Wojna różowo-niebieska – dlaczego warto kupować dzieciom zabawki wbrew stereotypom?

Ostatnio po publikacji tego POSTU na IG rozpętała się u mnie stereotypowa burza. Stało się to kiedy zapytałam, czy kupilibyście układankę logiczną z autami dziewczynce w prezencie…

Mówimy dziewczynkom, że mogą być kim chcą, a jednocześnie kupujemy im zabawki służące do odgrywania scenek, upiększania wyglądu lub dekorowania.

A boimy się kupić znajomej dziewczynce układankę rozwijającą myślenie.

Dyskusja była na tutaj na IG nebule_pl.

A o rozwinięcie tematu poprosiłam psycholożkę – Magdę Woźniak-Frymus – współpracowniczkę Fundacji Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego. Niniejszym oddaję jej głos:

O co proszą nas dzieci w sklepie z zabawkami? Chłopcy namawiają na nowy pojazd, klocki, model samolotu do złożenia czy akcesoria sportowe. Dziewczynki często toną w różowym dziale pełnym lalek, zestawów do robienia broszek, zabawkowych żelazek. W tym artykule postaram się odpowiedzieć na pytania: kto taki podział kreuje, jakie zagrożenia za sobą niesie i jaką rolę mamy w tym do odegrania.

Kiedy i skąd się wziął pomysł kolorowania zabawek

Kolory w sklepach dla dzieci bardzo łatwo potrafią nam wskazać, w którą stronę mamy się kierować. Bo dziewczynki są różowe, a chłopcy niebiescy.

Jednak nie zawsze tak było; historia nadawania kolorów płciom jest zaskakująco krótka. Dopiero w latach 40tych XX wieku wraz z modą, aby przebierać chłopców i dziewczynki za miniaturowych dorosłych, przyszło rozgraniczenie kolorów: różowego dla dziewczynki i niebieskiego dla chłopca (co ciekawe, wcześniej uznawano różowy za dużo bardziej wyrazisty kolor niż niebieski i przeznaczono go dla chłopców). Lata 90te wraz z rozwojem mediów, reklam i medycyny prenatalnej, stworzyły całą gamę możliwości wykorzystania tego na potrzeby wielkich koncernów produkujących ubrania i zabawki. Efekty tych działań obserwujemy dziś na wystawach sklepów dla dzieci w każdej galerii handlowej.

Znaczenie kolorów zabawek

Podział kolorów na płcie, to nie jest przypadek. Tak jak zwykle, gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Kolorowy podział produktów na półkach sklepów z zabawkami opłaca się oczywiście ich twórcom. W 2012 roku [1] zbadano jednego z największych producentów zabawek na świecie i rezultaty tego badania wykazały, że faktycznie zyski ze sprzedaży są większe, gdy zabawki rozdziela się między płcie.

W tej sytuacji możemy pomyśleć „na szczęście są przecież jeszcze zabawki nieoznaczone płciowo – zabawki dla wszystkich dzieci”.

Niestety to samo badanie dowiodło, że nawet kiedy producenci sprzedają zabawki w założeniu „neutralne płciowo”, wytwarzają je w kolorach, które wcześniej przypisali zabawkom dla chłopców. Przez to te „neutralne zabawki” i tak są bardziej atrakcyjne dla męskich odbiorców – czarne, brązowe i czerwone.

Co to więc oznacza dla dziewczynek? Przyzwyczajenie do różowego koloru sprawi, że, nie będą widziały potrzeby zapuszczać się w kierunku sekcji sklepu oznaczonej kolorami dla chłopców, nawet jeśli tamte zabawki mają być „neutralne płciowo” – gry planszowe, książki naukowe, czy klocki konstrukcyjne. Czyli statystycznie nasze córki będą takie zabawki rzadziej dostawać w prezencie, a także samodzielnie je wybierać..

No dobrze, ale co z tego, że dziewczynki wybiorą swoje zabawki, a chłopcy swoje, co w tym złego? Chłopcy są w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o edukację w trakcie zabawy zabawkami, jak wykazało badanie dr Becky Francis w 2010 roku [2]. Zabawki, którymi zwykle bawią się chłopcy lepiej rozwijają przekazywanie informacji, zdolności konstrukcyjne, a także umiejętności czytania i pisania, niż te którymi bawią się dziewczynki. Innymi słowy – wybór przed jakim stają nasze dzieci przy decydowaniu o tym, czym się będą bawić od początku stawia je w sytuacji nierówności.

Nie jesteśmy z Wenus i Marsa. Mieszkamy na jednej bardzo zróżnicowanej planecie

Wielu rodziców mówi o tym, że ich dziewczynki samodzielnie wybierają różowe zabawki, albo inne „dziewczyńskie” przedmioty jak lalki, zestawy fryzjerskie i różowe żelazka. Spotkałam się także z opiniami, że jest to ich naturalna preferencja, wynikająca z czysto biologicznych różnic między męskimi i żeńskimi mózgami. Przecież kobiety są z Wenus, a mężczyźni są z Marsa:

 „Moja córka, po prostu wybiera takie rzeczy, nikt jej do niczego nie namawia, dziewczynki takie są”;

„Ja oferowałam mojej córce samochody i klocki, ale zauważyłam z czasem, że i tak woli się bawić lalką, dziewczynki tak mają”

 – tak, zazwyczaj tak właśnie mają! A my lubimy proste wytłumaczenia, a powiedzieć „no tak to już jest, chłopcy są inni niż dziewczynki” jest łatwo. Okazuje się jednak, że preferencja dotycząca wyboru zabawki wcale nie znaczy, że dziecko ma taki „dziewczyński” mózg. Żaden mózg nie jest zaprogramowany na zabawę lalkami, albo miłość do różowego koloru – takie preferencje dziewczynek nie wynikają z biologicznego faktu bycia dziewczynkami.

Różnice w mózgu

Trudno jest przyjąć, że ktoś zmanipulował nasze dziecko w kierunku konkretnych wyborów. Wolimy myśleć, że jest to naturalna kolej rzeczy, że nasze córki decydując między marynarską koszulką, a różową suknią, wybierają tę drugą opcję. Ale fakty są takie, że kobiety nie rodzą się z wdrukowaną preferencją do koloru różowego – co potwierdza neurobiolożka dr Lise Elliot [3], kobiety uczą się tej preferencji z naszego świata.

Czy w takim razie mózgi męskie i żeńskie w ogóle się od siebie nie różnią? Różnią się. Mózgi męskie są na przykład zazwyczaj większe niż żeńskie – ale tak samo jak i wszystkie inne organy w ciele, bo mężczyźni statystycznie są po prostu wyżsi i tężsi. Do tego dochodzą różnice wynikające z odmiennej produkcji hormonów. Mimo tych potwierdzonych różnic, możliwości mózgu, które oceniamy poprzez zdolności matematyczne, pamięciowe, czytania map, konstruowania –  nie istnieją między płciami na poziomie, który moglibyśmy uznać za normę dla dziewczynek lub chłopców! [4]

Różnice neurobiologiczne między mózgami dziewczynek i chłopców okazują się być na tyle niewielkie, że można je porównać do różnic w tej samej grupie płciowej – oznacza to, że różnica w budowie i możliwościach mózgu Basi i Janka, będzie podobna jak różnice w mózgach Janka i Franka.

Rola środowiska

To wychowanie, otaczający nas świat i grupa rówieśników kolorują nasze preferencje, a nie budowa naszych mózgów.

Istnieje wiele innych bodźców środowiskowych, które mają wpływ na zachowania i wybory ludzi. Często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele tych bodźców faktycznie dociera do naszych dzieci. Nawet do tych, które nie chodzą do przedszkola czy żłobka, nawet gdy w domu oferujemy im różnorodny dostęp do zabawek i aktywności. One przecież też patrzą czasem na reklamy na bilbordach; oglądają opakowania zabawek na których jest narysowana dziewczynka, lub chłopiec; widzą bohaterów bajek w telewizji; spędzają niedzielę z ciocią piekącą ciasto podczas gdy wujek czyta gazetę; obserwują inne dzieci na placach zabaw ubrane w określone kolory, czy zaangażowane w zabawy zgodne ze stereotypowymi zachowaniami ich grupy płciowej.

Kiedy jest się dziewczynką lub chłopcem wychowanie często przebiega w dwóch różnych językach – dziewczęcym lub chłopięcym. Są to różne języki zabawy, ubrań, zachowań, a także oczekiwań.

Jak tylko dziecko przyjmie przynależność do jednej z kategorii płciowych – zidentyfikuje siebie samo jako dziewczynkę, lub chłopca, zaczyna czuć dużą potrzebę do realizacji zachowań zgodnych z przynależnością do tej grupy. I chociaż szukanie swojej grupy i potrzeba bycia jej częścią jest zupełnie naturalnym mechanizmem każdego człowieka, to problem tkwi w zawartości tych języków określonych grup płciowych. Język dziewczynek potrafi ograniczać możliwości rozwoju – zabawki nie mają takiej wartości edukacyjnej, wymaga się od nich poświęcania większej ilości czasu na wygląd, nie pozwala im się brudzić. Nie mamy wpływu na treść tych społecznych języków wychowania, ale mamy wpływ na to jak będziemy o tym z dziećmi rozmawiać.

Magda Woźniak-Frymus: Psycholożka; współpracowniczka Fundacji Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego; wspieraczka osób w ciąży i połogu; zainteresowania w obszarze rozwoju dziecka skupia głównie wokół wyrównywania szans grup marginalizowanych i wychowania w równości płci.

Bibliografia:

Auster, C.J., Mansbach, C.S. The Gender Marketing of Toys: An Analysis of Color and Type of Toy on the Disney Store Website. Sex Roles, 67375–388 (2012).


Eliot, L. (2009). Pink brain, blue brain: How small differences grow into troublesome gaps–and what we can do about it. Houghton Mifflin Harcourt.

Francis B. (2010) Gender, toys and learning, Oxford Review of Education36(3), 325–344, DOI: 10.1080/03054981003732278

Rippon G. (2019). The Gendered Brain. Penguin Random House


[1] Auster, C.J., Mansbach, C.S. The Gender Marketing of Toys: An Analysis of Color and Type of Toy on the Disney Store Website. Sex Roles, 67375–388 (2012). https://doi.org/10.1007/s11199-012-0177-8

[2] Becky Francis (2010) Gender, toys and learning, Oxford Review of Education36(3), 325–344, DOI: 10.1080/03054981003732278

[3] Eliot, L. (2009). Pink brain, blue brain: How small differences grow into troublesome gaps–and what we can do about it. Houghton Mifflin Harcourt.

[4] Rippon G., (2019). The Gendered Brain. Penguin Random House

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pierwsza zasada rodzica: Nigdy nie mów, że dzieci są zdrowe! – poznaj moje sposoby, aby nie dać się chorobie

  • Współpraca reklamowa z Pyrosal

Mimo tego, że jestem mamą od 9 lat i niejedną chorobę mamy za sobą, to ostatnio w przypływie radości powiedziałam głośno: „A moje dzieci są zdrowe”, a w domyśle miałam: „Dawno nie chorowały”.

Zgadnijcie ile czasu minęło żeby nasz młodszy syn zaczął kaszleć?

Dokładnie 1 dzień.

Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale popełniłam błąd amatora. Przecież wszyscy rodzice wiedzą, że nie można na głos wypowiadać takich słów:

  • Moje dziecko jest zdrowe (ani werbalnie, ani niewerbalnie – SMS-y też się liczą!)
  • Moje dziecko dawno nie chorowało (nie dopuszczajcie nawet tej myśli)
  • Moje dziecko nie opuściło dawno dnia w szkole (uważajcie na przechwałki!)
  • Moje dziecko ostatni raz było chore rok temu (może się to zmienić w ciągu godziny)

A znacie klątwę inhalatora?

W sezonie chorobowym inhalator non stop stoi u nas w salonie. Kiedy tylko go schowam, to zaraz ktoś jest chory. Ja nie wiem jak to działa, ale traktuję go jako stałe wyposażenie naszego nowoczesnego wnętrza. Dopóki stoi na widoku, nikogo wirusy nie biorą – jest jak amulet. Tak samo jest z wyjazdami, jak włożę nebulizator do walizki, to nigdy się nie przydaje. A wystarczy, że pomyślę: „A nie będę go brała, przecież wszyscy są zdrowi” – to jest gwarantowane, że ktoś na wyjeździe zacznie kaszleć. Też to znacie?

Wyjazd z dziećmi – zawsze bookuj z opcją odwołania rezerwacji

Podziwiam rodziców, którzy bardzo lekko podchodzą do planowania wyjazdów bez opcji odwołania rezerwacji. Ja tak „zaszalałam” tylko raz i właśnie wtedy dzieci się pochorowały. A skąd one o tym wiedzą – przecież nie mają dostępu do Bookingu? Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale właśnie tak jest. Od tamtej pory, kiedy straciliśmy pieniądze za wyjazd, a sami wycieraliśmy im nosy w domu – zawsze dajemy sobie furtkę odwołania rezerwacji.

Piąteczek 18.30 – dziecko zasypia na kanapie i Ty już wiesz – to klątwa weekendu

Kiedy dzieci na całym świecie zaczynają chorować najczęściej? W weekend! A już kiedy masz plany na te wolne dni, to jest jeszcze większe prawdopodobieństwo, że jakiś paskudny wirus zaatakuje ze zdwojoną siłą. Mój sposób? Nie planuję za dużo, działam spontanicznie.

Wszystkie wymienione wyżej sytuacje nie mają potwierdzenia w badanych naukowych;) Ale kto ma dzieci ten wie, że lepiej dmuchać na zimne. A taki dowód anegdotyczny pozwala rozładować nerwy i napięcie.

A jakie mam sposoby, które mają udowodnione działanie żeby nie dać się chorobie?

Mam w domu produkt leczniczy, który podaję dzieciom, kiedy widzę, że coś je bierze. Jak pojawiają się pierwsze objawy infekcji, takie jak:

  • katar
  • pierwszy kaszel
  • temperatura

To podaję ten syrop zgodnie z zaleceniami pediatry. Ten preparat nie jest suplementem diety, bo takich nie kupuję – wolę w domu sama mogę przygotować coś wspomagającego odporność. A Pyrosal, bo o nim mowa ma udowodnione działanie naukowe. Ma takie składniki:

  • bez czarny, który ma działanie napotne
  • lipa drobnolistna, ma podobne działanie jak bez
  • podbiał pospolity, ma działanie powlekające drogi oddechowe
  • wierzba purpurowa, ma działanie przeciwzapalne

To nie jest preparat wspomagający odporność, a produkt leczniczy – możecie zapytać o niego pediatrę. Nam właśnie poleciła go lekarka na początku infekcji.

Do tego ma prosty skład. Można podawać go dzieciom od 3 roku życia, przez 3 dni jeżeli nie obserwuje się poprawy. Zapytajcie o niego pediatrę lub mgr farmacji w aptece. Nam ostatnio pomógł, bo jak zwykle jedno dziecko już rozchorowało się maksymalnie, to drugiemu podałam Pyrosal 2 razy na noc i udało się zahamować infekcję. Ten syrop ma działanie napotne, rozgrzewające i działa przeciwgorączkowo. Jeżeli go nie znacie, to zapytajcie 🙂

Co jeszcze robię żeby nie dać się chorobie?

Nie wiem, czy to tylko ja mam wrażenie, że największym sprzymierzeńcem chorób dzieci jest przegrzewanie. Ba, sama nawet kiedyś wpadłam w tę pułapkę i ubierałam dzieci zupełnie inaczej niż teraz. Kiedy widzę dzieci w kombinezonach i czapkach zimowych przy 8 stopniach na plusie, to zastanawiam się, co będą nosić kiedy będzie -8. Wydaje mi się, że to takie nasze przyzwyczajenie, z którym ciężko walczyć.

A prawda jest taka, że organizm znacznie lepiej radzi sobie z wychłodzeniem niż z przegrzaniem.

Ustalmy sobie jedno – przegrzanie obciąża układ odpornościowy i infekcja jest gotowa.

Spróbujcie ubrać się tak, jak dzieci i biegać. Gwarantuję, że będziecie mieli mokre plecy, a to już o jeden krok od przeziębienia. Dzieciom, które są w ruchu naprawdę jest ciepło i zupełnie inaczej odczuwają chłód.

Ruch na świeżym powietrzu

Jest to bardzo ważne i widzę, że na mnie ma niesamowity wpływ. Zawsze w tym okresie byłam chora. A w tym roku kiedy jeżdżę regularnie na rowerze i rolkach jest znacznie lepiej (żeby nie powiedzieć … sami wiecie co:)

Zdrowa dieta, bo odporność mamy w jelitach

W sezonie infekcyjnym staram się trzymać dzieciom zdrową dietę, ale kiedy zobaczę, że ich coś bierze to wchodzę w tryb jeszcze zdrowszy. Eliminuję mleko, zimne produkty, nawet podaję herbatę malinową (a normalnie tylko woda). Do codziennego menu wjeżdżają jeszcze częściej: rozgrzewające jaglanki, mnóstwo kasz z dodatkami, zupy. Kiedy ja byłam chora, moja mama tak samo ze mną postępowała. Dodaję też ksylitol, który ma działanie przeciwbakteryjne.

I chciałam jeszcze napisać o jednej rzeczy, która jest darmowa, ale nie każdy ją docenia.

Sen

Kiedy moje dzieci lub mnie coś bierze, to staram się o 19 być już w łóżku. Rozgrzać się, wyleżeć – a nie, brać leki przeciwgorączkowe i cisnąć dalej. Kiedyś tak robiłam i znacznie częściej chorowałam. Tę samą zasadę stosuję przy dzieciach, kiedy widzę, że mają początek infekcji to wcześniej idą spać.

Zebrała się długa lista, ale wiem, że dbanie o zdrowie nie jest łatwe i proste. Staram się we wszystkim zachować umiar i jak jest potrzeba to stosuję leki. Do chorób dzieci też już inaczej podchodzę, kiedyś był to dla mnie bardzo stresujący czas, a teraz kiedy są starsze jestem znacznie bardziej spokojna. Ale i tak nie mówię na głos, że mniej chorują, bo sami wiecie jak to się skończy:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Test Gallupa – czy warto go zrobić?

O teście Gallupa słyszałam już dawno, ale nie czułam potrzeby żeby go zrobić. Zawsze miałam ważniejsze sprawy, a poza tym wydawało mi się, że wiem wiele o sobie i swoich mocnych stronach. Jak się okazało – myliłam się!

Nie spodziewałam się, że moje talenty wcale nie grają z wyuczonym zawodem. Może też właśnie dlatego go porzuciłam 10 lat temu i do tej pory nie wróciłam?

Każdy człowiek ma swoje naturalne talenty, tylko czasami nie zdaje sobie z nich sprawy. Ja też tak mam, niektóre rzeczy sprawiają mi ogromną przyjemność, a za niektóre nie mogę się zabrać. Chciałam wiedzieć dlaczego to jest i w końcu zrobiłam Test Gallupa online.

W dzisiejszym tekście przybliżę Wam istotę tego testu, kiedy warto zrobić i właściwie po co.

Co to jest Test Gallupa?

Jest to test, który wykonacie online i składa się z 177 par pytań i ma za zadanie określić Wasze naturalne talenty. Co ciekawe test nie określa nabytych umiejętności, ani kompetencji. Zrobienie testu Gallupa online zajmuje około 35 minut i pytania są łatwe. Możecie łatwo wybrać opcję by zrobić go w języku polskim.

Sama uzupełniałam go siedząc w kawiarni i popijając kawę. Nie miałam żadnych problemów z techniczną stroną testu, ani odpowiedziami. Od razu po zakończeniu testu Gallupa przyszedł wynik z 5 talentami, które mam najbardziej rozwinięte.

Dla kogo jest Test Gallupa?

  • dla osób które wracają z urlopu wychowawczego
  • dla osób, które czują wypalenie zawodowe
  • dla osób, które stoją na zawodowym rozdrożu i nie wiedzą co dalej
  • dla osób, które lubią się rozwijać i dowiadywać się nowych rzeczy
  • dla nastolatków i ich rodziców (jest wersja testu 10-14 lat)
  • dla małych firm – żeby jeszcze mocniej wykorzystać jej potencjał
  • dla osób, które mają pomysł na biznes

Ile kosztuje Test Gallupa?

  • W wersji podstawowej kosztuje 105 zł i dostajemy raport z 5 najmocniejszymi talentami
  • Po zrobieniu wersji podstawowej możecie dokupić dostęp do raportu z pozostałymi 29 talentami uporządkowanymi w Wasze DNA – to koszt 205 zł
  • A od razu możecie kupić pełny test z opisem Waszych 34 talentów i jest to koszt 255 zł

Ja najpierw zrobiłam 5 najmocniejszych talentów, a później byłam tak bardzo ciekawa reszty, że dokupiłam pozostałe. Ale wg mnie najkorzystniej jest kupić od razu całość.

Co mi wyszło?

  1. STRATEG (Strategic)
  2. ZBIERANIE (Input)
  3. CZAR – CIĄGŁE ZDOBYWANIE APROBATY ROZMÓWCY(Woo)
  4. KOMUNIKATYWNOŚĆ (Communication)
  5. ELASTYCZNOŚĆ (Adaptability)

Wyniki dostałam w pliku PDF, a każdy talent miał opis po angielsku. Można tekst przekleić do tłumacza i poczytać o swoich mocnych stronach.

Czy wyniki mnie zaskoczyły?

Tak, bo wydawało mi się, że w innych obszarach mam swoje talenty. Nie spodziewałam się, że w pierwszej piątce mam Elastyczność. Zawsze uważałam, że jest rutyniarą i elastyczna na pewno nie jestem. Jak się okazuje, myliłam się.

Czy byłam zadowolona z wyniku?

Hmm, sam wynik tak naprawdę nic mi nie dał. Nie sprawił, że dostrzegłam swoje mocne strony wyraźniej. Można powiedzieć, że sam test tylko podał mi wynik, a ja sama uznałam, że to za mało informacji. Gdybym na tym etapie zakończyła mój Test Gallupa, to wcale nie byłabym zadowolona, bo czegoś innego spodziewałam się na początku.

Dlatego skorzystałam z pomocy Coacha Mocnych Stron Aleksandry Burdyńskiej KLIK

Pani Aleksandra, oprócz tego, że jest Coachem Mocnych Stron jest też doradcą zawodowym i pomogła mi zrozumieć moje wyniki Testu Gallupa.

Umówiłam się na spotkanie online i czekałam z niecierpliwością. Czytałam wcześniej o wynikach mojego testu i w sumie nie wiedziałam czego się spodziewać.

Pani Aleksandra omówiła ze mną wszystkie 5 talentów tak dokładanie, że dopiero po tym spotkaniu poczułam jego sens. Gdyby ktoś opisywał te talenty własnymi słowami to ja bym krzyczała „To o mnie”, „To dokładnie ja”, „Nie wierzę, ale dokładnie tak mam”.

Podczas naszego spotkania robiłam notatki, sama dużo mówiłam i słuchałam z ciekawością. Kilka razy tak mocno mnie coś zaskoczyło, że aż zaniemówiłam.

Dostałam odpowiedzi na moje pytania, które zadaję sobie od wielu lat, tak jak:

  • Dlaczego ciągle myślę?
  • Dlaczego uwielbiam towarzystwo ludzi?
  • Dlaczego nie kończę dużych projektów, a z małymi tak dobrze mi idzie?

To spotkanie rozjaśniło mi w głowie tak dużo i pomogło w organizacji mojej pracy. Mimo tego, że od naszego spotkania minęło już 3 tygodnie, to nie ma dnia żebym nie zaglądała do moich notatek.

Pani Aleksandra przesłała mi też ćwiczenia, które zrobiłam i one dodatkowo uzupełniły moją wiedzę o sobie. W czasie naszej rozmowy pomogła mi też dopasować moje talenty do pracy zawodowej. I to było tak ciekawe, bo od dawna to wiedziałam, ale nie umiałam ich nazwać.

Byłam tak zadowolona z tego spotkania, że dokupiłam raport z pozostałymi 29 talentami, bo byłam bardzo ciekawa, co mam na końcu.

Wynik tak bardzo mnie zaskoczył, a jednocześnie rozjaśnił wszystko z czym sobie nie radziłam. Umówiłam się jeszcze do Pani Aleksandry na spotkanie z omówieniem kolejnej piątki talentów i raport z podsumowaniem. Po tych dwóch spotkaniach poczułam, że wiem już wszystko, to co chciałam wiedzieć.

Czy Test Gallupa mi pomógł w pracy ?

Tak, jak wspomniałam wyżej. Sam wynik nie wniósł nic nowego, ale omówienie i spotkanie z Panią Aleksandrą już tak. Nauczyłam się wiele rzeczy, zrozumiałam, że w mojej poprzedniej pracy się wypaliłam i tylko wyzwania dodają mi wiatru w żagle. Sam test był nie tylko przydatny do mojej pracy, ale też do życia rodzinnego. Dowiedziałam się o sobie tak wielu ciekawych rzeczy i uważam, że to było mi bardzo potrzebne. Dostałam też wiatru w żagle i wiem, w którą stronę podążać aby praca przynosiła mi satysfakcję i radość.

Czy Wam polecam?

Bardzo! Szczególnie jeżeli czujecie się wypaleni, jesteście przed zmianami w pracy lub nie macie pomysłu na biznes. Ten test Wam pomoże zrozumieć czego tak właściwie szukacie w życiu.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nie wiedziałam, że to małe urządzenie tak bardzo wpłynie na nasze życie

Przez kilka lat nie wiedziałam, że moje dziecko ma alergię i dopiero kiedy dostałam wyniki testów, to wszystkie objawy złożyły się w sensowną całość.

Nie wiem czy wiecie, ale co 3 dziecko w Polsce ma alergię.

Płatna współpraca z marką:

Dziś chciałabym Wam napisać o naszej historii, która może pomóc wielu rodzicom we wcześniejszej diagnozie, a co najważniejsze pokażę Wam nasze sposoby na walkę z alergią.

W poniższym wpisie skupię się na jednym typie alergii, który jest bardzo powszechny (co 4 Polak ją ma), ale wiele osób o niej nie wie.

Może Wy też ją macie, tylko jeszcze nie zdajecie sobie sprawy.

Niestety jest ona dość trudna do identyfikacji, ale istnieje wiele sposobów, które ułatwiają życie z tym typem alergii.

A jest to alergia na roztocza kurzu domowego

Czym są roztocza kurzu domowego?

Są to drobne, prawie niewidoczne pajęczaki. Ich wielkość to tylko 0,2-0,4 mm. I to właśnie ich mikroskopijny rozmiar oraz duża liczebność są dla nas zagrożeniem; niezauważone bytują w naszych mieszkaniach, żywiąc się martwym naskórkiem (ludzkim i zwierzęcym), a także zarodnikami grzybów, a ich alergizujące odchody powodują często u członków naszej rodziny nieprzyjemne objawy, o których przeczytacie poniżej. Niestety, roztocza znajdują się w każdym domu w naszej szerokości geograficznej.

Gdzie znajduje się najwięcej roztoczy?

Najczęściej znajdziecie je w środowisku domowym (SYPIALNIA, SALON I POKÓJ DZIECIĘCY to ich ulubione miejsca ):

  • w materacach
  • kołdrach
  • poduszkach
  • narzutach
  • dywanach
  • tapicerowanych meblach
  • zasłonach
  • pluszowych zabawkach
  • w wypełnianiach z pierza i wełny
  • mogą występować także w glebie, sianie czy suchych liściach

Dobrze, w teorii wszystko wygląda prosto. Ale w takim razie, jakie są obawy alergii na roztocza kurzu domowego i jak ją zdiagnozować.

U nas zaczęło się właśnie od takich objawów, a ja przez wiele lat myślałam, że jest to alergia na BMK czyli na Białka Mleka Krowiego i zupełnie niepotrzebnie stosowałam dietę wykluczającą. Kiedy objawy zaczęły się zaostrzać, to zaczęłam szukać przyczyny, a alergolog zlecił testy alergiczne. I tak wyszły nam zupełnie inne wyniki niż się spodziewałam. Oprócz alergii krzyżowej pyłkowo-owocowej wyszła alergia na roztocza kurzu domowego.

Optymalne warunki życiowe roztoczy to temperatura w pokoju między 25, a 30 stopni i wilgotność powietrza od 65% do 80%. Roztocza lubią jak jest ciepło i wilgotno, dlatego unikamy przegrzewania pokoju, wyłączamy kaloryfer i pilnujemy wilgotności.

Najlepsza dla nas jest temperatura 18-20 stopni, a wilgotność pomiędzy 45 do 55%

Jakie mogą być objawy alergii na roztocza kurzu domowego?

NOS:

  • KATAR alergiczny z kichaniem (zwłaszcza seryjnym), obrzękiem błony śluzowej, zatkanym nosem zwłaszcza w godzinach porannych, odchrząkiwanie. U nas aż tak nie było to widoczne, ale poranne kichanie, ciągłe drapanie się po nosie i ruszanie nozdrzami (jakby coś przeszkadzało) – bo nos po nocy swędział

OCZY:

  • Alergiczne zapalnie spojówek ze swędzeniem, zaczerwienieniem, łzawieniem. Alergicy często trą oczy po nocy, bo ich swędzą

UKŁAD ODDECHOWY:

  • kaszel alergiczny i nadmierne wydzielania flegmy
  • astma alergiczna z dusznościami

SKÓRA:

  • Swędzenie, wysypka, pokrzywka, nadmiernie łuszczący się naskórek

A co z tego wynika?

Osoby uczulone na roztocza kurzu domowego mogą niespokojnie spać, budzić się z bólem głowy. Do tego rano wstają niewyspane i mogą mieć zaburzenia koncentracji.

Sporo tego, prawda? Takie mikroskopijne żyjątka, a tak bardzo mogą utrudniać życie.

Jak przebiega diagnostyka?

Jeżeli podejrzewacie u sobie lub swoich dzieci możliwą alergię na roztocza powinniście się zgłosić do alergologa. Lekarz zbierze wywiad i prawdopodobnie zrobi testy. U nas właśnie w czasie testów skorych wyszedł odczyn przy Dermatophagoides pteronyssinus, czyli alergia na roztocza kurzu domowego.

Mogłoby się wydawać, że skoro wiemy, co nas uczula to łatwo jest znaleźć antidotum. Niestety nie jest to proste – dziś opiszę Wam co udało nam się zrobić aby tę alergię zmniejszyć.

Oczywiście leczenie jest oparte na 3 filarach i decyduje o nich lekarz:

  • farmakologia
  • przystosowane otoczenie
  • immunoterapia

Ja się dziś skupię na zmianach, które wprowadziliśmy w domu żeby zminimalizować ilość roztoczy.

KLUCZOWĄ ROLĘ W LECZENIU ALERGII ODGRYWA WŁAŚNIE KARENCJA ALERGENOWA, CZYLI UNIKANIE ROZTOCZY KURZU DOMOWEGO

NAJWIĘCEJ ROZTOCZY KURZU DOMOWEGO ZNAJDUJE SIĘ W ŁÓŻKU I POŚCIELI – DLATEGO WARTO POŚWIĘCIĆ TEMU MIEJSCU WIĘCEJ UWAGI

Jakie zmiany wprowadziliśmy w domu, a nie tylko w pokoju dziecka?

1. Zmiana wypełnień kołder i poduszek.

Zacznę od tego, że ja jestem fanką wypełnień z naturalnym pierzem i zawsze takie mieliśmy w domu. Takie też kupiłam dzieciom. Jak się okazało, że Lila ma alergie na roztocze kurzu domowego, to pierwszą rzecz jaką zaleciła alergolog to wymiana wypełnień w całym domu. A dlaczego nie tylko w jej pokoju? Bo przebywa też w innych pomieszczeniach, przychodzi do nas w nocy.

Sama zmiana jej wypełnień niewiele by pomogła. Tak więc z bólem serca schowałam nasze kołdry i poduszki do worka i zapakowałam je próżniowo. Kupiłam wszystkim nowe wypełnienia z bawełny i bambusa, które można prać w 60 stopniach.

2. Zaczęliśmy używać Miteless

To urządzenie, które emituje bezpieczne dla ludzi i zwierząt domowych ultradźwięki. Zaburzają one cykl życiowy roztoczy kurzu domowego. Jak to działa? Ultradźwięki sprawiają, że odnajdowanie pokarmu (złuszczonego naskórka) i rozmnażanie się roztoczy staje się utrudnione – tym samym ilość roztoczy kurzu domowego w pobliżu tego urządzenia zostaje zredukowana.

Możecie umieścić urządzenie w dowolnym, niezasłoniętym kontakcie w pokoju: ma spory zasięg działania, 30m2. Takie nieduże urządzenie, a może pomóc alergikom spokojniej przespać noc i zminimalizować objawy alergii.

Urządzenie jest nieduże i wpina się je w kontakt, a po włączeniu wydaje cichutki dźwięk pracy głośniczka, który nie przeszkadza podczas snu. Same ultradźwięki nie są słyszalne dla ludzkiego ucha. Co 2-3 tygodnie sprzątnijcie dokładniej, by pozbyć się odchodów roztoczy i gotowe.

Są dwa rodzaje Miteless, w zależności czy macie dostęp do kontaktu:

  • Miteless Home – działa po wpięciu do kontaktu, sygnał ultradźwięków jest mocniejszy, bo ma większy głośniczek – ma regulowane światełko, które może być pomocne w dziecięcym pokoju
  • Miteless Go – na baterię, która działa co najmniej 6 miesięcy; jest dobry na wyjazd, w samochodzie, w garderobie i tam, gdzie nie macie gniazdka; Jego zasięg nie jest aż tak duży zasięg jak Miteless Home

Czy działa?

Widzimy sporą różnicę i znacznie mniej objawów alergii. Obecnie odstawiliśmy leki na alergię i mam nadzieję, że stan się utrzyma. Czytałam też opinie o tym produkcie i wiele osób również widzi poprawę w samopoczuciu.

Przede wszystkim ufam temu produktowi, bo jego działanie jest potwierdzone naukowo, zostawiam Wam link do badań

Jeżeli macie chęć wypróbować to urządzenie to możecie skorzystać z kodu ALERGIASTOP, który daje 20% zniżki na produkty Miteless KLIK. Kod ważny tylko 12-19.10.23

3. Używam preparatów do eliminacji alergenów roztoczy kurzu domowego

Dopóki moje dziecko nie miało tego problemu, to nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Wystarczy spryskać materac, a znacznie wyeliminujemy roztocza kurzu domowego na materacu.

4. Piorę pościel wraz z wypełnieniem raz w tygodniu w temperaturze 60 stopni

Taka wysoka temperatura prania skutecznie zabija roztocza i jest to niezbędny zabieg przy tej alergii. Również suszenie w suszarce w temp 60-80 stopni pomaga zabić roztocza na tekstyliach.

5. Codziennie wietrzę łóżka

Jak wstaję z łóżka to zostawiam odkryte i otwieram okno. Taki zabieg powoduje, że jest mniej roztoczy ( i nie trzeba od razu ścielić łóżka po wstaniu).

6. Usunęłam z pokoju większość pluszaków i poduszek

Zostawiłam tylko te ukochane maskotki, a i tak piorę je raz tygodniu na 60 stopni. Niestety w sztucznych futerkach osadza się kurz i samo odkurzanie nie jest skuteczne.

7. Zabrałam kwiaty z sypialni i pokoi dzieci

Kwiaty doniczkowe zwiększają wilgotność w pomieszczeniu, a gleba może być rezerwuarem dla pleśni. Najlepiej zabrać je z sypialni.

8. W okresie grzewczym stosuję oczyszczacz powietrza

Dzięki temu powietrze jest oczyszczone i pozbawione alergenów.

9. Wyniosłam dywan

Niestety dywan, który był w pokoju nie nadawał się do częstego prania i utrudniał pracę robotowi sprzątającemu, więc się go pozbyłam

10. Większość rzeczy chowamy w zamkniętych szafkach

Łatwiej jest wtedy utrzymać porządek a kurz tak nie osiada na przedmiotach.

Jak widzicie wiele osób może mieć alergię na roztocza, ale o tym nie wiedzieć. Na szczęście zmiany, które wprowadzimy w nasze życie mogą przynieść poprawę.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 rzeczy, o których nie wiedziałam zanim zostałam rodzicem

Podobno najwięcej o dzieciach wiedzą ludzie, którzy jeszcze ich nie mają. Tak, ja też zaliczałam się do tego szanownego grona. A najbardziej interesujący jest fakt, że czułam się alfą i omegą w tym temacie, bo przecież miałam dyplom magistra z pedagogiki. Więc moje przekonania i wiedza o dzieciach była o kilka poziomów wyżej niż przeciętnego Kowalskiego.

Możecie sobie wyobrazić, jak duże było moje rozczarowanie, kiedy zostałam rodzicem i tak naprawdę teoria ze studiów zupełnie nie zgadzała mi się praktyką.

Do napisania dzisiejszego wpisu zaprosiła mnie marka MomMe, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach

Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami – osoby, której WYDAWAŁO się kiedyś, że wie wszystko o dzieciach. A rzeczywistość jak zwykle okazała się inna.

1. Nie wiedziałam, że dzieci mogą tak dużo chorować

Kiedyś wydawało mi się, że jedna choroba na sezon to i tak jest dużo. Nie zdawałam sobie sprawy, że 12 infekcji na rok to jest norma. Pamiętam czas, kiedy moje dni wyglądały dokładnie tak samo, a rytm im nadawał taki ciąg: nebulizacja, oklepywanie, odciąganie kataru i tak 3 razy dziennie. Chodziłam jak robot, a najlepsze jest to, kiedy moje dzieci były już praktycznie zdrowe, a mi opadał poziom adrenaliny – to mnie rozkładało na kolejny tydzień.

2. Nie wiedziałam, że trzeba wychodzić na spacery

Przyznaję, zanim zostałam rodzicem to uważałam, że spacery to są emeryckie rozrywki i takie chodzenie bez celu wiało nudą. Dlatego dość długo nie mogłam się przemóc żeby zacząć chodzić na spacery z dziećmi, a i tak za każdym razem musiałam mieć cel. Chodzenie w koło bloku to absolutnie nie mój klimat. A kiedy dzieci urosły, sporo czytałam o budowaniu odporności to dowiedziałam się, że jest to ważne.

Spacer to trening dla układu immunologicznego.

3. Nie wiedziałam, że trzeba dzieci smarować kremem na zewnątrz, szczególnie jak jest słońce, wiatr lub mróz

Przyznaję, że popełniłam ten błąd i moje starsze dziecko ma 2 pęknięte naczynka, po tym jak wyszłam z nim na mróz bez żadnej ochrony. Nie wiedziałam, że skóra dziecka jest tak cienka (nawet 5 razy cieńsza niż dorosłego) i wymaga odpowiedniej ochrony. Dodatkowo takie czynniki jak smog i zanieczyszczenia wnikają w skórę, dlatego warto posmarować buzię odpowiednim kremem.

Żałuję, że tak mało mówi się na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na skórę dzieci. W kobiecej pielęgnacji są już nawet całe linie produktów, które pomagają w zatrzymywaniu mikrocząsteczek na powierzchni skóry. Dlatego warto zaopatrzyć się w krem, który zabezpieczy delikatną skórę dziecka. Brak naturalnych barier ochronnych przyczynia się do powstawania reakcji alergicznych: pokrzywki, zaczerwienienia, podrażnienia.

W naszym jesienno – zimowym niezbędniku są naturalne kremy dla dzieci Momme. Będą przydatne przez cały sezon i zadbają o delikatną skórę dziecka. Mają świetne składy, które oprócz ochrony pielęgnują skórę dziecka. Krem zimowy nie zawiera wody, a jest to bardzo ważne przy takich kosmetykach. Sam podkradam go do spierzchniętych dłoni.

Teraz oba krem są w promocji: Jesienno-zimowy niezbędnik Momme KLIK

4. Nie wiedziałam, że z taką łatwością będę mówiła różne słowa, które wcześniej nie przechodziły mi przez gardło

Kupa, siki, wymioty, bąki, wszy itd. Aż nie mogę się nadziwić jak bardzo bogaty stał się mój język – odkąd zostałam mamą i z jaką łatwością będzie mi przychodziła rozmowa na tematy, które kiedyś mnie obrzydzały.

5. Nie wiedziałam, że nadepnięcie na klocek LEGO tak boli

Zostawię bez komentarza, ale ten pierwszy raz boli najbardziej. Jeżeli możecie sobie wyobrazić to stanęłam na ten najmniejszy kwadracik. AŁAAA!

6. Nie wiedziałam, że pora pójścia spać dziecka nie wpływa na godzinę pobudki

Logicznie rzecz ujmując, kiedy zarwiesz noc, to masz chęć odespać. Prawda? Tak samo myślałam, że jest z dziećmi i do dziś nie potrafię wyjaśnić tego fenomenu. Nieważne czy pójdą spać 3 h później niż normalnie to i tak wstaną z samego rana. Za szkoda jest dnia na spanie.

7. Nie wiedziałam, że kolor kubka może zrujnować cały dzień

Kiedy jeszcze nie miałam dzieci, to wydawało mi się, że afery dotyczą naprawdę poważnych problemów, ale jeszcze nie wiedziałam, że kolor kubka jest w życiu dziecka jest tak istotny. Inaczej ich poczucie bezpieczeństwa jest zaburzone, a jedyny sposób to krzyk i płacz, a nie komunikat: „Mamo, jestem poważnie zaniepokojony faktem, że dziś podałaś mi kubek czerwony, skoro na co dzień zawsze korzystam z niebieskiego”.

8. Nie wiedziałam, że jak coś jest brudne to NIE WOLNO tego wąchać

I kilka razy odruchowo popełniłam ten błąd 😂

9. Nie wiedziałam, że nie trzeba dzieci codziennie kąpać

Powiem szczerze – miałam gdzieś z tyłu głowy wdrukowane, że dzieci trzeba dzień w dzień kąpać. Ale jakieś 2 lata temu przeczytałam, że jest to nawet niekorzystne dla mikrobiomu skóry. Starsze dzieci nie brudzą się aż tak bardzo jak maluchy i nie ma potrzeby żeby kąpały się codziennie (chyba, że faktycznie jest taka potrzeba). Warto też zwrócić uwagę, czy płyn do kąpieli jest łagodny i czy nie zawiera SLS, które mocno wymywają skórę również z potrzebnej warstwy lipidowej.

10. Nie wiedziałam, że aż tyle nie wiem

Mam wrażenie, że będąc rodzicem nauczyłam się znacznie więcej niż przez 18 lat edukacji. I to nie tylko o dinozaurach, o których mój syn ma większą wiedzę od studenta archeologii, ale ogólnie o życiu. Co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze i dlaczego warto być zawsze sobą.

Fotki Maciej i Małgosia

Rodzicielstwo jest naprawdę ciekawą przygodą i nauką. Najwięcej w tym czasie dowiedziałam się o sobie i nauczyłam się wielu nowych rzeczy

Napiszcie koniecznie, czego Wy nie wiedzieliście – dodacie innym rodzicom otuchy 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Naturalna odporność” – konkretny poradnik, który warto mieć zawsze pod ręką

Ręka w górę, czyje dziecko nie było jeszcze chore, odkąd zaczęła się szkoła. Ostrożnie tylko z tym chwaleniem, bo wiecie, jak to jest…😉 Być może Was to zdziwi, ale zdrowe dziecko w wieku poniżej siedmiu lat choruje 8-12 razy w roku.

ZDROWE DZIECKO!

Jeśli więc macie wrażenie, że Wasze dzieci ciągle chorują, to może wcale nie być wrażenie, ale prawda. Jednocześnie nie martwcie się – to normalne.

Potrzeba wielu lat i kontaktu z wieloma patogenami, by zbudować dobrą odporność.

W moje ręce wpadła ostatnio świetna książka Any Krysiewicz. Być może niektóre z Was znają Anę jako Matkę Aptekarkę. Ana, korzystając ze swojej wiedzy, lat doświadczeń i umiejętności przełożenia skomplikowanych procesów na prosty język, napisała bardzo fajny poradnik, pod tytułem „Naturalna odporność”.

Zanim powiem Wam, co w nim znajdziecie, muszę przyznać, że mam potrzebę dzielenia się takimi tytułami, bo sama, będąc na początku swojej macierzyńskiej drogi, chciałabym mieć takie pozycje pod ręką. O ileż świat byłby wtedy łatwiejszy i mniej stresujący! Jeśli więc już jesteście mamami lub lada chwila będziecie, sięgnijcie po „Naturalną odporność” Any Krysiewicz i dowiedzcie się, o co chodzi z tą odpornością dziecięcą. Jak ją budować? Jak jej nie zrujnować? I kiedy chorowanie dziecka powinno budzić niepokój?

Czego się dowiecie?

Tak naprawdę dowiecie się wszystkiego, co powinni wiedzieć rodzice na temat odporności. Są tu odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania, dotyczące ubioru dziecka, sposobów jego hartowania, wpływu ruchu oraz mnóstwo cennych, praktycznych wskazówek. Nie znajdziecie tu banałów i ogólników, ale mnóstwo konkretów, popartych wiedzą oraz przykładami z życia. Książka składa się z kilku rozdziałów, z których najważniejsze to:

Jak zbudować odporność przed sezonem infekcyjnym?

Tu dowiecie się, kiedy zacząć dbać o odporność dziecka, jak ją budować i co ma wpływ na jej kształtowanie. Czy wiedzieliście, że stres i zdrowe zęby mają wiele wspólnego z podatnością dzieci na infekcje? A to tylko przedsmak tego, co znajdziecie w książce;

Apteczka dla dziecka

Same konkrety! To lista produktów, które musicie mieć zawsze pod ręką wraz z omówieniem ich działania i przeznaczeniem. Dowiecie się, kiedy i jakie środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe podawać, jak udrażniać nos i wiele innych, cennych wskazówek, dotyczących tego, co się przydaje, gdy pojawi się przeziębienie;

Apteczka dla dorosłego

Skoro wyposażacie apteczkę dla dzieci, uzupełnijcie ją w preparaty dla siebie. Wszak wszyscy musimy być w dobrej kondycji i szybko zdrowieć;

Suplementy poprawiające odporność

Ten rozdział to złoto! Dowiecie się, o co chodzi z tymi suplementami. Czy warto je stosować, czy nie? A jeśli tak, to jakie? I znowu – nie ma tu żadnych ogólników. Jest suplement, jego działanie, potwierdzone badaniami i wskazania do stosowania. A omówione są:

  • Inozyna
  • Witamina C
  • Tran i Kwasy Omega 3
  • Witamina D3
  • Olej z czarnuszki
  • Pelargonia afrykańska
  • Czarny bez
  • Olej z wątroby rekina
  • Cynk
  • Laktoferyna
  • Probiotyki
  • Streptococcus Salivarius K12
  • Aloes
  • Doustne szczepionki bakteryjne
  • Jeżówka purpurowa
  • Beta-glukan
  • Boczniak ostrygowaty
  • Colostrum

Ana rozprawia się z powszechnymi mitami. Demaskuje reklamowe bujdy – i jasno wskazuje, które z suplementów faktycznie mają działanie immunomodulujące – a jest ich niewiele. To wspaniała lektura, czarno na białym pokazuje czego nie ma najmniejszego sensu stosować – ale po wszystkie szczegóły zapraszam was już do lektury:)

Moje dziecko się rozchorowało. Co teraz?

Krok po kroku dowiecie się, jak reagować na infekcję dziecka. Kiedy podawać leki przeciwgorączkowe, a kiedy poczekać oraz kiedy pójść do lekarza. Obszernie opisane jest inhalowanie maluchów, czyli to, co w okresie jesienno-zimowym jest lub będzie chlebem powszednim wielu rodziców. Nieocenioną zaletą tego rozdziału jest omówienie domowych sposobów radzenia sobie z infekcją. Syrop z cebuli, sok buraka czy naturalne probiotyki – dowiecie się, czy działają, a jeśli tak, to jak i na co. Ja się na pewno zainspiruję i jeszcze bardziej ubogacę nasz Ulepszony syrop z cebuli.

Jak więc sami widzicie, książka Any Krysiewicz to bardzo praktyczny przewodnik. Choć wydaje mi się, że na tym etapie życia i macierzyństwa wiem już sporo o odporności i infekcjach dzieci, ten przewodnik przeczytałam z chęcią. Bardzo podoba mi się to, że są tu konkretne informacje, które w razie potrzeby można łatwo odszukać.

Bez względu na to, czy jesteście rodzicami doświadczonymi, czy debiutującymi, zachęcam Was do przeczytania tej książki. Zapewniam Was, że sięgniecie do niej nie raz. To must have wśród fajnych poradników dla rodziców. I świetny pomysł na prezent dla matek-debiutantek😉.

„Naturalna odporność” dostępna np. tu: KLIK

A po przeczytaniu dajcie znać, jak Wam się podoba poradnik od Matki Aptekarki.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Złota siódemka na odporność – nasz zestaw na ten sezon

Chyba jesteśmy rekordzistami, bo w tym roku młodszy syn był w przedszkolu dokładnie 2 dni. Tyle wystarczyło żeby się przeziębić. Na szczęście układ odpornościowy wspomagany olejem z czarnuszki szybko zareagował i po 2 dniach po katarze nie było śladu.

Z lekkim przerażeniem weszliśmy w ten sezon szkolno-przedszkolny, bo pogoda od początku była niezbyt sprzyjająca. Postanowiłam odpalić działa wspomagające odporność znacznie szybciej niż zwykle.

Dziś razem z Olini.pl napiszę, jak w tym roku będziemy się wspomagać i co będziemy stosować. Mam kilka swoich pewniaków, które będą nas wspierać aż do wiosny.

Materiał sponsorowany przez rodzinną olejarnię Olini

W Olini w tym roku kilka naszych ulubionych produktów zyskało nowe, dziecięce etykiety i weszło w skład kolekcji KIDS! Znajdziecie w niej produkty z każdej kategorii, które wspólnie tworzą zdrową bazę – idealny zestaw naturalnych wspomagaczy diety Waszych dzieci. Na końcu pokażę Wam też fajny sposób na zachęcenie maluchów do przyjmowania tych wszystkich wyszukanych przez mamę specyfików.

Moja złota siódemka na odporność (nie tylko dla dzieci!):

1. Olej z czarnuszki

Stosujemy już od 3 lat i wiele razy wspominałam, że działa wspomagająco na odporność, a do tego skraca czas infekcji. Jest jak eliksir, który pomaga nam na wiele problemów ze zdrowiem

Na co działa jeszcze olej z czarnuszki?

  • wspiera przy astmie – regularnie stosowany zmniejsza katar sienny oraz łagodzi objawy kaszlowe. Szczególnie dobre efekty uzyskano w badaniach u małych astmatyków.
  • leczenie alergii – olej z czarnuszki ma również działanie przeciwalergiczne i przeciwzapalne. Stosuje się nią również w alergicznych nieżytach nosa i już po 14 dniach są widoczne efekty
  • leczenie AZS i łagodzenie objawów – olej stosowany bezpośrednio na skórę ma podobne działanie do maści sterydowych. Można go również stosować na poparzenia słoneczne. 
  • działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne – kuracja od 3 do 10 dni może zahamować działania patogenów, w tym Candida
  • ma działanie przeciwnowotworowe

Jego aktywny składnik to Tymochinon – Olini przebadało swój olej z czarnuszki na zawartość tego kluczowego składnika i otrzymał on rekomendacje Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Tu możecie poczytać o tym badaniu KLIK

Jak podawać olej z czarnuszki dzieciom?

Olej z czarnuszki polecany jest od roku. 

Dzieci powyżej 12 miesięcy – 1/4 łyżeczki dziennie, od 2 r.ż. 1/2 łyżeczki.

Dla dzieci do 3 r.ż dzienna dawka to 1/2 łyżeczki (2,5 ml) dziennie, a powyżej 3 r.ż to jedna łyżeczka (5 ml) dziennie.

Przez ten czas zdążyliśmy przerobić olej z czarnuszki na wiele różnych chorób.

A jak u nas smakuje najlepiej?

1 łyżeczka miodu akacjowego + 2 łyżeczki oleju i energicznie mieszam – i to jest dawka dla dwójki

Olej podaję na noc, po kolacji, a przed myciem zębów.

A jeszcze więcej inspiracji we wpisie Olej z czarnuszki

2. Zakwasik

Zamiast podawania probiotyków z apteki postawiłam na zakwas. Niektórzy nazywają go naturalną multiwitaminą, bo zawiera: żelazo, fosfor i magnez, witaminę C, witaminę A i kwas foliowy. Zakwasik z krokodylem to multikiszonka – oprócz buraka znajdziecie w niej jarmuż, pietruszkę i cytrynę, a wszystko to ma smak, który akceptują moje dzieci!

A za co odpowiada i w czym wspomaga układ odpornościowy?

  • ma dużą zawartość witaminy C
  • zawiera moc bakterii probiotycznych, które mają wpływ na mikrobom w jelitach
  • świetnie wpływa na trawienie i zaparcia
  • jest źródłem łatwo przyswajalnego żelaza

Podaję najczęściej w formie shota lub dodaję do soku owocowo-warzywnego

3. Olej dla dziecka

To, że dzieci lubią masło to jedno, ale potrzebne są też inne zdrowe tłuszcze w diecie. A kiedy pojawiają się warzywa, to zawsze skrapiam je olejem żeby witaminy A, D, E i K rozpuściły się w tłuszczach. Dzięki temu są lepiej przyswajane i działają wspierająco na odporność dla dzieci.

Olej dla dziecka to połączenie olejów rzepakowego i słonecznikowego. Ma delikatny, neutralny smak, który nie zmienia smaku posiłków, dlatego będzie idealny nawet dla najbardziej wybrednych maluchów.

Do czego używam oleju w diecie dzieci:

  • dodaję do koktajli i soków owocowo-warzywnych
  • skrapiam warzywa pokrojone w kawałki
  • dodaję do ostudzonej zupy, kasz i ryżu
  • lekko podgrzewam potrawy na oleju

4. Miód z dobrego źródła

Podaję dzieciom odkąd skończyły rok (wcześniej nie podajemy ze względu na ryzyko choroby zwanej Botulizmem dziecięcym). W zeszłym roku dzięki Olini odkryliśmy miody smakowe, które Julkowi bardzo posmakowały. W ramach kolekcji kids znajdziecie nowy, najbardziej owocowy z miodów smakowych Olini, czyli Miodek z malinami, truskawkami i jagodami kamczackimi. Zawiera aż 15% owoców.

Jak miód wspiera odporność:

  • jest źródłem witamin C, E i A, związków polifenolowych i enzymów
  • stosowany w czasie choroby ma właściwości jak naturalny antybiotyk: przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne
  • rozpuszczenie miodu w herbacie lub wodzie (maksymalna temp. 40 stopn) zwiększa jego lecznicze właściwości

Miody kremowane z Olini są idealnej konsystencji, nie krystalizują się, nie kleją i nie brudzą, a do tego pysznie smakuje.

Można używać go:

  • do owsianek i jaglanek
  • do smarowania placków, gofrów, naleśników, kanapek
  • osłodzenia ostudzonej herbaty
  • zamiast lukru do zdrowych wypieków

5. Sok z jagody kamczackiej

Nazywany przez niektórych eliksirem zdrowia. My też używamy soku z jagody kamczackiej od roku: w czasie infekcji i na co dzień. Jest to sok o intensywnym kolorze i smaku, dlatego wystarczy go niewiele. Sok z Olini jest wyciskany bezpośrednio z jagód i bez żadnych dodatków.

Właściwości jagody kamczackiej:

  • ma bardzo dużo witamin, głównie A i C (nawet 4 razy więcej niż pomarańcza)
  • ma dużą zawartość polifenoli, głównie antocyjanów
  • wykazuje działanie przeciwzapalne na poziomie komórkowym
  • wykazuje też działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne
  • można robić z niego płukanki do jamy ustnej przy chorobach dziąseł i anginie
  • wg indeksu ORAC (który pokazuje, jakie dany produkt ma zdolności antyoksydacyjne) ma wartość aż 13 400. Więcej niż jagoda goji i aronia

Do czego używamy?

  • aby podkręcić smak soków z wyciskarki wolnoobrotowej
  • do wypicia w formie shota
  • jako barwnik do owsianki, jaglanki, gofrów
  • do picia z wodą

tu cały wpis tylko na temat Sok z jagody kamczackiej

Z dziecięcą etykietą znajdziecie teraz nowość czyli syrop z jagody kamczackiej i maliny – jest trochę słodszy niż czysty sok z jagody, więc będzie fajną opcją dla dzieci, które wolą słodszy smak. To fajny dodatek do oleju z czarnuszki.

6. Witamina D3

Prawidłowy poziom witaminy D3 we krwi jest niezbędny do funkcjonowania układu odpornościowego. Podaję dzieciom witaminę w formie leku w kropelkach i raz na rok sprawdzam poziom.

7. Kwasy DHA

Niestety moim dzieciom nie może wejść w nawyk regularne jedzenie ryb, dlatego suplementujemy kwasy DHA (czyli omega-3) z oczyszczonych alg.

Jak kwasy DHA wpływają na odporność?

  • w badaniach naukowych udowodniono, że mają wpływ na układ oddechowy: „U dzieci w wieku 18 miesięcy do 36 miesięcy otrzymujących w suplementacji 130 mg DHA dziennie (badanie z randomizacją) stwierdzano mniej infekcji dróg oddechowych” ŹRÓDŁO
  • wydłużają sen, a kiedy organizm jest wypoczęty tym bardziej odporny na choroby ŹRÓDŁO – a tu cały artykuł na ten temat Podaję moim dzieciom suplement diety, dzięki któremu dłużej śpią.

Dlaczego omega-3 są ważne?

Najprościej tłumacząc – budują mózg. Jest to grupa fosfolipidów, która wpływa na komunikację komórkową w mózgu. Odpowiedni poziom omega-3 znacząco poprawia działanie synaps.

Jak widzicie mam w domu naturalną aptekę, która pomaga na odporność dla dzieci. Staram się aby dieta dzieci była urozmaicona, a gdzie tylko mogę przemycam moje multiwitaminy, eliksiry i mieszanki. Mam cichą nadzieję, że i w tym roku uda nam się przejść przez sezon chorobowy bez większych problemów.

My te produkty używamy już od dłuższego czasu, więc moje dzieci przyjmują je bez problemu, mamy też wypracowane swoje metody. Jeśli jednak dopiero startujecie ze zdrowymi nawykami i chcecie zachęcić do nich dzieci zerknijcie na planszę z naklejkami KLIK, którą Olini przygotowało tej jesieni. Zbieranie naklejek to strzał w 10 jeśli chodzi o motywowanie maluchów do regularności. My wykorzystamy tą formułę do innych, mniej lubianych przez moje dzieci aktywności.

Jeśli też uzupełniacie swoje półki w naturalne wspomagacze, to możecie skorzystać z kodu Nebule do Olini.pl – daje on 10% zniżki. Zamawiając tam mam pewność, że produkty są najlepszej jakości i przygotowane w taki sposób aby wspierały nasze zdrowie.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Domowy gabinet – pomysł na aranżację

Kiedy szukaliśmy domu to bardzo nam zależało aby na górze były 4 pokoje. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że pokój do pracy online będzie potrzebny właściwie u każdego. Pracuję zdalnie od wielu lat i wiem, że dobrze zaprojektowany gabinet naprawdę ułatwia pracę.

Tak też jest u nas – dziś pokażę Wam nasz nieduży, ale funkcjonalny kącik do pracy.

Jak wybrałam pomieszczenie na gabinet?

Wybór był dość prosty i dostosowany do godzin mojej działalności. Zależało mi żeby było w nim największe okno w domu, bo do pracy z aparatem potrzebuję jak najwięcej naturalnego światła. Pokój jest bardzo dobrze oświetlony i przyjemnie się w nim pracuje. Kiedy prowadzę rozmowy wideo jestem zwrócona twarzą do okna – tak aby moi rozmówcy widzieli mnie w naturalnym świetle.

Jaki wybrać kolor ścian?

W gabinecie najlepszym kolorem jest biały, bo rozświetla pomieszczenie i sprawia, że pomieszczenie jest większe. A dodatkowo jest dobrą bazą do dekoracji.

Zależało mi żeby farba była zmywalna i plamoodporna. Wybraliśmy farbę ceramiczną Magnat w kolorze Szlachetna biel z linii Magnat Ceramic Care.

Jeśli interesują was kolory w innych pokojach koniecznie zobaczcie też wpis Kolory ścian w naszym domu

Na ścianie mamy powieszone grafiki Styrylska na masę mocującą samoprzylepną żeby nie robić dziur w ścianie.

Za kanapą jest tapeta Esta Let’s play – fajnie komponuje się całym wnętrzem.

Meble do gabinetu

Z poprzedniego mieszkania przyjechało z nami biurko Minko SLIM. Ja mam wersję 50 cm szerokości i żałuje, że jednak nie wybrałam standardowego (60 cm). A samo biurko jest świetne i nadal wygląda jak nowe.

Przy biurku jest krzesło Fameg Stick z tapicerowanym siedziskiem KLIK – jest bardzo wygodne i dobrze mi się na nim pracuje.

Tuż obok biurka jest duży regał (wykonany wg mojego projektu przez naszego stolarza), którym mieści niezbędne sprzęty: drukarkę, aparat, obiektywy i dokumenty. Siedząc przy biurku mam właściwie wszystko w zasięgu ręki – jest to bardzo wygodne.

Oprócz otwartego regału mamy też zamkniętą szafę, która mieści rzadziej używane książki, kable i statywy. Również została wykonana przez stolarza.

Głównym elementem gabinetu jest musztardowa kanapa Olbia z Gala collezione (tkanina Mystic 514). Przyznam, że był to świetny zakup, bo jest bardzo wygodna. Jak przyjeżdżają do nas goście to często na niej śpią. Kanapa ma swój własny materac, który rozkłada się do spania w kilka sekund.

Na całej górze domu mamy położoną Deskę Barlinecką Jesion kolor Lemon Sorbet. Sprawdza się doskonale i nadal uważam, że był to świetny wybór. Podłoga się nie brudzi, a do tego jest twarda i wytrzymała. Często robię zdjęcia na podłodze, bo jest doskonałym tłem do fotografowania.

Co na podłodze?

Tak wygląda nasz gabinet do pracy w domu i chociaż czasami wolałabym mieć biuro poza domem, to przyjemnie mi się nim pracuje.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Serial – co nowego na jesień?

Powoli z ciepłą herbatką i kocykiem, tak się zaraz zacznie oglądać swój ulubiony serial, prawda? Tylko ten nieustający problem: co oglądać? Przed Wam lista inspiracji do oglądania

Serial – co oglądać tej jesieni:

plakat serial The Kominsky Method

IMDb 8.1

The Kominsky Method

tytuł oryginalny: The Kominsky Method
ilość sezonów: 3
długość odcinka: 25 min.

Jeśli czasem myślicie o starości, jako o przerażającym okresie życia, koniecznie sprawdźcie, jak zostać zabawnym tetrykiem z ogromnym apetytem na życie. Sam Kominsky jest nauczycielem aktorstwa, który wraz ze swoim przyjacielem drwi z przeciwności losu, a swoich uczniów uczy nie tylko tego, jak grać, ale także dzieli się z nimi swoim życiowym doświadczeniem. Głównie jednak na swój śmieszno-ponury sposób nie poddaje się przeciwnościom. Świetnie zagrane postacie i wspaniale nakreślone osobowości. Sztos.

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,0

Bull 

tytuł oryginalny: Bull
ilość sezonów: 5
długość odcinka: 43 min

O tym, jak wygląda amerykański system sądowy, zapewne dobrze wiecie. A jeśli nie, z pewnością słyszeliście o ławnikach, którzy są tu kluczowi. To właśnie ławnicy wydają wyroki. Bull jest właścicielem agencji, której zadaniem jest umiejętne wpływanie na decyzje tych ludzi. W jego drużynie jest były policjant, prawnik, specjalistka od neurolingwistyki i haker. Ekipa ta tworzy odpowiednie strategie, by ich klienci wygrywali nawet najbardziej skomplikowane procesy. Fascynujące!

Serial dostępny na Prime – a tu ZWIASTUN


IMDb 8,6

Dobre rady Johna Wilsona 

tytuł oryginalny: How to with John Wilson
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 27 min.

Mieszkanie w Nowym Jorku wydaje się z naszej perspektywy życiem w centrum świata. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda ono naprawdę, ten serial jest dla Was. Kim są ludzie mieszkający w NY? Na podstawie życia kolorowych bohaterów serialu, można wyciągnąć wiele przemyśleń, dotyczących współczesności. To komedia z refleksją w tle.

Serial dostępny na Prime – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,4

Rodzice

tytuł oryginalny: Breeders
ilość sezonów: 2
długość odcinka: 25 min.

Wśród ugłaskanego i polukrowanego rodzicielstwa, jakim jesteśmy karmieni, przejrzyjmy się jak w lustrze w tym serialu. Oto jak wygląda rodzicielstwo. Czasem słodko, czasem strasznie. Nasze emocje są wystawiane na próbę wytrzymałości, ale gdy patrzymy na to z boku, z perspektywy widza, to chce się śmiać. Piątkeczka wszyscy rodzice! Dobrze wiedzieć, że wszyscy mamy to samo! Ten serial to komedia, ale czasem jest to śmiech przez łzy.

Serial dostępny na HBO GO – ZWIASTUN


IMDb 8,5

Mare z Easttown

tytuł oryginalny: Mare of Easttown    
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 58 min.

Nagle po wielu latach Kate Winslet pojawia się w serialu! To musi być zatem coś wyjątkowego. I rzeczywiście tak jest. I choć to klasyka, wiecie, małe miasteczko, zbrodnia, demony przeszłości to klimat serialu i gra Kate Winslet zdecydowanie sprawiają, że chce się oglądać i zagłębić w losy tej mieściny, gdzie każdy z każdym jest w jakiś sposób połączony więzami przyjaźni, rodziny, znajomości. Tu każdy szczegół ma znaczenie, a obciążenie emocjonalne bohaterki jest tym większe, że sama jest częścią tej społeczności.

Serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,5

Ginny i Georgia

tytuł oryginalny: Ginny & Georgia
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 54 min.

Ginny to piętnastolatka, córka młodej matki Georgie. Dziewczyny latami przenoszą się z miejsca na miejsce, uciekając przed problemami. Teraz jednak stawiają im czoło. Klimat serialu nieco zbliżony do „Kochanych kłopotów” („Gilmore Girls”). Wiecie, matka, która młodo urodziła dziecko i ma w sobie mnóstwo młodzieńczej energii życiowej i nieco zbyt poważna nastolatka. Jest zabawnie i wciągająco. Przed czym uciekają i jakim problemom muszą w końcu stawić czoła?

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,4

Firefly Lane

tytuł oryginalny: Firefly Lane
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 50 min.

Parafrazując klasyka, o tym serialu można powiedzieć: „Przyjaźń to nie pluszowy miś, ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty. Ani przyjaźń, gdy jedno płacze, a drugie po nim skacze”. Dwie przyjaciółki z lat młodości trwają w swojej nie zawsze łatwej relacji, na której cieniem kładzie się zdrada. Nie jest łatwo. Jest życiowo.

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,5

Halston

tytuł oryginalny: Halston
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 48 min.

Historia amerykańskiego projektanta mody, który miał duży wpływ na jej kształtowanie się w drugiej połowie XX wieku. W czasie dzieci kwiatów, używek i hedonizmu. Zbudował markę Halston, jednak wskutek nieprzemyślanych interesów stracił nad nią kontrolę. Fortuna kołem się toczy. To miniserial, który zyskuje na autentyczności dzięki Ewanowi McGregorowi.

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 8,3

Gdzie jest mój agent?

tytuł oryginalny: Dix pour cent
ilość sezonów: 4
długość odcinka: 52 min.

Rozhisteryzowani aktorzy i ich agenci będący ostojami spokoju i rozsądku. Przypominają mi czasem dzieci i rodziców. A ci, jak wiadomo mają swoje granice wytrzymałości😊. Agenci także. Dużo tu dobrego humoru. Przyjemnie patrzy się na życie gwiazd od podszewk. Oto życie ogarniaczy rzeczywistości w wersji gwiazdorskiej.  Perypetie jakich doświadczają z Moniką Bellucci, Sigourney Weaver, Juliette Binoche czy Jeanem Reno – przyprawiają o palpitacje. Gwarantowana rozrywka Prima Sort.

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,9

Witamy na odludziu

tytuł oryginalny: Welcome to Utmark
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 44 min.

To czarna komedia o ludziach północy, żyjących wśród pięknej, a jednocześnie niebezpiecznej przyrody. Alaska podciągnięta duchem „Fargo” to klimat tego serialu. Jego niewątpliwą zaletą są świetnie zarysowane postacie oraz zdjęcia pięknej przyrody. A fabuła opiera się na relacjach pomiędzy ludźmi tej wyjątkowej krainy.

serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,6

13 powodów

tytuł oryginalny: Thirteen Reasons Why
ilość sezonów: 4
długość odcinka: 54 min

Ten serial, choć wydaje mi się przeznaczony dla nastolatków, warto by zobaczyli wszyscy rodzice i przypomnieli sobie, jak okrutnie może być w szkole. Hannah popełniła samobójstwo, zostawiając nagrania, na których wyjaśnia powody swojej decyzji. Niewątpliwie dają one do myślenia nie tylko osobom je odsłuchującym, ale także nam. Dorosłym ten serial uświadamia, jak ważna jest bliska relacja z dziećmi, nawet tymi, które już są niemal dorosłe i jak wielki wpływ na nie mają rówieśnicy. Refleksyjnie i trochę strasznie.

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 8,2

Grace i Frankie

tytuł oryginalny: Grace and Frankie
ilość sezonów: 7
długość odcinka: 28 min.

Genialna komedia o dwóch seniorkach, które udowadniają, że życie zaczyna się po 70, albo w ogóle wtedy, kiedy chcemy. A wszystko za sprawą ich mężów, którzy właśnie w tym wieku postanowili zrobić swój comming out, ujawniając swój romans. Grace i Frankie zaczynają więc nowe życie, choć różni je niemal wszystko. Dużo dobrego, mądrego humoru i dystansu do rzeczywistości.

Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,7

Biały Lotos

tytuł oryginalny: The White Lotus
ilość sezonów: 1
długość odcinka: 1 h

To doskonały serial na jesienne wieczory – co może nas ogrzać lepiej niż piękne hawajskie plaże. Choć ma trochę konwencję satyry – to pierwszoplanowy wątek kryminalny trzyma nas przy ekranie już od pierwszej sceny. Ledwo daliśmy radę czekać cały tydzień na kolejne odcinki (teraz już możecie obejrzeć ciągiem). Cudny klimat i muzyka. Manager hotelu przypominał mi Johna Cleesa w Hotelu Zacisze, a inna doskonała kobieca postać nie dawała mi spokoju, póki jej nie zidentyfikowaliśmy – mama Stiflera:)

serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN


IMDb 8,7

Ted Lasso

tytuł oryginalny: Ted Lasso
ilość sezonów: 2
długość odcinka: ok. 30 min

Zabawny, super rozrywka. Perypetie Amerykanina w Anglii to znany od dawna przepis na pierwszorzędną komedię. Myślałem, że będzie lekki, łatwy i przyjemny tymczasem przerósł nasze oczekiwania ciekawą refleksją i bardzo pozytywnie zaskoczył! Ocena IMDb się potwierdziła. Właśnie odpalamy jeszcze cieplutki sezon 2

Serial dostępny na Apple TV – a tu ZWIASTUN


IMDb 8,7

Współczesna dziewczyna

tytuł oryginalny: Fleabag
ilość sezonów: 2
długość odcinka: ok. 25 min

Po prostu muszę go wam plecić! Pierwszorzędna rozrywka to naprawdę mało powiedziane. Brawurowy scenariusz. Brytyjski humor. Perypetie bohaterki przyprawiają o paroksyzmy śmiechu, przeplatane gorzką refleksją. Nie będę się rozpisywała jak twórcy wspaniale łamią konwencję. To po prostu trzeba samemu zobaczyć!

Serial dostępny na Prime Video – a tu ZWIASTUN


IMDb 7,1

Kierunek noc

tytuł oryginalny: Into the Night
ilość sezonów: 2
długość odcinka: ok. 37 min

Jeśli tylko podobał się wam pierwszy sezon – to od 9 września można zobaczyć ciąg dalszy przygód. No i Borysa Szyca:)

1 sezon – idealny na binge-watching. Bardzo ciężko się oderwać. Do tego może być nam bliski bo jest taki paneuropejski (mieszanka języków) a do tego pomysł na tę wciągającą fabułę dał serialowi Jacek Dukaj.

Serial dostępny na Netflix – ZWIASTUN


IMDb 8,0

Ramy

tytuł oryginalny: Ramy
ilość sezonów: 2
długość odcinka: ok. 26 min

Absolutny sztos. Krótkie odcinki sprawiły że bawił nas tylko kilka dni. 2 sezony przeleciały stanowczo za szybko! Ramy to pierwsze pokolenie – urodzony w USA, dziecko egipskich imigrantów. Dystans i lustro ironii z jaką twórcy podchodzą nawet takich tabu o jakich istnieniu nawet nam się nie śniło – sprawia, że to naprawdę pierwszoligowa rozrywka. Do tego ta nutka abstrakcji w wymyślaniu fabuły. Absolutny must-see.

Serial dostępny na HBO GO – ZWIASTUN

Po więcej inspiracji zapraszam do wpisów Najlepsze seriale na Netflixie albo Najlepsze seriale HBO GO

Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100

Dla całej rodziny natomiast filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne a tu macie Filmy dla dzieci

Co oglądacie obecnie? Podzielcie się swoimi inspiracjami na najlepsze seriale na jesień!


SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Lunchbox dla dzieci – test 5 pudełek śniadaniowych

Lunchbox dla dzieci to jeden z punktów wyprawki do szkoły, który może sprawiać rodzicom kłopot. Na rynku dostępnych jest mnóstwo modeli, a im większy wybór tym trudniej podjąć decyzję. Dziś pokażę Wam 5 pudełek dla dzieci, na które warto zwrócić uwagę.

A tu łapcie najnowszy wpis- Najlepsze lunchboxy i bidony dla dzieci – TOP 5 propozycji

Jak wybrać najlepszy lunchbox dla dzieci?

Najlepiej jest określić nasze potrzeby przez zadawanie pytań sobie i dziecku

  • Co najczęściej do jedzenia nosi dziecko do szkoły? Czy ciepłe posiłki, czy kanapki, czy owoce?
  • Jak duży ma być? W zależności czy dziecko je posiłki w szkole, jak długo w niej przebywa? Najlepiej wybrać taki lunchbox, który mieści wszystko
  • Zwracajcie uwagę czy lunchbox dla dziecka ma oznaczenie bez BPA (plastikowe pudełka z dyskontów często nie mają tej naklejki, a jest to ważne)
  • Waga – są duże i ciężkie lunchboxy, które nie są poręczne

Dziś pokażę Wam modele, które testujemy i mam nadzieję, że pomogą Wam wybrać najlepszy lunch box dla dziecka

1. Lunchbox B.box

Dostępny w najlepszej cenie TUTAJ

(jeżeli zdecydujecie się go zamówić to zwróćcie uwagę czy nie zamawiacie MINI, który jest tańszy i mniejszy, a wygląda z zewnątrz identycznie)

  • Cena: od 72 zł
  • Wielkość: 23,5 x 21,5 x 6,5 cm
  • Waga: 445 g
  • Pojemność: 2 L
  • NIE zawiera BPS, PVC, BPA i ftalanów
  • Dodatkowe atuty: po ponad roku używania wygląda bardzo dobrze (był myty w zmywarce), ma wystarczającą ilość przegródek i pomaga rodzicom komponować różnorodne posiłki (aż się chce włożyć coś do każdej z przegródek), ma wkład chłodzący, który jest przydatny przy wysokich temperaturach, mieszczą się w nim bez problemu wysokie muffinka lub całe jabłka, ma uszczelki i nie przecieka
  • Minusy: jest duży

2. Lunchbox B.box MINI

Dostępny w najlepszej cenie TUTAJ

  • Cena: od 60 zł
  • Wielkość: 6,7 x 17 x 18,5 cm
  • Pojemność: 1 L
  • Waga: 323 g
  • NIE zawiera BPS, PVC, BPA i ftalanów
  • Dodatkowe atuty: jest mniejszy i lżejszy – jeżeli dobrze zaplanujecie posiłek, to może Wam wystarczyć, ma uszczelki i nie przecieka, zajmuje mało miejsca w plecaku. Idealny dla małych dzieci.
  • Minusy: jeżeli dziecko nie ma posiłków w szkole to może być za mały

3. Pojemnik na przekąski B.box

Dostępny w najlepszej cenie TUTAJ

  • Cena: od 41 zł
  • Wielkość:5,7 x 16,5 x 11 cm
  • Waga: 163 g
  • NIE zawiera BPS, PVC, BPA i ftalanów
  • Dodatkowe atuty: jest najmniejszy z rodziny bboxów i wg mnie super już dla niemowląt. W letnie dni służy mi jako pudełko na owoce i orzechy, kiedy idę z dziećmi na spacer lub krótką wycieczkę. Mieści się w małych plecaczkach i torebkach
  • Minusy: nie widzę

4. Lunchbox dla dzieci Sistema Snack Attack

Dostępny w najlepszej cenie TUTAJ

  • Cena: od 26 zł
  • Wielkość: 158 x 197 x 60 mm
  • Pojemność: 975 ml
  • Waga: 173
  • Nie zawiera BPA
  • Dodatkowe atuty: bardzo dobra jakość w stosunku do ceny, można myć w zmywarce i podgrzewać w mikrofali, jest lekki
  • Minusy: mało przegródek (trzeba użyć np. silikonowych foremek do owoców i warzyw), pokrywka jest zdejmowana całkowicie (dla mnie to minus bo często mi się gubią)

5. Lunchbox Yumbox Panino

Dostępny w najlepszej cenie TUTAJ

  • Cena: od 140 zł
  • Wielkość:  220 x150x50 mm
  • Waga: 486 g
  • Pojemność: 0,72 L ( mała pojemność w stosunku do rozmiaru i wagi)
  • Nie zawiera BPA, BPS i ftalanów
  • Dodatkowe atuty: design, wyjmowana tacka, możliwość dokupienia elementy na wymianę
  • Minusy: jest dość niski i nie mieści nawet 3 wafli ryżowych, jest ciężki, uszczelka nie jest wyjmowana i mam wrażenie, że będzie się ciężko myć, jest dość drogi

Tak wyglądały nasze testy – napiszę szczerze, że po lunchboxie Yumbox spodziewałam się trochę więcej. Wymiary, co prawda mogłam sprawdzić, ale to, że nie da się wyjąć uszczelki do mycia jest dla mnie dużym minusem. Podsumowując najlepszą opcją w super cenie jest Sistema, a drugim wyborem duży B.box.

A tu łapcie przegląd Plecak do pierwszej klasy A tu macie świeżutki wpis Plecaki szkolne tutaj Kapcie do szkoły

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kącik szkolny – jak urządzić?

U nas końcówka sierpnia to zawsze czas przygotowań do szkoły i przedszkola. Lubię mieć wszystko gotowe kiedy wracam z ostatniego wyjazdu wakacyjnego.

Post sponsorowany przez JOTEX

W tym roku oprócz szykowania przyborów szkolnych postanowiłyśmy również wprowadzić niewielkie zmiany przy biurku. Raczej jest pewne, że lekcje będą odbywać się również tutaj. Jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że biurko dziecka w klasie 1-3 będę przystosowywać pod komputer.

Dziś chciałabym Wam pokazać, jakie nieduże zmiany wprowadziliśmy żeby praca przy biurku była przyjemniejsza.

Więcej miejsca na biurku

Nie wiem jak u Was, ale u mnie na biurku zawsze jest masa rzeczy. Czasem zupełnie niepotrzebnych, czasem przypadkowych, a tych, które faktycznie powinny tam być jest tylko ułamek. Przez to sprzątnięcie biurka zajmuje dużo czasu, a przez to nie mam na to chęci.

Kiedy wybierałam biurko, to zależało mi na kilku schowkach, szufladach tak żeby mieć wszystko pod ręką ale schowane. Dzięki temu łatwiej jest zachować porządek i odkładać rzeczy.

W tym biurku są głębokie szuflady i nadstawka, która jest bardzo przydatna.

BIURKO LILI jest z polskiej marki Minko – ma już 3 lata, a jest w doskonałym stanie.

A krzesło NOMI – KLIK

Przymocowaliśmy nową półkę na książki i zeszyty – po to żeby na biurku było miejsce na laptopa i książki. Wszystkie nieużywane w danym momencie są wyżej i dzięki temu nie przeszkadzają.

  • Półka MONTHEY KLIK

Oświetlenie przy biurku

Na górze mamy kinkiet, ale potrzebne było jeszcze dodatkowe źródło światła, które może przesuwać i regulować. Taka fajna lampka daje sporo światła, a do tego można powiesić na niej słuchawki lub zapiąć klipsy do papieru.

  • Lampa CASCAIS KLIK
  • Klipsy do papieru, które mogą służyć jako wieszaki na prace CLIPPY KLIK

Upewnij się też Czy twoje dziecko siedzi prawidłowo przy biurku

Pojemniki na przybory szkolne

Większość przyborów jest w szufladach, a te najpotrzebniejsze umieściłam w niedużych pojemnikach. Są zawsze pod ręka i dzięki temu, że są nieduże to łatwo wszystko ich znaleźć.

  • Pojemniki żyrafy z żywicy CALLIE KLIK

A fajnym dodatkiem jest też pojemnik w kształcie kangura, u nas wykorzystany na plastelinę, a w przyszłości będzie pasował na telefon

  • Figurka w kształcie kangura ROO KLIK

Drobne rzeczy pochowaliśmy w kartonowych pudełkach – dzięki temu są pod ręką, a nie zajmują miejsca na biurku.

  • Komplet 3 pudełek DIZZY KLIK

Przy biurku są też kosze: 1 na papier kolorowy, a drugi na śmieci

  • Kosze metalowe AXÅN KLIK

Po drugiej stronie biurka są dwa kosze – są głównie po to żeby zachować wizualny porządek. Można tam trzymać plecaki, artykuły papiernicze, kable i ładowarki.

  • Kosz z juty i bawełny pomponami POMPOM KLIK

Strefa do czytania

Pod oknem jest też pufka, która przydaje się przy czytaniu książek lub słuchaniu muzyki

Tak wygląda kącik naszej córki – jest wesoły i funkcjonalny, mam nadzieję, że będzie dobrze jej służył.

Tu macie Kapcie do szkoły a tu Plecaki szkolne

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dzieci go kochają, a rodzice nie rozumieją fenomenu – Pop it

Ot, zwykły kawałek silikonu dostępny na każdym straganie od Bałtyku aż po Tatry. To dlaczego jest na nie taki szał? W dzisiejszym wpisie znajdziecie odpowiedź na to pytanie i moją opinię na temat Pop it.

Pop it – co to jest i skąd się wziął?

Pamiętacie Fidget spinner, który opisywałam Wam 3 lata temu? Nie byliśmy tego świadomi, ale zapoczątkował trend na tzw. fidget toys. 

Fidget toys są to ciche zabawki sensoryczne, które pomagają w samoregulacji. Przyszły do nas z USA, gdzie są powszechnie używane przez terapeutów i nauczycieli. Dla kogo są dedykowane? Dla dzieci, które mają trudności ze skupieniem się na lekcji. 

Czyli dla dzieci, które ciągle się kręcą, odwracają, rozmawiają. Są także pomocne dla dzieci z ADHD. 

I tak, dobrze czytacie – Pop it można używać na lekcjach, bo pomagają w koncentracji. Oczywiście każda szkoła ma swoje zasady dotyczące używania fidget toys. 

Mało tego, odchodzi się od nazwy „toys”, a zaczyna się stosować „tool”, czyli narzędzie. Jak się okazuje może on być doskonałym narzędziem do nauki, ale to pokażę Wam później.

Czy w takim razie Pop it fidget toy ze straganu jest zabawką godną uwagi? Uważam, że tak i to bardzo!

Choć są dostępne na każdym straganie – jeśli akurat ich nie widziałaś to parę przykładów TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ

Jakie funkcje może mieć ta zabawka?

  • pomaga się skoncentrować i wydłużać czas koncentracji
  • wpływa na samoregulację (uspokaja)
  • pomaga aktywnie słuchać
  • rozwija koordynację ręka – oko
  • stymuluje dotyk
  • wykorzystywany przez edukatorów/pedagogów/terapeutów może mieć doskonały wpływ na naukę i przebieg terapii
  • zastępuje tablet/telefon
  • może być pomocny przy oduczania nawyku obgryzania paznokci

Na straganach jest pełno zabawek, które szybko się psują i są kolejnym śmieciem, a w tym roku są też Pop it. I jak macie już coś dziecku kupić to niech to będzie to. 

Poniżej Wam udowodnię, że można go wykorzystywać na wiele sposobów.

Jeżeli nigdy jeszcze nie pykaliście silikonowych bąbelków, to możecie nie rozumieć ich fenomenu. Ale jak tylko dotknięcie ich pierwszy raz, to gwarantuję, że i Wam się spodoba.

W 100% rozumiem dzieci, które opanował szał na Pop it!

Pstrykanie folią bąbelkową to tylko namiastka tego, co daje ta zabawka. 

Pop itjakie ma walory edukacyjne?

Po wakacjach moda na Pop it fidget toy będzie kwitła i chciałbym aby nauczyciele też przyjrzeli się tej zabawce. Dzięki temu zyskają uwagę dzieci, a kiedy jest motywacja wewnętrzna i zainteresowanie dzieci to nauka idzie w mig. 

Pamiętajcie, że jest to silikon i w domu możecie wykorzystywać go na różne sposoby.

1. Foremka (umyjcie dokładnie przed użyciem)

  • możecie razem z dziećmi zrobić czekoladowe Pop it
  • możecie wlać tam wodę i zamrozić
  • możecie zrobić razem galaretkę
  • możecie użyć do robienia ciasteczek

Czekolada z M&Ms w Pop it (można użyć też orzechów laskowych)

Wystarczy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej i wlać do Pop it, zostawić do wystygnięcia

2. Foremka:

  • do robienia mydełek
  • do robienia świeczek 
  • do odbijania ciastoliny
  • do odbijania masy solnej
  • do zabawy ze slime
Mydełka we wzór Pop it

3. Motoryka mała

Tutaj możecie wykorzystać go do wzmacniania mięśni rąk i koordynacji ręka-oko

Co jest potrzebne: 

  • małe elementy: pomponiki filcowe, fasola, kamyczki
  • szczypce lub mała łyżeczka

Pokazujemy dziecku jak ma przenosić małe elementy

Kolejną świetną zabawą jest przenoszenie kropelek wody pipetą lub małą strzykawką – gwarantuje, że ta zabawa zajmie dzieci na długo

pop it

4. Nauka z Pop it

Silikonowe bąbelki możecie wykorzystać do nauki:

  • kolorów (również kolory po angielsku)
  • liter (na zewnętrznej stronie wypiszcie litery)
  • powtarzania głosek na terapii logopedycznej
  • liczenia (wciskanie określonej liczby bąbelków)
  • tabliczka mnożenia (przy kwadratowej formie)
dzieci bawią się z pop itami

Możliwości jest masa i dlatego uważam, że Pop it to świetna zabawka, która daje mnóstwo możliwości. 

Jeżeli pracujecie z dziećmi to też kupcie tą zabawkę, gwarantuje, że na terapii lub lekcji od razu zyskacie uwagę dziecka.

A jeżeli się znudzi?

Możecie używać jej w domu np. jako mydelniczka lub zabawka do kąpieli. 

Jeżeli spodobał Wam się ten post udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Najlepsze gry na lato – inspiracje dla dzieci i dorosłych – 10 TOP propozycji

Gry to latem ogromna frajda w czasie długich, ciepłych wieczorów. Przed Wami lista inspiracji na to, w co grać z dziećmi, ale także propozycje gier dla dorosłych.

W co grać? – gry do grania z dziećmi:

Lato z komarami - w co grać z dziećmi

Lato z komaramiEgmont

Dzieci są zachwycone pozbywaniem się komarów. To szybka (jak to z komarami) gra karciana o bardzo prostych zasadach, w którą mogą grać dzieci same, w oczekiwaniu na wakacyjną kolację czy zakończenie makijażu mamy😉. Wystarczy wykładać ze swojej puli kart na wspólny stos, kartę o jeden wyższą, niższą lub tej samej wartości. Chodzi o to, by pozbyć się wszystkich kart-komarów jak najszybciej. Prosto, szybko i zabawnie.

Gra dostępna TUTAJ


Kajko i kokosz: Szkoła latania

Kajko i kokosz: Szkoła lataniaEgmont

Oto gra dla miłośników legendarnego komiksu pod tym samym tytułem. To kolejna karcianka, która musiała znaleźć się w zestawieniu. Gdy karciane są idealne na wakacje, bo można je zabrać ze sobą wszędzie – zajmują mało miejsca. Ta gra jest tak zaprojektowana, by kształtować kompetencje matematyczne dzieci, oczywiście w formie zabawy. To proste dodawanie i zabawa liczbami. Gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej 7 roku życia, ale jeśli młodsze potrafią liczyć, także będą się przy niej świetnie bawić.

Gra dostępna TUTAJ


Kto to zrobił? - w co grać z dziećmi

Kto to zrobił? – Rebel

Wakacyjna gra karciana, którą dzieci pokochają, bo chodzi w niej o… kupę. No tak, niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu 😉. Jednak bez względu na to, co my, dorośli, o tym sądzimy, kupa jest najśmieszniejszą rzeczą świata dla dzieci w wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym. A tu chodzi o to, by zrzucić winę za jej obecność na innych graczy. Widzicie już dobrze bawiące się przy tym dzieci? W tej grze kształtuje się przede wszystkim refleks.

Gra dostępna TUTAJ


Paszczaki

Paszczaki – Nasza Księgarnia

Urocze potworki – Paszczaki są bohaterami tej gry. Kto zbierze komplet Paszczaków? To gra karciana rozwijająca umiejętności strategiczne, poprzez odpowiednie układanie kart i zdobywanie potworków. Przyda się tu także dobra pamięć i kojarzenie, by zdobywać właściwe potworki. Zwycięża posiadacz największej ilości Paszczaków.

Gra dostępna TUTAJ


Serpentyna. Kolorowe węże - w co grać z dziećmi

Serpentyna. Kolorowe wężeG3

Gra karciana (a jakże!) przeznaczona także dla młodszych dzieci powyżej 3. roku życia. Tu nie ma liczenia, ale jest zabawa kolorami. Chodzi o to, by ułożyć jak najdłuższego, kolorowego węża. Jest to gra losowa, więc także maluchy mogą wygrywać ze starszakami, które tym razem nie będą miały przewagi związanej z większymi umiejętnościami.

Gra dostępna TUTAJ


Avocado smash

Avocado smash – Wild and Wolf

Zgniatamy awokado! Gra karciana, ukryta w plastikowym awokado. Jej zasady są banalnie proste i skupiają się na spostrzegawczości i refleksie. Każdy gracz kolejno wykłada karty i gdy kolejne numery kart się powtórzą, trzeba szybko zgnieść awokado, a więc przykryć karty ręką. Ten, kto zrobi to jako ostatni, zabiera wszystkie karty. Proste, zabawne i pełne emocji. Tu trzeba być czujnym.

Gra dostępna TUTAJ


Śpiące królewny

Śpiące królewny – Rebel

Jeśli myślicie, że to gra dla dziewczynek, bardzo się mylicie. Są tu królewny, smoki, rycerze, eliksiry – cały magiczny bajkowy świat, zamknięty w kartach. Z pewnością zabawne są dla dzieci nazwy królewien i książąt. Gra ta rozwija spostrzegawczość oraz pamięć. Niewątpliwą jej zaletą są stosunkowo proste zasady oraz pięknie ilustrowane karty, które dzieci uwielbiają.

Gra dostępna TUTAJ


wirus gra - w co grać z dziećmi

Wirus – Muduko

Dzięki tej grze dzieci dowiedzą się, że szczepionka chroni przed chorobą, leki leczą, a wirusy są niebezpieczne dla organów. To pomysłowa gra karciana, której celem jest zdobycie czterech zdrowych organów. Niestety przeciwnicy mogą je zarażać, by zmniejszyć szanse wygrania. Przed zarażeniem chronią szczepionki, a już zarażone organy są leczone przez leki. To gra dla dzieci, które już się nie denerwują, gdy ktoś im szkodzi w grze (zarażając organy) lub uczą się tego. Proponuję od razu wyjaśnić dzieciom, że to nie złośliwość, a zasady gry, by uniknąć kłótni w początkowych rozgrywkach😊.

Gra dostępna TUTAJ

kupcie też od razu 2 część TUTAJ


W co grać – gry dla dorosłych i starszych dzieci:

Faza 10 – Mattel

To popularna karcianka liczbowa, w którą mogą grać także starsze dzieci. Oparta jest na znanym remiku. Opiera się na 10 fazach, które trzeba przejść. Wygrywa ta z osób, która przejdzie je jako pierwsza. Każda runda gry to próba ukończenia jednej z faz. Szczegóły gry zawarte są oczywiście w instrukcji. Choć może się wydawać skomplikowana, wystarczy zagrać kilka razy, by poznać wszystkie jej tajniki – jak to w grach karcianych bywa😊.

Gra dostępna TUTAJ


6 bierze – G3

Przyznam, że zaintrygowała mnie nazwa tej gry. Szósta bierze? O co chodzi? Jest do wyboru kilka wariantów zaawansowania tej gry, jednak zawsze chodzi o to, że osoba, która wyłoży szóstą kartę w rzędzie, zabiera pozostałe pięć. Oczywiście wygrywa ten, kto ma najmniejszą, ze względu na wartość, ilość kart.

Gra dostępna TUTAJ


Więcej inspiracji dla młodszych macie tu – Najlepsze gry planszowe dla dzieci

A tu macie link Gra planszowa dla dzieci do 50 zł

a tu macie TOP 20 – gry planszowe dla dorosłych

Oto moje karciane propozycje na wakacje. A jakie są Wasze ulubione gry w czasie letnich wieczorów i wyjazdów?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego dzieci więcej marudzą na wakacjach?

Czekacie na urlop z wytęsknieniem, pakujecie rzeczy i cieszycie się na wspólny wyjazd z dziećmi. A tymczasem na miejscu albo już w trasie okazuje się, że entuzjazm dzieci przeplata się z marudzeniem.

To prawda, że dzieci więcej marudzą na wakacjach, a ja dziś napiszę Wam dlaczego.

Podzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniami – a dzięki nim łatwiej będzie Wam zrozumieć zachowania dzieci.

Oczywiście są takie osobniki, które na wakacjach czują się świetnie i od rana mają dobre humory. Ale ja takich nie znam.

Dlaczego dzieci na wakacjach marudzą bardziej?

1. Zmiana rutyny

Kiedy nie miałam dzieci, to nie spodziewałam się, że zamiana kolacji z kąpielą może spowodować taką histerię. Na wakacjach częściej niż w domu omijamy różne czynności, które budują rutynę. Co to powoduje? Dzieci, które w domu wiedziały, że po kolacji jest zawsze kąpiel mogą czuć się zaniepokojone i nie będą umiały powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi. Mogą płakać, marudzić albo zrobić aferę z powodu nie takiej pasty do zębów.

  • TIP: Jeżeli w domu stosujecie rutynę i ona ułatwia Wam trudne wieczory, to też stosujcie ją na wakacjach. Nie musicie patrzeć na zegarek, bo przecież dzieci nie wiedzą, która jest godzina. Wystarczy tylko stosować taką samą kolejność jak w domu. Dzięki temu dzieci wiedzą, jakie czynności po sobie następują i to buduje ich poczucie bezpieczeństwa. To normalne, że na wyjeździe robicie co innego niż w domu, ale pozostawcie stałe elementy w takiej samej kolejności. Dzięki temu dzieci poczują się lepiej.

2. Przestymulowanie

Na wakacjach łatwo jest o za dużą ilość bodźców. Wystarczy wycieczka rowerowa, która pobudza układ przedsionkowy, do tego głośniejsza muzyka i światła, a dzieci mogą poczuć, że to dla nich za dużo. My umiemy powiedzieć, że taka ilość bodźców nas męczy i mamy ochotę uciekać, a dziecko tego nie wie. Czasami jedna atrakcja jest tą, która przeładowuje i później ciężko jest wrócić do stanu przed.

  • TIP: Jeżeli widzicie, że dzieci są rozdrażnione, płaczą to zabierzcie je do pokoju na wyciszenie. Naprawdę nie musicie korzystać z tych wszystkich dostępnych atrakcji. A jeżeli dzieciom bardzo na nich zależy to najlepiej skorzystać z nich rano, kiedy układ nerwowy jest wypoczęty i lepiej sobie poradzi z przetwarzaniem.

3. Za dużo cukru

Czy na wakacjach dzieci jedzą więcej cukru? Moje tak! I naprawdę jest mi trudniej to kontrolować niż w domu. I chociaż nadal nie ma wyników badań naukowych, że sam cukier pobudza. To jednak jest wiele doniesień, że uzależnia i kiedy dzieci widzą słodycze to bardzo chcą je zjeść. Czasem żeby to uzyskać płaczą i marudzą. Natomiast kiedy cukier spada we krwi (około 3 h po spożyciu) to dzieci (dorośli również) mogą czuć się rozdrażnione, ospałe – trzeba o tym wiedzieć.

  • TIP: Ja nie umiem nie dawać zupełnie cukru na wakacjach, więc luzuję w tym temacie i się nie przejmuję. Staram się jednak aby słodycz (lody) były bezpośrednio po posiłku – wtedy poziom cukru nie idzie tak mocno do góry.

4. Za dużo bajek

Bajka z rana, bajka po południu, bajka wieczorem – często na wakacjach odpuszczamy, bo też chcemy mieć trochę czasu dla siebie i to jest ok. Ale jeżeli widzicie, że bajki z rana kompletnie rozregulowują zachowanie dziecka to warto je pominąć. Ja też często na wyjazdach włączam rano bajki, bo chcę dłużej pospać. Niestety później widzę większe rozdrażnienie przez cały dzień.

  • TIP: Możecie spróbować audiobooków, które trochę mniej angażują zmysły albo włączać bardzo spokojne bajki.

5. Jesteśmy zestresowani, a dzieci odczuwają nasze emocje

Wakacje i podróże nie wszystkim kojarzą się z totalnym relaksem. Kiedy my odczuwamy niepokój, złość, rozczarowanie to dzieci doskonale to czują. To normalne zjawisko.

  • TIP: zamiast tłumić te emocje, powiedzcie jasno, co Was stresuje, denerwuje. Takie wypowiedzenie na głos często sprawia, że jest nam lepiej. A dodatkowo nasi bliscy będą wiedzieli o co chodzi.

6. Mamy zbyt duże wymagania wobec dzieci

Bardzo ważne jest to, co tutaj napiszę. Pamiętajcie proszę, że 3-latek na wakacjach to wciąż 3-latek. Nie będzie siedział w restauracji bezczynnie i czekał na swój obiad.

  • TIP: Najlepiej nie miejcie żadnych oczekiwań – możecie się wtedy miło zaskoczyć. Przed wyjazdem kupcie jakieś drobiazgi dla dzieci (naklejki, małe książeczki, pisaki i notes) i wrzućcie do plecaka lub torby. Naprawdę przydają się w najmniej spodziewanych momentach.

7. Przebywanie ze sobą 24h na dobę

Super jest to, że w czasie wakacji możemy ze sobą spędzić tyle czasu. Ale kurczę, to nie wszystkim służy. Kiedy jesteśmy w domu to jednak są momenty, kiedy mamy czas tylko dla siebie. W wakacje wszyscy cisną maksymalnie wspólny czas ze sobą, a czasami wystarczy troszkę odpuścić.

  • TIP: Nic się nie dzieje kiedy rano pójdziemy na samotny spacer albo wieczorem na rower. Nikt nigdzie nie napisał, że wakacje to czas 100 % dla rodziny. Wam też należy się odpoczynek.

8. Komentarze dzieci „to jest głupie”, „nie znoszę tego”, „nienawidzę tego”

Słysząc takie komentarze często odbieramy je personalnie. Ja się staram wymyślić coś ciekawego, a dzieci nie podzielają tego entuzjazmu. Wkurzamy się, bo chcielibyśmy żeby na wakacjach było fajnie i miło, a nie zawsze tak jest.

TO JEST GŁUPIE
NIE ZNOSZĘ TEGO
NIENAWIDZĘ TEGO

Te komunikaty są mniej wstydliwym sposobem na powiedzenie „boję się” albo ” nie wiem jak będę z tym się czuł”.

Wakacyjny czas to też emocjonalna karuzela. Myślę, że jedną z trudniejszych emocji jest rozczarowanie i wiele dzieci (dorosłych również) nie umie jej wyrazić. A tak często towarzyszy nam na wakacjach. Zawiera w sobie: lęk, złość, smutek, wstyd. Warto rozmawiać z dziećmi o tym jak się czują, bo my często oczekujemy od nich, że na wyjeździe będą zawsze szczęśliwe, a tak wcale nie jest. Mogą być rozczarowane zakupem zabawki na starganie, która się popsuła albo atrakcją, która wcale nie była taka fajna.

  • TIP: Wszystko, co wydaje się nam, że jest wymierzone przeciwko nam – tak naprawdę takie nie jest. Dzieci nie potrafią wyrażać swoich emocji na takim poziomie jakbyśmy chcieli. Nie potrafią powiedzieć: „Obawiam się jechać do lasu, bo nie wiem jak się tam będę czuł ” – wolą powiedzieć „to jest głupie i nudne”.

9. Atrakcje ociągają uwagę od potrzeb fizjologicznych

Są dorośli i dzieci, którzy w czasie pracy lub zabawy są tak pochłonięci samą czynnością, że nie odczuwają ani pragnienia, ani głodu, ani potrzeb fizjologicznych. Dopiero kiedy emocje odpuszczą – robią się nagle bardzo głodni, bardzo spragnieni lub bardzo mocno chce się im do toalety. Nie złośćmy się o to, że dziecko nie zdążyło do łazienki, bo naprawdę mogło wcześniej wstrzymywać się – po to tylko żeby skorzystać z atrakcji.

  • TIP: Warto robić przerwy w zabawie, po to żeby posłuchać swojego ciała.

10. Dzieci żyją tu i teraz

Często o tym zapominamy. My umiemy przewidzieć, że jeżeli nie skorzystamy z toalety przed wyjściem to może Wam się chcieć za godzinę. Dzieci tego nie potrafią. Nie umieją też najeść się na zapas, bo później nie będzie. Zwróćcie na to uwagę i nie złośćcie się kiedy godzinę po śniadaniu dzieci są głodne. Albo chwilę po wyjściu z domu chcą do toalety – pamiętajcie, że mają małe pęcherze, które bardzo szybko się zapełniają.

TIP: Noście ze sobą małe przekąski, butelkę wody i bieliznę na zmianę. Mam zawsze taki pakiecik w torbie i się przydaje.

Dlaczego napisałam ten wpis?

Bo często widzę piękne zdjęcia z wakacji, a nigdy nie wiemy co tak naprawdę się za tym kryje. Myślimy sobie, że inni mają takie świetne wyjazdy, zadowolone z wszystkiego dzieci – TAK NIE JEST. Każdy ma swoje problemy, a kiedy na to nałożą się marudzące dzieci, to jest nam zdecydowanie trudniej.

Mam nadzieję, że dzięki tym wskazówkom będzie Wam łatwiej zrozumieć zachowanie Waszych dzieci.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go – niech pomoże innym rodzicom!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kinowe hity na lato dla dzieci w Multikinie

Pandemia odcięła nas od jednej z naszych ulubionych rozrywek – wyjść do kina. Początkowo bardzo za tym tęskniliśmy, a potem, przyzwyczailiśmy się chyba do braku przyjemności z różnorodnych aktywności, ale teraz wracamy.

Także do kina!

Zwłaszcza że lato 2021 obfituje w bardzo ciekawie zapowiadające się premiery kinowe filmów dla dzieci. I choć każde z nas preferuje nieco inne filmy, okazuje się, że tego lata wszyscy znajdziemy coś dla siebie i będziemy się świetnie bawić w czasie tych wytęsknionych już seansów.

Jak pisałam dla was ranking Filmy dla dzieci, wciąż byliśmy przywiązani do naszych domowych telewizorów. Ale teraz można w końcu wrócić do tego jakże bajkowego doświadczenia – pójść na SEANS, do prawdziwego KINA😊

Ważne dla mnie jest to, że Multikino dba o komfort i bezpieczeństwo sanitarne. System rezerwacyjny jest tak zaprojektowany, by zachować odległość od innych, a odpowiednia wentylacja, zapewnia stałą wymianę powietrza.

Przy każdym opisie zaznaczyłam informację o tym, dla dzieci w jakim wieku jest przeznaczony film, jednak uważam, że ta granica jest bardzo płynna i sami najlepiej wiemy, kiedy i na jakie filmy są gotowe nasze dzieci. Najlepiej obejrzeć zwiastuny, by przekonać się, jaki klimat ma dany film i samodzielnie zdecydować, czy dziecko jest gotowe na niego. Sama zawsze tak robię, natomiast sugestie dystrybutorów traktuję jako ogólną rekomendację.

Wpis powstał dzięki uprzejmości www.multikino.pl

A oto najciekawsze premiery kinowe 2021 dla dzieci:

RAYA I OSTATNI SMOK

Data premiery: 2 lipca 2021  
Czas trwania: 94 min.
Gatunek: animowany/familijny
Od lat: bez ograniczeń wiekowych

Zabawna opowieść o wojowniczce – strażniczce smoczego klejnotu, która musi odnaleźć ostatniego smoka. Rzecz dzieje się w starożytności, w królestwie Kumandura, a odnalezienie smoka jest kluczowe dla pokoju. To film twórców „Viany” i „Krainy Lodu”, więc silna kobieca postać jest jak zawsze wyrazista, waleczna i zdeterminowana.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


plakat filmu - mustang z dzikiej doliny

MUSTANG Z DZIKIEJ DOLINY: DROGA DO WOLNOSCI

Data premiery: 2 lipca 2021
Czas trwania: 88 min.
Gatunek: animowany/familijny
Od lat: bez ograniczeń wiekowych

Ten film muszą zobaczyć wszystkie miłośniczki koni. Mała Lucky w wyniku życiowych okoliczności trafia do małej mieścinki, gdzie poznaje Mustanga – dzikiego i nieokiełznanego. Jej wrodzona wrażliwość i podejście do koni sprawia, że Mustang i Lucky się zaprzyjaźniają. Tylko że Mustangi żyją na wolności… No cóż, my mamy miłośniczkę koni, więc musimy to zobaczyć!

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


plakat filmu - elfinki

ELFINKI

Data premiery: 9 lipca 2021
Czas trwania: 78 min.
Gatunek: animowany/familijny
Od lat: bez ograniczeń wiekowych

Jakże ja się cieszę, że czasy, gdy najmłodsze dzieci nie były mile widziane w kinie, minęły. Dziś nie tylko można je bez obaw zabrać, ale powstają nawet filmy dla najmłodszych. I to jest właśnie taki film. Mieszkające pod ziemią Elfinki, wychodzą na powierzchnię, by nauczyć się jakiegoś fachu. Trafiają pod skrzydła cukiernika. Ten podejmie się próby nauczenia ich pieczenia, ale czy pomocnym Elfinkom uda się odwdzięczyć i uratować cukiernię?

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


plakat filmu -  piotruś pan i alicja w krainie czarów

PIOTRUŚ PAN I ALICJA W KRAINIE CZARÓW

Data premiery: 9 lipca 2021
Czas trwania: 95 min.
Gatunek: fantasy/familijny/przygodowy
Od lat: 6

Pomieszanie klimatu Piotrusia Pana i Alicji w Krainie Czarów? Dlaczego nie! Alicja i Piotruś to rodzeństwo, zamieszkujące angielską wieś. Ich sielskie życie, pełne fantazji zostaje przerwane przez poważne rodzinne problemy. Dzieci postanawiają pomóc rodzicom i wyruszają do stolicy, by sprzedać cenną pamiątkę. Tam spotyka ich to, co niespotykane. Czy uda im się osiągnąć zamierzony cel? Warto wspomnieć o Angelinie Joli, która świetnie odnajduje się w takich konwencjach. W „Czarownicy” była świetna i wydaje mi się, że tu także będzie widać jej aktorski kunszt.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


premiery kinowe 2021 - plakat filmu - kosmiczny mecz 2

KOSMICZNY MECZ 2: NOWA ERA

Data premiery: 16 lipca
Czas trwania: 115 min.
Gatunek: animowany/akcja/familijny
Od lat: 6

Tu zapowiada się prawdziwy hit. Pamiętacie film z 1996 roku, gdzie bohaterowie Looney Tunes porywają Michaela Jordana? Tu jest nieco inaczej, bo LeBron James wraz z synem zostają uwięzieni przez sztuczną inteligencję w wirtualnej rzeczywistości. Genialny koszykarz musi rozegrać mecz życia z drużyną, która kierowana jest przez sztuczną inteligencję, by odzyskać syna. Sprawy nie ułatwia mu obecność kreskówkowych postaci. Jest śmiesznie i bardzo emocjonująco. Zobaczcie zresztą zwiastun. Szał😊.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


plakat filmu - wojna z dziadkiem

WOJNA Z DZIADKIEM

Data premiery: 23 lipca 2021
Czas trwania: 98 min.
Gatunek: komedia/familijny

Obecność Roberta De Niro gwarantuje dobrą rozrywkę dla młodszych i starszych. Lubię takie filmy familijne, gdzie mogę się dobrze bawić także ja, a nie tylko dzieci. „Wojna z dziadkiem” to historia o dziadku, który wprowadza się do domu Petera. Ten początkowo jest szczęśliwy. Jednak okazuje się, że dziadek zajmuje jego pokój. To oznacza wojnę! Tylko że Peter jeszcze nie wie, że i dziadek ma swoją tajną broń.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


plakat filmu - kraina smoków

KRAINA SMOKÓW

Data premiery: 23 lipca 2021
Czas trwania: 91 min.
Gatunek: animowany/familijny/komedia

Okazuje się, że smoki żyją! Mieszkają sobie w spokojnej przystani, gdzie ludzie ich nie nachodzą. Aż do teraz. Gdy kraina jest zagrożona ich najazdem, smoki zaczynają myśleć o przeniesieniu się w jakieś spokojne miejsce. Legenda głosi, że ono istnieje i że właśnie tam wszystkie smoki będą mogły w końcu spokojnie żyć. W podróż w poszukiwaniu Skraju Nieba wyrusza jeden ze smoków, przeżywając po drodze mnóstwo przygód. Ciekawe, czy mu się uda? I co na to wszystko Daenerys? 😉.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


premiery kinowe 2021 - plakat filmu - wyprawa do dżungli

WYPRAWA DO DŻUNGLI

Data premiery: 30 lipca 2021
Czas trwania: 158 min.
Gatunek: przygodowy

Jeśli Wasze dzieci lub Wy sami lubicie klimat „Jumanji” to chyba możecie iść w ciemno na ten film. Para – naukowiec oraz kapitan łodzi – wyrusza na niezwykłą wyprawę w poszukiwaniu drzewa życia, które ma zmienić oblicze medycyny. Problem w tym, że znajduje się ono podobno w niebezpiecznej dżungli. Wszystko tam chce i może ich zabić. Jednak zabawna para nie poddaje się. W tym filmie nie mogło zabraknąć Dwayne’a Johnsona, który świetnie odnajduje się w takiej konwencji.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


plakat filmu -  wyrolowani

WYROLOWANI

Data premiery: 13 sierpnia 2021
Czas trwania: 84 min.
Gatunek: animowany/familijny/komedia

Gdy słodkie Flomaki dowiadują się, że grozi im wyginięcie, a właściwie już zostały uznane za wymarłe, postanawiają wyruszyć w przedziwną podróż do przeszłości, by zapobiec tej tragedii. Podróż jest pełna przygód, śmiesznych gagów i energicznej akcji, a same Flomaki tak słodkie, że chce się je zjeść. No cóż, trudno się dziwić, skoro wyglądają jak donaty 😊.


premiery kinowe 2021 - lassie wróć

LASSIE, WRÓĆ!

Data premiery: 20 sierpnia 2021
Czas trwania:
Gatunek: familijny

Tę historię dobrze znacie. Czas, by poznały ją dzieciaki. To opowieść o miłości zwierząt do ludzi i ludzi do zwierząt. Gdy Flo, 12-letni właściciel Lassie, z powodu kłopotów finansowych rodziny musi przenieść się do ciasnego mieszkania, Lassie trafia pod opiekę Priscilli. Lassie jednak nie poddaje się losowi i ucieka od dziewczynki, w poszukiwaniu drogi do Flo. Gdy dzieci dowiadują się o ucieczce Lassi, także wyruszają w drogę. Czy uda im się wzajemnie odnaleźć?

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ



A jeśli chodzi o premiery kinowe 2021 – warto też wspomnieć o filmach dla dzieci, które miały premierę w maju i czerwcu i nadal można je oglądać na ekranach Multikina. Są to:

plakat filmu - cruella

CRUELLA

Data premiery: 28 maja 2021
Czas trwania: 134 minuty
Gatunek: komedia
Od lat: 13

To historia jednej z najbardziej demonicznych postaci bajek dla dzieci. Zastanawialiście się, co sprawiło, że stała się postrachem dla uroczych dalmatyńczyków? Ten film to jej historia. Kobiety przerażającej, żądnej poklasku, pławiącej się byciem w centrum uwagi. Genialnej, paskudnej i szalonej – jak mówi sama o sobie. Jesteście gotowi zobaczyć, kim jest Cruella de Mon?

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


premiery kinowe 2021 - plakat filmu - luca

LUCA

Data premiery: 18 czerwca 2021
Czas trwania: 95 min.
Gatunek: animowany/przygodowy
Od lat: bez ograniczeń wiekowych

To film twórców genialnych produkcji takich jak „Coco” i „W głowie się nie mieści”. W nadmorskim, włoskim miasteczku (już brzmi cudownie) wakacje spędza para przyjaciół. Bawią się, szaleją i spędzają cudowne dni. Sielanka? No nie do końca, bo okazuje się, że obaj są morskimi stworami! Brzmi to bardzo obiecująco, zwłaszcza że fajny klimat widać już w zwiastunie.

Zwiastun do obejrzenia TUTAJ


PS. Nie do wszystkich premier dystrybutorzy podali jeszcze wiek od jakiego rekomendują filmy – jak tylko te informację się pojawią – uzupełnimy w opisie:)

Czy wiecie, że w Multikinie jest dostępna karta RODZINA DO KINA, z którą macie 20% zniżki na zakupu w barze kinowych oraz na zabawki w Multishopie!

Szczegółowy repertuar jeśli chodzi o premiery kinowe 2021 jest dostępny na stronie www.multikino.pl oraz w aplikacji mobilnej Multikina.

Fajne filmy się zapowiadają latem w Multikinie, prawda? A wy na co macie ochotę pójść z dziećmi?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ta jedna rzecz, której brakowało nam w salonie

  • DOM
  •  komentarze [3]

Chociaż wydawać by się mogło, że mamy już wykończony dom i tak naprawdę nic już nam nie trzeba… Ale kto niedawno skończył się urządzać ten wie, że zawsze jest coś, co można ulepszyć lub wymienić. Prawda jest też taka – często wydaje się nam, że dane rozwiązanie jest dla nas najlepsze, a po czasie widzimy, że jednak nie do końca.

Wpis powstał w ramach współpracy z marką WiZ

Tak też było i u nas

We wrześniu się wprowadziliśmy do naszego nowego domu i przez ten czas spędziliśmy w nim naprawdę dużo czasu. Szybko zorientowaliśmy się, że jest coś w salonie, co można by było ulepszyć i jest przysłowiową „kropką nad i”.

Każdy kto wykańczał dom lub mieszkanie wie, że na samej końcówce remontu nie zawsze ma się taką świeżość umysłu i entuzjazm, jak na początku i często wybiera się rozwiązania najprostsze.

Również u nas ta teoria się sprawdziła

Jak już byliśmy na ostatniej prostej, to nawet nie do końca mieliśmy chęć wyszukiwać ciekawostek i nowinek technologicznych, bo zwyczajnie byliśmy zmęczeni. Uznaliśmy, że ewentualnie coś ulepszymy lub wymienimy, kiedy tu pomieszkamy i zobaczymy, co nam się sprawdza, a co nie do końca.

Kiedy nadeszły długie listopadowe wieczory, to dość szybko zauważyliśmy, że czegoś nam brakuje w salonie. Wszystkie meble były, układ funkcjonalny się zgadzał, a jednak można by było coś dodać.

Jak wiecie świadomie ze względów ekologicznych zrezygnowaliśmy z kominka w salonie. Wiem, że miło jest posiedzieć przy ciepłym świetle wieczorem z herbatą i książką w ręku. Jednak uznaliśmy, że mając inne źródło ogrzewania domu nie byłby to dobry wybór dla nas. Co prawda, klimat kominka jest niepowtarzalny – daje miłe i przyjemne dla oczu światło i stwarza ciepłą atmosferę. Jednak uznaliśmy, że jest nam zbędny i nie będziemy go mieli tylko po to tylko żeby mieć fajny nastrój w salonie.

A czego tak naprawdę nam brakowało?

Klimatu – nastroju, który wieczorem po całym dniu utuli nas do snu. Zrelaksuje i pomoże się wyciszyć.

Na początku myślałam o jeszcze dwóch dodatkowych lampkach – przy fotelu i nad kanapą. Ale znaleźliśmy lepsze rozwiązanie, do tego znacznie tańsze i nie zabierające miejsca. Ideał? Zaraz się przekonamy.

W poprzednim mieszkaniu mieliśmy tylko dwa źródła światła w salonie: lampa górna i lampka. Dlatego nowym domu postanowiliśmy, że chcemy mieć: kinkiety, spoty i lampy górne. Właśnie po to żeby mieć wiele opcji i móc z nich korzystać. A kiedy na końcowym etapie wybierałam już żarówki: ich moc, natężenie i barwę to wybrałam najbardziej uniwersalną opcję.

Teraz już wiem, że zupełnie niepotrzebnie poszłam na kompromis, bo jak wiadomo nie są one do końca dobre.

Ale wtedy jeszcze nie znałam żarówek WiZ. Testujemy je od kilku tygodni i muszę przyznać – żałuję, że nie znałam ich wcześniej.

Na czym polega ich fenomen?

Nie musicie wybierać: barwy i natężenia światła żarówek, bo możecie je dostosować jednym kliknięciem na darmowej aplikacji nie wstając z kanapy lub zmienić sterowaniem głosowym.

Mi brakowało takiej funkcji, bo innego światła potrzebuję jak czytam książkę, a zupełnie innego jak oglądamy TV

Jak wygląda montaż i łączenie?

Na początku wybieracie, na czym najbardziej Wam zależy: czy chcecie kolorowe żarówki, które mogą świecić na milion sposobów, czy wolicie raczej żarówki ze światłem standardowym (ale też możecie zmieniać barwę i natężenie światła). Do wyboru jest kilka ciekawych opcji i możecie wybrać, to co najbardziej Wam pasuje.

My mamy:

  • taśmę LED przyklejoną na lamelach (jest zupełnie niewidoczna za dnia)
  • żarówki filament nad wyspą i nad kanapą do czytania
  • żarówki kolorowe w spotach nad TV

I już te trzy różne źródła oświetlania potrafią zrobić nam bardzo fajną atmosferę w salonie.

Montaż był prosty – wystarczyło wkręcić żarówki, zainstalować darmową aplikację i połączyć z siecią WiFi. Od tej pory możemy sterować oświetleniem za pomocą aplikacji lub głosowo. Obie opcje są fajnym rozwiązaniem, a dla gadżetomaniaków będą idealne.

Co najbardziej zwróciło moją uwagę?

Kiedy wieczorem jestem zmęczona, to drażni mnie ostre światło. Nie lubię kiedy świeci zbyt mocno i przeszkadza w oglądaniu filmu lub czytaniu książki. Teraz ustawiam na aplikacji tzw. sceny świetlne, które zmniejszają automatycznie swoją intensywność żeby jak najmniej ingerować w nasz zegar biologiczny i przygotować do snu. Wieczorem mam już wszędzie ciepłe, wygaszone światło przypominające świece. Uwielbiam ten klimat.

Inteligentne oświetlenie jest proste w obsłudze

Jestem gadżeciara – to fakt, ale ciężko mi się połapać w ustawieniach, konfiguracjach itd. Tutaj poszło szybko, a sama obsługa jest dziecinnie prosta. Wystarczy zainstalować aplikację i już możemy dostosować oświetlenie do naszych potrzeb. Przed instalacją obejrzałam też kilka filmików na YouTube i one mnie przekonały.

Możecie też sterować światłem w domu, kiedy jesteście na wyjeździe – jest to bardzo fajna opcja, z której na pewno skorzystamy.

Ale i tak najbardziej lubię ten wieczorny klimat, który robią żarówki WiZ.

Najlepsze jest to, że gdybym zobaczyła je na półce w markecie, to nie byłabym do końca przekonana, czy to jest fajna opcja dla nas. Teraz, po kilku tygodniach testowania już wiem, że jest to idealny wybór dla nas.

Jeżeli też macie chęć zobaczyć, jak działają inteligentne żarówki to sprawdźcie je TUTAJ.

A jak u Was? Co byście zmienili w swoim domu, co Wam wcześniej nie przyszło do głowy?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nie ma medalu za bycie najlepszą Mamą – o tym jak nauczyłam się odpuszczać

Moje macierzyństwo zaczęło się na długo przed porodem. Chciałam być jak najlepszą mamą. Taką, która wszystko wie jak Wikipedia, jest kreatywna jak Pinterest, wyrzuca najnowsze wyniki badań dotyczące rozwoju dzieci jak Pubmed. To była moja wizja macierzyństwa – potęgowana dodatkowo przez presję środowiska.

Każdą wolną chwilę, którą teoretycznie mogłam wykorzystać dla siebie – spędzałam na szukaniu, czytaniu, porównywaniu różnych kwestii związanych z dziećmi. Mój świat się wokół tego kręcił, a jak jak chomik w kołowrotku napędzałam ten mechanizm. Wycinałam jak głupia montessoriańskie pomoce i krzywiłam się, kiedy moje dziecko wolało stary telefon.

Aż któregoś dnia dostrzegłam, że się wypalam. Byłam nerwowa, mój lont zapalał się w 3 sekundy i przestałam odczuwać przyjemność z bycia mamą.

Wstawałam rano i myślałam, że dziś już nie dam rady.

Na szczęście dosyć szybko połączyłam kropki i doszłam do szalenie istotnych wniosków.

Wyjście po zakupy do Biedry nie jest dbaniem o siebie. Nie jest napełnianiem swojego kubeczka, z którego muszę później wszystkim rozlać. Mój kubeczek był pusty, a ja lałam z niego dalej. Jechałam na rezerwie. A droga przede mną była długa.

Miałam nawet takie myśli, że chciałbym trafić do szpitala ( na coś niegroźnego) – to bym sobie odpoczęła! (jak to teraz czytam, to jest to przerażające).

Gdyby macierzyństwo było pracą, to musiałoby być dobrze opłacane żeby ktoś chciał w tym zdobywać kolejne szczeble kariery.

Umówmy się, to byłaby ciężka praca:

  • Nie ma urlopu
  • Szef jest bardzo wymagający, czasem nawet w nocy
  • Szef często zmienia zdanie i potrafi zrobić awanturę o kolor kubka albo pietruszkę w zupie
  • Nie ma premii
  • Nie ma prestiżu, ani fejmu – a do tego wiecznie Cię krytykują, że robisz coś źle
  • Nie pracujesz z domu, tylko mieszkasz w pracy

Serio – nie jest to praca marzeń. I żeby nie była płatna w uśmiechach „bombelka” to nikt by się na nią nie decydował.

I kiedy tak spojrzałam na macierzyństwo jakby to był etat, to zobaczyłam, że ja po tej pracy w ogóle nie odpoczywam. W każdej wolnej chwili czytałam poradniki o rozwoju dzieci, wieczorem szukałam edukacyjnych pomocy i przygotowywałam różnorodne dania, bo przecież makaron to nie jest wartościowy posiłek.

Jak patrzę na dawną siebie, to ja się wcale nie dziwie, że byłam wypalona.

Tyle czasu i zaangażowania, a rzadko kiedy ktoś to doceniał.

Nikt nie daje medali za bycie super matką

Za poświęcenie swojego wolnego czasu, za lody z kalafiora, za gacie wyprasowane na kant. NIKT.

A to jest taka niewidzialna praca, której dzieci nie widzą.

Ale za to widzą Mamę, która jest smutna, przepracowana i wypalona.

Jak poluzowałam?

Powoli, ale skutecznie i w jednej dziedzinie na raz.

  • Zaczęłam odpuszczać sprzątnie, odgarniałam klocki nogą i zbieraliśmy je dopiero na koniec dnia.
  • Zaczęłam odpuszczać wymyślne ekodania i robiłam dziecięcy comfort food, który nie spotykał się z wyraźnym „ble”. Nowe składniki wprowadzałam oddzielnie, tak aby można było je szybko zdjąć z talerza
  • Przestałam się biczować za płatki na śniadanie, wybieram te bez tony cukru i dzieci żyją
  • Kupuję ubrania, które same są w stanie założyć i zdjąć – a do tego (to ważne) nie przejmuje się, że mogą je zniszczyć. Zawsze po zakupach pytam, czy jest coś co nie do końca się podoba. Jeżeli tak – to oddaję. Nie będę później się stresować, że czegoś nie chcą włożyć. Chodzą jak chcą, może ich outfit nie wyglądają jak z katalogu, ale mam to w nosie.
  • Mniej gotuję, więcej kombinuję. Kupuję pierogi od Leniwej Grażyny. Sporo rzeczy mrożę i wyciągam, jak jest potrzeba. Nauczyłam dzieci jeść paluszki rybne i jestem dumna, bo to jedyna ryba, jaką jedzą. Parówek tylko nie lubią;)
  • Mam w nosie różne teorie, nie jestem do końca konsekwentna i łatwo mnie przekonać.
  • Stosuję metodę Pareto – gdzie 80% wyników wypływa tylko z 20% przyczyn. Te założenie pokazuje, że mniejszymi środkami oraz wysiłkiem można osiągnąć dużo większe korzyści czy efekty. Na przykład robię tylko 1 spoko rzecz z dziećmi dziennie – wyjście na plac zabaw lub robię gofry lub robię bransoletki. Po takiej 1 aktywności moje dzieci są bardzo szczęśliwe i zawsze mówią, że jestem super mamą. A ja nie czuję się zmęczona byciem mamą na FULL TIME.
  • Przejmuję się tylko opiniami innych, na których mi zależy – i opinia sąsiadki o tym, że moje dzieci jedzą popcorn na kolację jest dla mnie nieważna.

Oczywiście, to wszystko jest możliwe, bo zmieniłam myślenie, ale też wiek dzieci ma znaczenie. Jednak trochę żałuję, że te kilka lat starałam się być idealną matką. Dojechałam się, ale odbiłam. Inaczej teraz na to wszystko patrzę i dopiero takie macierzyństwo na 60 % sprawia mi przyjemność. Mam wielkie chęci żeby spędzać czas z dziećmi i nie przewracam już oczami, kiedy proszą mnie o zabawę.

Napełniam ten swój kubeczek wieczorami, w weekendy i później mam z czego nalać.

I wtedy nawet rozlane mleko na drewnianej podłodze mnie nie rusza.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mały ogród w mieście – w końcu gotowy

W końcu jest! Nasz taras jest gotowy, a my możemy delektować się odpoczynkiem na zewnątrz. Nieduży, ale własny, a do tego mało wymagający – na tym najbardziej nam zależało.

Kiedy zaczynaliśmy projektować nasz 40-metrowy taras to miałam sporo watpliwości, a teraz kiedy jest już gotowy wiem, że jest dla nas idealny. Przestrzeń, która zachęca do spędzania czasu na zewnątrz.

Dziś pokażę Wam, jak zaaranżowaliśmy nasz mały ogród w mieście.

Tu możecie na jednym zdjęciu zobaczyć tę metamorfozę

PRZED

PO

Jestem bardzo zadowolona z efektu i właściwie każdą wolną chwilę spędzamy teraz na tarasie.

Za projekt i wykonanie bardzo chcę podziękować naszym architektkom – Ani i Magdzie z Nasz Zespół Projektowy. Dziewczyny zrobiły świetną przestrzeń, a było to niezłe wyzwanie!

Poniżej opiszę Wam wszystkie strefy w naszym ogródku

STÓŁ I KRZESŁA – STREFA POSIŁKÓW I PRACY

Zależało mi na takim miejscu, w którym będzie można zjeść posiłki niezależnie od pogody lub pracować od rana przy komputerze.

Duży stół CALAIS KLIK

Krzesła VABY KLIK – niestety już niedostępne, ale są też inne KLIK

Poduszki na krzesła KLIK

Dywan zewnętrzny ARRE KLIK

Pergola

Drewnianą pergolę zaprojektowały Ania i Magda z Nasz Zespół Projektowy, a wykonał ją świetny stolarz Piotr Gajewski KLIK – wykonuje głównie projekty w okolicach Warszawy. Bardzo Wam polecam usługi Pana Piotra, bo dawno nie spotkałam się z takim profesjonalizmem i talentem. Pergola jest dokładnie tak jak chcieliśmy, a do tego wygląda rewelacyjnie. Zadaszenie KLIK

Zgodnie z projektem wybudowaliśmy murek obłożony cegiełką. Na środku jest lustro ogrodowe, które optycznie powiększa przestrzeń. Jak tylko rośliny urosną, to efekt będzie jeszcze ciekawszy.

Lustro TUTAJ

ZIELNIK

W ogródku zależało mi też na zielniku. Mamy swoje ulubione zioła, które można hodować w doniczkach. Popularne są teraz ogródki wertykalne na balkonach, podobny efekt udało nam się uzyskać na tarasie. Mamy kolendrę, bazylię, curry, tymianek, oregano, a nawet poziomki i pomidorki koktajlowe. Zasadziłam je w doniczkach i pięknie rosną. Stojak TUTAJ

HAMAK

Zdecydowaliśmy się na miękki hamak. Jest bardzo wygodny i nie ukrywam, że zawsze są o niego kłótnie. Mamy TEN

Strefa odpoczynku

Zależało mi żeby połączyć zestaw wypoczynkowy z leżakiem (na który już nie było miejsca) i mamy 2 w 1. Jest idealne rozwiązanie, bo kiedy przychodzą goście, to jest sporo miejsca do siedzenia. A później mogę unieść zagłówek i mogę czytać gazetę na leżąco.

Leżak ALASSIO KLIK

Stolik Kawowy ALSSIO KLIK

OŚWIETLENIE

Z oświetleniem mieliśmy mały problem, bo nie chcieliśmy przeciągać prądu na drugą stronę ogrodu. Wybraliśmy za to najbardziej eko opcję, czyli lampki solarne i girlandę z żarówek.

Bardzo pomocny jest rozgałęziacz PLUGGE – mamy ukryte kontakty w kamieniu

Tak wygląda w świetle dziennym

A tak wieczorem

Girlanda RAGGELITO TUTAJ – świetne też na balkon

Przy murku mamy małe spoty solarne – robią ciekawy klimat

Spot ICECUBE (mamy w sumie 6) – KLIK

Dobrym rozwiązaniem są też świeczki na baterie – można je bez obaw zostawić na tarasie.

Świeca bryłowa PETE KLIK – mamy 3 w różnych rozmiarach

2 z nich stoją w lampionie RELAXA KLIK

DEKORACJE I DONICZKI

Mamy kilka doniczek z roślinami, niektóre z nich wiszą na pergoli.

Duża donica na trawę KLIK, a małe obecnie wyprzedane KLIK

Duża prostokątna donica KLIK

Wazon BULAN KLIK

Świeca twarz KLIK

Tak wygląda nasz taras i muszę przyznać, że uwielbiam tu przebywać. Trudno było znaleźć nowoczesne meble i dodatki ogrodowe, bo większość jest w stylu boho lub romantycznym, ale udało się. Więcej rzeczy w tym stylu możecie znaleźć w Jotex.

Tu mam dla Was kod rabatowy NEBULEJUNE30 – który daje aż 30% rabatu* na całe zamówienie + 5% dodatkowego rabatu* dla cen na czerwono.

* Warunki: Promocja nie łączy się z innymi ofertami i rabatami. Nie dotyczy produktów przecenionych lub oznaczonych „Deal!”. Jednorazowa promocja dla każdego klienta. Do 15.07.2021.

Jak Wam się podoba nasza przestrzeń?

Tu był post w kótrym opisywalam Projekt tarasu – wcześniej było tak:

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Cukrownia Żnin – najbardziej designerski hotel dla rodzin w Polsce

Cukrownia Żnin była na mojej top liście do odwiedzenia od dłuższego czasu. Zobaczyłam zdjęcia, opis atrakcji, historię i totalnie przepadłam. Wiedziałam, że jak tylko będziemy mogli to pojedziemy tam z rodziną i znajomymi.

Dla kogo jest hotel Cukrownia Żnin?

  • dla rodzin z dziećmi
  • dla znajomych na wypad
  • dla osób, które chcą odpocząć w pięknych wnętrzach, ale w aktywny sposób
  • dla osób, które lubią historię
  • dla architektów – bo wystrój jest genialny

Wyjazd zarezerwowaliśmy około miesiąc temu TUTAJ – oczywiście z opcją odwołania rezerwacji, bo z dziećmi różnie bywa i zawsze zostawiam sobie opcję rezygnacji.

Wybraliśmy pokój dwupoziomowy, bo tak bardzo mnie zauroczył jego wystrój. Nasi znajomi (pojechaliśmy w 4 rodziny) również zdecydowali się na te pokoje i jak się okazało były obok siebie, a każdy z nich miał wyjście prosto na patio przed hotelem, więc po uśpieniu dzieci mogliśmy razem spędzić czas przed budynkiem. Polecam Wam tę opcję! Bo dzięki temu mogliśmy spokojnie siedzieć i rozmawiać po uśpieniu dzieci.

Pokoje dwupoziomowe są naprawdę duże i mają 2 łazienki. Natomiast w pokojach mogłoby być więcej miejsca na przechowywanie ubrań. Jeżeli lubicie na basen przechodzić w szlafrokach to weźcie swoje, nie ma ich w pokojach.

Położenie

Cały hotel, a właściwie kompleks hotelowy jest położony nad jeziorem. Około 300 metrów jest na plażę – spędziliśmy tam super czas i czułam się jak na prawdziwych wakacjach. Na plaży jest plac zabaw i bar, gdzie można kupić lody i napoje. Trochę szkoda, że nie ma nic do jedzenia – mogłyby być drobne przekąski.

Atrakcje w Cukrowni Żnin

Sam hotel oferuje tak dużo atrakcji, że na wyjeździe 3-dniowym zupełnie nie odczuwaliśmy potrzeby wychodzenia poza teren hotelu. Więcej szczegółów macie TUTAJ

Co oferują?

  • Ogromna zjeżdżalnia z 4 piętra dla dzieci i dorosłych
  • Basen ( 3 baseny: brodzik ze zjeżdżalniami, pływacki, rekreacyjny z wirami, 2 jacuzzi, duża zjeżdżalnia, sauny)
  • Duża sala zabaw – bardzo fajna przestrzeń z ogromnym małpim gajem
  • Kręgielnia – bardzo Wam polecam, bo są tory przystosowane do dzieci – 5- łatki dadzą sobie radę
  • Kino
  • Ognisko
  • Dla starszych – możliwe zwiedzanie terenu Cukrowni Żnin
  • Wypożyczalnia sprzętu wodnego

Poza hotelem możecie się wybrać na ciekawe wycieczki np. do Biskupina

Jedzenie i restauracja

W hotelu są 2 czynne restauracje, ale obsługiwane przez jedną kuchnię. Jedzenie jest smaczne i różnorodne, ale podczas naszego wyjazdu w weekend czerwcowy było sporo ludzi. Czas oczekiwania na jedzenie był mocno wydłużony (ok 1 h) – nie wiem jak jest teraz, możliwe, że jest krócej.

Śniadania za to były różnorodne, w formie bufetu. Dzieci mogły znaleźć swoje ulubione dania.

A tu łapcie wpis gdzie rekomenduje inne Hotele dla rodzin z dziećmi

Czy polecam wyjazd do Cukrowni Żnin?

Tak, jak najbardziej! Bardzo nam się podobało i z pewnością tam kiedyś wrócimy.

Możecie też wykorzystać bon turystyczny.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak nie zgubić dziecka w sieci – genialna książka, która wprowadza dzieci i rodziców w świat Internetu

Pozwalać czy nie pozwalać korzystać z nowoczesnych technologii, jak tablety, telefony i laptopy z dostępem do sieci? A jeśli pozwalać, to jak? Na czas? Pod nadzorem? Kontrolując? Ile czasu to dobrze? A ile już źle?

To pytania, które współcześni rodzice zadają sobie nieustannie, miotając się wśród informacji o szkodliwym wpływie urządzeń, a ciekawością dzieci. No i jeszcze wiedza, którą daje internet. Wszystkie możliwości edukacyjne – czy one przewyższają negatywny wpływ urządzeń? Nie, chyba nie – wiadomo, urządzenia i dostęp do sieci dla dzieci to zło. Tak mówią.

Polecałam wam już kilka książek tego autora – Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start czy Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Dziś książka, w której autorzy odczarowują czas ekranowy!

DOŚĆ!

Oto książka, która sprawi, że dając dziecku tablet, pozbędziecie się wyrzutów sumienia. Zrozumiecie, podobnie jak ja zrozumiałam, że jest to narzędzie. A jak nauczycie dziecko z niego korzystać, zależy od Was samych.

 Nie musicie odmierzać czasu przed tabletem. Nie musicie być kontrolerami. Musicie wychować dzieci, uzbrajając je w wiedzę o świecie wirtualnym, podobnie, jak robicie to ze światem prawdziwym, uprzedzając o tym, co może je tam spotkać i jak reagować na zagrożenia.

Ucząc czego unikać i jakie konsekwencje niosą konkretne ruchy, jak na przykład wstawianie niektórych zdjęć na profile społecznościowe. To zupełnie nowe spojrzenie na obecność dzieci w internecie. Ściągające poczucie winy z rodziców. Internet jest dobry – jeżeli dziecko umie z niego dobrze korzystać. Jak długopis. Można sobie go wbić w rękę, albo napisać wspaniałą powieść. Książka „Jak nie zgubić dziecka w sieci?”, Zyty Czechowskiej (Nauczycielka Roku 2019) i Mikołaja Marcela (wykładowca, nauczyciel, pisarz) jest właśnie o tym.

Dla kogo jest ta książka?

To poradnik dla KAŻDEGO RODZICA. Można powiedzieć, że powinien być to podręcznik do wychowania dla współczesnych rodziców, którzy wyrośli bez dostępu do internetu, w czasie ich własnego dzieciństwa. To również pozycja dla nauczycieli, dziadków i wszystkich, którzy pracują z dziećmi.

Czego dowiecie się z „Jak nie zgubić dziecka w sieci”?

Ta książka przebuduje Wasze podejście do dzieci w sieci. Przestaniecie się obwiniać, że dziecko „znowu siedzi przy tablecie”. Jeśli tylko wyposażycie je w odpowiednią wiedzę, a z kontrolerów, zamienicie się w przewodników, sieć stanie się kopalnią wiedzy, pomysłów, kreatywności.

  • Przestaniecie uważać, że internet to zło! To, co nowe nie musi być złe. Trzeba umieć tylko z tego mądrze korzystać. I to jest rola rodziców, by nauczyć tego dzieci;
  • Odczarujecie mity dotyczące dzieci w sieci. Dowiecie się, dlaczego wielozadaniowość i krótkie skupienie uwagi nie są złe;
  • Przestaniecie uważać, że coś jest dobre tylko dlatego, że tak robiono od zawsze.

Spojrzycie krytycznie na to, co tradycyjne, rozumiejąc, że każda tradycja kiedyś była nowinką;

  • Spojrzycie z dystansem na swoje lęki związane z dziećmi w sieci. Zmierzycie się z demonizowanym, negatywnym wpływem technologii na maluchy. Czy rzeczywiście to technologia jest decydującym czynnikiem w procesie wychowania?;
  • Dostaniecie konkretne narzędzia do postępowania. Dowiecie się, jak uczyć dzieci życia w internecie. Co im mówić? Przed czym przestrzegać i dlaczego jednak nie warto z tabletu robić niańki własnych dzieci;
  • Zrozumiecie, że długie siedzenie przed komputerem nie zawsze oznacza uzależnienie. Takie diagnozowanie byłoby zbyt trywialne. Dowiecie się, że nie każde dziecko i dorosły, które spędza całe dnie w internecie, jest uzależnione od niego;
  • Dostaniecie konkretne informacje o tym, jak nowe technologie wpływają na mózg. I czy rzeczywiście negatywnie, jak ciągle się powtarza? Zrozumiecie, jaka jest korelacja pomiędzy lajkami na FB a ocenami w szkole;
  • Przypomnicie sobie, że nie gderanie, a własny przykład przynosi rezultaty wychowawcze. Także w świecie technologii. Dzieci obserwują i naśladują;
  • Stanie się dla Was oczywiste, że nie powinniście dzieciom zabraniać korzystania z sieci. Bo dziś także tam buduje się relacje. I wcale nie zastępują one tych prawdziwych;
  • Zrozumiecie, że to relacje mają największy wpływ na sposób korzystania dzieci z sieci. Wasze relacje z dziećmi;
  • Dowiecie się, ile czasu powinno spędzać dziecko w sieci. Będziecie zaskoczeni, gdy dowiecie się o równowadze on i offline i że ustalanie „czasu ekranowego” to ślepy zaułek;
  • Zastanowicie się, zanim sami wrzucicie do sieci zdjęcie swojego dziecka. Czy przyszło Wam do głowy, że powinniście je zapytać o zdanie?;
  • Przestaniecie uważać granie za stratę czasu. Granie to nowe czytanie – zgodnie z teorią autorów;
  • Zrozumiecie, że nowe technologie to okno na świat i edukacja, być może nawet cenniejsza niż ta szkolna. Biorąc pod uwagę archaiczność szkolnych metod nauczania i nowoczesne podejście do nauki w sieci.

Nie bądź strażnikiem – bądź przewodnikiem!

Jeśli Wasze dzieci jeszcze nie zaczęły korzystać z nowych technologii, odrzućcie wszystko, co złego o niej słyszeliście, otwórzcie umysł i sięgnijcie po książkę „Jak nie zgubić dziecka w sieci”. To zupełne odwrócenie demonizowanego wpływu internetu na dzieci i młodzież. Jeśli Wasze dzieci już korzystają z internetu, też ją przeczytajcie i dowiedzcie się, czy są tam bezpieczne. Jeśli tak, przestańcie mieć wyrzuty sumienia. Być może to tam znajdą wiedzę, która poprowadzi ich przez życie, pozwoli odnaleźć pasje, a nawet przyjaciół.

Najważniejszym przesłaniem książki jest to, by dając dziecku narzędzie, jakim są nowe technologie, dać mu także instrukcję obsługi.

A wszystko będzie dobrze. A nawet lepiej. Mając w kieszeni całą wiedzę świata, dzieci i młodzież będą wiedziały, jak ją wykorzystać. Z mądrym wsparciem dorosłych. Bez zakazów. Witajcie w XXI wieku!

Jak już przeczytacie „Jak nie zgubić dziecka w sieci?”, dajcie znać, co sądzicie o książce i takim spojrzeniu na nowe technologie w życiu dzieci i młodzieży.

Książka do kupienia TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej