kontakt i współpraca
Kiedy spodziewamy się dziecka, marzymy o tym, aby urodziło się zdrowe. Ale gdy już trzymamy maleństwo w ramionach, zaczynamy myśleć o tym, jak je wychowamy i zadbamy o jego rozwój.
Niestety często przez niewiedzę lub w wyniku presji otoczenia dokonujemy niewłaściwych wyborów. Z książki Joanny Dronki-Skrzypczak dowiesz się, co robić i czego unikać, żeby wychować zdrowe i pogodne dziecko.
Pamiętam siebie kilkanaście dni po porodzie – starałam zdawać się na instynkt macierzyński jednak rady różnych osób skutecznie podkopywały moją pewność siebie. Jak teraz wracam myślami do tamtego czasu, to myślę sobie, że naprawdę niewiele wtedy wiedziałam. Pierwszy raz doznałam szoku, kiedy dowiedziałam się, że moje dziecko ma asymetrię, której ja nie widziałam. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo zdezorientowana i nie wiedziałam do końca co się dzieje.
Sporo informacji szukałam sama, pytałam specjalistów i moje koleżanki po fachu. Zrobiłam też kilka kursów i tak naprawdę, dopiero przy drugim dziecku poczułam się zdecydowanie pewniej.
Czasami się śmieję, że chciałabym mieć tę wiedzę i doświadczenie, którą mam teraz – już przy pierwszym dziecku. Niestety tak się nie da.
W tej książce jest właśnie zebrana cała wiedza na temat zdrowia dzieci, którą ja wyczytałam w różnych książkach, blogach, po rozmowach ze specjalistami.
Szczegółowe odpowiedzi na to pytanie znajdziecie w książce o tym tytule.
Autorka skupia się przede wszystkim na profilkatyce, która jest bardzo ważna. Rodzice mają duży wpływ na to, jak będzie wyglądała przyszłość ich dzieci.
W 1973 roku Blum i Lalond stworzyli model, który pokazuje holistyczny wyznacznik zdrowia. Widać na nim bardzo wyraźnie, od czego zależy nasze zdrowie i naszych dzieci. Według mnie jest to bardzo ciekawe, bo często zwalamy nasze problemy zdrowotne np. na geny.
Wykres pochodzi z książki
W książce znadziecie mnóstwo informacji na temat wspierania zdrowia i odporności. Z racji tego, że autorka współpracuje z Instytutem Mikrobiologii w Poznaniu w książce przeczytacie o znaczeniu mikroflory bakteryjnej i roli probiotyków.
Jest też sporo informacji na temat diety dzieci, która wpływa na późniejszy stan zdrowia.
Joanna Dronka-Skrzypczak jest też autorką bloga https://www.dietaeliminacyjna.pl. Na jej stronie przeczytacie wartościowe artykuły o dietach eliminacyjnych, probiotykach i mikroflorze.
W książce znajdziecie też dużo informacji o suplementacji na każdym etapie życia dzieci.
Przed ostatni rozdział jest poświęcony rozwojowi ruchowemu. Według mnie jest on bardzo ważny, bo zawiera wszystko, co powinniście wiedzieć na tamat ruchu. Dlaczego nie warto sadzać, stawiać i prowadzać za ręce? – na te pytania znajdziecie odpowiedzi w książce.
Na końcu znajdziecie też porady, kiedy warto udać się do specjalisty:
A nawet znajdziecie kilkanaście zdrowych przepisów.
Podsumowując – książka „Jak wychować zdrowe dziecko” jest kompendium wiedzy dla rodzica podany w bardzo przystępny sposób. Po jej lekturze będziecie wiedzieć, jakie suplementy diety warto podawać, jak przygotowywać posiłki i na co zwracać uwagę w rozwoju ruchowym. Jednym słowem – to książka, którą powinien przeczytać każdy rodzic.
Możecie ją kupić TUTAJ. Do 12. 12 jest w promocji.
Też macie wrażenie, że dzieci non stop dostają zabawki? To od dziadków drobiazg, to u dentysty jakaś świecąca głupotka, a nawet sami kupujemy coś bez okazji, bo akurat wpasowuje się w okres wrażliwy. Już nie jest tak jak kiedyś, że zabawek mieliśmy dosłownie kilka i bawiliśmy się nimi cały czas.
Ja obecnie czuję lekki przesyt i np. w szkole zamiast prezentów mikołajkowych wybraliśmy bilety na przedstawienie gwiazdkowe. Myślę, że to świetny pomysł.
Mój mąż jest zdania, że nie ma co kolekcjonować rzeczy, tylko doświadczenia. Zgadzam się w 100 %. Dlatego dziś przygotowałam Wam wpis, gdzie znajdziecie mnóstwo propozycji prezentowych dla dzieci, które nie są zabawkami.
To może być świetny pomysł na prezent nie tylko dla dzieci, ale też dla bliskich. Mamy w domu już dwie fotoksiążki, które dostały moje dzieci, jak tylko się urodziły. Zrobiły je siostry mojego męża. Dzieci oglądają je średnio raz w tygodniu. To jest rewelacyjny pomysł na prezent. Dzieci uwielbiają oglądać siebie na zdjęciach – dzięki temu też zapamiętują więcej z dzieciństwa.
Mówi się, że ludzie pamiętają swoje dzieciństwo od około 3-4 roku życia. A ja Wam powiem, że dzięki przeglądaniu zdjęć Lila pamięta zdarzenia, które miały miejsce o wiele wcześniej. Ale oglądam je z nią już teraz, przypominając wszystko.
My zamawiamy tam gdzie lapbooki – szczegóły we wpisie Co to jest Lapbook
Zamiast kolejnej zabawki może warto poprosić o dostęp do najlepszego portalu z pomocami, grami do druku i mnóstwem bardzo wartościowych materiałów dla dzieci. My korzystamy już drugi rok – prawie codziennie. Najlepiej nam się sprawdza w czasie choroby, od razu mamy pomysł na zabawę. Pamiętajcie, że musicie mieć drukarkę.
Roczna prenumerata nie kosztuje dużo, a gazeta w skrzynce zaadresowana na dziecko wywołuje ogrom radości! My mamy dwie prenumeraty i za każdym razem dzieci z nich korzystają.
Jakie gazety są warte uwagi?
Świerszczyk – klasyk dla nieco starszych dzieci (5+) wciąż trzyma poziom – niezmiennie uwielbiamy
National Geographic Odkrywca – dwujęzyczna gazeta dla starszych dzieci. Myślę, że może być naprawdę ciekawa
Jeżeli lubicie CNK i często je odwiedzacie to może warto zastanowić się nad takim biletem. Klub Kopernika oferuje mnóstwo przywilejów, takich jak wejście bez kolejki i dodatkowe atrakcje dla klubowiczów.
Tak, dobrze czytacie. Roślina w prezencie to nie dość, że świetny pomysł, a do tego bardzo rozwojowy. Nie dość, że dziecko będzie się uczyć odpowiedzialności to jeszcze będzie miało lekcję biologii na co dzień. Zwróćcie tylko uwagę na bezpieczeństwo dzieci i wybierzcie np. sensewierę lub paproć.
To świetny pomysł na prezent dla dzieci – codziennie z niej korzystają, a przy okazji pobudzają swoją wyobraźnię. Nasza jest dostępna w wielu wzorach TUTAJ.
I kosmiczna pościel Jula
Taki Voucher Świąteczny można wykorzystać na interesujące zajęcia dla dzieci np. do Rozkminek. W ofercie znajdziecie różne zajęcia z przedmiotów ścisłych – fizykę, matematykę, robotykę. Ale najciekawsze mogą być i dla dziecka i dla Rodziców – Nocowanki (wyróżnione w tym roku Nagrodą Rodziców w plebiscycie Słoneczniki).
Dzięki nim dzieci biorą udział w edukacyjnych zajęciach z elementami robotyki, programowania, zagadkami matematycznymi, czy eksperymentami, a rodzice mają wieczór dla siebie. Taki prezent to podarowanie przeżycia w gronie rówieśników, więc może być niezwykle interesujący i pozostanie w pamięci na dłużej niż kolejna zabawka.
Zamówiłam je z myślą o nocowaniu u babci i sprawdziły się znakomicie. Ale nie spodziewałam się, że dzieci będą je codziennie wyciągąć i bawić się w biwak. Świetnie wykonane i wystarczą na kilka lat (do tego większego mieszczę się nawet ja). Zdarza się, że dzieci śpią też w nich w domu i znacznie mnie się rozkrywają. Po zwinięciu i założeniu gumek zajmują mało miejsca.
Już dawno chciałam dzieciom kupić worek sako do oglądania TV, czytanie książek i do zabawy, ale nie trafiłam na tak fajny jak TEN. Wypełniony jest granulatem i przez to dobrze dopasowuje się do ciała, a do tego świetnie wygląda.
Książki zawsze będą świetnym pomysłem na prezent. Ostatni wpis książkowy znajdziecie tu Książki dla dzieci, a jaszcze w tym tygodniu będzie sporo nowości dla starszaków.
Jestem bardzo ciekawa, co myślicie o takich prezentach i czy sami też macie takie pomysły. Dajcie znać w komentarzach.
Dawno już nie było wpisu z serialami. Dziś wracam do Was z nową listą świetnych poleceń. Oczywiście liczę też nas Was i Wasze nowości.
Żeby nie przedłużać zaczynamy:
Obejrzeliśmy go dopiero w wakacje, ale ma w sobie to coś. Wciągający, pięknie nakręcony i trzymający w napięciu. Przedstawia historie toczące się na granicy polsko-ukraińskiej w Bieszczadach. Dramatyczne losy ludzi, którzy marzą o lepszym życiu dla siebie kontra obowiązki polskich pograniczników. Ten serial porusza, skłania do myślenia i po jego obejrzeniu naprawdę chce się rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.
Kolejny serial z morderstwem w tle, którego akcja dzieje się w PRL-u. Bardzo nam się podobał i prawie do końca trzymał w napięciu. Przyciągnęła mnie do niego piękna interpretacja Moniki Brodki i tak włączyliśmy pierwszy odcinek. Jeżeli lubicie mroczne seriale z dreszczykiem emocji to polecam Rojst.
Jeden z nowszych seriali, przez który kupiłam dostęp do Amazon Prime i nie żałuję. Jeżeli znacie i lubicie serial Mad men, to Romanoffs spodoba się Wam jeszcze bardziej. Reżyser Mad mena tym razem wziął kilka osób z obsady tego znanego serialu i zrobił coś rewelacyjnego! W każdym odcinku (niektóre trwają nawet po 1,5 h) przedstawia zupełnie zaskakujące losy potomków Romanowów. Pierwsze dwa odcinki są majstersztykami i chyba obejrzę je znów – drugi raz. Reszta też jest ciekawa i zachęca do oglądania. Na pierwszym odcinku śmiałam się tak jak na Nietykalnych (pewnie znacie). Dawno też nie słyszałam tak dobrze dopasowanej muzyki do serialu.
Kolejny serial z Amazon Prime, do którego przyciągnęła mnie Julia Roberts. Jest to historia terapeutki (Julia), która pracuje w ośrodku dla żołnierzy po powrocie z misji w Iraku. Serial mocny, wciągający i bardzo ciekawy. Jest to serial twórcy Mr.Robot i naprawdę trzyma poziom.
Najnowszy serial na HBOgo. Obejrzeliśmy dopiero 3 odcinki, a już nie mogę się doczekać kolejnych. Serial jest nakręcony na podstawie książek Eleny Ferrante. „Genialna przyjaciółka” wciąga od pierwszej sceny. Dawno już nie oglądałam nic tak mocnego, naturalistycznego, pokazującego jak zły może być drugi człowiek.
Włoski serial ma wszystko to czego szukam: akcję, piękne kadry i skłania do przemyśleń. Lata 50-te, Neapol i historia przyjaźni dwóch dziewczynek, które nie mają lekko w życiu. Baaardzo Wam polecam!
Serial możecie obejrzeć na Hbo Go, według mnie jest raczej dla kobiet. Przyznam, że nie czytałam książki W.M. Thackeray, ale chyba nadrobię, bo serial bardzo mi się podobał. Lekko przerysowany, z wyrazistymi postaciami i przepiękną czołówką. Nie jest to może arcydzieło, ale wspominam go bardzo dobrze.
Dostępny na Canal + Seriale i w innych krajach na Netflixie. Główną bohaterkę gra Jessica Biel, która stworzyła genialną postać. Serial trzyma w ogromnym napięciu, a zaczyna się od morderstwa. Jest nieoczywisty i ciężko po pierwszym odcinku cokolwiek się domyślić. Jeżeli lubicie takie seriale, to bardzo Wam go polecam.
Dostępny na HBO go. Nie wiem, czy go Wam polecać, bo nie będziecie mogły przestać oglądać. Serio. Pierwsze dwa sezony wciągają tak, że chce się je skończyć, bo historia jest tak niesamowita. A o czym jest? Jak nazwa serialu wskazuje o romansie zamężnej kobiety i żonatego mężczyzny.
W tle mnóstwo dramatów i nieszczęśliwych wydarzeń, a całość toczy się w Montauk na pięknych plażach nad Oceanem Atlantyckim. Serial ma 4 sezony – dwa wciągają bardzo i po obejrzeniu mogłabym powiedzieć, że na tych dwóch mógł się skończyć. Ale „The Affair” to taka mała „gulity pleasure” – nie umiałam przestać oglądać. 3 sezon jest dziwny, trochę się ciągnie, ale 4 już jest lepszy i bardziej ciekawy.
Dostępny na HBO go – no cóż warto go obejrzeć, choćby dla samych aktorów. Sarah Jessica Parker nadal ma ten „flow” z Sex and the city, tylko teraz mieszka na przedmieściach. Serial jest momentami śmieszny, czasami dramatyczny, ale cały czas bardzo ciekawy. Liczę, że będą kolejne sezony, bo jestem ciekawa ich dalszych losów.
Dostępny na HBO go serial z Jennifer Garner o wypadzie na Camping. Serial wg mnie jest prześmieszny, trochę przerysowany i pokazujący, że wypady ze znajomymi niekoniecznie muszą być przyjemne. Główna bohaterka jest trochę stereotypową mamuśką, która dba o wszystkich tylko nie o sobie i przez to ma pretensje do całego świata. Polecam obejrzeć dla relaksu.
Tu łapcie świeżutki SkyShowtime TOP 20 z naszymi polecajkami a tu Disney dla dzieci
A tu znajdziecie nasze rankingi:
najlepsze seriale Netflix a tu Najlepsze seriale MAX
Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek
a jak już je wprowadzicie zapraszam po:
Najlepsze bajki na Netflix
Najlepsze bajki MAX
najlepsze bajki edukacyjne
Najlepsze bajki na Netflix – przegląd najciekawszych propozycji dla dzieci w różnym wieku. Po pierwsze w dzisiejszym wpisie zdradzę Wam, które bajki zasługują na uwagę. Na Netflixie jest ich bardzo dużo i trochę żałuję, że nie da się na nie głosować żeby stworzyć listę tych najlepszych. Dlatego też dziś napiszę Wam o naszych ulubionych. Po drugie – nie musicie googlować – poprzypinałam wam dla wygody zwiastuny.
IMDb – 8.7
Tytuł oryginalny: Puffin RockDługość odcinka: 20 min
Wyjątkowo pozytywna edukacyjna bajka dla dzieci o przygodach małych maskonurów. Przyjemna grafika narysowana piękną kreską i ciekawe dialogi sprawiają, że naprawdę lubię tę bajkę. Ma sporo walorów edukacyjnych. Bohaterami są Oona i Baba – rodzeństwo, które spędza ze sobą sporo czasu na zabawach i poznawaniu świata. Bajka pokazuje dzieciom, że warto opiekować się innymi.
Zwiastun dostępny TUTAJ
IMDb – 7.1
Tytuł oryginalny: Treehouse Detectives Długość odcinka: 24 min
Ta bajka bardzo mi przypomina polskiego Parauszka. Akcja jest spokojna i za każdym razem bohaterowie rozwiązują nową zagadkę. Tobi i Teri pomagają sobie i współpracują przy wyjaśnianiu ciekawych spraw. Animacja jest naprawdę piękna i bardzo interesująca dla dzieci. Jest z polskim dubbingiem. Taką grafikę i wartościowe treści mają najlepsze bajki na Netfliksie, a jest ich niewiele.
IMDb – 8.5
Tytuł oryginalny: Julie’s Greenroom Długość odcinka: 50 min
Serial edukacyjny dla dzieci, które interesują się sztuką, tańcem, teatrem. Moja córka kocha odcinek o balecie i zna go na pamięć. Jest to bajka twórców Muppetów i rzeczywiście kukiełki wyglądem przypominają znane wszystkim postaci. Serial jest wyjątkowy, bo wplata różne historie i ważne społecznie problemy, takie jak np. niepełnosprawność. Według mnie jest genialny – po cichu liczę, że może będą nowe odcinki.
Zwiastun do zobaczenia TUTAJ
IMDb – 8.4
Tytuł oryginalny: Ask the StorybotsDługość odcinka: 28 min
Bajka edukacyjna, która przemyca dzieciom sporo wiedzy. Każdy odcinek jest na inny temat i pomaga dzieciom zrozumieć, jak np. jak słyszymy lub jak działają wulkany. Bajka jest bardzo ciekawa, bo zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Mądroboty odpowiadają na ciekawe pytania, jak na przykład: co się dzieje, gdy naciska się przycisk klawiatury? Wszystko podane jest w bardzo zabawny i przystępny sposób. Dzieciaki uczą się, nie będąc nawet tego świadome. Siedzą z zapartym tchem, poznając tajemnica świata.
IMDb – 7.4
Tytuł oryginalny: Daniel Tiger’s Neighborhood Długość odcinka: 22 min
Ta bajka dostała najwięcej like’ów czytelników w komentarzu do wpisu na FB – prosto więc zacytuję recenzję czytelniczki (Katarzyny R): „Tygrysek Daniel. Przeżywa codzienność kilkulatka, wyjaśnia problemy, sugeruje rozwiązania i ma piękne łatwe piosenki, które potem świetnie sprawdzają się w stawianiu czoła wyzwaniom w świecie dziecka. Bardzo mądra, przemyślana bajka, taka z gatunku pedagogiczno-dydaktycznych”.
IMDb – 6.2
Tytuł oryginalny: The Magic School Bus Rides Again Długość odcinka: 28 min
Najlepsza bajka na Netfliksie dla trochę starszych dzieci (6+),która jest kontynuacją dawnej produkcji (jest też dostępna na Netfliksie) z oldschoolowymi animacjami. Ta bajka powstała w oparciu o komiks z lat 90-tych. W każdym odcinku bohaterowie rozwiązują nową zagadkę. Jest sporo ciekawych informacji i dzieci uczą się podczas oglądania.
IMDb – 8.1
Tytuł oryginalny: BrainchildDługość odcinka: 23 min
To nowy serial na Netfliksie, który jest genialny! Jest skierowany do trochę starszych dzieci, ale my z 6- latką oglądamy go razem. W każdym odcinku jest inny temat taki jak emocje, motowacja, wirusy itd. Do tego jest tak świetnie prowadzony, że dzieci (dorośli też) w domu robią różne rzeczy, które pokazywane są na ekranie. Dużo wiedzy dla ciekawskich dzieci.
IMDb – 6.0
Tytuł oryginalny: Word PartyDługość odcinka: 14 min
Bajka dla młodszych dzieci, z dużą ilością powtórzeń słówek. W czasie oglądania dzieci mogą nauczyć się wielu rzeczy, takich jak np. kolory. Fajne jest to, że postaci występują na białym tle i akcja nie toczy się bardzo szybko.
Tytuł oryginalny: Ready, Steady, Wiggle!Długość odcinka: 20 min
No Sztos. To chyba moja ulubiona produkcja Made in Australia. Dzieci nie mogę oderwać wzroku i bawią się razem z Anthony, Emmą, Lachy i Simonem. Są dostępne 2 sezony! Wspaniałe piosenki – wesołe choreografie – wszystko to sprawia, że dzieci tańczą i śpiewają! (rodzice zresztą też….)
IMDb – 7.5
Tytuł oryginalny: Mother Goose ClubDługość odcinka: ok 25 min
Ulubiony program moich dzieci. To z niego uczą się piosenek po angielsku. Obejrzeliśmy już wszystkie po kilkanaście razy. Wiadomo nie od dziś, że dzieci uczą się przez zabawę, dlatego tak dużo mogą się nauczyć oglądając te piosenki.
Tytuł oryginalny: Przytul mnieDługość odcinka: 6 min
W końcu jest też na Netlfixie – znacie książkę „Proszę mnie przytulić” Przemka Wechterowicza i Emilii Dziubak? To są właśnie te same postaci. Bajka jest piękna, mądra i z przesłaniem. Gorąco polecamy.
IMDb – 8.2
Tytuł oryginalny: Go! Go! Cory CarsonDługość odcinka: 6 min
Nowa, fajna bajka na Netflix, która oswaja tematy związane z przedszkolem. Jeżeli Wasze dzieci niedługo zostaną przedszkolakami (lub już są) to polecam tą bajkę. Do tego widzę wyraźne inspiracje pedagogiką Montessori, bo główny bohater chodzi do placówki o nazwie Motorssori.
IMDb – 8.3
Tytuł oryginalny: Il était une fois… la vieDługość odcinka: 24 min
To bajka, którą nasze pokolenie zna bardzo dobrze. Pomysł, by wniknąć w ludzkie ciało i pokazać jego funkcjonowanie w prosty i przejrzysty dla dzieci sposób, był genialny za naszego dzieciństwa i taki jest dla naszych dzieci, które poznają, jak funkcjonują poszczególne układy i jak to wszystko działa. Dzieci oglądają z wypiekami na twarzy. Oczywiście przy okazji spodziewajcie się tysiąca pytań😊.
Tytuł oryginalny: HeidiDługość odcinka: 21 min
Seria inspirowana książką o Heidi, którą zapewne znacie. Dziewczynka trafia do swojego dziadka mieszkającego w wysokich górach i musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A nie jest ona taka zła. Są piękne widoki, zwierzęta i przyjaciele, ale także rozterki, jakich w większości na szczęście nasze dzieci nie znają. Są momenty zabawne, pouczające i wzruszające. Bardzo dużo emocji.
Tytuł oryginalny: Trash TruckDługość odcinka: 14 min
Śmietek – wielka hałaśliwa śmieciarka, wraz ze swoim 6-letnim, uroczym przyjacielem przeżywają wiele przygód, urozmaicanych fajnymi, edukacyjnymi wstawkami, jak w pierwszym odcinku, gdzie główny bohater, chcąc nauczyć Śmietka latania, dowiaduje się, jakie prawa fizyki za tym stoją i dlaczego nie wystarczy dorobić śmieciarce śmigło i skrzydła, by poleciała. To, co według mnie wyróżnia tę bajkę, to również ładna animacja.
IMDb – 7.2
Tytuł oryginalny: Spirit Riding FreeDługość odcinka: 24 min
Konie mają jakąś magię przyciągania dzieci. Coraz więcej małych – o dziwo – dziewczynek pasjonuje się jeździectwem. U niektórych hobby przerodzi się pewnie w sposób na życie. Dla nich wszystkich jest ta bajka. Mustang – Duch wolności to przygody dziewczyn, które na co dzień obcują z końmi, ucząc się nie tylko jazdy, ale także opieki i współzawodnictwa. Dzieci dowiedzą się, jak postępować z końmi i że jazda konno to oprócz przyjemności, także obowiązki.
IMDb – 6,5
Tytuł oryginalny: Blue’s Clues & You Długość odcinka: 22 min
Słodki stworek Blue uczy się i poznaje świat. Sam nic nie mówi, ale jego przyjaciel – Josh – próbuje odgadnąć jego oczekiwania i pytania, grając w grę „Śladem Blue”. W odcinkach ukryte są walory edukacyjne – a jakże! Dzieciaki uczą się podstaw czytania, liczenia, ale także rozpoznawania emocji i innych aspektów otaczającego ich świata. Wszystko z sympatycznym Joshem i przeuroczym Blue. To bajka dla najmłodszych dzieci – interesująca i wciągająca dzięki zagadkom, ukrytym, gdzie? W śladach Blue! (Udzielił mi się entuzjazm Josha😉).
Tytuł oryginalny: Ada Twist, Scientist Długość odcinka: 29 min
Bajka ta stylistycznie podobna jest bardzo do „Kliniki dla pluszaków”. Ada Bambini, wraz z dwójką przyjaciół – Ignasiem i Rózią – odkrywa różne ciekawe aspekty, otaczającego świata, przeprowadzając interesujące eksperymenty. Dzieci uczą się także logicznego myślenia i tego, jak współpracować. Nie brakuje tu prostych przykładów, ułatwiających zrozumienie czasem niełatwych zjawisk. Fajnie i ciekawie.
Tytuł oryginalny: Abby Hatcher Długość odcinka: 23 min
Jeśli chcecie zapoznać dzieci z emocjami, jakie same czasem napotkają i różnorodnością małych dziwactw, które ma każdy z nas oraz oswoić je z nimi i nauczyć je tolerancji, Abby Wam w tym pomoże, wraz ze swoimi pluszowymi przyjaciółmi, które z pewnością dzieci pokochają. Wszystkie przygody i perypetie, jakie ich spotykają, są przyczynkiem do opowiedzenia o emocjach, ich akceptowaniu i rozumieniu. U siebie i u innych. Idealna bajka dla przedszkolaków.
IMDb – 8,1
Tytuł oryginalny: Karma’s World Długość odcinka: 13 min
Ta bajka spodoba się szczególnie dzieciom w wieku 6-10 lat. Główną bohaterką jest Karma, która zmaga się z typowymi problemami szkolnymi – akceptacją, potrzebą przynależności do grupy rówieśniczej. Karma uczy się rozwiązywać problemy, które – jak się okazuje – są podobne w każdej szkole. A wszystko z muzyką w tle, bo Karma jest utalentowaną raperką! Jeśli macie problem w szkole, sprawdźcie, czy któryś z odcinków go dotyczy. Łatwiej będzie rozmawiać, tłumaczyć i przełknąć niektóre sytuacje. Najlepiej oglądać razem, bo bliskość to najlepsza terapia😊.
IMDb – 4,6
Tytuł oryginalny: Ridley Jones Długość odcinka: 28 min
Pamiętacie „Noc w muzeum” z Robinem Williamsem i Benem Stillerem? Ta bajka to wersja „Nocy w muzeum” dla dzieci. Pomysł jest ten sam, choć główna bohaterka – Ridley – nie jest strażniczką, ale po prostu mieszka w muzeum, gdzie w nocy wszystkie eksponaty ożywają. Jak możecie się domyślić, wiąże się to z różnorodnymi przygodami, jakie przeżywa dziewczynka. Fajna przygodówka dla dzieci, bo oczywiście każdy odcinek to inna misja😊.
IMDb – 8,7
Tytuł oryginalny: Emily’s Wonder Lab Długość odcinka: 13 min
Jeśli Wasze dzieci są ciekawskie, ciągle o wszystko pytają i… po prostu są dziećmi, to koniecznie pokażcie im ten program. Wraz z grupą dzieci, Emily przeprowadza fascynujące eksperymenty naukowe, umożliwiające zrozumienie skomplikowanych zjawisk fizycznych, czy chemicznych. Wszystko tam wybucha, rozpryskuje, klei się i fascynuje dzieci. Stworzenie tornada w domu? Proszę bardzo! Spacer po jajkach? Czemu nie? Lampa z lawą? Tak! Jak mawia Emily: Bądź ciekawski i odkrywaj świat!
Tytuł oryginalny: Charlie’s Colorforms City Długość odcinka: 25 min
Bajka dla najmłodszych dzieci i przedszkolaków, pełna kolorów i kształtów. Tytułowy Karolek to pajacyk, który tworzy ciekawe historie, używając kształtów, do ich układania. Świetny sposób na naukę kształtów dla najmłodszych. Tu każdy przedmiot ma swój kształt i kolor. Opowieści są bardzo proste, co z pewnością spodoba się maluchom. Sam Karolek jest bardzo uroczy i wchodzi w interakcje z dziećmi, zadając im pytania i skłaniając w ten sposób do samodzielnego poszukiwania rozwiązań i odpowiedzi.
Tytuł oryginalny: Ponysistters Club Długość odcinka: 22 min
Jeśli chodzi o Netflix dla dzieci, to serialu „Opiekunowie kucyków”, nie może przegapić żadna miłośniczka czy miłośnik koni. Opiekunowie kucyków to klub, założony przez pełne empatii dzieci – dziewczyny i chłopaka – pragnących pomagać zwierzętom i opiekować się nimi na co dzień, rozwiązując przeróżne problemy, jakie pojawiają się na ranczu. Wielbiciele koni będą zachwyceni obserwowaniem życia dzieci, które nieodłącznie związane jest z tymi zwierzętami. Seria przenosi dzieci w piękny świat życia na ranczu.
IMDb – 6,9
Tytuł oryginalny: StarBeamDługość odcinka: 13 min
Jeśli Wasze dzieci lubią opowieści o superbohaterach, a „Batman” to jeszcze niekoniecznie film dla nich, pokażcie im „Super Gwiazdkę”! Gdy pojawiają się złoczyńcy, CZAS ZABŁYSNĄĆ – jak mawia Super Gwiazdka, przemieniając się w superbohaterkę. To bajeczka dla młodszych dzieci. Złoczyńcy są tu raczej w klimacie Paskudka z „Troskliwych Misiów”, niż prawdziwych łotrów. Często wcale ich nie ma, ale jest problem do rozwiązania, jak złapanie kóz-uciekinierek. Zabawnie, dynamicznie i wciągająco.
Tytuł oryginalny: Storybots Laugh Learn Sing
Bajka edukacyjna, która przemyca dzieciom sporo wiedzy. Bajka jest bardzo ciekawa, bo zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Już we wtorek 16.11 premierę będzie miała nowa seria, w której Mądroboty zachęcają do poznawania muzycznego alfabetu. Dzieciaki uczą się, nie będąc nawet tego świadome!
A tu łapcie świeżutkie inspirację na Prezent dla niej i dla niego pod choinkę 2024!
A jak szukacie tysięcy godzin filmów za 49 zł rocznie to może zobaczcie jakie super seriale i filmy można obejrzeć na Amazon Prime Video
Nasza lista – najlepsze bajki na Netflix:
Dla całej rodziny filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne tu Filmy dla dzieci
Tu łapcie polecajki na najlepsze seriale Apple TV+
Tu macie fajne, miłe i edukacyjne – Najlepsze bajki MAX
Tu macie wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem
A tu z kolei najlepsze seriale Netflix, tu Disney seriale a tu zapraszam też na zestawienie Najlepsze seriale MAX
Koniecznie dajcie znać, jakie Wy odkryłyście/liście fajne seriale, bajki i programy dla dzieci na Netflix. Wszak przed nami długie, jesienno-zimowe dni. Podzielcie się!
Tu macie dla trochę starszych nasze ulubione Seriale dla dzieci na Netflixie
A na deser chcę Wam polecić jeden ŚWIETNY kanał na you tubie, czyli joga dla dzieci po angielsku. Włączcie raz i poćwiczcie z dziećmi. Odcinki są naprawdę wartościowe i do tego można ćwiczyć język angielski.
Cosmic Kids Yoga
I na sam już koniec przepiękna animacja po polsku „Chłopiec i pingwin”
Tu łapcie wpis Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny
Bardzo powoli zaczyna mi się udzielać świąteczny klimat. Jestem dopiero na etapie planowania i kiedy kilka dni temu spisywałam wszystko w moim notatniku, uznałam, że to ciekawy pomysł na wpis. Może i Was zainspiruje do takich przygotowań.
Poniżej nasz lista, która jest trochę na wyrost, bo wolę mieć wszystko spisane niż później szukać. Zdaję sobie też sprawę, że nie wszystko się uda tak jak zaplanowałam, ale jestem dobrej myśli.
Poniżej nie znajdziecie też stricte religijnych przygotowań, bo te są zupełnie indywidualne i nie czuję potrzeby żeby o nich tutaj pisać.
No to startujemy.
Jest obłędny. Pieczenie zaczynamy dzisiaj, bo ciasto będzie dojrzewać. Ten piernik robi moja mama i ja już od dziś zaczynam czuć jego zapach. Jest pyszny, wilgotny, korzenny i dzieci go uwielbiają.
Tak sobie myślę, że to będzie taka nasza tradycja – 16.11 zaczynamy robić piernik i pomalutku myśleć o przygotowaniach. W TYM linku znajdziecie szczegółowy przepis. Jest on łatwy, tylko piernik potrzebuje czasu, więc dlatego robi się go teraz.
z dekoracjami świątecznymi Flora Point i przy okazji kupić żywą choinkę. Mam taką tradycję, że co roku kupuję dzieciom po jednej wybranej przez nich bombce. Kiedy będą dorośli i będą się wyprowadzać to zapakuję im te bombki żeby mogli przyozdobić swoje choinki. A do tego wspominać święta w domu.
Pamiętacie naszą relację z tamtego roku? To magiczne miejsce, gdzie czuje się klimat Świąt. Ciekawa jestem, jakie w tym roku przygotowano dekoracje i atrakcje (w tamtym roku była nawet kolejka dla dzieci).
Lila już takie je kojarzy z naszymi świętami, że w tym roku również będą. Przepis znajdziecie tu: Pierniczki świąteczne. Nie trzeba ich robić wcześniej żeby zmiękły. My robimy zawsze dużo, bo po pierwsze znikają bardzo szybko, a po drugie wieszamy je też na choince.
Zrobimy też z piankami
Możliwe, że wybierzemy się na koncert do Teatru Rampa lub/i na przedstawienie „Gwiazdka” do Teatru Guliwer
Kiedy jesteś nieszczęśliwy, to święta nie tyle nie cieszą, co wręcz wprowadzają w jeszcze bardziej beznadziejny stan. W tamtym roku zrobiłam akcję pomocy Domu Samotnej Matki (pisałam o tym tu: Mamusiu dlaczego płaczesz), a w tym jeszcze myślę, co to będzie.
Mamy teraz fazę na zabawę w pocztę, więc dlaczego by nie zrobić tego naprawdę. Mam fajny pakiet kartek do kolorowania i wysyłania TUTAJ.
Nie lubię takich choinek, gdzie wszystko jest jak od linijki i w takim samym kolorze. U nas wiszą też brokatowe bombki zrobione przez Lilę, łańcuchy z bibuły itd. Na pewno też zrobimy te bombki (Sensoryczna zabawka). Będziemy tez robić wzory na pomarańczach z goździków – przepięknie wtedy pachnie w domu.
spotykamy się we 4, robimy sobie drobne upominki i pijemy grzane wino.
Obszerny wpis z książkami znajdziecie tu: Książki o świętach. A w tym roku od 1.12 będziemy czytać nowość z wyd. Zakamarki. Na każdy dzień od 1.12 do 24.12 jest jedno krótkie opowiadanie.
„Rutka chciałaby dostać pod choinkę przyjaciela. Pytanie tylko, czy Mikołaj spełnia takie prośby? Rutka ma wątpliwości. Jednak pewnego dnia ni stąd, ni zowąd w domu Rutki ktoś się pojawia. Ktoś, kto na obiad najchętniej wcina gwoździe. Ktoś, kto potrafi być niewidzialny. Ktoś, kto się zgubił i tęskni do domu.”
Dostępna TUTAJ
dzieci bardzo lubią Muzalinki, a ja Michaela Buble 😉
marzy mi się odwiedzić któryś. Tutaj znajdziecie listę polskich jarmarków, a dziś zobaczyłam, co oferuje Wilno i bardzo mi się spodobał ten pomysł KLIK
Koniecznie też napiszcie mi swoje plany – uwielbiam czytać Wasz propozycje.
Dzieciństwo spędzone wśród książek to jeden z najpiękniejszych darów, jakie możemy ofiarować swojemu dziecku. Wspólne czytanie daje maluchowi poczucie bliskości, rozwija wyobraźnię, przekazuje dobre wartości i uczy życia po prostu. To ogromny kapitał na przyszłość, którego nikt już dziecku nie odbierze.
Autorką dzisiejszego wpisu jest Joanna Mackiewicz, która prowadzi bardzo inspirujący profil na Instagramie: Bliskieczytanie, gdzie znajdziecie recenzje książek dla dzieci. Asia poleca też często białe kruki i to właśnie ją poprosiłam, o to żeby zdradziła swój sekret, o tym gdzie szuka perełek wydawniczych. Gust Asi jest bardzo zbliżony do mojego, więc możecie zaufać jej wyborom.
„Chłopiec i pingwin” Oliver Jeffers
„Ekspres polarny” Chris Van Allsburg;
„Fala” Suzy Lee
„Pan Kłap” cała seria Jo Lodge
„Wszystkich was kocham najbardziej” Sam McBratney
„Gdzie jest Mikołaj?” David Bedford
„Mały miodowy miś” Gillian Lobel
„Jak pracuje Święty Mikołaj?” Alan Snow
„Wirusy” Ewa i Natalia Karpińskie
„Snów kolorowych, placu budowy” Sherri Duskey Rinker
„Łódeczka” Randall de Sève
„Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” (pory roku) Sam McBratney
„Tata na miarę” Davide Cali
„Królowa Śniegu” z ilustracjami Vladyslava Yerko
„Święta Pana Misia” Karma Wilson
„Miejsce na miotle” Julia Donaldson
„Gruffalo” Julia Donaldson
Chociaż polski rynek wydawnictw dla dzieci przeżywa obecnie prawdziwy rozkwit, a jedna wspaniała premiera goni drugą, nie powinniśmy pomijać również książek starszych. Wydanych kilka, czy kilkanaście lat temu. Wiele z nich to przecież prawdziwe perełki. Doskonałe stylistycznie, z wartościowym przekazem i pięknymi ilustracjami. Same jedne, warte więcej, niż cały kosz książeczkowego fast foodu z supermarketu.
Blogerzy i prowadzący instagramowe profile z recenzjami książek dla dzieci, często pokazują starsze pozycje, których zdobycie, chociaż graniczy z cudem, to jednak bardzo kusi. Bo książka zachwyca, uczy i bawi.
Przepiękna książka popup Prezent dla Świętego Mikołaja
A na końcu są okulary 3D w kształcie domku, gdzie możemy podejrzeć Mikołaja
Jak kupić książkę, która nie jest już dostępna w regularnej sprzedaży? W dodatku taką, której oprócz nas, szuka jeszcze kilkaset innych osób?
Polowanie na dziecięce białe kruki warto rozpocząć od biblioteki. Dobrze jest sprawdzić, czy książka, na zdobycie której będziecie musieli poświęcić trochę czasu i pieniędzy, przypadnie do gustu waszemu dziecku. Może okazać się bowiem, że słynny „Gruffalo” wzbudzi w dziecku strach, a „Ekspres polarny” zwyczajnie je znudzi.
Jeśli jednak kara za przetrzymanie książeczki rośnie w zastraszającym tempie, a dziecko nie chce się z nią rozstać, trzeba zacząć szukać na poważnie.
Będąc w bibliotece, koniecznie podpytajcie pracujące tam osoby, czy w waszym mieście nie jest prowadzona aktualnie likwidacja, bądź wyprzedaż zasobów bibliotecznych. Fakt, kupiony w ten sposób egzemplarz, będzie miał w kilku miejscach przekreślone stemple biblioteczne, ale nie przeszkadzają one zupełnie w odbiorze treści.
Biblioteki bardzo często organizują też w swoich siedzibach kiermasze książek, podarowanych przez czytelników, które już znajdują się w ich zasobach. Warto zajrzeć, bo za przysłowiową złotówkę można kupić prawdziwą perełkę.
Kolejne kroki dobrze jest skierować na internetowy serwis aukcyjny Allegro. To właśnie tam swoją ofertę przedstawia znacząca większość polskich antykwariatów i wielu prywatnych sprzedających.
Szukając konkretnego tytułu, wpiszmy go po prostu w wyszukiwarkę. Jeśli dla danej frazy nie będzie ofert, serwis Allegro zaproponuje nam możliwość obserwowania tego konkretnego wyszukiwania. W tym celu należy kliknąć gwiazdkę przy haśle „obserwuj wyszukiwanie”, dzięki czemu raz dziennie będziemy otrzymywać e-maila z informacją, czy i jakie oferty z wpisaną frazą pojawiły się w ostatnich 24 godzinach.
Żeby nie ominęła nas żadna aukcja, można wpisać wyszukiwaną frazę w kilku konfiguracjach – sam tytuł; tytuł i autor; tytuł i autor ilustracji (dość często zdarza się, że sprzedający wpisują w tytule aukcji, autora ilustracji zamiast autora tekstu).
Obserwowanie wyszukiwania możemy zawęzić do konkretnej kategorii, ale wówczas trzeba liczyć się z tym, że oferty, chociażby omyłkowo przypisane do innej kategorii, nie będą wyświetlą się nam w codziennym powiadomieniu.
Warto też, przy okazji pracy na komputerze, otworzyć w drugiej zakładce stronę serwisu, zawęzić filtry wyszukiwania do kategorii książeczek dla dzieci (ewentualnie doprecyzować „używane”, „rok wydania od… do…”) i ustawić sortowanie ofert według czasu dodania na najnowsze.
Jeśli dopisze nam szczęście, to właśnie nam wpadnie w oko, dodana dosłownie przed chwilą, oferta z upragnioną książką. Ta metoda sprawdza się zwłaszcza, gdy pula książek, na które polujemy jest dość duża. Wystarczy od czasu do czasu odświeżyć stronę i zobaczyć, co nowego dodano.
Koniecznie też zaglądajcie do ofert, które mają tylko ogólnikowy tytuł np. „Zestaw 30 książeczek dla dzieci” albo „Duża paczka z książeczkami”. Niejednokrotnie bowiem, pośród kilkudziesięciu innych, tanich kartonówek, ukrywa się ta, na której nam tak bardzo zależy.
Z doświadczenia podpowiem Wam też, że najwięcej prywatnych ofert z używanymi książeczkami pojawia się na allegro w weekendy, zaś duże antykwariaty najczęściej dodają nowe aukcje w poniedziałki i wtorki.
Serwis OLX jest drugim, największym pod względem ilości ofert, książkowym rynkiem wtórnym. Podobnie jak allegro oferuje możliwość obserwowania wyszukiwania oraz sortowania ofert według daty dodania.
Korzystając z tego serwisu, dobrze pamiętać, że książki dla dzieci bardzo często trafiają tu do kategorii „Dla dzieci”, nie zaś do „Muzyka i Edukacja – Książki – Dla dzieci”. Tu również warto zaglądać do ofert z całymi zestawami używanych książek.
Na olx nie ma opcji „kup teraz”, dlatego ważny jest czas, w którym uda nam się skontaktować ze sprzedającym. Jeśli podał on swój numer telefonu – dzwońcie od razu. Zawsze jest szansa, że wyprzedzicie w kontakcie osobę, która jedynie napisała wiadomość poprzez serwis.
I druga, niezwykle istotna sprawa. Podczas zakupów na olx koniecznie zachowajcie czujność i zdrowy rozsądek. Szczególnie dotyczy to poszukiwanych białych kruków.
Jest to portal stworzony głównie z myślą o transakcjach lokalnych z bezpośrednim odbiorem. Pamiętajcie o zasadzie ograniczonego zaufania. Jeśli ustalacie warunki sprzedaży podczas rozmowy telefonicznej i jest ona związana z przelewem, zawsze potwierdźcie to później wiadomością tekstową. Dla bezpieczeństwa obu stron transakcji.
Kolejnym, bardzo szybko rozwijającym się rynkiem sprzedaży książek są grupy, stworzone na Facebooku. I nie mam tu na myśli wyłącznie grup poświęconych bezpośrednio sprzedaży, bądź wymianie książek dla dzieci. Prawdziwe unikaty potrafią trafić się w grupach typu „Wszystko dla dzieci”, albo „Twoje miasto – sprzedam, kupię”. Dołączcie do nich i od czasu do czasu monitorujcie nowo dodane, książkowe oferty.
Szukając konkretnego tytułu, warto też opublikować na takiej grupie post z informacją, że jesteśmy zainteresowani kupnem, dodając zdjęcie okładki. Jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś się do nas sam zgłosi.
Dobrym miejscem na polowanie jest też grupa „Aktywne czytanie. Książki dla dzieci”. Należy do niej kilkanaście tysięcy osób, w tym wiele świetnie zorientowanych w tematyce dziecięcych białych kruków. Wprawdzie nie jest to grupa sprzedażowa, ale administratorka publikuje raz w tygodniu post sprzedażowy, pod którym w komentarzach pojawia się setki ofert. I całkiem często są to prawdziwe perełki.
Niby oczywista oczywistość, a wiele osób nie zachodzi do swoich lokalnych antykwariatów. Jeśli zależy ci na upolowaniu konkretnego tytułu, zostaw antykwariuszowi swój numer telefonu z prośbą o kontakt, gdyby pozycja się u nich pojawiła. Czasami się udaje.
Większość księgarni internetowych posiada funkcję powiadamiania o dostępności konkretnego tytułu. Warto z niej korzystać. Nie ma znaczenia, że nakład książki wyprzedał się pięć, czy nawet dziesięć lat temu.
Włącz powiadomienie w jak największej ilości miejsc, bo zdarza się, że gdzieś w magazynie, znajdzie się zawieruszony wcześniej egzemplarz i ta jedna, jedyna sztuka znów trafi do sprzedaży. A ty będziesz o tym wiedzieć.
Koniecznie zachodź do księgarni. Przeglądaj półki, podpytuj sprzedawców.
W starszych księgarniach książki potrafią stać zakurzone na półce nawet 10 lat. Przy kasie okazuje się, że po prostu przez przypadek nie trafiły do zwrotu. W tych młodszych też trafiają się okazje. Szczególnie zachęcam do zaglądania na regały z przeceną lub wyprzedażą. W ten sposób możecie trafić na prawdziwy skarb.
Miejsce, do którego rzadko wchodzimy z intencją kupienia książki, a w którym potrafi być ich całkiem sporo. I to często unikatowych. Wciśnięte między gry planszowe, a pluszaki, przez lata czekają na kupca. W dodatku wciąż w normalnej, regularnej cenie.
Uliczne kiermasze to prawdziwe skrzynie skarbów. Najczęściej spotyka się je w dużych miastach, ale to te nadmorskie cieszą się największą sławą. W ustawionych przy deptaku kartonach możemy znaleźć książki, o których marzymy latami. Za 3-5 zł. Warto się zatrzymać i poszperać.
Często upragniona, książkowa perełka jest bliżej niż przypuszczamy. Stoi na półce u krewnych lub znajomych, dawno zapomniana przez dziecko, które z niej wyrosło. Warto podpytać bliskich i dalszych znajomych, czy nie mają jakiś książeczek na sprzedaż. Nawet jeśli nie znajdzie się nasz wymarzony „Chłopiec i pingwin”, to może coś innego, wartego uwagi?
Pamiętajcie, że praktycznie każda książka jest do zdobycia. Potrzeba tylko czasu i cierpliwości. I wiedzy, gdzie i jak jej szukać.
Powodzenia!
Moja ostatnia zdobycz – Święty Mikołaj i Ty możesz mu pomóc – upolowałam ją w księgarni Dedalus za 17 zł – na allegro kosztuje teraz 99 zł (szok!)
Nie ukrywam, że polowanie na białe kruki dla dzieci daje niezłą satysfakcję i nie da jej się porównać do kupowania książek, które są powszechnie dostępne.
Autorką dzisiejszego wpisu jest Joanna Mackiewicz, która prowadzi bardzo inspirujący profil na Instagramie: Bliskieczytanie, gdzie znajdziecie recenzje książek dla dzieci. Koniecznie zaobserwujcie jej profil, a będziecie na bieżąco z nowościami i starszymi książkami, które warto mieć.
Plac zabaw Pomiechówek, to miejsce, które musicie odwiedzić jeszcze przed zimą. Znajdziecie tam wszystko, czego dzieci potrzebują. Jesteśmy zachwyceni tym terenem i z pewnością nie raz tam wrócimy.
O powstawaniu tego miejsca wiedziałam już od dłuższego czasu i bardzo liczyłam, że uda nam się je odwiedzić przed sezonem zimowym. Kiedy jeszcze zobaczyłam je u Kai to wiedziałam, że muszę je Wam pokazać abyście i Wy mogli się nim nacieszyć.
Możecie oczywiście autem – dziś był mały problem z parkowaniem, ale myślę, że później już tak nie będzie. A teraz najlepsze: do Pomiechówka możecie pojechać pociągiem z Warszawy Gdańskiej. My na co dzień nie korzystamy z pociągów, więc taka wyprawa byłaby świetną przygodą. Park znajduje się bardzo blisko stacji kolejowej na ulicy Nasielskiej. Zobaczycie mały drewniany plac zabaw i to zanim jest ten właściwy – plac zabaw Pomiechówek.
Miejsce jest naprawdę wspaniałe – warto nawet sobie zrobić wagary w tym tygodniu lub wczesniej wyjdźcie z pracy kiedy jest pogoda. Dziś było sporo ludzi, ale w tygodniu będzie luźniej.
Na każdym kroku czekają na nas edukacyjne wiaty z wielkimi liustracjami z książki Rok w lesie – możemy w nich się dowiedzieć różmnych rzeczy o życiu zwierząt.
Teren jest spory i przepiękny! Jesienne liście dosłownie mienią się promieniach słońca. Przechodzicie przez dwa urocze mostki i możecie się bawić.
Na początku jest miejsce, które jest przeznaczone na wodny plac zabaw.
Są też ciekawe konstrukcje do zabawy i wspinaczki.
Jest też długa tyrolka i duża drewniana karuzela.
Możecie też podziwiać modele ogromnych owadów, które zdobią plac zabaw Pomiechówek.
W lesie znajdziecie też drewniane konstrukcje do wspinaczki.
A na końcy labirynty z rur.
Pierwszy to korony drzew! To jest niesamowity pomysł. Przechodzicie jak w parku linowym, ale bez żadnych przeszkód. Myślę, że na dwulatki by przeszły.
A drugie to przyjście przy rzece – bardzo urokliwe z miejscami na piknik.
Bardzo Wam polecam wycieczkę do Pomiechówka, bo to miejsce niezwykłe. Cieszę się, że powstało i mam nadzieję, że będzie się rozwijać. A jeżeli jeszcze Wam będzie mało, to możecie zajechać na pobliską farmę dyń do Wieliszewa.
A jeżeli szukacie czegoś w okolicy Powsina to pojedźcie Farma dyń
Dzieci mają na sobie ubranka Pan Pantaloni i buty Bobux
Ja: golf Zalando essientals, spódnica Risk, buty Balagan studio
Wszystko dla tych naszych dzieci kupujemy. Kolejne książki, zabawki i inne bardzo potrzebne rzeczy. A o sobie na końcu lub prawie na końcu myślimy. A to czasu nie mamy, a to szkoda pieniędzy na kolejną durnotkę – znam to dobrze. Chodzę od 5 lat w tym samym wełnianym płaszczu, a dzieciom już teraz mam wszystko na zimę.
Dziś pod przykrywką tych małych przyjemnostek kryje się coś więcej. Dlaczego wszystko jest tutaj różowe. Z jednego powodu: jest październik. Rok temu w listopadzie miałam rutynowe usg piersi – wszystko ok – powiedział lekarz. Widzimy się za rok – jednak ja nie odpuszczam i badam się regularnie sama. Kilka miesięcy później dzwoniłam i szukałam terminu usg „na już”. Myślałam tylko o TYM, co wyczułam.
Chciałam mieć już spokój w głowie i poszłam prawie z marszu. Spodziewałam się najgorszego i autentycznie wstrzymałam oddech jak lekarz przyłożył głowicę. Zdziwił się, że sama wyczułam taką maleńką torbiel, która okazała się zupełnie nie groźna. Odetchnęłam z ulgą i w końcu moja głowa była wolna od tej myśli. Powiedziałam mojej znajomej o całej sytuacji – ona się wystraszyła i przez to poszła na usg. Lekarz szybko powiedział, że widzi coś niepokojącego, koniecznego do dalszej diagnostyki inwazyjnej …
Dlatego ja też dziś pod przykrywką tych różowości, które są symbolem walki z rakiem piersi proszę Was żebyście sprawdziły, czy przez ostatnie 12 miesięcy miałyście usg piersi. Jeżeli nie, zapiszcie się już dziś. Jak to zrobicie – powiedzcie o tym mamie, przyjaciółce. Im też się przypomni. Czas szybko leci i może nam się wydawać, że niedawno byłyśmy.
Niestety co 19 sekund jedna kobieta na świecie słyszy diagnozę rak piersi.
A teraz czas na małe przyjemności, bo nie samymi dziećmi kobieta żyje. Musi pamiętać też o sobie.
1. Mini kolekcja Risk made in Warsaw Purple Pink – po raz kolejny marka przystąpiła do Kampanii na rzecz Walki z Rakiem Piersi Estee Lauder Companies – z ich sprzedaży 20 % w październiku zostanie przekazana na rzecz Ośrodka Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. Piękna idea, piękny kolor i jak zwykle cudowne kroje. Primaballerina będzie świetnie wyglądać do czarnych rzeczy. Wiele razy mnie pytałyście o te spódnice. Mówię szczerze, zanim nie miałam Primy to nigdy nie chodziłam w spódnicy, a teraz chodzę non stop.
2. Serial Bold type – to takie moje małe guilty pleasure – oglądam, bo lubię silne kobiety i tematy związane z kobietami. Jedna z nich ma mutację genu BRCA1 i musi dokonać ważnych wyborów. Bardzo polecam na jesienne wieczory.
3. Serum Estee Lauder Advanced Night Repair – świetne serum, ze sprzedaży którego marka odda 20% na badania nad rakiem piersi u kobiet z mutacją w genie BRCA1 prowadzone w Ośrodku Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie.
4. Segregator medyczny #jestemkobietą stworzony przez Nicole Sochacki, która jest jedną z kobiet, które wciąż nam przypominają żeby badać się regularnie. W końcu zamawiam segregator żeby mieć czarno na białym – kiedy ostatnio się badałam i jakie miałam wyniki.
5. Pomadka Velvet Bourjois – mam jedną w bardziej stonowanym kolorze, ale ta będzie idealna na ożywienie twarzy jesienią i zimą. Świetnie się trzyma, nie klei się i jest matowa!
6. Esencja odmładzająca Resibo – nowość z marki, którą bardzo lubię. Używam od kilku dni i uwielbiam – lekka, nawilżająca i napinająca skórę. Polubimy się na dłużej!
7. Portfel Kanken – kultowa marka wypuściła nowość i kilka tygodni temu kupiłam większą wersję taką – sprawdza się świetnie i gdyby nie fakt, że od 1. 10 nie trzeba mieć przy sobie dowodu rejestracyjnego, to nawet nie myślałabym o mniejszym. Jednak nutka niepewności została zasiana i może się skuszę na wymianę.
8. Lakier Mardi Gras Semilac – bardzo okazjonalnie maluję paznokcie lakierami hybrydowymi, a jak już to tylko dlatego, że nie mogę znaleźć zamienników ukochanych kolorów. Tak jest z Mardi – to mój ulubiony kolor – świetnie wygląda do stonowanego ubrania ( szary golf + camelowy płaszcz).
9. Planer pełen czasu – wpiszcie tam koniecznie kolejne badania
10. Szalik Lindex – gruby szal z akcentem różowym
11. Golf Lindex – pokochałam miłością wielką golfy z merino lub kaszmiru. Sama mam taki (obeecnie w promo) i chodzę w nim non stop!
12. Pomadka Lipstick queen – w tamtym roku kupiłam miniaturkę i już zużyłam. Jest genialna, bo zmienia kolor na piękny lekki róż, długo się trzyma i świetnie nawilża.
To jak sprawdziłyście już datę ostatniego badania?
Ustalmy to raz a dobrze: zabawki na podłodze są stałym elementem krajobrazu domów, w którym mieszkają dzieci. Nie mam pojęcia skąd się tam biorą, ale są. Co się nie odwrócę, to leży coś nowego. Tak, mam takie dni, że mnie to denerwuje. Sprzątam, odkładam wszystko na miejsce i przechodzę do drugiego pokoju. Wracam na chwilę i już coś tam leży. Widzę też zależność, że im więcej dzieci, tym więcej jest zabawek – na podłodze również.
Pamiętam, jak odwiedziła mnie położna po porodzie na wizycie patronażowej, spojrzała na mnie i na moje pierworodne przyklejone do piersi. Weszła, umyła ręce i rozejrzała się po mieszkaniu. Miałam może 5 minut na ogarnięcie wszystkiego przed jej przyjściem i nie do końca mi się udało. Stałam przed nią i aż się zarumieniłam ze wstydu.
Wcale nie było to kokieteryjne „Przepraszam za bałagan”, ja naprawdę miałam bałagan. Ona spojrzała na mnie, przełożyła wymiętą tetrę z oparcia fotela i powiedziała: „Tutaj wszystko jest w porządku” Zrobiłam wielkie oczy, a ona dopowiedziała resztę: „Kiedy kobieta mając malutkie dziecko ma wszystko wysprzątane aż lśni, to trzeba jej się dokładniej przyjrzeć, być może potrzebuje pomocy”.
Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie marka Electrolux – producenta nowego pionowego odkurzacza Pure F9. A wymyślił go chyba rodzic, który miał dość codziennego odkurzania podłogi i innych powierzchni z okruchów i paprochów.
Są sprawy ważne i ważniejsze – myślę, że dzieci nie będą pamiętały tego, że zabawki u nas leżały na podłodze, a pranie czekało na złożenie kilka dni. Będą pamiętały, że przeczytałam im książkę, ugotowałam zupę i wyszłam z nimi na spacer.
Obniżyłam totalnie moją strefę komfortu jeżeli chodzi o wygląd mieszkania. Najpierw tym się martwiłam, a teraz staram się nie zauważać. Naprawdę ciężko jest mieć wszystko na miejscu jeżeli dzieci są w domu i tak bardzo angażują. Pewnie się da to pogodzić, ale ja naprawdę wolę poświęcić ten czas dla siebie czy też męża. Ogarniam ten cały grajdołek dopiero jak dzieci pójdą spać.
Podłoga w naszym mieszkaniu od 6 lat jest miejscem, gdzie spędzamy najwięcej czasu. Tam rysujemy, bawimy się, a zdarzyło nam się nawet jeść na podłodze.
Oprócz tego, że dzieci mają magiczne moce i przenoszą zabawki w najodleglejsze zakątki mieszkania to mają jeszcze jedną zdolność – produkowania śmieci, okruszków, paproszków i innych rzeczy, które przyklejają się do naszych stóp.
My zazwyczaj chodzimy w domu boso, więc od razu wyczuwamy to, że podłoga jest brudna. Chociaż odkurzacz to mój najlepszy przyjaciel to jednak nie chce mi się go non stop wyciągać żeby usunąć piasek z podłogi przy wejściu do domu.
Zawsze też jest tak, że co tylko schowam odkurzacz to coś się wydarzy i muszę znów po niego iść. Rura w szafie, odkurzacz za komodą i naprawdę dużo z nim zachodu. Niedawno wpadłam do mojej znajomej, która też ma dwójkę dzieci i podpatrzyłam u niej coś, co wyglądało jak rozwiązanie moich problemów z czystą podłogą, którą chciałabym mieć. Miała odkurzacz pionowy, którego stałe miejsce jest w kuchni. Co to za wynalazek – wielkość większej szczotki z szufelką, a ciągnie jak marzenie.
Sama też zapragnęłam taki mieć, taki który wciągnie wszystkie paproszki, piasek, okruchy itd. Zapytacie też pewnie dlaczego nie samosprzątający odkurzacz – a to właśnie dlatego, że mi pozbieranie rzeczy z podłogi zajmuje więcej czasu niż poodkurzanie pionowym. No i odkurzacz pionowy ma inne funkcje, które uwielbiam!
Kilka dni temu Lilka zasłaniając okno w pokoju strąciła kwiatek, część ziemi nasypała się na półkę z książkami i tu wkroczył Pure F9 – dzięki temu, że wyciąga się z niego rurę to służy nie tylko do podłogi. Bez problemu możecie odkurzyć żyrandole, półki, zasłony i inne dość problematyczne miejsca.
jedno ładowanie to 60 minut ciągłej pracy, więc nam wystarcza na tydzień, kiedy używam go codziennie. A tak naprawdę jest non stop potrzebny. Sięga też pod kanapy, bo pojemnik jest przesuwny i przez to można nim wysprzątać wszędzie. Rączkę można obniżyć tak mocno, że bez problemu poradzą z nim sobie nawet dzieci, które bardzo chętnie go używają. A ja z ich chęci często korzystam. Do tego, kiedy przerywam sprzątanie odkurzacz sam stoi – nie trzeba go wstawiać do stacji lub opierać o ścianę.
Ma automatyczny tryb ssania, który dostosowuje się do powierzchni, kiedy przejeżdżam z dywanu na podłogę to zwiększa siłę. Na podłodze widać każde ziarenko piasku, bo ma podświetlaną szczotkę, więc podłoga po odkurzaniu jest naprawdę czysta i odkąd mam F9 to nie wyciągnęłam z szafy mojego starego odkurzacza.
Najbardziej podoba mi się ta dostępność – zawsze stoi w zasięgu wzroku i mogę szybko z niego skorzystać w razie potrzeby. Na koniec wystarczy odczepić pojemnik, który zatrzymuje nawet pył i opróżnić go do śmieci. Jest idealny dla alergików, bo zatrzymuje alergeny w środku.
Według mnie to idealny wynalazek dla rodziców, którzy często odkurzają – mi się zdarza nawet dwa razy dziennie korzystać z jego możliwości. Chwila moment i już posprzątane. A zabawki niech sobie spokojnie leżą, bo i tak za chwilę ktoś je wysypie na podłogę.
Muszę też wspomnieć, że obecnie jest promocja na 30 dni testowania lub zwrot pieniędzy KLIK Ale ja bym już go nie oddała;)
Jak wiecie na drugie imię mam „włosomaniaczka” i gdybym nie prowadziła tego bloga, to pewnie zaczęłabym pisać właśnie o włosach. Kiedyś moje włosy doprowadzały mnie do szału i absolutnie nie były powodem do dumy. Teraz uważam są jednym z moich największych atutów. Ale dojście do tego stanu zajęło mi dobre 10 lat.
O całej zmianie pielęgnacji napisałam wpis Pielęgnacja włosów. Znajdziecie tam wszystko, co zmieniło moje strąki w bujną czuprynę. Ostatnio dołączyłam również zabieg oczyszczania, o którym pisałam Mój sposób na piękne włosy. Używam tej serii cały czas, a peeling raz w tygodniu – jest już moim rytuałem.
Niestety, jak zwykle po wakacjach moje włosy są dość mocno przesuszone, myślę, że Wasze pewnie też, więc chciałabym Wam pokazać coś nowego, co w dosłownie pół godziny pomoże Waszym włosom dojść do ładu. Ja po tym domowym zabiegu miałam wrażenie, że moje włosy właśnie przeszły specjalistyczny rytuał pielęgnacyjny u fryzjera.
Tylko na wizytę u fryzjera trzeba mieć sporo czasu i dużo pieniędzy. A ja polecę Wam dziś zestaw, który za niewielkie pieniądze sprawi, że Wasze włosy odżyją. Do tego będą gładkie i nawilżone. Do tego całość możecie zrobić w domu bez większego wysiłku.
Do tej pory miałam dwa najlepsze sposoby, które robiłam w domu i zawsze przywracały moim włosom blask.
przed zabiegiem po zabiegu
Obie metody są rewelacyjne i szybko odżywiają włosy. Jak je robię?
Na suche (olejowanie na sucho) lub na mokre ( olejowanie na mokro) nakładam olejek (np. arganowy lub oliwę z oliwek) od ucha w dół. Nie olejuję skóry głowy, bo wtedy włosy są przyklapnięte. Związuję włosy w luźny kok i po 30 minutach myję normalnie włosy.
Teraz mam Olejek z Biovax Botanic, który działa zdecydowanie mocniej niż zwykłe olejki. Saszetka kosztuje 9 zł (!!!) i wystarcza na 2 użycia. Efekt jest bardziej spektakularny, bo olejek dodatkowo jest ciepły i dzięki temu jeszcze lepiej wchłania się we włosy.
Wkładam go na kilka minut do kubka z ciepłą wodą, a pózniej nakładam na włosy. Oleje z maliny moroszki, czarnuszki i bawełny nawilżają suche i zniszczone włosy jakby były po zabiegu. Aby wzmocnić efekt warto założyć turban TermoCap lub owinąć je ręcznikiem. Ciepło powoduje, że olejki jeszcze lepiej się wchłaniają we włosy. Olejek Biovax jest bez parabenów, sls-ów i w 99% składników jest pochodzenia naturalnego.
Mocno nawilżająca maska to musthave dla moich włosów – bez niej miałabym na głowie szopę. Przy każdym myciu ZAWSZE używam odżywki lub maski. Czasami stosuję maskę przed myciem: na lekko zwilżone włosy nakładam maskę (od ucha w dół) i zakładam na głowę reklamówkę 😉 Teraz już nie muszę, bo mam specjalny czepek, który pomaga lepiej wchłonąć kosmetyk.
Mam też maskę Biovax Botanic, którą stosuję po dokładnym umyciu włosów szamponem i nakładam czepek, a na to TermoCap. Dzięki temperaturze temu maska się świetnie wchłania, po 40 minutach zdejmuję czepek spłukuję wodą i mam włosy jak po zabiegu u fryzjera.
Wszystko w warunkach domowych, za niewielkie pieniądze i do tego mam pewność, jakie składniki ma maska, czyli bez parabenów i sls-ów, które nie służą moim włosym. Jeżeli zależy Wam też na szybkim wzroście włosów – to tym bardziej jest dla Was. Do maski dołączony jest foliowy czepek.
Ten zestaw będzie mi towarzyszył przez całą jesień i zimę, bo w tym czasie włosy najbardziej się przesuszają. Zazwyczaj wszystkie zabiegi robię w weekend, bo wtedy zazwyczaj nie muszę się spieszyć. W tygodniu zestaw obowiązkowy, który nie zajmuje dużo czasu to: szampon + maska + olejek na końcówki. Jeżeli szukacie czegoś do włosów, co do natychmiastowy efekt to bardzo polecam Wam te dwa produkty.
Jeżeli też macie chęć je przetestować to mam dla Was rabat 15% w https://biutiq.pl Kod „sauna” działa od dzisiaj do 30.09. 2018 r. na cały asortyment.
Dębki – to podobno stan umysłu. Niektórzy jeżdżą tam po kilkanaście lat z rzędu. A my już drugi raz byliśmy w Dębkach i jestem absolutnie zakochana w tym miejscu. Nawet mój mąż, który za Bałtykiem nie przepada powiedział, że bardzo mu się tam podoba. Nie wiem co te polskie morze w sobie ma, że mnie tak do niego ciągnie? Wybaczam deszcz, zmienną pogodą i wiatr urywający głowy. Kocham tam być.
Byliśmy w kilku nadmorskich miejscowościach – vide Gdańsk z dziećmi, ale to Dębki skradły moje serce i wiem, że tam będziemy wracać. Obserwowaliście nas w czasie naszego pobytu i Was też zainteresowało to miejsce. Dziś napiszę o tym, co nas urzekło tam najbardziej i które miejsca polecamy.
W ostatnią niedzielę wakacji dojazd zajął nam 4h 40 min z jednym krótkim postojem. Jechaliśmy autostradą szybko i bez żadnych problemów.
Dodam też, że nasze nadmorskie pobyty zawsze planujemy na ostatni tydzień sierpnia. Od kilku lat ten termin jest dla nas idealny, bo już jest pusto, ale wszystkie sklepy i restauracje nadal są otwarte.
Do tego zawsze mamy w tym czasie pogodę. Myślę, że taki wyjazd na koniec sezonu to dobry pomysł -szczególnie z dziećmi. Miło jest tak powoli wkraczać w rok szkolny i wykorzystać ostatnie dni wakacji.
Dębki według mnie są miejscowością idealnie przystosowaną do potrzeb rodzin z dziećmi. Właściwie jest tu wszystko, co lubimy robić na takich wyjazdach, więc dal nas jest idealnie. Zdaję sobie sprawę, że każdy ma inne potrzeby, a wyjazd do Dębek to taki kompromis pomiędzy dostępnością dobrego jedzenia, atrakcji dla dzieci, a jednocześnie bez wszechogarniającego „festynu”.
W tym miejscu jest w wersji light. Nigdzie nie słyszałam disco polo, chamskich zachowań na plaży: picia piwa czy też palenia papierosów.
W tym roku zatrzymaliśmy się znów w Domkach Nemo, które idealnie odpowiadają na nasze potrzeby. Tym razem byliśmy w 19 osób (10 dorosłych i 9 dzieci). Domki są przystosowane do rodzin z dziećmi i są wyposażone w: pralki, w niektórych są zmywarki, łóżeczka, wanienki, barierki na łóżko itd.
Na samym środku jest duży plac zabaw. Siedząc na tarasie można mieć dzieci na oku. My w domkach spaliśmy po dwie rodziny i tak nam się sprawdziło najlepiej.
Wejście 21 chyba najbardziej przypadło nam do gustu, bo jest tam bar: Kontener Dębki, gdzie wieczorem z głośników grała przyjemna muzyczka, można było zamówić grzane wino, a dzieciom kukurydzę. Plaża w Dębkach wszędzie jest bardzo szeroka, a piasek przypomina mąkę i jest cudowny. Do zejścia 21 można dojść pomijając stragany (a to ważna informacja dla rodziców;).
prowadzi na najpiękniejszą plażę w Dębkach, czyli przy ujściu rzeki Piaśnicy. Miejsce jest absolutnie piękne, bo rzeka jest płytka i bardzo spokojna. Można ją przejść bez problemów. W tym miejscu dzieci mogą korzystać z nadmorskich fal i rzeki. Jeżeli zejdziecie w tym miejscu to dodatkowo będzie osłonieni od zachodu kawałkiem lasu, więc nie będzie na Was wiało. Wchodzi się obok parku linowego Tarzanek.
Jeżeli pójdziecie dalej za parkiem linowym to przejdziecie przez rzekę i też dojdziecie na plażę, ale z wózkiem jest to trudna trasa, bo przez bardzo długi odcinek jest piaszczyście.
jest wybrukowane, więc trochę łatwiej się prowadzi wózek, ale zdecydowanie jest tam więcej ludzi. Przy samym zejściu jest wieża widokowa, która jest ciekawą atrakcją do zobaczenia. Przy tym wejściu też jest bar. Dodatkową atutem tego wejścia są łódki, które stoją na plaży. To tam mamy najpiękniejsze zdjęcia. Dzieci bardzo lubiły przychodzić właśnie tutaj, bo właziły do łódek i się tam bawiły.
Do innych wejść jeszcze nie doszliśmy, ale wszystko przed nami.
Oprócz standardowych takich jakie możecie spotkać w każdej nadmorskiej miejscowości i które doprowadzają rodziców do rozpaczy może skorzystać z tych naprawdę wartościowych.
W czasie 8-dniowego pobytu ani razu nie jechaliśmy samochodem, bo nie było takiej potrzeby. Właśnie dlatego nam się tam podobało, że od tego odpoczęliśmy. Wszędzie poruszaliśmy się pieszo.
Jest sporo restauracji, ale my korzystaliśmy tylko z kilku.
Ulubione Dębki Playa, gdzie macie do Waszej dyspozycji ogromny ogród z placem zabaw. Przepyszne jedzenie, menu dziecięce, krzesełka, przewijak w toalecie i miła obsługa. To tam najczęściej wpadaliśmy 19-osobową bandą na obiad i zawsze nam smakowało. Są też naturalne lody dla dzieci. Dębki playa są otwarte do końca września
Pan Kurczak, to miejsce przy wejściu nr 21, czyli teoretycznie najbliższe po drodze, ale jednak mam mieszane uczucia co do tej restauracji. Fakt, jedzenie jest wydawane bardzo szybko, ale bez smaku. Do tego maleńka sala zabaw dla dzieci i bardzo brudna. Kiedy mieliśmy do wyboru Dębki playa, a Pan Kurczak to woleliśmy jeszcze 15 minut maszerować do Playi.
Smażalnia „U Kaszuba” – tam raz zawitaliśmy na rybkę i była pyszna. Dorsz dosłownie rozpływał się w ustach, a turbot smakował mężowi, który za rybami nie przepada. W menu są również inne potrawy i były pyszne (np. placki ziemniaczane)
Zapiekanki u Dzika – oh do dziś wspominam zapiekankę z serem lazur, suszonymi pomidorami i świeżym szpinakiem. Dobre zapiekanki, które kupowaliśmy też dzieciom 🙂
Fajne miejsce – mega klimat, animacje dla dzieci i piękny wystrój (otwarte cały rok)
U przyjaciół – super standard i świetny plac zabaw na zewnątrz (czynne do połowy września)
Dębki playa – apartamenty, a na dole pyszna restauracja
Więcej miejsc nie znam, ale chętnie poznam.
A Wy, znacie Dębki? A może sami jeździcie do takiego miejsca, gdzie jest pyszne jedzenie i trochę atrakcji dla dzieci?
Już niedługo się zacznie: kaszelki, katary i inhalator włączony po kilka razy dziennie. Robię, co mogę żeby przygotować dzieci do sezonu chorobowego. W tym roku będziemy też stosować jedną, nową metodę, o której dowiedziałam się niedawno. Jest w 100% naturalna, a do tego skuteczna.
Do napisania tego wpisu sponsorowanego zaprosiła mnie rodzinna olejarnia Olini, która tłoczy na zamówienie różne zdrowe oleje, a w tym olej z czarnuszki.
Jakiś czas temu natknęłam się na artykuł medyczny właśnie o niesamowitych właściwościach tej rośliny. Trochę się zdziwiłam, że medycyna, która opiera się raczej na preparatach medycznych wspomaga się również fitoterapią (czyli ziołolecznictwem). Z ciekawością przeczytałam TEN artykuł naukowy i postanowiłam spróbować
Głównym składnikiem oleju z czarnuszki są nienasycone kwasy tłuszczowe (aż 85%), których sam organizm nie wytwarza i musimy ich dostarczać w diecie. Tak na przykład kwasy regulują powstawanie i wzrost komórek. W jelitach (które są centrum odporności każdego człowieka ) przyczyniają się do powstawania co 5 dni nowej śluzówki.
„Dobroczynne działanie NNKT (nienasycone kwasy tłuszczone) jest szeroko znane: poprawiają odporność organizmu, wspierają układ krążenia, regulują metabolizm, determinują prawidłową pracę wielu narządów i przeciwdziałają nowotworom. Jednak wyjątkowość oleju czarnuszkowego wynika przede wszystkim z wysokiej zawartości związku aktywnego o nazwie tymochinon. To właśnie ta substancja jest w największej mierze odpowiedzialna za właściwości antynowotworowe, przeciwzapalne i antyoksydacyjne oleju.”
źródło
Te kwasy mają dobroczynny wpływ na układ odpornościowy i są wskazane w czasie jego obniżenia.
Więcej o dobroczynnych właściwościach oleju z czarnuszki możecie przeczytaj w tych artykułach medycznych: TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ
Mnie osobiście zaciekawił ten olej z powodu wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszowych (aż 85%) i jak się zaczęłam wgłębiać w ten temat to dopiero odkryłam jego większe możliwości.
Olej z czarnuszki polecany jest od roku.
Dla dzieci do 3 r.ż dzienna dawka to 1/2 łyżeczki (2,5 ml) dziennie, a powyżej 3 r.ż to jedna łyżeczka (5 ml) dziennie.
Olej ma dość ostry smak i nazywam go „syropkiem”. Czyli nalewam na łyżeczkę i podaję dzieciom. Można go dawać rano na czczo albo wieczorem po posiłku. Aby trochę zmienić jego smak można na łyżce (dużej) wymieszać łyżeczkę oleju i trochę miodu.
Sama również go piję, bo pomaga przy mojej insulinooporności (zmniejsza poziom homocysteiny).
Olej z czarnuszki jest sklasyfikowany jako bezpieczny olej spożywczy, nie środek leczniczy, więc nie można go przedawkować czy nie ma działań niepożądanych. Pojawiają się jednak również opinie, że czarnuszka nie jest zalecana w ciąży, bo może wywołać przedwczesne skurcze. Ponieważ każda ciąża jest inna myślę, że najbezpieczniej będzie skonsultować się ze swoją położną lub lekarzem.
Olej przechowujemy w lodówce od 3 do 10 stopni i musi być zużyty do 3 miesięcy od daty tłoczenia. Każdy olej z olejarni Olini jest tłoczony na zamówienie, czyli trafiają do nas oleje 2-3 dniowe, w ten sposób nie tracą swoich zdrowotnych właściwości.
jest u nas w kuchni od dawna. Używam go do smażenia, ale też do robienia zdrowej czekolady: zmielone wiórki kokosowe, olej kokosowy, ksylitol podgrzewam w garnku i wlewam do foremek, a później wkładam do lodówki.
Lubię też batony ala Bounty: wiórki kokosowe, olej kokosowy i ksylitol podgrzewam w garnku do połączenia składników. Formuję batony i wkładam do lodówki na 3 h, póżniej w kąpieli wodnej rozpuszczam gorzką czekoladę z olejem kokosowym i tą masą polewam batony. Wkałdam do lodówki do ostygnięcia.
To jest nowy olej w nowej kuchni i najczęściej dodaję go do warzyw pokrojonych w paski dla dzieci i nam do sałatek. Olej jest tłoczony z niełuskanych pestek dyni. Cenna kukurbitacyna występuje właśnie pod łupiną pestki więc zachowuje on wszystkie najlepsze właściwości. To właśnie obecność kukurbitacyny sprawia, że olej z pestek dyni ma działania przeciwpasożytnicze.
To mieszanina oleju słonecznikowego i rzepakowego – używam go do smażenia, do maczania pieczywa, do zup, a nawet do koktajli. Ma najmniej wyczuwalny smak ze wszystkich i smakuje moim dzieciom.
Dodaję go też do warzyw na talerzu, żeby lepiej przyswajały się witaminy. Poniżej z goframi z kaszy gryczanej niepalonej z cukinią.
Ja do tej pory kupowałam dzieciom tylko oliwę z oliwek i olej kokosowy nie zwracając uwagi na produkcję, czy też zawartość. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to jest ważne. Jeżeli szukacie sprawdzonego źródła to bardzo Wam polecam Olini.
– oleje są maksymalnie świeże, tłoczone na zamówienie– tłoczone są najlepszej jakości polskich ziaren, wszystkie oleje tłoczone są na zimno, nierafinowane i niefiltrowane– wysyłane są kurierem, dobrze zapakowane, więc transport jest szybki i bezpieczny
A ja ma też dla Was miłą niespodziankę.
Na hasło NEBULE na stronie www.olini.pl dostaniecie 10% rabatu na całe zamówienie do 9.09.
A tu jeszcze wpis Olej z czarnuszki czy naprawdę działa?
Cały dzień jesteśmy najlepszą wersją siebie, a wystarczy jedna czerwona kreska namalowana nieśmiało na ścianie, a my potrafimy zagotować się ze złości. Często zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, co nas wprowadza w taki stan. Dziś chciałabym napisać o stresorach rodziców, czyli takich sytuacjach, które powodują, że nasze pokłady cierpliwości zdecydowanie za szybko się kończą.
Poprzedni wpis o przyczynach trudnych zachowań u dzieci bardzo Wam się podobał (Kiedy dziecko gorzej się zachowuje), więc tym razem, aby mieć pełny obraz – napiszę o naszych stresorach, z którymi można próbować sobie radzić.
Każdy z nas ma zakodowane inne sytuacje, które wyprowadzają z równowagi, mam je również i ja. Jestem tylko człowiekiem.
Chociaż może to tak wyglądać: wypoczęta i uśmiechnięta mama. Niestety na zdjęciach nie widać odliczania do dziesięciu, wzdychania i przewracania oczami. Osobiście wyjazdy z domu z dziećmi znoszę dość ciężko. Jestem osobą, która ma WSZYSTKO zaplanowane i jestem spakowana na każdą ewentualność. Jednak zawsze zdarzają się sytuacje, które są dla mnie nowe i niekoniecznie chciałabym je przeżyć na wyjeździe.
Niestety one najczęściej dotyczą zdrowia. Mieliśmy kilka takich sytuacji, które były dla mnie ogromnie stresujące i podczas nich marzyłam żeby być w domu. Jedna sytuacja: Julek nastąpił na pszczołę, a my nie mieliśmy nic do wyjęcia żądła, a druga to rotawirus, który nie oszczędził nikogo z nas i rodziny naszych znajomych.
To dlatego zawsze moja apteczka wygląda jakbym wybierała się na wojnę, a i tak zawsze czegoś mi brakuje. Pisałam Wam już jak wygląda moja Apteczka na wyjazd z dzieckiem, i że mam w niej wiele lekarstw i zawsze sprawdzam ich przydatność przed wyjazdem.
Kiedy jestem zmęczona to wystarczy błahostka, aby pokłady mojej cierpliwości doszły do zera. Intensywniej wtedy odczuwam dochodzące bodźce i one powodują u mnie zdenerwowanie. Pamiętam też, jak dzieci wstawały po kilka, kilkanaście razy w nocy i na drugi dzień byłam nieprzytomna, to dosłownie od rana chodziłam zła jak osa.
W takie dni przechodzę w tryb „oszczędzania energii” – staram się nie robić nic poza tym, co trzeba. Robię szybki obiad lub kupuję w barze mlecznym, porządki zostawiam na „lepsze dni”, a sama korzystam z drzemki dziecka, żeby chociaż na 20 minut zmrużyć oko.
Telefon to takie okno na świat – wszystko możemy tam sprawdzić, pogadać z przyjaciółką, czy pooglądać inspiracje na Instagramie. Są jednak dni, kiedy kładę telefon daleko, bo widzę, co ze mną robi. Kiedy piszę sms-a lub sprawdzam informacje i dzieci mnie o coś proszą, to pojawia się u mnie dziwne uczucie, którego nie potrafię do końca opisać, ale nie jest ono dobre.
Kiedy do tego dojdą emocje, codzienne sprawy, to telefon często tratuję jako ucieczkę do lepszego świata (bez bałaganu i obowiązków). Niestety poprawa jest tylko chwilowa, bo później wracam do moich okruchów na podłodze i kosza z praniem. Widzę, że nie wpływa to na mnie dobrze, dlatego biorąc telefon do ręki w takie trudne dni staram się patrzeć na wszystko, jak na bajkę (wiem, że nie do końca jest to prawdziwe).
Doszłam do kolejnego mojego stresora, który naprawdę potrafi mnie zagotować w kilka sekund. Sprzątam, odkładam i przechodzę do następnego pomieszczenia. Wracam za chwilę do niego, a tam już LEGO na podłodze i pomazane biurko. Biorę kilka oddechów i w głowie sobie tłumaczę: „Za 15 lat będziesz miała porządek i będziesz za tym tęsknić” i trochę mi lepiej. A jak sobie z tym radzę? Zabawki sprzątamy razem, wieczorem, bo naprawdę nie mam siły ani chęci odnosić każdej rzeczy co chwilę.
Moim stresorem było też pranie, ale kilka miesięcy temu kupiliśmy większą pralkę (dzięki temu robię pranie zdecydowanie rzadziej) i suszarkę (pranie nie stoi w przedpokoju). Dzięki temu trochę szybciej schodzą nam obowiązki domowe. Mąż zawsze ogarnia kuchnię, a mi zostaje reszta.
Kawa to moja mała, chwilka dla siebie – takie przytulenie od środka. Mam w środku dnia 2 takie momenty, a czasem nawet 3. Kiedy coś się dzieje i nie mogę wypić mojego ulubionego napoju, to jest mi bardzo ciężko. Dosłownie nie potrafię się wziąć w sobie żeby coś zrobić. Staram się też żabym mogła wypić ją w spokoju i to całkiem ciepłą, od razu po zaparzeniu. Takie 15 minut dla mnie, ładuje moje akumulatory do końca dnia, a jeżeli jeszcze mogę drugą ręką przejrzeć gazetkę to jestem przeszczęśliwa.
Ja wiem, ja to wszystko wiem. Ale czasami naprawdę odliczam minuty do jego powrotu. Brakuje mi dorosłej osoby, z którą nie muszę negocjować koloru talerzyka. Co robię w takich sytuacjach? Najczęściej ubieramy się i idziemy na podwórko – tam zawsze mogę spotkać sąsiada, nie widzę zabawek na podłodze, a dzieci mniej się kłócą. To moje remedium na stres – patrzę na drzewa i jest mi lepiej. A na męża czekamy na podwórku i nawet nie zauważam, że miał być później.
Pamiętam jak dziś, jak byłam sfrustrowana, bo ciągle spychałam moje potrzeby na koniec. Kiedyś w końcu miarka się przebrała i powiedziałam koniec. Teraz na bieżąco staram się zaspokajać swoje potrzeby, tak żeby znów nie dojść do tej ściany. Więcej mówię: „Jak skończę to Ci przyniosę”, włączam bajki po to żeby w spokoju się wykąpać i zebrać myśli, bardziej o siebie dbam.
To wcale nie znaczy, że jestem złą matką, tylko ja to wiem, że im bardziej dbam o swoje potrzeby tym mam więcej cierpliwości i zasobów.
Piasek kinetyczny, gwizdek, harmonijka, flet – wszystko poszło na górę do szafy. Nic się dzieciom nie stanie, jak nie pogwiżdżą przez 2 minuty, a mój stan psychiczny zdecydowanie będzie lepszy. Te wszystkie przedmioty wprowadzają mnie w stan walki lub ucieczki, tylko nie mam gdzie uciekać…
Są takie momenty, że chciałabym tego nie słyszeć, ale się nie da. Coraz normalniej podchodzę do takich awantur i staram się nie wnikać i nie analizować. To mi pomaga i przez to dzieci uważają, że jestem sprawiedliwa. Nie pytam, kto pierwszy, kto bardziej itd. Tylko słucham i ewentualnie pozwalam nazwać emocje. To naprawdę im wystarcza.
Nie da się non stop zajmować dziećmi i nie oszaleć. Kiedyś ciągle spychałam ten czas dla siebie, kiedy dzieci zasną, a to może zrobię w weekend. Ale doba z gumy nie jest i ostatnio zauważyłam, że się zapędziłam w pułapkę: „Nic się nie da zrobić z dziećmi”.
Nie wiem czemu tak myślałam i wszystko zostawiałam na czas kiedy śpią lub wyjdą z mężem na podwórko. Okazuje się, że tak naprawdę bardzo dużo rzeczy da się zrobić z dziećmi obok np. paznokcie lub poczytać książkę. Te ograniczenia były tylko w mojej głowie, a ja się dałam złapać.
To lista moich największych stresorów, z których doskonale zdaję sobie sprawę i staram się ich unikać żeby nie być sfrustrowana i z ograniczonymi zasobami cierpliwości. A Wasza lista jak wygląda?
Kawiarnie dla dzieci i rodziców są świetnym miejscem na spotkania z koleżanką i spędzenie tam ciekawego czasu. Dziś zebrałam najciekawsze miejsca przystosowane do potrzeb dzieci w Warszawie.
obsługa kidsfriendly, pyszna kawa, sala zabaw
Jest to nasze ulubione miejsce na spotkanie z przyjaciółkami. Chociaż jest to bardziej restauracja, to na kawę właśnie umawiamy się najczęściej tam. Dzieci mogą się swobodnie bawić, a my mamy na nie oko. Zimą jest pyszna herbata rozgrzewająca, a przez cały rok aromatyczna kawa, na której barista wyczaruje wzorek. Jest tam przepyszne jedzenie i Nabo wiedzie prym we wszystkich kawiarniach i restauracjach skierowanych do rodzin z dziećmi. Są krzesełka, przewijak, a nawet lizak dla dzieci, które posprzątają po sobie w sali zabaw. Polecam!
znakomita kawa, plac zabaw na zewnątrz, niepowtarzalny klimat
Jedno z naszych ulubionych miejsc na spotkania z koleżankami z dziećmi lub wypad na rowerach. Kolonia jest otwarta od maja do końca października. Cała przestrzeń ma 3 strefy: z przodu można usiąść bez dzieci i delektować się pyszną kawą (np. też pracować), w środku kiedy pada deszcz i na zewnątrz na tarasie z widokiem na plac zabaw. W Kolonii uwielbiam kawę i to, że kiedy siedzę i rozmawiam z koleżankami to widzę dzieci. Miejsce jest tak przyjazne dzieciom, że ma się je na oku. Tuż obok są dwa place zabaw i fontanna (można się w niej pluskać).
plac zabaw z dużą ilością zabawek, położenie nad Wisłą, ogródek warzywny
To miejsce odwiedziliśmy niedawno i spędziliśmy świetny czas. Grunt i woda znajdują się przy samej Wiśle. Wszędzie jest piasek, więc można poczuć się jak nad morzem. Jest bardzo dużo zabawek i atrakcji dla dzieci (tablica do pisania kredą, tipi, domek, kuchnia). Na miejscu możecie napić się kawy, lemoniady, zjeść frytki lub foccacię. Tutaj też macie na oku swoje dzieci siedząc przy stolikach.
Za placem zabaw jest ogródek warzywny, gdzie można podglądać rosnące rośliny. Mi Grunt i woda przypomina trochę nadmorskie klimaty. Jeżeli za tym tęsknicie, to tam zawitajcie. Muszę wspomnieć o dwóch minusach: toaleta jest w Toitoiu, ciężko jest zaparkować (parkowałam 400 metrów wcześniej przy bosmanacie przy porcie Czerniakowskim (5 zł/h). Jeżeli lubicie kawiarnie dla dzieci i rodziców na zewnątrz, to zajrzyjcie tutaj.
świetny design, pyszna kawa, plac zabaw obok, zwierzęta
Jest to miejsce, do którego mamy daleko, ale specjalnie tam jeździmy. Wyjątkowe pod wieloma względami. Zacznę od architektury, która przypomina mi nowoczesną stodołę. Na terenie SDK jest też świetny plac zabaw z drewnianymi atrakcjami. Na ścianie budynku jest również ścianka wspinaczkowa.
Obok jest zagródka, w której są kozy. A na górze mamy piękny teren zielony z budką na wysokości i kładką. Warto tu przyjechać żeby to wszystko zobaczyć. A jak przyjdzie pora obiadu to niedaleko jest świetna restauracja – Szara Eminencja. Całość jest po prostu wspaniała i gwarantuję Wam, że spędzicie tu ciekawie czas.
ciekawe zabawki, smaczne jedzenie, świetna obsługa
Bardzo fajne miejsce, które istnieje w Warszawie już długo. Zjecie tam obiad i napijecie się pysznej kawy. Jest tam sala zabaw w zabawkami i plac zabaw na zewnątrz. Obsługa jest tam wspaniała i bardzo wyrozumiała dla małych klientów. Możecie tam również zapisać się na zajęcia z dziećmi lub warsztaty. Nie ma problemów z parkowaniem, ale jadąc z centrum trzeba przejechać przez most, zawrócić koło Stadionu Narodowego i wrócić znów na most. Wtedy zaparkujecie przy samej Kredce. Kawiarnie dla dzieci i rodziców właśnie tak powinny wyglądać.
książki dla dzieci, świetny wystrój, niepowtarzalny klimat
Świetne miejsce, które zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych, bo jest bardziej ciche i kulturalne. Radio i telewizja to kawiarnia z księgarnią, a na górze są książki dla dzieci, stolik, klocki. Nie ma zbyt dużo zabawek, ale jest naprawdę wyjątkowy klimat. Często sam tam organizowane warsztaty lub gry dla dzieci.
wystrój, smaczne jedzenie, zabawki
Duża kawiarnia dla dzieci i rodziców, w której spędzicie miło czas. W kawiarni jest płatna sala zabaw, która ma dwie strefy: małpi gaj (wg mnie dla dzieci od około 2 lat) i strefa za zagródką dla młodszych dzieci (nawet niemowląt). Strefa z kulkami jest bardzo czysta i tak zrobiona żeby była bezpieczna. W kawiarni jest pyszna kawa i smaczne jedzenie (naleśniki, placki, ciasta).
W Ansekabanse jest też ciekawa oferta zajęć dla dzieci (byliśmy kiedyś na balecie). Ogromy plus za łazienki przystosowane do potrzeb dzieci i pokoik do karmienia. W Ansekabanse możecie też urządzić urodziny.
przemyślane miejsce na zabawę, pyszne ciasta, atrakcyjne ceny
Na Pradze Południe znajduje się świetne miejsce na kawę z koleżanką. Możecie tu zjeść pyszne ciacho i mieć oko na dzieci, które w tym czasie będą 100 razy zjeżdżać z zakręconej zjeżdżalni. Toaleta jest w pełni przystosowana do potrzeb dzieci. W środku jest duża przestrzeń, więc bez problemu możecie tam wjechać wózkiem.
smaczne jedzenie, pyszna kawa, design
Ciekawe miejsce na kawę z przyjaciółką. W kawiarni znajduje się niewielki kącik z zabawkami i książeczkami. Panuje tam bardzo fajna atmosfera, która powoduje, że mam ochotę tam wrócić. W łazience jest przewijak.
design, drewniane zabawki, smaczne jedzenie
Ciekawe miejsce na warszawskim Wilanowie. Możecie wybrać się tam z koleżanką na kawę, a Wasze dzieci spędzą tam miło czas. Jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie są naprawdę świetne zabawki (kuchnia Kidfkraft, zabawki Melissa&doug). Można tam również urządzić urodziny. W Polanie są organizowane zajęcia dla mam i dzieci. W kawiarni jest też specjalne miejsce, gdzie można położyć niemowlę.
To nasze ulubione warszawskie kawiarnie dla dzieci i rodziców.
P.s. Dopiszcie też swoje ulubione miejsca:)
A jeżeli szukacie restauracji przyjaznych dzieciom to zajrzyjcie 10 najlepszych restauracji z dziećmi w Warszawie.
a tu macie Warszawa – place zabaw
Gdańsk z dziećmi odwiedziliśmy w ubiegły weekend. Nasz coroczny urlop nad Bałtykiem mamy zaplanowany na koniec sierpnia, ale już tak nie mogliśmy się doczekać, że wyskoczyliśmy na 2 dni do Trójmiasta. Przywitała nas przepiękna pogoda i miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić z dziećmi.
Miałam długą listę miejsc, ale przez wspaniałą pogodę, chcieliśmy jak najwięcej czasu spędzić na powietrzu.
Zatrzymaliśmy się w bardzo klimatycznym i przyjaznym dzieciom miejscu. Tym razem wybraliśmy apartament, a nie hotel i to był strzał w dziesiątkę. Apartament 106 to miejsce, które Was i Wasze dzieci zachwyci! Jest położony w otoczeniu zabytkowych budynków nad rzeką Motławą. Blok był niedawno oddany do użytku, więc pachnie nowością.
W okolicy jest mnóstwo miejsc, z których można korzystać. My jadaliśmy śniadania na dole w restauracjach: Niepokorni i Zakorkowani (napiszę o nich później).
Apartament 106 ma wszystko, czego rodzina z dziećmi potrzebuje. Jest zmywarka, pralka, wanienka, ekspres do kawy (!), zabawki, piętrowe łóżko, które pomieści 3 dzieci (3 łóżka – jedno wysuwane na dole). Jest też huśtawka – hamak, która umili czytanie książek lub zabawy. Jest też Netflix 🙂
Mieszkanie jest w 100% bezpieczne, nie ma szklanych stołów, a nawet drabinka z łóżka się zdejmuje. Jest to miejsce przemyślane, a do tego stylowe. Tak naprawdę to można samemu przygotowywać posiłki, bo jest i kuchenka i piekarnik.
Do apartamentu przynależy miejsce parkingowe i jest winda.
Niedaleko stąd jest gdańska Starówka i można do niej dojść piechotą. Z dworca kolejowego jest około 2 km. Na plażę trzeba podjechać autem.
Na dole są sklepy (Żabka, niedaleko Biedronka). Śniadania jedliśmy w budynku obok. W Niepokornych smakowało nam lepiej 😉
Strona internetowa, więcej zdjęć i informacji znajdziecie TUTAJ
Wybierając się do Gdańska miałam całą listę atrakcji. Pogoda była cudowna, więc najwięcej rzeczy robiliśmy na zewnątrz. A muzea i inne zostawiliśmy sobie na inną porę roku, bo na pewno tam wrócimy na dłużej.
Wybraliśmy się na plażę w Brzeźnie, bo wypatrzyłam tam ciekawy plac zabaw w kształcie statku pirackiego. Taka ciekawa konstrukcja, że dzieci spędziły tam sporo czasu. Bardzo im się podobało. Zaskoczył mnie piasek, który nie był taki jak w Dębkach. Był bardziej szary, ale za to pełen białych muszelek.
Nie ma tam cienia, więc warto wziąć lub kupić parasol. Do godziny 12 nie było dużo ludzi w sobotę, nawet się zdziwiłam. A później poszłam z Lilą na molo i inne zejścia obok.
Za molo jest fajne miejsce, gdzie jedliśmy pyszne tajskie lody i czekoladowy kebab:) Są tam parasole i klimatyczne leżaki z zasłonkami. Tam już było dużo ludzi.
Po plaży poszliśmy na obiad „na rybkę” do „Tapas rybka” – było bardzo smaczne
Aby uciec do cienia i tłumów pojechaliśmy do Parku Oliwskiego. Dzieci jeździły na rowerach i moczyły nogi w strumyku. Przepiękne i bardzo spokojne miejsce, idealne na upał.
A na koniec dnia wybraliśmy się na plażę do Jelitkowa. Było już pusto i przepięknie ( w tym miejscu piasek już był bardziej biały i było dużo muszelek).
Na drugi dzień spotkaliśmy się w świetnym miejscu w gdańskim Wrzeszczu. Piękne zielone miejsce, gdzie dzieci mogą się pobawić (ogromny plac zabaw), pobiegać po trawie, pojeździć na rowerach, wypić pyszną kawę i na koniec zjeść coś dobrego.
Spotkaliśmy się tam z Marią i Sylwią. Dziewczyny znają wszystkie zakamarki Trójmiasta i to one wytypowały tę miejscówkę.
W Garnizonie jest dużo świetnych miejsc, ale my piliśmy kawę z Sztuce wyboru, a obiad jedliśmy w Ping pongu – pyszne azjatyckie jedzenie i kącik dla dzieci.
Gdyby nasz wyjazd trwał 2 tygodnie, a nie dwa dni to może udałoby nam się zobaczyć wszystkie miejsca, które miałam na liście. Ale niestety w dwa dni zobaczyliśmy niewiele.
Mam jednak dla Was listę (właśnie od Sylwii) restauracji w Trójmieście gdzie jest smaczne jedzenie i kącik (lub nawet sala zabaw dla dzieci).
– Serwus (kącik- Gdynia)– Szafarnia (animacje w weekend, kącik – Gdańsk)– Mito Sushi (sala zabaw – Gdańsk)– Dwór Oliwski (plac zabaw latem -Gdańsk)– Mandu Pierogarnia (kącik – Gdańsk)– Zajazd Olivka (mega płac zabaw na zewnątrz, ale wiosna/ lato – Gdańsk)– Kos (sala zabaw – Gdańsk)– Alt Cafe (kawiarnia dla dzieci – Gdynia)– Umam Szafarnia (kącik – Gdańsk)– White Marlin (kacik, animacje weekend, plac zabaw latem – Sopot)– Azzurro (kącik, plac zabaw latem, animacje weekend – Gdańsk)– Cafe Coco (kącik, animacje weekend- Gdynia)– Otwarta (zabawki dla dzieci – Garnizon Gdańsk)– Pizzeria Sempre Sopot (kącik i plac zabaw latem)– Pizzeria Sempre Gdynia (plac zabaw latem)– Viva la Pizza (kącik – Gdynia)– Pomarańczowa Plaża (kącik, plac zabaw latem – Sopot)– Zatoka Sztuki (kącik, plac zabaw latem – Sopot)– M15 (kącik, plac zabaw latem – Sopot)– Panorama (kącik, Gdynia)– Minga (kącik – Gdynia)– Ping Pong (kącik – Garnizon Gdańsk)– Naleśnikarnia Sopot Dworzec (kącik)– Projekt 36 (kącik, Sopot)– Bulaj Sopot (piaskownica i zabawki na zewnątrz, ale tylko latem )– Chwila Moment (animacje w Wknd – Gdynia)
-AIOLI (animacje w weekend i kącik, Gdańsk)
-Guga Sweet (kącik na zewnątrz na trawie, Gdańsk)
-Casa Cubeddu Ristorante da Domenico (plac zabaw na zewnątrz, kącik Gdynia)
– Tesoro (plac zabaw na zewnątrz, Sopot)
A po wszystkie atrakcje w Gdańsku odeślę Was TUTAJ. My z pewnością jeszcze tam wrócimy (chyba tym razem zdecydujemy się na pociąg, bo jedzie 2 godz 40 min z Warszawy, a dla dzieci będzie to przygoda).
Mam też prośbę, jeżeli zamierzacie skorzystać z naszych rekomendacji to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku lub udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam 🙂
Stoimy właśnie przed jednym z najważniejszych wyborów w naszym życiu. W naszym 50-metrowym mieszkaniu robi nam się ciasno i zaczynamy się zastanawiać, co dalej. Decyzję musimy podjąć do końca roku, bo chcielibyśmy żeby dzieci poszły do szkoły i przedszkola w nowym miejscu. Cały czas się miotam, co wybrać i co będzie najlepsze dla nas. Dlatego dziś spiszę wszystkie plusy i minusy, a jednocześnie proszę Was o podzielenie się Waszymi doświadczeniami.
Teraz mieszkamy w świetnym miejscu i naprawdę będzie nam ciężko się wyprowadzić. W centrum właściwie się nie zdarza żeby mieć ogromne podwórko z placem zabaw, świetnymi sąsiadami i dziećmi w wieku moich. Są dni, że jesteśmy po 3 razy na podwórku, bo ktoś inny wyszedł i ma ciekawy pomysł na zabawę. A do tego widok z okna na zieleń, drzewa – nawet nie jest tak głośno.
Szkoła i przedszkole są 5 minut na piechotę – do tego nie przepełnione i z fajnym podejściem. No ale brakuje nam tutaj dwóch pokoi, tak żebyśmy mieli oddzielną sypialnię i drugi pokój dziecięcy. Myśleliśmy nawet, żeby kupić mieszkanie w tym bloku 80-metrowe. Tylko właśnie wtedy zaczęły nas nachodzić watpliwości…
Kiedy myślałam o mieszkaniu, to wydawała mi się opcja idealna. Ja tak naprawdę nigdy nie mieszkałam w domu, tylko na wakacje wyjeżdżałam do babci na wieś. Lubię to, że wkoło są inni ludzie, nie ma totalnej ciszy (bo nie umiem w takiej spać). Kiedy coś się zepsuje to schodzę na dół i dzwonię do majstra z administracji. Jest to bardzo duża wygoda, bo mieszkanie jest prawie bezobsługowe. Raz na kilka lat można zrobić remont i gotowe.
Moja mama przeprowadziła się do domu z mieszkania dopiero, jak ja wyjechałam na studia. Mówi, że cały czas jest coś do roboty, nie jest jak w mieszkaniu, że już wszystko zrobione – można usiąść i odpocząć. Inni mi też to potwierdzają, że w domu non stop jest coś do roboty. A ja sama nie wiem, czy tak chcę. Czasem też słyszę, że mama ma piękny teras, ale nie ma czasu żeby na nim przesiadywać. Pogoda w Polsce jest specyficzna i przebywanie w ogrodzie jest przyjemne tylko przez kilka miesięcy w roku. Do tego nie przepadam za pracami ogrodniczymi.
Mieszkanie jest jednak mniejsze i jest mniej obowiązków. Nie trzeba się martwić o śmieci, szambo, wodę, prąd (który np. u mojej mamy często znika). Na pewno nie zdecydujemy się na budowę, ja nie mam na to nerwów, tak samo mój mąż – obawiam się, że to by się źle dla nas skończyło.
Ostatnio przyszła mi właśnie inna myśl żeby może w cenie mieszkania znaleźć segment w dalszych dzielnicach Warszawy. Wydaje mi się, że może być kompromis pomiędzy mieszkaniem w bloku, a domem wolnostojącym na odludziu. Odszedł też by problem z budową. Prawda jest taka, że za cenę mieszkania w bloku można kupić dwa razy większy segment na obrzeżach. Ta myśl wpadła mi dopiero niedawno – postanowiliśmy ją przemyśleć.
Ale wtedy nachodzi mnie mnóstwo wątpliwości, takich jak np. dojazdy. Ja pracuję w domu, a mój mąż wyjeżdża z Warszawy w godzinach szczytu. Tak samo jest teraz, jak mieszkamy w centrum – kiedy wszyscy jadą rano do miasta, to on wyjeżdża, a kiedy wraca do domu, to wszyscy wyjeżdżają.
Mamy też taki komfort, że możemy właśnie teraz szukać czegoś nowego i kierować się lokalizacją dobrej szkoły (której non stop szukam dla L. i przedszkola dla J.). Więc tak naprawdę to jest główne kryterium, żeby nie musieć dowozić zbyt daleko. Nie chciałabym też później spędzać dużo czasu w aucie, więc poszukuję intensywnie właśnie takich miejsc. Znacie jeszcze jakieś minusy?
Myślę jeszcze o zimie i smogu – taki sam jest w centrum, co na obrzeżach, więc chyba w tej sytuacji tylko przeprowadzka nad morze mogłaby nas uratować, a tej nie rozważamy,
Zastanawiam się też nad kontaktami z rówieśnikami – obecnie bardzo mi to odpowiada, że wychodzimy na dół i zawsze ktoś jest. A jak jest w domu? Zapraszacie dzieci z przedszkoli i szkół swoich dzieci? Czy przychodzą do Was dzieci sąsiadów? Pamiętam, jak znajoma nam się żaliła, że dzieci sąsiadów pukają do nich w sobotę o 9 i siedzą caluteńki dzień – mówiła, że jest to dość uciążliwe.
Totalnie nie nadaję się za to do mieszkania na wsi. Uwielbiam miasto i tu się najlepiej czuję, a na wieś mogę wyskoczyć do Mamy na Podlasie ( i po tygodniu bardzo tęsknię do miasta).
Mieszkanie 50-metrowe da się posprzątać w 3 godziny, a domu niestety nie. Ale za to mielibyśmy więcej miejsca.
Uwielbiamy też się włóczyć po mieście i korzystać ze wszystkich dobrodziejstw, ale czuję, że chciałbym więcej czasu spędzać w domu.
Podsumowując:
Oczywiście jest to moja subiektywna lista. Dla kogoś brak prac w ogrodzie może być minusem 🙂
Pomożecie?
„Zobaczysz, jak sama będziesz mamą” – te słowa do dziś słyszę w mojej głowie przy różnych sytuacjach związanych z moimi dziećmi. Moja mama często tak powtarzała, ale wtedy nie brałam ich sobie do głowy. Bycie rodzicem było dla mnie totalną abstrakcją, więc nie rozumiałam tych słów. Dopiero teraz one do mnie dochodzą i tak jak potrafiłam się pokłócić z mamą o głupotę, to teraz przyznaję rację. Też tak macie?
Do wspomnień z dzieciństwa zaprosił BOBO FRUT, który doskonale pamiętam z lat dziecięcych. Do dziś pamiętam ten smak, zapach i oblizywanie „wąsów” z soku pod nosem. BOBO FRUT właśnie obchodzi 50-te urodziny i z tej okazji znajdziecie go z takimi etykietami, jak były dawniej. Ja właśnie w takiej formie pamiętam go najlepiej. Ach, jak szybko potrafią wrócić wspomnienia.
Kiedyś…
Dziś…
Kiedy byłam dzieckiem uznawałam te słowa za absurd i oczywiście zawsze się z tym stwierdzeniem kłóciłam, a im byłam starsza, to miałam więcej argumentów. Moja mama nie ma studiów pedagogicznych, ale ma niesamowitą intuicję i wiedziała, że nawyki i rutyna są ważne w życiu dziecka. To co jest nie tak z tą piżamą?
Dzieci nie znają się na zegarku i pory dnia wyznaczają im czynności, które my inicjujemy. One nie spojrzą na zagarek ze zdziwieniem „O, już jest 11, a ja wciąż w piżamie”. Tylko będą myślały, że cały czas jest ranek, a w związku z tym mogą protestować podczas innych oczywistych czynności. Niby taka błahostka, ale to naprawdę działa. Teraz dzieci szybko przebieram z piżam, bo wiem, że szybciej wejdą w codzienne obowiązki.
W czasach kiedy powszechne były gazowane napoje o smaku landrynek i oranżada – u nas w domu piło się wodę. Ten nawyk moja mama wyniosła z domu rodzinnego, gdzie woda była nabierana prosto ze studni. Doskonale pamiętam ten smak zimnej wody, którą dopiero co dziadek wyciągnął w metalowym wiadrze. Zanurzaliśmy w nim emaliowane kubki tuż po przybiegnięciu do domu.
Do dziś mam ten nawyk i moje dzieci wodę uwielbiają. Nie muszę za nimi chodzić, przypominać i pytać. Ważne jest to, żeby dzieci same odczuwały pragnienie i wtedy je gasiły wodą, a nie zdawały się na nas.
To mnie zawsze dziwiło, przecież soki to picie. A właśnie, że nie! Widzę to na przykładzie moich dzieci – jak kupię im soczek to bardzo często proszą o wodę do popicia. Moja mam też kupowała mi raz na jakiś czas właśnie BOBO FRUT, nalewała do kubka i podawała. Często też rozcieńczała go wodą, ale niestety nie był wtedy już taki pyszny;)
Pamiętam, jak mi mówiła, że soki mają mnóstwo witamin. Ja moim dzieciom też czasami kupuję, zwracając uwagę, czy nie są dosładzane i nie mają konserwantów.
Jak zbliżał się weekend to zawsze w tym czasie jeździłyśmy na wieś do rodziny mojej mamy. Pamiętam, jak się burzyłam, bo wolałam w tym czasie biegać po podwórku z kolegami z klasy niż jechać na wieś. Więzi rodzinne są według mnie bardzo ważne, dają dużo oparcia i poczucie bezpieczeństwa. Bardzo żałuję, że mieszkamy tak daleko od dziadków, bo bywalibyśmy u nich zdecydowanie częściej.
Teraz dopiero rozumiem moją mamę, że taki wyjazd do rodziny na weekend był dla niej czymś bardzo ważnym i tak naprawdę jedyną szansą na odetchnięcie ode mnie;) Ale jak tylko mamy możliwość to zabieramy dzieci do dziadków: na Podlasie lub do Rzeszowa. Ostatnio byliśmy właśnie na Podkarpaciu, z którym mocno związany jest BOBO FRUT. To właśnie w tym mieście jest fabryka, gdzie wytwarzany jest ten sok od 50 lat. Okazało się też, że rodzina mojego męża mieszkająca na wsi, dostarczała tam własne dynie.
Moją mamę wychowaną na wsi zawsze ciągnęło do natury. Chociaż w tygodniu mieszkałyśmy w bloku w mieście, to w weekend byłyśmy na wsi, w lesie lub nad jeziorem. Wtedy zdecydowanie wolałam moich rówieśników w blokowisku i wolałam to, niż zbieranie jagód. Jednak teraz sama widzę, że powielam ten sam schemat.
Mieszkamy w mieście, a w weekendy i wakacje ciągnie nas do natury. Nie mogłabym na stałe mieszkać na wsi, jednak te kilka dni zawsze mi pomagają naładować akumulatory. Rodzice mojego męża mają taką enklawę w mieście i trochę im tego zazdroszczę. Działka moje hobby, chciałoby się rzec 🙂
podróż w czasie
Kiedyś salon to był duży pokój i pamiętam, jak mama mi zabraniała tam jeść. Teraz sama stosuję tę metodę i uważam, że jest genialna. Stół mamy w kuchni i właśnie tutaj zasiadamy do wspólnych posiłków. Co to nam daje? Bardzo dużo! Po pierwsze jemy posiłki razem, a nie każdy gdzie chce. Po drugie skupiamy się tylko na jedzeniu, a nie też na innych czynnościach. Po trzecie: nie jemy przed telewizorem – uważam, że jest to jeden z najlepszych nawyków jakiego mogę nauczyć nasze dzieci.
Siedzenie wspólne przy stole to nie tylko jedzenie – u nas jest to doskonałą okazja do rozmowy. Po czwarte – nie mam śladów po jedzeniu na kanapie, podłodze itd. Mam zdecydowanie mniej sprzątania. Czasami robimy kino domowe i wtedy robię popcorn. Oglądamy i jemy w salonie. Nawet nie spodziewałam się, że to może być taka frajda! p.s. na koniec wszystko muszę odkurzyć;)
Kilka razy przetestowałam tę teorię np. wrzucając niezjedzone kanapki ze szkoły za fotel. I jak? No zawsze kłamstwo wychodziło. Mama mi to powtarzała, a ja jej nie wierzyłam. Dopiero, jak dojrzałam to zauważyłam tę zależność. Moim dzieciom wpajam, że nie muszą kłamać, nie spotka ich za to kara, a każda prawda jest lepsza niż kłamstwo.
Kilka razy się tak zdarzyło, że usłyszałam małe kłamstewko i widziałam czekanie na moją reakcję. Przykucnęłam, spojrzałam prosto w oczy i powiedziałam: „Możesz mi powiedzieć prawdę. Nic się nie stanie jak to powiesz”. Widzę, że to działa, a przez to, że nie stosujemy kar i nagród to nie ma znaczenia, czy powie najgorszą prawdę, czy skłamie. A ja przynajmniej wiem, że niczego ważnego nie ukrywa.
Pamiętam te słowa bardzo dobrze, kiedy szłam z portfelikiem na szyi i rachunkami do zapłacenia na pocztę. Miałam może 10 lat i było to dla mnie ogromne przeżycie, które dawało mi poczucie ważności, jak i budowania własnej wartości. Moja mama dawała mi bardzo dużo swobody przekazując przez to informację, że ma do mnie ogromne zaufanie.
Wierzyła moim wyborom i w pełni je akceptowała i akceptuje do dziś. Chyba nigdy nie powiedziała, że coś jest złym pomysłem, tylko proponowała ponowne przemyślenie. A akurat za którymś razem sama dochodziłam do wniosku, że to jednak nie był dobry pomysł. Tak samo postępuję z moimi dziećmi, daję im dużo swobody i nie krytykuję wyborów.
Rzeszowski Rynek
Te słowa mam w głowie codziennie. Właśnie tak mnie wychowała, że nie jestem jej własnością tylko drugim, odrębnym życiem. Uczyła mnie wszystkich norm społecznych i zasad savoir vivre, tak żeby było mi łatwiej. Tak samo ja, uczę dzieci zasad, które obowiązują nie tylko u nas w domu. Daje im to poczucie bycia częścią społeczności.
Rzeszów – szkoła Taty
Dokładnie tak samo się stało. Chociaż teraz moje dzieci nie do końca zawsze mnie rozumieją, to za kilkanaście lat przyznają mi rację (albo i nie;).
A ja jestem ciekawa, czy też macie takie spostrzeżenia i czy też się buntowaliście, co do tekstów Waszych rodziców? Widzicie teraz ich sens, czy może odwrotnie?
Tak na koniec… Pamiętam, jak mama mi wpisała wierszyk do pamiętnika: „Jeżeli kiedyś, w chwili zwątpienia, powiesz, że w życiu przyjaciół Ci brak. Spójrz na tę kartę, ona Ci powie, że wcale nie jest tak.”
Właśnie tak chcę, wychować swoje dzieci.
Przyznajmy szczerze, pakowanie na wakacje do najprzyjemniejszych nie należy. Dlatego staram się robić to sprawnie i naprawdę skutecznie. Nie jest to proste zadanie, jeżeli mamy mały bagaż i dużo dzieci, a umiejętności logistyczne wzrastają wraz z liczbą dni urlopu. My dużo jeździmy, więc w pakowaniu osiągnęłam prawdziwe mistrzostwo, bo umiem nas spakować szybko i sprawnie, ale to mi dał 6-letni trening z walizką w ręku.
Partnerem wpisu jest marka Baby Dove, która wspiera mamy w codziennych wzywaniach, a pakowanie dzieci na wakacje to niewątpliwie niezły sprawdzian;)
Kiedyś robiłam listy i kiedy przychodził dzień pakowania, po kolei skreślałam wszystkie rzeczy. Teraz mam ją już w głowie i za każdym razem odtwarzam.
Zawsze zaczynam od wyzerowania kosza na prania. Oczywiście, jest pusty jakieś 10 minut, ale wtedy wiem, które ubrania mogą nam się przydać na wyjeździe. Przez 2- 3 dni chodzimy w ciuchach, których nie bierzemy na wyjazd.
TIP: każdy but pakuję w oddzielny worek – wtedy zajmują mniej miejsca.
To jest taki zestaw, który przydaje się zawsze, czy to na Mazury, czy nad morze.
TIP: Majtki i skarpety pakuję dla każdej osoby w oddzielny przezroczysty woreczek, bo wtedy nie muszę szukać. Widzę dokładnie, co wyjmuję i nie wysypuję całej zawartości. Całość zapinam lub zawiązuję uszy torebki.
Biorę też dużą bawełnianą torbę na brudne ubrania.
Ubrania w walizce układam tak, że najcięższe znajdują się najbliżej kółek (jeżeli pakuję się do walizki), a jeżeli jest to torba to takie rzeczy wkładam na sam dół.
Bawełniane ubranka zajmuję jeszcze mniej miejsca w walizce jeżeli je zrollujecie.
O pakowaniu apteczki napisałam obszerny wpis TUTAJ.
Zawsze mam też paczkę pieluch, bo niestety moje dzieci tylko na jeden rodzaj nie miały alergii i kilka razy się zdarzyło, że musiałam jeździć i szukać dokładnie tych, których używamy. Nie ukrywam, że był to duży problem. Do auta wrzucam bez problemu całą paczkę, a do samolotu wkładałam do bawełnianej torby do kosza w wózku.
To wszystko. Chociaż zawsze mam wrażenie, że czegoś zapomniałam to jeszcze mi się to nie zdarzyło. A Wy macie jakieś swoje patenty? Podzielcie się nimi.
„Jak Ty wyszukujesz te wszystkie świetne miejsca? Bo chyba nie trafiasz na nie przypadkiem?” – tak dużo takich wiadomości dostałam od Was w ostatnim czasie, więc postanowiłam napisać wpis na ten temat. Dzięki moim wskazówkom znajdziecie klimatyczne miejsca w Londynie i w Dębkach. Nie ma znaczenia lokalizacja, tylko umiejętność szukania.
Ja wiem, że to może tak wyglądać – „Przechodziliśmy akurat i takie fajne miejsce się trafiło”. Niestety takich miejsc trafia się naprawdę niewiele. 85% to jest research przed wyjazdem. Lubię planować, więc jest to dla mnie czysta przyjemność.
Tak, dokładnie. Nie ma to jak sprawdzone miejsce z opisem, zdjęciam i jeszcze poradami. Na blogach znajduje się mnóstwo informacji, które można wykorzystać. Tak, jak ja Wam opisuję wszystkie miejsca, w których byliśmy, tak ktoś w innym zakątku planety robi to samo. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę np.
„Dębki blog” „Positano blog” „Pcim blog”
Często też przełączam na grafikę w wyszukiwarce i wtedy widzę lepiej, co może mnie zainteresować.
Zdarzyło mi się też napisać bezpośrednio do blogera wiadomość na Facebooku lub na Instagramie, czy mógłby coś polecić w danej lokalizacji. Tak znalazłam wiele miejsc na Węgrzech, bo napisałam do kilku blogerów (po angielsku). Sami również do mnie piszecie i jak tylko mogę, to nawet Wam układam np. plan atrakcji w Warszawie:)
Do Kasi https://travelicious.pl
Do Natalii i jej rodziny http://www.tasteaway.pl
Do podróżującej rodziny: https://ourlittleadventures.pl
Instagram od 2012 jest moim ulubionym serwisem społecznościowym i czerpię z niego bardzo dużo. A poniżej pokażę Wam, jak go wykorzystuję.
Przede wszystkim – tam zazwyczaj znajduję miejsce, do którego decydujemy się jechać. Tak było np. z Avalon park na Węgrzech.
Mam polubionych sporo podróżniczych profili i sobie zapisuje konkretne miejsca.
Jeżeli wpiszecie w wyszukiwarkę na Instagramie:
visit… (i w miejsce kropek kraj lub miasto, do którego się wybieracie to znajdziecie oficjalny profil z najlepszymi atrakcjami i najpiękniejszymi widokami)
Korzystam z możliwości zapisywania na Instagramie i dzięki temu nie giną mi te miejsca. Kiedyś robiłam zrzuty ekranu, ale nie mogłam ich później opanować. Ta opcja zapisu jest najlepsza, bo często na zdjęciach są też podane dokładne lokalizacje i jest to banalnie proste.
Przy każdym zdjęciu jest taka flaga (zaznaczyłam strzałką), jak ją dotkniesz to zdjęcie przenosi się do folderu zapisane.
Wszystkie swoje zapisane zdjęcia macie tutaj:
Mój folder na wyjazd wyglądał tak:) Jest to naprawdę świetna możliwość planowania podróży i wiele ułatwia.
Najbardziej znane miejsce do wyszukiwania pięknych miejsc. Często z niego korzystam przy planowaniu podróży. Pamiętajcie też, że przy wpisywaniu warto zachować oryginalną pisownię. Jak wpisywałam „Hungary” to były wciąż te same zdjęcia, wciąż te same przewodniki w stylu „5 najlepszych miejsc…”, które już znałam.
Ale Węgry w języku węgierskim to: „Magyarország” i wtedy już zupełnie inne miejsca wyskakują – mniej turystyczne i bardziej unikatowe. A tam już dotarłam np. do tablic ludzi, którzy kompletują takie miejsca i miałam podane „na tacy”.
Mam aplikację na telefonie, z której korzystam już w czasie wyjazdu, a wcześniej planuję sobie na komputerze. Ale nie ukrywam, Tripadvisor to ostateczność, jak akurat nie mam czegoś znalezionego w okolicy, to sprawdzam tam. Czytam opinie i tak je wybieram. Na miejscu często szukam np. restauracji w okolicy, więc wyszukuję „w pobliżu”.
Tak szukam restauracji i atrakcji.
Dość niestandardowym miejscem na szukanie atrakcji jest Google maps, ale to właśnie tam najczęściej udaje mi się znaleźć plac zabaw, czy też fajną miejscówkę. A używam tej strony w taki sposób:
Wpisuję miejsce gdzie będziemy np. Wyszegrad. Już po lewej mi się wyświetla coś, co wydaje się być ciekawe (tematyczny plac zabaw akurat tutaj).
A później łapię myszką tego żółtego ludzika z prawego dolnego rogu i upuszczam go w tym miejscu gdzie będziemy. Tam, gdzie jest niebieska linia, to znaczy, że jechał tamtędy samochód i robił zdjęcia dla Street view. Opuszczam tam ludzika i „sobie chodzę” w poszukiwaniu przygód:)
Patrzę, czy jest to coś wartego zobaczenia. Chodzę strzałkami po okolicy i widzę takie coś:)
W swoich notatkach w telefonie mam też zapisane różne ciekawe linki i również nich korzystam. Kolekcjonuje je, bo wiem, że kiedyś skorzystam np. taki:
https://www.buzzfeed.com/rachelzarrell/the-most-charming-places-in-the-world?utm_term=.qq4M8vZ5N#.uazj6a1dn
Albo przeglądam zakładkę TRAVEL na telepraph.co.uk
Często są też lokalne strony, które zajmują się zrzeszaniem właśnie takich miejsc. Na Węgrzech jest ich kilka np. https://gasztroterkepek.hu/en/, https://welovebalaton.hu czy http://nivos-szallasok.hu. Gdyby dobrze poszukać to w każdym miejscu takie znajdziecie.
To są moje sposoby na znajdywanie różnych klimatycznych miejsc dla dzieci, jak i dla nas. Tak samo wyszukuję miejsca w Warszawie i tak samo w Balatnofured. Jeżeli macie jakieś inne, dajcie znać, chętnie z nich skorzystam.
A jeżeli Wam się spodobał ten wpis to kliknijcie „Lubię to” na Facebooku lub udostępnijcie ten wpis swoim znajomym – podziękują Wam.
Ostatni wpis o podobnej tematyce bardzo Wam się spodobał, więc dziś nowa porcja ciekawych produkcji do obejrzenia. Wieczorem, kiedy dzieci już śpią, mamy trochę czasu żeby się zrelaksować i razem coś oglądamy.
Liczę też na Wasze polecenia, bo obecnie czekamy na nowe odcinki i nic ciekawego nie mamy do obejrzenia.
Kiedy, ktoś prosi mnie o polecenie filmu, to zazwyczaj mówię ten tytuł. Wzruszająca i bardzo piękna historia, którą wciąż mam w głowie. Pozwala docenić to, co mamy i nie prosić o więcej. Po tym filmie pójdziesz do sypialni dzieci i będziesz dziękować, że ja masz. Pokazuje, jak wielka jest miłość rodzica. Niesamowicie mnie wzruszył i skłonił do refleksji. Bardzo polecam!
Film, który rozśmiesza i wzrusza. Genialnie przegadany w taki sposób, że ma się ochotę obejrzeć go jeszcze raz. Pokazuje bezsilność matki i jej determinację. Postaci są tak wyraziste, że do końca nie wiesz, kto jest dobry, a kto zły. Absolutny majstersztyk!
Byłam na Tully z przyjaciółkami i kiedy wyszłam z kina, miałam bardzo mieszane uczucia. Absolutnie, nie jest to komedia. Był to rasowy dramat, taki o którym myślisz jeszcze kilka dni po. Według mnie warto zobaczyć ten film z partnerem. Jest trochę przerysowany, ale według mnie ma sporo prawdy. Każda z nas ma w sobie coś z głównej bohaterki.
Francuska komedia o sile marzeń. Paula jest córką głuchoniemych rodziców i chce wystartować w konkursie wokalnym. Film pokazuje niesamowitą miłość, fajne relacje i sporo śmiesznych sytuacji. To taki film, od którego robi się ciepło w serduchu, warto go zobaczyć.
Świetny dokument w odcinkach o rodzicielstwie i rozwoju dzieci. Naprawdę wzruszający i pouczający. Pokazuje różne modele rodzicielstwa i style wychowania z całego świata. Wypowiedzi naukowców, pedagogów i rodziców, którzy mają sporo ciekawego do powiedzenia. Bardzo Wam polecam:)
Zupełnie przez przypadek włączyliśmy kiedyś show Ali Wong i nie mogłam przestać oglądać. Trafne spostrzeżenia, dystans do siebie i ciąży spowodowały, że na końcu śmiałam się do łez. Jeżeli macie trochę specyficzne poczucie humoru to Wam polecam. Niestety druga część: Hard knock life jest już mniej śmieszna i trochę zbyt hardcorowa.
Jeżeli jeszcze nie oglądaliście tego serialu, to bardzo Wam polecam. Niby idylliczne życie głównych bohaterek (świetna obsada) przeplatają bardzo poważne problemy. Serial zrobił na mnie ogromne wrażenie i czekam na kontynuację.
Ależ nas wciągnął ten serial! Dawno nic tak dobrego nie oglądałam – bardzo świeży, zaskakujący i do tego świetnie zrobiony. Obejrzeliśmy na jednym tchu, a to już się raczej nie zdarza. Nie będę zdradzać szczegółów, ale trzeba zobaczyć.
Serial o macierzyństwie, który pokazuje prawdę i te trudne chwile (momentami przerysowane). Gówna bohaterka jest tak urocza, że chciałoby się ją przytulić i powiedzieć „Wszystko będzie ok”. Na razie jest jeden sezon, ale liczę na więcej.
Serial raczej dla kobiet, o kobietach. Trochę mi przypomina „Sex w wielkim mieście” tylko główne bohaterki są trochę młodsze. 4 przyjaciółki pracują w redakcji pisma kobiecego i mają różne problemy. W serialu są poruszane różne kwestie: zdrowia, wizerunku własnego ciała, a także związków. Fajny, lekki serial na oderwanie się od pieluch;)
Po więcej seriali zapraszam do wpis – Najlepsze seriale na Netflixie – Top 22
A dla waszych pociech jakościowe treści znajdziecie we wpisach:
Edukacyjne bajki dla dzieci
Najlepsze bajki dla dzieci na Netflix
A Wy co oglądacie? Napiszcie koniecznie swoje ulubione filmy i seriale.