kontakt i współpraca
Widzę Cię na dywanie z dziećmi łażącymi po Tobie i zrzucającymi Ci okulary. Słyszę, jak spokojnym tonem tłumaczysz dlaczego deska sedesowa nie jest miejscem na układanie klocków LEGO. Dotykam blatu w kuchni, który cały był ulepiony, a teraz lśni. Czuję zapach smażonych ziemniaków, które robisz sobie na kolację, a dzieci stoją niecierpliwie przy Twojej nodze czekając na ten rarytas. Jem te ziemniaki z Wami, chociaż nie powinnam – smakują wybornie.
W moim domu, który tworzyłam tylko ja i moja Mama, zawsze było tak samo. Nie miałam okazji obserwować innych nawyków, słuchać innych komunikatów, swoją energię zamiast na dywanie pożytkowałam na trzepaku. Z wielką uważnością obserwowałam innych dorosłych mężczyzn, którzy byli w moim otoczeniu, ale nikt nie miał na mnie takiego wpływu, jak moja Mama.
Często się zastanawiam jak to by było, gdybym jednak ten wzorzec miała. Czy byłabym zupełnie inna? Tego nie wiem, ale tak, jak ma się dwójkę rodziców i kocha ich się nad życie, to tak dzieci, których rodzice wychowują dzieci samodzielnie, odczuwają miłość i wdzięczność kilka razy mocniej. Szczególnie wtedy, kiedy sami już mają dzieci i widzą, jak to jest potwornie trudne.
Dlatego z wielkim zdziwieniem zdarza mi się obserwować ojców, którzy po narodzinach dziecka nie czują się do końca spełnieni. Nie doceniają tego, jak niesamowite mają szczęście i nie do końca wiedzą, jak to jest ważne. Więź z dzieckiem, które teraz uważa nas za swojego idola jest jedyna w swoim rodzaju. To często ojcowie są tak postrzegani przez dzieci, a nie matki. Kiedy relacja ojciec-dziecko jest mądra, wspierająca, to tak, jakbyśmy dawali dziecku ogromny dar, którego nie da się kupić za żadne pieniądze.
A opiekę nad dzieckiem postrzegają tylko jako obowiązek? Do końca nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy z nas jest inny. Do tego myślę, że sporo z nas ma zupełnie inny obraz ojca z czasów, kiedy my byliśmy dziećmi. Myślę, że niewielu ojców bawiło się z dziećmi na dywanie, gotowało im obiad i myło zęby.
Jesteśmy świadkami rewolucji, która dzieje się na naszych oczach, kiedy ojcowie zaplatają córkom warkocze, zabierają je na balet i uczą się pozycji demi plie. To jest wspaniałe – jestem przekonana, że te wszystkie momenty, które mogą się wydawać jako nieważne, właśnie budują relacje i poczucie wartości dziecka.
Przy czym warto zwrócić uwagę na jakość tego czasu. Godzina przed telewizorem z plątającym się dzieckiem wkoło daje 0. Ale już kolacja, kąpiel, czytanie książki – cokolwiek robione twarzą w twarz sprawia, że to właśnie te małe dwa oczka będą patrzeć na Waszego mężczyznę z podziwem.
Cała prawda zawiera się w tym zdaniu. To pewnie takiego męża będzie szukała Wasza córka, a syn będzie dążył do takiego wzoru.
Nasze dzieci obserwują też relacje między nami – te wzorce z dużym prawdopodobieństwem zostaną przeniesione na ich dorosłe związki.
robi wszystko na równi ze mną. Na swój własny sposób, ale wcale nie gorszy – po prostu inny. Nawet jakbyśmy (hipotetycznie) mieszkały z inną kobietą, to ona również robiła by różne rzeczy zupełnie inaczej niż my – dlatego warto odpuścić pouczenia, instrukcje wypisane na kartce i krytykę. Ja też nie zajmuje się dziećmi NAJLEPIEJ na świecie i popełniam błędy, a podczas mojej obecności zdarzają się wypadki. Tak się dzieje i już.
Tworzenie takich głębokich relacji między ojcem, a dziećmi jest tylko możliwe wtedy kiedy ojciec jest na równi współodpowiedzialny za wychowanie, a nie jest tylko „tym od zabaw”. Wiadomo, że jest to tylko ułamek czasu spędzanego z dzieckiem.
albo na zasadzie przeciwieństwa tworzą własny obraz tacierzyństwa. Rozmawiają z kolegami, czytają różne książki, a nawet chodzą na warsztaty. Jest to niesamowite, jaka rewolucja świadomego ojcostwa właśnie w naszym społeczeństwie zaczyna kiełkować. Wiem, że jest to tendencja wzrostowa – tylko z korzyścią dla nas – matek, jak i naszych dzieci. Już nikogo prawie nie dziwi partner na szkole rodzenia lub na warsztatach z chustonoszenia.
Nie wiem jak Wy, ale ja kocham ten widok, kiedy to właśnie Tata zajmuje się dziećmi – zaangażowany tata. Nic, dosłownie nic mnie tak nie wzrusza, jak widzę ojca moich dzieci, który spędza z nimi czas. Stoję, gapię się, zapamiętuję na zawsze. Kocham go wtedy jeszcze bardziej. No dobrze, przyznaję i wtedy kiedy jeszcze posprząta w kuchni;)
Dzieci bardzo wnikliwie obserwują prace domowe Taty i też je kodują. Ojciec daje wzór, który jest już teraz odtwarzany, a w przyszłości będzie powielony. Ja jestem niesamowicie wdzięczna moim Teściom, że taki dawali wzór mojemu mężowi. Tylko miłości do ogrodnictwa niestety nie odziedziczył;) Wiem też, że moje dzieci obserwując swojego Tatę, kiedy robi kolację, zmywa, gotuje, wozi na balet będą od początku miały zaszczepiony dobry wzór na dorosłe życie.
Kiedyś mój mąż spotkał bardzo mądrego mężczyznę na swojej drodze, który miał sukcesy zawodowe za sobą, wspaniałą rodzinę i powiedział, że na łożu śmierci nie mówi się „Za mało pracowałem”, tylko „Za mało czasu spędziłem z najbliższymi”. Już teraz trzeba na to pracować żeby nie mieć tego poczucia.
Jeseper Juul „Być mężem i ojcem” wyd. MiND dostępna TUTAJ
Lawrence J.Cohen „Siłowanki” wyd. Mamania dostępna TUTAJ
Kamil Nowak „Idealny rodzic nie istnieje” TUTAJ
Znacie to? Stosujecie wszystkie znane metody wspomagania odporności, a Wasze dzieci i tak mają co chwilę gile? A ja Wam powiem, że moje też. Trochę mam przesyt tych wszystkich „wspaniałych”, „naturalnych” i „musisz je poznać” metod, które krzyczą do mnie z blogów i portali skierowanych do rodziców.
Ostatnio czytałam u jednej blogerki „odkrywczy artykuł” właśnie o metodach, zwiększających odporność i że jej dzieci nie chorują już od 3 lat. Opisała swoje metody i stwierdziła, że działają, bo dzieci już nie chorują. A to nie jest tak, że z wiekiem dzieci naprawdę mniej chorują i nie ma wielkich cudów.
Pracownicy przedszkoli widzą to bardzo wyraźnie: 3- latki 50 % frekwencji, 4- latki 75%, a 5-latki już 95%. Im dziecko jest starsze tym ma lepszy układ odpornościowy.
U mnie też widać tę tendencję bardzo wyraźnie.
Stosuję wiele metod wspomagania odporności, które opiszę Wam niżej, ale dzieci i tak mają gila co chwilę. Czasami sama się zastanawiam co ja robię źle i z tego powodu sama czuję się jak zła matka, która nie potrafi zadbać o zdrowie swoich dzieci.
Dosłownie mózg paruje od tych wszystkich informacji, których jeżeli nie stosujesz to znaczy, że nie do końca wiesz jak dbać o zdrowie dzieci. Siedzisz po raz 3 w tym miesiącu u lekarza z dwójką na kolanach i zastanawiasz się czemu znów dzieci są chore.
Moja mama, która zawsze zaczyna rozmowę przez telefon pytaniem, czy dzieci są zdrowe – mówi, że ja to dopiero non stop chorowałam. Lila i Jul, w porównaniu ze mną – są zdrowi. Wylądowałam nawet w szpitalu na zapalenie płuc, bo bawiłam się zimną wodą przy studni w marcu. Do tego przyjmowałam antybiotyki kilogramami bez żadnej osłony, ani probiotyków po. Do tego nie chciałam jeść żadnych warzyw, a choroby skończyły się jak poszłam do szkoły.
Mamy szczęście, że lekarze w dzisiejszych czasach z wielką rozwagą wypisują antybiotyki, bo kiedyś było zupełnie inaczej. Po wielu przyjmowanych antybiotykach nabawiłam się nawet lekooporności i musiałam robić badania.
Wszystkie portale krzyczą o skutkach jakie sieją antybiotyki w organiźmie do tego stopnia, że kiedy w październiku usłyszałam od naszej zaufanej pediatary diagnozę: obustronne zapalenie płuc i zalecenie antybiotyku u dwójki dzieci, to prawie się popłakałam. Naprawdę, było to dla mnie jak rodzicielska porażka. Przecież robię wszystko żeby dzieci były zdrowe, a muszę podać dzieciom antybiotyk, który sieje spustoszenie wśród też dobrych bakterii.
Z racji tego, że mam ogromne zaufanie do naszej pediatry i wiem, że wypisuje antybiotyk tylko jak jest mus, to kupiłam dwie buteleczki i podawałam dzieciom. Od razu też kupiłam całą armię preparatów ze szczepami bakterii, aby zadbać o florę bakteryjną. Starszej podawałam suplement diety acidolac Junior, bo żadnych naturalnych probiotyków nie jest w stanie przełknąć.
Szczepy bakterii przywróciły równowagę flory bakteryjnej, bo po zakończeniu antybiotyków było wszystko ok. Z dnia na dzień było coraz lepiej i szybko doszli do siebie. Widziałam, że antybiotyk jest niezbędny i naprawdę pomógł.
Co nam pozostaje? Wspierać odporność, wierzyć, że to działa i przestać się tak przejmować, że to my coś robimy źle. Dzieci chorują i nic nie możemy na to poradzić. Staram się wyluzować w tek kwestii, bo bym tylko się obwiniała.
Jak widzicie nie ma super, specjalnych metod budowania odporności, które działają. Warto jest wspierać zdrowie codziennie i nie brać do siebie, że znów są chore. Te choroby niedługo miną, nawet się nie obejrzycie.
Do podzielenia się moimi przemyśleniami na temat wspomagania odporności dzieci zaprosił mnie producent suplementu diety acidolac JUNIOR.
Najlepsze książki dla dzieci 2018 roku – same perełki, które musisz mieć na półce. Stary rok za nami, a ja chciałabym podsumować go książkowo. Mnóstwo książek przewinęło się przez moje ręce, nie wszystkie tu pokazałam, bo staram się wybierać tylko wyjątkowe pozycje. Dziś pokażę Wam najlepsze książki dla dzieci 2018 roku.
W ubiegłym roku również zrobiłam takie podsumowanie i cieszyło się bardzo dużym zainteresowaniem – możecie przeczytać ten wpis Najlepsze książki dla dzieci 2017
Dostępna TUTAJ
Dla dzieci 18m +
Książka, która jest hitem odkąd tylko ją mamy. 6-latka i 2- latek znają ją na pamięć i uwielbiają. Idealnie nadaje się na czytanie przed snem. Prosta, ciekawa i bardzo wciągająca.
Dla dzieci 2 lata +
Jedna z książek, którą można czytać i czytać – w ogóle się nie nudzi. Nasz dwulatek wciąż ją lubi i ten rok zdecydowanie należał do tej książki.
Dla dzieci 12 m +
W końcu – popularna na całym świecie książeczka jest też u nas. Bohaterem jest pies Spot, który ma ciekawe przygody. Książki mają otwierane okienka i dzięki temu są bardzo atrakcyjne.
Świetna, kartonowa książeczka z przesuwanymi elementami dla najmłodszych. Jest wiele ciekawych książek w serii, w zależności od umiejętności i zainteresowań dzieci.
Dla dzieci 2,5 +
Ukochana książka, którą Julek zna już na pamięć. Dzięki niej zna wiele psów, które często też obserwuje na ulicy. Bardzo lubimy też starszą Jabłonkę KLIK tej samej autorki.
Dla dzieci 2 +
To jest książka nie tylko dla dzieci – kiedy ją przeczytacie spojrzycie na codzienne problemy Waszych maluchów z zupełnie innej perspektywy. Warto ją mieć na półce.
Dla dzieci 4+
Świetna książka z serii o Feliksie – króliku, który się zgubił i podróżuje po różnych zakątkach świata i wysyła listy do swojej przyjaciółki Zosi. Ta nowa część jest wyjątkowa – przedstawia dzieci z różnych zakątków. Możemy razem z Feliksem uczyć się kultury i zwyczajów.
Dla dzieci 3 +
Przepiękna książka, jednego z moich ulubionych autorów. Myślę, że każdy powinien ją mieć na półce – jest wyjątkowa. Treść plus ilustracje tworzą znakomitą całość.
dostępna TUTAJ
Dla dzieci 4 +
Przepiękna książka o przyjaźni między zwierzętami. Ilustracje, które przyciągają oko oraz treść, która na długo zostaje w pamięci – tego właśnie szukam w literaturze dziecięcej.
Dla dzieci 6+
O poprzedniej części tej książki pisałam Wam TUTAJ. Jeżeli Wasze dzieci lubią czytać o przygodach, lubią wyobrażać sobie różne sytuacje – to ta książka jest zdecydowanie dla nich. Lila i Antek mają tak niesamowite eskapady w czasie, że mamy chęć poznać je wszystkie.
Dla dzieci 7 +
Jedna z ważniejszych książek dla dzieci z ubiegłego roku. Pokazuje, że dzieciństwo nie wszystkich dzieci wygląda tak samo. Składnia do myślenia i rozmów na ten temat. Warto ją mieć na półce.
Uwielbiam takie książki dla dzieci – pod przykrywką ciekawych opowieści i pięknych ilustracji kryje się wątek edukacyjny, który powoduje, że niektóre czynności stają się przyjemniejsze. Do książki dołączony jest plakat z instrukcją mycia zębów, który wisi u nas w łazience.
Książka, która jest potrzebna każdemu dziecku (rodzicowi również). Z jej pomocą poznacie liście znalezione na spacerze, nazwiecie ptaki spotkane w ogrodzie i dowiecie się wielu potrzebnych informacji.
To były najlepsze książki dla dzieci 2018 roku. Jestem bardzo ciekawa, jakie były u Was. Napiszcie w komentarzach ulubione książki ubiegłego roku. Chętnie po nie sięgnę.
Jeżeli spodobał się Wam ten post i zamierzacie skorzystać z moich poleceń, kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.
Dziś pokażę Wam moje propozycje na prezenty dla kobiet. Idealnie sprawdzą się dla Mamy, siostry, czy przyjaciółki. Znajdziecie tu rzeczy, których używam regularnie i z przyjemnością do nich wracam.
To chyba najpiękniej wydany notes, jaki trzymałam w ręku. To unikat, w którym chce się zapisywać ważne rzeczy. Zacznę o oprawy, która dosłownie pobudza zmysły: tłoczone elementy, połyskujące złote akcenty i przyciągające wzrok ilustracje Aleksandry Morawiak. Każda z grafik ma swój niepowtarzalny urok. Jeżeli macie kogoś sensualnego w otoczeniu, to jestem przekonana, że Zmysłownik mu lub jej się spodoba.
Dostępne TUTAJ
Kto myśli, że kapcie to nudny i oklepany temat, niech sobie zamarzy o Emu. Kiedy rano dzwoni budzik i nie mogę zwlec się z łóżka i z oczami jak szparki wkładam moje zaspane stopy w środek tych cudownych kapci to od razu mi jest lepiej. Serio, noszę te kapcie non stop i szukam, jak tylko gdzieś mi zginą. Dzięki nim zima jest naprawdę przyjemna.
p.s. rada co do rozmiaru – noszę typowe 39 i takie kapcie zamówiłam. Na początku miałam wrażenie, że są za małe, ale futerko się wyrobiło i są ok.
Pierwszy raz od wielu lat zdradziłam moje ukochane perfumy Jimmy Choo KLIK. Ten nowy zapach absolutnie skradł moje serce. Jak będziecie w perfumerii to go przetestujcie. Jest dość ciężki, zmysłowy i naprawdę wyjątkowy. Cały czas wącham nadgarstek, bo tak bardzo podoba mi się ten zapach.
Uwielbiam delikatną biżuterię i te cuda trafiają w mój gust. Delikatne koraliki, łańcuszki i subtelne motywy. Mam kilka rzeczy i praktycznie ich nie zdejmuję. Bardzo doceniam fakt, że jest to polska biżuteria, robiona ręcznie. Moją ulubioną jest bransoletka z konstelacją mojego znaku zodiaku KLIK(możecie wybrać tam swoją), która bardzo przypomina logo Nebule;) Mam też dłuższy naszyjnik z gwiazdką, który pasuje do wszystkich moich ubrań KLIK
Dostępny w różnych kwotach TUTAJ
To, że kocham ubrania tej marki, to pewnie zauważyłyście. Dzięki Primaballerinie zaczęłam chodzić w spódnicach. Jeżeli też marzycie o takim prezencie to możecie komuś wysłać ten link. Dzięki temu same będziecie mogły wybrać, co Wam pasuje.
Zacznę od tego, że nie lubię masek. Nigdy ich nie lubiłam. Aż spróbowałam Origins. Pierwsza z nich jest już kultowa i jest genialna. Idealna dla osób, które potrzebują nawilżenia, ale nie przepadają za maskami. Drink up KLIK aplikuje się na noc i rano zmywa. Pachnie obłędnie, a rano twarz po zmyciu jest idealnie gładka.
Stosuję ja raz w tygodniu, a co drugi dzień pod same oczy. Później użyłam maski z węglem Origins clear approvement KLIK, która już nie jest tak łatwa w obsłudze, jak Drink up, ale bardzo oczyszcza skórę. Już po jednym użyciu będziecie widziały efekt. A ostatnio weszła nowość, czyli maska Clear Improvement Charcoal Honey Mask KLIK. Jej działanie jest połączone: węgiel bardzo oczyszcza, a miód nawilża. Czyli w jednym słoiczku macie magiczną maskę, która działa cuda.
Dostępny TUTAJ
Ogólnie nie mam problemów z suchą skórą, ale jak przychodzi zimno, to mam różne dolegliwości. Ten zestaw idealnie sobie radzi z podrażnioną skórą od zimna. Krem SOS może poradzić sobie nawet z dużymi problemami skórnymi, a krem do rąk idealnie nawilży skórę. Możecie je kupić też oddzielnie.
To mój osobisty hit i już drugie zużyte opakowanie. Krem doskonale nawilża, zostawia buzię promienną i odżywioną. Szybko się wchłania i nie ma zapachu.
Przyznam, że nie wierzyłam w moc tego kosmetyku, ale on naprawdę działa. Wystarczy kilka kropel żeby oczyścić twarz i zostawić ją promienną.
To już wszystko. Dajcie znać, co Wy kupiłyście swoim mamom, siostrom, przyjaciółkom albo sobie 🙂
Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej
a tu macie jeszcze Prezenty dla niej na święta
Kiedy spodziewamy się dziecka, marzymy o tym, aby urodziło się zdrowe. Ale gdy już trzymamy maleństwo w ramionach, zaczynamy myśleć o tym, jak je wychowamy i zadbamy o jego rozwój.
Niestety często przez niewiedzę lub w wyniku presji otoczenia dokonujemy niewłaściwych wyborów. Z książki Joanny Dronki-Skrzypczak dowiesz się, co robić i czego unikać, żeby wychować zdrowe i pogodne dziecko.
Pamiętam siebie kilkanaście dni po porodzie – starałam zdawać się na instynkt macierzyński jednak rady różnych osób skutecznie podkopywały moją pewność siebie. Jak teraz wracam myślami do tamtego czasu, to myślę sobie, że naprawdę niewiele wtedy wiedziałam. Pierwszy raz doznałam szoku, kiedy dowiedziałam się, że moje dziecko ma asymetrię, której ja nie widziałam. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo zdezorientowana i nie wiedziałam do końca co się dzieje.
Sporo informacji szukałam sama, pytałam specjalistów i moje koleżanki po fachu. Zrobiłam też kilka kursów i tak naprawdę, dopiero przy drugim dziecku poczułam się zdecydowanie pewniej.
Czasami się śmieję, że chciałabym mieć tę wiedzę i doświadczenie, którą mam teraz – już przy pierwszym dziecku. Niestety tak się nie da.
W tej książce jest właśnie zebrana cała wiedza na temat zdrowia dzieci, którą ja wyczytałam w różnych książkach, blogach, po rozmowach ze specjalistami.
Szczegółowe odpowiedzi na to pytanie znajdziecie w książce o tym tytule.
Autorka skupia się przede wszystkim na profilkatyce, która jest bardzo ważna. Rodzice mają duży wpływ na to, jak będzie wyglądała przyszłość ich dzieci.
W 1973 roku Blum i Lalond stworzyli model, który pokazuje holistyczny wyznacznik zdrowia. Widać na nim bardzo wyraźnie, od czego zależy nasze zdrowie i naszych dzieci. Według mnie jest to bardzo ciekawe, bo często zwalamy nasze problemy zdrowotne np. na geny.
Wykres pochodzi z książki
W książce znadziecie mnóstwo informacji na temat wspierania zdrowia i odporności. Z racji tego, że autorka współpracuje z Instytutem Mikrobiologii w Poznaniu w książce przeczytacie o znaczeniu mikroflory bakteryjnej i roli probiotyków.
Jest też sporo informacji na temat diety dzieci, która wpływa na późniejszy stan zdrowia.
Joanna Dronka-Skrzypczak jest też autorką bloga https://www.dietaeliminacyjna.pl. Na jej stronie przeczytacie wartościowe artykuły o dietach eliminacyjnych, probiotykach i mikroflorze.
W książce znajdziecie też dużo informacji o suplementacji na każdym etapie życia dzieci.
Przed ostatni rozdział jest poświęcony rozwojowi ruchowemu. Według mnie jest on bardzo ważny, bo zawiera wszystko, co powinniście wiedzieć na tamat ruchu. Dlaczego nie warto sadzać, stawiać i prowadzać za ręce? – na te pytania znajdziecie odpowiedzi w książce.
Na końcu znajdziecie też porady, kiedy warto udać się do specjalisty:
A nawet znajdziecie kilkanaście zdrowych przepisów.
Podsumowując – książka „Jak wychować zdrowe dziecko” jest kompendium wiedzy dla rodzica podany w bardzo przystępny sposób. Po jej lekturze będziecie wiedzieć, jakie suplementy diety warto podawać, jak przygotowywać posiłki i na co zwracać uwagę w rozwoju ruchowym. Jednym słowem – to książka, którą powinien przeczytać każdy rodzic.
Możecie ją kupić TUTAJ. Do 12. 12 jest w promocji.
Wbrew pozorom mycie głowy nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Wielu rodziców i dzieci spotyka się z trudnościami, które napotykają w czasie tej rutynowej czynności. Dziś chciałabym Wam przybliżyć ten problem i pokazać możliwe rozwiązania, które u nas w domu stosujemy od 6 lat.
Partnerem wpisu jest marka Baby Dove, która wspiera Mamy w codziennych wyzwaniach. A mycie głowy dziecku, które za tym nie przepada jest z pewnością trudne.
Ja sama lubię to robić, bo znam bardzo dobrze siebie i swoje preferencje, natomiast nie znoszę jak ktoś mi to robi. Jestem dorosłą osobą, ale naprawdę przez wiele lat mojego życia wcale nie oswoiłam tej czynności na tyle żeby uznać ją za przyjemną. Od małego mam trudności z myciem głowy i to wcale nie minęło mi z wiekiem. Musiałam nawet zmienić fryzjera, bo niektóre czynności w obrębie moich włosów sprawiały mi ból. Wcale nie dziwię się dzieciom, które nie lubią myć głowy.
W skórze głowy zlokalizowanych jest wiele receptorów dotykowych i naprawdę wszystkie zabiegi pielęgnacyjne takie jak: rozczesywanie, mycie, spłukiwanie mogą sprawiać ból.
Jak widzicie każdy z nas może zupełnie inaczej odbierać ten zabieg pielęgnacyjny. Dzieci wyrażają wszystko tu i teraz, dlatego mycie głowy często może być problematyczne.
Czy coś możemy zrobić żeby dzieciom pomóc? Tak, oczywiście. Poniżej przeczytacie o moich sposobach, które stosuję od 6 lat przy jednej bardzo nielubiącej myć głowę osóbce. Są to tricki zarówno czysto terapeutyczne, jak i rodzicielskie. Myślę, że pomogą i Wam.
Doskonale wiem, że ciężko po całym dniu być ZEN kiedy jedna kropelka wody na twarzy dziecka powoduje awanturę. Spróbujcie popatrzeć na to z innej strony – to nie jest fanaberia, czy też wymuszanie. Naprawdę mycie głowy dla niektórych dzieci jest bardzo nieprzyjemne. Pomyślcie o czymś czego Wy nie lubicie i zastanówcie się czy też byście chcieli aby ktoś Wasz problem bagatelizował i mówił np.: „To tylko wyrwanie zęba, nie ma się czego bać”
Z punktu widzenia terapeuty SI mycie głowy może być lepiej odebrane rano. Dlaczego? Bo układ nerwowy nie jest przeładowany bodźcami z całego dnia. Rano, kiedy dzieci są wypoczęte mogą lepiej przetworzyć bodźce, których im dostarczamy przy myciu głowy. A z punktu widzenia rodzica wiem, że łatwiej jest umyć dziecku głowę wieczorem, bo już nigdzie nie wychodzimy i idziemy spać.
Ale trzeba pamiętać, że po ciężkim dniu może być jeszcze ciężej „przeżyć” mycie głowy. Gdzie jeden mały nasz błąd lub wypadek może spowodować awanturę.
Z wielu powodów wanna jest miejscem gdzie większość osób (oczywiście nie wszyscy) czuje się bezpieczniej. Jeżeli macie prysznic i brodzik, to możecie wstawiać wanienkę i tam nalewać wodę. Woda sięgająca do okolic pępka działa uspokajająco. Rozluźnia mięśnie i pobudza krążenie. Prysznic u wielu dzieci powoduje strach. Dlaczego? Prysznic szumi, często strumień wody jest za mocny i zwyczajnie boli dziecko.
Dzieci mają zdecydowanie cieńszą skórę, więc prysznic może sprawiać ból. Woda lejąca się dziecku po twarzy też może powodować dyskomfort. Z punktu widzenia terapeuty lepiej jest użyć kubka z wodą, specjalnego pojemnika do mycia głowy niż włączać prysznic. Nam jest łatwiej zamoczyć dziecku włosy wodą z prysznica, ale dziecku może być trudniej. Decydując się na polewanie kubkiem odchodzi szum wody, mniejsze ciśnienie wody, co za tym idzie nie boli aż tak bardzo.
Niektóre dzieci potrafią się odważyć i położyć w wannie żeby zamoczyć włosy. Innym zajmuje to nawet 5 lat. Nie wymagajcie tego od dzieci, bo może to wywołać opór. Co jest strasznego w położeniu się w wannie? Woda nalewa się do uszu, często światło świeci prosto w oczy i dziecko czuje się w niebezpieczeństwie. Odchylanie głowy do tyłu może wywoływac u dziecka lęk, bo wywołuje spadek świadomości ciała, a to zmniejsza określenie położenia własnego ciała w przestrzeni. Dzieci mają też cienką skórę i zupełnie inaczej odczuwają ciepło i zimno. Za każdym razem dziwi mnie to, w jak zimnej wodzie kąpie się nasza starsza córka.
Zdecydowanie mniej nieprzyjemności odczuwamy kiedy robimy coś sami. Lepiej znamy siebie i swoje preferencje. Jeżeli tylko Wasze dzieci przejawiają chęci i umiejętności do tego żeby umyć samemu głowę to im asystujcie i wspierajcie. (Ja zawsze mam chęć poprosić fryzjera żeby dał mi szczotkę żeby sama rozczesała sobie włosy.)
Przetestowałam mnóstwo różnych produktów i mam kilka spostrzeżeń, które wpływają na użytkowanie. Przede wszystkim łatwość rozprowadzania szamponu, większość z nich dość trudno rozprowadza się po gęstszych włosach. Gorzej się pienią i trudniej jest rozprowadzić szampon po włosach. W dotyku włosy są dość tępe i przez to nasze ruchy bardziej ciągną dziecko. Druga kwestia to zapach, nie wszystkim dzieciom podobają się zapachy kosmetyków.
Wtedy dobrym wyjściem jest używanie kosmetyków bez zapachu (np. emulsja do mycia ciała i włosów Baby Dove Senitive Moisture). Moje dzieci mają plączące się, falowane włos i na ich czuprynki najlepiej działa szampon, który ma w 1/4 substancji nawilżających. Tak jak wcześniej mieliśmy dużo trudności z rozczesywaniem to po myciu szamponem Baby Dove włosy są mocno nawilżone i dzięki temu jest zdecydowanie łatwiej. Kolejną kwestią jest szczypanie w oczy, wybierając szampon ważne jest dla mnie żeby szampon był przebadany okulistycznie, bo nie możemy zagwarantować, że nigdy nie dostanie się trochę piany do oczu.
Jak widzicie mycie głowy wcale może nie być przyjemne i relaksujące Niektórym rodzicom robi się gorąco, kiedy myślą o kąpieli (dzieciom też). Mam nadzieję, że ten wpis trochę Wam pomoże zrozumieć zachowania swoich dzieci i razem poszukacie najlepszych metod, aby ten zabieg sprawiał wszystkim przyjemność.
Też macie wrażenie, że dzieci non stop dostają zabawki? To od dziadków drobiazg, to u dentysty jakaś świecąca głupotka, a nawet sami kupujemy coś bez okazji, bo akurat wpasowuje się w okres wrażliwy. Już nie jest tak jak kiedyś, że zabawek mieliśmy dosłownie kilka i bawiliśmy się nimi cały czas.
Ja obecnie czuję lekki przesyt i np. w szkole zamiast prezentów mikołajkowych wybraliśmy bilety na przedstawienie gwiazdkowe. Myślę, że to świetny pomysł.
Mój mąż jest zdania, że nie ma co kolekcjonować rzeczy, tylko doświadczenia. Zgadzam się w 100 %. Dlatego dziś przygotowałam Wam wpis, gdzie znajdziecie mnóstwo propozycji prezentowych dla dzieci, które nie są zabawkami.
To może być świetny pomysł na prezent nie tylko dla dzieci, ale też dla bliskich. Mamy w domu już dwie fotoksiążki, które dostały moje dzieci, jak tylko się urodziły. Zrobiły je siostry mojego męża. Dzieci oglądają je średnio raz w tygodniu. To jest rewelacyjny pomysł na prezent. Dzieci uwielbiają oglądać siebie na zdjęciach – dzięki temu też zapamiętują więcej z dzieciństwa.
Mówi się, że ludzie pamiętają swoje dzieciństwo od około 3-4 roku życia. A ja Wam powiem, że dzięki przeglądaniu zdjęć Lila pamięta zdarzenia, które miały miejsce o wiele wcześniej. Ale oglądam je z nią już teraz, przypominając wszystko.
My zamawiamy tam gdzie lapbooki – szczegóły we wpisie Co to jest Lapbook
Zamiast kolejnej zabawki może warto poprosić o dostęp do najlepszego portalu z pomocami, grami do druku i mnóstwem bardzo wartościowych materiałów dla dzieci. My korzystamy już drugi rok – prawie codziennie. Najlepiej nam się sprawdza w czasie choroby, od razu mamy pomysł na zabawę. Pamiętajcie, że musicie mieć drukarkę.
Roczna prenumerata nie kosztuje dużo, a gazeta w skrzynce zaadresowana na dziecko wywołuje ogrom radości! My mamy dwie prenumeraty i za każdym razem dzieci z nich korzystają.
Jakie gazety są warte uwagi?
Świerszczyk – klasyk dla nieco starszych dzieci (5+) wciąż trzyma poziom – niezmiennie uwielbiamy
National Geographic Odkrywca – dwujęzyczna gazeta dla starszych dzieci. Myślę, że może być naprawdę ciekawa
Jeżeli lubicie CNK i często je odwiedzacie to może warto zastanowić się nad takim biletem. Klub Kopernika oferuje mnóstwo przywilejów, takich jak wejście bez kolejki i dodatkowe atrakcje dla klubowiczów.
Tak, dobrze czytacie. Roślina w prezencie to nie dość, że świetny pomysł, a do tego bardzo rozwojowy. Nie dość, że dziecko będzie się uczyć odpowiedzialności to jeszcze będzie miało lekcję biologii na co dzień. Zwróćcie tylko uwagę na bezpieczeństwo dzieci i wybierzcie np. sensewierę lub paproć.
To świetny pomysł na prezent dla dzieci – codziennie z niej korzystają, a przy okazji pobudzają swoją wyobraźnię. Nasza jest dostępna w wielu wzorach TUTAJ.
I kosmiczna pościel Jula
Taki Voucher Świąteczny można wykorzystać na interesujące zajęcia dla dzieci np. do Rozkminek. W ofercie znajdziecie różne zajęcia z przedmiotów ścisłych – fizykę, matematykę, robotykę. Ale najciekawsze mogą być i dla dziecka i dla Rodziców – Nocowanki (wyróżnione w tym roku Nagrodą Rodziców w plebiscycie Słoneczniki).
Dzięki nim dzieci biorą udział w edukacyjnych zajęciach z elementami robotyki, programowania, zagadkami matematycznymi, czy eksperymentami, a rodzice mają wieczór dla siebie. Taki prezent to podarowanie przeżycia w gronie rówieśników, więc może być niezwykle interesujący i pozostanie w pamięci na dłużej niż kolejna zabawka.
Zamówiłam je z myślą o nocowaniu u babci i sprawdziły się znakomicie. Ale nie spodziewałam się, że dzieci będą je codziennie wyciągąć i bawić się w biwak. Świetnie wykonane i wystarczą na kilka lat (do tego większego mieszczę się nawet ja). Zdarza się, że dzieci śpią też w nich w domu i znacznie mnie się rozkrywają. Po zwinięciu i założeniu gumek zajmują mało miejsca.
Już dawno chciałam dzieciom kupić worek sako do oglądania TV, czytanie książek i do zabawy, ale nie trafiłam na tak fajny jak TEN. Wypełniony jest granulatem i przez to dobrze dopasowuje się do ciała, a do tego świetnie wygląda.
Książki zawsze będą świetnym pomysłem na prezent. Ostatni wpis książkowy znajdziecie tu Książki dla dzieci, a jaszcze w tym tygodniu będzie sporo nowości dla starszaków.
Jestem bardzo ciekawa, co myślicie o takich prezentach i czy sami też macie takie pomysły. Dajcie znać w komentarzach.
Dawno już nie było wpisu z serialami. Dziś wracam do Was z nową listą świetnych poleceń. Oczywiście liczę też nas Was i Wasze nowości.
Żeby nie przedłużać zaczynamy:
Obejrzeliśmy go dopiero w wakacje, ale ma w sobie to coś. Wciągający, pięknie nakręcony i trzymający w napięciu. Przedstawia historie toczące się na granicy polsko-ukraińskiej w Bieszczadach. Dramatyczne losy ludzi, którzy marzą o lepszym życiu dla siebie kontra obowiązki polskich pograniczników. Ten serial porusza, skłania do myślenia i po jego obejrzeniu naprawdę chce się rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.
Kolejny serial z morderstwem w tle, którego akcja dzieje się w PRL-u. Bardzo nam się podobał i prawie do końca trzymał w napięciu. Przyciągnęła mnie do niego piękna interpretacja Moniki Brodki i tak włączyliśmy pierwszy odcinek. Jeżeli lubicie mroczne seriale z dreszczykiem emocji to polecam Rojst.
Jeden z nowszych seriali, przez który kupiłam dostęp do Amazon Prime i nie żałuję. Jeżeli znacie i lubicie serial Mad men, to Romanoffs spodoba się Wam jeszcze bardziej. Reżyser Mad mena tym razem wziął kilka osób z obsady tego znanego serialu i zrobił coś rewelacyjnego! W każdym odcinku (niektóre trwają nawet po 1,5 h) przedstawia zupełnie zaskakujące losy potomków Romanowów. Pierwsze dwa odcinki są majstersztykami i chyba obejrzę je znów – drugi raz. Reszta też jest ciekawa i zachęca do oglądania. Na pierwszym odcinku śmiałam się tak jak na Nietykalnych (pewnie znacie). Dawno też nie słyszałam tak dobrze dopasowanej muzyki do serialu.
Kolejny serial z Amazon Prime, do którego przyciągnęła mnie Julia Roberts. Jest to historia terapeutki (Julia), która pracuje w ośrodku dla żołnierzy po powrocie z misji w Iraku. Serial mocny, wciągający i bardzo ciekawy. Jest to serial twórcy Mr.Robot i naprawdę trzyma poziom.
Najnowszy serial na HBOgo. Obejrzeliśmy dopiero 3 odcinki, a już nie mogę się doczekać kolejnych. Serial jest nakręcony na podstawie książek Eleny Ferrante. „Genialna przyjaciółka” wciąga od pierwszej sceny. Dawno już nie oglądałam nic tak mocnego, naturalistycznego, pokazującego jak zły może być drugi człowiek.
Włoski serial ma wszystko to czego szukam: akcję, piękne kadry i skłania do przemyśleń. Lata 50-te, Neapol i historia przyjaźni dwóch dziewczynek, które nie mają lekko w życiu. Baaardzo Wam polecam!
Serial możecie obejrzeć na Hbo Go, według mnie jest raczej dla kobiet. Przyznam, że nie czytałam książki W.M. Thackeray, ale chyba nadrobię, bo serial bardzo mi się podobał. Lekko przerysowany, z wyrazistymi postaciami i przepiękną czołówką. Nie jest to może arcydzieło, ale wspominam go bardzo dobrze.
Dostępny na Canal + Seriale i w innych krajach na Netflixie. Główną bohaterkę gra Jessica Biel, która stworzyła genialną postać. Serial trzyma w ogromnym napięciu, a zaczyna się od morderstwa. Jest nieoczywisty i ciężko po pierwszym odcinku cokolwiek się domyślić. Jeżeli lubicie takie seriale, to bardzo Wam go polecam.
Dostępny na HBO go. Nie wiem, czy go Wam polecać, bo nie będziecie mogły przestać oglądać. Serio. Pierwsze dwa sezony wciągają tak, że chce się je skończyć, bo historia jest tak niesamowita. A o czym jest? Jak nazwa serialu wskazuje o romansie zamężnej kobiety i żonatego mężczyzny.
W tle mnóstwo dramatów i nieszczęśliwych wydarzeń, a całość toczy się w Montauk na pięknych plażach nad Oceanem Atlantyckim. Serial ma 4 sezony – dwa wciągają bardzo i po obejrzeniu mogłabym powiedzieć, że na tych dwóch mógł się skończyć. Ale „The Affair” to taka mała „gulity pleasure” – nie umiałam przestać oglądać. 3 sezon jest dziwny, trochę się ciągnie, ale 4 już jest lepszy i bardziej ciekawy.
Dostępny na HBO go – no cóż warto go obejrzeć, choćby dla samych aktorów. Sarah Jessica Parker nadal ma ten „flow” z Sex and the city, tylko teraz mieszka na przedmieściach. Serial jest momentami śmieszny, czasami dramatyczny, ale cały czas bardzo ciekawy. Liczę, że będą kolejne sezony, bo jestem ciekawa ich dalszych losów.
Dostępny na HBO go serial z Jennifer Garner o wypadzie na Camping. Serial wg mnie jest prześmieszny, trochę przerysowany i pokazujący, że wypady ze znajomymi niekoniecznie muszą być przyjemne. Główna bohaterka jest trochę stereotypową mamuśką, która dba o wszystkich tylko nie o sobie i przez to ma pretensje do całego świata. Polecam obejrzeć dla relaksu.
Tu łapcie świeżutki SkyShowtime TOP 20 z naszymi polecajkami a tu Disney dla dzieci
A tu znajdziecie nasze rankingi:
najlepsze seriale Netflix a tu Najlepsze seriale MAX
Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek
a jak już je wprowadzicie zapraszam po:
Najlepsze bajki na Netflix
Najlepsze bajki MAX
najlepsze bajki edukacyjne
Najlepsze bajki na Netflix – przegląd najciekawszych propozycji dla dzieci w różnym wieku. Po pierwsze w dzisiejszym wpisie zdradzę Wam, które bajki zasługują na uwagę. Na Netflixie jest ich bardzo dużo i trochę żałuję, że nie da się na nie głosować żeby stworzyć listę tych najlepszych. Dlatego też dziś napiszę Wam o naszych ulubionych. Po drugie – nie musicie googlować – poprzypinałam wam dla wygody zwiastuny.
IMDb – 8.7
Tytuł oryginalny: Puffin RockDługość odcinka: 20 min
Wyjątkowo pozytywna edukacyjna bajka dla dzieci o przygodach małych maskonurów. Przyjemna grafika narysowana piękną kreską i ciekawe dialogi sprawiają, że naprawdę lubię tę bajkę. Ma sporo walorów edukacyjnych. Bohaterami są Oona i Baba – rodzeństwo, które spędza ze sobą sporo czasu na zabawach i poznawaniu świata. Bajka pokazuje dzieciom, że warto opiekować się innymi.
Zwiastun dostępny TUTAJ
IMDb – 7.1
Tytuł oryginalny: Treehouse Detectives Długość odcinka: 24 min
Ta bajka bardzo mi przypomina polskiego Parauszka. Akcja jest spokojna i za każdym razem bohaterowie rozwiązują nową zagadkę. Tobi i Teri pomagają sobie i współpracują przy wyjaśnianiu ciekawych spraw. Animacja jest naprawdę piękna i bardzo interesująca dla dzieci. Jest z polskim dubbingiem. Taką grafikę i wartościowe treści mają najlepsze bajki na Netfliksie, a jest ich niewiele.
IMDb – 8.5
Tytuł oryginalny: Julie’s Greenroom Długość odcinka: 50 min
Serial edukacyjny dla dzieci, które interesują się sztuką, tańcem, teatrem. Moja córka kocha odcinek o balecie i zna go na pamięć. Jest to bajka twórców Muppetów i rzeczywiście kukiełki wyglądem przypominają znane wszystkim postaci. Serial jest wyjątkowy, bo wplata różne historie i ważne społecznie problemy, takie jak np. niepełnosprawność. Według mnie jest genialny – po cichu liczę, że może będą nowe odcinki.
Zwiastun do zobaczenia TUTAJ
IMDb – 8.4
Tytuł oryginalny: Ask the StorybotsDługość odcinka: 28 min
Bajka edukacyjna, która przemyca dzieciom sporo wiedzy. Każdy odcinek jest na inny temat i pomaga dzieciom zrozumieć, jak np. jak słyszymy lub jak działają wulkany. Bajka jest bardzo ciekawa, bo zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Mądroboty odpowiadają na ciekawe pytania, jak na przykład: co się dzieje, gdy naciska się przycisk klawiatury? Wszystko podane jest w bardzo zabawny i przystępny sposób. Dzieciaki uczą się, nie będąc nawet tego świadome. Siedzą z zapartym tchem, poznając tajemnica świata.
IMDb – 7.4
Tytuł oryginalny: Daniel Tiger’s Neighborhood Długość odcinka: 22 min
Ta bajka dostała najwięcej like’ów czytelników w komentarzu do wpisu na FB – prosto więc zacytuję recenzję czytelniczki (Katarzyny R): „Tygrysek Daniel. Przeżywa codzienność kilkulatka, wyjaśnia problemy, sugeruje rozwiązania i ma piękne łatwe piosenki, które potem świetnie sprawdzają się w stawianiu czoła wyzwaniom w świecie dziecka. Bardzo mądra, przemyślana bajka, taka z gatunku pedagogiczno-dydaktycznych”.
IMDb – 6.2
Tytuł oryginalny: The Magic School Bus Rides Again Długość odcinka: 28 min
Najlepsza bajka na Netfliksie dla trochę starszych dzieci (6+),która jest kontynuacją dawnej produkcji (jest też dostępna na Netfliksie) z oldschoolowymi animacjami. Ta bajka powstała w oparciu o komiks z lat 90-tych. W każdym odcinku bohaterowie rozwiązują nową zagadkę. Jest sporo ciekawych informacji i dzieci uczą się podczas oglądania.
IMDb – 8.1
Tytuł oryginalny: BrainchildDługość odcinka: 23 min
To nowy serial na Netfliksie, który jest genialny! Jest skierowany do trochę starszych dzieci, ale my z 6- latką oglądamy go razem. W każdym odcinku jest inny temat taki jak emocje, motowacja, wirusy itd. Do tego jest tak świetnie prowadzony, że dzieci (dorośli też) w domu robią różne rzeczy, które pokazywane są na ekranie. Dużo wiedzy dla ciekawskich dzieci.
IMDb – 6.0
Tytuł oryginalny: Word PartyDługość odcinka: 14 min
Bajka dla młodszych dzieci, z dużą ilością powtórzeń słówek. W czasie oglądania dzieci mogą nauczyć się wielu rzeczy, takich jak np. kolory. Fajne jest to, że postaci występują na białym tle i akcja nie toczy się bardzo szybko.
Tytuł oryginalny: Ready, Steady, Wiggle!Długość odcinka: 20 min
No Sztos. To chyba moja ulubiona produkcja Made in Australia. Dzieci nie mogę oderwać wzroku i bawią się razem z Anthony, Emmą, Lachy i Simonem. Są dostępne 2 sezony! Wspaniałe piosenki – wesołe choreografie – wszystko to sprawia, że dzieci tańczą i śpiewają! (rodzice zresztą też….)
IMDb – 7.5
Tytuł oryginalny: Mother Goose ClubDługość odcinka: ok 25 min
Ulubiony program moich dzieci. To z niego uczą się piosenek po angielsku. Obejrzeliśmy już wszystkie po kilkanaście razy. Wiadomo nie od dziś, że dzieci uczą się przez zabawę, dlatego tak dużo mogą się nauczyć oglądając te piosenki.
Tytuł oryginalny: Przytul mnieDługość odcinka: 6 min
W końcu jest też na Netlfixie – znacie książkę „Proszę mnie przytulić” Przemka Wechterowicza i Emilii Dziubak? To są właśnie te same postaci. Bajka jest piękna, mądra i z przesłaniem. Gorąco polecamy.
IMDb – 8.2
Tytuł oryginalny: Go! Go! Cory CarsonDługość odcinka: 6 min
Nowa, fajna bajka na Netflix, która oswaja tematy związane z przedszkolem. Jeżeli Wasze dzieci niedługo zostaną przedszkolakami (lub już są) to polecam tą bajkę. Do tego widzę wyraźne inspiracje pedagogiką Montessori, bo główny bohater chodzi do placówki o nazwie Motorssori.
IMDb – 8.3
Tytuł oryginalny: Il était une fois… la vieDługość odcinka: 24 min
To bajka, którą nasze pokolenie zna bardzo dobrze. Pomysł, by wniknąć w ludzkie ciało i pokazać jego funkcjonowanie w prosty i przejrzysty dla dzieci sposób, był genialny za naszego dzieciństwa i taki jest dla naszych dzieci, które poznają, jak funkcjonują poszczególne układy i jak to wszystko działa. Dzieci oglądają z wypiekami na twarzy. Oczywiście przy okazji spodziewajcie się tysiąca pytań😊.
Tytuł oryginalny: HeidiDługość odcinka: 21 min
Seria inspirowana książką o Heidi, którą zapewne znacie. Dziewczynka trafia do swojego dziadka mieszkającego w wysokich górach i musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A nie jest ona taka zła. Są piękne widoki, zwierzęta i przyjaciele, ale także rozterki, jakich w większości na szczęście nasze dzieci nie znają. Są momenty zabawne, pouczające i wzruszające. Bardzo dużo emocji.
Tytuł oryginalny: Trash TruckDługość odcinka: 14 min
Śmietek – wielka hałaśliwa śmieciarka, wraz ze swoim 6-letnim, uroczym przyjacielem przeżywają wiele przygód, urozmaicanych fajnymi, edukacyjnymi wstawkami, jak w pierwszym odcinku, gdzie główny bohater, chcąc nauczyć Śmietka latania, dowiaduje się, jakie prawa fizyki za tym stoją i dlaczego nie wystarczy dorobić śmieciarce śmigło i skrzydła, by poleciała. To, co według mnie wyróżnia tę bajkę, to również ładna animacja.
IMDb – 7.2
Tytuł oryginalny: Spirit Riding FreeDługość odcinka: 24 min
Konie mają jakąś magię przyciągania dzieci. Coraz więcej małych – o dziwo – dziewczynek pasjonuje się jeździectwem. U niektórych hobby przerodzi się pewnie w sposób na życie. Dla nich wszystkich jest ta bajka. Mustang – Duch wolności to przygody dziewczyn, które na co dzień obcują z końmi, ucząc się nie tylko jazdy, ale także opieki i współzawodnictwa. Dzieci dowiedzą się, jak postępować z końmi i że jazda konno to oprócz przyjemności, także obowiązki.
IMDb – 6,5
Tytuł oryginalny: Blue’s Clues & You Długość odcinka: 22 min
Słodki stworek Blue uczy się i poznaje świat. Sam nic nie mówi, ale jego przyjaciel – Josh – próbuje odgadnąć jego oczekiwania i pytania, grając w grę „Śladem Blue”. W odcinkach ukryte są walory edukacyjne – a jakże! Dzieciaki uczą się podstaw czytania, liczenia, ale także rozpoznawania emocji i innych aspektów otaczającego ich świata. Wszystko z sympatycznym Joshem i przeuroczym Blue. To bajka dla najmłodszych dzieci – interesująca i wciągająca dzięki zagadkom, ukrytym, gdzie? W śladach Blue! (Udzielił mi się entuzjazm Josha😉).
Tytuł oryginalny: Ada Twist, Scientist Długość odcinka: 29 min
Bajka ta stylistycznie podobna jest bardzo do „Kliniki dla pluszaków”. Ada Bambini, wraz z dwójką przyjaciół – Ignasiem i Rózią – odkrywa różne ciekawe aspekty, otaczającego świata, przeprowadzając interesujące eksperymenty. Dzieci uczą się także logicznego myślenia i tego, jak współpracować. Nie brakuje tu prostych przykładów, ułatwiających zrozumienie czasem niełatwych zjawisk. Fajnie i ciekawie.
Tytuł oryginalny: Abby Hatcher Długość odcinka: 23 min
Jeśli chcecie zapoznać dzieci z emocjami, jakie same czasem napotkają i różnorodnością małych dziwactw, które ma każdy z nas oraz oswoić je z nimi i nauczyć je tolerancji, Abby Wam w tym pomoże, wraz ze swoimi pluszowymi przyjaciółmi, które z pewnością dzieci pokochają. Wszystkie przygody i perypetie, jakie ich spotykają, są przyczynkiem do opowiedzenia o emocjach, ich akceptowaniu i rozumieniu. U siebie i u innych. Idealna bajka dla przedszkolaków.
IMDb – 8,1
Tytuł oryginalny: Karma’s World Długość odcinka: 13 min
Ta bajka spodoba się szczególnie dzieciom w wieku 6-10 lat. Główną bohaterką jest Karma, która zmaga się z typowymi problemami szkolnymi – akceptacją, potrzebą przynależności do grupy rówieśniczej. Karma uczy się rozwiązywać problemy, które – jak się okazuje – są podobne w każdej szkole. A wszystko z muzyką w tle, bo Karma jest utalentowaną raperką! Jeśli macie problem w szkole, sprawdźcie, czy któryś z odcinków go dotyczy. Łatwiej będzie rozmawiać, tłumaczyć i przełknąć niektóre sytuacje. Najlepiej oglądać razem, bo bliskość to najlepsza terapia😊.
IMDb – 4,6
Tytuł oryginalny: Ridley Jones Długość odcinka: 28 min
Pamiętacie „Noc w muzeum” z Robinem Williamsem i Benem Stillerem? Ta bajka to wersja „Nocy w muzeum” dla dzieci. Pomysł jest ten sam, choć główna bohaterka – Ridley – nie jest strażniczką, ale po prostu mieszka w muzeum, gdzie w nocy wszystkie eksponaty ożywają. Jak możecie się domyślić, wiąże się to z różnorodnymi przygodami, jakie przeżywa dziewczynka. Fajna przygodówka dla dzieci, bo oczywiście każdy odcinek to inna misja😊.
IMDb – 8,7
Tytuł oryginalny: Emily’s Wonder Lab Długość odcinka: 13 min
Jeśli Wasze dzieci są ciekawskie, ciągle o wszystko pytają i… po prostu są dziećmi, to koniecznie pokażcie im ten program. Wraz z grupą dzieci, Emily przeprowadza fascynujące eksperymenty naukowe, umożliwiające zrozumienie skomplikowanych zjawisk fizycznych, czy chemicznych. Wszystko tam wybucha, rozpryskuje, klei się i fascynuje dzieci. Stworzenie tornada w domu? Proszę bardzo! Spacer po jajkach? Czemu nie? Lampa z lawą? Tak! Jak mawia Emily: Bądź ciekawski i odkrywaj świat!
Tytuł oryginalny: Charlie’s Colorforms City Długość odcinka: 25 min
Bajka dla najmłodszych dzieci i przedszkolaków, pełna kolorów i kształtów. Tytułowy Karolek to pajacyk, który tworzy ciekawe historie, używając kształtów, do ich układania. Świetny sposób na naukę kształtów dla najmłodszych. Tu każdy przedmiot ma swój kształt i kolor. Opowieści są bardzo proste, co z pewnością spodoba się maluchom. Sam Karolek jest bardzo uroczy i wchodzi w interakcje z dziećmi, zadając im pytania i skłaniając w ten sposób do samodzielnego poszukiwania rozwiązań i odpowiedzi.
Tytuł oryginalny: Ponysistters Club Długość odcinka: 22 min
Jeśli chodzi o Netflix dla dzieci, to serialu „Opiekunowie kucyków”, nie może przegapić żadna miłośniczka czy miłośnik koni. Opiekunowie kucyków to klub, założony przez pełne empatii dzieci – dziewczyny i chłopaka – pragnących pomagać zwierzętom i opiekować się nimi na co dzień, rozwiązując przeróżne problemy, jakie pojawiają się na ranczu. Wielbiciele koni będą zachwyceni obserwowaniem życia dzieci, które nieodłącznie związane jest z tymi zwierzętami. Seria przenosi dzieci w piękny świat życia na ranczu.
IMDb – 6,9
Tytuł oryginalny: StarBeamDługość odcinka: 13 min
Jeśli Wasze dzieci lubią opowieści o superbohaterach, a „Batman” to jeszcze niekoniecznie film dla nich, pokażcie im „Super Gwiazdkę”! Gdy pojawiają się złoczyńcy, CZAS ZABŁYSNĄĆ – jak mawia Super Gwiazdka, przemieniając się w superbohaterkę. To bajeczka dla młodszych dzieci. Złoczyńcy są tu raczej w klimacie Paskudka z „Troskliwych Misiów”, niż prawdziwych łotrów. Często wcale ich nie ma, ale jest problem do rozwiązania, jak złapanie kóz-uciekinierek. Zabawnie, dynamicznie i wciągająco.
Tytuł oryginalny: Storybots Laugh Learn Sing
Bajka edukacyjna, która przemyca dzieciom sporo wiedzy. Bajka jest bardzo ciekawa, bo zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Już we wtorek 16.11 premierę będzie miała nowa seria, w której Mądroboty zachęcają do poznawania muzycznego alfabetu. Dzieciaki uczą się, nie będąc nawet tego świadome!
A tu łapcie świeżutkie inspirację na Prezent dla niej i dla niego pod choinkę 2024!
A jak szukacie tysięcy godzin filmów za 49 zł rocznie to może zobaczcie jakie super seriale i filmy można obejrzeć na Amazon Prime Video
Nasza lista – najlepsze bajki na Netflix:
Dla całej rodziny filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne tu Filmy dla dzieci
Tu łapcie polecajki na najlepsze seriale Apple TV+
Tu macie fajne, miłe i edukacyjne – Najlepsze bajki MAX
Tu macie wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem
A tu z kolei najlepsze seriale Netflix, tu Disney seriale a tu zapraszam też na zestawienie Najlepsze seriale MAX
Koniecznie dajcie znać, jakie Wy odkryłyście/liście fajne seriale, bajki i programy dla dzieci na Netflix. Wszak przed nami długie, jesienno-zimowe dni. Podzielcie się!
Tu macie dla trochę starszych nasze ulubione Seriale dla dzieci na Netflixie
A na deser chcę Wam polecić jeden ŚWIETNY kanał na you tubie, czyli joga dla dzieci po angielsku. Włączcie raz i poćwiczcie z dziećmi. Odcinki są naprawdę wartościowe i do tego można ćwiczyć język angielski.
Cosmic Kids Yoga
I na sam już koniec przepiękna animacja po polsku „Chłopiec i pingwin”
Tu łapcie wpis Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny
Dziś przygotowałam wpis z inspiracjami prezentowymi dla maluchów. Na rynku jest teraz mnóstwo zabawek, więc chciałam Wam pokazać nasze najciekawsze pomysły.
Na tablicach z inspiracjami znajdziecie propozycje dla najmłodszych. A na zdjęciach inspiracje prezentowe dla 2-3 latków.
Lotnisko Sevi
TUTAJ
Bardzo fajny zestaw do budowania lotniska z pianki. Można go później złożyć do pudełka i wyjąć ponownie. Elementy samolotów też są ruchome, więc jednego złożyłam i schowałam do torebki. Noszę go w razie „w”, kiedy miałabym czymś zająć Juniora. Taka niepozorna zabawka, a odkąd ją mamy to cały czas się nią bawią.
Nie wiem czy wiecie, ale ta gra jest już kultowa! I nie wiem dlaczego dopiero teraz ją mamy. Jeżeli dopiero zaczynacie przygody z grami to ta jest idealna. Uczy zasad, współpracy, a do tego zapewnia dreszczyk emocji. Jeżeli macie chęć możecie wplatać elementy edukacyjne takie jak kolory (a nawet kolory po angielsku), liczenie, nazywanie owoców.
Gra jest genialna też pod jednym względem – nikt nie wygrywa i nikt nie przygrywa. Albo wszystkim uda się ubiec kruka, albo nie. Ale szczerze Wam powiem, że nigdy jeszcze nie przegraliśmy. A śmiechu zawsze jest co nie miara. Super też się sprawdzi do grania z rodzeństwem starszym lub młodszym. Elementy gry są duże, więc nie ma obawy, że ktoś np. włoży kostkę do buzi.
Zestaw torów mamy w domu dość ubogi, więc szukamy ciekawych zestawów uzupełniających. Ten jest świetny – jest zjazd z górki, dużo dodatków, jak np. lotnisko, znaki i ludziki. Całość zamyka się w pudełku, którego nakrywką jest element z górami. Naprawdę fajny zestaw na prezent.
Proste kulodromy to bardzo ciekawe zabawki dla 2- latków. My mamy jeden w domu, ale dość trudny i Julek sobie z nim nie radzi. Ten jest bardzo interesujące, bo ma elementy muzyczne – sama kulka jest duża, więc zupełnie bezpieczna, a do tego ma metalowy element, który „gra” jak spotyka metalowy instrument na kulodromie.
Świetny pomysł, który dodatkowo sprawia, że zabawka jest bardzo atrakcyjna. Myślę, że może być nawet od roku, jeżeli to my będziemy go układać.
Kultowa zabawka, którą można spotkać w wielu przedszkolach. Ta jednak jest trochę inna, bo trudniejsza. Jak widać misie nie są takich samych kształtów, więc trzeba pomyśleć i dobrze poszukać, który będzie pasował. Dodatkowo na koniec możemy poprosić dziecko o opowiedzenie.
Oj długo szukałam czegoś niedużego, co spełniałoby wymogi małego miłośnika straży pożarnej. To fajne auto w dobrej cenie. Wóz ma: napęd, sygnał i delikatne światło, otwierane drzwi, wysuwaną drabinę i podnoszoną drabinkę. Odkąd Jul go ma to się właściwie z nim nie rozstaje.
Świetna zabawka, którą można bawić się na wiele sposobów. Możecie dowolnie ułożyć puzzle, na których kładziecie koła zębate, jeżeli pokręcicie korbką wszystkie zaczynają się kręcić. To takie niestandardowe klocki dla dzieci.
Długo szukałam maskotki dinozaurowej dla Juniora. Ale znalazłam właśnie tą i jest świetna. Nie dość, że jest też pacynką na rękę to można się nią bawić na różne sposoby. Dla Jula jest przytulanką, ale też bawi się nią np. tak, że podaję różne drewniane owoce do zjadania. Do tego maskotka jest piękna i miękka. TUTAJ znajdziecie też inne pacynki na rękę.
Pierwszy raz widzę tak szczegółowo wykonaną maskotkę dla dzieci. Widać dokładnie każdy szczegół, a do tego ma elementy sensoryczne (wyginane nóżki, szeleszczące elementy, błyszczące skrzydełka). Dzieci często ją biorą do swoich zabaw, a tak szczerze to zamówiłam ją po to aby oswoić lęk przed owadami.
Zestaw garnków i akcesoriów w dobrej cenie. Poprzedni z Moulin roty tak nam się powyginał, że już nie nadawał się do użytku, ale służył nam ponad 4 lat. Ten jest bardzo solidny i zniesie nawet „gotowanie” kamieni na podwórku.
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka
Prezenty na święta dla dzieci 2021
Bardzo powoli zaczyna mi się udzielać świąteczny klimat. Jestem dopiero na etapie planowania i kiedy kilka dni temu spisywałam wszystko w moim notatniku, uznałam, że to ciekawy pomysł na wpis. Może i Was zainspiruje do takich przygotowań.
Poniżej nasz lista, która jest trochę na wyrost, bo wolę mieć wszystko spisane niż później szukać. Zdaję sobie też sprawę, że nie wszystko się uda tak jak zaplanowałam, ale jestem dobrej myśli.
Poniżej nie znajdziecie też stricte religijnych przygotowań, bo te są zupełnie indywidualne i nie czuję potrzeby żeby o nich tutaj pisać.
No to startujemy.
Jest obłędny. Pieczenie zaczynamy dzisiaj, bo ciasto będzie dojrzewać. Ten piernik robi moja mama i ja już od dziś zaczynam czuć jego zapach. Jest pyszny, wilgotny, korzenny i dzieci go uwielbiają.
Tak sobie myślę, że to będzie taka nasza tradycja – 16.11 zaczynamy robić piernik i pomalutku myśleć o przygotowaniach. W TYM linku znajdziecie szczegółowy przepis. Jest on łatwy, tylko piernik potrzebuje czasu, więc dlatego robi się go teraz.
z dekoracjami świątecznymi Flora Point i przy okazji kupić żywą choinkę. Mam taką tradycję, że co roku kupuję dzieciom po jednej wybranej przez nich bombce. Kiedy będą dorośli i będą się wyprowadzać to zapakuję im te bombki żeby mogli przyozdobić swoje choinki. A do tego wspominać święta w domu.
Pamiętacie naszą relację z tamtego roku? To magiczne miejsce, gdzie czuje się klimat Świąt. Ciekawa jestem, jakie w tym roku przygotowano dekoracje i atrakcje (w tamtym roku była nawet kolejka dla dzieci).
Lila już takie je kojarzy z naszymi świętami, że w tym roku również będą. Przepis znajdziecie tu: Pierniczki świąteczne. Nie trzeba ich robić wcześniej żeby zmiękły. My robimy zawsze dużo, bo po pierwsze znikają bardzo szybko, a po drugie wieszamy je też na choince.
Zrobimy też z piankami
Możliwe, że wybierzemy się na koncert do Teatru Rampa lub/i na przedstawienie „Gwiazdka” do Teatru Guliwer
Kiedy jesteś nieszczęśliwy, to święta nie tyle nie cieszą, co wręcz wprowadzają w jeszcze bardziej beznadziejny stan. W tamtym roku zrobiłam akcję pomocy Domu Samotnej Matki (pisałam o tym tu: Mamusiu dlaczego płaczesz), a w tym jeszcze myślę, co to będzie.
Mamy teraz fazę na zabawę w pocztę, więc dlaczego by nie zrobić tego naprawdę. Mam fajny pakiet kartek do kolorowania i wysyłania TUTAJ.
Nie lubię takich choinek, gdzie wszystko jest jak od linijki i w takim samym kolorze. U nas wiszą też brokatowe bombki zrobione przez Lilę, łańcuchy z bibuły itd. Na pewno też zrobimy te bombki (Sensoryczna zabawka). Będziemy tez robić wzory na pomarańczach z goździków – przepięknie wtedy pachnie w domu.
spotykamy się we 4, robimy sobie drobne upominki i pijemy grzane wino.
Obszerny wpis z książkami znajdziecie tu: Książki o świętach. A w tym roku od 1.12 będziemy czytać nowość z wyd. Zakamarki. Na każdy dzień od 1.12 do 24.12 jest jedno krótkie opowiadanie.
„Rutka chciałaby dostać pod choinkę przyjaciela. Pytanie tylko, czy Mikołaj spełnia takie prośby? Rutka ma wątpliwości. Jednak pewnego dnia ni stąd, ni zowąd w domu Rutki ktoś się pojawia. Ktoś, kto na obiad najchętniej wcina gwoździe. Ktoś, kto potrafi być niewidzialny. Ktoś, kto się zgubił i tęskni do domu.”
dzieci bardzo lubią Muzalinki, a ja Michaela Buble 😉
marzy mi się odwiedzić któryś. Tutaj znajdziecie listę polskich jarmarków, a dziś zobaczyłam, co oferuje Wilno i bardzo mi się spodobał ten pomysł KLIK
Koniecznie też napiszcie mi swoje plany – uwielbiam czytać Wasz propozycje.
Dziś pokażę nasze ulubione książki, które czytamy od dłuższego czasu. Jak zwykle mam dla Was same perełki wydawnicze.
Zapytacie pewnie też o dzwonki z tytułowego zdjęcia. To dzwonki Matmax dostępne TUTAJ
Lucy Cousins
Wydawnictwo Dwie siostry
Według mnie jest to świetna książka z wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi dla maluchów (nawet od 6 – 7 m.ż). Ilustracje mają gruby kontur, są na białym tle i są bardzo atrakcyjne. W książce są ruchome ilustracje, które maluch może oberwać, ale jeżeli czytamy razem z dzieckiem to jest to bezpieczne.
Książka jest piękna, ma dużo „przesuwanek” i „otwieranek”. Można ją wykorzystywać na mnóstwo sposobów np. pukać do drzwiczek, prosić żeby dziecko pokazało oko u zwierzęcie. Ta książka ma ogromny potencjał do wspierania rozwoju mowy.
Świetny pomysł na dodatek do prezentu urodzinowego dla roczniaka, dwulatka, a nawet trzylatka.
Jak dobrze, że wydawnictwo zdecydowało się wydać te kartonówki. Są świetne i nadają się idealnie dla maluchów. Mój 2,5 latek sam je przegląda i sobie opowiada.
W tej książce znajdziecie wyrażenia dźwiękonaśladowcze, które są idealne dla małych dzieci. Opowiada o całym dniu cały dniu Elmera. Ciekawa, kolorowa spodoba się nawet najmniejszym dzieciom.
Kto jak kto, ale kolorowy Elmer może uczyć dzieci kolorów. Bardzo fajna książka do nauki i utrwalania kolorów.
Nasza ulubiona z tej serii, przedstawia zjawiska pogodowe. Julek uwielbia wyszukiwać zwierzątka w kształcie chmur. Tę zabawę przeniósł też do świata realnego i wyszukuje kształtów na niebie. Ważna jest też strona o burzy, której dzieci często się boją, a Elmer ją lubi.
Polskie Wydawnictwo Muzyczne
„Na serię Uwerturki składają się trzy bajki dla najmłodszych (+2 latka, choć i młodszym dzieciom z pewnością sprawią wiele radości): 1. Muzyka z patyka, czyli skąd się biorą dźwięki?, 2. Koło, trójkąt i pięć linii, czyli jaki kształt ma muzyka, 3. Czarno na białym, czyli jaki kolor ma muzyka?
Książki mają za zadanie wprowadzić małego czytelnika w magiczny świat muzyki, przedstawiając im podstawowe wiadomości o instrumentach – sposób wydobycia dźwięku, ich kształt i kolor. Bajki nie tylko uczą, ale także cieszą oko pięknymi ilustracjami i całą paletą barw. Wykonane na kartonie, w dużym formacie z pewnością pomogą dostrzec wiele szczegółów pięknie odwzorowanych instrumentów.”
Dostępna TUTAJ <-zobaczcie jak dobra jest to cena za tak wartościową książkę
Jeszcze nigdy nie trafiłam na ciekawe i pięknie wydane książki dla maluchów o muzyce i instrumentach muzycznych. W prosty sposób autorzy wprowadzają dzieci w świat muzyki. Książka jest pięknie wydana i ma interesujące, realistyczne ilustracje.
W tej książce dzieci znajdą informacje o instrumentach i ich kształtach.
wyd. PWM
Trzecia część uwerturek jest o kolorach. Świetne porównania i piękne ilustracje.
Krótka, wierszowana opowieść o autach. Julek lubi tę książkę od pół roku. Chociaż tekstu jest w niej niewiele to wciąż ją czytamy. Świetna i zaskakująca opowieść z dreszczykiem. Do tego niestandardowe ilustracje Janoscha.
Nie zliczę ile razy przeczytałam tę książkę Julkowi. Zapoczątkowała miłość do Pana Brumma i bardzo mnie to cieszy, bo książek z sympatycznym niedźwiedziem jest sporo. Jeżeli jeszcze go nie znacie, to dobry czas żeby nadrobić.
Co to jest za książka! Kiedy pierwszy raz czytałam ją Julkowi to się autentycznie wzruszyłam. Książa jest o emocjach i ich rozpoznawaniu. Może się wydawać, że to jest książka tylko dla dwulatków. Nie jest! Ona przyda się nawet 6-latkowi. Pozwala poznać emocje i je nazywać. Według mnie to jest pozycja obowiązkowa na dziecięcej półce. Do tego piękne misiowe ilustracje.
Pomelo to słoń, którego nie da się nie lubić. Jego filozoficzne rozważania zawsze budzą u mnie refleksje, a dzieci go uwielbiają. Książka jest piękna i bardzo wartościowa.
Dostępna TUTAJ <- ona kosztuje 9 zł! Brać i nie zastanawiać się
Ta książka to jest hit, jeżeli Wasze dzieci mają, a nawet jak nie mają problemów z wieczorną rutyną. Naprawdę jest genialna i gwarantuję, że i Waszym dzieciom się spodoba. Tekstu nie jest dużo i nawet można ją zacząć czytać rocznym dzieciom. Julek ją UWIELBIA. W książeczce z pomocą królika przechodzimy przez całą wieczorną rytunę: mycie zębów, piżama, picie, bajka itd. Ona naprawdę działa! Po jakimś czasie Julek sam ją recytował i sprawdzał, czy wszystko przed snem zrobił. Wrzucać do koszyka i tu już, naprawdę:)
Dla wszystkich domorosłych strażaków bardzo polecamy tę książkę. Ciekawe, w miarę realistyczne ilustracje i ciekawy tekst. Dzięki niej dowiecie się jak, działa straż pożarna.
Za chwilę (15.11) ukaże się kolejna cześć Zwierzaczkowa TUTAJ, tym razem będzie o zawodzie lekarza: muszę Julkowi zamówić
Znacie Elę? To bohaterka książek, które pozabawione są fikcji. Jako jedne z niewielu są zgodne z pedagogiką Montessori. My od kilku lat uwielbiamy książkę „Jabłonka Eli” KLIK, więc jak zobaczyłam kolejną książkę z przygodami małej dziewczynki to wiedziałam, że musimy ją mieć. Książka jest świetna, łagodna i ciekawa dla dziecka. Jest o marzeniu posiadania psa, które się spełnia.
Lubię nietypowe książki, a ilustracje w niej są dość specyficzne. Określiłabym je, że są z nurtu „ugly toys”, czyli niezbyt ładne, ale za to zdecydowane, mocne i do tego ciekawe. Tak jest z tą książką – ciekawe porównania w rymowanej treści.
To jest też książkowy must have, również dla rodzica. Uwrażliwia na słuchanie – bardzo często chcemy komuś pomóc przez dobre rady, ale niektórzy tego nie oczekują.
Takie książki są potrzebne, bo mają działanie terapeutyczne. Do tego pięknie zilustrowana i wnosząca dobre wartości w nasze życie.
Przepieknie napisana i zilustrowana książka – idealna do czytania przed snem.
To już wszystko na dziś!
Dzieciństwo spędzone wśród książek to jeden z najpiękniejszych darów, jakie możemy ofiarować swojemu dziecku. Wspólne czytanie daje maluchowi poczucie bliskości, rozwija wyobraźnię, przekazuje dobre wartości i uczy życia po prostu. To ogromny kapitał na przyszłość, którego nikt już dziecku nie odbierze.
Autorką dzisiejszego wpisu jest Joanna Mackiewicz, która prowadzi bardzo inspirujący profil na Instagramie: Bliskieczytanie, gdzie znajdziecie recenzje książek dla dzieci. Asia poleca też często białe kruki i to właśnie ją poprosiłam, o to żeby zdradziła swój sekret, o tym gdzie szuka perełek wydawniczych. Gust Asi jest bardzo zbliżony do mojego, więc możecie zaufać jej wyborom.
„Chłopiec i pingwin” Oliver Jeffers
„Ekspres polarny” Chris Van Allsburg;
„Fala” Suzy Lee
„Pan Kłap” cała seria Jo Lodge
„Wszystkich was kocham najbardziej” Sam McBratney
„Gdzie jest Mikołaj?” David Bedford
„Mały miodowy miś” Gillian Lobel
„Jak pracuje Święty Mikołaj?” Alan Snow
„Wirusy” Ewa i Natalia Karpińskie
„Snów kolorowych, placu budowy” Sherri Duskey Rinker
„Łódeczka” Randall de Sève
„Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” (pory roku) Sam McBratney
„Tata na miarę” Davide Cali
„Królowa Śniegu” z ilustracjami Vladyslava Yerko
„Święta Pana Misia” Karma Wilson
„Miejsce na miotle” Julia Donaldson
„Gruffalo” Julia Donaldson
Chociaż polski rynek wydawnictw dla dzieci przeżywa obecnie prawdziwy rozkwit, a jedna wspaniała premiera goni drugą, nie powinniśmy pomijać również książek starszych. Wydanych kilka, czy kilkanaście lat temu. Wiele z nich to przecież prawdziwe perełki. Doskonałe stylistycznie, z wartościowym przekazem i pięknymi ilustracjami. Same jedne, warte więcej, niż cały kosz książeczkowego fast foodu z supermarketu.
Blogerzy i prowadzący instagramowe profile z recenzjami książek dla dzieci, często pokazują starsze pozycje, których zdobycie, chociaż graniczy z cudem, to jednak bardzo kusi. Bo książka zachwyca, uczy i bawi.
Przepiękna książka popup Prezent dla Świętego Mikołaja
A na końcu są okulary 3D w kształcie domku, gdzie możemy podejrzeć Mikołaja
Jak kupić książkę, która nie jest już dostępna w regularnej sprzedaży? W dodatku taką, której oprócz nas, szuka jeszcze kilkaset innych osób?
Polowanie na dziecięce białe kruki warto rozpocząć od biblioteki. Dobrze jest sprawdzić, czy książka, na zdobycie której będziecie musieli poświęcić trochę czasu i pieniędzy, przypadnie do gustu waszemu dziecku. Może okazać się bowiem, że słynny „Gruffalo” wzbudzi w dziecku strach, a „Ekspres polarny” zwyczajnie je znudzi.
Jeśli jednak kara za przetrzymanie książeczki rośnie w zastraszającym tempie, a dziecko nie chce się z nią rozstać, trzeba zacząć szukać na poważnie.
Będąc w bibliotece, koniecznie podpytajcie pracujące tam osoby, czy w waszym mieście nie jest prowadzona aktualnie likwidacja, bądź wyprzedaż zasobów bibliotecznych. Fakt, kupiony w ten sposób egzemplarz, będzie miał w kilku miejscach przekreślone stemple biblioteczne, ale nie przeszkadzają one zupełnie w odbiorze treści.
Biblioteki bardzo często organizują też w swoich siedzibach kiermasze książek, podarowanych przez czytelników, które już znajdują się w ich zasobach. Warto zajrzeć, bo za przysłowiową złotówkę można kupić prawdziwą perełkę.
Kolejne kroki dobrze jest skierować na internetowy serwis aukcyjny Allegro. To właśnie tam swoją ofertę przedstawia znacząca większość polskich antykwariatów i wielu prywatnych sprzedających.
Szukając konkretnego tytułu, wpiszmy go po prostu w wyszukiwarkę. Jeśli dla danej frazy nie będzie ofert, serwis Allegro zaproponuje nam możliwość obserwowania tego konkretnego wyszukiwania. W tym celu należy kliknąć gwiazdkę przy haśle „obserwuj wyszukiwanie”, dzięki czemu raz dziennie będziemy otrzymywać e-maila z informacją, czy i jakie oferty z wpisaną frazą pojawiły się w ostatnich 24 godzinach.
Żeby nie ominęła nas żadna aukcja, można wpisać wyszukiwaną frazę w kilku konfiguracjach – sam tytuł; tytuł i autor; tytuł i autor ilustracji (dość często zdarza się, że sprzedający wpisują w tytule aukcji, autora ilustracji zamiast autora tekstu).
Obserwowanie wyszukiwania możemy zawęzić do konkretnej kategorii, ale wówczas trzeba liczyć się z tym, że oferty, chociażby omyłkowo przypisane do innej kategorii, nie będą wyświetlą się nam w codziennym powiadomieniu.
Warto też, przy okazji pracy na komputerze, otworzyć w drugiej zakładce stronę serwisu, zawęzić filtry wyszukiwania do kategorii książeczek dla dzieci (ewentualnie doprecyzować „używane”, „rok wydania od… do…”) i ustawić sortowanie ofert według czasu dodania na najnowsze.
Jeśli dopisze nam szczęście, to właśnie nam wpadnie w oko, dodana dosłownie przed chwilą, oferta z upragnioną książką. Ta metoda sprawdza się zwłaszcza, gdy pula książek, na które polujemy jest dość duża. Wystarczy od czasu do czasu odświeżyć stronę i zobaczyć, co nowego dodano.
Koniecznie też zaglądajcie do ofert, które mają tylko ogólnikowy tytuł np. „Zestaw 30 książeczek dla dzieci” albo „Duża paczka z książeczkami”. Niejednokrotnie bowiem, pośród kilkudziesięciu innych, tanich kartonówek, ukrywa się ta, na której nam tak bardzo zależy.
Z doświadczenia podpowiem Wam też, że najwięcej prywatnych ofert z używanymi książeczkami pojawia się na allegro w weekendy, zaś duże antykwariaty najczęściej dodają nowe aukcje w poniedziałki i wtorki.
Serwis OLX jest drugim, największym pod względem ilości ofert, książkowym rynkiem wtórnym. Podobnie jak allegro oferuje możliwość obserwowania wyszukiwania oraz sortowania ofert według daty dodania.
Korzystając z tego serwisu, dobrze pamiętać, że książki dla dzieci bardzo często trafiają tu do kategorii „Dla dzieci”, nie zaś do „Muzyka i Edukacja – Książki – Dla dzieci”. Tu również warto zaglądać do ofert z całymi zestawami używanych książek.
Na olx nie ma opcji „kup teraz”, dlatego ważny jest czas, w którym uda nam się skontaktować ze sprzedającym. Jeśli podał on swój numer telefonu – dzwońcie od razu. Zawsze jest szansa, że wyprzedzicie w kontakcie osobę, która jedynie napisała wiadomość poprzez serwis.
I druga, niezwykle istotna sprawa. Podczas zakupów na olx koniecznie zachowajcie czujność i zdrowy rozsądek. Szczególnie dotyczy to poszukiwanych białych kruków.
Jest to portal stworzony głównie z myślą o transakcjach lokalnych z bezpośrednim odbiorem. Pamiętajcie o zasadzie ograniczonego zaufania. Jeśli ustalacie warunki sprzedaży podczas rozmowy telefonicznej i jest ona związana z przelewem, zawsze potwierdźcie to później wiadomością tekstową. Dla bezpieczeństwa obu stron transakcji.
Kolejnym, bardzo szybko rozwijającym się rynkiem sprzedaży książek są grupy, stworzone na Facebooku. I nie mam tu na myśli wyłącznie grup poświęconych bezpośrednio sprzedaży, bądź wymianie książek dla dzieci. Prawdziwe unikaty potrafią trafić się w grupach typu „Wszystko dla dzieci”, albo „Twoje miasto – sprzedam, kupię”. Dołączcie do nich i od czasu do czasu monitorujcie nowo dodane, książkowe oferty.
Szukając konkretnego tytułu, warto też opublikować na takiej grupie post z informacją, że jesteśmy zainteresowani kupnem, dodając zdjęcie okładki. Jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś się do nas sam zgłosi.
Dobrym miejscem na polowanie jest też grupa „Aktywne czytanie. Książki dla dzieci”. Należy do niej kilkanaście tysięcy osób, w tym wiele świetnie zorientowanych w tematyce dziecięcych białych kruków. Wprawdzie nie jest to grupa sprzedażowa, ale administratorka publikuje raz w tygodniu post sprzedażowy, pod którym w komentarzach pojawia się setki ofert. I całkiem często są to prawdziwe perełki.
Niby oczywista oczywistość, a wiele osób nie zachodzi do swoich lokalnych antykwariatów. Jeśli zależy ci na upolowaniu konkretnego tytułu, zostaw antykwariuszowi swój numer telefonu z prośbą o kontakt, gdyby pozycja się u nich pojawiła. Czasami się udaje.
Większość księgarni internetowych posiada funkcję powiadamiania o dostępności konkretnego tytułu. Warto z niej korzystać. Nie ma znaczenia, że nakład książki wyprzedał się pięć, czy nawet dziesięć lat temu.
Włącz powiadomienie w jak największej ilości miejsc, bo zdarza się, że gdzieś w magazynie, znajdzie się zawieruszony wcześniej egzemplarz i ta jedna, jedyna sztuka znów trafi do sprzedaży. A ty będziesz o tym wiedzieć.
Koniecznie zachodź do księgarni. Przeglądaj półki, podpytuj sprzedawców.
W starszych księgarniach książki potrafią stać zakurzone na półce nawet 10 lat. Przy kasie okazuje się, że po prostu przez przypadek nie trafiły do zwrotu. W tych młodszych też trafiają się okazje. Szczególnie zachęcam do zaglądania na regały z przeceną lub wyprzedażą. W ten sposób możecie trafić na prawdziwy skarb.
Miejsce, do którego rzadko wchodzimy z intencją kupienia książki, a w którym potrafi być ich całkiem sporo. I to często unikatowych. Wciśnięte między gry planszowe, a pluszaki, przez lata czekają na kupca. W dodatku wciąż w normalnej, regularnej cenie.
Uliczne kiermasze to prawdziwe skrzynie skarbów. Najczęściej spotyka się je w dużych miastach, ale to te nadmorskie cieszą się największą sławą. W ustawionych przy deptaku kartonach możemy znaleźć książki, o których marzymy latami. Za 3-5 zł. Warto się zatrzymać i poszperać.
Często upragniona, książkowa perełka jest bliżej niż przypuszczamy. Stoi na półce u krewnych lub znajomych, dawno zapomniana przez dziecko, które z niej wyrosło. Warto podpytać bliskich i dalszych znajomych, czy nie mają jakiś książeczek na sprzedaż. Nawet jeśli nie znajdzie się nasz wymarzony „Chłopiec i pingwin”, to może coś innego, wartego uwagi?
Pamiętajcie, że praktycznie każda książka jest do zdobycia. Potrzeba tylko czasu i cierpliwości. I wiedzy, gdzie i jak jej szukać.
Powodzenia!
Moja ostatnia zdobycz – Święty Mikołaj i Ty możesz mu pomóc – upolowałam ją w księgarni Dedalus za 17 zł – na allegro kosztuje teraz 99 zł (szok!)
Nie ukrywam, że polowanie na białe kruki dla dzieci daje niezłą satysfakcję i nie da jej się porównać do kupowania książek, które są powszechnie dostępne.
Autorką dzisiejszego wpisu jest Joanna Mackiewicz, która prowadzi bardzo inspirujący profil na Instagramie: Bliskieczytanie, gdzie znajdziecie recenzje książek dla dzieci. Koniecznie zaobserwujcie jej profil, a będziecie na bieżąco z nowościami i starszymi książkami, które warto mieć.
My już jesteśmy gotowi na zimę, tylko ona chyba nie chce przyjść. Bardzo często dostaję od Was wiadomości o kombinezony, kurtki, buty, rękawiczki… więc zebrałam wszystko razem. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis pomoże Wam podjąć decyzje.
We wpisie znajdziecie też zniżki do zaprzyjaźnionych sklepów (są na samym końcu)
Ducksday
W tamtym roku po obejrzeniu wielu modeli zdecydowałam się na zimowy kombinezon Ducksday. Używaliśmy go całą zimę i sprawował się znakomicie. Co wyróżnia te kombinezony:
Pod spód warto zakładać bluzę lub sweter z dłuższymi rękawami lub/i kupić rękawiczki Ducksday. Rękawy nie mają ściągacza, bo są przystosowane do tych szerokich rękawic.
W tamtym roku nie mieliśmy ich i jak Julek podnosił ręce do góry to się podciągały. Ale z rękawicami kombinezon jest idealny. Są długie, bardzo dobrze trzymają się dłoni i łatwo się je wkłada. Do tego mają antypoślizg, który możecie testować nawet na mokrych drabinkach.
Na zimę mamy też kurtkę, która sprawdza się znakomicie i naprawdę jestem pełna podziwu, że jest to tak przemyślany produkt, a do tego polski.
Miapka Scandic
Przyznam szczerze, że chciałam kupić Julkowi kurtkę Softshell moro KLIK, ale czekałam na ich zimowy produkt. Jestem zauroczona funkcjonalnością tej kurtki Scandic. Co ją wyróżnia:
Spodnie Ducksday mają regulację i myślę, że będą dobre też za rok. Są bardzo ciepłe i wodoodporne – mają odblaski i zamykane kieszenie.
A do tego mamy w tym roku długie rękawice Ducksday
To już nasza druga kurtka z tej firmy (a nawet jest to ten sam model). Jest genialna i spełnia prawie wszystkie oczekiwania. Jest długa, bardzo ciepła, ma plastikowy zamek (mam złe doświadczenia z metalowymi). Bardzo dobrze się pierze. A w poprzedniej Lila chodziła przez dwa lata! Jedyny minus to brak ściągacza w rękawie, ale rękawice Ducksday sobie z tym poradzą.
Lubię mieć rzeczy na kilka lat, które bardzo mi się podobają i są dobrej jakości. W tym roku kupiłam płaszcz Ralph Lauren – ma wszystko, to czego szukałam, więc pewnie będę w nim chodzić przez następne 5 lat. Wypełniony jest piórami, ma ściągacz w pasie i na dole – będzie pasował do różnych stylizacji, ma odpinany kaptur i sporo kieszeni. Do tego nie jest za długi i bardzo wygodny. Dla mnie ideał.
Ja od lat jestem wierna butom Emu i niezmiennie je uwielbiam. Tutaj mam model Oxley, ale mam też klasyczne Micro z ubiegłych lat. Są bardzo ciepłe i stylowe.
Dzieci też w tym roku mają Emu, u nas super się sprawdzają od lat – są ciepłe i miękkie. Idealnie się nadają na mróz.
Julek ma rekiny TUTAJ
A Lila ma Kangury TUTAJ
Chcę Wam też pokazać nowość, czyli Aspen z Bobux z wełną merino – są sporo krótsze, ale ciepłe i wodoodporne. Mają w środku membranę woododporną i całe (nawet wkładka) są ocieplone wełną merino. Można je zakładać na dwa sposoby w zależności od umiejętności dziecka: albo na rzepy albo na zamek.
Czapki i szaliki dzieci są z Pan pantaloni – w tamtym roku też mieliśmy i nosiły się idealnie. Ciepłe, ale nie bardzo grube. Hitem jest szalik w kształcie golfiku.
Lila nosi też do sukienek ocieplacze z wełny merino
Moja czapka jest z Filippa K 100 % kaszmir z ubiegłego roku upolowana nowa w second handzie (tak wiem, miałam farta;)
Na mróz i śnieg mamy Ducksday, a na cieplejsze dni i bez mokrych zabaw mamy z COS, upolowane na allegro z kaszmiru i skóry (para po 35 zł)
Na instatsories pokazywałam Wam moje poszukiwania rękawiczek i z najfajniejszym składem znalazłam
Rękawiczki Celavi TUTAJ
Oraz rękawiczki REIMA TUTAJ
Ja odkąd kupiłam, to prawie non stop chodzę w golfie z kaszmiru, bo bardzo nie lubię wełny. (niektóre kolory są obecnie w promocji).
A Julek ma 2 swetry z merino z Pan Pantaloni – jeden z ubiegłego roku, a drugi z tej kolekcji
No i ukochane Pantalonki na ciepłej podszewce – można je nosić zimą bez rajstop – są świetne.
Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na zimę, żeby móc z tego wszystkiego korzystać. Julek chociaż już teraz chodzi w kurtce Miapka, bo ona bardzo dobrze odprowadza ciepło i założona tylko na bluzkę spełnia swoją funkcję.
Do sklepu bobuxpolska.pl na wszystkie buty -20 % ważny do 8.11 kod: NEBULE
Do sklepu matiandmaks.pl na produkty Ducksday -10 % kod: nebuleducksday
Do sklepu miapka.pl 15% na wszystko oprócz outletu . Kod NEBULE do 18.11
Do panpantaloni.com 15% na wszystko przez tydzień kod nebule18
„Ja siam”, „Siama” – codziennie słyszymy te słowa z ust dzieci. Jednak często nie traktujemy ich poważnie. Dlaczego? Boimy się bałaganu, spóźnienia, czy też niezbyt dokładnego wykonania tej czynności przez dziecko? Zapewne jest wiele powodów, a ja dziś postaram się Was przekonać, dlaczego warto przestać się tym przejmować i pozwolić dzieciom uczyć się świata.
Partnerem dzisiejszego wpisu jest marka Baby Dove, która wspiera mamy w ich codziennych wyzwaniach.
Oczywiście zdecydowanie łatwiej jest nam ubierać dzieci, myć im ręce, zakładać buty i czapki. Zajmie to nam mniej czasu, a przy okazji nie zachlapiemy całej podłogi w łazience. Jednak przyjdzie taki czas prędzej czy później, że zaczniemy od dzieci wymagać tego, żeby same się obsługiwały. Tylko, że wtedy jest już odrobinę za późno. Minie ten okres wrażliwy i niestety nie będzie to dla dzieci ani atrakcyjne, ani też rozwijające. Będzie za to nudne, a my z tego powodu będziemy się denerwować.
Pomóż mi to zrobić samodzielnie – Maria Montessori
Pomóż mi to zrobić samodzielnie –
Gdybym mogła wybrać jeden cytat, który odzwierciedla moje macierzyństwo to byłoby właśnie to.
Nie da się być ciągle zależnym od drugiej osoby i uczyć nowych rzeczy. Jest to podstawowa potrzeba małego człowieka.
Przede wszystkim buduje poczucie własnej wartości. Naprawdę w życiu jest tak niewiele czynności, których efekt widać od razu. Tak jest właśnie z samodzielnym ubieraniem się. Nawet to, że dziecko ściągnęło jedną skarpetę może być dla niego budujące. To właśnie wtedy uczy się, że ma moc sprawczą.
Jest panem swojego ciała. Uczy się, że to co robię jest ważne i widzę efekt mojej pracy.
Dzieci poznają świat przez zmysły i to właśnie one pozwalają mu na budowanie swojej świadomości. Jest taki cytat, który jest niezwykle inspirujący:
„Czego nie ma w zmysłach, nie ma też w umyśle” Maria Montessori
„Czego nie ma w zmysłach, nie ma też w umyśle”
Codziennie, w każdej czynności staram się dostrzegać coś, co może moje małe dziecko SAMO zrobić. Czasem jest to wyrzucenie czegoś do kosza albo otworzenie. Te małe czynności, które moglibyśmy wykonać szybciej i sprawniej sami to DOSKONAŁA lekcja dla dzieci.
Myślę, że wielu rodziców robi to za dzieci tylko dlatego, że nie zdaje sobie z tego sprawy. Czasem się z tego śmieje, że utrudniam moim dzieciom życie, tylko dlatego żeby później miały łatwiej. Wymagam od nich wieszania, rozcinania, zdejmowania itd. Mogłabym to zrobić sama, ale po co.
Spójrzcie na nie i pomyślcie, co może zrobić samo. To jest o wiele bardziej cenne niż zabawka, czy nawet książka. Taka samodzielna praca jest doskonałym ćwiczeniem dla zmysłów.
Jeżeli rano nie macie czasu na pozwolenie swojemu dziecku na samodzielne mycie, ubieranie itd. to poświęćcie na to czas o innej porze dnia. Fajnym pomysłem jest ustawienie kosza do zabawy w przedpokoju. Odkąd pamiętam moje dzieci bawiły się czapkami, szalikami, a nawet butami. Ćwiczyły najpierw zdejmowanie (jest zdecydowanie łatwiejsze), a później zakładanie. Możecie dać im większe czapki, takie łatwiej jest założyć.
Warto też wykorzystać czynności pielęgnacyjne do nauki samodzielności. Takie z pozoru zwykłe mycie rąk jest doskonałą lekcją, której nie zapewni im żadna zabawka.Myślenie przyczynowo-skutkowe, nauka na błędach, obserwacja, obustronna koordynacja, do tego stymulacja zmysłowa – to nie jest opis super drewnianej zabawki za kilkaset złotych. To opis mycia rąk.
Nie używamy mydła w płynie z kilku względów. Po pierwsze małemu dziecku jest ciężko wycisnąć, a po drugie zdecydowanie wolimy kostki myjące (nazywane też syndetami) od mydła. Czym się różnią?
Kostka myjąca Baby Dove nie jest mydłem, nie zawiera mydła. Ma kwaśne PH i odpowiada naszej skórze, która ma PH w granicach 4,5- 5,5. Do tego wzbogacona jest o 1/4 kremu nawilżającego, który nawilża skórę i zapobiega wysuszeniu. Zawsze w sezonie zimowym miałam suche dłonie od częstego mycia rąk ( którego bardzo pilnuję u siebie i dzieci) i one się skończyły, kiedy używamy tej kostki myjącej. Jest ogólnie dostępna w sieci sklepów Rossmann i kosztuje 3,99 zł.
A już nie wspomnę, że trzymanie kostki w rękach i jej obracanie w mokrych rękach jest lepszą zabawą i do tego wydłużającą mycie niż używanie mydła w płynie.
Zdaję sobie sprawę, że pozwolenie na samodzielne mycie rąk może się skończyć mokrą podłogą, zachlapanym lustrem, mokrym ubraniem, ale to jest tego warte. Dziecko widzi swoje błędy i następnym razem postara się je skorygować. Oczywiście za pierwszym (pierwszymi kilkoma razami) warto jest być w łazience i pokazać dziecku, jak to zrobić żeby było jak najmniej „strat”. Ja jeszcze nie wymyśliłam, co mogę zrobić żeby Jul nie odkręcał wody „na full”. Ale staram się tym nie stresować.
Tak samo jest z ubieraniem – to doskonała zabawa, w czasie której dzieci uczą się koordynacji, równowagi. Obszerny wpis o ubieraniu się i naszych sposobach przeczytacie TUTAJ. A ja Was zachęcam do wyluzowania i spojrzenia na wszystkie próby samodzielności dzieci, jako lekcji, z której nauczą się więcej niż z książki.
Kolorowanka wodna jest najciekawszą książką aktywizującą. Od 1,5 roku nie ma tygodnia, w którym moje dzieci nie malowałyby wodą. Przerobiliśmy bardzo dużo różnych książek i dziś chciałabym Wam je pokazać.
Nadal nie doszłam do tego, jak to jest zrobione, że dzięki samej wodzie dziecko może kolorować, ale uważam, że jest to genialny wynalazek i polecam ją każdemu dziecku.
A ja chcę Wam pokazać jeszcze inne możliwości, które wspomagają motorykę małą i koordynację ręka – oko. Myślę, że możne je zaproponować dzieciom, które już mają kolorowanki wodne i malowanie pisakami, czy pędzelkami już je znużyło.
Do tych zabaw rozkładam ręcznik na stole
Pipeta i naczynie z wodą obok
Wacik kosmetyczny i naczynie z wodą
Patyczek kosmetyczny i naczynie z wodą
Pomoponik i spinacz
Jak widzicie jest mnóstwo możliwości, a teraz przechodzimy do kolorowanek wodnych. Zacznę od tych dla najmłodszych, a skończę na propozycjach dla starszych dzieci
Kupiłam ją TUTAJ – nie bójcie się tam zamawiać – wysyłka jest za darmo tylko czeka się na zamówienie około 2 tygodni. Kosztowała 35 zł.
Tak bardzo żałuję, że dopiero teraz ją kupiłam – jest absolutnie genialna, bo mogłaby być w użyciu od około 3 miesiąca życia. Dla takiego malucha niezwykle interesujące byłyby już same czarno – białe wzory. Książeczka ma miękkie, wypełnione pianką strony.
Tak naprawdę to jest książka do kąpieli – po zanurzeniu, ilustracje od razu nabierają barw. Kolory są bardzo intensywne. Ilustracje w niej są przepiękne. Po wyschnięciu znów można jej używać. Używamy jej na mnóstwo sposobów – wszystkie zdjęcia wyżej są właśnie z nią. Julek kładzie ją też na dnie wanny, staje ze spryskiwaczem i celuje.
Dostępna jest TUTAJ i kosztuje 15 zł, a jest rewelacyjna
są jeszcze takie wersje:
Zwierzęta z podwórka KLIK
Psotne kotki KLIK
Wesołe święta KLIK
Pamiętajcie tylko jedną rzecz – mazak odkręca się w drugą stronę;)
Kosztowała 10 zł i jest chyba najsłabszej jakości, porównując do pozostałych. Już po jednym użyciu karton się lekko ściera. Ale jeżeli potrzebujecie czegoś na szybko, to polecam sprawdzić.
Najtaniej możecie je kupić:
Pojazdy TUTAJ
Makijaże TUTAJ
Tą czerwoną mamy 18 miesięcy – była kolorowana ze 100 razy i dopiero teraz trochę trudniej łapie kolor. Uważam, że jest świetna i to od niej zaczęła się miłość do kolorowanek wodnych. Jest nieduża, można ją zabrać w podróż i ma wiele ciekawych elementów do wyszukania.
Kolorowanka wodna z postaciami z bajek. Kosztuje około 5 zł
Jest wiele różnych: z Maszą, ze Smerfami, Z Tomkiem
Nie ma do niej pędzelka lub pisaka, trzeba je przygotować.
Kolory może nie są bardzo nasycone, ale na początek jest bardzo fajna. Ja zamawiam zawsze kilka i zabieram w różne miejsca, albo na drobny upominek dla innego dziecka.
Dostępna jest też TUTAJ
To już któraś z kolei, którą mamy. Zamawiam je TUTAJ (wysyłka jest za darmo). Jest wiele różnych rodzajów i robią ogromne wrażenie. Są jednokrotnego użytku, ale powstałe obrazki są tak piękne, że wieszamy na ścianach. Kolor jest bardzo mocny, a w zestawie mamy pędzelek. Kolorowanki mają przepiękne ilustracje i jeszcze nie znalazłam podobnych.
Dostępna jest TUTAJ (akurat jest w promocji) i wiem, że bardzo trudno ją dostać, więc naprawdę warto kupić.
To nowość, która jest w naszym domu od kilku dni i jest non stop w użyciu. Kolorowanka jest wielokrotnego użytku, a dołączona jest do niej lupa. Dziecko wykonuje różne zadania: labirynty, „znajdź różnicę”, a póżniej za pomocą lupy odnajdujemy ukryte elementy, których nie widać bez niej. Świetna zabawa i do tego nauka. Jeżeli nie macie pomysłu na prezent dla dzieci na urodziny lub na Mikołajki to warto ją kupić – jest wyjątkowa.
Kolorowanka wodna to świetna alternatywa dla farb, ale też dla zwykłych kolorowanek. Jeżeli jeszcze takich nie macie, to warto kupić.
Chyba każdy rodzic to zna, a ja przynajmniej bardzo dobrze. Mam nawet taką listę książek, które jak widzę to mam ochotę uciekać. Jak można czytać non stop Pucia, Kicię Kocię, Ulicę Czereśniową? Na hasło „Jeszcze raz” mam ochotę wrzucić książkę za szafę. Jak się okazuje powinniśmy zacisnąć zęby i robić to dalej, bo… od czytania wciąż tych samych książek mózg dzieci rozwija się szybciej.
Kiedy wieczorem Wasze dziecko wybiera swoją ulubioną książkę, które pewnie możecie poznać po tym, że:
a) jest najbardziej zużyta i ma wymiętolone strony
b) ma ślady po zębach, rozlanej wodzie lub innych płynach
c) na widok, której przewracacie oczami
d) wszystkie powyższe
Jak pokazują badania naukowe (KLIK) czytanie tych samych książek w kółko bardzo rozwija słownictwo. Chociaż nam się wydaje, że to wciąż te same wyrazy i czytanie tego po raz kolejny jest stratą czasu.
Dlaczego tak się dzieje?
Inaczej uzna daną informację ze bezużyteczną i ją zapomni. Powtarzanie powoduje, że mózg myśli „To jest ważne, że Pucio mówi o tym, że mam się pospieszyć, bo Pani w przedszkolu czeka”. Zapamiętuje i dzięki temu, że to powtarzamy je nawet kilkanaście razy lepiej je zapamięta.
Nie wiem, czy kojarzycie metodę globalnego czytania Glena Domana? Polega ona na tym, że nie uczymy dziecka liter, tylko ono odczytuje słowo jako obraz. Kojarzy daną zbitkę liter ze znaczeniem, które my czytamy dziecku.
Po kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu powtórzeniach dziecko, które nie zna liter wie, że tam gdzie jest napisane „kot” to ma przeczytać „kot”. Tak właśnie dzieje się przy wielokrotnym czytaniu tej samej książki. Warunkiem jest takie czytanie, aby dziecko dobrze widziało litery, a my możemy nawet śledzić je palcem.
Dlatego warto kupować dzieciom wartościowe książki, a nuż im się spodoba lektura o sprzątaniu, zmywaniu, myciu zębów i ścieleniu łóżka. To jest tak samo jakbyśmy my uczestniczyli w inspirującym szkoleniu. Słuchamy, powtarzamy, a po powrocie mamy ogromną chęć zrobienia tego w domu.
Dzięki wielokrotnemu czytaniu tego samego tekstu możemy bardziej dokładnie dostrzegać szczegóły, których nie widzieliśmy za pierwszym razem. Mnie zawsze zadziwiają dzieci, które potrafią dostrzec tak zupełnie niewidoczny (na pierwszy rzut oka) element w książce.
Jest jak ten kocyk, który możemy przytulić, gdy nam źle. Mózg bardzo szybko zapamiętuje miłe chwile, a te złe wymazuje. Jeżeli czytaniu towarzyszy atmosfera pełna miłości, zrozumienia to dziecko chce ją powtarzać wielokrotnie, bo jego mózg potrzebuje miłości do prawidłowego rozwoju.
Znacie to – czytacie i przez przepadek (lub specjalnie) zgubiliście słowo lub kilka słów z tekstu. A Wasze dziecko od razu daje Wam znać, że coś przegapiliście. Tak działa pamięć słuchowa, która jest niezbędna do późniejszej nauki.
Dzięki czytaniu tego samego tekstu dziecko też zapamiętuje ton Waszego głosu, melodię i nic dziwnego, że chce to powtarzać, bo kojarzy ją z czymś dobrym i rozwojowym.
Nasunęło mi się pytanie, dlaczego my często mamy tego dość?
Sprawa jest prosta – my już to umiemy i nasz mózg nie postrzega czytania tej samej książeczki po raz pięćdziesiąty jako atrakcyjnej – dlatego nas to nudzi. Dorośli czytają książki w innych celach i to, że po raz kolejny raz czytamy Kicię Kocię jest zwyczajnie nużące.
Zapytałam Was też na Facebooku i Instagramie o książki, które Wasze dzieci wałkują właśnie po kilkadziesiąt razy. Stwierdziłam, że fajnie jest zebrać je w listę.
Tak naprawdę nie jest ważne, jak dużo książek liczy Wasza biblioteczka. Jeżeli czytacie te same książki nawet po kilkadziesiąt razy to może mieć to większy wpływ na rozwój dziecka niż czytanie cały czas czegoś nowego. Dlatego następnym razem, jak dziecko przyniesie znów tą samą książkę to przypomnijcie sobie mój dzisiejszy wpis i pomyślcie, że czytanie dziesiąty raz Pucia sprawia, że Wasze dziecko będzie (jeszcze) mądrzejsze
Krzesełko do karmienia to nazwa mebla, która moim zdaniem powinna być zmieniona. Kojarzy mi się z karmieniem dzieci i na podstawie tej funkcji tak je nazywamy. Bo kiedy myślimy o tym, jaki model wybrać (szczególnie na początku życia dziecka) to właśnie tym się kierujemy i trochę nas to zapędza w pułapkę. Ja zdecydowanie wolę nazwę: krzesło rosnące z dzieckiem, które niekoniecznie służy do karmienia.
I kiedy inaczej spojrzymy na ten mebel, możemy znaleźć coś naprawdę świetnego, co będzie nam służyło przez lata.
Dziś chcę porównać 4 krzesła, których używaliśmy i często mnie pytacie, które jest lepsze.
od lewej:
Zacznę od tego, że kiedy 5,5 roku temu szukaliśmy krzesełka do karmienia, to na rynku było niewiele ciekawych modeli, dlatego po wielu radach uznaliśmy, że najpopularniejszy model Ikea Antilop to najlepszy pomysł z takich względów:
I to by było na tyle. Nie widziałam żadnych wad tego krzesła, tylko same zalety. Jednak podczas użytkowania wyszło sporo minusów, których wtedy nie widziałam. Dziś Wam o nich napiszę:
Nasza córka odmówiła siedzenia w tym krześle około 18 miesiąca życia. A ja z przyjemnością wrzuciłam je do komórki. Od tamtej pory jadła przy stole stojąc na kolanach. Widać, że było jej niewygodnie, bo po natychmiastowym jedzeniu od razu odchodziła od stołu. Nie siedziała na nim też jak coś chciała zrobić w kuchni.
Aż w końcu miałam dość i zdecydowałam się na flagowy produkt Stokke, czyli Tripp trapp. To było coś niesamowitego, bo różnica była ogromna. Zacznę od plusów, które spowodowały, że w końcu mogliśmy siedzieć przy stole dłużej niż 10 minut, a córka zaczęła też rysować przy dużym stole
Krzesełko do karmienia Stokke Tripp trapp najtaniej kupicie TUTAJ
Właśnie dlatego kiedy urodził się Jul zdecywoałam, że spróbujemy krzesła innej marki, która być może okaże się lepsza. Wybór padł na holenderskiego producenta. Jest ono tańsze od Stokke i ma kilka świetnych udogodnień. Przedstawiam:
Kidsmill Grow up kupicie TUTAJ
Tak wyglądają razem przy stole:
obydwa wchodzą pod stół
Dla porównania Antilop, którego nie używamy, ale wyciągnęłam go do zdjęć
Jak widać, nie wchodzi pod nasz stół i mocno wystaje.
Ostatnie krzesło to Nomi by Evomove, nasz ostatni wybór do biurka. Co ciekawe, zaprojektował je Peter Osvik, który jest autorem projektu Tripp Trappa. Ma ciekawy design i świetnie wygląda w nowoczesnych wnętrzach. Poprzednie modele, które pokazałam są raczej klasyczne. Nomi ma w sobie coś, co bardzo przyciąga oko.
Kupicie je np. TUTAJ
Na rynku jest szeroki wybór w kategorii krzesełko do karmienia, których niestety nie miałam okazji przetestować. Napiszę Wam modele, a może sami ich używacie i napiszecie o zaletach i ich wadach.
Sefety 1 st Timba (258 zł) więcej info TUTAJ
Hauck Beta (269 zł) więcej info TUTAJ
Babydan danchair (489 zł) (do 40 kg ) więcej info TUTAJ
Childhome Lambda (489 zł) więcej info TUTAJ
Fillikid (215 zł) więcej info TUTAJ
ABC design Hopper (Składane!) (715 zł) więcej info TUTAJ
Cybex Lemo (769 zł) więcej info TUTAJ
Geuther (769 zł) więcej info TUTAJ
Roba (289 zł) więcej info TUTAJ
A tu macie inspiracje na Pokój rodzeństwa
Na pewno też zapytacie o ubranka, w których są dzieci – to polska marka Pan Robak – zachwyciły mnie wzory i fasony. Jeżeli też chcecie poznać Pana Robaka, to mam dla Was rabat na -10 % ważny do końca października, na hasło nebule.
Dawno nie było u nas żądnego wpisu z zabawkami, a to dlatego, że całą wiosnę i lato spędziliśmy na podwórku. Teraz zaczyna się robić chłodniej, więc mamy kilka nowości zabawkowych. Dziś chciałabym się skupić na zabawkach sensorycznych, czyli takich, które pobudzają zmysły.
Najbardziej intensywnie poznają świat zmysłami małe dzieci, więc odwiedziłam moją przyjaciółkę i jej malutką córeczkę żeby pokazać Wam nowości.
Bardzo lubię powiedzenie Marii Montessori:„Czego nie ma w zmysłach, tego nie ma w umyśle”
Bardzo lubię powiedzenie Marii Montessori:
„Czego nie ma w zmysłach, tego nie ma w umyśle”
Zgadzam się z tym stwierdzeniem i od małego wybieram zabawki, które mądrze wspierają rozwój.
U malutkich dzieci warto skupić się na stymulowaniu jednego, maksymalnie dwóch zmysłów. Zbyt duża ilość bodźców spowoduje, że dziecko zupełnie z tej zabawki nie skorzysta. A jak już skorzysta, to nie w taki sposób jakie jest jego przeznaczenie.
Pisałam już Wam w tym wpisie (Mata edukacyjna), że nie popieram mat edukacyjnych z wbudowanym pałąkiem. Według mnie lekko ograniczają możliwości dziecka. Zdecydowanie wolę inne formy zabawy.
Zacznę też od podłoża, na którym najwięcej przebywa dziecko. Najlepiej jak jest to twarda mata. Moja przyjaciółka ma matę Skip hop TUTAJ, w formie dywanu. Jest dwustronna i doskonale się sprawdza. Mniej się przyczepia do niej kurz i szybciej się składa niż puzzle. Dzięki przebywaniu na takim twardym podłożu, dziecko ma lepsze możliwości do rozwoju.
Bardzo podobną możecie kupić TUTAJ. Do środka nalewa się wody, a dziecko próbuje dotykać różne kształty, które unoszą się w środku na wodzie.
Takie zabawki stymulują zmysł dotyku, niektóre mają szeleszczące elementy. Dzieci często wkładają je do buzi doskonalą koordynację ręka- oko.
Poniżej Myszka Sigkid TUTAJ
Takie zabawki motywują dzieci do chwytania, a przy okazji mogą łagodzić swędzące dziąsła. U nas też gryzaki Little leaf długo były w użyciu. Mają łagodne kolory i zachęcają do przekładania w rączkach. Do tego produkowane są w Polsce z przyjaznych materiałów.
Gryzaki Little leaf TUTAJ
Nic tak nie działa na dzieci jak własne odbicie. Lusterko dla dzieci z małymi sensorycznymi wypustkami to fajny pomysł na przedłużenie czasu na brzuszku. Dzieci mogą obserwować swoją mimikę w odbiciu, a przy okazji chwytać je dłońmi.
Lusterko Sigkid TUTAJ
Nie ma co ukrywać, że najlepszym kompanem do zabaw jest drugi człowiek albo własne ciało.
A wiadomo, że to jednak Twarz mamy jest najlepszą interaktywną zabawką sensoryczną:)
Cała filozofia i historia marki jest naprawdę warta przedstawienia.
Rubbabu to indyjska marka wyjątkowych, ręcznie robionych zabawek, wykonanych ze 100% naturalnej pianki kauczukowej, rekomendowanych dla dzieci od 1 roku życia. Niezwykle miękkich, z aksamitną, przyjemną w dotyku powierzchnią. Ich żywe kolory i sprężystość sprawiają, że są fantastycznymi towarzyszami do zabawy, wspierającymi rozwój sensoryczny dzieci. Produkowane są ręcznie w rodzinnej fabryce w Indiach – jedynej manufakturze zabawek w tym kraju, która przestrzega zasad fair trade i zero waste.
Wszystkie zabawki stymulują rozwój dotyku – są aksamitne i wyjątkowo przyjemne w dotyku. Niektóre z nich np. piłki mają wypustki które dodatkowo pobudzają zmysły. Są miękkie i dzięki temu nawet rzucone do dziecka nie zrobią krzywdy. Kształty są opływowe i idealnie pasują do małych rączek.
Sę rekomendowane dla dzieci od 1 roku życia, ale Julek podzielił się nimi z młodszą koleżanką. W ofercie są piłki sensoryczne TUTAJ, które mają bardzo soczyste kolory i ciekawe faktury.
Są też autka, samoloty, zwierzątka i pociągi. Kółka są miękkie i świetnie masują plecy rodzica (sprawdzone info;) TUTAJ
Wszystkie zabawki Rubbabu są barwione barwnikami spożywczymi i mają podobne kolory, może ich używać do nauki segregowania ze względu na jedną cechę.
Pokażę Wam jeszcze dwie zabawki dla starszaków, które są genialne! Szczególnie dla rodzeństwa, które rozsadza energia.
U nas służą na mnóstwo sposobów i jest to chyba najchętniej zdejmowana z półki zabawka. Dostępne TUTAJ
Oprócz tego, że rzucają do celu, to grają we „frisbee”. Rzucają do siebie i celują w rękę. Zakładają na nogi i robią wyścigi. Julek często bierze jedno koło i udaje, że jest to kierownica, albo koło, które odpadło. Możliwości jest ogrom.
Świetna zabawka na ćwiczenie koordynacji ręka – oko i zabaw z inną osobą. Kręgle są pięknie wykonane i do tego miękkie. Kula ma nawet dziurki, do których wkłada się palce. Jest to świetna zabawka, która rozwija zmysły i motorykę dużą. Myślę, że to dobry pomysł na prezent.
Dostępne są TUTAJ
Zabawki sensoryczne są fajnym pomysłem na wspieranie rozwoju przez zabawę.
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” i udostępnij go swoim znajomym – podziękują Ci.
Dzieci mają na sobie ubranka Mybasic i kacpie Soft Sole Bobux .
Plac zabaw Pomiechówek, to miejsce, które musicie odwiedzić jeszcze przed zimą. Znajdziecie tam wszystko, czego dzieci potrzebują. Jesteśmy zachwyceni tym terenem i z pewnością nie raz tam wrócimy.
O powstawaniu tego miejsca wiedziałam już od dłuższego czasu i bardzo liczyłam, że uda nam się je odwiedzić przed sezonem zimowym. Kiedy jeszcze zobaczyłam je u Kai to wiedziałam, że muszę je Wam pokazać abyście i Wy mogli się nim nacieszyć.
Możecie oczywiście autem – dziś był mały problem z parkowaniem, ale myślę, że później już tak nie będzie. A teraz najlepsze: do Pomiechówka możecie pojechać pociągiem z Warszawy Gdańskiej. My na co dzień nie korzystamy z pociągów, więc taka wyprawa byłaby świetną przygodą. Park znajduje się bardzo blisko stacji kolejowej na ulicy Nasielskiej. Zobaczycie mały drewniany plac zabaw i to zanim jest ten właściwy – plac zabaw Pomiechówek.
Miejsce jest naprawdę wspaniałe – warto nawet sobie zrobić wagary w tym tygodniu lub wczesniej wyjdźcie z pracy kiedy jest pogoda. Dziś było sporo ludzi, ale w tygodniu będzie luźniej.
Na każdym kroku czekają na nas edukacyjne wiaty z wielkimi liustracjami z książki Rok w lesie – możemy w nich się dowiedzieć różmnych rzeczy o życiu zwierząt.
Teren jest spory i przepiękny! Jesienne liście dosłownie mienią się promieniach słońca. Przechodzicie przez dwa urocze mostki i możecie się bawić.
Na początku jest miejsce, które jest przeznaczone na wodny plac zabaw.
Są też ciekawe konstrukcje do zabawy i wspinaczki.
Jest też długa tyrolka i duża drewniana karuzela.
Możecie też podziwiać modele ogromnych owadów, które zdobią plac zabaw Pomiechówek.
W lesie znajdziecie też drewniane konstrukcje do wspinaczki.
A na końcy labirynty z rur.
Pierwszy to korony drzew! To jest niesamowity pomysł. Przechodzicie jak w parku linowym, ale bez żadnych przeszkód. Myślę, że na dwulatki by przeszły.
A drugie to przyjście przy rzece – bardzo urokliwe z miejscami na piknik.
Bardzo Wam polecam wycieczkę do Pomiechówka, bo to miejsce niezwykłe. Cieszę się, że powstało i mam nadzieję, że będzie się rozwijać. A jeżeli jeszcze Wam będzie mało, to możecie zajechać na pobliską farmę dyń do Wieliszewa.
A jeżeli szukacie czegoś w okolicy Powsina to pojedźcie Farma dyń
Dzieci mają na sobie ubranka Pan Pantaloni i buty Bobux
Ja: golf Zalando essientals, spódnica Risk, buty Balagan studio