Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie

Nigdy nie byłam Perfekcyjną Panią Domu i test białej rękawiczki oblałabym na wstępie. Ale nie sądziłam, że aż tak zaniedbuję moich pomocników, którzy wspierają mnie w domowych obowiązkach. 

Są w domu takie sprzęty, bez których nie wyobrażam sobie życia. Z automatu wkładam, wciskam przycisk i się dzieje „Czystość”. Kiedy skończy – wyjmuję i rozkładam na swoje miejsca. Ot i filozofia! Codziennie ich używam, nie zastanawiając się co by było gdyby nagle odmówiły współpracy.

Nie zgłębiam tajników pracy, czy też innych programów. Mam swoje ulubione i z nich najczęściej korzystam. Nie wczytuję się w instrukcje, bo nawet nie wiem gdzie one są. Jak coś przestaje działać to radzę się dr. Google. Ostatnio zapytałam go:

„Umyte naczynia są mokre”

I znowu moja wina.

A naprawdę każda Pani Domu wie, że rzeczy zrobionych nie widać. Domownicy zauważają je dopiero, jak nie są zrobione. I tak się stało u nas.

Oczekuję od moich  domowych pomocników pełnej gotowości i świetnej pracy, a sama o nich nie dbam. Nie dziwię się w sumie, że przestają ze mną współpracować.

Ciężko mi to wyznać nawet przed sobą, bo to tylko potwierdza fakt, jak beznadziejną Panią domu jestem. Przyznam szczerze, że lista moich przewinień jest znacznie dłuższa. Przez moje „grzeszki” związane z brakiem dbania o ukochaną zmywarkę, przestała pracować, tak jak powinna.

Jednak w ostatnim czasie dowiedziałam się jakie były moje przewinienia i dziś się nimi z Wami podzielę. Może same również popełniacie te błędy, które prowadzą do powolnej śmierci Waszej zmywarki.

Co ja robiłam źle? (A właściwie, czego nie robiłam żeby zmywarka dobrze nam służyła).

To moja wina i mój obowiązek, który zaniedbałam. Zmywarka raz dziennie zmywa nasze rodzinne brudy, a ja powinnam o nią dbać.

Lista moich przewinień jest dość długa (niestety!). Właściwie moje „dbanie” o zmywarkę ograniczało się do włożenia tabletki myjącej. Nic poza tym.

1Sól dosypywałam jak mi się przypomniało (raz na pół roku).

2. Nabłyszczacz – a po co mi on?

3. Płyn do mycia zmywarki – to zmywarka nie myje się podczas zwykłego cyklu?

4. Odświeżacz – jak się szybko wstawia zmywarkę to nie ma nieprzyjemnego zapachu, więc nie widziałam potrzeby.

Do tego mogłabym wypisać całą listę skandalicznych czynności takich jak: ustawianie naczyń jedno na drugim, blokowanie dużym talerzem dyszy myjącej (dopiero gość z serwisu zwrócił mi na to uwagę), ładowanie zmywarki na full itp. itd.

Dowody są oczywiste:

Niedomyte talerze, głęboko osadzone zabrudzenia, tłuszcz i kamień, czyli efekty mycia w brudnej zmywarce.

Jak ma ona myć naczynia, skoro sama jest brudna?

Raz na jakiś czas warto użyć płynu do czyszczenia zmywarek Finish, który dogłębnie czyści głęboko osadzony (np. na filtrze) brud jak tłuszcz czy kamień. Wystarczy uruchomić pustą zmywarkę z płynem (na 65 stopni) i po jednym cyklu mamy czystą i pachnącą zmywarkę.

Ale jeżeli nie chcemy marnować jednego cyklu „na pusto” to możemy również wypróbować nowości – kapsułek Finish, które umieszcza się na dnie załadowanej zmywarki. Dzięki niej szybko pozbędziecie się tłuszczu i brudu, a zmywarka i naczynia będą czyste.

ROZWIĄZANIE

Regularne czyszczenie

Smugi i zacieki na naczyniach, mokre naczynia z melaminy po zakończeniu cyklu – brak nabłyszczacza.

Niewiele osób wie, że dzięki stosowaniu nabłyszczacza mamy:

  • błyszczące naczynia bez zacieków (nawet kieliszki wyglądają jak nowe)
  • suche i czyste naczynia, których nie trzeba wycierać. Nawet plastikowe kubki, czy talerzyki są idealnie wysuszone.
  • dodatkowe wsparcie dla zmywarki, której łatwiej jest osuszyć naczynia z nabłyszczaczem, bo tworzy warstwę ochronną na powierzchni

ROZWIĄZANIE

Nabłyszczacz Finish

Osad z kamienia na naczyniach – brak regularnie dosypywanej soli

Z solą mam taki problem, że niby wiem o konieczności jej dosypywania, ale nigdy nie pamiętam żeby to zrobić, bo nawet nie wiem po co mam to robić.

Dowiedziałam się, że dzięki regularnie dosypywanej soli:

  • zmywarka pracuje dużo lepiej i wydajniej
  • zapobiegamy powstawaniu osadu z kamienia na zmywarce (dla jej ochrony) i naczyniach

ROZWIĄZANIE

Dosypywanie soli

Nieprzyjemny zapach ze zmywarki – brak odświeżacza

Zawsze myślałam, że pojawia się dlatego, bo zbieram naczynia w zmywarce przez cały dzień i nawet się z nim oswoiłam. Jednak zawsze można użyć odświeżacza, którego woń zupełnie nie przenosi się na naczynia, a przy każdym otworzeniu zmywarki unosi się świeży zapach.

ROZWIĄZANIE

Odświeżacz Finish

Jak widzicie – dowody są oczywiste. Popełniłam chyba wszystkie możliwe zbrodnie wobec zmywarki, która ratuje moje dłonie przed codziennym zmywaniem. Nie dbałam o ten wspaniały wynalazek, a oczekiwałam od niej wielkiej efektywności.

Za karę: zmywanie ręczne! Oj szybko sobie zapamiętam wszystkie zasady dbania o zmywarkę.

Podczas mycia wbijam sobie do głowy, jak dbać o zmywarkę i obiecuję:

  • traktować ją z należytym szacunkiem i stosować się do zaleceń producentów
  • regularnie dosypywać sól i dodawać regularnie nabłyszczacz
  • co jakiś czas myć zmywarkę i czyścić regularnie filtr
  • dbać o woń za pomocą odświeżacza
  • układać talerze tak żeby każdy miał szansę zostać umyty
  • ładować ją w taki sposób, żeby nie trzeba było dopychać kolanem
  • przed każdym włączeniem sprawdzać czy żaden talerz nie blokuje dyszy myjącej
  • nie sprzeczać się z mężem o to, czyja kolej na rozładowanie czystych naczyń

A wtedy cała mokra robota przejdzie z moich rąk na zmywarkę, a my nie będziemy musieli się martwić praniem naszych brudów.

Winnym współudziału w tej zBRÓDni doskonałej jest marka Finish, która nie umywa rąk od brudnej roboty.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego smog jest niebezpieczny dla dzieci i jak się przed nim chronić – rozmowa z pediatrą

Taka piękna pogoda, a powietrze jest fatalne. Chciałoby się w odetchnąć, nie sprawdzać codziennie aplikacji z pomiarami, ale niestety nie da się. Nadal ten problem jest aktualny, dlatego poprosiłam naszą, zaufaną pediatrę żeby odpowiedziała na kilka pytań o tym, jak smog wpływa na zdrowie dzieci.

Dziś rozmawiam z pediatrą dr Ewą Miśko-Wąsowską, autorką bloga ewamisko.pl

Dlaczego smog jest groźny szczególnie dla kobiet w ciąży i małych dzieci?

Małe dzieci są bardziej podatne na negatywne skutki działania smogu, ponieważ mają niedojrzały zarówno układ oddechowy jak i immunologiczny. Niedojrzałe śluzówki i ich mechanizmy obronne, częste oddychanie przez usta i fakt, że większe stężenie zanieczyszczeń obserwujemy przy gruncie same chyba nasuwają nam odpowiedź.

Dzieci oddychają z większą częstotliwością (więcej oddechów na minutę niż dorośli), przez co więcej substancji toksycznych dostaje się do dróg oddechowych i więcej może się kumulować w organizmie.

Rozwój płuc u dzieci trwa do 6-8 r.ż. Narażenie w tym okresie na zanieczyszczenia powietrza może ten rozwój upośledzać i wiązać się z gorszym funkcjonowaniem dróg oddechowych nawet w wieku dorosłym. Wiele obserwacji i badań wykazuje, że w rejonach o znacznym zanieczyszczeniu powietrza więcej dzieci i dorosłych ma stwierdzoną astmę oskrzelową i częściej u nich występują zaostrzenia tej choroby.

Upośledzenie czynności dróg oddechowych i układu odpornościowego może się wiązać z częstszym występowaniem chorób zakaźnych płuc (np. zapalenia płuc). U dorosłych częściej również obserwuje się nowotwory płuc, rozedmę czy przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Badania pokazują też zanieczyszczone powietrze może wywoływać też choroby układu krwionośnego czy nerwowego.

Są również doniesienia, wykazujące negatywny wpływ zanieczyszczenia powietrza na rozwój płuc dzieci jeszcze w brzuchu mamy. Substancje toksyczne wdychane przez ciężarną przedostają się przez łożysko do organizmu rozwijającego się maluszka. Mogą też wiązać się ze zwiększonym ryzykiem porodu przedwczesnego i niskiej urodzeniowej masy noworodka.

Jak możemy je chronić?

Dobrze jest codziennie sprawdzać tzw. alerty smogowe i unikać spacerów, kiedy powietrze jest złej jakości. Dane dostępne są na stronie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz na stronach inspektoratów wojewódzkich. Można też się posłużyć aplikacją na telefon. Mieszkania też wietrzymy, kiedy jakość powietrza jest dopuszczalna.

Warto zadbać o to, aby pokój dziecka nie znajdował się od strony ulicy.

Unikajmy spacerów przy ruchliwych ulicach – wybierajmy te mniej uczęszczane i jak mamy możliwość to spacerujmy po parku.

Wyjeżdżajmy z dziećmi w miarę możliwości poza miasto – każdy pobyt w lokalizacji o czystszym powietrzu może być na wagę złota. Jeżeli musimy podróżować z dzieckiem autem to najlepiej robić to poza godzinami szczytu, okna w samochodzie powinny być pozamykane i wentylacje ustawione na obieg zamknięty.

Starszym dzieciom można rozważyć zakupienie maski antysmogowej, aczkolwiek ich skuteczność w ochronie przed tzw. pyłem zawieszonym jest trudna do oceny, trudno też dopasować wielkość maski do twarzy dziecka.

Nie zapominajmy też, że antyoksydanty w diecie pomagają w walce z wolnymi rodnikami, które powstają, gdy oddychamy zanieczyszczonym powietrzem. Dbajmy o urozmaicenie diety, o warzywa i owoce na talerzu.

Rośliny w pomieszczeniu również mogą pomóc w oczyszczaniu powietrza – efektywność ta ma znaczenie, gdy na każde 10 m2 przypada przynajmniej jedna roślina. Zanim jednak zakupimy konkretne gatunki należy się upewnić, czy nie będą one toksyczne dla dzieci i zwierząt (jak z nami mieszkają).

Warto rozważyć zakupienie urządzenia oczyszczającego powietrze z filtrem HEPA – dobre filtry oczyszczają powietrze nawet z najdrobniejszych cząsteczek zanieczyszczeń ale też z części alergenów, wirusów, bakterii czy grzybów. Taki oczyszczacz powinien być umieszczony w tym pomieszczeniu, w którym najczęściej przebywają dzieci – zwykle pokój dziecięcy lub salon.

Kiedy spacer możemy sobie darować?

Tu z pomocą przychodzą nam strony m.in. wspomnianych wyżej wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska, które podają z jakimi rodzajami zanieczyszczeń mamy do czynienia i czy wychodzenie na dwór jest wskazane. To samo dotyczy wietrzenia pomieszczeń.

Oddychanie przez nos oczyszcza trochę powietrze. Czy dawać mniejszym dzieciom smoczek na zewnątrz?

Tak, to dobry pomysł. Warto też podawać coś do picia – nawilżone śluzówki gardła będą w stanie zatrzymać część zanieczyszczeń.

Czy coś jeszcze możemy zrobić?

Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – należy bezwzględnie unikać palenia papierosów przy dzieciach – dotyczy to także osób, które wychodzą np. na balkon, żeby zapalić i zaraz wracają do pomieszczenia.

Okazuje się, że ilość zanieczyszczeń, na które są wówczas narażone dzieci jest porównywalna do tych, gdy dorosły pali bezpośrednio w pomieszczeniu, w którym przebywa dziecko! Bierne palenie jest również związane z rozwojem astmy oskrzelowej i innych chorób układu oddechowego i nie tylko.

Dziękuję za rozmowę.

O smogu trzeba mówić głośno przez cały rok, a nie tylko wtedy kiedy normy są przekroczone parokrotnie. Jest to problem, który narasta z roku na rok i budzi dużo emocji. Ważna jest edukacja, ale też działanie na rzecz poprawy jakości powietrza. 

Puść dalej ten wpis, niech szersze grono dowie się, jak smog szkodzi najmłodszym.

a tu rozmowa z Panią doktor Katar u dzieci – 10 pytań do zaufanego pediatry

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wszystko widzę jako sztukę – genialna wystawa dla dzieci

Wszystko widzę jako sztukę w Zachęcie to wystawa, na którą czekałam bardzo długo. Kiedy tylko zobaczyłam już zapowiedź, wiedziałam, że warto odwiedzimy ją z dziećmi. Dziś tam byliśmy i przygotowałam dla Was krótką relację.

O tym, dlaczego lubimy zabierać dzieci w takie miejsca pisałam we wpisie Dlaczego

Sztuka współczesna wychodzi do dzieci w taki sposób, który są w stanie poznać. Czyli jak? Za pomocą wszystkich zmysłów. Dzieci nie potrafią się opanować przed dotykaniem eksponatów w muzeum, czy też poznaniem innymi zmysłami. Lubią się poruszać, być głośno, zadawać mnóstwo pytań…

Nie sztuką jest przygotować wystawę, która pokazuje dzieło. Sztuką według mnie jest taka prezentacja, która pozwoli ją zrozumieć. Dzieci mają niesamowite wyobraźnię i dzięki niej tworzą niesamowite rzeczy. Tak właśnie zaplanowana jest wystawa dla dzieci „Wszystko widzę jako sztukę”.

„Każde dziecko jest artystą. Jedyny problem to pozostać artystą, kiedy się już dorośnie”,

Pablo Picasso

Sam zamysł interaktywnej wystawy jest wspaniały:

„Dzieci przekonają się, że mogą robić najróżniejsze rzeczy: obierać w galerii ziemniaki jak Julita Wójcik, wyszywać makatki jak Monika Drożyńska, naklejać na ścianach kolorowe taśmy jak Edward Krasiński, poświęcić życie malowaniu liczb jak Roman Opałka, rzucać kostkami do gry jak Ryszard Winiarski, malować swoje ciało na czarno jak Aneta Grzeszykowska. Traktujemy najmłodszych widzów poważnie — nie tłumaczymy, nie podpowiadamy, nie narzucamy, jak dzieła sztuki należy rozumieć, za to zachęcamy do myślenia i wyrażania własnych opinii.”

Naprawdę Wam polecam odwiedzić warszawską Zachętę z dziećmi.

Wystawa „Wszystko widzę jako sztukę” będzie otwarta do 03.06.2018 r. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ

p.s. Wystawa w Zachęcie jest od wczoraj, dlatego są tam prawdziwe tłumy. Myślę, że za kilka tygodniu będzie luźniej. Jeżeli planujecie wizytę, to spróbujcie wybrać inny dzień niż weekend, bo spora ilość zwiedzających utrudnia swobodne korzystanie z wystawy.

My napewno wybierzemy się tam jeszcze raz, na spokojnie w dzień powszedni (galeria czynna jest do 20). Możecie też przekazać nauczycielkom swoich dzieci, że możliwe jest wejście grupowe.

A sama wystawa jest rewelacyjna! Moje dzieci nie chciały stamtąd wyjść.

Wszystko widzę jako sztukę

wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę
wszystko widzę jako sztukę

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Bidon dla dzieci – najlepszy model jaki mieliśmy

Bidon dla dzieci do picia wody – to jedna z rzeczy, którą warto mieć. Mieliśmy do czynienia z 10 modelami, ale dopiero ten spełnił wszystkie wymagania. Używamy go cały czas, a on wciąż wygląda jak nowy. Dziś pokażę nasz ulubiony bidon dla dzieci B.box.

Kiedy zaczynamy rozszerzać dietę dzieciom, to szukamy również odpowiedniego kubka do podawania wody. Każde z moich dzieci zaczynało od kubka Doidy cup, o którym pisałam wpis Doidy. Niestety ten kubek nie sprawdza się na spacerach, dlatego szukałam butelki lub bidonu, z którego może napić się 7-miesięczne dziecko.

Nie zdecydowaliśmy się na typowy niekapek lub kubek 360 stopni, bo tego typu naczynia nie wspierają prawidłowego rozwoju aparatu artykulacyjnego (pisałam o tym we wpisie: Co z tym niekapkiem). Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest bidon dla dzieci.

Picie przez słomkę wspomaga rozwój mięśni aparatu artykulacyjnego – pisałam o tym tu: Dlaczego warto pić przez słomkę

Kupiłam więc pierwszy bidon, który wyrzuciłam po dwóch dniach. Mimo tego, że był zamknięty zalał mi całą torbę z książeczką zdrowia dziecka. Byłam wściekła i zaczęłam szukać innego modelu. Wypróbowaliśmy bidony kilku różnych firm i dopiero niedawno trafiłam właśnie na ten – B.box.

Bidon dla dzieci B.box – czym się wyróżnia

  • on naprawdę nie kapie – nawet przy pochyleniu. Bez zamknięcia pokrywki wypadnie jedna kropelka i koniec. Skończył się etap, kiedy mam zalane pół torebki, bo bidon się otworzył. Ostatnio nawet włożyłam go do torby razem z laptopem i się nie obawiałam.
  • rurka przemieszcza się wraz z pochyleniem bidonu i dzięki temu można pić z niego w różnych pozycjach i prawie do ostatniej kropli
  • łatwo się czyści i myje – moje dziecko nie pije w nim niczego innego niż wody, więc nie musimy go specjalnie czyścić. Myjemy go w zmywarce, a on wciąż wygląda jak nowy. Jak czytałam opinie innych mam, to wynika z nich, że jednego bidonu można używać nawet przez pół roku. Można dokupić zestaw z dwoma wymiennymi rurkami i szczoteczką do rurki TUTAJ
  • ma uchwyty, dzięki którym nawet małemu dziecku będzie łatwo się napić
  • odbezpieczenie pokrywki nie wymaga użycia siły, więc dziecko będzie w stanie samo go otworzyć i zamknąć
  • łatwo się go zakręca i odkręca żeby nalać wody
  • bidon dla dzieci B.box ma miarkę, która może być potrzebna np. przy jelitówce lub żeby podać rozpuszczony lek. Mamy też informację, ile dziecko wypija dziennie płynu.
  • dzięki temu, że jest przezroczysty widzimy ile zostało w nim wody
  • według nas trochę mocniej trzeba ssać żeby poleciała woda, co jest na plus, bo mięśnie aparatu artykulacyjnego mocniej pracują. To samo dotyczy grubości słomki, im jest cieńsza tym więcej pracy muszą wykonać mięśnie
  •  ma pojemność 240 ml, która wystarcza nam na cały dzień (warto zwrócić uwagę na różnorodność i nie podawać dziecku płynów tylko w bidonie z rurką- my pijemy też z otwartego, zwykłego kubka).
  • jest lekki i mieści się do organizera
  • cena jest wyższa niż inne, z którymi mieliśmy do czynienia, ale widzę, że warto zapłacić więcej i mieć bardzo dobry produkt na dłużej.

Śmiało mogę powiedzieć, że w końcu znalazłam bidon dla dzieci, który spełnia moje wszystkie wymagania. Nie przecieka, dziecko samo może się z niego napić, a do tego sprawnie się go czyści.

Bidon B.Box dostępny jest TUTAJ

bidon dla dzieci
bidon dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mój szybki sposób na piękne włosy

  • URODA
  •  komentarze [22]

Czy Wasze włosy po zimie też wysyłają sygnał SOS? Moje potrzebowały ratunku, bo tak fatalnego stanu czupryny już dawno nie miałam. Ale znalazłam szybki ratunek na to, jak odżywić włosy na wiosnę.

Co to za sposób? To demakijaż włosów.

Chyba każde włosy nie lubią się z czapkami, kapturami, mrozem, suchym powietrzem i gorącymi podmuchami suszarki. Moja czupryna mocno się zmieniła, bo warunki pogodowe jej nie sprzyjają. A ja dodatkowo nie mam czasu specjalnie o nią zadbać. Krótko mówiąc – moje włosy są w kiepskim stanie – przyklepnięte na górze i suche na końcach.

Do tego je zaniedbałam. Czas w łazience mam ograniczony do minimum, więc przyznaję się, że moje wcześniejsze zabiegi (olejowanie, mycie metodą OMO, wcierki) zastąpiło szybkie mycie głowy, nałożenie maski lub odżywki.

Moje włosy nie zostały mi dłużne i po prostu się zbuntowały. Do tego swędziała mnie skóra głowy, a czasem nawet bolała. W styczniu miałam badanie skóry głowy, które potwierdziło, że mam zanieczyszczone cebulki włosów. Zdziwił mnie ten wynik, bo zawsze dokładnie myłam skalp, ale jak się okazało, to nie wystarczy.

Wszystkie zanieczyszczenia, które osadzają się na skórze głowy źle wpływają na pracę gruczołów łojowych, często powodując łupież i niedotlenienie cebulek, a przez to włosy rosną słabe i matowe. Skóra głowy, która jest zanieczyszczona często swędzi, pojawiają się wypryski lub mocno się przetłuszcza. Warto zadbać o odpowiednią pielęgnację, a przede wszystkim o oczyszczanie.

Już wtedy specjalistka poradziła mi, żebym raz w tygodniu robiła peeling skóry głowy i myła włosy oczyszczającym szamponem. Wzięłam sobie to do serca i jak zobaczyłam, że na rynek wchodzi nowa linia kosmetyków do demakijażu włosów – postanowiłam ją przetestować.

Obiecałam też, że się podzielę moimi wrażeniami z testów linii BIOVAX BOTANIC, która zaprosiła mnie współpracy.

Produkty L’biotica znam i lubię od dawna, więc byłam pewna, że nowe kosmetyki z tej linii będą dobre dla mojej skóry i włosów, ale nie spodziewałam się takiego efektu. Żałuję, że nie zrobiłam sobie zdjęcia „przed” i „po”, bo już po jednym zabiegu, moje włosy odzyskały dawną świetność.

Co wchodzi w skład linii oczyszczającej?

  • peeling trychologiczny do skóry głowy
  • oczyszczający szampon micelarny
  • ekspresowa, nawilżająca odżywka 7w1

Wszystkie produkty z linii BIOVAX BOTANIC zawierają organiczne ekstrakty z czystka i nasion czarnuszki. Są to rośliny, które mają pozytywny wpływ na stan skóry i włosów.

Czystek 

działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo. Intensywnie oczyszcza skórę głowy i reguluje wydzielanie sebum.

Czarnuszka 

bardzo dobrze wpływa na stan skóry głowy i łagodzi podrażnienia. Poprawia też wygląd włosów i wzmacnia blask.

Każdy z kosmetyków z tej linii zawiera 90% substancji pochodzenia naturalnego. Do tego mają certyfikaty ECOCERT i COSMOS.

Nie mają też SLS, SLES, parabenów, silikonów.

Tyle o kosmetykach, czas przejść do moich wrażeń po testowaniu.

Peeling trychologiczny do skóry głowy 

TUTAJ

Z nadzieją użyłam go pierwszy raz. Na mokrą skórę głowy nałożyłam peeling i delikatnie masowałam. Już sam masaż mnie odprężył. Bez problemu spłukałam kosmetyk z drobinkami i na tak przygotowany do dalszej pielęgnacji skalp, nałożyłam niewielką ilość szamponu.

Micelarny szampon oczyszczający 

TUTAJ

Niewielka ilość szampony wystarczyła, że umyć bujną czuprynę. Zaskoczyło mnie to, że kosmetyk bardzo dobrze się pieni, co jest niespotykane w szamponach bez SLS i SLES. Dzięki temu rozprowadziłam szampon na całej długości włosów i delikatnie umyłam. Nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie się spłukiwał. Na koniec nałożyłam ekspresową odżywkę 7w1.

Nawilżająca odżywka ekspresowa 7w1 

TUTAJ

Nałożyłam niewielką ilość odżywki na włosy (od okolic ucha do dołu). Ma przyjemny, świeży zapacg i dobrze się rozprowada. Poczekałam minutę i zmyłam.

Cały zabieg trwał może 7 minut.

Wypiłam czystek, zdjęłam ręcznik z włosów i zostawiłam włosy do wyschnięcia. Zapomniałam nawet, że użyłam czegoś nowego, bo wciągnęły mnie domowe obowiązki. Kiedy po 2 h poszłam do łazienki, to nie mogłam nie zauważyć efektów oczyszczania włosów i skalpu.

Moje oklapnięte wcześniej włosy były uniesione u nasady, błyszczące (a mam farbowane) i do tego tak miękkie i lekkie, że byłam zaskoczona. Po kilku dniach zauważyłam też, że przestała mnie swędzieć skóra głowy.

Wystarczył jeden zabieg (mechaniczny peeling) plus odpowiednie kosmetyki do włosów, a ja czułam działanie.

Peeling trychologiczny 

usunął zanieczyszczenia z mojej skóry i poprawił krążenie. Dodatkowo pozbyłam się pozostałości po kosmetykach  do stylizacji. Ten zabieg oczyścił cebulki i przygotował je do dalszych etapów pielęgnacji. Efekt był widoczny już po tym jednym razie. Peeling wystarczy robić raz w tygodniu.

Szampon micelarny 

bardzo dokładnie oczyścił moje włosy, bo na całej długości zrobiły się lekkie. Wcześniej miałam niektóre miejsca bardziej przyklapnięte i jakby nie do końca umyte. Teraz już wiem, że ten szampon będzie mi towarzyszył co drugie mycie, żeby nadać włosom tę lekkość i uniesienie u nasady.

Odżywka 

na końcu nawilżyła moje końce i przywróciła blask. Włosy są miękkie i nawilżone. Wystarczy ją zostawić na jedną minutę. W składzie jest wyciąg z bursztynu, który jest naturalnym filtrem słonecznym. Teraz stosuję ją po każdym myciu, bo jest bardzo skuteczna i szybko działa.

Nie wiedziałam, że demakijaż włosów może być ważnym elementem pięlęgnacji. Dlatego moje włosy wcześniej były matowe i pozbawione blasku. Nie sądziłam też, że regularny peeling skóry głowy działa w taki sposób, że unosi je u nasady i dodaje włosom lekkości. Polecam Wam linię BIOVAX BOTANIC, szczególnie przed wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia, a my mamy chęć wyjątkowego zadbania o siebie.

Żeby i Wam umożliwić przetestowanie tych produktów, to mam dla Was kod na 15 % rabatu na cały asortyment sklepu www.biutiq.pl od 6-11 marca, kod: nebule.

Zdjęcia Justyna Duszak

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książki do czytania dzieciom przed snem

Mnie książki bardzo skutecznie usypiają, dlatego stworzyliśmy naszym dzieciom rytuał przed snem, który ułatwia odpłynięcie. Dziś pokażę Wam nasze hity, po które najczęściej sięgamy wieczorem.

Czytanie książek przed snem jest nawykiem GENIALNYM!

Dlaczego  warto to robić?

  • stworzenie rytuałów przed snem pozwala uporządkować wieczór, dzieci czują się wtedy bezpiecznie, a rodzice (na oparach energii) wiedzą co robić żeby spokojnie pójść spać
  • czytanie książek przed snem wycisza
  • badania dowodzą, że czytanie nawet 6 minut przed snem zmniejsza stres i napięcie o 68% (dotyczy też dorosłych) link
  • to świetny sposób na tzw. „quality time” kiedy po całym, zabieganym dniu mamy chwilkę żeby położyć się lub usiąść przy dziecku i być tylko z nim
  • kiedy dzieci mają rodzeństwo to czytanie tylko jednemu dziecku bardzo pozytywnie wpływa na jego samoocenę. Oczywiście czytanie dwójce też jest super. Ale od czasu do czasu warto poczytać coś tylko jednemu dziecku
  • buduje dobre nawyki na przysłość

Kiedy zacząć czytać przed snem?

Jest to zupełnie indywidualne. Są dzieci, które potrafią wysiedzieć przy książce już w wieku 18 m. A są takie, które dopiero w wieku 3 lat. My przy dwójce dzieci zaczynaliśmy około 20 miesiąca życia. Zbudowaliśmy taki rytuał: kolacja-kąpiel-czytanie w łóżkach- zasypianie przy śpiewaniu. Nam on odpowiada i naszym dzieciom również.

Dodam też, że na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy dzieci zasnęły W TRAKCIE czytania. Dopiero po przeczytaniu, zgaszeniu światła i śpiewaniu kołysanek usypiają na dobre.

A jakie książki czytamy?

Z Julem zaczynaliśmy od tej.

Zaśnij ze mną, Vincent Bougeau wyd. Babaryba

DOSTĘPNA TUTAJ

O czym jest książka? O rytuałach przed snem. Rodzic razem z dzieckiem przygotowuje do snu… książkę. Pyta ją czy umyła zęby, czy opowiedzieć jej bajkę, czy nakryć kocykiem itd. Świetna książka dla małych dzieci. My ją uwielbiamy!

„Wszyscy ziewają”, Anita Bijsterbosch, wyd. Adamada

DOSTĘPNA TUTAJ

Świetna książka do czytania o każdej porze. U nas się sprawdza nawet wieczorem, mimo tego, że jest dość aktywizująca. W środku są otwierane okienka, a właściwie są to „ziewające paszcze” zwierząt. Julek uwielbia ją czytać, naśladuje, nazywa zwierzęta i naprawdę ziewa:) a my razem z nim! Ziewanie jest zaraźliwe (dzięki neuronom lustrzanym) i to właśnie dlatego nie możemy się opanować przed tą czynnością.

Snów kolorowych, placu budowy, Sherri Duskey Rinker, wyd. Nasza księgarnia

DOSTĘPNA TUTAJ

Jedna z niewielu książek, którą czytamy bardzo regularnie (nie tylko przed snem). Jakby ktoś mnie zapytał, jaka jest Jula ukochana książka to byłaby właśnie ta. A o czym jest? Cały plac budowy zbiera się do snu. Betoniarki, koparki, ładowarki kończą pracę i zamykają powoli oczy. Książka jest genialna! Jeżeli jeszcze jej jakimś cudem nie znacie, to koniecznie kupcie.

Masło śpi, Agata Królak, Tina Oziewicz wyd. Dwie siostry

DOSTĘPNA TUTAJ

To jest hit! Ta książka zawładnęła naszym domem, bo Julek teraz chce  przed snem czytać tylko ją. Często wieczorem szukam jej wszędzie, bo bez niej nie ma usypiania. Jul zna już ją na pamięć i mnie poprawia.

Jest cudownie napisana i zilustrowana. Najpierw myślałam, że otwierane okienka będą za mocno aktywizować przed snem, ale się myliłam. To idealna książka do czytania tuż przed odpoczynkiem.

Sama również czerpię ogromną przyjemność z tej lektury, bo jest zabawna.

„Wszystkie kredki śpią w piórniku,

tylko jedna poszła siku.”

Te słowa za każdym razem wywołują na moje twarzy uśmiech 😉

Raz, dwa trzy, zaśnij Ty!, Dorota Kassjanowicz, Gosia Herba, wyd. Znak Emotikon

DOSTĘPNA TUTAJ

Świetny zbiór wierszyków, które nawiązują do snu. Genialnie napisane i zilustrowane. Sama zaczynam ziewać przy tej książce, bo w tekst wplecione są różne motywy, które mniej lub bardziej kojarzą się ze spaniem. Jest odliczanie, kolorowe sny i dużo ciekawych porównań. Do tego całość zdobią piękne ilustracje ze zwierzętami.

Charlie i Lola. Wcale nie jestem śpiąca i nie chcę iść spać, Lauren Child, wyd. Media rodzina

DOSTĘPNA TUTAJ

Książka napisana dla małych buntowników, którzy walczą z tym żeby nie iść spać. Lubimy bardzo to rodzeństwo (oglądamy tez bajki), bo z każdej opowieści płynie ciekawy morał. W tej opowieści, młodsza siostra nie chce iść spać, ale na szczęście jej brat ma na to pomysł i oczywiście się udaje.

Jeżeli nie znacie jeszcze tej serii, to polecam ją bardzo dla dzieci 3+ (Lilka wciąż je lubi).

Pościel – Snap the moment

Moje kapcie – Oysho 

Jelonek Maileg

a tu macie Książki dla najmłodszych dzieci wspierające rozwój mowy:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najciekawsze produkty Targów Kids Time 2018

W tym roku, w końcu udało mi się dojechać na Targi Kids Time, które odbywają się co roku w Kielcach. Znalazłam tam wiele ciekawych rzeczy, o których napewno niedługo będzie głośno. A Wy dowiecie się o nich jako pierwsi. 

Mnóstwo stoisk, a na nic cały ogrom rzeczy, które mają służyć dzieciom i ich bliskim. Nie ukrywam, że targi zrobiły na mnie ogromne wrażenie, bo jeszcze nigdzie nie widziałam aż tylu ciekawych rzeczy, które z pewnością w niedługim czasie zrobią furorę. Udało mi się też odwiedzić znane mi marki, z którymi współpracuję od dawna i zamienić kilka słów.

Przechodząc do konkretów.

Dziś zaprezentuję to, co zwróciło moją uwagę na Targach i jestem pewna, że w tym roku będzie o nich głośno.

Grimm’s Woodentoys

Przechadzałam się spokojnie wśród stoisk na targach i nagle w oddali zobaczyłam charakterystyczną, kolorową tęczę. Nie ukrywam, że trochę przyspieszyłam, bo wydawało mi się, że to słynna tęcza Grimm’s. Okazało się, że miałam rację. Od marca świetne, drewniane zabawki tej niemieckiej marki będą  powszechnie dostępne w Polsce. Ogromnie mnie to cieszy i już nie mogę się doczekać.

Zabawki będzie można kupić w różnych sklepach. Dam Wam znać, jak tylko się pojawią.

Sensoryczne zabawki dla najmłodszych Dolce

Zainteresowały mnie te zabawki, bo mają sporo sensorycznych elementów, ale w umiarkowanym stopniu. Widziałam kilka naprawdę fajnych, miękkich zabawek i myślę, że będą bardzo ciekawe.

Gryzaki Oli & Carol

Soczyste, miękkie i kolorowe gryzaki wykonane z kauczuku i malowane naturalnymi farbami. Niezmiennie mnie zachwycają i jakbym mogła wybrać jeden, to nie mogłabym się zdecydować.

Dostępne są w różnych formach i kolorach w sklepie Muppetshop

Tierpuzzle – najpiękniejsze puzzle jakie widziałam

Piękne, kartonowe puzzle dla starszych dzieci. Można później używać ich do innych zabaw. Absolutnie skradły moje serce!

Domek dla lalek Lottie

Lilka ostatnio bardzo dużo bawi się małymi laleczkami Lottie i wypatrzyłam, że już niedługo pojawi się do nich taki piękny, drewniany domek.

Parking Plan toys

Wypatrzyłam go dla Julka. Wygląda świetnie, a do tego nie jest ogromny. Jest już dostępny TUTAJ

Magiczny piasek Angel sand

Moje dzieci obecnie przechodzą fascynację piaskiem kinetycznym, więc na targach zwróciłam uwagę na podobne produkty. Absolutnie zachwycił mnie ten aksamitny piasek, który jest przemiły w  dotyku. Już zamówiłam dla dzieci zestaw z zamkiem KLIK i z piaskownicą KLIK

Zabawki z korka Elou

Moją uwagę przyciągnął ciekawy design i materiał, z jakiego wykonane są te klocki. Są twarde, a jednocześnie lekkie. Zapowiadają się świetnie. Będą dostępne w kwietniu.

Nowości Janod

Czekam również na nowości znanej i lubianej przez nas marki Janod. Będzie sporo ciekawych rzeczy takich jak np: elektryczne pianinko, czy nowe gry i zabawki edukacyjne.

Retro seria Moulin roty

Lubię taki retro design i jestem ciekawa nowości z tej marki. Widziałam ciekawe gry i drewniane układanki w kształcie domku.

Symfonia B.toys 13 elementów

Tak! Znów będzie dostępna stara wersja symfonii, o której pisałam obszerny wpis: Dyrygentem być. Jest to zabawka genialna, która służy nam już kilka lat.

Nowości Skip hop

Jak zwykle marka Skip hop będzie miała nowości, na które warto zwrócić uwagę. Mi wpadło w oko kilka ciekawych rzeczy.

Dwustronna mata do zabawy (z drugiej strony jest bardziej stonowana i będzie się nadawała dla mniejszego dziecka). Później może służyć jako dywan. Powierzchnia bardzo łatwo się czyści i jest ciekawą alternatywą dla dywanu. Dostępna już TUTAJ

Gryzak z płytką, który wkłada się do lodówki i długo trzyma zimno

Butelka z dzióbkiem dla starszych dzieci

Nowe wzory Skip hop ZOO

Nietoperz, lama, leniwiec i słoń <3

Organizer na brzeg wanny żeby dziecko nie wylewało wodę

Nowy organizer na wózek z zapięciem i bardziej eleganckim lookiem

(już się na  niego czaję, bo mam poprzednią wersję i uwielbiam)

Fotelik Avionaut AeroFIX RWF 0-17,5kg

Polski fotelik, który pozytywnie przeszedł szwedzki Plus Test (WOW!). Do tego jest w całości produkowany w Polsce. Mam nadzieję, że uda nam się go przetestować i dam Wam znać o naszych odczuciach. Zapowiada się rewelacyjnie.

Foteliki rowerowe Bobike

Na swoje urodziny dostałam stylowego Holendra, więc teraz szukałam fotelika na rower. Na targach wpadłam na Bobike i bardzo mi się spodobały.

Krzesło rosnące z dzieckiem Cybex Lemo

Wygląda bardzo ciekawie i pasuje idealnie do nowoczesnych wnętrz.

Nowa kolekcja butów Bobux

Kolekcja, która jest po prostu przepiękna! Jest już dostępna w sklepie: Bobux

Udało mi się również zobaczyć kilka modeli z kolekcji zimowej – w końcu Bobux będzie miał ocieplany wełną merynosów model na rzepy!

Nowa kolekcja mękkich kapci Superfit z oddychającą podeszwą.

Te wzory 🙂

Kalosze Ducksday

Wyglądają bardzo ciekawie i to chyba na nie zdecyduję się na wiosnę

Polska marka czapek Pupill

Odkryłam też polską markę, która szyje dziecięce czapki. Przyciągnęły mnie stonowane kolory, a kiedy ich dotknęłam to przepadłam. Już wiem, że zamówię dzieciom właśnie te czapki na wiosnę i lato. Niesamowicie miękkie, fajnie uszyte i w atrakcyjnych cenach. Dostępne TUTAJ

Bugaboo Fox

Nowy wózek Bugaboo, który zapowiada świetnie. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze go przetestować. Pierwsze wrażenia były znakomite: prowadzi się jedną ręką, składa w jednej części i do tego ma sporo nowych funkcji.

Wózek już niedługo będzie dostępny w sklepie Muppetshop

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 ciekawostek o rozwoju dzieci, o których nie przeczytasz w żadnym poradniku dla rodziców

Gdyby do każdego dziecka była dołączona instrukcja obsługi, to nasze rodzicielstwo byłoby zdecydowanie prostsze. Jednak wydaje mi się, że wtedy mogłoby być też naprawdę nudne, bo byłoby bardzo przewidywalne. A tak rodzicielstwo jest niekończącą się wędrówką, czasem po zielonym, pachnącym lesie, a czasem po dżungli amazońskiej w czasie pory deszczowej.

Jest wiele poradników dla rodziców, które zawierają informacje o rozwoju dzieci. Jednak nikt nie odważył się jeszcze spisać TYCH najciekawszych, które my, rodzice pamiętamy do końca życia.

1. Twoje dziecko ma trzecie oko

Jeżeli masz dziecko między pierwszym, a drugim rokiem życia (a niektóre egzemplarze nawet i później) to poproś je żeby spojrzało na Ciebie przez rolkę po papierze toaletowym/lunetę/kalejdoskop. Jaka będzie Twoja mina, kiedy przyłoży ów rekwizyt pomiędzy dwoma gałkami ocznymi? Ja się uśmiałam! Trzecie oko, jak nic!

A tak naprawdę jest to objaw jeszcze nieustalonej lateralizacji oraz ćwiczeniu czynności symetrycznych takich jak chodzenie. Każdy z nas ma dominujące oko i dopiero po 2 roku życia dzieci będą częściej wybierać jedno oko. Ten proces trwa aż do 6 roku życia (a niektóre źródła mówią, że nawet dłużej).

2. Dzieci mają 6 zmysł kiedy chwalimy się innym

Wystarczy napomknąć znajomym, czy też rodzinie, że nasze dziecko (niepotrzebne skreślić):

– śpi w swoim łóżeczku

– zasypia samo na noc

– nie wstaje o 5 rano

– nie chorowało od pół roku

– jest wesołe i uśmiechnięte

To możecie być PEWNI, że ono to słyszy, bo na 100% już dzisiejszej nocy będzie: płaczliwe, zaśnie na nas i nie będzie można go przenieść do swojego łóżka, o 2 w nocy okaże się, że ma 39 stopni gorączki i wstanie o 5 rano. A wszystko w piątek wieczorem, bo dzieci najczęściej chorują na weekend, kiedy nie ma dostępu do lekarza i umówiłaś się z przyjaciółką. (Amerykańscy naukowcy powinni przeprowadzić badania na ten temat).

3. Nie budzi ich sąsiad z wiertarką udarową za ścianą, a jak tylko usiądziesz na kanapie i ona lekko zaskrzypi…

Nie wiem co to za zmysł, ale jest szczególnie wyczulony u tych najmniejszych. Kiedy rodzic w końcu wszystko ogarnie i chce posadzić swoje umęczone członki na wygodnej kanapie to prawdopodobieństwo pobudki wzrasta o 80%, a jeżeli dzierży w dłoni z filiżankę aromatycznej kawy to wzrasta już do 100%. Co to za instynkt?

Czyżby atawizm, kiedy nasze dziecko interpretuje nasze kocie, pozbawione gwałtowności ruchy jako skradającą się zwierzynę do jaskini? Że za 3,2,1 sekund otwiera oczy?

4. Zabawką za milion monet pobawi się najwyżej 10 minut, a wacikowi kosmetycznemu wyzna miłość i będzie chciało z nim spać.

Im bardziej rodzic się stara wywołać radość na dziecięcej twarzy drogą zabawką, tym efekt będzie bardziej mizerny. Tyle wysiłku, a pieseczek na baterie leży w kącie z łapami do góry. A wystarczy powiedzieć: „To moje płatki! Są mi potrzebne” i zostawić na chwilę dziecko w łazience. Nie minie 10 sekund, a już pulchna łapka sięgnie po okrągłe cudeńko.

Tak samo jest z różnymi drobiazgami, które z pozoru mogę nam się wydawać nieciekawe. Jednak dzieci odnajdą ich drugie dno.

5. Kiedy krzątasz się po domu i w końcu usiądziesz żeby złapać oddech – to po ilu sekundach będziesz miał dziecko na głowie/przy nodze/na kolanach?

Obstawiam, że po 10 i to szybko liczonych. Dzieci mają ten dar, że potrafią wyczuć kiedy nasze ciało dotyka fotela, kanapy, a nawet podłogi. Nie będę wymieniać toalety, bo to przecież oczywiste. Nie ma czytania, nie ma herbaty picia jest zabawa i wygłupy z lekko ociężałym rodzicem.

6. Kolor kubka lub talerza może zrujnować dzień

Żaden mądry poradnik nie uczy rodziców, jak przewidywać gusta ich pociech, szczególnie z rana, kiedy jeszcze niezbyt w dobrych humorach siedzą przy stole. Wydawać by się mogło, że maleńkie auto na talerzu nie zostanie zauważone przez rozespane oko 5-latki, dla której jedyny właściwy kolor to „elzowy”. Nic z tych rzeczy, nie ten talerz, nie ten dzień, nie ta mama i idzie kula śnieżna, która nabiera na prędkości i na koniec uderza biednego rodzica prosto w twarz.

7. Potrzeby fizjologiczne ZAWSZE są komunikowane w najmniej pożądanych sytuacjach

Wielu rodziców już się w tym temacie wyedukowało, zapominają o tym tylko nowicjusze. Każdy rodzic przed wyjściem z domu (szczególnie zimą) pyta dziecię: „Chcesz siku?”. Odpowiedź pada „tak” lub „nie”, ale z doświadczenia wiem, że i tak nie ma to wpływu na dalszy rozwój wydarzeń. No więc mimo tego, że dziecię już w toalecie nawet było, to jak mu założysz niekończący się ciąg:

rajstopyspodniekurtkirekawiczkiczapkiszalikibuty. To i tak albo tuż po wyjściu lub chwilę po tym usłyszysz: „Mamo, chce mi się…” I już nawet nie musi kończyć, bo ja już to WIEM i krew mnie zalewa. Już nie wspomnę o sytuacjach kiedy jesteśmy np. w restauracji i dzieci się bawią 40 minut w oczekiwaniu na jedzenie i kiedy ono wreszcie przychodzi to co słyszę: „Mamo, chce mi się…” A sytuacje najbardziej hardcorowe, o których nie przeczytasz w żadnym poradniku to wyjście samemu z dwójką dzieci, kiedy jedno patrzy Ci głęboko w oczy i mówi: „Mamo, chcę mi się…” A mi właśnie wtedy chce się… wyć!

8. Najlepszy czas na rozmowy egzystencjalne jest wtedy…

kiedy jest 5 rano albo jesteś pod prysznicem albo jesteś w toalecie albo suszysz włosy (?!?!). A kiedy siedzimy wieczorem przy kolacji to jakby amnezja je dopadła i wszystkie te SUPER WAŻNE SPRAWY, które NAPRAWDĘ nie mogą poczekać aż wyjdę z łazienki, odchodzą w zapomnienie.

9. Kiedy dziecko w końcu zasypia, to stoisz i myślisz sobie, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi

Ale tylko do pierwszej pobudki. Przy drugiej już tak nie myślisz. A przy trzeciej to…

A jak już  w końcu zaśnie to jeszcze przeglądasz jego zdjęcia na telefonie. Dlaczego nie piszą o tym w poradniku dla rodziców?

10. W żadnym poradniku nie przeczytasz też o syndromie pieluszkowym

Po pierwsze, kiedy tylko zmienisz dziecku mokrą pieluchę, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że za dosłownie chwilkę będziesz zmieniać drugi raz, tylko z o wiele cięższym ładunkiem.

A Wy co byście dodali?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Wózek na dużych kołach – Dubatti one – recenzja

Wózek na dużych kołach nie musi być toporny, ciężko się składać i zajmować pół bagażnika Waszego samochodu. Dziś chciałabym Wam pokazać wózek, który testowaliśmy od prawie roku.

Dubatti to nowa marka z Holandii to marka, która niedawno weszła na polski rynek i już zjednała sobie wielu miłośników. Holendrzy potrafią robić wózki, bo i nasz Bugaboo pochodzi stamtąd i malutki Easywalker, który przyszedł właśnie do testów. Śmiem twierdzić, że naprawdę im to wychodzi.

wózek na dużych kołach

Czym się różni Dubatti one od wszystkich naszych poprzednich wózków?

Jest to wózek na dużych kołach, który poradzi sobie w lesie i na wertepach, a jednocześnie wciąż ma wiele zalet tzw. małych wózków.

Jak wiecie od maja 2016 używamy Bugaboo bee 3 . Ma wiele zalet, ale i kilka wad, bo jak wspominałam, nie ma wózków idealnych, a przynajmniej ja na taki (jeszcze) nie trafiłam. Bugaboo bee jest wózkiem miejskim, więc na wertepach, dziurach, polnych piaszczystych drogach radzi sobie średnio. Jedzie, ale trzeba użyć sporo siły żeby go pchać.

Dubatti one to wózek na dużych kołach, które dosłownie suną po każdej nierówności. Wszystkie koła są pompowane i to czuć wyraźnie w czasie prowadzenia, podbijania i jechania po dziurach. Bez najmniejszych problemów da się nim jechać nawet po tzw. kocich łbach.

wózek na dużych kołach

Jakie są największe zalety tego wózka?

GONDOLA

  • duża i głęboka gondola – wymiary materacyka 74×32 cm, boki gondoli są dość wysokie, więc dziecko jest dobrze chronione przed wiatrem
  • regulowana wysokość gondoli i siedziska (około 4 cm różnicy) – świetny patent dla wysokich rodziców, którzy nie chcą mieć wózka na wysokości swoich kolan. Mam również wrażenie, że ten wózek jest właśnie stworzony dla wysokich osób.
  • pokrywa gondoli dobrze chroni przed wiatrem, odpinana jest na zamek i dzięki temu jej nie zgubimy
  • ten wózek na dużych kołach bardzo dobrze amortyzuje wszystkie wstrząsy, więc dziecko w gondoli jest całkowicie bezpieczne

STELAŻ

  • możliwość personalizacji stelaża, koloru siedziska, pokrycia rączek sprawia, że każdy wózek wygląda inaczej. Możemy sobie wybrać taki kolor, jak się nam podoba
  • stelaż wózka jest bardzo stabilny, przez co ten wózek na dużych kołach jedzie dobrze po nierównościach
  • dwa rodzaje kół: mniejsze miejskie i większe, pompowane do jazdy po wymagającym terenie. My akurat mieliśmy tylko te drugie i znakomicie zdały egzamin nawet na Starym mieście w Warszawie
  • mimo tego, że jest dość spory to się świetnie prowadzi – koła są bardzo skrętne (z możliwością blokady) i dobrze się podbijają na dłużej wyciągniętej rączce
  • rączka składa się teleskopowo od 80 cm do 105 cm- można ją złożyć i wjechać wózkiem pod stół
  • na rączce znajdują się uchwyty na torbę, których jeszcze nigdy nie widziałam w innych wózkach. Możemy zawiesić na rączce zwykłą torebkę bez żadnych dodatkowych zaczepów, a nie będzie nam zjeżdżać
  • hamulec jest łatwo dostępny, uruchamia się go nogą
  • na dole jest mały kosz na zakupy, zamykany na magnes
  • bardzo szybko i bez problemu się składa. Jeżeli macie mały bagażnik, to możecie bez problemu odmontować koła.
  • rama składa się do małych rozmiarów i wchodzi nawet do mojego, małego bagażnika.

SIEDZISKO

  • siedzisko kubełkowe, którego wysokość można regulować, na najwyższym dziecko siedzi prawie tak wysoko jak w Stokke Explory, jest to dość wyjątkowe
  • siedzisko jest dość standardowych rozmiarów (podobnie jak w Cameleonie) i ma 96 cm, a samo oparcie około 50 cm. Siedzisko jest dość głębokie i dzięki temu dziecko, jest dość mocno schowane przez wiatrem, czy zimnem
  • siedzisko jest obracane w obie strony
  • regulacja odchylenia jest 4-stopniowa i przechodzi bardzo płynnie
  • pasy w siedzisku są pięciopunktowe i możne je zamontować na dwóch wysokościach
  • świetnym pomysłem jest wykończenie podnóżka, które bardzo łatwo się czyści
  • przy siedzisku jest pałąk, który można odczepiać z dwóch stron i zostawić wpięty tylko po jednej (nie da się go zgubić)

DODATKOWE AKCESORIA:

Genialnym gadżetem do tego wózka jest torba XXL na zakupy – idealnie zastępuje kosz na zakupy pod spodem. Torbę montuje się na rączce, mamy do niej dostęp w każdej chwili. Jest z siatki, więc wszystko widać. Po środku jest suwak, który dodatkowo ułatwia użytkowanie. Są jeszcze różne akcesoria takie jak: śpiworek, parasolka, torba, koła miejskie.

wózek na dużych kołach

CZY WÓZEK MA JAKIEŚ MINUSY?

Uważam, że nie ma wózków idealnych, a przynajmniej ja na taki jeszcze nie trafiłam i w każdym wózku znajduję jakieś niewielkie minusy, które sama bym poprawiła. Jest to moja recenzja, więc jak przy każdym wózku, który testowaliśmy chcę pisać o moich odczuciach. Jakie minusy ma Dubatti?

Po pierwsze niewielki kosz na zakupy, do którego mieści się folia przeciwdeszczowa, pieluchy i chusteczki. Ale kiedy zamówiłam torbę XXL to ten problem właściwie przestał istnieć i wszystkie rzeczy mam pod ręką. Druga kwestia to dość krótka budka, którą porównałabym do Joolza. Przy Bugaboo wypada dość blado. Mogłaby być trochę dłuższa. My od rażącego słońca ratowaliśmy się ustawieniem siedziska, bo tylko w pozycji leżącej budka nie chroniła przed ostrymi promieniami. W innych pozycjach było ok.

wózek na dużych kołach

Wózek na dużych kołach, który sprawdzi się w każdym terenie

WYMIARY I WAGA

Waga wózka:

  • stelaż z kołami – 9 kg
  • siedzisko – 3 kg
  • gondola – 3,5 kg

Wymiary wózka na terenowych kołach:

Stelaż z siedziskiem:

  • szerokość– 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm, 12 kg.

Stelaż z gondolą:

  • szerokość– 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm 12,5 kg.

Stelaż z kołami złożony:

  • szerokość– 61cm; długość – 93cm; wysokość – 30cm 9 kg.

Stelaż złożony bez kola:

szerokość– 53cm; długość – 81cm; wysokość – 15cm 4,5 kg.

Wymiary wózka z miejskimi kołami:

Stelaż z siedziskiem:

  • szerokość – 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm, 11 kg.

Stelaż z gondolą:

  • szerokość – 61cm; długość – 84cm; wysokość – 101/105cm 11,5 kg.

Stelaż z kołami złożony:

  • szerokość – 61cm; długość – 93cm; wysokość – 30cm 8 kg.

Stelaż złożony bez kola:

  • szerokość – 53cm; długość – 81cm; wysokość – 15cm 4,5 kg.

Wózek możecie kupić i obejrzeć w sklepie Muppetshop

Zdjęcia: Kasia z http://travelicious.pl

poprzedni wpis z kategorii wózki to Lekka spacerówka rozkładana na płasko

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki w podróży – małe i niedrogie skarby, które zajmą dzieci na długo

Zabawki w podróży mam w każdej kieszeni – w plecaku w wersji, a w torebce są schowane małe przekąski. Wychodzę z założenia, że zabierając je ze sobą, kupuję święty spokój, który potrzebny jest każdemu. Dziś pokażę Wam rzeczy, które zabraliśmy w podróż samolotem do Holandii.

We wcześniejszym wpisie pokazywałam Wam nasze ulubione rzeczy, które najczęściej zabieramy do samochodu lub na wyjście do restauracji, a dziś zdradzę kilka fajnych trików, które mogą przydać się w podróży samolotem lub pociągiem.

Dużo moich propozycji znajdziecie tu: Czym zająć dzieci w restauracji

Nie ukrywam, że kupiłam je też trochę dla siebie, bo dawno nie leciałam samolotem i chciałam zająć czymś głowę i ręce, a do tego wiedziałam, że bez tych rzeczy byłoby ciężko.

Mam też kilka zasad, którymi się kieruję wybierając dane rzeczy:

  • żadnych zabawek dźwiękowych – w samolocie, czy pociągu nie jesteśmy sami, więc myślę również o komforcie jazdy innych podróżujących. (np. wczoraj w samolocie leciała dziewczynka z dzwonkiem w ręku i powiem Wam, że do tej pory mi dzwoni w uszach)
  • żadnych brudzących zabawek – nie chcę mieć nic co pobrudzi mnie, dzieci i jeszcze siedzenia
  • wybieram rzeczy małe i najlepiej płaskie żeby nie zajmowały dużo miejsca  w bagażu
  • kupuję rzeczy niedrogie, których nie byłoby szkoda po zgubieniu lub zniszczeniu
  • ustalam w głowie przybliżoną kolejność dawania zabawek lub przekąsek. Na koniec zostawiam NAJWIĘKSZE rarytasy, które mogą uratować od wybuchu wielkiego płaczu (u nas to lizak i tablet, a nawet wzięłam awaryjny smoczek, którego od dawna już nie używamy)
  • rzeczy daję pojedynczo – nie pokazuję wszystkiego na raz

Zabawki w podróży, które zajmą małych i dużych

zabawki w podróży

Znikopis Goki

Duży kosztuje 5 zł! TUTAJ Mały kosztuje 2,50 zł TUTAJ

Kartonowa tabliczka z pisakiem jest świetnym pomysłem na podróże! Sprawdziły się genialnie w samolocie, bo bawiliśmy się w rysowanie, kalambur  i pisanie liter. Znikopisy są płaskie, więc zajmują bardzo mało miejsca. To idealna zabawka w podróży.

Playmobil Figures do składania

Figurka do składania dla chłopca kosztuje 7 zł TUTAJ, a dla dziewczynki TUTAJ

Kupiłam je już trochę wcześniej i wrzuciłam w otchłań szafki. Figurki świetnie się sprawdziły, bo nie dość, że są małe i tanie – to zajęły dzieci na długo. Samo złożenie zajęło prawie pół godziny. Julowi oczywiście musiałam pomóc, ale później już sam ją rozkładał i składał.

Spirograf Gollnest & Kiesel

Genialna zabawka za 5 zł TUTAJ. Świetne narzędzie do tworzenia kształtów. Wystarczy, że mamy długopis i kartkę. Po powrocie do domu Lilka cały czas z nim pracuje, więc tym bardziej mnie to cieszy, że mój pomysł się sprawdził.

Naklejki

Naklejki zawsze zajmują dzieci! Kupuję je najczęściej w Biedronce (pisałam Wam o dostępności w mojej grupie na Facebooku ) Tnę ja na mniejsze kawałki i zabieram w prawie każdą podróż. Dzieci naklejają je na siebie, na fotel, na kartki. Dużo jest możliwości, a praktycznie nie zajmują miejsca.

Zabawki Melissa&doug

Uwielbiam tę serię i tym razem zamówiłam takie kreatywne propozycje.

Wielorazowe kolorowanki wodne to nasz hit! Dostępne w różnych wersjach TUTAJ

zabawki w podrozy

Melissa&doug zdrapywanka

Mamy też zdrapywankę, dzięki której dziecko może uczyć się rysować.

Wielorazowe naklejki Aladine

Super pomysł, bo naklejki są wielorazowego użytku i dzięki temu wystarczą na bardzo długo!

Djeco Eduludo z naklejkami

Różne wersje dostępne TUTAJ

Uwielbiam tę serię z Djeco, bo oprócz fajnej zabawy zapewnia sporo wiedzy w praktyce. Tu wersja dla najmłodszych z kształtami.

Welwetowe kolorowanki Djeco

Dostępne w różnych wzorach TUTAJ

Fajny pomysł na kolorowankę, bo po jej uzupełnieniu mamy obrazek dotykowy. Jest ciekawą propozycją również dla mniejszych dzieci, bo nie da się w niej wyjść za linię (kolor czarny jest wypukły).

Cienkie książki do czytania i książki z zadaniami

Przed wyjazdem często zamawiam jeszcze takie książki, które nie będą zajmowały dużo miejsca w bagażu, a zajmą dzieci chociaż na trochę.

Charlie i Lola wyklejanka: TUTAJ

Różne rzeczy np. z Tigera

Dzieci uwielbiają takie rzeczy np. latarka reklamowa, czy też breloczek z wyjmowanymi elementami. Poniżej składana słomka do picia za 8 zł, która świetnie radzi sobie jako klocki.

Klocki, które zajmują mało miejsca

Zawsze się przyda torebka z klockami. Nasze kupiłam na Węgrzech, ale równie fajne są te z Marionexu TUTAJ lub Korbo TUTAJ

Przekąski

Mam też pod ręką przekąski, których zjedzenie trochę zajmuje. Moje dzieci ze słodyczy lubią najbardziej płatki śniadaniowe, które nie są mocno słodkie i mają dobry skład. Lubią płatki Milzu i kupuję je prawie kartonami;) Jeżeli ich nie znacie to są TUTAJ i TUTAJ

Wsypuję je w domu każdemu do woreczka (oddzielnego).

a tu macie całą listę: Zdrowe przekąski dla dzieci

Lubią też rodzynki lub żurawiny w małych opakowaniach

Wszystkie te rzeczy spakowałam do plecaka, który świetnie nam później służył przez cały wyjazd. Ma bardzo dużo kieszonek, gdzie poukrywałam wszystkie skarby dla dzieci. Ma też pasek i może służyć jako torba. Posiada zaczepy na wózek, więc można go bez problemu przyczepić. Czuję, że będzie z nami przez kilkanaście następnych wyjazdów, bo sprawdził się znakomicie.

Plecak z akcesoriami (przewijak, opakowanie termoizolacyjne na butelkę, dodatkowe kieszonki, zaczepy na wózek) Lassig Goldie Glam Label TUTAJ

Na wyjeździe testowaliśmy też nową malutką spacerówkę Easywalker Buggy XS. Bardzo mnie zaskoczył a tu już jego recenzja – Lekka spacerówka rozkładana na płasko

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawy dla dzieci z klamerkami – 10 pomysłów

Zabawy dla dzieci w domu szybko się nudzą, dlatego dziś przygotowałam Wam kolejną porcję inspiracji, jak ciekawie spędzić czas. Tym razem głównym narzędziem są klamerki do bielizny – zwane też spinaczami. Mi osobiście lepiej znana jest ta druga nazwa, ale nie ma to najmniejszego znaczenia.

Pewnie wielu z Was ma je w domu i niekoniecznie ich używa. A to szkoda! Pewnie nie wiecie, że wielu terapeutów w gabinetach ma właśnie spinacze. Ja również w mojej sali do terapii SI miałam taki zestaw i bardzo często go używałam. Jest to FANTASTYCZNE narzędzie do wzmacniania pracy mięśni nadgarstka. Dziecko naciskając na obie części spinacza i aktywuje mięśnie dłoni. Jest to również doskonałe ćwiczenie chwytu pęsetkowego, który jest później bardzo potrzebny do wielu czynności.

Jeżeli będziecie kupować specjalnie spinacze to wcześniej sprawdźcie, czy nie trzeba bardzo dużo siły do otworzenia. Dla małych dzieci może być trudno używać takich.

Idealne by były takie w kolorach: czerwonym, zielonym, żółtym i niebieskim. Dostępne za 2,50 TUTAJ

Nasze błękitne są z Ikei, a niebiesko-zielone z Rossmanna.

Przechodzimy do pomysłów na zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do ubrania.

Szczególnie warto umieścić je na ramionach, bo dzięki temu, że dziecko będzie zmuszone użyć drugiej ręki – przekroczy linię środka swojego ciała. Jest to bardzo istotne w kształtowaniu się schematu ciała. Ćwiczenia linii środka mają za zadanie stymulować do nawiązywania nowych połączeń nerwowych między obiema półkulami mózgowymi. Przekraczanie linii środka jest też ważne w przyszłej nauce pisania.

Przypinamy dziecku spinacze, a ono ma je zdjąć. Im dziecko jest starsze tym można tę zabawę modyfikować np. mając kolorowe spinacze poprosić je o zdjęcie konkretnego, możemy również poprosić o zdjęcie z prawej ręki lub lewej, albo powiedzieć kolor spinacza po angielsku. Zawsze dostosowujemy instrukcję do umiejętności dziecka. Lubię zabawy dla dzieci, które mają też walory edukacyjne.

zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do miski, talerzyka lub koszyka

Ta zabawa jest genialna w swojej prostocie. Do środka wrzucamy garść spinaczy i pokazujemy dziecku, że można je przypinać. Dziecko jednocześnie ćwiczy siłę mięśni nadgarstka, chwyt pęsetkowy, rotację dłoni i koordynację wzrokowo-ruchową. Tak, właśnie pracując z takim niepozornym spinaczem z kilka złotych. Zabawy dla dzieci ze spinaczami bawią i uczą.

Łączenie spinaczy w konstrukcje

Spinaczy można też używać jak klocków. Można z nich tworzyć rozmaite konstrukcje

zabawy dla dzieci

Sortowanie kolorów

Najlepiej by było żebyście mieli spinacze w podstawowych kolorach: żółty, czerwony, niebieski i zielony. My akurat takich nie mamy i nigdzie w okolicy nie mogłam takich kupić. Ale, to nic straconego – użyliśmy tych dwóch. Białe pudełko pomalowałam farbą po bokach (można też okleić papierem kolorowym) i włożyłam do środka spinacze.

Pokazujemy, dziecku nazywając kolory, jak się ja sortuje: kolor ma odpowiadać spinaczowi. Jest to bardzo prosta zabawa, dzięki której Wasze dzieci szybko nauczą się kolorów.

Przenoszenie małych rzeczy spinaczem

Potrzebujemy:

  • 2 małe miseczki postawione najlepiej na tacy
  • spinacz
  • małe, miękkie przedmioty do przenoszenia (piórka, małe pomoniki)

Zadaniem dziecka jest przenoszenie za pomocą spinacza przedmiotów z jednej miski do drugiej.

Uwielbiam obserwować ten stan skupienia na twarzy dzieci

Malowanie spinaczami

Potrzebujemy:

  • spinacze
  • różne materiały: pomponik, folia bąbelkowa, folia aluminiowa, piórka i co tam jeszcze macie w domu
  • farby i kartka

Świetny pomysł na malowanie różnymi fakturami, nie ukrywam, że przy tej aktywności Jul bawił się najlepiej.

zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do wieszaka

Potrzebujemy:

  • wieszak z cienką rurką na dole
  • spinacze

Pokazujemy dziecku, jak przypinać spinacze do wieszaka. Ta zabawa jest o tyle fajna, że dziecko nie siedzi przy stoliku, tylko wykonuje pracę całego ciała: kuca, robi skłon i się podnosi.

zabawy dla dzieci

Przypinanie spinaczy do sznurka

Jak za starych dobrych czasów:) Starszym dzieciom możecie dać dodatkowo małe kawałki materiału do przypięcia, a młodsze zadowolą się samą czynnością przypinania. Ja przywiązałam jeden koniec sznurka wyżej, dzięki temu zrobiliśmy mini zjeżdżalnie dla spinaczy.

Sortowanie kolorów z patyczkami kreatywnymi

Patyczki kreatywne dostępne TUTAJ 

Zadaniem dziecka jest przyporządkowanie spinacza do koloru patyczka.

Zabawa z przewożeniem spinaczy

To właśnie tę zabawę proponowałam najczęściej dzieciom na terapii SI. Jadąc na deskorolce miały pozbierać spinacze i przywieźć je w określone miejsce np. do koszyka lub przypiąć do sznurka. Jest to doskonałe ćwiczenie na obręcz barkową i wzmacnianie mięśni grzbietu.

Możecie również bawić się w przewożenie spinaczy np. jeździkiem czy pchaczem.

Paleta kolorów ze spinaczami

Pomysł na pracę, które wymaga wcześniejszego przygotowania, ale naprawdę warto. Niewielkim kosztem możecie zrobić taką pomoc:

Jak ją zrobić opisałam tu: Prace domowe

a tu macie jeszcze inne Zabawy dla dzieci w domu i jeszcze Pomysły na zabawy z dziećmi w domu

Koniecznie dajcie mi znać tutaj lub na Facebooku, czy spodobał się Wam ten wpis i zamierzacie skorzystać z moich pomysłów.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Żadnego smogu nie było i nie ma! To zwykła ściema

„- Wyjąć Julka! Wyspałaś!”

„- Wyjąć z łóżećka, juś”

Unosisz ciężkie od snu powieki. Patrzysz na wyświetlacz – wciąż łudząc zmysły, iż wszechobecna szarość oznacza środek nocy i pobudzony synek da się spacyfikować zapachem rodzicielki. Jest 7.07. Podejmujesz próbę mobilizacji wciąż śpiących partii mięśni, jeszcze nie do końca wiesz na jakim jesteś świecie, a już coś Ci nie pasuje. Tego burego dnia też tak miałam. Naprawdę rzadko kłócę się z moim mężem, ale tym razem atmosfera jest gęsta od samego rana. Nie pomaga nawet aromatyczna kawa, której rano potrzebuję bardziej niż podmuchu powietrza.

post sponsorowany przez Electrolux

Trzymam w ręku parujący kubek z pobudzającym płynem. Wyglądam przez usmolone okno i widzę, że dziś jest znów ten dzień. Można siekiery wieszać. Ot i moje spacerowo-dzieciowe plany odlatują niniejszym z głośnym sykiem w siną dal.

Mówią: „Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednia odzież”.

Niestety, to powiedzenie się w Polsce zdezaktualizowało.

Co ja mam odpowiedzieć dziecku, które stoi pod drzwiami i prosi: „Spacel, Mamo, juś! MAMO! Tejaz!”

„Przepraszam synku, ale mamy tak trujące powietrze, że niestety musimy zostać dziś w domu.”

Nie tak sobie wyobrażałam moje wyśnione macierzyństwo! Każdy rodzic ma wiele problemów, ale żeby jeszcze musiał się dodatkowo zamartwiać o „morowe powietrze”, które duszącym smrodem wypełnia cały świat się za oknem?

To mnie martwi, wkurza, doprowadza do szału! To mi się nawet śni!

Tego dnia, jak zwykle zostaję z dziećmi w domu i próbuję animować towarzystwo różnymi propozycjami edukacyjno-rozwijającymi w duchu Montessori. 10.45. Koniec pomysłów. Mieszkanie wygląda jakby przeszło przez nie stado małp, a nie dwójka przeciętnie, z siatkę centylową rozwiniętych i wcale nie hiperaktywnych dzieci w wieku 2 i 5.

Jak dotrwać do 20.30 nie wychodząc z domu? Są właśnie takie dni, kiedy naprawdę odliczam nie godziny i nie minuty, a sekundy do przyjścia męża z pracy. Zamknięta w czterech pomazanych kredkami ścianach bez możliwości wyjścia na zewnątrz, z telefonem w ręku nerwowo sprawdzam na aplikacjach, czy może łaskawie PM2.5 i PM10 straciły na mocy.

Mąż wraca z pracy. Po całym dniu „siedzenia w domu” (bo siedzeniem tego bym nie nazwała) jestem tak wściekła na to, że nie mogę wyjść z dziećmi chociaż przed blok na godzinę, że wystarcza naprawdę niewiele.

To typowa środa – mąż zabiera wtedy dzieci na 2 h i jadą dla przygody, celowo metrem do centrum na angielski. Tego dnia, mimo że wszem i wobec  – wszelkie media trąbią „Ogłaszamy warszawski alarm smogowy!” – mój mąż wcale nie zamierza porzucić swego rutynowego planu i sam się o to prosi, uruchamiając mnie prowokacyjnym:„ – Przesadzasz!”

Odbiera moje wmurowanie jako brak rzeczowych argumentów, pogrąża się z prędkością ponaddźwiękową:

„- I do tego dramatyzujesz jak rozhisteryzowana nastolatka”

„Całe życie, jak żyję, był smog, a nagle teraz się o nim niby zrobiło głośno, to zwykła ściema” – próbuje argumentować mój nieświadomy zbierającej się nad nim gęstej chmury burzowej małżonek. Oczywiście, że był, ale nigdy nie było tak źle. A właściwie to jest coraz gorzej. Bardzo dobrze, że jest głośno o smogu i powinno być jeszcze głośniej. Może w końcu po rozdmuchaniu tematu, osiągniemy masę krytyczną i przyjazny klimat by zadziałać.

„Smog nie jest tak szkodliwy żeby AŻ nie wychodzić z domu” – tym argumentem próbuje mnie przekonać – mój wykształcony w kierunkach humanistycznym mąż. Ja tę dawkę chemii „łyknęłam” już jakiś czas temu. Niestety, jego wiedza na ten ten temat jest znikoma, bo kiedy go pytam o pyły zawieszone, benzo(a)piren i ich wpływ na zdrowie, to nie ma bladego pojęcia o co kaman. Ale na szczęście jest osobą, która nie opiera się wiedzy i nie sprzecza z faktami.  Posyłam mu kilka linków do poczytania. W końcu dziś będzie samotnie i bez mojego słodkiego towarzystwa spędzał szare, długie i nudne wieczorne godziny. Foch!

„Bez przesady, nie musimy specjalnie się bronić przed smogiem”– nadal nie jest do końca przekonany, że maski i oczyszczacze faktycznie działają. Oczywiście, że aktywnie pomagają – filtry węglowe bardzo dobrze oczyszczają powietrze i pozwalają nam oddychać pełną piersią. Ech, żeby tak mogły w tym samym czasie równie skutecznie oczyszczać duszną od kłótni małżeńskiej atmosferę! No cóż, na to się ma szczęście ma inne sprawdzone sposoby i sposobiki….

Wiem, że on naprawdę ma w nosie ten temat.

Na szczęście jest osobą, która lubi czytać i wiem, że jak już opadną emocje, przestudiuje skrupulatnie artykuły i badania, które mu wysyłam. Znam go na tyle że na początek podeśle mi link do swojego ulubieńca Korwina, który powie: „ Żadnego smogu nie było i nie ma! Jest to zwykły spisek wszelkiej maści lobbystów!”. Ale jestem pewna, że po rzetelnym obadaniu tematu, kiedy już nie będzie tylko szukał kontrargumentów, byleby nie wyszło że się myli… cicho i pod nosem przyzna mi rację.

Zasypiam wieczorem niespokojna – całym dniem na chacie zmordowana. Prześladowana przez uporczywą myśl, że nie wyobrażam sobie naszej przyszłości w kraju, gdzie czyste powietrze to luksus, którego nawet nie można sobie kupić.

W końcu zmęczona pojedynkiem z myślami odlatuję w szaro-burą przestrzeń.

Sen jest przedziwny. Tak realny! Jednocześnie przerażający…

Budzę się w super nowoczesnym mieszkaniu, całym z błyszczącego szkła i lśniących luster. Wyglądam za okno i zupełnie mnie nie dziwi wszechobecny smog. Interaktywny wyświetlacz pomiaru smogu, radośnie na jaskrawo-czerwono pokazuje stan alarmowy. Sprawdzam kontrolki na oczyszczaczu powietrza. Upewniają mnie, że w mieszkaniu powietrze jest krystalicznie czyste.  Podlewam przestarzałym zwyczajem antysmogowe rośliny na parapecie i pędzę sobie zaparzyć poranną kawuchę.

W domu otaczają mnie dziwne przedmioty, które przypominają gadżety z filmu science-fiction. Pralka, która sama selekcjonuje pranie wg koloru i sposobu odświeżania. Komoda, która po wrzuceniu do dolnej szuflady sterty wysuszonego prania – sama selekcjonuje, składa, prasuje i przesuwa wszelkie części garderoby do odpowiednich szuflad. Sama jestem zdziwiona moim nowym apartamentem i wiem, że to nie są moje czasy. Sprawdzam Aj-fona XXS i okazuje się, że jest rok 2030, a ja nadal mam tyle lat co teraz, a moje dzieci 2 i 5, czyli nadal siedzę w pieluchach.

Najbardziej zastanawia mnie fakt, że zupełnie nie przejęłam się, tym że powietrze na zewnątrz jest tak beznadziejnie zanieczyszczone

Do tego da się przyzwyczaić? Możliwe, skoro ludzie od 20 lat nic z tym nie zrobili…. Sprawdzam na aplikacji, że dziś, czyli 31.01 w Warszawie jest dzień bez samochodu, czyli po mieście mogą się poruszać tylko pojazdy Solarnej Komunikacji Metropolitalnej im. ministra Szyszko. Jak zwykle wybieram mój preferowany środek transportu, czyli własne nogi. Właśnie kończą nam się filtry do masek, więc do Stacji Antybenzo(a)pirenowej naginam na moim składaku.

Później wybieram się z dzieckiem na spacer, oczywiście odpowiednio przygotowana. Przed samym wyjściem szukam, jak zwykle, po wszelkich zakamarkach naszego przenośnego oczyszczacza do wózka, który pozwala małym dzieciom, w swoich bezpiecznych pokrywach oddychać świeżym powietrzem. Huncwoty są za małe by chodzić w maskach, a to one właśnie potrzebują spacerów najbardziej. Biorę też dla niego smoczek (ja zdeklarowana logopedka…). Wiem, że kiedy dziecko trzyma go w buzi to oddycha przez nos – a wtedy powietrze też jest trochę czystsze.

Do swojego nosa wsuwam moje nieodłączne filtry, z którymi się nie rozstaję oraz designerską maskę z filtrem HEPA

Zabezpieczeni przez te we wszystkie gadżety wychodzimy z domu na spacer. Moim telefonem z nadgryzioną gruszką mierzę laserowo poziom pyłów w powietrzu i jest porównywalny do 30 piętra, na którym mieszkamy. Na ulicach od dawna nikogo nie dziwi fakt, że ludzie chodzą w maskach i w założonych filtrach w nosach. Niektórzy mają nawet fikuśne biżuteryjne filtry, które stały się hitem na ulicach. Dziewczyny noszą takie nawet z diamentami. Dzieci, które są za małe na maski jeżdżą w wózkach z pokrywami, a w środku mają małe przenośne oczyszczacze powietrza.

Chociaż tego dnia normy są przekroczone parokrotnie, nikt się tym absoutnie nie przejmuje. Ludzie starają się przejść z punktu A do punktu B w możliwie jak najszybszym czasie żeby nie przebywać długo na zewnątrz. Naprawdę nikogo nie dziwi smutny portret Warszawy w masce antysmogowej. Każdy ma ją, jak przyszytą na twarzy. Tak jak kiedyś kochałam to miasto, to teraz naprawdę ciężko żywić do niego ciepłe uczucia.

Nie kocham Cię już.

Większość klimatycznych kamienic zastąpiły bardziej efektowne wysokie wieżowce, które skutecznie uniemożliwiają przepływ powietrza w mieście. Wszędzie szaro i ponuro od osadzającego się pyłu.

Nagłówki gazet: Polska najbardziej zanieczyszczonym krajem świata.

Wieczorem jest coraz gorzej. Wtedy nigdy nie zabieram ze sobą dzieci.

smog zdjęcia
smog warszawa

„- Wyjąć Julka! Wyspałaś!”

„- Wyjąć z łóżećka, juś”

Unoszę ciężkie od snu powieki. Mój łapiący ostrość wzrok pada na męża. Siedzi z nosem w telefonie i acz niechętnie ale jednak sprawiedliwie przyznaje, że niestety miałam rację. Przeczytał w nocy raporty i wyniki badań. Oddycham z ulgą, że stoimy po jednej stronie wobec wspólnego wroga. Podnoszę się z łóżka, sprawdzam kontrolki na oczyszczaczu powietrza, nawadniam rośliny antysmogowe i pędzę sobie parzyć kawę. Mam nieodparte poczucie deja vu…

Wpis powstał z premedytacją i rozmysłem

a współudział należy do marki Electrolux – producenta oczyszczaczy. Nasz model oczyszczacza to EAP450 – pogromca pyłów zawieszonych i innych świństw, które wiszą w powietrzu. Ma filtr HEPA, który skutecznie zatrzymuje tablicę Mendelejewa w środku. Nie trzeba go nosić po mieszkaniu, bo bez problemów ogarnia 103 m2. Właściwie jest bezobsługowy, bo na trybie automatycznym sam wykrywa zwiększone zanieczyszczenie i wtedy zaczyna mocniej pracować. Z nim możemy spać spokojnie, bo nawet nie słychać go w trybie nocnym.

Naprawdę niesamowite jest tych kilkadziesiąt sekund tuż po wejściu do domu, kiedy powietrze na zewnątrz śmierdzi spalenizną, a w domu czuć świeżą bryzę. Powinno być odwrotnie, ale cóż żyjemy takich czasach, że oczyszczacz powietrza stał się podstawowym produktem AGD w mieszkaniu.

Ma tylko jeden minus – nie oczyszcza atmosfery po małżeńskiej kłótni;)

Pomysł i realizacja własna

Zdjęcia Justyna Duszak

Makeup Kasia Opolska

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dziecko nie powie Ci, że gorzej słyszy. Kiedy powinieneś zbadać dziecku słuch?

Dziecko nie powie Ci: „Mamo, wiesz chyba gorzej słyszę.” Nieważne, czy będzie miało 5, czy 15 lat. Nawet dorośli często nie zauważają, że gorzej słyszą. Dzieje się tak dlatego, że najczęściej słuch traci się  stopniowo, bardzo powoli. W dzisiejszym wpisie przeczytacie o wszystkich sygnałach (często niepozornych), dzięki którym powinna nam się zapalić lampka alarmowa i powinniśmy odwiedzić specjalistę oraz wykonać badania słuchu.

Zmysł słuchu zaczyna się kształtować już w życiu płodowym. Co słyszy dziecko w brzuchu mamy? Okazuje się, że całkiem sporo. Bicie serca mamy, jej głos, przepływającą krew, pracę narządów wewnętrznych,  ale także dźwięki spoza maminego ciała np. muzykę, głos taty. Przeprowadzono wiele badań, które potwierdzają, że po urodzeniu dzieci preferują te dźwięki, które pamiętają z okresu płodowego. Szybciej się przy nich uspokajają lub zaczynają intensywniej ssać smoczek.

Zdarza się jednak tak, że ten proces nie przebiega prawidłowo. Około 2-4 dzieci na 1000 noworodków rodzi się z wrodzonymi wadami słuchu [1]. Od 2002 roku w Polsce działa Program Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków, co w praktyce oznacza, że każde dziecko po urodzeniu ma przeprowadzone badanie słuchu.

Jeżeli wynik badania jest wątpliwy, bądź występują inne czynniki ryzyka (np. konieczność zastosowania po urodzeniu leków potencjalnie mogących uszkadzać słuch) do książeczki dziecka zostaje wklejona żółta naklejka i jest to sygnał, że badania należy powtórzyć, a stan słuchu bacznie obserwować.

Mimo badania słuchu

Natomiast jeżeli podczas badania przesiewowego wynik jest prawidłowy to do książeczki zdrowia jest wklejona naklejka w kolorze niebieskim, ale…. to nie zwalnia rodziców z obowiązku obserwowania słuchu u swoich dzieci!

Należy bowiem pamiętać, że uszkodzenia słuchu mogą się rozwijać stopniowo i mogą pojawić się w każdym wieku – dlatego niezmiernie ważne jest zachowanie czujności przez rodziców.

Lekarze biją na alarm. Przesiewowe badania słuchu prowadzone na terenie Warszawy, którymi objęto ponad 20 tys. dzieci z klas I i VI  wykazały, że aż 10 % dzieci ma różnego rodzaju problemy ze słuchem, a 33 % skarży się na stałe lub okresowe szumy uszne.

Jest to bardzo wysoki odsetek. Dodatkowe, zatrważające informacje przyniosła analiza ankiet wypełnianych przez rodziców uczniów –  ponad 60% rodziców dzieci, u których wynik badania przesiewowego słuchu był nieprawidłowy, nie zauważyło problemów ze słuchem u dziecka [2]. 

Dlaczego obserwowanie tego, jak słyszy dziecko jest ważne?

Przede wszystkim sprawnie działający słuch umożliwia dzieciom rozwinięcie mowy. Wszelkie uszkodzenia słuchu, każde stałe lub okresowe pogorszenie słyszenia może ten proces opóźniać, utrudniać, a w skrajnych przypadkach go całkowicie uniemożliwiać.

Krytyczny okres dla rozwoju mowy, czyli czas kiedy ta umiejętność rozwija się najintensywniej to czas do 2-3 roku życia. Dlatego też tak ważna jest wczesna diagnoza i wdrożenie odpowiedniego leczenia, które może zapobiec trwałemu uszkodzeniu słuchu, a jeśli jest ono nieodwracalne zaopatrzenie dziecka w odpowiednie urządzenia wspomagające słyszenie np. aparaty słuchowe lub implanty ślimakowe i zapewnienie intensywnej rehabilitacji może umożliwić normalny rozwój i równy start w życiu.

Temat jest bardzo ważny, bardzo aktualny i jak pokazują różne badania powszechny. Dlatego też dla czytelników Nebule przygotowałam w ramach przypomnienia i edukacji małą ściągę. Kiedy powinna Wam się zapalić „czerwona lampka” i kiedy warto wybrać się z dzieckiem do audiologa lub laryngologa oraz wykonać badanie słuchu.

Reakcje na dźwięki

Możliwe sytuacje:

  • dziecko nie reaguje na dźwięki
  • dziecko nie reaguje na własne imię
  • dziecko nie rozumie kierowanych do niego poleceń
  • dziecko podgłaśnia telewizor, radio
  • dziecko często dopytuje
  • dziecko nasłuchuje jednym uchem

To są sytuacje, które powinny zaniepokoić rodzica i skłonić go do postawienia sobie pytania „czy moje dziecko dobrze słyszy?”. Oczywiście głębokie uszkodzenie słuchu jest łatwiejsze do zauważenia, natomiast przy mniejszych niedosłuchach, kiedy dziecko część dźwięków słyszy ta ocena jest zdecydowanie trudniejsza.

Czasami zdarza się też tak, że rodzice zaprzeczają własnym podejrzeniom, negują sugestie ze strony innych osób. Posługując się zestawem prostych pytań, możemy sprawdzić czy nasze dziecko osiąga umiejętności w zakresie słyszenia, które są charakterystyczne dla danego wieku. W tym przypadku również pamiętamy o tym, że każde dziecko rozwija się w swoi tempie. Jeśli jednak na przynajmniej dwa pytania odpowiedź jest negatywna bądź wątpliwa powinniśmy się skontaktować z lekarzem i udać na badania słuchu.

Do 3 miesiąca życia

Około 3 miesiąca życia dzieci zaczynają głużyć (gruchać). Jest to czynność odruchowa, nie związana ze słyszeniem – głużą również dzieci z głębokim niedosłuchem. Najczęściej dzieci głużą w sytuacji gdy są zadowolone i mają zaspokojone wszystkie potrzeby, a produkowane dźwięki przypominają głoski: k, g, ch. W tym okresie dziecko zaczyna reagować uśmiechem na Twój widok. Swoje emocje wyraża płaczem i gruchaniem.

Sprawdź, czy Twoje dziecko:
– budzi się przy głośnych dźwiękach?
– reaguje przestrachem lub mruży oczy słysząc głośne dźwięki?
– od ok. 2 miesiąca reaguje na Twój głos, uspokaja się, uśmiecha się, gdy Cię słyszy?

4-6 miesiąc życia

Około 6 miesiąca życia niemowlę zaczyna gaworzyć – świadomie, pod kontrolą słuchu, naśladuje dźwięki przypominające mowę: samogłoski, spółgłoski, sylaby. Barwą głosu potrafi wyrażać swoje emocje, np. zadowolenie, niezadowolenie. Dzieci z głębokim uszkodzeniem słuchu nie gaworzą!

Sprawdź, czy Twoje dziecko:
–  zwraca głowę w kierunku źródła dźwięku – np. głosu, zabawek dźwiękowych, szczekającego psa?
–  reaguje na zmiany Twego głosu?
–  budzi się z lekkiego snu, gdy ktoś mówi?
–  gaworzy?

7-12 miesiąc życia

Dziecko zaczyna łączyć sylaby w większe grupy. Używa dźwięków naśladujących mowę do wyrażania emocji czy potrzeb. Zaczyna różnicować usłyszane słowa, dostosowując do nich swoje reakcje – zaczyna reagować na swoje imię, rozumie proste polecenia i zakazy. Pod koniec pierwszego roku życia może wypowiadać słowa ze zrozumieniem.

 Sprawdź, czy Twoje dziecko:
–  zwraca się w kierunku źródła dźwięku – głosu, grającej zabawki, itp.?
–  słucha, gdy się do niego mówi?
–  reaguje na swoje imię?
–  rozumie proste słowa, np. „mama”, „oko”, itp.- zwraca się w kierunku nazywanych osób, przedmiotów     lub pokazuje je palcem?
–  rozumie proste polecenia i zakazy – „nie wolno!”, „chodź tutaj” itp.?
–  powtarza sylaby (gaworzy)?
–  używa dźwięków naśladujących mowę, by zwrócić na siebie uwagę?
–  próbuje naśladować głosy zwierząt?
–  próbuje naśladować głośność i rytm Twojego głosu?

13-24 miesiąc życia

To czas w którym następuje intensywny rozwój mowy, zarówno pod kątem jej rozumienia, jak i tworzenia wypowiedzi. Dziecko opanowuje podstawowy zasób słów określających osoby i przedmioty ze swego otoczenia. Stopniowo poszerza zasób słownictwa, zaczyna spontanicznie łączyć elementy swego słownika w kombinacje dwuwyrazowe.

Sprawdź, czy Twoje dziecko:
– rozumie proste polecenia i pytania, np.: „gdzie jest twój but”, „chodź”, „podaj piłkę”?
– umie pokazywać części ciała?
– naśladuje głosy zwierząt?
– kołysze się w rytm muzyki?
– lubi zabawy-rymowanki, np. „idzie rak…”, „tu sroczka kaszkę warzyła”?
– wypowiada kilka do kilkudziesięciu słów?
– próbuje składać po dwa słowa, np.: „chodź pa-pa”, „am nie”?

źródło: www.wosp.org.pl

Dzieci starsze

– Często proszą o powtórzenie, co się do nich mówi

– Przekręcają słowa, które do nich mówimy

– Kiedy są tyłem nie słyszą cicho mówionych wyrazów

– Używają tylko jednego ucha (należy rozróżnić, czy nie z powodu silnej lateralizacji)

– Nie widać przyrostu ilościowego słownictwa

– Długo przekręcają wyrazy, bo mogą je niewyraźnie słyszeć

– Przynoszą gorsze stopnie

– Nauczyciele skarżą się, że nie uważają na lekcjach

– Nie wiedzą, co jest zadane, nie słuchają poleceń

– Mają trudności ze zrozumieniem rozmowy przez telefon kiedy nie widzą osoby mówiącej

– Skarży się na brzęczenie, szumy i świsty – niestety jest to rzadkie, bo dziecku ciężko wyodrębnić, czy dźwięk nie pochodzi z zewnątrz.

Mowa

Możliwe sytuacje:

  • dziecko nie mówi wcale
  • dziecko mówi bardzo mało
  • dziecko mówi niewyraźnie
  • dziecko krzyczy

No właśnie – dziecko nie mówi i kiedy powinniśmy się tym faktem zaniepokoić? W logopedii posługujemy się pewnymi normami rozwojowymi i od dziecka w konkretnym wieku oczekujemy konkretnych umiejętności w tym zakresie. We wpisie Kiedy do logopedy znajdziecie normy dla danego wieku.

Pamiętajmy jednak o tym, że każde dziecko rozwija się indywidualnie i być może potrzebuje trochę więcej czasu na opanowanie danej umiejętności niż jego rówieśnicy. Jeżeli jednak jest cokolwiek, co wzbudza obawy jeśli chodzi o rozwój mowy Waszego dziecka – nie mówi wcale, mówi mało, mówi niewyraźnie, krzyczy – to najlepszym rozwiązaniem jest wybrać się na wizytę do logopedy. On oceni czy w przypadku danego dziecka możemy jeszcze poczekać, czy są pewne przesłanki do podjęcia dalszego postępowania.

Taka wizyta powinna odbywać się w przyjemnej i miłej atmosferze.

Ocena różnych umiejętności (reakcji na dźwięki, rozumienia i produkcji mowy) powinna mieć formę zabawy. W sytuacji kiedy mowa nie rozwija się prawidłowo skierowanie dziecka na badania słuchu powinno być jednym z pierwszych zaleceń, ponieważ w bardzo prosty i szybki sposób możemy znaleźć źródło problemów albo je wykluczyć i szukać innej przyczyny tego stanu.

Czasami konieczne jest również odbycie dodatkowych badań i konsultacji np. z psychologiem, neurologiem, terapeutą SI, ale będziecie mieć pewność, że zrobiliście wszystko, żeby pomóc Waszemu dziecku.

Podsumowując – nie dajcie sobie wmówić „ to chłopiec, a wiadomo chłopcy zaczynają mówić później” (patrzcie na Julka :)), „jeszcze się rozgada”, „Ty, wujek, dziadek też długo nie mówiliście”, „dajmy mu czas do 4 r.ż.”, „krzyczy, bo wszystkie dzieci w tym wieku krzyczą” – to są mity, które mogą uśpić czujność rodzica i doprowadzić do zbagatelizowania pierwszych objawów gorszego słyszenia, bądź też innych zaburzeń rozwoju. Także, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości wybierz się do logopedy i zrób dziecku badanie słuchu.

Problemy zdrowotne

Możliwe sytuacje:

  • ma częste katary i infekcje górnych dróg oddechowych
  • zdarzają się infekcje uszu
  • podejrzenie alergii
  • przerośnięte migdałki podniebienne / przerośnięty migdałek gardłowy

Jedną z najczęstszych przyczyn gorszego słyszenia u małych dzieci są często nawracające infekcje górnych dróg oddechowych, a w ich konsekwencji wysiękowe zapalenie ucha. Nawet podczas zwykłego kataru wydzielina może pojawiać się nie tylko w nosie, ale również w gardle i uchu środkowym.

W tej sytuacji w przestrzeniach, które powinny być wypełnione powietrzem, pojawia się płyn, który utrudnia przewodzenie dźwięków, a w konsekwencji dziecko gorzej słyszy. Rodzice często nawet nie podejrzewają, że maluch ma wysiękowe zapalenie ucha, bo choroba przebiega bez gorączki i bez bólu.

Ważne jest zatem, aby pediatra obejrzał uszy dziecka, nawet podczas „zwykłej” infekcji i wydawać by się mogło – banalnego kataru. Podczas takiego badania lekarz może wykryć początki choroby i skierować dziecko do specjalisty (audiologa, laryngologa), który dobierze odpowiednie leczenie (farmakologiczne, operacyjne). Dzieci mające tendencję do nawracającego wysiękowego zapalenia uszu powinny pozostawać pod stałą opieką specjalisty.

Prawidłowa pielęgnacja

Zapobieganie chorobom uszu to również prawidłowa pielęgnacja. Pogorszenie słyszenia może być spowodowane zatkaniem przewodu słuchowego przez woskowinę. Do czyszczenia uszu absolutnie nie wolno stosować patyczków, które tylko upychają woskowinę, a dodatkowo bardzo łatwo doprowadzić do podrażnienia przewodu słuchowego.

Mycie uszu należy ograniczyć do przemywania małżowiny za pomocą wody i palca. W przypadku dzieci, które mają tendencję do nadmiernego produkowania woskowiny trzeba się skonsultować z lekarzem, który pomoże dobrać odpowiedni preparat do czyszczenia uszu. Podczas kąpieli czy zabaw w basenie nie musimy specjalnie chronić małych uszu – ważne, aby potem dokładnie osuszyć je ręcznikiem, wcześniej delikatnie przechylając głowę dziecka na bok.

Każda mama pewnie nie raz usłyszała radę „załóż mu czapeczkę, bo zawieje uszy” – można ją włożyć między bajki.

Oczywiście należy zakładać dzieciom czapki dla ochrony przed zimnem, ale zapalenia uszu wynikają najczęściej z niedoleczonych katarów i innych infekcji, a nie z powodu wiatru.

To co wpisuje się w działanie profilaktyczne to również ochrona przed hałasem.

Dla uszu niemowlaka najlepsze są ciche, spokojne dźwięki. Unikajmy zatem bardzo głośno grających zabawek, a w zamian zaproponujmy spokojne śpiewanie albo cichą pozytywkę. Jest wiele sytuacji podczas których dzieci narażone są na hałas – podczas przebywania w żłobku, przedszkolu, szkole. Negatywnie na stan słyszenia wpływa również głośne słuchanie muzyki (zwłaszcza za pomocą słuchawek, które wkłada się do ucha).

W takich sytuacjach może dochodzić do przewlekłego urazu akustycznego, podrażnienia lub uszkodzenia komórek słuchowych i o ile na początku są one w stanie się regenerować to jeśli ta sytuacja pojawia się często może prowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu. Dlatego też, kiedy możemy zadbajmy o stonowane otoczenie akustyczne. Unikajmy hałasu, a w ekstremalnych sytuacjach (np. głośny koncert) rozważmy zastosowanie słuchawek ochronnych.

Podsumowując chciałabym jeszcze raz zaznaczyć, że najważniejsza jest profilaktyka – obserwuj swoje dziecko, dbaj o całkowite wyleczenie chorób, także tych z pozoru błahych infekcji i prawidłowo pielęgnuj uszy dziecka. Jeżeli zauważysz jakiekolwiek niepokojące objawy powiedz o nich pediatrze – niech skieruje Was na badania słuchu. Warto wspomnieć, że badania słuchu są całkowicie bezpieczne i bezbolesne, mogą być przeprowadzone w każdym wieku. Wczesne wykrycie pogorszenia słyszenia i wdrożenie odpowiedniego leczenia, może uchronić Twoje dziecko przed trwałym uszkodzeniem słuchu oraz umożliwić mu prawidłowy rozwój. 

Autorką wpisu jest Joanna Ćwiklińska – surdologopeda, terapeuta miofunkcjonalny, pedagog specjalny. Pracuje w Klinice Rehabilitacji w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu, Międzynarodowej Szkole Europejskiej oraz Centrum Diagnozy i Terapii Supramedica. Zajmuje się diagnozą i terapią logopedyczną dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych. Autorka i współautorka publikacji z dziedziny szeroko pojętej surdologopedii.  Autorka kursu on line „Przesiewowe badania logopedyczne”.

A tu artykuł autorki na temat Wędzidełko – wszystko co musisz wiedzieć.

Zapraszam też na wpis Rozwój mowy dziecka oraz po Książki wspierające rozwój mowy

[1] „Audiologia kliniczna” M. Śliwińska-Kowalska, Łódź 2005

[2] „Hearing Screening Program in Scholl- Age Children in Western Poland” Skarżyński P.H. i in., The Journal of International Advanced Otology 7(2) 194-200

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hotel dla rodzin z dziećmi – 10 sprawdzonych propozycji w Polsce

Hotel dla rodzin z dziećmi to miejsce, które powinno być przystosowane do potrzeb małych gości. W dzisiejszym wpisie zaprezentuję Wam 10 miejsc, które właśnie takie są. W każdym z nich byliśmy i uważamy, że są naprawdę ciekawe i godne polecenia. (Po zimowe rekomendacje kliknij tutaj: Hotele na narty z dziećmi – ranking TOP 20

wpis zawiera linki afiliacyjne

EDIT tu łapcie świeżo po naszej wizycie – Czy to najlepszy hotel w górach dla rodzin z dziećmi?

Hotel dla rodzin z dziećmi – nasze polecenia

1. Natura Mazur (KLIK), MAZURY

piękne, czyste jezioro idealne dla dzieci; ogromny teren zielony; pyszne jedzenie

Natura Mazur to hotel skierowany do rodzin z dziećmi, którzy chcą wypocząć w przepięknych oklicznościach przyrody. Na miejscu czeka nas mnóstwo atrakcji: basen w środku i jacuzzi z niesamowitym widokiem na zewnątrz, sala zabaw, plac zabaw, kręgle. Do tego w weekendy są ciekawe animacje dla dzieci i atrakcje (u nas było ognisko ze śpiewami). Jedzenie jest przepyszne i bardzo urozmaicone.

Największą atrakcją jest jezioro Narty, które jest najpiękniejszym jeziorem, jakie widziałam w Polsce: na dnie jest miękki piasek i zero mułu, jest to jedno z najczystszych jezior (można w nim nawet nurkować), a do tego jest płytkie (około 10 metrów od brzegu jest woda po kolana). Jeżeli szukacie miejsca na wypad z rodziną, to bardzo Wam polecam Naturę Mazur. My z pewnością wrócimy tam jesienią, bo nie mieliśmy czasu nawet skorzystać ze wszystkich atrakcji w środku.

natura mazur - zdjęcie jaccuzi
widok z basenu natura mazur
okolice hotelu natura mazur

2. Hotel Aubrecht (KLIK) , KASZUBY

przyroda, piękna okolica z bajeczną drogą do jeziora, przepyszne śniadania

Jest to hotel dla rodzin z dziećmi, którzy cenią sobie bliskość natury. Nie jest to duży hotel, ale spełnia wszystkie warunki. Jest basen, sala zabaw z animacjami, menu dziecięce, a do tego wspaniały drewniany plac zabaw. Do tej pory wspominamy nasz pobyt w tym hotelu i z pewnością tam wrócimy.

Nakręciliśmy również film z naszego wyjazdu, który w pełni oddaje klimat tego miejsca: KLIK

Obszerny wpis z recenzją pisałam tutaj: Hotel Aubrecht

Hotel Aubrecht
hotel dla rodzin z dziećmi

3. Hotel Warszawianka (KLIK), MAZOWSZE

basen z atrakcjami (brodzik), sala zabaw Kiddos, plaża

Hotel znajduje się około 40 km od Warszawy, więc spokojnie w godzinę w piątek tam dojedziecie. Cały kompleks jest położony nad samym jeziorem, do tego jest naprawdę ogromny. Jeżeli Wasze dzieci jeżdżą na rowerkach, hulajnogach to możecie je ze sobą zabrać. Jest świetny basen ze zjeżdżalniami i brodzikiem, na który chodziliśmy dwa razy dziennie.

Na uwagę zasługuję niespotykana sala zabaw Kiddo’s, które robi ogromne wrażenie. Wstęp mają do niej dzieci w wieku 4-12 lat i zostają tam same z Paniami. Jest to hotel dla rodzin z dziećmi, którzy cenią sobie wygodę. Do hotelu przynależy plaża, więc latem można spędzić tam naprawdę fajny czas.

hotel dla rodzin z dziećmi

4. Hotel Aquarius (KLIK), Kołobrzeg

genialne animacje, bliskość plaży, atrakcje dla dzieci

Hotel Aquarius jest położony bardzo blisko morza. Dosłownie w 7 minut jesteśmy w stanie tam dotrzeć nawet z dwójką dzieci. Wzdłuż plaży jest deptak, więc możecie wziąć dzieciom hulajnogi i rowerki. Jedną z najmocniejszych stron hotelu są animacje dla dzieci. Chyba nigdzie nie spotkałam jeszcze tak szerokiej i ciekawej oferty.

W czasie wakacji, ferii, długich weekendów jest bardzo rozbudowana. W inne dni animacje również są, bo Pani Agnieszka pracuje tam na stałe. Podczas naszego pobytu była cała rozpiska z planem animacji.

Hotel Aquarius Kołobrzeg
Hotel Aquarius sala zabaw dla dzieci
Hotel Aquarius basen

5. Hotel Przystań (KLIK), Olsztyn

piękne otoczenie, sala zabaw, smaczne jedzenie

Nad samym jeziorem znajduje się hotel, który jest w pełni przystosowany do potrzeb dzieci. Macie tam wszystko, co jest potrzebne: basen z brodzikami, świetną salę zabaw z animacjami w weekend, smaczne jedzenie. Okolica skłania do spacerów – jezioro, ścieżki rowerowe, place zabaw i dużo atrakcji latem (wodny plac zabaw).

hotel dla rodzin z dziećmi
hotel przystań - sala zabaw
zdjęcie ze strony hotelu

6. Nosalowy dwór Rezydencja (KLIK), Zakopane

świetny design, sala zabaw, ogromny plac zabaw na zewnątrz

Piękny hotel z góralskimi motywami, ale w stylowym wydaniu. Byliśmy w nim zimą rok temu i było wspaniale. Mnóstwo śniegu na pobliskiej górce i herbata zimowa sprawiły, że bardzo dobrze wspominam te wyjazd. Dla dzieci jest fajna sala zabaw, basen i animacje.

Z racji tego, że byliśmy zimą to nie mogliśmy skorzystać z placu zabaw, który jest na zewnątrz. Zrobił na nas ogromne wrażenie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mogli z niego skorzystać. Świetny hotel dla rodzin z dziećmi.

Nosalowy dwór
plac zabaw przed hotelem nosalowy dwór

7. Ibis styles (KLIK), Wrocław

bajkowy wystrój, lokalizacja, restauracja hotelowa

Bajkowy hotel w stylu „Alicja z krainy czarów” położony bardzo blisko Dworca głównego. Niesamowite wrażenie na dzieciach zrobią dekoracje nawiązujące do magii (stoły i krzesła na suficie, fotele w kształcie filiżanek, drzwiczki skrzatów w pokojach). Co prawda nie ma basenu, ani specjalnej sali zabaw, ale i tak jest to ciekawy wybór. W hotelowym lobby jest duża przestrzeń z zabawkami dla dzieci, a tuż obok jest restauracja z przepysznym jedzeniem.

Jeżeli wybieracie się do Wrocławia to przeczytajcie nasz wpisy z atrakcjami tego miasta: Atrakcje Wrocłąwia i Pomysł na weekend – Wrocław

ibis style wrocłąw
sala stołówki ibis styles

8. Hotel Żubrówka (KLIK), Białowieża

świetny basen o niezwykłym designie, położenie, baza wypadowa na wycieczki

Mamy do Białowieży niezwykły sentyment, bo sama w dzieciństwie sporo tam przebywałam. Białowieża jest cudownym miejscem na wyjazd o każdej porze roku, tam zawsze jest sezon, a nie ma tłumów. Sam hotel położony jest w centrum Białowieży. Niewątpliwie wyróżnia go strefa spa, która przypomina las. Dla dzieci są brodziki. W hotelu jest sala zabaw dla dzieci i duży plac zabaw na zewnątrz. Jeżeli jeszcze nigdy nie byliście w Białowieży to koniecznie się tam wybierzcie.

Tutaj macie spis miejsc, które warto odwiedzić i restauracje godne polecenia Atrakcje Białowieży

Hotel żubrówka białowieża
zdjęcie ze strony hotelu

9. Hotel Warszawa (KLIK), Augustów

lokalizacja, wyposażenie pokoi, menu

W tym hotelu byliśmy około 4 lata temu, ale do tej pory bardzo dobrze go wspominamy. Niesamowicie wyposażone pokoje – można nawet zamówić nawilżacz powietrza, podgrzewacz do butelek, wanienkę itd. W hotelu jest sala zabaw i są organizowane różne atrakcje. Cały kompleks położony jest trochę na uboczu nad jeziorem. W okolicy jest mnóstwo atrakcji. Jeżeli nie byliście w Augustowie, to serdecznie Wam polecam.

Hotel Warszawa - Augustów
zdjęcie ze strony hotelu

10. Hotel Kocierz (KLIK), małopolskie

lokalizacja, dużo atrakcji dla starszych dzieci, baza wypadowa na wycieczki

Na granicy województwa małopolskiego i śląskiego znajduje się kompleks hotelowy Kocierz. Świetne miejsce, bardzo urokliwe. Jest basen, przy restauracji oddzielna sala zabaw i wiele atrakcji na zewnątrz dla starszych dzieci. Park linowy rozciągnięty wśród drzew skłania do poznawania okolicy z wysokości, a zjeżdżalnie na zewnątrz zapewnią super zabawę. Co prawda byliśmy tam już dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie spore wrażenie – właśnie pod względem atrakcji dla dzieci.

Hotel Kocierz
Hotel Kocierz
zdjęcie ze strony hotelu

A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!

Hotel dla rodzin z dziećmi to miejsce przyjazne małym gościom i im rodzicom. Znacie takie miejsca, których jeszcze nie odwiedziliśmy? Dajcie znać w komentarzu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Podaję moim dzieciom suplement diety, dzięki któremu dłużej śpią

Sen rodzica: krótki, nerwowy, przerywany. Czasem nawet nie można go nazwać snem – tylko czuwaniem. Nie oszukujmy się – jest naprawdę garstka dzieci, które przesypiają całe noce bez pobudki i do tego wstają po godzinie siódmej. Jeżeli Wam się trafiły takie anioły, to jesteście szczęściarzami. Jednak znakomita większość dzieci budzi się w nocy, wstaje o 5 lub 6 rano, kiedy dla ich rodziców jest to 5 w nocy.

Sama uwielbiam spać i nie jestem stworzona do bardzo wczesnego wstawania. Pobudki o takich porach zwyczajnie nie są dla mnie. Do końca dnia podpieram się na nosie o swój kubek kawy. Nie mam energii do zabaw czy obowiązków domowych. Pamiętam (niestety) bardzo dobrze czas kiedy Lilka wstawała o 5 lub 6. Wstawał do niej mój mąż, a ja mogłam jeszcze godzinę pospać. Jednak wiele razy to ja stałam na porannej warcie, ale byłam nie do życia – do końca dnia.

Oczywiście szlag mnie trafiał, jak czytałam o dzieciach, które trzeba budzić do przedszkola na 8.30, bo inaczej by zaspały. Nie wiedziałam, co jest z moją pociechą nie tak, że nie może dłużej spać. Próbowałam różnych metod, którą są mniej lub bardziej kontrowersyjne, ale zadziałało tylko jedno. Aż się dziwię, że nie podają tej informacji w wiadomościach, bo jest tak prosta, a do tego zdrowa.

Wcześniej kiedy jeszcze jej nie znałam, testowaliśmy najróżniejsze sposoby, aby wydłużyć sen:

  • zasłony typu blackout, dzięki którym pokój jest ciemny nawet po świcie, a śpiącemu nadal się wydziela hormon snu – melatonina
  • odpowiednia temperatura i wilgotność – o wiele lepiej jest spać w chłodnym pomieszczeniu, niż w gorącym i w suchym pomieszczeniu. Dziecku będzie się też szybko chciało pić, więc pobudka o 4.30 może się pojawić
  • zamiana żarówek w lampkach na cieplejsze – chłodne światło włączone w pokoju tuż przed spaniem może powodować trudności w zasypianiu
  • na czas drzemek w ciągu dnia nie zasłaniałam okien, żeby dziecku nie myliły się pory dnia

Niestety to wszystko nie do końca działało i chociaż stosujemy te sposoby do teraz, to dzieci i tak wcześnie się zrywały – gotowe do zabawy.

Któregoś dnia chciałam się umówić z przyjaciółką na kawę. Żeby zdążyć na drzemkę do domu, zasugerowałam jej godzinę 10.

„Wstajemy o 6, to akurat się wyrobię” – napisałam jej.

A ona powiedziała, że jej córka wstaje o 9 i się nie wyrobi.

„Jak to o 9???” – odparłam zdumiona

„No tak, czasami nawet trzeba ją budzić”- dodała

Westchnęłam głośno i uznałam, że chyba ze mną jest coś nie tak – skoro moje dzieci wstają tak wcześnie. Nie ukrywam, że trochę jej tego zazdrościłam, bo też chciałabym pospać do 9, chociaż raz w tygodniu! Wiedziałam, że jej córka nie ma już drzemek w dzień, więc pewnie dlatego się jej sen wydłużył. Ale żeby do 9? Nie mogłam w to uwierzyć.

Przy następnym spotkaniu z przyjaciółkami dyskutowałyśmy również na ten temat. Okazało się, że moja przyjaciółka podaje swojej córce suplement diety, którego „skutkiem ubocznym” jest dłuższy sen. Najpierw się przeraziłam, co to za specyfik. Jednak kiedy zaczęła o nim opowiadać to wszystko stało się jasne. Mało tego, jest bardzo zdrowy!

Chodzi o DHA

Słyszeliście napewno o DHA. Sama suplementowałam te kwasy karmiąc piersią moje dzieci. Jednak po pewnym czasie przestawałam i zupełnie o tym zapominałam. Ten suplement zastępowałam wit D3, co oczywiście było błędem, bo każdy z nich jest potrzebny organizmowi do prawidłowego funkcjonowania.

Kwasy omega-3 są niezbędne do prawidłowego rozwoju dzieci i jeżeli nie stosujecie diety bogatej w ryby to warto porozmawiać z lekarzem o suplementacji. Były nawet takie badania, które potwierdzają, że polskie dzieci jedzą za mało ryb o jakieś… 20 razy! Warto przeczytać ten artykuł .

Zaskoczył mnie również fakt:

„U dzieci w wieku 18 miesięcy do 36 miesięcy otrzymujących w suplementacji 130 mg DHA dziennie (badanie z randomizacją) stwierdzano mniej infekcji dróg oddechowych” (źródło 3 linijki wyżej)

Omega-3 (ALA, EPA, DHA) nie są wytwarzane przez nasz organizm, więc musimy je dostarczać w diecie lub przez suplementację. Są one w tłustych rybach morskich i algach morskich. Ok, zróżnicowana dieta z rybą 2 razy w tygodniu jest wszędzie zalecana. Jednak mało kto zwraca uwagę na fakt, że kwasy omega-3 giną przy obróbce termicznej, więc smażona, gotowana, grillowana ryba, którą podajemy dzieciom ma naprawdę niewiele tych dobroczynnych kwasów (klik) Trzeba by było podawać dzieciom surowiznę, a tego chyba każdy rodzic się boi. Dlatego warto pomyśleć o suplementacji.

Dlaczego omega-3 są ważne?

Najprościej tłumacząc – budują mózg. Jest to grupa fosfolipidów, która wpływa na komunikację komórkową w mózgu. Odpowiedni poziom omega-3 znacząco poprawia działanie synaps.

Długotrwałe niedobory tych kwasów tłuszczowych mogą chociaż częściowo przyczyniać się do chorób układu krążenia, chorób zapalnych, zaburzeń psychicznych i neuro rozwojowych.

A jaki mają wpływ na sen?

Dotychczas przeprowadzono sporo badań na temat wpływu DHA na sen TUTAJ, TUTAJ i ogólne funkcjonowanie. Osoby, które brały udział w badaniach czuły się znacznie lepiej i do tego miały lepszą koncentrację i spokojniejszy sen.

Kiedy pierwszy raz przeczytałam wyniki badań, które zostały przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na sporej grupie dzieci (ponad 300 dzieci) w wieku 7-9 lat, nie mogłam się nadziwić, że to faktycznie może działać.(link wyżej). Przez 16 tygodni grupa dzieci przyjmowała DHA  w dawce 600 mg dziennie, a druga grupa dostawała placebo. Według opisu badania, nawet osoby, które przeprowadzały badanie nie wiedziały, która grupa przyjmuje kwasy omega-3. Po 4 miesiącach okazało się, że dzieci z tej grupy, które przyjmowały DHA spały nawet o 58 minut dłużej niż dzieci z grupy kontrolnej, a t kiedy przebudzały się w nocy to po chwili zasypiały.  Badacze nie mieli wątpliwości, że DHA znacząco wpływa na jakość snu.

Według mnie jest to naprawdę ważne odkrycie, o którym powinni wiedzieć rodzice.

Nie dość, że kwasy omega-3 są ważne do prawidłowego funkcjonowania mózgu to i jeszcze pozwolą rodzicom trochę dłużej pospać. Przyjemne i pożyteczne zarazem!

Wracając do nas. Kiedy moja przyjaciółka powiedziała mi, że podaje córce DHA, to sama (z dość dużym sceptycyzmem) zaczęłam zgłębiać ten temat i udałam się do apteki po odpowiedni suplement. źródło

Dawkowanie dla dzieci i kobiet w ciąży oraz karmiących wygląda następująco:

  • kobiety w ciąży i karmiące: 400-600 mg na dobę, jeżeli spożycie ryb jest niskie
  • dla dzieci w wieku 1-3 lat jest to: 150-200 mg na dobę
  • dzieci powyżej 3 roku życia: 250 mg dobę
  • dzieci starsze, które nie spożywają ryb 600 mg na dobę

Kupiłam suplement z DHA  i zaczęłam podawać dzieciom, bez większych oczekiwań. Bardziej miałam na uwadze ich stan zdrowia niż moją jakość snu. Jednak efekty przeszły moje oczekiwania. Dzieci już po 8 tygodniach przyjmowania zaczęły lepiej spać. Córka, która jest rannym ptaszkiem, wstaje na chwilę przed 8, a Junior śpi nawet do 8. Chodzą spać o takich samych porach (około 20.30). Jul budzi się kilka razy w nocy, ale dosłownie na chwilkę. Mogę śmiało powiedzieć, że to naprawdę działa.

P.S. A my z mężem w końcu nie musimy się zrywać skoro świt.

Jeżeli macie wątpliwości, to oczywiście skonsultujcie się lekarzem lub farmaceutą, bo jest to jedynie post informacyjny.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pomysły na zabawy z dziećmi w domu – 5 kreatywnych inspiracji

Pomysły na zabawy z dziećmi w domu szybko się wyczerpują, więc dziś podrzucam Wam garść inspiracji. Moje dzieci uwielbiają tak spędzać czas, a ja mam wtedy poczucie, że robię coś wartościowego. Dlatego Was też zachęcam do takich czynności, które zajmą na chwile dzieci, a jednocześnie będą stymulowały rozwój.

Pomysły na zabawy z dziećmi w domu

Malowanie po stole

Inspiracji szukam wszędzie. Ostatnio udostępniłam film na mojej grupie na Facebooku (warto się zapisać Grupa Nebule FB), gdzie dzieci w przedszkolu malują w ten sposób palcami. Dziś miałam z Julem wolne przedpołudnie, więc postanowiłam wykorzystać ten pomysł i to był strzał w dziesiątkę! Jest to coś innego niż malowanie na kartce, bo zakres ruchu przedramienia jest zdecydowanie większy.

Wystarczy folią spożywczą okręcić stolik postawiony do góry nogami i już mamy gotową sztalugę do malowania.

Wykorzystaliśmy farby z Ikei, gruby pędzel (do kupienia TUTAJ), paletę do farb (TUTAJ) i folię.

Dla odrobinę starszych dzieci fajne są te pędzle z uchwytami TUTAJ

Zabawa była świetna! Nie zabezpieczałam dywanu, bo i tak dziś go miałam wrzucić do pralki. Takie pomysły na zabawy w domu mogą zostawić mały uszczerbek w postaci bałaganu, ale jak się dobrze je zaplanuje to nie będzie z tym problemu.

pomysły na zabawy z dziećmi w domu
pomysły na zabawy z dziećmi w domu

Sztuczny śnieg

Kiedy ten śnieg na zewnątrz już się znudzi to można w domu zrobić swój, trochę przyjemniejszy dla gołych dłoni. Wystarczy, że macie:

  • skrobię kukurydzianą lub mąkę ziemniaczaną
  • piankę do golenia (najlepiej taką niezbyt mocno pachnącą)

Oba składniki mieszać w proporcjach: 1/3 pianki do golenia i 20 dag skrobi kukurydzianej lub mąki ziemniaczanej. Jeżeli nie będzie się jeszcze lepił to dodać więcej skrobi lub mąki.

Pomysły na zabawy z dziećmi w domu

pomysły na zabawy z dziećmi w domu

Piasek kinetyczny

Długo się głowiłam, czy piasek kinetyczny to dobry pomysł (z racji bałaganu), ale w końcu się przekonałam i na próbę kupiłam malutkie opakowanie. Naprawdę jest to u nas hit! Jul spędza przy nim tyle czasu, że nawet fakt sprzątania po każdej zabawie mnie nie przeraża. Warto wydać trochę więcej na ten oryginalny, bo nic się z nim nie dzieje (najtaniej TUTAJ)

Ciastolina

Panuje u nas szał na zabawy plastyczne, więc cały czas coś wymyślam. Ostatnio wyjęłam ciastolinę i dobre 2 godziny siedziałam z Julem przy stole. Muszę mu dokupić jakiś większy zestaw. Chociaż tak naprawdę tymi dwoma małymi opakowaniami, kształtkami i nożem bawi się wyśmienicie. Podobny zestaw TUTAJ

Kiedyś Lila miała Bubbera. Pamiętacie?  Do kupienia TUTAJ Pisałam o nim Bubber

Zabawy sensoryczne

Świetny pomysł na zabawę z użyciem artykułów, które każdy ma w domu. Wystarczy taca, miseczki, łyżka i coś sypkiego: drobny makaron, ryż lub kasza.

Kredki żelowe

Jeżeli miałabym wybrać jedno ulubione kreatywne narzędzie moich dzieci to z pewnością by to były kredki żelowe. Wciąż je mamy i używamy ich codziennie. Jul nosi je po całym domu i prosi o kartki do rysowania.

Bardzo łatwo się nimi rysuje, a dodatkową atrakcją jest otwieranie, zamykanie, wykręcanie. Do tego są bardzo mocno napigmentowane, więc nie trzeba ich cisnąć. Jeżeli ich nie macie to sprawdźcie TUTAJ

a tu macie dalszy ciąg – i kolejne pomysły na nowe Zabawy dla dzieci w domu i Zabawy dla dzieci z klamerkami

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hity kosmetyczne roku 2017 – 10 ciekawych propozycji na każdą kieszeń

Hity kosmetyczne roku 2017 to zbiór moich ulubionych rzeczy, których używałam w tym roku. Uwielbiam testować różne nowości i odkrywać kosmetyczne perełki, dlatego zebrałam je w dzisiejszym wpisie.

W tym roku moja kosmetyczka wzbogaciła się o sporo ciekawych produktów, które polecam moim przyjaciółkom i czytelniczkom w prywatnych wiadomościach. Uznałam, że początek roku sprzyja takim podsumowaniom, więc opisałam  je specjalnie dla Was, bo może również i Wam się spodobają.

Hity kosmetyczne roku 2017

Krem pod oczy Better than botox, 

Alkemie

Krem, który naprawdę działa jak botoks! Już po miesiącu użytkowania widziałam efekty, które przerosły moje oczekiwania. Mam sporo zmarszczek mimicznych w okolicach oczu i kiedy się śmieję – widać je dość mocno. Nawet makijaż w tych okolicach nie do końca pomaga, jak skóra nie jest odpowiednio przygotowana.

Better than botox bardzo wygładził okolice moich oczu. Moim problemem są również odpadające powieki i po kilku miesiącach używania widzę, że ta powieka jest delikatnie uniesiona, a skóra ujędrniona. Nie spodziewałam się takich efektów po kremie z naturalnym składem. Lekko rozjaśnił również cienie pod oczami, ale jego działanie jest zdecydowanie inne. Kupiłam go również mojej mamie i ona również potwierdza działanie tego kremu.

Wcześniej lubiłam krem z awokado z Kiehl’s, ale ten bije go na głowę.

Miejski krem ochronny 

Resibo

Odkrycie końcówki roku. Krem, którego używam  zawsze po myciu twarzy. Jest bardzo lekki, a jednocześnie mocno nawilża. W sezonie jesienno-zimowym mam problem z suchą skórą w kilku miejscach na twarzy, a ten krem niweluje ten efekt przesuszenia.

Świetnie się rozsmarowuje, szybko wchłania i daje satynowe wykończenie. Praktycznie po kilku minutach nakładam na niego podkład i nic się nie roluje.  Krem chroni przed promieniowaniem UV i zanieczyszczaniami powietrza.

hity kosmetyczne roku

Hity kosmetyczne roku 2017

Rozświetlający krem do twarzy Resibo

Krem, który nie tylko fajnie wygląda na skórze, dając efekt rozświetlacza, ale również lekko nawilża. Stosuję go przed nałożeniem makijażu na kości policzkowe, a czasem na dekolt. Krem zawiera drobno zmieloną mikę, która odbija światło i daje efekt opalizującej tafli. Lubię go używać nawet kiedy nie nakładam dużo makijażu. Wystarczy, że umaluję rzęsy i już jestem gotowa.

Tusz do rzęs Dior Iconic curl 

TUTAJ

Tusz, którego używałam cały rok. Jest duży (10 ml) i bardzo wydajny. Świetnie wydłuża i podkręca moje liche rzęsy. Jedna warstwa w zupełności wystarczy do makijażu dziennego, a dwie dają efekt WOW.

Nie kruszy się, nie zostawia „pieczątek” na łukach i świetnie się nosi. Nie wiem co mnie podkusiło, że kiedy mi się skończył to kupiłam zupełnie inny tusz, który w porównaniu do tego jest naprawdę słaby (Lancome Hypnose Volume a porter)

Cienie do powiek Urban Decay Naked 2 

TUTAJ

Według mnie są to najlepsze i najładniejsze cienie do powiek. Długo używałam ich małej paletki z matowymi cieniami TUTAJ i ją naprawdę uwielbiam. Są pięknie napigmentowane, długo się trzymają na bazie UD, nawet na mojej opadającej powiece się nie rolują.

Czarnym cieniem często robię sobie kreski i wygląda świetnie. Do tego cała paletka jest przystosowana do przewożenia w kosmetyczce, a cienie są mocno zapieczone, więc nawet jak Jul niepostrzeżenie rzucił ją o podłogę to nic im się nie stało (uuuuf!)

Pomadki i błyszczyki Kat von D

Uwielbiam matowe pomadki, które długo się utrzymują na ustach. Do tej pory najbardziej lubiłam Bourjous Velvet i Revlon w kredce, ale jak tylko pojawiły się Kat von D to musiałam je wypróbować! Naprawdę tak długo się utrzymują na ustach, że aż trudno w to uwierzyć. Są bardzo mocno napigmentowane. Mam tylko problem z kolorówką i chyba nie do końca trafiłam z kolorem moich (Mother), ale następnym razem  wybiorę coś odrobinę jaśniejszego. (Widzę, że teraz mój zestaw jest w promo za 39 zł KLIK)

hity kosmetyczne roku

Pomadki zmieniające kolor Lipstick queen 

TUTAJ

Pod koniec roku kupiłam sobie zestaw 3 miniaturek i od pierwszego wejrzenia pokochałam je całym sercem. Są idealne! Pod wpływem ciepła i innego ph zmieniają kolor na ustach od razu po nałożeniu. Uwielbiam za doskonałe nawilżenie, brak wysuszenia i trwałość.

Można się nimi malować  bez większych umiejętności i nawet bez lusterka. Jedną mam w torebce, drugą w kieszeni, a trzecią już zdążyłam zgubić 🙁 Najładniejsza jest wg mnie różowa, która nadaje piękny kolor ustom.

Mydła do rąk Yope

Jestem uzależniona od tych mydeł! To już nasza 3 lub czwarta butelka, zostanę im wierna  przez długi czas. Mydło, które dobrze myje, a nie wysusza rąk, na czym najbardziej mi zależy zwłaszcza zimą. Dobrze się zmywa z rąk i pozostawia piękny zapach.

Spray przeciw puszeniu się i elektryzowaniu Batiste

Moje odkrycie tego roku! Przywiózł mi go mąż z targów kosmetycznych i bez żadnego entuzjazmu użyłam go na swoich włosach (po wysuszeniu). Póżniej wyszłam na podwórko, było mokro i strasznie wilgotno. Moje włosy w takich warunkach atmosferycznych zazwyczaj wyglądają jak mop, to z tym sprayem pozostały idealnie gładkie i proste.

Używam go teraz po każdym myciu. Spray jest lekki i efekt można stopniować. Dzięki niemu nie wstydzę się też zdjąć czapki w miejscu publicznym, bo wiem, że włosy nie będą się elektryzować. Spryskuje nim też sukienki od spodu żeby nie przyciągały się do rajstop. Są dostępne w sieci drogerii Rossmann.

hity kosmetyczne roku

Odżywka do włosów 7w1 Dr Paw

Odżywka w sprayu, która jest lekka i ułatwia rozczesywanie. Używam go na spółkę z Lilką i uwielbiam. Jest lekki, fajnie pachnie i dobrze nawilża włosy. Dostępny w Hebe.

Odżywki do włosów

Moje włosy lubią odżywki z silikonami i to tylko one trzymają je w ryzach. To są moje ulubione odżywki drogeryjne, które kupuję na zmianę. Kosztują około 8 zł, a sprawdzają się idealnie do włosów wysokoporowatych.

Zestaw do manicuru hybrydowego Semilac

Ten zestaw startowy (do kupienia TUTAJ) dostałam w tym roku od męża na urodziny i od tamtej pory nie byłam ani razu u manikiurzystki. Nie wiem dlaczego dopiero teraz odkryłam zalety tego rodzaju manikiuru. Cały czas mam piękne paznokcie i już opanowałam technikę jego robienia. Cały czas dokupuję nowe lakiery i już sobie nie wyobrażam mieć standardowy lakier na paznokciach.

Płyn do skórek Sally hansen

Jedynym minusem samodzielnego robienia manikiuru w domu były skórki, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Aż przyjaciółka poleciła mi ten płyn. Jest genialny! w 20 sekund rozmiękcza skórki, które odsuwam później patyczkiem i nic więcej nie musze z nimi robić.

Dostępny jest w drogeriach.

To były moje hity kosmetyczne 2017 roku.

A tu możecie zobaczyć Hity roku 2016 nebule

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Elektryczny aspirator do nosa Beaba – test i opinia

Elektryczny aspirator do nosa to ciekawy gadżet, który został stworzony po to, aby ulżyć małym dzieciom. Kiedy  dzieci są jeszcze na tyle małe, że nie potrafią wydmuchać nosa, a katar utrudnia im swobodne oddychanie, to warto użyć aspiratora.

W tym artykule zamieściłam kompendium wiedzy o samym katarze. Dowiecie się o jego przyczynach, przebiegu i o tym jak ulżyć dziecku. Jeżeli jeszcze go nie czytaliście, to koniecznie nadróbcie.

Wszystko, co musisz wiedzieć o katarze. 10 pytań do zaufanej pediatry

Przy katarze pediatrzy bardzo często zalecają kompleksową TOALETĘ NOSA. Taki zabieg pomaga w pozbyciu się wydzieliny, która utrudnia oddychanie. My najczęściej stosujemy taki rytuał:

  • woda morska do obu dziurek – moje dzieci nie lubią tej hipertonicznej, bo za mocno pryska
  • czyszczenie nosa za pomocą aspiratora
  • przy mocnym katarze używam kropelek do nosa, które na trochę podnoszą  komfort oddychania

Aspirator to taki must have w mojej wyprawce, bez którego trudno by było nam przejść przez infekcje.

Przy starszej córce używałam zachwalanego wszędzie Katarka (TUTAJ) i byłam zadowolona z jego działania, jednak miał kilka minusów, które lekko utrudniały użycie. 

  • do użycia aspiratora jest potrzebny odkurzacz, który często stoi na środku pokoju przez 10 dni (a nawet dłużej)
  • na wyjazdach (np. w hotelu) ten sprzęt jest już wykluczony, bo w pokojach nie ma odkurzacza
  • ryk odkurzacza budzi w nocy cały dom, więc nigdy go nie używałam  w tym czasie
  • miałam wrażenie, że wydzielina z nosa przedostaje się do rury odkurzacza i tam zaczyna żyć własnym życiem (zapach z rury;)
  • plastikowa, twarda końcówka, która przy poruszeniu się dziecka drażni już podrażnioną błonę śluzową w nosie
  • niektóre dzieci (jak Julek) mogą nie lubić huku odkurzacza i wszystkich czynności z nim związanych

Dlatego zaczęłam poszukiwać czegoś innego i był to elektryczny aspirator do nosa.

Muszę Wam też koniecznie polecić manualny aspirator Beaba, który jest moim hitem od dawna i uważam, że nie ma lepszego na rynku. Napiszę Wam o nim dokładniej w zestawieniu hitów z 2017 roku. Jest idealny szczególnie dla małych dzieci i bije np. Fridę na głowę. Mowa o tym urządzeniu KLIK

I kiedy zobaczyłam, że jest na rynku nowość: elektryczny aspirator do nosa Beaba, to postanowiłam go przetestować, bo miałam dość wygibasów z Julkiem na kolanach używając Katarka. Stwierdziłam też, że Wam się może przydać ta recenzja, bo Wasze dzieci nie znoszą aspiratora podłączanego do odkurzacza.

Elektryczny aspirator do nosa Beaba

Niewielkich rozmiarów gadżet naprawdę działa! Mamy go od 4 miesięcy i używamy dość często (niestety). Na wstępie uprzedzę pytania o porównanie do Katarka.

Elektryczny aspirator do nosa nie ma tak mocnej siły ssącej, jak Katarek, ale jeżeli używa się go prawidłowo to bez problemu pomoże Wam usunąć wydzielinę. Ja i tak zawsze ustawiałam odkurzacz na najmniejszą moc, bo bałam się, że zbyt mocny strumień powietrza może podrażnić mocno przekrwioną błonę śluzową.

elektryczny aspirator do nosa

Elektryczny aspirator do nosa Beaba ma mnóstwo zalet, które sprawiły, że bardzo polubiłam ten gadżet:

  • jest niewielkich rozmiarów i można go zabrać ze sobą w podróż
  • dołączona jest do niego mała kosmetyczna, 2 nowe uszczelki i 3 końcówki
  • końcówki są silikonowe, więc nawet jak dziecko się poruszy w trakcie odciągania to miękka nasadka nie spowoduje zranienia
  • każda z nich inaczej ciągnie powietrze (biała z szeroką końcówką ciągnie najmocniej)
  • w porównaniu do Katarka jest naprawdę cichy i nie budzi innych domowników
  • jest zasilany na baterie, więc można go używać w każdym miejscu i bez konieczności używania prądu
  • jest poręczny i wygodny w użyciu
  • u nas sprawdza się znakomicie, bo Julek sam przykłada go sobie do nosa i przez to nie protestuje ( jak z Katarkiem)
  • łatwo się go rozkręca i czyści (o wiele dokładniej niż Katarek)
  • przygotowanie do pracy zajmuje dosłownie minutę

Czy ma jakieś minusy?

  • jeżeli do tej pory używałyście Katarka, to zauważycie różnicę w sile ssania. Ja przed każdą toaletą nosa zawsze używam soli morskiej, która lekko rozrzedza wydzielinę. Jak używałam Katarka to nigdy nie ustawiałam odkurzacza na maksymalną moc. Dla mnie jest o wiele lepszy, bo do Jula z Katarkiem nawet nie da się podejść, więc wybieram tę opcję.
  • aby jeszcze zwiększyć siłę ssania trzeba zatkać drugą dziurkę nosa dziecka, może to być dość nieprzyjemne, ale jest skuteczne
elektryczny aspirator do nosa

Elektryczny aspirator do nosa Beaba jest ciekawą alternatywą do powszechnie używanego Katarka i myślę, że sporo rodziców mogłoby odetchnąć z ulgą kiedy mogliby schować odkurzacz do szafy. Dla nas najważniejsze jest to, że dziecko nie boi się tego sprzętu i samo chętnie używa, a więc cel jest osiągnięty.

Aspirator dostępny jest najtaniej TUTAJ

elektryczny aspirator do nosa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsze książki dla dzieci 2017 r. – 10 najciekawszych tytułów

Najlepsze książki dla dzieci 2017 roku, które skradną Wam serca. Najpiękniejsze, najciekawsze i to w jednym miejscu.

Uwielbiam podsumowania, bo dzięki nim widzę, co udało się w danym czasie zrobić, a nie ma nic lepszego jak realne wyniki pracy. Dlatego również i w tym roku zdecydowałam się na kilka wpisów, które pomogą Wam poznać kilka lub kilkanaście prawdziwych perełek!

To już tradycja tu były Najlepsze książki dla dzieci 2016, a teraz czas na: 

Najlepsze książki dla dzieci 2017 roku

„Lotte piratka” Sandrine Bonini wyd. Polarny lis

Dostępna TUTAJ

Dla dzieci 4+

Przepięknie zilustrowana książka o małej dziewczynce, która ma niesamowitą wyobraźnię! Przeżywa coraz to nowe przygody i potrafi radzić sobie z przeciwnościami losu. Przypomina mi trochę rezolutną Pippi. Jeżeli nie znacie tej książki, to koniecznie ją sprawdźcie.

Najlepsze książki dla dzieci 2017

„Przygody dzieci z ulicy Awanturników” Astrid Lindgren wyd. Nasza Księgarnia

dostępna TUTAJ

Dla dzieci 5+

Książka, którą czytałyśmy kilka razy na wakacjach na wsi. Bardzo przypomina mi moje dzieciństwo i mam do niej ogromny sentyment. Przepięknie wydana  książka przez wydawnictwo Nasza Księgarnia sprawia, że mam ochotę ciągle do niej wracać. Świetnie nadaje się do czytania przed snem.

Najlepsze książki dla dzieci 2017

„Historie zamiecione pod dywan” Agnieszka Zimnowodzka wyd. Kocur bury

dostępna TUTAJ

Dla dzieci 5+

Długo czekałam na tę książkę, ale było warto. Jest przepięknie wydana, a od ilustracji nie można odciągnąć wzroku. W każdej historii, Lilka podróżuje w czasie i przestrzeni. Jej przygody są niezwykle ciekawe i inspirujące. Po każdej przygodzie wraca do świata realnego i dzięki temu książka jest naprawdę wciągająca.

Najlepsze książki dla dzieci 2017

„Pięknie dziękuję”, Ellen Surrey, wyd. Babaryba

dostępna TUTAJ

dla dzieci 3+

Książka, która nie dość, że jest pięknie zilustrowana i ciekawie napisana to ma ogromną moc. Według mnie jest to MUST HAVE na dziecięcej półce. Można ją też podarować osobie, której jesteśmy wdzięczni. Sytuacje opisane w książce uczą dzieci wdzięczności za to co mamy i mówienia dziękuję.

Najlepsze książki dla dzieci 2017

Sen Alicji, czyli jak działa mózg, praca zbiorowa pod kierunkiem prof. Jerzego Vetulaniego, wyd. WAM

dla dzieci 6+

dostępna TUTAJ

Genialna książka pod względem merytorycznym, jak i wizualnym. „Sen Alicji” jest naszpikowany ciekawymi wiadomościami z zakresu neurobiologii, a dzięki jej formule możemy w łatwy sposób przyswoić tę wiedzę. Bardzo nas zaciekawił podrozdział na temat efektywnego uczenia się. Zawarte informacje można w ciekawy sposób wykorzystywać w życiu codziennym.

Najlepsze książki dla dzieci 2017

„Idziemy na niedźwiedzia” Michael Rosen, Helen Oxenbury, wyd. Dwie siostry

dostępna TUTAJ

dla dzieci 18m+

Ta książka jest pod każdym względem idealna i wg mnie to must have na półce malucha. Przepiękne ilustracje, wartka akcja, mnóstwo powtórzeń, wyrażenia dźwiękonaśladowcze, dużo wyrażeń przyimkowych … mogłabym wymieniać w nieskonczoność!

A do tego historia jest tak napisana, że czytający ma możliwość zmiany prozodii. Raz jest wolne i wesołe tempo, a raz szybkie i podszyte strachem. GENIALNA!

Najlepsze książki dla dzieci 2017

„Prosiaczek i zjednoczone królestwo”, Ola Woldańska-Płocińska, wyd. Czerwony konik

dostępna TUTAJ

Dla dzieci 18 m+ (do oglądania) aż do 6 roku życia do nauki angielskiego

Jak ja czekałam na tę książkę, bo uwielbiamy wszystkie pozycje tej autorki. Tym razem prosiaczek wyrusza w podróż liniami lotniczymi „Chrum chrum airlines” na Wyspy Brytyjskie. Każdego dnia ma inne przygody, a całość jest zapisana i genialnie zilustrowana.

Książka wg mnie nadaje się do oglądania już dla 18- miesięcznego dziecka, do czytania dla starszego, a do nauki angielskiego nawet dla 5-latka. Lilka jest nią bardzo zainteresowana, bo w tym roku zaczęła chodzić na dodatkowe zajęcia. Książka nie dość, że jest piękna to do tego ma ogromną wartość edukacyjną – a takie kocham najbardziej.

„Opowiem Ci mamo, co robią dinozaury” Emilia Dziubak, wyd. Nasza księgarnia

Dostępna TUTAJ

Dla dzieci 3 +

Kolejna genialna książka z serii „Opowiem Ci mamo”, tylko narysowana przez jedną z moich ulubionych ilustratorek dla dzieci. Tym razem poznajemy dinozaury. Z książki dowiecie się MNÓSTWA informacji, a do tego będziecie się świetnie bawić. Julian, na razie tylko ją przegląda, za to Lilka naprawdę lubi ją czytać. Myślę, że to dobry pomysł na prezent, który będzie służył kilka lat.

Seria „Paluszkiem przesuń”, Gabriele Clima, wyd. Wilga

Dostępna TUTAJ

Dla dzieci 12 m+

Piękna seria dla młodszych dzieci z ruchomymi ilustracjami. Do tej pory mój syn je uwielbia.

Seria „Co wokoło” Lotta Olsson i Charlotte Ramel, wyd. Zakamarki

dostępna TUTAJ

Dla dzieci 12 m+

Rymowane książki z prostym tekstem dla najmłodszych. Fajne, proste ilustracje i zaskakujące skojarzenia.

To były nasze najlepsze książki dla dzieci 2017 roku

A teraz mam pytanie do Was: Jakie były Wasze najlepsze książki dla dzieci 2017 roku?

Jeżeli macie bloga to bardzo Was zachęcam do udziału w akcji: „Książkowy rok u Nebule”. Dodajcie wpis u siebie z 10 najlepszymi książkami i zalinkujcie do mnie. A być może z Waszych propozycji zrobię kolejny wpis, bo fajnych książek nigdy za wiele:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mamusiu, dlaczego płaczesz?

Wisi na naszej choince figurka misia, która nie ma nóżki. Ma smutną minę i wzrok tępo wlepiony w ścianę. Chciałby się uśmiechnąć, ale nie ma ku temu powodu. Wszyscy wkoło kupują prezenty, planują rozkład talerzy na wigilijnym stole, liczą gości, którzy do nich przybędą i myślą o radosnym czasie z rodziną. A miś tylko patrzy z nadzieją na lepsze jutro.

Nasz miś bardzo dobrze pamięta święta z 2014 roku, które były wyjątkowo trudne. Niby przygotowywaliśmy święta, kupowaliśmy prezenty i cicho śpiewaliśmy kolędy. Ale tylko dlatego, że tak trzeba było zrobić. Gdyby nie było z nami dziecka, z pewnością nie mielibyśmy siły na udawanie, że to radosny czas.

Na tydzień przed wigilią okazało się, że nasza rodzina nie powiększy się latem o nowego członka rodzina. I chociaż wszystko było pewne, to ja i tak liczyłam na cud. Zamiast lepić pierogi, robić pierniczki i włożyć świąteczne skarpety – siedziałam pod kocem i płakałam. Nie mogłam patrzeć na innych, którzy spędzają ze sobą wspaniały czas.

To wtedy, pierwszy raz od 30 lat poczułam to coś.

Kiedy jesteś nieszczęśliwy, to święta nie tyle nie cieszą, co wręcz wprowadzają w jeszcze bardziej beznadziejny stan. Stan, w którym czujesz się jeszcze gorzej, jeszcze częściej zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego ja?” i naprawdę nic nie jest w stanie Ci pomóc.

Dobija to, że inni mają cudowny czas z rodziną, denerwują rzucone od niechcenia życzenia: „Wesołych świąt”, które przecież się nie spełnią. Święta, kiedy jesteś w dołku to czas, kiedy naprawdę chcesz, żeby minął jak najszybciej.

Właśnie wtedy pod tym kocem doszłam do tych wniosków, że dla osób, które mają smutny czas, święta są jeszcze trudniejsze niż zwykły dzień.

Mimo, że nie miałam wówczas na nic ochoty to pojechałam do sklepu z ozdobami świątecznymi żeby kupić kilka bombek na choinkę. Na wystawie sklepowej było ich mnóstwo, ale moją uwagę przykuł ten miś. Lilce kupiłam bombkę w kształcie ptaszka z prawdziwym piórkiem, a misia wzięłam dla tego milimetrowego życia, które jeszcze wtedy biło pod moim sercem.

Pomyślałam, że może tak się uda. Powiesiliśmy wszystko na choince i czekaliśmy na cud, który się nie wydarzył. A w dzień kiedy wróciłam od lekarza, który rozłożył tylko ręce, Lilka przez przypadek strąciła misia z choinki, a on stracił wtedy nogę. Byłam strasznie zła i jeszcze bardziej płakałam.

Święta w końcu minęły, a my udawaliśmy przed rodziną, że nic się nie stało.

Po co mieliśmy wszystkim psuć święta? To nic by już nie zmieniło.

Jednak we mnie się wtedy zmieniło wiele. Zaczęłam dostrzegać tych, którym jest trudno. Zaczęłam nawet szukać sensu, w tym co się stało. Obiecywałam sobie, że jeżeli nam się uda, to będę miała ogromny dług do spłacenia. Tak się teraz właśnie czuję, że mamy taki dar, który trzeba doceniać codziennie i się nim dzielić.

Szczególnie w tym czasie świątecznym, który jest cholernie trudny dla osób, które są smutne, chore, samotne… Dla nich święta są właśnie bardzo, ale to bardzo ciężkie. Inni w tym czasie płaczą ze szczęścia lub z rozpaczy nad nie udanym prezentem. A oni chcą żeby ten czas jak najszybciej się skończył.

Jest jednak coś, co może dać iskierkę nadziei. To pomoc od drugiego człowieka.

Najchętniej pomagam innym bez rozgłosu. Nie potrzebuję wdzięczności, ani nie poszukuję poklasku. Jednak moja czytelniczka Zosia, namówiła mnie do napisania tego wpisu. Bycie anonimowym pomagaczem jest fajne i taki typ pomagania preferuję, ale napisanie o tym może zainspirować innych również do tego, a to może spowodować kolejną, jeszcze większą falę dobra.

Długo się zastanawiałam, kto może potrzebować takiego wsparcia najmocniej. Z doświadczenia wiem, że to inne Mamy właśnie go potrzebują najbardziej. Mamy, które zostały same z dziećmi i do tego są samotne. Jak wiecie moja mama wychowała mnie samodzielnie, ale miała wsparcie w całej rodzinie i bliskich znajomych. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna i nadal nie wiem jak to zrobiła, ale jest moją bohaterką. Niestety są na świecie Mamy, które są samotne. Same wychowują swoje dzieci i dodatkowo nie mają jeszcze żadnego wsparcia.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to może być trudne! Być z tym wszystkim samemu.

Dlatego od dawna wspomagam Mamom, które są samotne, bo to ogromny trud wychować samemu dziecko, nie mając praktycznie żadnego wsparcia.

Mamy w Domu Samotnej Matki w Chyliczkach  są w takiej sytuacji. Bardzo, ale to bardzo chciałam im pomóc i zrobić dla nich coś większego niż oddać ubranka, zabawki po nas. Długo też myślałam, jak zrobić coś, co chociaż w niewielkim stopniu podniesie je na duchu, że są na świecie ludzie, którzy o nich myślą. A ja nawet sądzę, że to są bohaterki, które mają bardzo trudne zadanie przed sobą.

Wiecie, że współpracuję z różnymi markami. Wy, często postrzegacie je jako reklamę, logo i nic poza tym. A ja wiem, że z nimi stoją wspaniali ludzie, którzy jak tylko usłyszeli o moim pomyśle to wysłali 100 kilogramową paletę kosmetyków dla mam i dzieci, pieluchy najlepsze na rynku i zabawki, które fajnie stymulują rozwój.

A wiecie co jest najlepsze? Oni chcieli pozostać anonimowi i nie afiszować się z tą pomocą. Jestem im tak ogromnie wdzięczna, bo zapewnili Mamom z Domu w Chyliczkach zapas na cały rok. Dlatego chociaż w ramach podziękowania podlinkuję wpisy, które dla nich pisałam Bycie mamą jest wspaniałeDziecko przesypia całe noceKsiążeczka sensoryczna.A ja od siebie dorzuciłam jeszcze karty prezentowe do drogerii żeby w końcu Mamy kupiły coś dla siebie.

Właśnie od nich wróciłam i prawie przez łzy piszę dla Was ten wpis. Dom Samotnej Matki w Chyliczkach jest jedną z pierwszych tego typu placówek w Polsce. Pomaga samotnym Mamom, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, a jednocześnie wspiera żeby były samodzielne.

Obecnie w Domu znajdują się Mamy z dziećmi, które mają mniej niż rok. Dobrze myślicie, to będą ich pierwsze w życiu święta i do tego spędzone właśnie w Domu Samotnej Matki.

Dlatego tak bardzo chcę im pomóc! Żeby Mamy czuły, że ktoś inny o nich myśli i wspiera.

W dzisiejszych czasach tak łatwo można pomóc, nie wychodząc z domu. Proszę, Wy też pomyślcie o tych Mamach, które wieczorem będą tulić swoje malutkie dzieci i będą myśleć o tym jak zbudować swoim dzieciom przyszłość. Prowadzące przeznaczają  również pieniądze z darowizn na konto mam żeby mogły w niedalekiej przyszłości stanąć na nogi.

Tutaj znajdziecie wszystkie informacje. Możecie zrobić przelew, wesprzeć poradą prawną lub zapewnić pomoc materialną.

Strona internetowa: Dom Samotnej Matki w Chyliczkach

Z góry Wam dziękuję i czuję, że razem zrobimy coś JESZCZE BARDZIEJ DOBREGO, a prowadzące DOM się zdziwią, co się dzieje na ich koncie! Oczywiście nie wiadomo skąd, bo one nie wiedzą, że za mną stoi 100 000 tysięcy wspaniałych mam, które zaglądają na mojego bloga.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej