kontakt i współpraca
Dziś kolejny post z serii BibLILOteczka.
Tę pozycję wypatrzyłam już dawno na Entliczkowym fanpage’u. Od raz wpadła mi w oko! Jest to świetna książka dla dzieci 12 m+. Wiele szczegółów oraz przyjemna grafika sprawia, że moje dziecko bardzo chętnie po nią sięga.
Kartonowe strony (tzw. dziecioodporne) zapewnią książce długi żywot. Wg mnie jest idealna książka do gabinetu logopedycznego, bo nie dość, że sprawdza rozumienie to również poszerza słownictwo. Idealna dla małych czytelników. tutaj
Kolejna kartonówka w formacie a4, którą przyuważyłam u Książek na czacie:) Z tematów religijnych nic jeszcze w domu nie mamy do czytania. Ta książka w bardzo prosty sposób opowiada o najważniejszych wydarzeniach z historii Chrześcijaństwa.
Bardzo podoba mi się grafika oraz zagadki na koniec każdej opowieści. Myślę, że ta książka może być świetnym wprowadzeniem do religii i w prosty sposób wprowadzać dziecko w te zagadnienia. tutaj
Turlututu chyba nie trzeba Wam przedstawiać? Jest to nasza ulubiona postać z książek Tulleta. Poprzednia część jest u nas bardzo często czytana, więc nie mogliśmy się doczekać kolejnej porcji przygód tej postaci. Tym razem Turlututu wybiera się na wakacje.
Książka jest o tyle nietypowa, bo łączy kolorowankę z naklejkami ze stronami do czytania. Świetne rozwiązanie właśnie na wakacje. Możemy wziąć jedną książkę a w niej mnóstwo atrakcji. Ogromny plus za mniejszy format i miękką okładkę, bo kto by chciał płacić na lotnisku za nadbagaż? tutaj
Macie w domu graczy tabletowych? Ta książka jest dla nich! Można powiedzieć, że jest to manualna gra, którą my prowadzimy. Za pomocą interakcji sterujemy małym Blipkiem, który chce dotrzeć na finisz. Książką obracamy, przesuwamy tak aby pomóc małemu Blipkowi.
Książka trochę przypomina kultową „Naciśnij mnie” Tulleta. Jednak kropka, która jest bohaterem „Kliknij mnie” ma imię, a nawet ręce i nogi. Świetna zabawa gwarantowana! I nie ma mowy żeby wyskoczył nam GAME OVER. tutaj
Razem z mężem jesteśmy maniakami językowymi i uwielbiamy wynajdywać różne perełki w tym temacie. „Jak BUM CYK CYK” jest właśnie takim małym przewodnikiem po gwarze warszawskiej. Obydwoje jesteśmy również tzw. słoikami, więc niektóre przysłowia zawarte w książce usłyszeliśmy pierwszy raz.
Lilce ta pozycja bardzo przypadła do gustu i często cytuje lub używa bardzo adekwatnie zwrotów. Przysparza nam to mnóstwo śmiechu, bo powiedzenie „Mama, obiecuje JAK BUM CYK CYK” z ust niespełna trzylatki jest naprawdę komiczne. tutaj
Wszystkie książki, które wymieniłam wyżej czytamy w ciągu dnia. A wieczorowa pora jest zarezerwowana na Uszatka. Ten klasyk naprawdę spodobał się Lilce i czytamy jej do snu. Proste słowa oraz ilustracje sprawiają, że oczy powoli się zamykają i spokojnie można zasnąć. Książka ma 288 stron, więc przygód Uszatka jest w niej bez liku. tutaj
a tu macie link Biblioteczka Montessori
Logopedia w domu. Twoje dziecko ma zdiagnozowaną wadę wymowy lub niewiele mówi? Ten post jest dla Was!
W dzisiejszym wpisie zaprezentuję propozycje ćwiczeń, które z powodzeniem można wykonywać w warunkach domowych.
Jednym z czynników warunkujących prawidłowy rozwój mowy jest sprawność całego aparatu mowy. W skład niego wchodzą:
Terapia logopedyczna często jest długim procesem. Jak już nieraz pisałam nie wystarczą ćwiczenia w gabinecie. Praca w domu z rodzicem jest nieodłącznym elementem terapii i dzięki wysiłkowi, który włożycie w te czynności dziecko szybciej zostanie wyprowadzone. Pamiętajmy, że najlepiej jest ukończyć terapię logopedyczną przed rozpoczęciem nauki w szkole, dlatego tak ważna jest intensywność ćwiczeń.
Wady wymowy mogą predysponować do wystąpienia trudności w czytaniu i pisaniu. Ten problem jest teraz jeszcze bardziej wyraźny, gdyż 6-latki zasiadają już w szkolnych ławkach i tak naprawdę jest mniej czasu na pozbycie się wad wymowy. Chcę żeby czytelnicy mieli świadomość, że terapia np. najbardziej popularnego seplenienia międzyzębowego nie trwa pół roku. Często ten okres jest bardzo długi, dlatego też jeżeli widzimy, że dziecko może mieć wadę wymowy koniecznie umówmy się do logopedy jak najszybciej.
Jeżeli macie wątpliwości kiedy udać się do logopedy to polecam wcześniejszy wpis—>Kiedy do logopedy?
Podstawowe zasady wspomagania rozwoju mowy—–>Jak wspomagać rozwój mowy?
Moja córka ma obecnie 2,9 lat. Ma seplenienie międzyzębowe szeregu syczącego i właśnie zaczynamy zabawy logopedyczne.3-letnie dziecko najczęściej jest już w stanie tak długo skupić uwagę, że będzie mogło wysiedzieć przed lustrem 15-minut i z nami poćwiczyć.
Oczywiście nie nazywam tych aktywności „terapią”, „ćwiczeniami”. Tylko ogólnie zachęcam dziecko do szeroko pojętej zabawy.
Propozycje ćwiczeń podzieliłam na 3 grupy: oddechowe, fonacyjne i artykulacyjne. Podczas terapii wady wymowy odbywającej się w gabinecie logopeda ćwiczy z dzieckiem właśnie te aparaty. Dzięki moim propozycjom możecie bawić się w nie w domu.
Dziś zaprezentuję Wam ćwiczenia z pierwszej i drugiej grupy. Ćwiczenia aparatu artykulacyjnego (najbardziej obszerne) zaprezentuję w kolejnym poście.
1. Jednym z fajniejszych gadżetów z jakim się spotkałam podczas mojej pracy jest Dmuchajka. W gabinecie miałam podobną plastikową wersję. Jednak ta, drewniana przypadła mi bardziej do gustu. Zadaniem dziecka jest nabranie dużej ilości powietrza przez nos i wypuszczenie mocnym strumieniem przez usta tak aby uniosła się styropianowa piłeczka. Zabawy z Dmuchajką ćwiczą siłę wydechu oraz utrwalają prawidłowy tor oddychania (mając słomkę w ustach nie da oddychać się przez usta). Znalazłam jeszcze jeden bardzo przydatny nam aspekt- kiedy piłka się unosi nad nosem ćwiczymy również mięśnie gałek ocznych, co w naszym przypadku jest pożądane.
Logopedia w domu
Do Dmuchajki zamiast piłki można włożyć:
długo – krótko – długo
słabo – mocno – bardzo mocno
Tak, żeby dziecko mogło zobaczyć siłę wydechu
kolorowych mydełek i pustych opakowań po perfumach. Ja mam kilka pustych butelek po miniaturkach perfum i daję je Lilce do zabawy.
z papieru lub kory możemy zrobić maleńkie stateczki, którymi możemy się bawić np. w wannie lub przy stole
Również staramy się różnicować siłę wydechu
My zrobiłyśmy taki mobil
Dziecko kładzie się na plecach na płaskiej powierzchni. Na brzuchu kładziemy małą maskotkę. Zadaniem dziecka jest nabranie powietrza do brzuszka (przepony) i wypuszczenie tak aby miś się kołysał.
Mają za zadanie wykształcenie prawidłowego nastawienia głosowego, czyli odpowiedniego dostosowania wysokości i umiejętności właściwego zastosowania jego natężenia podczas mowy.
Z pomocą książki możemy naśladować zwierzęta, bawić się w zgadywanki „jakie to zwierzę” i zadawać podchwytliwe pytania na myślenie np. „Idzie baran, za nim koza, a na końcu kot jakie odgłosy wydają”? Ta zabawa świetnie sprawdza się w podczas stania w korku;)
Zapraszam też jako skromna autorka po książki dla najmłodszych dzieci wspierające rozwój mowy.
Zależało mi na tym żeby były zgodne z zapotrzebowaniem rozwojowym małych dzieci:
W tej serii książeczek nie chodzi o fabułę – chodzi o zachęcanie dzieci do rozwijania mowy – do interakcji z rodzicami.
Zapraszam też na następny post w tej tematyce o ćwiczeniach aparatu artykulacyjnego z darmowymi szablonami do wycięcia.
Codziennie zmierzam się z wielkością tego świata. Wstaję rano i aby zejść z łóżka muszę odwrócić się tyłem i sprytnie zsunąć. W przeciwnym razie mogłabym z niego spaść.
Zmierzam do rodziców, aby się wdrapać na łóżko, które sięga mi do pępka. Muszę mocno złapać pościel, zarzucić nogę i wykorzystać całą siłę by się podciągnąć. Ze schodzeniem również nie jest łatwo.
W kuchni nie mogę siedzieć pupą na krześle, bo blat sięga mi do nosa. Stoję więc na kolanach. Nie lubię siedzieć w krzesełku do karmienia, bo jestem już na nie za duża.
Po śniadaniu myję zęby, wypluwam pastę do wanny, bo nie dosięgam do zlewu. Dzień w dzień doświadczam świata, który jest dla mnie za duży. Stopnie na schodach sięgają do kolan, a do poręczy jeszcze długo nie sięgnę.
Tak, wiem, że jestem mała – codziennie mi ktoś o tym przypomina. Bardzo się wtedy denerwuję, bo to tylko potwierdza, że rzeczywiście jestem mała, krzyczę wtedy „Nie jestem mała!”
Nikt mi nie tłumaczy dlaczego jestem za mała. Jest to najłatwiejsza odpowiedź jakiej mogą mi udzielić i pasuje do każdej sytuacji.
Dlatego tak bardzo chcę być DUŻA, bo wtedy mi będzie wszystko wolno. Jeździć z przodu, pić kawę i malować paznokcie. Nie chcę być mała! Niech ktoś odepnie tę etykietkę. Nie lubię być też na coś za duża, bo taka duża dziewczynka i płacze. I za duża, żeby chodzić w pieluszce. To jaka już w końcu jestem?
Od początku wpajam Ci, że nie ma co się pchać do dorosłości. Nie znam takiego dorosłego, który nie chciał by być znowu mały. Nie mieć problemów i bać się o głupie konwenanse.
Ty możesz chodzić w kaloszach w upał, a na mnie będą dziwnie patrzeć na ulicy. Możesz beztrosko podskakiwać na ulicy i nikt tego nie uzna za nienormalne. Dzieciństwo tak szybko się kończy i będziesz pragnęła wrócić do tych wszystkich dozwolonych rzeczy.
Nie lubię etykietek, szufladek, epitetów określających ludzi. Często wrzucamy dane osoby do jednej czasem dwóch z nich. Tak też jest z byciem „za małym”. Kiedy pierwszy raz wymknęło mi się „Nie wchodź tam, jesteś za mała”, a chodziło mi tylko wyłącznie o to żebyś nie spadła. Zobaczyłam w Twoich oczach przerażenie.
Tym określeniem podburzyłam Twoje poczucie wartości. Byłaś pewna swoich sił, a ja dwoma słowami podcięłam Tobie skrzydła. Tupnęłaś, teatralnie złapałaś się pod boki i ze złością krzyknęłaś „Nie jestem mała!”. Wprawiłaś mnie tym protestem w osłupienie i wtedy dopiero przemyślałam te słowa.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że „jesteś za mała/-y” często wypowiadane są z automatu i tak naprawdę nie znaczą nic, a dziecko przestaje wierzyć we własne siły.
„Oj taka duża dziewczynka i w wózeczku jedzie”
„Ale za duża jesteś żeby mamusia Cię nosiła”
Te sformułowania również podważają dziecięce ego.
Sama również chciałam szybko dorosnąć i mam wrażenie, że trochę mi umknęło. Widzę to dopiero teraz jak sama zostałam mamą. Gdzieś już kiedyś słyszałam, że posiadanie dzieci- na nowo przenosi nas w świat dzieciństwa. Tak jest też u mnie. Mam nawet T-shirt z myszką Mickey, o którym marzyłam 25 lat temu.
Parasol – Janod
Sukienka – Next z nextdirect
Opaska – Tiger
Mówcie dzieciom „Tak, możecie!” najczęściej jak tylko się da, aby nie chciały szybko dorastać i później tego żałować.
A teraz pozwólcie robić dzieciom na to co jest nieakceptowalne w życiu dorosłym (z przymrużeniem oka). Podziękują Wam za 20 lat;)
Kiedy dowiadujesz się, że Twoje dziecko ma zeza to w pierwszej chwili świat Ci się wali na głowę i przed oczami masz dziecko w grubych brylach z naklejką na oku w kolorze cielistym. Pierwsze dni zazwyczaj są wypełnione ambiwalentnymi uczuciami w stylu: „dobrze, że postawiono tak szybko diagnozę”, „przecież to nie jest wielka wada”, a w sercu czujesz żal i rozgoryczenie.
Zastanawiasz się jak to będzie dalej i czy dziecko zaakceptuje okulary i codziennie zaklejanie oka. Okuliści w takich przypadkach jak nasz zalecają również ćwiczenia w domu. Najczęściej są to różnego rodzaju zabawy rozwijające koordynację ręka-oko.
Ćwiczenia w domu dają naprawdę dobre efekty. Najważniejszym czynnikiem powodzenia terapii jest systematyczność, a na nią wpływa jak zawsze motywacja. Motywacja dziecka oraz rodzica.
Zależało mi na tym, aby nie nagradzać córki za ćwiczenia lub za zaklejanie oka. Wtedy oczywiste by było dla niej, że czynność poprzedzająca nagrodę niekoniecznie jest przyjemna, a gratyfikacja na koniec ćwiczeń jest tylko rekompensatą.
Marzyłam o tym, aby sama z siebie chciała to robić i czerpać przyjemność z terapii. Jak w takim razie pobudziłam wewnętrzną motywację do działań terapeutycznych w domu?
Stworzone przez mamę dziewczynki z dysfunkcją wzroku Dorotę Maciaszek i zdolną ilustratorkę znaną jako Joa Bart produkty są dedykowane dzieciom z deficytami widzenia, czyli idealne dla nas!
Oculino proponuje dzieciom z zezem i wadami wzroku ciekawe pomoce edukacyjne i motywacyjne. Świetny design i pomysły na produkty od razu przyciągnęły moją uwagę.
Dzięki Fifi, Nanie i Koko (bohaterowie książeczek motywacyjnych) moja córka oswoiła się z faktem, że nie tylko ona nosi plasterek na oku i okulary. Rodzice najczęściej zaklejają dzieciom oczy w domu, aby móc z nimi ćwiczyć przy stoliku. Bardzo rzadko można spotkać dziecko na ulicy z zaklejonym okiem. Dlatego ważne jest aby uświadomić swoje pociechy, że nie tylko one muszą to robić.
Bohaterowie książeczek stworzonych przez Oculino bawią się na placu zabaw, budują zamki z piasku na plaży. Ich wizerunek pomaga oswoić się z myślą, że nasze dziecko nie jest jedyne. Ktoś inny ma podobne schorzenie i postępuje tak jak ja z mamą w domu.
Najpierw, oczywiście zwróciła uwagę, że oni też mają plasterki i okulary, a później już zupełnie o tym zapomniała.
W procesie terapeutycznym dysfunkcji widzenia często gości zmienność- jednego dnia jest plasterek, a nazajutrz już nie. Czasami nosimy tylko okulary, a później w ciągu dnia zaklejamy również oczko. Tak samo jest u bohaterów książeczek. Na jednej stronie Fifi ma okulary, a na następnej pod spodem ma również plasterek.
Obserwowanie przez dzieci takiej rotacji narzędzi terapeutycznych pozwala im łatwiej zrozumieć te mechanizmy. To są ulubione zabawy moje córki- przeglądanie książeczek pod kątem pytania „Co się zmieniło?”.
Często też zadaje mi pytania „Dlaczego Koko tu nie ma okularów?” albo stwierdza „Fifi ma plaster- jak ja!”. Terapia domowa dzięki towarzystwie tych postaci jest o wiele ciekawsza i przez to bardziej efektywna.
W tych ćwiczeniach pomagają nam również gotowe karty Lulu. Kolorowa książeczka z kartami – zamknięta w płóciennym woreczku jest nieodłącznym kompanem naszej domowej terapii. Razem z Lulu – chłopcem, który tak jak nasze dziecko ma dysfunkcję wzrokową, bawimy się w różne gry i zabawy.
Moje dziecko najbardziej lubi zabawę z latarką. Z prędkością światła (dosłownie) odnajduje jasnym strumieniem latarki odpowiedni obrazek. Karty są idealne dla małych rączek, mają zaokrąglone rogi i proste rysunki. Wszystkie ilustracje mają ogromne walory estetyczne i przyjemnie się na nie patrzy, co niewątpliwie ma wpływ na motywację podczas pracy.
Tak naprawdę dzięki temu, że podczas ćwiczeń w domu panuje miła atmosfera i nie ma przymusu wzrasta motywacja dziecka i rodzica. Dzięki Oculino terapia domowa nie staje się obowiązkiem a jest po prostu ciekawą zabawą i formą spędzenia wartościowego czasu z dzieckiem.
Polcia, której autorką jest Iwona z Szycioteka.pl ma żółtą spódniczkę, rajstopy w paski i ważne zadanie do wykonania. Również musi zaklejać oko i nosić okulary. Na czas terapii również ma zaklejone oczko i siedzi z nami przy stoliku.
Po zakończeniu ćwiczeń z wielką radością moja córeczka ściąga sobie plaster i zasłonkę z oka Poli. I znów mają tylko okulary i wciąż żółte spódnice. Na noc Pola zdejmuje okulary, odkłada je na specjalną półkę i idzie spać. Jest towarzyszem terapii oraz codziennych czynności.
Ta lalka ma terapeutyczną moc, którą przekazuje dzieciom. One poprzez obserwację widzą, że nie są w tym same i razem z nią mogą świetnie się bawić.
Cieszą mnie takie inicjatywy, w których z rehabilitacji udaje się zrobić świetną zabawę, a mali pacjenci nawet nie odczuwają niedogodności. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie więcej takich ciekawych projektów, które urozmaicą nużące i czasami nieprzyjemne ćwiczenia wzrokowe.
Kilkanaście lat temu nie było lekkich, giętkich okularów we wszystkich kolorach tęczy, nie było też plasterków w księżniczki z brokatem i plakatów motywacyjnych do nich dołączonych. Nie było również Oculino. A szkoda, bo dzieciństwo z zezem byłoby wtedy o wiele weselsze. Dziękujemy Oculino!
OCULINO
Urlop już za nami, więc chętnie podzielę się naszymi wakacyjnymi wyborami. Jak zwykle postawiłam na funkcjonalność, design i wielkość danej rzeczy, gdyż ograniczały nas walizki.
uznałam, że już czas na przejście na wyższy level. Pływanie w rękawkach opanowane jest u nas już dawna, więc płetwa doskonale by się nadawała do prawdziwej nauki pływania. Dzięki temu, że jest przyczepiona do grzbietu nie krępuje ruchów rąk i dziecko może w niej doskonalić technikę pływania (płynne ruch rąk i nóg).
Tak to wyglądało w teorii. A w praktyce Lila nie chciała się puścić moich rąk. Wyporność płetwy jest w porządku jednak inny punkt zawieszenia wprawiał ją w lekką panikę. Podczas pływania z płetwą woda wlewała się jej do buzi, a że jest małą gadułą to nie mogła trzymać jej zamkniętej;) Myślę, że za pół roku, rok będzie idealna i będziemy chodzić z nią na basen.
zakup z ostatniego roku idealny na wyjazdy. Całe wiaderko jest wykonane z miękkiego silikonu- przez to zajmuje bardzo mało miejsca. Świetna zabawka zarówno do piasku jak i wody.
wiedziałam, że w hotelu dostępne będą ręczniki jednak na wyjazdy zawsze zabieramy coś z kapturem. Ten ręcznik jeździ już z nami od roku, bo świetnie wchłania wodę, a do tego jest malutki po złożeniu. Przez to, że ma dziury na ręce zastępuje, zajmujący dużo miejsca szlafroczek lub poncho zakładane przez głowę.
mieliśmy go w tamtym roku i byłam bardzo z niego zadowolona. Zawiera filtry mineralne, łatwo się rozprowadza i nie brudzi ubrań. W tamtym roku najpierw skusiłam się na ekobadziew, którego nie dało się rozsmarować i brudził białe ubrania na żółto.
jeden z ulubionych gadżetów wakacyjnych Lilki. Dobrze chronią oczy przed słońcem i nie spadają z małej głowy.
zamieniłam na niego bidon Skip hop. Miałam dość ciągle zalanej torebki i ścierającego się obrazka. Ten mamy od 3 miesięcy i wygląda jak nowy
długo się nad nimi zastanawiałam, bo nie do końca mi się podobały. Jednak mogę teraz śmiało stwierdzić, że to najlepsze buty, które ze sobą zabraliśmy i tak naprawdę cały wyjazd mogłaby w nich przechodzić. Bardzo dobrze trzymają stopę, mają zakryte paluszki, nadają się i na plażę i na basen. Nasze mają dodatkowy bajer, bo zmieniają kolor na słońcu.
łopatko-grabio-sitko-lejek to jego zastosowanie. Zamiast kilku rzeczy- jedna fajna.
ogromny, cienki kocyk. Używany na wakacjach w różnych sytuacjach, do przykrycia, otulenia lub wycierania. Bardzo miękki i lekki.
bardzo ciekaw zabawka do wody oraz piasku. Składa się z 4 części, których można używać oddzielnie. Po zakończeniu sezonu letniego trafi na naszą półkę razem z mąką lub drobnym piaskiem.
Za nami 2-tygodniowe wakacje w Turcji. Bardzo spontaniczne, bo w we wtorek zdecydowaliśmy się na urlop, a już w następnym tygodniu witało nas gorące słońce i plaża. Mało czasu na przygotowania i domknięcie bieżących spraw, ale się udało.
Z ogromną ulgą zamykaliśmy w piątek nasze komputery i naprędce robiliśmy listę zakupów na wyjazd.
Chyba się starzeję, bo marzył mi się urlop we Włoszech najlepiej samochodem. Zwiedzanie i odpoczywanie. Jednak takie wyjazdy musimy odłożyć na dłuższy czas. Podczas naszych ostatnich wojaży ujawniła się chorobą lokomocyjna u Lilki.
Podróże autem są dla niej lekko mówiąc nieprzyjemne. Zdecydowaliśmy się nawet obrócić fotelik przodem do kierunku jazdy. Liczę, że to coś pomoże.
Tak więc, w niedzielę o północy domykaliśmy już nasze walizki i o 10 rano byliśmy nad Morzem Śródziemnym. Przywitała nas piękna pogoda i cudowne krajobrazy.
Nic więcej nie trzeba było nam do szczęścia. Lilka była oczywiście wniebowzięta. Nowe miejsce i mnóstwo atrakcji tak ją pochłonęły, że tylko kilka razy skusiła się na późną drzemkę. Całe dnie byliśmy na pełnych obrotach.
Na Lilkę ta zmiana i totalna samowolka zadziałały wprost proporcjonalnie do naszego luzu. Mąż się śmiał, że w pracy ma urlop od rozwiązywania konfliktów i sporów, a na wakacjach prowadzi rozmowy pokojowe na jeszcze wyższym szczeblu z córką.
Pojawiały się dość absurdalne sytuacje, z których dziś się śmiejemy jednak wtedy chcieliśmy żeby po prostu dziecko wysłuchało naszych próśb. Pewnie również dieta wysokowęglowodanowa plus codziennie lody miały wpływ na zaostrzenie naszych stosunków.
No cóż, nikt nie mówił, że będzie to sielanka:) Przynajmniej mogliśmy odpocząć od naszych problemów i spraw codziennych. Brak sprzątania, gotowania, a nawet blogowania wprawiły nas w bardzo przyjemny nastrój.
Lilce dobry humor również się udzielał i mówiła „znakomicie tu jest” lub „fajnie nam jest” po czym za chwilę zmieniała zdanie i chciała iść do pokoju. Nawet ja nie mogłam czasami zrozumieć jej logiki.
Nasze 14 dni wyglądały jak dzień świstaka: pobudka, śniadanie, basen, obiad, plaża, zajęcia w klubie dla dzieci, minidisco i spanie. Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę łódką. Lilka była oczarowana, do tego stopnia, że nie miała gdzie dać upustu swoim emocjom i biegała po łódce przez cały rejs, a ja walczyłam z moim słabościami…
Ale na świeżo mogę śmiało powiedzieć, że będzie to miejsce gdzie jest piach, woda, plac zabaw, budka z lodami oraz rodzice i czy to będzie 50 km od domu czy 5000 to dla dziecka nie ma żadnego znaczenia.
W moich uszach wciąż brzmi rozdzierający płacz 2-letniej dziewczynki w samolocie, która nie chciała się zapiąć pasami i rodziców, którzy straszyli ją panem Zdzisiem. Miał ją zabrać. A ona stała i wniebogłosy krzyczała 40 minut.
p.s
pomiędzy minidisco, a zabawami na placu zabaw połknęłam w całości trylogię Miłoszewskiego i naładowałam akumulatory:)
Wakacje ultra all inclusive łącznie z całodziennym noszeniem na rękach na hasło: „tato, hoplaaa”.
Sztorm
Kilka słów o hotelu, który był bardzo dobrze przygotowany na najmniejszych gości. Na terenie hotelu było nawet mini zoo:)
Dziś już ostatnia porcja inspiracji na Dzień Dziecka. Tym razem podzieliłam moje pomysły na grupy wiekowe. Nie wiedziałam, że przez ostatnie 2 lata pokazało się tyle ciekawych rzeczy dla najmłodszych.
1. Puzzle jednoelementowe Janod – to świetny pomysł na prezent już dla rocznego dziecka
2. Gryzak auto Lullalove – drewniany pojazd w pięknych kolorach dla małego miłośnika motoryzacji
3. Skip hop gryzak Oball – do zabawy dla niewielkich rączek
4. Skip hop pudełko na przekąski – właśnie czegoś takiego mi brakuje- małego na rodzynki lub pestki dyni na spacer
5. Drewniane domino Janod – czyli pierwsza gra dla dzieci. Łatwo jest pojąć zasady, a zabawy jest z nim wiele
6. Klocki Janod – magnetyczne zwierzątka, które mogą się zamieniać różnym częściami ciała
7. Sorter Janod z żyrafą Sophie – o sorterze mogłabym napisać oddzielny post, bo uważam, że jest to zabawka rozwijająca wiele umiejętności u dziecka
8. Bączek Janod- zabawka ponadczasowa, a ta jest wyjątkowo piękna
9. Puzzle Djeco – jednoelementowe puzzle z uchwytem ułatwiają naukę chwytu pęsetkowego, a w czasie zabawy dzieci ćwiczą koordynację ręka-oko
1. Scootandride – tego pojazdu nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Więcej o nim we wpisie Scootandride
2. i 3. Janod rakieta i samolot magnetyczny- jak mówią moje koleżanki- mamy chłopców to hit nad hity
4.Grabie Janod – dla małych ogrodników- pomocników
5. Ekspress do kawy Djeco – coś dla małych naśladowców do zabaw tematycznych
6. Drewniane klocki Janod – piękny, a do tego edukacyjny zestaw 40 klocków z literami i cyframi
7. Puzzle Janod – puzzle z konikami zamknięte w eleganckiej walizce
8. Chmurka Plui – deszczowa chmurka to ciekawa zabawka do kąpieli lub zabawy w basenie
9. Stemple Djeco – zestaw pieczątek farma
10. Plecak Little life dla małego podróżnika
11. Zestaw konstruktorski Janod- czyli budowanie za pomocą śrubek i odpowiednich narzędzi
1. Mapa Janod – magnetyczna mapa z 90 magnesami. Nadaje się na ciekawą ozdobę dziecięcego pokoju, a do tego ma ogromne walory edukacyjne
2.Guma Djeco do skakania- ah jak bym chciała żeby wróciła moda na granie w gumę
3.Puzzle Djeco – dla miłośników układania
4.Puzzle Janod – nauka przez zabawę w poznawanie świata
5. Przybijanka Djeco – dla małych budowniczych- rozwija obustronną koordynację i ćwiczy precyzję ruchów
6. Układanka magnetyczna Janod z 76 magnesami oraz tablicami do układania
7. Puzzle obserwacyjne Janod do układania i wyszukiwania szczegółów
8. Parasol Janod ze wzorem tygrysa – na deszcz i niepogodę
Mam dla Was niespodziankę dziś i jutro (24-25.05) na hasło „nebule” w sklepie www.bubulinka.pl będzie obowiązywała darmowa dostawa. Kod rabatowy wpisujemy na końcu i zamówienie zostanie pomniejszone o 10 zł, czyli koszt wysyłki.
Podczas urządzania pokoju dziecięcego zależało mi na tym, aby był w miarę spójny i ciekawy dla Lilki. Myślałam o kilku rozwiązaniach jednak już na samym końcu z nich zrezygnowałam.
Pewnie jesteście ciekawi co to było… W ostatnie chwili nie zdecydowałam się powiesić półeczek ozdobnych i obrazków na ścianę. Szkoda mi było niszczyć dopiero co pomalowaną powierzchnię.
Lubię częste zmiany i obawiałam się, że po jakimś czasie znudzi mi się to ustawienie mebli i za chwilę będę je przesuwać. Półki na ścianach by tę aranżację mogły popsuć.
Gołe, białe ściany wyglądy jednak zbyt surowo i szukałam ciekawych dodatków, które łatwo można by było usunąć w razie potrzeby. Wybór padł na naklejki Chispum – kolorowe i niebanalne ozdoby do ścian, mebli, szyb…
Jednak po przeczytaniu opinii dowiedziałam się, że farba się ściera z każdym wytarciem i nie jest to do końca idealne rozwiązanie. Przypomniały mi się wtedy naklejki tablicowe. Tak zamieszkał z nami tablicowy słoń.
Można po nim mazać kredą i mazakiem przeznaczonym do tablic. Bardzo dobrze trzyma się drzwi i się nie odkleja. Fajny pomysł dla osób które mają niewielkie pomieszczenia i nie mają za bardzo pomysłu jak zaaranżować przestrzeń. Dodam jeszcze dlaczego nie odważyłam się nakleić słonia na ścianę. Bałam się artystycznego wyjeżdżania za linię;)
Kolejnym moim odkryciem była taśma washi tape. Na niej zawieszamy wszystko: plakaty, obrazki, a nawet zdjęcia. Po odklejeniu nie zostawiają żadnych śladów na ścianie. Znacie ten świetny wynalazek?
A druga naklejka Chispum u nas to krople- już Wam znane
Po ostatnim poście z propozycjami na Dzień Dziecka mieliście niedosyt. Więc dziś leci kolejna porcja inspiracji. Kilka z nich już mamy i mogę szczerze polecić.
1. Kultowa już hulajnoga Mini micro – u nas dopiero teraz przyszło na nią zainteresowanie i na nowo się z nią lubimy
2. Klocki Tobe do nauki czytania- to właśnie na nich moje dziecko przeczytało pierwszy wyraz. Bardzo ładne, drewniane i polskie!
3. Foremki do lodów Rice – na naturalne domowe lody, truskawkowe oczywiście
4. Kosz na zabawki domek Rice – wyplatany z rafii na Madagaskarze
5. Korale B toys- dla małych miłośniczek biżuterii
6. Tablica Kid O – ciekawy pomysł na naukę pisania cyfr. Za pomocą magicznego długopisu utrwalamy kształt cyfr.
7. Kamyczki kredki Crayon Rocks
8. Maileg – opanowała nas nowa pasja kolekcjonowania tych pięknych zabawek. Kilka z nich już mamy i niedługo pokażemy na blogu.
9. Naklejka Chispum – świetna tablica do pisania kredą przyklejana na ścianę
10. Mapa Warszawy Crumpled City – w końcu jest! Mapa wykonana z materiału, który można gnieść i prasować:)
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Jedną z najbardziej popularnych wiadomości prywatnych jaką od Was dostaję jest zapytanie: „Czym obecnie bawi się L. Z czym pracuje?”
Dlatego raz w miesiącu będę publikowała post z trzema (lub więcej) zabawkami, zabawami, po które najchętniej sięgamy.
Pierwszą z nich są duńskie klocki Plus plus. Mamy 3 wersje i wszystkich używamy. Nie byłam pewna, czy Lilka poradzi sobie z małymi elementami, więc najpierw poszedł w ruch zestaw z większymi klockami Midi. Poradziła sobie bez najmniejszego problemu i już po 2 dniach wyciągnęłam zestaw Mini.
Co mi się podoba w nich najbardziej? Że można z nich budować wszystko: meble dla lalek, biżuterię, zwierzęta, pojazdy i wszystko to co podpowie nam wyobraźnia. Nie znałam do tej pory klocków, które miałyby tyle możliwości.
Lego mają wiele ograniczeń jeżeli chodzi o tworzenie i są bardzo „dosłowne”. Mam wrażenie, że właśnie większość dzieci buduje z Lego tylko wg instrukcji. Dany zestaw jest tak skonstruowany, że jego przeznaczenie jest wiadome.
Zestaw z pociągiem jest do budowania pociągów, zestaw z Zoo jest do budowania Zoo. U moich znajomych klocki Lego (te mniejsze) są używane tylko wg instrukcji.
Tutaj wszystkie klocki są w identycznym kształcie- różnią się jedynie kolorami. To pozwala na ich wielofunkcyjność i pobudzanie wyobraźni. Ostatnio Lilka wymyśliła, że jeden mały klocek Plus Plus wygląda jak gofr i serwuje go małym ludzikom.
Do tego są tanie:)
A tak wyglądają nasze zabawy:
Piękny, pastelowy zestaw Mini- nasz ulubiony
Zestaw MIDI
Mini w kolorze BASIC
Nie wiem jak u Was, ale dla nas zwykła plastelina jest za twarda. Klasyczne ciastoliny wysychają i trudno się wałkują…
Znalazłam świetną alternatywę dla tych niedogodności – pucholina Bubber. Czyli masa plastyczna, która jest aksamitna w dotyku, nigdy nie wysycha i łatwo się wałkuje. Jego konsystencja przypomina lekką chmurkę, a podczas pracy z nim ma się wrażenie, że jest zrobiony z piasku.
Pucholina – to dobre określenie na ten wynalazek. Pierwszą zasadniczą zaletą Bubbera jest jego aksamitna powierzchnia. Jest niesamowicie miła w dotyku. Łatwo się wyrabia i wałkuje. Praca z nią to sama przyjemność. Nie klei się do rąk, ani podłogi.
Do Bubbera można dokupić różnego rodzaje gadżety. Ze względu na fazę wrażliwą na litery zdecydowałyśmy się na alfabet do odciskania. Wg mnie jest to fantastyczna pomoc edukacyjna.
Dziecko może uczyć się liter wielozmysłowo, przez to proces ich przyswajania przebiega szybciej i ciekawiej. Litery w Bubberze odbijają się łatwo i są dobrze czytelne. Możemy również wykonywać działania matematyczne z pomocą cyfr. Mamy te zestawy: kształty i litery, cyfry.
Gelli Baff – czyli magiczny proszek, który zmienia wodę w żel. Do wykorzystywania na różne sposoby. Można się w nim kąpać lub rozrobić małej misce i bawić się przy stole. Zapewnia ciekawe doznania sensoryczne. Ja go rozrabiam w lekko ciepłej wodzie i jest przyjemny w dotyku.
W każdym opakowaniu są dwa woreczki z proszkiem- jeden zamienia wodę w żel, drugi rozrabia go w bardziej płynną postać, aby nie zatkać kanalizacji:) Mamy jeden taki zestaw, gdzie drugi proszek dodatkowo zmienia kolor o ten.
Jedna paczka za 20 zł wystarcza na 2 kąpiele lub 4-5 zabaw w misce. Naprawdę cudowny wynalazek na deszczowe dni do zabawy w domu, a na lato do basenu ogrodowego:)
Tzw Magic light box – w ciemnym pokoju stawiam na lampki transparentne pudełko wypełnione Gelli baff z rożnymi gadżetami. Zabawa na 102:)
Jesteście ciekawi co tam jest?Po zapaleniu światła „Sekrety morza: wg nebule:)
Po zabawie wzięłam trochę Gelli Baff, włożyłam do woreczka strunowego z kulkami i muszlami. Zostawiłam na noc w lodówce.
A rano, zabawa od nowa tylko z mocnymi doznaniami sensorycznymi i termicznymi.
Przy zabawie z Gelli Baff używałyśmy silikonowego wiadra Scrunch Bucket i ręcznika Lodger z Muppetshop
Raz na jakiś czas Ładnebebe oraz Mamissima zapraszają blogerów do akcji promocyjnych. W tym gronie znalazłam się również ja. Wspólnie z nimi wybrałam najciekawsze prezenty na Dzień Dziecka.
Moje wybory prezentujemy tutaj i dajemy Wam w prezencie zniżkę na wymienione niżej produkty w dniach 13-14 maja, a na hasło NEBULE jest również na nie darmowa dostawa.
ciekawa alternatywa dla typowych klocków układanych w pozycjach wertykalnych. Ten zestaw umożliwia układanie przestrzennych budowli w różnych płaszczyznach.
w końcu i u nas przyszedł czas na przytulanki. Mamy już Annę, Dawidka i Ariusza. Ciekawe jak nazwałaby tego misia?
czuję, że ten zestaw byłby strzałem w dziesiątkę. Połączenie fajnego designu z kreatywnością, ćwiczeniami manualnymi oraz ćwiczeniami logicznego myślenia.
4. Vilac zestaw gier
w małym pudełku mieszczą się 4 gry idealne dla 3-latka. Taki zestaw umiliłby nam wiele podróży.
ciekawa i niedroga zabawka do wanny i do basenu z wodą. Myślę, że sypki piach lub ryż również idealnie by się do niej nadawał.
czyli, łopatka, sitko i piłka. Gdzie jej użyjemy i w jaki sposób zależy tylko od nas. Piach, woda czy inny materiał nie mają znaczenia, liczy się tylko dobra zabawa.
ciekawa nowość – klocki, które łączą się ze sobą za pomocą kliknięcia. Dla małych i dużych dzieci do wykorzystania na różne sposoby.
i 1o. i spinki Kollale to dobry prezent dla każdej dziewczynki. U nas czas na spinki i gumki do włosów właśnie przyszedł, więc z tego korzystamy.
tablica w kształcie domku Muminków oraz kolorowe magnesy do układania wg wzoru.
Niewielu z Was pewnie o tym wie, że jestem kosmetykomaniaczką. Gdyby nebule.pl mnie nie wciągnęło bez reszty prawdopodobnie pisałabym bloga urodowego. Tego pewnie nie mogliście się po mnie spodziewać;)
Już od wczesnych lat uwielbiałam wszystkie mazidła, a moim ulubionym sklepem była drogeria. Z wypiekami na policzkach przemierzałam półki sklepowe z kolorowymi i pielęgnacyjnymi kosmetykami.
Pamiętam moje początki kiedy zupełnie nie zwracałam uwagi na skład kosmetyków. Najważniejsza była dla mnie cena i efekty. Moją ulubioną stroną był wizaż.pl i ich KWC (Kosmetyk Wszech Czasów). Godzinami potrafiłam przeczesywać ich rankingi i opinie użytkowniczek.
Jednak po porodzie nie miałam już tak wiele czasu, aby poświęcać każdą wolną chwilę na te hobby. „Tak wiele czasu”- to lekka kokieteria. Bo pamiętam te 5-minutowe kąpiele z Lilką siedzącą przy wannie i wtykającą patyczki do uszu w dziurki w podeście. Zajęłam się ważniejszymi w moim odczuciu sprawami.
Sentyment jednak pozostał i chociaż często moje zakupy w drogerii polegają na tym, że wbiegam, pędzę jak poparzona do półki gdzie jeszcze miesiąc temu stał ulubiony kosmetyk, biorę i kupuję. Nie mam czasu na kontemplację przy drogeryjnej półce. A bardzo bym chciała, bo lubię porównywać, czytać i później polecać coś innym osobom.
Zauważyłam, że totalnie mi nie służą drogie kosmetyki wypełnione silikonami. Moja cera polubiła się z wolnymi od sls-ów i parabenów produktami, a takich wciąż jest mało. Jak już trafiłam na coś wyjątkowego to odrzucał mnie zapach (Alterra). Bardzo długo używałam kosmetyków z Biochemii Urody i bardzo je chwaliłam.
Jednak po jakimś czasie i one mi się znudziły, a moja cera przestała reagować na 10 z rzędu olejek do twarzy. Jakiś czas temu na Instagramie trafiłam na coś nowego.
Jak prawdziwa kobieta zwróciłam najpierw uwagę na wygląd opakowania. Szybki research w sieci i czytanie opinii o nich u znanych mi blogerek urodowych. Zdecydowałam, że muszę ich wypróbować.
Kiedy przyszła paczka z ogromnym entuzjazmem rozrywałam kartonowe pudełko. Kosmetyki kupuję raczej stacjonarnie, bo lubię sprawdzić zapach czy konsystencję.
Z lekką dozą sceptycyzmu otworzyłam dwa beżowe kartoniki i się zakochałam. Już od pierwszego użycia czułam, że się polubimy na dłużej. I tak poznałam Resibo.
Do przesyłki była dołączona świetna gazeta o powstaniu tej marki z wieloma ciekawymi artykułami. Bardzo popieram polskie, kobiece biznesy i im kibicuję. Tym bardziej jestem zadowolona z mojego wyboru.
Kilka słów o kosmetykach.
Zamówiłam na próbę dwa:
Krem, o mlecznej barwie i delikatnym zapachu doskonale nawilża moją dość problematyczną skórą. Stosuję go dwa razy dziennie- rano pod makijaż i wieczorem na noc. Moja skóra ewidentnie go polubiła, bo się odwdzięcza pięknym kolorytem i lepszym napięciem. Grubszą warstwę smaruję również pod oczy. W ciągu dnia czuję, że jest dobrze nawilżona i zadbana. Nawet ostatnio Matka córek podczas malowania mnie do sesji stwierdziła, że mam zadbaną cerę;) A ja tylko staram się nie zapominać o smarowaniu kremem.
Płynu micelarnego używam nie tylko do zmywania makijażu. Po porannym prysznicu spryskuję obficie nim twarz i wycieram delikatnie wacikiem. Fajnie się stapia ze skórą i pozostawia delikatną mgiełkę na twarzy. Do tego ten delikatny zapach. Ze zmywaniem makijażu również radzi sobie bardzo dobrze i co bardzo ważne dla mnie nie podrażnia oczu. Często mam z tym problem, więc tym bardziej jestem zadowolona z tego produktu.
Jeżeli nie znacie jeszcze Resibo to gwarantuję, że szybko o nich usłyszycie- to świetna polska marka, która produkuje wegańskie, nie stosowane na zwierzętach kosmetyki bez parbenów, silikonów i sls-ów. Z nadzieją czekam na nowe produkty. Może powstanie linia dla dzieci?
Resibo – tutaj
Dziecka zbliża się wielkimi krokami i na blogach pojawia się wysyp inspiracji prezentowych. Przeglądam je dość rzadko, bo mało jest rzeczy, które mogą mnie zaskoczyć lub zainspirować. Na szczęście mam swój zmysł tropiciela świetnych pomysłów i dziś również nim się posłużę. Znów to zrobię, pokażę Wam niesamowite książki, których nie widzieliście nigdzie i zapragniecie je mieć (dla siebie lub swoich dzieci;).
Przedstawię dziś książki, przy których nikt nie zaśnie, a Wy obserwując swoje pociechy w akcji będziecie marzyli o tym, żeby dali się Wam pobawić.
Zaczynamy!
Absolutnie genialna książka z tęczowym pudełkiem z tuszem. Odbijając opuszki palców w farbie tworzymy wspaniałe opowieści. Palec wskazujący może odbić żabę lub pająka, a najmniejszy palec stworzy płatki kwiatów. Od nas zależy kolor i intensywność barwy. Po wyschnięciu tuszu możemy dorysować brakujące członki. Świetna w swojej prostocie, a zarazem bardzo atrakcyjna dla dzieci. Książka ma aż 64 strony, więc wystarczy na bardzo długo. Podczas zabawy ćwiczymy koordynację ręka-oko oraz przełamujemy nadwrażliwość dotykową.
Wg mnie świetna już dla 1,5-roczniaków do 99 lat.
ogromna kolorowanka ze świetnymi ilustracjami do wypełnienia. Niektóre przed użyciem skseruję żeby mieć je w zapasie na dłużej. Papier kredowy- daje więcej możliwości i można ją kolorować np. farbami.
w eleganckiej teczuszce umieszczone są 4 wspaniałe książeczki z naklejkami dla młodych dam. Pewnie już zauważyliście, że jest oporna tematom księżniczkowym u mojej córki.
Staram się jej w inny (bardziej realny sposób) dostarczać to czego tak chce, czyli brokat+róż+bajkowe stroje. Ten zestaw spełnia moje i jej oczekiwania, więc obie jesteśmy szczęśliwe.
A teraz coś dla starszych dzieci, bo często narzekacie, że są rzeczy tylko dla młodszych.
ogromna księga łamigłówek. Mamy do wypełnienia labirynty, wykreślanki, rebusy, a do tego 200 pięknych naklejek. Wszystko w pięknej grafice i formie. Genialna dla dzieci, które już od jakiegoś czasu uczą się języka angielskiego do dalszej pracy i motywacji (w końcu do czegoś się przyda ten angielski;). A dla młodszych fajna jest ta książka
czyli encyklopedia odpowiedzi na najbardziej kłopotliwe i czasami męczące pytania.
Skąd się biorą dzieci?
Jak słyszą moje uszy?
Do kogo idzie lekarz jak jest chory?
Te oraz odpowiedzi na inne pytanie znajdziecie w tej książce. Autor bardzo przystępnym językiem odpowiada na te najbardziej nurtujące pytania. Piękne wydanie- grube kartonowe strony i cudowne ilustracje.
I na koniec jak zwykle zostawiłam perełkę:)
wydawać by się mogło, że to tylko zwykła kolorowanka do malowania farbami dla starszych dzieci. A tu taka niespodzianka. Do uzupełniania jej nie potrzebujemy w ogóle farb. Magia? Tak! I to jaka! Żebyście widzieli moją minę kiedy zanurzyłam pędzelek w zwykłej wodzie, a cała kartka pokryła się feerią barw. Podejrzewam, że pigment jest zawarty w liniach i po zmoczeniu ich wypuszcza kolor. Malowanie nigdy nie było tak proste i fascynujące! Każdą stronę można delikatnie wyrwać, pomalować i powiesić na ścianie.
Wszystkie książki oraz wiele innych z wyd. Usborne możecie zamówić –> tutaj <– Jeżeli chcecie żeby książki dotarły do Was do 1 czerwca to zamówienie trzeba złożyć do 18 maja.
Inne wpisy o książkach Usborne:
Usbornemania – czyli wielka BibLILOteczka
bibliloteczka-ksiazka-pianino
Mam też dla Was rabat do 18 maja
Dziś zaprezentuję nasze wybory w trochę inny sposób niż dotychczasowe. W ten weekend oraz w najbliższym tygodniu odbędą się naprawdę ekscytujące wydarzenia.
w parku na Starej Ochocie znajdują się dwa świetne place zabaw. Jeden jest dedykowany dzieciom młodszym, a drugi jest dla starszaków. Można często nas tam spotkać, bo mamy niedaleko.
Obok parku jest umiejscowiona urocza kawiarnia – Kolonia Ochota, która otwarta jest tylko od wiosny do jesieni. Świetnym rozwiązaniem jest plac zabaw przy tarasie. Można napić się kawy i mieć oko na dzieci.
Szykuje się kilka ciekawych wydarzeń – nie tylko w Warszawie
z okazji 250 – lecia teatru publicznego w Polsce będzie można kupić (osobiście w kasach od 11 maja) bilety na sztuki teatralne, które odbędą się 23 maja. Uważam, że jest to świetny pomysł na promocję kultury. Obawiam się tylko kolejek przy kasach:)
wydarzenie będzie trwało od 8 do 17 maja w 3 miastach:Warszawa, Wrocław, Bydgoszcz. My się wybieramy na niedzielny plac zabaw. Warsztaty dla dzieci są bezpłatne, ale trzeba się zapisać tutaj
świetne wydarzenie dla miłośników książek. Jak zwykle wszystkie polskie wydawnictwa dedykowane dzieciom przygotowały coś extra! Wydawnictwo Dwie siostry zaprosiło autorkę kultowej już Ulicy Czereśniowej. Przewidziane są warsztaty, spotkania autorskie. W
dla trochę starszych dzieci niesamowite wydarzenie. Już jutro wszyscy miłośnicy nauki i eksperymentów zbiorą się na dorocznym pikniku. Serdecznie polecam.
No i jak? Wybieracie się gdzieś?
Po informacjach, które zawarłam w poście Czego nie widzi matka już wiecie, że moje dziecko nosi okulary. Bardzo je lubi i zakładanie ich stało się oczywistością. Wg zaleceń pani profesor zaklejamy mocniejsze oko na 2h.
Obawiałam się tego procederu. Jednak moje dziecko jest ode mnie dojrzalsze i przyjęło tę informację bez żadnego stresu. Na Allegro zamówiłam cudowne, kolorowe ortopady z brokatem.
Podczas tych dwóch godzin musimy wykonywać ćwiczenia słabszego oka. Idealne są różnego rodzaju prace manualne: wycinanie, nawlekanie, składanie…
Jednak jakiś czas temu wymyśliłam lepszą pomoc do ćwiczeń. Kulodromy- czyli drewniane tory, po których dziecko spuszcza kulki. Genialne w swojej prostocie, a dają tyle zabawy.
Jak tylko go dostałyśmy byli u nas 9-letni bliźniacy. Siedzieli razem z Lilką na dywanie i przez dobrą godzinę bawili się tą zabawką. Jest to jedna z fajniejszych zabawek na jaką ostatnio trafiłam.
Podczas zabawy dziecko ćwiczy wiele zmysłów. Dodatkowo- ten nasz świeci w ciemności. Kiedy dzieci odkryły tą niezwykłą właściwość siedziały przez drugą godzinę w łazience:) Składa się do niewielkich rozmiarów i nie zajmuje dużo miejsca.
A najlepsze jest to, że kulodromy Trix trax można ze sobą łączyć i zrobić z nich nowe większe konstrukcje.
Tak prezentuje się nasz:
A inne ciekawe kulodromy możecie obejrzeć tutaj:
Nie noszę okularów, ale dobrze wyglądają na zdjęciu,
Taką lemoniadę robiłam ostatnio pół roku temu.
Nie zapisuję pomysłów na posty na kartkach, bo je gubię.
Notorycznie rozlewam kawę i zostawiam wszędzie kubki.
Jabłko też dorobiłam:)
Jak widzicie zdjęcie podzieliłam na pół. Linia, która jest na środku to prawda, półśrodek, średnia krajowa. Tak jest u mnie i u Ciebie. U innego blogera ta linia może być grubsza lub cieńsza.
Lewa strona jest wystylizowana i ułożona co do milimetra. Te rzeczy normalnie nie znajdują się przy moim komputerze. Wszystko zostało tu umieszczone na potrzebę zdjęcia. Ładnego zdjęcia, na które chce się patrzeć.
Nikt nie chciałby patrzeć na rozlaną kawę i okruchy na stole. Taka jest prawda, że prawie każdy bloger ustawia zdjęcia. Jest niewiele blogów, które pokazują autentyczny świat ich otaczający. Pamiętam jak kiedyś wrzuciłam zdjęcia, na których były widoczne smugi na drzwiach wejściowych.
Zobaczyłam je dopiero je dopiero kiedy ktoś „życzliwy” zwrócił mi na to uwagę, że jak ja mogę mieć takie drzwi. W popłochu weszłam na zdjęcia, powiększyłam 5 razy i rzeczywiście dostrzegłam szare smugi, które powstały od kół wózka.
Uważam, że jest wiele przyjemniejszych rzeczy w życiu niż sprzątanie i dbanie o porządek. Jednak po tych uwagach zaczęłam oglądać prawie każde moje zdjęcie pod kątem takich „smaczków” aby nikt nie mógł mi niczego zarzucić. Tak, przyznaję się do tego, że stylizuję zdjęcia.
Tuż przed robieniem fotek do wpisu sprzątam, ustawiam, odkładam klocki na miejsce i wycieram drzwi. Bo kto by chciał oglądać byle jakie zdjęcia z bałaganem? Myślę, że nie ma takiej osoby.
Teraz każdy chce mieć zdjęcia jak z Pinteresta i prawie każdy je ustawia. Kiedyś moja znajoma Paulina wysyłała mi już zrobione zdjęcia żeby rzuciła okiem czy pod łóżkiem nie widać kotów. Pewnie domyślacie się jakich.. tych puszystych, mięciutkich, szarych kłębków kurzu. A inna wynajmowała wnętrze do zdjęć, bo jej dom się nie nadawał.
Jeżeli robię zdjęcia w jednym pomieszczeniu to zbędne przedmioty przenoszę do drugiego i perfekcyjnie ustawiam. Dlatego ten projekt, który dziś Wam zaprezentuję jest to żebyście zobaczyli tę prawdę. Prowadzę takie same życie jak prawie każda mama na urlopie wychowawczym. Pranie kisi się w pralce, na suszarce wisi jeszcze porcja sprzed tygodnia. A ja piszę wpis.
Na zdjęciach nie zobaczycie brudu, czy innych „kwiatków”, ale chcę pokazać jak wygląda nasza codzienność. Normalne życie.
Zachęcam też inne blogi do pokazywania ich „Między blogiem a prawdą”. Możecie pobrać moje zdjęcie tytułowe i oznaczyć hasztagiem #miedzyblogiemaprawda
p.s. znam chyba tylko jeden blog, który zdjęć nie stylizuje Olga i ferajna i za to ich kocham
Wrocław to miasto gdzie różne kultury mieszają się i są już nierozdzielne. Miasto niezwykle tajemnicze, wręcz bajkowe. Przepiękna architektura jest niesamowitym tłem do historii. Wąskie uliczki zapraszają wszystkich zwiedzających.
Magia tego miasta udzieliła nam się już tuż po przyjeździe. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy jest stylizowany na bajkę „Alicja z krainy czarów”. Ja byłam zachwycona, a co dopiero dziecko.
Kolorowe ściany i pstrokate dywany od początku wprowadziły nas w klimat tego miejsca jak z filmu Burtona. Detale takie jak: fotele w kształcie filiżanek, malutkie tajemnicze drzwiczki w pokoju czy jadalnia jak z bajki wprowadziły nas magiczny charakter tego miasta.
Przepiękny! Idąc ulicą i spotykając mosiężne krasnale ma się wrażenie, że nadal ma się 10 lat. Wąskie, kolorowe uliczki prowadzą przez rynek. Wrocław to przede wszystkim miasto tajemniczych drzwi. Przechodząc obok tak pięknych bram, chce się tam zajrzeć i odkryć ich sekret. Bajka. Polecam wszystkim na weekendowy wypad.
Zapraszam na naszą relację.
Hotel Ibis
A Wam jak minęła majówka?
Jako, że długi weekend zaczyna się już jutro to dziś na blogu post o tym co robić w weekend w stolicy i okolicach.
Wspaniałe miejsce w centrum Warszawy. Nie wiem czy wiecie, ale w większości dużych miast nie ma parków w centrum miasta. Warszawa pod tym względem jest wyjątkowa.
Miejsce, które dziś polecam ma niepowtarzalny klimat. Tuż za grobem Nieznanego Żołnierza znajduje się piękny park. Na samym początku nie da się nie zauważyć wielkiej i pięknej fontanny. A skręcając za nią w lewo dojdziemy do placu zabaw.
Ma bardzo ciekawe huśtawki (nie widziałam jeszcze takich nigdzie) oraz ogromne koło-karuzelę. Warto to przyjść z dzieckiem dla tych wszystkich zachwytów.
Z pozoru może się wydawać, że to nie jest miejsce dla dzieci, bo nie ma ani kącika zabaw ani przewijaka. Ale Momu ma przede wszystkim genialne jedzenie, a o to dość trudno w typowych restauracjach dla dzieci. Obsługa jest bardzo kids friendly i na zamówienie drukują kolorowanki z księżniczkami.
W niedzielę jest Pani animatorka, która dzielnie zabawia maluchy. Co ciekawe menu w Momu zmienia się co kilka miesięcy. Teraz przyszedł czas na włoskie (krewetki!). Muszę wspomnieć, że wielki obiad dla dziecka kosztuje 9 zł!
P.s. Spróbujcie genialnej lemoniady pietruszkowej.
Czyli wszystko w jednym: ruch+kultura+jedzenie u Pani Gessler.
Jak tylko będzie ładna pogoda to koniecznie się tam wybierzcie. Nigdy nie widziałam tak przepięknie zaprojektowanego ogrodu. Nawet Central Park w Nowym Yorku nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
W krzakach pochowane są głośniki, z których płynie muzyka Chopina. Cudowne miejsce na długi spacer i dużą dawkę kultury. Byliśmy tam jak Lilka była jeszcze skrzatem Żelazowa Wola.
Jednym z fajniejszych zwyczajów, który przybył do Polski zza wielkiej wody jest baby shower czyli tzw. przyjęcie brzuszkowe. W Polsce nie jest aż tak popularne jak w USA, ale powoli zaczyna nabierać na znaczeniu i u nas. Pokaże wam też niżej inspiracje jaki prezent na baby shower i jakie dekoracje.
Przyjęcie organizuje się na cześć przyszłej mamy i jej nienarodzonego jeszcze dziecka. Zazwyczaj takie wydarzenie odbywa się pod koniec ciąży.
Całym przedsięwzięciem zajmują się najbliższe koleżanki przyszłej mamy. Najczęściej takie przyjęcia są dużą niespodzianką, bo główna bohaterka nie bierze udziału w przygotowaniach.
W Polsce bardziej popularne są tzw. odwiedki czyli odwiedziny tuż po porodzie. A wtedy często młoda mama i jej dziecko nie mają siły ani chęci na przyjmowanie gości. Zazwyczaj dopiero wtedy kupuje się coś dla dziecka, kiedy już wszystko jest kupione… Więc na odczepnego mamy proszą „pampersy”, bo nie mają chęci ani siły wyszukiwania potrzebnych rzeczy i robienia listy.
Myślę, że brak popularności baby shower w Polsce jest wciąż związany z zabobonami, które wciąż w naszym kraju wiodą prym.
Kiedy moje znajome chciały mi zorganizować takie przyjęcie w 9 m. ciąży podchodziłam do tego z dużym dystansem. Nie wiedziałam za bardzo o co chodzi, ale to ja w naszym towarzystwie przecierałam te szlaki.
Na moim przyjęciu była deska serów oraz surowy łosoś- z tego menu „dla ciężarnej” śmiejemy się do dziś. W prezencie dostałam bardzo praktyczną wanienkę Flexi bath, która bardzo nam się później przydała.
Bardzo miło wspominam te wydarzenie, chociaż byłam do niego dość sceptycznie nastawiona i uważałam, że nie jest konieczne. Dopiero po porodzie zrozumiałam jak ciężko jest nam się spotkać w większym gronie i porozmawiać przez kilka godzin bez martwienia się, czy dziecko śpi czy też nie.
Na moim przyjęciu nie było tortów z pieluch czy konkursów. Spotkałyśmy się, dużo rozmawiałyśmy i spędziłyśmy naprawdę miły czas.
Obecnie jedna z moich przyjaciółek jest w 9m. ciąży. Także dla niej zorganizowałyśmy takie przyjęcie. Zachwyciła się:)
Już mamy wprawę w dobieraniu menu i nie pojawiła się tam żadna surowizna czy produkty niedozwolone w ciąży. Było za to mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy. Przyszła mama dostała oczywiście kilka prezentów.
Długo myślałyśmy o prezencie idealnym, aż w końcu sama mama nam podsunęła świetny pomysł. Asia zażyczyła sobie szumiącego misia Whisbear. Przyznałam jej szczerze, że nie widziałam o istnieniu takiego wynalazku.
Jak Lilka była noworodkiem to puszczałam jej dźwięk suszarki z youtube:). Zatulona mocno w kocyk przy takich szumach uspokajała się momentalnie.
Uznałyśmy, że to będzie genialny prezent. Dołożyłyśmy jeszcze pasujący kolorystycznie otulacz. Przyjaciółka była wniebowzięta. Pierwszy miś dla jej córeczki okazał się strzałem w dziesiątkę. Taki zestaw to fajny pomysł na prezent dla przyszłej mamy.
Poniżej zdjęcia z baby shower organizowanego ponad rok temu dla przyszłej mamy chłopca. A potem reportaż z tego weekendu (przyjęcie drugiej przyjaciółki). A tak btw widzę porażającą różnicę w jakości zdjęć:)
A Wy miałyście baby shower?
Nie mam ostatnio pomysłów na śniadanie, a klasyczna owsianka już dawno nam się znudziła.
Moja przyjaciółka – Kasia z amicusdesign przekazała mi bardzo nowatorski przepis. Musiałyśmy go wypróbować! Wyszła przepyszna…
Egzotyczne smaki pobudzają zmysły od rana.
Składniki:
Do rondelka wsypujemy płatki i zalewamy je sokiem ananasowym. Mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Jak płatki zmiękną, dodajemy pozostałe składniki i gotujemy. Co jakiś czas mieszamy. Po 10 minutach serwujemy.
Jeżeli macie jakieś ciekawe i szybkie przepisy na zdrowe śniadania napiszcie je w komentarzu:)