kontakt i współpraca
Dostaję często od Was różne pytania, niektóre czasami wprawiają mnie w osłupienie. Ale to świadczy tylko o tym, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej, a informacyjny szum skutecznie Wam w tym przeszkadza.
Ja też często czuję się zagubiona wśród newsów, które spadają na mnie z każdej strony. I gdyby tak na to spojrzeć, to WSZYSTKO szkodzi. Nie dajmy się zwariować:)
Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne.
Jedno pytanie powtarza się bardzo często, kiedy gdzieś w tle (np. na instastories) dzieciaki jeżdżą na hulajnogach, czy nie obawiam się skutków jeżdżenia na tych sprzętach. I tak szczerze, to najpierw łapałam się za głowę, bo tak naprawdę to wszystko może szkodzić… A później zaczęłam się zastanawiać, dlaczego sprzęt skłaniający do ruchu może powodować takie kontrowersje.
Zawsze zachwycały mnie maluchy w kaskach jeżdżące na hulajnogach. Sama też dałam się złapać w marketingową pułapkę, że 2-latek to już może zasuwać! Kupiliśmy Lilce Mini micro, a ona do 5 roku życia nie chciała na niej jeździć. Wiedziałam z czego wynika niechęć (mała asymetria w wieku niemowlęcym) i pozwalałam jej na wybór. A ona do niej dorosła w wieku 5 lat i dopiero zaczęła jeździć.
Ważne: jeżeli Wasze dziecko miało lub ma asymetrię, to przed zakupem warto zapytać fizjoterapeutę, czy to dobry pomysł.
Scootandride Highwaykick
Oczywiście, bardziej rozwijającą aktywnością jest jazda na rowerze. Niestety rower ma swoje minusy, takie jak np. gabaryty i łatwiej jest zabrać hulajnogę. Jednak, nie ma co ukrywać, że rower (najpierw biegowy, a póżniej z pedałami) jest bardziej korzystny dla rozwoju motorycznego.
Jednak same dzieci często wolą hulajnogi i warto ich posłuchać.
Z dużym prawdopodobieństwem nie i możecie śmiało zaproponować tę aktywność dzieciom. Fizjoterapeuci mówią o tym, żeby podczas jazdy zmieniać nogę odpychającą. Według mnie jest to duży wysiłek dla mózgu i mało kto będzie tak robił. Z resztą organizm dzieci jest o wiele mądrzejszy niż nam się wydaje. Podczas jazdy nasze ciało bardzo intensywnie ćwiczy i zwyczajnie się męczy (podobne ruchy jak przy robieniu przysiadów). Nie jest możliwa jazda nawet godzinę non stop. Więc według mnie, nie ma się czego obawiać i można pozwalać jeździć dzieciom.
Jeżeli nasze starsze dziecko ma problemy z kręgosłupem (np. skolioza) to też warto zapytać o hulajnogę fizjoterapeutę.
Widzę, że jazda na 3 – kołowej bardziej wspiera rozwój stronny niż 2-kołowa. Dlaczego? Po pierwsze często mają węższy podest i nie ma możliwości dostawienia drugiej stopy, chyba że jedna za drugą. Po drugie hulajnogi 2-kołowe skręcają wtedy, kiedy przekręci się kierownice, a 3-kołowe zmieniają swój kierunek, przechylając ciężar ciała i balansujemy (wspieranie układu równowagi).
Scootandride Highwaykick 5
Według mnie tylko wtedy, kiedy dziecko jeździ bez kasku, a to juz zupełnie inny czynnik.
Testowaliśmy oba modele, więc chętnie Wam napiszę nasze wrażenia
Ogólnie są to bardzo podobne sprzęty, cenowo również. Rekomendowany wiek również jest identyczny.
Jul: Scootandride Highwaykick 1 Lila: Scootandride Highwaykick 5
I to by było na tyle:)
Hulajnoga Highwaykick 1 jest również jeździkiem. Najpierw dziecko może na nim jeździć na siedząco, a po zmianie siedziska staje się hulajnogą.
Składana Scootandride Highwaykick 3
Podsumowując, jazda na hulajnodze jest aktywnością, która angażuje całe ciało i sprawia ogromną radość. Nie ma co się przejmować i warto zaufać dzieciom, one będą wiedziały, kiedy coś im nie służy, szybciej niż nam się wydaje.
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
a tu macie więcej wpisów o rowerach:
Atrakcje dla dzieci – Białystok, czyli przegląd miejsc, do których bardzo często jeździmy i odkrywamy na nowo.
Jak wiecie, to moje miasto rodzinne – tam mieszkałam przez 19 lat życia. Mam tam rodzinę, przyjaciół i miejsca, które przyciągają jak magnes.
Dziś chciałabym Wam opisać atrakcje dla dzieci, które odwiedziliśmy w Majówkę.
EDIT: Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wrócimy w rodzinne strony. Dziś uaktualnię ten wpis, bo pojawiło się mnóstwo ciekawych atrakcji. Dodałam też listę najlepszych restauracji. Przy każdym miejscu dodałam jeszcze przewidywaną datę otwarcia.
A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!
Oczywiście, że tak! Zacznę od tego, że odległość (180 km) pokonacie nawet w 1.40 h. Od samego wylotu Warszawy do Białegostoku jest droga dwupasmowa, którą jeździ się doskonale! Pociągiem przejedziecie w ok. 2:20, jest to też dobra opcja, a dodatkowo dzieci będą miały przygodę.
Dziś pokażę Wam tylko wybrane miejsca, bo chciałabym żeby każde opisane miejsce miało też zdjęcia, a to mi trochę zajmie. Mogę śmiało powiedzieć, że tym wpisem zaczynam cykl, bo z pewnością będzie ich więcej i jestem przekonana, że nabierzecie ochoty żeby odwiedzić Moje Magiczne Podlasie.
Jak będziecie wybierać się do Białegostoku, to koniecznie sprawdźcie repertuar BTL. Za każdym razem, jak tam jesteśmy, coś sobie wyszukamy. Bilety są tańsze niż do kina! (20 zł ulgowy, 23 normalny) Ja się wychowałam na tym teatrze i jak tylko jestem w Białymstoku to zabieram dzieci. Nie ma większych problemów z biletami i kupicie je w kasie przed spektaklem.
Blisko teatru znajduje się moja ulubiona księgarnia z książkami dla dzieci
ul. Grochowa 4 lok. 2U (CENTRUM)
Francuska cukiernia z pięknym wystrojem i mini kącikiem dla dzieci. Jadłam tam przepyszne zawijasy cynamonowe i z pewnością będę wracać. Pyszna kawa i ciastka.
Niedaleko jest też chyba jedna z najbardziej znanych kawiarni w Białymstoku.
ul. Lipowa 16/24 (CENTRUM)
To niepozorne miejsce ze stolikiem dla dzieci i książeczkami. Tam wypijecie znakomitą kawę i zjecie wyborne desery! Ich pączki osławiła już Eliza z whiteplate.com. Jednak nie tak łatwo na nie trafić;) Możecie zadzwonić i zarezerwować, bo bardzo szybko się rozchodzą.
Chociaż ja się wychowałam w Białysmtoku bez Rynku, to teraz jest i to bardzo fajny! Możecie się tam wybrać na spacer, na lody (do Bella vita).
Malutkie i darmowe Zoo, gdzie możecie obejrzeć kilkanaście zwierząt (nie ma tam zwierząt tropikalnych), ale zobaczycie: ciekawe rasy kur, rysie, niedźwiedzie, świnki, króliki i nawet jest żubr. Z tyłu Zoo jest przyjemny plac zabaw. Za ZOO jest plac zabaw, a już niedługo będziemy mieli pierwszy wodny plac zabaw.
Piękne zadbane miejsce, które jest idealne na wycieczkę rowerową lub spacer. Jest tam też jeden z najbardziej obleganych placów zabaw. W sezonie letnim są pokazy multimedialne fontann. Teren przed i za Pałacem Branickim jest przepiękny i zachęca do spacerów.
Obok jest znakomita restauracja z placem zabaw
To miejsce, gdzie naprawdę dobrze zjecie, a w czasie oczekiwania dzieci pobawią się na placu zabaw, a wy pykniecie partyjkę warcabów. Pyszne jedzenie i piękne miejsce.
Jest to nasze obowiązkowe miejsce do odwiedzenia, kiedy jesteśmy w Białymstoku. Oprócz tego, że jest jezioro, to znajdziecie tam z 6 (a może więcej placów zabaw). Możecie wziąć swoje jedzenie lub zamówić coś na miejscu. Możecie się tam wybrać nawet, jak nie ma upału i pobawić się na placu.
Nie byłam tam z 20 lat! W deszczową Majówkę zabraliśmy dzieci i bawiliśmy się świetnie. Chociaż widać ząb czasu, to atrakcje, które tam znajdziecie podobały nam się bardzo. Jest basen z falami, brodzik, basen pływacki, dwie duże zjeżdżalnie, 3 ogrome lecznicze jazuzzi (borowinowe, ługowe i magnezowo-wapniowe), grota solna, grota śnieżna (!).
Niewiele osób wie, że w Białymstoku jest mnóstwo świetnych murali. Jeden z najbardziej znanych to „Dziewczynka z konewką”. Całą mapę murali znajdziecie TUTAJ
Najlepiej kupcie bilety online TUTAJ
Nowootwarte Centrum jest genialne – obecnie to nasze ulubiona atrakcja w mieście.
Dostępne są dwie strefy:
DLA MNIEJSZYCH DZIECI – Strefa Małego Odkrywcy – od 3 do 10 lat
DLA STARSZYCH DZIECI I DOROSŁYCH – WYSTAWA GŁÓWNA
a tu szerszy cały wpis o atrakcjach EPI CENTRUM
TIP: Przyjdźcie najedzeni i weźcie ubranie na zmianę. Parkować można w zatoczce pod samym Epi Centrum
Tu mamy oddzielny wpis wraz z przewodnikiem do pobrania gdzie jest omówiona BIAŁOWIEŻA i jej atrakcje.
Oddalona od Białegostoku o 90 km jest miejscem wyjątkowym. Raz w roku MUSZĘ tam być, chociaż na jeden dzień. Jeżeli też macie chęć to polecam Hotel Żubrówka (z super strefą spa i basenami) lub skorzystajcie z agroturystyki Stoczek 1929 z doskonałą kuchnią lub Apartamenty Carskie. W tych miejscach są też najlepsze restauracje w Białowieży.
Niedaleko Białowieży jest też Wiejska Zagroda Podlasie – fajne miejsce, w którym spaliśmy
Za każdym razem, jak tam jesteśmy to musimy się przespacerować Parkiem Pałacowym, pobawić się na placu zabaw przy Stacji Białowieża, zjeść soljankę i wtedy możemy wracać. Nie byłam jeszcze z dziećmi w samej Puszczy w rezerwacie, bo czekam, aż będą starsze i też zakochają się w tym miejscu.
Czyli posiadłość kilka kilometrów od Białegostoku – tam kilka lat temu było nasze wesele. Teraz oprócz znakomitej restauracji jest sporo atrakcji dla dzieci (wstęp jest płatny):
Możecie tam być kilka długich godzin.
Czyli miejsce, które znają chyba wszyscy białostoczanie. Nie jest może bardzo wypasione, ale moim dzieciom się podobało. Wstęp do samych dinozaurów jest płatny. Przed wejściem jest też mini wesołe miasteczko, które ma już swoje lata, ale nadal sprawia wiele radości.
Samo Podlasie jest piękne! Czasem dzieciom wystarczą same patyki i przepiękna otaczająca przyroda (bez żadnego filtra). To idealne miejsce na wycieczki rowerowe!
To już wszystkie atrakcje dla dzieci – Białystok to miejsce, które ma wg mnie jeszcze nie do końca odkryty potencjał i dzięki temu są tam atrakcyjne ceny i nie ma wielu turystów. Byliście tam kiedyś? Miasto bardzo się zmieniło i bardzo nam się tam podoba.
Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna. Częściej oglądam zdjęcia i filmiki z czasów, jak dzieci były malutkie. Sama też z ogromną chęcią wracam do moich wspomnień z dzieciństwa.
W maju wypada wyjątkowy dzień – Dzień Mamy, a ja chciałam stworzyć coś nietuzinkowego na prezent dla siebie i mojej Mamy. Długo myślałam, czym mogłabym obdarować moją Mamę, aż w końcu wymyśliłam.
Wpadłam na pomysł stworzenia albumu z wszystkimi najpiękniejszymi zdjęciami z mojego całego życia, na których jestem z moją Mamą. Przyznam szczerze, że jest ich naprawdę niewiele i trochę żałuję, że kiedyś nie robiono tak dużej ilości zdjęć, jak teraz.
Zebrałam ze wszystkich albumów w moim rodzinnym domu te najpiękniejsze, które wzbudzają we mnie najcieplejsze wspomnienia.
Samo selekcjonowanie zdjęć wprawiło mnie dobry humor, bo kiedyś fotografie były zupełnie inne. Spędziłam bardzo miły wieczór na wybieraniu i wspominaniu tych najpiękniejszych chwil.
Później zeskanowałam wszystkie fotografie i wgrałam w Printu.
Zawsze myślałam, że zrobienie fotoksiążki wymaga poświęceniu kilku wieczorów, a tymczasem dzięki gotowym pięknym szablonom trwało to pół godziny. W ofercie macie do wyboru różne szablony (nawet są na Dzień Mamy). Wystarczy porozmieszczać zdjęcia, zatwierdzić i gotowe!
Od tamtej pory obejrzałam go chyba z 30 razy i tak szczerze, że nie mogę doczekać, kiedy podaruję go mojej Mamie.
Jeżeli nie macie pomysłu na prezent na Dzień Mamy, to bardzo Wam polecam taką cudną pamiątkę. Zrobicie go szybko, a gwarantuję, że osoba obdarowana będzie przeszczęśliwa.
Mam też dla Was kupon rabatowy, jeżeli chcecie też zrobić sobie taką fotoksiążkę. Wystarczy, że klikniecie TUTAJ i automatycznie naliczy Wam się rabat -40 zł.
Wpis powstał w ramach współpracy z Printu.
Jeżeli spodobał się Wam ten pomysł, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
a tu macie inne inspiracje na Prezent na Dzień Mamy
Dawno nie pokazywałam Wam kosmetyków, których używam i doskonale się u mnie sprawdzają. Dziś wpis z poleceniami kosmetycznymi – mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.
Moje włosy ostatnio znów są przesuszone i potrzebują szczególnej pielęgnacji. Przez moją łazienkę przewinęło się mnóstwo produktów nawilżających, ale te dwa są absolutnie THE BEST i nie kosztują majątku.
Nigdy nie spodziewam się po szamponie spektakularnego efektu – ale po tym jest wow. KLIK
Nie ma w składzie SLS, a do tego super się pieni i bardzo dobrze myje włosy. Nie obciąża, ale nawilża. Kosztuje 9 zł i naprawdę jest genialny.
Testowałam różne maski – te z linii Hair food sprawdzają się ok. Ale ta jest rewelacyjna – włosy nawilżone i kosztuje niewiele. Dostępna TUTAJ
Możecie je znaleźć teraz w promocji na Limango
Pisałam już wcześniej, że mam peeling enzymatyczny, który bardzo delikatnie peelinguje skórę twarzy i zostawia ją głęboko oczyszczoną.
Maska różana, która sprawia, że skóra jest bardzo nawilżona i staje się promienna.
I najlepsza woda micelarna, od której jestem lekko uzależniona. Dobrze zmywa makijaż, nawilża i przepięknie pachnie. To produkt, który na długo zostanie ze mna.
Nowość, którą stosuję od kilku tygodni i mogę już przynać, że rozstaję się z moim poprzednim ulubionym żelem do mycia twarzy (Kiehl’s) na dobre. Ten ma naturalny skład, bardzo dobrze myje i zostawia skórę nawilżoną.
Co ważne: nie ściąga skóry i nie szczypie w oczy (możecie nim zmywać makijaż). Według mnie jest świetny, ma intensywny owocowy zapach (wiem, że niektórym może przeszkadzać, ale ja go bardzo lubię).
Mam cerę mieszaną i często błyszczy mi się strefa T. Ten kosmetyk z naturalnymi wyciągami sprawia, że mam zdecydowanie dłużej matową skórę. Do tego zmniejsza widoczność porów.
Jaki to jest genialny żel! Pięknie pachnie, nie wysusza i ma dobry skład. Kupię kolejne opakowanie.
Mam 3 kosmetyki i naprawdę jestem ciekawa kolejnych. Proste naturalne składy i świetne działanie.
Uwielbiam tę sól do kapieli – cudownie pachnie, wygładza skórę i dostarcza jej wielu mikro- i makroelementów. Wrzucam do wanny kilka kryształków i mam relaksujaca kapiel. KLIK
Mój ulubiony peeling, który pachnie obłędnie i do tego świetnie działa: zostawia skórę nawilżoną i pięknie pachnącą.
Jakie to jest małe cudo – noszę w torebce i jak tylko poczuję, że mam suche usta to smaruję. Super nawilża i zostawia delikatny posmak mandarynki.
Kultowy produkt możecie kupić już na Zalando. Ja też swój zamówiłam i uważam, że jest rewalacyjny. Zostawia na twarzy prawdziwy efekt glow. Ja na razie tonik z kwasami schowałam na jesień i z pewnościa do niego wrócę.
Bardzo lubię kosmetyki tej marki i jak tylko wyszły na rynek to musiałam je mieć. Powiem Wam szczerze, że sa świetne! Do tego stopnia, że mogłyby być w większych opakowaniach.
Balsam do ciała nawilża i koi, a żel jest bardzo łagodny. Moje dzieci mają sucha skórę i bardzo polubiliśmy się z tymi produktami.
To już wszystko. Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „LUBIĘ TO” i udostępnijcie ten wpis<
Od kilku lat staram się robić świadomie zakupy ubraniowe. W tym roku również najpierw przejrzałam swoją szafę i dopiero wtedy wiedziałam, że potrzebuję dosłownie kilku rzeczy. Zawsze stawiam na klasykę, bo wiem, że za kilka lat również te ubrania będą modne.
Dziś zebrałam wszystko na tablicy żeby mieć pewność, że wszystko do siebie pasuje. A może i Wy coś u mnie wypatrzycie:)
Jeżeli spodobał się Wam ten post to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten post znajomym.
Ten weekend spędziliśmy razem na dwóch świetnych wypadach z dziećmi. Całość relacjonowałam na Instasories, ale jak zwykle ulotność tego medium nie pozwala na późniejsze zapisanie tych miejsc. Zrodził się pomysł w mojej głowie żeby całość zapisać na blogu – wtedy zawsze będziecie mogli tu zajrzeć i wyszukać w wyszukiwarce.
Jak co roku nie możemy się doczekać wizyty w Parku Bajka w Błoniu.
Cały plac zabaw opisałam Wam w oddzielnym poście poniżej i jeżeli jeszcze tam nie byliście to bardzo polecam. Park Bajka
Spędziliśmy trochę czasu na tamtejszych atrakcjach i przy okazji podziwialiśmy budowę nowego obiektu, który powstaje tuż obok. Będzie to centrum sportu z basenem, kręglami i różnymi atrakcjami.
A później nasi znajomi zaproponowali wycieczkę do Grodziska na obiad i plac zabaw.
Zrobiliśmy rezerwację przez telefon w świetnej restauracji Piknik. Jeżeli będziecie dzwonić to możecie poprosić o stolik przy kąciku zabaw. Fajny wystrój, smaczne jedzenie i zadowolone dzieci. Czego chcieć więcej?
Później przy Pikniku zjedliśmy włoskie lody i ruszyliśmy do pobliskiego parku na plac zabaw – super miejsce dla małych i dużych dzieci.
Przy okazji znajoma pokazała mi bibliotekę publiczną w Grodzisku i naprawdę oniemiałam. Tak powinno się wspierać czytelnictwo w Polsce.
Mnóstwo książek, strefy do zabaw i czytania – tak właśnie wygląda biblioteka w Grodzisku.
Winogrono KLIK
Wybierzemy się tam innym razem przy okazji wizyty na wodnym placu zabaw – możecie o nim przeczytać TUTAJ. Jeżeli będziecie szukać to wpiszcie nawigację ul. Montwiłła 41.
W Grodzisku są tez pyszne lody w OLALA KLIK
Najpierw zjedliśmy późne śniadanie w Radości na talerzu (warto zrobić rezerwację przez tel.) i trochę pobawiliśmy się zabawkami w sali zabaw. Tej restauracji nie widać z ulicy i ktoś, kto jest pierwszy raz nawet może nie znaleźć tego miejsca (na górze w małej galerii handlowej). Ale jak już raz tu przyjedziecie, to Wasze brzuchy już często będą tam wracać. Pyszne jedzenie, znakomita obsługa i świetna sala zabaw. Warto wybrać się tam specjalnie!
A później pojechaliśmy do Falenicy do Kinokawiarni. Już dawno chciałam odwiedzić to miejsce i tym razem się udało. Maleńkie studyjne kino z klimatem poruszyło moje emocje bardzo mocno. Uwielbiam takie miejsca z duszą i z pewnością tam wrócimy.
Filmy ogląda się przy stoliku, jak kawiarni. Do tego możecie sobie zamówić ciastko i kawę. Przy kinie jest też księgarnia z wartościowym książkami dla dzieci. Kinokawiarnia Falenica jest przy samej stacji kolejowej, dlatego możecie się tam wybrać na wycieczkę pociągiem – będzie to dodatkowa atrakcja.
Na koniec wybraliśmy się na plac zabaw w Falenicy z ciekawymi zabawkami i muralem z książki „Zakątki” z wyd. dwie siostry.
W okolicy jest jeszcze:
Dajcie znać, czy chcecie więcej takich wpisów z polecenami miejsc na jednodniowy wypad i czy taka forma Wam odpowiada 🙂
Będzie mi miło jak klikniecie „Lubię to” i udostępnicie post swoim znajomym.
Zaskoczę Was pewnie, kiedy napiszę, że średnio konflikty między dziećmi występują 6 razy w ciągu godziny. Tak, zgadza się – często jest to raz na 10 minut. Jak radzić sobie z nimi i wspierać dzieci w tej trudnej sytuacji?
„Mamo, on mi przeszkadza, zabierz go!” – często słyszymy takie prośby z ust naszych dzieci i nie wiemy jak reagować. Mi też trochę czasu zajęło wypracowanie właściwej strategii rozwiązywania problemów. Przeanalizowałam mnóstwo takich sytuacji i dziś podzielę się z Wami, tym jak staram się im w tym pomóc.
Bardzo często jest tak, że my jako rodzice po kilku kłótniach zakładamy na oczy filtr, który jasno nam pokazuje, kto jest prowodyrem tych konfliktów. Ja też się na tym złapałam, że wchodząc w środek armagedonu często jestem przekonana o winie jednego z dziecka.
Takie myślenie nam nie pomoże, ani naszym dzieciom. Warto przemyśleć to zanim znów się zdarzy taka sytuacja stresowa.
I widzę, że każdy konflikt to właśnie walka o własne potrzeby. Kiedy sobie to uświadomiłam, to zupełnie inaczej zaczęłam podchodzić do takich trudnych sytuacji.
W rozwiązywaniu sporów bardzo przydatne jest NVC (Porozumienie Bez Przemocy). Według głównych założeń tej idei każdy konflikt jest wielką szansą na zbudowanie porozumienia na nowo. Możliwe jest to wtedy, kiedy zamiast być sędzią rozstrzygającym stajemy się mediatorem.
Zdaję sobie sprawę, że jest to niezwykle trudne, ale daje niesamowite efekty. Nam jest trudno, bo w takich sytuacjach automatycznie aktywuje się nam gadzi mózg, który nakazuje walkę i pod wpływem emocji chcemy jak najszybciej rozwiązać konflikt. Warto starać się zapanować nad sobą.
Mi osobiście było trudno, bo od razu wchodziłam w schemat „Znowu się kłócą!” i już podchodząc do dzieci byłam pod wpływem hormonu stresu i ciężko było mi opanować emocje.
Słowa „Znowu się kłócicie?” „Co znowu wyczyniacie?” „Nie może być ani chwili spokoju?” „Jesteś starszy, ustąp!” „On jest mały i nic nie rozumie” dolewają oliwy do ognia – jednocześnie nas stawiają w stan gotowości i bojowego nastawienia, a dzieci jeszcze bardziej stają się złe na siebie.
Często jest tak, że chcemy jak najszybciej załagodzić konflikt i chcemy podać gotowe rozwiązanie np.: „Ty pójdź na swoje łóżko, a Ty możesz teraz spokojnie układać puzzle”. Ja też tak kiedyś robiłam i zobaczyłam, że to NIE DZIAŁA. A wręcz powoduje zupełnie odwrotny efekt.
Przestałam tak robić, a zamiast tego zaczęłam zauważać potrzeby jednego i drugiego dziecka. Było to na początku trudne, ale bardzo szybko weszło w nawyk.
W każdej sytuacji konfliktowej każde z dzieci pokazuje swoje potrzeby. Jedno ma chęć wziąć akurat ten jeden czerwony klocek, który akurat wzięło drugie dziecko. Jeżeli ten pierwszy wyrwał mu go z ręki, a drugie zdzieliło go po głowie, to kto jest tu winny?
Gdyby to była sytuacja sprzed dwóch lat, to bym dociekała kto komu i jak zabrał?
Najważniejsze jest dla mnie, aby zauważyć potrzeby jednego i drugiego dziecka. Nigdy do końca nie wiem, kto był prowodyrem i gdzie jest wina.
Kiedy będziemy szukać winnego, to dzieci będą miały poczucie krzywdy, które będzie im towarzyszyło znacznie dłużej. Takie uczucia prowadzą później do robienia na złość, nie słuchania, złośliwości. Takie metody „lagodzenia” konfliktów nie przynoszą dobrych efektów, bo osłabiają relację między dziećmi. Chociaż nam się wydaję, że udało się to rozwiązać, to jego skutek będzie odczuwalny znacznie dłużej.
Ja najczęściej nazywam emocje i daję przestrzeń na dopowiadanie tego, co chcą dodać dzieci.
„Rozumiem, że chciałeś czerwony klocek, bo był Ci potrzebny…”
„A Tobie w tym momencie też był teraz potrzebny…”
Właśnie w takich sytuacjach dzieci szybko pojmują, że mają zrozumienie ze strony rodzica, który nie bierze niczyjej strony, a przez to drugie dziecko nie czuje się gorsze. Takie reakcje powodują, że szybciej się wyciszają i łatwiej jest im znaleźć porozumienie.
Na koniec, kiedy emocje już opadną pytam, co mogą zrobić żeby każdy był zadowolony. Bardzo często ich odpowiedzi mnie zaskakują, bo nawet nie przypuszczałabym, że taką odpowiedź mogą znaleźć. A czasem i tutaj pojawi się nowa dyskusja, która będzie prowokować do zaspakajania potrzeb dwójki dzieci na raz.
Nie jest to łatwe i wymaga od nas opanowania, ale dość szybko wchodzi w krew. Do tego mam wrażenie, że ilość konfliktów znacznie spadła, bo dzieci potrafią same je rozwiązać, bez naszej pomocy.
Według mnie wszystkie zabawy, które angażują dwójkę dzieci na raz na podobnym poziomie. Często ciężko jest znaleźć takie zabawki, którymi może bawić się rodzeństwo ze sporą różnicą wieku. My mamy takich kilka i je wyciągamy. Ostatnio razem budowaliśmy teatrzyk Pilch, który jest świetną zabawką dla rodzeństwa.
Współpraca przy składaniu daje mnóstwo satysfakcji i uczy współdziałania. Dzieci same mogą ustalać kto i co będzie robił. A po złożeniu mogą się razem bawić w teatrzyk lub sklep.
W zestawie macie wycięte kawałki tektury, prawdziwe śruby (plastikowe) i wkrętarkę dopasowaną do umiejętności dzieci. Przy skręcaniu konieczna jest współpraca, więc przy okazji możemy ją wzmacniać.
W składaniu naszego modelu pomagał Tata, bo jednak jest to dość skomplikowane. Jeżeli chcielibyście żeby dziecko mogło samo od początku do końca złożyć tę makietę, to myślę, że obdarowany powinien mieć około 8-10 lat, więc jest to ciekawy pomysł na prezent też dla starszych dzieci.
Później możecie go ozdobić rysunkami lub różnymi naklejkami. Witryna może też służyć do zabawy w sklep, pocztę, bank itd.
A jeżeli już się Wam znudzi to możecie go rozkręcić za pomocą wkrętarki i schować pod łóżko. Teatrzyk jest bardzo fajną kreatywną zabawką, którą można wykorzystywać na różne sposoby.
Dzięki takim wspólnym zabawom dzieci mają okazję współpracować, wzmacniać swoją więź i uczą się wielu ważnych umiejętności.
Udało mi się załatwić też kod na cały asortyment Pilch. Wystarczy, że wpiszecie na końcu “blognebule”, a kod -15% automatycznie się naliczy
Jak chronić się przed kleszczami skutecznie? Gdyby istniała jedna, sprawdzona metoda to wielu z nas spałoby spokojnie. Niestety kleszcze już dawno się aktywowały, a my musimy nauczyć się z nimi żyć.
Wpis powstał we współpracy z wyłącznym polskim dystrybutorem Tickless. Na końcu wpisu znajdziecie rabat na produkty przeciw kleszczom, bez chemii.
Jednak warto oswajać wroga, a trzeba zacząć od tego żeby wiedzieć o nim jak najwięcej. Przyznaję – wiem o nich sporo, bo mieszkamy na terenie gdzie kleszczy jest ogrom. Dziś podzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniem, o tym jak najskuteczniej chronić siebie i bliskich przed kleszczami.
Zacznę od pytania tytułowego – zgodnie z zasadą, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć
Kleszcze są aktywne od stycznia i możecie np. zobaczyć TUTAJ, w których miejscach jest ich najwięcej. Czy warto unikać takich miejsc tylko ze względu na kleszcze? Wydaje mi się, że nie – natomiast właśnie w miejscach, w których jest więcej kleszczy trzeba być bardziej czujnym i lepiej się chronić.
Np. 46% kleszczy w Łazienkach Królewskich jest zarażonych boreliozą. Podobnie jest w warszawskim Zoo. Czy te dane spowodują, że się tam już nigdy nie wybiorę? Oczywiście, że nie. Natomiast będę stosowała wszystkie możliwe metody ochrony.
Kleszcz po tym, jak na nas usiądzie – wbija się w skórę dopiero po ok. 2 h. Dlatego warto pamiętać o zasadzie 2 h – ta metoda działa w 100%
Urządzenie przeciw kleszczom Tickless
My używamy ich szósty sezon. A zaczęło się od tego, że Julek u mojej mamy w ogródku złapał 2 kleszcze. Mocno się wystraszyłam, ale na szczęście szybko je wyjęłam. Od tamtej pory zaczęłam zwracać uwagę na właściwie zabezpieczenie przed kleszczami i wtedy zamówiłam Tickless.
Kleszcze mają narząd Hallera, który jest ich głównym zmysłem. Dzięki niemu czują nasz pot, perfumy, odczuwają wilgotność i temperaturę z 30 m (!). Jak działa urządzenie? Produkuje ultradźwięki, które zagłuszają naszą obecność i stajemy się niewidzialni dla kleszczy.
Kleszcz w ten sposób odbiera nas z włączonym Ticklesem
Film na YOUTUBE – KLIK
Według mnie działa, od tamtej pory nikt z nas nie miał kleszcza, kiedy Tickless był włączony. Trzeba jednak stosować go zgodnie z instrukcją:
Ja traktuję Tickless jako wsparcie moich działań – uzupełnione przez dokładne sprawdzanie ubrań i ciała po powrocie, dokładnie tak, jak przy każdej innej metodzie pamiętajcie o zasadzie 2 godzin i zasadzie 12 godzin, do której zaraz dojdziemy.
tu film pokazujący jak działa:
TickLess vs kleszcz (youtube.com)
Wszystkie działają bez toksycznej chemii i środków zapachowych, są bezpieczne dla dzieci od 1. dnia życia. Uprzedzam pytanie o oznaczenie na opakowaniach: „3+”; po prostu przy młodszych dzieciach zaleca się ostrożność ze względu na małe elementy – tak jak na klockach Lego, czy lalkach, których pełno jest w każdym domu, gdzie są małe dzieci.
Na kod STOPKLESZCZE macie 20% rabatu na cały asortyment Ticklessów – kod ważny do 20 kwietnia! – Zniżka dostępna tylko w sklepie Tickless.pl.
Nie jedźcie, bo wydłużacie czas usunięcia.
Najlepiej jest zachować spokój, zrobić 5 głębokich wdechów i mieć specjalne urządzenie. Ja takie noszę w portfelu, drugie ma mój mąż. Mam dokładnie TAKIE i sprawdza się znakomicie.
Możecie oddać kleszcza do badania, ale wynik i tak może Wam nic nie powiedzieć. Nawet jeżeli badanie wykaże, że kleszcz był zarażony boreliozą lub KZM to jest możliwość, że nas nie zaraził. Wynik dodatni traktujemy informacyjnie, a wynik ujemny daje spokój.
Nie zdarzyło nam się żeby ktoś miał kleszcza więcej niż 12 h, ale jeżeli tak by się stało, to poszłabym po antybiotyk.
Kiedy pojawi się rumień od 8 dni do 8 tyg. po ukąszeniu to mamy pewność, że mamy boreliozę.
Niestety tylko w 50% u dorosłych i 30 % u dzieci występuje rumień mimo aktywnej boreliozy.
Temat kleszczy może budzić strach i wiele pytań, ale wiem, że warto szukać na nie odpowiedzi żeby wiedzieć, jak się zabezpieczać i postępować w razie ukąszenia.
A tu łapcie Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis, kliknijcie „Lubię to”, wtedy dotrze do większej liczby osób.
Fryzury dla dziewczynek – proste pomysły, które możecie wykorzystać w domu. Dziś chciałabym Wam pokazać kilka świetnych fryzur, które robimy bardzo często. Niektóre z nich wyglądają na skomplikowane, ale uwierzcie mi, że za 2, 3 razem zrobienie ich zajmie Wam maksymalnie 7 minut.
Moja mama i moje ciocie zawsze wymyślały ciekawe fryzury i testowały je na swoich córkach. Ja też uwielbiam robić Lili warkocze, kłosy i inne bardziej skomplikowane zaplatańce. Ale dziś chciałbym Wam pokazać szybkie fryzury dla dziewczynek, które są bardzo efektowne.
Robi się go bardzo szybko, tylko trzeba opanować strony skręcania. Dzielicie kucyk na dwa pasma – poniżej jest filmik, widać w nim dokładnie, w którą stronę trzeba skręcać.
Wystarczy zrobić mocny kucyk, z niego mały warkocz, a na całej długości związać gumkami. Na koniec poluźnijcie każdą część, aby „bąbelek” z włosów zrobił się pełny.
Zamiast robić dwa warkocze lub zostawiać dwa kucyki możecie zrobić taką wersję z użyciem małych gumeczek.
Wystarczy zrobić dwa mniejsze kucyki, a z nich zapleść warkoczyki. W połowie głowy je skrzyżować i związać w kucyk.
Bardzo podobna idealna fryzura dla dziewczynki, która zapuszcza grzywkę. Robimy dwa małe kucyki i krzyżujemy pasma w połowie głowy – związujemy w duże kucyki.
Zawijamy dwa pasma wysoko i jak mamy zwartego „ślimaka” to związujemy gumką.
To jedna z moich ulubionych fryzur, jest przepiękna i do tego prosta. Już kiedyś pokazywałam ją Wam na blogu. Poniżej możecie zobaczyć film z instruktażem.
Pamiętacie z dzieciństwa taką fryzurę? Ja tak – bardzo często mama mnie tak czesała. Wystarczy zrobić kucyk, odciągnąć gumkę około 3 cm do dołu, zrobić dziurkę w tym miejscu i przełożyć włosy.
Bardzo efektowna fryzura, która tylko wygląda na skomplikowaną. Poniżej zobaczcie, jak zrobić taki piękny warkocz. Ja zrobiłam z tyłu i połączyłam z w kucyk.
Musiałam wypróbować również wersję pionową i ta robi największe wrażenie. Bardzo podoba mi się ten efekt 🙂 Dokładnie się go robi tak, jak na filmie wyżej.
To było nasze ulubione fryzury dla dziewczynek, które często goszczą na naszych głowach (mojej też). A Wy jak najczęściej czeszecie swoje córki?
Na zdjęciach możecie podziwiać piękne opaski, spinki i gumki Ulandka i body Pan Robak
A tu macie Mój szybki sposób na piękne włosy
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i zainspirował Cię do spróbowania tych fryzur, kliknij „Lubię to” i udostępnij ten wpis znajomym.
Pamiętam, że od zawsze moim ogromym kompleksem była problematyczna cera. Od 13 roku życia borykałam się z trądzikiem, przebarwieniami, a do tego miałam świecącą się twarz. Kryłam wszystkie zmiany pod toną makijażu i starałam się je tuszować w każdy możliwy sposób.
Wizyty u dermatologów zdały się na nic – moja twarz wyglądała fatalnie, a właściwie żaden lek mi nie pomagał. W końcu poddałam się i postanowiłam nie zwracać na to uwagi. Teraz jestem już trochę po trzydziestce i od ponad 6 lat nie mam żadnych niedoskonałości na skórze twarzy. Mało tego, dopiero od kilku lat jestem w stanie wyjść z domu bez żadnego makijażu.
Przypadek? Nie sądzę!:)
przez cały czas myślałam, że za moje problemy z cerą odpowiedzialne są hormony. W ciąży zaczęłam mieć w końcu normalną skórę. Tak naprawdę cały czas myślałam, że to właśnie TYLKO dzięki temu, jednak jak zaczęłam drążyć to zauważyłam wiele zmian, które spowodowały, że tak bardzo poprawił się stan mojej skóry. Hormony mają wpływ na stan cery, ale zaraz Wam poniżej pokażę, że nie tylko.
nie ukrywam, że dopiero zaczęłam zwracać uwagę, na to co jem, jak zaszłam w ciążę. Na studiach żywiłam się różnymi „rarytasami”, które nie miały ze zdrowym jedzeniem nic wspólnego. Jadłam ogromne ilości nabiału, który negatywnie wpływa na skórę. Do tego mnóstwo sztuczności takich jak: zupki chińskie, napoje energetyczne, chipsy itd. Później, jak urodziłam chciałam dawać dobry przykład dziecku i zaczęłam czytać o zdrowym odżywianiu.
Wprowadziłam mnóstwo zmian w diecie i widzę, że ma ogromy wpływ na moją skórę. Przestałam truć od środka mój organizm i moja cera mi się odwdzięczyła. Kiedyś słyszałam teorię, że pikanatne jedzenie powoduje wypryski. Teraz jem dużo ostrych potraw, ale zdrowych i nie zauważyłam żadnej zależności.
nie wiem, jaka się uchowałam, ale nigdy nie lubiłam pić wody. Kupowałam gazowane napoje, piłam mocne herbaty i lurowate kawy. Jak teraz patrzę na moją dietę ze studiów, to naprawdę się dziwię, że mój niedożywiony mózg był w stanie się uczyć. Teraz, kiedy skóra zaczyna tracić na jędrności i pojawiają się zmarszczki to dbam o picie wody jeszcze bardziej. Widzę dużą zależność od ilości wypitej wody, a wyglądem mojej skóry.
odkąd jestem mamą to chodzę spać przed północą i wstaję skoro świt. Wcześniej jak karmiłam piersią to oczywiście miałam mnóstwo pobudek i widziałam je dokładnie na mojej skórze. A teraz jak, w końcu mogę się wyspać i prowadzę bardzo regularny tryb życia to widzę, jak dobrze to działa na moją skórę. W okresach, kiedy miałam największe problemy z cerą to zarywałam noce na naukę (i imprezy;).
kiedy byłam w ciąży zaczęłam się interesować naturalną pielęgnacją. Na szczęście przyszła moda na naturalne kosmetyki i złapałam bakcyla. Świadomie wybierałam produkty do pielęgnacji i to miało ogromny wpływ na moją cerą. W Polsce zaczęły się pojawiać różne marki, które zaczęły stawiać na naturę i wiem, że miały one ogromny wpływ na stan mojej skóry.
Jedną z nich jest Phenome – polubiłam się z tą marką już jakiś czas temu i mam swoje ulubione produkty. Wcześniej używałam tylko wysuszających żeli do mycia i toników z alkoholem, a moja skóra świeciła się bardzo mocno. Zaczęłam używać kremów nawilżających i zobaczyłam dopiero, jak moja cera tego potrzebuje.
nie powiem ile razy na studiach zasnęłam w makijażu z głową w książkach. Teraz widzę, że im więcej przywiązuje uwagi do oczyszczania, tym jest zdecydowanie lepiej. Zaczęłam używać też płynów micelarnych z bardzo dobrym składem. Ten z Phenome jest najlepszy jakich używałam. Zmywa, a do tego zostawia skórę odświeżoną. Do tego ma genialny dyfuzor i jednym psiknięciem odświeża całą twarz. Raz na tydzień robię też dokładny peeling. Teraz używam tego i sprawdza się znakomicie.
kiedyś nie wiedziałam, co to jest za wynalazek, a teraz kocham i w każdym tygodniu robię sobie maseczkę. Nie do końca sprawdzają mi się maski w płachcie i zdecydowanie wolę te standardowe.
kiedyś malowałam się codziennie, nawet na wyjście po bułki do sklepu. Używałam niezbyt dobrych kosmetyków, które zapychały mi pory. Teraz zdecydowanie lepiej dobieram kolorówkę i rzadziej się maluje. Naprawdę nie wstydzę się wyjść bez makijażu, bo moja skóra wygląda bardzo dobrze i nie muszę jej maskować.
oj zdecydowanie mniej mam stresu niż na studiach, a może innego rodzaju. Wydaje mi się, że mogło to również mieć wpływ.
używam jej ze względu na włosy, ale widzę jak zbawienny wpływ ma też na cerę. Nie da się z niej wstać po spaniu i mieć zagniecenia na skórze, do tego ma właściwości antybakteryjne i higroskopijne, więc dobrze odprowadza wilgoć.
To chyba tyle. Tak dużo zmian, które bardzo pozytywnie wpłynęły na stan mojej skóry. I tak naprawdę to przez ten czas nie zwracałam uwagi na to, że efekt pięknej cery jest wynikiem zdrowszego trybu życia.
Pssst….Jeżeli też szukacie dobrych naturalnych kosmetyków, to zajrzyjcie teraz na Limango. Właśnie zaczęła się kampania Phenome. Możecie kupić bardzo dobre, naturalne kosmetyki w niższych cenach. Polecam Wam te, których sama używam:
Maska
Peeling enzymatyczny
Krem nawilżający
Woda micelarna
Balsam nawilżający Mom baby do pielęgnacji delikatnej skóry mamy i dziecka
Do napisania tego wpisu zaprosiło mnie Limango.
Dziś post z lekkim przymrużeniem oka – poniżej lista podarków, które powodują, że rodzicielstwo jest jeszcze trudniejsze.
Kiedy moje dzieci dostają coś takiego lub mnie ogarnie jakieś zamroczenie i sama kupię zabawkę, która przyprawia mnie o dreszcze, mam 3 strategie:
Umówmy się 2-3-4-5-6-letnie dziecko, które nie ma nic wspólnego z muzyką nie będzie nam grało preludium e-moll Chopina, a nawet nie wymęczy „wlazł kotek na płotek”. Będzie waliło, dęło, dmuchało ile sił w maleńkich płuckach i niekoniecznie do kolacji, ale często o bladym świcie.
Jedyny prawdziwy instrument, który naprawdę dobrze brzmi, nawet jak gra dwulatek to dzwonki Mat max TUTAJ. Myślę, że rodzice mają dość różnych dźwięków wydawanych przez dzieci i nie warto im dokładać kolejnych, tych kakafonicznych.
Kupiłam kiedyś i ja, jak typowy amator. Po dosłownie 30 sekundach pożałowałam. Małe to to, a tyle ma pary w płucach, że w życiu bym się nie spodziewała. Skończyło się na tym, że gwizdek niespodzianie się „zgubił”. Naprawdę, wyleciał z wózka na placu zabaw i zapomniałam go podnieść.
Mam nadzieję, że nie znalazło, go inne dziecko (jeśli tak, to przepraszam Cię rodzicu).
Nie mam pojęcia jaka mną ogarnęła ciemnota, że sama, z własnej nieprzymuszonej woli kupiłam mojemu dwulatkowi powszechny i bardzo lubiany slime. W sklepie były autka, puzzle i inne mniej inwazyjne zabawki, a ja kupiłam mu właśnie to. Zabawa była przednia, robił z niej jajka, liny, odbijał jak piłeczkę, aż kiedyś slime zginął.
Po dwóch dniach znalazłam go na moim nowiutkim, zamszowym Timberlandzie… Czy mam opisać swoje emocje? %^&%&**^* – mniej więcej tak by to wyglądało.
No cóż by tu rzec, tak popularne w hipermarketach zabawki są często mordęgą dla domowników. Te same komputerowe piosenki, trzeszczące głośniki i zmutowane głosy śpiewających, nie mają zbyt wielu walorów edukacyjnych, a do tego zabierają przestrzeń, bo małe to one nie są. Pierwsze co, zawsze robię: zaklejam głośnik, mam nawet takie specjalne plastry, które jeszcze lepiej tłumią dźwięk.
Jeżeli mimo tego tuningu rypią dalej, to są na mojej liście „do schowania na wieczne zapomnienie”.
Zaszczytne miejsce na mojej liście zajmuje piaseczek. Piaseczek, który daje tyle radości dzieciom, a u mnie powoduje gęsią skórkę. Mieliśmy w sumie dwa opakowania – na jedno sama się szarpnęłam i przez zęby cedziłam do siebie podczas sprzątania „po co ja to kupiłam???”, a drugie dostaliśmy od znajomych. Juleczkowi zajęło rozniesienie go po całym domu około 45 minut.
„Niestety” nie dało się go zagnieść z powrotem, więc z niemałą satysfakcją wciągnęłam go odkurzaczem. A tak serio, to jest naprawę świetna zabawka, ale wg mnie trzeba mieć sporą kuwetę na niego i przy małym dziecku siedzieć non stop – inaczej będziecie mieli Saharę w całym mieszkaniu.
Ciastolina też „spoko” – nie wiedziałam, że da się ją wetrzeć w dywan i kanapę.
Przecież 5-latka sama już wykona sobie makijaż i pomaluje paznokcie. Nigdy nie kupujcie tego swoim, ani cudzym dzieciom. To jest jakaś mordęga – często mają fatalne składy i uczulają. No i jak wytłumaczyć dziecku, że mama się maluje, a dziecko nie musi?
Brokat jest jak igły z choinki, wychodzi spod szafy jeszcze w czerwcu. Kupiłam go 6-latce i cierpliwie ścierałam z półek, podłogi i z twarzy. Nawet u młodszego na głowie znalazło się pół opakowania. Jakim cudem? Nikt nie wie. Ale hit to był wtedy, jak młodszy wysypał tego cuda pół opakowania do szuflady z talerzami i sztućcami.
Zmywarka średnio dała radę 😉
Czasem są takie, które mają po prostu ich tyle, że jak leżą na dywanie to absolutnie nie da się tego sprzątnąć. A zgubisz jeden (co trudne nie jest) i już nie da się tego złożyć. U nas najczęściej elementy takich zabawek znajduję: w kwiatkach, u mnie w torebce, w butach, a nawet w WC!
Zabawki dodawane do gazetek, do słodyczy, do zestawów w restauracjach… wszędzie to później się wala. A najgorzej coś takiego zgubić – niby nic, a jednak skarb. Dodatkową właściwością jest ogromna awaryjność, częsta przy pierwszym użyciu. A później 50 takich masz w domu i znaj jego współrzędne, bo przecież potrzebne jest na już!
Często szukamy preparatów z dobroczynnymi probiotykami, a zapominamy o tych naturalnych. Sama staram się przemycać je w diecie, ale nie zawsze mi to wychodzi. Dziś chciałabym Wam napisać o mocy zakwasów naturalnych, czyli o probiotycznej naturalnej bombie witaminowej.
Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie Rodzinna Olejarnia Olini, która obok zimnotłoczonych olejów roślinnych, o których pisałam Wam tu: Olej z czarnuszki od niedawna ma w swojej ofercie również zakwasy.
Odpowiedź jest bardzo prosta: odporność płynie z jelit i ze zdrowej mikroflory, a to właśnie probiotyki mają ogromy wpływ na jej dobrostan. Pozwalają zadbać o odpowiednią ilość i jakość bakterii w jelitach, a co za tym idzie w bezpośredni sposób wspomagają odporność.
Oprócz tych, które możemy kupić w aptece w buteleczce lub kapsułkach mamy również kiszonki. W ostatnim czasie przeżywają swój wielki powrót, ze względu na właściwości zdrowotne:
Nie mam miejsca w kuchni na wielki 5- litrowy słój na zrobienie własnego zakwasu, a poza tym bałabym się, że coś zrobiłam nie tak. Stwierdziłam, że wolę zaufać profesjonalistom i zakwas kupić.
– w ciąży – ze względu na bogactwo witamin, minerałów, a przede wszystkim kwasu foliowego i biodostępnego żelaza- w trakcie i po antybiotykoterapii – sprawdzi się jako osłona i wsparcie – po grypie żołądkowej, biegunce, zatruciu pokarmowym – pozwoli odbudować florę bakteryjną – przy przeziębieniu, osłabieniu i w rekonwalescencji po chorobach – działa wzmacniająco– przy anemii i obniżonym poziomie żelaza – źródło dobrze przyswajalnego żelaza – pozwala bez skutków ubocznych poprawić wyniki
Zakwas z buraków ma wspaniałe właściwości, o których nie miałam pojęcia. Wiedziałam, że zawiera probiotyki i może być pomocny w leczeniu anemii, ale o TYCH wszystkich „mocach” nie wiedziałam.
Drugi zakwas, do którego namówiłam dzieci to zakwas z kapusty. Nie chcą jej jeść, ale zakwas im nieźle wchodzi. Zakwas z kapusty, trochę mi przypomina w smaku ogórki, więc jest to znany smak.
– podczas infekcji – jako bogate źródło witaminy C i mnóstwa innych witamin i mikroelementów
– w trakcie i po antybiotykoterapii – sprawdzi się jako osłona i wsparcie
– po grypie żołądkowej, biegunce, zatruciu pokarmowym – pozwoli odbudować florę bakteryjną
– przy problemach z włosami, paznokciami i skórą -źródło dobrze przyswajalnej, organicznej siarki, która ma świetny wpływ na ich stan
Z kolei jego właściwości wg mnie skupiały się głownie na probiotykach, a ma ich o wiele więcej. Możecie przeczytać o nich TUTAJ.
Ja zakwasy piję codziennie, zazwyczaj jeden i drugi przed posiłkiem około 100 ml.
Pozwolę sobie zacytować Małgorzatę Jackowską, dietetyk i specjalistkę żywienia dzieci:
„Jak wprowadzać zakwasy do diety dzieci?Odpowiada dietetyk, specjalistka żywienia dzieci Małgorzata JackowskaMoim zdaniem zakwasy warto zacząć wprowadzać do diety maluchów po 1. roku życia. W drugim roku życia, ze względu na zawartość soli, nie należy przesadzać z ich ilością i warto zakwas włączyć do diety jako składnik posiłków. Starsze dzieci mogą dostać zakwas na łyżce lub do picia. W drugim roku życia łyżka stołowa dodana do zupy lub kaszy (podanej np z sosem warzywnym) będzie dobrym wstępem do tego, żeby włączyć zakwas do diety dziecka. Dodaj go już na talerzu, nie do gotowania. Dzięki temu zakwas nie straci swoich cennych właściwości pod wpływem temperatury a układ pokarmowy dziecka będzie miał czas żeby przyzwyczaić się do nowego produktu.Kiedy Twój maluch przywyknie do zakwasu w swojej diecie, zaakceptuje jego smak i będziesz wiedzieć, że dobrze go toleruje, to można zacząć podawać zakwas na łyżce albo do wypicia z małego kubeczka. Propozycja dawkowania u dzieci:– w drugim roku życia można stopniowo wprowadzać 1-2 łyżki dziennie, zaczynając od małej ilości.– po drugim roku życia można zwiększyć ilość podawanego zakwasu do 4-5 łyżek dziennie jak Twoje dziecko go polubi i będzie dobrze tolerować.„
„Jak wprowadzać zakwasy do diety dzieci?Odpowiada dietetyk, specjalistka żywienia dzieci Małgorzata JackowskaMoim zdaniem zakwasy warto zacząć wprowadzać do diety maluchów po 1. roku życia.
W drugim roku życia, ze względu na zawartość soli, nie należy przesadzać z ich ilością i warto zakwas włączyć do diety jako składnik posiłków. Starsze dzieci mogą dostać zakwas na łyżce lub do picia.
W drugim roku życia łyżka stołowa dodana do zupy lub kaszy (podanej np z sosem warzywnym) będzie dobrym wstępem do tego, żeby włączyć zakwas do diety dziecka. Dodaj go już na talerzu, nie do gotowania. Dzięki temu zakwas nie straci swoich cennych właściwości pod wpływem temperatury a układ pokarmowy dziecka będzie miał czas żeby przyzwyczaić się do nowego produktu.Kiedy Twój maluch przywyknie do zakwasu w swojej diecie, zaakceptuje jego smak i będziesz wiedzieć, że dobrze go toleruje, to można zacząć podawać zakwas na łyżce albo do wypicia z małego kubeczka.
Propozycja dawkowania u dzieci:– w drugim roku życia można stopniowo wprowadzać 1-2 łyżki dziennie, zaczynając od małej ilości.– po drugim roku życia można zwiększyć ilość podawanego zakwasu do 4-5 łyżek dziennie jak Twoje dziecko go polubi i będzie dobrze tolerować.„
Jak widzicie warto pić zakwasy i wspomagać się w tym okresie chorobowym. Są źródłem nie tylko dobrych bakterii probiotycznych, ale wielu witamin. Nasze babcie wiedziały, co robiły i bardzo mnie to cieszy, że zakwasy i kiszonki wracają do łask.
Wiem, że lubicie takie wpisy zbiorcze, dlatego dziś przygotowałam dla Was wpis z gadżetami i rzeczami. Są to przedmioty codziennego użytku których używam i myślę, że są warte polecenia.
Zaczynamy
Dostępny TUTAJ
Już nie wyobrażam sobie bez niego życia. Używam go nie tylko do aktywacji maseczek i olejów, które nakładam przed myciem, ale również do osuszania włosów po zwykłym myciu. Ręcznik spadają, zsuwają się, a ten turban trzyma się znakomicie. Dzięki niemu przestałam suszyć włosy suszarką Lilce, wystarczy, że jej założę ten turban po myciu, a później trochę odczekamy i włosy są już prawie suche.
Dostępna TUTAJ
Porzuciłam już Tangle teezer na rzecz tej genialnej szczotki. Jak sama nazwa wskazuje, jest to szczotka do rozczesywania na mokro. Mam bardzo wrażliwy skalp i dzięki temu nie czuję żadnego ciągnięcia. Używam jej też do rozczesywania włosów dzieciom – powoduje mniejszy dyskomfort w czasie tego niezbyt lubianego zabiegu.
Przez ostatni czas czułam, że stan moich włosów się pogarsza. Nie wiedziałam dlaczego, bo dbałam o nie jak zawsze. Aż fryzjerka zapytała mnie, ile lat ma moja suszarka do włosów. Obliczyłam i wyszło na to, że 7. Powiedziała, że to może by przyczyna, bo suszarki, które mają już kilka lat mogą palić włosy. Poleciła mi ją fryzjerka.
Jest to profesjonalna suszarka używana w salonach fryzjerskich. Mam ją niedługo, ale już widzę poprawę. Ma dobre ustawienia nawiewu ( ja suszę chłodnym) i specjalne nakładki. Ma też jonizację, która wygładza włosy. Polecam ją bardzo 🙂
Dodam, że nigdy nie mieliłam w nim kawy, bo nie do takiego przeznaczenia go kupiłam;) Mielę w nim np. siemię lniane do koktajli (źródło kwasów omega 3), mielę też ksylitol na cukier puder, robię bułkę tartą. Nasz jest zwykły, ale działa bardzo dobrze i szybko mieli (a to ważne żeby nie podgrzewać siemienia dodatkowo, bo traci wartości).
Dostępny w dobrej cenie TUTAJ
To już kolejny nasz garnek w takim stylu. Używałam go do gotowania warzyw przy rozszerzaniu diety (nie są tak rozgotowane jak z wody i łatwiej je złapać w ręce), używam i teraz. Za co uwielbiam? Mogę zrobić cały obiad w jednym garnku: na dole kasza w wodzie, po środku kotleciki, a na górze warzywa. Dania są zdecydowanie lepsze niż gotowane, bo mają więcej smaku. Nie lubię mikrofali i często podgrzewam dania właśnie na parze – super sposób. Jak będziecie kupować taki sprzęt to nie kupujcie dużego – szybciej się nagrzewa mały i szybciej się gotuje.
Podobny dostępny TUTAJ
Nasz kupiliśmy w Holandii rok temu i uważam, że jest genialny! Ma bardzo gęste sitko i dzięki temu ani jeden kawałek herbaty nie wpada do szklanki. Do tego jest bardzo efektowny. Nawet jak robię dzieciom Rooibos to absolutnie nic się nie wkradnie do szklanki.
Dostępna online i stacjonarnie w Odette
Raz w miesiącu idę z Julem na długi spacer do Odette po herbaty. Naprawdę już inne mi zupełnie nie smakują – te są takie świeże, delikatne – jest mnóstwo do wyboru. Tym razem kupiłam owocową dla dzieci i zieloną z ananasem dla siebie.
Mam ją już długo i uwielbiam. Nie kupujemy wody pitnej i używamy filtrowanej z lodówki, więc jak gdzieś wychodzę to biorę Pura. Można myć ją w zmywarce – cały czas wygląda jak nowa. Dobrze trzyma temperaturę i jestem z niej bardzo zadowolona.
Dostępne TUTAJ
Przyznaję jestem od nich uzależniona. Kocham świeży zapach i miękkość jaką zostawiają na praniu. Przestałam używać płynu do płukania, tylko do suszarki dorzucam jedną chusteczkę. Mam je też rozłożone w szufladach – dają lekki, ale bardzo przyjemny zapach.
Już jakiś czas temu szukałam sprzętu grającego do pokoju dzieci. Kupiłam ten głośniczek i jest świetny – bardzo dobra jakość dźwięku. Można podłączyć go kabelkiem do mp3 lub przez Bluetooth np. telefon.
Całe życie marzyłam o tym żeby nosić okulary. Nie wiem dlaczego, ale kojarzą mi się z atrybutem mądrości. Natomiast mój wzrok od zawsze był sokoli i nigdy nie miałam żadnych wskazań do noszenia okularów. Jednak ostatnio zauważyłam, że coś się dzieje.
Partnerem dzisiejszego wpisu jest marka MUSCAT.
Ubytki wzroku i słuchu pojawiają się stopniowo, dlatego często tego nie zauważamy. Czasami jest też tak, że jeżeli jedno oko zaczyna potrzebować wsparcia, to drugie je kompensuje i dlatego ciężko nam zauważyć, że coś jest nie tak.
Dużo czasu spędzam ostatnio przed komputerem i któregoś dnia ze zmęczenia zamknęłam jedno oko. Aż się zdziwiłam, że prawe oko widzi rozmazane litery, zjeżdżające do dołu. Zamykałam jedno oko i otwierałam drugie, robiłam to kilka razy i widziałam, że coś jest nie tak. Kiedy patrzę dwoma na raz jest w miarę ok, ale jak optometrysta założył mi okulary, to dopiero zobaczyłam, że jednak źle widzę bez nich.
Od pół roku chodzimy do wspaniałego specjalisty na ćwiczenia oczu z Lilą. Żaden okulista nie miał już pomysłu, co możemy zrobić żeby poprawić mięśnie gałek ocznych i konsultowaliśmy się u wielu specjalistów, przez chwilę nawet nosiła okulary terapeutyczne, straszono nas nawet operacją. Aż w końcu trafiliśmy na optometrystę, który po specjalistycznych badaniach zalecił terapię, która po 3 m. przyniosła poprawę w wynikach o połowę!
Dlatego właśnie zamiast do okulisty, poszłam do optometrysty, który wg mnie zdecydowanie lepiej dobiera okulary niż okulista. Po serii badań (nawet bez atropiny) usłyszałam, że mam lekki astygmatyzm w jednym oku i małą wadę. Jak tylko optometrysta założył mi dopasowane soczewki to aż powiedziałam WOW. Nieźle mój mózg i drugie oko musiały to kompensować. Dostałam szczegółową receptę i zaczęłam poszukiwania oprawek idealnych.
Okulary muszę nosić tylko do pracy przy komputerze i do czytania. Nie chciałam wydawać fortuny na oprawki, bo i tak będę je nosić tylko w domu, więc szukałam czegoś ciekawego, ale w dobrej cenie. Aż jedna z Was podpowiedziała mi, żebym zobaczyła polskie okulary MUSCAT.
No i mam! Oprawki są świetnie zrobione, lekkie i pasują do wielu stylizacji. Zamówienie przebiegło szybko i bez problemów.
Dowiedziałam się też, że MUSCAT właśnie stworzył okulary dla dzieci KLIK i poprosiłam ich o użyczenie modelu Ellis dziecięcego żeby Wam pokazać. Pamiętam jak sama szukałam okularów dla dzieci i nie było nic ciekawego do wyboru. Tak więc Julek pokazuje Wam pierwszy dziecięcy model MUSCAT-ów. Cudne są! Lekkie i elastyczne, a do tego nie są infantylne.
Możecie wybrać dwie ścieżki: przymierzyć oprawki w salonie lub zamówić domową przymierzalnię – na stronie wybieracie 5 oprawek do przymiarki i MUSCAT bez żadnych kosztów wysyła je Wam do domu – DOMOWA PRZYMIERZALNIA KLIK
Wybór oprawek nie był prosty, bo modele są dość uniwersalne i wiele z nich mi się podobało. Po 5 dniach odesłałam domową przymierzalnię i zamówiłam właściwe okulary. Myślę, że jest to bardzo ciekawy i innowacyjny projekt. Możecie zajrzeć na stronę MUSCAT i zobaczyć, jakie inne modele są dostępne.
Przy dwójce dzieci widzę bardzo proste zależności – zrobię coś innego niż zawsze i one już śpią niespokojnie. Przerwanie wieczornych czynności lub przesunięcie rutyny przekłada się w widoczny sposób na jakość snu. A czasami zapewniam im wszystko, czego potrzebują, a one budzą się kilka razy w nocy.
Dziś chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami o śnie dzieci i opisać nasze sposoby na spokojny sen. Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie marka Haus & Luft – producent zaawansowanych oczyszczaczy powietrza.
Nie wiem czy też widzicie tę zależność, ale im bardziej intensywny dzień z dużą dawką emocji tym bardziej niespokojna noc. I mimo, że mogłoby się nam wydawać, że głębokość snu jest wprost proporcjonalna do zmęczenia, u dzieci zależność ta się nie sprawdza. Układ nerwowy musi odreagować intensywny dzień, dlatego też dzieci często budzą się w nocy.
Specjaliści twierdzą, że idealną temperaturą do spania jest 18-21 stopni. Nie dobrze śpi się w zbyt gorącym pomieszczeniu. Dzieci bardzo dobrze radzą sobie z wychłodzeniem, natomiast z przegrzaniem już nie. Rekomendowana temperatura zapewni naszym pociechom spokojniejszy sen.
10 minutowe wietrzenie pokoju, pozwoli na wymianę powietrza i pozbycie się wilgoci. Jednak w dni takie jak teraz – kiedy normy zanieczyszczenia powietrza są znacznie przekroczone – nie otwieramy okien. Jest to bardzo kłopotliwe, bo w czystym powietrzu śpi się zdecydowanie lepiej.
Jak sobie z tym radzić? Sposób jest tylko jeden – wstawić oczyszczacz do sypialni. Same zwróciłyście mi uwagę, że jeden oczyszczacz nie działa na całe mieszkanie, więc w pokoju dzieci pracuje teraz oczyszczacz Haus & Luft.
Oczyszczacz jest wyposażony w technologię OxyFrisch – unikatowy system 5-stopniowej filtracji powietrza zapewniający, że skuteczność jego oczyszczenia sięga 99,8%. Z dodatkowych funkcji ma jonizację i lampę UV, która zabija wirusy, bakterie i drobnoustroje. Model, który mamy HL-OP-20 jest wydajny na 50 metrach kwadratowych.
Ma wbudowany czujnik zanieczyszczeń i na trybie AUTO włącza się na odpowiedni program. Oczyszczacz idealnie nadaje się do pokoju dziecięcego, bo ma blokadę panelu – żadne małe paluszki nie będą przełączać naszych ustawień, a do tego ma pilot – możemy obsługiwać go z odległości. Jest cichy, a filtry wymienne nie kosztują majątku. Jeżeli szukacie dobrego oczyszczacza to sprawdźcie Haus & Luft – to marka, która specjalizuje się właśnie w oczyszczaczach.
Dzieci mają różne potrzeby jeżeli chodzi o temperaturę, potrafią spać kamiennym snem nawet, jak są odkryte. Nam wydaje się, że na pewno jest im zimno, więc je nakrywamy, a czasem efekt jest zupełnie odwrotny. Dzieci śpią niespokojnie po nakryciu. Jeżeli Wasze dzieci lubią ciepło, to może warto kupić śpiworek do spania, jest bezpieczniejszy niż kołdra i daje nam pewność, że maluch spędzi całą noc pod przykryciem.
Omega-3 (ALA, EPA, DHA) nie są wytwarzane przez nasz organizm, więc musimy je dostarczać w diecie lub poprzez suplementację. Znajdują się one w tłustych rybach morskich i algach morskich. Ok, zróżnicowana dieta z rybą 2 razy w tygodniu jest wszędzie zalecana. Jednak mało kto zwraca uwagę na fakt, że kwasy omega-3 giną przy obróbce termicznej, więc smażona, gotowana czy grillowana ryba, którą podajemy dzieciom ma naprawdę niewiele tych dobroczynnych kwasów.
Trzeba by było podawać dzieciom surowiznę, a tego chyba każdy rodzic się boi. Dlatego warto pomyśleć o suplementacji. Dotychczas przeprowadzono sporo badań na temat wpływu DHA na sen TUTAJ, TUTAJ i ogólne funkcjonowanie. Osoby, które brały udział w badaniach czuły się znacznie lepiej, a do tego miały lepszą koncentrację i spokojniejszy sen.
Czyli czynności następujące po sobie wpływają znacząco na poczucie bezpieczeństwa dzieci. Im bardziej przewidywalny wieczór i rytuały, tym spokojniejszy sen. Warto zwracać na to uwagę, bo dzięki temu dzieci wiedzą, co następuje po czym i daje im to ogromny spokój, który przekłada się później na sen.
Kiedy zasłaniamy okna na czas drzemki w dzień to wydziela się więcej melatoniny, czyli hormonu snu i przez to organizm jest zdezorientowany wieczorem kiedy faktycznie jest czas snu. Ja nie zasłaniam okien i widzę, że wieczorem kiedy już powoli przygaszamy światła to dzieci zaczynają ziewać. Latem, kiedy słońce wstaje dość wcześnie zaciągam zasłony typu black out żeby wydłużyć wydzielanie melatoniny i wydłużyć.
Często rodzice wpadają w taką pułapkę, że dzieci się budzą w nocy bo są głodne. Maluchy oczywiście są i nie należy im tego odmawiać, bo mają małe żołądki i szybko trawią. Ale często myślimy, że sycąca gęsta kasza spowoduje, że dzieci będą dłużej spały. A czasami efekt jest odwrotny – kaszki „na dobranoc” pełne cukru i innych wypełniaczy powodują problemy z brzuszkiem. A przez to dzieci niespokojnie śpią. Po kilku epizodach przestałam nawet serwować dzieciom na kolację smażone placuszki, czy naleśniki. Zdecydowanie lepiej u nas sprawdzają się lekkie rzeczy.
Zimne światło typu LED powoduje hamowanie wydzielania melatoniny, czyli hormonu snu. Warto zwrócić na to uwagę i zamienić źródło światła w sypialni. To samo dotyczy oglądania bajek.
Nie wiem czy wiecie, ale czytanie książek dzieciom uspokaja je i wprowadza łagodnie od stanu pobudzenia do snu. Głośne czytanie powoduje, że dzieci rozluźniają się, schodzi z nich całe napięcie z dnia i mogą spokojnie spać.
Jeżeli nie pozwalamy dzieciom płakać, szybko reagujemy na pobudki, jesteśmy blisko i nie stosujemy treningów snu tym dziecko będzie spokojniejsze i nauczy się spać spokojniej. Niektóre dzieci dopiero po 3 roku życia śpią długo i bez pobudek (a niektóre nawet po tym czasie niespokojnie śpią). Zdecydowanie łatwiej jest mieć akceptującą osobą blisko siebie i wiedzieć, że możemy na nią liczyć niż być zdanym na siebie.
Każdy z nas chciałby spać spokojnie w nocy. Czasem jednak potrzeba trochę więcej wysiłku, a czasem tylko czasu żeby dzieci zaczęły przesypiać noce. A bywa, że mimo wszystkich sposobów już o 1 kursuję między jednym pokojem, a drugim i nie mam pojęcia dlaczego. Widzę za to jedną tendencję: w weekend dzieci wstają najwcześniej!
„Mamo, to jest ble i nie będę tego jadł” – powiedział ostatnio Julek wygrzebując swoim pulchnym palcem kulki zielonego groszku spomiędzy ziarenek kaszy.
Jak to jest z jedzeniem warzyw i owoców? Dlaczego niektóre dzieci nie przepadają za nimi albo jedzą w kółko te same i nie chcą spróbować nowych?
Dziś przyjrzę się temu zjawisku znacznie szerzej i postaram się odpowiedzieć na pytania, które rodzą się w mojej głowie, kiedy kolejny raz staram się zachęcać moje dzieci do spróbowania kalarepki lub kiwi.
U jednego dziecka wystartowałam metodą BLW, czyli podawania kawałków do samodzielnego jedzenia, a u drugiego od papek i BLW (a po roku przeszłam na samo BLW). Czy są jakieś różnice w późniejszej ilości zjadanych warzyw i owoców?
Ja nie widzę żadnych. Jedno i drugie je ich niewiele, a ja codziennie staję na głowie żeby jedli jeszcze więcej. Żeby Wam zobrazować zrobiłam listę.
No cóż, niewiele tego jest, ale i tak się cieszę, że te rzeczy jedzą. Aby trochę wprowadzić różnorodności i innych witamin to stosuję metodę na tzw. Matkę Polkę Przemytniczkę, czyli w miarę możliwości staram się przemycać inne warzywa i owoce w zupach, sokach, sosach, koktajlach, ciastach itd.
Wciąż zadaję sobie to pytanie, dlaczego dzieci nie chcą jeść niektórych warzyw i owoców albo jedzą wciąż te same. Odpowiedziała mi na nie moja 6-letnia córka, kiedy podałam jej ogórka (a akurat go nie lubi). Zapytałam ją dlaczego go nie zje. Bez zająknięcia mi odpowiedziała. A jej odpowiedź dosłownie mnie zszokowała i zaczęłam w końcu rozumieć dzieci, które nie chcą czegoś jeść (nie tylko warzyw i owoców). Zapewne jesteście ciekawi, co odpowiedziała mi córka, którą zapytałam dlaczego nie zje ogórka.
To jedno zdanie spowodowało, że w końcu zrozumiałam, dlaczego je 15 rzeczy na krzyż i nie chce próbować nowych. Czyli wnioskując z jej odpowiedzi rzeczy do jedzenia dzielą się na pyszne i niepyszne, nie ma takich, które są w miarę, albo „zjem je żeby się nie zmarnowały chociaż wcale mi nie smakują”.
Ona je tylko to, co jej bardzo smakuje, czyli jest pyszne. Według mnie jest to bardzo zdrowy nawyk, który teraz bardzo pielęgnuję, bo świadczy o umiejętności słuchania siebie, odrzucania propozycji innych, które nie są dla mnie dobre.
Po tych słowach przestałam namawiać jedzenia innych rzeczy spoza ich listy. Za każdym razem jednak, kiedy nie znają smaku danej potrawy namawiam do spróbowania, bo może akurat okaże się „pyszne”. (bardzo często z mizernym skutkiem)
Jest to niezłe wyzwanie. Chociaż staram się zawsze dorzucać coś zdrowego, to nie zawsze mam czas na przygotowanie. Jak podają specjaliści ds. żywienia jedną porcję można zastąpić sokiem. Także ten pasteryzowany, dostępny w sklepach powstaje z warzyw i owoców, zgodnie z prawem sok owocowy nie może być dosładzany, a żaden sok nie może zawierać konserwantów, barwników i żadnych sztucznych substancji.
Taki sok jest pełnowartościowym źródłem witamin i minerałów np. szklanka lub kartonik soku pomarańczowego zaspokaja ok 50-60% dziennego zapotrzebowania na wit. C!
Jak te 5 porcji (zalecane są 3 porcje warzyw i 2 owoców) wpisuje się w przykładowy jadłospis dzienny.
Przyznaję, że codziennie o tym zapominam żeby dawać dzieciom 5 porcji dziennie i sama się na tym łapię również w moim jadłospisie. Dlatego chciałam Was zainspirować żebyście razem ze mną przystąpili do wyzwania #WYZWANIA5PORCJI i wydrukowali poniższą tabelkę. Zaznaczajcie sami lub poproście dzieci aby pilnowały 5 porcji warzyw, owoców lub soku dziennie. Ta kartka będzie Wam też przypominać o naszym wyzwaniu. To co, zaczynamy?
Program sfinansowany ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw. Organizator Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków.
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” i udostępnij go swoim znajomym – podziękują Ci.
Hotel Aquarius – to był strzał w dziesiątkę. Właśnie wróciliśmy z cudownego wyjazdu z dziećmi. Pierwszy raz w życiu byliśmy nad Bałtykiem zimą. Chcieliśmy poodychać chociaż trochę świeżym powietrzem z jodem i uciec od smogu.
Współpraca reklamowa z Hotelem Aquarius
Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy już w środę. Wiedzieliśmy, że ten hotel jest przystosowany do rodzin z dziećmi, ale to co zastaliśmy na miejscu przeszło nasze oczekiwania. Jest to miejsce dosłownie stworzone dla rodziców z dziećmi. Wszystko Wam opiszę poniżej.
Jak się okazało Julkowi nie robi różnica pora roku. Bawił się na plaży w najlepsze, a ja dodam od siebie, że wózek bardzo dobrze jedzie po zmrożonej plaży i praktycznie można iść na spacer przy samej linii morza.
Hotel Aquarius jest położony bardzo blisko morza. Dosłownie w 7 minut jesteśmy w stanie tam dotrzeć nawet z dwójką dzieci. Wzdłuż plaży jest deptak, więc możecie wziąć dzieciom hulajnogi i rowerki.
Nie wiem czy wiecie, ale w niektórych hotelach jest opcja łączenia pokoi. My pierwszy raz z niej skorzystaliśmy i to było świetne rozwiązanie. Między pokojami są drzwi i możne je otworzyć. Wieczorem, jak dzieci spały już w swojej części to my mogliśmy coś pooglądać.
Pokoje i tak są bardzo duże – spokojnie we 4 zmieścilibyśmy się w jednym, ale uznaliśmy, że spróbujemy takiej opcji. Do każdego pokoju przynależy balkon. Łóżka są dostępne w różnych opcjach – my złączyliśmy dwa pojedyncze dla dzieci, ale w pokoju jest też niewielka kanapa.
Dla dzieci były przygotowane kosmetyki, podest do mycia rąk i dostały w recepcji dmuchane piłki.
Dawno nie korzystaliśmy rodzinnie z basenu, więc przez ten wyjazd spędziliśmy tam łącznie 12 h. Basen jest IDEALNY – każdy z nas znalazł tam miejsce dla siebie ( a rzadko się to zdarza). Jest 40-cm brodzik ze zjeżdżalnią dla dzieci, basen rekreacyjny 135 cm z ciepłą wodą i pływacki. Do tego 3 jacuzzi ( a jedno na zewnątrz) ku uciesze mojego męża. A nawet siedząc w jacuzzi macie widok na brodzik;)
Jedną z najmocniejszych stron jeśli chodzi o Hotel Aquarius są animacje dla dzieci. Chyba nigdzie nie spotkałam jeszcze tak szerokiej i ciekawej oferty. W czasie wakacji, ferii, długich weekendów jest bardzo rozbudowana. W inne dni animacje również są, bo Pani Agnieszka pracuje tam na stałe. Podczas naszego pobytu była cała rozpiska z planem animacji.
Było piżama party z bitwą na poduszki na koniec. Codziennie kino dla dzieci i ciekawe zajęcia. Malowanie twarzy farbami fluorescencyjnymi i dyskoteka w ultra fiolecie. Panie mają niesamowite pomysły na zabawy z dziećmi do tego potrafiły urozmaicać je tak, żeby każdy był zadowolony.
Oprócz animacji cały czas jest dostępna sala zabaw dla dzieci przy kawiarni. Ktoś, kto ją projektował miał na pewno dzieci, bo jest stworzona do tego żeby siedzieć na zewnątrz i pić kawę, kiedy w tym czasie dzieci mogą oddawać się zabawie w sali za szybą (czyt. widzisz dziecko, ale nie słyszysz wszystkich okrzyków radości). Sala jest bardzo czysta, w pobliżu ma łazienkę, a w środku mnóstwo różnych zabawek.
Mieliśmy opcję ze śniadaniem w cenie i obiadokolacją. Posiłki są różnorodne i bardzo smaczne. Zawsze jest też świeża rybka (bardzo mnie to ucieszyło). W sali jest też mały kącik dla dzieci i jeżeli chcecie dokończyć swoje posiłki to warto siadać właśnie tam. Nasze dzieciaki zjadały wszystko ze smakiem, szły się bawić, a my jedliśmy w spokoju mając je na oku.
Przez 4 dni nie zdążyliśmy skorzystać nawet ze wszystkich atrakcji, jakie proponują gościom. Dostępna jest również duża oferta spa i klub nocny na dole. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się z nich skorzystać.
Możecie też skorzystać z wypożyczalni gier planszowych
A w ostatni dzień zamówiliśmy śniadanie do pokoju, ale była frajda! No i zrobiliśmy sobie kanapki na drogę.
Jeżeli będziecie kiedyś szukać hotelu nad morzem to bardzo Wam polecam to miejsce. Możecie tam nawet dotrzeć pociągiem z Warszawy.
Na zewnątrz jest jeszcze bardzo duży plac zabaw:)
Więcej informacji możecie przeczytać na stronie Hotelu Aquarius.
a tu macie TOP 20 – Hotel na narty z dziećmi w Polsce
a tu najlepsze Hotele dla rodzin z dziećmi
Widzę Cię na dywanie z dziećmi łażącymi po Tobie i zrzucającymi Ci okulary. Słyszę, jak spokojnym tonem tłumaczysz dlaczego deska sedesowa nie jest miejscem na układanie klocków LEGO. Dotykam blatu w kuchni, który cały był ulepiony, a teraz lśni. Czuję zapach smażonych ziemniaków, które robisz sobie na kolację, a dzieci stoją niecierpliwie przy Twojej nodze czekając na ten rarytas. Jem te ziemniaki z Wami, chociaż nie powinnam – smakują wybornie.
W moim domu, który tworzyłam tylko ja i moja Mama, zawsze było tak samo. Nie miałam okazji obserwować innych nawyków, słuchać innych komunikatów, swoją energię zamiast na dywanie pożytkowałam na trzepaku. Z wielką uważnością obserwowałam innych dorosłych mężczyzn, którzy byli w moim otoczeniu, ale nikt nie miał na mnie takiego wpływu, jak moja Mama.
Często się zastanawiam jak to by było, gdybym jednak ten wzorzec miała. Czy byłabym zupełnie inna? Tego nie wiem, ale tak, jak ma się dwójkę rodziców i kocha ich się nad życie, to tak dzieci, których rodzice wychowują dzieci samodzielnie, odczuwają miłość i wdzięczność kilka razy mocniej. Szczególnie wtedy, kiedy sami już mają dzieci i widzą, jak to jest potwornie trudne.
Dlatego z wielkim zdziwieniem zdarza mi się obserwować ojców, którzy po narodzinach dziecka nie czują się do końca spełnieni. Nie doceniają tego, jak niesamowite mają szczęście i nie do końca wiedzą, jak to jest ważne. Więź z dzieckiem, które teraz uważa nas za swojego idola jest jedyna w swoim rodzaju. To często ojcowie są tak postrzegani przez dzieci, a nie matki. Kiedy relacja ojciec-dziecko jest mądra, wspierająca, to tak, jakbyśmy dawali dziecku ogromny dar, którego nie da się kupić za żadne pieniądze.
A opiekę nad dzieckiem postrzegają tylko jako obowiązek? Do końca nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy z nas jest inny. Do tego myślę, że sporo z nas ma zupełnie inny obraz ojca z czasów, kiedy my byliśmy dziećmi. Myślę, że niewielu ojców bawiło się z dziećmi na dywanie, gotowało im obiad i myło zęby.
Jesteśmy świadkami rewolucji, która dzieje się na naszych oczach, kiedy ojcowie zaplatają córkom warkocze, zabierają je na balet i uczą się pozycji demi plie. To jest wspaniałe – jestem przekonana, że te wszystkie momenty, które mogą się wydawać jako nieważne, właśnie budują relacje i poczucie wartości dziecka.
Przy czym warto zwrócić uwagę na jakość tego czasu. Godzina przed telewizorem z plątającym się dzieckiem wkoło daje 0. Ale już kolacja, kąpiel, czytanie książki – cokolwiek robione twarzą w twarz sprawia, że to właśnie te małe dwa oczka będą patrzeć na Waszego mężczyznę z podziwem.
Cała prawda zawiera się w tym zdaniu. To pewnie takiego męża będzie szukała Wasza córka, a syn będzie dążył do takiego wzoru.
Nasze dzieci obserwują też relacje między nami – te wzorce z dużym prawdopodobieństwem zostaną przeniesione na ich dorosłe związki.
robi wszystko na równi ze mną. Na swój własny sposób, ale wcale nie gorszy – po prostu inny. Nawet jakbyśmy (hipotetycznie) mieszkały z inną kobietą, to ona również robiła by różne rzeczy zupełnie inaczej niż my – dlatego warto odpuścić pouczenia, instrukcje wypisane na kartce i krytykę. Ja też nie zajmuje się dziećmi NAJLEPIEJ na świecie i popełniam błędy, a podczas mojej obecności zdarzają się wypadki. Tak się dzieje i już.
Tworzenie takich głębokich relacji między ojcem, a dziećmi jest tylko możliwe wtedy kiedy ojciec jest na równi współodpowiedzialny za wychowanie, a nie jest tylko „tym od zabaw”. Wiadomo, że jest to tylko ułamek czasu spędzanego z dzieckiem.
albo na zasadzie przeciwieństwa tworzą własny obraz tacierzyństwa. Rozmawiają z kolegami, czytają różne książki, a nawet chodzą na warsztaty. Jest to niesamowite, jaka rewolucja świadomego ojcostwa właśnie w naszym społeczeństwie zaczyna kiełkować. Wiem, że jest to tendencja wzrostowa – tylko z korzyścią dla nas – matek, jak i naszych dzieci. Już nikogo prawie nie dziwi partner na szkole rodzenia lub na warsztatach z chustonoszenia.
Nie wiem jak Wy, ale ja kocham ten widok, kiedy to właśnie Tata zajmuje się dziećmi – zaangażowany tata. Nic, dosłownie nic mnie tak nie wzrusza, jak widzę ojca moich dzieci, który spędza z nimi czas. Stoję, gapię się, zapamiętuję na zawsze. Kocham go wtedy jeszcze bardziej. No dobrze, przyznaję i wtedy kiedy jeszcze posprząta w kuchni;)
Dzieci bardzo wnikliwie obserwują prace domowe Taty i też je kodują. Ojciec daje wzór, który jest już teraz odtwarzany, a w przyszłości będzie powielony. Ja jestem niesamowicie wdzięczna moim Teściom, że taki dawali wzór mojemu mężowi. Tylko miłości do ogrodnictwa niestety nie odziedziczył;) Wiem też, że moje dzieci obserwując swojego Tatę, kiedy robi kolację, zmywa, gotuje, wozi na balet będą od początku miały zaszczepiony dobry wzór na dorosłe życie.
Kiedyś mój mąż spotkał bardzo mądrego mężczyznę na swojej drodze, który miał sukcesy zawodowe za sobą, wspaniałą rodzinę i powiedział, że na łożu śmierci nie mówi się „Za mało pracowałem”, tylko „Za mało czasu spędziłem z najbliższymi”. Już teraz trzeba na to pracować żeby nie mieć tego poczucia.
Jeseper Juul „Być mężem i ojcem” wyd. MiND dostępna TUTAJ
Lawrence J.Cohen „Siłowanki” wyd. Mamania dostępna TUTAJ
Kamil Nowak „Idealny rodzic nie istnieje” TUTAJ
Znacie to? Stosujecie wszystkie znane metody wspomagania odporności, a Wasze dzieci i tak mają co chwilę gile? A ja Wam powiem, że moje też. Trochę mam przesyt tych wszystkich „wspaniałych”, „naturalnych” i „musisz je poznać” metod, które krzyczą do mnie z blogów i portali skierowanych do rodziców.
Ostatnio czytałam u jednej blogerki „odkrywczy artykuł” właśnie o metodach, zwiększających odporność i że jej dzieci nie chorują już od 3 lat. Opisała swoje metody i stwierdziła, że działają, bo dzieci już nie chorują. A to nie jest tak, że z wiekiem dzieci naprawdę mniej chorują i nie ma wielkich cudów.
Pracownicy przedszkoli widzą to bardzo wyraźnie: 3- latki 50 % frekwencji, 4- latki 75%, a 5-latki już 95%. Im dziecko jest starsze tym ma lepszy układ odpornościowy.
U mnie też widać tę tendencję bardzo wyraźnie.
Stosuję wiele metod wspomagania odporności, które opiszę Wam niżej, ale dzieci i tak mają gila co chwilę. Czasami sama się zastanawiam co ja robię źle i z tego powodu sama czuję się jak zła matka, która nie potrafi zadbać o zdrowie swoich dzieci.
Dosłownie mózg paruje od tych wszystkich informacji, których jeżeli nie stosujesz to znaczy, że nie do końca wiesz jak dbać o zdrowie dzieci. Siedzisz po raz 3 w tym miesiącu u lekarza z dwójką na kolanach i zastanawiasz się czemu znów dzieci są chore.
Moja mama, która zawsze zaczyna rozmowę przez telefon pytaniem, czy dzieci są zdrowe – mówi, że ja to dopiero non stop chorowałam. Lila i Jul, w porównaniu ze mną – są zdrowi. Wylądowałam nawet w szpitalu na zapalenie płuc, bo bawiłam się zimną wodą przy studni w marcu. Do tego przyjmowałam antybiotyki kilogramami bez żadnej osłony, ani probiotyków po. Do tego nie chciałam jeść żadnych warzyw, a choroby skończyły się jak poszłam do szkoły.
Mamy szczęście, że lekarze w dzisiejszych czasach z wielką rozwagą wypisują antybiotyki, bo kiedyś było zupełnie inaczej. Po wielu przyjmowanych antybiotykach nabawiłam się nawet lekooporności i musiałam robić badania.
Wszystkie portale krzyczą o skutkach jakie sieją antybiotyki w organiźmie do tego stopnia, że kiedy w październiku usłyszałam od naszej zaufanej pediatary diagnozę: obustronne zapalenie płuc i zalecenie antybiotyku u dwójki dzieci, to prawie się popłakałam. Naprawdę, było to dla mnie jak rodzicielska porażka. Przecież robię wszystko żeby dzieci były zdrowe, a muszę podać dzieciom antybiotyk, który sieje spustoszenie wśród też dobrych bakterii.
Z racji tego, że mam ogromne zaufanie do naszej pediatry i wiem, że wypisuje antybiotyk tylko jak jest mus, to kupiłam dwie buteleczki i podawałam dzieciom. Od razu też kupiłam całą armię preparatów ze szczepami bakterii, aby zadbać o florę bakteryjną. Starszej podawałam suplement diety acidolac Junior, bo żadnych naturalnych probiotyków nie jest w stanie przełknąć.
Szczepy bakterii przywróciły równowagę flory bakteryjnej, bo po zakończeniu antybiotyków było wszystko ok. Z dnia na dzień było coraz lepiej i szybko doszli do siebie. Widziałam, że antybiotyk jest niezbędny i naprawdę pomógł.
Co nam pozostaje? Wspierać odporność, wierzyć, że to działa i przestać się tak przejmować, że to my coś robimy źle. Dzieci chorują i nic nie możemy na to poradzić. Staram się wyluzować w tek kwestii, bo bym tylko się obwiniała.
Jak widzicie nie ma super, specjalnych metod budowania odporności, które działają. Warto jest wspierać zdrowie codziennie i nie brać do siebie, że znów są chore. Te choroby niedługo miną, nawet się nie obejrzycie.
Do podzielenia się moimi przemyśleniami na temat wspomagania odporności dzieci zaprosił mnie producent suplementu diety acidolac JUNIOR.
Dziś pokażę Wam moje propozycje na prezenty dla kobiet. Idealnie sprawdzą się dla Mamy, siostry, czy przyjaciółki. Znajdziecie tu rzeczy, których używam regularnie i z przyjemnością do nich wracam.
To chyba najpiękniej wydany notes, jaki trzymałam w ręku. To unikat, w którym chce się zapisywać ważne rzeczy. Zacznę o oprawy, która dosłownie pobudza zmysły: tłoczone elementy, połyskujące złote akcenty i przyciągające wzrok ilustracje Aleksandry Morawiak. Każda z grafik ma swój niepowtarzalny urok. Jeżeli macie kogoś sensualnego w otoczeniu, to jestem przekonana, że Zmysłownik mu lub jej się spodoba.
Kto myśli, że kapcie to nudny i oklepany temat, niech sobie zamarzy o Emu. Kiedy rano dzwoni budzik i nie mogę zwlec się z łóżka i z oczami jak szparki wkładam moje zaspane stopy w środek tych cudownych kapci to od razu mi jest lepiej. Serio, noszę te kapcie non stop i szukam, jak tylko gdzieś mi zginą. Dzięki nim zima jest naprawdę przyjemna.
p.s. rada co do rozmiaru – noszę typowe 39 i takie kapcie zamówiłam. Na początku miałam wrażenie, że są za małe, ale futerko się wyrobiło i są ok.
Pierwszy raz od wielu lat zdradziłam moje ukochane perfumy Jimmy Choo KLIK. Ten nowy zapach absolutnie skradł moje serce. Jak będziecie w perfumerii to go przetestujcie. Jest dość ciężki, zmysłowy i naprawdę wyjątkowy. Cały czas wącham nadgarstek, bo tak bardzo podoba mi się ten zapach.
Uwielbiam delikatną biżuterię i te cuda trafiają w mój gust. Delikatne koraliki, łańcuszki i subtelne motywy. Mam kilka rzeczy i praktycznie ich nie zdejmuję. Bardzo doceniam fakt, że jest to polska biżuteria, robiona ręcznie. Moją ulubioną jest bransoletka z konstelacją mojego znaku zodiaku KLIK(możecie wybrać tam swoją), która bardzo przypomina logo Nebule;) Mam też dłuższy naszyjnik z gwiazdką, który pasuje do wszystkich moich ubrań KLIK
Dostępny w różnych kwotach TUTAJ
To, że kocham ubrania tej marki, to pewnie zauważyłyście. Dzięki Primaballerinie zaczęłam chodzić w spódnicach. Jeżeli też marzycie o takim prezencie to możecie komuś wysłać ten link. Dzięki temu same będziecie mogły wybrać, co Wam pasuje.
Zacznę od tego, że nie lubię masek. Nigdy ich nie lubiłam. Aż spróbowałam Origins. Pierwsza z nich jest już kultowa i jest genialna. Idealna dla osób, które potrzebują nawilżenia, ale nie przepadają za maskami. Drink up KLIK aplikuje się na noc i rano zmywa. Pachnie obłędnie, a rano twarz po zmyciu jest idealnie gładka.
Stosuję ja raz w tygodniu, a co drugi dzień pod same oczy. Później użyłam maski z węglem Origins clear approvement KLIK, która już nie jest tak łatwa w obsłudze, jak Drink up, ale bardzo oczyszcza skórę. Już po jednym użyciu będziecie widziały efekt. A ostatnio weszła nowość, czyli maska Clear Improvement Charcoal Honey Mask KLIK. Jej działanie jest połączone: węgiel bardzo oczyszcza, a miód nawilża. Czyli w jednym słoiczku macie magiczną maskę, która działa cuda.
Ogólnie nie mam problemów z suchą skórą, ale jak przychodzi zimno, to mam różne dolegliwości. Ten zestaw idealnie sobie radzi z podrażnioną skórą od zimna. Krem SOS może poradzić sobie nawet z dużymi problemami skórnymi, a krem do rąk idealnie nawilży skórę. Możecie je kupić też oddzielnie.
To mój osobisty hit i już drugie zużyte opakowanie. Krem doskonale nawilża, zostawia buzię promienną i odżywioną. Szybko się wchłania i nie ma zapachu.
Przyznam, że nie wierzyłam w moc tego kosmetyku, ale on naprawdę działa. Wystarczy kilka kropel żeby oczyścić twarz i zostawić ją promienną.
To już wszystko. Dajcie znać, co Wy kupiłyście swoim mamom, siostrom, przyjaciółkom albo sobie 🙂
a tu macie jeszcze Prezenty dla niej na święta