kontakt i współpraca
Przez kilka lat nie wiedziałam, że moje dziecko ma alergię i dopiero kiedy dostałam wyniki testów, to wszystkie objawy złożyły się w sensowną całość.
Nie wiem czy wiecie, ale co 3 dziecko w Polsce ma alergię.
Płatna współpraca z marką:
Dziś chciałabym Wam napisać o naszej historii, która może pomóc wielu rodzicom we wcześniejszej diagnozie, a co najważniejsze pokażę Wam nasze sposoby na walkę z alergią.
W poniższym wpisie skupię się na jednym typie alergii, który jest bardzo powszechny (co 4 Polak ją ma), ale wiele osób o niej nie wie.
Niestety jest ona dość trudna do identyfikacji, ale istnieje wiele sposobów, które ułatwiają życie z tym typem alergii.
Są to drobne, prawie niewidoczne pajęczaki. Ich wielkość to tylko 0,2-0,4 mm. I to właśnie ich mikroskopijny rozmiar oraz duża liczebność są dla nas zagrożeniem; niezauważone bytują w naszych mieszkaniach, żywiąc się martwym naskórkiem (ludzkim i zwierzęcym), a także zarodnikami grzybów, a ich alergizujące odchody powodują często u członków naszej rodziny nieprzyjemne objawy, o których przeczytacie poniżej. Niestety, roztocza znajdują się w każdym domu w naszej szerokości geograficznej.
Najczęściej znajdziecie je w środowisku domowym (SYPIALNIA, SALON I POKÓJ DZIECIĘCY to ich ulubione miejsca ):
Dobrze, w teorii wszystko wygląda prosto. Ale w takim razie, jakie są obawy alergii na roztocza kurzu domowego i jak ją zdiagnozować.
U nas zaczęło się właśnie od takich objawów, a ja przez wiele lat myślałam, że jest to alergia na BMK czyli na Białka Mleka Krowiego i zupełnie niepotrzebnie stosowałam dietę wykluczającą. Kiedy objawy zaczęły się zaostrzać, to zaczęłam szukać przyczyny, a alergolog zlecił testy alergiczne. I tak wyszły nam zupełnie inne wyniki niż się spodziewałam. Oprócz alergii krzyżowej pyłkowo-owocowej wyszła alergia na roztocza kurzu domowego.
Optymalne warunki życiowe roztoczy to temperatura w pokoju między 25, a 30 stopni i wilgotność powietrza od 65% do 80%. Roztocza lubią jak jest ciepło i wilgotno, dlatego unikamy przegrzewania pokoju, wyłączamy kaloryfer i pilnujemy wilgotności.
Najlepsza dla nas jest temperatura 18-20 stopni, a wilgotność pomiędzy 45 do 55%
NOS:
OCZY:
UKŁAD ODDECHOWY:
SKÓRA:
Osoby uczulone na roztocza kurzu domowego mogą niespokojnie spać, budzić się z bólem głowy. Do tego rano wstają niewyspane i mogą mieć zaburzenia koncentracji.
Sporo tego, prawda? Takie mikroskopijne żyjątka, a tak bardzo mogą utrudniać życie.
Jeżeli podejrzewacie u sobie lub swoich dzieci możliwą alergię na roztocza powinniście się zgłosić do alergologa. Lekarz zbierze wywiad i prawdopodobnie zrobi testy. U nas właśnie w czasie testów skorych wyszedł odczyn przy Dermatophagoides pteronyssinus, czyli alergia na roztocza kurzu domowego.
Mogłoby się wydawać, że skoro wiemy, co nas uczula to łatwo jest znaleźć antidotum. Niestety nie jest to proste – dziś opiszę Wam co udało nam się zrobić aby tę alergię zmniejszyć.
Oczywiście leczenie jest oparte na 3 filarach i decyduje o nich lekarz:
Ja się dziś skupię na zmianach, które wprowadziliśmy w domu żeby zminimalizować ilość roztoczy.
KLUCZOWĄ ROLĘ W LECZENIU ALERGII ODGRYWA WŁAŚNIE KARENCJA ALERGENOWA, CZYLI UNIKANIE ROZTOCZY KURZU DOMOWEGO
Zacznę od tego, że ja jestem fanką wypełnień z naturalnym pierzem i zawsze takie mieliśmy w domu. Takie też kupiłam dzieciom. Jak się okazało, że Lila ma alergie na roztocze kurzu domowego, to pierwszą rzecz jaką zaleciła alergolog to wymiana wypełnień w całym domu. A dlaczego nie tylko w jej pokoju? Bo przebywa też w innych pomieszczeniach, przychodzi do nas w nocy.
Sama zmiana jej wypełnień niewiele by pomogła. Tak więc z bólem serca schowałam nasze kołdry i poduszki do worka i zapakowałam je próżniowo. Kupiłam wszystkim nowe wypełnienia z bawełny i bambusa, które można prać w 60 stopniach.
To urządzenie, które emituje bezpieczne dla ludzi i zwierząt domowych ultradźwięki. Zaburzają one cykl życiowy roztoczy kurzu domowego. Jak to działa? Ultradźwięki sprawiają, że odnajdowanie pokarmu (złuszczonego naskórka) i rozmnażanie się roztoczy staje się utrudnione – tym samym ilość roztoczy kurzu domowego w pobliżu tego urządzenia zostaje zredukowana.
Możecie umieścić urządzenie w dowolnym, niezasłoniętym kontakcie w pokoju: ma spory zasięg działania, 30m2. Takie nieduże urządzenie, a może pomóc alergikom spokojniej przespać noc i zminimalizować objawy alergii.
Urządzenie jest nieduże i wpina się je w kontakt, a po włączeniu wydaje cichutki dźwięk pracy głośniczka, który nie przeszkadza podczas snu. Same ultradźwięki nie są słyszalne dla ludzkiego ucha. Co 2-3 tygodnie sprzątnijcie dokładniej, by pozbyć się odchodów roztoczy i gotowe.
Widzimy sporą różnicę i znacznie mniej objawów alergii. Obecnie odstawiliśmy leki na alergię i mam nadzieję, że stan się utrzyma. Czytałam też opinie o tym produkcie i wiele osób również widzi poprawę w samopoczuciu.
Przede wszystkim ufam temu produktowi, bo jego działanie jest potwierdzone naukowo, zostawiam Wam link do badań
Jeżeli macie chęć wypróbować to urządzenie to możecie skorzystać z kodu ALERGIASTOP, który daje 20% zniżki na produkty Miteless KLIK. Kod ważny tylko 12-19.10.23
Dopóki moje dziecko nie miało tego problemu, to nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Wystarczy spryskać materac, a znacznie wyeliminujemy roztocza kurzu domowego na materacu.
Taka wysoka temperatura prania skutecznie zabija roztocza i jest to niezbędny zabieg przy tej alergii. Również suszenie w suszarce w temp 60-80 stopni pomaga zabić roztocza na tekstyliach.
Jak wstaję z łóżka to zostawiam odkryte i otwieram okno. Taki zabieg powoduje, że jest mniej roztoczy ( i nie trzeba od razu ścielić łóżka po wstaniu).
Zostawiłam tylko te ukochane maskotki, a i tak piorę je raz tygodniu na 60 stopni. Niestety w sztucznych futerkach osadza się kurz i samo odkurzanie nie jest skuteczne.
Kwiaty doniczkowe zwiększają wilgotność w pomieszczeniu, a gleba może być rezerwuarem dla pleśni. Najlepiej zabrać je z sypialni.
Dzięki temu powietrze jest oczyszczone i pozbawione alergenów.
Niestety dywan, który był w pokoju nie nadawał się do częstego prania i utrudniał pracę robotowi sprzątającemu, więc się go pozbyłam
Łatwiej jest wtedy utrzymać porządek a kurz tak nie osiada na przedmiotach.
Jak widzicie wiele osób może mieć alergię na roztocza, ale o tym nie wiedzieć. Na szczęście zmiany, które wprowadzimy w nasze życie mogą przynieść poprawę.
Podobno najwięcej o dzieciach wiedzą ludzie, którzy jeszcze ich nie mają. Tak, ja też zaliczałam się do tego szanownego grona. A najbardziej interesujący jest fakt, że czułam się alfą i omegą w tym temacie, bo przecież miałam dyplom magistra z pedagogiki. Więc moje przekonania i wiedza o dzieciach była o kilka poziomów wyżej niż przeciętnego Kowalskiego.
Możecie sobie wyobrazić, jak duże było moje rozczarowanie, kiedy zostałam rodzicem i tak naprawdę teoria ze studiów zupełnie nie zgadzała mi się praktyką.
Do napisania dzisiejszego wpisu zaprosiła mnie marka MomMe, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach
Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami – osoby, której WYDAWAŁO się kiedyś, że wie wszystko o dzieciach. A rzeczywistość jak zwykle okazała się inna.
Kiedyś wydawało mi się, że jedna choroba na sezon to i tak jest dużo. Nie zdawałam sobie sprawy, że 12 infekcji na rok to jest norma. Pamiętam czas, kiedy moje dni wyglądały dokładnie tak samo, a rytm im nadawał taki ciąg: nebulizacja, oklepywanie, odciąganie kataru i tak 3 razy dziennie. Chodziłam jak robot, a najlepsze jest to, kiedy moje dzieci były już praktycznie zdrowe, a mi opadał poziom adrenaliny – to mnie rozkładało na kolejny tydzień.
Przyznaję, zanim zostałam rodzicem to uważałam, że spacery to są emeryckie rozrywki i takie chodzenie bez celu wiało nudą. Dlatego dość długo nie mogłam się przemóc żeby zacząć chodzić na spacery z dziećmi, a i tak za każdym razem musiałam mieć cel. Chodzenie w koło bloku to absolutnie nie mój klimat. A kiedy dzieci urosły, sporo czytałam o budowaniu odporności to dowiedziałam się, że jest to ważne.
Spacer to trening dla układu immunologicznego.
Przyznaję, że popełniłam ten błąd i moje starsze dziecko ma 2 pęknięte naczynka, po tym jak wyszłam z nim na mróz bez żadnej ochrony. Nie wiedziałam, że skóra dziecka jest tak cienka (nawet 5 razy cieńsza niż dorosłego) i wymaga odpowiedniej ochrony. Dodatkowo takie czynniki jak smog i zanieczyszczenia wnikają w skórę, dlatego warto posmarować buzię odpowiednim kremem.
Żałuję, że tak mało mówi się na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na skórę dzieci. W kobiecej pielęgnacji są już nawet całe linie produktów, które pomagają w zatrzymywaniu mikrocząsteczek na powierzchni skóry. Dlatego warto zaopatrzyć się w krem, który zabezpieczy delikatną skórę dziecka. Brak naturalnych barier ochronnych przyczynia się do powstawania reakcji alergicznych: pokrzywki, zaczerwienienia, podrażnienia.
W naszym jesienno – zimowym niezbędniku są naturalne kremy dla dzieci Momme. Będą przydatne przez cały sezon i zadbają o delikatną skórę dziecka. Mają świetne składy, które oprócz ochrony pielęgnują skórę dziecka. Krem zimowy nie zawiera wody, a jest to bardzo ważne przy takich kosmetykach. Sam podkradam go do spierzchniętych dłoni.
Teraz oba krem są w promocji: Jesienno-zimowy niezbędnik Momme KLIK
Kupa, siki, wymioty, bąki, wszy itd. Aż nie mogę się nadziwić jak bardzo bogaty stał się mój język – odkąd zostałam mamą i z jaką łatwością będzie mi przychodziła rozmowa na tematy, które kiedyś mnie obrzydzały.
Zostawię bez komentarza, ale ten pierwszy raz boli najbardziej. Jeżeli możecie sobie wyobrazić to stanęłam na ten najmniejszy kwadracik. AŁAAA!
Logicznie rzecz ujmując, kiedy zarwiesz noc, to masz chęć odespać. Prawda? Tak samo myślałam, że jest z dziećmi i do dziś nie potrafię wyjaśnić tego fenomenu. Nieważne czy pójdą spać 3 h później niż normalnie to i tak wstaną z samego rana. Za szkoda jest dnia na spanie.
Kiedy jeszcze nie miałam dzieci, to wydawało mi się, że afery dotyczą naprawdę poważnych problemów, ale jeszcze nie wiedziałam, że kolor kubka jest w życiu dziecka jest tak istotny. Inaczej ich poczucie bezpieczeństwa jest zaburzone, a jedyny sposób to krzyk i płacz, a nie komunikat: „Mamo, jestem poważnie zaniepokojony faktem, że dziś podałaś mi kubek czerwony, skoro na co dzień zawsze korzystam z niebieskiego”.
I kilka razy odruchowo popełniłam ten błąd 😂
Powiem szczerze – miałam gdzieś z tyłu głowy wdrukowane, że dzieci trzeba dzień w dzień kąpać. Ale jakieś 2 lata temu przeczytałam, że jest to nawet niekorzystne dla mikrobiomu skóry. Starsze dzieci nie brudzą się aż tak bardzo jak maluchy i nie ma potrzeby żeby kąpały się codziennie (chyba, że faktycznie jest taka potrzeba). Warto też zwrócić uwagę, czy płyn do kąpieli jest łagodny i czy nie zawiera SLS, które mocno wymywają skórę również z potrzebnej warstwy lipidowej.
Mam wrażenie, że będąc rodzicem nauczyłam się znacznie więcej niż przez 18 lat edukacji. I to nie tylko o dinozaurach, o których mój syn ma większą wiedzę od studenta archeologii, ale ogólnie o życiu. Co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze i dlaczego warto być zawsze sobą.
Fotki Maciej i Małgosia
Rodzicielstwo jest naprawdę ciekawą przygodą i nauką. Najwięcej w tym czasie dowiedziałam się o sobie i nauczyłam się wielu nowych rzeczy
Ręka w górę, czyje dziecko nie było jeszcze chore, odkąd zaczęła się szkoła. Ostrożnie tylko z tym chwaleniem, bo wiecie, jak to jest…😉 Być może Was to zdziwi, ale zdrowe dziecko w wieku poniżej siedmiu lat choruje 8-12 razy w roku.
Jeśli więc macie wrażenie, że Wasze dzieci ciągle chorują, to może wcale nie być wrażenie, ale prawda. Jednocześnie nie martwcie się – to normalne.
Potrzeba wielu lat i kontaktu z wieloma patogenami, by zbudować dobrą odporność.
W moje ręce wpadła ostatnio świetna książka Any Krysiewicz. Być może niektóre z Was znają Anę jako Matkę Aptekarkę. Ana, korzystając ze swojej wiedzy, lat doświadczeń i umiejętności przełożenia skomplikowanych procesów na prosty język, napisała bardzo fajny poradnik, pod tytułem „Naturalna odporność”.
Zanim powiem Wam, co w nim znajdziecie, muszę przyznać, że mam potrzebę dzielenia się takimi tytułami, bo sama, będąc na początku swojej macierzyńskiej drogi, chciałabym mieć takie pozycje pod ręką. O ileż świat byłby wtedy łatwiejszy i mniej stresujący! Jeśli więc już jesteście mamami lub lada chwila będziecie, sięgnijcie po „Naturalną odporność” Any Krysiewicz i dowiedzcie się, o co chodzi z tą odpornością dziecięcą. Jak ją budować? Jak jej nie zrujnować? I kiedy chorowanie dziecka powinno budzić niepokój?
Tak naprawdę dowiecie się wszystkiego, co powinni wiedzieć rodzice na temat odporności. Są tu odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania, dotyczące ubioru dziecka, sposobów jego hartowania, wpływu ruchu oraz mnóstwo cennych, praktycznych wskazówek. Nie znajdziecie tu banałów i ogólników, ale mnóstwo konkretów, popartych wiedzą oraz przykładami z życia. Książka składa się z kilku rozdziałów, z których najważniejsze to:
Tu dowiecie się, kiedy zacząć dbać o odporność dziecka, jak ją budować i co ma wpływ na jej kształtowanie. Czy wiedzieliście, że stres i zdrowe zęby mają wiele wspólnego z podatnością dzieci na infekcje? A to tylko przedsmak tego, co znajdziecie w książce;
Same konkrety! To lista produktów, które musicie mieć zawsze pod ręką wraz z omówieniem ich działania i przeznaczeniem. Dowiecie się, kiedy i jakie środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe podawać, jak udrażniać nos i wiele innych, cennych wskazówek, dotyczących tego, co się przydaje, gdy pojawi się przeziębienie;
Skoro wyposażacie apteczkę dla dzieci, uzupełnijcie ją w preparaty dla siebie. Wszak wszyscy musimy być w dobrej kondycji i szybko zdrowieć;
Ten rozdział to złoto! Dowiecie się, o co chodzi z tymi suplementami. Czy warto je stosować, czy nie? A jeśli tak, to jakie? I znowu – nie ma tu żadnych ogólników. Jest suplement, jego działanie, potwierdzone badaniami i wskazania do stosowania. A omówione są:
Ana rozprawia się z powszechnymi mitami. Demaskuje reklamowe bujdy – i jasno wskazuje, które z suplementów faktycznie mają działanie immunomodulujące – a jest ich niewiele. To wspaniała lektura, czarno na białym pokazuje czego nie ma najmniejszego sensu stosować – ale po wszystkie szczegóły zapraszam was już do lektury:)
Krok po kroku dowiecie się, jak reagować na infekcję dziecka. Kiedy podawać leki przeciwgorączkowe, a kiedy poczekać oraz kiedy pójść do lekarza. Obszernie opisane jest inhalowanie maluchów, czyli to, co w okresie jesienno-zimowym jest lub będzie chlebem powszednim wielu rodziców. Nieocenioną zaletą tego rozdziału jest omówienie domowych sposobów radzenia sobie z infekcją. Syrop z cebuli, sok buraka czy naturalne probiotyki – dowiecie się, czy działają, a jeśli tak, to jak i na co. Ja się na pewno zainspiruję i jeszcze bardziej ubogacę nasz Ulepszony syrop z cebuli.
Jak więc sami widzicie, książka Any Krysiewicz to bardzo praktyczny przewodnik. Choć wydaje mi się, że na tym etapie życia i macierzyństwa wiem już sporo o odporności i infekcjach dzieci, ten przewodnik przeczytałam z chęcią. Bardzo podoba mi się to, że są tu konkretne informacje, które w razie potrzeby można łatwo odszukać.
Bez względu na to, czy jesteście rodzicami doświadczonymi, czy debiutującymi, zachęcam Was do przeczytania tej książki. Zapewniam Was, że sięgniecie do niej nie raz. To must have wśród fajnych poradników dla rodziców. I świetny pomysł na prezent dla matek-debiutantek😉.
„Naturalna odporność” dostępna np. tu: KLIK
A po przeczytaniu dajcie znać, jak Wam się podoba poradnik od Matki Aptekarki.
Chyba jesteśmy rekordzistami, bo w tym roku młodszy syn był w przedszkolu dokładnie 2 dni. Tyle wystarczyło żeby się przeziębić. Na szczęście układ odpornościowy wspomagany olejem z czarnuszki szybko zareagował i po 2 dniach po katarze nie było śladu.
Z lekkim przerażeniem weszliśmy w ten sezon szkolno-przedszkolny, bo pogoda od początku była niezbyt sprzyjająca. Postanowiłam odpalić działa wspomagające odporność znacznie szybciej niż zwykle.
Dziś razem z Olini.pl napiszę, jak w tym roku będziemy się wspomagać i co będziemy stosować. Mam kilka swoich pewniaków, które będą nas wspierać aż do wiosny.
Materiał sponsorowany przez rodzinną olejarnię Olini
W Olini w tym roku kilka naszych ulubionych produktów zyskało nowe, dziecięce etykiety i weszło w skład kolekcji KIDS! Znajdziecie w niej produkty z każdej kategorii, które wspólnie tworzą zdrową bazę – idealny zestaw naturalnych wspomagaczy diety Waszych dzieci. Na końcu pokażę Wam też fajny sposób na zachęcenie maluchów do przyjmowania tych wszystkich wyszukanych przez mamę specyfików.
Stosujemy już od 3 lat i wiele razy wspominałam, że działa wspomagająco na odporność, a do tego skraca czas infekcji. Jest jak eliksir, który pomaga nam na wiele problemów ze zdrowiem
Jego aktywny składnik to Tymochinon – Olini przebadało swój olej z czarnuszki na zawartość tego kluczowego składnika i otrzymał on rekomendacje Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Tu możecie poczytać o tym badaniu KLIK
Olej z czarnuszki polecany jest od roku.
Dzieci powyżej 12 miesięcy – 1/4 łyżeczki dziennie, od 2 r.ż. 1/2 łyżeczki.
Dla dzieci do 3 r.ż dzienna dawka to 1/2 łyżeczki (2,5 ml) dziennie, a powyżej 3 r.ż to jedna łyżeczka (5 ml) dziennie.
Przez ten czas zdążyliśmy przerobić olej z czarnuszki na wiele różnych chorób.
1 łyżeczka miodu akacjowego + 2 łyżeczki oleju i energicznie mieszam – i to jest dawka dla dwójki
Olej podaję na noc, po kolacji, a przed myciem zębów.
A jeszcze więcej inspiracji we wpisie Olej z czarnuszki
Zamiast podawania probiotyków z apteki postawiłam na zakwas. Niektórzy nazywają go naturalną multiwitaminą, bo zawiera: żelazo, fosfor i magnez, witaminę C, witaminę A i kwas foliowy. Zakwasik z krokodylem to multikiszonka – oprócz buraka znajdziecie w niej jarmuż, pietruszkę i cytrynę, a wszystko to ma smak, który akceptują moje dzieci!
A za co odpowiada i w czym wspomaga układ odpornościowy?
Podaję najczęściej w formie shota lub dodaję do soku owocowo-warzywnego
To, że dzieci lubią masło to jedno, ale potrzebne są też inne zdrowe tłuszcze w diecie. A kiedy pojawiają się warzywa, to zawsze skrapiam je olejem żeby witaminy A, D, E i K rozpuściły się w tłuszczach. Dzięki temu są lepiej przyswajane i działają wspierająco na odporność dla dzieci.
Olej dla dziecka to połączenie olejów rzepakowego i słonecznikowego. Ma delikatny, neutralny smak, który nie zmienia smaku posiłków, dlatego będzie idealny nawet dla najbardziej wybrednych maluchów.
Do czego używam oleju w diecie dzieci:
Podaję dzieciom odkąd skończyły rok (wcześniej nie podajemy ze względu na ryzyko choroby zwanej Botulizmem dziecięcym). W zeszłym roku dzięki Olini odkryliśmy miody smakowe, które Julkowi bardzo posmakowały. W ramach kolekcji kids znajdziecie nowy, najbardziej owocowy z miodów smakowych Olini, czyli Miodek z malinami, truskawkami i jagodami kamczackimi. Zawiera aż 15% owoców.
Jak miód wspiera odporność:
Miody kremowane z Olini są idealnej konsystencji, nie krystalizują się, nie kleją i nie brudzą, a do tego pysznie smakuje.
Można używać go:
Nazywany przez niektórych eliksirem zdrowia. My też używamy soku z jagody kamczackiej od roku: w czasie infekcji i na co dzień. Jest to sok o intensywnym kolorze i smaku, dlatego wystarczy go niewiele. Sok z Olini jest wyciskany bezpośrednio z jagód i bez żadnych dodatków.
tu cały wpis tylko na temat Sok z jagody kamczackiej
Z dziecięcą etykietą znajdziecie teraz nowość czyli syrop z jagody kamczackiej i maliny – jest trochę słodszy niż czysty sok z jagody, więc będzie fajną opcją dla dzieci, które wolą słodszy smak. To fajny dodatek do oleju z czarnuszki.
Prawidłowy poziom witaminy D3 we krwi jest niezbędny do funkcjonowania układu odpornościowego. Podaję dzieciom witaminę w formie leku w kropelkach i raz na rok sprawdzam poziom.
Niestety moim dzieciom nie może wejść w nawyk regularne jedzenie ryb, dlatego suplementujemy kwasy DHA (czyli omega-3) z oczyszczonych alg.
Najprościej tłumacząc – budują mózg. Jest to grupa fosfolipidów, która wpływa na komunikację komórkową w mózgu. Odpowiedni poziom omega-3 znacząco poprawia działanie synaps.
Jak widzicie mam w domu naturalną aptekę, która pomaga na odporność dla dzieci. Staram się aby dieta dzieci była urozmaicona, a gdzie tylko mogę przemycam moje multiwitaminy, eliksiry i mieszanki. Mam cichą nadzieję, że i w tym roku uda nam się przejść przez sezon chorobowy bez większych problemów.
My te produkty używamy już od dłuższego czasu, więc moje dzieci przyjmują je bez problemu, mamy też wypracowane swoje metody. Jeśli jednak dopiero startujecie ze zdrowymi nawykami i chcecie zachęcić do nich dzieci zerknijcie na planszę z naklejkami KLIK, którą Olini przygotowało tej jesieni. Zbieranie naklejek to strzał w 10 jeśli chodzi o motywowanie maluchów do regularności. My wykorzystamy tą formułę do innych, mniej lubianych przez moje dzieci aktywności.
Jeśli też uzupełniacie swoje półki w naturalne wspomagacze, to możecie skorzystać z kodu Nebule do Olini.pl – daje on 10% zniżki. Zamawiając tam mam pewność, że produkty są najlepszej jakości i przygotowane w taki sposób aby wspierały nasze zdrowie.
Kiedy szukaliśmy domu to bardzo nam zależało aby na górze były 4 pokoje. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że pokój do pracy online będzie potrzebny właściwie u każdego. Pracuję zdalnie od wielu lat i wiem, że dobrze zaprojektowany gabinet naprawdę ułatwia pracę.
Tak też jest u nas – dziś pokażę Wam nasz nieduży, ale funkcjonalny kącik do pracy.
Wybór był dość prosty i dostosowany do godzin mojej działalności. Zależało mi żeby było w nim największe okno w domu, bo do pracy z aparatem potrzebuję jak najwięcej naturalnego światła. Pokój jest bardzo dobrze oświetlony i przyjemnie się w nim pracuje. Kiedy prowadzę rozmowy wideo jestem zwrócona twarzą do okna – tak aby moi rozmówcy widzieli mnie w naturalnym świetle.
W gabinecie najlepszym kolorem jest biały, bo rozświetla pomieszczenie i sprawia, że pomieszczenie jest większe. A dodatkowo jest dobrą bazą do dekoracji.
Zależało mi żeby farba była zmywalna i plamoodporna. Wybraliśmy farbę ceramiczną Magnat w kolorze Szlachetna biel z linii Magnat Ceramic Care.
Jeśli interesują was kolory w innych pokojach koniecznie zobaczcie też wpis Kolory ścian w naszym domu
Na ścianie mamy powieszone grafiki Styrylska na masę mocującą samoprzylepną żeby nie robić dziur w ścianie.
Za kanapą jest tapeta Esta Let’s play – fajnie komponuje się całym wnętrzem.
Z poprzedniego mieszkania przyjechało z nami biurko Minko SLIM. Ja mam wersję 50 cm szerokości i żałuje, że jednak nie wybrałam standardowego (60 cm). A samo biurko jest świetne i nadal wygląda jak nowe.
Przy biurku jest krzesło Fameg Stick z tapicerowanym siedziskiem KLIK – jest bardzo wygodne i dobrze mi się na nim pracuje.
Tuż obok biurka jest duży regał (wykonany wg mojego projektu przez naszego stolarza), którym mieści niezbędne sprzęty: drukarkę, aparat, obiektywy i dokumenty. Siedząc przy biurku mam właściwie wszystko w zasięgu ręki – jest to bardzo wygodne.
Oprócz otwartego regału mamy też zamkniętą szafę, która mieści rzadziej używane książki, kable i statywy. Również została wykonana przez stolarza.
Głównym elementem gabinetu jest musztardowa kanapa Olbia z Gala collezione (tkanina Mystic 514). Przyznam, że był to świetny zakup, bo jest bardzo wygodna. Jak przyjeżdżają do nas goście to często na niej śpią. Kanapa ma swój własny materac, który rozkłada się do spania w kilka sekund.
Na całej górze domu mamy położoną Deskę Barlinecką Jesion kolor Lemon Sorbet. Sprawdza się doskonale i nadal uważam, że był to świetny wybór. Podłoga się nie brudzi, a do tego jest twarda i wytrzymała. Często robię zdjęcia na podłodze, bo jest doskonałym tłem do fotografowania.
Tak wygląda nasz gabinet do pracy w domu i chociaż czasami wolałabym mieć biuro poza domem, to przyjemnie mi się nim pracuje.
Powoli z ciepłą herbatką i kocykiem, tak się zaraz zacznie oglądać swój ulubiony serial, prawda? Tylko ten nieustający problem: co oglądać? Przed Wam lista inspiracji do oglądania
IMDb 8.1
tytuł oryginalny: The Kominsky Methodilość sezonów: 3długość odcinka: 25 min.
Jeśli czasem myślicie o starości, jako o przerażającym okresie życia, koniecznie sprawdźcie, jak zostać zabawnym tetrykiem z ogromnym apetytem na życie. Sam Kominsky jest nauczycielem aktorstwa, który wraz ze swoim przyjacielem drwi z przeciwności losu, a swoich uczniów uczy nie tylko tego, jak grać, ale także dzieli się z nimi swoim życiowym doświadczeniem. Głównie jednak na swój śmieszno-ponury sposób nie poddaje się przeciwnościom. Świetnie zagrane postacie i wspaniale nakreślone osobowości. Sztos.
Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,0
tytuł oryginalny: Bullilość sezonów: 5długość odcinka: 43 min
O tym, jak wygląda amerykański system sądowy, zapewne dobrze wiecie. A jeśli nie, z pewnością słyszeliście o ławnikach, którzy są tu kluczowi. To właśnie ławnicy wydają wyroki. Bull jest właścicielem agencji, której zadaniem jest umiejętne wpływanie na decyzje tych ludzi. W jego drużynie jest były policjant, prawnik, specjalistka od neurolingwistyki i haker. Ekipa ta tworzy odpowiednie strategie, by ich klienci wygrywali nawet najbardziej skomplikowane procesy. Fascynujące!
Serial dostępny na Prime – a tu ZWIASTUN
IMDb 8,6
tytuł oryginalny: How to with John Wilsonilość sezonów: 1długość odcinka: 27 min.
Mieszkanie w Nowym Jorku wydaje się z naszej perspektywy życiem w centrum świata. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda ono naprawdę, ten serial jest dla Was. Kim są ludzie mieszkający w NY? Na podstawie życia kolorowych bohaterów serialu, można wyciągnąć wiele przemyśleń, dotyczących współczesności. To komedia z refleksją w tle.
IMDb 7,4
tytuł oryginalny: Breedersilość sezonów: 2długość odcinka: 25 min.
Wśród ugłaskanego i polukrowanego rodzicielstwa, jakim jesteśmy karmieni, przejrzyjmy się jak w lustrze w tym serialu. Oto jak wygląda rodzicielstwo. Czasem słodko, czasem strasznie. Nasze emocje są wystawiane na próbę wytrzymałości, ale gdy patrzymy na to z boku, z perspektywy widza, to chce się śmiać. Piątkeczka wszyscy rodzice! Dobrze wiedzieć, że wszyscy mamy to samo! Ten serial to komedia, ale czasem jest to śmiech przez łzy.
Serial dostępny na HBO GO – ZWIASTUN
IMDb 8,5
tytuł oryginalny: Mare of Easttown ilość sezonów: 1długość odcinka: 58 min.
Nagle po wielu latach Kate Winslet pojawia się w serialu! To musi być zatem coś wyjątkowego. I rzeczywiście tak jest. I choć to klasyka, wiecie, małe miasteczko, zbrodnia, demony przeszłości to klimat serialu i gra Kate Winslet zdecydowanie sprawiają, że chce się oglądać i zagłębić w losy tej mieściny, gdzie każdy z każdym jest w jakiś sposób połączony więzami przyjaźni, rodziny, znajomości. Tu każdy szczegół ma znaczenie, a obciążenie emocjonalne bohaterki jest tym większe, że sama jest częścią tej społeczności.
Serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,5
tytuł oryginalny: Ginny & Georgiailość sezonów: 1długość odcinka: 54 min.
Ginny to piętnastolatka, córka młodej matki Georgie. Dziewczyny latami przenoszą się z miejsca na miejsce, uciekając przed problemami. Teraz jednak stawiają im czoło. Klimat serialu nieco zbliżony do „Kochanych kłopotów” („Gilmore Girls”). Wiecie, matka, która młodo urodziła dziecko i ma w sobie mnóstwo młodzieńczej energii życiowej i nieco zbyt poważna nastolatka. Jest zabawnie i wciągająco. Przed czym uciekają i jakim problemom muszą w końcu stawić czoła?
tytuł oryginalny: Firefly Laneilość sezonów: 1długość odcinka: 50 min.
Parafrazując klasyka, o tym serialu można powiedzieć: „Przyjaźń to nie pluszowy miś, ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty. Ani przyjaźń, gdy jedno płacze, a drugie po nim skacze”. Dwie przyjaciółki z lat młodości trwają w swojej nie zawsze łatwej relacji, na której cieniem kładzie się zdrada. Nie jest łatwo. Jest życiowo.
tytuł oryginalny: Halstonilość sezonów: 1długość odcinka: 48 min.
Historia amerykańskiego projektanta mody, który miał duży wpływ na jej kształtowanie się w drugiej połowie XX wieku. W czasie dzieci kwiatów, używek i hedonizmu. Zbudował markę Halston, jednak wskutek nieprzemyślanych interesów stracił nad nią kontrolę. Fortuna kołem się toczy. To miniserial, który zyskuje na autentyczności dzięki Ewanowi McGregorowi.
IMDb 8,3
tytuł oryginalny: Dix pour centilość sezonów: 4długość odcinka: 52 min.
Rozhisteryzowani aktorzy i ich agenci będący ostojami spokoju i rozsądku. Przypominają mi czasem dzieci i rodziców. A ci, jak wiadomo mają swoje granice wytrzymałości😊. Agenci także. Dużo tu dobrego humoru. Przyjemnie patrzy się na życie gwiazd od podszewk. Oto życie ogarniaczy rzeczywistości w wersji gwiazdorskiej. Perypetie jakich doświadczają z Moniką Bellucci, Sigourney Weaver, Juliette Binoche czy Jeanem Reno – przyprawiają o palpitacje. Gwarantowana rozrywka Prima Sort.
IMDb 7,9
tytuł oryginalny: Welcome to Utmarkilość sezonów: 1długość odcinka: 44 min.
To czarna komedia o ludziach północy, żyjących wśród pięknej, a jednocześnie niebezpiecznej przyrody. Alaska podciągnięta duchem „Fargo” to klimat tego serialu. Jego niewątpliwą zaletą są świetnie zarysowane postacie oraz zdjęcia pięknej przyrody. A fabuła opiera się na relacjach pomiędzy ludźmi tej wyjątkowej krainy.
serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,6
tytuł oryginalny: Thirteen Reasons Whyilość sezonów: 4długość odcinka: 54 min
Ten serial, choć wydaje mi się przeznaczony dla nastolatków, warto by zobaczyli wszyscy rodzice i przypomnieli sobie, jak okrutnie może być w szkole. Hannah popełniła samobójstwo, zostawiając nagrania, na których wyjaśnia powody swojej decyzji. Niewątpliwie dają one do myślenia nie tylko osobom je odsłuchującym, ale także nam. Dorosłym ten serial uświadamia, jak ważna jest bliska relacja z dziećmi, nawet tymi, które już są niemal dorosłe i jak wielki wpływ na nie mają rówieśnicy. Refleksyjnie i trochę strasznie.
IMDb 8,2
tytuł oryginalny: Grace and Frankieilość sezonów: 7długość odcinka: 28 min.
Genialna komedia o dwóch seniorkach, które udowadniają, że życie zaczyna się po 70, albo w ogóle wtedy, kiedy chcemy. A wszystko za sprawą ich mężów, którzy właśnie w tym wieku postanowili zrobić swój comming out, ujawniając swój romans. Grace i Frankie zaczynają więc nowe życie, choć różni je niemal wszystko. Dużo dobrego, mądrego humoru i dystansu do rzeczywistości.
IMDb 7,7
tytuł oryginalny: The White Lotusilość sezonów: 1długość odcinka: 1 h
To doskonały serial na jesienne wieczory – co może nas ogrzać lepiej niż piękne hawajskie plaże. Choć ma trochę konwencję satyry – to pierwszoplanowy wątek kryminalny trzyma nas przy ekranie już od pierwszej sceny. Ledwo daliśmy radę czekać cały tydzień na kolejne odcinki (teraz już możecie obejrzeć ciągiem). Cudny klimat i muzyka. Manager hotelu przypominał mi Johna Cleesa w Hotelu Zacisze, a inna doskonała kobieca postać nie dawała mi spokoju, póki jej nie zidentyfikowaliśmy – mama Stiflera:)
IMDb 8,7
tytuł oryginalny: Ted Lassoilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 30 min
Zabawny, super rozrywka. Perypetie Amerykanina w Anglii to znany od dawna przepis na pierwszorzędną komedię. Myślałem, że będzie lekki, łatwy i przyjemny tymczasem przerósł nasze oczekiwania ciekawą refleksją i bardzo pozytywnie zaskoczył! Ocena IMDb się potwierdziła. Właśnie odpalamy jeszcze cieplutki sezon 2
Serial dostępny na Apple TV – a tu ZWIASTUN
tytuł oryginalny: Fleabagilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 25 min
Po prostu muszę go wam plecić! Pierwszorzędna rozrywka to naprawdę mało powiedziane. Brawurowy scenariusz. Brytyjski humor. Perypetie bohaterki przyprawiają o paroksyzmy śmiechu, przeplatane gorzką refleksją. Nie będę się rozpisywała jak twórcy wspaniale łamią konwencję. To po prostu trzeba samemu zobaczyć!
Serial dostępny na Prime Video – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,1
tytuł oryginalny: Into the Nightilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 37 min
Jeśli tylko podobał się wam pierwszy sezon – to od 9 września można zobaczyć ciąg dalszy przygód. No i Borysa Szyca:)
1 sezon – idealny na binge-watching. Bardzo ciężko się oderwać. Do tego może być nam bliski bo jest taki paneuropejski (mieszanka języków) a do tego pomysł na tę wciągającą fabułę dał serialowi Jacek Dukaj.
Serial dostępny na Netflix – ZWIASTUN
IMDb 8,0
tytuł oryginalny: Ramyilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 26 min
Absolutny sztos. Krótkie odcinki sprawiły że bawił nas tylko kilka dni. 2 sezony przeleciały stanowczo za szybko! Ramy to pierwsze pokolenie – urodzony w USA, dziecko egipskich imigrantów. Dystans i lustro ironii z jaką twórcy podchodzą nawet takich tabu o jakich istnieniu nawet nam się nie śniło – sprawia, że to naprawdę pierwszoligowa rozrywka. Do tego ta nutka abstrakcji w wymyślaniu fabuły. Absolutny must-see.
Po więcej inspiracji zapraszam do wpisów Najlepsze seriale na Netflixie albo Najlepsze seriale HBO GO
Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100
Dla całej rodziny natomiast filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne a tu macie Filmy dla dzieci
Co oglądacie obecnie? Podzielcie się swoimi inspiracjami na najlepsze seriale na jesień!
Dziecko od chwili narodzenia się poznaje świat za pomocą zmysłów: smaku, zapachu, dotyku, wzroku i słuchu. Eksponując malucha na nowe bodźce, dostarczamy mu doznania, które wpływają na kształtowanie mózgu. Dzięki temu mały człowiek lepiej się rozwija i eksploruje otoczenie. To wspaniały okres w życiu!
W odniesieniu do tej wiedzy powstały nowe książeczki zapachowe z serii „Akademia Mądrego Dziecka”, które pobudzając zmysły, wpływają na rozwój malucha.
Nowa seria to cztery książeczki zapachowo-kolorowe, oddziałujące na zmysł węchu, wzroku i dotyku.
Każda strona to nowe odkrycie kolorów, połączone z doświadczaniem zapachów.
Podobno to właśnie zapachy najbardziej zapadają w pamięci i wywołują wspomnienia. Węch jest więc wyjątkowym zmysłem.
dostępne np. TUTAJ
Każda ze stron książeczek ma inny kolor. Znajdują się tam owoce, warzywa, rośliny, przedmioty i zwierzęta związane z określonym kolorem. Jest też oczywiście to, co wyróżnia te książeczki – zapach. Wystarczy, że dziecko potrze paluszkiem stronę, by poczuć piękną woń, związaną z tematyką strony. To połączenie obrazu i zapachu wpływa na lepsze kojarzenie i zapamiętywanie. Bardzo pobudzające i stymulujące do rozwoju.
Książeczki przeznaczone są dla dzieci od 3 do 5 lat. Są to wydania kartonowe, a więc odporne na uszkodzenia.
Mądre zajęcie na jakiś czas gwarantowane i chwila dla rodziców również. Można bawić się nimi także wspólnie z dzieckiem. Zapewniam Was, że sami chętnie poznacie te piękne zapachy!
Jak już wspomniałam, książeczki te wydane są w lubianej serii – którą opisywałam wam zresztą we wpisie „Akademia Mądrego Dziecka”. Cała seria to kilkadziesiąt różnych książeczek dla dzieci, wydanych w wielu seriach tematycznych. Przeznaczone są one dla dzieci w różnym wieku. Wspomagają rodziców we wczesnej edukacji dzieci przez zabawę. Budują kompetencje matematyczne, uczą mówienia, czytania, usprawniają pamięć i spostrzegawczość. Pokazują świat od najmłodszych lat, aż do wieku szkolnego, zarażając maluchy pasją do poznawania otoczenia.
W ramach serii „Akademia Mądrego Dziecka” dzieci poznają zwierzęta, pojazdy, kolory, części ciała, ale nawet podstawowe prawa fizyki. Książeczki zapachowe są jej świetnym uzupełnieniem, wprowadzając nowy bodziec do procesu nauki poprzez zabawę już od wczesnego dzieciństwa.
Pomysł z zapachem książeczek uważam za świetny. Nawet starsze dzieci są zafascynowane i z przyjemnością odkrywają zapachy na kolejnych stronach. Najmłodsi będą z pewnością zaintrygowani.
Znacie serię Akademia Mądrego Dziecka? Jakie są ulubione książeczki Waszych maluchów z tej serii?
Książeczki o rezolutnej Basi, którą trapią różne problemy i spotykają rozmaite przygody, moje dzieci znają od dawna i nieustannie uwielbiają. Wiem, że Wasze też. To seria dla dzieci w wieku przedszkolnym.
To urocze przygody Basi i jej młodszego brata Franka. Tu Basia jest autorytetem dla Franka i tłumaczy mu rzeczy, które już wie. Książeczki te różnią się od tych „basiowych”. Przede wszystkim formą, co jest niezwykle ważne. Są to trwałe książeczki kartonowe, by już kilkumiesięczne maluchy mogły swobodnie je oglądać, bez obaw, że je zniszczą. Twarde strony z pięknymi ilustracjami w „basiowym” stylu przyciągają uwagę.
To jeszcze cieplutkie, nowe tytuły do serii teraz już 8 książeczek dla najmłodszych.
Specjalnie dla was – mam kody rabatowe na książki o Basi na taniaksiazka.pl 😊 Na kod NebuleBasiaTK – który będzie aktywny do 17 sierpnia macie dodatkowe 5% rabatu od ceny, która jest w serwisie.
To prawdziwość i realność świata w nich przedstawionego, wraz z problemami, które mogą napotkać najmłodszych. Już same tytuły wskazują, że jest w nich mowa o tym, co dotyczy małych dzieci. Jest tu oczywiście przekaz edukacyjny. Każda książeczka uczy dzieci innych umiejętności i przysparza nowej wiedzy: o zwierzętach, pojazdach, kolorach, ale także o tym jak zakończyć przygodę z pieluchą i dlaczego sen jest ważny. W premierowych książeczkach Basia uczy Franka liczyć i ubierać się samodzielnie.
Podoba mi się wszechstronność tych opowiastek, które nie ograniczają się wyłącznie do przekazywania takich umiejętności jak właśnie nazywanie kolorów czy liczenie, ale także wspierają dzieci w osiąganiu samodzielności. Przykładem jest premierowa książeczka o ubieraniu się.
Takie proste czynności, choć początkowo zajmują maluchom sporo czasu, dają im poczucie sprawstwa i budują ich pewność siebie. Choć moje dzieci już są starsze, nadal jest wiele czynności, które wykonują wolno, co czasem budzi zniecierpliwienie, ale trzeba pamiętać, że dla nich są to nowe, niełatwe umiejętności, których zdobycie buduje ich własne JA.
Zachęcam Was do czytania dzieciom tych opowieści, a także umożliwienia im samodzielnego ich przeglądania. Spokojnie, są wystarczająco trwałe, by nawet kilkumiesięczne dziecko mogło je oglądać, a nieco starsze udawać, że czyta, bo niektóre dzieci już po kilku razach znają je na pamięć. Podobnie jak rodzice😉.
Inne wpisy opisujące serię o Basi znajdziecie tu: Basia i choroby albo tu: Wielka Księga Basi i Franka
Znacie tę basiową serię dla maluchów? Teraz można skompletować własną biblioteczkę pierwszych, wartościowych książeczek tekturowych dla dziecka.
Ot, zwykły kawałek silikonu dostępny na każdym straganie od Bałtyku aż po Tatry. To dlaczego jest na nie taki szał? W dzisiejszym wpisie znajdziecie odpowiedź na to pytanie i moją opinię na temat Pop it.
Pamiętacie Fidget spinner, który opisywałam Wam 3 lata temu? Nie byliśmy tego świadomi, ale zapoczątkował trend na tzw. fidget toys.
Fidget toys są to ciche zabawki sensoryczne, które pomagają w samoregulacji. Przyszły do nas z USA, gdzie są powszechnie używane przez terapeutów i nauczycieli. Dla kogo są dedykowane? Dla dzieci, które mają trudności ze skupieniem się na lekcji.
Czyli dla dzieci, które ciągle się kręcą, odwracają, rozmawiają. Są także pomocne dla dzieci z ADHD.
I tak, dobrze czytacie – Pop it można używać na lekcjach, bo pomagają w koncentracji. Oczywiście każda szkoła ma swoje zasady dotyczące używania fidget toys.
Mało tego, odchodzi się od nazwy „toys”, a zaczyna się stosować „tool”, czyli narzędzie. Jak się okazuje może on być doskonałym narzędziem do nauki, ale to pokażę Wam później.
Czy w takim razie Pop it fidget toy ze straganu jest zabawką godną uwagi? Uważam, że tak i to bardzo!
Choć są dostępne na każdym straganie – jeśli akurat ich nie widziałaś to parę przykładów TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ
Na straganach jest pełno zabawek, które szybko się psują i są kolejnym śmieciem, a w tym roku są też Pop it. I jak macie już coś dziecku kupić to niech to będzie to.
Jeżeli nigdy jeszcze nie pykaliście silikonowych bąbelków, to możecie nie rozumieć ich fenomenu. Ale jak tylko dotknięcie ich pierwszy raz, to gwarantuję, że i Wam się spodoba.
W 100% rozumiem dzieci, które opanował szał na Pop it!
Pstrykanie folią bąbelkową to tylko namiastka tego, co daje ta zabawka.
Po wakacjach moda na Pop it fidget toy będzie kwitła i chciałbym aby nauczyciele też przyjrzeli się tej zabawce. Dzięki temu zyskają uwagę dzieci, a kiedy jest motywacja wewnętrzna i zainteresowanie dzieci to nauka idzie w mig.
Pamiętajcie, że jest to silikon i w domu możecie wykorzystywać go na różne sposoby.
Wystarczy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej i wlać do Pop it, zostawić do wystygnięcia
Tutaj możecie wykorzystać go do wzmacniania mięśni rąk i koordynacji ręka-oko
Co jest potrzebne:
Pokazujemy dziecku jak ma przenosić małe elementy
Kolejną świetną zabawą jest przenoszenie kropelek wody pipetą lub małą strzykawką – gwarantuje, że ta zabawa zajmie dzieci na długo
Silikonowe bąbelki możecie wykorzystać do nauki:
Możliwości jest masa i dlatego uważam, że Pop it to świetna zabawka, która daje mnóstwo możliwości.
Jeżeli pracujecie z dziećmi to też kupcie tą zabawkę, gwarantuje, że na terapii lub lekcji od razu zyskacie uwagę dziecka.
A jeżeli się znudzi?
Możecie używać jej w domu np. jako mydelniczka lub zabawka do kąpieli.
Jeżeli spodobał Wam się ten post udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam
Czekacie na urlop z wytęsknieniem, pakujecie rzeczy i cieszycie się na wspólny wyjazd z dziećmi. A tymczasem na miejscu albo już w trasie okazuje się, że entuzjazm dzieci przeplata się z marudzeniem.
To prawda, że dzieci więcej marudzą na wakacjach, a ja dziś napiszę Wam dlaczego.
Podzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniami – a dzięki nim łatwiej będzie Wam zrozumieć zachowania dzieci.
Oczywiście są takie osobniki, które na wakacjach czują się świetnie i od rana mają dobre humory. Ale ja takich nie znam.
Kiedy nie miałam dzieci, to nie spodziewałam się, że zamiana kolacji z kąpielą może spowodować taką histerię. Na wakacjach częściej niż w domu omijamy różne czynności, które budują rutynę. Co to powoduje? Dzieci, które w domu wiedziały, że po kolacji jest zawsze kąpiel mogą czuć się zaniepokojone i nie będą umiały powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi. Mogą płakać, marudzić albo zrobić aferę z powodu nie takiej pasty do zębów.
Na wakacjach łatwo jest o za dużą ilość bodźców. Wystarczy wycieczka rowerowa, która pobudza układ przedsionkowy, do tego głośniejsza muzyka i światła, a dzieci mogą poczuć, że to dla nich za dużo. My umiemy powiedzieć, że taka ilość bodźców nas męczy i mamy ochotę uciekać, a dziecko tego nie wie. Czasami jedna atrakcja jest tą, która przeładowuje i później ciężko jest wrócić do stanu przed.
Czy na wakacjach dzieci jedzą więcej cukru? Moje tak! I naprawdę jest mi trudniej to kontrolować niż w domu. I chociaż nadal nie ma wyników badań naukowych, że sam cukier pobudza. To jednak jest wiele doniesień, że uzależnia i kiedy dzieci widzą słodycze to bardzo chcą je zjeść. Czasem żeby to uzyskać płaczą i marudzą. Natomiast kiedy cukier spada we krwi (około 3 h po spożyciu) to dzieci (dorośli również) mogą czuć się rozdrażnione, ospałe – trzeba o tym wiedzieć.
Bajka z rana, bajka po południu, bajka wieczorem – często na wakacjach odpuszczamy, bo też chcemy mieć trochę czasu dla siebie i to jest ok. Ale jeżeli widzicie, że bajki z rana kompletnie rozregulowują zachowanie dziecka to warto je pominąć. Ja też często na wyjazdach włączam rano bajki, bo chcę dłużej pospać. Niestety później widzę większe rozdrażnienie przez cały dzień.
Wakacje i podróże nie wszystkim kojarzą się z totalnym relaksem. Kiedy my odczuwamy niepokój, złość, rozczarowanie to dzieci doskonale to czują. To normalne zjawisko.
Bardzo ważne jest to, co tutaj napiszę. Pamiętajcie proszę, że 3-latek na wakacjach to wciąż 3-latek. Nie będzie siedział w restauracji bezczynnie i czekał na swój obiad.
Super jest to, że w czasie wakacji możemy ze sobą spędzić tyle czasu. Ale kurczę, to nie wszystkim służy. Kiedy jesteśmy w domu to jednak są momenty, kiedy mamy czas tylko dla siebie. W wakacje wszyscy cisną maksymalnie wspólny czas ze sobą, a czasami wystarczy troszkę odpuścić.
Słysząc takie komentarze często odbieramy je personalnie. Ja się staram wymyślić coś ciekawego, a dzieci nie podzielają tego entuzjazmu. Wkurzamy się, bo chcielibyśmy żeby na wakacjach było fajnie i miło, a nie zawsze tak jest.
TO JEST GŁUPIENIE ZNOSZĘ TEGONIENAWIDZĘ TEGO
Te komunikaty są mniej wstydliwym sposobem na powiedzenie „boję się” albo ” nie wiem jak będę z tym się czuł”.
Wakacyjny czas to też emocjonalna karuzela. Myślę, że jedną z trudniejszych emocji jest rozczarowanie i wiele dzieci (dorosłych również) nie umie jej wyrazić. A tak często towarzyszy nam na wakacjach. Zawiera w sobie: lęk, złość, smutek, wstyd. Warto rozmawiać z dziećmi o tym jak się czują, bo my często oczekujemy od nich, że na wyjeździe będą zawsze szczęśliwe, a tak wcale nie jest. Mogą być rozczarowane zakupem zabawki na starganie, która się popsuła albo atrakcją, która wcale nie była taka fajna.
Są dorośli i dzieci, którzy w czasie pracy lub zabawy są tak pochłonięci samą czynnością, że nie odczuwają ani pragnienia, ani głodu, ani potrzeb fizjologicznych. Dopiero kiedy emocje odpuszczą – robią się nagle bardzo głodni, bardzo spragnieni lub bardzo mocno chce się im do toalety. Nie złośćmy się o to, że dziecko nie zdążyło do łazienki, bo naprawdę mogło wcześniej wstrzymywać się – po to tylko żeby skorzystać z atrakcji.
Często o tym zapominamy. My umiemy przewidzieć, że jeżeli nie skorzystamy z toalety przed wyjściem to może Wam się chcieć za godzinę. Dzieci tego nie potrafią. Nie umieją też najeść się na zapas, bo później nie będzie. Zwróćcie na to uwagę i nie złośćcie się kiedy godzinę po śniadaniu dzieci są głodne. Albo chwilę po wyjściu z domu chcą do toalety – pamiętajcie, że mają małe pęcherze, które bardzo szybko się zapełniają.
TIP: Noście ze sobą małe przekąski, butelkę wody i bieliznę na zmianę. Mam zawsze taki pakiecik w torbie i się przydaje.
Bo często widzę piękne zdjęcia z wakacji, a nigdy nie wiemy co tak naprawdę się za tym kryje. Myślimy sobie, że inni mają takie świetne wyjazdy, zadowolone z wszystkiego dzieci – TAK NIE JEST. Każdy ma swoje problemy, a kiedy na to nałożą się marudzące dzieci, to jest nam zdecydowanie trudniej.
Mam nadzieję, że dzięki tym wskazówkom będzie Wam łatwiej zrozumieć zachowanie Waszych dzieci.
Pandemia odcięła nas od jednej z naszych ulubionych rozrywek – wyjść do kina. Początkowo bardzo za tym tęskniliśmy, a potem, przyzwyczailiśmy się chyba do braku przyjemności z różnorodnych aktywności, ale teraz wracamy.
Także do kina!
Zwłaszcza że lato 2021 obfituje w bardzo ciekawie zapowiadające się premiery kinowe filmów dla dzieci. I choć każde z nas preferuje nieco inne filmy, okazuje się, że tego lata wszyscy znajdziemy coś dla siebie i będziemy się świetnie bawić w czasie tych wytęsknionych już seansów.
Jak pisałam dla was ranking Filmy dla dzieci, wciąż byliśmy przywiązani do naszych domowych telewizorów. Ale teraz można w końcu wrócić do tego jakże bajkowego doświadczenia – pójść na SEANS, do prawdziwego KINA😊
Ważne dla mnie jest to, że Multikino dba o komfort i bezpieczeństwo sanitarne. System rezerwacyjny jest tak zaprojektowany, by zachować odległość od innych, a odpowiednia wentylacja, zapewnia stałą wymianę powietrza.
Przy każdym opisie zaznaczyłam informację o tym, dla dzieci w jakim wieku jest przeznaczony film, jednak uważam, że ta granica jest bardzo płynna i sami najlepiej wiemy, kiedy i na jakie filmy są gotowe nasze dzieci. Najlepiej obejrzeć zwiastuny, by przekonać się, jaki klimat ma dany film i samodzielnie zdecydować, czy dziecko jest gotowe na niego. Sama zawsze tak robię, natomiast sugestie dystrybutorów traktuję jako ogólną rekomendację.
Wpis powstał dzięki uprzejmości www.multikino.pl
Data premiery: 2 lipca 2021 Czas trwania: 94 min.Gatunek: animowany/familijnyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
Zabawna opowieść o wojowniczce – strażniczce smoczego klejnotu, która musi odnaleźć ostatniego smoka. Rzecz dzieje się w starożytności, w królestwie Kumandura, a odnalezienie smoka jest kluczowe dla pokoju. To film twórców „Viany” i „Krainy Lodu”, więc silna kobieca postać jest jak zawsze wyrazista, waleczna i zdeterminowana.
Zwiastun do obejrzenia TUTAJ
Data premiery: 2 lipca 2021Czas trwania: 88 min.Gatunek: animowany/familijnyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
Ten film muszą zobaczyć wszystkie miłośniczki koni. Mała Lucky w wyniku życiowych okoliczności trafia do małej mieścinki, gdzie poznaje Mustanga – dzikiego i nieokiełznanego. Jej wrodzona wrażliwość i podejście do koni sprawia, że Mustang i Lucky się zaprzyjaźniają. Tylko że Mustangi żyją na wolności… No cóż, my mamy miłośniczkę koni, więc musimy to zobaczyć!
Data premiery: 9 lipca 2021Czas trwania: 78 min.Gatunek: animowany/familijnyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
Jakże ja się cieszę, że czasy, gdy najmłodsze dzieci nie były mile widziane w kinie, minęły. Dziś nie tylko można je bez obaw zabrać, ale powstają nawet filmy dla najmłodszych. I to jest właśnie taki film. Mieszkające pod ziemią Elfinki, wychodzą na powierzchnię, by nauczyć się jakiegoś fachu. Trafiają pod skrzydła cukiernika. Ten podejmie się próby nauczenia ich pieczenia, ale czy pomocnym Elfinkom uda się odwdzięczyć i uratować cukiernię?
Data premiery: 9 lipca 2021Czas trwania: 95 min.Gatunek: fantasy/familijny/przygodowyOd lat: 6
Pomieszanie klimatu Piotrusia Pana i Alicji w Krainie Czarów? Dlaczego nie! Alicja i Piotruś to rodzeństwo, zamieszkujące angielską wieś. Ich sielskie życie, pełne fantazji zostaje przerwane przez poważne rodzinne problemy. Dzieci postanawiają pomóc rodzicom i wyruszają do stolicy, by sprzedać cenną pamiątkę. Tam spotyka ich to, co niespotykane. Czy uda im się osiągnąć zamierzony cel? Warto wspomnieć o Angelinie Joli, która świetnie odnajduje się w takich konwencjach. W „Czarownicy” była świetna i wydaje mi się, że tu także będzie widać jej aktorski kunszt.
Data premiery: 16 lipcaCzas trwania: 115 min.Gatunek: animowany/akcja/familijnyOd lat: 6
Tu zapowiada się prawdziwy hit. Pamiętacie film z 1996 roku, gdzie bohaterowie Looney Tunes porywają Michaela Jordana? Tu jest nieco inaczej, bo LeBron James wraz z synem zostają uwięzieni przez sztuczną inteligencję w wirtualnej rzeczywistości. Genialny koszykarz musi rozegrać mecz życia z drużyną, która kierowana jest przez sztuczną inteligencję, by odzyskać syna. Sprawy nie ułatwia mu obecność kreskówkowych postaci. Jest śmiesznie i bardzo emocjonująco. Zobaczcie zresztą zwiastun. Szał😊.
Data premiery: 23 lipca 2021Czas trwania: 98 min.Gatunek: komedia/familijny
Obecność Roberta De Niro gwarantuje dobrą rozrywkę dla młodszych i starszych. Lubię takie filmy familijne, gdzie mogę się dobrze bawić także ja, a nie tylko dzieci. „Wojna z dziadkiem” to historia o dziadku, który wprowadza się do domu Petera. Ten początkowo jest szczęśliwy. Jednak okazuje się, że dziadek zajmuje jego pokój. To oznacza wojnę! Tylko że Peter jeszcze nie wie, że i dziadek ma swoją tajną broń.
Data premiery: 23 lipca 2021Czas trwania: 91 min.Gatunek: animowany/familijny/komedia
Okazuje się, że smoki żyją! Mieszkają sobie w spokojnej przystani, gdzie ludzie ich nie nachodzą. Aż do teraz. Gdy kraina jest zagrożona ich najazdem, smoki zaczynają myśleć o przeniesieniu się w jakieś spokojne miejsce. Legenda głosi, że ono istnieje i że właśnie tam wszystkie smoki będą mogły w końcu spokojnie żyć. W podróż w poszukiwaniu Skraju Nieba wyrusza jeden ze smoków, przeżywając po drodze mnóstwo przygód. Ciekawe, czy mu się uda? I co na to wszystko Daenerys? 😉.
Data premiery: 30 lipca 2021Czas trwania: 158 min.Gatunek: przygodowy
Jeśli Wasze dzieci lub Wy sami lubicie klimat „Jumanji” to chyba możecie iść w ciemno na ten film. Para – naukowiec oraz kapitan łodzi – wyrusza na niezwykłą wyprawę w poszukiwaniu drzewa życia, które ma zmienić oblicze medycyny. Problem w tym, że znajduje się ono podobno w niebezpiecznej dżungli. Wszystko tam chce i może ich zabić. Jednak zabawna para nie poddaje się. W tym filmie nie mogło zabraknąć Dwayne’a Johnsona, który świetnie odnajduje się w takiej konwencji.
Data premiery: 13 sierpnia 2021Czas trwania: 84 min.Gatunek: animowany/familijny/komedia
Gdy słodkie Flomaki dowiadują się, że grozi im wyginięcie, a właściwie już zostały uznane za wymarłe, postanawiają wyruszyć w przedziwną podróż do przeszłości, by zapobiec tej tragedii. Podróż jest pełna przygód, śmiesznych gagów i energicznej akcji, a same Flomaki tak słodkie, że chce się je zjeść. No cóż, trudno się dziwić, skoro wyglądają jak donaty 😊.
Data premiery: 20 sierpnia 2021Czas trwania:Gatunek: familijny
Tę historię dobrze znacie. Czas, by poznały ją dzieciaki. To opowieść o miłości zwierząt do ludzi i ludzi do zwierząt. Gdy Flo, 12-letni właściciel Lassie, z powodu kłopotów finansowych rodziny musi przenieść się do ciasnego mieszkania, Lassie trafia pod opiekę Priscilli. Lassie jednak nie poddaje się losowi i ucieka od dziewczynki, w poszukiwaniu drogi do Flo. Gdy dzieci dowiadują się o ucieczce Lassi, także wyruszają w drogę. Czy uda im się wzajemnie odnaleźć?
A jeśli chodzi o premiery kinowe 2021 – warto też wspomnieć o filmach dla dzieci, które miały premierę w maju i czerwcu i nadal można je oglądać na ekranach Multikina. Są to:
Data premiery: 28 maja 2021Czas trwania: 134 minutyGatunek: komediaOd lat: 13
To historia jednej z najbardziej demonicznych postaci bajek dla dzieci. Zastanawialiście się, co sprawiło, że stała się postrachem dla uroczych dalmatyńczyków? Ten film to jej historia. Kobiety przerażającej, żądnej poklasku, pławiącej się byciem w centrum uwagi. Genialnej, paskudnej i szalonej – jak mówi sama o sobie. Jesteście gotowi zobaczyć, kim jest Cruella de Mon?
Data premiery: 18 czerwca 2021Czas trwania: 95 min.Gatunek: animowany/przygodowyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
To film twórców genialnych produkcji takich jak „Coco” i „W głowie się nie mieści”. W nadmorskim, włoskim miasteczku (już brzmi cudownie) wakacje spędza para przyjaciół. Bawią się, szaleją i spędzają cudowne dni. Sielanka? No nie do końca, bo okazuje się, że obaj są morskimi stworami! Brzmi to bardzo obiecująco, zwłaszcza że fajny klimat widać już w zwiastunie.
PS. Nie do wszystkich premier dystrybutorzy podali jeszcze wiek od jakiego rekomendują filmy – jak tylko te informację się pojawią – uzupełnimy w opisie:)
Czy wiecie, że w Multikinie jest dostępna karta RODZINA DO KINA, z którą macie 20% zniżki na zakupu w barze kinowych oraz na zabawki w Multishopie!
Szczegółowy repertuar jeśli chodzi o premiery kinowe 2021 jest dostępny na stronie www.multikino.pl oraz w aplikacji mobilnej Multikina.
Chociaż wydawać by się mogło, że mamy już wykończony dom i tak naprawdę nic już nam nie trzeba… Ale kto niedawno skończył się urządzać ten wie, że zawsze jest coś, co można ulepszyć lub wymienić. Prawda jest też taka – często wydaje się nam, że dane rozwiązanie jest dla nas najlepsze, a po czasie widzimy, że jednak nie do końca.
Wpis powstał w ramach współpracy z marką WiZ
We wrześniu się wprowadziliśmy do naszego nowego domu i przez ten czas spędziliśmy w nim naprawdę dużo czasu. Szybko zorientowaliśmy się, że jest coś w salonie, co można by było ulepszyć i jest przysłowiową „kropką nad i”.
Każdy kto wykańczał dom lub mieszkanie wie, że na samej końcówce remontu nie zawsze ma się taką świeżość umysłu i entuzjazm, jak na początku i często wybiera się rozwiązania najprostsze.
Jak już byliśmy na ostatniej prostej, to nawet nie do końca mieliśmy chęć wyszukiwać ciekawostek i nowinek technologicznych, bo zwyczajnie byliśmy zmęczeni. Uznaliśmy, że ewentualnie coś ulepszymy lub wymienimy, kiedy tu pomieszkamy i zobaczymy, co nam się sprawdza, a co nie do końca.
Kiedy nadeszły długie listopadowe wieczory, to dość szybko zauważyliśmy, że czegoś nam brakuje w salonie. Wszystkie meble były, układ funkcjonalny się zgadzał, a jednak można by było coś dodać.
Jak wiecie świadomie ze względów ekologicznych zrezygnowaliśmy z kominka w salonie. Wiem, że miło jest posiedzieć przy ciepłym świetle wieczorem z herbatą i książką w ręku. Jednak uznaliśmy, że mając inne źródło ogrzewania domu nie byłby to dobry wybór dla nas. Co prawda, klimat kominka jest niepowtarzalny – daje miłe i przyjemne dla oczu światło i stwarza ciepłą atmosferę. Jednak uznaliśmy, że jest nam zbędny i nie będziemy go mieli tylko po to tylko żeby mieć fajny nastrój w salonie.
Klimatu – nastroju, który wieczorem po całym dniu utuli nas do snu. Zrelaksuje i pomoże się wyciszyć.
Na początku myślałam o jeszcze dwóch dodatkowych lampkach – przy fotelu i nad kanapą. Ale znaleźliśmy lepsze rozwiązanie, do tego znacznie tańsze i nie zabierające miejsca. Ideał? Zaraz się przekonamy.
W poprzednim mieszkaniu mieliśmy tylko dwa źródła światła w salonie: lampa górna i lampka. Dlatego nowym domu postanowiliśmy, że chcemy mieć: kinkiety, spoty i lampy górne. Właśnie po to żeby mieć wiele opcji i móc z nich korzystać. A kiedy na końcowym etapie wybierałam już żarówki: ich moc, natężenie i barwę to wybrałam najbardziej uniwersalną opcję.
Teraz już wiem, że zupełnie niepotrzebnie poszłam na kompromis, bo jak wiadomo nie są one do końca dobre.
Ale wtedy jeszcze nie znałam żarówek WiZ. Testujemy je od kilku tygodni i muszę przyznać – żałuję, że nie znałam ich wcześniej.
Nie musicie wybierać: barwy i natężenia światła żarówek, bo możecie je dostosować jednym kliknięciem na darmowej aplikacji nie wstając z kanapy lub zmienić sterowaniem głosowym.
Na początku wybieracie, na czym najbardziej Wam zależy: czy chcecie kolorowe żarówki, które mogą świecić na milion sposobów, czy wolicie raczej żarówki ze światłem standardowym (ale też możecie zmieniać barwę i natężenie światła). Do wyboru jest kilka ciekawych opcji i możecie wybrać, to co najbardziej Wam pasuje.
My mamy:
I już te trzy różne źródła oświetlania potrafią zrobić nam bardzo fajną atmosferę w salonie.
Montaż był prosty – wystarczyło wkręcić żarówki, zainstalować darmową aplikację i połączyć z siecią WiFi. Od tej pory możemy sterować oświetleniem za pomocą aplikacji lub głosowo. Obie opcje są fajnym rozwiązaniem, a dla gadżetomaniaków będą idealne.
Kiedy wieczorem jestem zmęczona, to drażni mnie ostre światło. Nie lubię kiedy świeci zbyt mocno i przeszkadza w oglądaniu filmu lub czytaniu książki. Teraz ustawiam na aplikacji tzw. sceny świetlne, które zmniejszają automatycznie swoją intensywność żeby jak najmniej ingerować w nasz zegar biologiczny i przygotować do snu. Wieczorem mam już wszędzie ciepłe, wygaszone światło przypominające świece. Uwielbiam ten klimat.
Jestem gadżeciara – to fakt, ale ciężko mi się połapać w ustawieniach, konfiguracjach itd. Tutaj poszło szybko, a sama obsługa jest dziecinnie prosta. Wystarczy zainstalować aplikację i już możemy dostosować oświetlenie do naszych potrzeb. Przed instalacją obejrzałam też kilka filmików na YouTube i one mnie przekonały.
Możecie też sterować światłem w domu, kiedy jesteście na wyjeździe – jest to bardzo fajna opcja, z której na pewno skorzystamy.
Ale i tak najbardziej lubię ten wieczorny klimat, który robią żarówki WiZ.
Najlepsze jest to, że gdybym zobaczyła je na półce w markecie, to nie byłabym do końca przekonana, czy to jest fajna opcja dla nas. Teraz, po kilku tygodniach testowania już wiem, że jest to idealny wybór dla nas.
Jeżeli też macie chęć zobaczyć, jak działają inteligentne żarówki to sprawdźcie je TUTAJ.
Moje macierzyństwo zaczęło się na długo przed porodem. Chciałam być jak najlepszą mamą. Taką, która wszystko wie jak Wikipedia, jest kreatywna jak Pinterest, wyrzuca najnowsze wyniki badań dotyczące rozwoju dzieci jak Pubmed. To była moja wizja macierzyństwa – potęgowana dodatkowo przez presję środowiska.
Każdą wolną chwilę, którą teoretycznie mogłam wykorzystać dla siebie – spędzałam na szukaniu, czytaniu, porównywaniu różnych kwestii związanych z dziećmi. Mój świat się wokół tego kręcił, a jak jak chomik w kołowrotku napędzałam ten mechanizm. Wycinałam jak głupia montessoriańskie pomoce i krzywiłam się, kiedy moje dziecko wolało stary telefon.
Wstawałam rano i myślałam, że dziś już nie dam rady.
Na szczęście dosyć szybko połączyłam kropki i doszłam do szalenie istotnych wniosków.
Wyjście po zakupy do Biedry nie jest dbaniem o siebie. Nie jest napełnianiem swojego kubeczka, z którego muszę później wszystkim rozlać. Mój kubeczek był pusty, a ja lałam z niego dalej. Jechałam na rezerwie. A droga przede mną była długa.
Miałam nawet takie myśli, że chciałbym trafić do szpitala ( na coś niegroźnego) – to bym sobie odpoczęła! (jak to teraz czytam, to jest to przerażające).
Gdyby macierzyństwo było pracą, to musiałoby być dobrze opłacane żeby ktoś chciał w tym zdobywać kolejne szczeble kariery.
Serio – nie jest to praca marzeń. I żeby nie była płatna w uśmiechach „bombelka” to nikt by się na nią nie decydował.
I kiedy tak spojrzałam na macierzyństwo jakby to był etat, to zobaczyłam, że ja po tej pracy w ogóle nie odpoczywam. W każdej wolnej chwili czytałam poradniki o rozwoju dzieci, wieczorem szukałam edukacyjnych pomocy i przygotowywałam różnorodne dania, bo przecież makaron to nie jest wartościowy posiłek.
Jak patrzę na dawną siebie, to ja się wcale nie dziwie, że byłam wypalona.
Tyle czasu i zaangażowania, a rzadko kiedy ktoś to doceniał.
Za poświęcenie swojego wolnego czasu, za lody z kalafiora, za gacie wyprasowane na kant. NIKT.
A to jest taka niewidzialna praca, której dzieci nie widzą.
Ale za to widzą Mamę, która jest smutna, przepracowana i wypalona.
Powoli, ale skutecznie i w jednej dziedzinie na raz.
Oczywiście, to wszystko jest możliwe, bo zmieniłam myślenie, ale też wiek dzieci ma znaczenie. Jednak trochę żałuję, że te kilka lat starałam się być idealną matką. Dojechałam się, ale odbiłam. Inaczej teraz na to wszystko patrzę i dopiero takie macierzyństwo na 60 % sprawia mi przyjemność. Mam wielkie chęci żeby spędzać czas z dziećmi i nie przewracam już oczami, kiedy proszą mnie o zabawę.
I wtedy nawet rozlane mleko na drewnianej podłodze mnie nie rusza.
W końcu jest! Nasz taras jest gotowy, a my możemy delektować się odpoczynkiem na zewnątrz. Nieduży, ale własny, a do tego mało wymagający – na tym najbardziej nam zależało.
Kiedy zaczynaliśmy projektować nasz 40-metrowy taras to miałam sporo watpliwości, a teraz kiedy jest już gotowy wiem, że jest dla nas idealny. Przestrzeń, która zachęca do spędzania czasu na zewnątrz.
Dziś pokażę Wam, jak zaaranżowaliśmy nasz mały ogród w mieście.
Tu możecie na jednym zdjęciu zobaczyć tę metamorfozę
Jestem bardzo zadowolona z efektu i właściwie każdą wolną chwilę spędzamy teraz na tarasie.
Za projekt i wykonanie bardzo chcę podziękować naszym architektkom – Ani i Magdzie z Nasz Zespół Projektowy. Dziewczyny zrobiły świetną przestrzeń, a było to niezłe wyzwanie!
Zależało mi na takim miejscu, w którym będzie można zjeść posiłki niezależnie od pogody lub pracować od rana przy komputerze.
Duży stół CALAIS KLIK
Krzesła VABY KLIK – niestety już niedostępne, ale są też inne KLIK
Poduszki na krzesła KLIK
Dywan zewnętrzny ARRE KLIK
Drewnianą pergolę zaprojektowały Ania i Magda z Nasz Zespół Projektowy, a wykonał ją świetny stolarz Piotr Gajewski KLIK – wykonuje głównie projekty w okolicach Warszawy. Bardzo Wam polecam usługi Pana Piotra, bo dawno nie spotkałam się z takim profesjonalizmem i talentem. Pergola jest dokładnie tak jak chcieliśmy, a do tego wygląda rewelacyjnie. Zadaszenie KLIK
Zgodnie z projektem wybudowaliśmy murek obłożony cegiełką. Na środku jest lustro ogrodowe, które optycznie powiększa przestrzeń. Jak tylko rośliny urosną, to efekt będzie jeszcze ciekawszy.
Lustro TUTAJ
W ogródku zależało mi też na zielniku. Mamy swoje ulubione zioła, które można hodować w doniczkach. Popularne są teraz ogródki wertykalne na balkonach, podobny efekt udało nam się uzyskać na tarasie. Mamy kolendrę, bazylię, curry, tymianek, oregano, a nawet poziomki i pomidorki koktajlowe. Zasadziłam je w doniczkach i pięknie rosną. Stojak TUTAJ
Zdecydowaliśmy się na miękki hamak. Jest bardzo wygodny i nie ukrywam, że zawsze są o niego kłótnie. Mamy TEN
Zależało mi żeby połączyć zestaw wypoczynkowy z leżakiem (na który już nie było miejsca) i mamy 2 w 1. Jest idealne rozwiązanie, bo kiedy przychodzą goście, to jest sporo miejsca do siedzenia. A później mogę unieść zagłówek i mogę czytać gazetę na leżąco.
Leżak ALASSIO KLIK
Stolik Kawowy ALSSIO KLIK
Z oświetleniem mieliśmy mały problem, bo nie chcieliśmy przeciągać prądu na drugą stronę ogrodu. Wybraliśmy za to najbardziej eko opcję, czyli lampki solarne i girlandę z żarówek.
Bardzo pomocny jest rozgałęziacz PLUGGE – mamy ukryte kontakty w kamieniu
Tak wygląda w świetle dziennym
A tak wieczorem
Girlanda RAGGELITO TUTAJ – świetne też na balkon
Przy murku mamy małe spoty solarne – robią ciekawy klimat
Spot ICECUBE (mamy w sumie 6) – KLIK
Dobrym rozwiązaniem są też świeczki na baterie – można je bez obaw zostawić na tarasie.
Świeca bryłowa PETE KLIK – mamy 3 w różnych rozmiarach
2 z nich stoją w lampionie RELAXA KLIK
Mamy kilka doniczek z roślinami, niektóre z nich wiszą na pergoli.
Duża donica na trawę KLIK, a małe obecnie wyprzedane KLIK
Duża prostokątna donica KLIK
Wazon BULAN KLIK
Świeca twarz KLIK
Tak wygląda nasz taras i muszę przyznać, że uwielbiam tu przebywać. Trudno było znaleźć nowoczesne meble i dodatki ogrodowe, bo większość jest w stylu boho lub romantycznym, ale udało się. Więcej rzeczy w tym stylu możecie znaleźć w Jotex.
Tu mam dla Was kod rabatowy NEBULEJUNE30 – który daje aż 30% rabatu* na całe zamówienie + 5% dodatkowego rabatu* dla cen na czerwono.
* Warunki: Promocja nie łączy się z innymi ofertami i rabatami. Nie dotyczy produktów przecenionych lub oznaczonych „Deal!”. Jednorazowa promocja dla każdego klienta. Do 15.07.2021.
Tu był post w kótrym opisywalam Projekt tarasu – wcześniej było tak:
Cukrownia Żnin była na mojej top liście do odwiedzenia od dłuższego czasu. Zobaczyłam zdjęcia, opis atrakcji, historię i totalnie przepadłam. Wiedziałam, że jak tylko będziemy mogli to pojedziemy tam z rodziną i znajomymi.
Wyjazd zarezerwowaliśmy około miesiąc temu TUTAJ – oczywiście z opcją odwołania rezerwacji, bo z dziećmi różnie bywa i zawsze zostawiam sobie opcję rezygnacji.
Wybraliśmy pokój dwupoziomowy, bo tak bardzo mnie zauroczył jego wystrój. Nasi znajomi (pojechaliśmy w 4 rodziny) również zdecydowali się na te pokoje i jak się okazało były obok siebie, a każdy z nich miał wyjście prosto na patio przed hotelem, więc po uśpieniu dzieci mogliśmy razem spędzić czas przed budynkiem. Polecam Wam tę opcję! Bo dzięki temu mogliśmy spokojnie siedzieć i rozmawiać po uśpieniu dzieci.
Pokoje dwupoziomowe są naprawdę duże i mają 2 łazienki. Natomiast w pokojach mogłoby być więcej miejsca na przechowywanie ubrań. Jeżeli lubicie na basen przechodzić w szlafrokach to weźcie swoje, nie ma ich w pokojach.
Cały hotel, a właściwie kompleks hotelowy jest położony nad jeziorem. Około 300 metrów jest na plażę – spędziliśmy tam super czas i czułam się jak na prawdziwych wakacjach. Na plaży jest plac zabaw i bar, gdzie można kupić lody i napoje. Trochę szkoda, że nie ma nic do jedzenia – mogłyby być drobne przekąski.
Sam hotel oferuje tak dużo atrakcji, że na wyjeździe 3-dniowym zupełnie nie odczuwaliśmy potrzeby wychodzenia poza teren hotelu. Więcej szczegółów macie TUTAJ
Poza hotelem możecie się wybrać na ciekawe wycieczki np. do Biskupina
W hotelu są 2 czynne restauracje, ale obsługiwane przez jedną kuchnię. Jedzenie jest smaczne i różnorodne, ale podczas naszego wyjazdu w weekend czerwcowy było sporo ludzi. Czas oczekiwania na jedzenie był mocno wydłużony (ok 1 h) – nie wiem jak jest teraz, możliwe, że jest krócej.
Śniadania za to były różnorodne, w formie bufetu. Dzieci mogły znaleźć swoje ulubione dania.
A tu łapcie wpis gdzie rekomenduje inne Hotele dla rodzin z dziećmi
Czy polecam wyjazd do Cukrowni Żnin?
Możecie też wykorzystać bon turystyczny.
Pozwalać czy nie pozwalać korzystać z nowoczesnych technologii, jak tablety, telefony i laptopy z dostępem do sieci? A jeśli pozwalać, to jak? Na czas? Pod nadzorem? Kontrolując? Ile czasu to dobrze? A ile już źle?
To pytania, które współcześni rodzice zadają sobie nieustannie, miotając się wśród informacji o szkodliwym wpływie urządzeń, a ciekawością dzieci. No i jeszcze wiedza, którą daje internet. Wszystkie możliwości edukacyjne – czy one przewyższają negatywny wpływ urządzeń? Nie, chyba nie – wiadomo, urządzenia i dostęp do sieci dla dzieci to zło. Tak mówią.
Polecałam wam już kilka książek tego autora – Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start czy Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Dziś książka, w której autorzy odczarowują czas ekranowy!
Oto książka, która sprawi, że dając dziecku tablet, pozbędziecie się wyrzutów sumienia. Zrozumiecie, podobnie jak ja zrozumiałam, że jest to narzędzie. A jak nauczycie dziecko z niego korzystać, zależy od Was samych.
Nie musicie odmierzać czasu przed tabletem. Nie musicie być kontrolerami. Musicie wychować dzieci, uzbrajając je w wiedzę o świecie wirtualnym, podobnie, jak robicie to ze światem prawdziwym, uprzedzając o tym, co może je tam spotkać i jak reagować na zagrożenia.
Ucząc czego unikać i jakie konsekwencje niosą konkretne ruchy, jak na przykład wstawianie niektórych zdjęć na profile społecznościowe. To zupełnie nowe spojrzenie na obecność dzieci w internecie. Ściągające poczucie winy z rodziców. Internet jest dobry – jeżeli dziecko umie z niego dobrze korzystać. Jak długopis. Można sobie go wbić w rękę, albo napisać wspaniałą powieść. Książka „Jak nie zgubić dziecka w sieci?”, Zyty Czechowskiej (Nauczycielka Roku 2019) i Mikołaja Marcela (wykładowca, nauczyciel, pisarz) jest właśnie o tym.
To poradnik dla KAŻDEGO RODZICA. Można powiedzieć, że powinien być to podręcznik do wychowania dla współczesnych rodziców, którzy wyrośli bez dostępu do internetu, w czasie ich własnego dzieciństwa. To również pozycja dla nauczycieli, dziadków i wszystkich, którzy pracują z dziećmi.
Ta książka przebuduje Wasze podejście do dzieci w sieci. Przestaniecie się obwiniać, że dziecko „znowu siedzi przy tablecie”. Jeśli tylko wyposażycie je w odpowiednią wiedzę, a z kontrolerów, zamienicie się w przewodników, sieć stanie się kopalnią wiedzy, pomysłów, kreatywności.
Jeśli Wasze dzieci jeszcze nie zaczęły korzystać z nowych technologii, odrzućcie wszystko, co złego o niej słyszeliście, otwórzcie umysł i sięgnijcie po książkę „Jak nie zgubić dziecka w sieci”. To zupełne odwrócenie demonizowanego wpływu internetu na dzieci i młodzież. Jeśli Wasze dzieci już korzystają z internetu, też ją przeczytajcie i dowiedzcie się, czy są tam bezpieczne. Jeśli tak, przestańcie mieć wyrzuty sumienia. Być może to tam znajdą wiedzę, która poprowadzi ich przez życie, pozwoli odnaleźć pasje, a nawet przyjaciół.
Najważniejszym przesłaniem książki jest to, by dając dziecku narzędzie, jakim są nowe technologie, dać mu także instrukcję obsługi.
A wszystko będzie dobrze. A nawet lepiej. Mając w kieszeni całą wiedzę świata, dzieci i młodzież będą wiedziały, jak ją wykorzystać. Z mądrym wsparciem dorosłych. Bez zakazów. Witajcie w XXI wieku!
Jak już przeczytacie „Jak nie zgubić dziecka w sieci?”, dajcie znać, co sądzicie o książce i takim spojrzeniu na nowe technologie w życiu dzieci i młodzieży.
Książka do kupienia TUTAJ
Jak dobrze wiecie mam hopla na punkcie książek dla dzieci. Od pierwszych miesięcy życia starałam się sprawić, by ich obecność była dla moich dzieci oczywista. Czym skorupka za młodu nasiąknie… sami/e wiecie. A ja chcę, by moje dzieciaki czytały, bo kto czyta, żyje wielokrotnie, poznaje świat, emocje, wszystko! Poszerza horyzonty.
Dziś, choć moje dzieci są jeszcze małe, już widzę, że książki to ich chleb powszedni. Udaje się więc coś robić dobrze, dlatego przygotowałam dla Was top listę książeczek dla najmłodszych, by zakochały się w czytaniu!
Dla dzieci od 6 m do 3 lat
Dostępne TUTAJ (do Dnia Dziecka jest darmowa dostawa)
Pierwsze książki dla dzieci, które oprócz tego, że wspierają rozwój mowy to mają piękne ilustracje. Wypełnione są wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi, dzięki którym dzieci szybciej uczą się mówić. Doskonałe na prezent na Dzień Dziecka.
oraz
Dla dzieci od 3 lat lub dwujęzycznych zdecydowanie wcześniej
Dostępne TUTAJ – na hasło nebule macie do końca maja 10% zniżki na wszystkie książki o Niko.
To dwujęzyczne książeczki, w których na każdej stronie, wraz z ilustracją, jest krótki tekst w języku polskim i angielskim. To świetny pomysł na włączanie języka obcego w naturalny sposób do życia dziecka i oswajanie go z nim. Cała historyjka dotyczy chłopca, który ma podobne problemy jak nasze dzieci. Bardzo ładne ilustracje, a także przejrzystość dwujęzycznego tekstu jest z pewnością wielkim atutem tej książeczki.
Z tyłu jest QR kod, który uaktywnia audiobooka czytanego przez lektora.
W książkach znajdziecie też zgadywanki, które pomogą zapamiętać nauczone słówka.
dla dzieci od 1, 5 roku +
Dostępne TUTAJ
Świetna seria dla dzieci, która pomaga przejść przez kolejne kroki milowe takie jak: odpieluchowanie lub pójście do przedszkola. W serii jest 5 książeczek, które ułatwiają dzieciom i rodzicom te zmiany. Ilustracje są bardzo ładne, a do tego realistyczne. Podoba mi się też, że w wielu sytuacjach jest obecny Tata.
Magdalena Boćko-Mysiorska stworzyła je po to żeby wspierać całe rodziny. Sama bardzo cenię treści, które przekazuje rodzicom na swoim Instagramie. A ostatnio stworzyła ebook, który odpowiada na wiele pytań i pomaga w zrozumieniu różnych zachować dzieci. Bardzo Wam polecam, bo jest tam mnóstwo wskazówek do wykorzystania.
LINK do E – booka KLIK ( na hasło Nebule10 macie rabat 10 % do końca 26.05)
Dla dzieci 0-3 lata
Dostępna TUTAJ
To wierszowana historyjka o wesołej papudze, która ucieka z klatki, by ruszyć w świat pełen przygód. Zaletą książeczki jest sposób prowadzenia narracji, a więc wpadające w ucho rymy, które sprawiają, że dzieci po przeczytaniu książki kilka razy, zapamiętują jej treść. Ładne ilustracje i krótki tekst na każdej stronie nie pozwalają się znudzić.
Dla dzieci 0-3
Dziecko, będące narratorem, marzy, by zoo przysłało mu zwierzaka do pokochania. Na każdej stronie tej kartonowej książeczki jest skrzynia, którą trzeba otworzyć, by sprawdzić, jakie zwierzę przysłało zoo. To książeczka z klapkami do otwierania, które dzieci uwielbiają. A jakie zwierzę w końcu zostanie z dzieckiem? Z pewnością nie będzie to słoń😉.
Tę książeczkę kochały moje dzieci, długo była niedostępna. Bardzo ją polecam.
Dla dzieci 2-4
Książeczka ułatwia naukę liczenia w zakresie do 5, a więc w sam raz dla najmłodszych. Jej specyficzna konstrukcja włącza do tej zabawy motorykę małą, przy okazji ją rozwijając. A wszystko za sprawą specjalnej konstrukcji książeczki, która dzięki umieszczonemu w środku kółeczku umożliwia jego obracanie i odkrywanie liczb.
Kolejna z uroczych książeczek do nauki liczenia. Tu każda cyfra zasłużyła na swój własny wierszyk i piękną ilustrację. Są minizagadki, które intrygują maluchy i jednocześnie umożliwiają im wykazanie się swoją wiedzą. Książeczka ma twarde kartki, więc przetrwa kontakt z małymi urwisami.
Bardzo pięknie wydana książeczka, której akcja skupia się na zmartwieniu trzech małych sówek, zastanawiających się, gdzie jest mama. To idealna książeczka dla dzieci, które wkrótce rozpoczną swoją przygodę w przedszkolu. Tam największym zmartwieniem maluchów jest, czy mama przyjdzie po nie. Historia sówek, uświadomi im, że mama zawsze wraca.
Dla dzieci 2+
To wprowadzenie dzieci w świat ekologii i dbałości o środowisko. Dowiadują się, jak one same mogą przyczynić się do poprawy jej stanu. Podlewając kwiaty, wpływają na życie pszczół, które, jak wiadomo, są niezbędne w ekosystemie. Nie ma tu żadnej hipokryzji, bo książeczka wykonana jest w 98% z recyklingu. To także okazja do wyjaśnienia, czym on jest. Tyle wiedzy, w tak małej formie😊.
W wielkiej dżungli gubi się mała małpka. Na ratunek przybywa motylek, który ma dużo dobrych chęci, ale jego pomoc okazuje się być wątpliwej jakości😊. Bardzo zabawna opowieść dla dzieci, przy okazji pokazująca, jak wygląda dżungla i zwierzęta w niej żyjące.
Dla dzieci 2-3+
Co mają ze sobą wspólnego tytułowe postaci? Wielką pasję do poznawania świata! Mały ślimak rozpoczyna podróż na ogonie wieloryba. Nie byłaby ona możliwa bez pomocy wielkiego zwierzęcia. Czy jednak duży może więcej? Ta historia pokazuje, że każdy ma swoją moc, a czasem taki niepozorny ślimak, może uratować wielkiego wieloryba. Piękna historia z mądrym przesłaniem.
dla dzieci 0-3
Klasyka gatunku wśród amerykańskiej literatury dziecięcej. Wierszowana opowieść o tym, jak przyjemnie położyć się spać, mówiąc „dobranoc” przedmiotom, znajdującym się wokół. Bardzo spokojna, wręcz melodyjna usypianka, idealna na wieczorne wyciszenie i wprowadzenie nastroju do snu.
Dla dzieci 3+
Przepiękna opowieść o przemijaniu dla dzieci. Myślę, że każdy powinien ją mieć na półce. W bardzo delikatny sposób porusza temat śmierci. Jest tak piękna i do tego wartościowa – bardzo ją polecam.
Długo była niedostępna, ale dzięki wyd. Tekturka znów jest!
Jedna z piękniejszych książek dla dzieci o przyjaźni. Jej nakład się wyczerpał kilka lat temu i przez długi czas była białym krukiem. Zdecydowanie warto ją kupić – będziecie zachwyceni.
Kreatywna książka dla dzieci o kolorach i emocjach. Uczy, jak w prosty sposób można zobrazować emocje i o nich opowiedzieć.
Wcale nie taka prosta książka z zagadkami na myślenie. Stymuluje do budowania dłuższych wypowiedzi i zaskakuje. Nasz 5-latek świetnie się przy niej bawił i my również. Jestem ciekawa drugiej, bo pierwszą przeczytaliśmy z 20 razy.
Też często czujecie, że jesteście złymi rodzicami? Wszędzie na zdjęciach widać uśmiechniętych rodziców, a wszyscy wiemy, że to nie jest możliwe żeby uśmiechać się zapinając dziecku pasy w foteliku. Prawda?
Mogę się założyć, że nie ma na świecie rodzica, który nie ma takich momentów. To jest zupełnie normalne.
A partnerem dzisiejszego wpisu jest marka MomMe, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach i jestem z tym OK, żeby pokazywać, rodzicielstwo bez filtra.
Wystarczy, że usłyszę kaszlnięcie, prychnięcie lub lekko zaróżowione policzki i jestem już w trybie gotowości. Nic mnie tak nie wybija z rytmu, jak choroby. Na szczęście jest ich już coraz mniej i znacznie lepiej sobie z nimi radzimy. W top of the top moich stresów są choroby z wymiotami. Trochę ich przeżyłam i sporo pralek nastawiłam (ściany też kiedyś myłam).
Kiedy pytałam innych rodziców, czy ich dzieci lubią myć głowę i czy robią to bez żadnych problemów. Zgadnijcie jaka była odpowiedź? Tak, macie rację – ogólnie dzieci nie przepadają za tą czynnością, a większość jej nie znosi. Ja nadal mam coś takiego, że jak przychodzi dzień mycia głowy, to biorę głęboki wdech, staję na kolanach przy wannie (jak za karę), przygotowuje: ręczniczki, myjeczki i inne niezbędne akcesoria. Włączam wodę, daję wybór: sam moczysz, czy prysznic, a czy normalny strumień czy mgiełka. I naprawdę już mi się język plącze od ilości opcji – żeby tylko nikt NIE KRZYCZAŁ. Przerabiałam szampony, które szczypią w oczy (szybko to zauważycie, a nawet sąsiedzi usłyszą). Miałam też takie, których trzeba było wylać pół butelki żeby umyć włosy do pasa. Ale i tak najgorsze były te, które powodowały, że włosy były tępe w dotyku i o późniejszym rozczesaniu ich mogłabym napisać dramat. I trafiłam ostatnio na ideał – Wygładzający Szampon do włosów MomMe KLIK. Jak widzicie moje dzieci mają sporo włosów i ujarzmienie ich grzywy to zawsze było wyzwanie. A ten szampon jest idealny i odpowiada moim wymaganiom, czyli:
Z resztą sami zobaczcie, jak ładnie nawilża włosy:)
Wdech – wydech. Stój spokojnie. Buzia do góry. I lecimy z kremowaniem. Nie zliczę ile razy przewróciłam oczami, ile razy przez zęby powiedziałam „Jeszcze chwilkaaa”. Nie wspominając o tym, że problemem dla dzieci jest samo ustanie w jednym miejscu przez minutę. A już nie odwracanie się, nie wystawianie języka to wyższa szkoła jazdy. Miałam tez różne kremy z filtrem, niektóre takie, że musiałabym użyć wałka malarskiego żeby równomiernie go rozprowadzić. Albo takie, że dzieci wyglądały jak mumie. W tym roku testowałam Ochronny Parasol do Słonka MomMe KLIK i uważam, że jest naprawdę fajny. Dobrze się rozsmarowuje, szybko wchłania i co najważniejsze nie zostawia białej powłoki, do której wszystko się lepi. Wypróbowałam go nawet na sobie i jest ok. Skład ma bardzo przyjemny i jest polecany od 1 dnia życia. Nic tylko kremować.
A tu łapcie kod rabatowy NEBULE na 15% rabatu ważny do 31.05.2021 – na cały asortyment produktów sklepu MomMe! (nie dotyczy zestawów)
Wyobraźcie sobie sytuacje: ciemno, 3 siaty w ręku, deszcz pada, kurtki, zabłocone buty, jeszcze ktoś się uderzy przy wchodzeniu i jest dramat. Wciskam te pasy, luzuje, „szczypię” żeby sprawdzić naprężenie. Zapinam jakby miały w kosmos lecieć (czasem żałuję, że nie lecę). Idę na swoje miejsce, zapinam się i słyszę: Mamo, rozpiąłem się.
.
Ale i tak nic nie przebije przepinanie fotelików RWF z auta do auta. Ale o tym to Daniel mógłby napisać nawet na przykład elegię
Kiedy piszę już sam nagłówek, to już mam ogrom emocji w sobie. I gdyby ktoś chciałby wymyślić mi najgorszą karę, to byłoby to zakładanie czepków dzieciom. Ja nie wiem, kto to wymyślił. O ile sobie w miarę łatwo jest go naciągnąć, to mam wrażenie, że dzieciom jest 10 razy trudniej. Zawsze, ale to zawsze jestem zgotowana po nakładaniu czepka
To jest też moja trauma z dzieciństwa, bo sama tego nie znosiłam i było to dla mnie bardzo bolesne. Na szczęście nasza 8-latka już sama czesze długie włosy, a loczki młodszego rozczesuję tylko palcami po umyciu. Chociaż jeden stresujący moment za mną.
Mały wiatrołap też może być funkcjonalny – dziś pokażemy jak wygląda nasz i jakie ma funkcje.
Kiedy zaczynaliśmy projektować to pomieszczenie to przede wszystkim zwracaliśmy uwagę na to, jak będziemy go używać. Robiłam symulacje jak wchodzę do domu i jak z niego wychodzę. Dzięki temu łatwiej było mi podjąć decyzje co do wystroju i mebli.
Co ciekawe w wiatrołapie jest razem 4 drzwi. Kiedy zobaczyłam to na projekcie, to wiedziałam, że musimy coś ciekawego wymyślić. Pasowały nam tutaj 4 różne rodzaje drzwi:
Razem wygląda to naprawdę świetnie i polecam Wam takie rozwiązanie.
Całość zaprojektowała nam nasza architekt Kasia ( http://www.amicusdesign.pl), a zabudowę wykonał stolarz. Jestem bardzo zadowolona z tego projektu, bo jest bardzo funkcjonalny, a do tego wygląda ciekawie.
Zależało nam żeby były górne zamykane półki na tip on. Poniżej są mocne haczyki na kurtki i torebki. A niżej jest siedzisko z ukrytymi 4 szufladami.
Te schowki to świetny pomysł żeby móc schować buty, czapki, małe torebki – wszystko to, czego używamy na bieżąco. Pewnie pomyślicie, że to mało miejsca, ale tuż obok w kotłowni jest bardzo duża szafa, która mieści wszystkie buty, kurtki, czapki, parasole, akcesoria do czyszczenia obuwia.
Nam takie rozwiązanie sprawdza się idealnie, bo nie lubimy za każdym razem wieszać kurtek na wieszakach. Zdecydowanie wolimy mieć haczyki.
Ściany i sufit pomalowane są ceramiczną farbą Magnat Ceramic Care – kolor Szlachetna Biel. Jest to farba plamoodporna i łatwozmywalna. Jak wiecie wiatrołap jest takim miejscem, gdzie ściany się mocno brudzą, dlatego najlepszym wyborem była farba z powłoką ceramiczną. Dzięki temu bez problemu zmywam ją zwykłą gąbką i nie muszę zwracać uwagi żeby dzieci nie dotykały brudnymi rękoma białych ścian.
W wiatrołapie i kotłowni mamy ogrzewanie podłogowe, więc zdecydowaliśmy się na płytki. Nasze to VIVES Brenta Humo – pasują tutaj idealnie i nie widać na nich zabrudzeń.
Tak wygląda nasz wiatrołap – jestem zadowolona ze wszystkich rozwiązań, które zastosowaliśmy i gdybym urządzała to pomieszczenie jeszcze raz, to wyglądałby podobnie.
Więcej inspiracji znajdziecie we wpisie Wykończenie domu
Kiedy nabawiłam się insulinooporności to bardzo mocno zmieniłam swoje nawyki żywieniowe. Na efekty długo nie trzeba było czekać i szybko udało mi się zrzucić dodatkowe kilogramy, a moje wyniki oraz samopoczucie się poprawiły. Z jednej strony świetnie, a z drugiej – zauważyłam, że ta dieta mnie męczy i pozwalam sobie coraz częściej na odstępstwa.
Znów waga poszła w górę, a za tym moje samopoczucie było gorsze. Jadłam super zdrowo i raz w tyg pozwalałam sobie na jakiś przysmak. A waga dalej szła w górę.
Próbowałam różności:
W końcu w listopadzie podjęłam decyzję, że spróbuję pierwszy raz w życiu diety pudełkowej. I to chyba była najlepsza decyzja w moim życiu. (I to nie jest żadna pochwała dla pudełek, ale o tym zaraz przeczytacie).
Na maxa! Czułam się po niej świetnie – żadnych spadków energii, waga powolutku leciała. Dieta była bardzo różnorodna i to mi się najbardziej podobało. Łatwe zasady, proste składniki, a ja coraz więcej czytałam o różnych dietach. Korzystałam z pudełek przez 1,5 i powiedziałam: wystarczy! Przerażała mnie ilość plastiku, a ja już umiałam sama ocenić: porcję, makro, kaloryczność. Stwierdziłam, że sama spróbuję układać mój jadłospis i od kilku miesięcy jem wg zasad, które wypisałam wyżej.
Niby to wszystko jest takie proste, ale wg mnie sukcesem diety jest wytrwałość i wprowadzenie nawyku. Ja tak się odżywiam od listopada i w sumie spadło mi 5 kg. To nie jest szybki spadek, ale ja chciałam to zrobić powoli i z głową.
Mam swoją wagę do której dążę i obliczyłam z moim powolnym tempem spadania kilogramów kiedy to się może stać. I oczywiście fajnie jest powiedzieć: „Do maja schudnę 10 kg”, ale osoby takie jak ja, które mają słomiany zapał temu nie podołają, bo to jest za DUŻY CEL.
Rozpisałam więc na tygodnie w kalendarzu, ile gramów może być mniej (żeby spadało 1 kg na miesiąc). I powiem Wam, że to działa: rozbiłam duży cel na kilkadziesiąt mniejszych i je realizuje skreślając kolejne. Jestem na dobrej drodze.
Kiedy mam produkt w opakowaniu, to patrzę na makroskładniki i liczę: suma białka, tłuszczy i błonnika musi być conajmniej 2 razy większa niż węglowodanów. Dzięki temu najadam się malutką porcją, nie jestem senna i nie myślę wcale o jedzeniu.
Kiedy chcę zjeść jabłko, które ma głownie węgle i cukier to robię z niego posiłek. Czyli np. jem wcześniej 10 migdałów, albo 2 łyżki masła orzechowego (białko,tłuszcze i błonnik) i do tego jeszcze trochę białka np. pół szklanki pitnego Skyra. Teraz może się Wam to wydawać skomplikowane, ale jak się zacznie o tym myśleć to wchodzi automatycznie.
Wcześniej też jadłam zdrowo, ale jak teraz patrzę na porcje jakie jadłam to wydaje mi się, że nawet po 500-600 kcal. Powszechnie zdrowe produkty takie jak orzechy, awokado, 2 ogromne kawałki łososia, 4 łyżki oliwy to wszystko wychodziło tak, że razem jadłam 2500-3000 kcal dziennie. Nie ma cudów – przy takiej podaży kalorii się nie schudnie, a mi na tym zależało.
Czasem jak chcę sobie na coś bardziej kalorycznego pozwolić, to łączę 2 posiłki w 1.
W mojej diecie jest teraz bardzo dużo błonnika pokarmowego i trzeba dużo pić. A do tego o wiele mocniej odczuwam pragnienie, więc to nie jest problem
Jak na przykład jesteśmy w gościach lub mam w domu ciasto, to jem je od razu po posiłku. Dzięki temu krzywa cukrowa robi się znacznie niższa i nie ma wyrzutu cukru. Czyli tuż po obiedzie jem mały kawałek ciasta i wliczam go w bilans kalorii, który odejmuje z kolejnego posiłku.
Przez ten czas udało mi znaleźć na półkach sklepowych dużo produktów, które mi odpowiadają i mam je zawsze w domu. Kiedy nie wiem co zjeść, a zbliża się pora posiłku to po prostu biorę i robię. Nie umiem planować posiłków z wyprzedzeniem, bo zajmuje mi to za dużo czasu. Staram się mieć moich ulubieńców w domu i z nich korzystać.
Według mnie dużym minusem diety pudełkowej jest to, że jeden rodzic lub oboje jedzą coś innego. Mojemu mężowi albo dzieciom było przykro z tego powodu, dlatego teraz jem to co oni. Tylko z zachowaniem zasad, czyli więcej białka, tłuszczy i błonnika niż węglowodanów. A same węgle powinny być złożone: makaron żytni, kasza gryczana.
Kiedy wychodzę na dłużej niż 3 h zabieram ze sobą np. koktajl białkowy (kupuję ostatnio Piątnica) i wsypuję tam 2 łyżki Dobrej Kalorii
Ser Piórko – KLIK – odkąd go odkryłam nie jam żółtego sera – ma bardzo dużo białka, a mało tłuszczu
Pasta Rudolfs – KLIK – uwielbiam wszystkie wersje do kanapek, makaronu żytniego, do sałatki. Są różne smaki, ale ta na zdjęciu jest nas. Używam jej zamiast masła na kanapki.
Moi ulubieńcy na wynos lub kiedy nie mam czasu nic przygotowywać
Koktajle z białkiem Piątnica, a do tego dodaję 2 łyżki Dobrej kalorii (moja ulubiona to zielona i czerwona) – KLIK
To moje dodatki to jogurtów, sałatek i koktajli: źródło zdrowych tłuszczy, witamin i błonnika
To jest moja ukochana Granola z super składem KLIK i tu KLIK
A tu reszta pyszności: ulubiony makaron żytni, olej lniany i najlepsza pasta Krukers lajt z erytrolem.
To już chyba wszystko. Mi wprowadzenie tych zasad bardzo ułatwiło życie. Nie mam dużej presji na chudnięcie, ale kontroluję wagę i zapisuję sukcesy. Do tego ćwiczę 2-3 razy w tyg po około 30-40 min. Mi taki zdrowy styl bardzo odpowiada, bo właściwie odbywa się bez wyrzeczeń i presji.
Co zmieniłam oprócz nawyków żywieniowych opisywałam już w poście W końcu wzięłam się za siebie🙂
Jeżeli macie swoje sposoby to wrzućcie w komentarzach. Ja trochę żałuję, że dietetycy zamiast nauczyć swoich podopiecznych, jak komponować zbilansowane posiłki dają tylko gotowe jadłospisy.