosenki wraz z tekstem i mniej lub bardziej akuratnie – kursorem pokazuje gdzie obecnie wokalista się znajduje.
Można wybierać różne rodzaje muzyki. Jest też cała sekcja poświęcona piosenkom dla dzieci, gdzie znajdziemy ich ulubione hity.
Oprócz samej nauki języka – można w ten sposób ćwiczyć czytanie czy pisanie po angielsku. Lila ma jakąś ulubioną piosenkę, której słowa już zna na pamięć. Tłumaczymy tekst by nadać słowom znaczenie. Dzięki paru powtórzeniom może wyłapać jak się zapisuje poszczególne słowa. Na koniec utrwala się to w grze w uzupełnianie tekstu.
Można się bawić albo na stronie – albo w aplikacji na telefonie. Każda z opcji oferuje trochę inne możliwości zabawy. Można dobrać co kto lubi.
Piosenki są doskonałym materiałem – refreny, teksty, ciągłe powtórzenia – wymowa słówek sama rozbrzmiewa w głowie. Do tego jeśli dziecko samo śpiewa – dochodzi element wokalny – mózg ma jeszcze łatwiej zapamiętać skoro generuje te dźwięki i słówko samo się na wielu poziomach utrwala. – WIELOPOZIOMOWO DZIAŁA
Tak jak pisałem – nie jestem wyrocznią, wszystkie wyżej opisane sposoby, przetestowałem na człowiekach – członkach mojej rodziny a jeszcze wcześniej w dużej mierze na sobie. Jestem bardzo ciekaw waszych tricków! Proszę piszcie i inspirujcie co najlepiej działa na wasze pociechy?
kolejna część tego wpisu to Guwernantka XXI wieku – język angielski online
to info dlaczego Chiński jest prosty a tu life-hack jak opanować Rosyjski alfabet bez wysiłku i na jeden raz! A tu Alfabet ukraiński
A może chcecie zrobić o jakiejś partii słownictwa edukacyjny Lapbook?
Też tak macie, że jak widzicie jakiś nowy gadżet, który ułatwia życie rodzicom to sobie myślicie „Genialne, to na pewno wymyśliła jakaś matka!”. Ja tak – jestem pewna, że potrzeba jest prawdziwą MATKĄ wynalazku. Dlatego dziś zebrałam 10 moich sposobów, aby macierzyństwo było prostsze.
Do podzielenia się moimi sposobami na prostsze życie, zaprosiła mnie marka Hortex
Też to znacie? Usypianie 40 minut, odłożenie dziecka na paluszkach tak aby ładunek się nie zdetonował, nakrycie milutkim kocykiem. Wyjście z pokoju bezszelestnie jak złodziej, zamknięcie drzwi najwolniejszym ruchem i z precyzją chirurga. Siadacie, głęboko oddychacie i wtem … DZWONI DOMOFON. #%^$$&%&* (można tu wstawić własne epitety). Dziecko w płacz, Wy prawie też. Co w takim razie zrobić? U mnie nie ma opcji ściszenia, a jeżeli odłożę słuchawkę, to na pewno listonosz wrzuci mi awizo do skrzynki.
Mam jeden super patent – wieszam kurtkę dziecięca na domofon, jak tylko dziecko zaśnie. Odzienie dziecięce, ciepłe doskonale maskuje piszczący dźwięk. Genialne?
Och, jestem mistrzem tej sprawności. Kiedy byłam studentką i mieszkałam w akademiku naprawdę potrafiłam wyczarować istne cuda w zaledwie 10 minut! W zamrażarce zawsze miałam jakieś Warzywa na patelnię, i to był mój stały obiad. Mało tego – jedno opakowanie wystarczało mi nawet na dwa dni.
Odkąd jestem mamą to też bardzo kombinuję w kuchni. Moje dzieci nie lubią wymyślnych dań i kiedy po godzinie gotowania stwierdzały, że nie będą tego jeść – to zwyczajnie odpuściłam. Lubię ułatwiać sobie życie i wolę oszczędność czasu.
Do dzisiaj, zawsze w zamrażarce mam zestaw produktów, z których mogę coś szybko wyczarować. Mrożone mieszanki warzyw czy gotowe zupy nie raz ratują mi skórę! A, że jest to dla mnie ważne żeby moja rodzina jadła zdrowo to wybieram możliwie co najlepsze i zawsze zwracam uwagę na skład.
To takie moje koło ratunkowe – pamiętam, żeby mieć jakieś gotowe, lub półgotowe produkty mrożone w domu. Nie muszę zastanawiać się, biec do warzywniaka, obierać czy kroić – wszystko mam gotowe. A do zupy, wystarczy że zagotuję wodę, wrzucę warzywa i bazę i.. jest!
Ha! Ale wymyśliłam świetny sposób na wiecznie zagubione skarpetki. Teraz kupuję skarpety w wielopakach i wszystkie w takim samym kolorze. Jak się zgubi jedna, to pasuje do drugiej. Oszczędza mi to czas rano, kiedy wybieram ubrania dla dzieci, bo w 10 sekund mam parę skarpet.
Było to spore wyzwanie, ale uważam, że warto uczyć dzieci samodzielności nie tylko z egoistycznych pobudek. Nie muszę ich ubierać, rozbierać, bo robią to same. Dzięki temu macierzyństwo jest o wiele prostsze.
Przystosowane otoczenie do dzieci pozwala Wam też na większy komfort – nie musicie wieszać ich kurtek, bo mają nisko wieszak. Nie musicie podawać szklanek, bo mają nisko w szufladze itd. Dzieci mają ogromną satysfakcję z tego, że robią to same, a Wy macie luz.
Ten sposób wkładania kurtki uważam za genialny i warto go jak najszybciej nauczyć dziecko.
Tego sposobu nauczyłam się w przedszkolu, w którym pracowałam. Pozwala dzieciom założyć prawidłowo buty. Wystarczy, że przetniecie większą naklejkę na pół i nakleicie je w butach. Dziecko będzie wiedziało, jak je ma założyć.
Przyznaję się, że magiczna gąbka uratowała wiele rzeczy w naszym domu. Pomazany markerem biały magnetofon, zafarbowane biurko od plasteliny, porysowane ściany – wszystko wyczyszczone magiczną gąbką bez wysiłku. Do tego nie trzeba detergentów, a odrobinę wody. Nawet jak wyjeżdżam gdzieś z dziećmi to odcinam kawałek gąbki i wrzucam ją do torby. Zawsze się przydaje.
Moje dzieci same myją ręce, więc zostawiam im dużą sowbodę. Problemem dla mnie był zbyt duże użycie mydła do rąk. Zawsze jak wciskały to brały pełną pompkę, a wystarczyłaby spokojnie 1/4 tego. Założyłam więc gumkę, która ogranicza manewry. A mydło wystarcza na dwa razy dłużej!
Też macie dość melodyjek, które aż wżerają się w mózg? My mamy niewiele grających zabawek, ale dosłownie każdą ściszałam… taśmą klejącą lub plastrem z opatrunkiem. Jak zakleicie głośnik to słychać dwa razy ciszej. Proste i genialne!
Ok, ja wiem, że to czasem jest syzyfowa praca, ale ma wiele plusów! Ja od początku robiłam wszystkie domowe obowiązki razem z dziećmi, bo zależało mi na 3 rzeczach:
Nie wiem jak Wasze dzieci, ale moje wędrują w nocy po całym łóżku i niestety spadają. Wymyśliłam świetną barierkę, która ich zatrzyma. Sprawdza się też na wyjazdach, kiedy nie macie jak założyć materaca. Wystarczy, że włożycie między ramę łóżka a materac ksiązki. Prawda, że fajny pomysł?
Jak Wam się podoba moja lista sposobów? Pewnie tez macie swoje pomysły na to żeby ułatwić sobie macierzyństwo. Koniecznie podzielcie się z nami swoimi sposobami.
Niedomknięte projekty, niedokończone książki odłożone na półkę, wciąż przekładane ćwiczenia i myśli o sobie, które zostały przesunięte na dalszy plan. Kiedyś „ja” na końcu, a teraz na początku. Przyszedł w końcu czas, który był mi wcześniej niepotrzebny – tak wtedy myślałam.
Zapisałam się na studia, zaczęłam bardziej dbać o siebie, a przede wszystkim myśleć o sobie.
I zasiał we mnie ziarenko niepewności. Tak jak wcześniej byłam pewna tej decyzji, to wtedy znów weszłam w mój dawny schemat myślowy: w weekend jest czas dla rodziny, będziesz zmęczona po całym tygodniu, przecież lubicie rodzinne wyjazdy na 2-3 dni…
Pierwsza rzecz, jaka mi przyszła na myśl to fakt, że przede mną 30 lat pracy zawodowej. 30 kolejnych lat, które chciałabym żeby sprawiały mi przyjemność i dawały codziennego kopa motywacyjnego. Pytacie mnie często, czy wrócę jeszcze do pracy terapeuty. Chyba już nie. Śmieję się, że wszystkie pokłady cierpliwości wyczerpałam na moje dzieci;) i jeszcze trochę musi mi zostać na męża;)
Brakuje mi kontaktów z ludźmi, których nie znam. Przez te lata odkąd jestem matką moje grono znajomych wyraźnie się zawęziło. Odczuwam niedosyt takich powierzchownych rozmów o pogodzie. Poznawania innych ludzi, którzy być może nie mają ze mną nic wspólnego. A może się okaże, że coś nas jednak łączy.
Chcę wyjść z własnego schematu myślowego, który skrzętnie budowałam w swojej głowie w dresach poplamionych zupą i w kapciach z króliczkami. Czuję, że spełniłam swoją rolę w 100 %, a teraz nadchodzi mój czas, który pozwala mi jeszcze bardziej docenić to co mam. Wiem też, że spełniłam się w tej roli i uwielbiałam ten. Niczego bym nie zmieniła. Wiedziałam, że mój czas w końcu też nadejdzie.
W końcu mam swoje biurko, nie muszę pisać pomiędzy mieszaniem zupy, a budowaniem z Lego. Mogę spokojnie porozmawiać przez telefon, nie przerywając ciągle „Zaraz Ci dam”, „Już idę” „Poczekaj sekundkę”. Myślę, że to zrozumieją tylko mamy. Kawa wypita w spokoju w temperaturze zgodnej z sugerowaną i samotna wizyta u lekarza.
Biurko Slim Minko.co
Mogę śmiało powiedzieć, że to jest najpiękniejszy moment dnia, kiedy Julek rzuca mi się na szyję i mówi „Tęskniłem za Tobą, było dziś super!!!”, a Lila opowiada, co nowego przytrafiło się jej w szkole. Mam ogromny zapał do tego żeby spędzać czas po południu razem z nimi i nie przewracać oczami, na widok kolejnego kasztana walającego się po domu. Po prostu przyszedł na to czas.
Mam wiele planów i marzeń, które powolutku będę realizować. Rozmawiam z moimi przyjaciółkami, które też niedawno wróciły do pracy i czują podobnie. Myślę, że jest to naturalnie wpisane w życie matki – jeszcze przyjdzie i na Was czas, trzymam kciuki żebyście nie bały się myśleć o sobie.
Prezenty dla 3-latka mogą czasami sprawić problem. Często pytacie mnie, czym się bawi Julek. Dziś pokażę Wam ulubione zabawki naszego 3-latka.
Nie mamy zbyt wiele nowości i mam wrażenie, że im mniej jest zabawek na półce tym zabawa bardziej udana. Urodziny i Dzień Dziecka z nami, więc kilka zabawek nam przybyło, które idealnie nadają się na prezent dla trzylatka.
a tu macie najnowszy wpis Prezenty na Dzień Dziecka
dostępny TUTAJ
Magnetyczne klocki Magformers mamy z 4 lata i nadal są na topie (pisałam o nich tu: Klocki magnetyczne). Mamy już kilka klasycznych zestawów, a teraz dołączył ten – policyjny. Julek buduje sam (chociaż dołączona jest instrukcja z wieloma ciekawymi pomysłami na budowanie). Klocki są świetne i wciągają na długo. Magformers to idealny pomysł na prezent dla trzylatka.
Mam też w szafie zestaw strażacki i będzie idealny na Święta (KLIK)
Dostępny TUTAJ
Bardzo ciekawe klocki konstrukcyjne, które są w kształcie rurek. Mamy ten zestaw z kulkami, którym można budować labirynt. Te rurki można montować dowolnie, bo każda do siebie pasuje. Julek buduje z nich peryskopy, lunety i inne ciekawe przedmioty.
Faza na ciastolinę trwa już u nas dobre 2 lata i myślę, że to idealny pomysł na prezent dla trzylatka. Mieliśmy kilka zestawów, ale ten jest fantastyczny! Ta cała seria jest genialna:
sama ciastolina Wheels – KLIK i ta KLIK
Zestaw z pojazdami KLIK (bardzo polecam – kosztuje 35 zł i to super pomysł na prezent dla trzylatka)
Z tej serii są jeszcze takie zestawy: KLIK, KLIK,
Nie spodziewałam się, że tak szybko nasz trzylatek przedzie z Duplo na małe klocki. Razem z siostrą budują codziennie z wymieszanych klocków takie pojazdy, że sama jestem w szoku.
Jeżeli nie macie jeszcze małego Lego, to ten zestaw jest super na początek KLIK.
dostępna TUTAJ
Julek dostał ją od znajomych i nie ma dnia żeby się nią nie bawił. Jest fajnie wykonana i pozwala na wiele możliwości zabawy.
dostępne TUTAJ
To są klocki, które mają już z 5 lat i nadal są non stop w użyciu. Sensoryczne klocki to bardzo fajnym pomysł na prezent dla trzylatka. Można z nich budować pojazdy, budowle lub inne przedmioty.
To też jest zestaw po starszej siostrze, który uzupełniliśmy o kilka innych elementów. Drewniana kolejka sprawdza się od lat i uważam, że to super pomysły na prezenty dla 3-latka.
Mamy kilka zestawów: KLIK, KLIK, KLIK
Mamy już długo ten zestaw KLIK i jest genialny. Zobaczyłam, że wyszła właśnie wersja mini KLIK i też jest świetna. Do autka i klocków dołączona jest książeczka z wzorami do układania (Jul jeszcze z niej nie korzysta) układa jak chce.
Ta gra jest nawet do 10 lat i świetnie nadaje się też na podróż.
Przyznaję się – mam głęboko zakorzeniony tryb życia zbieracko -łowiecki. Uwielbiam polować, czatować na okazje, ustrzelić jakąś perełkę za grosze. Dziś napiszę Wam o mich sposobach na to, żeby nie wydawać majątku na zakupy.
Też lubicie ten dreszczyk i zadowolenie, kiedy uda się Wam kupić coś znacznie taniej niż myślałyście? Ja to KOCHAM, a mogę nawet powiedzieć, że od tej adrenaliny jestem lekko uzależniona.
Chodzi mi o te momenty, kiedy muszę coś kupić, bo tego bardzo potrzebuję, a udaje mi się wydać na to mniej pieniędzy.
Stwierdziłam, że może i Wam się przydadzą moje tricki, które weszły mi już w krew.
Najważniejsze że ten sposób pozwala na zaoszczędzenie 100 %, który planowaliście wydać i do tego najbardziej efektywny. ZAWSZE, ale to zawsze jak myślę, że czegoś potrzebuję do ubrania, czy też do domu to idę i sprawdzam, czy czegoś takiego nie mam.
Naprawdę, tak się złapałam ostatnio, bo uznałam, że nie mam czapki na zimę. Byłam o tym absolutnie przekonana, że jej potrzebuję. Szukałam ideału w kilku sklepach i kiedy byłam już gotowa na zakupy, to zajrzałam do górnej półki w szafie. Okazało się, że mam czapkę w świetnym stanie, o której zapomniałam. Zaoszczędzona kasa – 100%
Wiecie, że jestem ogromną fanką tej instytucji, bo wiele razy za grosze udało mi się kupić prawdziwe perełki. (może kiedyś napiszę wpis, o moich sposobach na wyszukiwanie takich rzeczy?) Natomiast minus zakupów w SH jest taki, że potrzebujesz swetra, a wychodzisz z kurtką dla dziecka. Ciężko jest kupić coś, co akurat w tym momencie potrzebujesz.
To prosty sposób żeby kupić coś czego akurat planujemy kupić, tylko, że za mniejsze pieniądze. Najczęściej zaglądam na Limango i Limango Outlet. W pierwszym trzeba trochę poczekać na wysyłkę, ale zawsze można coś taniej upolować. A w Outlecie przesyłkę macie szybko w domu, a produkty są jeszcze tańsze.
Opiszę moje ostatnie zakupy. W grudniu pierwszy raz w życiu jedziemy na rodzinne narty. Ja ostatni raz jeździłam 12 lat temu i wtedy pożyczyłam strój od koleżanki;) A teraz mamy plan jeżdżenia co roku, więc uznałam, że warto kupić porządną kurtkę oraz spodnie dla siebie i męża. Zajrzałam do Outletu Limango i znalazłam kurtki i spodnie w dużo niższych cenach. Dlaczego kupiłam je teraz? O tym będzie w kolejnym punkcie.
Kurtka, która podobała mi się w sklepie kosztowała 800 zł, a tę kupiłam dużo taniej i mam zamiar użytkować ją przez kilka sezonów. Tak samo ze spodniami – kilka stów zostało w kieszeni.
A to zestaw Daniela
Kurtka Burton i spodnie Salomon
Dla dzieci teraz jest fajna kampania odzieży Outdoorowej Trollkids (zamówiłam właśnie dzieciom rękawice tej marki) I Helly Hansen
Chociaż na narty jedziemy pod koniec grudnia, to wiem, że w okolicach świąt będzie dużo wydatków, dlatego rozkładam zakupy w czasie. Też jest tak, że im dalej do sezonu tym jest taniej i wybór jest zdecydowanie większy. Dlatego wolę kupić wcześniej bez pośpiechu. W tym roku wcześniej też kupić prezenty na Święta, bo chcę uniknąć gorączki świątecznej.
Kiedyś miałam mnóstwo ubrań byle jakiej jakości i ciągle musiałam kupować nowe. Ubrania lepszej jakości wychodzą często taniej. Mam je po kilka lat i noszę non stop. Jedne buty na kilka sezonów sprawdzają się znacznie lepiej, a i wychodzi mniej pieniędzy niż gdyby kupować co sezon nowe. Ja na przykład mam takie buty z Loft37, które są tak uniwersalne, że zaczynam w nich 3 sezon, myślę, że spokojnie kolejne 3 przede mną.
Klasyczne, czarne botki z wbudowanym obcasem – pasują do wszystkiego!
Nie lubię wyprzedaży, to przyznaję i bardzo rzadko kupuję wtedy. Ale mam na przykład zapisaną jedną rzecz, którą chcę kupić w BF i to ma wtedy sens. Dzięki takim przemyślanym zakupom nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy.
Jestem zapisana do kilku newsletterów na takiej skrzynce, której nie używam na co dzień. Inaczej by mnie denerwowały ciągłe meile i powiadomienia. Dodam też, że newslettery zachęcają do ciągłego kupowania, więc ja mam je na innej skrzynce i jak coś akurat potrzebuję z danego sklepu to w wyszukiwarce patrzę, czy akurat nie ma rabatu do tego sklepu.
To ciekawy punkt;) Kiedy coś kupuję wcześniej i nie muszę tego nosić lub używać od razu – to nie odrywam metki. Wkładam rzecz do szafy i czekam na ten moment, kiedy faktycznie będę to nosić. Dlaczego? Bo może się zdarzyć, że uda mi się coś kupić jeszcze taniej lub trafić w SH i wtedy będę mogła daną rzecz zwrócić. Metki na spodniach i kurtce narciarskiej zostaną na nich aż do dnia wyjazdu, bo może jeszcze je wymienię na coś innego.
Tak jak napisałam wyżej, dzięki temu, że nie odrywam metek, to mogę daną rzecz zwrócić. Korzystam z tego prawa dość często, bo wtedy mogę podjąć decyzję, że to jest to, co dokładnie chciałam i za takie pieniądze jak zaplanowałam. Ostatnio zamówiłam sobie kapelusz i specjalnie nie oderwałam metki. Kiedy na niego czekałam byłam pewna, że przechodzę w nim całą jesień.
Przyszedł i okazał się przepiękny, ale ja zaczęłam mieć wątpliwości, czy będę w nim dużo chodzić. Nie oderwałam metki i położyłam na półce. Przez cały tydzień kiedy wychodziłam z domu zakładałam kapelusz na głowę i zapamiętywałam do czego mi pasuje. Po tygodniu okazało się, że tylko do jednej stylizacji był idealny. Uznałam, że to za mało i zwróciłam go bez problemu.
Korzystam z internetowych porównawarek, bo często widać jak różnią się ceny. Mało tego – jest często tak:
Dobra, może sama jej nie stosuję, ale często jak, moi znajomi jeżdżą gdzieś to mnie pytają co przywieźć. Mam też taką czytelniczkę (pozdrawiam Marta!), która kupuje mi rzeczy w USA. Wychodzi dużo taniej, ale jest ryzyko, że nie będzie pasować i wtedy może pojawić się problem. Dlatego w taki sposób kupuję tylko sprawdzone rzeczy, które wiem, że będą pasowały.
A Wy macie swoje sposoby? Chętnie o nich poczytam 🙂
Był taki czas, kiedy uważałam tę metodę za bardzo pomocną przy wychowywaniu dzieci. Starałam się stosować te zasady w życiu codziennym, jednak zauważyłam, że metoda Montessori stosowana w domu w całości,może nie wszystkim służyć.
Trzeba pamiętać przede wszystkim (i jest to to bardzo ważne), że jest to kierunek pedagogiki, czyli są to działania związane ściśle z edukacją. Wspieranie rozwoju dziecka jest tutaj kluczowe. Zwraca się uwagę na takie założenia:
Natomiast jeżeli zaczynamy podchodzić do tej metody, jako głównego sposobu na życie codziennie – to warto to jeszcze przemyśleć.
Metoda Montessori ma ponad 100 lat i nie miała żadnych aktualizacji. Dużo na ten temat myślałam, co na przykład Maria Montessori zmieniłaby gdyby żyła w dzisiejszych czasach. Świat przecież idzie do przodu cały czas, a zapatrując się ślepo w metody sprzed ponad wieku możemy wpaść w pewny konserwatywny schemat.
Gdy ja go u siebie zauważyłam, zdecydowałam, że będę stosować tylko wybrane elementy pedagogiki Marii Montessori w domu. Zrobiłam to bardzo świadomie i nie żałuję. Przestałam się zadręczać, a zaczęłam cieszyć się macierzeństwem.
Kiedyś odpowiedziałabym – tak, zdecydowanie. A dziś, kiedy 7 lat macierzyństwa już jest za mną – mogę jedynie odpowiedzieć „nie wiem”. Był taki czas, że metoda Montessori była dla mnie bardzo ważna i rzeczywiście robiłam wciąż nowe materiały, przygotowywałam wieczorem ciekawe zajęcia… A rano moje dziecko zupełnie się tym nie interesowało, albo nie pracowało z pomocą tak jak nakazuje instrukcja.
Co innego przedszkole Montessori – dziecko ma określone zasady, które są dość konserwatywne. A kiedy wychodzi z przedszkola ma możliwość styczności na przykład z fikcją, która jest dozwolona w tej metodzie od 6 roku życiu. 100 lat temu ograniczenie fikcji rzeczywiście było możliwe, bo nie było ani bajek, ani internetu. A w dzisiejszych czasach, czy jest to możliwe? Według mnie nie i w końcu prędzej czy później dziecko się z nią zetknie – możliwe, że nie będzie na to przygotowane. Może to być niebezpieczne.
Prawdziwe przedszkole Montessori za to jest wspaniałym miejscem. Dziecko ma możliwość wszechstronnego rozwoju i kiedy wychodzi z niego do domu ma właśnie tę różnorodność. Tak samo szkoła Montessori – małe klasy mieszane wiekowo, nauczyciel jest mentorem, który poprzez mądre przewodnictwo uczy dzieci.
Z prostej przyczyny, ja podchodziłam do tego bardzo ambitnie i chciałam aby jak najwięcej elementów było spełnionych. Nauczycielki w przedszkolu Montessori lub w szkole nie muszą w tym czasie prać, sprzątać, zmywać, żeby móc towarzyszyć dziecku w procesie uczenia. Mogą w czasie pracy własnej obserwować dzieci, robić notatki, pisać opinie i dzięki temu móc dostosowywać program do indywidualnych potrzeb.
A ja zwyczajnie nie dałam rady. Wolałam swoje wydanie „Montessori”: czyli dzieci ze mną sprzątały, gotowały, rozwieszały pranie. Przestałam przygotowywać prace i zamiast tego kupowałam ciekawe edukacyjne zabawki, które według mnie były ciekawsze niż pomoce Montessori. Mogę śmiało powiedzieć, że straciłam radość macierzyństwa starając się być nauczycielem mojego dziecka. Widziałam w dzieciach wielkie zainteresowanie światem fikcji, a wg twórczyni powinnam się wstrzymać do 6 roku życia. Moje dzieci też miały wiele kreatywnych pomysłów, co do pracy z pomocami i nie mogłam im tego odmówić, a wręcz przeciwnie – podziwiałam sposób myślenia poza schematem.
Pokazałam Lilce, jak to się robi, a ona wolała na dywaniku jeździć na brzuchu po korytarzu. A później złożyła dywan w kostkę (co jest złamaniem zasady i w przedszkolu jest niedopuszczalne).
Dzieci wykorzystują wszystkie możliwości do rozwoju i trzeba im zapewnić pomoc. Uczenie to nie tylko metody, programy, artykuły, to przede wszystkim obserwacja dziecka.
Szkoła podstawowa czy przedszkole według mnie są świetnym pomysłem na alternatywną edukację – ale pełne wykorzystanie tej metody w domu jest według mnie niemożliwe. A co z kolejnymi etapami edukacji? Liceum, studia? To już nie są takie proste decyzje. Szkoły Montessori są też dobrym pomysłem dla dzieci, które nie odnajdują się w systemie.
Na koniec mam jedno przemyślenie – odkąd przestałam kurczowo trzymać się zasad, to stałam się szczęśliwsza i moje dzieci również.
Jeśli interesuje cię Metoda Montessori tu moje poprzednie wpisy:
Nauka czytania wcale nie jest nudna – można przyswajać litery w bardzo atrakcyjny sposób. Dziś chciałbym Wam napisać o bardzo ciekawej metodzie, którą możecie stosować w domu. A jeżeli pracujecie w przedszkolach, to myślę, że ją znacie.
Często piszecie, jak poznać, że dziecko jest już gotowe na naukę czytania. Czy przejawia jakieś specjalne zainteresowania?
Faza na litery zaczyna się stopniowo i ten początek czasami jest trudno wychwycić.
Napiszę o naszych początkach, które zauważyłam u jednego i drugiego dziecka (a nie przeczytacie o nich w żadnych podręcznikach).
Kiedy mowa czynna i bierna została opanowana w dobry stopniu (okolice 3 roku życia u moich dzieci) to zaczęłam obserwować bardzo duże zainteresowanie … (tu się zdziwicie) markami samochodów.
Jedno i drugie z naszych pociech uwielbiało chodzić między samochodami i rozpoznawać marki samochodów po ich znakach. Po pierwsze była to świetna rozrywka, która zawsze urozmaicała drogę jednostajnie prostą, a po drugie nauka symboli.
Rozpoznanie znaku np. Mazdy i zapamiętanie go, a następnie przy ponownym zauważeniu tego samego logo jest nie czym innym, ale umiejętnością, której używamy przy czytaniu. Tylko zamiast litery jest logo.
Moje dzieci szybko poznały wszystkie marki i zaczęły ich używać z ogromną precyzją. Wypatrywały ich też na blillboardach i z daleka krzyczały „Tam jest Peżot”.
Zobaczcie, jak doskonały jest dziecięcy mózg, który nie potrafi czasami poradzić sobie z kolorem kubka, a ze 100 metrów rozpozna mały znaczek Peugeota.
W obu przypadkach dla mnie był to sygnał, że powoli nadchodzi czas na litery.
Bez sensu już uczyć globalnego czytania (czyli rozpoznawania całych wyrazów).
Bez sensu uczyć po kolei wszystkich liter alfabetu.
Za wcześnie na czytanie sylabowe skoro dziecko nie umie jeszcze podzielić wyrazu na sylaby.
To mam dla Was podpowiedź – prosta metoda, która wprowadzi bardzo łagodnie dzieci w świat liter.
Spotkałam się z nią pierwszy raz w przedszkolu Montessori, gdzie dzieci od pierwszego dnia oswajały się z … literami w swoim imieniu.
Według mnie jest to idealny pomysł na sam początek przygody z literami. Dlaczego?
Do tej metody nie potrzebujecie żadnych skomplikowanych pomocy. Wystarczy, że dokładnie przeczytacie o co w niej chodzi na przykład TUTAJ. Z powodzeniem możecie stosować ją w warunkach domowych.
W przedszkolach zaczyna się już od 3 roku życia, ale wiadomo, że dzieci są inne i będą takie, które zainteresują się wcześniej, a inne później.
Zaproście dziecko, posadźcie tak żeby widziało, jak piszecie jego imię. Dużymi literami po kolei napiszcie imię dziecka i zróbcie jego wizytówkę.
W Montessori używa się liter pisanych. A w przedszkolach systemowych widziałam, że Panie piszą drukowanymi.
My próbowaliśmy Lilę uczyć czytać pisanymi literami, niestety wg mnie jest to bardzo trudne w warunkach domowych, kiedy wszystko otaczające nas jest napisane drukowanymi. Zupełnie inaczej jest już w przedszkolu Montessori, gdzie używa się tylko pisanych liter. Po kilku tygodniach porzuciliśmy litery pisane na rzecz drukowanych i uważam, że to była dobra decyzja, bo i tak nauczyła się szybko czytać (jak to zrobiliśmy – Jak nauczyć dziecko czytać).
No to mamy już wizytówkę dziecka (najlepiej napisać wyraźnym mazakiem). Jeżeli macie laminarkę, to można ją zalaminować. A jeżeli nie macie, to polecam moją metodę: szeroką przezroczystą taśmą klejącą „laminujecie” wizytówkę dziecka żeby był trochę sztywniejsza.
Na samym początku zapisujecie i nazywacie powoli wszystkie litery imienia dziecka.
Ważne! Wszystkie litery czytamy dziecku bez elementu wokalicznego, czyli zamiast: a, be, ce, de, e, ef czytamy króciutko, tak jak jest napisane: a, b, c, d, e. Bo gdybym tak nazywała litery w imieniu Julek, to brzmiałoby to: Jot-u-el – e – ky. Zwracajcie na to uwagę, bo później dzieciom trochę zejdzie żeby się przestawić i tak będą czytać.
Ogólnie chodzi o zabawę literami: możecie na samym początku poprosić dziecko żeby zaniosło swoje imię do swojego łóżka albo żeby położyło na swoim krześle.
Później możecie wypisać imiona wszystkich członków rodziny i zrobić im koszyczek. Czyli na małych wizytówkach wypisujemy wszystkie imiona i rozdajemy wszystkim. Kiedy dziecko już zna swoje imię to możemy poprosić dziecko o wyjęcie tylko swojego imienia z koszyka. Kiedy już zna pozostałe imiona może na przykład porozdawać je członkom rodziny.
Pamiętajcie tylko, że wizytówka dziecka jest czymś BARDZO WAŻNYM dla niego. Nie możecie jej zabrać, lepiej jej pilnujcie (bo może się zgubić), nie możecie przekreślać itd. Nie może być żadnych negatywnych emocji wokół wizytówki.
Co możecie robić dalej?
Kiedy macie już to przećwiczone – dziecko doskonale już zna swoje imię i litery to możecie przejść do podpisywania świata – czyli przedmiotów w domu i zanoszenia wizytówek w odpowiednie miejsca w domu.
W taki sposób szybko nauczycie liter dziecko, a najważniejsze, że od razu będzie znało ich znaczenie.
Jest mnóstwo zabaw z literami, które możecie razem robić. Dzięki nim nauka czytania będzie super zabawą.
Układanki imienne polskiej marki Woobiboo – według mnie to świetna opcja do nauki i zabawy. Myślę, że to must have na półce.
(myślałam nawet o tym – szkoda, że nie są oznaczone samogłoski i spółgłoski czerwonym i niebieskim kolorem, ale dla tak małych dzieci to nie ma znaczenia – a kolorowe są bardziej atrakcyjne)
Układanki są świetnie wykonane, zamawiacie imię dziecka, a z tyłu można dopisać cytat. Kiedy dziecko wyrośnie możecie zostawić ją na pamiątkę. Pięknie też wygląda na ścianie. Nauka czytania plus fajna zabawa.
My się pracujemy z nimi jeszcze tak:
Odbijamy w ciastolinie (ciastolina brokatowa TUTAJ)
Układamy fasolę lub pestki (pamiętajcie, że im więcej zmysłów jest zaangażowanych – tym szybciej mózg się uczy)
Mamy też cały alfabet KLIK, z którego na razie wybieramy litery z Jula imienia, ale w przyszłości przyda się też do innych celów.
Jeżeli szukacie ciekawych pomocy z literami to polecam Wam te. Do tego to fajny pomysł na prezent dla dziecka na roczek, dwa, trzy, cztery.
„Moje dziecko nie mówi, ale pewnie się rozgada”
„Wnuk sąsiadki też długo nie mówił, a jak już się rozgadał, to nie mógł przestać.”
„Córka znajomych do trzeciego roku życia mówiła tylko coś po swojemu, za to potem rozmawiała już bardzo ładnie.”
„On ma jeszcze czas, przyjdzie jego pora.”
„Nie ma się czym przejmować, dajcie się dziecku rozwijać we własnym tempie.”
Każdy, kto uważnie obserwuje rozwój i stan zdrowia swojego dziecka, raczej z łatwością wyłapie jakieś niepokojące sygnały. Wiadomo, rodzic po prostu czuje i widzi, kiedy coś jest nie tak. A dochodzą do tego jeszcze spotkania z innymi rodzicami i porównywanie dzieci ze swoim własnym („Jaś już od dłuższego czasu to potrafi, a nasza Zosia jeszcze nie!”)
Kiedy tylko zaczyna nas coś martwić i nie daje nam spokoju, zaczynamy działać. Szukamy pomocy i chcemy zasięgnąć rady, gdzie się tylko da, to zrozumiałe. Z mową jest podobnie. Jeśli dziecko mówi bardzo mało lub nie mówi w ogóle, rodzice często zaczynają się zastanawiać, czy ich pociecha rozwija się prawidłowo.
Jeśli dziecku cokolwiek dolega, najczęściej wiemy, gdzie iść i działamy szybko. Gdy boli ząb, od razu zabieramy je do dentysty, kiedy słabo widzi, udajemy się do okulisty itd. Dlaczego w takim razie, Mamo, Tato, masz takie opory i zwlekasz, jeśli dziecko nie mówi, lub, w Twoim pojęciu, mówi zdecydowanie za mało?
Przecież zastanawiasz się, czy wszystko jest w porządku. I dlaczego, zamiast od razu zasięgnąć porady u logopedy słuchasz takich wypowiedzi, jak wyżej albo zadajesz pytania na forach internetowych? Przecież nikt z rodziny czy znajomych (a tym bardziej osób, które w życiu nie widziały malucha na oczy i go po prostu nie znają) nie widzi dziecka tak często, nie obserwuje go tak jak rodzice.
Nikt poza Wami, Mamo i Tato, nie wie, jak na co dzień dziecko się zachowuje, w jaki sposób się komunikuje, jak się bawi, jak i ile mówi. Poza tym przypadkowe osoby najczęściej też nie mają specjalistycznej wiedzy logopedycznej czy pedagogicznej, więc zwyczajnie nie są w stanie stwierdzić, czy aby na pewno nie ma się czym martwić albo przeciwnie – coś się na pewno dzieje. Dzieci są różne i każde z nich rozwija się we własnym tempie – to fakt, ale nigdy nie wiadomo, co w tym konkretnym przypadku jest przyczyną problemu.
Rodzice nie zdają sobie sprawy, że poza opóźnionym rozwojem mowy jest mnóstwo innych przyczyn, które trudno jest wychwycić.
Brak mowy może wynikać z tego, że Dziecko nie powie, że słabiej słyszy lub nie słyszy w ogóle. Bez prawidłowego słyszenia mowa nie jest się w stanie w pełni rozwinąć. Nasz maluch nie słyszy dobrze odgłosów otoczenia ani tego, co ktoś do niego mówi, więc nie będzie w stanie przyswoić i sam wytworzyć tych dźwięków. Trzeba zwrócić szczególną uwagę na to czy i w jaki sposób dziecko reaguje na swoje imię, polecenia itp., ale w przypadku, kiedy nie mówi, zawsze trzeba zbadać słuch.
Być może u już trochę starszego dziecka da się zauważyć, że nie mówi nic „od siebie”, a cały czas tylko powtarza zasłyszane, powiedziane przez kogoś słowa, nawet całe i długie zdania. Sprawia wrażenie, że mówi ot tak, po prostu, bez konkretnego celu, a nie po to, żeby się z kimś porozumieć. Może nawet jego umiejętność mówienia zdaje się cofać. To też wyraźny sygnał, że trzeba skonsultować się ze specjalistą.
Może też być tak, że problem z mową u dziecka wynika z uszkodzenia ośrodków w mózgu. Bo na przykład były trudności przy porodzie, albo już potem dziecko doznało jakiegoś urazu lub na coś chorowało. Wtedy mowa może pojawić się z bardzo dużym opóźnieniem, cofnąć się albo w ogóle się nie wykształcić, dlatego trzeba szybko działać żeby jak najwcześniej pomóc dziecku.
Nie, nie chcę nikogo straszyć, tylko bardzo zachęcam do tego, żeby jak najszybciej zabrać dziecko do logopedy. Po prostu po to, żeby czegoś nie przeoczyć i nie zrobić mu krzywdy. Bo czas jest bardzo ważny i nic nam go nie odda ani nie cofnie. Jeśli się coś zlekceważy to, niestety, potem można mieć pretensje tylko do siebie. Możliwe, że nic się nie dzieje i rzeczywiście dziecko „jeszcze się rozgada”, ale nie ma przecież gwarancji, że tak na pewno się stanie. A co, jeśli będzie inaczej? Lepiej chyba jednak nie zwlekać tylko zacząć działać, prawda?
Wizyta u specjalisty naprawdę nie boli i nie będzie przykrym doświadczeniem ani dla dziecka ani dla Was, a może jedynie pomóc i zaoszczędzić maluchowi wielu trudności i nieprzyjemności nie tylko na przyszłość (mowa dziecka może mieć wpływ na późniejsze przyswajanie umiejętności czytania i pisania w szkole), ale nawet już teraz.
Dlatego, drodzy Rodzice, jeśli cokolwiek Was niepokoi w rozwoju mowy Waszego dziecka, nie ma co dalej zwlekać, a trzeba jak najszybciej zawitać ze swoją pociechą w gabinecie logopedycznym. Zapewniam, że nie będzie wcale strasznie 🙂
mgr logopedii, Małgorzata Monach
(i nielicznym Ojcom, którzy zdecydowali się na ten odważny krok)
Poniedziałek. 1 lipca. Jakoś rano.
Nie mam pojęcia, która godzina. Nie muszę mieć. Słoneczko dopiero leniwie bada grunt zanim zacznie smażyć. Nigdzie się nie spieszę. Nie popędzam żadnego z szałaputów. Nie wylewam w pośpiechu ostatniej resztki mleka do płatków. Wcale nie tłumaczę, że w zamian nabędziemy drogą kupna śniadanie w drodze do szkoły. Nie mówię nieprzytomnie zaspany „dzień dobry” pani sprzątaczce, która patrzy z politowaniem, bo dla niej to już połowa dnia pracy.
Nie frustruję się w kolejce w spożywczym gdzie nie wiedzieć czemu nagle całe osiedle przyszło zrobić tygodniowe zakupy. Nie wracam z językiem na brodzie po zapomnianą pracę domową. Nie robię dzikich uników między rozpędzonymi elektrycznymi hulajnogami wiozącymi autonomicznych kierowców napędzanych litrami Starbucksa bez akcyzy.
Nie wracam drugi raz do domu po strój na zupełnie niespodziany przecież i wcale nie odbywający się od września dokładnie co poniedziałek WF. Nie witam się wylewnie z surowymi Paniami Woźnymi z wyćwiczoną latami i wykutą jak w skale obojętnością. Nie maszeruję na parking z wzrokiem utkwionym w mailu.
Mózg nie paruje nad rozwiązaniem 8 pożarów, które roznieciły się i rozszalały w ciągu 90 sekund od nominalnego rozpoczęcia godzin urzędowania. Nie mam gonitwy myśli, jaki priorytet nadać każdemu i kim mogę je gasić, bo jest dzielnym strażakiem na którym można polegać jak na Zawiszy = ma pecha być już punktualnie w biurze.
Nie spędzam upojnych 49 minut w korku, karmiąc wrzody, mieląc pod nosem przekleństwa i mentalnie dystrybuując każdego innego kierowcę na mojej drodze, na autostradę do wszystkich diabłów. Z uśmiechem na ustach nie loguję się w biurze.
– Tato, tato, tato, taaaaato – ja chcę płaaaaaatki!
Tego pamiętnego 1 lipca rozpoczęło się moje 24/7 z dwójką dzieci. Dziś po tych ponad 2 wakacyjnych miesiącach ciśnie się na usta nieuniknione – „A miało być tak pięknie…”.
Nie będę szedł w kierunku – nieszczęśliwy rzucił korpo i przeniósł się w Bieszczady… (w końcu ja się przeprowadziłem na Podlasie:)). Nie będę demonizował korpo. Nie to żebym tam robił jakąś wielką karierę. Praca to praca – ja swoją nawet lubiłem. Rozwijająca się firma. W sprzedaży jak to w sprzedaży – na nudę narzekać nie można.
Diagnoza, badanie potrzeb, pytania uszczegóławiające – mam za sobą szkolenia, teorię i praktykę w małym paluszku. 15 lat doświadczeń z ludźmi z przeróżnych krajów. Adaptację tych umiejętności przez filtr kilku języków i kultur. Jestem wyekwipowany na wojnę konwencjonalną, atomową, cyfrową i hybrydową.
Moje kochane bombelki nie wiedzą co w nie uderzy… Oj teraz to sobie odpocznę! Zasłużenie! Czas na quality time z naszymi szałaputami. W końcu z własnej nieprzymuszonej woli przeniosłem się do Krainy Wiecznej Soboty! Zostałem Panem Domu!
1. Kiedy negocjujesz z klientem, nawet w najcięższych momentach – co cię utrzymuje przy życiu – to jego racjonalność. Klient nie oczekuje, że dasz mu teraz właśnie w tej chwili – ubierając się do wyjścia – papierowy worek z zielonym sznurkiem w jaki był zapakowany prezent na gwiazdkę w 2017.
2. Kiedy wynegocjujesz z dwójką klientów, że podczas obierania ziemniaków, jeden będzie ci podawał kartofla do obrania, a drugi będzie odbierał i wrzucał do garnka z wodą. Ba, kiedy dograsz już nawet, że co 7 ziemniaków zmiana – klient nie przynosi ci wtedy książki i nie oczekuje, że będziesz go w trakcie obierania animował – głośno czytając jego ulubioną lekturę.
3. Klient w pracy wchodzi ci na głowę tylko i wyłącznie psychicznie.
4. Jeśli bardzo potrzebujesz chwili wytchnienia – w pracy możesz zaszyć się w toalecie kiedy tylko chcesz. Sam. W domu często towarzyszy ci wierna asysta. Łapiesz się na tym, że kiedy przechodzisz koło toalety to robisz siku „na zaś” bo później już możesz nie mieć takiej możliwości.
5. Kiedy rozmawiasz przez telefon w pracy, nie musisz jednocześnie nieść na barana klienta wewnętrznego ani windykować jego kontrahentów z piaskownicy z koparko-ładowarek, które korzystając z chwili nieuwagi zostały przejęte przez nich w zarząd komorniczy.
6. Kiedy podzielisz na konkretne cegiełki i zdelegujesz zadania związane z poskładaniem klocków do pudełka, z reguły przy egzekucji nie musisz uciekać się do szantażu oraz gróźb karalnych.
7. Rozwijasz nowe skillsy z zakresu anger- i crowd management.
8. Przenosisz na nowy poziom techniki negocjacji. Połykasz podręczniki negocjatorów FBI. Normalką stają się negocjacje jak z kliką irracjonalnych terrorystów w pociągu pełnym dynamitu wjeżdżającym za 30 sekund w ścianę.
9. Budujesz refleks i crisis management skills. Osiągasz mistrzostwo w antycypowaniu spięć i unikaniu konfliktów pomiędzy klientami wewnętrznymi a resztą świata.
10. W pracy – klient zadaje ci pytania z zamkniętego zbioru – zakresu na jakim się znasz. Praca z twoim klientem genetycznym czyni z ciebie człowieka renesansu. Poznajesz wszelkie tajniki zarówno lalek serii LOL jak i całą zawiłą genealogię jak i mitologię rycerzy Jedi.
11. Masz czujność plus 1000. Zostajesz mistrzem Mindfulness. Orientujesz się w której z sieci są najkorzystniejsze promocje na najlepszy dla szałaputa ekologiczny krem do opalania z ziaren fioletowej marchwi.
12. W pracy do jakiegoś stopnia możesz zaplanować swoje w danym dniu aktywności. W domu wszystkie najważniejsze rzeczy do zrobienia próbujesz upchnąć w godzinę drzemki. Gorzej kiedy dziecko akurat nie zaśnie, albo sąsiad z wiertarką udarową czy jakiś inny (s)kurier obudzi je po 15 min…
13. Zostajesz mistrzem NLP. Nie popełniasz błędów mówiąc: „nie krzycz”, „nie płacz”, „nie rozlewaj”. Mówisz „bądź cicho”, „gdzie pocałować?”, „polej mi szwagier”.
14. Zalew emocji i ilość decybeli w twoim życiu drastycznie wzrasta. Przez 15 lat żaden klient zewnętrzny nie usłyszał mojego podniesionego głosu. Klienci wewnętrzni, owszem dostali dostąpili ciemnej strony mocy – dokładnie 3 razy – czyli raz na pięciolatkę. Moi klienci genetyczni mają nadprzyrodzoną moc uruchamiania tej wydawałoby się tak głęboko ukrytej struny. Średnio 5 razy dziennie.
15. Kiedy podpiszesz kontrakt z klientem, za nie dotrzymywanie ustaleń umowy – komfort psychiczny daje ci świadomość, iż zawsze za takie bycie niegrzecznym możesz go pozwać do sądu.
16. W pracy widać często efekty niektórych działań od razu. Przy wychowywaniu dzieci i dbaniu o ład w domu często jest to niemożliwie frustrujące, kiedy dopiero co rozładowany zlew zapełnia się jak za pstryknięciem palców, a świeżo poskładane wszyściutkie malutkie Lego już wszędzie – jak wnyki rozkładane nocą przez kłusowników – czyhają na twoją gołą stopę.
17. W pracy, czy zamykasz laptopa o 17 czy pracujesz do północy – zawsze mentalnie stawiasz tę granicę – „no, na dzisiaj koniec”….
18. Kiedy wybierasz miejsce na kolację z klientem zewnętrznym, priorytetyzujesz spośród wielu różnorakich kryteriów ale żadne z nich nie jest odpowiedzią na pytanie – czy restauracja posiada salę zabaw?
19. Nie wiesz jak to się stało, że wyprawa do Biedronki staje się atrakcją dnia.
20. A to z dziś – kiedy klient ma już 2 koszyki + wszystkie kieszenie pełne pięknych soczystych kasztanów – nie wije się jak piskorz i nie rzuca – zupełnie jakby to było 1 raz w życiu – na widok – „O! Tato! Patrz! Kasztan!”
w pracy możesz rozmawiać z dorosłymi ludźmi, którzy:
a) słuchają Cię
b) potrafią milczeć dłużej niż 3 sekundy
c) potrafią czasem nawet odpowiedzieć na temat.
Gdybym miał użyć jednego słowa, które rozróżnia te rodzaje klientów – proste – racjonalność. A właściwie irracjonalność?
Klient w pracy, kiedy powiesz mu „nie”, nie wraca do ciebie natychmiast z tym samym żądaniem tylko powtórzonym 134 razy rozdzierającym krzykiem i płaczem zwiastującym koniec jego świata.
Jedna rzecz zaczyna mieć w tym kontekście za to nabiera w końcu sensu. Pamiętasz, jak twoja partnerka była w ciąży i biegałeś dla niej po śledzie i lody waniliowe w środku nocy niedzieli niehandlowej? Doceń to! Nieświadomie chciała cię przygotować…
Hmm, a może to już były pierwsze podrygi twojego jeszcze nienarodzonego szałaputa;)?