kontakt i współpraca
Zabawki do piasku ma prawie każde dziecko. Dziś pokażę Wam nasze zabawki, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem w piaskownicy. Za każdym razem, jak mamy je razem z dziećmi to mamy nieśmiało do mnie podchodzą i pytają skąd takie cuda.
Zabawki do piasku to nie jest zakup, na który warto wydać dużo pieniędzy. Według mnie bez sensu kupować drogie zabawki, które możliwe, że przy pierwszym wyjściu zagubią się na placu zabaw. Wiele razy było tak, że pogubiliśmy elementy zestawu i kiedy nie wydaliśmy na nie duże kwoty, to nie jest aż tak szkoda.
W piaskownicy często dzielimy się zabawkami z innymi dziećmi i szkoda by mi było żeby ktoś nam coś drogiego zniszczył. A tak dokupuję dodatkowe elementy za kilka złotych i nie jest mi szkoda. Pamiętam jak kiedyś zgubiliśmy na plaży designerskie wiadro za kilkadziesiąt złotych – byłam wściekła i wtedy powiedziałam, że nigdy już nic takiego nie kupię.
W tamtym roku kupiłam dzieciom te dwa zestawy, które towarzyszą nam w wiosennych i letnich zabawach w piasku. Dzieci są zachwycone, bo dzięki nim bawimy się w różne tematyczne zabawy: piekarnię, lodziarnię itp.
Oba zestawy są świetnej jakości (jak na plastik) i po roku użytkowania wyglądają ja nowe.
Moje dzieci robią babki z piasku, kroją nożem, sprzedają albo udają, że je jedzą. Dodatkowo ozdabiają wypieki kamieniami, patykami czy roślinami.
Ten zestaw do piasku jest rewelacyjny! Tak jak pisałam wyżej, mamy na placu zabaw podchodzą do mnie i pytają, gdzie go kupiłam.
A on kosztuje dosłownie 20 zł!
Dostępny jest TUTAJ
Tak wygląda w użyciu
Zupełnie przypadkiem w tamtym roku kupiłam na allegro ten zestaw do robienia lodów gałkowanych. Kosztował 9,90:) Niby jest taki zwykły, a w piaskownicy dzieci dosłownie sobie go wyrywają. Nasz jest firmy Spielstabil i widzę, że upolowałam niezłą promocję, bo ten zestaw kosztuje normalnie sporo więcej. Zajmuje mało miejsca i jak jedziemy gdzieś na plac zabaw to zabieram go do koszyka.
Kiedyś nosiliśmy też do piasku Bilibo mini
Przejrzałam jeszcze internet i znalazłam kilka fajnych propozycji do piasku.
Zestaw do robienia lodów za 7,50 zł
TUTAJ
Foremki owoce za 2,50 zł:)
Zestaw foremek dłonie i stopy
Foremki zamek
Metalowa taczka do ogródka
Dużą koparka do jeżdżenia
Zestaw do gotowania (dobra cena, jak za tyle elementów)
Zestaw do piaskownicy dla miłośników koni i koloru różowego
A Wy czego używacie w piaskownicy? Julek uwielbia wynosić z domu różne łyżki;)
Na wiosnę czekam z utęsknieniem od 1 marca. Codziennie mam nadzieję, że to już! Wypatruję promieni słonecznych i pączków na drzewach. Szczególnie dziś, kiedy spadł śnieg myślę intensywnie o tym czasie i wizualizuję nasze wiosenne spacery.
W ubiegłym tygodniu zrobiłam porządki w szafie i sprawdziłam, czego mi brakuje na nadchodzące miesiące.
Udało mi się załatwić też dla Was zniżkę na 15% (na nie przecenioną kolekcję), hasło: nebule2018, ważny do 20 kwietnia na stronie https://www.crocs.pl.
Lekka spacerówka rozkładana na płasko Easywalker Buggy XS to nowość, która niedawno pojawiła się w Polsce. Mamy okazję testować ją od ponad 2 miesięcy i dziś napiszę Wam o tym, jak nam się nią jeździ.
Spacerówka zazwyczaj jest drugim wózkiem, na który się decydujemy i tak jak obserwuję swoje wybory i moich przyjaciółek to widzę dwie ścieżki:
Każdy ma inne wymagania i potrzeby, dlatego nie mogę powiedzieć, że są wózki idealne dla wszystkich. Niektórzy lubią mieć duży wózek, którego nigdy nie składają i nie wkładają 4 razy dziennie do bagażnika. Jeżdżą po wertepach i nie zależy im na lekkości.
Ale jeżeli szukają lekkiego wózka, który idealnie sprawdzi się w mieście i na wyjazdach to warto przyjrzeć się tej: Easywalker Buggy XS jest wózkiem bardzo niepozornym, ale wartym uwagi.
Easywalker ma wiele zalet, które sprawiają, że używa się go wspaniale.
Zacznę od wymiarów po złożeniu i samego sposobu składania, bo to jest NAJWIĘKSZY ATUT tego wózka:
Idealnie się nadaje do małych bagażników, bo zajmuje niewiele miejsca i z tego jestem najbardziej zadowolona. Jak się go rozkłada? Zobaczcie poniżej. Odblokowuje się blokadę z boku i trzymając przycisk na rączce się go rozkłada.
Jest to wózek idealny na podróże, bo zajmuje niewiele miejsca, można dokupić do niego torbę, z której my korzystaliśmy na lotnisku. Wózek składa się do niewielkich wymiarów, wkłada do torby i można powiesić go na ramieniu.
On naprawdę jest tak lekki, że bez problemu można go nieść w torbie na ramieniu. Jeżeli musicie wózek wnosić po schodach to jest pod tym względem idealny. Można go trzymać za rączkę i wnosić, do tego jest tak skonstruowany, że rzeczy z organizera nie wypadają, co mi się zdarzało przy innych wózkach. Kilka razy niosłam wózek z Julkiem po schodach i bez problemu dałam radę.
Stelaż wózka jest bardzo stabilny, nie zdarzyło się żeby pusty wózek np. z torbami na rączce się wywrócił (co zdarza się przy Maclarenach). Do tego jest zwrotny i dobrze sunie po nierównościach.
Piankowe koła, mimo tego, że są małe to dobrze zamortyzowane. Przednie kółka mają średnicę 13 cm, a tylne 15 cm. Można zablokować kółka przednie żeby lepiej jechały po dużych nierównościach. Powiem Wam szczerze, że ten element wózka zaskoczył mnie najbardziej.
Nie spodziewałam się, że takie małe kółka tak dobrze będą sobie radziły z nierównościami i jechały np. po dziurawym, starym chodniku. Easywalker Buggy XS dobrze sobie radzi na twardych, polnych ścieżkach.
Podbijanie z 12- kilogramowym Julkiem i zakupami nie jest może wspaniałe, ale nie jest źle. Wózek często prowadzę jedną ręką, bo za drugą trzymam Lilkę.
Lekka spacerówka rozkładana na płasko bardzo często kojarzy się z parasolką, która nie ma pałąka. W tym wózku jest pałąk, którego brakuje mi np. w Bugaboo Bee 3. Julek, jak siedzi w tym wózku to zawsze się go trzyma, a w Bee trzyma się po bokach. Do tego pałąk jest niezwykle pomocny przy nakrywaniu kocem (zawsze go nakładam na pałąk) i dzięki temu nie zjeżdża. Można go bez problemu zdemontować, wciskając przyciski po bokach. Myślę, że mniejsze dziecko podczas drzemki może zakładać na niego nogi.
Siedzisko rozkładane na płasko to niewątpliwy atut tego wózka, dzięki temu śpiącemu dziecku jest w nim wygodnie i kiedy zapniemy je tylko w pasie to może spać na boku lub przewrócić się na brzuch (przy poluzowaniu pasów). Kąt nachylenia jest minimalny, a samo siedzisko mimo tego, że jest pokryte miękkim materiałem jest twarde, czyli takie jakie zaleca się najmniejszym dzieciom.
Wymiary siedziska to: 30 cm szerokość (tyle co Babyhome), 45 cm oparcie, 21 cm siedzenie bez rozłożonego podnóżka, 37 cm z rozłożonym podnóżkiem.
Siedzisko może sprawiać wrażenie małego, ale takie nie jest. Julek waży obecnie 12 kg i ma 87 cm wzrostu i jest mu wygodnie. Wiadomo, że ten ostatni rok wózkowania jest taki, że dziecko więcej chodzi niż jeździ, więc nawet jak będzie większy to na niedalekie przejażdżki będzie idealny.
Siedzisko rozkłada się i składa za pomocą paska z tyłu, możemy dowolnie regulować jego wysokość.
Maksymalna waga podana przez producenta to 15 kg.
Pasy są 5-punktowe pokryte miękkimi naramiennikami, które będą dobrze trzymały małe dziecko. Można je zaczepić na dwóch wysokościach lub zdemontować. Starsze dziecko można zapinać tylko w pasie (my tak jeździmy). Łatwo się je zapina i rozpina. Pas w kroku jest powleczony miękkim ochraniaczem.
Ta lekka spacerówka rozkładana na płasko ma wiele plusów, ale niewątpliwym atutem jest spora, jak na taką spacerówkę budka, rozsuwając suwak, dodatkowo możemy ją powiększyć. Wtedy budka po bokach ma siateczkę, przez którą dostaje się powietrze (przydatne przy upałach), a my możemy obserwować dziecko. Boki budki się rozpinają i kiedy dziecko np. śpi w ogrodzie w wysokiej temperaturze to możemy zapewnić mu cyrkulację powietrza.
Sam materiał budki jest przeciwdeszczowy i ma filtr UV (UPV 50 +).
Easywalker Buggy XS ma naprawdę spory kosz na zakupy (do 5 kg), do tego łatwo dostępny. Po bokach ma siatkę, dzięki której łatwiej jest nam znaleźć potrzebną rzecz.
Rączka nie jest regulowana i jest na wysokości 105 cm.
Hamulec jest nożny, po środku między kołami.
Wózek ma rozkładany podnóżek, który świetnie sprawdza się przy spaniu, bo nie wiszą nogi.
W związku ze swoim niewielkim rozmiarem i wagą Easywalker Buggy XS musi mieć jakieś wady, bo wózków idealnych nie ma (a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłam). Jest kilka rzeczy, na które można zwrócić uwagę przy kupnie, a później je zaakceptować.
To tyle z minusów, które nie bardzo utrudniają użytkowanie, a w kontraście do wszystkich plusów uważam, że jest to bardzo fajna, lekka spacerówka rozkładana na płasko.
Jeżeli szukacie takiego małego wózka, to warto zwrócić na niego uwagę.
W zestawie z wózkiem jest folia przeciwdeszczowa.
Fanpage Easywalker Polska znajdziecie TUTAJ
Prosiłyście mnie o porównanie do Bugaboo Bee, którego często używamy:
Wózek dostępny jest w kilku wersjach kolorystycznych:
Wózek kosztuje około 1200 zł i najtaniej możecie go kupić poniżej. Są również dostępne różne akcesoria:
Easywalker Torba Do Transportu Wózka Buggy XsOd 155,00 zł
Easywalker Buggy XS Berlin Breakfast SpacerowyOd 899,00 zł
Easywalker Buggy Xs Night Black SpacerowyOd 899,00 zł
a tu macie recenzję gdzie opisuję Wózek na dużych kołach – Dubatti one
Z czym Wam się kojarzy wiosna? Budząca się przyroda, jaskrawa zieleń i zapachy, które zwiastują mój ulubiony czas w roku. Nie wiem czy Wam też, ale rzeżucha przypomina mi wiosnę. Dlatego zrobiłam z dziećmi świetną pracę, która nie tylko fajnie wygląda, ale też ma walory edukacyjne. Dzieci uwielbiają podlewać, sadzić, a później podglądać efekty.
Dziś Was zainspiruję do wykonania z dziećmi Pana Rzeżuchy
Nasze ludziki są na razie łyse, ale już nie długo zamieszkają u nas Panowie Rzeżucha:)
W skorupkach dzieci układają namoczone i złożone na 4 waciki (po 2 lub nawet 3, aby zapełnić całą skorupkę). Później wysypują rzeżuchę i spryskują spryskiwaczem. Na koniec robimy twarze, które można narysować mazakami, kredkami lub pastelami żelowymi.
Stawiamy na parapet i czekamy aż czupryny wyrosną. Codziennie nawilżamy im skalpy:)
A tak po kilku dniach wyglądają Panowie. Rzeżuchę obcinamy nożyczkami i dodajemy do kanapek:)
Prezenty od zajączka, czyli drobne upominki, które można podarować dzieciom w Wielkanoc. W różnych regionach panują inne zwyczaje, ale często bliscy kupują najmłodszym niewielkie prezenty. Zamiast czekoladowych zająców, czy jajek można podarować coś ciekawego, związanego mniej lub bardziej z symbolami nawiązującymi do świąt.
tu łapcie najświeższy wpis – Prezenty od zajączka 2025!
post zawiera linki afiliacyjne
W moich inspiracjach uwzględniłam właśnie: jajka, zajączki i wodę. Jest też kilka propozycji, które są ciekawe, ale nie mają nic wspólnego ze świętami.
1. Kultowe jajka Tomy, świetna zabawka za 25 zł TUTAJ
2. Miękki zając Jellycat, ulubiona przytulanka Jula TUTAJ
3. Gryzak marchewka z kauczuku Oli&Carol
4. Układanka edukacyjna Kura TUTAJ
5. Kura Schleich (figurki zwierząt są zawsze mile widziane) TUTAJ
6. Układanka piramida Janod z jajkiem TUTAJ
7. Królik sensoryczny Skip hop TUTAJ
8. Przygody króliczka Miffy TUTAJ
9. Nino Percussion- marakasy w kształcie jajek TUTAJ lub w całym zestawie z instrumentami dla dzieci TUTAJ
10. Rurki kąpielowe Boon (są genialne!) mały zestaw TUTAJ, duży zestaw TUTAJ
11. Jajka magnetyczne Eichhorn TUTAJ
12. Króliki Schleich TUTAJ, TUTAJ
13. Gryzak Ringball dla maluchów Little leaf TUTAJ
1. Zestaw Lego „Szukanie jajek” TUTAJ
2. Króliki Maileg TUTAJ
3. Książka „Jajo – jajka w gnieździe i kosmosie, czyli kogel-mogel dla dociekliwych” Eliza Piotrowska, wydawnictwo Nasza księgarnia TUTAJ
4. Projektor kosmiczny B.toys TUTAJ
5. Aparat do robienia… baniek TUTAJ
6. Nowość – świetne puzzle obserwacyjne (70 elementów) Trefl po 13 zł! (zamawiam je Lilce): Odwiedzamy operę TUTAJ, Odwiedzamy remizę strażacką TUTAJ, Odwiedzamy port TUTAJ, Odwiedzamy miasteczko TUTAJ, Odwiedzamy stadninę TUTAJ, Odwiedzamy budowę TUTAJ
7. „Zwierzokracja” Ola Woldańska-Płocińska TUTAJ
8. Mazaki z królikami Miffy
9. Gra „Tańczące jajka” Haba, TUTAJ
10. Audiobook „Teoś i Wielkanoc” TUTAJ
11. Bubabloon- piłka balonowa do pokolorowania TUTAJ
12. „Słoneczne jajo” Elsa Beskow (mam na liście dla Jula) TUTAJ
13. Zestaw: pipeta i zbiorniczki do zabaw z wodą TUTAJ
Tu łap nasze poprzednie inspiracje na Drobne Wielkanocne upominki
Tu macie 70 inspiracji na Prezent dla 4 latka
Mam też do Was prośbę, jeżeli macie zamiar skorzystać z moich pomysłów teraz lub w przyszłości albo podoba Wam się ten post, to kliknijcie „Lubię to” na moim fanpage’u. Facebook wprowadził nowy algorytm i bardzo mocno ogranicza zasięgi postów autorów blogów. Działa to w ten sposób, że nie ma moich postów na Waszych tablicach, jeżeli nie klikacie ? lub ❤. Dzięki
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Nigdy nie byłam Perfekcyjną Panią Domu i test białej rękawiczki oblałabym na wstępie. Ale nie sądziłam, że aż tak zaniedbuję moich pomocników, którzy wspierają mnie w domowych obowiązkach.
Są w domu takie sprzęty, bez których nie wyobrażam sobie życia. Z automatu wkładam, wciskam przycisk i się dzieje „Czystość”. Kiedy skończy – wyjmuję i rozkładam na swoje miejsca. Ot i filozofia! Codziennie ich używam, nie zastanawiając się co by było gdyby nagle odmówiły współpracy.
Nie zgłębiam tajników pracy, czy też innych programów. Mam swoje ulubione i z nich najczęściej korzystam. Nie wczytuję się w instrukcje, bo nawet nie wiem gdzie one są. Jak coś przestaje działać to radzę się dr. Google. Ostatnio zapytałam go:
I znowu moja wina.
A naprawdę każda Pani Domu wie, że rzeczy zrobionych nie widać. Domownicy zauważają je dopiero, jak nie są zrobione. I tak się stało u nas.
Oczekuję od moich domowych pomocników pełnej gotowości i świetnej pracy, a sama o nich nie dbam. Nie dziwię się w sumie, że przestają ze mną współpracować.
Ciężko mi to wyznać nawet przed sobą, bo to tylko potwierdza fakt, jak beznadziejną Panią domu jestem. Przyznam szczerze, że lista moich przewinień jest znacznie dłuższa. Przez moje „grzeszki” związane z brakiem dbania o ukochaną zmywarkę, przestała pracować, tak jak powinna.
Jednak w ostatnim czasie dowiedziałam się jakie były moje przewinienia i dziś się nimi z Wami podzielę. Może same również popełniacie te błędy, które prowadzą do powolnej śmierci Waszej zmywarki.
To moja wina i mój obowiązek, który zaniedbałam. Zmywarka raz dziennie zmywa nasze rodzinne brudy, a ja powinnam o nią dbać.
1. Sól dosypywałam jak mi się przypomniało (raz na pół roku).
2. Nabłyszczacz – a po co mi on?
3. Płyn do mycia zmywarki – to zmywarka nie myje się podczas zwykłego cyklu?
4. Odświeżacz – jak się szybko wstawia zmywarkę to nie ma nieprzyjemnego zapachu, więc nie widziałam potrzeby.
Do tego mogłabym wypisać całą listę skandalicznych czynności takich jak: ustawianie naczyń jedno na drugim, blokowanie dużym talerzem dyszy myjącej (dopiero gość z serwisu zwrócił mi na to uwagę), ładowanie zmywarki na full itp. itd.
Jak ma ona myć naczynia, skoro sama jest brudna?
Raz na jakiś czas warto użyć płynu do czyszczenia zmywarek Finish, który dogłębnie czyści głęboko osadzony (np. na filtrze) brud jak tłuszcz czy kamień. Wystarczy uruchomić pustą zmywarkę z płynem (na 65 stopni) i po jednym cyklu mamy czystą i pachnącą zmywarkę.
Ale jeżeli nie chcemy marnować jednego cyklu „na pusto” to możemy również wypróbować nowości – kapsułek Finish, które umieszcza się na dnie załadowanej zmywarki. Dzięki niej szybko pozbędziecie się tłuszczu i brudu, a zmywarka i naczynia będą czyste.
Regularne czyszczenie
Niewiele osób wie, że dzięki stosowaniu nabłyszczacza mamy:
Nabłyszczacz Finish
Z solą mam taki problem, że niby wiem o konieczności jej dosypywania, ale nigdy nie pamiętam żeby to zrobić, bo nawet nie wiem po co mam to robić.
Dowiedziałam się, że dzięki regularnie dosypywanej soli:
Dosypywanie soli
Zawsze myślałam, że pojawia się dlatego, bo zbieram naczynia w zmywarce przez cały dzień i nawet się z nim oswoiłam. Jednak zawsze można użyć odświeżacza, którego woń zupełnie nie przenosi się na naczynia, a przy każdym otworzeniu zmywarki unosi się świeży zapach.
ROZWIĄZANIE
Odświeżacz Finish
Jak widzicie – dowody są oczywiste. Popełniłam chyba wszystkie możliwe zbrodnie wobec zmywarki, która ratuje moje dłonie przed codziennym zmywaniem. Nie dbałam o ten wspaniały wynalazek, a oczekiwałam od niej wielkiej efektywności.
Za karę: zmywanie ręczne! Oj szybko sobie zapamiętam wszystkie zasady dbania o zmywarkę.
A wtedy cała mokra robota przejdzie z moich rąk na zmywarkę, a my nie będziemy musieli się martwić praniem naszych brudów.
Winnym współudziału w tej zBRÓDni doskonałej jest marka Finish, która nie umywa rąk od brudnej roboty.
Taka piękna pogoda, a powietrze jest fatalne. Chciałoby się w odetchnąć, nie sprawdzać codziennie aplikacji z pomiarami, ale niestety nie da się. Nadal ten problem jest aktualny, dlatego poprosiłam naszą, zaufaną pediatrę żeby odpowiedziała na kilka pytań o tym, jak smog wpływa na zdrowie dzieci.
Dziś rozmawiam z pediatrą dr Ewą Miśko-Wąsowską, autorką bloga ewamisko.pl
Małe dzieci są bardziej podatne na negatywne skutki działania smogu, ponieważ mają niedojrzały zarówno układ oddechowy jak i immunologiczny. Niedojrzałe śluzówki i ich mechanizmy obronne, częste oddychanie przez usta i fakt, że większe stężenie zanieczyszczeń obserwujemy przy gruncie same chyba nasuwają nam odpowiedź.
Dzieci oddychają z większą częstotliwością (więcej oddechów na minutę niż dorośli), przez co więcej substancji toksycznych dostaje się do dróg oddechowych i więcej może się kumulować w organizmie.
Rozwój płuc u dzieci trwa do 6-8 r.ż. Narażenie w tym okresie na zanieczyszczenia powietrza może ten rozwój upośledzać i wiązać się z gorszym funkcjonowaniem dróg oddechowych nawet w wieku dorosłym. Wiele obserwacji i badań wykazuje, że w rejonach o znacznym zanieczyszczeniu powietrza więcej dzieci i dorosłych ma stwierdzoną astmę oskrzelową i częściej u nich występują zaostrzenia tej choroby.
Upośledzenie czynności dróg oddechowych i układu odpornościowego może się wiązać z częstszym występowaniem chorób zakaźnych płuc (np. zapalenia płuc). U dorosłych częściej również obserwuje się nowotwory płuc, rozedmę czy przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Badania pokazują też zanieczyszczone powietrze może wywoływać też choroby układu krwionośnego czy nerwowego.
Są również doniesienia, wykazujące negatywny wpływ zanieczyszczenia powietrza na rozwój płuc dzieci jeszcze w brzuchu mamy. Substancje toksyczne wdychane przez ciężarną przedostają się przez łożysko do organizmu rozwijającego się maluszka. Mogą też wiązać się ze zwiększonym ryzykiem porodu przedwczesnego i niskiej urodzeniowej masy noworodka.
Dobrze jest codziennie sprawdzać tzw. alerty smogowe i unikać spacerów, kiedy powietrze jest złej jakości. Dane dostępne są na stronie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz na stronach inspektoratów wojewódzkich. Można też się posłużyć aplikacją na telefon. Mieszkania też wietrzymy, kiedy jakość powietrza jest dopuszczalna.
Warto zadbać o to, aby pokój dziecka nie znajdował się od strony ulicy.
Unikajmy spacerów przy ruchliwych ulicach – wybierajmy te mniej uczęszczane i jak mamy możliwość to spacerujmy po parku.
Wyjeżdżajmy z dziećmi w miarę możliwości poza miasto – każdy pobyt w lokalizacji o czystszym powietrzu może być na wagę złota. Jeżeli musimy podróżować z dzieckiem autem to najlepiej robić to poza godzinami szczytu, okna w samochodzie powinny być pozamykane i wentylacje ustawione na obieg zamknięty.
Starszym dzieciom można rozważyć zakupienie maski antysmogowej, aczkolwiek ich skuteczność w ochronie przed tzw. pyłem zawieszonym jest trudna do oceny, trudno też dopasować wielkość maski do twarzy dziecka.
Nie zapominajmy też, że antyoksydanty w diecie pomagają w walce z wolnymi rodnikami, które powstają, gdy oddychamy zanieczyszczonym powietrzem. Dbajmy o urozmaicenie diety, o warzywa i owoce na talerzu.
Rośliny w pomieszczeniu również mogą pomóc w oczyszczaniu powietrza – efektywność ta ma znaczenie, gdy na każde 10 m2 przypada przynajmniej jedna roślina. Zanim jednak zakupimy konkretne gatunki należy się upewnić, czy nie będą one toksyczne dla dzieci i zwierząt (jak z nami mieszkają).
Warto rozważyć zakupienie urządzenia oczyszczającego powietrze z filtrem HEPA – dobre filtry oczyszczają powietrze nawet z najdrobniejszych cząsteczek zanieczyszczeń ale też z części alergenów, wirusów, bakterii czy grzybów. Taki oczyszczacz powinien być umieszczony w tym pomieszczeniu, w którym najczęściej przebywają dzieci – zwykle pokój dziecięcy lub salon.
Tu z pomocą przychodzą nam strony m.in. wspomnianych wyżej wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska, które podają z jakimi rodzajami zanieczyszczeń mamy do czynienia i czy wychodzenie na dwór jest wskazane. To samo dotyczy wietrzenia pomieszczeń.
Tak, to dobry pomysł. Warto też podawać coś do picia – nawilżone śluzówki gardła będą w stanie zatrzymać część zanieczyszczeń.
Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – należy bezwzględnie unikać palenia papierosów przy dzieciach – dotyczy to także osób, które wychodzą np. na balkon, żeby zapalić i zaraz wracają do pomieszczenia.
Okazuje się, że ilość zanieczyszczeń, na które są wówczas narażone dzieci jest porównywalna do tych, gdy dorosły pali bezpośrednio w pomieszczeniu, w którym przebywa dziecko! Bierne palenie jest również związane z rozwojem astmy oskrzelowej i innych chorób układu oddechowego i nie tylko.
Dziękuję za rozmowę.
O smogu trzeba mówić głośno przez cały rok, a nie tylko wtedy kiedy normy są przekroczone parokrotnie. Jest to problem, który narasta z roku na rok i budzi dużo emocji. Ważna jest edukacja, ale też działanie na rzecz poprawy jakości powietrza.
Puść dalej ten wpis, niech szersze grono dowie się, jak smog szkodzi najmłodszym.
a tu rozmowa z Panią doktor Katar u dzieci – 10 pytań do zaufanego pediatry
Wszystko widzę jako sztukę w Zachęcie to wystawa, na którą czekałam bardzo długo. Kiedy tylko zobaczyłam już zapowiedź, wiedziałam, że warto odwiedzimy ją z dziećmi. Dziś tam byliśmy i przygotowałam dla Was krótką relację.
O tym, dlaczego lubimy zabierać dzieci w takie miejsca pisałam we wpisie Dlaczego
Sztuka współczesna wychodzi do dzieci w taki sposób, który są w stanie poznać. Czyli jak? Za pomocą wszystkich zmysłów. Dzieci nie potrafią się opanować przed dotykaniem eksponatów w muzeum, czy też poznaniem innymi zmysłami. Lubią się poruszać, być głośno, zadawać mnóstwo pytań…
Nie sztuką jest przygotować wystawę, która pokazuje dzieło. Sztuką według mnie jest taka prezentacja, która pozwoli ją zrozumieć. Dzieci mają niesamowite wyobraźnię i dzięki niej tworzą niesamowite rzeczy. Tak właśnie zaplanowana jest wystawa dla dzieci „Wszystko widzę jako sztukę”.
„Każde dziecko jest artystą. Jedyny problem to pozostać artystą, kiedy się już dorośnie”,Pablo Picasso
„Każde dziecko jest artystą. Jedyny problem to pozostać artystą, kiedy się już dorośnie”,
„Dzieci przekonają się, że mogą robić najróżniejsze rzeczy: obierać w galerii ziemniaki jak Julita Wójcik, wyszywać makatki jak Monika Drożyńska, naklejać na ścianach kolorowe taśmy jak Edward Krasiński, poświęcić życie malowaniu liczb jak Roman Opałka, rzucać kostkami do gry jak Ryszard Winiarski, malować swoje ciało na czarno jak Aneta Grzeszykowska. Traktujemy najmłodszych widzów poważnie — nie tłumaczymy, nie podpowiadamy, nie narzucamy, jak dzieła sztuki należy rozumieć, za to zachęcamy do myślenia i wyrażania własnych opinii.”
Naprawdę Wam polecam odwiedzić warszawską Zachętę z dziećmi.
p.s. Wystawa w Zachęcie jest od wczoraj, dlatego są tam prawdziwe tłumy. Myślę, że za kilka tygodniu będzie luźniej. Jeżeli planujecie wizytę, to spróbujcie wybrać inny dzień niż weekend, bo spora ilość zwiedzających utrudnia swobodne korzystanie z wystawy.
My napewno wybierzemy się tam jeszcze raz, na spokojnie w dzień powszedni (galeria czynna jest do 20). Możecie też przekazać nauczycielkom swoich dzieci, że możliwe jest wejście grupowe.
A sama wystawa jest rewelacyjna! Moje dzieci nie chciały stamtąd wyjść.
Czy Wasze włosy po zimie też wysyłają sygnał SOS? Moje potrzebowały ratunku, bo tak fatalnego stanu czupryny już dawno nie miałam. Ale znalazłam szybki ratunek na to, jak odżywić włosy na wiosnę.
Chyba każde włosy nie lubią się z czapkami, kapturami, mrozem, suchym powietrzem i gorącymi podmuchami suszarki. Moja czupryna mocno się zmieniła, bo warunki pogodowe jej nie sprzyjają. A ja dodatkowo nie mam czasu specjalnie o nią zadbać. Krótko mówiąc – moje włosy są w kiepskim stanie – przyklepnięte na górze i suche na końcach.
Do tego je zaniedbałam. Czas w łazience mam ograniczony do minimum, więc przyznaję się, że moje wcześniejsze zabiegi (olejowanie, mycie metodą OMO, wcierki) zastąpiło szybkie mycie głowy, nałożenie maski lub odżywki.
Moje włosy nie zostały mi dłużne i po prostu się zbuntowały. Do tego swędziała mnie skóra głowy, a czasem nawet bolała. W styczniu miałam badanie skóry głowy, które potwierdziło, że mam zanieczyszczone cebulki włosów. Zdziwił mnie ten wynik, bo zawsze dokładnie myłam skalp, ale jak się okazało, to nie wystarczy.
Wszystkie zanieczyszczenia, które osadzają się na skórze głowy źle wpływają na pracę gruczołów łojowych, często powodując łupież i niedotlenienie cebulek, a przez to włosy rosną słabe i matowe. Skóra głowy, która jest zanieczyszczona często swędzi, pojawiają się wypryski lub mocno się przetłuszcza. Warto zadbać o odpowiednią pielęgnację, a przede wszystkim o oczyszczanie.
Już wtedy specjalistka poradziła mi, żebym raz w tygodniu robiła peeling skóry głowy i myła włosy oczyszczającym szamponem. Wzięłam sobie to do serca i jak zobaczyłam, że na rynek wchodzi nowa linia kosmetyków do demakijażu włosów – postanowiłam ją przetestować.
Obiecałam też, że się podzielę moimi wrażeniami z testów linii BIOVAX BOTANIC, która zaprosiła mnie współpracy.
Produkty L’biotica znam i lubię od dawna, więc byłam pewna, że nowe kosmetyki z tej linii będą dobre dla mojej skóry i włosów, ale nie spodziewałam się takiego efektu. Żałuję, że nie zrobiłam sobie zdjęcia „przed” i „po”, bo już po jednym zabiegu, moje włosy odzyskały dawną świetność.
Wszystkie produkty z linii BIOVAX BOTANIC zawierają organiczne ekstrakty z czystka i nasion czarnuszki. Są to rośliny, które mają pozytywny wpływ na stan skóry i włosów.
działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo. Intensywnie oczyszcza skórę głowy i reguluje wydzielanie sebum.
bardzo dobrze wpływa na stan skóry głowy i łagodzi podrażnienia. Poprawia też wygląd włosów i wzmacnia blask.
Każdy z kosmetyków z tej linii zawiera 90% substancji pochodzenia naturalnego. Do tego mają certyfikaty ECOCERT i COSMOS.
Tyle o kosmetykach, czas przejść do moich wrażeń po testowaniu.
Z nadzieją użyłam go pierwszy raz. Na mokrą skórę głowy nałożyłam peeling i delikatnie masowałam. Już sam masaż mnie odprężył. Bez problemu spłukałam kosmetyk z drobinkami i na tak przygotowany do dalszej pielęgnacji skalp, nałożyłam niewielką ilość szamponu.
Niewielka ilość szampony wystarczyła, że umyć bujną czuprynę. Zaskoczyło mnie to, że kosmetyk bardzo dobrze się pieni, co jest niespotykane w szamponach bez SLS i SLES. Dzięki temu rozprowadziłam szampon na całej długości włosów i delikatnie umyłam. Nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie się spłukiwał. Na koniec nałożyłam ekspresową odżywkę 7w1.
Nałożyłam niewielką ilość odżywki na włosy (od okolic ucha do dołu). Ma przyjemny, świeży zapacg i dobrze się rozprowada. Poczekałam minutę i zmyłam.
Cały zabieg trwał może 7 minut.
Wypiłam czystek, zdjęłam ręcznik z włosów i zostawiłam włosy do wyschnięcia. Zapomniałam nawet, że użyłam czegoś nowego, bo wciągnęły mnie domowe obowiązki. Kiedy po 2 h poszłam do łazienki, to nie mogłam nie zauważyć efektów oczyszczania włosów i skalpu.
Moje oklapnięte wcześniej włosy były uniesione u nasady, błyszczące (a mam farbowane) i do tego tak miękkie i lekkie, że byłam zaskoczona. Po kilku dniach zauważyłam też, że przestała mnie swędzieć skóra głowy.
Wystarczył jeden zabieg (mechaniczny peeling) plus odpowiednie kosmetyki do włosów, a ja czułam działanie.
usunął zanieczyszczenia z mojej skóry i poprawił krążenie. Dodatkowo pozbyłam się pozostałości po kosmetykach do stylizacji. Ten zabieg oczyścił cebulki i przygotował je do dalszych etapów pielęgnacji. Efekt był widoczny już po tym jednym razie. Peeling wystarczy robić raz w tygodniu.
bardzo dokładnie oczyścił moje włosy, bo na całej długości zrobiły się lekkie. Wcześniej miałam niektóre miejsca bardziej przyklapnięte i jakby nie do końca umyte. Teraz już wiem, że ten szampon będzie mi towarzyszył co drugie mycie, żeby nadać włosom tę lekkość i uniesienie u nasady.
na końcu nawilżyła moje końce i przywróciła blask. Włosy są miękkie i nawilżone. Wystarczy ją zostawić na jedną minutę. W składzie jest wyciąg z bursztynu, który jest naturalnym filtrem słonecznym. Teraz stosuję ją po każdym myciu, bo jest bardzo skuteczna i szybko działa.
Nie wiedziałam, że demakijaż włosów może być ważnym elementem pięlęgnacji. Dlatego moje włosy wcześniej były matowe i pozbawione blasku. Nie sądziłam też, że regularny peeling skóry głowy działa w taki sposób, że unosi je u nasady i dodaje włosom lekkości. Polecam Wam linię BIOVAX BOTANIC, szczególnie przed wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia, a my mamy chęć wyjątkowego zadbania o siebie.
Żeby i Wam umożliwić przetestowanie tych produktów, to mam dla Was kod na 15 % rabatu na cały asortyment sklepu www.biutiq.pl od 6-11 marca, kod: nebule.
Zdjęcia Justyna Duszak
W tym roku, w końcu udało mi się dojechać na Targi Kids Time, które odbywają się co roku w Kielcach. Znalazłam tam wiele ciekawych rzeczy, o których napewno niedługo będzie głośno. A Wy dowiecie się o nich jako pierwsi.
Mnóstwo stoisk, a na nic cały ogrom rzeczy, które mają służyć dzieciom i ich bliskim. Nie ukrywam, że targi zrobiły na mnie ogromne wrażenie, bo jeszcze nigdzie nie widziałam aż tylu ciekawych rzeczy, które z pewnością w niedługim czasie zrobią furorę. Udało mi się też odwiedzić znane mi marki, z którymi współpracuję od dawna i zamienić kilka słów.
Przechodząc do konkretów.
Dziś zaprezentuję to, co zwróciło moją uwagę na Targach i jestem pewna, że w tym roku będzie o nich głośno.
Przechadzałam się spokojnie wśród stoisk na targach i nagle w oddali zobaczyłam charakterystyczną, kolorową tęczę. Nie ukrywam, że trochę przyspieszyłam, bo wydawało mi się, że to słynna tęcza Grimm’s. Okazało się, że miałam rację. Od marca świetne, drewniane zabawki tej niemieckiej marki będą powszechnie dostępne w Polsce. Ogromnie mnie to cieszy i już nie mogę się doczekać.
Zabawki będzie można kupić w różnych sklepach. Dam Wam znać, jak tylko się pojawią.
Zainteresowały mnie te zabawki, bo mają sporo sensorycznych elementów, ale w umiarkowanym stopniu. Widziałam kilka naprawdę fajnych, miękkich zabawek i myślę, że będą bardzo ciekawe.
Soczyste, miękkie i kolorowe gryzaki wykonane z kauczuku i malowane naturalnymi farbami. Niezmiennie mnie zachwycają i jakbym mogła wybrać jeden, to nie mogłabym się zdecydować.
Dostępne są w różnych formach i kolorach w sklepie Muppetshop
Piękne, kartonowe puzzle dla starszych dzieci. Można później używać ich do innych zabaw. Absolutnie skradły moje serce!
Lilka ostatnio bardzo dużo bawi się małymi laleczkami Lottie i wypatrzyłam, że już niedługo pojawi się do nich taki piękny, drewniany domek.
Wypatrzyłam go dla Julka. Wygląda świetnie, a do tego nie jest ogromny. Jest już dostępny TUTAJ
Moje dzieci obecnie przechodzą fascynację piaskiem kinetycznym, więc na targach zwróciłam uwagę na podobne produkty. Absolutnie zachwycił mnie ten aksamitny piasek, który jest przemiły w dotyku. Już zamówiłam dla dzieci zestaw z zamkiem KLIK i z piaskownicą KLIK
Moją uwagę przyciągnął ciekawy design i materiał, z jakiego wykonane są te klocki. Są twarde, a jednocześnie lekkie. Zapowiadają się świetnie. Będą dostępne w kwietniu.
Czekam również na nowości znanej i lubianej przez nas marki Janod. Będzie sporo ciekawych rzeczy takich jak np: elektryczne pianinko, czy nowe gry i zabawki edukacyjne.
Lubię taki retro design i jestem ciekawa nowości z tej marki. Widziałam ciekawe gry i drewniane układanki w kształcie domku.
Tak! Znów będzie dostępna stara wersja symfonii, o której pisałam obszerny wpis: Dyrygentem być. Jest to zabawka genialna, która służy nam już kilka lat.
Jak zwykle marka Skip hop będzie miała nowości, na które warto zwrócić uwagę. Mi wpadło w oko kilka ciekawych rzeczy.
Dwustronna mata do zabawy (z drugiej strony jest bardziej stonowana i będzie się nadawała dla mniejszego dziecka). Później może służyć jako dywan. Powierzchnia bardzo łatwo się czyści i jest ciekawą alternatywą dla dywanu. Dostępna już TUTAJ
Gryzak z płytką, który wkłada się do lodówki i długo trzyma zimno
Butelka z dzióbkiem dla starszych dzieci
Nowe wzory Skip hop ZOO
Nietoperz, lama, leniwiec i słoń <3
Organizer na brzeg wanny żeby dziecko nie wylewało wodę
Nowy organizer na wózek z zapięciem i bardziej eleganckim lookiem
(już się na niego czaję, bo mam poprzednią wersję i uwielbiam)
Polski fotelik, który pozytywnie przeszedł szwedzki Plus Test (WOW!). Do tego jest w całości produkowany w Polsce. Mam nadzieję, że uda nam się go przetestować i dam Wam znać o naszych odczuciach. Zapowiada się rewelacyjnie.
Na swoje urodziny dostałam stylowego Holendra, więc teraz szukałam fotelika na rower. Na targach wpadłam na Bobike i bardzo mi się spodobały.
Wygląda bardzo ciekawie i pasuje idealnie do nowoczesnych wnętrz.
Kolekcja, która jest po prostu przepiękna! Jest już dostępna w sklepie: Bobux
Udało mi się również zobaczyć kilka modeli z kolekcji zimowej – w końcu Bobux będzie miał ocieplany wełną merynosów model na rzepy!
Te wzory 🙂
Wyglądają bardzo ciekawie i to chyba na nie zdecyduję się na wiosnę
Odkryłam też polską markę, która szyje dziecięce czapki. Przyciągnęły mnie stonowane kolory, a kiedy ich dotknęłam to przepadłam. Już wiem, że zamówię dzieciom właśnie te czapki na wiosnę i lato. Niesamowicie miękkie, fajnie uszyte i w atrakcyjnych cenach. Dostępne TUTAJ
Nowy wózek Bugaboo, który zapowiada świetnie. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze go przetestować. Pierwsze wrażenia były znakomite: prowadzi się jedną ręką, składa w jednej części i do tego ma sporo nowych funkcji.
Wózek już niedługo będzie dostępny w sklepie Muppetshop
Gdyby do każdego dziecka była dołączona instrukcja obsługi, to nasze rodzicielstwo byłoby zdecydowanie prostsze. Jednak wydaje mi się, że wtedy mogłoby być też naprawdę nudne, bo byłoby bardzo przewidywalne. A tak rodzicielstwo jest niekończącą się wędrówką, czasem po zielonym, pachnącym lesie, a czasem po dżungli amazońskiej w czasie pory deszczowej.
Jest wiele poradników dla rodziców, które zawierają informacje o rozwoju dzieci. Jednak nikt nie odważył się jeszcze spisać TYCH najciekawszych, które my, rodzice pamiętamy do końca życia.
Jeżeli masz dziecko między pierwszym, a drugim rokiem życia (a niektóre egzemplarze nawet i później) to poproś je żeby spojrzało na Ciebie przez rolkę po papierze toaletowym/lunetę/kalejdoskop. Jaka będzie Twoja mina, kiedy przyłoży ów rekwizyt pomiędzy dwoma gałkami ocznymi? Ja się uśmiałam! Trzecie oko, jak nic!
A tak naprawdę jest to objaw jeszcze nieustalonej lateralizacji oraz ćwiczeniu czynności symetrycznych takich jak chodzenie. Każdy z nas ma dominujące oko i dopiero po 2 roku życia dzieci będą częściej wybierać jedno oko. Ten proces trwa aż do 6 roku życia (a niektóre źródła mówią, że nawet dłużej).
Wystarczy napomknąć znajomym, czy też rodzinie, że nasze dziecko (niepotrzebne skreślić):
– śpi w swoim łóżeczku
– zasypia samo na noc
– nie wstaje o 5 rano
– nie chorowało od pół roku
– jest wesołe i uśmiechnięte
To możecie być PEWNI, że ono to słyszy, bo na 100% już dzisiejszej nocy będzie: płaczliwe, zaśnie na nas i nie będzie można go przenieść do swojego łóżka, o 2 w nocy okaże się, że ma 39 stopni gorączki i wstanie o 5 rano. A wszystko w piątek wieczorem, bo dzieci najczęściej chorują na weekend, kiedy nie ma dostępu do lekarza i umówiłaś się z przyjaciółką. (Amerykańscy naukowcy powinni przeprowadzić badania na ten temat).
Nie wiem co to za zmysł, ale jest szczególnie wyczulony u tych najmniejszych. Kiedy rodzic w końcu wszystko ogarnie i chce posadzić swoje umęczone członki na wygodnej kanapie to prawdopodobieństwo pobudki wzrasta o 80%, a jeżeli dzierży w dłoni z filiżankę aromatycznej kawy to wzrasta już do 100%. Co to za instynkt?
Czyżby atawizm, kiedy nasze dziecko interpretuje nasze kocie, pozbawione gwałtowności ruchy jako skradającą się zwierzynę do jaskini? Że za 3,2,1 sekund otwiera oczy?
Im bardziej rodzic się stara wywołać radość na dziecięcej twarzy drogą zabawką, tym efekt będzie bardziej mizerny. Tyle wysiłku, a pieseczek na baterie leży w kącie z łapami do góry. A wystarczy powiedzieć: „To moje płatki! Są mi potrzebne” i zostawić na chwilę dziecko w łazience. Nie minie 10 sekund, a już pulchna łapka sięgnie po okrągłe cudeńko.
Tak samo jest z różnymi drobiazgami, które z pozoru mogę nam się wydawać nieciekawe. Jednak dzieci odnajdą ich drugie dno.
Obstawiam, że po 10 i to szybko liczonych. Dzieci mają ten dar, że potrafią wyczuć kiedy nasze ciało dotyka fotela, kanapy, a nawet podłogi. Nie będę wymieniać toalety, bo to przecież oczywiste. Nie ma czytania, nie ma herbaty picia jest zabawa i wygłupy z lekko ociężałym rodzicem.
Żaden mądry poradnik nie uczy rodziców, jak przewidywać gusta ich pociech, szczególnie z rana, kiedy jeszcze niezbyt w dobrych humorach siedzą przy stole. Wydawać by się mogło, że maleńkie auto na talerzu nie zostanie zauważone przez rozespane oko 5-latki, dla której jedyny właściwy kolor to „elzowy”. Nic z tych rzeczy, nie ten talerz, nie ten dzień, nie ta mama i idzie kula śnieżna, która nabiera na prędkości i na koniec uderza biednego rodzica prosto w twarz.
Wielu rodziców już się w tym temacie wyedukowało, zapominają o tym tylko nowicjusze. Każdy rodzic przed wyjściem z domu (szczególnie zimą) pyta dziecię: „Chcesz siku?”. Odpowiedź pada „tak” lub „nie”, ale z doświadczenia wiem, że i tak nie ma to wpływu na dalszy rozwój wydarzeń. No więc mimo tego, że dziecię już w toalecie nawet było, to jak mu założysz niekończący się ciąg:
rajstopyspodniekurtkirekawiczkiczapkiszalikibuty. To i tak albo tuż po wyjściu lub chwilę po tym usłyszysz: „Mamo, chce mi się…” I już nawet nie musi kończyć, bo ja już to WIEM i krew mnie zalewa. Już nie wspomnę o sytuacjach kiedy jesteśmy np. w restauracji i dzieci się bawią 40 minut w oczekiwaniu na jedzenie i kiedy ono wreszcie przychodzi to co słyszę: „Mamo, chce mi się…” A sytuacje najbardziej hardcorowe, o których nie przeczytasz w żadnym poradniku to wyjście samemu z dwójką dzieci, kiedy jedno patrzy Ci głęboko w oczy i mówi: „Mamo, chcę mi się…” A mi właśnie wtedy chce się… wyć!
kiedy jest 5 rano albo jesteś pod prysznicem albo jesteś w toalecie albo suszysz włosy (?!?!). A kiedy siedzimy wieczorem przy kolacji to jakby amnezja je dopadła i wszystkie te SUPER WAŻNE SPRAWY, które NAPRAWDĘ nie mogą poczekać aż wyjdę z łazienki, odchodzą w zapomnienie.
Ale tylko do pierwszej pobudki. Przy drugiej już tak nie myślisz. A przy trzeciej to…
A jak już w końcu zaśnie to jeszcze przeglądasz jego zdjęcia na telefonie. Dlaczego nie piszą o tym w poradniku dla rodziców?
Po pierwsze, kiedy tylko zmienisz dziecku mokrą pieluchę, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że za dosłownie chwilkę będziesz zmieniać drugi raz, tylko z o wiele cięższym ładunkiem.
A Wy co byście dodali?
Wózek na dużych kołach nie musi być toporny, ciężko się składać i zajmować pół bagażnika Waszego samochodu. Dziś chciałabym Wam pokazać wózek, który testowaliśmy od prawie roku.
Dubatti to nowa marka z Holandii to marka, która niedawno weszła na polski rynek i już zjednała sobie wielu miłośników. Holendrzy potrafią robić wózki, bo i nasz Bugaboo pochodzi stamtąd i malutki Easywalker, który przyszedł właśnie do testów. Śmiem twierdzić, że naprawdę im to wychodzi.
Jest to wózek na dużych kołach, który poradzi sobie w lesie i na wertepach, a jednocześnie wciąż ma wiele zalet tzw. małych wózków.
Jak wiecie od maja 2016 używamy Bugaboo bee 3 . Ma wiele zalet, ale i kilka wad, bo jak wspominałam, nie ma wózków idealnych, a przynajmniej ja na taki (jeszcze) nie trafiłam. Bugaboo bee jest wózkiem miejskim, więc na wertepach, dziurach, polnych piaszczystych drogach radzi sobie średnio. Jedzie, ale trzeba użyć sporo siły żeby go pchać.
Dubatti one to wózek na dużych kołach, które dosłownie suną po każdej nierówności. Wszystkie koła są pompowane i to czuć wyraźnie w czasie prowadzenia, podbijania i jechania po dziurach. Bez najmniejszych problemów da się nim jechać nawet po tzw. kocich łbach.
Genialnym gadżetem do tego wózka jest torba XXL na zakupy – idealnie zastępuje kosz na zakupy pod spodem. Torbę montuje się na rączce, mamy do niej dostęp w każdej chwili. Jest z siatki, więc wszystko widać. Po środku jest suwak, który dodatkowo ułatwia użytkowanie. Są jeszcze różne akcesoria takie jak: śpiworek, parasolka, torba, koła miejskie.
Uważam, że nie ma wózków idealnych, a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłam i w każdym wózku znajduję jakieś niewielkie minusy, które sama bym poprawiła. Jest to moja recenzja, więc jak przy każdym wózku, który testowaliśmy chcę pisać o moich odczuciach. Jakie minusy ma Dubatti?
Po pierwsze niewielki kosz na zakupy, do którego mieści się folia przeciwdeszczowa, pieluchy i chusteczki. Ale kiedy zamówiłam torbę XXL to ten problem właściwie przestał istnieć i wszystkie rzeczy mam pod ręką. Druga kwestia to dość krótka budka, którą porównałabym do Joolza. Przy Bugaboo wypada dość blado. Mogłaby być trochę dłuższa. My od rażącego słońca ratowaliśmy się ustawieniem siedziska, bo tylko w pozycji leżącej budka nie chroniła przed ostrymi promieniami. W innych pozycjach było ok.
Waga wózka:
Stelaż z siedziskiem:
Stelaż z gondolą:
Stelaż z kołami złożony:
Stelaż złożony bez kola:
szerokość– 53cm; długość – 81cm; wysokość – 15cm 4,5 kg.
Wózek możecie kupić i obejrzeć w sklepie Muppetshop
Zdjęcia: Kasia z http://travelicious.pl
poprzedni wpis z kategorii wózki to Lekka spacerówka rozkładana na płasko
Najsłynniejsze holenderskie 5-latki znów zawitały na dziecięce półki! Dziś chciałabym Wam pokazać książkę ściśle związaną z Holandią, z której właśnie wróciliśmy.
Właśnie wróciliśmy z naszego wyjazdu do Eindhoven i na fali zauroczenia tym krajem napiszę dziś o książce, po którą specjalnie pojechałam na dzień przed wylotem. Chciałam żeby dzieci mogły czytać ją w czasie pobytu i jednocześnie chłonąć atmosferę Holandii.
Jeżeli z literaturą dziecięcą jesteście za pan brat, to pewnie kojarzycie Julka i Julkę wyd. Hokus pokus. Niestety nakłady dawno się wyczerpały, książki na aukcjach internetowych wzbiły się do nieba, a czytać coś trzeba. Kiedyś wypożyczyłam jedną Lilce z biblioteki, ale to jest taka książka, którą warto mieć w domu.
Cieszę się z tego powodu bardzo, bo w końcu jest dostępna dla szerszego grona. Z niderlandzkiego przełożyła je Maja Porczyńska-Szarapa, która dorastała w Holandii i zna ich kulturę od podszewki. Byłam bardzo ciekawa tego tłumaczenia i się nie zawiodłam.
Autorką jest Annie M.G. Schmidt, która została nawet nagrodzona ze tę serię nagrodą Hansa Christiana Andersena i otrzymała ją z rąk samej Astrid Lindgren. Całość dopełniają świetne ilustracje Fiep Westendorp, której kreska jest doskonale znana wszystkim Holendrom.
To szereg zabawnych, krótkich historyjek o dwójce dzieci, mieszkających w sąsiedztwie. Czytając je, ma się wrażenie, że cała akcja dzieje się tuż obok. Autorka pozostawia czytającemu do własnej interpretacji wiele sytuacji i właśnie dlatego dzieci tak je lubią. Nie komentuje swoim dorosłym głosem i dzięki temu książki mają tyle uroku.
Bohaterowie posługują się językiem 5-latków – prostym i zrozumiałym, a jednocześnie pełnym wielu zabawnych point. Wiele razy podczas czytania dosłownie wybuchaliśmy śmiechem.
Jaś i Janeczka są podobni do wszystkich dzieci na świecie – lubią się bawić i psocić. Czasami się pokłócą, a później godzą. Mają szalone pomysły i ciekawe spostrzeżenia. Nie mają większych problemów i ich beztroskie dzieciństwo tak bardzo przypomina moje.
Książki według mnie nadają się już dla 3-latków, ale z racji tego, że nie ma kolorowych ilustracji to rodzic za pierwszym razem powinien się do niej przekonać, a później odpowiednio dziecku przeczytać. Ta seria jest również idealna do samodzielnego czytania dla starszych dzieci.
Pierwszy tom jest już dostępny w sprzedaży i jeżeli nie macie poprzedniego wydania, to zachęcam Was gorąco, bo warto!
Dostępna TUTAJ
Zabawki w podróży mam w każdej kieszeni – w plecaku w wersji, a w torebce są schowane małe przekąski. Wychodzę z założenia, że zabierając je ze sobą, kupuję święty spokój, który potrzebny jest każdemu. Dziś pokażę Wam rzeczy, które zabraliśmy w podróż samolotem do Holandii.
We wcześniejszym wpisie pokazywałam Wam nasze ulubione rzeczy, które najczęściej zabieramy do samochodu lub na wyjście do restauracji, a dziś zdradzę kilka fajnych trików, które mogą przydać się w podróży samolotem lub pociągiem.
Dużo moich propozycji znajdziecie tu: Czym zająć dzieci w restauracji
Nie ukrywam, że kupiłam je też trochę dla siebie, bo dawno nie leciałam samolotem i chciałam zająć czymś głowę i ręce, a do tego wiedziałam, że bez tych rzeczy byłoby ciężko.
Duży kosztuje 5 zł! TUTAJ Mały kosztuje 2,50 zł TUTAJ
Kartonowa tabliczka z pisakiem jest świetnym pomysłem na podróże! Sprawdziły się genialnie w samolocie, bo bawiliśmy się w rysowanie, kalambur i pisanie liter. Znikopisy są płaskie, więc zajmują bardzo mało miejsca. To idealna zabawka w podróży.
Figurka do składania dla chłopca kosztuje 7 zł TUTAJ, a dla dziewczynki TUTAJ
Kupiłam je już trochę wcześniej i wrzuciłam w otchłań szafki. Figurki świetnie się sprawdziły, bo nie dość, że są małe i tanie – to zajęły dzieci na długo. Samo złożenie zajęło prawie pół godziny. Julowi oczywiście musiałam pomóc, ale później już sam ją rozkładał i składał.
Genialna zabawka za 5 zł TUTAJ. Świetne narzędzie do tworzenia kształtów. Wystarczy, że mamy długopis i kartkę. Po powrocie do domu Lilka cały czas z nim pracuje, więc tym bardziej mnie to cieszy, że mój pomysł się sprawdził.
Naklejki zawsze zajmują dzieci! Kupuję je najczęściej w Biedronce (pisałam Wam o dostępności w mojej grupie na Facebooku ) Tnę ja na mniejsze kawałki i zabieram w prawie każdą podróż. Dzieci naklejają je na siebie, na fotel, na kartki. Dużo jest możliwości, a praktycznie nie zajmują miejsca.
Uwielbiam tę serię i tym razem zamówiłam takie kreatywne propozycje.
Wielorazowe kolorowanki wodne to nasz hit! Dostępne w różnych wersjach TUTAJ
Mamy też zdrapywankę, dzięki której dziecko może uczyć się rysować.
Super pomysł, bo naklejki są wielorazowego użytku i dzięki temu wystarczą na bardzo długo!
Różne wersje dostępne TUTAJ
Uwielbiam tę serię z Djeco, bo oprócz fajnej zabawy zapewnia sporo wiedzy w praktyce. Tu wersja dla najmłodszych z kształtami.
Dostępne w różnych wzorach TUTAJ
Fajny pomysł na kolorowankę, bo po jej uzupełnieniu mamy obrazek dotykowy. Jest ciekawą propozycją również dla mniejszych dzieci, bo nie da się w niej wyjść za linię (kolor czarny jest wypukły).
Przed wyjazdem często zamawiam jeszcze takie książki, które nie będą zajmowały dużo miejsca w bagażu, a zajmą dzieci chociaż na trochę.
Charlie i Lola wyklejanka: TUTAJ
Dzieci uwielbiają takie rzeczy np. latarka reklamowa, czy też breloczek z wyjmowanymi elementami. Poniżej składana słomka do picia za 8 zł, która świetnie radzi sobie jako klocki.
Zawsze się przyda torebka z klockami. Nasze kupiłam na Węgrzech, ale równie fajne są te z Marionexu TUTAJ lub Korbo TUTAJ
Mam też pod ręką przekąski, których zjedzenie trochę zajmuje. Moje dzieci ze słodyczy lubią najbardziej płatki śniadaniowe, które nie są mocno słodkie i mają dobry skład. Lubią płatki Milzu i kupuję je prawie kartonami;) Jeżeli ich nie znacie to są TUTAJ i TUTAJ
Wsypuję je w domu każdemu do woreczka (oddzielnego).
a tu macie całą listę: Zdrowe przekąski dla dzieci
Lubią też rodzynki lub żurawiny w małych opakowaniach
Wszystkie te rzeczy spakowałam do plecaka, który świetnie nam później służył przez cały wyjazd. Ma bardzo dużo kieszonek, gdzie poukrywałam wszystkie skarby dla dzieci. Ma też pasek i może służyć jako torba. Posiada zaczepy na wózek, więc można go bez problemu przyczepić. Czuję, że będzie z nami przez kilkanaście następnych wyjazdów, bo sprawdził się znakomicie.
Plecak z akcesoriami (przewijak, opakowanie termoizolacyjne na butelkę, dodatkowe kieszonki, zaczepy na wózek) Lassig Goldie Glam Label TUTAJ
Na wyjeździe testowaliśmy też nową malutką spacerówkę Easywalker Buggy XS. Bardzo mnie zaskoczył a tu już jego recenzja – Lekka spacerówka rozkładana na płasko
„- Wyjąć Julka! Wyspałaś!”
„- Wyjąć z łóżećka, juś”
Unosisz ciężkie od snu powieki. Patrzysz na wyświetlacz – wciąż łudząc zmysły, iż wszechobecna szarość oznacza środek nocy i pobudzony synek da się spacyfikować zapachem rodzicielki. Jest 7.07. Podejmujesz próbę mobilizacji wciąż śpiących partii mięśni, jeszcze nie do końca wiesz na jakim jesteś świecie, a już coś Ci nie pasuje. Tego burego dnia też tak miałam. Naprawdę rzadko kłócę się z moim mężem, ale tym razem atmosfera jest gęsta od samego rana. Nie pomaga nawet aromatyczna kawa, której rano potrzebuję bardziej niż podmuchu powietrza.
post sponsorowany przez Electrolux
Trzymam w ręku parujący kubek z pobudzającym płynem. Wyglądam przez usmolone okno i widzę, że dziś jest znów ten dzień. Można siekiery wieszać. Ot i moje spacerowo-dzieciowe plany odlatują niniejszym z głośnym sykiem w siną dal.
Mówią: „Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednia odzież”.
Niestety, to powiedzenie się w Polsce zdezaktualizowało.
Co ja mam odpowiedzieć dziecku, które stoi pod drzwiami i prosi: „Spacel, Mamo, juś! MAMO! Tejaz!”
„Przepraszam synku, ale mamy tak trujące powietrze, że niestety musimy zostać dziś w domu.”
Nie tak sobie wyobrażałam moje wyśnione macierzyństwo! Każdy rodzic ma wiele problemów, ale żeby jeszcze musiał się dodatkowo zamartwiać o „morowe powietrze”, które duszącym smrodem wypełnia cały świat się za oknem?
Tego dnia, jak zwykle zostaję z dziećmi w domu i próbuję animować towarzystwo różnymi propozycjami edukacyjno-rozwijającymi w duchu Montessori. 10.45. Koniec pomysłów. Mieszkanie wygląda jakby przeszło przez nie stado małp, a nie dwójka przeciętnie, z siatkę centylową rozwiniętych i wcale nie hiperaktywnych dzieci w wieku 2 i 5.
Jak dotrwać do 20.30 nie wychodząc z domu? Są właśnie takie dni, kiedy naprawdę odliczam nie godziny i nie minuty, a sekundy do przyjścia męża z pracy. Zamknięta w czterech pomazanych kredkami ścianach bez możliwości wyjścia na zewnątrz, z telefonem w ręku nerwowo sprawdzam na aplikacjach, czy może łaskawie PM2.5 i PM10 straciły na mocy.
Mąż wraca z pracy. Po całym dniu „siedzenia w domu” (bo siedzeniem tego bym nie nazwała) jestem tak wściekła na to, że nie mogę wyjść z dziećmi chociaż przed blok na godzinę, że wystarcza naprawdę niewiele.
To typowa środa – mąż zabiera wtedy dzieci na 2 h i jadą dla przygody, celowo metrem do centrum na angielski. Tego dnia, mimo że wszem i wobec – wszelkie media trąbią „Ogłaszamy warszawski alarm smogowy!” – mój mąż wcale nie zamierza porzucić swego rutynowego planu i sam się o to prosi, uruchamiając mnie prowokacyjnym:„ – Przesadzasz!”
„- I do tego dramatyzujesz jak rozhisteryzowana nastolatka”
„Całe życie, jak żyję, był smog, a nagle teraz się o nim niby zrobiło głośno, to zwykła ściema” – próbuje argumentować mój nieświadomy zbierającej się nad nim gęstej chmury burzowej małżonek. Oczywiście, że był, ale nigdy nie było tak źle. A właściwie to jest coraz gorzej. Bardzo dobrze, że jest głośno o smogu i powinno być jeszcze głośniej. Może w końcu po rozdmuchaniu tematu, osiągniemy masę krytyczną i przyjazny klimat by zadziałać.
„Smog nie jest tak szkodliwy żeby AŻ nie wychodzić z domu” – tym argumentem próbuje mnie przekonać – mój wykształcony w kierunkach humanistycznym mąż. Ja tę dawkę chemii „łyknęłam” już jakiś czas temu. Niestety, jego wiedza na ten ten temat jest znikoma, bo kiedy go pytam o pyły zawieszone, benzo(a)piren i ich wpływ na zdrowie, to nie ma bladego pojęcia o co kaman. Ale na szczęście jest osobą, która nie opiera się wiedzy i nie sprzecza z faktami. Posyłam mu kilka linków do poczytania. W końcu dziś będzie samotnie i bez mojego słodkiego towarzystwa spędzał szare, długie i nudne wieczorne godziny. Foch!
„Bez przesady, nie musimy specjalnie się bronić przed smogiem”– nadal nie jest do końca przekonany, że maski i oczyszczacze faktycznie działają. Oczywiście, że aktywnie pomagają – filtry węglowe bardzo dobrze oczyszczają powietrze i pozwalają nam oddychać pełną piersią. Ech, żeby tak mogły w tym samym czasie równie skutecznie oczyszczać duszną od kłótni małżeńskiej atmosferę! No cóż, na to się ma szczęście ma inne sprawdzone sposoby i sposobiki….
Na szczęście jest osobą, która lubi czytać i wiem, że jak już opadną emocje, przestudiuje skrupulatnie artykuły i badania, które mu wysyłam. Znam go na tyle że na początek podeśle mi link do swojego ulubieńca Korwina, który powie: „ Żadnego smogu nie było i nie ma! Jest to zwykły spisek wszelkiej maści lobbystów!”. Ale jestem pewna, że po rzetelnym obadaniu tematu, kiedy już nie będzie tylko szukał kontrargumentów, byleby nie wyszło że się myli… cicho i pod nosem przyzna mi rację.
Zasypiam wieczorem niespokojna – całym dniem na chacie zmordowana. Prześladowana przez uporczywą myśl, że nie wyobrażam sobie naszej przyszłości w kraju, gdzie czyste powietrze to luksus, którego nawet nie można sobie kupić.
Sen jest przedziwny. Tak realny! Jednocześnie przerażający…
Budzę się w super nowoczesnym mieszkaniu, całym z błyszczącego szkła i lśniących luster. Wyglądam za okno i zupełnie mnie nie dziwi wszechobecny smog. Interaktywny wyświetlacz pomiaru smogu, radośnie na jaskrawo-czerwono pokazuje stan alarmowy. Sprawdzam kontrolki na oczyszczaczu powietrza. Upewniają mnie, że w mieszkaniu powietrze jest krystalicznie czyste. Podlewam przestarzałym zwyczajem antysmogowe rośliny na parapecie i pędzę sobie zaparzyć poranną kawuchę.
W domu otaczają mnie dziwne przedmioty, które przypominają gadżety z filmu science-fiction. Pralka, która sama selekcjonuje pranie wg koloru i sposobu odświeżania. Komoda, która po wrzuceniu do dolnej szuflady sterty wysuszonego prania – sama selekcjonuje, składa, prasuje i przesuwa wszelkie części garderoby do odpowiednich szuflad. Sama jestem zdziwiona moim nowym apartamentem i wiem, że to nie są moje czasy. Sprawdzam Aj-fona XXS i okazuje się, że jest rok 2030, a ja nadal mam tyle lat co teraz, a moje dzieci 2 i 5, czyli nadal siedzę w pieluchach.
Do tego da się przyzwyczaić? Możliwe, skoro ludzie od 20 lat nic z tym nie zrobili…. Sprawdzam na aplikacji, że dziś, czyli 31.01 w Warszawie jest dzień bez samochodu, czyli po mieście mogą się poruszać tylko pojazdy Solarnej Komunikacji Metropolitalnej im. ministra Szyszko. Jak zwykle wybieram mój preferowany środek transportu, czyli własne nogi. Właśnie kończą nam się filtry do masek, więc do Stacji Antybenzo(a)pirenowej naginam na moim składaku.
Później wybieram się z dzieckiem na spacer, oczywiście odpowiednio przygotowana. Przed samym wyjściem szukam, jak zwykle, po wszelkich zakamarkach naszego przenośnego oczyszczacza do wózka, który pozwala małym dzieciom, w swoich bezpiecznych pokrywach oddychać świeżym powietrzem. Huncwoty są za małe by chodzić w maskach, a to one właśnie potrzebują spacerów najbardziej. Biorę też dla niego smoczek (ja zdeklarowana logopedka…). Wiem, że kiedy dziecko trzyma go w buzi to oddycha przez nos – a wtedy powietrze też jest trochę czystsze.
Zabezpieczeni przez te we wszystkie gadżety wychodzimy z domu na spacer. Moim telefonem z nadgryzioną gruszką mierzę laserowo poziom pyłów w powietrzu i jest porównywalny do 30 piętra, na którym mieszkamy. Na ulicach od dawna nikogo nie dziwi fakt, że ludzie chodzą w maskach i w założonych filtrach w nosach. Niektórzy mają nawet fikuśne biżuteryjne filtry, które stały się hitem na ulicach. Dziewczyny noszą takie nawet z diamentami. Dzieci, które są za małe na maski jeżdżą w wózkach z pokrywami, a w środku mają małe przenośne oczyszczacze powietrza.
Chociaż tego dnia normy są przekroczone parokrotnie, nikt się tym absoutnie nie przejmuje. Ludzie starają się przejść z punktu A do punktu B w możliwie jak najszybszym czasie żeby nie przebywać długo na zewnątrz. Naprawdę nikogo nie dziwi smutny portret Warszawy w masce antysmogowej. Każdy ma ją, jak przyszytą na twarzy. Tak jak kiedyś kochałam to miasto, to teraz naprawdę ciężko żywić do niego ciepłe uczucia.
Większość klimatycznych kamienic zastąpiły bardziej efektowne wysokie wieżowce, które skutecznie uniemożliwiają przepływ powietrza w mieście. Wszędzie szaro i ponuro od osadzającego się pyłu.
Nagłówki gazet: Polska najbardziej zanieczyszczonym krajem świata.
Wieczorem jest coraz gorzej. Wtedy nigdy nie zabieram ze sobą dzieci.
Unoszę ciężkie od snu powieki. Mój łapiący ostrość wzrok pada na męża. Siedzi z nosem w telefonie i acz niechętnie ale jednak sprawiedliwie przyznaje, że niestety miałam rację. Przeczytał w nocy raporty i wyniki badań. Oddycham z ulgą, że stoimy po jednej stronie wobec wspólnego wroga. Podnoszę się z łóżka, sprawdzam kontrolki na oczyszczaczu powietrza, nawadniam rośliny antysmogowe i pędzę sobie parzyć kawę. Mam nieodparte poczucie deja vu…
a współudział należy do marki Electrolux – producenta oczyszczaczy. Nasz model oczyszczacza to EAP450 – pogromca pyłów zawieszonych i innych świństw, które wiszą w powietrzu. Ma filtr HEPA, który skutecznie zatrzymuje tablicę Mendelejewa w środku. Nie trzeba go nosić po mieszkaniu, bo bez problemów ogarnia 103 m2. Właściwie jest bezobsługowy, bo na trybie automatycznym sam wykrywa zwiększone zanieczyszczenie i wtedy zaczyna mocniej pracować. Z nim możemy spać spokojnie, bo nawet nie słychać go w trybie nocnym.
Naprawdę niesamowite jest tych kilkadziesiąt sekund tuż po wejściu do domu, kiedy powietrze na zewnątrz śmierdzi spalenizną, a w domu czuć świeżą bryzę. Powinno być odwrotnie, ale cóż żyjemy takich czasach, że oczyszczacz powietrza stał się podstawowym produktem AGD w mieszkaniu.
Ma tylko jeden minus – nie oczyszcza atmosfery po małżeńskiej kłótni;)
Pomysł i realizacja własna
Makeup Kasia Opolska
Dziecko nie powie Ci: „Mamo, wiesz chyba gorzej słyszę.” Nieważne, czy będzie miało 5, czy 15 lat. Nawet dorośli często nie zauważają, że gorzej słyszą. Dzieje się tak dlatego, że najczęściej słuch traci się stopniowo, bardzo powoli. W dzisiejszym wpisie przeczytacie o wszystkich sygnałach (często niepozornych), dzięki którym powinna nam się zapalić lampka alarmowa i powinniśmy odwiedzić specjalistę oraz wykonać badania słuchu.
Zmysł słuchu zaczyna się kształtować już w życiu płodowym. Co słyszy dziecko w brzuchu mamy? Okazuje się, że całkiem sporo. Bicie serca mamy, jej głos, przepływającą krew, pracę narządów wewnętrznych, ale także dźwięki spoza maminego ciała np. muzykę, głos taty. Przeprowadzono wiele badań, które potwierdzają, że po urodzeniu dzieci preferują te dźwięki, które pamiętają z okresu płodowego. Szybciej się przy nich uspokajają lub zaczynają intensywniej ssać smoczek.
Zdarza się jednak tak, że ten proces nie przebiega prawidłowo. Około 2-4 dzieci na 1000 noworodków rodzi się z wrodzonymi wadami słuchu [1]. Od 2002 roku w Polsce działa Program Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków, co w praktyce oznacza, że każde dziecko po urodzeniu ma przeprowadzone badanie słuchu.
Jeżeli wynik badania jest wątpliwy, bądź występują inne czynniki ryzyka (np. konieczność zastosowania po urodzeniu leków potencjalnie mogących uszkadzać słuch) do książeczki dziecka zostaje wklejona żółta naklejka i jest to sygnał, że badania należy powtórzyć, a stan słuchu bacznie obserwować.
Natomiast jeżeli podczas badania przesiewowego wynik jest prawidłowy to do książeczki zdrowia jest wklejona naklejka w kolorze niebieskim, ale…. to nie zwalnia rodziców z obowiązku obserwowania słuchu u swoich dzieci!
Należy bowiem pamiętać, że uszkodzenia słuchu mogą się rozwijać stopniowo i mogą pojawić się w każdym wieku – dlatego niezmiernie ważne jest zachowanie czujności przez rodziców.
Lekarze biją na alarm. Przesiewowe badania słuchu prowadzone na terenie Warszawy, którymi objęto ponad 20 tys. dzieci z klas I i VI wykazały, że aż 10 % dzieci ma różnego rodzaju problemy ze słuchem, a 33 % skarży się na stałe lub okresowe szumy uszne.
Jest to bardzo wysoki odsetek. Dodatkowe, zatrważające informacje przyniosła analiza ankiet wypełnianych przez rodziców uczniów – ponad 60% rodziców dzieci, u których wynik badania przesiewowego słuchu był nieprawidłowy, nie zauważyło problemów ze słuchem u dziecka [2].
Przede wszystkim sprawnie działający słuch umożliwia dzieciom rozwinięcie mowy. Wszelkie uszkodzenia słuchu, każde stałe lub okresowe pogorszenie słyszenia może ten proces opóźniać, utrudniać, a w skrajnych przypadkach go całkowicie uniemożliwiać.
Krytyczny okres dla rozwoju mowy, czyli czas kiedy ta umiejętność rozwija się najintensywniej to czas do 2-3 roku życia. Dlatego też tak ważna jest wczesna diagnoza i wdrożenie odpowiedniego leczenia, które może zapobiec trwałemu uszkodzeniu słuchu, a jeśli jest ono nieodwracalne zaopatrzenie dziecka w odpowiednie urządzenia wspomagające słyszenie np. aparaty słuchowe lub implanty ślimakowe i zapewnienie intensywnej rehabilitacji może umożliwić normalny rozwój i równy start w życiu.
Temat jest bardzo ważny, bardzo aktualny i jak pokazują różne badania powszechny. Dlatego też dla czytelników Nebule przygotowałam w ramach przypomnienia i edukacji małą ściągę. Kiedy powinna Wam się zapalić „czerwona lampka” i kiedy warto wybrać się z dzieckiem do audiologa lub laryngologa oraz wykonać badanie słuchu.
To są sytuacje, które powinny zaniepokoić rodzica i skłonić go do postawienia sobie pytania „czy moje dziecko dobrze słyszy?”. Oczywiście głębokie uszkodzenie słuchu jest łatwiejsze do zauważenia, natomiast przy mniejszych niedosłuchach, kiedy dziecko część dźwięków słyszy ta ocena jest zdecydowanie trudniejsza.
Czasami zdarza się też tak, że rodzice zaprzeczają własnym podejrzeniom, negują sugestie ze strony innych osób. Posługując się zestawem prostych pytań, możemy sprawdzić czy nasze dziecko osiąga umiejętności w zakresie słyszenia, które są charakterystyczne dla danego wieku. W tym przypadku również pamiętamy o tym, że każde dziecko rozwija się w swoi tempie. Jeśli jednak na przynajmniej dwa pytania odpowiedź jest negatywna bądź wątpliwa powinniśmy się skontaktować z lekarzem i udać na badania słuchu.
Około 3 miesiąca życia dzieci zaczynają głużyć (gruchać). Jest to czynność odruchowa, nie związana ze słyszeniem – głużą również dzieci z głębokim niedosłuchem. Najczęściej dzieci głużą w sytuacji gdy są zadowolone i mają zaspokojone wszystkie potrzeby, a produkowane dźwięki przypominają głoski: k, g, ch. W tym okresie dziecko zaczyna reagować uśmiechem na Twój widok. Swoje emocje wyraża płaczem i gruchaniem.
Sprawdź, czy Twoje dziecko:– budzi się przy głośnych dźwiękach?– reaguje przestrachem lub mruży oczy słysząc głośne dźwięki?– od ok. 2 miesiąca reaguje na Twój głos, uspokaja się, uśmiecha się, gdy Cię słyszy?
Około 6 miesiąca życia niemowlę zaczyna gaworzyć – świadomie, pod kontrolą słuchu, naśladuje dźwięki przypominające mowę: samogłoski, spółgłoski, sylaby. Barwą głosu potrafi wyrażać swoje emocje, np. zadowolenie, niezadowolenie. Dzieci z głębokim uszkodzeniem słuchu nie gaworzą!
Sprawdź, czy Twoje dziecko:– zwraca głowę w kierunku źródła dźwięku – np. głosu, zabawek dźwiękowych, szczekającego psa?– reaguje na zmiany Twego głosu?– budzi się z lekkiego snu, gdy ktoś mówi?– gaworzy?
Dziecko zaczyna łączyć sylaby w większe grupy. Używa dźwięków naśladujących mowę do wyrażania emocji czy potrzeb. Zaczyna różnicować usłyszane słowa, dostosowując do nich swoje reakcje – zaczyna reagować na swoje imię, rozumie proste polecenia i zakazy. Pod koniec pierwszego roku życia może wypowiadać słowa ze zrozumieniem.
Sprawdź, czy Twoje dziecko:– zwraca się w kierunku źródła dźwięku – głosu, grającej zabawki, itp.?– słucha, gdy się do niego mówi?– reaguje na swoje imię?– rozumie proste słowa, np. „mama”, „oko”, itp.- zwraca się w kierunku nazywanych osób, przedmiotów lub pokazuje je palcem?– rozumie proste polecenia i zakazy – „nie wolno!”, „chodź tutaj” itp.?– powtarza sylaby (gaworzy)?– używa dźwięków naśladujących mowę, by zwrócić na siebie uwagę?– próbuje naśladować głosy zwierząt?– próbuje naśladować głośność i rytm Twojego głosu?
To czas w którym następuje intensywny rozwój mowy, zarówno pod kątem jej rozumienia, jak i tworzenia wypowiedzi. Dziecko opanowuje podstawowy zasób słów określających osoby i przedmioty ze swego otoczenia. Stopniowo poszerza zasób słownictwa, zaczyna spontanicznie łączyć elementy swego słownika w kombinacje dwuwyrazowe.
Sprawdź, czy Twoje dziecko:– rozumie proste polecenia i pytania, np.: „gdzie jest twój but”, „chodź”, „podaj piłkę”?– umie pokazywać części ciała?– naśladuje głosy zwierząt?– kołysze się w rytm muzyki?– lubi zabawy-rymowanki, np. „idzie rak…”, „tu sroczka kaszkę warzyła”?– wypowiada kilka do kilkudziesięciu słów?– próbuje składać po dwa słowa, np.: „chodź pa-pa”, „am nie”?
źródło: www.wosp.org.pl
– Często proszą o powtórzenie, co się do nich mówi
– Przekręcają słowa, które do nich mówimy
– Kiedy są tyłem nie słyszą cicho mówionych wyrazów
– Używają tylko jednego ucha (należy rozróżnić, czy nie z powodu silnej lateralizacji)
– Nie widać przyrostu ilościowego słownictwa
– Długo przekręcają wyrazy, bo mogą je niewyraźnie słyszeć
– Przynoszą gorsze stopnie
– Nauczyciele skarżą się, że nie uważają na lekcjach
– Nie wiedzą, co jest zadane, nie słuchają poleceń
– Mają trudności ze zrozumieniem rozmowy przez telefon kiedy nie widzą osoby mówiącej
– Skarży się na brzęczenie, szumy i świsty – niestety jest to rzadkie, bo dziecku ciężko wyodrębnić, czy dźwięk nie pochodzi z zewnątrz.
Możliwe sytuacje:
No właśnie – dziecko nie mówi i kiedy powinniśmy się tym faktem zaniepokoić? W logopedii posługujemy się pewnymi normami rozwojowymi i od dziecka w konkretnym wieku oczekujemy konkretnych umiejętności w tym zakresie. We wpisie Kiedy do logopedy znajdziecie normy dla danego wieku.
Pamiętajmy jednak o tym, że każde dziecko rozwija się indywidualnie i być może potrzebuje trochę więcej czasu na opanowanie danej umiejętności niż jego rówieśnicy. Jeżeli jednak jest cokolwiek, co wzbudza obawy jeśli chodzi o rozwój mowy Waszego dziecka – nie mówi wcale, mówi mało, mówi niewyraźnie, krzyczy – to najlepszym rozwiązaniem jest wybrać się na wizytę do logopedy. On oceni czy w przypadku danego dziecka możemy jeszcze poczekać, czy są pewne przesłanki do podjęcia dalszego postępowania.
Ocena różnych umiejętności (reakcji na dźwięki, rozumienia i produkcji mowy) powinna mieć formę zabawy. W sytuacji kiedy mowa nie rozwija się prawidłowo skierowanie dziecka na badania słuchu powinno być jednym z pierwszych zaleceń, ponieważ w bardzo prosty i szybki sposób możemy znaleźć źródło problemów albo je wykluczyć i szukać innej przyczyny tego stanu.
Czasami konieczne jest również odbycie dodatkowych badań i konsultacji np. z psychologiem, neurologiem, terapeutą SI, ale będziecie mieć pewność, że zrobiliście wszystko, żeby pomóc Waszemu dziecku.
Podsumowując – nie dajcie sobie wmówić „ to chłopiec, a wiadomo chłopcy zaczynają mówić później” (patrzcie na Julka :)), „jeszcze się rozgada”, „Ty, wujek, dziadek też długo nie mówiliście”, „dajmy mu czas do 4 r.ż.”, „krzyczy, bo wszystkie dzieci w tym wieku krzyczą” – to są mity, które mogą uśpić czujność rodzica i doprowadzić do zbagatelizowania pierwszych objawów gorszego słyszenia, bądź też innych zaburzeń rozwoju. Także, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości wybierz się do logopedy i zrób dziecku badanie słuchu.
Jedną z najczęstszych przyczyn gorszego słyszenia u małych dzieci są często nawracające infekcje górnych dróg oddechowych, a w ich konsekwencji wysiękowe zapalenie ucha. Nawet podczas zwykłego kataru wydzielina może pojawiać się nie tylko w nosie, ale również w gardle i uchu środkowym.
W tej sytuacji w przestrzeniach, które powinny być wypełnione powietrzem, pojawia się płyn, który utrudnia przewodzenie dźwięków, a w konsekwencji dziecko gorzej słyszy. Rodzice często nawet nie podejrzewają, że maluch ma wysiękowe zapalenie ucha, bo choroba przebiega bez gorączki i bez bólu.
Ważne jest zatem, aby pediatra obejrzał uszy dziecka, nawet podczas „zwykłej” infekcji i wydawać by się mogło – banalnego kataru. Podczas takiego badania lekarz może wykryć początki choroby i skierować dziecko do specjalisty (audiologa, laryngologa), który dobierze odpowiednie leczenie (farmakologiczne, operacyjne). Dzieci mające tendencję do nawracającego wysiękowego zapalenia uszu powinny pozostawać pod stałą opieką specjalisty.
Zapobieganie chorobom uszu to również prawidłowa pielęgnacja. Pogorszenie słyszenia może być spowodowane zatkaniem przewodu słuchowego przez woskowinę. Do czyszczenia uszu absolutnie nie wolno stosować patyczków, które tylko upychają woskowinę, a dodatkowo bardzo łatwo doprowadzić do podrażnienia przewodu słuchowego.
Mycie uszu należy ograniczyć do przemywania małżowiny za pomocą wody i palca. W przypadku dzieci, które mają tendencję do nadmiernego produkowania woskowiny trzeba się skonsultować z lekarzem, który pomoże dobrać odpowiedni preparat do czyszczenia uszu. Podczas kąpieli czy zabaw w basenie nie musimy specjalnie chronić małych uszu – ważne, aby potem dokładnie osuszyć je ręcznikiem, wcześniej delikatnie przechylając głowę dziecka na bok.
Każda mama pewnie nie raz usłyszała radę „załóż mu czapeczkę, bo zawieje uszy” – można ją włożyć między bajki.
Oczywiście należy zakładać dzieciom czapki dla ochrony przed zimnem, ale zapalenia uszu wynikają najczęściej z niedoleczonych katarów i innych infekcji, a nie z powodu wiatru.
Dla uszu niemowlaka najlepsze są ciche, spokojne dźwięki. Unikajmy zatem bardzo głośno grających zabawek, a w zamian zaproponujmy spokojne śpiewanie albo cichą pozytywkę. Jest wiele sytuacji podczas których dzieci narażone są na hałas – podczas przebywania w żłobku, przedszkolu, szkole. Negatywnie na stan słyszenia wpływa również głośne słuchanie muzyki (zwłaszcza za pomocą słuchawek, które wkłada się do ucha).
W takich sytuacjach może dochodzić do przewlekłego urazu akustycznego, podrażnienia lub uszkodzenia komórek słuchowych i o ile na początku są one w stanie się regenerować to jeśli ta sytuacja pojawia się często może prowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu. Dlatego też, kiedy możemy zadbajmy o stonowane otoczenie akustyczne. Unikajmy hałasu, a w ekstremalnych sytuacjach (np. głośny koncert) rozważmy zastosowanie słuchawek ochronnych.
Podsumowując chciałabym jeszcze raz zaznaczyć, że najważniejsza jest profilaktyka – obserwuj swoje dziecko, dbaj o całkowite wyleczenie chorób, także tych z pozoru błahych infekcji i prawidłowo pielęgnuj uszy dziecka. Jeżeli zauważysz jakiekolwiek niepokojące objawy powiedz o nich pediatrze – niech skieruje Was na badania słuchu. Warto wspomnieć, że badania słuchu są całkowicie bezpieczne i bezbolesne, mogą być przeprowadzone w każdym wieku. Wczesne wykrycie pogorszenia słyszenia i wdrożenie odpowiedniego leczenia, może uchronić Twoje dziecko przed trwałym uszkodzeniem słuchu oraz umożliwić mu prawidłowy rozwój.
Autorką wpisu jest Joanna Ćwiklińska – surdologopeda, terapeuta miofunkcjonalny, pedagog specjalny. Pracuje w Klinice Rehabilitacji w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu, Międzynarodowej Szkole Europejskiej oraz Centrum Diagnozy i Terapii Supramedica. Zajmuje się diagnozą i terapią logopedyczną dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych. Autorka i współautorka publikacji z dziedziny szeroko pojętej surdologopedii. Autorka kursu on line „Przesiewowe badania logopedyczne”.
A tu artykuł autorki na temat Wędzidełko – wszystko co musisz wiedzieć.
Zapraszam też na wpis Rozwój mowy dziecka oraz po Książki wspierające rozwój mowy
[1] „Audiologia kliniczna” M. Śliwińska-Kowalska, Łódź 2005
[2] „Hearing Screening Program in Scholl- Age Children in Western Poland” Skarżyński P.H. i in., The Journal of International Advanced Otology 7(2) 194-200
Hotel dla rodzin z dziećmi to miejsce, które powinno być przystosowane do potrzeb małych gości. W dzisiejszym wpisie zaprezentuję Wam 10 miejsc, które właśnie takie są. W każdym z nich byliśmy i uważamy, że są naprawdę ciekawe i godne polecenia. (Po zimowe rekomendacje kliknij tutaj: Hotele na narty z dziećmi – ranking TOP 20
wpis zawiera linki afiliacyjne
EDIT tu łapcie świeżo po naszej wizycie – Czy to najlepszy hotel w górach dla rodzin z dziećmi?
piękne, czyste jezioro idealne dla dzieci; ogromny teren zielony; pyszne jedzenie
Natura Mazur to hotel skierowany do rodzin z dziećmi, którzy chcą wypocząć w przepięknych oklicznościach przyrody. Na miejscu czeka nas mnóstwo atrakcji: basen w środku i jacuzzi z niesamowitym widokiem na zewnątrz, sala zabaw, plac zabaw, kręgle. Do tego w weekendy są ciekawe animacje dla dzieci i atrakcje (u nas było ognisko ze śpiewami). Jedzenie jest przepyszne i bardzo urozmaicone.
Największą atrakcją jest jezioro Narty, które jest najpiękniejszym jeziorem, jakie widziałam w Polsce: na dnie jest miękki piasek i zero mułu, jest to jedno z najczystszych jezior (można w nim nawet nurkować), a do tego jest płytkie (około 10 metrów od brzegu jest woda po kolana). Jeżeli szukacie miejsca na wypad z rodziną, to bardzo Wam polecam Naturę Mazur. My z pewnością wrócimy tam jesienią, bo nie mieliśmy czasu nawet skorzystać ze wszystkich atrakcji w środku.
przyroda, piękna okolica z bajeczną drogą do jeziora, przepyszne śniadania
Jest to hotel dla rodzin z dziećmi, którzy cenią sobie bliskość natury. Nie jest to duży hotel, ale spełnia wszystkie warunki. Jest basen, sala zabaw z animacjami, menu dziecięce, a do tego wspaniały drewniany plac zabaw. Do tej pory wspominamy nasz pobyt w tym hotelu i z pewnością tam wrócimy.
Nakręciliśmy również film z naszego wyjazdu, który w pełni oddaje klimat tego miejsca: KLIK
Obszerny wpis z recenzją pisałam tutaj: Hotel Aubrecht
basen z atrakcjami (brodzik), sala zabaw Kiddos, plaża
Hotel znajduje się około 40 km od Warszawy, więc spokojnie w godzinę w piątek tam dojedziecie. Cały kompleks jest położony nad samym jeziorem, do tego jest naprawdę ogromny. Jeżeli Wasze dzieci jeżdżą na rowerkach, hulajnogach to możecie je ze sobą zabrać. Jest świetny basen ze zjeżdżalniami i brodzikiem, na który chodziliśmy dwa razy dziennie.
Na uwagę zasługuję niespotykana sala zabaw Kiddo’s, które robi ogromne wrażenie. Wstęp mają do niej dzieci w wieku 4-12 lat i zostają tam same z Paniami. Jest to hotel dla rodzin z dziećmi, którzy cenią sobie wygodę. Do hotelu przynależy plaża, więc latem można spędzić tam naprawdę fajny czas.
genialne animacje, bliskość plaży, atrakcje dla dzieci
Hotel Aquarius jest położony bardzo blisko morza. Dosłownie w 7 minut jesteśmy w stanie tam dotrzeć nawet z dwójką dzieci. Wzdłuż plaży jest deptak, więc możecie wziąć dzieciom hulajnogi i rowerki. Jedną z najmocniejszych stron hotelu są animacje dla dzieci. Chyba nigdzie nie spotkałam jeszcze tak szerokiej i ciekawej oferty.
W czasie wakacji, ferii, długich weekendów jest bardzo rozbudowana. W inne dni animacje również są, bo Pani Agnieszka pracuje tam na stałe. Podczas naszego pobytu była cała rozpiska z planem animacji.
piękne otoczenie, sala zabaw, smaczne jedzenie
Nad samym jeziorem znajduje się hotel, który jest w pełni przystosowany do potrzeb dzieci. Macie tam wszystko, co jest potrzebne: basen z brodzikami, świetną salę zabaw z animacjami w weekend, smaczne jedzenie. Okolica skłania do spacerów – jezioro, ścieżki rowerowe, place zabaw i dużo atrakcji latem (wodny plac zabaw).
świetny design, sala zabaw, ogromny plac zabaw na zewnątrz
Piękny hotel z góralskimi motywami, ale w stylowym wydaniu. Byliśmy w nim zimą rok temu i było wspaniale. Mnóstwo śniegu na pobliskiej górce i herbata zimowa sprawiły, że bardzo dobrze wspominam te wyjazd. Dla dzieci jest fajna sala zabaw, basen i animacje.
Z racji tego, że byliśmy zimą to nie mogliśmy skorzystać z placu zabaw, który jest na zewnątrz. Zrobił na nas ogromne wrażenie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mogli z niego skorzystać. Świetny hotel dla rodzin z dziećmi.
bajkowy wystrój, lokalizacja, restauracja hotelowa
Bajkowy hotel w stylu „Alicja z krainy czarów” położony bardzo blisko Dworca głównego. Niesamowite wrażenie na dzieciach zrobią dekoracje nawiązujące do magii (stoły i krzesła na suficie, fotele w kształcie filiżanek, drzwiczki skrzatów w pokojach). Co prawda nie ma basenu, ani specjalnej sali zabaw, ale i tak jest to ciekawy wybór. W hotelowym lobby jest duża przestrzeń z zabawkami dla dzieci, a tuż obok jest restauracja z przepysznym jedzeniem.
Jeżeli wybieracie się do Wrocławia to przeczytajcie nasz wpisy z atrakcjami tego miasta: Atrakcje Wrocłąwia i Pomysł na weekend – Wrocław
świetny basen o niezwykłym designie, położenie, baza wypadowa na wycieczki
Mamy do Białowieży niezwykły sentyment, bo sama w dzieciństwie sporo tam przebywałam. Białowieża jest cudownym miejscem na wyjazd o każdej porze roku, tam zawsze jest sezon, a nie ma tłumów. Sam hotel położony jest w centrum Białowieży. Niewątpliwie wyróżnia go strefa spa, która przypomina las. Dla dzieci są brodziki. W hotelu jest sala zabaw dla dzieci i duży plac zabaw na zewnątrz. Jeżeli jeszcze nigdy nie byliście w Białowieży to koniecznie się tam wybierzcie.
Tutaj macie spis miejsc, które warto odwiedzić i restauracje godne polecenia Atrakcje Białowieży
lokalizacja, wyposażenie pokoi, menu
W tym hotelu byliśmy około 4 lata temu, ale do tej pory bardzo dobrze go wspominamy. Niesamowicie wyposażone pokoje – można nawet zamówić nawilżacz powietrza, podgrzewacz do butelek, wanienkę itd. W hotelu jest sala zabaw i są organizowane różne atrakcje. Cały kompleks położony jest trochę na uboczu nad jeziorem. W okolicy jest mnóstwo atrakcji. Jeżeli nie byliście w Augustowie, to serdecznie Wam polecam.
lokalizacja, dużo atrakcji dla starszych dzieci, baza wypadowa na wycieczki
Na granicy województwa małopolskiego i śląskiego znajduje się kompleks hotelowy Kocierz. Świetne miejsce, bardzo urokliwe. Jest basen, przy restauracji oddzielna sala zabaw i wiele atrakcji na zewnątrz dla starszych dzieci. Park linowy rozciągnięty wśród drzew skłania do poznawania okolicy z wysokości, a zjeżdżalnie na zewnątrz zapewnią super zabawę. Co prawda byliśmy tam już dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie spore wrażenie – właśnie pod względem atrakcji dla dzieci.
A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!
Hotel dla rodzin z dziećmi to miejsce przyjazne małym gościom i im rodzicom. Znacie takie miejsca, których jeszcze nie odwiedziliśmy? Dajcie znać w komentarzu.
Sen rodzica: krótki, nerwowy, przerywany. Czasem nawet nie można go nazwać snem – tylko czuwaniem. Nie oszukujmy się – jest naprawdę garstka dzieci, które przesypiają całe noce bez pobudki i do tego wstają po godzinie siódmej. Jeżeli Wam się trafiły takie anioły, to jesteście szczęściarzami. Jednak znakomita większość dzieci budzi się w nocy, wstaje o 5 lub 6 rano, kiedy dla ich rodziców jest to 5 w nocy.
Sama uwielbiam spać i nie jestem stworzona do bardzo wczesnego wstawania. Pobudki o takich porach zwyczajnie nie są dla mnie. Do końca dnia podpieram się na nosie o swój kubek kawy. Nie mam energii do zabaw czy obowiązków domowych. Pamiętam (niestety) bardzo dobrze czas kiedy Lilka wstawała o 5 lub 6. Wstawał do niej mój mąż, a ja mogłam jeszcze godzinę pospać. Jednak wiele razy to ja stałam na porannej warcie, ale byłam nie do życia – do końca dnia.
Oczywiście szlag mnie trafiał, jak czytałam o dzieciach, które trzeba budzić do przedszkola na 8.30, bo inaczej by zaspały. Nie wiedziałam, co jest z moją pociechą nie tak, że nie może dłużej spać. Próbowałam różnych metod, którą są mniej lub bardziej kontrowersyjne, ale zadziałało tylko jedno. Aż się dziwię, że nie podają tej informacji w wiadomościach, bo jest tak prosta, a do tego zdrowa.
Niestety to wszystko nie do końca działało i chociaż stosujemy te sposoby do teraz, to dzieci i tak wcześnie się zrywały – gotowe do zabawy.
„Wstajemy o 6, to akurat się wyrobię” – napisałam jej.
A ona powiedziała, że jej córka wstaje o 9 i się nie wyrobi.
„Jak to o 9???” – odparłam zdumiona
„No tak, czasami nawet trzeba ją budzić”- dodała
Westchnęłam głośno i uznałam, że chyba ze mną jest coś nie tak – skoro moje dzieci wstają tak wcześnie. Nie ukrywam, że trochę jej tego zazdrościłam, bo też chciałabym pospać do 9, chociaż raz w tygodniu! Wiedziałam, że jej córka nie ma już drzemek w dzień, więc pewnie dlatego się jej sen wydłużył. Ale żeby do 9? Nie mogłam w to uwierzyć.
Przy następnym spotkaniu z przyjaciółkami dyskutowałyśmy również na ten temat. Okazało się, że moja przyjaciółka podaje swojej córce suplement diety, którego „skutkiem ubocznym” jest dłuższy sen. Najpierw się przeraziłam, co to za specyfik. Jednak kiedy zaczęła o nim opowiadać to wszystko stało się jasne. Mało tego, jest bardzo zdrowy!
Słyszeliście napewno o DHA. Sama suplementowałam te kwasy karmiąc piersią moje dzieci. Jednak po pewnym czasie przestawałam i zupełnie o tym zapominałam. Ten suplement zastępowałam wit D3, co oczywiście było błędem, bo każdy z nich jest potrzebny organizmowi do prawidłowego funkcjonowania.
Kwasy omega-3 są niezbędne do prawidłowego rozwoju dzieci i jeżeli nie stosujecie diety bogatej w ryby to warto porozmawiać z lekarzem o suplementacji. Były nawet takie badania, które potwierdzają, że polskie dzieci jedzą za mało ryb o jakieś… 20 razy! Warto przeczytać ten artykuł .
Zaskoczył mnie również fakt:
„U dzieci w wieku 18 miesięcy do 36 miesięcy otrzymujących w suplementacji 130 mg DHA dziennie (badanie z randomizacją) stwierdzano mniej infekcji dróg oddechowych” (źródło 3 linijki wyżej)
Omega-3 (ALA, EPA, DHA) nie są wytwarzane przez nasz organizm, więc musimy je dostarczać w diecie lub przez suplementację. Są one w tłustych rybach morskich i algach morskich. Ok, zróżnicowana dieta z rybą 2 razy w tygodniu jest wszędzie zalecana. Jednak mało kto zwraca uwagę na fakt, że kwasy omega-3 giną przy obróbce termicznej, więc smażona, gotowana, grillowana ryba, którą podajemy dzieciom ma naprawdę niewiele tych dobroczynnych kwasów (klik) Trzeba by było podawać dzieciom surowiznę, a tego chyba każdy rodzic się boi. Dlatego warto pomyśleć o suplementacji.
Najprościej tłumacząc – budują mózg. Jest to grupa fosfolipidów, która wpływa na komunikację komórkową w mózgu. Odpowiedni poziom omega-3 znacząco poprawia działanie synaps.
Długotrwałe niedobory tych kwasów tłuszczowych mogą chociaż częściowo przyczyniać się do chorób układu krążenia, chorób zapalnych, zaburzeń psychicznych i neuro rozwojowych.
Dotychczas przeprowadzono sporo badań na temat wpływu DHA na sen TUTAJ, TUTAJ i ogólne funkcjonowanie. Osoby, które brały udział w badaniach czuły się znacznie lepiej i do tego miały lepszą koncentrację i spokojniejszy sen.
Kiedy pierwszy raz przeczytałam wyniki badań, które zostały przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na sporej grupie dzieci (ponad 300 dzieci) w wieku 7-9 lat, nie mogłam się nadziwić, że to faktycznie może działać.(link wyżej). Przez 16 tygodni grupa dzieci przyjmowała DHA w dawce 600 mg dziennie, a druga grupa dostawała placebo. Według opisu badania, nawet osoby, które przeprowadzały badanie nie wiedziały, która grupa przyjmuje kwasy omega-3. Po 4 miesiącach okazało się, że dzieci z tej grupy, które przyjmowały DHA spały nawet o 58 minut dłużej niż dzieci z grupy kontrolnej, a t kiedy przebudzały się w nocy to po chwili zasypiały. Badacze nie mieli wątpliwości, że DHA znacząco wpływa na jakość snu.
Nie dość, że kwasy omega-3 są ważne do prawidłowego funkcjonowania mózgu to i jeszcze pozwolą rodzicom trochę dłużej pospać. Przyjemne i pożyteczne zarazem!
Wracając do nas. Kiedy moja przyjaciółka powiedziała mi, że podaje córce DHA, to sama (z dość dużym sceptycyzmem) zaczęłam zgłębiać ten temat i udałam się do apteki po odpowiedni suplement. źródło
Dawkowanie dla dzieci i kobiet w ciąży oraz karmiących wygląda następująco:
Kupiłam suplement z DHA i zaczęłam podawać dzieciom, bez większych oczekiwań. Bardziej miałam na uwadze ich stan zdrowia niż moją jakość snu. Jednak efekty przeszły moje oczekiwania. Dzieci już po 8 tygodniach przyjmowania zaczęły lepiej spać. Córka, która jest rannym ptaszkiem, wstaje na chwilę przed 8, a Junior śpi nawet do 8. Chodzą spać o takich samych porach (około 20.30). Jul budzi się kilka razy w nocy, ale dosłownie na chwilkę. Mogę śmiało powiedzieć, że to naprawdę działa.
P.S. A my z mężem w końcu nie musimy się zrywać skoro świt.
Jeżeli macie wątpliwości, to oczywiście skonsultujcie się lekarzem lub farmaceutą, bo jest to jedynie post informacyjny.
Pomysły na zabawy z dziećmi w domu szybko się wyczerpują, więc dziś podrzucam Wam garść inspiracji. Moje dzieci uwielbiają tak spędzać czas, a ja mam wtedy poczucie, że robię coś wartościowego. Dlatego Was też zachęcam do takich czynności, które zajmą na chwile dzieci, a jednocześnie będą stymulowały rozwój.
Inspiracji szukam wszędzie. Ostatnio udostępniłam film na mojej grupie na Facebooku (warto się zapisać Grupa Nebule FB), gdzie dzieci w przedszkolu malują w ten sposób palcami. Dziś miałam z Julem wolne przedpołudnie, więc postanowiłam wykorzystać ten pomysł i to był strzał w dziesiątkę! Jest to coś innego niż malowanie na kartce, bo zakres ruchu przedramienia jest zdecydowanie większy.
Wystarczy folią spożywczą okręcić stolik postawiony do góry nogami i już mamy gotową sztalugę do malowania.
Wykorzystaliśmy farby z Ikei, gruby pędzel (do kupienia TUTAJ), paletę do farb (TUTAJ) i folię.
Dla odrobinę starszych dzieci fajne są te pędzle z uchwytami TUTAJ
Zabawa była świetna! Nie zabezpieczałam dywanu, bo i tak dziś go miałam wrzucić do pralki. Takie pomysły na zabawy w domu mogą zostawić mały uszczerbek w postaci bałaganu, ale jak się dobrze je zaplanuje to nie będzie z tym problemu.
Kiedy ten śnieg na zewnątrz już się znudzi to można w domu zrobić swój, trochę przyjemniejszy dla gołych dłoni. Wystarczy, że macie:
Oba składniki mieszać w proporcjach: 1/3 pianki do golenia i 20 dag skrobi kukurydzianej lub mąki ziemniaczanej. Jeżeli nie będzie się jeszcze lepił to dodać więcej skrobi lub mąki.
Długo się głowiłam, czy piasek kinetyczny to dobry pomysł (z racji bałaganu), ale w końcu się przekonałam i na próbę kupiłam malutkie opakowanie. Naprawdę jest to u nas hit! Jul spędza przy nim tyle czasu, że nawet fakt sprzątania po każdej zabawie mnie nie przeraża. Warto wydać trochę więcej na ten oryginalny, bo nic się z nim nie dzieje (najtaniej TUTAJ)
Panuje u nas szał na zabawy plastyczne, więc cały czas coś wymyślam. Ostatnio wyjęłam ciastolinę i dobre 2 godziny siedziałam z Julem przy stole. Muszę mu dokupić jakiś większy zestaw. Chociaż tak naprawdę tymi dwoma małymi opakowaniami, kształtkami i nożem bawi się wyśmienicie. Podobny zestaw TUTAJ
Kiedyś Lila miała Bubbera. Pamiętacie? Do kupienia TUTAJ Pisałam o nim Bubber
Świetny pomysł na zabawę z użyciem artykułów, które każdy ma w domu. Wystarczy taca, miseczki, łyżka i coś sypkiego: drobny makaron, ryż lub kasza.
Jeżeli miałabym wybrać jedno ulubione kreatywne narzędzie moich dzieci to z pewnością by to były kredki żelowe. Wciąż je mamy i używamy ich codziennie. Jul nosi je po całym domu i prosi o kartki do rysowania.
Bardzo łatwo się nimi rysuje, a dodatkową atrakcją jest otwieranie, zamykanie, wykręcanie. Do tego są bardzo mocno napigmentowane, więc nie trzeba ich cisnąć. Jeżeli ich nie macie to sprawdźcie TUTAJ
a tu macie dalszy ciąg – i kolejne pomysły na nowe Zabawy dla dzieci w domu i Zabawy dla dzieci z klamerkami
Siedzi prawidłowo przy biurku, czy też nie? Czy rodzice uczniów wiedzą ile czasu dzieciaki spędzają w tej pozycji? Najpierw lekcje w szkole, potem lekcje w domu, zajęcia dodatkowe. Gdyby to podliczyć, to średnio uczeń spędza przy biurku około 6, a nawet do 8 godzin dziennie! Wystarczy sobie uzmysłowić jak my, dorośli czujemy się po całym dniu pracy przy komputerze…
Konieczność o zadbanie o prawidłową postawę wydaje się więc oczywista. W praktyce jednak ogranicza się do zakupu dostoswanego do wysokości dziecka biurka i regulowanego krzesełka. A krzesło, nawet to najlepsze nie spowoduje, że dziecko siedzi prawidłowo przy biurku.
Czy to wystarczy?
Na pytania odpowie Rafał Raczewski, magister fizjoterapii, obecnie w trakcie studiów podyplomowych, 5-letnich na kierunku osteopatia z For-Clinic z Poznania.
Moment, kiedy dziecko idzie do szkoły jest przełomowy dla rozwoju jego ciała. Niestety, mówimy tutaj raczej o negatywnych konsekwencjach, które płyną ze zmiany stylu życia dziecka. Zamiast godzin swobodnych zabaw na podłodze i biegania nagle większość czasu dziecko zaczyna spędzać w niefizjologicznej, siedzącej pozycji. Nie zrekompensują tego niestety sportowe zajęcia pozalekcyjne.
W przeciwnym razie mogą pojawić się problemy z napięciami, skrzywieniami kręgosłupa, asymetrią. Dla rodziców takie zmiany mogą być niewidoczne, ale rzutują one między innymi na możliwość koncentracji.
Rodzic uważa, że to oznaka zniecierpliwienia dziecka, a tymczasem to naturalny sposób rozładowania napięcia i potrzeba ruchu. Widząc taki sygnał, zamiast uspokajać dziecko należy przerwać odrabianie lekcji, zaproponować kilka ćwiczeń rozciągających, pozwolić odetchnąć świeżym powietrzem. Zmęczenie też powoduje, że dziecko nie siedzi prawidłowo przy biurku.
Nie, ponieważ nie jesteśmy stworzeni do siedzenia. Dlatego rodzic powinien skupić się na kilku aspektach.
Prawidłowe siedzenie to jedno.
Ważne jest, żeby zachować trzy punkty podparcia dla pośladków: na kości ogonowej i kościach kulszowych.
Po drugie: całe stopy powinny znajdować się na ziemi, a całe łokcie na stole (a nie tylko przedramiona).
Po trzecie: proste plecy i szyja. Im szybciej wyrobimy u dziecka nawyk takiego siadania, tym lepiej. Ale to tylko część sukcesu.
Jak już powiedziałem: długotrwałe siedzenie po prostu z zasady nie jest zdrowe, a nie ma jednej, idealnej pozycji. Każda, nawet ta najlepsza, po dłuższym czasie będzie powodowała napięcia i problemy.
Generalnie idealnie by było, żeby po powrocie ze szkoły dziecko jak najmniej siedziało przy biurku.
A już zupełnie fantastycznie byłoby, gdyby w szkole była możliwość krótkich przerw na ruch w czasie lekcji. Niestety, w naszej rzeczywistości najczęściej dzieci siedzą w ławce 45 minut, a prace domowe zajmują czasami nawet kilka godzin. Zajęcia pozalekcyjne typu lekcje muzyki czy języki obce też odbywają się na siedząco. Biurka rzadko są do tego dostosowane. Zwykle są zdecydowanie za niskie.
Optymalnie byłoby, gdyby biurko było wysokie, a dziecko przyjmowało pozycję, gdzie cały ciężar oparty jest na stopach, a krzesło służy do podparcia. To jednak nieczęsta sytuacja (da się taką pozycję ustawić w krześle Nomi). Dlatego to, co rodzic powinien robić w domu to motywować dziecko do częstych zmian pozycji w czasie odrabiania lekcji, regularnych, np. co 20 minut, krótkich ćwiczeń rozciągających.
Można kupić specjalną poduszkę sensoryczną. Wygląda jak połówka kolczastej piłki. Dziecko siedząc na niej cały czas musi lekko balansować ciałem. Taki sam efekt daje siedzenie na piłce. Dobrą pozycją jest też praca na pół-stojąco z podparciem pośladków. Ważne jest jednak, aby te działania wykorzystywać zmiennie. Istotą jest tutaj częsta zmiana pozycji, wymuszenie ruchu. Wtedy łatwiej spowodować, że dziecko siedzi prawidłowo przy biurku.
Ostatnio słyszałem reklamę żelków dla dzieci z magnezem, które w cudowny sposób rozwiązały ten problem… Oczywiście żartuję? Fakt, że niedobory witamin i składników mineralnych mogą mieć na to wpływ, ale przede wszystkim należy skupić się na tym dlaczego dziecko ma problem z przyjęciem prawidłowej postawy ciała. Najczęściej to skutek napięć, które mogły pojawić się np. już podczas porodu.
Polecam wówczas wizytę u osteopaty i fizjoterapeuty. W moim gabinecie spotykam się w wieloma pacjentami w wieku szkolnym. Praca z nimi polega na wychwyceniu różnych napięć w ciele, oraz zlikwidowaniu nieprawidłowych nawyków, które ciało „zapamiętało” z wcześniejszych etapów życia.
Jeśli dołączymy do tego pracę z dzieckiem w domu i ćwiczenia z fizjoterapeutą podczas odrabiania lekcji to w krótki czasie możemy uzyskać zadziwiające efekty. Rodziców z Poznania i okolic serdecznie zapraszam do odwiedzenia naszej strony www.for-clinic.pl i w razie wątpliwości można umówić się na wizytę kontrolną z dzieckiem. Warto pamiętać, że doświadczone oko specjalisty zobaczy znacznie więcej niż oko rodzica.
Lilki krzesło Nomi
Zapytacie pewnie, dlaczego nie jest to Stokke. Niestety sama zainteresowana nie zgodziła się siedzieć w kuchni przy posiłkach już na zwykłym krześle. Próbowaliśmy i było jej niewygodnie bez podpory na stopy i dopasowanego siedziska, więc zdecydowaliśmy, że do biurka musi mieć oddzielne. Byłam bardzo ciekawa tego krzesła, więc od kilku miesięcy używamy właśnie jego.
Może za jakiś czas porównam wszystkie krzesła, które mamy i będziecie mieli pogląd. A teraz jestem z niego zadowolona, bo krzesło można dostosować do wzrostu dziecka bez rozkręcania go, a nawet jest wskazane żeby dziecko na nim siedziało podczas regulacji, bo dzięki temu można to zrobić dokładnie.
Biurko – stolik to Flexa
Właśnie czegoś takiego prostego szukałam. Stolik ma regulowane nóżki i można go bez problemu dostosować do wzrostu dziecka i wysokości, jaka nam odpowiada. My mamy ustawione na najwyższy, bo chciałam żeby młodszy brat miał ograniczony dostęp do biurka. Jak na razie, to rozwiązanie sprawdza nam się idealnie.
Blat jest duży i szeroki – myślę, że na kilka lat spokojnie nam wystarczy. Kiedyś już Wam pisałam (Dlaczego dziecko potrzebuje rytuałów), że mamy łóżko z Flexy i nie zmieniam o nim zdania – jest świetne! Jakość i wykończenie na bardzo wysokim poziomie.
Do zdjęcia pozowała Joanna z bloga Dieta eliminacyjna