Prace domowe z wodą

Dziś prezentujemy prostą, a za razem bardzo wciągającą pomoc. Zabawy z wodą u nas zawsze wzbudzają najwięcej emocji. Często pod koniec już brakuje jej w pojemnikach, bo cała woda jest już porozlewana i powycierana. Takie prace uczą precyzji ruchów oraz doskonalą małą motorykę, a przede wszystkim zapewniają mnóstwo zabawy.

W przedszkolach montessoriańskich to właśnie kącik wodny cieszy się największym zainteresowaniem.

Dlaczego dzieci lubią wodę? Z wielu powodów- dostarcza wielu doznań sensorycznych, efekt pracy jest natychmiastowy i często rodzicie w domu zabraniają bawić się tym wspaniałym materiałem.

Czego potrzebujemy?

  • taca (bardzo ułatwia sprzątanie po tej zabawie)
  • 2 pojemników- najlepiej przezroczystch, aby wzmocnić efekt wizualny
  • barwnik spożywczy
  • woda
  • pipeta- można również wykorzystać strzykawkę
  • ścierka lub ręcznik papierowy do wycierania (nie robimy tego za dziecko)
DSC_7362
DSC_7361
DSC_7364
DSC_7363
DSC_7370
DSC_7371

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy to prawdziwe Montessori?

Pedagogika Montessori z roku na rok robi się coraz bardziej popularna.

Powstaje wiele nowych placówek, które w nazwie mają  nazwisko włoskiej lekarki. Nam rodzicom – ta etykieta kojarzy się zazwyczaj bardzo dobrze. Jeżeli gdzieś usłyszymy „Montessori” to od razu wiemy, że miejsce jest godne uwagi.

Montessori – to słowo haczyk, na których łapie się wiele rodziców.  Z jednej strony ogromnie mnie to cieszy, a z drugiej lekko przeraża. Termin „Montessori” jest już jak worek, do którego każdy może coś dorzucić albo dodać od siebie. Tylko, że to już wtedy nie jest TA pedagogika.

Maria Montessori stworzyła bardzo konserwatywną formę pracy z dziećmi i tak naprawdę aby cała metoda była spójna i logiczna nie powinniśmy za dużo dodawać od siebie, a już absolutnie nic nie zmieniać w głównych założeniach. Tak więc przedszkole, które ma „Montessori” w nazwie wcale takie być nie musi. Znalezienie autentycznej placówki może okazać się nie lada wyzwaniem.

W dzisiejszym poście napiszę Wam jakie ABSOLUTNIE OBOWIĄZKOWE punkty powinno spełniać przedszkole lub żłobek.

1. Wyszkolona kadra nauczycielska

Osoby pracujące bezpośrednio z dzieckiem powinny mieć ukończone odpowiednie studia lub kursy Pedagogiki M.Montessori.

2. Odpowiednie podejście do rodzica i dziecka

W przedszkolach Montessori nauczyciele powinny zwracać się do dziecka  z ogromnym szacunkiem. Nauczyciele często schylają się lub kucają przy dzieciach, abo móc rozmawiać cicho, twarzą w twarz. Nie dopuszczalne jest żeby nauczyciel podczas pracy własnej wołał dziecko  z drugiego końca sali. Musi podejść, poczekać aż dziecko skończy i wtedy je poprosić.

3. Brak kar i nagród.

4. Przystosowane otoczenie.

Miejsca do pracy- niskie stoliki z krzesełkami odpowiednimi do wzrostu dziecka oraz przestrzeń na dywanie. W koszu powinny być umieszczone małe dywaniki do pracy na podłodze. Szatnia, łazienka i jadalnia powinna być przystosowana do potrzeb dzieci

5. Brak fikcyjnych postaci.

W przedszkolach montessoriańskich nie powinniśmy spotkać Kubusia Puchatka na ścianie, ani książki ze Świnką Peppą na półce. Powinny znaleźć się tam książki bez fikcji. Więcej na ten temat możecie przeczytać we wpisie – Kreatywnie nie koniecznie

6. Materiał rozwojowy

Na półkach powinien się znaleźć materiał rozwojowy, który opracowała sama M.Montessori. Co ciekawe każda pomoc jest tylko w jednym egzemplarzu aby dzieci mogły nauczyć się czekania na własną kolej.

Podzielone tematycznie:

  • pomoce do praktycznych ćwiczeń dnia codziennego,
  • pomoce do kształcenia zmysłów (sensomotoryczne),
  • pomoce do edukacji matematycznej,
  • pomoce do edukacji językowej,
  • pomoce do wychowania kosmicznego
  • pomoce do wychowania religijnego

Najbardziej rozpoznawalną pomocą jest różowa wieża. Przykłady:

różówa wieża montessori

7. Inne pomoce

Oprócz materiału montessoriańskiego w przedszkolu znajdują się również inne pomoce. Raczej nie ma miejsca na plastik i pstrokaciznę.

8. Samoobsługa

Przedszkole wspiera samoobsługę „Pomóż mi to zrobić samodzielnie”- to maksyma tej metody. Dzieci ubierają się same, nakładają sobie jedzenie, a nawet po sobie zmywają.

9. Grupy są mieszane wiekowo

Niezwykle ważne do prawidłowego rozwoju społecznego i emocjonalnego dzieci. Podobnie jak w rodzinie wielodzietnej dzieci mają możliwość bycia najmłodszym przez rok i z wielkim zainteresowaniem obserwować dzieci starsze. Za  rok będą opiekowały  się i pokazywały przedszkole dzieciom młodszym.

10. Praca własna

Praca własna w godzinach porannych. W tym czasie dzieci same wybierają sobie pomoce i z nimi pracują.

11. Kontakt  z naturą

Oraz  długie przebywanie na podwórku.

12. Duch M.Montessori

W tych placówkach naprawdę można poczuć obecność pewnego mistycyzmu. Wychodząc z placówki, która rzeczywiście jest prowadzona tą metodą ma się wrażenie lekkiego katharsis- piszę serio.

Tak wygląda poranek w przedszkolu prowadzonym tą metodą:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Słodycze od obcych atakują

Kiedy moje dziecko zaczęło siedzieć powoli zaczęliśmy rozszerzać dietę. Na początku wybierałam produkty najwyższej jakości, eko, sezonowe, sprowadzane nieraz 200 km od wujka. Żeby tylko miała wszystko co najlepsze i najzdrowsze.

Podczas cotygodniowych szybkich zakupów  z dzieckiem w markecie  (7 minut z zegarkiem w ręku) często zatrzymywałam się przy półce dedykowanej dzieciom. Ile ja się naczytałam, ile składów posprawdzałam.

Doszłam do wniosku, że w tej strefie nic dla mojego dziecka nie znajdę. Co jakiś czas wprowadzałam nowe produkty do diety, bez tabelek – bardzo intuicyjnie i nadal na tej półce wszystkie produkty tych składników miały za dużo. Nawet zwykły jogurt naturalny nie mógł być z mleka z proszku.

Miałam zdrowego hopla na tym punkcie. Wszystko co trafiało na talerz mojego dziecka było obejrzane przeze mnie po 20 razy. Gdybym tylko miała możliwość to poddałabym te produkty analizie chemicznej. Takiego świra miałam do ok 12 m.ż. mojego dziecka.

I nagle bum.

Jak grom z jasnego nieba Lilka wraca z tatą z podwórka z lizakiem (Chupachups).

Ja zamarłam i prawie z pięściami wbiegam do przedpokoju. „Kupiłeś jej to?” Mąż przerażony odpowiada: „Sąsiadka jej dała”.

Yhyyym

Smutek zagościł w moim sercu. „A zapytała chociaż czy ona może jeść lizaki?”- pytam

„No nie”- odpowiada mąż

Plan A:

„Liluś daj mi tego lizaka, proszę”

odpowiedź na to pytanie pewnie znacie tylko wyobraźcie sobie, że było ją pewnie słychać w całym bloku. Sąsiadka też pewnie usłyszała.

Plan B:

” To ja Ci może zmienię na taki inny. Lepszy!” /eko/

odpowiedź taka sama jak wyżej tylko jeszcze głośniej

Plan C: Idę nawrzeszczeć na sąsiadkę.

Nie poszłam.

Siedziałam i patrzyłam jak moje dziecko z ogromnym namaszczeniem je lizaka. Lizaka za 1 zł. Tak jakby to był najlepszy lizak świata. Bo i pewnie był.

Byłam zła, byłam bardzo zła, że nikt nas nawet nie zapytał. Pomyślałam jednak, że tych wszystkich zdrowych nawyków nie przekreśli jeden lizak. No bo jak?

Jaka ja byłam naiwna…

Po tygodniu wchodzimy do sklepu po zakupy. Przy kasie oczywiście wielki słodyczowy stand. Moje ledwo mówiące wtedy jeszcze dziecko cieszy paszczę i krzyczy „jiziak!”. Udaję, że nie słyszę i stoję dalej w kolejce. „Jiziaka!!” Liczba wykrzykników przy każdej „prośbie” była coraz większa.

Kucam, uśmiecham się serdecznie do niej i głosem pełnym nadziei przemawiam: „Lilusiu, w domu mam dla Ciebie lizaka, lepszego 10 razy niż ten tutaj” /eko/. Ona myśli. Uspokoiła się. Myśli. I ze zdwojoną siłą na cały sklep „Nieeeeee, tegoooo”. Ups. co robić , co robić drogie Bravo? Przybieram inną pozę i stanowczo mówię: „Nie kupię Ci tego lizaka”. Nic to nie działa.

Za mną stoi starsza Pani, jest świadkiem tej patowej sytuacji i mówi do mnie: „Kupi jej Pani tego lizaka, bo ja jej kupię”. „Absolutnie”- odpowiadam i idę pakować jabłka do reklamówki. Nagle płacz ustaje. Odwracam się, Lilka szczęśliwa. Pani mówi: ” To ja jej kupię ciasteczko” Ciężko wzdycham i nie mam już na nic siły. Podchodzę do wózka, a moje dziecko karmione do tej pory eko pasternakiem trzyma w ręku SNICKERSA.

Jabłka rozsypały się po całym sklepie. Tak mnie zatkało, że nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. W głowie miałam milion niecenzuralnych słów, ale kultura i szacunek do starszych ludzi nie pozwoliła mi ich uzewnętrznić. Wyszłam ze sklepu. 1:0 dla Snickersa. Przecież jej nie zabiorę, a dobrowolnie nie odda.

I wtedy zaczęły mi się kłębić myśli.

Jak tak ktoś może robić? Wpajam jej różne rzeczy, z uporem maniaka uczę, a ktoś jednym takim gestem burzy to co tak usilnie budowałam? O co chodzi z tym dawaniem obcym dzieciom słodyczy? Ja rozumiem, że kiedyś ich nie było i każdy dzielił się nimi ze wszystkimi. Niech da jej jabłko, cokolwiek co nie będzie miało wpływu na jej zachowanie.

Sytuacja druga.

Co tydzień chodzimy na zajęcia adaptacyjne. W drodze do domu wchodzimy do piekarni. Już z daleka uśmiechają się do mnie malutkie bułeczki z soczewicą. Lilka siedzi w wózku, kupuję jeszcze chleb, płacę i daję papierową torebkę Lilce i mówię „Mmm ale wyglądają smakowicie te bułeczki, wyjmij sobie” i na sekundę odwracam głowę. „Pychaaa”- mówi dziecko. Ja patrzę i oczom nie wierzę.

ONA JE MAŁEGO TŁUSTEGO PĄCZUSIA CAŁEGO W LUKRZE.

Biorę do ręki, gryzę. To pączuś jak nic. Soczewicy tam na pewno nie ma. Oburzona mówię do ekspedientki: „Pani się pomyliła, ja chciałam bułeczki z soczewicą, a nie pączki”. A ona obrażona odpowiada: „Bułeczki z soczewicą są w drugiej torebce – dla Pani, a niech dziecko coś dobrego sobie zje”.  

Fala gorąca uderzyła mnie jak tsunami. Ciśnienie się podniosło  jak przy starcie samolotu. Znów mnie zatkało. Wyszłam, nic nie powiedziałam. Tylko policzyłam do 10 i byłam gotowa próbować dziecku wyperswadować jedzenie tych tłustych i obrzydliwie słodkich pączków. Z jakim skutkiem? Pewnie się domyślacie.

Tydzień później jak tylko moje dziecko na horyzoncie zobaczyło cudowną piekarnię to już z daleka krzyczało, żeby tam wejść. Przez tydzień obmyśliłam bandycki plan i ponownie poszłam się zmierzyć z wrogiem. Wymyśliłam, że kupię jej tego maleńkiego pączusia i tym sposobem przechytrzę system.

A co! Dobry humor miałam. Kupiłam to co zwykle, czyli bułeczki z soczewicą, chleb i jednego maluteńkiego pączusia. Co by nie mogła mi go dać w gratisie. Zapłaciłam i zadowolona pakuję zakupy do kosza pod wózkiem. Wtem mój wróg wyciąga spod lady większe działo. CZEKOLADOWEGO MIKOŁAJA „Bo tym pączusiem to się nie naje przecież”.  

To była moja ostatnia wizyta w tej piekarni i więcej moja noga w niej nie stanie.

I znów nic nie powiedziałam, bo nie jestem typem kłótliwca. Miałam w głowie całe elaboraty na ten temat. I co z tego jak ich nie potrafiłam ich zwerbalizować.

Tak ciągle sobie myślę dlaczego obcy ludzie obdarowują cudze dzieci? Kto im dał do tego prawo? A może moje dziecko ma potworną alergię na dany produkt.? Nikogo to nie obchodzi. Tylko za plecami słyszę „Co z niej za matka, dzieciństwo dziecku odbiera?”.

Tak czy inaczej jak widzi słodycze to ma taką minę:)

7e04376854_slodycze_slodycze

A tu popełniłam wpis Zdrowe przekąski dla dzieci – takie które kupuję be wyrzutów sumienia

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Usbornemania – czyli wielka BibLILOteczka

Dawno nie było wpisu bibLILOteczkowego, a to dlatego, że cały czas czytamy, naklejamy, oglądamy i rozwiązujemy łamigłówki  w książkach Usborne.

Książki  z tego wydawnictwa zauważyłam rok temu podczas pobytu w Anglii. Od niedawna można je już kupić w Polsce. Ogromnie mnie to cieszy, bo te pozycje niewątpliwie wyróżniają się na tle innych o podobnym przeznaczeniu.

Kiedy przyszła nasza Usborne paka to oniemiałam z zachwytu. Nawet mój mąż, który zawodowo jest związany z poligrafią przeglądał książki z zachwytem. Jakość wykonania, druk i rozwiązania, które to wydawnictwo proponuje wg niego jest godna podziwu. U nas od tego czasu trwa Usbornemania.

Książki zabieramy ze sobą w podróże, na spacer, a nawet do restauracji. Dziś zaprezentuję Wam moje wybory.

1. Whipe-clean doodles

czyli książka niesamowicie pobudzająca wyobraźnię. Strony pokryte są folią i w dowolny sposób możemy dorysowywać różne kształty, wzory. Ta książka cieszyła się ogromnym powodzeniem podczas lotu. Mazak jest suchościeralny, więc można go zmazać palcem (nie brudzi rąk, ani ubrań).

DSC_7195
DSC_7196
DSC_7200
DSC_7201
DSC_7202
DSC_7204
DSC_7205
DSC_7208

2. Travel Activity Book

kolejna pozycja idealna na podróże. Mnóstwo łamigłówek związanych tematycznie z wyjazdami. Do tego świetna grafika oraz naklejki. Dla nas- zestaw idealny podczas podróży.

DSC_7237
DSC_7238
DSC_7239
DSC_7240
DSC_7241
DSC_7242
DSC_7243
DSC_7246
DSC_7250
DSC_7254

3. Your Body

cudowna edukacyjna książka z naklejkami o częściach ciała, zmysłach i czynnościach. Moja ulubiona, bo podczas czytania rozmawiamy o emocjach i potrzebach. Świetne jest w niej również to, że dzieci na obrazkach mają różne kolory skóry i włosów. Występują również dzieci niepełnosprawne.

DSC_7185
DSC_7186
DSC_7187
DSC_7188
DSC_7189
DSC_7190
DSC_7193
DSC_7194

4. Whipe clean first puzzles

moim zdaniem będzie idealna da trochę starszych dzieci. Labirynty, łamigłówki i wiele ciekawych zagadek.

DSC_7168
DSC_7172
DSC_7173
DSC_7175
DSC_7176
DSC_7178

5. Sticker Puzzle – Town

książka z naklejkami i łamigłówkami. Świetna! Do tego te ilustracje:)

DSC_7179
DSC_7181
DSC_7183
DSC_7184

6. Activty Pack

czyli walizeczka z 4 książeczkami (mały format)- ta pozycja zdecydowanie najbardziej spodobała się Lilce. W walizce mamy: książeczkę do kolorowania, książkę z zadaniami, książkę do czytania, książkę do wyklejania. W zestawie jest 100 naklejek ku uciesze mojej córki. Wszystkie książki są związane ze sobą tematycznie i możemy w ten sposób śledzić dalsze losy bohaterów.

DSC_7209
DSC_7212
DSC_7213
DSC_7214
DSC_7215
DSC_7217
DSC_7219
DSC_7221
DSC_7222
DSC_7224
DSC_7226
DSC_7228
DSC_7230
DSC_7231
DSC_7234
DSC_7235
DSC_7236

zostały 2 naklejki;)

DSC_7156
DSC_7158
DSC_7159
DSC_7160
DSC_7163
DSC_7164
DSC_7165
DSC_7167

7. The first Sticker Book Ballet

zamówiłam ją, bo L. coraz bardziej interesuje się tańcem. Trzymam ją na odpowiednią chwilę. Przepiękne ilustracje i 140 naklejek. Lilka oszaleje:)

8. I na koniec absolutna perełka Pierwsze tysiąc słów po polsku.

Ta pozycja  skradła moje pedagogiczne serce. Ma mnóstwo walorów: estetycznych, językowych i rozwojowych. Absolutnie idealna dla dzieci, które mają opóźniony rozwój mowy. Ilustracje są przepiękne. Mnóstwo szczegółów dla małych poszukiwaczy i wielbicieli książek obrazkowych. Usborne ma jeszcze inne pozycje  w j. polskim. Możecie je zobaczyć tutaj

DSC_7255
DSC_7258
DSC_7259
DSC_7260
DSC_7261
DSC_7263
DSC_7265
DSC_7266
DSC_7267
DSC_7268
DSC_7269
DSC_7270
DSC_7271
DSC_7272
DSC_7273
DSC_7274
DSC_7275
DSC_7276
DSC_7278

Teraz pewnie zapytacie jak można zamówić te przepiękne książki? Otóż Usborne można kupić przez Centrum edukacyjne BEST. Na stronie www.usborne.com znajdujecie odpowiednią pozycję i piszcie zamówienie do BEST.

DSC_7279

Ja już czyham na kolejne pozycje Atlas z otwieranymi okienkami i książkę pianinko:

9781409582403-my-first-keyboard-book
lift_flap_picture_atlas

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Przytulne miejsce do spania

Jednym z najważniejszych punktów w dziecięcym pokoju jest miejsce do spania. Wyjątkowy kącik, gdzie będzie miło i przytulnie. Projektując pokój warto w pierwszej kolejności zwrócić uwagę gdzie będzie stało łóżko.

Jeżeli planujemy je postawić przy samym oknie zadbajcie o grube zasłony lub żaluzje. W naszym mieszkaniu w nocy jest bardzo jasno (uroki mieszkania w mieście) i na noc musimy zasłaniać okna, w przeciwnym razie córka budzi się o wiele wcześniej.

Dlatego umiejscowiliśmy łóżko jak najdalej. Można zastąpić również samym materacem i stworzyć unikatowy kącik do spania.

Koleją wartą uwagi kwestią jest oświetlenie.

Przy łóżku bardzo przydaje się mała lampka, przy której można czytać. Niektóre dzieci lubią mieć zostawione światło na całą noc dlatego wybrać oświetlenie, które nie tylko będzie miało włącznik i wyłącznik, ale również regulację intensywności. Najlepiej wybrać taką, którą dziecko będzie umiało obsłużyć.

Ciekawym rozwiązaniem są lampki montowane do ściany. My na taką się zdecydujemy. Dodatkowo będzie pełniła funkcję dekoracyjną, a nie zabierze tak potrzebnego w małym mieszkaniu miejsca.

Przy łóżku obowiązkowo półka z książkami z łatwym dostępem do ulubionych pozycji. Podczas wieczornego czytania, które stało się już naszym rytuałem mamy przygaszone światło i naprawdę fajną atmosferę sprzyjającą wyciszeniu przed snem.

Wybór łóżka

to ciężki temat, bo my dokonaliśmy złego wyboru i niestety nie jestem zadowolona. Metalowe łóżko z Ikei mimo tego, że rośnie razem z dzieckiem ma wiele minusów. Druty uprzykrzają nam życie, dlatego obkładamy je poduszkami. Warto wziąć to pod uwagę czy łóżko tylko będzie służyło do spania czy również np. do spędzania na nim czasu w ciągu dnia. Warto zainwestować również w dobry materac.

Nasz był droższy niż sama rama, ale tak to już jest. W mniejszym łóżeczku mieliśmy materac zrobiony z gryki i kokosu, a teraz kupiliśmy kieszeniowy (również Ikea- rośnie razem z dzieckiem).

Poduszka

temat dyskusyjny. Ja nie potrafię spać bez poduszki i Lilce kupiliśmy maleńką i płaską ok 18 m.ż. Pod kołderką spała od około 12 m. ż.  Teraz ze spaniem pod nią jest różnie. Są dni kiedy prosi żeby ją otulić, a bywają również takie kiedy leciutko kładę kołdrę na  same stópki i w ciągu sekundy jednym kopnięciem pozbywa się przykrycia .

Pościel

stanowi u nas również element dekoracyjny, dlatego warto wybrać taką, która nie tylko będzie przyjemna, ale i będzie cieszyła oko.

Aby zapobiec spadnięciu z łóżka można kupić różnego rodzaju barierki. My zastawiamy łóżko dwoma krzesełkami i też jest ok.

Moje typy:

Typic (14)

Wszystkie urocze poduszki są z Westwing

Pościel – cudowna Mumla

Lampki: Chmurka Ferm living i Mapa Fatboy Edison

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

#kidsinmuseums

Taki hashtag jest bardzo popularny na Instagramie. Użytkownicy tak oznaczają zdjęcia, które zostały zrobione w muzeach z dziećmi. Bardzo lubię je przeglądać.

Sama uwielbiam odwiedzać takie miejsca. Przedmioty naruszone zębem czasu to ostatnio moje hobby. Lilka już jest w takim wieku, że bardzo dużo rozumie i wiele rzeczy ją interesuje. Dlatego często zabieramy ją do muzeum. Czasami mam wrażenie, że lepiej tam się odnajduje niż w kulkolandzie.

Podczas naszego pobytu w Eindhoven (spaliśmy w tym hotelu KLIK) odwiedziliśmy dwa muzea. Dziś zaprezentuję nasze zdjęcia i filmy stamtąd.

Muzeum sztuki współczesnej – Van Abbemuseum

Miejsce wyjątkowe. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nawet takie niuanse jak winda jeżdżąca w dół – śpiewa barytonem, a w górę – sopranem.

DSC_6404
DSC_6407 — kopia
DSC_6409 — kopia
DSC_6410
DSC_6415
DSC_6417

Poczuć zapach obrazu. Później wąchać kawę żeby oczyścić receptory zapachowe

DSC_6416
DSC_6420
DSC_6421
DSC_6425

Zwróćcie uwagę jak autor nazwał byki;)

DSC_6433
DSC_6435
DSC_6442
DSC_6443
DSC_6448
DSC_6459
DSC_6470
DSC_6473
DSC_6479
DSC_6482

To moje prawdziwe oblicze: „Lilka, wracaj!”

DSC_6486
DSC_6485
DSC_6487

Pudzian to pikuś przy moim mężu

DSC_6488
DSC_6492
DSC_6497

Film do obejrzenia

  Muzeum Philipsa

Czyli podróż do przeszłości. Historyczny dzień- Lilka cały dzień w kucyku.

DSC_6799
DSC_6801
DSC_6803
DSC_6809
DSC_6810

Genialny tomograf dla dzieci. Pokazujący jak działa ta maszyna. Philips umieszcza je na oddziałach dziecięcych aby w prosty sposób oswoić to urządzenie i zmniejszyć strach przed badaniem. 

DSC_6815
DSC_6823
DSC_6836
DSC_6838
DSC_6841
DSC_6843
DSC_6848
DSC_6858
DSC_6860
DSC_6871
DSC_6861
DSC_6862
DSC_6867
DSC_6868
DSC_6872
DSC_6876
DSC_6881
DSC_6879
DSC_6887

Tomograf- film

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

viva el carnaval

W ubiegłym roku z delegacji zadzwonił do mnie mój mąż. Krzyczał do słuchawki: „Nie uwierzysz, tu wszyscy są przebrani. Właśnie przeszedł koło mnie Elmo i Robin Hood. Zabiorę tu Was za rok. Lilka będzie wniebowzięta.”

Mój mąż dotrzymuje słowa. Zabrał nas na karnawał do Eindhoven. Przez 4 dni w roku miasto jest przyozdobione balonami, a ludzie przebierają się w niesamowicie kolorowe stroje. Wszyscy wychodzą na ulice i razem się bawią. Kiedy to zobaczyłam byłam bardzo pozytywnie zaskoczona.

W Polsce bale przebierańców organizowane są raczej tylko dla dzieci. A tam… nawet 70-letnie babcie przebrane  świętują razem ze wszystkimi. Całe Eindhoven bawi się i tańczy na ulicy. Ludzie cieszą się z ostatnich dni karnawału. Jest bardzo mało turystów, więc w zasadzie są tam sami Holendrzy. Po dwóch dniach już mnie nie dziwił kelner-pirat i kucharz- żaba.

Lilka rzeczywiście była wniebowzięta.

Najbardziej podobała jej się parada w centrum miasta. Z przejeżdżających kolorowych platform przebierańcy rzucali cukierkami. Niesamowite przeżycie słyszeć od dziecka: „Mamo, tato tu jest wspaniale”.

Samo miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To mój pierwszy i na pewno nie ostatni raz w Holandii. Jest tam niesamowita atmosfera, wszyscy mówią po angielsku i są bardzo życzliwi. Zaskoczyło mnie przepyszne jedzenie i cudowna architektura. No i rowery, wszędzie rowery.  Zapraszam Was na naszą relację.

Obsługa hotelowa

DSC_6290
DSC_6280
DSC_6285
DSC_6697

Świetny hotel Inntel w starej fabryce Philipsa

DSC_6705
DSC_6698
DSC_6297
DSC_6678
DSC_6308
DSC_6691
DSC_6326
DSC_6690
DSC_6336
DSC_6340
DSC_6357
DSC_6365
DSC_6353
DSC_6376
DSC_6378
DSC_6389
DSC_6395
DSC_6385
DSC_6397
DSC_6511
DSC_6514
DSC_6526
DSC_6542
DSC_6531
DSC_6533
DSC_6540
DSC_6541
DSC_6546
DSC_6549
DSC_6553
DSC_6578
DSC_6584
DSC_6593
DSC_6614
DSC_6623
DSC_6625
DSC_6638
DSC_6639
DSC_6648
DSC_6663
DSC_6530

I rowery, wszędzie rowery

DSC_6688
DSC_6893
DSC_6403
DSC_6327
DSC_6333
DSC_6306
DSC_6917

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Niezbędnik małego podróżnika

Jak już pewnie zauważyliście, że często nas „nosi” po świecie. Pierwszą podróż odbyliśmy z Lilką jak miała 3 miesiące. Od tamtego czasu nie jestem  w stanie zliczyć ile km przebyliśmy. Mamy rodzinę w dwóch odległych krańcach Polski i często ich odwiedzamy. Kluczem do miłych podróży był zawsze odpowiedni czas. Czas drzemki.

Ruszaliśmy zawsze wtedy kiedy Lilka była już lekko zmęczona. W 95 % przypadków działało. Podczas naszych wojaży wypracowaliśmy sobie niezły zestaw gadżetów ułatwiających nam ten czas. Przydała się również zmiana nastawienia, że podróż nie jest tylko dotarciem do celu, ale jest przygodą. Dlatego  nie dążyliśmy do tego aby jak najszybciej dojechać- tylko żeby było miło. To bardzo pomogło w stresujących sytuacjach. Najczęściej jeżdżę z córką z tyłu i jestem jej towarzyszem podróży. Jak tylko zaśnie przesiadam się do przodu i obserwujemy ją w lusterku.

Kluczem do wygodnego podróżowania jest przede wszystkim dobry nastrój, wygodny fotelik  i odpowiednie gadżety.

Tu możecie przeczytać o naszym foteliku

Oto nasz niezbędnik:

DSC_6181

1. Łóżeczko turystyczne Inglesina Lodge

służy nam od ponad 2 lat i jesteśmy bardzo z niego zadowoleni. Można w nim regulować wysokość dna i ma rozpinane wyjście (na to zwracałam uwagę przy wyborze). Rozkłada się błyskawicznie i składa do torby podróżnej. W zestawie jest materac i moskitiera.

DSC_6226
DSC_6249

2. Płyty CD

to najlepsza rozrywka w aucie. Niedługo pewnie zaczniemy słuchać audiobooków (polecicie coś?).To nasze ulubione:

pobrany plik (1)-horz

no i oczywiście personalizowane Piosenki dla dzieci od Dudu i Bibi

3. Poduszka do spania w aucie

mamy Benbat tu Tak jak większość kupiłabym zwykły zagłówek w kształcie rogala. Pani w sklepie doradziła nam żeby wziąć ten, bo jest najwygodniejszy. Sama się dziwiła kto projektuje takie zagłówki, które pchają głowę do przodu. Benbat jest tak zbudowany, że jest wygodny i podtrzymuje głowę przed opadaniem.

DSC_6213
DSC_5589

4. Mokre chusteczki

mimo tego, że Lilka już jest odpieluchowana to w czasie podróży bardzo się przydają.  Dostępny tu

5. Walizka – jeździk Skoot

to nasz ostatni nabytek. Lilka jest nim zachwycona. Pakuje do niego swoje rzeczy. Mogę ją na nim ciągnąć (przetestujemy jutro na lotnisku). A do tego wyglądem przypomina  wymarzoną Vespę tu

DSC_6186
DSC_5549
DSC_5592

6. Apteczka

mam ją zawsze pod ręką w przezroczytej kosmetyczce (aby ułatwić szukanie)

DSC_6202

Wszystko raczej oczywiste. Pewnie zapytacie o Biodermę – jest świetna! Sprostała wymaganiom bardzo suchej skóry. Szczegóły we wpisie Apteczka na wyjazd z dzieckiem

8. Kocyk i poduszka

 Maylily, czyli wygląd i funkcjonalność w jednym. Poduszka jest płaska jak placek, a kołderka z ogonem dobrze otula podczas spania.

DSC_6209
DSC_6212
DSC_6220

9. Lunchbox  Boon

wypełniony po brzegi przekąskami tu

DSC_6092
DSC_6093

10. Książki, książeczki – umilacze czasu

Absolutnie świetna Aladine Arka Noego ( akurat nie jest dostępna, ale jak tylko się pojawi dam znać – inne np. takie tu)

W jednej książce mamy – kolorowankę, wyklejankę i książkę obrazkową. Najbardziej podoba mi się to, że jest wielokrotnego użytku. Kredki można zetrzeć, a naklejki przeklejać , bo są bez kleju ( tylko folia).

DSC_6187
DSC_6189
DSC_6190
DSC_6191

Inne:

w-podrozy-czas-sie-nie-dluzy-b-iext25250545

Książka obrazkowa – tu

To chyba tyle. Jutro lecimy do Einhoven na karnawał, więc zestaw podróżniczy będzie troszkę inny.

Bon voyage!

A Wy macie swoje sprawdzone patenty?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

iPhone i iPad dla dziecka

Chorujemy dalej, więc wybaczcie mało tekstu na blogu. Jak tylko dojdę siebie będzie coś do poczytania.

Dziś chcę Wam pokazać w ramach cyklu Prace domowe jak stworzyć coś z niczego.

Już dawno w jednym ze sklepów natknęłam się na drewniany iPhone i tablet. Cena była skandaliczna, więc wymyśliłam ich wierną kopię za kilka złotych.

Czego potrzebujemy?

  • kawałek drewna (nam wystrugał dziadek) lub gruba tektura
  • folia tablicowa ( moja przyszła wraz z tekturką, z której zrobiłam tablet)
  • nożyczki
  • mocny klej
  • sznurek
  • pomponiki na słuchawki

Gotowy wzór do odrysowania możecie pobrać i wydrukować stąd.

Folia tablicowa jest samoprzylepna, więc bardzo łatwo ją przykleić.

Dodajemy kredę, ściereczkę i zabawka gotowa.

DSC_6163
DSC_6177
DSC_6178

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 wartych uwagi zabawek z plastiku

Wiecie już pewnie, że jestem drewnianym freakiem. Tak czy inaczej moje dziecko ma kilka plastikowych zabawek. Co prawda są w zdecydowanej mniejszości i uważnie czuwam nad ich jakością.

1. Mikrofon B.Toys

 zabawka hit. Nagrywa  głos, można  słuchać melodii i przeistoczyć się w Shakirę. Może też być fajnym narzędziem w terapii opóźnionego rozwoju mowy. Dostępny np. tu

DSC_6123

2. Matrioszki Omm Design

Lilka dostała je na roczek i są cały czas w użyciu. Do tego są bardzo ładne.

DSC_6127.

3. Klocki jeżyki B.Toys

obecnie robią u nas większą furorę niż Lego. Można z nich stworzyć ciekawe konstrukcje i do tego świetnie stymulują zmysł dotyku.

DSC_6132

4. Zestaw lekarski z Pepco (29 zł)

świetna pomoc do zabawy w lekarza. Na stetoskopie świeci serduszko i po przyłożeniu do pacjenta głośno bije. Wszystkie elementy mają interaktywną funkcję. Lila uwielbia!

DSC_6133

4. Adapter Fisher Price Classics

perełka przywieziona przez tatę z USA. Delikatne melodyjki i retro design cieszą nie tylko Lilkę.

DSC_6140

6. Lego Duplo

chwilowo poszły w odstawkę, ale mam nadzieję, że przyjdzie na nie czas. Więcej we wpisie Prezent na Dzień Dziecka

DSC_6141

 7. Peppa i auto

bez komentarza 😉

DSC_6148

8. Globusy

DSC_6153

9. Aparat Fisher Price Classics

również podarek z USA- w użyciu codziennie!

DSC_6155

10. Puzzle do nauki liczenia

co prawda  nie są plastikowe, a piankowe. Niestety nie mogłam znaleźć żadnej pomocy, która w taki sposób pokazywałaby zależność między liczbą a cyfrą. W bardzo dobrej cenie tu

DSC_6159

P.s. A fotki zrobione na moim prezencie od męża:) Mam stół bezcieniowy!

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Miejsca, które odwiedzam

Konkurs na Bloga roku jeszcze w toku… Blogerzy wyskakują z lodówki, namawiają „po chińsku”, rysują sprayem na murze numery sms-ów, na które trzeba głosować. A ja? Gdzie „ja” jestem w tym wszystkim? Nie wiem, nie śmiem Was prosić o głosy…

W tym roku biorę udział po raz pierwszy. Jakie są moje wrażenia, uczucia? Ambiwalentne – to dobre słowo! Mam obecnie 3 kulki, żeby wejść do pierwszej 10 brakuje mi pewnie 50-100 sms-ów. Uważam, że to jest naprawdę niewiele.

Tylko wydaje mi się, że taki czytelnik nie głosuje, bo wydaje mu się, że jeden głos nic nie zmieni. Owszem zmieni! Niech się zbierze takich kilkudziesięciu i już jestem w finałowej dziesiątce. Nie przekonuje ich również fakt, że dochód z głosowania zostanie przekazany na podopiecznych Fundacji Dzieci Niczyje.

Czytelniku, mam teraz do Ciebie bardzo ważne pytanie (dokończ w komentarzu):

Głosowałaś/-eś w konkursie na Blog roku?”

a) Tak, głosowałam/-em, bo…

b) Nie, nie głosowałam/-em, bo…

IMG_1399

Wg mnie wygranych w konkursie wybierają  nie  stricte czytelnicy, tylko ich rodzina oraz inni blogerzy. Myślę, że tylko te osoby są w stanie w 100% docenić jego pracę. Wiele osób wchodzących tutaj uważają blogi za zabawę, chwilową fanaberię. Owszem, ja też tak uważałam na samym początku. Teraz jest to moja praca.

Nie będę pisać ile czasu na to poświęcam, ale chce żebyście wiedzieli, że daję z siebie bardzo dużo. Dlatego też postanowiłam sms-ami nagrodzić pracę innych blogerów, do których chętnie zaglądam. Kiedy mój blog był jeszcze własnością Googla to mogliście na bieżąco podglądać miejsca, które odwiedzam. Teraz nie jesem w stanie ogarnąć RRS.

Oto miejsca, które darzę wielką sympatią i na Was oddałam mój głos.

IMG_1391

1. Mataja – blog specjalistyczny

Zaglądam do nich i bardzo kibicuję już od samego początku. Również jestem specjalistą, która wiele swoich teorii opiera na badaniach (Evidence Based Medicine). Do tego lekki język i charyzma nadają blogowi  taki ton, że nawet mój mąż go czyta.

FullSizeRender (5)

2. Księżniczka w kaloszach

czyli Paulina i jej domostwo. Uwielbiam zaglądać do ich Stajni Zamczysk, bo od razu przypominają mi się moje wakacje na wsi. Czasami jak mam dość miasta to marzę o takim odważnym kroku i uciec stąd na wieś.  Do tego zdjęcia, które  zapierają dech w piersi i słowa dające do myślenia.

IMG_1380

3. Książki na czacie

Czyli blog Aleksego, który ma 13 lat- startuje w kategorii ” Blog nastolatków”. Podziwiam go bardzo… Założył blog w wieku 10 lat i wraz z młodszą siostrą dokonuje dogłębnych recenzcji książek. Uwielbiam za gust i język (szczerze, to wiele blogerów nie używa tak poprawnej polszczyzny jak Aleksy). Chciałabym żeby w Polsce było więcej takich mądrych nastolatków. Zawsze kiedy myślę o zamawianiu książek najpierw zaglądam do niego.

IMG_1385

4. Zabij grubasa

Blog Edwina Zasady, który będzie nową Ewą Chodakowską, tylko jego droga do sławy  była bardziej kręta, ale za to wiarygodna. Zrzucił kilkadziesiąt kilogramów i na swoim blogu motywuje do zdrowego stylu życia. Podziwiam i często zaglądam jeżeli nie mam pomysłu na posiłek lub zwyczajnie brak mi motywacji.

IMG_1382

5. Polka dot project

Uwielbiam wizualne uczty, bo  prawdziwych się już wystrzegam. Zdjęcia, cudowne aranżacje i ciekawe pomysły to siła tego bloga. Moja stylistyka:)

IMG_1387

6. Żudit.pl

Czyli blog mojej krajanki. Dochodzę do wniosku, że Białostoczanki to najlepsze blogerki;) Blog Judyty to przede wszystkim ciekawe teksty i niebanalne zdjęcia, o które teraz dość trudno. 

IMG_1388

7. Mamą i żoną być

Duuuża dawka kultury! Piękne zdjęcia ukazujące codzienne życie rodziny. Lubię ich podejście do życia oraz lekkie pióro autorki.

IMG_1405

8. Hafija.pl

Agaty chyba nie muszę nikomu przedstawiać, bo wiele razy linkowałam ją u nas. Jej praca i blog zmieniają ludziom życie. Kibicuję jej już od dawna i wiem, że się nie podda. W wielu kwestiach jest dla mnie autorytetem.

IMG_1397

9. Makóweczki.pl

Zaglądam, lubię i podziwiam. Od Marleny uczę się wielu rzeczy związanych z techniczną stroną blogowania. Jej siła to odwaga, dobry gust i piękne zdjęcia.

FullSizeRender (2)

10. Blondhaircare.com

Blog o świadomej pielęgnacji włosów. Zaglądam od dawna i nieustannie czerpię informacje na ten temat. A tak szczerze, to ten blog uratował moje włosy, które były suche i codziennie napastowane prostownicą i suszarką.

A teraz jeszcze kilka blogów, które odwiedzam, ale nie startują w konkursie

IMG_1395

olgaiokoice.pl Mój numer jeden. Blog roku 2012-2013-2014 r. Jak widzę nowy wpis to rzucam wszystko i lecę…

IMG_1403

bycblizej.pl- blog Anity oraz sama Anita są dla mnie ostoją. Wiem, że z każdym problemem mogę się do niej zwrócić i nie dostanę gotowego rozwiązania, a usłyszę słowa wsparcia. 

IMG_1393

Matkawariatka.plblog również logopedy. Lubię książkowe inspiracje i podróże małe i duże.

FullSizeRender (4)

kaszkazmlekiem Przecudowne zdjęcia, ubrania i inspiracje

IMG_1402

Cacaovo dziewczyny z Krakowa, znakomity gust i przepiękne zdjęcia. Uwielbiam również ich konto na Instagramie.

IMG_1404

mojedolcevita– blog Marty- mamy 2-letniej Marceliny. Zaglądam najczęściej wtedy kiedy zapominam, że też jestem kobietą, a nie tylko matką. Czuję, że nadajemy na tych samych falach.

FullSizeRender (3)

Alexanderkowo- lubię Anię i jej podejście do życia i spraw związanych z rodzicielstwem.

IMG_1394

DookołanasHanka i Mikołaj- lubię podglądać ich codzienne życie

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Miejsce do pracy

Wielokrotnie pytałyście mnie o nasze miejsce do pracy. Generalnie w pedagogice M. Montessori wyróżnia się dwa podstawowe: praca na dywaniku na podłodze i praca przy stoliku.

Najlepiej jest jeżeli już po ukończeniu przez dziecko roku takie dwie strefy są w pokoju lub kąciku dziecka.

Na co należy zwrócić uwagę? Przede wszystkim na umiejscowienie stolika i krzesła. Najlepiej jest żeby w ciągu dnia było oświetlone światłem dziennym. Trzeba zwrócić uwagę również na na to, którą ręką dziecko się posługuje. Jeżeli jest praworęczne to lepiej jest ustawić stolik z prawej strony okna, tak żeby podczas pracy nie zasłaniało sobie dłonią, w miarę możliwości   nic nie ustawiać na stoliku.

Kredki i inne przybory piśmiennicze lepiej jest ustawić na półce obok, tak aby cała przestrzeń stolika była dostosowana do działania.

Wcześniej miałyśmy zestaw: stolik no name +krzesełko z Ikei.

Niestety jakość obu przedmiotów była fatalna. Po jednym uderzeniu krzesłem odpryskiwała farba, a krzesło nie było odpowiednio wyprofilowane. Po roku użytkowania mebelki się bardzo zniszczyły. Tak być nie powinno.

Do nowego pokoju postanowiłam znaleźć coś bardziej odpowiedniego. W końcu zdecydowaliśmy się na biurko i krzesła francuskiej marki Les Gambettes. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Design w stylu lat 70 tak mi przypadł do gustu, że nie mogłam się powstrzymać… Uznałam, że jest to inwestycja na lata i się zdecydowałam. Biurko jest stylizowane na ławkę szkolną, a krzesełko z metalowymi nóżkami przypomina mi moje dziecięce lata. Jakość wykonania powala!

Wielokrotnie Lilka stukała krzesłami o stolik i nie mają nawet malutkiego śladu użytkowania. Byłam raz lekko przerażona jak pomazała blat czarnym mazakiem (foliopisem). Wystarczyło lekkie szorowanie szorstką stroną gąbki i wyglądało jak nowe. Z poprzedniego stolika po takim zabiegu zeszła farba. Krzesełka są idealnie wyprofilowane do pleców a nóżki są tak ustawione aby uniemożliwić popularne, mrożące krew w żyłach wszystkich rodziców, huśtanie się na krześle.

Nawet dla mnie krzesło jest wygodne, a jestem na nie o jakieś 25 lat za stara. O to mi chodziło żeby mieć mebel piękny i na lata. Jak Lilka wyrośnie  z tego zestawu to biurko może służyć idealnie za stolik nocny.

Lilce najbardziej przypadła do gustu szufladka na skarby.

Jest na tyle duża, że mieści czyste kartki i inne przybory. Ciekawym udogodnieniem jest rynienka na brzegu biurka, która uniemożliwia spadanie turlających się kredek. Uważam, że to był świetny wybór i wszystkim go polecam. Zdaję sobie sprawę, że ten zestaw nie jest tani, ale wiem, że będzie służył nam przez lata, a i pewnie za 25 lat, przyniesiony ze strychu będzie perełką dla moich wnuków.

DSC_5998
DSC_6006
DSC_6016
DSC_6008
DSC_6041
DSC_6023
DSC_6048
DSC_6054
DSC_6036
DSC_6025
DSC_6038

Komplet Les Gambettes

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego dzieci lubią bawić się garnkami?

Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta. Dzieci obserwują nas podczas codziennych czynności i chcą odzwierciedlać każdy nasz ruch. To atawizmy – zapisane w nas czy tego chcemy czy też nie. Wiedzą, że obserwacja i później naśladownictwo zapewnią im przeżycie, bo skoro on/ona tak robi i przeżył/-a te 30 lat to znaczy, że ja też tak muszę robić. Jest to silniejsze od nich samych. To instynkt przetrwania…

W dzisiejszych czasach wydawać się to może dość absurdalne, ale tak jest od milionów lat. Rzeczy, których  używamy my – dorośli są najbardziej pożądane przez nasze naśladujące nas kropka w kropkę pociechy.

Kto z Was nie dawał garnka do zabawy i drewnianej łyżki? Jestem pewna, że jest Was niewielu. To najfajniejsza zabawa.

Szuflada w kuchni pod piekarnikiem, gdzie trzymam wszystkie najciekawsze sprzęty kuchenne jest często otwierana przez Lilkę. Wyciąga foremki na muffiny i układa je kolorystycznie,  od największej do najmniejszej , jedna na drugą… Jej pomysły czasami mnie zadziwiają.

Jak w takim razie postępować jeżeli dziecko chce np. mikser? Takie marzenie miała np. Lila.

A kupić mikser, ale taki, który wyglądem będzie go przypominał.  Zabawki wyglądające jak prawdziwe przedmioty wzmacniają w dziecku poczucie własnej wartości.

Taki też jest nasz mikser. Wygląda jak prawdziwy. Ma pokrętło i „rózgi”. Obracając czerwoną kulką miksujemy ciasto. Można również nastawić  odpowiednią prędkość. Największym powodzeniem cieszy się u nas jajko, które było w komplecie. Uderzając nim o miskę skorupki pękają i wypada jajko! Genialne!

Pierwsze słowa Lilki jak go tylko otworzyła są kwintesencją tego wpisu: „Mam mikser! Jak mama i jak babcia – taki biały!”

DSC_5942
DSC_5948
DSC_5953
DSC_5960
DSC_5962
DSC_5965
DSC_5970
DSC_5972
DSC_5973
DSC_5979

Mikser Janod i gadżety w komplecie (bez tacki i czerwonej ściereczki) – Janod

Wpis powstał we współpracy z marką Janod, którą prywatnie uwielbiam w ramach cyklu:

Typic (10)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Od czego jest mama?

Mama – jest m.in. od tego, żeby spełniać najskrytsze marzenia.

Kiedy na zajęciach adaptacyjnych Pani podała informację o zbliżającym się balu przebierańców od razu zapytałam Lilkę za kogo chciałaby się przebrać. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Moja 2-latka z przekonaniem i bardzo dosadnie oznajmiła mi, że chce mieć 3 atrybuty:

  • koronę,
  • skrzydła
  • i różdżkę.

Zapytałam ją gdzie widziała taką postać, bo w domu nie mamy takich beletrystycznych perełek z różem i brokatem.  Z wielkim przekonaniem odparła, że na okładce książki w bibliotece.

Muszę przyznać, że tą informacją lekko mnie zbiła z pantałyku…

We wpisie o fikcji w życiu dziecka podawałam moje argumenty za obecnością realnych postaci w codzienności. Napisałam całkiem długi elaborat…

Dwa dni później Lilka chce być wróżko-księżniczko-aniołem, bo te w/w atrybuty do jednej postaci nie pasują. I to wydaje mi się być fajne w moim blogowaniu, że teorie, którym byłam oddana przez lata weryfikują się bardzo szybko w praktyce.

Jestem mamą – pedagogiem, co czasem jest błogosławieństwem, a czasem przekleństwem. Jednak nad wszystko przedkładam miłość do dziecka i tym się w życiu kieruję.

A to Lilkowy strój na „Bal przebierańcowy”

DSC_5836
ggg
DSC_5841-vert
e
DSC_5865
DSC_5850

Korona – Maileg

Skrzydła Maileg

Różdżkę wyczarowała mama

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Absolutnie wspaniały weekend

Za nami weekend. Długo pozostanie w mojej pamięci.

Kraków – miasto, które kocham i ludzie, którzy są dla mnie ważni.

Nie mogłabym inaczej spędzić swoich urodzin.

DSC_5476
DSC_5481
DSC_5539
DSC_5546
DSC_5547
DSC_5550
DSC_5552
DSC_5592
DSC_5594
DSC_5614
DSC_5627
DSC_5637
DSC_5648
DSC_5653
DSC_5667
DSC_5644
DSC_5668
DSC_5686
DSC_5697
DSC_5701
DSC_5706
DSC_5727
DSC_5769
DSC_5778
DSC_5793
DSC_5800
DSC_5811
DSC_5819

Kocyk i poduszka w krowie łaty – Maylily

Walizka- skuter – tu

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zdanie-m taty

Na początku było słowo, a teraz jest zdanie. Zdania układają się już w przemyślany dialog…

Nie ogarniam. Lilka używa słów, a ja nie wiem gdzie ona się ich nauczyła. To jest jak lawina.

To było wspaniałe uczucie – kiedy na początku budowania słownictwa – dokładnie byłem w stanie określić, skąd pochodzi każde nowe użyte przez nią słowo! Po opanowaniu „Księgi dźwięków”, opracowaniu wszelkich możliwych odgłosów, kiedy była już w stanie skupić się na paru zdaniach treści – rozpoczęliśmy cowieczorne czytelnicze przygody – na co dzień można było dokładnie określić, które nowe słowo pochodzi, z której lektury.

Kiedy pojawiał się czasem jakiś zwrot, którego nie byłem w stanie zidentyfikować – wystarczało maleńkie śledztwo – i mama przypominała sobie, że pani w piaskownicy w taki sposób zwracała się do bawiącej się obok Lilki pociechy.

Teraz córcia jest nie do zatrzymania.

Buzia się jej nie zamyka. Kiedy wracam z pracy i pytam jak minął dzień, otrzymuję dogłębny raport z przedpołudniowych przygód. Naturalnie trzeba często skonfrontować z rodzicielką te z przejęciem opowiadane strzępy informacji – by odnaleźć w nich odpowiednią chronologię! Nieustannie jednak serce rośnie.

Kiedy człowiek słyszy z ust Lilci zamiast „japko” piękne dźwięczne „jabłko”, to widzi jak procentuje trochę może aż nienaturalna staranność przy artykułowaniu czytanych przed snem przygód „Basi i Franka” czy obecnie oblubionych „Tosi i Tymka”.

Zdaję sobie sprawę, że to bardzo na wyrost – ale próbuję aż przesadnie pilnować dykcji. To niedbałe „japko” – może potem powodować kłopoty przy nauce pisania – bo niby czemuż to wymawiane na szybko „p” – miałoby się w pisowni cudem jakimś przeradzać w „bł”? Błahostka ale jednak…

Próbowałem też wstępnie w podróży zaszczepić słuchanie audiobooków

ale jeszcze za wcześnie na skupianie się za długo na wspaniałym głosie Edyty Jungowskiej, która w charakterystyczny sposób wymawia imię [Szasztin] (Kerstin) – postaci  z „Dzieci z Bullerbyn”. Połowa sukcesu jest taka – na fali są obecnie w samochodzie ponadczasowe hity w wykonaniu P.Fronczewskiego  z „Pana Kleksa”.

Piękne jest naturalnie i inspirujące nie skrępowane niczym słowotwórstwo. Choć jeszcze do przedwczoraj – na pytanie kim chce zostać jak dorośnie – odpowiadała z oczywistością lepiej od najtęższych filozofów „ja będę Lilą!” – dziś zostałem uraczony nową odpowiedzią – „ja będę rolniczką”! Inne- godne zapisania neologizmy to: „kombizenon” i „kozaki”- kozy

Kochana jest niezawodna dosłowność jej odpowiedzi – na retoryczne pytania:

– a kto tu tak skacze jak kangurek skit skit (to jej wynalazek na dźwięk wydawany przy skakaniu)?

– Lila!

– a czy ty jesteś  moim małym pingwinkiem?

– NieeeeeeEeee, ja jestem Lila!

Ujmujące jest stosowanie męskich form. Pierwsze słowa rano po przebudzeniu:

– yYyyyy jestem bardzo głodny!

Albo  – ja jestem twoim córkiem!

Wszystko to zostanie potem naturalnie wyparte przez poprawne formy. Tak samo jak wynaleziona przez nią i przez parę miesięcy używana forma wyrażania próśb w grzecznościowej formie:

– Może są płatki?

– Może Lila pójdzie na huśtawkę?

Rodzice sami zostali zdominowani przez latorośl i nieświadomie zaczęli stosować tę samą konstrukcję.

Ulubiona obecnie zabawka to telefon.

Choć czasem jest udawany choćby przez mydło – to wszak można z niego i zadzwonić do babci, i jak się okazuje wysłać smsa – ale i zrobić zdjęcie – kiedy córka przyłoży go do lewego oczka i poinstruuje swój model niezawodnym „uśmiech!”

A i z prawdziwego telefonu można powoli z pociechą pokonwersować i liczyć na coraz dłuższy, ba – nawet zazębiający się miejscami dialog!

Największy komplement trafił się nam na rynku bodajże w Poznaniu, kiedy to mama doświadczyła podziwu od bardzo wiekowego przechodnia, który nie mógł się nadziwić dialogowi jaki prowadziły. Przystanął i zaczął nagabywać jak to jest możliwe?

Tłumaczył, iż w jego czasach – nikt w ogóle się nie trudził zwracaniem się do tak małego dziecka. Nikt nie wierzył, że ma to jakikolwiek sens i przełożenie na rozwój. Dziecko się ignorowało jako przecież zupełnie niewprawnego w mowie dyskutanta.

A to przecież właśnie klucz.

Mówić, mówić, mówić. Zniżyć się fizycznie do poziomu twarzy dziecka. Dać mu poobserwować gdzie powstają w buzi jakie głoski. Powtarzać to co dziecko powiedziało. Nie poprawiać. Nie pouczać.

Po prostu rozmawiać. Otwierać dialog. Powtarzać po dziecku – za każdym razem odrobinę ubogacając zdanie. Dać dziecku czas na odpowiedź. Zadawać pytania które będą zachęcały do dłuższej odpowiedzi. Drążyć temat. Kiedy dziecko jest podekscytowane – dzielić jego nastrój i modulować ton wypowiedzi by czuło, że jesteśmy równie zafascynowani.

Jeżeli spotkacie kiedyś ogromną, szafirową hortensję, to nie mówcie, że to kwiatek. A użyjcie jak najwięcej epitetów, pozwólcie dotknąć, poczuć i zapamiętać.

To wystarczy.

Stan na chwilę obecną – Lila jak na córkę logopedki przystało – coraz częściej już prezentuje piękne wibrujące „r”. Wszystkie spółgłoski wskakują poprawnie na swoje miejsca. Jeszcze frykatywy „s”, „ś”, „sz” to jedno wielkie seplenienie międzyzębowe. W Hiszpanii córcia byłaby traktowana z nimi jak swoja! Adios amigos!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak (nie) schudnąć 10 kg?

Czyli rozterki Matki Polki fitnesowej

Przychodzi taki czas, że coś by się chciało w sobie zmienić. W moim przypadku nałożyły się 2 newralgiczne momenty – Nowy rok – jak większość oraz zmiana kodu z przodu, czyli combo motywacyjne. „To już nie żarty”- pomyślałam i najnormalniej na świecie wzięłam się za siebie.

Nie było by w tym pomyśle nic trudnego, gorzej jak zwykle jest z realizacją. Kiedy już zjadłam ostatnie kostki czekolady z postanowieniem „Od jutra się odchudzam”, a potem jeszcze 5, bo przecież od jutra się odchudzam – nadszedł ten dzień.

Wstałam rano uśmiechnięta i zadowolona. Powoli nasypywałam kawę i myślałam jaki mieć gry plan? Pierwszy punkt – 0 (słownie zero) słodyczy. Ale jak to zrobić jak w szafce obok jest jeszcze sterta słodyczy z Lilkowej paczki od Mikołaja. No przecież nie wyrzucę. Przekładam wszystko w najdalszy zakamarek szafki i zastawiam poppingiem z amarantusa w myśl zasady „Co z oczu, to z serca”.

Dieta? Jaka dieta?

Hmm… szukam czegoś w lodówce. Podchodzi Lilka i przez moje nogi zagląda i krzyczy „Baaaaton, tam jest. Daj mi”. Ups. Mleczna kanapka z  paczki od M. Trudno, daję jej, ale z wielkim zaciekawieniem patrzę i mówię „Liluś, ale Ty nie lubisz przecież czekolady”. Nic to nie działa, ma na nią chęć.

Trudno, na obiad zrobię soczewicę i bilans się wyrówna. Siedzę naprzeciwko jej i patrzę jak je. Po chwili odchodzi i mówi, że już nie chce. I tak leży sobie samotna Mleczna kanapka w ilości więcej niż pół. Stoję i patrzę na nią. Sprawdzam na opakowaniu ile ma kalorii. Odliczam zjedzoną część, wychodzi tyle co dwa jabłka.

Najwyżej nie zjem tych jabłek. No przecież jej nie wyrzucę! Zjadam z wielką przyjemnością i małymi wyrzutami sumienia.

Nadchodzi wieczór, trzeba wziąć się również za ćwiczenia. Sposób najprostszy i co najważniejsze skuteczny. Polubiam znów Ewę Ch. na Facebooku (kiedyś już ją lubiłam, ale później wkurzały mnie te chude laski po metamorfozie, więc odlajkowałam). Przepraszam się, więc z nią szczerze i odpalam Youtube.

Zaczynamy

Przybiega zaciekawiona Lilka. „Mama, tańczysz?” i robi to samo co ja obok. Nie mogę ze śmiechu patrzeć na Ewę… Uff poszła, no to znów power. „Dasz radę”- słyszę, ale chyba jednak nie dam.

Endorfinki nie spływają, bo znów podbiega Lilka i przechodzi mi pod nogami, bo przecież robię tunel. Czekam tylko na te 4 ostatnie słowa. Robię tak na pół gwizdka i czekam. Jest!

„Jestem z Ciebie dumna”

ja z siebie też.

Postanawiam poszukać czegoś poza domem. Może siłownia lub fitness. Bieganie odpada, bo pogoda nie sprzyja. Znajduję ciekawe miejsce obok nas. Przeglądam ofertę zajęć: ABT, TBC – nic mi to nie mówi. Bliższe mi skróty to: BLW, AZS, WNM, RB. Tamte muszę wyguglować. 'Fat burner”- nazwa mówi sama za siebie. Decyduję się na nie – dawno nie paliłam.

Zbliża się godzina wyjścia i oczywiście mam odwieczny problem każdej kobiety. Ale serio nie mam co na siebie włożyć. Decyduję się na t-shirt czarny h&m mama do karmienia piersią – z daleka wygląda trochę fitnessowo i spodnie dresowe, w których chodziłam na ćwiczenia w ciąży.

Wyciągam z czeluści szafki stare adidasy. AAA – najgorzej, nie mam się w co spakować.

Mam trzy opcje:

a)plecak męża, z którym chodził kiedyś grać w piłkę

b) torebka foliowa – totalna wtopa

c) torby wózkowe.

Wyciągam torbę  Beaba i pakuje moje rzeczy. W międzyczasie jeszcze wyciągam z bocznej kieszonki – pampersa w rozmiarze 3 i żel na ząbkowanie.

Idę! A właściwie lecę. Czuję wolność. Słucham muzy na full i przechodzę na czerwonym świetle (z dzieckiem zawsze czekam na zielone, ekhm). Wbiegam lekko spóźniona na siłownię i doznaję szoku. Ja w dresie, adidasy okazały się za małe po 2 latach (ah ta ciąża), a wszystkie laski wyglądają jak Ewa Ch. Piękne leginsy (obcisłe, kolorowe i dobrane kolorystycznie do karnacji) staniki sportowe we fluorescencyjnych kolorach, a na to luźny tiszert oczywiście znanych firm na A., N, R. A ja jak sierota w tych dresach.

Do tego większość ćwiczy z rozpuszczonymi włosami (?). No cóż, jak się ostatni raz było na siłowni 10 lat temu to i moda się lekko zmieniła. Wycisk był niezły – 3 dni miałam zakwasy.

Kolacja po powrocie.

Ja jem sałatkę z łososia lekko skropioną oliwą, a dziecko moje pyszny świeżutki chlebek z masłem i żółtym serem. Siedzę naprzeciwko jej i patrzę z zazdrością. A właściwie to pożeram wzrokiem jej kanapkę, a w ustach czuję smak wędzonego łososia.

To nie fair. Ale nic straconego, może zostawi kawałek na 2 gryzki. Nagle, odchodzi od stołu. Ja już sięgam ręką po kanapkę, ona się odwraca i mówi: „Mama, ale nie zjesz mi kanapki?”. Czar prysł.

Przedwczoraj patrzę na grafik i myślę, które zajęcia wybrać. Zumba nie dla mnie, Body pump – co to jest? Ok, idę. Ale najpierw jemy obiad. Mówię do męża: „Ale mi się nie chce…” „A na co idziesz?”- pyta „Sztangi”- odpowiadam „To nie idź”, „Ok, przekonałeś mnie”- odpowiadam z uśmiechem.

 *zbieżność postaci jest nieprzypadkowa, to ja Matka Polka Fitnesowa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kącik do czytania

Jak już pewnie wiecie jesteśmy w trakcie urządzania pokoiku naszej 2-latki. Staram się, aby był ciekawy pod względem estetycznym jak i rozwojowym. Zależy mi na tym, aby był przede wszystkim dla niej. A nie stworzony wg zdjęcia na Pintereście.

Obserwuję ją codziennie i wymyślam ciekawe, ergonomiczne rozwiązania tak aby pokój był dostosowany do jej potrzeb.

Jednym z ważnych miejsc jest niewątpliwe strefa do czytania i wyciszania się. Początkowo myślałam o foteliku, jednak po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw wybrałam dużą, miękką poduchę.

Można na niej odpocząć, poczytać, poprzytulać się. Mieścimy się tam we dwoje i jest nam bardzo wygodnie. Na foteliku zmieściła by się tylko Lilka, a tak korzyść jest obopólna.

W gabinetach SI, przedszkolach można często trafić na worki sako. Taka poducha je może godnie zastąpić, a dodatkowo stymulować zmysł dotyku.

DSC_5329
DSC_5336
DSC_5337
DSC_5361
DSC_5368
DSC_5364
DSC_5370
DSC_5381
DSC_5384
DSC_5388
DSC_5413
DSC_5405
DSC_5416
DSC_5417

Poducha na specjalnie zamówienie Maylily

A tu w temacie wnętrzarskie z nowego domu Inspiracje, tu post na temat Wykończenie domu a tu Kolory ścian

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

One

Poznałyśmy się na studiach. Każda z nas chciała się kształcić w tym samym kierunku. Mimo, że po roku miałyśmy wybór specjalizacji to i tak trafiłyśmy do tej samej grupy. Co nami kierowało?

Pewnie brak zdolności matematycznych. Typowe humanistki. Oraz miłość do języka polskiego i w pewnym stopniu do zagadnień medycznych. Tak dokładnie było ze mną. Podczas oglądania z wypiekami na twarzy „Ostrego dyżuru” zamykałam oczy kiedy pojawiała się krew lub zwykła strzykawka.

Jednak miłość do ludzi i chęć pomagania innym zwyciężyła. Rozpatrywanie przypadków, stawianie diagnozy, często trudna terapia, małe sukcesy- to mnie motywowało. Dlatego zostałam logopedą. Pewnie z podobnych przyczyn i ONE znalazły się na tych studiach! Dzięki Bogu!

Bo bez nich to byłyby najnudniejsze 5 lat w moim życiu. Wspólne wypady po zajęciach lub podczas 😉 Pierwsza praca. Problemy. Szczęścia. Rozterki. Bez rodziny w Warszawie było mi naprawdę ciężko. Dzięki nim wracałam po weekendzie  w domu z uśmiechem na twarzy.

Pierwsze pytanie:

„Anka, w domu byłaś?”

„Tak, a co?”

„A, bo zaciągasz po białostocku…”

Kochane.

Po studiach jeszcze bardziej się zżyłyśmy. Spotykałyśmy się praktycznie co weekend. Z facetami lub bez. Co ciekawe, byłyśmy na różnych etapach życia już wtedy, a i tak znajdywałyśmy wspólny język.

Telefony o 22 „Zaręczyłam się”, „Rzucił mnie”, „Jestem w ciąży”- tylko nas do siebie zbliżały.

Przeżywałyśmy razem każde wydarzenie: śluby, porody, pogrzeb.  Życie.

Wiele osób mi mówiło, że jak urodzę dziecko to wszystko się zmieni. Nie będę miała czasu na nic. Na spotkania m.in. z przyjaciółmi. Zwłaszcza z tymi, którzy nie mają dzieci. Wiele przyjaźni rzeczywiście przepadło.

Zostały najbardziej trwałe. Dlaczego?

Bo tego bardzo chciałam. Zależało mi tak mocno, że byłam gotowa do poświęceń. Mimo tego, że tylko ja miałam (w tamtym czasie) dziecko to rozumiałyśmy się i tak. Przyjaźń również wymaga poświęceń i starań.

Pamiętam, jak Lilka miała 2 miesiące i chciałyśmy się spotkać (same) to dziewczyny umówiły się ze mną w kafejce po drugiej stronie ulicy żebym nie traciła czasu w korkach pomiędzy karmieniami. Same również były zajęte, ale potrafiły w tak empatyczny sposób pójść mi na rękę. Zapytacie pewnie, dlaczego nie zaprosiłam ich do domu. BO TO NIE JEST TO SAMO.

Potrzebowałam być z nimi sama.

Do tej pory bardzo to pielęgnuje. Owszem spotykamy się teraz z dziećmi, ale to nie jest to samo. Ja wiem, że wiele rzeczy się w życiu zmienia. Przewartościowujemy pewne sprawy. Ale trzeba mieć taki wentyl. Kiedy idę z nimi, nikt mnie nie szarpie za nogę, nie oblewa sokiem. Spuszczam całe powietrze i później wracam naładowana pozytywną energią jak nigdy.

Gdybym nie miała przyjaciółek to pewnie chodziłabym do psychoterapeuty.

Owszem lubię poznawać nowych ludzi, jestem bardzo kontaktowa i towarzyska. Traktuję je jednak jak znajomości. Wydaje mi się, że potwornie trudno w dzisiejszych czasach o prawdziwą przyjaźń. Nikt nie ma czasu, ciężko się zgrać, często poświęcamy więcej wolnego czasu na czyjeś prywatne życie niż na swoje. Instaprzyjaźnie, przyjaźnie blogerów- podchodzę do nich z rezerwą.

Nie znasz mnie, prawdopodobnie nigdy mnie nie poznasz, a jednak tu jesteś, poświęcasz swój wolny czas.

A teraz zamknij klapę od laptopa lub wyjdź z przeglądarki w Twoim smartfonie i zadzwoń do swojego przyjaciela/ przyjaciółki, z którym masz wiele wspomnień.

Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with m5 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with m5 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with t1 preset
Processed with VSCOcam with m3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with g3 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with f2 preset
Processed with VSCOcam with b5 preset
Processed with VSCOcam with c1 preset
1636185cfb829563ce5b43065f4ea754
f1bad7e10403b4eabe240ece0ff873b7

www.pinterest.com

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Drzwi do przeszłości

Chyba się starzeję, za 9 dni wkraczam w 4 dekadę życia i stałam się bardzo sentymentalna. Trochę przez blog, trochę przez dziecko. Kiedyś usłyszałam zdanie, które daje mocno do myślenia:

„Dzieci mamy po to żeby na nowo przeżywać życie”.

Dokładnie tak mam. Dzięki Lilce moje wspomnienia z dzieciństwa wracają. Niektóre są tak wyraźne jakby to było to wczoraj. Myślę, że widać to na blogu np. Tamte podwórko

Kiedy byłam jeszcze małolatą najbardziej podobały mi się prezenty modne. Takie, które były na topie (albo w Bravo;) i wszyscy je mieli. Obdarowujący mieli ze mną bardzo łatwe zadanie, bo wystarczyło pójść do sklepu i kupić. Teraz jak już mam wszystko, to najbardziej cieszą mnie rzeczy unikatowe. Pojedyncze egzemplarze lub bardzo rzadkie okazy.

Dlatego tak bardzo podobają mi się rzeczy handmade.

A już najbardziej na świecie jestem zakochana w drewnianych, ręcznie robionych zabawkach.

Lilki dziadek właśnie coś takiego jej stworzył w prezencie! Nazywam tę skrzynkę „Małym włamywaczem”, bo polega na otworzeniu wszystkich zamków. Doskonały materiał do ćwiczeń małej motoryki. A i ciekawe miejsce na skarby.

DSC_5250
DSC_5254
DSC_5264
DSC_5259
DSC_5265
DSC_5276
DSC_5283
DSC_5285
DSC_5286
DSC_5291

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej