Nie róbcie tego swoim dzieciom!

Wakacje na wsi, ponad 20 lat temu. Puszczone w  samopas dzieci biegają po podwórku od rana do nocy. Jest koniec lipca, zaczęły się żniwa, a trawa jest już wypalona słońcem. Gorąco robi się już o godz. 10, a można złapać oddech dopiero wieczorem.

To jest tło do mojego osobistego koszmaru. Niby sielanka, a jednak pamiętam ten dzień do dziś i na zawsze pozostanie w mojej głowie. Nic nie zapowiadało, że ta historia ze słońcem w tle będzie miała taki koniec.

Beztroska o zapachu papierówek

Wychodzimy rano na podwórko, ubrani w krótkie spodenki i bluzki na ramiączkach. Od rana wspinamy się po drzewach po małe jeszcze papierówki. Później wpadamy na pomysł żeby iść nad staw i tam kontynuować nasze szalone zabawy. Bierzemy koce, zerwane wcześniej małe zielone jabłuszka. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze po czarne porzeczki.

Nie mamy żadnych koszyczków, więc podwijamy bluzki i tam je układamy. Docieramy nad staw. Rozkładamy koce, szybko zjadamy zebrane owoce. Moje rodzeństwo bawi się w wodzie, a ja leżę na kocu. Na samym środku pola, nie osłania mnie żadne drzewo, ani nie pada żaden cień. Jestem tylko ja i słońce. W tym momencie zasypiam.

Senny koszmar

Budzę się po 2, może 3 godzinach. Rodzeństwo bawi się dalej, a ja spragniona mówię, że idę do domu, bo strasznie chce mi się pić, a nic ze sobą nie wzięliśmy. Kiedy wchodzę do domu jest mi słabo i mam mroczki przed oczami.

Wypijam 3 kubki zimnej wody, wyciągniętej prosto ze studni. Jem zupę i czuję, że znów chce mi się spać. Wchodzę pod koc i czuję, że jest mi raz zimno, raz gorąco. Mam dreszcze. Wstaję i idę do babci. Mówię jej, że źle się czuję, a ona czule dotyka mojego czoła. Jest rozpalone. Moja skóra (tylko z przodu ciała) robi się czerwona.

To udar słoneczny

Kilka godzin później zaczynam wymiotować. Nie mam siły podnieść ani ręki ani nogi. Leżę i czekam aż przyjedzie mama. Kiedy już w końcu jest, po jej minie widzę, że nie jest dobrze. Zabiera mnie do lekarza. Tam szybko diagnozują udar słoneczny i poparzenia na brzuchu drugiego stopnia. Kilka dni leżę w łóżku i nie jestem w stanie wstać.

Piję tylko herbatę, bo wszystko inne odrzuca mój odwodniony organizm. Skóra na brzuchu bardzo boli. Musimy robić zimne okłady kilka razy dziennie. Po 2 dniach robią mi się nieprzyjemne pęcherze, a później  schodzi skóra.

20160605-DSC_7694

Od tamtej pory słońce to mój wróg.

Nie wygram z nim, ale umiem się chronić przed jego szkodliwą mocą.

Każdy sezon zaczynam od kupienia porządnego kremu z filtrem i używam go intensywnie. Kiedy jestem cały dzień na słońcu pokrywam kremem wszystkie odsłonięte części ciała. Nie chce żeby sytuacja jeszcze kiedyś się powtórzyła.

Od małego uczę również moje dzieci, że słońce nie jest naszym przyjacielem i trzeba przed nim się chronić.

20160605-DSC_7632
20160605-DSC_7627

Podstawą są z kremy z filtrem oraz nakrycie głowy. Mam również kilka zasad, do których już przyzwyczaiłam naszą rodzinę:

  • szukamy cienia – kiedy tylko przybywamy na plażę, szukamy miejsca najbardziej zacienionego. Zazwyczaj jest z tym problem, więc mamy ze sobą parasol. W tym roku kupimy również namiot plażowy, aby najmłodszy członek rodziny był chroniony przed promieniami z każdej strony.
  • 12-16 – to godziny kiedy słońce grzeje najmocniej. Wtedy unikamy ekspozycji.
  • 20-30 minut przed – smarowanie kremem z filtrem powinny być aplikowane przed wyjściem na słońce aby produkt mógł stworzyć barierę ochronną. Powtarzanie aplikacji po 2-3 godz. oraz po kąpieli.
  • odpowiednia odzież – w tym roku pierwszy raz testujemy strój kąpielowy z ochroną UV 50+
  • lekkie nakrycie głowy, najlepiej z rondem żeby chronić skórę na karku oraz twarz
  • okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV
  • woda – nawilżanie od wewnątrz jest bardzo ważne podczas upału. Podsuwam ją nawet wtedy kiedy dziecko o nią nie prosi. A niemowlakowi karmionym piersią częściej proponuje przystawienie
  • nawilżenie skóry na koniec dnia – wieczorem po kąpieli zawsze używam preparatu nawilżającego, aby nawodnić naskórek

W tym roku w walce ze szkodliwym działaniem słońca pomaga nam Mustela, która doskonale chroni skórę dzieci i dorosłych. Oprócz działania ochronnego ma  również właściwości wzmacniające barierę ochronną skóry i chroni zasoby komórkowe przed uszkodzeniami, spowodowanymi przez UV. Kremy przeciwsłoneczne wzbogacono również o odżywczy olejek z awokado.

20160605-DSC_7631

Spray przeciwsłoneczny SPF 50+ <—klik

Dzięki temu sucha skóra ze skłonnością do atopii mojej córki jest naprawdę dobrze nawilżona, a do tego jest chroniona przed szkodliwym działaniem słońca.

Nasz opinia: Mleczko bardzo łatwo się aplikuje. Wielokierunkowy spray ułatwia aplikację i nie musimy się przy tym gimnastykować. Bardzo dobrze się rozsmarowuje, nie ma efektu białej maski oraz nie zostawia śladów na ubraniach.  Skóra po aplikacji się nie klei.

Spray po opalaniu<—klik

Spray po opalaniu błyskawicznie nawilża, łagodzi i odświeża skórę. Pozostawia delikatny zapach. Zawiera składniki nawilżające: olejek jojoba i masło Cupuacu oraz Avocado Perseose – opatentowany składnik aktywny, który wzmacnia barierę ochronną skóry.

Nasza opinia: osobiście jest to mój ulubiony kosmetyk na lato. Bardzo dobrze nawilża i nie klei się. Kiedy pakujemy się na wyjazd z dziećmi stawiam na rzeczy wielofunkcyjne żeby mieć jak najmniej bagażu. W tym roku zamiast balsamu do ciała używam tego sprayu.

20160605-DSC_7688

Bransoletka z czujnikiem UV

W tym roku Mustela do zestawów „Plażowa ochrona” dołącza świetny gadżet- bransoletkę z czujnikiem UV. (możecie tutaj  sprawdzić gdzie są dostępne). Po wewnętrznej stronie możemy wpisać imię i nazwisko dziecka oraz nr telefonu, a od strony wewnętrznej mamy tarczę, która informuje nas czy już czas ograniczyć ekspozycję na słońce.

20160605-DSC_7600
20160605-DSC_7609

Na plaży czas szybko płynie, nie kontrolujemy jak długo już jesteśmy wystawieni na szkodliwe promieniowanie. Wiadomo, że dzieci uwielbiają spędzać czas nad wodą i często protestują kiedy je prosimy żeby schowały się w cień. Ta opaska ułatwi nam wyjaśnienie dziecku, że już czas uciekać przed słońcem. Wystarczy pokazać, że buźka na bransoletce zrobiła się smutna. Genialny gadżet!

20160605-DSC_7669

Więcej o ochronie przeciwsłonecznej  i groźnych oparzeniach możecie przeczytać TUTAJ

Jutro rano zajrzyjcie koniecznie na mój fanpage na FB TUTAJ – będę miała dla Was niespodzianki.

20160605-DSC_7698

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Mustela

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 zabawek, które każdy ma w domu, a nawet o tym nie wie

Spinacze, koc i mamy domek. Parasol plus miska i powstaje żaglówka. Latarka i nasze dłonie – bawimy się w teatr.

W dzisiejszym poście chcę Wam pokazać, że najlepsza zabawa jest bez zabawek. A my mamy w domu mnóstwo przedmiotów, które zapewnią Waszym dzieciom zajęcia na długie godziny.

Te zabawy są bardzo rozwijające, bo w każdej z nich trzeba użyć wyobraźni, a każdy przedmiot może być czymkolwiek.

1. Koc

Najlepiej stary. Takiego nie szkoda ciągać po podwórku i zaczepiać o gałęzie. Może być domem, statkiem lub hamakiem do bujania przez obojga rodziców.

2. Latarka

Do zabawy w teatr cieni lub czytania książek pod kołdrą. Po naciągnięciu kolorowych tkanin może służyć jako wyświetlacz kolorów.

3. Klamerki do bielizny

Genialna zabawka za parę złotych, a do tego ćwiczy chwyt i mięśnie dłoni. Polecam wszystkim dzieciom, które nieprawidłowo trzymają narzędzie pisarskie. A jak się z nimi bawić? Wystarczy się chwilę zastanowić.

Można przyczepiać nimi koce, apaszki i inne składowe namiotów, domków i innych twierdzy. Można ćwiczyć schemat ciała i przekraczanie linii środka poprzez zabawę: prawą ręką przyczep spinacz do lewej skarpety albo lewą ręką przypnij do prawego rękawa.

4. Lejek

Najlepiej silikonowy. Nie znam lepszej zabawki do zabawy w wannie. Po wciśnięciu wystającej części powstaje wodny wulkan na górze z pianką. Może służyć do przelewania wody, ale kto by chciał w taki prosty sposób nim się bawić?

A w suchych warunkach może służyć do przesypywania produktów sypkich takich jak kasze, drobne makarony, mąka.

5. Butelki

Z różnych tworzyw. Do mieszania i podglądania jak opada brokat z kaszą lub jak oliwa oddziela się od wody. Ile pomysłów tyle różnych zabaw. Plastikowe świetnie sprawdzają się do zabawy w wannie.

6. Dziadek do orzechów.

Do rozgniatania różnych rzeczy np. kulek z folii aluminiowej lub zgniatania wacików. Obracając ruchomą część dzieci mogą ćwiczyć małe dłonie

7. Parasol.

Oczywiście w domu. Jest najszybszym sposobem na zbudowanie domku. Może być również bazą lub zjeżdżalnią dla małych ludzików.

8. Miska, wiadro, duży koszyk.

Hulaj dusza! Daj taki przedmiot dziecku, a zobaczysz na ile sposobów może go użyć. Będziesz zdziwiony, że to łódka, skrzynia skarbów, domek…

9. Gumki recepturki.

Każda ilość. Mogą służyć do nakładania na butelki, a również do naciągania i strzelania. Możliwości jest wiele.

10. Wałek do ciasta.

Wiesz, że jest świetnym masażerem i dostarcza bodźców do receptorów czucia głębokiego? A jak owiniesz go folią bąbelkową i dasz dziecku farby oraz brystol to stworzy niesamowite dzieło?

Mogą Ci się spodobać również inne moje posty o podobnej tematyce:

10 zabaw bez zabawek

Oraz zabawki z recyclingu:

10 zabaw ze śmieci

Chcesz być na bieżąco z wszystkimi wpisami? Zapisz się do newslettera:

[wysija_form id=”1″]

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Szczoteczka soniczna dla dzieci wspiera samodzielność (WYNIKI KONKURSU)

Twoje dziecko nie przepada za myciem zębów? A może zależy Ci na tym żeby dziecko samo myło zęby, ale obawiasz się, że nie będzie robiło tego dokładnie? Znalazłam odpowiedzi na te dwa pytania, które i nas nurtowały. Szczoteczka soniczna dla dzieci Philips Sonicare For Kids rozwiązała u nas te problemy.

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Philips

Profilaktyka i zdrowe nawyki

Higiena jamy ustnej u dzieci to bardzo ważny temat. Nawyki, których ich nauczymy zostaną im do końca życia. Będą miały wpływ na zdrowie oraz codzienną pielęgnację. Dlatego tak ważna jest edukacja i profilaktyka w tym temacie.

Kiedy Lilce wyrosły pierwsze zęby zabraliśmy się za odpowiednią higienę, te czynności kontynuujemy już ponad 3 lata. Na rodzicielskiej drodze pojawiły się różne sytuacje. Były dni kiedy Lilka sama wyrywała nam szczotkę z ręki i wyssała tylko pastę, pojawiały się również ostre sprzeciwy przeciwko jakiejkolwiek ingerencji w obrębie jamy ustnej.

Była to sytuacja dla nas trudna, bo mycie zębów traktujemy jako dobro wyższe i nie odpuszczamy w tym temacie, ale nie robimy niczego na siłę. Tłumaczyliśmy, przekonywaliśmy, śpiewaliśmy „Szczotka, pasta, kubek,  ciepła woda…” Czasami pomagało, a czasami nie. Jak to z dziećmi – złotego środka nie ma.

Około 2 roku życia córka wyraźnie zasygnalizowała, że będzie myła zęby SAMA, bo jest już dorosła;). Nie ukrywam, że kamień spadł nam z serca. Ta ulga trwała do pierwszego mycia. Pewnie wiecie jak 2-latek sam myje zęby? Hmm dwie jedynki na górze wyszorowane w 30%, a pasta ląduje na piżamie lub jest zjedzona, a ona zadowolona krzyczy „Mama, jussss”.

Samodzielne mycie zębów

„Pomóż mi to zrobić samemu” – to moje motto od samego początku wychowywania córki. W wielu kwestiach mocno odpuszczam tylko dlatego, żeby córka miała poczucie sprawczości i jej poczucie własnej wartości rosło w siłę. Jestem w stanie zaakceptować różne kwestie, ale nie te związane ze zdrowiem. Jest ono dobrem wyższym. Tak je tratujemy i na wszelkie sposoby próbujemy osiągnąć cel.

Tak też było z myciem zębów. Po skończonym szorowaniu tych dwóch górnych jedynek zawsze po niej poprawialiśmy. Wiedzieliśmy, że to nie jest do końca przyjemne, ale uznaliśmy, że nie możemy odpuścić w tym temacie.

Kiedy skończyła 3 lata, uznaliśmy, że to dobry moment na szczoteczkę elektryczną i dokupiliśmy końcówkę dla dzieci do naszych modeli. Ta metoda bardzo spodobała się Lilce. Myła o wiele chętniej, bo miała dodatkową motywację, bo na zegarku po 2 minutach szczotkowania malował się uśmiech. Jednak nie byłam pewna czy wibracje  w  szczoteczce dla dorosłych nie są za mocne.

szczoteczka soniczna dla dzieci

Szczoteczka soniczna dla dzieci Philips Sonicare For Kids

20160426-DSC_6698

W końcu uznaliśmy, że to dobry czas aby miała swoją  i tak od jakiegoś czasu używamy szczoteczki sonicznej dla dzieci Philips Sonicare For Kids. Co ją wyróżnia? Innowacyjna technologia soniczna to aż 500 ruchów szczotkujących na sekundę. Dzięki temu ta szczoteczka jest skuteczniejsza aż 75% od szczoteczek manualnych.

Ten model  w połączeniu z aplikacją dedykowaną do tej szczoteczki zamienić obowiązek w zabawę.

Szczoteczka soniczna dla dzieci  ma dwa programy pracy: delikatny dla młodszych dzieci, już od 3 lat i regularny dla starszych – od 7 lat.  Wbudowany zegar KidTimer wskazuje prawidłowy 2-minutowy czas mycia zalecany przez stomatologów i sygnalizuje krótką melodyjką KidPacer zmianie miejsca do szczotkowania.

Do zestawu dołączona jest ładowarka, końcówka dla starszych dzieci oraz naklejki na przedni panel, którą dzieci mogą ozdobić swoją szczotkę.

Szczoteczka soniczna dla dzieci

20160503-DSC_6795
szczoteczka soniczna dla dzieci

A teraz najlepsze.

Możemy zainstalować bardzo fajną, bezpłatną aplikację, która za pomocą Bluetooth łączy się ze szczoteczką. Poznajemy puszystego Sparklego, który razem z nami myje zęby. Dzięki odpowiedniemu czasowi szczotkowania aplikacja odblokowuje różne akcesoria dla naszego podopiecznego (mogą to być nowe kolory futerka, akcesoria zmieniające wygląd oraz przekąski). Kiedy dostaje coś słodkiego informuje nas, że po zjedzeniu trzeba umyć zęby.

Bardzo mi się podoba, że aplikacja ma tak dużo walorów edukacyjnych, które w prosty sposób tłumaczą dzieciom jak dbać o zęby. Dzięki aplikacji rodzice mogą również śledzić postępy jakie poczyniło dziecko i kształtować dobre nawyki.

Cieszy mnie też, że w aplikacji nie ma bezpośrednich nagród dla dzieci, ani zwrotów typu: „Brawo”, „Super”. Sparkly mówi, że to była dobra robota, bo jego zęby teraz błyszczą. Albo mówi, że jest dumny, bo jego zęby na linii dziąseł są teraz czyste. Wielki plus za to!

Aplikacja dodatkowo przysyła powiadomienia, że nadchodzi czas na szczotkowanie. W ogóle nawet nie muszę Lilce o tym przypominać tylko wystarczy powiedzieć, że Sparkly wysłał sms-a. Takie proste, a tak ułatwia poranną i wieczorną toaletę.

Podejście do szczotkowania zmieniło się o 180 stopni.

szczoteczka soniczna dla dzieci
20160426-DSC_6671-side

Szczoteczka soniczna pomaga dzieciom z zaburzeniami SI

Chciałam Wam jeszcze napisać, że pod względem sensorycznym taka szczotką jest świetnym narzędziem. Często dzieciom z nadwrażliwością dotykową w obrębie jamy ustnej zaleca się szczoteczki elektryczne, gdyż za pomocą ruchów szczotkujących naturalnie odwrażliwiamy buzię.

A szczoteczka soniczna dla dzieci Philips Sonicare For Kids jest bardzo cicha, więc nawet dzieci z nadwrażliwością słuchową mogą jej używać i nie będzie powodowała dyskomfortu podczas użytkowania.

20160426-DSC_6676

Szczoteczka soniczna  jest przeznaczona dla dzieci od 3 do 10 roku życia. Jeżeli Wasze dzieci mają mnóstwo zabawek i lubicie praktyczne prezenty myślę, że to fajny pomysł na prezent na Dzień Dziecka

Więcej o szczoteczce sonicznej dla dzieci Philips Sonicare for Kids możecie przeczytać tutaj

Niespodzianka

Mam dla Was konkurs, w którym do wygrania szczoteczka soniczna Philips Sonicare For Kids oraz  wyjątkowa maskotka Sparkly – niedostępna  w regularnej sprzedaży.

20160516-DSC_6961

Zadanie konkursowe:

  • Kliknij „Lubię to” pod postem na moim Facebooku, możesz również go udostępnić https://www.facebook.com/nebuleblog/
  • napisz w komentarzu na blogu (pod tym postem) jak zachęcasz swoje dziecko do mycia zębów

Konkurs będzie trwał do 17.06 do północy. Wśród zgłoszeń wybiorę najciekawszą i nagrodzę ją szczoteczką soniczną Philips Sonicare

Wyniki konkursu:

Szczoteczkę do zębów Philips Sonicare i maskotkę Sparkly wygrywa Karolina Kowal. Gratuluję!

Wyślij swoje dane teleadresowe na kontakt@nebule.pl

Dziękujemy za liczny udział

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Restaurant Week Kids – Stalowa 52

Mogę już Wam oficjalnie potwierdzić, że Nebule zostało ambasadorem bardzo ciekawego wydarzenia dla dzieci – Restaurant Week Kids. W trakcie trwania festiwalu uczestnicy będą mogli spróbować wielu pysznych dań w restauracjach przystosowanych do najbardziej wymagających, małych klientów. To pierwsza edycja skierowana właśnie do najmłodszych, dlatego nie może Was zabraknąć!

Restaurant Week Kids

Jest to trzydaniowe doświadczenie restauracyjne dla całej rodziny stworzone na pohybel wszystkim restauracjom, które serwują dzieciom tylko frytki i nugetsy z kurczaka.

Jak wiecie, lubimy odwiedzać różne miejsca przystosowane do potrzeb najmłodszych na stołecznej mapie.  Powoli moglibyśmy stworzyć mapę polecanych przez nas miejsc.

Na pewno na jej legendzie znalazłaby się restauracja Stalowa 52, którą odwiedziłyśmy wczoraj żeby przetestować specjalnie dla Was menu festiwalu Restaurant Kids Week. Jeszcze nas tam nie było!

Wybierając miejsce na obiad sugerujemy się zazwyczaj różnymi przesłankami.

Najczęściej sprawdzamy, czy jest tam dostępny kącik dla dzieci oraz czy przestrzeń jest wystarczająca aby 3- latka mogła bez ograniczeń spędzić wartościowy czas.

Najczęściej nie korzystamy z menu dziecięcego właśnie ze względu na monotonię i powtarzalność potraw (pomidorowa, frytki, makaron z sosem).

A dla nas wyjście do restauracji jest przygodą i ma spełniać pewne zadania. Jako rodzice, chcielibyśmy żeby nasze dzieci próbowały nowych smaków oraz miały możliwość doświadczania różnych struktur i kolorów.

Czy Stalowa 52 to miejsce idealne dla dzieci?

Tak, jesteśmy tego pewne pod każdym względem. Próbowałyśmy wczoraj razem z Lilką menu, które będzie dostępne na Restaurant Week Kids  od 1 do 8 czerwca i jesteśmy zachwycone.

Restaurant Week Kids

W ramach festiwalu będą tam dostępne 2 Menu:

Przystawka
Rosół z perliczki z domowymi kluseczkami
Danie główne
Kotleciki cielęce z młodymi ziemniakami i marchewką baby
Deser
Czekoladowa panna cota

oraz

Przystawka
Biała zupa krem z domowymi ptysiami
Danie główne
Makaron z wołowiną w sosie limonkowym z groszkiem cukrowym, cukinią i marchwią
Deser
Czekoladowa panna cotta

20160530-DSC_7419
20160530-DSC_7423
20160530-DSC_7427
20160530-DSC_7522
20160530-DSC_7432
Restaurant Week Kids

Wszystko było absolutnie przepyszne – podane w taki sposób, że chciałoby się jeść oczami. Lilce oczywiście najbardziej smakował deser, a zarzekała się, że nie lubi czekolady.

Rosół z perliczki i kluseczkami wg Lilki był znakomity, a takie miano ma tylko wersja jej babci. Kotleciki cielęce były kruche i rozpływały się w ustach. A marcheweczki podane z ogonkami zrobiły na nas ogromne wrażenie. Porcja była naprawdę spora – nawet dorosły by się najadł.

Jeszcze kilka słów o samym lokalu, którego zostanę fanką na długo. Spora przestrzeń w loftowym designie oraz otoczenie restauracji sprawia, że ma się wrażenie siedzenia na zewnątrz.

Restauracja z jednej strony jest ogroczony sporym kącikiem zabaw, a drugiej zieloną trawą otoczoną industrialną cegłą. Są tam leżaki i krowa, na którą moje dziecko próbowało się wdrapać.

20160530-DSC_7458
20160530-DSC_7513
20160530-DSC_7490
20160530-DSC_7541
20160530-DSC_7496
20160530-DSC_7499
20160530-DSC_7521

Feeria smaków i zapachów z pewnością jeszcze nieraz nas zwabi na Stalową 52 żebyśmy mogli spróbować całego menu.

A Was już dziś zapraszam do odwiedzenia strony Restaurant Week Kids  i wybrania restauracji na trzydaniowe doświadczenie restauracyjne. Przystawka, danie główne i deser dla dzieci będą kosztowały 19 zł, a dla dorosłych 39 zł. W tym wydarzeniu bierze udział aż 31 warszawskich restauracji, na pewno znajdziecie coś dla siebie. A może nawet w którejś się spotkamy?

20160530-DSC_7553

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dziecięce piosenki z imieniem Twojego dziecka

Wyobraź sobie zdziwienie i radość Twojego dziecka kiedy włączasz „play”, a wokalistka śpiewa piosenki dla dzieci, w których bohaterem jest Twoja pociecha. Muzyka jest przyjemna dla ucha, a  do tego tekst jest ciekawy i edukacyjny. 

Spersonalizowane dziecięce piosenki Dubi poleciła mi moja czytelniczka. Szybko zamówiłam dwie płyty żeby móc je Wam zaprezentować przed Dniem Dziecka, bo uważam, że to świetny pomysł na prezent dla dzieci od ok 1 roku do 6 lat.

Naprawdę na rynku jest niewiele ciekawych płyt z piosenkami dla dzieci. Jestem audiofilem i zwracam uwagę na to  czego słucha moje dziecko. Zdarzyło mi się wyrzucić płytę do kosza po tym jak usłyszałam pierwsze dźwięki lub wymowę wokalistki. Więc kiedy usłyszałam o Dubi z ogromną ciekawością weszłam na ich stronę i odsłuchałam każdą piosenkę.

I było wow!

Dziecięce piosenki, które bawią i uczą

Nie dość, że w każdej piosence wokaliści zwracają się personalnie do dziecka to muzyka jest przyjemna dla ucha. Muszę dodać, że  każda piosenka ma walory edukacyjne i uczy dzieci lub utrwala nabyte umiejętności.

I tak np. w piosence o kolorach (Lilki ulubiona) zadaniem dziecka jest szukanie rzeczy w określonych kolorach, a w piosence „Podnieś ręce” utrwalamy schemat ciała. Ostatnia piosenka jest naprawdę piękną kołysanką, przy której zdarzyło się nawet Lilce zasnąć. Płyta świetnie nadaje się do auta, bo umila każdą podróż.

piosenki dla dzieci
piosenki dla dzieci

Jestem oczarowana  pomysłem, bo kto by nie chciał żeby o nim śpiewać piosenki. Wykonanie jest naprawdę świetne i nie mam żadnych uwag, a wiecie, że potrafię czepiać się szczegółów.

Spersonalizowane piosenki dla dzieci  Dubi zachwycą Was i Wasze dzieci- gwarantuję to Wam!

Jak tylko przesłuchałyśmy całą płytę od razu napisałam do Dubi z gratulacjami tak świetnego projektu. Mam nadzieję, że niedługo ukażą się kolejne płyty z piosenkami dla dzieci.

Możecie zamówić różne wersje: samo CD, samo mp3 lub obie wersje. My mamy obie, bo odtwarzacz CD jest tylko w moim  aucie.

piosenki dla dzieci

Realizacja zamówienia przebiega bardzo szybko i sprawnie.

Po chwili miałam już płyty mp3 na dysku, a płyta CD przyszła na drugi dzień.

Update: w tzw. międzyczasie powstała 2 płyta! Do tego muszę się przyznać i ja odrobinę maczałam w tym palce… a szczegóły co fantastycznego znalazało się w kontynuacji Piosenki dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kwiaty na Dzień Matki – inspiracje prezentowe

Za chwilę wyjątkowe święto – Dzień Matki. Kto jak kto, ale chyba wszystkie mamy kochają kwiaty. Zarówno te młode jak i w kwiecie wieku. 

W dzisiejszym poście przygotowałam dla Was moje prezentowe zestawienie z okazji Dnia Matki. A motywem przewodnim są oczywiście kwiaty w różnej postaci.

Kwiaty na Dzień Matki

Wyjątkowa książka O KWIATACH Łukasz Marcinkowski, Radosław Berent / Kwiaty&Miut

Przepięknie wydana książka z cudownymi zdjęciami i inspiracjami. Zawiera również opisy kwiatów oraz instrukcje układania bukietów i sposoby na pielęgnację.

Każda mama będzie zadowolona kiedy takie Kwiaty staną na jej półce i nigdy nie zwiędną.

20160406-DSC_6212
Dzień Matki
Dzień Matki
Dzień Matki
Dzień Matki

Nowe serum od Resibo

Testuję je od 10 dni i jestem zachwycona. Na moją mocno zmęczoną, niewyspaną twarz działa i to w widoczny sposób. Nie zapycha porów, a pozostawia skórę bardzo dobrze nawilżoną na długie godziny. Buteleczka wystarczy na długi czas, bo zaledwie 3 krople rozsmarowują się po skórze twarzy.

Do tego pięknie opakowane o delikatnym zapachu.

Dostępne od niedawna tutaj

Dzień Matki

A tu inne kwiatowe inspiracje na Dzień Matki

Processed with MOLDIV

Bluza w mniszka lekarskiego PTNS/Przepisownik Rzeczownik/Kubki Kalva/ Torba boho.lu

Dzień Matki
  1. Dzbanek na herbatę do podanie przepysznej herbaty
  2. 6. 7. Aromatyczne herbaty kwiatowo- owocowe w pięknych puszkach – mam dwa rodzaje i delektuję się każdym łykiem
  3. Piękna kwiatowa filiżanka z kwiatowym talerzykiem
  4. Koszyk torba TineK gdybym nie chodziła teraz tylko z torbą wózkową to byłby mój typ na lato
  5. Zaparzaczka TineK

8. Duża szklanka na herbatę lub smoothie 

Do tego na Dzień Matki zawsze sprawdzą się prawdziwe kwiaty.

Ja najbardziej kocham piwonie, na które w końcu przyszedł czas

Dzień Matki

Jeżeli szukacie jeszcze innych inspiracji prezentowych to polecam moje 2 wpisy, w którym prezentuję świetne pomysły na upominek dla kobiet.

Prezenty dla kobiet na różne okazje

Prezenty dla niej

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis dajcie mi znać tutaj lub kliknijcie „Lubię to” na profilu Nebule tutaj

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom. Gdzie zjeść i gdzie się bawić?

Warszawa dzieciom to nasz cykl na temat atrakcji, które odkrywamy w stołecznych arkanach. Ostatnio było ich trochę mniej, bo najwięcej czasu spędzamy na podwórku na rowerze. Zebrałam kilka ciekawych miejsc w dzisiejszym poście.

Warszawa dzieciom

Restauracja Benihana

Dla miłośników orientalnego jedzenia. Wybraliśmy się tam ze znajomymi na niedzielny obiad. Dla dzieci przewidziane są wysokie krzesełka, animatorka (w weekend), dziecięce menu, z którego można zrobić czapkę;) Jednym słowem restauracja przyjazna dzieciom.

Co jest wyjątkowego w tym miejscu? Otóż, kucharz przygotowuje danie na żywo – przy naszym stoliku , tzw. Teppanyaki. Jest to niesamowita atrakcja dla dzieci, bo mają okazję obserwować jak powstaje danie. A kucharze w Benihana potrafią zrobić prawdziwe show. Podrzucają jajka i łapią je  w kieszeń lub robią pociąg z cebuli, który dymi. Lilka do tej pory wspomina wizytę w tej restauracji.

Bardzo polecam!

Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom

Kolejną restauracją na naszej mapie Warszawa dzieciom jest:

St.Antonio

Włoska restauracja – położona na samym początku Ogrodu Saskiego. Polecam przede wszystkim ze względu na animacje. Pani potrafi tak zainteresować dzieci, że nawet nie chcą przyjść na obiad. Dodatkowo w weekendy dzieci jedzą za darmo. Jedzenie jest naprawdę pyszne. Wystrój może nie jest do końca w moim guście, ale przy tak wielu atutach jest to sprawa drugorzędna.

Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom

to są dzieła Lilki wykonane podczas 2 h spędzonych w restauracji

Nie jedzcie tylko tam deserów, a zachowajcie miejsce na gofry !

Na przeciwko San Antonio są najlepsze gofry belgijskie w mieście – cynamonowe z domową konfiturą!

Waff’love

Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom

A po gofrach obowiązkowy spacer po Ogrodzie Saskim.

Warszawa dzieciom

Obok fontanny jest genialny plac zabaw. A nam się trafiły w ubiegły weekend bańki.

Warszawa dzieciom
Warszawa dzieciom

Jak widzicie Warszawa dzieciom oferuje naprawdę wiele atrakcji

Jeżeli macie do polecenia inne ciekawe miejsca przyjazne dzieciom na mapie Warszawy możecie napisać je  w komentarzach. Myślę, że wiele osób z chęcią skorzysta również z Waszych rekomendacji i będą mieli możliwość zaplanowania interesującego weekendu w stolicy.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Inhalator dla dziecka. Jak wybrać?

Inhalator dla dziecka jest niezbędnym gadżetem podczas chorowania.Pod wpisem Domowe sposoby na katar i przeziębienia pojawiło się wiele komentarzy na temat samego inhalatora dla dzieci. Obiecałam, że napiszę  kilka słów o naszym.

Inhalator dla dziecka

Poprzedni model, który kupiłam na cito, bez czytania żadnych opinii, w aptece osiedlowej doprowadzał mnie już do szału. Dlatego zrobiłam bardzo dokładny research przed wyborem nowego. A Wam dziś na ten temat napiszę, bo jak się okazało to nie jest taki prosty zakup. Nie spodziewałam się również, że tak często będziemy go używać.

Prawie każdy pediatra po diagnozie: infekcja górnych lub dolnych dróg oddechowych zaleca robienie inhalacji. Tak naprawdę są to nebulizacje, ale już tak się przyjęło, że wszyscy mówią na te zabiegi inhalacje.

Inhalacje – w czym nam pomagają?

Ogromną zaletą nebulizacji jest przyspieszenie działania leków oraz zmniejszenie dawki podawanego leku. Te zabiegi może wykonywać każdy w domu (najlepiej po konsultacji lekarskiej). Nebulizatory rozpylają lek pod wpływem sprężonego powietrza

Najczęściej używa się jednak roztworu soli fizjologicznej nazywanej potocznie solą fizjologiczną (NaCl). Sól fizjologiczna jest całkowicie obojętna dla tkanek i nie powoduje podrażnień. Jest bardzo pomocna podczas przeziębień bo rozrzedza wydzielinę oraz ma właściwości antybakteryjne. W Polsce jest to bardzo popularna metoda walki z infekcjami szczególnie u dzieci.

Inhalator dla dziecka. Jak wybrać?

Tak jak pisałam wcześniej. Poprzedni inhalator dla dziecka kupiłam na szybko, bo był mi potrzebny do wykonania nebulizacji w tym samym dniu. Okazał się bublem – ryczał jak traktor, wyskakiwała rurka oraz ważył prawie 3 kg. Więc kiedy powoli dogorywał – stwierdziłam, że to dobra okazja żeby poszukać czegoś nowego i funkcjonalnego. Przekopałam cały internet i znalazłam inhalator, który spełnił moje oczekiwania.

Inhalator dla dziecka

Na co warto zwrócić uwagę podczas wyboru inhalatora dla dziecka?

  • wielkość cząsteczek na jakie rozbijany jest lek i do jakich okolic układu oddechowego dociera. I tak: -powyżej 8 µm- górne drogi oddechowe, od 5 do 8 µm tchawica i duże oskrzela, od 2 do 5 µm w oskrzelach i oskrzelikach, od 0,3 do 3 µm w pęcherzykach płucnych. (nasz ma 3,8)
  • głośność – to parametr, który był dla mnie ważny, im bardziej cichy tym lepiej, bo nie będzie słychać bajki;) (nasz ma 54 dB, a popularny Pingwinek Pic 61 dB, a nasz poprzedni aż 67 dB)
  • czas nebulizacji wyrażona w ml/min (nasz ma 0,25- 0,32 ml/min)
  • czas pracy – zwróćcie na to uwagę! Niektóre inhalatory trzeba wyłączać po jakimś czasie żeby kompresor odpoczął (nasz ma tryb pracy ciągłej, czyli nie trzeba go wyłączać).
  • wielkość – jeżeli często podróżujecie to najlepiej żeby inhalator nie był duży i ciężki (nasz ma 13,5×15,5×11,5) i jest lekki 1,1 kg
  • akcesoria – koniecznie zwróćcie uwagę na ich dostępność  wymiennych takich jak maski (każdy domownik powinien mieć swoją i wymieniać ją raz w roku). My również z mężem używamy inhalatora przy infekcjach i bardzo nam pomaga.

Inhalator dla dziecka

Nie wiem co mam napisać na temat wyglądu. Wielu rodziców boi się, że inhalator dla dziecka o klasycznym (medycznym) wyglądzie bez zwierzaczków i innych bajerów wystraszy dziecko i nie będzie chciało poddać się zabiegowi. Uwierzcie mi, lepiej brać pod uwagę inne parametry niż tylko wygląd.

Nasz pierwszy inhalator nie miał żadnych takich udogodnień, a mimo tego – sprzeciwu nie było. Ale wiadomo- dzieci są różne. Ten, który teraz mamy ma nakładkę z kotkiem, która odrobinę uprzyjemnia ten czas. Zwróćcie uwagę też na wielkość maski. Maska dla dzieci ma być malutka, a nie zasłaniać pół twarzy.

Nasz inhalator dla dziecka to Flaem Nuova GHIBLI PLUS, albo z maską Mr. Cat

Inhalator dla dziecka
inhalator dla dziecka

Apteczka Lassig

Zestaw podróżniczy z kuferkiem kuferkiem Beaba, który mieści wszystkie niezbędne rzeczy

inhalator dla dziecka
inhalator dla dziecka
inhalator dla dziecka

A co zrobić jeżeli dziecko nie lubi inhalacji?

Zebrałam moje sposoby oraz Wasze (dziękuję za komentarze na ten temat na Facebooku) na to, żeby jednak przekonać dziecko:

  • oglądanie bajek lub piosenek w trakcie
  • jeżeli dziecko jest małe to potrzebujemy 2 osób. Jedno trzyma maskę blisko twarzy, a drugie robi występy: piosenki z pokazywaniem, teatrzyki, „nie ma, nie ma jest”- chowamy się za kocem
  • sami sobie najpierw robimy inhalacje
  • robimy inhalacje wszystkim zabawkom (ktoś nawet próbował inhalować psa;)
  • jeżeli dziecko boi się samego dźwięku to możemy najpierw położyć na inhalator poduszkę i założyć dziecku duże słuchawki na uszy np. z włączoną muzyką lub z bajką. Poduchę później trzeba zdjąć, bo nie ma dobrego przepływu powietrza.
  • puszczenie najpierw filmiku na You tube dzieci inhalujących się (Wasz sposób – podobno bardzo skuteczny)
  • namiot do inhalacji. Wg mnie genialny sposób! Możemy użyć gotowego tipi lub samemu zrobić: narzucić duży koc na stół i się pod nim schować. Zdjąć maskę i trzymać niedaleko twarzy dziecka. Możemy zabrać lampkę, książki i spędzić fajnie czas, a przy okazji się inhalować.
  • a to sposób, który zrobił na mnie ogromne wrażenie: „Nasz młody od małego jest nauczony, że leci w kosmos jak astronauci… Jak był mały to nawet zrobiliśmy mu z kartonu rakietę… A ponieważ od urodzenia inhalator jest z nami nieustannie to poprzez zabawę i pokazanie filmików o astronautach szybko zakumał… Teraz to już bez problemu ale to weteran 5 letni

A tu koniecznie zobaczcie wpis Nebulizacja – gdzie pokazuję też na filmiku jak poprawnie zrobić nebulizację i jakich błędów się wystrzegać!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Każdy ma prawo do szczęścia?

W dzisiejszych czasach tak dużo się mówi na temat szczęścia. Od wielu lat filozofowie dywagują na ten temat, pisarze próbują zamknąć je w ciągu liter, artyści próbują nakreślić za pomocą pędzla, a zwyczajni ludzie po prostu dążą do szczęścia. Czasami są nawet oślepieni łuną połyskującego szczęścia gdzieś daleko. Każdy ma swoją teorię tego nie dającego się zmierzyć „szkiełkiem i okiem” uczucia. Ale czy warto walczyć za wszelką cenę i burzyć szczęście innych osób?

Dziś o książce, którą pochłonęła mnie na długie godziny, a ja wciąż nie mogę przestać o niej myśleć. 

„Nie oddam szczęścia walkowerem” najnowsza powieść Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej

To powieść dla kobiet takich jak my. Po trzydziestce zaczynamy się głębiej zastanawiać nad sensem naszego życia, przewartościowujemy pewne sprawy i rzadziej myślimy o przeszłości. To jest też ten czas kiedy dzieci są już trochę odchowane, my wracamy na rynek pracy i zastanawiamy się co dalej.

Czy jestem szczęśliwa? – to pytanie zadaje sobie wiele kobiet, ale mało która potrafi odpowiedzieć na nie ze 100% pewnością.

20160416-DSC_6436

Przede wszystkim to piękna powieść o relacji dwóch kobiet, których losy splotło życie po raz pierwszy w szkolnej ławie. Później jak to w życiu bywa – ich losy rozeszły się w różne strony. Każdą z nich pochłonęło życie rodzinne i zawodowe. Zabrakło czasu (pewnie trochę też chęci) aby przyjaźń pielęgnować.

„… przyjaźń to relacja najwyższej próby. Nie łączy Cię z drugą osobą kod genetyczny, wspólny kredyt, powołane na świat potomstwo, poczucie obowiązku lub winy. To uczucie i cnoty z nim związane  w najczystszej postaci.” (str. 113)

Magda i Jagoda przypadkowo spotykają się podczas łowów w warszawskim second handzie. Wspomnienia i przygody jakie przeżyły kilkanaście lat temu powracają. Każda z nich ma już bagaż doświadczeń, a życie łączy ich losy na nowo. Niby takie same jak dawniej – jednak stoją na życiowym zakręcie i nie wiedzą, w którą stronę pójść. Wieloletnia przyjaźń tak łatwo na nowo odżywa, że nie pamiętają kilkuletniej przerwy.

Jak pogodzić swoje potrzeby z tym czego oczekują od nich inni?

Rodzina, praca zawodowa ustępują lekko uczuciom tak mocnym, że są gotowe na życiową rewolucję.

Powieść napisana jest dość nietypowo – to zapis e-mailowych rozterek przyjaciółek. Dzięki takiej formie, jako czytelnicy, możemy poznać lepiej bohaterki. W końcu łatwiej jest napisać co nam leży na sercu niż o tym powiedzieć. Bardzo żywa wymiana zdań (i myśli) wprowadza nas w umysły Magdy i Jagody. Obie dziewczyny są zawodowo związane ze słowem pisanym, więc ich wyznania czyta się z fascynacją. Trafne pointy i zabawne bon moty sprawiają, że książkę dosłownie pochłania się w całości.

Magda, mama 3-letniej Irenki, rozwódka i redaktor w czasopiśmie poznaje czarującego mężczyznę, który kradnie jej serce. Oczywiście nic nie jest proste ponieważ jej wybranek jest żonaty. Łamie własne przekonania i brnie w obietnicę szczęścia. Czy ona się spełni?

Jagoda, również mama chłopca i dziewczynki jest nieszczęśliwa w swoim małżeństwie. Mimo prób ratowania związku nie udaje jej się utrzymać przysięgi danej mężowi. Los ją łączy z dużo starszym mężczyzną, z którym będzie próbować odnaleźć pasję i miłość.

Obie bohaterki nie mają łatwo.

Z jednej strony życzymy im powodzenia i trzymamy za nie kciuki, a jednocześnie potępiamy. Podobno nie da się budować szczęścia na czyimś nieszczęściu… Czy jest to prawda? Obie mają dzieci, które jak papierek lakmusowy chłoną ich emocje i problemy.

„Dzieci to taki czuły barometr. Pokaż mi dziecko, a powiem ci jak wygląda jego dom rodzinny. Mój musi wyglądać źle…” (str. 84)

20160418-DSC_6454

Powieść Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej nie jest łatwa i przyjemna – jakby się mogło wydawać. To historia słodko-gorzka, która wzbudza wiele emocji u czytelnika. Każda  z nas może w pewnym stopniu odnaleźć w ich kreacjach siebie. Bardzo podoba mi się forma – zapisy korespondencji sprawiają, że dosłownie siedzimy w głowach bohaterek i znamy ich prawie każdą myśl. To nowoczesna epistolografia, która w dzisiejszych czasach pomaga utrzymać przyjaźń na odległość lub kiedy nikt nie ma czasu na spotkania. Ja po lekturze wzięłam telefon i od razu zadzwoniłam do przyjaciółki. „Nie oddam szczęścia walkowerem” to powieść przede wszystkim o pięknej przyjaźni, która nie osądza, nie radzi i nie szufladkuje.

 „Nie oddam szczęścia walkowerem” Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska wyd. Czarna Owca, 2016 r. do kupienia tutaj

Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Czarna Owca

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci – zbędny gadżet czy potrzebna ochrona?

Słońce w końcu zawitało i świeci zuchwale w nasze twarze. Tak bardzo na to czekaliśmy! Od razu ma się więcej energii na prozaiczne czynności, a czas spędzany na zewnątrz z dnia na dzień się wydłuża.

Tu łapcie najświeższy wpis: Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka 2024

Zakładając okulary przeciwsłoneczne dzieciom, kształtujemy prawidłowe nawyki – dbania o oczy i wzrok. Wpis jest efektem płatnej współpracy z dystrybutorem marek Real Shades i Shadez. Wytrwali znajdą na końcu rabat 20%!”

W poprzednich latach okulary przeciwsłoneczne były niezbędną rzeczą podczas przebywania na podwórku. Wcale nie przesadzam – Lilka ma tak wrażliwe oczy, że sama się o nie upomina. Nasz poprzedni model był tak eksploatowany (przez 2 lata), że pojawiły się na szkłach rysy, które niestety są bardzo szkodliwe dla oczu i nie można do nich dopuścić, bo zniekształcają obraz. Nadszedł czas na zmianę i tak trafiłam na okulary przeciwsłoneczne Real Kids Shades (zajrzyjcie koniecznie na koniec wpisu, bo mam dla Was niespodziankę).

Okulary  przeciwsłoneczne dla małych dzieci z sieciówki? Nie, dziękuję!

Mogłam pójść na łatwiznę i kupić ładne, tanie okulary w sieciówce. Dlaczego tego nie zrobiłam, chociaż Lilka próbowała mnie przekonać? Naprawdę lepiej jest założyć dziecku czapkę z daszkiem lub kapelusz niż dać mu takie okulary, które poza wyglądem nie mają nic wspólnego z okularami przeciwsłonecznymi.

Dlaczego? Podczas słonecznego dnia mrużymy oczy na słońcu, źrenice się zwężają i dostaje się do nich mniej szkodliwych promieni UV. Sieciówkowe lub bazarowe okulary nie zawierają ochrony przed promieniami UV. Podczas noszenia takich okularów, oczy są zaciemnione, źrenice są rozszerzone i promienie UV trafiają prosto do nich. Lepiej już nic nie zakładać i mrużyć oczy…

Pisałam już Wam, że Lilka ma problemy z oczami i tym tematem interesuję się od dawna. Nie dość, że o nie bardzo dbamy to i chronimy przed słońcem. Każdy podmuch wiatru czy ostre słońce powoduje u niej łzawienie, więc staramy się unikać takich skrajnych warunków pogodowych.

Podczas poszukiwań okularów przeciwsłonecznych idealnych trafiłam właśnie na Real Kids, które bardzo dobrze chronią oczy dzieci przed promieniami słonecznymi, a niektóre modele są dostosowane dla alergików, bo nie przepuszczają również z boku promieni słońca i pyłków. Czyli coś idealnego dla mojego dziecka.

No i prawie każdy model można przekształcić w okulary korekcyjne dla dzieci – uważam to za ogromny plus.

Przetestowałyśmy 4 modele i dziś je Wam pokażemy.

Oto wybrane okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Model EXPLORER

Model Explorer – dostępne w rozmiarach 0+, 2+, 4+. Bardzo dobrze przylegają do głowy i uniemożliwiają dostanie się promieni słonecznych i zanieczyszczeń do oka (nawet z boku). Są bardzo giętkie i wyginają się na wszystkie strony, ale nie tracą formy i są ściśle dopasowane do oczu. W zestawie jest elastyczny pasek, który można odpiąć. Przydaje się np. podczas aktywnego wypoczynku. Jak wszystkie okulary Real Kids mają bardzo wytrzymałe, nietłukące się szkła o wysokiej odporności na zarysowania. Dostępne są również z filtrem polaryzacyjnym.

Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Explorer

real shades explorer

Model SURF

Model Surf – dostępne w rozmiarach 2+, 4+, 7+. Klasyczny model, który wyglądem przypomina pewnie kultowe okulary. W nich Lilka mi się najbardziej podoba:) Mają lustrzane szkła, które są odporne na zarysowania. Dobrze trzymają się na nosku, tylko dobrze trzeba wybrać rozmiar (my mamy 2+, bo 4+ były za szerokie).  Całe oprawki są wykonane z wysokiej jakości materiały i są odporne na zgniatanie i wyginane, co jest nieuniknione podczas użytkowania przez dzieci.

real shades surf

okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

model surf Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Model SKY

Model Sky – dostępny w rozmiarach 2+, 4+, 7+. Bardzo stylowe – ulubione Lilki. Dobrze trzymają się głowy i pasują do różnych ubrań. Lustrzane szkła odbijają obraz. Mają dobrze wyprofilowane zauszniki i nie spadają. Są najlżejsze ze wszystkich modeli, które posiadamy. Mamy również rozmiar 2 +, bo 4+ okazały się za duże. Jak wszystkie okulary Real Kids nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych.

real shades sky

okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Okulary przeciwsłoneczne dla  dzieci

okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Model BREEZE

Model Breeze – dostępny w rozmiarach 4+, 7+. Klasyczny model dla starszych dziewczynek. Zabudowanie po bokach chroni oczy przed bocznymi promieniami. Jak we wszystkich okularach Real Kids oprawki wyginają się i nie odkształcają. Dobrze trzymają się głowy i zapewniają optymalną ochronę przed szkodliwymi promieniami UV. Dostępne są również z filtrem polaryzacyjnym.

Okulary przeciwsłoneczne dla  dzieci
Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci
Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Okulary przeciwsłoneczne dla małych dzieci

Wpis powstał w ramach współpracy z Real Kids

Na zdjęciu tytułowym są sandałki Bobux, strój i kapelusz Next.

Na kod ANIA24 macie 20% zniżki na wszystkie dostępne marki i modele – łapcie link do strony i miłego buszowania: REALSHADES.PL. Kod ważny do 15 maja 2024.

Jeszcze więcej okularowych inspiracji a do tego kod na rabat 20% we wpisie Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci

Gdybyście szukali oprócz okularów innego prezentu – tu lista inspiracji Prezent dla 4 latka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Metamorfoza salonu

  • DOM
  •  komentarze [27]

Dokładnie rok temu pisałam, że planujemy zmianę aranżacji salonu (Salonowe rewolucje). Miałam sporo wątpliwości na temat pozbycia się dużego, wygodnego łóżka z materacem i zamianą na kanapę. Jednak sytuacja lokalowa nas do tego zmusiła i od dłuższego czasu salon jest również naszą sypialnią. 

Czy żałuję tej decyzji? Absolutnie nie! Tak dostosowaliśmy przestrzeń pod nasze potrzeby, że zrobiłabym tak jeszcze raz. Lilka ma swój pokój i to było priorytetem, a reszta była kwestią dogadania się.

Pierwsze co zmieniliśmy to było łóżko. Wywieźliśmy je do babci i tam na nim śpimy jak tylko przyjeżdżamy. Oj, bardzo jest wygodne:)

Kanapa z materacem do spania

Kanapę mieliśmy już wcześniej upatrzoną i w sumie długo nie zastanawialiśmy się nad jej kupnem. Tak bardzo nam się podobała wizualnie oraz była bardzo ergonomiczna. Jedynie nad ceną zastanawialiśmy się dłuższy czas. Jednak jej funkcjonalność i pewne cechy zaważyły o decyzji kupna.

Bardzo często pytacie o nią w prywatnych wiadomościach, więc stwierdziłam, że to dobra okazja żeby skreślić parę słów na jej temat. Pierwszym i głównym atutem jest materac: kieszeniowy, sprężynowy, czyli dokładnie taki jaki można spotkać na zwykłych łóżkach.

Jest bardzo wygodny, lekko twardy. Druga kwestia to unoszone wezgłowie, czyli rozłożona kanapa z uniesionym zagłówkiem jest jak zwykłe łóżko. Trzeci atut: mały schowek na pościel pod spodem.

Jedynym minusem jest nie zdejmowane pokrycie, ale z tym akurat nie ma problemu, bo ani nie jemy w salonie, ani nie rysujemy, więc ryzyko plam jest skutecznie zmniejszone. W komentarzach pod wpisem Salonowe rewolucje pisaliście, że nie chciałoby się Wam ścielić codziennie łóżka. No i tu jest właśnie fajna funkcja.

Jak nie chce mi się chować pościeli to układam równo pościel, rozkładam kołdrę, całość przykrywam kapą lub kocem i unoszę wezgłowie. Dokładnie tak jakby to było zwykłe łóżko. Kanapa tutaj

20160314-DSC_5545
20160314-DSC_5547
20160314-DSC_5549

No i tyle. Do tego stylowy wygląd, ale to już kwestia gustu;)

Co jeszcze zmieniliśmy? Niedawno dokupiliśmy regalik na książki, bo w zabudowanej szafie już się nie mieściły. Sporo mamy książek, do których lubimy wracać i takie rozwiązanie idealnie nam się sprawdza, a do tego stanowi funkcje ozdobne. Regalik IKEA

20160314-DSC_5555

Pisałam już Wam o mojej nowej pasji: kwiatach, trochę nam się zazielenił salon i nabrał charakteru (a w tym roku to jeden z trendów).

Plakat-kalendarz z paprociami tutaj Poduszki, zasłony H&M home

20160314-DSC_5533

 kosz Tine K 

Zmieniłam również abażur, bo fioletowy gryzł się z całością. Jestem bardzo zadowolona z efektu i z funkcjonalności naszego salonu. Marzę jeszcze o małym biurku do pracy, bo teraz pracuję w kuchni, ale już nie znajdę na nie miejsca. Upolowałam go na Westwing.

20160314-DSC_5538

W ubiegłym tygodniu dotarła jeszcze upragniona komoda.

Od dawna szukałam czegoś lekkiego, co pomieściłoby nasze szpargały. Komoda uzupełniła nasz salon, a my mamy trochę więcej miejsca na rzeczy. Komoda Quax.

komoda quax
20160401-DSC_5981-2

Genialna ledowa, bezprzewodowa lampka Fat boy w różnych kolorach dostępna tutaj

Całość prezentuje się teraz tak:

20160403-DSC_6027
20160403-DSC_6028

Żeby nie było 😛 nieodłącznym elementem o wątpliwych walorach wizualnych jest suszarka z praniem. A dziś nadszedł ten dzień, że wystawiam ją na balkon. Jej!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Objawy autyzmu

Objawy autyzmu to temat niezwykle złożony. W związku z obchodzonym corocznie od 2008 roku Światowym Miesiącem Wiedzy o Autyzmie i Światowym Dniem Świadomości Autyzmu. Postanowiłyśmy z Anią podzielić się z Wami garścią informacji na temat tego zaburzenia.

Zaburzenia ze spektrum autyzmu będą stanowić jedną z najczęściej spotykanych niepełnosprawności u dzieci i dorosłych na świecie. Szacuje się, że w Europie autyzmem dotknięta jest jedna na 150 osób. Dane na ten temat dynamicznie zmieniają się w związku z coraz szerszym dostępem do diagnozy dziecka i zwiększającą świadomością społeczeństwa. Warto podkreślić, że jak najwcześniejsza diagnoza i podjęcie odpowiednio dobranej, wieloaspektowej terapii z dużym prawdopodobieństwem pomoże zwiększyć komfort życia osób dotkniętym autyzmem i zminimalizować objawy tego zaburzenia.

Autyzm jest zaburzeniem funkcjonowania w trzech sferach: zachowania, komunikowania się i relacji społecznych. To znaczy, że trudności w wymienionych obszarach muszą być w mniejszym, lub większym stopniu zaobserwowane, aby stwierdzić u dziecka nieprawidłowości rozwojowe ze spektrum autyzmu.

Osoby z autyzmem to grupa bardzo zróżnicowana pod względem objawów. Obejmuje zarówno jednostki niesamodzielne, niemówiące, jak i te, które wykazują wysoko rozwinięte umiejętności poznawcze. Często objawy są tak dyskretnie wyrażone lub przypisywane tzw. „szerokiej normie rozwojowej”, że proces diagnozy rozpoczyna się zdecydowanie zbyt późno. Niejednokrotnie pierwszymi osobami, które zauważają nieprawidłowości są nauczyciele przedszkolni i logopedzi, którzy mają możliwość zaobserwowania dziecka w relacji z nieprzewidywalną grupą rówieśniczą.

OBJAWY AUTYZMU ZWIĄZANE Z KOMUNIKOWANIEM SIĘ:

– niewerbalnym:


trudność w nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktu wzrokowego
mało zróżnicowana lub nieadekwatna mimika, intonacja, gestykulacja
trudności w odbieraniu pozawerbalnego aspektu komunikacji (dziecko nie rozumie zamiarów i emocji wyrażanych mimiką, intonacją i gestami)

– werbalnym:


opóźnienie rozwoju mowy lub mutyzm wybiórczy (porozumiewanie się tylko z konkretnymi osobami lub tylko w określonych środowiskach/kontekstach sytuacyjnych) jako symptomy nieprawidłowości rozwojowych- nie osobne zaburzenia, z którymi różnicuje się spektrum autyzmu w procesie diagnozy

  • mowa ograniczająca się do schematu bodziec – reakcja (nieumiejętność zdawania pytań, brak nawiązywania relacji za pomocą mowy, echolalie bezpośrednie, odroczone- powtarzanie usłyszanych wcześniej słów lub całych fraz)
  • mowa schematyczna: obsesyjne przywiązanie do określonych tematów lub echolalie zawsze używane w konkretnych sytuacjach/w odniesieniu do konkretnych osób
  • zaburzenia rozumienia mowy: na poziomie poleceń prostych, złożonych, relacji czasowo – przestrzennych, dosłowne rozumienie języka: dzieci z autyzmem nie potrafią odczytywać ukrytych znaczeń, nie rozumieją ironii, przenośni, żartów, przysłów
  • kłopoty z tworzeniem wypowiedzi zgodnie z zasadami gramatyki
  • nieprawidłowe użycie zaimków: np. zamiast „ja chcę ciastko” dziecko mówi“on chce ciastko”, “chcesz ciastko”
  • mało zróżnicowana lub nietypowa prozodia wypowiedzi (np.monotonna intonacja mowy)

    To, co odróżnia dzieci z autyzmem od innych, które także przejawiają kłopoty z mową to zaburzenia funkcjonalnego komunikowania się: realizowania potrzeb i nawiązywania relacji społecznych za pomocą mowy. Wiele osób z autyzmem mówi, ale nie komunikuje się skutecznie!

OBJAWY AUTYZMU ZWIĄZANE Z INTERAKCJAMI SPOŁECZNYMI

  • są ściśle powiązane ze sferą komunikacji

  • trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji z otoczeniem (np. podczas wspólnej zabawy, rozmowy)

  • trudności z wchodzeniem w role, naprzemiennością działania, naśladownictwem i kreatywnością w zabawie

  • trudności z akceptowaniem kontaktu fizycznego

  • trudności w rozumieniu i wyrażaniu uczuć, brak/zaburzenia empatii

OBJAWY AUTYZMU ZWIĄZANIE Z ZACHOWANIEM

– mała elastyczność, słabe tolerowanie zmian w otoczeniu (np. przemeblowania pokoju, nowej trasy do przedszkola), przywiązanie do rytuałów, talizmanów
– nietypowe i niefunkcjonalne użycie przedmiotów (np. układanie zabawek w szeregu, nadmierne koncentrowanie się na poruszających się elementach- kołach auta, pralce)
– obsesyjne zainteresowanie nietypowymi dla dziecka dziedzinami wiedzy
– stereotypowe ruchy ciała, najczęściej służące autostymulacji lub rozładowaniu napięcia- machanie rączkami, stymulowanie wzroku (np. przybliżanie i oddalanie przedmiotów od oczu), słuchu (nadmierne generowanie dźwięków), czucia ciała (szczypanie, a nawet autoagresja), zmysłu równowagi (kręcenie się wokół własnej osi), smaku (jedzenie niejadalnych rzeczy), węchu (obwąchiwanie); nadmierna wrażliwość wymienionych zmysłów wyrażona reakcjami obronnymi (np.wybiórczość pokarmowa, lękowa reakcja na dźwięki)

Należy pamiętać, że wymienione objawy autyzmu nie muszą występować w komplecie i mogą mieć różne nasilenie.

Część z nich może pojawić się również jako przejściowy etap rozwoju, ale dzieci „neurotypowe” porzucają niepokojące zachowania, np. echolalie na rzecz kreatywnego tworzenia. Także zdrowo rozwijające się dziecko, tak jak my, ma swoje schematy i rytuały budujące poczucie bezpieczeństwa- od autystów różni je stopień nasilenia i niekiedy specyfika, co powinno być przedmiotem obserwacji specjalistów.

Dziś wiemy, że pierwsze niepokojące objawy autymu, świadczące o byciu w grupie ryzyka spektrum autyzmu możemy zaobserwować już w wieku niemowlęcym.

Diagnoza autyzmu

Co dalej, jeśli okaże się, że Wasze dziecko przejawia niepokojące objawy? Autyzm to zaburzenie neurorozwojowe. W związku z czym każde dziecko z takim podejrzeniem powinno trafić do odpowiednich lekarzy – neurologa i psychiatry. Niezbędne jest także wykonanie badań słuchu, badań w kierunku nietolerancji i alergii oraz oceniających rozwój ruchowy dziecka. Swoją opinię na temat rozwoju powinien wydać psycholog, logopeda oraz pedagog. Taki zespół, składający się z psychiatry, psychologa, logopedy i pedagoga, jest w każdej rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej i zajmuje się diagnozowaniem, orzecznictwem i terapią.

2 kwietnia wiele budynków na całym świecie zaświeci się na niebiesko w geście solidarności i popularyzowania wiedzy o autyzmie (dlatego na zdjęciu Lilka ubrana jest na niebiesko). Zachęcamy do przyłączenia się do akcji-możecie tego dnia ubrać się na niebiesko, 3 kwietnia pobiec charytatywnie w półmaratonie „Biegnij! Wyprzedź autyzm” lub wypić na warszawskiej Ochocie kawę w klubokawiarni obsługiwanej przez osoby z autyzmem:) Możecie również udostępnić ten wpis innym rodzicom, tak aby wiedza o autyźmie docierała do szerszego grona ludzi. 

Autorką tekstu jest mgr Marta Byszko – pedagog specjalny, neurologopeda, która na co dzień pracuje z dziećmi autystycznymi.

Zainteresowanych odsyłam do wpisu Rozwój mowy dziecka do 2 roku życia.

więcej na temat książek we wpisie – Książki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Montessori? Jestem na NIE”

Pojawiło się kilka ciekawych pytań na temat Montessori, na które udzieliłam  odpowiedzi.

„Jak to jest z dziećmi, które spędziły lata przedszkolne w filozofii Montessori, a potem idą do zwykłej szkoły. A nawet takie, które całą podstawówkę zrobiły w Montessori, a potem muszą zmierzyć się z normalnym liceum. Są jakieś badania, statystyki na ten temat?”

oraz bardzo podobne:

„Moje pytanie: jak dziecko nie chwalone, nie karane, pracujące samo przy stoliku poradzi sobie w życiu? Czy nie będzie zbyt odizolowane od reszty dzieci gdy zetknie się z „normalną” szkołą?”

Pedagogika Marii Montessori jest dostosowana do każdego dziecka. Została stworzona na potrzeby pracy z dziećmi upośledzonymi. Maria Montessori bardzo szybko zauważyła, że ta metoda sprawdza się również u dzieci w normie intelektualnej. Dzieci doskonale potrafiły dostosować się do zasad, które panowały w Casa dei Bambini. Wolność oraz brak kar i nagród spowodowały rozwój motywacji wewnętrznej wśród wychowanków.   W dzisiejszych czasach coraz częściej się na ten temat mówi i rodzice, którzy nawet nie ukończyli żadnych kursów bardzo intuicyjnie nie używają kar i nagród, czyli w przypadku szkoły ocen.

Z ogromnym zainteresowaniem obserwuję reformy edukacji. Pamiętam jeszcze jak w klasach 1-3 były oceny (bez niedostatecznej). Od dłuższego czasu są to oceny opisowe. Bardzo podobnie jest w systemie nauczania wg pedagogiki Montessori. Panuje błędny obraz tej metody. Dzieci same opracowują materiał wg programu i zgłaszają się na „zaliczenie” tego zakresu wiedzy. Są również karty pracy, które dzieci uzupełniają w czasie pracy własnej, więc przygotowywane są również pod tym kątem. Liczę na to, że w szkołach tradycyjnych w ciągu najbliższych lat zostaną zniesione prace domowe- tak jest w systemie Montessori. To czy sobie dziecko „poradzi” jest wypadkową wielu cech i umiejętności. Myślę, że rodzaj placówki przedszkolnej nie ma tu najmniejszego wpływu. A to rodzice najczęściej tym się przejmują. Dzieci mają niesamowitą zdolność do adaptacji. Zwrócę jeszcze uwagę na fakt, że naprawdę niewielu rodziców, którzy zapisują dzieci do placówek Montessori stosują tę metodę w domu. A i tak dzieci świetnie sobie radzą.

„Po czym poznać prawdziwe przedszkole/żłobek montressori od takiego, które nazwę metody stosuje głównie jako chwyt reklamowy?”

Polecam bardzo obszerny wpis na ten temat: Czy to prawdziwe Montessori

„Dzwoneczek zwiastujący ciszę, i same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki ect. Jestem jak najbardziej na NIE, nie podoba mi się ta metoda nauczania, wychowywania dzieci”

Metoda M.Montessori od wielu lat ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Wiele wątpliwości na temat tej pedagogiki pojawia się przede wszystkim z niewiedzy. Wszystkie elementy doskonale się uzupełniają i razem współgrają. Co z tym dzwoneczkiem? W przedszkolach tradycyjnych Panie mają również swoje sposoby aby odgraniczyć następne aktywności: klaszczą w dłonie, puszczają muzykę lub nawet używają gongu. Jest to niewerbalny sposób aby zwrócić uwagę na nauczyciela oraz oddzielić jedną aktywność od drugiej. Tak samo jest z dzwonkiem w szkole.

„Same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki etc. „- zabawki (zwane w Montessori pomocami edukacyjnymi) na półkach różnią się znacznie od tych, które możemy znaleźć w przedszkolach tradycyjnych. Rodzice mogą mieć pewność, że są to pomoce przemyślane i służą rozwojowi jakiejś funkcji.  Jednak w placówkach Montessori znajdziecie również bardziej standardowe zabawki takie jak: kuchnia do gotowania, klocki, lalki bobasy, książeczki.

Tutaj chciałabym również zwrócić uwagę na to, że metoda Marii Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Wg mnie jest to dość ryzykowne- całościowe stosowanie tej metody w domu, a ostatnio jest dość modne. Nie ma żadnych badań na ten temat. Warunki panujące w placówce są zdecydowanie inne. Owszem, można kilka elementów z powodzeniem stosować, ale cała metoda jest bez wątpienia do wykorzystania w przedszkolach i szkołach.

Moje pytanie do konsultacji:-) Mam 7 letnią Córeczkę. Pedagogikę Montessori niestety odkryłam dosłownie kilka miesięcy temu- żałuję ogromnie. Zagłębiając się w jej założenia tym bardziej doświadczam żalu i wyrzutów sumienia, że nie miałam okazji więcej wcielać jej w codzienność przy dotychczasowym wychowywaniu Córci, choć intuicyjnie niektóre jej przesłanki również udawało mi się realizować, jednak zupełnie nieświadomie i nie aż w takim zakresie jak zrobiłabym to dziś. Mieszkam w niewielkim mieście i nie ma tu niestety ani jednego przedszkola Montessori. Doświadczenia z przedszkola publicznego mamy baaardzo dalekie od ideału, niestety. Czy mam więc jakąkolwiek szansę nadrobić jeszcze te zaległe lata przedszkolne w dalszej pracy rodzicielskiej z Córcią zgodnie z pedagogiką Montessori? Czy mam szansę choć trochę zniwelować skutki nieodpowiednio prowadzonej pracy z dziećmi w przedszkolu, której doświadczyła moja Córcia? Pocieszam się, że choć te pierwsze lata życia są bardzo istotne i niezwykle ważne, to jednak nasza pamięć w późniejszym życiu nie sięga aż tak daleko. Często zaczyna się ona właśnie od początków lat szkolnych, dlatego teraz chciałabym już bardziej świadomie nadrobić to co było. I w sumie ogromnie liczę tu na pocieszenie od Pani Ani i otrzymanie nadziei co mogę robić dalej od dziś…”

Droga Mamo, pamiętaj proszę, że Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Skup się na przyszłości i budowaniu bliskiej relacji z Córką. Obojętnie jak. Najważniejsze żeby to było zgodne z Twoim sercem i potrzebami dziecka. Jeżeli masz chęć zgłębić metodę Montessori to polecam książkę: Odkrycie dziecka

„Mnie bardzo interesuje temat pochwał, a raczej ich braku w duchu Montessori, i jak się powstrzymać przed ciągłym „super, świetne” gdy samo ciśnie się na usta.”

Myślę, że najłatwiej jest się postawić w roli dziecka i pomyśleć czy samo „super, świetnie, cudownie” by zadowoliło mnie jeżeli napracowałbym się po uszy. Co by mi to dało? A co jeżeli zrobiłbym rysunek byle jak, a mama lub tata użyłaby uniwersalnego i pasującego do wszystkiego „super, świetnie, cudownie”?

Na początku mojej ścieżki zawodowej również miałam z tym problemy. Pomogło mi opisywanie danej czynności. Jeżeli np. dziecku po długich próbach w końcu udało się założyć but i przyszło do mnie pokazać swoją nową umiejętność, najczęściej używałam opisu: „Sam założyłeś but” lub „O, narysowałaś czerwony domek z kominem”. Czasami kiedy dziecko pomaga mi w domu i zrobi coś o co poproszę  zamiast „super, brawo, świetnie” mówię zwyczajne „dziękuję”. Myślę, że to wystarczy.

„A ja właśnie chciałabym zapytać o przedszkole Montessori. Chciałabym do takiego posłać córkę, ale nie jestem pewna czy zróżnicowanie wiekowe dzieci w przedszkolu to na pewno dobry pomysł już dla 2,5-latki. Kiedy byłyśmy na dniach otwartych czterolatek ofuknął moją córkę, że akwarium nie wolno dotykać i ona (jak rzadko) stanęła jak wryta i nie widziała co zrobić. Czy taki maluch poradzi sobie ze starszymi dziećmi, czy nie stanie się „najsłabszym ogniwem” grupy, tym który się podporządkowuje starszym dzieciom? Córka jest bardzo rezolutna, otwarta, chętnie wchodzi w relacje z innymi, ale nie wiem czy to nie za wcześnie na takie połączenie ze starszakami… byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź.”

Jest to jedno z najbardziej popularnych pytań odnośnie pedagogiki Montessori. Maria Montessori dążyła do naturalności w każdym aspekcie. Tak jak w społeczeństwie – rzadko kiedy będziemy pracować tylko z rówieśnikami – stworzyła model grupy mieszanej wiekowo. Zadbała również o to żeby w grupie znalazły się również osoby niepełnosprawne, które żyją w każdym społeczeństwie.

Grupa mieszana wiekowo ma być jak rodzina. Najpierw dziecko wchodzi do grupy jako najmłodsze. Ma możliwość uważnego obserwowania starszych dzieci i nauki od nich. Dzieci starsze pomagają tym najmłodszym. Za rok to ono będzie starsze i odnajdzie się w innej roli. Będzie miało okazję przebywać z dziećmi najstarszymi i najmłodszymi. Tylko w grupach montessoriańskich mają taką możliwość.

Zróżnicowanie wiekowe w grupie wg mnie jest bardzo korzystne. Przede wszystkim dla dzieci, które idą pierwszy rok do przedszkola. Wchodzą do grupy, która funkcjonuje już kolejny rok. Adaptacja przebiega wtedy łagodniej ponieważ przykładowa 30 trzylatków nie płacze z tęsknoty za mamą. Uważam również, że przebywanie ze starszymi dziećmi ma bardzo pozytywny wpływ na rozwój mowy. Dzieci obserwują uczą się słownictwa, którego prawdopodobnie nigdy nie usłyszałyby od rówieśnika.

Dziękuję bardzo za wszystkie pytania i zainteresowanie

Zapraszam też do wpisu „Metoda Montessori w domu – co nam się sprawdziło a co nie”

Anna Trawka – pedagog specjalny, nauczyciel Montessori z  kilkuletnim doświadczeniem w pracy w przedszkolach prowadzonych Metodą Marii Montessori, Logopeda, Terapeuta Integracji Sensorycznej, Autorka książek dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Rodzicu, porzuć wszystkie teorie i bądź szczęśliwy!

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Kiełkował we mnie zdanie po zdaniu, a całe frazy powoli układały się w całość. Może Wam się to wydać dziwne, że na blogu, który ma wiele słów kluczowych- bardzo dobrze wyszukiwanych przez wyszukiwarki takich jak: „metoda BLW”, „metoda M.Montessori”, „metoda symultaniczno-sekwencyjna”, „Rodzicielstwo Bliskości”, „Integracja Sensoryczna” „metoda Karpa” powstanie kiedyś taki wpis.

Dostaję od Was wiele wiadomości na różne tematy. Niektóre dotyczą wychowania, inne zaś sklepu, w którym kupiłam Lilce rajstopy. Często pytacie mnie o bardzo ważne kwestie takie jak np. wybór przedszkola lub prosicie o radę odnośnie rozwoju Waszego dziecka. Dziękuję, że macie do mnie zaufanie i liczycie się z moją opinią.

A ja? No cóż najczęściej udzielam jednej odpowiedzi. „Zrób tak jak podpowiada Ci matczyne serce, tak żeby było Ci wygodnie, tak żebyś nie musiała pożyczać pieniędzy na czesne, tak żebyś miała czas pobawić się z dzieckiem w domu, tak żebyś mogła cieszyć się i wiedzieć, że nie zrobiłaś czegoś wbrew sobie.”

Rodzice nie czują się kompetentni żeby zająć się własnym dzieckiem

Rodzice w dzisiejszych czasach są niepewni siebie. Często są oderwani od rodziny, która mieszka setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Nie mają wsparcia, pomocy i są zwyczajnie zagubieni. Dostają 3,5 kilogramowe dzieciątko w szpitalu bez załączonej instrukcji obsługi.

Nic nie jest już proste, a rady, które docierają do nich nie są przepuszczane przez filtr zaufania. Nikt nie wie co jest najlepsze dla mojego dziecka, ale ja też do końca nie jestem tego pewna.

„Moja mama nie potrzebuje dobrych rad”

Lubię słowa A. Stein „Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”. Kiedyś to matki i babki mówiły młodym matkom jak postępować z malutkim dzieckiem. Jednak kiedy te więzy rodzinne się rozluźniły- takie rady i uwagi młode matki traktują jako atak na ich umiejętności i przekonania.

Na każde słowa dotyczące naszego dziecka i naszym metod reagujemy alergicznie. Gdyby ta zażyłość i kontakt zostały w bardzo bliskim stopniu, inaczej byśmy do nich podchodziły.

Pamiętam siebie z tego czasu. Niepewną, rozdrażnioną, poszukującą „złotego środka”. Naczytałam się poradników i miałam w głowie jakiś plan działania. To była właśnie ta brakująca instrukcja, której nikt nie załączył do mojego nowonarodzonego dziecka, a reklamacji w tej kwestii nie uwzględniano.

Moje dziecko płakało często, długo i bardzo intensywnie, a ja czasami razem z nim. Szukałam antidotum na moje problemy i je szybko odnajdywałam.

Metoda uspokajania dr. Karpa

Noworodek płacze? Nie może zasnąć? Jest na to metoda!- 5 zasad uspokajania dziecka. Czytałam książkę z zapartym tchem i oglądałam filmiki instruktażowe na youtubie.

Genialne – działa! A tak naprawdę to samo pewnie poradziłaby mi moja mama, która takie metody zna od swojej mamy.

Rodzicielstwo Bliskości

Tak, później przyszedł czas na Rodzicielstwo Bliskości- cudowna teoria. Karmienie piersią, noszenie i bliskość. Miałam wyrzuty sumienia, że nie możemy stosować tej metody w całości i czułam się gorsza od innych matek, bo nie potrafiłam spać z niemowlęciem w jednym łóżku.

Czułam, że nie spełniam wszystkich zasad teorii RB i to już chyba coś innego. A gdzie mój rozum wtedy był? Nie wiem. Ale bardzo łatwo było można mnie wpędzić w poczucie winy i bycia „złą matką”. Apogeum nastąpiło wtedy kiedy próbowaliśmy dziecko „otruć” mlekiem modyfikowanym tylko po to żeby mogła 5 godz przespać w nocy ciągiem. Ja- egoistka- siedziałam zapłakana na kanapie w drugim pokoju, a mąż próbował nasze dziecko oszukać. W mojej głowie kłębiły się tylko myśli, że dla własnej wygody podaję mieszankę. Myślę tylko o sobie, a nie o moim dziecku.

Tak sobie teraz myślę, że gdybym nie przeczytała tych wszystkich poradników byłabym szczęśliwsza. Poradniki, teorie i metody wyparły skutecznie mój instynkt. Wyrugowały go i zastąpiły wyrzutami sumienia. W połączeniu z hormonami to jak koktajl Mołotowa.

Czułam się niepewnie i tylko wspomaganie się różnymi badaniami naukowymi pomagały mi „nauczyć się swojego dziecka”.

BLW

Później przyszedł czas na rozszerzanie diety oczywiście Metodą BLW. Cała metoda jest świetna- nie ukrywam, jednak moje ortodoksyjne podejście dziś mnie przeraża. Jak mogłam być taka zero jedynkowa?  Przez to wiele razy moje wyrzuty sumienia były głębokie jak przedwojenna wanna. Przecież nic się stanie jak raz na jakiś czas podasz dziecku słoik.

To było wówczas NIE DO POMYŚLENIA, bo przecież to nie jest metoda BLW, którą stosujemy. Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę o moim dawnym toku rozumowania. Dałam się złapać w pułapkę bycia świetną matką, która stosuje wszystkie metody wychowawcze i pielęgnacyjne. Trochę luzu na pewno by mi pomogło.

Integracja Sensoryczna, metoda Marii Montessori …

Również moje wykształcenie naznaczało mi jakąś ścieżkę. Jednak tutaj nie dałam się aż tak ponieść, bo ani Integracja Sensoryczna, ani metoda Marii Montessori, a już tym bardziej logopedia nie są metodami wychowania.

Dają jakieś narzędzia, z których możemy korzystać i się na nich opierać. Ale w żadnym wypadku podążać ślepo i bezrefleksyjnie. Nawet ja – specjalista w tych 3 dziedzinach oddzielam wychowanie córki od moich przekonań zawodowych.

Nikt na tym by dobrze nie wyszedł, a powodowałoby tylko frustrację i złość. Od stosowania tych metod są specjaliści po kursach i odpowiedniej praktyce. Wiem, że są bardzo interesujące i wspierają rozwój dziecka. Jednak, proszę Was nie przeginajcie.

Wpływ oglądania bajek na rozwój dziecka

Dostałam niedawno meila od czytelniczki, która pyta mnie od jakiego wieku można puszczać  dziecku bajki, bo literatura mówi o 7 r.ż. Inni piszą, że nie można (ABSOLUTNIE) do 3 r.ż. Serio? A kto tak powiedział lub napisał? Amerykańscy naukowcy?

Owszem telewizja w nadmiarze jest szkodliwa. Ale nie dajmy się zwariować. Na pocieszenie dodam, że wolałam Lilce dać Elmo song na telefonie niż podać jej smoczek kiedy podczas podróży autem płakała w niebogłosy.

Apeluję do Was o zdrowy rozsądek i podejście. Gwarantuję Wam, że jeżeli przestaniecie się zastanawiać, a będziecie postępować wg tego jak Wam serce podpowiada będziecie szczęśliwsi. Docenicie to, że dziecko poznaje litery w taki sposób jak chce, a nie dana metoda się nie sprawdza. Frustrację i nerwy zastąpi radość i świeżość.

Nie musicie znać wszystkich metod, teorii i filozofii aby być dobrymi rodzicami. 

W razie wątpliwości i problemów zawsze możecie zwrócić się do specjalisty. Nie musicie nimi się stawać nawet jeżeli Wasze dziecko ma wyzwania rozwojowe.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Share week, czyli blogi, które polecam

O co chodzi? Andrzej Tucholski już po raz piąty organizuje świetną akcję. Autorzy polecają autorów.

Ja również mam kilka blogów, które bardzo lubię i często odwiedzam. Chciałabym również żeby szersza grupa osób o nich wiedziała. Dlatego dziś napiszę o 3 blogach, które warto wg mnie odwiedzać.

Ronja.pl 

to blog wspaniałej mamy 2 dzieci, która również ma wiele wątpliwości na temat macierzyństwa i wychowania. Sporo tematów na jej blogu jest związanych ze Skandynawią. Jej mąż pochodzi z tej dalekiej krainy i ma wiele przemyśleń na jej temat. Lubię jej styl pisania i podejście do wielu sprawa. Widzę też, że się rozwija fotograficznie i bardzo jej kibicuję. Jeżeli jeszcze nie znacie Ronji – koniecznie zajrzyjcie.

ronja

Mataja.pl 

pewnie znacie, a kto nie zagląda ten trąba. Blog o rodzicielstwie oparty na dowodach naukowych. Sztywnie brzmi, co? A teraz wejdźcie w ich progi, przeczytajcie jeden wpis i spróbujcie się nie śmiać.

Dziewczyny mają wyjątkową lekkość pióra i każdy ich wpis czytam z takim samym entuzjazmem jakbym oglądała najśmieszniejszy serial świata. A wiecie jakie wpisy u nich lubię najbardziej? Sponsorowane! Jak nikt potrafią ugryźć temat i w humorystyczny sposób zrobić content.

mataja

PaniMoney.pl 

blog trochę inny, bo o finansach. Od zawsze byłam noga z oszczędnościami i zbieram się powoli żeby trochę w tym temacie się dokształcić. Blog Ady jest bardzo przyjemny w odbiorze i z pewnością niedługo odniesie sukces. Jeżeli myślicie o kredytach, kartach, oszczędnościach to koniecznie zajrzyjcie na jej blog. W ciekawy sposób opisuje własne finansowe perypetie.

pani

Bardzo trudny był to wybór.

Mam jeszcze kilkoro swoich ulubieńców. Kolejność przypadkowa. Opiszę je słowami kluczowymi 🙂

amicusdesign.pl wnętrza i estetyka

Matkawariatka.pl– książki dla dzieci i gadżety

Matkatylkojedna.pl– słowo pisane (!) i pointy

Makóweczki.pl– nadchodzące zmiany i ciepło

flowmummy.pl– macierzyństwo bez lukru

Żudit.pl– zdjęcia Kasi i niebanalne pomysły na posty

Tasteaway.pl– podróże z dzieckiem i warszawskie restauracje

Jestrudo.pl– nauka fotografii

Littlehooligansblog.pl i http://sobiejestesmy.blogspot.com– chłopięcy świat

coverbaby.pl pomysł na macierzyństwo

Kantorekkatjuszki.pl– chwile uchwycone na zdjęciach

Jeżeli sami prowadzicie bloga napiszcie mi o tym w komentarzu – z chęcią do Was zajrzę! I zapraszam do udziału w Share week.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ale jaja! 6 pomysłów jak zrobić pisanki wspólnie z dziećmi

  • DIY
  •  komentarze [21]

W ubiegłym roku zamiast się głowić jak zrobić pisanki poszłam na totalną łatwiznę. W supermarkecie kupiłam zwykłe, chemiczne barwniki. W tym roku chęci trochę więcej, więc postanowiłam, że zrobimy same: piękne, kolorowe pisanki. To dobra okazja żeby spędzić trochę czasu z dziećmi w przedświątecznej bieganinie. Chyba uczynimy z niej tradycję taką jak robienie pierniczków na Boże Narodzenie.

Pokaże dziś kilka ciekawych pomysłów jak zrobić pisanki z dziećmi.

Wszystkie jajka najpierw gotujemy i do dekoracji bierzemy ciepłe, a nawet gorące. Ustawiamy je na butelce z szerokim otworem lub w kieliszku na na jajka (zwanym przez Lilkę jajnikiem lub jajniczkiem:)

1. Kredki świecowe lub pastele żelowe

Dzieci rysują po gorących jajkach, a  rysunek zaczyna się ze skorupką stapiać. Wzory zależą od inwencji dziecka.

jak zrobić pisanki z dziećmi

2. Jak zrobić pisanki w kropeczki

Za pomocą patyczka przyozdabiamy farbą plakatową w dowolne wzory (fajnie wychodzą kropki).

jak zrobić pisanki

3. Farbowanie bibułą

Z kolorowej bibuły wycinamy kwadraciki. My mamy akurat confetti w kształcie kółek. Każdy skrawek papieru dziecko moczy w wodzie i przykleja do jajka. Kiedy papier wyschnie zdejmujemy kwadraciki i mamy pofarbowane jajko.

p.s. Mocniejsze wzory wychodzą na bardzo ciepłych jajkach.

20160319-DSC_5725
jak zrobić pisanki

4. Tatuaże lub naklejki

20160319-DSC_5748

5. Jak zrobić pisanki brokatowe

Smarujemy jajka klejem w płynie i obtaczamy w brokacie.

20160319-DSC_5743
jak zrobić pisanki z dziećmi

6. Jak zrobić pisanki naturalne

To propozycja dla osób, które są tradycjonalistami i uważają, że pisanki powinny wyglądać klasycznie.

Czego potrzebujemy?

  • naturalnych barwników do jajek.
  • nowych, cienkich rajstop
  • sznurka
  • roślinki (u nas płatki goździków i pietruszka).

My akurat zdecydowaliśmy się na jeden z czerwonej kapusty (wychodzą piękne niebieskie).

20160319-DSC_5714

Jak zabarwić jajka na niebiesko czerwoną kapustą?

Gotujemy jajka na twardo.
1/2 główki czerwonej kapusty gotujemy w 1 l wody przez 30 minut. Przelewamy przez sitko do miski, liście możemy wykorzystać np. do sałatki albo bigosu.
Do gorącej wody z kapusty dodajemy 2 łyżki soli i 2 łyżki białego octu spirytusowego.
Zanurzamy jajka i zostawiamy aż do uzyskania pożądanego odcienia niebieskiego (intensywny kolor wymaga leżakowania jajek w barwniku przez całą noc).

Przepisy na ten i inne kolory znajdziecie tutaj

Wracamy do naszego tutorialu.

Przed włożeniem jajek do barwnika wycinamy prostokąt z rajstopy, prosimy dziecko o przytrzymanie jednej części  i związujemy sznurkiem. Dziecko układa na płasko rośliny, a my zawiązujemy bardzo ściśle z drugiej strony. Wkładamy na noc do garnka z barwnikiem.

20160319-DSC_5732
20160319-DSC_5733
20160319-DSC_5734
20160319-DSC_5736

Rano wyglądają tak:

20160321-DSC_5781
20160321-DSC_5782
20160321-DSC_5792

Tu jeszcze były Wielkanocne ozdoby

A jeśli jest u was tradycja świątecznego obdarowywania to tu macie inspiracje na drobne Prezenty od zajączka

A jeśli macie w rodzinie dzieci 0-3 to niezmiennie polecamy nasze książeczki – to ostatnia szansa bo za około 30 dni zamykamy już nasz sklepik online!

Pakiet książek TERAZ z dostawą na terenie całej Polski GRATIS – TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Moje domowe sposoby na katar i przeziębienia

Przełom zimy i wiosny to czas kiedy nasze dzieci częściej chorują. Osłabiona odporność i niezbyt stabilna pogoda sprzyjają zwiększeniu ilości zachorowań. Dzieci pociągają nosem, pojawia się kaszel, czasami gorączka. Dzieci są rozdrażnione, bo nie śpią w nocy przez katar i kaszel, a my niewyspani jak nigdy. Katar nieleczony podobno trwa 7 dni, a leczony tydzień. Tak nie jest w przypadku dzieci. Katar trwa zazwyczaj od 10 do 14 dni, czyli prawie dwa razy dłużej. Jak pomóc dzieciom w tym trudnym czasie? Jakie są moje domowe sposoby na katar i przeziębienia – odpowiem na te pytanie w dzisiejszym wpisie.

Mam wrażenie, że odkąd moja córka poszła do przedszkola uczestniczymy w maratonie przeziębieniowym. Od września do marca przeszła ok. 10 infekcji wirusowych. Z jednej strony jest to normalne, bo w taki sposób dzieci nabierają odporności, a z drugiej jest to dość wyczerpujące. Na szczęście nigdy żadne z przeziębień nie przerodziło się w nic poważniejszego. Katar i kaszel to wg mnie nie choroby. A to dlatego, że mam swój niezawodny zestaw przeziębieniowy, który stosuję od ponad 3 lat. Dzięki szybkiej reakcji tylko 2 razy był potrzebny antybiotyk, więc śmiało mogę powiedzieć, że nasze sposoby działają.

W czasie przeziębień jak tylko pojawią się pierwsze objawy stosuję domowe sposoby. Dotyczą one zarówno  funkcjonowania fizycznego jak i poprawy dobrego samopoczucia. Dzieci w tym czasie są marudne, rozdrażnione i wymagają więcej uwagi niż zwykle. To do nas – matek, lgną najbardziej w poszukiwaniu ukojenia i polepszenia humoru. A my staramy się, mimo zmęczenia, ten trudny czas uprzyjemnić i sprawić żeby dziecko nie cierpiało.

Dziś dzielę się z Wami moimi, domowymi sposobami na katar i przeziębienia stosuję je zawsze jak tylko zobaczę pierwsze objawy (najczęściej jest to katar).

Toaleta nosa

Kiedy pod nosem dziecka zaczyna błyszczeć, znana wszystkim, wydzielina zawsze wyciągam niezawodny inhalator. Jeżeli katar jest gęsty to zawsze przed rozpoczęciem inhalacji robimy toaletę nosa. Kiedy Lilka była mniejsza stosowałam taki zestaw: sól morska do nosa (aby rozrzedzić wydzielinę), później aspirator (polecam taki podłączany do odkurzacza). Teraz kiedy potrafi EFEKTYWNIE (jest to bardzo ważne, bo inaczej wydzielina zalega) wydmuchać nos to używam tylko soli morskiej. Jednak jeżeli katar jest bardzo gęsty to wracamy do aspiratora.

inhalator dla dzieci - domowe sposoby na katar i przeziębienia

Inhalacje

Inhalator (pisałam o nim Jak wybrać inhalator) – nasz najlepszy przyjaciel w czasie przeziębień. Wdychanie roztworu chlorku sodu powoduje rozrzedzanie wydzieliny i dlatego jest tak pomocne. Inhalacje robimy już kiedy nos jest czysty – wtedy działa najlepiej. Do tego zabiegu używamy tylko soli fizjologicznej NaCl, która ma również działanie antybakteryjne. Kiedyś próbowałam wersji hipertonicznej jednak spowodowała ona dodatkowe podrażnienie i wcale nie było lepiej. Na jedną inhalację wlewam jedną ampułkę. W tym czasie włączam Lilce bajkę. Kiedy była mniejsza do tego zabiegu były potrzebne dwie osoby. Jedna trzymała ją na kolanach i przykładała maskę do twarzy, a druga w tym czasie produkowała się wokalnie naprzeciwko – najlepiej sprawdzały się piosenki z pokazywaniem. Inhalacje robimy 2- 3 razy na dobę.

Kiedy karmiłam ją piersią i zatkany nos utrudniał jedzenie robiliśmy te 2 czynności przed jedzeniem. Jeżeli do kataru doszedł również kaszel mokry, odrywający się po 15 minutach od zakończenia inhalacji zawsze ją oklepuję, aby wydzielina się oderwała. Robię to zdecydowanym ruchem kładąc ją na brzuchu na kolanach. Rękę układam w łódeczkę i raz przy razie oklepuję.

Co jeszcze stosuję w czasie walki z katarem i przeziębieniami?

Woda, woda, woda

I tylko w postaci wody, a nie soczków i herbatek. Nawadnianie organizmu walczącego z infekcją jest bardzo ważne, a często dzieci w tym czasie nie odczuwają tak mocno pragnienia. Dlatego stosuję różne triki, aby tylko utrzymać prawidłowy poziom płynów w organizmie. Tak jak widać na zdjęciu wyciągam nawet najbardziej fikuśne butelki z kolorowymi słomkami aby tylko skłonić dziecko do picia. Pamiętam nawet, że przez 2 tygodnie chorowania Lilka piła wodę tylko z papierowego kubka po kawie ze stacji benzynowej. A jak już nic nie działa to nalewam wodę do małego dzbanuszka i pozwalam jej nalewać wodę do szklanek.

Odpowiednia dieta

W czasie przeziębień staramy się unikać kilku produktów, które niekorzystnie wpływają na rozwój choroby. Są nimi cukier i mleko krowie. Pierwszy składnik może zadziałać w ten sposób, że infekcja wirusowa nadkazi się bakteryjnie (bo bakterie lubią cukier) i wtedy będzie potrzebny antybiotyk oraz mleko krowie, które ma właściwości zaśluzowujące i zwiększa ilość wydzieliny, z którą tak bardzo w czasie przeziębień walczymy. Nie przeginam również z produktami powszechnie znanymi jako lecznicze. Uznaję zasadę zdrowego rozsądku i nie podaję kaszy jaglanej na każdy posiłek.

Odpowiednia temperatura i nawilżenie powietrza

Przed położeniem córki spać wietrzę jej pokój. Ze względu też na atopową skórę nie włączamy kaloryferów w jej pokoju. Często stoi u niej oczyszczacz powietrza. Powietrze musi być chłodne, nawilżone i oczyszczone.

Pozycja do spania

Kiedy katar spływa po tylnej ścianie gardła dzieci często się budzą i kaszlą. Dlatego w czasie infekcji wirusowej układam ją na dużej poduszce lub kładę na brzuchu. Kiedy się obróci znów przekładam do odpowiedniej pozycji.

To są nasze niezawodne domowe sposoby na katar i przeziębienia. Próbowałam również innych metod, ale tylko te przynoszą u nas efekty i polecam je każdej mamie. Zobacz też wpis: Wszystko co musisz wiedzieć o katarze – 10 pytań do zaufanego pediatry

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hello marzec!

Dziś kolejna dawka inspiracji – tym razem (pomimo śniegu za oknem) lekko wiosennych.

IMG_1802
  1. Żółte kwiaty od Miszkomaszko. Poprzednie lato przechodziłam w ich sukienkach. Wciąż są u mnie na topie.
  2. Chai Tiger czyli korzenny dodatek do kawy. Muszę je znów dopaść, bo chodzą za mną od dawna. Dostępne na Allegro.
  3. Nowy ekspres do kawy powoduje u mnie ciągłą chęć poszukiwania ciekawych filiżanek H&m home
  4. Tak, wiem, że jest marzec, ale już je zamówiłam, bo bałam się, że sprzątną mi je sprzed nosa. Świetnie wykonane z grubej skóry (wkładka również)
  5. Kosmetyki Yope dobra cena i dobra jakość bez SLS.
  6. Dawno nie czytałam nic związanego z wychowaniem dzieci, bo jakoś przestały do mnie przemawiać tego typu książki. Ta jest inna – nie ma  w nich po rad „rób tak” i „a, tak absolutnie nie rób”. „Świadome rodzicielstwo” to książka dla osób, które chcą się więcej dowiedzieć o sobie- polecana przez A.Stein i J.Juula. Już zamówiłam:)
  7. Pierwszą bransoletkę Mokobelle dostałam od moich przyjaciółek na urodziny. Mam chęć powiększyć kolekcję o jeszcze jedną.
  8. Banan-pietruszka-cytryna to mój ulubiony koktajl- jednak już mi się znudził. Długo szukałam książki z przepisami na Zielone koktajle. Zaraz wiosna, więc trzeba się przygotować.
  9. Trochę się boję, ale chyba zaryzykuję i kupię ekologiczny antyperspirant, który w końcu jest dostępny w Polsce. Schmidt’s
  10. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tyle fajnych polskich marek jest na rynku kosmetycznym. I te opakowanie! Moje dłonie po zimie są w opłakanym stanie, więc zamawiam krem do rąk Alba 1913

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ciekawe książki dla dzieci do 10 zł

Książki wcale nie muszą być drogie aby mieć w sobie to „coś”. Dziś polecam ciekawe książki dla dzieci w różnym wieku (od 6 m+ do 6 lat), za które nie zapłacicie więcej niż 10 zł. Można? Pewnie, że tak!

Prosicie również o oznaczenia dla dzieci w jakim wieku mogą być atrakcyjne. Tak dziś też uczynię.

Zaczynamy od najmłodszych.

„Seria Onomato, czyli zabawa dźwiękami” – opracowanie zbiorowe wyd. Olesiejuk 

Wiek 6m +

Cena ok 3 zł.

Seria 7 kartonowych książeczek z onomatopejami. Ciekawa alternatywa dla Księgi dźwięków. To właśnie od wyrażeń dźwiękonaśladowczych dzieci zaczynają mówić. Warto wspomagać naukę książkami z obrazkami.

978-83-274-4027-3-side

Seria „Wiersze mojego dzieciństwa” Jan Brzechwa wyd. Aksjomat

Wiek 12 m+

Cena ok 4 zł

Pewnie każdy kto ma dzieci ma małe kartonowe książeczki z wierszykami Brzechwy. Ta seria jest wyjątkowo ładnie zilustrowana i wydana.

10523066-side

Seria „Co słychać?” ilustracje Artur Janicki wyd. Aksjomat

Wiek 18 m+

Cena ok 4 zł

Seria kartonowych książeczek, która bardzo przypomina kultową już ul. Czereśniową. Mniejszy format i tekst sprawiają, że dzieci uwielbiają te książki. Każda z nich ma sporo szczegółów i ciekawy tekst.

77-side

Julian Tuwim „Rzepka”, „Ptasie radio” wyd. Oficyna Wydawnicza G&P

Wiek 18 m+

Cena ok 6 zł

Kartonowa książeczka w formie harmonijki ilustrowana przez Marcina Szancera. Bardzo fajna forma do czytania- Lilka ją uwielbiała.

rzepka-ptasie-radio-skladanka-b-iext6147543

Julian Tuwim „Abecadło” ilustracje Bohdan Butenko wyd. Zysk i spółka

Wiek 18 m +

Cena ok 7 zł

Legendarny wiersz Tuwima ilustrowany przez Bohdana Butenkę. Świetne wydanie!

abecadlo

Seria „Basia i Franek” Zofia Stanecka i Marianna Oklejak wyd. Egmont

Wiek 24 m+

Cena ok 7 zł

Seria o rezolutnym rodzeństwie Basi i Franku. Bardzo ciekawe i pouczające  książki. Można je kupić w jednym tomie, ale wtedy kartki nie są kartonowe. Zauważyłam również, że młodsze dzieci wolą tę serię czytać w pojedynczych książeczkach.

Basia-Franek-i-jedzenie-side

lub

wielka-ksiega-basi-i-franka

Seria „Kicia Kocia” Anita Głowińska wyd. Media Rodzina

Wiek 24 m+

Cena ok 6 zł

Seria przygód wesołej kotki o imieniu Kicia Kocia. Kto nie zna – serdecznie polecam. Dzieci ją uwielbiają, a rodzice Kicia kocia pomaga w rozwiązywaniu różnych problemów. Ilustracje są dość specyficzne, ale przyjemne dla oka. Każda z części ma sporo szczegółów, które dzieci bardzo lubią.

kicia-kocia-na-plazy-u-iext26019899-side

Seria „Mądra Mysz” wyd. Media Rodzina

Wiek 3 lata+

Cena ok 7 zł

Seria „Mądra Mysz” składa się z kilku mniejszych, ale powiązanych tematycznie książek

„Zuzia”

Seria książek o Zuzi, która ma różne przygody. Niektóre części są jak bajki terapeutyczne- pozwalają oswoić strach przed nieznanym („Zuzia u dentysty”) lub mają wątek edukacyjny „Zuzia nie rozmawia ze znajomym”. Lilka tę serię uwielbia! Mogłaby czytać ją non stop.

-zuzia-idzie-do-fryzjera-madra-mysz-side

„Maks”

Bohaterem książek jest chłopiec o imieniu Maks. Ciekawe historie i przyjemne dla oka ilustracje.

maks_jedzie_do_babci_i_dziadka01-side

„Pojazdy”

Bardzo szczegółowe książeczki o maszynach i pojazdach.

madra-mysz-maszyny-i-pojazdy-budowa-drogi-media-rodzina-side

„Mam przyjaciela …” „Dawniej i dziś”

mm_mam_przyjaciela_pilota01-side

Pierwsza seria przybliża różne zawody. Bardzo ciekawe i pouczające książki rozszerzające słownictwo.

„Dawniej i dziś” to porównanie dzisiejszych czasów z dawniejszymi. Fascynująca podróż w czasie.

Seria „Czytam sobie” wyd. Egmont

Wiek 3+

Cena ok 9 zł.

Seria książek dla dzieci do samodzielnego czytania (3 poziomy trudności), ale nic nie stoi na przeszkodzie  żebyśmy to my czytali je dzieciom. Wszystkie są napisane przez polskich autorów i w większości zilustrowane przez rodzimych ilustratorów (Emilia Dziubak, Joanna Rusinek). Fajne książki dla dzieci w różnym wieku. Osobiście bardzo polecam „Robota Roberta” i „Maję na tropie jaja”.

1d0a8156e5c5eb52da7bc3a4fb082ec7-side

Seria ” Ciekawe dlaczego?” wyd. Olesiejuk

Wiek 4+

Cena ok 5 zł

Ta seria przedstawia w bardzo interesujący sposób zagadnienia, którymi interesują się dzieci. Odpowiada na pytania i zaspokaja głód wiedzy.

ciekawe-dlaczego-mydlo-sie-pieni-u-iext9484731-side

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis proszę dajcie mi znać tutaj lub kliknijcie „Lubię to” na https://www.facebook.com/nebuleblog/. Dziękuję!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego wolę zabrać dziecko do muzeum niż na kulki?

Pogoda byle jaka. Skreślam dni do wiosny i staram się myśleć pozytywnie. Niech tylko przestanie lać, słońce wyjrzy zza chmury i wszystko obudzi się do życia. Taki mam plan. A teraz? Zbliża się weekend i myślę co zaplanować na dwa najbliższe dni. Szkoda siedzieć w domu kiedy jesteśmy w końcu zdrowi i chętni na wyjście. I co robić z aktywną 3-latką  żeby miło i przyjemnie spędzić czas? Duże miasto daje mnóstwo możliwości i wszystko zależy od tego jakie mamy preferencje oraz ile gotówki w portfelu.

Oferta dla dzieci jest naprawdę szeroka, więc dlaczego ciągamy nasze dziecko po „nudnych” muzeach i galeriach zamiast dać jej się wybawić i wyszaleć w kuleczkach?

Jeżeli miałabym do wyboru muzeum czy kulki zawsze wybrałabym to pierwsze. Gorzej jest jeżeli wyboru dużego nie ma, a najbliższe miejsca związane z kulturą mamy 100 km od domu.

No i co jest takiego strasznego w kulkolandach? 

W niedzielę po koncercie w  Mazowieckim Instytucie Kultury równolegle odbywały się warsztaty z Kinder Niespodzianką- tym wielkim jajem, które zna każde dziecko. Wychodząc ze Smykofonii nie dało się tego nie zauważyć. Wchodzimy, dzieci około 40 na 25 metrach kwadratowych. Gorąco, głośno, wilgotno. Rozglądam się i mój „chorobowy czujnik” już bije na alarm.

Po prawej dziecko z gilem po pas, pewnie „alergicznym”, w basenie z kulkami 5 lub 6 dzieci. Jedno kaszle tak, że aż się dusi, obok siedzi niemowlak i pochłania buzią jedną kulkę. Dziecięce wydzieliny są wszędzie. Jestem w stanie je zaakceptować tylko wtedy kiedy jest w nich DNA mojego dziecka. Inne przyprawiają mnie o dreszcze i odruch wymiotny. Mam wiele wątpliwości związanych z takimi miejscami.

Po każdej wizycie w kulkolandach Lilka była chora. A po 2 tygodniowej kwarantannie, wycieraniu nosa, robienia inhalacji i łażenia w piżamach nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki. Raz byłam świadkiem kiedy dziecko zasikało się w basenie z kulkami. Opiekun szybko zabrał dziecko i nic sobie nie zrobił z pozostałości. Oblepione we włosach plastikowe kuleczki dalej bawiły dzieci. Mnie to totalnie nie bawi i nie chcę żeby moje dziecko w tym spędzało czas. Kiedyś czytałam artykuł (nie mogę do niego dotrzeć), że w kulkach jest więcej drobnoustrojów niż na desce klozetowej w publicznej toalecie.

Brud kontra dzieci

Możecie sobie pomyśleć, że jestem przewrażliwiona. Ale nie jestem. Moje dziecko nie chodzi brudne, ale tylko dlatego, że jej to przeszkadza. Nie mam obsesji na punkcie plamki na bluzce czy okruchów na buzi. Ona sama to zauważa i krzyczy żeby zmienić, co czasami doprowadza nas do małych spięć, bo np. za godzinę będzie przebierać się w piżamę, więc nie widzę sensu zmieniać bluzki z powodu maleńkiej plamy.

Jednak ona ma swoje zdanie na ten temat i jej pozwalam. Nie pamiętam żebym myła zabawki czy inne rzeczy, które z pasją wkładała do buzi. Bo wiem, co jest u mnie na podłodze  i nie mam wątpliwości, czy ktoś to nasikał czy napluł.

Za mało higieny?

Jednak jeżeli widzę potencjalne zagrożenie zdrowia to je eliminuję i wolę się tym nie martwić. Oczywiście, powiecie, że wszędzie może się czymś zarazić nawet o tym nie wiedząc. Jednak polityka niektórych sal zabaw budzi moje wątpliwości i wolałbym aby były jakieś punkty prawne w tej kwestii.

Sanepid monitoruje tylko niektóre takie miejsca raz na kwartał. W ciągu 3 lat byłam w dwóch miejscach, które wydawały mi się czyste. Reszta pozostawiała wiele do życzenia. W jednym nawet Pani pytała czy dziecko jest zdrowe i zdezynfekowała nasze dłonie. Ale jednak to nie wystarcza. Staramy się unikać takich miejsc i dlatego właśnie wolę zabrać ją gdziekolwiek tylko nie tam. Z obawy o zdrowie- nic więcej.

Kultura niska i wysoka

Oczywiście wizyta w muzeum czy galerii jest bardziej wartościowa poznawczo niż zjeżdżanie na dmuchańcach, ale dzieci potrzebują jednego i drugiego. A proporcję powinny same wyznaczać w zależności od potrzeb.

Można też dyskutować o wyższości niektórych atrakcji dla dzieci nad innymi, ale tutaj każdy ma swoje przemyślenia na ten temat. Nie wiem czy mi się do końca podoba tylko to, że bilet rodzinny np. do warszawskiej Zachęty kosztuje 15 zł (za 3 osoby, cały dzień, wszystkie wystawy), a 3 h w kulkach 35 zł. Jednak wkład organizatorów jest tutaj niewspółmierny.

Nie pozostaje mi nic innego jak czekanie na wiosnę. Powrót na plac zabaw jest jednym z moich marzeń. I nawet nie martwię się o piaskownice, bo wiem, że ktoś nad nimi czuwa.

p.s. Ten wpis powinnam wrzucić do kategorii: „Miejsca NIEprzyjazne dzieciom”.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej