Czy hulajnogi szkodzą? – odpowiedzi na Wasze pytania

Dostaję często od Was różne pytania, niektóre czasami wprawiają mnie w osłupienie. Ale to świadczy tylko o tym, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej, a informacyjny szum skutecznie Wam w tym przeszkadza.

Ja też często czuję się zagubiona wśród newsów, które spadają na mnie z każdej strony. I gdyby tak na to spojrzeć, to WSZYSTKO szkodzi. Nie dajmy się zwariować:)

Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne.

Jedno pytanie powtarza się bardzo często, kiedy gdzieś w tle (np. na instastories) dzieciaki jeżdżą na hulajnogach, czy nie obawiam się skutków jeżdżenia na tych sprzętach. I tak szczerze, to najpierw łapałam się za głowę, bo tak naprawdę to wszystko może szkodzić… A później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego sprzęt skłaniający do ruchu może powodować takie kontrowersje.

Czy hulajnoga to dobry pomysł na prezent dla małego dziecka?

Zawsze zachwycały mnie maluchy w kaskach jeżdżące na hulajnogach. Sama też dałam się złapać w marketingową pułapkę, że 2-latek to już może zasuwać! Kupiliśmy Lilce Mini micro, a ona do 5 roku życia nie chciała na niej jeździć. Wiedziałam z czego wynika niechęć (mała asymetria w wieku niemowlęcym) i pozwalałam jej na wybór. A ona do niej dorosła w wieku 5 lat i dopiero zaczęła jeździć.

Odpowiadając na pytanie, czy hulajnoga to dobry pomysł dla małego dziecka (2+), mogę tylko powiedzieć, że dzieci w tym wieku jeżdżą dokładanie tak jak trzeba, czyli:

  • z racji tego, że lateralizacja trwa do około 5 roku życia to bardzo często zmieniają nogę – TAK WŁAŚNIE ZALECAJĄ FIZJOTERAPEUCI. Starsze dzieci mają już zlateralizowaną nogę i jest im naprawdę trudno jechać raz na jednej i raz na drugiej
  • tak małe dziecko korzysta z różnych wzorców ruchowych i nie potrafi jechać pół godziny na hulajnodze non stop – jest to najzdrowsze! Trochę podjedzie, zaraz ją rzuci (albo mama niesie), idzie, biegnie, co chwilę kuca. Dzieci naprawdę wiedzą, co robią
  • zauważyłam, że wiele małych dzieci, jak się odpycha to dostawia drugą nogę na podnóżek i dzięki temu druga połowa ciała „nie wisi”

Ważne: jeżeli Wasze dziecko miało lub ma asymetrię, to przed zakupem warto zapytać fizjoterapeutę, czy to dobry pomysł.

Scootandride Highwaykick

Oczywiście, bardziej rozwijającą aktywnością jest jazda na rowerze. Niestety rower ma swoje minusy, takie jak np. gabaryty i łatwiej jest zabrać hulajnogę. Jednak, nie ma co ukrywać, że rower (najpierw biegowy, a póżniej z pedałami) jest bardziej korzystny dla rozwoju motorycznego.

Jednak same dzieci często wolą hulajnogi i warto ich posłuchać.

Czy w takim razie jazda na hulajnodze szkodzi?

Z dużym prawdopodobieństwem nie i możecie śmiało zaproponować tę aktywność dzieciom. Fizjoterapeuci mówią o tym, żeby podczas jazdy zmieniać nogę odpychającą. Według mnie jest to duży wysiłek dla mózgu i mało kto będzie tak robił. Z resztą organizm dzieci jest o wiele mądrzejszy niż nam się wydaje. Podczas jazdy nasze ciało bardzo intensywnie ćwiczy i zwyczajnie się męczy (podobne ruchy jak przy robieniu przysiadów). Nie jest możliwa jazda nawet godzinę non stop. Więc według mnie, nie ma się czego obawiać i można pozwalać jeździć dzieciom.

Jeżeli nasze starsze dziecko ma problemy z kręgosłupem (np. skolioza) to też warto zapytać o hulajnogę fizjoterapeutę.

Dlaczego nie zdecydowałam się jeszcze na hulajnogę z dwoma kółkami? – to drugie pytanie, które często zadajecie.

Widzę, że jazda na 3 – kołowej bardziej wspiera rozwój stronny niż 2-kołowa. Dlaczego? Po pierwsze często mają węższy podest i nie ma możliwości dostawienia drugiej stopy, chyba że jedna za drugą. Po drugie hulajnogi 2-kołowe skręcają wtedy, kiedy przekręci się kierownice, a 3-kołowe zmieniają swój kierunek, przechylając ciężar ciała i balansujemy (wspieranie układu równowagi).

Scootandride Highwaykick 5

Czy w takim razie jazda na hulajnodze może być szkodliwa?

Według mnie tylko wtedy, kiedy dziecko jeździ bez kasku, a to juz zupełnie inny czynnik.

Często też w wiadomościach pytacie, która hulajnoga jest lepsza Micro czy Scootandride

Testowaliśmy oba modele, więc chętnie Wam napiszę nasze wrażenia

Ogólnie są to bardzo podobne sprzęty, cenowo również. Rekomendowany wiek również jest identyczny.

Jul: Scootandride Highwaykick 1 Lila: Scootandride Highwaykick 5

Jednak widzę wyraźnie kilka różnic:

  • na hulajnodze Highwaykick Scootandride łatwiej się skręca (pamiętam, że bardzo długo moje dzieci nie mogły zrozumieć mechanizmu skręcania w Micro), a na tej jest to prostsze
  • mam wrażenie, że w hulajnogach Scootandride lepiej działają przyciski od wyjmowania rączki. W Micro muszę się siłować, a tam wystarczy lekko nacisnąć i już mamy wyjęte
  • Bardzo podoba mi się składana rączka w Scootandride (ale wiem, że też Micro to samo wprowadziło)
  • Porównując kolejny model Highwaykick 5 i Maxi micro są dwie istotne różnice. Pierwsza (Higwaykick 5) jest do 80 kg (więc nawet szupły tata może na niej jeździć, a Maxi micro jest do 70 kg, ale dorosłemy nie jest wygodnie na niej jechać, bo ma węższą rączkę (przetestowałam). Dodatkowo ewidentnie Maxi micro gorzej amortyzuje wstrząsy podczas jazdy po nierównej nawierzchni.
  • Wizualnie bardziej podobają mi się Micro, ale Scootandride wg mnie mają przewagę.

I to by było na tyle:)

Hulajnoga Highwaykick 1 jest również jeździkiem. Najpierw dziecko może na nim jeździć na siedząco, a po zmianie siedziska staje się hulajnogą.

Składana Scootandride Highwaykick 3

Podsumowując, jazda na hulajnodze jest aktywnością, która angażuje całe ciało i sprawia ogromną radość. Nie ma co się przejmować i warto zaufać dzieciom, one będą wiedziały, kiedy coś im nie służy, szybciej niż nam się wydaje.

A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Atrakcje dla dzieci – Białystok i okolice

Atrakcje dla dzieci – Białystok, czyli przegląd miejsc, do których bardzo często jeździmy i odkrywamy na nowo.

Jak wiecie, to moje miasto rodzinne – tam mieszkałam przez 19 lat życia. Mam tam rodzinę, przyjaciół i miejsca, które przyciągają jak magnes.

Dziś chciałabym Wam opisać atrakcje dla dzieci, które odwiedziliśmy w Majówkę.

EDIT: Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wrócimy w rodzinne strony. Dziś uaktualnię ten wpis, bo pojawiło się mnóstwo ciekawych atrakcji. Dodałam też listę najlepszych restauracji. Przy każdym miejscu dodałam jeszcze przewidywaną datę otwarcia.

A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!

Czy warto wybrać się do Białegostoku z dziećmi?

Oczywiście, że tak! Zacznę od tego, że odległość (180 km) pokonacie nawet w 1.40 h. Od samego wylotu Warszawy do Białegostoku jest droga dwupasmowa, którą jeździ się doskonale! Pociągiem przejedziecie w ok. 2:20, jest to też dobra opcja, a dodatkowo dzieci będą miały przygodę.

Dziś pokażę Wam tylko wybrane miejsca, bo chciałabym żeby każde opisane miejsce miało też zdjęcia, a to mi trochę zajmie. Mogę śmiało powiedzieć, że tym wpisem zaczynam cykl, bo z pewnością będzie ich więcej i jestem przekonana, że nabierzecie ochoty żeby odwiedzić Moje Magiczne Podlasie.

Atrakcje dla dzieci – Białystok

Białostocki Teatr Lalek KLIK (otwarty od 29 maja 2021)

Jak będziecie wybierać się do Białegostoku, to koniecznie sprawdźcie repertuar BTL. Za każdym razem, jak tam jesteśmy, coś sobie wyszukamy. Bilety są tańsze niż do kina! (20 zł ulgowy, 23 normalny) Ja się wychowałam na tym teatrze i jak tylko jestem w Białymstoku to zabieram dzieci. Nie ma większych problemów z biletami i kupicie je w kasie przed spektaklem.

Blisko teatru znajduje się moja ulubiona księgarnia z książkami dla dzieci

Cukiernia i kawiarnia Madeline

ul. Grochowa 4 lok. 2U (CENTRUM)

Francuska cukiernia z pięknym wystrojem i mini kącikiem dla dzieci. Jadłam tam przepyszne zawijasy cynamonowe i z pewnością będę wracać. Pyszna kawa i ciastka.

Niedaleko jest też chyba jedna z najbardziej znanych kawiarni w Białymstoku.

Fly high cofee

ul. Lipowa 16/24 (CENTRUM)

To niepozorne miejsce ze stolikiem dla dzieci i książeczkami. Tam wypijecie znakomitą kawę i zjecie wyborne desery! Ich pączki osławiła już Eliza z whiteplate.com. Jednak nie tak łatwo na nie trafić;) Możecie zadzwonić i zarezerwować, bo bardzo szybko się rozchodzą.

Rynek w Białymstoku

Chociaż ja się wychowałam w Białysmtoku bez Rynku, to teraz jest i to bardzo fajny! Możecie się tam wybrać na spacer, na lody (do Bella vita).

Akcent Zoo

Malutkie i darmowe Zoo, gdzie możecie obejrzeć kilkanaście zwierząt (nie ma tam zwierząt tropikalnych), ale zobaczycie: ciekawe rasy kur, rysie, niedźwiedzie, świnki, króliki i nawet jest żubr. Z tyłu Zoo jest przyjemny plac zabaw. Za ZOO jest plac zabaw, a już niedługo będziemy mieli pierwszy wodny plac zabaw.

Planty w Białymstoku

Piękne zadbane miejsce, które jest idealne na wycieczkę rowerową lub spacer. Jest tam też jeden z najbardziej obleganych placów zabaw. W sezonie letnim są pokazy multimedialne fontann. Teren przed i za Pałacem Branickim jest przepiękny i zachęca do spacerów.

Obok jest znakomita restauracja z placem zabaw

Pawilon towarzyski

To miejsce, gdzie naprawdę dobrze zjecie, a w czasie oczekiwania dzieci pobawią się na placu zabaw, a wy pykniecie partyjkę warcabów. Pyszne jedzenie i piękne miejsce.

Plaża miejska w Dojlidach

Jest to nasze obowiązkowe miejsce do odwiedzenia, kiedy jesteśmy w Białymstoku. Oprócz tego, że jest jezioro, to znajdziecie tam z 6 (a może więcej placów zabaw). Możecie wziąć swoje jedzenie lub zamówić coś na miejscu. Możecie się tam wybrać nawet, jak nie ma upału i pobawić się na placu.

Basen w Hotelu Gołębiewskim

Nie byłam tam z 20 lat! W deszczową Majówkę zabraliśmy dzieci i bawiliśmy się świetnie. Chociaż widać ząb czasu, to atrakcje, które tam znajdziecie podobały nam się bardzo. Jest basen z falami, brodzik, basen pływacki, dwie duże zjeżdżalnie, 3 ogrome lecznicze jazuzzi (borowinowe, ługowe i magnezowo-wapniowe), grota solna, grota śnieżna (!).

Białostockie Murale

Niewiele osób wie, że w Białymstoku jest mnóstwo świetnych murali. Jeden z najbardziej znanych to „Dziewczynka z konewką”. Całą mapę murali znajdziecie TUTAJ

EPI CENTRUM NAUKI – otwarte ponownie od 7 maja

Najlepiej kupcie bilety online TUTAJ

Nowootwarte Centrum jest genialne – obecnie to nasze ulubiona atrakcja w mieście.

Dostępne są dwie strefy:

DLA MNIEJSZYCH DZIECI – Strefa Małego Odkrywcy – od 3 do 10 lat

DLA STARSZYCH DZIECI I DOROSŁYCH – WYSTAWA GŁÓWNA

a tu szerszy cały wpis o atrakcjach EPI CENTRUM

TIP: Przyjdźcie najedzeni i weźcie ubranie na zmianę. Parkować można w zatoczce pod samym Epi Centrum


NAJLEPSZE PLACE ZABAW W BIAŁYMSTOKU:

  • PLANTY (CENTRUM)
  • PLAZ ZABAW PRZY OPERZE (ul. Odeska)
  • PLAC ZABAW PRZY LESIE UL. JODŁOWA
  • PLAC ZABAW UL. WĘGLOWA
  • JAROSZÓWKA – ul. Wiślana 12
  • PRZY AKCENT ZOO
  • PLAC ZABAW NA PIECZURKACH
  • PLACE ZABAW NA PLAŻY DOJLIDY
  • OGRÓDEK JORDANOWSKI PRZY UL. KONOPNICKIEJ

Atrakcje dla dzieci – Białystok i okolice

Białowieża

Tu mamy oddzielny wpis wraz z przewodnikiem do pobrania gdzie jest omówiona BIAŁOWIEŻA i jej atrakcje.

Oddalona od Białegostoku o 90 km jest miejscem wyjątkowym. Raz w roku MUSZĘ tam być, chociaż na jeden dzień. Jeżeli też macie chęć to polecam Hotel Żubrówka (z super strefą spa i basenami) lub skorzystajcie z agroturystyki Stoczek 1929 z doskonałą kuchnią lub Apartamenty Carskie. W tych miejscach są też najlepsze restauracje w Białowieży.

Niedaleko Białowieży jest też Wiejska Zagroda Podlasie – fajne miejsce, w którym spaliśmy

Za każdym razem, jak tam jesteśmy to musimy się przespacerować Parkiem Pałacowym, pobawić się na placu zabaw przy Stacji Białowieża, zjeść soljankę i wtedy możemy wracać. Nie byłam jeszcze z dziećmi w samej Puszczy w rezerwacie, bo czekam, aż będą starsze i też zakochają się w tym miejscu.

Majątek Howieny

Czyli posiadłość kilka kilometrów od Białegostoku – tam kilka lat temu było nasze wesele. Teraz oprócz znakomitej restauracji jest sporo atrakcji dla dzieci (wstęp jest płatny):

  • zwierzęta (konie, skunksy, kozy, króliki, a nawet małpki i kangury)
  • plac zabaw
  • stare auta do obejrzenia
  • bardzo smaczne dania w restauracji ( są zabawki dla dzieci do zabawy).

Możecie tam być kilka długich godzin.

Jurajski Park Dinozaurów w Jurowcach (CZYNNY OD 8 MAJA 2021)

Czyli miejsce, które znają chyba wszyscy białostoczanie. Nie jest może bardzo wypasione, ale moim dzieciom się podobało. Wstęp do samych dinozaurów jest płatny. Przed wejściem jest też mini wesołe miasteczko, które ma już swoje lata, ale nadal sprawia wiele radości.

W okolicach Białegostoku jest mnóstwo miejsc, które można odwiedzić, myślę, że pojawią się niedługo na blogu, a dziś na szybko je Wam wypiszę:

  • Uroczy Tykocin z Synagogą, Zamkiem i pięknymi widokami
  • Park leśny Poczopek KLIK
  • Ziołowy zakątek Koryciny
  • Bajkowy Supraśl
  • Park Kulturowy Milewszczyzna KLIK
  • REZERWAT KRZEMIANKA ( super na długi spacer – kładka przez bagna w Puszczy)

Samo Podlasie jest piękne! Czasem dzieciom wystarczą same patyki i przepiękna otaczająca przyroda (bez żadnego filtra). To idealne miejsce na wycieczki rowerowe!

ULUBIONE RESTAURACJE w BIAŁYMSTOKU:

  • PAWILON TOWARZYSKI (PRZY PARKU PLANTY)
  • KWESTIA CZASU (PRZY PARKU PLANTY)
  • ŚWIĘTOJAŃSKA 21
  • HALVA – RESTAURACJA TATARSKA NA JAROSZÓWCE
  • WEGE – GRAMOFFON i RANY JULEK
  • TAJSKIE – BAO BUNS – genialny PAD THAI
  • PIZZA BEZGLUTENOWA – RAJ ul. KIlińskiego
  • PIEROGARNIA SOODI

PYSZNE WYPIEKI (CHLEB, KANAPKI, DROŻDŻÓWKI)

  • SZTUKA CHLEBA I WINA
  • MIEJSKI MŁYN
  • WIĘCEJ NIŻ CHLEB
  • BARISTACJA

KAWA PLUS CIASTKA

  • FLY HIGH
  • MADELINE (FRANCUSKA)
  • CIASTKI PATKI
  • WHITEBEAR COFFEE (KUPUJĘ TAM TEŻ MOJĄ UKOCHANĄ HERBATĘ DO PARZENIA W DOMU „MAŁY BUDDA”)
  • MAISON DU CAFE (FRANCUSKA)
  • SŁODKO BY KAROLINA KUZIOLA (AMERYKAŃSKA)
  • KAFEJETO
  • ZACHODNIA (PYSZNE LUNCHE)
  • SWEET FIT&EAT – CIASTKA DLA ALERGIKÓW
  • FIT CAKE (ZDROWE CIASTKA)
  • WYTWÓRNIA WYPIEKÓW MŁYNOWA 40 (BLISKO DO OPERY)

To już wszystkie atrakcje dla dzieci – Białystok to miejsce, które ma wg mnie jeszcze nie do końca odkryty potencjał i dzięki temu są tam atrakcyjne ceny i nie ma wielu turystów. Byliście tam kiedyś? Miasto bardzo się zmieniło i bardzo nam się tam podoba.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wyjątkowy prezent na Dzień Mamy

Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna. Częściej oglądam zdjęcia i filmiki z czasów, jak dzieci były malutkie. Sama też z ogromną chęcią wracam do moich wspomnień z dzieciństwa.

W maju wypada wyjątkowy dzień – Dzień Mamy, a ja chciałam stworzyć coś nietuzinkowego na prezent dla siebie i mojej Mamy. Długo myślałam, czym mogłabym obdarować moją Mamę, aż w końcu wymyśliłam.

Wpadłam na pomysł stworzenia albumu z wszystkimi najpiękniejszymi zdjęciami z mojego całego życia, na których jestem z moją Mamą. Przyznam szczerze, że jest ich naprawdę niewiele i trochę żałuję, że kiedyś nie robiono tak dużej ilości zdjęć, jak teraz.

Ale za to doceniam te kilka zdjęć znacznie bardziej!

Zebrałam ze wszystkich albumów w moim rodzinnym domu te najpiękniejsze, które wzbudzają we mnie najcieplejsze wspomnienia.

Samo selekcjonowanie zdjęć wprawiło mnie dobry humor, bo kiedyś fotografie były zupełnie inne. Spędziłam bardzo miły wieczór na wybieraniu i wspominaniu tych najpiękniejszych chwil.

Później zeskanowałam wszystkie fotografie i wgrałam w Printu.

Zawsze myślałam, że zrobienie fotoksiążki wymaga poświęceniu kilku wieczorów, a tymczasem dzięki gotowym pięknym szablonom trwało to pół godziny. W ofercie macie do wyboru różne szablony (nawet są na Dzień Mamy). Wystarczy porozmieszczać zdjęcia, zatwierdzić i gotowe!

Kilka dni później album był u mnie w domu.

Od tamtej pory obejrzałam go chyba z 30 razy i tak szczerze, że nie mogę doczekać, kiedy podaruję go mojej Mamie.

Jeżeli nie macie pomysłu na prezent na Dzień Mamy, to bardzo Wam polecam taką cudną pamiątkę. Zrobicie go szybko, a gwarantuję, że osoba obdarowana będzie przeszczęśliwa.

Mam też dla Was kupon rabatowy, jeżeli chcecie też zrobić sobie taką fotoksiążkę. Wystarczy, że klikniecie TUTAJ i automatycznie naliczy Wam się rabat -40 zł.

Wpis powstał w ramach współpracy z Printu.

Jeżeli spodobał się Wam ten pomysł, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.

Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej

a tu macie inne inspiracje na Prezent na Dzień Mamy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ulubieńcy kosmetyczni – same perełki

Dawno nie pokazywałam Wam kosmetyków, których używam i doskonale się u mnie sprawdzają. Dziś wpis z poleceniami kosmetycznymi – mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.

Włosy

Moje włosy ostatnio znów są przesuszone i potrzebują szczególnej pielęgnacji. Przez moją łazienkę przewinęło się mnóstwo produktów nawilżających, ale te dwa są absolutnie THE BEST i nie kosztują majątku.

Nigdy nie spodziewam się po szamponie spektakularnego efektu – ale po tym jest wow. KLIK

Szampon Garnier z aloesem i gliceryną

Nie ma w składzie SLS, a do tego super się pieni i bardzo dobrze myje włosy. Nie obciąża, ale nawilża. Kosztuje 9 zł i naprawdę jest genialny.

Maska do włosów Garnier

Testowałam różne maski – te z linii Hair food sprawdzają się ok. Ale ta jest rewelacyjna – włosy nawilżone i kosztuje niewiele. Dostępna TUTAJ

Kosmetyki Phenome – odkryłam je niedawno, ale polubiliśmy się bardzo.

Możecie je znaleźć teraz w promocji na Limango

Pisałam już wcześniej, że mam peeling enzymatyczny, który bardzo delikatnie peelinguje skórę twarzy i zostawia ją głęboko oczyszczoną.

Maska różana, która sprawia, że skóra jest bardzo nawilżona i staje się promienna.

I najlepsza woda micelarna, od której jestem lekko uzależniona. Dobrze zmywa makijaż, nawilża i przepięknie pachnie. To produkt, który na długo zostanie ze mna.


Żel do mycia twarzy Resibo KLIK

Nowość, którą stosuję od kilku tygodni i mogę już przynać, że rozstaję się z moim poprzednim ulubionym żelem do mycia twarzy (Kiehl’s) na dobre. Ten ma naturalny skład, bardzo dobrze myje i zostawia skórę nawilżoną.

Co ważne: nie ściąga skóry i nie szczypie w oczy (możecie nim zmywać makijaż). Według mnie jest świetny, ma intensywny owocowy zapach (wiem, że niektórym może przeszkadzać, ale ja go bardzo lubię).

Serum normalizujace Resibo KLIK

Mam cerę mieszaną i często błyszczy mi się strefa T. Ten kosmetyk z naturalnymi wyciągami sprawia, że mam zdecydowanie dłużej matową skórę. Do tego zmniejsza widoczność porów.

Żel pod prysznic Alterra z Rossmanna z Pomelo

Jaki to jest genialny żel! Pięknie pachnie, nie wysusza i ma dobry skład. Kupię kolejne opakowanie.

Kosmetyki Natu KLIK

Mam 3 kosmetyki i naprawdę jestem ciekawa kolejnych. Proste naturalne składy i świetne działanie.

Uwielbiam tę sól do kapieli – cudownie pachnie, wygładza skórę i dostarcza jej wielu mikro- i makroelementów. Wrzucam do wanny kilka kryształków i mam relaksujaca kapiel. KLIK

Peeling do ciała kokos wanilia KLIK

Mój ulubiony peeling, który pachnie obłędnie i do tego świetnie działa: zostawia skórę nawilżoną i pięknie pachnącą.

Mandarynkowy balsam do ust z ksylitolem KLIK

Jakie to jest małe cudo – noszę w torebce i jak tylko poczuję, że mam suche usta to smaruję. Super nawilża i zostawia delikatny posmak mandarynki.

Toniki złuszczajacy PIXI

Kultowy produkt możecie kupić już na Zalando. Ja też swój zamówiłam i uważam, że jest rewalacyjny. Zostawia na twarzy prawdziwy efekt glow. Ja na razie tonik z kwasami schowałam na jesień i z pewnościa do niego wrócę.

Muszę Wam też napisać o nowościach dla dzieci z Hagi.

Bardzo lubię kosmetyki tej marki i jak tylko wyszły na rynek to musiałam je mieć. Powiem Wam szczerze, że sa świetne! Do tego stopnia, że mogłyby być w większych opakowaniach.

Balsam do ciała nawilża i koi, a żel jest bardzo łagodny. Moje dzieci mają sucha skórę i bardzo polubiliśmy się z tymi produktami.

To już wszystko. Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „LUBIĘ TO” i udostępnijcie ten wpis<

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gotowa na wiosnę – przegląd mojej szafy i inspiracje

  • MODA
  •  komentarze [7]

Od kilku lat staram się robić świadomie zakupy ubraniowe. W tym roku również najpierw przejrzałam swoją szafę i dopiero wtedy wiedziałam, że potrzebuję dosłownie kilku rzeczy. Zawsze stawiam na klasykę, bo wiem, że za kilka lat również te ubrania będą modne.

Dziś zebrałam wszystko na tablicy żeby mieć pewność, że wszystko do siebie pasuje. A może i Wy coś u mnie wypatrzycie:)

  1. Sukienka Dream girl Risk made in warsaw – wymarzona pasiasta sukienka – czuję, że przechodzę w niej całe lato (i tak, ma kieszenie!)
  2. Okulary Ray ban Erika – ostatni model nosiłam przez 5 lat i właśnie potrzebuję czegoś nowego. Te są uniwersalne i pasują do wszystkiego.
  3. Torebka, która może być też nerką Skip hop – mam ją już ponad miesiąc i sprawdza się idealnie na wyjścia z dziećmi.
  4. Skórzana kurtka – moja jest z Mango sprzed 3 lat i bardzo ją lubię. Jeżeli szukacie czegoś z eko skóry to znalazłam taką KLIK
  5. Nieśmiertelne pasiaste t-shirty COS– mam w kolekcji już 8 i są genialne i niezniszczalne
  6. T-shirt w kropki Lindex– żeby czymś przełamać paski;)
  7. Idealne spodnie typu boyfriend z Zary, niestety nie ma już moich ulubionych jeansów z Mango, a te sa tak wygodne, że kupię jeszcze jedną parę (miękkie, wyższy stan, krótka nogawka)
  8. Torebka Michael Kors – dostałam ją na urodziny i się z nią nie rozstaję. Pasuje do sukienek, jeansów, balerinek i adidasów – uniwersalny model na lata.
  9. Sandałki Dorothy Perkins – świetny model za nieduże pieniądze tylko ciężko wstrzelić się z rozmiarem
  10. Drugi model z Dorothy Perkins – dziś do mnie przyszły, ale muszę wymienić rozmiar
  11. Najlepsze buty ever – Crocs – tak miękkie i przewiewne, że chodzę w nich non stop. Całe są wykonane z pianki, więc można je prać w pralce i wyglądają jak nowe.
  12. Jeżeli też Wam wpadły w oko to przypominam, że wciąż jest aktualny rabat na wszystkie buty na stronie https://www.crocs.pl hasło nebule2019 do końca maja.

Jeżeli spodobał się Wam ten post to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten post znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa i okolice – pomysły na jednodniowe wypady

Ten weekend spędziliśmy razem na dwóch świetnych wypadach z dziećmi. Całość relacjonowałam na Instasories, ale jak zwykle ulotność tego medium nie pozwala na późniejsze zapisanie tych miejsc. Zrodził się pomysł w mojej głowie żeby całość zapisać na blogu – wtedy zawsze będziecie mogli tu zajrzeć i wyszukać w wyszukiwarce.

Dzień pierwszy – wycieczka na zachód od Warszawy

Jak co roku nie możemy się doczekać wizyty w Parku Bajka w Błoniu.

Cały plac zabaw opisałam Wam w oddzielnym poście poniżej i jeżeli jeszcze tam nie byliście to bardzo polecam. Park Bajka

Spędziliśmy trochę czasu na tamtejszych atrakcjach i przy okazji podziwialiśmy budowę nowego obiektu, który powstaje tuż obok. Będzie to centrum sportu z basenem, kręglami i różnymi atrakcjami.

A później nasi znajomi zaproponowali wycieczkę do Grodziska na obiad i plac zabaw.

Zrobiliśmy rezerwację przez telefon w świetnej restauracji Piknik. Jeżeli będziecie dzwonić to możecie poprosić o stolik przy kąciku zabaw. Fajny wystrój, smaczne jedzenie i zadowolone dzieci. Czego chcieć więcej?

Później przy Pikniku zjedliśmy włoskie lody i ruszyliśmy do pobliskiego parku na plac zabaw – super miejsce dla małych i dużych dzieci.

Przy okazji znajoma pokazała mi bibliotekę publiczną w Grodzisku i naprawdę oniemiałam. Tak powinno się wspierać czytelnictwo w Polsce.


Mnóstwo książek, strefy do zabaw i czytania – tak właśnie wygląda biblioteka w Grodzisku.

Jest jeszcze jedno miejsce, gdzie możecie dobrze zjeść:

Winogrono KLIK

Wybierzemy się tam innym razem przy okazji wizyty na wodnym placu zabaw – możecie o nim przeczytać TUTAJ. Jeżeli będziecie szukać to wpiszcie nawigację ul. Montwiłła 41.

W Grodzisku są tez pyszne lody w OLALA KLIK

W niedzielę wybraliśmy się na drugi koniec Warszawy

Najpierw zjedliśmy późne śniadanie w Radości na talerzu (warto zrobić rezerwację przez tel.) i trochę pobawiliśmy się zabawkami w sali zabaw. Tej restauracji nie widać z ulicy i ktoś, kto jest pierwszy raz nawet może nie znaleźć tego miejsca (na górze w małej galerii handlowej). Ale jak już raz tu przyjedziecie, to Wasze brzuchy już często będą tam wracać. Pyszne jedzenie, znakomita obsługa i świetna sala zabaw. Warto wybrać się tam specjalnie!

A później pojechaliśmy do Falenicy do Kinokawiarni. Już dawno chciałam odwiedzić to miejsce i tym razem się udało. Maleńkie studyjne kino z klimatem poruszyło moje emocje bardzo mocno. Uwielbiam takie miejsca z duszą i z pewnością tam wrócimy.

Filmy ogląda się przy stoliku, jak kawiarni. Do tego możecie sobie zamówić ciastko i kawę. Przy kinie jest też księgarnia z wartościowym książkami dla dzieci. Kinokawiarnia Falenica jest przy samej stacji kolejowej, dlatego możecie się tam wybrać na wycieczkę pociągiem – będzie to dodatkowa atrakcja.

Na koniec wybraliśmy się na plac zabaw w Falenicy z ciekawymi zabawkami i muralem z książki „Zakątki” z wyd. dwie siostry.

W okolicy jest jeszcze:

Dajcie znać, czy chcecie więcej takich wpisów z polecenami miejsc na jednodniowy wypad i czy taka forma Wam odpowiada 🙂

Będzie mi miło jak klikniecie „Lubię to” i udostępnicie post swoim znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak rozwiązywać konflikty między rodzeństwem?

Zaskoczę Was pewnie, kiedy napiszę, że średnio konflikty między dziećmi występują 6 razy w ciągu godziny. Tak, zgadza się – często jest to raz na 10 minut. Jak radzić sobie z nimi i wspierać dzieci w tej trudnej sytuacji?

„Mamo, on mi przeszkadza, zabierz go!” – często słyszymy takie prośby z ust naszych dzieci i nie wiemy jak reagować. Mi też trochę czasu zajęło wypracowanie właściwej strategii rozwiązywania problemów. Przeanalizowałam mnóstwo takich sytuacji i dziś podzielę się z Wami, tym jak staram się im w tym pomóc.

Bardzo często jest tak, że my jako rodzice po kilku kłótniach zakładamy na oczy filtr, który jasno nam pokazuje, kto jest prowodyrem tych konfliktów. Ja też się na tym złapałam, że wchodząc w środek armagedonu często jestem przekonana o winie jednego z dziecka.

Takie myślenie nam nie pomoże, ani naszym dzieciom. Warto przemyśleć to zanim znów się zdarzy taka sytuacja stresowa.

Dzieci bardzo dobrze potrafią dbać o swoje potrzeby.

I widzę, że każdy konflikt to właśnie walka o własne potrzeby. Kiedy sobie to uświadomiłam, to zupełnie inaczej zaczęłam podchodzić do takich trudnych sytuacji.

W rozwiązywaniu sporów bardzo przydatne jest NVC (Porozumienie Bez Przemocy). Według głównych założeń tej idei każdy konflikt jest wielką szansą na zbudowanie porozumienia na nowo. Możliwe jest to wtedy, kiedy zamiast być sędzią rozstrzygającym stajemy się mediatorem.

Zdaję sobie sprawę, że jest to niezwykle trudne, ale daje niesamowite efekty. Nam jest trudno, bo w takich sytuacjach automatycznie aktywuje się nam gadzi mózg, który nakazuje walkę i pod wpływem emocji chcemy jak najszybciej rozwiązać konflikt. Warto starać się zapanować nad sobą.

Mi osobiście było trudno, bo od razu wchodziłam w schemat „Znowu się kłócą!” i już podchodząc do dzieci byłam pod wpływem hormonu stresu i ciężko było mi opanować emocje.

Co mi pomogło, że przestałam tak do tego podchodzić?

  • przeczytałam o badaniach, że dzieci średnio kłócą się co 10 minut, czyli jest to normalne
  • każdy konflikt świadczy o tym, że dzieci potrafią dbać o swoje potrzeby
  • zauważyłam, że im spokojniej reaguję na konflikty tym łatwiej one przechodzą do dalszej zabawy i szybciej

Słowa „Znowu się kłócicie?” „Co znowu wyczyniacie?” „Nie może być ani chwili spokoju?” „Jesteś starszy, ustąp!” „On jest mały i nic nie rozumie” dolewają oliwy do ognia – jednocześnie nas stawiają w stan gotowości i bojowego nastawienia, a dzieci jeszcze bardziej stają się złe na siebie.

Często jest tak, że chcemy jak najszybciej załagodzić konflikt i chcemy podać gotowe rozwiązanie np.: „Ty pójdź na swoje łóżko, a Ty możesz teraz spokojnie układać puzzle”. Ja też tak kiedyś robiłam i zobaczyłam, że to NIE DZIAŁA. A wręcz powoduje zupełnie odwrotny efekt.

Przestałam tak robić, a zamiast tego zaczęłam zauważać potrzeby jednego i drugiego dziecka. Było to na początku trudne, ale bardzo szybko weszło w nawyk.

W każdej sytuacji konfliktowej każde z dzieci pokazuje swoje potrzeby. Jedno ma chęć wziąć akurat ten jeden czerwony klocek, który akurat wzięło drugie dziecko. Jeżeli ten pierwszy wyrwał mu go z ręki, a drugie zdzieliło go po głowie, to kto jest tu winny?

Gdyby to była sytuacja sprzed dwóch lat, to bym dociekała kto komu i jak zabrał?

A tymczasem teraz podchodzę zupełnie inaczej.

Najważniejsze jest dla mnie, aby zauważyć potrzeby jednego i drugiego dziecka. Nigdy do końca nie wiem, kto był prowodyrem i gdzie jest wina.

Kiedy będziemy szukać winnego, to dzieci będą miały poczucie krzywdy, które będzie im towarzyszyło znacznie dłużej. Takie uczucia prowadzą później do robienia na złość, nie słuchania, złośliwości. Takie metody „lagodzenia” konfliktów nie przynoszą dobrych efektów, bo osłabiają relację między dziećmi. Chociaż nam się wydaję, że udało się to rozwiązać, to jego skutek będzie odczuwalny znacznie dłużej.

Co w takim razie robić?

Ja najczęściej nazywam emocje i daję przestrzeń na dopowiadanie tego, co chcą dodać dzieci.

„Rozumiem, że chciałeś czerwony klocek, bo był Ci potrzebny…”

„A Tobie w tym momencie też był teraz potrzebny…”

Właśnie w takich sytuacjach dzieci szybko pojmują, że mają zrozumienie ze strony rodzica, który nie bierze niczyjej strony, a przez to drugie dziecko nie czuje się gorsze. Takie reakcje powodują, że szybciej się wyciszają i łatwiej jest im znaleźć porozumienie.

Na koniec, kiedy emocje już opadną pytam, co mogą zrobić żeby każdy był zadowolony. Bardzo często ich odpowiedzi mnie zaskakują, bo nawet nie przypuszczałabym, że taką odpowiedź mogą znaleźć. A czasem i tutaj pojawi się nowa dyskusja, która będzie prowokować do zaspakajania potrzeb dwójki dzieci na raz.

Nie jest to łatwe i wymaga od nas opanowania, ale dość szybko wchodzi w krew. Do tego mam wrażenie, że ilość konfliktów znacznie spadła, bo dzieci potrafią same je rozwiązać, bez naszej pomocy.

Co jeszcze pomaga?

Według mnie wszystkie zabawy, które angażują dwójkę dzieci na raz na podobnym poziomie. Często ciężko jest znaleźć takie zabawki, którymi może bawić się rodzeństwo ze sporą różnicą wieku. My mamy takich kilka i je wyciągamy. Ostatnio razem budowaliśmy teatrzyk Pilch, który jest świetną zabawką dla rodzeństwa.

Współpraca przy składaniu daje mnóstwo satysfakcji i uczy współdziałania. Dzieci same mogą ustalać kto i co będzie robił. A po złożeniu mogą się razem bawić w teatrzyk lub sklep.

W zestawie macie wycięte kawałki tektury, prawdziwe śruby (plastikowe) i wkrętarkę dopasowaną do umiejętności dzieci. Przy skręcaniu konieczna jest współpraca, więc przy okazji możemy ją wzmacniać.

W składaniu naszego modelu pomagał Tata, bo jednak jest to dość skomplikowane. Jeżeli chcielibyście żeby dziecko mogło samo od początku do końca złożyć tę makietę, to myślę, że obdarowany powinien mieć około 8-10 lat, więc jest to ciekawy pomysł na prezent też dla starszych dzieci.

Później możecie go ozdobić rysunkami lub różnymi naklejkami. Witryna może też służyć do zabawy w sklep, pocztę, bank itd.

A jeżeli już się Wam znudzi to możecie go rozkręcić za pomocą wkrętarki i schować pod łóżko. Teatrzyk jest bardzo fajną kreatywną zabawką, którą można wykorzystywać na różne sposoby.

Dzięki takim wspólnym zabawom dzieci mają okazję współpracować, wzmacniać swoją więź i uczą się wielu ważnych umiejętności.

Udało mi się załatwić też kod na cały asortyment Pilch. Wystarczy, że wpiszecie na końcu “blognebule”, a kod -15% automatycznie się naliczy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak chronić się przed kleszczami?

Jak chronić się przed kleszczami skutecznie? Gdyby istniała jedna, sprawdzona metoda to wielu z nas spałoby spokojnie. Niestety kleszcze już dawno się aktywowały, a my musimy nauczyć się z nimi żyć.

Wpis powstał we współpracy z wyłącznym polskim dystrybutorem Tickless. Na końcu wpisu znajdziecie rabat na produkty przeciw kleszczom, bez chemii.

Wiem, że wiele osób boi się kleszczy, ja też się bałam. Czym był powodowany mój strach?

  • niewiedza – im człowiek wie mniej, tym bardziej się boi
  • powszechnie powtarzane mity
  • osoby w otoczeniu z aktywną boreliozą (często źle diagnozowaną)

Jednak warto oswajać wroga, a trzeba zacząć od tego żeby wiedzieć o nim jak najwięcej. Przyznaję – wiem o nich sporo, bo mieszkamy na terenie gdzie kleszczy jest ogrom. Dziś podzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniem, o tym jak najskuteczniej chronić siebie i bliskich przed kleszczami.

Uwielbiamy spędzać czas na łonie natury – to najlepszy sposób na relaks. A kleszczy się nie boimy, bo mamy na nie sposoby!

Zacznę od pytania tytułowego – zgodnie z zasadą, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć

Jak chronić się przed kleszczami?

Kleszcze są aktywne od stycznia i możecie np. zobaczyć TUTAJ, w których miejscach jest ich najwięcej. Czy warto unikać takich miejsc tylko ze względu na kleszcze? Wydaje mi się, że nie – natomiast właśnie w miejscach, w których jest więcej kleszczy trzeba być bardziej czujnym i lepiej się chronić.

Np. 46% kleszczy w Łazienkach Królewskich jest zarażonych boreliozą. Podobnie jest w warszawskim Zoo. Czy te dane spowodują, że się tam już nigdy nie wybiorę? Oczywiście, że nie. Natomiast będę stosowała wszystkie możliwe metody ochrony.

  • odpowiedni ubiór – czyli tak, jak kiedyś ubierała mnie mama do lasu: długie spodnie, dłuższe skarpetki i włożone do nich nogawki, kryte buty, nakrycie głowy. To MIT, że kleszcze nie siadają na białych czy kolorowych ubraniach – one są ślepe. Natomiast na białych ubraniach lepiej jest widać dorosłe osobniki i możemy je szybciej zauważyć i ich się pozbyć. Larwy i nimfy są mniej widoczne i trudniej je dostrzec. Najlepiej jest wybierać ubrania z naturalnych tkanin. Dlaczego? Bo mniej się w nich pocimy i kleszcz nas słabiej wyczuwa.
  • przed wsiadaniem do auta, tuż po wyjściu z parku lub lasu TRZEBA się otrzepać, można dodatkowo użyć rolki czyszczącej do ubrań, do której kleszcze idealnie się przyczepiają – a na białej taśmie są bardzo widoczne

Jaki czas od wyjścia z lasu jest niebezpieczny?

Kleszcz po tym, jak na nas usiądzie – wbija się w skórę dopiero po ok. 2 h. Dlatego warto pamiętać o zasadzie 2 h – ta metoda działa w 100%

  • po powrocie do domu trzeba zdjąć ubranie, wytrzepać w wannie i wrzucić do prania na więcej niż 60 stopni. Suszarka bębnowa doskonale działa na kleszcze – żaden kleszcz nie wyjdzie z niej żywy.
  • jeżeli byliśmy w ubraniu, którego nie pierzecie za każdym razem to warto je dokładnie wytrzepać w wannie.
  • po zdjęciu ubrania trzeba wziąć prysznic i dokładnie się obejrzeć. Znacie dokładnie miejsca, które najbardziej lubią kleszcze? Są to miejsca pod pachami, w pachwinach, pod kolanami, w okolicach uszu. Te miejsca trzeba sprawdzić za każdym razem.

Co można robić jeszcze profilaktycznie, wychodząc w takie miejsca:

  • warto unikać spróchniałych korzeni drzew, nie pozwalajcie dzieciom na nie wchodzić – w takich miejscach samice składają jaja i jest ich tam najwięcej, „złapanie” kleszcza w takim miejscu wzrasta do 800%
  • najwięcej kleszczy jest na granicy 2 biotopów – czyli np. gdzie się kończy trawa, a zaczynają drzewa lub krzaki
  • larwy i nimfy znajdują się najniżej ściółki i przechodzą na nas po butach. Dorosłe osobniki znajdują się na wysokości do 150 cm. Pamietajcie kleszcze nie skaczą z drzew, ale wyczuwają nas z odległości 30 m(!!!).
  • dużo kleszczy znajduje się w niepozornych miejscach takich jak np. leśny parking. Bądźcie czujni, bo według nas nie jest to miejsce potencjalnie zagrożone, a jednak właśnie tam jest ich ogrom, a my niczego nieświadomi nie zabezpieczamy się i nawet później nie sprawdzamy. Zjadamy kanapki, rozprostowujemy kości, wsiadamy do auta i jedziemy dalej. Ilość kleszczy jest uzależniona od zwierząt, a te bardzo często przychodzą na leśne parkingi wyjadać jedzenie z koszy na śmieci.
  • są również określone gatunki drzew, które „przyciągają” kleszcze. Są to: dęby (bo mają żołędzie, a zwierzęta przychodzą po nie), leszczyny, bo mają orzechy, ksztanowce, orzechy włoskie. Do tych drzew podchodzą zwierzęta = jest więcej kleszczy.

Jak się chronić dodatkowo?

ŚRODKI CHEMICZNE:

  • REPELENTY – ja do tej pory używałam TEGO preparatu. Ale niestety tylko preparaty z toksycznym DEET działają w 100% na kleszcze. Te z niższym stężeniem zwyczajnie są za słabe. A mocniejszy preparat nie jest dobry dla dzieci i nie można go używać. DEET w takiej dawce jest toksyczny dla układu nerwowego i może powodować uczulenia.
  • IKARYDYNA – bardzo polecana na kleszcze, od dwóch lat kupuję TEN preparat. Jest bezpieczny i bezzapachowy. Nie można go mieszać z DEET.
  • PERMETRYNA – to substancja, które nie odstrasza TYLKO zabija kleszcze – impregnuje się nią buty i ubrania. Jest bardzo skuteczna, używa się jej do impregancji obuwia i mundurów w armii USA. Permetryna jest bardzo szkodliwa dla kotów i przez kontakt z tą substancją mogą umrzeć.

URZĄDZENIA BEZ CHEMII:

Urządzenie przeciw kleszczom Tickless

My używamy ich szósty sezon. A zaczęło się od tego, że Julek u mojej mamy w ogródku złapał 2 kleszcze. Mocno się wystraszyłam, ale na szczęście szybko je wyjęłam. Od tamtej pory zaczęłam zwracać uwagę na właściwie zabezpieczenie przed kleszczami i wtedy zamówiłam Tickless.

Jak działa?

Kleszcze mają narząd Hallera, który jest ich głównym zmysłem. Dzięki niemu czują nasz pot, perfumy, odczuwają wilgotność i temperaturę z 30 m (!). Jak działa urządzenie? Produkuje ultradźwięki, które zagłuszają naszą obecność i stajemy się niewidzialni dla kleszczy.

Kleszcz w ten sposób odbiera nas z włączonym Ticklesem

Film na YOUTUBE – KLIK

Czy urządzenie działa?

Według mnie działa, od tamtej pory nikt z nas nie miał kleszcza, kiedy Tickless był włączony. Trzeba jednak stosować go zgodnie z instrukcją:

  • ma być włączony i głośniczek nie może być zasłonięty

Ja traktuję Tickless jako wsparcie moich działań – uzupełnione przez dokładne sprawdzanie ubrań i ciała po powrocie, dokładnie tak, jak przy każdej innej metodzie pamiętajcie o zasadzie 2 godzin i zasadzie 12 godzin, do której zaraz dojdziemy.

tu film pokazujący jak działa:

TickLess vs kleszcz (youtube.com)

Jaki Tickless wybrać?

Wszystkie działają bez toksycznej chemii i środków zapachowych, są bezpieczne dla dzieci od 1. dnia życia. Uprzedzam pytanie o oznaczenie na opakowaniach: „3+”; po prostu przy młodszych dzieciach zaleca się ostrożność ze względu na małe elementy – tak jak na klockach Lego, czy lalkach, których pełno jest w każdym domu, gdzie są małe dzieci.

  • w tamtym roku mieliśmy te dla dorosłych, które za każdym razem trzeba włączyć. Klips jest bardzo mocny, ale i tak Julkowi udało się go zgubić u babci w ogrodzie, na szczęście ma intensywny kolor, więc go znaleźliśmy – KLIK
  • jeżeli nie chcecie ciągle włączać i wyłączać urządzenia, i zależy Wam na pewnym montażu u ruchliwych, aktywnych dzieciaków, to możecie wybrać model Kid przeznaczony dla nich KLIK (z kółeczkiem do zawieszenia)
  • Są też dostępne są modele, które można ładować: od tego roku nowość, Tickless Kid Pro, którego akumulator ma aż do 300 cykli ładowania KLIK. Ja mam wersję dla aktywnych Active/Run: możecie śmiało wybierać po prostu kolor, który Wam się podoba, bo urządzenia działają na tej samej zasadzie, co te dziecięce KLIK Mocuje się je za pomocą gumeczek – są idealne do zaczepianie na butach

Na kod STOPKLESZCZE macie 20% rabatu na cały asortyment Ticklessów – kod ważny do 20 kwietnia! – Zniżka dostępna tylko w sklepie Tickless.pl.

Bardzo ważna jest zasada 2 h – kleszcze tyle czasu chodzą po nas i szukają miejsca do wbicia. Dlatego ZAWSZE sprawdzajcie ciało i zmieniajcie ubrania. Pamiętajcie też o zasadzie 12 h – po tym czasie od wbicia kleszcze zarażenie boreliozą wzrasta o 48%.

Jak wyjąć kleszcza i czy jechać do szpitala?

Nie jedźcie, bo wydłużacie czas usunięcia.

Najlepiej jest zachować spokój, zrobić 5 głębokich wdechów i mieć specjalne urządzenie. Ja takie noszę w portfelu, drugie ma mój mąż. Mam dokładnie TAKIE i sprawdza się znakomicie.

Nie wolno:

  • szarpać kleszcza
  • smarować masłem itd.
  • wyciskać
  • dusić wacikiem nasączonym spirytusem

Czy warto oddać kleszcza na badanie?

Możecie oddać kleszcza do badania, ale wynik i tak może Wam nic nie powiedzieć. Nawet jeżeli badanie wykaże, że kleszcz był zarażony boreliozą lub KZM to jest możliwość, że nas nie zaraził. Wynik dodatni traktujemy informacyjnie, a wynik ujemny daje spokój.

Czy po tym, jak wyjęliśmy kleszcza warto pójść do lekarza po antybiotyk?

Nie zdarzyło nam się żeby ktoś miał kleszcza więcej niż 12 h, ale jeżeli tak by się stało, to poszłabym po antybiotyk.

Kiedy pojawi się rumień od 8 dni do 8 tyg. po ukąszeniu to mamy pewność, że mamy boreliozę.

Niestety tylko w 50% u dorosłych i 30 % u dzieci występuje rumień mimo aktywnej boreliozy.

Temat kleszczy może budzić strach i wiele pytań, ale wiem, że warto szukać na nie odpowiedzi żeby wiedzieć, jak się zabezpieczać i postępować w razie ukąszenia.

A tu łapcie Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis, kliknijcie „Lubię to”, wtedy dotrze do większej liczby osób.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Fryzury dla dziewczynek – 10 pomysłów do szkoły i przedszkola

  • Materiał zawiera linki afiliacyjne - reklama dla Ceneo
  • MODA
  •  komentarze [6]

Fryzury dla dziewczynek – proste pomysły, które możecie wykorzystać w domu. Dziś chciałabym Wam pokazać kilka świetnych fryzur, które robimy bardzo często. Niektóre z nich wyglądają na skomplikowane, ale uwierzcie mi, że za 2, 3 razem zrobienie ich zajmie Wam maksymalnie 7 minut.

Moja mama i moje ciocie zawsze wymyślały ciekawe fryzury i testowały je na swoich córkach. Ja też uwielbiam robić Lili warkocze, kłosy i inne bardziej skomplikowane zaplatańce. Ale dziś chciałbym Wam pokazać szybkie fryzury dla dziewczynek, które są bardzo efektowne.

Zacznę od akcesoriów, których używamy:

  • szczotka do włosów Tangle teezer dla dzieci TUTAJ
  • silikonowe, kolorowe gumeczki do włosów TUTAJ  (dodam, że ich nie ściągam, tylko rozcinam)
  • silikonowe, przezroczyste gumki do włosów TUTAJ – te wyglądają najładniej
  • grubszych gumek używam zawsze tych TUTAJ
  • opaski i spinki Ulandka TUTAJ
różne gumeczki do włosów

Fryzury dla dziewczynek – nasze ulubione propozycje

Warkocz lina

Robi się go bardzo szybko, tylko trzeba opanować strony skręcania. Dzielicie kucyk na dwa pasma – poniżej jest filmik, widać w nim dokładnie, w którą stronę trzeba skręcać.

fryzury dla dziewczynek


Kucyk z warkoczem

Wystarczy zrobić mocny kucyk, z niego mały warkocz, a na całej długości związać gumkami. Na koniec poluźnijcie każdą część, aby „bąbelek” z włosów zrobił się pełny.

Dwa kucyki w nowej wersji

Zamiast robić dwa warkocze lub zostawiać dwa kucyki możecie zrobić taką wersję z użyciem małych gumeczek.

Inna wersja dwóch kucyków

Wystarczy zrobić dwa mniejsze kucyki, a z nich zapleść warkoczyki. W połowie głowy je skrzyżować i związać w kucyk.

Kucyki do zapuszczania grzywki

Bardzo podobna idealna fryzura dla dziewczynki, która zapuszcza grzywkę. Robimy dwa małe kucyki i krzyżujemy pasma w połowie głowy – związujemy w duże kucyki.

Dwa koczki – wygodna fryzura dla dziewczynek

Zawijamy dwa pasma wysoko i jak mamy zwartego „ślimaka” to związujemy gumką.

Elegancja fryzura dla dziewczynki na specjalne okazje

To jedna z moich ulubionych fryzur, jest przepiękna i do tego prosta. Już kiedyś pokazywałam ją Wam na blogu. Poniżej możecie zobaczyć film z instruktażem.

Szybki przekładny kucyk

Pamiętacie z dzieciństwa taką fryzurę? Ja tak – bardzo często mama mnie tak czesała. Wystarczy zrobić kucyk, odciągnąć gumkę około 3 cm do dołu, zrobić dziurkę w tym miejscu i przełożyć włosy.

Przekładaniec z kucyków

Bardzo efektowna fryzura, która tylko wygląda na skomplikowaną. Poniżej zobaczcie, jak zrobić taki piękny warkocz. Ja zrobiłam z tyłu i połączyłam z w kucyk.

Najbardziej efektowny warkocz

Musiałam wypróbować również wersję pionową i ta robi największe wrażenie. Bardzo podoba mi się ten efekt 🙂 Dokładnie się go robi tak, jak na filmie wyżej.

To było nasze ulubione fryzury dla dziewczynek, które często goszczą na naszych głowach (mojej też). A Wy jak najczęściej czeszecie swoje córki?

Na zdjęciach możecie podziwiać piękne opaski, spinki i gumki Ulandka i body Pan Robak

A tu macie Mój szybki sposób na piękne włosy

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i zainspirował Cię do spróbowania tych fryzur, kliknij „Lubię to” i udostępnij ten wpis znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co zrobiłam, że w końcu przestałam mieć problemy z cerą?

  • URODA
  •  komentarze [23]

Pamiętam, że od zawsze moim ogromym kompleksem była problematyczna cera. Od 13 roku życia borykałam się z trądzikiem, przebarwieniami, a do tego miałam świecącą się twarz. Kryłam wszystkie zmiany pod toną makijażu i starałam się je tuszować w każdy możliwy sposób.

Wizyty u dermatologów zdały się na nic – moja twarz wyglądała fatalnie, a właściwie żaden lek mi nie pomagał. W końcu poddałam się i postanowiłam nie zwracać na to uwagi. Teraz jestem już trochę po trzydziestce i od ponad 6 lat nie mam żadnych niedoskonałości na skórze twarzy. Mało tego, dopiero od kilku lat jestem w stanie wyjść z domu bez żadnego makijażu.

Przypadek? Nie sądzę!:)

Zaczęłam analizować wszystkie zmiany, jakie zaszły w moim życiu i widzę bardzo dużo zmian, które miały na to wpływ.

1. Ciąże

przez cały czas myślałam, że za moje problemy z cerą odpowiedzialne są hormony. W ciąży zaczęłam mieć w końcu normalną skórę. Tak naprawdę cały czas myślałam, że to właśnie TYLKO dzięki temu, jednak jak zaczęłam drążyć to zauważyłam wiele zmian, które spowodowały, że tak bardzo poprawił się stan mojej skóry. Hormony mają wpływ na stan cery, ale zaraz Wam poniżej pokażę, że nie tylko.

2. Jedzenie

nie ukrywam, że dopiero zaczęłam zwracać uwagę, na to co jem, jak zaszłam w ciążę. Na studiach żywiłam się różnymi „rarytasami”, które nie miały ze zdrowym jedzeniem nic wspólnego. Jadłam ogromne ilości nabiału, który negatywnie wpływa na skórę. Do tego mnóstwo sztuczności takich jak: zupki chińskie, napoje energetyczne, chipsy itd. Później, jak urodziłam chciałam dawać dobry przykład dziecku i zaczęłam czytać o zdrowym odżywianiu.

Wprowadziłam mnóstwo zmian w diecie i widzę, że ma ogromy wpływ na moją skórę. Przestałam truć od środka mój organizm i moja cera mi się odwdzięczyła. Kiedyś słyszałam teorię, że pikanatne jedzenie powoduje wypryski. Teraz jem dużo ostrych potraw, ale zdrowych i nie zauważyłam żadnej zależności.

3.Woda

nie wiem, jaka się uchowałam, ale nigdy nie lubiłam pić wody. Kupowałam gazowane napoje, piłam mocne herbaty i lurowate kawy. Jak teraz patrzę na moją dietę ze studiów, to naprawdę się dziwię, że mój niedożywiony mózg był w stanie się uczyć. Teraz, kiedy skóra zaczyna tracić na jędrności i pojawiają się zmarszczki to dbam o picie wody jeszcze bardziej. Widzę dużą zależność od ilości wypitej wody, a wyglądem mojej skóry.

4. Styl życia

odkąd jestem mamą to chodzę spać przed północą i wstaję skoro świt. Wcześniej jak karmiłam piersią to oczywiście miałam mnóstwo pobudek i widziałam je dokładnie na mojej skórze. A teraz jak, w końcu mogę się wyspać i prowadzę bardzo regularny tryb życia to widzę, jak dobrze to działa na moją skórę. W okresach, kiedy miałam największe problemy z cerą to zarywałam noce na naukę (i imprezy;).

5. Zmiana pielęgnacji

kiedy byłam w ciąży zaczęłam się interesować naturalną pielęgnacją. Na szczęście przyszła moda na naturalne kosmetyki i złapałam bakcyla. Świadomie wybierałam produkty do pielęgnacji i to miało ogromny wpływ na moją cerą. W Polsce zaczęły się pojawiać różne marki, które zaczęły stawiać na naturę i wiem, że miały one ogromny wpływ na stan mojej skóry.

Jedną z nich jest Phenome – polubiłam się z tą marką już jakiś czas temu i mam swoje ulubione produkty. Wcześniej używałam tylko wysuszających żeli do mycia i toników z alkoholem, a moja skóra świeciła się bardzo mocno. Zaczęłam używać kremów nawilżających i zobaczyłam dopiero, jak moja cera tego potrzebuje.

6. Oczyszczanie

nie powiem ile razy na studiach zasnęłam w makijażu z głową w książkach. Teraz widzę, że im więcej przywiązuje uwagi do oczyszczania, tym jest zdecydowanie lepiej. Zaczęłam używać też płynów micelarnych z bardzo dobrym składem. Ten z Phenome jest najlepszy jakich używałam. Zmywa, a do tego zostawia skórę odświeżoną. Do tego ma genialny dyfuzor i jednym psiknięciem odświeża całą twarz. Raz na tydzień robię też dokładny peeling. Teraz używam tego i sprawdza się znakomicie.

7. Maski

kiedyś nie wiedziałam, co to jest za wynalazek, a teraz kocham i w każdym tygodniu robię sobie maseczkę. Nie do końca sprawdzają mi się maski w płachcie i zdecydowanie wolę te standardowe.

8. Makijaż

kiedyś malowałam się codziennie, nawet na wyjście po bułki do sklepu. Używałam niezbyt dobrych kosmetyków, które zapychały mi pory. Teraz zdecydowanie lepiej dobieram kolorówkę i rzadziej się maluje. Naprawdę nie wstydzę się wyjść bez makijażu, bo moja skóra wygląda bardzo dobrze i nie muszę jej maskować.

9. Stres

oj zdecydowanie mniej mam stresu niż na studiach, a może innego rodzaju. Wydaje mi się, że mogło to również mieć wpływ.

10. Jedwabna poduszka

używam jej ze względu na włosy, ale widzę jak zbawienny wpływ ma też na cerę. Nie da się z niej wstać po spaniu i mieć zagniecenia na skórze, do tego ma właściwości antybakteryjne i higroskopijne, więc dobrze odprowadza wilgoć.

To chyba tyle. Tak dużo zmian, które bardzo pozytywnie wpłynęły na stan mojej skóry. I tak naprawdę to przez ten czas nie zwracałam uwagi na to, że efekt pięknej cery jest wynikiem zdrowszego trybu życia.

Pssst….Jeżeli też szukacie dobrych naturalnych kosmetyków, to zajrzyjcie teraz na Limango. Właśnie zaczęła się kampania Phenome. Możecie kupić bardzo dobre, naturalne kosmetyki w niższych cenach. Polecam Wam te, których sama używam:

Maska

Peeling enzymatyczny

Krem nawilżający

Woda micelarna

Balsam nawilżający Mom baby do pielęgnacji delikatnej skóry mamy i dziecka

Jeżeli też borykałyście się z problemami skórnymi, to napiszcie, co u Was zadziałało.

Do napisania tego wpisu zaprosiło mnie Limango.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie go znajomym – podziękują Wam.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czarna lista zabawek – czyli zabawki, które doprowadzają rodziców do szału

Dziś post z lekkim przymrużeniem oka – poniżej lista podarków, które powodują, że rodzicielstwo jest jeszcze trudniejsze.

Kiedy moje dzieci dostają coś takiego lub mnie ogarnie jakieś zamroczenie i sama kupię zabawkę, która przyprawia mnie o dreszcze, mam 3 strategie:

  • przyjmuję z uśmiechem i dziękuję za gest (w myślach mam różne scenariusze unicestwienia tego przedmiotu)
  • próbuję przechwycić zanim wprawne, dziecięce oko je zauważy i wrzucam na samą górę szafy
  • kiedy sama coś kupię i później tego żałuję to po chwilowej fascynacji staram się dany dystraktor schować, a czasem pozwalam na zbyt szybkie zużycie i wyrzucenie (oh, ja niedobra;) Z wielką satysfakcją np. odkurzyłam cały piasek kinetyczny

Poniżej moje „ukochane” podarki, które staram się zabrać jak najszybciej z pola widzenia dzieci.

1. Instrumenty muzyczne: trąbka, flet, cymbałki, perkusja, pianinko …….. (miejsce na Wasze narzędzie tortur).

Umówmy się 2-3-4-5-6-letnie dziecko, które nie ma nic wspólnego z muzyką nie będzie nam grało preludium e-moll Chopina, a nawet nie wymęczy „wlazł kotek na płotek”. Będzie waliło, dęło, dmuchało ile sił w maleńkich płuckach i niekoniecznie do kolacji, ale często o bladym świcie.

Jedyny prawdziwy instrument, który naprawdę dobrze brzmi, nawet jak gra dwulatek to dzwonki Mat max TUTAJ. Myślę, że rodzice mają dość różnych dźwięków wydawanych przez dzieci i nie warto im dokładać kolejnych, tych kakafonicznych.

2. Gwizdek

Kupiłam kiedyś i ja, jak typowy amator. Po dosłownie 30 sekundach pożałowałam. Małe to to, a tyle ma pary w płucach, że w życiu bym się nie spodziewała. Skończyło się na tym, że gwizdek niespodzianie się „zgubił”. Naprawdę, wyleciał z wózka na placu zabaw i zapomniałam go podnieść.

Mam nadzieję, że nie znalazło, go inne dziecko (jeśli tak, to przepraszam Cię rodzicu).

3. Slime

Nie mam pojęcia jaka mną ogarnęła ciemnota, że sama, z własnej nieprzymuszonej woli kupiłam mojemu dwulatkowi powszechny i bardzo lubiany slime. W sklepie były autka, puzzle i inne mniej inwazyjne zabawki, a ja kupiłam mu właśnie to. Zabawa była przednia, robił z niej jajka, liny, odbijał jak piłeczkę, aż kiedyś slime zginął.

Po dwóch dniach znalazłam go na moim nowiutkim, zamszowym Timberlandzie… Czy mam opisać swoje emocje? %^&%&**^* – mniej więcej tak by to wyglądało.

4. Kakafonia dźwięków i kolorów, czyli plastik fantastik, który często ma w nazwie „edukacyjny”.

No cóż by tu rzec, tak popularne w hipermarketach zabawki są często mordęgą dla domowników. Te same komputerowe piosenki, trzeszczące głośniki i zmutowane głosy śpiewających, nie mają zbyt wielu walorów edukacyjnych, a do tego zabierają przestrzeń, bo małe to one nie są. Pierwsze co, zawsze robię: zaklejam głośnik, mam nawet takie specjalne plastry, które jeszcze lepiej tłumią dźwięk.

Jeżeli mimo tego tuningu rypią dalej, to są na mojej liście „do schowania na wieczne zapomnienie”.

5. Piasek kinetyczny

Zaszczytne miejsce na mojej liście zajmuje piaseczek. Piaseczek, który daje tyle radości dzieciom, a u mnie powoduje gęsią skórkę. Mieliśmy w sumie dwa opakowania – na jedno sama się szarpnęłam i przez zęby cedziłam do siebie podczas sprzątania „po co ja to kupiłam???”, a drugie dostaliśmy od znajomych. Juleczkowi zajęło rozniesienie go po całym domu około 45 minut.

„Niestety” nie dało się go zagnieść z powrotem, więc z niemałą satysfakcją wciągnęłam go odkurzaczem. A tak serio, to jest naprawę świetna zabawka, ale wg mnie trzeba mieć sporą kuwetę na niego i przy małym dziecku siedzieć non stop – inaczej będziecie mieli Saharę w całym mieszkaniu.

Ciastolina też „spoko” – nie wiedziałam, że da się ją wetrzeć w dywan i kanapę.

6. Kosmetyki dla najmłodszych

Przecież 5-latka sama już wykona sobie makijaż i pomaluje paznokcie. Nigdy nie kupujcie tego swoim, ani cudzym dzieciom. To jest jakaś mordęga – często mają fatalne składy i uczulają. No i jak wytłumaczyć dziecku, że mama się maluje, a dziecko nie musi?

7. Brokat sypki

Brokat jest jak igły z choinki, wychodzi spod szafy jeszcze w czerwcu. Kupiłam go 6-latce i cierpliwie ścierałam z półek, podłogi i z twarzy. Nawet u młodszego na głowie znalazło się pół opakowania. Jakim cudem? Nikt nie wie. Ale hit to był wtedy, jak młodszy wysypał tego cuda pół opakowania do szuflady z talerzami i sztućcami.

Zmywarka średnio dała radę 😉

8. Zabawki, które mają jakieś 100000000000 elementów

Czasem są takie, które mają po prostu ich tyle, że jak leżą na dywanie to absolutnie nie da się tego sprzątnąć. A zgubisz jeden (co trudne nie jest) i już nie da się tego złożyć. U nas najczęściej elementy takich zabawek znajduję: w kwiatkach, u mnie w torebce, w butach, a nawet w WC!

9. Mały szajsik za 5 zł

Zabawki dodawane do gazetek, do słodyczy, do zestawów w restauracjach… wszędzie to później się wala. A najgorzej coś takiego zgubić – niby nic, a jednak skarb. Dodatkową właściwością jest ogromna awaryjność, częsta przy pierwszym użyciu. A później 50 takich masz w domu i znaj jego współrzędne, bo przecież potrzebne jest na już!

Rodzicu, dodaj coś od siebie:) Kliknij „lajka” i udostępnij go swoim znajomym – niech wiedzą co jest u Was zakazane:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

No to chlup! – najzdrowsza multiwitamina i do tego naturalna

Często szukamy preparatów z dobroczynnymi probiotykami, a zapominamy o tych naturalnych. Sama staram się przemycać je w diecie, ale nie zawsze mi to wychodzi. Dziś chciałabym Wam napisać o mocy zakwasów naturalnych, czyli o probiotycznej naturalnej bombie witaminowej.

Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie Rodzinna Olejarnia Olini, która obok zimnotłoczonych olejów roślinnych, o których pisałam Wam tu: Olej z czarnuszki od niedawna ma w swojej ofercie również zakwasy.

Jak to możliwe, że możemy dbać o odporność, stosując odpowiednią dietę?

Odpowiedź jest bardzo prosta: odporność płynie z jelit i ze zdrowej mikroflory, a to właśnie probiotyki mają ogromy wpływ na jej dobrostan. Pozwalają zadbać o odpowiednią ilość i jakość bakterii w jelitach, a co za tym idzie w bezpośredni sposób wspomagają odporność.

Oprócz tych, które możemy kupić w aptece w buteleczce lub kapsułkach mamy również kiszonki. W ostatnim czasie przeżywają swój wielki powrót, ze względu na właściwości zdrowotne:

  • Kapusta kiszona (czytajcie zawsze etykiety: KAPUSTA KWASZONA to nie jest pełnowartościowy produkt). Pod wpływem bakterii kwasu mlekowego Lactobacillus plantarum kapusta fermentuje. Kiszona kapusta jest lepiej przyswajana i zawiera więcej witaminy B12, B6 i PP, niż świeża. Witamina C w kapuście kiszonej jest bardzo dobrym środkiem zapobiegającym przeziębieniom.
  • Ogórki kiszone (tak samo jak wyżej: Ogórki KWASZONE nie są dobre) Podczas procesu kiszenia w ogórkach zwiększa się zawartość witamin B2, B3, B6, B12, PP. Wpływają one pozytywnie na poprawienie działania układu nerwowego i koncentrację. Bakterie kwasu mlekowego, namnażane w czasie kiszenia poprawiają trawienie i likwidują toksyny.

Codzienne jedzenie kapusty kiszonej i ogórków może być uciążliwe, dlatego ja szukałam zakwasów, które mogę pić kiedy chcę.

Nie mam miejsca w kuchni na wielki 5- litrowy słój na zrobienie własnego zakwasu, a poza tym bałabym się, że coś zrobiłam nie tak. Stwierdziłam, że wolę zaufać profesjonalistom i zakwas kupić.

Po zakwas z buraków warto sięgnąć:

w ciąży – ze względu na bogactwo witamin, minerałów, a przede wszystkim kwasu foliowego i biodostępnego żelaza- w trakcie i po antybiotykoterapii – sprawdzi się jako osłona i wsparcie 
po grypie żołądkowej, biegunce, zatruciu pokarmowym – pozwoli odbudować florę bakteryjną 
przy przeziębieniu, osłabieniu i w rekonwalescencji po chorobach – działa wzmacniająco
przy anemii i obniżonym poziomie żelaza – źródło dobrze przyswajalnego żelaza – pozwala bez skutków ubocznych poprawić wyniki

Dlaczego zakwas z buraków jest prozdrowotną bombą przeczytacie poniżej – ma:

  • cynk, potas, magnez, fosfor, wapń
  • dobrze przyswajalne żelazo – pomaga podczas anemii
  • kwas foliowy – niezbędny w ciąży
  • mnóstwo witamin z grupy B, a także witaminy A, C, K, E, PP
  • kobalt – niezbędny minerał w procesie tworzenia czerwonych krwinek 
  • rzadko występujące mikroelementy – lit, cez, rubid 
  • flawonoidy, karotenoidy, beta alaninę
  • laktobakterie, powstałe w trakcie fermentacji, które odbudowują naturalną florę bakteryjną jelit

Zakwas z buraków ma wspaniałe właściwości, o których nie miałam pojęcia. Wiedziałam, że zawiera probiotyki i może być pomocny w leczeniu anemii, ale o TYCH wszystkich „mocach” nie wiedziałam.

Drugi zakwas, do którego namówiłam dzieci to zakwas z kapusty. Nie chcą jej jeść, ale zakwas im nieźle wchodzi. Zakwas z kapusty, trochę mi przypomina w smaku ogórki, więc jest to znany smak.

Po zakwas z kapusty warto sięgnąć:

podczas infekcji – jako bogate źródło witaminy C i mnóstwa innych witamin i mikroelementów

w trakcie i po antybiotykoterapii – sprawdzi się jako osłona i wsparcie

 – po grypie żołądkowej, biegunce, zatruciu pokarmowym – pozwoli odbudować florę bakteryjną 

przy problemach z włosami, paznokciami i skórą -źródło dobrze przyswajalnej, organicznej siarki, która ma świetny wpływ na ich stan

Zakwas z kapusty ma:

  • fitoncydy, które działają bakterio- i grzybobójczo oraz są niezastąpione w leczeniu wielu schorzeń
  • witaminy K, E, C, B1, B2, B3, B6, B12
  • potas, sód, wapń, fosfor, żelazo, srebro, ołów, nikiel, tytan, molibden
  • antocyjany, beta-karoten, błonnik (nierozpuszczalnego)
  • siarkę – korzystnie wpływa na wygląd włosów, skóry i paznokci
  • duże ilości antyoksydantów, karotenoidów, glukozynolanów, polifenoli
  • rzadko spotykaną witamina U, która ma działanie przeciwzapalne
  • laktobakterie, powstałe w trakcie fermentacji, które odbudowują naturalną florę bakteryjną jelit

Z kolei jego właściwości wg mnie skupiały się głownie na probiotykach, a ma ich o wiele więcej. Możecie przeczytać o nich TUTAJ.

Ja zakwasy piję codziennie, zazwyczaj jeden i drugi przed posiłkiem około 100 ml.

Na pewno interesuje Was, czy zakwasy można podawać dzieciom i w jakiej ilości?

Pozwolę sobie zacytować Małgorzatę Jackowską, dietetyk i specjalistkę żywienia dzieci:

„Jak wprowadzać zakwasy do diety dzieci?
Odpowiada dietetyk, specjalistka żywienia dzieci Małgorzata Jackowska
Moim zdaniem zakwasy warto zacząć wprowadzać do diety maluchów po 1. roku życia.

W drugim roku życia, ze względu na zawartość soli, nie należy przesadzać z ich ilością i warto zakwas włączyć do diety jako składnik posiłków. 
Starsze dzieci mogą dostać zakwas na łyżce lub do picia.

W drugim roku życia łyżka stołowa dodana do zupy lub kaszy (podanej np z sosem warzywnym) będzie dobrym wstępem do tego, żeby włączyć zakwas do diety dziecka. Dodaj go już na talerzu, nie do gotowania. Dzięki temu zakwas nie straci swoich cennych właściwości pod wpływem temperatury a układ pokarmowy dziecka będzie miał czas żeby przyzwyczaić się do nowego produktu.
Kiedy Twój maluch przywyknie do zakwasu w swojej diecie, zaakceptuje jego smak i będziesz wiedzieć, że dobrze go toleruje, to można zacząć podawać zakwas na łyżce albo do wypicia z małego kubeczka. 

Propozycja dawkowania u dzieci:

– w drugim roku życia można stopniowo wprowadzać 1-2 łyżki dziennie, zaczynając od małej ilości.
– po drugim roku życia można zwiększyć ilość podawanego zakwasu do 4-5 łyżek dziennie jak Twoje dziecko go polubi i będzie dobrze tolerować.

Jak widzicie warto pić zakwasy i wspomagać się w tym okresie chorobowym. Są źródłem nie tylko dobrych bakterii probiotycznych, ale wielu witamin. Nasze babcie wiedziały, co robiły i bardzo mnie to cieszy, że zakwasy i kiszonki wracają do łask.

Jeżeli macie chęć również wypróbować ich supermoc, to przygotowałam Wam rabat na wszystkie produkty Olini: -10% na hasło NEBULE10 ważny do 5 marca.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Moje hity ostatnich miesięcy, czyli nebule poleca

Wiem, że lubicie takie wpisy zbiorcze, dlatego dziś przygotowałam dla Was wpis z gadżetami i rzeczami. Są to przedmioty codziennego użytku których używam i myślę, że są warte polecenia.

Zaczynamy

1. Turban do włosów Thermocap

Dostępny TUTAJ

Już nie wyobrażam sobie bez niego życia. Używam go nie tylko do aktywacji maseczek i olejów, które nakładam przed myciem, ale również do osuszania włosów po zwykłym myciu. Ręcznik spadają, zsuwają się, a ten turban trzyma się znakomicie. Dzięki niemu przestałam suszyć włosy suszarką Lilce, wystarczy, że jej założę ten turban po myciu, a później trochę odczekamy i włosy są już prawie suche.

2. Szczotka do włosów Wet brush

Dostępna TUTAJ

Porzuciłam już Tangle teezer na rzecz tej genialnej szczotki. Jak sama nazwa wskazuje, jest to szczotka do rozczesywania na mokro. Mam bardzo wrażliwy skalp i dzięki temu nie czuję żadnego ciągnięcia. Używam jej też do rozczesywania włosów dzieciom – powoduje mniejszy dyskomfort w czasie tego niezbyt lubianego zabiegu.

3. Suszarka do włosów Fox

Dostępna TUTAJ

Przez ostatni czas czułam, że stan moich włosów się pogarsza. Nie wiedziałam dlaczego, bo dbałam o nie jak zawsze. Aż fryzjerka zapytała mnie, ile lat ma moja suszarka do włosów. Obliczyłam i wyszło na to, że 7. Powiedziała, że to może by przyczyna, bo suszarki, które mają już kilka lat mogą palić włosy. Poleciła mi ją fryzjerka.

Jest to profesjonalna suszarka używana w salonach fryzjerskich. Mam ją niedługo, ale już widzę poprawę. Ma dobre ustawienia nawiewu ( ja suszę chłodnym) i specjalne nakładki. Ma też jonizację, która wygładza włosy. Polecam ją bardzo 🙂

włącznik powietrza ciepłego i zimnego

4. Młynek do kawy

Dostępny TUTAJ

Dodam, że nigdy nie mieliłam w nim kawy, bo nie do takiego przeznaczenia go kupiłam;) Mielę w nim np. siemię lniane do koktajli (źródło kwasów omega 3), mielę też ksylitol na cukier puder, robię bułkę tartą. Nasz jest zwykły, ale działa bardzo dobrze i szybko mieli (a to ważne żeby nie podgrzewać siemienia dodatkowo, bo traci wartości).

5. Garnek do gotowania na parze

Dostępny w dobrej cenie TUTAJ

To już kolejny nasz garnek w takim stylu. Używałam go do gotowania warzyw przy rozszerzaniu diety (nie są tak rozgotowane jak z wody i łatwiej je złapać w ręce), używam i teraz. Za co uwielbiam? Mogę zrobić cały obiad w jednym garnku: na dole kasza w wodzie, po środku kotleciki, a na górze warzywa. Dania są zdecydowanie lepsze niż gotowane, bo mają więcej smaku. Nie lubię mikrofali i często podgrzewam dania właśnie na parze – super sposób. Jak będziecie kupować taki sprzęt to nie kupujcie dużego – szybciej się nagrzewa mały i szybciej się gotuje.

6. Dzbanek z sitkiem na dole

Podobny dostępny TUTAJ

Nasz kupiliśmy w Holandii rok temu i uważam, że jest genialny! Ma bardzo gęste sitko i dzięki temu ani jeden kawałek herbaty nie wpada do szklanki. Do tego jest bardzo efektowny. Nawet jak robię dzieciom Rooibos to absolutnie nic się nie wkradnie do szklanki.

7. Herbata Blanca tea

Dostępna online i stacjonarnie w Odette

Raz w miesiącu idę z Julem na długi spacer do Odette po herbaty. Naprawdę już inne mi zupełnie nie smakują – te są takie świeże, delikatne – jest mnóstwo do wyboru. Tym razem kupiłam owocową dla dzieci i zieloną z ananasem dla siebie.

8. Butelka Pura duża

Dostępna TUTAJ

Mam ją już długo i uwielbiam. Nie kupujemy wody pitnej i używamy filtrowanej z lodówki, więc jak gdzieś wychodzę to biorę Pura. Można myć ją w zmywarce – cały czas wygląda jak nowa. Dobrze trzyma temperaturę i jestem z niej bardzo zadowolona.

9. Zmiękczające chusteczki Lenor do suszarki

Dostępne TUTAJ

Przyznaję jestem od nich uzależniona. Kocham świeży zapach i miękkość jaką zostawiają na praniu. Przestałam używać płynu do płukania, tylko do suszarki dorzucam jedną chusteczkę. Mam je też rozłożone w szufladach – dają lekki, ale bardzo przyjemny zapach.

10. Mały głośnik Sony

Dostępny TUTAJ

Już jakiś czas temu szukałam sprzętu grającego do pokoju dzieci. Kupiłam ten głośniczek i jest świetny – bardzo dobra jakość dźwięku. Można podłączyć go kabelkiem do mp3 lub przez Bluetooth np. telefon.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i chcecie takie posty z poleceniami to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

W końcu przejrzałam na oczy

Całe życie marzyłam o tym żeby nosić okulary. Nie wiem dlaczego, ale kojarzą mi się z atrybutem mądrości. Natomiast mój wzrok od zawsze był sokoli i nigdy nie miałam żadnych wskazań do noszenia okularów. Jednak ostatnio zauważyłam, że coś się dzieje.

Partnerem dzisiejszego wpisu jest marka MUSCAT.

Ubytki wzroku i słuchu pojawiają się stopniowo, dlatego często tego nie zauważamy. Czasami jest też tak, że jeżeli jedno oko zaczyna potrzebować wsparcia, to drugie je kompensuje i dlatego ciężko nam zauważyć, że coś jest nie tak.

Jak ja to zauważyłam?

Dużo czasu spędzam ostatnio przed komputerem i któregoś dnia ze zmęczenia zamknęłam jedno oko. Aż się zdziwiłam, że prawe oko widzi rozmazane litery, zjeżdżające do dołu. Zamykałam jedno oko i otwierałam drugie, robiłam to kilka razy i widziałam, że coś jest nie tak. Kiedy patrzę dwoma na raz jest w miarę ok, ale jak optometrysta założył mi okulary, to dopiero zobaczyłam, że jednak źle widzę bez nich.

Dlaczego wybrałam się do optometrysty, a nie do okulisty?

Od pół roku chodzimy do wspaniałego specjalisty na ćwiczenia oczu z Lilą. Żaden okulista nie miał już pomysłu, co możemy zrobić żeby poprawić mięśnie gałek ocznych i konsultowaliśmy się u wielu specjalistów, przez chwilę nawet nosiła okulary terapeutyczne, straszono nas nawet operacją. Aż w końcu trafiliśmy na optometrystę, który po specjalistycznych badaniach zalecił terapię, która po 3 m. przyniosła poprawę w wynikach o połowę!

Dlatego właśnie zamiast do okulisty, poszłam do optometrysty, który wg mnie zdecydowanie lepiej dobiera okulary niż okulista. Po serii badań (nawet bez atropiny) usłyszałam, że mam lekki astygmatyzm w jednym oku i małą wadę. Jak tylko optometrysta założył mi dopasowane soczewki to aż powiedziałam WOW. Nieźle mój mózg i drugie oko musiały to kompensować. Dostałam szczegółową receptę i zaczęłam poszukiwania oprawek idealnych.

Okulary muszę nosić tylko do pracy przy komputerze i do czytania. Nie chciałam wydawać fortuny na oprawki, bo i tak będę je nosić tylko w domu, więc szukałam czegoś ciekawego, ale w dobrej cenie. Aż jedna z Was podpowiedziała mi, żebym zobaczyła polskie okulary MUSCAT.

Nie lubię przepłacać, więc stwierdziłam, że wypróbuję polskie, ręcznie robione oprawki.

No i mam! Oprawki są świetnie zrobione, lekkie i pasują do wielu stylizacji. Zamówienie przebiegło szybko i bez problemów.

Model na zdjęciach to Ellis Dark Havana

Dowiedziałam się też, że MUSCAT właśnie stworzył okulary dla dzieci KLIK i poprosiłam ich o użyczenie modelu Ellis dziecięcego żeby Wam pokazać. Pamiętam jak sama szukałam okularów dla dzieci i nie było nic ciekawego do wyboru. Tak więc Julek pokazuje Wam pierwszy dziecięcy model MUSCAT-ów. Cudne są! Lekkie i elastyczne, a do tego nie są infantylne.

Możecie wybrać dwie ścieżki: przymierzyć oprawki w salonie lub zamówić domową przymierzalnię – na stronie wybieracie 5 oprawek do przymiarki i MUSCAT bez żadnych kosztów wysyła je Wam do domu – DOMOWA PRZYMIERZALNIA KLIK

Wybór oprawek nie był prosty, bo modele są dość uniwersalne i wiele z nich mi się podobało. Po 5 dniach odesłałam domową przymierzalnię i zamówiłam właściwe okulary. Myślę, że jest to bardzo ciekawy i innowacyjny projekt. Możecie zajrzeć na stronę MUSCAT i zobaczyć, jakie inne modele są dostępne.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Co zrobić żeby dzieci lepiej spały?

Przy dwójce dzieci widzę bardzo proste zależności – zrobię coś innego niż zawsze i one już śpią niespokojnie. Przerwanie wieczornych czynności lub przesunięcie rutyny przekłada się w widoczny sposób na jakość snu. A czasami  zapewniam im wszystko, czego potrzebują, a one budzą się kilka razy w nocy.

Dziś chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami o śnie dzieci i opisać nasze sposoby na spokojny sen. Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie marka Haus & Luft – producent zaawansowanych oczyszczaczy powietrza.

Co możemy zrobić żeby zapewnić dzieciom spokojny sen?

1. Jaki dzień, taka noc

Nie wiem czy też widzicie tę zależność, ale im bardziej intensywny dzień z dużą dawką emocji tym bardziej niespokojna noc. I mimo, że mogłoby się nam wydawać, że głębokość snu jest wprost proporcjonalna do zmęczenia, u dzieci zależność ta się nie sprawdza. Układ nerwowy musi odreagować intensywny dzień, dlatego też dzieci często budzą się w nocy.

2. Odpowiednio przygotowana sypialnia

Specjaliści twierdzą, że idealną temperaturą do spania jest 18-21 stopni. Nie dobrze śpi się w zbyt gorącym pomieszczeniu. Dzieci bardzo dobrze radzą sobie z wychłodzeniem, natomiast z przegrzaniem już nie. Rekomendowana temperatura zapewni naszym pociechom spokojniejszy sen.

3. Przewietrzenie sypialni przed spaniem

10 minutowe wietrzenie pokoju, pozwoli na wymianę powietrza i pozbycie się wilgoci. Jednak w dni takie jak teraz – kiedy normy zanieczyszczenia powietrza są znacznie przekroczone – nie otwieramy okien. Jest to bardzo kłopotliwe, bo w czystym powietrzu śpi się zdecydowanie lepiej.

Jak sobie z tym radzić? Sposób jest tylko jeden – wstawić oczyszczacz do sypialni. Same zwróciłyście mi uwagę, że jeden oczyszczacz nie działa na całe mieszkanie, więc w pokoju dzieci pracuje teraz oczyszczacz Haus & Luft.

Oczyszczacz jest wyposażony w technologię OxyFrisch – unikatowy system 5-stopniowej filtracji powietrza zapewniający, że skuteczność jego oczyszczenia sięga 99,8%. Z dodatkowych funkcji ma jonizację i lampę UV, która zabija wirusy, bakterie i drobnoustroje. Model, który mamy HL-OP-20 jest wydajny na 50 metrach kwadratowych.

Ma wbudowany czujnik zanieczyszczeń i na trybie AUTO włącza się na odpowiedni program. Oczyszczacz idealnie nadaje się do pokoju dziecięcego, bo ma blokadę panelu – żadne małe paluszki nie będą przełączać naszych ustawień, a do tego ma pilot – możemy obsługiwać go z odległości. Jest cichy, a filtry wymienne nie kosztują majątku. Jeżeli szukacie dobrego oczyszczacza to sprawdźcie Haus & Luft – to marka, która specjalizuje się właśnie w oczyszczaczach.

4. Nakrywać, czy nie nakrywać

Dzieci mają różne potrzeby jeżeli chodzi o temperaturę, potrafią spać kamiennym snem nawet, jak są odkryte. Nam wydaje się, że na pewno jest im zimno, więc je nakrywamy, a czasem efekt jest zupełnie odwrotny. Dzieci śpią niespokojnie po nakryciu. Jeżeli Wasze dzieci lubią ciepło, to może warto kupić śpiworek do spania, jest bezpieczniejszy niż kołdra i daje nam pewność, że maluch spędzi całą noc pod przykryciem.

5. Odpowiednia dieta bogata w kwasy Omega 3

Omega-3 (ALA, EPA, DHA) nie są wytwarzane przez nasz organizm, więc musimy je dostarczać w diecie lub poprzez suplementację. Znajdują się one w tłustych rybach morskich i algach morskich. Ok, zróżnicowana dieta z rybą 2 razy w tygodniu jest wszędzie zalecana. Jednak mało kto zwraca uwagę na fakt, że kwasy omega-3 giną przy obróbce termicznej, więc smażona, gotowana czy grillowana ryba, którą podajemy dzieciom ma naprawdę niewiele tych dobroczynnych kwasów.

Trzeba by było podawać dzieciom surowiznę, a tego chyba każdy rodzic się boi. Dlatego warto pomyśleć o suplementacji. Dotychczas przeprowadzono sporo badań na temat wpływu DHA na sen TUTAJTUTAJ i ogólne funkcjonowanie. Osoby, które brały udział w badaniach czuły się znacznie lepiej, a do tego miały lepszą koncentrację i spokojniejszy sen.

6. Rytuały

Czyli czynności następujące po sobie wpływają znacząco na poczucie bezpieczeństwa dzieci. Im bardziej przewidywalny wieczór i rytuały, tym spokojniejszy sen. Warto zwracać na to uwagę, bo dzięki temu dzieci wiedzą, co następuje po czym i daje im to ogromny spokój, który przekłada się później na sen.

7. Zasłanianie i odsłanianie okien

Kiedy zasłaniamy okna na czas drzemki w dzień to wydziela się więcej melatoniny, czyli hormonu snu i przez to organizm jest zdezorientowany wieczorem kiedy faktycznie jest czas snu. Ja nie zasłaniam okien i widzę, że wieczorem kiedy już powoli przygaszamy światła to dzieci zaczynają ziewać. Latem, kiedy słońce wstaje dość wcześnie zaciągam zasłony typu black out żeby wydłużyć wydzielanie melatoniny i wydłużyć.

8. Lekki posiłek przed snem

Często rodzice wpadają w taką pułapkę, że dzieci się budzą w nocy bo są głodne. Maluchy oczywiście są i nie należy im tego odmawiać, bo mają małe żołądki i szybko trawią. Ale często myślimy, że sycąca gęsta kasza spowoduje, że dzieci będą dłużej spały. A czasami efekt jest odwrotny – kaszki „na dobranoc” pełne cukru i innych wypełniaczy powodują problemy z brzuszkiem. A przez to dzieci niespokojnie śpią. Po kilku epizodach przestałam nawet serwować dzieciom na kolację smażone placuszki, czy naleśniki. Zdecydowanie lepiej u nas sprawdzają się lekkie rzeczy.

9. Ciepłe światło i brak ekspozycji na ekrany na 2 h przed snem

Zimne światło typu LED powoduje hamowanie wydzielania melatoniny, czyli hormonu snu. Warto zwrócić na to uwagę i zamienić źródło światła w sypialni. To samo dotyczy oglądania bajek.

10. Czytanie książek przed snem

Nie wiem czy wiecie, ale czytanie książek dzieciom uspokaja je i wprowadza łagodnie od stanu pobudzenia do snu. Głośne czytanie powoduje, że dzieci rozluźniają się, schodzi z nich całe napięcie z dnia i mogą spokojnie spać.

11. Osoba, która jest blisko dziecka

Jeżeli nie pozwalamy dzieciom płakać, szybko reagujemy na pobudki, jesteśmy blisko i nie stosujemy treningów snu tym dziecko będzie spokojniejsze i nauczy się spać spokojniej. Niektóre dzieci dopiero po 3 roku życia śpią długo i bez pobudek (a niektóre nawet po tym czasie niespokojnie śpią). Zdecydowanie łatwiej jest mieć akceptującą osobą blisko siebie i wiedzieć, że możemy na nią liczyć niż być zdanym na siebie.

Każdy z nas chciałby spać spokojnie w nocy. Czasem jednak potrzeba trochę więcej wysiłku, a czasem tylko czasu żeby dzieci zaczęły przesypiać noce. A bywa, że mimo wszystkich sposobów już o 1 kursuję między jednym pokojem, a drugim i nie mam pojęcia dlaczego. Widzę za to jedną tendencję: w weekend dzieci wstają najwcześniej!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Cała prawda o jedzeniu warzyw i owoców przez dzieci

„Mamo, to jest ble i nie będę tego jadł” – powiedział ostatnio Julek wygrzebując swoim pulchnym palcem kulki zielonego groszku spomiędzy ziarenek kaszy.

Jak to jest z jedzeniem warzyw i owoców? Dlaczego niektóre dzieci nie przepadają za nimi albo jedzą w kółko te same i nie chcą spróbować nowych?

Dziś przyjrzę się temu zjawisku znacznie szerzej i postaram się odpowiedzieć na pytania, które rodzą się w mojej głowie, kiedy kolejny raz staram się zachęcać moje dzieci do spróbowania kalarepki lub kiwi.

A zaczęło się od rozszerzania diety

U jednego dziecka wystartowałam metodą BLW, czyli podawania kawałków do samodzielnego jedzenia, a u drugiego od papek i BLW (a po roku przeszłam na samo BLW). Czy są jakieś różnice w późniejszej ilości zjadanych warzyw i owoców?

Ja nie widzę żadnych. Jedno i drugie je ich niewiele, a ja codziennie staję na głowie żeby jedli jeszcze więcej. Żeby Wam zobrazować zrobiłam listę.

No cóż, niewiele tego jest, ale i tak się cieszę, że te rzeczy jedzą. Aby trochę wprowadzić różnorodności i innych witamin to stosuję metodę na tzw. Matkę Polkę Przemytniczkę, czyli w miarę możliwości staram się przemycać inne warzywa i owoce w zupach, sokach, sosach, koktajlach, ciastach itd.

Wciąż zadaję sobie to pytanie, dlaczego dzieci nie chcą jeść niektórych warzyw i owoców albo jedzą wciąż te same. Odpowiedziała mi na nie moja 6-letnia córka, kiedy podałam jej ogórka (a akurat go nie lubi). Zapytałam ją dlaczego go nie zje. Bez zająknięcia mi odpowiedziała. A jej odpowiedź dosłownie mnie zszokowała i zaczęłam w końcu rozumieć dzieci, które nie chcą czegoś jeść (nie tylko warzyw i owoców). Zapewne jesteście ciekawi, co odpowiedziała mi córka, którą zapytałam dlaczego nie zje ogórka.

„Bo jest niepyszny”

To jedno zdanie spowodowało, że w końcu zrozumiałam, dlaczego je 15 rzeczy na krzyż i nie chce próbować nowych. Czyli wnioskując z jej odpowiedzi rzeczy do jedzenia dzielą się na pyszne i niepyszne, nie ma takich, które są w miarę, albo „zjem je żeby się nie zmarnowały chociaż wcale mi nie smakują”.

Ona je tylko to, co jej bardzo smakuje, czyli jest pyszne. Według mnie jest to bardzo zdrowy nawyk, który teraz bardzo pielęgnuję, bo świadczy o umiejętności słuchania siebie, odrzucania propozycji innych, które nie są dla mnie dobre.

Po tych słowach przestałam namawiać jedzenia innych rzeczy spoza ich listy. Za każdym razem jednak, kiedy nie znają smaku danej potrawy namawiam do spróbowania, bo może akurat okaże się „pyszne”. (bardzo często z mizernym skutkiem)

Jakie mogą być inne powody, dlaczego dzieci nie lubią niektórych warzyw i owoców?

  1. Nie mają dobrego przykładu „z góry” – co z tego, że nakładamy im warzywa i owoce na talerz, skoro sami ich nie jemy. Dzieci naśladują nas na każdym kroku i jeżeli siedzimy z nimi przy stole podczas posiłku i razem jemy TO SAMO pokazujemy im, że to jest dobre. Jest to atawizm, który został nam po przodkach – dziecko widzi, że się czymś nie zatruliśmy i żyjemy. Wtedy może chcieć czegoś spróbować.
  2. Niechęć do nowości – to też atawizm, który mózg interpretuje w ten sposób „Nie jedz nic nieznajomego, bo to może być trucizna”. Co innego, jak już dane warzywo lub owoc jest lekko oswojone.
  3. Inny sposób podania – nie da się zawsze identycznie przygotowywać dań, a czasami nawet nie zwracamy na to uwagi, że podaliśmy coś inaczej niż zwykle. Dla dzieci ma to ogromne znaczenie, bo pierwszym zmysłem, który ocenia, czy dana rzecz do jedzenia się nadaje jest WZROK. Wystarczy rzut oka i już wiedzą, że nie będą tego jeść.
  4. Wymieszane – dla niektórych dzieci jest to bardzo ważne aby składniki były podane oddzielnie – warto respektować ich potrzeby, bo nic to nas nie kosztuje, a dla nich jest determinantem.
  5. A może ma alergię lub nietolerancję? – organizm ludzki jest bardzo mądry, ja np. nie przepadam za strączkami – one totalnie mi nie służą i dlatego ich nie jem. Tak samo było z Lilą – miała alergię na cytrusy, która już jej dawno przeszła, ale do dziś nie je ani mandarynek, ani nic, co z cytrusami miało coś wspólnego.
  6. Zaburzenia integracji sensorycznej – często dzieci, które mają zaburzenia SI przejawiają różne problemy z jedzeniem. Często nadwrażliwość jamy ustnej wymaga konsultacji ze specjalistami, ale dzięki odpowiedniej terapii udaje się wypracować dobry efekt.
  7. Nie bo nie – nie wiem czy też tak macie, ale ja nie znoszę jak ktoś mnie zmusza do jedzenia. Oczywiście jak byłam mała, to byłam niejadkiem. Mam tak do teraz – jeżeli tylko ktoś mnie namawia do czegoś, na co nie mam ochoty do jedzenia to pojawia się u mnie wewnętrzna blokada, która nie pozwala mi tego zjeść.

I jak w tym wszystkim my rodzice mamy pilnować zalecanych 5 porcji warzyw, owoców lub soku (400 g w sumie – 3 porcje warzyw, 2 porcje owoców, w tym jedna możą być szklanka soku 200 ml)?

Jest to niezłe wyzwanie. Chociaż staram się zawsze dorzucać coś zdrowego, to nie zawsze mam czas na przygotowanie. Jak podają specjaliści ds. żywienia jedną porcję można zastąpić sokiem. Także ten pasteryzowany, dostępny w sklepach powstaje z warzyw i owoców, zgodnie z prawem sok owocowy nie może być dosładzany, a żaden sok nie może zawierać konserwantów, barwników i żadnych sztucznych substancji.

Taki sok jest pełnowartościowym źródłem witamin i minerałów np. szklanka lub kartonik soku pomarańczowego zaspokaja ok 50-60% dziennego zapotrzebowania na wit. C!

Jak to u nas wygląda?

Jak te 5 porcji (zalecane są 3 porcje warzyw i 2 owoców) wpisuje się w przykładowy jadłospis dzienny.

  • owsianka z mrożonymi malinami
  • kanapki z hummusem i papryką, a do tego sałatka z warzyw (sałata, pomidor, ogórek)
  • kasza, warzywa na parze (brokuły- Jul, marchew Lila), pupleciki z koperkiem
  • szklanka 200 ml ulubionego soku
  • gofry gryczane z pokrojoną gruszką i sałatką z sezonowych owoców

Przyznaję, że codziennie o tym zapominam żeby dawać dzieciom 5 porcji dziennie i sama się na tym łapię również w moim jadłospisie. Dlatego chciałam Was zainspirować żebyście razem ze mną przystąpili do wyzwania #WYZWANIA5PORCJI i wydrukowali poniższą tabelkę. Zaznaczajcie sami lub poproście dzieci aby pilnowały 5 porcji warzyw, owoców lub soku dziennie. Ta kartka będzie Wam też przypominać o naszym wyzwaniu. To co, zaczynamy?

tabelka do druku

Program sfinansowany ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw. Organizator Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” i udostępnij go swoim znajomym – podziękują Ci.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hotel przyjazny rodzinom – Hotel Aquarius w Kołobrzegu

Hotel Aquarius – to był strzał w dziesiątkę. Właśnie wróciliśmy z cudownego wyjazdu z dziećmi. Pierwszy raz w życiu byliśmy nad Bałtykiem zimą. Chcieliśmy poodychać chociaż trochę świeżym powietrzem z jodem i uciec od smogu.

Współpraca reklamowa z Hotelem Aquarius

Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy już w środę. Wiedzieliśmy, że ten hotel jest przystosowany do rodzin z dziećmi, ale to co zastaliśmy na miejscu przeszło nasze oczekiwania. Jest to miejsce dosłownie stworzone dla rodziców z dziećmi. Wszystko Wam opiszę poniżej.

Czy Bałtyk to dobry kierunek na wyjazd w zimę? Jak się okazało bardzo dobry:

  • nie ma wtedy tłumów na plaży i w restauracjach
  • ceny noclegów są o wiele bardziej przystępne
  • w dużych miejscowościach, takich jak Kołobrzeg, praktycznie wszystko jest otwarte
  • w okresie listopad- marzec jest największe stężenie jodu

Jak się okazało Julkowi nie robi różnica pora roku. Bawił się na plaży w najlepsze, a ja dodam od siebie, że wózek bardzo dobrze jedzie po zmrożonej plaży i praktycznie można iść na spacer przy samej linii morza.

Hotel Aquarius jest położony bardzo blisko morza. Dosłownie w 7 minut jesteśmy w stanie tam dotrzeć nawet z dwójką dzieci. Wzdłuż plaży jest deptak, więc możecie wziąć dzieciom hulajnogi i rowerki.

Pokój w hotelu

Nie wiem czy wiecie, ale w niektórych hotelach jest opcja łączenia pokoi. My pierwszy raz z niej skorzystaliśmy i to było świetne rozwiązanie. Między pokojami są drzwi i możne je otworzyć. Wieczorem, jak dzieci spały już w swojej części to my mogliśmy coś pooglądać.

Hotel Aquarius
te drzwi za mną są do pokoju dzieci

Pokoje i tak są bardzo duże – spokojnie we 4 zmieścilibyśmy się w jednym, ale uznaliśmy, że spróbujemy takiej opcji. Do każdego pokoju przynależy balkon. Łóżka są dostępne w różnych opcjach – my złączyliśmy dwa pojedyncze dla dzieci, ale w pokoju jest też niewielka kanapa.

Hotel Aquarius

Dla dzieci były przygotowane kosmetyki, podest do mycia rąk i dostały w recepcji dmuchane piłki.

Hotel Aquarius – basen

Dawno nie korzystaliśmy rodzinnie z basenu, więc przez ten wyjazd spędziliśmy tam łącznie 12 h. Basen jest IDEALNY – każdy z nas znalazł tam miejsce dla siebie ( a rzadko się to zdarza). Jest 40-cm brodzik ze zjeżdżalnią dla dzieci, basen rekreacyjny 135 cm z ciepłą wodą i pływacki. Do tego 3 jacuzzi ( a jedno na zewnątrz) ku uciesze mojego męża. A nawet siedząc w jacuzzi macie widok na brodzik;)

Hotel Aquarius
Hotel Aquarius basen
Kiedy chcesz posiedzieć w jacuzzi, ale zapominasz, że jesteś rodzicem;)

Animacje

Jedną z najmocniejszych stron jeśli chodzi o Hotel Aquarius są animacje dla dzieci. Chyba nigdzie nie spotkałam jeszcze tak szerokiej i ciekawej oferty. W czasie wakacji, ferii, długich weekendów jest bardzo rozbudowana. W inne dni animacje również są, bo Pani Agnieszka pracuje tam na stałe. Podczas naszego pobytu była cała rozpiska z planem animacji.

Było piżama party z bitwą na poduszki na koniec. Codziennie kino dla dzieci i ciekawe zajęcia. Malowanie twarzy farbami fluorescencyjnymi i dyskoteka w ultra fiolecie. Panie mają niesamowite pomysły na zabawy z dziećmi do tego potrafiły urozmaicać je tak, żeby każdy był zadowolony.

Hotel Aquarius animacje
Hotel Aquarius

Sala zabaw

Oprócz animacji cały czas jest dostępna sala zabaw dla dzieci przy kawiarni. Ktoś, kto ją projektował miał na pewno dzieci, bo jest stworzona do tego żeby siedzieć na zewnątrz i pić kawę, kiedy w tym czasie dzieci mogą oddawać się zabawie w sali za szybą (czyt. widzisz dziecko, ale nie słyszysz wszystkich okrzyków radości). Sala jest bardzo czysta, w pobliżu ma łazienkę, a w środku mnóstwo różnych zabawek.

Hotel Aquarius
Hotel Aquarius
Hotel Aquarius

Jedzenie w hotelu

Mieliśmy opcję ze śniadaniem w cenie i obiadokolacją. Posiłki są różnorodne i bardzo smaczne. Zawsze jest też świeża rybka (bardzo mnie to ucieszyło). W sali jest też mały kącik dla dzieci i jeżeli chcecie dokończyć swoje posiłki to warto siadać właśnie tam. Nasze dzieciaki zjadały wszystko ze smakiem, szły się bawić, a my jedliśmy w spokoju mając je na oku.

Hotel Aquarius
Hotel Aquarius
Hotel Aquarius

Hotel Aquarius jest niewątpliwie miejscem przyjaznym rodzinie.

Przez 4 dni nie zdążyliśmy skorzystać nawet ze wszystkich atrakcji, jakie proponują gościom. Dostępna jest również duża oferta spa i klub nocny na dole. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się z nich skorzystać.

Możecie też skorzystać z wypożyczalni gier planszowych

A w ostatni dzień zamówiliśmy śniadanie do pokoju, ale była frajda! No i zrobiliśmy sobie kanapki na drogę.

Jeżeli będziecie kiedyś szukać hotelu nad morzem to bardzo Wam polecam to miejsce. Możecie tam nawet dotrzeć pociągiem z Warszawy.

Na zewnątrz jest jeszcze bardzo duży plac zabaw:)

Więcej informacji możecie przeczytać na stronie Hotelu Aquarius.

a tu macie TOP 20 – Hotel na narty z dziećmi w Polsce

a tu najlepsze Hotele dla rodzin z dziećmi

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mama to nie jest to samo, co tato – o korzyściach płynących z zajmowania się dziećmi przez ojców

Widzę Cię na dywanie z dziećmi łażącymi po Tobie i zrzucającymi Ci okulary. Słyszę, jak spokojnym tonem tłumaczysz dlaczego deska sedesowa nie jest miejscem na układanie klocków LEGO. Dotykam blatu w kuchni, który cały był ulepiony, a teraz lśni. Czuję zapach smażonych ziemniaków, które robisz sobie na kolację, a dzieci stoją niecierpliwie przy Twojej nodze czekając na ten rarytas. Jem te ziemniaki z Wami, chociaż nie powinnam – smakują wybornie.

W moim domu, który tworzyłam tylko ja i moja Mama, zawsze było tak samo. Nie miałam okazji obserwować innych nawyków, słuchać innych komunikatów, swoją energię zamiast na dywanie pożytkowałam na trzepaku. Z wielką uważnością obserwowałam innych dorosłych mężczyzn, którzy byli w moim otoczeniu, ale nikt nie miał na mnie takiego wpływu, jak moja Mama.

Często się zastanawiam jak to by było, gdybym jednak ten wzorzec miała. Czy byłabym zupełnie inna? Tego nie wiem, ale tak, jak ma się dwójkę rodziców i kocha ich się nad życie, to tak dzieci, których rodzice wychowują dzieci samodzielnie, odczuwają miłość i wdzięczność kilka razy mocniej. Szczególnie wtedy, kiedy sami już mają dzieci i widzą, jak to jest potwornie trudne.

Dlatego z wielkim zdziwieniem zdarza mi się obserwować ojców, którzy po narodzinach dziecka nie czują się do końca spełnieni. Nie doceniają tego, jak niesamowite mają szczęście i nie do końca wiedzą, jak to jest ważne. Więź z dzieckiem, które teraz uważa nas za swojego idola jest jedyna w swoim rodzaju. To często ojcowie są tak postrzegani przez dzieci, a nie matki. Kiedy relacja ojciec-dziecko jest mądra, wspierająca, to tak, jakbyśmy dawali dziecku ogromny dar, którego nie da się kupić za żadne pieniądze.

Dlaczego czasami ojcowie nie dostrzegają tego daru?

A opiekę nad dzieckiem postrzegają tylko jako obowiązek? Do końca nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy z nas jest inny. Do tego myślę, że sporo z nas ma zupełnie inny obraz ojca z czasów, kiedy my byliśmy dziećmi. Myślę, że niewielu ojców bawiło się z dziećmi na dywanie, gotowało im obiad i myło zęby.

Jesteśmy świadkami rewolucji, która dzieje się na naszych oczach, kiedy ojcowie zaplatają córkom warkocze, zabierają je na balet i uczą się pozycji demi plie. To jest wspaniałe – jestem przekonana, że te wszystkie momenty, które mogą się wydawać jako nieważne, właśnie budują relacje i poczucie wartości dziecka.

Badania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, wykazują, że statystyczny polski ojciec spędza z dzieckiem mniej niż godzinę dziennie w tygodniu.

Przy czym warto zwrócić uwagę na jakość tego czasu. Godzina przed telewizorem z plątającym się dzieckiem wkoło daje 0. Ale już kolacja, kąpiel, czytanie książki – cokolwiek robione twarzą w twarz sprawia, że to właśnie te małe dwa oczka będą patrzeć na Waszego mężczyznę z podziwem.

Tata, pierwszy mężczyzna w życiu córki, pierwszy wzór męskości dla syna. 

Cała prawda zawiera się w tym zdaniu. To pewnie takiego męża będzie szukała Wasza córka, a syn będzie dążył do takiego wzoru.

tato na molo

Nasze dzieci obserwują też relacje między nami – te wzorce z dużym prawdopodobieństwem zostaną przeniesione na ich dorosłe związki.

Mój mąż nie pomaga mi w domu…

robi wszystko na równi ze mną. Na swój własny sposób, ale wcale nie gorszy – po prostu inny. Nawet jakbyśmy (hipotetycznie) mieszkały z inną kobietą, to ona również robiła by różne rzeczy zupełnie inaczej niż my – dlatego warto odpuścić pouczenia, instrukcje wypisane na kartce i krytykę. Ja też nie zajmuje się dziećmi NAJLEPIEJ na świecie i popełniam błędy, a podczas mojej obecności zdarzają się wypadki. Tak się dzieje i już.

Tworzenie takich głębokich relacji między ojcem, a dziećmi jest tylko możliwe wtedy kiedy ojciec jest na równi współodpowiedzialny za wychowanie, a nie jest tylko „tym od zabaw”. Wiadomo, że jest to tylko ułamek czasu spędzanego z dzieckiem.

Współcześni ojcowie albo naśladują swoich zaangażowanych ojców

albo na zasadzie przeciwieństwa tworzą własny obraz tacierzyństwa. Rozmawiają z kolegami, czytają różne książki, a nawet chodzą na warsztaty. Jest to niesamowite, jaka rewolucja świadomego ojcostwa właśnie w naszym społeczeństwie zaczyna kiełkować. Wiem, że jest to tendencja wzrostowa – tylko z korzyścią dla nas – matek, jak i naszych dzieci. Już nikogo prawie nie dziwi partner na szkole rodzenia lub na warsztatach z chustonoszenia.

Nie wiem jak Wy, ale ja kocham ten widok, kiedy to właśnie Tata zajmuje się dziećmi – zaangażowany tata. Nic, dosłownie nic mnie tak nie wzrusza, jak widzę ojca moich dzieci, który spędza z nimi czas. Stoję, gapię się, zapamiętuję na zawsze. Kocham go wtedy jeszcze bardziej. No dobrze, przyznaję i wtedy kiedy jeszcze posprząta w kuchni;)

tato i syn

Dzieci bardzo wnikliwie obserwują prace domowe Taty i też je kodują. Ojciec daje wzór, który jest już teraz odtwarzany, a w przyszłości będzie powielony. Ja jestem niesamowicie wdzięczna moim Teściom, że taki dawali wzór mojemu mężowi. Tylko miłości do ogrodnictwa niestety nie odziedziczył;) Wiem też, że moje dzieci obserwując swojego Tatę, kiedy robi kolację, zmywa, gotuje, wozi na balet będą od początku miały zaszczepiony dobry wzór na dorosłe życie.

Ojcem może być każdy, ale Tatusiem tylko ktoś wyjątkowy. 

Kiedyś mój mąż spotkał bardzo mądrego mężczyznę na swojej drodze, który miał sukcesy zawodowe za sobą, wspaniałą rodzinę i powiedział, że na łożu śmierci nie mówi się „Za mało pracowałem”, tylko „Za mało czasu spędziłem z najbliższymi”. Już teraz trzeba na to pracować żeby nie mieć tego poczucia.

Ciekawe książki, które mogę polecić to:

Jeseper Juul „Być mężem i ojcem” wyd. MiND dostępna TUTAJ

Lawrence J.Cohen „Siłowanki” wyd. Mamania dostępna TUTAJ

Kamil Nowak „Idealny rodzic nie istnieje” TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Robię to wszystko, a moje dzieci i tak co chwilę kichają i prychają

Znacie to? Stosujecie wszystkie znane metody wspomagania odporności, a Wasze dzieci i tak mają co chwilę gile? A ja Wam powiem, że moje też. Trochę mam przesyt tych wszystkich „wspaniałych”, „naturalnych” i „musisz je poznać” metod, które krzyczą do mnie z blogów i portali skierowanych do rodziców.

Ostatnio czytałam u jednej blogerki „odkrywczy artykuł” właśnie o metodach, zwiększających odporność i że jej dzieci nie chorują już od 3 lat. Opisała swoje metody i stwierdziła, że działają, bo dzieci już nie chorują. A to nie jest tak, że z wiekiem dzieci naprawdę mniej chorują i nie ma wielkich cudów.

Pracownicy przedszkoli widzą to bardzo wyraźnie: 3- latki 50 % frekwencji, 4- latki 75%, a 5-latki już 95%. Im dziecko jest starsze tym ma lepszy układ odpornościowy.

U mnie też widać tę tendencję bardzo wyraźnie.

Stosuję wiele metod wspomagania odporności, które opiszę Wam niżej, ale dzieci i tak mają gila co chwilę. Czasami sama się zastanawiam co ja robię źle i z tego powodu sama czuję się jak zła matka, która nie potrafi zadbać o zdrowie swoich dzieci.

Przyznam, że sama wpadłam w tę pułapkę: dzieci chorują, to znaczy, że nie dałam im wystarczająco dużo:

  • witamin lewoskrętnych i liposomalnych
  • probiotyków, prebiotyków różnej maści, najlepiej sprowadzanych z Niemiec
  • naturalnych kiszonek, których moje dzieci za Chiny nie zjedzą
  • ruchu na powietrzu, bo było obrzydliwe powietrze
  • kaszy jaglanej, która osusza organizm z flegmy
  • wilgotności w powietrzu, bo nie włączyłam nawilżacza na noc i obudziły się z suchym kaszlem
  • itd.

Dosłownie mózg paruje od tych wszystkich informacji, których jeżeli nie stosujesz to znaczy, że nie do końca wiesz jak dbać o zdrowie dzieci. Siedzisz po raz 3 w tym miesiącu u lekarza z dwójką na kolanach i zastanawiasz się czemu znów dzieci są chore.

Powiem Wam jedno. Dzieci chorują, niektóre więcej, a niektóre mniej.

Moja mama, która zawsze zaczyna rozmowę przez telefon pytaniem, czy dzieci są zdrowe – mówi, że ja to dopiero non stop chorowałam. Lila i Jul, w porównaniu ze mną – są zdrowi. Wylądowałam nawet w szpitalu na zapalenie płuc, bo bawiłam się zimną wodą przy studni w marcu. Do tego przyjmowałam antybiotyki kilogramami bez żadnej osłony, ani probiotyków po. Do tego nie chciałam jeść żadnych warzyw, a choroby skończyły się jak poszłam do szkoły.

Mamy szczęście, że lekarze w dzisiejszych czasach z wielką rozwagą wypisują antybiotyki, bo kiedyś było zupełnie inaczej. Po wielu przyjmowanych antybiotykach nabawiłam się nawet lekooporności i musiałam robić badania.

Wszystkie portale krzyczą o skutkach jakie sieją antybiotyki w organiźmie do tego stopnia, że kiedy w październiku usłyszałam od naszej zaufanej pediatary diagnozę: obustronne zapalenie płuc i zalecenie antybiotyku u dwójki dzieci, to prawie się popłakałam. Naprawdę, było to dla mnie jak rodzicielska porażka. Przecież robię wszystko żeby dzieci były zdrowe, a muszę podać dzieciom antybiotyk, który sieje spustoszenie wśród też dobrych bakterii.

Z racji tego, że mam ogromne zaufanie do naszej pediatry i wiem, że wypisuje antybiotyk tylko jak jest mus, to kupiłam dwie buteleczki i podawałam dzieciom. Od razu też kupiłam całą armię preparatów ze szczepami bakterii, aby zadbać o florę bakteryjną. Starszej  podawałam suplement diety acidolac Junior, bo żadnych naturalnych probiotyków nie jest w stanie przełknąć.

Szczepy bakterii przywróciły równowagę flory bakteryjnej, bo po zakończeniu antybiotyków było wszystko ok. Z dnia na dzień było coraz lepiej i szybko doszli do siebie. Widziałam, że antybiotyk jest niezbędny i naprawdę pomógł.

Później znów wróciliśmy do dawnych nawyków wspierania odporności. Czy one w takim razie działają? Pewnie tak, ale prawda jest taka, że dzieci muszą odporność nabyć przez styczność z wirusami. Warto jest ją wspomagać , bo możliwe że gdybym nie stosowała tych wszystkich metod to chorowałyby znacznie więcej.

Pediatrzy mówią, że 8-10 infekcji w roku to całkowita norma, a zważając na pogodę w Polsce, gdzie mamy pół roku chłodniejszych temperatur  to wychodzi infekcja, co nawet 20 dni! I co Wy na to?

Co nam pozostaje? Wspierać odporność, wierzyć, że to działa i przestać się tak przejmować, że to my coś robimy źle. Dzieci chorują i nic nie możemy na to poradzić. Staram się wyluzować w tek kwestii, bo bym tylko się obwiniała.

A co takiego stosuję żeby chociaż trochę pomóc wspierać odporność:

  • odpowiednia dieta – mało cukru, warzywa (jedzą dosłownie 10 na krzyż, więc cuduję codziennie różne kombinacje: koktajle, zupy, daję nawet warzywa do jedzenia przed telewizorem żeby zjedli cokolwiek), ziemniaki i makarony staram się zastępować kaszami
  • woda do picia – nie kupuję wód smakowych, żadnych soków, bo wystarczy jedno odstępstwo i Julek, który jest w wieku dość specyficznym, domaga się soku w sklepie
  • preparaty ze szczepami bakterii – tak jak wspomniałam wyżej, moje dzieci nie chcą jeść naturalnych (a próbowałam wielu sposobów).
  • odpowiednia temperatura w domu – zawsze z mężem mam o to konflikty, bo on lubi chodzić w domu w krótkich spodenkach, a ja wiem, że to nie jest dobre dla zdrowia. Zdecydowanie lepiej zakręcić kaloryfer, założyć bluzę i nie słuchać komentarzy, jak to w domu jest zimno.
  • nawilżenie powietrza – na noc włączam nawilżacz lub wieszam mokre pranie niedaleko kaloryfera, dzieki temu nie wysuszają się śluzówki
  • przegrzewanie dzieci – ok, zauważyłam bardzo prostą zależność – dziecko zaśnie w kurtce i czapce w wózku, a ja się boje  je rozebrać żeby się nie obudziło – nie mija jeden lub dwa dni i już jest katar. Organizm bardzo źle sobie radzi z przegrzaniem, zdecydowanie lepiej radzi sobie z wychłodzeniem. Lepiej jest zdjąć kurtkę niż przegrzać dziecko. Zawsze sprawdzam, czy dzieci nie mają zgrzanego karku. Wolę ząłożyć coś, jak jest im zimno niż przegrzać i rozbierać kiedy już są spocone.
  • naturalne preparaty taki jak: olej z czarnuszki, miód. Niestety innych smaków nie tolerują: np. czosnku lub cebuli
  • mleko zamieniłam na napój owsiany lub orkiszowy, kiedy dodaję go do dobrych płatków lub owsianki to nawet nie czują różnicy
  • mycie rąk – mam na tym punkcie lekką obsesję. Myjemy ręce często i co ważne nie mydłem antybakteryjnym, które zmywa z rąk też te dobre bakterie. Pilnuję mycia zawsze po powrocie do domu i staram się wyrabiać w dzieciach nawyk
  • ruch na powietrzu – wiem, że pogoda jest niezbyt sympatyczna na dłuższe spacery, ale jak tylko powietrze jest w miarę to jesteśmy na podwórku minimum 30 minut. Zakładam kombinezon i idziemy nawet na plac zabaw pod blokiem. A jak jest tylko okazja to korzystamy z atrakcji takich jak lodowisko ( zakładam jedną warstwę mniej i pilnuję też wtedy żeby nikt się nie przegrzał
  • unikam wielkich skupisk ludzi i potencjalnych wirusów – np. z tego powodu unikamy kulkolandów
  • najważniejsze – MOJA CIERPLIWOŚĆ – wiecie o tym, że jeżeli organizm (dorosły też) jest zestresowany, to odporność jest osłabiona? Staram się być ZEN, nawet jak dwójka kaszle na przemian.

Jak widzicie nie ma super, specjalnych metod budowania odporności, które działają. Warto jest wspierać zdrowie codziennie i nie brać do siebie, że znów są chore. Te choroby niedługo miną, nawet się nie obejrzycie. 

Do podzielenia się moimi przemyśleniami na temat wspomagania odporności dzieci zaprosił mnie producent suplementu diety acidolac JUNIOR.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezentownik dla kobiet – pomysły na inspirujące prezenty

Dziś pokażę Wam moje propozycje na prezenty dla kobiet. Idealnie sprawdzą się dla Mamy, siostry, czy przyjaciółki. Znajdziecie tu rzeczy, których używam regularnie i z przyjemnością do nich wracam. 

Zmysłownik KUKBUK

To chyba najpiękniej wydany notes, jaki trzymałam w ręku. To unikat, w którym chce się zapisywać ważne rzeczy. Zacznę o oprawy, która dosłownie pobudza zmysły: tłoczone elementy, połyskujące złote akcenty i przyciągające wzrok ilustracje Aleksandry Morawiak. Każda z grafik ma swój niepowtarzalny urok. Jeżeli macie kogoś sensualnego w otoczeniu, to jestem przekonana, że Zmysłownik mu lub jej się spodoba.

Kapcie Emu

Dostępne TUTAJ

Kto myśli, że kapcie to nudny i oklepany temat, niech sobie zamarzy o Emu. Kiedy rano dzwoni budzik i nie mogę zwlec się z łóżka i z oczami jak szparki wkładam moje zaspane stopy w środek tych cudownych kapci to od razu mi jest lepiej. Serio, noszę te kapcie non stop i szukam, jak tylko gdzieś mi zginą. Dzięki nim zima jest naprawdę przyjemna.

p.s. rada co do rozmiaru – noszę typowe 39 i takie kapcie zamówiłam. Na początku miałam wrażenie, że są za małe, ale futerko się wyrobiło i są ok.

Perfumy Michael Kors Midnight Shimmer

Dostępne TUTAJ

Pierwszy raz od wielu lat zdradziłam moje ukochane perfumy Jimmy Choo KLIK. Ten nowy zapach absolutnie skradł moje serce. Jak będziecie w perfumerii to go przetestujcie. Jest dość ciężki, zmysłowy i naprawdę wyjątkowy. Cały czas wącham nadgarstek, bo tak bardzo podoba mi się ten zapach.

Polska biżuteria Mollie

Dostępna TUTAJ

Uwielbiam delikatną biżuterię i te cuda trafiają w mój gust. Delikatne koraliki, łańcuszki i subtelne motywy. Mam kilka rzeczy i praktycznie ich nie zdejmuję. Bardzo doceniam fakt, że jest to polska biżuteria, robiona ręcznie. Moją ulubioną jest bransoletka z konstelacją mojego znaku zodiaku KLIK(możecie wybrać tam swoją), która bardzo przypomina logo Nebule;) Mam też  dłuższy naszyjnik z gwiazdką, który pasuje do wszystkich moich ubrań KLIK

Voucher prezentowy do Risk made in Warsaw

Dostępny w różnych kwotach TUTAJ

To, że kocham ubrania tej marki, to pewnie zauważyłyście. Dzięki Primaballerinie zaczęłam chodzić w spódnicach. Jeżeli też marzycie o takim prezencie to możecie komuś wysłać ten link. Dzięki temu same będziecie mogły wybrać, co Wam pasuje.

Maski do twarzy Origins

Zacznę od tego, że nie lubię masek. Nigdy ich nie lubiłam. Aż spróbowałam Origins. Pierwsza z nich jest już kultowa i jest genialna. Idealna dla osób, które potrzebują nawilżenia, ale nie przepadają za maskami. Drink up KLIK aplikuje się na noc i rano zmywa. Pachnie obłędnie, a rano twarz po zmyciu jest idealnie gładka.

Stosuję ja raz w tygodniu, a co drugi dzień pod same oczy. Później użyłam maski z węglem Origins clear approvement KLIK, która już nie jest tak łatwa w obsłudze, jak Drink up, ale bardzo oczyszcza skórę. Już po jednym użyciu będziecie widziały efekt. A ostatnio weszła nowość, czyli maska Clear Improvement Charcoal Honey Mask KLIK. Jej działanie jest połączone: węgiel bardzo oczyszcza, a miód nawilża. Czyli w jednym słoiczku macie magiczną maskę, która działa cuda.

Resibo SOS rescue kit

Dostępny TUTAJ

Ogólnie nie mam problemów z suchą skórą, ale jak przychodzi zimno, to mam różne dolegliwości. Ten zestaw idealnie sobie radzi z podrażnioną skórą od zimna. Krem SOS może poradzić sobie nawet z dużymi problemami skórnymi, a krem do rąk idealnie nawilży skórę. Możecie je kupić też oddzielnie.

Krem do twarzy Clinique Moisture Surge

Dostępny TUTAJ

To mój osobisty hit i już drugie zużyte opakowanie. Krem doskonale nawilża, zostawia buzię promienną i odżywioną. Szybko się wchłania i nie ma zapachu.

Oczyszczający olejek Glamglow

Przyznam, że nie wierzyłam w moc tego kosmetyku, ale on naprawdę działa. Wystarczy kilka kropel żeby oczyścić twarz i zostawić ją promienną.

To już wszystko. Dajcie znać, co Wy kupiłyście swoim mamom, siostrom, przyjaciółkom albo sobie 🙂 

Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej

a tu macie jeszcze Prezenty dla niej na święta

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej