kontakt i współpraca
Też często czujecie, że jesteście złymi rodzicami? Wszędzie na zdjęciach widać uśmiechniętych rodziców, a wszyscy wiemy, że to nie jest możliwe żeby uśmiechać się zapinając dziecku pasy w foteliku. Prawda?
Mogę się założyć, że nie ma na świecie rodzica, który nie ma takich momentów. To jest zupełnie normalne.
A partnerem dzisiejszego wpisu jest marka MomMe, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach i jestem z tym OK, żeby pokazywać, rodzicielstwo bez filtra.
Wystarczy, że usłyszę kaszlnięcie, prychnięcie lub lekko zaróżowione policzki i jestem już w trybie gotowości. Nic mnie tak nie wybija z rytmu, jak choroby. Na szczęście jest ich już coraz mniej i znacznie lepiej sobie z nimi radzimy. W top of the top moich stresów są choroby z wymiotami. Trochę ich przeżyłam i sporo pralek nastawiłam (ściany też kiedyś myłam).
Kiedy pytałam innych rodziców, czy ich dzieci lubią myć głowę i czy robią to bez żadnych problemów. Zgadnijcie jaka była odpowiedź? Tak, macie rację – ogólnie dzieci nie przepadają za tą czynnością, a większość jej nie znosi. Ja nadal mam coś takiego, że jak przychodzi dzień mycia głowy, to biorę głęboki wdech, staję na kolanach przy wannie (jak za karę), przygotowuje: ręczniczki, myjeczki i inne niezbędne akcesoria. Włączam wodę, daję wybór: sam moczysz, czy prysznic, a czy normalny strumień czy mgiełka. I naprawdę już mi się język plącze od ilości opcji – żeby tylko nikt NIE KRZYCZAŁ. Przerabiałam szampony, które szczypią w oczy (szybko to zauważycie, a nawet sąsiedzi usłyszą). Miałam też takie, których trzeba było wylać pół butelki żeby umyć włosy do pasa. Ale i tak najgorsze były te, które powodowały, że włosy były tępe w dotyku i o późniejszym rozczesaniu ich mogłabym napisać dramat. I trafiłam ostatnio na ideał – Wygładzający Szampon do włosów MomMe KLIK. Jak widzicie moje dzieci mają sporo włosów i ujarzmienie ich grzywy to zawsze było wyzwanie. A ten szampon jest idealny i odpowiada moim wymaganiom, czyli:
Z resztą sami zobaczcie, jak ładnie nawilża włosy:)
Wdech – wydech. Stój spokojnie. Buzia do góry. I lecimy z kremowaniem. Nie zliczę ile razy przewróciłam oczami, ile razy przez zęby powiedziałam „Jeszcze chwilkaaa”. Nie wspominając o tym, że problemem dla dzieci jest samo ustanie w jednym miejscu przez minutę. A już nie odwracanie się, nie wystawianie języka to wyższa szkoła jazdy. Miałam tez różne kremy z filtrem, niektóre takie, że musiałabym użyć wałka malarskiego żeby równomiernie go rozprowadzić. Albo takie, że dzieci wyglądały jak mumie. W tym roku testowałam Ochronny Parasol do Słonka MomMe KLIK i uważam, że jest naprawdę fajny. Dobrze się rozsmarowuje, szybko wchłania i co najważniejsze nie zostawia białej powłoki, do której wszystko się lepi. Wypróbowałam go nawet na sobie i jest ok. Skład ma bardzo przyjemny i jest polecany od 1 dnia życia. Nic tylko kremować.
A tu łapcie kod rabatowy NEBULE na 15% rabatu ważny do 31.05.2021 – na cały asortyment produktów sklepu MomMe! (nie dotyczy zestawów)
Wyobraźcie sobie sytuacje: ciemno, 3 siaty w ręku, deszcz pada, kurtki, zabłocone buty, jeszcze ktoś się uderzy przy wchodzeniu i jest dramat. Wciskam te pasy, luzuje, „szczypię” żeby sprawdzić naprężenie. Zapinam jakby miały w kosmos lecieć (czasem żałuję, że nie lecę). Idę na swoje miejsce, zapinam się i słyszę: Mamo, rozpiąłem się.
.
Ale i tak nic nie przebije przepinanie fotelików RWF z auta do auta. Ale o tym to Daniel mógłby napisać nawet na przykład elegię
Kiedy piszę już sam nagłówek, to już mam ogrom emocji w sobie. I gdyby ktoś chciałby wymyślić mi najgorszą karę, to byłoby to zakładanie czepków dzieciom. Ja nie wiem, kto to wymyślił. O ile sobie w miarę łatwo jest go naciągnąć, to mam wrażenie, że dzieciom jest 10 razy trudniej. Zawsze, ale to zawsze jestem zgotowana po nakładaniu czepka
To jest też moja trauma z dzieciństwa, bo sama tego nie znosiłam i było to dla mnie bardzo bolesne. Na szczęście nasza 8-latka już sama czesze długie włosy, a loczki młodszego rozczesuję tylko palcami po umyciu. Chociaż jeden stresujący moment za mną.
Zawsze podziwiałam silne kobiety. Moja mama – pewna i samodzielna – wychowała mnie tak, że wierzę w siebie. Wiem, że w życiu dużo zawdzięczam kobietom i właśnie dlatego tak mocno mnie inspirują.
Sama wychowałam się na gospodarstwie moich dziadków. Wiem, ile pracy trzeba włożyć, jak wcześnie się wstaje i jak bardzo jest się zmęczonym wieczorem. Ale też doskonale wiem, jak duża jest satysfakcja z pracy, której widać efekt.
Kiedy Almette zaprosiło mnie do akcji Kobiety Almette, to zgodziłam się bez wahania. Dzięki temu poznałam kolejną inspirującą osobę – Dorotę Radzikowską – rolniczkę, która wraz ze swoją rodziną prowadzi duże gospodarstwo na pograniczu Podlasia i Mazowsza, i już jako drugie pokolenie dostarcza mleko do serka Almette.
Żadnej pracy się nie boi: jeździ traktorem, opiekuje się stadem krów, uprawia ogród i kiedy zapytam ją, czy wyobraża siebie w innej roli, to stanowczo odpowiedziała, że nie! Dorota kocha to, co robi i wkłada w swoją pracę mnóstwo energii i serca. A do wczesnych pobudek już dawno się przyzwyczaiła. Dorota bardzo ceni sobie rodzinność i stara się bardzo aktywnie spędzać czas ze swoją rodziną. Podziwiam jej miłość do swojej pasji i życiową werwę.
Kiedy rano, w deszczową pogodę nie chce mi się wstać, to myślę o Dorocie i jej pracy, kiedy ja wstaję z łóżka – ona kończy już swój poranny obchód. A do tego z uśmiechem na ustach.
Z Dorotą i jej rodziną udało mi się spotkać na Podlasiu – w miejscu, które znam bardzo dobrze – Majątku Howieny. Jest to gospodarstwo prowadzone z ogromną pasją. Znajdziecie tam przepyszne jedzenie, piękne widoki i spotkacie ludzi z pasją, którzy od kilkunastu lat tworzą to miejsce. Zdecydowanie jest tu sielski klimat. Stare domy przeniesione z pobliskich wsi, wielki młyn, a nawet żuraw przy studni – to wszystko sprawia, że czujemy się tutaj jak w bajce. Jeszcze więcej info znajdziecie we wpisie o Atrakcje dla dzieci – Białystok i okolice.
Powitał nas przesympatyczny David Gaboriaud, który spędził z nami bardzo aktywny czas. Na miejscu poznałam również Ewę z bloga Moje Dzieci Kreatywnie. Razem z Dorotą i jej rodziną spędziliśmy świetny dzień.
Dorota zorganizowała nam różne atrakcje – dzieci były wniebowzięte, a ja z Ewą musiałam tylko za nimi nadążyć 😉
Na szczęście nie zabrakło nam czasu na gotowanie z Davidem – pyszne i proste przepisy z serkiem Almette znajdziecie na końcu wpisu.
Razem z dziećmi przyrządziłam pyszne i proste bataty z dodatkami. Będziemy ten przepis powtarzać w domu, bo wyszły znakomite. To danie idealnie nadaje się na podwieczorek lub kolację.
AUTOR: David Gaboriaud, szef kuchni, ambasador marki Almette
SKŁADNIKI:
PRZYGOTOWANIE:
Ponakłuwaj bataty widelcem i piecz je w piekarniku rozgrzanym do 200°C przez ok. 30 minut.
W międzyczasie obrane awokado rozgnieć widelcem na pastę, skrop sokiem z limonkii dopraw do smaku solą i pieprzem. Cieciorkę duś ok.10 min w oliwie razem z ząbkami czosnku w koszulce i wędzoną papryką. Dopraw do smaku solą. Ogórka pokrój na podłużne cienkie plastry i zwiń je w ruloniki. Bataty wyciągnij z piekarnika i delikatnie nożem porozkrawaj na pół, ale nie nacinając do samego końca. Bataty nadziej łyżką cieciorki i dodaj zwinięty plaster ogórka, łyżkę pasty z awokado, łyżeczkę serka Almette z rzodkiewkami. Całość skrop sokiem z limonki i udekoruj listkami kolendry lub natki pietruszki.
SMACZNEGO!
TIPY OD DAVIDA:
Dorota wraz córką Lenką i mężem Grzegorzem przyrządzili inne danie – świetnie nadające się na obiad. Poniżej mam dla Was przepis
Liście sałaty umyj i osusz. Ogórka pokrój w podłużne zapałki o grubości palca. Pierś z kurczaka również pokrój w paski o grubości palca. Obtocz je w mące, następnie w ubitym jajku i powtórz to. Na koniec obtoczysz je w bułce tartej. Smaż kilka minut w głębokim tłuszczu na złoty kolor, odsącz i od razu dopraw solą i pieprzem. Tortille podgrzej na gorącej patelni bez tłuszczu, po 10 – 20 sekund z obu stron. Zdejmij tortille z patelni. Posmaruj każdą z nich majonezem, następnie układaj na nich warstwowo: 1-2 liście sałaty, kawałki ogórka oraz smażonego kurczaka. Dodaj łyżeczkę serka Almette. Pozwijaj tortillei przekrój je na pół. Połówki posmaruj serkiem Almette i zajadaj od razu.
A Ewa z synami przyrządziła smaczne i proste danie:
Rzodkiewki przekrój na pół i przez ok. 3-4 minuty podsmaż je na łyżce oliwy na złoty kolor. Dopraw solą i pieprzem do smaku. Odstaw. Natkę pietruszki i szczypiorek drobno posiekaj. Spaghetti ugotuj al dente w osolonej wodzie. Zachowaj 1-2 szklanki wody z gotowania makaronu. Wymieszaj tę wodę z serkiem Almette tak, aby powstał aksamitny sos. Sos wymieszaj z ugotowanym spaghetti. Serwuj spaghetti ze smażonymi rzodkiewkami, posyp orzechami i ziołami.
Wszystkie dania wyszły pyszne i są dokładnie takie jak lubię: proste i szybkie. Wcześniej nie wpadło mi do głowy, że serka Almette można używać do gotowania, a nie tylko do kanapek.
Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tym projekcie, który pokazuje nam coś ważnego, a mianowicie: SIŁĘ KOBIET. Dzięki akcji Kobiety Almette poznałam Dorotę, która udowodniła mi, że ograniczenia nie istnieją. To znaczy, są jak najbardziej, ale tylko w naszej głowie.
Mały wiatrołap też może być funkcjonalny – dziś pokażemy jak wygląda nasz i jakie ma funkcje.
Kiedy zaczynaliśmy projektować to pomieszczenie to przede wszystkim zwracaliśmy uwagę na to, jak będziemy go używać. Robiłam symulacje jak wchodzę do domu i jak z niego wychodzę. Dzięki temu łatwiej było mi podjąć decyzje co do wystroju i mebli.
Co ciekawe w wiatrołapie jest razem 4 drzwi. Kiedy zobaczyłam to na projekcie, to wiedziałam, że musimy coś ciekawego wymyślić. Pasowały nam tutaj 4 różne rodzaje drzwi:
Razem wygląda to naprawdę świetnie i polecam Wam takie rozwiązanie.
Całość zaprojektowała nam nasza architekt Kasia ( http://www.amicusdesign.pl), a zabudowę wykonał stolarz. Jestem bardzo zadowolona z tego projektu, bo jest bardzo funkcjonalny, a do tego wygląda ciekawie.
Zależało nam żeby były górne zamykane półki na tip on. Poniżej są mocne haczyki na kurtki i torebki. A niżej jest siedzisko z ukrytymi 4 szufladami.
Te schowki to świetny pomysł żeby móc schować buty, czapki, małe torebki – wszystko to, czego używamy na bieżąco. Pewnie pomyślicie, że to mało miejsca, ale tuż obok w kotłowni jest bardzo duża szafa, która mieści wszystkie buty, kurtki, czapki, parasole, akcesoria do czyszczenia obuwia.
Nam takie rozwiązanie sprawdza się idealnie, bo nie lubimy za każdym razem wieszać kurtek na wieszakach. Zdecydowanie wolimy mieć haczyki.
Ściany i sufit pomalowane są ceramiczną farbą Magnat Ceramic Care – kolor Szlachetna Biel. Jest to farba plamoodporna i łatwozmywalna. Jak wiecie wiatrołap jest takim miejscem, gdzie ściany się mocno brudzą, dlatego najlepszym wyborem była farba z powłoką ceramiczną. Dzięki temu bez problemu zmywam ją zwykłą gąbką i nie muszę zwracać uwagi żeby dzieci nie dotykały brudnymi rękoma białych ścian.
W wiatrołapie i kotłowni mamy ogrzewanie podłogowe, więc zdecydowaliśmy się na płytki. Nasze to VIVES Brenta Humo – pasują tutaj idealnie i nie widać na nich zabrudzeń.
Tak wygląda nasz wiatrołap – jestem zadowolona ze wszystkich rozwiązań, które zastosowaliśmy i gdybym urządzała to pomieszczenie jeszcze raz, to wyglądałby podobnie.
Więcej inspiracji znajdziecie we wpisie Wykończenie domu
Kiedy nabawiłam się insulinooporności to bardzo mocno zmieniłam swoje nawyki żywieniowe. Na efekty długo nie trzeba było czekać i szybko udało mi się zrzucić dodatkowe kilogramy, a moje wyniki oraz samopoczucie się poprawiły. Z jednej strony świetnie, a z drugiej – zauważyłam, że ta dieta mnie męczy i pozwalam sobie coraz częściej na odstępstwa.
Znów waga poszła w górę, a za tym moje samopoczucie było gorsze. Jadłam super zdrowo i raz w tyg pozwalałam sobie na jakiś przysmak. A waga dalej szła w górę.
Próbowałam różności:
W końcu w listopadzie podjęłam decyzję, że spróbuję pierwszy raz w życiu diety pudełkowej. I to chyba była najlepsza decyzja w moim życiu. (I to nie jest żadna pochwała dla pudełek, ale o tym zaraz przeczytacie).
Na maxa! Czułam się po niej świetnie – żadnych spadków energii, waga powolutku leciała. Dieta była bardzo różnorodna i to mi się najbardziej podobało. Łatwe zasady, proste składniki, a ja coraz więcej czytałam o różnych dietach. Korzystałam z pudełek przez 1,5 i powiedziałam: wystarczy! Przerażała mnie ilość plastiku, a ja już umiałam sama ocenić: porcję, makro, kaloryczność. Stwierdziłam, że sama spróbuję układać mój jadłospis i od kilku miesięcy jem wg zasad, które wypisałam wyżej.
Niby to wszystko jest takie proste, ale wg mnie sukcesem diety jest wytrwałość i wprowadzenie nawyku. Ja tak się odżywiam od listopada i w sumie spadło mi 5 kg. To nie jest szybki spadek, ale ja chciałam to zrobić powoli i z głową.
Mam swoją wagę do której dążę i obliczyłam z moim powolnym tempem spadania kilogramów kiedy to się może stać. I oczywiście fajnie jest powiedzieć: „Do maja schudnę 10 kg”, ale osoby takie jak ja, które mają słomiany zapał temu nie podołają, bo to jest za DUŻY CEL.
Rozpisałam więc na tygodnie w kalendarzu, ile gramów może być mniej (żeby spadało 1 kg na miesiąc). I powiem Wam, że to działa: rozbiłam duży cel na kilkadziesiąt mniejszych i je realizuje skreślając kolejne. Jestem na dobrej drodze.
Kiedy mam produkt w opakowaniu, to patrzę na makroskładniki i liczę: suma białka, tłuszczy i błonnika musi być conajmniej 2 razy większa niż węglowodanów. Dzięki temu najadam się malutką porcją, nie jestem senna i nie myślę wcale o jedzeniu.
Kiedy chcę zjeść jabłko, które ma głownie węgle i cukier to robię z niego posiłek. Czyli np. jem wcześniej 10 migdałów, albo 2 łyżki masła orzechowego (białko,tłuszcze i błonnik) i do tego jeszcze trochę białka np. pół szklanki pitnego Skyra. Teraz może się Wam to wydawać skomplikowane, ale jak się zacznie o tym myśleć to wchodzi automatycznie.
Wcześniej też jadłam zdrowo, ale jak teraz patrzę na porcje jakie jadłam to wydaje mi się, że nawet po 500-600 kcal. Powszechnie zdrowe produkty takie jak orzechy, awokado, 2 ogromne kawałki łososia, 4 łyżki oliwy to wszystko wychodziło tak, że razem jadłam 2500-3000 kcal dziennie. Nie ma cudów – przy takiej podaży kalorii się nie schudnie, a mi na tym zależało.
Czasem jak chcę sobie na coś bardziej kalorycznego pozwolić, to łączę 2 posiłki w 1.
W mojej diecie jest teraz bardzo dużo błonnika pokarmowego i trzeba dużo pić. A do tego o wiele mocniej odczuwam pragnienie, więc to nie jest problem
Jak na przykład jesteśmy w gościach lub mam w domu ciasto, to jem je od razu po posiłku. Dzięki temu krzywa cukrowa robi się znacznie niższa i nie ma wyrzutu cukru. Czyli tuż po obiedzie jem mały kawałek ciasta i wliczam go w bilans kalorii, który odejmuje z kolejnego posiłku.
Przez ten czas udało mi znaleźć na półkach sklepowych dużo produktów, które mi odpowiadają i mam je zawsze w domu. Kiedy nie wiem co zjeść, a zbliża się pora posiłku to po prostu biorę i robię. Nie umiem planować posiłków z wyprzedzeniem, bo zajmuje mi to za dużo czasu. Staram się mieć moich ulubieńców w domu i z nich korzystać.
Według mnie dużym minusem diety pudełkowej jest to, że jeden rodzic lub oboje jedzą coś innego. Mojemu mężowi albo dzieciom było przykro z tego powodu, dlatego teraz jem to co oni. Tylko z zachowaniem zasad, czyli więcej białka, tłuszczy i błonnika niż węglowodanów. A same węgle powinny być złożone: makaron żytni, kasza gryczana.
Kiedy wychodzę na dłużej niż 3 h zabieram ze sobą np. koktajl białkowy (kupuję ostatnio Piątnica) i wsypuję tam 2 łyżki Dobrej Kalorii
Ser Piórko – KLIK – odkąd go odkryłam nie jam żółtego sera – ma bardzo dużo białka, a mało tłuszczu
Pasta Rudolfs – KLIK – uwielbiam wszystkie wersje do kanapek, makaronu żytniego, do sałatki. Są różne smaki, ale ta na zdjęciu jest nas. Używam jej zamiast masła na kanapki.
Moi ulubieńcy na wynos lub kiedy nie mam czasu nic przygotowywać
Koktajle z białkiem Piątnica, a do tego dodaję 2 łyżki Dobrej kalorii (moja ulubiona to zielona i czerwona) – KLIK
To moje dodatki to jogurtów, sałatek i koktajli: źródło zdrowych tłuszczy, witamin i błonnika
To jest moja ukochana Granola z super składem KLIK i tu KLIK
A tu reszta pyszności: ulubiony makaron żytni, olej lniany i najlepsza pasta Krukers lajt z erytrolem.
To już chyba wszystko. Mi wprowadzenie tych zasad bardzo ułatwiło życie. Nie mam dużej presji na chudnięcie, ale kontroluję wagę i zapisuję sukcesy. Do tego ćwiczę 2-3 razy w tyg po około 30-40 min. Mi taki zdrowy styl bardzo odpowiada, bo właściwie odbywa się bez wyrzeczeń i presji.
Co zmieniłam oprócz nawyków żywieniowych opisywałam już w poście W końcu wzięłam się za siebie🙂
Jeżeli macie swoje sposoby to wrzućcie w komentarzach. Ja trochę żałuję, że dietetycy zamiast nauczyć swoich podopiecznych, jak komponować zbilansowane posiłki dają tylko gotowe jadłospisy.
Kiedy równo rok temu decydowaliśmy się na zakup tego domu, wiele osób pytało nas, czy ogród nie jest dla nas za mały. A my wiedzieliśmy, że 40 metrów w zupełności nam wystarczy. Dziś pokażemy Wam projekt tarasu – jaki mamy pomysł na aranżację naszego ogródka.
Od początku wiedzieliśmy, że nie zależy nam na dużym ogrodzie. Nie przepadamy za pracami ogrodowymi i dlatego nie był to dla nas priorytet. Dzieci i tak większość czasu spędzają przed domem z sąsiadami, więc taki mały ogródek wydawał nam się idealny.
Jak widzicie poniżej – tak się prezentuje. Wydawać by się mogło, że to nic specjalnego, ale ja mam zmysł, który mi mówił, że wyczarujemy tu piękną przestrzeń.
Taki mały azyl w centrum miasta musi być porządnie zaprojektowany, tak aby każdy centymetr był wykorzystany. Dlatego zwróciłam się o pomoc do specjalistek z NASZ Zespół Projektowy. Dziewczyny już na pierwszym spotkaniu miały wizję naszego tarasu, a w połączeniu z naszymi oczekiwaniami powstał projekt tarasu.
Kiedy go zobaczyłam na wizualizacji, to aż zaniemówiłam i przyznam, że nie mogę się doczekać efektów.
Dziś Wam je pokażę.
Podlinkuję Wam również wszystkie meble, mamy je już na tarasie – jestem zachwycona jakością i funkcjonalnością. Trudno jest znaleźć ładne meble tarasowe, które przetrwają różne warunki pogodowe. Dlatego postawiłam na trwałe materiały niewymagające konserwacji co sezon. Zamówiłam je w Jotex i już Wam je pokazuję
Skandynawski design i funkcjonalność bardzo pasują do nowoczesnej koncepcji naszego tarasu.
Na początek zaproszę Was do obejrzenia klipu, który stworzył NASZ Zespół Projektowy
Zacznę od tego, że nie zmieniamy nawierzchni na deski, bo mamy na działce studnię, która jest zacementowana. Do tego ta nawierzchnia już tutaj była, jest w super stanie, a zmiana to był dodatkowy koszt. Użytkuje nam się świetnie, po zimie umyłam ją myjką i wygląda jak nowa. Postanowiliśmy urozmaicić ją rabatami i dywanem zewnętrznym.
Dywan zewnętrzny Jotex – KLIK
Dobrze widzicie – nie mamy też trawy. Uznaliśmy, że bez sensu mieć kilkadziesiąt cm trawnika i musieć mieć kosiarkę (której nie mamy gdzie trzymać). Plusem braku trawnika jest też to, że na butach nie przynosimy do domu brudu (u nas jest jedyne wejście do domu prosto do salonu z drewnianym parkietem).
Zależało nam żeby móc spożywać posiłki latem w ogrodzie, dlatego chciałam normalny stół, przy którym można też pracować.
Nasz stół CALAIS KLIK
Jest duży, porządny, a do tego w miarę lekki – będzie nam służył przez lata.
Mamy tez krzesła VABY KLIK
Są odporne na działanie promieni słonecznych i inne warunki pogodowe. Możne je też ustawiać w piramidę – dzięki temu zajmą mniej miejsca w czasie przechowywania.
Po drugiej stronie tarasu przewodziliśmy strefę relaksu.
Stoi tam ławka, która ma podnoszone oparcie i jest też leżakiem. Bardzo sprytne rozwiązanie i do tego wygodne.
Leżak/sofa ALASSIO KLIK
Stolik kawowy ALASSIO – KLIK
Bardzo nam zależało na niezbyt wymagającej roślinności, bo nie przepadamy za ciągłą pielęgnacją. NASZ Zespół Projektowy wybrał nam wszystko według tych wskazówek. Dzięki temu będziemy mogli się skupić na takim odpoczynku w ogrodzie, jak lubimy.
Pergola jest nam potrzebna, bo cały taras jest położony na południe – zachód i jest na nim naprawdę słonecznie. Chcieliśmy też mieć zawieszany hamak w ogrodzie.
Jak wam się podoba projekt naszego tarasu? My już przystępujemy do prac i mam nadzieję, że do końca maja będzie gotowy. Oczywiście podzielę się z Wami efektem końcowym.
A jeżeli Wy właśnie szukacie ciekawych mebli tarasowych, dodatków w postaci donic i oświetlenia, to zerknijcie do Jotex – mają dużą ofertę solidnych produktów ze świetnym designem KLIK
EDIT: a tu macie wpis gdzie nasz Taras jest już gotowy
A tu macie całą kategorię – nasze pomysły na Wykończenie domu
W ubiegłym roku spędziliśmy wiele czasu na graniu z dziećmi. Odkryliśmy wiele nowych i bardzo ciekawych planszówek. A dziś przygotowałam Wam zestawienie najlepszych gier planszowych dla dzieci. Choć planszówki i gry karciane dla dzieci wypełniają już nam wszystkie szafki nad telewizorem – poniższy wybór to same hity. To gry, przy których najchętniej spędzamy wspólnie czas:
od 2 do 4 osób – wiek 6 – 99
czas rozgrywki do 15 minut
Ta gra jest prawdziwym hitem jeśli chodzi o gry karciane dla dzieci. Malutkie pudełeczko, a w środku karty towarzyszą nam wszędzie. Jak gdzieś wychodzimy, to wrzucam do torebki PUNTO i wiem, że się przyda. Jest idealna na wyjazdy, na wyjścia do restauracji lub szybką rozgrywkę przed kolacją. A co najważniejsze – nigdy się nie znudzi!
Zasady są proste i szybko załapiecie o co chodzi. PUNTO to bardziej rozbudowana wersja gry Kółko i Krzyżyk – ale gwarantuję Wam, że jest 100 razy fajniejsza. Co ciekawe: nadaje się też dla dorosłych i nastolatków.
Gra dostępna AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 2 do 4 osób – dla dzieci od 3 lat!
Czas rozgrywki max 15 minut
To gra dla najmłodszych! I w końcu wróciła! Długo nie była dostępna, ale już jest. Gra, od której zaczęła się nasza przygoda z planszówkami. Mamy ją już 8 lat i nadal się zdarza, że dzieci chcą w nią zagrać (ale to już bardziej sentyment) – raczej jest do gra dla 3 latka:)
Piękna gra z ciekawym elementem ( pod spodem jest druga plansza i robaczki znikają w ziemi). Na sam początek jest to jedna z lepszych gier – nie trzeba nawet umieć liczyć kropek na kostce. Jeżeli nie macie – to bardzo polecamy
planszówkę kupisz na AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 3 do 5 osób – dla dzieci od 8 lat
Czas rozgrywki ok. 25 minut
Tę mamy od niedawna – ale jest hit. Natomiast ważna rzecz – nie da się grać w 2 osoby – 3 to minimum. Zero to takie fajne preludium do powoli prawdziwych gier w karty. Uczy taktyki, obserwacji, blefu. Ma proste zasady, które opanował nawet nasz 6 latek, za to emocje gwarantuje i dla dzieci ale i w takim samym stopniu dla dorosłych graczy.
planszówkę kupisz na CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 2 do 5 graczy – od 6 do 106 lat
Czas rozgrywki 60-90 minut
Ta gra familijna jest idealna na długie wieczory z dziećmi przy zimowej herbatce. Czas rozgrywki jest dość długi, ale za to bardzo ciekawy. Zasady są dość proste, a sama rozgrywka daje dużo satysfakcji. Co ciekawe jest to gra, która będzie idealna dla 6-latka, 46-latka i dla 76- latka. Więc jest to gra rodzinna, która spodoba się wszystkim domownikom. Dlaczego pokochacie te grę? Liczba zasad, które należy poznać na początku jest niewielka, a z każdą kolejną partią rozgrywki stają się ciekawsze. Na rynku są dostępne też inne wersje tej gry. My graliśmy jeszcze w wersję: Polska, ale zdecydowanie na początek fajniejsza jest Europa.
od 2 do 8 osób ( jak jest więcej to łączymy się w drużyny) – Dla dzieci 10+ (ale niektóre pytania również dla dzieci młodszych) – czas rozgrywki ok 30 minut
Obecnie jest to nasza ulubiona gra imprezowa. Gramy nawet dużą ekipą i dzielimy się wtedy na drużyny. Jest to gra, która łączy pokolenia i tak naprawdę można się dowiedzieć sporo nowych informacji. Gra jest trochę niebezpieczna;) Powoduje ból brzucha ze śmiechu. A na czym polega? Gracze losują pytania i licytują, kto wymieni więcej rzeczy lub faktów. Przykładowe pytania:
Pytań jest mnóstwo!
Gra dostępna CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 2 do 4 graczy – od 7 lat
Czas rozgrywki 45-60 minut
Do rozwiązanie jest zagadka kryminalna! Gra uczy kooperacji wszystkich graczy. Działania pod presją czasu. Zapamiętywania wskazówek.
Dzieciom się podoba bo jest interaktywna. Zawiera elektroniczną skrzyneczkę, która podpowiada, wskazuje kierunek poszukiwań, ale też odmierza czas do końca rozgrywki.
od 2 do 4 osob – wiek 6 – 99
czas rozgrywki ok 30 minut
Jeżeli szukacie planszówki z efektem WOW, to z pewnością będą to MAGA JAJA. Możecie wybrać jedną z dwóch wersji: Jednorożce lub Dinozaury. Na samym początku gra może wydawać się trudna, ale już po pierwszej rozgrywce będziecie wiedzieć o co chodzi. Ale nie myślcie, że jest to gra, w której macie szansę na wygraną tylko dlatego, że jesteście starsi. Przyznam się Wam do czegoś – jeszcze nigdy nie wygrałam z dziećmi w MAGA JAJA, bo nie jestem w stanie zapamiętać kolorów jajek. Właśnie tak – ta gra to doskonały trening pamięci. Nie możecie myśleć o tym, co zrobicie na obiad lub co było w pracy, bo zwyczajnie nie będziecie mieli szans w tej grze! A co jest w tej grze najlepszego i ma ten efekt WOW? Świecące jajka. Tylko tyle i aż tyle! Polecam!
Dinozaury AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
Jednorożce AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 2 do 4 graczy – od 6 do 99 lat
Czas rozgrywki 30 minut
Dostępne są przeróżne wersje tej gry planszowej dla dzieci, np. z Pokemonami, Super Mario, Harry Potter i inne. To świetna planszówka, o prostych zasadach. Potrzeba trochę myślenia strategicznego i trochę szczęścia. Na początku rozgrywki budujemy labirynt, a później zaczynamy się poruszać po zakamarkach. Gracze przesuwają płytki i tak docierają do swoich skarbów. Niestety! Jeden ruch przed nami może nam zepsuć cały plan. Ale tak czy inaczej gra daje dużo zabawy i zachęca do myślenia.
Pokemon AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ
Mario Bros AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ
od 2 do 5 osób – wiek 8- 99 (już 6 latek sobie poradzi)
czas rozgrywki ok 15 minut
To pozycja z kategorii gry karciane dla dzieci. Są śpiące królewny i są szlachetni rycerze. Buchające ogniem smoki i są szlachetni i dzielni rycerze – są. Eliksiry i odrobina magii też obecne. Do tego szczypta matematyki i dodawanie w obrębie do 10-ciu. Gra jest bardzo dynamiczna i przynosi dużo zabawy przemycając też te początki arytmetyki. Są też elementy zapamiętywania. A wszystko to dziecko chłonie przy okazji doskonałej rozrywki. Nauka przez zabawę.
Gra dla dziecka AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
W 2021 roku naszym rodzinnym hitem była pierwsza część tej gry: Śpiące królewny. Niedawno wyszła nowa część, która jest mocniej rozbudowana i również ją polecam. W pierwszej części ratowaliśmy księżniczki, a w drugiej role się odwróciły i ratujemy książęta. Tutaj też musimy użyć matematyki (dodawania i odejmowania w zakresie 10). A w czasie rozgrywki musicie stawić też czoła różnym postaciom: skrzatom, wiedźmom i usypiającym wierzbom. Gra jest dynamiczna i bardzo ciekawa.
od 2 do 5 osób – od 6 lat
Jest to kolejna gra kieszonkowa, która zapewni Wam niezła rozgrywkę. W czterocentymetrowym pudełeczku macie niezbędne elementy aby rozegrać prawdziwą gorączkę złota. Kto wykaże się prawdziwym sprytem i dobrą pamięcią ten wygra grę . Polecamy!
Gra dla dziecka AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ
od 2 do 4 osób – wiek od 8 do 99 (6-latek sobie poradzi)
Czas rozgrywki ok 20 minut – znacznie krócej niż standardowe Monopoly
Odkryj najbardziej urokliwe zakątki świata z Monopoly. Pewnie każdy z nas kojarzy zasady tej gry. To Was zaskoczę – w tej wersji mamy kilka zmian, które powodują, że gra jest ciekawsza od standardowej. Po pierwsze: pionki są jednocześnie pieczątkami, które stawiamy na suchościeralnej planszy, po drugie rozgrywka jest znacznie szybsza i bardziej dynamiczna, a po trzecie w czasie gry nie skupiamy się na gromadzeniu pieniędzy tylko zwiedzaniu. Każda karta własności ma też opisane ciekawostki o danym miejscu, więc dodatkowo można się też czegoś ciekawego dowiedzieć. Świetnie się w nią gra i mam wrażenie, że jest fajniejsza od standardowej wersji.
od 2 do 4 osób – od 5 lat
Jeju! Nie wiem dlaczego dopiero w ubiegłym roku poznaliśmy tę grę. Jest to kultowa gra z przepiękną historią (jest opis w środku gry). A naszym zadaniem jest budowanie farmy. Ta gra jest naprawdę kultowa i uważam, że każde dziecko powinno ją znać. Oczywiście, możemy mieć już ładne stadko, a wtedy przyjdzie wilk i nam je zje – ale ta gra uczy tego, że nie warto się poddawać! Więcej Wam nie zdradzę, ale bardzo polecam. (Mamy też wersję karcianą, ale klasyczna jest znacznie lepsza)
od 1 gracza – od 5 lat
Julek potrafił siedzieć i układać godzinę!
To gra logiczna, ucząca myślenia przestrzennego, rozwiązywania problemów i wymagająca sporej koncentracji. Polega na ułożeniu wzoru z czterech płytek, wybranego wcześniej z dołączonej książeczki. Wydaje się proste? Nic z tego. Istnieje tylko jeden właściwy sposób na ich ułożenie, tak by powstał oczekiwany symbol. Dzieciaki uczą się tu elastycznego myślenia i zmian koncepcji, a także cierpliwości. Zwycięstwo ma za to słodki smak i podnosi poczucie własnej wartości.
od 2 do 4 osób – od 7 lat
czas rozgrywki ok 20 minut
Budujemy dom! Wybieramy pokoje, dodatki, wystrój, dach. Wszystko ma swoją funkcjonalność i wartość. Cała gra to 12 rund, w czasie których dobiera się pomieszczenia i dodatki. Ten z graczy, który stworzy najładniejszy domek, to znaczy zbierze najwięcej punktów z kart, wygrywa. Zaletą tej gry planszowej dla dzieci jest możliwość jednoczesnej zabawy dla 4 osób, z których każda otrzymuje swój własny domek do wyposażenia.
od 2 do 6 osób – od 8 lat (nasz gra od kiedy był 5-cio latkiem…)
Gra (niestety) na czasie😉. Jej twórcy reklamują ją jako najbardziej zaraźliwą grę na świecie. I mają rację! Chce się w nią grać na okrągło. A wszystko zaczyna się od tajemniczego uwolnienia groźnych wirusów z laboratorium. Zadaniem uczestników jest zapobieżenie rozprzestrzenianiu się wirusa na cały świat (szkoda, że w rzeczywistości się nie udało). Jest to gra karciana nie tylko dla dzieci. Zwycięzcą można zostać, poprzez skompletowanie ciała człowieka, składającego się z 4 kart. Przy okazji dzieci uczą się, o co chodzi z tymi wirusami i jak działają szczepionki. No, na czasie, jak wspomniałam😊. A jak już będzie wam mało – kupcie WIRUS 2 – to dodatek, który rozbudowuje i ubogaca grę (nie da się w niego grać bez jedynki!)
Obie gry w pakiecie na AMAZON TUTAJ
Gra WIRUS! CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
Gra WIRUS! 2 Ewolucja CENEO TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 2 do 4 osób – dla dzieci 5+
Co to jest za gra! Emocje, strategia i odrobina losowości. Jeżeli lubicie gry, w których dużo się dzieje, to polecam Wam Pełny kurnik. Waszym zadaniem jest zapełnienie wszystkich grzęd – są różne sposoby i metody. Żetony można wymieniać od razu lub na sam koniec – najważniejsze żeby uchronić stadko przed ptasią grypą i lisem. Świetna gra za niewielkie pieniądze. ( Mechanika bardzo podobna do Superfarmera, ale ma mniejsze pudełko i niższą cenę)
CENEO AMAZON TUTAJ ||| TUTAJ ||| Tania Książka TUTAJ
od 1 do 6 osób – dla dzieci 6+
Jeśli masz dziecko, które jest dobre z matmy – emocje gwarantowane! Jeśli tak jak my – twoje dziecko za matmą nie przepada – Moja! pozwala właśnie sprawić by to była zabawa a nie nauka! Odrobina zacięcia, chęć rywalizacji i nie wiedzieć kiedy, to co zwykle mozolnie trzeba wkuwać – samo wejdzie do głowy:) Zdrawdzę wam sekret – Lila czasem sobie grała solo – żeby potem móc mnie pokonać. Co najważniejsze – śmiechu jest przy tej grze co nie miara.
gra dla 2 osób – od 6 do 99
Czas rozgrywki ok. 10 minut
Jeśli chodzi o najlepsze gry planszowe dla dzieci to w 2022 odkryliśmy na nowo taką grę z głębokiego dzieciństwa – ma różne nazwy – Mastermind, Łamacz kodów, Łamacz szyfrów, Mistrz logiki… Na pewno ją kojarzycie, układacie kolorowe elementy, a wasz przeciwnik musi zgadną kolejność kolorów. Proste i genialne zarazem!
Gra dostępna AMAZON TUTAJ ||| CENEO TUTAJ |||
Pierwszą dziecięcą grę pobudzająca zmysł węchu Lila dostała od cioci. Od tamtej pory bardzo chętnie w nią gramy i dzieci sporo się nauczyły.
Gra polega na dopasowaniu odpowiednich zapachów do planszy na zasadzie loteryjki.
Gra dostępna na AMAZON TUTAJ albo ||| TUTAJ
Po cały wybór podobnych gier odsyłam was zresztą do wpisu Sensoryczne gry dla dzieci
Kto kupuje na Amazon.pl – tu macie wszystko pod jednym linkiem – KLIK
Jak już się wyposażycie – to pomocny może być wpis Jak nauczyć dziecko przegrywać.…..:)
A tu macie link Gra planszowa dla dzieci do 50 zł
Jakby ktoś potrzebował to tu znajdzie Gry wspomagające rozwój mowy
A jeśli chcecie zobaczyć w co grają rodzice kiedy dzieci już śpią – tu macie TOP 20 – Gry planszowe dla dorosłych
Gazowana woda prosto z kranu – brzmi jak spełnienie marzeń! A wiecie, że to możliwe? Dlaczego już ponad 10 lat temy przestaliśmy kupować wodę butelkowaną? Wtedy jeszcze niewiele się mówiło o tym, że zalewa nas fala plastiku. Zrobiliśmy to z wygody, a kiedy na świecie coraz więcej było doniesień, że musimy razem dbać o planetę, tym bardziej cieszyliśmy się z naszego wyboru.
Ten post powstał we współpracy komercyjnej z GROHE – na końcu wpisu znajdziecie też kod na 5% zniżki na wszystkie systemy GROHE Blue Pure i GROHE Blue Home!
Kiedy wykańczaliśmy nasz nowy dom, to też zależało mi na tym żeby mieć taką możliwość. W poprzednim mieszkaniu mieliśmy dużą lodówkę z dyspenserem wody filtrowanej, ale w nowej kuchni zabrakło na nią miejsca. Zaczęłam szukać różnych rozwiązań, które by się u nas sprawdziły. Wtedy w jednym z lokalnych sklepów z armaturą zobaczyliśmy system GROHE Blue Home.
Już wtedy brałam go pod uwagę, bo dzięki niemu nie musiałabym kupować wody… A do tego miałabym pyszną wodę z kranu. A kiedy zobaczyłam, że jest możliwość aby z prosto do szklanki leciała woda gazowana (której jestem ogromną fanką) to byłam już przekonana. Kiedy we wpisie Wykończenie domu – dosłownie wspomniałam o tym systemie – zarzuciliście mnie pytaniami. Teraz skoro używam tego rozwiązania już od ponad pół roku – jestem gotowa napisać o naszych wrażeniach.
Korzystając z okazji że GROHE rusza z akcją #DbajmyoPolskebezplastiku uznałam, że chętnie podzielę się z Wami naszymi doświadczeniami z użytkowania systemu GROHE Blue Home
Zależało mi na tym aby funkcjonalność i design połączyć w wygodą. Chciałam mieć prostą baterię w kuchni, która razem z system filtrowania spełni moje oczekiwania. W poprzednim mieszkaniu mieliśmy armaturę z tej firmy i sprawdzała się znakomicie przez 10 lat. Miałam, więc na wstępie zaufanie do tej firmy.
Jeżeli zgłosicie zakup GROHE Blue Home na stronie, to gratis zamontuje go firmowy monter, który specjalizuje się właśnie w tych systemach. Sam montaż jest prosty i ma dokładną instrukcję krok po kroku. Nasz system bez problemów zamontował nasz majster. Od tej pory gazowana woda z kranu płynie strumieniami.
Zależało mi żeby system nie zajmował całej szafki. Choć my celowo kosz na odpadki umieściliśmy pod blatem roboczym a nie pod zlewem – i co nam się bardzo dobrze sprawdza! Natomiast jeśli tam tradycyjnie chcecie mieć kosze – możecie GROHE Blue Home zainstalować nie bezpośrednio pod zlewem. Wystarczy, że zamówicie system przedłużający i może stać w szafce obok lub nawet spiżarni. Co ważne – potrzebna jest wentylacja i otwór wentylacyjny – dzięki temu system pracuje prawidłowo.
Ja czuję różnicę w smaku wody u nas z kranu bez filtra i z filtrem. Ta z systemu Blue Home jest pyszna, bez charakterystycznego posmaku – idealnie schłodzona i orzeźwiająca.
Co najważniejsze 5-stopniowa filtracja nie pozbawia wody składników mineralnych
Macie trzy opcje wody – dzięki temu każdy z domowników – mały czy duży – może dostać taką wodę jaką preferuje:
Muszę powiedzieć, że gazowana woda z kranu smakuje dokładnie tak jak z butelki, którą trzymacie w lodówce. Ale bez niepotrzebnego plastiku i bez zabierania miejsca w lodówce.
Są różne rozmiary filtrów i jest różne ich zużycie. Sporo zależy od twardości wody. Ale jeden filtr o rozmiarze S nam wystarczył na prawie rok. Są też większe filtry, ale i tak zaleca się coroczną wymianę. Można je zamawiać na stronie lub w dedykowanej aplikacji – jest to bardzo łatwe. Zużycie butli z C02 zależne jest od ilości wypijanej wody gazowanej. Nam 1 butla wystarczyła na 4 miesiące. Kolejne butle można zamówić na stronie albo je uzupełniać.
Muszę wspomnieć o jednej rzeczy, bo wiele osób uważa, że filtrowana woda z kranu nie ma pierwiastków mineralnych, takich jak np. magnez i cynk. A tutaj możemy kupić filtr magnezowo-cynkowy, który wzbogaca wodę i jeszcze bardziej poprawia jej smak.
A dla osób, które mieszkają w mocno zanieczyszczonych terenach jest filtr Ultrasafe, który filtruje 99, 9999 bakterii i mikroplastik.
Nie jest to najtańsze rozwiązanie ale już wam tłumaczę dlaczego wart jest polecenia. Są różne opcje i można wybrać, taki, który najbardziej będzie Wam odpowiadał. Jest na przykład GROHE Pure, który ma tylko filtr, ale dzięki temu nie będziemy musieli kupować wody butelkowanej. Są też różne rodzaje baterii – nawet z wyciąganą wylewką. My mamy kran Hard Graphite, ten kolor jest na zamówienie i czekaliśmy około 5 tygodni. Inne kolory są szybciej dostępne. Do tego mamy podwieszany zlew GROHE.
Wygoda, oszczędność czasu i energii na targanie ciężkich siat z butelkami, no i przestrzeń w lodówce, której jaka by nie była – zawsze jest za mało! No i co najważniejsze – oszczędzamy zasoby naszej planety. Tak producent sam opisuje zalety GROHE Blue Home
Do GROHE Blue Home jest dołączona bardzo prosta instrukcja oraz aplikacja – wszystkie powiadomienia np. o tym, że kończy się butla z CO2 lub filtr zobaczycie właśnie tam. Do tego czasu system jest właściwie bezobsługowy. Nic nie trzeba przy nim robić, sam się napełnia, a my możemy się cieszyć czystą i pyszną wodą do picia. W razie pytań jest dostępna infonlinia oraz serwisanci. Gwarancja jest na 24 m, ale można ją przedłużyć na stronie o dodatkowy rok.
Przede wszystkim za to, że nie musimy kupować wody. W naszym domu dziennie wypijamy około 9 litrów wody to są 4 butelki po 1,5 l, czyli na tydzień potrzebujemy około 4 zgrzewek wody. Jest to bardzo dużo, bo my pijemy głównie wodę i dzieci również.
Nie muszę wody kupować, nosić i przechowywać – jest to bardzo wygodne. Do tego nalewanie jest bardzo proste, więc dzieci same obsługują ten system i nalewają sobie wody. A świadomość, że nie produkujemy kolejnych śmieci i nie marnujemy wody (bo na produkcję litra wody butelkowanej zużywa się 7 litrów wody) jest dla nas bardzo ważna.
Czy po pół roku testów mogę polecić ten system? Tak, uważam, że jest świetna opcja dla osób, które cenią sobie wygodę i ekologię. Łatwość obsługi systemu i elementów eksploatacyjnych sprawia, że GROHE Blue Home jest wart swojej ceny i go polecam.
Do końca wrześnie 2022 na kod: filtrowanawoda5 macie –5% zniżki na wszystkie systemy Grohe Blue Pure i Grohe Blue Home w lazienkaplus.pl
W końcu jest! Myślę, że nie tylko ja tak bardzo czekałam w tym roku na wiosnę. Nie mogłam już patrzeć na brudny śnieg za oknem i kiedy temperatura podskoczyła do aż 8 stopni to schowałam zimowe kurtki na strych.
Sama trafiłam na tę poznańską markę, kiedy szukałam idealnego płaszcza na wiosnę. Kupiłam wtedy Oktawię w kolorze jasny kamel i mam go do tej pory. Pamiętam, jak pierwszy raz Wam je pokazałam i też Wam się spodobały.
Jest dla mnie ważne, że płaszcze są szyte w Polsce (od 1988 roku), są super jakości, a do tego mają bardzo uniwersalne kroje, które pasują do wielu stylizacji. Można je nosić do adidasów, ale też do szpilek.
Dziś pokaże Wam kilka bardzo prostych stylizacji z płaszczami
Taki klasyk każdy powinien mieć w szafie – pasuje do każdej stylizacji. Ja uwielbiam do spodni do kostki i bluzki w paski. Trochę przypomina paryski look. Płaszcz ma krój oversize i jest bardzo wygodny. Można go nosić na różne sposoby, ja lubię z podciągniętymi rękawami i paskiem lekko związanym z tyłu
Pasuje też do sportowych stylizacji – tu z dresem Momonde i trampkami Veja, okulary Le Specs Halfmoon Magic
Nigdy bym nie powiedziała, że polubię niebieski. Jednak odkąd mam tę bluzę to inaczej spojrzałam na ten kolor i noszę ją bardzo często. Inaczej tez patrzę na niebieskie ubrania, które wcześniej omijałam szerokim łukiem. Teraz w Talii są nowe bawełniane płaszcze w kratę i są genialne. Ja mam niewiele ubrań w printy, a taka krata wygląda świetnie na bazowych zestawach.
Dostępny jest też taki sam model w beżową kratę – pasuje właściwie do wszystkiego i wygląda świetnie.
W zestawie z białymi jeansami KLIK i zwykłą jeansową koszulą
Piękny błękitny płaszcz z paskiem – po bokach ma ukryte kieszenie.
W tym roku są modne takie długie koszule flanelowe – są w wielu sieciówkach. W Talii jest ten wełniany model w kratę, ale też bardzo podobne gładkie KLIK. Na pewno bedą dobrze wyglądać do ciężkich butów i plecaka.
Taki klasyczny płaszcz warto mieć w szafie, bo pasuje na różne okazje – elegancki i bardzo dobrze skrojony. U mnie z białymi jeansami, czarnym golfem i mokasynami Loft 37.
Jeżeli lubicie odważne kolory, to bardzo polecam ten. Wygląda pięknie i pasuje do wielu stylizacji – kolor jest jeszcze bardziej żywy niż na zdjęciach.
Płaszcz o ciekawym kroju i pięknym kolorze. Jest zapinany w pasie i do tego ma też pasek.
To już wszystko – mam nadzieję, że po tym poście też schowacie zimowe kurtki do szafy i zapragniecie mieć coś kolorowego.
Tak jak obiecałam, mam dla Was kod na płaszcze Talia 15% (działa też na outlet, więc można kupić płaszcz już za 200 zł!) – kod ważny do końca marca – nebule15
A jeśli szukacie ubrań dla dzieci to tu macie Polskie marki odzieżowe dla dzieci
Odkąd mieszkamy w nowym domu mam ogromną chęć na dekorowanie i ozdabianie naszej przestrzeni. Ciężko się do tego przyznać, ale trochę brakuje mi wybierania materiałów do domu, dlatego teraz wyżywam się w dodatkach. Już się cieszę na nasz pierwszy, wspaniały, specjalny stół wielkanocny w nowym domu.
Właśnie zawitała do nas wiosna, więc przyszedł czas na zmianę dekoracji na bardziej energetyczne i wesołe. A już niedługo Wielkanoc, dlatego chciałabym Was zaprosić do zainspirowania się naszymi wesołymi akcentami.
Partnerem dzisiejszego wpisu jest szwedzka marka Jotex, która niedawno wkroczyła też na polski rynek. Ich produkty przeglądałam już wcześniej na zagranicznych blogach. Wzornictwo jest nietypowe, często z przymrużeniem oka, a jakość wykonania doskonała. Mam wrażenie, że zdjęcia aż tak nie oddają wykończenia i detalu, ale są to produkty na wiele lat. Oprócz dodatków jest też stylowe oświetlenie, dywany, meble, pościel – a wszystko w ciekawym designie i niebanalnej formie. Ja już wypatrzyłam sobie meble i dodatki do ogrodu 🙂
Jeszcze 2 lata temu każde święta spędzaliśmy u rodziny, więc nawet nie potrzebowaliśmy żadnych świątecznych dodatków. Teraz jest zupełnie inaczej, bo w końcu mamy miejsce żeby do nas zaprosić bliskich. Do tego mam też znacznie więcej miejsca w szafkach i mam gdzie trzymać wszystkie dekoracje.
Linki do wszystkich produktów będą przy zdjęciach, a na końcu będzie czekał na Was rabat na wszystkie produkty Jotex
Nasz stół wielkanocny jest inspirowany naszym wnętrzem (w stylu mid-century modern). Lastryko i nakrapiane powierzchnie bardzo przypominają mi przepiórcze jaja. Nieregularne ciapki idealnie tutaj pasują, a przy okazji podkładki będę mogła też wykorzystać na inne okazje.
Zawsze miałam też na liście marzeń złote sztućce – nasze są wykonane ze stali nierdzewnej, są lekko matowe i mają idealny odcień
Całość prezentuje się naprawdę ciekawie i będzie nam służyć też na co dzień
Mamy też duże kamionkowe talerze, które bardzo ciekawie prezentują się w nowoczesnym wnętrzu i z dodatkami z lastryko
Muszę się też przyznać, że polowałam na TE kieliszki na jajka, ale tak szybko się wyprzedały, że nie miałam szans
Od dłuższego czasu szukałam też większego talerza na różne przekąski – taki który można postawić na stole, jak przyjdą goście i do każdej przegródki włożyć coś innego
Pokażę Wam też świetne szklanki, które od razu mi wpadły w oko, bo mają to „coś” – unikalny design, a dzięki niedużym wypustkom dobrze trzymają się w ręku i nie wyślizgują dzieciom
Na stole leżą też dwa duże nakrapiane jaja, które później mogą służyć do różnych celów np. przechowywania lub na sosy
Muszę Wam jeszcze pokazać świetną dużą misę, która idealnie nadaje się na ciasta, owoce, na sałatę – wygląda obłędnie
I drugi – niższy z delikatnym frezem
Energetyczna poszewka na poduszkę dodaje ciekawego charakteru wnętrzom (w Jotex jest mnóstwo pięknych i do tego mają zestawy po 3 pasujące do siebie)
To już wszystko – mam nadzieję, że wpis Wam się spodobał i wpadło Wam coś w oko.
PS. Zanim zaczniecie pytać jak zrobiłam te niebieskie jajka – wróćcie do wpisu – Jak zrobić pisanki
Jeżeli podobają się Wam takie wnętrzarskie wpisy kliknijcie „Lubię to” na Facebooku
Gdybym mogła wybrać tylko 1 ciuch, który miałabym nosić do końca życia to bez wątpienia byłby to T-shirt. Uwielbiam je nosić i mam ich sporo w szafie. Lubię je zestawiać z różnymi ubraniami i zmieniać dodatki.
Dodam jeszcze, że specjalnie zdjęcia nie są w żaden sposób obrobione, bo zależało mi na jak najbardziej naturalnych kolorach. Przy każdym napisałam również rozmiar, który mam.
Zaczynam od tych ukochanych, które noszę codziennie
KLIK
Jak wiecie jestem wielką fanką basicowych ubrań z tej firmy. Tak samo mam z T-shirtami: są świetnej jakości, trzymają fason, mimo tego, że suszę je w suszarce. Dekolty trzymają się, jakby były nowe. Mam w szafie 6 T-shirtów z Mybasic – a pierwsze już mają prawie rok i nadal wyglądają świetnie.
Jak z rozmiarem?
Ja mam 3 rozmiary, bo lubię mieć koszulki o różnym stopniu dopasowania. Mam M, L i XL.
W ofercie jest mnóstwo różnych kolorów, a ja mam też czarną, granatową i białą. Uważam, że najtrudniejszym kolorem jest biały – nie wiem jak Wy, ale moje albo się plamią, albo szarzeją. Dlatego biały T-shirt z Mybasic uważam za najlepszy wybór, bo jest dobra jakość w stosunku do ceny
Pierwszą bluzkę z tej firmy zamówiłam 2 lata temu i mam ją do tej pory. Materiał jest znacznie grubszy niż w Mybasic. Bluzki Plny są wykonane z mięsistej i bardzo przyjemnej bawełny, która wytrzymuje dosłownie wszystko! Moja biała w niebieskie paski przeszła nawet test mocnego odplamiacza. Również suszę je w suszarce i uważam, że są naprawdę warte swojej ceny. Mam 3 koszulki – pokażę je poniżej
(zdjęcia bez filtrów, więc wygląda jak szaro – niebieska), ale jest biała
To model Petite KISS V-neck – mam rozmiar S KLIK
A w tym roku sprawiłam sobie dwie:
To model KISS V-neck KLIK, mam rozmiar S (model oversize)
To model Petite KISS V-neck KLIK, mam rozmiar S
Ten T-shirt jest dość długi i idealnie nadaje się też dla wysokich osób oraz dla kobiet w ciąży
To jest zdecydowanie mój ukochany czarny T-shirt i chyba jedyny z tak dużym dekoltem. Bardzo go lubię, bo jest miękki, lejący się i wygląda wspaniale do sportowych butów, jak i eleganckich. Widzę, że jest wyprzedany, ale może się jeszcze pojawi. (jest musztardowy)
Dostępny w Białymstoku w sklepie lub można zamówić przez Instagram KLIK
Świetny krój, kolor, a do tego ten materiał! Są dostępne w różnych kolorach i możecie dobierać do nich również kardigany i spodnie. T-shirt jest mięsisty, a do tego wygląda bardzo ekskluzywnie. Nie opina się i dobrze wygląda np. z marynarką.
Poniżej skład: 35% kaszmiru, 30 %wiskozy, 20 %bawełny, 7% wełny i 8% elastanu
Jeżeli szukacie T-shirtów z mniejszymi dekoltami (są też okrągłe) z grubej bawełny to polecam Perfect Basic. Są dopasowane i bardzo dobrze skrojone. Ten T-shirt chyba najlepiej ze wszystkich moich czarnych trzyma kolor.
Coś innego, ale efektownego. Pod ten t-shirt można włożyć drugi lub zostawić dekolt. Genialnie skrojony, pozwala stworzyć wiele stylizacji, w zależności od okazji. Zdarza mi się go nosić dekoltem do przodu z koronkową bluzką pod spodem.
Rozmiar onesize
Piękny, elegancki top, który można zestawić nawet z garniturem. Najwyższa jakość wykończenia – jest to produkt premium, ale do tego bardzo wygodny i robiący wrażenie. Czekam właśnie na wiosenną kolekcję!
Mam go tez od dwóch lat – dobra jakość i fajne rozłożenie pasków. Niestety Daniel wyprał go z ciemnymi ubraniami i trochę stracił swój wygląd, ale gdyby nie to, to nadal byłby ok.
Mam go od ponad roku – jest wykończony „na surowo” i idealnie pasuje do jeansów. Ma delikatne przeszycia z przodu i dzięki temu ma fajny fason. Rozmiar jest mocno oversizowy – ja mam rozmiar S.
Akurat ten T-shirt jest już niedostępny, ale są też inne warte uwagi. Mam go już prawie rok i bardzo lubię – właśnie przez tę delikatną, kobiecą grafikę.
Ja trafiłam na świetne T-shirty w Massimo Dutti – mam 2 od 3 lat i jakość jest naprawdę świetna (nadal jest czarna, tylko telefon rozjaśnił).
Jest nadal w sprzedaży – mam rozmiar L (trochę zaniżona rozmiarówka) KLIK
Wcześniej byłam ogromną fanką T-shirtów z COS, ale niestety żaden z nich nie wygląda dobrze po 2 latach.
Tu łapcie jeszcze wpis o Polskich markach dla dzieci
Jeżeli spodobał Ci się ten post i zamierzasz skorzystać z moich poleceń – kliknij proszę „Lubię to” na Facebooku. Dziękuję!
Co roku na Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzn (10 marca – jakbyście nie wiedzieli;) robimy sobie prezenty. Są to małe rzeczy, raczej praktyczne i potrzebne, niż dekoracyjne.
Przygotowałam Wam tablice z inspiracjami, może coś Wam wpadnie w oko i będziecie chcieli podarować swojemu Mężczyźnie lub Kobiecie.
A do tego razem z Pan Pablo mam dla Was rabat na cały asortyment (-15%) w tym na buty dziecięce (korzystajcie, bo rzadko można dostać rabat takie marki jak Mrugała lub Bobux).
Wejście jest przez ten link KLIK
Kod jest ważny od dziś do 14.03.
A jeśli na prezent chcecie dać książkę – to lista inspiracji we wpisie Najlepsze książki do czytania na kwarantannie:)
Gdybym miała wskazać jedno moje ulubione pomieszczenie w naszym domu, to byłaby to sypialnia na poddaszu. To tutaj najlepiej wypoczywam i zbieram siły. Dziś pokażę Wam, jak udało nam się ją zaaranżować i co sprawia, że lubię tu przebywać.
Zacznę od metrażu:
Nasza mała sypialnia na poddaszu, to jedyne pomieszczenie w domu, w którym wprowadziliśmy zmiany w układzie funkcjonalnym. Przesunęliśmy o kilkadziesiąt centymetrów drzwi wejściowe żeby móc zmieścić dużą szafę. Dzięki temu mam naprawdę dużo miejsca na przechowywanie i nawet niektóre półki są puste.
Na czym nam najbardziej zależało:
Na ścianie znajdują się panele dekoracyjne Orac decor Zig Zag – są to elementy, które przykuwają uwagę, a jednocześnie wprowadzają harmonię do wnętrza. Przykleja się je do ściany na specjalny klej. Po przyklejeniu trzeba je pomalować.
W całej sypialni mamy pomalowane ściany i sufit farbą Magnat Ceramic Care – kolor Szlachetna Biel. Kolor jest idealny i daję bazę do wielu możliwości aranżacyjnych. Jednocześnie sama farba jest zmywalna i odporna na plamy – na tym najbardziej mi zależało.
Często przy urządzaniu sypialni skupiamy się na wielu rzeczach, a łóżko i materac kupujemy przypadkowy. Mi bardzo zależało na tym, żeby mieć łóżko 180 x 200 cm z tapicerowanym zagłówkiem, a do tego najwygodniejszy materac, jak to jest tylko możliwe.
Wcześniej mieliśmy model wykonany z metalu i naprawdę jest wielka różnica w użytkowaniu.
W poszukiwaniu łóżka idealnego obejrzałam mnóstwo różnych modeli, niektóre wyglądały ciężko i topornie. Do naszej małej sypialni na poddaszu, w ogóle by nie pasowały. Aż w końcu znalazłam ideał!
Ma wszystko, czego szukaliśmy:
Jak się nam nim śpi?
WSPANIALE – materac nie jest twardy, ani miękki. Pianka dopasowuje się do kształtu ciała i zapobiega przenoszeniu drgań – co to znaczy? Kiedy dzieci przychodzą do nas spać w nocy i wchodzą na materac, to ja leżąc w drugim końcu w ogólnie nie odczuwam drgań. Naprawdę dobrze się na nam na nim śpi i uważam, że to najlepszy materac jaki mieliśmy.
Do tego materac ma zdejmowaną górę, więc bez najmniejszego problemu możemy ją wyprać.
Pod oknem był bardzo mały parapet na kwiaty (na szerokość okna), więc razem z naszą architekt zaprojektowaliśmy zabudowę kaloryfera, która jednocześnie będzie parapetem na kwiaty, a do tego pomieścić aktualnie czytane książki.
Wszystko się udało.
To od początku był mój projekt – rozpisałam sobie, co będę trzymać w szafie i jak chcę z tego korzystać. Zależało mi na dużej ilości szuflad i miejsc na wieszaki. Do tego mamy światło zamontowane w drążku reagujące na ruch.
Obok wisi lustro, bo chciałam go uniknąć na drzwiach szafy.
Jeśli będziecie mieć pytania o lampy to wszystkie szczegóły znajdziecie we wpisie Oświetlenie domu a tu z kolei inspiracje dotyczące kolorów Magnat w całym naszym domu – Biały czy kolor?
Tak wygląda nasza funkcjonalna i nowoczesna mała sypialnia na poddaszu. Jak Wam się podoba?
Pojawienie się głoski [r] w wymowie dziecka budzi wielkie emocje rodziców. Nie bez powodu jest ona przysłowiową wisienką na torcie artykulacji, najbardziej wyrazistą głoską w języku polskim.
Rozwojowo „ma najwięcej czasu” i często, choć nie zawsze, pojawia się jako ostatnia. Ma też wiele wariantów deformacji, które usłyszy (i zobaczy!) nawet niewprawione, nielogopedyczne ucho.
Rotacyzm/reranie, bo tak nazywa się nieprawidłowa wymowa głoski [r] to temat dzisiejszego wpisu, w którym postaram się odpowiedzieć na najczęściej zadawane w gabinecie logopedycznym pytania dotyczące tego zaburzenia artykulacji.
Głoska [r] jest głoską przedniojęzykowo – dziąsłową drżącą, co oznacza, że wymawiamy ją wprawiając w wibrację przednią część języka (apeks), w miejscu zwanym wałkiem dziąsłowym – tuż za górnymi siekaczami. Według norm głoska ta, jako wymagająca największej sprawności języka, powinna pojawić się w artykulacji dziecka w 6 roku życia.
Do tego czasu rozwojowo jest zastępowana głoską [l] – dziecko zamiast „ryba” wymawia „lyba”, zamiast „rower” – „lowel” i jest to prawidłowe zjawisko.
Ankyloglosja jest najczęstszą przyczyną rotacyzmu i wiele sygnałów świadczących o ryzyku pojawienia się wady wymowy jest jej pochodną:
Jest to przykładowy scenariusz powstania wady artykulacyjnej, spowodowanej nieprawidłową budową narządów mowy- takich scenariuszy jest tyle, ilu pacjentów w gabinecie!
Terapia każdej wady wymowy powinna być poprzedzona wnikliwą diagnozą, stawianą niekiedy przy pomocy całego zespołu specjalistów: laryngologa, audiologa, ortodonty, fizjoterapeuty i rozpocząć się od usunięcia przyczyny, np:
Najogólniej rzecz biorąc, praca nad głoską [r] polega na intensywnym ćwiczeniu języka, niekiedy z pomocą wibratora logopedycznego, który pozwala pacjentowi poczuć, czym jest drganie. W trakcie utrwalania głoski [r] podczas terapii, a także u dzieci, u których głoska ta pojawia się samoistnie i rozwojowo, często mamy do czynienia ze zjawiskiem hiperpoprawności, czyli nadużywaniem fonemu w wymowie. Wówczas, zamiast „cioci Marylki” mamy „Maryrkę”, a zamiast „korali” – „korare”. Stan ten powinien być przejściowy, a hiperpoprawność ustąpić prawidłowemu różnicowaniu głosek drogą słuchową i w wymowie.
Terapię głoski [r] można z sukcesem przeprowadzić także u osoby dorosłej! „Duzi pacjenci” wykazują się większym rozumieniem procesu diagnostyczno- terapeutycznego i motywacją do pracy.
Neurologopeda, pedagog specjalny, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od ponad 10 lat pracuje w przedszkolu integracyjnym. Zajmuje się kompleksową diagnozą i indywidualną terapią logopedyczną dzieci przedszkolnych oraz wspieraniem edukacji i komunikacji dzieci ze spektrum autyzmu. Autorka wpisów na blogu:
Objawy autyzmu
Rozszerzanie diety niemowlaka – papki czy BLW?
Jak wiecie miałam wiele podejść „do bycia fit” – jednak za każdym razem był to kilkunastodniowy zryw. Co w takim razie zrobiłam, że w końcu mi się udało i mam formę życia?
Dziś zdradzę Wam moje sposoby, dzięki którym od 2 lat ćwiczę regularnie, jem w miarę zdrowo, nie zapominam o suplementach i jestem na dobrej drodze do wypijania odpowiedniej ilości wody.
Próbowałam o siebie zawalczyć już znacznie wcześniej, jednak za każdym razem ponosiłam porażkę i nie udało mi się wypracować nawyku.
Myślę, że po prostu przyszedł czas, kiedy bardziej mi zależy oraz mam więcej motywacji. Z czego ona wynika?
No dobrze, jak kiedyś zaczynałam treningi z Ewką, to też miałam taki cel – chcę dbać o siebie i swoje zdrowie.
Dopiero teraz widzę, że popełniłam wtedy kilka błędów i dziś je Wam opiszę:
No dobrze to od dziś 4 treningi w tygodniu, piję 3 litry wody dziennie, jem zdrowo i nie zapominam o suplementach.
Według mnie jest to bardzo często popełniany błąd. ZA DUŻO NA RAZ. Narzucamy sobie zbyt wiele nowych rzeczy i bardzo szybko kończy nam się energia. I co? Znów mamy poczucie porażki.
CO ZAMIAST?
Powolne wdrażanie nowych nawyków i mogę nawet powiedzieć, że u mnie zadziałało pojedyncze ich wprowadzanie:
Odkryłam, że te 4-5 aktywności jestem w stanie znieść:) Teraz dołączyła jeszcze bieżnia i rowerek stacjonarny. Te wszystkie sporty są dla mnie ok – specjalnie nie piszę, że je uwielbiam, bo tak wcale nie jest. Jestem w stanie pooglądać serial i pobiec pół godziny na bieżni z tętnem max do 145 ud/m.
Tak samo z rowerem stacjonarnym. Razem z mężem zajeździłam nasz orbitrek i niestety musieliśmy się zdecydować na coś innego. Wybór padł na rowerek stacjonarny Flow Fitness (<—KLIK). W czasie jazdy oglądam coś na tablecie, rozmawiam przez tel lub odpisuję na komentarze – tak, oszukuję się swój mózg, że wcale nie nie ćwiczę 🙂
Rowerek jest cichy i można na nim jechać nawet jak już dzieci śpią, a serial mam włączony na tablecie z podłączonymi słuchawkami. Da się pół godzinki wytrzymać;) Do tego ma 24 programy treningowe, łączy się z aplikacją i zegarkiem iWatch. Rowerek ma też płynną i łatwą regulację siodełka, więc mogę szybko go wyregulować tuż po moim mężu.
Jak widzicie, ja nie zaczęłam nagle ćwiczyć – tylko bardzo powoli szukałam swoich aktywności i po kolei je wprowadzałam.
Wierzę, że każdy z nas ma taki sport, który byłby w stanie uprawiać – tylko trzeba poszukać.
Miałam takie zrywy i nigdy nie były one długotrwałe, aż w końcu się udało.
Zaczęło się od wyników badań, które miałam lekko odbiegające od normy. Zachęcam Was żebyście od tego zaczęli. Wyszła mi lekka insuliooporność, lekko podwyższony lipidogram i niedobory głównie (wit D3, witaminy z grupy B).
Dietę też wprowadzałam stopniowo, ale zauważyłam, że bardzo łatwo jest mi zejść z tej dobrej ścieżki. Dlatego ja muszę trzymać dietę całe życie. Każdorazowy „wyskok” i grzeszek u mnie widać na wadze bardzo szybko. Staram się trzymać dietę z niskim IG (od 5 lat). A ostatnio zaczęłam stosować deficyt kaloryczny i dopiero teraz waga zaczęła spadać. Z dietą nie ma cudów, ale naprawdę bez niej niewiele da się zrobić.
Do tego wprowadziłam wiele drobnych nawyków, o których też Wam pisałam:
Wielką rewolucją była też wyciskarka wolnoobrotowa (mamy już ją prawie rok – my wybraliśmy Kuvings), dzięki niej mam w domu zawsze mnóstwo warzyw i owoców. Kupuję skrzynkami różności i używam w kuchni.
Mogę powiedzieć, że to dzięki niej też moje dzieci trochę przychylniej patrzą w stronę niektórych warzyw i owoców, których wcześniej nie jadły.
Ja piję głównie soki warzywne, z niedużym dodatkiem owoców. Polubiłam też bardzo shoty, czyli mocno skoncentrowane soki z bombą witamin np. taki:
Rozlewam to do 2 małych kieliszków (dla siebie i męża) i dolewam kroplę oleju lnianego oraz posypuję świeżo mielonym pieprzem.
Kubeczek z miarką Olini KLIK
Pyszne i naprawdę zdrowe 🙂
Z racji tego, że marka KUVINGS obserwuje nas na Instagramie, więc udało mi się załatwić rabat – tu łapcie LINK z którego jak klikniecie wyciskarka wolnoobrotowa Kuvings Evo 820 Plus – będzie 240 zł tańsza!
Jeżeli jeszcze się nad nią zastanawiacie, to bardzo Wam polecam – u nas jest włączona codziennie i robi dobry, klarowny sok.
Jestem fanką zdrowej, zbilansowanej diety, a resztę uzupełniam suplementami. Jednak nawet to ciężko mi było wdrożyć. Ale odkąd jest epidemia nie zapominam o suplementach. Jak to zrobiłam?
Jestem wzrokowcem, jak coś widzę to sobie przypominam, dlatego odkąd moje suple stoją na widoku to jeszcze nigdy ich nie zapomniałam wziąć. Jak stały w szafce to sięgałam po nie bardzo sporadycznie.
Co teraz biorę?
To wszystko stoi na blacie w kuchni i dzięki temu o tym pamiętam. Jak macie mniejsze dzieci to też postawcie na widoku, tylko na wyższej półce.
To jest ostatnie rzecz na mojej liście do tego, żebym się dobrze czuła. Ten nawyk jest dopiero w trakcje utrwalania, ale udaje mi się w nim wytrwać od 2 miesięcy. Pewnie też tak macie, że zimą i jesienią mniej chce się Wam pić. Ja latem wypijam nawet 4 litry wody bez żadnego przypominania – po prostu odczuwam pragnienie. A jak jest zimno to zdecydowanie wolę herbatę i kawę, a pić mi się nie chce.
Wiem, że woda jest bardzo ważna, ale nie odczuwam pragnienia, więc nie pije.
Po pierwsze widzę bardzo pozytywne efekty działania. Jak po południu mam zjazd energetyczny, chce mi się spać, często zaczyna boleć głowa, to najczęściej pomaga mi woda. Wypijam wtedy 2 duże szklanki wody i nie muszę już pić kawy.
Od ponad 9 lat nie kupujemy wody butelkowanej i korzystamy z wody filtrowanej. Jedynie, raz na jakiś czas, kupowałam wodę gazowaną. W nowym domu zdecydowaliśmy się nawet na specjalny system Grohe Blue Home żeby mieć dobrą wodę z kranu. A dzięki temu, że ma również opcję wody gazowanej to od września nie kupiłam ani jednej butelki wody.
EDIT: tu macie wpis ze szczegółami po tym jak już czas jakiś poużywaliśmy GROHE Blue Home – Gazowana woda z kranu
Woda z systemu Grohe smakuje wybornie, jest lekko schłodzona i różni się smakiem od zwykłej kranówki. Wodę gazowana mogę pić w 2 wariantach: lekko gazowaną i mocno gazowaną.
Bardzo chcieliśmy mieć ten system w domu i już na etapie projektowania szafek był wzięty pod uwagę. Zamawialiśmy go odpowiednio wcześniej. Myślę, że niedługo zrobię obszerną recenzję – abyście mogli poznać wszystkie jego zalety – bo jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.
Ja mam swoje 2 sprawdzone sposoby:
Lubię też wsypać na noc do butelki pyłek pszczeli, a rano to wypijam. Czasem też wrzucam kilka ziarenek soli himalajskiej. Zawsze wtedy pamiętam o wypiciu.
Jak widzicie, wszystkie zmiany wprowadzałam malutkimi kroczkami i bez żadnych zrywów w stylu: od jutra ćwiczę i jem zdrowo. Wydaje mi się, że takie powolne zmiany nawyków są najbardziej trwałe i mają na nas najlepszy wpływ.
Wyznaczam też sobie małe cele, które podsumowuje w kalendarzu – każdy tydzień ma do odznaczenia: ćwiczenia, dieta, woda, suple i prawie za każdym razem mi się to udaje – małymi krokami do przodu. A dodatkowo odznaczanie wykonanych zadań funduje nam dopaminę – czyli przekaźnik przyjemności. Polecam też ten sposób 🙂
Dopadły Was nudy popołudniowe? Wszystkie gry planszowe już znacie na pamięć? To polecam wziąć kartkę, długopis i spędzić ciekawie czas.
Gry, do których potrzebna jest tylko kartka i długopis pamiętam z dzieciństwa. Nie miałam wiele planszówek (poza chińczykiem), więc często z mamą grałyśmy w takie gry.
Och, to była jedna z moich ulubionych gier. Dość szybko zaczęłam grać w nią z Lilą i jeszcze nam się nie znudziła. Pewnie też ją znacie, ale może akurat zapomnieliście, więc podsuwam Wam pomysł.
Oczywiście sami możecie rozrysować swoje kartki, a do tego dowolnie nazwać kategorie. Kiedy Lila była młodsza i nie miała tak dużej wiedzy świecie, to mieliśmy dosłownie kilka kategorii: zwierzę, postać z bajki, rzecz itp.
Jeżeli macie młodsze dzieci, które jeszcze nie potrafią pisać to możecie zagrać bez kartek. To będzie też świetne ćwiczenie na wymyślanie słów na daną literę. My w taki sposób często gramy w aucie albo na spacerze.
A jeżeli Wasze dzieci już są tak duże, że na Państwa – miasta mówią „Nuuuda” to zagrajcie po angielsku.
Poniżej dla Was Państwa Miasta do druku stworzone przez Olgę ze Stylove abecadło:
Niedawno przypomniałam sobie, że też w nią grałam będąc dzieckiem. Dla kogo jest ta gra? Dla dzieci, które znają już litery i cyfry. Grałam z nią w weekend z Lilą pierwszy raz i naprawdę szło nam nieźle. Do tego uważam, że ta gra doskonali koncentrację.
Znacie zasady? Drukujemy lub sami rysujemy planszę i wybieramy jedno dla siebie, a drugie dla przeciwnika. Kiedy jesteście już gotowi, zaczynamy umieszczać swoje statki (macie listę na planszy).
A później zaczynamy strzelać w statki naszego przeciwnika.
A3 i na zmianę.
jest to zabawa, której nauczyłam się na półkoloniach – jest to naprawdę fajna i rozluźniająca zabawa
Przebieg gry: W zależności ilu jest graczy tyle potrzebujemy kartek (w 2 osoby też się da grać). Każdy dzieli kartkę wzdłuż (na 4 paski). Na przygotowanych kartkach każdy odpowiada na zadawane kolejno pytania:
1. Kiedy? – zaginamy i przekazujemy kartkę do kolejnej osoby2. Gdzie?– zaginamy i przekazujemy kartkę do kolejnej osoby itd.3. Kto?4. Komu?5. Co zrobił?6. Czym?7. Jak to się skończyło?
Przekazujemy sobie kartki do ostatniego pytania. A później głośno czytamy. Dzieci mają takie pomysły, że naprawdę wychodzą z tego zabawne historie np: ” W Dzień Dziecka w wesołym miasteczku klown tacie narysował serce na twarzy burakiem i skończyło się dmuchaniem balonów:P
Pewnie kojarzycie tę drugą nazwę z dzieciństwa 🙂 Gra jest fajna, tylko ja zmieniłam nazwę i zasady – nie chciałam żeby dzieci rysowały szubienicę, więc rysujemy domek. Nie wiem jak wyrosłam na porządnego człowieka rysując tyle lat szubienice;)
Jeden gracz wymyśla kategorię i hasło, a drugi zgaduje po 1 literze. Jak trafi akurat w taką, której nie ma to – 2 gracz zaczyna rysować domek. Jak powstanie cały rysunek, a gracz nie zgadnie hasła, to przegrywa.
Prosta gra, w którą wiele razy graliśmy w restauracjach czekając na obiad lub jadąc autem (bez kartek).
Pierwszy gracz wymyśla wyraz, a drugi dopowiada kolejny na ostatnią literę poprzedniego. Jak dzieci szybko się znudzą to wprowadźcie utrudnienie, czyli zaczynamy wyraz na ostatnią sylabę – jest wtedy ciekawiej.
Jeżeli znacie inne gry z użyciem kartki i długopis, to konieczni napiszcie je w komentarzu.
tu macie wpis najlepsze Gry planszowe dla dzieci
A tu słuchajcie – ostatnio poprawiony i mocno rozbudowany post Gry planszowe dla dorosłych. Po jego publikacji dostałam dużo komentarzy w co jeszcze gracie i dodałam 10 gier które polecacie! To wy tworzycie nebule.pl:)
Tu łapcie wpis Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny
Szczerze podziwiam rodziców, którzy wstają przed dziećmi żeby mieć czas na jogę, kawę albo samotną wizytę w łazience. Ale żeby nie było – próbowałam! Jeden raz, ale się liczy!
Ustawiłam budzik o godzinę wcześniej niż normalnie. I na wszelki wypadek drugi na godzinę później – to był mój błąd amatora, bo kiedy rano (a właściwie w środku nocy zadzwonił pierwszy budzik), to przez 3 sekundy mojego przebudzenia doszłam do wniosku, że jednak to nie dla mnie i poszłam w kimę, dalej, bez stresu (bo przecież mam drugi budzik).
Miałam też drugie podejście do poranków uważności. Tym razem nie popełniłam błędu amatora – 1 budzik na godzinę wcześniej. Zadzwonił, a ja nie otwierając oczu wyszłam z sypialni. Zeszłam cichutko na dół i nawet mnie ten poranny stan ucieszył. Włożyłam ciepły szlafrok, kapciuszki z futerkiem, po omacku dotarłam do źródła kawy. Pstryknęłam ekspres i już po kuchni rozniósł się mój ulubiony zapach. Usiadłam w fotelu z filiżanką w ręku, zamknęłam oczy na chwilkę i pomyślałam, że to jednak miłe te wcześniejsze wstawanie. Dokładnie w tym momencie usłyszałam tupot małych stóp na schodach i ton, który wcale nie zwiastuje dobrego dnia:
„Mamooo, ekspres mnie obudził”
To w tym momencie uznałam, że nie ma sensu wstawać godzinę wcześniej.
Jednak wolę się wyspać, a później robić wszystko na wariata, bo tak wyglądają u nas poranki. Ale już i tak uważam, że jesteśmy na dobrej drodze.
Piękny tytuł – prawda? Jednak jest w nim ziarenko prawdy (Pozdrawiam wszystkie perfekcyjne Panie Domu)
U nas po jednej takiej akcji kiedy wymieniałam śniadaniowe dania i reakcji pełnej entuzjazmu: „tego nie lubię, tego nie chcę, a na to nie mam ochoty” poprosiłam moje piśmiennie dziecko żeby usiadło i wypisało mi 3 śniadania, które lubi. Łatwo jest mówić czego nie chce, ale znacznie lepiej co chce. I tak powstała nasza długa i skomplikowana lista śniadaniowa, którą mogłyby się poszczycić wykwintne restauracje:
Bo najlepiej jak są z zimnym, bo wtedy dziecko samo może je zrobić i wtedy ma większą satysfakcję i plus 100 do swojego bycia super.
Płatki z ciepłym mlekiem są zdrowe, bo to prawie jak zupa (w mojej opinii;P), ale mają jeden niewybaczalny minus: W CIEPŁYM MLEKU SZYBCIEJ ROZMIĘKAJĄ PŁATKI, a to wiadomo jest FUJ.
kiedy proponuję owsiankę i widzę lekkie zwątpienie na twarzach, to wtedy szybko proponuję, że posypię czymś ekstra ( mam jakieś różne zdrowe poppingi i ekspandowane ziarna, które nazywam głosem pełnym entuzjazmu popcornem) – to zawsze przechodzi! Mam też starą posypkę do pierników, którą trzymam na czarną godzinę i czasem odpalam kilka kolorowych ziaren
Tutaj potrzebuję trochę więcej czasu, więc jest rzadko.
ALE 3 pozycje do wyboru to już jest coś i mogę powiedzieć, że moje dzieci jedzą różnorodnie:P
Żeby uniknąć rozczarowania miską lub talerzem kieruję dzieci do swojej szuflady żeby same wybrały – to jest gamę changer! Kiedy kilka razy musiałam przelewać płatki do innej miski (bo w tamtej dno chrobocze o łyżkę albo już nie lubi Bardzo Głodnej Gąsienicy) to uznałam, że kiedy ktoś sam wybiera to najlepiej jak potrafi.
Starsza zawsze czyta przy śniadaniu i tutaj też muszę kontrolować czas żeby się nie zagapić.
Tutaj też doszłam do większej wprawy i mogę sprzedać Wam moje protipy:
Przed nami mycie zębów i czesanie włosów: sami to ogarniają, co czasem się kończy nie do końca tak, jak bym chciała, bo wieczorem nie mogę znaleźć szczotek do zębów.
No i na koniec, coś czego nie lubię – nerwówka przed drzwiami. Tak jak zazwyczaj staram się być zen, to nad tym momentem porannej logistyki muszę popracować i idzie mi coraz lepiej.
Dużym stresem było szukanie spodni zimowych, rękawiczek itd. więc odkryłam lifehack – zostawiam je w przedszkolu i szkole. Dzięki temu nie muszę szukać rano, bo wiem, że tam są! No to jeszcze tylko się ubrać i lecimy.
Wtedy się okazuje, że jeszcze coś do zabrania 😛 więc biegamy i szukamy.
Ach, zapomniałam – w tym czasie używam wyrażeń zaklinających rzeczywistość, ale muszę Wam powiedzieć, że naprawdę działają. Moja lista TOP:
A kiedyś w mojej głowie jak mantrę powtarzałam i zobaczyłam, że bardzo źle mnie to nastraja:
Wiecie, że kiedyś nie lubiłam gotować? I teraz już wiem skąd była moja niechęć do tej czynności. Dopiero teraz widzę to wyraźnie – nie przepadałam za przygotowywaniem posiłków dlatego, że … miałam kiepską organizację w kuchni.
Jak teraz przygotowuję posiłki to sprawia mi to przyjemność, bo:
Uważam, że dobrej organizacji w kuchni można się nauczyć – ja się tego nauczyłam, więc i Wy możecie!
Do podzielenia się moimi doświadczeniami i sposobami na dobrą organizację w kuchni zaprosiło mnie Auchan
Dobra organizacja w kuchni, to naprawdę około 70% sukcesu. Dzięki temu nie wkurzam się, że mi się mąka rozsypuje podczas nasypywania. Szukanie produktów po szafkach nie zajmuje mi czasu, bo ja w ciągu kilku sekund jestem w stanie znaleźć skrobię ziemniaczaną czy ksylitol.
Teraz to widzę, że moich poprzednich kuchnia panował Wielki Chaos i bałagan. A to mnie zniechęcało do gotowania.
Kiedyś robiłam zakupy bez list zakupowych i wkładałam w sklepie do koszyka produkty, które wydawały się przydatne. Często wychodziłam z pełnym koszykiem, a okazywało się, że nie mam nic na obiad. Też tak miewacie? Zmieniło się to, kiedy zaczęłam robić listy zakupów i dzięki temu to się poprawiło, bo miałam gotowy plan na posiłki.
Mam teraz taki sposób, że raz w miesiącu jadę na duże zakupy i uzupełniam zapasy podstawowych produktów takich jak: makaron, ryż, kasza, dżemy, sery, wafle ryżowe, mleko owsiane, kawę, herbatę itd. Często jadę po nie do Auchan, bo nie lubię przepłacać.
Nie wiem czy znacie marki własne oznaczone logo z ptaszkiem? Ja bardzo często je kupuje, bo są świetnej jakości i w minicenach. Lubię produkty bio, bo mają dobre składy, a cena jest przystępna. Przykładowo mleko owsiane, które u nas używałam właściwie do wszystkiego kosztuje 5,9 zł! Tak samo jest z innymi produktami.
Do tego podstawowe zakupy robię w większej ilości żeby nie musieć jechać znów za tydzień. Takim sposobem mam zrobione zakupy na dłuższy czas i mogę już z nich swobodnie gotować.
Później raz w tyg kupuję świeże warzywa i owoce, raz na dwa dni chleb – mam zrobione zapasy i dzięki temu zdecydowanie łatwiej jest nam przyrządzać.
Mądre przechowywanie to podstawa organizacji w mojej kuchni. Wszystkie sypkie produkty przesypuję do pojemników. Dlaczego?
Trzymam je w jednej szafce w pojemniku z możliwością przechowywania w pionie. Dlaczego tak, a nie w pojemnikach? Mam bardzo dużo różnych przypraw i musiałabym mieć około 50 pojemników, a już brakuje mi na nie szuflady. Lepiej mi się sprawdzają takie pojemniki jak na zdjęciach. W jednym mam przyprawy wytrawne, a w drugim do ciast.
Pamiętam jak projektowaliśmy kuchnię, to wiedziałam, że chcę mieć jak najwięcej szuflad (zrezygnowałam, że nie będziemy mieli szafek typu cargo kosztem dużych szuflad). Ten układ sprawdza nam się znakomicie – szuflady to jest to! Pełen dostęp i widoczność. Właściwie przez przypadek odkryłam funkcję wkładu na sztućce w szufladzie – kupiłam 2 takie pojemniki, a naprawdę potrzebowałam tylko jednego. Drugi wykorzystałam do organizacji słoików i puszek. Bardzo mi się to sprawdza i od razu widzę, co gdzie jest. A w jednej przegródce trzymam papier do pieczenia i folie.
Pewnie już słyszeliście o tym sposobie, ale pozwolę sobie o nim napisać. Dzięki temu mamy więcej miejsca, a przestrzeń jest świetnie wykorzystana. Spróbujcie kiedyś a się przekonacie.
Tak trzymam kilka przypraw, z których najczęściej korzystamy albo pokrywki – jak mało miejsca zajmują, kiedy stoją pionowo w pojemniku. Dzięki temu mam też porządek w szafce i łatwy dostęp.
Projektując kuchnię zależało mi żeby dzieci miały łatwy dostęp do wielu rzeczy i nie wołały nas za każdym razem kiedy chcą się np. napić. Z resztą to jest też ich dom więc, powinien być przystosowany do ich potrzeb i możliwości. Kubki i talerze trzymamy w wyższych szafkach, a dzieciom przełożyłam ich naczynia do szuflady. Są też w niej ich małe deski do krojenia. Dzięki temu mam w domu małych pomocników, którzy chętnie uczestniczą w przygotowywaniu posiłków.
Staram się wykorzystywać powtórnie wiele opakowań i odkładam je np. dla mojej mamy, która robi przetwory lub używa plastikowych pojemników do rozsądzania kwiatów. A chcę pokazać Wam jeszcze jedną rzecz: używam powtórnie worków strunowych od produktów. Przykładowo orzechy przesypuję do pojemników, a opakowanie odkładam do szuflady. Wykorzystuje je ponownie aż się zużyje. Nie ma potrzeby go wyrzucać.
Jeżeli jesteście na etapie projektowania swojej kuchni to polecam Wam też taką magiczną szufladkę, z której bardzo często korzystamy. Jest ukryta w szafce, gdzie kosze. Trzymam tam worki na śmieci, woreczki do ponownego wykorzystania, notes i długopis do robienia list zakupowych itd. Jak nam się coś kończy to od razu zapisuję.
Tej części w gotowaniu nie lubię najbardziej, ale radzę sobie coraz lepiej. Mimo tego, że mamy dużą zmywarkę to często coś przemywamy ręcznie. Zrobiliśmy w szafce ociekacz na mokre naczynia i uważam, że to jedna z lepszych decyzji w naszej kuchni. Nic nie stoi na blacie, a dzięki temu nie muszę specjalnie sprzątać i organizować przestrzeni do gotowania. Pusty blat zachęca do przygotowywania potraw, bo nie trzeba go najpierw sprzątać.
A na koniec niezła gratka, mam dla Was przepis, który jest naszym ostatnim hitem śniadaniowym!
Budyniowe naleśniki dla całej rodziny:
Wszystkie składniki miksujemy i wylewamy na gorącą natłuszczoną patelnię.
Smacznego!
A tu zobaczcie 10 produktów, które zawsze mam w domu – żeby moja rodzina jadła zdrowo
Jeżeli Twoje dziecko niedługo zacznie przedszkole lub tam już uczęszcza – ta książka jest dla Ciebie. Trochę żałuję, że nie powstała kilka lat wcześniej, kiedy sama miałam w domu trzyletnie dziecko. Pamiętam doskonale moje obawy związane z przedszkolem.
Kiedy przypominam sobie mnie z tamtego okresu, to byłam chodzącym znakiem zapytania, a dodam, że sam przecież jestem pedagogiem. Mogę więc sobie wyobrazić jak wiele pytań mogą mieć rodzice, którzy stoją przed tym wyborem.
Anitę znam osobiście i od lat bardzo cenię – jej działalność w sieci i poza nią uspokaja tysiące rodziców. Sama wielokrotnie na jej stronie https://bycblizej.pl szukałam odpowiedzi na moje pytania np. o lękach dziecięcych. Do tego każdy artykuł jest podparty badaniami naukowymi. Anita pisze w bardzo przystępny sposób i dzięki temu tak bardzo trafia do rodziców.
A Mikołaja Marcelę pewnie też już kojarzycie, bo pokazywałam Wam jego poprzednią książkę o szkole – Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem
Jest dla rodziców, opiekunów, nauczycieli i specjalistów pracującymi z dziećmi w wieku przedszkolnym. Jeżeli macie w domu dziecko, które we wrześniu będzie debiutować w przedszkolu, to „Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start” to jest nawet „must read”, bo najwięcej skorzystacie z treści w niej zawartych.
Ale jeśli Wasze dziecko już chodzi do przedszkola, to też Wam gorąco polecam, bo jest w niej mnóstwo wiedzy na temat rozwoju dzieci w wieku 3-6 lat. Momentami będzie nawet zaskoczeni – ja byłam! I książkę przeczytałam w 2 dni.
Zakreśliłam sobie wiele cytatów, do których będę wracać i jednym z nich jest:
„Zdarza się, że w patrzeniu na dziecko gubi się „tu i teraz”, a celem staje się odległa przyszłość”Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start
„Zdarza się, że w patrzeniu na dziecko gubi się „tu i teraz”, a celem staje się odległa przyszłość”
To zdanie według mnie zmienia pryzmat w patrzeniu na dziecko. Często dokonujemy wyborów dla dobra dziecka żeby w przyszłości miało dobrze. Martwimy się, że w przedszkolu nie uczy się 100 słówek, a Pani pozwala na zabawę na dywanie godzinami. Przyznajcie, że też się nad tym czasami zastanawiacie, bo ja tak.
A nawet dzięki niej dostaniecie gotowe narzędzia takie jak: narysowane serce na ręce, które pomaga w adaptacji.
Pomoże Wam też przemyśleć ewentualną zmianę przedszkola, a co najważniejsze – dzięki niej zrozumiecie, że dzieci nie potrzebują idealnych rodziców, tylko wystarczająco dobrych.
Jednym z moich ulubionych podrozdziałów jest:
„Chcesz mieć rację czy relację?” i „Wiedza o rozwoju dzieci jest jak prawo jazdy” gdzie możecie przeczytać o rozwoju psychicznym dzieci od 12 m. W większości poradników dla rodziców znajdziecie informacje o rozwoju ruchowym, a z tej książki dowiecie się np. , że tak naprawdę 6-latek bardziej przeżywa lęki niż 4-latek i to jest normalne.
Ta książka jest skarbnicą wiedzy i z pewnością odpowiada na wiele Waszych pytań i obaw. Dzięki niej inaczej spojrzycie na swoje dziecko, na siebie i na nauczycielki, które pracują w przedszkolu. A Wy odetchniecie z ulgą, bo będziecie pewni, że robicie dobrze.
Zakończę tę recenzję jeszcze jednym cytatem, który mam zakreślony, bo często nam się wydaję, żeby być dobrym rodzicem to trzeba to albo tamto…
„Jednym z najbardziej empatycznych komunikatów, jaki mogą usłyszeć od nas nasze dzieci, jest pełne zrozumienia „yhm”. Oczywiście owo „yhm” powinno być autentyczne i wynikać ze wspomnianego wyżej dostrojenia się.”Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start
„Jednym z najbardziej empatycznych komunikatów, jaki mogą usłyszeć od nas nasze dzieci, jest pełne zrozumienia „yhm”. Oczywiście owo „yhm” powinno być autentyczne i wynikać ze wspomnianego wyżej dostrojenia się.”
Książka do kupienia TUTAJ
Jest jeden prezent na Dzień Babci i Dziadka, który zawsze cieszy. Szczególnie teraz, kiedy rzadziej widujemy się z rodziną, inaczej patrzymy na podarunki dla bliskich. Nie kupujemy przypadkowych rzeczy – tylko przemyślane i spersonalizowane.
Partnerem postu sponsorowanego jest marka Colorland, która przenosi najpiękniejsze wspomnienia na zdjęcia i daje im drugie życie. Na końcu wpisu znajdziecie też sowity kod rabatowy.
Dziadkowie uwielbiają patrzeć na uśmiechnięte buzie wnuków i wnuczek, więc będą mieli więcej okazji.
Bo tyle ciepła jest w uśmiechu dziecka, nie ma nawet w najcieplejszych kapciach. A do tego każdy może sam sobie je bez wysiłku zrobić w domu.
Ogromną radość sprawiło mi robienie fotoprezentów, bo wykorzystałam zdjęcia, które od dawna zalegały na moim pulpicie komputera. Obsługa kreatora na Colorland.pl jest banalnie prosta i zrobiłam to bardzo szybko. Myślę, że starsze wnuki zrobią foto prezenty całkowicie samodzielnie.
To jest totalna nowość – harmonijka ze zdjęciami do postawienia na półce lub zabrania ze sobą. Zamykana na niewidoczny magnes. Absolutnie pięknie wykonana, z dbałością o detal – a jakość zdjęć jest powalająca. Wydruk jest po dwóch stronach, więc możecie zmieniać ekspozycję co jakiś czas. Możecie tam umieścić aż 16 zdjęć
aby ułatwić szukanie – tu link – Harmonijka ze zdjęciami
To świetne połączenie funkcjonalnego prezentu naładowanego emocjami. Wystarczy rano wstać, zerknąć na uśmiechniętych wnuków i poziom słodyczy we krwi bezpiecznie się podniesie.
Nasz kalendarz jest w formacie A3 – dzięki temu przy każdej dacie można zapisać ważne wizyty czy rodzinne święta.
Możecie wybierać wśród różnych szablonów.
Macie do wyboru kalendarze:
Do fotokalendarza możecie też dokupić specjalne pudełko na prezent.
Mam też dla Was rabat na taki piękny Fotokalendarz i z moim rabatem NEBULEX35 kosztuje 35% taniej! (za taką jakość i wykonanie to naprawdę mało) – kod działa do 29.02
Dzień Babci i Dziadka wypadają 21 i 22.01, także zamówcie już teraz aby mógł dojść na czas.
Jaki to jest świetny pomysł na kreatywne wywołanie zdjęć – wybieracie 25 zdjęć – możecie dodać daty, autorskie podpisy, a do tego zamówić zestaw do powieszenia/postawienia.
Fotki są kwadratowe na grubym retro papierze – wyglądają genialnie. Możecie je przyczepić za pomocą klamerek lub postawić na drewnianych podstawkach (cena jest bardzo atrakcyjna, bo 25 zdjęć kosztuje 55 zł z gadżetami) – Memorki
Myślę, że wywołam jeszcze jedną serię Memorków do nas do domu.
Wywołałam jeszcze Babci jedno z naszych ulubionych zdjęć. W ramce uśmiech dzieci wygląda jeszcze piękniej. Do ramki dołączony jest też zestaw do mocowania na rzepy – nie wiem czy już korzystaliście z takich rozwiązań, ale jest świetne, bo nie trzeba robić dziury w ścianie – Fotoramka.
Piękne kubki to idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka. Do kawy w takim słodkim kubku nie trzeba będzie już dodać cukru. Więc można powiedzieć, że to profilaktyka cukrzycy;) A tak serio – wydruk jest bardzo dobrej jakości. Można je myć w zmywarce – a do tego na stronie Colorland.pl macie chyba z 50 wzorów na różne okazje – Fotokubek
Tworzenie fotoksiążki na stronie colorland.pl jest samo w sobie bardzo przyjemne i gwarantuję Wam, że spędzicie miło czas. A jeżeli macie starsze dzieci, to możecie im zlecić to zadanie. Będą miały ciekawe zadanie.
Fotoksiążka przyszła do mnie po kilku dniach i jak tylko wzięłam ją w ręce to na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wydrukowane zdjęcia to zupełnie coś innego, niż tysiące fotografii w telefonie. Bardzo Wam polecam uporządkowanie wspomnień przed kolejnymi feriami.
A jeśli Wasze dzieci są już na tyle duże, by pomóc przy edycji fotoprezentów – możecie wykorzystać ich kreatywność i mogą stworzyć dla babci i dziadka Lapbook!
Sami powiedzcie, czy fotoprezenty, to nie są najlepsze prezenty na Dzień Babci i Dziadka? Budzą wspomnienia i przypominają, że ktoś o kimś ciepło myśli. Takie prezenty budzące emocje Wam doradzam 🙂
A tu łapcie kod rabatowy: NEBULEX35, który obniży cenę Waszych fotokalendarzy i fotoksiążek o 35% – Kod działa na wszystkie fotokalendarze, wszystkie fotoksiążki klasyczne, starbooki harmonijki i magnesy! Działa do końca 30 grudnia 20245 Nie łączy się z innymi kodami dostępnymi na stronie colorland.pl
A jeśli chcecie podarować inny fotoprezent z oferty Colorland – wpiszcie kod Nebuleall – wpadnie wam rabat 25%
Jak urządzić nieduży pokój dla dziewczynki, aby był funkcjonalny i przyjazny dziecku? Dziś postaram się odpowiedzieć na to pytanie, a przy okazji pokażę Wam jak wygląda pokój naszej córki.
Na podłodze jest deska Barlinecka jesionowa – kolor Lemon Sorbet. Jestem bardzo zadowolona z tej podłogi, bo jest naprawdę twarda, nie ma do tej pory żadnych wgnieceń i rys. Może się wydawać, że biała podłoga jest wymagająca, ale to nie jest prawda. Sprawdza się znakomicie, nawet w pokoju dziecięcym, gdzie są kredki, ciastolina, kolorowe farby. Wszystkie zabrudzenia schodzą w mgnieniu oka (nawet niezmywalne markery Sharpie po popryskaniu alkoholem).
Jak tylko kupiliśmy dom rozmawialiśmy z dziećmi o kolorach, jakie chciałyby mieć w pokojach. Już na samym początku zapadła decyzja, że będzie to przygaszony róż. Przedyskutowaliśmy drugi kolor i wyszło nam, że najbardziej będzie pasować musztarda.
Razem z naszą architekt ustaliłyśmy, że najbardziej będą pasować lamperie, czyli dekoracyjne malowanie tylko kawałka ściany.
Dlaczego nie malowaliśmy całej ściany na kolor? Bałam się, że przytłoczy tę małą przestrzeń. Ja jestem fanką bieli w pomieszczeniach i wybieram ją jako bazę, a reszta to tylko dodatek.
Przyznam, że na ten kolor trafiliśmy od razu – wiedziałam, że będzie idealny. Wciąż różowy, ale stonowany. Taki najbardziej podobał się przyszłej lokatorce.
Wybraliśmy Deszczowy Morganit z linii Magnat Ceramic
Już po malowaniu wiedziałam, że to był strzał w 10! Kolor wyszedł fantastyczny i uważam, że bardzo dobrze gra z wnętrzem. Farba jest matowa – odporna na plamy i wilgoć – bardzo łatwo się ją zmywa.
Pomiędzy różową lamperią, a białą ścianą jest listwa sztukateryjna KLIK
A powyżej pokój jest pomalowany farbą Szlachetna Biel z linii Magnat Ceramic Care – to też jest zmywalna farba, odporna na zabrudzenia.
Połączenie różowego i bieli wygląda naprawdę ciekawie.
Na jednej ścianie zdecydowaliśmy się na tapetę w paski. Daje ciekawy akcent i sprawia, że róż nie jest dominujący w pokoju.
Tapeta Ferm Living Thin Lines 536 (musztardowa) z Tapety-sklep ( na zdjęciu wygląda dość wyraźnie, a w rzeczywistości jest łagodniejsza w odbiorze)
Biurko ustawiliśmy bokiem do okna, tak aby ręka nie zasłaniała światła dziennego przy pisaniu. Biurko Minko KLIK mamy od 1,5 roku i sprawdza się znakomicie. Nie ma śladów użytkowania, a jest eksploatowane bardzo mocno. Jestem z niego bardzo zadowolona i myślę, że długo posłuży (ja też mam takie, tylko bez szuflad).
Krzesło to Nomi KLIK
Mamy je już 3 lata i też wygląda jak nowe. Krzesło jest świetne, bo pomaga w utrzymaniu prawidłowej postawy, a do tego łatwo się reguluje.
Przy biurku stoi wózek na książki i artykuły szkolne KLIK
Nad biurkiem kinkiet Lyss Frandsen KLIK
Wieszak na plecak szkolny (kółko musztardowe) NUKI
Girlanda gwiazdki Meri Meri KLIK
Girlanda frędzelki Meri Meri ( na rolecie) KLIK
Mata ochronna pod biurko Everleigh KLIK
Mamy też półkę modułową z polskiej marki Graniaste Meble KLIK
Jest to bardzo fajna opcja zamiast tablicy korkowej. Po pierwsze możecie wybrać odpowiedni rozmiar, a do tego moduły. My mamy wersję 40 x 80 z półkami i do tego mamy kołki ze skórzaną zawieszką. Tak naprawdę na tej półce możecie trzymać wszystko i co jakiś czas zmieniać jej konfigurację. Półka jest wykonana ze sklejki brzozowej i jest pięknie wykonana.
Pod oknem mamy siedzisko z zabudowanym kaloryferem do czytania. Planując tę przestrzeń zwracaliśmy uwagę na kinkiet, który mogłby się odwracać też w stronę siedziska.
Tuż nad nią jest półka z aktualnie czytanymi książkami – reszta jest zamknięta w szafce.
Półka na książki NUKI KLIK
Dalej jest łóżko i strefa odpoczynku. Wybraliśmy klasyczne łóżko NIZIO z litego drewna, bo wiem, że posłuży nam bardzo długo. Mamy model Simple w mniejszym rozmiarze (90×190, bo takie nam się mieści na tej ścianie, a większe nie jest potrzebne) z szufladą na dodatkowy materac. Już wspominałam, że mieliśmy podobną opcję i bardzo dobrze nam się sprawdziła. W razie noclegu koleżanki lub przechowywania pościeli dodatkowa przestrzeń jest zawsze mile widziana.
Obok stoi stolik nocny NIZIO Scandi, który mieści najpotrzebniejsze rzeczy.
Długo podejmowałam decyzję, czy zdecydować się na szafę. Tak naprawdę, to byłam zdecydowana na komodę. Przekonała mnie nasza architekt, która sama ma taką szafę w pokoju córeczek. Uznałam, że w tym wypadku będzie lepszym rozwiązaniem. Po 3 miesiącach użytkowania jestem bardzo zadowolona i wiem, że w komodzie byłoby trudniej przechowywać dziewczęce ubrania.
Szafa to Novelies Alpin KLIK – zerknijcie na jej układ w środku – wg mnie jest genialny i dzięki temu ułatwia organizację.
Dalej mamy piękna gablotkę Woodluck KLIK – to miejsce na książki i podręczniki szkolne. Wygląda świetnie, a do tego jest bardzo funkcjonalna – mieści dużo rzeczy i pomaga w zachowaniu porządku.
A na końcu szafka – domek Nizio KLIK na zabawki i artykuły plastyczne. Świetna opcja do pokoju dziecięcego, bo jednocześnie może służyć za domek do zabawy i półkę do przechowywania (ma kółka i bez problemu można ją przesuwać). Pięknie wygląda w pokoju, a do tego jest funkcjonalna.
Na suficie wisi lampa KLIK
Tak wygląda pokój – efekt finalny bardzo mi się podoba, a co najważniejsze jego właścicielka uwielbia w nim przebywać.
Tu macie ogólny wpis, gdzie pisałam jak wybierałam Kolory ścian w naszym domu – a tu macie Pokój chłopca🙂