kontakt i współpraca
Nudne lekcje historii, akademie, martyrologia, smutek, powaga – tak często wygląda nauka patriotyzmu. Tak wyglądała za naszych czasów i tak to wygląda nadal, chociaż widać pierwsze oznaki zmian. A przecież bycie patriotą to radość i duma ze swojego miejsca na ziemi i ludzi, tworzących naszą wspólnotę! To nie tylko smutne i dramatyczne historie, o których trzeba oczywiście pamiętać, ale to także inspirujące postaci. To one łamiąc tabu, zasady i idąc pod prąd, zmieniały świat, wbrew wszystkiemu. Jakim cudem mogą być one nudne!
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów misji nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Post sponsorowany jest przez Fundację State of Poland. To dzięki nim ta perełka trafiła w moje ręce.
Książka, którą chcę Wam dziś polecić, to właśnie wyciągnięcie tych wielkich ludzi z patosu, chwały i ściągnięcie ich z piedestału.
Tu nazywa się ich Genialnymi Hultajami! Bo właśnie tacy byli! Nie bali się płynąć pod prąd. Spojrzenie na ich życie i ich dokonania przebiega tu w mniej pompatyczny sposób. O jakiej książce mówię?
Książkę wydała Fundacja State of Poland, która promuje polskość w nowoczesnej formule. Piękna, innowacyjna, ciekawa, inspirująca – taka jest Polska i taką ją warto pokazywać dzieciom. Będą dumne, że są Polakami! Nie smutne i przygnębione trudną historią, ale jej świadome i jednocześnie dumne z tego, do czego jako naród doszliśmy.
Książka „Jak zostać genialnym hultajem?” opowiada o wielkich postaciach historycznych, ale w niebanalny sposób. Pokazuje, że łamiąc zasady, wierzyli w swoją sprawę. Nie zawsze byli rozumiani, czasem ponosili konsekwencje swojego uporu i przekonań, ale ich osobowość i dokonania odcisnęły piętno na historii Polski, a często także i świata.
To książka dla młodzieży, w której żyłach, jak wiadomo, płynie naturalny opór przed tym, co jest im narzucane i chęć zmian. To właśnie ta siła pcha świat do przodu i myślę, że warto ją budzić i umacniać w młodych ludziach, pokazując im innych wielkich ludzi, którzy podążali za swoimi przekonaniami.
Tym, co przyciąga do lektury, jest bardzo konkretnie napisana historia każdej z przedstawianych postaci. Jak w przypadku Marii Skłodowskiej-Curie, gdzie w zaledwie kilkunastu zdaniach jest zawarta krótka historia żołnierza z frontu I wojny światowej, któremu Maria robi prześwietlenie samochodem-rentgenem. Sama ten samochód prowadziła, zdobywając prawo jazdy, co jak wiadomo, w owych czasach nie było powszechne, a raczej uważane za dziwactwo.
Do tego kilka konkretów o tym, w czym jeszcze Polka była pierwsza na świecie.
Występują tu jednak nie tylko postacie powszechnie znane, ale też te, których same/mi możecie nie znać. Dla mnie odkryciem był Henryk Arctowski, który był jednym z pierwszych, badających wpływ zmiany klimatu na życie ludzi.
A takich postaci, o których warto choćby usłyszeć, jest znacznie więcej!
Są też niespodzianki. Jedną z nich Wam zdradzę. Ciekawa jestem, czy wiecie, że Max Factor to naprawdę Maksymilan Faktorowicz? Tak, Polak! To on na potrzeby filmu stworzył kosmetyki, jaki dziś znamy i stał się ikoną przemysłu kosmetycznego.
Być może zastanawiacie się, czy książka ta przyciągnie dzieciaki. Jej formuła jest taka, że czytając książkę, czujesz się jakbyś przeglądała Internet. Jest bardzo wiele postaci, opisanych bardzo treściwie, a każda historia zawiera elementy anegdotyczne, co sprawia, że te kilkanaście zdań czyta się jednym tchem. I można scrollować dalej. Znaczy, przerzucać kolejne kartki książki😉.
Jest to zaprzeczenie czytania nudnych streszczeń biografii. Tutaj autorzy włączają czytelnika w wydarzenia i pokazują, jakie „maniany” odstawiali wielcy ludzie. No hultaje, choć genialni😊.
Wszystkie postaci zostały uszeregowane chronologicznie, zgodnie z czasami, w jakich żyły. Aż do dnia dzisiejszego. Ostatnią z nich jest, ktoś, kogo dobrze znacie. I kochacie.
Jego/jej historia się dopiero tworzy.
Ta książka jest inspiracją dla dzieci, by wiedziały, że ich geniusz tkwi w nich samych i nie bały się sięgać dalej – tam, gdzie wzrok nie sięga. Historie tych ludzi pokazują, że geniusz idzie w parze z uporem i pracą.
Możecie tą książkę podarować starszym dzieciom i młodzieży. Gwarantuję, że jest świetnym początkiem do fajnych rozmów o życiu i przyszłości, a także o historii i tym, jak kształtował się świat, zanim stał się taki, jak jest obecnie. To idealne narzędzie do inicjowania ciekawych rozmów.
„Jak zostać genialnym hultajem?” możecie kupić: TUTAJ
Listopad już przeleciał, a święta coraz bliżej. Grudniowy, intensywny czas już się zaczął. Lista świątecznych obowiązków i przyjemności czeka spisana, a ja zaczynam czuć ten klimat. Zapach pomarańczy, czerwone dodatki i dużo światełek – tak zapowiada się ten miesiąc.
Żeby zaoszczędzić Wam wielu godzin poświęconych na poszukiwania prezentów przygotowałam Wam ten wpis. W tym materiale sponsorowanym przez Amazon.pl pokażę Wam listę 10 zabawek, które wybrało jury w plebiscycie „Top 10 zabawek 2022”.
W trakcie obrad jury składające się z ekspertów w dziedzinie psychologii dziecięcej, edukacji, rodziców oraz oczywiście dzieci wybrało 10 najlepszych zabawek dostępnych na Amazon.pl.
W jury zasiedli Marcin Paks, nauczyciel i wychowawca, a jednocześnie przewodniczący jury; Joanna Koroniewska, aktorka telewizyjna i teatralna, mama dwóch córek; Tomasz Rożek, popularyzator nauki i dziennikarz popularno-naukowy; Maria Rotkiel, psycholożka i certyfikowana terapeutka CBT oraz Marta Florkiewicz-Borkowska, wychowawczyni wyróżniona tytułem Nauczyciela Roku 2017.
Przyznajcie, że kategorie są bardzo ciekawe, a sam plebiscyt inspiruje rodziców do świadomego wyboru zabawek w sezonie świątecznym. Znajdziecie je na Amazon.pl, gdzie oprócz zabawek z TOP 10 są dostępne ciekawe pomysły na upominki dla dzieci i dorosłych. Jest tam również internetowa wyszukiwarka prezentów:
Świąteczny Niezbędnik pomaga łatwo odnaleźć prezenty dla osób w każdym wieku.
Jeśli macie Amazon Prime, to możecie skorzystać z darmowej i szybkiej dostawy bez minimalnej kwoty zamówienia, nawet na następny dzień, oraz z ciekawych okazji. A do tego macie dostęp do nagradzanych filmów, seriali, programów na Amazon Prime Video oraz do gier.
Przetestowaliśmy większość i wiemy, co warto sprezentować dzieciom pod choinkę.
Puzzle z tej serii to niezła łamigłówka, a do tego świetny trening koncentracji, doskonalenie umiejętności manualnych i percepcji wzrokowej. Kocham układać puzzle i myślę, że to genialny pomysł na spędzenie rodzinnego czasu przy choince.
Puzzle Trefl Eye-Spy skrywają na przedstawionej ilustracji wiele zabawnych historii i elementów. Podczas ich układania czerpiesz przyjemność nie tylko z dokładania każdego puzzla, ale również z odkrywania kolejnych detali ukrytych na obrazku.
Kochamy planszówki i sporo w nie gramy. Jeżeli jakimś cudem nie znacie tej gry, to macie prezent z głowy. Ta gra familijna jest idealna na długie wieczory z dziećmi przy zimowej herbatce.
Zasady są proste, a sama rozgrywka pasjonująca i ciekawa. Dodam jeszcze od siebie, że „Wsiąść do pociągu” to gra, która wciągnie 6-latka, 46- latka i 76- latka, więc jest idealna na prezent świąteczny.
A to jest coś, co bardzo chciał dostać mój 6-latek. Kule rzucone o dywan otwierają się i ujawniają swoją ukrytą moc. Pakiet startowy ma wszystko, co jest potrzebne do gry. Możecie się też zmierzyć z innymi i wykorzystać kartę bramy.
Bakugany to nieduże zabawki, które można schować do kieszeni i zabrać ze sobą.
Mam w domu ogromną fankę Harrego Pottera i przyznam, że interaktywna Hedwiga to prawdziwy HIT. Reaguje na dotyk, na głos i zachowuje się jak humorzasty ptak.
Hedwiga obraca głowę jak prawdziwa sowa, macha skrzydłami i porusza dziobem! Pohukuje, grucha i gryzie cię w palec, kiedy jest szczęśliwa. W zestawie jest też list, który Hedwiga trzyma w dziobie, i grzebyk do czesania.
Hedwiga dostępna TUTAJ
Klocki LEGO to świąteczny pewniak – każdy to przyzna. W tej kategorii jury wybrało ten zestaw z konikami i przyczepą. Zestaw jest bardzo szczegółowy i złożenie zajmuje sporo czasu – akurat na spokojne, zimowe wieczory.
Wszystkie zabawki, które znalazły się w TOP 10 możecie zobaczyć pod tym linkiem KLIK– oczywiście są dostępne na Amazon.pl
Wśród nich jest też Barbie, Kamper 3 W 1 Zestaw Do Zabawy z akcesoriami, który otrzymał specjalne wyróżnienie jury. Przyznam się Wam do czegoś! Marzyłam o takim jak byłam dzieckiem. Wiele razy pisałam w liście do Świętego Mikołaja, że chciałabym taki dostać.
Niestety czasy były inne i się nie doczekałam.
Moje dzieci już wyrosły z Barbie – dlatego mam do Was pytanie: Czy ktoś z Was może robi Szlachetną Paczkę i w liście znaleźliście Auto Barbie? Jeżeli tak – proszę odezwijcie się do mnie na kontakt@nebule.pl – przekażę to auto z wielką radością.
Jak widzicie na Amazon.pl możecie znaleźć mnóstwo pomysłów na prezenty dla dzieci i dorosłych, które są w dobrych cenach i szybko do Was dotrą. To idealne miejsce, gdzie możecie kupić bez wysiłku upominki dla swoich bliskich.
Doprawdy nie wiem, jak doszło do tego, że seria „Magiczne drzewo” jeszcze nie pojawiła się w moich polecajkach! W moje ręce wpadł właśnie 12. tom tej fantastycznej serii Andrzeja Maleszka – „Geniusz” i powiem Wam, że jest to absolutnie niezwykła książka. Dzieciaki już po przeczytaniu pierwszej strony całkowicie zostały przez nią pochłonięte!
Dobrze wiecie, że promowanie czytelnictwa jest w sercu misji nebule.pl – a takie współprace jak ta z Wydawnictwem Znak Emotikon wprost kochamy!
Ta książka to poważna konkurencja dla wszelkich gier, filmów i innych aktywności na urządzeniach, które obecnie tak pochłaniają dzieci.
A gdy dowiedziały się, ile tomów mają do przeczytania, radość była tym większa! Aż 12! Wszystkie się ze sobą łączą ogólną fabułą, ale można czytać każdy osobno, bez konieczności zachowania kolejności, gdyż każda książka to nowa opowieść, choć z tymi samymi bohaterami.
U nas przygoda z „Magicznym drzewem” rozpoczęła się od tomu 12, który właśnie wszedł do sprzedaży!
Jeśli Wasze dzieci jeszcze nie są miłośnikami książek, a chciałybyście/chcielibyście zachęcić je do czytania, „Geniusz” to game changer! Jest tak wciągająca, że to wręcz nie do wiary! I to już od pierwszej strony.
Cała przygoda zaczyna się od potężnej, kilkudniowej burzy, w wyniku której dąb rażony piorunem zyskuje magiczne moce. Drzewo zostaje ścięte i przerobione na różne przedmioty, w tym w Magiczne Krzesło, które gra główne skrzypce w pierwszej części serii.
Ja jednak powiem Wam trochę więcej o 12 tomie, który z przyjemnością przeczytaliśmy wszyscy!
Wszystko zaczyna się od… sprawdzianu z lektur. Tak, tak! Blubek nie przeczytał żadnej z nich i grozi mu przeniesienie do innej szkoły, czemu Kuki – jego przyjaciel – chce zapobiec.
Wracając do fabuły😊. Wszystko zmienia pojawienie się w szkolnej bibliotece magicznej szafy, która zmienia książki w ciasta i ciastka! Pochłanianie książek nabiera nowego znaczenia, gdy stają się one ciachoksiążkami. Chłopcom szybko przychodzi do głowy, że zjadając ciachoksiążki będą geniuszami!
Ostatecznie tylko Blubek staje się geniuszem, bo Kuki ma alergię na niektóre składniki słodyczy. Blubek postanawia zarobić na swoim geniuszu, sprzedając pomysł na swój własny, genialny wynalazek. Jak można się domyśleć, nie wszystko idzie tak, jak trzeba.
Blubek jako geniusz-milioner wcale nie jest szczęśliwy, mieszkając w pięknym apartamencie i tworząc wynalazki, bez kontaktu z Kukim, Gabi i gadającym psem (tak, tak). Ale od czego są przyjaciele? Niestety okazuje się, że sprawy mają się jeszcze gorzej, gdy Blubek wynajduje coś, co może zniszczyć pół świata.
Ogromne źródło energii, które jest większe niż energia atomowa.Plusem jest to, że Blubek nikomu nie zdradził wzoru na nią. Minusem, że teraz wszyscy chcą go porwać i zmusić do jego wyjawienia.
Więcej szczegółów fabuły nie zdradzę😊. Dodam tylko, że zwrotów akcji jest tu tyle, że każda strona obfituje w zaskakujące wydarzenia. Jest też mnóstwo humoru.
Czego tu nie ma! No dobra, zdradzę Wam coś jeszcze😉. Dzieci w pewnym momencie zamieniają się w… dorosłych. Plot twisty to jest coś, co autor serii – Andrzej Maleszka – tworzy z wielką lekkością.
Przy takim tempie wydarzeń nie da się nudzić! I to właśnie powiedziała Lila, że tą książkę czyta się tak, jakby oglądało się film. Podobne do niej zdanie ma wiele dzieci, które wciągnął wir wydarzeń „Magicznego drzewa”. Co więcej, taki klimat wprowadzają ilustracje filmowe, które jeszcze bardziej wciągają w atmosferę wydarzeń.
Jeśli więc jeszcze nie udało Wam się zarazić dzieci czytelnictwem, to „Magiczne drzewo” może okazać się tą książką, która pokaże im, że czytanie to świetna forma rozrywki i może wciągać tak samo, jak filmy czy gry. Idealna na prezent nie tylko pod choinkę😊.
Możecie ją nabyć np. TUTAJ
a tu macie inną ciekawą pozycję z od Znaku – znacie Prequel Kubusia Puchatka?
Co roku na blogu publikuję post z pomysłami na prezenty dla dzieci. Przyznaję, że uwielbiam wyszukiwać perełki dla Was. W tym roku również mam kilkanaście świetnych inspiracji na zabawki na święta 2022, które sprawdzą się doskonale. Czas więc na Prezenty na święta dla dzieci 2022!
Nie będę przedłużać i przechodzę do propozycji.
Choinka nasza zeszłego roku, o którą wszyscy pytają na IGS np. TUTAJ
Jak wiecie, wyszukiwanie prezentowych perełek i inspiracji jest jednym z celów misji nebule.pl, dlatego przeszukuję dla was czeluści internetu by prezentować najbardziej wartościowe rekomendacje. Niniejszy materiał sponsorują producenci/sprzedawcy naprawdę wyjątkowych zabawek
PS. Jeśli coś z tych inspiracji wpadnie wam w oko – zanim sfinalizujecie zakupy – przescrollujcie do końca wpisu – mam dla was prezencik – kody zniżkowe
Gra przeznaczona dla dwóch graczy, a jej celem jest wybudować najwyższą konstrukcję, która się nie przewróci. Gracze na zmianę rzucają kostką, losując ruchy w grze. Każdy z graczy ma figurkę robotnika, która wraz z postępem budowy wspina się coraz wyżej.
Ważne, aby zachować równowagę! Aby dotrzeć na szczyt potrzeba trochę szczęścia i myślenia strategicznego.
Świetne klocki magnetyczne, z których dzieci wyczarują, co tylko będą chciały. Mają mocne magnesy, które dobrze się trzymają. Różne kształty klocków wspierają kreatywność i motorykę małą. W zestawie jest aż 85 klocków: 14 piramidek, 40 sześcianów, 7 prostopadłościanów, 24 inne graniastosłupy i instrukcja do gry Stack It.
Wszystkie elementy są wykonane z wysokiej jakości plastiku, a swoim wyglądem przypominają szkło witrażowe. Co ważne: z klocków można budować bryły przestrzenne, trzymają się i nie rozpadają. Dzięki tej funkcji można stworzyć z nich różne projekty, a później wykorzystać np. jako pojemnik na długopisy na biurko. Świetnie sprawdzą się w podróży, bo są lekkie i nie zajmują dużo miejsca.
Klocki są bardzo trwałe i się nie rysują – tworzone z nietoksycznego plastiku ABS najwyżej jakości, bez BPA, ftalanów i lateksu. Są kompatybilne z innymi zestawami Magna Tiles i Connetix
Przyznam, że sama nie mogłam się od nich oderwać, więc jest to zabawa dla całej rodziny.
Dostępne w wielu zestawach i wielkościach TUTAJ
W tym roku Julek częściej bawił się klockami Marioinex niż LEGO. Nie spodziewałam się, że tak bardzo wciągnie go zabawa i będzie tworzył z nich skomplikowane budowle i bryły. Klocki Marioinex są w różnych rozmiarach – u nas najlepiej sprawdza się rozmiar Mini Waffle.
Musicie coś wiedzieć o nich: te klocki są niezniszczalne, a do tego ekstremalnie ciche. Kiedy dzieci szukają elementów w pojemniku to nie ma znanego nam wszystkim dźwięku szurania jak przy klockach LEGO. Są też idealne dla dzieci w spektrum autyzmu i z wyzwaniami rozwojowymi. Doskonale wpływają na małą motorykę, wyobraźnię i planowanie przestrzenne. Do tego można je myć w zmywarce lub w woreczku w pralce
Każdy rozmiar jest ze sobą kompatybilny i można powiększać kolekcję. Zwróćcie tylko uwagę, czy zgadzają się rozmiary: Mini, Midi, Micro.
Są różne zestawy klocków: tematyczne z ludzikami lub ogólne.
Na samym początku mieliśmy zestaw ogólny: 500 elementów Mini waffle konstruktor KLIK
A ostatni hitem są zestawy tematyczne. Są w różnych rozmiarach i cenach – każdy znajdzie coś dla siebie.
dostępne TUTAJ
Zestaw ma 148 elementów do ułożenia według instrukcji. Później dzieci mogą ją przebudować i zbudować w inny sposób. W pudełku znajdziecie też 2 ludziki do zabawy. Klocki można łączyć z innymi zestawami Mini waffle. W zestawach tematycznych macie też instrukcję krok po kroku jak złożyć klocki.
To doskonały pomysł na prezent – połączenie pięknej grafiki i funkcjonalności. W kuferku znajdziecie: duży notes, 2 małe notesy, 5 zakładek , 6 arkusików z naklejkami, 6 arkusików z kalkomaniami, 10 kart ozdobnych z kopertami, 1 rolka taśmy dekoracyjnej, gumka do ścierania, ołówek.
Taki zestaw aż zachęca do tworzenia liścików, kartek i dekoracyjnych notatek. Jak dzieci wykorzystają wszystkie materiały, to mogą je zachować na pamiątkę w tym dekoracyjnym kuferku.
Jeżeli Wasze dzieci lubią gry ruchowe to polecam kosz z miękką piłką do zawieszenia na drzwiach. Nie wymaga żadnego haczyka, wystarczy go zwiesić. Nie martwcie się też o to, że piłka poobija Wam ściany lub lampy, uspokajam – jest miękka.
Taki kosz do zawieszenia będzie też fajnym pomysłem na prezent dla dzieci, które siedzą sporo przy biurku. Wystarczy zrobić przerwę, wrzucić kilka piłek do kosza i można wrócić do nauki.
Ogromny zestaw konstrukcyjny pozwala budować gigantyczne kulodromy wykorzystując wyobraźnię. Wystarczy, że połączycie kolorowe elementy z transparentnymi rynienkami i zabawa nie ma końca. Klocki łączą się ze sobą za pomocą magnesów – możecie je dowolnie mieszać. Za każdym razem kulodrom i jego tor może być inny, a trasa dłuższa lub krótsza. Niesamowity efekt daje spuszczenie drewnianej kulki po transparentnych rynienkach, nie da się od niej oderwać oczu. Connetix Rainbow Ball Run zawiera: kolorowe kwadraty, rynienki, 6 drewnianych kulek o średnicy 3 cm (są duże – ważne info dla mniejszych dzieci), 2 lejki dla kulek i instrukcja z inspiracjami.
W zestawie znajdziecie komplet klocków do zbudowania kulodromu, a przy kolejnych okazjach możecie dokupić inne: Starter, Creative lub Square Pack. Dzięki nim zwiększycie możliwości konstrukcyjne.
Materiał, z którego wykonane są klocki jest bezpieczny, bez BPA, ftalanów i zrobiony z wolnego od miedzi plastiku ABS
To będzie hit jeśli chodzi o prezenty na Święta dla dzieci 2022. Małe, silikonowe klocki z plusikami, które przypominają elementy z Minecraft. Można je łączy w dowolny sposób i budować różne przedmioty. Stworzone do wielogodzinnej kreatywnej zabawy wspierającej motorykę małą.
Chyba nie ma lepszego zajęcia na długie zimowe wieczory niż robienie na drutach. Ten zestaw zawiera komplet niezbędnych akcesoriów do wykonania wełnianej opaski. Jest tam też instrukcja, która pomoże zrozumieć, jak ją zrobić.
Bardzo fajny pomysł na prezent dla dziecka, bo dzięki niemu nauczy się samodzielnie tworzyć rzeczy. A satysfakcja z samodzielnie zrobionej opaski będzie ogromna.
Idealna deskorolka dla początkujących do nauki jazdy. Wyposażona w przyczepny podest z wytrzymałego kompozytu i kratowaną powierzchnią, truck z wytrzymałego aluminium oraz kauczukowe kółka z łożyskami ABEC-5, które gwarantują płynną jazdę z niewielkimi prędkościami. Efekty specjalne – diody LED w kółkach.
Myślę, że nie jeden rodzic może się też na niej przejechać, bo jest do 100 kg. Tylko pamiętajcie o kasku!
Dostępne tutaj: KLIK
Jeżeli też tęsknicie za latem to ten zestaw będzie idealny. Pastelowa kolorystyka i przyjemne wzory zachęcają do zabawy. Zbuduj słoneczną plażę z budką ratownika i bananową łodzią. Dwie figurki: pływaczka Diana i ratownik Mitch spędzają czas nad morzem, a co się wydarzy dalej zależy tylko od wyobraźni dzieci.
Jeżeli szukacie mniejszych prezentów dla dzieci np. na Mikołajki lub jako dodatek to polecam zestawy:
Mają po 80 klocków i zapewniają zabawę na długo. Są kompatybilne z innymi klockami Marioinex Mini.
Jeżeli Wasze dzieci lubią wyzwania, a Wy chcecie żeby spędzały więcej czasu na zewnątrz to może warto pomyśleć o takiej deskorolce. Jest to świetny sprzęt do balansowania ciałem i poprawiania równowagi – uprzedzam: nie jest to łatwe, ale bardzo przyjemne. (tutoriale znajdziecie na you tube).
W zestawie znajdziecie trzy pachołki, które urozmaicą zabawę na jednośladzie, umożliwiając naukę zwinnej jazdy i trików.
Kolejny hit w kategorii zabawki na święta – piękne, minimalistyczne klocki australijskiej marki Connetix. Unikatowy design klocków może spodobać się starszym dzieciom, a także dorosłym, którzy lubią się otaczać pięknymi przedmiotami. Wśród 34 elementów znajdziecie różnej wielkości: kwadraty, prostokąty, trójkąty. Zbudujecie z nich duże i stabilne konstrukcje, które mogą stanowić bazę do wielu kreatywnych zabaw. Możecie również użyć źródła światła, które urozmaici projekty.
Klocków Connetix można używać do budowania praktycznych przedmiotów potrzebnych w życiu codziennym. Ten zestaw może być początkiem kolekcji klocków magnetycznych lub być uzupełnieniem innych zestawów Connetix lub Magna tiles.
Jak wiecie jestem ogromną fanką sorterów dla dzieci, bo nauka przez zabawę jest skuteczna i bardzo przyjemna. Jeżeli macie w domu maluszka, to polecam Wam ten sorter na prezent. Dziecko w czasie zabawy ćwiczy chwyt, motorykę małą, a jednocześnie może się też uczyć kolorów i kształtów.
Zabawka jest wykonana z bezpiecznego plastiku i gumy, która ma różną fakturę (można ją też gryźć). Elementy mogą również służyć do zabawy w wodzie, a do tego możecie je też wykorzystać do zabawy z ciastoliny (wycinanie kształtów).
Uwaga! Klocki są wykonane z silikonu spożywczego, więc możecie ich używać również do wykrajania ciastek.
Jak coś lubisz robić – zaraź tym dzieci:) A, że Daniel jest fascynatem Darta – nie było innej opcji. Rok temu piłkarzyki a teraz Julek już na tyle dorósł, że będzie uczony jak grać w Cricket Cut Throat:). Oto idealny pomysł na prezent, przy którym będą spędzać długie godziny.
Ta tarcza oferuje aż 21 gier w 301 wariantach. Sami się tak wciągnięcie, że nie będziecie mogli przestać. Jednocześnie może grać aż 8 osób. Tarcza ma zasilacz, ale możecie również włożyć do niej baterie. W komplecie macie też 6 rzutek. Zabawa gwarantowana!
Jeżeli szukacie zabawki na świąta, która zajmie dzieci na długie godziny, to polecam ten kulodrom. Najpierw czas budowania i konstruowania, a później najfajniejsza część, czyli wyścigi kulek. Możecie też dodawać lub zdejmować pułapki na kulki lub zmieniać ich tor.
W zestawie znajdziesz instrukcję obrazkową, która świetnie posłuży jako inspiracja do powstających konstrukcji! Możesz też dać się ponieść inżynierskiej fantazji.
Konstruowanie pomoże też zaobserwować jak zmieniają się prędkości w zależności od ciężaru elementów. To doskonałe ćwiczenie myślenia przyczynowo-skutkowego i logicznego, a także nauka rozwiązywania problemów.
Jeżeli Wasze dzieci lubią konstruować różne rzeczy: skręcać, dokręcać, rozkręcać – to ten zestaw jest dla nich. W zestawie oprócz standardowych elementów znajdziecie również elementy świetlne, które przenoszą zabawę na inny poziom. W pudełku sa elementy plastikowe, drewniane oraz narzędzia.
Świetne, witrażowe klocki magnetyczne, z których można wyczarować najróżniejsze budowle. Mocne magnesy ułatwiają łączenie i umożliwiają budowanie ogromnych, stabilnych konstrukcji. Dzięki temu wszystkie obiekty mogą stanowić bazę do późniejszej zabawy np. z wykorzystaniem autek, figurek zwierząt lub małych laleczek.
Do urozmaicenia zabawy możecie również użyć światła latarki lub lampki. Podświetlone transparentne klocki będą wyglądały zjawiskowo. W tym zestawie znajdziecie 48 elementów: trójkąty, kwadraty, ruchome drzwi, podstawę pojazdu, półokrągły dach i inne. Wszystkie klocki łączą się ze sobą, pozwalając na niekończącą się zabawę.
Klocki są bardzo trwałe i się nie rysują – tworzone z nietoksycznego plastiku ABS najwyżej jakości, bez BPA, ftalanów i lateksu. Kto się zgadza, że to super inspiracja jeśli chodzi o prezenty na Święta dla dzieci 2022?
Są kompatybilne z innymi zestawami Magna Tiles i Connetix
To już wszystkie inspiracje na pomysły na prezenty na Święta dla dzieci 2022 roku. Mam nadzieję, że coś Wam wpadło w oko.
Bałwanki, o które zaraz się zacznie tysiąc pytań:) – TUTAJ
jeśli szukacie inspiracji prezentowych dla młodszych dzieci zajrzyjcie tu – Prezenty na Święta dla dzieci – największy prezentownik dla dzieci od 0 do 7 lat (100 propozycji)
Kto lubi prezenty książkowe niech zajrzy do wpisu Książki świąteczne dla dzieci
a dla małych inżynierów ostatnio szerzej opisywany Robot dla dzieci
Klimat Świąt to magia. Jest w nich coś takiego ciepłego, rodzinnego, wyjątkowego, że zostaje w głowie na całe życie. I to właśnie te święta z dzieciństwa wspomina się najchętniej, bo są pełne dobrych emocji i takiego wewnętrznego ciepła. To się nie bierze znikąd. Święta chłonie się zmysłami. Zapach cynamonu i mandarynek, ciepłe światło świec i lampek oraz muzyka świąteczna. To sposób na tworzenie wyjątkowego nastroju.
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Artykuł rekomendujący książki świąteczne powstały dzięki współpracy z Wydawnictwem Wilga.
Jest jeszcze coś, co ja zawsze wprowadzam w świątecznym okresie – książki o tematyce świąt! Moje dzieci uwielbiają czytać o fabryce Mikołaja, elfach, reniferach, ale także o dobrych i złych uczynkach tego okresu w książkach inspirowanych klasyką literatury – „Opowieścią Wigilijną”. W tym roku jest kilka nowych, ciekawych świątecznych pozycji, które chcę Wam polecić.
Są to książki dla dzieci w różnym wieku, które pomogą w stworzeniu niezwykłej atmosfery i nastroją dzieci w grudniowo-świąteczną atmosferę.
dostępna TUTAJ za 27,99 zł
Być może już znacie tę świetną serię książek o Emi i jej paczce superdziewczyn (i nie tylko dziewczyn). To zabawne i dynamiczne opowiadania dla dziewczynek w wieku wczesnoszkolnym (6-10 lat). Tym razem wszystko krąży wokół Świąt.
Dziewczyny chcą przygotować wyjątkowy kalendarz adwentowy z misją na każdy dzień. Niestety kalendarz znika. Czy uda się go odzyskać?
To opowieść o tym, co w świętach jest ważniejsze od prezentów i pysznego jedzenia.
dostępna TUTAJ za 26,99 zł
To książka, która trochę przypomina klasyczną opowieść „Bambi”. Tu także główną bohaterką jest mała sarenka, która nie do końca przekonana jest, że ludzie są tacy źli. W wyniku pewnych okoliczności pozostanie w lesie sama, bez mamy. Jak sobie poradzi i kto jej pomoże?
Tu świat zwierząt i ludzi pięknie się przeplata, tworząc ciepłą, dobrą historię o tym, że ludzie potrafią być dobrzy dla zwierząt i się o nie troszczyć. Całość w wyjątkowym, świątecznym klimacie.
Książka ilustrowana jest przez Joannę Kencką i muszę przyznać, że klimat, jaki robią ilustracje, jest wyjątkowo magiczny. To piękna książka z piękną opowieścią.
To wierszowana opowieść o chłopcu, który z niecierpliwością oczekuje nadchodzących Świąt. Tekst przełożył znakomity Michał Rusinek. I tu także są przepiękne, świąteczne ilustracje, które wciągają w świąteczny klimat, umilając oczekiwanie na ten najpiękniejszy z dni.
Wierszowane opowiastki są idealne dla najmłodszych dzieci. Wpadają w ucho, tworząc melodyjny tekst, a jednocześnie są odpowiednio krótkie, by nie znudzić dzieci. Idealne już od wieku niemowlęcego.
Ja polecam tę książeczkę także dla dzieci, które uczą się czytać. Niewiele tekstu na stronie, połączonego z magicznymi ilustracjami, z pewnością zachęci je do samodzielnej lektury.
Napisana przez brytyjskiego aktora opowieść, to idealne opowiadanie dla tych dzieci, które zaczynają wątpić w istnienie Świętego Mikołaja – dokładnie tak, jak jej bohater. Zasiane w jego głowie ziarenko wątpliwości zaczęło kiełkować i doprowadziło go do postanowienia, by sprawdzić, jak to naprawdę jest z tym Mikołajem. O dziwo, chłopcu udało się go przyłapać. Co z tego wynikło?
dostępna TUTAJ
Być może znacie już inne tomy przygód Heli. Tym razem cała opowieść pozostaje w ciepłym, rodzinnym klimacie Świąt. Wszystko zaczyna się od kalendarza adwentowego, w którym Hela znajduje zadania. Właśnie nadszedł czas ubierania choinki. Wraz z tatą Hela chętnie uczestniczy w tej przyjemnej czynności.
Całe opowiadanie utrzymane jest w kojącej atmosferze rodzinnego ciepła i uzupełnione jest ilustracjami Patrycji Fabickiej, które świetnie pasują do charakteru historii. Tym, co wyróżnia opowiadania o Heli jest dodatek z poradami dla rodziców. Tym razem będą one dotyczyły właśnie czasu okołoświątecznego i poruszały między innymi temat, jakie prezenty kupować dzieciom.
dostępna TUTAJ za 49,59
Czy u Was kalendarze adwentowe stały się nieodłączną częścią grudniowej tradycji? Jeżeli tak, to mam dla Was coś ekstra!
Kalendarz ten zawiera aż 24 książeczki w mniejszym formacie. Na każdy dzień jedna książeczka. Możecie też włożyć tam zadania do wspólnego wykonania. A książeczki to klasyczne opowiadania o Kopciuszku, Czerwonym Kapturku, Księżniczce na ziarnku grochu – pięknie zilustrowane! Znajdziecie też tam opowiadania związane z tematyką Świąt: Piernikowy ludzik, Dziadek do orzechów, Boże Narodzenie, Dwanaście Świątecznych dni i największa ze wszystkich z numerem 24 – W noc wigilijną.
Dla zaczytanych moli książkowych to będzie po prostu hit!
Książki o Bożym Narodzeniu czytane w okresie świątecznym dają dzieciom duuuużo przyjemności. I o to właśnie chodzi! Dzieci powinny kojarzyć czytanie z przyjemnością, relaksem i ciekawością. To jedyna droga, by same sięgały po książki i chętnie czytały. Niech piękny, grudniowy czas będzie momentem dołożenia tej cegiełki w budowaniu miłości do czytania i poszerzania w ten sposób horyzontów. Czym skorupka za młodu…😉
A o innej zimowej książeczce pisałam wam też we wpisie „Słonecznikowa 5. Zimowa uczta”, czyli sposób na wprowadzenie magicznej atmosfery zimy!
Jeżeli macie wrażenie, że wszystko już było i nic nie jest w stanie zrobić na Was wrażenia to zobaczcie, co dziś dla Was mam. W gąszczu zabawek dla dzieci coraz trudniej znaleźć coś fajnego, wartościowego, a do tego edukacyjnego. Miałam okazję testować masę rzeczy dla dzieci, ale nic nie wzbudziło u nas w domu takich emocji jak…
Moje dzieci powiedziały, że to najlepsza zabawka jaką miały. A ja sama nie mogę dopchać się w kolejce do zabawy z tym fantastycznym robotem.
Jak wiecie, wyszukiwanie edukacyjnych perełek jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego przeszukuję dla was czeluści internetu by prezentować najbardziej wartościowe rekomendacje. Niniejszy materiał jest sponsorowany przez dystrybutora zabawek wyjątkowych – Dante.
Zobaczcie na filmie, jak działa:
Nic nie musicie dokupować – wszystko macie w zestawie
Ładowanie: w zestawie znajdziecie kabel USB do ładowania. Przed pierwszym użyciem ładujcie robota ok 2 h, bateria wystarczy na 2 h rysowania.
Przygotujcie kartki, duży, płaski stół i zaczynamy
Podłóżcie kartkę pod robota
Aby włączyć robota trzeba przytrzymać przez ok 10 sekund górny przycisk.
Robot Was powita i zachęci do zabawy
Wybierzcie kartę z jednej kategorii i włóżcie je w „oko robota”
Naciśnijcie czerwony przycisk na górze
Ważne jest też dobre ustawienie pisaka – musi być na idealnej wysokości: jeżeli nie dorysowuje linii lub rysuje dodatkowe linie – sprawdźcie wysokość mazaka
Na początku dzieci są tak zafascynowane, że same nie rysują. Jest to zupełnie normalne i nie przejmujcie się tym. Jak tylko zobaczą, co potrafi STEP to dajcie im drugą kartę i sami weźcie trzecią. Zacznijcie rysować razem z robotem.
Tak, robot uczy pisania liter: małych i dużych. Można go wykorzystać do nauki, ale najlepiej uczyć jednej litery na dzień. Dziecko będzie miało okazję do napisania, utrwalenia i rozpoznaniu właśnie tej litery.
Robot wypowiada litery w taki sposób jak są w alfabecie i może to być lekkie utrudnienie, więc warto dziecku powiedzieć, jak brzmi głoska.
Kiedy wybierzemy kartę z cyfrą i włożymy do „oka” to robot zapyta ” Ile gwiazdek narysowałem” i narysuje cyfrę 2. Kiedy znów naciśniemy czerwony przycisk, to robot powie „2 gwiazdki” i zacznie rysować. Kiedy skończy, powie „2 gwiazdki” – w tym czasie dziecko na swojej kartce rysuje tyle gwiazdek ile powiedział STEP.
Ważne jest aby stopniować trudność i prosić dziecko o zapisywanie samodzielne – wtedy dzieci znacznie szybciej przyswoją materiał.
Ta funkcja uczy dziecko, jak rysować zwierzęta KROK PO KROKU. Kiedy włożymy kartę robot powie: „To bardzo słodki zwierzak, wciąż miauczy” i zaczyna rysować kota. W tym czasie dziecko ma czas żeby narysować swoją część, dopiero jak ją skończy to naciskamy przycisk i przechodzimy do kolejnego etapu rysowania.
Podczas rysowania STEP opowiada różne ciekawostki ze świata zwierząt.
Aby rozpocząć zabawę trzeba włożyć kartę do „oka”. Jeżeli włożymy kartę np. z rysunkiem balona, to robot zacznie go rysować i powie „Jest kolorowy i lata wysoko, wysoko na niebie!”. Zrobi przerwę i poczeka na dziecko. Kiedy już narysuje pierwszą część ponownie wciskamy przycisk i rysujemy dalej. Po zakończeniu robot poinformuje Was, że rysunek jest gotowy.
Kiedy włożymy kartę oznaczoną rysunkiem jedzenia robot będzie opowiadać różne ciekawostki i zacznie rysować. Dziecko w tym czasie rysuje swój obrazek, a jednocześnie słucha STEP-a.
W zestawie są tez karty quizowe z zagadkami dla dzieci ze wszystkich kategorii. Wkładamy kartę i naciskamy czerwony przycisk – STEP zadaje pytanie i zaczyna rysować – zadaniem dziecka jest odgadnięcie co to jest. Ta funkcja jest naprawdę fajna i dzieci mają dużą frajdę z niej.
Mi ten robot skradł serce, bo łączy w sobie wszystko, to co lubię w zabawkach dla dzieci:
Robot STEP jest zamknięty w kartonowym opakowaniu z wygodną rączką i można go ze sobą zabierać.
Robot STEP jest dostępny np. TUTAJ
PS. Zanim poznacie robota z waszymi dziećmi – wyposażcie się też koniecznie w co najmniej ryzę papieru, najlepiej wykorzystać stare kartki zadrukowane już z jednej strony:)
Tu macie więcej inspiracji na np. na prezenty – naukowe zestawy od Lisciani – I’m a genius
Jeśli jesteście ze mną w tym roku, z pewnością już znacie serię „Słonecznikowa 5”. Obejmuje ona już 4 książki, które pozostają w klimacie poszczególnych pór roku. I to nie tylko ze względu na charakter opowieści, ale także ilustracje, w tym kolorystykę poszczególnych części. Jest koniec roku, więc czas na opowieść zimową!
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Wraz z Grupą Wydawniczą Foksal polecam Wam tę serię, którą objęłam swoim patronatem.
O serii „Słonecznikowa 5” pisałam przez cały bieżący rok. Całość obejmuje 4 książeczki:
i już dostępna jest np. TUTAJ w chwili obecnej z 30% zniżką!
Zimowy klimat rozpoczyna się jeszcze w listopadzie, ale to grudzień jest tym najbardziej magicznym miesiącem, zanurzonym w blasku świec, światełek, zapachu cynamonu i suszonych pomarańczy.
To czas pełen emocji, które dzieci pamiętają przez całe życie i chętnie do nich wracają. Idealny moment na budowanie uważności i przywiązywanie dzieci do celebrowania pięknych momentów życia, które zdarzają się im na każdym kroku!
To właśnie w grudniu, przed świętami zaczyna się pierwsza z opowieści, zawarta w zimowej książeczce z cyku „Słonecznikowa 5”. Całość zawiera 4 historie:
Trzeba przyznać, że Aniela Cholewińska-Szkolik, autorka całej serii ma niezwykłą umiejętność opisywania dziecięcego świata i wciągania w niego maluchów. Jej budowanie nastroju i umiejętność kojącego prowadzenia opowiadań z nutą humoru i mnóstwem uważności jest niezastąpiona.
Zimowa książeczka serii „Słonecznikowa 5” to idealny sposób na włączenie dzieci w świąteczno-zimowy klimat, zatopienie ich w pięknej, rodzinnej atmosferze radości z małych rzeczy i dostrzegania piękna i możliwości zabawy oraz radości we wszystkim. To też sposób na rozbudzanie kreatywności razem z bohaterami opowiadań, którym jej nie brakuje!
Cechą, która wyróżnia serię „Słonecznikowa 5” jest pewna niespieszność toczących się opowieści oraz radość, jaką można czerpać z każdej chwili. Tu można odnaleźć pozytywy nawet w pozornie niesprzyjających okolicznościach. To także nauka dostrzegania piękna i radości nawet w najmniejszych rzeczach. Po co uczyć dzieci takiego podejścia do świata? To sposób na radzenie sobie z trudnymi sytuacjami, które nie ominą niestety także naszych dzieci.
Jeśli będą umiały czerpać radość i cieszyć się małymi rzeczami, nie przegapią szczęścia w oczekiwaniu na nie, a także łatwiej będą umiały radzić sobie z problemami dnia codziennego. Warto nauczyć je więc czerpania radości z małych rzeczy i pozytywnego spojrzenia na świat. Tak właśnie dzieje się w najnowszej, zimowej książce „Słonecznikowa 5” oraz w pozostałych częściach serii.
Już o tym wspominałam, ale powiem Wam, że książeczki te kojące są także dla rodziców, którzy czytają je dzieciom😊. To piękny, beztroski, dziecięcy świat przedstawiony w uroczy sposób, przepełniony dziecięcym sposobem myślenia. Można wrócić do czasów dzieciństwa, ale też przeżywać je razem z dziećmi. Opowiadania te koją też dziecięce emocje i tworzą atmosferę spokoju i relaksu.
Polecam „Słonecznikową 5. Zimową ucztę” oraz pozostałe części serii jako fajny pomysł na prezent, także na Mikołajki czy pod choinkę. To sposób na wspólne spędzenie czasu i tworzenie magicznych momentów, które dzieci będą pamiętać przez całe życie.
Właśnie linkując zobaczyłam, że teraz jest promocja i na wcześniejsze tomy 1 i 2 jest nawet 50% zniżki TUTAJ
Niedawno świętowaliśmy Dzień Gier Planszowych. Jako, że uważam, iż granie z dzieciakami w planszówki jest jednocześnie edukacyjne, ale eż może być doskonałą rozrywką dla całej rodziny – mam dziś dla was ten post. Jaka gra planszowa, która przy okazji jest ekonomiczna – wciągnie was wszystkich?
Zapraszam na nasze rekomendacje.
Część odnośników w tym poście to linki afiliacyjne. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ofertą konkretnego produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz naszą pracę.
Dla dzieci 5+
Co to jest za gra! Emocje, strategia i odrobina losowości. Jeżeli lubicie gry, w których dużo się dzieje, to polecam Wam Pełny kurnik. Waszym zadaniem jest zapełnienie wszystkich grzęd – są różne sposoby i metody. Żetony można wymieniać od razu lub na sam koniec – najważniejsze żeby uchronić stadko przed ptasią grypą i lisem. Świetna gra za niewielkie pieniądze.
gra planszowa na CENEO – KLIK ||||| Tania Książka – KLIK
Szybkie krążki to gra, której nie można odłożyć na półkę. Zadaniem graczy jest przesuwanie kolorowych kółek według wzoru. Można grać w nią również samemu. Trochę przypomina Ubongo, ale jedna zasada sprawia, że gra jest znacznie ciekawsza – nie można podnosić krążków. Możne je tylko przesuwać. Jest to świetna gra na myślenie i refleks, bo kto pierwszy ukończy planszę ten dzwoni dzwonkiem.
CENEO – KLIK ||||| Tania Książka – KLIK
Dla dzieci 6+
Jeżeli lubicie gry karciane, które wymagają refleksu i szybkiego myślenia to polecam Wam Moja! Do tego dzięki tej karciance Wasze dzieci opanują błyskawiczne dodawanie i odejmowanie w zakresie 10. Pudełko jest niedużych rozmiarów, więc można ją ze sobą wszędzie zabrać.
Niech Was nie zmyli ta nazwa i nie sugerujcie się tym, że to może być gra o byciu królewną. Wręcz przeciwnie – w tę karciankę uwielbia grać nasz 6-letni syn i nigdy nie ma dość. Zasady są proste i bardzo ciekawe – zadaniem graczy jest zebranie kart z tytułowymi królewnami, ale nie jest to takie proste, bo po drodze nasz przeciwnik może nam ją ukraść lub uśpić. Dodatkowo w czasie gry dzieci ćwiczą umiejętności matematyczne w zakresie 10.
gra planszowa dostępna np. na
Rush hour to jednoosobowa gra, która sprawi, że Wasze dzieci nie będą mogły się od niej oderwać! Dziecko przesuwa autka po ulicy w ten sposób aby ułożyć odpowiedni wzór z karty. Zadania są postopniowane według trudności i nie ukrywam, że sama lubię w nią grać. Gra jest świetnym pomysłem na prezent, a do tego można zabrać w podróż w poręcznym woreczku.
Dla dzieci 7+
To najmniejsza gra, która zmieści się w każdej kieszeni. Co ważne – ma proste zasady, a rozgrywka jest krótka. Można ją rozegrać w restauracji lub czekając na kogoś. Gra jest uzależniająca – naprawdę! Polega na totalnej losowości i trochę przypomina „Wojnę” – ale jest bardzo emocjonująca!
Dla dzieci 10+ (ale niektóre pytania również dla dzieci młodszych)
Obecnie jest to nasza ulubiona gra imprezowa. Gramy nawet dużą ekipą i dzielimy się wtedy na drużyny. Jest to gra, która łączy pokolenia i tak naprawdę można się dowiedzieć sporo nowych informacji. Gra jest trochę niebezpieczna;) Powoduje ból brzucha ze śmiechu. A na czym polega? Gracze losują pytania i licytują, kto wymieni więcej rzeczy lub faktów. Przykładowe pytania:
Pytań jest mnóstwo! Są z różnych kategorii.
Karty z tej gry wykorzystujemy w aucie, w trasie. Po kolei zadaję wszystkim pytania (bez licytacji). Szybciej mija czas, a można też czegoś ciekawego się dowiedzieć.
Jest to emocjonująca gra edukacyjna dla małych i dużych. Opiera się w dużej mierze na losowości, jednak można utrudniać innym graczom osiągnięcie zwycięstwa. Zasady są proste: trzeba dopasować robaczki kolorami i sprawić aby były jak najdłuższe. Na koniec trzeba zliczyć punkty, kto ma ich najwięcej ten wygrywa.
Dla dzieci 6 +
Idealna gra jednoosobowa na kształtowanie wyobraźni przestrzennej. Całość jest zamknięte w niewielkim pudełeczku, dzięki temu idealnie nadaje się na wyjazd. Jest to też fajny pomysł na prezent.
Aż 13 gier matematycznych w jednym pudełku. Dzieci mogą uczyć się dodawania, odejmowania, a nawet mnożenia. Bardzo fajna edukacyjna gra. W zestawie jest 100 żetonów i kostki do gry.
gra planszowa na CENEO – KLIK
a tu macie więcej inspiracji – to nasze najlepsze Gry planszowe dla dzieci – choć nie wszystkie takie ekonomiczne:)
a tu Gry planszowe dla dorosłych
W tym roku znacznie wcześniej rozpoczęliśmy przygotowania do zimy. W poprzednich latach w okolicy listopada przeglądałam szafy dzieci i sprawdzałam, z czego wyrosły i co trzeba odłożyć, a co należy naprawić. Nie ma jeszcze połowy października, a my jesteśmy już prawie gotowi na zimę.
Partnerem wpisu jest marka Bobux z Nowej Zelandii, która od wielu lat tworzy ciepłe i wygodne buty dla dzieci. Z tej okazji mam dla Was spory rabat: aż 20% na wszystkie modele butów i kapci.
KOD: nebule22 daje 20% rabatu – ważny od 11.10 do 18.10
—>KLIK DO STRONY BOBUX <—
Buty Bobux moje dzieci noszą od 9 lat i bardzo żałuję, że nie ma większych rozmiarów niż 33. Buty tej marki sprawdzały nam się znakomicie i trudno jest znaleźć alternatywę.
Na szczęście u Julka mamy jeszcze sporo zapasu i kilka lat przed nami. Dziś pokażę Wam dwa modele z wełną, które idealnie nadają się na zimę.
Wełna merynosa jest doskonałym izolatorem, odprowadza wilgoć i zapewnia ciepło w najzimniejsze dni.
A tutaj więcej na ten temat: https://bobuxpolska.pl/strefa-wiedzy/merino
Trzeba też wspomnieć, że jest bakteriostatyczna i nie wchłania zapachów. Do tego nie gryzie i jest idealna dla delikatnej dziecięcej skóry.
KLIK
To buty wodoodporne i ocieplone wełną merynosa. Co ciekawe – nie wyglądają jak zimowe buty, a mają wszystkie właściwości. Do tego są miękkie, dobrze trzymają stopę i łatwo jest je założyć. Mają wzmocnione czuby. Dzięki 3 rzepom możecie dobrze dopasować but do stopy. Fajnym gadżetem są wymienne paski – dziecko samo może włożyć inny kolor rzepów.
Ten model jest idealny dla aktywnych dzieci, które skaczą, biegają i nawet zimą chodzą na plac zabaw. Często jest tak, że zimowe buty są toporne, niezbyt giętkie i utrudniają pracę stopy. Dlatego warto wybrać buty, które będą też idealne do zabawy, a nie tylko chodzenia.
A drugi model, który znam z poprzednich lat to:
Ten klasyczny model Julek nosi od 3 lat. W poprzednich sezonach miał wersję Mustard – cholewka jest pokryta zamszem i dzięki temu but jest bardzo miękki. A teraz mamy wersję Navy ze skóry licowej. Ten model jest bardzo ciepły, lekki i dobrze dopasowuje się do stopy. Bardzo łatwo się czyści. W środku również jest wełna merino.
Pewnie zapytacie, jak wygląda rozmiarówka butów Bobux – KLIK DO STRONY. Najlepiej jest zmierzyć stopę dziecka i przy konkretnym modelu wpisać długość.
Ciężko jest powiedzieć, jaka w tym roku będzie zima. Dlatego zaczęłam się przygotowywać znacznie wcześniej żeby mieć czas na ewentualne zmiany. Miałam sporo rzeczy z poprzednich lat, które przyniosłam ze strychu, naprawiłam i wyczyściłam.
Polecam kosmetyki do pielęgnacji skóry Pelle – świetnie się u nas sprawdzają
Moje dzieci mają ciepłe kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki z wcześniejszych sezonów – zostało kupić buty i odzież merino.
Swoje buty z wełną w środku też już przyniosłam – wyczyściłam, zaimpregnowałam i schowałam do szafki. Taki proces przygotowań daje mi spokój i poczucie, że mam na to wpływ.
Sprawdziłam też szafy dzieci i swoje, czy mamy cieplejsze piżamy. Julkowi zamówiłam jeszcze wełnianą piżamkę, która też nadaje się pod spodnie na podwórko, a co najważniejsze – nie gryzie!
Mamy też kapcie. Ja mam wełniane, a Jul miękkie z Bobux – KLIK DO KAPCI
To nowość, która świetnie się sprawdzi też w przedszkolu i żłobku. Mięciutkie kapcie, które dobrze trzymają stopę i co najważniejsze – nie ślizgają się.
Takie jak, co roku – mamy gry planszowe, seriale do nadrobienia i książki do przeczytania.
Mam też cichą nadzieję, że będzie w tym roku więcej śniegu i spędzimy więcej czasu na zewnątrz.
Zdjęcia Maciej i Małgosia KLIK
Czy warto odwiedzić Harry Potter Studio i specjalnie polecieć w tym celu do Wielkiej Brytanii? Dziś przygotowałam dla Was relację z miejsca, o którym marzą wszyscy wszyscy fani Harrego Pottera. Znajdziecie tutaj porady, wskazówki i nasza relację.
Kiedy masz w domu fana Harrego Pottera i całej świty, to nie da się tego nie zauważyć. Wszędzie leżą rozłożone książki ze złotym napisem, na półce nad biurkiem stoją różdżki, a latarkę w telefonie odpalacie zaklęciem „Lumos”. W naszej rodzinie jedno dziecko zachorowało na harrypotteromanię i od roku jest to jeden z głównych tematów.
Z okazji 10 urodzin postanowiliśmy podarować wyjątkowy prezent – zrobić niespodziewany wyjazd do Warner Bros. Studio Tour Harry Potter w Wielkiej Brytanii. Nasza córka dowiedziała się o 6 rano, że dziś leci do „Hogwartu”
Nie ukrywam, że cała otoczka dała jeszcze fajniejszy efekt, byłam autentycznie wzruszona jej radością.
Przy łóżku czekał taki zestaw:
Wszyscy fani Harrego Potter bez względu na wiek. W czasie odwiedzin w Studio można było zauważyć, że większością są osoby dorosłe. Nie ma co się dziwić! Sama znam wiele osób, które mają prawie 40 lat i dalej kochają Harrego Pottera. Jeżeli też jesteście w tej grupie lub znacie kogoś, kto na hasło Alohomora ma ciarki na skórze to ten wyjazd będzie idealnym pomysłem.
Myślę, że warto wcześniej przeczytać wszystkie książki – dzięki temu będziecie wiedzieli absolutnie wszystko, co zobaczycie. U nas przygoda z HP zaczęła się rok temu, więc wiedza na ten temat była dość duża.
Muszę jeszcze zaznaczyć, że jeżeli macie mniejsze dzieci, które niekoniecznie interesują się Harrym Potterem i są dość wrażliwe – to zostawcie je lepiej w domu.
Jest sporo elementów wystawy, które mogą budzić strach.
Organizację zaczęliśmy na miesiąc przed wylotem. Najpierw sprawdziliśmy lokalizację.
Co ważne – Harry Potter Studio nie jest w Londynie – trzeba przejechać godzinę autobusem.
Przedstawię Wam poniżej 3 możliwe wersje, każda ma swoje plusy i minusy.
My kupiliśmy na tej stronie https://www.getyourguide.pl/warner-bros-studio-london-l4745/ – pierwszą opcję, czyli bilet do Warner Bros. Studio London z przejazdem fioletowym doubledeckerem z Londynu z przystanku King’s Cross.
Koszt biletów z przejazdem w dwie strony do Harry Potter Studio to ok 900 zł.
Nie polecimy żadnego noclegu, bo okazało się, że nasi znajomi mieszkają bardzo blisko i zaoferowali nocleg.
To wszystko zależy od tego, czy już tu byliście i jaki macie budżet. W samym Londynie jest dużo atrakcji, a my skorzystaliśmy z jednej związanej z Harrym Potterem. Przy King’s Cross jest legendarny peron 9 3/4 – można tam sobie zrobić zdjęcie na pamiątkę i wejść do ogromnego sklepu z gadżetami HP.
Warto kupić wcześniej bilety. Bywa, że nawet na 2 tygodnie do przodu są wyprzedane.
Kiedy najlepiej się wybrać?
Nasz wyjazd wypadł w sobotę i ludzi było sporo. Jest tam pula miejsc i więcej osób nie wpuszczają.
Około 5-6 h jeżeli robicie to powoli i z uważnością, a 3-4 jeżeli nie możecie się doczekać kolejnej atrakcji i jesteście niecierpliwi.
Ważna rzecz: nie warto się spieszyć – jak dojdziecie do sklepu to nie da się już wrócić na wystawy.
Są również pokazy z aktorami, wielki hologram smoka, sporo interaktywnych atrakcji.
Kiedy skończycie oglądać wcześniej niż Wasz grupa i wracacie autobusem do Londynu, to musicie poczekać na wszystkich uczestników.
Oczywiście na końcu jest wielki sklep z gadżetami, gdzie znajdziecie absolutnie wszystko z motywem HP.
Powiem jedno – fani Harrego Pottera będą zachwyceni!
tu macie inpsiracje na inne Filmy dla dzieci a tu na Filmy familijne
Oczywiście! Myślę, że to jedno z takich miejsc, które są warte odwiedzenia jeżeli jesteście fanami Harrego Pottera.
Czy pamiętacie serię „Słonecznikowa 5”? To 4 książeczki, nawiązujące pór roku i pozostające w ich klimacie. Dotąd ukazały się dwie z nich: „Słonecznikowa 5. Kość Dinozaura” oraz „Słonecznikowa 5. Przygody piratów”. Były to książeczki związane z porą wiosenną i letnią.
Cykl zmian pór roku, w którym funkcjonujemy od narodzin jest dla nas oczywisty, ale muszę się Wam do czegoś przyznać. Ja dopiero w dorosłości zwróciłam uwagę, jaki ogromny wpływ ma na nasze życie i jak nim kieruje.
Jak bardzo przyzwyczajeni jesteśmy do tych zmian i choć czasem denerwujemy się na jesienne słoty, jest jakaś przyjemność w tym, że nadchodzi jesień, czas odpoczynku od lata. Być może ma to związek z tym, że dzieci idą w końcu do szkoły 😉.
Kiedy sama byłam dzieckiem to zauważałam wszystkie zmiany w przyrodzie i miałam ogromną przyjemność z ich dostrzegania. Nie mogłam się doczekać kasztanów, złotych liści i szurania w nich nogami.
Dziś jeszcze bardziej i uważniej przyglądam się temu, co nas otacza i uczę tej uważności swoich dzieci.
Chcę, by czerpały przyjemność z małych rzeczy, które je codziennie otaczają i by je dostrzegały. Spadający liść, kolor trawy, zapach powietrza.
Wszystkie części Słonecznikowej 5, które do tej pory zostały wydane, były strzałem w 10.
Każda książka zawiera opowiadania, których akcja rozgrywa się o określonej porze roku.
Przesiąknięta jest klimatem i tak pięknie napisana, że ma się wrażenie zatopienia i niemal uczestnictwa w jej wydarzeniach.
To balsam dla dziecięcych emocji.
Kiedy po całym dniu zmagań w szkole czy w przedszkolu wracają do domu, książka ta jest niezwykle kojąca dla ich nastrojów. Pozwala się nie tylko wyciszyć, ale także pochłania opowieścią, a jednocześnie przywodzi pozytywne emocje. Pełna jest dobrego humoru i żartów, które idealnie wpasowują się w gust dzieci.
Co w nim znajdziemy? I tym razem mamy aż 4 ciepłe i pozytywne opowiadania związane z jesienią:
We wszystkich opowiadaniach przewijają się wątki związane z jesienią.
Zmiany pogody, wiatr, deszcz, kolorowe liście, kasztany, jarzębina i zwierzęta przygotowujące się do zimy. Książka przesiąknięta jest atmosferą tej pory roku. Jednocześnie jest bardzo ciepła i inspirująca. Pokazuje dzieciom, że zła pogoda to nie powód, by się nudzić. Jest tu mnóstwo domowego ciepła i pięknego klimatu oraz spokoju.
Warte uwagi są ilustracje. Utrzymane są one w kolorystyce kojarzącej się z jesienią.
Pełne ciepłych, ale jednocześnie nieco zgaszonych kolorów – charakterystycznych dla jesieni. To jeszcze pełniej oddaje klimat całej książki.
„Słonecznikowa 5. Przyjaciele Tuptusia” właśnie miała premierę i dostępna jest np. TUTAJ . A to nie koniec!
Przed nami jeszcze jeden tom serii związanej z porami roku „Słonecznikowa 5. Zimowa uczta”.
Polecam Wam całą serię „Słonecznikowa 5”, bo są to książki pełne ciepła, pozytywnej energii, wyciszenia i przywoływania pozytywnych emocji, które w dzisiejszych czasach, pełnych bodźców, są dla dzieci niezbędne.
Ukojenie i relaks oraz mnóstwo wiedzy o porach roku to cechy charakterystyczne tej serii, która z pewnością spodoba się maluchom. Będziecie do niej wracać nieraz! I powiem Wam, że czytanie tej książki jest odprężające także dla dorosłych. Taki balsam dla duszy, gdzie wszystko płynie niespiesznie i bardzo kojąco, a jednocześnie zabawnie. Idealna książka na jesienne popołudnia i wieczory😉
Niby to tylko zlepek kilku słów, a działa lepiej niż mocne espresso. Myślę, że każdy z nas dobrze je zna i przewraca oczami, jak tylko je słyszy.
Tylko rodzic jest w stanie zrozumieć, kiedy dziecko powoli zbliża się do nas powolnym krokiem ze spuszczoną głową. Z ciała jakby ktoś spuścił powietrze, w głosie irytacja połączona z buczeniem, a na twarzy grymas.
Materiał sponsorowany przez markę Ravensburger
Uwaga! Nadchodzi i jeńców nie bierze:
🙄
(tu można przewrócić oczami i głęboko westchnąć)
Niby tylko trzy słowa, a nam w głowie kotłują się słowa:
Bierzemy wdech, szukamy dobrych słów, aby stymulować rozwój dziecka, ale nie za bardzo, bo to też niedobrze. I mówimy coś na kształt frazy, którą przeczytaliśmy na znanym blogu parentingowym – jako remedium na nudę:
I dodajemy uśmieszek, że tak elokwentnie wybrnęliśmy z sytuacji, naklejając sobie naklejkę „Dobry rodzic”.
A dziecko, jeszcze bardziej tracąc sztywność w członkach wije się po dywanie i mamrocze: „Ale mi się nuuuudzi”.
Szach mat, droga blogerko parentingowa i co teraz?
Tym przydługim wstępem chciałam Wam przybliżyć sytuację, którą każdy z nas dobrze zna.
Sama też tak reaguję, mimo tego, że skończyłam 5-letnie studia magisterskie na wydziale pedagogiki, miałam wiele kursów i szkoleń. Do tego mam dwójkę dzieci, więc można powiedzieć, że o dzieciach wiem prawie wszystko.
Ale nie w tym przypadku.
Dlatego na potrzeby dzisiejszego wpisu, który powstał przy współpracy z marką Ravensburger przyjrzałam się tej powszechnej NUDZIE i dziś napiszę Wam więcej – wszystko po to żeby ją oswoić. A na końcu pokażę Wam nasze ostatnie odkrycie.
Jak za wciśnięciem magicznego przycisku uruchamiają się w nas trudne emocje i czujemy się dziwnie. Myślę, że nasza reakcja na nudę może być również spowodowana tonem, jakiego używa dziecko.
„Mammooo, nuudzi mi się” – każdy z nas zna ten TON – jest jedyny w swoim rodzaju. Trafia w rodzicielski nerw odpowiedzialny za przewracanie oczami.
Rodzic i dziecko są sobą mocno powiązani na poziomie emocjonalnym i odczytują dość szybko swoje emocje. Coś jak rodzicielskie WIFI – dziecko buczy, marudzi i te dźwięki wywołują w nas ALARM. To atawizm – jesteśmy zaprojektowani przez naturę w ten sposób, kiedy coś złego się dzieje naszemu dziecku to choćby nie wiem co, reakcja stresowa u nas się pojawi.
Nasz organizm nie do końca wie, że jest już XXI wiek i zwierzyna nie porwie naszego pacholęcia. Nie ma tak dużo zagrożeń z każdej strony i to, że dziecko jęczy, bo się nudzi nie znaczy, że za chwilę umrze. (Swoją drogą może stąd się wzięło „Umrzeć z nudów”?😜)
Może być trudno, bo jest to naturalna reakcja na poziomie nieświadomym. Mi pomaga głęboki wdech, który uspokaja nerwy. Daję sobie sygnał, że nic się nie dzieje. Łyk wody też pomaga.
Uświadomienie tego pomogło mi się wyluzować. Miałam też takie myśli, że moje dziecko ma wszystko: zabawki, artykuły plastyczne, książki – a nie potrafi tego docenić. A jak jeszcze dodacie: „Jak byłam dzieckiem, to nie miałam takich fajnych zabawek…” To i tak nie znajdziecie rozwiązania. Dziecko do tego będzie się czuło winne.
Nuda to stan, który nie jest komfortowy i traktuje go, jak inne stany emocjonalne. Staram się używać komunikacji bez przemocy i zazwyczaj formułuję tego typu stwierdzenia:
„Widzę, że się nudzisz, to jest ok. Czy jest coś, w czym mogę pomóc?”
Albo
„Tak, widzę, że się nudzisz. To takie uczucie, kiedy nie wiesz, co można zrobić. Pewnie niedługo przyjdzie Ci ciekawy pomysł do głowy. „
Jest to jedyna rzecz, której unikam jak ognia w takiej sytuacji. Dlaczego? Bo buduje w dziecku bardzo prosty nawyk: kiedy się nudzę (stan przygnębienia, dyskomfortu) to mogę łatwo „dopalić” swój mózg dopaminą, która się w tym czasie wydziela.
Dziecko nie ma czasu poczuć nudy i się w tym stanie odnaleźć. Wy będziecie mieli na chwilę spokój, a przy kolejnej podobnej sytuacji od razu przyjdzie do Was żeby włączyć telewizor lub tablet.
Przez doświadczanie nudy, czyli takiego stanu kiedy odczuwamy dyskomfort, zniechęcenie możemy dojść do tzw. flow czyli dużej koncentracji i świetnego pomysłu, które angażuje nas bez reszty. Dlatego nuda, mimo tego, że jest niekomfortowa naprawdę ma dobry wpływ na rozwój dzieci.
Zauważyłam u nas tez taką zależność, kiedy dzieci się nudzą to chcą z nami dzielić ten stan (który dla nas też jest trudny). I czasami jest to prośba o wspólne spędzenie czasu. Więc jestem i w miarę możliwości mogę w czymś uczestniczyć.
Najbardziej rozmowa i wspólne wymyślanie. Pytam dzieci, czym ostatnio chętnie się bawiły, co ostatnio budowały, co czytały. W formie totalnie luźniej rozmowy, bez zamkniętych pytań, na które odpowiedź i tak by brzmiała „NIE”.
Widzę, że w stanie nudy chętnie wracają do czegoś, co wcześniej zaczęły. Kiedy nie trzeba wszystkiego rozkładać od początku. Mam też taką propozycję, że jak coś wybierzesz to ja chętnie na koniec po Tobie posprzątam – wtedy zawsze wymyślają coś mocno mnie angażującego😅.
Mamy też różne akcesoria plastyczne, które chętnie dzieci wykorzystują. Ostatnio jest faza na malowanie po numerach. Czyli tworzenie obrazów przez pokrywanie farbą oznaczonych pól. Sama ostatnio tego spróbowałam i wciągnęło mnie totalnie – relaks w czystej formie.
Wcześniej korzystaliśmy z popularnych zestawów z internetu, a ostatnio testowaliśmy malowanki z CreArt Ravensburger – widzę dużą różnice, bo maluje się znacznie lepiej, a efekt jest bardziej satysfakcjonujący.
W pudełku znajdziecie kompletny zestaw do malowania:
W czasie malowania dziecko jest skupione i na koniec dumne za swojego dzieła.
Jeżeli szukacie nowego hobby dla siebie lub dziecka, to bardzo polecam malowanki CreArt – idealne na długie jesienne wieczory. Możecie malować razem lub oddzielnie, a po zakończeniu podarować komuś obrazek lub powiesić u siebie na ścianie.
Jest to bardzo fajny pomysł na nudne popołudnia lub dni, kiedy dzieci zostają chore w domu. Mam jeden obrazek schowany w szafie na taką, awaryjną sytuację.
Zestawy CreArt od Ravensburger są dostępne np. TUTAJ
A co z nudą? Była, jest i będzie – choćby dziecko miało najnowsze i najdroższe zabawki świata. Nuda jest wpisana w rozwój. Zostaje nam tylko pogodzić się z nią i oswoić.
Jakie macie sposoby na nudę?
Pisma zawierają miejsca, zaznaczone na żółto, które można przekreślić (niepotrzebne skreślić) lub wybrać pomiędzy dwiema opcjami:
Za chwilę dzieci przekroczą szkolne progi i zacznie się szkolny kołowrotek. Moje starsze dziecko zaczyna czwartą klasę, a ja usłyszałam już chyba wszystko o tym, jak bardzo nasze życie wywróci się do góry nogami.
I gdybym sama nie była pedagogiem, to chyba bym się dała wkręcić w szkolną presję napędzaną ocenami, pracami domowymi i odpytywaniem bez zapowiedzi (brrr…).
Szkoła, jaka jest to każdy widzi. Ale my, jako rodzice też mamy wpływ na to, czy nasze dzieci będą tak poważnie ją traktować. A może pokażemy im, że życie nie kręci się wokół szkoły? I tak naprawdę ta trója z przyrody, nie ma żadnego wpływu na życiowy sukces.
Co było w szkole? Co dostałeś? Co na jutro? Dlaczego tak mało napisałeś? I dlaczego tak niestarannie? Kiedy sprawdzian? Kiedy wyniki? Ile procent? Dlaczego tylko tyle?
Nie wiem jak Wy, ale ja bym była wściekła.
Albo jakby ktoś Was pytał non stop o Waszego dyrektora lub koleżanki z pracy.
A tak mniej więcej wyglądają rozmowy rodziców z dziećmi.
Odkąd moje dziecko chodzi do szkoły, przyjęłam kilka zasad, które sprawdzają się u nas znakomicie. Wiedziałam od początku, że nie chcę brać udziału w tej około szkolnej biegunce.
Nie wiem, jak wyglądała Wasza edukacja, ale ja byłam uczniem średnim, który jak się postarał to w podstawówce wyciągał na czerwony pasek. Zawsze miałam obniżoną ocenę z zachowania, za jakieś wybryki, a że byłam społecznikiem to wyciągałam na bardzo dobre. W ogólniaku leciałam na trójeczkach i czwóreczkach, bo więcej mi się nie chciało. Maturę zdałam na piąteczki i bez problemów dostałam się na wymarzone studia. Studia skończyłam bez problemów, wkuwając masę książek i zarywając noce, a w swoim zawodzie przepracowałam … dokładnie 2 lata.
Więcej się uczyłam aby zostać pedagogiem i logopedą niż faktycznie przepracowałam.
Kiedyś brak studiów traktowano jako największą ujmę – prawie, że lukę w ilorazie inteligencji. I mam wrażenie, że moje pokolenie próbuje wymusić na swoich dzieciach to samo.
Bardzo dobre wyniki w podstawówce = dobre wyniki w ogólniaku = dobre studia = dobra praca
Tymczasem przeskoczyliśmy o jedno pokolenie i sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Można mieć świetną pracę, nie kończąc nawet studiów.
Nie wiem, czy znacie to 50-letnie badanie, że wzorowi uczniowie radzą sobie w życiu najgorzej ( do 35 r.ż. jest ok, a potem zapełniają przychodnie zdrowia psychicznego).
Następnym razem, jak będziecie pytać dlaczego 4, a nie 5 z klasówki to przypomnijcie sobie o tym.
Dla mnie nauka dla ocen jest totalnie bezsensowna i traktuję je jako szkolną „grę”. Czasem wypadnie z maszyny losującej 4, czasem 3, a czasem 5.
Często do tej piątki potrzebne jest szczęście i trafienie w pytania. Czasem faktycznie wiesz, że umiesz na 5, a masz słabszy dzień i wychodzi 3.
Tak też przedstawiam to dzieciom i nie pytam, co dostałaś ze sprawdzianu lub na ile procent był test. Nie pytam o te cyferki, bo dla mnie one nic nie znaczą. Chcę też żeby moje dzieci też umiały w ten sposób do nich podchodzić.
Do tej pory w szkole, do której chodziło moje dziecko nie było prac domowych, bo cały materiał realizowali w czasie lekcji, które były do godziny 14. Super sprawa, ale wiem, że w szkołach systemowych dzieci w 1 klasie kończą lekcje nawet o 10.20. Jasne dla mnie jest to, że w ciągu 3 godzin nie da się zrealizować tego materiału i resztę muszą dokończyć dzieci w domu.
Kiedy następnym razem usiądziesz razem z dzieckiem do lekcji, to zadaj sobie jedno pytanie, dlaczego to robisz?
Czy może dlatego, że boisz się oceny przez nauczyciela?
Czy może też dlatego, że chcesz żeby dziecko szybko miało to z głowy?
A może dlatego, że jednak minąłeś się z powołaniem i uwielbiasz tłumaczyć coś dzieciom? (Ja nawet, jako pedagog zatraciłam tez umiejętność w stosunku do moich dzieci:))
Myślę, że nauczyciel jeszcze raz wytłumaczyłby ten sam temat. Jeżeli prace domowe są wykonywane w asyście rodziców lub/i korepetytorów. (A do tego żaden uczeń nie przyznaje się, że praca domowa była wykonana niesamodzielnie) To jaki jest feedback dla nauczyciela? Wszyscy zrobili – lecimy dalej z materiałem. I co tego, że jest 5 z pracy domowej?
Od początku przyjęłam zasadę;
Ja swoich lekcji już się naodrabiałam.
Natomiast chcę nauczyć dzieci, jak skutecznie szukać odpowiedzi na pytania. Jak samemu znaleźć odpowiedź i odrobić pracę domową totalnie samodzielnie.
I gdybym teraz zadała Wam pytanie, czy stresujecie się nowym rokiem szkolnym – myślę, że 50 % z Was odpowiedziałoby, że tak. I sobie myślę, dlaczego? Bo bardzo łatwo jest sobie dołożyć szkolnych obowiązków dziecka lub dzieci. Tylko po co?
Po to, żeby 37- letnia Ania dostała 5 z matmy? Czy 10-letnia Lila umiała podejść na drugi dzień i zapytać nauczyciela, czy może jeszcze raz wytłumaczyć, bo nie do końca zrozumiała?
Myślę, że ta druga umiejętność bardziej się przyda w życiu.
Powodzenia w nowym roku szkolnym
A.
Wyprawka szkolna i wyprawka do przedszkola powoli już czekają w szafie. Niektóre rzeczy służą nam kolejny rok, a niektóre musieliśmy dokupić. Jak zwykle wszystkie przedmioty sumiennie przetestowałam i dziś podzielę się z Wami moimi pewniakami.
Kiedy moje dzieci były mniejsze to nie mogłam znaleźć żadnych sensownych śpiworków do przedszkola. Dlatego tak duże wrażenie zrobiły na mnie śpiworki Cozy&Dozy – szyte w małej szwalni w naszym mieście. Stworzyła je mama i oczywiście pomyślała o wszystkim:
Wyprawka przedszkolna się bez niego nie obejdzie – Śpiworek przedszkolaka
Na kod Nebule10 do końca sierpnia macie rabat na TUTAJ
Ani wyprawka do szkoły ani wyprawka przedszkolna nie obejdą się bez akcesoriów na jedzenie i picie. Poniżej nasze ulubione
O bidonie z rurką dla młodszych dzieci pisałam już tu: Bidon stalowy
A my jesteśmy fanami bidonów stalowych z ustnikiem. Próbowaliśmy różnych innych modeli, a jednak zawsze wracaliśmy do tych modeli. Są łatwe w czyszczeniu, długo trzymają chłodne i ciepłe napoje, a do tego wciąż wyglądają jak nowe. Oba mieszczą się w wąskich kieszonkach w plecakach.
Pierwszy z nich to bidon 24 bottles KLIK
Bardzo dobrze się z niego pije, nie przecieka. Ten, który mam na zdjęciach ma 3 lata i jest używany codziennie, więc jakość jest doskonała. Mam pojemność 500 ml.
Drugi bidon dla dzieci, który jest u nas bardzo często używany to Liewood KLIK – mamy 2 – jeden o pojemności 350 ml i 500 ml
Bidon ma podwójne ścianki, więc dobrze trzyma temperaturę (ciepłą i zimną). Łatwo się myje i bardzo dobrze się z niego pije. Nie trzeba go przechylać żeby się napić, więc będzie idealny dla młodszych dzieci. Ma poręczny uchwyt.
Dostępny TUTAJ
Ten bidon to moje ostatnie odkrycie, kosztuje niedużo, a jest naprawdę wart uwagi. Wykonany jest ze stali szlachetnej. Jest duży, ma podwójne ścianki i bardzo długo trzyma temperaturę:
Jeżeli chodzi o ciepłe napoje to naprawdę długo są gorące. Bidon można myć w zmywarce, jest niezbyt szeroki i mieści się do wąskich kieszeni. Ma też zapięcie z karabinkiem.
W ubiegłym roku zrobiłam wpis z różnymi lunchboxami – jest TUTAJ —> Lunchbox-dla-dzieci
A ja od kilku miesięcy testuję prawdopodobnie najlepszy lunchbox.
Jest dostępny TUTAJ
Co go wyróżnia:
Ma tylko 1 minus: jest dość ciężki – waży ok 700 g
Często wyprawka przedszkolna wymaga również ubrań przeciwdeszczowych .
W ostatnim roku używaliśmy polskich kaloszy Gokids KLIK i naprawdę je polecamy. Są lekkie, miękkie, piorę je w pralce i dobrze trzymają stopę.
Ochronna odzież przeciwdeszczowa często jest potrzebna w wyprawce szkolnej i wyprawce do przedszkola. W tamtym roku polubiliśmy się z marką Didriskons ( mamy zestawy na zimę) i są również dostępne cieńsze zestawy . Są dostępne TUTAJ
Spokojnie wystarczą na 2 sezony
Według mnie najlepszy piórnik jest w takim kształcie jak poniżej. Im większy piórnik tym więcej dzieci do niego wkładają i mają cięższe plecaki. A później się dziwią, że mają takie ciężkie plecaki.
Nie sprawdziła nam się typowy piórnik jednopoziomowy, bo nigdy nie było czasu żeby wszystko wkładać w gumki. Najlepszym rozwiązaniem są piórniki typu saszetka, z niedużą ilością gumek.
Bardzo dobrej jakości są te piórniki KLIK i kosztują tylko 49 zł.
Od kilku lat mamy wciąż to samo krzesło, które rośnie razem z dzieckiem. Jestem zadowolona z jakości i funkcjonalności. Jest to krzesło, które wymusza prawidłową postawę przy biurku i łatwo je dopasować do wzrostu dziecka.
Jest dostępne TUTAJ
A więcej o prawidłowej postawie dziecka możecie przeczytaj w tym poście Czy twoje dziecko prawidłowo siedzi przy biurku?
A tu najnowsze wpisy: Kapcie do szkoły i Plecaki szkolne i Plecak do pierwszej klasy
Dziś mam dla was najlepsze plecaki szkolne które przetrwają kilka lat i nadal będą modne. Przyszedł już czas, kiedy warto zacząć się rozglądać za wyprawką i dokupić plecak do szkoły i inne brakujące rzeczy.
Wybór porządnego plecaka do szkoły może być trudny, a do tego ciężko znaleźć coś sensownego w sklepie stacjonarnym. Dlatego dziś przygotowałam Wam post z przeglądem najciekawszych modeli. Napiszę również, czym warto się kierować wybierając najlepsze szkolne plecaki.
Sama pamiętam mój pierwszy tornister do szkoły. Niestety szybko mi się znudziła aplikacja Myszki Mickey, a musiałam z nim chodzić przez kilka lat. Doradzę Wam też jak rozwiązać konflikt rodzica i dziecka, które z pewnością chciałoby mieć plecak z bohaterem ulubionej bajki.
W tym wpisie skupiłam się na plecakach do szkoły do starszych klas. We wcześniejszym poście znajdziecie mój wybór jeśli chodzi o Plecak do pierwszej klasy.
Nasz plecak do 4 klasy ma już 3 lata, nadal wygląda świetnie, więc nie mam potrzeby kupowania nowego. Polecam Wam takie rozwiązanie, bo dzięki temu nie musicie co roku wydawać pieniędzy na nowy plecak.
Dobrze, sprawa wygląda prosto, ale jak wybrać najlepszy model?
Od 3 lat używamy plecaka Doughnut 16 L w kolorze ROSE. Nadal wygląda świetnie i będzie nam służyć przez kolejne lata. Jest uniwersalny, pasuje do wszystkich ubrań i jest łatwy w czyszczeniu (piorę go w pralce). Ma sporo kieszonek i podoba się dziecku.
Jest dostępna również wersja 18 L (u mnie czarny) – wg mnie dobra dla osoby 155 cm +
Ten większy Doughnut ma świetne wykończenie pleców – z siateczki i profilowane + kieszeń na telefon
A tu porównanie:
Musztardowy 17′ ( ma 4 lata) i niebieski 13′ (ma 2 lata)
Tu macie zresztą cały wpis na temat Plecak Kanken
A jeżeli szukacie idealnego plecako-worka na lekcje WF lub na ubrania, to bardzo polecam ten z SURV band bo został on stworzony przez mamę, która zna potrzeby dzieci.
Są dostępne w różnych kolorach a na hasło nebule10 macie 10% rabatu do końca sierpnia dostępne TUTAJ
Nie ma sznurka, który lubi się zaplątywać, a wygodne szelki – może służyć jako worek, ale też jako plecak. Ma kieszonkę na buty – i w końcu dzieci nie będą musiały nosić butów sportowych razem ze strojem gimnastycznym. Materiał jest wodoodporny, więc można tam również włożyć mokre ubranie.
Z boku jest kieszonka na drobiazgi: gumki do włosów, szczotkę lub telefon. A w środku kieszeń na bidon i mniejsza na portfel lub legitymację. Ten worek dobrze sprawdzi się też na zajęcia dodatkowe.
Mam nadzieję, że w tym wpisie znaleźliście funkcjonalne plecaki szkolne, które będą służyć dzieciom przez lata.
A tu łapcie wpis z sezonu 2022 na Kapcie do przedszkola i szkoły
Może jest to Twoja historia, a może Twojej przyjaciółki? Hektolitry wylanych łez w poduszkę, mnóstwo pieniędzy wydanych na wizyty lekarskie i to uczucie pustki, które najbardziej dopada wieczorem.
Do podzielenia się moją historią zaprosił mnie Inofem, który codziennie wspiera kobiety w walce o zdrowie i marzenia
Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci. To był mój plan na przyszłość: skończyć studia, znaleźć ciekawą pracę, spotkać kogoś wyjątkowego i zostać mamą. Mamą dwójki.
Po kilku latach można powiedzieć, że wszystko w moim życiowym excelu się układało, bo już miałam męża, 1 dziecko i pracę, która dawała mi mnóstwo satysfakcji.
Zostało tylko jedno do spełnienia i wydawało mi się to tak OCZYWISTE – moje dziecko będzie miało rodzeństwo. Jestem jedynaczką i to marzenie było jednym z głównych w moim życiu.
Pewnego dnia rano mocno mnie zemdliło i od razu poczułam ten przyjemny ucisk w żołądku, że to NA PEWNO to. Wszystko układa się po mojej myśli, a ja jestem w drugiej ciąży. Pobiegłam podekscytowana do apteki po test i oczywiście wymalowały się piękne dwie kreski. Czułam ogromną radość, a jednocześnie wiedziałam, że tak właśnie miało być.
Mój plan idzie znakomicie. Oczywiście, szybko na kalkulatorze ciążowym szybko wyliczyłam datę porodu, różnicę wieku między dziećmi i wszystko układało się tak idealnie.
Jeden dzień przed usg genetycznym poczułam lekki ból brzucha, poszłam do toalety i zobaczyłam lekkie różowe plamienie. Zrobiło mi się gorąco, słabo, a kropelki zimnego potu spłynęły po mojej skroni. Szybko pojechałam do szpitala, siedziałam kilka godzin wśród ciężarnych kobiet głaszczących swoje brzuchy, a dźwięk KTG dudnił mi w głowie.
W końcu weszłam do gabinetu. Położyłam się i usłyszałam słowa, które przez kolejne 2 lata śniły mi się po nocach:
Jak to??? Przecież wszystkie badania były idealne, dbałam o siebie, nie piłam nawet kawy i masakrycznie bolała mnie głowa. Nie brałam leków przeciwbólowych, bo przecież to może zaszkodzić! A może to przeziębienie, które miałam? TO JEST NIEMOŻLIWE!
Cały czas zadawałam sobie pytanie: dlaczego ja? Co się stało, przecież wszystko było w porządku.
Smutek został ze mną i dopadał w dziwnych sytuacjach. Patrzyłam z nienawiścią na kobiety w ciąży. Czułam się odarta z marzenia, które żyło w mojej głowie.
Kilka miesięcy później poczułam, że jestem gotowa znów spróbować. Lekarze mi powtarzali, że to się zdarza 1 raz na 6 ciąż. „Proszę się nie przyjmować, brać kwas foliowy i tyle”.
Z ogromną ostrożnością i z tłumionym entuzjazmem podeszłam do pozytywnego testu zrobionego tuż przed Wigilią. Nie było tej radości, ekscytacji, tylko strach. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, bo nie miałam żadnych typowych objawów ciążowych, a betaHCG rosła bardzo powoli. Moje obawy potwierdziły się na chwilę przed wyjazdem na święta.
Wtedy już nie płakałam, patrzyłam pustym wzrokiem w ścianę.
I chociaż lekarz mówił „To się zdarza”. To ja wiedziałam, że dwie straty z rzędu nie mogą być przypadkowe. Całe święta leżałam w łóżku i czytałam fora internetowe. Szukałam kobiet takich jak ja, które chcą spełnić swoje marzenie, a coś stoi na przeszkodzie. Dość szybko trafiłam na termin „poronienia nawykowe” (czyli powtarzające się) i „niepłodność wtórna” (czyli niemożność powtórnego zajścia w ciążę).
Oba terminy mnie dotyczyły, bo pierwszą ciążę miałam totalnie bezproblemową, a później wystąpiły komplikacje. Musiałam tylko znaleźć przyczynę, co się zmieniło i uniemożliwia donoszenie ciąży.
Znalazłam lekarza, który powiedział żeby nie czekać do 3 poronienia tylko już zacząć działać. Dostałam długą listę badań do wykonania. Zrobiłam je bardzo szybko, bo czułam, że zadaniowe podejście służy mojemu zdrowi psychicznemu i co najważniejsze – DAJE NADZIEJĘ.
Z plikiem wyników stawiłam się u lekarza – diagnoza była bardzo prosta: Insulinooporność i PCOS, czyli zespół policystycznych jajników. Jak się okazuje, w moim przypadku spowodowały one obniżenie jakości komórek jajowych i dlatego tak trudno było mi utrzymać ciąże.
Wszystko złożyło się całość – po pierwszej ciąży zostało mi 10 dodatkowych kilogramów, których w żaden sposób nie mogłam zrzucić. Ciągle chciało mi się spać, miałam otyłość brzuszną i trudności z koncentracją. Wydawało mi się, że tak się czują wszystkie mamy, a nie, że jest to insulinooporność.
Z gabinetu wyszłam z całą listą zaleceń i receptą na leki.
Tak jak dwie pierwsze punkty wydawały mi się dość jasne, to po wyjściu z gabinetu szukałam więcej informacji o inozytolu. Jak się okazało inozytol jest ważnym składnikiem środowiska pęcherzykowego i badania naukowe potwierdzają, że jego wyższy poziom w płynie pęcherzykowym poprawia jakość komórek jajowych.
Dotarłam też do badań naukowych, które jasno pokazują, jak inozytol wpływa na poprawę wyników u osób z PCOS i insulinoopornością. Dodatkowo ten składnik pomaga uwrażliwić tkanki na działanie insuliny, a co za tym idzie pomaga walczyć z nadwagą. Oprócz tego obniża cholesterol i reguluje ciśnienie krwi.
Wszystkie badania były tak obiecujące, że od razu wprowadziłam zmiany. Zaczęłam się więcej ruszać, uczyłam się zasad diety z niskim indeksem glikemicznym, brałam metforminę i piłam sumiennie Inofem z mio-inozytolem.
Po 3 miesiącach schudłam 10 kilogramów, powtórzyłam badania i poszłam do mojego lekarza. Naprawdę nie spodziewałam się, że dokładnie 12 tygodni wystarczyło aby tak mocno poprawiły się wyniki, a ja czułam się o wiele lepiej. Pilnowałam diety i dużo się ruszałam – miałam cel i to on dodawał mi siłę w chwilach zwątpienia.
Po miesiącu od wizyty trzymałam w ręku pozytywny test ciążowy. Pamiętam to uczucie do dziś: pomieszanie ogromnej radości ze strachem, ale i nadzieją.
Mówią, że do trzech razy sztuka. W moim przypadku, gdybym sama sobie nie pomogła to wcale nie byłoby szczęśliwego zakończenia za 3 razem. A dzięki temu się udało!
Wiele kobiet nawet nie wie, że mają insulinooporność i PCOS. Dlatego tak ważne jest mówienie i pisanie na ten temat. Warto mieć tego świadomość i badać się. Bo jedno i drugie utrudnia zajście i donoszenie ciąży. A można odpowiednią dietą, aktywnością i suplementacją sobie pomóc.
Czy próbowaliście już zrobić magiczną lemoniadę zmieniającą kolor? Jeżeli nie – to zapraszam Was na dzisiejszy post z przepisem na ten naturalny napój bez barwników.
Post zawiera linki afiliacyjne
Dzień wcześniej zróbcie lód w kostkach. Oczywiście, można go pominąć – magiczna lemoniada wyjdzie też bez niego.
Zaparzcie herbatę w dzbanku – im więcej dodacie herbaty tym bardziej intensywny będzie kolor waszej magicznej lemoniady:)
Zalałam herbatę wrzątkiem, dodałam 2 łyżki cukru i odstawiłam do całkowitego ostygnięcia.
W międzyczasie wyciśnijcie sok z cytryn. Ja użyłam cytruskarki, która jest teraz dołączona do wyciskarki Kuvings, (Całość wyciskarka i cytruskarka dostępna są teraz w pakiecie z rabatem 240 zł). Promocja z wyciskarką cytrusów działa tylko do końca lipca – link TUTAJ.
Kiedy macie już wszystko gotowe, przechodzimy do robienia magicznej lemoniady:
Wsypcie lód, nalejcie niebieską herbatę, a później powoli nalewajcie sok z cytryny.
Kolory delikatnie się mieszają. Jeżeli będziecie chcieli przyspieszyć proces łączenia, to wystarczy wymieszać ją łyżeczką, stanie się różowa.
Lemoniada w smaku jest cytrynowa, jeżeli dodacie cukier lub ksylitol to będzie słodka. Można ją trzymać w dzbanku, ale najlepszy efekt jest wtedy, kiedy robiona jest na bieżąco w szklankach.
I tylko nie pytajcie proszę o wyciskarkę – wszystko o tym sprzęcie pisałam wam wcześniej w poście Wyciskarka wolnoobrotowa
W tamtym poście znajdziecie też przepisy do wyciskarki np. na:
Dziś polecę Wam 5 moich hitów kosmetycznych, za które nie zapłacicie więcej niż 10 zł. Myślę, że każdy ma takie tanie perełki w swojej łazience i warto się nimi podzielić. Zebrałam dziś moich ulubieńców – dostępne cenowo i dobre kosmetyki, które mogę Wam polecić.
Dostępne w najniższej cenie TUTAJ <- to mój ulubiony odcień – mam go od kilku miesięcy na stopach
A to mój drugi ulubieniec – mam go na dłoniach TUTAJ – jest idealny do french manicure
Tę linię lakierów odkryłam przypadkowo, chwilę po tym jak zrezygnowałam z robienia manicure hybrydowego. Szukałam trwałych lakierów, które nie odpryskują, dobrze się rozprowadzają i mają ładne kolory.
Dostępny od 6 zł TUTAJ
Aż trudno uwierzyć, że taki peeling kosztuje tak mało. Dobrze złuszcza naskórek, zostawia skórę gładką i lekko nawilżoną. Do tego ma bardzo poręczna tubkę i zajmuje niedużo miejsca w kosmetyczce. Używam go też na dłonie.
Idealny krem z mocznikiem, który złuszcza i nawilża naskórek. Jest wydajny i dobrze skoncentrowany. Można go stosować na noc – wtedy działa najlepiej.
Ten żel to ideał! Kupiłam go na zapas i aż trudno uwierzyć, że kosztuje 8 zł. Obłędnie pachnie, ma dobry skład i do tego bardzo dobrze myje. Jest wegański i ma poręczną butelkę. W tej serii są jeszcze inne zapachy, ale ten przypadł mi do gustu, bo pachnie orzeźwiającym mojito.
Dostępna najtaniej TUTAJ
Co roku w wakacje wracam do tej odżywki: kosztuje niewiele, a jest idealna. Latem mam przesuszone włosy, które potrzebują nawilżenia i dociążenia. Nakładam ją po myciu na 5 minut (ZAWSZE WCZESUJE SZCZOTKĄ) i spłukuję. Na moich wysoko porowatych włosach sprawdza się idealnie. Do tego ma poręczną tubę i zajmuje mało miejsca w kosmetyczce.
Mam też świetny żel do mycia twarzy, który co prawda kosztuje trochę więcej niż 10 zł, ale jest wart polecenia
Świetny żel do mycia twarzy, który dobrze oczyszcza, a do tego nie zostawia uczucia ściągnięcia. Wielki plus za szklaną butelkę. Ma zapach gumy balonowej (chociaż wiem, że to pomieszanie soku z brzozy i sorbitolu). Dobrze sobie radzi z niedoskonałościami, a do tego jest delikatny. Jest też polecany dla nastolatków.
Zimą używałam emulsji z tej serii i byłam bardzo zadowolona (ma właściwości myjące i nawilżające – raczej do skór suchych KLIK)
Tu macie wpis Pielęgnacja skóry dojrzałej a tu 7 sposobów na piękną i zdrową cerę i Efekt glow
A tu zobaczcie przejrzałam bibliotekę SkyShowtime – zobaczcie co można obejrzeć za 12,49:)
Dziś mam dla was przepis na chleb. Chleb, chlebuś, chlebunio tak smakowity, że palce lizać! Pyszny, zdrowy, orkiszowy, z ziarnami – a do tego do zrobienia w 5 minut.
Ten przepis jest z nami od około 6 miesięcy. Od jego odkrycia, nasze dzieci zaczęły jeść kanapki! No ale nie zagalopowujcie się – najczęściej są to kanapki z masłem:). Zresztą wcale im się nie dziwię. Chleb jest tak powalająco pyszny, że sam majstrując sobie kanapkę, kończę właściwie na maśle i odrobinie soli truflowej.
Droga do znalezieniu tego przepisu na chleb była dość wyboista. Kiedy się wyprowadziliśmy z Warszawy, Ania bardzo szybko odkryła cudowne źródełka świeżych warzyw, czy soczystych owoców na lokalnych ryneczkach. Ba – pierwszy raz w życiu dorobiliśmy się naszego własnego ulubionego rzeźnika (to jednak brzmi dużo raźniej niż „sklep mięsny”:))
Natomiast z pieczywem była lipa. Miesiącami szukaliśmy naszych smaków i nic. Z tej desperacji zainwestowaliśmy nawet w maszynę do pieczenia chleba. Ta zresztą mocno mnie rozbestwiła. Łatwość z jaką wrzuca się wszystkie składniki i tylko naciska przycisk. Brak potrzeby wyrabiania ciasta własnymi rękami i ugniatania tej lepkiej mazi – miodzio! Smakowity aromat unoszący się po domu i czule głaszczący duszę – no cud.
I kiedy już się wydawało, że „mamy to” – jak grom z jasnego nieba trafiła nas wiadomość, że nasz rzeźnik otwiera kolejną odnogę biznesu:
No i trafili jackpot. Doszedł nam codzienny rytuał po rozwiezieniu naszych pociech po placówkach – kolejeczka po przepyszny okrągły chleb. Maszyna do pieczenia zaczęła zbierać kurz i poszła w odstawkę. Smak chleba z piekarni jednak bił nasze wypieki na głowę! Czemu więc, zapytacie – znowu zaczęliśmy szukać alternatywy?
Niestety w piekarni, oprócz pysznego pieczywa, na półkach piętrzyły się i kusiły: bagietki, paluchy, drożdżówki, cynamonki, jagodzianki, gotowe kanapki i wszelkie możliwe oblane glancem i lukrowane pokusy świata.
Biorąc pod uwagę, że oprócz bochenka za kilkanaście złotych – nie dało się przejść obojętnie obok tej kuszącej słodkim zapachem rozpusty – codzienny rachunek tylko z piekarni zaczął się ocierać o 50 zł. A ubrania z kolei, krasnoludki mieszkające w naszych szafach, zaczęły zwężać jak nakręcone.
Jak więc pogodzić kubki smakowe i podniebienie rozbisurmanione smakiem chleba – jaki przenigdy nie chce wyjść z maszyny do pieczenia? Z wrodzoną awersją do żmudnego, własnoręcznego i codziennego zagniatania ciasta.
Będą przeświadczonym, że te obwarowania to twardy orzech do zgryzienia, ale z otwartą głową – pomaszerowałem na warsztaty z pieczenia chleba prowadzone przez Top Chef Ewelinę Łapińską do studia Atuty. Nauczyłem się tam piec przepyszny chleb na zakwasie – taki jak z naszej ulubionej piekarni! Schodzi by go zrobić 24h. Trzeba codziennie dbać o zakwas. Trzeba się niemiłosiernie naugniatać i kilkukrotnie ufajdać ciastem.
Efekt był oczywisty – zrozumiałem, że te kilkanaście złotych za bochenek chleba – to bardzo rozsądna cena. I jestem ją gotów płacić co dzień – byle tylko nie musieć ruszać palcem (całkiem oblepionym ciastem:)).
Poznałem też jednak na warsztatach przepis, który mnie absolutnie opętał – Przepis na chleb orkiszowy z ziarnami! Chef Ewelina pokazywała jak go zrobić tak naprawdę w przerwach technologicznych jakie mieliśmy walcząc z innymi przepisami.
Tu macie składniki. To trzeba tylko zasypać i wymieszać. Tu czekacie 20 min aż wyrośnie. Nie trzeba nic ugniatać ani wyrabiać! Brak potrzeby wyposażania się w żeliwne garnki do pieczenia chleba. Nie trzeba żadnej maszyny… Potrzebujesz tylko miskę, łyżkę, blaszkę i piekarnik – i już!
To co? Gotowi do upieczenia chleba i nie ubrudzenia sobie rąk?
A dla tych, którzy lubią kolejność w punktach:
Smacznego!
A jakbyś chciała ubogacić się nie tylko o przepis na chleb orkiszowy z ziarnami ale też na coś do niego – tu czeka na ciebie pachnąca Szakszuka