Przyjaciółka przyjaciółce

…zawsze dobrze doradzi. Szczególnie w takich kwestiach jak wyprawka.

Pamiętam jakby to było wczoraj. Sierpień 3 lata temu, ostatnia prosta, został miesiąc ciąży. Słońce grzało bardzo podobnie jak teraz. Cieszyłam się, że już tak niedużo zostało. Ostatnie 5 miesięcy spędziłam na kompletowaniu swojej wyprawki. Nikt wśród moich znajomych nie miał w tamtym czasie dziecka i nie mogłam nikogo zapytać o radę. Na rynku już wtedy gadżetów okołodziecięcych było wtedy mnóstwo.

Przyznam szczerze, że przeczytałam na ten temat chyba cały internet. Jedyne blogi parentingowe, które były wtedy na tym etapie Oczekując i Olga i okolice śledziłam w poszukiwaniu inspiracji. Jednak chciałam coś bardziej swojego, odpowiadającego naszym potrzebom. Przejrzałam mnóstwo sklepów internetowych, a później szukałam opinii na temat danych produktów.

Jak już pewnie zauważyliście jestem osobą, która lubi ułatwiać sobie życie dlatego miałam sporo różnych gadżetów, które w mniejszym lub większym stopni sprostały moim wymaganiom.

Wiele z tych rzeczy używamy do dziś, dlatego niektóre z nich uważam za świetne wybory.

Kiedy moja przyjaciółka poprosiła mnie o pomoc w kompletowaniu wyprawki dla jej córeczki od razu się zgodziłam. Ona wiedziała, że mam już wiedzę na ten temat, a do tego wiele produktów przetestowałam.

Zaufanie do mnie było w tej kwestii ogromne. Dlatego stanęłam na wysokości zadania i jej pomogłam. Wiedziałam, że nie mogę jej zawieźć i szczerze mówiłam coś sprawdziło, a co nie. Tak powstała  jej lista wyprawkowa, na  której pierwszej punktem był wózek.

Jak już się pewnie domyślacie doradziłam jej Bugaboo Cameleon.  Co prawda ja miałam 2 generację tego pojazdu, ale następna wersja była jeszcze bardziej ergonomiczna i uważałam, że w pełni sprosta wymaganiom przyjaciółki. Wybrała model z limitowanej kolekcji Navy. Przepiękna furka!

DSC_6262
DSC_6264

Po miesięcznym użytkowaniu stwierdziła, że przyda jej się letnia budka Bugaboo i organizer na wózek Bugaboo.

DSC_6272

Kolejnymi punktami były meble do pokoju. Tutaj akurat pomogła wizyta w sklepie i obejrzenie na żywo dostępnych modeli. Udało im się znaleźć bardzo ciekawe rozwiązanie. Mojej przyjaciółce zależało na tym, aby meble były bardzo funkcjonalne, a do tego żeby mogły służyć również później.

Wybrała Przewijak z wanienką Quax, bo uznała, że w pełni sprosta jej wymaganiom, a później odmontuje przewijak i wannę, a mebel wstawi do łazienki jak komodę na drobiazgi. Zgodziłam się z nią całkowicie. Używa tego zestawu już od prawie 3 miesięcy i jest bardzo zadowolona.

Wysuwane półki i inne udogodnienia pomagają jej przy codziennych czynnościach pielęgnacyjnych. My używaliśmy przewijaka nakładanego na łóżko i niezbyt nam się to sprawdziło, dlatego odradzałam jej takie rozwiązania.

DSC_6225
DSC_6229
DSC_6218

Z racji tego, że jej córeczka urodziła się w maju nie potrzebowała wielu kocyków i ciepłych śpiworków. Doradziłam jej cienkie muślinowe kocyki Lodger Swaddler i bambusowe otulacze Aden + Anais. Jak sama mówi są rewelacyjne i używa ich codziennie.

DSC_6235
DSC_6237

Dodatkowo wybrałyśmy jeden cienki śpiworek do fotelika Lodger ze specjalnymi otworami na pasy.

DSC_6242

Jednym z ważniejszych punktów wyprawki był Laktator Medela Swing. Ja używałam wersji mini i niestety nie byłam z niego zadowolona, dlatego poradziłam jej tę lepszą wersję, na którą ja niestety pożałowałam pieniędzy.

DSC_6253

Podczas przygotowywania listy wyprawkowej wspomniałam również o chuście. Pamiętam jej reakcję, że raczej nie będzie nosić córeczki. Jednak życie zweryfikowało jej przekonania i dziś jest zapaloną mamą noszącą w chuście.

DSC_5770
DSC_6258
DSC_6248

Inne rzeczy warte uwagi

IMG_7274

1/2/3/4/5/6/7/8/9

Wpis powstał we współpracy ze sklepem Muppetshop, który wg mnie ma najciekawszą ofertę wyprawkową.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mamo, ja nie lubię rysować

Powiedziała stanowczo moja córka i zrzuciła kubek z kredkami ze stolika.

„Ok, jeżeli nie chcesz to nie rysuj”- rzekłam i zupełnie tym się nie przejęłam.

Jak to jest, że niektóre dzieci nie lubią rysować i jest to zupełnie normalne? Często w Waszych e-mailach prosicie o radę w tym temacie.

Dzieciństwo wielu z nas kojarzy właśnie z rysunkami głowonogów: „To jest mama, to jest tata, a to ja”. Na białej kartce widnieją kółka i parę kresek. My widzimy taki wytwór i układamy w głowie mądrą, nieoceniającą ripostę lub jedziemy z automatu: pięknie, boskie, cudowne, najpiękniejsze na świecie bohomazy.

A co jeżeli dziecko niechętnie chwyta w dłoń narzędzie pisarskie i nie wyraża w ten sposób siebie? Czy takie zachowanie może być w jakimś stopniu diagnostyczne?

W wielu przypadkach tak. Jeżeli obserwujemy obniżone napięcie mięśniowe, nieprawidłowe trzymanie narzędzia pisarskiego, trudności z motoryką małą, brak chwytu pęsetkowego i wiele innych (ale ten temat będzie następnym razem).

A jeżeli wszystko jest w normie i nie ma żadnych odchyleń, a dziecko nadal nie sięga po pudło kredek i kartkę?

Tak jest właśnie u nas.

Sięgnęłam do odpowiednich lektur, aby mój post jeszcze bardziej wiarygodny:

„Tak zwany rysunek dowolny nie jest elementem mojej metody. Unikam przedwczesnych prób, niepotrzebnie męczących i strasznych rysunków tak modnych we współczesnych szkołach”.

„Nasze dzieci rysują motywy ornamentalne i figury o wiele jaśniejsze i bardziej harmonijne  niż te dziwne bazgroły tak zwanego rysunku dowolnego, w którym dziecko musi tłumaczyć co miało na myśli i co ma przedstawiać jego niezrozumiała próba”

Oba cytaty Maria Montessori

Co z nich można zrozumieć? Dzieci nie muszą rysować domków, piesków i całej swojej rodziny, a po tym jeszcze opowiadać. Wydaje się, że to my- dorośli najczęściej to wymuszamy albo prosimy: „Narysuj mi coś proszę”.

Więc jak wygląda przygotowanie do rysunku? 

„My nazywamy naszą metodę nauczania rysunku i pisma ” metodą niebezpośrednią”. Wynika z niej, że dzieci, stając się bardziej zdolnymi do wyrażania siebie  samych, wykonują tysiące rysunków, dochodząc czasami do 10 rysunków dziennie i tak samo  jak w pisaniu, nigdy się nie męczą.„- M. Montessori

Interpretacja słów jest według mnie prosta. Trzeba dostarczyć dziecku wielu bodźców w świecie realnym, aby miało bogaty świat wewnętrzny. W pewnym momencie przyjdzie czas na wyrażanie siebie, bo nabyta wiedza będzie już na tyle uporządkowana, że dziecko przeleje ją na papier.

Mało tego, będzie doskonale wiedziało, co narysowało i SAMO chętnie o tym opowie.

Bardzo ciekawe są  spostrzeżenia psychologa Geza Revesza- przyznaje on, że według jego doświadczenia istnieją dzieci

„… które w miarę jak rozwija się ich ekspresja lingwistyczna i kulturalna, rezygnują stopniowo całkowicie z rysowania, ponieważ przestaje ono je w ogóle interesować albo dlatego, że nie mają talentu artystycznego. albo w końcu dlatego, że koncentrują się na zainteresowaniach o innym charakterze”. 

Całkowicie normalne – polaryzacja uwagi na innych ważniejszych sferach.

Na zakończenie tego wpisu warto dodać, że najlepszym sposobem aby zachęcić dziecko do rysowania nie jest pozostawienie go wolnemu, ale przygotować do niego dłoń przez różne prace manualne.

„We wczesnym dzieciństwie  dłoń pomaga rozwojowi inteligencji, a u dorosłego człowieka jest narzędziem, które determinuje jego los na ziemi.”– David Katz

My często sięgamy po inne metody plastyczne, które sprawiają nam więcej frajdy, a jednocześnie ćwiczą dłonie.

Takie są właśnie nowości od JANOD

W pięknych walizkach mamy gotowe produkty do robienia prac.

My mamy Magiczne farby gdzie za pomocą pipety nanosimy farby na paletę, a później pędzelkiem malujemy po karcie. W zestawie mamy 6 kart pracy, farby, pipetę i paletkę.

DSC_6319
DSC_6325
DSC_6329
DSC_6333
DSC_6368

Drugi zestaw absolutnie podbił nasze serca.  Magiczny brokat do obsypywania na wybrane elementy pracy w pełni zaspokaja zapotrzebowanie mojej córki na typowo dziewczęce zabawy z różem i brokatem.

Cała zabawa polega na tym, że odklejamy kawałek kartki i w tym miejscu nasypujemy złocisty pyłek. Następnie palcem lub specjalnym narzędziem go rozcieramy.

DSC_6341
DSC_6345
DSC_6350
DSC_6352
DSC_6371
DSC_6380
DSC_6394

Lód na szydełku

Przewijajcie do końca, bo czeka tam niespodzianka dla Was

Inne typy i kolory zestawów kreatywnych od Janod.

bez nazwy

We współpracy z firmą Janod przygotowałam dla Was konkurs, który będzie trwał od dziś do 14.08.2015 r. W komentarzu wpiszcie Wasze ulubione kreatywne zabawy. Wśród osób wybiorę 2 najciekawsze  i nagrodzimy je wybranymi przez zwycięzców  zestawami kreatywnymi. Będzie nam miło jeżeli klikniecie „Lubię to” na profilu Janod Polska.

Wyniki konkursu:

zestawy kreatywne wygrywają: Jowita Romaniuk i Karina

napiszcie na kontakt@nebule.pl

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Chłodzące zabawy na upał

Jest upał, bo jest lato. Zamiast narzekać możemy się pobawić w chłodzące zabawy!

Zabawy lodem i wodą dostarczają wielu doznań sensorycznych. Warto gorącą aurę do tego wykorzystać:)

1. Lodowe malowanie

Malowanie farbami po kostkach lodu.

DSC_6049
DSC_6057

2. Łowienie piankowych kulek, korków lub zakrętek od butelek (co macie pod ręką)

DSC_6067
DSC_6071

3. Zimne farby

Dzień wcześniej zamroziłam wodę wymieszaną z barwnikami spożywczymi. Wlałam do formy na babeczki i włożyłam drewniane patyki.  Lepszy efekt dałyby farby, więc jeżeli macie je pod ręką to lepiej ich użyjcie. Zamiast formy na babeczki można użyć tacek do robienia lodu.

Po 8 h w zamrażarce mamy gotowe „farby”

DSC_6098
DSC_6103

4. Mieszanie kolorów

Zamrożone kształty możemy wykorzystać do obserwacji jak mieszają się kolory

DSC_6121
DSC_6136

5. Kolorowe zimne kostki

W woreczkach do lodów zamroziłam pofarbowaną barwnikami spożywczymi wodę

DSC_6140
DSC_6143
DSC_6149
DSC_6153

6. Lodowa kreda

Jeżeli zamiast barwników użyjemy farb plakatowych wymieszanych ze skrobią kukurydzianą możemy malować lodową kredą po chodniku.

DSC_6157
DSC_6158
DSC_6188

7. Kolorowe spryskiwanie

Do spryskiwacza nalałam zabarwioną wodę

DSC_6196

8. Chłodna kąpiel w Gelli Baff

DSC_0817-1024x683
DSC_0858-1024x683

9. Zabawy sensoryczne w Gelli baff

Angażują zmysł wzroku i dotyku

DSC_0940-1024x683

10.  Lodowe Gelli baff

Zamrożone w woreczku daje ciekawe doznania dotykowe

DSC_0942-1024x683

A na koniec nasz ulubiony jogurt

  • mrożone owoce
  • jogurt naturalny
  • łyżeczka ksylitolu
  • mięta
DSC_6090

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bez babci i dziadka w wielkim mieście

Kiedy 11 lat temu wysiadałam z pociągu PKP na stacji Warszawa Centralna z całym uczniowskim dobytkiem nie zdawałam sobie sprawy jak zmieni się moje życie. To tu, w stolicy planowałam spędzić kolejne 5 lat.

Nie przewidziałam jednak, że zostanę tu prawdopodobnie na zawsze- Warszawa stanie się moim domem, a moje dziecko  przyjdzie tu na świat.

Będąc singielką zupełnie się nie zastanawiałam nad tym tematem. Owszem, dość często jeździłam do domu i faktycznie bardzo to lubiłam. Jednak największa potrzeba przebywania z rodzicami pojawia się wtedy kiedy na świecie pojawiają się dzieci.

Kiedyś była to naturalna kolej rzeczy.

Wychowywanie się wielopokoleniowej rodzinie w jednym mieście było normą. Pamiętam jak moja mama zostawiała mnie na kilka dni u dziadków- byłam niewiele starsza od Lilki.

Teraz, kiedy procent migracji wewnętrznej w Polsce jest bardzo wysoki i często zostawiamy gniazdo rodzinne na rzecz edukacji lub pracy w innym mieście jest nam trudniej. Coraz częściej dzieci są widywane w miejscach gdzie jeszcze 20 lat temu było to nie do pomyślenia. Seans w kinie dla rodziców i dziecko śpiące w foteliku obok – to już norma.

Dzieci na koncertach dla dorosłych to również powszechny widok. Cywilizacja wychodzi nam na przeciw. Kiedyś takie miejsca były zakazane i dzieci były tam niemile widziane. Niektórzy idą nawet o krok dalej i zabierają dzieci na imprezy.

My, tzw. słoiki nie mamy wyjścia. Jesteśmy z dziećmi cały czas. Nie mamy pomocy kochanej babci kiedy dopadnie choroba lub zwyczajnie chcemy wyjść z mężem wieczorem. Ja też chodzę z Lilką np. na pobieranie krwi  kiedy mąż jest w delegacji.

Czy myślałam o tym 11 lat temu wyciągając torby z zatłoczonego pociągu? NIE! Miałam wtedy zupełnie inne priorytety.

Jest to zupełnie normalne, że młodzi rodzice potrzebują czasu tylko dla siebie, dla ich związku. Chociaż nasze dziecko jest absolutnie cudowną istotą mamy chęć przekazania jej w ręce kogoś innego i normalnego wyjścia razem wieczorem. Ba! To nawet nie musi być randka. Pamiętam jak około 1,5 roku temu zostawiliśmy Lilkę z dziadkami, a sami udaliśmy się na zakupy spożywcze. Mimo tego, że był to jeden dzień przed Wigilią i w sklepach panowała gorączka przedświąteczna.

To były najspokojniejsze i najprzyjemniejsze zakupy w życiu. Nie przeszkadzały nam kolejki, 30-osobowa kolejka do kasy i zacinające się kolędy z głośnika. Chodziliśmy po sklepowych alejkach za ręce i uśmiechaliśmy się do siebie.

Nikt nie szarpał nas za nogawki, nie strącał produktów z półek i na widok lizaków przy kasach nie robił awantury 100-lecia. Wtedy zapaliła nam się lampka, że tak bardzo tego potrzebujemy- 0ddechu, bycia tylko dla siebie.

No i jak mamy tę obietnicę realizować tu w domu kiedy żadnej babci nie ma? Kiedy jest czas dla nas? 

Zdarzało się nam uśpić Lilkę w wózku i iść wtedy do restauracji.

Często chodzimy do kawiarni, w której Pani zajmuje się dziećmi, a my siedzimy i pijemy kawę przez 2 h.

Co zrobiliśmy kiedy dostaliśmy zaproszenie na wesele bez dzieci? Był to dla nas ogromny problem, ale jednak udało się zorganizować opiekę.

Kiedy tylko przyjeżdżamy do dziadków to już w aucie sprawdzamy repertuar kin i teatrów. Tuż po zaśnięciu Lilki wymykamy się na randki.

Tak bardzo doceniamy te chwile i wciąż mamy niedosyt. Zupełnie nie wiem jak inaczej to zorganizować i bardzo zazdroszczę osobom, które dziadków mają na co dzień.

A Wam jak to idzie?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jesteś na diecie? Chodź na gofra!

Dziś przedstawiam Wam mój autorski przepis na gofry dietetyczne.

Stworzyłam go na potrzebę mojej diety, a i Lilka się nimi zajada.

DSC_5989

Bez cukru!

Składniki:

  • 75 g płatków migdałowych
  • 75 g płatków orkiszowych
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • ok 150 ml mleka (użyłam ryżowego)

Płatki mielę w młynku do kawy na mąkę.  Suche składniki mieszam razem. Na koniec dodaję oliwę i mleko. Energicznie mieszam wszystko w misce. Gotowe!

Gofry polewałam musem malinowym. Jest nic innego jak podgrzane maliny  z odrobiną wody i na koniec potraktowane blenderem. Mus smakuje znakomicie z listkiem mięty.

DSC_5956
DSC_5928
DSC_5917
DSC_5909
DSC_5912
DSC_6040
DSC_5962
DSC_5963
DSC_5984
DSC_6003
DSC_5999
DSC_6017
DSC_6020
DSC_6006
DSC_6027

Lilki ulubiony dżem:)

Przepis na inne zdrowe gofry u OLGI

Pastelowe talerze i kubki: RICE

Sztućce Beaba

Gofrownica Silvercrest

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

See bloggers – moim okiem

Przez cały weekend ani razu nie wyciągnęłam aparatu z torby. Celowo go nie wzięłam. Stwierdziłam, że będę kręcić film.

Tak wyglądał nasz weekend.

See bloggers – moim okiem <—– KLIK

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Praca z dzieckiem na kolanie

Wróciliśmy wczoraj z See bloggers. Jest to cykliczna impreza dla blogerów organizowana w Trójmieście. Cieszę się niezmiernie, że mogliśmy w niej wziąć udział oraz mieć swój wkład.

Kiedy Marlena z Makóweczek zaprosiła mnie do wzięcia udziału w panelu na temat „Blogowanie z dzieckiem na kolanie” bez wahania się zgodziłam. Z racji tego, że był to panel dyskusyjny mogłyśmy z innymi dziewczynami porozmawiać o naszych doświadczeniach.

Brały w nim jeszcze udział: Marysia z Mamy gadżety, Asia z Matka jest tylko jedna, Ola z Mam wątpliwość i Alicja z Mamala.

Uznałam, że napiszę jeszcze na ten temat ponieważ kilkadziesiąt osób nie zdążyło obejrzeć mojej transmisji na Periscope. A na dole tego postu pojawi się jeszcze całe nagranie z panelu.

Wracając do tematu, jak to jest blogować z dzieckiem na kolanie? 

Przede wszystkim cudownie! Będąc z dzieckiem cały czas mamy możliwość obserwowania jego rozwoju, nowych pasji, pokonywania pierwszych kamieni milowych, bla bla bla.

Ale! Jak to zrobić kiedy 2,5 latka wyrzuca Ci wiadro Lego na klawiaturę  kiedy Ty akurat złapałaś w końcu wenę i ciśniesz zdanie za zdaniem?

Kiedy masz ważny telefon z agencji a Twoje ukochane dziecko akurat w tym momencie krzyczy „Maaamo, poczytaj miiiii”?

Jak to jest, że ciągle uważam, że jest to najwspanialsza praca na świecie i kiedy piszę te słowa moje dziecko stoi za mną i „plecie” mi warkocz i przypina spinki z Dosią.

Przebywanie z dzieckiem cały czas sprawia, że pomysły na posty kiełkują w mojej głowie w zawrotnym tempie. Wtedy tylko szybko chwytam telefon i w notatniku zapisuję złote myśli. Jak mam trochę więcej czasu przelewam również kilka gotowych myśli, które później skleją się w sensowną całość i post już popłynie.

Rozmawiałyśmy również o porach dnia, w których blogujemy. Chyba tylko ja robię to w godzinach porannych. Kiedy Lilka jeszcze spała w dzień to nie było najmniejszego problemu.

Dzień wyglądał tak:

wstajemy-śniadanie-ogarnięcie domu-spacer-drzemka (PRACA)-obiad-czas z tatą-kolacja-spanie. Odkąd  dziecię nie śpi w dzień jest o wiele trudniej. Inne blogerki mówiły, że piszą w nocy. Ja niestety tak nie dam rady. Około godziny 20 mój mózg pracuje tylko biernie i nie jestem w stanie sklecić mądrzejszych wypowiedzi.

Aby utrzymać blog przy życiu wypracowałam nowy system, który w 90% sytuacji się sprawdza. Obecnie wygląda to tak:

wstajemy-śniadanie- PRACA-ogarnięcie domu- spacer- obiad- czas z tatą, kolacja spanie. 

Dokładnie tak jest. Codziennie po śniadaniu siadam do komputera i piszę posty, odpowiadam na meile, poddaje zdjęcia postprodukcji, wykonuję ważne telefony. Jak to robię?

Bloga traktuje jako pracę, moją własną firmę, którą prowadzę od 3 lat. Tak również tłumaczę moje przesiadywanie przed komputerem córce. 

 Na bazie  wiedzy na temat rozwoju dziecka korzystam z tego czasu po śniadaniu. Dlaczego wtedy nie ścielę łóżek i nie wstawiam prania? Bo ten czas jest najefektywniej wykorzystywany przez dziecko. To właśnie wtedy dzieci uczą się najwięcej.

Koncentracja jest na najwyższym poziomie, zaangażowanie jest niezwykle wysoki. Dlatego zawsze zaczynam od najbardziej angażujących czynności jak np. pisanie postów. Zdarzają się oczywiście sytuacje, że córka do mnie przychodzi i z rezolutnym uśmiechem ładuje się na kolana. Co wtedy robię? Tłumaczę jej, że pracuję i proszę o uszanowanie tego. Tak samo ja szanuję jej zabawy, które nazywamy w domu pracą. To działa!

Po około godzinie Lilka zaczyna przychodzić do mnie i prosić mnie o zabawę lub czytanie. W tym czasie zazwyczaj mam już gotową treść i zostają tylko zdjęcia. Ale nie jest to dla mnie problem kiedy po 2 fotkach odchodzę od komputera żeby przeczytać książkę lub ułożyć z Lilką układankę.

Nie zdążyłam tego powiedzieć na panelu, ale moim wybawieniem są aplikacje mobilne. Byłoby mi bardzo trudno robić wszystko na komputerze. Z resztą po czasie po jej pracy czyli do około 11-12 każde otworzenie komputera działa jak magnes na Lilkę. Dlatego całe centrum dowodzenia Nebule mam w telefonie. Podam Wam nazwy kilku apek, z których korzystam w tak zwanym międzyczasie.

Skrzynka pocztowa w telefonie

podstawa! Wielokrotnie na wszystkich konferencjach było powtarzane, że na meile z prop0zycjami odpowiadamy natychmiastowo. Inaczej można stracić ciekawą ofertę. Wychodzę z założenia, że skoro mam czas na odczytanie i odpisanie nie zajmie więcej niż 3 minuty robię to od razu.

Odpisanie na wiadomości od Was często wymaga mojego większego zaangażowania, więc robię to w godzinach pracy.

WordPress

najcudowniejsza aplikacja do odpowiadania na komentarze oraz ich zatwierdzanie. Nie muszę włączać komputera aby na nie odpowiadać. Zyskuję dzięki niej mnóstwo czasu. Dodatkowo każdy komentarz wyświetla mi się na zablokowanym ekranie i widzę kiedy pojawia się coś nowego.

Facebook Pages Manager

wiadomo fanpage bloga jako oddzielna apka.

Media społecznościowe:

Instagram, Snapchat

Google Analitycs

świetna aplikacja. Mail z zapytaniem o współpracę – skan statystyk w sekundę i odesłanie mailem – 1 minuta!

Aplikacje do robienia grafik na bloga

wszystko robię na telefonie

Filmiki również montuję na telefonie

Na ekranie w telefonie mam również skróty do ulubionych blogów, aby nie tracić czasu na wchodzenie w przeglądarkę. Jeżeli nie wiecie jak dodać Nebule, mogę Wam udzielić instrukcji:).

Od września Lilka pójdzie do przedszkola, więc będę miała 4 h dziennie dla siebie. Już zapisuję sobie pomysły na ten czas.

A Wam jak idzie praca z dzieckiem w domu? Macie swoje patenty?

 A tu nasz panel:

 a tu ciąg dalszy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Uporządkuj swoje mieszkanie i życie z „Magią sprzątania”

Tak bardzo spodobał Wam się wpis o nauce sprzątania, że postanowiłam iść za ciosem i w dzisiejszym poście opisać sławną książkę „Magia sprzątania” Marie Kondo.

Kiedy pierwszy raz o niej usłyszałam, stwierdziłam, że muszę ją mieć. W dzisiejszy poście przekażę Wam wszystkie niezbędne informacje do przeprowadzenia metamorfozy mieszkania, a zarazem Waszego życia.

Mieszkamy w 50-metrowym mieszkaniu. Nasi znajomi, rodzina często delikatnie nas podpytują czy niedługo będziemy budować dom lub kupować większe mieszkanie.

Mieszka nam się bardzo dobrze i zupełnie nie rozumiem tych pytań. Lubimy mieszkać w centrum, wszędzie mamy blisko i nie stoimy za dużo w korkach. Jest tylko jedna sprawa, która mi przeszkadza.

NIE MIEŚCIMY SIĘ Z NASZYMI RZECZAMI.

Uznaliśmy z mężem, że nie jest to powód do przeprowadzki. Tylko musimy się pozbyć niektórych rzeczy. W tym ma nam pomóc „Magia sprzątania”- Marie Kondo.

„Sztuka sprzątania to seria prostych czynności, w czasie których przedmioty są przesuwane z jednego miejsca do drugiego. Obejmuje to umieszczanie rzeczy tam gdzie powinny być. Wydaje się to tak proste, że nawet sześciolatek mógłby to zrobić.  A jednak większość ludzi tego nie potrafi.”

Według autorki to nie pomieszczenia ani też rzeczy są przyczyną powracania bałaganu,  to sposób myślenia.

Pamiętacie swoje czasy uczniowskie kiedy tuż przed ważnym egzaminem zabieraliście się ochoczo do sprzątania? To Wasz mózg nakazuje sprzątnięcie przestrzeni wokół, bo inaczej będzie mu ciężko przyswoić nowe informacje z książek.

Autorka mówi o jednym, wielkim sprzątaniu, a później już tylko odnoszeniu rzeczy na swoje miejsce.

Odwiedza swoich klientów i razem z nim robi selekcję rzeczy do wyrzucenia. Przez lata praktyki opracowała metodę, którą opisuje krok po kroku w książce. Ja również Wam ten plan dziś przekażę.

Pierwszym krokiem jest WIELKIE SPRZĄTANIE, czyli wyrzucanie rzeczy.

Są tylko dwa rodzaje sprzątania: codzienne i specjalne (wielkie sprzątanie). Codzienne ogranicza się już tylko do odnoszenia rzeczy na swoje miejsce.

„I tak ludzi, którzy nie potrafią utrzymać porządku można podzielić na trzy typy: „nie potrafię tego wyrzucić”, „nie potrafię tego odłożyć na miejsce”, „nie potrafię tego ani odłożyć, ani wyrzucić”

Tak naprwdę sprzątanie, które ma nam pomóc obejmuje tylko dwa działania: wyrzucanie rzeczy i podejmowanie decyzji, gdzie pozostałe przechowywać.

Proste?

Tak!

Ale trzeba mieć dobry plan

Aby efekty były najlepsze trzeba sprzątać wg właściwej kolejności. Najpierw wydawało mi się to dość absurdalne, ale kiedy skończyłam książkę wszystko nabrało sensu.

Ale wszystkie rzeczy trzeba wybierać według jednej zasady.

IMG_6653

Wcześniej wyrzucałam tylko rzeczy zepsute lub zużyte i dlatego tak się pietrzą w naszym mieszkaniu. Mam wiele przedmiotów, które mnie denerwują, a mimo to je trzymam. TO BŁĄD!

WEŹ KAŻDY PRZEDMIOT DO RĘKI I ZADAJ PYTANIE: „CZY TO DAJE MI RADOŚĆ?” Jeżeli odpowiedz jest twierdząca, zachowaj go. Jeżeli nie, wyrzuć bez skrupułów.

Bardzo przydatną zasadą jest sprzątanie w odpowiedniej kolejności oraz porządkowanie jednej kategorii. W wielu domach rzeczy z jednej kategorii są rozłożone w wielu miejscach (np. książki).

Od czego zaczynamy?

Tak jak zawsze, otwierasz szafę i po kolei oglądasz każdą rzecz. Chwile po tym znajdujesz zdjęcia i przepadasz. TO BŁĄD! Osoby początkujące nie powinny zaczynać od rzeczy, które wywołują wspomnienia.

Najlepiej przeglądać rzeczy w takiej kolejeności:

ubrania, książki, papiery, różności (komono), pamiątki

IMG_6654

Jeżeli chodzi o ubrania to najlepiej podzielić je na mniejsze kategorie:

  • góra (koszulki, swetry itd.)
  • dół (spodnie, spódnice itd.)
  • ubrania, które powinny być powieszone
  • skarpetki
  • bielizna
  • torebki
  • dodatki
  • ubrania na specjalne okazje
  • buty

UBRANIA:

Zanim zaczniemy należy przynieść wszystkie rzeczy należące do tej kategorii. Jeżeli sprzątamy góry to znosimy każdą jedną rzecz (te z prania i do prasowania również)

Ciuchy po domu- każdy ma taką magiczną półeczkę, z której wyciąga poplamione dresy i dziurawe tiszerty. Często ich nie lubimy z wielu względów, a jednak trzymamy całą gromadę takich ubrań. Co z nimi robimy? Wyrzucamy. Chyba, że jednak te rzeczy sprawiają nam radość i koszulka z obozu w podstawówce poprawia nam humor.

Autorka pisze również o przechowywaniu. Radzi trzymać rzeczy pionowo (jeszcze nie przetestowałam). Składamy koszulkę w kostkę i ustawiamy pionowo w szufladzie. Ma to sens, ale muszę sama wypróbować.

Rozbawił mnie podrozdział o traktowaniu skarpet i rajstop z szacunkiem, ale chyba zastosuje się do jej rad, bo moje skarpety zazwyczaj są nieszczęśliwe (nie mają pary). Dodatkowo skarpety nie powinny być zwinięte w kłębki tyko swobodnie leżeć złożone na pół.

IMG_6655

Zaczynamy również od przyniesienia wszystkich książek jakie mamy w mieszkaniu. Układamy je obok siebie na podłodze. Póżniej rozdziel je ze względu na kategorię:

  • ogólne (czytane dla przyjemności)
  • praktyczne( encyklopedie, książki kucharskie)
  • wizualne ( albumy)
  • magazyny

Teraz weź po kolei każdą książkę do ręki (koniecznie!) i zadecyduj czy doświadczasz przypływu radości czy też nie. Nie zaczynaj tylko jej czytać:)

Największą trudność sprawiają nieprzeczytane książki. Autorka uważa, że skoro książka leży już u nas jakiś czas to nigdy jej nie przeczytamy. To samo dotyczy książek przeczytanych  na przykład w połowie. Dodatkowo sądzi, że takie jest jej przeznaczenie, skoro dobrnęliśmy tylko do połowy to znaczy, że nie jest nam dane dokończenie jej.

To samo dotyczy notatek ze szkoleń i kursów. Skoro nie są w użyciu to znaczy, że nigdy z nich ie skorzystamy i nie ma sensu ich trzymać.

IMG_6656

Dzielimy je również na kategorie i wyrzucamy to co nie mieści się w :

  • to co jest obecnie w użyciu
  • to co potrzebne jest przez określony czas
  • to co powinno być trzymane  bezterminowo

Z tego co zostało tworzymy 2 kategorie do archiwizowania:

  • papiery, które powinny być zachowane
  • papiery, które wymagają jakiegoś działania  w najbliższym czasie

Autorka zaleca przechowywanie papierów w pionowej pozycji w konkretnym miejscu. Miejsce powinno być określone ze względu na częstotliwość sięgania po nie: papiery używane rzadko oraz używane często.

Gwarancje od urządzeń elektrycznych należy przechowywać w jednym miejscu, najlepiej w koszulce. Wszystkie  instrukcje obsługi, z których nie korzystamy również wyrzucamy.

IMG_6657

„Trzymaj rzeczy, które kochasz, a nie „bo tak”.

Kolejność sprzątania:

  • płyty CD i DVD
  • kosmetyki
  • akcesoria
  • przedmioty wartościowe (paszporty, karty kredytowe)
  • sprzęt elektryczny i elektroniczny
  • przybory gospodarstwa domowego (artykuły biurowe, zestawy do szycia)
  • artykuły  gospodarstwa domowego
  • artykuły kuchenne/żywność
  • pozostałe

Drobne monety powinny zawsze wędrować do portfela, a nie do szuflady lub małych koszyczków.

IMG_6658
  • prezenty- nietrafione wyrzucamy
  • pudełka
  • niezidentyfikowane kable (skoro ie wiesz od czego jest to go wyrzuć)
  • zapasowe guziki (raczej ich nie wykorzystasz)
  • próbki kosmetyków na wyjazdy (sprawdzić ważność)
  • darmowe gadżety promocyjne-
IMG_6659
  • zdjęcia

*mój komentarz – autorka nie pisze nic o zdjęciach na komputerze. Ale warto również tutaj wprowadzić porządek i j ma taki plan. Zmotywował mnie ten cytat „Będziesz o wiele bardziej cieszył się zdjęciami w starszym wieku, jeżeli będą w albumie, niż kiedy będziesz musiał przetrząsać ciężkie pudło „- w tym wypadku komputer

  • kartki z życzeniami
  • pamiątki

Autorka pisze o bardzo ciekawym zjawisku. Większość dorosłych ludzi wywozi swoje rzeczy do rodziców. Jest to złe postępowanie. Prawdopodobnie nigdy po te rzeczy nie wrócimy.

„Uporządkowanie domu jest właśnie tą magią, która przynosi szczęśliwe i pulsujące energią życie”

Po zakończeniu procesu wielkiego sprzątania czas wyznaczyć każdej rzeczy miejsce, a później je tylko odkładać.

„Bałagan ma dwie możliwe przyczyny: zbyt wiele wysiłku trzeba włożyć w odłożenie rzeczy lub też nie wiadomo gdzie dana rzecz powinna leżeć.

Podczas układania rzeczy pamiętajmy o jednej ważnej zasadzie:

„Nie kładź rzeczy jedna na drugiej: przechowuj je pionowo”.

Ostatnie rozdziały są o następnych etapach, czyli o tym jak później znów nie zagracić mieszkania.

Ja najbardziej zastosuje się do zasady o zakupach. Często kupuję coś na wyprzedażach na kolejny sezon i najczęściej tego nie noszę.

„Kupowanie i używanie rzeczy wtedy gdy są potrzebne daje więcej radości.”

Po całym procesie nie kupimy już czegoś bezmyślnie.

„Szczęśliwi ludzie są otoczeni rzeczami, które dają im radość”

Tym podsumowaniem kończę wpis. Przemawia do mnie ta metoda jak żadna inna i już niedługo będziemy pakować swoje niepotrzebne rzeczy do worków. Większości nie wyrzucę na śmietnik, a spróbuję znaleźć osoby, któr mogłyby tego wszystkiego potrzebować.

Poniżej przygotowałam Wam gotową listę do ściągnięcia i wydrukowania. Wszystko po to żeby ułatwić sprzątanie.

KLIK poniżej

magia_sprzątania

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak nauczyć dziecko porządku?

„Porządek”, „sprzątanie”, „odnoszenie rzeczy na miejsce”- to terminy, które wielu rodzicom podnoszą mocno ciśnienie. Niektórzy już dawno wyluzowali w tym temacie, a inni próbują egzekwować.

W dzisiejszym poście będziecie zdradzam metody stosowane przez nas.

Większość teorii, które dziś tu zaprezentuję jest zaczerpnięta z pedagogiki M. Montessori. Okres sensytywny na porządek trwa od urodzenia do 4,5 roku życia. Jeżeli do tego czasu nie nauczymy dziecka tych czynności lub nie zapewnimy im odpowiednich bodźców bardzo trudno będzie nam je później egzekwować.

Zacznę od początku, czyli od samego procesu przygotowywania otoczenia dla dziecka. Pisałam o tym we wpise Przystosowane otoczenie.

Przystosowane otoczenie do wieku dziecka jest niezbędna podstawą. Bez tych elementów dziecko będzie miało duże utrudnienie.

Jak ma odłożyć zabawkę na miejsce skoro półka jest wysoko?

Gdzie ma powiesić swoją kurtkę lub ręcznik skoro nie ma wieszaczka na wysokości jego rąk?

Jak ma wygodnie pracować skoro stół sięga mu po samą brodę?

Moje wskazówki dotyczące nauki porządku od małego kiedy mamy już przystosowane otoczenie.

1. Mniej znaczy więcej

łatwiej jest zapanować nad porządkiem kiedy rzeczy jest mało. Ciężko jest  powiedzieć ile tych zabawek powinno być, ale powinniście odczuwać pewien niedosyt. Kiedy wchodzicie do pokoju i macie wrażenie, że zabawek jest za dużo. To dla Waszych dzieci jest tego 2 razy za wiele. Dziwicie się, że dziecko nie chce sprzątać klocków? Ma ich 100, więc pewnie dlatego. 30 klocków nie sprawiłoby takiej trudności. Warto się nad tym zastanowić kiedy dziecko odmawia sprzątania.

2. Jakość

zwracajmy uwagę na jakość kupowanych zabawek. Naprawdę lepiej jest mieć dosłownie 10 porządnych rzeczy na półce niż 100 byle jakich.

3. Dostosowanie do wieku

w pokoju powinny się znajdować zabawki/pomoce dostosowane do wieku dziecka. Bez sensu jest trzymać na półkach stare sortery, grzechotki, proste układanki kiedy nasze dziecko już interesuje się literami. Takie otoczenie jest mało stymulujące i często dzieci się nudzą.

4. Brak odciągaczy uwagi

zabawki interaktywne, grające nie wnoszą wiele do rozwoju dziecka, a często rozpraszają od prawdziwej pracy.

DSC_5558-horz
DSC_5556
DSC_5561
DSC_5562
DSC_5564
DSC_5563
DSC_5553

5. Organizacja otoczenia

zabawki lepiej jest trzymać na małych tackach lub w koszykach niż w pudełkach kartonowych (chyba, że opakowanie jest niezbędne np. puzzle). Zwróćcie uwagę na te dwa zdjęcia. Po lewej stronie te same pomoce w pudełkach, a po prawej wyłożone i ładnie wyeksponowane. Taki sposób prezentacji jest bardzo atrakcyjny dla dziecka i daje od razu sygnał do tego, że to jest jej miejsce. Nie ma też trudności z posprzątaniem pomocy na miejsce.

Dodatkowo podczas przenoszenia dzieci ćwiczą równowagę i grację.

6. Podział pokoju na strefy:

  • strefa odpoczynku – łóżko i w niedalekim zasięgu półka z książkami. Pisałam o tym w poście Miejsce do spania
  • strefa pracy przy stoliku- obok mamy półkę z łatwo dostępnymi akcesoriami przydatnymi do pracy przy stoliku. W biurku jest również szuflada na odpowiednie rzeczy. Na stoliku nie powinno stać za dużo rzeczy, najlepiej żeby było puste.
DSC_5565
DSC_5537
  • strefa półek z pomocami- dostosowane do wzrostu dziecka, aby bez problemy mogło zdjąć pomoc i ją odłożyć
DSC_5559
  • dywan do pracy i zabawy – Montessori stosowała małe dywaniki rozwijane przy każdej pracy na podłodze. U nas się ta metoda nie sprawdziła. Stwierdziłam, że nie będę wprowadzać żadnych sztuczności, a taka wydawała mi się praca na dywaniku rozwijanym za każdym razem. Taki sposób sprawdza się w przedszkolach kiedy jest dużo dzieci i ciężko jest odgraniczyć miejsce na podłodze. Mamy dywan, który leży w centralnej części pokoju. Tam Lilka najczęściej bawi się na podłodze. Co jest fajnego w takim dywanie? Żeby wziąć nową rzecz dziecko musi odłożyć poprzednią, bo nie będzie miejsca na dwie.
DSC_5567

7. Pozbywamy się worów  z zabawkami

wbrew pozorom pudełka na zabawki, pojemniki i skrzynie utrudniają wprowadzanie porządku. Aby coś znaleźć trzeba wysypać wszystko na podłogę. Taki model porządkowania nazywa się upychaniem.

8. Wymienianie zabawek/pomocy raz na jakiś czas

Ja robię podmianę raz na około 3 tygodnie. W tym czasie dziecko jest  w stanie znudzić się proponowanymi aktywnościami lub je przyswoić. Obserwujmy dziecko, jeżeli wciąż korzysta  z jakiejś zabawki- zostawmy ją.

9. Przykład

do niczego nie zmuszamy. Pokazujemy tylko, że miejsce tej rzeczy jest tutaj. Kiedy dziecko prosi- pomóżmy mu. Nie grozimy, że oddamy je innym dzieciom i „nie wyrzucamy zabawek do kosza”.

10. Zwróćmy uwagę na funkcjonalność

Im dziecko chętniej z czegoś korzysta to znaczy, że jest dobrze dostosowane. Jeżeli setny raz nie odwiesiło swojego ręcznika na miejsce to zastanówmy się jaka jest tego przyczyna. Może wieszak jest zły lub sznureczek do zawieszenia za krótki.

Tak to wygląda w teorii. Nie myślcie, że dzięki tym wskazówkom Wasze dziecko nagle zacznie trzymać sterylny porządek w pokoju. Jest to proces długotrwały, ale z pewnością przyniesie dużą satysfakcję w przyszłości.

Aby zobrazować kontrast między teorią, a praktyką weszłam minutę temu do pokoju Lilki i zrobiłam zdjęcie tego co tam zastałam.

DSC_5647

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Przedstawiam Wam…

Apli papli!

Apli Papli powstało z miłości.

Pewnego dnia Dziadek chciał podarować swojej jedynej wnuczce coś wyjątkowego. Coś czego nie można kupić w sklepie ani zamówić przez Internet. Z racji tego, że jest stolarzem chciał aby kawałek drewna zyskał duszę. Godzinami w swojej przydomowej pracowni strugał ręcznie obłe kształty. Poprawiał, szlifował i udoskonalał.

Tak powstał pierwszy drewniany konik. Dziadek podarował go wnuczce na pierwsze urodziny. Ona pokochała go od razu. Do dziś jest jej ulubioną zabawką. Konik skradł serca wielu osób, dlatego stworzyliśmy Apli Papli. Są to zabawki i produkty wytwarzane na Podlasiu przez 3 osoby. Osoby w sile wieku, które postanowiły stworzyć coś swojego. Wkładają w pracę całe swoje serce aby dzieci się cieszyły.

Wielokrotnie na blogu pokazywałam rzeczy, które zrobiła dla nas moja zdolna rodzina. Stwierdziliśmy, że założenie Apli papli pomoże nam się nimi podzielić.

Podziwiam ich bardzo, bo nie mają po 30 lat, a założyli swój biznes.

Trzymam mocno kciuki i już dziś zapraszam do odwiedzenia strony ze sklepem www.aplipapli.pl

Oraz polubienia i obserwowania mediów społecznościowych:

www.facebook.com/aplipaplisklep

www.instagram.com/aplipapli.pl/

Cudowne logo zrobiła Olga z www.olgaiokolice.pl

A teraz pokażę kilka produktów

DSC_3845
DSC_3835
DSC_3855
DSC_5042
DSC_5224
DSC_5233
DSC_5252
DSC_5266
DSC_5272

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

A gdyby tak uciec z miasta

Jesteśmy u mamy na Podlasiu. Czas tu mocno zwalnia (internet również). Cały czas nie mogę się przyzwyczaić ile obowiązków jest przy domu. One są takie proste, a jednak dają bardzo dużą satysfakcję.

Kiedy byłam dzieckiem jeździliśmy do babci na zbiory owoców lub warzyw. Siedzieliśmy w krzakach i odrywaliśmy dojrzałe owoce. Niektóre trafiały do koszyka, a niektóre prosto do naszych umorusanych buzi.

Jak my tego nie lubiliśmy…

Dziadek z babcią za taką pracę wypłacali nam niewielką kwotę. Jedynie obiecane kieszonkowe lub lody przywiezione przez wujka na motorze lekko nas motywowały.

Pielenie ogrodu – no zmora. A chwasty tak szybko odrastały.

Szczerze tego nie lubiłam. Sama nie wiem nawet dlaczego.

I tak teraz znów stoję przed zarośniętym lekko ogródkiem mamy wraz moją małą pomocnicą. Jakoś inaczej na to patrzę, bo mi się chce. Rano w piżamie wybiegam po zaroszonej trawie po szczypior do twarożku i tak mi fajnie. Chyba się powoli starzeję, bo takie proste przyjemności sprawiają mi ogromną przyjemność. Nic mnie teraz tak nie relaksuje jak jedna czynność, której efekt od razu widać. Jest chwast i już go nie ma. Jakie to jest proste.

Tak sobie tu spędzamy czas…

DSC_5061
DSC_5072
DSC_5094
DSC_5098
DSC_5108
DSC_5140
DSC_5146
DSC_5152
DSC_5167
DSC_5175
DSC_5185
DSC_5290
DSC_5302
DSC_5307
DSC_5309
DSC_5317
DSC_5330
DSC_5333
DSC_5335
DSC_5336
DSC_5339

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dajcie mi już spokój

O dyktaturze na placach zabaw

Plac zabaw zawsze mi się kojarzy z wolnością. Od ok 5-6 r. ż. sama wychodziłam na kilka godzin i bawiłam się tak jak chciałam. Wisiałam głową w dół na trzepaku i huśtałam się do pety na metalowych huśtawkach. Z racji nadwrażliwego przedsionka często te ekscesy kończyły się w krzakach na mocnych mdłościach. Nienawidziłam karuzeli i nikt nigdy nie kazał mi się na niej kręcić.

Nie musiałam nawet na nią wchodzić. Od samego patrzenia było mi niedobrze. Nikt za mną nie chodził i nie strofował. Kiedy z kolanami zdartymi do kości i bluzką mokrą od płaczu wbiegałam do domu mama wiedziała, że najpewniej znów się wywróciłam na prostej drodze lub zahaczyłam o gwóźdź wychodząc przez okno z piwnicy.

Lubiłam bawić się w piaskownicy dość długo- kopaliśmy wielkie doły i wchodziliśmy w nie do kolan. Później nas zakopywali. Sama dobrze wiedziałam czego potrzebuję. Powisieć głową w dół- biegiem na trzepak, poczuć wiatr we włosach (i piasek) zjechać głową w dół ze zjeżdżalni. Pamiętacie, że dziś pewnie miałabym diagnozę i terapię?  Gdybym urodziłą się 5 lat temu

A tak dzięki wielu godzinom na placu zabaw trochę te deficyty narobiłam.

To tylko plac zabaw

Często słyszę ten tekst od rodziców. W dobie gadżetów i kultury zajęć dla dzieci ten plac zabaw wg nas- dorosłych jest słabą atrakcją dla dzieci. Dlaczego? Bo jest za darmo!

Kiedyś rodzice od wielkiego dzwonu zabierali dziatwę na wielkie wydarzenia jak kino, teatr czy zoo. Mam wrażenie, że teraz jest wręcz pożądane aby gdzieś zabierać swoje dziecko. Dużo. Często. Czasami z grubą kasę. Też się dałam złapać w tę pułapkę.

Przechodziliśmy obok Teatru Palladium. Tłumy rozentuzjazmowanych dziewczynek przed wejściem zwróciły naszą uwagę. Postanowiliśmy wstąpić i zapytać co to za wydarzenie. Okazało się, że za chwilę zaczynają się „Najpiękniejsze bajki baletowe”. Lilka obecnie lubi takie klimaty, więc stwierdziliśmy, że to będzie świetna rozrywka rodzinna.

Bilet dla mnie i dla męża 90 zł – Lilka za free, bo na kolanach. Na sali tłum. Krzesła tak blisko siebie jak fotele w Rajanerze. Zaczyna się. Wszyscy lekko podekscytowani. Po 15 minutach moje dziecko głośno i wyraźnie rzecze: „Wolałabym żeby to się już skończyło”. Wszyscy się odwracają. My się śmiejemy.

Wychodzimy i idziemy na plac zabaw. Miejsce wolności i swobodnej zabawy. Jednak nie dla wszystkich.

Terror na placach zabaw

Podczas pobytów na placach zabaw wciąż słyszę komendy matek, ojców, babć, opiekunek:

Lekceważące i burzące pewność siebie:

„Nie właź tam”

„Zaraz spadniesz”

„Nie wchodź do piachu, bo będziesz miał piasek w butach”

„Zostaw te kamienie”

„Nie chce mi się Ciebie huśtać”

Troskliwe:

„Chodź pokażę Ci drabinki. Wyjdź już z piaskownicy, bo pupę sobie przeziębisz.”

„Tam jest za wysoko”

„A zobacz jaka tam jest świetna karuzela”

Naprawdę nie musimy dziećmi dyrygować ani ich ciągle animować. Plac zabaw powinien być miejscem swobodnej zabawy. Poniżej Wam napiszę dlaczego jest to tak ważne

Wyobraźcie sobie, że macie ogromną ochotę na obejrzenie filmu w telewizji. Dawno temu był w kinie i nie zdążyliście na niego pójść. Już tydzień temu zauważyliście, że będzie i nawet ustawiliście przypomnienie w telefonie. Jednak Wasz partner lub partnerka tak bardzo nalegają na wyjście do kina.

Propozycja wydaje się absurdalna, bo macie już tak wielką chęć obejrzenia filmu w kapciach i pod kocem, że żadne argumenty do Was nie przemawiają. „Będzie fajne”- mówi, „No chodź zobaczysz”-nalega, „Co tak będziesz tu siedzieć?”-pyta, „To idę sam/-a”- grozi.

Jak się czujecie? Ja źle. Ktoś mnie namawia na coś innego niż bym chciała.

Dokładnie te sam teksty słyszę na placach.

„Będzie fajnie”- to nic, że tego nie lubisz

„No chodź zobaczysz”- ale mnie to nie interesuje

„Co będziesz tak siedzieć?” i sypać ten piach do butów

„To idę sam/-a” skoro nie chcesz zobaczyć tej karuzeli

Dlaczego plac zabaw jest ważny dla rozwoju motorycznego dziecka?

Z reguły mieszkamy teraz w klitkach. Dzieci w domu nie mają możliwości aby się wybiegać, pohuśtać, poskakać i wspinać. Często te aktywności ze względów bezpieczeństwa są w domu zabronione. A układ nerwowy dzieci do prawidłowego rozwoju potrzebuje mocnej, wielozmysłowej stymulacji.

Naprawdę taki plac zabaw jest w stanie wszystkich tych bodźców, które potrzebuje dziecko, zapewnić.

JEST TYLKO JEDEN WARUNEK

Ta zabawa nie może być kierowana. To musi być swobodna zabawa. Musimy dać dzieciom swobodę, żeby to ich UKŁAD NERWOWY zdecydował na co jest teraz zapotrzebowanie. Podczas gdy dajemy komendy, nakazy, zakazy, lub nawet grzecznie prosimy to dziecko nie ma okazji wykorzystania tego zapotrzebowania.

Pewnie nawet nie wiecie jak dużą wartość terapeutyczną mają place zabaw. Dzieci wybierają same to czego potrzebują. A jeżeli unikają jakiś atrakcji to również jest to ważna informacja zwrotna.

Taka zwykła huśtawka dostarcza do układu nerwowego tak wielu bodźców, że podczas zwykłych zabaw nie moglibyśmy im  zapewnić. Mało kto wie, że można dzieciom śpiewać podczas huśtania, szczególnie tym z zaburzeniami rozwoju mowy.

Bezsensowne przesypywanie piasku stymuluje zmysł dotyku i ćwiczy koordynację ręka-oko. Chodzenie na boso w piaskownicy bardzo mocno stymuluje układ dotykowy.

Wchodzenie po drabinkach wzmacnia siłę mięśniową oraz ćwiczy praksję (planowanie ruchowe).

I wiele, wiele innych…

Place zabaw są świetne, a do tego są darmowe.

A tu zobaczcie Książeczki wspierające rozwój mowy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sekrety pielęgnacji moich włosów

  • URODA
  •  komentarze [43]

Coraz częściej dostaję od Was pytania-prośby o dodanie posta na temat pielęgnacji włosów. Z racji tego, że jest dość niestandardowa stwierdziłam, że pokażę Wam kilka moich sposobów oraz trików.

Na wstępie przedstawię pokrótce moją historię.

Od małego cieszyłam się bujną grzywą. Moja mama lubiła je czesać i pięlęgnować. Zawsze miałam długie włosy. Dopiero jak pierwszy raz wyjechałam na kolonie (6,5 roku) mocno je skróciłyśmy aby łatwiej było mi samej zadbać o ich pielęgnację.

Tak wyglądałam w wieku 5 lat:). Moje włosy wówczas trochę się kręciły i wywijały. Już wtedy używałam odżywek do włosów, bo nie dało się ich rozczesać. Całe życie nosiłam również grzywkę. Dopiero 4 lata temu ją zahodowałam.

DSC_3849

Pod koniec szkoły podstawowej zaczęłam farbować włosy szamponetkami w kolorze mahoniowym. Zdjęcia nie mam, a nawet jakbym miała to bym się nim nie podzieliła;)

Kiedy poznałam mojego męża (prawie 8 lat temu) zaczęłam sukcesywnie rozjaśniać włosy.

Mam bardzo jasną cerę oraz oprawę oczu i myślałam, że mi to pasuje.

plb075

Przed zajściem w ciążę z Lilka stwierdziłam, że jednak będę wracać do naturalnego koloru, bo odrost byłby bardzo widoczny przez 9 miesięcy. Nie chciałam truć Lilki w brzuchu rozjaśniaczami.

DSC8912

Kilka miesięcy po porodzie, dokładnie w Sylwestra, stwierdziłam, że wracam do blondu. Do platynowego blondu. Po wyjściu od fryzjera chciało mi się płakać. Wyglądałam jak Wiedźmin. Kilka razy sama ufarbowałam włosy farbą i trochę ten kolor zszedł. Jednak już po kilku dniach zauważyłam, że moje włosy są w fatalnym stanie. Kruszyły się nawet w połowie. Były do tego matowe i spuszone. Bardzo skrzywdziłam swoje włosy i musiałam to odpokutować.

Dodam również, że do tego momentu myłam włosy co drugi dzień różnymi szamponami i nakładałam odżywki bez żadnej świadomości. W moim koszyku lądowało to co mi wpadło w oko. Od Ziaji po Kerastase. Suszyłam włosy suszarką i używałam prostownicy (przez 7 lat).

Stan moich włosów był tragiczny. Było ich dużo, ale bardzo połamane, wołały o pomoc. Tak trafiłam na blogi włosomaniaczek. Przez około miesiąc chłonęłam jak gąbka wiedzę i stosowałam je u siebie. Już po miesiącu było widać pierwsze efekty. A teraz mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam moje włosy, które do tej pory były tylko problemem.

Tyle tytułem wstępu.

Jesteście ciekawe co takiego zrobiłam?

Na początku określiłam typ moich włosów. Korzystałam z tych pytań TEST. Dowiedziałam się, że moje włosy są wysokoporowate (długo schną, puszą się, mam szorstkie końcówki, są podatne na falowanie, nie lubią wilgoci, są matowe). Później znalazłam blogerki, które mają podobny typ włosów do moich i zaczęłam świadomą pielęgnację.

Rady, które sprawdzą się u każdego typu włosa:

1. Żegnamy się z suszarką i prostownicą. Ewentualnie raz na jakiś czas można wysuszyć włosy chłodniejszym strumieniem. Najlepiej zostawić włosy do wyschnięcia. Wiem, wiem, może to być problem np. rano. Inne włosomaniaczki myją włosy po powrocie z pracy i pozwalają im naturalnie wyschnąć.

2. Po myciu wycieram włosy w duży, bawełniany T-shirt, który jest już do tego przeznaczony. Włosów nie szoruję, bardzo delikatanie się z nimi obchodzę, bo to właśnie mokre włosy są najbardziej podatne na uszkodzenia. Można powiedzieć, że lekko wyciskam wodę w koszulkę. Robię turban i spinam szczypcami.

3. Nie można iść spać nawet z lekko wilgotnymi włosami- zawsze sprawdzam czy są suche ze względów, które podałam wyżej.

4. Do spania robię bardzo wysoko koczek. Włosy rozpuszczone podczas spania bardzo się szarpią i niszczą. Wysoki kucyk nie przeszkadza, a chroni włosy.

5. Spanie na jedwabnej poduszce lub poszewce. Jedwab nie tylko bardzo dobrze wpływa na włosy, ale również na skórę twarzy. Pisałam o tym TUTAJ

6. W czasie trudnych warunków atmosferycznych chodzenie ze związanymi włosami (mocny wiatr, słońce).

7. Delikatne rozczesywanie

8. Używanie gumek do włosów bez metalowych elementów, a najlepiej powleczonych materiałem.

9. Naprzemienne używanie odżywek i szamponów. Czyli jednego dnia myjemy szamponem A i nakładamy odżywkę B, a za 2 dni szampon C i odżywka D (później od nowa). Co to powoduje? Macie czasami wrażenie, że nowy szampon i odżywka tak cudownie działają na Wasze włosy? To dlatego, że jest nowy i włosy lepiej na niego reagują. Stosując naprzemienność możemy je lekko „oszukać”. Ale naprawdę to działa!

10. Używanie chłodniejszej wody do spłukiwania. Wtedy zamykają się łuski włosowe i włosy przyjemnie  błyszczą.

Co sprawdziło się na moich wysokoporowatych włosach?

1. Szampony bez SLS (Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate)Pierwszą rzecz na jaką zwracam uwagę w sklepie to czy dany szampon ma  w składzie na drugim miejscu (tuż po wodzie) ten wysuszający włosy detergent. Lista łatwo dostępnych szamponów: TU

2. Rzadsze mycie włosów. Teraz myję włosy dopiero na 3 dzień. Wysokoporowate włosy nie lubią częstego mycia.

3. Odżywki i maski emolientowe,  proteinowe i humekantowe. Ważne jest żeby używać ich naprzemiennie, żeby nie nasycić za bardzo włosów. TU jest spis wszystkich tanich i łatwo dostępnych produktów.

4. Olejowanie – na początku kiedy moje włosy były bardzo zniszczone codziennie olejowałam włosy. Przed snem nakładałam na nie łyżkę stołową oliwy z oliwek, związywałam i szłam spać.  Rano myłam włosy tak jak zawsze. Już po jednym użyciu TU możecie dobrać odpowiedni olej do rodzajów włosów. Ja olejowałam oliwą z oliwek i olejkiem Alterra z Rossmanna.

5. OMO – specjalna metoda mycia włosów. TU – więcej na ten temat. Ja tak myłam bardzo krótko, bo odkryłam lepszą metodę.

6. Moja ulubiona metoda odżywiania włosów. Przed myciem głowy  (około 30 min) na zwilżone włosy nakładam maskę do włosów. Równomiernie rozprowadzam i przeczesuję delikatnie palcami. Na włosy zakładam foliowy czepek lub zwykłą reklamówkę. Na tym tworzę turban z ręcznika. Chodzę tak pół godziny i później myje jak zawsze. Moje wysokoporowate włosy kochają tę metodę.

7. Koczek na wygładzenie.

Moje włosy kiedy same schną na koniec wyglądają jak szczotka. Są spuszone i matowe. Kiedy już są suche robię z nich koczek, który ma z zadanie wygładzenie ich. Ważne jest żeby nie używać gumki tylko małych szczypiec- wtedy nie powstaną zagniecenia.

8. Farbuję włosy raz na 2 miesiące u fryzjera. Nie rozprowadza farby na całej długości- tylko na sam odrost. Na zmywaku zapienia mi na całej długości farbę i zaraz zmywa. Dzięki temu wrażliwe końce aż tak nie cierpią.

9. Obcięcie włosów na prosto. Uwierzcie mi, ten zabieg najwięcej dał moim włosom. Zawsze miałam mocno wystopniowane końce. Niestety u mnie wyglądało to dość niekorzystnie, bo końcówki zamieniały się w strąki. Dopiero ścięcie ich na prosto podkreśliło ich ciężar i objętość.

10. Czesanie szczotką Tangle Teezer

To już chyba wszystko z mich sekretów:)

p.s. Chwilowo używałam również wcierki Jantar na porost włosów – działa cuda!

DSC_4581
DSC_4588
DSC_4594

Aktualnie używam

DSC_4794
DSC_4798
DSC_4801
DSC_4802
DSC_4804
DSC_4806

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książki, które uczą

Śmiało mogę napisać, że książki zajmują Lilkę najdłużej. Bardzo mnie to cieszy, że ciągle nosi ze sobą,  którąś pozycję ze swojej kolekcji. Lubi kiedy jej się czyta, ale równie chętnie sama je przegląda. Dziś zaprezentuję nasze książki, które wnoszą ogrom wiedzy do życia 3-latki.

1. „Lift- the- flap picture atlas”

Atlas obrazkowy z okienkami do otwierania. Kiedyś natknęłam się na wersję holenderską podczas pobytu w Eindhoven. Oglądałam go z ogromnym zainteresowaniem, bo nie dość, że jest ładny to zawiera mnóstwo informacji.

Kartonowe, bardzo mocne kartki przeżyją długi czas. Lilka najbardziej lubi ustawiać na nim figurki zwierząt lub budowli jak pisałam w Palcem po mapie. No końcu książki jest plakat z mapą do powieszenia na ścianie.

DSC_0527
DSC_0529
DSC_0535
DSC_0537
DSC_0550
DSC_0554
DSC_0557
DSC_0561
DSC_0565
DSC_0566

2. „Sticker picture atlas of the world”

Świetne propozycja jako uzupełnienie atlasu lub samodzielnie. Mamy do dyspozycji piękne mapy, na których brakuje różnych elementów. Podpowiedzi są lekko wyblakłe, więc nie ma wątpliwości gdzie co należy przykleić.

Ogromny plus za grafikę oraz różnorodność. Mamy tu: zwierzęta, charakterystyczne ubiory, budowle (w sumie 350 naklejek)

DSC_4527
DSC_4528
DSC_4529
DSC_4530
DSC_4531
DSC_4532
DSC_4533
DSC_4534
DSC_4535

3. „Doll’s house sticker book”

Przepiękna książka dedykowana dziewczynkom. 100 naklejek do dekorowania domków lalek dają ciekawe możliwości zabawy. Do tego podczas wyklejania można ćwiczyć słownictwo oraz wyrażenia przyimkowe.

DSC_4513
DSC_4515
DSC_4518
DSC_4519
DSC_4520
DSC_4523

4. „Getting dressed sticker book: My day”

Książka dla każdego przedszkolaka. Nie dość, że poszerza słownictwo to pomaga zrozumieć rytm dnia i co po czym następuje. Do tego piękne ilustracje oraz mnóstwo naklejek.

DSC_4536
DSC_4537
DSC_4538
DSC_4539
DSC_4540
DSC_4541
DSC_4542
DSC_4543

5. „Everyday Words flashcards”

Coś innego niż książka, ale wciąż ma ogromne walory edukacyjne i wykorzystuje inne możliwości. Mój mąż (z wykształcenia hungarysta, a z zamiłowania lingwista) w zabawach z Lilką wykorzystuje właśnie te karty.

Od jakiegoś czasu obserwujemy u niej zainteresowanie językami obcymi. Nie zapoznawaliśmy się z metodologią nauczania języków obcych. Robimy to bardzo intuicyjnie, często podczas zabaw i życia codziennego. I to działa!

Lilka zna już kilka kolorów oraz rzeczowników. Śpiewa też kilka piosenek w obcych językach: „We will rock you”- po angielsku, „Veo veo”- po hiszpańsku oraz  „Tsjoe Tsjoe Wa”- po holendersku. Karty są dostępne w wielu językach w tym polskim.

DSC_4549
DSC_4552
DSC_4555
DSC_4557
DSC_4558
DSC_4562
DSC_4563
DSC_4565
DSC_4566
DSC_4567

Te książki oraz wiele innych możecie zamówić z rabatem -10 % na hasło „nebule”  u Centrum BEST przez tydzień.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Tym grozi 3-dniowy wyjazd bez dziecka

Otwieram Instagram, widzę, że przy szufladce na górze świeci się na pomarańczowo wiadomość. Klikam i nie wierzę. jeszcze raz klikam, ale nadal nie wierzę. Po minucie gapienia się w wyświetlacz telefonu dopiero do mnie dociera, że wygrałam w instagramowym konkursie kamerę GoPro.

AAA! Myślę sobie: „Będę GoPROWcem” i już wiem do czego będę jej używać. Po chwili przychodzi dalsza wiadomość. Dodatkiem do nagrody jest wyjazd na 3-dniowe warsztaty fotograficzne w Tykocinie. Szybka  synchronizacja kalendarzy z mężem dała mi zielone światło.

Jest czwartek wieczór, a ja pakuję walizkę na wyjazd. Wszystko się zmieściło do tej najmniejszej, która leżała w czeluściach szafy. Dopięłam ją bez dopychania kolanem i pomocy drugiej osoby. I wtedy ogarnął mnie niepokój. Usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, że tych rzeczy jakoś niewiarygodnie mało i na pewno o czymś zapomniałam.

Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że jadę SAMA, więc kołderka May Lily, Lala Pola, 4 pieluchy z Dorą, 6 zmian ubrań (na 3 dni), mini apteczka zostają w domu. Odetchnęłam z ulgą, że tym razem zabiorę się do auta na raz i będę jeszcze miała rękę, żeby kupić sobie wodę.

Tak więc jadę.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale wsiadając do auta i odpalając Chilli Zet pierwszy raz od jakiegoś czasu poczułam wolność, bo zazwyczaj tuż po zapięciu pasów słyszę tylko komendy: „Radio Bajka”, „Pippi, włącz”, „Lasse i Bosse, mamo chce” „Piciaaaaa!”. Tak więc  jadę, nawet 45- minutowy korek na Wisłostradzie mi nie zepsuł humoru.

Wykorzystałam go bardzo produktywnie i wykonałam bardzo pilne telefony do przyjaciółek. Dziwnie się czułam, bo zazwyczaj brzmię jak osoba z zespołem Touretta. „Tak już jadę do ZOSTAW PASY Białegostoku” „Na warsztaty NIE LILU JESZCZE NIE JESTEŚMY fotograficzne”.

W pewnym momencie wjeżdżam w tunel. Jadę w ciemnościach. Już widzę strugę światła na końcu. Kontrolnie spoglądam we wsteczne lusterko i dosłownie czuję się jakby mnie prąd poraził. Z tyłu nie widzę Lilki. Dopiero po chwili mój mózg przypomniał sobie, że moja latorośl została z tatą.

Po drodze bez najmniejszych wyrzutów sumienia zatrzymuje się w Macdonaldzie. Jadąc z dzieckiem często nadkładamy drogi lub w tym momencie krzyczymy: „Zobacz ptaszek po lewej” aby tylko uniknąć próśb i gróźb „Chcę do Macdonaldzika”.

Jadę w kierunku Tykocina i autentycznie delektuję się drogą, widokami i lekkim downtempo wymykającym się z głośników. Nie była to podróż jak w GPS. Dotrzeć z punktu A do punktu B w możliwie jak najszybszym czasie i po drodze tylko zwalniać przez ostrzeżenia Yanosika. Mój wyjazd- odpoczynek zaczął się już w Warszawie podczas 45- minutowego korka.

Docieram na miejsce. #jestdobrze.

Słońce powoli chowa się za chmury, a tykocińska architektura aż się prosi o fotkę na Instagram. Wchodzę na teren Alumnatu i wypatruję uczestników warsztatów. W końcu dostrzegam znajomą twarz. Kasia z bloga Żudit.pl również wygrała warsztaty w konkursie.

Myślę sobie: „Ale ten świat mały”. Jednak zmieniam zdanie kiedy przez bramę wchodzi znajomy z ogólniaka Maciek, również bloger Gapienamape.pl. Wtedy stwierdzam, że świat jest naprawdę maleńki. A na koniec dociera dawny znajomy, który te warsztaty będzie prowadził. Niesamowite.

W pośpiechu jemy kolację żeby złapać światło zachodzącego słońca. Spacer po klimatycznej okolicy wprawia mnie w świetny humor. Już wtedy zaczynam dostrzegać ogromne różnice między fotografią krajobrazową, a dziecięcą.

Zabrzmi to pewnie śmiesznie, ale tak się skupiłam na robieniu zdjęć na Nebule, że zapomniałam o innych typach fotografii. Można fotografować inne obiekty niż dzieci? Można! A nawet jest to bardzooo przyjemne.

Fotografia krajobrazowa ma swoje zasady oraz prawa.

Wieczorem sprawdzamy na SunCalc, o której jest wschód słońca, a na meteo.pl czy poszczęści nam się z mgłą. Przygotowując się do fotografowania dziecka zwracam uwagę na zupełnie coś innego. Czy jest najedzone, czyste i czy ma dobry humor. Szkoda, że nie ma do tego żadnej aplikacji.

Wstajemy o 3.20 na wschód słońca, bo chcemy złapać magiczne promienie światła. W domu pobudka o 3.20 jest największą masakrą. Dziecko się obudziło to dla Ciebie przymus i obwieścisz o tym całemu światu, że o tej zostałaś bezprawnie zwleczona z łóżka. Tak wcześnie wstałam, bo chciałam, nie musiałam. Jest duża różnica.

Jest! Ten moment kiedy wychodzisz na łąkę a słońce dopiero nieśmiało wstaje z horyzontu. Powoli się rozciąga, leniwie przepuszczając swoje promienie przez chmury. Ekwipunek: statyw z aparatem, kalosze i kurtka przeciwdeszczowa. Bez kawy.

Mam czas na powolne rozłożenie statywu, który w domu się tylko kurzy, bo nie dam rady z nim biegać po mieszkaniu za przemieszczającym się obiektem.  Szukam odpowiedniej perspektywy, myślę kadrami. Widzę małe drzewo ukryte daleko we mgle.

Zmieniam ustawienia aparatu – trwa to dobre 3 minuty. W domu w te 3 minuty zrobiłabym już 50 zdjęć, bo obiekt może zmienić zdanie co do chęci uczestniczenia, więc nie mam czasu na rozkminki.  Patrzę przez wizjer i spokojnie naciskam na spust migawki. Jestem spokojna i robienie zdjęć mnie relaksuje.

Przy robieniu zdjęć Lilce czuję napływająca adrenalinę i suchość w ustach, bo wiem, że mam bardzo mało czasu.

Często po wyciągnięciu sprzętu dostaję bardzo wymowny komunikat „Mamo, schowaj aparat”. Natura nie udzieli Ci takiej odpowiedzi, a wręcz zaprasza do robienia fotografii. Jest bardzo łaskawa, bo nic nie dzieje się nagle.

Wróciłam bardzo zainspirowana. Warsztaty z mistrzami z Magii Podlasia otworzyły mi oczy, że istnieje inny świat poza dzieckiem. Piękny świat. Co z tego, że moje dziecko jest całym moim światem skoro nie dostrzegam otaczającego piękna. Dziękuję za poszerzenie perspektywy i wiele przegadanych godzin (nie o dzieciach). I czekam na ciąg dalszy…

20150620-DSC_4013
20150620-DSC_4041
20150620-DSC_4051
20150620-DSC_4059
20150620-DSC_4069
20150620-DSC_4131
20150621-DSC_4408
20150621-DSC_4422
DSC_3985
20150620-DSC_4234
20150620-DSC_4244
20150620-DSC_4264
20150620-DSC_4279
20150620-DSC_4289
20150620-DSC_4296
20150621-DSC_4443

Oraz zdjęcia, które zrobiono mi:

_95C9320-2
by Tomek Poskrobko
_95C9340-2
by Tomek Poskrobko
_95C9395-2
by Tomek Poskrobko
_95C9472-2
by Tomek Poskrobko
11403149_979472518770475_480630383971161413_n
by Tomek Poskrobko
11642086_853624988046000_109464845_o (1)
by Marcin Bielski
IMG_5102 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5131 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5165 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5206 (Kopiowanie)
by Pikolina z www.zudit.pl
IMG_5228
by Pikolina z www.zudit.pl
ania
by Pikolina z www.zudit.pl

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Miej serce i patrzaj w serce…

„Małego księcia” zna chyba każdy. Książka została wydana w 1943 r. i jest już klasykiem. Jej fenomen wcale mnie nie dziwi. Pod baśniową warstwą kryją się uniwersalne prawdy, które dają nam kierunkowskaz do szczęśliwego życia.

Cytaty z „Małego księcia” często są wpisywane na kartkach okolicznościowych. Wiele osób uważa tę książkę za przewodnik po przyjaźni. Mnie również oczarował Exupery. Mam kilka swoich ulubionych sentencji, których często używam.

Kiedy dostałam propozycję objęcia patronatem (a właściwie matronatem) audiobooka „Mały książę” bez wahania się zgodziłam. W czasie realizacji projektu okazało się, że ten audiobook będzie wyjątkowy. Aksamitny głos Tomasza Sobczaka otrzymał piękne tło graficzne.

Podczas odtwarzania wyświetlają się ilustracje, wykonane przez samego mistrza Antoine’a de Saint Exupery’ego.

Można powiedzieć, że jest to bardzo wysmakowana bajka. Duża ilość czytanego tekstu i stosunkowo mniej obrazów powoduje, że bardzo się skupiamy na treści. Odtwarzając audiobooka na urządzeniach mobilnych mamy możliwość oglądania „Małego księcia”- to wyróżnia tę publikację.  Można ją nabyć TUTAJ

Przewińcie post do końca. Tam czeka niespodzianka dla Was.

DSC_4490
DSC_4501
DSC_4496
DSC_4511-horz
DSC_4512

Suknia – Miszkomaszko

Słuchawki dziecięce Polaroid Tk Maxx

Mam dla Was 5 audiobooków  do wygrania. Od dziś do 29.06 (do północy) w komentarzach pod tym postem możecie wpisywać swoje ulubione cytaty z „Małego księcia” wraz z uzasadnieniem dlaczego akurat wybraliście ten. Należy również podać adres e-mailowy. Wśród zgłoszeń wybiorę 5 osób. Wyniki będą opublikowane w tym poście po 29.06.

WYNIKI ROZDANIA

Dziękuję bardzo za udział w tym wyjątkowym konkursie. Mam wspaniałe, wrażliwe czytelniczki. Dziękuję, że jesteście. Wybrałam 5 odpowiedzi, chociaż nie było łatwo.

Audiobooki otrzymują:

Atram86

Illumineuse

Marta

Magda

Paulina

Napiszcie na kontakt@nebule.pl

Gratuluję:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Logopedia w domu

Logopedia w domu. Twoje dziecko ma zdiagnozowaną wadę wymowy lub niewiele mówi? Ten post jest dla Was!

W dzisiejszym wpisie zaprezentuję propozycje ćwiczeń, które z powodzeniem można wykonywać w warunkach domowych.

Jednym z czynników warunkujących prawidłowy rozwój mowy jest sprawność całego aparatu mowy. W skład niego wchodzą:

  • aparat oddechowy
  • aparat fonacyjny
  • aparat artykulacyjny

Terapia logopedyczna często jest długim procesem. Jak już nieraz pisałam nie wystarczą ćwiczenia w gabinecie. Praca w domu z rodzicem jest nieodłącznym elementem terapii i dzięki wysiłkowi, który włożycie w te czynności dziecko szybciej zostanie wyprowadzone. Pamiętajmy, że najlepiej jest ukończyć terapię logopedyczną przed rozpoczęciem nauki w szkole, dlatego tak ważna jest intensywność ćwiczeń.

Wady wymowy mogą predysponować do wystąpienia trudności w czytaniu i pisaniu. Ten problem jest teraz jeszcze bardziej wyraźny, gdyż 6-latki zasiadają już w szkolnych ławkach i tak naprawdę jest mniej czasu na pozbycie się wad wymowy. Chcę żeby czytelnicy mieli świadomość, że terapia np. najbardziej popularnego seplenienia międzyzębowego nie trwa pół roku. Często ten okres jest bardzo długi, dlatego też jeżeli widzimy, że dziecko może mieć wadę wymowy koniecznie umówmy się do logopedy jak najszybciej.

Kiedy po pomoc?

Jeżeli macie wątpliwości kiedy udać się do logopedy to polecam wcześniejszy wpis—>Kiedy do logopedy?

Podstawowe zasady wspomagania rozwoju mowy—–>Jak wspomagać rozwój mowy?

Moja córka ma obecnie 2,9 lat. Ma seplenienie międzyzębowe szeregu syczącego i właśnie zaczynamy zabawy logopedyczne.3-letnie dziecko najczęściej jest już w stanie tak długo skupić uwagę, że będzie mogło wysiedzieć przed lustrem 15-minut i z nami poćwiczyć.

Oczywiście nie nazywam tych aktywności „terapią”, „ćwiczeniami”. Tylko ogólnie zachęcam dziecko do szeroko pojętej zabawy.

Propozycje ćwiczeń podzieliłam na 3 grupy: oddechowe, fonacyjne i artykulacyjne. Podczas terapii wady wymowy odbywającej się w gabinecie logopeda ćwiczy z dzieckiem właśnie te aparaty. Dzięki moim propozycjom możecie bawić się w nie w domu.

Dziś zaprezentuję Wam ćwiczenia z pierwszej i drugiej grupy. Ćwiczenia aparatu artykulacyjnego (najbardziej obszerne) zaprezentuję w kolejnym poście.

Kilka ogólnych informacji:

  • dziecko powinno wdychać powietrze przez nos, a wydychać przez usta- taki tor oddechowy zapewni prawidłowy rozwój i funkcjonowanie aparatu artykulacyjnego
  • dzieci, które oddychają  przez usta, mają je cały czas otwarte powinny zostać zapisane na konsultację laryngologiczną
  • warto również obserwować sposób oddychania podczas snu
  • artykulacja powinna odbywać się na wydechu
Logopedia w domu

Logopedia w domu – 10 zabaw oddechowych

1. Jednym z fajniejszych gadżetów z jakim się spotkałam podczas mojej pracy jest Dmuchajka. W gabinecie miałam podobną plastikową wersję. Jednak ta, drewniana przypadła mi bardziej do gustu. Zadaniem dziecka jest nabranie dużej ilości powietrza przez nos i wypuszczenie mocnym strumieniem przez usta tak aby uniosła się styropianowa piłeczka. Zabawy z Dmuchajką ćwiczą siłę wydechu oraz utrwalają prawidłowy tor oddychania (mając słomkę w ustach nie da oddychać się przez usta). Znalazłam jeszcze jeden bardzo przydatny nam aspekt- kiedy piłka się unosi nad nosem ćwiczymy również mięśnie gałek ocznych, co w naszym przypadku jest pożądane.

dmuchawka pilch

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Logopedia w domu

Do Dmuchajki zamiast piłki można włożyć:

  • piórka
  • confetti
  • filcowe pomponiki
ćwiczenie z piórkiem
Logopedia w domu

2. Dmuchanie baniek mydlanych w konfiguracji:

długo – krótko – długo

słabo – mocno – bardzo mocno

Tak, żeby dziecko mogło zobaczyć siłę wydechu

3. Wąchanie kwiatów

kolorowych mydełek i pustych opakowań po perfumach. Ja mam kilka pustych butelek po miniaturkach perfum i daję je Lilce do zabawy.

4. Zawody statków

z papieru lub kory możemy zrobić maleńkie stateczki, którymi możemy się bawić np. w wannie lub przy stole

5. Dmuchanie na zawieszone na nitkach małe elementy.

Również staramy się różnicować siłę wydechu

My zrobiłyśmy taki mobil

Logopedia w domu
Logopedia w domu
Logopedia w domu

6. „Kołysanie” misia.

Dziecko kładzie się na plecach na płaskiej powierzchni. Na brzuchu kładziemy małą maskotkę. Zadaniem dziecka jest nabranie powietrza do brzuszka (przepony) i wypuszczenie tak aby miś się kołysał.

7. Dmuchanie na pocięte paski papieru tak aby tańczyły.

8. Dmuchanie na wiatraczki, w gwizdki, trąbki

Logopedia w domu
wiatrak z papieru
ćwiczenie z wiatraczkiem

9. Wyścigi styropianowych, piankowych kulek z użyciem słomki lub bez

10. Dmuchanie na świecę tak aby nie zgasić płomienia

Logopedia w domu

Mają za zadanie wykształcenie prawidłowego nastawienia głosowego, czyli odpowiedniego dostosowania wysokości i umiejętności właściwego zastosowania jego natężenia podczas mowy.

Logopedia w domu – 5 zabaw fonacyjnych

1. Zabawy w naśladowanie odgłosów zwierząt.

Z pomocą książki możemy naśladować zwierzęta, bawić się w zgadywanki „jakie to zwierzę” i zadawać podchwytliwe pytania na myślenie np. „Idzie baran, za nim koza, a na końcu kot jakie odgłosy wydają”? Ta zabawa świetnie sprawdza się w podczas stania w korku;)

2. Wierszyki dźwiękonaśladowcze np.

Logopedia w domu

3. Naśladowanie śmiechu różnych ludzi:

  • mężczyzna- głośne „hohohoho”
  • kobieta- o średnim natężeniu „hahahaha”
  • staruszka- cichutko  „hehehehe”
  • dziewczynki- piskliwy „hihihihi”
  • chłopcy- hałaśliwy „hahahaha”

4. Śpiewanie samogłoskowych kołysanek lalkom i misiom na melodię „Kotki dwa” śpiewamy tylko aaaaaaaaaa lub mruczymy „mmmmmm”

5. Śpiewanie piosenek i mówienie krótkich wierszyków

Zapraszam też jako skromna autorka po książki dla najmłodszych dzieci wspierające rozwój mowy.

Tworząc je wiedziałam, że książki dla dzieci wspomagające rozwój mowy muszą być wyjątkowe.

Zależało mi na tym żeby były zgodne z zapotrzebowaniem rozwojowym małych dzieci:

  • postacie były na białym tle, aby dziecko mogło lepiej widzieć kontury
  • żeby ilustratorka każdą postać narysowała grubą linią aby nawet najmłodsze dzieci mogły je zobaczyć
  • zwierzęta były realne – ważne było dla mnie żeby ilustracje były zgodne z pedagogiką M. Montessori (zwierzęta nie mają czapeczek i uśmiechów)
  • książki były oparte na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych, które ułatwiają dzieciom naukę języka
  • każde słowo użyte w książkach było nieprzypadkowe – wszystkie wyrazy były z najbliższego otoczenia dziecka, a do tego wybrane tak, żeby były zgodne z rozwojem mowy
  • teksty były ręcznie wykaligrafowane, tak aby dzieci od małego miały styczność z pisanymi literami

W tej serii książeczek nie chodzi o fabułę – chodzi o zachęcanie dzieci do rozwijania mowy – do interakcji z rodzicami.

Zapraszam też na następny post w tej tematyce o ćwiczeniach aparatu artykulacyjnego z darmowymi szablonami do wycięcia.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Za mała

Mam niecałe 100 centymetrów wzrostu.

Codziennie zmierzam się z wielkością tego świata. Wstaję rano i aby zejść z łóżka muszę odwrócić się tyłem i sprytnie zsunąć. W przeciwnym razie mogłabym z niego spaść.

Zmierzam do rodziców, aby się wdrapać na łóżko, które sięga mi do pępka. Muszę mocno złapać pościel, zarzucić nogę i wykorzystać całą siłę by się podciągnąć. Ze schodzeniem również nie jest łatwo.

W kuchni  nie mogę siedzieć pupą na krześle, bo blat sięga mi do nosa. Stoję więc na kolanach. Nie lubię siedzieć w krzesełku do karmienia, bo jestem już na nie za duża.

Po śniadaniu myję zęby, wypluwam pastę do wanny, bo nie dosięgam do zlewu. Dzień w dzień doświadczam świata, który jest dla mnie za duży. Stopnie na schodach sięgają do kolan, a do poręczy jeszcze długo nie sięgnę.

Tak, wiem, że jestem mała – codziennie mi ktoś o tym przypomina. Bardzo się wtedy denerwuję, bo to tylko potwierdza, że rzeczywiście jestem mała, krzyczę wtedy „Nie jestem mała!”

Kiedy chcę wejść wysoko słyszę: „Jesteś jeszcze za mała„.

Kiedy proszę rodziców żebym mogła siedzieć z przodu auta mówią: „Jesteś za mała żeby siedzieć z przodu”.

Kiedy wyciągam taką trudną układankę również słyszę: „Jesteś na nią za mała”.

Nikt mi nie tłumaczy dlaczego jestem za mała. Jest to najłatwiejsza odpowiedź jakiej mogą mi udzielić i pasuje do każdej sytuacji.

Dlatego tak bardzo chcę być DUŻA, bo wtedy mi będzie wszystko wolno. Jeździć z przodu, pić kawę i malować paznokcie. Nie chcę być mała! Niech ktoś odepnie tę etykietkę. Nie lubię być też na coś za duża, bo taka duża dziewczynka i płacze. I za duża, żeby chodzić w pieluszce. To jaka już w końcu jestem?

Dziecko drogie, jesteś w sam raz.

Od początku wpajam Ci, że nie ma co się pchać do dorosłości. Nie znam takiego dorosłego, który nie chciał by być znowu mały. Nie mieć problemów i bać się o głupie konwenanse.

Ty możesz chodzić w kaloszach w upał, a na mnie będą dziwnie patrzeć na ulicy. Możesz beztrosko podskakiwać na ulicy i nikt tego nie uzna za nienormalne. Dzieciństwo tak szybko się kończy i będziesz pragnęła wrócić do tych wszystkich dozwolonych rzeczy.

„Za mały”, „za duży”, „za głupi”, „za gruby”

Nie lubię etykietek, szufladek, epitetów określających ludzi. Często wrzucamy dane osoby do jednej czasem dwóch z nich. Tak też jest z byciem „za małym”. Kiedy pierwszy raz wymknęło mi się „Nie wchodź tam, jesteś za mała”, a chodziło mi tylko wyłącznie o to żebyś nie spadła. Zobaczyłam w Twoich oczach przerażenie.

Tym określeniem podburzyłam Twoje poczucie wartości. Byłaś pewna swoich sił, a ja dwoma słowami podcięłam Tobie skrzydła. Tupnęłaś, teatralnie złapałaś się pod boki i ze złością krzyknęłaś „Nie jestem mała!”. Wprawiłaś mnie tym protestem w osłupienie i wtedy dopiero przemyślałam te słowa.

Dopiero wtedy zrozumiałam, że „jesteś za mała/-y” często wypowiadane są z automatu i tak naprawdę nie znaczą nic, a dziecko przestaje wierzyć we własne siły.

Co ciekawe określenie „za duża/-y” ma całkiem inne zabarwienie wg mnie ośmieszające.

„Oj taka duża dziewczynka i w wózeczku jedzie”

„Ale za duża jesteś żeby mamusia Cię nosiła”

Te sformułowania również podważają dziecięce ego.

Sama również chciałam szybko dorosnąć i mam wrażenie, że trochę mi umknęło. Widzę to dopiero teraz jak sama zostałam mamą. Gdzieś już kiedyś słyszałam, że posiadanie dzieci- na nowo przenosi nas w świat dzieciństwa. Tak jest też u mnie. Mam nawet T-shirt z myszką Mickey, o którym marzyłam 25 lat temu.

DSC_3725
DSC_3734
DSC_3735
DSC_3786
DSC_3794
DSC_3801
DSC_3775
DSC_3811
DSC_3824

Parasol – Janod

Sukienka – Next z nextdirect

Opaska – Tiger

Mówcie dzieciom „Tak, możecie!” najczęściej jak tylko się da, aby nie chciały szybko dorastać i później tego żałować.

A teraz pozwólcie robić dzieciom na to co jest nieakceptowalne w życiu dorosłym (z przymrużeniem oka). Podziękują Wam za 20 lat;)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Oculino

Kiedy dowiadujesz się, że Twoje dziecko ma zeza to w pierwszej chwili świat Ci się wali na głowę i przed oczami masz dziecko w grubych brylach z naklejką na oku w kolorze cielistym. Pierwsze dni zazwyczaj są wypełnione ambiwalentnymi uczuciami w stylu: „dobrze, że postawiono tak szybko diagnozę”, „przecież to nie jest wielka wada”, a w sercu czujesz żal i rozgoryczenie.

Zastanawiasz się jak to będzie dalej i czy dziecko zaakceptuje okulary i codziennie zaklejanie oka. Okuliści w takich przypadkach jak nasz zalecają również ćwiczenia w domu. Najczęściej są to różnego rodzaju zabawy rozwijające koordynację ręka-oko.

Zadania tego typu pobudzają do pracy oko z deficytem.

Ćwiczenia w domu dają naprawdę dobre efekty. Najważniejszym czynnikiem powodzenia terapii jest systematyczność, a na nią wpływa jak zawsze motywacja. Motywacja dziecka oraz rodzica.

Zależało mi na tym, aby nie nagradzać córki za ćwiczenia lub za zaklejanie oka. Wtedy oczywiste by było dla niej, że czynność poprzedzająca nagrodę niekoniecznie jest przyjemna, a gratyfikacja na koniec ćwiczeń jest tylko rekompensatą.

Marzyłam o tym, aby sama z siebie chciała to robić i czerpać przyjemność z terapii. Jak w takim razie pobudziłam wewnętrzną motywację do działań terapeutycznych w domu?


Jedna z moich czytelniczek poleciła mi Oculino, wydawnictwo z misją.

Stworzone przez mamę dziewczynki z dysfunkcją wzroku Dorotę Maciaszek i zdolną ilustratorkę znaną jako Joa Bart produkty są dedykowane dzieciom z deficytami widzenia, czyli idealne dla nas!

Oculino proponuje dzieciom z zezem i wadami wzroku ciekawe pomoce edukacyjne i motywacyjne. Świetny design i pomysły na produkty od razu przyciągnęły moją uwagę.

Dzięki Fifi, Nanie i Koko (bohaterowie książeczek motywacyjnych) moja córka oswoiła się z faktem, że nie tylko ona nosi plasterek na oku i okulary. Rodzice najczęściej zaklejają dzieciom oczy w domu, aby móc z nimi ćwiczyć przy stoliku. Bardzo rzadko można spotkać dziecko na ulicy z zaklejonym okiem. Dlatego ważne jest aby uświadomić swoje pociechy, że nie tylko one muszą to robić.

Bohaterowie książeczek stworzonych przez Oculino bawią się na placu zabaw, budują zamki z piasku na plaży. Ich wizerunek pomaga oswoić się z myślą, że nasze dziecko nie jest jedyne. Ktoś inny ma podobne schorzenie i postępuje tak jak ja z mamą w domu.

Moja córka bardzo entuzjastycznie zareagowała na ich przygody.

Najpierw, oczywiście zwróciła uwagę, że oni też mają plasterki i okulary, a później już zupełnie o tym zapomniała.


W procesie terapeutycznym dysfunkcji widzenia często gości zmienność- jednego dnia jest plasterek, a nazajutrz już nie. Czasami nosimy tylko okulary, a później w ciągu dnia zaklejamy również oczko. Tak samo jest u bohaterów książeczek. Na jednej stronie Fifi ma okulary, a na następnej pod spodem ma również plasterek.

Obserwowanie przez dzieci takiej rotacji narzędzi terapeutycznych pozwala im łatwiej zrozumieć te mechanizmy. To są ulubione zabawy moje córki- przeglądanie książeczek pod kątem pytania „Co się zmieniło?”.

Często też zadaje mi pytania „Dlaczego Koko tu nie ma okularów?” albo stwierdza „Fifi ma plaster- jak ja!”. Terapia domowa dzięki towarzystwie tych postaci jest o wiele ciekawsza i przez to bardziej efektywna.

DSC_0976
DSC_0980
DSC_0984
DSC_0985
DSC_0987
DSC_0992
DSC_0994
DSC_0999
DSC_1000


Kiedy przychodzi już czas zaklejenia oka (u nas 2h dziennie) wymyślam przeróżne zabawy angażujące zmysł wzroku.

W tych ćwiczeniach pomagają nam również gotowe karty Lulu. Kolorowa książeczka z kartami – zamknięta w płóciennym woreczku jest nieodłącznym kompanem naszej domowej terapii. Razem z Lulu – chłopcem, który tak jak nasze dziecko ma dysfunkcję wzrokową, bawimy się w różne gry i zabawy.

Moje dziecko najbardziej lubi zabawę z latarką. Z prędkością światła (dosłownie) odnajduje jasnym strumieniem latarki odpowiedni obrazek. Karty są idealne dla małych rączek, mają zaokrąglone rogi i proste rysunki. Wszystkie ilustracje mają ogromne walory estetyczne i przyjemnie się na nie patrzy, co niewątpliwie ma wpływ na motywację podczas pracy.

Tak naprawdę dzięki temu, że podczas ćwiczeń w domu panuje miła atmosfera i nie ma przymusu wzrasta motywacja dziecka i rodzica. Dzięki Oculino terapia domowa nie staje się obowiązkiem a jest po prostu ciekawą zabawą i formą spędzenia wartościowego czasu z dzieckiem.

DSC_1003
DSC_1009
DSC_1013
DSC_1014


Jednak największym zainteresowaniem cieszy się u nas szmaciana lalka Pola – podobna do mojego dziecka.

Polcia, której autorką jest Iwona z Szycioteka.pl ma żółtą spódniczkę, rajstopy w paski i ważne zadanie do wykonania. Również musi zaklejać oko i nosić okulary. Na czas terapii również ma zaklejone oczko i siedzi z nami przy stoliku.

Po zakończeniu ćwiczeń z wielką radością moja córeczka ściąga sobie plaster i zasłonkę z oka Poli. I znów mają tylko okulary i wciąż żółte spódnice. Na noc Pola zdejmuje okulary, odkłada je na specjalną półkę i idzie spać. Jest towarzyszem terapii oraz codziennych czynności.

Ta lalka ma terapeutyczną moc, którą przekazuje dzieciom. One poprzez obserwację widzą, że nie są w tym same i razem z nią mogą świetnie się bawić.


Cieszą mnie takie inicjatywy, w których z rehabilitacji udaje się zrobić świetną zabawę, a mali pacjenci nawet nie odczuwają niedogodności. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie więcej takich ciekawych projektów, które urozmaicą nużące i czasami nieprzyjemne ćwiczenia wzrokowe.

DSC_1020
DSC_1023
DSC_1026
DSC_1037

Kilkanaście lat temu nie było lekkich, giętkich okularów we wszystkich kolorach tęczy, nie było też plasterków w księżniczki z brokatem i plakatów motywacyjnych do nich dołączonych. Nie było również Oculino. A szkoda, bo dzieciństwo z zezem byłoby wtedy o wiele weselsze. Dziękujemy Oculino!

OCULINO

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sesja zdjęciowa #nicminiewisi

Jako bloger wiem, że spoczywa na mnie odpowiedzialność. Sporo z Was polega na moich wyborach i to co tu prezentuje jest zawsze zgodne  z moimi przekonaniami.

Mam świadomość, że sporo osób już mi zaufało i dlatego tak wielu z Was tu regularnie zagląda. Moje sumienie nie pozwoliłoby mi na pokazanie jakieś rzeczy, do której nie byłabym przekonana, a Wam wyłożyła elaborat jakie to jest cudowne.

Choćby płacili mi grubą kasę jest kilka takich rzeczy, na które się nie zgodzę i jak już widzę tylko nagłówek wiadomości – grzecznie odpowiadam, że nie jestem zainteresowana.

Czułabym się źle oszukując Was oraz wiem, że naraziłabym się na stratę zaufania u wielu osób. Może to Wam się wydawać błahe, bo każdy swój rozum ma i nie kupuje ślepo.

Wiele osób zastanawiając się nad zakupem czegoś wrzuca w google hasła np. „nosidełko dla dziecka opinie”, „nosidełko dla dziecka blog”.

Widzę u siebie wiele wejść na takie słowa kluczowe dlatego chcę żeby to co jest na Nebule było jak najlepsze dla dzieci.

Śmiało mogę o tym napisać, że w ramach protestu dla jednej  grupy takich produktów dołączyłam do akcji #nicminiewisi, propagującej prawidłowe noszenie dzieci w chustach i nosidłach miękkich.

 Dołączyłam do tej akcji zamieszczając zdjęcie Lilki, która w szaliku miała zamotanego na plecach swojego misia- Dawidka. Nie zdawałam sobie sprawy, że wśród zdjęć zostaną wyłonione osoby, które wygrają sesję zdjęciową. Poszczęściło się nam, bo fotografka Ewa Sulka dodała jedną nagrodę i wybrała zdjęcie Lilki, w kategorii „Czym skorupka za młodu nasiąknie…” Na minisesję zdjęciową zaproszono nas do pięknego miasta jakim jest Wrocław.

FullSizeRender (60)

Kilka słów o naszym noszeniu…

Lilka nie była dzieckiem chustowym. A może inaczej… ja nie byłam chustującą mamą. Był taki moment, że przeszliśmy kurs chustonoszenia i zamotałam ją może z 10 razy. Jednak ja nie czułam się z tym komfortowo.

Mam niestety taką dziwną przypadłość, że nie mogę mieć nawet pod szyją  swetra z golfem. A ściśnięta chusta na mojej klatce piersiowej była dla mnie niekomfortowa, do tego bolący kręgosłup dawał mi się we znaki. Częściej używał jej mąż.

Ok 6 miesiąca jak Lila już usiadła zdecydowaliśmy się na nosidło ergonomiczne. Zdałam się wtedy na opinie doradców noszenia i wybrałam bardzo świadomie Tulę.

Jak pierwszy raz włożyłam tam Lilkę, to odetchnęłam z ulgą, już nie czułam tego ściśnięcia i dyskomfortu. W tym mogłam nosić. Tak czy inaczej Tula była tyko na awaryjne sytuacje: ząbkowanie, gorączka.

Nie używaliśmy jej codziennie, jednak często była lekiem na całe zło.

Cieszę się ogromnie, że coraz więcej osób nosi dzieci. Kiedy widzę dziecko w chuście lub miękkim nosidle buzia sama mi się uśmiecha i odwracam się za nimi na ulicy. Magda – Mama Dwóch Córek stworzyła świetną akcję propagującą prawidłowe noszenie dzieci Nicminiewisi – jeżeli chcecie poprzeć tę inicjatywę zapraszam do kliknięcia „Lubię to” na profilu facebookowym.

Kilka słów o sesji… to była nasza pierwsza:) Makijaż zrobiła mi cudowna Magda, Ewa aparatem wyczarowała cudowną pamiątkę. Dziękujemy!

_SUL9077
_SUL9150
_SUL9163
_SUL9176
_SUL9196
_SUL9205
_SUL9283
_SUL9302

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej