kontakt i współpraca
Ostatnio mam sporo przemyśleń na temat swojego życia. Nie chcę żeby czas uciekał mi przez palce, a ja się obudzę po 40, że to już. Od kiedy zostałam mamą- mam wrażenie, że lata mijają jak miesiące, a tylko pojedynczy dzień dłuży się niemiłosiernie (szczególnie podczas chorób).
Myślę, że spory wpływ na to ma moja praca związana z blogiem. Chociaż staram się wydzielić sobie „godziny pracy”- bywa z tym różnie, bo nie potrafię na zawołanie wyłączyć np. myślenia o wpisie bądź aranżowania w głowie kadru, który chcę uwiecznić.
Nie jestem Idealną Mamą, ani Perfekcyjną Panią Domu. Mało tego- nawet nie chcę nimi być! Ani nawet dążyć do ideału, bo wg mnie to unieszczęśliwia. Pogodziłam się z tym jaka jestem, ale też nie zaniechałam pracy nad sobą, bo uważam, że stać mnie na więcej, a moje lenistwo skutecznie ukryty potencjał blokuje. Mam swoje nawyki, których już nic nie zmieni, ale również ciągle poszukuję nowych rozwiązań-takich ułatwiających życie.
Magia sprzątania sporo ułatwiła i rzeczywiście widzę jej realny wpływ na organizację dnia codziennego. Jednak wszystkich wskazówek nie udało mi się wdrożyć i przyjęłam to z pokorą. Widocznie nie do końca mi pasowały. Wiele z nich wydała mi się nawet absurdalna! Bo jak ja- matka na full etacie mam jeszcze o tym wszystkim pamiętać. Dlatego wciąż poszukuję ułatwień tak żeby lepiej zorganizować przestrzeń wokół nas oraz czas.
Przyznam Wam szczerze, że lepiej idzie mi zajmowanie się dzieckiem niż domem. Wiele odpuszczam tylko po to żeby mieć więcej czasu dla dziecka lub dla siebie. Nie mam siły na codziennie układanie i codzienne porządki. Nie mam Pani do sprzątania i mi z tym dobrze. Sprzątam wszystko jeden raz w tygodniu i jest ok. Wielkich wymagań wobec domowników też nie mam. Dobrze nam się żyje w tym ekosystemie- jednak wiem, że mogłabym bardziej się do tego przykładać.
Mam kilka swoich „live hacks”, które ułatwiają mi życie. W trakcie zwariowanego dnia Matki, która jest w domu potrzebuję takich wskazówek. Bo jak mam zachować balans pomiędzy byciem rodzicem, żoną i właścicielką dobrze prosperującego bloga? No nie da się. Na koniec dnia zawsze mam jakieś niezałatwione sprawy, których nie udało się dopiąć. Z tym już się pogodziłam.
Jest w tym wiele prawdy. Wyobraźcie sobie, że leżę sobie na plaży w Turcji pod słomkowym parasolem. Piję zimnego drinka. Lila w oddali zbiera kamyki z mężem- jest idealnie. Czytam dobry kryminał i tam znajduję zdanie, które odmienia moje życie. „Wszystko co nie zajmuję więcej niż 2 min rób od razu”– mówi postać do głównego bohatera. Czytam jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie mam ołówka żeby sobie zaznaczyć ten kawałek. Z Lilki gazety z Peppą wyrywam kawałek i zaznaczam go sobie.
Później dużo o tym myślę. Wracamy do Polski, a ja zaczynam wdrażać to jedno zdanie do mojego życia pełnego chaosu. Jestem pod wrażeniem, jak kilka słów może mieć widoczny wpływ na nasz dzień codzienny.
Wszystko staram się robić wg tej zasady i mam o wiele mniej pracy później, a przez to więcej wolnego czasu. Mało tego, moje sumienie ma się o wiele lepiej. Stosuję tę metodę na wielu płaszczyznach mojego życia i widzę bardzo pozytywny efekt. Wstaję rano- od razu ścielę łóżko, bo zajmuje mniej niż 2 min. 3-4 talerze zmywam od razu. Na meila lub komentarz, który wymaga krótkiej odpowiedzi odpisuję od razu.
Przez to nie muszę rezerwować później 2-3 godzin na zrobienie wszystkiego i jestem mniej zmęczona. To działa! A do tego mam wrażenie, że jestem szczęśliwszym człowiekiem.
Prosiłyście w wiadomościach prywatnych o kilka słów na temat pościeli Maylily. Wypatrzyłam ją jeszcze przed Świętami, ale piszę dopiero teraz, bo musiałam zobaczyć jak będzie wyglądać po kilku praniach. Czym się różni od zwykłej pościeli?
Przede wszystkim składem- bambus ma właściwości antybakteryjne i wpływa na miękkość włókien. Nawet jej nie prasuję. Mam wrażenie, że ma podobne właściwości jak jedwab- rano wstaję z gładką skórą na twarzy.
Jaskółki urzekły mnie totalnie.
Jeżeli spodobał Ci się ten post zostaw komentarz lub kliknij „Lubię to” na profilu https://www.facebook.com/nebuleblog/ Dziękuję:)
Prezenty dla kobiet… Pewnie nie raz dostałyście prezent, który Was rozczarował. Pamiętacie to uczucie kiedy z ekscytacją zdzieracie papier i zębami rozwiązujecie supły na wstążkach (bo przecież szkoda paznokci)? Emocje sięgają zenitu i Waszym oczom ukazuje się coś czego zupełnie byście się nie spodziewały. Miną próbujecie rozegrać to w miarę polubownie, ale w głowie macie myśli: „Co to w ogóle jest?” „Przecież ja tego nie używam”, a z ust jak z automatu leci wiązka: „Dziękuję bardzo! No śliczne! Będzie mi pasowało do zielonej bluzki z gruszką, którą dostałam od Ciebie rok temu”. Nikt nie chce robić nikomu przykrości i dla zachowania przyjaznej atmosfery dziękujemy, uśmiechamy się trochę na siłę i wrzucamy taki podarek na dno szafy.
post sponsorowany przez Zalando
Znam wiele osób , które nie potrafią kupować prezentów. Jedną z nich jest mój towarzysz życia. Po wielu wpadkach (złoty medal Queen Bitch etc.) się poddał. Zwyczajnie, któregoś dnia wywiesił białą flagę i powiedział, że mam sama wybierać sobie prezenty, a najlepiej to mam sama sobie kupić i zapakować.
Może jeszcze sama sobie mam go dać? No i co mam zrobić skoro bardzo lubię niespodzianki? Oczywiście takie trafione. Nie wiem czy Wasi mężczyźni też tak mają, ale mój nie potrafi czytać między wierszami i kiedy jesteśmy w sklepie, coś mi się spodoba i nawet pójdę do przymierzalni – to on siedzi wlepiony w telefon i klepie holenderskie słówka lub robi Mobilny Kurs Sommeliera.
Wychodzę z przymierzalni (a zbliżają się urodziny/Dzień Kobiet/Europejski Dzień Mózgu (18 marca)/Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy (22 wrzesień). Żaden gest ani uśmiech nie jest w stanie go naprowadzić na ten trop, że ja – towarzyszka życia upodobałam sobie daną rzecz na prezent.
Faceci są naprawdę z innej planety, bo kiedy już naprawdę biorę coś do przymierzalni i przy dobrych fluidach to coś na mnie pasuje to znaczy, że muszę i pragnę TO mieć. Żadna kobieta nie przegapiłaby tego blasku w oczach i mokrych z ekscytacji dłoni.
A mężczyznę? Najpierw muszę oderwać od telefonu, zaprowadzić, pokazać palcem i jeszcze rozmiar podać i dodać wielkim literami: „Chciałabym to dostać na urodziny”. Samo „Podoba mi się” nie będzie dla niego zbyt wymowne i zlekceważy ten komunikat. A już najlepiej to zrobić zdjęcie telefonem, dopisać sklep, rozmiar i wysłać MMS-em.
Możecie pomyśleć, że mój mąż mnie nie zna skoro nie potrafi mi kupić prezentu. Zna mnie i to bardzo dobrze, ale mamy inne gusta. On nie potrafi się wcielić we mnie i na zakupach spojrzeć na rzeczy moimi oczami i kiedy nie ma konkretnego pomysłu to woli nic nie kupić (bo dno szafy to nie Narnia i więcej nietrafionych prezentów nie przyjmie).
Anegdotka: Zachorowałam ostatnio na pewne buty. Kosztują sporo, więc ciągle o nich TYLKO myślę. Mam już do nich 5 różnych stylizacji i widzę oczami wyobraźni jak cudownie w nich wyglądam. Pokazuję je mężowi. On robi wielkie oczy i mówi: „No, takie miał Anaruk chłopiec z Grenlandii. Kupiłabyś sobie skórzane, do kolan, najlepiej na obcasie”. Taaaa, na plac zabaw nadają się idealnie.
Mam na niego mały haczyk. Czyta mojego bloga, codziennie. Komentarze również:) To prawie tak samo jakby czytał mój pamiętnik, wie co siedzi u mnie w głowie. Po ostatnim wpisie o Prezenty dla niej dostałam 2 miesiące później ozdobny pasek do aparatu, który był w inspiracjach. Czyli zadziałało. Za chwilę Walentynki, a lada dzień Dzień Kobiet, Dzień Matki i milion innych okazji, więc chciałabym zaktualizować moją listą z prezentami. Wiem, że macie podobny gust i również skorzystacie.
Poniżej przedstawiam moje typy na „bezpieczne” prezenty, które można kupić dyskretnie bez wypytywania o rozmiar lub wielkość.
Wpis powstał we współpracy z Zalando – sklepem, gdzie znajdziecie mnóstwo inspirujących pomysłów na prezenty: https://www.zalando.pl/pomysl-na-prezent/
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
Uwielbiam wyjazdy. Już sama świadomość, że za jakiś czas opuścimy nasze małe mieszkanie powoduje u mnie nie małą ekscytację. To właśnie w tym czasie jesteśmy tylko dla siebie i nadrabiamy ten, czas, który tak szybko leci pomiędzy śniadaniem, praniem, sprzątaniem i innym prozaicznymi czynnościami dnia codziennego. Lubię kiedy jest czas na wszystko, nikt się nie spieszy, mniej jest nerwów, a więcej rozmowy i wspólnego spędzania czasu.
A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!
Chciałam ten czas spędzić wyjątkowo, a nie na kanapie przed telewizorem. Dlatego doszłam do wniosku wraz z moim przyjaciółkami, że możemy ruszyć się gdzieś dalej. Nasze dzieci są już na tyle duże, że bez problemu odnajdą się w nowej sytuacji, a my przy okazji wypoczniemy, nagadamy się za wszystkie czasy i spędzimy fajnie Sylwestra. Wpadłyśmy na pomysł wyjazdu całą ekipą: 6 osób dorosłych, 2 dzieci i kot. Zaczęłyśmy poszukiwania miejsca idealnego.
Hotele nie wchodziły w rachubę, ponieważ cena z balem powaliła nas na kolana. A poza tym zależało nam żeby nie zamykać się w swoich pokojach i spotykać tylko na posiłkach, a rzeczywiście spędzić ten czas razem. Zdecydowaliśmy się na agroturystykę – najlepiej bez właściciela w domku. Długo nie musiałam szukać. Nasz domek znalazł nas sam. Pojawił mi się któregoś dnia na facebookowej tablicy. Weszłam na stronę i już wiedziałam, że nasz wyjazd spędzimy w Wiejskiej Zagrodzie Podlasie, a był dopiero początek października.
Jak wiecie pochodzę z tych okolic i każdy wyjazd w tamte strony sprawia, że czuję się jakbym wróciła na podwórko do mojej Babci.
Kiedy sprawdziłam lokalizację domku- byłam już niemal pewna. Białowieża, Narewka, Hajnówka, Puszcza Białowieska to miejsca gdzie spędzałam wakacje- najczęściej na koloniach. Kojarzy mi się wciąż z beztroską i totalnym kontaktem z naturą. Chciałam zabrać rodzinę i przyjaciół w takie miejsce, które będzie dla mnie wyjątkowe.
Sporo w okolicy się zmieniło, więc jak to ja zrobiłam odpowiedni research i zaprosiłam najbliższych na wycieczkę po moim dzieciństwie.
Kilka słów o Wiejskiej Zagrodzie Podlasie. Kontaktowałam się z właścicielami drogą elektroniczną. Bardzo szybko sfinalizowaliśmy rezerwację, bo bałam się, że ktoś może nam to miejsce sprzątnąć sprzed nosa. Właściciele cierpliwie odpowiadali na 100 meili, które wysyła matka przed wyjazdem;) Upewniłam się czy wszystko czego potrzebujemy jest na miejscu oraz czy może z nami jechać kot. Dostałam bardzo miłą wiadomość, że kot nawet MUSI z nami pojechać.
Pozostało nam tylko odliczać dni do wyjazdu. Nie było to takie łatwe, bo wszyscy nie mogliśmy się doczekać.
Zapakowaliśmy walizki i ruszyliśmy na wschód. Z przyjaciółmi spotkaliśmy się na miejscu, a domek otworzyła nam przemiła Pani sąsiadka, która zajmuje się kwaterą. Powitał nas przepiękny, bardzo stary dom urządzony w folkowym stylu. Wciąż jestem zauroczona tym miejscem. Domek jest niewielki, ale bardzo przytulny. Na dole: salon, kuchnia, jadalnia i łazienka, a na górze 3 sypialnie i łazienka.
Spokojnie zmieszczą się tu 3 rodziny z dziećmi. W każdym pokoju jest nawet łóżko dla dzieci- odpowiednio przygotowane przez właścicieli. Muszę też napisać o udogodnieniach. W domu jest pralka, lodówka, a nawet zmywarka. Można tu przyjechać na cały tydzień i korzystać z tych wszystkich wygód.
Dla dzieci jest wysokie krzesełko, wanienka, a nawet kącik do zabawy ze stolikiem krzesełkami oraz zabawkami i książeczkami o żubrach.
Łazienka z małą sauną i pralką
Teraz trochę o miejscach, które warto odwiedzić. Białowieża jest oddalona o 14 km od domku. Warto wybrać się drogą przez Puszczę Białowieską- cudowne widoki gwarantowane. W Białowieży jest kilka dobrych miejsc na obiad. Jedno z nich to Restauracja Carska- prowadzonych przez Gesslerów. Samo miejsce jest naprawdę urocze, bo restauracja znajaduje się w zabytkowy budynku dworca kolejowego zbudowanego dla Cara Mikołaja. Jedzenie jest bardzo dobre, jednak ceny są dość wysokie. Dlatego też szukaliśmy innych miejsc na obiad. Po skończonym posiłku warto wyjść drugą stroną i zwiedzić zabytkowe wagony kolejowe.
Park i Muzeum
Cerkiew z ołtarzem zrobionym w całości z porcelany
Przy parku jest jeszcze Stacja Białowieża Pałac z edukacyjnym placem zabaw – wstęp jest płatny.
Jeżeli macie chęć na basen to polecam Hotel Żubrówka – świetne spa i basen z brodzikiem dla dzieci.
Na przeciwko tego hotelu jest sklep Jarzębinka – wstąpcie tam po Bułkę białowieską – drożdżowe zawijasy z cynamonem, mniam!
W Białowieży warto jeszcze odwiedzić kawiarnię Walizka i zjeść obiad w Stoczku (zróbcie najpierw rezerwację).
W okolicy Mikłaszewa polecam na obiad Bojarski gościniec– (oddalony o 3 km) bardzo dobra zupa soljanka i pierogi:)
Możecie też się wybrać do Hajnówki – tam polecano mi Restaurację Starówka z kącikiem dla dzieci oraz basen.
Za Białowieżą w stronę Tersmisk jest Sioło Budy – przepyszne jedzenie i skansen.
Z racji tego, że podczas naszego temperatura na zewnątrz była mocno na minusie (-19) nie mogliśmy korzystać z dobrodziejstw Puszczy, ale z pewnością warto się tam wybrać z dzieciakami-zobaczyć dziką naturą, a nawet spotkać żubra. W tamtych okolicach sezon trwa cały rok, ale myślę, że na wiosnę może być jeszcze bardziej uroczo.
Serdecznie Wam polecam Wiejską Zagrodę Podlasie na wyjazd z dziećmi. Jestem pewna, że będziecie chcieli tam wrócić, bo z pewnością jeszcze tam zawitamy.
Dawno nie pojawił się wpis z tego cyklu. Choroby i wyjazdy skutecznie nam uniemożliwiały odwiedzanie ciekawych miejsc dla dzieci. Dziś nadrabiam i prezentuję trzy miejsca na stołecznej mapie warte zobaczenia.
Długo nie wiedziałam o istnieniu tego muzeum, aż pewnego niedzielnego poranka trafiłam na ich stronę. Samo muzeum nie jest duże, ale zapewni sporą dawkę wiedzy i zabawy. Spokojnie w 1,5 h można obejrzeć wszystko. Bardzo interesujące okazały się eksponaty zwierząt oraz ewolucja człowieka. /Jesteśmy teraz na etapie oglądania „Był sobie człowiek”, więc wizyta w tym muzeum była ciekawym doświadczeniem.
Wstęp jest darmowy.
Nasze odkrycie ostatnich miesięcy to Der Elefant. Miejsce wyjątkowe, bo posiada wszystko czego szukam w restauracji przyjaznej dzieciom. A nawet bije na głowę inne miejsca, które z córką odwiedzamy.
Sama filozofia przemawia do mnie w 100%. Wystrój restauracji bardzo przypomina mi nowojorskie restauracje, w którym jadałam 7 lat temu- surowo, ale z charakterem. Lokal ma dwa ciekawie zaaranżowane, przestronne piętra.
Jedzenie jest pyszne – a najczęściej w tym celu udaję się do restauracji. Ryby i owoce morza smakują naprawdę wybornie, a pierogi ruskie zachwyciły Lilkę. Wieczorem z czarnego fortepianu wydobywa się cudowna muzyka. Klimat jest niepowtarzalny.
Kiedy pierwszy raz weszłam na górę nie zdawałam sobie sprawy, że taka niespodzianka czeka na górze. Blisko stolików znajduje się niewielka sala zabaw z kulkami, które dosłownie, aż błyszczały z czystości;) Obok jest toaleta dla dzieci- genialny pomysł.
W tym pomieszczeniu zaintrygowały mnie mała kuchnia i długie stoły. Okazało się, że w weekendy odbywa się tu Szkoła gotowania dla najmłodszych. Z pewnością się na nią wybierzemy.
Co jeszcze oferuje Der Elefant najmłodszym? Dziecięce menu, wysokie krzesełka, przewijak w toalecie i bardzo wyrozumiałe podejście do małego klienta, który na koniec dostaje lizaka.
Jeżeli będziecie rezerwować tam stolik na obiad z dzieckiem poproście o miejsce przy sali zabaw.
Dziś rozprawiam się z niektórymi zakazami wypowiadanymi często z automatu przez rodziców i osoby z bliskiego otoczenia. Nie przepadam za takimi nieprzemyślanymi komunikatami i często sama gryzę się w język w trakcie wypowiadania podobnego zwrotu.
Ogólnie staram się nie używać zwrotów, które zaczynają się na „nie”. Mózg dziecka często go nie słyszy i pozostaje komunikat „…skacz” „…gadaj” itd. dlatego lepiej jest zabraniać przez zaprzeczenie, czyli zamiast „Nie skacz” lepiej jest powiedzieć „Idź spokojnie” albo „Cicho”.
No nie skacz, bo się przewrócisz, nogę skręcisz lub się spocisz. Naprawdę to takie straszne, że dzieci skaczą? Niektóre nawet nie chodzą, a przemieszczają się skacząc. Dlaczego skakanie jest im potrzebne? W czasie tej aktywności ćwiczą siłę mięśniową, układ proprioceptywny oraz równowagę.
Takie skoki uczą układ mięśniowy odpowiedniego balansu ciałem oraz przygotowują ciało do bardziej skomplikowanych czynności. Ja, osobiście dzieciom zazdroszczę tej ciągłej potrzeby ruchu i z przyjemnością na nie patrzę.
Dziecięce ciało potrzebuje ruchu i jak już tylko zdobędzie podstawowe umiejętności w tym zakresie to nie da się ich zatrzymać. O ile jestem w stanie zrozumieć, że biegać nie wolno np. w sklepie lub na ważnych uroczystościach- to w domu, czy na podwórku jest to wręcz wskazane.
Bieganie (taka zwykła czynność) ćwiczy bardzo wiele funkcji. A jeżeli Wam to przeszkadza to pomyślcie, że za 7-8 lat siłą dzieci z domu nie wypchniecie i będziecie wspominać z sentymentem swoje ruchliwe dziecko zalegające teraz z tabletem na kanapie.
„Stop! To gorące, ostre, kłujące lub trujące”- brzmi zdecydowanie lepiej. W innych przypadkach rzadko kiedy jest usprawiedliwione. Dzieci uwielbiają zostawiać ślady swoich łapek na wszystkim. Nie ma co się im dziwić- tak poznają świat. Dzięki doznaniom sensorycznym uczą się o wiele więcej niż tylko drogą słuchową. Także pozwólmy im eksplorować świat małymi rękami.
Tak jak już wielokrotnie pisałam: odpowiednia stymulacja dotykowa wpływa pozytywnie na rozwój mowy ponieważ ośrodki odpowiedzialne za te funkcje są położone w mózgu niedaleko siebie.
Ja też bym chciała być ciągle wyżej jakby moje pole wzrokowe kończyło się na wysokości stołu. Lepiej jest widzieć więcej, bo to umożliwia dzieciom poznanie świata. A dodatkowo w trakcie pokonywania kolejnych centymetrów ku górze dzieci ćwiczą mięśnie i układ proprioceptywny. Uczą się też na ile ich ciało jest w stanie sobie poradzić z przeszkodą.
Mam w domu nieposkromioną gadułę. Gdyby mogła to by gadała nawet przez sen. Czasami mam ochotę posiedzieć w ciszy. Nawet wyłączam wtedy radio. Proszę ja bardzo o zwyczajną ciszę i szukam na ten czas jakiejś angażującej zabawy. Kiedy ma bardzo zajęte ręce to wtedy jest cicho właśnie z tego względu, o którym pisałam w punkcie 3.
Mam wypisać wszystkie plusy rozmowy z dzieckiem? Chyba się nie da, bo jest tego mnóstwo. Nie proszę ją nigdy żeby nie gadała, ale jak mam dość lub mam ważną rozmowę przez telefon szukam czegoś interesującego co ją zajmie na chwilę. Uwaga! To może być nawet ugotowane jajko do obierania;)
To nie jest możliwe. „Pilnuj porządku” brzmi lepiej, ale chyba dla 10-letniego dziecka. Mimo tego, że w domu mamy wiele zasad (niektóre z pedagogiki Montessori) to nie ma możliwości żeby dziecko odkładało zabawkę na miejsce tuż po skończonej zabawie-nawet jak ma ich mało. Jak ma się dzieci jest i bałagan- trzeba się do tego przyzwyczaić.
Nigdy się nie dowiemy jaki pomysł na zabawę ma dziecko i czy akurat tego wszystkiego nie potrzebuje.
Tak, ja też często automatycznie używam tego zwrotu i zawsze gryzę się w język. Wiecie dlaczego? Bo ona tego zwrotu nie rozumie- zwyczajnie nie wie co to znaczy, a ja tylko się denerwuje, że jesteśmy spóźnieni. Ten zwrot jest zbyt abstrakcyjny. Jeżeli tak jak ja- jesteście super hiper punktualni to dodajcie sobie zawsze te 15 min przed wyjściem- inaczej stres i nerwy gwarantowane.
Dzieci to nie są dorośli – dużo czynności robią wolniej, albo robią coś- zagapią się na kropelkę deszczu na oknie i się zawieszą. Potrzebują też dodatkowego czasu na poprawienie błędów (np. założą buty odwrotnie). Pozwolenie na autokorektę jest bardzo potrzebne do kształtowania poczucia własnej wartości. A najlepiej jak dziecko samo to zauważy, a nie po naszej uwadze.
A jak już gdzieś idziemy i się spieszymy to najczęściej mówię „Szybciej przebieraj nogami” i wtedy pomaga, dokładnie wie co ma robić. Ja często też od niej słyszę ten zwrot i jest kwita:)
Tak wiem, jest to potrzebny zwrot. Ale warto się zastanowić czy czasami nie jest używany na wyrost (tak z automatu). Przy sytuacjach zagrażających życiu lub zdrowiu jest jak najbardziej wskazany, ale przy wchodzeniu na schody, nalewaniu wody do kubka z dzbanka czy wchodzeniu na krzesło? Takim komunikatem często wyrywamy dziecko ze skupienia, które towarzyszy danej czynności. Dajemy również znać, że nie mamy zaufania co do umiejętności dziecka i szczerze w je wątpimy. W takich sytuacjach lepiej stanąć blisko i w porę zareagować lub pozwolić na popełnienie błędu. Taka lekcja będzie bardziej pouczająca niż jakiekolwiek komunikaty.
No cóż ja mogę na ten temat napisać. Płakać wolno, a nawet trzeba. Potrzeba wyrażenia emocji u dzieci jest tak silna, że płacz przybiera różne postaci, o czym często zapominamy. Nam najbardziej kojarzy się ze smutkiem i nie chcemy żeby nasze dzieci były smutne- stąd ten komunikat. A dzieci płaczą bo: są zmęczone, są przestymulowane bodźcami, tęsknią, źle się czują, mają zły humor albo nie wiedzą co chcą i też płaczą. To naprawdę najzdrowszy ze sposobów wyrażania emocji.
Na ten tekst mam szczególną alergię. Co to znaczy być grzecznym dla dziecka? Nic- bo nie rozumieją tego słowa. Jeżeli zależy nam na spełnianiu naszych próśb używajmy bardziej szczegółowych komunikatów. A stosowanie polecenia „bądź grzeczny” właściwie do każdej sytuacji jest niewłaściwe. Nakazujemy dzieciom, aby nie mogły pokazać prawdziwego siebie. Pisałam o tym we wpisie O moim niegrzecznym dziecku
Jeżeli spodobał się Wam ten tekst lub otworzył oczy kliknijcie „Lubię to” na nebulowym Facebooku lub nawet udostępnijcie
A tu łapcie Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka
A tu znów są dostępne moje Książki dla najmłodszych dzieci – wspierające rozwój mowy
I czy powinno Cię to martwić?
W trakcie mojej pracy w przedszkolu wielokrotnie byłam proszona o przyjrzenie się dzieciom, które chodzą na palcach w trakcie swobodnej zabawy. Najczęściej komunikaty nauczycieli brzmiały tak: „Aniu, proszę rzuć okiem na Kazia, Franka, Maję, bo chodzą na palcach”. A wiecie dlaczego? Bo chodzenie na palcach jest niby zwykłą czynnością, a jego przyczyna może być naprawdę poważna. Dlatego dziś chciałabym Wam dziś ten problem przybliżyć. Najczęściej jest kojarzone z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Jak się okazało zależne jest od grupy zawodowej w jakieś się poruszamy, bo np. fizjoterapeuta, który zobaczy dziecko chodzące na palcach najpierw będzie podejrzewał obniżone napięcie mięśniowe.
O ile nie mamy problemu z zauważeniem czy dziecko chodzi w danej chwili na palcach to bardzo ciężko jest nam dostrzec przyczynę tego zachowania. Uważane jest za normę rozwojową ok. 2-3 roku życia. W tym wieku bez ŻADNEJ zdrowotnej przyczyny dziecko MOŻE chodzić na palcach. Chodzenie na palcach ułatwia utrzymanie równowagi i pomaga w regulacji napięcia mięśni prostujących tułów.
O ile na poprzednie pytanie było bardzo łatwo odpowiedzieć tak z znalezieniem przyczyny może być trochę więcej kłopotu. Istnieje naprawdę wiele powodów takiego wzorca poruszania się. Czasem nawet nie da się znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Co nie zmienia faktu, że warto jej poszukać.
Dłonie i ręce są częściami ciała, które mają miliony receptorów dotykowych. O ile na dłoniach wydaje nam się to oczywiste to unerwienie stóp może wydawać nam się dziwne. Jest to pewnie pozostałość po naszych przodkach.
Wracając do nadwrażliwości dotykowej stóp. Jeżeli podejrzewamy takie u dziecka warto udać się na diagnozę do terapeuty Integracji Sensorycznej. Dlaczego tak się dzieje? Dziecko idąc na palcach unika pełnego obciążenia stóp, aby zapewnić stopie jak najmniejszą powierzchnię styczną z podłożem.
Dziecko odczuwa ogromny dyskomfort stawiając całą stopę, a może to być nawet bolesne. Często dzieci nie są w stanie powiedzieć co im przeszkadza- są tylko rozdrażnione i nie mogą skupić się na jednej czynności. Warto wtedy obserwować również stopy- co się dzieje z nimi pod stolikiem.
pozycja zgięciowa – pojawia się w 12 tygodniu życia płodowego, a integruje się (czyli zanika) ok 2-4 miesiąca życia, ale może występować w formie wygaszonej do 3 roku życia
pozycja wyprostna – pojawia się podczas porodu siłami natury, a integruje się stopniowo aż do 2-3, ale może występować formie wygaszonej do 3 roku życia
Jeżeli po tym czasie odruch w pozycji wyprostnej nie zaniknie dziecko może chodzić na palcach, a do tego mogą wystąpić inne zaburzenia.
Przez chodzenie na palcach dzieci próbują regulować napięcie mięśniowe całego ciała. Warto zwrócić na to uwagę, jeżeli wyraźnie widać napięte mięśnie trzeba skonsultować się terapeutą Integracji Sensorycznej.
Obniżone napięcie powoduje nierówną pracę mięśni w okolicach bioder i może wywoływać kompensacyjne chodzenie na palcach
diagnozowane jest o wiele wcześniej
charakterystyczne dla tej choroby jest to, że stopa jest tej pozycji również podczas leżenia. Wizyta u ortopedy jest konieczna, gdyż może doprowadzić do skracania ścięgien Achillesa.
Tak jak wspomniałam wyżej- nie każde chodzenie na palcach ma swoją przyczynę. Ważne jest obserwowanie własnego dziecka i w razie potrzeby odpowiednia konsultacja u specjalistów (ortopedy, fizjoterapeuty, terapeuty Integracji Sensorycznej). Najczęściej zanika około 5 roku życia, ale jednak po 3 roku życia szukałabym przyczyny. Najbardziej może być niepokojące kiedy towarzyszą inne zaburzenia takie jak: opóźniony rozwój psychoruchowy, opóźniony rozwój mowy, trudności w skupianiu uwagi, wrażliwość na bodźce.
Bibliografia:
Zapraszam też do wpisu – Stopy dziecka
Lubię podsumowania, dlatego postanowiłam zamieścić dziś ranking książek, które pojawiły się u nas w poprzednim roku – Najlepsze książki 2015
Zacznę od tych najbardziej ulubionych.
Miłość do tej bajki trwa u nas od ponad roku, a w wersji książkowej jest równie atrakcyjna. Gdybym miała wybrać najczęściej czytaną książkę w 2015 roku to byłaby Masza.
Książka zupełnie w innym klimacie jeżeli chodzi o ilustracje i tekst. Jednak pamiętam ile razy ją czytałyśmy. Dostarcza ciekawych doznań podczas czytania i element magiczny (w każdej stronie wycięty jest kształt, przez który można zajrzeć). Jest to bardzo mądra opowieść z morałem, szczególnie w dzisiejszych, konsumpcyjnych czasach.
Książka przywieziona z podróży do Holandii. Do tej pory jest chętnie oglądana przez córkę. Ciężko jest ją dostać w Polsce, ale czasami pojawia się w różnych księgarniach, a naprawdę warto. Ta pozycja była wielokrotnie nagradzana w różnych konkursach.
W książce nie ma tekstu, więc każdy może interpretować ilustracje (przepiękne) na swój sposób. Widzę jak z wiekiem zmienia się odbiór tej książki. Bardzo polecam!
Zachwyt nad tą książką nie ustaje u nas od grudnia. Zarówno tekst jak i ilustracje trafiają w nasz gust. Jest to opowieść niewidomej dziewczynki przedstawiona w bardzo sensualny sposób. Dla prawdziwych wrażliwców będzie idealna.
Seria o Kastorze zawitała w naszym domu trochę za późno (idealna dla dzieci 2+) jednak wciąż jest to jedna z ulubionych książek. Tak jak już wielokrotnie pisałam dzieci uwielbiają rozkładanie złożonych czynności na czynniki pierwsze. I taki jest właśnie Kastor! A do tego piękne ilustracje i mądra treść.
Przygody małej Madeline towarzyszą nam przed każdym zasypianiem. Powtarzalność i stały rytm tej książki sprawiają, że jest to bardzo fajna książka. Tekstu jest niewiele, a ilustracje nie są aż tak oczywiste.
Książka, która śmieszy i uczy myślenia. Jest to jedna z pozycji, która L. uwielbia czytać sama, bo tekst zna już na pamięć. Bardzo błyskotliwa i ciekawa pozycja.
Książka, która idealnie wpasowała się w naszą sytuację. Dzięki wyrazistości bohaterki i jej rodziny polubią ją również dzieci, które nie noszą okularów. Z niecierpliwością czekam na dalsze części tej serii- „Małe katastrofy”, bo zapowiada się bardzo ciekawie.
Ćwiczymy buzię i języki na wesoło podczas czytania- bardzo fajna propozycja do utrwalania w domu. Ciekawe ilustracje i niebanalny tekst sprawiają, że dzieci chcą do tej książki wracać.
Książa o spełnianiu marzeń. Napisana prostym językiem, ale w bardzo interesujący sposób. Piękne ilustracje dopełniają ciekawą treść.
A teraz zapowiedzi książek, które ukażą się w 2016 roku. Czekamy z niecierpliwością
Brakowało na rynku ciekawej książki o zawodach, a już w marcu ta będzie dostępna na rynku. Można podejrzeć ją w środku tutaj
„Na pokładzie!” „Za kierownicą”- Eva Oburkova wyd. Bajka
Rozkładana książeczka w formie harmonijki dla młodszych dzieci.
Zapowiada się prawdziwa uczta dla zmysłów…
Premiera: początek 2016 r.
Książka jest już dostępna w sprzedaży. Ciekawe ilustracje i spora dawka wiedzy.
Taki klasyk w końcu w polskiej wersji językowej już w maju
Już w lutym będzie dostępna książka o zasypianiu. Łagodna i przyjemna jak baranek:)
Dalsze losy Kici Koci tym razem w lesie. Kolorowanka połączona z książką do czytania.
*Tytuł to cytat z wiadomości od jednej z czytelniczek
Są naszą podporą, dają nam poczucie przynależności, pomagają jak najlepiej potrafią. Dziadkowie, za chwilę ich święto. Jaką rolę pełnią w życiu naszych dzieci oraz naszym? Dziś chciałabym napisać o NICH. O naszych bliskich.
Zmieniły się trendy, moda i podejście. Kiedyś dzieci jak ryby głosu nie miały. Teraz często są osobami decyzyjnymi w rodzinie. Nasi rodzice mają okazję bacznie obserwować te zachodzące bardzo dynamicznie zmiany.
„Załóż kapcie, bo będzie chory”—> „Ale my stosujemy zimny chów i może chodzić boso”
„Nie noś jej tyle, bo się przyzwyczai”—>”Bliskości nie da się przedawkować”
To tylko przykładowe rady jakie możemy usłyszeć od rodziców, ale są skierowane w wychowanie naszych dzieci. Zazwyczaj na wszystko inne co nie zawiera się w naszej teorii wychowania reagujemy alergicznie. Mało tego, często nie pozwalamy nawet na inne metody w obawie o dobro naszych dzieci. A wiecie, że dziadkowie też chcą dobrze? Chcą nawet najlepiej.
Nie było podręczników ani wielu wydumanych teorii na ten temat. Zaspakajało się podstawowe potrzeby dziecka i tyle. Nikt się nie zastanawiał czy nadmiar cukru może szkodzić i czy chodzenie na boso stymuluje układ dotykowy. Przez migracje do innych miast w poszukiwaniu pracy jesteśmy często oddaleni od rodziców o setki kilometrów.
Zapewniamy dzieciom sporadyczny kontakt od święta i często wymagamy od dziadków respektowania naszych zasad. A dziadkowie, jak to dziadkowie- spragnieni kontaktu chcą naszym pociechom dać przysłowiową gwiazdkę z nieba.
Czekała na mnie odłożona porcja czekoladowych cukierków i ciastek. Babcia z dziadkiem od samego przyjazdu dogadzali wnukom. Ulubione potrawy pachniały na stole (wszystkie na słodko), pachnący truskawkami kompocik i oczywiście deser.
Dziadek przezywał mnie „Anka Cyganka”- wtedy okropnie mnie to denerwowało – a teraz wiem, że w taki sposób okazywał zainteresowanie, a po kieszeniach upychał cukierki. Kiedyś nie rozmawiało się w otwarty sposób z dziećmi- nie byli dobrymi interlokutorami. Z dziećmi można było się powygłupiać, a miłość okazywano przez jedzenie.
bo przeczytaliśmy Stein, Cohena i innych psychologów. Najlepszym nauczycielem jest życie. A ten kto żyje dłużej ma większe doświadczenie. Dziadkowie mają zupełnie inne podejście do naszych dzieci niż mieli do nas- jako rodzice i nie możemy mieć o to pretensji. Dlatego też często to powoduje konflikty. Nie możemy patrzeć na swoich rodziców przez taki pryzmat. Oni mają teraz inną rolę. Są dziadkami z wszystkimi przywilejami. Mają swoje podejście i my musimy to uszanować. My musimy wyjść w pewnym stopniu z roli ich dzieci. To my w domu- stawia
my granice i pilnujemy ich jak Cerber, a każdą próbę wkroczenia w te zasady traktujemy jako zamach. Moim zdaniem jest to bardzo złe podejście. Musimy pozwolić dziadkom być dziadkami. Z tymi cukierkami i wszechobecną troską. Jeżeli na czymś bardzo nam zależy to po prostu zakomunikujmy ten fakt.
Czasami pewnych rzeczy ciężko jest się domyślić. Dzieci potrzebują różnorodności i w żaden sposób nie zachwieje to ich poczucia bezpieczeństwa. Dajmy dziadkom więcej luzu. Ja już przymykam oko na codzienny słodki kisiel, bo wiem, że moja córka będzie miała właśnie takie wspomnienie z dzieciństwa- „Mama, nie dawała mi cukru, ale u babci zawsze mogłam liczyć na słodki kisielek”. Sami zobaczycie:)
Za oknem nieśmiało zawitała zima. Taka prawdziwa: ze śniegiem, obrazkami z lodu na oknie i malowniczymi krajobrazami. Mróz przyjemnie szczypie w policzki, a nogi same się wyrywają do podjechania pół metra po zamarzniętej kałuży.
Banałem będzie stwierdzenie, że przez prawie 20 lat mojego życia nie lubiłam zimy, bo pewnie każdy tak ma. Dopiero kiedy pojawiają się na świecie dzieci zmienia nam się optyka i powracają wspomnienia z dzieciństwa.
Z każdym dodatkowym centymetrem śniegu przenoszę się do ferii zimowych u mojej babci i dziadka na wsi. Na ten temat można by było opowiadania wydać.
Budziły nas promyki słońca, które nieśmiało próbowały przebić się przez mrozowe malunki na szybach. Wygrzebywaliśmy się spod ciężkich pierzyn i szybko biegliśmy do kuchni żeby jak najszybciej usiąść na nagrzanej już ścianówce z kafli. Nie lada wyzwaniem było zmieszczenie się 6 małych ciałek na powierzchni jednego metra.
Grzaliśmy się i czekaliśmy na ciepłą zupę mleczną, która już bulgotała na piecu w garnku. Babcia zawsze pilnowała żeby nie zrobił się kożuch, no kto go lubił? Zjadaliśmy na prędce po dwa talerze i zaczynaliśmy snuć plany. Śniegu zazwyczaj było bardzo dużo, więc możliwości na spędzenie całego dnia na zewnątrz również.
Narty? Były tylko jedne biegówki. Sanki? 2 pary. Łyżwy? 2 pary na sześcioro. Figurówki o 5 rozmiarów za duże i powykrzywiane hokejówki. Nie przeszkadzał nam brak asortymentu sportowego. Mieliśmy jeden najważniejszy: wyobraźnię!
Zakładaliśmy po 4 pary spodni- ostatnią już po starszym rodzeństwie, bo się nogi nie mieściły od ilości warstw. 2 pary skarpet, a na to jeszcze wełniane robione przez babcię. Wszystko to ściągaliśmy ze sznurka przy piecu, gdzie się suszyły jeszcze z poprzedniego dnia.
Niektóre nabrały dziwnej sztywności. Do tego ciepłe swetry i kurtki lub kożuchy. Na głowę ciepłe czapki, na szyję szaliki (czasami po dwa) i rękawice palczatki. W takimi stroju ledwo się ruszaliśmy, ale byliśmy gotowi jak Jerzy Kukuczka na Everest.
Nie było bielizny termicznej i koszulek merino. Buty przemakały nam po około godzinie, bo nie miały żadnej membrany. Wiatr przez wszystkie warstwy ubrania lizał naszą delikatną skórę. Nikomu to nie przeszkadzało, bo nie było nam zimno. Ciągle byliśmy w ruchu.
głodni, wyziębieni, nieprzytomni ze zmęczenia. Ubrania od śniegu i lodu były sztywne. Przed wejściem obowiązkowo najstarsi obmiatali wszystkich miotłą zrobioną z gałęzi, bo wyglądaliśmy jak bałwany. Oblepieni cali śniegiem i lodem, a tylko poniżej czapki świeciły się szczęśliwe oczy.
Policzki malowane różem firmy Dziadek Mróz w kolorze buraczkowa czerwień. Zawieszaliśmy mokre ubrania na sznurek przy piecu i przebieraliśmy się w piżamy. Jedliśmy jajecznicę z 12 jaj prosto z patelni postawionej na stołku i zagryzaliśmy domowym chlebem z masłem. Po kolacji graliśmy jeszcze w karty i zasypialiśmy pod wielkim pierzynami przy ciepłym piecu.
Teraz wychodzimy maksymalnie na godzinkę i już mamy dość. Ubrani w membarny i merino szczękamy zębami z zimna. Brakuje nam ruchu, a przede wszystkim towarzystwa do zabawy. Bardzo nad tym ubolewam. Dlatego staram się zapewniać od początku sporą dawkę ruchu w zimowej aurze. Sanki, spacery, a w tym tygodniu debiutujemy na tafli lodowiska.
Chciałabym aby moje dziecko zimę traktowało tak jak ja- jako okazję do spędzenia aktywnego czasu na zewnątrz, a nie tylko powodu do marudzenia.
W moich latach dziecięcych nie brakowało mi specjalistycznej odzieży czy sprzętu sportowego. Jednak jest jedna rzecz, której brak odczuwam do dziś. Od długiego czasu spędzonego na zewnątrz i nie zabezpieczonej odpowiednio skóry miałam odmrożenia. Przez to, że skóra na twarzy jest bardzo delikatna, a w połączeniu z wilgocią od biegania popękały mi naczynka na policzkach.
Do dziś borykam się z tym problemem. Niestety, nie wygląda to estetycznie. Dlatego mam pewną zimową obsesję. Jest nią odpowiednia pielęgnacja delikatnej skóry, która narażona jest na mróz, chłód i zimny wiatr. Od samego początku dbam o to, żeby córka zawsze przed wyjściem (około 20 minut) miała zabezpieczoną skórę twarzy.
Nawet jak 3 lata temu była 4 miesięcznym berbeciem, leżącym w głębokiej gondoli i zasłonięta budą zawsze używałam kremu na zimę.
kupiłam już pod koniec listopada. W mojej ulubionej aptece miałam akurat chwilkę i mogłam spokojnie zobaczyć co jest w ofercie. Chwyciłam za niewielki sztyft, przeczytałam skład i oniemiałam.
To jest coś czego szukałam: brak wody w składzie, masło shea, które bardzo dobrze natłuszcza (zimą nie nawilżamy) najbardziej narażone na działanie zimna strefy (usta, nos, policzki). Odżywia i przede wszystkim chroni. Można go stosować od pierwszych dni życia.
Forma aplikacji jest genialna! Mój mąż nienawidzi smarować Lilki kremami. A tu nie mamy kontaktu z preparatem. Bezpośrednio ze sztyftu nakłada się na skórę. Nawet dziecko jest samo w stanie to zrobić. Po aplikacji nie mamy tłustych rąk. Niewielki rozmiar ułatwia zabranie nam go na podwórko i w razie potrzeby możemy wyjąć go z kieszeni i posmarować wytarte usta. A teraz to co lubię najbardziej. Po sezonach zimowych zostawały mi resztki kremu w tubce. Wyrzucałam go po jakimś czasie. A ten sztyft będzie z nami do końca do smarowania ust jako pomadka.
Prawda jakie to genialne? Cena też jest przyzwoita, więc uważam ten sztyft za odkrycie roku.
Jako uzupełnienie zimowej pielęgnacji wybrałam krem z tej samej serii Cold Cream Krem do twarzy. Jest to
do skóry suchej i narażonej na przesuszenia od pierwszych dni życia. Bardzo spodobał mi się jego skład, bo poza ochroną przed zimnem dodatkowo skórę odżywia.
Ma w składzie olejek Avocado, Masło Shea i olejki roślinne. Dodatkowo Ceramidy dostarczają skórze brakujących lipidów. Ten krem pozostaje na skórze nawet do 8h. Wygodna aplikacja (dla mnie, bo mąż używa tylko sztyftu;) i niewielki rozmiar sprawiają, że mam go zawsze w torebce i używam w razie potrzeby. Cena jest podobna jak sztyftu- mniej niż 20 zł.
Oba kosmetyki testowaliśmy w ekstremalnych warunkach pogodowych -18 stopni i dały radę. Sama też ich używałam i potwierdzam działanie.
Jak to dobrze, że skończyły się czasy kiedy podczas ubierania w kombinezony i smarowania kremem musiałam stawać na głowie żeby nie płakała. Teraz robi to z przyjemnością, bo wie, że na zewnątrz czeka ją sporo atrakcji.
Razem z marką Mustela przygotowałam dla Was konkurs ze wspaniałymi nagrodami. Wystarczy pod tym wpisem zostawić komentarz z dokończeniem zdania „Lubię zimę, bo…”. Konkurs będzie trwał do 27.01.2016 r. do północy. Wśród zainteresowanych wybiorę 3 najciekawsze wypowiedzi, które otrzymają taki Zestaw zimowy, który zawiera:
A my lubimy zimę, bo… TAK:)
Mama też dba o usta:)
A tata dba o takie atrakcje:
A po takiej aktywności tylko grzanie przy piecu kaflowym
Zdjęcia zostały wykonane w bardzo klimatycznym miejscu: Wiejska Zagroda Podlasie
Regulamin konkursu Regulamin Mustela
Bardzo dziękujemy za wszystkie ciekawe odpowiedzi. Zima na chwilę nas opuściła, ale mam nadzieję, że jeszcze wróci.
Nagrodzone komentarze:
27 stycznia 2016 at 19:43
Lubię zimę bo … rok temu zimą urodził się mój syn i teraz zima zawsze będzie kojarzyć mi się z jego narodzinami w piękny biały zimowy wieczór.Lubię zimę za … wspomnienia z dzieciństwa kiedy wieczorami tata zabierał mnie i mojego brata na spacer do lasu gdzie rzucaliśmy się śnieżkami lub robiliśmy orzełki na śniegu, kiedy uczyłam się jeździć na łyżwach na zamarzniętym stawie.
Lubię zimę za … wspomnienia z dorosłego dzieciństwa kiedy wyjeżdżaliśmy w góry gdzie przez cały dzień brnęliśmy w śniegu po pas z plecakami na plecach a potem dla rozgrzewki biegaliśmy boso po śniegu.Lubię zimę bo … kojarzy mi się z kursem turystyki zimowej, ze wspinaczką po lodospadzie i wycieczką na Zawrat i najpiękniejszymi zimowymi widokami Tatr.
Lubię zimę za … wspomnienie pobytu w schronisku w Dolinie Roztoki, gdzie razem z mężem byliśmy jedynymi gośćmi, grzaliśmy się przy kominie po całodziennych wycieczkach i objadaliśmy oscypkiem z żurawiną.
Lubię zimę bo … kojarzy mi się z urodzinami mojego męża, który jak nie był jeszcze moim mężem organizował imprezy urodzinowe przy ognisku co bardziej dymiło niż się paliło.
Lubię zimę bo … w nocy po nakarmieniu synka można usiąść w kuchni na stole z kubkiem gorącej herbaty i gapić się bez końca na płatki śniegu wirujące w świetle lamp ulicznych.
Lubię zimę za … ciepło i ciszę krajobrazu
Lubię zimę bo … mam nadzieję z każdym rokiem dopisać kolejne piękne wspomnienia czasu spędzonego z rodziną czy to w lesie za naszym domem czy też w moich ukochanych Tatrach.
—————————————————————————————————————————
20 stycznia 2016 at 08:36
Lubię zimę, bo ….Bo bezkarnie mogę zjeżdżać z wrzaskiem na sankach z górki i nikt nie patrzy na mnie jak na wariatkę- przecież mam dzieci i świetnie się z nimi bawię.Bo cały szary świat jest przykryty białą kołderką ze śniegu, który skrzypi rano pod stopami moich dzieci.Bo moje dzieci po zabawie na śniegu mają policzki rumiane jak najsłodsze jabłka.Bo można urządzać bitwy na śnieżki i mam okazję w wieku 31 lat poczuć się jak dziecko.Bo jest zimno:)Bo też pochodzę z Podlasia, krainy zimnem słynącej i mam bardzo podobne wspomnienia z dzieciństwa do Twoich:)
20 stycznia 2016 at 09:04
Lubię zimę, bo przychodzi tuż po szaroburej jesieni, zjawia się po cichutku, kiedy to ni stąd ni zowąd za oknem zaczyna padać śnieg! Najpiękniejsze są te ogromne białe płatki, wirujące wesoło i przykrywające wszystko, co spotkają na swojej drodze. I wtedy nie ważne kim się jest i ile ma się lat – człowiek po prostu wzdycha i uśmiecha się do siebie.
Później już tylko czekać na bezchmurne niebo, oślepiające słońce i wielki mróz… trzeba ciepło się ubrać (tak, żeby ledwo móc się w tym ubraniu poruszać), nasmarować porządnie policzki i nosy i gotowe! Można ruszać – na spacer, na sanki, na narty, na łyżwy, z dziećmi, z ciocią, z babcią, z ukochanym, ukochaną czy z psem – wszystko jedno! Ważne, żeby spacerując usłyszeć pod butami skrzypiący śnieg i poczuć wiatr w oczach zjeżdżając na sankach.
A gdy już dość tego mrozu, nosy czerwone, ręce skostniałe – pora wracać, ciepło w domu jest wtedy najcieplejsze, a pachnąca zupa najsmaczniejsza. Stopy na termofor, a w dłonie kubek gorącej herbaty z miodem, plastrem imbiru i gałązką rozmarynu… Do tego dobra książka, najlepiej w towarzystwie małej pociechy, która z równie czerwonymi policzkami jak Twoje gramoli Ci się na kolana.
Czasem z zimą nie ma żartów, kiedy mocno wieje, pada śnieg z deszczem albo mróz jest naprawdę mroźny… ale wtedy można przynajmniej bez wyrzutów sumienia siedzieć w domu i obejrzeć dobry film czy fajną bajkę, pograć w grę planszową albo upiec jakieś aromatyczne ciasteczka!No i po zimie przychodzi wiosna! Czy to samo przez się nie przemawia za tym, aby zimę lubić?
Autorów wyróżnionych komentarzy proszę o kontakt w ciągu 7 dni na adres e-mail: kontakt@nebule.pl
Kto będzie pierwszy ten wybierze sobie kolor Misia:)
Minął tydzień od ogłoszenia wyników i nie nie zgłosiła się jedna osoba. Wg regulaminu wybrałam kolejną osobę:
Czekam na wiadomość kontakt@nebule.pl z danymi do wysyłki
26 stycznia 2016 at 20:48
Lubię zimę, bo mimo iż nie jest to już taka zima, jaką zapamiętałam z dziecięcych lat, to wciąż ta pora roku sprawia, że moje wewnętrzne dziecko szaleje. Widząc spadający z nieba śnieg, otwieram buzię i łapię co większe płatki, szuram butami po świeżym puchu, albo dziarsko przemierzam białe chodniki, skrzypiące pod podeszwami. Jakby tylko nadarzyła się okazja, wsiadłabym na sanki i zjeżdżała żwawo z górki, drąc się w niebogłosy. Innym razem sturlałabym się po bielutkim zboczu, by u dołu wstać, otrzepać się, powiedzieć sobie (a raczej temu dziecku we mnie), „no już, wystarczy, pora do domu”.
Lubię zimę, bo mimo iż słońca jest jak na lekarstwo, a katar i kaszel to niejako nieodłączne jej składowe, jest w tej porze roku coś uroczego, magicznego. Magia zimy łączy się w mojej głowie ze Świętami, które przecież od dobrych paru lat są raczej wiosenne niż zimowe, a mimo to wyobraźnia działa na pełnych obrotach… I kiedy prezenty zjawiają się pod choinką, to mogę dać sobie uciąć rękę, że są lekko zziębnięte i opruszone śnieżną pierzyną.
Lubię zimę, bo jako kierowca z prawie dziesięcioletnim stażem właśnie zimą czerpię z jazdy najwięcej frajdy. Co prawda do pasji doprowadzają mnie inni uczestnicy ruchu, którzy na widok śniegu zwalniają i tempem dorównują matkom wózkującym, ale jakoś przymykam na to oko. ? Uwielbiam natomiast zbaczać z miejskich szos i odwiedzać co bielsze parkingi lub opustoszałe drogi, by sprawdzić się jako kierowca w warunkach dla mnie ekstremalnych. Po takim treningu lekkie poślizgi w białej miejskiej dżungli mi nie straszne – wiem, jak hamować, by opanować samochód, a przede wszystkim wiem, jak opanować emocje i nie dać się porwać panice.
I choć kocham lato, słońce, rozgrzany piasek pod stopami, to lubię zimę!
Dziadkowie Lilki proszeni są o nie zaglądanie do tego posta:)
Również w tym roku stwierdziłyśmy, że takie prezenty będą najlepsze. Chciałam żeby to były użyteczne rzeczy, a nie zbieracze kurzu.
Dziś pokażemy, co fajnego razem zrobiłyśmy dla Dziadków z południa Polski i ze wschodu. Będą to w sumie dwa różne pomysły.
Potrzebujemy:
Zaczynamy od odmierzenia kawałka chusteczk i- tak aby pasował do świecy. Następnie chusteczkę naklejamy na kartkę papieru (na brzegach) taśmą klejącą- ułatwia to rysowanie po niej. Dziecko wykonuje rysunki, możemy wykropkować litery do połączenia (dla nie piszących). Następnie odklejamy delikatnie chusteczkę i oddzielamy warstwy.
Potrzebna jest nam tylko jedna (górna). Przykładamy chusteczkę do świecy i owijamy papierem woskowanym. Następnie włączamy suszarkę i kierujemy źródło ciepła na świecę. Robimy tak, aż chusteczka wtopi się w świecę. Gotowe!
Na kubku dziecko rysuje dowolne wzory lub pisze litery. Odstawiamy kubek do oschnięcia na 4 h. Następnie wkładamy go do nie nagrzanego piekarnika do utrwalenia na 90 min na 160 stopni. Dzięki temu zabiegowi napisy będą trwałe i nie zejdą nawet w zmywarce.
Wykropkowałam litery:
Dziecinnie proste:)
*A niektóre są nawet za 0 zł
Często chcemy ofiarować naszym dzieciom coś specjalnego. Takiego, żeby zaparło im dech w piersi i zaczęły skakać z radości krzycząc „Wow, wow, wow!”. Staramy się znaleźć coś wyszukanego, niebanalnego i bardzo angażującego. Poświęcamy na to długie godziny tylko po to, żeby sprawić dziecku radość.
A tymczasem im więcej czasu przeznaczymy na poszukiwania tym proporcja do reakcji naszej pociechy jest niewspółmierna. Znacie to? Ja tak! Dlatego dziś przygotowałam listę aktywności lub rzeczy, które uwielbiają dzieci bez względu na wiek. Czysta radość gwarantowana! Takie proste, a sprawia dzieciom najwięcej uśmiechu. Dodatkowo jest bardziej edukacyjne niż niejedna książka, bo doświadczone przez wszystkie zmysły.
widzimy za oknem coś interesującego, szybko zakładamy odpowiednie ubrania i biegniemy na zewnątrz. Takie obserwacje bardzo często wywołują u dzieci uśmiech, a dodatkowo uczą. A samo łażenie po kałużach w deszcz nauczy ich więcej niż niejedna lektura.
no które dziecko tego nie lubi? Uwielbiamy kolorowe banieczki unoszące się w powietrzu. A to jest zabawa za całe 2 zł:) Jeżeli pozwolimy dziecku dmuchać to dodatkowo będzie miało okazję ćwiczyć fazę wydechową.
nieważne czy darmowe, reklamowe czy takie kupione. Dzieci je uwielbiają i potrafią w kreatywny sposób wykorzystać. Można je odbijać lub malować po nich mazakami.
jeżeli codziennie pokonujecie trasy autem warto raz na jakiś czas kupić bilet i przejechać się komunikacją miejską. Jest to niezapomniane przeżycie, a nam się wydaje, że to niewygodne. Dzieci uwielbiają jeździć autobusem, tramwajem lub metrem, a jeżeli jeszcze pozwolimy im skasować bilet to gwarantuję, że będą trzymać go malutkiej rączce jak największy skarb.
kto by pomyślał, że to może być interesujące? A jednak jest i to bardzo! Pociąg odjeżdżający do Sulejówka może dziecko bardziej zauroczyć niż kucyk Pony. A jeżeli do tego umiemy dopowiadać ciekawe historie- dziecko będzie wniebowzięte.
nieważne czy w parku czy w środku miasta. Dzieci uwielbiają wrzucać kamyczki lub patyki. Jeżeli jest możliwość przebiegnięcia na drugą stronę i sprawdzenia czy ich skarb już płynie z pewnością na ich twarzy zagości uśmiech.
z rodzicem lub bez. Ta atrakcja jest bardzo pożądana w naszym domu. Sprawia wiele radości, a nic nie kosztuje, no może po jakimś czasie wymianę materaca. A dlaczego warto? Skakanie po sprężynach doskonale wpływa na układ przedsionkowy i pobudza go do pracy. Jedynie upadki mogą być niebezpieczne dlatego najlepiej upewnić się, że w pobliżu nie ma np. szklanego stolika. A nawet upadki uczą układ nerwowy reakcji obronnych;)
tania, prosta i bardzo edukacyjna czynność. Nieważne czy przy stoliku, w wannie czy na podwórku. Dzieci kochają wodę: przelewać, wylewać, psikać, zamrażać, roztapiać itd. Tyle nauki, a koszt niewielki. Dodatkowo ćwiczą motorykę małą.
mieszanie jajek i dodawanie łyżką mąki jest bardziej rozwijające niż niejedna zabawka. Do tego spędzimy razem naprawdę fajny czas, który nasze dziecko zapamięta na całe życie.
taka atrakcja za 2 zł. Mają wszystko to co dzieci kochają. Kolorowa kulka na wafelku lub patyczku często jest bardziej pożądanym obiektem niż klocki Lego. A do tego nie wiem czy wiecie lizanie lodów ćwiczy język:)
Takie proste, a sprawia tyle radości! Czas poświęcony dziecku jest najcenniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek możemy podarować. Dlatego warto korzystać z mojej listy:)
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub wywołał wspomnienia z dzieciństwa zostaw tu po sobie ślad, kliknij lajka lub udostępnij go na Facebooku
Czyli jak zwykle lekko spóźniona garść inspiracji na styczeń.
W ubiegłym roku wisiał na lodówce kalendarz strażacki, a w tym roku ten pozytywny od Mamarak. Można go wydrukować tutaj:
Gra „Zgadnij co to jest?” do pobrania za free na różne smartfony – dla wszystkich, którzy lubią gimnastykę komórek mózgowych.
Od dawna jestem wielbicielką gier słownych, a ta jest po prostu genialna. Coś jak jednoosobowe kalambury:) – do tego świetne ilustracje i zaskakujące hasła.
Nie mogłam się już doczekać kiedy wprowadzą ten serwis do Polski. Za niewielkie pieniądze 8, 10 lub 12 euro (tyle co jednorazowy bilet do kina) mamy dostęp do nowych seriali zza wielkiej wody. Nie spodziewałam się, że będzie tak duża oferta dla dzieci. Przedwczoraj nadrabialiśmy Madagascar 3 (z dubbingiem). Nie wszystkie filmy i seriale mają dubbing lub napisy, ale widzę, że jest tego coraz więcej. Ściągnęliśmy również Netflix na Playstation i oglądamy bez specjalnego podłączania. J
eżeli nie macie konsoli do komputera możecie podpiąć TV za pomocą kabla HDMI. Z członkostwa można zrezygnować w każdym momencie bez żadnych konsekwencji. Oglądając coś na Netflix ma się wrażenie, że film jest puszczony z płyty. Nic się nie tnie i nie wiesza, jak przy innych serwisach online. Na razie nie widzę żadnych minusów. No i w końcu Lilka może obejrzeć Mother Goose Club- świetny program z piosenkami do nauki angielskiego.
Dostaliśmy na Święta od znajomych taką maszynę do popcornu. Nie dość, że stylowo wygląda to sprawdza się w 100%. Wsypuję zwykłą suchą kukurydzę i wyskakuje pyszny popcorn. Maszyna nie potrzebuje nawet grama tłuszczu, więc można powiedzieć, że jest dietetyczny:)
Moje lektury na najbliższe miesiące
Niestety Planeta organica ostatnio bardzo mi przesuszyła skalp i szukałam czegoś nowego. W ulubionej drogerii w Rzeszowie wpadłam na nowości Insight (można znaleźć online). Skład powalił mnie na kolana i od miesiąca używam tego zestawu. Jest moc!
I moje nowe hobby, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała!
Aż śmiać mi się chce jak sobie o tym pomyślę, bo chyba się starzeję. W domu były do tej pory dwa kwiatki: bonsai z 3 listkami i drugi, którego nazwy nie znam. Dba o nie mąż:)
A tu z nowym rokiem ja się za to wzięłam i szukam nowych ciekawych gatunków. Poluję również na doniczki:) Ten piękny sukulent wypatrzyłam u teściowej, która ma niesamowitą rękę do kwiatów. Mam nadzieję, że go nie zepsuję, bo będę próbować go przesadzić. Szukam teraz czegoś do Lilki pokoju żeby sama mogła o niego dbać.
Wybieram się z przyjaciółkami na „Moje córki krowy”– świetna obsada i doskonałe recenzje przekonały mnie już dawno. Teraz tylko musimy zgrać terminy.
Witajcie w Nowym Roku.
Czy też, tak jak ja, żegnacie stary rok z refleksjami? Od pewnego momentu czuję, że czas ucieka mi przez palce, a ja w żaden sposób nie potrafię tego zatrzymać. Końcówka roku (jak zawsze) była szalona. Wiele chwil udało mi się zapamiętać, ale w końcowym rozrachunku wciąż mam wrażenie, że jest tego za mało.
Patrzę na Lilkę i widzę małą dziewczynkę, która wciąż nas bardzo potrzebuje. A kiedy staje obok 6-miesięcznej córeczki mojej przyjaciółki mam wrażenie, że jest dorosła. Wtedy zaczynam myśleć, o tych chwilach, których jej nie poświęciłam i jest mi smutno. Ten czas już nigdy nie wróci, a podobno będzie leciał coraz szybciej.
W ubiegłym roku miałam tylko 2 postanowienia noworoczne. Udało mi się je zrealizować niewielkim wysiłkiem. Ale dopiero wtedy kiedy odpuściłam.
W styczniu dzielnie uczęszczałam na siłownię. O moich zmaganiach możecie przeczytać we wpisie – Jak (nie) schudnąć 10 kg
Nie czułam euforycznego stanu ani napływających endorfin. Kiedy zbliżał się czas wyjścia na zajęcia czułam, że jest to kolejny przykry obowiązek. A tak przecież nie powinno być. W lutym byłam już zaledwie kilka razy. W marcu może raz. Karnet przeleciał na pusto do lipca. Miałam ogromne wyrzuty sumienia. Mąż również miał powód do lekkich drwin;)
Ten rok chcę przeżyć bez konkretnych planów i bez stresu czekać na to co przyniesie mi los. Chcę żyć dniem dzisiejszym, a nie tym co będzie za jakiś czas. Czuję, że będzie mi z tym dobrze, bo wiem, że wykorzystam ten czas teraźniejszy w 100 %.
Jestem typem, który uwielbia mieć WSZYSTKO zaplanowane. Często niemożność spełnienia tego planu wprawia mnie w ogromną frustrację. Ostatnie lata nauczyły mnie tego żeby nic nie planować. A żyć tym co jest teraz. Nie myśleć też za dużo o przeszłości.
Happy Planner to prezent od męża (tfuuuu Mikołaja). Prosiłyście mnie o zdjęcia wewnątrz. Żadne fotki nie oddadzą piękna tego przedmiotu. Pominęłam co prawda część o planowaniu dalekosiężnym, ale będę z niego intensywnie korzystać w organizacji mojej pracy tutaj.
Dziś przedstawię wam nasze najlepsze filmy familijne. Tu jest wpis stricte Filmy dla dzieci. Tymczasem tu, przez filmy familijne – rozumiem takie, które mrugają oczkiem także do dorosłego widza:)
Są takie wieczory, gdy zasiadamy całą rodziną i mamy wieczór filmowy. Lubię te chwile, ale jest coś, co mi przeszkadza się nimi cieszyć – wybór filmu. Przy pierwszym dziecku z chęcią oglądałam wszystkie bajeczki i fascynował mnie ten świat niejako powrotu do własnego dzieciństwa, przy jednoczesnym obserwowaniu tworzenia się filmowych wspomnień mojego dziecka.
Dziś już jestem rodzicem z bagażem doświadczeń i fascynacja oglądaniem bajek jest zamierzchłą przeszłością. W takie filmowe wieczory myśl o kolejnej bajce jest dla mnie męcząca, choć przecież są filmy animowane dla dzieci na poziomie – je uwielbiam, ale generalnie bajki dla dzieci są… dla dzieci.
Szukam więc kompromisu, którym są filmy familijne. To oczywiście nadal nie „Forrest Gump”, ale zwykle wszyscy jesteśmy zadowoleni. Dziś ułatwię Wam sprawę i podzielę się listą najfajniejszych filmów familijnych, które ubarwią Wasze wieczory, ucieszą dzieci, a Was nie znudzą.
klikając w zdjęcie – przeniesiesz się do zwiastuna.
Nie będę tego z tego robić rankingu TOP 10, TOP 20 czy TOP 30. Ba! Nawet nie będę numerować – dzięki czemu jak podeślecie inne sprawdzone produkcje – będę ubogacać wpis! Lista zaczyna się więc od najnowszych produkcji by na koniec przypomnieć klasyki.
IMDb – 7,4
tytuł oryginalny: Onwardrok produkcji: 2020długość filmu: 1h 42 min
Najnowsza produkcja Pixara ma wszystko. Jest filmowa podróż. Jest przygoda życia. Jest przemiana bohaterów. Jest przesłanie, że jest potrzebny nam umiar w używaniu technologii. Historyjka nie jest może super odkrywcza, ale odpowiednio bawi i wzrusza.
IMDb – 8,2
tytuł oryginalny: Klausrok produkcji: 2019długość filmu: 1h 36 min
To będzie obowiązkowa lektura w okolicy świąt. Choć niektórym dzieciom/rodzicom nie przeszkadza tematyka oglądać go po 7 razy i okrągły rok:) Film pełny komizmu sytuacyjnego. Najważniejsze, że i dziecko i dorosły znajdą coś dla siebie. W porównaniu do innych świątecznych produkcji – bardzo odświeżający!
IMDb – 7,2
tytuł oryginalny: A Dog’s Purpose rok produkcji: 2017długość filmu: 1h 40 min
Film reżysera Hachiko. To opowieść o miłości, przyjaźni i przywiązaniu, które pokonuje wszystkie bariery. Chłopiec, który w dzieciństwie dostaje psa, dorasta z nim, jednak kres psich dni jest szybszy niż ludzkich. Okazuje się jednak, że zwierzęca reinkarnacja istnieje – przynajmniej w tym filmie – i Bailey otrzymuje nowe ciało ze starą, psią duszą…
IMDb – 8,4
tytuł oryginalny: Cocorok produkcji: 2017długość filmu: 1h 45 min
Coco to opowieść o meksykańskim chłopcu, który kochał muzykę tak bardzo, że przeniosła go ona do świata umarłych. Świata który miał szansę poznać, by dowiedzieć się, że zmarli to nie tylko zdjęcia, ale prawdziwe historie prawdziwych ludzi. W tej opowieści wszystko jest piękne: pokazanie tradycji meksykańskich, związanych ze śmiercią, muzyka i sama animacja jest tak piękna, że zapiera dech. Wzruszenia i śmiech, plus mnóstwo mądrości.
IMDb – 6,7
tytuł oryginalny: Ferdinandrok produkcji: 2017długość filmu: 1h 48 min
Co się stanie kiedy pacyfista trafi na arenę… Bardzo ciepła opowieść. Sympatyczni bohaterowie. Mądre przesłanie. I co najważniejsze każdy znajdzie coś dla siebie. I dzieci i dorośli będą parskać głośnym śmiechem.
tytuł oryginalny: The Jungle Bookrok produkcji: 2016długość filmu: 1h 46 min
Dzieci klasykę znać muszą. I „Księga Dżungli” właśnie nią jest. Chłopiec wychowywany jest przez zwierzęta – nie będę opisywać fabuły, bo ją znacie. Ta wersja filmu to jednak majstersztyk. Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach, a zwierzęta w wersji life-action przyprawiają o ciarki.
a tu łapcie świeżutki największy prezentownik z inspiracjami dla dzieci od 1 roku aż po nastolatków. 10 tablic z podziałem na wiek dzieci, w sumie ponad 100 przemyśłanych propozycji! – Prezenty na święta dla dzieci 2023
IMDb – 8,1
tytuł oryginalny: Inside outrok produkcji: 2015długość filmu: 1h 35 min
I kolejna animacja, ale także jest w tym zestawieniu, ze względu na swoją wyjątkowość. To opowieść o emocjach, które mieszkają w każdym z nas. W tej historii mają swoje imiona, twarze i charaktery. Tak, tak. Niczym w „Było sobie życie” emocje są spersonifikowane. Jest Radocha, Smutna, Gniew, Odraza i Strach. Gdy dziewczynka przeżywa trudne chwile związane z przeprowadzką, jej dotąd działająca doskonale konstrukcja psychiczna, zaczyna się chwiać w posadach. Na ratunek ruszają Radocha i Smutna docierając do najdalszych jej zakamarków. Ten film jest tak dobry, że jego rekomendacja zajęłaby mi kolejnych kilka stron tekstu. Musicie to zobaczyć. Czapki z głów dla twórców.
IMDb – 6,9
tytuł oryginalny: Cinderellarok produkcji: 2015długość filmu: 1h 45 min
Klasyczna baśń o dziewczynie, która dzięki udanemu mariażowi, z pomiatanej pasierbicy, staje się żoną księcia. Choć schemat jest już dziś nieco passe, to film jest przepiękny i z pewnością spodoba się dzieciom. Dorośli odnajdą w nim magię, jednak ostrzegam, że opowieść ta, momentami absurdalna, może irytować, dlatego oglądając ją z dziećmi, nastawcie się na dobrą zabawę i przymknijcie swoje feministyczne oko na irytujące wątki.
IMDb – 7,5
tytuł oryginalny: Heidirok produkcji: 2015długość filmu: 1h 51 min
Chyba mało kto zna Heidi. A warto! Oszałamiające alpejskie widoki, wzruszająca historia. Osierocona Heidi, ma ułożone życie ze dziadkiem na łonie natury, kiedy pojawia się ciotka, pragnąca ucywilizować dziewczynkę. Zabiera ją do miasta, gdzie poznaje niepełnosprawną bogatą Klarę. Światy obu dziewczynek nie mogłyby się bardziej różnić…
IMDb – 7,0
tytuł oryginalny: Maleficentrok produkcji: 2015długość filmu: 1h 37 min
Ten film jest pięknie zrobiony – kostiumy, scenografia no i wspaniała kreacja Angeliny Joli w roli Diaboliny z pewnością spodobają się Wam. Dzieci urzeknie fabuła, która zbliżona jest to opowieści o Śpiącej Królewnie, jednak pokazuje tę historię z punktu widzenia Tej Złej?
tytuł oryginalny: Paddingtonrok produkcji: 2014długość filmu: 1h 35 min
Paddingtona chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Dzieci tak samo jak kochają książki, z rozdziawionymi buziami pochłaniają też film. Film zrobili producenci Harry’ego Pottera. Niech samo to będzie rekomendacją że wzięli się za to profesjonaliści. Wyszło wspaniałe kino familijne. Film doczekał się już paru części:)
tytuł oryginalny: Belle et Sébastien rok produkcji: 2013długość filmu: 1h 44 min
To kolejna opowieść o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem, w tym przypadku psem. Akcja filmu dzieje się w cudownych i malowniczych Alpach w 1943 roku. Mieszkańcy wioski tracą swoje owce. Tymczasem Sebastian spotyka w górach samotnego owczarka, z którym się zaprzyjaźnia. Czy to Bella jest winna porwaniom owiec? Wspaniały klimat i piękne okoliczności przyrody dla dorosłych i oczywiście chłopiec i pies dla dzieci.
IMDb – 6,3
tytuł oryginalny: Karsten og Petra blir bestevenner rok produkcji: 2013długość filmu: 1h 14 min
To jest ostatni hit! Obejrzeliśmy razem i znów pojawiły się prośby o ponowne włączenie. Film powstał na podstawie książki, o której kiedyś pisałam. Bardzo fajny dla dzieci, które zaraz zaczną edukację przedszkolną, bo pokazuje kuluary tej instytucji. Trochę magii i piosenek urozmaica oglądanie. W kinach studyjnych jest teraz wersja świąteczna, ale nie możemy trafić.
IMDb – 5,6
tytuł oryginalny: Mirror Mirrorrok produkcji: 2012długość filmu: 1h 46 min
Julia Roberts jako Zła Królowa, trafia np. do gabinetu odnowy biologicznej…:) Popis autoironii. To taka ocierająca się o parodię formuła komedii, gdzie i dzieci i dorośli będą się śmiać do rozpuku. Osadzona w baśniowym świecie ale pełna odnośników do wspólczeności.
IMDb – 7,7
tytuł oryginalny: Tangled rok produkcji: 2010długość filmu: 1h 40 min
Ona jest uziemiona… na wieki. Ale teraz dostała okazję by poznać świat po raz pierwszy na spółkę z pewnym łotrzykiem. Historii Roszpunki nie muszę wam opowiadać. Wspaniała adaptacja filmowa. Idealna doza humoru.
IMDb – 7,1
tytuł oryginalny: Le petit Nicolas rok produkcji: 2009długość filmu: 1h 31 min
Mikołajek, Rosół, Ananiasz… te postaci przenoszą mnie do mojego dzieciństwa:) A Julek i Lilka chłonąc ich przygody na ekranie, wieczorem podtykają do czytania przed snem moje ulubione książeczki:)
tytuł oryginalny: Uprok produkcji: 2009długość filmu: 1h 36 min
Jeśli jakimś cudem nie widziałaś tego filmu – to od niego zacznij! To też tak uniwersalne i ponadczasowe kino familijne, że i dzieciaki i ty będziecie oglądać przyklejeni do telewizora. Film porusza głębokie nuty. Wartość przyjaźni, pogoń za marzeniami, że nawet nie będąc już najmłodszym wciąż można zmienić swoje nastawienie i wziąć świat za rogi!
tytuł oryginalny: WALL·Erok produkcji: 2008długość filmu: 1h 38 min
Zaczynają się prawdziwe klasyki:) Choć nie myślałem, że tak szybko stanie się nim historia robota sprzątającego. Kiedy Wall·e poznaję EVE – mimo, że film dzieje się za 700 lat – opowiada historię starą jak świat:)
tytuł oryginalny: Enchantedrok produkcji: 2007długość filmu: 1h 47 min
Znacie księżniczki disneyowskie – ptaki nad nimi śpiewają, słońce dla nich wstaje, jak śpiewał Kult: „na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek. A przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek”. Taka właśnie księżniczka, w wyniku czarów-marów trafia nagle do współczesnego Nowego Jorku. Co może pójść źle? Wszystko! Oczekiwania kontra rzeczywistość. Księżniczka z bajki i zwyczajny facet. Zobaczcie sami.
IMDb – 6,4
tytuł oryginalny: Night at the Museumrok produkcji: 2006długość filmu: 1h 48 min
Cudowny film przygodowy, który przybliża dzieciom dawny świat i uzmysławia, że eksponaty to żywa historia. Oto Larry został zatrudniony jako strażnik w Muzeum Historii Naturalnej. Pracując na nocną zmianę, dowiaduje się, że właśnie nocą eksponaty ożywają. Rany, jak ja mu zazdroszczę! A co dopiero dzieci!
IMDb – 6,5
tytuł oryginalny: Nanny McPheerok produkcji: 2005długość filmu: 1h 37 min
Do ojca z gromadką niesfornych dzieci trafia Niania, która ma zapanować nad chaosem. Początkowo dzieci nic sobie nie robią z kolejnej niani, jednak tym razem trafiła kosa na kamień i Niania McPhee wprowadzi porządek w tej rodzinie, co oczywiście nie spodoba się dzieciom. Do czasu. Dużo zabawnych perypetii, ale także wzruszeń. Czasem zastanawiam się, czy potrzebuję takiej Niani, czy może sama już nią jestem?
tytuł oryginalny: The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe rok produkcji: 2005długość filmu: 2h 23 min
Kolejna z klasycznych opowieści, które trzeba znać. Rodzeństwo odkrywa magiczną szafę, która przenosi ich do magicznego świata Narni. Dzieci będą oczarowane opowieścią, a rodzice cudownym klimatem i światem, jaki udało się stworzyć twórcom tego filmu.
tytuł oryginalny: The Princess Diaries rok produkcji: 2001długość filmu: 1h 51 min
To opowieść, którą najlepiej ogląda się mamom i córkom. Nastoletnia, zwykła dziewczyna z San Francisco, zostaje odwiedzona przez nieznaną jej dotąd babcię, która oznajmia jej, że jest następczynią tronu niewielkiego, europejskiego państwa. Dziewczynki, już takie od 8 roku życia, będą zachwycone perypetiami dziewczyny, która ma stać się królową.
IMDb – 7,8
tytuł oryginalny: Shrekrok produkcji: 2001długość filmu: 1h 30 min
Bez dwóch zdań klasyk, który po prostu musiał się tu znaleźć. W Polsce zapisał się na kartach historii, dzięki brawurowemu tłumaczeniu i cudownemu dubbingowi. Pewnie nawet nie wiecie, że w oryginale bohaterom głosy dodawały takie tuzy aktorstwa jak Mike Myers, Eddie Murphy czy Cameron Diaz! Ale chyba mimo tego polski dubbing wygrywa:)
tytuł oryginalny: A Little Princessrok produkcji: 1995długość filmu: 1h 37 min
Tę opowieść zna chyba każdy. No może każda?. Mała Sara trafia na pensję do Panny Mincin, gdzie ma pobierać naukę. Gdy jednak nadchodzą wieści o śmierci jej ojca, okrutna właścicielka szkoły zamienia życie Sary w piekło, degradując ją z pozycji bogatej uczennicy do służącej. To klasyka gatunku, pełna wzruszeń i emocji.
tytuł oryginalny: Jumanji rok produkcji: 1995długość filmu: 1h 44 min
Chłopiec, który odnalazł grę, trafia do serca dżungli w niewiadomy sposób. Mija 26 lat, gdy dwójka dzieci, wprowadzając się do jego domu, odnajduje tę grę i zaczyna w nią grać. Oni również zostają wciągnięci do świata Jumanji. Czy im wszystkim uda się wydostać? Świetna rozrywka dla dzieci i rodziców.
tytuł oryginalny: Alla vi barn i Bullerbynrok produkcji: 1986długość filmu: 1h 27 min
Znów – klasyk, którego nikomu nie trzeba przedstawiać – nie udało mi się odkopać żadnego trailera – kliknięcie w plakat przeniesie was wprost do drugiej części filmu z nowymi przygodami!
IMDb – 6,8
tytuł oryginalny: Akademia Pana Kleksarok produkcji: 1983długość filmu: 2h 38 min
Polacy nie gęsi – więc i nasz swojski prekursor Harry’ego Pottera musiał się znaleźć w tym zestawieniu. Absolutny klasyk. Ja sama oglądałam go może z 50 razy na kasecie VHS. A razem z Lilką zdarzyło się to już może z 10 razy. Soundtrack dzieci znały na pamięć zanim w ogóle poznały co to telewizor:)
tytuł oryginalny: E.T. the Extra-Terrestrialrok produkcji: 1982długość filmu: 1h 55 min
To najstarszy film w rankingu. Aż trudno uwierzyć, że ma już 38 lat! Opowieść o kosmicie, który przypadkowo został na ziemi i trafił pod opiekę chłopca, urzeka już kolejne pokolenia. Dzieci muszą zobaczyć E.T., a dorośli… no cóż, rozczuliło mnie oglądanie tego filmu. Uśmiechałam się też z ciekawością, oczekując na scenę odlotu statku kosmicznego. Fajnie sobie kiedyś radzili, gdy nie było takich możliwości technologicznych, jak dziś.
A jak szukacie tysięcy godzin filmów za 49 zł rocznie to może zobaczcie jakie super seriale i filmy można obejrzeć na Amazon Prime Video
Zapraszam też na zestawienie Najlepsze seriale MAX
A tu łapcie świeżutkie inspirację na Prezent dla niej i dla niego pod choinkę 2024!
A tu za to świeżutki największy prezentownik z inspiracjami dla dzieci od 1 roku aż po nastolatków. 10 tablic z podziałem na wiek dzieci, w sumie ponad 100 przemyśłanych propozycji! – Prezenty na święta dla dzieci
Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze Najlepsze filmy 2022
Tu łapcie świeżutki SkyShowtime TOP 20 z naszymi polecajkami a tu Disney dla dzieci.
Tu łapcie polecajki na najlepsze seriale Apple TV+
a tu łapcie inspiracje na Prezenty na Dzień Dziecka 2025
Tu łapcie Seriale dla dzieci na Netlixie
Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze najlepsze seriale Netflix, tu Disney seriale
Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek
a jak już je wprowadzicie zapraszam po Najlepsze bajki na Netflix a tu wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem
Tu łapcie najświeższy wpis: Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka 2024
Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100
Koniecznie napisz mi co jeszcze jest „lekturą obowiązkową” w Twoim domu! Jakie są twoje ulubione filmy familijne? Obiecuję zebrać najczęściej powtarzające się sugestie i zaktualizować wpis o tytuły, które przegapiłam!
A jak macie już dość ekranu – zainspiruj dziecko by zrobiło Lapbook na interesujący go temat
tu macie nasz tegoroczny wybór na Lunchbox i bidon 2025 a tu Plecak do szkoły 2025
Dziś chciałam się z Wami podzielić przepisami na moje ulubione sałatki. Są bardzo proste w wykonaniu, a do tego pyszne. Myślę, że każda z nich nadaje się na święta, Sylwestra albo można ją zrobić bez okazji.Wszystkie przepisy mam od moich znajomych i robiłam je już wielokrotnie.
Wybaczcie brak zdjęć, ale jestem już na urlopie:)
pół opakowania makaronu w kształcie ryżu tzw. risi, risoni lub orzorukolaser fetasuszone pomidorypestki dynioliwa z oliweksólpieprz
Makaron gotujemy w osolonej wodzie. W międzyczasie myjemy rukolę i ją suszymy.Ser i suszone pomidory kroimy na niewielkie kawałki. Dodajemy ostudzony makaron, rukolę, sól, pieprz i oliwę.Na koniec na suchej patelni prażmy pestki dyni. Posypujemy nimi sałatkę na górze.
słoik selera konserwowegopół puszki ananasaczerwona fasolapor (zielona część)ser feta (lepsza będzie Delaktis niż z Mlekovity, bo jest bardziej miękka)majonezsólpieprz
Selera, ananasa i fasolę odsączamy z zalewy. Pora myjemy i kroimy w plastry na półksiężyce.Ser feta kroimy na niewielkie kawałki.Wszystkie składniki mieszamy i odstawiamy do lodówki.
mix sałat lub rukolakozi ser w roladceduży burakorzechy laskowe lub pestki dynipomidorki koktajlowe lub suszonesólpieprzoliwaocet balsamiczny lub glazura
Sałaty myjemy i suszymy.Buraka w skórce pieczemy w folii lub gotujemy w garnku do miękkości. Można przekroić go na pół aby ten proces szybciej nastąpił.Ser kozi kroimy w plastry lub kruszymyUgotowane buraki obieramy i kroimy na małe kawałki.Pomidory kroimy.Orzechy lub pestki dyni prażymy na suchej patelni.Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Na koniec polewamy odrobiną oliwy z oliwek i octem balsamicznym.
ser Ricottasałata roszponkapomidorki koktajlowepestki słonecznika/ dyniżurawinaocet balsamicznyząbek czosnkumiód/ syrop z agawysólpieprz
Sałatę myjemy i suszymyPomidorki kroimy na pół.Pestki prażymy na suchej patelni.Wszystkie składniki razem mieszamy.Dressing: łyżka octu balsamicznego, łyżka oliwy z oliwek, ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, łyżeczka miodu. Wszystko razem mieszamy i polewamy.
śledzie (wg uznania, ja wolę te w occie)ciastka korzenne Tagojabłkożurawina suszonamajonezsólpieprz
Śledzie kroimy na niewielkie kawałkiJabłko obieramy ze skórki, i kroimy na małe kawałkiŻurawinę parzymy wrzątkiem.Ciastka kruszymy (ilość wg uznania), zostawiamy kilka całych do przyozdobieniaŚledzie, pokruszone ciastka, jabłko i żurawinę mieszamy razem z majonezem. Dodajemy przyprawy. Wygładzamy całość łyżka na półmisku i obkładamy dookoła ciastkami. Całość jest najlepsza po 2-3 godzinach w lodówce.
Smacznego:)
Jeżeli macie jakieś ciekawe przepisy, które robicie od lat to również się podzielcie:)
Ale była praca! Gotowanie z dzieckiem to nie lada wyzwanie:)
Pod koniec mam dla Was świetny sposób na nietypowe pierniczki!
Podaję świetny przepis na pierniczki Agnieszki Maciąg, który ukazał się w grudniowym numerze Urody życia. Wyszły w sam raz, nie potrzebują mięknięcia w puszce. Są mocno korzenne i lekko słone. Tak jak lubię.
A to nasze pierniczenie.
A teraz mam dla Was fajny motyw do wykorzystania – niekoniecznie z piernikami.
W środku ciastka wykrajamy dziurkę i tam nasypujemy pokruszonych landrynek. Zobaczycie na końcu co pięknego powstanie.
Tadam! Piernik z prześwitującą szybką:)
Myślałam, że muszą zmięknąć, ale nie ma takiej potrzeby.
Tak się prezentują domki:)
Jakoś przy tym pierniczeniu mi się przypomniało, że była właściwie jedna rzecz, którą Lilka napisała w liście. Chciała stół i krzesła dla myszek żeby mogły siedzieć przy stole na kolacji tak jak my. Wzruszyło mnie mocno te wyznanie i oczywiście będą czekać na nią pod choinką.
Maileg
Na zdjęciach szare krzesełko Tripp Trapp – niezwykły pomocnik podczas gotowania oraz jedzenia.
W Nowym Roku planuję bardzo obszerną recenzję.
Niedługo przywita nas koniec roku. Czas spędzony z rodziną nastraja do przemyśleń, a ta magiczna cezura kiedy o północy niebo rozświetla łuna światła skłania do rachunku sumienia. Są to chwile przepełnione refleksjami o mijającym roku, a nawet latach. Wiele z nas wchodzi w Nowy rok z różnymi postanowieniami oraz marzeniami. Niektórzy nie mają potrzeby zmiany czy wywrócenia życia do góry nogami, a inni duszą się swoim dniem codziennym i mają wszystkiego serdecznie dość.
Bardzo lubię słowa Stanisławy Celińskiej:
Dla mnie najważniejsza jest rodzina. Kiedy urodziłam Lilkę przewartościowałam wiele spraw, które do tej pory były dla mnie bardzo ważne. Zeszły na dalszy plan, a ja mogłam w pełni skupić się na nich. Kiedy Lilka miała 1,5 roku postanowiłam wrócić do pracy. Nie chciałam zapomnieć wszystkiego.
Mój zawód wymaga ode mnie ciągłej praktyki. Kiedy nie pracuję – sporo zapominam. Uznałam, że to dobry moment by wrócić. Jednak firma zdecydowała za mnie i chcę im dziś za to podziękować. Owszem, wtedy byłam pełna żalu i czułam, że świat mi się zawalił. Nie miałam pomysłu na siebie i nie wiedziałam co dalej robić.
Chociaż mój rozsądek już zaczynał mi podpowiadać co powinnam robić w życiu. Jeżeli wróciłabym do pracy – w domu byłabym ok godziny 18. Ta myśl była nie do zniesienia. Mam widzieć moje dziecko ok 3 h dziennie? Na samą myśl łzy napływały mi do oczu. Stwierdziłam, że muszę zrobić wszystko żeby móc pracować z domu. Tak żeby spędzać czas z dzieckiem, a w chwilach kiedy jest zajęta lub śpi- pracować. To było moje marzenie. Myślałam nawet o napisaniu książki. Razem z mężem usiedliśmy przy kuchennym stole z lampką wina i zrobiliśmy biznes plan.
Lubiłam to bardzo, ale traktowałam te zajęcie raczej jako hobby, pasję. Myślałam również, że będzie to fajna pamiątka dla nas. Czytelników było coraz więcej, a ja w wolnej chwilach pisałam coraz bardziej zaangażowane treści. W międzyczasie okazało się, że wpisy związane z moim wykształceniem cieszą się największym powodzeniem, a te „pamiętniczkowe” odwiedza tylko garstka.
Nie spodziewałam się, że inne mamy interesuje mój punkt widzenia. Wiele z Was pisało do mnie później meile, że bardzo im pomogłam. To był największy motywator. Mogłam wykorzystać moją wiedzę teoretyczną i praktyczną, którą nabyłam na wielu kursach oraz studiach. Cieszyło mnie to ogromnie, bo mogłam być na bieżąco z badaniami, nowymi trendami i lekturami. Wtedy zapaliła mi się lampka.
Oczywiście, znalazła się garstka osób, którym nie odpowiadają wpisy sponsorowane. Pomyślałam, że nie będę się tym przejmować, bo korzystacie z mojej wiedzy, którą zdobyłam na płatnych kursach. Jeżeli chcielibyście się dowiedzieć wielu z tych inforamcji, które zamieszczam na blogu musielibyście zapłacić sporo pieniędzy.
Nie raz dostawałam od Was nagarnia Waszych dzieci z zapytaniem czy to jest powód do niepokoju. Oczywiście nie da się zdiagnozować dziecka przez skype czy telefon, ale można napisać wskazówki co dalej robić albo czy się niepokoić. Wielu z Was pisałam nawet zalecenia do domu.
Takie cuda tylko na nebule:) Uważam, że jest to uczciwe. Korzystacie z moich pomysłów codziennie. I bardzo mnie to cieszy! W nowym roku również dam z siebie wszystko. Znów przełożę moje zakurzone książki do przeczytania „na kiedyś”. Teraz jest mój czas i ja o tym wiem. Mam zamiar wykorzystać go w całości.
Bardzo długo o tym myślałam. Odpowiedź brzmiała „nie”. Od kiedy mam dziecko moje podejście zupełnie się zmieniło. Poświęcam tak dużo czasu, energii i cierpliwości Lilce, że nie byłabym w stanie podarować ich w takiej samej ilości innym pacjentom, a lubię dawać z siebie wszystko.
Czułabym się doszczętnie wyeksploatowana. Dlatego wolę działać teraz w trochę innych zakresach, ale wciąż pokrewnych. Do tego w końcu mogę wykorzystać moje pomysły. Uwielbiam tworzyć różne rzeczy tutaj na blogu. Mogę się realizować w różnych dziedzinach i to mi najbardziej odpowiada. Mogę łączyć pracę z życiem rodzinnym, a właściwie blog jest już tak wpleciony w nasz lifestyle, że nie odczuwam, że jest to praca, bo ją bardzo lubię.
Nie było łatwo, bo to co zazwyczaj widzicie na blogu jest efektem wielu godzin pracy. Jak powstają moje wpisy? Najczęściej mam już gotowy pomysł, który później realizuję, ale zdarzają się również sytuacje odwrotne: mam ciekawe zdjęcie i myślę o tekście do niego. Są wpisy, które rosną w mojej głowie nawet przez rok. Spisuję wszystkie pomysły, a później realizuję punkt po punkcie.
Blogowanie to jest praca, która wymaga myślenia około 14 h na dobę. Wydaje się sporo, bo o blogu nie myślę tylko wtedy kiedy śpię. Zmywam naczynia i myślę o zdjęciach. Rozwieszam pranie i układam w głowie zdania do nowego wpisu. Prasuję, oglądam serial i myślę o nowych tematach.
Jestem szczęśliwa z tym co robię i mam nadzieję, że blog będzie szedł w dobrym kierunku.
Dlatego tak ważni jesteście dla mnie. Po każdym wpisie zaglądam, czy temat Wam się podobał. Zawsze na Facebooku rozwijam listę, kto kliknął „Lubię to” są tam Wasze imiona i nazwiska, które działają na mnie motywująco. Na blogu komentuje tylko garstka, której jestem ogromnie wdzięczna:) A reszta to tylko liczby. Na Facebooku jest inaczej, bo tam jesteście zmaterializowani.
Zastanawiam się czasami dlaczego mi się udało? Wiele osób traci chęci do blogowania po jakimś czasie. U mnie pojawił się tylko jeden kryzys, ale przetrwałam go. Pisałam mimo tego, że totalnie mi się nie chciało i miałam nawet myśli żeby blog zamknąć. Przetrwałam to i wena napłynęła ze zdwojoną siłą. Mam kilka swoich zasad, których się trzymam.
Ale zaczęły się od mojego bloga. Na przykład w przyszłym roku zostanie wyprodukowana pomoc edukacyjna, którą stworzyłam.
Ostatnio również wykonywałam zdjęcia do bardzo fajnego sklepu. Jest to dla mnie duża nobilitacja, że komuś podoba się mój styl fotografowania. Tym bardziej, że jest to polska, mała firma, która tworzy piękne i użyteczne produkty. Jesteście ciekawi? To http://fabrykaprzescieradel.pl Kolorowe prześcieradła, szyte w Polsce mogą być bardzo ciekawą dekoracją wnętrza.
Do tej pory mieliśmy tylko białe, zwykłe z Ikei. A teraz przekonałam się, że prześcieradło nie musi być nudne. Fajne, wesołe wzory ożywią każde wnętrze. Wykonane ze 100% bawełny, więc dla mojej alergiczki są idealne. Zobaczcie jakie piękne, a do tego w rozsądnej cenie- świetny pomysł na prezent last minute.
Zdjęcia zrealizowane dzięki http://muppetshop.eu
A tak wygląda backstage
Dziś chcę Wam pokazać jak w prosty, a zarazem ciekawy możemy stworzyć razem z dzieckiem ozdoby choinkowe. Każda z nich ćwiczy małą motorykę, więc oprócz ciekawego efektu wizualnego mamy zajęcie, które łączy przyjemne z pożytecznym.
Można kupić gotowy zestaw za 11-12 złotych
Te niżej robiła Lila:)
Ale mam też dla Was kilka moich pomysłów.
Najciekawszą z nich są choinki z patyczków. Drewniane patyczki można kupić w Tigerze, Empiku lub w Paperconcept za niewielkie pieniądze. Zużyjemy tylko kilka, a reszta zostanie nam na inne zabawy.
Przygotowujemy wcześniej kilka choinek. Ja moje skleiłam bardzo mocnym klejem i zostawiłam do wyschnięcia. Można też użyć taśmy. Jeden patyczek lekko skróciłam (ten na dole).
Tak wyglądają wszystkie razem
według gustu, możliwości i dostępności materiałów. Ja moje półprodukty zbieram cały rok. Nie wyrzucam żadnej folii, ani papieru kolorowego.
brokat na klej w płynie plus gwiazdki (Paperconcept). Duża gwiazdka wycięta z miękkiej, brokatowej pianki, która co roku jest we wrześniu w Biedronce.
drucik kreatywny i dzwoneczki (Paperconcept). Nie dość, że ładnie wygląda to i dzwoni.
drucik kreatywny i koraliki
taśmy washi tape (Tiger)
taśma koronkowa i confetti z urodzin 2013 r. (Tiger)
tu poniosła mnie fantazja:) Piórka (Tiger)
Inna wersja choinki może być taka. Wystarczy tylko poobcinać brzegi patyczków.
Wszystkie razem wyglądają następująco:
Inną, ciekawą ozdobą do wykonania z dzieckiem jest choinka z patyczków kreatywnych stylizowanych na sosnę. Jest to bardzo interesujące doznanie sensoryczne, bo igiełki są szorstkie.
Można na nie nawlekać korale, dzwoneczki, pocięte słomki, a nawet suchy makaron penne.
Idealna pomoc do ćwiczenia koordynacji ręka- oko.
Ostatnia moja propozycja to bombki papierowe.
Potrzebujemy kolorowy papier, nożyczki i zszywacz.
Wycinamy pary pasków z podobnego kolorystycznie papieru oraz zostawiamy jeden pojedynczy (to będzie środek).
Następnie razem spinamy wszystkie końce i gotowe.
Jedna fotka z backstage’u
Tak ozdoby prezentują się na choince. A na ostatnim zdjęciu jest bombka zrobiona przez Lilkę w przedszkolu.
Tak, wiem już prawie połowa grudnia, a ja dopiero znalazłam chwilkę żeby napisać parę słów co w tym miesiącu mnie inspiruje.
Jak się okazało, grudzień jest u mnie miesiącem nowych kosmetyków.
Wzdłuż i wszerz przetrząsnęłam KWC i Makeupalley. W tych obu rankingach pierwsze miejsce miał Kiehl’s z awokado. Przy okazji odkryłam, że jedyny sklep Kiehl’s jest w Arkadii. Pojechałam, kupiłam i się zakochałam. Zdecydowałam się również na żel do mycia twarzy bez mydła. Moja skóra jest dość specyficzna i wymagająca.
Krem pod oczy baaaardzo mocno nawilża, a jednocześnie nie roluje pod korektorem. Zostawia skórę bardzo nawilżoną. Mam wrażenie, że trochę spłyciły się zmarszczki mimiczne.
Żel również skradł moje serce i uważam, że jest stworzony do mojej lekko mieszanej cery.
Podobno od nowego roku ma być sklep online:)
W końcu zdradziłam mojego Revlona. A ta również jest matowa, tylko, że w bardziej różowym odcieniu.
O lakierze Essie Merino cool pisałam chyba w październikowych inspiracjach. Dopiero teraz udało mi się go kupić. Zdecydowanie to mój kolor na zimę. W rzeczywistości bardziej wpada w odcień kawy z mlekiem niż fioletu.
to tomik dla dorosłych. Dawno nie widziałam tak pięknego wydania. Polecam miłośnikom poezji na prezent.
Zobaczcie jakie piękne. Na Aros z przesyłką kosztują niecałe 30 zł.
Z racji tego, że zaraz Święta słuchamy bardzo często Muzalinek. Bardzo przyjemne dla ucha.
Śledzie na Wigilię zrobię z przepisu z grudniowej Urody życia. Pierniczki też:)
Oraz mam kilka inspiracji prezentowych. Ja napisałam list do Mikołaja z prośbą o te kapcie
oraz kosmetyczkę z wyjmowanymi saszetkami
A mąż chciałby piękny personalizowany zestaw Miller
Miłego weekendu:)
Przyszłość to dzień jutrzejszy, a także poniedziałek 12 maja 2017 r. Mało kto z nas wybiega tak daleko w przyszłość. Nie zastanawiamy się zupełnie co będziemy robić, jak wyglądać i gdzie wtedy będziemy.
Teraz myślimy raczej o Świętach, które już niebawem na dobre rozgoszczą się w naszych domach. W rodzinnym gronie będziemy składać sobie życzenia. Takie standardowe: zdrowia, szczęścia, pieniędzy. Niektórzy układają te sentencje w innej kolejności.
Każdy ma inne priorytety i zazwyczaj w ten sposób formułuje swoje życzenia. Ja od bardzo dawna życzę wszystkim przede wszystkim zdrowia. Reszta sama się ułoży jeżeli tylko tego zdrowia nie zabraknie.
W mojej rodzinie jest tak od pokoleń. Bardzo często te sny spełniają się tak jak dokładnie je widzę, a nie jak u wielu ludzi na odwrót. Niestety często i mnie dotyczą. Mojej kondycji fizycznej, psychicznej i ogólnie zdrowia. A wtedy kiedy już to się dzieje mam deja vu i wiem, że jakiś czas temu to mi się śniło.
Chciałabym wiedzieć, a nawet móc się ustrzec przed niebezpieczeństwem. Tylko, że to uczucie niepokoju pojawia się już PO tym incydencie ze snu. Jestem w stanie dokładnie odtworzyć te wydarzenia, a od nich aż włosy jeżą się na przedramionach. Jeżeli tylko mogłabym wcześniej wiedzieć może udałoby mi się wyjść z kilku sytuacji obronną ręką.
Staram się normalnie żyć ze świadomością, że choroba kiedyś może również przyjść i do mnie. Chciałabym o tym wiedzieć wcześniej. Tak żeby móc odpowiednio szybko zadziałać. Wdrożyć leczenie, zdobyć pieniądze na jak najlepszych specjalistów. Wykrywając chorobę we wczesnym stadium można często ją szybko wyleczyć. Ale skąd o tym wiedzieć? Przecież tak często nie badamy się wzdłuż i wszerz żeby mieć pełną informację na temat stanu naszego zdrowia.
Miesiąc temu robiłam profilaktyczne usg piersi. Bałam się cholernie. Już dawno nie czułam tego przerażającego uczucia. Nie lubię strasznie chodzić do lekarzy i czekać. Mam nadciśnienie na biały fartuch, a strzykawka w ręku powoduje u mnie zawroty głowy. Zawsze tyle stresu kosztują mnie te badania, bo jako czarnowidz zawsze mam ten najgorszy scenariusz w przygotowaniu.
Jakieś 15 lat temu myślałam, że w 2015 r. medycyna będzie tak rozwinięta, że będziemy wiedzieć o sobie wszystko. Jak w filmach science-fiction- naciskasz guzik i z maszyny wyskakuje raport. O obecnym stanie zdrowia oraz o tym co mamy zapisane w genach.
W tym roku robiłam już pakiet badań genetycznych i niestety wyszła mi mutacja genu MTHFR. Nie jest to groźne, ale może mieć wpływ na moje zdrowie. Do końca życia mam zażywać metylowaną formę wit. B12, bo istnieje u mnie duże prawdopodobieństwo wystąpienia zakrzepu.
Pewnie pierwszy raz o tym słyszycie, ale ta mutacja bardzo często występuje w populacji tylko mało kto o niej wie. Ale zapamiętacie tę nazwę. Niedługo będzie o niej bardzo głośno. Badania kosztowały mnie wiele zachodu i stresu, ale było warto. Teraz o tym wiem.
Niedawno w wielkim świecie poruszyła wszystkich historia Angeliny Jolie, która po wykonaniu badania genetycznego BRCA zdecydowała się na obustronną mastektomię prewencyjną z jednoczesną rekonstrukcją. Wywołało to wiele kontrowersji.
Zupełnie tego nie rozumiem, postąpiłabym dokładnie tak samo. Chciałabym wiedzieć wcześniej. Jeżeli ryzyko wyszłoby bardzo wysokie również zdecydowałabym się na ten trudny krok.
Dlatego kiedy Platforma Badań Genetycznych zwróciła się do mnie z zapytaniem o współpracę zgodziłam się bez wahania, bo sama wcześniej myślałam już o takich badaniach.
Pakiet badań: rak piersi i jajnika BRCA odpowie na pytanie czy mam mutacje w genie BRCA1, które zwiększają ryzyko zachorować na raka jajnika o 40 % oraz czy istnieje zwiększone ryzyko rozwoju raka piersi (o 70%) i 65% ryzyko powstania niezależnego guza nowotworowego w drugiej piersi. Dzięki wynikom tych badań będę wiedziała, czy nie powinnam częściej poddawać się badaniom kontrolnym niż dotychczas.
Pakiet badań: Nowotwory u mężczyzn również pomoże oszacować ryzyko wystąpienia:
Najbardziej podoba mi się procedura. Nie muszę oddawać krwi, nigdzie jeździć i odbierać wyników. Zamówiłam wybrane pakiety na Platformie Badań Genetycznych. Kurier przywiózł mi małą paczuszkę i dostałam gotowy pakiet do pobrania materiału. Do pojemnika mamy po prostu napluć nie spożywając jedzenia i wody na pół godziny przed pobraniem.
Zamykamy sterylny pojemnik, wypełniamy dołączone dokumenty, logujemy się w systemie i zamawiamy kuriera. Kurier odbiera od nas paczkę i wiezie do jednego z największych laboratoriów genetycznych w Polsce. Po ok 14 dniach wynik jest dostępny po zalogowaniu się na konto pacjenta.
W końcu to XXI wiek!