fbpx

Fajne filmy dla dzieci – TOP 25

  • FILMY
  • 10  min. czytania
  •  komentarze [5]

Nie tak dawno pokazywałam wam nasze Najlepsze filmy familijne – czyli takie, które mogą wspólnie oglądać i dzieci i rodzice. Dziś czas na obiecany wpis gdzie pokaże wam fajne filmy dla dzieci. Takie, które możemy im z czystym sumieniem włączyć bez już naszego udziału. Mimo że opisuję stan na rok 2021 – to wiele świeżynek wcale się nie przebiło. Jeśli napiszesz mi w komentarzu co z najnowszych filmów dla dzieci powinno się znaleźć w tym zestawieniu – chętnie będę je rozbudowywać!

Za dzieciaka – pamiętam ten dzień – to była każda sobota i wielkie emocje. To był dzień, gdzie zachodni świat dmuchał w nasze twarze powiewem czegoś, czego na co dzień nie było. Wracaliśmy z podwórka, zasiadaliśmy przed telewizorem i czekaliśmy na blok Walt Disney Przedstawia, emitowany w telewizji publicznej. Składał się on z bajki animowanej (uwielbiałam Kacze Opowieści) oraz odcinka serialu młodzieżowego. Wtedy czuliśmy podskórnie, że świat może być bardziej kolorowy, a nasza betonowa szarzyzna może się zmienić. Kto z nas nie marzył o szerokim parapecie pod oknem, obłożonym poduszkami, na którym można przesiadywać, rozmyślając? Czasem chodziliśmy do kina. Król Lew, Pocahontas… eh, to były czasy. Dzisiaj to nie ma czasów?

A jednak! Dziś sami możemy mieć szerokie parapety, o ile jeszcze ich chcemy?. A nasze dzieci oglądają bajki, o jakich nam się nie śniło! Piękne, mądre, wspaniałe animacje, które także nam się podobają, przenoszą nasze dzieci w inny świat, pobudzają wyobraźnię, poszerzają horyzonty i przekazują wiedzę i wartości. Jest ich tak wiele, że czasem trudno wybrać najlepsze pozycje. Dziś postaram się Wam to ułatwić i przestawić moją, nebulową listę przebojów fajnych filmów dla dzieci.

Fajne filmy dla dzieci:

fajne filmy dla dzieci - coco

IMDb 8,4

Coco

Tytuł oryginalny: Coco
Rok produkcji: 2017
Długość: 1′ 45″

Dzieci na wieść, że będziemy oglądać Coco, odpowiedziały, że są za duże na opowieści o kurkach. Uprzedzam, to nie taka bajka. Zdecydowanie. Kim jest Coco, nie zdradzę Wam, ale jest to jedna z opowieści, które zapadają w pamięć na długo. Akcja dzieje się w Meksyku, gdzie poznajemy Miguela, miłośnika muzyki, który buntując się przeciwko tradycji i ograniczeniom, przenosi się do świata zmarłych, gdzie spotyka swoją rodzinę i nie tylko. W filmie ukazane są wierzenia i tradycje Meksyku, co jest świetnym sposobem na poszerzenie dzieciom horyzontów w tej kwestii. Dużo wzruszeń i zabawnych perypetii i sporo mądrości dotyczącej życia i śmierci.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO


plakat filmy dla dzieci - król lew

IMDb 6.9

Król Lew (2019)

Tytuł oryginalny: The Lion King
Rok produkcji: 2019
Długość: 1′ 58″

Któż nie zna opowieści o małym lwie, który w wyniku intrygi zawiązanej przez niecnego wujka musiał szybciej dorosnąć, by zmienić świat, jaki powstał po śmierci jego ojca. To ta sama historia, którą znamy z lat 90, jednak rozmach i technika, z jaką wykonano tę animację, przyprawia o zachwyt. Pokażcie dzieciom i sami też zobaczcie, jak zmienił się Król Lew.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


fajne filmy dla dzieci 2021 - klaus

IMDb 8,2

Klaus

tytuł oryginalny: Klaus
rok produkcji: 2019
długość filmu: 1′ 36″

To będzie obowiązkowa lektura w okolicy świąt. Choć niektórym dzieciom/rodzicom nie przeszkadza tematyka oglądać go po 7 razy i okrągły rok:) Film pełny komizmu sytuacyjnego. Najważniejsze, że i dziecko i dorosły znajdą coś dla siebie. W porównaniu do innych świątecznych produkcji – bardzo odświeżający!

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


filmy dla dzieci - plakat filmu w głowie się nie mieści

IMDb 8,1

W głowie się nie mieści

Tytuł oryginalny: Inside out
Rok produkcji: 2015
Długość: 1′ 35″

Ta produkcja mnie urzekła. Oto dziewczynka, która zmienia miejsce zamieszkania, zmaga  się z ogromnymi emocjami, które siedzą w jej głowie. Tak, siedzą tam i sterują nią. Jest Radocha, Smutna, Gniew, Odraza i Strach. Dotąd to Radocha zawiadywała całością, ale teraz niespodziewanie to Smutna zaczyna grać pierwsze skrzypce. To wzruszająca i bardzo zabawna opowieść o tym, czym są emocje i dlaczego wszystkie są potrzebne.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO


mały książę - filmy dla dzieci

IMDb 7,7

Mały Książę

Tytuł oryginalny: Le Petit Prince
Rok produkcji: 2015
Długość: 1′ 48″

Zastanawiałam się, jak można zekranizować Małego Księcia. Przecież ta historia to filozofia, a nie fabuła. Czapki z głów przed twórcami tego filmu. Oddaje on ducha książki, porusza jej głębię i jest niczym dzieło sztuki. Pełen artyzm. Wzruszenie ściskało za gardło nas wszystkich przy oglądaniu. Ten film jest emanacją sentencji, że to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


plakat filmy dla dzieci - Kraina Lodu

IMDb 7,4

Kraina Lodu

Tytuł oryginalny: Frozen
Rok produkcji: 2013
Długość: 1′ 42″

Raz na jakiś czas Disney produkuje film, który staje się absolutnym hitem, na pokolenia – tak śmiem twierdzić. Jeśli jeszcze nie znacie jakimś cudem historii Elsy i Anny, to prawdopodobnie nie macie córek?. Już od 7 lat kolejne dziewczynki identyfikują się z siostrami, które łączy wielka miłość, silniejsza niż każde zło. No i jest uwielbiany bałwan Olaf, który stał się już kultową postacią. Najstarsze miłośniczki Elsy i Anny są już nastolatkami, a najmłodsze mają kilka lat. W sumie, co ja piszę, najstarsze mają pod czterdziestkę?

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO


plakat filmu Vaiana

IMDb 7,6

Vaiana: Skarb oceanu

Tytuł oryginalny: Moana
Rok produkcji: 2016
Długość: 1′ 47″

Vaiana żyje na pięknej, rajskiej wyspie, gdzie mieszkają ludzie, którzy nigdy z niej nie odpływają. Najstarsi wspominają złe doświadczenia związane z eksploracją świata, dlatego wszyscy żyją w radosnym odcięciu. Vaiana jednak chce poznać świat i zobaczyć, co jest poza wyspą. To piękna opowieść o odwadze w spełnianiu marzeń i sięganiu poza horyzont.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


filmy dla dzieci - plakat filmu był sobie pies

IMDb 7,2

Był sobie pies

Tytuł oryginalny: A Dog’s Purpose
Rok produkcji: 2017
Długość: 1′ 40″

Mały Ethan ma psa imieniem Bailey. Ich życie toczy się zwyczajnie, Ethan dorasta, a Bailey się starzeje. Gdy umiera, okazuje się, że psy się reinkarnują i Bailey otrzymuje nową, cielesną powłokę. Trafia do innego domu i pomaga innym ludziom w ich życiowych perypetiach. Czy Bailey i Ethan spotkają się jeszcze? To piękna opowieść o tym, że miłość nie ma granic.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO (2 część)


plakat filmu dla dzieci Dzieciak rządzi

IMDb 6,3

Dzieciak rządzi

Tytuł oryginalny: The Boss Baby
Rok produkcji: 2017
Długość: 1′ 37″

Do domu Tima trafia nowy członek rodziny. Wygląda jak zwyczajny bobas i wszyscy go za takiego uważają. Wszyscy oprócz Tima, który przejrzał bobasa, zachowującego się jak biznesmen i tylko udającego malucha. Brzmi złowieszczo? Nic podobnego! To zabawna opowieść, której puentą jest siła braterskiej miłości i rodzinnych więzów.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


fajne filmy dla dzieci - ekspres polarny

IMDb 6,6

Ekspres polarny

Tytuł oryginalny: The Polar Express
Rok produkcji: 2004
Długość: 1′ 40″

Doskonała opowieść dla niedowiarków, którym wydaje się, że są już tak duzi, że nie wypada im wierzyć w Mikołaja. Lepiej uważajcie, bo i pod Wasz dom podjedzie Ekspres Polarny, który zabierze Was do krainy, gdzie niemożliwe stanie się rzeczywistością. Magiczna opowieść, której nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


I kolejne fajne filmy dla dzieci:

plakat filmy Mustang z dzikiej doliny

IMDb 7,2

Mustang z Dzikiej Doliny

Tytuł oryginalny: Spirit: Stallion of the Cimarron
Rok produkcji: 2002
Długość: 1′ 23″

Z jakiegoś powodu małe dziewczynki uwielbiają historie o koniach. Ta historia chwyci za serca wszystkie młode amazonki. Młody, dziki koń, zostaje schwytany. Ludzie próbują go okiełznać, jednak on za wszelką cenę chce wrócić na wolność. Czy znajdzie się człowiek, któremu zaufa?

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


plakat bajki Mała stopa

IMDb 6,6

Mała stopa

Tytuł oryginalny: Smallfoot
Rok produkcji: 2018
Długość: 1′ 36″

Słyszeliście o Yeti? Podobno Wielka Stopa nie istnieje. A wiecie, że Wielkie Stopy myślą to samo o ludziach? Gdy jeden z nich odnajduje ślad Małej Stopy, zostaje wyśmiany, wszak każdy wie, że Ludzie nie istnieją. Jednak on się nie poddaje i chce udowodnić, że się mylą. To opowieść o łamaniu barier, wychodzeniu poza ramy i poszerzaniu horyzontów oraz dążeniu do celu i wyrywaniu się z kajdan wierzeń i zabobonów. To trzeba zobaczyć i pokazać dzieciom.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


fajne filmy dla dzieci - epoka lodowcowa

IMDb 7,5

Epoka lodowcowa

Tytuł oryginalny: Ice Age
Rok produkcji: 2002
Długość: 1′ 21″

Sid, Maniek i Diego, podczas migracji zwierząt w czasie nadchodzącej epoki lodowcowej, ratują ludzkie dziecko i chcą oddać je rodzicom. Nieco przeszkadza im w tym fakt, że są leniwcem, mamutem i tygrysem szablozębnym. Przezabawna historia, pełna zwrotów akcji. No i jest oczywiście wiewiórka i jej orzeszek. To już ikona kultury, którą dzieci muszą znać.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


IMDb 7,2

Dzwoneczek i bestia z Nibylandii

Tytuł oryginalny: Tinker Bell and the Legend of the NeverBeast
Rok produkcji: 2014
Długość: 1′ 16″

Któż nie zna opowieści o małym lwie, który w wyniku intrygi zawiązanej przez niecnego wujka musiał szybciej dorosnąć, by zmienić świat, jaki powstał po śmierci jego ojca. To ta sama historia, którą znamy z lat 90, jednak rozmach i technika, z jaką wykonano tę animację, przyprawia o zachwyt. Pokażcie dzieciom i sami też zobaczcie, jak zmienił się Król Lew.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


IMDb 7,1

Auta

Tytuł oryginalny: Cars
Rok produkcji: 2006 
Długość: 1′ 57″

To jeden z tych filmów, które wytwórni Disneya się bardzo udały. Już od lat chłopcy na całym świecie kochają Zygzaka McQueena, pyszałkowaty samochód wyścigowy. Pewnego dnia, w wyniku niespodziewanych okoliczności ta gwiazda torów wyścigowych trafia do małej wioski, w której mieszkańcy nauczą go, co jest w życiu naprawdę ważne. Fajny, zabawny i mądry film, który pokochają wszyscy chłopcy, a zapewne także wiele dziewczynek.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO


IMDb 7,6

Harry Potter i Kamień Filozoficzny

Tytuł oryginalny: Harry Potter and the Sorcerer’s Stone
Rok produkcji: 2001
Długość: 2′ 32″

Pierwsza, zekranizowana część Harry’ego Pottera była wielkim zaskoczeniem. Twórcom filmu udało się przenieść, bez zubożenia treści, książkę na ekrany i oddać jej klimat i charakter. To nie zdarza się często. Wszystkie późniejsze części trzymają ten sam, wysoki poziom i wszystkie je muszą oglądnąć Wasze dzieci. To świat magii, tajemnic i niebezpieczeństw, gdzie dobro i zło są w konflikcie. Są też oczywiście bohaterowie, których dziś już trzeba znać: Harry, Hermiona i Ron.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO


IMDb 6,7

Skok przez płot

Tytuł oryginalny: Over the Hedge
Rok produkcji: 2006
Długość: 1′ 23″

To bajka, która dobrze wyjaśni dzieciom, co się dzieje ze zwierzętami, gdy na ich dotychczasowe siedliska wkraczają ludzie i wywracają do góry nogami cały ekosystem. Oto zwierzątka budzą się po zimie i okazuje się, że nic nie jest takie, jak było, gdy zapadali w sen. Czy poradzą sobie w nowej rzeczywistości? Fajna opowiastka mogąca być przyczynkiem do rozmów o ekologii.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


IMDb 6,9

Madagaskar

Tytuł oryginalny: Madagascar
Rok produkcji: 2005
Długość: 1′ 26″

Wyginam ciało śmiało, wyginam ciało śmiało – kojarzycie tę piosenkę? To właśnie na Madagaskar trafiają miejskie zwierzęta, pozbawione naturalnych instynktów, gdyż wcześniej były mieszkańcami wielkomiejskiego Zoo. Muszą sobie poradzić w nowych okolicznościach, a tymczasem poznają lemura Juliana, samozwańczego króla wyspy. Bardzo zabawnie, także dla dorosłych.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


IMDb 7,3

Lawa (film krótkometrażowy)

Tytuł oryginalny: Lava
Rok produkcji: 2014
Długość: 7′

Ten krótkometrażowy film musiał znaleźć się w tym zestawieniu. Muzyka, która mu towarzyszy jest tak urzekająca, jak historia, którą opowiada narrator. Samotny wulkan marzy o miłości. Czy nadejdzie dla niego happy end, a może jego żywot na zawsze będzie naznaczony morską samotnością? Dowiecie się w ciągu 7 minut trwania tego pięknego filmu.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


IMDb 8,0

Zwierzogród

Tytuł oryginalny: Zootopia
Rok produkcji: 2016
Długość: 1′ 48″

Zwierzogród to kawał fenomenalnego kina. W sposób nienachalny, pośród wartkiej akcji – niesie ze sobą głęboki morał. Doskonale napisany scenariusz bawi i uczy. Pokazuje różnorodność, walczy z uprzedzeniami, a wszystko to dziecko ogląda z wypiekami na twarzy. Jest zagadka kryminalna i są salwy śmiechu.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na HBO GO


IMDb 7,6

Mulan

Tytuł oryginalny: Mulan
Rok produkcji: 1998
Długość: 1′ 28″

Mulan to jeden z klasyków Disney. Historia oparta na podstawie chińskiej legendy o córce, która zrobi wszystko by tylko uratować swojego ojca. Jest element grozy, są momenty dramatyczne, ale wszystko to harmonijnie przeplatane wspaniałym humorem sytuacyjnym. Oprócz tej dawki humory – cudownie dobrana muzyka. To po prostu Arcydzieło.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


IMDb 7,1

Merida waleczna

Tytuł oryginalny: Brave
Rok produkcji: 2012
Długość: 1′ 33″

Księżniczka Merida jest wychowywana przez swą matkę na na przyszłą królową. Podobnie jak Mulan – rola jej przypisywana i od niej oczekiwana – to idealna żona i matka. Tymczasem ona jest wspaniałą łuczniczką i niezależną młodą kobietą. Jej historia pokazuje jak sprzeciwić się przeznaczeniu i odwiecznym skostniałym tradycjom.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


IMDb 7,5

Kung Fu Panda

Tytuł oryginalny: Kung Fu Panda
Rok produkcji: 2008
Długość: 1′ 32″

Czytałam gdzieś, że Panda spędza kilkanaście godzin dziennie na jedzeniu – stąd chyba nazwa Pandemia:) Czy zwierzątko, które nie kojarzy nam się z najbardziej usportowionym pokona swojego wewnętrznego lenia i zostanie mistrzem Kung Fu? Na pewno film, który zdobył miejsce w pierwszej setce najbardziej kasowych filmów w historii kinematografii zasługuje na obejrzenie.

Tu zobaczysz ZWIASTUN

Dostępny na NETFLIX


IMDb 8,1

Potwory i spółka

Tytuł oryginalny: Monsters, Inc.
Rok produkcji: 2001
Długość: 1′ 32″

Miasto zamieszkane przez potwory i kreatury. Miasto, które czerpie energię ze… strachu i przerażenia. Wbrew pozorom, okazuje się, że nastraszenie dzieci w dzisiejszych czasach to nie taka prosta sprawa. Klasyk i mustsee, który pozwala dzieciom oswoić się z ich lękami.

Tu zobaczysz ZWIASTUN


IMDb 8,4

WALL·E

tytuł oryginalny: WALL·E
rok produkcji: 2008
długość filmu: 1h 38 min

To już prawdziwy klasyk:) Choć nie myślałem, że tak szybko stanie się nim historia robota sprzątającego. Kiedy Wall·e poznaję EVE – mimo, że film dzieje się za 700 lat – opowiada historię starą jak świat:)

Tu zobaczysz ZWIASTUN


Filmy dla dzieci:

A tu macie nasze ulubione Seriale 2020

Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze najlepsze seriale Netflix a tu Najlepsze seriale HBO GO

Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek

a jak już je wprowadzicie zapraszam po Najlepsze bajki na Netflix a tu wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem

Jakie ostatnio oglądałyście fajne, warte polecenia filmy dla dzieci?

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Jak zająć dzieci, gdy potrzebujemy czasu dla siebie?

Obecna sytuacja jest niepewna i dynamiczna. Najmłodsze dzieci jeszcze chodzą do szkół i przedszkoli, ale oczywiste jest, że może się to zmienić w każdej chwili. Wiele dzieci przebywa na kwarantannach czy po prostu zostało w domu, z różnych powodów.

Tymczasem my, dorośli, nawet jeśli jesteśmy w domu, to niezwykle rzadko mamy wolne. Musimy godzić pracę online z opieką nad dziećmi, czasem zdalnym nauczaniem. Bywa, że sami jesteśmy chorzy, a dziecko musi z nami zostać w domu.

Znacie te sytuacje, prawda?

Nie jest łatwo, zwłaszcza gdy nie chcemy, by nasze dzieci spędzały pół dnia, korzystając z urządzeń takich jak telefony czy tablety.

To prawda, że są one bardzo skutecznym orężem w walce o „dawanie nam spokoju”, ale wszyscy wiemy, jak to jest. To wyrzuty sumienia i poczucie, że nie dajemy dzieciom tego, co powinniśmy. Czasem można odpuścić, ale gdy wspólna izolacja domowa się przedłuża, nikt z nas nie chce, by dziecko spędzało całe dnie oglądając bajki na YT czy grając. Nie będę już mówiła o szkodliwości ekranu dla dzieci, żeby nie dokładać wszystkim poczucia winy, ale chcę się z Wami podzielić moimi pomysłami na samodzielne zajęcia dla dzieci.

Rzeczy, które planowałam wyrzucić – zabawa śmieciami

Jednym z moich największych odkryć jest radość dzieci z rzeczy niepotrzebnych. One są jak koty! 😊. Zamawiam sporo przez internet i zawsze są w domu jakieś kartony i ich wypełniacze, zabezpieczające przesyłkę. Gdy tylko przyjdzie karton większy niż zwykle, zaczyna się zabawa. A jeśli dołącza do niego folia bąbelkowa – święty spokój nastaje na długo….

Lila i Julek mają niezliczone pomysły na zabawę. Są kosmonautami, którzy lecą w kosmos, duchami, straszącymi się wzajemnie, kotami (😉), a ostatnio nawet chomikami. Pozwalamy na ten bałagan, pod warunkiem, że odbywa się on w ich pokojach. Wiecie, to jest ton: no dobrze, zgadzamy się, żebyście wzięli te kartony, tylko u siebie. Tacy z nas łaskawcy😊. Tymczasem sami zasiadamy do pracy czy innych obowiązków.

Obby – czyli wirtualna rzeczywistość w realu

Pewnego dnia moje dzieci poustawiały w całym domu tor przeszkód, zrobiony z poduszek, wałków, czy swoich zabawek. Zapytałam, co robią. Obby – padła odpowiedź. Popularna gra, którą uwielbiają wszystkie dzieciaki, właśnie trafiła do rzeczywistości. Obby to jeden z rodzajów map w tej grze, gdzie bohater musi omijać i przeskakiwać różne przeszkody. No więc zrobili Obby w domu, a my prosząc, by się nie połamali, zajęliśmy się tym, czym zajmują się dorośli w ciągu dnia.

Gazetki tematyczne – „Kraina Lodu” i „Bing”

O tym, że chętnie kupuję gazetki moim dzieciom ze względów edukacyjnych, już wiecie, ale przyznam, że kupuję je nie tylko dlatego. Nowa gazetka w domu oznacza dużą dawkę czasu dla siebie. Dostosowuję je do zainteresowań . Tym razem w ich ręce trafiła gazetka: „Kraina Lodu” – dla Lilii, oraz „Bing” – dla Julka.

Gazetki zajmują dzieci z wielu powodów. Po pierwsze mają prezenty, a to jak wiadomo, jest wielkim magnesem dla nich. W najnowszej „Krainie Lodu” dziewczynki znajdą lodowy projektor. „Bing” przychodzi do dzieci z zestawem kąpielowym.

W obu gazetkach jest mnóstwo zadań kreatywnych, dopasowanych do wieku dzieci. Lili zrobiła na podstawie wskazówek z gazetki kartonowy telewizor, a Julek sekretne pudełeczko na skarby.

Każda z gazetek zawiera też opowiadanie. W „Krainie Lodu” dotyczy ono tym razem książek i czytania, a wiecie, że na tym punkcie mam hopla😉. „Bing” to mnóstwo zadań związanych z kształtowaniem motoryki małej u dzieci, ale także wyobraźni przestrzennej i zadań przygotowujących dziecko do nauki czytania.

Lila w „Krainie Lodu” znalazła też grę planszową, więc gdy oboje już przeglądnęli swoje gazetki, zainteresowali się gazetką rodzeństwa i wspólną zabawą. I tak nasz czas dla siebie się wydłużył. Wiadomo, Julek sam jeszcze nie czyta, ale Lila chętnie razem z nim zagląda do jego gazetki, tłumacząc mu, niczym nauczycielka, na czym polegają poszczególne zadania. Serce rośnie!

Kolorowanki z internetu

Nie wiem, co takiego jest w kolorowankach drukowanych, że dzieci je uwielbiają. Mają mnóstwo różnorodnych książeczek, ale jak raz przypadkiem wydrukowałam im kolorowankę, znalezioną w sieci – przepadli. W ruch poszły kredki i pisaki i przysięgam, że dawno nie mieliśmy tyle czasu do pracy w CISZY. Myślę, że magią tych kolorowanek jest to, że mogą sami je wybrać. Później ze swoich prac robią książki, łącząc je wstążeczkami.

Zabawa w „Podłogę”

Znacie ją? Dzieci mogą dotykać podłogi tylko tymi częściami ciała, które wypowiecie. Czyli na polecenie: dwa łokcie i kolano – dzieci wykonują zadanie.

Inne:

  • dwa kolana
  • dwa kolana i głowa
  • dwa łokcie i pupa
  • jedna noga
  • jedna noga i ręka
  • itd.

Świetna jest ta zabawa – spróbujcie!

Takie mamy sposoby. Nie wymagają one, jak widzicie wielkich nakładów finansowych, a oprócz tego, że zajmują dzieci, mają ogromną wartość edukacyjną, o czym one oczywiście nie wiedzą😉. Rysując, wycinając, kolorując, grając w samodzielnie przygotowane planszówki, kształtują swoje umysły na tak wielu poziomach, że trudno to przecenić. A my tymczasem zajmujemy się sobą. Czasem wystarczy dać dziecku wędkę, a samo złowi rybę.

A w listopadzie jest specjalna promocja przy zakupie 3 dowolnych magazynów na Egmont.pl dostawa tylko 5 zł. Dotyczy także numerów archiwalnych i przedsprzedaży. Idealna propozycja dla rodzeństwa.

tu macie wpis Jak obejść fazy na dziecięce postaci z bajek

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Stopy dziecka – wszystko, co powinniście wiedzieć

Stopa dziecka – rozwój w pierwszym roku życia, niepokojące objawy, profilaktyka wad stóp.

Dziś mam dla Was artykuł napisany przez mgr Karolinę Bojdo – fizjoterapeutkę neurorozwojową, PNF oraz trójpłaszczyznowej manualnej terapii stóp.

            Pierwsze 12 miesięcy życia dziecka to czas, w którym stopa ma pozornie niewiele do roboty. Nie przyjmuje ciężaru ciała, ani nie jest używana do chodu. Wydawałoby się że nie spełnia żadnych istotnych funkcji. Taki obraz jest jednak bardzo mylący, gdy dokładniej przyjrzymy się rozwojowi tej części ciała.

            Ważne, by pamiętać, że stopa funkcjonuje w odniesieniu do ułożenia innych stawów, gdzie kluczowa jest symetria i liniowość (ustawienie danych części ciała względem siebie): tułowia, miednicy, bioder, kolan.

Stopy dziecka – co może niepokoić?

            Wady stóp zwykle występują w połączeniu z różnorodnymi nieprawidłowościami układu ruchu. Wyjątkiem są izolowane wady wrodzone, np. stopa piętowa lub końsko-szpotawa. Niemniej jednak po głębszym zbadaniu okazują się powiązane z innymi zaburzeniami. Ułożenie stopy z reguły wynika z zaburzeń napięcia mięśniowego na tułowiu lub nieprawidłowej stabilizacji miednicy, za którymi idzie wadliwe ułożenie bioder i kolan. Wszystkie wymienione elementy mogą wynikać z poziomu jakości napięcia mięśniowego dziecka.

            Warto zaznaczyć, że w zakresie prawidłowego napięcia mięśniowego mieści się również to lekko obniżone oraz lekko podwyższone. Nie każdy z nas posiada idealne zakresy ruchomości stawów oraz wysoką jakość napięcia mięśniowego, co nie oznacza że u każdego będzie to powodowało problemy z postawą i dolegliwości bólowe w przyszłości. Wszystko jest kwestią indywidualną i wciąż poddawane jest badaniom naukowym.

ETAPY ROZWOJU STOPY I PRZYGOTOWANIE DO CHODU

1/2 MIESIĄC

            W okresie noworodkowym dziecko wykonuje tzw. prymitywne kopanie. Jest to ruch naprzemiennego zgięcia i wyprostu nogi w obrębie stawu kolanowego, kontrolowany przez pień mózgu (tzn. odbywa się z tego samego poziomu, co kontrola oddechu – nie jest to świadomy ruch a automatyzm). W trakcie tej aktywności niemowlę opierając się paluchem o podłogę, stymuluje stawy i mięśnie krótkie stopy, kształtując jej sklepienie. W tym okresie pięta ustawia się w pozycji koślawej.

            W tym czasie występuje również  tzw. chód automatyczny, czyli prymitywny odruch polegający na tym, że dziecko postawione na podłożu i wychylone do przodu  zaczyna wykonywać “automatyczne” kroki, obciążając stopy.

            Pierwsze dwa miesiące są czasem, gdy noworodek adaptuje się do świata poza brzuchem mamy i, o ile lekarz nie zdecyduje inaczej, głównym zaleceniem  powinien być spokój i przyjazna pielęgnacja noworodka (tzw. handling).

W dużym skrócie, polega ona na tym, by dać dziecku jak najwięcej okazji do doświadczania rotacji, skrętów oraz naprzemiennego obciążenia obu stron ciała.

Przykładem może być przewijanie pieluchy: nie ciągniemy dziecka za nóżki, tylko przekładamy je na boki trzymając za biodra. To samo dzieje się podczas odkładania i podnoszenia dziecka, kiedy zawsze staramy się wykonywać daną czynność przez bok – raz prawy, raz lewy. Można się również wybrać do terapeuty ndt bobath (fizjoterapeuty dziecięcego) w celu instruktażu, jak poprawnie stosować handling. Poza tym, pamiętajmy, aby od pierwszych dni życia malca, układać je na brzuchu w trakcie czuwania – może być krótko, ale często.

            W tym czasie powinna mieć też miejsce pierwsza wizyta w poradni preluksacyjnej. Lekarz ortopeda wykonuje tam badanie USG pod kątem sprawdzenia u niemowlęcia ewentualnego występowania dysplazji stawów biodrowych. Należy pamiętać, że obecnie nie rekomenduje się tzw. szerokiego pieluchowania w profilaktyce dysplazji bioderek.

3/4 MIESIĄC

            Rozpoczyna się kształtowanie rotacji zewnętrznej w stawie biodrowym, dzięki której ruchy ciała przenoszone są na stopę. Dziecko opanowuje tzw. podstawowy wzorzec ustawienia kończyn dolnych, czyli zgięcie, odwiedzenie i rotacja zewnętrzna biodra ze zgiętym kolanem. (Rysunek nr 1)

dziecko położone na plecach
Rysunek nr 1

W praktyce często możemy zauważyć to ułożenie u dziecka położonego na plecach, które unosi nóżki nad brzuch. W tym momencie zanika koślawe ustawienie pięty i rozpoczyna się praca nad supinacją (odwróceniem) stopy.

Można zauważyć to podczas łączenia stópek podeszwami do siebie, co jest ich charakterystycznym ułożeniem w tym momencie. Równocześnie dziecko zaczyna sięgać rękami do stóp oraz wykonuje tzw. małe mostki (w leżeniu na plecach unosi pośladki i opiera się na stopach) po raz pierwszy obciążając piętę.

            Co możemy zrobić?

Pod koniec pierwszego kwartału stwórzmy dziecku jak najwięcej okazji do łączenia stóp w linii środkowej ciała w leżeniu na brzuchu poprzez jak najczęstsze układanie go w tej pozycji. Z kolei w leżeniu na plecach, staramy się podawać dziecku zabawki nad pępkiem, tak by sięgało po nie rękami i stopami łącząc je w linii środkowej ciała. Można wtedy założyć na stopy dziecka skarpetki z dzwoneczkami lub pomponami, tak by zainteresować nimi dziecko. Dodatkowo możemy też zachęcić niemowlę do unoszenia stópek nad brzuchem poprzez położenie ręki na brzuszku dziecka i przesuwanie skóry wraz z tkankami w kierunku głowy. W ten sposób dziecku łatwiej będzie unieść nogi.

            Idealną zabawą rozwojową jest również ułożenie dziecka na kolanach i łączenie po skosie ręki ze stopą. W ten sposób dziecko zaczyna poznawać swoje ciało a także przekracza linię środkową ciała, co przyda mu się w kolejnych etapach rozwoju (np. przewrotach).

6/7 MIESIĄC

            Dziecko rozpoczyna wykonywać ruchy chwytne palcami stóp, które wzmacniają krótkie mięśnie odpowiedzialne za ich wysklepienia. Ciekawostką jest fakt, że stopa niemowlaka zanim uzyska funkcję podporową, posiada już funkcję chwytną. W tym wieku niemowlę potrafi stopami chwycić np. kubeczek. Podczas tej czynności kształtowane są boczne krawędzie stóp, które dodatkowo ustawiają się w pełnej supinacji (odwróceniu). Jest to również czas na kierowanie ich do ust. W ten sposób dziecko zaczyna stymulować podeszwy czuciowo oraz zaczyna się proces ich odwrażliwiania przed kolejnymi etapami rozwoju w późniejszym okresie.

            Aby wspomóc rozwój wzorców ruchowych w tym okresie, podajemy niemowlakowi leżącemu na plecach stópki do buzi. Możemy też drażnić jego stopy różnymi fakturami (np. piłeczką z kolcami, filcem lub piórkiem) i zachęcać je do chwytania zabawek za pomocą stóp, wkładając w nie piłeczkę lub kubek.

            W leżeniu na brzuchu zachęcamy natomiast dziecko do wysokiego podporu,  czyli oparcia się na otwartych dłoniach z wyprostowanymi łokciami. Dziecko opiera się wtedy również na udach, ćwicząc wyprost w biodrze, potrzebny później do chodu. Na początku najłatwiej jest ułożyć dziecko w poprzek naszego uda, tak by mogło oprzeć się na otwartych dłoniach. Dodatkowo można położyć niewielkie lusterko pod twarzą dziecka, tak by spoglądając na nie, wydłużało kark i unosiło łokcie nad podłoże.

            Warto też pamiętać o sporej ilości receptorów czuciowych w podeszwach stóp. Nie należy zakładać siedmiomiesięcznym maluchom butów “niechodków”, aby dziecko miało swobodny dostęp do swoich stópek.

7/8 MIESIĄC

            W rozwoju dziecka pojawia się pozycja boczna. Gdy dziecko kładzie stopę przed sobą w tej pozycji, rozpoczyna się rozwój funkcji podporowej stopy a funkcja chwytna staje się mniej ważna. (Rysunek nr 2)

dziecko leży w pozycji bocznej
Rysunek nr 2

Od tego momentu dziecko zaczyna przygotowywać stopę do bezpośredniego obciążenia, a także kształtuje mięśnie krótkie stopy (wysklepienie). Dokładnie taką pozycję wykorzystuje się w gabinecie do terapii stopy płasko-koślawej.

            Możemy zachęcać dziecko do zabawy w pozycji bocznej poprzez zejście z nim do parteru i zachęcanie do obrotów z pleców na bok.

            Jeśli dziecko bardzo garnie się już do siadania przez podciąganie się do przodu (np. chwytając w wózku za pałąk) możemy umożliwić mu aktywność w wyższej pozycji, ale nie przez bierne posadzenie, tylko dzięki siadowi bocznemu przez udo rodzica.  Taka forma siadu wspiera przenoszenie ciężaru ciała na strony oraz buduje napięcie mięśni tułowia – oczywiście pod warunkiem, że wykonujemy go obustronnie. (Rysunek nr 3).

obrazek siadu
Rysunek nr 3

9-12 MIESIĄC

            Około dziewiątego miesiąca pojawia się kilka umiejętności ruchowych bezpośrednio wpływających na kształtowanie się stóp dziecka:

            Pełzanie – tę czynność dzieci osiągają pomiędzy 5 a 13 miesiącem życia (wg WHO). W trakcie osiągania tego wzorca ćwiczone jest odwrócenie stopy (supinacja).

            Czworaki – w tej pozycji kształtuje się zgięcie podeszwowe stopy (ustawienie jak w balecie), potrzebne później do stania na palcach, które mocno kształtuje łuki stopy.

            Klęk na obu i na jednej nodze –  kształtuje się zgięcie grzbietowe (w nóżce położonej z przodu) i podeszwowe stopy (w kończynie ułożonej z tyłu) potrzebne do wykonywania swobodnych kroków do przodu. Pozycja ta jest również kluczowa w nauce kontrolowania ustawienia miednicy.

            Wstawanie, stanie w miejscu – stopniowo aktywuje mięśnie nawracające stopę, dzięki którym mają one później możliwość do zaadaptowania się do zmiennych właściwości podłoża podczas chodu i biegu.

            Chód bokiem – stopa uczy się przyjmować ciężar ciała na oba łuki, boczny i przyśrodkowy. Trening ten wpływa pozytywnie na stabilizację stóp i przygotowuje je do swobodnego chodu w przód.

            Bardzo ważne jest, aby etapy opisane powyżej (w szczególności chód bokiem) nie były pomijane poprzez prowadzenie dziecka za ręce do przodu. Idąc z rękami do góry, dziecko nie uczy się prawidłowej stabilizacji ciała w staniu oraz obciążania stóp. Co więcej, wychylone do przodu, niemowlę nie uczy się balansowania na strony i nie ma szans na naukę upadania. Z tych samych powodów absolutnie nie powinniśmy wkładać dziecka do chodzika.

            Starajmy się zachęcać dziecko do zabawy przy stoliku w pozycji klęcznej.  Później być może spróbujmy wyciągać raz jedną a raz drugą nóżkę do przodu – aż do przyjęcia pozycji klęku jednonóż. (Rysunek nr 4)

rysunek klęku
Rysunek nr 4

OKOLICE 12 MIESIĄCA I PÓŹNIEJ

            Dzieci zaczynają chodzić pomiędzy 9 a 18 miesiącem życia. Mitem jest przeświadczenie o tym, że maluch powinien wejść w roczek na własnych stopach. Dziecko powinno mieć czas na samodzielne opanowanie trudnej umiejętności, jaką jest samodzielny chód. Pozwólmy mu przy tym na trening upadania, pamiętać jednocześnie, aby zabezpieczyć przestrzeń i dzięki temu wyeliminować możliwość poważnych wypadków (np. zabezpieczenie schodów oraz kantów mebli).

            Ostatnim etapem, a także wyznacznikiem prawidłowej ruchomości stóp, jest zdolność dziecka do wykonania pełnego przysiadu. Taka pozycja pojawia się zazwyczaj już po osiągnięciu etapu chodu w przód.

            Pozwólmy dziecku na jak najdłuższe czworakowanie, chód bokiem oraz  samodzielne próby pokonywania małych odległości między meblami. Na przykład układając meble tak, by niemowlę ucząc się chodzić w przód, mogło pokonywać malutkie odcinki od „stacji” do „stacji”.

            Warto też zachęcać dziecko do „zbierania skarbów” z podłogi poprzez wykonanie przysiadu, wspinania się na niskie przeszkody oraz pokonywania schodów za pomocą czworakowania.

            Ważne jest też, aby umożliwiać dziecku odczuwanie różnych rodzajów podłoża podczas chodu. Zachęcajmy maluchy do poruszania się na bosaka, np. po piasku, trawie czy kamieniach.

            Zakup pierwszych butów zostawmy na czas gdy dziecko już stabilnie chodzi po domu i jest gotowe na pierwsze kroki na zewnątrz.

            But powinien być na tyle elastyczny, by dał się zgiąć w jednej trzeciej długości dwoma palcami osoby dorosłej. Wybierajmy najlepiej produkty z naturalnych materiałów, aby stopa się nie pociła. Zapiętek nie powinien krępować ruchów stawu skokowego, tzn. nie powinien być wyższy niż do kostki ani przesadnie sztywny. Dobrze gdy bucik daje się „wykręcić” na długość, co oznacza że jest wystarczająco podatny na swobodną pracę stopy. Idealnie buty powinny być na tyle lekkie, by dziecko nie czuło się w swoim pierwszym obuwiu (i kolejnym również) jak w butach narciarskich. Marka nie ma tu znaczenia. Zdarza się, że buty renomowanych firm nie przechodzą powyższych testów, a z drugiej strony popularne (i tańsze) marki często wypuszczają modele bardzo przyjazne dla stopy dziecka.

            Najprostszy test w temacie butów? Porównujemy jak dziecko chodzi boso, a jak w wybranych butach – różnica powinna być jak najmniejsza.

CO MOŻE NIEPOKOIĆ? NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ?

Oto kilka przykładów wad stóp, mogących występować tuż  po porodzie:

  • Stopa wygląda jak hak; jest „przyklejona” od przodu do podudzia (stopa „piętowa”).
  • Stopa wygięta w łuk, wygląda jak sierp ułożony wklęsłością do środka (stopa “sierpowata”).
  • Stopa jest stale zgięta podeszwowo (jak u baletnicy) i wygięta w łuk wklęsłością do środka oraz dodatkowo sztywna (stopa “końsko szpotawa”).
  • Stopa jest wygięta w łuk wypukłością do środka (wrodzona stopa „koślawa”).
  • Na stopach pojawiają się zagięcia lub bruzdy. Np. bruzda na podeszwie mniej więcej w połowie długości stopy może wskazywać na stopę końsko- szpotawą lub sierpowatą.
  • Różna długość stopy prawej i lewej, szczególnie wyraźna przy stopach końsko-szpotawych jednostronnie. Stopa z wadą jest zawsze krótsza.

Co niepokojącego możemy zaobserwować po rozpoczęciu chodu:

  • Gdy dziecko chodzi cały czas na palcach.
  • Gdy stópki dziecka koślawią się podczas chodu. W szczególnością powinniśmy zwracać uwagę na występowanie wady po jednej stronie (asymetrycznie).
  • Gdy stopy ustawiają się w rotacji na zewnątrz (jak u Charliego Chaplina) lub  do wewnątrz (tzw. chód gołębi, kiedy możliwe jest potykanie się o własne stopy).
  • Gdy ścierają się wewnętrzne lub zewnętrzne krawędzie podeszw butów
  • Gdy palce stóp nakładają się na siebie.

Bardzo ważne, by pamiętać, że stopa płaska (bez dodatkowej koślawości pięty powyżej 5 stopni od pionu) nie jest nieprawidłowością w okresie niemowlęcym i wczesnodziecięcym. Niemowlęta i małe dzieci posiadają tzw. podściółkę tłuszczową, która chroni delikatne struktury stopy dziecka i może dawać wrażenie stopy płaskiej. Taki stan jest fizjologiczny nawet do 5 roku życia a dopiero po 3 urodzinach poduszka tłuszczowa zaczyna zanikać.

Gdy zauważymy cokolwiek niepokojącego, warto udać się do fizjoterapeuty dziecięcego i ortopedy. Podczas wizyty kontrolnej teraputa sprawdza jakość wzorców ruchowych całego ciała, stabilizację tułowia oraz miednicy, ułożenie poszczególnych części ciała względem siebie, a także odruchy i wiele innych.

W gabinecie stosuje się:

  • terapię manualną stóp (trójpłaszczyznowa manualna terapia stóp),
  • wzmacnianie osłabionych grup mięśniowych (trening funkcjonalny lub terapia neurorozwojowa),
  • rozluźnianie przykurczonych partii mięśni,
  • dobór odpowiedniego obuwia, w niektórych przypadkach wkładek.

mgr Karolina Bojdo – fizjoterapeutka neurorozwojowa, PNF oraz trójpłaszczyznowej manualnej terapii stóp. Na co dzień mama 3-letniego Januszka pracująca w przedszkolu Tika w Katowicach oraz gabinecie prywatnym w Rudzie Śląskiej.

www.kalabojdo.pl

Zapraszam też na poprzedni wpis Karoliny – powiedziałabym obowiązkowy dla każdej mamy niemowlęcia:) – wtedy na tapet brała Skoki rozwojowe

Bibliografia

1. “Windows of achievement for six gross motor milestonesReference: WHO Multicentre Growth Reference Study Group. WHO Motor Development Study: Windows of achievement for six gross motor development milestones.” Acta Paediatrica Supplement 2006;450:86-95

2. “Trójpłaszczyznowa manualna terapia wad stóp u dzieci” Barbara Zukunft- Huber Urban & Partner,  2013

3. “Gimnastyka dla niemowląt” Barbara Zukunft- Huber, Fundacja Promyk Słońca, Kraków 2018

4. “Neurorozwojowa prewencja i korekcja wad postawy u niemowląt i małych dzieci” Małgorzata Matyja, Anna Gogola, Skrypt szkoleniowy, GWSH Katowice 2018 r.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

„Natka i zbuntowany królik” – samodzielne czytanie to świetna zabawa!

Jak już zapewne wiecie, chcę zaszczepić w dzieciach miłość do książek i czytania, bo to poszerzy ich horyzonty, ułatwi poznawanie świata, poprawi humor, a w trudniejszych momentach życia (tfu!) przeniesie je do innego świata i pomoże w psychicznym odpoczynku.

Dokładam więc wszelkich starań, aby mimochodem sprawić, by czytanie kojarzyło się z przyjemnością, a nie z przykrym obowiązkiem. Jak to robię?

  • Nigdy nie zmuszam dzieci do czytania i nie wydzielam czasu
  • Nie nagradzam za czytanie, ani nie karzę za nieprzeczytane książki.
  • Dużo czytam im sama.
  • Przy nauce czytania podążam za dzieckiem. Nie zmuszam, zachęcam.
  • Pozwalam decydować o czasie nauki czytania. Nie mówię: jeszcze dwa zdania. Nie, to nie. Znajdzie się później ochota.
  • Włączam im audiobooki.
  • Podsuwam im książki, które je zainteresują.

Ten ostatni punkt jest moim konikiem. Uwielbiam znajdować fajnie książki dla dzieci, a znając ich gust i poczucie humoru, zwykle trafiam w 10.

I tak było i tym razem. „Natka i zbuntowany królik”, autorstwa Ruth Quayle i Julii Christians to pierwszy tom nowej serii dla dzieci w wieku 6-8 lat. Śmiem twierdzić, że nawet 10-latki ubawią się przy niej świetnie.

Natka, dziewczyno!

Cała książeczka składa się z trzech opowiadań o perypetiach rezolutnej dziewczynki o niebanalnym charakterze. Nie lubi ona księżniczek, zamiast królików woli węże, Wróżkę Zębuszkę nazywa złodziejką, a od kąpieli w basenie, woli zabawy zraszaczem ogrodowym.

Co prawda sama go nie posiada, ale to nie stanowi przeszkody. Aż trudno uwierzyć, że ma kilka lat. Piąteczka, Natka! Tak oryginalnej dziewczynki, która sama opowiada o swoich przygodach, nie sposób nie lubić. Jej opowieści są zabawne i zawierają elementy świata znanego dzieciom. No i są oczywiście zwierzęta. Nie tylko węże, ale także tytułowy królik. A co jak co, ale zwierzęta dzieci uwielbiają.

Jak wspomniałam, są tu trzy rozdziały:

  1. Natka i zbuntowany królik (ta, to królik jest zbuntowany…😉)
  2. Natka i złodziejska Wróżka Zębuszka (love it!)
  3. Natka i zabawa ze skrzatami (ha! No raczej nie😊).

Lila czytała sama i śmiała się w głos. Ja czytałam Julkowi i razem się śmialiśmy. Książeczka zawiera ilustracje tak samo zabawne, jak opowiadania. Znakomicie wpisują się w konwencję.

Niektórzy wiedzą, jak pisać dla dzieci

„Natka i zbuntowany królik” jest też tak napisana, żeby nie odstraszać młodych adeptów od czytelnictwa. Nie znajdziecie tu zniechęcającej ściany tekstu. Czcionka jest duża, a sam tekst tak podzielony na stronach, że czyta się go chętnie i niemal mimochodem. Sposób opowiadania jest stylizowany na język rezolutnej dziewczynki. Jest tu sporo powtórzeń, ale o to chodzi w książeczce, która w zamyśle jest przeznaczona do nauki sprawniejszego czytania dla dzieci. Tworzy się z tego oryginalny sposób opowiadania, pasujący do buntowniczego i szalonego charakteru Natki, która jest często w podskakującym nastroju – jak sama go nazywa.

Od Natki do Twaina

Lubię takie książki dla dzieci. Bez nadęcia, z humorem, przygodami, akcją i napisaną zabawnym językiem. I wiem, że dzieci też. I to właśnie takie książki sprawiają, że chcą one sięgać po więcej, szukać nowych opowiadań. Lila po przeczytaniu książki „Mopsik, który chciał zostać jednorożcem” pierwszy raz, z całą powagą stwierdziła, że nigdy już nie przeczyta lepszej książki. Och, dziecko! – rzekłam:

Ty nie zdążysz przeczytać przez całe życie wszystkich „najlepszych książek”.

I bardzo szybko potwierdziła moje zdanie, przypominając mi przy Natce, że faktycznie, jest tyle cudownych książek do odkrycia. I powiem Wam więcej: ONI CIĄGLE PISZĄ NOWE! 😊 Czy to nie cudownie?

Koniecznie sprawdźcie „Natkę i zbuntowanego królika” i pozwólcie dzieciom zakochać się w czytaniu. Tylko to sprawi, że kiedyś sięgną po Dostojewskiego czy Steinbecka – czysta przyjemność z czytania, której nauczą, się czytając Natkę czy Mopsika.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Jest taka rzecz, której warto się nauczyć nawet źle

Uczysz się języków obcych od najmłodszych lat. Uczysz się w szkole. Uczysz się na kursach. Uczysz się w grupie. Uczysz się samodzielnie. Chcesz zapewnić swoim dzieciom możliwość komunikacji z całym światem. Powielasz w swoich dążeniach ten sam model. A może da się coś zrobić, aby wyjść z tego zaklętego kręgu?” Tu nie chodzi o to żeby się uczyć…. ale żeby się Nauczyć:)

Dzięki temu że Ania ambasadoruje szkole językowej na miarę XXI wieku – Novakid – możemy opowiedzieć wam o językowych decyzjach jakie pedagog Ania i poliglota Daniel podjęli, by Nauczyć Lilę i Jula angielskiego.

Była na blogu swego czasu recenzja książki Mikołaja Marceli – „Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem„. To między innymi ona pomogła mi poukładać sobie pewne rzeczy w głowie – precz z pruskim systemem edukacji:)! Kiedy uczymy się w grupie – tak jak w klasie szkolnej czy na kursie – cała uwaga nauczyciela – nie jest skupiona na uczniu – a na materiale, który zgodnie z podstawą programową musi upchnąć uczniom w głowie.

A co, jeśli XIX-wieczny system był w pewnych aspektach lepszy?

Jasne, były to czasy, kiedy dostęp do wiedzy był ograniczony tylko do bogatszych warstw społeczeństwa. Natomiast spójrzmy na fakty. Kiedy dzieci miały guwernantki czy guwernerów – efekt był taki, że ci, którzy mieli szczęście zostać wykształceni – czytali Goethego, Dumasa, Byrona i Dostojewskiego – każdego w oryginale!

Dziś przełożyłoby się to pewnie na możność składania prania przy jednoczesnym oglądaniu na Netflixie serialów w oryginale – bez konieczności włączania polskiego lektora:)

Archaiczny model edukacji

Studiując wyżej wymienioną już książkę – zgadzam się w całości z zawartymi tam tezami. Model powszechnej edukacji – choć liczy niespełna 200 lat – był skrojony na miarę i dopasowany… ale do wyzwań XIX wieku! Przygotowywał a właściwie tresował on dzieci – by reagowały na dzwonek, nie spóźniały się, by były trybikami w maszynie. Wszystko to było potrzebne do pracy w fabryce.

Cofnijmy się do czasów starożytnych – tam edukacja opierała się na relacji mistrz-uczeń. „uczeń zdobywał informacje i poszerzał wiedzę podczas wzajemnych kontaktów”[1]. Później rolę mistrzów przejęły guwernantki czy guwernanci. Ciekawskich odsyłam na stronkę, którą odkryłem zbierając materiały – kim jest guwernanta.

„Zatrudniając guwernantkę, rodzic otwiera przed dzieckiem nowe możliwości. Guwernantka na pełny etat zadba nie tylko o dobre oceny w szkole, lecz będzie również pielęgnować dziecięce pasje, rozwijać kreatywność dziecka i być dla niego oparciem oraz osobą, której może w pełni zaufać.”[2]

Zawarta tam lista obowiązków i czas pracy – marzenie każdego z nas – a już zwłaszcza przy nauce zdalnej rodem z 2020:)

Za to stać pewnie na taki luksus tylko niektórych z nas, poszukajmy też więc bardziej realnych alternatyw.

Tutoring

„(…) są miejsca, w których relacja mistrz-uczeń funkcjonuje i dziś, stanowiąc fundament edukacji. Czy zdziwię was, jeśli powiem, że tak jest między innymi na słynnych uniwersytetach brytyjskich: Uniwersytecie Oksfordzkim i Uniwersytecie Cambridge? Już w 1870 roku wprowadzono tam powszechną i podstawową metodę kształcenia, którą nazwano tutoringiem. W jej ramach studenci spotykają się ze swoimi tutorami, a celem spotkań jest przedyskutowanie przygotowanych przez studentów prac pisemnych (…) tutoring nie jest metodą nauczania, lecz niezwykle efektywną metodą uczenia się (…)” [3]

Jako że celem tego postu jest omówienie efektywnych metod uczenia się – zaparkuję teraz na chwilę myśl na temat tutoringu – by wrócić do niej w odpowiedniej chwili.

Zanurzenie

Angielskiego uczyłem się pewnie z 10 lat. W szkole, na kursach, samodzielnie. Ha – ale jednak by upewnić się, że poradzę sobie z maturą – rodzice sięgnęli po zaskórniaki – na korepetycje! Czyli co? – tutoring:) Pozwoliło mi to przebrnąć przez egzaminy na studia. Kiedy zacząłem mówić? Kiedy pojechałem na stypendium do Estonii. Tam – postawiony w obliczu akademika pełnego obcokrajowców z całego świata – zanurkowałem. Jako, że najbliższy rodak znajdował się 200 km ode mnie w ambasadzie, gdzie raz na miesiąc jeździłem po stypendium MENu – zanurzenie w języku spowodowało, że odblokowałem się i zacząłem mówić.

Znajomość węgierskiego nabywałem mozolnie na studiach. Choć nie było na węgierski za bardzo czasu. Na przykład na pierwszym roku – kiedy każdy profesor uważał, że jego przedmiot jest najważniejszy – wkuwałem więcej łaciny niż węgierskiego. Był też np. przedmiot zakończony egzaminem: „Szamanizm i dyfuzjonizm w kręgu baśni węgierskich – Drzewo sięgające nieba”. (Wybacz nie mogłem się powstrzymać by się tym nie podzielić:))

Do czego zmierzam – nawet mając dyplom ukończenia hungarystyki – daleko mi było do płynności w tym pięknym języku. Miałem to szczęście – że potem praca sprawiła iż 3 lata mieszkałem w Kiskunfélegyháza- a tam znów zanurzony po pachy – dołączyłem do grona aktywnych użytkowników:)

Tymi dwoma językami posługuję się biegle – dzięki zanurzeniu. Żyjąc, mieszkając, używając ich na co dzień – mózg uznał, że jednak warto utrwalić te połączenia między neuronami – by móc łatwo sięgać po te zasoby.

Mimo, że w tak zwanym międzyczasie – liznąłem też pobieżnie rosyjski, estoński, łacinę, chiński czy niemiecki – ich zasoby mózg gdzieś głęboko zachomikował – i wydziela mi je bardzo skąpo. Choć po głębszej lampce wina – udaje się i tam czasem włamać:)

Case study – niderlandzki

Tego języka uczyłem się w zupełnie innym modelu niż wszystkich poprzednich. Miałem tutora…

Też pewnie nie było by mnie stać na prywatnego nauczyciela, natomiast firma dla której pracowałem – dostrzegała potencjał w edukacji. Kiedy znakomita większość koleżanek i kolegów wybrała angielski – ja poprosiłem o lekcje niderlandzkiego. Jako, że żaden inny kamikadze się nie znalazł – wylądowałem na lekcji sam na sam z nauczycielem. To był strzał w 10-kę.

OK, powiedzieć, że nauczyłem się języka w rok nic nie robiąc byłoby przesadą – ale sam oceń. Spotykałem się z moim tutorem 1 lub 2 razy w tygodniu (w zależności od nawału pracy). Z reguły siadaliśmy przy kawie i… rozmawialiśmy po… niderlandzku.

Kiedy uczeń nie ma ze sobą bagażu całej klasy – spojrzeń, ocen, rozkojarzenia. Kiedy nauczyciel nie musi się przejmować podstawą programową a po prostu podąża za uczniem… To był najszybszy i najefektywniejszy proces nawet nie nauki – a przyswajania języka!

Jedni lubią ślęczeć nad słówkami. Inni lubią uczyć się całych zdań czy zwrotów. Studiować i wałkować zasady gramatyczne. A potem kiedy przyjdzie do rozmowy z native’m siedzą sparaliżowani. Boją się o swoją poprawność gramatyczną i językową. Boją się kompromitacji.

Natomiast jak pisałem w tytule – język to taka materia – że nawet jeśli posługujesz się nim wręcz źle – wciąż otwiera drzwi prosto do serca twojego interlokutora!

Kiedy spotykałem się później z holenderskimi klientami – widziałem uśmiech w ich oczach, kiedy przetykałem coraz bardziej nasze angielskie konwersacje językiem niderlandzkim! Mimo że każdy Holender tylko nasłuchuje twojego akcentu – i sądząc po nim bez sekundy zwłoki zwraca się do ciebie płynnym angielskim czy niemieckim. A pierwszym pytaniem na wieść, iż uczę się niderlandzkiego jest: „Po co?”. To jednak odczuwalne za każdym razem było natychmiastowe ocieplenie relacji i przeniesienie jej na zupełnie inny poziom.

Zalety nauki z tutorem:

  • od lekcji nr 1 – mówisz
  • od lekcji nr 1 – taranujesz wszelkie mentalne blokady – mówisz niepoprawnie – ale wyrażasz swoje myśli komunikujesz się w docelowym języku
  • przyswajasz język naturalnie i we własnym tempie
  • rozmawiasz z tutorem nie na temat czytanki z podręcznika – ale na temat serialu jaki ostatnio oglądałeś na Netflixie
  • z lekcji na lekcje sam widzisz jakie robisz postępy
  • zamiast mozolnie uczyć się języka – przyswajasz go

Nasz „leniwy” mózg…

Nasz mózg jest wspaniałą maszynką do nauki. Jego możliwości przyswajania wiedzy są wspaniałe. A już do mistrzostwa ten organ opanował sztukę… zapominania:).

Możemy zakuć regułki, gramatykę, słówka – zdać zadany przez nauczyciela materiał – a dzień później go bardzo efektywnie usunąć z podręcznej pamięci. Nie ma możliwości nakazania mózgowi – „nie słuchaj, to jest dla nas ważne – weź bądź raz miły i zapamiętaj TO na zawsze”. Nie ma zmiłuj. Mózg jest beznamiętnym egzekutorem. Które nowe połączenia między neuronami – nie są na bieżąco używane i powtarzane – zostają czym prędzej efektywnie usunięte w bezdenną czeluść.

Ale naszym sojusznikiem jest za to pęd mózgu do oszczędzania energii i optymalizacji procesu. W przypadku języka to Używanie i Powtarzanie. Jeśli mózg, raz, drugi, trzeci – zostanie przez nas zmuszony po sięgnięcie po jakiś zasób – przesuwa on go wyżej ku łatwiej dostępnej powierzchni. Co jest statystycznie częściej używane – wypala się na twardo – by było łatwo dostępne.

To jak z nauką jazdy na rowerze czy samochodem. Wpierw analizujemy każdy manewr naszych kończyn – by wprawić nasz pojazd w ruch. Każdy z nich wymaga od nas przemyślenia, skupienia i wysiłku. Na tym etapie – każdy jest w pełni świadomy. A porównajmy to do pokonania 500 km parę lat później – kiedy nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć szczegółów pokonanej trasy… Albo kiedy wsiadamy na rower po zimowej przerwie – tego się nie zapomina:)

Gadać, gadać, gadać

Dlatego żeby móc efektywnie opanować język – należy go po prostu używać. I teraz odpowiedz sobie szczerze na pytanie – dziecko siedząc w grupie kolegów na lekcji w klasie czy na kursie – ile faktycznie gada?

Ja pamiętam z lekcji uczenie się na pamięć czytanek. Pamiętam wkuwanie deklinacji, koniugacji czy innych gramatycznych rozkoszy. Pamiętam mozolne wypisywanie nazw 50 warzyw (z których 45 w życiu później nie użyłem). Pamiętam czytanie z podziałem na role dialogów z podręcznika. Nie pamiętam za to wcale interaktywnej rozmowy.

Przyswajanie języka

Spójrz na początki – na proces w jakim dziecko przyswaja swój pierwszy język. Czy ktoś wyłuszcza niemowlęciu zasady gramatyki jego/jej pierwszego języka? Czy ktoś ci tłumaczył dlaczego tworząc liczbę mnogą w języku polskim od słowa „pies” masz inną formę dla 2-3-4 „psy” a inną od ilości 5 – mianowicie „psów”? Swoją drogą czy w ogóle byłeś tego faktu świadomy:)?

(to pozostałości po liczbie podwójnej, która obejmowały ilości 2,3 i 4 sztuki).

„Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak trudnym zadaniem jest nauka (pierwszego – mój dopisek) języka – o ileż trudniejszym niż wszystko inne, co robimy w życiu. Dzieci uczą się mówić, zanim jeszcze będą potrafiły zawiązać sobie buty. Rozumieją i stosują zasady gramatyczne, zanim poznają proste zasady zabawy w ciuciubabkę. Bez instrukcji uczą się tego, czego nie są w stanie opanować najpotężniejsze komputery (…) przyswojenie pierwszego języka to niewiarygodnie trudny proces.

Sprawność fizyczna i koordynacja, które są do tego niezbędne, wielokrotnie przekraczają możliwości kogoś, kto wciąż nie radzi sobie z nalaniem soku do kubka. Umiejętne poruszanie płucami, wargami i językiem t wyczyn porównywalny do żonglerki i akrobatyki, ale przecież mówienie jest i tak o wiele bardziej skomplikowane. Zrozumienie tego, co mówi ktoś inny, stanowi problem o podobnej skali trudności (…) mówienie i słuchanie obciążają pamięć dziecka nieporównywalnie bardziej niż inne zadania z którymi maluchowi przychodzi się zmierzyć”[4]

Cytuję to by pokazać, iż przy nabywaniu pierwszego języka, dziecko stosują zaawansowaną analizę statystyczną. Jest otoczone ogromną ilością dźwięków, a jest w stanie wyłowić z nich te, które są ważne. Dziecko samo buduje bazę głosek, które są w danym języku są istotne. Weźmy polskie „s”, „ś” i „sz” – żaden z rodowitych użytkowników polskiego nie pomyli słów „kasa”, „Kasia” i „kasza”. Spróbujcie tego z obcokrajowcem w którego języku takie rozróżnienie nie jest istotne…

Siatka fonologiczna

Dziecko nabywając pierwszy język – buduje w głowię mapę dźwięków, które są istotne. Więcej na ten temat pisałem we wpisie o przewrotnym tytule – Dlaczego nie warto uczyć dzieci języków obcych. Kiedy byłem na studiach, ówczesny stan wiedzy mówił, że dzieci budują tę siatkę do około 7 roku życia. To oznacza, że ich ucho jest w stanie rozróżnić nawet 800 takich dźwięków. Natomiast jeśli nasz pierwszy język używa tylko np. 30-40 fonemów – po ustaniu tego okresy sensytywnego – stajemy się głusi na wszelkie pozostałe.

To właśnie dlatego tak łatwo nam odróżnić obcokrajowca, który zaczął naukę w dojrzalszym wieku. Nie jest on już w stanie usłyszeć, a co dopiero wyprodukować – poprawnych dla naszych uszu głosek.

Co możesz zrobić?

Umożliwić dziecku rozpoczęcie oswajania i przyswajania drugiego języka jak najwcześniej.

tylko tyle i aż tyle.

Przez lata narosło wiele mitów, o tym że nabywania 2 języków na raz już od okresu niemowlęctwa nie jest optymalne – ale najnowsze badania temu przeczą. To temat na dłuższy wpis, o który może kiedyś się pokuszę. Współczesne badania, (za Barbara Zurer Pearson „Jak wychować dziecko dwujęzyczne”) jasno pokazują, że dzieci dwujęzyczne:

  • odnoszą korzyści intelektualne
  • mają zwiększone zdolności twórcze
  • wykazują większą elastyczność umysłową
  • w skali życia osiągają większe zarobki
  • osiągają lepsze wyniki w myśleniu dywergencyjnym (umiejętności znajdowania większej ilości rozwiązań określonego problemu)
  • wykazują wyższy poziom uwagi selektywnej (kiedy trzeba zignorować sprzeczną lub nieistotną informację)

Tak naprawdę to my żyjemy w bańce, że większość świata jest jednojęzyczna. Natomiast są rejony świata gdzie nawet nie dwu- a wielojęzyczność jest na porządku dziennym.

Co ja robię dla moich dzieci?

Do brzegu. Ty zrobisz co zechcesz. Nie mam dla Ciebie jedynej słusznej recepty. Fakty dotyczące stanu szkolnictwa i specjalnego mechanizmu przyswajania języków swoistego tylko dla dzieci – opisałem powyżej. Możesz wysnuć własne wnioski i zapraszam do komentowania. Chętnie się zainspirujemy. To jest blog – i na nim subiektywnie opisujemy nasze doświadczenia.

We wpisie Nauka angielskiego dla dzieci – 8 sposobów, które naprawdę działają – podzieliłem się z wami refleksjami, które sposoby uważam za mniej a które za bardziej efektywne.

Potrzebowałem roku, by doświadczyć tego na własnej (choć tak naprawdę Lilki i Julka skórze). Kiedy Ania prawie rok temu, jeszcze w dawno zapomnianych pre-Covidowych czasach, dostała propozycję poambasadorowania szkole Novakid – w pierwszej chwili najbardziej cieszyliśmy się z zalet logistycznych. Lila wcześniej chodziła do szkoły językowej na kurs stacjonarny – i wiedzieliśmy jaki to złodziej naszego drogocennego czasu. Teraz z perspektywy czasu, widzimy też jak bardzo Lila ruszyła z mową od tamtego czasu.

Twoja prywatna guwernantka XXI wieku – online

Czy stać nas na prywatną guwernantkę czy tutora? No nie. Ba, nawet nie ma co marzyć o wynajęciu prywatnych nauczycieli. O native speakerach nie wspominając.

Czy stać mnie na lekcje dla dzieci w których ceny zaczynają się od 29 złotych?

Welcome to Novakid:)

Lila – 7 lat

Lekcja online to prawdziwe combo. Lila ma swoją ulubioną nauczycielkę. Opowiada jej co u niej słychać, dziewczyny dobrze się bawią. Formuła lekcji 1×1 wymusza ciągły dialog. Długość lekcji też mi się podoba. Mimo, że to jedynie 25 min – jest to optymalny czas, przez który dziecko jest w stanie efektywnie skupić uwagę. Ja jestem fanem systematyczności. Tak jak fiszki ćwiczę z dziećmi 10 minut ale codziennie – tak spotkania z Novakid są nie za długie ale częste.

Przez wakacje ustawialiśmy lekcje rano. W roku szkolnym przesunęliśmy je na późniejsze godziny. Nie jesteśmy niewolnikami poziomu/grupy/nauczyciela/wtorku godziny 19.30 – jak na kursie stacjonarnym. Jako aktywni podróżnicy – możemy dowolnie przesunąć termin lekcji – choć tak naprawdę nie musimy. Wystarczy internet stąd często lekcje odbywamy na powietrzu czy znajdując kącik w restauracji

dziecko przy nauce zdalnej

Julek – lat 4

Z Julkiem dopiero niedawno zaczęliśmy przygodą z Novakid. Tak jak pisałem w poprzednim wpisie – nie mogłem się doczekać aż Julek skończy 4 lata. To jak podpowiadali najwcześniejszy wiek od jakiego przyjmują młodych adeptów angielskiego.

Pierwszy raz spróbowaliśmy parę miesięcy temu, ale po 2,3 lekcjach uznaliśmy, że jeszcze trochę poczekamy. Wiele zależy od indywidualnego rozwoju dziecka. Julek nie ogarnął obsługi myszki – a bez tego ani rusz. Do tego, jeszcze do końca był w stanie skupić się na te 25 min, by skorzystać z kontaktu ze swoim tutorem. Pierwsza lekcja jest darmowa – możesz sama sprawdzić jak poradzi sobie twój 4 latek. Może już jest gotowy!

Wrzesień – początek przedszkola, to dobra okazja to wprowadzania nowych aspektów edukacji. Wyposażyliśmy się więc ostatnio w laptopa Microsoft Surface Go 2 – akurat w ten właśnie model – bo obsługuje się go piórem. Jest i myszka naturalnie, ale jako że ekran jest dotykowy – Julek może brać z powodzeniem udział w lekcji używając właśnie pióra! Ostatnio ma on mocną fazę na rysowanie – a co za tym idzie – super sobie radzi z obsługą dzięki właśnie temu narzędziu. Maluje więc na całego po ekranie.

Nauka przez zabawę

Lekcje z Novakid to dla niego frajda też dzięki temu, że to jedyna okazja dla obcowania z elektroniką:) Jako, że staramy się jak możemy dozować mu czas przed ekranem – przynajmniej na lekcji angielskiego może poszaleć do woli. Tu wpis Ani Jak świadomie wprowadzać dziecko w świat elektroniki

Jako, że to jego obiecujące początki – ciężko na razie o jakieś wnioski. Obiecuję, śledź IG Stories – a za czas jakiś będziemy go podglądać i zobaczysz jak mu idzie:)

Ha, co prawda nie mam tak jak Ania kodu zniżkowego Nebule… Ale mam za to mam kod zniżkowy DANIEL21271. 🙂 Ty też dostaniesz taki własny LINK i własny KOD, do kontaminowania swojej rodziny i swoich znajomych:) Dzięki niemu i ty i oni będą mogli cieszyć się ze zniżki.


Przypisy:

  1. Mikołaj Marcela – „Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem” – str. 77
  2. http://www.miss-governess.com/pl/oferta/guwernantka/kim-jest-guwernanta.html
  3. Mikołaj Marcela – „Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem” – str. 78
  4. Barbara Zurer Pearson „Jak wychować dziecko dwujęzyczne” – str 92-93

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Książka o relacjach pomiędzy dziećmi, czyli jak odnaleźć się w przedszkolu i wyrosnąć na fajnego człowieka – „Relacje” dr Dolto

  • PATRONATY
  • 4  min. czytania
  •  komentarze [0]

Po ostatniej publikacji serii dr Dolto „Niby nic, a jednak…”, która dotyczyła emocji, chętnie przystałam na patronat kolejnej części tej wartościowej serii, tym razem o tytule „Relacje”.

Pewnie wiele z Was stoi obecnie przed ogromnym wyzwaniem, jakim jest pierwszy dzień dziecka w przedszkolu. Znam uczucia, które Wami targają. Tu zresztą dla zainteresowanych pisałam Jak wybrać przedszkole.

Byłam tam, gdzie wy jesteście. Wy będziecie, gdzie ja jestem.

I powiadam Wam: nie ma się czego bać! Zanim jednak o przedszkolu, kilka słów o książce.

dziewczynka czyta książkę dr dolto - Relacje

Książka „Relacje” dzieli się na 4 opowiadania:

1. Przedszkole

2. Na stołówce

3. Przyjaciele o różnych kolorach skóry

4. Rodzeństwo

Każde z opowiadań kończy się uwagami dr Cat, dotyczącymi obaw i problemów, jakie może mieć dziecko w związku z określonymi sytuacjami przedstawionymi w opowiadaniach. Podoba mi się podkreślanie, że emocje po prostu są i nie wartościuje się ich. Fajne jest także to, że autorka wyjaśnia dziecku, że czasem może mu się coś nie podobać, ale musi to zaakceptować i już. Na przykład to, że rodzice pracują. Wszystko w formie prostego przekazu do dzieci.

Wracając do przedszkola

zdjęcie książki dr dolto relacje
zdjęcie książki dr dolto relacje

Dzieci, podobnie jak dorośli boją się tego, czego nie znają.

Przedszkola nie znają, dlatego, zanim do niego pójdą, warto, aby poznały zasady panujące w grupie, plan dnia i ogólnie zaznajomiły się z tym, ja wygląda życie w przedszkolu. Dwa pierwsze opowiadania są w tym zakresie niezastąpione. Sami, nawet jeśli mamy już dzieci w przedszkolu, ułatwiamy sobie życie taką książeczką, gdyż zawiera ona wiele informacji, wraz z rysunkami, które wyzwalają w dzieciach chęć do zadawania pytań i oswajania swoich obaw związanych z przedszkolem.

Kolejne opowiadania dotyczą relacji pomiędzy dziećmi. Ileż razy mówiłam swoim dzieciom, że mają zachowywać się w cywilizowany sposób, choć wiem, że jeszcze wiele wody musi upłynąć, zanim wdrukują sobie wszystkie zasady zachowań społecznych.

strona z ksiązki Relacje

A relacje pomiędzy dziećmi są niezwykle trudne z jednej strony i łatwe z drugiej.

Trudne, dlatego, że wszystkie są jeszcze niecywilizowane i się uczą😊. Często też nie kontrolują emocji. A łatwe, dlatego, że szybko zapominają, nie chowają urazy i nie obrażają się na wieki. Jednego dnia się nie znoszą, a drugiego są najlepszymi przyjaciółmi. W książce o relacjach jest sporo o przyczynach takich sporów, zwłaszcza pomiędzy rodzeństwem. A wiem, że zapewne przybijecie mi piątkę, gdy powiem, że nic mnie tak nie irytuje, jak kłótnie pomiędzy dziećmi. O wszystko😊. Nawet nie będę zaczynała wymieniać.

Książka dr Dolto „Relacje” porusza też kwestię różnic rasowych i kulturowych, co w dzisiejszym świecie, który pretenduje do miana globalnej wioski (a może pandemia odwraca tę tendencję?), jest sprawą fundamentalną.

Już maluchy muszą wiedzieć, dlaczego rasizm jest zły i dlaczego każdy może bez obaw być sobą.

Jak bardzo to działa opowiem Wam na przykładzie anegdoty. Pewnego dnia szłam z Lilą ulicą i naprzeciwko szedł sobie czarnoskóry (Afroamerykanin, jak kto woli), a Lila zaczęła się oglądać za nim, przyglądać się. Myślę:” Trzeba z nią będzie porozmawiać o różnorodności kolejny raz. ” A tymczasem Lilia na to: mamo, widziałaś jaką on miał ładną koszulkę?
Nawet nie zauważyła koloru skóry, tak jak nie robi na niej wrażenia inny niż jej kolor włosów. Czasem człowiek czuje, że coś zrobił dobrze😊.

W książce poruszone są różne tematy, również tabu. Dlatego warto najpierw przeczytać ją samemu i wybrać treści, które są wartościowe dla nas i naszego dziecka. Autorka w jednym opowiadaniu porusza temat śmierci rodzeństwa z innej perspektywy. Nie znam żadnej innej książki, w której byłyby opisane takie trudne przeżycia. Możecie zdecydować ominąć ten fragment, ale są rodziny, którym jest to bardzo potrzebne.

Polecam Wam najnowszą książkę dr Dolto – „Relacje”, która pozwala dzieciom nie tylko zrozumieć otaczający je świat, ale także poznać siebie i swoje uczucia i krok po kroku budować swoje JA. W zgodzie z otoczeniem i poszanowaniem JA innych ludzi.

dolto
dziewczynka czyta książkę dr dolto relacje

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Jak świadomie wprowadzać dziecko w świat elektroniki?- 10 naszych zasad

Czytasz dzieciom książki, wydajesz fortunę na rozwijające zabawki, zapisujesz się z dzieckiem na kurs garncarstwa. Bierzesz przykład z człowieka, który wprowadził na rynek tablety – opóźniasz jak możesz czas ekspozycji dziecka na elektronikę… a tymczasem przychodzi 2020 i wchodzi edukacja online nawet dla przedszkolaków.

Dziś napiszę wam jak wprowadzić dziecko w świat technologii z głową i pokażę Wam sprzęt, który wybraliśmy.

Partnerem dzisiejszego wpisu jest marka Microsoft

Przykład idzie z góry. Dzieci naśladują to co same widzą.

Jeśli widzą, że czytamy – czytają.

Jeśli widzą, że kształcimy się czy realizujemy swoje pasje – one też rozwijają swoje.

Kiedy dzieci były w szkole/przedszkolu. Ja mogłam skupić się na pracy. Dzieci nie widziały więc – ile czasu dziennie spędzamy przed komputerem pracując.

Dzieci do tej pory nie widziały nas przed ekranami. Telewizja to ich wieczorny rytuał na bajki przed kolacja – tu zresztą możesz przeczytać Jak nauczyć dzieci rozsądnego oglądania bajek. Potem wspólna kolacja przy której rozmawiamy, a na koniec dnia mama czy tata czyta wybraną przez dziecko lekturę do snu.

Natomiast rok 2020 zdigitalizował nie tylko urzędy państwowe, ale też uświadomił dzieciom, jak wygląda praca rodzica. Dzieci zobaczyły, że głównie siedzimy przy komputerze lub rozmawiamy przez telefon.

dziecko ogląda bajkę na surface go 2

Do tego w biurze – czyli bez biegających wkoło dzieci – praca może trwać krócej. Warunki domowego home-office mają swoje plusy – natomiast akurat grupa rodziców z małymi dziećmi ma prawo ponarzekać na komfort pracy:)

Pisałam ostatnio o książce, która ilustruje jak zacofany jest polski system edukacyjny. 2020 to też rewolucja i na tym polu. Wszyscy rodzice teraz z pełnym napięcia oczekiwaniem odliczają dni do 1 września.

Natomiast nawet w korzystnym scenariuszu – elementy edukacji zdalnej zaadaptujemy już na zawsze. Po co np. jeździć na lektorat? Narażać się na korki, dojazdy, styczność z ludźmi w autobusie czy na grupę dzieci. Nasze dzieci uczą się angielskiego zdalnie – i chyba nie muszę nikogo do plusów tego rozwiązania jakoś szczególnie przekonywać.

Ale do brzegu. Kiedy oprócz lekoratu, okazało się, że i zajęcia lekcyjne będą się odbywać zdalnie – o parę lat trzeba było przyspieszyć decyzję o zakupie kolejnego komputera. Kiedy rodzice pracują na swoich – trzeba było zapewnić Lili sprzęt – na którym będzie mogła komfortowo uczestniczyć w lekcjach.

1. Czy kupić dziecku komputer/laptop/tablet w prezencie?

My mamy swoje metody wprowadzania elektroniki dla dzieci i jednym z nich jest to, że sprzęt należy do rodziców, a nie do dziecka. W takiej sytuacji jest znacznie łatwiej nadzorować użytkowanie niż pozwolić dziecku posiadać ten sprzęt. Wiem, że wiele uwag dziecko by skwitowało „To mój laptop i mogę robić z nim co chcę”. Kiedy my się decydowaliśmy na kupno, to właśnie od początku komunikowaliśmy, że sprzęt jest nasz.

2. Kiedy jest dobry czas żeby kupić taki sprzęt?

Nam się udało przeciągnąć ten czas do 7 lat – wcześniej nie potrzebowaliśmy. Dzieci oglądały bajki w TV lub na laptopie, a bardzo rzadko na telefonie. Ale kiedy wprowadzono edukację zdalną, to zapotrzebowaliśmy nowego sprzętu.

3. Na co warto zwrócić uwagę przy wyborze sprzętu?

Nam zależało żeby sprzęt był nieduży, ale o świetnych parametrach, a do tego dostosowany do dzieci. Zdecydowaliśmy się na nowy Microsoft Surface Go 2 (KLIK) – czyli komputer w wielkości małego laptopa z dotykowym ekranem i ciekawymi funkcjami, jak odłączana klawiatura i pióro.

Można śmiało powiedzieć, że jest to laptop ale i tablet w jednym.

Tak Microsoft Surface Go 2 prezentuje się w użyciu:

Dlaczego akurat ten? Bo miał wiele funkcji i parametrów, które były nam potrzebne:

Kamera i wbudowany mikrofon

Ja wiem że to teraz standard – ale do edukacji zdalnej – co ciekawe niech super jakości będzie też ta kamera z przodu ekranu! Do tego porządny mikrofon, który zbiera głos też z dalszej odległości. W tym sprzęcie kamera przednia (5 Mpix) i tylna (8 Mpix z autofocusem) mają jakość HD, więc będzie Cię dobrze widać podczas każdej rozmowy.

Kamera rozpoznaje twarze i tak się logujemy do swojego konta.

Surface Go 2 ma dwa mikrofony Studio Mic i głośniki stereo 2 W z obsługą technologii Dolby Audio – dobrze zbiera dźwięk. Przetestowałam go ostatnio podczas konferencji online i byłam bardzo zadowolona z jakości wideo i audio.

Szeroko pojęta mobilność

My już mamy swoje laptopy. Są nieporęczne i ciężkie. Kiedy Lila biegała z nimi od pokoju do pokoju by pokazać coś babci na Skype – zawsze zapominała odłączyć kabel. Dużym plusem więc będzie wielkość sprzętu, czy możliwość odłączenia klawiatury.

Elastyczność – w sensie kiedy odrabia lekcje – żeby miała klawiaturę i funkcjonalności laptopa, ale kiedy klawiatura okazuje się zbędna – by zmieniała się tak naprawdę w tablet.

opcje surface go 2
po odłączeniu klawiatury Surface Go 2 może nadal stać, bo ma ruchomą podpórkę

Surface GO 2 (KLIK) waży zaledwie 553 gramy i ma wymiary 245 x 175 x 8,3 mm, ekran ma 10,5-calowy dotykowy wyświetlacz PixelSense o rozdzielczości 1920 x 1280 pikseli (3:2)

surface go 2

Solidne wykonanie

Nie muszę wam mówić co dzieci potrafią zrobić – więc ważne by obudowa była solidna, ekran zabezpieczony Gorilla Glass. By stopka na której można oprzeć ekran wyginała się na wszystkie strony – no jednym słowem obudowa, ekran i wykonanie musi być dziecioodporne.

Obudowa jest ze stopów magnezu, więc jest lekkie i zapewnia dodatkową ochronę.

surface go 2

Pióro

Przyznaję się, widzę po sobie, my już tak popadliśmy w koleiny umysłowe gdzie do obsługi komputera potrzebna jest myszka, że zapomnieliśmy, iż była ona rozwiązaniem wymuszonym ówczesnym stanem technologii. Po prostu nie istniały wtedy dotykowe ekrany, po których czy to palcem czy piórem – można wchodzić w interakcję.

dziecko pisze piórem po surface go 2

Jestem zachwycona tym, że teraz dzieci mogą korzystać z tego jakże naturalnego rozwiązania! Nie dość, że ekran jest dotykowy (choć w sumie u dzieci mogłoby tylko wywołać zdziwienie gdyby nie był…) – to do tego jest pióro! I nie jest to już niszowy produkt dla architektów czy grafików – Lila zupełnie naturalnie bierze do ręki pióro i posługuje się nim jak czy to pędzlem czy to kredką, malując swoje prace albo dorysowując nam serduszka na zdjęciach.

U najmniejszych dzieci, dla których myszka jest totalnie abstrakcyjna – to właśnie pióro pozwala uczestniczyć w lektoratach języków już od najmłodszych lat! Pióro nie zastępuje myszki – ono ma zupełnie inne użyteczności dzięki którym otwiera zupełnie nowe opcje!

Do tego piór jest przyczepione do komputera na magnes, więc nie ma obawy, że się zgubi.

Klawiatura

Z jednej strony potrzebna i przy wielu zadaniach wręcz nieodzowna. Z drugiej strony kiedy Lila rysuje czy bawi się edytowanymi zdjęciami, klawiatura nie pozwoliłaby położyć komputera na płasko jak kartki. Odpinana i to tylko za pomocą magnesów klawiatura to sztos. W momencie kiedy nie potrzebujesz funkcjonalności laptopa – pozbywasz się jej jednym pociągnięciem.

telekonferencja na surface go 2

Konta użytkowników

To jedno urządzenie, które wybierzemy, będzie pewnie służyło kilku dzieciom. Aby każde z nich poczuło się jak u siebie – jeśli każde posiada swój pulpit, swoje dostępy. W Windows 10 na Surface Go 2 – każde dziecko loguje się po prostu swoją twarzą. Dorosły zresztą też:) Po zalogowaniu każde z dzieci ma dostęp do takich materiałów i aplikacji jakie im zdefiniujemy.

Kontrola rodzicielska

Co za tym idzie, znów Windows 10 umożliwia łatwo – by każdemu z dzieci – w zależności od wieku czy preferencji – zdefiniować inne godziny używania. Możemy skonfigurować ile godzin dziennie dziecko może korzystać. Że najwcześniej może włączyć komputer o 9 a o 19.30 się on wyłączy. Jeśli jest potrzeba przedłużenia – dostaniemy na maila zapytanie czy chcemy je dziś wyjątkowo przedłużyć. Dostajemy też cotygodniowe raporty, które pokazują całą aktywność dziecka. Bardzo łatwo możemy je automatycznie i zdalnie chronić przed nieodpowiednimi treściami

Te same programy co w szkole

Warto też zwrócić uwagę, że to jest komfortowa sytuacja kiedy dzieci szykują w szkole prezentację używając na przykład Power Pointa z Microsoft 365 (dawny Office) to żeby w domu na Surface Go 2 mogły kontynuować pracę na dokładnie tym samym programie. Nie wspominając o tym że używając pióra mogą w Wordzie pisać, kreślić i poprawiać tak jak w papierowym zeszycie!

Parę dni temu zrobiłam też wśród czytelników sondę – czego byście oczekiwali w kwestii tabletu/elektroniki.

No i jest bardzo dużo pytań – jak wprowadzać? Na ile czasu pozwolić? Czy da się jakoś ograniczyć czas/treści? Jak sprawić żeby dzieci nie opętała „tabletoza” – jednym słowem.

4. Ile czasu dzieci mogą spędzać przed ekranem?

U nas jest to 1 h dziennie rozrywki (oprócz lekcji zdalnych) – i tak jak dzieci miały bajki codziennie o 18, to tak mogą sobie wymienić na np. 0,5 h bajki i 0,5 h rysowania na tablecie. W gry jeszcze nie gramy, bo ich nie ciągnie. Julek szczerze powiedziawszy w ogóle nie jest zainteresowany komputerem, ma tylko raz na 2 tygodnie angielski online. A Lila bardzo lubi pisać piórem, rysować, edytować zdjęcia.

5. Jeżeli dzieci nie proszą, to sama nie proponuję.

Tak mam ze wszystkim – uważam, że to bardzo dobre podejście. Jeżeli mnie nie proszą, to nie pokazuję sama niczego. Nie włączam gier, aplikacji itd. Dopiero jak pojawia się taka potrzeba to razem przez to przechodzimy.

6. Stałe miejsce w domu na komputer/laptop/ tablet

U nas sprzęt leży w szafce wysoko, poza zasięgiem wzroku – to jest świetny pomysł żeby mieć takie miejsca. Projektując szafki w nowym domu przewidziałam kilka szuflad z ładowarkami na telefony i laptopy, bo wiem, że jak są poza naszym wzrokiem to rzadziej po nie sięgamy.

7. Nie włączamy nic przed samym snem

Laptopy, komputery i telefony odkładamy przed kolacją w swoje miejsca i nie korzystamy z tych urządzeń. Dzięki temu dzieciom jest łatwiej zasnąć.

8. Przestrzeganie zasad i stworzenie planu użytkowania

Przed kupieniem komputera, laptopa, czy tabletu warto ustalić zasady korzystania i ich oczywiście przestrzegać. Możecie je razem z dziećmi spisać na kartce i złożyć swoje autografy.

9. Nie używamy tabletów/komputerów/laptopów w kategorii kar lub nagród.

Takie warunkowanie jest niebezpieczne i na trwałe może dzieciom wryć, że elektronika pobudza ośrodek przyjemności (a i tak już pobudza sama w sobie). Granie na tablecie nie może być nagrodą, nie dawajmy dzieciom elektroniki żeby poprawić im humor.

10. Obserwujmy dzieci i ich zachowanie

Kiedy widzimy, że wokół korzystania z komputera tworzy się wiele napięć: dzieci najpierw nalegają żeby im włączyć i nie potrafią zająć się niczym innym, a po wyłączeniu są bardzo niespokojne to bym zastanowiła się nad czasowym wykluczeniem elektroniki.

Chociaż urządzenia elektroniczne budzą wiele emocji wśród rodziców, to uważam, że każdy z nas może znaleźć dobry sposób i powoli wprowadzać wszystkie zasady.

Nie sztuką jest czegoś zabronić albo udawać, że nie istnieje – prawdziwą sztuką jest wprowadzić dzieci w ten świat z głową.

Pracujemy nad jeszcze piękniejszym nebule.pl jak wiecie - 2020 nie rozpieszcza:) dziękujemy za Waszą cierpliwość!

Tęsknicie za dzieciństwem? Oto mój osobisty wehikuł czasu: Disney – Nostalgia

Znacie to uczucie, gdy po dziwnym śnie, budzicie się, czując prawdziwe emocje, tak, jakby to nie był tylko sen, ale wszystko wydarzyło się naprawdę? Ja tak miewam. Ostatnio obudziłam się z cudownego snu.

Byłam w domu i weszła mama. Jakby słońce wypełniło przestrzeń. To uczucie spokoju, pewności, bezpieczeństwa, zaopiekowania. Pamiętacie to ze swojego dzieciństwa? Ja zapomniałam! Jednak ten sen! Gdy się obudziłam, uświadomiłam sobie, że teraz to ja jestem mamą, ale jak to cudownie było znowu poczuć się dzieckiem! Jak beztrosko! Nie chciałam tego tracić.

Zaczęłam więc szukać sposobu, by wrócić do swoich najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa i przywołać te emocje, kiedy świat pochłaniało się wszystkimi zmysłami i wszystko fascynowało. I tak trafiła w moje ręce seria Disney – Nostalgia.

To jest wehikuł czasu!

Disney od dziesięcioleci wyznacza trendy związane z najpiękniejszymi opowieściami dla dzieci. I przyznam, że nie dostrzegałam tych zmian, które zaszły przez lata w ich bajkach. Owszem, widziałam coraz lepszą animację, wyrazistsze kolory w ilustracjach, ale gdy zobaczyłam serię Disney – Nostalgia, zamarłam.

Wpatrywałam się przez kilka minut we fragment treści, otoczonym ilustracją z polnych kwiatów i chłonęłam – na tym etapie nie treść, ale wszystko, łącznie z kolorem papieru. Bajką, którą przeglądałam, był „Bambi”, więc gdy na kolejnej stronie oglądałam leśne zwierzęta, niemal oczekiwałam, aż głos mamy zacznie mi czytać! I wtedy na sekundę wróciło to wspaniałe uczucie ze snu, emocje z dzieciństwa, ta beztroska, wewnętrzna radość, nienaznaczona latami doświadczeń, ta dziecięca energia. Coś wspaniałego! Oczywiście na „Bambim” się nie mogło to zakończyć i zapragnęłam więcej.

zdjęcie książki Bambi z serii Disney Nostalgia
zdjęcie książki Bambi z serii Disney Nostalgia
zdjęcie książki Bambi z serii Disney Nostalgia

Cała seria Disney – Nostalgia ma już 6 części. Oprócz „Bambi” dostępne są:

  • „Zakochany kundel”,
  • „Król Lew”,
  • „Alicja w Krainie Czarów”,
  • „Piotruś Pan”.

W sierpniu oprócz „Bambi” wychodzi także „Pinokio”.

zdjęcie książki Pinokio z serii Disney Nostalgia

zdjęcie książki Pinokio z serii Disney Nostalgia
zdjęcie książki Pinokio z serii Disney Nostalgia

Wszystkie książki oparte są na klasycznych filmach animowanych Disneya i utrzymane są w konwencji książek, które znamy z naszego dzieciństwa, pełnych pięknych ilustracji. Każda z nich jest w twardej oprawie.

Skoro już książki te trafiły w moje ręce, nie mogło się obyć bez pokazania ich dzieciom i wspólnego czytania. Jest jakaś magia w tym, gdy własnym dzieciom pokazuje się cząstkę swojego dziecięcego świata.

Zabrałam więc dzieci w nostalgiczną wraz z serią Disney Nostalgia podróż do przeszłości.

Wróciłam do dwóch bajek, które najbardziej przypominają mi moje szczenięce lata: Bambi i Król Lew. I choć obie historie są Lilii i Julkowi dobrze znane, to te książeczki pozwoliły nam odkryć je na nowo. Każda strona otwierała przede mną nowe wspomnienia, które były jak żywe. Opowiadałam więc dzieciom o moim dzieciństwie, a one miały mnóstwo pytań. Ciekawe były świata, którego już nie ma (jak to możliwe?).

zdjęcie książki Król Lew z serii Disney Nostalgia
zdjęcie książki Król Lew z serii Disney Nostalgia
zdjęcie książki Król Lew z serii Disney Nostalgia

Książeczki te poruszyły dawne wspomnienia, więc opowiadałam dzieciom o dziadkach, o naszych rytuałach związanych z czytaniem, czy śmiesznych anegdotkach z mojego dzieciństwa. To był bardzo przyjemny wieczór, pełen dobrych emocji. Z pewnością będziemy sięgać po kolejne pozycje z serii Disney – Nostalgia, bo to fajny sposób na opowiadanie dzieciom o swoim dzieciństwie i powrót do wspomnień, ale także ogromna przyjemność dla mnie.

 No cóż, wieczorem sama siedziałam nad „Bambim” z kieliszkiem wina i wpatrywałam się w jedną stronę jak urzeczona, przywracając wspaniałe wspomnienia i tęskniąc za dzieciństwem, ciesząc się, że teraz mogę uczestniczyć w budowaniu wspomnień moich dzieci. Być może kiedyś one, jak ja teraz, zasiądą w fotelu i będą patrzeć na te książeczki, wspominając nasz wspólny czas?

Tu łapcie kod od Harper Collins Polska na 35% zniżki na całą serię Nostalgia35 – ważny do końca miesiąca!

A tu poprzednie książeczki Harper Collins dla najmłodszych – seria Czapu Czipu

Lubicie wracać do książek ze swojego dzieciństwa? Macie swoje ulubione książki, które przypominają Wam dzieciństwo?

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie go znajomym – podziękują Wam!