Symfonia B.toys – czy warto ją kupić?

Jak już pewnie wiecie nie przepadam za interaktywnymi zabawkami. Tu się naciśnie, tam zagra i zaświeci. Czasami nawet niespodziewanie o północy potrafi takie ustrojstwo zagrać „Dla Elizy” włączone przez kręgiel w koszu zabawkami. Przyznam Wam szczerze, że jeszcze nigdy nie trafiłam na fajną, ładną, a do tego ciekawą plastikową zabawkę interaktywną.

Staram się ograniczać plastik do minimum. Inwestuję w zabawki drewniane lub wykonane z dobrej jakości tkanin. Zależy mi żeby moja córka miała styczność z różnorodnymi fakturami i materiałami. Dodatkowo strasznie mnie drażnią dźwięki takich zabawek i mam ochotę zatykać uszy podczas takiego koncertu.

Wyjmowanie baterii, wkładanie + do – lub udawanie, że zabawka się zepsuła też nie wchodzi w grę, bo nie oszukuję swojego dziecka. Poszłam po najmniejszej linii oporu. Moje dziecko nie ma ani jednej takiej zabawki… Trochę to też egoistyczne zachowanie. Dla mojej higieny psychicznej nie kupuję zabawek grających.

Ale, że tylko krowa nie zmienia poglądu…

U znajomej miałyśmy okazję pobawić się zabawką, która była interaktywna. Świeciła, grała i zachęcała do interakcji z zabawką jak i drugą osobą. Czyli wszystko to, czego nie lubię w zabawkach. „Wow!”- pomyślałam po 15 min zabawy nie miałam ochoty walić głową w ścianę. Te melodie wpadły mi w ucho. Mało tego, podobały mi się szalenie.

Ok, zdecydowałam się na niąSymfonia od B.Toys jest z nami od 2 tygodni, a ja ją uwielbiam. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Bo jest to mądra zabawka!

DSC_3955
DSC_3956

Całą zestaw  składa się z konsoli oraz 12 instrumentów podzielonych na grupy (przy naciśnięciu przycisku podświetlają się wszystkie z danej grupy):

  • dęte drewniane: klarnet, flet
  • dęte blaszane: tuba, trąbka
  • perkusyjne: bęben, talerze, ksylofon
  • klawiszowe: fortepian, akordeon
  • strunowe: sitara, gitara, koto, skrzypce
DSC_3963

Instrumenty są ruchome, lekko gumowe. U podstawy mają kształt, który również trzeba dopasować do odpowiedniego miejsca (trudniejszy sorter). Można regulować głośność oraz tempo.

Uważam, że jest to zabawka doskonała. A jak wiecie, nieczęsto zdarza mi się używać takich określeń.

Kształtuje słuch muzyczny, uczy rozpoznawania dźwięków tylko na drodze słuchowej oraz stymuluje wzrokowo. Lilka bawi się nią sama, ale często też zaprasza nas na quiz muzyczny. 

Pulpit dyrygenta uczy jak powstaje muzyka. Pomagają to zrozumieć dwa przyciski „melodia” i „akompaniament”

Ustawiamy do 6 instrumentów na pulpicie, naciskamy „play” i mamy koncert. Podczas trwania utworu możemy instrumenty ustawiać lub zdejmować. Różnica w dźwięku następuje natychmiastowo. Symfonia uczy słuchania muzyki.

Do tego dźwięki są realne, przyjemne dla ucha. Czuję się jak w filharmonii!

A tu nasze zabawy. Uznałam, że same zdjęcia to za mało żeby zaprezentować „moc” tej zabawki.

DSC_4063

Solo

W duecie

Symfonia B.toys

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Z wizytą u Księżniczki…

Jednym z ogromnych plusów blogowania jest możliwość poznawania nowych ludzi. I nie mam na myśli kontaktów wirtualnych, a twarzą w twarz. Na Księżniczkę w kaloszach trafiłam stosunkowo niedawno, a na jej blogu poczułam się bardzo dobrze. Trochę nawet jak w domu.

Założyłam ciepłe kapcie, okryłam się kocem i z herbatą zimową  jednym kliknięciem wprosiłam się w jej blogowe progi. Post za postem, a ja już od razu wiedziałam, że się dogadamy.

Jej punkt widzenia często pokrywa się z moim, mimo tego, że styl życia jest kompletnie inny. Ja wychowana praktycznie na wsi mam wciąż ciągoty do sielskiego życia. I ona na końcu świata, tam gdzie sygnał gps to bardzo pożądana rzecz.

Mieszkają nad stajnią, w samym środku… niczego. Porzucili miejskie życie żeby spełniać swoje marzenia. To widać, słychać i czuć. Dom z duszą, a nie z pinterestu z oknem  z kuchni do stajni. Niesamowite.

Przeszłam przez bramę i nie odróżniłam owcy od kozy (!), kaczkę z gęsią też pomyliłam. Brakuje mi tego. Z ogromnym uśmiechem patrzę na nich, na ich syna, który ma możliwość bycia tak blisko natury. Tam gdzie rytm roczny wyznaczają pory roku, a nie wyprzedaże w Zarze. 

Ich Stajnię Zamczysk mam zamiar odwiedzić jeszcze nie raz, bo tam znów mam wrażenie, że mam 5 lat.

DSC_3568
DSC_3577
DSC_3581
DSC_3578
DSC_3587
DSC_3582
DSC_3588
DSC_3595
DSC_3591
DSC_3594
DSC_3598
DSC_3603
DSC_3608
DSC_3611
DSC_3615
DSC_3619
DSC_3630
DSC_3633
DSC_3628
DSC_3634
DSC_3651
DSC_3660
DSC_3662

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy metoda M. Montessori jest dla Ciebie?

Znawcy tematu twierdzą, że metoda stworzona przez M. Montessori jest dla wszystkich dzieci.

Jednak nie jest dla wszystkich rodziców… Dlaczego?  

W tym „psychoteście” spróbuję z lekkim przymrużeniem oka przedstawić główne założenia, z którymi rodzice mogą mieć problem.

1. Zapisałaś/eś dziecko do placówki montessoriańskiej. Jednym z założeń jest stopniowa  adaptacja. Wchodzisz do sali, nauczyciel prosi żebyście nie dotykali niczego z czym pracuje dziecko. Widzisz jednak, że Twoje  dziecko nie radzi sobie z daną rzeczą. Jak się zachowujesz?

a) Odkładasz książkę, gazetę i lecisz na pomoc depcząc po drodze dywaniki innych dzieci, które pracują sumiennie na podłodze i robisz to za niego.

b) Przez całą salę krzyczysz: „Kazik, nie tam to wkładasz. Spróbuj to przełożyć. O tak, tam! Brawo!”

c) Nie robisz nic. Obserwujesz dalszy rozwój sytuacji.

2. Przekraczasz próg przedszkola. Spieszysz się do domu, bo padasz na twarz. Twoje dziecko biegnie do Ciebie po czy mówi, że właśnie rozłożyło złote koraliki (tak na pół godziny roboty). Co robisz?

a) Nie zgadasz się, prosisz o złożenie i szybko wychodzisz.

b) Próbujesz negocjować, wytaczasz nawet bardziej przekonujące argumenty (np. słodycze w domu).

c) Siedzisz i cierpliwie czekasz.

3. Twoje dziecko pracuje  z brązowymi schodami.  W pewnym momencie bierze jeden kawałek drewna, podnosi do góry i biega jak oszalałe krzycząc „To jest samolot myśliwski. Wrrrrrrrrrr.” Nauczycielka podchodzi, prosi żeby dziecko układało brązowe schody według instrukcji. Dokonuje ponownej prezentacji. Twoje dziecko nadal twierdzi, że kawałek drewna to myśliwiec. Pani prosi o odłożenie pomocy na miejsce. Obserwujesz tę sytuację zza drzwi. Co robisz?

a) Podchodzisz do nauczycielki i pytasz dlaczego zabija dziecięcą wyobraźnię

b) Nie robisz nic, po powrocie do domu szukasz w sieci odpowiedzi na to pytanie, bądź wyżalasz się na forum i pytasz co robić.

c) W pełni akceptujesz założenia pedagogiki i jej ufasz

4. Przychodzisz po dziecko i widzisz… Biegnie Kazik… Wygląda jak by grał w paintball’a. Rękawy w czerwonej farbie, na brzuchu plamy po barszczu, rajstopy mokre i tyłem na przód. Co mówisz?

a) „Matko jedyna, stówę kosztowała ta bluzka, do kosza się tylko nadaje”

b) „Dziecko jak Ty wyglądasz. Nie mogłaby Pani Cię pokarmić następnym razem?”

c) „O, widzę, że miałeś dziś ciekawy dzień. Pracowałeś w kąciku wodnym i sam nalewałeś barszcz?”

5. Jak reagujesz na informację o tym, że Twój maleńki 3-latek z grudnia będzie w grupie z 5-latkiem ze stycznia?

a) Bardzo się tym martwisz. Masz wizję, że starsze dzieci w grupie to nic dobrego.

b) Prosisz nauczycielkę żeby miała oko na Twojego malca.

c) Jesteś zadowolona/-y, że Twoje dziecko będzie miało możliwość przebywania ze starszymi dziećmi w końcu grupa rówieśnicza to sztuczne środowisko.

6. Odbierasz dziecko, wchodzisz do sali, nauczycielka siedzi i pije herbatę. Pytasz swoje dziecko czego dziś się nauczyło. Ono odpowiada, że cały dzień (od 9-17) układało czerwone belki. Co sobie myślisz?

a) „I za to płacę 1500 zł miesięcznie?”

b) „Ok, pewnie nie pamięta”. Podchodzisz do nauczycielki i pytasz z czym Kazik dziś pracował. Ona potwierdza, że cały dzień spędził na dywaniku pracując z czerwonymi belkami. Myślisz sobie, że jeżeli czegoś porządnego go w końcu nie nauczą to zmieniasz placówkę.

c) „Ok, widocznie ma teraz na to fazę”

7. Wchodzisz pierwszy raz do przedszkola Montessori. Obserwujesz półki, pomoce, zabawki. Nie ma tu designerskich zabawek (prosto z blogów;). Co myślisz?

a) „Ehhh, wprowadziliby tablicę multimedialną, a nie tylko to drewno i drewno”

b) „Ale jak to  nie ma Świnki Peppy?”

c) „Ufam, że jest miejsce naturalnie wspomagające rozwój dziecka’.

8. W sali na półce są szklane przedmioty, małe kulki, świeczka i zapałki. Już masz przed oczami swojego Kazika, który bierze te rzeczy. Co myślisz?

a) „Chyba Pani się pomyliła i postawiła te niebezpieczne rzeczy za nisko”

b) „Sprawdzę, czy nauczycielki mają kurs pierwszej pomocy”

c) „Cieszę się, że moje dziecko będzie miało możliwość pracowania z każdym materiałem”

9. Jest ziąb okrutny. Idziesz po dziecko i myślisz, że w taką pogodę to nawet psa z kulawą nogą nikt by na podwórku nie wypuścił. Przekraczasz bramę przedszkola, a dzieci bawią się na podwórku. Niektóre robią błotne kotlety, a niektóre skaczą do kałuży, a Kazik jak to Kazik zjeżdża na brzuchu po błocie z górki. Co sobie myślisz?

a) @#$&^**($$ (cenzura)

b) Liczysz do 10, wdech wydech i prosisz nauczycielkę na słówko

c) Myślisz sobie, że Kazik ma naprawdę świetną zabawę.

10. Odbierasz Kazika i nauczycielka mówi, że Kazik nie chciał dziś jeść obiadu. Był tak zajęty innymi rzeczami, że nawet nie usiadł do stołu.Co robisz?

a) Jesteś przerażona. NALEGASZ, aby Kazik teraz usiadł i zjadł swój obiad. On nie chce. Ty nadal nalegasz. W końcu mówisz, że jak nie zje to nie będzie bajki.

b) Prosisz nauczycielkę żeby następnym razem przekonała go do jedzenia. Najlepiej żeby go nakarmiła.

c) Pytasz Kazika dlaczego nie zjadł obiadu. On mówi ” Mama nie miałem casu”. Myślisz ok, w końcu nie umrze  z głodu.

No i jak wypadacie?

a tu macie wpis z perspektywy czasu i doświadczeń – Metoda Montessori – co nam się sprawdziło a co nie.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

BibLILOteczka – Wielka księga Basi i Franka

Pamiętacie mój wpis o Basi i Franku? Miłość do tych książeczek trwa u nas nieprzerwanie. Niestety nie mogłam znaleźć brakujących nam do kolekcji „Basia, Franek i liczenie” i „Basia Franek i pojazdy”. Kiedy odkryłam, że wydawnictwo Egmont wydało właśnie „Wielką księgę Basi i Franka” ucieszyłam się ogromnie.

W jednej książce mamy zbiór wszystkich przygód Basi i Franka + kilka nowych. Bardzo fajnym pomysłem było dodanie kilku zgadywanek w tematyce opowiadań. No i cóż mogę jeszcze napisać? Książka ma 158 (!) stron. Czytamy ją na raz. Inne opcje nie wchodzą w rachubę tak Lilka polubiła się z tym sympatycznym rodzeństwem.

Księga jest idealną propozycją na podróże (przynajmniej dla nas).

Dodatkowo piękne ilustracje i ciekawe teksty zachęcają do kolejnego czytania. Mam nadzieję, że powstaną kolejne części przygód Basi i Franka.

Polecam ją wszystkim. Wg mnie idealna dla dzieci 18m +

DSC_3242
DSC_3252
DSC_3244
DSC_3245
DSC_3247
DSC_3248

A to mój ulubiony fragment:

DSC_3249
DSC_3250

Mamy również Wielką Księgę Basi – jest to zbiór opowiadań, które ukazywały się cyklicznie w  magazynie Dziecko. Jest to pozycja dla troszkę starszych dzieci. L. jeszcze nie jest w stanie skupić wzroku na kartkach gdzie nie ma obrazków. Ale czeka na nią już na półce:)

DSC_3254
DSC_3255
DSC_3256
DSC_3257
DSC_3258
DSC_3259

Wielka księga Basi i Franka – wydawnictwo Egmont tu

A tu najnowszy wpis o Basi a w nim rabaty!!!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bomba witaminowa

Od dwóch tygodni pijemy bombowe koktajle.

Koktajle z bombową dawką wit. C.

Składniki:

  • banan
  • sok z połówki cytryny
  • nać pietruszki
DSC_2994
DSC_2997
DSC_3001
DSC_3007
DSC_3010

Dziewczyny!

Pod jednym z wpisów pisałyście, że podajecie dzieciom aloes. Napiszcie coś więcej!

A tu wpis w którym opisuję dlaczego potrzebna ci jest Wyciskarka wolnoobrotowa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Biblioteczka rodzica – „Twoje kompetentne dziecko”

Dziś zrecenzuję Wam książkę duńskiego terapeuty i pedagoga Jespera Juula. O tym autorze mówiła również Agnieszka Stein na Konferencji Bliskości. „Twoje kompetentne dziecko” zaczęłam czytać już bardzo dawno, ale dopiero teraz JA sama czuję się kompetentna aby opisać Wam tę pozycję.

Dla kogo jest ta książka?

Myślę, że nie tylko dla rodziców. Wiele wątków okazało się pomocnych nie tylko dla mnie jako rodzica, ale  i terapeuty, który pracuje z dziećmi i ich rodzinami. Pewnie się zdziwicie, ale ta książką dała również do myślenia mi jako żony.

Po lekturze, czuję, że nabyłam nowe KOMPETENCJE, a może je tylko odzyskałam?

Nie mam już wątpliwości czy pozwalam córce na zbyt wiele…

DSC_2879

Już na pierwszych stronach odnalazłam odpowiedź na moje teraźniejsze  problemy.

BUNT DWULATKA – oh, ile razy słyszałam to stwierdzenie.

Płacze? to bunt dwulatka.

Nie chce się ubrać? to bunt dwulatka

Nie zjadło obiadu? to bunt dwulatka

U niektórych zaczyna się nawet ok. 18 m.ż.. Jeżeli będziemy źle postępować to może zakończy się wieku 18 lat, a może i nie.

Jesper Juul otworzył mi oczy… „Ja sama” „Ja nie chcę” „Lila nie lubi”  to nie jest BUNT

Bunt będzie dopiero wtedy kiedy zaczniemy narzucać dziecku swoje zdanie i będziemy zawsze wiedzieć lepiej.

Cytat „Jeśli rodzic odniesie się do kiełkującej niezależności swego dwuletniego dziecka z niechęcią lub oporem, w ciągu kilku miesięcy  dziecko albo zacznie się buntować- na opór odpowiadając oporem- albo całkowicie straci inicjatywę i stanie się jeszcze bardziej zależne”

Te słowa powtarzam sobie codziennie jak mantrę…

Książka nie jest łatwa w odbiorze, uderza w samo sedno rodzicielskich błędów. Ja dzięki niej spojrzałam krytycznie na niektóre swoje zachowania. Zajęło mi to dość długo, ale teraz już wiem, że postępowałam źle. Najciekawsze jest to, że wcześniej się zastanawiałam:” Czy aby na pewno dobrze postępuję?” Dałam się ponieść konwenansom , a nie słuchałam siebie.

„Musimy traktować ich tak, jak chcemy by traktowali swoje dzieci”  Widzicie jakie to proste?

Myślę, że nie wszyscy rodzice są gotowi na tę książkę. Wiecie dlaczego? Bo będą się bali, że dzieci „wejdą im na głowę”. Dzieci mają być grzeczne (czyt. uległe). J. Juul obala ten mit! Nie ma takiej potrzeby żebyśmy rządzili dzieckiem.

W jednym z rozdziałów autor pisze o poczuciu własnej wartości,  wierze w siebie oraz o tym, że te terminy często są ze sobą mylone. Pamiętacie mój post Kocham, nie chwalę? W komentarzach wiele z Was miało wątpliwości co do skuteczności tej metody. Polecam właśnie Wam przeczytanie tej lektury. Wiecie, że nadmierne pochwały w stylu „wspaniały „cudowny” „fantastyczny” mogą przynieść więcej szkody niż pożytku? Te słowa nie wzmacniają wiary w siebie…

Juul nie tylko krytykuje złe zachowania, ale również tłumaczy jak postąpić inaczej. Dlatego ta książka jest trudna. Pozwala zrobić rachunek rodzicielskiego sumienia, ale również krzepi. Nikt nie jest idealny. Dziecko potrzebuje prawdziwego rodzica z trudnymi emocjami, ze złym humorem, z bolącą głową, popełniającego błędy…

A teraz o rozdziale, który ciągle przepracowuje w głowie.

Granice

Juul podaje IMO rewolucyjne rozwiązanie. Zamiast nakładać ograniczenia na dzieci, wytyczmy granice dla siebie.

„Uniwersalny zestaw zasad nie istnieje. Rodzice muszą nauczyć się ustalać SWOJE indywidualne granice w relacjach z dziećmi. Innymi słowy muszą zbudować własny autorytet, a nie sprawować władze autorytarną”.

Ja już od jakiegoś czasu miałam to w głowie. Juul nazywa to „automatyczną rodzicielską sekretarką”. W sytuacjach kryzysowych zadaję sobie kilka pytań:

„Czy rzeczywiście wierzę w to co mówię?

Które z moich uwag są zbyteczne? Które zostały przejęte od moich rodziców lub dziadków”

Język osobisty… to jest to z czym mam problem. Na podstawie tej książki uczę się używać czasownika „chcę” zarówno w rozmowie z dzieckiem jak i ze sobą.

Świetnie Jull obrazuje ta słowa scenką: Dzwoni telefon, a dziecko nie daje mamie powiedzieć ani słowa.

„Simon, mamusia chciałaby usłyszeć co ciocia mówi przez telefon”- te słowa mówią dziecku, że nie szanuję swoich granic możesz robić co chcesz.

„Simon, chcę żebyś był cicho, kiedy rozmawiam z ciocią” te słowa wyznaczają moją granicę i proszę Cię żebyś je uszanował.

Powiem szczerze, że mam z tym problem. Język osobisty jest u mnie do przepracowania!

Jeszcze jedno stwierdzenie mam do przerobienia. Nie wiem jak Wy, ale często zdarza mi się zwracać do mojego męża „Tato”, a o sobie w rozmowie z nim mówię „Mama”. Juul radzi żeby wyjść z roli. „Jeżeli kobiecie nie podoba się sposób jak jej mąż pomaga synowi w lekcjach, ważne jest, aby podeszła do niego jako jego żona, partnerka , a nie jako matka swojego dziecka”. Rewolucyjne, prawda?

I kilka słów o moralności…

Dlaczego rodzice mają podwójną moralność? Jeżeli relacje ze swoimi dziećmi są dobre to znaczy, że są dobrymi rodzicami. Jeżeli nie układają się pomyślnie to znaczy, że dziecko jest złe. Nie, dziecko nie jest złe! To my- dorośli źle postępujemy. Książka „Twoje kompetentne dziecko” jest właśnie przewodnikiem jak odzyskać bądź nabyć kompetencje do współdziałania z dziećmi.

zdjęcie książki Twoje kompetentne dziecko
Twoje kompetentne dziecko - przód okładki
Twoje kompetentne dziecko - tył okładki

Jesper Juul „Twoje kompetentne dziecko” – wydawnictwo Mind

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Senty-menty

Czy można  przenieść się do czasów dzieciństwa? Czy da się cofnąć o prawie 25 lat  do czasów kiedy prawie na wszystkich polskich podłogach królowało linoleum w boazerię? Pewnie nie.

A czy można chociaż przez godzinę mieć wrażenie, że znów jest się Anką z czarnymi włosami pofalowanymi  od warkoczyków i wydzierającą się na cały regulator przy piosenkach Natalii Kukulskiej? Tak!!!

Ja właśnie w tę niedzielę znów miałam taką możliwość. Nie, nie przyśniło mi się…

Byłyśmy z Lilką na premierze przedstawienia pt. „Senty-menty” w Teatrze małego widza i cofnęłyśmy się o te 25 lat do krainy mojego dzieciństwa.

Mogę śmiało powiedzieć, że było to widowisko muzyczne. Połącznie animacji z PRL-u, muzyki i śpiewu na żywo oraz gadżetów z tej dekady stworzyło niesamowity klimat. „Powrót do przeszłości” wywołały u mnie stroje muzyków-aktorów stylizowane na lata 70-80, fryzury, a nawet buty (jarmiłki!!!) do tego wspomniane wyżej linoleum na scenie, a na teatronie turecki dywan z poduszkami w motyw „no signal” i radziecki telewizor.

„Meluzyna” do tej pory chodzi mi po głowie…

A „Łapy, łapy cztery łapy” w wykonaniu jednego z wokalistów z przedniojęzykowo-zębowym „ł” to był prawdziwy majstersztyk! Po przedstawieniu dzieci miały możliwość pobawienia się zabawkami rodem z PRL-u. Wańki wstańki, kalejdoskopy, metalowe bączki, matrioszki odmłodziły mnie o te 25 lat. Przy wyjściu na wszystkich czekała niespodzianka: poczęstunek w postaci słodyczy z tamtej dekady, czyli: galaretki w cukrze, raczki, krówki, ciepłe lody…

A Wam z czym się kojarzy ten okres?

Serdecznie polecam wszystkim dzieciom, rodzicom, dziadkom to widowisko! Świetnie się bawiłam, nie mówię nawet o Lilce, bo to wiadomo:)

DSC_2569
DSC_2570
DSC_2581
DSC_2590
DSC_2593
DSC_2620
DSC_2630
DSC_2624
DSC_2636
DSC_2638
DSC_2647
DSC_2651
DSC_2655
DSC_2659
DSC_2663
DSC_2667
DSC_2671

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Być obdarowanym…

Jakiś czas temu dostałam e-mail. Niby taki zwykły, ale nie do końca. Pewna osoba napisała kilka miłych słów na temat mojego bloga. Między wierszami padały słowa „piękne zdjęcia, interesujące pomysły…” „wyróżnia się wśród innych”.

Czytałam słowo za słowem i z coraz większym zaciekawieniem przewijałam tekst. Poproszono mnie o przesłanie numeru telefonu. Z wielką niecierpliwością czekałam na sygnał komórki. W końcu zadzwonił! Od słowa do słowa rozmawiałyśmy o mnie, o moim blogu, o jego wartości edukacyjnej i estetycznej.

Cieszę się ogromnie, że ktoś docenia moją pracę. Uwierzcie mi, wpisy nie powstają w godzinę, dwie. Same zdjęcia, tekst, edycja zajmuje mi sporo czasu. Mogę śmiało powiedzieć, że blog zajmuje 70 % mojego wolnego czasu i dlatego jak otrzymuję taki telefon, e-mail to czuję, że warto!

Wracając do rozmowy…

Pani powiedziała, że chcą przysłać nam prezent. Hmmm lubię prezenty, nawet bardzo! A prezenty niespodzianki to już w ogóle!

Więc pomyślałam: „Dlaczego nie?” i się zgodziłam. Ale oczywiście zapytałam: „A co będzie jak nam się nie spodoba?”. Pani spokojnym tonem odpowiedziała, że przejrzała cały mój blog i wie jakie rzeczy mi się podobają. „Wow”- pomyślałam!

Kiedy Pani zadzwoniła ponownie (dzień przed urodzinami Lilki), że chcą dziś nadać paczkę i pytała w jakich godzinach będę w dniu jutrzejszym w domu. Niestety nazajutrz wyjeżdżaliśmy i zapytałam, czy w takim razie mogę sama odebrać prezent? Pani się zgodziła i podała adres.

Lekko podekscytowana pojechałam w kierunku Mokotowa. Weszłam do środka i oniemiałam… Chodziłam od półki do półki. Oglądałam, dotykałam i podziwiałam.

DSC_0660
DSC_0665
DSC_0666
DSC_0684
DSC_0675
DSC_0687
DSC_0698
DSC_0699
DSC_0700
DSC_0702
DSC_0707
DSC_0715

Jestem wzrokowcem, dlatego zakupy w internecie nie są dla mnie. Uwielbiam zakupy w sklepach stacjonarnych.  Czasami zupełnie inaczej prezentuje się dana rzecz niż w sieci. Nie wiedziałam, że ten sklep internetowy ma showroom, który jest wyposażony w prawie wszystko to co jest na stronie. Kiedyś kupiłam u nich Tulę, taki model jakiego nikt nie miał i zamówiłam kuriera. Nie zdawałam sobie sprawy, że sklep stacjonarny jest 3 km ode mnie;)

Wiecie już co to za miejsce?

To Fabryka wafelków Ten sklep znajduje się blisko Ogródka Jordanowskiego na Odyńca

DSC_0723
DSC_0725
fabryka

Odebrałam paczkę i popędziłam do domu.

Razem z Lilą otworzyłyśmy pakunki…. iiii tak, jak pewnie się domyślacie były tam same pięknie rzeczy i w NASZYM stylu. Pomyślałam sobie wtedy, że ktoś włożył naprawdę spory wysiłek żeby wpasować się w nasz gust. Zrobiło mi się bardzo miło.

Jesteście pewnie ciekawi co było w tej paczce. Uchylę Wam rąbka tajemnicy i pokażę troszeczkę… W całości pojawią się niedługo na blogu:)

Zdjęcie z naszego konta na Instagramie

IMG_0545

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki wspomagające rozwój mowy – Mixed-up House

Dziś zaczynam nowy cykl, w którym będę prezentowała Wam warte uwagi zabawki wspomagające rozwój mowy.

Jest mnóstwo zabawek, które świetnie poszerzają słownictwo, uczą wielu nowych zwrotów oraz ułatwiają zrozumienie niektórych konstrukcji gramatycznych. W tym cyklu uchylę Wam rąbka tajemnicy jakie pomoce są  gabinetach logopedycznych albo mogłyby się w nich znaleźć.

Dziś chcę Wam pokazać genialną zabawkę magnetyczną, którą mamy od 3 tygodni. Jest to Mixed-up House od Mudpuppy.

Układanka składa z się  pudełka o formacie A5. Po  otworzeniu ukazuje nam się 50 magnesów, które są uporządkowane w 3 arkusze. Pierwszym zadaniem jest wyjęcie wszystkich przedmiotów. Mamy tam różnego rodzaju drzwi, okna, tarasy, werandy, drzewa, lampy,kota, psa, fontanny, a nawet krasnale ogrodowe;)

Do tego dołączone są dwie papierowe plansze  z domami wykonanymi w różnych stylach architektonicznych. Na jednym arkuszu są dwa domy (jeden po jednej stronie, drugi po drugiej). Zadaniem dziecka jest ułożenie domu z pełnym wyposażeniem:) Innymi słowy bawimy się w dekoratorów.

Jaki jest element edukacyjny tej zabawki?

Jest to jedna z niewielu pomocy, która uczy wyrażeń przyimkowych. Można z nią ćwiczyć zarówno rozumienie jak i użycie przyimków. Polecana szczególnie dla dzieci z opóźnionym rozwojem mowy i niedosłuchem. Pies może być na płocie, pod płotem obok płotu, a nawet za. Okna mogą być na dachu, obok werandy, z boku domu.

GENIALNE! Jak sama pracowałam z dziećmi w gabinecie to miałam podobną pomoc, ale nie tak fajną. Moja była zrobiona przeze mnie z papieru i pokolorowana kredkami. Jeden niekontrolowany ruch łokcia i cała układanka się sypała.

Tu wszystko doskonale się trzyma metalowego pudełka. Myślę, że świetnie się sprawdzi na daleką podróż. Pudełko zmieści się do torby, a zabawa może trwać godzinami.

DSC_1848
DSC_1844
DSC_1864
DSC_1868

Czasem inne magnesy „odwiedzają” domki.

Drugi sposób zabawy tym zestawem to układanie magnesów  na swoje arkusze, czyli tzw. układanka 1-elementowa. Dodam, że nie jest łatwa. Ale razem z L. spokojnie razem układamy i utrwalamy nauczone wcześniej wyrażenia.

DSC_2276
DSC_2282
DSC_2301
DSC_2316
DSC_2318
DSC_2328
DSC_2286
DSC_2289
DSC_2340
DSC_2351
DSC_2355
DSC_2350

Producent twierdzi, że jest to zabawka od 6 r.ż. ze względu na małe elementy. Przeznaczeniem tej zabawki było układanie magnesów wg stylu architektonicznego i to może rzeczywiście dopiero 6-latek jest w stanie pojąć.

Moja 2-latka układa tak jak się jej podoba, ale już powoli zaczyna zauważać drobne szczegóły. Uważam, że spokojnie młodsze dzieci mogą się nią z powodzeniem bawić.

Bardzo podoba mi się design tej układanki. Ilustracje nie są infantylne, a na to zwracam uwagę.

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

BibLILOteczka – Basia i narty

W jednym z poprzednich postów z cyklu BibLILOteczka pisałam o naszej miłości do  Basi i Franka.

Czy wszyscy już znają Basię? My  do tej pory jedynie ją kojarzymy w duecie z Frankiem. Powoli przechodzimy już na wyższy level i czytamy „Basię” z większą ilością tekstu.

Tytułowa Basia zawitała do nas w większym formacie, ku naszej uciesze:) Pierwszy egzemplarz trafił nam się w zimowym klimacie. I dobrze, w końcu coś nowego! Lilka nie może doczekać się zimy. Wyciąga ubrania zimowe, mierzy je i mówi, że będzie jeździć na nartach jak Basia. Ja tylko potakuję i się uśmiecham:)

Książka przypadła nam ogromnie do gustu. Bardzo lubię w niej ilustracje i język. Nie jest infantylny, a tego szukam w książkach dla dzieci. Jest poważna, napisana ciekawym językiem.

„Basia i narty” to opowieść o feriach w Zakopanem.

Basia wraz z rodzicami i dalszą rodziną wybierają się na wycieczkę. Każdy z nich ma swoje wyobrażenia na ten temat, niekoniecznie spójne. To ciepła historia dla dzieci pomimo zimowej aury. Uczy, że nie należy się szybko poddawać.

Co mnie urzekło? Mama najmłodsze dziecko mota w chuście i idzie na spacer w nartach biegowych <3.

Czuje, że ta książka o Basi to dopiero początek naszej nowej pasji. Uważam, że jest to jedna  z lepszych serii w Polsce. Gorąco polecam. A Wy które najbardziej lubicie?

DSC_1882
DSC_1885
DSC_1893
DSC_1878
DSC_1889

Misiek Zdzisiek to ulubieniec Lilki!

„Basia i narty”

Z. Stanecka, M. Oklejak

a tu macie link od najnowszej części przygód Basi. A w nim rabaty:)!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 zdrowych przepisów dla Was

  • BLW
  •  komentarze [6]

Pamiętacie „Konkurs na zdrowe śniadanie z Beaba”?

Przysłaliście mnóstwo świetnych przepisów. Wybrałam z nich kilka, wypróbowałam i stworzyłam razem z Beaba e-book do pobrania za darmo dla Was.

Mam nadzieję, że się Wam spodoba:)

ebook <—- kliknijcie tu żeby pobrać

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlpopularniejsze wpisy na blogu

Jako, że Worpress pracuje w trochę innej technologii niż Blogger postanowiłam przenieść listę najpopularniejszych wpisów z Liliija.

Oto lista:

1. Alternatywny kalendarz szczepień 

2. Jakie wybrać kredki?

3. Efekty BLW

4. Lekka spacerówka, nasz wybór

5. Fotelikowy zawrót głowy

6. Nasz pierwszy dzień w pracy

7. 10 tekstów dorosłych, które działają mi na nerwy

8. Tulletomania

9. Jak wspomagać rozwój mowy

10. Kocham, nie chwalę

A Wam, który wpis podobał się najbardziej?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najzdrowsze ciasto świata

  • BLW
  •  komentarze [12]

Wczoraj zrobiłam ciasto, które już po pierwszym kęsie skradło moje serce

Składniki:

  • 100g kaszy jaglanej (1/2szkl)
  • 3 jajka
  • 150g jogurtu naturalnego typu greckiego (1/2 szkl)
  • 50g kakao (1/2 szkl)
  • 40ml oliwy z oliwek
  • 100g syropu z agawy
  • łyżeczka proszku do pieczenia

Kasze ugotować w lekko osolonej wodzie w proporcji 1:2 aż kasza wchłonie całą wodę. Po ugotowaniu przestudzić i zblendować na  budyń. Ja od razu zmiksowałam z jajkami i oliwą. Masa musi być gładka.Potem dodać, resztę składników, jeszcze zmiksować i wylać na blachę wysłaną papierem do pieczenia.Na wierzchu ułożyć maliny, orzechy i piec w 180 st. przez 40-45 min albo do „suchego patyczka” .Uwaga! Uzależnia! Smacznego:)

SONY DSC
SONY DSC

.A tu macie przepis na najlepsze Ciasto mojej mamy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Oj będzie leworęczna…

Czyli to co słyszę prawie za każdym razem jak ktoś widzi L. podczas rysowania, jedzenia a nawet dłubania w nosie i patrzy na mnie z politowaniem.

Typic (4)

Dzisiejszy post będzie o lateralizacji, czyli o dominacji stronnej.

Jak rozwija się lateralizacja?

  • ok 3 m. ż. obserwujemy zazwyczaj niesymetryczne ułożenie ciała dziecka
  • ok 3 – 6 m. ż. pojawia się symetria. Dzieci wyciągają do zabawki obie ręce jednocześnie
  • ok 6 m. ż zaczyna się wykształcać chwyt jednoręczny i można powoli zacząć zauważać preferencję jednej ręki
  • 1 2 r. ż. preferencja jednej ręki osłabia się. W tym czasie mózg jest skupiony na chodzeniu, a jest to czynność symetryczna, w czasie której pracują obie półkule mózgu
  • od 2 r. ż lateralizacja ponownie jest widoczna i rozwija się dalej
  • do 6 r. ż. zazwyczaj jest to czas do którego ustala się lateralizacja

Co ciekawe praworęczność ustala się znacznie wcześniej niż leworęczność.

Praworęczność jest już ustalona około 2 – 3 r. ż, a leworęczność ok 3 – 4 r. ż.   J. Bauer twierdzi nawet, że najpóźniej w 13 miesiącu życia dzieci praworęczne dokonują wyboru ręki przez gest wskazania palcem.

Jak widzicie jest to proces bardzo złożony. Rozwój lateralizacji przebiega wielostopniowo. Dlatego wciąż nie rozumiem osób, które wyjmują dzieciom kredki lub łyżki z lewej ręki. Dominującej prawej półkuli u osób leworęcznych nie da się oszukać. Jeżeli kiedykolwiek ktoś wróci uwagę Waszemu dziecku to powiedzcie jej, żeby sam wziął widelec do niedominującej ręki i zaczął jeść. Tak naprawdę jedynym ruchem wymaganym społecznie od osób leworęcznych jest podanie na „dzień dobry” ręki prawej.

Kiedyś takie praktyki były stosowane nawet w szkołach. Czym może skutkować przestawianie?

  • jąkaniem
  • dysgrafią
  • nerwicą
  • moczeniem
  • trudnościami z odróżnieniem kierunków
  • zaburzoną koordynacją
  • utratą zdolności manualnych

Leworęczność nie jest czymś co utrudnia życia. W dzisiejszych czasach są nawet nożyczki, myszki, a nawet gitary dla leworęcznych osób. Odkryłam również sklep z gadżetami dla leworęczych (nie lubię słowa „mańkut”) tu.

Przejdźmy do innych części ciała:.

OKO

UCHO

NOGA

Najlepiej żeby lateralizacja była jednorodna, czyli np. lewostronna lub prawostronna. Problemy zaczynają się wtedy gdy mamy np. dominujące lewe oko, prawą rękę, lewe ucho i prawą nogę (jak mój mąż np.). Utrudnia mu to wiele codziennych czynności.

Inne typy lateralizacji:

  • oburęczność
  • obuoczność
  • brak dominacji

A teraz najciekawsze…

Sami możecie wykonać sobie orientacyjne badanie lateralizacji

  • ręka – to raczej każdy wie:)
  • oko – usiądźcie na krześle przy stole. Na wysokości swojego pępka postawcie kalejdoskop, lunetę lub połóżcie klucz. Weźcie go do ręki i spójrzcie do niego. Oko, do którego przyłożyłeś przedmiot jest Twoim dominującym
  • ucho – przez które ucho rozmawiasz przez telefon? Albo za którym ramieniem się odwracasz kiedy ktoś Ciebie z tyłu woła?
  • noga – którą nogą kopniesz piłkę? Którą nogą zaczynasz wchodzić po schodach? Gwarantuję, że jest to zawsze ta sama, dominująca noga.

Co ciekawe jeżeli masz wadę wzroku lub słuchu, to i tak dominacja się utrzymuje.

p.s. Są te badania jedynie orientacyjne. Jeżeli macie wątpliwości co do lateralizacji Waszych dzieci od lat 6, warto skonsultować się ze specjalistą.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak dbać o zęby dziecka?

Zęby. Mogłoby się wydawać, że wiemy o nich wszystko, a jednocześnie to samo wszystko wydaje się czarną magią. Dziś opowie Wam o nich i ich pielęgnacji lek.dent. Karolina Jaroch

Na początku kilka faktów naukowych.

Zawiązki zębów powstają już w życiu płodowym, pod koniec drugiego miesiąca zaczynając od mleczaków. Proces niezwykle długotrwały, bo ostatnie zawiązki – zębów mądrości -kształtują się w piątym roku życia.

Fakt niezwykle ważny, biorąc pod uwagę, że przez ten cały czas, wiele czynników ma wpływ na to, czy ząb powstanie, jakie będą jego właściwości, a przede wszystkim – czy będzie na tyle „mocny” by nie poddać się działaniu kwasów bakteryjnych, a tym samym – próchnicy.

Żeby zrozumieć celowość swojego postępowania trzeba zrozumieć istotę próchnicy. Dlaczego tak jest, że próchnica czasem powstaje, a czasem nie? Wpływają na to cztery czynniki:  podatność tkanek zęba, płytka nazębna zawierająca bakterie próchnicotwórcze, substraty dla produkcji kwasów, czyli najczęściej cukier oraz czas przez jaki ten cukier będzie znajdował się w jamie ustnej.

Zaczynając  od podatności zęba na próchnicę. 

Niezmiernie ważną rolę w kształtowaniu tkanek zęba ma żywienie. Nie jest to żadna nowość. Natomiast nie każdy zdaje sobie sprawę z tego jak wiele składników żywienia ma wpływ na ten proces. Nie będę zagłębiać się w to, jakie skutki wywołują braki poszczególnych substancji, gdyż artykuł nie miałby końca, nie mniej spróbuje nakreślić ogólny zarys całej sytuacji 😉

Na początek weźmy pod lupę okres płodowy. Już matka ma wpływ na to jakiej jakości będą tkanki zęba. Oczywisty jest wpływ witamin, z resztą nie tylko na zęby. W przypadku zębów najistotniejszą rolę grają witaminy: A, C oraz D. Odpowiadają za tworzenie mikrostruktury szkliwa, zębiny, miazgi – czyli tego, z czego składa się ząb oraz za jakość kości, w której zęby tkwią. Niezwykle ważny jest także odpowiedni stosunek węglowodanów, białek oraz tłuszczy.

Badania wykazały, że kobiety, które w ciąży spożywały duże ilości węglowodanów prostych, a zatem słodyczy rodziły dzieci o znacznie bardziej podatnych na próchnicę zębach. Jeśli chodzi o mikroelementy, ważne są tu: żelazo, miedź, cynk, mangan, magnez i oczywiście: wapń i fosfor. Jednym słowem, aby nasze dziecko miało zdrowe zęby obowiązuje racjonalna, pełnowartościowa dieta. Zasady te tak samo obowiązują w komponowaniu diety już narodzonego dziecka. Mleko matki bądź też mleko modyfikowane dostarcza tych substancji w okresie noworodkowym i niemowlęcym, natomiast rozszerzając dietę dziecka o zapotrzebowanie na to substancje muszą zadbać rodzice.

Celowo nie wspomniałam o tak kontrowersyjnym temacie, jakim jest fluor.

Jeszcze kilkanaście lat wstecz stosowano endogenną (doustną) profilaktykę związkami fluoru, podając dzieciom krople czy też tabletki fluorkowe, fluorkując wodę, sól kuchenną, a nawet mąkę. Obecnie nie ma to medycznego uzasadnienia, ponieważ sumaryczna ilość fluoru, jaką obecnie przyjmują dzieci, którą źródłem jest m.in. woda czy ryby morskie, a także ilość fluoru dostarczana w pastach do zębów jest dostateczna, do prawidłowego rozwoju zębów.

Co jednak się dzieje, gdy tego fluoru jest za dużo?

Fluor jest niezbędny, aby tkanki zęba były bardziej odporne na próchnicę, wynika to z tego, iż związki chemiczne tworzące szkliwo są mniej rozpuszczalne w kwasach, niż te, które w swojej strukturze fluoru nie zawierają. Jednak jak ze wszystkim – nadmiar szkodzi. Objawia się to tzw. fluorozą, która jest efektem przewlekłego zatrudnia fluorem. Obraz zęba dotknięty fluorozą może być różny – począwszy od białych, matowych plam, linii, cętek przez żółtawo-brązowe przebarwienia szkliwa, aż po całkowity jego brak. 

Fluorotyczne plamy cechują się mniejszą podatnością na próchnicę, niż pozostałe szkliwo, stanowią jednak problem estetyczny. Natomiast pozostałe zmiany są wynikiem niedostatecznej mineralizacji (szkliwo jest „słabsze”) bądź jego zmniejszenia jego ilości i tu problem staje się poważniejszy. Należy pamiętać, że fluoroza dotyka jednak znacznie częściej zęby stałe, niż mleczne. Wynika to między innymi z tego,  iż stężenie fluoru we krwi ciężarnej, gdy trwa mineralizacja zębów mlecznych jest zbyt małe by fluor przeniknął przez łożysko, ponadto okres mineralizacji mleczaków jest krótszy niż zębów stałych.

Co więc zrobić by uniknąć tego zjawiska w uzębieniu mlecznym?

Należy używać odpowiedniego stężenia oraz odpowiednich past do zębów. Jednak nie chodzi tutaj o te zęby, które już się wyrznęły, ale o te, które jeszcze znajdują się w kości, ponieważ jak nie jedna mama się już na pewno przekonała – większość pasty nie jest wypluwana, a zjadana. 

Ale o higienie jamy ustnej będzie dalej.

images
Fluoroza

Przejdźmy teraz do posterytuptywnego wpływu żywienia, czyli co należy jeść, aby zęby były zdrowe już po ich wyrznięciu. Zacznijmy od tego, iż fakt, że ząb pojawił się w jamie ustnej nie oznacza, że jest to ząb całkowicie ukształtowany. Wyrzynając się ząb posiada ok. ½ostatatecznej długości korzenia, więc wciąż obowiązują zasady wspomagania tworzenia zdrowych tkanek zęba „od wewnątrz”, natomiast od tego momentu koniecznym jest też zadbanie o niego od strony jamy ustnej.

Po wyrznięciu mamy do czynienia z tzw. „posteruptywnym dojrzewaniem szkliwa”. Polega to na tym, iż dochodzi do zamiany różnych jonów w strukturze szkliwa oraz jego przebudowy, w którym biorą udział zarówno związki zawarte w pożywieniu, jak i te, które bezpośrednio będą kontaktować się z zębami.

Oczywiście niekwestionowanym wrogiem zdrowych zębów jest cukier.

 Natomiast nie chodzi o byle jaki cukier, a o sacharozę, czyli nasz kuchenny kryształ. Następna w kolejce jest glukoza. Myślę, że każdy wie jak to działa. Bakterie przetwarzają cukier na kwasy, kwasy rozpuszczają tkanki zęba. Jednak ważny jest nie tylko rodzaj cukru, ale także jego forma. Na przykład – nieoczyszczone ziarna zbóż czy jedzenie kawałków jabłka powodują, że w wyniku żucia dochodzi do mechanicznego oczyszczania powierzchni zęba z tzw. płytki nazębnej, co jest zjawiskiem pozytywnym.  

Rozpatrując możliwości oczyszczania powierzchni zęba najbardziej negatywny wpływ będą miały produkty pokroju ciastek. Dlaczego? Ponieważ zawierają sacharozę, a w połączeniu z lepką strukturą przetworzonej skrobi przyklejają się do zębów dając bakteriom pole do popisu. Nie mniej zaskakującym faktem jest to, iż karmel został uznany za zdrowszy od wyżej wymienionych ciastek 😉 W badaniach nie okazał się tak próchnicotwórczy jak się spodziewano.

Co więc zamiast cukru? Zamienniki.

Nie polecam chemicznie syntetyzowanych słodzików typu aspartam, ponieważ do dziś nauka nie może zając jednoznacznego stanowiska co do ich szkodliwości, natomiast polecałabym sorbitol, a przede wszystkim ksylitol. Są słodkie, a bakterie nie są w stanie lub tylko w niewielkim stopniu mogą przetworzyć je na kwasy.

W powstawaniu choroby próchnicowej niezwykle  ważna jest częstotliwość spożywania cukru, co przekłada się na wymieniony na początku czas jego bytowania w jamie ustnej.

Wróćmy jeszcze do fluoru – jak działa przed wyrznięciem zęba już wiemy. Natomiast po wyrżnięciu jest też dostarczany w pastach do zębów, a później także i w innych produktach. Nie będę rozdrabniać się nad mechanizmami, jakie rządzą wpływami fluoru w tym okresie. Przejdę do profilaktyki.

Kiedy zacząć dbać o higienę jamy ustnej? Od samego początku. Zanim jeszcze pojawią się zęby, zalecane jest oczyszczanie zachyłków jamy ustnej z resztek mleka gazą nawilżoną solą fizjologiczną, przegotowaną wodą bądź też rumiankiem. Wydaje się to nielogiczne, przecież dziecko jeszcze nie ma zębów. Ale gdy przyjrzymy się bliżej sprawie – bakterie bytują nie tylko na zębach, ale również na błonie śluzowej jamy ustnej oraz w ślinie.

Bakterie próchnicotwórczecechują się tym, iż lubią wszelkie resztki pokarmowe, a w tym cukier. Im mniej pozostanie go w jamie ustnej, tym większe prawdopodobieństwo, że takich szczepów bakteryjnych rozwinie się mniej.

Kiedy zacząć oczyszczać zęby? Jak wyżej.

Możemy dalej posługiwać się gazą, dostępne są też specjalne szczoteczki z tworzyw sztucznych do nakładania na palec. Jeden raz dziennie to absolutne minimum. Najkorzystniej byłoby oczyszczać żeby po ostatnim karmieniu przed spaniem. Jest to jednak dość problematyczne biorąc pod uwagę, że zwykle niemowlę zasypia, a takie manipulacje w buzi najprawdopodobniej je obudzą. Płytka nazębna staje się szkodliwa, kiedy ma 24 godziny. Jeśli więc raz dziennie, w dzień oczyścimy zęby maleństwa, powinno wystarczyć.

jack-n-jill-szczoteczka-silikonowa-na-palec-do-czyszczenia-zabkow-6-18-m-cy-2-pack-m-iext24352708

Kiedy brzdąc skończy rok należy zakupić szczoteczkę do zębów (dziecięcą – mają krótsze trzonki i mniejszą część pracującą oraz miękkie włosie – nie trudno je odróżnić na sklepowych półkach). Dzieci uczą się poprzez naśladowanie, zatem korzystnie jest zabierać ze sobą dziecko do łazienki, kiedy sami idziemy szczotkować zęby. Szczoteczkę trzeba dać dziecku, pamiętając jednocześnie, żeby mieć na malucha na oku! Do trzeciego roku życia jest to co prawda bardziej forma zabawy, nie mniej w przyszłości zachęci pociechę do używania szczoteczki. Aby maluch nie zrobił sobie krzywdy, można zakupić szczoteczkę z ogranicznikiem.

Poza zabawą pamiętajmy jednak, że to wciąż na rodzicach spoczywa obowiązek oczyszczenia zębów!

 Dla „Zoś-samoś”polecam szczoteczki dziecięce o przedłużonym trzonku, gdzie rodzic szczotkuje zęby maluchowi razem z nim.

Kiedy wprowadzić pastę?

Nie ma konkretnych wytycznych co do tego. Ogólnie uznaje się, że momentem kiedy wprowadzamy pastę jest ten, w którym dziecko nauczy się świadomie wypluwać, a także płukać jamę ustną. Zwykle ma to miejsce około 2 roku życia. Ostatnio zalecane jest „muśnięcie” włosia szczoteczki nawet wcześniej, co ma na celu zachęcenie dziecka do szczotkowanie zębów. Bez obaw – taka ilość pasty nie będzie w stanie wywołać fluorozy. Pasty dla dzieci różnią się od tych dla dorosłych przede wszystkim stężeniem fluoru. Poniżej przedstawiam jeden z zalecanych schematów wprowadzania środków i przyrządów do higieny jamy ustnej:

– od 18 m.ż. do 3 r.ż. 400-500 ppm F¯ ; szczoteczka miękka; szczotkowanie minimum 1x dziennie

– od 3 do 6 r.ż. 400-500 ppm F¯ ; szczoteczka miękka; szczotkowanie 2x dziennie

– od 6 do 11 r.ż. 1000 ppm F¯ ; szczoteczka miękka lub średnia; szczotkowanie 2x dziennie ; gdy wyrzną się pierwsze stałe zęby trzonowe można wprowadzić nitkę dentystyczną do oczyszczania przestrzeni międzyzębowych

– powyżej 11 r.ż . 1250 – 1500 ppm F¯ (czyli standardowa pasta dla dorosłych) ; szczoteczka średnia;  szczotkowanie 2x dziennie; nitka dentystyczna

Informacje dotyczące stężenia fluoru w paście znajdują się na każdej jej tubce.

Jeśli zaś chodzi o ilość pasty – do 3 r.ż. zalecane jest wcześniej wspomniane „muśnięcie” włosia szczoteczki. Natomiast im dziecko starsze, tym ilość pasty zwiększamy. Nie przekraczając jednak ilości odpowiadając ziarnku groszku.  Jeśli zaś chodzi o technikę szczotkowania zębów, najlepiej zapytać o to dentystę, gdyż jest to dość trudne do przekazania w takiej formie 😉 Należy wspomnieć, iż rodzice powinni kontrolować jakość oczyszczenia zębów aż do 12r.ż.

Wyżej wymienione zalecenia są oczywiście ogólne i powinny być dostosowane do możliwości manualnych oraz indywidualnego rozwoju dziecka.

Ostatnią kwestią jaką chciałabym poruszyć jest to, jak dziecko zachęcić do tego wszystkiego.

Jak najwcześniej wprowadzić przybory do oczyszczania zębów w środowisko dziecka. Jeśli nagle trzylatek dostanie szczoteczkę i odgórny „przykaz” szczotkowania zębów, raczej będzie to ciężka współpraca.

Obserwacja

Dziecko powinno przyglądać się rodzicom podczas szczotkowania zębów, musi być to coś całkowicie normalnego w mniemaniu malucha.

Konsekwencja

Dzieci lubią rutynę w codziennych czynnościach. Rodzice nie powinni więc odpuszczać mycia zębów, nawet jeśli wieczorne zabawy były maksymalnie wyczerpujące. Nigdy nie można straszyć brzdąca. Słowa „Jeśli nie umyjesz zębów zjedzą je robaki”… Albo: „Jeżeli nie będziesz szczotkować zębów, to wszystkie powypadają” – raczej nie napawają optymizmem.

Bajery

Wybór szczoteczek do zębów, kubków do płukania jamy ustnej i stojaków na przybory higieniczne jest tak bogaty, że każdy fan spidermana, batmana, księżniczek i innych znajdzie coś dla siebie.

Pasty do zębów dla dzieci. Kolorowe opakowania, przyjemny smak, a same pasty posiadają nawet brokat 😉. Pamiętajmy jednak, że słodka pasta do zębów wiąże się z tym, że maluch będzie chciał wsunąć całą tubkę pasty… To może być tragiczne w skutkach!

Szczoteczki elektryczne. Z jednej strony też mogą zmotywować dziecko do dbania o higienę. Pamiętajmy tylko, że szczoteczki te wydają dość charakterystyczny dźwięk, mogący malucha wystraszyć!

Książki, kolorowanki oraz bajki o szczotkowaniu zębów – często również przemawiają do dzieci.

Typic (3)
  1. Kubek Jack&Jill

2. Pasta bez fluoru Jack&Jill

3. Klepsydra z Krecikiem

4. Szczoteczka Jack&Jill

5. Kubek Petit Jour Paris

6. Stojak z klepsydrą Vilac

7. Kubek Petit Jour Paris

8. Uchwyt na szczoteczkę Kikkerland

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

BibLILOteczka- Basia i Franek plus nasze #shelfie

Dziś chciałabym Wam zaprezentować serię książek o perypetiach Basi i Franka. Pierwszą książkę kupiliśmy jak byliśmy nad morzem i od tamtej pory przybyło ich nam jeszcze cztery. Lila uwielbia tę serię.  Książki mają twarde strony, więc nadają się również dla mniejszych dzieci.

Co mnie w nich urzekło? Przede wszystkim ilustracje. Proste, a zarazem ładne.

Tekst jest ciekawy, inny niż wszystkie. Basia i Franek są typowymi dziećmi, mają swoje problemy, humory i grymasy. Podoba mi się, że w tych książkach Franek płacze, stawia na swoim i inni jego zdanie szanują.

W książce nie ma fikcji, więc jest zgodna z duchem M.Montessori.

Najfajniejsze są wg mnie i Lilki „Basia, Franek i kolory” i ” Basia, Franek i zwierzęta”.

Seria o Basi i Franku – wydawnictwo HarperCollinsPolska

Idealne moim zdaniem dla dzieci w wieku 18+

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

A tu nasz „nowy” regał na książki.

SONY DSC

Idealnej półki na książki szukałam około roku. Do tej pory trzymaliśmy BibLILOteczkę w koszykach:) Nie lubię stałych rozwiązań, więc szukam różnych alternatyw…

Ten regalik wyciągnęłam z naszej kanciapy. Służył nam kiedyś w łazience w wynajmowanym mieszkaniu. Kupiliśmy go w Ikei za 30 zł.

Po małym tunningu idealnie nadaje się na książki.

A tu wpis o najnowszych przygodach Basi

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Tamto podwórko

Kiedy tam wracam wszystkie wspomnienia odżywają… Mam przed oczami dziewczynkę, która ma długie rozwichrzone, czarne warkocze i grzywkę pod linijkę. Ubranie zazwyczaj brudne, potargane. Na kolanach strupy, strupki, strupeczki. Niektóre nie zdążą zniknąć, a obok już nowe pojawiają się w tempie ekspresowym.

e zagojone szybko są zdrapywane paznokietkiem, za którym jest ziemia pomieszana z sokiem z truskawek. Pachnie wiatrem i mlekiem prosto od krowy. Nogi ma podrapane od ścierniska. W rękach najczęściej ma kwiatki z łąki, patyk, a nawet scyzoryk.

To ja – prawie 25 lat temu na wakacjach u babci na wsi.

SONY DSC

Wspaniały czas, do którego ogromnie lubię wracać myślami.

Mama mnie wychowała sama. Sama z pomocą jej rodziny. W ciągu tygodnia spędzałyśmy czas w naszym mieszkaniu w bloku, a w piątek po przedszkolu biegłyśmy na pociąg lub PKS. Wujek czekał na nas  na stacji. Czasami jak się spóźniał to szłyśmy drogą przez las. Ja się trochę bałam, ale Mama zawsze umiała tak odwrócić moją uwagę, że o tym zapominałam.

Wujek przyjeżdżał po nas furą z koniem lub motorem (ja siedziałam zawsze w środku mocno go obejmując w pasie). Później miał już bordową Ładę. Babcia i dziadek mieszkali niedaleko lasu za wielkim dębem. Tam też mieszkali moje siostry cioteczne i brat /nie potrafię mówić na nich kuzyni/. Tylko zdążyłam się przywitać z babcią i dziadkiem od razu biegłam na podwórko. STOP. Mama dawała mi wcześniej ubranie na zmianę.

Wtedy mogłam robić co tylko dusza zapragnie…

Zbierać jajka

Karmić świnki

Ganiać koguta

Grać w noża z moim starszym bratem

Jeść owoce i warzywa prosto z ogródka. Brudną ręką zajadać ogórki z solą.

Chlupać się w wodzie

Skakać na sianie

Jeść jajecznicę z 6 jaj prosto z patelni postawionej na schodach przed domem

Zimą grać w hokeja na zamarzniętym stawie (za krążek służył zamarznięty krowi placek)

Wieczorem  grać z babcią w karty w durnia albo świnkę

Jeść kanapki ze świeżutkiego chleba z masłem i solą

Jeździć na koniu (na oklep)

Chodzić do lasu na jagody i wracać z fioletową buzią

Wbijać młotkiem gwoździe w ziemię

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

Przychodziliśmy do domu grubo po zmroku zadowoleni, brudni i bardzo pozytywnie zmęczeni. Nie pamiętam nawet żebyśmy oglądali bajki w tv. Wieczorem oczywiście były pertraktacje kto z kim śpi, bo łóżek było mniej niż osób. Zasypiałam szybko przykryta wielką pierzyną. Rano na śniadanie była najczęściej zupa mleczna. Ahhh ten smak.

Minęło wiele lat, a wspomnienia są tak żywe  jakby to  było wczoraj.

Idę z Lilką za rękę przez park, ona zatrzymuje się przy kamieniach, żołędziach, patykach… Przykucnie nawet jak zobaczy mrówkę. Chce w niej pielęgnować tego wiejskiego ducha. Jedności z naturą.

Przed nami idzie babcia/opiekunka z chłopcem w wieku Lilki. Chłopiec nagle zatrzymuje się… coś zauważył. Schyla się po liść. Kobieta mocno wyszarpuje mu z ręki ten skarb, wyrzuca i krzyczy: ” Nie podnoś liści, one są BRUUUdne. Nie wolno”. Po czym bardzo mocno wyciera chusteczką nawilżaną jego małe dłonie.

A ja znów mam przed oczami tę dziewczynkę, która jest brudna od stóp do głów i … bardzo szczęśliwa.

Na zdjęciach Lilka ma butki Emel tu

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zdrowe śniadanie-wyniki konkursu cz. II

Drugi zwycięski przepis w konkursie „Zdrowe śniadanie z Beaba” to:

Kaszka jaglana z malinami

1/2 szklanki wody
1/2 szklanki mleka
2 łyżeczki kakao
4 łyżki kaszy jaglanej
cukier/miód lub inny preferowany słodzik
2 garście malin
Kaszkę zmielić w młynku do kawy – to można pominąć w zależności od preferencji.


Do garnka wlać wodę i mleko, dodać kaszę i kakao. Gotować około 15 na wolnym ogniu do miękkości co jakiś czas mieszając – czas gotowania jest zależny od stopnia zmielenia kaszy.
Po ugotowaniu dodać cukier lub miód- ilość w zależności od preferencji. Dodać maliny – kilka zostawić w całości na wierzch, resztę zanieść z kaszą.

Kakao można pominąć

Kasza wyszła pyszna. Smakuje jak czekoladowy budyń.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

Nie znoszę kaszy jaglanej, a w tym przepisie zupełnie jej nie czuć.

Zwycięzca otrzymuje ten zestaw:

zdj-cie-2B3-2B-1-

Skontaktuję się z Tobą e-mailowo

Wszystkim uczestnikom bardzo dziękujemy za udział. Niektóre przepisy wypróbuję i zmieszczę w ebooku:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zdrowe śniadanie- wyniki konkursu

Jak już pewnie zauważyliście jesteśmy na nowej domenie. Jeszcze wszystko nie działa tak jak powinno, ale z czasem będzie idealnie.

Tymczasem nie zważając na różne przeciwności dodaję nowy wpis.

SONY DSC

Na konkurs przyszło wiele świetnych przepisów, można by było z nich stworzyć książkę kucharską. Bardzo trudno było mi wybrać dwa, wg mnie najlepsze. Dlatego postanowiłam je również wypróbować.

Dziś pierwsze zdrowe śniadanie z Beaba

Omlet owsiano-bananowy

Składniki:

  • jajko
  • płatki owsiane
  • banan

Wszystkie składniki miksujemy z pomocą blendera i na muśniętą oliwą patelnie wylewamy omlet.

Po usmażeniu polałam omlet syropem z agawy.

Bardzo szybkie, proste i pyszne danie!

Gratuluję zwycięzcy, odezwę się do Ciebie meilowo.

To zestaw dla Ciebie

zdj-cie-2B2-2B-1-
SONY DSC
SONY DSC

A teraz mam pytanie do wszystkich uczestników. Razem z marką Beaba chcemy wydać kilkanaście przepisów w formie ebooka. Będzie można go pobrać z nebule.pl i strony Beaba. Co o tym myślicie?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Koniec Liliija…

…nadchodzi nowe

Moi drodzy, mój blog niedługo kończy 2 lata. Uznałam, że to dobry czas na zmiany. Myślę, że przez ten czas bardzo wiele się nauczyłam, zyskałam wspaniałych czytelników oraz poznałam ciekawych ludzi.

W najbliższym czasie Liliija będzie przeżywała ogromną transformację. W każdej chwili może zniknąć…

Jednak nie martwcie się! Z pomocą Olgi i Agaty powstaje właśnie coś nowego. Stare posty zostaną przeniesione na nową platformę i blog będzie miał nową nazwę:)

Trzymajcie kciuki żeby wszystko się udało i jeżeli nagle nie będziecie mogli wejść na bloga wpisujcie: www.nebule.pl

Tam będziemy! Dla Was:)

Może napiszę kilka słów o nazwie.

Co to są nebule?

Wg M.Montessori są to wrodzone zdolności, gotowość do opanowania nowych umiejętności. np. mowy, ruchu. Przykładowe nebule mowy są to zdolności do przyswajania każdego języka, z którymi się rodzimy.

Mam nadzieję, że właśnie takie będzie Nebule. Dzięki mojemu blogowi będziecie mogły się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy na temat rozwoju dziecka  i wychowania.

Nie zabraknie też wpisów na temat zabawek, książek itp. Jeżeli macie jakieś sugestie co do wyglądu, formy bloga napiszcie w komentarzach.

Nebule (mgławice) to też  najpiękniejsze zjawiska w kosmosie. Są to obłoki gazu i pyłu międzygwiazdowego lub bardzo rozległe otoczki gwiazd. 

Możecie też zaglądać na fp na Facebooku tu Będę Was informowała na bieżąco.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej