Metamorfoza salonu

  • DOM
  •  komentarze [27]

Dokładnie rok temu pisałam, że planujemy zmianę aranżacji salonu (Salonowe rewolucje). Miałam sporo wątpliwości na temat pozbycia się dużego, wygodnego łóżka z materacem i zamianą na kanapę. Jednak sytuacja lokalowa nas do tego zmusiła i od dłuższego czasu salon jest również naszą sypialnią. 

Czy żałuję tej decyzji? Absolutnie nie! Tak dostosowaliśmy przestrzeń pod nasze potrzeby, że zrobiłabym tak jeszcze raz. Lilka ma swój pokój i to było priorytetem, a reszta była kwestią dogadania się.

Pierwsze co zmieniliśmy to było łóżko. Wywieźliśmy je do babci i tam na nim śpimy jak tylko przyjeżdżamy. Oj, bardzo jest wygodne:)

Kanapa z materacem do spania

Kanapę mieliśmy już wcześniej upatrzoną i w sumie długo nie zastanawialiśmy się nad jej kupnem. Tak bardzo nam się podobała wizualnie oraz była bardzo ergonomiczna. Jedynie nad ceną zastanawialiśmy się dłuższy czas. Jednak jej funkcjonalność i pewne cechy zaważyły o decyzji kupna.

Bardzo często pytacie o nią w prywatnych wiadomościach, więc stwierdziłam, że to dobra okazja żeby skreślić parę słów na jej temat. Pierwszym i głównym atutem jest materac: kieszeniowy, sprężynowy, czyli dokładnie taki jaki można spotkać na zwykłych łóżkach.

Jest bardzo wygodny, lekko twardy. Druga kwestia to unoszone wezgłowie, czyli rozłożona kanapa z uniesionym zagłówkiem jest jak zwykłe łóżko. Trzeci atut: mały schowek na pościel pod spodem.

Jedynym minusem jest nie zdejmowane pokrycie, ale z tym akurat nie ma problemu, bo ani nie jemy w salonie, ani nie rysujemy, więc ryzyko plam jest skutecznie zmniejszone. W komentarzach pod wpisem Salonowe rewolucje pisaliście, że nie chciałoby się Wam ścielić codziennie łóżka. No i tu jest właśnie fajna funkcja.

Jak nie chce mi się chować pościeli to układam równo pościel, rozkładam kołdrę, całość przykrywam kapą lub kocem i unoszę wezgłowie. Dokładnie tak jakby to było zwykłe łóżko. Kanapa tutaj

20160314-DSC_5545
20160314-DSC_5547
20160314-DSC_5549

No i tyle. Do tego stylowy wygląd, ale to już kwestia gustu;)

Co jeszcze zmieniliśmy? Niedawno dokupiliśmy regalik na książki, bo w zabudowanej szafie już się nie mieściły. Sporo mamy książek, do których lubimy wracać i takie rozwiązanie idealnie nam się sprawdza, a do tego stanowi funkcje ozdobne. Regalik IKEA

20160314-DSC_5555

Pisałam już Wam o mojej nowej pasji: kwiatach, trochę nam się zazielenił salon i nabrał charakteru (a w tym roku to jeden z trendów).

Plakat-kalendarz z paprociami tutaj Poduszki, zasłony H&M home

20160314-DSC_5533

 kosz Tine K 

Zmieniłam również abażur, bo fioletowy gryzł się z całością. Jestem bardzo zadowolona z efektu i z funkcjonalności naszego salonu. Marzę jeszcze o małym biurku do pracy, bo teraz pracuję w kuchni, ale już nie znajdę na nie miejsca. Upolowałam go na Westwing.

20160314-DSC_5538

W ubiegłym tygodniu dotarła jeszcze upragniona komoda.

Od dawna szukałam czegoś lekkiego, co pomieściłoby nasze szpargały. Komoda uzupełniła nasz salon, a my mamy trochę więcej miejsca na rzeczy. Komoda Quax.

komoda quax
20160401-DSC_5981-2

Genialna ledowa, bezprzewodowa lampka Fat boy w różnych kolorach dostępna tutaj

Całość prezentuje się teraz tak:

20160403-DSC_6027
20160403-DSC_6028

Żeby nie było 😛 nieodłącznym elementem o wątpliwych walorach wizualnych jest suszarka z praniem. A dziś nadszedł ten dzień, że wystawiam ją na balkon. Jej!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Objawy autyzmu

Objawy autyzmu to temat niezwykle złożony. W związku z obchodzonym corocznie od 2008 roku Światowym Miesiącem Wiedzy o Autyzmie i Światowym Dniem Świadomości Autyzmu. Postanowiłyśmy z Anią podzielić się z Wami garścią informacji na temat tego zaburzenia.

Zaburzenia ze spektrum autyzmu będą stanowić jedną z najczęściej spotykanych niepełnosprawności u dzieci i dorosłych na świecie. Szacuje się, że w Europie autyzmem dotknięta jest jedna na 150 osób. Dane na ten temat dynamicznie zmieniają się w związku z coraz szerszym dostępem do diagnozy dziecka i zwiększającą świadomością społeczeństwa. Warto podkreślić, że jak najwcześniejsza diagnoza i podjęcie odpowiednio dobranej, wieloaspektowej terapii z dużym prawdopodobieństwem pomoże zwiększyć komfort życia osób dotkniętym autyzmem i zminimalizować objawy tego zaburzenia.

Autyzm jest zaburzeniem funkcjonowania w trzech sferach: zachowania, komunikowania się i relacji społecznych. To znaczy, że trudności w wymienionych obszarach muszą być w mniejszym, lub większym stopniu zaobserwowane, aby stwierdzić u dziecka nieprawidłowości rozwojowe ze spektrum autyzmu.

Osoby z autyzmem to grupa bardzo zróżnicowana pod względem objawów. Obejmuje zarówno jednostki niesamodzielne, niemówiące, jak i te, które wykazują wysoko rozwinięte umiejętności poznawcze. Często objawy są tak dyskretnie wyrażone lub przypisywane tzw. „szerokiej normie rozwojowej”, że proces diagnozy rozpoczyna się zdecydowanie zbyt późno. Niejednokrotnie pierwszymi osobami, które zauważają nieprawidłowości są nauczyciele przedszkolni i logopedzi, którzy mają możliwość zaobserwowania dziecka w relacji z nieprzewidywalną grupą rówieśniczą.

OBJAWY AUTYZMU ZWIĄZANE Z KOMUNIKOWANIEM SIĘ:

– niewerbalnym:


trudność w nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktu wzrokowego
mało zróżnicowana lub nieadekwatna mimika, intonacja, gestykulacja
trudności w odbieraniu pozawerbalnego aspektu komunikacji (dziecko nie rozumie zamiarów i emocji wyrażanych mimiką, intonacją i gestami)

– werbalnym:


opóźnienie rozwoju mowy lub mutyzm wybiórczy (porozumiewanie się tylko z konkretnymi osobami lub tylko w określonych środowiskach/kontekstach sytuacyjnych) jako symptomy nieprawidłowości rozwojowych- nie osobne zaburzenia, z którymi różnicuje się spektrum autyzmu w procesie diagnozy

  • mowa ograniczająca się do schematu bodziec – reakcja (nieumiejętność zdawania pytań, brak nawiązywania relacji za pomocą mowy, echolalie bezpośrednie, odroczone- powtarzanie usłyszanych wcześniej słów lub całych fraz)
  • mowa schematyczna: obsesyjne przywiązanie do określonych tematów lub echolalie zawsze używane w konkretnych sytuacjach/w odniesieniu do konkretnych osób
  • zaburzenia rozumienia mowy: na poziomie poleceń prostych, złożonych, relacji czasowo – przestrzennych, dosłowne rozumienie języka: dzieci z autyzmem nie potrafią odczytywać ukrytych znaczeń, nie rozumieją ironii, przenośni, żartów, przysłów
  • kłopoty z tworzeniem wypowiedzi zgodnie z zasadami gramatyki
  • nieprawidłowe użycie zaimków: np. zamiast „ja chcę ciastko” dziecko mówi“on chce ciastko”, “chcesz ciastko”
  • mało zróżnicowana lub nietypowa prozodia wypowiedzi (np.monotonna intonacja mowy)

    To, co odróżnia dzieci z autyzmem od innych, które także przejawiają kłopoty z mową to zaburzenia funkcjonalnego komunikowania się: realizowania potrzeb i nawiązywania relacji społecznych za pomocą mowy. Wiele osób z autyzmem mówi, ale nie komunikuje się skutecznie!

OBJAWY AUTYZMU ZWIĄZANE Z INTERAKCJAMI SPOŁECZNYMI

  • są ściśle powiązane ze sferą komunikacji

  • trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji z otoczeniem (np. podczas wspólnej zabawy, rozmowy)

  • trudności z wchodzeniem w role, naprzemiennością działania, naśladownictwem i kreatywnością w zabawie

  • trudności z akceptowaniem kontaktu fizycznego

  • trudności w rozumieniu i wyrażaniu uczuć, brak/zaburzenia empatii

OBJAWY AUTYZMU ZWIĄZANIE Z ZACHOWANIEM

– mała elastyczność, słabe tolerowanie zmian w otoczeniu (np. przemeblowania pokoju, nowej trasy do przedszkola), przywiązanie do rytuałów, talizmanów
– nietypowe i niefunkcjonalne użycie przedmiotów (np. układanie zabawek w szeregu, nadmierne koncentrowanie się na poruszających się elementach- kołach auta, pralce)
– obsesyjne zainteresowanie nietypowymi dla dziecka dziedzinami wiedzy
– stereotypowe ruchy ciała, najczęściej służące autostymulacji lub rozładowaniu napięcia- machanie rączkami, stymulowanie wzroku (np. przybliżanie i oddalanie przedmiotów od oczu), słuchu (nadmierne generowanie dźwięków), czucia ciała (szczypanie, a nawet autoagresja), zmysłu równowagi (kręcenie się wokół własnej osi), smaku (jedzenie niejadalnych rzeczy), węchu (obwąchiwanie); nadmierna wrażliwość wymienionych zmysłów wyrażona reakcjami obronnymi (np.wybiórczość pokarmowa, lękowa reakcja na dźwięki)

Należy pamiętać, że wymienione objawy autyzmu nie muszą występować w komplecie i mogą mieć różne nasilenie.

Część z nich może pojawić się również jako przejściowy etap rozwoju, ale dzieci „neurotypowe” porzucają niepokojące zachowania, np. echolalie na rzecz kreatywnego tworzenia. Także zdrowo rozwijające się dziecko, tak jak my, ma swoje schematy i rytuały budujące poczucie bezpieczeństwa- od autystów różni je stopień nasilenia i niekiedy specyfika, co powinno być przedmiotem obserwacji specjalistów.

Dziś wiemy, że pierwsze niepokojące objawy autymu, świadczące o byciu w grupie ryzyka spektrum autyzmu możemy zaobserwować już w wieku niemowlęcym.

Diagnoza autyzmu

Co dalej, jeśli okaże się, że Wasze dziecko przejawia niepokojące objawy? Autyzm to zaburzenie neurorozwojowe. W związku z czym każde dziecko z takim podejrzeniem powinno trafić do odpowiednich lekarzy – neurologa i psychiatry. Niezbędne jest także wykonanie badań słuchu, badań w kierunku nietolerancji i alergii oraz oceniających rozwój ruchowy dziecka. Swoją opinię na temat rozwoju powinien wydać psycholog, logopeda oraz pedagog. Taki zespół, składający się z psychiatry, psychologa, logopedy i pedagoga, jest w każdej rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej i zajmuje się diagnozowaniem, orzecznictwem i terapią.

2 kwietnia wiele budynków na całym świecie zaświeci się na niebiesko w geście solidarności i popularyzowania wiedzy o autyzmie (dlatego na zdjęciu Lilka ubrana jest na niebiesko). Zachęcamy do przyłączenia się do akcji-możecie tego dnia ubrać się na niebiesko, 3 kwietnia pobiec charytatywnie w półmaratonie „Biegnij! Wyprzedź autyzm” lub wypić na warszawskiej Ochocie kawę w klubokawiarni obsługiwanej przez osoby z autyzmem:) Możecie również udostępnić ten wpis innym rodzicom, tak aby wiedza o autyźmie docierała do szerszego grona ludzi. 

Autorką tekstu jest mgr Marta Byszko – pedagog specjalny, neurologopeda, która na co dzień pracuje z dziećmi autystycznymi.

Zainteresowanych odsyłam do wpisu Rozwój mowy dziecka do 2 roku życia.

więcej na temat książek we wpisie – Książki dla najmłodszych wspierające rozwój mowy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Montessori? Jestem na NIE”

Pojawiło się kilka ciekawych pytań na temat Montessori, na które udzieliłam  odpowiedzi.

„Jak to jest z dziećmi, które spędziły lata przedszkolne w filozofii Montessori, a potem idą do zwykłej szkoły. A nawet takie, które całą podstawówkę zrobiły w Montessori, a potem muszą zmierzyć się z normalnym liceum. Są jakieś badania, statystyki na ten temat?”

oraz bardzo podobne:

„Moje pytanie: jak dziecko nie chwalone, nie karane, pracujące samo przy stoliku poradzi sobie w życiu? Czy nie będzie zbyt odizolowane od reszty dzieci gdy zetknie się z „normalną” szkołą?”

Pedagogika Marii Montessori jest dostosowana do każdego dziecka. Została stworzona na potrzeby pracy z dziećmi upośledzonymi. Maria Montessori bardzo szybko zauważyła, że ta metoda sprawdza się również u dzieci w normie intelektualnej. Dzieci doskonale potrafiły dostosować się do zasad, które panowały w Casa dei Bambini. Wolność oraz brak kar i nagród spowodowały rozwój motywacji wewnętrznej wśród wychowanków.   W dzisiejszych czasach coraz częściej się na ten temat mówi i rodzice, którzy nawet nie ukończyli żadnych kursów bardzo intuicyjnie nie używają kar i nagród, czyli w przypadku szkoły ocen.

Z ogromnym zainteresowaniem obserwuję reformy edukacji. Pamiętam jeszcze jak w klasach 1-3 były oceny (bez niedostatecznej). Od dłuższego czasu są to oceny opisowe. Bardzo podobnie jest w systemie nauczania wg pedagogiki Montessori. Panuje błędny obraz tej metody. Dzieci same opracowują materiał wg programu i zgłaszają się na „zaliczenie” tego zakresu wiedzy. Są również karty pracy, które dzieci uzupełniają w czasie pracy własnej, więc przygotowywane są również pod tym kątem. Liczę na to, że w szkołach tradycyjnych w ciągu najbliższych lat zostaną zniesione prace domowe- tak jest w systemie Montessori. To czy sobie dziecko „poradzi” jest wypadkową wielu cech i umiejętności. Myślę, że rodzaj placówki przedszkolnej nie ma tu najmniejszego wpływu. A to rodzice najczęściej tym się przejmują. Dzieci mają niesamowitą zdolność do adaptacji. Zwrócę jeszcze uwagę na fakt, że naprawdę niewielu rodziców, którzy zapisują dzieci do placówek Montessori stosują tę metodę w domu. A i tak dzieci świetnie sobie radzą.

„Po czym poznać prawdziwe przedszkole/żłobek montressori od takiego, które nazwę metody stosuje głównie jako chwyt reklamowy?”

Polecam bardzo obszerny wpis na ten temat: Czy to prawdziwe Montessori

„Dzwoneczek zwiastujący ciszę, i same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki ect. Jestem jak najbardziej na NIE, nie podoba mi się ta metoda nauczania, wychowywania dzieci”

Metoda M.Montessori od wielu lat ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Wiele wątpliwości na temat tej pedagogiki pojawia się przede wszystkim z niewiedzy. Wszystkie elementy doskonale się uzupełniają i razem współgrają. Co z tym dzwoneczkiem? W przedszkolach tradycyjnych Panie mają również swoje sposoby aby odgraniczyć następne aktywności: klaszczą w dłonie, puszczają muzykę lub nawet używają gongu. Jest to niewerbalny sposób aby zwrócić uwagę na nauczyciela oraz oddzielić jedną aktywność od drugiej. Tak samo jest z dzwonkiem w szkole.

„Same drewniane zabawki, układanki, zamki, guziki etc. „- zabawki (zwane w Montessori pomocami edukacyjnymi) na półkach różnią się znacznie od tych, które możemy znaleźć w przedszkolach tradycyjnych. Rodzice mogą mieć pewność, że są to pomoce przemyślane i służą rozwojowi jakiejś funkcji.  Jednak w placówkach Montessori znajdziecie również bardziej standardowe zabawki takie jak: kuchnia do gotowania, klocki, lalki bobasy, książeczki.

Tutaj chciałabym również zwrócić uwagę na to, że metoda Marii Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Wg mnie jest to dość ryzykowne- całościowe stosowanie tej metody w domu, a ostatnio jest dość modne. Nie ma żadnych badań na ten temat. Warunki panujące w placówce są zdecydowanie inne. Owszem, można kilka elementów z powodzeniem stosować, ale cała metoda jest bez wątpienia do wykorzystania w przedszkolach i szkołach.

Moje pytanie do konsultacji:-) Mam 7 letnią Córeczkę. Pedagogikę Montessori niestety odkryłam dosłownie kilka miesięcy temu- żałuję ogromnie. Zagłębiając się w jej założenia tym bardziej doświadczam żalu i wyrzutów sumienia, że nie miałam okazji więcej wcielać jej w codzienność przy dotychczasowym wychowywaniu Córci, choć intuicyjnie niektóre jej przesłanki również udawało mi się realizować, jednak zupełnie nieświadomie i nie aż w takim zakresie jak zrobiłabym to dziś. Mieszkam w niewielkim mieście i nie ma tu niestety ani jednego przedszkola Montessori. Doświadczenia z przedszkola publicznego mamy baaardzo dalekie od ideału, niestety. Czy mam więc jakąkolwiek szansę nadrobić jeszcze te zaległe lata przedszkolne w dalszej pracy rodzicielskiej z Córcią zgodnie z pedagogiką Montessori? Czy mam szansę choć trochę zniwelować skutki nieodpowiednio prowadzonej pracy z dziećmi w przedszkolu, której doświadczyła moja Córcia? Pocieszam się, że choć te pierwsze lata życia są bardzo istotne i niezwykle ważne, to jednak nasza pamięć w późniejszym życiu nie sięga aż tak daleko. Często zaczyna się ona właśnie od początków lat szkolnych, dlatego teraz chciałabym już bardziej świadomie nadrobić to co było. I w sumie ogromnie liczę tu na pocieszenie od Pani Ani i otrzymanie nadziei co mogę robić dalej od dziś…”

Droga Mamo, pamiętaj proszę, że Montessori nie jest metodą wychowywania dzieci. Skup się na przyszłości i budowaniu bliskiej relacji z Córką. Obojętnie jak. Najważniejsze żeby to było zgodne z Twoim sercem i potrzebami dziecka. Jeżeli masz chęć zgłębić metodę Montessori to polecam książkę: Odkrycie dziecka

„Mnie bardzo interesuje temat pochwał, a raczej ich braku w duchu Montessori, i jak się powstrzymać przed ciągłym „super, świetne” gdy samo ciśnie się na usta.”

Myślę, że najłatwiej jest się postawić w roli dziecka i pomyśleć czy samo „super, świetnie, cudownie” by zadowoliło mnie jeżeli napracowałbym się po uszy. Co by mi to dało? A co jeżeli zrobiłbym rysunek byle jak, a mama lub tata użyłaby uniwersalnego i pasującego do wszystkiego „super, świetnie, cudownie”?

Na początku mojej ścieżki zawodowej również miałam z tym problemy. Pomogło mi opisywanie danej czynności. Jeżeli np. dziecku po długich próbach w końcu udało się założyć but i przyszło do mnie pokazać swoją nową umiejętność, najczęściej używałam opisu: „Sam założyłeś but” lub „O, narysowałaś czerwony domek z kominem”. Czasami kiedy dziecko pomaga mi w domu i zrobi coś o co poproszę  zamiast „super, brawo, świetnie” mówię zwyczajne „dziękuję”. Myślę, że to wystarczy.

„A ja właśnie chciałabym zapytać o przedszkole Montessori. Chciałabym do takiego posłać córkę, ale nie jestem pewna czy zróżnicowanie wiekowe dzieci w przedszkolu to na pewno dobry pomysł już dla 2,5-latki. Kiedy byłyśmy na dniach otwartych czterolatek ofuknął moją córkę, że akwarium nie wolno dotykać i ona (jak rzadko) stanęła jak wryta i nie widziała co zrobić. Czy taki maluch poradzi sobie ze starszymi dziećmi, czy nie stanie się „najsłabszym ogniwem” grupy, tym który się podporządkowuje starszym dzieciom? Córka jest bardzo rezolutna, otwarta, chętnie wchodzi w relacje z innymi, ale nie wiem czy to nie za wcześnie na takie połączenie ze starszakami… byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź.”

Jest to jedno z najbardziej popularnych pytań odnośnie pedagogiki Montessori. Maria Montessori dążyła do naturalności w każdym aspekcie. Tak jak w społeczeństwie – rzadko kiedy będziemy pracować tylko z rówieśnikami – stworzyła model grupy mieszanej wiekowo. Zadbała również o to żeby w grupie znalazły się również osoby niepełnosprawne, które żyją w każdym społeczeństwie.

Grupa mieszana wiekowo ma być jak rodzina. Najpierw dziecko wchodzi do grupy jako najmłodsze. Ma możliwość uważnego obserwowania starszych dzieci i nauki od nich. Dzieci starsze pomagają tym najmłodszym. Za rok to ono będzie starsze i odnajdzie się w innej roli. Będzie miało okazję przebywać z dziećmi najstarszymi i najmłodszymi. Tylko w grupach montessoriańskich mają taką możliwość.

Zróżnicowanie wiekowe w grupie wg mnie jest bardzo korzystne. Przede wszystkim dla dzieci, które idą pierwszy rok do przedszkola. Wchodzą do grupy, która funkcjonuje już kolejny rok. Adaptacja przebiega wtedy łagodniej ponieważ przykładowa 30 trzylatków nie płacze z tęsknoty za mamą. Uważam również, że przebywanie ze starszymi dziećmi ma bardzo pozytywny wpływ na rozwój mowy. Dzieci obserwują uczą się słownictwa, którego prawdopodobnie nigdy nie usłyszałyby od rówieśnika.

Dziękuję bardzo za wszystkie pytania i zainteresowanie

Zapraszam też do wpisu „Metoda Montessori w domu – co nam się sprawdziło a co nie”

Anna Trawka – pedagog specjalny, nauczyciel Montessori z  kilkuletnim doświadczeniem w pracy w przedszkolach prowadzonych Metodą Marii Montessori, Logopeda, Terapeuta Integracji Sensorycznej, Autorka książek dla dzieci

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Rodzicu, porzuć wszystkie teorie i bądź szczęśliwy!

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Kiełkował we mnie zdanie po zdaniu, a całe frazy powoli układały się w całość. Może Wam się to wydać dziwne, że na blogu, który ma wiele słów kluczowych- bardzo dobrze wyszukiwanych przez wyszukiwarki takich jak: „metoda BLW”, „metoda M.Montessori”, „metoda symultaniczno-sekwencyjna”, „Rodzicielstwo Bliskości”, „Integracja Sensoryczna” „metoda Karpa” powstanie kiedyś taki wpis.

Dostaję od Was wiele wiadomości na różne tematy. Niektóre dotyczą wychowania, inne zaś sklepu, w którym kupiłam Lilce rajstopy. Często pytacie mnie o bardzo ważne kwestie takie jak np. wybór przedszkola lub prosicie o radę odnośnie rozwoju Waszego dziecka. Dziękuję, że macie do mnie zaufanie i liczycie się z moją opinią.

A ja? No cóż najczęściej udzielam jednej odpowiedzi. „Zrób tak jak podpowiada Ci matczyne serce, tak żeby było Ci wygodnie, tak żebyś nie musiała pożyczać pieniędzy na czesne, tak żebyś miała czas pobawić się z dzieckiem w domu, tak żebyś mogła cieszyć się i wiedzieć, że nie zrobiłaś czegoś wbrew sobie.”

Rodzice nie czują się kompetentni żeby zająć się własnym dzieckiem

Rodzice w dzisiejszych czasach są niepewni siebie. Często są oderwani od rodziny, która mieszka setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Nie mają wsparcia, pomocy i są zwyczajnie zagubieni. Dostają 3,5 kilogramowe dzieciątko w szpitalu bez załączonej instrukcji obsługi.

Nic nie jest już proste, a rady, które docierają do nich nie są przepuszczane przez filtr zaufania. Nikt nie wie co jest najlepsze dla mojego dziecka, ale ja też do końca nie jestem tego pewna.

„Moja mama nie potrzebuje dobrych rad”

Lubię słowa A. Stein „Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”. Kiedyś to matki i babki mówiły młodym matkom jak postępować z malutkim dzieckiem. Jednak kiedy te więzy rodzinne się rozluźniły- takie rady i uwagi młode matki traktują jako atak na ich umiejętności i przekonania.

Na każde słowa dotyczące naszego dziecka i naszym metod reagujemy alergicznie. Gdyby ta zażyłość i kontakt zostały w bardzo bliskim stopniu, inaczej byśmy do nich podchodziły.

Pamiętam siebie z tego czasu. Niepewną, rozdrażnioną, poszukującą „złotego środka”. Naczytałam się poradników i miałam w głowie jakiś plan działania. To była właśnie ta brakująca instrukcja, której nikt nie załączył do mojego nowonarodzonego dziecka, a reklamacji w tej kwestii nie uwzględniano.

Moje dziecko płakało często, długo i bardzo intensywnie, a ja czasami razem z nim. Szukałam antidotum na moje problemy i je szybko odnajdywałam.

Metoda uspokajania dr. Karpa

Noworodek płacze? Nie może zasnąć? Jest na to metoda!- 5 zasad uspokajania dziecka. Czytałam książkę z zapartym tchem i oglądałam filmiki instruktażowe na youtubie.

Genialne – działa! A tak naprawdę to samo pewnie poradziłaby mi moja mama, która takie metody zna od swojej mamy.

Rodzicielstwo Bliskości

Tak, później przyszedł czas na Rodzicielstwo Bliskości- cudowna teoria. Karmienie piersią, noszenie i bliskość. Miałam wyrzuty sumienia, że nie możemy stosować tej metody w całości i czułam się gorsza od innych matek, bo nie potrafiłam spać z niemowlęciem w jednym łóżku.

Czułam, że nie spełniam wszystkich zasad teorii RB i to już chyba coś innego. A gdzie mój rozum wtedy był? Nie wiem. Ale bardzo łatwo było można mnie wpędzić w poczucie winy i bycia „złą matką”. Apogeum nastąpiło wtedy kiedy próbowaliśmy dziecko „otruć” mlekiem modyfikowanym tylko po to żeby mogła 5 godz przespać w nocy ciągiem. Ja- egoistka- siedziałam zapłakana na kanapie w drugim pokoju, a mąż próbował nasze dziecko oszukać. W mojej głowie kłębiły się tylko myśli, że dla własnej wygody podaję mieszankę. Myślę tylko o sobie, a nie o moim dziecku.

Tak sobie teraz myślę, że gdybym nie przeczytała tych wszystkich poradników byłabym szczęśliwsza. Poradniki, teorie i metody wyparły skutecznie mój instynkt. Wyrugowały go i zastąpiły wyrzutami sumienia. W połączeniu z hormonami to jak koktajl Mołotowa.

Czułam się niepewnie i tylko wspomaganie się różnymi badaniami naukowymi pomagały mi „nauczyć się swojego dziecka”.

BLW

Później przyszedł czas na rozszerzanie diety oczywiście Metodą BLW. Cała metoda jest świetna- nie ukrywam, jednak moje ortodoksyjne podejście dziś mnie przeraża. Jak mogłam być taka zero jedynkowa?  Przez to wiele razy moje wyrzuty sumienia były głębokie jak przedwojenna wanna. Przecież nic się stanie jak raz na jakiś czas podasz dziecku słoik.

To było wówczas NIE DO POMYŚLENIA, bo przecież to nie jest metoda BLW, którą stosujemy. Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę o moim dawnym toku rozumowania. Dałam się złapać w pułapkę bycia świetną matką, która stosuje wszystkie metody wychowawcze i pielęgnacyjne. Trochę luzu na pewno by mi pomogło.

Integracja Sensoryczna, metoda Marii Montessori …

Również moje wykształcenie naznaczało mi jakąś ścieżkę. Jednak tutaj nie dałam się aż tak ponieść, bo ani Integracja Sensoryczna, ani metoda Marii Montessori, a już tym bardziej logopedia nie są metodami wychowania.

Dają jakieś narzędzia, z których możemy korzystać i się na nich opierać. Ale w żadnym wypadku podążać ślepo i bezrefleksyjnie. Nawet ja – specjalista w tych 3 dziedzinach oddzielam wychowanie córki od moich przekonań zawodowych.

Nikt na tym by dobrze nie wyszedł, a powodowałoby tylko frustrację i złość. Od stosowania tych metod są specjaliści po kursach i odpowiedniej praktyce. Wiem, że są bardzo interesujące i wspierają rozwój dziecka. Jednak, proszę Was nie przeginajcie.

Wpływ oglądania bajek na rozwój dziecka

Dostałam niedawno meila od czytelniczki, która pyta mnie od jakiego wieku można puszczać  dziecku bajki, bo literatura mówi o 7 r.ż. Inni piszą, że nie można (ABSOLUTNIE) do 3 r.ż. Serio? A kto tak powiedział lub napisał? Amerykańscy naukowcy?

Owszem telewizja w nadmiarze jest szkodliwa. Ale nie dajmy się zwariować. Na pocieszenie dodam, że wolałam Lilce dać Elmo song na telefonie niż podać jej smoczek kiedy podczas podróży autem płakała w niebogłosy.

Apeluję do Was o zdrowy rozsądek i podejście. Gwarantuję Wam, że jeżeli przestaniecie się zastanawiać, a będziecie postępować wg tego jak Wam serce podpowiada będziecie szczęśliwsi. Docenicie to, że dziecko poznaje litery w taki sposób jak chce, a nie dana metoda się nie sprawdza. Frustrację i nerwy zastąpi radość i świeżość.

Nie musicie znać wszystkich metod, teorii i filozofii aby być dobrymi rodzicami. 

W razie wątpliwości i problemów zawsze możecie zwrócić się do specjalisty. Nie musicie nimi się stawać nawet jeżeli Wasze dziecko ma wyzwania rozwojowe.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Share week, czyli blogi, które polecam

O co chodzi? Andrzej Tucholski już po raz piąty organizuje świetną akcję. Autorzy polecają autorów.

Ja również mam kilka blogów, które bardzo lubię i często odwiedzam. Chciałabym również żeby szersza grupa osób o nich wiedziała. Dlatego dziś napiszę o 3 blogach, które warto wg mnie odwiedzać.

Ronja.pl 

to blog wspaniałej mamy 2 dzieci, która również ma wiele wątpliwości na temat macierzyństwa i wychowania. Sporo tematów na jej blogu jest związanych ze Skandynawią. Jej mąż pochodzi z tej dalekiej krainy i ma wiele przemyśleń na jej temat. Lubię jej styl pisania i podejście do wielu sprawa. Widzę też, że się rozwija fotograficznie i bardzo jej kibicuję. Jeżeli jeszcze nie znacie Ronji – koniecznie zajrzyjcie.

ronja

Mataja.pl 

pewnie znacie, a kto nie zagląda ten trąba. Blog o rodzicielstwie oparty na dowodach naukowych. Sztywnie brzmi, co? A teraz wejdźcie w ich progi, przeczytajcie jeden wpis i spróbujcie się nie śmiać.

Dziewczyny mają wyjątkową lekkość pióra i każdy ich wpis czytam z takim samym entuzjazmem jakbym oglądała najśmieszniejszy serial świata. A wiecie jakie wpisy u nich lubię najbardziej? Sponsorowane! Jak nikt potrafią ugryźć temat i w humorystyczny sposób zrobić content.

mataja

PaniMoney.pl 

blog trochę inny, bo o finansach. Od zawsze byłam noga z oszczędnościami i zbieram się powoli żeby trochę w tym temacie się dokształcić. Blog Ady jest bardzo przyjemny w odbiorze i z pewnością niedługo odniesie sukces. Jeżeli myślicie o kredytach, kartach, oszczędnościach to koniecznie zajrzyjcie na jej blog. W ciekawy sposób opisuje własne finansowe perypetie.

pani

Bardzo trudny był to wybór.

Mam jeszcze kilkoro swoich ulubieńców. Kolejność przypadkowa. Opiszę je słowami kluczowymi 🙂

amicusdesign.pl wnętrza i estetyka

Matkawariatka.pl– książki dla dzieci i gadżety

Matkatylkojedna.pl– słowo pisane (!) i pointy

Makóweczki.pl– nadchodzące zmiany i ciepło

flowmummy.pl– macierzyństwo bez lukru

Żudit.pl– zdjęcia Kasi i niebanalne pomysły na posty

Tasteaway.pl– podróże z dzieckiem i warszawskie restauracje

Jestrudo.pl– nauka fotografii

Littlehooligansblog.pl i http://sobiejestesmy.blogspot.com– chłopięcy świat

coverbaby.pl pomysł na macierzyństwo

Kantorekkatjuszki.pl– chwile uchwycone na zdjęciach

Jeżeli sami prowadzicie bloga napiszcie mi o tym w komentarzu – z chęcią do Was zajrzę! I zapraszam do udziału w Share week.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ale jaja! 6 pomysłów jak zrobić pisanki wspólnie z dziećmi

  • DIY
  •  komentarze [21]

W ubiegłym roku zamiast się głowić jak zrobić pisanki poszłam na totalną łatwiznę. W supermarkecie kupiłam zwykłe, chemiczne barwniki. W tym roku chęci trochę więcej, więc postanowiłam, że zrobimy same: piękne, kolorowe pisanki. To dobra okazja żeby spędzić trochę czasu z dziećmi w przedświątecznej bieganinie. Chyba uczynimy z niej tradycję taką jak robienie pierniczków na Boże Narodzenie.

Pokaże dziś kilka ciekawych pomysłów jak zrobić pisanki z dziećmi.

Wszystkie jajka najpierw gotujemy i do dekoracji bierzemy ciepłe, a nawet gorące. Ustawiamy je na butelce z szerokim otworem lub w kieliszku na na jajka (zwanym przez Lilkę jajnikiem lub jajniczkiem:)

1. Kredki świecowe lub pastele żelowe

Dzieci rysują po gorących jajkach, a  rysunek zaczyna się ze skorupką stapiać. Wzory zależą od inwencji dziecka.

jak zrobić pisanki z dziećmi

2. Jak zrobić pisanki w kropeczki

Za pomocą patyczka przyozdabiamy farbą plakatową w dowolne wzory (fajnie wychodzą kropki).

jak zrobić pisanki

3. Farbowanie bibułą

Z kolorowej bibuły wycinamy kwadraciki. My mamy akurat confetti w kształcie kółek. Każdy skrawek papieru dziecko moczy w wodzie i przykleja do jajka. Kiedy papier wyschnie zdejmujemy kwadraciki i mamy pofarbowane jajko.

p.s. Mocniejsze wzory wychodzą na bardzo ciepłych jajkach.

20160319-DSC_5725
jak zrobić pisanki

4. Tatuaże lub naklejki

20160319-DSC_5748

5. Jak zrobić pisanki brokatowe

Smarujemy jajka klejem w płynie i obtaczamy w brokacie.

20160319-DSC_5743
jak zrobić pisanki z dziećmi

6. Jak zrobić pisanki naturalne

To propozycja dla osób, które są tradycjonalistami i uważają, że pisanki powinny wyglądać klasycznie.

Czego potrzebujemy?

  • naturalnych barwników do jajek.
  • nowych, cienkich rajstop
  • sznurka
  • roślinki (u nas płatki goździków i pietruszka).

My akurat zdecydowaliśmy się na jeden z czerwonej kapusty (wychodzą piękne niebieskie).

20160319-DSC_5714

Jak zabarwić jajka na niebiesko czerwoną kapustą?

Gotujemy jajka na twardo.
1/2 główki czerwonej kapusty gotujemy w 1 l wody przez 30 minut. Przelewamy przez sitko do miski, liście możemy wykorzystać np. do sałatki albo bigosu.
Do gorącej wody z kapusty dodajemy 2 łyżki soli i 2 łyżki białego octu spirytusowego.
Zanurzamy jajka i zostawiamy aż do uzyskania pożądanego odcienia niebieskiego (intensywny kolor wymaga leżakowania jajek w barwniku przez całą noc).

Przepisy na ten i inne kolory znajdziecie tutaj

Wracamy do naszego tutorialu.

Przed włożeniem jajek do barwnika wycinamy prostokąt z rajstopy, prosimy dziecko o przytrzymanie jednej części  i związujemy sznurkiem. Dziecko układa na płasko rośliny, a my zawiązujemy bardzo ściśle z drugiej strony. Wkładamy na noc do garnka z barwnikiem.

20160319-DSC_5732
20160319-DSC_5733
20160319-DSC_5734
20160319-DSC_5736

Rano wyglądają tak:

20160321-DSC_5781
20160321-DSC_5782
20160321-DSC_5792

Tu jeszcze były Wielkanocne ozdoby

A jeśli jest u was tradycja świątecznego obdarowywania to tu macie inspiracje na drobne Prezenty od zajączka

A jeśli macie w rodzinie dzieci 0-3 to niezmiennie polecamy nasze książeczki – to ostatnia szansa bo za około 30 dni zamykamy już nasz sklepik online!

Pakiet książek TERAZ z dostawą na terenie całej Polski GRATIS – TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Moje domowe sposoby na katar i przeziębienia

Przełom zimy i wiosny to czas kiedy nasze dzieci częściej chorują. Osłabiona odporność i niezbyt stabilna pogoda sprzyjają zwiększeniu ilości zachorowań. Dzieci pociągają nosem, pojawia się kaszel, czasami gorączka. Dzieci są rozdrażnione, bo nie śpią w nocy przez katar i kaszel, a my niewyspani jak nigdy. Katar nieleczony podobno trwa 7 dni, a leczony tydzień. Tak nie jest w przypadku dzieci. Katar trwa zazwyczaj od 10 do 14 dni, czyli prawie dwa razy dłużej. Jak pomóc dzieciom w tym trudnym czasie? Jakie są moje domowe sposoby na katar i przeziębienia – odpowiem na te pytanie w dzisiejszym wpisie.

Mam wrażenie, że odkąd moja córka poszła do przedszkola uczestniczymy w maratonie przeziębieniowym. Od września do marca przeszła ok. 10 infekcji wirusowych. Z jednej strony jest to normalne, bo w taki sposób dzieci nabierają odporności, a z drugiej jest to dość wyczerpujące. Na szczęście nigdy żadne z przeziębień nie przerodziło się w nic poważniejszego. Katar i kaszel to wg mnie nie choroby. A to dlatego, że mam swój niezawodny zestaw przeziębieniowy, który stosuję od ponad 3 lat. Dzięki szybkiej reakcji tylko 2 razy był potrzebny antybiotyk, więc śmiało mogę powiedzieć, że nasze sposoby działają.

W czasie przeziębień jak tylko pojawią się pierwsze objawy stosuję domowe sposoby. Dotyczą one zarówno  funkcjonowania fizycznego jak i poprawy dobrego samopoczucia. Dzieci w tym czasie są marudne, rozdrażnione i wymagają więcej uwagi niż zwykle. To do nas – matek, lgną najbardziej w poszukiwaniu ukojenia i polepszenia humoru. A my staramy się, mimo zmęczenia, ten trudny czas uprzyjemnić i sprawić żeby dziecko nie cierpiało.

Dziś dzielę się z Wami moimi, domowymi sposobami na katar i przeziębienia stosuję je zawsze jak tylko zobaczę pierwsze objawy (najczęściej jest to katar).

Toaleta nosa

Kiedy pod nosem dziecka zaczyna błyszczeć, znana wszystkim, wydzielina zawsze wyciągam niezawodny inhalator. Jeżeli katar jest gęsty to zawsze przed rozpoczęciem inhalacji robimy toaletę nosa. Kiedy Lilka była mniejsza stosowałam taki zestaw: sól morska do nosa (aby rozrzedzić wydzielinę), później aspirator (polecam taki podłączany do odkurzacza). Teraz kiedy potrafi EFEKTYWNIE (jest to bardzo ważne, bo inaczej wydzielina zalega) wydmuchać nos to używam tylko soli morskiej. Jednak jeżeli katar jest bardzo gęsty to wracamy do aspiratora.

inhalator dla dzieci - domowe sposoby na katar i przeziębienia

Inhalacje

Inhalator (pisałam o nim Jak wybrać inhalator) – nasz najlepszy przyjaciel w czasie przeziębień. Wdychanie roztworu chlorku sodu powoduje rozrzedzanie wydzieliny i dlatego jest tak pomocne. Inhalacje robimy już kiedy nos jest czysty – wtedy działa najlepiej. Do tego zabiegu używamy tylko soli fizjologicznej NaCl, która ma również działanie antybakteryjne. Kiedyś próbowałam wersji hipertonicznej jednak spowodowała ona dodatkowe podrażnienie i wcale nie było lepiej. Na jedną inhalację wlewam jedną ampułkę. W tym czasie włączam Lilce bajkę. Kiedy była mniejsza do tego zabiegu były potrzebne dwie osoby. Jedna trzymała ją na kolanach i przykładała maskę do twarzy, a druga w tym czasie produkowała się wokalnie naprzeciwko – najlepiej sprawdzały się piosenki z pokazywaniem. Inhalacje robimy 2- 3 razy na dobę.

Kiedy karmiłam ją piersią i zatkany nos utrudniał jedzenie robiliśmy te 2 czynności przed jedzeniem. Jeżeli do kataru doszedł również kaszel mokry, odrywający się po 15 minutach od zakończenia inhalacji zawsze ją oklepuję, aby wydzielina się oderwała. Robię to zdecydowanym ruchem kładąc ją na brzuchu na kolanach. Rękę układam w łódeczkę i raz przy razie oklepuję.

Co jeszcze stosuję w czasie walki z katarem i przeziębieniami?

Woda, woda, woda

I tylko w postaci wody, a nie soczków i herbatek. Nawadnianie organizmu walczącego z infekcją jest bardzo ważne, a często dzieci w tym czasie nie odczuwają tak mocno pragnienia. Dlatego stosuję różne triki, aby tylko utrzymać prawidłowy poziom płynów w organizmie. Tak jak widać na zdjęciu wyciągam nawet najbardziej fikuśne butelki z kolorowymi słomkami aby tylko skłonić dziecko do picia. Pamiętam nawet, że przez 2 tygodnie chorowania Lilka piła wodę tylko z papierowego kubka po kawie ze stacji benzynowej. A jak już nic nie działa to nalewam wodę do małego dzbanuszka i pozwalam jej nalewać wodę do szklanek.

Odpowiednia dieta

W czasie przeziębień staramy się unikać kilku produktów, które niekorzystnie wpływają na rozwój choroby. Są nimi cukier i mleko krowie. Pierwszy składnik może zadziałać w ten sposób, że infekcja wirusowa nadkazi się bakteryjnie (bo bakterie lubią cukier) i wtedy będzie potrzebny antybiotyk oraz mleko krowie, które ma właściwości zaśluzowujące i zwiększa ilość wydzieliny, z którą tak bardzo w czasie przeziębień walczymy. Nie przeginam również z produktami powszechnie znanymi jako lecznicze. Uznaję zasadę zdrowego rozsądku i nie podaję kaszy jaglanej na każdy posiłek.

Odpowiednia temperatura i nawilżenie powietrza

Przed położeniem córki spać wietrzę jej pokój. Ze względu też na atopową skórę nie włączamy kaloryferów w jej pokoju. Często stoi u niej oczyszczacz powietrza. Powietrze musi być chłodne, nawilżone i oczyszczone.

Pozycja do spania

Kiedy katar spływa po tylnej ścianie gardła dzieci często się budzą i kaszlą. Dlatego w czasie infekcji wirusowej układam ją na dużej poduszce lub kładę na brzuchu. Kiedy się obróci znów przekładam do odpowiedniej pozycji.

To są nasze niezawodne domowe sposoby na katar i przeziębienia. Próbowałam również innych metod, ale tylko te przynoszą u nas efekty i polecam je każdej mamie. Zobacz też wpis: Wszystko co musisz wiedzieć o katarze – 10 pytań do zaufanego pediatry

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego warto dać dziecku nożyczki?

Kiedy pojawia się w domu dziecko chcemy być pewni, że otoczenie, w którym przebywa jest  bezpieczne. Chowamy wszystkie „potencjalnie” niebezpieczne sprzęty na dno szuflady, często zakładając na nią blokadę. Aż w końcu nasze dziecko odrośnie trochę od ziemi, a my wtedy powoli zaczynamy wprowadzać dzieci w świat zagrożeń i niebezpieczeństw.

Jestem  za tym żeby dzieci wiedziały jakie zagrożenia za sobą niosą ostre narzędzia, bo w końcu kiedyś się z nimi zetkną, a nas może akurat przy nich wtedy nie być. Warto jest od małego demonstrować do czego służy dany przedmiot i o nim rozmawiać. Samo stwierdzenie „to jest ostre” może być zbyt abstrakcyjne dla dzieci. Dobrze jest zademonstrować daną czynność, a już najlepiej dać dziecku spróbować.  Nie od dziś wiadomo, że dzieci uczą się przez doświadczenie. Mam również takie spostrzeżenia, że dzieciom, którym nie zabrania się używania takich przedmiotów, a są już nauczone obsługi- nie sięgną po nie do innych celów taki jak np. pocięcie nowych zasłon.

Nożyczki już dla 2-latka

Myślę, że jest to dobry wiek na wprowadzenie tego sprzętu. Dzieci często są nimi zainteresowane i wiedzą do czego służą. Warto już wtedy zaopatrzyć malucha w ich mniejszą wersję. Nie ma co kupować plastikowych nożyczek- tylko od razu kupić najmniejsze, metalowe, z zaokrąglonymi czubkami.

Najlepsze są takie, które mają mniejszy otwór na kciuk i większy na resztę palców (a nie z podobnymi wielkościowo otworami). Jestem za tym aby wyznaczyć w pokoju miejsce do pracy z nożyczkami- najlepiej przy stoliku. Aby uniknąć bałaganu umieszczamy nożyczki i paski do cięcia na tacy.

Przy pierwszym podejściu najlepiej jest zademonstrować jak to działa. Wziąć nożyczki w jedną rękę, a w drugą cienki pasek papieru. Powoli pokazać dziecku sposób użytkowania. Kiedy dziecko będzie chętne- podczas pierwszej próby można mu pomóc delikatnie ściskając nożyczki. Musimy również pokazać w jakim kierunku mają opadać ścinki tak by lądowały na tacy. Wtedy nie ma praktycznie sprzątania.

20160309-DSC_5192

Rozwojowa moc nożyczek

Pewnie sobie nie zdajecie sprawy jak świetnym narzędziem są nożyczki. Taki prosty przedmiot, a dzięki nimi dzieci mogą ćwiczyć wiele funkcji. W niektórych przypadkach obserwacja cięcia nożyczkami może być diagnostyczna. Pierwsza kwestia, do której ręki dziecko preferuje brać nożyczki. (Post o lateralizacji  tu Oj będzie lewręczna.)

Druga kwestia jak sobie z nimi radzi. Czy potrafi je prawidłowo trzymać? Czy odwodzi kciuk od reszty ręki? Czy jest w stanie wcelować w to co chce wyciąć? Czy przy wycinaniu występują współruchy np. wystawia język? Jeżeli tak to najprawdopodobniej cięcie sprawia mu trudność i w ten sposób sobie „pomaga”. To wszystko można zaobserwować podczas cięcia nożyczkami.

Nożyczki dla dzieci

A co rozwijają? Przede wszystkim jest to bardzo dobre ćwiczenie dla mięśni dłoni- często zalecane dzieciom, które nieprawidłowo trzymają narzędzia pisarskie. Używając siły mięśniowej dziecko prowadzi nożyczki po kartce. Pomyślcie ile razy musi ścisnąć nożyczki, a później wykonać ruch odwodzenia, żeby wyciąć linię np. długości 20 cm.

Małe dzieci, które nie do końca jeszcze tę czynność opanowały zrobią minimum 30 ruchów. Wycinając po śladzie dzieci mają okazję ćwiczyć koordynację ręka- oko. Dzieci podczas wycinania ćwiczą również obustronną koordynację, bo jedną ręką wycinają, a drugą przesuwają papier.

A do tego najważniejsze, jest to czynność, która ma natychmiastowy efekt, więc wzmacnia poczucie własnej wartości. Nie ma potrzeby komentować każdego cięcia i wtrącać: „Brawo, wyciąłeś pasek”, bo dziecko to doskonale widzi i nie potrzebuje takiego wzmocnienia. Jeżeli dziecko przejawia już, że woli np. rękę lewą (tak jak Lilka) warto kupić nożyczki dla leworęcznych. My mamy nożyczki dla dzieci Fiskars (wersja z Muminkami), są bardzo dobrze wyprofilowane, ale ciężko je dostać.

nożyczki dla dzieci

Przekonałam Was, że warto dawać dzieciom nożyczki?

Pamiętajcie tylko o jednym ze względów bezpieczeństwa przy początkowych miesiącach użytkowania zawsze bądźcie obok.

Przygotowałam do pobrania szablon do wydruku  z liniami do wycinania. Najpierw musicie wyciąć po ciągłych liniach szerokie paski, a później dajemy je do wycinania. Jeżeli nie macie drukarki pod ręką równie dobrze możecie je sami narysować. Umieściłam je wg stopnia trudności. do pobrania na dole postu.

nożyczki dla dzieci

Oczywiście można ciąć różne rzeczy.

My zaczynałyśmy od pasków papieru bez linii, później były miękkie słomki, z których później można zrobić naszyjnik, na końcu twardy karbowany papier, który pomaga ciąć w linii prostej.

nożyczki dla leworęcznych
nożyczki fiskars

kreski <———————-PDF do pobrania

Jeżeli spodobał Wam się ten post dajcie mi znać tutaj w komentarzach lub klikając „Lubię to” https://www.facebook.com/nebuleblog/

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Rowerek biegowy, hulajnoga dla dzieci – test

Rowerek biegowy czy może hulajnoga?

Dziś bardzo długo oczekiwany przez Was test pojazdów dla dzieci. Postaram się pokazać je w różnych aspektach – tak aby ułatwić Wam wybór idealnego rowerka biegowego lub hulajnogi. 

część linków we wpisie to linki afiliacyjne

Żyjemy w czasach kiedy wiele rzeczy dla dzieci jest dostępnych na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba kombinować, zamawiać  i prosić rodzinę z zagranicy o przysłanie rowerka biegowego dla naszej pociechy. Na rynku jest tego multum i naprawdę ciężko jest się zdecydować na coś co będzie służyło dziecku.

Dziś pod lupę wezmę pięć pojazdów, które sama wybrałam do testów. Niektóre z nich mamy od dłuższego czasu i ich recenzje będą najbardziej obszerne. Postaram się być obiektywna w ocenie, a swoje dygresje napiszę na koniec.

Na początek kilka rad czym kierować się przy zakupie.

Jak wybrać rowerek biegowy?

  1. Wysokość siodełka – podstawowy parametr, który powinniśmy brać pod uwagę. Najpierw trzeba zmierzyć długość nogi w bucie po wewnętrznej stronie aż do ziemi. Według tego wymiaru szukamy odpowiedniego rowerka.
  2. Najlepiej jest jeżeli rowerek biegowy ma regulowaną wysokość siodełka – wtedy wystarczy nam na dłużej
  3. Idealna wysokość siodełka to taka kiedy cała stopa dziecka stoi twardo na ziemi, a nogi w kolanach są bardzo delikatnie ugięte (prawie wyprostowane).
  4. Zwróćcie uwagę na szerokość siodełka. Im węższe tym lepiej. Dzieci nie będą wtedy szeroko rozstawiać nóg, a miednica będzie w naturalnej pozycji. Siodełko oczywiście musi być wygodne.
  5. Nie kupujcie rowerków biegowych 3-kołowych z pedałami na przednim kole – dziecko jadąc nim znajduje się nienaturalnej pozycji, a miednica jest zaokrąglona.
  6. Zastanówcie się również czy będziecie rowerek biegowy nosić np. kiedy do parku jest daleko, a dziecko nie będzie w stanie do niego jeszcze dojechać. Wtedy lepiej wybrać lżejszy model.
  7. Koła piankowe czy pompowane? Piankowe są lżejsze, więc przekłada się to na wagę całego rowerka biegowego. Są również bardziej odporne na przedziurawienie. Nie trzeba ich również serwisować. Koła pompowane lepiej jeżdżą po nierównościach i nie straszna im trawa czy kamienie.
  8. Hamulec – dla młodszych dzieci, które dopiero zaczynają przygodę na rowerkach biegowych nie są zupełnie potrzebne. Jednak kiedy kupujemy biegówkę dla starszego dziecka (3,5+) to można zwrócić na to uwagę – będzie dobrą wprawą przed następnym rowerem z pedałami.
  9. Wygląd – o tym się podobno nie dyskutuje.
  10. Cena, która często idzie za jakością. Rowerków biegowych używa się raczej przez kilka sezonów. Warto kupić porządniejszy pojazd niż plastikowy badziew z supermaketu, który rozpadnie się po jednym sezonie.

Zaczynamy!

Najpierw przedstawię parametry techniczne tak żeby łatwiej było Wam odnaleźć rowerek biegowy na miarę Waszych potrzeb.

rowerki biegowe
rowerki biegowe

 Hulajnoga dla dzieci Mini micro 3w1 – bardzo duży wybór Tutaj

W wieku 22 miesięcy

rowerek biegowy

Wszyscy przechodnie się zachwycali:)

rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy

Był to pierwszy pojazd jaki kupiliśmy Lilce. Miała wtedy 1,5 roku.. Zdecydowaliśmy się na wersję 3w1 (jeździk, hulajnoga z krótką rączką, hulajnoga z długą rączką). Taka wersja posłuży na kilka lat. Składa się do mniejszych rozmiarów i dzięki temu mogliśmy ją zabierać na długie spacery – bez problemu mieści się w koszu pod wózkiem. Złożenie jej zajmuje 10 sekund (trzeba tylko zamontować rączkę do otworu) i już można jeździć. Ta hulajnoga dla dzieci jest popularna na całym świecie. Są również dostępne wersje dla starszych dzieci, a nawet dla dorosłych. Jest wykonana z bardzo solidnych materiałów. Mimo tego, że jest rzucana na ziemię, jeździ w wózku lub bagażniku nie ma na niej większych śladów użytkowania. Firma Mini micro wydała również serię gadżetów do hulajnóg ( torebeczki, kolorowe dzwonki itd.)

Nasza opinia: bardzo ciężko jest mi cokolwiek napisać akurat odnośnie tej hulajnogi. Dlaczego? Bo nam nie służy. Wiem, że jesteśmy wyjątkiem, bo znam może 15 dzieci, które uwielbiają Mini Micro. O ile na wersji z jeździkiem radziła sobie dość dobrze, to z hulajnogą jest różnie. Lilka miała  lekką asymetrię ciała i wzmożone napięcie mięśniowe. Nie do końca jest to pojazd sprzyjający jej zapotrzebowaniom rozwojowym. Wiadomo, że podczas jazdy dziecko wybiera nogę dominującą. Fizjoterapeuci mówią, że najlepiej by było aby raz jeździć na jednej stronie, a raz na drugiej. Nie jest to możliwe przy hulajnodze, bo nasz mózg zawsze wybierze stronę dominującą. Jak we wszystkim- ważna jest różnorodność.

A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.

Scootandride rowerek biegowy i hulajnoga dla dzieci 2w1 – Tutaj

Poniżej Lilka w wieku ok 2,5 roku.

rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy

Innowacyjny pojazd, który  po przekręceniu ramy staje się rowerkiem biegowym lub hulajnogą. Bardzo fajny pomysł dla dzieci, które lubią oba pojazdy, ale nie mogą się zdecydować. Ten ma te dwa rozwiązania w jednym i przy tym wynalazku ucieszyli by się fizjoterapeuci – jest różnorodność i inne wzorce ruchu. Do tego jest bardzo lekki (2 kg). Jeżeli dziecko się zmęczy to bez problemu możemy powiesić go na wózku lub nieść. Materiał, z którego wykonane jest Scootandride jest bardzo solidny (stworzyli go wynalazcy Mini micro), więc po wielu jazdach wygląda bardzo dobrze. Z racji niewielkich niepompowanych kółek nie poradzi sobie po piaskowych ścieżkach na wsi. Jest to rowerek miejski.

Nasza opinia: Lilce bardzo przypadł do gustu. Właściwie cały poprzedni sezon przejeździła na tym rowerku biegowym. Ciągłe użytkowanie wygląda u nas tak (5 min na rowerku, 15 min na placu zabaw, 3 min jazdy, dalej ja niosę). Jednak to zawsze Scootandride był wyciągany przed spacerem. Na hulajnodze nie chce jeździć, z rowerka już wyrosła.

Rowerek biegowy Scoot

rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy

Porządny, aluminiowy rower na długi czas użytkowania. Inne pojazdy i rowerki wyglądają przy nim jak zabawki. Regulowana kierownica i siodełko  pozwalają dostosować do odpowiedniego wzrostu dziecka. Rowerek biegowy przed sezonem trzeba dokładnie sprawdzić (tak jak rower dla dorosłych). Dokręcić wszystkie śruby, dopasować wysokość kierownicy i siodełka. Niektóre elementy trzeba też naoliwić. Jako jedyny z naszego zestawienia ma hamulec ręczny. Przekonał nas do niego pan w sklepie rowerowym, że jest dobrym wstępem do większego roweru z pedałami. W podstawowym zestawie ma również dzwonek. Duże, pompowane koła jadą nawet po wertepach. Jest dość ciężki – nawet dla 2,5 letniego dziecka.

Nasza opinia: Mimo tego, że ten rowerek biegowy wydawał nam się najbardziej porządny i miał wystarczyć na długo – nie jest u nas lubiany. Pewnie z tych względów, o których pisałam wyżej – jest dość ciężki. Do parku mamy daleko i samym rowerem jeszcze tam nie dojechaliśmy. Nie dało się go powiesić na wózku, ani również nieść. Wydaje mi się, że jest to rowerek biegowy dla starszych dzieci, a nie dla mojej 15- kilogramowej dziewczynki.

Rowerek biegowy Góralek Pilch

rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy

Pierwszy drewniany rowerek biegowy z jakim miałam do czynienia. Wykonany z drewnianej sklejki oraz eko skóry. Nie ma żadnych bajerów i przez to jest lekki. Ma miękkie, dość szerokie siodełko o regulowanej wysokości. Posiada duże, ale lekkie piankowe koła i przez to może być użytkowany w każdym terenie.  Kierownica lekko chodzi i jest na dobrej wysokości. Bardzo porządny rower za niewielkie pieniądze.

Nasza opinia: Bardzo przypadł do gustu Lilce, kilkanaście dni jeździła nim po domu i troszkę porysowała nam białe ściany oponami. A na podwórku sprawdza się idealnie. Da radę sama go znieść np. z krawężnika. Nie przeważa jej na zakrętach  i do tego fajnie wygląda.

Rowerek biegowy Wishbone 3w1

rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy
rowerek biegowy

Inna wersja drewnianego rowerka biegowego, która zwraca na siebie uwagę designem. Jest wykonany z drewna z ekologicznych upraw. Jest to rowerek biegowy na lata, który rośnie razem z dzieckiem. Białe opony nie rysują ścian (sprawdziliśmy), więc dzieci mogą najpierw wprawiać się w domu. Ma najwęższe siodełko ze wszystkich testowanych przez nas pojazdów, a to bardzo duży plus. Dedykowany jest dzieciom od ok 18 miesięcy do 5 lat. Ma bardzo duże, szerokie i pompowane koła, które ułatwiają jazdę i nadają się na każdą nawierzchnię.

Rowerek biegowy trójkołowy

nie było nam dane testować ten pojazd ponad 2 lata temu dlatego poprosiłam moją czytelniczkę o opinię. (Dziękuję Eliza!)

wishbone

„Rowerek kupiliśmy jak synek miał 18 miesięcy. Wybraliśmy limitowaną wersję „Abecadło” i do niego dokupiliśmy silikonową nakładkę w kolorze musztardowym. Nasz syn jeździł nim najpierw „na sucho” po domu. Kiedy przyszedł kask – byliśmy już gotowi na jazdę na rowerze po podwórku. Od razu załapał o co chodzi i robił furorę na chodnikach. Kolorowa, drewniana rama w literki i śnieżnobiałe opony robiły wrażenie. Ale najbardziej ten maluszek, który dziarsko przebierał nóżkami i był bardzo szczęśliwy. Nie miałam pojęcia, że taki maluch tak szybko załapie o co chodzi. I tak jeździł na tym trzykołowcu. Przy tej wersji, niestety po pewnym czasie, zauważyłam że synek szybko przebierając nóżkami zaczepiał piętami o tylną oś kół. Mnie to bardzo irytowało, a jemu chyba nie przeszkadzało. Wyglądało to tak jakby tego nie zauważał i jechał dalej. Na wersji trzykołowej synek jeździł przez rok. Teraz używamy wersji dwukołowej, na którą od  razu się przestawił. Po dwóch latach intensywnego użytkowania rowerek biegowy wygląda jak nowy.”

Nasza opinia: 

Wg mnie najbardziej stylowy. W porównaniu do innych rowerków biegowych jest dość długi. Nie utrudnia to jednak jazdy. Bardzo wygodne i wąskie siodełko (ogromny plus). Łatwo nim się manewruje i Lilka go naprawdę lubi. Bez problemu go podnosi i przenosi w inne miejsce. Jesteśmy teraz na drugim poziomie. Za rok obrócimy ramę do góry nogami i jeszcze nam posłuży. Gdybym mogła cofnąć czas to chyba nie kupiłabym Mini micro baby seat tylko Wishbone, bo starczył by nam na dłuższy czas.

rowerek biegowy

Prosicie również o opinie na temat kasków dla dzieci. Mieliśmy do tej pory dwa. Bardzo lekka (218 g) Alpina ze światełkiem z tyłu. Ten gadżet pomógł nam  przy oporach przed założeniem. Zapinany pod brodą i dopasowywany przez pokrętło z tyłu. Ma bardzo dobre wietrzenie, więc na upały był idealny. Dobry na obwód głowy (50-55 cm), są też inne rozmiary.

rowerek biegowy
rowerek biegowy

Drugi kask, który będzie użytkowany już drugi sezon to kask Janod – sporo cięższy (380 g) tzw. „orzeszek”. Regulowany paskami pod brodą i za pomocą pokrętła. Dobrze dopasowuje się do głowy i trzyma się przez cały czas. (51-54 cm)

rowerek biegowy

I na koniec o moim odkryciu tego sezonu.  W końcu znalazłam tak miękkie buty o klasycznym wyglądzie, które nie ograniczają małej i bardzo aktywnej stopy Bobux tutaj

rowerek biegowy
rowerek biegowy

A jeśli rozważasz zakup dla starszego dziecka, lub dla siebie – kopalnię inspiracji znajdziesz we wpisie Jaki rower miejski kupić.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Hello marzec!

Dziś kolejna dawka inspiracji – tym razem (pomimo śniegu za oknem) lekko wiosennych.

IMG_1802
  1. Żółte kwiaty od Miszkomaszko. Poprzednie lato przechodziłam w ich sukienkach. Wciąż są u mnie na topie.
  2. Chai Tiger czyli korzenny dodatek do kawy. Muszę je znów dopaść, bo chodzą za mną od dawna. Dostępne na Allegro.
  3. Nowy ekspres do kawy powoduje u mnie ciągłą chęć poszukiwania ciekawych filiżanek H&m home
  4. Tak, wiem, że jest marzec, ale już je zamówiłam, bo bałam się, że sprzątną mi je sprzed nosa. Świetnie wykonane z grubej skóry (wkładka również)
  5. Kosmetyki Yope dobra cena i dobra jakość bez SLS.
  6. Dawno nie czytałam nic związanego z wychowaniem dzieci, bo jakoś przestały do mnie przemawiać tego typu książki. Ta jest inna – nie ma  w nich po rad „rób tak” i „a, tak absolutnie nie rób”. „Świadome rodzicielstwo” to książka dla osób, które chcą się więcej dowiedzieć o sobie- polecana przez A.Stein i J.Juula. Już zamówiłam:)
  7. Pierwszą bransoletkę Mokobelle dostałam od moich przyjaciółek na urodziny. Mam chęć powiększyć kolekcję o jeszcze jedną.
  8. Banan-pietruszka-cytryna to mój ulubiony koktajl- jednak już mi się znudził. Długo szukałam książki z przepisami na Zielone koktajle. Zaraz wiosna, więc trzeba się przygotować.
  9. Trochę się boję, ale chyba zaryzykuję i kupię ekologiczny antyperspirant, który w końcu jest dostępny w Polsce. Schmidt’s
  10. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tyle fajnych polskich marek jest na rynku kosmetycznym. I te opakowanie! Moje dłonie po zimie są w opłakanym stanie, więc zamawiam krem do rąk Alba 1913

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ciekawe książki dla dzieci do 10 zł

Książki wcale nie muszą być drogie aby mieć w sobie to „coś”. Dziś polecam ciekawe książki dla dzieci w różnym wieku (od 6 m+ do 6 lat), za które nie zapłacicie więcej niż 10 zł. Można? Pewnie, że tak!

Prosicie również o oznaczenia dla dzieci w jakim wieku mogą być atrakcyjne. Tak dziś też uczynię.

Zaczynamy od najmłodszych.

„Seria Onomato, czyli zabawa dźwiękami” – opracowanie zbiorowe wyd. Olesiejuk 

Wiek 6m +

Cena ok 3 zł.

Seria 7 kartonowych książeczek z onomatopejami. Ciekawa alternatywa dla Księgi dźwięków. To właśnie od wyrażeń dźwiękonaśladowczych dzieci zaczynają mówić. Warto wspomagać naukę książkami z obrazkami.

978-83-274-4027-3-side

Seria „Wiersze mojego dzieciństwa” Jan Brzechwa wyd. Aksjomat

Wiek 12 m+

Cena ok 4 zł

Pewnie każdy kto ma dzieci ma małe kartonowe książeczki z wierszykami Brzechwy. Ta seria jest wyjątkowo ładnie zilustrowana i wydana.

10523066-side

Seria „Co słychać?” ilustracje Artur Janicki wyd. Aksjomat

Wiek 18 m+

Cena ok 4 zł

Seria kartonowych książeczek, która bardzo przypomina kultową już ul. Czereśniową. Mniejszy format i tekst sprawiają, że dzieci uwielbiają te książki. Każda z nich ma sporo szczegółów i ciekawy tekst.

77-side

Julian Tuwim „Rzepka”, „Ptasie radio” wyd. Oficyna Wydawnicza G&P

Wiek 18 m+

Cena ok 6 zł

Kartonowa książeczka w formie harmonijki ilustrowana przez Marcina Szancera. Bardzo fajna forma do czytania- Lilka ją uwielbiała.

rzepka-ptasie-radio-skladanka-b-iext6147543

Julian Tuwim „Abecadło” ilustracje Bohdan Butenko wyd. Zysk i spółka

Wiek 18 m +

Cena ok 7 zł

Legendarny wiersz Tuwima ilustrowany przez Bohdana Butenkę. Świetne wydanie!

abecadlo

Seria „Basia i Franek” Zofia Stanecka i Marianna Oklejak wyd. Egmont

Wiek 24 m+

Cena ok 7 zł

Seria o rezolutnym rodzeństwie Basi i Franku. Bardzo ciekawe i pouczające  książki. Można je kupić w jednym tomie, ale wtedy kartki nie są kartonowe. Zauważyłam również, że młodsze dzieci wolą tę serię czytać w pojedynczych książeczkach.

Basia-Franek-i-jedzenie-side

lub

wielka-ksiega-basi-i-franka

Seria „Kicia Kocia” Anita Głowińska wyd. Media Rodzina

Wiek 24 m+

Cena ok 6 zł

Seria przygód wesołej kotki o imieniu Kicia Kocia. Kto nie zna – serdecznie polecam. Dzieci ją uwielbiają, a rodzice Kicia kocia pomaga w rozwiązywaniu różnych problemów. Ilustracje są dość specyficzne, ale przyjemne dla oka. Każda z części ma sporo szczegółów, które dzieci bardzo lubią.

kicia-kocia-na-plazy-u-iext26019899-side

Seria „Mądra Mysz” wyd. Media Rodzina

Wiek 3 lata+

Cena ok 7 zł

Seria „Mądra Mysz” składa się z kilku mniejszych, ale powiązanych tematycznie książek

„Zuzia”

Seria książek o Zuzi, która ma różne przygody. Niektóre części są jak bajki terapeutyczne- pozwalają oswoić strach przed nieznanym („Zuzia u dentysty”) lub mają wątek edukacyjny „Zuzia nie rozmawia ze znajomym”. Lilka tę serię uwielbia! Mogłaby czytać ją non stop.

-zuzia-idzie-do-fryzjera-madra-mysz-side

„Maks”

Bohaterem książek jest chłopiec o imieniu Maks. Ciekawe historie i przyjemne dla oka ilustracje.

maks_jedzie_do_babci_i_dziadka01-side

„Pojazdy”

Bardzo szczegółowe książeczki o maszynach i pojazdach.

madra-mysz-maszyny-i-pojazdy-budowa-drogi-media-rodzina-side

„Mam przyjaciela …” „Dawniej i dziś”

mm_mam_przyjaciela_pilota01-side

Pierwsza seria przybliża różne zawody. Bardzo ciekawe i pouczające książki rozszerzające słownictwo.

„Dawniej i dziś” to porównanie dzisiejszych czasów z dawniejszymi. Fascynująca podróż w czasie.

Seria „Czytam sobie” wyd. Egmont

Wiek 3+

Cena ok 9 zł.

Seria książek dla dzieci do samodzielnego czytania (3 poziomy trudności), ale nic nie stoi na przeszkodzie  żebyśmy to my czytali je dzieciom. Wszystkie są napisane przez polskich autorów i w większości zilustrowane przez rodzimych ilustratorów (Emilia Dziubak, Joanna Rusinek). Fajne książki dla dzieci w różnym wieku. Osobiście bardzo polecam „Robota Roberta” i „Maję na tropie jaja”.

1d0a8156e5c5eb52da7bc3a4fb082ec7-side

Seria ” Ciekawe dlaczego?” wyd. Olesiejuk

Wiek 4+

Cena ok 5 zł

Ta seria przedstawia w bardzo interesujący sposób zagadnienia, którymi interesują się dzieci. Odpowiada na pytania i zaspokaja głód wiedzy.

ciekawe-dlaczego-mydlo-sie-pieni-u-iext9484731-side

Jeżeli spodobał się Wam ten wpis proszę dajcie mi znać tutaj lub kliknijcie „Lubię to” na https://www.facebook.com/nebuleblog/. Dziękuję!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Mamo, kup mi to”- jak uniknąć męczących tekstów na zakupach spożywczych

W ubiegłym tygodniu pisałam o moich „live hacks” czyli sposobach na ułatwienie i organizację życia codziennego. Takie metody często się sprawdzają jeżeli zrobimy z nich nawyk i po jakimś czasie rzeczywiście możemy uznać je za skuteczne. Dziś chciałabym Wam napisać o moim kolejnym ułatwiaczu życia, przez który mam więcej wolnego czasu dla siebie oraz tracę mniej nerwów.

Przyznam Wam szczerze, że kiedyś uwielbiałam robić zakupy. Miałam cały swój rytuał z tym związany. Lubiłam przygotowywać listy zakupowe, wyszukiwać w internecie wykwintne przepisy kulinarne i poznawać nowości. Następnie spisywałam bardzo skrupulatnie wszystkie potrzebne składniki i z taką gotową ściągawką wybieraliśmy się we dwójkę w weekend na zakupy.

Mój mąż, z tego co wiem, jest ewenementem-  uwielbia zakupy spożywcze i mimo tego, że ma gotową listę to, musi przejść przy każdej półce i zobaczyć, czy nie ma czegoś nowego, co mogłoby nam posmakować.

Ja jestem zadaniowcem i rzadko kiedy kupuję coś spoza listy i nie mam chęci na długie, „romantyczne” spacery wśród sklepowych półek. Dlatego często w sklepach się rozdzielamy. Ja biegam i w myślach odhaczam kolejne pozycje z kartki, a on chodzi, wybiera, ogląda i analizuje. Dzięki temu mieliśmy zrealizowaną listę zakupową oraz kilka ciekawych nowości do wypróbowania.

A jak jest odkąd mamy dziecko? 

Obydwoje biegamy jak opętani po markecie i wrzucamy rzeczy na oślep. Często mamy podwójne egzemplarze jakiegoś produktu, bo obydwoje go lubimy, ale przy komunikacji ograniczającej się do „Nie możemy tego kupić”, „To jest niezdrowe”, „Jeszcze chwilę, wytrzymaj” nie możemy się porozumieć. Jest w tym sporo uroku, bo tylko naprawdę nasz rytuał weekendowy się zmienił o jakieś 180 stopni i przyjemności odnajdujemy w innych czynnościach z Lilką niż zakupy spożywcze.

Po 15 minutach w zatłoczonym markecie mam ochotę uciekać. Ilość bodźców docierających do mnie przekracza moje możliwości i po bardzo krótkim czasie staję się nerwowa i mało przyjemna. Jeżeli muszę jeszcze walczyć o prawie każdy produkt „z reklamy” i szerokim łukiem omijać półki z  kolorowymi słodyczami to mam serdecznie dość. Kiedyś wybraliśmy się w Rzeszowie bez Lilki na zakupy. Mimo tego, że był jeden dzień przed Wigilią i w hipermarkecie panował chaos i hałas zupełnie nam to nie przeszkadzało. Powiedzieliśmy o tym szwagrowi, który ma 3 dzieci i zaśmiał nam się w twarz: „Zakupy bez jednego dziecka?”:)

Mali konsumenci nie ułatwiają zakupów i o ile czasami udaje nam się zażegnać kryzys długimi pertraktacjami i małymi przekupstwami to często widzę matki, które nie są w stanie sobie poradzić z krzyczącymi i płaczącymi dziećmi. Wtedy porozumiewam się z nią spojrzeniem: „rozumiem Cię doskonale”, a do akcji wkraczają sklepowi Pedagodzy- obserwatorzy, w których oczach to Ty jesteś zawsze ta zła. Wiedzą lepiej wszystko, nawet to, że roczne dziecko chce Snickersa- a Ty wyrodna matka nie chcesz mu kupić.

Zakupy nie są już dla mnie/nas przyjemnością. A są obowiązkiem, który wymaga od nas nie lada gimnastyki.

Dlatego raz na jakiś czas robimy duże zakupy spożywcze w internecie. Odkryliśmy tę metodę, kiedy mieszkaliśmy na 5 piętrze w kamienicy na warszawskim Żoliborzu. Winda dojeżdżała na 4 piętro, a później wnosiliśmy jeszcze jedno piętro wyżej zakupy. Kiedyś dostawca pół żartem pół serio powiedział nam, że im wyżej ludzie mieszkają tym więcej zgrzewek wody zamawiają.;)

DSC_4413
Czwartek, godzina 22.45- robię zakupy
DSC_4704
Piątek, 8.30 rano- kończę zamawiać

Wróciliśmy do tej metody znów odkąd mamy dziecko. Czy mam wymienić plusy, bo minusów nie jestem w stanie dostrzec.

  1. Zakupy robię wg listy – wpisuję każdy produkt w wyszukiwarkę i od razu go znajduję- nie muszę krążyć po sklepie i szukać np. płatków jaglanych.
  2. Mogę je robić o każdej porze dnia i nocy, nie ograniczają mnie godziny otwarcia sklepów. Najbardziej lubię robić zakupy w nocy, kiedy Lilka już śpi, a ja z kubkiem herbaty mogę spokojnie zrealizować moją listę.
  3. Nikt mnie nie pyta o tysiąc rzeczy i nie błaga o lizaki przy kasie.
  4. Zakupy mogę zacząć dziś, a skończyć jutro jeżeli nie mam wystarczająco dużo czasu.
  5. Kupując w zaufanym i sprawdzonym sklepie, wiem, że produkty zawsze będą świeże, a mrożonki nie będą rozmrożone- co się niestety zdarzało po 3-godzinnych rodzinnych zakupach.
  6. Nie muszę nic ważyć, ani nawet o tym pamiętać (a często o potrzebie zważenia dowiadywałam się przy kasie, kiedy już miałam chęć stamtąd uciekać)
  7. Mogę na spokojnie przeczytać skład każdego produktu, a nie dowiadywać się o różnych „truciznach” już w domu
  8. Po skończonych zakupach mogę dokładanie porównać listę z zawartością wirtualnego koszyka. A nie liczyć,  na to, że chyba włożyłam masło i dopiero przy rozpakowywaniu zorientować się, że czegoś nie ma.
  9. Noszenie toreb, a właściwie ciągnięcie ich do domu. Nie mamy parkingu podziemnego i z naszego miejsca musimy przejść spory kawałek. Przy zakupach internetowych nie muszę się o to martwić. Zakupy są dostarczane pod mój próg
  10. Przypomnijcie sobie jak pakujecie zakupy przy kasie: ja wrzucam jak leci, bo jestem w trakcie bardzo ważnych pertraktacji na temat kupienia Tic taców i często znajduję kostkę do WC razem z warzywami. Zakupy zrobione w markecie internetowym dostawca przywozi posegregowane. Produkty, które  mają być w lodówce są w jednej reklamówce, a chemia jest oddzielnie. To bardzo duże ułatwienie!
DSC_4443
Sobota, 7.40 rano, mam zakupy u siebie

Mamy jeden taki sklep

z którego usług korzystamy już od dawna i jesteśmy bardzo zadowoleni. Więc kiedy Frisco zwróciło się do mnie z zapytaniem o recenzję, zgodziłam się od razu, bo korzystam z zakupów już przez długi czas i mogę śmiało polecić innym. Dlaczego tam?  Sposób w jaki zamówienie jest kompletowane jest zupełnie inny.

Ten sklep internetowy nie ma swojego hipermarketu stacjonarnego dlatego wszystkie świeże produkty są często pakowane już u dostawców. Właśnie dlatego, że stawiają na najwyższą jakość- wybrałam już dawno ten sklep. Dodatkowo zachęcają konkurencyjne ceny, w porównaniu z innymi marketami spożywczymi, właśnie z tego względu, że nie mają sklepu stacjonarnego.

Pełna usługa zakupów jest dostępna na terenie Warszawy i okolic, a poza tym obszarem obsługuje ich firma kurierska. Jednak produkty świeże w tym przypadku są wyłączone z oferty, bo bardzo dbają o jakość usług.

DSC_4455-2
DSC_4460

Spodobał Ci się ten wpis? Daj mi znać zostawiając komentarz lub klikając „Lubię to” na profilu https://www.facebook.com/nebuleblog/ Dziękuję

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Ssanie kciuka

Ssanie kciuka spędza sen z powiek wielu rodzicom. Nieważne czy dziecko ma 6 miesięcy, rok czy też 2 lata. Zastanawiamy się w jaki sposób oduczyć tego nawyku i próbujemy wielu metod. W dzisiejszym poście postaram się Wam przybliżyć etiologię tego zjawiska oraz wspólnie zastanowimy się jak sobie z tym radzić.

Ssanie kciuka lub kilku palców jest bardzo powszechnym zjawiskiem wśród dzieci.

Już chwilę po porodzie dziecko jest w stanie włożyć sobie dłoń do buzi i ssać palce. Nic w tym dziwnego, przecież w okresie płodowym również to robiło z wielkim zamiłowaniem. Odruch ssania jest już wykształcony w 17 tygodniu życia płodowego, czyli przez następne 23 tygodnie dziecko tę czynność doskonali- często na swoim kciuku. Taki widok na usg połówkowym w 20 tygodniu często rozczula rodziców.

Nie dziwne jest to, że po porodzie również ma chęć tę czynność kontynuować, bo działa na nie przede wszystkim uspokajająco. Coraz bardziej popularnym zjawiskiem w szpitalach są rękawiczki- niedrapki i pajace z wbudowaną rękawiczką. Wszystko po to aby dziecko nie podrapało się po twarzy dłuższymi paznokciami.

W szpitalach nie zaleca się obcinania paznokci dzieciom. Paznokcie kilka dni po porodzie są bardzo miękkie. Warto dzieci nie zniechęcać do tych czynności i dać dziecku możliwość zapoznania się z własnym ciałem.

Ssanie kciuka

Następnie około 3 miesiąca pojawia się znaczne zainteresowanie własnymi dłońmi. Niemowlaki zupełnie świadomie poznają swoje ciało i są w stanie ssać kciuk lub palce w celach poznawczych. Tak kształtuje się również pierwsze poczucie świadomości swojego ciała i rozwija się koordynacja.

Często rodzicom ciężko jest dostrzec różnicę czy takie ssanie jest wynikiem chęci poznania siebie czy też ma właściwości uspokajające. Warto jest obserwować czy taka czynność występuje podczas snu. Jeżeli dziecko wkłada palec do buzi odruchowo podczas spania możemy być pewni, że ssanie służy uspokojeniu, wyciszeniu, a nie poznawaniu własnego ciała.

To jest właśnie ten moment. Jeżeli obserwujemy u dziecka ssanie kciuka podczas snu i w ciągu dnia pojawia się często, a siła ssania jest dość intensywna- warto pomyśleć o smoczku uspokajaczu. Możemy wnioskować, że odruch ssania jest na tyle silny i nie da się go zaspokoić podczas jedzenia- nasze dziecko potrzebuje smoczka.

Dlaczego warto zastąpić kciuk smoczkiem?

Ssanie to nie tylko jedzenie. Służy również uspokojeniu, zmniejszeniu wrażliwości na ból (przy ząbkowaniu), wyciszeniu- a co za tym wszystkim idzie zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa. Anatomiczny kształt smoczka wpływa lepiej na ułożenie łuków zębowych niż obecność twardego palca.

Dodatkowo smoczek jest (a właściwie powinien) być utrzymany w nienagannej czystości- czego niestety nie możemy powiedzieć o palcach, które eksplorują najbliższe otoczenie.

Trzeci i najważniejszy atut smoczka to późniejsza możliwość odstawienia. Jest go o wiele łatwiej się pozbyć niż oduczyć dziecko ssania kciuka. Smoczek odstawiamy najpóźniej w 18 m.ż. A ssanie kciuka trwa o wiele dłużej, co może niekorzystnie wpływać na rozwój mowy oraz wady zgryzu.

Ząbkowanie

Szczególne wzmożenie wkładania palców do buzi możemy zaobserwować w czasie ząbkowania. Jest to dość trudny moment w życiu niemowlaków. Towarzyszący ból, swędzenie dziąseł dziecko próbuje łagodzić poprzez wkładanie palców lub przedmiotów do buzi. A kciuk podczas odruchu ssania, masuje obolałe dziąsła ale również działa uspokajająco, więc jest lekiem na całe zło.

Do czego może doprowadzić ssanie kciuka?

Ten nawyk może mieć niestety poważne konsekwencje. Długotrwały i częsty kontakt z podniebieniem twardym może spowodować jego zniekształcenie. Kształt podniebienia może się przez ten nawyk zmienić i być zbyt wysoko wysklepione. Również zmienia się obraz szczęki, która staje się za bardziej wydłużona i wąska, a zęby wysunięte są ku przodowi. W/w zmiany mogą mieć poważny wpływ na czynność jedzenia, odgryzania, połykania i mówienia.

Dodatkowo język jest przyciśnięty kciukiem co powoduje  patologiczne, płaskie ułożenie języka, które skutkuje wadami wymowy. Dzieci mają problem z odgryzaniem kęsów, często jedzą z otwartymi ustami, oddychają przez usta, a niemowlęcy typ połykania nie ma szansy przemienić się w dorosły.

Drugą kwestią są zniekształcenia palca. Długotrwałe ssanie powoduje rany, deformacje oraz zakażenia skóry. Wpływa również na deformację płytki paznokciowej.

Jak w takim razie radzić sobie z tym problemem?

Na szczęście odchodzi się już od siłowych prób oduczenia się ssania kciuka, które dawniej były przekazywane z pokolenia na pokolenie jako skuteczne. Zaszywanie rękawów na noc, zaklejanie kciuków plastrami, smarowanie gorzkimi substancjami- tak było kiedyś. A co się zmieniło?

Obecnie uznaje się, że dzieci ssą kciuki w sytuacjach stresujących kiedy potrzebują wyciszenia i ukojenia. W/w sposoby nie są skuteczne, a mogą dodatkowo wzmagać stres u dziecka. Mogą przestać ssać kciuk, ale za to zaczną obgryzać paznokcie lub skórki albo moczyć się w nocy.

Obecnie stosuje się metody odwracające uwagę. W czasie napięcia, zdenerwowania u dziecka warto zaproponować wspólną zabawę, czytanie, rysowanie, lepienie z ciastoliny. Można również kupić  sensoryczne piłki- takie które rozładują napięcie, a dodatkowo  zajmą dziecku ręce. Takie odwrażliwianie nie tylko od czynności ale również od kontaktu kciuka z buzią może przynieść dobre efekty.

Wieczorem warto jest zwrócić uwagę na rytuały, nie włączać pobudzających bajek lub bawić się w szalone zabawy. To powinien być czas spokojny i bardzo przewidywalny.

Częste wkładanie kciuka, palców lub przedmiotów do buzi może być również spowodowane podwrażliwością dotykową. Dziecko ma ciągłą potrzebę mocnej stymulacji w obrębie jamy ustnej. Warto wtedy wybrać się do logopedy, który za pomocą profesjonalnego masażu pomoże dziecku zmniejszyć podwrażliwość.

Możemy również stosować domowe sposoby takie jak np. podawanie twardych pokarmów do gryzienia oraz zmienić szczoteczkę do zębów z manualnej na elektryczną, która dobrze masuje dziąsła.

Jeżeli intensywne ssanie kciuka występuje również w nocy możemy kupić tzw. wkładką przedsionkową, która uniemożliwi włożenie palca do buzi.

Jak widzicie jest to dość złożony problem i nie istnieją gotowe porady na ten temat. Warto jest jednak próbować, ponieważ konsekwencje długotrwałego ssania kciuka są naprawdę poważne. Dodam jeszcze tylko w ramach ciekawostki, że legenda- Amy Winehouse kiedy nie miała już żadnych używek w zasięgu  dłoni ssała kciuk.

Różne piłki sensoryczne

Kliknij w obrazek w celu powiększenia i klikaj w strzałki.

Zapraszam też do lektury wpisy Stopy dziecka – wszystko co trzeba wiedzieć.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Te dwie minuty, które zmieniły moje życie

Ostatnio mam sporo przemyśleń na temat swojego życia. Nie chcę żeby czas uciekał mi przez palce, a ja się obudzę po 40, że to już. Od kiedy zostałam mamą- mam wrażenie, że lata mijają jak miesiące, a tylko pojedynczy dzień dłuży się niemiłosiernie (szczególnie podczas chorób).

Myślę, że spory wpływ na to ma moja praca związana z blogiem. Chociaż staram się wydzielić sobie „godziny pracy”- bywa z tym różnie, bo nie potrafię na zawołanie wyłączyć np. myślenia o wpisie bądź aranżowania w głowie kadru, który chcę uwiecznić. 

DSC_3479

Perfekcyjna Pani Domu to nie ja

Nie jestem Idealną Mamą, ani Perfekcyjną Panią Domu. Mało tego- nawet nie chcę nimi być! Ani nawet dążyć do ideału, bo wg mnie to unieszczęśliwia. Pogodziłam się z tym jaka jestem, ale też nie zaniechałam pracy nad sobą, bo uważam, że stać mnie na więcej, a moje lenistwo skutecznie ukryty potencjał blokuje. Mam swoje nawyki, których już nic nie zmieni, ale również ciągle poszukuję nowych rozwiązań-takich ułatwiających życie. 

Magia sprzątania sporo ułatwiła i rzeczywiście widzę jej realny wpływ na organizację dnia codziennego. Jednak wszystkich wskazówek nie udało mi się wdrożyć i przyjęłam to z pokorą. Widocznie nie do końca mi pasowały. Wiele z nich wydała mi się nawet absurdalna! Bo jak ja- matka na full etacie mam jeszcze o tym wszystkim pamiętać. Dlatego wciąż poszukuję ułatwień tak żeby lepiej zorganizować przestrzeń wokół nas oraz czas.

Czysty dom czy szczęśliwe dziecko?

Przyznam Wam  szczerze, że lepiej idzie mi zajmowanie się dzieckiem niż domem. Wiele odpuszczam  tylko po to żeby mieć więcej czasu dla dziecka lub dla siebie. Nie mam siły na codziennie układanie i codzienne porządki. Nie mam Pani do sprzątania i mi z tym dobrze. Sprzątam wszystko jeden raz w tygodniu i jest ok. Wielkich wymagań wobec domowników też nie mam. Dobrze nam się żyje w tym  ekosystemie- jednak wiem, że mogłabym bardziej się do tego przykładać.

Mam kilka swoich „live hacks”, które ułatwiają mi życie. W trakcie zwariowanego dnia Matki, która jest w domu potrzebuję takich wskazówek. Bo jak mam zachować balans pomiędzy byciem rodzicem, żoną i właścicielką dobrze prosperującego bloga? No nie da się. Na koniec dnia zawsze mam jakieś niezałatwione sprawy, których nie udało się dopiąć. Z tym już się pogodziłam.

 „Czasem to my szukamy książek, ale czasem to książki znajdują nas”.

Jest w tym wiele prawdy. Wyobraźcie sobie, że leżę sobie na plaży w Turcji pod słomkowym parasolem. Piję zimnego drinka. Lila w oddali zbiera kamyki z mężem- jest idealnie. Czytam dobry kryminał i tam znajduję zdanie, które odmienia moje życie. „Wszystko co nie zajmuję więcej niż 2 min rób od razu”– mówi postać do głównego bohatera. Czytam jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie mam ołówka żeby sobie zaznaczyć ten kawałek. Z Lilki gazety z Peppą wyrywam kawałek i zaznaczam go sobie.

Później dużo  o tym myślę. Wracamy do Polski, a ja zaczynam wdrażać to jedno zdanie do mojego życia pełnego chaosu. Jestem pod wrażeniem, jak kilka słów może mieć widoczny wpływ na nasz dzień codzienny.

Te 2 minuty zmienią Twoje życie na zawsze

Wszystko staram się robić wg tej zasady i mam o wiele mniej pracy później, a przez to więcej wolnego czasu. Mało tego, moje sumienie ma się o wiele lepiej. Stosuję tę metodę na wielu płaszczyznach mojego życia i widzę bardzo pozytywny efekt. Wstaję rano- od razu ścielę łóżko, bo zajmuje mniej niż 2 min. 3-4 talerze zmywam od razu. Na meila lub komentarz, który wymaga krótkiej odpowiedzi odpisuję od razu.

Przez to nie muszę rezerwować później 2-3 godzin na zrobienie wszystkiego i jestem mniej zmęczona. To działa! A do tego mam wrażenie, że jestem szczęśliwszym człowiekiem.

„Najlepszy czas na wdrażanie zmian jest teraz”.

DSC_3495

Prosiłyście w wiadomościach prywatnych o kilka słów na temat pościeli Maylily. Wypatrzyłam ją jeszcze przed Świętami, ale piszę dopiero teraz, bo musiałam zobaczyć jak będzie wyglądać po kilku praniach.  Czym się różni od zwykłej pościeli?

Przede wszystkim składem- bambus ma właściwości antybakteryjne i wpływa na miękkość włókien. Nawet jej nie prasuję. Mam wrażenie, że ma podobne właściwości jak jedwab- rano wstaję z gładką skórą na twarzy.

Jaskółki urzekły mnie totalnie.

DSC_3488

Jeżeli spodobał Ci się ten post zostaw komentarz lub kliknij „Lubię to” na profilu https://www.facebook.com/nebuleblog/ Dziękuję:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Idealne prezenty dla kobiet na różne okazje

Prezenty dla kobiet… Pewnie nie raz dostałyście prezent, który Was rozczarował. Pamiętacie to uczucie kiedy z ekscytacją zdzieracie papier i zębami rozwiązujecie supły na wstążkach (bo przecież szkoda paznokci)? Emocje sięgają zenitu i Waszym oczom ukazuje się coś czego zupełnie byście się nie spodziewały. Miną próbujecie rozegrać to w miarę polubownie, ale w głowie macie myśli: „Co to w ogóle jest?” „Przecież ja tego nie używam”, a  z ust jak z automatu leci wiązka: „Dziękuję bardzo! No śliczne! Będzie mi pasowało do zielonej bluzki z gruszką, którą dostałam od Ciebie rok temu”. Nikt nie chce robić nikomu przykrości i dla zachowania przyjaznej atmosfery dziękujemy, uśmiechamy się trochę na siłę i wrzucamy taki podarek na dno szafy.

post sponsorowany przez Zalando

Mąż kontra prezenty

Znam wiele osób , które nie potrafią kupować prezentów. Jedną z nich jest mój towarzysz życia. Po wielu wpadkach (złoty medal Queen Bitch etc.) się poddał. Zwyczajnie, któregoś dnia wywiesił białą flagę i powiedział, że mam sama wybierać sobie prezenty, a najlepiej to mam sama sobie kupić i zapakować.

Może jeszcze sama sobie mam go dać? No i co mam zrobić skoro bardzo lubię niespodzianki? Oczywiście takie trafione. Nie wiem czy Wasi mężczyźni też tak mają, ale mój nie potrafi czytać między wierszami i kiedy jesteśmy w sklepie, coś mi się spodoba i nawet pójdę do przymierzalni – to on siedzi wlepiony w telefon i klepie holenderskie słówka lub robi Mobilny Kurs Sommeliera.

Wychodzę z przymierzalni (a zbliżają się urodziny/Dzień Kobiet/Europejski Dzień Mózgu (18 marca)/Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy (22 wrzesień). Żaden gest ani uśmiech nie jest w stanie go naprowadzić na ten trop, że ja – towarzyszka życia upodobałam sobie daną rzecz na prezent.

Faceci są naprawdę z innej planety, bo kiedy już naprawdę biorę coś do przymierzalni i przy dobrych fluidach to coś na mnie pasuje to znaczy, że muszę i pragnę TO mieć. Żadna kobieta nie przegapiłaby tego blasku w oczach i mokrych z ekscytacji dłoni.

A mężczyznę? Najpierw muszę oderwać od telefonu, zaprowadzić, pokazać palcem i jeszcze rozmiar podać i dodać wielkim literami: „Chciałabym to dostać na urodziny”. Samo „Podoba mi się” nie będzie dla niego zbyt wymowne i zlekceważy ten komunikat. A już najlepiej to zrobić zdjęcie telefonem, dopisać sklep, rozmiar i wysłać MMS-em.

Sama prawda.

Możecie pomyśleć, że mój mąż mnie nie zna skoro nie potrafi mi kupić prezentu. Zna mnie i to bardzo dobrze, ale mamy inne gusta. On nie potrafi się wcielić we mnie i na zakupach spojrzeć na rzeczy moimi oczami i kiedy nie ma konkretnego pomysłu to woli nic nie kupić (bo dno szafy to nie Narnia i więcej nietrafionych prezentów nie przyjmie).

Anegdotka: Zachorowałam ostatnio na pewne buty. Kosztują sporo, więc ciągle o nich TYLKO myślę. Mam już do nich 5 różnych stylizacji i widzę oczami wyobraźni jak cudownie w nich wyglądam. Pokazuję je mężowi. On robi wielkie oczy i mówi: „No, takie miał Anaruk chłopiec z Grenlandii. Kupiłabyś sobie skórzane, do kolan, najlepiej na obcasie”. Taaaa, na plac zabaw nadają się idealnie.

Sytuacja bez wyjścia?

Mam na niego mały haczyk. Czyta mojego bloga, codziennie. Komentarze również:) To prawie tak samo jakby czytał mój pamiętnik, wie co siedzi u mnie w głowie. Po ostatnim wpisie o Prezenty dla niej dostałam 2 miesiące później ozdobny pasek do aparatu, który był w inspiracjach. Czyli zadziałało. Za chwilę Walentynki, a lada dzień  Dzień Kobiet, Dzień Matki i milion  innych okazji, więc chciałabym zaktualizować moją listą z prezentami. Wiem, że macie podobny gust i również skorzystacie.

Poniżej przedstawiam moje typy na „bezpieczne” prezenty, które można kupić dyskretnie bez wypytywania o rozmiar lub wielkość.

prezenty dla kobiet
  1. Frędzle to główny trend w tym sezonie Even&Odd
  2. Klasyczny zegarek Daniel Wellington
  3. Piękne kolczyki House of Harlow
  4. Mydełko korzenne wytwarzane ręcznie w Polsce Hagi Cosmetics
  5. Eliksir nawilżająco-regenerujący Purite
  6. Elegancki portfel Jet Set Michael Kors
  7. Niewielka torebka Jet Set Michael Kors
  8. Notatnik na przepisy Moleskine Passion Journal (są również wersje dotyczące innych pasji)
  9. Etui na telefon Iphoria nude
  10. Wyjątkowy naszyjnik House of Harlow

Prezenty dla kobiet:

prezenty dla kobiet
prezenty dla kobiet
  1.  Pasek do sukienki Simply
  2. Oldschoolowy zegarek Timex 80
  3. Torba na laptopa Herschel
  4. Kolorowy szalik Pepe Jeans
  5. Szara, elegancka torba Abro
  6. Piękny plakat od Margo Hupert
  7. „Kompozycja. Od zdjęcia do arcydzieła” wyd. Helion – ktokolwiek widział?
  8. Elegancki, klasyczny portfel DKNY
  9. Zestaw do robienia manicure hybrydowego Semilac
  10. Zestaw polskich kosmetyków „Dopieszczamy ciało” Iossi
  11. Książka kucharska Elizy Mórawskiej „O jabłkach”

prezenty dla kobiet

prezenty dla kobiet
  1. Etui na telefon Iphoria
  2. Kolorowy szalik Even&Odd
  3. Pastelowa, skórzana  bransoletka Sweet deluxe Selina
  4. Krem odżywczo-regenerujący Purite
  5. Filiżanka z talerzykiem Kalva
  6. Pakowna, elegancka torebka Abro
  7. Skórzana bransoletka Sweet Deluxe Memphis
  8. Oldschoolowy zegarek Nixon
  9. Klasyczne kolczyki serca Sno of Sweden
  10. Kolorowe zakreślacze Vitapens

Wpis powstał we współpracy z Zalando – sklepem, gdzie znajdziecie mnóstwo inspirujących pomysłów na prezenty: https://www.zalando.pl/pomysl-na-prezent/

Po więcej inspiracji na prezenty dla kobiet zajrzyjcie do wpisu Prezenty dla niej

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Tam gdzie czas się zatrzymał – o idealnym miejscu na wyjazd z dziećmi

Uwielbiam wyjazdy. Już sama świadomość, że za jakiś czas opuścimy nasze małe mieszkanie powoduje u mnie nie małą ekscytację. To właśnie w tym czasie jesteśmy tylko dla siebie i nadrabiamy ten, czas, który tak szybko leci pomiędzy śniadaniem, praniem, sprzątaniem i innym  prozaicznymi czynnościami dnia codziennego. Lubię kiedy jest czas na wszystko, nikt się nie spieszy, mniej jest nerwów, a więcej rozmowy i wspólnego spędzania czasu.

A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!

Tak też było z naszym wyjazdem sylwestrowym.

Chciałam ten czas spędzić wyjątkowo, a nie na kanapie przed telewizorem. Dlatego doszłam do wniosku wraz z moim przyjaciółkami, że możemy ruszyć się gdzieś dalej. Nasze dzieci są już na tyle duże, że bez problemu odnajdą się w nowej sytuacji, a my przy okazji wypoczniemy, nagadamy się za wszystkie czasy i spędzimy fajnie Sylwestra. Wpadłyśmy na pomysł wyjazdu całą ekipą: 6 osób dorosłych, 2 dzieci i kot. Zaczęłyśmy poszukiwania miejsca idealnego.

Hotele nie wchodziły w rachubę, ponieważ cena z balem powaliła nas na kolana. A poza tym zależało nam żeby nie zamykać się w swoich pokojach i spotykać tylko na posiłkach, a rzeczywiście spędzić ten czas razem. Zdecydowaliśmy się na agroturystykę – najlepiej bez właściciela w domku. Długo nie musiałam szukać. Nasz domek znalazł nas sam. Pojawił mi się  któregoś dnia na facebookowej tablicy. Weszłam na stronę i już wiedziałam, że  nasz wyjazd spędzimy w Wiejskiej Zagrodzie Podlasie, a był dopiero początek października.

Jak wiecie pochodzę z tych okolic i każdy wyjazd w tamte strony sprawia, że czuję się jakbym wróciła na podwórko do mojej Babci.

Podlasie jest miejscem magicznym, kto jeszcze tu nie był musi koniecznie się o tym przekonać.

Kiedy sprawdziłam lokalizację domku- byłam już niemal pewna. Białowieża, Narewka, Hajnówka, Puszcza Białowieska to miejsca gdzie spędzałam wakacje- najczęściej na koloniach. Kojarzy mi się wciąż z beztroską i totalnym kontaktem z naturą. Chciałam zabrać rodzinę i przyjaciół w takie miejsce, które będzie dla mnie wyjątkowe.

Sporo w okolicy się zmieniło, więc jak to ja zrobiłam odpowiedni research i zaprosiłam najbliższych na wycieczkę po moim dzieciństwie.

A dziś zabieram również Was.

Kilka słów o Wiejskiej Zagrodzie Podlasie. Kontaktowałam się z właścicielami drogą elektroniczną. Bardzo szybko sfinalizowaliśmy rezerwację, bo bałam się, że ktoś może nam to miejsce sprzątnąć sprzed nosa. Właściciele cierpliwie odpowiadali na 100 meili, które wysyła matka  przed wyjazdem;) Upewniłam się czy wszystko czego potrzebujemy jest na miejscu oraz czy może z nami jechać kot. Dostałam bardzo miłą wiadomość, że kot nawet MUSI z nami pojechać.

Pozostało nam tylko odliczać dni do wyjazdu. Nie było to takie łatwe, bo wszyscy nie mogliśmy się doczekać.

Mikłaszewo jest oddalone od Warszawy o 230 km, więc jest to idealna odległość na podróż z dzieckiem.

Zapakowaliśmy walizki i ruszyliśmy na wschód. Z przyjaciółmi spotkaliśmy się na miejscu, a domek otworzyła nam przemiła Pani sąsiadka, która zajmuje się kwaterą. Powitał nas przepiękny, bardzo stary dom urządzony w folkowym stylu. Wciąż jestem zauroczona tym miejscem. Domek jest niewielki, ale bardzo przytulny. Na dole: salon, kuchnia, jadalnia i łazienka, a na górze 3 sypialnie i łazienka.

Spokojnie zmieszczą się tu 3 rodziny z dziećmi. W każdym pokoju jest nawet łóżko dla dzieci- odpowiednio przygotowane przez właścicieli. Muszę też napisać o udogodnieniach. W domu jest pralka, lodówka, a nawet zmywarka. Można tu przyjechać na cały tydzień i korzystać z tych wszystkich wygód.

Dla dzieci jest wysokie krzesełko, wanienka, a nawet kącik do zabawy ze stolikiem  krzesełkami oraz zabawkami i książeczkami o żubrach.

A dla starszych dzieci (lub mężów) jest Playstation.

DSC_2333
DSC_2369-2
DSC_2388
DSC_2442
DSC_2483
DSC_2497
DSC_2616
DSC_2653
DSC_2685
DSC_2691
DSC_2703
DSC_2902
DSC_3045
DSC_3046
DSC_3047
DSC_3048
DSC_3049

Łazienka z małą sauną i pralką

DSC_3060
DSC_3061
DSC_3074
DSC_3021

Teraz trochę o miejscach, które warto odwiedzić. Białowieża jest oddalona o 14 km od domku. Warto wybrać się drogą przez Puszczę Białowieską- cudowne widoki gwarantowane. W Białowieży jest kilka dobrych miejsc na obiad. Jedno z nich to Restauracja Carska- prowadzonych przez Gesslerów. Samo miejsce jest naprawdę urocze, bo restauracja znajaduje się w zabytkowy budynku dworca kolejowego zbudowanego dla Cara Mikołaja. Jedzenie jest bardzo dobre, jednak ceny są dość wysokie. Dlatego też szukaliśmy innych miejsc na obiad. Po skończonym posiłku warto wyjść drugą stroną i zwiedzić zabytkowe wagony kolejowe.

Restauracja Carska Białowieża

DSC_2599
DSC_2573
DSC_2539
DSC_2546
DSC_2534
DSC_2516
DSC_2598
DSC_2584

W samej Białowieży jest jeszcze kilka ciekawych miejsc do odwiedzenia:

Park i Muzeum

Cerkiew z ołtarzem zrobionym w całości z porcelany

Przy parku jest jeszcze Stacja Białowieża Pałac z  edukacyjnym placem zabaw – wstęp jest płatny.

DSC_2998
DSC_2981
DSC_3014

Jeżeli macie chęć na basen to polecam Hotel Żubrówka – świetne spa i basen z brodzikiem dla dzieci.

Na przeciwko tego hotelu jest sklep Jarzębinka – wstąpcie tam po Bułkę białowieską – drożdżowe zawijasy z cynamonem, mniam!

W Białowieży warto jeszcze odwiedzić kawiarnię Walizka i zjeść obiad w Stoczku (zróbcie najpierw rezerwację).

W okolicy Mikłaszewa polecam na obiad Bojarski gościniec– (oddalony o 3 km) bardzo dobra zupa soljanka i pierogi:)

Możecie też się wybrać do Hajnówki – tam polecano mi Restaurację Starówka z kącikiem dla dzieci oraz basen.

DSC_3016
Sioło budy

Za Białowieżą w stronę Tersmisk jest Sioło Budy – przepyszne jedzenie i skansen.

Z racji tego, że podczas naszego temperatura na zewnątrz była mocno na minusie (-19) nie mogliśmy korzystać z dobrodziejstw Puszczy, ale z pewnością warto się tam wybrać z dzieciakami-zobaczyć dziką naturą, a nawet spotkać żubra. W tamtych okolicach sezon trwa cały rok, ale myślę, że na wiosnę może być jeszcze bardziej uroczo.

Serdecznie Wam polecam Wiejską Zagrodę Podlasie na wyjazd z dziećmi. Jestem pewna, że będziecie chcieli tam wrócić, bo z pewnością jeszcze tam zawitamy.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

10 zakazów, które Twoje dziecko powinno łamać dla prawidłowego rozwoju

Dziś rozprawiam się z niektórymi zakazami wypowiadanymi często z automatu przez rodziców i osoby z bliskiego otoczenia. Nie przepadam za takimi nieprzemyślanymi komunikatami i często sama gryzę się w język w trakcie wypowiadania podobnego zwrotu.

Ogólnie staram się nie używać zwrotów, które zaczynają się na „nie”. Mózg dziecka często go nie słyszy i pozostaje komunikat „…skacz” „…gadaj” itd. dlatego lepiej jest zabraniać przez zaprzeczenie, czyli zamiast „Nie skacz” lepiej jest powiedzieć „Idź spokojnie” albo „Cicho”.

1. Nie skacz!

No nie skacz, bo się przewrócisz, nogę skręcisz lub się spocisz. Naprawdę to takie straszne, że dzieci skaczą? Niektóre nawet nie chodzą, a przemieszczają się skacząc. Dlaczego skakanie jest im potrzebne? W czasie tej aktywności ćwiczą siłę mięśniową, układ proprioceptywny oraz równowagę.

Takie skoki uczą układ mięśniowy odpowiedniego balansu ciałem oraz przygotowują ciało do bardziej skomplikowanych czynności. Ja, osobiście dzieciom zazdroszczę tej ciągłej potrzeby ruchu i z przyjemnością na nie patrzę.

2. Nie biegaj!

Dziecięce ciało potrzebuje ruchu i jak już tylko zdobędzie podstawowe umiejętności w tym zakresie to nie da się ich zatrzymać. O ile jestem w stanie zrozumieć, że biegać nie wolno np. w sklepie lub na ważnych uroczystościach- to w domu, czy na podwórku jest to wręcz wskazane.

Bieganie (taka zwykła czynność) ćwiczy bardzo wiele funkcji. A jeżeli Wam to przeszkadza to pomyślcie, że za 7-8 lat siłą dzieci z domu nie wypchniecie i będziecie wspominać z sentymentem swoje ruchliwe dziecko zalegające teraz z tabletem na kanapie.

3. Nie dotykaj

„Stop! To gorące, ostre, kłujące lub trujące”- brzmi zdecydowanie lepiej. W innych przypadkach rzadko kiedy jest usprawiedliwione. Dzieci uwielbiają  zostawiać ślady swoich łapek na wszystkim. Nie ma co się im dziwić- tak poznają świat. Dzięki doznaniom sensorycznym uczą się o wiele więcej niż tylko drogą słuchową. Także pozwólmy im eksplorować świat małymi rękami.

Tak jak już wielokrotnie pisałam: odpowiednia stymulacja dotykowa wpływa pozytywnie na rozwój mowy ponieważ ośrodki odpowiedzialne za te funkcje są położone w mózgu niedaleko siebie.

4. Nie właź

Ja też bym chciała być ciągle wyżej jakby moje pole wzrokowe kończyło się na wysokości stołu. Lepiej jest widzieć więcej, bo to umożliwia dzieciom poznanie świata. A dodatkowo w trakcie pokonywania kolejnych centymetrów ku górze dzieci ćwiczą mięśnie i układ proprioceptywny. Uczą się też na ile ich ciało jest w stanie sobie poradzić z przeszkodą.

5. Nie gadaj

Mam w domu nieposkromioną gadułę. Gdyby mogła to by gadała nawet przez sen. Czasami mam ochotę posiedzieć w ciszy. Nawet wyłączam wtedy radio. Proszę ja bardzo o zwyczajną ciszę i szukam na ten czas jakiejś angażującej zabawy. Kiedy ma bardzo zajęte ręce to wtedy jest cicho właśnie z tego względu, o którym pisałam w punkcie 3.

Mam wypisać wszystkie plusy rozmowy z dzieckiem? Chyba się nie da, bo jest tego mnóstwo. Nie proszę ją nigdy żeby nie gadała, ale jak mam dość lub mam ważną rozmowę przez telefon szukam czegoś interesującego co ją zajmie na chwilę. Uwaga! To może być nawet ugotowane jajko do obierania;)

6. Nie rób bałaganu

To nie jest możliwe. „Pilnuj porządku” brzmi lepiej, ale chyba dla 10-letniego dziecka. Mimo tego, że w domu mamy wiele zasad (niektóre z pedagogiki Montessori) to nie ma możliwości żeby dziecko odkładało zabawkę na miejsce tuż po skończonej zabawie-nawet jak ma ich mało. Jak ma się dzieci jest i bałagan- trzeba się do tego przyzwyczaić.

Nigdy się nie dowiemy jaki pomysł na zabawę ma dziecko i czy akurat tego wszystkiego nie potrzebuje.

7. Pośpiesz się

Tak, ja też często automatycznie używam tego zwrotu i zawsze gryzę się w język. Wiecie dlaczego? Bo ona tego zwrotu nie rozumie- zwyczajnie nie wie co to znaczy, a ja tylko się denerwuje, że jesteśmy spóźnieni. Ten zwrot jest zbyt abstrakcyjny. Jeżeli tak jak ja- jesteście super hiper punktualni to dodajcie sobie zawsze te 15 min przed wyjściem- inaczej stres i nerwy gwarantowane.

Dzieci to nie są dorośli – dużo czynności robią wolniej, albo robią coś- zagapią się na kropelkę deszczu na oknie i się zawieszą. Potrzebują też dodatkowego czasu na poprawienie błędów (np. założą buty odwrotnie). Pozwolenie na autokorektę jest bardzo potrzebne do  kształtowania poczucia własnej wartości. A najlepiej jak dziecko samo to zauważy, a nie po naszej uwadze.

A jak już gdzieś idziemy i się spieszymy to najczęściej mówię „Szybciej przebieraj nogami” i wtedy pomaga, dokładnie wie co ma robić. Ja często też od niej słyszę ten zwrot i jest kwita:)

8. Uważaj!

Tak wiem, jest to potrzebny zwrot. Ale warto się zastanowić czy czasami nie jest używany na wyrost (tak z automatu). Przy sytuacjach zagrażających życiu lub zdrowiu jest jak najbardziej wskazany, ale przy wchodzeniu na schody, nalewaniu wody do kubka z dzbanka czy wchodzeniu na krzesło? Takim komunikatem często wyrywamy dziecko ze skupienia, które towarzyszy danej czynności. Dajemy również znać, że nie mamy zaufania co do umiejętności dziecka i szczerze w je wątpimy.  W takich sytuacjach lepiej stanąć blisko i w porę zareagować lub pozwolić na popełnienie błędu. Taka lekcja będzie bardziej pouczająca niż jakiekolwiek komunikaty.

9. Nie płacz!

No cóż ja mogę na ten temat napisać. Płakać wolno, a nawet trzeba. Potrzeba wyrażenia emocji u dzieci jest tak silna, że płacz przybiera różne postaci, o czym często zapominamy. Nam najbardziej kojarzy się ze smutkiem i nie chcemy żeby nasze dzieci były smutne- stąd ten komunikat. A dzieci płaczą bo: są zmęczone, są przestymulowane bodźcami, tęsknią, źle się czują, mają zły humor albo nie wiedzą co chcą i też płaczą. To naprawdę najzdrowszy ze sposobów wyrażania emocji.

10. Bądź grzeczny

Na ten tekst mam szczególną alergię. Co to znaczy być grzecznym dla dziecka? Nic- bo nie rozumieją tego słowa. Jeżeli zależy nam na spełnianiu naszych próśb używajmy bardziej szczegółowych komunikatów. A stosowanie polecenia „bądź grzeczny” właściwie do każdej sytuacji jest niewłaściwe. Nakazujemy dzieciom, aby nie mogły pokazać prawdziwego siebie. Pisałam o tym we wpisie O moim niegrzecznym dziecku

Jeżeli spodobał się Wam ten tekst lub otworzył oczy kliknijcie „Lubię to” na nebulowym Facebooku lub nawet udostępnijcie

A tu łapcie Okulary przeciwsłoneczne dla dziecka

A tu znów są dostępne moje Książki dla najmłodszych dzieci – wspierające rozwój mowy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czy Twoje dziecko chodzi na palcach?

I czy powinno Cię to martwić?

Chodzenie na palcach. Często widzimy dzieci poruszające się w ten sposób. Najczęściej  boso, w skarpetkach lub w rajstopach. Zdarza się również, że dzieci chodzą na palcach w kapciach lub butach. Czy takie zachowania powinny nas niepokoić? Z pewnością nie można tego lekceważyć i warto przyjrzeć się takiemu wzorcowi poruszania się bliżej.

W trakcie mojej pracy w przedszkolu wielokrotnie byłam proszona o przyjrzenie się dzieciom, które chodzą na palcach w trakcie swobodnej zabawy. Najczęściej komunikaty nauczycieli brzmiały tak: „Aniu, proszę rzuć okiem na Kazia, Franka, Maję, bo chodzą na palcach”. A wiecie dlaczego? Bo chodzenie na palcach jest niby zwykłą czynnością, a jego przyczyna może być naprawdę poważna. Dlatego dziś chciałabym Wam dziś ten problem przybliżyć. Najczęściej jest kojarzone z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Jak się okazało zależne jest od  grupy zawodowej  w jakieś się poruszamy, bo np. fizjoterapeuta, który zobaczy dziecko chodzące na palcach najpierw będzie podejrzewał obniżone napięcie mięśniowe.

Jak wygląda chodzenie na palcach?

O ile nie mamy problemu z zauważeniem czy dziecko chodzi w danej chwili na palcach  to bardzo ciężko jest nam dostrzec przyczynę tego zachowania. Uważane jest za normę rozwojową ok. 2-3 roku życia.  W tym wieku bez ŻADNEJ zdrowotnej przyczyny dziecko MOŻE chodzić na palcach. Chodzenie na palcach ułatwia utrzymanie równowagi i pomaga w regulacji napięcia mięśni prostujących tułów.

Dlaczego dzieci chodzą na palcach?

O ile na poprzednie pytanie było bardzo łatwo odpowiedzieć tak z znalezieniem przyczyny może być trochę więcej kłopotu. Istnieje naprawdę wiele powodów takiego wzorca poruszania się. Czasem nawet nie da się znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Co nie zmienia faktu, że warto jej poszukać.

Najczęstszymi przyczynami chodzenia na palcach są:

1. Silna nadwrażliwość dotykowa w podeszwach stóp.

Dłonie i ręce są częściami ciała, które mają miliony receptorów dotykowych. O ile na dłoniach wydaje nam się to oczywiste to unerwienie stóp może wydawać nam się dziwne. Jest to pewnie pozostałość po naszych przodkach.

Wracając do nadwrażliwości dotykowej stóp. Jeżeli podejrzewamy takie u dziecka warto udać się na diagnozę do terapeuty Integracji Sensorycznej. Dlaczego tak się dzieje? Dziecko idąc na palcach unika pełnego obciążenia stóp, aby zapewnić stopie jak najmniejszą powierzchnię styczną z podłożem.

Dziecko odczuwa ogromny dyskomfort stawiając całą stopę, a może to być nawet bolesne. Często dzieci nie są w stanie powiedzieć co im przeszkadza- są tylko rozdrażnione i nie mogą skupić się na jednej czynności. Warto wtedy obserwować również stopy- co się dzieje z nimi pod stolikiem.

Zazwyczaj w tym przypadku chodzenie na palcach towarzyszy innym objawom:

  • niechęć do noszenia niektórych typów ubrań, metek, butów, luźnych  skarpet
  • preferowanie obcisłej odzieży, za małych butów, długich rękawów
  • niechęć do zabiegów pielęgnacyjnych tak jak np. obcinanie paznokci
  • niechęć do chodzenia na boso. Pojawia się nawet kiedy buty nie są jeszcze zdjęte, a dziecko wie, że zaraz to nastąpi np. na plaży lub trawie
2. Niezintegrowany odruch pierwotny TOB (Toniczny Odruch Błędnikowy)

pozycja zgięciowa – pojawia się w 12 tygodniu życia płodowego, a integruje się (czyli zanika) ok 2-4 miesiąca życia, ale może występować w formie wygaszonej do 3 roku życia

pozycja wyprostna – pojawia się podczas porodu siłami natury, a integruje się stopniowo aż do 2-3, ale może występować formie wygaszonej do 3 roku życia

Jeżeli po tym  czasie odruch w pozycji wyprostnej nie zaniknie dziecko może chodzić na palcach, a do tego mogą wystąpić inne zaburzenia.

3. Niewłaściwa regulacja układu proprioceptywnego (odpowiedzialnego za czucie głębokie) i zmysłu równowagi.

Przez chodzenie na palcach dzieci próbują regulować napięcie mięśniowe całego ciała. Warto zwrócić na to uwagę, jeżeli wyraźnie widać napięte mięśnie trzeba  skonsultować się terapeutą Integracji Sensorycznej.

4. Hipotonia (czyli obniżone napięcie mięśniowe)  lub  hipotonia w połączeniu z dysplazją stawów biodrowych.

Obniżone napięcie powoduje nierówną pracę  mięśni w okolicach bioder i może wywoływać kompensacyjne chodzenie na palcach

5. Biochemiczne zmiany w kręgosłupie jako powikłanie po zapaleniu płuc (badania D.Pomarino).
6. Wrodzone skrócenie ścięgna Achillesa

diagnozowane jest o wiele wcześniej

7. Dystrofia mięśniowa (zanik mięśni)

charakterystyczne dla tej choroby jest to, że stopa jest  tej pozycji również podczas leżenia. Wizyta u ortopedy jest konieczna, gdyż może doprowadzić do skracania ścięgien Achillesa.

Tak jak wspomniałam wyżej- nie każde chodzenie na palcach ma swoją przyczynę. Ważne jest obserwowanie własnego dziecka i w razie potrzeby  odpowiednia konsultacja u specjalistów (ortopedy, fizjoterapeuty, terapeuty Integracji Sensorycznej).  Najczęściej zanika około 5 roku życia, ale jednak po 3 roku życia szukałabym przyczyny. Najbardziej może być niepokojące kiedy towarzyszą inne zaburzenia takie jak: opóźniony rozwój psychoruchowy, opóźniony rozwój mowy, trudności w skupianiu uwagi, wrażliwość na bodźce.

Bibliografia:

  1. Sally Goddard -,,Odruchy, uczenie i zachowanie klucz do umysłu dziecka”
  2. Ewa Grzybowska „Integracja sensoryczna” nr 1 styczeń 2012
  3. Mazur R. (1998), Odruchy i ich znaczenie kliniczne [w:] Podstawy kliniczne neurologii, red. R. Mazur, W. Kozubski, Prusiński A., Warszawa, PZWL.

Zapraszam też do wpisu – Stopy dziecka

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Babcia rozpuściła mi dziecko”- o różnicy zdań przy wychowaniu dziecka

*Tytuł to cytat z wiadomości od jednej z czytelniczek

Są naszą podporą, dają nam poczucie przynależności, pomagają jak najlepiej potrafią. Dziadkowie, za chwilę ich święto. Jaką rolę pełnią w życiu naszych dzieci oraz naszym? Dziś chciałabym napisać o NICH. O naszych bliskich.

Dziś rodzicielstwo wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś.

Zmieniły się trendy, moda i podejście. Kiedyś dzieci jak ryby głosu nie miały. Teraz często są osobami decyzyjnymi w rodzinie. Nasi rodzice mają okazję bacznie obserwować te zachodzące bardzo dynamicznie zmiany.

„Załóż  kapcie, bo będzie chory”—> „Ale my stosujemy zimny chów i może chodzić boso”

„Nie noś jej tyle, bo się przyzwyczai”—>”Bliskości nie da się przedawkować”

To tylko przykładowe rady jakie możemy usłyszeć od rodziców, ale są skierowane w wychowanie naszych dzieci. Zazwyczaj na wszystko inne co nie zawiera się  w naszej teorii wychowania reagujemy alergicznie. Mało tego, często nie pozwalamy nawet na inne metody w obawie o dobro naszych dzieci. A wiecie, że dziadkowie też chcą dobrze? Chcą nawet najlepiej.

Kiedyś wiedzę na temat pielęgnacji i wychowania dzieci przekazywały mamy córkom.

Nie było podręczników ani wielu wydumanych teorii na ten temat. Zaspakajało się podstawowe potrzeby dziecka i tyle. Nikt się nie zastanawiał czy nadmiar cukru może szkodzić i czy chodzenie na boso stymuluje układ dotykowy. Przez migracje do innych miast w poszukiwaniu pracy jesteśmy często oddaleni od rodziców o setki kilometrów.

Zapewniamy dzieciom sporadyczny kontakt od święta i często wymagamy od dziadków respektowania naszych zasad. A dziadkowie, jak to dziadkowie- spragnieni kontaktu chcą naszym pociechom dać przysłowiową gwiazdkę z nieba.

Pamiętam jak przyjeżdżałam do moich dziadków na weekendy.

Czekała na mnie odłożona porcja czekoladowych cukierków i ciastek. Babcia z dziadkiem od samego przyjazdu dogadzali wnukom. Ulubione potrawy pachniały na stole (wszystkie na słodko), pachnący truskawkami kompocik i oczywiście deser.

Dziadek przezywał mnie „Anka Cyganka”- wtedy okropnie mnie to denerwowało – a teraz wiem, że w taki sposób okazywał zainteresowanie, a po kieszeniach upychał cukierki. Kiedyś nie rozmawiało się w otwarty sposób z dziećmi- nie byli dobrymi interlokutorami. Z dziećmi można było się powygłupiać, a miłość okazywano przez jedzenie.

Teraz czasy się zmieniły i nam się wydaje, że wiemy wszystko najlepiej,

bo przeczytaliśmy Stein, Cohena i innych psychologów. Najlepszym nauczycielem jest życie. A ten kto żyje dłużej ma większe doświadczenie. Dziadkowie mają zupełnie inne podejście do naszych dzieci niż mieli do nas- jako rodzice i nie możemy mieć o to pretensji. Dlatego też często to powoduje konflikty. Nie możemy patrzeć na swoich rodziców przez taki pryzmat. Oni mają teraz inną rolę. Są dziadkami z wszystkimi przywilejami. Mają swoje podejście i my musimy to uszanować. My musimy wyjść w pewnym stopniu z roli ich dzieci.  To my w domu- stawia

my granice i pilnujemy ich jak Cerber, a każdą próbę wkroczenia w te zasady traktujemy jako zamach. Moim zdaniem jest to bardzo złe podejście. Musimy pozwolić dziadkom być dziadkami. Z tymi cukierkami i wszechobecną troską. Jeżeli na czymś bardzo nam zależy to po prostu zakomunikujmy ten fakt.

Czasami pewnych rzeczy ciężko jest się domyślić. Dzieci potrzebują różnorodności i w żaden sposób nie zachwieje to ich poczucia bezpieczeństwa. Dajmy dziadkom więcej luzu. Ja już przymykam oko na codzienny słodki kisiel, bo wiem, że moja córka będzie miała właśnie takie wspomnienie z dzieciństwa- „Mama, nie dawała mi cukru, ale u babci zawsze mogłam liczyć na słodki kisielek”. Sami zobaczycie:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

My się zimy nie boimy (wyniki konkursu)

Za oknem nieśmiało zawitała zima. Taka prawdziwa: ze śniegiem, obrazkami z  lodu na oknie i malowniczymi krajobrazami. Mróz przyjemnie szczypie w policzki, a nogi same się wyrywają do podjechania pół metra po zamarzniętej kałuży.

Banałem będzie stwierdzenie, że przez prawie 20 lat mojego życia nie lubiłam zimy, bo pewnie każdy tak ma. Dopiero kiedy pojawiają się na świecie dzieci zmienia nam się optyka i powracają wspomnienia z dzieciństwa.

DSC_2442

Moje również!  

Z każdym dodatkowym centymetrem śniegu przenoszę się do ferii zimowych u mojej babci i dziadka na wsi. Na ten temat można by było opowiadania wydać.

Budziły nas promyki słońca, które nieśmiało próbowały przebić się przez mrozowe malunki na szybach. Wygrzebywaliśmy się spod ciężkich pierzyn i szybko biegliśmy do kuchni żeby jak najszybciej usiąść na nagrzanej już ścianówce z kafli. Nie lada wyzwaniem było zmieszczenie się 6 małych ciałek na powierzchni jednego metra.

Grzaliśmy się i czekaliśmy na ciepłą zupę mleczną, która już bulgotała na piecu w garnku. Babcia zawsze pilnowała żeby nie zrobił się kożuch, no kto go lubił? Zjadaliśmy na prędce po dwa talerze i zaczynaliśmy snuć plany. Śniegu zazwyczaj było bardzo dużo, więc możliwości na spędzenie całego dnia na zewnątrz również.

Narty? Były tylko jedne biegówki. Sanki? 2 pary. Łyżwy? 2 pary na sześcioro. Figurówki o 5 rozmiarów za duże i powykrzywiane hokejówki. Nie przeszkadzał nam brak asortymentu sportowego. Mieliśmy jeden najważniejszy: wyobraźnię!

Mroźno było, oj tak. – 10 to było ciepło.

Zakładaliśmy po 4 pary spodni- ostatnią już po starszym rodzeństwie, bo się nogi nie mieściły od ilości warstw. 2 pary skarpet, a na to jeszcze wełniane robione przez babcię. Wszystko to ściągaliśmy ze sznurka przy piecu, gdzie się suszyły jeszcze z poprzedniego dnia.

Niektóre nabrały dziwnej sztywności.  Do tego ciepłe swetry i kurtki lub kożuchy. Na głowę ciepłe czapki, na szyję szaliki (czasami po dwa) i rękawice palczatki. W takimi stroju ledwo się ruszaliśmy, ale byliśmy gotowi jak Jerzy Kukuczka na Everest.

Nie było bielizny termicznej i koszulek merino. Buty przemakały nam po około godzinie, bo nie miały żadnej membrany. Wiatr przez wszystkie warstwy ubrania lizał naszą delikatną skórę. Nikomu to nie przeszkadzało, bo nie było nam zimno. Ciągle byliśmy w ruchu.

Ulubione sporty zimowe u Babci Anastazji i Dziadka Janka to:

  • hokej na stawiku – kije to powykrzywiane patyki, a krążki, no cóż zamarznięte odchody zwierząt (nie byliśmy w stanie oderwać kamieni od ziemi). Na łyżwach tylko najstarsi, bo były tylko 2 pary. Do dziś pamiętam, że przed wyjściem musiałam odpowiednio wypchać skarpetą lub gazetą przestrzeń pomiędzy moim rozmiarem, a łyżwą. Kaski? Jakie kaski?!
  • zjeżdżanie na workach nylonowych po nawozach wypchanych sianem i związanych sznurkiem od snopowiązałki. Były o wiele szybsze niż sanki! Nie pamiętam jednak żadnej górki, bo w okolicy raczej same niziny. Radziliśmy sobie jak tylko umieliśmy. Dziadek odpiłował nam 2 nogi od stołu do ping ponga żebyśmy mogli z niego zjeżdżać. Zabieraliśmy też nasze pojazdy nad zamarznięty stawik i tam z rozpędu ścigaliśmy się na brzuchu.
  • gigantyczne bałwany – miały po 2 metry i straszyły w ogrodzie aż do kwietnia
  • bitwy na śnieżki bez żadnych przywilejów, a różnica wiekowa między nami była nawet 5 lat
  • nacieranie śniegiem twarzy przeciwników aż do bólu
  • lizanie 40-centymetrowych sopli, które zbijaliśmy z dachu
  • kuligi z dziadkiem do lasu- do dziś pamiętam te dźwięki: dzwonki przy uprzęży i skrzyp śniegu pod saniami. A za nimi zaprzęg  z 2 sanek. Kto siedział na górze nakryty owczą skórą łapał za gałęzie oblepione puszystym śniegiem tak, aby spadł prosto na twarz tego, który siedział na sankach.

Do domu wracaliśmy po zmroku:

głodni, wyziębieni, nieprzytomni ze zmęczenia. Ubrania od śniegu i lodu były sztywne.  Przed wejściem obowiązkowo najstarsi obmiatali wszystkich miotłą zrobioną z gałęzi, bo wyglądaliśmy jak bałwany. Oblepieni cali śniegiem i lodem, a tylko poniżej czapki świeciły się szczęśliwe oczy.

Policzki malowane różem firmy Dziadek Mróz w kolorze buraczkowa czerwień. Zawieszaliśmy mokre ubrania na sznurek  przy piecu i przebieraliśmy się w piżamy. Jedliśmy jajecznicę z 12 jaj prosto z patelni postawionej na stołku i zagryzaliśmy domowym chlebem z masłem. Po kolacji graliśmy jeszcze w karty i zasypialiśmy pod wielkim pierzynami przy ciepłym piecu.

To były dopiero zimy!

Teraz wychodzimy maksymalnie na godzinkę i już mamy dość. Ubrani w membarny i merino szczękamy zębami  z zimna. Brakuje nam ruchu, a przede wszystkim towarzystwa do zabawy. Bardzo nad tym ubolewam. Dlatego staram się zapewniać od początku sporą dawkę ruchu w zimowej aurze. Sanki, spacery, a w tym tygodniu debiutujemy na tafli lodowiska.

Chciałabym aby moje dziecko zimę traktowało tak jak ja- jako okazję do spędzenia aktywnego czasu na zewnątrz, a nie tylko powodu do marudzenia.

DSC_2981

W moich latach dziecięcych nie brakowało mi specjalistycznej odzieży czy sprzętu sportowego. Jednak jest jedna rzecz, której brak odczuwam do dziś. Od długiego czasu spędzonego na zewnątrz i nie zabezpieczonej odpowiednio skóry miałam odmrożenia. Przez to, że skóra na twarzy jest bardzo delikatna, a w połączeniu z wilgocią od biegania popękały mi naczynka na policzkach.

Do dziś borykam się z tym problemem. Niestety, nie wygląda to estetycznie. Dlatego mam pewną zimową obsesję. Jest nią odpowiednia pielęgnacja delikatnej skóry, która narażona jest na mróz, chłód i zimny wiatr. Od samego początku dbam o to, żeby córka zawsze przed wyjściem (około 20 minut) miała zabezpieczoną skórę twarzy.

Nawet jak 3 lata temu była 4 miesięcznym berbeciem, leżącym w głębokiej gondoli i zasłonięta budą zawsze używałam kremu na zimę.

W tym roku postawiłam na Mustelę.

DSC_2414

Sztyft ochronny z Cold Cream

kupiłam już pod koniec listopada. W mojej ulubionej aptece miałam akurat chwilkę i mogłam spokojnie zobaczyć co jest w ofercie. Chwyciłam za niewielki sztyft, przeczytałam skład i oniemiałam.

To jest coś czego szukałam: brak wody w składzie, masło shea, które bardzo dobrze natłuszcza (zimą nie nawilżamy) najbardziej narażone na działanie zimna strefy (usta, nos, policzki). Odżywia i przede wszystkim chroni. Można go stosować od pierwszych dni życia.

Forma aplikacji jest genialna! Mój mąż nienawidzi smarować Lilki kremami. A tu nie mamy kontaktu z preparatem. Bezpośrednio ze sztyftu nakłada się na skórę. Nawet dziecko jest samo w stanie to zrobić. Po aplikacji nie mamy tłustych rąk.  Niewielki rozmiar ułatwia zabranie nam go na podwórko i w razie potrzeby możemy wyjąć go z kieszeni i posmarować wytarte usta. A teraz to co lubię najbardziej. Po sezonach zimowych zostawały mi resztki kremu w tubce. Wyrzucałam go po jakimś czasie. A ten sztyft będzie z nami do końca do smarowania ust jako pomadka.

Prawda jakie to genialne? Cena też jest przyzwoita, więc uważam ten sztyft za odkrycie roku.

DSC_2888

Jako uzupełnienie zimowej pielęgnacji wybrałam krem z tej samej serii Cold Cream Krem do twarzy. Jest to

krem ochronny z Cold Cream

do skóry suchej i narażonej na przesuszenia od pierwszych dni życia. Bardzo spodobał mi się jego skład, bo poza ochroną przed zimnem dodatkowo skórę odżywia.

Ma w składzie olejek Avocado, Masło Shea i olejki roślinne. Dodatkowo Ceramidy dostarczają skórze brakujących lipidów. Ten krem pozostaje na skórze nawet do 8h. Wygodna aplikacja (dla mnie, bo mąż używa tylko sztyftu;) i niewielki rozmiar sprawiają, że mam go zawsze w torebce i używam w razie potrzeby. Cena jest podobna jak sztyftu- mniej niż 20 zł.

DSC_2797

Oba kosmetyki testowaliśmy w ekstremalnych warunkach pogodowych -18 stopni i dały radę. Sama też ich używałam i potwierdzam działanie.

Jak to dobrze, że skończyły się czasy kiedy podczas ubierania w kombinezony i smarowania kremem musiałam stawać na głowie żeby nie płakała. Teraz robi to z przyjemnością, bo wie, że na zewnątrz czeka ją sporo atrakcji.

DSC_2782
DSC_2790
DSC_2808
DSC_2803

Na koniec Sztyft z Cold Cream do kieszeni i możemy iść!

DSC_2807

Razem z marką Mustela przygotowałam dla Was konkurs ze wspaniałymi nagrodami. Wystarczy pod tym wpisem zostawić komentarz z dokończeniem zdania „Lubię zimę, bo…”.  Konkurs będzie trwał do 27.01.2016 r. do północy. Wśród zainteresowanych wybiorę 3 najciekawsze wypowiedzi, które otrzymają taki Zestaw zimowy, który zawiera:

  • Mleczko do ciała z Cold Cream
  • Żel do mycia z Cold Cream
  • Cold Cream Krem do twarzy
  • Sztyft ochronny z Cold Cream 
  • Miś niebieski lub różowy
DSC_3378

A my lubimy zimę, bo… TAK:)

DSC_2822
DSC_2826
DSC_2841-side

Mama też dba o usta:)

DSC_2878
DSC_2882

A tata dba o takie atrakcje:

anigif

A po takiej aktywności tylko grzanie przy piecu kaflowym

DSC_2524-side

Zdjęcia zostały wykonane w bardzo klimatycznym miejscu: Wiejska Zagroda Podlasie

Regulamin konkursu Regulamin Mustela

WYNIKI KONKURSU:

Bardzo dziękujemy za wszystkie ciekawe odpowiedzi. Zima na chwilę nas opuściła, ale mam nadzieję, że jeszcze wróci.

Nagrodzone komentarze:

Emilia


27 stycznia 2016 at 19:43


Lubię zimę bo … rok temu zimą urodził się mój syn i teraz zima zawsze będzie kojarzyć mi się z jego narodzinami w piękny biały zimowy wieczór.
Lubię zimę za … wspomnienia z dzieciństwa kiedy wieczorami tata zabierał mnie i mojego brata na spacer do lasu gdzie rzucaliśmy się śnieżkami lub robiliśmy orzełki na śniegu, kiedy uczyłam się jeździć na łyżwach na zamarzniętym stawie.


Lubię zimę za … wspomnienia z dorosłego dzieciństwa kiedy wyjeżdżaliśmy w góry gdzie przez cały dzień brnęliśmy w śniegu po pas z plecakami na plecach a potem dla rozgrzewki biegaliśmy boso po śniegu.
Lubię zimę bo … kojarzy mi się z kursem turystyki zimowej, ze wspinaczką po lodospadzie i wycieczką na Zawrat i najpiękniejszymi zimowymi widokami Tatr.

Lubię zimę za … wspomnienie pobytu w schronisku w Dolinie Roztoki, gdzie razem z mężem byliśmy jedynymi gośćmi, grzaliśmy się przy kominie po całodziennych wycieczkach i objadaliśmy oscypkiem z żurawiną.


Lubię zimę bo … kojarzy mi się z urodzinami mojego męża, który jak nie był jeszcze moim mężem organizował imprezy urodzinowe przy ognisku co bardziej dymiło niż się paliło.

Lubię zimę bo … w nocy po nakarmieniu synka można usiąść w kuchni na stole z kubkiem gorącej herbaty i gapić się bez końca na płatki śniegu wirujące w świetle lamp ulicznych.


Lubię zimę za … ciepło i ciszę krajobrazu

Lubię zimę bo … mam nadzieję z każdym rokiem dopisać kolejne piękne wspomnienia czasu spędzonego z rodziną czy to w lesie za naszym domem czy też w moich ukochanych Tatrach.

—————————————————————————————————————————

Ania D.G.

20 stycznia 2016 at 08:36

Lubię zimę, bo ….
Bo bezkarnie mogę zjeżdżać z wrzaskiem na sankach z górki i nikt nie patrzy na mnie jak na wariatkę- przecież mam dzieci i świetnie się z nimi bawię.
Bo cały szary świat jest przykryty białą kołderką ze śniegu, który skrzypi rano pod stopami moich dzieci.
Bo moje dzieci po zabawie na śniegu mają policzki rumiane jak najsłodsze jabłka.
Bo można urządzać bitwy na śnieżki i mam okazję w wieku 31 lat poczuć się jak dziecko.
Bo jest zimno:)
Bo też pochodzę z Podlasia, krainy zimnem słynącej i mam bardzo podobne wspomnienia z dzieciństwa do Twoich:)

—————————————————————————————————————————

Izabela

20 stycznia 2016 at 09:04

Lubię zimę, bo przychodzi tuż po szaroburej jesieni, zjawia się po cichutku, kiedy to ni stąd ni zowąd za oknem zaczyna padać śnieg! Najpiękniejsze są te ogromne białe płatki, wirujące wesoło i przykrywające wszystko, co spotkają na swojej drodze. I wtedy nie ważne kim się jest i ile ma się lat – człowiek po prostu wzdycha i uśmiecha się do siebie.


Później już tylko czekać na bezchmurne niebo, oślepiające słońce i wielki mróz… trzeba ciepło się ubrać (tak, żeby ledwo móc się w tym ubraniu poruszać), nasmarować porządnie policzki i nosy i gotowe! Można ruszać – na spacer, na sanki, na narty, na łyżwy, z dziećmi, z ciocią, z babcią, z ukochanym, ukochaną czy z psem – wszystko jedno! Ważne, żeby spacerując usłyszeć pod butami skrzypiący śnieg i poczuć wiatr w oczach zjeżdżając na sankach.


A gdy już dość tego mrozu, nosy czerwone, ręce skostniałe – pora wracać, ciepło w domu jest wtedy najcieplejsze, a pachnąca zupa najsmaczniejsza. Stopy na termofor, a w dłonie kubek gorącej herbaty z miodem, plastrem imbiru i gałązką rozmarynu… Do tego dobra książka, najlepiej w towarzystwie małej pociechy, która z równie czerwonymi policzkami jak Twoje gramoli Ci się na kolana.

Czasem z zimą nie ma żartów, kiedy mocno wieje, pada śnieg z deszczem albo mróz jest naprawdę mroźny… ale wtedy można przynajmniej bez wyrzutów sumienia siedzieć w domu i obejrzeć dobry film czy fajną bajkę, pograć w grę planszową albo upiec jakieś aromatyczne ciasteczka!
No i po zimie przychodzi wiosna! Czy to samo przez się nie przemawia za tym, aby zimę lubić? 

GRATULUJĘ!

Autorów wyróżnionych komentarzy proszę o kontakt w ciągu 7 dni na adres e-mail: kontakt@nebule.pl

Kto będzie pierwszy ten wybierze sobie kolor Misia:)

Minął tydzień od ogłoszenia wyników i nie nie zgłosiła się jedna osoba. Wg regulaminu wybrałam kolejną osobę:

Czekam na wiadomość kontakt@nebule.pl z danymi do wysyłki

atram86

26 stycznia 2016 at 20:48

Lubię zimę, bo mimo iż nie jest to już taka zima, jaką zapamiętałam z dziecięcych lat, to wciąż ta pora roku sprawia, że moje wewnętrzne dziecko szaleje. Widząc spadający z nieba śnieg, otwieram buzię i łapię co większe płatki, szuram butami po świeżym puchu, albo dziarsko przemierzam białe chodniki, skrzypiące pod podeszwami. Jakby tylko nadarzyła się okazja, wsiadłabym na sanki i zjeżdżała żwawo z górki, drąc się w niebogłosy. Innym razem sturlałabym się po bielutkim zboczu, by u dołu wstać, otrzepać się, powiedzieć sobie (a raczej temu dziecku we mnie), „no już, wystarczy, pora do domu”.

Lubię zimę, bo mimo iż słońca jest jak na lekarstwo, a katar i kaszel to niejako nieodłączne jej składowe, jest w tej porze roku coś uroczego, magicznego. Magia zimy łączy się w mojej głowie ze Świętami, które przecież od dobrych paru lat są raczej wiosenne niż zimowe, a mimo to wyobraźnia działa na pełnych obrotach… I kiedy prezenty zjawiają się pod choinką, to mogę dać sobie uciąć rękę, że są lekko zziębnięte i opruszone śnieżną pierzyną.

Lubię zimę, bo jako kierowca z prawie dziesięcioletnim stażem właśnie zimą czerpię z jazdy najwięcej frajdy. Co prawda do pasji doprowadzają mnie inni uczestnicy ruchu, którzy na widok śniegu zwalniają i tempem dorównują matkom wózkującym, ale jakoś przymykam na to oko. ? Uwielbiam natomiast zbaczać z miejskich szos i odwiedzać co bielsze parkingi lub opustoszałe drogi, by sprawdzić się jako kierowca w warunkach dla mnie ekstremalnych. Po takim treningu lekkie poślizgi w białej miejskiej dżungli mi nie straszne – wiem, jak hamować, by opanować samochód, a przede wszystkim wiem, jak opanować emocje i nie dać się porwać panice.

I choć kocham lato, słońce, rozgrzany piasek pod stopami, to lubię zimę!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej