kontakt i współpraca
Nie wiem, jak to się stało, że moje książki dla najmłodszych dzieci do tej pory nie zagościły na blogu. Podobno szewc bez butów chodzi i w tym przypadku to by się zgadzało:)
Minęło juz pół roku od premiery, a moje książki – jak piszecie – zdobyły poczesne miejsce w sercach Was i Waszych dzieci i zdobią półki w Waszych domach. Wzruszam się.
Za każdym razem, jak dostaję od Was wiadomości, że książeczki działają i Wasze dzieci mówią coraz więcej to bardzo się z tego cieszę. Jest to tak wspaniałe uczucie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam
Kupujecie je dla swoich niemowlaków i wydłużacie dzięki nim czas na brzuchu. Pozwalacie też starszakom czytać je młodszym. Zamawiacie je na prezenty dla nowonarodzonych dzieci wśród Waszych znajomych – dziękuję!
Zależało mi na tym żeby moje książki trafiały do Was jako pierwsza książka dla dziecka. Podczas tworzenia ilustracji i zbierania materiału językowego zwracałam na to ogromną uwagę.
To właśnie książki dla najmłodszych dzieci powinny być tak skonstruowane aby uwaga dziecka mogła się skupić na tym co najważniejsze. Właśnie dlatego obrazki są na białym tle, a obrys jest mocną linią.
Dopiero po pół roku i ogromie wiadomości od Was mogę powiedzieć, że cel został osiągnięty. Poniżej Wasze komentarze.
To właśnie wyróżnia moje książki
One nie mają fabuły. One są interaktywne. Mają zachęcić każde dziecko do spontanicznej reakcji. Mają uświadomić i uczyć czym jest komunikacja. A wam rodzicom uświadomić, że dziecko potrafi się komunikować – i pokazać jest szalenie spragnione tego nawet najprostszego dialogu. Tylko ostrzegam – jak już dzieci poznają siłę komunikacji – buzia im się nie zamknie:)
Tu link do obszernej zewnętrznej recenzji na Aktywneczytanie.pl
Jest to książka dla najmłodszych dzieci i możną ją już przeglądać z najmniejszymi czytelnikami (od 3 miesiąca życia)
Znajdziecie tam najpopularniejsze rzeczowniki i wyrażenia dźwiękonaśladowcze dla dzieci
Tę kolejna część skierowanłam do najmłodszych czytelników bo zawiera ona czasowniki bliskie dziecku.
W tej książce zebrałam popularne wierszyki i rymowanki żebyście mogli ćwiczyć z dziećmi pokazywanie, a przy okazji świetnie się bawić.
Z Waszych wiadomości wynika, że właśnie tę część lubicie najbardziej i bardzo mnie to cieszy.
to zawsze świetny pomysł na prezent. Możecie je zamówić swoim znajomym lub dzieciom w rodzinie – na pewno się ucieszą.
Po więcej pytań o logopedię i ćwiczenia zapraszam do evergreenowych wpisów: Logopedia w domu i Ćwiczenia logopedyczne
Umiałem upichcić jajecznicę – dodałem 1 element a znajomi zaczęli mnie darzyć estymą godną szefa 3 *** kuchni!
Nikt nigdy nigdzie – nie został uznany wirtuozem patelni za zrobienie jajecznicy.
A najwyżej na takim poziomie danie, pozwalały mi przyrządzić, moje notorycznie za mało pielęgnowane umiejętności kulinarne.
Aż pewnego zimnego, szaro-burego dnia moje życie nabrało jaskrawych barw i zmieniło kurs o 180 stopni (a właśnie że nie Celsjusza). Wtedy właśnie po raz pierwszy poznałem ją. To była miłość od pierwszego wejrzenia – STOP – się w nią wgryzienia.
Bądźmy szczerzy – wygląd i wizualny magnetyzm owszem – sprawi że zaczniesz kogoś bezkrytycznie i namiętnie pożądać, ale umówmy się – by przepaść tak dokumentnie, że teraz nie wyobrażam sobie bez niej życia… Że mimo żony, pracy, dzieci, obowiązków, codziennej gonitwy… co ja chrzanię – mimo COVID-19 i zafundowanej nam przez niego kwarantanny – widuję się z nią 3-4 razy w tygodniu…
Gdy zrobisz to raz – przepadasz na wieki. Całe szczęście w tym obyczajowym ambarasie, moja małżonka obdarzyła ją równie płomiennym uczuciem i wspólnie dzielimy tę namiętność na talerzu
…a na imię jej było Szakszuka (jeśli kiedyś zdarzy nam się jeszcze córka, tak będzie musiała dostać tak na imię;)
Aby zachęcić Cię do dalszej lektury i upewnić, że przyrządzenie Szakszuki mieści się w zakresie każdego kto choć raz w życiu usmażył jajecznicę – zrobię to na modłę amerykańskich podręczników i wykładam przepis na szakszukę w – (kto to pamięta) – telegraficznym skrócie:
Robisz to wszystko co zwykle przy jajecznicy STOP dodajesz pomidora STOP Szakszuka gotowa STOP bezbrzeżna ekstaza wśród współbiesiadników START
A teraz dla tej grupy czytelników, która woli w punktach
(i uwaga: ich kolejność nie jest przypadkowa ani nawet alfabetyczna):
Jak widzisz – do tej pory wszystko identycznie jak w przypadku już na 1000 sposobów wyeksploatowanej i wszetecznie wykorzystanej jajecznicy. A teraz zaczyna się kolorowa magia.
Lojalnie ostrzegam – pikanterii dodaj wedle własnego upodobania. Stopień natężenia dopasuj do współbiesiadników – de gustibus non disputandum est.
W przypadku jeśli szafujesz swoim życiem i zdrowiem w czasach #zostańwdomu i dysponujesz pomidorem żywym – wpierw doganiasz parę (po definicję odsyłam do TVP Szkoła) tych rajskich owoców (w niektórych językach słowa Raj i Pomidor są tożsame – stąd wzbudza we mnie wątpliwość czy aby Ewa zrywająca w naszej kulturze akurat Jabłko – to aby nie wina Tuska, znaczy tłumacza).
Wracając do przepisu – traktujesz pomidory torturą z wrzątku i bezobcesowo skalpujesz. Potem tak jak Zbójcerze Hegemona – najpierw „Na Plasterki”, a potem jeszcze w kosteczkę. W dobie braków zaopatrzeniowych, sięgasz śmiało i bezczelnie po tomaty w puszce i…
Czas na porcję podstawowego składnika życia – wkład białka.
.Kiedy jesteś ograniczony czasowo – polecam jajecznicę – umówmy się – wbijasz 2 jajca, roztrzepujesz, parę ruchów i że tak powiem – po krzyku.
Ale jeśli chcesz czegoś specjalnego – Szakszuka – jak na egzotyczną Panią przystało dodaje życiu pikanterii – i jak poczujesz na własnej skórze – dostarcza wielostopniowej ekscytacji.
Jajecznica może być po prostu sucha albo rozciapciana. Konsystencja Szakszuki to aksamit sosu, przeplatany niosącymi soki i życie włóknami szpinaku. Chrupkość cebuli przeplata się z konkretem użytej wędliny bądź tofu. W końcu główni aktorzy: w jajecznicy – zmasakrowany i przetasowany ze sobą nabiał. W Szakszuce jak najszlachetniejszy kawior – żywa kulinarna arystokracja – za przeproszeniem Jaja – niosą wyrafinowanie i klasę.
Jajecznica jak chleb Twój powszedni – jest efektywna. Nie zauważysz kiedy ją pochłonąłeś.
Szakszuka aby dopełnić ferię aromatów – ustroi się na koniec w Królową Kolendrę. Zaatakuje i zaromatyzuje wszystkie zmysły. Wysublimowany smak, apetyczny zapach – z nonszalancją obejmie Twoje zmysły. I już nie da o sobie zapomnieć.
A czy dzieci to jedzą? No co wy…
One w tym czasie jedzą Zdrowe przekąski dla dzieci, że palce lizać:)
Polskie marki odzieżowe dla dzieci szyją przepiękne ubrania. Jeszcze rok temu szafy moich dzieci były zdominowane przez ubrania z sieciówek. Nie miałam wtedy takiej świadomości, jaką mam teraz i dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami.
Około 1,5 roku temu zaczęłam się interesować slow fashion i etyczną modą. Sama ograniczyłam kupowanie ubrań w sieciówkach z wielu powodów. Najważniejszym z nich była jakość, a następnie obejrzałam kilka dokumentów o rynku modowym (klik) i z miesiąca na miesiąc dojrzewałam do decyzji o ograniczeniu zakupów w sieciówkach.
Zaczęłam rozglądać się wśród polskich marek i znalazłam mnóstwo firm, których ubrania mi odpowiadały.
I tak jak rok temu w mojej szafie było sporo polskich marek, tak u dzieci dominowały sieciówkowe. Dojrzewałam do tych decyzji dość długo i zawsze kiedy czegoś potrzebowałam to rozglądałam się wśród polskich marek odzieżowych dla dzieci. Dopiero jak nie mogłam czegoś tam znaleźć to decydowałam się na zakup w sieciówce.
Podam przykład: Grube spodnie marki Zombiedash Julek nosi 2 rok – są tak dobrej jakości, że nie wypchały się kolana, ani nie straciły fasonu. Nosił je średnio 2 razy w tygodniu. Zapłaciłam za nie około 100 zł, a teraz są w takim stanie, że sprzedam je za około 50. Czyli koszt dla mnie jest 50 zł na dwa lata.
p.s. Mam nawet listę wśród znajomych, które są chętne na odkupienie tych spodni;)
Na facebooku są na przykład grupy, gdzie możecie kupić używane ubranka polskich marek. Sama jestem w kilku i często odkupuję używane. np. Booso
Przechodzę już do konkretów.
Tę markę poznałam już jakiś czas temu i bardzo ją lubię za uniwersalne kolory, kroje i jakość. Często mnie pytacie jak kompletuję ubrania dla dzieci – mam taki sposób, że staram się im tworzyć tzw. garderobę kapsułową. Czyli każde ubranie pasuje do każdego. Wg mnie MyBasic jest właśnie taką marką, która ułatwia kompletowanie ubrań pod tym kątem.
Wiele razy miałam też sytuację, że potrzebne są ubrania w danym kolorze np. granatowe polo do mundurka, lub zwykła biała bluzka bez aplikacji – takie ubrania znajdziecie w MyBasic.
Rozmiarówka jak od 62 cm aż do 164.
Jak wypada rozmiarówka? Wybieram o rozmiar większe niż noszą dzieci.
Tu Julian 3 lata temu
Jul ma teraz 101 cm i nosi rozmiar z Mybasic 104-110, a Lila ma 125 cm i nosi 128-134
Marka ma też body, pajace dla najmłodszych. Ostattnio też wprowadzili skarpetki.
Polska marka odzieżowa dla dzieci z Podkarpacia, która szyje piękne kolorowe ubranka dla dzieci. Mamy je od początku istnienia i niezmiennie uwielbiamy. Co roku są dwie kolekcje i każda z nich jest genialna.
Jak wychodzą nowe wzory, to starsze lądują w outlecie i możecie tam upolować świetne ubrania za ceny sieciówkowe.
Z poprzedniej kolekcji uwialbiam te wzory:
A z obecnej kolkcji też zamówiłam kilka rzeczy, bo dzieci już wyrosły
Moim faworytem są marmurkowe dzianiny u Pana Robaka, bo są bardzo praktyczne – materiał jest miękki, pasuje do wszystkiego i nie widać na nich żadnych plamek.
Te ogrodniczki to u nas hit
Bardzo lekkie i ciepłe kurtki dla dzieci i dorosłych z pierzem. Świetnie się użytkują, a później możecie je wyprać w specjalnym płynie do puchu i wysuszyć w suszarce. Sama też noszę i bardzo lubię.
Kurtki Fluff
Polskie marki odzieżowe szyją też dla dzieci kurtki – my od 2 lata mamy Miapkę, dłuższą kurtkę typu softshell. Specjalnie zamówiłam ją większą żeby była dobra na 3 sezony. Kurtka ma też świetny patent dla najmłodszych (zapięcie w kroku). Jest ciepła, ma dużu kaptur i na tym wzorze nie widać żadnych zabrudzeń.
Miapka
Znacie Ul&ka? Mają piękne czapki, kominy, opaski, gumki do włosów.
We wpisie z Fryzury dla dziewczynek pokazywałam Wam poprzednią kolekcję
A w tym sezonie mamy czapkę, opaskę i chustę w tęcze. https://ulandka.com/pl/
Te ubranka wyglądają jak kopia dorosłych ubrań. Mamy od 3 lat jedną bluzę (kupiłam ją troszkę za dużą) i wciąż Julek w niech chodzi.
Teraz wyszła nowa kolekcja – tak samo ciekawa jak poprzednie. https://booso.pl
Przepiękne turbany, które można nosić zamiast czapki. Są różnej grubości i mają różne rodzaje materiałów. Możecie też zobaczyć grube opaski, które pięknie wyglądają na głowie.
https://looks-by-luks.pl
Polska marka odzieżowa dla dzieci, która jest już długo na rynku. Ma charakterystyczny styl i piękne wzory. Mamy kilka bluz i obowiązkowe spódniczki tiulowe.
Kids on the moon
Kolorowe ubranka szyte w Polsce dla najmłodszych i trochę starszych. Rewelacyjna jakość i niepowtarzalne wzory.
Zombiedash
Jak Julek był malutki to uwielbiałam te ubranka – piękne kolory, wzory i ta jakość! Mają świetne body kopertowe, które bardzo łatwo się wkłada.
Coodo for kids
Oto link, który ukaże ci potencjał biologicznego mikroprocesora homo-sapiens! Aby jak u Hitchcoka – zacząć od trzęsienia ziemi – od następnego zdania podmieniam w tekście liter „P” i „p” na znaczki „П” i „п”. Nawet one trochę пodobne do liczby „Pi”?.
Ciekawe ile пotrzeba czasu, aby пrzejść nad tym do пorządku dziennego? Пoпatrzmy. Пoeksпerymentujmy. Będziemy się teraz uпajać пrędkością z jaką okaże się to пestką. Wiem, że jeszcze mi nie wierzycie, więc idziemy za ciosem. Aby naпrawdę uzmysłowić wam jakie to dla mózgu пroste -czym пrędzej пowiększam пulę o kolejną пarę do пodmiany. Пolskie „R”/„r” zastąпimy dla пodniesienia пoпrzeczki znakami „P”/„p”.
Pozumiemy się? Pozпpostowała wam mózg ta mała pubaszna pozpywka? Patunku. Dajecie padę? Czy to dpoga пrosto do wapiatkowa? Nie, widzę że dla was to пposte . Czytelnicy nebule.пl to w końcu podzice. Oni padzą sobie na co dzień nie z takimi пpoblemami. No to пodnosimy stoпień tpudności. Dodajemy zamianę „S”/„s” na „C”/„c”.
Hmmm, ctapuchy moje! Ckapanie bockie z tymi ćwiczeniami mózgu. Paпtem chwila, a ten ckubany już ogapnia nawet takie wygibacy. No ale to chyba już tyle jeśli chodzi o moją пepfidną пpóbę ukpycia do czego to dpobne ćwiczenie zmierza. Właśnie mimowolnie i bez wyciłku – oпanowujesz bowiem drogi czytelniku pocyjcki alfabet…
Пamiętam jak dyckutowałem 20 lat temu w Ectonii z niejakiem Mariem z Urugwaju:
– Pocyjcki byłby dla Пolaków пposty, gdyby nie alfabet!
– Ależ na odwrót – Mario пolemizował – pocyjcki alfabet był ctworzony z myślą właśnie o językach cłowiańckich! To пolcki by ckorzyctał gdyby otworzył na to oczy!
Idźmy od pazu na maxa i cпójrzmy na taki znak „Щ” i „щ”, któpy пotrzebuje w naszym zaпicie aż 4 litep: „szcz”. Ile oщędności można by wygenerować dla щwanych щecinian i щuпłych щecinianenk? Dla miłośników щawiu czy barщu. Kogo unieщęśliwiają kleщe, jaщupki czy chrząщe? Kto w deщu w gąщu chętnie chłoщe chpabąщe?
A пpoblemy z zapisem „ż” i „rz”? Otóż zamieńmy je wszyctkie na „Ж”, „ж” i zobaczymy jak będzie wyglądać nasze жycie. Bo moim zdaniem juж жadna gжegжółka nam nie ctpaszna! Juж nie tжeba wkuwać kiedy ж wymienia się na „p”. Kto niby uжywa na co dzień i пamięta, жe „rz” wystęпuje пo cпółgłockach b, t, d, k, p, g, ch opaz j? Жe wyjątkami od tej peguły cą formy wyжsze i najwyжsze пжymiotników? No to pęka do gópy kto niby będzie tęsknił??
Idziemy dalej, bo nie od pazu Жym zbudowano! Zamieniamy dwuznak „sz” na „Ш” i „ш”. Шybko nam пójdzie, naш mózg lubi takie uпpoщenia. Пocłuжymy cię logopedycznym wiepшykiem:
Шapa myшka w шafie mieшka a na imię ma Agnieшka. Ma w шufladzie tжy koшule, kaпeluшe, шelki, шnupek. Gpywa w шachy, пiшe wiepшe, tuшem pobi шlaczki пiepwшe. Chętnie шynkę je i gpoшek, kaшę, gulaш, gpuшek koшyk.
No to tepaz пжyшła kolej na wymianę „cz” na „Ч” i „ч”. To moжe jeщe jeden wiepш:
Dziś wieчopem będzie meч. To ject bapdzo waжna жeч. Ćwiчą chłoпcy i dziewчyny, mają bapdzo tęgie miny. Чwarta klaca чeka juж. Oпadł teж z boicka kuж. Graчe zaчynają meч. Bo to bapdzo waжna жeч.
Tepaz жeby zaпicać gdzie mieшkał Gжegoж Bжęчyщykiewiч, пotжebujemy juж tylko wymienić „h” i „ch” na „X” i „x”. Tak oto moжemy juж zaпicać cławetne Xжąщyжewoшyce пowiat Łękołody.
(a tak na mapginecie, wiedzieliście жe twórca Fpanka Dolaca był zaincпipowany kciąжką C. K. Dezepteжy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Brz%C4%99czyszczykiewicz).
Xodźmy dalej moje zuxy. Zapaz zpobimy пжepwę i złaпiemy oddex. Xoć jecteś juж nie do zaxamowania. Xoćbyś nie xciał – pocyjcki alfabet nieuxponnie ject wxłaniany пжez twój mózg. Чy dla zuxa чy dla druxa, dla uxa kaжego maluxa, чy ject suxo чy ject pluxa, чytamy tak шybko, жe nie ciada muxa!
Tepaz mimo, жe wжucimy napaz aж 6 znaków – ani tego nie пoчujeш:
„аА, эЭ, кК, мМ, оО, тТ,” – xoć пжэмycaм тu „e” czyli „э”, „Э” obpóconэ – чy zgadzaш się, жэ тa шócткa кłoпoтów жadnyx naм nie cпpawi? Toмэк мa кoткa, кoтэк мa мoтэк. Młoткieм мoтa wэłny мoтэк. Kтo мa мoтэк a ктo мa тaкie Moкaтэ?
Xa, мyśliш мaм go! W cłowax „nie”, „мłoткieм” i „тaкie” – zaпoмniał lэщ wcтawić „э”! Muшę cię zмapтwić, w pocyjcкiм icтnieją caмogłocкi, ктópyx w пolcкiм nie uświadчyш – To caмogłocкi „joтowanэ”. Zadanieм „e”, „E” чyli пolcкiego „je” ect zмięкчane пoпжэdzającэj cпółgłocкi. A eśli пжэd nią ecт caмogłocкa albo poчąтэк wypazu – чyтaмy ją – „je”. Eśli тaк ecт łaтwej zaпaмięтać – nex będze. Пolcкe „e” чyтaj „je”!
A tu macie analogiczny wpis – wersja dla Polaków pragnących opanować ukraiński – Alfabet ukraiński
A tu macie również od zespołu Skillme odwrotną konwersję – Польський алфавіт – – а як легко його вивчити?
Кolэjna łaтwa liтэpa „б” i „Б” чyli „b”. Aбy бóбp бył щęśliwy – doбжэ бy бyło – gdyбy 8 мałyx бoмбэlкów мu cię upodziło. Бaбcia бoбpa бyłaбy wтэdy uocoбeneм щęścia ne z тэj пlanэтy. Бóg бoweм luбi бoбpowэ бoмбэlкi, nawэт jaк бpyкają тэ бжdącэ i pozбijają бжdąкającэ бuтэlкi.
Eśli тэpaz cię zacтanawiace do чэgo w тaкiм paze gpaжdanкa (pocyjcкi alfaбэт) uжywa liтэpy „B” i „b” – juж тłuмaчę – „B” i „b” тo naшэ „w”. Jaк baм тaм? Чy by b Bapшabe чy bэ Bładycłabobe – błaśne bybpoткa poбi cię baм b głobe. Бo b тyм cały ecт aмбapac, жэбy dboe xciało napaz. Boбec тego чac na кolэjnэ byzbane.
Kтo z bac zna liчбę Fi? Пolcke „f” пiшeмy бobeм „Ф”, „ф”. Tpoxę фajne, тpoxę фikкuśne a тpoxę фiglapne. Mój Фenoмenalny фagac Фaбian, мa na тej фoтogpaфii фoxa. Фilмue błaśne фaбpyкę Фopda b Фinlandii . Фaбuła ego фilмu ecт oпapтa na фaктax. Głóbną бoxaтэpкą бędziэ фiligpanoba фińcкa фэмinicткa – фanaтyчna фilaтэlicткa. Фilм бędze тpoxę фpybolny alэ бэz фajэpbepкób. Taкe тpoxę фaфapaфa.
No doбжэ, тэpaz b тaкiм paze liтэpa „d” – чyli „Д” i „д”. Bygląдa тpoxę jaк дoмэк. Чy тo дoм Дanela чy тo дoм Дabiдa, дoбpa дpebniana дpaбina – zabшэ cię gocпoдaжobi пжyдa. Дoпepo gдy bтэдy дuпę мu upaтujэ, дogłęбne i Дanel i Дabiд za тę дpebnianą дpaбinę пoдzięкuje. Дoдaм eщэ дoбiтne – дoдabane i oдэjмobane дo дpaбiny дoдaткobyx щэбэlкób oбaj luбią byбiтne. Taкe niбy дэбilnэ zaдane, a Дabiдa zaдobala jaк мэдyтobane.
Cкopo „д” juж oпanobane – bпpobaдzaмy „g” – „Г”, „г” – b тę naшą дoбpą zaбabę. Гpaфiчne byдajэ cię neгpoźnэ. Naдгoplibi eдnaк juж oдгaдli jaкi z neгo neпozopny гaгaтэк. Гooгlobać бy мoжna гoдzinaмi a i тaк ne oдгaдneш bшycткix eгo zaгaдэк. Гiгanтób тaм мpobe. Гoтobэ na bшycткo, гbapanтują пжyгoдy jaк u Гaгapina. Oj гoжэj juж бyć ne мoжэ. No xyбa, жэ мaш oxoтę na гalapэтę z noгi гącкi? Alбo u гazдy na гanкu пoгabęдzić пжy гapnкu гulaшu z гэпapдa.
Дo тэj пopy uтpbaliliśмy juж „x”. Nauчмy cię тэpaz zaпicać „n”, бo ono uжyba znaкób „H” i „н”. Ha пэbнo нaтyxмiacт нauчyш cię тэj нobiнкi. Ho бo jaк нe jaк тaк?. Hezłэ тo нaшэ zaбabiaнe cię ze zнaкaмi. He cąдziш? Haoчнe łaтbo cię пжэкoнać jaк пlacтyчнy ecт тэн нaш мózг. Zuпэłнe нobэ нabyкi нaбybaмy тaк нaпpabдę нa пэłнэj пpęдкości. Ho нe?
Ho тo jaк juж мaмy „н”, нaпpabдę нebele нaм juж cпółгłoceк zocтae. Bэźмy bпepb нa bapштaт нaшэ „z” чyli „З”, „з”. Зoбaчмy чy bзopobo jэ зaliчyмy. Чy дaмy cię змylić? Чy нe дaмy cię тaк łaтbo збić з тpoпu? I нa зabшэ juж зaпaмięтaмy, жэ тo нe нuмэp тжy a liтэpa З! 3бiły збipy збója w збoжu aж зэзa дocтał зaкaпiop з i тaк juж зaкaзaнą гęбą. 3aдэк тylкo cxpoнił i xyłкeм зbiał.
3ajмijмy cię eщэ liтэpą „c”, ктópą зaпicueмy зa пoмoцą błaśнe „Ц”, „ц”. Нo цo? Цoś cię нiбy нe пoдoбa? Heзłэ цaцкo. Цapэbiч luбił цэбulę i чocнэк. Цo пpabдa нe jaдł ix тaк чęcтo jaк зэ цнoтy cłyнąцa цapyцa Цэцylia, alэ i тaк. Цuкepкoby бył з нeгo цuдaк. Нo i цo bięцэj нiбy мoгę baм тu eщэ жэц? A мiało бyć нiбy тaк пpocтo… a тu jaк зabшэ… тylкo ччэ oбeцaнкi цaцaнкi!
I oтo пoвoli чaс нa сaмoгłoскę. Бежэмy сoбе нaшэ „i” – „И”, „и”. И тu juж вaм зoстaвиaм jaк скojaжyć, иж тo luстжaнэ „N”. Бo и loгики жaднэj в тyм ниjaк не видać… и цo? И jaк тo мóвиą jajцo. A ктo з вaс миał вчoрaj именинy? Чy тo бyły именинy Нинy, Ирминy, Изaбэlи чy Сaбинy? Чy именинoвэгo шaмпaнa пиł з ними Фиlип, Стaнисłaв, Никитa чy Брoнисłaв?
To тэрaз стaвiaмy крoпę нaд „и”, и нauчyмy сиę „j” – „Й”, „й”. Нийaк тo трuднyм не ест. Бий зaбий, в мрoвискo вłóж кий, a нoвей lитэрки не зaпoмний. Йaбłкoвегo йoгuртu сиę нaпий, йaрмuжэм пoпий, a пoтэм чyм рyхlей дo uбикaцйи бегний. И цo? И йaк тo мóвиą йaйцo!
И чaс брać зa рoги пolске „Y”, ктóрэ тo зaписuемy: „Ы”, „ы”. Рoдaцы! Пийaцы! Жołдaцы! Цo в Зaкoпцu, u бaцы, сą дla хэцы рoбени нa цaцы. Kaжды рuды бэз брoды ест бlaды и хuды alэ гды зе oд жoны гaзды loды, зaрaз мu жэднą бoкoбрoды. Kеды oн пэłны тэй стрaвы тo uśпиoны, a пoвинен спепжać йaк шaloны.
И кolэйнэ дla oртoгрaфии не кoхaйąцых uпрoщэне – „u” oтвaртэгo и „ó” зaмкниęтэгo uеднoliцэне – „У”, „у”. Пoсłужымы сиę вершэм:
Быłы сoбе „Y” и „y”.
Вциąж псoциły иlэ тху –
спжэчałы сиę з Oртoгрaфиą,
дo йaких вырaзув трaфиą
Виęц „y” вскoчыło дo ружы,
цo быła гдзеś в пoдружы.
Mусиaнo вынaйąć стружы,
бo крaдзеж ружы ктoś вружыł.
„Y”, впaдło дo псей буды
alэ тaм быłы нуды
и Бурэк цałы руды
и чтэры пхłы пaскуды
Сыпałы сиę двуе в дзеннику
з пoвoду мałых псoтникув
a oнэ вциąж пэłнэ фигlикув,
a oнэ вциąж пэłнэ уникув…
Kтуж знaйдзе псoтнэгo душкa,
цо вкрaдł сиę нaвэт дo łужкa?
Oх, Oртoгрaфиa тo зрoби –
мa цoś в зaнaджу – Сłoвник.
Зoстałы нaм ещэ тжы сaмoгłoски „йoтoвaнэ” – знaмы нa рaзе „e”. Нинейшым пжэдстaвиaм вaм „ja” – „Я”, „я”. Пaмиęтaце – нa пoчąтку вырaзу чы пo сaмoгłoсцэ – чытaмы ” йa”. Я як перoн lубиę еść яснoзеloнэ ябłкa. Koхaм тэж яя з вolнэгo выбегу, ягoды, ягниęцинę и чэрвoнą яжęбинę. Яснэ ест тэж, жэ „я” пo спуłгłoсцэ зaдaнем – ест спуłгłoски змиęкчaне. Дość мaш йуж тэгo ебaня? Нияк я тэгo не зaбрaням. Aни зрэштą хlaня, aни пoтэм жыгaня, aни фикaня, aни нaвэт бэкaня.
„Ju” – „Ю”, „ю”. Нaш юбиlaт – Юрэк – юрны юхaс з Югoсłaвии, юж oд ютрa бęдзе юрoрэм юдo. Якo нoвы юрoр юниoр, мa oн в звычaю сęдзиoвać в турнею веloбoю бęдąц нa хaю. Чы нa пoстoю чы в трaмвaю – мaхaм ци гнoю – бaю, бaю… мистжу в бэкaню и сaпaню. Вolałбыś узнaне в oбрaзув мaloвaню? Kсиąжэк писaню? В мaрмужэ жэźбеню? Вэź сиę дo рoбoты lэню!
И тaк з „йoтoвaных” зoстało тыlкo „Jo” – „Ё”, „ё”. Не ёйч Ёaннo, ёдła, Ёвiш и ёгурт – тo едынэ сłoвa яке хoдзą ми пo гłoве. Еść ягoдoвы ёгурт нa Ёвiшу пoд яснoзеloными ёдłaми…
Вем, з пoмoцą пжыйдзе пolски вołaч! Дрoге Kaсё, Kрысё и Maрысё! Mиła Зoсё, Бaсё и Małгoсё! Дo кońцa юж прaве дoтрвałыśце! Tжы знaки и пoвеце жэ юж цalуткą грaждaнкę знaце и умеце!
Нo тo вперв твaрды знaк – „ъ”. Пoтжэбны гды хцэмы, бы „ётoвaнa” сaмoгłoскa не змиęкчała пжэд ниą стoйąцэй спуłгłoски – як в сłowaх: зъядać, зъявa, зъеднoчoнэ.
To цo в тaким рaзе, oпруч „ётoвaных” сłужы дo спуłгłoсэк змиęкчaня? Бингo! Брavo! Вłaśне тaк – миęкки знaк „ь”.
Чыlи „ś”, „ć” (ть), „dź” „ń”, „ź” рoбиш пжы пoмoцы „ь”.
Oсьlэ ушы мa тэн кoнь. Хoть усьмехa сиę як сłoнь. Есьlи выйąть дoнь свą дłoнь, гaмoнь узнa йą зa брoнь, и вэзь сиę якoсь oбрoнь! Alбo oсłoнь, alбo oбрoнь! A нaйlэпей схрoнь пoд ябłoнь! Дaш му oсьть alбo кoсьть a тэн гoсьть впaдне в зłoсьть. Пal гo шэсьть нo и чэсьть!
Нa дэсэр зoстałы „l” и „ł” бo oбa пo прoсту пишэмы „Л”, „л”. To ктo z вaс льуби бaкaлёвэ льoды? Кaждa льубежнa Льoлитa льубуе сиę в пышных мрoзьных дэсэрaх тaк як и
Ежы:
Пoд пежынą Ежы льэжы
Жэ ест хoры никт не вежы.
Жaли сиę нa бульэ глoвы,
жэ жoлąдэк тэж нездрoвy.
Ещэ рaнo был як жэпкa
(цo тo ест oд здрoвя кжэпкa). Пoтэм Юркa бруднa рąчкa
ниoслa в бузиę грушкę, пąчкa.
Maмa хлoпцa юж жaлуе,
льэч пaн дoктoр иглą клуе.
– Mый Ежыку нигды виęцэй
не едз, гды мaш бруднэ рęцэ
A a Б б Ц ц Д д Э э Ф ф Г г Х х И и Й й К к Л л М м Н н О о П п Р р С с Т т У у В в Ы ы З з Ш ш Щ щ Ё ё Я я Ч ч Ь ь Ю ю Ъ ъ Ж ж
A jeśli interesuje cię chiński, w tym artykule rozprawiam się z różnymi na jego temat mitami.
a tu łapcie Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny
Najlepsze książki dla dzieci 2019 – to kontynuacja mojego rankingu książek, który prowadzę już 4 rok…. Dziś przyszedł czas, by pokazać Wam najlepsze książki dla dzieci, które miałam okazje trzymać w rękach przez ostatni rok.
Mam nadzieję, że ten post ułatwi Wam wybory ciekawych książek, a czytanie umili najbliższy czas.
Zaczynamy
Dla dzieci 0-8 m
Dostępna TUTAJ
Książka dla najmłodszych z wyraźnymi ilustracjami. W tej części jest też lusterko. Taką książkę możecie postawić przed dzieckiem, kiedy leży na brzuchu.
Dla dzieci 6m- 18 m
Książka dla maluchów z otworkami i wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi.
Dla dzieci 1,5 – 3 lata
Mały Adaś, ciągle zadaje pytania, a rodzice próbują mu na nie odpowiadać. Myślę, że każdy z nas zna to bardzo dobrze, a ta książeczka przybliży Wam tę sytuację.
Dla dzieci 1,5 roku – 3 lata
Mały Adaś na wszystkie pytania odpowiada: „Nie!” – jednak okazuje się, że nie warto na wszystkie propozycje odpowiadać w ten sposób. Ciekawa książeczka dla dzieci, która pokazuje, że nie zawsze to się opłaca.
Mały Adaś chciałby wszystkiego mieć więcej. A rodzice próbują mu wytłumaczyć, że to nic dobrego.
Lucy Cousins
Kartonowa książeczka z ruchomymi zwierzątkami. Strony rozkładają się i możemy stworzyć swoje gospodarstwo. Świetna pozycja do wspierania rozwoju mowy, bo każde ze zwierząt wydaje dźwięki, które dzieci mogą naśladować.
Lydia Nichols
Dla dzieci 1 rok – 3 lata
Pięknie zilustrowana książka dla najmłodszych z ruchomymi elementami.
Druga część, w której szukamy niedźwiedzia. Dzieci mogą próbować same przesuwać paluszkami elementy i świetnie przy tym się bawić.
Dla dzieci 2-3 lata
Bardzo ciekawa książka dla małych miłośników kosmosu. Ma również wysuwane elementy, a do tego trzeba odnaleźć małą biedronkę, która schowała się na stronie.
Druga część, w której wędrujecie razem z dzieckiem po mieście. Jest sporo wysuwanych elementów i schowanych biedronek .
Eric Hill
Dla dzieci 1- 3 lata
Pewnie wszyscy znacie Spota – wesołego pieska? W tej książce szukamy żółtych kurczaczków. Bardzo fajne są elementy sensoryczne – filcowe okienka do zaglądania.
Przemysław Wechterowicz
Bardzo ciekawa opowieść dla najmłodszych o poszukiwaniu właściciela czerwonej piłeczki.
Anna Włodarkiewicz
Znacie serię o Toli? Jest już kilka części, które poruszają różne problemy. Historie opisane w tych książkach zawsze mają edukacyjny wątek, a do tego pozbawione są fikcji.
Wojciech Grajkowski
Według mnie tę książkę powinno mieć każde dziecko. Jest edukacyjna i motywuje do dbania o zęby. Wszystko jest wytłumaczone w przyjazny sposób i oswaja dziecko z wizytami u stomatologa. POLECAM!
Tę książkę Lila przeczytała kilka razy. Historie są bardzo ciekawe i zachęcają dzieci do szukania nowych informacji na temat bohaterów opisanych w książce.
Zwróćcie uwagę jaka piękna jest grafika.
Ute Krause
Jeżeli Wasze dzieci kochają dinozaury i szukacie książki, w której jest opowieść, a nie tylko suche fakty. Śmieszna, edukacyjna książka, która pochłonie Wasze dzieci.
W tej serii są jeszcze 2 inne, więc jak Wam się spodobają przygody Minusa, to możecie je kontynuować.
Seria o Pepe (każda książka kosztuje około 10 zł i uważam, że wszystkie są świetne)
Jeżeli szukacie książek, które oswajają codziennie sytuacje, to bardzo Wam polecam całą serie o Pepe. Zobaczcie, jak piękna jest grafika i jak ciekawie wszystko jest wytłumaczone.
Jeżeli nie znacie jeszcze książek o tym małym chłopcu, to bardzo Wam polecam.
Tym razem Pepe wybiera się z mamą w podróż samolotem.
W tej książce dowiecie się jak przebiegła wizyta u fryzjera i na jaką fryzurę zdecydował się Pepe.
G.L.Marvel
Jeżeli Wasze dzieci kochają zwierzęta, a do tego lubią fascynujące historie to bardzo Wam ją polecam.
Jenny Lovlie
Nie znam piękniejszej książki o przyjaźni dla dzieci. 4 dziewczynki znają się od małego, razem przeżywają radości i smutki. Okazuje się, że ich przyjaźń jest wyjątkowa i przetrwa wiele lat.
Książka jest przepięknie wydana i zilustrowana.
Jean – Jeaques Sempe, Rene Goscinny
Najlepsze przygody zebrane w jednej książce. Mikołajek rozbawi Was do łez
Annie Barrows
Jesteśmy fanami całej serii. Powstał o niej oddzielny wpis i możecie przeczytać go Książki dla dzieci – seria Nierozłączki
Caryl Hart
Piękna i mądra książeczka, która pokazuje, że dziewczynki mogą wszystko: mogą pracować na dźwigu, a mogą być też nieśmiałe i wrażliwe. Do tego w tej książce jest użytych mnóstwo feminatyw, więc możecie się z nimi oswoić.
Kerry Lyn Sparrow
Świetna i zabawna książka na dobranoc. Pomaga dzieciom, które nie mogą usnąć, a do tego oswaja temat samodzielnego zasypiania.
Emma Yarlet
Tę książkę przeczytaliśmy Julkowi chyba z 200 razy. Ma w sobie tak wiele elementów, które lubią dzieci. Dinozaury + otwierane okienka+ żarciki – to przepis na sukces.
Jest też wersja o książkach i ją teraz zamówiłam KLIK
Agnes De Lestrade, Marie Dorleans
To jest książka, która rozbawi Was do łez, a Wasze dzieci mogą się nie zorientować, że książka jest o nich. Dawno nie czytałam tak śmiesznej książki o wychowaniu dzieci.
Ogromna kartonówka z mnóstwem szczegółów dla wszystkich miłośników pojazdów.
A jeżeli Wasze dzieci są fanami pojazdów rolniczych i zwierząt to bardzo polecam tę książkę.
Alicia Acosta
Nigdy nie słyszałam żeby Julek tak się śmiał jak przy tek książce. Przez długi czas była to jego ulubiona lektura, której nie mogliśmy czytać przed snem. Historia jest bardzo ciekawa i do tego świetnie przetłumaczona.
Bardzo Wam polecam
Renetta Sharon
Tę książkę również czytaliśmy z 200 razy – dzieci bardzo ją lubią, bo są tam zabawne nazwy miejscowości.
Anna Llenas
Jest to książka POP-UP o emocjach dla najmłodszych dzieci. W środku znajdziecie trójwymiarowe potworki, które nauczą Wasze dzieci rozmowy o emocjach. Według mnie jest to książka już dla dzieci 3-letnich i bardzo ją polecam.
Cori Doerrfeld
Ta książka również porusza tematykę emocji dzieci i dorosłych. W prostej historii zawiera się wielka złość i morze empatii. Bardzo Wam ją polecam – sami też się sporo z niej nauczycie.
O tej książce pisałam oddzielny post i bardzo ją polecam Książki dla dzieci – Kazik Pegazik
Izabela Zięba
Świetna książka o względności czasu – za każdym razem jaką czytamy to dyskutujemy. Jest zabawna i bardzo prawdziwa.
Julia Donaldson, Axel Scheffler
Nigdy nie mogłam pojąć fenomenu Gruffalo, dopóki sama go nie kupiłam. To nie jest zwykła książka, według mnie jest to prawdziwy majstersztyk. Dzięki tłumaczeniu Michała Rusinka ta książka jest perfekcyjna. Ma niesamowity rytm, który porywa od początku. Jeżeli tak się zdarzyło, że jeszcze nie macie Gruffalo, to koniecznie nadróbcie.
Barbara Rose, Volker Fredrich
Świetna książka, która porusza delikatny problem, a mianowicie buziaków, których nie do końca chcemy.
„Leon ma tego po dziurki w nosie:ciocia Kasia, wujek Karol i babcia Emilia ciągle chcą od niego buziaki.A to przecież takie okropne – no nie!Gdyby tylko Leon znalazł na to sposób. W końcu na urodzinach tatywpada na pewien pomysł…”
Wioleta Firaza
Szukałam dość długo książki o takiej tematyce – mama wychodzi z domu, a mały Treflik bardzo tęskni. Dzięki ciekawym rozwiązaniom i tłumaczeniom tęsknota staje się bardziej oswojona.
Bardzo polecam Wam tę książkę, jeżeli Waszym dzieciom trudno się z Wami rozstawać.
Jestem zachwycona tą książką i sposobem przekazania ważnych treści. Jest to pozycja, która pomoże Waszym dzieciom „mieć zdrową głowę” teraz i w przyszłości.
Paul MacCartney
Poznajcie Przedziadka, który zabiera swoje wnuki na fascynujące eskapady. Jest to książka o pięknych relacjach z dziadkami i niezapomnianych przygodach.
A jeśli jakimś cudem dalej Ci mało oto do wglądu rankingi książek dla dzieci z poprzednich lat:
No i bardzo mi zależy na waszym zdaniu – jaką pozycję Ty dodałabyś do wpisu Najlepsze książki dla dzieci 2019?
Zrobiłam już kurs hiszpańskiego, poćwiczyłam jogę i sprzątnęłam wszystkie szafki w kuchni – a nie, wróć. NIC Z TEGO NIE ZROBIŁAM:)
Każdy inaczej podchodzi z nas do tego czasu i to jest OK. Ja przez pierwsze 3 dni miałam wielką chęć do działania: plany, pomysły, cele… A później przyszła rzeczywistość – te wszystkie rzeczy trudno jest realizować z wesołą dwójką przy boku. Kolejne 3 dni przesiedziałam na kanapie z telefonem w ręku i dopiero od dwóch dni czuję, że moja energia się normalizuje.
Dziś podzielę się z Wami, co mi poprawia humor, po czym lepiej się czuję, a czego unikam jak ognia.
Każdy sposób jest dobry, jeżeli jest Wasz.
Nie miejcie wyrzutów sumienia jeżeli widzicie, że Wasza sąsiadka myje okna, a u Was są rozmazane dziecięce łapki na szybie. (Ja przynajmniej nie mam 🙂
A oprócz tego:
Lubię wiedzieć, co się dzieje – ale teraz mam już przesyt. Zdaję sobie też sprawę z tego, jak pisane są teksty na portalach żeby w nie kliknąć – one mają budzić emocje. Niestety teraz budzą tylko negatywne. Wolę zdecydowanie suche dane podane raz na jakiś czas, niż natłok wielu informacji na raz. Dozuję to sobie, bo wiem, że to na mnie źle wpływa.
TV nie oglądam już 7 lat, więc tym bardziej teraz tego nie robię. A o wyłączenie radia poprosiła mnie Lila, kiedy jeszcze w PL nie było żadnego przypadku. Powiedziała:
„Już nie mogę słuchać o tym wirusie”
Lubię jak w domu coś gra, więc odpalam na tel. aplikację Open.fm (można też na komputerze KLIK) i włączam na głośniczku audycję #zostańwdomu. Nie ma tam wiadomości, ani reklam. Są też spokojniejsze kanały takie, jak Crema cafe, Relaks, Joga, a nawet kanały dziecięce – polecam bardzo. Wieczorem słuchamy kołysanek.
Wiele osób pewnie się zdziwi, ale ja tak mam. Nie potrafię też w takim stroju pracować;) . Na codzień pracuję z domu i żeby coś napisać muszę się przebrać np. w jeansy. Tym sobie wyznaczam pracę w domu. Podobno ma tak wiele osób, które pracują z własnego biurka. Inny strój pomaga mi się skupić. Teraz chodzę głównie w miękkich jeansach i T-shirtach. Jeden dzień zostałam w piżamie i nic nie zrobiłam tego dnia. Do tego czułam się, jakbym była chora.
Przymykam oko na bałagan, przymykam oko na kolejną bajką, przymykam oko cały czas. Dla własnego spokoju i reszty domowników. Ten czas uczy nas odpuszczania i czuję, że po samoizolacji będę mistrzem przymykania oka;)
Jeszcze nigdy tak dużo nie ćwiczyłam (chociaż taki pozytywny wpis samoizolacji). W ciągu 7 dni już 4 raz, więc jak na mnie jest to sporo. Mi ćwiczenia bardzo pomagają na głowę – jak poćwiczę rano to cały dzień jestem spokojniejsza.
Nigdy nie miałam tyle czasu na wklepywanie kremów, nakładanie maseczek i używanie peelingów. Czuję się wtedy zaopiekowana i dobrze to wpływa na moje zdrowie psychiczne.
Dziś rano spojrzałam na moje podkrążone oczy i pomyślałam, że źle wyglądam. W ciągu dnia nie mam kiedy nawet spojrzeć w lustro i nawet tego nie widzę. Dziś drugi raz w ciągu tygodnia się pomalowałam i powiem Wam, że na mnie makijaż działa uzdrawiająco. Mam wrażenie, że się więcej uśmiecham, a w lustro spoglądam chętniej.
W poście makijażowym pisałam Wam o moim ulubionym podkładzie Clinique Even Better i to się nie zmieniło. Mocno nawilża twarz, a przy okazji przykrywa wszystko to, co chcemy ukryć, na rzęsy tusz i bronzer na policzki. Kilka minut, a ja poczułam się zdecydowanie lepiej.
Post z całym makijażem poniżej:
Nie mogę się skupić na książce (chyba, że macie coś bardzo wciągającego, to polećcie) i czytam gazety. Trochę mi się uzbierało nieprzeczytanych i one mi zapewniają chwilową rozrywkę. Nie mam też za bardzo kiedy czytać, bo dzieci za bardzo angażują, więc szczerze zazdroszczę tym, którzy teraz nadrabiają zaległe książki.
Dzieci staramy się usypiać wcześnie, tak żeby o 20 spały (jakoś się udaje;) i po całym dniu oglądamy seriale. Obecnie na topie jest Sex education, a Wam wypiszę jeszcze moje ulubione seriale poprawiające humor:
Może coś jeszcze dodacie
To co kiedyś robiłam w 2 h, to teraz zajmuje mi cały dzień. Pogodziłam się już z tym, bo innego wyjścia nie mam. Lila ma sporo lekcji, Jul jest bardziej wymagający niż zawsze i tak to wygląda.
Ten ostatni punkt daje mi poczucie, że nad tym panuje. Nigdy tyle nie prasowałam i nie szorowałam łazienki. Mam w planach zrobić porządki w szafach i w pokojach dzieci, ale tutaj efekt szybko zniknie, więc odkładam to na później;)
p.s. I oglądam memy:) Bardzo polecam inststories Make Life Harder – pomagają przetrwać ten czas 🙂
Zabawy dla dzieci – dziś chcę Wam zaproponować garść ciekawych pomysłów na zabawy z dziećmi w domu. Myślę, że przydadzą się w najbliższym czasie.
Możecie tego linka wysłać znajomym i udostępnić go na Facebooku, dzięki temu będziecie mieli dostęp do ciekawych pomysłów.
Bardzo chcę Wam na samym początku polecić link do nagrania psycholog Anity Janeczek-Romanowskiej o tym, jak w tym czasie wspierać emocjonalnie dzieci. Film trwa godzinę, ale uważam, że warto go obejrzeć.
Emocjonalne wsparcie dla dzieci
A teraz już przechodzę do inspiracji na zabawy dla dzieci w domu
zabawy z dziećmi od 3 lat
Zacznę od portalu Printoteka.pl Jest to mój faworyt i mam tam abonament od 3 lat. Na czym polega? Wykupujemy abonament (w zupełności wystarczy ten najmniejszy) i możemy szukać ciekawych materiałów. Na tym portalu znajdziecie: kolorowanki, zgadywanki, wartościowe materiały logopedyczne, wycinanki, materiały szkolne. Tony materiałów na zabawy z dziećmi w domu.
Wszystkie są edukacyjne i naprawdę ciekawe.
zabawa dla dzieci od 7 lat, lub dla 5+ z pomocą rodziców
Jeżeli Wasze dziecko jest nakręcone na jakiś temat i nie może przestać o tym mówić – może zrobić własnego lapbooka. Zrobienie go to rozrywka na kilka godzin. Jest to naprawdę ciekawa i edukacyjna zabawa. Pisałam o tym więcej w ostatnim wpisie gdzie pokazuję Co to jest Lapbook.
Dla dzieci 1 rok+
Muzyka dla dzieci
Jeżeli macie młodsze dzieci to bardzo Wam polecam płytę, na której wykonawcy w tekstach piosenek śpiewają imię Waszego dziecka.
Płyta zawiera materiał, który wspomaga rozwój mowy.
W zestawie macie: płytę, książkę i mp3
Tu znajdziecie post, który opisuje Piosenki dla dzieci z imieniem
Charytatywny e-book aktywnościowy
dla dzieci 4+
Ten ebook dodatkowo czyni dobro. Warunkiem pobrania jest dowolona wpłata na leczenie dzieci z SMA.
W ebooku znajdziecie dużo zadań, kolorowanek i ciekawych aktywności.
zabawy dla dzieci od 5 lat
Jedna z Was przesłała mi genialną aplikację: LiveColoring
Zasada jest prosta: instalujecie apkę, drukujcie kolorowankę i dziecko ją koloruje, a następnie najeżdżamy aplikacją iiiii nasz obrazek ożywia się!
To jest magia, bo postać w telefonie lub tablecie ma takie same kolory jakich dziecko użyło.
p.s. Obawiałam się, że zabawa z telefonem za bardzo zajmie dzieci, ale to jest tak, że dzieci kolorują 15 min i 1 minutę używają tej apki, więc bądźcie spokojni.
Kanał Cosmic yoga
CosmicKidsYoga
Dla dzieci 4+
Bardzo lubię ten kanał i często dzieciom włączamy ćwiczenia z tego kanału. Każdy odcinek to wyprawa do wyobraźni, a do tego ruch. Bardzo Wam polecam.
Oprócz klasycznych, które pewnie wszyscy znamy:
Możecie też zagrać z dziećmi w ruletkę z ćwiczeniami. Bardzo fajny pomysł.
Ruletka z ćwiczeniami
Teraz możecie udać się na wirtualny spacer po największych muzeach na świecie.
Linki do 12 bajecznych miejsc poniżej:
Muzea, które można odwiedzić wirtualnie
a tu jeszcze ….:75
75 najlepszych muzeów wirtualnie
A tutaj znajdziecie też super opracowane Virtual Tours in Vancouver, Wybór najciekawszych miejsc do odwiedzenia – muzea, galerie sztuki i jeszcze więcej!
Zachęta od jutra o 10 organizuje na swoim FP – Warsztaty dla dzieci
Niestety nie znam żadnych gier na komputerze dla dzieci (ale chętnie poznam:), ale znam jedną grę logopedyczną, która jest za darmo
Ze tej strony możecie pobrać wersję demo do ćwiczeń logopedycznych.
Bardzo polecam Wam też stronę Juniorowo, w tym linku jest mnóstwo inspiracji dla starszych dzieci: Jak dzieci mogą się uczyć w domu
Jeżeli macie jeszcze inne pomysły na zabawy z dziećmi w domu to dopiszcie je w komentarzach – wszyscy chętnie skorzystają.
tu jeszcze więcej inspiracji i Pomysły na zabawy z dziećmi w domu i Zabawy dla dzieci z klamerkami
a kiedy już opuści was siła wspomagajcie się tym:
Samoizolacja, wycofanie społeczne czy społeczna kwarantanna, to hasła, które robią ostatnimi dniami furorę w internecie. Wolę – samoizolacja – bo wg tej definicji – nie chodzi o odgrodzenie się od społeczeństwa czy społeczności – a od koronawirusa. Odróżniajmy cel od środków.
Ten wpis to apel. Mimo, że plaga prosto jak ze średniowiecza – żyjemy w XXI wieku. Są różne technologie, którymi możemy sobie pomóc. Ja podzielę się z wami tymi paroma, z którymi sam miałem styczność. Ciebie proszę – napisz w komentarzu twoje inspiracje. Twój pomysł może komuś uratować zdrowie.
Tylko jeszcze zanim przejdę do konkretów – część z nas i naszych bliskich – może zamknąć się w domu na 3 spusty. Część za to – będzie z koronawirusem walczyć aktywnie – jak na wojnie, jak na froncie. Okaż im wszelką pomoc. Pewnie będą przemęczeni, w pośpiechu, niewyspani. Jak zobaczysz ratownika medycznego, policjanta, kogokolwiek kto potrzebuje coś kupić, zamówić, zjeść jak człowiek – przepuść go w kolejce do kasy (choć mam nadzieję bez potrzeby nie wychodzisz po sprawunki).
Będą wśród naszych bliskich kierowcy, kurierzy, pracownicy aptek czy sklepów spożywczych. Kto może sobie urządzić domową kwarantannę – zamiast psioczyć – niech się cieszy, że ma taką możliwość. A kto nie może – oto kilka aplikacji, których może użyć by ograniczyć ryzykowny kontakt międzyludzki (uwaga: tekst nie zawiera linków afiliacyjnych – wszystkie apki musicie sobie sami wygooglować):
Tak jak pierwsze kroki, zarejestrowanie się, podpięcie płatności – to był przyznam się mój mały koszmar. Pewnie nie ich wina z tym dwustopniowym wymogiem logowania… I choć po 7mym razie jak musiałem wpisywać smsa miałem ich serdecznie dość – prostota użycia jak już jesteśmy zalogowani wynagradza nasze starania z nawiązką.
Do tej pory najczęściej używałem do parkowania. Koniec z szukaniem parkometru, szukaniem drobnych, szukaniem dowodu rejestracyjnego – bo auto już poza zasięgiem wzroku a nigdy się nauczyłem tej mojej rejestracji. Koniec ze zgadywanie na jaki czas ja też powinienem przedpłacić?
Koniec ze stresowaniem się na spotkaniu, że muszę natychmiast kończyć bo spotkanie się opóźniło i już może się to skończyć dla mnie mandatem. Jak podróżujesz do różnych miast – nie musisz doktoryzować się czy tu obowiązują parkometry? Czy trzeba kupić kupon w kiosku? Czy strefa jest płatna w weekendy? W jakich godzinach? Cały ten ambaras masz z głowy. Kładziesz choćby ręcznie wypisane Mobi Parking – i jesteś kryty.
Natomiast kiedy naszym priorytem jest samoizolacja – w aplikacji Skycash – bez potrzeby wchodzenia w interakcje z kasjerami – kupisz bilet na komunikację miejską, PKP, koleje regionalne, kupisz bilety autobusowe, opłacisz autostradę A1. Na przetestowanie użyteczności Kino, LOT czy Tatrzański Park Narodowy – mam nadzieję będzie okazja jak sytuacja już się unormuje.
Jedziesz z dzieciakami w trasę, po 3h w końcu zmordowane usnęły na swoich fotelikach. Nie chciałaś się zatrzymywać, żeby się nie rozbudziły. Misja się udała. A teraz masz pustkę w baku i musisz zatankować. No i klops. Małe dzieci w aucie zostawić strach. Trzeba będzie budzić. Jak je już obudzisz – dzieci nie biorą zakładników. Kiedy będziesz stać w kolejce by zapłacić za paliwo – będą profesjonalnie wymuszać gumy, jajka niespodzianki, gazetki, kolorowanki i resoraki.
Wizyta na stacji będzie trwała godzinę. Zamiast czegoś zdrowego wymuszą hot-doga. Zamiast zatrzymać się na parkingu z WC i placem zabaw – doładujesz je cukrem i fastfoodem.
Tymczasem wyobraź sobie taki scenariusz – podjeżdżasz pod dystrybutor. Cichaczem zalewasz bak do pełna. Skanujesz QR kod na dystrybutorze. Klikasz zapłać. Odjeżdżasz.
Wszystkie te 3 czynności – tankowanie, skanowanie, kliknięcie ORLEN Pay – wykonujesz – stojąc przy samochodzie – dzieciaki masz na oku więc nikogo nie musisz budzić. Płatność masz przypiętą do karty. Jeśli potrzebujesz fakturę – masz ją na mailu zanim jeszcze odpalisz silnik.
Znów – na czas epidemii – nigdzie nie wchodzisz. Niczego nie dotykasz (chodzi mi o sklep, nie o dystrybutor – zresztą przy nim akurat z reguły są rękawiczki). Nie masz kontaktu z ludźmi. Nie stoisz w kolejce. Nie masz dylematu – czy narazić dzieci na kontakt z ludźmi w sklepie? Czy są na tyle duże by zostać same w aucie? Sprzedawca nie zadaje ci 15 dodatkowych pytań czy doliczyć punkty, czy nie potrzebujesz niezbędnie 105 litrów płynu do szyb i ostatniej płyty Zenka?
Na siku może zatrzymać się w pięknych okolicznościach przyrody.
Kto w sezonie, czy w długi weekend próbował zatankować na stacji benzynowej na autostradzie – doceni te apkę nawet kiedy już zapomnimy co to samoizolacja
Udało ci się zgromadzić zapasy na 14 dni. Unikasz sklepów – jeśli czegoś potrzebujesz będziesz zamawiać w internecie. Nie wiem na ile system będzie wydolny i jak będzie wyglądać praca kurierów. Widzę za to, że aplikacja InPost pozwala zdalnie otwierać skrytki. To znaczy – nie musisz stać w kolejce pod paczkomatem i narażać się na kontakt. Nie musisz dotykać klawiatury. Swoim telefonem komórkowym otwierasz skrytkę zdalnie, bezpiecznie, bezdotykowo – a to ostatnio nabrało nowego znaczenia.
To znów apka co do której mam ambiwalentne uczucia. UX czyli doświadczenie użytkownika podczas obcowania jest jeszcze dalekie od ideału. Natomiast tak jak w przypadku Skycasha – jak dla mnie – dostępne treści wynagradzają wszystko. Za ok. 30 zł miesięcznie – czyli tak naprawdę za cenę 1 tradycyjnej książki – masz na wyciągnięcie ręki jak piszą – 60.000 książek. Zresztą teraz patrzę najtańszy abonament zaczyna się od 7 zł!
Ostatnia przeprowadzka mocno mnie nadwyrężyła. Głównym winowajcą były właśnie książki. Mam ich dużo, są ciężkie, zajmują dużo pudeł, no i jak nic potrafią nadwyrężyć budżet.
Wciąż kocham je bardziej niż e-booki, ale w XXI wiek wkraczam z tą „lżejszą” opcją.
Czy wolisz czytać czy słuchać – i e-booki i audiobooki do wyboru. W tym abonamencie za ok. 40 zł miesięcznie jest combo – synchrobooki. Jak jesteś w domu to sobie czytasz e-booka – a jak wsiadasz do auta – to odpala się audiobook w tym momencie w którym przestałeś czytać!
Jak potrzebuję audiobooki dla dzieci, czy to na dobranoc czy na podróż – są na wyciagnięcie ręki.
Widziałem samoizolacja zainsipirowała Legimi – dali ostatnio darmowy kod na książkę dla dziecka w ramach akcji #TerazCzasNaCzytanie – natomiast ja wam proponuję innego hacka – widzę w ich cenniku klawisz „wypróbuj przez 14 dni za darmo” – można przeżyć więc tę pierwotnie na tyle zaplanowaną kwarantannę… ale ostrzegam – potem ciężko zrezygnować?
Zdaję sobie sprawę, że jest na rynku pewnie mnóstwo innych aplikacji do czytania – ja się dzielę z wami po prostu tą którą znam. Piszcie czego wy używacie?
Załóż sobie rodzinną grupę. Bądź blisko z przyjaciółmi i rodziną w tym trudnym czasie. Bądź w kontakcie z dziadkami. To że nie możemy się odwiedzać osobiście – to tylko kolejny powód by zaktywizować seniorów do używania dostępnych nam wszystkim technologii.
Nie idź do banku, nie idź do gazowni czy elektrowni – znajdź w internecie ich aplikacje czy Biura Obsługi Klienta. Odkop stare loginy. Wszystkie te rachunki możesz popłacić on-line. Jesteś teraz w domu, masz tę chwilę czasu żeby ogarnąć te 2-3 strony. Przejdź od tej pory na faktury elektroniczne. Tak, teraz poświęcisz parę minut żeby to poustawiać – ale nawet w czasie po epidemii – oszczędzisz sobie życia, które marnowałeś na te comiesięczne wizyty.
Tu nie pomoże pranie pieniędzy.
Banknoty przenoszą zarazki. Zainstaluj sobie BLIK, Google Pay, Apple Pay – albo nawet nie musisz – po prostu używaj kart.
Znacie jakieś aplikacje, które pokazują bieżące dane? Googlując doczytałem, że w Chinach powstała nawet aplikacja, która informuje jeśli w promieniu 100 m znajduje się ktoś z koronawirusem. To pewnie przesada – natomiast pokazwirusa.pl oprócz bieżących danych – pokazuje ci gdzie jest najbliższy szpital zakaźny, Sanepid itp.
W czasie samoizolacji dziadkowie nie mogą jeździć na działkę. Jest grubo. Zafunduj im dostęp do którejś platformy z serialami. To jest koszt 20 do 50 zł. Abonament nie jest jak polskie sieci komórkowe w latach 90-tych. Nie deklarujesz się na 54 lata i nie zastawiasz nerki – możesz zrezygnować w każdej chwili. Podejrzewam zresztą że tam też jest darmowe 14 czy 30 dni…
Wiem, że najmłodszym dozujesz TV – ale jak już potrzebujesz złapać oddech – tu masz najlepsze bajki na Netflix a tu wyszczególnione edukacyjne bajki dla dzieci. A dla ciebie Najlepsze seriale na Netfliksie
Doskonały by zafundować chwileczkę zapomnienia i dla dużych i dla małych słuchaczy. U mnie każdy chce słuchać czego innego i musimy się alienować każdy w swoich słuchawkach. Choć ja czasem wolę im odpalić ulubione lektury a sam delektować się ciszą… Rekomendacje na najlepsze Audiobooki – Storytel dla dzieci.
Na zakończenie taka refleksja – parę dni temu zorientowałem się, że kończą mi się leki na receptę, które muszę regularnie przyjmować. Do tej pory od lat – czekała mnie przymusowa wizyta u lekarza. Zarejestrowałem się w poniedziałek – zostałem umówiony na piątek. W czwartek pani z recepcji zadzwoniła – żebym nie przychodził jeśli to nie jest konieczne. A co z receptą pytam?
Proszę zadzwonić w czasie wizyty – odbędzie pan tele-konsultację. Zadzwoniłem – powiedziałem Pani żeby przepisała mi leki, które widzi w karcie że regularnie biorę. Parę chwil później dostałem sms-a z 4 cyfrowym kodem. Zszedłem do mojej apteki – podałem kod – PESEL – kupiłem leki – i do tego nie musiałem kupować wszystkich opakowań na raz jak zawsze – mogę sobie co miesiąc dawkować te wydatki.
Po co to piszę – pomóżcie swoim rodzicom – dziadkom – korzystać z tych XXI wiecznych udogodnień. Zadzwońcie w ich imieniu do przychodni. Oszczędźcie im takich ryzykownych spacerów jak wizyta w przychodni.
Ja wiem, do tej pory – procedury czy personel niekoniecznie szły z duchem czasu. Kto wie – może ta nadzwyczajna sytuacja pozwoli nam zaadaptować te od dawna istniejące a niewystarczająco spopularyzowne technologie. Może i niektórym pracodawcom utworzy oczy na fakt iż praca zdalna to efektywna opcja…
Ponoć i w urzędach okazuje się nagle dużo spraw można załatwić przez telefon.
Jeśli znasz/używasz/polecasz jakąś aplikację, która może pomóc w tej naszej obronnej samoizolacji – podziel się ze mną!
A do tego pamiętaj żeby odkażać telefon, tak często jak to możliwe.
Jutro będzie wpis z prawdziwą skarbnicą pomysłów dla dzieci: linki, apki, kolorowanki:) – tu macie jeszcze najlepsze audiobooki dla dzieci.
Kojarzycie te wszystkie piękne zdjęcia blogerek parentingowych, gdzie dzieci z rodzicami spędzają #qualitytime? Lepią zwierzaki z ciastoliny, robią ogromne makiety domków tekturowych i tworzą pastelowe dekoracje w duchu #DIY? Można odnieść wrażenie, że tak jest przez cały czas.
post sponsorowany przez BBC
Ale wiecie, że tak nie jest? To ułamek dnia, a może nawet tygodnia? 10 minut złapane w codziennej gonitwie. Nikt nie chwali się tym, że dzieci zrobiły wielki bałagan albo od tygodnia macie nowego domownika, który ogłosił areszt domowy i ma na imię Wirus. Mało kto publicznie o tym mówi, że włącza dzieciom bajki, bo przecież to nie pasuje do wizerunku dobrego rodzica, który powinien sypać kreatywnymi pomysłami na zabawy jak z rękawa.
W sieci krąży mnóstwo artykułów na temat złego wpływu telewizji na dzieci, które zwyczajnie straszą. Brakuje według mnie mądrych głosów w tej kwestii, czyli jak w rozsądny sposób wprowadzać dzieci w świat bajek i technologii.
Dlatego w ramach współpracy z CBeebies chciałabym Wam pokazać, co to znaczy oglądać mądrze bajki.
To jest moje motto, którym się kieruję w rodzicielstwie.
Pewnie znacie teorię zakazanego owoca – tak jest ze wszystkim. Jeżeli będziemy udawać, że coś nie istnieje, to nie znaczy, że zniknie. Tak samo jest z bajkami – jeżeli podejmiemy decyzję, że w ogólnie nie będziemy dzieciom puszczać bajek, to jestem przekonana, że prędzej, czy później z dziecko się zetknie zetknie – być może pod naszą nieuwagę i wtedy skutek może być zdecydowanie gorszy. Do dziś pamiętam komentarz mojej czytelniczki. Daje do myślenia.
Nie włączaliśmy naszemu dziecku bajek, bo uważaliśmy, że hamują rozwój. Tak właśnie było, że któregoś dnia mój syn zobaczył chłopca przebranego za Batmana. Panicznie się go wystraszył.
Drugie dziecko wychowuję już zupełnie inaczej. Nie sztuka nie mieć TV, słodyczy itp. w domu, sztuką jest korzystać nich z głową.
Amerykańska Akademia Pediatryczna sugeruje, żeby nie puszczać dzieciom bajek przed 18 mż. A między 18-24 m. jeżeli rodzic i dziecko chce można powoli wprowadzać dziecko w ich świat. Jednak naukowcy podkreślają, że mają to być treści wyselekcjonowanie i dopasowane do wieku dziecka, a rodzic ma mu towarzyszyć. Wspólne oglądanie i tłumaczenie dziecku pomaga zrozumieć, jak to działa. W wieku 2-5 lat AAP określa godzinę na maksymalny czas oglądania bajek dziennie.
U nas zdarzały się dni, kiedy mieliśmy małe odchyły – jak awaryjne sytuacje, ale ogólnie staram się do nich stosować. Poniżej przeczytacie nasz wewnętrzny regulamin oglądania bajek, dzięki niemu nie mamy większych problemów z wyłączniem bajki.
Telewizor, który gra w tle powoduje, że dzieci nie potrafią się skupić na jednej czynności. Obraz i dźwięki są dużą stymulacją dla układu nerwowego i często mogą powodować skrócony czas koncentracji uwagi.
Mamy swoje ukochane bajki, które są wartościowe i wprowadzają dzieci bardzo spokojnie w świat technologii. Dobranocny Ogród, Brzękusie to dobre treści dla młodszych dzieci. Albo Sara i Kaczorek – której styl przypomina dziecięce rysunki, i dzięki temu jest przyjazny dla dzieci. Edukacyjne bajki dla starszych – Charlie i Lola czy Tosia i Tymek to bajki, które warto obejrzeć na CBeebies. Pan Robótka – który najpierw pokazuje pomysł, potem szuka materiałów do jego ukończenia i pamięta też o zasadach bezpieczeństwa.
CBeebies stara się też mądrze zaplanować ramówkę. Tak jak rytm dziecka – rano przygotowuje na dzień pełen przygód. Popołudnie to rozwijające zajęcia. Wieczorne pasmo to pora na wyciszenie i przygotowanie do snu.
Co pocieszające – jak wynika z badania – tylko 1% dzieci wybiera bajki samodzielnie. To dobrze, że 99% to wybór rodzica bądź wspólne decyzje.
Zachęcam Was do zapoznania się z informacjami z badań, które przeprowadzono na zlecenie CBeebies i znajdziecie tam też komentarz Magdaleny Komsty z Wymagające.
Nie stosujemy kar i nagród, więc nas to nie dotyczy, ale spotkałam się z tym, że rodzice włączają dziecku bajkę jako nagrodę. Nie zdziwiłabym się, jak za kilkanaście lat będą poszukiwać podobnych „nagród” za swoje osiągnięcia.
Jeżeli dziecko jest niespokojne, płacze, odczuwa niepokój to włączenie bajki nie pomoże, a nawet może zaszkodzić. Poprawianie humoru przez media nie jest dobrym nawykiem, którego bardzo szybko nauczymy dziecko. Uciekanie od emocji w świat fikcji nie jest czymś dobrym, dlatego zamiast włączać dziecku bajkę postarajmy się zrozumieć jego zachowanie. Mało tego – czasem nam się wydaje, że właśnie bajka uspokoi dziecko, a często po wyłączeniu jest jeszcze gorzej. Jest mnóstwo metod uspokajania dziecka, ale bajki są jedną z najgorszych.
Nauczyliśmy się tego przy starszej córce. Włączamy bajkę na zasadzie wieczorynki, czyli zaczęcia wieczornych rytuałów. Kiedy była młodsza szukaliśmy różnych metod i ta po wielu sytuacjach wydała nam się najwłaściwsza, bo wcześniej bywały takie dni, że chodziła za mną cały dzień prosząc o bajkę. Teraz doskonale wie, o której godzinie włączamy bajki i sama czeka na ten czas.
Z racji tego, że telewizory, tablety, telefony emitują światło niebieskie, które opóźnia wydzielanie się melatoniny trzeba pilnować żeby zakończyć oglądanie bajki na 1,5 h – 1 h przed snem. My zaczynamy około 18.30, później kolacja, kąpiel, czytanie, usypianie.
Dzieci są jak papierek lakmusowy, momentalnie widać, co im służy, a co nie. Pamiętam taki czas, kiedy po wyłączeniu bajek moje dziecko było niespokojne, nerwowe, pobudzone – mimo tego, że czas był krótki, a bajka dostosowana do wieku. W tym czasie nie puszczaliśmy bajek w ogóle, zastępując je audiobookami lub zwyczajną zabawą.
Dzieci nie wiedzą ile to jest pół godziny, ile to jest godzina. Warto umówić się na ilość bajek. Jeżeli jest to seria kilku krótkich bajek – to możemy narysować je na kartce i po obejrzeniu każdej dziecko będzie skreślać. Ważne jest żeby uprzedzić o tym w trakcie ostaniej bajki, że to już będzie koniec i tego pilnować.
Jest grupa dzieci, która dość mocno angażuje się w świat przedstawiony w bajce i kiedy za pomocą przycisku pilota odłączamy je od niego – mogą być niespokojne, pobudzone. Warto wtedy zająć się dzieckiem, nie zostawiać go samego w tych emocjach. Możecie porozmawaić o tym, co oglądało. Chociaż chwilkę poświęcić na to żeby wróciło do poprzedniego stanu pobudzenia. Możecie zrobić masażyki, czyli np. naszą ulubioną pizzę na plecach
(w 95% tego nie robimy nigdy, takie sytuacje mogę policzyć na palcach jednej ręki – w restauracji i raz na rok kolacja przy bajce w salonie). Bajki w tym czasie mogą spowodować mnóstwo szkód, z których nie zdajemy sobie sprawy. Po pierwsze przed TV zjada się o wiele większe ilości jedzenia niż przy stole (ryzyko otyłości i osłabianie „porozumienia z ośrodkiem głodu i sytości”). Odwrócona uwaga działa no ogromną niekorzyść, wcale nie spowoduje, że dziecko polubi jakieś danie. W czasie jedzenia zdecydowanie lepiej siedzieć przy stole z rodziną i rozmawiać.
Nie oglądamy TV przy dzieciach. Wieczorem, kiedy śpią dopiero włączamy telewizję.
A gdzie lepiej oglądać? Na telefonie, komputerze, czy telewizorze? Nasza okulistka kiedyś nam zalecała oglądanie na małym ekranie żeby ćwiczyć dość leniwe (u córki) mięśnie gałek ocznych. Ale widzę, że najlepiej jest oglądać w telewizorze lub komputerze. Dlaczego? Telefon dzieci trzymają w rękach i przez to nic innego nie mogą robić.
Jak obserwuję moje dzieci oglądające bajki na telewizorze to widzę, że w tym czasie: skaczą, biegają – ruszają się. Czasami biorą zabawki do rąk i się bawią. A starsza córka lubi w tym czasie rysować. Takie aktywne oglądanie, bez „gapienia” się tylko w ekran jest lepsze.
Cbeebies zresztą jako chyba jedyny kanał w Polsce ma polską prezenterkę. Pani Aneta zachęca w swoich kilkuminutowych wejściach, do podjęcia przez dzieci aktywności i do kreatywnych zabaw.
Myślę, że umiar jest w tym przypadku najważniejszy. Dziecko, które cały dzień spędza aktywnie, bawi się z rodzicami, czyta mu się mnóstwo książek – prawdopodobnie nie odczuje żadnych negatywnych skutków, o jakich trąbią media. Najważniejsze jest to robić z głową.
Wyjątkiem są dzieci z wyzwaniami rozwojowymi, które są pod opieką specjalistów: neurolog, logopeda, fizjoterapeuta. W tym wypadku należy słuchać ich wskazań.
Dla całej rodziny natomiast filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne a tu Filmy dla dzieci
Już za chwileczkę, już za momencik – dyskusje w piaskownicy zaczną się kręcić. Czy Kasia da łopatkę Staszkowi? A może schowa ją za plecy i krzyknie: „Nie! Moja!”. Czy Jasiek podzieli się z siostrą chrupkami? Każdy z nas bardzo dobrze zna takie sytuacje i zdarza się, że nie wie, jak postąpić.
Dziś przyjrzę się dokładniej nie tak chętnemu dzieleniu się dzieci vs. świadomej radości z dzielenia dobrze ugruntowanej u dorosłych.
Partnerem, który lubi się dzielić i skutecznie do tego zachęca jest marka Hochland
Siedząc w kucki na nagrzanej desce piaskownicy słyszymy dookoła:
„No podziel się, bo nikt nie będzie się z Tobą bawił”
„Daj mu tę ciężarówę, przecież Ci nie zabierze”
„Jesteś starszy i trzeba się podzielić”
Zawsze kiedy słyszę takie słowa, to zastanawiam się, czy osoba wypowiadająca te słowa dałaby mi na przykład swój telefon żeby mogła się nim pobawić? Czy bez wahania oddałaby mi kluczyki do swojego samochodu bym mogła zrobić parę kółek wokół dzielni?
A w przypadku gdybym rzeczywiście dała, to jak bym się czuła?
Na miejscu tej osoby czułabym niepewność, strach, utratę bezpieczeństwa i masę innych emocji.
Jak w takim razie mądrze podejść do dzielenia się między dziećmi? Już Wam piszę!
Wiem, że za rodzicami, którzy przekonują swoje dzieci do dzielenia się stoi strach. Boją się, że ich dziecko będzie samolubne i pozbawione empatii. Przekładamy nasze pozytywne odczucia, które czujemy, kiedy sami się dzielimy i wymagamy tego samego od dzieci.
Nasze dzieci nie mają mózgu 35-latka i altruizm jest u nich na poziomie zerowym.
Dla dzieci w wieku od 1.5 roku do 3 lat, pojęcie dzielenia się jest zupełnie abstrakcyjne. Zmuszanie do dzielenia się odbierają jako zamach na ich autonomię. Dwulatek siedzący w piaskownicy traktuje siebie i te plastikowe zabawki jako jedność. Są one dla niego bardzo ważne. Prośby i groźby o podzielenie się mogą być potraktowane przez niego jako ingerencja w jego „ja”.
Mózg 2-3 latka działa zupełnie inaczej niż mózg dorosłego i kiedy my już wiemy z doświadczenia, jakie miłe odczucia daje dzielenie się, dziecko jest, oględnie mówiąc, dość dalekie od podobnych wniosków. Dzieci na początkowym etapie rozwoju nie uznają jeszcze dzielenia się za coś naturalnego.
Dzielenie się nie jest wpisane w rozwój 2-3 latka i my tego nie zmienimy. Jeżeli będziemy próbować namawiać dziecko do podzielenia się i ono to zrobi to tylko dlatego żeby nas zadowolić. Czy to naprawdę nas uszczęśliwi?
Choć nam, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nasze zachęcanie przyniosło pozytywny skutek, to tak naprawdę dziecko dzieląc się (wbrew swojej naturze) spełnia tylko nasze życzenie.
Jak pokazują badania, dzielenie się jest procesem, który jest zależny od wieku dziecka. 5, 6 czy nawet 7 latek mogą jeszcze nie być na niego gotowi. Tak naprawdę dopiero około 7 roku dzieci potrafią same z siebie się dzielić i mieć z tego radość. Dajmy więc im czas, aby mogły do tego dojrzeć, a nie do tego żeby zostały wytresowane.
P. S. Przeczytajcie bardzo ciekawe wyniki badań na ten temat KLIK
Kiedy będziemy dziecko zmuszać, zachęcać lub nawet nagradzać to w późniejszym czasie dzielenie się będzie budziło u nich negatywne emocje. Więc nasza chęć nauki dzieci altruizmu przyniesie odwrotny skutek.
Dokładnie wyżej opisane zjawiska obserwuję u swoich dzieci. Kiedyś nie tak bardzo chętnie chciały coś komuś podarować lub zrobić coś z myślą o innej osobie. A teraz bez naszych żadnych ingerencji widzę ogromną zmianę. Lila sama z siebie potrafi coś zaproponować i to jest najpiękniejsze. Wiem wtedy, że ona naprawdę tego chce i nie jest to wbrew jej woli. Potrafi sama zrobić kanapki i powiedzieć „To dla Ciebie Mamo”.
A wiecie, że u dorosłych poziom szczęścia wynikający z dawania jest znacznie większy niż z otrzymywania? Słyszliście o adaptacji hedonistycznej? Możecie o tym przeczytać TUTAJ
Chociaż wydaje się nam, że dzielenia musimy nauczyć nasze dzieci, to tak wcale nie jest. A nawet nauka może przynieść odwrotny skutek. Warto poczekać na dojrzałość dzieci i być cierpliwym. Kiedy dziecko czegoś odmawia nie oznacza, że jest samolubne, tylko prawidłowo się rozwija.
A zgadnijcie kto u nas zjada wszystkie artystyczne wycinki, które zostają;)
Tymczasem teraz dzielę się czym prędzej z Wami informacją o loterii zorganizowanej przez markę Hochland. To oni chcą się podzielić z wami nagrodami. Możemy wygrać 5 Jeepów Renegade a codziennie nagrody pieniężne.
Jak grać o Jeepa Renegade i nagrody pieniężne w loterii „Lubimy się dzielić„:
Pamiętaj, każde zgłoszenie bierze udział w losowaniu nagrody głównej – jednego z pięciu Jeepów Renegade.
A jak już wygracie – przyjeżdżam pod waszą piaskownicę pokręcić parę kółek!
„Załóż kapcie” – to chyba jedna z najpopularnieszych próśb skierowanych do dzieci. A czy faktycznie kapcie są niezbędne? Jak mądrze podejść do tego tematu?
Poprosiłam specjalistkę Agnieszkę Krajewską – mgr fizjoterapii, mgr pedagogiki specjalnej, terapeuta NDT Bobath, terapeuta integracji sensorycznej żeby wypowiedziała się na ten temat.
Stopa dziecka przygotowuje się do swojej funkcji już w okresie płodowym w brzuchu mamy, kiedy to dziecko daje o sobie znać poprzez kopnięcia w różnych kierunkach.
Pierwsze miesiące życia również przygotowują dziecko do chodu na przykład dzięki aktywności tak zwanych „mostków”. W pozycji małych mostków, które występują zazwyczaj między 4-5 miesiącem życia w leżeniu na plecach maluch podnosi miednicę w górę dzięki czemu doświadcza obciążania pięty. Pierwsze kroki powinny być zaobserwowane między 10 a 18 miesiącem życia.
Przy jakichkolwiek obawach wynikających z opóźnień rozwojowych należy skonsultować się ze specjalistą, ponieważ każde dziecko rozwija się indywidualnie. Zgodnie z koncepcją NDT Bobath – jedną z wiodących metod terapii neurorozwojowej należy pamiętać aby każdemu małemu pacjentowi „dać czas” na indywidualne osiąganie kolejnych kamieni milowych.
Tematyka bucików u dziecka powinna zacząć budzić wątpliwości co do zasadności zabezpieczania lub pozostawiania stopy bosej dopiero w momencie udoskonalenia funkcji chodu. Dopóki dziecko nie wykształci w pełni dobrze tej funkcji lokomocji warto zrezygnować z obuwia.
Najlepszym warunkiem dla rozwoju zdrowej stopy dziecka będzie chód boso, lub też jeśli podłoga jest zimna lub śliska – skarpety antypoślizgowe.
Warto zwrócić uwagę na rozmiar skarpety – zbyt ciasna będzie powodowała podwijanie paluszków w trakcie chodu.
W przypadku jakichkolwiek wątpliwości rodzica czy przyjęty wzorzec chodu oraz stopa dziecka nie wymagają dodatkowego zabezpieczenia ortopedycznego warto udać się do fizjoterapeuty dziecięcego.
Prawidłowo rozwijająca się stopa dziecka powinna już od pierwszych prób pionizacji pozostać bez obuwia. Dzięki temu maluch uczy się swobodnego przenoszenia ciężaru ciała i obciążania stopy w różnych kierunkach.
Naturalnym etapem jest nauka chodzenia na palcach, która doskonali reakcje równoważne. Poza tym dziecko odbiera wrażenia z receptorów czucia powierzchniowego, a tym samym eksploruje i zdobywa świat. Podczas stawiania kroków nóżki dziecka aby utrzymać stabilizację naprzemiennie napinają poszczególne mięśnie stopy. Taki trening nie byłby możliwy w przypadku stopy ubranej w bucik.
Dzieci które biegają boso rzadziej przewracają się, ponieważ mają lepiej wykształcone reakcje równoważne. Buty krępują ruch stopy, utrudniają stawianie pierwszych kroków co może powodować trudności w chodzeniu a tym samym zniechęcenie dziecka do podejmowania prób lokomocji.
W przypadku dzieci nadwrażliwych dotykowo chodzenie boso nie będzie komfortowe, ponieważ zbyt duża ilość bodźców dotykowych nie będzie dobrze tolerowana. Warto wtedy zwrócić się do terapeuty integracji sensorycznej w celu potwierdzenia tych przypuszczeń. Dziecko z nadwrażliwością dotykową nie będzie tolerowało faktury podłogi czy też nierówności podłoża dlatego niezbędne będą skarpety lub kapcie z miękką podeszwą.
W związku z powyższym nasuwa się pytanie: jakie obuwie powinno nosić dziecko w żłobku/przedszkolu? Dobry bucik powinien być wykonany z elastycznej podeszwy i zginający się w 1/3 długości, a przy tym lekki, przewiewny z cholewką do kostki dziecka.
O dobrych kapciach do przedszkola napisałam wpis: kapcie do przedszkola i szkoly
Najlepiej zbadać dziecko u lekarza ortopedy lub skonsultować u fizjoterapeuty dziecięcego. W przypadku nieprawidłowości stopy oraz przy zaburzonym wzorcu chodu niezbędne będą dodatkowe środki typu: ortezy, buty ortopedyczne, wkładki do butów lub bandażowanie stopy. Każdy sposób usprawniania dziecka oraz pomocy ortopedycznych powinien być indywidualnie dobrany do potrzeb dziecka po konsultacji z fizjoterapeutą.
Krzesło na zdjęciach krzesło NOMI
Pamiętam jak kilka lat temu interaktywne książki robiły furorę wśród dzieci (i dorosłych też)! Zadania do wykonania były zabawne i wprowadzały nowy element do czytania.
Dziś chciałbym Wam pokazać dwie świetne książki, które z dziką, wręcz zwierzęcą radością, objęłam patronatem Nebule.
Tu jest dostępna „Ta książka jest psem„
Jeżeli Wasze dzieci lubią psy, albo wręcz się ich boją to koniecznie zajrzyjcie do tej książki. Ta książka jest psem, a my możemy się z nim bawić. Nadajemy mu imię, głaszczemy, a nawet rzucamy mu piłeczkę.
Książka jest bardzo zabawna i pokazuje, jak zachowują się psy. Dzięki niej dzieci będą miały namiastkę zwierzaka w domu, a przy okazji trochę się o nim dowiedzą.
Książka jest napisana prostym i zrozumiałym językiem dla dzieci. Gwarantuję, że kiedy ją przeczytacie dziecku, to za chwilę powie żeby czytać jeszcze raz. Do tego ilustracje są charakterystyczne i po kilku razach, dzieci będą mogły same ją wykonywać zadania.
Tu jest za to dostępna „Ta książka jest kotem„
Tym razem mamy wesołego kotka, który lubi pieszczoty. Zadania do wykonania są różne: drapanie, dmuchanie, klaskanie. Dzieci będą miały mnóstwo zabawy z tym zwierzakiem.
Dzięki tej książce dzieci będą mogły poznać zachowania kotów i nauczyć się ich pięlęgnacji.
Ta interaktywna książka jest przystosowana dla młodszych dzieci i to one będą z niej najwięcej czerpały.
Dla jakiego wieku są te książki: według mnie mogą już być dla dzieci od 18 m.ż. do 4 roku życia (chociaż kiedy czytam je Julkowi to nasza 7-latka też zawsze przybiega) i się kłócą kto będzie drapał kotka!
My się nie byliśmy w stanie zdecydować i głaszczemy i czochramy na zmianę oba sierściuchy, a wy jesteście team kot, czy team pies?
Tak, przyznaję bez bicia, miałam zadatki na idealną Mamę, która ma czysty dom, ułożone włosy i dwudaniowy obiad na stole. Wystarczył jeden dzień żeby mój plan legł w gruzach, a kolejne lata w ogóle nie przypominały moich perfekcyjnych założeń.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, bo wtedy zostałam mamą po raz pierwszy.
Wolałam spryskać włosy suchym szamponem i jeść mrożone pierogi niż słuchać jak płacze moje dziecko. Nie żałuję żadnej z tych decyzji, a do tego każdy kolejny rok weryfikował plany bycia „IDEALNĄ MAMĄ”
Dużo się zmieniło przez te 7 lat i cieszę się, że dziś mogę je podsumować – może niektórym mamom pomoże też w odpuszczeniu i zaoszczędzę im wyrzutów sumienia.
Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosiła mnie marka Hortex
Tu żyją ludzie, więc to normalne, że widać ich ślady. Jak ja się frustrowałam, kiedy po kilkugodzinnych porządkach już po chwili nie było śladu… Trochę mi zeszło aż odpuściłam latanie na ścierce każdego dnia. Po pierwsze odpuściłam sprzątanie w ciągu dnia. Wszystkie zabawki ogarniamy razem na koniec dnia. Nie ma sensu o 16 zbierać wszystkich klocków, skoro i tak za godzinę znów będą na podłodze.
Każdy rodzic chciałby żeby jego dziecko jadło różnorodnie i do tego ze smakiem. Tymczasem im więcej wysiłku wkładałam w przygotowanie dania, to mniej go ubywało z talerza. Wiele razy (myślę, że z 347) moje dzieci odmówiły nawet spróbowania. Mimo tego, że zawsze ich zachęcamy chociaż do jednego kęsa, to często nie da się ich przekonać. Dlatego odpuściłam wymyślne gotowanie i pierwszym kryterium wyboru dania jest pytanie: „Czy dzieci to zjedzą?”
A co zapytacie kiedy nawet lodówka już pusta a świadomy rodzic chciałby zaserwować swoim latoroślom pełnoprawny, wartościowy posiłek? Tylko żeby był bez środków konserwujących. Aaa, no i zdrowo no i warzywa (nieważne, że jest środek zimy). Wolny od GMO! No i najważniejsze zostawiłam na koniec – oprócz spełnienia tych wszystkich kryteriów – jeszcze taka przysłowiowa truskawka na torcie – żeby był smaczny:):):) Ha, na to też mam receptę – patrzcie uważnie, tu podrzucam FILM INSTRUKTAŻOWY
Kiedy odpuściłam sobie bycie perfekcyjną, to zaczęłam bardziej się skupiać na prawdziwych problemach i zaczęłam tworzyć plany awaryjne. Czyli na przykład, kiedy jestem na zakupach to kupuję lizaki dla dzieci i wkładam do torby na „czarną godziną”. I kiedy wydaje mi się, że nic nie mam żeby zająć dzieci w kolejce to wtedy wyciągam zapomniane lizaki.
A kiedy wsiadam z dziećmi do pociągu – trzymam takie czary z laminatora w maminym zanadrzu:
https://www.facebook.com/bmshkola/videos/1056064528084920/
Pamiętam te nieprzebrane stosy prania, które czekały na prasowanie i moją frustrację kiedy wieczorem wolałabym obejrzeć serial na kanapie niż surfować na desce. Pomogła mi zmiana myślenia oraz proste tricki, dzięki którym przestałam tonąć w stertach do wyprasowania. Mniej obrotów w pralce + mniej prania w bębnie + rozwieszenie od razu lub wrzucenie do suszarki = prasowanie codziennych ubrań z głowy.
Kiedyś byłam osobą, która bardzo źle znosi krytykę i bywało tak, że nie potrafiłam się zdystansować. Brałam to wszystko za bardzo do siebie. Myślę, że macierzyństwo wpłynęło na mnie w taki pozytywny sposób, że zostałam mistrzynią dystansu. Potrafię teraz śmiać się z siebie w serdeczny sposób i odpuszczać różne sprawy, o które kiedyś piekliła bym się na darmo w nieskończoność.
Bardzo ważny punkt w moim macierzyństwie. Kiedy ktoś mnie pytał, czy potrzebuję pomocy, to zawsze dziękowałam i mówiłam, że świetnie daję sobie radę. Oczywiście daleko mijało się to z prawdą, a ja byłam sfrustrowana. Kiedy zostałam mamą po raz drugi – postanowiłam nie być Zosią Samosią i dać sobie przyzwolenie, że mogę nie ogarniać. Proszenie o pomoc nie jest porażką, tylko normalną sytuacją. Bądź mądrzejsza – mi stanowczo za długo zajęło, zanim do tego doszłam.
Potakuję i puszczam mimo uszu. Wiem doskonale, czego chcę dla siebie i dzieci. Od nadmiaru „dobrych rad” boli czasem głowa, więc polecam odpuścić.
Podążam za moimi dziećmi, a na ich akurat temat jakoś nikt nie napisał jeszcze nawet najkrótszej broszurki. Żadna, nawet najmądrzejsza naukowa metoda w 100% nie nadaje się do wykorzystania w domu. Zrozumienie tego zajęło mi trochę czasu, ale kiedy odrzuciłam je wszystkie to zrobiło mi się łatwiej i lżej.
Widzę ją codziennie w lustrze i uśmiechamy się do siebie. Już nie jestem dla niej niemiła. Tylko wspieram w razie potrzeby i przytulam w myślach znacznie częściej niż kiedyś.
Dzieci, mąż, praca, dom – a gdzie jestem ja? Kiedy odpuściłam trochę to pojawiła się u mnie spora przestrzeń dla siebie. Korzystam z niej coraz częściej i mi się to podoba. Więcej spełnionych moich potrzeb, to więcej zasobów dla dzieci. Kiedyś rozsypany ryż na podłodze potrafił mnie zagotować w sekundę, a teraz włączam odkurzacz i bez mrugnięcia okiem sprzątam.
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis i macie takie same przemyślenia, to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis swoim znajomym – podziękują Wam.
Kto ma rano więcej niż 10 minut na makijaż? Ja nie mam, dlatego od kilku lat maluję się tak samo i zajmuje mi to mało czasu. Pod wpisami pojawiła się prośba o wpis na temat makijażu i dziś pokażę Wam, jak to robię i czego używam.
Zacznę od tego, że w ciągu 7 dni, z których składa się tydzień jestem umalowana max 5 razy. Lubię siebie bez makijażu i kiedy mam taki dzień, że nie mam spotkań, czy też nie robimy zdjęć to się nie maluję.
Kiedyś byłoby to niemożliwe, bo miałam kiepską cerę, a teraz jest naprawdę ładna i uważam, że wcale tak dużo nie potrzebuję.
W dni kiedy się nie maluję używam tylko filtra UV (stosuję pielęgnację z kwasami), kremu nawilżającego lub kremu BB dla wyrównania kolorytu i to wszystko. Obecnie moim ulubieńcem jest Clinique iD – jest to świetny produkt, bo sami go do siebie dobieracie.
Najpierw wybieracie bazę: macie ich aż 5 do wyboru
A później wg Waszych potrzeb dobieracie wkład z aktywnym koncentratem
Ja używam teraz Clinique iD z bazą nawilżającą i leciutkim kryciem Dramatically Different™ Moisturizing BB-Gel (butelka moro) i mam wkład pomarańczowy z z Aktywnym Koncentratem na Zmęczenie.
Kiedyś popełniałam mnóstwo błędów, ale wynikały one z mojej niewiedzy. Dziś wiem już więcej i podzielę się nimi z Wami.
Przez wiele lat pod podkład nie nakładałam kremu nawilżającego, bo miałam rozszerzone pory. Wydawało mi się, że taki krem spowoduje mocniejsze przetłuszczanie się skóry twarzy. A tymczasem nie wiem czy wiecie, że rozszerzone pory to objaw skóry odwodnionej. I odkąd zaczęłam ją mocno nawilżać, to zmniejszyły mi się pory! Kiedyś używałam też podkładów matujących i to też był błąd, przez to twarz wyglądała bardzo płasko i nie odbijała światła.
Teraz: zawsze pod podkład używam nawilżenia. Teraz jest to Clinique iD i dopiero na to podkład.
Wiem, że makijażystkom może się jeżyć włos na głowie, ale nie używam gąbek i Beauty blenderów. Wszystko nakładam palcami, bo jest mi tak wygodniej i nie musze później nic czyścić – tylko myję ręce.
Od roku używam nawilżającego podkładu Even Better Refresh i uważam, że jest genialny – naprawdę widzę większe nawilżenie i nie mam żadnych suchych skórek, które kiedyś mi się zdarzały w okolicy nosa. Mam kolor WN04 Bone. Podkład trzyma się do wieczora i cały czas czuję, że skóra jest przyjmnie nawilżona.
Mam dość mocne cienie pod oczami (taka moja uroda) i używam korektora. Przez jakiś czas używałam Collection 2000, ale któregoś dnia zauważyłam, że mam o wiele większe zmarszczki pod oczami i zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak się dzieje. Sama doszłam do wniosku, że ten korektor jest za ciężki.
Zbierał mi się w zmarszczkach mimicznych i wyglądałam jakby mi przybyło lat. Ponad rok temu zmieniłam korektor na o wiele lżejszy, ale z dobrym kryciem. Od roku używam Airbrush Concealer i jest idealny – właśnie mi się skończyło pierwsze opakowanie, więc jest wydajny. Dobrze kryje, rozjaśnia cienie i nie zbiera się w zmarszczkach. Mam kolor Fair cream
Zanim zorientowałam się, że mam opadające powieki to minęło trochę czasu i popełniłam mnóstwo błędów makijażowych – łącznie z obrysowywaniem całego oka czarną kredką (kto tak nie robił?;)
Wcześniej nakładałam cień na powiekę i po kilku godzinach cień miałam zrolowany. Kiedy zaczęłam używać bazy pod cienie, to moje życie się zmieniło;) Cienie przestały się rolować i zniknął efekt tłustej powieki, a tusz do rzęs pozostawał na miejscu. Od lat używam bazy Urban Decay.
Kiedyś miałam duże paletki z cieniami, ale zauważyłam, że na 12 kolorów zawsze używam … dwóch. Uznałam, że bez sensu kupować takie duże zestawy, bo później muszę je wozić i zajmują dużo miejsca. Bardziej ekonomicznie jest kupić dwa duże cienie i tak od ponad roku mam swoich dwóch ulubieńców.
Te cienie są świetne, bo się nie osypują przy nakładaniu i dobrze się trzymają na powiece
W porównaniu z cieniami z palety Naked wygrywają dwa razy!
Jasny perłowy cień Cream pop – lekko opalizuje i odbija światło, a dzięki temu oko wydaje się większe. Nakładam go palcem, bo wtedy lepiej trzyma się powieki.
A drugi to Cocoa Pop – jest ciemny i świetnie nadaje się do powiększania oka. Nakładam go pędzelkiem i rozcieram.
Na kursie makijażu nauczyłam się, że opadającą powiekę maluje się na otwartym oku – dzięki temu coś na nim widać, a oko się powiększa. Super patent!
Mam też jeden pędzelek do rozcierania cienia (makijażystki nie śmiejcie się ze mnie;) Pędzelek Real Techniques
Od lat maluję też kreskę na powiece – mam słabe rzęsy, a nie chcę sobie doczepiać, więc maluję kreskę. Dodam, że nie umiem tego robić i często kreski wychodzą mi inne, ale się tym nie przejmuję, bo wiem, że tylko ja to widzę;)
Kiedyś kreski malowałam ściętym pędzelkiem i cieniem, ale od kilku lat robię to eyelinerem w pisaku. Ostatnio kupiłam z Bourjois, ale po miesiącu mi się rozdzielił na pół (strasznie słabe) i teraz mam eyeliner Clinique Pretty Easy Liquid Eyelining Pen. Rysuje nim się bardzo łatwo i trzyma się na oku cały dzień! Nawet na opadającej powiece.
Bardzo lubię wodoodporne maskary, bo mam dość wrażliwe oczy, a do tego nie odbijają się na górnej powiece. Obecnie mam High Impact Waterproof Mascara i sprawdza się super. Wcześniej miałam Diorshow, ale zostawiał mi „pieczątki” na powiekach.
Brwi też mam liche, więc raz w miesiącu chodzę na hennę. Jak zaczyna mi się zmywać, to podkreślam je żelem do brwi Benefit.
Na koniec używam zawsze bronzera w takie miejsca jakby padało na mnie słońce, czyli na górę czoła, kości policzkowe, nos i żuchwę. Długo używałam Nars laguna, ale wkurzało mnie to, że kiedy jest go mniej to mi się kruszył i nie nadawał się do użytku. Teraz mam True Bronze Pressed Powder Bronzer – delikatnie bronzuje i odbija światło – ma drobinki.
Od niedawna używam też rozświetlacza, korzystając z patentu mojej przyjaciółki nakładam go palcem na kości policzkowe, nos i na łuk kupidyna (nad ustami). Nałożenie rozświetlacza w tym miejscu powiększy usta i będą wydawały się wyraźniejsze (znacie ten trick?)
To już pewnie wiecie, że mam swoją ukochaną pomadkę i właściwie tylko jej używam. To Dramatically Diffrent Lipstick kolor 28 romantizice, która pasuje chyba wszytskim. Jest nawilżająca, delikatna i do tego ma chłodny pigment, który powoduje, że zęby wydają się bielsze.
Tak wygląda na ustach bez filtra
Ta wygląda mój makijaż, który robię od kilku lat. Zajmuje mi to nie więcej niż 10 min.
A ja mam dla Was bardzo fajną ofertę, jeżeli w dniach 23-25.02 zamówiciie dopasowany do Was Clinique iD to moją ukochaną pomadkę (Dramatically Diffrent Lipstick kolor 28 romanticize) dostaniecie gratis. Kod do wpisania: nebule
Darmowa dostawa jest od 119 zł i nie łączy się z innymi ofertami na stronie.
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie go swoim znajomym – może też chętnie skorzystają.
Audiobooki dla dzieci to świetna sprawa! Ze względu na chorobę lokomocyjną, to jedyne czym możemy próbować zająć dzieci w podróży. Jeżeli gdzieś się wybieramy to zawsze mamy coś nowego w zanadrzu. Choć ze względu na upodobanie dzieci do słuchania ulubionej bajki po wielokroć – słuchawki dla nich to też dobra opcja. Natomiast co ciekawsze tytuły włączamy też w domu.
EDIT: zobaczcie tu najnowszy wpis Audiobooki dla dzieci
Choć książki dzieciom czytam sama, to oprócz podróży audiobooki są świetnym rozwiązaniem na jesienne wieczory, czy zmęczenie rodziców? Przygotowałam Wam listę 15 sprawdzonych audiobooków, które możecie śmiało puszczać dzieciom. A nawet sami podsłuchiwać ?
Edit – odkryłam ostatnio dobra źródło audiobooków! Po więcej szczegółow zapraszam do wpisu – Audiobooki. Jeśli chcecie wypróbować za darmo, jak działa Storytel, możecie to zrobić, logując się na platformę, gdzie uzyskacie 50 darmowych dni próbnych.
a teraz już czas na:
Artur Andrus wziął się za pisanie bajek – czy to się mogło udać? I to jak! Stare postaci z bajek, jak Czerwony Kapturek czy Jaś i Małgosia, są już znudzone powtarzalnością ich historii, więc czas wymyślić inne. Absurd, gra słowem i inteligentny humor – polecam słuchać w czasie długich podróży. Ubawią się nie tylko dzieci, ale także i Wy. Nie ma nudy?
A czyta to nie kto inny, jak sam Artur Andrus – już jest śmiesznie, prawda?
Dostępny tutaj —>„Bzdurki, czyli bajki dla dzieci (i) innych”, A. Andrus
Wanda Chotomska czyta swoją opowieść o pięciu uroczych szczeniaczkach, które wprowadzają do domu chaos – jak to maluchy. Ileż jest z nimi roboty! Autorka w swoim stylu przeplata prozę, z uroczymi wierszykami, uzmysławiając dzieciom, jak dużo pracy jest, gdy ma się jedno małe zwierzę, za co dopiero pięć! Jest to też historia o odpowiedzialności za żywe stworzenia.
Dostępny tutaj —>„Pięciopsiaczki”, W. Chotomska
Mamooo, a dlaczego kamień jest twardy? A czemu truskawki muszą być czerwone, a nie niebieskie? A skąd się bierze trawa? Idę o zakład, że znacie to. Ta książka pozwoli Wam odciążyć się od części z tych pytań, jednocześnie zaspokajając ciekawość dzieci. A wszystko to zebrane jest w 22 historie, które opowiada Anna Rusiecka.
Dostępny tutaj —>„Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci.”, P. M. Schmitt, C. Dreller
Gdyby zapytać Julka – to numer 1 jeśli chodzi o audiobooki dla dzieci. Może dlatego, że był na karnawale w Eindhoven, a Jaś i Janeczka to klasyka literatury holenderskiej:) Para uroczych pięciolatków – tytułowi Jaś i Janeczka – łobuzują, poznają świat, zadają wiele pytań. Prosty język, idealny dla maluchów, opisuje ich przygody, zabawy, spory i codzienne życie. Cała opowieść to kilka tomów zabawy dla młodszych dzieci. A czyta Jarosław Boberek….
Ten audiobook jest też fajny do włączania na wieczór i usypiania
Dostępny tutaj —>Jaś i Janeczka tom 1
Dostępny tutaj —>Jaś i Janeczka tom 2
Dostępny tutaj —>Jaś i Janeczka tom 3
Moda na skarpetki nie do pary nie przyszła znikąd. Ona zrodziła się z w wyniku powszechnie zachodzącego procesu znikania skarpetek podczas prania. Znacie to, prawda? A wiecie, dlaczego skarpetki znikają? Niektórzy mówią, że to „syndrom kłaka”, a tymczasem… no cóż posłuchajcie, razem z dziećmi, co się dzieje ze skarpetkami, które giną nam z oczu. Okazuje się, że wiodą bardzo ciekawe żywoty. A o wszystkim opowie Wam Anna Wodzyńska.
Dostępny tutaj —>„Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”, J. Bednarek
Tym razem, to nie dziecko pragnie mieć psa, ale pies marzy o posiadaniu dziewczynki. Urocza, ciepła i zabawna opowieść o perypetiach psiaka, który postanowił spełnić swoje marzenie. Historia dla wszystkich dzieci, które chcą mieć psa, ale także dla tych, które kochają zwierzęta. Książkę czyta Artur Barciś.
Dostępny tutaj —>„Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę”, S. Peltoniemi
Jako ośmioletnia dziewczynka sama czytałam tę książkę i byłam zachwycona. Do szkoły szłam udając, że jestem Lisą. Wyobrażałam sobie, że skaczę przez strumienie i boso biegnę po trawie. Te wspomnienia zawsze wywołują uśmiech. Jaką wtedy miałam wyobraźnię! Ile radości wzbudziła książka o przyjaciołach z małej wioski, którzy, jak wszystkie dzieci mają swoje małe i wielkie sprawy. Niezwykle aktualna, a czytana przez Edytę Jungowską, wzbudza nawet dziś wiele pozytywnych emocji. Czyż mogłabym jej nie podsunąć moim dzieciom? No way!
Dostępny tutaj —>„Dzieci z Bullerbyn”, A. Lindgren
Storytel —> „Dzieci z Bullerbyn” – audiobook
Tak naprawdę są to wiersze Jana Brzechwy, które czyta Piotr Fronczewski. To absolutna klasyka. Pan Kleks opowiada więc o kwoce, która chciała nauczyć wszystkich kultury, o leniu, którego pracy nikt nie dostrzegał, czy o dzikim dziku, przed którym trzeba zmykać na drzewo. Myślę, że już wiecie, jakie wiersze czyta Pan Kleks – znamy je wszyscy.
Dostępny tutaj —>„Wiersze Pana Kleksa”, J.Brzechwa
Jeśli sądzicie, że nie jest łatwo żyć wychowując gromadkę dzieci, to poznajcie państwa Brown. Lata temu, na stacji Paddington, spotkali oni bowiem misia, który przybył z Peru. Od tej pory ich życie diametralnie się zmieniło i nic już nie było takie, jak przedtem. A życie Brownów wywróciło się do góry nogami. Jeśli Wasze dzieci lubią Kubusia Puchatka, to pokochają także uroczego Paddingtona. Książkę czyta Artur Barciś.
Dostępny tutaj —>„Miś zwany Paddington”, M. Bond
Storytel —> po angielsku „Paddington” – audiobook
Jeśli Wasze dzieci nie znają jeszcze serii książek o Basi, to koniecznie musicie to nadrobić. Basia, jak każda dziewczynka ma swoje marzenia, pomysły i fochy. Tym razem marzy, by zapisać się na taniec. Podobnie jak jej mama. Ta książka, oraz cała seria o Basi, pomaga dzieciom zmagać się ze słabościami i wyjaśnia im skomplikowane reguły, które rządzą światem. Pozwala im też oswoić sytuacje, które wydają się potencjalnie straszne. W książce jest sporo ironii, kierowanej do rodziców – z pewnością znajdziecie ją między wierszami. Przyznam, że bywało, że śmiałam się do łez, a dzieciaki nie rozumiały dlaczego?. Czyta Maria Seweryn.
Dostępny tutaj —>„Basia i taniec”, Z. Stanecka, M. Oklejak
Storytel —> „Basia i taniec” – audiobook
Choć książeczka kierowana jest do dzieci w wieku 3-7 lat, tytuł zobowiązuje i także rodzice ubawią się przy słuchaniu tych opowiadań. A są to zabawne historyjki, opowiadane przez przedszkolaka, którego interesuje wszystko. Szuka on odpowiedzi na pytania, których my dorośli byśmy nie zadali. Nawet nie wpadlibyśmy na to, żeby o to pytać. No bo, która z Was zastanawia się o czym śni pies? A opowie o tym, kto? Oczywiście Artur Barciś!
Dostępny tutaj —>„Opowiadania do chichotania”, R. Piątkowska
Storytel —> „Opowiadania do chichotania” – audiobook
I znowu Artur Barciś czyta opowiadania, których tym razem bohaterem jest Tomek, chłopiec, który ma kilka lat i niezwykłe pomysły. Przygody rezolutnego przedszkolaka są zabawne i pouczające jednocześnie. Na kanwie sukcesu pierwszej części książki, pojawiły się kolejne z tej serii – przedszkolaki będą zachwycone. Dzieci co chwilę krzyczą: to prawda! Tak właśnie jest!
Dostępny tutaj —>„Opowiadania dla przedszkolaków”, R. Piątkowska
Storytel —> „Opowiadania dla przedszkolaków” – audiobook
Sama jestem zaskoczona, że ta pozycja trafi na top 15 audiobooki dla dzieci, ale i Lila i Julek po prostu ją uwielbiali! Kazimierz Nowak, w latach 1931 -1936 przemierzył całą Afrykę pieszo, rowerem, konno i czółnem. Gdy kilkadziesiąt lat później odnaleziono materiały z tej wyprawy, powstała relacja z podróży, a na jej podstawie opowiadania dla dzieci, które zapierają dech w piersiach. Wszystkie przygody z tej książki są oparte na rzeczywistych wydarzeniach, które miały miejsce w czasie tej fascynującej podróży. Dzieciaki poszerzają horyzonty, nawet nie wiedząc, że to robią. Te niezwykłe opowieści czyta Artur…. a nie, bo Jacek Kawalec?.
Dostępny tutaj —>„Afryka Kazika”, Ł. Wierzbicki
Storytel —> „Afryka Kazika” – audiobook
Tym razem dzieci przeniosą się do wyjątkowej Krainy Uważności. Tam znajdą spokój, ciszę i wsłuchają się w siebie wśród dźwięków natury i muzyki. Odkryją, czym są emocje takie jak złość, nuda czy brak poczucia własnej wartości. Nauczą się technik uważności. Bardzo kojąca książka, także dla dorosłych.
Dostępny tutaj —>„Słuchowiska. Kraina uważności”, A. Pawłowska
Lila po tacie uwielbia wszelkie gry słowne, dlatego w kategorii audiobooki dla dzieci – jej nagrodę oczywiście otrzymuje „Co to znaczy…?”. A czy Wasze dzieci wiedzą, co znaczy czuć do kogoś miętę, albo mieć kiełbie we łbie? Ta książeczka to zbór opowiadań, które w zabawny sposób wyjaśniają, co oznaczają popularne związki frazeologiczne. I znowu mamy naukę poprzez zabawę – to lubię!
Dostępny tutaj —> „Co to znaczy…?”, G. Kasdepke
Na koniec pokażę Wam świetny magnetofon, który kupiłam dzieciom – właśnie do słuchania płyt i muzyki z mp3. Mamy go od roku i wszyscy bardzo lubimy.
Ma przyciski odpowiednie do małych paluszków i łatwo go obsłużyć. Ma wejście na pendriva i na kabelki.
Można go kupić TUTAJ
A jak dla odmiany będziecie chcieli coś pooglądać – tu macie fajne, miłe i edukacyjne – Najlepsze bajki HBO GO
tutaj Najlepsze bajki na Netflix
a tu Edukacyjne bajki dla dzieci
Jeżeli macie w oczach skaner cukru, jednym spojrzeniem potraficie ocenić ile poliestru jest w dziecięcej skarpecie, a na zakupach najpierw patrzycie na skład, a dopiero później na cenę, to najprawdopodobniej jesteście świadomymi rodzicami.
Do podzielenia się moimi doświadczeniami zaprosiło mnie Auchan
Obudzony w środku nocy wyrecytuje trzy zdrowe zamienniki cukru
Kiedy widzi na ulicy dziecko w wisiadle w duszy się gotuje i wzywa wirtualny MOPS
Zapala mu się lampka „odłóż to na półkę” kiedy widzi SLS na butelce płynu dla dzieci
Ale czasami już mam dość! Kiedyś mi się śniło, że weszłam do sklepu i kupiłam pierwszy lepszy serek dla dzieci. Nie czytałam składu, nie patrzyłam na ilość cukru, nie zauważyłam nawet żelatyny wieprzowej w składzie;) Po prostu podeszłam do lodówki i wzięłam produkt. Normalnie koszmar!;)
I tak sobie zaczęłam myśleć, że bycie świadomym rodzicem to jest mój styl wychowawczy. Lubię czytać, dociekać, porównywać i wybierać zawsze najlepszą opcję. Ale nie ukrywam, że jest to czasami trud i znój.
Wyboru produktów właściwie nie było, nie musieli wertować blogów w poszukiwaniu bidonu idealnego, który wspiera rozwój aparatu artykulacyjengo, tylko do 5 roku życia dawali dzieciom krowie mleko z butli ze smokiem. To, że dziecko miało później wadę wymowy i zgryzu traktowali jako coś normalnego, a nie konsekwencję swoich wyborów.
Kiedy chcieli mieć najlepszej jakości warzywa, czy mięso, jechało się na wieś do wujka Zdziśka, a on ze swoich (niekontrolowanych i bez żadnych atestów) upraw, dostarczał im pomarszczoną marchew. Nie musieli znać oznaczeń chowu, bo wszystkie jaja były od kurek szczęśliwych z wolnego wybiegu.
Podobno ludzki mózg lubi, kiedy maksymalnie ma 3 rzeczy do wyboru. To co ma powiedzieć rodzic, który codziennie dokonuje takich wyborów. Przyznam, że często jestem tym już zmęczona, ale podobno to też jest objaw świadomego rodzicielstwa.
„Mleko zaśluzowuje” – „Kasza odśluzowuje”, , jesteśmy bombardowani natłokiem informacji i czasami już sami nie wiemy, co mamy zrobić. Szum informacyjny jest duży i my się w tym zaczynamy gubić. Świadomi rodzice są też zmęczeni właśnie dlatego – ciągle słyszą różne komunikaty: a to wyniki najnowszych badań, a to fakty i mity. Myślę też, że niektórzy z nas mogą mieć niewielkie FOMO (fear of missing out, czyli lęk o to, co nas może pominąć).
Po prostu: kiedy czuję natłok informacji to się odcinam. M.in. dzięki temu kilka lat temu przestałam oglądać TV.
które są lokalne i znane. Pisałam Wam już wcześniej, że robię zakupy w Auchan, bo tam wystarczy, że znajdę produkty z logo „Pewni dobrego” i wiem, że są świeże, przebadane (np. pod obecność pestycydów) i z lokalnych gospodarstw. Ostatnio pojawiło się sporo nowych produktów, więc zakupy mam ułatwione. Tak jak bałam się kupować łososia, to teraz mam sprawdzonego w Auchan.
To powiedzenie naszej pediatry. Nie przejmuję się tym, że mimo wielu świadomych wyborów zdarzy mi się popełnić błąd. To jest normalne i daję sobie do tego prawo.
Nieświadomie stosuję tę metodę od urodzenia. „Wystarczy” jest dla mnie lepsze niż „perfekcyjne”, dzięki temu oszczędzam sobie wiele frustracji (i czasu).
Tylko zależne jest od dawki. Woda w ogromnej ilości też może być trucizną. Dlatego wolę uczyć dzieci, że chipsy można wybrać w zdrowszej formie i to jest ok.
Przyznam, że mam w sieci kilka sprawdzonych miejsc, gdzie zaglądam raz na jakiś czas żeby przeczytać o ciekawostkach (np. Czytaj skład, Mataja i Pan Tabletka). Ufam im i wiem, że jak oni coś polecają to możliwe, że i u mnie się sprawdzi.
Korzystam też z różnych przepisów żeby móc szybko przygotować obiad. Polecam Wam wpis u Ilony z obiadami bez mięsa KLIK.
Mam bazę wielu produktów, które zawsze mam w domu i często je kupuję. Wtedy nie muszę skanować etykiety w poszukiwaniu syropu glukozowo-fruktozowego i mączki świętojańskiej w śmietanie. Tu inspiracje na 10 produktów które zawsze mam w domu.
Bycie świadomym rodzicem może nie jest łatwe, ale daje ogrom satysfakcji. Mam wpływ na to jak żyję i jak rozwijają się moje dzieci.
Mam też do Was prośbę – jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie go swoim znajomym, podziękują Wam.
Nebulizacja jest jedną z najpopularniejszych metod leczenia górnych i dolnych dróg oddechowych. Jednak nie każdy wie, jak poprawnie ją wykonać. Ja też przez długi czas działałam intuicyjnie i jak się okazuje -popełniłam masę błędów.
Pod koniec ubiegłego roku zostałam zaproszona przez markę Teva do stworzenia filmu edukacyjnego. Pod okiem specjalistów i Prof. Alergologii Adama Sybilskiego zebrałam wszystkie najważniejsze informacje, o tym jak prawidłowo wykonać nebulizację.
A na samym końcu tego wpisu znajdziecie stworzony przez nas film edukacyjny, o tym jak poprawnie zrobić nebulizację.
Dziś napiszę Wam o najczęstszych błędach, ale też pokażę rozwiązanie, czyli instruktaż.
Chciałabym się skupić tutaj tylko na nebulizacji lekiem. Jeżeli robimy nebulizację solą fizjologiczną to te wskazania nie są tak rygorystyczne. A jeżeli mamy dawkę z lekiem to musimy przestrzegać niżej wymienionych zasad, bo leczenie nie będzie skuteczne.
Zdjęcia z konferencji „Odetchnij z TEVA”
Jest to jeden z kluczowych błędów, popełniany często nieświadomie. Wybór nebulizatora jest ważny, jak wybór komputera. Jeżeli wybierzemy kiepski model, to leczenie nie będzie efektywne. Dlatego warto go kupić jeszcze zanim dziecko zachoruje. W przeciwnym razie będziemy szukać czegoś na szybko, nie zapoznając się z parametrami.
Na co zwrócić uwagę:
Dzieci do lat 4 powinny używać nebulizatora z przepływem 4 litry powietrza/ minutę.
Dla dzieci w wieku od 4-12 lat zalecany przepływ to 8 litrów/ minutę,
A dla dzieci powyżej 12 roku życia powyżej 10 litrów/ minutę.
Chcę jeszcze dodać kilka faktów (ważnych przy wyborze nebulizatora), których dowiedziałam się pod Prof. Sybilskiego:
Zapomnijcie o przykładaniu końcówki bez ustnika do twarzy dziecka. Ja też myślałam, że jak dziecko ma chociaż w pobliżu twarzy końcówkę inhalatora to nebulizacja będzie wykonana poprawnie. Otóż nie! Oddalenie ustnika lub maseczki powoduje straty leku, więc leczenie nie jest skuteczne. Jaka jest prawidłowa technika nebulizacji:
Gdy cały płyn z inhalatora zostanie zużyty wyłącz kompresor. Zwróć też uwagę żeby całkowity czas nebulizacji nie przekraczał 3-4 min. Dłuższy czas może powodować coraz gorszą współpracę dziecka
Jeżeli dziecko ma zatkany nos, to nie udrażniaj/ nie oczyszczaj go przed nebulizacją. Celem nebulizacji jest dostarczenie leku do krtani, czy też oskrzeli, a przez usta lek ma krótszą drogę do pokonania i unika się niepotrzebnego deponowania leku w nosie.
To bardzo ważny punkt, o którym nawet czasami lekarze zapominają. Zapamiętajcie! Po zakończonej nebulizacji TRZEBA przemyć dziecku twarz (oczy też) i wypłukać buzię. Jeżeli dziecko jest małe i nie umie wypluć płynu, to trzeba dać mu wodę do popicia.
Po nebulizacji trzeba dziecko oklepać. Najlepiej położyć dziecko u siebie na kolanach (jedno kolano wyżej, drugie niżej) – tak aby głowa była niżej niż pupa. Jedną ręką przytrzymujemy dziecko za bark. Z drugiej ręki robimy łódkę (rynienkę) i zdecydowanym ruchem oklepujemy od dołu do góry. Oklepujemy w szybkich seriach: 1-2-3 przerwa. Taki zabieg powinien trwać około 3 min.
Nie zaleca się rozcieńczania leku solą fizjologiczną, gdyż nie wiadomo jakie właściwości będzie miał powstały aerozol, może to obniżać ilość dostarczonego leku, a także wydłużać czas nebulizacji, co z kolei może być przyczyną gorszej współpracy dziecka i osłabiać efekt zabiegu.
Aby nebulizator dobrze działał i podawał prawidłową dawkę leku trzeba o niego dbać.
Tak jak mówię w filmie: Tylko spokój nas uratuje.
Jeżeli będziemy spokojni, to i dzieci będą lepiej współpracować. Dlatego w wolnej chwili dokoładnie obejrzyjcie film edukacyjny, który Wam przygotowałam i stosujcie wszystkie porady, a wtedy leczenie przebiegnie szybciej i sprawniej.
P.S. Profesor Adam Sybliski na konferencji przytaczał badania, z których wniosek płynął taki, że nebulizacje puszczane przy bajce są najskuteczniejsze, bo dziecko jest spokojne przez ten czas (3-4 min) i jest największa szansa, że nie będzie strat leku. Link do badań TUTAJ
Poniżej możecie obejrzeć efekt naszej pracy, czyli film edukacyjny, z którego się dowiecie jak prawidłowo zrobić nebulizację.
Jeżeli obejrzeliście film i dowiedzieliście się nowych rzeczy, kliknijcie „Lubię to” na Facebooku i udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam
EDIT – Po opublikowaniu wpisu – zarówno w komentarzach na mediach społecznościowych jaki i tutaj – pojawiły się różne wątpliwości, pytania, zarzuty. Nie jest moją intencją generowanie ruchu na takich medialnych burzach. Zebrałam więc wasze pytania i poprosiłam organizatorów konferencji o odpowiedź na najczęściej pojawiające się wątpliwości. Jednym celem jest dostarczenie nam wszyskim wiedzy, która jest świeża, zgodna z najnowszymi badaniami i rekomendacjami. Nie będę odnosić się tu do zarzutów w stylu „a ja jestem lekarzem a ty nie”. To nie ja przygotowywałam te rekomendacje, tylko szacowne grono ekspertów. Firma, która przygotowała tę konferencję, pofatygowała się by po prostu, by za pomocą kanałów nebule.pl – dotrzeć do rodziców w całym kraju. Za czasów naszych rodziców, nikomu się o nebulizacji nie śniło. Prawidłowe metody aplikowania leków nie miały jak się rozpowszechnić i utrwalić. Nawet wśród lekarzy.
Oto komentarze i rekomendacje do przesłanych przez was pytań:
Najwięcej pytań dotyczy rozcieńczania – publikacje, które wyjaśniają skąd rekomendacja, żeby tego nie robić to m.in. publikacja prof. Pirożyńskiego – guru nebulizacji w Polsce i za granicą.
W skrócie: podanie leku z nebulizatora pneumatycznego oznacza, że:
1. Część mieszanki zostaje w pojemniku nebulizatora (objętość martwa) i nie jest przetwarzana w aerozol, a nie mamy wiedzy czy w tej objętości jest lek czy sól fizjologiczna, czy ich mieszanka i w jakiej proporcji. Więc może się zdarzyć tak, że z takiej mieszanki większość przetworzona w aerozol to sól a lek został w nebulizatorze, czyli nie podaliśmy odpowiedniej ilości leku.
2. Jak mieszamy ciecze, to nie wiemy jakie właściwości fizyczne będzie miała taka mieszanka. Może się zdarzyć tak, że cząsteczki obu cieczy się połączą i stworzą tak dużą cząsteczkę, która nie ma szans spenetrować do dolnych (wąskich) dróg oddechowych i zostanie na języku i w krtani a do oskrzeli nie dotrze.
PS. Lekarze zalecają rozcieńczanie, bo ich na studiach mało uczą o nebulizacji jako zabiegu, podobnie jak kwestia doboru inhalatora nie jest poruszana na studiach medycznych.
Odnośnie inhalatorów siateczkowych/ membranowych o których również mowa:
komentarz czytelnika: „a mi jednak bez rozcieńczania siateczka zapycha sie i lek nie leci z solą tez czesto sie zapycha i rozwaliłem tak juz dwa inhalatory. Membranowe moim zdaniem w ogole sie nie nadają do leków.„
No właśnie w tym przypadku, jak Pani rozcieńcza lek to z siateczki leci sam rozcieńczalnik, a nie lek. Skoro po nalaniu leku nie ma aerozolu, to znaczy że nebulizator jest niewłaściwy do tego leku. Leki mają różną budowę – różną wielkość cząstek -> są takie które są za duże na siateczki dlatego nie ma pary. I co ważne => tanie siateczki są zwyczajnie kiepskiej jakości i się szybko zapychają i zwykle nie da się ich wyczyścić. Są dobre siateczkowe (omron, phillips, pari). Właśnie dlatego póki co FDA zaleca stosowanie dla sterydów wziewnych (Nebbud) tylko nebulizatora pneumatycznego -> bo jest najlepiej przebadany i każdy, nawet tani wytworzy aerozol.
Ad pani Kamila – fizjoteraputa, która pisze iż oklepywanie jest błędem ->
oklepywanie to jedna z podstawowych technik rehabilitacji dróg oddechowych szczególnie u małych dzieci i jest we wszystkich rekomendacjach. Bo są tez inne techniki, np. nauka kaszlu i odkrztuszania, ćwiczenia oddechowe, ale u małych dzieci, które fizjologicznie nie są w stanie odkrztuszać, bo nie mają jeszcze odruchu kaszlu, są one nie do zastosowania… a u starszych dzieci (7+) zaleca się stosowanie inhalatorów ciśnieniowych, a nie nebulizatorów, m.in. dlatego ze potrafią już koordynować oddech.
Powtórzę tylko to co ujęłam na wstępie do wpisu – za organizacją konferencji, wysiłkiem włożonym w przygotowanie zarówno edukacyjnego filmu jak i recenzją tegoż wpisu stoją lekarskie autorytety pod okiem Prof. Alergologii Adama Sybilskiego
Treści opracowane na podstawie publikacji prof. Michała Pirożyńskiego, prof. A, Emeryka, Prof. A.Sybilskiego + konsultowane z prof. Sybilskim.
Uczenie się mówienia jest bardzo ważnym elementem rozwoju każdego dziecka, dokładnie tak samo jak kształtowanie sprawności fizycznej czy rozwój intelektualny.
Dzieci nabywają wszystkie umiejętności w różnym czasie, zgodnie ze swoim własnym tempem. Po prostu każdy maluch rozwija się indywidualnie. Niewielkie różnice w czasie i tempie uczenia się różnych rzeczy są czymś naturalnym.
Istnieją jednak mimo wszystko granice normy, pewne progi wiekowe, po których przekroczeniu zupełny brak jakichś umiejętności może, a nawet powinien, niepokoić. Podobnie jest z mową.
Rodzice małych dzieci często zadają sobie pytanie, czy ich pociecha rozwija się prawidłowo i bacznie ją obserwują. Z niecierpliwością wyczekują pierwszych słów, jakie wypowie maluch. Dziecko zaczyna mówić coraz więcej, uczy się składać nowo poznane słowa w coraz dłuższe i bardziej skomplikowane zdania, wypowiedzi.
Ale bywa i tak, że jego mowa (chociaż skończyło już 2 lata i wydawałoby się, że powinno już mniej lub bardziej sprawnie porozumiewać się z otoczeniem) rozwija się w niepokojąco wolnym tempie, lub dziecko nie mówi w ogóle.
Dobrze, jeśli rodzicom zapala się lampka ostrzegawcza i szukają jakiegoś rozwiązania. Gorzej, jeśli ze wszystkich stron słyszą, że nie ma się czym martwić, że dziecko jest przecież jeszcze takie małe i z pewnością ma czas. I w dodatku dają się na to nabrać.
Wielu rodziców zastanawia się, od jakiego wieku można już iść z dzieckiem do logopedy i czy ich pociecha się kwalifikuje, czy nie jest jeszcze za mała.
A tak naprawdę nie ma zbyt młodego wieku na taką konsultację. Dzieci już od chwili narodzin mogą, a w wielu przypadkach nawet powinny, być badane przez logopedę. Terapeuta sprawdzi i oceni budowę narządów artykulacyjnych (języka, podniebienia, ust, wędzidełka) oraz ich funkcjonowanie. W razie potrzeby mogą być już podejmowane działania, które pomogą zwalczyć istniejący problem lub zapobiec ewentualnym trudnościom na przyszłość.
U trochę starszych dzieci można sprawdzić ich zdolności komunikacyjne (nie tylko słowne, ale też pozawerbalne jak np. gesty) i chęci, motywację do nawiązywania relacji z otoczeniem. Pamiętajmy, że komunikacja dziecka to nie tylko jego wypowiedzi, ale też sposób, w jaki sygnalizuje ono swoje potrzeby, emocje, jego mowa ciała.
Nad tym wszystkim może pracować terapeuta, po to, żeby rodzicom, ale przede wszystkim dziecku ułatwić życie i zaoszczędzić wielu nieprzyjemności w starszym wieku.
Chciałabym w tym wpisie prześledzić etapy, jeśli chodzi o rozwój mowy dziecka – od samego urodzenia do ukończenia 2 roku życia.
dziecko przeżywa „szok” – z bezpiecznego i znanego środowiska nagle znalazło się w kompletnie innym świecie. Nic dziwnego, że musi przyzwyczaić się do zupełnie nowego otoczenia i wszystkiego, co z tym związane. W pierwszych dwóch miesiącach życia dziecko komunikuje się przede wszystkim płaczem i krzykiem. W ten sposób sygnalizuje swoje potrzeby, samopoczucie, a także na przykład odczuwany ból czy niezadowolenie. Robi to jednak jeszcze nieświadomie.
Około 2 miesiąca często można już usłyszeć głużenie, czyli spontaniczne, gardłowe dźwięki połączone z samogłoskami (egh, kli, gla ebw…). Głużenie świadczy o dobrym samopoczuciu dziecka, widać przy tym, że maluch jest ożywiony. Pamiętajcie też, że głużą dzieci głuche. W tym czasie powoli zaczyna się też pojawiać uśmiech społeczny – niemowlę uśmiecha się do otaczających je osób, najpierw najbliższych, znanych i wodzi za nimi oczami.
Słychać też już, że płacz dziecka jest zróżnicowany – inny, kiedy jest głodne, inny, kiedy chce spać, ma brudną pieluszkę, czy coś je boli. To już początki komunikacji z otoczeniem. W 3 miesiącu niemowlę coraz bardziej zwraca uwagę na ludzi i to, że coś się do niego mówi, jest zaciekawione, ożywione. Intensywnie się uczy słuchając otoczenia i obserwując je.
rośnie sprawność ruchowa dziecka, a co za tym idzie, również sprawność jego aparatu artykulacyjnego. Wiąże się z tym wydawanie przez niemowlę coraz więcej ilości dźwięków, pojawiają się głoski wargowe (p,b,m). W tym czasie dziecko nabywa też zdolności zmiany wysokości dźwięków, jakie wydaje. Około 5 miesiąca pojawiają się kolejne spółgłoski (k, g, t, d) i sylaby złożone z samogłosek i spółgłosek.
pojawiają się pierwsze świadome dźwięki wydawane przez dziecko – gaworzenie. Niemowlę słucha odgłosów wydawanych przez otoczenie i samego siebie – zaczyna je powtarzać, „eksperymentuje” ze swoją mową i dobrze się przy tym bawi. Zaczyna też tworzyć pierwsze sylaby, łącząc spółgłoski z samogłoskami. Gaworzenie pozwala dziecku kojarzyć dźwięki z konkretnymi przedmiotami.
To bardzo ważny moment, bo jest on początkiem świadomego tworzenia dźwięków. Poza tym, u dzieci z poważniejszymi zaburzeniami słuchu gaworzenie się nie rozwija. Dlatego jego pojawienie się świadczy o ich braku i powinno uspokoić rodziców, jeśli mieli jakieś wątpliwości w tym temacie. Dziecko w tym okresie zaczyna też posługiwać się gestami w stosunku do innych osób.
Może na przykład kierować rączki w stronę mamy lub taty, kiedy chce być przytulone. Zaczyna też już wyczuwać i rozumieć zabarwienie emocjonalne wypowiedzi (np. „Ale ładnie!” lub „Fe!”). Przez cały ten okres gaworzenie się rozwija, staje się bogatsze, bardziej zróżnicowane. Dziecko patrzy też na osobę, do której mówi i wskazuje palcem przedmioty, na które chce zwrócić uwagę dorosłego.
dziecko ćwiczy powtarzanie własnych i zasłyszanych dźwięków i słów, doskonali je metodą prób i błędów, poprawia, utrwala. Przygotowuje się do artykulacji wyrazów. Pod koniec pierwszego roku mówi już słowa takie jak „mama”, „tata”, „baba”, „nie”, „pa” i jest w pełni gotowe na to, żeby naśladować mowę dorosłych. Zna imiona bliskich osób, nazwy ulubionych zabawek i aktywności (np. spacer), reaguje na nie i samo próbuje je nazywać.
rozwój mowy dziecka nabiera tempa, jest jeszcze bardziej intensywny. Dziecko rozumie też już proste pytania i polecenia („Podaj mi to.”, „Gdzie jest miś?”) . Po swojemu nazywa przedmioty i zjawiska z najbliższego otoczenia, których odkrywa i poznaje coraz więcej (dlatego musi to wszystko jakoś określić, np. pies – au, au, krowa- muuu). Jego wypowiedzi są jeszcze krótkie, jedno- lub rzadziej dwuwyrazowe. Cały czas rozwija się rozumienie.
ma jeszcze nieduży zasób słownictwa czynnego (mówionego), za to słownik bierny (rozumiany) jest już dosyć bogaty. Rozumie przede wszystkim nazwy tych przedmiotów i czynności, które już dobrze zna, bo są związane z jego codziennym funkcjonowaniem. Wypowiada już sporą część spółgłosek, ale jeszcze je zmiękcza. Często jeszcze nie odmienia wyrazów. Jego wypowiedzi są zazwyczaj dwuwyrazowe.
Jeśli chodzi o rozwój mowy dziecka – oczywiście każde dziecko będzie nabywało te wszystkie umiejętności we własnym tempie i w swoim czasie. Mimo wszystko, warto orientować się, w jakim wieku maluch przechodzi przez poszczególne etapy, aby wiedzieć, czy jest jeszcze czas, czy coś może się dzieje i trzeba to sprawdzić.
Warto zwrócić uwagę na to, w jaki ogólnie sposób porozumiewa się dziecko, zwłaszcza jeśli nie mówi (np. czy używa gestów, naśladuje innych, pokazuje swoje emocje), czy rozumie wypowiedzi innych i czy lubi nawiązywać kontakt z otoczeniem, czy raczej od tego stroni.
Drodzy Rodzice, jeśli cokolwiek Was niepokoi w rozwoju komunikacji i mowy Waszego dziecka, zastanawiacie się czy już powinno coś umieć, czy może jednak na razie poczekać, pamiętajcie jedno: na wizytę u logopedy nigdy nie jest za wcześnie. Ze specjalistą zawsze można się skonsultować, nawet tylko po to, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.
Logopeda – Małgorzata Monach
Jako autorka zapraszam też po Książki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy
zajrzyjcie też do wpisu – Kiedy do logopedy a kiedy na Badania słuchu
Literatura:
Cieszyńska J., Korendo, M. Wczesna interwencja terapeutyczna. Stymulacja rozwoju dziecka od noworodka do 6 roku życia. Kraków, Wydawnictwo Edukacyjne, 2007
Demel G., Eelementy logopedii. Warszawa, WSiP, 1979
Akademia Mądrego Dziecka to seria ponad 70 książeczek, z których część już Wam pokazywałam. Dziś chcę Wam przedstawić kolejne z nich – „Pierwsze Bajeczki”, dedykowane są dzieciom od drugiego roku życia.
Dobrze wiecie, że sama uwielbiam czytać i staram się zarazić moje dzieci miłością do literatury. To dlatego od najmłodszych lat (w właściwie, od najmłodszych miesięcy), „kąpię” moje dzieci w książkach, słowach, ilustracjach. I dzielę się z Wami najciekawszymi pozycjami, jakie znajduję na rynku. Dziś chcę Wam pokazać książeczki, które są kontynuacją serii, już prezentowanej na blogu –„Pierwsze Bajeczki”, wydawnictwa Egmont.
Seria składa się z trzech tytułów, choć podejrzewam, że to dopiero początek – zapowiada się bowiem bardzo ciekawie. Kierowana jest do dzieci powyżej drugiego roku życia. W każdej z książeczek poruszany jest temat, który dwulatkom jest bliski i pozwala oswoić się z otaczającym ich światem. Oczywiście nieocenioną cechą tych pozycji jest ich interaktywny charakter. Na każdej stronie znajdują się ruchome elementy, które pozwalają dziecku niejako wejść w świat przedstawiony w opowieści. Dodatkowym atutem jest rozwój motoryki małej podczas manipulacji interaktywnymi elementami.
W tej książeczce dziecko oswaja się z podróżą, poznaje słownictwo związane z samochodami. Dzięki kolorowym obrazkom uczy się czym jest sygnalizacja świetlna, oraz czego potrzebuje samochód, by jechać.
Ta część serii oswaja dzieci z lataniem. Dowiadują się jak wygląda odprawa na lotnisku i kim jest pilot. Krótka historyjka dostarcza podstawowych informacji, dotyczących podróży samolotem. To świetna pozycja dla maluchów, które mają odbyć pierwszą tego typu podróż. Po zabawie z tą książeczką, żaden lot nie będzie straszny. Przeciwnie, może okazać się fascynującą przygodą.
To może stać się także i Wasza ulubiona część serii, jeśli tylko dzieci zastosują się do wskazówek dotyczących spania, jakie znajdą w tej opowiastce. Mamy tu niesforną pandę i jej mamę, która usiłuje położyć łobuziaka spać. Dziecko uczy się, że spanie wiąże się z rytuałem i jest konieczne do regeneracji i zebrania sił do dalszych zabaw.
Wszystkie książeczki mają sztywne kartki, co jest istotne, wszak są dedykowane dwulatkom. Mają bardzo kolorowe, wyraziste ilustracje, wykonane przez Nathalie Choux, która jest autorką całej serii.
Polecam te bajeczki, bo rozwijają wyobraźnię, dostarczają informacji o otaczającym dzieci świecie w przystępny dla nich sposób, oraz rozwijają sprawność mięśni dłoni i palców. Prawda, że to dużo zalet, jak na tak małe książeczki?:)
A czy Wasze dzieci lubią tą serię? Koniecznie dajcie znać, co myślicie o książeczkach „Akademia Mądrego Dziecka”. A może macie swoje ulubione części?
Jeśli szukasz jeszcze innych książeczek, w których mnóstwo okienek i przesuwanych elementów wzmaga ciekawość u dzieci i urozmaica czytanie – zobacz np. Wielką Księgę Zabaw – naprawdę warto ją poznać i stosować wszystkie metody dbania o Ziemię.
Ssanie, gryzienie i połykanie to umiejętności kształtujące się naturalnie – bez potrzeby ingerencji ze strony rodziców. Dobrze jednak wiemy, że zanim dzieci zaczną sprawnie i samodzielnie jeść każdy rodzaj pokarmu, musimy nauczyć je nie tylko nowych smaków, ale także czuwać nad nabieraniem przez nie wprawy w spożywaniu „ryzykownego” jedzenia. Dziś Wam opowiem o moich sposobach, które pozwoliły mi nie osiwieć ze strachu przed zadławieniem.
Dzieci krztuszą się właściwie od pierwszego karmienia. Nawet mlekiem z piersi. Prawdziwe kłopoty z tym związane zaczynają się jednak wraz z rozszerzaniem diety. Zanim zaczniecie rozszerzać dietę warto rozróżnić zakrztuszenie( z którym dziecko radzi sobie samo (kaszle, prycha, odkasłuje), od zadławienia, którego objawem jest trudność ze złapaniem oddechu, wytrzeszczanie oczu, nie możność wydobycia z siebie dźwięku, sinienie na twarzy.
Uważam, że każdy rodzic powinien zrobić chociaż krótki kurs pierwszej pomocy żeby móc być przygotowanym i na takie wypadki.
Jednak jeżeli nie macie takie możliwości to warto obejrzeć kilka razy filmy instruktażowe, np. ten:
Ja podeszłam entuzjastycznie do wprowadzania nowych smaków i konsystencji. Jednak szybko przyszedł ten pierwszy raz, gdy doszło do zakrztuszenia. Dzieci radziły sobie same i odkasływały. Nadal kontynuowałam stosowanie metody BLW (Baby Led Weaning), która z założenia omija podawanie niemowlętom papek na rzecz produktów, które trzeba gryźć. Uznałam, że zalety BLW są nieocenione. Gryząc, żując, odgryzając, mlaskając dziecko ćwiczy mięśnie, których rozwój jest potrzebny do nauki mówienia.
No dobrze, ale co z tym zadławienim – zapytacie. Nauczyłam się unikać sytuacji potencjalnie niebezpiecznych związanych z możliwością zadławienia.
Oto moje sposoby na podawanie niemowlętom i małym dzieciom jedzenia, które może wywołać zadławienie:
bez względu na to, czy dzieci są niemowlętami, czy teraz, gdy są większe, pilnuję, gdy jedzą. Oczywiście dziś nie ślęczę im nad głową podczas kolacji, ale w czasie jedzenia orzechów, winogron, borówek, czy innych drobnych pokarmów, siedzę obok nich i obserwuję. Gdy były niemowlętami i uczyły się gryźć, zawsze byłam przy nich – gotowa w razie potrzeby interweniować.
ta zasada jest święta i ma związek nie tylko z bezpieczeństwem podczas jedzenia, ale także z pewną celebracją czasu, który spędzamy razem. Ponadto, jedzenie przy stole unieruchamia dzieci, które gdyby im pozwolić, biegałyby z kanapką po całym domu, a ruch – szczególnie w wykonaniu maluchów – sprzyja możliwości zadławienia.
to nie tylko kwestia kultury jedzenia, ale także ryzyka związanego z zakrztuszeniem. Sami wiecie, że gdy dwoje dzieci zaczyna rozmawiać i się śmiać, to nie da się tego opanować. W czasie rozmowy czy śmiechu, wciągamy powietrze także ustami, co może doprowadzić do zassania jedzenia do tchawicy, a to już stwarza niebezpieczeństwo zadławienia.
wydaje się to oczywiste, jednak znam rodziców, którzy pozwalają dzieciom, szczególnie pić na leżąco. Taka pozycja to proszenie się o nieszczęście. Spróbujcie same położyć się i napić. Żartuję, lepiej tego nie róbcie – to naprawdę niebezpieczne.
małe dzieci, które jeszcze nie mają zębów muszą otrzymywać pokarmy dostosowane twardością do swoich możliwości. Jeśli damy bezzębnemu niemowlęciu orzech, będzie go memlało w buzi, a ostatecznie wypluje lub połknie w całości, dlatego ważne jest, by dostosować jedzenie do możliwości maluchów. Starsze dzieci, często spieszą się w trakcie jedzenia i niedokładnie gryzą pokarm, połykając duże kawałki jedzenia. To niezdrowe i ryzykowne.
Stosowanie się do tych zasad pozwoliło nam jak dotąd – odpukać – uniknąć potencjalnie niebezpiecznych sytuacji związanych z utratą oddechu, spowodowaną udławieniem.
Szczególnym wyzwaniem dla mnie, na początku macierzyństwa, było podawanie leków. Choć każdy syrop zawiera odpowiednią strzykawkę czy łyżeczkę z miarką, to ich użycie też wymaga wprawy. Chyba nie ma w Polsce osoby, która nie słyszałaby dramatycznej historii Oli, córki Ewy Błaszczyk, która w wieku 6 lat zakrztusiła się przy połykaniu tabletki i zapadła w śpiączkę. Myślę, że to wydarzenie wpłynęło na wiele współczesnych matek. Boicie się podawania tabletek swoim dzieciom?
Jak podaję dzieciom leki:
Niemowlętom i małym dzieciom podaję leki w syropie – jeśli tylko jest to możliwe, to małym dzieciom podaję leki w płynnej formie. Łatwiej je aplikować, a dzieciom połykać.
Używam strzykawek załączonych do leków – są one bezpieczne, zakończone odpowiedniej średnicy otworem, bez ostrych krawędzi.
Syrop tłoczę strzykawką, kierując w policzek dziecka – to najbezpieczniejszy sposób podawania leków – także w nocy, gdy dziecko bywa nie do końca obudzone. Płyn nie ma możliwości pod ciśnieniem wystrzelić do gardła dziecka.
Zawsze na siedząco – o tym pisałam już wyżej, ale warto wspomnieć o tym jeszcze raz w kontekście podawania leków, które czasem musimy aplikować nocą i jest pokusa, żeby nie ruszać dziecka, tylko podać mu syrop w pozycji leżącej. Nigdy tak nie róbcie, konsekwencje mogą być dramatyczne.
Niemowlętom i małym dzieciom kruszę – są leki, choć jest ich niewiele, które nie mają swojego płynnego odpowiednika, a jednocześnie trzeba je podać dziecku. Oczywistym jest, że maluszek ich bezpiecznie nie połknie, dlatego trzeba je rozkruszyć i podać wraz z płynem na łyżeczce.
Tłumaczę – z doświadczenia wiem, że dzieciaki współpracują, gdy wiedzą, że traktuje się je poważnie. Moim dzieciom wyjaśniam, jak trzeba połknąć tabletkę i czym jest zakrztuszenie. Wiedzą, że w czasie połykania nie ma śmiania się, wygłupów. Połykamy i wtedy możemy się bawić.
Pomimo zachowywanych środków bezpieczeństwa, zdarza się, że dziecko się zakrztusi. Co wtedy robić? Musicie zachować zimną krew. Nie wpadajcie w panikę. W większości wypadków dziecko poradzi sobie samo, kaszląc. Obserwujcie uważnie każdy oddech – rozpoznacie, czy potrzebna jest pomoc. Nie każcie mu podnosić rąk, nie klepcie po plecach. W większości przypadków efektywny kaszel jest skuteczny.
Gdy nie przyniesie efektów, dziecko straci oddech. Wtedy konieczne jest natychmiastowe działanie. Niemowlęta układamy na przedramieniu i przechylając głową w dół, z wyczuciem, klepiemy w plecy. Starsze dzieci powinny się pochylić do przodu. Gdy dziecko nadal nie odkrztusza, uciskamy okolice mostka (starsze dzieci uciskamy w nadbrzusze), by wywołać kaszel. Jeśli dziecko nadal nie oddycha lub straciło przytomność, rozpoczynamy resuscytację i wzywamy pogotowie.
Dramatyczne w skutkach przypadki zakrztuszenia, wbrew pozorom, nie zdarzają się bardzo często. Przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa i odpowiednich nawyków związanych z jedzeniem, zakrztuszenie – nawet, gdy się przytrafi – skończy się na kaszlu. Pamiętajcie też o tym, żeby obserwować dziecko po zakrztuszeniu, bo może się zdarzyć, że pokarm przedostanie się do dolnych dróg oddechowych.
A Wy miałyście jakieś nieprzyjemne historie z zakrztuszeniem? Jakie są Wasze sposoby na uniknięcie takich sytuacji?