Mały ogród w mieście – nasz projekt tarasu

Kiedy równo rok temu decydowaliśmy się na zakup tego domu, wiele osób pytało nas, czy ogród nie jest dla nas za mały. A my wiedzieliśmy, że 40 metrów w zupełności nam wystarczy. Dziś pokażemy Wam projekt tarasu – jaki mamy pomysł na aranżację naszego ogródka.

Od początku wiedzieliśmy, że nie zależy nam na dużym ogrodzie. Nie przepadamy za pracami ogrodowymi i dlatego nie był to dla nas priorytet. Dzieci i tak większość czasu spędzają przed domem z sąsiadami, więc taki mały ogródek wydawał nam się idealny.

Jak widzicie poniżej – tak się prezentuje. Wydawać by się mogło, że to nic specjalnego, ale ja mam zmysł, który mi mówił, że wyczarujemy tu piękną przestrzeń.

Do czego ma służyć nam ogród?

  • do wypoczynku
  • do czytania książek
  • do jedzenia posiłków latem
  • do hodowania ziół
  • do pracy

Taki mały azyl w centrum miasta musi być porządnie zaprojektowany, tak aby każdy centymetr był wykorzystany. Dlatego zwróciłam się o pomoc do specjalistek z NASZ Zespół Projektowy. Dziewczyny już na pierwszym spotkaniu miały wizję naszego tarasu, a w połączeniu z naszymi oczekiwaniami powstał projekt tarasu.

Kiedy go zobaczyłam na wizualizacji, to aż zaniemówiłam i przyznam, że nie mogę się doczekać efektów.

Dziś Wam je pokażę.

Podlinkuję Wam również wszystkie meble, mamy je już na tarasie – jestem zachwycona jakością i funkcjonalnością. Trudno jest znaleźć ładne meble tarasowe, które przetrwają różne warunki pogodowe. Dlatego postawiłam na trwałe materiały niewymagające konserwacji co sezon. Zamówiłam je w Jotex i już Wam je pokazuję

Skandynawski design i funkcjonalność bardzo pasują do nowoczesnej koncepcji naszego tarasu.

Na początek zaproszę Was do obejrzenia klipu, który stworzył NASZ Zespół Projektowy

Projekt tarasu – wizualizacja:

PROJEKT OGRODU W MIEŚCIE

Zacznę od tego, że nie zmieniamy nawierzchni na deski, bo mamy na działce studnię, która jest zacementowana. Do tego ta nawierzchnia już tutaj była, jest w super stanie, a zmiana to był dodatkowy koszt. Użytkuje nam się świetnie, po zimie umyłam ją myjką i wygląda jak nowa. Postanowiliśmy urozmaicić ją rabatami i dywanem zewnętrznym.

Dywan zewnętrzny Jotex – KLIK

Dobrze widzicie – nie mamy też trawy. Uznaliśmy, że bez sensu mieć kilkadziesiąt cm trawnika i musieć mieć kosiarkę (której nie mamy gdzie trzymać). Plusem braku trawnika jest też to, że na butach nie przynosimy do domu brudu (u nas jest jedyne wejście do domu prosto do salonu z drewnianym parkietem).

Zależało nam żeby móc spożywać posiłki latem w ogrodzie, dlatego chciałam normalny stół, przy którym można też pracować.

Nasz stół CALAIS KLIK

Jest duży, porządny, a do tego w miarę lekki – będzie nam służył przez lata.

Mamy tez krzesła VABY KLIK

Są odporne na działanie promieni słonecznych i inne warunki pogodowe. Możne je też ustawiać w piramidę – dzięki temu zajmą mniej miejsca w czasie przechowywania.

Po drugiej stronie tarasu przewodziliśmy strefę relaksu.

Stoi tam ławka, która ma podnoszone oparcie i jest też leżakiem. Bardzo sprytne rozwiązanie i do tego wygodne.

Leżak/sofa ALASSIO KLIK

Stolik kawowy ALASSIO – KLIK

ROŚLINNOŚĆ

Bardzo nam zależało na niezbyt wymagającej roślinności, bo nie przepadamy za ciągłą pielęgnacją. NASZ Zespół Projektowy wybrał nam wszystko według tych wskazówek. Dzięki temu będziemy mogli się skupić na takim odpoczynku w ogrodzie, jak lubimy.

PERGOLA

Pergola jest nam potrzebna, bo cały taras jest położony na południe – zachód i jest na nim naprawdę słonecznie. Chcieliśmy też mieć zawieszany hamak w ogrodzie.

Jak wam się podoba projekt naszego tarasu? My już przystępujemy do prac i mam nadzieję, że do końca maja będzie gotowy. Oczywiście podzielę się z Wami efektem końcowym.

A jeżeli Wy właśnie szukacie ciekawych mebli tarasowych, dodatków w postaci donic i oświetlenia, to zerknijcie do Jotex – mają dużą ofertę solidnych produktów ze świetnym designem KLIK

EDIT: a tu macie wpis gdzie nasz Taras jest już gotowy

A tu macie całą kategorię – nasze pomysły na Wykończenie domu

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Biegówka Bungi Bungi – lekki rowerek dla dzieci

Sezon na rowery w pełni, więc dziś przychodzę do Was z recenzją nowego rowerka biegowego Bungi Bungi. Ta holenderska marka debiutuje w tym roku na polskim rynku, a my mieliśmy okazję przetestować ich najmniejszy rower.

Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne.

Jak wiecie jestem ogromną fanką rowerów biegowych i przetestowałam ich kilka. Nasz syn jeździł na popularnym Cruzee – bardzo lubiliśmy ten rower i wiem, że jest bardzo popularny wśród rodziców.

A dziś chcę Wam pokazać równie dobry rower! Ma on kilka dodatkowych elementów, które sprawiają, że Bungi Bungi może być ciekawszym wyborem niż Cruzee.

Biegówka Bungi Bungi – parametry

  • dla dzieci 1,5 – 3,5 lat
  • idealny wzrost dziecka 80-100 cm
  • rekomendowana długość wewnętrzna nogi 29-39 cm
  • siodełko regulowane w zakresie 29-39 cm (od podłoża)
  • waga 2,9 kg
  • rozmiar kół 12′

Rower jest wykonany z bardzo lekkiego stopu magnezu. Magnez posiada wysoką zdolność tłumienia drgań i dzięki temu ułatwia poruszanie się małym dzieciom. Jednocześnie jest stabilny i świetnie zaprojektowany. Solidna rama i widelec pomagają pokonywać bardziej wymagające trasy.

Co wyróżna biegówkę Bungi Bungi

Warte uwagi są koła i opony – to one wyróżniają ten rower na tle innych. Rzadko się zdarza żeby przy tak lekkim rowerku były takie grube opony z porządnym bieżnikiem. W Cruzee minusem były właśnie koła, które w czasie jazdy ślizgały się po bardziej wymagającym podłożu (np. po lesie). A tutaj nic takiego się nie dzieje. Rower Bungi Bungi ma dzięki temu znacznie lepszą amortyzację.

Nie ukrywam, że ten rower jest genialnie zaprojektowany i pięknie wykończony. Jego opływowe kształty sprawiają, że przyciąga oko. Fajnym pomysłym jest uchwyt w ramie – dziecko może swobodnie go przenieść.

Jeżeli szukacie rowerka biegowego to warto zwrócić na niego uwagę.

Niestety Julek jest już za duży na biegówkę. Rower przetestował więc dla was Adaś – syn mojej koleżanki, która podzieliła się z Wami swoją opinią:

Bardzo lubię rowerki dziecięce, przerobiliśmy z moją dwójką w sumie 6 różnych, ale testowania nigdy dość, więc bardzo się ucieszyłam, gdy Ania zaproponowała nam Bungi Bungi.

Adam ma już 3 lata i jest średniego wzrostu – równe 100cm. Na biegówce jeździ odkąd skończył 18 miesięcy i w przeciwieństwie do starszej siostry uwielbia rowerki.

Biegówka bungi bungi

Biegówka Bungi Bungi jest aktualnie jego ulubionym, bo jest idealny wielkościowo (siodełko ma wyciągnięte mniej więcej do połowy), dość lekki i wygodny.

dziecko niesie biegówkę bungi bungi

Mnie zachwyca jego design i dopracowanie najmniejszych detali

Zdecydowanie wygrywa w kategorii „najładniejszy biegówka”. Adam zaczynał jazdę na dwukołowym rowerze od Cruzee i Bungi można do niego porównać. Ma tę samą wielkość kół i podobną odległość siodełka od kierownicy.

Jest trochę cięższy, ale 3-latkowi to już nie robi różnicy, bo nawet po schodach bez trudu wnosi go sam. Ta dodatkowa waga wynika po części z zastosowania pompowanych kół, które są odrobinę cięższe, ale za to gwarantują znacznie lepszą amortyzację i przyczepność niż piankowe.

Adaś jest typem kaskadera. Rozpędza się do szalonych prędkości i tu niestety pojawia się minus, bo żaden ze wspomnianych rowerków nie ma hamulców. O ile dla dwulatka nie ma to znaczenia, bo i tak za bardzo nie ogarnie hamowania rękoma, o tyle przy szalonym trzylatku pozwoliłoby na uniknięcie wielu wywrotek.

Biegówka bungi bungi

Chociaż mam wrażenie, że syn dzięki temu uczy się uważności i przewidywania co może się stać, gdy będzie pędził z górki. No i sam już wie, dlaczego wsiadając na rower musi mieć kask. Moim zdaniem biegówka Bungi Bungi to perełka na rynku rowerków biegowych, zdecydowanie warta swojej ceny.

biegówka

Jak widzicie rynek rowerów dla dzieci wciąż się powiększa, bo każdy może znaleźć coś dla siebie.

A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.

kask dziecięcy abus

A jak już nadejdzie czas na pierwszy rower z pedałami, nie dokręcaj tylko bocznych kółek, nie szykuj drągów – przeczytaj Jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze w 15 minut:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gazowana woda z kranu i ekologia, czyli nasza opinia o systemie GROHE Blue Home

Gazowana woda prosto z kranu – brzmi jak spełnienie marzeń! A wiecie, że to możliwe? Dlaczego już ponad 10 lat temy przestaliśmy kupować wodę butelkowaną? Wtedy jeszcze niewiele się mówiło o tym, że zalewa nas fala plastiku. Zrobiliśmy to z wygody, a kiedy na świecie coraz więcej było doniesień, że musimy razem dbać o planetę, tym bardziej cieszyliśmy się z naszego wyboru.

Ten post powstał we współpracy komercyjnej z GROHE – na końcu wpisu znajdziecie też kod na 5% zniżki na wszystkie systemy GROHE Blue Pure i GROHE Blue Home!

Kiedy wykańczaliśmy nasz nowy dom, to też zależało mi na tym żeby mieć taką możliwość. W poprzednim mieszkaniu mieliśmy dużą lodówkę z dyspenserem wody filtrowanej, ale w nowej kuchni zabrakło na nią miejsca. Zaczęłam szukać różnych rozwiązań, które by się u nas sprawdziły. Wtedy w jednym z lokalnych sklepów z armaturą zobaczyliśmy system GROHE Blue Home.

Już wtedy brałam go pod uwagę, bo dzięki niemu nie musiałabym kupować wody… A do tego miałabym pyszną wodę z kranu. A kiedy zobaczyłam, że jest możliwość aby z prosto do szklanki leciała woda gazowana (której jestem ogromną fanką) to byłam już przekonana. Kiedy we wpisie Wykończenie domu – dosłownie wspomniałam o tym systemie – zarzuciliście mnie pytaniami. Teraz skoro używam tego rozwiązania już od ponad pół roku – jestem gotowa napisać o naszych wrażeniach.

Korzystając z okazji że GROHE rusza z akcją #DbajmyoPolskebezplastiku uznałam, że chętnie podzielę się z Wami naszymi doświadczeniami z użytkowania systemu GROHE Blue Home

kobieta w kuchni ze szklanką napoju gazowaneg

Co zwróciło moją uwagę przy GROHE Blue Home?

Zależało mi na tym aby funkcjonalność i design połączyć w wygodą. Chciałam mieć prostą baterię w kuchni, która razem z system filtrowania spełni moje oczekiwania. W poprzednim mieszkaniu mieliśmy armaturę z tej firmy i sprawdzała się znakomicie przez 10 lat. Miałam, więc na wstępie zaufanie do tej firmy.

zdjęcie kranu systemu GROHE Blue Home

Jak zamontować system?

Jeżeli zgłosicie zakup GROHE Blue Home na stronie, to gratis zamontuje go firmowy monter, który specjalizuje się właśnie w tych systemach. Sam montaż jest prosty i ma dokładną instrukcję krok po kroku. Nasz system bez problemów zamontował nasz majster. Od tej pory gazowana woda z kranu płynie strumieniami.

Ile miejsca zajmuje ten system i czy potrzebuje odpowiedniej przestrzeni?

Zależało mi żeby system nie zajmował całej szafki. Choć my celowo kosz na odpadki umieściliśmy pod blatem roboczym a nie pod zlewem – i co nam się bardzo dobrze sprawdza! Natomiast jeśli tam tradycyjnie chcecie mieć kosze – możecie GROHE Blue Home zainstalować nie bezpośrednio pod zlewem. Wystarczy, że zamówicie system przedłużający i może stać w szafce obok lub nawet spiżarni. Co ważne – potrzebna jest wentylacja i otwór wentylacyjny – dzięki temu system pracuje prawidłowo.

Jak smakuje woda?

Ja czuję różnicę w smaku wody u nas z kranu bez filtra i z filtrem. Ta z systemu Blue Home jest pyszna, bez charakterystycznego posmaku – idealnie schłodzona i orzeźwiająca.

Co najważniejsze 5-stopniowa filtracja nie pozbawia wody składników mineralnych

Macie trzy opcje wody – dzięki temu każdy z domowników – mały czy duży – może dostać taką wodę jaką preferuje:

  • niegazowana schłodzona (od 5 do 10 stopni – można ustawić optymalną temperaturę)
  • schłodzona lekko gazowana
  • schłodzona gazowana

Muszę powiedzieć, że gazowana woda z kranu smakuje dokładnie tak jak z butelki, którą trzymacie w lodówce. Ale bez niepotrzebnego plastiku i bez zabierania miejsca w lodówce.

Jakie jest zużycie filtrów i butli?

Są różne rozmiary filtrów i jest różne ich zużycie. Sporo zależy od twardości wody. Ale jeden filtr o rozmiarze S nam wystarczył na prawie rok. Są też większe filtry, ale i tak zaleca się coroczną wymianę. Można je zamawiać na stronie lub w dedykowanej aplikacji – jest to bardzo łatwe. Zużycie butli z C02 zależne jest od ilości wypijanej wody gazowanej. Nam 1 butla wystarczyła na 4 miesiące. Kolejne butle można zamówić na stronie albo je uzupełniać.

Muszę wspomnieć o jednej rzeczy, bo wiele osób uważa, że filtrowana woda z kranu nie ma pierwiastków mineralnych, takich jak np. magnez i cynk. A tutaj możemy kupić filtr magnezowo-cynkowy, który wzbogaca wodę i jeszcze bardziej poprawia jej smak.

A dla osób, które mieszkają w mocno zanieczyszczonych terenach jest filtr Ultrasafe, który filtruje 99, 9999 bakterii i mikroplastik.

Jaki jest koszt systemu GROHE Blue Home?

Nie jest to najtańsze rozwiązanie ale już wam tłumaczę dlaczego wart jest polecenia. Są różne opcje i można wybrać, taki, który najbardziej będzie Wam odpowiadał. Jest na przykład GROHE Pure, który ma tylko filtr, ale dzięki temu nie będziemy musieli kupować wody butelkowanej. Są też różne rodzaje baterii – nawet z wyciąganą wylewką. My mamy kran Hard Graphite, ten kolor jest na zamówienie i czekaliśmy około 5 tygodni. Inne kolory są szybciej dostępne. Do tego mamy podwieszany zlew GROHE.

Wygoda, oszczędność czasu i energii na targanie ciężkich siat z butelkami, no i przestrzeń w lodówce, której jaka by nie była – zawsze jest za mało! No i co najważniejsze – oszczędzamy zasoby naszej planety. Tak producent sam opisuje zalety GROHE Blue Home

Jak obsługuje się system?

Do GROHE Blue Home jest dołączona bardzo prosta instrukcja oraz aplikacja – wszystkie powiadomienia np. o tym, że kończy się butla z CO2 lub filtr zobaczycie właśnie tam. Do tego czasu system jest właściwie bezobsługowy. Nic nie trzeba przy nim robić, sam się napełnia, a my możemy się cieszyć czystą i pyszną wodą do picia. W razie pytań jest dostępna infonlinia oraz serwisanci. Gwarancja jest na 24 m, ale można ją przedłużyć na stronie o dodatkowy rok.

A za co najbardziej lubimy ten system?

Przede wszystkim za to, że nie musimy kupować wody. W naszym domu dziennie wypijamy około 9 litrów wody to są 4 butelki po 1,5 l, czyli na tydzień potrzebujemy około 4 zgrzewek wody. Jest to bardzo dużo, bo my pijemy głównie wodę i dzieci również.

Nie muszę wody kupować, nosić i przechowywać – jest to bardzo wygodne. Do tego nalewanie jest bardzo proste, więc dzieci same obsługują ten system i nalewają sobie wody. A świadomość, że nie produkujemy kolejnych śmieci i nie marnujemy wody (bo na produkcję litra wody butelkowanej zużywa się 7 litrów wody) jest dla nas bardzo ważna.

Czy po pół roku testów mogę polecić ten system? Tak, uważam, że jest świetna opcja dla osób, które cenią sobie wygodę i ekologię. Łatwość obsługi systemu i elementów eksploatacyjnych sprawia, że GROHE Blue Home jest wart swojej ceny i go polecam.

Do końca wrześnie 2022 na kod: filtrowanawoda5 macie –5% zniżki na wszystkie systemy Grohe Blue Pure i Grohe Blue Home w lazienkaplus.pl

kobieta nalewa wodę a w tle kuchnia

GROHE Blue Home w pigułce:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Idealny płaszcz – stylizacje na wiosnę

  • MODA
  •  komentarze [4]

W końcu jest! Myślę, że nie tylko ja tak bardzo czekałam w tym roku na wiosnę. Nie mogłam już patrzeć na brudny śnieg za oknem i kiedy temperatura podskoczyła do aż 8 stopni to schowałam zimowe kurtki na strych.

Dziś pokażę Wam moje stylówki z płaszczami polskiej marki Talia, a na końcu czeka na Was kod rabatowy

Sama trafiłam na tę poznańską markę, kiedy szukałam idealnego płaszcza na wiosnę. Kupiłam wtedy Oktawię w kolorze jasny kamel i mam go do tej pory. Pamiętam, jak pierwszy raz Wam je pokazałam i też Wam się spodobały.

Jest dla mnie ważne, że płaszcze są szyte w Polsce (od 1988 roku), są super jakości, a do tego mają bardzo uniwersalne kroje, które pasują do wielu stylizacji. Można je nosić do adidasów, ale też do szpilek.

Dziś pokaże Wam kilka bardzo prostych stylizacji z płaszczami

Prosty trench oversize Stella – kolor chłodny krem

  • KLIK
  • mam na sobie rozmiar S

Taki klasyk każdy powinien mieć w szafie – pasuje do każdej stylizacji. Ja uwielbiam do spodni do kostki i bluzki w paski. Trochę przypomina paryski look. Płaszcz ma krój oversize i jest bardzo wygodny. Można go nosić na różne sposoby, ja lubię z podciągniętymi rękawami i paskiem lekko związanym z tyłu

Pasuje też do sportowych stylizacji – tu z dresem Momonde i trampkami Veja, okulary Le Specs Halfmoon Magic

Płaszcz w kratę Ida – niebieski

Nigdy bym nie powiedziała, że polubię niebieski. Jednak odkąd mam tę bluzę to inaczej spojrzałam na ten kolor i noszę ją bardzo często. Inaczej tez patrzę na niebieskie ubrania, które wcześniej omijałam szerokim łukiem. Teraz w Talii są nowe bawełniane płaszcze w kratę i są genialne. Ja mam niewiele ubrań w printy, a taka krata wygląda świetnie na bazowych zestawach.

Płaszcz w kratę Ida – beż

Dostępny jest też taki sam model w beżową kratę – pasuje właściwie do wszystkiego i wygląda świetnie.

W zestawie z białymi jeansami KLIK i zwykłą jeansową koszulą

Płaszcz z mieszanki wełny Anna

Piękny błękitny płaszcz z paskiem – po bokach ma ukryte kieszenie.

Długi płaszcz koszulowy w kratę Caro

W tym roku są modne takie długie koszule flanelowe – są w wielu sieciówkach. W Talii jest ten wełniany model w kratę, ale też bardzo podobne gładkie KLIK. Na pewno bedą dobrze wyglądać do ciężkich butów i plecaka.

Dwurzędowy płaszcz z szerokimi klapami Blanka

  • KLIK
  • ja mam M w kolorze jasny kamel, ale jest mnóstwo innych kolorów

Taki klasyczny płaszcz warto mieć w szafie, bo pasuje na różne okazje – elegancki i bardzo dobrze skrojony. U mnie z białymi jeansami, czarnym golfem i mokasynami Loft 37.

Malinowy płaszcz Oktawia

Jeżeli lubicie odważne kolory, to bardzo polecam ten. Wygląda pięknie i pasuje do wielu stylizacji – kolor jest jeszcze bardziej żywy niż na zdjęciach.

Płaszcz z dużymi klapami Nicola w kolorze cyrankowym

Płaszcz o ciekawym kroju i pięknym kolorze. Jest zapinany w pasie i do tego ma też pasek.

To już wszystko – mam nadzieję, że po tym poście też schowacie zimowe kurtki do szafy i zapragniecie mieć coś kolorowego.

Tak jak obiecałam, mam dla Was kod na płaszcze Talia 15% (działa też na outlet, więc można kupić płaszcz już za 200 zł!) – kod ważny do końca marca – nebule15

A jeśli szukacie ubrań dla dzieci to tu macie Polskie marki odzieżowe dla dzieci

Idealny płaszcz:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Święta z jajem – nasz pomysł na wielkanocny stół

  • DOM
  •  komentarze [13]

Odkąd mieszkamy w nowym domu mam ogromną chęć na dekorowanie i ozdabianie naszej przestrzeni. Ciężko się do tego przyznać, ale trochę brakuje mi wybierania materiałów do domu, dlatego teraz wyżywam się w dodatkach. Już się cieszę na nasz pierwszy, wspaniały, specjalny stół wielkanocny w nowym domu.

Właśnie zawitała do nas wiosna, więc przyszedł czas na zmianę dekoracji na bardziej energetyczne i wesołe. A już niedługo Wielkanoc, dlatego chciałabym Was zaprosić do zainspirowania się naszymi wesołymi akcentami.

Partnerem dzisiejszego wpisu jest szwedzka marka Jotex, która niedawno wkroczyła też na polski rynek. Ich produkty przeglądałam już wcześniej na zagranicznych blogach. Wzornictwo jest nietypowe, często z przymrużeniem oka, a jakość wykonania doskonała. Mam wrażenie, że zdjęcia aż tak nie oddają wykończenia i detalu, ale są to produkty na wiele lat. Oprócz dodatków jest też stylowe oświetlenie, dywany, meble, pościel – a wszystko w ciekawym designie i niebanalnej formie. Ja już wypatrzyłam sobie meble i dodatki do ogrodu 🙂

Jeszcze 2 lata temu każde święta spędzaliśmy u rodziny, więc nawet nie potrzebowaliśmy żadnych świątecznych dodatków. Teraz jest zupełnie inaczej, bo w końcu mamy miejsce żeby do nas zaprosić bliskich. Do tego mam też znacznie więcej miejsca w szafkach i mam gdzie trzymać wszystkie dekoracje.

Dziś pokażę Wam nasz pomysł na wielkanocny stół i dekoracje wiosenne domu

Linki do wszystkich produktów będą przy zdjęciach, a na końcu będzie czekał na Was rabat na wszystkie produkty Jotex

wielkanocny stół

Nasz stół wielkanocny jest inspirowany naszym wnętrzem (w stylu mid-century modern). Lastryko i nakrapiane powierzchnie bardzo przypominają mi przepiórcze jaja. Nieregularne ciapki idealnie tutaj pasują, a przy okazji podkładki będę mogła też wykorzystać na inne okazje.

Drobiazgi na stół wielkanocny:

  • bawełniane podkładki THILDA w lastryko: KLIK
stół wielkanocny - bawełniane podkładki THILDA w lastryko jotex

Zawsze miałam też na liście marzeń złote sztućce – nasze są wykonane ze stali nierdzewnej, są lekko matowe i mają idealny odcień

  • Złote sztućce SIMPLICITY KLIK

Całość prezentuje się naprawdę ciekawie i będzie nam służyć też na co dzień

Złote sztućce SIMPLICIT - jotex -wielkanocny stół

Mamy też duże kamionkowe talerze, które bardzo ciekawie prezentują się w nowoczesnym wnętrzu i z dodatkami z lastryko

  • Zestaw talerzy z kamionki AVIANA KLIK

Na pewno też zwróciliście uwagę na urocze zające przeznaczone do jajek na miękko

  • 2 kieliszki na jajka WYNNE KLIK

Muszę się też przyznać, że polowałam na TE kieliszki na jajka, ale tak szybko się wyprzedały, że nie miałam szans

kieliszki na jajka na stół wielkanocny- jotex

Od dłuższego czasu szukałam też większego talerza na różne przekąski – taki który można postawić na stole, jak przyjdą goście i do każdej przegródki włożyć coś innego

Znalazłam taki w Jotex

  • Półmisek z porcelany dolomitowej z przegródkami w kształcie muszli ostryg MILENA KLIK
stół wielkanocny - Półmisek z porcelany dolomitowej z przegródkami w kształcie muszli ostryg MILENA jotex

Pokażę Wam też świetne szklanki, które od razu mi wpadły w oko, bo mają to „coś” – unikalny design, a dzięki niedużym wypustkom dobrze trzymają się w ręku i nie wyślizgują dzieciom

  • Komplet 8 szklanek, wykonanych ze szkła bez kadmu OTTIE KLIK
stół wielkanocny - szklanka OTTIE  firmy jotex

Fajnym akcentem wiosennym jest też maselniczka w kształcie kury

  • Maselniczka EVIE z porcelany dolomitowej KLIK
Maselniczka EVIE z porcelany dolomitow - stół wielkanocny

Na stole leżą też dwa duże nakrapiane jaja, które później mogą służyć do różnych celów np. przechowywania lub na sosy

  • miska z pokrywką z porcelany dolomitowej ZARIA KLIK

Mamy też miseczki na sałatki z ozdobnym frezem w stylu vintage

Muszę Wam jeszcze pokazać świetną dużą misę, która idealnie nadaje się na ciasta, owoce, na sałatę – wygląda obłędnie

Misa AMABELLA jotex - na stół wielkanocny

Lubię mieć w domu cięte kwiaty lub gałązki z pączkami i w Jotex znalazłam 2 idealnie wazony

  • Duży wazon ceramiczny RUBY KLIK

I drugi – niższy z delikatnym frezem

  • wazon MARY KATE KLIK

Energetyczna poszewka na poduszkę dodaje ciekawego charakteru wnętrzom (w Jotex jest mnóstwo pięknych i do tego mają zestawy po 3 pasujące do siebie)

  • Poszewka z bawełny z haftowanym wzorem KLIK
Poszewka z bawełny z haftowanym wzorem jotex
zdjęcie salonu

A na koniec pokażę Wam jeszcze moje ulubione filiżanki na kawę

  • 4 filiżanki z porcelany dolomitowej DITZA KLIK

To już wszystko – mam nadzieję, że wpis Wam się spodobał i wpadło Wam coś w oko.

stół wielkanocny  i naczynia od jotex

PS. Zanim zaczniecie pytać jak zrobiłam te niebieskie jajka – wróćcie do wpisu – Jak zrobić pisanki

Jeżeli podobają się Wam takie wnętrzarskie wpisy kliknijcie „Lubię to” na Facebooku

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

T-shirty polskich marek – przegląd 10 ulubionych modeli

  • MODA
  •  komentarze [20]

Gdybym mogła wybrać tylko 1 ciuch, który miałabym nosić do końca życia to bez wątpienia byłby to T-shirt. Uwielbiam je nosić i mam ich sporo w szafie. Lubię je zestawiać z różnymi ubraniami i zmieniać dodatki.

Dziś przygotowałam Wam post z moją osobistą listą ulubionych T-shirtów polskich marek

Dodam jeszcze, że specjalnie zdjęcia nie są w żaden sposób obrobione, bo zależało mi na jak najbardziej naturalnych kolorach. Przy każdym napisałam również rozmiar, który mam.

Zaczynam od tych ukochanych, które noszę codziennie

1. Mybasic

KLIK

Jak wiecie jestem wielką fanką basicowych ubrań z tej firmy. Tak samo mam z T-shirtami: są świetnej jakości, trzymają fason, mimo tego, że suszę je w suszarce. Dekolty trzymają się, jakby były nowe. Mam w szafie 6 T-shirtów z Mybasic – a pierwsze już mają prawie rok i nadal wyglądają świetnie.

Jak z rozmiarem?

Ja mam 3 rozmiary, bo lubię mieć koszulki o różnym stopniu dopasowania. Mam M, L i XL.

W ofercie jest mnóstwo różnych kolorów, a ja mam też czarną, granatową i białą. Uważam, że najtrudniejszym kolorem jest biały – nie wiem jak Wy, ale moje albo się plamią, albo szarzeją. Dlatego biały T-shirt z Mybasic uważam za najlepszy wybór, bo jest dobra jakość w stosunku do ceny

2. PLNY LALA

Pierwszą bluzkę z tej firmy zamówiłam 2 lata temu i mam ją do tej pory. Materiał jest znacznie grubszy niż w Mybasic. Bluzki Plny są wykonane z mięsistej i bardzo przyjemnej bawełny, która wytrzymuje dosłownie wszystko! Moja biała w niebieskie paski przeszła nawet test mocnego odplamiacza. Również suszę je w suszarce i uważam, że są naprawdę warte swojej ceny. Mam 3 koszulki – pokażę je poniżej

(zdjęcia bez filtrów, więc wygląda jak szaro – niebieska), ale jest biała

To model Petite KISS V-neck – mam rozmiar S KLIK

A w tym roku sprawiłam sobie dwie:

To model KISS V-neck KLIK, mam rozmiar S (model oversize)

To model Petite KISS V-neck KLIK, mam rozmiar S

Ten T-shirt jest dość długi i idealnie nadaje się też dla wysokich osób oraz dla kobiet w ciąży

3. T-shirt bambusowy Yellow Meadow

KLIK

To jest zdecydowanie mój ukochany czarny T-shirt i chyba jedyny z tak dużym dekoltem. Bardzo go lubię, bo jest miękki, lejący się i wygląda wspaniale do sportowych butów, jak i eleganckich. Widzę, że jest wyprzedany, ale może się jeszcze pojawi. (jest musztardowy)

4. Kaszmirowy T-shirt Basic Stories

Dostępny w Białymstoku w sklepie lub można zamówić przez Instagram KLIK

Świetny krój, kolor, a do tego ten materiał! Są dostępne w różnych kolorach i możecie dobierać do nich również kardigany i spodnie. T-shirt jest mięsisty, a do tego wygląda bardzo ekskluzywnie. Nie opina się i dobrze wygląda np. z marynarką.

Poniżej skład: 35% kaszmiru, 30 %wiskozy, 20 %bawełny, 7% wełny i 8% elastanu

5. Czarny T-shirt Perfect Basic

KLIK

Jeżeli szukacie T-shirtów z mniejszymi dekoltami (są też okrągłe) z grubej bawełny to polecam Perfect Basic. Są dopasowane i bardzo dobrze skrojone. Ten T-shirt chyba najlepiej ze wszystkich moich czarnych trzyma kolor.

6. T-shirt z długim rękawem i dekoltem na plecach Flawless

KLIK

Coś innego, ale efektownego. Pod ten t-shirt można włożyć drugi lub zostawić dekolt. Genialnie skrojony, pozwala stworzyć wiele stylizacji, w zależności od okazji. Zdarza mi się go nosić dekoltem do przodu z koronkową bluzką pod spodem.

Rozmiar onesize

7. Top Jolene Love on the snow z wełny merino

KLIK

Piękny, elegancki top, który można zestawić nawet z garniturem. Najwyższa jakość wykończenia – jest to produkt premium, ale do tego bardzo wygodny i robiący wrażenie. Czekam właśnie na wiosenną kolekcję!

8. T-shirt Marie Zelie

Mam go tez od dwóch lat – dobra jakość i fajne rozłożenie pasków. Niestety Daniel wyprał go z ciemnymi ubraniami i trochę stracił swój wygląd, ale gdyby nie to, to nadal byłby ok.

9. T-shirt Ola od Roger Publishing

KLIK

Mam go od ponad roku – jest wykończony „na surowo” i idealnie pasuje do jeansów. Ma delikatne przeszycia z przodu i dzięki temu ma fajny fason. Rozmiar jest mocno oversizowy – ja mam rozmiar S.

10. Basicowy T-shirt basebasic

KLIK

Akurat ten T-shirt jest już niedostępny, ale są też inne warte uwagi. Mam go już prawie rok i bardzo lubię – właśnie przez tę delikatną, kobiecą grafikę.

A czy w sieciówkach są dobrej jakości T-shirty?

Ja trafiłam na świetne T-shirty w Massimo Dutti – mam 2 od 3 lat i jakość jest naprawdę świetna (nadal jest czarna, tylko telefon rozjaśnił).

Jest nadal w sprzedaży – mam rozmiar L (trochę zaniżona rozmiarówka) KLIK

Wcześniej byłam ogromną fanką T-shirtów z COS, ale niestety żaden z nich nie wygląda dobrze po 2 latach.

Tu łapcie jeszcze wpis o Polskich markach dla dzieci

Dopiszcie koniecznie swoje ulubione polskie marki, które mają w ofercie T-shirty.

Jeżeli spodobał Ci się ten post i zamierzasz skorzystać z moich poleceń – kliknij proszę „Lubię to” na Facebooku. Dziękuję!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 rzeczy, których nikt mi nie powiedział o karmieniu piersią

Kiedy ponad 9 lat temu byłam w pierwszej ciąży, to wcale nie planowałam karmienia piersią. A przez to nie byłam odpowiednio przygotowana. Tak wiele rzeczy zaskoczyło mnie pozytywnie, ale też negatywnie, że postanowiłam zebrać moje przemyślenia w post. Ciekawe czy też macie takie doświadczenia jak ja?

Partnerem dzisiejszego wpisu jest Femaltiker Plus, żywność specjalnego przeznaczenia medycznego, który codziennie wspiera kobiety w karmieniu piersią.

Byłam młodą, niedoświadczoną mamą, która nie miała nikogo, kto by jej powiedział jak karmienie naprawdę wygląda. Na ulotkach w szkole rodzenia widziałam same uśmiechnięte mamy przytulające malutkie dziecko. Patrzyłam na to i myślałam: „Może faktycznie tak to będzie wyglądać”. Nie nastawiałam się na to, że będę karmić, tylko podchodziłam do tego tematu dość naiwnie, jeżeli się uda to ok, a jeżeli nie, to też nic się nie stanie. Nie zdawałam sobie sprawy, że o laktację można walczyć i nie poddawać się na samym początku. Czasem wystarczy porada doradczyni laktacyjnej, czasem potrzeba tylko czasu, a czasem warto skonsultować wędzidełko języka.

Dziś zebrałam moje przemyślenia na ten temat – trochę żałuję, że tego wszystkiego nikt mi wcześniej nie powiedział.

A do tego najważniejsze – historie karmienia są różne, niektóre są łatwe i przyjemne, a inne trudne. To pokazuje, że warto o tym rozmawiać i być przygotowanym.

10 rzeczy, których nikt mi nie powiedział o karmieniu piersią:

1. Na początku będziesz miała niewiele mleka

Kiedy urodziłam dziecko, to byłam przekonana, że laktacja pojawi się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Tak niestety nie było, a pierwsze dni w szpitalu spędziłam z dzieckiem non stop przy piersi. Piłam hektolitry wody, które nie bardzo działały. W przerwach walczyłam z laktatorem, a laktacja rozkręcała się bardzo powoli. Dziecko płakało bo było głodne, a ja miałam bardzo mało mleka. Nie wiedziałam, że potrzebuję więcej czasu żeby rozkręcić laktację.

2. Istnieje Femaltiker Plus

Kiedy tak walczyłam z rozkręceniem karmienia, nikt mi nie powiedział, że istnieje na rynku produkt wspomagający laktację, którego skuteczność została potwierdzona w badaniu klinicznym czyli Femaltiker Plus. Produkt ten zawiera składniki, które wspomagają laktację – m.in. beta-glukan który stymuluje komórki przysadki mózgowej do intensywniejszej produkcji prolaktyny, która wpływa pozytywnie na laktację. Dodatkowo znajdują się w nim składniki odżywcze takie jak: cholina, witaminy z grupy B, których poziom w mleku zależy od ich spożycia w naszej diecie. Składniki te wzbogacają skład mleka kobiecego i wpływają korzystnie na zdrowie dziecka.

Femaltiker Plus to to żywność specjalnego przeznaczenia medycznego. Każda partia produktu jest dokładnie przebadana także pod kątem zawartości składników aktywnych deklarowanych na etykiecie w ramach autorskiego systemu jakości Nutropharma Quality System. Daje to pewność dobrej jakości bezpieczeństwa stosowania  przez kobiety karmiące. Niewiele  z nas wie, że odpowiedni poziom choliny usprawnia transport tłuszczy z wątroby, ale także do mleka , a dzięki temu wpływa na właściwości odżywcze mleka.

3. Karmienie piersią nie spowoduje, że schudnę po ciąży

Nikt mi tego nie powiedział i oczekiwałam spektakularnych efektów, a tymczasem kilogramy nie chciały spadać. Każde ciało jest inne i jak się okazało, nie u wszystkich działa tak samo.

4. Możesz wziąć dziecko do łóżka, a nie wstawać cały czas w nocy

Wyobrażacie sobie, że ja wstawałam w nocy po 6-7 razy żeby nakarmić dziecko, odbić i odłożyć do łóżeczka? Byłam wykończona! Nikt mi nie powiedział, że to jest ok, żeby dziecko spało ze mną i jadło w łóżku. Byłam pełna obaw, że przygniotę dziecko, albo zachłyśnie się mlekiem, kiedy przez sen będę je karmić. Przy drugim dziecku byłam mądrzejsza i od razu postanowiliśmy, że będzie spało z nami, a ja karmiłam przez sen. Dzięki temu naprawdę nie budziłam się w nocy, dziecko miało mniej pobudek, bo mnie cały czas czuło, a ja spałam lepiej niż w ciąży.

5. Możesz jednocześnie lubić karmić, a mieć myśli, że jednak masz dość

Nie spodziewałam się takich skrajnych emocji, że jednocześnie potrafiłam rozpływać się na widok przyssanego maluszka. A po jakimś czasie przewracać oczami i myśleć, że jednak mam tego po dziurki w nosie. Każde uczucia są ok i zauważyłam, że miał na to wpływ głównie poziom zmęczenia. Im mniej miałam dla siebie czasu, tym więcej frustracji.

6. Dzieci płaczą z różnych powodów, a nie tylko dlatego, że są głodne

Na każde jęknięcie i stęknięcie byłam gotowa do karmienia. Jak się dopiero później okazało, płacz wcale nie oznacza, że dziecko jest głodne. Dzieci płaczą też, bo się nudzą, bo potrzebują bliskości, bo mają pełną pieluchę… Powodów jest mnóstwo i nie dajcie sobie wmówić, że na pewno jest głodne.

7. Korzystanie ze wsparcia jest ok

Nie wiem dlaczego, ale starałam się być bardzo samodzielna i nie chciałam nikogo prosić o pomoc. Żałuję, że nie skorzystałam na początku z pomocy doradczyni laktacyjnej, która z pewnością pomogłaby mi i mojemu dziecku. Teraz każdej znajomej w ciąży daję numer telefonu do certyfikowanej doradczyni laktacyjnej. Zawsze lepiej mieć taki kontakt i w razie potrzeby móc skorzystać. Jeżeli macie przyjaciółkę, która karmi lub karmiła, to też będzie Wam łatwiej.

8. W czasie laktacji mogą się pojawić zastoje

Nikt mi o tym nie powiedział wcześniej i nie wiedziałam, co robić, kiedy pewnej nocy obudziłam się z gorączką. Bardzo mnie bolało i nie mogłam nakarmić dziecka. Jest to całkiem normalne i najlepiej udać się do ginekologa na wizytę. Nie idźcie do przypadkowego internisty – ja poszłam i żałowałam. Niedoświadczony internista powiedział, że powinnam dziecko odstawić. A jest to porada szkodzącą karmiącej i dziecku.

9. Tak łatwo będzie mi odstawić dzieci, ale będę za tym tęsknić

Kiedy karmiłam moje dzieci, to myślałam, że nigdy nie przestaną, a odstawianie będzie trudne i dla mnie, i dla nich. Jak się okazało, wcale tak nie było – stopniowo ograniczaliśmy liczbę karmień i w wieku 15 miesięcy już było po wszystkim. Teraz tak sobie o tym myślę i za każdym razem mam bardzo miłe wspomnienia. Nie zapomniałam o trudnym początku, ale byłam dumna, że dałam radę.

10. Wędzidełko języka i jego długość ma tak duży wpływ na dziecko i mamę

Moje pierwsze dziecko miało skrócone wędzidełko języka i nie mogło prawidłowo się przyssać. Teraz, kiedy medycyna i wiedza o laktacji jest na wyższym poziomie wiemy, że jest to bardzo ważne. Jeżeli Wasze dzieci nie chwytają prawidłowo piersi, bolą Was brodawki, dziecko nie przybiera na wadze – warto skorzystać z porady doradczyni laktacyjnej lub logopedy.

W ramach rozmów z kobietami na temat ich doświadczeń związanych z karmieniem piersią ostatnio przeprowadziłam bardzo ciekawy LIVE, którego patronem był Femaltiker Plus.

Poniżej zamieszczam Wam nagrania.

W pierwszej części rozmawiam z Anią Kulawik, na temat jej karmienia i wsparcia laktacji

W drugiej części mgr Joanna Ćwiklińska opowiada o wędzidełku języka i jego wpływie na karmienie piersią

Artykuł powstał na podstawie materiałów otrzymanych od Nutropharma.

Napiszcie koniecznie, jak wygląda to u Was – im więcej takich inspirujących historii tym lepiej przygotowane będą przyszłe mamy.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezenty na Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzn – 20 inspiracji

Co roku na Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzn (10 marca – jakbyście nie wiedzieli;) robimy sobie prezenty. Są to małe rzeczy, raczej praktyczne i potrzebne, niż dekoracyjne.

Przygotowałam Wam tablice z inspiracjami, może coś Wam wpadnie w oko i będziecie chcieli podarować swojemu Mężczyźnie lub Kobiecie.

A do tego razem z Pan Pablo mam dla Was rabat na cały asortyment (-15%) w tym na buty dziecięce (korzystajcie, bo rzadko można dostać rabat takie marki jak Mrugała lub Bobux).

Wejście jest przez ten link KLIK

Kod jest ważny od dziś do 14.03.

Prezenty na Dzień Kobiet

  1. Kubek Termiczny Hydro Flask – mam go od pół roku i jest to mój ulubieniec. Bardzo dobrze trzyma ciepło, nie przecieka, a do tego ma przydatny uchwyt
  2. Czapka Fjallraven z recyklingu
  3. Komin Buff – mam ten komin od prawie roku i bardzo go lubię. Często dzieci go ode mnie pożyczają
  4. Rolki Impala – moje już czekają aż śnieg stopnieje i będę szusować
  5. Torba Kanken (z opcją plecaka) – moja ulubiona torba, która mieści 2 bidony, przekąski i wszystko czego potrzebuję
  6. Butelka z ustnikiem 24 bottles – ostatnio zamieniłam dzieciom i sobie butelki na taki model. Mam dość czyszczenia rurek z bidonów, więc mam na dzieję, że te butelki się u nas sprawdzą. Do tego są bardzo lekkie.
  7. Piżama flanelowa Natula – dostałam ją w prezencie i od pierwszego nałożenia mogłabym jej nie zdejmować. Miękka, miła w dotyku i cudownie otulająca.
  8. Okulary Izipizi
  9. Zestaw kolorowych skarpetek Happy socks
  10. Kolorowe Klapki Birkenstock

Prezenty na Dzień Mężczyzn

  1. Scyzoryk do zadań specjalnych Gerber (ma nawet kombinerki)
  2. Czapka z recyklingu Fjallraven
  3. Duża termo butelka Hydro Flask
  4. Plecak Kanken z kieszenią na laptopa
  5. Komin z merino Buff
  6. Bluza „There is not planet B” dla miłośników ekologii – Daniel ma ją od sierpnia i to jego ulubiona bluza 🙂
  7. Pasek Arcade
  8. Portfel na karty Secrid
  9. Plecak Doughnut
  10. Skarpetki Happy socks

A jeśli na prezent chcecie dać książkę – to lista inspiracji we wpisie Najlepsze książki do czytania na kwarantannie:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sypialnia na poddaszu – pomysł na aranżację

Gdybym miała wskazać jedno moje ulubione pomieszczenie w naszym domu, to byłaby to sypialnia na poddaszu. To tutaj najlepiej wypoczywam i zbieram siły. Dziś pokażę Wam, jak udało nam się ją zaaranżować i co sprawia, że lubię tu przebywać.

Zacznę od metrażu:

  • sypialnia ma 10, 11 m – niby malutka, a ja wiem, że naprawdę nie potrzebuję nic więcej
  • szerokość to 262 cm, a długość 460 cm
  • w sypialni jest nieduży skos, który nie utrudnia funkcjonowania, a sprawia, że pokój jest bardziej przytulny

Nasza mała sypialnia na poddaszu, to jedyne pomieszczenie w domu, w którym wprowadziliśmy zmiany w układzie funkcjonalnym. Przesunęliśmy o kilkadziesiąt centymetrów drzwi wejściowe żeby móc zmieścić dużą szafę. Dzięki temu mam naprawdę dużo miejsca na przechowywanie i nawet niektóre półki są puste.

mała sypialnia na poddaszu

Na czym nam najbardziej zależało:

  • nowoczesna sypialnia to miejsce do odpoczynku, czyli ma mieć minimum mebli
  • najważniejszym elementem jest wygodne łóżko
  • małe stoliki nocne na książki i wodę
  • spokojna i stonowana kolorystyka sprzyjająca odpoczywaniu
  • duża szafa mieszcząca wszystko, co potrzebne
  • lustro na ścianie
  • mało półek na książki (duży regał mamy w gabinecie)

Ściana za wezgłowiem łóżka

Na ścianie znajdują się panele dekoracyjne Orac decor Zig Zag – są to elementy, które przykuwają uwagę, a jednocześnie wprowadzają harmonię do wnętrza. Przykleja się je do ściany na specjalny klej. Po przyklejeniu trzeba je pomalować.

W całej sypialni mamy pomalowane ściany i sufit farbą Magnat Ceramic Care – kolor Szlachetna Biel. Kolor jest idealny i daję bazę do wielu możliwości aranżacyjnych. Jednocześnie sama farba jest zmywalna i odporna na plamy – na tym najbardziej mi zależało.

Łóżko z wygodnym materacem – najważniejszy element sypialni

nowoczesna sypialnia na poddaszu

Często przy urządzaniu sypialni skupiamy się na wielu rzeczach, a łóżko i materac kupujemy przypadkowy. Mi bardzo zależało na tym, żeby mieć łóżko 180 x 200 cm z tapicerowanym zagłówkiem, a do tego najwygodniejszy materac, jak to jest tylko możliwe.

Wcześniej mieliśmy model wykonany z metalu i naprawdę jest wielka różnica w użytkowaniu.

W poszukiwaniu łóżka idealnego obejrzałam mnóstwo różnych modeli, niektóre wyglądały ciężko i topornie. Do naszej małej sypialni na poddaszu, w ogóle by nie pasowały. Aż w końcu znalazłam ideał!

Łóżko PLANTPUR KLIK

Ma wszystko, czego szukaliśmy:

  • miękki i bardzo wygodny zagłówek – przyjemnie się czyta, opierając się o niego
  • zagłówek otulony jest ekologiczną pianką kokosową
  • design, który pasuje do naszych wnętrz (trochę retro, a trochę mid century modern)
  • świetne wykonanie – przeszycia zrobione są z ogromną starannością i widać to w każdym detalu
  • tapicerka łatwo się czyści
  • łóżko nie skrzypi, ani nie trzeszczy
  • mieści 4-osobową rodzinę 🙂
  • jest krótki termin oczekiwania ( w innych firmach był to czas około 6 tygodni)
  • doskonała relacja ceny do jakości
  • i najważniejsze jest produkowane w Polsce

Jak się nam nim śpi?

WSPANIALE – materac nie jest twardy, ani miękki. Pianka dopasowuje się do kształtu ciała i zapobiega przenoszeniu drgań – co to znaczy? Kiedy dzieci przychodzą do nas spać w nocy i wchodzą na materac, to ja leżąc w drugim końcu w ogólnie nie odczuwam drgań. Naprawdę dobrze się na nam na nim śpi i uważam, że to najlepszy materac jaki mieliśmy.

Do tego materac ma zdejmowaną górę, więc bez najmniejszego problemu możemy ją wyprać.

Jak widzicie w sypialni nie ma za dużo mebli, to był efekt, który chciałam uzyskać – funkcjonalny minimalizm.

Pod oknem był bardzo mały parapet na kwiaty (na szerokość okna), więc razem z naszą architekt zaprojektowaliśmy zabudowę kaloryfera, która jednocześnie będzie parapetem na kwiaty, a do tego pomieścić aktualnie czytane książki.

Wszystko się udało.

Szafa na ubrania

To od początku był mój projekt – rozpisałam sobie, co będę trzymać w szafie i jak chcę z tego korzystać. Zależało mi na dużej ilości szuflad i miejsc na wieszaki. Do tego mamy światło zamontowane w drążku reagujące na ruch.

Obok wisi lustro, bo chciałam go uniknąć na drzwiach szafy.

Jeśli będziecie mieć pytania o lampy to wszystkie szczegóły znajdziecie we wpisie Oświetlenie domu a tu z kolei inspiracje dotyczące kolorów Magnat w całym naszym domu – Biały czy kolor?

Tak wygląda nasza funkcjonalna i nowoczesna mała sypialnia na poddaszu. Jak Wam się podoba?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wszystko, co musisz wiedzieć o głosce „r”

Pojawienie się głoski [r] w wymowie dziecka budzi wielkie emocje rodziców. Nie bez powodu jest ona przysłowiową wisienką na torcie artykulacji, najbardziej wyrazistą głoską w języku polskim.

Rozwojowo „ma najwięcej czasu”  i często, choć nie zawsze, pojawia się jako ostatnia. Ma też wiele wariantów deformacji, które usłyszy (i zobaczy!) nawet niewprawione, nielogopedyczne ucho.

Rotacyzm/reranie, bo tak nazywa się nieprawidłowa wymowa głoski [r] to temat dzisiejszego wpisu, w którym postaram się odpowiedzieć na najczęściej zadawane w gabinecie logopedycznym pytania dotyczące tego zaburzenia artykulacji.

Kiedy głoska „r” powinna się pojawić?

Głoska [r] jest głoską przedniojęzykowo – dziąsłową drżącą, co oznacza, że wymawiamy ją wprawiając w wibrację przednią część języka (apeks), w miejscu zwanym wałkiem dziąsłowym – tuż za górnymi siekaczami. Według norm  głoska ta, jako wymagająca największej sprawności języka, powinna pojawić się w artykulacji dziecka w 6 roku życia.

Do tego czasu rozwojowo jest zastępowana głoską [l] – dziecko zamiast „ryba” wymawia „lyba”, zamiast „rower” – „lowel” i jest to prawidłowe zjawisko.

Jakie są najczęstsze sygnały ostrzegawcze, świadczące o ryzyku zaburzenia realizacji głoski [r]?

  • widoczne gołym okiem, czyli nieprawidłowe warunki anatomiczne – skrócenie wędzidełka języka. Szerzej pisała o tym w swoim poście mgr Joanna Ćwiklińska (wpis pt. Wędzidełko);

Ankyloglosja jest najczęstszą przyczyną rotacyzmu i wiele sygnałów świadczących o ryzyku pojawienia się wady wymowy jest jej pochodną:

  • płaskie ułożenie spoczynkowe języka – na dnie jamy ustnej, zamiast na podniebieniu twardym;
  • język w ograniczonym zakresie ruchu nie sięga do wałka dziąsłowego – prawidłowego miejsca artykulacji głoski [r];
  • przebieg funkcji takich, jak oddychanie, przyjmowanie pokarmów i połykanie (prymarnych), niezbędny do prawidłowego rozwoju twarzoczaszki i artykulacji, jest zaburzony;
  • pojawienie się mechanizmów kompensacyjnych – kiedy podejmujemy próby nadrobienia trudności spowodowanych nieprawidłową budową języka poprzez np. nieprawidłowe układanie narządów artykulacyjnych względem siebie, nieprawidłowe rozłożenie (dystrybucję) napięcia mięśniowego w ciele.

Jest to przykładowy scenariusz powstania wady artykulacyjnej, spowodowanej nieprawidłową budową narządów mowy- takich scenariuszy jest tyle, ilu pacjentów w gabinecie!

Inne przyczyny rotacyzmu:

  • obniżone napięcie mięśniowe całego ciała i narządów mowy, niska sprawność języka;
  • wpływ środowiska- jeżeli rodzic deformuje głoskę [r], dziecko korzysta z najczęściej pojawiającego się wzoru i naśladuje jego wymowę; jednocześnie istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że głoska [r] jest zniekształcana przez rodzica z powodu nieprawidłowej budowy języka, która może być odziedziczona;
  • nieprawidłowości w funkcjonowaniu słuchu fonematycznego- dziecko nie słyszy różnicy pomiędzy głoskami, natomiast należy pamiętać, że rozwój słuchu fonematycznego to proces, który według niektórych badaczy kończy się około 6 – 7 roku życia i do tego czasu zamiana głoski [r] na [l] jest prawidłowa;
  • niedosłuch.

Warto wiedzieć:

  • słuch fonematyczny może być zaburzony przy prawidłowym słuchu fizycznym!
  • jeśli słyszymy, że dziecko zniekształca głoskę, np. wymawia francuskie [r], nie czekamy do 6 roku życia – deformacje powinny być poddane działaniom diagnostycznym i terapeutycznym w każdym wieku.

Jakie są rodzaje rotacyzmu?

  • pomijanie głoski (mogirotacyzm/elizja) – [r]- [ekin] zamiast [rekin];
  • zamiana głoski [r] na inną głoskę, najczęściej [l] lub [j], [ł](pararotacyzm/substytucja), ale pamiętajmy,- dziecko 1,5- 2 letnie ma prawo mówić [jyba], zamiast [ryba], a 3-4-5 latek ma prawo mówić [lyba];
  • deformacja głoski (rotacyzm właściwy) – wibracja odbywa się w innym miejscu, niż wałek dziąsłowy. Np. rotacyzm uwularny (wprawianie w drganie języczka podniebiennego), gardłowy, krtaniowy, wargowy, policzkowy.

Na czym polega terapia rotacyzmu?

Terapia każdej wady wymowy powinna być poprzedzona wnikliwą diagnozą, stawianą niekiedy przy pomocy całego zespołu specjalistów: laryngologa, audiologa, ortodonty, fizjoterapeuty i rozpocząć się od usunięcia przyczyny, np:

  • leczenia: niedosłuchu, normalizacji warunków anatomicznych w obrębie jamy ustnej (przecięcia wędzidełka języka, leczenie ortodontyczne), napięcia mięśniowego i postawy ciała;
  • usprawniania przebiegu funkcji oddychania i połykania oraz kształtowania prawidłowej pozycji spoczynkowej języka (na podniebieniu twardym);
  • usprawniania języka;
  • usprawniania słuchu fonematycznego.

Najogólniej rzecz biorąc, praca nad głoską [r] polega na intensywnym ćwiczeniu języka, niekiedy z pomocą wibratora logopedycznego, który pozwala pacjentowi poczuć, czym jest drganie. W trakcie utrwalania głoski [r] podczas terapii, a także u dzieci, u których głoska ta pojawia się samoistnie i rozwojowo, często mamy do czynienia ze zjawiskiem hiperpoprawności, czyli nadużywaniem fonemu w wymowie. Wówczas, zamiast „cioci Marylki” mamy „Maryrkę”, a zamiast „korali” – „korare”. Stan ten powinien być przejściowy, a hiperpoprawność ustąpić prawidłowemu różnicowaniu głosek drogą słuchową i w wymowie.

 Terapię głoski [r] można z sukcesem przeprowadzić także u osoby dorosłej! „Duzi pacjenci” wykazują się większym rozumieniem procesu diagnostyczno- terapeutycznego i motywacją do pracy.

mgr Marta Byszko

Neurologopeda, pedagog specjalny, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od ponad 10 lat pracuje w przedszkolu integracyjnym. Zajmuje się kompleksową diagnozą i indywidualną terapią logopedyczną dzieci przedszkolnych oraz wspieraniem edukacji i komunikacji dzieci ze spektrum autyzmu. Autorka wpisów na blogu:

Objawy autyzmu

Rozszerzanie diety niemowlaka – papki czy BLW?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

W końcu wzięłam się za siebie – moje sprawdzone sposoby

Jak wiecie miałam wiele podejść „do bycia fit” – jednak za każdym razem był to kilkunastodniowy zryw. Co w takim razie zrobiłam, że w końcu mi się udało i mam formę życia?

Dziś zdradzę Wam moje sposoby, dzięki którym od 2 lat ćwiczę regularnie, jem w miarę zdrowo, nie zapominam o suplementach i jestem na dobrej drodze do wypijania odpowiedniej ilości wody.

Próbowałam o siebie zawalczyć już znacznie wcześniej, jednak za każdym razem ponosiłam porażkę i nie udało mi się wypracować nawyku.

Dlaczego?

Myślę, że po prostu przyszedł czas, kiedy bardziej mi zależy oraz mam więcej motywacji. Z czego ona wynika?

Ja przede wszystkim chcę być zdrowa – to jest mój główny cel.

No dobrze, jak kiedyś zaczynałam treningi z Ewką, to też miałam taki cel – chcę dbać o siebie i swoje zdrowie.

Dopiero teraz widzę, że popełniłam wtedy kilka błędów i dziś je Wam opiszę:

1. Za dużo rzeczy wdrażałam na raz

No dobrze to od dziś 4 treningi w tygodniu, piję 3 litry wody dziennie, jem zdrowo i nie zapominam o suplementach.

Według mnie jest to bardzo często popełniany błąd. ZA DUŻO NA RAZ. Narzucamy sobie zbyt wiele nowych rzeczy i bardzo szybko kończy nam się energia. I co? Znów mamy poczucie porażki.

Małe regularne kroczki do przodu, a nie wielkie susy – na te mniejsze wystarczy energii na dłużej.

CO ZAMIAST?

Powolne wdrażanie nowych nawyków i mogę nawet powiedzieć, że u mnie zadziałało pojedyncze ich wprowadzanie:

  • 2 lata już ćwiczę regularnie – średnio 2-3 razy w tygodniu – długo mi zajęło znalezienie ulubionego sportu (bo jak wiecie nie przepadam za morderczymi treningami). Zaczęło się od orbitreka – ćwiczyłam po 30 min przy serialu, później latem zaczęłam jeździć na rowerze, później zaczęłam chodzić na pilates, a na koniec zapisałam się z mężem na tenisa.

Odkryłam, że te 4-5 aktywności jestem w stanie znieść:) Teraz dołączyła jeszcze bieżnia i rowerek stacjonarny. Te wszystkie sporty są dla mnie ok – specjalnie nie piszę, że je uwielbiam, bo tak wcale nie jest. Jestem w stanie pooglądać serial i pobiec pół godziny na bieżni z tętnem max do 145 ud/m.

Tak samo z rowerem stacjonarnym. Razem z mężem zajeździłam nasz orbitrek i niestety musieliśmy się zdecydować na coś innego. Wybór padł na rowerek stacjonarny Flow Fitness (<—KLIK). W czasie jazdy oglądam coś na tablecie, rozmawiam przez tel lub odpisuję na komentarze – tak, oszukuję się swój mózg, że wcale nie nie ćwiczę 🙂

Rowerek jest cichy i można na nim jechać nawet jak już dzieci śpią, a serial mam włączony na tablecie z podłączonymi słuchawkami. Da się pół godzinki wytrzymać;) Do tego ma 24 programy treningowe, łączy się z aplikacją i zegarkiem iWatch. Rowerek ma też płynną i łatwą regulację siodełka, więc mogę szybko go wyregulować tuż po moim mężu.

Jak widzicie, ja nie zaczęłam nagle ćwiczyć – tylko bardzo powoli szukałam swoich aktywności i po kolei je wprowadzałam.

Wierzę, że każdy z nas ma taki sport, który byłby w stanie uprawiać – tylko trzeba poszukać.

2. Stosowałam zbyt radykalną dietę zamiast zdrowej

Miałam takie zrywy i nigdy nie były one długotrwałe, aż w końcu się udało.

Zaczęło się od wyników badań, które miałam lekko odbiegające od normy. Zachęcam Was żebyście od tego zaczęli. Wyszła mi lekka insuliooporność, lekko podwyższony lipidogram i niedobory głównie (wit D3, witaminy z grupy B).

Dietę też wprowadzałam stopniowo, ale zauważyłam, że bardzo łatwo jest mi zejść z tej dobrej ścieżki. Dlatego ja muszę trzymać dietę całe życie. Każdorazowy „wyskok” i grzeszek u mnie widać na wadze bardzo szybko. Staram się trzymać dietę z niskim IG (od 5 lat). A ostatnio zaczęłam stosować deficyt kaloryczny i dopiero teraz waga zaczęła spadać. Z dietą nie ma cudów, ale naprawdę bez niej niewiele da się zrobić.

Do tego wprowadziłam wiele drobnych nawyków, o których też Wam pisałam:

  • zaczęłam pić ocet owocowy, który jest niskokaloryczny i po który często sięgają osoby chcące zadbać o zdrowe odżywianie i zgrabną sylwetkę. Jest bogaty w witaminy, błonnik i żywe kultury bakterii
  • probiotyki – odstawiłam te z apteki, a zaczęłam dbać o jelita dietą: piję zakwasy, jem kapustę kiszoną, ostatnio pokochałam kimchi i kombuchę – to pyszna, probiotyczna, żywa kiszonka, przygotowywana ręcznie ze świeżych warzyw, według tradycyjnej receptury
  • oleje – piję też oleje, ale też używam ich do sałatek – olej z czarnuszki i lniany to moi ulubieńcy – jeden naładowany kwasami omegą 3-6-9, a drugi obniża glikemię i wspiera odporność

Co jeszcze?

Wielką rewolucją była też wyciskarka wolnoobrotowa (mamy już ją prawie rok – my wybraliśmy Kuvings), dzięki niej mam w domu zawsze mnóstwo warzyw i owoców. Kupuję skrzynkami różności i używam w kuchni.

Mogę powiedzieć, że to dzięki niej też moje dzieci trochę przychylniej patrzą w stronę niektórych warzyw i owoców, których wcześniej nie jadły.

Ja piję głównie soki warzywne, z niedużym dodatkiem owoców. Polubiłam też bardzo shoty, czyli mocno skoncentrowane soki z bombą witamin np. taki:

  • 1 cytrus (pomarańcza lub grapefruit)
  • duża część imbiru (ok 5-6 cm)
  • 3 korzenie kurkumy

Rozlewam to do 2 małych kieliszków (dla siebie i męża) i dolewam kroplę oleju lnianego oraz posypuję świeżo mielonym pieprzem.

Kubeczek z miarką Olini KLIK

Pyszne i naprawdę zdrowe 🙂

Z racji tego, że marka KUVINGS obserwuje nas na Instagramie, więc udało mi się załatwić rabat – tu łapcie LINK z którego jak klikniecie wyciskarka wolnoobrotowa Kuvings Evo 820 Plus – będzie 240 zł tańsza!

Jeżeli jeszcze się nad nią zastanawiacie, to bardzo Wam polecam – u nas jest włączona codziennie i robi dobry, klarowny sok.

4. Zapominałam o regularnym braniu suplementów diety

Jestem fanką zdrowej, zbilansowanej diety, a resztę uzupełniam suplementami. Jednak nawet to ciężko mi było wdrożyć. Ale odkąd jest epidemia nie zapominam o suplementach. Jak to zrobiłam?

Jestem wzrokowcem, jak coś widzę to sobie przypominam, dlatego odkąd moje suple stoją na widoku to jeszcze nigdy ich nie zapomniałam wziąć. Jak stały w szafce to sięgałam po nie bardzo sporadycznie.

Co teraz biorę?

  • Wit. D3 w formie leku
  • witaminy z grupy B (u mnie działają bardzo dobrze na koncentrację i układ nerwowy) używam suplementu z aktywną formą B6 i metylowaną B12 KLIK)
  • magnez
  • kolagen z dodatkiem wit. C i kwasu hialuronowego KLIK (kod Nebule10 daje 10% zniżki)

To wszystko stoi na blacie w kuchni i dzięki temu o tym pamiętam. Jak macie mniejsze dzieci to też postawcie na widoku, tylko na wyższej półce.

4. Zapominałam o piciu wody

To jest ostatnie rzecz na mojej liście do tego, żebym się dobrze czuła. Ten nawyk jest dopiero w trakcje utrwalania, ale udaje mi się w nim wytrwać od 2 miesięcy. Pewnie też tak macie, że zimą i jesienią mniej chce się Wam pić. Ja latem wypijam nawet 4 litry wody bez żadnego przypominania – po prostu odczuwam pragnienie. A jak jest zimno to zdecydowanie wolę herbatę i kawę, a pić mi się nie chce.

Wiem, że woda jest bardzo ważna, ale nie odczuwam pragnienia, więc nie pije.

Jak się przekonałam do picia wody i piję teraz regularnie?

Po pierwsze widzę bardzo pozytywne efekty działania. Jak po południu mam zjazd energetyczny, chce mi się spać, często zaczyna boleć głowa, to najczęściej pomaga mi woda. Wypijam wtedy 2 duże szklanki wody i nie muszę już pić kawy.

Od ponad 9 lat nie kupujemy wody butelkowanej i korzystamy z wody filtrowanej. Jedynie, raz na jakiś czas, kupowałam wodę gazowaną. W nowym domu zdecydowaliśmy się nawet na specjalny system Grohe Blue Home żeby mieć dobrą wodę z kranu. A dzięki temu, że ma również opcję wody gazowanej to od września nie kupiłam ani jednej butelki wody.

EDIT: tu macie wpis ze szczegółami po tym jak już czas jakiś poużywaliśmy GROHE Blue Home – Gazowana woda z kranu

Do końca wrześnie 2022 na kod: filtrowanawoda5 macie –5% zniżki na wszystkie systemy Grohe Blue Pure i Grohe Blue Home w lazienkaplus.pl

Woda z systemu Grohe smakuje wybornie, jest lekko schłodzona i różni się smakiem od zwykłej kranówki. Wodę gazowana mogę pić w 2 wariantach: lekko gazowaną i mocno gazowaną.

Bardzo chcieliśmy mieć ten system w domu i już na etapie projektowania szafek był wzięty pod uwagę. Zamawialiśmy go odpowiednio wcześniej. Myślę, że niedługo zrobię obszerną recenzję – abyście mogli poznać wszystkie jego zalety – bo jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

A jak pić wodę regularnie?

Ja mam swoje 2 sprawdzone sposoby:

  • po domu chodzę z butelką – nalewam filtrowaną wodę i zabieram ze sobą na górę, jak koło mnie stoi to nie zapominam o piciu (znów dobry sposób dla wzrokowców – widzę i korzystam). Nalewam też wodę jak wychodzę z domu, mam torebce lub w plecaku – zawsze się przydaje.
  • dodaję ulepszacze smaku – zauważyłam, że jak dodam czegoś cennego do wody, to zawsze ją wypiję.
  • moje ulubione dodatki do wody: sok z jagody kamczackiej (tylko do zabarwienia) i ocet jabłkowy Olini, Glow me, cytryna, pomarańcza, mięta, bazylia

Lubię też wsypać na noc do butelki pyłek pszczeli, a rano to wypijam. Czasem też wrzucam kilka ziarenek soli himalajskiej. Zawsze wtedy pamiętam o wypiciu.

Jak widzicie, wszystkie zmiany wprowadzałam malutkimi kroczkami i bez żadnych zrywów w stylu: od jutra ćwiczę i jem zdrowo. Wydaje mi się, że takie powolne zmiany nawyków są najbardziej trwałe i mają na nas najlepszy wpływ.

Wyznaczam też sobie małe cele, które podsumowuje w kalendarzu – każdy tydzień ma do odznaczenia: ćwiczenia, dieta, woda, suple i prawie za każdym razem mi się to udaje – małymi krokami do przodu. A dodatkowo odznaczanie wykonanych zadań funduje nam dopaminę – czyli przekaźnik przyjemności. Polecam też ten sposób 🙂

To kto od jutra zaczyna ze mną?

Mam też prośbę, jeżeli spodobał się Wam ten post, to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku – znajomi Wam podziękują

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Gry, do których potrzebujesz tylko kartki i długopisu + szablony do druku

Dopadły Was nudy popołudniowe? Wszystkie gry planszowe już znacie na pamięć? To polecam wziąć kartkę, długopis i spędzić ciekawie czas.

Gry, do których potrzebna jest tylko kartka i długopis pamiętam z dzieciństwa. Nie miałam wiele planszówek (poza chińczykiem), więc często z mamą grałyśmy w takie gry.

Poniżej lista moich ulubieńców

Państwa – Miasta

Och, to była jedna z moich ulubionych gier. Dość szybko zaczęłam grać w nią z Lilą i jeszcze nam się nie znudziła. Pewnie też ją znacie, ale może akurat zapomnieliście, więc podsuwam Wam pomysł.

Oczywiście sami możecie rozrysować swoje kartki, a do tego dowolnie nazwać kategorie. Kiedy Lila była młodsza i nie miała tak dużej wiedzy świecie, to mieliśmy dosłownie kilka kategorii: zwierzę, postać z bajki, rzecz itp.

Jeżeli macie młodsze dzieci, które jeszcze nie potrafią pisać to możecie zagrać bez kartek. To będzie też świetne ćwiczenie na wymyślanie słów na daną literę. My w taki sposób często gramy w aucie albo na spacerze.

A jeżeli Wasze dzieci już są tak duże, że na Państwa – miasta mówią „Nuuuda” to zagrajcie po angielsku.

Poniżej dla Was Państwa Miasta do druku stworzone przez Olgę ze Stylove abecadło:

Gra Statki

Niedawno przypomniałam sobie, że też w nią grałam będąc dzieckiem. Dla kogo jest ta gra? Dla dzieci, które znają już litery i cyfry. Grałam z nią w weekend z Lilą pierwszy raz i naprawdę szło nam nieźle. Do tego uważam, że ta gra doskonali koncentrację.

Znacie zasady? Drukujemy lub sami rysujemy planszę i wybieramy jedno dla siebie, a drugie dla przeciwnika. Kiedy jesteście już gotowi, zaczynamy umieszczać swoje statki (macie listę na planszy).

A później zaczynamy strzelać w statki naszego przeciwnika.

A3 i na zmianę.

Gra w historyjki

jest to zabawa, której nauczyłam się na półkoloniach – jest to naprawdę fajna i rozluźniająca zabawa

Przebieg gry: 
W zależności ilu jest graczy tyle potrzebujemy kartek (w 2 osoby też się da grać). Każdy dzieli kartkę wzdłuż (na 4 paski). Na przygotowanych kartkach każdy odpowiada na zadawane kolejno pytania:

1. Kiedy? – zaginamy i przekazujemy kartkę do kolejnej osoby
2. Gdzie?– zaginamy i przekazujemy kartkę do kolejnej osoby itd.
3. Kto?
4. Komu?
5. Co zrobił?
6. Czym?
7. Jak to się skończyło?

Przekazujemy sobie kartki do ostatniego pytania. A później głośno czytamy. Dzieci mają takie pomysły, że naprawdę wychodzą z tego zabawne historie np: ” W Dzień Dziecka w wesołym miasteczku klown tacie narysował serce na twarzy burakiem i skończyło się dmuchaniem balonów:P

Gra Domek aka „Szubienica”

Pewnie kojarzycie tę drugą nazwę z dzieciństwa 🙂 Gra jest fajna, tylko ja zmieniłam nazwę i zasady – nie chciałam żeby dzieci rysowały szubienicę, więc rysujemy domek. Nie wiem jak wyrosłam na porządnego człowieka rysując tyle lat szubienice;)

Jeden gracz wymyśla kategorię i hasło, a drugi zgaduje po 1 literze. Jak trafi akurat w taką, której nie ma to – 2 gracz zaczyna rysować domek. Jak powstanie cały rysunek, a gracz nie zgadnie hasła, to przegrywa.

Gra wąż

Prosta gra, w którą wiele razy graliśmy w restauracjach czekając na obiad lub jadąc autem (bez kartek).

Pierwszy gracz wymyśla wyraz, a drugi dopowiada kolejny na ostatnią literę poprzedniego. Jak dzieci szybko się znudzą to wprowadźcie utrudnienie, czyli zaczynamy wyraz na ostatnią sylabę – jest wtedy ciekawiej.

Jeżeli znacie inne gry z użyciem kartki i długopis, to konieczni napiszcie je w komentarzu.

W co grać:

tu macie wpis najlepsze Gry planszowe dla dzieci

A tu słuchajcie – ostatnio poprawiony i mocno rozbudowany post Gry planszowe dla dorosłych. Po jego publikacji dostałam dużo komentarzy w co jeszcze gracie i dodałam 10 gier które polecacie! To wy tworzycie nebule.pl:)

Tu łapcie wpis Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wyjść z domu rano z dziećmi i nie wyjść z siebie?

Szczerze podziwiam rodziców, którzy wstają przed dziećmi żeby mieć czas na jogę, kawę albo samotną wizytę w łazience. Ale żeby nie było – próbowałam! Jeden raz, ale się liczy!

Ustawiłam budzik o godzinę wcześniej niż normalnie. I na wszelki wypadek drugi na godzinę później – to był mój błąd amatora, bo kiedy rano (a właściwie w środku nocy zadzwonił pierwszy budzik), to przez 3 sekundy mojego przebudzenia doszłam do wniosku, że jednak to nie dla mnie i poszłam w kimę, dalej, bez stresu (bo przecież mam drugi budzik).

Miałam też drugie podejście do poranków uważności. Tym razem nie popełniłam błędu amatora – 1 budzik na godzinę wcześniej. Zadzwonił, a ja nie otwierając oczu wyszłam z sypialni. Zeszłam cichutko na dół i nawet mnie ten poranny stan ucieszył. Włożyłam ciepły szlafrok, kapciuszki z futerkiem, po omacku dotarłam do źródła kawy. Pstryknęłam ekspres i już po kuchni rozniósł się mój ulubiony zapach. Usiadłam w fotelu z filiżanką w ręku, zamknęłam oczy na chwilkę i pomyślałam, że to jednak miłe te wcześniejsze wstawanie. Dokładnie w tym momencie usłyszałam tupot małych stóp na schodach i ton, który wcale nie zwiastuje dobrego dnia:

„Mamooo, ekspres mnie obudził”

To w tym momencie uznałam, że nie ma sensu wstawać godzinę wcześniej.

I tyle by było z poranków uważności.

Jednak wolę się wyspać, a później robić wszystko na wariata, bo tak wyglądają u nas poranki. Ale już i tak uważam, że jesteśmy na dobrej drodze.

Dziś wrzucam Wam mój poradnik z przymrużeniem oka „Jak wyjść z domu rano z dziećmi i nie wyjść z siebie?”

Piękny tytuł – prawda? Jednak jest w nim ziarenko prawdy (Pozdrawiam wszystkie perfekcyjne Panie Domu)

  1. Pobudka – ostatnio każdy dzień zaczynam od głębokiego oddechu, który nic nie ma wspólnego z jogą, ale towarzyszy mu ruch gałek ocznych tak dobrze znany wielu rodzicom. Wtedy sobie myślę, że nie będę źle się nastrajać i myślę o kawie.
  2. Schodzimy na dół – jedno dziecko leży na podłodze pod stołem, bo ciepła, a drugie wyciąga klocki LEGO, które specjalnie schowałam na okoliczność poranka. Kiedy zacznie się bawić, to koniec – jestem do tyłu o min. 10 minut, które w porannej osi czasu są zbyt cenne
  3. Śniadanie – na ten temat mogłabym napisać tragifarsęheroikomiczną. Nie wiem, jak u Was, ale u nas jak dobrze zadam to pytanie, to reszta tego poranka pójdzie spoko. Nauczyłam się już czego nie robić:
  • nie pytać: „Kochanie, co zjesz na śniadanie?”, bo równie dobrze może paść „A gofry chętnie” – a jest godzina za dwadzieścia ósma i wtedy tłumaczysz, że za czasu za mało, że chętnie coś innego nagotujesz i może to być powodem do złych nastrojów, a nawet małej awanturki
  • nie gotować czegoś po raz pierwszy tylko dlatego, że widziałaś wczoraj nowy, zdrowy przepis na blogu u znanej blogerki – takie eksperymenty lepiej zostaw na dni, kiedy nie goni Was czas: tu wszystko może pójść nie tak ( nie wyjdzie lub nie posmakuje)
  • nie wymieniać po kolei dania, jakie możesz zaserwować na śniadanie – u nas zazwyczaj wtedy jedno i drugie dziecko ma swój pomysł zasadniczo się różniący od drugiego

No to co w końcu robić?

U nas po jednej takiej akcji kiedy wymieniałam śniadaniowe dania i reakcji pełnej entuzjazmu: „tego nie lubię, tego nie chcę, a na to nie mam ochoty” poprosiłam moje piśmiennie dziecko żeby usiadło i wypisało mi 3 śniadania, które lubi. Łatwo jest mówić czego nie chce, ale znacznie lepiej co chce. I tak powstała nasza długa i skomplikowana lista śniadaniowa, którą mogłyby się poszczycić wykwintne restauracje:

1 miejsce i długo, długo nic:

  • płatki z mlekiem, a te zaś mają 4 wersje: z podgrzanym mlekiem i z zimnym mlekiem. Jedno dziecko je z mlekiem owsianym, a drugie z krowim. Jak widzicie płatki śniadaniowe też mogą być ŹLE zrobione

Bo najlepiej jak są z zimnym, bo wtedy dziecko samo może je zrobić i wtedy ma większą satysfakcję i plus 100 do swojego bycia super.

Płatki z ciepłym mlekiem są zdrowe, bo to prawie jak zupa (w mojej opinii;P), ale mają jeden niewybaczalny minus: W CIEPŁYM MLEKU SZYBCIEJ ROZMIĘKAJĄ PŁATKI, a to wiadomo jest FUJ.

2 miejsce to owsianka:

kiedy proponuję owsiankę i widzę lekkie zwątpienie na twarzach, to wtedy szybko proponuję, że posypię czymś ekstra ( mam jakieś różne zdrowe poppingi i ekspandowane ziarna, które nazywam głosem pełnym entuzjazmu popcornem) – to zawsze przechodzi! Mam też starą posypkę do pierników, którą trzymam na czarną godzinę i czasem odpalam kilka kolorowych ziaren

3 miejsce to jaglanka

Tutaj potrzebuję trochę więcej czasu, więc jest rzadko.

ALE 3 pozycje do wyboru to już jest coś i mogę powiedzieć, że moje dzieci jedzą różnorodnie:P

Nie taki kolor kubka?

Żeby uniknąć rozczarowania miską lub talerzem kieruję dzieci do swojej szuflady żeby same wybrały – to jest gamę changer! Kiedy kilka razy musiałam przelewać płatki do innej miski (bo w tamtej dno chrobocze o łyżkę albo już nie lubi Bardzo Głodnej Gąsienicy) to uznałam, że kiedy ktoś sam wybiera to najlepiej jak potrafi.

Starsza zawsze czyta przy śniadaniu i tutaj też muszę kontrolować czas żeby się nie zagapić.

Proszę Państwa – kolejny punkt programu – przez niektórych rodziców znienawidzony – UBIERANIE

Tutaj też doszłam do większej wprawy i mogę sprzedać Wam moje protipy:

  • próbowałam opcji z wybieraniem ubrań dzień wcześniej – niestety rano też się gust może zmienić – przecież to CAŁE 12 godzin później
  • samodzielne wybieranie ubrań jak widzę, że od rana jest dobry humor, aby ten punkt wyżej miał sens i dziecko nie wybrało np. krótkich spodni na mróz to mam taki patent, że w szafie lub komodzie są ciuchy tylko aktualne, które nadają się na daną porę roku. Szuflada lub komoda dostosowana do dziecka to też super pomysł. My mamy w każdej szufladzie, co innego i czterolatek wie, że tu ma T-shirty, a tu skarpety. Jak wstanie prawą nogą, to naprawdę gość jest w stanie wybrać ciuchy i nawet je włożyć.
  • samodzielne ubieranie – gdzieś mam oddzielny wpis na ten temat, ale jest naprawdę super: Dlaczego warto nauczyć dziecko samodzielnego ubierania się?
  • jak zmotywować dziecko do ubrania się? A ma się różne sposoby! Nasz czterolatek lubi wyścigi, lubi też kiedy odliczam i sprawdzamy, czy do 20 da się ubrać i próbujemy pobić np. rekord z wczoraj. Często też proponuję, że jak szybko się ubierze, to w aucie będzie czas żeby znaleźć jego ulubioną piosenkę na tel. (to też często działa i jest atrakcyjne). Zobaczcie też te 3 sposoby na ubieranie płaszcza
  • ośmiolatka – ubiera się sama od 3 lat – wtedy skończyły się nasze poranne sprzeczki o ubrania. Kiedyś usiadłam z nią wieczorem przy szafie i umówiłyśmy każde ubranie, czy je lubi i czy będzie w nim chodzić – potwierdzam – to działa (to nic, że zostaje 20 ubrań) ale stresu mniej

Czyli już ubrane i najedzone, a ja od samego opisywania tej logistyki się zmęczyłam. W międzyczasie ja się ubieram i szykuję śniadaniówkę nie pokazując co jest w środku 😛

Przed nami mycie zębów i czesanie włosów: sami to ogarniają, co czasem się kończy nie do końca tak, jak bym chciała, bo wieczorem nie mogę znaleźć szczotek do zębów.

No i na koniec, coś czego nie lubię – nerwówka przed drzwiami. Tak jak zazwyczaj staram się być zen, to nad tym momentem porannej logistyki muszę popracować i idzie mi coraz lepiej.

Dużym stresem było szukanie spodni zimowych, rękawiczek itd. więc odkryłam lifehack – zostawiam je w przedszkolu i szkole. Dzięki temu nie muszę szukać rano, bo wiem, że tam są! No to jeszcze tylko się ubrać i lecimy.

Wtedy się okazuje, że jeszcze coś do zabrania 😛 więc biegamy i szukamy.

A tak to luz, wdech i wydech.

Ach, zapomniałam – w tym czasie używam wyrażeń zaklinających rzeczywistość, ale muszę Wam powiedzieć, że naprawdę działają. Moja lista TOP:

  • to będzie dobry dzień
  • to jest taki miły poranek
  • coś fajnego Cię dziś spotka

A kiedyś w mojej głowie jak mantrę powtarzałam i zobaczyłam, że bardzo źle mnie to nastraja:

  • zaraz oszaleję
  • znów taki zrypany poranek, że na nic czasu nie ma
  • znów się spóźnimy
  • nic im nie pasuje

A jak wyglądają Wasze poranki?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dobra organizacja w kuchni – moje sposoby i tricki

  • DOM
  •  komentarze [20]

Wiecie, że kiedyś nie lubiłam gotować? I teraz już wiem skąd była moja niechęć do tej czynności. Dopiero teraz widzę to wyraźnie – nie przepadałam za przygotowywaniem posiłków dlatego, że … miałam kiepską organizację w kuchni.

Jak teraz przygotowuję posiłki to sprawia mi to przyjemność, bo:

  • wiem dokładnie, co gdzie jest
  • wszystko mam posegregowane i uporządkowane
  • żeby wyjąć jakiś produkt nie muszę wyjmować 20 innych z szafki
  • zdecydowanie szybciej i taniej robię zakupy
  • sprzątnięcie bałaganu po gotowaniu zajmuje mi chwilę

Uważam, że dobrej organizacji w kuchni można się nauczyć – ja się tego nauczyłam, więc i Wy możecie!

Do podzielenia się moimi doświadczeniami i sposobami na dobrą organizację w kuchni zaprosiło mnie Auchan

Dobra organizacja w kuchni, to naprawdę około 70% sukcesu. Dzięki temu nie wkurzam się, że mi się mąka rozsypuje podczas nasypywania. Szukanie produktów po szafkach nie zajmuje mi czasu, bo ja w ciągu kilku sekund jestem w stanie znaleźć skrobię ziemniaczaną czy ksylitol.

Teraz to widzę, że moich poprzednich kuchnia panował Wielki Chaos i bałagan. A to mnie zniechęcało do gotowania.

Zakupy

Kiedyś robiłam zakupy bez list zakupowych i wkładałam w sklepie do koszyka produkty, które wydawały się przydatne. Często wychodziłam z pełnym koszykiem, a okazywało się, że nie mam nic na obiad. Też tak miewacie? Zmieniło się to, kiedy zaczęłam robić listy zakupów i dzięki temu to się poprawiło, bo miałam gotowy plan na posiłki.

Mam teraz taki sposób, że raz w miesiącu jadę na duże zakupy i uzupełniam zapasy podstawowych produktów takich jak: makaron, ryż, kasza, dżemy, sery, wafle ryżowe, mleko owsiane, kawę, herbatę itd. Często jadę po nie do Auchan, bo nie lubię przepłacać.

Nie wiem czy znacie marki własne oznaczone logo z ptaszkiem? Ja bardzo często je kupuje, bo są świetnej jakości i w minicenach. Lubię produkty bio, bo mają dobre składy, a cena jest przystępna. Przykładowo mleko owsiane, które u nas używałam właściwie do wszystkiego kosztuje 5,9 zł! Tak samo jest z innymi produktami.

Do tego podstawowe zakupy robię w większej ilości żeby nie musieć jechać znów za tydzień. Takim sposobem mam zrobione zakupy na dłuższy czas i mogę już z nich swobodnie gotować.

Później raz w tyg kupuję świeże warzywa i owoce, raz na dwa dni chleb – mam zrobione zapasy i dzięki temu zdecydowanie łatwiej jest nam przyrządzać.

Przechowywanie w pojemnikach

Mądre przechowywanie to podstawa organizacji w mojej kuchni. Wszystkie sypkie produkty przesypuję do pojemników. Dlaczego?

  • w szufladzie mieści się wtedy o wiele więcej produktów niż jakbym trzymała je w oryginalnych opakowaniach
  • mam łatwy dostęp – znalezienie np. kaszy bulgur zajmuje mi 3 sekundy
  • takie przechowywanie powoduje, że nie robi się szybko bałagan
  • nie wysypuje się nic z otwartych opakowań
  • widzę kiedy kończy się produkt i mogę dopisać go do listy
  • niektóre z nich podpisuję żeby jeszcze łatwiej je zidentyfikować
  • z pojemników łatwiej jest też korzystać dzieciom, produkty nie rozsypują się

Przyprawy i produkty do deserów

Trzymam je w jednej szafce w pojemniku z możliwością przechowywania w pionie. Dlaczego tak, a nie w pojemnikach? Mam bardzo dużo różnych przypraw i musiałabym mieć około 50 pojemników, a już brakuje mi na nie szuflady. Lepiej mi się sprawdzają takie pojemniki jak na zdjęciach. W jednym mam przyprawy wytrawne, a w drugim do ciast.

Szuflada na słoiki, puszki papier do pieczenia i folie

Pamiętam jak projektowaliśmy kuchnię, to wiedziałam, że chcę mieć jak najwięcej szuflad (zrezygnowałam, że nie będziemy mieli szafek typu cargo kosztem dużych szuflad). Ten układ sprawdza nam się znakomicie – szuflady to jest to! Pełen dostęp i widoczność. Właściwie przez przypadek odkryłam funkcję wkładu na sztućce w szufladzie – kupiłam 2 takie pojemniki, a naprawdę potrzebowałam tylko jednego. Drugi wykorzystałam do organizacji słoików i puszek. Bardzo mi się to sprawdza i od razu widzę, co gdzie jest. A w jednej przegródce trzymam papier do pieczenia i folie.

Przechowywanie pionowe

Pewnie już słyszeliście o tym sposobie, ale pozwolę sobie o nim napisać. Dzięki temu mamy więcej miejsca, a przestrzeń jest świetnie wykorzystana. Spróbujcie kiedyś a się przekonacie.

Tak trzymam kilka przypraw, z których najczęściej korzystamy albo pokrywki – jak mało miejsca zajmują, kiedy stoją pionowo w pojemniku. Dzięki temu mam też porządek w szafce i łatwy dostęp.

Szuflada dzieci

Projektując kuchnię zależało mi żeby dzieci miały łatwy dostęp do wielu rzeczy i nie wołały nas za każdym razem kiedy chcą się np. napić. Z resztą to jest też ich dom więc, powinien być przystosowany do ich potrzeb i możliwości. Kubki i talerze trzymamy w wyższych szafkach, a dzieciom przełożyłam ich naczynia do szuflady. Są też w niej ich małe deski do krojenia. Dzięki temu mam w domu małych pomocników, którzy chętnie uczestniczą w przygotowywaniu posiłków.

Nie wyrzucaj – wykorzystaj

Staram się wykorzystywać powtórnie wiele opakowań i odkładam je np. dla mojej mamy, która robi przetwory lub używa plastikowych pojemników do rozsądzania kwiatów. A chcę pokazać Wam jeszcze jedną rzecz: używam powtórnie worków strunowych od produktów. Przykładowo orzechy przesypuję do pojemników, a opakowanie odkładam do szuflady. Wykorzystuje je ponownie aż się zużyje. Nie ma potrzeby go wyrzucać.

Jeżeli jesteście na etapie projektowania swojej kuchni to polecam Wam też taką magiczną szufladkę, z której bardzo często korzystamy. Jest ukryta w szafce, gdzie kosze. Trzymam tam worki na śmieci, woreczki do ponownego wykorzystania, notes i długopis do robienia list zakupowych itd. Jak nam się coś kończy to od razu zapisuję.

Sprzątanie po gotowaniu

Tej części w gotowaniu nie lubię najbardziej, ale radzę sobie coraz lepiej. Mimo tego, że mamy dużą zmywarkę to często coś przemywamy ręcznie. Zrobiliśmy w szafce ociekacz na mokre naczynia i uważam, że to jedna z lepszych decyzji w naszej kuchni. Nic nie stoi na blacie, a dzięki temu nie muszę specjalnie sprzątać i organizować przestrzeni do gotowania. Pusty blat zachęca do przygotowywania potraw, bo nie trzeba go najpierw sprzątać.

A na koniec niezła gratka, mam dla Was przepis, który jest naszym ostatnim hitem śniadaniowym!

Budyniowe naleśniki dla całej rodziny:

  • 2 opakowania budyniu (suche)
  • 3 jajka
  • 2 łyżeczki ksylitolu
  • 200 ml mleka (ja dodałam owsianego)
  • 200 ml wody gazowanej
  • 2 łyżki dobrego oleju
  • można dodać kroplę ekstraktu z wanilii

Wszystkie składniki miksujemy i wylewamy na gorącą natłuszczoną patelnię.

Smacznego!

Tak wyglądają zmiany, które wprowadziłam i dzięki nim mam zdecydowanie lepszą organizację. Mądre zakupy bez przepłacania, do tego planowanie posiłków z listą i mamy dużą oszczędność czasu.

A tu zobaczcie 10 produktów, które zawsze mam w domu – żeby moja rodzina jadła zdrowo

Napiszcie jakie Wy macie sposoby na dobrą organizację w kuchni – wspólnie się zainspirujemy.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Baby blues – co to jest?

Ciąża i poród to czas ogromnej ilości zmian w życiu zewnętrznym, ale także w wewnętrznym przeżywaniu.  Niejednokrotnie pierwsze dni z nowym członkiem rodziny wcale nie malują się w różowych kolorach.  Poporodowa gra hormonów, dolegliwości ciała, potrzeba całkowitego podporządkowania się rytmowi dnia dzidziusia i wymagania otoczenia… Wszystko to, może porządnie dać się we znaki nawet najbardziej wytrzymałym! Nic więc dziwnego, że tak zwany Baby Blues dotyka nawet 80% świeżo upieczonych mam (niektóre źródła podają przedział 40-80%).  

Czym właściwie jest Baby Blues?

Czy to inny stan niż depresja poporodowa? I w końcu najważniejsze – jak sobie pomóc.

Smutek poporodowy nazywany Baby Bluesem to naturalna reakcja organizmu na zmiany związane z pojawieniem się nowego członka rodziny. A więc – poród, stres, spadek i wahania hormonów (szczególnie estrogenu i progesteronu), ból lub niedogodności fizyczne.

Charakteryzuje się umiarkowanymi i przejściowymi zaburzeniami nastroju. Ich nasilenie często współwystępuje z nawałem mlecznym, a więc około 5 dnia po porodzie i trwa nieprzerwanie przez 10-14 dni, choć w niektórych przypadkach może utrzymywać się do półtora miesiąca. Jeśli obniżenie nastroju nie mija po tym okresie zdecydowanie warto udać się po pomoc do specjalisty.

A więc po czym poznać, że to właśnie to -> czyli:

Baby Blues – objawy

  • smutek, płaczliwość i zmienność nastrojów
  • silne uczucie zmęczenia i przytłoczenia obowiązkami
  • poczucie bezsilności
  • zaburzenia apetytu i snu
  • brak cierpliwości
  • trudność w odczuwaniu miłości do dziecka
  • problemy w związku
  • uczucie braku kompetencji i zagubienie
  • problemy z koncentracją

Co jeszcze warto wiedzieć?

Baby Blues można podzielić na dwie fazy. Pierwsza trwa maksymalnie do 72 godzin po porodzie (to czas, w którym mama może w ogóle nie mieć siły i ochoty zajmować się maluchem). Druga może występować do 6 tygodni, a więc do czasu zakończenia połogu.

W tym okresie mama powinna wrócić do siebie, zacząć interesować się dzieckiem i aktywnie spędzać z nim czas. Do tego momentu nie zalecane jest korzystanie z jakiejkolwiek farmakologii w celu ustabilizowania bądź poprawy nastroju.

A więc kiedy Baby Blues, a kiedy depresja poporodowa?

Przede wszystkim, wtedy kiedy obniżenie nastroju utrzymuje się po zakończeniu połogu. Choć warto wiedzieć, że depresja poporodowa może dać pierwsze objawy znacznie później, nawet pomiędzy 2 a 12 miesiącem życia dzidziusia!

Jej objawy są silniejsze niż w przypadku Baby Bluesa. Często wyraźnie widoczne są trudności w funkcjonowaniu życia mamy, choć czasem bywa i tak, że z zewnątrz wszystko wygląda jakby było zupełnie w porządku. Dziecko jest zadbane, dom ogarnięty, a na twarz mamy potrafi zawitać uśmiech.

I tu pojawia nam się ogromna rola najbliższego środowiska – rodziny i partnera, których naturalnym zadaniem powinno być zaangażowanie w pomoc, zaspokajanie choćby podstawowych potrzeb mamy i obserwacja jej stanu.

Bo chociaż Baby Blues zazwyczaj mija i pozwala w końcu na pełne cieszenie się urokami macierzyństwa, to depresja poporodowa jest już mocnym stanem wymagającym zewnętrznej pomocy – psychologa, terapeuty, psychiatry i farmakologii.

A wracając do Baby Bluesa – w przypływie obowiązków, hormonów i połogu nowa mama może nie zauważyć swojego obniżonego nastroju, kiedy skupiona na dziecku chwilowo odsuwa swoje potrzeby. Często dopiero po czasie, wspominając pierwszy  okres po porodzie dostrzega, że faktycznie padła ofiarą Baby Bluesa! Co tym silniej pokazuje nam, że połóg powinien być czasem odpoczynku, dojścia do siebie, dogrania się z nową rolą.

Najważniejsze, żeby mama nie była osamotniona w odpowiedzialnej nowej roli rodzica. Wsparcie ze strony taty dzidziusia oraz dziadków jest kluczowe. Zwróćmy uwagę, że w okresie ciąży przyszła mama z każdej strony jest otaczana opieką i pomocą.

Tymczasem po porodzie wszystko potrafi się zmienić o 180°. Najbliższe otoczenie zamiast wspierać – ocenia, zamiast pomagać – krytykuje… Do tego dochodzi jeszcze presja społeczna dotycząca powrotu do dawnej sylwetki, karmienia piersią, dbania o rozwój maluszka, no i jeszcze – zdrowe odżywianie, konieczność uprawiania sportu itd. a doba ma tylko 24h! I u mamy zwyczajnie brak sił. No właśnie…

Dotarliśmy do tematu radzenia sobie z obniżeniem nastroju!

Podzielmy ten kawałek na zapobieganie, a więc to co warto robić jeszcze w ciąży oraz na aspekty ważne już po porodzie. Jeszcze przed rozwiązaniem zadbaj o zapewnienie sobie wsparcia społecznego w postaci innej młodej mamy. Nic tak nie spuszcza napięcia jak możliwość wygadania się tam gdzie z pewnością zostaniemy zrozumieni. Być może poznasz kogoś na szkole rodzenia, w czasie wizyt kontrolnych u lekarza prowadzącego, bądź najpóźniej po prostu na porodówce.

Dobrą opcją jest też zapisanie się do kilku internetowych grup rodzicielskich/maminych. Choć te warto wybierać ostrożnie, tak aby faktycznie działały na zasadzie wsparcia i rady a nie hejtu.

Następna sprawa to znalezienie położnej środowiskowej. Jeszcze przed porodem możesz udać się do ośrodka zdrowia i wypełnić deklarację wyboru położnej. To ona będzie odwiedzać Cię w czasie połogu, tak aby pomóc Ci w zdrowieniu i opiece nad dzieckiem. Może warto popytać znajomych o kogoś sprawdzonego?

No i sprawa może oczywista, ale jednak czasem lekceważona – zadbaj o siebie w ciąży! Szczególnie w ostatnim trymestrze, poczytaj o porodzie, nadrób zaległe seriale, odnów kontakty społeczne. Ciesz się tym czasem wolości i zbieraj siły. 

Baby blues – jak działać po porodzie?

Po pierwsze wykorzystaj każdą okazję żeby się przespać! Przyjmij zasadę – kiedy dziecko śpi to ja też. Nie od dziś wiadomo, że zdrowy sen leży u podstaw dobrego samopoczucia. Po drugie postaraj się zadbać o jakiś czas dla siebie np. codzienny długi prysznic, spacer bez dziecka, o kilkanaście minut w ciągu dnia, kiedy możesz skupić się tylko na sobie.

Cenna będzie też każda chwila intymności z partnerem, która nie tylko wzmocni waszą relację, ale też doda Ci siły do działania. Po trzecie nie próbuj być super mamą! Lepsze jest wrogiem dobrego, próba sprostaniu wszystkim bardzo wysokim standardom opieki nad maluchem jest rzucaniem się z motyką na słońce.

Warto z góry zaakceptować to, że jakieś błędy popełnia każdy rodzic, a to czego potrzebuje najbardziej nasz maluch, to po prostu miłość.

No i na końcu mamy starą dobrą rozmowę! Kiedy masz okazję się wygadać – mamie, koleżance, partnerowi, położnej, lekarzowi to śmiało w to idź. Dzięki temu zmniejszysz towarzyszące Ci napięcie i przy okazji dasz sygnał do tego, że może warto Ci pomóc w części codziennych zadań! Przejąć na trochę dzidziusia, ugotować obiad czy ogarnąć dom.  

Na koniec pamiętaj, że macierzyństwo to szalenie skomplikowana sprawa, której nie da się ogarnąć w ciągu jednego dnia. Naprawdę warto zaakceptować pierwsze niepowodzenia w roli mamy, a do nowych wyzwań podchodzić z ciekawością zamiast ze strachem. 

Autorka:

Małgorzata Zwierzyńska – psycholog kliniczny, trener warsztatów umiejętności psychospołecznych, terapeuta świadomości i doradca duchowy. Na co dzień prowadzi warsztaty psychoedukacyjne dla dzieci, młodzieży i dorosłych oraz zajmuje się praktyką pomocową w zakresie terapii i rozwoju osobistego.

Prywatnie żona, mama i wielka miłośniczka gier planszowych.

Jeśli jesteś świeżo upieczoną mamą – mogą cię też zainteresować wpisy: Skoki rozwojowe albo Wędzidełko

Baby blues – bibliografia

Golec, M. (2016). Ocena zaburzeń nastroju u pacjentek po porodzie oraz czynników predysponujących do występowania tych zaburzeń. Psychiatria; 13 (1): 1 – 7.

Lazar, M., Fuller, G., (2020). „It’s More Than Just „Baby Blues” – Screening for Postpartum Depression in a Pediatric Setting”. Doctor of Nursing Practice Final Manuscripts. 116.

Lees, Ch., Reynolds, K., McCartan, G. (2008). Ciąża. Przewodnik po dziewięciu najważniejszych miesiącach w życiu kobiety. Bielsko Biała: Pascal.

Małus, A. (2016). Występowanie depresji poporodowej a jakość relacji w związku. Psychiatr. 50 (6): 1135–1146

Studniczek, A., Kossakowska, K. (2020). Ciąża i poród w czasach pandemii COVID-19: wybrane aspekty psychologiczne. Kwartalnik Naukowy Fides et Ratio, 43(3), 274-284.

Wydra, A., Mierzwa, A.,  Pucko, Z. Pomoc psychologiczna po porodzie – opinia kobiet po przebytych porodach.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książka, którą musi przeczytać każdy rodzic przedszkolaka

Jeżeli Twoje dziecko niedługo zacznie przedszkole lub tam już uczęszcza – ta książka jest dla Ciebie. Trochę żałuję, że nie powstała kilka lat wcześniej, kiedy sama miałam w domu trzyletnie dziecko. Pamiętam doskonale moje obawy związane z przedszkolem.

W mojej głowię kłębiło się mnóstwo pytań:

  • Czy to dobry wiek żeby zacząć przedszkole?
  • Czy to przedszkole będzie odpowiednie dla mojego dziecka?
  • Czy to, że nie chodzi na żadne zajęcia dodatkowe jest ok?
  • Czy jest wystarczająco samodzielne?
  • A może jednak zmienić przedszkole?

Kiedy przypominam sobie mnie z tamtego okresu, to byłam chodzącym znakiem zapytania, a dodam, że sam przecież jestem pedagogiem. Mogę więc sobie wyobrazić jak wiele pytań mogą mieć rodzice, którzy stoją przed tym wyborem.

Dlatego z chęcią sięgnęłam po nową książkę Anity Janeczek – Romanowskiej i Mikołaja Marceli „Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start – Edukacja i rozwój zgodne z naturalnymi potrzebami”

Anitę znam osobiście i od lat bardzo cenię – jej działalność w sieci i poza nią uspokaja tysiące rodziców. Sama wielokrotnie na jej stronie https://bycblizej.pl szukałam odpowiedzi na moje pytania np. o lękach dziecięcych. Do tego każdy artykuł jest podparty badaniami naukowymi. Anita pisze w bardzo przystępny sposób i dzięki temu tak bardzo trafia do rodziców.

A Mikołaja Marcelę pewnie też już kojarzycie, bo pokazywałam Wam jego poprzednią książkę o szkole – Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem

Dla kogo jest książka – Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start?

Jest dla rodziców, opiekunów, nauczycieli i specjalistów pracującymi z dziećmi w wieku przedszkolnym. Jeżeli macie w domu dziecko, które we wrześniu będzie debiutować w przedszkolu, to „Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start” to jest nawet „must read”, bo najwięcej skorzystacie z treści w niej zawartych.

Ale jeśli Wasze dziecko już chodzi do przedszkola, to też Wam gorąco polecam, bo jest w niej mnóstwo wiedzy na temat rozwoju dzieci w wieku 3-6 lat. Momentami będzie nawet zaskoczeni – ja byłam! I książkę przeczytałam w 2 dni.

Zakreśliłam sobie wiele cytatów, do których będę wracać i jednym z nich jest:

„Zdarza się, że w patrzeniu na dziecko gubi się „tu i teraz”, a celem staje się odległa przyszłość”

Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start

To zdanie według mnie zmienia pryzmat w patrzeniu na dziecko. Często dokonujemy wyborów dla dobra dziecka żeby w przyszłości miało dobrze. Martwimy się, że w przedszkolu nie uczy się 100 słówek, a Pani pozwala na zabawę na dywanie godzinami. Przyznajcie, że też się nad tym czasami zastanawiacie, bo ja tak.

Przecież pierwsze 6 lat to najważniejsze lata w życiu każdego człowieka – więc dlaczego ma grzebać w ziemi patykiem godzinami?

Książka „Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start” udzieli Wam odpowiedzi na wiele pytań, których może nawet nigdy głośno nie wypowiedzieliście.

A nawet dzięki niej dostaniecie gotowe narzędzia takie jak: narysowane serce na ręce, które pomaga w adaptacji.

Pomoże Wam też przemyśleć ewentualną zmianę przedszkola, a co najważniejsze – dzięki niej zrozumiecie, że dzieci nie potrzebują idealnych rodziców, tylko wystarczająco dobrych.

Jednym z moich ulubionych podrozdziałów jest:

„Chcesz mieć rację czy relację?” i „Wiedza o rozwoju dzieci jest jak prawo jazdy” gdzie możecie przeczytać o rozwoju psychicznym dzieci od 12 m. W większości poradników dla rodziców znajdziecie informacje o rozwoju ruchowym, a z tej książki dowiecie się np. , że tak naprawdę 6-latek bardziej przeżywa lęki niż 4-latek i to jest normalne.

Podsumowując, czy warto kupić tę książkę? Zadecydowanie tak.

Ta książka jest skarbnicą wiedzy i z pewnością odpowiada na wiele Waszych pytań i obaw. Dzięki niej inaczej spojrzycie na swoje dziecko, na siebie i na nauczycielki, które pracują w przedszkolu. A Wy odetchniecie z ulgą, bo będziecie pewni, że robicie dobrze.

Zakończę tę recenzję jeszcze jednym cytatem, który mam zakreślony, bo często nam się wydaję, żeby być dobrym rodzicem to trzeba to albo tamto…

„Jednym z najbardziej empatycznych komunikatów, jaki mogą usłyszeć od nas nasze dzieci, jest pełne zrozumienia „yhm”. Oczywiście owo „yhm” powinno być autentyczne i wynikać ze wspomnianego wyżej dostrojenia się.”

Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start

Książka do kupienia TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepszy prezent na Dzień Babci i Dziadka

  • Współpraca reklamowa z Colorland

Jest jeden prezent na Dzień Babci i Dziadka, który zawsze cieszy. Szczególnie teraz, kiedy rzadziej widujemy się z rodziną, inaczej patrzymy na podarunki dla bliskich. Nie kupujemy przypadkowych rzeczy – tylko przemyślane i spersonalizowane.

Partnerem postu sponsorowanego jest marka Colorland, która przenosi najpiękniejsze wspomnienia na zdjęcia i daje im drugie życieNa końcu wpisu znajdziecie też sowity kod rabatowy.

Dziadkowie uwielbiają patrzeć na uśmiechnięte buzie wnuków i wnuczek, więc będą mieli więcej okazji.

Myślę, że w tym roku najlepsze prezenty to fotoprezenty.

Bo tyle ciepła jest w uśmiechu dziecka, nie ma nawet w najcieplejszych kapciach. A do tego każdy może sam sobie je bez wysiłku zrobić w domu.

Pokażę Wam jakie cuda stworzyliśmy dla Dziadków w okazji ich święta.

Ogromną radość sprawiło mi robienie fotoprezentów, bo wykorzystałam zdjęcia, które od dawna zalegały na moim pulpicie komputera. Obsługa kreatora na Colorland.pl jest banalnie prosta i zrobiłam to bardzo szybko. Myślę, że starsze wnuki zrobią foto prezenty całkowicie samodzielnie.

Harmonijka – piękny prezent

To jest totalna nowość – harmonijka ze zdjęciami do postawienia na półce lub zabrania ze sobą. Zamykana na niewidoczny magnes. Absolutnie pięknie wykonana, z dbałością o detal – a jakość zdjęć jest powalająca. Wydruk jest po dwóch stronach, więc możecie zmieniać ekspozycję co jakiś czas. Możecie tam umieścić aż 16 zdjęć

aby ułatwić szukanie – tu link – Harmonijka ze zdjęciami

Fotokalendarz

To świetne połączenie funkcjonalnego prezentu naładowanego emocjami. Wystarczy rano wstać, zerknąć na uśmiechniętych wnuków i poziom słodyczy we krwi bezpiecznie się podniesie.

Nasz kalendarz jest w formacie A3 – dzięki temu przy każdej dacie można zapisać ważne wizyty czy rodzinne święta.

Możecie wybierać wśród różnych szablonów.

Macie do wyboru kalendarze:

  • fotokalendarz biurkowy
  • fotokalendarz ścienny (12 zdjęć + okładkowe)
  • fotokalendarz trójdzielny (1 zdjęcie)
  • fotokalendarz jednodzielny

Do fotokalendarza możecie też dokupić specjalne pudełko na prezent.

Mam też dla Was rabat na taki piękny Fotokalendarz i z moim rabatem NEBULEX35 kosztuje 35% taniej! (za taką jakość i wykonanie to naprawdę mało) – kod działa do 29.02

Dzień Babci i Dziadka wypadają 21 i 22.01, także zamówcie już teraz aby mógł dojść na czas.

kalendarz dla babci

Memorki – czyli pudełko ze wspomnieniami

Jaki to jest świetny pomysł na kreatywne wywołanie zdjęć – wybieracie 25 zdjęć – możecie dodać daty, autorskie podpisy, a do tego zamówić zestaw do powieszenia/postawienia.

Fotki są kwadratowe na grubym retro papierze – wyglądają genialnie. Możecie je przyczepić za pomocą klamerek lub postawić na drewnianych podstawkach (cena jest bardzo atrakcyjna, bo 25 zdjęć kosztuje 55 zł z gadżetami) – Memorki

Myślę, że wywołam jeszcze jedną serię Memorków do nas do domu.

prezent dla babci memorki
memorki dla dziadków

Fotoramka ClickPic

Wywołałam jeszcze Babci jedno z naszych ulubionych zdjęć. W ramce uśmiech dzieci wygląda jeszcze piękniej. Do ramki dołączony jest też zestaw do mocowania na rzepy – nie wiem czy już korzystaliście z takich rozwiązań, ale jest świetne, bo nie trzeba robić dziury w ścianie – Fotoramka.

fotoramka clic pic
zdjęcie w ramce

Fotokubki

Piękne kubki to idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka. Do kawy w takim słodkim kubku nie trzeba będzie już dodać cukru. Więc można powiedzieć, że to profilaktyka cukrzycy;) A tak serio – wydruk jest bardzo dobrej jakości. Można je myć w zmywarce – a do tego na stronie Colorland.pl macie chyba z 50 wzorów na różne okazje – Fotokubek

fotokubek
fotokubek dziadek
fotokubek z wnukami

Fotoksiążka

Tworzenie fotoksiążki na stronie colorland.pl jest samo w sobie bardzo przyjemne i gwarantuję Wam, że spędzicie miło czas. A jeżeli macie starsze dzieci, to możecie im zlecić to zadanie. Będą miały ciekawe zadanie.

Fotoksiążka przyszła do mnie po kilku dniach i jak tylko wzięłam ją w ręce to na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wydrukowane zdjęcia to zupełnie coś innego, niż tysiące fotografii w telefonie. Bardzo Wam polecam uporządkowanie wspomnień przed kolejnymi feriami.

A jeśli Wasze dzieci są już na tyle duże, by pomóc przy edycji fotoprezentów – możecie wykorzystać ich kreatywność i mogą stworzyć dla babci i dziadka Lapbook!

Sami powiedzcie, czy fotoprezenty, to nie są najlepsze prezenty na Dzień Babci i Dziadka? Budzą wspomnienia i przypominają, że ktoś o kimś ciepło myśli. Takie prezenty budzące emocje Wam doradzam 🙂

A tu łapcie kod rabatowy: NEBULEX35, który obniży cenę Waszych fotokalendarzy i fotoksiążek o 35% – Kod działa na wszystkie fotokalendarze, wszystkie fotoksiążki klasyczne, starbooki harmonijki i magnesy! Działa do końca 30 grudnia 20245 Nie łączy się z innymi kodami dostępnymi na stronie colorland.pl

A jeśli chcecie podarować inny fotoprezent z oferty Colorland – wpiszcie kod Nebuleall – wpadnie wam rabat 25%

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pokój dziewczynki – mała i funkcjonalna przestrzeń

Jak urządzić nieduży pokój dla dziewczynki, aby był funkcjonalny i przyjazny dziecku? Dziś postaram się odpowiedzieć na to pytanie, a przy okazji pokażę Wam jak wygląda pokój naszej córki.

Zacznę od wymiarów:

  • pokój ma dokładnie 9,35 m
  • 381 cm długości i 267 cm szerokości
  • ma jedno bardzo duże okno z ekspozycją na południowy zachód

Na podłodze jest deska Barlinecka jesionowa – kolor Lemon Sorbet. Jestem bardzo zadowolona z tej podłogi, bo jest naprawdę twarda, nie ma do tej pory żadnych wgnieceń i rys. Może się wydawać, że biała podłoga jest wymagająca, ale to nie jest prawda. Sprawdza się znakomicie, nawet w pokoju dziecięcym, gdzie są kredki, ciastolina, kolorowe farby. Wszystkie zabrudzenia schodzą w mgnieniu oka (nawet niezmywalne markery Sharpie po popryskaniu alkoholem). 

Pokój dla dziewczynki – kolory

Jak tylko kupiliśmy dom rozmawialiśmy z dziećmi o kolorach, jakie chciałyby mieć w pokojach. Już na samym początku zapadła decyzja, że będzie to przygaszony róż. Przedyskutowaliśmy drugi kolor i wyszło nam, że najbardziej będzie pasować musztarda.

Razem z naszą architekt ustaliłyśmy, że najbardziej będą pasować lamperie, czyli dekoracyjne malowanie tylko kawałka ściany.

Dlaczego nie malowaliśmy całej ściany na kolor? Bałam się, że przytłoczy tę małą przestrzeń. Ja jestem fanką bieli w pomieszczeniach i wybieram ją jako bazę, a reszta to tylko dodatek.

Jaki kolor na ścianach?

Przyznam, że na ten kolor trafiliśmy od razu – wiedziałam, że będzie idealny. Wciąż różowy, ale stonowany. Taki najbardziej podobał się przyszłej lokatorce.

Wybraliśmy Deszczowy Morganit z linii Magnat Ceramic

Już po malowaniu wiedziałam, że to był strzał w 10! Kolor wyszedł fantastyczny i uważam, że bardzo dobrze gra z wnętrzem. Farba jest matowa – odporna na plamy i wilgoć – bardzo łatwo się ją zmywa.

Pomiędzy różową lamperią, a białą ścianą jest listwa sztukateryjna KLIK

A powyżej pokój jest pomalowany farbą Szlachetna Biel z linii Magnat Ceramic Care – to też jest zmywalna farba, odporna na zabrudzenia.

Połączenie różowego i bieli wygląda naprawdę ciekawie.

Tapeta w pokoju

Na jednej ścianie zdecydowaliśmy się na tapetę w paski. Daje ciekawy akcent i sprawia, że róż nie jest dominujący w pokoju.

Tapeta Ferm Living Thin Lines 536 (musztardowa) z Tapety-sklep ( na zdjęciu wygląda dość wyraźnie, a w rzeczywistości jest łagodniejsza w odbiorze)

Pokój dla dziewczynki – kącik do nauki

Biurko ustawiliśmy bokiem do okna, tak aby ręka nie zasłaniała światła dziennego przy pisaniu. Biurko Minko KLIK mamy od 1,5 roku i sprawdza się znakomicie. Nie ma śladów użytkowania, a jest eksploatowane bardzo mocno. Jestem z niego bardzo zadowolona i myślę, że długo posłuży (ja też mam takie, tylko bez szuflad).

Krzesło to Nomi KLIK

Mamy je już 3 lata i też wygląda jak nowe. Krzesło jest świetne, bo pomaga w utrzymaniu prawidłowej postawy, a do tego łatwo się reguluje.

Przy biurku stoi wózek na książki i artykuły szkolne KLIK

Nad biurkiem kinkiet Lyss Frandsen KLIK

Wieszak na plecak szkolny (kółko musztardowe) NUKI

Girlanda gwiazdki Meri Meri KLIK

Girlanda frędzelki Meri Meri ( na rolecie) KLIK

Mata ochronna pod biurko Everleigh KLIK

Mamy też półkę modułową z polskiej marki Graniaste Meble KLIK

Jest to bardzo fajna opcja zamiast tablicy korkowej. Po pierwsze możecie wybrać odpowiedni rozmiar, a do tego moduły. My mamy wersję 40 x 80 z półkami i do tego mamy kołki ze skórzaną zawieszką. Tak naprawdę na tej półce możecie trzymać wszystko i co jakiś czas zmieniać jej konfigurację. Półka jest wykonana ze sklejki brzozowej i jest pięknie wykonana.

Strefa do czytania

Pod oknem mamy siedzisko z zabudowanym kaloryferem do czytania. Planując tę przestrzeń zwracaliśmy uwagę na kinkiet, który mogłby się odwracać też w stronę siedziska.

Tuż nad nią jest półka z aktualnie czytanymi książkami – reszta jest zamknięta w szafce.

Półka na książki NUKI KLIK

Strefa odpoczynku i spania

Dalej jest łóżko i strefa odpoczynku. Wybraliśmy klasyczne łóżko NIZIO z litego drewna, bo wiem, że posłuży nam bardzo długo. Mamy model Simple w mniejszym rozmiarze (90×190, bo takie nam się mieści na tej ścianie, a większe nie jest potrzebne) z szufladą na dodatkowy materac. Już wspominałam, że mieliśmy podobną opcję i bardzo dobrze nam się sprawdziła. W razie noclegu koleżanki lub przechowywania pościeli dodatkowa przestrzeń jest zawsze mile widziana.

Obok stoi stolik nocny NIZIO Scandi, który mieści najpotrzebniejsze rzeczy.

Pokój dla dziewczynki – strefa przechowywania

Długo podejmowałam decyzję, czy zdecydować się na szafę. Tak naprawdę, to byłam zdecydowana na komodę. Przekonała mnie nasza architekt, która sama ma taką szafę w pokoju córeczek. Uznałam, że w tym wypadku będzie lepszym rozwiązaniem. Po 3 miesiącach użytkowania jestem bardzo zadowolona i wiem, że w komodzie byłoby trudniej przechowywać dziewczęce ubrania.

Szafa to Novelies Alpin KLIK – zerknijcie na jej układ w środku – wg mnie jest genialny i dzięki temu ułatwia organizację.

Dalej mamy piękna gablotkę Woodluck KLIK – to miejsce na książki i podręczniki szkolne. Wygląda świetnie, a do tego jest bardzo funkcjonalna – mieści dużo rzeczy i pomaga w zachowaniu porządku.

A na końcu szafka – domek Nizio KLIK na zabawki i artykuły plastyczne. Świetna opcja do pokoju dziecięcego, bo jednocześnie może służyć za domek do zabawy i półkę do przechowywania (ma kółka i bez problemu można ją przesuwać). Pięknie wygląda w pokoju, a do tego jest funkcjonalna.

Na suficie wisi lampa KLIK

Tak wygląda pokój – efekt finalny bardzo mi się podoba, a co najważniejsze jego właścicielka uwielbia w nim przebywać.

Tu macie ogólny wpis, gdzie pisałam jak wybierałam Kolory ścian w naszym domu – a tu macie Pokój chłopca🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Białowieża i okolice – przewodnik dla rodzin z dziećmi

Malownicza Białowieża i jej rozległe okolice jest miejscem, gdzie sezon turystyczny trwa cały rok. Przepięknie jest zimą, kiedy przyprószone śniegiem drzewa malują piękny horyzont. Cudownie jest wiosną, kiedy zieleń buha i wszystko kwitnie. Miło jest latem, kiedy słońce zachodzi i na łąkach kładzie się złote światło. Wspaniale jest jesienią, kiedy żółte liście otulają krajobraz. Jednym słowem, Białowieża i Puszcza Białowieska to dobry kierunek na wycieczkę w każdą pogodę.

Znam też takich fanów tego regionu Podlasia, którzy co roku tam przyjeżdżają. Od lat odwiedzam Białowieżę minimum raz w roku i cały czas odkrywam coś nowego.

Chcę Was też zachęcić do ściągnięcia świetnego folderu, który zawiera najlepsze atrakcje i praktyczne wskazówki. Macie w nim wszystko!

Dziś chciałabym Was zabrać do zimowej krainy

Białowieża jest oddalona od Białegostoku o ok 80 km. Z Warszawy i Lublina dojedziecie w około trzy godziny.

Trasa z Białegostoku jest malownicza i nie da się przejechać bez zatrzymywania. Po drodze Wasze oczy będą cieszyć piękne krajobrazy. Możecie wybrać trasę przez Krainę Otwartych Okiennic – są to trzy wsie: Trześcianka, Soce i Puchły. Zabudowania są kolorowe i mają charakterystyczne ornamenty na okiennicach.

W tych miejscowościach są też piękne kolorowe Cerkwie, które warto zobaczyć na własne oczy. My zatrzymaliśmy się przy oddalonej o kilkanaście kilometrów Cerkwi Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Pasynkach. W zimowej aurze wyglądała bajecznie.

Dalej kierowaliśmy się do Hajnówki.

Hajnówka jest miastem położonym na skraju Puszczy Białowieskiej. Sama w sobie oferuje wiele atrakcji i może być też doskonałym punktem wypadowym. Na samym początku warto się kierować do Centrum Turystyki Regionu Puszczy Białowieskiej ul. 3 maja 45 – tam możecie dowiedzieć się, jakie atrakcje są obecnie dostępne. W sprzedaży są też przewodniki turystyczne, gadżety, a także regionalne specjały takie jak miód i wyroby z Matecznika.

W Informacji turystycznej, dostałam też cenną wskazówkę, gdzie kupić najlepszego Marcinka i Sękacza – ciasta charakterystyczne dla tego regionu.

Hajnówka oferuje wiele atrakcji dla rodzin z dziećmi i możecie spędzić tam ciekawy czas. Poniżej wypiszę wszystkie atrakcje (ze względu na pandemię niektóre z nich są wyłączone, ale warto śledzić na bieżąco, bo to się może zmienić).

Atrakcje Hajnówka:

  • Muzeum Kowalstwa i Ślusarstwa ul. Lipowa 1 – oprócz tradycyjnego zwiedzania są też organizowane pokazy i warsztaty
  • Muzeum i Ośrodek Kultury Białoruskiej KLIK
  • Park Miniatur Zabytków Podlasia ul. Bielska 120
  • Turystyczna kolejka wąskotorowa, Nadleśnictwo Hajnówka – kolejka jeździ w okresie od maja do września i są dwie trasy: dłuższa 4h Hajnówka – Topiło i krótsza 2h Hajnówka – Dolina Leśnej
  • Klubokawiarnia „Lipowart” ul. Lipowa 44 – połączenie kawiarni z klubikiem z salą zabaw, w której organizowane są warsztaty kulinarne, rękodzieła i zajęcia plastyczne
  • Park Wodny ul. 3 maja 50 – bardzo fajny park wodny ze zjeżdżalniami
  • Ośrodek Sportu i Rekreacji ul: Ks, Antoniego Dziewiatowskiego 2 – baseny na zewnątrz i boiska do gry
  • Rodzinna Strefa Zabaw – ul. Tamary Sołoniewicz 4 (od ul. Sportowej) – duży plac zabaw z ciekawymi atrakcjami

W sezonie w Hajnówce odbywa się wiele ciekawych wydarzeń i festiwali.

Atrakcje w okolicach Hajnówki:

  • Chatka Baby Jagi – Orzeszkowo- Sosnówka 98A – otwarta w sezonie (lipiec-sierpień)
  • Wioska Tematyczna „Borysówka – Wieś drewniana – Borysówka 48 – są tam warsztaty związane z drewnem i tradycyjnym rękodziełem

Enklawa Białowieska

Chcę Wam pokazać też nowe miejsce, które odwiedziliśmy i z pewnością tam wrócimy z noclegiem. W samej Puszczy Białowieskiej niedaleko Hajnówki, w kierunku Białowieży powstał bardzo fajny kompleks Enklawa Białowieska. To miejsce jest idealne dla rodzin z dziećmi.

Najlepiej przyjechać na kilka dni i korzystać z atrakcji, które oferuje Hajnówka, Białowieża i sama Puszcza Białowieska.

My odwiedziliśmy Enklawę zimą.

Teren jest bardzo duży i są tam: baseny zewnętrzne (otwarte w sezonie), park linowy, plac zabaw, restauracja.

Cały teren jest bardzo duży i zachęca do przebywaniu na powietrzu.

Puszcza Białowieska

Miejsce magiczne, które przyciąga jak magnes. Ja w Puszczy ładuje baterie i się uspokajam. Za każdym razem odczuwam to samo, więc coś w tym musi być. Już Wam wspominałam, że przynajmniej raz w roku muszę być w Puszczy Białowieskiej.

Puszcza Białowieska – jakie miejsca warto odwiedzić:

  • Ścieżka Edukacyjna Żebra Żubra (3,6 km) – (wpiszcie w google maps „Żebra Żubra”) Trasa wiedzie drewnianymi groblami i kładkami przez bagniste zakątki Puszczy
  • Drzewa Puszczy ( 4 km) – ta ścieżka się zazębia ze ścieżką Żebra Żubra i prowadzi do Rezerwatu Pokazowego Żubrów
  • Rezerwat Pokazowy Żubrów – w rezerwacie są żubry, koniki polskie typu tarpana, łosie, jelenie, sarny, dziki, żubronie (krzyżówka żubra z bydłem domowym), wilki i ryś. Rezerwat pokazowy jest znaczną atrakcją turystyczną, służy również edukacji przyrodniczej młodzieży szkolnej odwiedzającej Białowieżę.
  • i wiele więcej

W przewodniku dla najmłodszych macie wypisane wszystkie atrakcje, a także QR kody, które po zeskanowaniu telefonem pomogą Wam pokierować się w dobrym kierunku.

Znajdziecie tam wszystkie miejsca, które warto odwiedzić: ścieżki edukacyjne, muzea, plaże, obiekty noclegowe, restauracje, kontakty do przewodników.

Ścieżka Żebra Żubra

Przy początku tej ścieżki jest parking i wiata.

W wiacie zrobiliśmy sobie przystanek na jedzenie i skonsumowaliśmy regionalne specjały kupione w Hajnówce

Ale i tak najlepiej zawsze smakuje Marcinek – to ciasto regionalne z cienkich placków przełożonych śmietaną – jest przepyszne

Bardzo polecam Wam tę ścieżkę z dziećmi

Kiedy napełniliśmy już brzuchy pojechaliśmy do Białowieży

Atrakcje Białowieża

Stacja Białowieża Towarowa – to właśnie tutaj car Mikołaj II stworzył kompleks budynków stacji. Obecnie jest tam znakomita Restauracja Carska (można teraz zamawiać dania na wynos – polecam bardzo soljankę). Warto przejść na drugą stronę aby podziwiać zabytkowy pociąg i piękną architekturę budynków.

Czasami jest możliwość zwiedzania wagonów pociągu lub nawet noclegu. Tzw. salonki są urządzone w iście carskim designie. W budynku stacji są też bardzo klimatyczne apartamenty. A o Restauracji Carskiej można by było napisać oddzielny wpis – zdecydowanie polecam.

Restauracja i apartamenty Stoczek 1929

W centrum Białowieży jest jeszcze jedno miejsce, gdzie możecie przenocować i pysznie się posilić. Klimatyczne apartamenty to dobre miejsce na nocleg w Białowieży. W restauracji znajdziecie pyszne dania – najlepsze bliny jadłam właśnie tam.

Stacja Białowieża Pałac

Blisko parku jest jeszcze jedno miejsce, które lubimy odwiedzać. Co prawda wejście do Stacji jest płatne, ale naprawdę polecam je zobaczyć. Przepięknie odrestaurowany pawilon ( kiedyś była to stacja końcowa wybudowana na potrzeby carów Rosji) zdecydowanie wart jest zobaczenia. Na terenie przylegającym jest też ogród angielski ze 100 gatunkami roślin, Aleja Gwiazd Puszczy Białowieskiej i Park Wiedzy i Zabawy. 

Plac zabaw jest inspirowany naturą i ma kilkanaście atrakcji, które do niej nawiązują. Bardzo Wam go polecam, bo jest inny niż wszystkie.

Przepięknie jest tam jesienią – zawsze jest mnóstwo kasztanów

A tak wygląda zimą 🙂

Na przeciwko jest restauracja i apartamenty Babushka, która słynie z regionalnych specjałów.

Jedną z głównych atrakcji w Białowieży jest pięknie położony park z Dworkiem Gubernatora.

Przed Dworkiem Gubernatora możecie też spotkać żubry.

A dalej na wzniesieniu jest Budynek Białowieskiego Parku Narodowego – obecnie jest tam Muzeum Przyrodniczo – Leśne.

Nam się udało wykorzystać górkę do takich celów:)

Jak widzicie Białowieżą i okolice są świetnym kierunkiem na wyjazd z dziećmi. Każdy wróci z tej wyprawy zadowolony – gwarantuję Wam.

Nawet jeżeli planujecie wypad za jakiś czas – tu już ściągnijcie sobie przewodnik.

W przyszłym roku ma też powstać produkt turystyczny ze znanym wszystkim Żubrem Pompikiem „Pompik z rodziną zaprasza”. Będzie to produkt w formie szlaku po obiektach przyjaznych dzieciom (atrakcje, gastro, noclegi), które przejdą pomyślnie proces certyfikacji. 

Po więcej informacji zapraszam Was na stronę www.bialowieza.travel i https://lot.bialowieza.pl

Autorem naszych zdjęć jest Maciej Radziszewski

Białowieża, Puszcza Białowieska atrakcje:

A tu inspiracje na Białystok i okolice i białostockie Epi-Centrum

A tu zobaczcie naszą rekomendację – czy to dobry pomysł żeby pojechać na Camping na narty?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

W tym roku Święta będą inne

Końcówka grudnia to dla mnie zawsze czas magiczny. Mówi się, że szczęśliwi ludzie czasu nie liczą i tak właśnie jest w tym okresie. Nie wiem, czy jest wtorek, czy niedziela. Mam to szczęście, że mogę sobie pozwolić na tę niefrasobliwość. Zwykle jest jednak ona poprzedzona wielkim zabieganiem. Nie przypadkiem nazywa się to „świąteczną gorączką”.

Znacie to? Bieganie po sklepach, paczkomatach, za kurierem, zamawianie prezentów, planowanie kto, co gotuje, kiedy do kogo przyjechać, a kto i kiedy będzie gościł u nas. Tak bywało.

Co roku sobie obiecywałam, że tym razem będzie inaczej – wolniej.

Aż przyszedł rok 2020 ze swoimi apokalipsami i przyniósł nam czas.

W roku 2020 będzie inaczej.

Choć prawdopodobnie pierwszy raz w życiu będę świętowała nie nadejście nowego roku, a zakończenie starego, jedno trzeba mu przyznać: czas przygotowań do świąt będzie tym razem spokojniejszy. Taką mam przynajmniej nadzieję i plan. Dlaczego?

Odpuszczam

W tym roku wydarzyło się tyle dziwnych rzeczy, których wcześniej nie doświadczyliśmy, że nabrałam więcej dystansu do wydarzeń, na które nie mam wpływu. I choć i wcześniej go miałam, to dziś wiem, że nie ma sensu się kopać z koniem i robić planu A, B i C na ewentualność różnych możliwości związanych z przemieszczaniem się i spotykaniem.

Nie planuję, pozwolę się prowadzić wydarzeniom. Przygotowuję się do wszystkiego na spokojnie, bez presji, jaką sama na siebie zwykle nakładam. Let it flow. 

Jak przygotowuję się do świąt?

W tym roku dewizą świąt jest spokój. Z pewnością przystroję z dziećmi dom na święta. Uwielbiam ten klimat blasku świec i lampek choinkowych. Pozwolę, aby w domu zapanowała piękna atmosfera. Dzieciom kupię książki o świątecznej tematyce, a sobie po prostu książki.

Ostatnie tygodnie grudnia zamierzam spędzić z przyjemnością, ciesząc się nim. Zakupy? Oczywiście – prezenty trzeba kupić, ale mniej niż zwykle. Zdecydowaną większość zrobię przez internet, ze względu na oszczędność czasu i niemal nieograniczony wybór. No i wygodę.

Nie będę w tym roku niczego odkładać na ostatnią chwilę. To sprawi, że kupowanie prezentów będzie przyjemnością, a nie szalonym pędem z wiatrem we włosach. Co prawda, zawsze starałam się, planować zakupy z wyprzedzeniem, ale wiecie, jak to jest – zawsze jeszcze można po drodze, wpaść do galerii. W tym roku chyba nie będzie można. A może będzie? To się zmienia jak w kalejdoskopie, a ja nie chcę być częścią tego chaosu. 

Skupiam się na naszej czwórce

Nie wiem, czy będziemy mogli się odwiedzać w czasie świąt. Wszystko wygląda na to, że nie, dlatego skupiam się na nas – na naszej czwórce. Nie będę się denerwować, że ktoś mi pozwala, albo nie spotykać się z rodziną.

Nie będę się zastanawiać, czy wprowadzony będzie zakaz przemieszczania się. Nie chcę się tym karmić. Chcę spokoju dla nas. Upieczemy tradycyjnie pierniczki i podejdziemy na luzie do wszystkiego. Bez żadnej presji, że coś muszę zrobić, zdążyć, załatwić. Że muszę przechytrzyć obostrzenia. Nie, ja to odpuszczam. To mnie nie będzie dotyczyło. W moim domu będzie spokój i harmonia. 

Myślę, że takich świat może więcej nie być. Czy coś się stanie, jeśli te jedne w całym życiu, będą nieco inne? Czy nasz świat i tradycja się zawali? Nie.

Po prostu będą inne. Nie lepsze, nie gorsze. I dzieci zapewne je zapamiętają, bo mają tendencję do zapamiętywania różnych odstępstw od reguły.

To od nas zależy, jak je zapamiętają.

Chciałabym, żeby za 30 lat powiedziały – A pamiętasz mamo, te święta, które spędziliśmy sami w domu? To był cudowny czas!


Chociaż była pandemia, a nasz dom był bezpieczny. Bo nie kopałam się z koniem.

Czego i Wam życzę. Odpuście sobie i cieszcie się tym pięknym, dziwnym grudniem 2020 roku.

Piękne zdjęcia zrobili nam Maciej i Małgosia KLIK

 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej