kontakt i współpraca
Kiedy byłam w ciąży z Julkiem, to obiecałam sobie, że moja relacja ze starszą córką się nie zmieni. Miałam w głowie gotowy plan, jak to zrobię i bardzo mi na tym zależało. Czy się udało i jaki miało wpływ na naszą relację o tym napiszę w dzisiejszym wpisie.
Jak wiecie jestem jedynaczką i zawsze miałam mamę tylko dla siebie. Jak miałam jedno dziecko to byłam skupiona tylko na nim i było mi trudno wyobrazić sobie sytuację, że uwaga rodzica jest podzielona na dwoje dzieci (niestety często nie po równo, bo młodsze dzieci mają często większe potrzeby niż starsze).
Kiedy przywieźliśmy Julka ze szpitala i zobaczyłam Lilę, to wydała mi się taka duża! A ona przecież wciąż miała tylko 3 lata. Starałam się poświęcać jej dużo uwagi, a do tego postanowiłam wdrożyć mój plan – co jakiś czas wyjścia sam na sam, na tzw. babskie wyjście.
Dziś chciałabym się przyjrzeć takim wyjściom sam na sam. Przenalizować, co one dają dziecku i rodzicowi. A do tego zachęcić Was do takich wypadów. Pokażę Wam też naszą ostatnią randkę.
Przyznam, że w ciąży planowałam taki wypad raz na miesiąc. Oczywiście nie udało mi się go zrealizować (życie:) Na początku było zdecydowanie trudniej, bo Julek był malutki. Ale teraz faktycznie udaje się nam wyjść raz na miesiąc same.
Wiem, że to może się wydać dziwne, ale wyjścia sam na sam z dzieckiem umożliwiają zobaczenie pewnych rzeczy, na które na co dzień nie zwracacie uwagi. W czasie takich wyjść zawsze udaje mi się odkryć coś nowego i ciekawego u swojego dziecka, czego wcześniej nie widziałam.
To jest wg mnie bardzo wartościowy czas, który pomaga w budowaniu relacji. Nie ma obowiązków domowych, pracy, ani skupiania się na innych ludziach. Jesteś tylko Ty i dziecko, które bardzo docenia ten czas i czuje się ważne.
Szczególnie na początku, jak pojawia się małe dziecko w domu, to często dzieciom może towarzyszyć uczucie zazdrości. W tym czasie może też prosić o uwagę w najmniej przyjemny sposób, czyli przez bicie, krzyki i niemiłe słowa. Taki wypad z dzieckiem sam na sam pomoże mu zrozumieć, że rodzic wciąż będzie gotów by spędzać czas z dzieckiem. Spokojna rozmowa z dzieckiem (nieprzerywana obowiązkami domowymi, czy opieką nad drugim dzieckiem) też pozytywnie wpłynie na Waszą relację.
Ja na początku wychodziłam ze starszą córką blisko domu np. do warzywniaka, czasem to wystarczyło żeby nabrać dystansu i porozmawiać o różnych sprawach.
Takie spotkanie z rodzicem, miły czas i serdeczna rozmowa bardzo pozytywnie wpływają na poczucie własnej wartości u dzieci. Dzieci wtedy myślą, że są ważne i doceniane.
Ja zawsze z takiego spotkania wracam spokojniejsza i zadowolona, że spędziłam taki fajny czas z dzieckiem. Czuję też większą więź i ogromną wdzięczność za to, co mam i kim są moi bliscy. Taki wypad pozwala mi też nabrać dystansu do problemów, które mam. Cieszę się chwilą.
Ja po każdym takim wypadzie wyobrażam sobie, jak wygląda moja relacja z dorosłym dzieckiem. Jak spędzamy czas, którego jest znacznie mniej i jak ze sobą rozmawiamy. Zależy mi na tym, żeby za 15 lat moje dziecko spontanicznie do mnie zadzwoniło i powiedziało: „Mamo, szykuj się – zabieram Cię na kawę”.
Chociaż chciałabym częściej móc wychodzić z jednym dzieckiem to jestem na razie zadowolona, że od czasu do czasu udaje nam się taki wypad. Jeżeli obecnie macie wyrzuty sumienia, że nie udaje się Wam takie wyjście, to pewnie Wasze dzieci są jeszcze małe. Dajcie sobie czas. Z doświadczenia wiem, że im większe dzieci tym jest łatwiej.
I powiem Wam szczerze, że u nas zazwyczaj taka randka to jest spacer + kino lub kawiarnia + kino. Odkąd dzieci są starsze to mogę spędzić nawet 3 h poza domem. A jak dzieci były mniejsze, to na przykład zabierałam Lilę na 30 minutowy spacer.
Nasz ostatni wypad udał się znakomicie, bo miałyśmy ciekawy plan. Wypatrzyłyśmy trailer nowej bajki „Śnieżka i Fantastyczna Siódemka”, który właśnie wszedł do kin i ustaliłyśmy, że jak tylko pojawi się na ekranie to razem pójdziemy.
Trailer możecie obejrzeć poniżej:
Plan był taki, że najpierw idziemy na spacer pogadać, a póżniej idziemy do kina.
Na spacerze trochę zmarzłyśmy, więc w podskokach poszłyśmy do kina i mogę śmiało polecić Wam tę bajkę.
to znana wszystkim baśń, ale w zupełnie nowej odsłonie. Ja jeszcze nie czytałam Lili prawdziwej historii Śnieżki i cieszę się, że poznała ją pierwszy raz w takiej odsłonie.
Historia jest trochę inna, bo głównym motywem jest postrzeganie siebie i pozytywny stosunek do swojego wyglądu. W tej historii najważniejsze jest serce i to jakie masz wartości, a nie jak wyglądasz. Dlatego Śnieżka wygląda zupełnie inaczej niż w klasycznej wersji. Bajka ma walory edukacyjne, bo pokazuje piękno bez kompleksów i podkreśla bohaterstwo bez limitów.
Uczy, że prawdziwe piękno jest w każdym znas, niezależnie od wyglądu. Parę razy śmiałam się w głos, a był też moment wzruszenia. Wyszłyśmy z kina usatysfakcjonowane i rozmawiałyśmy o tym, co jest naprawdę ważne, czyli to, co mamy w sercu.
Głównym postaciom głosów użyczyli: Julia Kamińska, Antoni Królikowski i Adam Zdrójkowski. Akcja była wartka i ciekawa. Jeżeli szukacie pomysłu na wyjście z dzieckiem, to polecam Wam „Śnieżkę i Siedmiu Wspaniałych”.
A ja jestem ciekawa, czy też wychodzicie z dziećmi sam na sam? A może macie inne sposoby żeby spędzić wartościowy czas z dziećmi, to koniecznie podzielcie się w komentarzach.
Zdjęcia Maciejimałgosia
a tu macie rozrywką dla całej rodziny – najlepsze Filmy familijne
Każdy rodzic chciałby żeby jego dziecko miało wysokie poczucie własnej wartości. Natomiast wśród różnych porad możemy znaleźć artykuły, które głównie piszą o tym, czego nie robić. „Nie karaj”, „Nie bij brawo”, „Nie mów nie wolno” itd. A ja postanowiłam dziś Wam napisać, co konkretnie robić żeby mądrze wspierać poczucie własnej wartości.
Do napisania tego wpisu zaprosiło mnie LEGO
Myślę, że jest to wewnętrzne przekonanie człowieka, że jest wartościowy, niezależnie od talentów, umiejętności, czy też sukcesów.
Podoba mi się też określenie Jespera Juula:
„Jestem w porządku i mam swoją wartość tylko dlatego, że istnieję”
Każde dziecko rodzi się z poczuciem własnej wartości, a później wiele zależy od nas.
A ja napiszę Wam o moich sposobach, które też naturalnie wynikają z naszego stylu wychowania.
Myślę, że najtrudniej jest wspierać w dziecku poczucie własnej wartości, kiedy, my rodzice, mamy ją na niskim poziomi. Jeżeli dostrzegacie u siebie taki problem, to warto skonsultować się z psychologiem lub psychoterapeutą. Specjalista przepracuje z Wami wszystkie kwestie i da Wam narzędzia, które pomogą wspierać Wasze dzieci.
To jest właśnie ciekawe – aby wspierać poczucie własnej wartości, trzeba zapewnić niewartościującą uwagę.
Co to jest? Jest to pełna akceptacja zachowań dziecka, kiedy ciągle go nie chwalimy, nie motywujemy nagrodami. Po prostu jesteśmy i doceniamy to, że dziecko jest. Wpojono nam, żeby dzieci chwalić na każdym kroku i nagradzać, bo inaczej nie będą się starać. Będą się starać, ale nie dlatego, że chcą – tylko po tę nagrodę. Albo będą robić coś, bo mama lub tata będzie zadowolona.
Niewartościująca uwaga jest wtedy, kiedy dziecko weszło na najwyższą drabinkę i krzyczy do nas: „Mamo, spójrz” i ma ten charakterystyczny uśmiech na twarzy, który świadczy o wielkim szczęściu i zadowoleniu. Nie oczekuje od nas, że my będzie krzyczeć „Super, brawo! W nagrodę kupię Ci lody” tylko czeka na nasze spojrzenie, niewartościującą uwagę i powiedzenie np. „Widzę Cię! Wszedłeś na najwyższy stopień drabinki!” Dziecko samo w sobie wytworzy tę dumę i będzie wiedziało, że rodzic ZAWSZE jest dla niego. Po takich sytuacjach ja często też pytam: „Jak się czułaś tam na szczycie? „Czy było trudno tam wejść?” „Czy następnym razem chcesz poszukać jeszcze wyższej”
Kolejny sposób, którego też nas nikt nie nauczył. Mam wrażenie, że niektórzy rozróżniają tylko smutek, szczęście i złość. Przecież istnieje wiele innych, których odczuwanie powoduje w nas dyskomfort, bo nie wiemy do końca co czujemy.
U nas każda rozmowa na ten temat zaczyna się zazwyczaj od słów „Dziwnie się czuję…” i wtedy wiem, że możemy porozmawiać. Nazywanie emocji jest naprawdę czymś trudnym, a nauczenie tego dziecka może być wyzwaniem.
My często używamy dwóch słów i robimy z nich jedno np. trochę się boję i cieszę na nową aktywność i łączymy to w „bocieszę się” (ten sposób jest z książki Kacper i Emma najlepsi przyjaciele KLIK).
O ile łatwo jest nazwać takie emocje, które widać jak: strach, złość, radość. To kiedy emocje łączą się, to robi się trudniej np: radość i strach często towarzyszy dzieciom razem i może na przykład powodować wstyd. Czyli w sytuacji, kiedy dziecko bardzo czeka na jakąś atrakcję, a trochę się boi to te dwie emocje mogą spowodować, że dziecko schowa się za nami, będzie się wstydzić nowej osoby lub wyjść z auta itd. A u dorosłych te same emocje, czyli radość i strach mogą powodować poczucie winy (znane wielu mamom).
Aby dzieci miały wysokie poczucie własnej wartości warto mówić, że wszystkie emocje są dobre. Ja też tak mówię, że dobrze jest się złościć i nie ma czegoś takiego jak emocje pozytywne (które oczywiście częściej są pożądane) i negatywne (które często chcemy zdusić w zarodku).
Niestety nie jest to takie łatwe, bo kiedy nie pozwolimy dziecku odczuwać złości, smutku, rozczarowania, to może być tak, że słabiej zacznie wyrażać również radość, zadowolenie itd. Emocje przyjmujemy w całości!
Jedno z moich ulubionych, bo mnie również uczy tego żeby akceptować czyjeś wybory bezwarunkowo. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku. Zaczynając od jedzenia (BLW), przez ubieranie się (jak dzieci były mniejsze i była kiepska pogoda to dawałam 2 zestawy do wyboru) po trudniejsze decyzje, takie jak zajęcia dodatkowe. Staram się też umożliwiać sytuacje, kiedy dziecko samo może coś wybrać, np. deser w kawiarni, czy książkę w księgarni.
Samodzielne ubranie się dziecka, czy też samodzielne umycie wpływa bardzo pozytywnie na poczucie własnej wartości. Znaczy dla dziecko tyle co: „Potrafię, umiem, jestem wystarczalny”. Wiele razy przymykałam oko na krzywo zapiętą koszulę, po to aby nie zepsuć tego efektu. Później dziecko samo widziało w lusterku, że jest krzywo i szybko się poprawiało. Gdybym od razu powiedziała, że „Super, ale krzywo się zapiąłeś”, to dziecko zapamięta tylko „Krzywo się zapiąłem” i możliwe, że nie będzie chciało podejmować prób.
Zabawy z ogrywaniem ról są bardzo dobrą okazją właśnie do tego. Najczęściej dziecko jest tym bohaterem, którego trzyma w ręku, a my mamy możliwość z nim „rozmawiać” na innym poziomie niż robimy to zazwyczaj. W czasie zabawy dziecko ma możliwość, być kim chce: piosenkarką na kolorowej scenie, fotografką, naukowcem, lekarzem. A my możemy ich umacniać, że mogą być kim tylko chcą. Ja mam dwa sposoby zabawy: czynny i bierny. Czasami uczestniczę, coś dopowiadam itd. A czasami daję dziecko całkowitą dowolność i nawet się nie odzywam – taka zabawa też daje dziecku poczucie i wspiera poczucie własnej wartości, bo mama czy tata robi to co ja chcę.
Bawimy się nowymi kostkami LEGO, które można zabrać wszędzie ze sobą, bo są kieszonkowych rozmiarów. W każdym zestawie jest mała laleczka, zestaw klocków i instrukcja. Możecie się wcielić w: kucharkę Stephanie, chemiczkę Olivię, weterynarz Mia, fotografkę Emmę, piosenkarkę Andreę. Wszystkie kostki można ze sobą łączyć i dokładać klocki z innych zestawów LEGO.
Bardzo często widzimy tylko efekt końcowy i nie zdajemy sobie sprawy, ile ktoś musiał nad tym pracować. Czasem jest nawet tak, że dzieci nie są zadowolone z efektu końcowego, bo włożyły tak dużo wysiłku. Za każdym razem jak widzę doskonałą pracę, piękny występ, czy wielką budowlę staram się doceniać pracę i wysiłek a nie „piękną wieżę”. Po prostu nazywam to co, dziecko zrobiło i dopytuję. Jest to trudniejsze od powiedzenia „Super wieża”, ale daje więcej satysfakcji dziecku i uczy je, że wysiłek jest ważniejszy niż sukces. Takie podejście przygotowuje na łagodniejsze zniesienie porażki.
Niby takie proste, a jednak nie zawsze się udaje żeby znaleźć czas na wspólne czytanie, przytulanie, rozmowę, a czasem nie trzeba nic więcej.
Wspieranie poczucia własnej wartości nie jest może łatwe, ale zdecydowanie tego warte. Dzięki nam i naszemu otoczeniu (nasi bliscy, przedszkole, szkoła) dzieci mają okazję żeby wyrosnąć na ludzi, którzy też kiedyś przekażą te wartości swoim dzieciom.
Zdjęcia powstały w słodkiej kawiarni Słodko, a zdjęcia zrobili nam Maciejimałgosia.
Jeżeli cierpicie na brak energii to ten wpis jest dla Was! W okolicach października – listopada miałam spore deficyty mocy, więc wdrożyłam różne ciekawe sposoby, które postawiły mnie do pionu.
W dzisiejszym wpisie przeczytacie o tym, co zrobić żeby powróciła Wasza energia.
Zacznę od podstawowej rzeczy – jeżeli gorzej się czujecie to najpierw polecam wizytę u lekarza.
Ja tak miałam właśnie jesienią. Wyniki w porządku, jestem zdrowa, a energii brak. Zaczęłam się wtedy przyglądać moim nawykom, czytać sporo artykułów naukowych i powoli zaczęłam wdrażać wszystkie zmiany.
Po miesiącu czułam już różnicę
Tak, ja też brałam – raz w tygodniu, albo i rzadziej. Jak z ręką na sercu przeanalizowałam częstotliwość, to przyznałam sama przed sobą, że nie ma w tym ani regularności ani sensu. Do tego zamieniłam suplement diety na lek i naprawdę zaczęłam się przykładać (codziennie i w odpowiedniej dawce ustalonej przez lekarza). Efekty poczułam już po miesiącu.
Choćby ktoś robił cuda i przyjmował różne rzeczy, to jak nie będzie dosypiał, to będzie zmęczony. Moje dzieci w miarę przesypiają noce, ale wstawałam do nich, jak się budziły. Teraz po prostu machnęłam ręką i jak się budzą to wołam je do naszego łóżka. Po prostu śpią z nami. Mam też takie podejście, że mój sen to ważna sprawa: ważniejsza niż serial, praca, składanie prania. Mój organizm nie funkcjonuje dobrze poniżej 7 h snu i bardzo o to dbam.
W okresie jesienno-zimowym nie chce się tak pić jak latem. Widzę to bardzo wyraźnie i jak zaczęłam liczyć to wychodziło mi dziennie 700 ml (mało prawda?). Nie liczymy tego, a organizm nie ma kontrolki „za mało wody”. Przez to, że nie kupujemy wody, tylko pijemy kranówkę to nie liczymy ile wypiliśmy. Zaczęłam nalewać wodę do dzbanka i stawiam w różnych, często uczęszczanych miejscach w domu. Czy jest lepiej? Zdecydowanie!
Ja, co prawda jestem już od dawna na diecie z niskim IG, ale zdarzają mi się grzeszki. Jak to działa: węglowodany na śniadanie (owsianka, jaglanka) i brak energii murowany – mam zjazd energetyczny po 1 h. Zamiast tego jem śniadanie białkowo-tłuszczowe i naprawdę czuję ogromną różnicę! Nie będę też pisać, że cukier wpędza nas w koło spadków energetycznych, bo na pewno o tym wiecie;) Staram się trzymać zdrową dietę, bogatą w zielone warzywa. Robię też koktajle i sałatki.
Zawsze też dodaję zdrowe tłuszcze, bo kwasy omega 3 zawarte w olejach tłoczonych na zimno mają duży wpływ na nasze samopoczucie. Jeżeli ten temat Was interesuje to przeczytajcie ten artykuł KLIK. Pamiętajcie też żeby wybierać dobre oleje – ja lubię oleje Olini. Olej z czarnuszki z Olini bierzemy w domu wszyscy – pisałam o tym tutaj KLIK
Ja tak i to sporo. Jednym z nich jest ocet jabłkowy. Raz dziennie piję ocet z sokiem z grejpfruta i czuję dużą różnicę. Jak działa dobrej jakości ocet?
Warto zwrócić uwagę na jakość octu, bo nie każdy dostępny w sklepie będzie miał takie właściwości. Ważne żeby ocet był dojrzały (im dłuższy proces fermentacji tym więcej dobroczynnych substancji i bogatszy smak) i niepasteryzowany – taki ocet jest żywy, bioaktywny – obfituje w żywe kultury bakterii oraz enzymy. Taki ocet będzie cały czas pracował i z czasem nabiera mocy już na Waszej półce.
Octy jabłkowe zamawiam TUTAJ. Dojrzewają ponad dwa lata i mają pyszny smak
wyciskany sok z 1 grejpftuta (lub jednodniowy sok z tegoż) i 2 łyżki stołowe octu – wymieszać i wypić
Octy jabłkowe zamawiam TUTAJ
Polecam Wam też obejrzenie filmiku o octach jabłkowych i ich właściwościach:
Przyznaję się bez bicia, nie lubię ćwiczyć! Ale jak się już przemogłam (3 razy w tyg po 30 min na orbitreku) i do tego 10 000 kroków dziennie to było WOW. Ja naprawdę nie znoszę ćwiczyć, ale uwielbiam moje samopoczucie po ćwiczeniach.
Nie wiem czy to endorfiny z faktu, że już przestałam męczyć moje ciało, czy może faktycznie są to potreningowe moce. Ale to działa! Wcześniej ćwiczyłam bez większego przekonania, ale jak kupiłam sobie smartwatch (tego) to wszystko ruszyło ze zdwojoną mocą. Zamykam codziennie pierścienie i ruszam się 2 razy więcej.
Ja też się do tego nie przykładałam, ale jak przeczytałam wyniki tych badań KLIK to się zdziwiłam, że probiotyki mają wpływ na nasze samopoczucie, a nawet są zalecane przy depresji. U chorych zaobserwowano też zmiany biochemiczne, które sugerują zmianę tryptofanu do serotoniny. Ja też widzę poprawę samopoczucia odkąd piję zakwas, jem więcej kiszonek i biorę probiotyki.
Wbrew pozorom kawa nie daje aż takiego energetycznego kopa. Przekonałam się o tym, jak na 2 miesiące całkowicie odstawiłam kawę. (Nie wierzę, że to piszę, ale naprawdę pierwszy raz od 20 lat nie piłam kawy). Jak ma się do tego brak energii?
Zaczęłam o tym czytać i byłam w szoku: kawa powoduje stymulację nadnerczy, a co za tym idzie wydziela się nam kortyzol (hormon stresu). Jak wiadomo stres wyostrza nasze zmysły i mamy wrażenie pobudzenia, ale jest to chwilowe. Ja oczywiście wróciłam do picia kawy (bardziej chodzi o nawyk i celebrację chwili dla siebie) ale piję max 2 dziennie.
Do tego mam świetną metodę, która naprawdę działa (spróbujcie kiedyś) – jak czuję, że mam spadek energii to zamiast kawy piję szybko i na raz 2 spore szklanki wody. Do tego ta metoda działa, jak zaczyna mnie boleć głowa (na samym początku).
Będzie Wam trudno uwierzyć, jak Wam napiszę, że potrafię łatwo rozróżnić wieczory kiedy w ciągu dnia wypiłam zieloną herbatę? Nie wiem jak to się dzieje, ale mam więcej energii, nie zasypiam na siedząco i czuję moc. Kiedyś byłam fanką herbaty owocowej, ale spróbowałam jednej zielonej herbaty i się zakochałam. Uwielbiam za smak, aromat i tę czystość umysłu po niej.
Pamiętajcie tylko, że zielona herbata pobudza kiedy jest parzona nie w 100 stopniach tylko 90 i przez 2-3 min. Jeżeli zostawicie „fusy” na dłużej to taki napar Was zamuli. Zieolona herbata do tego zawiera wyjątkowy zestaw polifenoli o różnorodnym działaniu oraz katechiny, silne antyoksydanty. Są też garbniki, alkaloidy, lipidy, aminokwasy, teina, witaminy (A, B, C, E), liczne mikroelementy (wapń, potas, miedź, cynk, mangan, fluor).
Nic nie dodaje takiego kopa motywacyjnego jak nowości w życiu (albo tylko u mnie to działa?). Przeprowadzka, nowe studia, nowy sport i naprawdę to czuję. Zaczęłam grę w tenisa, wróciłam po 12 latach na narty i czuję, że żyję.
To już wszystkie moje metody by zwalczyć brak energii, ale wciąż szukam nowych. Myślałam nawet o ashwagandzie – może Wy ją stosowaliście? Napiszcie o swoich odczuciach.
A jeżeli macie chęć spróbować mocy zakwasów, olei i octów jabłkowych to możecie skorzystać z rabatu do Olini. Na hasło NEBULE macie -10% przez cały rok:) Korzystajcie do woli.
Zdrowe przekąski dla dzieci na dobre zagościły na naszych półkach i uważam, że jest to dobra alternatywa dla różnych produktów kierowanych do najmłodszych. Dziś chciałabym Wam pokazać, co kupuję dzieciom zamiast słodyczy i jak im to wydzielam.
Żeby było jasne, to zdarza mi się też kupić typowe produkty (jak na przykład Kinder jajko, czy lizak). Jestem zdania, że we wszystkim najważniejszy jest umiar i nie będę udawać przed dziećmi, że słodycze nie istnieją. Natomiast te zwykłe produkty kupuję rzadko (raz na miesiąc lub dwa), bo chcę nauczyć dzieci, że warto czytać składy, analizować i zawsze wybierać zdrowsze wersje.
Mam też pewne zasady, co do słodyczy, ale może o tym napiszę w innym wpisie (na przykład nigdy nie daję im nic słodkiego jak są smutne). Maksymalnie raz dziennie daję też dzieciom taką zdrową przekąskę. Ale żeby była jasność – nie ma u nas słodyczy codziennie.
Zdrowe przekąski to dla mnie zawsze owoce i warzywa – tego się trzymam, ale są takie momenty kiedy proszą o coś słodkiego to wtedy daję coś z poniższej listy.
Przechodzimy do naszych ulubionych produktów, które kupuję dzieciom
A tu łapcie – Najlepsze lunchboxy i bidony dla dzieci – TOP 5 propozycji
Dostępny w różnych wersjach (najtaniej TUTAJ), ale jest też w różnych sklepach (na przykład Rossmann)
Nasza przygoda ze zdrowymi słodyczami zaczęła się właśnie od tych żelków, które składają się tylko z owoców. Moje dzieci je bardzo lubią.
Dostępny TUTAJ
To jest u nas hit – dzieci nasypują sobie na talerzyk i wyjadają językiem (przy okazji ćwicząc aparat artykulacyjny)
Dostępne TUTAJ
Co prawda paluszki kupuję też normalne, ale jak już robię większe zamówienie to kupuję te.
dostępne TUTAJ
Landrynki dla starszych dzieci (nie daję ich 3-latkowi) z ksylitolem i naturalnymi barwnikami.
Bezy bez cukru z ksylitolem i naturalnymi barwnikami
Pewnie też je znacie, moje dzieci często proszą żeby nasypać je do pojemniczka i zjeść jak zwykłe chrupki.
Dostępne TUTAJ (taniej niż w Rossmannie)
Takie chrupki są zdecydowanie lepsze niż chipsy i jako zdrowa przekąska z warzywami będzie dobrym rozwiązaniem.
Nie ukrywam, że to chrupki to u nas hit. Są bardzo dobre i mają malutko soli. Są też misie KLIK i gwiazdki KLIK
Jest po prostu pyszny i smakuje lepiej niż Prince polo:P
Pyszne, chrupiące i zero dodatkowego cukru.
Bardzo dobre, chrupiące ciacha z pestkami dyni.
Pyszne, grube paluchy, które bardziej przypominają grissini.
Sam je lubię czasem podbierać dzieciom. Taka paczka wystarcza nam na około 4 m. Lizaki są bardzo dobre i niesłodkie.
Jeżeli szukacie pomysłów, co włożyć do śniadaniówki to Wam podpowiem mój wpis. Znajdziecie w nim inspiracje na: Śniadaniówka 15 pomysłów
Przyznam Wam się do czegoś – kiedyś słowo „wyprzedaż” wzbudzało we mnie dreszczyk emocji i powodowało rozszerzenie źrenic. A teraz? Wiem, jak i co kupować na wyprzedażach żeby być w zgodzie ze sobą i nie mieć po nich „kaca moralnego”.
Kiedyś uwielbiałam kupować na wyprzedażach i kupowałam dużo, a nawet bardzo dużo. Uważam nawet, że wpadłam w pułapkę, bo dopiero zauważyłam to po dłuższym czasie. Ulegałam złudzeniu, że to jest prawdziwa okazja, a ja muszę z niej skorzystać. Kupowałam rzeczy niepotrzebne, tylko po to żeby odczuć satysfakcję z tego, że wydałam mniej pieniędzy. I co z tego, skoro wydałam na coś czego później nie używałam lub nie nosiłam.
Musiało minąć wiele czasu żebym to zrozumiała, a budziłam się kiedy zaczęłam przeglądać rzeczy dzieci, z których wyrosły, a w śród nich były ubrania z sieciówek z metką kupione na wyprzedaży.
Lubiłam robić te zakupy wyprzedażowe – przyznaję. Czułam się wtedy fajnie i dumna z siebie, że jestem taka przedsiębiorcza. I tak jak na spodniach dziecięcych była metka 49 zł przekreślona na 29 zł, a moje dziecko nie włożyło ich ani razu. To ja nie zaoszczędziłam 20 zł, tylko straciłam 29!
Ze 3 lata temu doszłam właśnie do takich wniosków i zmieniłam kompletnie moje podejście do wyprzedaży.
przestałam masowo kupować w sieciówkach – martwi mnie zanieczyszczenie naszej planety i staram się unikać sklepów z ubraniami słabej jakości na jeden sezon. W czasie wyprzedaży nie jest to dla mnie okazją kupić coś za 20 zł – patrzę na to ubranie przez pryzmat tego, ile wody zostało zużytej do produkcji, jak dużo CO2 zostało wyprodukowanego do wyprodukowania itd.
Myślę też jaka jest żywotność tego ubrania, czy 3 dzieci będzie w stanie donosić je, czy pójdzie na śmietnik?
nie chodzę po sklepach, bo może mi się coś spodoba. Takie „spacery” powodują często, że kupuję coś zupełnie niepotrzebnego
czy ta rzecz tak bardzo jest mi potrzebna lub tak bardzo mi się podoba, że byłabym w stanie zapłacić za nią pełną kwotę? Jeżeli odpowiedz jest twierdząca, to poważniej się nad nią zastanawiam.
to jest moja podstawowa zasada. Oceniam ile lat będę mogła tę rzecz używać, jeżeli tylko rok to zazwyczaj nie decyduję się na zakup (chyba, że chodzi o buty dziecięce).
one szybko przemijają, a przez to musimy kupić coś nowego. Kiedyś często przeglądałam trendy, bo mnie interesowało, ale teraz nie zwracam już na to uwagi.
staram się oceniać ubrania i buty w ten sposób, że jak coś było na topie 5 lat temu, to i za 10 lat będzie też modne.
nie pamiętam już kiedy kupiłam rzecz 100 % poliester.
bo wiem, że mogę zaoszczędzić.
Tak na przykład było w tamtym roku, jak szukałam idealnego płaszcza. Najpierw przejrzałam wszystkie sieciówki, później marki premium, później czytelniczki mi podpowiedziały świetną polska markę, która szyje płaszcze w Polsce. Zajrzałam na stronę Talia płaszcze, wypatrzyłam sobie jeden model, który od razu wpadł mi w oko. Poczekałam do wyprzedaży i kupiłam mój ideał 🙂
Chodzę w nim od tamtej pory i uwielbiam. Do tego stopnia mi się spodobał, że jak przyszły chłody to zamówiłam drugi zimowy. Niestety wtedy nie był przeceniony, bo to nie był czas wyprzedaży, ale teraz już jest. Więc jeżeli i Wy od lat nie możecie znaleźć ideału, to zajrzyjcie do Talii. Możecie też skorzystać z dodatkowego rabatu na wyprzedaż (Nebule10 da Wam dodatkowe 10% rabatu).
To płaszcz Talia model Oktawia – ja mam rozmiar S KLIK jest wiosenno jesienny
A to Viola wino (kolor w rzeczywistości jest winny) – ma podpinkę i jest ciepły KLIK
pewnie też tak macie, że jak coś Wam podpasuje to wybieracie to co znacie. Ja tak mam na przykład z marką Emu. Już sobie nie wyobrażam innych butów na zimę – po prostu. Zmieniam je co dwa lata i noszę cały czas.
Wiem, że jakbym miała znów kupować za rok, to pewnie kupiłabym je na wyprzedaży, bo rozmiar mi się nie zmieni, a gust też. Teraz są właśnie w promocji, ale ja mam z tego roku, więc nie potrzebuję na przyszły.
przyznaję szczerze, że wolę kupić daną rzecz u polskiego producenta, gdzie mam pewność, że jest to produkt polski. Zaglądam do polskich marek bardzo często i wspieram ich biznesy. Nawet u nich są wyprzedaże i na przykład świetne polskie ubranka można kupić za ceny sieciówkowe:
tu macie wpis Polskie marki odzieżowe dla dzieci
I tak z wyprzedażowej bestii stałam się świadomym konsumentem. Dobrze mi z tym i cieszę się, że ludzie też zaczynają tak postępować. A Wy coś kupujecie na wyprzedażach? Macie swoje sposoby?
Kiedy nadawałam na Instastories z gór pytaliście mnie o mnóstwo rzeczy. Czy kupowaliśmy sprzęt, buty, kaski, czy może wypożyczaliśmy. Jak wiecie, decyzję o wyjeździe na narty podjęliśmy już w sierpniu i wtedy zaczęliśmy o tym myśleć.
Dziś napiszę Wam o naszych przygotowaniach, jak wyglądały, co się nam sprawdziło, a co nie. Myślę, że ten wpis pomoże Wam w podjęciu kilku decyzji, a też na moich błędach nauczycie się czegoś nowego.
Ubrania dla mnie i dla Daniela kupiłam już w październiku. Wiedziałam, że chcę porządne ciuchy, które wystarczą nam na kilka lat, więc zamówiłam je przed sezonem, bo zależało mi na atrakcyjnej cenie. Ubrania narciarskie są wykonane ze specjalnych materiałów i dlatego nie są tanie. Kiedy zaczynałam poszukiwania spodni i kurtek dla nas od razu zaczęłam od Limango.
Akurat w outlecie Limango było dużooo ciekawych modeli i ciężko było mi zdecydować. Finalnie zamówiłam dla siebie: kurtkę Billabong i spodnie z tej samej marki – całość kosztowała około 500 zł. Daniel ma spodnie Salomon i kurtkę Burton też z outletu Limango. Przyznam Wam, że te ubrania sprawdziły się znakomicie! Właśnie poluję na jeszcze jedne spodnie, bo potrzebuję mieć na zmianę, bo jasne się brudzą. Więc, jak będziecie kupować ubrania narciarskie, to nie popełnijcie mojego błędu i kupcie ciemne spodnie, lub wtedy dwie pary. I już wypatrzyłam spodnie Icepeak w dobrej cenie.
I tak jak kurtki i spodnie sprawdziły nam się super to popełniłam jeden błąd – uznałam, że nie potrzebujemy bielizny narciarskiej (termicznej) i pierwszego dnia lekko odmroziłam sobie nogi, a drugiego dnia jak założyłam pod kurtkę zwykły T-shirt i bluzę GAP to spociłam się okrutnie.
Dlatego uważam, że bielizna termiczna to dobry pomysł i na pewno zaopatrzę całą naszą rodzinę w takie ubrania – przeglądam właśnie ofertę i coś wybiorę LINK.
Czapki mieliśmy swoje, ale nie zakładaliśmy ich pod kaski, a zamiast szalika bardzo Wam polecam cienkie kominy . Dzieci i Daniel miały coś takiego na szyi i sprawdziło się rewelacyjnie. Ja jedyna nie miałam i mi wiatr wiał w szyje z tyłu na stoku.
Polecam Wam też dłuższe skarpety. Mogą być narciarskie, bo dobrze dopasowują się do nogi i grzeją np. Salomona
Co do butów – koniecznie nieprzemakalne śniegowce. Ja w ostatniej chwili kupowałam dzieciom takie, bo ich skórzane by przemokły. Bardzo fajną są na przykład z Kamika lub Muflon. Lilka miała Emu Brumby (wodoodporne). Zobaczcie jeszcze tu są dobre ceny i fajne modele
Co do ubrań narciarskich dla dzieci to mamy kombinezon Ducksday i kurtkę i spodnie Ducksday. Czy ponownie zdecydowałabym się na taką konfigurację? Nie – już piszę dlaczego.
Spodnie i kurtka sprawdziły się rewelacyjnie! Nie są grube, więc nie ograniczają ruchów, ale za to bardzo ciepłe. Dzieci dosłownie turlały się godzinami w śniegu i były suche. Lili kurtka miała też kieszonkę na rękawie na skipass (powiem szczerze, że to super opcja), bo Jul w kombinezonie nie miał, więc Daniel stał przy bramce i mu odbijał.
zawsze po zejściu ze stoku szliśmy na jedzenie i tak jak Lila zdejmowała tylko kurtkę, to Julkowi trzeba było zdjemować buty (on stawał skarpetą na mokrą podłogę:P) i zdejmowaliśmy cały kombinezon, a później trzeba było go włożyć. Naprawdę polecam Wam opcję: spodnie plus kurtka ( z kieszonką na rękawie).
Kupcie też porządne rękawice narciarskie – będziecie z nich korzystać cały dzień i przez cały wyjazd i muszą być naprawdę dobre. My mieliśmy z firmy LEVEL i sprawdziły się znakomicie TUTAJ.
Co do sprzętu – zależało mi bardzo żeby dzieci miały własne kaski i buty narciarskie. Tę decyzję podjęliśmy już na wstępie. Dlaczego? Ze względu na higienę. Owszem, można wypożyczyć przy stoku zarówno kaski, buty, jak i narty. Ja mam małą obsesję związaną z użytkowaniem takich artykułów przez inne dzieci (a i też wiem, że na przykład po powrocie z ferii jest zazwyczaj wysyp wszawicy w szkołach i przedszkolach), więc kaski i buty mieliśmy swoje.
Kaski mają regulację ( u moich dzieci 52-56 cm), więc spokojnie jeszcze na przyszły sezon lub dwa wystarczą. My też jeździmy na łyżwach, więc idealnie sprawdzają się też na lodowisku.
Poprosiliśmy o doradztwo i zdecydowaliśmy się na sprzęt Head. Kaski z wbudowanymi goglami są dobrą opcją. Jak widziałam dzieci ze spadającymi goglami albo krzyczące, że im cisną to tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to był dobry wybór. Daniel nosi okulary i to jedyny kask, który mu nie przeszkadzał i mógł mieć okulary pod goglami.
Dodam też, że pod kaski nie ma potrzeby wkładania czapki – ja chciałam tego uniknąć, bo wiem, że kask na czapce nie pracuje tak jak trzeba. I jak widziałam na stoku dzieci w czapce z pomponem, a na to kask, to trochę się obawiałam o ich bezpieczeństwo.
nie było nam zimno bez czapek, a w dzień kiedy było naprawdę ciepło przez wywietrzniki dobrze odprowadzała się wilgoć i Julek nie miał mokrej głowy.
Lili kask TUTAJ, Julka kask TUTAJ, mój kask TUTAJ, Daniela kask TUTAJ
Buty HEAD TUTAJ
Kasków też używaliśmy na sankach, bo prędkość zjazdu była naprawdę niezła.
Tak samo z butami – też z firmy HEAD – super dopasowane do nogi, ale też dobrze trzymające stawy. Wybrałam uniseks kolor, aby później mogły przejść na Julka. Dobrze się je zapina i reguluje. A dzieci, które były pierwszy raz na nartach nie narzekały, że bolą je nogi.
Pan dopasował je do naszych gabarytów – to też jest bardzo ważne. Jeżeli nie znacie się na doborze nart, to zapytajcie specjalistów- na przykład w dobrazima.pl
Mam też mały bonus (bo prosiliście) – rabat 5% na zakupy w dobrazima.pl, hasło Nebule5
To już wszystkie moje uwagi, jeżeli macie jakieś swoje patenty i rady to koniecznie napiszcie je w komentarzach.
Jeżeli spodobał się Wam wpis i uważacie, że jest przydatny to proszę kliknijcie „Lubię to” na Facebooku.
A tu zobaczcie naszą rekomendację – czy to dobry pomysł żeby pojechać na Camping na narty?
Zimowy wyjazd z dziećmi chodził nam po głowie już od początku 2019 roku. Nigdy wcześniej nie planowaliśmy takiego wypadu, ale uznaliśmy, że możemy spróbować. Dzieci są już w takim wieku, że skorzystają z nart, sanek i innych ciekawych atrakcji.
Niedawno wróciliśmy z Wisły i mam dla Was relację z tego miejsca – jak zorganizować, gdzie możecie spać i co robić. Przeczytacie tutaj też o informacjach praktycznych – o stoku i innych miejscach.
W tamtym roku byli w Wiśle z córeczkami i byli zachwyceni – tak nas nakręcili, że już w sierpniu mieliśmy zarezerwowany wyjazd.
Jako, że miał to być pierwszy wyjazd zimowy z dziećmi i nie byliśmy pewni, czy im się spodoba to stwierdziliśmy, że lepiej nie jechać za granicę. Przewidywałam też takie scenariusze, że na stoku będziemy 10 minut, bo nie wiedzieliśmy, czy zapałają miłością do nart.
Moje obawy, co do śniegu były naprawdę duże i kiedy na dzień przed naszym przyjazdem zobaczyłam na kamerze, że na stoku jest śnieg to się bardzo ucieszyłam. Warunki były dobre – działał mały stok i górka saneczkowa, a w Nowy Rok otworzyli duży stok.
Bałam się, że dzieci założą narty, pojeżdżą 10 minut i będą miały dość. Na szczęście spodobało im się bardzo – codziennie miały godzinę jazdy z instruktorem i właściwie tyle czasu spędzały na stoku (1 h dziennie). Później szliśmy obok na górkę do zjeżdżania na sankach. Robiliśmy też bałwany i bitwy na śnieżki. Z racji tego, że tak dużo atrakcji było na stoku i w hotelu, to ani razu nie wyszliśmy poza teren hotelu. Tylko ja raz wybrałam się na długi spacer.
Na szczęście nikt się nie rozchorował i mieliśmy lepsze rozrywki niż Nebulizacja🙂
Bałam się też czy jakość powietrza w Wiśle będzie umożliwiała sport na zewnątrz (paranoja żeby musieć martwić się o takie rzeczy, prawda?). Ale czujniki pokazywały dobre powietrze przed naszym wyjazdem i w trakcie.
Zatrzymaliśmy się Hotelu Stok. Oprócz rekomendacji znajomych, jest to także hotel który pojawił się w rankingu: Hotele na narty z dziećmi – TOP 20 z ankiety czytelników! Byłam więc pewna, że to sprawdzona rekomendacja. Tak jak pisałam wcześniej – wyjazd rezerwowaliśmy w sierpniu, bo zainteresowanie było tak duże.
Sam hotel jest bardzo duży, składa się z 3 budynków i sporo kroków zrobiliśmy na tym wyjeździe. Hotel nie jest nowy i nie jest designerski, ale ma wszystko to, czego potrzebowaliśmy do szczęścia:
Bardzo! Byliśmy ze znajomymi, dużo czasu spędzaliśmy razem i nasze dzieci świetnie się bawiły. Ten wyjazd zimowy z dziećmi naprawdę utwierdził nas w przekonaniu, że warto uczyć dzieci jazdy na nartach. Już szukamy stoku w naszej okolicy i będziemy jeździć.
AAA! Wiem, że są takie osoby, które nie przepadają za hotelami i wolą apartamenty. Przy „naszym” stoku w Wiśle są apartamenty Szuflandia – możecie tam spać i korzystać ze stoku, górki saneczkowej, a nawet odpłatnie skorzystać z basenu w Hotelu Stok.
Pewnie jesteście też ciekawi, co ze sprzętem i przygotowaniem do wyjazdu. Napiszę Wam jutro lub pojutrze, co się sprawdziło, czy wypożyczaliśmy sprzęt, gdzie kupowaliśmy stroje narciarskie itd.
A Wy dajcie znać, co porabialiście w tym czasie i czy macie może do polecenia jakieś ciekawe miejsca na przyszły rok.
Patrząc na inne miejscówki w Wiśle ciekawa jestem nowiutkiego hotelu Aries – tam pewnie jest trochę luksusowo:) Są tu też takie tuzy jak Gołębiewski, takie butikowe ciekawostki jak Villa Japonica. Są też Apartamenty u Małyszów.… albo Apartamenty Malinka i dużo dużo dużo innych każdemu wedle preferencji – a wy jakie miejscówki blisko stoku i z udogodnieniami dla dzieci polecacie?
Kro jeszcze szuka prezentu na święta dla niej i dla niego? Dziś przychodzę Wam z pomocą – zebrałam najciekawsze pomysły na prezenty.
Jestem osobą, która kocha praktyczne prezenty i właściwie tylko takie kupuję od dawna. Dlatego dziś pokażę Wam mój prezentownik.
Tu łapcie świeżutki TOP 10 zabawek 2023 a tu Prezenty dla niej i dla niego
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
A jeśli szukasz wciąż nietuzinkowych prezentów dla dzieci – zajrzyj tu:
Prezenty na święta dla dzieci HITY 2020
Prezenty na święta dla dzieci
Personalizowane prezenty dla dzieci
A inne inspiracje na prezenty dla niego znajdziecie we wpisie Co jest 23 czerwca?
Prezenty na Święta dla dzieci – jak zwykle co roku, przyjrzałam cały internet i przygotowałam Wam wpis oszczędzający czas.
wpis zawiera linki afiliacyjne
a tu łapcie świeżutki największy prezentownik z inspiracjami dla dzieci od 1 roku aż po nastolatków. 10 tablic z podziałem na wiek dzieci, w sumie ponad 100 przemyśłanych propozycji! – Prezenty na święta dla dzieci 2023! a tu Prezenty dla niej i dla niego
1.Projektor TUTAJ
2. Puzzle z ukrytymi obrazkami i latarką TUTAJ
3. Kulodrom TUTAJ
4.Latarka z projektorem dinozaury TUTAJ
5. Projektor zwierzęta TUTAJ
6. Zestaw przyborów TUTAJ
7. Zestaw papeterii TUTAJ
8. Klocki magnetyczne TUTAJ
9. Walkie- talkie TUTAJ
10. Okulary na basen TUTAJ
A jeżeli szukacie prezentów dla dzieci na Święta, które nie są zabawkami to polecam mój wpis: Prezenty które nie są zabawkami
Kto lubi prezenty książkowe niech zajrzy do wpisu Książki świąteczne dla dzieci
pssst… Nad tym wpisem pracowałam ponad 2 miesiące, więc jeżeli skorzystasz z moich poleceń, to proszę kliknij „Lubię to” na Facebooku i możesz też go udostępnić – znajomi Ci podziękują, bo nie będą tracić czasu na poszukiwanie prezentów.
Personalizowane prezenty dla dzieci to świetny pomysł na wyjątkowe podarunki.
Personalizacja w ciągu ostatnich lat staje się coraz bardziej popularna. Nieduże manufaktury mogą sobie pozwolić na takie rozwiązania i według mnie jest to strzał w 10. Obdarowana osoba czuje się jeszcze bardziej wyjątkowa, kiedy zobaczy na przedmiocie swoje imię.
Jest to personalizowana muzyka dla dzieci. Wykonawca śpiewa w tekście imię Waszego dziecka. Jest genialny pomysł, bo obdarowana osoba naprawdę czuje się wyjątkowo.
Ostatnia płyta Dubi, której jestem współautorką ma w zestawie książeczkę. Wszystkie teksty, które znalazły się w tym zestawieniu wspierają rozwój mowy.
Możecie zamówić płytę dla jednego dziecka lub dla rodzeństwa.
Płytę możecie zamówić TUTAJ, a ja mam dla Was rabat (-10 % na hasło nebule10 do 24.12)
Taka poduszka to świetny pomysł na personalizowany prezent. Nie dość, że będzie ozdabiała pokój to jeszcze będzie miała wartość sentymentalną. Pierwsza literka imienia dziecka na zawsze będzie nam towarzyszyć i może to być ciekawy pomysł na prezent na lata.
TUTAJ
Układanka imienna to świetny pomysł na personalizowany prezent. Możecie wybrać imię dziecka, a dodatkowo po drugiej stronie możecie zamówić dedykację lub nadrukować cytat.
Jak pracować z układanką imienną pisałam w tym wpisie>https://www.nebule.pl/nauka-czytania-dla-najmlodszych-ciekawa-i-skuteczna-metoda/
A dziś chciałam Wam jeszcze pokazać personalizowaną tablicę manipulacyjną. Możecie zamówić ją w różnych wersjach (mniejszych, większych) i różnych kolorach. Taka tablica służy do zabaw manipulacyjnych i jest przeznaczona do ćwiczeń motoryki małej.
Jest pięknie wykonana i na pewno ucieszy obdarowanego.
Mam też dla Was rabat -10% na układanki na hasło NEBULE10 i -5% na tablice manipulacyjne na hasło NEBULE5. Oba kody są ważne do 5.12 na stronie Woobiboo.
Jeżeli szukacie ciekawego pomysłu na prezent na lata dla dziecka i jego rodziców – to sprawdźcie Luxnote. To elegancki zestaw do zachowywania wspomnień. Możecie uzupełniać pamiętnik i wklejać zdjęcia – a dzieci będą miały piękną pamiątkę na całe życie.
Co prawda nie zamawia się pudełka z personalizacją, ale można je pięknie uzupełnić i będzie wyjątkowe.
Chciałbym Wam jeszcze pokazać lalkę, którą Lila dostała na urodziny od moich przyjaciółek. Przy zamówieniu lalki wybieramy: kolor oczu, włosów, długość włosów i nawet strukturę. Do tego możemy dokupić sukienkę dla lali i dla dziewczynki. Powiem Wam szczerze, że jestem zachwycona jakością wykonania tej lalki i podobieństwem też:)
Jest też wersja dla chłopców. TUTAJ
W zupełnie innym stylu możemy zamówić piękną sukienkę i lalkę, a dodatkowo można zamówić personalizację (imię na sukience). Lalka jest pięknie uszyta i można jej zdejmować ubranka ( można też zamówić nowe).
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Coraz bliżej ferie zimowe. Jako, że zdecydowaliśmy się po raz pierwszy porwać nasze dzieci na narty i nie mamy jeszcze naszych sprawdzonych, subiektywnych typów – to Was poprosiłam was o inspirację – dokąd jeździcie? Co polecacie? Jakie są sprawdzone adresy na ten pierwszy raz? Jakie hotele są dostosowane do dzieci i mają odpowiednią infrastrukturę? Które to po prostu najlepsze hotele na narty z dziećmi?
EDIT tu łapcie świeżo po naszej wizycie – Czy to najlepszy hotel w górach dla rodzin z dziećmi?
Wiedziałam, że mogę na was liczyć. Bardzo wam dziękuję – bo zasypaliście nas inspiracjami! Wiadomości było dwie fale – jedna z nazwami hoteli – a druga z prośbami o upublicznienie tej listy:) Poniżej więc zebrałam w kolejności alfabetyczno-geograficznej (po miejscowościach) – najczęściej pojawiające się miejscówki wraz z polecanym przez was hotelem dla rodziny z dziećmi.
My dopiero rozpoczniemy narciarską przygodę – wszystkie zdjęcia poniżej – z kanałów i stron hoteli!
Aby zawęzić listę hoteli na ferie zimowe do potrzeb wpisu – przedstawione poniżej powtarzały się najczęściej w waszych wiadomościach. Zdecydowałam że 10 to mało a 30 za dużo – wygrała więc opcja TOP 20. Kolejne kryterium to przyjazność hotelu dla dzieci – załapały się te, które primo – w opisie mają: ” Dzieci w każdym wieku są mile widziane. ” Secundo – oprócz stricte opisu – faktycznie zapewniają dla dzieci atrakcje. Po trzecie i ostatnie – kolejność hoteli jest nieprzepadkowa! A alfabetyczna:)
Zapinajcie więc narty i szusujemy.
A jak Arłamów. B jak Bieszczady. H jak Hotel Arłamów. Pokoje rodzinne. Najbliższy wyciąg 0,5 km od hotelu. Z dala od cywilizacji. Goście chwalą widoki, kuchnię. To miejsce jest zresztą doskonałe miejsce dla dzieci nie tylko na ferie zimowe. Parę cytatów z opinii:
B jak Białka Tatrzańska. M jak Mekka. Tak mówią statystyki:) To Białka Tatrzańska najczęściej pojawiała się w Waszych rekomendacjach na ferie zimowe! Te parę hoteli, które wklejam to i tak już zawężona lista. To właśnie też z Białki Tatrzańskiej jest niekwestionowany leader rankingu – mianowicie najwięcej wskazań jakie przysłaliście po stories z pytaniem o hotele na narty z dziećmi – wskazuje na hotel:
A właściwie Hotel Bania Thermal & Ski. Konkurencję zostawił daleko w tyle. Naprawdę waszych rekomendacji na ten hotel było 2 razy więcej niż na hotel, który znalazł się na drugim miejscu. Bezpośredni dojazd do obiektu na nartach też dobrze rokuje. Garść opinii:
Kolejne wasze polecenie z Białki Tatrzańskiej – Pensjonat Silverton. Kilka wyciągów narciarskich w promieniu 1-2 km. Sam nie ma basenów ale blisko na termy Bania. A ich goście pisali:
i ostatni adres, który sprawia, że Białka Tatrzańska jest najczęściej przez was rekomendowaną miejscówką na ferie zimowe – Hotel Zawrat Ski Resort & Spa. Usytuowany tuż obok stoku Kaniówka. Do tego relaks apres ski gwarantowany. Kości można ogrzać w spa a zmysły nasycić w restauracji. Oto kilka opinii:
Kolejna w alfabecie jest Bukowina Tatrzańska. Polecany przez was hotel na narty z dziećmi z tej lokalizacji to Grand Stasinda. Najbardziej ujęła mnie pierwsza z opinii:
Komu bliżej do Karpacza – ten również znajdzie polecane przez Was hotele na wypoczynek ze zdrową dozą białego szaleństwa i w tej okolicy. Dwie miejscówki notorycznie przewijały się w Waszych rekomendacjach, a były to:
Gołębiewski Karpacz. Cztery gwiazdki. Całe 150 metrów do wyciągu narciarskiego Pod Wangiem. Bezpłatny wstęp do parku wodnego Tropikana. To powinno zaspokoić wszelkie apetyty na uciechy dla całej rodziny na czas ferii zimowych. Obfitość dobrych opinii:
Drugie adres polecany przez was to Sandra Spa. Raptem 350 metrów do najbliższego wyciągu narciarskiego. Kto chętny na bobsleje – 600 metrów do alpejskiego toru bobslejowego Alpine Coaster. Kompleks basenów zobaczycie na zdjęciach, a goście piszą:
Teraz przenosimy się do Krynicy-Zdroju. I tu uwaga – brązowy medalista wg czytelników nebule jeśli chodzi o hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe – Hotel Czarny Potok Resort SPA & Conference. Od hotelu do stacji narciarskiej jest 1,4 km. A na miejscu można dostać zakwasów od zwiedzania czteropiętrowego Spa! Komentator Leszek chyba jeszcze nie był z żoną – ale myślę, że byłaby zadowolona:
W kategorii – hotele na narty z dziećmi – miejscowości Rzyki pewnie bym nigdy nie rozważyła na ferie zimowe gdyby nie Wy! Tymczasem to może być strzał w dziesiątkę. I to nie tylko w zimie, bo okazuje się, że 50m od hotelu jest sztuczny sztok narciarski. Sztuczny ma swoje dobre strony, bo oznacza że działa cały rok, a hotel, który polecacie to Hotel & SPA Czarny Groń. Poniżej opinie jakimi dzielą się bywalcy:
Ja nie wiem, choć mowa u białym szaleństwie – to zauważam jakieś mocne lobby miłośników koloru czarnego…to już kolejny a wciąż nie ostatni górski resort z czernią w nazwie:) Normalnie jakiś Yin i Yang. Tym razem przenosimy się do miescowości Stronie Śląskie – tu na hotel na narty z dziećmi polecacie Hotel Górski Czarna Góra. Faceci w czerni pisali:
Ze Szczyrku przewija się w Waszych rekomendacjach kilka miejscówek. Przy selekcji eleminowałam wszystkie z kolorem czarnym w tle:) Żartuję -najczęściej pojawiają się następujące:
Hotel Klimczok Resort & Spa jest położony ok. 2 km od najbliżsych wyciągów. Na miejscu baseny, sauny, hydromasaże – wszystko by rozmasować strudzone po nartach kończyny. Dzieci mogą za to dalej wyczerpywać swoje bateryjki w sali zabaw. Zadowoleni klienci piszą:
Druga polecana przez was gorąco miejscówka z atrakcjami dla dzieci na ferie zimowe w Szczyrku to Apartamenty Górska Legenda. Do wyciągu narciarskiego beskid jest 500 metrów. Po powrocie dzieci mogą spędzić czas w krainie zabaw a dorośli zażyć kąpieli w wannie z hydromasażem. Goście opiniowali tak:
Szklarska Poręba to kolejny adres, który wielokrotnie przewijał się w Waszych nebulowych rekomendacjach jeśli chodzi o hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe. Najczęściej wymieniane przez was były 3 następujące hotele:
Najpierw ulga, że kolor w nazwie inny niż czarny – Blue Mountain Resort. Piękne apartamenty z widokiem na góry. Do tego powiedzieć „basen” – to mało powiedzieć. Tu faktycznie jest park wodny i z wewnętrznymi i z zewnętrznymi basenami. Atrakcyjne miejsca dla dzieci. Salka zabaw z wszelkimi szykanami. Garść opinii:
No dobra – to już obiecuję ostatni resort dla amatorów czarnego szaleństwa – Czarny Kamień Resort & Spa. Na miejscu baseny, sauna, siłownia. To apartamenty z aneksem kuchennym, lodówką, płytą kuchenną. 2.1 km jest do Parku Rozrywki Dinopark. Wciąg narciarski Hala Szrenicka – 1,4 km. A to opinie gości:
Na koniec trzeci polecany adres na ferie zimowe: Norweska Dolina Luxury Resort. Zaprojektowany jak w nazwie reklamuje dla miłośników luksusu i najwyższej jakości świadczonych usług. Dwa style do wyboru – gość może sam wybrać design – styl prowansalski lub retro. Każdy apartament ma podziemny parking. Baseny, jacuzzi, sauny. Do ośrodka sportów zimowych 1,2 km. A goście takimi się dzielą wrażeniami:
Przenosimy się do Wisły. Tam w malowniczej dolinie Jawornika, polecacie – Hotel Stok. Dwa wyciągi narciarskie na miejscu, kryty basen, hydromasaże, sauny. Trzy hotelowe restauracje do wyboru – kuchnia polska, regionalna i międzynarodowa. Każdy więc znajdzie coś dla siebie. Bywalcy podzielili się takimi opiniami:
Jeśli chodzi o hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe w Zakopanem – bo przecież musiało się pojawić, musimy zacząć od Nosalowego Dworu. To nasz srebrny medalista. Zebrał najwięcej po Bani głosów i popleczników, bardzo dużo szczerych rekomendacji. Zimową stolicę rozpoczyna z zaszczytnym drugim miejscem w Waszych sercach:
Jeszcze raz powtórzę – Nosalowy Dwór to numer 2 w tym rankingu! A chcę się pochwalić – wtedy Waszych rekomendacji nie znając – wybrałam go na pewne okrągłe urodziny dla mojego małżonka, a jako, że on grudniowy to przeżyliśmy wspaniałe chwile z przyjaciółmi i całą bandą dzieciaków w hotelu Grand Nosalowy Dwór. To więc jedyny hotel z całej listy w którym faktycznie byliśmy. Potwierdzamy – to same super atrakcyjne miejsca dla dzieci. Właściwie w tym samym miesjcu jest też ekonomiczniejsza opcja czyli Nosalowy Dwór. Sami możecie zdecydować, która z opcji bardziej wam odpowiada. Najbliższy wyciąg narciarski na Nosalu to 140 m. 1,5 km do Wielkiej Krokwi gdybyście chcieli trochę poskakać:). Opinie gości z Granda:
Hotel Mercure Kasprowy Zakopane o milimetry przegrał podium – ilość Waszych wskazać daje mu 4 miejsce w zestawieniu na najlepsze hotele na narty z dziećmi na ferie zimowe. Nie może być inaczej skoro w odległości 350m jest nawet nie jeden a dwa wyciągi narciarskie. Wielbiciele ruchliwych kurortów ucieszy odległość do Krupówek 1,7km – to raptem kilka rzutów śnieżynką. Dzieci od 0-4 bezpłatnie! Goście pisali:
Ostatni polecany przez was adres z zimowej stolicy polski to Aries Hotel & SPA . Hotel jest 1,5km od wyciągu narciarskiego Szymoszkowa. 1.1 km od Aqua Park Zakopane – choć i na miejscu jest piękne Spa. Do tego raptem 5 min spacerem na Krupówki. Zadowoleni goście pisali:
Niniejszym dotarliśmy do końca rankingu na hotele na narty z dziećmi- wybrany i polecany przez Was nr 20 to Vital & Spa Resort Szarotka. Jest to hotel w pobliżu uzdrowiska Duszniki Zdrój. Trzy wyciągi narciarskie – 300 m, 500 m i 1,3 km. Bezpośrednio dojazd do obiektu na nartach. Garść opinii z pierwszej ręki:
Reasumując – jeśli chodzi o atrakcyjne miejsca dla dzieci na ferie zimowe – to tym hotelem zamykam listę. 20 wydaje się akuratną liczbą by każdy mógł wybrać coś dla siebie. Jak pisałam na początku – ta lista to propozycje podesłane przez Was. To Wasze doświadczenia i przeżycią ją stworzyły. Mogłam zrobić w punktach listę od 1 do 20 – wydało mi się jednak bardziej user-friendly – dać choć pogląd na parę fotek. Jak pisałam – wszystkie zdjęcia są albo ze stron hoteli albo social mediów hoteli. Opinie też pochodzą z ogólnodostępnych portali.
Czujcie się wszyscy zaproszeni by w komentarzach umieścić Wasze prywatne wrażenia z waszych ferii zimowych – i pozytywne ale i te negatywne! Może się okazać, że zdaniem większości, któryś hotel nie trzyma poziomu i wtedy wymażę go z listy. To samo zresztą w drugą stronę. Jeśli droga czytelniczko przegapiłaś akurat ankietę dotyczącą ferii zimowych – zachęcam – pisz w jaki według Ciebie są najbardziej atrakcyjne miejsca dla dzieci? Jeśli jakiś adres będzie się gęsto powtarzał – obiecuję dopisać go do rankingu. Wszystko w Twoich rękach. Życzę aby przerwy świąteczne i ferie zimowe obfitowały w śnieg. Według nas wszystkie podróże są dla dzieci szalenie rozwijające. Przełamują różne swoje zahamowania, bariery – bogacą się w doświadczenia i zdobywają świat!
A komu z nartami nie po drodze i jest amatorem szaleństw innych niż biały kolorów – po inspiracje na alternatwyne do gór kierunki – zapraszam do wpisu: Hotele dla rodzin z dziećmi.
Za chwilę zacznie się szaleństwo prezentowe, więc dziś Przewodnik prezentowy. Co kupić dla dzieci żeby były zadowolone? Jestem zwolenniczką świadomego kupowania i Was też zachęcam do tego. Wolę kupić jeden porządny prezent niż mnóstwo mniejszych.
Do napisania dzisiejszego wpisu zaprosiło mnie Auchan
Uwielbiam kupować prezenty, które zachwycają. Nie wiem skąd, ale mam 6 zmysł do takich wyborów. Najczęściej jest tak, że znając kogoś potrafię dobrze ocenić, co ucieszyłoby daną osobę. Dziś zdradzę Wam moją tajemną wiedzę, jak kupić naprawdę wartościowe prezenty, które będą cieszyły i nie schowamy ich na górę szafy.
Widzę, że z roku na rok kupujemy coraz więcej, a ja myślę, że znacznie trudniej jest kupować MNIEJ. Jestem za porządnymi prezentami i takimi naprawdę trafionymi.
Zależy mi również na jakości materiałów, wyglądzie i zawsze biorę pod uwagę, czy na przykład dana zabawka będzie miała drugie życie (przejmie ją rodzeństwo lub czy pójdzie w inne zaprzyjaźnione ręce.
Co takie maluchy najbardziej potrzebują? Rodziców! Ale też mądrej stymulacji. Jakie zabawki sprawdzą się najlepiej w tej grupie?
Dzieci w tym wieku zaczynają być bardziej mobilne i tak naprawdę mogą nie chcieć siedzieć w miejscu i się bawić, więc jeżeli Wasz obdarowany jest w tym wieku to świetnie sprawdzą się:
To czas kiedy dzieci doskonalą umiejętności językowe i lubią bawić się tematycznie w naśladowanie dorosłych: w lekarza, w kuchnię itd. Lubią też zabawki manipulacyjne (gdzie się coś wkłada, wyjmuje, otwiera, zamyka). To też czas pierwszych zabaw plastycznych, na przykład z ciastoliny. W tym wieku dzieci zaczynają też nazywać kolory, więc wszystkie zabawki z sortowaniem kolorów będą idealne: układanki, sortery, przekładanki
Najciekawsze propozycje prezentowe dla tego wieku:
W tym wieku dzieci mają już bardziej ukierunkowane zainteresowania. Lubią konkretne rzeczy i warto się nimi sugerować się przy wyborze prezentów np. ciało człowieka, zwierzęta świata, budowle, samochody, dinozaury. 3-4 latki lubią też różnego rodzaju gry. Dobrym pomysłem będzie też domek dla lalek, garaż lub tor dla aut.
Najciekawsze pomysły na prezent dla dzieci w tym wieku:
W tym wieku dzieci rozwijają swoje pasje. Bywa czasami tak, że je diametralnie zmieniają. Duży wpływ zaczyna mieć również grupa rówieśnicza – stąd pewnie niektóre zainteresowania. Dzieci w tym wieku często uczą się również języków obcych i interesują się specjalistycznym słownictwem. Lubią różnego rodzaju skomplikowane zabawki, które wymagają od nich kreatywności i myślenia. W tym wieku pojawia się również okres sensytywny na liczenie i pojęcie czasu.
Najciekawsze propozycje prezentowe:
Często dzieci w tym wieku mają już swoje wymarzone prezenty, o których chętnie mówią. Warto je podpytać o czym marzą. A jeżeli nie macie takiej możliwości to warto postawić na pewniaki, które będą dla nich interesujące.
Dzieci w tym wieku mają już zupełnie inne potrzeby i można podpatrzeć czym się interesują. Zabawki powoli odchodzą w niepamięć, a dzieci inaczej spędzają wolny czas.
Super pomysły na prezent to:
W tym wieku dzieci mają już ścisłe zainteresowania i lubią określone rzeczy. Prezenty, które ich ucieszą to:
Przewodnik prezentowy – czy jest coś czego lepiej nie kupować?
Według mnie ryzykowne jest kupowanie zabawek grających i wielkich. Najpierw zapytałbym rodziców, czy zgadzają się na taki prezent. Ogromny miś jest słodki, to prawda. Ale jeżeli ktoś mieszka w 50-metrowym mieszkaniu to z pewnością taki gabaryt będzie uciążliwy. Taki miś jest wielkością podobny do mebla, a czegoś takiego byśmy nie kupili.
Zwracajcie też uwagę na materiały z jakich są wykonane zabawki. Drewno, metal i materiał są znacznie trwalsze. Będą dzieciom dłużej służyły.
Jeżeli macie jakieś swoje pewniaki prezentowe to napiszcie je w komentarzach.
W końcu wróciły do sklepu! Kiedy w 2022 wyprzedały się wszystkie egzemplarze – nie planowaliśmy kolejnego dodruku. Sprzedało się 20 000 książek i myślałam, że już wystarczy. Jednak odkąd zamknęliśmy sklep, to nie było dnia żeby ktoś nie napisał:
Widziałam też, że w drugim obiegu kosztują naprawdę sporo, więc na Waszą prośbę postanowiliśmy zrobić już trzeci dodruk.
W całości są zaprojektowane i wyprodukowane w Polsce.
Kiedy je tworzyłam to bardzo mi zależało żeby były zgodne z zapotrzebowaniem rozwojowym małych dzieci:
Praca nad książkami trwała prawie 3 lata. Znalazłam przezdolną ilustratorkę Darię Solak, która wysłuchiwała moich próśb, że miś nie może mieć czapki. Olga Jackowska ręcznie przepisała wszystkie teksty żeby książki miały tekst pisany.
Za każdym razem, jak dostaję od Was wiadomości, że książeczki działają i Wasze dzieci mówią coraz więcej to bardzo się z tego cieszę. Jest to tak wspaniałe uczucie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam
Książeczki doceniła też Kasia Tusk:
A tu Wasze komentarze:
Agugu – to 1 część przeznaczona dla najmłodszych, nawet już od urodzenia. W tej części znajdziecie rzeczowniki z otoczenia dziecka. Książka nie służy tylko do czytania dziecku. Są tam też pytania, które warto zadawać dziecku. Możecie sami je też wymyślać.
Akuku – to 2 część, kontynuacja Agugu. Są tam czasowniki ważne w życiu dziecka. Są tam też już zdania, które pomogą dziecku budować dłuższe wypowiedzi.
Gadu gadu – to 3 część, która sprawdzi się u niemowlaka, ale też u 3-latka. Sama miałam taki zeszyt, gdzie spisywałam najfajniejsze rymowanki dla dzieci i z niego uczyłam je sroczki, kominiarza i raczka. To popularne rymowanki, które chciałam mieć razem w książeczce.
WEJŚCIE DO: Sklep nebule
Cały pakiet to super pomysł na prezent na baby shower, czy na pierwsze odwiedziny u dziecka.
A ja mam nadzieję, że dzięki nim Wasze dzieci pokochają książki, a przy okazji będą miały okazję uczyć się mówić.
Zachęcam Was do jak najszybszych zamówień, bo nie zakładamy wielkiego nakładu i nie będzie ich w księgarniach internetowych.
Mam nadzieję, że pokochacie je tak samo jak MY!
a tu recenzja od aktywneczytanie.pl
i do tego film:
A tu recenzja: https://alaantkoweblw.pl/blog/najlepsze-ksiazki-dla-dzieci-w-kazdym-wieku-alaantkoweblw-2/
Listopad to idealny czas na zabawy plastyczne z dziećmi. Długie i ciemne dni sprzyjają wspólnym pracom i kreatywności. Bardzo lubię wieczorem siedzieć z dziećmi przy stole i robić właśnie takie rzeczy.
Pomyślałam, że może i Wam przydadzą się nowe pomysły na zabawy plastyczne. Pokażę Wam też materiały, jakich najczęściej używamy. Raz w roku robię większe zamówienie na takie różności: kleje, plastelinę, kolorowy papier, mazaki itd. Taki zapas wystarcza nam właśnie na 12 miesięcy.
Najlepszy przepis na masę solną to:
Pozwalam dzieciom połączyć składniki, a póżniej sama ugniatam do momentu połączenia. Póżniej możecie z niej robić, co tylko chcecie. Użyć szklanek do wycinania, foremek do pierników itd. Możecie też dodać brokat, ozdobić koralikami i guzikami, a jak wystygnie to pomalujcie farbami.
Zabawy z masą solną jest tyle, że zajmie Was i dzieci na 3 h.
To ostatni moment żeby zabierać trochę skarbów jesieni. Ja co roku zbieram z dziećmi liście i suszę je w książkach żeby były płaskie. Już mam ususzone tyle, że wystarczy do wiosny. Liście możecie wycinać nożyczkami, malować farbami, smarować klejem i posypywać brokatem. Co tylko chcecie 🙂
Brokat sypki TUTAJ, taśma dwustronna z pianką TUTAJ
Z nimi też można wymyślić fajne zabawy plastyczne. Kilka zabaw z samymi kasztanami znajdziecie w moim wpisie Zabawy z kasztanami. A my lubimy też odbijać je w ciastolinie i plastelinie. Robić z nich ludziki i różne stworki
Kleje z brokatem TUTAJ
To super zabawa dla nieco starszych dzieci. Mamy od 2 lat książkę, z której często korzystamy i bardzo ją polecam KLIK. Dokupiłam ostatnio papier do origami (KLIK), siedzimy i razem składamy
mazaki z pieczątkami KLIK
Ten blok kreatywny jest genialny KLIK – jeżeli macie dzieci, które lubią takie zabawy plastyczne to macie super pomysł na długi czas.
Moje dzieci kochają wycinać, więc mamy różne kolorowe papiery, z których później tworzą prace. Fajne są brokatowe, metaliczne lub fluorscencyjne. Zazwyczaj to one wymyślają, co z nich można zrobić.
Papier metalizowany KLIK, fluo samoprzylepny KLIK i brokatowy KLIK
Podobno na wszystkie dziewczynki kiedyś spadnie brokatowa pasja – u nas trwa na dobre już kilka lat. Kupuję często sypki brokat do: ozdób, sensorycznych butelek i eksperymentów. A klej brokatowy do ozdabiania na przykład bombek na choinkę, czy kartek świątecznych
Uwielbiam ciastolinę i moje dzieci też. Dotychczas kupowałam Play dooh, ale teraz mam zestaw naturalnej od Twórczej Pracowni i jest świetna KLIK. Ciastolinę używamy też do tworzenia tzw. magicznej tacy (napiszę o niej szerzej w jednym z kolejnych wpisów). Lubimy też używać makaronu suchego, fasoli itd do zabaw plastycznych z ciastoliną.
Znacie te taśmy? Można z nich robić obrazki, kartki i różne prace plastyczne. Teraz mamy taką, którą dodatkowo można pokolorować. KLIK
Chyba nigdy się nie znudzi. Lubię farby z Astry KLIK i mamy też farby z Ikei już 2 lata. Jeżeli szukacie fajnych pędzelków to polecam te: KLIK.
Jeżeli Wasze dzieci nie przepadają za rysowaniem to kupcie im pastele żelowe. W naszym przypadku sprawdziły się w 100 % – są dobrze napigmentowane i łatwo się nimi rysuje. KLIK
Bardzo lubię taką formę i jak już nie mam pomysłu to drukuję coś z Printoteki.
tu macie inne inspiracje na Zabawy dla dzieci w domu
Pokój naszego chłopca i dziewczynki w końcu jest gotowy – dziś pokażę Wam całość. Jest to tymczasowe rozwiązanie – dopóki nie zdecydujemy się co dalej. Póki co, jestem bardzo zadowolona ze wspólnego pokoju, bo dzieci bawią się ze sobą bardzo dużo i mają sporo wspólnych zabawek.
Pokój nie jest duży, ale dość ustawny. Ma kształt prostokąta i z tyłu dużą szafę na ubrania i zabawki, których aktualnie nie używają. Nie do końca sprawdza mi się ta opcja, bo jednak wolę trzymać wszystko w komodach. W kolejnym naszym domu na pewno o to zadbam.
Najpierw mieliśmy kanapę i małe łóżko Julka. Jednak zostało mało miejsca w pokoju na zabawę, więc zdecydowaliśmy, że razem będą spać na kanapie. Niestety Julek non stop z niej spadał, a ciężko było zabezpieczyć boki. Przyszedł mi do głowy genialny pomysł i zaczęłam szukać łóżek z rozsuwanym drugim materacem. Zaryzykowałam i kupiłam łóżko Ikea Slakt. Jestem zadowolona z tego wyboru w 100 %. W pełni odpowiada naszym potrzebom, czyli:
(jedyny minus to dość długi montaż – zajęło to około 6 h)
Tak jak pisałam Wam we wpisie: Biurka dla dzieci zamówiłam biurko Minko. W ostatniej chwili zdecydowałam, że zamówimy duże biurko BASIC, a nie KIDS. To była dobra decyzja, bo po pierwsze: wystarczy na dłużej, a po drugie pasują do niego duże krzesła. Po ponad miesiącu użytkowania jestem zachwycona jakością.
Nie muszę kłaść podkładek, bo nic się nie odbija. Wszystkie ślady wycieram magiczną gąbką i biurko jest w stanie idealnym. Do tego bardzo przydatne są szuflady pod blatem i szufladka na nadstawce.
Krzesło Nomi (pisałam o nim zresztą wpis Krzesełko Nomi)
Julek ma biurko i krzesełko po siostrze Les Gambettes, ale muszę przyznać, że z niego nie korzysta zbyt często. Zdecydowanie woli się bawić na podłodze.
Jasna ściana wygląda fajnie i najpierw nie zamierzałam nic z nią robić. Jednak pokój wydawał mi się mało przytulny, więc zaczęłam szukać czegoś ciekawego. Trafiłam do Dekornika i dosłownie przepadłam. Przepiękne wzory naklejek, aż trudno było coś wybrać. Zależało mi na wzorze uniwersalnym i jak pokazałam dzieciom balony, to też potwierdziły mój wybór. Zamówiłam zestaw balonów (KLIK) i do tego jako uzupełnienie kropki. Całość wygląda razem przepięknie i bardzo pasuje do tego wnętrza. Naklejki bardzo łatwo jest przykleić i odkleić (nie zostawiają śladów).
Brakującym elementem pokoju były tekstylia, to one dodały przytulnego charakteru.
Pościel Cozydots zachwyciła mnie już dawno. Falbanki przy poszewkach są urocze i do tego pięknie wyglądają. Pościel nie gniecie się i to jej dodatkowy plus. Do tego mają wszyte kryte suwaki i dzięki temu wypełnienia nie wychodzą. Prezentuje się znakomicie i myślę, że wystarczy na lata.
Pościel TUTAJ, Poduszka Serce TUTAJ
psst. Mam też rabat dla Was na pościel i poduchę serce kod to nebule15 i daje rabat -15% ważny do 7.11
Szukałam też dwustronnej narzuty pasującej do pokoju i nic ciekawego nie mogłam znaleźć, więc zapytałam Cozydots o opcje personalizacji. Dzięki temu, że szyją w Polsce i mają swoją szwalnie, udało się uczyć taką piękną kapę. (Niedługo będzie dostępna zakładka na ich stronie z indywidualnymi zamówienia).
Dwustronna narzuta wygląda tak:
Do tego mamy piękne poduchy i pufę polskiej marki Betty’s Home KLIK
Pięknie uzupełniają wnętrze, a do tego dzieci zabierają je często do zabawy. Miękkie welurowe akcesoria świetnie tu pasują. Literki też dodają charakteru. Mamy też małą pufę, której używamy do czytania książek i zabaw na podłodze.
Poprosiliście też o rabat do Betty’s home – hasło nebule na -15% ważny do 17.11.
Do mebli nie przywiązywaliśmy wielkiej uwagi, więc dokupiliśmy regał Billy z Ikei i przewieźli szafkę (niestety już jej nie ma).
Często pytacie o magnetofon dla dzieci – my mamy Sony i bardzo dobrze nam służy KLIK
Wciąż nam służy dywan Lorena Canals, który można prać w pralce KLIK.
a tu macie kolejne wpisy z serii:
Wykończenie domu
Inspiracje na dom marzeń
Biały czy kolor – Kolory ścian
Kto chciałby się dowiedzieć jak u nas wygląda nauka angielskiego dla dzieci – dziś przyszedł czas na konkret. Popełniłem kiedyś wpis a zarażaniu potomków głodem do języków: Dlaczego warto uczyć dzieci języków obcych – dziś opiszę praktykę. Jak to robimy? Co działa? Co nie działa? Choć sam akurat władam kilkoma językami, nie jestem żadnym edukacyjnym guru. Tym bardziej nie mówię, że mamy cudowną receptę, po zaaplikowaniu której, wasze dziecko w jedną noc nauczy się języka angielskiego.
Opiszę ci po prostu moje starania – a ty sama zdecydujesz, które hacki mogą przypaść do gustu i zdziałać cuda, przy konkretnie twoim dziecku. Jestem też ciekaw co działa u Ciebie?
Chcesz zapewnić swojemu dziecku najlepszą edukację. Siadasz do komputera i wpisujesz w wyszukiwarkę frazy: nauka angielskiego dla dzieci, nauka angielskiego w domu, nauka angielskiego dzieci online etc.
Wszędzie pojawia się wspólny mianownik – słówko NAUKA.
Póki Lila miała 2-3 latka, czy na obecnym etapie Julka – odrzuciliśmy coś takiego jak Nauka Angielskiego (czy Nauka Chińskiego). Samo słowo Nauka – wznieca w nas uczucie, że wiąże się to z jakimś trudem czy wysiłkiem. Natomiast tak naprawdę chodzi tylko o to, że Nauka oznacza świadome stosowanie przeróżnych zabiegów by zrozumieć i opanować język, słownictwo, gramatykę, strukturę języka. Spójrz za to na język ojczysty – nabywasz go spontanicznie. Dziecko samoistnie go przyswaja. Próbuj więc na pierwszym etapie właśnie takiej naturalnej akwizycji/przyswajania.
Jak Julek widzi, że na coś po raz piąty, dziesiąty, pięćdziesiąty mówię „imbryk”, to koduje, że to jest imbryk. To jest przyswajanie/naturalna akwizycja. Nie mam recepty jak sprawić by przyswoił jego angielski odpowiednik – teapot – ale próbuję mniej czy bardziej udolnie – zamiast pytać „a jak jest imbryk po angielsku?” – formułować pytanie tak by go zaciekawić – „Julek, a wiesz jak Anglicy mówią na imbryk? Teapot!”. Subtelnie – ale ku swej radości obserwuję, że Julek pyta – „a jak Anglicy mówią na Triceratopsika:)?”
Czyli reasumując – przez zabawę, przez użycie zwrotów/słówek naturalnie – wymiennie z rodzimymi. Taki hack u nas DZIAŁA
Dowolna lalka, miś, kukiełka – ogólnie postać, którą animujemy ręką i dajemy jej głos.
Kiedy to my chcielibyśmy mówić do dzieci w obcym języku – dzieci buczą i nas zakrzyczą. „Taaato, przestań”. Kiedy za to animujemy jakąś zabawkę – możemy się upierać, że Winnie the Pooh jest brytyjskim gentelmenem i można się z nim porozumiewać jedynie po angielsku. To też hack na przyswajanie. Miś prosi o miodzik, balonik, inne zabawki czy smakołyki – parę słówek i zwrotów uda się w zabawie przemycić? Doskonale DZIAŁA.
Założę się, że potwierdzisz – pierwsze dziecko jest wychowywane w sposób dużo bardziej – jak by tu ująć – kategoryczny – niż każde kolejne. Jako rodzice nie mamy jeszcze pewnego bagażu doświadczeń, mamy za to większą spinkę – co naturalne – w końcu wszystko, to wtedy – „ten pierwszy raz”. Lila np. nie wiedziała co to cukier, była dzieckiem kompletnie BLW (w życiu nie dostała słoiczka), nie była też narażona na uroki telewizji? Kiedy w końcu została dopuszczona przed ekran – samo zło – mogło to być tylko w celach edukacyjnych. „Baby Einstein” i te sprawy. Jednym z moich pomysłów było by – jeśli już ma oglądać bajki – to TYLKO w oryginale.
OK, osłuchać się osłuchała. Czy natomiast w tym wieku – nie znając żadnych słówek mogło to coś dać? Mam poważne wątpliwości. Jest to tak pasywne – hehe jest to tak „pasywna aktywność”, że od samego oglądania bajek w oryginale – kompetencji językowych jej nie przybyło.
Hack na bajki – a tak zupełnie pasywnej postaci – NIE DZIAŁA.
Idąc chronologicznie – kolejnym kamieniem milowym na naszej ścieżce były fiszki. Nie będę się rozwodził nad zaletami. Możesz mnie wypunktować, że to już nauka a nie przyswajanie. Będę polemizował – myśmy zaczynali w wieku około 2 lat – fiszki były obrazkowe
na przykład takie KLIK
Zwłaszcza przy rzeczownikach – jest to łatwe, proste i przyjemne. Jak już widzisz że słowo opanowane – odkładasz głębiej w pudełko i powtarzasz rzadziej. Nie był to jakiś szykowany dla Lilii z premedytacją scenariusz – to zresztą ciekawa historia. Jedna z czytelniczek, zwróciła naszą uwagę, że Lilce na zdjęciach uciekają oczy. Po fazie początkowego oburzenia – przyznaliśmy sami przed sobą, że coś na rzeczy jest – i udaliśmy się do specjalisty. Ten nakazał ćwiczenia – codziennie mamy Lilii przykładać rzeczy blisko oczu, by robiła zeza i w ten sposób ćwiczyła mięśnie. Tu więc potwierdzam tylko że sposób na fiszki DZIAŁA i przechodzę do kolejnego punktu:
Jako, że oczy trzeba było ćwiczyć codziennie – oparliśmy na tym rytuał. 10 minut ćwiczeń – czyli 10 minut fiszek – a potem oglądanie bajek (tak, wyobraźcie sobie że oglądanie bajek z bliskim ekranem też było zaleceniem zdrowotnym…).
To doskonałe combo – fiszki + systematyczność. Słówka wchodzą ślicznie do szufladek w mózgu. Powtarzane z odpowiednim algorytmem – pięknie się magazynują w pamięci długotrwałej. Już nie pamiętam od ilu lat Lila nie musi ćwiczyć oczu – a fiszki robimy prawie codziennie. Wierzcie mi, przy nauce chińskich znaków, ciężko byłoby bez tego o rezultaty.
10 minut dziennie – to SUPER MOC – wspaniale DZIAŁA
Chcemy przecież zapewnić potomkom najlepszą możliwą edukację – Lila chodziła więc też na tradycyjny stacjonarny kurs angielskiego dla dzieci. Dwa razy w tygodniu. Z nativem. Miała 5 lat. Jako rodzic czułem się spełniony, że jej to zapewniam. A do tego zabiegany ponad normę. Jako że koło tej dobrej szkoły ciężko było o miejsce parkingowe – plus popołudniowy korek – dojazdy autem były wykluczone. Nasuwaliśmy więc lato, zima komunikacją miejską.
Biegałem z wywieszonym językiem z pracy by się wyrobić. Aby dać odsapnąć żonie, która spędzała z dziećmi większość czasu – jeździł z nami i Julek. Kiedy czekaliśmy na Lilę, biegałem wytrwale po korytarzach za tym niestrudzonym eksploratorem. Po powrocie do domu, padałem wyzuty jak pęknięta dętka. Ale to logistyka.
Kurs na pewno pokazał Lilii, że nauka języka może być aktywnością spędzaną z rówieśnikami. Natomiast że było to jeszcze w wieku przedszkolnym – to mogą być jej pierwsze asocjacje z nauką. Czyli trudem i znojem. Choć nie powiem złego słowa na kurs jako taki – na pewno był wartościowy, to szczerze – nie wiem czy bogatszy w doświadczenia – powtórzyłbym ten scenariusz. Mam więc problem z jednoznacznym oszacowaniem. Kurs na pewno DZIAŁA – ale myślę że więcej przyniesie na późniejszym etapie życia.
Jeszcze ostatnia refleksja dotycząca logistyki – kurs ze względu na choćby 5 osobową – ale jednak grupę dzieci – odbywa się zawsze w ustalonych, sztywnych terminach. Np. wtorek – czwartek 16.30 – jeśli cokolwiek wypadnie – lekcja przepada. Dziecko musi nadganiać i nic z tym zrobić się nie da.
Biurko Lili – Minko.co
Angielski dla dzieci online to jednym słowem – szach-mat. Tak mogę streścić nasze ostatnie doświadczenia. Kto śledzi IG czy FB Stories nebule – widział na pewno wyzwanie, na jakie się zdecydowaliśmy dla Lilii by ją w angielskim rozgadać. Za wszystkim stała jak to zwykle rekomendacja. Czy to u Matki Wariatki czy to u makóweczki – widzieliśmy że ich dzieci uczą się w internecie. Zaczęliśmy drążyć. Nie dość, że od nich usłyszeliśmy, że to działa – to w parę sekund można się zapisać na darmową lekcję. Tylko uważajcie – to wciąga!
Mógłbym tak jeszcze wymieniać jak wszyscy zachwyceni przede mną – spróbuję natomiast krótko a treściwie wyjaśnić skąd sukces – dlaczego Lila nagle się otworzyła i zaczęła aktywnie mówić: formuła 1×1 online wymusza dialog!
Nauczyciel nie mówi ni słowa po polsku. Natomiast to wciąż przyswajanie i zabawa! Trick polega na tym, że nie tylko języka, ale też technologii. Lila nie miała dostępu do komputera. Lekcja na komputerze to dla niej ekscytująca przygoda. Siada, uczy się obsługiwać myszkę, klikać, rysować po ekranie. Materiały są dla dzieci, które już zaczynają przygodę z czytaniem – natomiast operują obrazkami. Dziecko zakreśla, podkreśla – to co widzi. To interesująco przygotowany program. Słowo klucz – interaktywny.
Sam nauczyciel to mały kwadracik w dole ekranu. Moderator aktywności. Jest tu więc i element fascynacji technologią, i element grywalizacji. Lektor wprowadza dziecko w ten magiczny świat – interakcja jest na początku inicjowana gestem – a potem rośnie naturalnie w tempie wykładniczym. Jasne – na sukces akurat Lilki i jej akurat przypadku – składa się cały dotychczasowy plecak doświadczeń – natomiast te lekcje jakby otworzyły niepohamowany strumień zasobów, które do tej pory były gdzieś głeboko ukryte i niedostępne.
Obserwujcie Stories – tam możecie zobaczyć – jak dziecko odkrywa świat nowego języka. Odkrywa jak komunikować się z całym anglojęzycznym światem. DZIAŁA DZIAŁA DZIAŁA!
tu macie świeży wpis co robimy teraz – Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny
Ostatni ważny hack – zamiast szukać metod jak się uczyć – szukamy metod jak się jezykiem bawić!
U jednego może to być rysunek, u innego czytanie – dla Lili to śpiew. Kiedy bawiła się chińskim jako 2-3 latka – pierwsze były piosenki. Uczyła się znaków/tekstu by potem śpiewać razem z youtubem. Do tego mając umysł jak gąbka, śpiewa piosenki po węgiersku, hiszpańsku – naturalnie słowa z nich nie rozumiejąc – opanowała abstrakcyjne zwroty tak jak my tekst piosenki doktora Paj Chi Wo z Pana Kleksa.
Teraz kiedy ma 7 lat, kiedy jest faza na pisanie i czytanie – bawimy się na przykład aplikacją Lyrics Training. Jeśli znacie jakieś inne podobne – dajcie znać. Lyrics Training odtwarza teledysk piosenki wraz z tekstem i mniej lub bardziej akuratnie – kursorem pokazuje gdzie obecnie wokalista się znajduje.
Można wybierać różne rodzaje muzyki. Jest też cała sekcja poświęcona piosenkom dla dzieci, gdzie znajdziemy ich ulubione hity.
Oprócz samej nauki języka – można w ten sposób ćwiczyć czytanie czy pisanie po angielsku. Lila ma jakąś ulubioną piosenkę, której słowa już zna na pamięć. Tłumaczymy tekst by nadać słowom znaczenie. Dzięki paru powtórzeniom może wyłapać jak się zapisuje poszczególne słowa. Na koniec utrwala się to w grze w uzupełnianie tekstu.
Można się bawić albo na stronie – albo w aplikacji na telefonie. Każda z opcji oferuje trochę inne możliwości zabawy. Można dobrać co kto lubi.
Piosenki są doskonałym materiałem – refreny, teksty, ciągłe powtórzenia – wymowa słówek sama rozbrzmiewa w głowie. Do tego jeśli dziecko samo śpiewa – dochodzi element wokalny – mózg ma jeszcze łatwiej zapamiętać skoro generuje te dźwięki i słówko samo się na wielu poziomach utrwala. – WIELOPOZIOMOWO DZIAŁA
Tak jak pisałem – nie jestem wyrocznią, wszystkie wyżej opisane sposoby, przetestowałem na człowiekach – członkach mojej rodziny a jeszcze wcześniej w dużej mierze na sobie. Jestem bardzo ciekaw waszych tricków! Proszę piszcie i inspirujcie co najlepiej działa na wasze pociechy?
kolejna część tego wpisu to Guwernantka XXI wieku – język angielski online
to info dlaczego Chiński jest prosty a tu life-hack jak opanować Rosyjski alfabet bez wysiłku i na jeden raz! A tu Alfabet ukraiński
A może chcecie zrobić o jakiejś partii słownictwa edukacyjny Lapbook?
Też tak macie, że jak widzicie jakiś nowy gadżet, który ułatwia życie rodzicom to sobie myślicie „Genialne, to na pewno wymyśliła jakaś matka!”. Ja tak – jestem pewna, że potrzeba jest prawdziwą MATKĄ wynalazku. Dlatego dziś zebrałam 10 moich sposobów, aby macierzyństwo było prostsze.
Do podzielenia się moimi sposobami na prostsze życie, zaprosiła mnie marka Hortex
Też to znacie? Usypianie 40 minut, odłożenie dziecka na paluszkach tak aby ładunek się nie zdetonował, nakrycie milutkim kocykiem. Wyjście z pokoju bezszelestnie jak złodziej, zamknięcie drzwi najwolniejszym ruchem i z precyzją chirurga. Siadacie, głęboko oddychacie i wtem … DZWONI DOMOFON. #%^$$&%&* (można tu wstawić własne epitety). Dziecko w płacz, Wy prawie też. Co w takim razie zrobić? U mnie nie ma opcji ściszenia, a jeżeli odłożę słuchawkę, to na pewno listonosz wrzuci mi awizo do skrzynki.
Mam jeden super patent – wieszam kurtkę dziecięca na domofon, jak tylko dziecko zaśnie. Odzienie dziecięce, ciepłe doskonale maskuje piszczący dźwięk. Genialne?
Och, jestem mistrzem tej sprawności. Kiedy byłam studentką i mieszkałam w akademiku naprawdę potrafiłam wyczarować istne cuda w zaledwie 10 minut! W zamrażarce zawsze miałam jakieś Warzywa na patelnię, i to był mój stały obiad. Mało tego – jedno opakowanie wystarczało mi nawet na dwa dni.
Odkąd jestem mamą to też bardzo kombinuję w kuchni. Moje dzieci nie lubią wymyślnych dań i kiedy po godzinie gotowania stwierdzały, że nie będą tego jeść – to zwyczajnie odpuściłam. Lubię ułatwiać sobie życie i wolę oszczędność czasu.
Do dzisiaj, zawsze w zamrażarce mam zestaw produktów, z których mogę coś szybko wyczarować. Mrożone mieszanki warzyw czy gotowe zupy nie raz ratują mi skórę! A, że jest to dla mnie ważne żeby moja rodzina jadła zdrowo to wybieram możliwie co najlepsze i zawsze zwracam uwagę na skład.
To takie moje koło ratunkowe – pamiętam, żeby mieć jakieś gotowe, lub półgotowe produkty mrożone w domu. Nie muszę zastanawiać się, biec do warzywniaka, obierać czy kroić – wszystko mam gotowe. A do zupy, wystarczy że zagotuję wodę, wrzucę warzywa i bazę i.. jest!
Ha! Ale wymyśliłam świetny sposób na wiecznie zagubione skarpetki. Teraz kupuję skarpety w wielopakach i wszystkie w takim samym kolorze. Jak się zgubi jedna, to pasuje do drugiej. Oszczędza mi to czas rano, kiedy wybieram ubrania dla dzieci, bo w 10 sekund mam parę skarpet.
Było to spore wyzwanie, ale uważam, że warto uczyć dzieci samodzielności nie tylko z egoistycznych pobudek. Nie muszę ich ubierać, rozbierać, bo robią to same. Dzięki temu macierzyństwo jest o wiele prostsze.
Przystosowane otoczenie do dzieci pozwala Wam też na większy komfort – nie musicie wieszać ich kurtek, bo mają nisko wieszak. Nie musicie podawać szklanek, bo mają nisko w szufladze itd. Dzieci mają ogromną satysfakcję z tego, że robią to same, a Wy macie luz.
Ten sposób wkładania kurtki uważam za genialny i warto go jak najszybciej nauczyć dziecko.
Tego sposobu nauczyłam się w przedszkolu, w którym pracowałam. Pozwala dzieciom założyć prawidłowo buty. Wystarczy, że przetniecie większą naklejkę na pół i nakleicie je w butach. Dziecko będzie wiedziało, jak je ma założyć.
Przyznaję się, że magiczna gąbka uratowała wiele rzeczy w naszym domu. Pomazany markerem biały magnetofon, zafarbowane biurko od plasteliny, porysowane ściany – wszystko wyczyszczone magiczną gąbką bez wysiłku. Do tego nie trzeba detergentów, a odrobinę wody. Nawet jak wyjeżdżam gdzieś z dziećmi to odcinam kawałek gąbki i wrzucam ją do torby. Zawsze się przydaje.
Moje dzieci same myją ręce, więc zostawiam im dużą sowbodę. Problemem dla mnie był zbyt duże użycie mydła do rąk. Zawsze jak wciskały to brały pełną pompkę, a wystarczyłaby spokojnie 1/4 tego. Założyłam więc gumkę, która ogranicza manewry. A mydło wystarcza na dwa razy dłużej!
Też macie dość melodyjek, które aż wżerają się w mózg? My mamy niewiele grających zabawek, ale dosłownie każdą ściszałam… taśmą klejącą lub plastrem z opatrunkiem. Jak zakleicie głośnik to słychać dwa razy ciszej. Proste i genialne!
Ok, ja wiem, że to czasem jest syzyfowa praca, ale ma wiele plusów! Ja od początku robiłam wszystkie domowe obowiązki razem z dziećmi, bo zależało mi na 3 rzeczach:
Nie wiem jak Wasze dzieci, ale moje wędrują w nocy po całym łóżku i niestety spadają. Wymyśliłam świetną barierkę, która ich zatrzyma. Sprawdza się też na wyjazdach, kiedy nie macie jak założyć materaca. Wystarczy, że włożycie między ramę łóżka a materac ksiązki. Prawda, że fajny pomysł?
Jak Wam się podoba moja lista sposobów? Pewnie tez macie swoje pomysły na to żeby ułatwić sobie macierzyństwo. Koniecznie podzielcie się z nami swoimi sposobami.
Niedomknięte projekty, niedokończone książki odłożone na półkę, wciąż przekładane ćwiczenia i myśli o sobie, które zostały przesunięte na dalszy plan. Kiedyś „ja” na końcu, a teraz na początku. Przyszedł w końcu czas, który był mi wcześniej niepotrzebny – tak wtedy myślałam.
Zapisałam się na studia, zaczęłam bardziej dbać o siebie, a przede wszystkim myśleć o sobie.
I zasiał we mnie ziarenko niepewności. Tak jak wcześniej byłam pewna tej decyzji, to wtedy znów weszłam w mój dawny schemat myślowy: w weekend jest czas dla rodziny, będziesz zmęczona po całym tygodniu, przecież lubicie rodzinne wyjazdy na 2-3 dni…
Pierwsza rzecz, jaka mi przyszła na myśl to fakt, że przede mną 30 lat pracy zawodowej. 30 kolejnych lat, które chciałabym żeby sprawiały mi przyjemność i dawały codziennego kopa motywacyjnego. Pytacie mnie często, czy wrócę jeszcze do pracy terapeuty. Chyba już nie. Śmieję się, że wszystkie pokłady cierpliwości wyczerpałam na moje dzieci;) i jeszcze trochę musi mi zostać na męża;)
Brakuje mi kontaktów z ludźmi, których nie znam. Przez te lata odkąd jestem matką moje grono znajomych wyraźnie się zawęziło. Odczuwam niedosyt takich powierzchownych rozmów o pogodzie. Poznawania innych ludzi, którzy być może nie mają ze mną nic wspólnego. A może się okaże, że coś nas jednak łączy.
Chcę wyjść z własnego schematu myślowego, który skrzętnie budowałam w swojej głowie w dresach poplamionych zupą i w kapciach z króliczkami. Czuję, że spełniłam swoją rolę w 100 %, a teraz nadchodzi mój czas, który pozwala mi jeszcze bardziej docenić to co mam. Wiem też, że spełniłam się w tej roli i uwielbiałam ten. Niczego bym nie zmieniła. Wiedziałam, że mój czas w końcu też nadejdzie.
W końcu mam swoje biurko, nie muszę pisać pomiędzy mieszaniem zupy, a budowaniem z Lego. Mogę spokojnie porozmawiać przez telefon, nie przerywając ciągle „Zaraz Ci dam”, „Już idę” „Poczekaj sekundkę”. Myślę, że to zrozumieją tylko mamy. Kawa wypita w spokoju w temperaturze zgodnej z sugerowaną i samotna wizyta u lekarza.
Biurko Slim Minko.co
Mogę śmiało powiedzieć, że to jest najpiękniejszy moment dnia, kiedy Julek rzuca mi się na szyję i mówi „Tęskniłem za Tobą, było dziś super!!!”, a Lila opowiada, co nowego przytrafiło się jej w szkole. Mam ogromny zapał do tego żeby spędzać czas po południu razem z nimi i nie przewracać oczami, na widok kolejnego kasztana walającego się po domu. Po prostu przyszedł na to czas.
Mam wiele planów i marzeń, które powolutku będę realizować. Rozmawiam z moimi przyjaciółkami, które też niedawno wróciły do pracy i czują podobnie. Myślę, że jest to naturalnie wpisane w życie matki – jeszcze przyjdzie i na Was czas, trzymam kciuki żebyście nie bały się myśleć o sobie.
W końcu jest – książka dla rodziców niemowląt, która wypełnia dużą lukę w temacie integracji sensorycznej dzieci. Sama już przed ciążą z Julkiem szukałam informacji na ten temat i zapisałam się na kurs dla specjalistów.
Integracja sensoryczna niemowląt jest bardzo ważna. Świeżo upieczony rodzic nie ma pojęcia, jak przebiega rozwój sensomotoryczny jego dziecka. Często nie wie dlaczego ciągle płacze, dlaczego się pręży i nie śpi w nocy. Ja też przy pierwszym dziecku niewiele na ten temat wiedziałam i działałam instynktownie.
„Sensoryczne niemowlę” – Aleksandra Cheręzińska i Joanna Szulc wyd. Mamania
Aleksandra Cheręzińska jest znaną specjalistką od Integracji Sensorycznej najmniejszych dzieci. Na podstawie wieloletniego doświadczenia w pracy z dziećmi i dzięki obserwacji swojej córeczki napisała tę pozycję, aby ułatwić rodzicom początki rodzicielstwa.
Joanna Szulc jest autorką wielu wartościowych tesktów i książek o rozwoju dzieck
Razem stworzyły książkę, którą wg mnie powinno dostawać się na porodówce, bo w wielu kwestiach pomoże początkującym rodzicom w zrozumieniu dziecka.
Nie od dziś wiadomo, że noworodki potrzebują dużo czasu aby nauczyć się życia w sensorycznym świecie. Jego zmysły muszą tak wiele przyjąć do siebie. Przecież przez 9 miesięcy było tylko ciemno, cicho i ciepło.
Mimo tego, że sama jestem terapeutą SI, to wiele informacji mnie zaskoczyło. Niewielu terapeutów ma przygotowanie do pracy z niemowlętami, dlatego uważam, że ta książka jest świetna i wg mnie jest bardzo przydatną pozycją na półce rodzica.
Myślę też, że jest wręcz obowiązkowa dla wszystkich specjalistów którzy pracują z małymi dziećmi: pediatrów, niań, opiekunek w żłobkach, logopedów itd.
Najważniejsze jest to, że została napisana bardzo przystępnym językiem, a wiedza przekazana jest w taki sposób, że łatwo ją przyswoić.
Ilustracje i tabelki sprawiają, że książkę czyta się szybko i dużo się zapamiętuje.
Dzięki informacjom z tej książki naprawdę dużo się dowiecie. Wy będziecie szczęśliwi, że rozumiecie swoje dziecko, a ono Wam się odwdzięczy uśmiechem.
Książka do kupienia TUTAJ – myślę też, że „Sensoryczne niemowlę” to fajny pomysł na prezent dla przyszłej Mamy:)
Przyznaję się – mam głęboko zakorzeniony tryb życia zbieracko -łowiecki. Uwielbiam polować, czatować na okazje, ustrzelić jakąś perełkę za grosze. Dziś napiszę Wam o mich sposobach na to, żeby nie wydawać majątku na zakupy.
Też lubicie ten dreszczyk i zadowolenie, kiedy uda się Wam kupić coś znacznie taniej niż myślałyście? Ja to KOCHAM, a mogę nawet powiedzieć, że od tej adrenaliny jestem lekko uzależniona.
Chodzi mi o te momenty, kiedy muszę coś kupić, bo tego bardzo potrzebuję, a udaje mi się wydać na to mniej pieniędzy.
Stwierdziłam, że może i Wam się przydadzą moje tricki, które weszły mi już w krew.
Najważniejsze że ten sposób pozwala na zaoszczędzenie 100 %, który planowaliście wydać i do tego najbardziej efektywny. ZAWSZE, ale to zawsze jak myślę, że czegoś potrzebuję do ubrania, czy też do domu to idę i sprawdzam, czy czegoś takiego nie mam.
Naprawdę, tak się złapałam ostatnio, bo uznałam, że nie mam czapki na zimę. Byłam o tym absolutnie przekonana, że jej potrzebuję. Szukałam ideału w kilku sklepach i kiedy byłam już gotowa na zakupy, to zajrzałam do górnej półki w szafie. Okazało się, że mam czapkę w świetnym stanie, o której zapomniałam. Zaoszczędzona kasa – 100%
Wiecie, że jestem ogromną fanką tej instytucji, bo wiele razy za grosze udało mi się kupić prawdziwe perełki. (może kiedyś napiszę wpis, o moich sposobach na wyszukiwanie takich rzeczy?) Natomiast minus zakupów w SH jest taki, że potrzebujesz swetra, a wychodzisz z kurtką dla dziecka. Ciężko jest kupić coś, co akurat w tym momencie potrzebujesz.
To prosty sposób żeby kupić coś czego akurat planujemy kupić, tylko, że za mniejsze pieniądze. Najczęściej zaglądam na Limango i Limango Outlet. W pierwszym trzeba trochę poczekać na wysyłkę, ale zawsze można coś taniej upolować. A w Outlecie przesyłkę macie szybko w domu, a produkty są jeszcze tańsze.
Opiszę moje ostatnie zakupy. W grudniu pierwszy raz w życiu jedziemy na rodzinne narty. Ja ostatni raz jeździłam 12 lat temu i wtedy pożyczyłam strój od koleżanki;) A teraz mamy plan jeżdżenia co roku, więc uznałam, że warto kupić porządną kurtkę oraz spodnie dla siebie i męża. Zajrzałam do Outletu Limango i znalazłam kurtki i spodnie w dużo niższych cenach. Dlaczego kupiłam je teraz? O tym będzie w kolejnym punkcie.
Kurtka, która podobała mi się w sklepie kosztowała 800 zł, a tę kupiłam dużo taniej i mam zamiar użytkować ją przez kilka sezonów. Tak samo ze spodniami – kilka stów zostało w kieszeni.
A to zestaw Daniela
Kurtka Burton i spodnie Salomon
Dla dzieci teraz jest fajna kampania odzieży Outdoorowej Trollkids (zamówiłam właśnie dzieciom rękawice tej marki) I Helly Hansen
Chociaż na narty jedziemy pod koniec grudnia, to wiem, że w okolicach świąt będzie dużo wydatków, dlatego rozkładam zakupy w czasie. Też jest tak, że im dalej do sezonu tym jest taniej i wybór jest zdecydowanie większy. Dlatego wolę kupić wcześniej bez pośpiechu. W tym roku wcześniej też kupić prezenty na Święta, bo chcę uniknąć gorączki świątecznej.
Kiedyś miałam mnóstwo ubrań byle jakiej jakości i ciągle musiałam kupować nowe. Ubrania lepszej jakości wychodzą często taniej. Mam je po kilka lat i noszę non stop. Jedne buty na kilka sezonów sprawdzają się znacznie lepiej, a i wychodzi mniej pieniędzy niż gdyby kupować co sezon nowe. Ja na przykład mam takie buty z Loft37, które są tak uniwersalne, że zaczynam w nich 3 sezon, myślę, że spokojnie kolejne 3 przede mną.
Klasyczne, czarne botki z wbudowanym obcasem – pasują do wszystkiego!
Nie lubię wyprzedaży, to przyznaję i bardzo rzadko kupuję wtedy. Ale mam na przykład zapisaną jedną rzecz, którą chcę kupić w BF i to ma wtedy sens. Dzięki takim przemyślanym zakupom nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy.
Jestem zapisana do kilku newsletterów na takiej skrzynce, której nie używam na co dzień. Inaczej by mnie denerwowały ciągłe meile i powiadomienia. Dodam też, że newslettery zachęcają do ciągłego kupowania, więc ja mam je na innej skrzynce i jak coś akurat potrzebuję z danego sklepu to w wyszukiwarce patrzę, czy akurat nie ma rabatu do tego sklepu.
To ciekawy punkt;) Kiedy coś kupuję wcześniej i nie muszę tego nosić lub używać od razu – to nie odrywam metki. Wkładam rzecz do szafy i czekam na ten moment, kiedy faktycznie będę to nosić. Dlaczego? Bo może się zdarzyć, że uda mi się coś kupić jeszcze taniej lub trafić w SH i wtedy będę mogła daną rzecz zwrócić. Metki na spodniach i kurtce narciarskiej zostaną na nich aż do dnia wyjazdu, bo może jeszcze je wymienię na coś innego.
Tak jak napisałam wyżej, dzięki temu, że nie odrywam metek, to mogę daną rzecz zwrócić. Korzystam z tego prawa dość często, bo wtedy mogę podjąć decyzję, że to jest to, co dokładnie chciałam i za takie pieniądze jak zaplanowałam. Ostatnio zamówiłam sobie kapelusz i specjalnie nie oderwałam metki. Kiedy na niego czekałam byłam pewna, że przechodzę w nim całą jesień.
Przyszedł i okazał się przepiękny, ale ja zaczęłam mieć wątpliwości, czy będę w nim dużo chodzić. Nie oderwałam metki i położyłam na półce. Przez cały tydzień kiedy wychodziłam z domu zakładałam kapelusz na głowę i zapamiętywałam do czego mi pasuje. Po tygodniu okazało się, że tylko do jednej stylizacji był idealny. Uznałam, że to za mało i zwróciłam go bez problemu.
Korzystam z internetowych porównawarek, bo często widać jak różnią się ceny. Mało tego – jest często tak:
Dobra, może sama jej nie stosuję, ale często jak, moi znajomi jeżdżą gdzieś to mnie pytają co przywieźć. Mam też taką czytelniczkę (pozdrawiam Marta!), która kupuje mi rzeczy w USA. Wychodzi dużo taniej, ale jest ryzyko, że nie będzie pasować i wtedy może pojawić się problem. Dlatego w taki sposób kupuję tylko sprawdzone rzeczy, które wiem, że będą pasowały.
A Wy macie swoje sposoby? Chętnie o nich poczytam 🙂