10 ulubionych sposobów podawania warzyw i owoców

Jabłka, gruszki i marchewki, pietruszka seler i rzodkiewki. I dla zdrowia i dla smaku jedz dziewczyno i chłopaku” to tekst piosenki, który zainspirował mnie do dzisiejszego wpisu. Pokażę Wam jak najczęściej jadamy w domu owoce i warzywa. Może i Was zainspiruje do ciekawego serwowania witamin swoim dzieciom.

Obecnie trwa mój ulubiony sezon. Wszędzie można kupić kolorowe, soczyste i pachnące latem owoce i warzywa. Zajadamy się nimi codziennie i korzystamy z tego czasu maksymalnie. Wakacje to idealny czas żeby próbować nowych smaków i się nimi delektować. Moje dzieci mają swoje ulubione smaki i dość niechętnie podchodzą do nowych warzyw i owoców. Są również takie, których zdecydowanie nie lubią i nawet jak widzą z daleka to  głośno manifestują swoje gusta.

Zdrowo, smacznie, odlotowo! Jak? Warzywnie, owocowo!

Piosenka, która zainspirowała mnie do stworzenia tego wpisu jest właśnie o zdrowych zwyczajach. Wpada w ucho, a przy okazji utrwala dobre nawyki. Naładowane witaminami jabłka, gruszki i marchewki, pietruszka seler i rzodkiewki to owoce i warzywa, które są serwowane dzieciom w szkołach w ramach unijnego programu „Owoce i warzywa w szkole”.

Jest to wspaniała inicjatywa, która pomaga promować zdrowe nawyki żywieniowe.  Dzięki programowi wspólne spożywanie przez uczniów owoców i warzyw oraz związane z nimi działania edukacyjne stały się elementem codziennego życia tysięcy szkół podstawowych w Polsce.

Od 8 lat dzieci w 90% szkół w Polsce dostają takie warzywa i owoce:

  • jabłka, gruszki, truskawki, borówki amerykańskie, sok owocowy w opakowaniu, sok warzywny w opakowaniu, marchewki, rzodkiewki, pomidorki koktajlowe, papryki słodkie (żółte), kalarepy

Piosenka, o której wspominałam wcześniej pochodzi z edukacyjnego serialu animowanego dla dzieci „Ekipa Chrumasa”. Możecie obejrzeć go na kanale Owoce i warzywa w szkole. Co czwartek pojawia się nowy odcinek – Lilka go uwielbia i już dawno dołączyła do Ekipy Chrumasa.

Wiem jak ważne są w diecie owoce i warzywa, dlatego od najmłodszych lat staram się je podawać moim dzieciom. Dziś chciałabym Wam pokazać jak je podaję moim dzieciom.

Surowe owoce i warzywa pokrojone w kawałki

Nie wiem czy Wasze dzieci też nie lubią sałatek. Moje nie znoszą! Dlatego najczęściej kroję je w słupki. To najprostsza forma serwowania porcji witamin. Moje dzieci lubią tak pokrojone ogórki, marchewki (Lila), papryka, seler.  Pasują idealnie do małej rączki i same wskakują do buzi. Najczęściej układam je na kolorowym talerzu lub ustawiam w kubku. Zdarza się również, żę pakuję je na spacer do pudełka.

Nam się może wydawać to zbyteczne, ale dzieci naprawdę zwracają uwagę na formę podania i zazwyczaj to wtedy zapada decyzja, czy zjedzą dany owoc lub warzywo, czy też nie. W swojej kuchni mam wiele kolorowych talerzy, kubeczków, słoików, miseczek – wszystko po to aby zachęcić dziecko do jedzenia. Sprawdza się to u nas znakomicie.

Najbardziej lubię talerze, które mają różne przegródki. Zauważyłam, że podczas planowania posiłku wymyślam tak dużo zdrowych przekąsek, ile jest miejsc. To wspaniała okazja żeby dorzucić coś nowego i zobaczyć, czy dziecko je polubi.

Surowy owoc lub warzywo obrane i podane w całości

Tak właśnie Junior zaczął jeść jabłka w wieku 7 miesięcy. Ogólnie jabłko nie jest polecane na samym początku metody BLW, bo dziecko może się łatwo zakrztusić – jest tam mowa o owocu w kawałku, a nie całym. Kiedy malutkie dziecko je jabłko pokrojone na ćwiartki lub ósemki bardzo łatwo może odkruszyć spory kawał i się zadławić. A ja odkryłam genialną metodę, którą mój syn pokochał i je tak do tej pory.

Małe jabłko obieram i wycinam ogonki. W ich miejscu robię otwory na palce. Im dziecko mniej ma zębów to mniejszą ilość jabłka jest w stanie naskrobać i z pewnością poradzi sobie z przełknięciem. Tak je do tej pory:)

Owoce i warzywa przecierane

Nie jestem wielką fanką takiego podawania owoców i warzyw. Dlaczego? Bo mięśnie jamy ustnej nie muszą wykonywać właściwie żadnej pracy aby jedzenie przeżuć. Dziecko nie czuje też różnorodności faktur (wszystko jest płynne) i nie odczuwa wielkiej przyjemności z jedzenia. Jednak jako urozmaicenie jest ok. Czasami serwuje dzieciom zupę krem, czy też mus owocowy.

Soki z warzyw i owoców

Tę metodę poznaliśmy zimą, kiedy nie było dostępu do świeżych owoców i warzyw i naprawdę nam się świetnie sprawdzała. Soki nie służą nam do gaszenia pragnienia, a zastępują przekąskę. Mało kto zwraca na to uwagę, że do zrobienia szklanki soku używa się np. 3 pomarańczy, a normalnie nie dałoby się zjeść na raz aż tyle owoców. Polubiliśmy za to soki z buraków, jabłek, a nawet z kapusty.

Po lewej kapusta, jabłko, cytryna                                  Po prawej: burak, jabłko, seler

Koktajle i smoothie

Zdecydowanie wolimy gęste, pełne błonnika koktajle niż właśnie soki. Robimy je bardzo często i moje dzieci je naprawdę uwielbiają. Mam kilka swoich ulubionych przepisów, ale szukam też inspiracji w książkach i internecie. Najczęściej przewijają się u nas koktajle:

  • jarmuż, jabłko, pomarańcza, woda
  • szpinak, jabłko, banan, woda
  • nać pietruszki, jabłko, banan, krople cytryny, woda

Serwuję je w kolorowych słoikach ze słomkami. Nawet Junior załapał koktajlowego bakcyla i pół szklanki zawsze jest jego.

Pudding chia

Ja i Lilka uwielbiamy ten deser! Naprawdę jest wyborny i do tego taki zdrowy. Pierwszy zrobiłam ponad rok temu i od tamtej pory robię je regularnie. Do każdego deseru dodaję owoce.

Lody z owoców

To nasze odkrycie tego lata. Coraz mniej kupujemy ich w sklepie, a więcej robimy w domu. Mamy fajne foremki, do których nalewamy gotową masę. Zostawiam je na noc w zamrażarce i na drugi dzień są gotowe.

Wypieki z owocami i warzywami

Mam kilka swoich przepisów, które regularnie powtarzam. Zauważyłam, że w każdym z nich są właśnie owoce, a nawet i warzywa.

Wyborne muffinki z sezonowymi owocami

Pyszny tort ze szpinakiem przepis we wpisie Pomysł na urodziny

Prosto z krzaczka

To nasz ulubiony sposób! Ogórki prosto z działki, marchewki wyrwane z ziemi, czy też borówki prosto z krzaka.

Eksperymenty z owocami i warzywami

Lubię wymyślać różne rzeczy i tak udało mi się zrobić lody z kalafiora lub zdrowe żelki z soku owocowego.

Żelki przepis we wpisie Zdrowe żelki

Lody z kalafiora przepis Lody z kalafiora

Jak widzicie mam mnóstwo pomysłów na serwowanie warzyw i owoców. Jeżeli macie chęć coś dodać, to napiszcie w komentarzach.

Wpis powstał we współpracy z Agencją Rynku Rolnego

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Moje dzieci nie muszą być szczęśliwe

Każdy rodzic chce żeby jego dziecko było szczęśliwe. Nie mam żadnych wątpliwości pisząc te zdanie. Kiedy pytam moich znajomych jakiego człowieka chcieliby wychować to zawsze chórem odpowiadają: „Szczęśliwego!” Niektórzy powtarzają jak mantrę: „Nieważne kim lub z kim będziesz, najważniejsze żebyś był szczęśliwy!” Uważam, że to błędne myślenie i dążenie do tego.

Niezły ciężar na nas leży, prawda? Kiedy w szpitalu podają nam małe, wątłe ciałko w 100% zależne od nas myślimy, że to niesamowity dar. Mamy przed sobą nowe życie, które w dużym stopniu będzie zależało od nas. Niektórzy potrafią sobie nawet wyobrazić, jak dziecko będzie wyglądało za lat naście lub kilkadziesiąt.

Układamy scenariusze, które najprawdopodobniej się nie spełnią, bo znając życie,  dziecko wybierze sobie inną ścieżkę. Każdy z nas chciałby żeby nasze dzieci były szczęśliwe. Miały uśmiech od ucha do ucha i tryskały pozytywną energią. Jednak często się tak nie dzieje.

Kultura w jakiej obecnie żyjemy narzuca nam nawet, że bycie nieszczęśliwym jest czymś złym, a ktoś kto nie czuje się szczęśliwy jest nieudacznikiem.

A ja powiem Wam szczerze, nie jestem w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za szczęście mojego dziecka. Myślę sobie nawet, że to nie jest moje zadanie i nie muszę do tego dążyć.

Co będzie jeżeli za kilkanaście lat moje dzieci powiedzą, że są nieszczęśliwe?

Czy będę szukała winy w sobie? Raczej nie. Teraz kiedy wychowuję moją dwójkę, naprawdę daję z siebie wszystko co mam. A jeżeli w życiu dorosłym powiedzą, że są nieszczęśliwi to będę tylko słuchać. Według mnie każdy człowiek ma inny przepis na szczęście i może dojść do niego tylko i wyłącznie SAM.

Sama jest optymistką.

Lubię racjonalizować sobie różne sytuacje, tak żeby mieć poczucie sprawczości. Nawet mój mąż często się ze mnie śmieje, że nawet w najgorszej sytuacji potrafię odnaleźć sens. Powiedzieć: „Może tak miało być?” albo „Gdyby to się nie stało, to wydarzyłoby się coś znacznie gorszego”. Skąd u mnie takie myślenie? Moja mama nigdy mi nie powtarzała, że mam być szczęśliwa, czy też inna.

Sama do tego doszłam. Mało tego, często powtarzam sobie, że jestem szczęśliwa i nie spływa to na mnie jak błogosławieństwo z fanfarami w sytuacjach kiedy leżę, pachnę, dzieci się bawią, a ja mam poczucie szczęścia. Tylko w takich małych, maleńkich momentach dniach: kiedy brudne łapki syna mojego najmłodszego ciągną mnie za szyję po to żeby pocałować moje lico, kiedy córka podbiega  z tyłu i mocno mnie przytula, kiedy mąż mówi, że wszystko jest ok.

Szczęście razy milion: zobaczyć na żywo traktor

Nie ma tu wielkich przeżyć w stylu podróż dookoła świata, ogromnych prezentów czy też szóstki w totolotka.

Takie rzeczy szczęścia nie dają.

Jest jeszcze jedna rzecz, która pomaga mi codziennie. Pozwalam sobie na smutek – nie wypraszam go z mojej głowy bardzo często, tylko się zastanawiam, co mogę zrobić. Nauczyłam się również odróżniać SMUTEK od ZMĘCZENIA.

Wszystkie emocje są potrzebne, nawet te kiedy nie mam na twarzy uśmiechu. Mało tego uważam, że pozwalając sobie na takie chwile (nie udając bohaterki miru domowego) bardziej odczuwam szczęście. Właśnie dlatego.

Nie mogę uczynić moich dzieci szczęśliwymi, ale mogę spróbować pokazać im jak tego szczęścia szukać.

„Szczęście dziecka nie jest jedynym celem, do którego dążymy; chcemy także by dziecko stawało się budowniczym samego siebie…”Maria Montessori

Ja się skupiam bardziej na tym drugim zdaniu i takie wartości wpajam moim dzieciom.

W sytuacjach codziennych pokazuję im gdzie się szuka szczęścia i powiem Wam, że to się najlepiej sprawdza. Czuwam nad tym i czasami interweniuję. Dlaczego? Bo widzę, że błądzą.


Jakiś czas temu moja córka miała zły dzień. Wszystko szło nie tak i zapytała mnie wprost: „Czy na pocieszenie możemy kupić lody?”

Odmówiłam.

Wiecie dlaczego? Bo miałam ją przed oczami za 30 lat kiedy po złym dniu w pracy siedzi sama w mieszkaniu i zjada litr lodów prosto z pojemnika.


Nie tędy droga.

Zaproponowałam jej wiele rzeczy, które opierają się relacji: czytanie ulubionej książki, przytulanie, noszenie na barana, rysowanie razem. Wybrała czytanie.

Albo szukanie szczęścia w rzeczach materialnych. Powtarzamy jej do znudzenia, że one nie dają szczęścia.

Bardzo lubię ten cytat:

Każda złotówka wydana na przeżycia ma większą wartość niż wydana na przedmioty”Arkadiusz Recław, Uroda życia 06.2017

Ciężko jest dziecku powiedzieć, że ta różowa, błyszcząca zabawka nie daje szczęścia, dlatego pokazuję też alternatywy jak tego szczęścia szukać.

Mam taki, swój kodeks bycia szczęśliwym, którego nigdy jeszcze nie miałam okazji spisać, ale myślę, że dziś jest dobra okazja:

  • Bycie z drugim człowiekiem daje najwięcej szczęścia
  • Poczucie własnej wartości – kształtowane od małego: „Jesteś dla mnie bardzo ważny”. Jak wiecie nie stosujemy kar i nagród w naszym domu. A nawet dzieci wybitnie nie chwalimy, staramy się pobudzać motywację wewnętrzną.
  • Szukanie szczęścia w małych czynnościach (nie rzeczach) – skakanie po kałużach, kawa wypita niespiesznie, rozmowa (nawet krótka) z przyjaciółką lub mężem, przytulanie itd.
  • Pomaganie innym – jeżeli tylko mam okazję uczę dzieci pomagania innym. Nie zmuszam do dzielenia się, ale zauważam drobne gesty i próbuję uzyskać nazwę emocji, która im towarzyszy.
  • Pozwalam wyrażać złość, smutek i inne emocje. Uczę ich nazywania. Pisałam o tym wpis: Pozwólcie dzieciom płakać
  • Na koniec dnia pytam o dobre momenty, które się przytrafiły. /Wczoraj Lilka sama powiedziała, że najlepszym momentem dnia było wyrwanie marchewki z grządki na działce u dziadków, umycie jej i zjedzenie/
  • Sama przyznaję się do błędów. W końcu jestem tylko człowiekiem, pokazuję również inne emocje niż radość i mówię co mnie zdenerwowało. Ale nigdy nie robię tego w szale lub wielkiej złości. Wtedy mój język mnie nie słucha;)
  • W problemach widzę możliwość rozwoju i tego również uczę dzieci, że to właśnie wtedy uczymy się najwięcej, bo na własnym doświadczeniu.
  • Przebaczam i sama uczę przebaczania. Jak pisałam wyżej nigdy nie upieram się przy swoim kiedy wiem, że mogę nie  mieć racji. Nie mam z tym najmniejszego problemu. Człowiek nie jest nieomylny i tego chcę uczyć moje dzieci.
  • Zamieniam moje słabości w mocne strony. Kiedyś na przykład wiele osób (przede wszystkim nauczycieli) zarzucało mi, że robię za wiele rzeczy na raz, a powinnam się skupić na jednej. Teraz kiedy jestem mamą uważam, że to jednak z najważniejszych cech, która pomaga mi organizować nasze życie. Nie jestem też perfekcjonistką, wiele razy mówiono mi, że robię wiele rzeczy po łebkach i często odpuszczam. Dzięki temu jest mamą, która nie ma wyrzutów sumienia, że nie gotuje codziennie dwudaniowego obiadu i nie ma błyszczącej podłogi w domu. I bardzo dobrze mi z tym.

Myślę, że poczucie szczęścia to tylko nastawienie do świata, którego można się nauczyć.

Przez najbliższe lata właśnie na tym zależy mi najbardziej i taki „narzędziownik” mam zamiar dawkować moim dzieciom. Nie mam żadnej gwarancji, że dzięki temu będą szczęśliwe, ale ja przynajmniej będę miała poczucie, że starałam się jak najlepiej. A kiedy jednak przyjdą do mnie z miną na kwintę i nieszczęściem w oczach, powiem: „Siadaj, pogadamy”.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Genialne zabawki do wody Yookidoo WYNIKI ROZDANIA

Przy pierwszym dziecku myślałam, że najfajniejszą zabawką do wody jest zwykły kubek i pusta butelka po szamponie. Zabawa takim przedmiotem doskonale pobudza wyobraźnię, kreatywność i ćwiczy małą motorykę… bla bla bla. Powiem Wam szczerze, że tak bardzo zmienił mi się pogląd na zabawki przy drugim dziecku, że same będziecie w szoku.

Według mnie zabawka ma być przede wszystkim bezpieczna oraz najważniejsze: BAWIĆ. Oczywiście nadal jestem za tym żeby kupować edukacyjne zabawki i uczyć się przez zabawę, ale bez przesady… Junior ostatnio prawie pobił się z dzieckiem na placu zabaw jak zobaczył jego wielki, czerwony, plastikowy, grający samochód.

Sama taki ostatnio zamówiłam, bo mam dość tego, że włazi do drewnianego auta i ono się przewraca. Pokażę Wam go już niedługo.

Wracając do tematu: chciałabym Wam dziś zaprezentować zabawki do wody, które u nas ostatnio rządzą.

Zabawki do wody

Najpierw Junior dostał na dzień dziecka kaczki Yookido. Szał był od razu. Nawet Lilka, która nie lubi pryskania po twarzy i takich zabaw z wodą, była zachwycona. Uważam nawet, że lekko się odwrażliwiła dzięki tym zabawkom.

Wyścig kaczuszek Yookido

Dostępna TUTAJ

Fontannę z kaczuszkami przyczepiamy na przyssawki do dna (wanny, basenu pompowanego, a nawet zwykłej miski), włączamy i zaczyna się zabawa. Zabawka gra melodię i wytryskuje wodę. W zależności, która kaczka jest założona przy ujściu mamy inny strumień wody. Naprawdę jest to tak proste, a tak genialne!

Myślę, że nadaje się dla dzieci siedzących do 3 roku życia.

Sami zobaczcie:

Tak się kłócili w wannie o te kaczki, że zamówiłam Lilce coś dla starszaków z tej samej marki:

Okręt podwodny z prysznicem Yookido

Dostępne TUTAJ

Świetna zabawka z prysznicem – stał się też cud! Lilka sama sobie polewa na głowę wodę przy myciu włosów. W zestawie macie dwie części: prysznic z łodzią podwodną oraz panel na przyssawce. Kiedy wciskamy przycisk na słuchawce i lejemy wodę do otworów to np. zaczynają się obracać oczy, tryskać woda z otworów, a kołowrotek się obraca.

Ta zabawka jest świetna dla starszych dzieci (myślę, że do 2 do 6 lat). Można ją też wykorzystywać do innych zabaw.

zabawki do wody

Naprawdę się nie spodziewałam, że moje dzieci oszaleją na punkcie tych zabawek. Na fali dużego zainteresowania sama kupiłam dzieciom moich przyjaciółek na urodziny właśnie te zabawki i również mają podobne odczucia. Zabawa z wodą nabrała innego wymiaru.

Razem ze sklepem 4kidspoint.pl przygotowałam rozdanie dla moich czytelników. Wystarczy, że z oferty tego sklepu wybierzecie i wpiszecie w komentarzu zabawkę do wody Yookidoo, którą chcielibyście wygrać, a ja wśród uczestników wylosuję 3 zwycięzców. Bawimy się do 27.07 do północy. Zapraszam Was również do polubieniu profilu tego sklepu: https://www.facebook.com/4kidspoint/

WYNIKI ROZDANIA

Bardzo dziękujemy za tak liczny udział. 3 wybrane przez Was zabawki do wody Yookidoo wędrują do:

Sylwia 

Świetne zabawki! Jakiś czas się już do nich przymierzam…

Andzia

Wyścig kaczuszek yookido- zachwyca piękna kolorystyką;)

Olga

Wyścig kaczuszek yookido to jest to co byśmy chcieli ? Julek tak wspaniale zaprezentował, że nie może być inaczej ?

GRATULUJEMY! Na adres kontakt@nebule.pl wyślijcie swoje dane teleadresowe

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pomysł na weekend – Borówkowe domki

Wyobraź sobie miejsce, gdzie dzieci biegają od rana do wieczora boso po trawie. Słychać ich beztroski śmiech, a pory dnia wyznacza tylko wschodzące i zachodzące słońce. Nie ma pośpiechu, nerwowego zbierania się, a jest czas wolny: drzemka na hamaku, harce w strugach wody i zabawy od rana do wieczora.

Nasz weekend właśnie tak wyglądał, a miejsce, które wprawiało nas w taki wolny rytm nazywa się Borówkowe domki.

Zaledwie 50 minut od Warszawy (jadąc autostradą w kierunku Łodzi) znajduje się idylliczne miejsce, które z pewnością jeszcze nie raz odwiedzimy. Wyjechaliśmy w piątek o 16 i o dziwo nie utknęliśmy na wylotówce.

Godzinę później nasze dzieci już biegały swobodnie po trawie. Jak wiecie mieszkamy w centrum Warszawy i często robimy sobie takie wycieczki na łono natury. W Dmosinie poczułam się trochę jak u mamy na Podlasiu (tylko jest zdecydowanie bliżej).

Pojechali z nami nasi znajomi z dwójką dzieci. Wiem, że  z nimi nie można się nudzić, a nasze starsze dzieci bardzo dobrze się ze sobą dogadują i praktycznie cały czas zajmują się sobą. Było cudownie!

Kilka słów o Borówkowych domkach

Są to 2 duże, drewniane domy, wybudowane w ubiegłym roku. Jak tylko je zobaczyłam u Kasi z travelicious.pl to wiedziałam, że musimy się tam wybrać! Dla gości przeznaczone są 4 apartamenty (po dwa w jednym domu).

My w 8 osób (4 osoby dorosłe, 2 czterolatków, 2 roczniaków) bez problemu zmieściliśmy się w jednym apartamencie i tak w domku jedynie spaliśmy. Cały weekend spędziliśmy na terasie, w ogromnym ogrodzie i na polu z borówkami.

Domki są dwupoziomowe (góra jest dość wysoko) więc wysłałyśmy tam naszych mężów;) Wykończone są w drewnie i mamy tam do dyspozycji: łazienkę z prysznicem (można wziąć z domu wanienkę), kuchnię z aneksem kuchennym, lodówkę, tv, komodę pełną gier i książek dla dzieci oraz taras.

Ale najważniejsze jest na zewnątrz! Nie ma schodów, ani różnych przeszkód, przy których musiałabym cały czas pilnować wszędobylskiego Juniora. Przy tarasie jest ogromy ogród. Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, że moje dzieci tak bardzo będą z tego korzystać. Właściwie cały weekend spędziliśmy na podwórku.

Cała posesja jest niemożliwie zielona, plac zabaw dla dzieci osłaniają od słońca ogromne, piękne dęby.

Do dyspozycji gości jest nawet sauna. Kiedy zrobiło się cieplej nalaliśmy dzieciom wody do baseników, ale był ubaw!

Ale powiem Wam, że największą atrakcją jest niewątpliwie pole pełne borówki. Kiedy rezerwowałam nasz pobyt (a było to w marcu, bo terminy rozchodzą się jak świeże bułeczki) specjalnie sprawdziłam, czy aby napewno owoce będą już się nadawały do zbiorów prosto z krzaka.

Moja starsza córka borówki UWIELBIA, więc była to niesamowita okazja żeby zobaczyć jak wygląda na żywo oraz jeść owoce o zachodzie słońca prosto z krzaka. Wszyscy byliśmy oczarowani! Plantacja, która położona jest na wzgórzach przypomina zielone pola winorośli w Toskanii. Chodziliśmy tam nawet 3 razy dziennie:) Dalej jest jeszcze plantacja porzeczek i piękny staw.

Porzeczki są kwaśne;)

Nie napisałam Wam jeszcze o jedzeniu… Przemiła Gospodyni powitała nas koktajlem z borówki, a później przynosiła  jedzenie do domku i jedliśmy je na tarasie. Proste śniadanie zrobione z regionalnych składników to uczta dla kubków smakowych.

Przepyszne placki z borówkami, domowy twarożek, czy też jajecznica zostaną w mojej pamięci na długo. Śniadanie wliczone jest w cenę pobytu. A na obiad możecie zamówić np. wyśmienite pierogi. Do dyspozycji gości jest również grill (możecie tam upiec różne rzeczy) lub zrobić ognisko.

Co można robić w okolicy:

  • 6 km od Borówkowych domków jest Park Dinozaurów. Jest ok, ale wcale nie musicie go odwiedzać;)
  • 4 km oddalony Skansen z basenami, również nie jest to „must see”
  • nie zdążyliśmy zobaczyć Arboretum SGGW w Rogowie  
  • można również się przejechać kolejką wąskotorową w Rogowie 

My do Borówkowych domków pojechaliśmy wypocząć i to był główny punkt programu. Spędziliśmy tam niesamowity weekend, a nasze dzieci miały okazję biegać boso, huśtać się w hamakach i cieszyć się otaczającą przyrodą. Niesamowite jest to, że wystarczy godzina drogi z Warszawy i już jesteśmy na działce pełnej zieleni.

Jeżeli szukacie ciekawego miejsca na wyjazd z dziećmi niedaleko od Warszawy koniecznie zajrzyjcie do Borówkowych domków  

a na inne podróże może wybierzecie Węgry – 10 powodów by je odwiedzić

a tu polskie Najlepsze Hotele dla rodzin z dziećmi

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gry podróżne – najfajniejsze gry, które zmieszczą się w każdym bagażu

Gry podróżne nie muszą zajmować wiele miejsca. Kiedy się pakujemy musimy zwracać uwagę na gabaryty i często brakuje nam dodatkowej przestrzeni np. na gry, które mogą nam umilić podróż. Dodam jeszcze, że chodzi mi raczej o gry,  w które gramy na wyjazdach, a nie w samochodzie;)

Chociaż niektóre z nich sprawdziłyby się w samolocie. Każda z nich jest niewielkich rozmiarów i bez problemu mieści się nawet w małym plecaku dziecka. Gry podróżne to fajny pomysł na spędzenie czasu razem.

gry podróżne

Dziś pokażę Wam nasze ulubione gry podróżne

Memory Owoce Mudpuppy

Dostępne TUTAJ

Klasyczne, kartonowe memo z owocami. Jest to jedna z naszych ulubionych gier pamięciowych. Zadaniem dziecka jest odnalezienie pary. Sama uwielbiam w nią grać.

Ta wersja jest zamknięta w małym pudełeczku, które bez problemu zmieści się w bagażu.

gry podróżne

Karty Czarny Piotruś Janod

Dostępne TUTAJ

Prosta gra karciana, która wzbudza wiele emocji. Szczególnie wtedy kiedy ktoś wyciąga kartę z Piotrusiem;) Nasza wersja ma piękne ilustracje ze zwierzętami. Po odłożeniu karty z Piotrusiem można grać nimi w memory. Całość z instrukcją zamknięta jest w kartonowym, grubym pudełku.

Domino Mudpuppy

Grę w domino chyba każdy zna. Ta wersja ma dwa warianty gry, dla mniejszych dzieci jest domino obrazkowe, a dla większych z kropkami do liczenia. Ilustracje są przepiękne! Całość zamknięta jest w saszetce na zamek i dzięki temu mieści się bez problemu w bagażu.

Szachy w woreczku Mudpuppy

Dostępne TUTAJ

Bardzo fajny pomysł na podróżną wersję szachów. Szachownicą jest woreczek, do którego chowa się pionki. Są różne wersje tej gry. My akurat lubimy grać w warcaby.

Uno Junior

Dostępna TUTAJ

Świetna, dość prosta gra karciana dla dzieci i dorosłych. Zasadami trochę mi przypomina grę w makao. Powiem Wam, że nieźle się w nią wciągneliśmy i do tej pory budzi u nas wiele emocji.

Zasady są takie żeby jak najszybciej pozbyć się kart, a utrudnia nam to zawodnik przed nami. Żałuję jedynie, że opakowanie jest wykonane ze słabego kartonu i nie wygląda już zbyt dobrze.

Story Cubes

Dostępna TUTAJ

Absolutny hit!  Moje dziecko jest niesamowitą gadułą, więc ta gra pozwala spożyć trochę jej energii w tym kierunku, a przy okazji nauczyć się opowiadania. Według mnie jest to gra, którą naprawdę warto mieć. Jej walory edukacyjne są tak duże, że polecam ją każdemu rodzicowi.

Dzięki zabawie z tymi kostkami dziecko uczy się konstruować dłuższe wypowiedzi, intesnywnie myśli oraz poznaje nowe słownictwo, a przy okazji cała rodzina świetnie się bawi.

Można w nią grać nawet w samochodzie.

Są dostępne różne wersje.

Nasze gry podróżne

Na koniec chcę Wam polecić jeszcze moje odkrycie. Bardzo długo szukałam zestawu do gry w badmingtona dla dzieci. Sama jestem ogromną fanką tego letniego sportu:) W końcu się udało. Dopadłam idealny zestaw z lotką i piłką. Paletki są lekkie i idealnie wilkością pasują do dziecięcej ręki. Dostępne TUTAJ

A Wy jakie macie ulubione gry podróżne?

Przy okazji polecam mój wpis o Jak nauczyć dziecko przegrywać

tu macie wpis najlepsze Gry planszowe dla dzieci

a tu Gry planszowe dla dorosłych

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sama to sobie robisz – dramat w Twojej głowie

Gdyby istniał zapis Twoich codziennych myśli, to powstałby elaborat, w którym znalazłyby swoje miejsce wszystkie gatunki literackie. Sama się zdziwisz, ale to prawda.

Tren

Płacz żałobny o 5.20 kiedy cały dom jeszcze śpi, ciemno jest i cicho. Otwierasz oczy i masz wrażenie, że położyłaś się godzinę temu. A dzieci Twe rześkie i wypoczęte jak po 3 sesjach w kapsule floatingowej. W głowie Twojej scenariusze czarne, w oczach gromy, a w ustach smak cierpkiej kawy. Dobrze, że chociaż mleko było. To właśnie wtedy odpalasz „sama-to-sobie-robisz”.

Rozkminiasz, co jest nie tak ze mną, a może z moimi dziećmi, a może z oknem, które za dużo wpuszcza jasnych promieni, że te dzieci wstają o TAK NIEBOŻEJ GODZINIE. Siorbiesz kawę i układasz gotowe scenariusze: „Dziś położę je później”, „Albo nie! Dziś bardziej je zmęczę” „A może to dlatego, że na kolację był cukier i biała mąka?” „A może to pasożyty?”.

Sama-to-sobie-robisz i zaczynasz poranne myślenice.

Później lekka fraszka

„Na przytulanie”

Przytulanie na kolanie,

Takie fajne – więzi cementowanie,

Duszy balsamowanie,

Lila skacze po Julianie,

I już koniec fraszki „Na przytulanie”

Patrzysz na nich, serce rośnie, przez 5 minut nikt nie płacze.

W głowie hymny pochwalne, wznoszone do góry: „Jak dobrze, że ich mam i tak ich kocham. Co ja bym bez nich zrobiła?”. Wycierasz łzę wzruszenia i z tej  jakże wzniosłej chwili wybija Cię: „Mamooo, zabierz gooo, wlazł na stół”.

To już dramat właściwy, a prawie i tragedia, bo łapiesz berbecia dosłownie w locie. Mimo tego, że udało się uniknąć nieszczęścia to w głowie Twojej: elegia z preludium c- moll jako soundtrack. Marsz żałobny pobrzmiewa w tle, a Twoje dziecko już dawno zapomniało, że dzięki Tobie nie runęło jak Ikar. „Co by było jakby spadł, złamał rękę, nogę nos? A ja w kuchni śniadanie robię.”

Już przed oczyma masz ambulans pod Twoim oknem i lekarza w białym kitlu, który palcem grozi: „Zła matko, Ty!”, „Nie rób dzieciom śniadania, tylko pilnuj ich”. Rozpamiętujesz tę sytuację jeszcze 15 razy w ciągu dnia i „sama-to-sobie-robisz”.

Psalmy dziękczynne

do samego wieczora pobrzmiewają w Twojej głowie, że nic się nie stało, ale samobiczowanie w głowie nie daje Ci żyć: „To moja wina, moja bardzo wielka wina, że poszłam robić śniadanie umalować oko/ załatwić potrzebę fizjologiczną”. Oj lubisz rozpamiętywać i się zamartwiać sytuacjami, które (NA CAŁE SZCZĘŚCIE) nie doszły do skutku.

Posiłki w zależności od różnych okoliczności mogą być przyjemną fraszką, ale i dramatem z punktem zapalnym w postaci koloru talerzyka, tudzież kształtu ziemniaka.

Fraszki mogą byś rozmaite:

Biesiadne:

„Na Bar mleczny”, „Na pierogi od teściowej” lub też powszechnie znana „Na słoik”. Jednak często po każdej z w/w pojawiają się też znane chyba wszystkim matkom: WYRZUTY SUMIENIA, że u innych to napewno zupa i drugie, no i kompot posłodzony ksylitolem. A wszystko eko i bio albo od wujka rolnika, co specjalnie co tydzień warzywa dowozi.

Tak myślisz?

U mnie „laptopy” po mielonych z baru mlecznego to top zabawka, a do tego DIY i z odzysku.

Sama-to-sobie-robisz, nie musisz dokonywać charakterystyki porównawczej. Kiedyś na tapecie był Cześnik i Rejent, a dziś doskonalisz ten styl porównując siebie i sąsiadkę, która wszystko ogarnia albo, co gorzej, jakąś blogerkę.

Filozoficzno-refleksyjne:

te napadają Cię nad wyraz często, myślisz o tym co jest, a jednocześnie tęsknisz za dawnym życiem. Siedzisz na podłodze, lepisz z masy solnej ludziki, a myślami jesteś tam, gdzie Cię nie powinno być. Jak to było 6 lat temu? Pamiętasz ten czas, kiedy żeby wyjść z domu wystarczyło założyć buty, wziąć torebkę i wyjść?

Teraz zaczynasz się zbierać dużo wcześniej, pakując cały mandżur: różnych-rzeczy-tak-niezbędnych-podczas-wyjścia-z-dziećmi, przechodząc przez poszukiwania buta, którego wywlókł gdzieś Junior. Posądzasz go nawet o wyrzucenie do śmietnika, więc i tam kierujesz swoje kroki. W końcu znajdujesz go- to takie oczywiste żeby but był na półce z książkami. Myślisz i wzdychasz do czasów, kiedy można było włóczyć się po mieście bez celu i nie wracać na porę usypiania. Tu mogłabyś wpisać wiele…

A później znów Cię nachodzi ta miłość wielka i układasz hymny pochwalne, że te dzieci jednak są super i za nic w świecie nie wróciłabyś do swojego dawnego życia.

I weź tu zrozum Matkę?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jedna z najważniejszych rzeczy, której chcę nauczyć moje dzieci

Ze swojego dzieciństwa pamiętam nie do końca dobrze umyte ogórki prosto z ogródka od babci, kwaśne czarne porzeczki, których nie lubię do dziś i papierówki urywane prosto z jabłonki na podwórku. To był smak, który zapamiętam na całe życie! A pomiędzy wcinałam placki ziemniaczane posypane cukrem lub pajdę wiejskiego chleba z chrupiącą skórką posmarowaną grubą warstwą masła.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Kiedy byłam dzieckiem nie przykładało się aż tak dużej wagi do jedzenia warzyw i owoców. Rodzice absolutnie nie przejmowali się faktem, że ziemniaki były jedzone trzy razy dziennie w różnej postaci. Sama pamiętam takie smażone, pokrojone na plasterki z liściem laurowym.

Aż przełknęłam ślinę.

Wówczas nikt nie zdawał sobie sprawy, że jedzenie ma taki duży wpływ na nasze zdrowie. Od kilkunastu lat panuje trend zdrowego odżywiania. Ja również chciałabym zapewnić moim dzieciom dobry start w przyszłość i dokształcam się w tej dziedzinie.

Jaka marchew taka nać – taka córka jaka mać, jakie drzewo, taki klin – jaki ojciec, taki syn.

Nie ukrywam, że zależy mi na tym aby moje dzieci jadły warzywa i owoce od małego. Jednak wiele razy zdarzyło się tak, że nie chciały tknąć nawet palcem niczego co miało kolor zielony lub czerwony i zachęcająco wyglądało na talerzu. Ile to razy zbierałam brokuły z podłogi i wycierałam wtarte pomidory w stół?  W buzi zazwyczaj lądowało niewiele, a ja się zastanawiałam dlaczego?

Ostatnio wrzuciłam na naszym profilu na Instagramie zdjęcia obiadu Juniora z opisem, że po raz 22 podaję mu pomidora i do tej pory jeszcze go nie zjadł, ale nie tracę nadziei. Wiele z Was napisało, że również ma podobną sytuację.

Zdaję sobie sprawę, że jest to normalne. Moje dzieci do niedawna również nie przepadały za warzywami. O ile owoce (niektóre!) gościły w ich małych dłoniach dość często, to warzywa były zawsze witane niezbyt wylewnie. Jednak widzę u mojej starszej córki sporą przemianę.

Wpadła jak śliwka w kompot

Z dziecka, które jadło: pomidory, ogórki, paprykę przemieniła się prawdziwego smakosza warzyw. Co się zmieniło? Nie uwierzycie, moje codzienne gadanie o tym co jest dobrego w jedzeniu warzyw i owoców przyniosło skutki.

Ogromny wpływ ma też edukacja w przedszkolu. Wczoraj przy obiedzie prawie uroniłam łzę wzruszenia. Kiedy podałam gotowane brokuły moja starsza, która raczej za nimi przepada rzekła:

„Mamo, to są teraz moje ulubione warzywa. Brokuły są bardzo zdrowe i wyglądają jak takie małe. słodkie drzewka”

Po czym zjadła WSZYSTKIE z talerza.

Mało nie spadłam z krzesła jak to usłyszałam. Jak to? Okazało się, że Lilka w przedszkolu polubiła kilka nowych warzyw i nie raczyła mnie nawet o tym poinformować. A ja nie przepytuję jej codziennie co zjadła, a co nie.

Ja oczywiście  rozmawiam z nią o tym, że warzywa są zdrowe i warto je jeść. Pokazuję też, że lepiej jeść owoce w skórce i żeby soki pić tylko okazjonalnie. Jednak widzę, że edukacja w przedszkolu przynosi naprawdę dobry skutek.

Dlatego kiedy zostałam poproszona o bycie Ambasadorem kampanii społecznej „Owoce i warzywa w szkole” zachęcającej dzieci oraz ich rodziców do zdrowego odżywiania, zgodziłam się bez wahania.

Wiem jak ważna jest edukacja.

Moje dzieci są jeszcze małe i na razie to do mnie należy pokazywanie świata i nauka, co jest zdrowe, a co nie.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w Polsce od 2009 roku w szkołach podstawowych trwa akcja, której głównym celem jest budowanie świadomości na temat znaczenia zdrowej diety. W tym unijnym programie wzięło udział aż 90 % placówek i dzieci z zerówek oraz klas I-III. Dzięki funduszom szkoły dostawały warzywa i owoce oraz edukowały sowich podopiecznych na temat znaczenia zdrowej diety.

Więcej o programie „Owoce i warzywa w szkole” możecie przeczytać tutaj: www.owocewszkole.org.

A w tym roku centralnym punktem tej akcji jest genialny edukacyjny serial animowany dla dzieci w reżyserii Tomasza Karelusa „Ekipa Chrumasa”.

Niedawno miał uroczystą premierę w kinie Muranów, a już dziś możecie obejrzeć pierwszy  i drugi odcinek:

www.ekipachrumasa.pl oraz na kanale „Owoce i warzywa w szkole” na YouTube.

fot. Piętka Mieszko/AKPA

W czasie premiery dzieci miały okazję poznać sympatyczną świnkę o imieniu Chrumas, któremu głosu użyczył Jarosław Boberek, królika Uchola (Mirosłw Zbrojewicz), kozę Meee (Julia Kamińska) i Stracha na Wróble – muzyczny narrator (Włodek Paprodziad Dembowski). Serial składa się z pięciu kilkuminutowych odcinków, opowiadających m.in. o roli rodziców w programie, pochodzeniu owoców i warzyw, obecności programu w szkole oraz wpływie wczesnej edukacji na przyszłe wybory dzieci w zakresie żywienia.

Serial jest naprawdę świetny. W prosty sposób pokazuje jak ważna jest zdrowa dieta. Kiedy Lilka zobaczyła na własne oczy dziury w zębach u królika Uchola to się przeraziła i zapytała, czy naprawdę od słodyczy mogą się takie zrobić.

Bardzo fajne jest to, że serial jest ogólnodostępny i każdy może go obejrzeć. Najważniejsze jest to, że „Ekipa Chrumasa” skłania do rozmowy z dzieckiem na ten temat.

My oglądaliśmy „Ekipę Chrumasa” w domu:

Nie zdajemy sobie sprawy jak ważna jest edukacja na temat diety. Nasze dzieci najprawdopodobniej będą jadły tak jak je nauczymy. Mój mąż wielokrotnie wspomina, że w szkole nauczył się tylu niepotrzebnych rzeczy, a brakowało mu np. wiedzy na tem odżywiania, składników, witamin. Dlatego cieszę się bardzo, że świadomość społeczeństwa rośnie, a szkoła te działania wspiera.


Mam jeszcze dla Was Chrumasowy konkurs. Jeżeli chcecie dołączyć do „Ekipy Chrumasa” i po mieście bujać się z taką fajną nerką na drobiazgi napiszcie w komentarzach zabawną nazwę warzywa lub owoca.

Pamiętam jak moja córa na pomidora powiedziała: Pan Midorek 🙂

Wśród odpowiedzi wybiorę 3 naciekawsze i nagrodzę Was takiem fajnym gadżetem.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książki dla roczniaków – najlepsze propozycje

Książki dla roczniaków – różne pozycje, które zaciekawią każdego malucha. Dziś pokażę Wam nasze ulubione książki. 

Ogromnie cieszy mnie, że mój syn nie zdąży dobrze otworzyć oka, a już taszczy jakąś kniżkę. A kiedy sama proponuję żeby przyniósł książkę to autentycznie śmieje się na głos i mości się na moich kolanach. Potrafi czytać nawet 20 książek ciurkiem (to jego rekord), nawet starsza siostra aż takim molem książkowym nie była.

Poprzednie wpisy:

Książki dla dzieci 0- 6 miesięcy

Książki dla dzieci 6-12 miesięcy

Dziś nasze ulubione książki dla roczniaków

Umówmy się, że są to pozycje, które będą ciekawe i dla 9- miesięcznego malucha i 15- miesięcznego, poważnego już smyka. Wszystko zależy od dziecka. Na Kicię Kocię przychodzi nawet moja 5-latka;)

Książki dla roczniaków

Nowa seria dla najmłodszych

Kartonowa seria CO WOKOŁO to rymy, rytmy, dźwięki i obrazy dla najnajów, czyli najmłodszych czytelników.”

książki dla roczniaków

Auto robi brum – Lotta Olsson wyd. Zakamarki

Dostępna TUTAJ

Rymowana książka z prostym tekstem dla najmłodszych. Fajne, proste ilustracje i zaskakujące skojarzenia.

Mały, mały smyk – Lotta Olsson wyd. Zakamarki

Dostępna TUTAJ

Dzień z życia dziecka opisany w ciekawy sposób. Rytuały, które dają poczucie bezpieczeństwa.

Sweter włóż i już – Lotta Olsson wyd. Zakamarki

Dostępna TUTAJ

Książka o ubieraniu się i czynnościach samoobsługowych. Świetna, bo pokazuje te na pozór proste rzeczy bez lukru. Skarpeta, którą ciężko założyć czy też smarki, które trzeba wytrzeć. Widzę w niej spory potencjał edukacyjny;)

Seria Kicia Kocia i Nunuś wyd. Media rodzina

książki dla roczniaków

Kicia Kocia i Nunuś – co robisz? Ania Głowińska wyd. Media rodzina

Dostępna TUTAJ

Książkę kupiłam młodemu tuż przed roczkiem i pokochał ją miłością wielką, a później przeniósł ja na szczotki (chyba zgapił od Nunusia). Bardzo prosta książeczka, której bohaterami jest rodzeństwo kotków (swoją drogą, ilekroć czytam uwielbianą przez moje dzieci Kicię Kocię zastanawiam się dlaczego bohaterka nie mogłaby być dziewczynką, a nie kotem).

Wracając do książki – czytając ją robimy różne gesty, wypowiadamy wyrażenia dźwiękonaśladowcze i naprawdę sporo możemy z niej „wycisnąć”. To właśnie pierwsze „brawo” mojego syna było dla Nunusia, który zjadł zupkę. Chociaż sami nie bijemy braw naszym dzieciom  w takich sytuacjach, to książkę lubimy i przeczytaliśmy ją z 200 razy.

Kicia Kocia i Nunuś na spacerze – Anita Głowińska wyd. Media rodzina

Dostępna TUTAJ

Najnowsza z serii o rodzeństwie kotków – jest świetna! Nasz młody wymawia bardziej lub mnie zrozumiałe wszystko to, co Nunuś spotyka na spacerze. Książka jest u nas bardzo często czytana.

Dostępne są jeszcze:

Kicia Kocia i Nunuś W kąpieli TUTAJ

Kicia Kocia i Nunuś Na nocniku TUTAJ

Pracujące pojazdy Hej ho! Taro Miura wyd. Tako

Dostępna TUTAJ

Książka z serii o pracujących pojazdach. Wydawać by się mogło, że jest tak ascetyczna, że nie może zainteresować roczniaka, ale to nieprawda. Mój syn ją UWIELBIA! Chociaż cała ma może 20 słów to mógłby ją czytać non stop. Mało tego, to dzięki tej książce pokochał wszystkie duże pojazdy, a my na nie mówimy… „Hej ho!”.

W serii są jeszcze:

Zostaw to mnie TUTAJ

Czy dosięgnie? TUTAJ

książki dla roczniaków

Seria dla najmłodszych z wydawnictwa Adamada

Bardzo fajna seria dla najmłodszych. Prosty, ciekawy test, a do tego ładne ilustracje.

książki dla roczniaków

W kąpieli – Liesbet Slegers wyd. Adamada

Dostępna TUTAJ

Przyjaciele – Liesbet Slegers wyd. Adamada

Dostępna TUTAJ

W serii są jeszcze dostępne:

Spanie TUTAJ Mam zamiar niedługo ją kupić i wprowadzać czytanie przed snem

Jedzenie TUTAJ

Kochane zoo – Rod Campbell wyd. EneDueRabe

Jest niestety problem z dostępnością. Pisałam do wydawnictwa i odpowiedzieli mi, że mają dosłownie kilka egzemplarzy, więc próbujcie.

A jak nie, to warto nawet zamówić z bookdepository.com z darmową wysyłką

Jest to książka wałkowana u nas NON STOP. Junior uwielbia zaglądać do okienek i udawać zwierzęta. Jest taka prosta, a tak genialna.

książki dla roczniaków

Pierwsze urodziny prosiaczka – Ola Woldańska-Płocińska wyd. Czerwony konik

Dostępna TUTAJ

To była ulubiona książka Lilki. Zachowałam po niej naprawdę niewiele książek, ale Prosiaczek był pierwszy na liście. Idealna na prezent na pierwsze urodziny. Obecnie czytamy ją trochę w zmienionej formie i przechodzę prawie od razu do prezentów, bo Junior się niecierpliwi 🙂 Uwielbiamy za tekst, najpiękniejsze ilustracje i pomysł. Junior nawet nauczył się śpiewać: „To lat”:)

książki dla roczniaków

Gdzie idziemy – A. Tidholm wyd. Zakamarki

Dostępna TUTAJ

Druga z serii dla najmłodszych, która zrobiła na nas wrażenie. Po sukcesie „Jest tam kto?” nie miałam zbyt wielkich oczekiwań – jednak Juniorowi bardzo się spodobała, bo są psy, kaczki i lody:)

książki dla roczniaków

Lato na Czereśniowej – Rotraut Susanne Berner wyd. Dwie siostry

Dostępna TUTAJ

Ta książka również jest po Lilce. O dziwo ona za nią nie przepadała. Zdecydowanie lubiła bardziej książki z tekstem. Jednak Juniorowi spodobała się od razu. Tylko nie wiem dlaczego zdecydowanie woli przeglądać „Zimę na Czereśniowej” niż „Lato”:)

Auto – Jan Bajtlik wyd. Dwie Siostry

Dostępna TUTAJ

Świetnie narysowana książka o czerwonym aucie. Julian ją uwielbia, a mi podoba się za kreskę i zaskakujące zakończenie.

książki dla roczniaków

Jest też sporo książek, które nie są już dostępne i bardzo tego żałuję.

Szukam właśnie w używanych serii o Panu Kłapie (ktoś coś?)

Nie mogłam też nigdzie znaleźć kartonowych Miffy, ale uratowała mnie Matkawariatka 🙂

Regularnie zaglądam też do Tkmaxx po książki dla roczniaków

Właśnie zobaczyłam, że jest polska wersja z dźwiękami zwierząt. Nazywa się Kwik w gospodarstwie TUTAJ

Mam też dla Was atrakcyjne info: biblioteczka, o którą zawsze dopytujecie ma być znów dostępna w lipcu w  Netto. Zaglądajcie tam, bo warto! Kosztuje 130 zł, a jest naprawdę świetna i uważam, że połowa sukcesu czytelnictwa naszego Juniora to właśnie fajnie wyeksponowane książki, po które może sam sięgać.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak ubrać dzieci modnie i wygodnie nie wydając na to mnóstwo pieniędzy?

Prawie pod każdym wpisem dostaję od Was pytania, gdzie kupuję różne ubrania dla dzieci. Pytacie o rozmiarówkę, długości, szerokości i ceny. Jako, że właśnie trwają wyprzedaże chcę Wam pokazać gdzie my kupujemy ubrania i buty dla dzieci.

Mam kilka swoich ulubionych sklepów, które odwiedzam regularnie. Najczęściej robię zakupy online, ale zdarza mi się również pofatygować osobiście.

Ciuchy za grosze

Na wstępie napiszę Wam, że uwielbiam secondhandy, wcale się tego nie wstydzę i nie kupuję tam tylko dlatego żeby zaoszczędzić, bardzo często wynajduję tam takie perełki, że sama jestem w szoku.

Uwielbiam polować na okazje.

Takim cudem kupiłam np. sukienkę Burberry za 12,5 zł i Plecak Kanken za 10 zł.

Uczucie towarzyszące zakupowi tych łupów pamiętam do dziś;)

Niestety nie mam ostatnio za bardzo czasu na chodzenie i szperanie w sh, chociaż bardzo bym chciała. Czasami jednak mi się udaje. Problem z secondhandami jest też taki, że ciężko jest akurat trafić na coś czego aktualnie potrzebuję, dlatego zdarza mi się kupować ubrania na przyszły sezon, czy też (jak bardzo mi się coś podoba) na kilka sezonów do przodu.

Przeróbki

Lubię zrobić coś z niczego, ale niestety nie umiem szyć. Mam jednak cudowną ciocię, która szyje cudownie. Moje ulubiona przeróbka…

Tiulowa spódniczka z podszewką dresową

z…. 🙂

Nic się nie zmarnuje:) taki piękny kawałek tiulu zalegał mi w szafie, że poprosiłam ciocię o przeróbkę na spódnicę. Lilka chodzi w niej do dziś:)

Uszyła również Lilce taką super kieckę, w której chodziła przez dwa lata

Ulubione sklepy z ubraniami dla dzieci

Mam ich dosłownie kilka i kupuję tam rzeczy dość często.

Pierwszy z nich to Kappahl.com

Najbardziej lubię linię Newbie, ze względu na wzornictwo oraz materiały. Ubrania prane, odplamiane, prasowane bardzo długo wyglądają jak nowe. Uwielbiam Newbie za styl – jest  dość klasyczny i dzięki temu ponadczasowy.

Mam kartę klubową tego sklepu i często dostaję powiadomienia sms o promocjach np: 3 za 2, lub 20 % zniżki na jedną rzecz. W tym sklepie są najlepsze body dla dzieci – kupuję je tylko tam. Bardzo mnie cieszy, że Newbie jest do 128 cm, bo i Lilce coś tam upoluję. Lubię również rajstopy Newbie. Rozmiarówka jest nieco zawyżona np. Julian nosi jeszcze sweter i spodnie 74, a z innych marek już dawno wskoczył w 80 (12-18)

Drugi sklep to Lindex.com

Lubię za wzory i jakość. Szczególnie sukienki dla dziewczynek, body, spodnie trafiają w mój gust. Przesyłka nie jest najtańsza (25 zł) dlatego nie zamawiam po jednej rzeczy, tylko zawsze większą ilość.  

Jestem zapisana do newslettera i dostaję powiadomienia np. o darmowej wysyłce lub promocjach. rozmiarówka jest raczej typowa i nie odbiega od wzrostu dziecka.

Trzeci sklep to next.pl

Świetne wzory i fasony, ale ciężko czasem wstrzelić się z rozmiarem. Nie mam pomysłu dlaczego ubrania tak się różnią. Niektóre są ogromne, a inne naprawdę małe. Kupuję tam body, pajace z abs dla Jula, sukienki dla Lilki. Widzę, że jeszcze nie zaczęła się wyprzedaż – warto tam zaglądać.

Czwarty sklep to mango.com

Już jakiś czas temu wprowadzili ubrania dla dzieci i się zakochałam! Kupowałam Julkowi tam kurtkę na zimę, Lilce na wiosnę. Jest dosłownie kilka sklepów stacjonarnych (Galeria Mokotów), ale prawie nigdy nie mam tam tego, co wypatrzyłam sobie online.

Jedyny minus jest taki, że paczka z Mango idzie około tygodnia, a dostawa jest za darmo od 15 zł. Rozmiarówka jest lekko zaniżona. Lilce zamawiam na 5-6, a Julowi na 18-24. Są tam też moje ulubione jeansy – zamówiłam właśnie 5 parę (są po 69 zł teraz)

Piąty sklep to H&M

Odkąd wprowadzili zakupy online to czasem coś zamówię dla Julka. Tego sklepu chyba nie trzeba Wam przedstawiać.

Ostatni z sieciówek to Kiabi.pl

Baaardzo lubię ten sklep stacjonarny. Niestety są tylko dwa w Polsce: Warszawa Blue City, Gdańsk. Najczęściej kupuję tam ubrania dla Lilki: sukienki, spódniczki, bluzki itd. Ceny są naprawdę atrakcyjne, a ubrania mają świetne fasony i wzory.

Rozmiarówka jest zaniżona (Lilce teraz kupuję tam na 6 lat). Sklep jest ogromny i można tam ubrać całą rodzinę. Szczególnie polecam przed nowym rokiem szkolnym: np. getry 3/4, które Lilka nosi już drugi sezon kosztują tam około 10 zł.

Mam jeszcze ulubioną markę piżam. Jest to Carter’s. Najczęściej proszę znajomych z USA o przywiezienie kilku kompletów. Teraz też czekam:) Piżamy są rewelacyjnej jakości i wystarczają na rok. Możecie też je kupić w promo TUTAJ

Zapytacie pewnie o Zarę – przestałam tam kupować. Po pierwsze kilka ubrań dosłownie rozleciało się po pierwszym praniu, a po drugie nic mi się tam ostatnio nie podoba.

Polskie Marki

Wiem, że jest ich wiele, ale ja lubię tylko trzy. Jedną odkryłam stosunkowo niedawno i pomyślałam, że się z Wami podzielę, bo jest naprawdę genialna, a ubrania nie kosztują bardzo dużo.

Mybasic

Szukałam Julkowi miękkich krótkich szortów bez żadnych printów i trafiłam na ten sklepZamówiłam na próbę kilka ubrań i powiem Wam, że jestem zachwycona. Julek non stop biega w tych portkach, spodniach i bluzie. Lilce też wzięłam szorty i t-shirt.

Bardzo fajne ubrania, które są szyte z miękkiej dzianiny w Polsce. Nie zdawałam sobie sprawy, że można kupić takie ubrania za taką cenę. Na pewno będę korzystać regularnie i kupię dzieciom ubrania na przyszły sezon. Sami zobaczcie:

Zobaczcie sami, bo są świetne: Mybasic

No i moje ukochane Miszkomaszko

Jestem dość rozsądna jeżeli chodzi o kupowanie ubrań, ale na Miszkomaszko lubię wydawać pieniądze, bo są genialne. Piękne printy, sukienki, które się kręcą (warunek konieczny) i fasony. Z zapartym tchem czekam na każdą kolekcję:)

Pan Pantaloni

Genialne fasony i cienkie czapy. Do tego ubrania są miękkie i się świetnie piorą.

Gdzie zamawiam buty?

Buty muszą być porządne i spełniać wiele warunków. Mam w sumie 3 ulubione marki i to się raczej długo nie zmieni.

Kiedy zamówiłam pierwszą parę Bobux to już wiedziałam, że zostaną z nami na dłużej. Mamy różne modele i jestem bardzo z nich zadowolona. Julian też w nich chodzi. Przede wszystkim buty są dostosowane do rozwoju stopy i dla maluchów buty będą wyglądały zupełnie inaczej niż dla starszaków. Cenię je ogromnie za najbardziej miękką podeszwę!

Druga marka to Igor – hiszpańskie trampki dla dzieci. Mamy już trzecią parę i na przyszły rok też napewno je zamówię. Tylko muszę Was ostrzec, że trzeba zamawiać o rozmiar większe i nie są to buty dla dzieci z wysokim podbiciem. Mało tego, na Lilkę wiele butów jest za szerokich, a te pasują idealnie. Teraz domówiłam nowy model Irene i jak Lilka z nich nie wyrośnie to będą jako kapcie do przedszkola. Trampki piorę raz na około 10 dni w pralce i noszą się znakomicie.

Lubimy też polskie Mrugały  szczególnie na kauczukowej podeszwie.

W tym roku udało mi się zamówić Lilce kultowe Saltwaters, powiem Wam szczerze, że są genialne (tylko na szczupłą stopę).

A Wy gdzie najczęściej kupujecie?

Tu macie świeższy wpis gdzie opisuje Polskie marki odzieżowe dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dzieci, które czują bardziej. O małych wrażliwcach.

Dzieci, które płaczą głośniej i mocniej niż inne. Dzieci, które bardziej odczuwają dyskomfort. Dzieci, których wychowanie jest sporym wyzwaniem. Dziś o nich – małych wrażliwcach, które znacznie mocniej odbierają świat.

Małe zadrapanie na kolanie – płacz, zabrana zabawka –  histeria, zmiana planu – marudzenie, zwrócenie uwagi – obrażenie itd.

Sama byłam takim dzieckiem – wystarczyło jedno spojrzenie, słowo lub gest, a ja już siedziałam pod stołem i płakałam. Może nawet nie płakałam – ja beczałam. Mam nawet kilka zdjęć z dzieciństwa, kiedy jestem właśnie w tym stanie. Pamiętam, że wszyscy próbowali mnie zagadywać, odwracać uwagę, przekupywać, rozśmieszać… Na mojej twarzy znacznie częściej gościły łzy niż szeroki uśmiech.

Wrażliwość objawiała się nie tylko w sferze charakteru, ale również fizycznie. Drażniły mnie różne zapachy, które atakowały z różnych stron. Nie przepadałam za myciem głowy, bo szampon szczypał mnie w oczy, a czesanie włosów sprawiało ból.

Moja mama bardzo się starała żeby piana nie dostała mi się do oczu. Nie było wówczas kosmetyków, które by były bezzapachowe i nie szczypałyby w oczy – mogłyby ograniczyć dyskomfort podczas kąpieli. Do tego byłam książkowym niejadkiem i mama nie miała ze mną lekko. Pewnie dziś miałabym diagnozę Integracji sensorycznej i gotowy plan terapii.

Bardzo często dostaję od Was pytania o wrażliwe dzieci – kiedy są to zaburzenia SI, a kiedy nie? Kiedy dane zachowanie jest wskazówką do przeprowadzenia diagnozy, a kiedy są to cechy osobnicze?

Przecież wielu z nas nie lubi różnych rzeczy i w związku z tym nie robi od razu diagnozy.

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na natężenie objawów oraz na inne zachowania. Zawsze warto wykonać Kwestionariusz sensomotoryczny, który pomoże zweryfikować czy warto udać się na diagnozę. Takie spotkanie z terapeutą jest wskazane, kiedy objawów jest DUŻO (więcej niż 3, w obrębie jednego zmysłu)i dotyczą różnych zmysłów oraz utrudniają życie.

Nie można jednak postawić znaku równości między „wrażliwością”, a zaburzeniami SI.

Są dzieci, które przejawiają niektóre objawy, a problemów z SI nie mają w ogóle lub są dyskretne.

Wrażliwych dzieci rodzi się na świecie około 15%- 20 % i myślę, że każdy rodzic, który ma takie dziecko, zdaje sobie doskonale sprawę z tego daru. Specjalnie piszę o wrażliwości jako darze, bez cudzysłowu, bo tak właśnie go traktuję. Oczywiście, wychowanie takiego dziecka może być trudniejsze, ale daje ogromną satysfakcję.

Nie można też mówić o tym, że „wrażliwość” to domena dziewczynek. Jest mnóstwo wrażliwych chłopców, którzy bardziej odczuwają świat niż rówieśnicy. Na szczęście ten patriarchalny „trend” hamowania emocji mija. Chłopcom też wolno płakać i mówić o swoich uczuciach. Nie muszą być twardymi mężczyznami.

Niestety kiedy myślimy o dziecku wrażliwym, często nasuwają się  nam dość stereotypowe cechy takie jak: ogromna nieśmiałość, niewspółmierna do sytuacji strachliwość, przewrażliwienie oraz płacz z bardzo błahych powodów.

Często rodzice, nauczyciele właśnie tak widzą widzą wrażliwe dzieci. Przypisują im cechy, których wcale nie muszą posiadać. Jest to dość krzywdzące, bo zazwyczaj te dzieci są obdarzone wyjątkową inteligencją i bardzo szybko potrafią wyczuć zamiary drugiej osoby.

Wrażliwe dzieci doskonale odczytują nastroje innych osób, zwłaszcza najbliższych.

Im bardziej zdenerwowany rodzic, tym trudniejsze zachowanie dziecka. Wiele również odczytują z mowy ciała, a nie tylko z kontaktu słownego. Pisałam Wam już nie raz, że układ nerwowy i skóra rozwijają się z tego samego listka zarodkowego. Dlatego nawet niemowlęta potrafią wyczuć zdenerwowanie rodzica i przejąć od niego ten stan niepokoju.

Ważnym terminem jest „rezonans limbiczny”

Jest to cecha wszystkich ssaków: kiedy jedno z nich odczuwa niepokój – jego układ limbiczny zostaje pobudzony. Automatycznie osobniki, które przebywają w najbliższej okolicy, również zaczynają czuć niepokój.

Dr Stuart Shenker nazywa to mózgowym wi-fi. To właśnie ten mechanizm sprawia, że kiedy rodzice są zdenerwowani to dzieci przejmują ten stan i odwrotnie. Nie pomaga chowanie emocji i udawanie, że wszystko jest ok. Druga osoba po prostu to czuje.

Bardzo często na wrażliwe niemowlęta mówi się: High need babies, czyli dzieci ze specjalnymi potrzebami

Te dzieci bardzo często płaczą, mają wygórowane odruchy pierwotne i są naprawdę absorbujące. Zabiegi pielęgnacyjne takie jak: kąpiel, obcinanie paznokci, czesanie włosów to często dla nich koszmar. Oczywiście jeszcze bardziej przerażeni są rodzice, którzy takie płaczące dziecko muszą wykąpać i ubrać.

Sama pamiętam jak byłam cała mokra (i to nie od wody) podczas pierwszych kąpieli. Kiedy zastosowaliśmy kilka tricków było znacznie lepiej. Kąpanie na brzuchu nie uaktywnia odruchu Moro (odruch przestrachu), zgasiliśmy jarzeniowe światło i nagrzaliśmy najpierw łazienkę. Niby tak niewiele, ale dla małego wrażliwca bardzo pomogło.

A jakie są starsze, wrażliwe dzieci?

Często rodzice martwią się, że ich dziecko jest TAKIE wrażliwe i jak sobie poradzi w życiu. Czasami niepotrzebnie wybiegamy aż tak daleko w przyszłość. Lepiej się skupić na tym co jest teraz i dać dziecku właściwe narzędzia

  • pamiętajcie, że wrażliwość to nie zespół czy choroba, to raczej wrodzone cechy (najczęściej dziedziczne)
  • wrażliwość nie musi iść w parze z nieśmiałością
  • wrażliwe dzieci bardzo szybko potrafią przejść z jednego stanu emocjonalnego w drugi
  • są znakomitymi obserwatorami (mają bardzo czułe mózgowe wi-fi), często widzą więcej niż inni i zadają mnóstwo pytań
  • najczęściej nie lubią nowych sytuacji
  • emocje to ich drugie imię, nie potrafią ich ukrywać
  • denerwuje je nadmiar bodźców
  • zabiegi pielęgnacyjne często nie są ich ulubionymi czynnościami, a nawet powodują ogromny stres
  • mają problemy z samoregulacją
  • są świetnymi kompanami do rozmowy
  • często nie potrafią się sami bawić, potrzebują drugiej osoby do towarzystwa (najczęściej rodzica)

Wychowanie wrażliwego dziecka jest sporym wyzwaniem. Rodzice bardzo często czują się niepewni przy swoich metodach wychowawczych i zastanawiają się czy dobrze robią.

Z własnego doświadczenia wiem, co działa u mojego wrażliwca i chętnie się z Wami tym podzielę. Wiem, że każde dziecko jest inne, ale w tym przypadku jest tak wiele cech wspólnych, że może się zainspirujecie:

  • Plan dnia – w miarę stały, przewidywalny. Od początku towarzyszyły nam rytuały. Bez żadnych nadgorliwości i stałych godzin. Wszystko następowało po sobie i w ten sposób dawało poczucie bezpieczeństwa.
  • Standardowe metody wychowawcze się u nas NIE SPRAWDZAJĄ. Nasz wrażliwiec funkcjonuje najlepiej bez kar i nagród. Jedynie relacja, bliskość i rozmowy przynoszą dobre skutki.
  • Podążanie za dzieckiem – od samego początku kierowałam się potrzebami dziecka: karmiłam na żądanie, stosowaliśmy BLW żeby sama mogła decydować co będzie jadła, przestrzeń w domu dostosowaliśmy do potrzeb małego dziecka.
  • Wiele trudności przysporzyły nam wspomniane wyżej zabiegi pielęgnacyjne. Do dziś zmagamy się z dużym dyskomfortem podczas mycia głowy i w trakcie czesania. Stosujemy różne metody żeby zminimalizować negatywne doznania. Zawsze dajemy wybór, czy woli sama się zamoczyć czy też  woli prysznicem (chociaż jeszcze nigdy nie wybrała prysznica – zazwyczaj właśnie dzieci wrażliwe bardzo go nie lubią). W pogotowiu mam zawsze malutki ręczniczek do wycierania oczu. Włosy myję naprawdę mocno (zauważyłam, że delikatny dotyk skóry głowy ją boli). Szampon nakłada na włosy sama, zdecydowanie woli bezzapachowy, zwracam również uwagę żeby szampon nie szczypał w oczy /takie właściwości mają produkty Baby Dove, o których wspominałam na początku wpisu/. Pianę zmywam z włosów polewając lekko kubeczkiem (często i 20 razy żeby się dobrze zmyło). Próbowaliśmy różnych pojemników do mycia głowy, ale nic niestety nie zadziałało. Pomogło tylko i wyłącznie dostosowanie się do jej potrzeb.

ZABAWA najlepsza na wszystko:

  • w wielu stresowych sytuacjach staram się zastosować różne wymyślone zabawy. Pamiętam jak córka nie znosiła obcinania paznokci, wystarczyło, że zaczęłam nazywać po kolei wszystkie palce. A moja przyjaciółka, która miała podobny problem namalowała na obcinaczu do paznokci buzię i oczy. Nazwała go „Potworek do zjadania paznokci”. Wydaje się to tak banalne, a naprawdę pomaga.
  • Uprzedzanie i rozmawianie o trudnych sytuacjach. Wizyty u lekarza, pobieranie krwi – zawsze informowałam o tym dziecko, że musimy to zrobić. Tłumaczyłam po co jest ta wizyta i mówiłam, prawdę, że będzie boleć, ale tylko chwilkę. Przed pobieraniem krwi często włączaliśmy odcinek „Było sobie życie” żeby zobaczyć co płynie  w naszych żyłach i oswoić strach.
  • Nigdy nie okłamałam dziecka. Sama straciłabym zaufanie do takiej osoby, więc również tego nie stosujemy. Jeżeli nie jestem czegoś pewna, to staram się nie obiecywać, bo wiem, że zmiana planów może ją zdenerwować.
  • Uwaga – dzieci, które już są starsze nadal potrzebują dużo uwagi, już się do tego przyzwyczaiłam, że wiele zachowań jest po to, aby zwrócić naszą uwagę. Kiedy tylko mogę staram się poświęcić czas dla niej. A kiedy widzę pogłębienie „wrażliwości” i więcej nerwów oraz płaczu to za wszelką cenę szukam tego czasu, aby jak najwięcej uwagi jej podarować.

POZWALAM PŁAKAĆ – pisałam już o tym w tym wpisie KLIK Każdy płacz służy rozładowaniu emocji i to ZAWSZE pomaga.

  • Staramy się nazywać emocje, które towarzyszą dziecku. Często dzieci wrażliwe czują niepokój, nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Dlatego o wiele łatwiej jest powiedzieć to co czują. Nazwanie emocji uspokaja układ nerwowy.
  • Nie przestawiamy na NIEWRAŻLIWOŚĆ – dzieci wrażliwe,  którym coś się nakazuje, często stawiają opór i ta wrażliwość się jeszcze pogłębia. Strach oswajamy przez rozmowy i nie prowadzimy dziecka bojącego się psa, żeby go pogłaskało, tylko czytamy książki na ich temat, obserwujemy na spacerach, później kupujemy maskotkę, staramy się zbliżyć itd. Denerwujące są teksty w stylu „No nie bój się, nie gryzie”, zawsze puszczam je mimo uszu.
  • Małe kroki – w każdej sytuacji stosujemy małe kroki. Nie wrzucamy na głęboką wodę, tylko staramy się delikatnie przesuwać granicę za zgodą dziecka.
  • Ataki złości i histerii – są sporym wyzwaniem. Kiedy dziecko krzyczy, płacze, rzuca się po podłodze… nie rozumie tego,  co do niego mówicie. Podczas takiego ataku zaczyna działać mózg gadzi, który jest odpowiedzialny za PRZEŻYCIE. Dziecku włącza się wtedy reakcja walki lub ucieczki – może być też agresywne. Kiedyś takie sytuacje sprawiały, że czułam się beznadziejnym rodzicem, bo nie wiedziałam co robić, ale intuicyjnie postępowałam według takiego schematu: być blisko dziecka, nie mówić zbyt wiele (poniżej napiszę dlaczego), usiąść obok, SPOJRZEĆ INACZEJ NA DZIECKO (właśnie poprzez to, o czym pisałam wyżej, a nie tylko wyrzucać sobie, że znów je to spotyka), zaproponować przytulenie (jeżeli dziecko lubi to można zastosować mocniejszy uścisk, który działa na układ proprioceptywny), kiedy dziecko będzie gotowe (ważne jest żeby nie używać zbyt wielu słów). Ja najczęściej mówię: „jestem tu, chcesz się przytulić?” i cierpliwie czekam. Dopiero wtedy kiedy atak trochę minie, rozmawiamy o tym. Dlaczego dopiero teraz?

Mózg nie uczy się w stresie.

Jakiekolwiek uwagi co do zachowania dziecka, czy też nazwanie emocji będzie możliwe kiedy       dziecko się w miarę uspokoi. Kiedy jest w stresie podczas ataku złości naprawdę niewiele do niego dociera. Podczas takich trudnych sytuacji mi też ciężko się opanować i wtedy zawsze powtarzam sobie ten rym:

Żeby była reakcja – musi być relacja

Mi to pomaga, bo wiem, że muszę poczekać na odbudowanie relacji z dzieckiem, czyli kiedy wyjdzie z histerii. A dziecku pozwala na zapewnienie odpowiedniego czasu na naukę.

  • DBANIE O SIEBIE – wiem, że zabrzmi jak banał, ale rodzice małych wrażliwców MUSZĄ    bardziej dbać o siebie. Kiedy to tylko możliwe muszą mieć szansę na odreagowanie, zrelaksowanie, odpoczynek i czas dla siebie. Bez tego nie będą w stanie reagować na taki ładunek emocji od dzieci.

Zdaję sobie sprawę, że wychowanie wrażliwego dziecka to nie lada wyzwanie. Staram się jednak skupiać na  małych sukcesach, które codziennie robimy. „Wrażliwość” traktuję jako dar. Nie myślę o bardzo dalekiej przyszłości, już dziś staram się zapewnić narzędzia, którymi będzie posługiwać się wówczas żeby radzić sobie z trudnymi sytuacjami. 

Kiedy przypomnę sobie siebie z dzieciństwa – małego wrażliwca i patrzę na siebie teraz to wiem, że mocno się zmieniłam. Doświadczenia oraz pełne ciepła i zrozumienia wychowanie dało mi wiele.  A najwięcej się nauczyłam, odkąd jestem Mamą.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Oto najlepsze place zabaw Warszawa – 10 miejsc

Place zabaw Warszawa – dziś pokażemy Wam nasze ulubione miejsca. Nigdy się nie spodziewałam, że kierunek moich wyjazdów będą wyznaczały place zabaw. Odkąd mamy  dzieci, które potrzebują ruchu to właśnie tam spędzamy każde popołudnie. 

Oto nasze ulubione place zabaw Warszawa

1. Plac zabaw  w Parku Wielkopolski

położenie / kameralny / w cieniu drzew

Świetny plac zabaw dla dzieci w przepięknej okolicy, przykryty cieniem drzew. Plac jest ogrodzony i dzieci znajdą tam kilka fajnych atrakcji. Nie jest on duży, ale dzieciom do lat pięciu w zupełności wystarczy. Znajdziecie tam karuzelę (napędzaną pedałami), huśtawki (dla małych i dużych), dwie zjeżdżalnie, domek do zabaw tematycznych i piaskownicę. W tym samym parku jest też plac zabaw dla dużo starszych dzieci.

A na koniec koniecznie wstąpcie na kawę i ciacho do Kolonii Ochota

Te zdjęcie wykorzystałam w moim wpisie o placach zabaw

Place zabaw Warszawa

place zabaw Warszawa

Obecnie nawierzchnia już nie jest tak różowa jak na początku, ale też jest ok.

dzieci na karuzeli

2. Plac zabaw przy placu Wilsona

wiele atrakcji/ miejsce dla małych i dużych dzieci/piękna okolica

Ogromny plac dla dzieci w różnym wieku. Znajdziecie tu atrakcje nawet dla dzieci powyżej 10 r.ż (ogromna zabawka do wspinania się ze zjeżdżalnią). Część dla starszych dzieci wyłożona jest tartanem, a strefa dla młodszych usypana jest miękkim piaskiem. Jedyny minus to tłumy. W weekend jest tam bardzo dużo dzieci i robi się tłoczno.

place zabaw Warszawa
Plac zabaw przy placu Wilsona
place zabaw dla dzieci

3. Służewski Dom Kultury

design/ naturalny plac zabaw/ pyszna kawa

Miejsce bardzo wyjątkowe i nawet jeżeli macie daleko to warto się tam wybrać. Bardzo fajny naturalny plac zabaw dla dzieci, obok park gdzie można rozłożyć koc i zrobić piknik. Jest nawet spora ścianka wspinaczkowa. Uwielbiamy to miejsce, bo nie dość, że dzieci mogą świetnie spędzić tam czas, to i rodzice odpoczną. W SDK jest również kawiarnia, gdzie serwują pyszną kawę, ciasta i kanaki. Do tego cały obiekt jest naprawdę ciekawy architektonicznie.

Plac zabaw Warszawa

place zabaw Warszawa
służewski dom kultury

4. Plac zabaw Olkówek – Park Jurajski

ciekawy pomysł/ powierzchnia/ dużo atrakcji

Niedaleko SDK jest jeszcze drugi plac zabaw, który warto odwiedzić. Jest to chyba jedyny tematyczny plac zabaw w Warszawie. Znajdziecie tam dwie strefy: dla młodszych i starszych dzieci. Całość robi ogromne wrażenie, nie tylko na dzieciach. Są tam huśtawki, kręciołki, wielkie drewniane dinozaury do wspinania się oraz tyrolka.

Jeżeli chcecie coś dobrego później zjeść do polecam Szarą Eminencję

place zabaw Warszawa
Plac zabaw Olkówek - Park Jurajski
Plac zabaw Olkówek - Park Jurajski

5. Warszawska Strefa Rodziny

woda do zabawy/ położenie/ duży teren

Nasze nowe odkrycie! Plac zabaw w Warszawie, na którym można bawić się wodą. Można też budować tamy. Znajdziecie też kilka sporych zjeżdżalni i drabinek do wspinania się. Naprawdę wspaniałe miejsce w świetnej lokalizacji. Jest tam również boisko wyłożone sztuczną trawą. Plac znajduje się tuż za Fonatnnami Multimedialnymi.

Można spędzić tam naprawdę ciekawe popołudnie z dziećmi. Obok jest kilka restauracji, ale jeszcze nie zdążyliśmy ich wypróbować. Podobno w weekendy są tam darmowe zajęcia dla dzieci.

Warszawska Strefa Rodziny
place zabaw Warszawa
Warszawska Strefa Rodziny
place zabaw Warszawa

A na słońcu przydadzą się Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka 2023

6. Plac zabaw w Ogrodzie Krasińskich

różnorodność/ piękny park/ fontanny

Dwa place zabaw położone w malowniczym parku. Znajdziecie tu świetne atrakcje dla młodszych dzieci, jak i starszych. Bardzo fajne jest to, że place zabaw się od siebie różnią: zarówno materiałem wykonania, jak i zabawkami.

Na pierwszym zrobionym z drewna i metalu można kopać małymi koparkami, zjeżdżać, huśtać się, a na drugim (położonym nieco dalej koło stawu z kaczkami) bawić się w piasku i kręcić na ogromnej karuzeli.

Plac zabaw w Ogrodzie Krasińskich
Plac zabaw w Ogrodzie Krasińskich

7. Plac zabaw w Ogrodzie Saskim

sensoryczne zabawki/ ogrodzony, niewielki teren/ lokalizacja

Bardzo fajny sensoryczny plac zabaw z dość nietypowymi zabawkami. Położony tuż obok wielkiej fontanny i Grobu nieznanego żołnierza. Zabawki są dość blisko siebie, ale dzięki temu możemy mieć na oku dzieci, nie chodząc za nimi krok w krok. Maluchy i starszaki na pewno znajdą coś tam dla siebie.

Jeżeli szukacie czegoś w okolicy na obiad to polecam  St Antonio (animacje w weekend) lub Momu Gastrobar

Plac zabaw Warszawa

Plac zabaw w Ogrodzie Saskim

8. Plac zabaw na rogu ul. Waliców i Krochmalnej

teren do jeżdżenia na rowerze/ górka/ ogródek

Plac zabaw Warszawa Wola. Fajne miejsce na zabawy oraz jeżdżenie na rowerze. Znajdziecie tam również górkę,  z której uwiebia zbiegać moje dziecko. Na terenie placu zabaw są nawet sprzęty dla dorosłych (siłownia pod chmurką)

Jeżeli po zabawie zgłodniejecie polecam Wam nasz ulubiony bar mleczny – Stołówkę u Chłopaków – mają przepyszne jedzenie w bardzo atrakcyjnej cenie (zupa plus drugie 14 zł)

place zabaw Warszawa
8. Plac zabaw na rogu ul. Waliców i Krochmalnej
8. Plac zabaw na rogu ul. Waliców i Krochmalnej
place zabaw Warszawa
Plac zabaw na rogu ul. Waliców i Krochmalnej

9. Plac zabaw w Soho Factory

woda/design/ klimat

To plac, w którym dzieci mają możliwość swobodnej zabawy z wodą. Świetne miejsce – spędziliśmy tam 3 godziny i nikt nie miał dość. Przed wizytą koniecznie zapakujcie do torby: zabawki do wody, ubrania na zmianę, ręcznik. Moje dzieci (5 lat i rok) bawiły się tam znakomicie i co najważniejsze nie trzeba było ich aż tak bardzo pilnować. Naprawdę to będzie chyba nasze ulubione miejsce na te wakacje w mieście. Po drugiej stronie jest strefa do wspinania się i mała karuzela. A tuż za płotkiem są huśtawki i spory zjazd tyrolski. Pod drzewami są hamaki, można rozłożyć koc i wspaniale spędzić czas.

Jeżeli zgłodniejecie to obok jest Szklarnia  oraz dość elegancka (jak na outfit po placu zabaw) Warszawa wschodnia

place zabaw Warszawa
Plac zabaw w Soho Factory
place zabaw Warszawa
Plac zabaw w Soho Factory
place zabaw Warszawa
place zabaw Warszawa

10. Parka Bajka – Błonie

Co prawda nie w Warszawie, ale w Błoniu 30 km od stolicy jest NAJLEPSZY plac zabaw w całym województwie. Pisałam o nim oddzielny wpis tutaj: Park Bajka

Park Bajka

Jeżeli nie ma tutaj ulubionego placu zabaw Twoich dzieci, napisz go w komentarzu. Będę wdzięczna:) 

a tu inspiracje na Najlepsze restauracje z dziećmi Warszawa

a tu Najlepsze hotele dla rodzin z dziećmi

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„To najlepsze pieluszki na rynku” – akcja recenzencka Pampers Premium Care

Dziś chciałabym się podzielić z Wami opiniami moich czytelniczek. Dziewczyny dzielnie testowały pieluszki Pampers Premium Care i zgodziły się podzielić swoimi opiniami na ich temat

My używamy tych pieluszek od ponad 4 lat. Sprawdzają nam się znakomicie i nie zamieniłabym ich na żadne inne. Pisałam Wam, że jeszcze na początku próbowałam również innych marek. Niestety u nas tamte się nie sprawdziły – najczęściej odparzały skórę. Wtedy na dobre wróciłam do Pampers Premium Care i już nie eksperymentowałam. Próbuję sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zdarzyła się nam jakaś wpadka z tą marką i nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

A, tak – już pamiętam! Raz obudziłam się rano i poczułam, że Junior ma mokrą piżamę. Kiedy rozpięłam ubranko zobaczyłam krzywo zapiętą pieluchę, którą poprzedniego dnia próbowałam zapiąć na wierzgającym dziecku. Naprawdę miała prawo przeciec;)

Pamiętacie jak testowałam z Lilką właściwości siateczki  oraz chłonność 3 kanalików w pieluchach Pampers Premium Care?

Całość możecie przeczytać Dziecko przesypia całe noce

Pod wpisem zaprosiłam Was do testów pieluszek. Zgłoszeń dostałam mnóstwo! Bardzo dziękuję za zainteresowanie. A w całej akcji wzięło udział 30 mam z całej Polski. Wysłałam im opakowanie pieluszek i z niecierpliwością czekałam na rzetelne opinie. 

Przedstawię Wam wybrane komentarze po testowaniu. Wiadomo, dzieci są różne, mają inne rodzaje skóry i pojawiały się pośrednie opinie. Niektóre Mamy miały  mieszane uczucia, ale doceniały fakt, że pieluszki są przyjemne dla skóry i nie odparzają. 

W dużej większości mamy były zadowolone z pieluszek Pampers Premium Care. Doceniały ich chłonność, przewiewność, a nawet kształt.

Zobaczcie jak wyglądały testy zadowolonych mam:

Wybrane komentarze, które najpełniej obrazują wyniki testów:

Z pieluszek nasze bliźnięta sa bardzo zadowolone 🙂 Faktycznie świetnie sprawdzają się na noc i dłuższe wyjazdy. Skóra maluchów dłużej pozostaje sucha. Unikamy podrażnień i odparzeń. Z czystym sumieniem możemy polecać dalej.Mama bliźniąt

Po przetestowaniu nowych pieluszek Pampers stwierdzam że są to najlepsze pieluszki. Nawet ich zwykły odpowiednik też Pampers, ale nie Premium Care nie daje takiej ochrony. Mój maluch w nocy budzi sie wielokrotnie na karmienie i jeśli nie zrobi czegoś poważniejszego do pieluchy to potrafi przespać w jednej pieluszce całą – noc bez potrzeby wymiany.

Chłonność kupki jest też rewelacyjna bo w momencie jej zrobienia nawet bardzo rzadkiej wszystko jest bardzo dobrze wchłonięte i nic nie „pływa” w pieluszce.


Szczerze polecam.M.

Nowe pieluszki Pampers bardzo mi sie spodobały . Mają szerokie falbanki, które chronią ubranko przed zabrudzeniem. Pasek znacznie ułatwia rodzicom rozpoznanie mokrej pieluchy szczególnie na początku gdy dziecko jest małe i często szybko reaguje na dyskomfort .

J.

Po przetestowaniu pieluszek jestem nimi zachwycona! Po pierwsze, nie mają intensywnego zapachu, co trochę mi przeszkadzało w innych pieluszkach. Nie przeciekają, synek śpi w jednym Pampersie całą noc i jak dotąd bez żadnych niespodzianek ☺.

Co najważniejsze, nie odparzają! Tak ciężko nam było znaleźć Pampersy, które nie podrażniają skóry naszego synka. W końcu się udało ☺. Żałuję tylko jednego… że nie sięgneliśmy po nie jako pierwsze! ? Jak dla mnie (i oczywiście dla synka☺), najlepsze pieluszki na polskim rynku!Mama Bruna

Pampers Premium Care to według mnie najlepsze pieluszki na rynku. Są bardzo chłonne i przyjemne dla skóry. Dzięki siateczce są oddychające i rzeczywiście duża część kupki jest zaabsorbowana do wewnątrz. Jedyna wada jest taka, że przez siatkę wydostają się na skórę małe „paproszki” z wkładu chłonnego.D.

Po pierwsze co zauwazylam to wygląd pieluszek – wyglądaja dla mnie jak majtki [ i sa mięciutkie jak majtki – mega przyjemne uczucie]. W pierwszej chwili pomyślałam, ze to szkoda, że są takie mało kolorowe – moje dziecko zawsze ciekawią kolorowe rzeczy. Później jednak przekonałam się, że na bialym pampersie dużo lepiej w nocy [np. w nocy] widać pasek pokazujący wilgotnośc.

Teraz już doceniam kolorystyke – super pomysł.
Świetne są rozciągane boczki – pampersy rosną z dzieckiem. Dzięki temu można zakupić wiekszą paczkę, bardziej ekonomicznie – pampersy mozna zapinać ciaśniej a potem luźniej – gdzie o komfort zawsze dba rozciągliwy boczek

].


Przewiewność. Tu mieliśmy zawsze problem z innymi pampersami. Moją córkę firmy po prostu odparzaly. Tatus zrobil test nosem [ firmy Dada i Pampers ], przez które się lepiej oddycha – wygrał Pampers. Tak więc pupa mojej księżniczki nie ma odparzeń w Pampersach oryginalnych.
Falbanki – super !

Dopasowanie, miekkość.

W innych pieluszkach dość często zdarzało nam się wywalenie zawartości na zewnątrz. Pampers zatrzymuje raczej wszystko w środku [ chyba, że mama gapa źle wywinie falbanki].

Wkład żelowy – super ! To drugi wyznacznik [ po pasku wilgoci] wyznaczający poziom zapełnienia [ zasikania] Pampersa.
I na koniec dwa minusy

1] siateczka – przykleja sie do pupy, odznacza na posladkach [ noszę córkę w chuście – wtedy jest dość ciasno pupa w pampersie]. Kupa też częściowo zatrzymuje się na siateczce i przykleja do pupy. Pampersy bez siateczki sa dużo lepsze dla nas.
2] zapach… Zapewne pampersy choć trochę perfumowane mają więcej chemii. Ale z tych po prostu czasami czuć zapach sikow. I po pasku widzę, że Pampers jest lekko zasikany a mój nos czuje jakby były tam litry sików.Mama Lili

U nas pieluszki pampers nie sprawdziły się. Przede wszystkim uczuliły, po zużyciu kilku sztuk pupa dziecka zrobiła się czerwona. Dodatkowo zdarzyło się, że kilka przeciekło, mimo że były zmieniane co 2-3 godz. Natomiast jeśli chodzi o wygląd czy miękkość nie mam nic do zarzucenia. W pozostalych kwestiach są ok.

M.

Pieluszki Pampers Premium jako jedyne z testowanych do tej pory nigdy nie odparzyły wrażliwej atopowej skóry naszej córki. Są cienkie, nie krępują ruchów. Nigdy nie przytrafiła się nam „awaria”- przemoknięcie, pieluszka jest sucha nawet po nocy. Najlepsze pieluchy na rynku.Mama Ady

Pieluszki przetestowane 🙂 Pod względem wchłanialności sprawdziły się bardzo dobrze a równomierne rozprowadzanie cieczy po pieluszce jest dodatkowym atutem. Przy bardzo ruchliwym dziecku pasek kontrolny jest jak zbawienie, odrazu widać kiedy pieluszka wymaga zmiany bez konieczności zaglądania do niej.

Niestety wielokrotnie urwał mi się „motylek” z przodu przy zapinaniu a na pupie podczas zmiany pieluszki znajdowałam przezroczysty wkład  (mini kuleczki o galaretowatej konsystencji). Ciężko mi jest ocenić ten produkt zdecydowanie pozytywnie lub negatywnie bo plusy i minusy rozkładają się równomiernie.Kinga

My używamy tych pampersów już od dawna i są to jedne z najlepszych na rynku jeśli chodzi o pieluszki na noc. Mój synek często budzi się w nocy na jedzenie/picie i równie często robi „siku”,więc od jakiegoś czasu nie wyobrażam sobie nocy bez tych pampersów.

Dzięki unikalnemu wkładowi i siateczce „pupa” mojego maluszka pozostaje dłużej sucha.Jednak,tak jak każdej pieluszki chłonność jest ograniczona i niestesty,ale nie wystarcza nam jedna pieluszka na całą noc.Teraz zużywamy średnio 2-3 pieluszki Pampers Premium Care podczas snu, a nie jak to było wcześniej przy stosowaniu zwykłych  pampersów, kiedy musiałam zmieniać pieluszkę synkowi 3-4 razy w ciagu nocy.

Anja

Pieluszki zaskoczyły mnie wielkością. Wypadają większe niż standardowe pampersy ale to na plus. Dłużej można używać. Zniosły naprawdę sporo i nic nie przeciekło ani nie uciekło. Siateczka dobrze chroniła delikatną skórę maluszka. Ogólnie jestem zadowolona z nowych Pampersów.N.

U Nas Pieluszki Pampers Premium Care spisały się rewelacyjnie. Zaskoczyła Nas jej niezwykła miękkość i delikatność a zarazem duża wytrzymałość. Bardzo dobrze przylega do ciała dziecka nie krępując jego ruchów. Wielki plusem jest również jej chłonność gdzie zazwyczaj w innych "pełnych" pieluszkach ciało synka pozostawało wilgotne. Syn uwielbia spać na brzuszku a dzięki tym pieluszka mogłam być spokojna o jego komfort oraz czysta bieliznę przede wszystkim podczas nocy.

Karolina

Jak same możecie przeczytać w większości testujące Mamy  ogólnie były zadowolone z pieluszek Pampers Premium Care.

Więcej opinii na temat pieluszek Pampers Premium Care  możecie przeczytać TUTAJ. A ja dziękuję Mamom, które wzięły udział w akcji i przetestowały pieluszki.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Fidget spinner – co to jest i dlaczego niektóre dzieci nie powinny go używać?

Fidget spinner – co to jest? Dlaczego dzieci tak go uwielbiają, jaki ma na nie wpływ i skąd się wziął na rynku? W dzisiejszym wpisie znajdziecie odpowiedzi na te pytania oraz napiszę Wam moją opinię na jego temat, czy faktycznie jest taki niebezpieczny.

Fidget spinnerhistoria powstania

Zabawka wcale nie jest taka nowa. Ma ponad 24 lata, a wymyśliła ją Cetherine Hettinger. W jaki sposób powstał Fidget spinner? Sama Catherine w wywiadzie dla New York post powiedziała, że pomysł na tę zabawkę zrodził się w jej głowie, kiedy zobaczyła dość przykre zdarzenie w Izraelu. Była świadkiem agresji grupy chłopców, którzy obrzucali kamieniami kordon policji.

Hettinger jest wykształcenia inżynierem i pomyślała, że chciałaby stworzyć zabawkę lub przedmiot, który rozładuje napięcie i zajmie dłonie dzieci.

W wywiadzie dla Guardian, zdradziła, że sam projekt narodził się w jej głowie kiedy … zachorowała na chorobę immunologiczną (Miastenię), której jednym z objawów  było osłabienie mięśni. Nie mogła bawić się ze swoją córką, więc wymyśliła Fidget spinner.

W 1993 chciała sprzedać swój pomysł dla firmy Hasbro, jednak oni nie widzieli w tej zabawce żadnego potencjału. Nikt nie mógł się spodziewać, że 24 lata później zabawka będzie takim hitem i firma, która będzie miała je na wyłączność zarobi miliardy dolarów. A sama Hettinger nie zarobiła na nim nawet dolara.

Niewiele osób wie, że jej prototyp znacznie się różnił od dzisiejszego Fidget spinnera. Wyglądał raczej jak rozłożony parasol, który nakłada się na palec i kręci. Catherine założyła niedawną publiczną zbiórkę na jej klasyczny Fidget spinner TUTAJ Sama chce wyprodukować go na nowo. Zobaczcie jak on wygląda:

spinners

Skąd więc Fidget spinner, który jest płaski i ma ramiona

4 maja 2017 roku Scott McCoskery w wywiadzie dla National Public Radio oznajmił, że to on 2014 zaprojektował Fidget spinner i nazwał go Torqbar, który wyglądem przypomina ten dzisiejszy (ale ma dwa ramiona). Stworzył go do zabawy podczas nudnych spotkań  biznesowych, czy długich telekonferencji.

Spinner Fidget – co to jest?

Jest to zabawka, która przyszła do nas z USA. Dzieci na jej punkcie oszalały! Wszyscy kręcą nimi w przerwach, po szkole, po przedszkolu. Wiele dzieci ma nawet po kilka Fidget spinnerów. Jej konstrukcja jest oparta na łożyskach, które się kręcą i wprawiają w ruch ramiona zabawki. Są dostępne różne kolory i modele. Są Fidget spinnery świecące, plastikowe, metalowe, kto jakie woli. Ja się o nim dowiedziałam od mojej 4-latki, która przyszła z przedszkola i błagalnym tonem poprosiła:

„Mamo, kupisz mi takiego kręcącego się SpinDera?”

Jestem rodzicem bardzo dociekliwym, dlatego od razu zaczęłam szukać, co to jest i dlaczego moje dziecko uważa, że to atrakcyjna zabawka. Od razu je znalazłam i stwierdziłam, że sama muszę zobaczyć ten gadżet zanim będę miała o nim swoją opinię.

spinner fidget na zdjęciu

W mediach powielane są informacje, które nie są do końca prawdziwe. Niektórzy nawet przestrzegają przed tą zabawką i uważają, że jest niebezpieczna. Jak jest naprawdę?

Zauważcie, że WSZYSTKIE nowości są tak przyjmowane. Ludzie panicznie boją się rzeczy, których nie znają, nigdy nie mieli ich w ręku, a tylko powielają informacje na ich temat na zasadzie plotki. Każdy o nim mówi, ale nie wie czy to prawda czy też nie. Media donoszą, że są zakazane w wielu szkołach, że szkodzą dzieciom, ale nie próbują dotrzeć do źródła.

Wszystkie źródła podają, że Fidget spinner został stworzony dla dzieci z ADHD i autyzmem, aby rozładować stres. Ma działać tak jak piłeczka do zgniatania i rozluźnić dłonie. Siła mięśni nadgarstków i przedramion wprawia Fidget spinner w płynny ruch, a co za tym idzie automatycznie zmniejsza napięcie. Z tym się zgadzam.

Jednak kiedy zapytałam moją przyjaciółkę, neurologopedę, która na co dzień pracuje z dziećmi autystycznymi, czy uważa, że ta zabawka jest odpowiednia dla tych dzieci. Powiedziała, że nie.

Dlaczego?

Dzieci z autyzmem, bardzo często lubią ruch rotacyjny (kręcenie się, kręcenie przedmiotami). Nadmiernie koncentrują się na szczegółach takich jak np. kręcenie  kół aut, wpatrywanie się we włączoną pralkę i w ten sposób się autostymulują. O objawach autyzmu pisałam we wpisie: Objawy autyzmu

Co to są autostymulacje?

Są to powtarzające się zachowania, które nie służą niczemu innemu jak tylko gratyfikacji sensorycznej. Terapeuci pracujący z dziećmi autystycznymi starają się za wszelką cenę o ZMNIEJSZENIE czasu i natężenie autostymulacji. Takie właśnie zachowania zabierają uwagę dziecka, którą można wykorzystać w inny sposób. Dodatkowo takie epizody autostymulacji są negatywnie odbierane przez otoczenie, bo dziecko jest wtedy w swoim świecie i nie docierają do niego  bodźce z zewnątrz. To bardzo utrudnia procesy związane z nauką i tym samym zaburza terapię.

Wpływ autostymulacji na zachowanie dziecka można śmiało porównać do uzależnienia (w mózgu uwalniają  opioidy).  Ta potrzeba jest tak silna, że dziecko za wszelką cenę będzie dążyło do  niej. W tym czasie nie będzie przyjmowało informacji z zewnątrz, czyli: słuchać poleceń, odpowiadać na zadawane pytania itd.  Dlatego terapeuci starają się eliminować zachowania autostymulujące u dzieci z autyzmem.

Czy Fidget spinner jest w takim razie dla nich?

Myślę, że nie. Jednak warto by było zapytać terapeutę, który pracuje z dzieckiem twarzą w twarz, a nie polegać na doniesieniach z sieci.

Co ciekawe zdrowi ludzie też się autostymulują. Przypomnijcie sobie nudne spotkanie lub szkolenie. Pewnie też w pewnym momencie zaczynacie prowokować różne bodźce: tupać nogą, nakręcać włosy na palec, stukać ołówkiem o kolano. Te wszystkie zachowania służą właśnie AUTOSTYMULACJI.

Różnica jest jednak zasadnicza, że osoby które nie mają żadnych wyzwań rozwojowych potrafią jednocześnie koncentrować się na innej rzeczy, czyli np. słuchać na lekcji, a te zachowania autostymulacyje są zazwyczaj dyskretne do tego stopnia, że np. osoba siedząca obok ich nie zauważy.

U dzieci z ADHD może mieć uzasadnione zastosowanie. W pracy z dziećmi z tym zaburzeniem często się stosuje tzw. fidget toys, czyli zabawki pomagające się skoncentrować. Są to przedmioty ciche, nie wydające dźwięków, ale zajmujące ręce. Stosunek polskiej szkoły do Fidget spinnera nie jest mi jeszcze znany, ale w niektórych szkołach za granicą został zabroniony. Pewnie dlatego, że wiele dzieci (bez wyzwań rozwojowych) używało go podczas lekcji i nauczyciel nie mógł sobie z nimi poradzić i kontynuować swojej pracy.

Tak właśnie działa Fidget spinner. U zdrowych ludzi jest czymś co pozwala się rozluźnić.

Oczywiście są dzieci, które po zabawie będą rozdrażnione i pobudzone, przecież ruch rotacyjny jest dość silnym bodźcem. Rodzice powinni obserwować swoje dzieci i starać się wyłapać takie sytuacje.

Rodzice dzieci z zaburzeniami Integracji senosorycznej wg mnie powinni skonsultować  zabawę Fidget spinnerem z terapeutą. W pewnym wypadkach zabawa nie jest wskazana, a wręcz zabroniona np. świecący Fidget spinner w rękach dziecka  z padaczką.

Terapeuta może pokazać dziecku jak może się nim bawić żeby wspomagać rozwój, a nie szkodzić.

Fidget spinner jest zabawką tak wszechstronną, że dzieciom, które nie mają problemów z przetwarzaniem bodźców może pomóc.

Co ćwiczy dziecko bawiąc się Fidget spinnerem?

  • przekraczanie linii środka
  • angażowanie małej i dużej motoryki
  • koordynacji ręka-oko
  • płynne przechodzenie z pronacji do supinacji przedramienia (odwracanie)
  • dostosowanie siły mięśniowej  do danej czynności pod kontrolą wzroku i bez
  • refleks
  • wydłuża czas koncentracji
  • prawidłowy chwyt

Mam wątpliwości, czy Fidget spinner stymuluje (nadmiernie) zmysł wzroku, bo uważnie obserwowałam kilkoro dzieci  (bez wyzwań rozwojowych) i zauważyłam, że żądne z nich nie wpatruje się w kręcącą się zabawkę, a raczej kontroluje wzrokiem, czy  nie spada.

Jeżeli chcecie zobaczyć, co można z nim robić koniecznie kliknijcie ten filmik:

Myślę, że Fidget spinner może być również pomocny dzieciom, które obgryzają paznokcie (służy rozładowaniu napięcia).

Jak sami widzicie Fidget spinner nie jest dla wszystkich dzieci. Nie powinny go używać dzieci poniżej lat 3, a  rodzice dzieci z zaburzeniami przetwarzania sensorycznego niech skonsultują zabawę z terapeutą. Nie wierzcie mediom o szkodliwości Fidget spinnera, tylko obserwujcie swoje dzieci co się z nimi dzieje po zabawie.

Fidget spinner można kupić np. TUTAJ

A tutaj macie wpis o najnowszej modzie z 2021 od Fidget toy – Pop it

Żródła na temat powstania Fidget spinnera:

The Guardian

New York Post

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezent na roczek – 100 inspiracji na rozwijający podarunek

Prezent na roczek może, znalezienie odpowiedniej zabawki na roczek – niektórym sprawić kłopot. Co kupić takiemu maluchowi żeby wspierać jego rozwój? W dzisiejszym wpisie zaprezentuję moje pomysły. Prezenty na roczek dla chłopca. Prezenty na roczek dla dziewczynek. Pokażę wiele zabawek i książek, z których skorzysta roczne dziecko. Jeżeli np. rodzina pyta, co kupić Waszemu dziecku, to możecie im wysłać ten wpis. Będą Wam wdzięczni, bo to im ułatwi zakup, a i Wy będziecie zadowoleni.

Prezent na roczek – co kupić dziecku?

wpis zawiera linki afiliacyjne

a tu macie najnowszy wpis Prezenty na Dzień Dziecka

Na co zwrócić uwagę wybierając ciekawy prezent na roczek?

Przede wszystkim warto mieć na uwadze rozwój dziecka. Co lubią robić dzieci  w tym wieku i jak najczęściej spędzają czas:

  • kiedy dzieci osiągną niezależność i potrafią się poruszać, doskonalą tę umiejętność w każdy możliwy sposób: raczkują, niektóre już chodzą ( przy meblach bokiem lub też same)
  • mało które dziecko jest w stanie usiedzieć w miejscu dłużej niż 3 minuty i jest to normalne
  • dzieci  w tym wieku doskonalą dużą motorykę i mają takie zapotrzebowania rozwojowe
  • jak już coś robią to najczęściej na stojąco (np. mój syn czyta książki w ten sposób)
  • w tym wieku zaczyna się też okres sensytywny na kolory oraz kształty
  • cały czas dziecko nabywa nowe słownictwo bierne (rozumienie) oraz coraz częściej możemy usłyszeć nowe słowa. Zazwyczaj są to sylaby, zbitki sylab lub krótkie wyrazy

Co kupić dziecku na roczek – Pojazdy

Pojazd to fajny pomysł na prezent, który będzie służył dość długo. Trzeba się jednak liczyć  z tym, że niektóre dzieci zaczną z nich korzystać około 18 miesiąca. Jednak są też takie, które taką potrzebę mają o wiele wcześniej i taki pojazd może być ciekawym pomysłem na prezent na roczek.

prezent na roczek dla chłopca - pojazd

Linki poniżej pod cyframi

1/ 2/ 3/ 4 /5/ 6

Prezenty na roczek dla dziewczynek i chłopców – sprawdzone pomysły

Zacznę od genialnego pomysłu co kupić dziecku na roczek! W tym wieku dzieci zaczynają mówić i warto je stymulować do mówienia. Najlepszym pomysłem będzie zestaw książek wspierających mowę. Napisana została przez logopedę tak aby w pełni wspierać rozwój dzieci. (Autorkę znam osobiście i polecam :):):)

W zestawie są 3 książki, które idealnie nadają się na prezent na roczek.

to nie są zwykłe książki dla dzieci, to są książki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

A tak wyglądają:

Zabawki dla rocznego dziecka – Pchacze

Tak jak wspomniałam wyżej dzieci w tym wieku uwielbiają się przemieszczać i ciągle są w ruchu. Muszą przecież doskonalić niedawno nabytą umiejętność, czyli chodzenie. Warto też wspomnieć, że pchacze nie są wskazane dzieciom niechodzącym.

Dlaczego? Dziecko najlepiej ćwiczy zdobyte umiejętności samodzielnie, bez żadnych wspomagaczy. Korzystanie z nich może zmienić ten najbardziej naturalny i optymalny wzorzec i np. inaczej ustawiać stopy podczas chodzenia. Oczywiście musiałoby tak robić dość długo i intensywnie. Jednak warto o tym wiedzieć.

My mamy model nr 7 i Junior nie dość, że go pcha to również do niego wsiada i prosi żeby go pchać.

prezent na roczek

Linki poniżej pod cyframi

1 /  2 / 3 / 4/ 5 / 6 7 / 8 / 9

Zabawki na roczek – Sortery

Tak jak wspomniałam wyżej roczne dzieci zaczynają przejawiać zainteresowania kształtami, dlatego warto rozważyć kupno sortera kształtów. Według mnie są to doskonałe zabawki dla rocznego dziecka – must have na roczek i każdemu dziecku wśród znajomych czy rodziny taki kupuję.

Podczas zabawy dzieci ćwiczą wiele ważnych funkcji, takich jak: koordynacja ręka – oko, myślenie przyczynowo-skutkowe. A kiedy uda im się włożyć klocek w odpowiedni otwór, ich poczucie własnej wartości wzrośnie.

co kupić dziecku na roczek

Linki poniżej pod cyframi

/ 2 / / / / / 7/ 8

Prezenty na roczek dla chłopca – Tory dla aut, kulodromy i przebijanki

To kolejny ciekawy pomysł na prezent na roczek. Dzieci uwielbiają obserwować efekty swoich czynów, dlatego takie zabawki się u nich sprawdzą.  Wystarczy puścić kulkę lub auto i obserwować co się  z tym przedmiotem dalej stanie.

Podczas zabawy dodatkowo dzieci ćwiczą śledzenie wzrokiem. Przy wyborze kulodromu z kulkami warto sprawdzić jakiego rozmiaru są małe elementy żeby uchronić dziecko przed połknięciem.

prezent na roczek

Linki poniżej pod cyframi

1 / 2/ 3 / 456/ 7 / 8/ 9 / 10

Prezent dla rocznego dziecka – Piramidy do układania

Świetna zabawka dla rocznego dziecka, które ciągle jest w ruchu. Kolejne elementy można układać na stojąco. Oczywiście, najfajniej jest ją zburzyć. Można wykorzystać metodę M.Montessori i układać kostki oburącz (dzięki temu dziecko bardziej poczuje wielkość danego sześcianu). Kolorowe ilustracje mogą służyć poszerzaniu słownika.

prezenty na roczek dla chłopca

Linki poniżej pod cyframi

1 / / 3 /4 / 5  / 6 / 7/ 8

Prezent na roczek dla chłopca i dziewczynki – różności

W tej kategorii pokazuję różne rzeczy, które również się sprawdzą na ciekawy i rozwijający prezent na roczek. Basen kulkowy mamy już trochę czasu i naprawdę jest to jedna z zabawek, którą lubi 4-latka i roczniak. Siedzą w nim, czytają książki, liczą piłki itd.

W okresie letnim chowam go do szafy (bo mają wystarczająco dużo ruchu na zewnątrz) i wyciągam jesienią. Świetny pomysł na prezent dla małego nadwrażliwca.

Kolejna rzeczy to zabawki do piasku – obojętnie jakie. Mój roczniak siedzi (nawet 7 minut;) i przesypuje piasek. Ten zestaw wpadł mi w oko ze względu na wózek do ciągania.

Figurki zwierząt – mamy ich sporo i sprawdzają się w różnych zabawach. Można naśladować, ustawiać, kąpać itd. Taki zestaw to zabawka na lata!

W moim zestawieniu nie mogło zabraknąć misia. Miś to trochę zapomniana zabawka, a jednak to świetny pomysł na prezent na roczek. Według mnie najpiękniejsze misie ma Bukowski i Kaloo.

Kolejny mój pomysł to uniwersalne, drewniane klocki.

My mamy od 4 lat (córka dostała na roczek) Uncle goose i są naprawdę świetne. Najpierw nadają się do nazywania zwierząt, budowania wież, a póżniej można układać z nich wyrazy. Do tego są piękne!

Wszelkie zabawki dla rocznego dziecka do wanny to też świetny pomysł. Dzieci uwielbiają się bawić w wodzie. Fajne ma Yokidoo, B.toys i Skip hop

Co kupić dziecku na roczek? Pierwszy instrument. My zdecydowaliśmy się na prawdziwe dzwonki, które nie mają nic wspólnego z cymbałkami. Dźwięk jest czysty i co najważniejsze nie zepsuje słuchu muzycznego dziecka. Nawet jak Junior wali w nie z całej siły to dźwięk jest akceptowalny.

Na roczek można kupić również bardzo klasyczną zabawkę, czyli piłkę.

Na koniec pokazuję coś innego – porcelanowa zastawa z kompletem sztućców. Właśnie taką dostała córka na roczek i myślę, że to świetny pomysł. Wszystkich elementów używamy do teraz (i żadna się nie potłukła)

prezent na roczek

Linki poniżej pod cyframi

1/ 2 // //8//10

Książki to ZAWSZE dobry pomysł na prezent

Te spodobają się rocznemu dziecku

książki na roczek

Linki poniżej pod cyframi

/ 2/ 3/ 4/ 5/ 6/ 7/ 8/ 9/ 10

A na koniec pokażę Wam jeszcze co dostał Junior. Zawsze inaczej jest zobaczyć realne zdjęcie niż packshota z internetu.

6.12.21 na ceneo Dzień Darmowy Wysyłki

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nie możesz mieć wszystkiego. O dziecięcych zachciankach.

„Mamo, zobacz ja to chcę!”, „Oo jaki piękny konik, kupisz mi?”, „Tato, widziałam tam w sklepie takie pomadki, mogę je mieć?” Im macie starsze dziecko to pewnie słyszycie te frazy coraz częściej. Ja też słyszę je codziennie i wiem, że to jest ważne dla dzieci. Tylko jak znaleźć złoty środek? Przecież nie kupimy im wszystkiego, co tylko zapragną. 

Jest rok 90, wstaję rano i wiem, że to dziś przychodzi Mikołaj. Tak to dziś dostanę swoją wymarzoną, wyproszoną lalkę Barbie, o którą prosiłam w listach do brodatego starca. Biegnę do choinki żeby odpakować moją plastikową lalkę.

Już przy drzwiach do pokoju wypatruję  błyszczący papier. Prezent ma kształt prostokąta. Wszystko się zgadza – lalki przecież sprzedawane są w takich pudełkach. Z wypiekami na policzkach jednym szarpnięciem zrywam błyszczący papier. Biorę głęboki oddech i widzę tam… puzzle z Myszką Mickey.

Pamiętam moje rozczarowanie. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że to był prezent, na jaki moja  mama mogła sobie pozwolić. Jednak emocje z tamtego dnia pamiętam do dziś. W końcu dostałam podobną lalkę do Barbie i bawiłam się nią baaardzo długo. Siedziałam z koleżankami pod blokiem na kocyku i ze starych skarpetek szyłam jej ubrania.

Teraz są inne czasy – zdaję sobie  z tego sprawę. Możemy pozwolić sobie na więcej. Mało tego, że możemy – wielu z nas próbuje nadrobić za naszych rodziców żeby dziecko miało wszystko, co tylko chce. Nie potrafimy dostrzec tego, że spełniając każdą zachciankę robimy dziecku krzywdę.

Jak nie wychować materialisty?

Nienawidzę reklam dla dzieci! Chciałabym żeby i u nas (tak jak w Skandynawii) wprowadzono przepisy ograniczające ich emisję. Niestety pokazują one często nie zabawkę jako produkt, ale niesamowity ładunek emocjonalny. Pokazuje dzieciom, że właśnie szczęście osiągną poprzez zakupienie zabawki.

Często mówię córce, że reklamy kłamią. Wtedy ona mówi mi, że nie wszystkie i dyskutujemy o tym. Pomagam jej dostrzec manipulację ze strony firmy, która próbuje nakłonić dzieci żeby prosiły o dany przedmiot rodziców. I to działa!

Chcę czy potrzebuję?

Kiedy mamy malutkie dziecko jego potrzeby są bardzo proste: sucho, pełny brzuch, blisko mamy. Bez tych elementarnych rzeczy nie jest w stanie rozwijać się prawidłowo. Później im jest starsze pokazuje nam czego chce np. mój roczny syn nie komunikuje się jeszcze werbalnie, ale za to jest w stanie pokazać paluszkiem wszystko, co chce. Tak nauczył się prosić o kubek z piciem.

My nauczyliśmy się odczytywać ten znak i za każdym razem jak wskaże swoim pulchnym palcem na kubek to podajemy mu go do picia. To wciąż jest potrzeba. Ale kiedy starsza córka na dopiero co zobaczoną rzecz mówi, że „to chcę!” to już przyglądam się temu uważniej i rozmawiam z nią na ten temat. Wystarczy, że spojrzę na tę rzecz, wyrażę swoją opinię i najczęściej odkładamy ją na półkę. Ja też lubię oglądać w sklepie różne rzeczy.

„Mamo, to książki są od kuriera?”

Takie pytanie zadała mi córka kiedy kurier wręczył mi paczkę książek u progu mojego mieszkania. Ona nie widziała, że dwa dni wcześniej, wieczorem robiłam zamówienie w sklepie internetowym. Często zamawiam rzeczy z przedpłatą, więc nawet nie widzi, że ja za te książki płacę.

A czym są też pieniądze dla 5-letniego dziecka, kiedy za prawie wszystko płacimy kartą? Po pierwsze nie widzi zbyt często pięniędzy, nie jest w stanie ocenić czy to dużo, czy mało oraz skąd się one biorą na koncie. Dla niej jest to przyłożenie karty i głośne „pik” . Jest to zbyt abstrakcyjne żeby zrozumieć jak się kupuje rzeczy. Wg niej jest to zupełnie idylliczne i pozbawione wysiłku rodzica.

Dlatego tak często prosi o nowe rzeczy i chociaż w 99% jej odmawiam, na drugi dzień jest to samo.

Dlaczego tak się dzieje?

Prawie wszystkie zakupy robię w internecie kiedy dzieci śpią lub nie ma ich w domu. Sama wybieram ubrania, buty, książki, a nawet i zabawki. Teraz po moich przemyśleniach widzę to bardzo dokładnie. Pozostawiam jej wybór, co do zakupu … szczotki do zębów. Trochę mało, prawda?

Oczywiście przy zakupach  staram się kierować jej gustem, a nie tylko moim. Kiedy widzę, że obecnie uwielbia kręcące się sukienki to nie kupuję jej spodni jeansowych, bo wiem, że się jej nie spodobają i będziemy tylko obie się denerwować. Tak samo z innymi przedmiotami. Wiem też, że gdybym z nią robiła zakupy to od stóp do głów byłaby ubrana w Krainę lodu. A nie chcę tego. Przełamałam się nawet i kupiłam jej bluzkę z Elsą, cieszyła się tydzień, a póżniej o niej zapomniała.

Dlatego jak już wyjdziemy na zakupy to tak często o coś prosi.

Ale ja jej tego nie kupuję

Większość rzeczy, o które prosi to są właśnie zachcianki. Takie chwilowe popędy, które rządzą dziećmi, kiedy zobaczą cokolwiek ich interesującego przy okazji innych zakupów. Co robię w takiej sytuacji? Zazwyczaj rozmawiamy, że tego nie potrzebuje, że ma w domu podobne. A jak to nie pomaga to recytuję z głowy po co tu przyszliśmy i czy ta rzecz była zaplanowana. To zazwyczaj pomaga.

Doświadczenia, nie przedmioty – dają szczęście

Mistrzem doświadczeń i  afirmacji tego sposobu życia jest mój mąż, który potrafi wydać sporo pieniędzy na butelkę dobrego wina, pyszny holenderski ser, czy też kurs nowego języka. Od początku stara się wpoić córce, że to właśnie przeżycia są najważniejsze, a nie rzeczy.

Podam Wam teraz przykład z wczoraj. Byłam z dziećmi w kiosku po baterie. Lilka zobaczyła na obrazku książkę z żółwiem Franklinem, którego bardzo lubi i mamy ich kilka w domu. Poprosiła żeby zapytać panią sprzedawczynię, co to za książka, bo jej akurat nie ma. Pani odpowiedziała jej, że od jutra będzie można je kupować w kiosku co dwa tygodnie. Oczywiście moje dziecko odrzekło, że chce te książki. Odpowiedziałam moją standardową formułkę, którą zawsze stosuję „Lilu, zobaczymy, ok?”

Kiedy wróciliśmy do domu Lilka opowiedziała o tym tacie. Widziałam, że to dla niej ważne. Wyciągnęła nawet swoje książki o Franklinie i je znów czytaliśmy. Wieczorem wpadłam na fajny pomysł, który dużo ją nauczy.

Sprawdziłam cenę książki i powiedziałam Lilce, że jak bardzo chce to możemy pójść i ona SAMA ją sobie kupi. Chciałam żeby doświadczyła wartości pieniądza i żeby czegoś się nauczyła. Do tej pory raz na jakiś czas dawaliśmy jej drobne i wrzucała je do skarbonki. Jednak jeszcze nie miała okazji z niej skorzystać. Powiedziałam ile kosztuje książka  i ile pieniędzy musi przygotować.

Otworzyła skarbonkę i pokazałam jej nadruki na monetach. Wzięła monety: 2 zł, i 3 po 1 zł. Włożyła je do swojego portfela i poszłyśmy razem do kiosku. Sama zapytała Panią o książkę z Franklinem i sama za nią zapłaciła. Pani wydała jej grosik reszty, który wrzuciła do portmonetki. Książkę włożyła do swojego koszyka. Żebyście widzieli jej minę. Była z siebie dumna! Podchodzi do mnie i mówi: „Sama sobie kupiłam Franklina i nawet resztę dostałam” 🙂

W moim dzieciństwie to było normalne.

Mama dawała parę groszy i sama biegłam do kiosku po pestki lub gumy kulki. Bezcenne wspomnienie!

Lilka nie mogła się doczekać oglądania książki, którą sama sobie kupiła i przysiadła na murku żeby ją obejrzeć. Przez to doświadczenie nadała tej książce dodatkowego ładunku emocjanalnego i z pewnością zapamięta je na długo. I pewnie w dorosłym życiu nie będzie pamiętać tych książek, tylko właśnie sam fakt, że to zrobiła.

Taka prosta rzecz, a tak cieszy. Często o tym zapominamy!

Oczywiście obiecałam jej, że kupimy tez kolejne części, które będą się ukazywać co dwa tygodnie żeby mogła zebrać taką piękną kolekcję.

Pewnie zapytacie o jej dostępność: od dziś jest dostępna w kioskach i salonach prasowych, a także na stronie literia.pl. Cała kolekcja będzie liczyła 28 książek, cena I tomu to: 4,99; kolejnych: 11,99. 

Jak widzicie nie ma super zasady, gotowych rad jak radzić sobie z ciągłymi prośbami. Najważniejsza jest rozmowa i uwaga poświęcona dziecku. Jeżeli my będziemy mieli do tego zdrowy stosunek to i nasze dzieci się tego nauczą. 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Śniadania w 5 minut – szybkie i zdrowe

Dziś chciałabym Wam pokazać nasze śniadania, które przewijają  się u nas ciągle. Chyba jest niewiele osób, które rano mają bardzo dużo czasu na przygotowanie pożywnego śniadania w 5 minut dla rodziny.

Ja tuż po przebudzeniu piję kawę i dopiero wtedy myślę co zrobię na śniadanie. Nie jestem osobą, która planuje posiłki sporo czasu naprzód i zazwyczaj robię je bardzo spontanicznie. W domu mam zawsze kilka produktów, które stanowią bazę do zrobienia szybkiego śniadania.

Moje pewniaki do przygotowania śniadania w 5 minut dla dzieci

Zawsze mam w domu: jajka, banany, jabłka, kaszę gryczaną niepaloną, zdrowe płatki: orkisz preparowany, jagły z miodem, amarantus ekspandowany, owoce mrożone (zawsze je mrożę na koniec sezonu – maliny, jeżyny), mleko roślinne, kaszka dla Jula, często mam też serek Bieluch (ale nie zawsze)

Napiszę też, że zdarza nam się jeść na śniadanie nie do końca zdrowe rzeczy, bo np. mąż kupi nie takie płatki albo jemy w miarę dobre parówki. Ogólnie staramy się jeść zdrowo, ale wychodzi to różnie. Dziś np. nie udały mi się placki z bananami (próbowałam robić bez przepisu), więc dałam Lilce serek z krówką, a Julkowi kanapkę z masłem (ale nie chciał jeść, bo ząbkuje).

Moje ulubione śniadania w 5 minut

gofry gryczane - Śniadania w 5 minut

Gofry gryczane

Przepis jest banalnie prosty i dzieciaki je uwielbiają! Robi się je bardzo szybko i często właśnie to jest nasz pomysł na śniadanie w 5 minut.

Wykonanie:

Wieczorem namaczam szklankę kaszy gryczanej niepalonej w dwóch szklankach wody i wstawiam na noc do lodówki. Rano przepłukuję kaszę, dorzucam niżej wymienione dodatki i blenduję na jednolitą masę:

Opcja na słodko:

  • banan lub jajko ( jeżeli dodaję jajko to dodaję trochę ksylitolu żeby gofry były troszkę słodkie)
  • 0,5 szklanki mleka roślinnego lub wody
  • szczypta soli
  • cynamon
  • oliwa  lub olej kokosowy do smarowania gofrownicy

Opcja na słono:

  • jajko lub banan
  • 0,5 szklanki mleka roślinnego lub wody
  • szczypta soli
  • przyprawy: oregano, bazylia, papryka słodka
  • oliwa lub olej kokosowy do smarowania gofrownicy

Z tego ciasta można też usmażyć placuszki na patelni.

Do każdej z opcji można dodać co tylko chcemy: jogurt naturalny, owoce, dżemy itd. – w zależności co lubią dzieci i co mamy w lodówce

Śniadania w 5 minut – Placki z Bielucha

Składniki: 

  • serek Bieluch
  • 1 jajko
  • 2 małe, dojrzałe banany
  • 3-4 łyżki mąki
  • olej do smażenia

Ja do ciasta dodaję też mrożone maliny i to miksuję razem. Wychodzi około 15 placków, które moje dzieci zjadają w 10 minut:)

Zapytacie pewnie, co z owsianką na śniadanie?

Zwyczajnie nam się przejadła i od paru miesięcy nie mam ochoty na owsiankę – dzieci również. Za kaszami jaglanymi nie przepadają, więc znalazłam alternatywę.

Kaszki błyskawiczne

Wcześniej Julkowi robiłam kaszkę błyskawiczną, bez mleka i bez cukru – najczęściej  Jednak jakiś czas temu odkryłam znacznie lepszą i zdrowszą opcję. Wiecie, że takie kaszki, które zalewa się tylko wodą są mniej wartościowe niż takie, które się gotuje?

Ja też o tym nie wiedziałam. Zboże podczas obróbki traci sporo swoich cennych właściwości. Dlatego taka zalewana kaszka wcale nie jest taka super (jakby się mogło wydawać). Można też gotować jaglanki itd. Jednak moje dzieci za nimi nie przepadają, a do tego rano nie mam czasu żeby 20 minut gotować kaszę.

kaszka błyskawiczna - Śniadania w 5 minut

Znalazłam więc opcję idealną dla nas i chcę Wam dziś je pokazać, bo jest to tak genialny produkt, że aż szkoda żebym Wam go nie zdradziła.

Jeżeli jeszcze nie znacie kaszek Helpa to dziś je Wam pokażę.

Dlaczego je lubimy? Przede wszystkim dlatego, że nie mają cukru.  Zdecydowanie wolę posłodzić kaszkę tartym jabłkiem lub bananem.  Kaszki są produkowane w Polsce. Zboża pochodzą od lokalnych rolników, są pakowane również tutaj.  A ja lubię wspierać polskie biznesy.

Do tego przygotowanie zajmuje dosłownie 3 minuty! No i moje dzieci je uwielbiają. Cena w porównaniu z kaszką błyskawiczną, którą kupuję jest bardzo podobna, a jednak wartości odżywczych jest więcej. Do kaszek można zamówić również Różdżki smaku, czyli owoce liofilizowane zachowujące wartości świeżych owoców. Lilka uwielbia ją dodawać sama.

Kaszki zamawiam na bieżąco, bo Julek je codziennie nawet dwie miski.

Śniadania w 5 minut - czary mamy

Kaszkę przygotowuję na mleku owsianym, a wcześniej  gotowałam tylko na wodzie. Na koniec dodaję odrobinę masła i gotowe.

Dostępnych jest mnóstwo rodzajów, moim dzieciom najbardziej smakują kaszki mieszane. A Różdżki smaku uwielbiamy najbardziej jagodowe i truskawkowe. Jagody liofilizowane  podawałam Julkowi również kiedy miał biegunkę (jagody mają właściwości przeciwbiegunkowe) i bardzo pomogły.

Kaszki HELPA   <-klik

Mata z miską to EZPZ

Jeśli jednak macie więcej czasu na przygotowanie pysznego śniadania to tu macie przepis na szakszukę

Jestem ciekawa jakie Wy macie pomysły na śniadania w 5 minut? Zdradźcie je w  komentarzach

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

?Pomysł na urodziny dziecka?

Pomysł na urodziny dziecka wpadł mi do głowy dosłownie na tydzień przed imprezą. Zawsze łatwiej jest wymyślić temat przewodni, a później dobierać odpowiednie elementy niż zastanawiać się nad każdym elementem osobno.

Urodziny dziecka to duże wydarzenie, warto postarać się żeby było wyjątkowe. Najlepiej jest kierować się zainteresowaniami dzieci i wybrać coś co lubią.

Pomysł na urodziny dziecka

Jak wiecie mój syn ma roczek, więc uznałam, że impreza ze zwierzętami leśnymi i kolorem zielonym to jest to:)

Lilki urodziny obchodziliśmy tak: Urodzinowy mix – pyszny, ale pracochłonny tort

Tort leśny mech

Tort był początkiem moich przygotowań. Wymyśliłam, że świetnie będzie pasował  szpinakowy „Leśny mech”. Mimo tego, że wygląda na dość skomplikowany to naprawdę nie robiłam jeszcze tak prostego tortu.

Kilka razy piekła go moja mama i to ona udzieliła mi kilka wskazówek aby wyszedł idealny. Sam przepis pochodzi z książki MasterChef Junior II, ale w sieci jest mnóstwo wersji tego ciasta. Robi się go bardzo szybko i jest naprawdę łatwy (skoro dzieci sobie z nim radzą).


Przepis na Leśny mech

Składniki:

CIASTO

  • 450 g mrożonego szpinaku rozdrobnionego
  • 350 g mąki
  • 250 g cukru
  • 3 jaja
  • 300 ml oleju
  • 20 g proszku do pieczenia
  • owoce do ozdoby: granat lub maliny lub borówki
  • laska wanilii

KREM:

  • 400 ml śmietany kremówki 30 %
  • 2 białe czekolady

Wykonanie:

Na kilka godzin prze musisz dobrze rozmrozić szpinak, odciśnij go na koniec z nadmiaru wody.  Nagrzej piekarnik do 180 stopni. W misce ubij jaja z cukrem, następnie dodawaj powoli olej (cały czas miksując).

Potem stopniowo przesiewaj  do miski mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, dodaj odrobinę wanilii.  Do masy dodaj odciśnięty szpinak. Ciasto wlewaj do tortownicy i piecz przez ok 60 minut. Odstaw do ostudzenia.

Rozpuść białą czekoladę w kąpieli wodnej (miska na garnku z gotującą się wodą) i odstaw do ostudzenia. Wlej śmietanę do miski i miksuj, aż zgęstnieje. Po ostudzeniu czekolady połącz ją z bitą śmietaną. Masę wstaw do lodówki.

Gdy ciasto będzie zimne  odkrój około 1,5 cm górnej warstwy ciasta. Jeżeli ciasto mocno się przyrumieni to odetnij to wszystko. Ja te brązowe elementy wyrzucam. Wyskrobuję łyżką tylko to co jest miękkie i mocno zielone. Resztę kruszę w misce palcami. Następnie na ciasto można położyć owoce. Póżniej wylewam cały krem i równo rozsmarowuję. Na górę kładę pokruszone ciasto. Całość posypuję owocami.

Całość udekorowałam różnymi elementami. W sklepach są np. dostępne ciasteczka grzybki – bardzo pasują do tego ciasta.


Dekoracje na przyjęcie <-klik

 ciasto leśny mech
ciasto leśne runo

Jeżeli macie wątpliwości czy w smaku czuć szpinak to mogę Was uprzedzić, że nie. Ciasto jest pyszne i to świetny pomysł na urodziny dziecka!

mech leśny przepis

Dekoracje na przyjęcie

Kiedy wymyśliłam już motyw przewodni zaczęłam szukać odpowiednich dekoracji na przyjęcie. Zależało mi na tym żeby były ładne, a jednocześnie żeby wszystko do siebie pasowało. Miałam mało czasu, więc chciałam zamówić wszystko w jednym miejscu, co okazało się bardzo proste, bo w poszukiwaniu idealnych dekoracji trafiłam do sklepu Pan Talerzyk, przejrzałam ofertę i wiedziałam już co zamówię.

Kolekcja „Let’s explore” wydała mi się świetnym pomysłem na urodziny dziecka. Wszystkie elementy świetnie do siebie pasowały i do tego są przepiękne. Dzieci były zachwycone!

Do tych dekoracji dobrałam jeszcze balony confetti, balon z cyfrą, małe baloniki, baloniki ze zwierzętami oraz confetti do ozdoby stołu,  papierowe pompony, słomki ze zwierzętami.

To był naprawdę fajny pomysł na urodziny dziecka.

Sam solenizant cieszył się bardzo z balonów i całego przyjęcia.

pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka

Menu na urodziny

Sama ułożyłam menu tak żeby każdy mógł czegoś spróbować. Starałam się również aby wyglądem chociaż trochę nawiązywały do leśnego motywu przewodniego.

Zrobiłam moje ulubione muffinki.

pomysł na urodziny dziecka

Szyszki jaglane

W lesie są również… szyszki. Pamiętam jak zajadałam się nimi w dzieciństwie. Zrobiłam wersję z krówkami, masłem i preparowaną kaszą jaglaną. To był świetny pomysł na urodziny dziecka. Wyszły pyszne!

Krówki i łyżkę masła roztapiamy w rondelku. Wsypujemy preparowany ryż lub kaszę  i mieszamy. Kiedy masa trochę ostygnie nalewamy wody do miseczki. Przed każdą szyszką należy zwilżyć dłonie – inaczej strasznie się kleją.

pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka
pomysł na urodziny dziecka

Lilka zrobiła sama owocowe koreczki, a ja zrobiłam owocowy koktajl.

pomysł na urodziny dziecka

Zrobiłam również wytrawne muchomorki: jajko przepiórcze lub mała mozzarella, pomidor, kropelka majonezu, szczypiorek.

pomysł na urodziny dziecka

Całość prezentowała się wspaniale i goście byli wniebowzięci.

pomysł na urodziny dziecka

Na koniec zafundowaliśmy dzieciom dodatkową atrakcję, czyli popcorn z maszyny.

Lepiej niż kino 🙂

A bawiliśmy się tak:

Szpinak robi niam niam, czyli Jubilatowy tort smakował

Pomysł na urodziny dziecka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mój najgorszy Dzień Matki

26 maja 2016 roku nie obudziły mnie całusy, laurki, złote wisiorki czy skórzane torebki. Ze snu wybił mnie płacz Juniora – taki jak zawsze o tej porze dnia: „Mleeeeko, mleeeko”. Spełniłam jego prośbę, a raczej żądanie – sądząc po tonie 4- tygodniowego głosu. Wstałam, przetarłam oczy i krokiem pozbawionym kofeiny udałam się do kuchni uzupełnić jej braki, a właściwie zatankować od nowa.

Wszak nowy dzień już był dawno na nieboskłonie i moje dziecko o tym wiedziało, chociaż była już tak późna 5.23. Ja takie godziny rozpatruję w kategoriach nocy, jednak moje dziecko, które przez 9 miesięcy miało ciemno, o 5 już nie brało zakładników. Na szczęście udało się go odłożyć do kołyski.

Kto miał noworodka ten wie, że każdy dzień wygląda tak samo i raczej się nie wie jaki jest dzień.

Tarczę dnia wyznaczają całkiem inne wskazówki: gruba (godzinna) – dziecko, cieńsza (minutowa) – dom, najcieńsza (sekundowa) – ja. W sekundach mierzalna jest wizyta w toalecie, prysznic, jedzona kanapka. Wyciągnęłam wtedy z czeluści szafy moje stare jeansy, w które się nawet na wdechu wbiłam. jednak kiedy zobaczyłam, że mają rozporek zapinany na guziki to zwątpiłam.

Jak mam w 5 sekund dobiec do toalety rozpiąć wszystkie guziki, a później je zapiąć? Uznałam, żę to nie są spodnie odpowiednie dla matek noworodków i wrzuciłam je na swoje miejsce przy tylnej ścianie przesuwanej szafy.

Wróciłam do robienia kawy. Na autopilocie włączyłam ekspres, poszłam po mleko do lodówki, wyczyściłam pojemnik z kawą i szybko nacisnęłam „Kawa”. Kiedy mój opuszek palca wskazującego dotyka tego przycisku to już czuję  lekkie podekscytowanie. A kiedy już wpijam pierwszy łyk to jestem wśród żywych. Kawa o 5.30 działa jak defibrylator – skutecznie przywraca do życia.

Jednak tego pamiętnego dnia, którego daty jeszcze wówczas nie znałam, obudziłam się po raz drugi znacznie wcześniej.

W momencie kiedy spieniałam mleko miałam dosłownie 20 sekund na przescroolowanie pożerającej czas aplikacji – Instagrama. I już moje zaspane oko zauważyło przepiękne (jasne i wyraźne, a była 5.25) zdjęcie kwiatów, laurki i złotego łańcuszka z napisem „Mama”, które dzierżyły maleńkie rączki dziecka.

Wtedy moje zwoje nerwowe dostały przyspieszenia i sobie uświadomiłam, że jest Dzień Matki. To dziś, M-O-J-E święto! Matki, która wydała na świat piękne dzieci, która chodzi na przedstawienia do przedszkola, która ponad wszystko stawia dobro tych dzieci, wyciera nosy, nosi, pieluchy zmienia.

To ja bohaterka tego domu mam dziś swoje ŚWIĘTO. Gdzie confetti, gdzie balony i gdzie szampan bezalkoholowy na moją cześć?

Reszta domowników jeszcze spała, więc uznałam, że to wszystko przede mną. Wyobrażałam sobie idealny Dzień Matki, z fanfarami i noszeniem na rękach. Kiedy w końcu wstali, moje emocje sięgały już zenitu. Siedziałam w kuchni i czekałam jak kania dżdżu. Oczywiście udawałam, że nic nie wiem. Zaraz pewnie wyciągną te prezenty, te kwiaty.

Krótkie spojrzenia, wymiana słówek i nic.

No nic.

Gdzie moje: „TO WSZYSTKO CO MI SIĘ NALEŻY?”

Nie ma.

Zapomniałam wspomnieć rzecz ważną, a właściwie najważniejszą. Wtedy jeszcze byłam w połogu, czyli stanie dość specyficznym. Kiedy ze śmiechu przechodzi się w płacz i odwrotnie. Emocje wiszą wtedy na cieniutkich sznureczkach i powiew wiatru nie od tej strony może spowodować… tornado lub tsunami, biorąc pod uwagę poziom wilgotności pod moimi powiekami.

I kiedy zdałam sobie sprawę, że tym razem to nie ja nie wiem jaka jest data. Pękłam. Poszło. Poleciało.

„Jak można zapomnieć o Dniu Matki?”

Dwa uściski takie przymuszone: „Mamo, najlepszego, zdrówka” i koniec.

Beczę, wyję i aż się trzęsę.

Matka Roku, cholera jasna, bo nie dostała kwiatka, wisiora, czy co tam innego, a nawet nabazgrolonej na kolanie laurki. Mąż oczywiście życzenia złożył, ale swojej mamie, bo ja przecież jego matką nie jestem.

Kiedy łzy już wyschły, a wyrzucone słowa wisiały jak tasaki w powietrzu, zrobiłam rachunek sumienia. Przesadziłam, to oczywiste i wtedy wzięłam te moje dzieci. Wycałowałam każde i powiedziałam po prostu „dziękuję”.

Dziękuję, że jesteście

Swoje małe święta od tamtej pory obchodzę codziennie. Patrzę na te dwa szkraby i cieszę się maksymalnie, że było mi dane je mieć. Nie robię z siebie cierpiętnicy i nie oddaję wszystkiego dzieciom.

Owszem, uwijam się przy nich jak mrówka, po lekarzach wożę i wieczorem na twarz padam. Ale to dlatego, że TAK chcę. Nie oczekuję nic w zamian, bo moja miłość jest bezwarunkowa.

Wdzięczne to Wy mi będziecie, jak same będziecie miały swoje dzieci. To wtedy dopiero pojawia się taka niesamowita wdzięczność, że noce mama zarywała żeby strój krakowianki po nocy uszyć, że po lekarzach woziła, gile wycierała, do 3 w nocy siedziała aż córeczka z imprezy wróci.

A wcześniej te wymuszone: „Wsystkiego najlepsego z okazji Dnia Mamy” tak naprawdę nic dla tych dzieci nieznaczące  – to niepotrzebna szopka.

Jutro Dzień Mamy i to ja Wam składam takie szczere życzenia, bo wiem, że każda z Was codziennie stara się być jak najlepszą wersją siebie dla dzieci. To my – Mamy same przybijmy sobie wirtualną piątkę. Zróbcie coś dla siebie, spójrzcie prosto w odbicie w lustrze i powiedzcie głośno: „Jestem świetną Mamą”.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Fantastyczne książki na Dzień Dziecka (i nie tylko)

Książka to najlepszy pomysł na prezent! A jeżeli są to takie fantastyczne książki to już w ogóle! Dziś pokażę Wam absolutnie genialne pozycje, które warto kupić dzieciom i to nie tylko na Dzień Dziecka.

Mam w domu dwóch małych czytelników i bardzo mnie to cieszy. Nawet roczny Julek książki UWIELBIA! Jest to najbardziej rozkoszny widok kiedy zaspany, w piżamie kieruję się ku półce, niezdarnie zdejmuje z niej książkę (zrzucając przy tym 3 inne) i niesie mi w swoich pulchnych rączkach coś do czytania. Patrzy głęboko w oczy i wydobywa z siebie wymowne „YYYY” co znaczy „chcę” a następnie nieporadnie sadowi się na moich kolanach i aż podskakuje z radości żeby zacząć czytać.

Są takie newralgiczne momenty kiedy dwójka dzieci chce czytać na raz! I to już, a nie na zmianę. Wtedy mam kilka takich książek, które są uniwersalne, czyli i roczniak się nimi zainteresuje i pięciolatka. Takie pójście na kompromis jest dla wszystkich korzystne. A widok dwójki dzieci na dwóch kolanach u jednego rodzica jest przecudowny.

Dziś chciałabym Wam pokazać serię, która angażuje moje dzieci i zapewnia im masę zabawy.

Chyba Pana Herve Tulleta nie muszę nikomu przedstawiać? Jego książki wielokrotnie polecałam, to również czynię dziś. Tylko teraz są to nowości, które dopiero dziś pojawiły się na polskim rynku. Wcześniej były dostępne tylko za granicą. Na szczęście (nasze i naszych dzieci) są już u nas!

Cała seria jest absolutnie genialna i wróżę jej ogromny sukces. Pokażę Wam ile zabawy przyniosło nam czytanie ich.

Dlaczego te książki są warte uwagi?

Przede wszystkim za nieszablonowe zabawy angażujące zmysły. Nowatorskie i kreatywne podejście do książki powoduje ogromną radość u dzieci (dorosłych również). Każda z nich jest inna i angażuje inne zmysły. Czytanie jest ZABAWĄ i zachęci nawet najbardziej opornych.

Książki aktywizują dzieci i sprawiają, że chce się je czytać non stop. A dodatkowo ćwiczą zmysły oraz koordynację ręka-oko.

Wszystkie kreatywne zadania sprzyjają rozwojowi wyobraźni i dzięki temu dzieci tak bardzo je uwielbiają.

Zresztą sami zobaczcie:)

Wiem, że lubicie dokładne zdjęcia środka, więc zrobiłam też takie;)

Seria The Game of… Herve Tullet wyd. Insignis

Znajdź różnice Herve Tullet wyd. Insignis

Książka, która aż prosi żeby wytężyć wzrok. Musimy odnaleźć różnice w obrazkach. Nie jest to jednak takie proste;) Jednak zabawa jest przednia!

Dostępna TUTAJ

Zobaczcie jak świetnie prezentują się na filmie:

Ruszaj w drogę Herve Tullet wyd. Insignis

Świetna książka z elementami dotykowymi. Nie dość, że aktywizuje zmysł dotyku to jeszcze ćwiczy koordynację ręka-oko. Dziecko przesuwając palec po pluszowym śladzie uczy się kontrolować swoją dłoń, która niedługo będzie prowadziła narzędzie pisarskie. Można wprowadzać utrudnienie i np. zamknąć oczy lub bawić się książką w ciemności.

Dostępna TUTAJ

Zabawa w oczka Herve Tullet wyd.Insignis

Dzieci mają w sobie tak wielką ciekawość, że uwielbiają zaglądać przez różne przedmioty. Z tą książką będą mogły na chwilę stać się kimś innym i przemówić innym głosem. Można bawić się nią z drugą osobą lub stać przed lustrem i obserwować swoje metamorfozy.

Dostępna TUTAJ

Paluszkowa olimpiada Herve Tullet wyd. Insignis

Narysuj na palcu buźki, a będziesz mógł ożywić postaci z książki i wziąć udział w paluszkowej olimpiadzie.

Dostępna TUTAJ

Gra cieni Herve Tullet wyd. Insignis

Świetna książka do zabaw w ciemnościach – pozwala oswoić strach. A dzieci, które uwielbiają zabawy z latarką bedą miały ogromną frajdę.

Dostępna TUTAJ

Jak sami widzicie ta seria jest po prostu genialna, a co najlepsze będzie dzieciom służyć naprawdę długo! Więcej możecie o niej przeczytać TUTAJ 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Węgry z dzieckiem – Budapeszt

Dziś Budapeszt. Bo po powrocie  z naszych wakacji dostaję od Was setki wiadomości z różnymi pytaniami o nasz wyjazd. Postanowiłam zrobić krótki, ale treściwy przewodnik: gdzie się zatrzymać, co jeść, co zwiedzać?

Zacznijmy od początku – my nasze wakacje zaczęliśmy planować ok. 2 miesiące przed wyjazdem.

Pierwszym naszym kierunkiem był Budapeszt. To miasto ma w sobie coś magicznego i uwielbiam tam być. Jeżeli zamierzacie po raz pierwszy wybrać się na Węgry warto je odwiedzić.

Właściwie od początku byliśmy przekonani, że w Budapeszcie zatrzymamy się w Aquaworld – to hotel, w którym jest  aquapark. Czy z perspektywy czasu zatrzymalibyśmy się tam? Nie wiem. Napiszę Wam o plusach i minusach, bo to zależy co kto lubi:

Aquaworld

  • hotel położony jest za miastem i na dojazd do centrum musicie poświęcić ok 30 minut
  • hotel jest w pełni przystosowany do potrzeb dzieci, są dostępne krzesełka, podstawki na krzesła, menu dziecięce (a nawet cały kącik dla niemowląt produktów Hipp (słoiczki, śliniaki, chrupki itd.). Jest też sala zabaw gdzie można zostawić dziecko pod opieką. Dzieci w tym hotelu będą się czuły rewelacyjnie.
  • za hotelem jest bardzo duży teren zielony z dużym placem zabaw i miejscem na spacery
  • do dyspozycji gości hotelowych jest duży basen  w środku oraz na zewnątrz, jest też spa i sauny (to wszystko jest nieodpłatne i były dni, że korzystaliśmy tylko z nich i nie wykupowaliśmy biletów do Aquaparku
  • jak już wspomniałam wyżej bilet wstępu do Aquaparku jest dodatkowo płatny (10 euro osoba dorosła, dzieci do 3 lat za darmo /Lilki nam nie liczyli, a ma prawie 5/) Jest to bilet na cały dzień – jeżeli je kupicie w recepcji hotelowej (na pokój) to możecie korzystać z atrakcji z przerwą (czyli np. rano 3 h i pod wieczór 3 h)
  • sam Aquapark jest reweeeelacyjny i jeżeli Wasze dzieci uwielbiają zjeżdżalnie i różne inne atrakcje to będą wniebowzięte. Są baseny wewnątrz i na zewnątrz. Strefa dla dzieci jest ogromna – brodzik, w którym Julian miał wody do pasa. Kiedy miał już dość wody to przy samych basenach bawił się na placu zabaw. Są zjeżdżalnie dla dzieci (myślę, że od lat 3) i różne inne atrakcje (np. akwarium z rybkami). Na zewnątrz są 3 baseny i wypływa się z nich z wewnątrz. W każdym basenie są inne temperatury wody, ale generalnie jest bardzo ciepło, nawet jak dzieci chodzą w samych kostiumach. Mamy również do dyspozycji ogromne jacuzzi, basen do pływania, duże zjeżdżalnie, miejsce do nauki surfowania – każdy znajdzie coś dla siebie. Od jakiego wieku jest ten Aquapark – myślę, że nie ma ograniczeń. Roczny Junior bawił się znakomicie i przy wejściu na 3 h w pełni korzystał. W środku Aquaparku jest też stołówka, ale nie jedzcie tam. Zdecydowanie lepsze jedzenie jest w lobby lub też w restauracji hotelowej.
  • obok hotelu jest też galeria handlowa (Auchan) i warto się tam wybrać po węgierskie smakołyki, a znajdziecie ich tam mnóstwo
  • z hotelu kilka razy dziennie odjeżdżają darmowe autobusy do centrum – nie korzystaliśmy z ich, ale myślę, że to jest dobry pomysł dla kogoś kto nie zna miasta. Można również nim wrócić.

W Aquaworldzie spaliśmy 5 nocy, a w Aquaparku byliśmy tylko 2 dni

Z perspektywy czasu myślę, że lepiej znaleźć coś bliżej centrum i np. 2 razy pojechać do Aquaparku na cały dzień. Gdzie szukać noclegów? My zawsze szukamy na booking.com. Następnym razem rozważyłabym jednak wynajęcia mieszkania na kilka dni np. przez airbnb.pl Szukajcie blisko centrum. Punktem orientacyjnym może być Hősök tere (Plac Bohaterów). Przy tym placu jest mnóstwo atrakcji.

Basen darmowy dla gości hotelowych
Aquapark

Co zobaczyć w Budapeszcie?

Myślę, że każdy sam może wpisać w Tripadvisor i zobaczyć co go najbardziej interesuje. My za każdem razem jak jesteśmy w Budapeszcie jeździmy na Górę Gellerta skąd jest najpiękniejszy widok na Budapeszt. Tym razem odkryliśmy również inne atrakcje właśnie w tej lokalizacji i już Wam o nich piszę.

Widok z Góry Gellerta

Po zejściu z góry poszliśmy zjeść zupę gulaszową z widokiem na panoramę Budapesztu w Búsuló Juhász Étterem, było przepyyyszne.

Tuż obok udaliśmy się na deser na lody do Füge bolt és kávézó. Tam napijecie się przepysznej kawy i zjecie naprawdę pyszne lody (mają nawet bezglutenowe rożki). W środku kawiarni są też rewelacyjnie wyposażone delikatesy, możecie kupić tam trochę pyszności na później.

Kiedy mieliśmy juz pełne brzuchy, a dzieci były rządne wrażeń wybraliśmy się na plac zabaw.

Powiem szczerze, że takich placów zabaw to im zazdroszczę! A mają ich naprawdę sporo, ale trzeba o nich wiedzieć. Ja oczywiście niżej Wam wszystko napiszę:)

Najpierw poszliśmy na Vuk Játszótér (jest minutę pieszo od lodziarni) i niestety akurat był w remoncie. Udało mi się zrobić tylko dwie fotki przez ogrodzenie, a możecie go w pełni zobaczyć TUTAJ  Jest wooow!

Idąc  na Górę Gellerta jest inny plac zabaw: Cerka Firka i spędziliśmy tam dwie godziny! Dzieciaki były przeszczęśliwe, że mogą się bawić na kredkach i w temperówce.

Takich placów zabaw jest o wiele więcej.

Niestety przez to, że mieszkaliśmy tak daleko to nie mogliśmy z nich skorzystać. Ale dam Wam link do węgierskiej blogerki z linkami i adresami, gdzie znajdziecie m.in. takie cuuuuda! Gdybym mogła to bym tylko te place zabaw zwiedzała:)

4 km od Aquaworld jest TARZAN PARK– podobno świetny

8 najlepszych placów zabaw

6 super placów zabaw

Jednego dnia padało bardzo mocno i mąż wrzucił w google hasło: co robić w Budapeszcie z dziećmi kiedy pada deszcz? Wiecie co mu wyskoczyło jako pierwsze? Aquaworld, czyli hotel, w którym spaliśmy.

Uznaliśmy, że mamy dość wody i wolimy porobić coś innego. Wybraliśmy się do centrum, które bardzo przypomina Centrum Nauki Kopernik, ale jest bardziej oldchoolowe: https://www.facebook.com/csodakpalotaja/

Po zabawach pojechaliśmy do malowniczo położonej restauracji  Dunyha. Nie wiedzieliśmy, że jest to cały kompleks i można się tam zatrzymać na kilka dni. Zobaczcie sami: Petnehazy Club – baseny, zielone okoliczności przyrody, pyszne jedzenie:)

Zoo i okolice Placu Bohaterów

Z racji tego, że urodziny Juniora wypadały nam na wyjeździe, więc postanowiliśmy je świętować w tradycyjny sposób – zabraliśmy dzieci do zoo.  Warto odwiedzić budapesztańskie zoo – spędziliśmy tam naprawdę fajny czas i na koniec spotkałam moją czytelniczkę z córką Lilką:)

Okolice ZOO to od setek lat tereny rekreacyjne. Na tzw. Wystawę Millenijną w 1896 roku – czyli na 1000-lecie państwa węgierskiego powstało tam mnóstwo atrakcji na weekendowe wypady „za miasto” (piszę w cudzysłowie bo dziś to ścisłe centrum).

Zamek Vajdahunyad, wspomniane ZOO, wesołe miasteczko, cyrk miejski no i naturalnie baseny termalne. Dociągnięto tam wtedy nawet linię metra, która była pierwsza „kontynencie europejskim” (Celowo zawsze piszą formułując dokładnie w ten sposób – bo de facto pierwsze metro było w Londynie – ale UK to wyspa a na kontynencie prym wiedzie Budapeszt).

Teren zoo jest ogromny

Dzieciom się bardzo podobało. Jednak jak zawsze największą furorę zrobił tematyczny plac zabaw. Atrakcje  w kształcie zwierząt zajęły je na długo.

Jest tylko jeden minus – nie wiem dlaczego przy zwierzętach i atrakcjach nie ma informacji w języku angielskim.

W zoo byliśmy ponad 3 h i od razu po wyjściu udaliśmy się coś zjeść. Na przeciwko jest świetna restauracja z widokiem na jeziorko i fontannę: Robinson

Potem poszliśmy na plac zabaw położony za jeziorkiem.

A na koniec przeszliśmy w stronę Placu Bohaterów (warto zobaczyć, jeżeli ktoś jest pierwszy raz) oraz udaliśmy się w stronę Muzeum Rolnictwa (piękne miejsce) i wypiliśmy kawę w  kawiarni przy jeziorku.

Co można jeszcze porobić w tej okolicy?

Baseny termalne SchechenyiSpa (my mieliśmy w hotelu, więc tym razem nie skorzystaliśmy, ale wg mnie warto się wybrać)

Nie udało nam się dotrzeć do ulubionej restauracji mojego męża, ale może Wam się uda? Znajdziecie tam naprawdę pyszne dania kuchni węgierskiej. Kehli

Mieliśmy również w planach odwiedzenie Szimpla Kert miejsca gdzie można zjeść w pięknych okolicznościach. W niedziele jest tam też market.

Ogólnie w Budapeszcie jest wiele ciekawych restauracji, ale tym razem nie zdążyliśmy ich odwiedzić. Podrzucę też Wam link, który miałam zapisany przed wyjazdem. Są tam właśnie takie klimatyczne miejsca: TUTAJ

W następnych postach o naszym wyjeździe pokażę Wam:

  • pomysł na jednodniową wycieczkę z Budpesztu do Szentendre
  • post o tym co robić nad Balatonem

Jeżeli macie jakieś pytania, śmiało – piszcie je w komentarzach.

a tu jeszcze Węgry 10 powodów, dla których warto je odwiedzić

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej