Gdzie trzymać książki dla dzieci?

W dzisiejszym wpisie pokażę Wam moje  sprawdzone pomysły na przechowywanie książek dla dzieci. Książek w naszym mieszkaniu wciąż przybywa. Co prawda jest spora rotacja, bo mam genialną bibliotekę koło domu. Staram się również oddawać niektóre pozycje (koleżankom z młodszymi dziećmi lub do biblioteki), ale wciąż mamy ich sporo.


Z książkami dla dorosłych nie ma takiego problemu, bo wystarczy, że przeczytaną książkę odstawię na regał. Nie zaglądam do niej 20 razy dziennie (jak się czasami zdarza dzieciom). Jak w takim razie przechowywać książki aby:

  • dzieci miały do nich SWOBODNY dostęp
  • były wciąż pod ręką
  • dzieci mogły ćwiczyć odkładanie rzeczy na miejsce
  • zachęcać do czytania
  • nie zagracać pokoju
  • stanowić dekorację

Pokażę Wam dziś moje sprawdzone sposoby na przechowywanie książek dla dzieci.

Dodam jeszcze, że wyjęte mam tylko książki, które są dla tego wieku, w którym są obecnie dzieci. Inne mam schowane w szafie i wymieniam. Naprawdę sprawdza się reguła, że IM MNIEJ TYM LEPIEJ.

KOSZYKI

Na pierwszym etapie czyli niemowlęcym warto trzymać książki w koszyku. Najlepszy będzie taki, który będzie miał twarde ścianki. Mój jest akurat ze sklepu Tiger i kosztował 10 zł. Stoi na piankowej macie i zaprasza do sięgnięcia po książkę.

Zwróćcie uwagę żeby nie miał zwężenia ku dołowi ani rączki, która utrudnia wyjęcie książki z koszyka. Myślę, że równie dobrze sprawdziłoby się pudełko po butach (ale nie testowałam). To drewniane pudełko by się sprawdziło.

SKRZYNKI

Kiedy książek przybywa i nie mieścimy się w koszyku można je przełożyć do drewnianej skrzynki. To moje ostatnie odkrycie. Dzięki temu, że deski na dole są poziome to utrzymują książki przed zjeżdżaniem. Naprawdę sprawdza się to znakomicie.

Takie rozwiązania świetnie sprawdzają się do roku kiedy dzieci najczęściej siadają i „czytają”.

PÓŁKI

Półki z książkami dla dzieci to bardzo dobry pomysł na ich przechowywanie. Kiedy Lilka miała około roku zaadaptowałam taką łazienkową półeczkę z Ikei. O ile ustawienie pionowe książek sprawdza się dobrze, to układanie książek jedna na drugiej niestety już nie. Tak małe dziecko nie jest w stanie podnieść tej książki, która leży na dole i drugą ręką ją wyciągnąć.

PÓŁKI NA ŚCIANIE

Kiedy Lilka już dostała swój Pokój przedszkolaka to i miejsca zrobiło się więcej. Zdecydowałam się na ustawienie książek okładką do przodu. Jest to bardzo dobry pomysł z tego względu, że dziecku jest łatwo wziąć i odstawić książkę na miejsce.

Piękne okładki zachęcają wręcz do sięgnięcia po ulubioną książkę. Takie półki z książkami są też ciekawą dekoracją ściany.

REGAŁ

Ostatnio dokupiłam też mały regalik i w sumie z niego jestem zadowolona najbardziej. Kwadratowa wnęka (mniejsza) bardzo dobrze trzyma książki. Nie rozjeżdżają się i równo stoją. Nie bardzo jednak widać okładki dlatego Lilka sięga po nie dość rzadko. To ja raczej zmieniam książki z półki nad łóżkiem.

Drewniana skrzynka na kółkach na klocki to NOBOBOBO

A Julkowi zamierzam kupić tę półkę. Wydaje się być idealna dla takich maluchów.

Jak ktoś ma dużo miejsca to ta półka jest również godna uwagi: tutaj

Albo polskie Bambooko 

Jeżeli spodobał Ci się ten post kliknij „Lubię to” na profilu: https://www.facebook.com/nebuleblog/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsze książki dla dzieci 2016 r.

Koniec roku to dobry czas na podsumowania.

W dzisiejszym wpisie znajdziecie książki, po które najchętniej sięgaliśmy w 2016 roku.

Mam też dla Was ciekawą propozycję.

W komentarzach napiszcie swoje ulubione książki. W ten sposób stworzymy świetną bazę pomocną innym.

Kolejność przypadkowa

„Miłość” Astrid Desbordes wyd. Entliczek

dostępna tutaj 

Za piękne ilustracje i cudowną treść. Więcej pisałam o niej Książka na prezent

„Edzio”  Astrid Desbordes i Marc Boutavant wyd. Wytwórnia

dostępna tutaj

Nie wiem czy wiecie, że autorka  wyżej wspomnianej „Miłości” napisała wcześniej Edzia. A ilustracje stworzył Marc Boutavant autor Mouka, który podbił świat.

„Edzio” to idealna kompozycja tekstu i ilustracji. To książka o nieśmiałości- u nas bardzo na czasie. Wiewiórka „Edzio” boi się swoich sąsiadów i nie potrafi się przełamać, aż któregoś dnia dostaje zaproszenie na urodziny. A co wydarzyło się dalej przeczytacie w książce.

Dla dzieci 3+

 „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren wyd. Nasza księgarnia

dostępna tutaj 

Czekałam na tę książkę od  kilku miesięcy. Jest to najpiękniejsza książka dla dzieci jaką widziałam od dawna. Nie żartuję. Kupiłam ją bardziej z myślą o sobie, ale Lilka również ją pokochała. Lasse, Bosse i inne dzieci towarzyszą nam prawie codziennie przy zasypianiu.

Książka jest przepięknie wydana- to doskonały pomysł na prezent! Ilustracje bardzo cieszą oko i uzupełniają tekst, którego chyba nikomu nie muszę streszczać.

Dla dzieci w wieku 4+

Zobaczcie sami:

„Miś Uszatek” Czesław Janczarski wyd. Nasza księgarnia

dostępna tutaj 

Przepiękne wydanie Misia Uszatka. Prawie 300 stron przygód Misia i jego przyjaciół.

Dla dzieci 2,5 +

„Dzieci korzeni” Sybille Olfers wyd. Przygotowalnia

dostępna tutaj 

Książka wyjątkowa, czyli taka jak lubię najbardziej. Biorąc tę pozycję do ręki ma się wrażenie, że to coś unikatowego i specjalnego. Sama oprawa sprawia, że traktujemy ją jak mały skarb. Urzekł mnie materiały grzbiet książki ze srebrnymi napisami. A o czym jest? W książce pokazany jest związek człowieka z naturą.

Pory roku przemijają a wraz z nimi przechodzą inne obowiązki. „Dzieci korzeni” mają swoją magię – zarówno w treści jak i w ilustracjach. Wierszowany tekst szybko wpada w ucho. Książka należy do klasyki niemieckiej literatury.

Dla dzieci 3+

„Czerwony Kapturek swoimi słowami” Sonia Chaine, Adrien Pichelin wyd. Entliczek

dostępny tutaj

Książka genialna dla dzieci, które mają trudności z budowaniem dłuższych wypowiedzi. Dzięki temu, że widzą symbole jest im łatwiej tworzyć historię. Naprawdę pod względem edukacyjnym jest rewelacyjna. Uczy logicznego myślenia w kreatywny sposób.

Dla dzieci 4+

„Jak przekręcać i przeklinać” Michał Rusinek wyd. Znak

dostępna tutaj

Książka czytana jest u nas CODZIENNIE! Rymy Rusinka są niepowtarzalne i wciąż śmieszą. Jedyne do czego bym się przyczepiła to rozmiar czcionki, bo w przygaszonym świetle jest nieczytelna. Książka składa się z 2 rozdziałów: Jak przekręcać? – o neologizmach i drugi: Jak przeklinać? – genialne! A nawet trochę pomoże nam zrozumieć frustracje dzieci.

Dla dzieci 4+

„Rok w przedszkolu” Przemysław Liput wyd. Nasza Księgarnia

dostępna tutaj 

Absolutny hit dla przedszkolaków. Na wielkich, kartonowych stronach przedstawione jest życie przedszkolaków ze względu na pory roku oraz wydarzenia. Na każdej ilustracji bardzo dużo się dzieje i dzieci mogą śledzić losy bohaterów. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to Halloween w przedszkolu.

dla dzieci 2/3 +

„Dzień dobry, poczta” Marianne Dobuc wyd. Entliczek

dostępna tutaj

Ta książka czytana jest u nas codziennie! Siedzimy na podłodze, ja ją czytam a drugą ręka macham piłeczką w paski przed oczami Julka. Jest to książka obrazkowa z niewielką ilością tekstu i idealnie  nadaje się na chwilowe czytanie.

Pan Listomysz ma różne przesyłki dla zwierząt związane  z różnymi funkcjami. Niektóre są bardzo śmieszne, inne wymagają chwilowego zastanowienia się. Zwróćcie uwagę na przepiękne ilustracje.

dla dzieci 2+

„Jeżyk we mgle” Siergiej Kozłow, Jurij Norsztejn wyd. Sic!

dostępna tutaj 

Lilki prezent do Mikołaja –  jest absolutnie cudowna. Magiczna i z ciekawą treścią.

„Jeżyk we mgle to międzynarodowy bestseller oparty na rysunkach Franczeski Jarbusowej do kultowego rosyjskiego filmu animowanego Jurija Norsztejna z 1975 roku. Film ma swoich wielbicieli także w Polsce, głównie wśród dzisiejszych czterdziestolatków – za sprawą wyjątkowej plastycznej urody, ale też filozoficznej wymowy ukrytej pod urzekająco prostą treścią. Tematem zarówno filmu, jak i książki są bowiem przygody Jeżyka, który wyrusza na spotkanie ze swym przyjacielem Niedźwiadkiem, aby razem z nim – jak co wieczór – liczyć gwiazdy.

Po drodze niespodziewanie spowija go tajemnicza mgła, w której spotyka Konia, Psa, Puchacza oraz zagadkowego Kogoś. Jeżyk we mgle bywał już interpretowany na sposób religijny, psychoanalityczny, a nawet jako metafora losu rosyjskich dysydentów, jednak żadna z interpretacji nie wyczerpuje bogactwa i piękna tej bajki, podbijającej serca dzieci i dorosłych na całym świecie.”

PODOBNE ZESTAWIENIE Z 2015 roku znajdziecie tu – Najlepsze książki dla dzieci 2015

Dopiszcie, proszę w komentarzach swoje typy.

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to” na moim profilu na Facebooku: https://www.facebook.com/nebuleblog/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego Twoje dziecko jest złe i rozdrażnione? O przestymulowaniu

Jest Wigilia – pierwsze święta naszej pierworodnej córki. Ma równo trzy miesiące… Jestem niezwykle podekscytowana faktem, że są to jej pierwsze święta. Czuję ogromne wzruszenie, że spędzimy ten czas razem, z naszą bliską rodziną. Specjalnie na tę okazję kupiłam jej nawet body z napisem „My first Christmas”. Wyobrażam sobie magiczny czas przy choince kiedy siedzimy razem i śpiewamy kolędy. Jest miło, cichutko, pachnie kompot z suszonych i siano wystaje spod obrusa… Jednym słowem SIELANKA!

Po godzinie z dzieckiem pod pachą, z wózkiem na plecach, z torbami pełnymi prezentów – UCIEKAMY na wielkim alarmie z Wigilii. Lilka płacze tak jak nigdy wcześniej.

Wracamy do domu rodziców, a nasze dziecko jest przeszczęśliwe. Mało tego, pierwszy raz w życiu śmieje się na głos. Jakby chciało nam podziękować…

Co się takiego stało? Nasze dziecko pokazało nam w ten sposób, że nie podoba jej się ten cały rozgardiasz, feeria zapachów oraz światełka. Miała serdecznie dość i wyraziła swoją niechęć w jedyny znany jej sposób, czyli płaczem.

Piszę dziś o przestymulowaniu dzieci bodźcami, które jest tak bardzo powszechne  w okresie świątecznym.

Przystymulowanie występuje wtedy, kiedy układ nerwowy nie jest w stanie poradzić sobie z nadmiarem wrażeń zmysłowych.

A JAK TO WYGLĄDA W PRAKTYCE?

Przez zmysły docierają do nas różne bodźce – są słabsze lub mocniejsze. Mózg scala je w całość. Przystymulowanie następuje wtedy kiedy mózg nie jest w stanie ich przerobić, bo jest ich za dużo, są za intensywne. Organizm w reakcji obronnej zmusza nas do UCIECZKI lub WALKI.

Każdy z nas ma swój próg tolerancji. My dorośli wiemy, co nas doprowadza do szału. Staramy się tego unikać lub radzić sobie na różne inne sposoby. Żyjemy na świecie już tyle lat, że  ZAZWYCZAJ wiemy czego powinniśmy unikać. Ja np. nie znoszę styropianu. Wystarczy, że go widzę to przechodzą mi ciarki po plecach i nie mogę go nawet dotknąć.

Ostatnio kupiłam dzieciom chrupki kukurydziane. Zapomniałam zupełnie, że jeżeli trzyma się dwa chrupki w ręce i lekko się nimi pociera to dźwięk jest bardzo podobny do tego, którego nienawidzę. Więc jedzą sobie te chrupki od kilku dni, a ja chodzę wkurzona, GOTOWA DO WALKI, każda rozlana woda, rzucona łyżka na podłogę powoduje u mnie WZROST HORMONU STRESU przez co jestem totalnie rozbita i zwyczajnie jestem zła. Wczoraj w końcu doszłam do tego, że to te cholerne chrupki doprowadzją mnie do takiego stanu i je wyrzuciłam.

Zobaczcie, ja wiedziałam na podstawie moich wcześniejszych doświadczeń, że muszę WYELIMINOWAĆ ten bodziec, bo mnie denerwuje.

A dzieci tego nie wiedzą.

Dopiero się tego nauczą.

Jeszcze starsze dzieci, te chodzące np. mogą odejść, uciec, powiedzieć: „Nie!”, a niemowlę?

Niemowlę nie jest w stanie bronić się przed nadmiarem bodźców. Niemowlęta moją do tego niedojrzały układ nerwowy przez co niektóre bodźce z zewnątrz są odczytywane zbyt mocno lub zbyt słabo. One przez doświadczenie dopiero będą się tego uczyć.

CO MOŻEMY ZROBIĆ ŻEBY IM POMÓC?

  • Jeżeli wiemy, że czeka nas właśnie taki czas jak teraz, to warto spojrzeć na całe otoczenie z perspektywy niemowlęcia.
  • Najlepiej nosić jest dziecko tyłem do świata, wtedy w razie nadmiaru będzie mogło się schować w ramionach rodzica. Kiedy nosimy je przodem do świata to nawet wtedy kiedy ono czuje, że jest za dużo wszystkiego nie ma ja się schować.
  • Bardzo dobrym pomysłem jest chusta lub nosidło. Dziecko może samo decydować czy będzie oglądało świat czy też schowa się i poczuje bliskość rodzica.
  • Niemowlęta i małe dzieci odreagowują przestymulowanie nawet do 24 h po. Może się ono objawiać rozdrażnieniem, płaczem, bólem brzucha (układ nerwowy wpływa na pokarmowy –  jak my się denerwujemy również boli nas brzuch) oraz w drugą stronę dzieci mogą ciągle spać, w ucieczce przed nadmiarem bodźców

Dzieci najlepiej funkcjonują rano, dlatego jeżeli to możliwe na spotkanie umawiajcie się w tym czasie

  • Dzieci, które nie raczkują mają również zaburzone poczucie głębi i kiedy mama znika np. za ścianą mają wrażenie, że znika na zawsze.
  • Muszę wspomnieć o tym, że oczywiście dieta mamy karmiącej nie ma wpływu na rozdrażnienie i płacz u dziecka, więc kapustę możecie jeść do woli.
  • Jeżeli to możliwe ograniczcie dawanie dziecko do trzymania innym osobom. Każda z nich ma innych zapach, inaczej dziecko trzyma itd. Najlepiej niech to będą osoby, które dziecko dobrze zna.
  • Wiadomo, że wieczorem ilość doznań się kumuluje i dzieci są wtedy bardziej rozdrażnione (nie tylko te małe)
  • Po powrocie do domu możecie byś świadkami scen dantejskich (nie musicie być oczywiście;) Ale zazwyczaj w domu, przy bliskich osobach dzieci dopiero czują się bezpiecznie i wtedy MOGĄ wyładować wszystkie frustracje
  • My też jak jesteśmy zmęczeni po całym dniu również jesteśmy rozdrażnieni, dzieci to czują i kółko się zamyka. To jest normalne;)

Kilka słów o starszych dzieciach.

Mimo tego, że większość z nich wie już jak sobie radzić z nadmiarem bodźców np. przez ucieczkę do innego pokoju, czy też zatykanie uszu OBSERWUJCIE ich.

To, że dziecko nie chce siedzieć długo przy stole wigilijnym wcale nie znaczy, że jest źle wychowane czy też się nudzi. Dzieci tak szybko uciekają, bo często mają dość nadmiaru bodźców. Spróbujmy na to spojrzeć ich oczami.

„Babcia, dziadek dopytują jak jest w przedszkolu. Wujek z naprzeciwka kopie mnie pod stołem. Obok mama pyta czy chcę rybę czy pieroga, w tle rozmowy innych, siedzę na wysokim krześle, na którym jest mi niewygodnie, brzydko pachną śledzie, a do tego jest milion kolorów i faktur tuż przed moimi oczami. W tle miga i gra choinka. A w tle lecą kolędy z odtwarzacza CD. Do tego zwyczajnie nie mogę się doczekać prezentów. Nie jestem nawet w stanie nic zjeść, bo nie ma tu moich ulubionych dań, a nadmiar wrażeń zmysłowych wprowadza mój układ nerwowy w tryb WALKI lub UCIECZKI, więc odburknę mamie, że nic nie chcę i uciekam.”

Twoje dziecko

Pozwólmy dzieciom na to. Nie pytajmy czy były grzeczne, czy niegrzeczne. Niech idą do oddalonego pokoju i spokojnie się bawią.

Pamiętam jak na wszystkich imprezach rodzinnych (gdzie było min. 20 osób) najchętniej siedziałam pod stołem. Nikt mnie tam nie widział, wujek nie żartował, a mama nie dawała śledzia (a nie! Kłamię, bo śledzia to akurat lubiłam). Teraz już wiem dlaczego tak robiłam.

Wy też pozwólcie swoim dzieciom UCIEC jeżeli tego potrzebują.

Chcę jeszcze też napisać o słodyczach, których nadmiar pobudza układ nerwowy i nie zdziwcie się, że Wasze dziecko będzie złe, będzie krzyczało czy też płakało. Wszystko razem da nam mieszankę wybuchową!

Co jeszcze działa w ten sposób?

Ekrany

Kiedy wyłączamy bajkę, grę, czy też odkładamy telefon nasz mózg często sobie nie radzi z tak dużym szokiem.

„…dla dzieci to nagłe przejście od jednego stanu do zupełnie innego może stanowić silny stresor – czują się trochę tak, jakby ktoś zbyt mocno nadepnął w hamulec.”*

Po lekturze książki SELF-REG zupełnie inaczej patrzę na korzystanie z urządzeń elektronicznych. Widzę to również po sobie.

Granie w gry, korzystanie z Internetu w celach rozrywkowych uwalnia w naszym organizmie opioidy, czyli neurohormony, dzięki którym dobrze się czujemy. Intensywne kolory, głośne dźwięki, wszystko jest piękne i idealne – wzmacniają ten efekt. Kiedy jednym przyciskiem wyłączymy urządzenie to czujemy się jak „na głodzie”.

„Opioidy wiążą się z receptorami rozsianymi po całym  układzie nerwowym  i przewodzie pokarmowym. Działają w ten sposób, że dają nam zastrzyk energii i równocześnie hamują reakcje neuronów pobudzanych przez ból, stres czy lęk. To jeden z powodów, dlaczego dzięki nim czujemy się znacznie lepiej. Opioidy znajdują się w mleku matki, co stanowi istotny czynnik sprzyjający zarówno karmieniu, jak i wytwarzaniu przywiązania.”

Stuart Shenker

Dlatego właśnie dzieci płaczą po wyłączeniu bajki, a my jesteśmy wkurzeni kiedy ktoś nam przerywa oglądanie pięknych fotek na Instagramie.

Jak widzicie, warto na ten świąteczny czas odłożyć wszystkie kolorowe ekrany do szuflady żeby jeszcze bardziej nie pobudzać naszych dzieci, a co za tym idzie – naszych nerwów.

Pamiętajcie też żeby być dobrym dla siebie. Patrzeć nie tylko na swoje dzieci, męża i obowiązki. Zróbcie to dla siebie i odpocznijcie. Ja zauważam u siebie pewną prawidłowość, jeżeli dzieci mnie denerwują, słowo męża dotyka bardziej niż zwykle to wiem, że… to moja wina. Że za dużo biorę na siebie, za mało czasu poświęcam na odpoczynek i pielęgnacje swoich granic. Zastanawiam się wtedy co mogę zrobić? I robię wszystko, żeby zadbać o siebie.

Pomyślcie o tym!

Życzę Wam abyście spędzili te najbliższe dni z ukochanymi osobami i spędzili je spokojnie. Żeby nie zabrakło Wam czasu na przypomnienie swoich Świąt z dzieciństwa.
Tak jak Lila spogląda w lustrzaną bombkę tak i ja będę patrzeć w przeszłość. W te cudowne lata, które sprawiły, że tak lubię ten czas.

Jeżeli spodobał się Wam ten tekst, kliknij proszę „Lubię to” lub udostępnij go swoim znajomym, aby również mogli się o tym wszystkim dowiedzieć: https://www.facebook.com/nebuleblog/ 

*Cytat pochodzi z „Self-Reg” dr Stuart Shenker str. 248

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Mam dosyć karmienia piersią!”

Podam sztuczne mleko i będę miała z głowy!”

Tak, wiele razy ta fraza pojawiała się w mojej głowie przy pierwszym dziecku. Miałam dość ciągłego wstawania w nocy (nawet po 10 razy) ciągłego ograniczania się i zmęczenia.

Cztery lata temu tak właśnie myślałam.

Co się zmieniło, że jednak przy drugim dziecku mam zupełnie inne podejście i karmienie UWIELBIAM!

1. Za pierwszym razem WMÓWIONO MI, że muszę stosować dietę matek karmiących

Jadłam gotowane kuraki bez przypraw, odmawiałam sobie warzyw – powszechnie uznawanych za szkodliwe przy kp i uważałam dosłownie na każdy kawałek jedzenia, który lądował na moim talerzu. Bardzo żałuję, że nie trafiłam na osobę, która przemówiłaby mi do rozsądku, podała konkretne źródło i powiedziała:

„Ania, możesz jeść wszystko! Mleko tworzy się z krwi i limfy, a nie z Twoich treści żołądkowych. Prawdopodobnie Twoje dziecko płacze z innego powodu, a nie dlatego, że zjadłaś fasolkę na obiad”. Jeżeli Wy wciąż macie wątpliwość zajrzyjcie do Hafiji 

2. NIE PIŁAM KAWY! 

Nie spałam w nocy, a później nie mogłam napić się mojego ulubionego napoju. Raczyłam się zdechłą inką i zasypiałam na stojąco. Przecież kofeina przenika do krwi i dziecko później jest pobudzone. Nie może pewnie przez to spać!

Taaak właśnie myślałam, byłam przez to wściekła i nie do życia. Oczywiście winowajcą było kp. Nie wiedziałam, że jest dozwolona ilość kofeiny, którą matka karmiąca może spożyć. Teraz piję dwie filiżanki kawy z ekspresu. Mam się bardzo dobrze i moje dziecko również. Czasami nawet pozwalam sobie na małą lampkę wina (tuż po karmieniu wieczornym).

3. Wciąż powtarzano mi, że MAM ZA MAŁO MLEKA 

Dziecko budziło się w nocy na karmienie mnóstwo razy – pewnie dlatego, że miałam „chude” mleko. Przecież gdyby było mocniej sycące to by spało dłużej. Wątpiłam w siebie i moją naturę. Myślałam, że może mają rację skoro tak się dzieje.

Próbowaliśmy z mężem podawać jej na noc mm lub sycącą kaszkę (z wielkim bólem serca i poczuciem porażki). Dziecko oczywiście tego nie chciało, więc mój problem był nierozwiązany. Dziś wiem, że mam idealną ilość mleka, mało tego kiedy miałam kryzys laktacyjny wiedziałam, że to jest kryzys, który przejdzie i oczywiście przeszedł.

4. SMOCZEK ZABURZY LAKTACJĘ        

Bałam się tego niesamowicie, dlatego nie podałam dziecku smoczka, nawet jak laktacja była już ustabilizowana. Tym razem jak tylko zobaczyłam, że nie mam nawałów, dziecko śpi w miarę ok, dobrze łapie pierś i dobrze przybiera podałam mu smoczek.

Nic się nie działo z wzorcem ssania i było ok. Mogłam uspokoić dziecko nie tylko ssaniem piersi, ale również smoczkiem. Była to niezwykła ulga, bo Tata mógł bardziej uczestniczyć w opiece.

5. NIE KUPOWAŁAM SPECJALNYCH UBRAŃ DO KARMIENIA

Szkoda mi było pieniędzy żeby kupować sobie specjalne ubrania czy koszule stworzone do karmienia piersią. Karmiłam w zwykłych ubraniach i przez to było mi trudniej. To był błąd! Co prawda wtedy nie było może aż tyle do wyboru, ale ja się przed nimi broniłam. Uważałam, że to zbędny wydatek i się wyginałam na wszystkie strony w czasie karmienia. Gdybym wtedy miała np. specjalną koszulę do karmienia byłoby mi łatwiej i czułabym się znacznie pewniej.

W prezentowniku pokazywałam Wam koszulę do karmienia HUG GALLERY. Dostałam od Was już kilkanaście wiadomości z zapytaniem o nią i obiecałam, że napiszę Wam kilka słów. Używam od prawie roku innej, ale bardzo podobnej i jestem bardzo zadowolona. Koszula do karmienia nie ma żadnych guzików przy dekolcie, które uwierają dziecko. W dyskretny sposób możemy je nakarmić.

Fajnym rozwiązaniem jest regulacja długości, dzięki temu koszula przyda się również do porodu. Wykonana jest z bambusa, który ma antybakteryjne  właściwości. Do tego jest bardzo przewiewna. Cały czas ją piorę i używam, bo uwielbiam – szczególnie w nocy kiedy karmię Julka przez sen. Naprawdę polecam.

6. OGRANICZYŁAM GADŻETY    

Nie czułam potrzeby kupowania nowości ani nie interesowało mnie to. Nie miałam np. poduszki do karmienia. Obkładałam się zwykłymi poduchami przy każdym karmieniu i było mi niewygodnie. Tym razem kupiłam poduszkę, ale zapytałam również fizjoterapeutkę, co o niej sądzi. Nie wiem czy wiecie, ale najlepiej jest nie kłaść dziecka na poduszkę, która jest miękka.

Najlepsza pozycja do karmienia na siedząco jest wtedy kiedy trzymamy dziecko w ramionach i opieramy (ramiona) o poduszkę, a nie dziecko leży na poduszce. Po pierwsze łatwiej jest prawidłowo przystawić dziecko, a po drugie jest to zdrowsza pozycja dla małego kręgosłupa. Zabrałam ją również do szpitala.

7. ZAOSZCZĘDZIŁAM NA LAKTATORZE    

Nie byłam pewna czy będę go używać, więc kupiłam tańszy, elektryczny model (Medela mini) i niestety to był niewypał. Ściąganie zajmowało mi godzinę! Wtedy już mi się odechciewało gdziekolwiek wychodzić, wolałam zostać w domu i nie musieć odciągać mleka.

Tym razem postanowiłam, że kupię Mercedesa wśród laktatorów (Swing) i jestem w 100% zadowolona. Ściąganie zajmuje 10 minut (!) i to na chwilę przed moim wyjściem.

8. KARMIENIE Z DWÓCH PIERSI NA JEDNO POSIEDZENIE      

Być może dlatego moje dziecko się nie najadało do końca i było cały czas głodne, bo karmiłam trochę z jednej piersi (aż przestało lecieć) i trochę z drugiej. Trwało to dość krótko, więc dopiero teraz wnioskuję, że piło tylko mleko pierwszej fazy, które jest bardziej wodniste i ma mniej tłuszczu.  Tak jakby moje dziecko cały czas piło kompot przed obiadem, a nie dochodziło do głównego dania (stwierdzenie zapożyczone od Nishki)

9.NIE DOCENIAŁAM MOJEGO MLEKA      

Naprawdę nie doceniałam tego, że mogę karmić moje dziecko. Nie byłam z tego dumna. Traktowałam to raczej jako ograniczenie (przez tą nieszczęsną dietę, niepicie kawy) niż jako powód do radości. Dopiero teraz jak już mam tę wiedzę to wiem, jaką moc dała mi natura. Nie ukrywam, że duży wpływ wywarła na mnie prezentacja na konferencji  Medeli.

Przełomowe były również badania nad składem ludzkiego mleka, o przeciwciałach zawartych w mleku. A już badania na temat obecności komórek macierzystych   potwierdziły tylko to, że karmiąc swoje dziecko mamy prawie supermoce. I te supermoce właśnie utrzymują mnie przed zaprzestaniem karmienia.

10. NIE UFAŁAM SOBIE   

Tak bardzo brakowało mi osoby, która by powiedziała: „Ania, ale wszystko robisz dobrze. Zaufaj sobie!” Tak mało, a tak by mi to pomogło. Jako początkująca mama miałam wiele wątpliwości, czy dobrze przystawiam, czy się najadło, ile zjadło, a może boli je brzuch po fasoli, którą zjadłam… Ciągle zastanawiałam się co robię ŹLE!

Wszystko sobie zapisywałam i liczyłam. Każdy dzień zaczynałam od tego, że podsumowywałam ilość nocnych karmień i od tego warunkowałam swój humor. Teraz nawet nie liczę ile tego było, bo wiem, że pobudka po wyliczonych (16 karmieniach) nie jest zbyt optymistyczna. Ktoś mnie pyta: „Ile razy je w nocy?” Odpowiadam: „Tyle ile chce”.

Karmienie piersią wg mnie jest o wiele łatwiejsze kiedy tak dużo się o nim nie myśli. Bardzo żałuję, że nie miałam tej wiedzy kiedy płakałam „…bo ono znowu chce”. Naprawdę kobiety, które karmią potrzebują najczęściej tylko kilku słów i brzmią one tak:

Radzisz sobie bardzo dobrze 

A po wszelkie rady udałabym się do doradcy laktacyjnego.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” na moim profilu :https://www.facebook.com/nebuleblog/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wyjątkowe podarunki

Tak, to już ostatni moment żeby kupić prezenty najbliższym. Dziś prezentuję bardzo wyjątkowe propozycje prezentów (tym razem nie dla dzieci). W większości są to rzeczy, które mamy i lubimy. Myślę, że mogą Was zainspirować:)

Zacznę od wyjątkowej limitowanej kolekcji, która skradła moje serce. Mój mąż ma zakaz zaglądania do tego wpisu, bo tu właśnie znajdują się podarunki dla niego. Są to rzeczy wyjątkowo piękne i niebanalne. Mój mąż na co dzień nosi się elegancko, więc i przedmioty go otaczające są właśnie takie. Codziennie (oprócz weekendu) nosi koszule i marynarki. Często ma też formalne spotkania i kolacje, więc wybrałam dla niego właśnie te rzeczy. Jest to wyjątkowa kolekcja przedmiotów  z ikonografiami znanych malarzy.

Kubek DESA Modern z ikonografią Edwarda Dwurnika

Spinki do mankietów DESA Modern stworzone na bazie obrazu Jerzego Nowosielskiego

Jedwabna poszetka DESA Modern Gdańsk<-klik

Ten notes jest akurat dla mnie. Już niedługo powstanie w nim coś… inspirującego 😉

Notes „Idealne miasto” z ikonografią Edwarda Dwurnika<-klik

Notes jest w pięknym pudełku, który zatrzymam na drobiazgi.

Koszula ciążowa, bambusowa – później idealna do karmienia HUG gallery

Mam podobną i bardzo sobie chwalę. Niedługo napiszę o niej więcej.

Notesy hobbystyczne Moleskine

Nie wiedziałam, że są takie np. dla miłośników wina, książek, podróży. Naprawdę piękny prezent.

Czytnik ebooków Kindle (Daniel ma Oasis)

Nie mieszczą nam się już książki, dlatego kupiłam go mężowi na urodziny. Jest zachwycony:)

Zamawiałam bezpośrednio z Amazon.de

Polskie kosmetyki ekologiczne Hagi

Obecnie jest to moja ulubiona polska marka kosmetyczna. Wszystkie zapachy trafiają idealnie w mój gust. Kupiłam nawet świecę, którą czasami odpalam. Czekam aż się pojawią znów pomady do ciała (a właściwie wszystkiego). Na zdjęciu jest też mydło rozmarynowe (w łazience właśnie nim pachnie)

Uwielbiam ten scrub, pięknie pachnie – zostawia gładką i nawilżoną skórę.

Kosmetyki Resibo (balsam i olejek)

Mam nowy balsam i go uwielbiam. Pachnie cudownie i fajnie nawilża skórę. Smaruję nim również dłonie.

Olejek wygładzający (zobaczcie jak powoli się zużywa, a mam go pół roku).

Naprawdę działa cuda. Dziewczyny piszą, że działa jak botox i naprawdę tak jest!

Ministerstwo Dobrego Mydła – mają też sklep stacjonarny w Warszawie

Mam hydrolat różany i mydełka. Uwielbiam za zapachy i naturalne składniki

Naturalne, mydło potasowe H&H

Moje ostatnie odkrycie dzięki Agnieszce. Mydło genialnie myje skórę na twarzy. Są różne rodzaje do typów skóry. Ja mam lipowe, lekko nawilżające. Jest naprawdę świetne!

Eko krem do rąk H&M Concious  

Bardzo fajny krem do rąk pachnący cytrusami. Podoba mi się jego metalowa tubka oraz działanie.

Herbatki Varietea

Słuchajcie, moja czytelniczka otworzyła po 3 latach urlopu wychowawczego swój biznes. Biję jej brawo, bo pomysł i wykonanie znakomite! My uwielbiamy różne herbaty, więc dla nas to prezent idealny. Lilka popija Rooibosa, którego w herbaciarni jest aż 8. Trzymam za nią kciuki, a Wy zobaczcie jakie ma fajne zestawy prezentowe np. dla mamy czy też siostry.

Ręcznie robione rękawiczki z alpaki od Myministudio  

Zawsze o takich marzyłam i właśnie do mnie pędzą:) W końcu będzie mi ciepło w ręce i chyba zawieszę je sobie na sznurku, to wtedy nie zgubię.

Jest też wersja dla dzieci:)

Książka „Muza” Jessie Burton dostępna tutaj 

Czasami czytam książki nie związane z rozdicielstwem i właśnie niedawno mąż kupił mi „Muzę”- jest absolutnie genialna. Dokończę ją w Święta.

Książka Humans of New York dostępna tutaj

Dostałam ją od męża  Mikołaja 🙂 Nie spodziewałam się, że album ze zdjęciami ludzi wywoła we mnie tyle emocji. Jeżeli macie w rodzinie osoby, które lubią fotografować, są artystami, byli w Nowym Yorku itd. to kupcie im tę książkę. Naprawdę jest to tak inspirująca pozycja, że przeglądam ją prawie codziennie. Przeczytajcie opisy na zdjęciach poniżej.

Autorem jest mężczyzna, który rzucił pracę w korporacji i zaczął chodzić po ulicach. Robił ludziom zdjęcia… niesamowita historia. To książka o spełnianiu marzeń.

„Animal Rationale. Jak zwierzęta mogą nas zainspirować” Paweł Fortuna, Łukasz Bożycki wyd. PWN dostępna tutaj 

Książka, która jest ciekawą propozycją dla dorosłych oraz dla nastolatków.

„Animal Rationale to nie album przyrodniczy. Nie jest także tylko psychologiczną książką. To pięknie ilustrowany, wzruszający przewodnik, który pokazuje, że inspiracji do zmiany na lepsze możemy szukać także w świecie natury. Łukasz Bożycki, przyrodnik i wielokrotnie nagradzany fotograf przyrody, opisuje niezwykłe zachowania zwierząt: taktykę polowania wilków, strategię, za pomocą której błazenek przekształcił śmiertelnego wroga w sojusznika, wzruszające rytuały pogrzebowe słoni, zadziwiająco skuteczną komunikację pszczół i wiele innych.

Paweł Fortuna szuka w tych zachowaniach inspiracji dla człowieka: możemy bowiem chronić swoich bliskich niczym piżmowół, być niezłomni jak chomik syryjski, przekraczać ograniczenia jak domowy kot i w stosownym momencie opuszczać rodzinne gniazdo – zupełnie jak pająk krzyżak. Animal Rationale to wspaniała, poruszająca książka o tym, jak zwierzęta mogą nas inspirować – doskonała lekcja dla ludzi!”

Książka kucharska „Smaki Dzieciństwa” Mateusz Gessler dostępna tutaj 

„Ta publikacja to kulinarna podróż do krainy smaków dzieciństwa, do dań kojarzących się z beztroską, ze wspólnymi obiadami, niedzielnymi deserami, do potraw pachnących rodzinnym domem czy wakacjami u babci. To album kulinarnych wspomnień dorosłych, ale też recepta na smaczne i niezapomniane dzieciństwo naszych pociech.”

Książka kucharska „Wegan nerd. Moja roślinna kuchnia”. Alicja Rokicka dostępna tutaj 

Dla miłośników kuchni z dużą ilością warzyw. W książce znajdziecie mnóstwo ciekawych i zdrowych przepisów np. na twarożek ze słonecznika.

Pisałam jeszcze kiedyś o PREZENTACH DLA NIEJ i PREZENTACH DLA NIEGO

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” na moim profilu: https://www.facebook.com/nebuleblog/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wygląda PRAWDZIWE życie z dwójką dzieci?

Macie wrażenie, że u wszystkich jest czyściej niż u Was? Tak, ja też! Wkurza mnie jak widzę u innych blogerek lśniącą podłogę,  a tymczasem u mnie lśni, ale od rozmazanego masła…

Tak, przyszedł już czas żeby napisała ten wpis. Wpis pokrzepiający serca wszystkich rodziców. Pewnie po tym co tu napiszę poprawi Ci się humor i uznasz, że nie jesteś w tym sama.  A może nawet stwierdzisz, że masz zdecydowanie lepiej?

Wielokrotnie wspominałam Wam, że blog to tylko kawałek naszej rzeczywistości, może 10 %. Reszta jest nasza. Dziś poznacie resztę, którą tak umiejętnie kryję.

Jak pewnie zauważyliście nie zamieszczam ostatnio na blogu zdjęć naszego mieszkania. Piszę Wam o panującym ogólnym bałaganie, ale na potwierdzenie nie zamieszczam żadnych smaczków. Wiecie dlaczego? Bo traktuję Was jak zaproszonych gości, czyli z szacunkiem.

Jak ktoś u nas się zapowiada to  sprzątam, ogarniam, odkładam rzeczy na miejsce, składam pranie, chowam różne przedmioty. Z dwójką dzieci zajmuje mi to… cały dzień. Nie mam wtedy czasu nawet napisać coś na blogu.

A dziś, no cóż – wyobraźcie sobie, że przejeżdżacie obok mnie i macie godzinkę czasu do np. spotkania i piszecie do mnie sms-a: „Hej Ania! Jestem pod Twoim blokiem. Wpadnę na kawkę, ok?”. Ja odczytując taką wiadomość mam oczy jak 5 złotych i nie wiem czy skłamać czy pójść na żywioł. Odpisuję: „OK, ale mam bałagan” i zdążę tylko szybko upchnąć do szafy stertę prania.

„Mam bałagan” nie oznacza u mnie kokieteryjnego rozgardiaszu. Serio! Odkąd mam dwójkę dzieci, pracę i np. zdarzy się tak jak teraz, że Lilka jest chora, ja mam 3 zlecenia, a mąż jest w pracy to wygląda to tak jak na poniższych zdjęciach.

Estetki niech nie zaglądają!

Dzieci, mąż, praca, dom… Jak ustaliłam priorytety?

Zdziwicie się pewnie, ale najmniej mi zależy na porządkach w domu. A wręcz je olałam. Kiedyś nawet lubiłam sprzątać, była to czynność, która totalnie mnie odstresowywała i uwielbiałam widzieć natychmiastowy efekt.

Odkładanie przedmiotów na miejsce dawało mi poczucie sprawczości, wiedziałam, że na to mam WPŁYW i nad tym panuje.

A sprzątanie przy dzieciach jest nie lada wyzwaniem. Efekt jest, ale trwa godzinę (jak dzieci śpią) lub 10 minut jak nie śpią. Gdybym miała mieć „katalogowy” porządek to musiałabym sprzątać non stop. Ciągle chodzić po mieszkaniu. Podnosić i odkładać, podnosić i odkładać.

Doprowadzało mnie to do szału! Miałam wrażenie, że tylko to robię. Mało tego, wydawało mi się, że tylko ja widzę te rozwalone zabawki, skarpety, które spadły z suszarki…

Więc przewartościowałam swoje priorytety. Zadałam sobie pytanie, na czym zależy mi najbardziej i gdzie mam kierować najwięcej swojej energii życiowej (której po nieprzespanych nocach mam niewiele).

Tak, zgadliście! 

Wolę każdą wolną chwilę poświęcić dzieciom, bo wiem, że czas przeznaczony na czytanie im czy turlanie się po podłodze zaprocentuje. To nie będzie stracony czas, jak przy sprzątaniu.

Mam o wiele większą satysfakcję z tego, że spędzam czas z dzieciakami. Oczywiście, czasami mam też dość (jak każdy), ale nie skupiam się tak bardzo żeby być perfekcyjną panią domu. Zdecydowanie bliżej mi do tej na literę Ch.

Rzadko kiedy składam łóżko, bo normalnie służy za trampolinę
Kto by się przejmował innymi skarpetkami?

Julek zaczął raczkować 3 dni temu i nie mogę spuścić go z oczu nawet na minutę. Chodzę za nim krok w krok, bo staje na kolanach przy wszystkim i leci prosto na twarz. Chodzi po Lilki pokoju i wszystko ściąga z półek. Kiedy śpi w dzień to pracuję na blogu i przy różnych projektach.

Podobno każdy ma takie krzesełko(a)
Przepraszam za to, co powiedziałam przed wypiciem mojej pierwszej kawy.

Obniżyłam totalnie moją strefę komfortu jeżeli chodzi o wygląd mieszkania. Najpierw tym się przejmowałam, a teraz staram się nie zauważać. Naprawdę ciężko jest mieć wszystko na miejscu jeżeli dzieci są w domu i tak bardzo angażują.

Pewnie się da to pogodzić, ale ja naprawdę wolę poświęcić ten czas dla siebie czy też męża. Ogarniam ten cały grajdołek dopiero jak dzieci pójdą spać.

Zabawa roku – poduszkowe domki w każdej przestrzeni
Pod suszarką z praniem, która jest ekspozycją stałą, też można mieć domek.
O praniu w tle mogłabym napisać tragifarsę heroikomiczną. Bohaterką byłaby pralka o załadunku 3,5 kg.
Taaak, znów pranie. Właściwie to nie ma dnia bez prania (albo 3).

Najlepiej nam na… podłodze!

Podłoga w naszym mieszkaniu od ponad 4 lat jest miejscem, gdzie spędzamy najwięcej czasu. Nawet tam rysujemy, a zdarzyło nam się nawet jeść na podłodze. A odkąd jest z nami Julek to właściwie wszystko robimy na podłodze.

Junior jest bardzo ciekawy co robimy wysoko, więc się domaga. Łatwiej przy dwójce  jest nam zejść do jego poziomu niż mieć go cały czas na rękach.

To już nie domek, to ponton.
„Aaa, Julek to mój ponton!!!” Mamo, zabierz go!

Jak żyć w takim razie i nie zginąć pod warstwą kurzu?

Lilka ma wciąż niezdiagnozowaną alergię i nie mogę dopuścić do tego żeby w mieszkaniu było brudno.  Wiadomo, że alergię powodują również roztocza , które są w kurzu.

Więc jak w takim razie sprzątać przy dzieciach żeby zajęło to minimum  czasu a było jak najbardziej efektywne?

Kuchenne rewolucje i ewolucje.
Eskapady do łazienki. Taki fun!
Taki Taty relaks.

Pisałam Wam już jakiś czas temu, że zatrudniłam pomoc do sprzątania, która przychodzi raz na dwa tygodnie. Nie ukrywam, że jest to dla mnie ogromna ulga. Nie wiem jak bym sobie poradziła bez niej. Szkoda by mi było całą sobotę przeznaczyć na sprzątanie. Ograniczam się do minimum.

Gdzie jest moja skarpetka?
Stały element dekoracyjny – odkurzacz.
Powody, dla których idę do lodówki…

Codziennie razem z mężem staramy się ogarniać nasze 50 metrów.

Dzięki temu, że obowiązki domowe są wspólne, jest nam łatwiej. On zawsze zmywa, ładuje pralkę i nawet prasuje, a ja rozwieszam pranie, składam i odkurzam. No i jest ok. Mieszkanie wieczorem jest ogarnięte, dzieci śpią, a my mamy chwile dla siebie.

Drewniane zabawki, mówicie?
Mama nie kupuje mi zabawek interaktywnych, bo woli te drewniane. Ale na szczęście mam odkurzacz.
7-miesięczne tornado w akcji.

Mam już taki rytuał, że codziennie odkurzam.

Odgruzowuję wtedy całą podłogę, bo po całodziennych zabawach jest zwyczajnie brudna. Podnoszę zabawki, ubrania, biorę odkurzacz – nastawiam na cichy program i odkurzam. Czasami mi się też zdarza sprzątać przy usypianiu Jula w nosidle. On zasypia przy szumie odkurzacza, a ja szybko przelecę wszystkie powierzchnie. Podłoga po całym dniu jest w strasznym stanie.

Do domu wjeżdżamy z wózkiem, więc zdarzy się i piasek. Wyobraźcie sobie taką sytuację: Jul już w kombinezonie (płacze zazwyczaj), zapięty w wózku, okna otwarte, ja już w butach i kurtce… przypominam sobie, że nie wzięłam portfela. Nie zdejmuje butów tylko lecę na paluszkach (jakby to coś dało) do kuchni. No i niestety na podłodze widać wszystkie ślady codziennych czynów.

Biuro detektywistyczne Lili i Jula.
Czai się na klocek.

Musiałam mocno zaprzyjaźnić się z odkurzaczem, bo inaczej zginęlibyśmy pod warstwą kurzu i brudu, a Lilka non stop by kaszlała. Jak widzicie wyżej nawet go nie chowam do szafy. Stoi cały czas w pogotowiu.

W raju. Kiedy siostry nie ma.
Siostra czapkę nałożyła, a mama odkurza.
Małe stołki – na parapety! Bo Junior nadchodzi!

Mam takie cudo, co ma takie opcje, że nie wyobrażam sobie bez niego dnia! Chyba zaprojektowała go jakaś sfrustrowana ciągłym sprzątaniem mama alergika. Jest to możliwe:)

Za co go uwielbiam?

Światło LED na nasadce oświetli każde ziarenko kurzu, a nawet odnajdzie zaginiony dawno klocek. Ten odkurzacz na powierzchniach płaskich dostał klasę A, a to znaczy, że rewelacyjnie sobie radzi z każdym paprochem.

Światełka pomogą dostrzec każdy kurz, szczególnie ten schowany daleko pod kanapą. Nie ukrywam też, że ta podświetlana nasadka jest bardzo interesująca dla niemowlaka. Kiedy odkurzam chodzi za mną na kolanach krok w krok i obserwuje.

Klocku, szukaliśmy Ciebie pół roku!

Właściwie jedyną rzecz jaką mogę robić z dziećmi to odkurzanie. Odkurzacz trzymam w jednej ręce, więc Julek może być nawet zapięty u mnie z przodu, bo nie muszę się schylać. Wszystkie programy mam pod zasięgiem kciuka.

Przyjemne z pożytecznym, on zasypia pod wpływem szumu i kołysania, a ja w tym czasie sprzątam. Wszystkie akcesoria mam pod ręką i nie muszę ich nigdzie szukać. Julek szybko zasypia, więc go odkładam i mogę dokończyć sprzątanie.

Tak, sprzątam w dresie. Nie, nie mam makijażu. Tak, to moja fryzura codzienna. Tak, to prawdziwe życie, a nie kreacja blogerska.
Pomocnicy do zadań specjalnych: kanapówka i szczelinówka 🙂

W mieszkaniu mamy tylko jeden dywan, a wszędzie są panele i płytki (w łazience).

Nastawiam na program do płaskich powierzchni i wciągam wszystko jak leci. Odkurzacz ma taką sprytną funkcję, że się sam wyłącza jeżeli odłożę uchwyt z rurą  na ziemię np. kiedy muszę rzucić wszystko żeby ratować Jula, który zbliża się do kabli. Kiedy znów podniosę uchwyt odkurzacz sam się włącza. Sprytne, co?

Nie ukrywam, że wybraliśmy go też ze względu na Lilki alergię. To jest właśnie idealny odkurzacz dla alergików. Powietrze, które z  niego wylatuje jest pozbawione alergenów. Wszystko zatrzymuje filtr antyalergiczny w środku.

Odkurzacz ma klasę energetyczną A i zużywa 23,7 kWh/rocznie, czyli niewiele. To dobrze, bo przy naszym częstym użytkowaniu zapłacilibyśmy fortunę!

Pewnie niewielu rodziców zdaje sobie sprawę, że odkurzacz przy dzieciach jest w prawie ciągłym użyciu (przynajmniej u nas) i stanowi stały element dekoracyjny salonu (razem z inhalatorem). Zajechaliśmy już nie jeden  (a 2) w ciągu 4 lat. Ten ma gwarancję 5 lat, więc może ciągłym podłączaniem aspiratora  do nosa nie zepsujemy go, a wszystkie wciągnięte wirusy  zostaną w środku.

Aaaa, zapomniałam napisać, że ma niemożliwie długi kabel. Wystarcza na odkurzenie 50-metrowego mieszkania bez przełączania wtyczki.

Przedstawiam Wam mojego pomagiera, który jest ze mną codziennie i bez niego Jul ganiał by się z kotami podłogowymi, a Lilka pewnie drapała by się mocniej.

Odkurzacz Philips Performer Ultimate FC8955 <–klik

Zresztą sami obejrzyjcie go w akcji:

https://www.youtube.com/watch?v=bD_xXB5oLJA

Inżynier Julkowski.
Ostatnio przybył nam nowy członek rodziny, który najbardziej brudzi nam podłogę! Na szczęście Performer wciąga igły jak marzenie.

Czasami mam taki sen… Siedzę  w fotelu, czytam książkę, popijam herbatę. W pokoju jest czysto, wkoło stoją zielone kwiaty, nic nie leży na podłodze. Ja delektuję się każdym łykiem i chłonę książkę słowo za słowem. A dzieci? Dzieci są już dorosłe i nie mieszkają z nami w domu.

Kiedyś tak będzie, a ja wtedy będę tęskniła do tego bałaganu, do chrupków przylepionych do podłogi i rechotu moich dzieci.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” na moim profilu: https://www.facebook.com/nebuleblog/

*wpis powstał w ramach współpracy z Philips

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Święta są dla dzieci – pomysły na ozdoby

  • DIY
  •  komentarze [29]

W tym roku u nas pierogi będą krzywe, pierniczki koślawe, a na choince zawisną ozdoby, które zrobiłam razem z córką. Nie chcę Świąt z katalogu, czy prosto z Pinteresta. Mają być nasze! Dlatego w tym roku jeszcze chętniej zapraszam moje dziecko do przygotowań. 

Współpraca reklamowa z Disney Junior

Kiedy Lilka obudziła się 1 grudnia i powiedziałam jej, że już niedługo będą Święta to ona tak się ucieszyła! Widziałam w jej oczach wszystko – podekscytowanie, chęć do działania, niecierpliwość… Codziennie pytała mnie kiedy w końcu będziemy robić pierniczki i kiedy będziemy lepić pierogi.

Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jej nie zaangażować w przygotowania. To właśnie dla niej to wszystko! Mogłabym kupić pierogi na dole (bo mamy pyszne) albo sama je zrobić wieczorem (jakieś 8 razy szybciej niż z nią), ale to nie o to chodzi.

Świąteczny klimat jest jedyny w swoim rodzaju i nie mam zamiaru z  powodu bałaganu w kuchni czy też wyglądu późniejszych specjałów oddelegować ją do cioci. 

Święta są przecież dla dzieci!

Na choince powiesimy bombki (te co rok temu), ale też ozdoby, które razem robimy. Co z tego, że może nie pasują? To nasza choinka.

Moja czterolatka przeżywa wielką fascynację bajkami. Obecnie jej ulubioną kreskówką jest Klinika dla pluszaków – ogląda ją na kanale Disney Junior. Główna bohaterka to empatyczna Dosia. Myślę, że Lilka trochę się z nią utożsamia, bo sama uwielbia bawić się w Doktorcię. Leczy swoje pluszaki i otacza je opieką.

Ta bajka jest naprawdę godna polecenia, bo bohaterowie są bardzo przyjaźni. Dzieci mogą brać przykład z Dosi, która otacza opieką swoje zabawki. Wrażliwość głównej bohaterki udziela się jej zabawkom: Mrozkowi, Besi, Heli i Stefanowi. Znacie?

Lilka lubi bawić się w Dosię i ma kilka gadżetów, które pomagają jej  wcielić się w tę rolę. 

Ta fascynacja przekłada się też na codzienne czynności, więc postanowiłam, że przy naszych świątecznych przygotowaniach pomogą nam właśnie bohaterowie Kliniki dla pluszaków. W końcu bałwan na choince i piernikowa owieczka mogą się nazywać Mrozek i Besia.

A teraz nasze pomysły. Możecie ja wykonać z dziećmi i razem przyozdobić choinkę.

Święta są przecież dla dzieci

FIGURKI Z MASY SOLNEJ

Potrzebujecie:

  • 1 szklanka soli
  • 1 szklanka mąki
  • 0,5 szklanki wody

Składniki połączyć i wszystko razem zagnieść. Odrywać kawałki masy, wałkować i wycinać kształty. Jeżeli zamierzamy powiesić ja na choince – patyczkiem lub zapałką trzeba zrobić dziurki. Żeby figurki nie popękały trzeba je wysuszyć w piekarniku w temp. 75 stopni (około 30 min). Na drugi dzień figurki można pomalować. My akurat użyłyśmy mazaków.

Mrozki pięknie prezentują się na choince:) A Lilka jest przeszczęśliwa!

Zrobiłyśmy również najlepsze pierniczki ze sprawdzonego już przepisu. Wychodzą pyszne, korzenne i z pewnością nie wytrzymają do Świąt

PIERNICZKI KORZENNO-IMBIROWE

Składniki:

  • 500 g mąki
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1-2 łyżeczki  przyprawy korzennej
  • 100-110 g masła
  • 150 g cukru trzcinowego
  • 200 ml syropu z agawy
  • szczypta soli

Wykonanie:

  1. W garnuszku o grubym dnie rozpuść masło, dodaj cukier, syrop z agawy oraz przyprawy: cynamon imbir i przyprawę korzenną. Lekko podgrzej i wymieszaj, by cukier się rozpuścił. Odstaw do ostygnięcia.
  2. W misce wymieszaj mąkę, sól i sodę. Dodaj schłodzone masło z cukrem i przyprawami. Zagnieć ciasto. Owiń je folią i włóż do lodówki na 30 min.
  3. Piekarnik nagrzej do 180 st.
  4. Na stolnicy wysypanej mąką rozwałkuj ciasto na grubość 5 mm i foremką wycinaj ciastka. Ułóż je na blaszce wyłożonej pergaminem.
  5. Piecz ok 10-15 min, aż będą rumiane.

Aby zrobić szybkę w bałwankach trzeba pokruszyć landrynki lub cukierki z ksylitolem i wstawić do pieczenia.

Aby zrobić białą wełnę z pianek wystarczy po upieczeniu ułożyć na pierniczku małe pianki i wstawić na minutę do piekarnika, a następnie lekko docisnąć ręką. Wyglądają naprawdę uroczo i Lilka  cały czas czai się na nie pod choinką.

A to nasze pierniczenie z owieczką Besią i bałwanek Mrozkiem

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to”  lub udostępnij na profilu na Facebooku: https://www.facebook.com/nebuleblog/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak zatrzymać chwile?

Żyjemy w czasach kiedy prawie każdy ważny moment chcemy zatrzymać na zawsze. Szybkim ruchem wyjmujemy telefon z kieszeni i jednym naciśnięciem utrwalimy chwilę, która będzie nam przypominała przeszłość. Dzieci tak szybko rosną, więc chcemy wszystko utrwalić. Ja sama robię mnóstwo zdjęć dziennie. Te, które wg mnie są najlepsze dodaję na Instagram.

Niektóre z nich również ładuję na blog. A inne zdjęcia mi się gubią. Od czterech lat tylko jeden raz oddałam zdjęcia do wywołania. Obejrzeliśmy je może 4 razy. Wydaje mi się, że za dużo teraz tego jest wszystkiego. Nas kiedyś zaprowadzano do fotografa i robiono nam 5- 10 zdjęć – dlatego takim sentymentem je darzymy.

Jak wiecie kocham robić zdjęcia

Aparat towarzyszy mi codziennie, jednak bardziej zawodowo. Robię mnóstwo zdjęć na potrzeby bloga. Zdecydowanie mniej robię prywatnie. A to dlatego, że mam po prostu dość. Na wakacje zabieram aparat, ale robię 10 zdjęć do albumu i to wszystko. Aparat jest ciężki, trzeba go wyjąć z torby, założyć obiektyw, ustawić wszystkie parametry i dopiero zrobić. Często cały kadr już dawno mi się rozjedzie, a nie lubię zdjęć pozowanych i ze sztucznym uśmiechem.

We wpisie o gadżetach wakacyjnych wspomniałam Wam, że na prawie każdym wyjeździe używamy kamery. Zawsze zabieramy ją ze sobą na wakacje. Dziś napiszę Wam dlaczego GoPro jest naprawdę fajnym gadżetem i świetnie nadaje się na prezent.

Uwielbiam ją przede wszystkim dlatego, że jest mała i lekka. Zajmuje niewiele miejsca i prawie zawsze na wyjeździe mam ją pod ręką. Nie chowam jej do torby, tylko gdzieś leży. Mamy ją już 2,5 roku.

Obiektyw jest jasny i ma bardzo szeroki kąt – dzięki temu, możemy utrwalić szeroki obraz. Kamera jest bardzo dynamiczna i szybka – świetnie łapie ruch. Jak pewnie wiecie, takie kamery są stworzone do sportów ekstremalnych. A przecież dzieci w ruchu są właśnie tak ruchliwe.

Dzięki temu, że mam ją  przymocowaną na kiju to również ja jestem obecna na nagraniach. Niestety nie ma tego luksusu jak robię zdjęcia aparatem, a nie chce mi się taszczyć jeszcze za sobą statywu. Moje dzieci przynajmniej będą widziały, że uczestniczyłam w ich wychowaniu;)

Kamera w obudowie wodoodpornej jest odporna na wszystkie upadki

Tak, dobrze myślicie – można ją dać dziecku i nic się na stanie. Mało tego, dzieci mogą z nią wskakiwać do wody, nagrywać nurkowanie pod wodą. Wszystkie możliwe wyczyny kamera nagra bez problemu. Do tego jest lekka i dziecko bez problemu utrzyma ją w dłoniach.

Aby kamera była jak najlżejsza nie ma np. wyświetlacza, czyli kręcimy bez podglądu. Można taki wyświetlacz dokupić (koszt ok 550 zł), ale uważam, że jest to zbyteczne. Czasem nawet ciekawsze nagrania wychodzą bez podglądu. Jeżeli bardzo zależy Wam na podglądzie to polecam apkę na tel. GoPro i tam macie podgląd na żywo.

Co jeszcze? Jest dostępnych mnóstwo akcesoriów- takich jak akurat nam pasują: paski na klatkę piersiową, na głowę, na nadgarstek itd.

Kupując kamerę macie (zazwyczaj)  w pudełku:

  • kamerę GoPro
  • baterię
  • obudowę wodoodporną
  • kabel do ładowania
  • śrubki do mocowania
  • instrukcję

Ja dokupiłam tylko kij i czarną ramkę. Nagrywając w obudowie wodoodpornej nie zarejestrujecie dźwięku. Jeżeli będziecie kupować kij to radzę wybrać, porządny i gruby. Najpierw miałam taki zwykły, cienki za 40 zł i niestety kamera latała na boki. Film ruszał się wtedy w dwie strony. Nasz kij jest firmy GoPole.

To chyba tyle.

My mamy starszy już model GoPro 3+, ale działa bardzo dobrze i na nasze potrzeby jest ok.

Filmy najpierw oglądam w aplikacji na telefonie i je tam kasuję. Później wybrane  zgrywam na komputer i wrzucam je do darmowego programu GoPro. Tam robię film, podkładam muzykę. Generalnie jest to bardzo proste. Sklejenie jednego filmu zajmuje mi ok 3 h.

Filmy odtwarzamy cały rok i myślę, że to lepsza pamiątka niż zdjęcia. Lilka uwielbia je oglądać i robi to naprawdę często. Gotowe filmy wgrywam na vimeo.com (można ustawić tam prywatność).

Nasza kamera kosztuje ok 100o zł dostępna jest np. tutaj

Macie chęć obejrzeć nasze produkcje? Możecie wziąć dzieci na kolana i obejrzeć razem:) Włączcie HD w prawym, dolnym rogu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książki dla najmłodszych

Dziś temat wpisu to książki dla najmłodszych dzieci. Pokażę Wam  naszą biblioteczkę, a także podpowiem jak wybierać książki dla niemowląt. Jeżeli Wasze dzieci uwielbiają książki lub zamierzacie dopiero je wprowadzać w świat literatury to ten wpis jest dla Was.

Na początku chciałabym napisać Wam kilka wskazówek dotyczących tego jak wybierać książki dla niemowlaków.

Kiedy zacząć i jak wybrać odpowiednią książkę dla niemowląt?

Zmysł wzroku u noworodka rozwija się jako jeden z ostatnich. Początkowo dzieci widzą w odległości tylko 20 cm i do tego bardzo ostre kontury i barwy. Warto noworodkom w czasie aktywności (bardzo krótkiej) pokazywać  kontrastowe ilustracje. Nie przesadzajmy z długością takiej zabawy (1-2 minuty) w zupełności wystarczą.

Najlepiej pokazywać obrazki w czasie leżenia na brzuchu (w tym wieku to też są pewnie 1-2 minuty). Jeżeli dziecko leży na plecach i pokazujemy wzory z boku to trzeba pamiętać żeby zmieniać boki (a nie tylko po jednej stronie). Noworodek nie jest w stanie utrzymać głowy prosto, więc nie pokazujmy książek z przodu.

Przyznam Wam szczerze, że nie miałam specjalnej książeczki  ze wzorami. Julek co prawda dostał popularne karty Czu czu, ale zupełnie się nimi nie interesował. Znacznie bardziej lubił kota, o którym pisałam we wpisie Zabawki dla niemowląt 0-6m. Drukowałam mu też darmowe karty i był nimi zainteresowany TUTAJ. Karty pokazywałam kilka razy dziennie. Nie przesadzałam, bo dzieci znacznie lepiej reagują na ludzką twarz.

Książki dla niemowląt

Na rynku dostępnych jest wiele pozycji dla małych dzieci. Czy wszystkie z nich się nadają? Nie. Oczywiście dziecko może interesować się nawet encyklopedią, ale właściwie nic nie skorzysta z jej oglądania. Warto, więc dobierać książki mądrze.

Dlatego dziś napiszę Wam jak wybierać książki tak, aby dziecko miało szansę się zainteresować.

Kolejność wprowadzania książek dla niemowląt:

  1. Karty kontrastowe – najlepiej jeden wzór na jednej stronie (1-2m)
  2. Książki kontrastowe – ilustracje na dwóch stronach (2-3m)
  3. Książki ze zdjęciami twarzy dzieci (4 m +)
  4. Książki z białymi  lub czarnymi stronami i jedną rzeczą na ilustracji (6 m +) tu warto już czytać książeczki z wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi. (od tego wieku można już pokazywać różne książki, trzeba zwracać uwagę na reakcji dzieci). Poniżej moja lista jakie książki są najlepsze dla maluchów:
  5. Książki z białymi stronami i dwoma rzeczami na dwóch stronach
  6. Książki z realnymi zdjęciami przedmiotów
  7. Kilka przedmiotów na jednej stronie
  8. Na kolorowym tle kolorowe przedmioty
  9. Książeczki dotykowe
  10. Książki z krótkimi zdaniami (12m +)

Oto nasze propozycje z zaznaczeniem, które książki dla niemowląt podobają się Julkowi (ma obecnie 7 m) i czytam je tylko z nim.

Mamy również kilka książek, na które Julek jest za mały, ale czytam je kiedy obok jest Lilka i wtedy dwie strony są w miarę zadowolone.

Na wstępie dodam, że bardzo mało jest ciekawych książek na rynku. Dlatego  często odwiedzam TK maxx i kupuję tam książeczki w bardzo dobrej cenie.

Ostatnio zaczęłam też zamawiać książki z bookdepository.com Macie tam mnóstwo pozycji obcojęzycznych, a wysyłka jest za free. Zamówiłam Julkowi jedną książkę, której nie mogłam znaleźć w PL i jestem bardzo zadowolona (kosztowała 26 zł, szła 8 dni i listonosz wrzucił ją do skrzynki)

20161206-dsc_2487
20161206-dsc_2488
20161206-dsc_2489
20161206-dsc_2491
20161206-dsc_2492
20161206-dsc_2493

Jak widzicie dwie książki kosztowały 16.99 zł w Tkmaxx:) Julek bardzo je lubi. Często wkładam też taką małą książkę do torby wózkowej i mam w pogotowiu. Sprawdźcie wydawnictwo Priddy books na bookdepository- mają świetne książki

książki dla najmłodszych – Baby’s day 

Bez wątpienia ulubioną pozycją Jula jest książka po Lilce, którą dostała od mojej przyjaciółki z UK.

Widzę, że jest niedostępna na Book Depository, ale jest podobna tutaj

Widać na niej ząb czasu oraz zęby Lilki i Jula 🙂

książki dla najmłodszych
20161206-dsc_2423
20161206-dsc_2424
książka dla niemowląt

Julek uwielbia zdjęcia dzieci, dlatego zamówiłam mu 2 tygodnie temu Baby faces i jest szał. Oglądamy ją kilka razy dziennie i się autentycznie do nich śmieje.

20161206-dsc_2416
20161206-dsc_2418
książka dla niemowląt
20161206-dsc_2420
20161206-dsc_2421

Szkoda, że na polskim rynku nie ma takiej pozycji.

Teraz chciałabym napisać kilka słów o pewnej serii dla dzieci od 0 do 36 m.

książki dla najmłodszych – Seria Dobra Książeczka

dostępna tutaj 

Jest to seria książeczek dla dzieci od urodzenia do około 3 lat. Książki są podzielone ze względu na wiek dzieci i ich umiejętności. Na każdej książce jest też opis normy rozwojowej dla tego wieku i dzięki temu możemy dowiedzieć się jak bawić się z maluchem.

Trzy pierwsze książeczki są genialne! Dokładnie takie jak szukałam i uważam, że to naprawdę dobra publikacja i warto ją mieć. Następne części zawierają inne ilustracje i już nie podobają mi się tak bardzo. Ale sam pomysł – świetny!

Najlepsza wg mnie jest część 6-12 m z wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi i Julek woli ją od Księgi dźwięków.

20161206-dsc_2436
książki dla najmłodszych
20161206-dsc_2439
20161206-dsc_2440
książka dla niemowląt
20161206-dsc_2443
20161206-dsc_2444
20161206-dsc_2445
20161206-dsc_2447
20161206-dsc_2448
20161206-dsc_2450

Książki dla niemowląt – Na wsi. Rozłóż, baw się i oglądaj wyd. Wilga 

dostępna tutaj 

Bardzo fajna rozkładana książka dla niemowlaków. Idealna do oglądaniu w pozycji na brzuszku (można ją rozłożyć i postawić). Jedna strona jest czarno-biała (dla młodszych dzieci), a druga kolorowa (dla starszych).

20161206-dsc_2464
20161206-dsc_2465
20161206-dsc_2466
20161206-dsc_2467

książki dla niemowląt – Seria Rosnę i poznaję wyd. Zielona sowa

dostępna tutaj 

Świetna seria dla najmłodszych. Dostępne są książeczki o  różnej tematyce. Tak właśnie powinny wyglądać książki dla najmłodszych czytelników – biała strona, zdjęcie i mały podpis.

20161206-dsc_2426
20161206-dsc_2427
20161206-dsc_2429

książki dla najmłodszych – Mój Dzień. Biblioteczka maluszka wyd. Wilga

dostępna tutaj 

Dzieci lubią też książki o czynnościach, które same wykonują. Czytanie takich książek pomaga zorganizować dzień i czuć się bezpiecznie. Wielki plus za owsiankę:)

20161206-dsc_2430
książki dla najmłodszych
20161206-dsc_2434
20161206-dsc_2435

Moje pierwsze pojazdy wyd. Wilga

dostępna tutaj 

To jest jedna z bardziej ulubionych książek przez Jula. Ma bardzo grube strony i okrągłe rogi, więc nadaje się również do gryzienia.

20161206-dsc_2453
20161206-dsc_2455
20161206-dsc_2457
książka dla niemowląt

książka dla niemowląt – Seria Onomato wyd. Olesiejuk 

dostępna tutaj 

Pisałam o niej tutaj Ciekawe książki do 10 zł. Jest cała seria z wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi. Kosztują niewiele, a dzieci je lubią.

20161206-dsc_2459
20161206-dsc_2460
20161206-dsc_2461

Pojazdy wyd. Rea 

dostępna tutaj 

Bardzo fajna rozkładana książka dla miłośników motoryzacji. Jest też wersja o zwierzętach

20161206-dsc_2462
20161206-dsc_2463

Kolorowe zwierzaki. Dotknij mnie wyd. Wilga

dostępna tutaj

Bardzo fajna książeczka z przyjemnymi ilustracjami. Rzeczywiście Julek zaczyna skrobać paluszkiem po dotykowych elementach książki. Później przyda się do nauki kolorów.

20161206-dsc_2468
20161206-dsc_2469
20161206-dsc_2471
20161206-dsc_2472
20161206-dsc_2473
20161206-dsc_2474

Raz, dwa, trzy słyszymy Joanna Bartosik wyd. Widnokrąg

dostępna tutaj 

W końcu coś dla mnie:) czyli piękne ilustracje i wartościowa treść. Kupię z pewnością 2 pozostałe z tej serii.

20161206-dsc_2475
20161206-dsc_2476
20161206-dsc_2477
20161206-dsc_2478
20161206-dsc_2479

książki dla najmłodszych – Mój dom wyd. Zuzu toys

dostępna tutaj 

Bardzo fajna książeczka dla dzieci bliżej 12 m. Ciekawe ilustracje i przedmioty użytku domowego na pewno zainteresują malucha.

książki dla najmłodszych
20161206-dsc_2481
20161206-dsc_2483

Seria Symultaniczno-Sekwencyjnej nauki czytania Jagody Cieszyńskiej

20161206-dsc_2494

Nie uczymy Jula czytać, ale książkę oglądamy, bo ma dużo wyrażeń dźwiękonaśladowczych. Pod zdjęciami, które mogłyby być większe są również krótkie zdania, które możemy czytać dzieciom.

20161206-dsc_2495
20161206-dsc_2496

Księga dźwięków Soledad Bravi

dostępna ZNÓW tutaj 

Nie wiem co takiego ta książka ma w sobie, że dzieci ją tak kochają. Kiedy ją wyciągam i zaczynam czytać juniorowi to 4-latka natychmiast przybiega z drugiego pokoju i cieszy się tak samo jak on.

Biblia wyrażeń dźwiękonaśladowczych. Wg mnie to pozycja obowiązkowa;)

Lilka tak samo ją uwielbiała i do dziś mam przed sobą obrazek, kiedy stoi przy łóżku mając 9m i pokazuje pieska  i mówi: „Auuu auuu”

20161206-dsc_2497
20161206-dsc_2498

Baby’s very first buggy book Outdoors wyd. Usborne – książka dla niemowląt

Książeczka z zaczepem do wózka przyda się podczas spacerów. Bardzo fajna, kolorowa, dużo się w niej dzieje.

20161206-dsc_2501
20161206-dsc_2502
20161206-dsc_2503

Seria o Ancyklopku Piotr Dobry, Łukasz Majewski wyd. Tadam

dostępne tutaj 

W końcu coś nowego dla najmłodszych. Świetna seria trzech książek o wesołym cyklopie o imieniu Ancyklopek. Podoba mi się bardzo, bo jest to coś świeżego. Sama uwielbia nurty noir i np. ugly toys (brzydkie zabawki), które pokazują dzieciom coś innego.

Pierwsza książką Świat wg Ancyklopka jest zbiorem przedmiotów, które otaczają dziecko. Rozbawił mnie smoczek i grzechotka 🙂 Julek bardzo lubi tę część i śmieje się razem ze mną. Wyraźne kontury zobaczy już 3 m. dziecko.

20161206-dsc_2504
20161206-dsc_2505
20161206-dsc_2506
20161206-dsc_2507
20161206-dsc_2509
20161206-dsc_2510
20161206-dsc_2511
20161206-dsc_2512
20161206-dsc_2513
20161206-dsc_2514

Ta część jest o wyrażeniach dźwiękonaśladowczych

20161206-dsc_2517
20161206-dsc_2518
20161206-dsc_2519
20161206-dsc_2521
20161206-dsc_2523

Te dwie pozostałe uwielba też Lilka i czytamy je razem.

Przechodzę teraz do książek, które interesują zarówno 7- miesięczne niemowlę i rezolutną 4-latkę.

W dżungli Benedicte Guettier wyd. Eneduerabe (niestety niedostępna)

Świetna książka dla rodzeństwa:) Kiedy Julek był chory robiliśmy nawet z jej pomocą inhalacje. Mam nadzieję, że zrobią dodruk

20161206-dsc_2524
20161206-dsc_2525
20161206-dsc_2527
20161206-dsc_2528

książki dla najmłodszych – Oto jest ogród Hector Dexet wyd. Mamania

dostępna tutaj 

Ciekawa, kartonowa książka z różnymi otworami o ogrodzie. Tak jak pisałam – interesuje zarówno młodsze, jak i starsze dzieci. Dzieci zaglądają w otwory, dotykają dziurek – świetna pozycja na prezent.

20161206-dsc_2529
książki dla najmłodszych
20161206-dsc_2531
20161206-dsc_2532
20161206-dsc_2533
20161206-dsc_2534
20161206-dsc_2535

Książka dla niemowląt – Kto zjadł Biedronkę? Hector Dexet wyd. Mamania

dostępna tutaj 

Książka tego samego autora i w podobnej konwencji. Fajna, kolorowa pozycja dla dzieci.

20161206-dsc_2537
20161206-dsc_2538
20161206-dsc_2539
20161206-dsc_2540
20161206-dsc_2543

książki dla najmłodszych – Ogród motyli Laura Weston wyd. Mamania

dostępny TUTAJ

20161206-dsc_2544

Moja ulubiona! Przepiękna książka w duchu Montessori o tym jak powstają motyle. Przepiękne ilustracje i zaskakujące, otwierane elementy. Czterolatka jest ciekawa cyklem życia motyla, a niemowlak podziwia ilustracje. 

książki dla najmłodszych
20161206-dsc_2546
20161206-dsc_2547
20161206-dsc_2548
20161206-dsc_2550

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis kliknij „Lubię to” na moim profilu: https://www.facebook.com/nebuleblog/

Książki dla niemowląt wspierające rozwój mowy

Na koniec edit – z myślą o najmłodszych czytelnikach napisałam serię książeczek. Były projektowane i pisane biorąc pod uwagę wszystkie wyżej wymienione aspekty. Ich zadaniem jest pobudzać dzieci do interakcji i wspierają rozwój mowy – wszystkie szczegóły znajdziecie we wpisie:

Książki dla dzieci wspomagające rozwój mowy

Twoje dziecku przestanie się zamykać buzia jak je z nim poczytasz.

a tu ich video recenzja od Aktywne Czytanie:

Spis treści

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zimowy weekend

Wczoraj wróciliśmy z Zakopanego. Spędziliśmy naprawdę ciekawy czas i mam wielką chęć opowiedzieć Wam jak tam było.

Kiedy rezerwowaliśmy hotel ponad dwa miesiące temu nie spodziewałam się, że na początku grudnia zastanie nas taka zima. Planowaliśmy wyjechać w środę na noc żeby dzieci spały, przespać się u znajomych w Krakowie i później ruszyć rano do Zakopanego. Kiedy zapakowaliśmy już wszystkie bagaże i mąż nosił je do auta, zaczął padać śnieg.

Wiecie co się dzieje w Warszawie kiedy spadnie PIERWSZY DUŻY śnieg? Są gigantyczne korki! Do Krakowa jechaliśmy ponad 5h, dzieci co chwilę się budziły, do tego padał duży śnieg i jechaliśmy 30 km/h. Myślałam, że nigdy nie dojedziemy i zatrzymamy się na nocleg już w Katowicach. Grubo po północy dotarliśmy na miejsce. Lila oczywiście się wyspała w aucie i bawiła się do 2.

Rano nieprzytomni zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy do Zakopanego

warunki na drodze były fatalne i powolutku turlaliśmy się do celu (zajęło nam to prawie 2h). Dojechaliśmy około 13 i poszliśmy do polecanej przez Travelicious.pl  Restauracji Zakopiańskiej. Od razu humory nam się poprawiły, bo jedzenie było przepyszne – takie jak lubię, czyli regionalne, ale  z nutką wariacji. Później namówiłam jeszcze znajomych żeby odwiedzili razem RZ i również byli zachwyceni.

Zatrzymaliśmy się w Rezydencji Nosalowy Dwór.

Zakochałam się w tym miejscu – wspaniały hotel przystosowany do potrzeb dzieci, a do tego z fajnym designem i atrakcjami. Wzięliśmy większy pokój, bo Julek ostatnio śpi ze mną i mąż ucieka wtedy do Lili.

Kilka słów o hotelu – położony jest dalej centrum  i przez to nie ma się wrażenia, że jest się w Zakopanem;) Trafił nam się akurat pokój z widokiem na Nosal, a śniegu z godziny na godzinę przybywało coraz więcej. Hotel składa się z dwóch części połączonych przejściem na 3 piętrze.

Korzystaliśmy codziennie z basenu, a ja litrami piłam zimową herbatę.

Pogoda na zewnątrz była cudowna – dużo śniegu (0,5 metra) a na termometrze w okolicach zera. Wydawać by się mogło, że w takich okolicznościach dzieci będą wniebowzięte. Nic bardziej mylnego. Pierwszego dnia Lilka wyszła z tatą i po 15 min chciała wracać do pokoju. A drugiego dnia kiedy wyszliśmy pozjeżdżać na sankach i jabłuszkach znudziła się po 10 minutach.

Było mi autentycznie przykro, bo ja właśnie tak wspominam moje idealne ferie u babci. Dużo śniegu, zjeżdżanie na sankach itd. Przeciągnęłam ją tyle ile dałam radę i wróciłyśmy do hotelu. Szkoda, no! Lilka argumentowała, że nie lubi zimnych wakacji – woli te ciepłe.

W piątek była impreza urodzinowa mojego męża, który zaraz kończy okrągłe czter…naście lat – jak to mówi Lilka:)

Impreza z dziećmi była bardzo fajna, wynajęliśmy animatorkę, która bawiła się z naszymi dziećmi aż prawie padły. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na jakiejś imprezie, a co dopiero z niemowlakiem na rękach. Na szczęście udało nam się zorganizować to tak żeby i maluchy były przy nas.

W hotelu są dwie sale zabaw, które bardzo angażowały nasze dzieci. Lilka była również zachwycona mikołajkowymi zabawami z animatorkami. W niedzielę miało być spotkanie  z Mikołajem, które wyobrażałam sobie podobnie jak zabawy z animatorką. Kiedy Lilka już weszła do sali zabaw i czekała z dziećmi na Mikołaja, ja stałam na zewnątrz. Najpierw usłyszałam świąteczną muzykę, a  później pojawił się on. Za nim niesiono worki z prezentami dla dzieci…

Tak, właśnie wtedy przyszło mi do głowy, że jednak można było przekazywać prezenty dla dzieci żeby Mikołaj wręczył je osobiście. Przez imprezę urodzinową i to wszystko co się działo nie dość się zorientowaliśmy się w temacie. Kiedy inne dzieci otwierały wypasione Hot Wheels Lilka dostała… cukierka. Poczułam się jak zła matka level PRO – Lilka była zrozpaczona. Ona już chyba zapomniała i czeka na jutrzejsze Mikołajki. Obiecałam jej kupienie pamiątek z Zakopanego i zrobiło się odrobinę lepiej.

Zapakowaliśmy bagaże i około południa wystartowaliśmy do Warszawy.

Oczywiście byłam nastawiona na bardzo trudną podróż i nawet przesadziliśmy Lilkę do przodu. Jednak moje obawy okazały się bezpodstawne. Nie wiem jakim cudem, ale przejechaliśmy trasę Zakopane – Warszawa w 5h i 20 min z godzinną przerwą na obiad.

Oczywiście wyjechałam z ogromnym niedosytem, bo niestety nie miałam jak pochodzić po Zakopanem i jeszcze bardziej poczuć zimowy klimat.

Mam nadzieję, że niedługo znów nam się uda tam wyjechać i tym razem nie odpuszczę – wykorzystam ten czas na eskapady, bo jednak wyjazd z dwójką dzieci często bywa bardziej męczący niż życie codzienne w domu.

Zrobiłam niewiele zdjęć, bo chciałam jak najwięcej czasu spędzić z rodziną i paczką znajomych.

20161204-dsc_2408
20161204-dsc_2384
20161204-dsc_2382
20161204-dsc_2380
20161204-dsc_2376

a tu macie rankig czytelników TOP 20 Hotel z dziećmi na narty

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Warszawa dzieciom – idealne miejsce na rodzinny obiad

Trochę opuściliśmy się z frekwencją w odwiedzaniu miejsc związanych z kulturą, ale to dlatego, że najmłodszy domownik nam nie bardzo na to pozwala. Jedynie wyjścia do restauracji są dla nas w tym momencie najlepszą opcją. Ostatnio odkryliśmy nowe miejsce gdzie można spędzić kilka wyjątkowych godzin z rodziną.

W ubiegłą niedzielę odwiedziliśmy restaurację w hotelu DeSilva w Piasecznie.

Odkąd Julek jest z nami wybieramy trochę inne miejsca, gdzie jest ciszej, spokojniej, gdzie jest miejsce żeby postawić wózek. Niewiele jest takich miejsc w Warszawie, bo jednak właściciele chcą mieć dużo stolików na niewielkiej przestrzeni. Gdzieś w sieci trafiłam na ofertę Rodzinnych obiadów i postanowiliśmy je wypróbować.

Dzieci zasnęły w samochodzie i 15 minut po wyjeździe z centrum Warszawy już byliśmy na miejscu. Julek spał sobie smacznie w wózku, a my mogliśmy w spokoju zjeść obiad, deser i spędzić naprawdę fajny, rodzinny czas.

Już kiedyś Wam pisałam –  często żałujemy, że żadna babcia nie mieszka w promieniu 100 km i tak naprawdę odkąd mamy dwoje dzieci to nie mamy z mężem czasu dla siebie. Julek wieczorem budzi się co pół godziny, a jak dzieci nie śpią to jednak bardziej zwracamy uwagę na nie niż na siebie.

To właśnie te weekendowe wyjścia do restauracji są przeznaczone dla mnie i męża. Lilka zazwyczaj jest zajęta 2-3 h zabawą z animatorką, Jul śpi w wózku, a my mamy w końcu czas dla siebie. Taka niewielka namiastka randki;)

Brakuje nam takich wyjść, oj brakuje. Niech no tylko Julek trochę urośnie…

Wracając do naszej niedzieli. Co mi się bardzo podobało to genialne animacje. Zupełnie inne niż w restauracjach. Pani miała przygotowany pomysł na całe zajęcia i były to Dinozaury. Dzieci robiły przy pomocy animatorki swoje pacynki, a później ozdabiały. Lilka była zachwycona, bo takie zabawy ostatnio uwielbia. Pani miała wyjątkowo dobre podejście do dzieci i „pomagała” im zrobić prace samodzielnie.

Restauracja zapewnia oddzielny bufet dla dzieci, który jest BEZPŁATNY. Tak, dobrze czytacie – ja też się zdziwiłam. Jest podobnie tak jak w hotelach all inclusive – dzieci mogą wybierać i przebierać w daniach, które są wyłożone. Czyli nie ma czegoś takiego, co u nas często się zdarza, że Lilka zamówi danie z karty, a później jak zobaczy to już nie chce jeść. Do wyboru było mnóstwo dań i tak naprawdę dzieci mogą zjeść wszystkiego po trochę (pomidorowa, rosół, frytki, ryba, szaszłyki, zapiekanki, naleśniki).

Muszę przyznać wielki plus za menu dietetyczne. Próbowałam hamburgerów bezglutenowych i były bardzo dobre. Dodatkowo dzieci mogą wybierać wśród malutkich kanapeczek, koreczków, owoców i wypieków. Mogą sobie nawet same nalewać kompot malinowy, który jest zrobiony z prawdziwych owoców. A na koniec wyciąć z galaretki ulubiony kształt.

Naprawdę świetnie pomyślane dla dzieci, które lubią próbować różnych rzeczy. Ten bufet jest za darmo dla dzieci do 10 lat. Rodzice płacą tylko za swoje dania.

Kuchnia jest bardzo różnorodna i każdy znajdzie coś dla siebie. My się najedliśmy, napiliśmy dobrej kawy, zjedliśmy również deser i po 3h powoli musieliśmy namawiać Lilkę na powrót do domu, co nie było takie łatwe. To chyba najlepsza rekomendacja:)

Zajrzałam właśnie na stronę i widzę kolejne ciekawe zajęcia dla dzieci w przyszłe niedziele:

  •   4 grudnia – Robimy ozdoby choinkowe – bombki, łańcuchy, inne fajne gadżety do wystroju na święta + WIZYTA ŚWIĘTEGO – MIKOŁAJA, który będzie chodzi i rozdawał dzieciom upominki,  zabawy z Mikołajem
  • 11 grudnia – pieczemy świąteczne pierniczki. Oczywiście będą różne aktywności sportowe ale to temat przewodni. Pierniczki będą również w wersji bezglutenowej
  • 18 grudnia – robimy prezenty dla swoich najbliższych oraz świąteczne kartki z życzeniami. Tak akurat przed Wigilią, dzieci będą mogły przygotować prezenty takie, jak np. ramka na zdjęcia, albo wykonać fajne torebki na prezenty – na pewno będzie dużo pomysłów.

Z pewnością jeszcze nie raz odwiedzimy restaurację w tym hotelu.

Informacje:

Hotel DeSilva

ul. Puławska 42

05-500 Piaseczno

strona www http://www.desilva.pl/piaseczno

Facebook https://www.facebook.com/HoteleDeSilva

fullsizerender-25
fullsizerender-35
fullsizerender-24
fullsizerender-14
fullsizerender-28
fullsizerender-30
fullsizerender-26
fullsizerender-13
fullsizerender-20
fullsizerender-6
fullsizerender-31
fullsizerender-11
fullsizerender-32
fullsizerender-23
fullsizerender-15
fullsizerender-33
fullsizerender-8
fullsizerender-19
fullsizerender-9
fullsizerender-21
fullsizerender-34
fullsizerender-22
fullsizerender-16
fullsizerender-27
fullsizerender-12

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sensoryczna zabawka dla małych dzieci za 3 zł.

  • DIY
  •  komentarze [5]

Tak, tak pamiętam, że uwielbiacie takie wpisy jak z czegoś niepozornego zrobić coś ciekawego.

Dziś bardzo fajny pomysł na… bombki sensoryczne dla maluchów.

Za chwilę będziemy ubierać choinkę, a mamy w domu raczkującego niemowlaka. Nie wiem jeszcze gdzie postawimy choinkę i czy Julian będzie się nią interesował. Zobaczymy:)

A już dziś zrobiłam dla niego bardzo fajną zabawkę, którą właśnie ciąga po ziemi.

Czego potrzebujemy:

  • bombki przezroczyste plastikowe. Moje są ze sklepu Tiger (są w większych miastach) i jedna kosztuje 3 zł. W sieci znalazłam podobne tutaj
  • mocna taśma klejąca – ja używam od kilku lat Scotch magic tape
  • sznurki
  • kasza, fasola, koraliki, brokat- co mamy akurat w domu

Do bombki nasypujemy materiał sypki, możemy dodać brokatu, zaklejamy taśmą i zawiązujemy sznurek.

Bombki są świetne do powieszenia, ale też do zabawy na podłodze. Możemy zawiązać różne sznurki, aby w dotyku były inne.

U mnie kasza gryczana ze złotym brokatem i koraliki (w drugiej).

20161130-dsc_2355
20161130-dsc_2357
20161130-dsc_2359
20161130-dsc_2366
20161130-dsc_2369
20161130-dsc_2370
20161130-dsc_2371

Gotowe:)

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis daj mi znać tutaj:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Prezenty na święta dla dzieci w różnym wieku

Niektórym prezenty na święta dla dzieci spędzają sen z powiek. Ja bardzo lubię wyszukiwać, zapisywać i dzielić się z Wami moimi pomysłami.

EDIT: tu macie Prezenty na święta dla dzieci TOP 2020

Dziś długo oczekiwany post, czyli inspiracje na prezenty dla dzieci 

Jeżeli chcecie poczytać o tym co jest odpowiednie dla jakiego wieku to bardzo dokładnie zrobiłam to w matce wszystkich prezentowych wpisów – Prezenty

Inspiracje podzieliłam na grupy wiekowe i ceny (do 100 zł i od 100 zł)

0-12 MIESIĘCY

img_1406

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

img_1697

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

1-2 LATA

img_1696

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

img_1698

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

2-3 LATA

img_1699

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

img_1701

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

3-4 LATA

img_1700

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10 

img_1703

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10 

4-5 LAT

img_1702

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10

5 LAT +

img_1704

1/2/3/4/5/6/7/8/9

A tu inspiracje na konkretny wiek:

Prezent na roczek 100 inspiracji

Prezenty dla 2 latka

Prezenty dla 3-latka

Prezent dla 4 latka

Prezenty dla 5-latka

Prezenty dla 6 latka

Prezenty dla 8-latka

Prezenty na święta dla dzieci 2021

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zdrowe żelki

W dzisiejszym wpisie zdradzę Wam bardzo szybki przepis na zdrowe żelki.

Gdybym mogła wybrać jeden ulubiony słodycz mojej córki to z pewnością byłyby to… żelki. Nie lubi czekolady, nie przepada za ciastkami, a żelki mogłaby jeść w każdych ilościach. Nie ukrywam, że zdarza mi się jej kupić takie zwykłe naładowane cukrem i sztucznymi barwnikami jeżeli bardzo mnie prosi. Jednak na co dzień staram się ograniczać takie słodkości. Ostatnio zrobiłyśmy razem domowe, zdrowe żelki.

Co potrzebujecie?

  • Agar-agar czyli substancja żelująca z wodorostów, która ma zupełnie neutralny smak. Występuje w listkach lub w proszku i najczęściej można ją znaleźć na półkach ze zdrową żywnością. Kosztuje ok 10 zł za 25 g. Można go kupić np. tutaj
  • Sok z owoców- najlpiej domowy bez cukru. Ja w tym roku zrobiłam tylko jeden sok – wingronowy i właśnie jego użyłam do naszych żelek, ale równie dobrze może to być każdy inny sok. W tym okresie jesienno-zimowym polecam sok z malin lub aronii żeby dzieci miały dodatkową dawkę zdrowia
  • Miód lub inny słodzik. Ja użyłam miodu z propolisem.
  • Można również dodać sproszkowaną witaminę C

Przygotowanie:

1/3 łyżeczki agaru rozpuścić w 250 ml zimnego soku, dobrze wymieszać i podgrzać do temp 90 st (w tej temp. rozpuszcza się agar-agar). Zanim dodacie miód warto odczekać żeby przez  wysoką temperaturę nie stracił swoich właściwości zdrowotnych. Dodajemy miód, mieszamy i wlewamy do foremek. Można użyć silikonowych foremek do lodu lub użyć starego opakowania po czekoladkach. Odstawić do wystygnięcia w temp. pokojowej.

Gotowe 🙂

Jeżeli dopadnie Wasze dzieci choroba to można zrobić żelki, które będą zawierały naturalne antybiotyki takie jak np. kurkuma lub imbir. Czytałam też niedawno o mocy naparu z goździków. Następnym razem wypróbujemy.

20161126-dsc_2281
20161126-dsc_2293

Foremka  Tiger

Talerzyk Sillydesign

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mama w wielkim mieście – nosidło Fidella Fusion

Nie wyobrażam sobie już rodzicielstwa bez chustonoszenia dzieci. Przywiązanie malucha pozwala mi na spełnienie wielu potrzeb dziecka, a przy okazji sama mogę robić to na co mam ochotę. Dzięki konsultacji u  Marty z zamotani.pl złapałam bakcyla i wkręciłam się w tematy chustowe.

Przy pierwszym dziecku nie miałam tak dużej chęci. Wynikało to prawdopodobnie z tego, że nie umiałam dobrze motać i byłam lekko zagubiona. Odetchnęłam z ulgą kiedy Lilka zaczęła siadać i kupiłam nosidło ergonomiczne. Używaliśmy go też niezbyt często – tylko w sytuacjach kryzysowych. Tula była niezastąpiona w chorobie, podczas ząbkowania, na lotnisku…

Tak niewiele rzeczy zostawiłam po Lilce dla „przyszłych” potomków, ale Tula leżała głęboko w szafce i czekała na swój powrót. I się nie doczekała. Podczas konsultacji Marta pytała mnie co planuję później. Odpowiedziałam jej bez zastanowienia, że jak tylko Jul zacznie siadać to przesiadam się na Tulę i wyciągnęłam w tym momencie moją zygzakowatą przyjaciółkę z szafy. A Marta zapytała mnie czy byłam zadowolona z użytkowania i odpowiedziałam jej, że tak oczywiście. W wielu sytuacjach nas uratowała.

Wtedy spojrzała na mnie i powiedziała: „A wiesz, że mam coś lepszego?”.

Naczelna gadżeciara tego kraju to ja, więc od razu zaświeciły mi się oczy i postanowiłam wypróbować to cudo.

Fidella Fusion zawitała pod naszym dachem, a mój mąż odetchnął z ulgą, że nie musi się już zawiązywać w chustę. Używamy jej od kilku tygodni (wg potrzeb dziecka) i dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami i porównać ją delikatnie do Tuli (nie czuję się na siłach żeby pisać profesjonalne porównanie, bo nie jestem doradcą chustowym).

Co kierowało mną przy wyborze Fidelli:

  • przede wszystkim możliwość regulacji panelu wzdłuż i wszerz – dzięki sznureczkom mogę dopasować idealnie rozmiar nosidła do gabarytów dziecka. Moje dzieci nie należą do największych  i dzięki tej możliwości mogę zapewnić bezpieczną dla rozwoju pozycję w trakcie noszenia. Wielkość panelu reguluje się przez płynne wiązania sznureczków (nie rozwiązują się w trakcie użytkowania) – dzięki temu mamy dosłownie nosidło skrojone na miarę. W Tuli nie ma takiej możliwości i na początku noszenia obserwowałam u Lilki zbyt mocne wchodzenie panelu w doły podkolanowe i przez to kierowała podeszwy stóp przed siebie. Taka pozycja…

…najprawdopodobniej wymusza na dziecku zbyt duże odwiedzenie nóg, prostuje miednicę oraz kręgosłup, napina mięśnie obręczy barkowej i karku, zwiotcza mięśnie brzucha i generalnie stwarza dyskomfort.

  • nosidło wykonane jest z chusty Fidella – dzięki temu jest bardzo miękkie i dobrze dopasowuje się do dziecka i rodzica. Całe nosidło jest wykonane z  tkaniny żakardowej. Materiał jest przewiewny i zapewnia dobrą cyrkulację powietrza. W Tuli denerwowało mnie to, że do ciemnej części materiału strasznie czepiały się różne śmieci i paprochy. Przynajmniej raz w tygodniu czyściłam nosidło klejącą rolką. Inaczej również zachowywała się bawełna w Tuli, która nie jest materiałem chustowym.
  • nosidło występuje w dwóch rozmiarach, ale wg mnie oraz doradców chustonoszenia najlepiej jest nosić w chuście, a dopiero później kiedy dziecko usiądzie lub potrafi przyjąć pewną pozycję czworaczą przesiąść się na nosidło. Nie patrzcie na rozmiary i kilogramy- to dziecko pokaże Wam kiedy jest gotowe. Nasze nosidło jest w rozmiarze Toddler, czyli około od rozmiaru 74 do 98/104 (7,5 kg do 15 kg).

dzięki regulacji na dole, na górze i po bokach dziecko siedzi bardzo stabilnie

  • Fidella wyróżnia się wśród innych nosideł tym, że ma dwa miejsca, do którego możemy wpiąć szelki. Wpięcie pasów przy panelu jest dla dzieci, które są starsze i mają już lepszą stabilizację centralną. Przypięcie pasów poniżej nóżek dziecka pomaga uzyskać podwinięcie miednicy- tak pożądane przy chustonoszeniu- jest idealne dla mniejszych dzieci.
  • dziecko w nosidle można nosić z przodu, na boku lub z tyłu
  • Fidellę można również zapiąć z tyłu na krzyż – wtedy dziecko jeszcze bardziej będzie przylegało do nas
  • przeczytałam opinię, że jedynym minusem tego nosidła są niezbyt mocno wypełnione szelki. Nic takiego nie odczułam, ale to pewnie dlatego, że Jul waży 8 kg.

Nosidło zabieramy teraz ze sobą wszędzie, bo wiem, że może się przydać. Należę jednak do osób, które mają problemy z kręgosłupem i kiedy dziecko zasypia twardym snem w miarę możliwości je odkładam. Podsumowując Fidella jest świetnym nosidłem ergonomicznym przyjaznym dla dziecka i rodzica. Mogę Wam je szczerze polecić.

img_1482-side
img_1496
img_1501
img_1504
img_1570-side
img_1525
img_1587-side
img_1517
img_1535-side
img_1521

Zdjęcia Kasia Ciejka  

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki dla niemowląt 6-12 m.

Poprzedni post o Zabawki dla niemowląt 0-6m wzbudził ogromne zainteresowanie. Dziś kolejna część, o tym jak wybierać ciekawe i rozwijające zabawki dla najmłodszych. Na Waszą prośbę piszę ten post trochę na wyrost, bo mój syn niedawno skończył pół roku i jeszcze niektóre z nich są schowane. 

Na wstępie zaznaczę, że nie są to jedyne zabawki jakimi bawi się moje dziecko i nie chcę być posądzana o zakrzywianie rzeczywistości na potrzeby bloga. Zabawki mają nie tylko edukować, uczyć i rozwijać.

Mają również jedną ważną funkcję: mają bawić.!

Dlatego z czeluści kartonów ostatnio wyciągnęłam cichutko grający bardzo stary telefon – zabawkę. Julek lubi się nim bawić od czasu do czasu. Specjalnej fazy na niego nie ma.  Atrakcyjne są również zabawki siostry. Coraz częściej podaję mu również przedmioty domowego użytku do zabawy. Pokażę Wam je pewnie w innym poście.

Napiszę Wam jeszcze jedną rzecz. Warto pozbywać się zabawek jeżeli dziecko z nich wyrośnie. Bez sensu jest trzymać zabawki, którymi dziecko się już nie bawi tylko dlatego, że kiedyś się nimi bawiło.

Wszystkie zabawki (oprócz gryzaków), które pokazywałam w poprzednim poście zniknęły z Julkowego koszyka. Zrobiłam miejsce na nowe. Polecam Wam przeglądanie zabawek dzieci na bieżąco i sprzedawanie, oddawanie innym.

Jak wybierać zabawki dla takiego malucha?

Warto spojrzeć na zabawki dziecka jako całość. Czy są tam rzeczy, dzięki którym będzie rozwijało różne zmysły. Przede wszystkim kierować się zapotrzebowaniem dziecka. Jeżeli obserwujemy, że w danym momencie dziecko wkłada wszystko do buzi i to warto poszukać ciekawych gryzaków.

Mój syn lubi tylko te silikonowe i drewniane. Odrzucił wszystkie plastikowe wypełnione wodą. Nadal lubi Kaczora Hevea i Żyrafkę Sophie, bo ząbkuje. Zamówiłam mu coś nowego.

Gryzak silikonowy kształty z różnymi fakturami Manhattan Toy 

Lubi go gryźć i przekładać w rękach. Różne faktury i kolory dodatkowo stymulują zmysł dotyku. Gryzak jest dość ciężki, dlatego podoba mi się jeszcze bardziej, bo kształtuje mięśnie dłoni.

20161118-dsc_2025
20161118-dsc_2027

Przestrzenna bryła Manhattan Toy

Bardzo ciekawa, drewniana zabawka. Może służyć jako gryzak, jako piłka albo jako zwykła bryła, którą można przekładać w rękach. Podczas zabawy tą zabawką koraliki lekko stukają i wydają przyjemny dla ucha dźwięk. Dostępne są różne kolory.

20161118-dsc_1990
20161118-dsc_1996
20161118-dsc_2002

Drewniany sześcian Heimess

Elastyczny sześcian na gumce jest lekki i dobrze nim się manipuluje. Spadające pierścienie budzą ciekawość dziecka. Całość jest bardzo elastyczna i zmienia kształt.

20161118-dsc_2016
20161118-dsc_2018
20161118-dsc_2019

Kolorowe, drewniane perełki Manhattan toy

Uwaga, to jest też moja ulubiona zabawka. Uwielbiam przekładać w dłoni te ciężkie, gładkie korale. Cała zabawka podczas trzymania w dłoni układa się w różne kształty. Jest odpowiednio ciężka i jako jedna z niewielu zabawek pobudza czucie głębokie. A do tego jest naprawdę piękna.

Myślę, że zostawię ją u nas na dłużej, bo korale mogą się nadawać do masażu albo nawet chodzenia po nich gołą stopą.

20161118-dsc_2008
20161118-dsc_2014

Czerwony marakas Haba

W tym wieku dzieci zaczynają bardziej interesować się dźwiękami, które mogą same wydawać. Lubią stukać różnymi rzeczami i oczywiście grzechotać. Szukałam grzechotki, w której widać poruszające się elementy. I znalazłam- ta jest idealna.

20161118-dsc_2022

Deszczownica Djeco

Jestem wielką fanką tej grzechotki – pełni kilka funkcji: grzechotki, deszczownicy (spadające kulki) oraz fajnie się toczy i motywuje do przemieszczania się. A najważniejsze, że skupia uwagę dziecka na długi czas.

20161118-dsc_2038
20161118-dsc_2031

Grzechotka dotykowa Haba

Bardzo ciekawa grzechotka, która ma kilkanaście różnych sensorycznych wypustek. W środku jest malutkie lustereczko. Podoba mi się, bo kolory ułożone są z odcieniami i można zauważyć czym się różnią.

20161118-dsc_2047
20161118-dsc_2044

Przestrzenna bryła z przyssawką Manhattan toy

Zabawka będzie również interesowała siedzące niemowlę, bo przyczepia się do bardzo gładkich powierzchni (z podłogi Julek bez problemu ją odrywa). Można ją przyczepić do blatu krzesełka do jedzenia, wtedy mocniej się będzie trzymać. Całość stanowią drewniane kulki – połączone ze sobą gumką.

20161118-dsc_2061
20161118-dsc_2065

Piłeczka kauczukowa 

Genialna i bardzo prosta zabawka za małe pieniądze (ta kosztowała 4 zł). Tocząca się piłeczka bardzo interesuje niemowlęta. Julek za  nią  pełza po całym mieszkaniu, a do tego świetnie otwiera rękę i ćwiczy mięśnie nadgarstka. Ta piłka jest też dosyć ciężka i dlatego jest fajna. Dobrze by było gdyby dzieci trzymały ją oburącz.

20161118-dsc_2052
20161118-dsc_2059
20161118-dsc_2057

Kolorowa spirala Goki

Zabawka, którą od razu przechwyciła Lila, dopiero teraz jej się znudziła. Działa w ten sposób, że przechylona pionowo przesypuje powoli drewniane kwiatuszki.

Ciężko pokazać to na zdjęciach, ale uwierzcie mi, że jest efekt „wow” nie tylko dla 6- miesięcznego dziecka, ale i 4-latki. A jak Julek w końcu ją dorwał to przesuwa rączką małe elementy i zjada kulkę.

20161118-dsc_2079

Przechodzimy teraz do zabawek dla trochę starszych niemowlaków, takich które już same siadają.

Auto Goki

Pierwsze autko naszego malucha. Interesują go błyszczące „felgi” i sam fakt, że jeździ. Myślę, że za chwilę będzie to jedna z bardziej ulubionych zabawek. Pięknie wykonane za niewielką cenę.

20161118-dsc_2021
20161118-dsc_2073

Autko Bajo z pasażerem

Piękne autko w stylu vintage. Zobaczcie jakie ładne jest białe;) Fajny pojazd dla małego chłopca, co ciekawe jest tak zaprojektowane, że koła skręcają.

20161118-dsc_2051

Wieża Hanoi

Wieże z nakładanymi okręgami są świetną okazją do pierwszych ćwiczeń koordynacji ręka-oko. Dzieci najpierw zdjemują elementy, a później je nakładają. Jest to ciekawa zabawka dla dzieci od 6m do 12m i naprawdę warto mieć taką w domu. Naszą kupiłam wczoraj w Tkmaxx, ale tutaj znajdziecie inne równie interesujące.

Jul bawi się nią od wczoraj. Zdejmuje kółka i je gryzie. Za czasem pewnie będzie ją układał.

20161121-dsc_2105
20161121-dsc_2108

Układanka magnetyczna Nimo Goki

Ta wieża jest mocno na wyrost i pewnie będzie ją układał ok 18m, ale tak mi się spodobała, że mamy już teraz. Jul lubi zdejmować po kolei wszystkie elementy i je przekładać w rękach.

20161118-dsc_2080
20161118-dsc_2081

Mała przebijanka Goki

20161118-dsc_2085

Bliżej pierwszych urodzin dzieci lubią różnego rodzaju przebijanki. Zadaniem dziecka jest stukaniem młotkiem w element, a on przechodzi na zewnątrz. Można też wyjmować klocki i wkładać do otworów.

Ta jest bardzo fajna, bo jest stosunkowo mała. Na razie jeszcze stoi w szafie i czeka na dobry moment (pewne siedzenie).

20161118-dsc_2084

Sorter Goki

Jestem ogromną fanką sorterów. Lilka miała dwa (jeden plastikowy FP i drugi Bajo). Bawiła się nimi cały rok, a zaczęła właśnie w okolicach 12m. Jest to zabawka, która uczy myślenia, postrzegania, koordynacji ręka-oko, kształtów itd. Naprawdę uważam, że każde dziecko powinno mieć sorter, bo to zabawka, która uczy.

Znalazłam właśnie idealny, bo dość mały. Łatwo również jest wyjąć klocki po włożeniu. Jeżeli kiedyś będziecie kupować prezent dla rocznego dziecka – kupcie mu sorter kształtów.

20161118-dsc_2087
20161118-dsc_2089

Drewniany wózek do pchania Auto

Chcieliście zabawki do roku to macie:) Lilka sama miała fajny, ciężki wózek i uważam, że to naprawdę fajny prezent dla chodzącego dziecka. Warunek jest oczywiście jeden (dziecko musi samo chodzić) inaczej pcha wózek i ustawia stopy na zewnątrz. To auto wpadło mi w oko już dawno i jest świetną alternatywą dla wózków dziewczęcych.

Można tam wozić misia czy nawet przy asyście kogoś dorosłego w nim pojeździć (mam już w głowie obrazek jak Lilka pcha Jula w tym aucie;) A samo auto jest bardzo porządnie wykonane i jeżeli szukacie fajnego prezentu, czy na roczek czy na dwa lata to jest to super pomysł. Auto produkowane jest w Polsce- są jeszcze niebieskie i zielone.

20161121-dsc_2097
20161121-dsc_2101
20161121-dsc_2102
20161118-dsc_2094

Wpis powstał we współpracy ze sklepem Hoplik, który osobiście uwielbiam, bo zawsze tam znajdę jakiś niebanalny pomysł na prezent. Nie wiem czy pamiętacie, ale rok temu pokazywałam zabawki dla trzylatków z tego sklepu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pół roku

Pół roku temu zawitałeś w naszej rodzinie. Kiedy pojawiłeś się na świecie było tak cudownie ciepło. Lepszego czasu nie mogłeś sobie wybrać. Moje ukochane piwonie zaczynały już puszczać pąki. Pamiętam jak poszłam z Tobą kupić je od babci, która stoi zawsze w maju przy Stacji PKP Ochota. Wcisnęłam jej pomięty banknot, więcej niż powiedziała, ale te kwiaty właśnie tyle były dla mnie warte. Kiedy położyłam je na Twoim wózku to pomyślałam, że są od Ciebie. Moje ukochane kwiaty od mojego kochanego synka.

Całą drogę powrotną płakałeś wniebogłosy. Biegłam do domu żeby móc szybko Cię nakarmić. Byłeś wtedy taki malutki…

Minęło już pół roku, a ja nawet nie wiem kiedy to minęło – za szybko jakoś. Nie wyczekuję z niecierpliwością kolejnych kroków milowych, delektuję się tym co jest teraz. Pierwsze trzy miesiące właściwie przespałeś. Nawet jedną całą noc. Ogłosiłam wtedy światu: „Hura, moje dziecko przespało noc”- to był pierwszy i ostatni raz.

Kiedy nie spałeś to płaczem oznajmiałeś, że jesteś. I my to przyjmowaliśmy. Któregoś dnia Tata wziął Ciebie na poważną męską rozmowę i powiedział Ci: „Chłopaku, nie możesz tak tylko płakać i płakać.

Zobacz, wszyscy są- jest Mama, która Cię nosi i karmi, jest Siostra, która Cię zabawia kiedy nie śpisz i nakręca karuzelę.” A Ty spojrzałeś na niego swoimi granatowymi oczami i chyba zrozumiałeś, bo od tamtej pory płakałeś jak tylko czegoś bardzo potrzebowałeś.

Przez te 6 miesięcy dużo się zmieniło, podwoiłeś swoją masę urodzeniową i wyrosło Ci już 6 zębów. Stoisz pewnie na czworakach i próbujesz siadać. Na Twojej głowie jest już kilka guzów. Za to i ja przepraszam.

A co lubisz? Nasze towarzystwo: pewne ramiona Taty, zapach Mamy i wygłupy Siostry.

Twoim ulubionym daniem nadal jest mleko.

Najlepiej bawisz się po godzinie 21. Doskonalisz wtedy wszystkie nabyte umiejętności. Ulubioną książką jest ta, w której są zdjęcia dzieci – śmiejesz się przy niej na głos. Śpisz w dzień w swoim łóżeczku, a w nocy lubisz być przy Mamie.

Kiedy jesteś już zmęczony albo zirytowany wychodzeniem czterech zębów lubisz być noszony w chuście lub w nosidle. To nasza ostatnia deska ratunku.

Eksplorujesz otoczenie wszystkimi zmysłami. Ostatnio bardzo zwracasz uwagę na dźwięki. Delikatna melodia pozytywki potrafi zająć Cię na długo. Lubisz z wirtuozerią walić rączką w klawisze kolorowego pianinka siostry. Może będziesz muzykiem? Chociaż nie, interesują Cię wszystkie urządzenia elektryczne w domu i Tata nazywa Cię Inżynierem.

Ten czas płynie tak szybko. Łapię te momenty i próbuje zapamiętać. Dziś skreślam kilka słów dla Ciebie i archiwizuję zdjęcia z tego okresu, bo przy ciągłych zmianach sprzętu lubią nam się zagubić.

20160508-dsc_6860
20160508-dsc_6850
20160508-dsc_6869
20160516-dsc_6988
20160516-dsc_6991
20160516-dsc_6993
20160516-dsc_7012
20160520-dsc_7068
20160619-dsc_8123
20160619-dsc_8146
20160619-dsc_8150
20160619-dsc_8162
20160619-dsc_8170
20160619-dsc_8179
20160812-dsc_9530
20160616-dsc_8081
20160606-dsc_7720
20160708-dsc_8705
img_2486
img_2501-2
img_2513
20160708-dsc_8722-2
20160710-dsc_8966
20160710-dsc_8978-2
20160714-dsc_9034
20160723-dsc_9151
20160701-dsc_8551
20160623-dsc_8382
_mg_0916
20160826-dsc_9821-2
20161023-dsc_0905
20160818-dsc_9624

Kochany nasz:)

A tu dla porównania Lilka w tym wieku 🙂

dsc1835-199x300
dsc1821-300x199

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Rozszerzanie diety niemowlaka – papki czy BLW?

  • BLW
  •  komentarze [9]

Rozszerzanie diety niemowlaka jest tematem, który potrafi przysporzyć rodzicom wielu trosk. Wielu pediatrów zaleca dość wczesne rozszerzanie diety, a sklepowe półki zapełnione są produktami zachęcającymi do urozmaicania repertuaru posiłków już od 4 miesiąca życia dziecka…

Autorką wpisu jest Marta Byszko – neurologopeda i pedagog specjalny, prywatnie mama 5-miesięcznej Ady

W internecie znalazłam nawet informację, że śliniące się i wkładające przedmioty do buzi dziecko jest gotowe na naukę jedzenia. Czy warto poczęstować pierwszym słoiczkiem 4 miesięcznego bobasa, który z zaciekawieniem śledzi trasę łyżki do buzi jedzącego rodzica i słodko się oblizuje?


Spróbuję w skrócie opisać fizjologię procesu przyjmowania i połykania pokarmu u osoby dorosłej.

Pierwszym etapem jest odgryzienie kawałka pożywienia, potem zmieszane go ze śliną oraz żucie ruchem okrężnym. Następnie uformowany kęs trafia na tylną ścianę gardła i uruchamia odruch połykania. Odruch ten unosi do góry krtań, która zamyka wejście do dróg oddechowych uniemożliwiając zadławienie. Jedzenie trafia do przełyku, a potem dzięki ruchom robaczkowym przesuwane jest do żołądka.

Jak to się ma do rozszerzania diety niemowlaka?

Tak, że najbliższe naturze byłoby rozpoczęcie rozszerzania diety, gdy maluch będzie w stanie oddzielić kęs i bezpiecznie go połknąć (a jest to możliwe tylko wtedy, gdy jesteśmy spionizowani i krtań efektywnie zamyka wejście do drzewa oskrzelowego).

Wiele z Was już się domyśla, że to właśnie metoda BLW  w największym stopniu odwzorowuje i stymuluje naturalny rytm rozwoju umiejętności jedzenia. Ponadto daje możliwość samodzielnego doświadczania struktur i smaków, kształtowania poczucia sprawstwa, regulowania ilości spożywanego jedzenia/łaknienia i, co moim zdaniem jest bardzo ważne, bycia pełnoprawnym uczestnikiem domowych posiłków- nie karmionym, siedzącym przy stole, jedzącym to, co rodzice i ilości, których potrzebuje.

Z logopedycznego punktu widzenia metoda BLW  sprzyja kształtowaniu się sprawności aparatu artykulacyjnego – warto wiedzieć, że sposób przyjmowania pokarmu i jego struktura mają ogromny wpływa na rozwój mowy, ponieważ w obu czynnościach biorą udział te same narządy i grupy mięśni.

Czy w związku z tym należałoby zupełnie zrezygnować z miksowanego pożywienia?

Czy rodzice popełniają błąd podając papkę dziecku? Jako logopeda powinnam napisać, że tak. Konsystencja papki raczej nie jest spotykana w naturze, utrudnia stymulowanie sensoryczne i trenowanie mięśni aparatu artykulacyjnego. Z całą pewnością można stwierdzić, że ZBYT DŁUGIE przyjmowanie produktów w postaci papki i nie wprowadzanie pokarmów stałych negatywnie wpływa na rozwój narządów artykulacyjnych i mowy dziecka.

Będąc od niedawna mamą doszłam do wniosku, że kluczową kwestią w rozszerzaniu diety jest gotowość dziecka i rodzica (!).

Niektóre dzieci nie potrafią jeszcze po przekroczeniu magicznego 6 miesiąca siedzieć, a mimo wszystko wykazują ogromne zainteresowanie jedzeniem. Niektórzy rodzice czują się bezpieczniej podając dziecku posiłek ze słoika, ponieważ produkt pochodzi z ekologicznych upraw/ ich dziecko mało przybiera na wadze i chcieliby wiedzieć, ile dokładnie zjada. Powodów może być wiele i nie warto ich oceniać, ponieważ każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. W pewnych sytuacjach słoiczki są przydatne, wygodne i dzieci je lubią. Sama także chętnie jem kremowe zupy, a w myśl zasady, że różnorodność sprzyja rozwojowi zapewne poczęstuję swoje dziecię miksem dyni i ziemniaczka.

Zawsze jednak warto pamiętać o zachowaniu odpowiednich wytycznych dotyczących proporcji i ram czasowych:

⁃ zgodnie z zaleceniami WHO rozszerzanie diety powinno nastąpić po ukończeniu 6 miesiąca życia- wcześniej układ pokarmowy i prawdopodobnie immunologiczny niemowlęcia nie są gotowe na przyjmowanie innych pokarmów, niż mleko. To, że dziecko wkłada przedmioty do buzi, ślini się, wyciąga rączki po jedzenie nie oznacza, że jest gotowe na rozszerzanie diety!

⁃ przez pierwszy rok życia dziecka podstawą jego diety jest mleko, reszta- stopniowo, coraz większym, ale nadal dodatkiem. Zmiana proporcji (tzn. na początku rozszerzania diety zastępowanie karmienia piersią/mlekiem sztucznym „obiadkiem”) może doprowadzić chociażby do zatrzymania przybierania na wadze (pierwsze papki to zwykle warzywa, które nie są tak kaloryczne, jak mleko).

⁃ jeśli decydujemy się na wprowadzanie papek, nie zapominajmy o rozszerzaniu tego repertuaru o stałe pokarmy (nie mam tu na myśli „wyższych poziomów” słoiczka). Aby aparat artykulacyjny i mowa rozwijały się prawidłowo, NIEZBĘDNE jest do tego:

ODGRYZANIE, GRYZIENIE I ŻUCIE!

To właśnie te czynności stanowią najlepsze, codzienne i systematyczne ćwiczenie aparatu mowy.

⁃ niektóre dzieci mają tak wrażliwą jamę ustną, że nie ma mowy o jedzeniu stałych pokarmów/myciu zębów/wizycie u stomatologa/jakiejkolwiek stymulacji buzi. W takich sytuacjach zachęcam do konsultacji ze specjalistami – logopedą, terapeutą integracji sensorycznej, którzy pomogą za pomocą odpowiednio dobranego masażu odwrażliwić zaburzone sfery. Podawanie papek niestety zadziała tu na zasadzie błędnego koła i pogłębi problem.

⁃ kiedy dziecko jest w stanie samodzielnie rozdrobnić i połknąć pokarmym, postarajmy się, pożegnać miksowane jedzenie. Nie ma absolutnie potrzeby, aby uzębione, chodzące dziecko przyjmowało papki.

Jestem też zwolenniczką pozwolenia dziecku na kontrolowanie ilości przyjmowanego pokarmu

czy jest to papka czy ugotowany brokuł. Jedzenie dla większości z nas jest przyjemnością, ale wtedy, kiedy jemy kiedy chcemy, to, co chcemy, to, co lubimy i ile potrzebujemy.
A oto jak możemy wykorzystać produkty spożywcze do zabaw logopedycznych (propozycje dla dzieci w wieku przedszkolnym):

⁃ masaż jamy ustnej, tym, co dziecko lubi – konfiturą, miodem, pasztetem (ZAWSZE- od przodu jamy ustnej ku tyłowi, przed posiłkiem, np. ruchem kolistym). W trakcie masażu może wystąpić odruch zwracania, który także jest ćwiczeniem!

⁃ zlizywanie czubkiem języka ulubionego mazidła z: ust, zębów, wałka dziąsłowego za górnymi zębami, podniebienia (buzia otwarta szeroko!)

⁃ ściąganie czubkiem języka ryżu preparowanego z kącików ust (przykleja się na ślinę)

⁃ przyklejanie opłatka do podniebienia, ściąganie go językiem

⁃ przenoszenie płatków śniadaniowych za pomocą słomki (pamiętajmy, żeby były większe, od otworu w słomce, aby zapobiec wciągnięciu!)

mgr Marta Byszko

neurologopeda, pedagog specjalny, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od ponad 10 lat pracuje w przedszkolu integracyjnym, gdzie zajmuje się kompleksową diagnozą i indywidualną terapią logopedyczną dzieci przedszkolnych oraz wspieraniem edukacji i komunikacji dzieci ze spektrum autyzmu, autorka wpisów na blogu:

Objawy autyzmu

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis kliknijcie „Lubię to” lub udostępnijcie go swoim znajomym

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Różnimy się po to, by wzajemnie się uzupełniać

Nasza rodzina – cztery osoby, które mieszkają pod jednym dachem. Każdy jest inny i ma zupełnie różne potrzeby. Przedstawię Wam naszą krótką charakterystykę – poczynając od najmłodszego.

_mg_0807

Julian – mlekożerny niemowlak, który zaczyna się przemieszczać stylem gąsienicowym. Do pozostawionego na podłodze laptopa mknie z prędkością… ślimaka, czyli jak na jego możliwości ruchowe – bardzo szybko. Lubi wygłupy starszej siostry i swoje odbicie w lustrze.

Lilka – gadatliwa czterolatka. Obecnie interesuje się językiem chińskim i napisała już 10 listów do Mikołaja (a jest połowa listopada). Lubi jeść kisiel i wczoraj zrobiła awanturę, bo wypiłam cały sok z buraków.

Tata Daniel – miłośnik polskiej kuchni i dobrego wina. Pochłania książki w zastraszającej prędkości i robi to wszędzie, nawet nosząc Julka w chuście. Lubi żartować i wymyślać nowe słowa.

Mama Ania – gadżeciara i optymistka. Po wypiciu pierwszej kawy można z nią się nawet dogadać. Próbuje ogarniać rodzinną czasoprzestrzeń i czasem jej to wychodzi. Całe życie jest na diecie.

Nasza rodzina to miks charakterów – wstrząśniętych i wymieszanych. Każdy ma swoje upodobania i preferencje.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dni płyną wolno

…ale lata lecą szybko.

Też masz takie dni kiedy wydaje Ci się, że wskazówka na zegarze stoi w miejscu? Sekundy, minuty, godziny dłużą się niemiłosiernie, a Ty na oparach siły jedną ręką mieszasz kakao, a drugą wkładasz smoczek płaczącemu dziecku. W myślach powtarzasz „Oby do wieczora”. Czas płynie między wycieraniem nosa jednemu, a robieniem inhalacji drugiemu.

Niestety, choroby dopadły i nas. Miesiąc chorowania za nami – czas mocno obciążający całą rodzinę. Mam wtedy sporo czasu na przemyślenia i przewartościowuję pewne sprawy. Tak sobie wtedy zawsze myślę, że nie doceniamy takiej zwykłej codzienności. Dopiero kiedy coś się dzieje i ta „nudna” codzienność odchodzi w zapomnienie to wtedy tak bardzo pragniemy do niej wrócić. 

Dlatego celebruję te chwile, kiedy jesteśmy razem.

Chociaż wtedy kręgosłup boli od noszenia na rękach, a czytana 10 raz ta sama bajka wcale nie cieszy. Kiedy jedno  w końcu zaśnie, a drugiemu włączam bajkę, bo mam parę spraw do załatwienia przy komputerze. Młodszy po chwili się budzi z płaczem, bo ciężko mu oddychać z zapchanym nosem.

Kiedy mam wrażenie, że wszystkie zabawki z półek specjalnie leżą na podłodze i tylko czekają aż się o nie potknę. Pranie pierze się po trzy razy, bo kończy się akurat wtedy kiedy nie mam jak nawet wyjść do łazienki. Nie przebieram się nawet z piżamy, bo i tak wycierają o mnie gile. Kiedy 10 minut spóźnienia Taty wydaje się trwać 2h, a na obiad znów ta sama zupa.

Kiedy odkurzacz z aspiratorem i inhalator są stałymi, dizajnerskiemi dodatkami wnętrza. Kiedy o 15.30 uświadamiam sobie, że nawet nie umyłam zębów, ale za to pamiętam, że już 3 filiżanki   kubki kawy za mną…

Ciężki to czas i chociaż staram się uwieczniać tylko te dobre momenty i o nich tutaj pisać, to dziś jest inaczej.

Chcę żeby każda z Was wiedziała, że tak też jest u nas. Kiedy staję w środku tego wszystkiego i sama mam ochotę się rozpłakać, że już nie dam rady… Wiem, że to przechodzi i już jest lepiej. I wtedy znów zaczynam doceniać tą zwykłą codzienność, kiedy czas nie płynie od podania leku do zrobienia inhalacji.

W takich dniach ratuję się malutkim przyjemnościami. Jak już w końcu mam chwilę to zrobię sobie coś dobrego albo  jak mąż wróci to wyjdę chociaż na pocztę. Stoję wtedy w kolejce i myślę, niech ta Pani dłużej te kwity wypisuje, a ja odpocznę chociaż.

I wtedy znów sobie myślę o tej codzienności, co kiedyś nudna mi się wydawała.

20161023-dsc_0836
20161023-dsc_0847
20161023-dsc_0851
20161023-dsc_0861
20161023-dsc_0932
20161023-dsc_0920
20161028-dsc_1329-2
20161028-dsc_1333-2
20161031-dsc_1347-3
20161105-dsc_1678-3-2
20161105-dsc_1697-3
20161105-dsc_1702-3

Lilki  mięciutka piżama MUS MUS

Jula rampers Leorganic

Pościel Mumla

Ulubiony kubek Lilki z hipkiem i  Sillydesign i talerzyk z królikiem tutaj

Mój kubek i talerz w kwiaty Bloomingville 

Sprawdźcie koniecznie kakao Makao – bez cukru z ksylitolem – przepyszne jest. Pijemy z Lilką ostatnio codziennie ze spienionym mlekiem z ekspresu.

Książka Jane

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej