Czego nie wiedziałam o higienie jamy ustnej dziecka?

Jak wiecie jestem świadomym rodzicem, który lubi wiedzieć dużo o swoich dzieciach. Cały czas szukam różnych informacji, czytam książki i pytam specjalistów, jeżeli czegoś nie jestem pewna. Tym razem postanowiłam dotrzeć do źródeł wiedzy na temat higieny jamy ustnej dzieci. Wiele odpowiedzi mnie zaskoczyło, więc dzisiaj się z Wami tym dzielę.

Zapytałam specjalistkę, która na co dzień zajmuje się małymi pacjentami: Lekarz stomatolog Anna Kwiecień z Kliniki Dentystycznej Nova Estetica

1. Dlaczego trzeba dbać o zęby od małego?

Zęby pokryte są z zewnątrz szkliwem, które jest najtwardszą tkanką naszego organizmu. Wydają się być twarde i odporne na czynniki zewnętrzne. W rzeczywistości łatwo ulegają uszkodzeniom, a zaniedbane psują się. Są nam dane raz na całe życie – nie odrastają jak włosy czy paznokcie.

Rodzice często błędnie myślą, że z chorego mleczaka wyrośnie zdrowy ząb stały. Próchnica to jednak choroba zakaźna, która z mleczaków może przenieść się na zęby stałe dziecka. Mocno zepsute mleczaki trzeba usuwać, a jeśli dziecku brakuje ząbków, łatwo może dojść do powstania wady zgryzu. Braki w uzębieniu mogą również doprowadzić do nieprawidłowej wymowy, a ta do pomocy logopedy. Zaniedbane, czarne mleczaki to również powód do niskiej samooceny dziecka, które jest narażone na docinki kolegów.

Zdrowie zębów mlecznych przekłada się na stan zdrowia zębów stałych i nawet więcej – ma wpływ na nasze zdrowie ogólne. Choroba próchnicowa może być powiązana z problemami z układem oddechowym, pokarmowym czy sercowo-naczyniowym w późniejszym wieku.

Warto podkreślić, że maksymalny wiek, w którym powinna się odbyć pierwsza wizyta dziecka u stomatologa to okres 2 lat. To pomaga oswoić się dziecku ze stomatologiem, ale również wykryć na wczesnym etapie nieprawidłowości, które łatwo będzie skorygować od razu zamiast leczyć w przyszłości.

2. Co sądzicie o mleku mm czy ma wpływ na rozwój próchnicy?

Na rozwój próchnicy ma przede wszystkim wpływ niewłaściwa higiena lub jej brak. I na tym warto się skupić. Higiena jamy ustnej powinna być wdrożona u Malucha już od momentu narodzin. W tym początkowym okresie karmienia są częste i najbardziej zdradliwe jest zalegające na dziąsłach i zębach mleko podczas nocnych karmień. Czyszczenie szczoteczką z wypustkami czy gazikiem jest punktem obowiązkowym po każdym karmieniu. Nawet jeśli w nocy będzie metodą „na śpiocha”;)

Jak uniknąć próchnicy?

·         myć dziąsła i zęby po każdym karmieniu (szczoteczką silikonową z wypustkami na palec rodzica, gazikiem z przegotowaną wodą/rumiankiem czy specjalnymi gazikami z ksylitolem)

·         nie pozwalać zasypiać dziecku z butelką w buzi

·         jeśli dziecko używa smoczka uspokajającego – dbać o jego bezwzględną czystość, wyparzać lub co najmniej przelewać gorącą wodą

·         nie oblizywać łyżeczki przy  podawaniu np. zupki i pokarmów stałych

·         rozszerzać dietę zgodnie z zaleceniami – to również ma wpływ na stan zębów. Nie unikać odpowiednio do wieku pokarmów twardych (np. warzyw), które naturalnie oczyszczają zęby dziecka, unikać za to produktów oblepiających (popularne chrupki kukurydziane miękkie typu Flips) czy dosładzane cukrem napoje lub słodkie kaszki.

·         starannie myć zęby dziecka również po spożyciu soków czy owoców

·         jeśli dziecko już siedzi można wprowadzić silikonowe gryzaki z wypustkami jako dodatkowe wzmocnienie higieny jamy ustnej Malucha

3. Co z wpływem soków na szkliwo?

Owoce i soki owocowe zawierają naturalne kwasy, które mogą rozpuścić składniki budujące zęby. Zęby mogą stać się nadwrażliwe i bardziej narażone na próchnicę, a nawet nieodwracalne uszkodzenia szkliwa (to tzw. kwasowa erozja szkliwa). Dzieje się tak przy długotrwałym kontakcie szkliwa zęba z owocem/sokiem.

Najwięcej kwasów występuje w cytrusach (pomarańcze, grapefruity, cytryny, limonki), ale również w porzeczkach, wiśniach, malinach, śliwkach, morelach, czereśniach i rabarbarze. Kwasy występują nie tylko w owocach, ale jest ich dużo w warzywach typu szczaw, brukselka, szparagi, a także w herbatach owocowych i wszystkich napojach gazowanych.

Jest kilka sposobów, aby uniknąć negatywnego wpływu kwasów na nasze zęby:

·         popicie lub wypłukanie ust wodą bezpośrednio po spożyciu np. owoców

·         mycie zębów dopiero po upływie 30 minut od  zjedzenia kwaśnego posiłku

·         picie soków czy napojów gazowanych przez słomkę

·         łączenie owoców z neutralizującym działanie kwasów jogurtem naturalnym

·         profilaktyczne stosowanie pasty lub płukanek z fluorem

·         używanie pasty do zębów o niskim współczynniku ścieralności (RDA)

Prawdy i mity na temat higieny jamy ustnej (nie tylko dzieci):

Po myciu zębu trzeba przepłukać usta wodą

Niektórzy dentyści radzą, aby całkowicie zrezygnować z płukania ust wodą w trakcie i po myciu – zwłaszcza, jeśli chcemy wzmocnić działanie fluoru zawartego w paście lub w sytuacji, kiedy borykamy się ze schorzeniem stomatologicznym typu nadwrażliwość zębów czy dziąseł. Wówczas możemy dodatkowo wetrzeć w zęby i dziąsła niewielką porcję leczniczej pasty.

Na pewno nie wolno przepłukiwać ust w trakcie mycia zębów, bo to rozcieńcza pastę, obniżając znacznie jej skuteczność i właściwości. Płukanie ust po szczotkowaniu zębów oczyszcza dodatkowo jamę ustną z resztek jedzenia i bakterii, ale nie powinno być zbyt energiczne.

Holdery i kapturki na szczotki – czy to jest higieniczne, czy powinniśmy używać, czy to siedlisko rozwoju bakterii

Holdery, osłonki, ochraniacze czy kapturki (nazewnictwo jest różne:)) są higieniczne, jeśli dbamy o nie podobnie jak o szczoteczkę. One również wymagają mycia, przepłukania pod bieżącą wodą i usuwania resztek pasty do zębów z powierzchni. Są niezbędne na czas podróży (transportowania szczoteczki), spełniając dodatkowo rolę ochronną nie tylko  przed zabrudzeniem i bakteriami, ale i przed zniekształceniem włosia szczoteczki, co mogłoby skutkować nieprawidłowym szczotkowaniem zębów.

Na co dzień nie powinno się trzymać główki szczoteczki do zębów w osłonce, aby włosie mogło wyschnąć.

Mycie szczotki do zębów

Higiena szczoteczki do zębów jest ważna i ściśle powiązana z samym myciem zębów. Jak zrobić to w sposób właściwy? W pierwszej kolejności płuczemy szczoteczkę, żeby usunąć z niej zeschniętą pastę do zębów, osad i drobnoustroje, które zdążyły się nagromadzić na jej powierzchni. Na mokre włosie nakładamy pastę i jeszcze raz na chwilę wkładamy szczoteczkę pod bieżącą wodę. Dopiero wtedy mamy pewność, że szczotkujemy zęby czystą szczoteczką.

Wyjaśnienie:

Pierwsze płukanie usuwa brud ze szczoteczki. Nieużywana przez kilka godzin i nieosłonięta szczoteczka staje się siedliskiem bakterii, które pochodzą zarówno z naszych ust, jak i z otoczenia, w tym z umywalki, na której trzymamy szczoteczkę, prysznica, kubka do płukania lub nawet toalety, jeśli znajduje się ona w naszej łazience. Do tego na włosiu szczoteczki do zębów osadzają się resztki detergentów i kosmetyków np. perfum czy lakierów do włosów. Jeśli nie wypłuczemy szczoteczki, wkładamy do ust groźne drobnoustroje i substancje.

Natomiast przepłukanie szczoteczki z nałożoną pastą aktywuje składniki myjące. Dzięki temu pasta bardziej równomiernie rozciera się na zębach i lepiej pieni. Jest też łagodniejsza dla szkliwa.

Mitem jest większa skuteczność mycia zębów ciepłą wodą.

Płukanie szczoteczki może się odbywać zarówno w ciepłej jak i zimnej wodzie, usuwa w jednakowy sposób brud i bakterie.

Szczoteczkę po umyciu zębów trzeba bardzo dokładnie opłukać i wyczyścić z resztek pasty do zębów. Wszelkiego rodzaju osłonki i ochraniacze na główkę szczoteczki stosujemy tylko w trakcie podróży, nie jest to wskazane na co dzień. W przypadku krwawiących dziąseł warto dodatkowo po umyciu zębów włożyć główkę szczoteczki na 2 minuty do wody utlenionej, co wzmocni oczyszczenie włosia z bakterii.

Zalecane jest, aby po chorobie wymienić szczoteczkę do zębów na nową. Podobnie jak po zabiegu higienizacji (skaling i piaskowanie zębów) wskazana jest albo wymiana szczoteczki do zębów albo moczenie jej przez 2 minuty w wodzie utlenionej.

Szczoteczki  nie mogą stać w jednym kubku

Bezwzględnie – dziecko w żłobku czy w przedszkolu powinno mieć w swojej wyprawce indywidualny zestaw do mycia zębów w postaci kubka, szczoteczki i pasty. Szczoteczki nie powinny stykać się ze sobą.

W warunkach domowych możemy potraktować temat z przymrużeniem oka i trzymać szczoteczki do zębów całej rodziny w jednym kubku, pilnując, aby ich główki się nie stykały.

Dobrym rozwiązaniem dla dzieci są holdery, które na przyssawkę można przykleić na ścianę lub do każdej gładkiej powierzchni.

ps. włosie szczoteczki powinno być skierowane do góry

Dziękuję za rozwianie wszystkich wątpliwości:)

Pewnie jesteście ciekawi, czego my używamy do higieny jamy ustnej najmłodszych domowników.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jesteś dziewczynką i nie musisz być grzeczna!

Droga córeczko, piszę do Ciebie ten list – być może przeczytasz go za kilkanaście lat. Akurat dziś jest święto wszystkich dziewczynek na świecie, więc jest to doskonała okazja żeby skreślić dla Ciebie kilka słów – od wiecznej dziewczynki, dziewczyny, nastolatki, kobiety i matki.

Te wszystkie osoby są wciąż we mnie, dlatego tak bardzo chcę Ci dziś to napisać.

Niedawno skończyłaś 5 lat i coraz więcej rozumiesz… Czasami zadajesz takie pytania, że sama nie wiem jak mam Ci odpowiedzieć. Wtedy milczę, bo nie chcę narzucać Ci swojego zdania.

„Zobaczysz, jak urośniesz” – nienawidzisz jak tak do Ciebie mówię, ale naprawdę tak będzie.

Kiedy w 20 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że noszę pod sercem malutką córeczkę, cieszyłam się ogromnie! Wiedziałam, że to będzie wyjątkowa osóbka z mocnym charakterem. Już wtedy miałam takie przeczucie, że nasz relacja będzie bardzo niezwykła.

Różowy dla dziewczynki, niebieski dla chłopca

W Twojej wyprawce nie było ani grama różu, chciałam Cię przywitać w neutralnych kolorach, aby nie narzucać Ci za bardzo stereotypów, które już w tym okresie są przyczepiane niczym łatka do małego człowieka. Sama nie lubię tego koloru i nie mam prawie nic różowego. Nie było też słodkich falbanek i spineczek na łysą głowę. Przyszłaś na świat i było Ci obojętne w co jesteś ubrana, byle było wygodnie. Kiedy wychodziłam z Tobą na spacer wszyscy zaglądali do wózka i mówili:

„O jaki śliczny chłopiec”

Bo z daleka nie świecił róż.

Nie przejmowałam się tym kompletnie, a nawet byłam dumna, bo wtedy uważałam, że:

Róż to stan umysłu.

Nie musisz bawić się zabawkami dla dziewczynek

Chociaż biznes zabawkowy mocno napędza ten podział, nigdy nie kupowałam Ci takich zabawek, które kształtowałyby od początku podziały na zabawki: dziewczęce i chłopięce.

Kupowałam auta, bo jako dwulatka umiałaś poznać na parkingu wszystkie marki samochodów.

Miałaś drewnianą ciuchcię, bo uwielbiałaś chodzić ze mną i z Tatą na pobliską stację kolejową żeby pooglądać pociągi.

Nadal uwielbiasz Gwiezdne wojny i mniej się bałaś podczas oglądania niż przy Krainie lodu.

Nie ma czegoś takiego jak zabawki dla dziewczynek, gdybyś teraz powiedziała mi, że chcesz Lego Technics, kupiłabym je bez najmniejszego problemu.

Tak samo traktujemy Twojego brata, może bawić się Twoją Barbie wożąc ją na koparce i biegać ze szczotką do sprzątania.

Teraz przyszedł czas, kiedy ogromny wpływ mają na Ciebie koleżanki, które raczej nie są wychowywane w taki wyzwolony sposób. Pozwalam Ci na brokat, cekiny, róż. „Dziewczyńskie i chłopackie” podziały są dla Ciebie Ważne. Wybierasz częściej zabawki, które stereotypowo są przywiązane do Twojej płci – to Twój wybór, a nie czyjś. Kiedy mówisz o kąciku dla dziewczynek w przedszkolu, podaję Ci przykłady, że np. mężczyźni też chodzą na manikiur, czy do fryzjera. Tak samo kobiety pracują np. jako pilotki, mechanicy, kosmonautki…

Chłopcy łażą po drzewach, a dziewczynki rysują kwiatki

Ostatnio Twój brat ciągle prosi mnie o śrubokręt. Wiesz dlaczego? Bo ostatnio przykręcałam nim kilka rzeczy i mnie naśladuje.

Lubię Wam proponować łażenie po płotach, drzewach. Pozwalam też wchodzić na górę po zjeżdżalni i nie widzę w tym nic złego. Twój brat naśladuje Ciebie i też lubi rysować. Nie dalej jak wczoraj Julek dorwał się do Twojego pudełka ze spinkami i sobie przypinał. Obserwowałam to z dużym zaciekawieniem.

Żeby być spełnioną kobietą musisz mieć męża

Często zadajesz mi pytania, czy też będziesz miała męża i już teraz się przejmujesz, jak go znajdziesz. Nie myśl o tym, sama bądź szczęśliwa ze sobą, a wtedy wszystko będzie dobrze. Nie wmawiam Ci też, że „Jak będziesz miała męża i dzieci to…”

Chociaż nie jestem wojującą feministką denerwują mnie reklamy, które tak bardzo powielają społeczne schematy np. TA Nie pozwolę nigdy żeby też tak myślała i nauczę Ciebie jak je rozpoznawać.

Dom na głowie ma tylko kobieta

Nie muszę Ci tutaj nic tłumaczyć. Rozumiesz to już od samego początku. Twój tata nie pomaga mi w domu. To też jego dom i od początku widzisz jak: sprząta, gotuje, prasuje, wiesza zasłonki, przyszywa guziki, zmienia Twojemu bratu pieluchy i nie ma u nas podziału na zajęcia męskie i damskie. Owszem dzielimy się obowiązkami, ale tylko ze względu na preferencje: ja np. nie znoszę zmywać, a Twój tata majsterkować.

Dziewczynki muszą być miłe i grzeczne, a chłopcy to łobuzy

O nie! Żadne z moich dzieci nic nie musi. W naszym domu są akceptowane wszystkie emocje i nie ma podziału na te „złe i dobre”. Twój brat też nie jest: „beksalalą” i może płakać. Od początku wspieramy w Tobie niezależność, samodzielność i poczucie własnej wartości. Nie karzemy i nie nagradzamy. Sama widzisz, co zrobiłaś źle i to najczęściej poprawiasz. Uwielbiam, kiedy walczysz o własne zdanie i bardzo często przyznaję Ci rację.

Jesteś ładna – to znaczy, że na pewno nie masz nic w głowie

Naprawdę nie wiem skąd się wzięła ta zależność. Ale to nie jest trudne żeby ładnie wyglądać i mieć coś w głowie. Lubisz mnie naśladować, bierzesz swój plastikowy tusz do rzęs i drewnianą pomadkę, siadasz koło mnie i rozmawiamy o Chinach. Dbaj o siebie – dla siebie! Nie dla kogoś. To, że będziesz miała zawsze zrobiony makijaż nie oznacza, że nie miałaś już czasu przeczytać książki.

Wiem, że się złościsz kiedy nie pozwalam Ci malować paznokci, przyjdzie i na to czas. Już teraz pokazuję Ci też, że to co jest piękne, nie zawsze jest wygodne (Pamiętasz te złote wsuwki, które tak bardzo Ci się podobały, a od nich bolała Cię głowa? Tak też jest z wieloma innymi rzeczami.)

Dziewczynki muszą dbać o wygląd i mieć czystą buzię

Co za bzdura. Nie lubię też stwierdzenia o chłopcach: „Boys will be boys”, czyli, że mogą być brudni, z dziurą na kolanie, czy obłoconych butach. Sama często chodzę bez makijażu i chcę Ci pokazać, że to żaden grzech. Jesteś dziewczynką i możesz się brudzić do woli (chociaż Ty akurat tego nie lubisz). Od ponad dwóch lat kochasz sukienki, uwielbiam obserwować Twój błysk w oku kiedy zakładasz na siebie „coś pięknego”. Ja też to mam, do dziś.

Nie możesz być dobrym kierowcą

Jak tylko będziesz pełnoletnia i będziesz chciała, damy Ci pieniądze na kurs prawa jazdy. Tata nawet zapisze Cię na jazdy doszkalające w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Nikt nie powie o Tobie, że jeździsz jak baba i Ty sama też nigdy tak nie mów.

Nie możesz mieć zawodu, w którym pracują sami mężczyźni

A dlaczego nie? Mam tylko nadzieję, że będzie traktowana tam tak samo jak oni, a Twoje zarobki nie będą warunkowane chromosomami..

Mam nadzieję, że dożyjesz też czasów, kiedy mężczyźni będą mieli urlopy tacierzyńskie – tak samo długie jak macierzyńskie.

A wiesz skąd to wszystko wiem i dlaczego tak łatwo mi to przyszło? Twoja babcia, a moja mama wychowała mnie samodzielnie. To ona WSZYSTKO robiła sama w domu i zawsze mi powtarzała, że mogę robić co tylko chcę. Nigdy nie krytykowała moich wyborów, choć były bardzo odważne. To od niej mam tę siłę, niezależność i wiarę w siebie, a ja przekażę je Tobie. Wiem, że czasami jestem zbyt surowa, ale chcę żebyś miała w życiu lekko i nigdy nie przejmowała się tym, co mówią lub myślą inni.

.

.

.

Kiedy nauczycielka zapytała dziewczynki w klasie o ich prawa, one napisały:chcę żeby dziewczynki na całym świecie

Niestety nie dotarłam do źródła zdjęcia. Jeżeli ktoś je zna, niech mi wyśle.

A Wam zostawiam jeszcze teledysk, który musicie obejrzeć!

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Kawiarnia na urodziny dla dzieci – świetne miejsce na imprezę

Kawiarnia na urodziny dla dzieci to coraz częściej wybierane miejsce do świętowania tego wyjątkowego dnia. My również, w tym roku, zrobiliśmy taką imprezę urodzinową i dziś Wam o niej opowiem. Dlaczego się zdecydowaliśmy, jak wybieraliśmy miejsce i  najważniejsze – jak nam się udała zabawa?

Jeszcze nie zdążył dobrze stopnieć śnieg, a moja córka – urodzona jesienią, zaczęła niecierpliwie dopytywać o swoje urodziny. Zaczęliśmy odliczać miesiące, tygodnie oraz dni. Jej niecierpliwość sięgała już zenitu! Wcześniejsze urodziny były świętowane zdecydowanie mniej świadomie i jeszcze pozwalała nam na samodzielne podejmowanie decyzji, bo z wszystkiego była zadowolona. Były to imprezy tylko rodzinne, bez żadnych zabaw, specjalnych wystrojów, czy też tematycznych wypieków.

W tym roku było inaczej, bo zaczęły się u nas w przedszkolu imprezy urodzinowe, na które dzieci zapraszają kolegów i koleżanki z przedszkola. Rok temu pierwszy raz Lilka była na takiej imprezie i bardzo się jej podobało. Przez kilka tygodni nie było innego tematu w domu, tylko opowiadała o tym jakby chciała żeby wyglądały jej przyszłe urodziny, które miały być za 10 miesięcy (!).

Kawiarnia na urodziny dla dzieci to świetny pomysł na organizację przyjęcia.

To taki dość neutralny teren, gdzie można się spotkać z rodzicami widzianymi do tej pory tylko na zebraniach. Nie czułabym się komfortowo żeby zaprosić dzieci z rodzicami do naszego mieszkania, zajmować się przygotowaniami, prowadzić ciekawe konwersacje i jeszcze pilnować Juniora, który ma fazę wrażliwą na wchodzenie na meble. Było to zwyczajnie niemożliwe. A do tego w tym czasie mieliśmy remont.

Mało tego, to było marzenie córki – żeby urodziny zrobić na sali zabaw.

Uwielbiam spełniać jej marzenia, więc było jasne, że urodziny odbędą się w kawiarni.

Przez chwilę przeszedł mi jeszcze przez głowę bardziej zwariowany scenariusz, żeby zrobić imprezę na Farmie Dyń. Jednak Lilka marzyła o urodzinach księżniczkowych z animacjami, więc taka zabawa nie byłaby po jej myśli. Chyba, że byłby to Kopciuszek, którego karoca zmienia się z dyni. Niestety, to nie ta bajkowa postać jest jej ulubioną.

Uznałam, że to jest jej dzień i to ona ma być szczęśliwa, a nie ja.

Organizacją przyjęcia zajęłam się sama. Chciałam żeby Lilka miała niespodziankę, ale żeby wszystko było zgodne z jej zainteresowaniami. Odkładałam ten temat dość długo i na dwa tygodnie przez weekendem zaczęłam szukać odpowiedniego miejsca. Jak się okazało – kawiarnia na urodziny dla dzieci to dość popularny sposób spędzenia tego wyjątkowego dnia i miałam małe trudności ze znalezieniem sali, która sprostałaby naszym potrzebom.

Zależało mi na tym żeby miejsce było ładne, nie kiczowate, ze świetną obsługą i przystosowane do potrzeb dzieci. Nawet przez chwilę pomyślałam, że taka kawiarnia na urodziny dla dzieci, która spełnia powyższe warunki zwyczajnie nie istnieje. I wtedy trafiłam na nowe miejsce, które niedawno zagościło na stołecznej mapie.

To kawiarnia na urodziny dla dzieci Polana Wilanów

Polana Wilanów (KLIK)

Przypadkowo trafiłam na ich stronę na Facebooku, zobaczyłam, że mają ofertę urodzinową i pojechałam tam z Julkiem na kawę. Mamy tam dość daleko, ale wiedziałam, że zorganizujemy urodziny w weekend, więc goście nie bedą stać w korkach. Tuż po wejściu, zamówiłam kawę i wypuściłam Jula z wózka. Rzadko, ale to bardzo rzadko udaje mi się wypić ciepłą kawę do końca kiedy jestem z nim sama w kawiarni.

Junior bawił się przy  drewnianej kuchni dobre 40 minut, a ja mogłam się dokładnie rozejrzeć. Zamówiłam ich specjał, czyli podpłomyka (cienki placek z warzywami) oraz pierogi. Zjedliśmy z Julkiem je ze smakiem i po telefonie do męża, uznałam, że to idealne miejsce na naszą imprezę.

kawiarnia na urodziny dla dzieci

Poprosiłam Panią żeby przedstawiła mi ofertę i od razu zamówiłam termin. Na czym mi zależało?

  • animacje dla dzieci – tutaj można wybrać sobie interesujący temat. Było ich wiele, a ja wybrałam… Zgadnijcie! Oczywiście, że KSIĘŻNICZKI I RYCERZE;) Zapytałam też z jakiej firmy jest animatorka. Kiedy Pani odpowiedziała, że ze Skakanki, to już nawet nie musiałam o nic pytać więcej. To najlepsza firma  z animacjami w Warszawie.
  • tort – można zamówić na miejscu. A ja wybrałam… Zgadnijcie! Oczywiście, że z Elsą z Krainy Lodu.
  • wystrój sali, balony, talerzyki, świeczka były również w cenie, oczywiście z Elsą.
  • do jedzenia były małe przekąski: świeże owoce, paluszki, chrupki i ciasteczka. Do tego woda i soki.
  • chciałam też zamówić od razu rodzicom ciasta, żeby umilić im czekanie na swoje dzieci, a do tego goście zamawiali na nasz rachunek kawę i herbatę.

Wszystko wybrałam na 10 dni przed imprezą i zajęło mi to pół godziny. Obsługa była bardzo pomocna i od razu mówiła o wszystkich szczegółach.

Zapłaciłam niewielką zaliczkę i wyszłam. Naprawdę byłam przeszczęśliwa, że nie muszę sama tego organizować. Chociaż naprawdę to lubię, to wolałam jednak spełnić marzenie dziecka.

Jak nie zapraszać dzieci na urodziny?

Kiedy już ustaliliśmy termin przyszedł czas na zaproszenia. Tu pojawił się problem, bo pamiętam takie sytuacje z pracy w przedszkolu. Zdaję sobie sprawę, że rodzice nie są w stanie zaprosić całej grupy na takie przyjęcie, dlatego dzieciom zostawiają wybór kogo zaproszą. Każde dziecko ma prawo darzyć sympatią jedną osobę, a drugą antypatią. Często nawet w kłótniach dzieci słychać: „Nie zaproszę Cię na moje urodziny!”.

To zaproszenie jest wielką nobilitacją i ten kto takiego kolorowego skrawka papieru nie otrzyma będzie czuł się poszkodowany. Najgorzej jest zobaczyć, że na wielu półkach w przedszkolu dzieci mają zaproszenie „A ja nie mam!”.  Rodzice często się nie zastanawiają, czy inne dzieci będą się z tym źle czuły. Dlatego chciałam Wam zwrócić uwagę.

Nie róbcie tak!

Postanowiłam, że zostawię na półkach dzieci małe skrawki papieru z numerem telefonu i prośbą o kontakt. Nie chciałam żeby ktoś był przez nas smutny. Rodzice szybko oddzwonili i zaprosiliśmy ich na wspólne świętowanie.

Wielki dzień

Kiedy dzień imprezy zbliżał się wielkimi krokami, w ogóle się tym nie przejmowałam (a bywało, że przed organizowaniem takich imprez miałam mały stresik). Wiedziałam jednak, że obsługa kawiarni dopnie wszystko na ostatni guzik.

Tak też było! W dzień imprezy wyjechaliśmy trochę wcześniej i czekaliśmy na gości. Powitała nas przepięknie przystrojona sala dla dzieci i stoliki dla rodziców.

Lilka była zachwycona, bo się niczego nie spodziewała. Z dziećmi przez 2 h bawiła się animatorka, a my zaglądaliśmy tam tylko na chwilkę. Przewidziała różne zabawy: ruchowe, taneczne, a nawet kreatywne. Dzieciaki skakały, tańczyły i bawiły się balonami. Solenizantka była zachwycona.

A kiedy wjechał jej wymarzony tort, to aż się wzruszyłam, bo widziałam w jej oczach niesamowitą radość. Wszystko było tak jak chciała.

Najbardziej z organizacji cieszyłam się ja, bo miałam czas żeby spokojnie porozmawiać ze znajomymi i z rodzicami dzieci z przedszkola, a nie zajmować się parzeniem 15 kaw (tylu było dorosłych), czy też zmywaniem talerzyków.

Obsługa wykazała się niebywałym zmysłem organizacyjnym, bo wszystko przebiegło znakomicie.

Bardzo żałuję, że nie mamy tam bliżej, bo bylibyśmy stałymi gośćmi. Wiem, że są tam też zajęcia dla mam i dzieci. Jest tam mnóstwo ciekawych propozycji dla dzieci w różnym wieku: KLIK

kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci
kawiarnia na urodziny dla dzieci

Podsumowując, kawiarnia na urodziny dla dzieci to naprawdę dobre miejsce na organizację przyjęcia. Tydzień później mieliśmy jeszcze spotkanie rodzinne, przy którym już musiałam się napracować, ale też było fantastycznie. 

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Nowości książkowe dla maluchów

Jak to się stało, że tak dawno nie było wpisu książkowego? Ostatni (Książki dla roczniaków) już się lekko zdezaktualizował, a na półkach mamy przecież mnóstwo książek, które czytamy kilka razy dziennie. Dziś pokażę Wam nasze ulubione pozycje.

Zaśnij ze mną, Vincent Bourgeau wyd. Babaryba

Miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy pierwszy raz ją otworzyłam, to zaciekawiony Julek już zaglądał mi przez ramię. Zaczynał rozumieć wszystkie zwroty, a teraz już je wykonuje. O czym jest książka? O rytuałach przed snem.

Rodzic razem z dzieckiem przygotowuje do snu… książkę. Pyta ją czy umyła zęby, czy opowiedzieć jej bajkę, czy nakryć kocykiem itd. Świetna książka dla małych dzieci. My ją uwielbiamy!

p.s. Książka dość mocno angażuje i nie wszystkim dzieciom może służyć do wyciszenia przed snem, ale warto próbować. My ją czytamy o innej porze.

Dla dzieci 12m +

Dostępna najtaniej TUTAJ

Za kierownicą, Eva Oburkova, wyd. Bajka

Rozkładana książka o pojazdach i drogach. Można ją rozłożyć na płasko lub postawić. U nas trwa teraz faza na „kółka”, więc takich książek nigdy dość. Fajne, w miarę proste ilustracje.

Dla dzieci 12+

Dostępna najtaniej TUTAJ

Kto prowadzi? Leo Timmers, wyd. Babaryba

Mam dosłownie kilka książek, które zachowałam po Lilce dla przyszłego potomstwa. Jedną z nich jest właśnie „Kto prowadzi?”. Książka o pojazdach i onomatopejach. Ma ona w sobie coś takiego, że jak tylko Lilka usłyszy, że ją czytamy to przybiega z drugiego pokoju. Polecam wszystkim maluchom!

p.s. Książka jest w dwóch językach (angielski i polski)

Dla dzieci 12 m+

Dostępna  TUTAJ

Tydzień na budowie, Jean Ready, Leo Timmers, wyd. Babaryba

Po tym jak wielkim hitem było „Kto prowadzi?”, nie mogłam się doczekać nowego tytułu tego autora. Tym razem akcja odbywa się na placu budowy. Świetne, bogate ilustracje zachęcają do opowiadania dziecku tego, co jest na ilustracjach. Jedna z naszych  ulubionych książek.

Dla dzieci 18m+

Dostępna TUTAJ 

Już jadę, Herve Tullet, wyd. Babaryba

W naszym domu uwielbiamy Tulleta – pisałam Wam o wielu jego książkach. Tym razem chcę Wam pokazać kartonowe propozycje dla najmłodszych. Pierwsza część jest o aucie, które przemierza góry i doliny. Ma niezbyt łatwą trasę do pokonania. Kartonowe strony zachęcają dzieci do podążania za czerwonym samochodzikiem, a na końcu czeka je coś bardzo miłego.

Dla dzieci 12m+

Dostępna TUTAJ

Maly czy duży? Herve Tullet, wyd. Babaryba

Książka jest o małej rybce, która rośnie ze strony na stronę, aż w końcu… Przekonajcie się sami. Super książka do nauki przeciwieństw „duży – mały”

Dostępna TUTAJ

Liczby, Marianna Oklejak, wyd. Art Egmont

Na pewno znacie serię książek o Basi. Marianna Oklejak zilustrowała serię 3 książeczek dla najmłodszych. Wykorzystała do tego ludowe motywy, inspirowane folklorem.

Dostępna TUTAJ

Kolory, Marianna Oklejak, wyd. Art Egmont

Druga książka z tej serii – tym razem tematem przewodnim są kolory.

Dostępna TUTAJ

Zakątki, Michalina Rolnik, wyd. Dwie siostry

W poszukiwaniu książek z postaciami dzieci, trafiłam na tę pozycję i jest to jedna z ulubionych książek Julka. Uwielbia siedzieć i przeglądać sam tę książkę. Przy okazji zauważa różne szczegóły.  Fajna, edukacyjna książeczka dla najmłodszych.

Dla dzieci 12m+

Dostępna TUTAJ

Samochody bez tajemnic, Rob Lloyd Jones, wyd. Olesiejuk

Trafiłam na nią przypadkiem w bibliotece i koniecznie muszę ją kupić, bo Jul przez ten miesiąc czytał ją codziennie, a ja musiałam pilnować żeby nie pourywał otwieranych okienek. Niewątpliwie jest to jedna z fajniejszych książek dla małych miłośników pojazdów. Jest rewelacyjna! Maluchy będę interesowały się ilustracjami, a starsze dzieci chętnie poznają historie związane za światem motoryzacji. Świetne są też okienka otwierane podwójnie – zawsze mnie czymś zaskakiwały.

Dostępna jest TUTAJ

Znalazłam jeszcze inne z tej serii tylko w innej tematyce:

Lotnisko bez tajemnic TUTAJ

Jedzenie bez tajemnic TUTAJ

Ciało bez tajemnic TUTAJ

Piesku, piesku, jak się masz, Jo Lodge, wyd. Olesiejuk

Ta książka jest wyjątkowa pod kilkoma względami i naprawdę szczerze ją Wam polecam. Po pierwsze świetnie ukazuje emocje i może to być pierwsza książka, w której tak wyraźnie widać złość, poirytowanie, smutek. O tym, że warto nazywać emocje już od małego pisałam Wam obszerny wpis Pozwólcie dzieciom płakać.

Po drugie ma przesuwane okienka, które bardzo lekko się ruszają i nawet malutkie dziecko będzie w stanie je przekładać. A do tego ma wyrażenia dźwiękonaśladowcze. To był hit ostatnich dwóch miesięcy.

Dostępna TUTAJ

Prosiaczek i pojazdy, Ola Woldańska-Płocińska, wyd. Czerwony konik

Jeżeli miałabym wybrać moją ulubioną książkę z wymienionych w tym wpisie to zdecydowanie byłby to Prosiaczek. Julian też ją bardzo lubi i często ją czytamy. Uwielbiam książki Oli i czekam na coś nowego. A o czym jest? O sklepie z zabawkami. Świetne ilustracje i ciekawa, zaskakująca fabuła.

Dostępna TUTAJ

Oczywiście mamy też kilka nowości z Tkmaxx – Jul zna je już na pamięć

Jak widzicie królują u nas książki o pojazdach. Mam zamiar zrobić o nich wszystkich oddzielny wpis.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Moja szafa – gdzie kupuję ubrania i w jaki sposób to robię

  • MODA
  •  komentarze [24]

Własny styl, zdolność dobierania ubrań idealnie pasujących do sylwetki, umiejętność niebanalnego łączenia faktur i wzorów, świetne oko do wybierania perełek ubraniowych… te wszystkie epitety nie są o mnie. Chciałabym napisać, że tak jest, ale niestety… Mam wiele innych plusów, jednak ubrać się nie potrafię. 

Ten wpis powstał po to żeby pokazać Wam jak sobie z tym radzę. Napiszę też gdzie najczęściej kupuję ubrania i gdzie szukam inspiracji.

Zacznę od tego, że nigdy z modą nie było mi po drodze. Nie miałam potrzeby wyszukiwania najnowszych trendów, ciekawych połączeń i noszenia samych najnowszych fasonów. Owszem, lubiłam chodzić na zakupy ubraniowe, ale nigdy nie przykładałam do tego dużej wagi.

O ile uwielbiam ubierać moje dzieci i męża, to ze sobą mam problem. Dzieciom wyszukuję różne perełki i sprawia mi to ogromną frajdę. Lilka też jest teraz na etapie, że zaczyna dostrzegać połączenia kolorów i faktur. Kiedy poznałam Daniela chodził w zielonym swetrze i w pantoflach z czubem. Teraz jego styl, który razem wypracowaliśmy bardzo mi się podoba i pasuje do jego charakteru oraz zawodu. Śledzi blogi modowe z klasyczną modą męską i wciąż śledzi nowe trendy.

A ja? Też się tego uczę.

Dodam też, że moja sylwetka jest bardzo wymagająca. Mam całe 160 cm wzrostu, więc wiele ze stylizacji zwyczajnie odpada już w przedbiegach. Jestem typową klepsydrą z lekkim wcięciem w talii, którego wcale nie lubię podkreślać. Muszę również wspomnieć o tych 10 kilogramach, z którymi walczę po ciążach (IOO). Jak widzicie, modelką niestety nie jestem;)

Zdziwiłam się mocno, kiedy poprosiłyście mnie o to, żebym napisała wpis o moim stylu oraz miejscach gdzie kupuję ubrania, bo wg mnie jestem ostatnią osobą na świecie, od której możecie się inspirować w tym temacie.

Ostatnio trochę też zaczęłam się interesować modą i to zostało zauważone. Dostałam nawet kilka komplementów od Was, że wyglądam całkiem nieźle (zważywszy na moje gabaryty). A to pewnie dlatego, że przez ostatnie 3 lata nauczyłam się maskować różne rzeczy, a inne podkreślać.

Podoba mi się wiele ubrań i fasonów, które wiem, że już na pierwszy rzut oka nie są dla mnie. Bardzo nad tym ubolewam, ale nie chcę sobie dodawać dodatkowych kilogramów, czy też jeszcze bardziej skracać.

Od czego się zaczęło?

Kilka lat temu kupiłam sobie książkę Magdy. Pisałam o niej we wpisie Książki, które zmieniły moje życie

Ta książka nauczyła mnie przede wszystkim tego, jakich ubrań ABSOLUTNIE nie mogę kupować. Chociaż podobałyby mi się na wieszaku, to niestety na mnie wyglądałyby fatalnie. Wszystkie ubrania typu oversize nie są dla mnie.

Dzięki tej lekturze nauczyłam się szukać dobrych krojów dla mnie i posprzątać w szafie.

Uwielbiam też kanał na Youtube Magdy. Jeżeli jeszcze nie znacie to zaglądajcie. Najbardziej lubię te filmy, w których Radzka radzi jak się ubierać. Moim faworytem jest film o tym jak optycznie się zmniejszać (lub poszerzać) za pomocą koloru czarnego i białego:

Uwierzycie, że czasami nawet robię sobie notatki?

Niby są to oczywiste rzeczy, ale nie dla mnie. Tak odkrywcze były dla mnie np. to, że jeżeli dzielę sylwetkę liniami np. dekolt, bluzka, spodnie i te linie są widoczne to optycznie jeszcze bardziej się skracam. Zwracam na to teraz uwagę i wg mnie wyglądam smuklej.

Ukrywam wady, podkreślam zalety

W komponowaniu stroju staram się podkreślać moje atuty, a chowam to co chcę ukryć. Po filmiku Magdy zaczęłam jeszcze bardziej stosować tę metodę, czyli tam, gdzie chcę coś podkreślić zakładam jasny kolor, a tam gdzie chcę ukryć to zakładam ciemny. Czyli prawie zawsze mam na dole ciemny dół. Wyjątkiem są brzoskwiniowe spodnie, które kupiłam jeszcze przed tym, kiedy o tym się dowiedziałam.

Jak robię zakupy?

Przestałam je lubić tuż po pierwszej ciąży i chodzę na zakupy jak muszę już coś sobie kupić (a i tak najczęściej wychodzę z torbą pełną ciuchów dla dzieci). Nie mam za bardzo czasu chodzić po galeriach i szukać ubrań dla siebie, więc najczęściej w wolnej chwili przeglądam sklepy internetowe, ale bardzo rzadko kupuję coś online. Najczęściej sprawdzam, czy dana rzecz jest dostępna w sklepie stacjonarnym i jadę ją przymierzyć.

Czego najwięcej jest w mojej szafie?

  1. Jeansy – uwielbiam je  i chodzę w nich właściwie codziennie. Z uwagi na mój wzrost bardzo się cieszę, że spodnie o długości 7/8 są w modzie od kilku sezonów. Dzięki temu w końcu mam spodnie, których nie muszę skracać lub podwijać. Od dwóch lat kupuję je tylko w Mango – mają wyższy stan i ciemny kolor (w połączeniu z ciemnymi butami wydłużają optycznie nogę)
  2. T-shirty – mam ich sporo, bo jeansy plus T-shirt to mój ulubiony codzienny strój. Tak chodzę na plac zabaw, a dorzucę do tego marynarkę lub kurtę skórzaną i mogę tak iść na spotkanie. Obecnie uwielbiam bluzki w paski czarno-białe.
  3. Bluzki koszulowe – to mój trzeci typ, który zakładam w weekendy na wyjścia z rodziną lub na spotkanie. Mam ich w szafie kilka i bardzo je lubię.
  4. Koszule jeansowe – dobrze, że wciąż są w modzie, bo mam je już 4 lata i nadal w nich chodzę. Zawsze podwijam w nich rękawy.
  5. Marynarki – obecnie mam dwie. Jedna jest granatowa z rękawem 3/4, a druga pudroworóżowa (podwijam rękawy żeby podkreślać talię i wysmuklić sylwetkę)
  6. Swetry – mam ich dosłownie kilka i zakładam tylko zimą. Mam jeden Tommy Hilfiger z romby i to mój ulubiony – świetnie się nosi i pierze. Ostatnio kupiłam sobie dwa w Mohito (ten sam model w dwóch kolorach, bo tak mi się spodobał TUTAJ )
  7. Na wyjazdy weekendowe mam swoją ukochaną, rozpinaną bluzę Gap z kapturem w kolorze brązowym
  8. Kurtki – uwielbiam płaszcze. Mam jasny, cienki, klasyczny trench z paskiem i grupy wełniany na zimę. Oba w kultowym kamelowym kolorze. Na spacery i wyjścia z dziećmi mam kurtkę puchową z kapturem (obecną mam Michael Kors z Tkmaxx, jest fajna bo taliowana)
  9. Kurtka skórzana – w tym roku dołączyła do mojej szafy skórzana kurtka. Co roku chciałam sobie taką kupić, ale nigdy nie spotkałam żadnej, która w pełni odpowiadałaby moim potrzebom. W tym roku udało się i ją uwielbiam! Kupiłam ten model KLIK
  10. Sukienki – mam kilka, ale ostatnio w ogóle w nich nie chodzę, bo nie przepadam za rajstopami.

Tak wygląda moja szafa

Według mnie to nic specjalnego, ale jakoś nie mam czasu ani chęci na bardziej odważne stylizacje i połączenia. Szukam jeszcze długiej ciemnej kamizelki żeby zbudować linię ramion i wysmuklić tułów.

Zapytacie pewnie jakie sklepy odwiedzam.

To moja lista

COS

Zaglądam online, a później jadę do warszawskiego Klifu i mierzę. Uwielbiam stamtąd T-shirty (TUTAJ), bo po kilku miesiącach użytkowania wciąż wyglądają ok. Mam również dwie sukienki, które czasami noszę.

Mango 

Najczęściej przeglądam w aplikacji na telefonie, ale i tak zazwyczaj jadę daną rzecz przymierzyć. Wszystkie jeansy (5 par) mam właśnie z Mango. Mam wrażenie, że jakość ich ubrań mocno się poprawiła (albo Zara tak bardzo się zepsuła). Lubię tam zaglądać i często znajduję tam coś dla siebie.

Spodnie Mango, kurtka Mango, koszula H&M (która ma 5 lat)

Mohito

Zaglądam tam dość często, ale naprawdę fajnych ubrań (które nie są bardzo „dziuniowate” i nie są wykonane ze 100% poliestru jest niewiele), ale czasami trafi się taka perełka jak np. te swetry za 79 zł 100% bawełny. Mam też stamtąd trench i kilka bluzek, ale trzeba zawsze patrzeć na skład.

H&M

Lubię bluzki koszulowe stamtąd i wszystkie, w których obecnie chodzę są właśnie z tego sklepu. Również przeglądam w aplikacji, a później szukam w sklepie.

Zara

Obraziłam się na ten sklep i bardzo rzadko tam zaglądam. Jakość mają taką, że już mnie wkurza chodzenie z reklamacjami. Czy też tak macie?

DANHEN

Polska marka, którą odkryłam dopiero rok temu. Mam jedną kopertową bluzkę z wiskozy, która genialnie się pierze, prasuje i nosi. Cały czas do nich zaglądam żeby wypatrzyć sobie coś nowego.

Miszkomaszko

Uwielbiam wzornictwo, ale ostatnio jakoś nie chodzę w ich sukienkach. Czekam na syreni wzór i może mi się odmieni.

BUTY

Kocham trampki Chipie (właśnie zamówiłam nową parę z Limango w kolorze czarnym)

Uwielbiam mokasyny Minnetonka, które niestety nie są dostępne w PL. Znajoma kupiła mi w USA piękne czarne, ale są za małe 🙁 Może ktoś chce przygarnąć? (rozmiar 38 o TE)

Na teraźniejszą aurę mam kalosze, sztyblety IGOR 

A na zimę UGG

TOREBKI

Obecnie non stop chodzę z torebką Mammania 

Od pół roku mam model Gwen i jestem to jedyna torebka, w którą pakuję rzeczy dzieci i moje. Ma idealne dla mnie gabaryty i sporo kieszonek. Myślę, że jeszcze długo z nią będę chodzić.

To teraz zdradzę Wam jeszcze jeden patent, który stosuję od dłuższego czasu. Mam np. skórzaną kurtkę i nie bardzo wiem do czego ją nosić. Wiecie co robię? Wrzucam w Pinterest frazę: „How to wear  biker jacket” i mam tyle stylizacji do wyboru do koloru, że na bank coś sobie znajdę pasującego do mojej sylwetki z zasobności szafy.

O tym gdzie kupuję ubrania dla dzieci pisałam we wpisie jak Ubrać dzieci modnie i wygodnie

A Wy jak sobie radzicie z zakupami? Zdradźcie też swoje ulubione sklepy 🙂

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pokój dla rodzeństwa – nasz projekt i metamorfoza

Pokój dla rodzeństwa – jak go zaprojektować żeby był funkcjonalny i rozwijający dla dzieci? Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zaczęłam myśleć o tym, jak się pomieścimy w naszym 50 – metrowym mieszkaniu. O ile w pokoju dla jednego dziecka nie mieliśmy problemu z rozmieszczeniem łóżka czy też komody z zabawkami, tak z pokojem dla rodzeństwa mieliśmy sporą zagwozdkę.

Jak urodził się Junior, wiedziałam, że będzie z nami w pokoju. Chciałam mieć go jak najbliżej siebie i kosz Mojżesza postawiliśmy blisko naszego łóżka. Nie miał zbyt wielu swoich rzeczy, więc spokojnie zmieściliśmy je w komodzie.

Później, kiedy przybywało mu zabawek, a nasz salon, w którym śpimy zaczął się kurczyć, zaczęłam myśleć o tym, żeby w Lilki pokoju zorganizować mu kilka półek na zabawki. Cały czas spał z nami, ale coraz więcej czasu przebywał w pokoju siostry.

Znacie to uczucie, które towarzyszy wszystkim krokom milowym dzieci?

Ja zawsze bardzo się cieszę, ale jednocześnie jest mi też trochę smutno, że dzieci tak szybko rosną. Kiedy pomagaliśmy Juniorowi zdmuchnąć pierwszą świeczkę na torcie, to uczucie się we mnie jeszcze mocniej obudziło.

Mój malutki synek już chodzi, gada jak najęty i mówi teraz, że ma „jeden lat”, zjada sam jajecznicę w ekspresowym tempie i prosi o swoją „kawę”. Ściska mnie trochę w dołku, że ten czas tak szybko leci i te etapy przechodzi jak burza. Ja chyba do końca nie jestem na to przygotowana i każdą chwilę, kiedy jest jeszcze malutki, celebruję jeszcze bardziej, bo wiem, że one też niedługo przeminą.

Tak właśnie było też z Julka „wyprowadzką” do pokoju siostry. Lekko odciągałam to w czasie, żeby nie dać mu jeszcze pełnej niezależności. Całe dnie spędzał u niej w pokoju, ale noce wciąż był ze mną. Wspominałam Wam, że nasza mleczna droga niedawno się skończyła i żeby zająć głowę, zaczęliśmy myśleć o pokoju dla rodzeństwa.

Lilki pokój wyglądał tak:

 Pokój przedszkolaka:

Pokój dla rodzeństwa to nie jest wcale taki prosty temat. Zwłaszcza, że między naszymi dziećmi jest spora różnica wieku (3,9) oraz różnią się płcią. Każde jest na totalnie innym etapie rozwoju ruchowego i psychicznego. Mają inne zainteresowania i potrzeby.

Szukałam na własną rękę różnych rozwiązań, przeszukałam cały internet i gazety wnętrzarskie. Żaden pokój dla rodzeństwa nie zrobił na mnie takiego wrażenia, że mogłabym zastosować te rozwiązania u siebie. Stwierdziłam, że poproszę o pomoc fachowca. Jednak uprzedziła mnie moja czytelniczka, Agata, która jest projektantką wnętrz w Pracowni Projektowania Wnętrz A+A Kids (zobaczcie ich genialne realizacje), a prywatnie  jest mamą dwójki dzieci z podobną różnicą wieku jak moje.

Zaproponowała mi swoją pomoc. Nie dość, że „zna” nas z bloga, wie, co lubimy, to jeszcze sama na podstawie doświadczeń ze swoimi dziećmi miała dla nas kilka rozwiązań. Spotkałyśmy się kilka razy i w przerwach w rozmowie o książkach, metodzie Montessori i gadżetach dziecięcych rozmawiałyśmy o naszym pokoiku.

Tak wygląda docelowy projekt pokoju dla rodzeństwa, który będzie pewnie gotowy na początku roku.

Pokój dla rodzeństwa

pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa

Cudowną tapetę w gruszki zaprojektowała Beata Dejnarowicz

Jest to wszystko, na czym mi zależało. Idealny pokój dla rodzeństwa w różnym wieku. Lila marzyła od zawsze o piętrowym łóżku i uznałyśmy, że to jedyna okazja żebyśmy mogły jej marzenie spełnić. Chciałam też, żeby miała swoją kryjówkę przed bratem, czyli do zabawy małymi rzeczami, których nie będzie jej zabierał. Dlatego też zmieniamy biurko na wyższe. Przy niskim stoliku przeszkadza jej przy pracy. Będzie też miała wyżej swoje półki, które będą poza zasięgiem młodszego współlokatora. Postawiłyśmy wykorzystać przestrzeń wkoło okna na półki i półeczki. Zamiast zasłon będzie roleta, która powiększy pokój.

Na górze będzie pawlacz na zabawki, które zmieniam co kilka tygodni. W końcu szafa w salonie opustoszeje.

Strefa Julka będzie na jego łóżku oraz obok. Dzięki mobilności będzie można je ustawiać w dowolny sposób. O tym projekcie będę jeszcze pisać nie raz.

Przejdźmy do pierwszego etapu remontu.

Chciałam podzielić go na dwa razy, żeby nie mieć wyłączonego pokoju przez kilkanaście dni.

Pierwszy etap już za nami i dziś się Wami nim podzielę. Nasz pokój dla rodzeństwa jest gotowy.

Pokój Lilki był pomalowany zwykłą satynową farbą, która niestety nie do końca spełniała swoje funkcje. Wybierała nam ją ekipa remontowa, która nie wzięła pod uwagę tego, że będzie tam mieszkało dziecko. My się kompletnie na tym nie znamy, więc zaufaliśmy im w 100 %. Po 1,5 roku od malowanie ściany wyglądały niezbyt świeżo.

Z Agatą doszłyśmy do wniosku, że zrobimy coś zwariowanego i dodamy dzieciom trochę koloru na ścianie. Długo nie trzeba było mnie namawiać kiedy usłyszałam jedno słowo: „OMBRE”, czyli ściana, która zaczyna się od najciemniejszego koloru, a kończy na najjaśniejszym. Ten pomysł wydał mi się genialny!

Zaczęłam szukać odpowiednich farb oraz fachowca, który taki efekt uzyska na naszych ścianach

Mój wybór padł na markę Beckers, która zgodziła się wziąć udział w tym odważnym malowaniu. Po wielu rozmowach uznaliśmy, że to właśnie te farby najlepiej będą się nadawały do naszego remontu. Dlaczego? Przede wszystkim mają farby, które są antyalergiczne bez zawartości Lotnych Związków Organicznych. Mają też atesty i certyfikaty. Spodobały mi się też sprytne, ekologiczne opakowania brainy pack, które można wykorzystać do ostatniej kropli i są niesamowicie ergonomiczne: łatwo się je nalewa na tackę lub do sprężarki.

Najpierw ściany zagruntowaliśmy Beckers Designer Primer później pomalowaliśmy na biało Beckers Designer White, na koniec Pani Dorota za pomocą sprężarki zrobiła efekt ombre farbą Beckers Väggfärg 7 z mieszalnika, kolor NCS  S 2070Y10R.

Kiedy miałam już wybrane farby, kolor z palety NCS to nie mogłam znaleźć fachowca, który pomaluje w taki sposób ścianę. Przecież ekipa remontowa nie będzie bawić się w takie niuanse. Myślałam, szukałam, pytałam i w końcu znalazłam osobę, która zajmuje się artystycznym malowaniem ścian.

Pani Dorota kiedy tylko usłyszała o moim pomyśle, od razu się zgodziła. Zajęła się również wszystkimi pracami, czyli malowaniem sufitu, dwukrotnym pomalowaniem ścian na biało i na koniec jako wisienkę na torcie wyczarowała nam ombre na ścianach.

Jestem niesamowicie zadowolona z tego efektu! Gradient sięga odrobinę wyżej niż widać na zdjęciu i przechodzi płynnie do białego.

Jeżeli szukacie kogoś, kto artystycznie maluje na ścianach zajrzyjcie do Pani Doroty TUTAJ

Malowanie trwało 3 dni, a my w tym czasie żyliśmy w komunie w naszym salonie. Ciekawe doświadczenie;) Nie musieliśmy się wyprowadzać z mieszkania, bo farby Beckers są praktycznie bezzapachowe i nie było czuć typowego zapachu farby.

Pierwszy etap naszego remontu już za nami, a ja z naszych rzeczy oraz kilku nowych dodatków zrobiłam dzieciom pokój, który będzie im służył do momentu realizacji projektu architekt. Trochę to potrwa, dlatego chciałam żeby ten pokój dla rodzeństwa był już w pełni funkcjonalny. Dzieciom bardzo podoba się kolor na ścianach i to, że Julek śpi razem z Lilą. Oni są tak samo podekscytowani jak my i na razie o dziwo siedzą w swoim pokoju, a nie na nas (jak dotychczas).

Pokój dla rodzeństwa w wieku 5 lat i 1,5 roku

pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa
pokój dla rodzeństwa

Po tej przeprowadzce mam wrażenie, że Julek urósł o kilkanaście centymetrów. 

Cieszę się też, że remont rozłożyliśmy na dwa etapy. Dzięki temu możemy spokojnie myśleć o końcowym efekcie. Wcześniej myślałam, że sama ze wszystkim dam radę sama: z projektem, malowaniem itd. Jestem zadowolona, że oddałam te funkcje profesjonalistom. Wszystkie produkty Beckers sprawdziły się znakomicie przy tym niestandardowym malowaniu i jestem przekonana, że dzieci długo będą mogły bawić się w pokoju ze słoneczną łuną na ścianach.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak odstawić dziecko od piersi w łagodny sposób i bez poczucia utraty bliskości?

Jak odstawić dziecko od piersi? Wiele mam zadaje sobie to pytanie i z lekkim przerażeniem myśli o tym, że ich dziecko będzie jadło mleko do 18-tych urodzin. Może to się wydawać trudne, jednak jeżeli dobrze się razem przygotujecie, ten proces może wcale nie być taki straszny.

Wiecie jak się teraz czuję, po weekendzie kiedy zakończyliśmy naszą mleczną drogę, która trwała 16,5 miesiąca?

Mogłabym stanąć i zaśpiewać:

„To jest już koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść.”

Decyzja o zakończeniu mlecznej drogi

Najtrudniej jest podjąć decyzję. Jednak w wielu sytuacjach to dzieci decydują o tym, kiedy już nie chcą jeść mleka i same się odstawiają. Mamom, które nie były na to przygotowane, często jest z tego powodu przykro. Ale szanują decyzję dziecka i nie wmuszają nic na siłę.

Jak odstawić dziecko od piersi

Druga sytuacja jest to taka, kiedy mama podejmuje decyzję o odstawieniu dziecka od piersi, ale często nie wie jak to zrobić.

Chciałabym zwrócić uwagę na to, że w naszym społeczeństwie wiele osób chce mieć wpływ na decyzję, która tak naprawdę należy do matki i jej dziecka. Niestety, ludzie, którzy nie są kompetentni, próbują przekonać matkę, żeby przestała karmić lub odwieść ją od decyzji o odstawieniu.

Nie ukrywam, że takie sytuacje strasznie mnie denerwują, bo to mama oraz jej dziecko wiedzą najlepiej, kiedy jest właściwy moment.

Skandaliczne są komentarze ludzi, którym tak naprawdę nic do tego – dają rady kiedy i jak odstawić dziecko od piersi. Myślałam, że mnie ten temat nie dotyczy, ale ostatnio flebolog podczas zabiegu wygłosił mi wykład, o tym, że karmię syna samą wodą i po co tak się męczyć. Dodam jeszcze, że był to młody, wykształcony człowiek, który miał zerową wiedzę na temat laktacji, a mimo to, używając autorytetu białego fartucha chciał wpłynąć na MOJĄ decyzję.

Oczywiście, powiedziałam mu (chociaż to totalnie nie w moim stylu), że powinien się dokształcić w tym temacie, bo z jego wypowiedzi wynika, że nic na ten temat nie wie.

Mamy karmiące, nie dajcie sobie wmówić, że:

„To już czas”

„Nic już tam nie ma”

„Masz bezwartościowe mleko”

To ma być tylko i wyłącznie WASZA decyzja.

Jeżeli jednak macie jakieś wątpliwości np. na temat przyjmowania leków i laktacji – zawsze warto skonsultować się z drugą osobą, która jest bardziej kompetentna.

Trzecia sytuacja to wspólna decyzja: mamy i dziecka.

[pJak odstawić dziecko od piersi? Na pewno nie pod wpływem impulsu.

Tak było u nas. Wydaje mi się, że może być najbardziej komfortowa dla dwójki. A jak to u nas było napiszę Wam poniżej.

Jak odstawić dziecko od piersi

Ja mam jedną odpowiedź na to pytanie.

Najlepiej jest odstawiać od piersi ŁAGODNIE.

Czyli jak?

Łagodne odstawianie od piersi to proces, który u nas trwał aż 10 miesięcy!

 *Wiem też, że nie u wszystkich dzieci może się sprawdzić.

Do 6 miesiąca życia WHO zaleca wyłączne karmienie piersią na żądanie, czyli bez żadnych przecieranych jabłek, herbatek, czy też wody. Po 6 miesiącu życia zaczęliśmy bardzo delikatnie wprowadzać nowe smaki. Przyznam szczerze, że tym razem aż tak nie stosowałam się do BLW – metody, którą rozszerzaliśmy dietę u starszej córki. Pojawiły się również papki.

Wprowadzanie nowych posiłków jest najbardziej naturalną metodą odstawiania dziecka od piersi. Przez pierwsze miesiące nie zastępowałam mleka posiłkiem stałym. Dopiero około 10 miesiąca można było zauważyć wyraźnie zmniejszenie się ilości karmienia i zacząć się zastanawiać jak odstawić dziecko od piersi.

Chciałabym też przypomnieć, że Amerykańska Akademia Pediatrii zaleca aby w pierwszym roku życia nie podawać dzieciom soków owocowych, ze względu na ryzyko otyłości i próchnicy.

Około 10 miesiąca Junior o mleko upominał się coraz rzadziej. Kiedy dużo się działo, to w ogólne o tym nie myślał, a ja mu nie proponowałam. Na przykład przestał jeść poza domem.

Cztery najważniejsze karmienia:

  • po przebudzeniu
  • przed 1 drzemką
  • przed 2 drzemką
  • przed spaniem nocnym

były zawsze – wtedy również mu proponowałam i nigdy nie odmówił;)

Dodam jeszcze, że nocne karmienie trwało u nas non stop. Nie wynikało tylko z potrzeby głodu, ale również i bliskości.

Po pierwszych urodzinach przestałam mu proponować mleko przed drzemkami. A sam się nie upominał.

Zdaję sobie sprawę, że każde dziecko jest inne. Mój syn w ciągu dnia był tak pochłonięty eksplorowaniem otoczenia i nabywaniem nowych umiejętności, że przestał w dzień prosić o mleko, a ja idąc za jego decyzją mu nie proponowałam. Kiedy był głodny – biegł do kuchni, odsuwał krzesło i krzyczał głośno: „am!”

Zostały nam karmienia nocne, które często były całonocne. Traktowałam to jako coś zupełnie naturalnego, jednak w pewnym momencie uznałam, że warto spróbować czegoś innego. Od urodzenia Junior spał w koszu Mojżesza, jednak około 5-6 miesiąca wylądował w naszym łóżku. Nie miałam siły wstawać do niego nawet 6 razy w nocy, dlatego podjęłam taką decyzję i wcale jej nie żałuję, bo naprawdę wysypiałam się.

Około 3 miesiące temu zaczęłam odkładać go do swojego łóżeczka, które do tej pory służyło za pojemnik na pościel. Potrafił przespać w nim nawet 3 h, pamiętam jak bardzo się z tego cieszyłam.

Jak pewnie pamiętacie – córkę odstawiłam od piersi kiedy była w podobnym wieku, dlatego i tym razem uznaliśmy, że to dobry moment. Zapytałam również pediatrę, co o tym sądzi. Jednak ona doradziła nam, żeby poczekać do końca lata, bo w tym czasie wirusy, które są odpowiedzialne za żołądkowe sensacje są wyjątkowo aktywne. Jakie było moje zdziwienie, kiedy 2 tygodnie później cała nasz rodzina miała to paskudztwo, a Junior zniósł to najlepiej.

Minęło lato, więc wróciłam do tematu. Wszystkie zęby (16) wyszły mu już 3 miesiące temu, w ciągu dnia je wszystko w sporych ilościach, więc uznaliśmy, że jest gotowy.

Godzina zero

Nastawialiśmy się na zarwane noce, więc odstawianie zaplanowałam na weekend żeby móc w razie czego odespać w dzień. Do tej pory myślałam, że do tego procesu niezbędny jest tata (tak było przy córce), a przy Juniorze mogę powiedzieć, że wcale nie.

Jak odstawić dziecko od piersi?

Zarówno starszą (nasza mleczna droga), jak i Juniora odstawialiśmy przez zmianę rytuału. Nasze wieczorne czynności są dość przewidywalne, bo wyglądają podobnie: kolacja, kąpiel, mleko (lub książka u Lili), zasypianie. Juniora od tygodnia nie karmiłam tez na noc, bo mnie nie prosił. Do tej pory najczęściej usypiałam go w wózku, a od około tygodnia zaczęłam go przyzwyczajać do zasypania w łóżeczku (z różnym skutkiem).

Tego dnia dokonaliśmy małej rewolucji, bo wstawiliśmy jego łóżeczko do pokoju córki. Pokazywaliśmy mu, że tam będzie spał i przenieśliśmy tam jego rzeczy. Kiedy przebrałam go w piżamę, zrobiłam inhalację w nosidle (też zadziałało jak zmiana rytuału) powiedziałam, że idziemy do łóżka. Poszedł do Lilki pokoju i chciał tam wejść. Zasnął bardzo szybko. Mąż tej nocy spał w pogotowiu w tym pokoju. Jednak Junior wstał o 6:00 dnia następnego, czyli przespał całą noc od godziny 20:00.

Byliśmy w niemałym szoku.

Drugiego dnia obudził się około pierwszej w nocy. Poszłam do niego i usypiałam go w łóżeczku (podając dłoń przez szczebelki i śpiewając). Zajęło to około pół godziny, a ja zasnęłam na podłodze.

Trzecia noc tez była super tylko wstał o 5 rano.

Dziś była czwarta noc i było trochę gorzej. Musiałam go wziąć do łóżka, bo płakał.

Ale od piątku ani razu nie poprosił o mleko!

A ja oczywiście nie proponuję.

Z perspektywy czasu, wiem , że te nocne maratony mogłyby wyglądać zupełnie inaczej gdybym na każde miałknięcie, czy stęknięcie nie proponowała mleka, a próbowała w inny sposób uśpić.

Uczucia po odstawieniu

Myślałam, że przeżyję to gorzej, jednak nie czuję się tak jak przy odstawianiu córki. Nawet się cieszę, że udało się nam to zrobić w tak łagodny sposób.

Często mamy, które myślą o odstawianiu, zastanawiają się,  jak po zakończeniu karmienia będzie wyglądała bliskość z dzieckiem. Nie będzie się już wtulało swoim malutkim ciałkiem i nie będzie patrzyło swoim ufnym wzrokiem prosto w oczy. Co też mają powiedzieć mamy, które od początku karmiły swoje dzieci butelką?

Mam tylko jedną odpowiedź:

Jest mnóstwo cudownych sposobów budowania więzi i bliskości z dziećmi. Sama od początku je stosuję i uważam, że się świetnie sprawdzają i zapewniają nam cudowne momenty, które na długo zostaną w naszej pamięci.

Wraz z partnerem dzisiejszego wpisu o bliskości z dzieckiem – marką Baby Dove – pokażę Wam nasze ulubione momenty, które służą budowaniu więzi.

To właśnie zabiegi pielęgnacyjne możemy traktować jako okazję do budowania więzi: czuły dotyk rodzica, oddziaływanie na zmysły i poczucie bezpieczeństwa sprawiają, że dzieci uwielbiają te chwile.

Rodzic ma wtedy czas dla dziecka, patrzy mu w oczy i spokojnie wykonuje na pozór błahe czynności. Jednak gdyby się dokładniej temu przyjrzeć to widać w tych gestach i spojrzeniach ogromną miłość. Zarówno rodzica do dziecka jak i dziecka do rodzica.

Niesamowite jest to, że dzieci podczas pielęgnacji są takie uważne

Śledzą nasz ruch i zapamiętują dużo rzeczy. Podczas takiej ciepłej relacji uczą się najwięcej, dlatego ja ten czas przeznaczam również na naukę.

Często śpiewam dzieciom piosenki, opowiadam wierszyki, czy też się wygłupiam. Moje dzieci uwielbiają takie zabawy, które są zawsze jeden na jeden z rodzicem i myślę, że ich nigdy za wiele.

Uwielbiamy też siłowanki, czyli swobodne zabawy na dywanie lub łóżku. Są to dzikie harce, które momentami mrożą krew w żyłach, ale ich potrzebuje każde dziecko.

Podczas wygłupów dzieci budują bliskie relacje, zwiększają zaufanie, a przy okazji rozładowują napięcie i trudne zachowania. Jest to świetny sposób zabawy, bo w niej zazwyczaj dowodzi dziecko i pokazuje, co możemy razem robić.

jak odstawić dziecko od piersi

Wspólne czytanie książek – mój ulubiony sposób. Dzieci ładują mi się na kolana i czytamy. Przy okazji wykorzystuję każdą chwilę na kradzież całusa w delikatną szyjkę, czy przytulanie.

Zabawy z rodzicem – to dopiero gratka. Najfajniejsze są takie kiedy razem się śmiejemy i używamy do tego różnych przedmiotów.

Noszenie na rękach – mój kregosłup ma na ten temat inne zdanie;) Ale moje dzieci uwielbiają być noszone i ile jeszcze będę mogła – to będę to robić. Tak niewiele jest sytuacji kiedy oczy dziecka są na poziomie oczu rodzica. Dlatego lubię ten czas. Czasami jeszcze zapinam Julka w nosidle i napawam się zapachem jego główki. Jednak on zdecydowanie woli przemierzać świat na swoich nogach.

Przytulasy i to wcale nie takie lekkie! Moje dzieci wolą mocne i zdecydowane, które oddziałują na czucie głębokie. Ciekawe jest też to, że żadne z nich nigdy nie miało ulubionej przytulanki, bez której nie mogłyby żyć.

Jak odstawić dziecko od piersi? Łagodnie i w zgodzie ze sobą!

Dzięki tym momentom łatwiej jest mi zaakceptować fakt, że moja mleczna droga już się skończyła. Nie mam poczucia braku, czy też smutku. Sposobów na to jak odstawić dziecko od piersi jest wiele, ale warto ten temat mocno przemyśleć i nie podejmować decyzji pochopnie. Trzeba też pamiętać, że jest to proces, w którym uczestniczą dwie osoby, a także są zaangażowani najbliżsi.

A ja ściskam mojego Synka mocno i nie mogę się nadziwić jak czas szybko ucieka.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Zabawki dla małych dzieci – nowości na półce

Dziś pokażę Wam nasze ulubione ostatnio zabawki dla małych dzieci. Na rynku pojawia się coraz więcej ciekawych rzeczy, którym warto przyjrzeć się bliżej. Junior ma już prawie 17 miesięcy i na samodzielnej zabawie spędza coraz więcej czasu. 

Myślę, że prezentowane przeze mnie dziś zabawki dla małych dzieci są uniseks. Z resztą ja nie przepadam za stwierdzeniami „dla chłopców” i „dla dziewczynek” i staram się je eliminować.

Zabawki dla małych dzieci

Stolik edukacyjny Janod

Zaczynam od stolika edukacyjnego. Czekałam na niego bardzo długo, bo wypatrzyłam go na Targach w Kielcach. Miałam cichą nadzieję, że do maja pojawi się na rynku i będzie świetnym prezentem na roczek. Niestety tak się nie stało. Ale mamy go już kilka miesięcy i zainteresowanie nim nie słabnie. A nawet wraz z nabywaniem nowych umiejętności Junior bawi się niem inaczej. Stolik bardzo nam pasuje do salonu, bo nie musiałam kupować oddzielnej półki czy komody na zabawki.

Łatwo jest też go utrzymać w porządku, bo każdy z elementów ma swoje miejsce. Na początku myślałam, że elementów jest za dużo. Jednak przekonałam się podczas obserwacji zabaw, że nie – jest idealny. Dwie rzeczy są jeszcze dla niego za trudne (nakręcanie i odkręcanie, obroty klockiem) ale widzę, że walczy. Bardzo lubi też sorter, który dopiero niedawno zaczął układać.

Podsumowując jest to świetna zabawka dla dzieci od roku. Pamiętam jak Junior nie mógł się niczym bawić, bo jego potrzeba chodzenia była tak silna, że się niczym nie zajął. Przy takim stoliku może chodzić, stać, kucać i przy okazji ćwiczyć ważne umiejętności. Poniżej inne zabawki dla małych dzieci.

Widzę, że nie tylko ja doceniłam jego walory, bo już prawie nigdzie go nie ma. Mają być znów za 2 tygodnie. Jeżeli zdecydujecie się na rezerwację TUTAJ , to dostaniecie na niego rabat 10% 

zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci

Układanka kształty Kid O

Jest to najfajniejsza układanka do wprowadzania kształtów. To na niej się zaczęliśmy uczyć słów: koło, kwadrat, trójkąt. Do tego ma proste kolory, a uchwyty (również w kształtach) wymuszają chwyt pęsetkowy. Niestety, nie znalazłam jej w regularnej sprzedaży. A swoją kupiłam w Tkmaxx jak Junior miał miesiąc. Podobne znalazłam TUTAJ

Jest jeszcze wersja z samymi kółkami na późniejszy etap TUTAJ

zabawki dla małych dzieci

Telefon drewniany Janod

Nie ma co ukrywać, że najbardziej pożądanymi przedmiotami w naszym domu są piloty oraz telefony. Dlatego jak zobaczyłam ten, to wiedziałam, że to jest to. Najbardziej podoba mi się to, że telefon nie jest głośny i łatwo go obsługiwać. Jul uwielbia z niego dzwonić do taty.

Dostępny TUTAJ

zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci

Skuter Jeździk Fisher Price

Cóż mogę Wam napisać? Że pierwszą rzeczą jaką Jul robi po pobudce to wsiada na swój motor? :)Naprawdę nie wiedziałam, że zabawka może dziecku sprawić taką radość. A co najważniejsze jest bezpieczna, stabilna, nie da się nią najechać na stopę (jak w metalowym, który mamy). Dodam też, że skuter jeździ dość wolno i nie da się nim wjechać w ścianę.

Dostępny TUTAJ

zabawki dla małych dzieci

Aparat Janod

To kolejna zabawka, która imituje przedmiot używany przez dorosłych. Jako, że mnie można często spotkać z aparatem, dlatego też zamówiłam coś podobnego Julowi. Aparat po naciśnięciu spustu migawki wydaje dźwięk zrobionego zdjęcia oraz zapala się światełko. Kiedy dziecko patrzy przez wizjer widzi świat podzielony na kilkanaście kawałków. Naprawdę fajna zabawka dla małych dzieci.

Dostępny TUTAJ

zabawki dla małych dzieci

Sorter kształtów Fisher price

Nawet nie wiem ile ma lat, bo Lilka go dostała po swoim kuzynie. Służył nam doskonale, więc schowałam go dla potomnych. Mimo tego, że mamy kilka sorterów (również drewanianych) to ten cieszy się największym powodzeniem. Pewnie dlatego, że łatwo wyjąć z niego klocki i można nieść za rączkę

Dostępny najtaniej TUTAJ

zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci

Sorter naturalny Wooden story

Kolejna pomoc do nauki kształtów. Przepięknie wykonana układanka, którą jak widać można wykorzystywać na różne sposoby.

Dostępny TUTAJ

Traktor Playmobil 123

Nie wiem dlaczego nigdy nic nie mieliśmy z Playmobil. To moje odkrycie! Kupiłam Julkowi ten traktor  4 miesiące temu i do tej pory jest to jego ulubiony pojazd. Nie wiem czy znacie zabawki tej marki, ale ja jestem zachwycona – jakość jest niesamowita! Szukam już następnych zestawów. Lilce teraz też kupiliśmy zestaw na 5 urodziny. Do tego nie kosztuje strasznie dużo i może służyć przed długie lata.

Zobaczcie też koniecznie inne zestawy, na które mam oko:

Rodzice z kołyską TUTAJ

Ciężarówka z garażem TUTAJ

Autobus z pasażerami TUTAJ

Traktor dostępny najtaniej TUTAJ

Sorter Btoys

To pierwszy sorter, który w ogóle zaciekawił Jula. Bardzo mu się podoba to, że można obserwować wpadający klocek. Kiedy element spada lub wypada z sortera, wydaje dźwięk (jak pohukiwanie sowy).

Do tego Junior lubi przekładać koraliki i obserwować jak się przetaczają. Bez problemu jest w stanie wyjąć klocki, obracając sorter do góry nogami. Bardzo fajna zabawka na początek.

Dostępny TUTAJ

zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci
zabawki dla małych dzieci

Jul ma na sobie:

T-shirt z długim rękawem Lindex TUTAJ

Spodnie H&M TUTAJ

Kapcie Soft sole Bobux TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

„Jano i Wito” – książka do wspierania rozwoju mowy WYNIKI

W naszym domu od dłuższego czasu panoszy się nowy język obcy. Każda rzecz, każdy przedmiot, każda czynność ma swoją skróconą nazwę. Wszystkich określeń używamy wspólnie i sami wymyślamy nowe nazwy. A wszystko po to żeby nauczyć mówić naszego najmłodszego członka rodziny.

W ostatnim live, który prowadziłam na Instagramie padło wiele pytań jak wspomagamy rozwój mowy Julka, że tak pięknie mówi. Odesłałam Was do mojego wpisu na ten temat Jak wspomagać rozwój mowy

Wszystkie wspomniane wyżej „metody” przychodzą mi bardzo naturalnie. Ale wiem, że niektórzy z Was mają z tym problemy. Pamiętam jak jedna czytelniczek napisała do mnie wiadomość, że jej synek niewiele mówi i nie bardzo wie co ma zrobić. Zapytałam ją jak np. zwraca się do synka, prosi o powtórzenie różnych rzeczy i jak zadaje pytania. Była lekko zdziwiona kiedy jej napisałam, że śmiało może trochę uprościć komunikacje z dzieckiem. Długie polecenia, czy też wyrazy trudne do wymówienia mogą wpływać na dziecko demotywująco.

Zapytałam ją: Kasia, a jak jest ulubiona zabawka Twojego syna?

Samochód – odpowiedziała.

Po chwili też dodała, że on nie wymawia tego słowa, bo jest za trudne.

Powiedziałam jej, że rzeczywiście wypowiedzenie słowa: „samochód” jest za trudne dla rocznego dziecka. Ale równie dobrze może nazywać go: brrym brrym (wibracja warg bez „r”), dudum lub zwyczajnie krócej: auto.

Pamiętam jej zdziwienie, że samochód to przecież auto, a „auto” jest zdecydowanie łatwiej powiedzieć.

Tak jak pewnie się domyślacie, że nasz nowy język opiera się na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych i neologizmach. To właśnie na ich podstawie dzieci się uczą mówić.

Większość rzeczy, czynności ma u nas w domu swój odpowiednik, który jest o wiele łatwiej powiedzieć. 

hej ho – to pojazdy budowlane

kawa – to wszystkie napoje

koko – wszystkie ptaki

dudu – to auta

tuli tuli – to przytulać

aaaaaa- to spać

Lila zaczęła wymyślać różne śmieszne rzeczy, właśnie na tej podstawie np. że odkurzacz robi: odku odku

Junior powoli już przechodzi do wyrazów i krótkich zdań, a wszystkie wypowiedzi buduje właśnie na onomatopejach.

Duży wkład w rozwój mowy mają też książki i codzienne czytanie. Mamy dosłownie kilka książek, które są napisane z wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi, więc kiedy Wiola Wołoszyn (również logopeda, autorka bloga matkawariatka.pl) powiedziała mi, że zamierza napisać taką książkę dla dzieci to powiedziałam jej, że w ciemno ją biorę pod patronat. I tak się stało – trzymam właśnie w rękach egzemplarz książki, która jutro trafi na półki sklepowe.

Jano i Wito to jej trzecie dziecko, spełnienie młodzieńczych marzeń.

Dwóch chłopców podczas zabawy przy pomocy magicznego kamienia wyrusza w krainę onomatopei. Chłopcy spotykają żabę „kum kum”, węża „sssss”, ptaszka „ćwir ćwir”, konika polnego „cyk cyk”, ale wciąż nie mogą wrócić do domu. W końcu im się to udaje i przenoszą się prosto w czułe ramiona rodziców.

Bardzo prosta historia, która jest naszpikowana wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi. Na każdej stronie pojawiają się te same zwroty, aby pomóc dziecku w zapamiętaniu. Powtarzalność jest bardzo pożądanym zabiegiem przy wspieraniu rozwoju mowy.

Do tego przepiękne ilustracje, których autorem jest Przemek Liput. Bardzo podoba mi się to, że na stronach jest dużo białej przestrzeni. Pozwala ona skierować wzrok dziecka, na to co istotne. Przez to dzieci nie mają najmniejszego problemu z odnalezieniem odpowiedniego elementu. Pojawił się nawet mały element sensoryczny, który lubię w książkach. Kamień jest chropowaty, a autorka zachęca dziecko żeby go dotknęło.

Jano i Wito jest według mnie genialną książką do wspierania rozwoju mowy i nauki pierwszych słów. U nas nawet w jeden dzień zdetronizowała „Pucia”.

Mam również dla Was niespodziankę. Razem z autorką i wydawnictwem przygotowałam dla Was 5 książek. Wystarczy, że w komentarzu pod postem napiszecie jakie najśmieszniejsze wyrażenie dźwiękonaśladowcze  lub neologizm mówi bądź mówiło Wasze dziecko. Bawimy się do 27.09.17 r.

Książka do kupienia TUTAJ

WYNIKI

Dziękujemy za tak liczny udział:) Książki wędrują do:

Michasia

apsik

Myszko

Paszunia

Mamulka_anulka

Napiszcie na kontakt@nebule.pl swoje dane teleadresowe.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Mamo, wyjdź z domu!

Kiedy 5 lat temu tuliłam w ramionach moją nowonarodzoną córkę byłam przeszczęśliwa. Chciałam pokazać jej cały świat i nauczyć wielu rzeczy. Nie miałam wielkiego planu na moje macierzyństwo. Owszem, byłam lekko zestresowana i o wszystko pytałam położną. Ale kiedy w końcu wróciliśmy do domu czułam, że dajemy radę. Aż do czasu… pierwszego wyjścia. Niestety wtedy brakowało przestrzeni, w której mama mogłaby w komfortowych warunkach przewinąć i nakarmić dziecko. Dlatego nie wychodziłam zbyt daleko.

W domu czułam się bezpiecznie, wszystko miałam pod kontrolą i wiedziałam mniej więcej co mam robić. Pierwsze trzy miesiące to był najtrudniejszy okres mojego macierzyństwa. To wtedy poznałam, co to strach, co to zmęczenie, takie, że nie wiem jak się nazywam i co to wielka miłość. Bywały dni, że do 16 chodziłam w piżamie, a bywały też takie, że odliczałam godziny do powrotu męża.

I tak jak w domu wiedziałam, co mam robić, jak mam nosić i karmić dziecko. Tak na zewnątrz ogarniał mną paniczny strach. Dosłownie, bałam się wychodzić dalej niż 300 metrów od domu. Krążyłam jak satelita wokół bloku z córką śpiącą w wózku.  W mojej głowie kłębiły się same czarne scenariusze:

Co będzie jak zacznie płakać? A uspokoić się tylko da przy piersi.

Co będzie jak będę musiała zmienić pieluchę? W deszczowym październiku nie dało się już przewijać w gondoli.

Co będzie jak będzie tak płakać, że będę musiała ją nieść? Nie dam rady przecież jednocześnie pchać wózka.

Pora roku zupełnie nie sprzyjała zmniejszeniu moich obaw.

Spacerowałam tylko wokół bloku żeby móc w każdej chwili móc wrócić do domu i frustrowałam się, że jestem więźniem własnego dziecka.

Chociaż miałam prawo jazdy od 9 lat, to bałam się wsiąść z noworodkiem sama do auta.

A w domu czułam się bezpiecznie. Mogłam karmić co pół godziny w takiej pozycji jak mi się tylko podoba. Podkładam 5 poduszek i karmiłam. Mogłam przewijać dziecko bez najmniejszych problemów. Mogłam nosić je tak jak nam jest wygodnie.

Do tego byłam sama lub w gronie najbliższych.

W tamtym czasie żadna z moich przyjaciółek nie była w ciąży, ani nawet jej nie planowała. Nie miałam się z kim spotykać i moje życie towarzyskie ograniczało się do krótkich wypadów bez dziecka.

Kiedy minął tzw. czwarty trymestr i moje dziecko stało się bardziej przewidywalne umówiłam się z koleżankami w kinie na seans dla mam z dziećmi. Najpierw upewniłam się, czy wszystko jest na miejscu i czy dam radę to ogarnąć.

Byłam bardzo miło zaskoczona, że były tam przewijaki, pieluszki. A w czasie seansu mogłam dziecko nakarmić i uśpić w chuście. Wiecie jak się wtedy poczułam? Że w końcu mam miejsce gdzie mogę wychodzić z dzieckiem bez obaw. Miałam to, czego mi było trzeba, a do tego towarzystwo innych mam w podobnej sytuacji.

Od tamtego czasu minęło prawie 5 lat i wiele się zmieniło. Na szczęście! Posiadanie drugiego dziecka już nie jest dla mnie tak stresujące. Od początku wiedziałam jak powinnam postępować i na co zwracać uwagę. Na pewno spory wpływ miała też pora roku, w jakiej urodziłam Juniora.

Było pięknie i ciepło, a wyjście na zewnątrz z dwójką dzieci zajmowało mi o połowę mniej czasu niż samą Lilką w listopadzie. Nabrałam również więcej odwagi, co do publicznego kp i było mi łatwiej. Przewijałam Juniora w gondoli, karmiłam na ławce i byłam szczęśliwa, że daję sobie radę z dwójką dzieci.

Bez wątpienia, sporo się też zmieniło w przestrzeni miejskiej – jest coraz więcej miejsc przyjaznym mamom z dziećmi. Ogromnie mnie to cieszy! Pokoiki dla mam z dziećmi to najlepszy wynalazek. Miejsce gdzie można w spokoju przewinąć dziecko, usiąść na miękkim fotelu i w intymnej atmosferze nakarmić. Takie wsparcie jest mamom niezwykle potrzebne. Sama się z takich miejsc ogromnie cieszę, bo pokazują one, że ktoś myśli o młodych mamach, którym takie pomysły służą.

Jak wiecie jesteśmy rodziną, która nie może spokojnie siedzieć w domu.

Kiedy tylko nadarzy się okazja korzystamy jak tylko się da. Tak też było w ten weekend. Pogoda (wyjątkowo) nam dopisała i wybraliśmy się na Targ śniadaniowy na warszawskim Żoliborzu. Stwierdziliśmy, że pożegnanie lata chcemy spędzić na podwórku. Bardzo lubimy takie miejsca, bo może spędzić fajny czas razem. Coś jemy, rozmawiamy, bawimy się – do tego świeci słońce i jest cudownie.

Dzieci były przeszczęśliwe, że mogły próbować różnych potraw, a później się pobawić. Według mnie jest to idealne miejsce dla rodzin.

Zrobiliśmy też zakupy u lokalnych rolników

Odwiedziliśmy też nowe miejsce, które zostało stworzone dla rodziców z tymi najmniejszymi gośćmi. W końcu! SPOKOIK to miejsce gdzie bez problemu można wjechać wózkiem. W spokojnej atmosferze przewiniemy dziecko lub przebierzemy. W oddzielnym pomieszczeniu możemy również niespiesznie i bez skrępowania dziecko nakarmić siedząc na miękkim fotelu.

Cała inicjatywa jest częścią większej akcji „Wspólnie dbamy o bobasy” organizowanej przez markę Pampers. Jej zadaniem jest wspieranie rodziców w rodzicielstwie i zachęcanie społeczeństwa do pomocy rodzicom.

Oczywiście, sami również skorzystaliśmy z tej możliwości i w miłej atmosferze mogliśmy zapewnić dzieciom to, czego potrzebują. Cieszy mnie ogromnie fakt, że w SPOKOIKU jest też miejsce dla Taty, który też zmienia pieluchy i zajmuje się dzieckiem na równi z mamą.

W innych miejscach np w galeriach handlowych jest często wykluczany (sama nazwa „Pokój dla matki z dzieckiem” nie zachęca ojców do wychodzenia samemu z niemowlakiem). Przewijaki prawie zawsze znajdują się w toaletach damskich. Według mnie jest to krzywdzące.

SPOKOIK będzie na Targu śniadaniowym na warszawskim Żoliborzu i Mokotowie do końca sezonu.

Mam nadzieję, że takich miejsc będzie coraz więcej. Rodzice, którzy wychodzą z dziećmi potrzebują wsparcia społeczeństwa. Organizowanie przyjaznych przestrzeni jest wręcz niezbędne. To tak niewiele: postawić przewijak, zapewnić fotel do karmienia… A w ten sposób ułatwić młodym rodzicom przebywanie w przestrzeni miejskiej.

*wpis powstał w ramach współpracy z marką Pampers

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Na co czekam tej jesieni? Książki, seriale, nowy plac zabaw…

Muszę przyznać, że tegoroczna jesień lekko nas zaskoczyła. Ze strojów kąpielowych, które nosiliśmy nad Bałtykiem przeszliśmy od razu do kaloszy i płaszczy. Nie ukrywam, że się na to nie przygotowaliśmy i trochę nam żal. Ciągle mam cichą nadzieję, że jesień się zreflektuje i będzie nam dane cieszyć się słoneczną, jesienną pogodą.

Wrzesień, październik i listopad to miesiące, w których wciąż na coś czekam, więc dziś chciałabym Wam pokazać trochę inspiracji, które napędzają mnie do działani i skreślania dni w kalendarzu.

Najbardziej niecierpliwie czekam na nowy plac zabaw, który powstaje właśnie w stolicy w Parku Ujazdowskim.

Kiedy zobaczyłam pierwsze wizualizacje, aż zaniemówiłam z wrażenia.

Na placu wybudowana zostanie sieć tuneli, górek i mostków. Teren wyposażony zostanie w ścieżkę sensoryczną oraz różne budowle, np. altankę z dachem ze strzechy, tematyczny domek z kuźnią, piecem kaflowym, kowadłem i paleniskiem czy łódkę. Opiekunowie najmłodszych dzieci będą mogli korzystać z huśtawki, na której jednocześnie buja się dorosły i dziecko

Specjalnie zadzwoniłam do Zieleni Warszawskiej, aby zapytać kiedy będzie gotowy. Termin oddania to koniec października, ale ZW przewiduje opóźnienie.

Mam nadzieję, że jeszcze zdążymy przed śniegiem pobawić się na tym placu zabaw.

Seriale

Belfer

Ależ długo kazali na siebie czekać! Zupełnie się nie spodziewaliśmy, że okaże się tak dobry. Trzyma w napięciu, fajnie nakręcony, bez sztywnej gry nastolatków. Wciągnął nas i czekamy na kolejne odcinki.

Nowy sezon już 22 października

This is us

Czekam na kolejny sezon i doczekać się nie mogę. Kto jeszcze go nie oglądał, to polecam.  Serial jest o relacjach rodzinnych. Niesamowita historia trojaczków, która przedstawiona jest dwutorowo – czasami przenosimy się do przeszłości, a czasami jesteśmy w czasie teraźniejszym kiedy mają 36 lat. Genialnie nakręcony serial, który ogląda się jak film. Ten serial obejrzeliśmy jednym tchem – mam nadzieję, że kolejne odcinki również takie będą.

Nowe odcinki już 26.09

Shameless

Oj lubimy ten serial! Już ósmy sezon, a wciąż trzyma poziom. Wiele razy rozbawił mnie do łez, pomógł się oderwać od wielu spraw i sprawił, że trochę inaczej patrzymy na nasze rodzicielstwo. To serial o patologicznej rodzinie, która ma wiele problemów. W niektórych momentach jest dość mocny i przerysowany. Bardzo go polecam, bo naprawdę jest tego wart.

Książki

Jano i Wito w trawie – Wiola Wołoszyn, Przemek Liput wyd. Mamania

Zapowiada się wspaniała książka dla maluchów! Wiola,  z wykształcenia logopeda, a znacie ją pewnie z bloga matkawariatka.pl napisała książkę dla dzieci. Nie mogę się jej doczekać, bo zapowiada się naprawdę ciekawie.

Książka będzie w sprzedaży od 20.09

Idziemy na niedźwiedzia Michael Rosen, Helen Oxenbury, wyd. Dwie siostry

Kartonowa wersja książki, która ma niesamowity rytm i sporo wyrażeń dźwiękonaśladowczych, które są u nas na topie.

Książki dla starszaków

Coco i jej mała czarna – Annemarie Van Haeringen, wyd. Muchomor

Pięknie ilustrowana książka o historii Coco Chanel. Chcę ją podarować Lilce.

Dostępna od połowy września.

Malarze dzieciom: Baletnice – Agnieszka Starok, Vincent van Gogh wyd. Tekturka

„Klara i Emilia, zachęcone przez mamę, zaczynają chodzić na lekcje baletu. Wkładają przepiękne szeleszczące suknie i białe, mięciutkie baletki. Szybko okazuje się jednak, że balet wymaga ciężkiej pracy. Baletnice to opowieść o dziecięcych marzeniach i wytrwałości w dążeniu do wyznaczonych celów. Książka jest ilustrowana oryginalnymi obrazami Edgara Degasa.”

To może być coś pięknego!

Dostępna od 16.10

Książki dla dorosłych

Czekam też (jak na szpilkach) na nową książkę Zygmunta Miłoszewskiego. Poprzednie pochłonęłam dosłownie w kilka dni. Nowa książka o tytule „Jak zawsze” ukaże się w listopadzie. Mam nadzieję, że dzieci będą łaskawe i dadzą mi szybko przeczytać;)

Łuski od Miszkomaszko

Czekam też na kultowy wzór od Miszkomaszko w syreny! Kto wie, może Julowi też coś nabędę i będzie jak tryton:)

Muszę Was zapytać, czy też na coś czekacie? Jeżeli tak, to podzielcie się w komentarzu:)

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak (nie) odpoczywa mama?

Jak tam Mamy, odpoczęłyście na wakacjach? Jeżeli i Wam po takim pytaniu rysuje się na zmęczonej twarzy nerwowy uśmiech, to ten wpis jest dla Was. Co to znaczy „odpoczynek” w słowniku kobiety, która ma na głowie dom, dziecko, pracę, męża, czasem nawet jakieś zwierzę domowe? Czy „odpoczynek mamy” jest oksymoronem, w którym jeden wyraz przeczy drugiemu i odwrotnie? 

W ubiegłym tygodniu byłam sama z dziećmi i kiedy wrócił mój mąż, poszłam załatwić kilka spraw. Tak naprawdę chciałam pobyć chwilę sama, a przy okazji odebrać przesyłkę na poczcie.

Przede mną stało 5 osób. Każdy z nich miał swoje sprawy i czekał cierpliwie w kolejce. Pan, który stał na samym początku wyciągnął z przepastnej, niebieskiej torby, którą ostatnio podrobił Balenciaga około 120 listów.

Pani przede mną aż uniosła wzrok ku mrugającym jarzeniówkom i głośno westchnęła. A ja w duchu aż poskoczyłam z radości: „Yeeeessss, dodatkowe 20 minut dla mnie” i wyciągnęłam z torby ulubioną gazetę, do której nie miałam czasu zajrzeć od tygodnia.

Czas niestety leciał za szybko, a Pani w okienku kończyła stemplować przesyłki. Podeszłam do okienka, wyjęłam awizo. Byłam już tak padnięta, że ledwo widziałam na oczy, ale nie pomyliłam tego papierka z receptą. Pani przyniosła moją paczkę i podała mi blankiet do podpisania.

Imię, nazwisko i data.

Z pierwszymi poradziłam sobie bez najmniejszego problemu, bo gdybym tego automatyzmu nie dała rady napisać, to już bym prosiła o telefon na pogotowie z podejrzeniem udaru. Ale kiedy przyszło mi napisać datę, to autentycznie miałam pustkę w głowie. Zaczęłam liczyć, dodawać, odejmować.

Miałam rozładowaną moją pamięć zewnętrzną, mój mózg, który zawsze mam pod ręką (czyt. telefon). Zakłopotana zapytałam Panią w okienku: „Który dziś?”. Pani rzuciła tylko: „Ósmy”. Zaczęłam kreślić ósemkę, miesiąc jakoś ogarnęłam – bez przesady, aż tak źle ze mną nie jest. Następnie napisałam „20..” i tu się zatrzymałam.

Zmarszczyłam brew, spojrzałam do góry, głośno westchnęłam. Nie uwierzycie, poziom mojego zmęczenia sięgnął zenitu, bo do jasnej Anielki nie byłam w stanie, przez dłuższą chwilę przypomnieć sobie, czy jest rok 2007 czy 2017. Aż mi się gorąco zrobiło! W końcu przywołałam rok urodzenia Juniora i wtedy już wiedziałam. Ale to co działo się ze mną przez tamte chwile przeraziło mnie na dobre.

Podobno jest tak, że jeżeli jesteś rodzicem i na koniec dnia nie czujesz zmęczenia to robisz TO źle!

czytaj: jesteś złym, leniwym rodzicem i najpewniej Twoje dzieci od rana do nocy oglądają bajki

Tamten dzień był wyjątkowy, bo dosłownie dałam z siebie WSZYSTKO dzieciom, pracy i mężowi. Nic nie zostawiłam dla siebie.

To błąd, który popełnia wiele mam. Tak bardzo chcemy wszystkich wkoło zadowolić, że nic lub prawie nic nie zostawiamy dla siebie. Dlaczego?

Nie da się dbać o innych, nie dbając o siebie.

Zgadzacie się? Nie mam nawet myśli przesadnego dbania o wygląd. Tylko takiego ogólnego bycia dla siebie dobrą. Macie z tym problem? Ja już nie mam.

Pamiętacie mój wpis o wrażliwych dzieciach? Każda z Was była zdziwiona ostatnim punktem. Przytoczę go:

13. DBANIE O SIEBIE – wiem, że zabrzmi jak banał, ale rodzice małych wrażliwców MUSZĄ  bardziej dbać o siebie. Kiedy to tylko możliwe muszą mieć szansę na odreagowanie, zrelaksowanie, odpoczynek i czas dla siebie. Bez tego nie będą w stanie reagować na taki ładunek emocji od dzieci.

Wiele z Was napisało mi, że są zdziwione, dlaczego to jest tak ważne.

Czy Wy też oddajecie dzieciom ostatni kawałek ciastka, mimo tego, że zjadły przed chwilą swoje?

Czy zostawiacie swoje sprawy żeby pomóc dziecku? Jesteście na każde zawołanie?

Spełniacie potrzeby, prośby, zachcianki?

Jesteście przy dziecku kiedy ma świetny humor i kiedy od samego rana wszystko jest na „NIE”?

Ja też i gdybym nie miała czasu na regenerację nie byłabym w stanie być tą uśmiechniętą Mamą, którą zawsze chciałam być. A nie tą sfrustrowaną, którą denerwuje własne dziecko. 

Jak w takim razie odpoczywa Mama?

Spędza sama weekend w SPA, pije drinki z parasolką i ma więcej niż godzinę dziennie na czytanie książki.

Do spa na weekend wolę pojechać z rodziną i znaleźć tam trochę czasu dla siebie:)

YYY, osobiście nie znam takiej Mamy.

Już dawno doszłam do wniosku, że taki wyjazd nie jest dla mnie, chociaż w sferze marzeń wielu kobiet tak to właśnie wygląda. Tak sobie wyobrażają ODPOCZYNEK.

Myślę, że nie ma co aż tak wyolbrzymiać swoich oczekiwań. Chyba, że naprawdę o czymś takim marzycie to ok. Jednak utożsamianie odpoczynku absolutnego z takim właśnie wyjazdem może być frustrujący, że w swoim matczynym życiu nic „tylko dla Was” nie czeka.

Ja też kiedyś wpadłam w taką pułapkę myślenia pt. „Ja nic nie mam z życia”.

„Shantaram” może przeczytam za dwa lata;)

Tylko się dołowałam. Przeglądałam fotki Mam  w sieci i popadałam w frustrację, że np. ta z Nebule była tam i siam i nawet kawkę w hamaku było dane jej wypić i gazetę poczytać. A moja kawa już lodem się skuła. Albo jak ona te pazury ma zawsze na najmodniejszy kolor zrobiony i nawet nie odpryśnięty? A ja nie mam niani i na 3 h na manikiury i pazikiury pójść nie mogę, a Shantarama czytam już drugi rok.

Wtedy usiadłam i stwierdziłam, że coś jest nie tak. To nie może być, że jestem utyrana, sfrustrowana i wiecznie zmęczona! Nie tak miało wyglądać moje macierzyństwo! Nie chcę żeby taką pamiętały mnie moje dzieci.

Na kartce wypisałam, co w moim życiu jest tylko moje. Co sprawia mi przyjemność i dodaje powera? Jak odpoczywam? Co robię dla siebie?

W poszukiwaniu czasu dla mnie zapisałam się nawet na siłownię. Uznałam, że skoro nie mogę znaleźć czasu dla siebie to go sobie zwyczajnie kupię. Jednak po dwóch wizytach stwierdziłam (po raz kolejny), że to nie jest moja bajka i tylko bym się wpędzała w kolejne poczucie winy, kiedy mam iść na trening, a mój mąż musi zostać w pracy. To nie dla mnie.

Zaczęłam ćwiczyć w domu. Każdą drzemkę Juniora przeznaczam na pracę, więc nie mogę w tym czasie ćwiczyć. Uzgodniłam więc z mężem, że 3 razy w tygodniu będzie zabierał dzieci sam na podwórko. Do tej pory chodziliśmy razem, bo to naprawdę fajny czas kiedy możemy być we czwórkę. Jednak uznałam, że bardziej potrzebuję tego czasu tylko dla siebie. Z resztą to tylko 40 minut.

Wkręciłam się również w samodzielne robienie paznokci hybrydowych. Dzięki temu mam piękne paznokcie przez 10 dni, a sam proces ich robienia relaksuje mnie i pozwala odpocząć od codziennych spraw. W trakcie malowania słucham podcastów, webinarów lub filmików na youtube.

Zauważyłam również, że im bardziej czynność, którą wykonuję jest tematycznie oddalona od dzieci tym lepiej wypoczywam. 

Jak wiecie jestem też kosmetycznym freakiem. Uwielbiam testować nowości, czytać recenzje i szukać kosmetyków idealnych. Każdy dzień rozpoczynam od pielęgnacji. Nie mam dużo czasu, a czasem prawie w ogóle, więc stawiam na moje pewniaki, które nie zabierają dużo czasu. Naprawdę widzę zależność – im bardziej dbam o siebie i więcej czasu poświęcam własnej osobie to jestem bardziej cierpliwa i miła dla innych.

Często rano nie mam nawet jak się wykąpać, bo wolę się porządnie wyspać niż wstawać przed wszystkimi. Dlatego np. po śniadaniu wstawiam krzesło do karmienia z Juniorem w środku do łazienki i on mi towarzyszy podczas kąpieli. Samego nie mogłabym go zostawić, bo ma obecnie fazę „Na Kukuczkę” i w 8 sekund jest w stanie wejść na stół.

Te moje codzienne czynności są formą oczyszczenia.

W tym terminie zawiera się nie tylko OCZYSZCZANIE zewnętrzne, ale również duchowe. To, że sobie przecieram rano i wieczorem twarz płynem micelarnym wpływa na mnie relaksująco. Mam czas dla siebie (chociaż to 2 minuty) i oddam go później innym z uśmiechem. A nie wiecznym grymasem, że: „Nawet nie mam się jak wykąpać”.

Zmywam makijaż jak dzieci siedzą w wannie lub się bawią. Tonizuję skórę twarzy chwilę po tym.  Krem wklepuję jak wsuwają śniadanie. Rozczesuję włosy jak na chwilę przysiądą poczytać książki. Wydaje się, że to są tylko minuty i w tym czasie nie da się odpocząć jak w SPA w weekend, ale kiedy zsumujemy z całego tygodnia te wszystkie czynności tylko dla siebie, to wyjdzie podobnie. Naprawdę!

A przy okazji dbam o swoją skórę, która z wiekiem stała się bardziej wymagająca. Często kobiety (w tym Mamy) o tym zapominają! Dla mnie to było ODKRYCIE: jeżeli nie zmyję dobrze makijażu, nie użyję toniku to ten krem, który tak sumiennie wklepuję pod zmęczone powieki zwyczajnie nie zadziała na 100%!

Dobre oczyszczanie to ponad 50% sukcesu. Tonik pozwala naszej skórze wrócić do prawidłowego funkcjonowania. przywraca jej naturalne pH, które woda kranowa zwyczajnie zaburza. Całkiem nieświadomie utrudniałam sobie kolejne kroki pielęgnacji. Ale teraz już wiem:)

Dlatego od niedawna moja mała wielka pięlęgnacja wygląda tak: 

  1. Mikrozłuszający żel peeling do mycia twarzy tołpa dermo face, sebio. – pierwszy raz mam żel, który dobrze dobrze myje skórę i delikatnie złuszcza naskórek.
  2. Złuszczająca pasta – maska do mycia twarzy tołpa dermo face, sebio – używam jej dwa razy w tygodniu, na wieczór. Nakładam kolistymi ruchami i zostawiam na kilka minut. Jest genialna, bo skóra po niej jest świetnie oczyszczona.
  3. Normalizujący płyn micelarny do mycia twarzy tołpa  dermo face, sebio. – doskonale zmywa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry. Zwęża pory i zostawia odświeżoną skórę gotową do następnego kroku.
  4. Tonik- serum 2w1 tołpa dermo face, physio. Lekko nawilża skórę, przywraca jej właściwe ph i świetnie przygotowuje skórę na nałożenie kremu.

Jak widzicie, to tak niewiele, a może pomóc w dbaniu o siebie.

Chwilka na kawę i parę przeczytanych zdań pozwalają mi odpocząć i być myślami gdzieś indziej. Jednocześnie zakładam sobie, że mogę tego nie dokończyć.

Same powtarzanie sobie, że może się uda, nie powoduje takiej złości jak ktoś mi przerwie w połowie. Zdarzyło mi się chodzić np. z pomalowanymi paznokciami na jednej stopie przez dwa dni, bo akurat nie miałam jak dokończyć.

Jeżeli też tak masz, to wiedz, że inne Mamy mają podobne dylematy. Próbują rozciągać dobę, która nie jest z gumy i walczą z czasem. Lubię też mój tryb „oszczędzania energii”. Włączam go, kiedy wiem, że przed mną jest ciężki dzień.

Do napisania tego wpisu zachęciła mnie marka tołpa, która zwraca uwagę na z pozoru tak banalną czynność, jaką jest oczyszczanie skóry twarzy. A to kluczowy krok w codziennej pielęgnacji.

Czasami popełniamy błędy, z których sobie nawet nie zdajemy sprawy. Warto ten temat eksplorować. Razem chcemy Was zachęcić do pogłębienia tego tematu i naprawy codziennych rytuałów oczyszczania. Więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ

Mam dla Was również niespodziankę od marki tołpa – wyjątkowy rabat „nebule17”  -20% na zakupy na stronie tolpa.pl

Kod nie łączy się z innymi promocjami i kodami rabatowymi w ramach jednego zamówienia. Kod jest ważny do 23.09.2017 r.

*wpis powstał w ramach współpracy z marką tołpa

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Te proste sposoby pomogą Ci w opanowaniu bałaganu w zabawkach

Jeżeli potykacie się w domu o zabawki, a wieczorem nikt nie jest chętny do sprzątania pokoju, który wygląda jak po wybuchu bomby – to ten wpis jest dla Was. Pokażę Wam jak w prosty sposób nad tym zapanować.

Często dostaję od Was wiadomości: „Jak to jest, że u Was jest tak mało zabawek na półkach, a tak dużo różnych rzeczy pokazujesz?”, „Jak zapanować nad bałaganem w zabawkach? albo „Moje dziecko niczym się nie bawi, a ma mnóstwo zabawek”

W dzisiejszym wpisie pokażę Wam bardzo proste rozwiązania, które stosujemy w domu od samego początku. Sporo z nich jest zaczerpniętych z pedagogiki Marii Montessori, a inne są wypróbowane przez nas (metodą prób i błędów).

Pokażę Wam też najczęściej popełniane błędy, które utrudniają (chociaż o tym nie wiemy) zapanowanie nad zabawkami.

Zaznaczę też, że u nas również czasami często nie da się przejść i zabawki leżą na podłodze. To normalne! Nie chodzę za dziećmi i nie pilnuję żeby odkładały każdą rzecz na półkę lub proszę aby bawiły się jedną rzeczą jednocześnie (absurd! a przy dwójce dzieci niewykonalne). Jednak dzięki tym sposobom jest „w miarę”, gdybym ich nie stosowała byłoby zdecydowanie gorzej. 

Najczęstszy problem to: za dużo zabawek!

Wszędzie zabawki! Dostajemy je przy każdej wizycie gości, wciskają ją nam za zakupy na stacji benzynowej, w prawie każdej gazetce dla dzieci również znajdziemy zabawkę. Naprawdę, nic dziwnego, że dzieci mają ZABAWEK NAPRAWDĘ DUŻO! 

Pierwszy błąd: Często mają ich po prostu za dużo.

Nam się może wydawać, że to nic takiego, ale nadmiar zabawek działa na dzieci ROZPRASZAJĄCO. Zamiast bawić się tym co mają, nie mogą się skoncentrować na jednej rzeczy i w rezultacie nie bawią się niczym.

U swoich dzieci też to często obserwuję i wygląda to mniej więcej tak: po śniadaniu (najlepszy czas koncentracji) kiedy jesteśmy w domu i nigdzie nie wychodzimy dzieci chodzą z kąta w kąt i nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Towarzyszą mi wtedy wszędzie i widzę, że się nudzą. Wtedy wiem, że muszę ZNÓW się wziąć za sprzątanie w zabawkach (a robię to średnio raz w miesiącu).

Nie robię tego nigdy w złości, za to, że jest bałagan. Najczęściej proszę męża żeby zajął się dziećmi, a ja mam wtedy trochę czasu żeby to zrobić.

Co robię podczas takiego sprzątania?

  • wyrzucam niektóre plastiki z gazetek, stare rysunki, wycinanki, przeglądam kolorowanki
  • odkładam rzeczy, z których dzieci wyrosły i są marne szanse, że znów się tym będą bawić. Takie zabawki najczęściej sprzedaję lub oddaję do Domu samotnej matki lub zanoszę do przedszkola publicznego w okolicy
  • zamieniam zabawki na inne, które mogą zainteresować dzieci

Drugi błąd: zabawki niedostosowane do wieku i umiejętności dziecka

Czym się kieruję przy zamianie: najczęściej zainteresowaniami dzieci i ich okresami wrażliwymi. Przeglądam zabawki w mojej magicznej szafie, którą pokażę Wam na koniec i wybieram te, które będą odpowiednie do wieku oraz umiejętności. Julkowi często zdejmuję coś „na próbę”, jeżeli widzę, że sobie z czymś zupełnie nie radzi to chowam zabawkę na później. Jeżeli zabawka nie jest dostosowana do wieku to najczęściej leży na podłodze.

Naprawdę nie ma sensu trzymać na półkach lub w koszach zabawek, z których dzieci wyrosły np. w naszym przypadku grzechotek, gryzaków itd.

Taka zabawka nie jest interesująca i z pewnością od razu wyląduje na podłodze. A nas będzie tylko wkurzać!

Zabawki za trudne i niedostosowane do umiejętności również szybko wylądują na podłodze. Zdecydowanie lepiej żeby zabawek było mniej, ale żeby wspierały rozwój dziecka.

Trzeci błąd: zła ekspozycja zabawek i przechowywanie

Jeżeli Twoje dziecko ma sporo zabawek, a niczym się nie bawi to może zabawki są źle wyeksponowane. Najlepsze są półki, które są na wysokości oczu dziecka. Wtedy jest największe prawdopodobieństwo, że dziecko po coś sięgnie. Nie może  mieć również trudności ze zdjęciem/odłożeniem zabawki na miejsce, bo to utrudnia użytkowanie.

Najlepiej sprawdzają się niskie koszyczki lub tacki. Dziecko wtedy widzi zawartość i łatwiej będzie mu wziąć do ręki, to co akurat chce. Jeżeli koszyk, pudełko jest wysokie to najprawdopodobniej dziecko wyrzuci wszystko na podłogę żeby odnaleźć jedną, potrzebną mu rzecz. Z tacki, czy niskiego koszyczka może bez problemu wziąć, to co akurat potrzebuje.

Będzie mu też łatwiej wziąć całość na dywan lub do stolika i na koniec do niego posprzątać. Niby jest to takie proste, ale wielu rodziców o tym nie wie. Spróbujcie, może i u Was się sprawdzi.

Zobaczcie jaka jest różnica:

W jasnym koszyczku wszystko widać, dziecko weźmie jedną zabawkę lub cały koszyk i postawi na podłodze. Zielony najprawdopodobniej zdejmie i wyrzuci z niego wszystko, bo nic w nim nie widać.

Lili sposób na ułożone Lego, które może przenosić i się nim bawić.

Klocki, o których pisałam Plus plus

Przechowywanie klocków

To właśnie klocki „robią” nam największy bałagan. Pokażę Wam nasze patenty.

1.Skrzynka na Lego Duplo, w której łatwo jest znaleźć klocki. Nie trzeba wysypywać całej zawrtości na podłogę. Wystarczy dobrze zamieszać ręką i już mamy to, czego potrzebujemy. Dla kontrastu pokażę Wam kosz, który też jest dedykowany do Lego. Kupiłam go zupełnie bezmyślnie. Nie da się w nim nic znaleźć i  dzieci za każdym razem wysypywały klocki na podłogę. A na koniec każdy był zbyt zmęczony żeby je składać;) Teraz ten pojemnik służy nam za kosz na śmieci. Nasza TUTAJ

Dla porównania:

2. Worek Play and go.

Sprytny worek, który można powiesić na wieszaku na ścianie lub wsunąć pod łóżko. Kiedy rozłożymy go na płasko służy jako mata. Oczywiście, kilka klocków zawsze ląduje po za nią, ale jest ich zdecydowanie mniej. Worki TUTAJ

Jak przechowujemy inne rzeczy?

Sprawdzają się u nas również różne małe walizeczki. Szczególnie u Lilki, która ma sporo swoich małych rzeczy, które chowa przed bratem. Jest to naprawdę fajne rozwiązanie. Jak ma chęć pobawić się np. swoimi laleczkami Lori (TUTAJ), to bierze walizkę i idzie np. na łóżko. Po skończonej zabawie wszystko składa i zamyka. Bałaganu brak.

Małe Lego trzymamy też w pojemniku pod łóżkiem. Jest z nim trochę więcej zachodu, bo ciężko się otwiera. Po za tym Lila bawi się nimi, kiedy młodszy brat śpi.

Dobrze pod tym względem sprawdza się też stolik edukacyjny Janod (napisze o nim we wpisie z  obecnymi zabawkami Jula). Każda rzecz ma swoje miejsce i dzięki temu naprawdę łatwo uporządkować jego elementy.

Przyznam Wam się szczerze, że mam też takie zabawki, których nie znoszę i wyjmuję je najczęściej wtedy kiedy mogę nad nimi zapanować, czyli jak siedzę na dywanie. Nie jestem straszną pedantką, ale naprawdę nic mnie tak nie doprowadza do szału jak zgubiony element zabawki np. matrioszki.

Jul obecnie uwielbia ją rozkładać, ale nie potrafi jej złożyć i każdą część znajduję w innej części mieszkania. Moje ciśnienie mocno się wtedy podnosi, dlatego daję mu tę zabawkę jak siedzę obok. Tak samo jest z basenem z kulkami – wyjmuję go tylko co jakiś czas i na jakiś czas. Po pierwsze zajmuje dużo miejsca, a po drugie kulki są wtedy wszędzie. Dzieciom też szybko się nudzi, dlatego go chowam do komórki.

Rotacja zabawek

Najważniejsza zasada utrzymania małej ilości zabawek na półkach. Średnio raz w miesiącu zmieniam, to co jest na półkach. Jeżeli widzę ogromne zainteresowanie jakąś zabawką, to jej oczywiście nie chowam. Staram się aby na jedną aktywność była jedna zabawka, a nie dwie czy trzy np. dwa podobne kulodromy czy sortery kształtów. Wyjmuję je zamiennie.

Nie wyjmuję dwóch kulodromów na raz, tylko wybieram jeden. Drugi czeka w szafie.

Czasami np. w takie deszczowe dni jak dziś Lila mnie prosi żeby zdjąć „coś z góry”. Wtedy wyjmuję coś zapomnianego.

Jakie są plusy rotacji zabawek?

  • mało zabawek na półkach
  • większa koncentracja uwagi na tym co jest
  • mniej sprzątania i bałaganu
  • zainteresowanie starymi zabawkami
  • unika się nudy

Jakie są minusy?

  • zajęta szafa
  • potrzebny czas na wymianę

Podsumowując, jeżeli uważacie, że Wasze dzieci mają za dużo zabawek i niektórymi już się nie bawią, spróbujcie zastosować moje sposoby:

  1. Porządki w zabawkach (wyrzucanie, oddawanie, chowanie)
  2. Sprawdzanie, czy zabawki są odpowiednie do wieku i zainteresowań dziecka.
  3. Usiądźcie na podłodze lub przykucnijcie i zobaczcie z jakiej perspektywy Wasze dziecko widzi zabawki. Czy są one dla niego dostępne?
  4. Rotacja zabawek – pomyślcie nad rotacją zabawek

Tak wygląda moja szafa w salonie. Zabawki zajmują trzy duże półki.

Niedługo robimy wielki remont pokoju i wtedy może uda nam się wkomponować w przestrzeń pokoju miejsce do przechowywania.

Jeżeli uważasz, że ten wpis może przydać się Twoim znajomym, śmiało – możesz go udostępnić.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wygląda prawdziwe macierzyństwo?

Chciałabym mieć czysty dom, uśmiechnięte dzieci, dwudaniowy obiad na stole, dużo czasu dla siebie, wymodelowane włosy i wewnętrzny spokój. Tymczasem najczęściej z tych wszystkich rzeczy mam tylko jedną rzecz na raz. Brzmi znajomo?

Albo uśmiechnięte dzieci, które swobodnie rozrzucają zabawki po domu albo podłogę czystą jak łza i dzieci, za którymi chodzę krok w krok. Do znudzenia proszę o zabawę tylko jedną zabawką, a na koniec odłożenie jej na miejsce. To jedyny sposób na porządek mając w domu dzieci. Jest to dla mnie totalna abstrakcja, bo dom to nie muzeum, ani przedszkole. Albo skomplikowany obiad z deserem albo mój wewnętrzny spokój, który znika, kiedy zaczynam gotować.

Może to moja kiepska organizacja?

Może są mamy, które wstają na godzinę przed dziećmi, czyli pewnie około 5. Piją kawę w spokoju, biorą  prysznic bez ciekawskich oczu zza drzwi. Układają włosy, robią pełny makijaż. Przygotowują skomplikowane śniadanie i czekają z uśmiechem na pobudkę swoich dzieci i męża. Pranie robi się u nich samo, jedno na tydzień i do razu po wysuszeniu samo układa się w szafie. Ich dzieci przecież się nie brudzą.

Cały dzień z uśmiechem bawią się ze swoimi dziećmi, a kiedy zasną robią mordercze treningi na fit sylwetkę. W międzyczasie, bez żadnego wysiłku gotują dwudaniowy obiad, oczywiście z deserem. Po obiedzie jest czas na edukację. Chińskie fiszki już od 8 miesiąca, a na koniec czytanie metodą Domana. Ich dzieci oczywiście w tym czasie siedzą i zaciekawione słuchają. W międzyczasie pieką chleb na zakwasie, dla sąsiadki również, bo ona nie ma czasu.

Właściwie nie muszą sprzątać, bo w domu zawsze jest porządek. Kiedy wieczorem już dzieci zasną same w swoich pokojach, to mają czas dla siebie. Ale wolą uszyć dziecku worek na kapcie i wyhaftować jego imię. W nocy świetnie się wysypiają, bo przecież ich dzieci przesypiają całe noce.

„Julianie, proszę powtórz: qi che”

Jak one to robią?

Zastanawiają się te, które zasnęły na podłodze przy dziecięcym łóżeczku, w legginsach ze śladami wczorajszej pomidorowej. Budzą się o 23, idą do łazienki i nie są wstanie przejść przez kupę (prania, na szczęście). Patrzą na swoje poszarzałe i zagniecione lico, na rozmazany tusz pod powieką, którym wczoraj udało się pomalować. Przebierają się, bez wcześniejszego prysznica, w piżamę i kładą się spać. A właściwie padają na twarz.

W nocy parenaście pobudek, bo noga boli, albo dusza. Pobudka dziś później, uff, na szczęście nie o 5.30 jak wczoraj. Kawa, kawa! Królestwo za filiżankę kawy lub nawet wiadro! Dziecięta oczywiście już głodne, chociaż to środek nocy. Zalewają na odczepnego płatki z cukrem i mlekiem, krowim. Mops już jedzie. Czytają książki, bawią się Lego, animują towarzystwo od 3 h, patrzą na zegarek, a okazuje się, że minęło 15 minut.

Godzina 5 minut 30, ile zostało do 20? Wymęczone, zaślinione, zagilone, czasem nawet podrapane. W dresach, getrach i bezkształtnych ciążowych bluzkach siedzą na dywanach z udeptanymi chrupkami i walczą o przetrwanie. O prysznicu przypominają sobie około godziny 12, ale niestety nie mają takiej możliwości.

Czasem myślą, że już nie dadzą rady, że uciekną. Zaciskają zęby i znów zasypiają na podłodze przy dziecięcym łóżeczku. Są takie dni, że gdyby tylko ktoś im zaproponował pracę za biurkiem 12 h dziennie to poszłyby. Poszłyby odpocząć. Jutro będzie lepiej, a może i nie będzie.

Dlaczego jesteś taka zmęczona?

Pytają inne, które budzą się niewyspane od 6 lat. Rozklejają oko i widzą swoje dzieci, które na chwilę zajęły się sobą w pokoju. Idą włączyć magiczny przycisk budzenia do życia z napisem „KAWA”. Mają kilka minut na to, żeby zacząć w miarę funkcjonować, a przy okazji już zdążyć przeczytać jedną „Kicię kocię”. Robią szybkie, ale pożywne śniadanie. W międzyczasie wycierają rozlaną wodę, w której młodsze dziecko zdążyło już zanurzyć pulchną rękę.

Dzieci trochę zjadają, trochę rozrzucają po podłodze. Jedną ręką wycierają stół, a drugą nakładają na łyżkę owsiankę. Biorą szybki prysznic w towarzystwie ciekawskich oczu. Zamiast nucić ulubione melodie śpiewają siedząc w wannie: „Head and shoulders, knees and toes” albo  nawet i „Sto lat”. Wszystko za to żeby nie właziło na sedes i nie bawiło się stojącą obok szczotką. Szybkie czesanie włosów w koczek  na czubku głowy, po którym poznaje się wszystkie matki i można zaczynać dzień.

Pranie x 3 w obowiązkowej asyście. Przy okazji nauka kolorów przez zabawę: czerwona skarpeta w białym praniu. Liczenie również zaliczone: „Ile godzin do 17.30 kiedy wraca mąż?. Damy radę!” Drzemka w dzień to czas na obowiązki, pracę zawodową i domową. Obiad z wczoraj na szczęście czeka w lodówce.

Można ten czas spędzić ze starszym i powyklejać Lapbooki o Chinach. Nawet druga kawka i artykuł w gazecie jest możliwy! Nie jest źle. Później bajka na You Tubie. Chwila dla siebie ładuje akumulator na resztę dnia. Później obowiązkowy punkt dnia, czyli plac zabaw czyt. zmęczę Was dzieciaki i szybko zaśniecie! Później kolacja i usypianie. Zasypiają zmęczone, ale szczęśliwe.

Nie ma jednego, właściwego wzoru na bycie mamą.

W internecie jest mnóstwo przekoloryzowanych sytuacji, które przedstawiają współczesnym mamom nieprawdziwy obraz macierzyństwa. Niektóre mamy stawiają przed sobą niedoścignione wzory, a kiedy im się nie udaje, odczuwają porażkę.

Pamiętajcie, że nie ma idealnych mam. Są tylko PRAWDZIWE.

Chciałabym mieć czysty dom, uśmiechnięte dzieci, dwudaniowy obiad na stole, dużo czasu dla siebie, wymodelowane włosy i wewnętrzny spokój. Tymczasem najczęściej z tych wszystkich rzeczy mam tylko jedną rzecz na raz. Brzmi znajomo?

Albo uśmiechnięte dzieci, które swobodnie rozrzucają zabawki po domu albo podłogę czystą jak łza i dzieci, za którymi chodzę krok w krok. Do znudzenia proszę o zabawę tylko jedną zabawką, a na koniec odłożenie jej na miejsce.

To jedyny sposób na porządek mając w domu dzieci. Jest to dla mnie totalna abstrakcja, bo dom to nie muzeum, ani przedszkole. Albo skomplikowany obiad z deserem albo mój wewnętrzny spokój, który znika, kiedy zaczynam gotować.

Może to moja kiepska organizacja?

Może są mamy, które wstają na godzinę przed dziećmi, czyli pewnie około 5. Piją kawę w spokoju, biorą  prysznic bez ciekawskich oczu zza drzwi. Układają włosy, robią pełny makijaż. Przygotowują skomplikowane śniadanie i czekają z uśmiechem na pobudkę swoich dzieci i męża. Pranie robi się u nich samo, jedno na tydzień i do razu po wysuszeniu samo układa się w szafie. Ich dzieci przecież się nie brudzą.

Cały dzień z uśmiechem bawią się ze swoimi dziećmi, a kiedy zasną robią mordercze treningi na fit sylwetkę. W międzyczasie, bez żadnego wysiłku gotują dwudaniowy obiad, oczywiście z deserem. Po obiedzie jest czas na edukację. Chińskie fiszki już od 8 miesiąca, a na koniec czytanie metodą Domana. Ich dzieci oczywiście w tym czasie siedzą i zaciekawione słuchają. W międzyczasie pieką chleb na zakwasie, dla sąsiadki również, bo ona nie ma czasu.

Właściwie nie muszą sprzątać, bo w domu zawsze jest porządek. Kiedy wieczorem już dzieci zasną same w swoich pokojach, to mają czas dla siebie. Ale wolą uszyć dziecku worek na kapcie i wyhaftować jego imię. W nocy świetnie się wysypiają, bo przecież ich dzieci przesypiają całe noce.

„Julianie, proszę powtórz: qi che”

Jak one to robią?

Zastanawiają się te, które zasnęły na podłodze przy dziecięcym łóżeczku, w legginsach ze śladami wczorajszej pomidorowej. Budzą się o 23, idą do łazienki i nie są wstanie przejść przez kupę (prania, na szczęście). Patrzą na swoje poszarzałe i zagniecione lico, na rozmazany tusz pod powieką, którym wczoraj udało się pomalować.

Przebierają się, bez wcześniejszego prysznica, w piżamę i kładą się spać. A właściwie padają na twarz. W nocy parenaście pobudek, bo noga boli, albo dusza. Pobudka dziś później, uff, na szczęście nie o 5.30 jak wczoraj. Kawa, kawa! Królestwo za filiżankę kawy lub nawet wiadro! Dziecięta oczywiście już głodne, chociaż to środek nocy. Zalewają na odczepnego płatki z cukrem i mlekiem, krowim. Mops już jedzie.

Czytają książki, bawią się Lego, animują towarzystwo od 3 h, patrzą na zegarek, a okazuje się, że minęło 15 minut. Godzina 5 minut 30, ile zostało do 20? Wymęczone, zaślinione, zagilone, czasem nawet podrapane. W dresach, getrach i bezkształtnych ciążowych bluzkach siedzą na dywanach z udeptanymi chrupkami i walczą o przetrwanie. O prysznicu przypominają sobie około godziny 12, ale niestety nie mają takiej możliwości.

Czasem myślą, że już nie dadzą rady, że uciekną. Zaciskają zęby i znów zasypiają na podłodze przy dziecięcym łóżeczku. Są takie dni, że gdyby tylko ktoś im zaproponował pracę za biurkiem 12 h dziennie to poszłyby. Poszłyby odpocząć. Jutro będzie lepiej, a może i nie będzie.

Dlaczego jesteś taka zmęczona?

Pytają inne, które budzą się niewyspane od 6 lat. Rozklejają oko i widzą swoje dzieci, które na chwilę zajęły się sobą w pokoju. Idą włączyć magiczny przycisk budzenia do życia z napisem „KAWA”. Mają kilka minut na to, żeby zacząć w miarę funkcjonować, a przy okazji już zdążyć przeczytać jedną „Kicię kocię”. Robią szybkie, ale pożywne śniadanie. W międzyczasie wycierają rozlaną wodę, w której młodsze dziecko zdążyło już zanurzyć pulchną rękę.

Dzieci trochę zjadają, trochę rozrzucają po podłodze. Jedną ręką wycierają stół, a drugą nakładają na łyżkę owsiankę. Biorą szybki prysznic w towarzystwie ciekawskich oczu. Zamiast nucić ulubione melodie śpiewają siedząc w wannie: „Head and shoulders, knees and toes” albo  nawet i „Sto lat”. Wszystko za to żeby nie właziło na sedes i nie bawiło się stojącą obok szczotką.

Szybkie czesanie włosów w koczek  na czubku głowy, po którym poznaje się wszystkie matki i można zaczynać dzień. Pranie x 3 w obowiązkowej asyście. Przy okazji nauka kolorów przez zabawę: czerwona skarpeta w białym praniu. Liczenie również zaliczone: „Ile godzin do 17.30 kiedy wraca mąż?. Damy radę!” Drzemka w dzień to czas na obowiązki, pracę zawodową i domową. Obiad z wczoraj na szczęście czeka w lodówce.

Można ten czas spędzić ze starszym i powyklejać Lapbooki o Chinach. Nawet druga kawka i artykuł w gazecie jest możliwy! Nie jest źle. Później bajka na You Tubie. Chwila dla siebie ładuje akumulator na resztę dnia. Później obowiązkowy punkt dnia, czyli plac zabaw czyt. zmęczę Was dzieciaki i szybko zaśniecie! Później kolacja i usypianie. Zasypiają zmęczone, ale szczęśliwe.

Nie ma jednego, właściwego wzoru na bycie mamą.

W internecie jest mnóstwo przekoloryzowanych sytuacji, które przedstawiają współczesnym mamom nieprawdziwy obraz macierzyństwa. Niektóre mamy stawiają przed sobą niedoścignione wzory, a kiedy im się nie udaje, odczuwają porażkę.

Pamiętajcie, że nie ma idealnych mam. Są tylko PRAWDZIWE.

Parterem wpisu o prawdziwym macierzyństwie jest marka Baby Dove

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak wzmacniać odporność u małych dzieci przed sezonem chorobowym?

Jak wzmacniać odporność dziecka – temat szczególnie ważny dla mam maluszków, których starsze rodzeństwo idzie do żłobka albo przedszkola. Wiadomo, że starszak będzie przynosił nie tylko ciekawe opowieści i nowe umiejętności, ale też wirusy i bakterie, dla których przedszkole to istny raj do rozwoju. Rodzice martwią się, że infekcje starszaka mogą odbić się na zdrowiu maluszka, którego układ immunologiczny może nie podołać temu wyzwaniu.

Czy jest się czego obawiać? Jak w ogóle kształtuje się układ odpornościowy? I co można zrobić, żeby zapobiegać infekcjom u starszaka i malucha? Na pytania odpowiada Joanna Dronka – Skrzypczak, autorka strony www.dietaeliminacyjna.pl

Jak wzmacniać odporność?

1. Jak rozwija się układ odpornościowy u dziecka? Czy karmienie piersią faktycznie zabezpiecza dziecko tylko na pierwsze 6 miesięcy? 

Żeby dziecko mogło przetrwać już pierwsze dni poza brzuchem mamy musi przyjść na świat z pewną pulą przeciwciał, które będą go chronić przed patogenami. Taki „pakiet startowy” przeciwciał dostaje od swojej mamy będąc w jej brzuchu.  Jest to tak zwana odporność wrodzona, nieswoista. Działa szybko, ale nie jest bardzo precyzyjna. Dlatego już od pierwszej chwili, w momencie porodu dziecko zaczyna pracować nad własnym systemem odpornościowym, czyli tzw. odpornością nabytą (swoistą).

Przechodząc przez kanał rodny mamy dziecko zostaje zasiedlone jej bakteriami, które dają początek jego własnemu mikrobiomowi, a co za tym idzie zaczyna się praca nad treningiem własnego układu odpornościowego i wytwarzaniem własnych przeciwciał. Mleko mamy dostarcza dodatkowo przeciwciał przez czas karmienia piersią. Można to potraktować jako „doładowanie” do układu odpornościowego dziecka?

Faktem jest jednak, że to odporność swoista będzie najważniejsza dla dziecka w późniejszym okresie jego życia. Przeciwciała od mamy są pomocne, ale najważniejsze jest, żeby dziecko skutecznie zaczęło produkować własne, swoiste przeciwciała. Warto wiedzieć, że ten proces będzie trwał całe życie, ponieważ układ immunologiczny cały czas uczy się rozpoznawać nowych „wrogów” i walczyć z nimi. Dlatego najważniejsze jest, aby zadbać o te czynniki, które wspomagają jego pracę. A jest to w dużym stopniu prawidłowa mikroflora jelit i zdrowe jelita.

Jak wzmacniać odporność u małego dziecka?

2. Co jeśli w domu mamy noworodka lub niemowlę, a starsze dziecko ma zacząć swoją przygodę z przedszkolem? Czy powinniśmy obawiać się o to, że będą się od siebie zarażać? Czy można jakoś temu zapobiec? 

Na pocieszenie warto napisać, że według badań naukowych dzieci posiadające starsze rodzeństwo są mniej narażone między innymi na alergie w przyszłości. Alergie to nic innego jak „błąd” układu immunologicznego, który wytwarza przeciwciała przeciwko nieszkodliwym substancjom np. przeciwko białkom pożywienia czy pyłkom roślin. Fakt, że dzieci posiadające rodzeństwo mają mniejsza skłonność do alergii pokazuje, że dzięki lepszemu treningowi układu immunologicznego szybciej i skuteczniej wytwarza się u nich swoista odporność.

Nie oznacza to jednak, że trening ten ma odbywać się przez ciągłe infekcje. U niemowląt choroby są wyjątkowo uciążliwe: dziecko nie potrafi jeszcze oddychać przez usta, zatkany nos to koszmar dla niego i dla rodziców. Na pewno nie pomoże trzymanie dziecka w sterylnych warunkach, unikanie patogenów za wszelką cenę. Układ odpornościowy musi mieć okazję do ćwiczeń i nauki. Takimi trenerami są między innymi bakterie jelitowe. Dlatego chcąc wesprzeć odporność zarówno młodszego jak i starszego dziecka powinno się:

  • jak najdłużej karmić piersią. Warto przeczytać artykuł na ten temat: http://www.dietaeliminacyjna.pl/mikroflora-jelit-dziecka-dzieci-rodzone-drogami-natury-karmione-piersia-beda-zdrowsze/
  • w późniejszym czasie stosować zdrową dietę bogatą w błonnik, który jest pożywieniem dla bakterii jelitowych
  • nie przegrzewać dziecka, ćwiczyć układ odpornościowy na spacerach
  • nie stwarzać w domu sterylnych warunków, nie wyparzać wszystkich zabawek, nie ograniczać kontaktu z rodzeństwem i innymi dziećmi „na wszelki wypadek”. Oczywiście jeśli starszak złapie infekcje staramy się podjąć doraźnie środki ostrożności, żeby zapobiec zarażeniu. Warto pamiętać, że nie dotyczy to wyłącznie kontaktów na linii starszak – maluch. Cała rodzina powinna dokładnie i często myć ręce, nie dojadać po dziecku, nie oblizywać po nim łyżeczki itd.
  • stosować dobrej jakości probiotyki, witaminę D, naturalne suplementy na odporność np. miód.

3. Jak długo należy stosować probiotyk i kiedy zacząć? Czy można podawać taki sam preparat niemowlęciu i starszakowi? 

Probiotykoterapię można zacząć już w pierwszych tygodniach życia dziecka. Szczególnie ważne jest to dla dzieci urodzone drogą cesarskiego cięcia, które nie otrzymały swojego zestawu startowego bakterii przechodząc przez pochwę mamy. Są nawet specjalne probiotyki dla dzieci dedykowane maluchom po cesarskim cięciu.

Najistotniejsze jest jednak, aby spośród dostępnych na rynku preparatów wybrać te wysokiej jakości z przebadanymi szczepami. Jak najbardziej można stosować probiotyki dla maluszków u starszych dzieci, jeśli mają dobry skład. Ważna jest regularność przyjmowania probiotyków, a także czas trwania. To nie jest cudowny środek, tylko praca u podstaw, dlatego długotrwałe stosowanie jest kluczowe. Ja stosuję probiotykoteapię przez cały czas, co kilka miesięcy zmieniając preparat. Listę rekomendowanych probiotyków można znaleźć tutaj: http://www.dietaeliminacyjna.pl/probiotyki-dla-dziecka-wybrac/

4. A co z innymi suplementami diety? Czas jesienno – zimowy to wysyp reklam suplementów na odporność. Czy warto się skusić?

Suplementacja jest ważna i często potrzebna, ale powinna być stosowana rozważnie i z głową. Obiecywanie sobie cudów po słodzonych misiach czy syropkach z apteki to nie jest rozsądne rozwiązanie. Zrównoważona dieta, ruch, probiotykoterapia, suplementacja witaminy D – to podstawowe zalecenia. Jeśli chcemy dodatkowo wesprzeć odporność dziecka sięgnijmy po to, co oferuje nam natura.

Na rynku dostępne są syropy – wyciągi z dzikiej róży i innych roślin o wysokiej zawartości witaminy C. Do tego miód, który ma naturalne właściwości przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. To raczej zalecenia dla starszaka. Niemowlęciu wystarczy mleko mamy, witamina D, probiotyki. W razie wątpliwości dobrze jest poradzić się lekarza, a nie w ciemno kupować cudowne preparaty na odporność, ponieważ najczęściej w składzie znajdziemy cukier i dodatki smakowe.

jak wzmacniać odporność

Jak wzmacniać odporność u małego dziecka?

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Książeczka sensoryczna – idealna zabawka dla dziecka

Książeczka sensoryczna to idealna, edukacyjna zabawka dla dzieci. Ma wszystko to, co dzieciom potrzebne jest do rozwoju, a do tego stymuluje wszystkie zmysły. Jeżeli macie w domu malucha i nie macie takiej książki to warto ją kupić, bo posłuży dziecku bardzo długo.

Książeczka sensoryczna

Dziś chciałabym Wam pokazać książeczkę sensoryczną, która niedawno trafiła w moje ręce. Jest mi bardzo smutno, bo kiedy Junior był młodszy nie było jej na rynku. Szukałam czegoś podobnego długo i się w końcu poddałam. To jest naprawdę genialna zabawka edukacyjna. Poniżej zaprezentuję Wam jej możliwości.

Książeczka sensoryczna Skip hop wesołe podwórko dostępna TUTAJ

Kiedy można dać ją dziecku do zabawy?

Książeczka sensoryczna Skip hop  wesołe podwórko jest właśnie pod tym względem najlepsza! Ma dwie powierzchnie, które są przystosowane do wieku i możliwości poznawczych dziecka.

książeczka sensoryczna
książeczka sensoryczna

Pierwszą można pokazywać z bliska już noworodkom, które najlepiej widzą kolory: czarny, biały, czerwony i żółty. Świetne jest to, że możemy tak złożyć książeczkę żeby ograniczyć inne bodźce, czyli w tym wypadku prezentujemy tylko jedną stronę na raz. Im dziecko jest starsze tym możemy pokazać więcej.

Uważam, że pod tym względem jest bezkonkurencyjna. Dodatkowo można ją bez problemu postawić (zapinając rzep z tyłu). Pamiętam jak ciężko było mi zamontować książeczkę do oglądania na przewijaku.

Książeczka Lili

Książeczkę sensoryczną można postawić zapiętą, oprzeć o coś lub zawiesić.

Książeczka sensoryczna jest idealna do leżenia na brzuchu. Dzięki takiej zabawce położonej na płasko możemy troszkę wydłużyć ten czas.

Które zmysły stymuluje książeczka sensoryczna?

  • mocno stymuluje wzrok już od pierwszych miesięcy. Dzięki temu, że wzory są wyraźne i mają mocne kontury będą już widoczne dla najmłodszych dzieci (6 tygodni+). Ma również malutkie lusterko, w którym dziecko może zobaczyć swoje odbicie. Zawiera też błyszczące elementy, które przykuwają wzrok dziecka
  • słuch – w całej książeczce są różne elementy dźwiękowe. Cała książka przyjemnie szeleści.
  • dotyk – książka ma mnóstwo elementów dotykowych: kolorowe wstążeczki, otwierane okienka, wyjmowaną kaczuszkę,  śliskie powierzchnie.
  • książeczka może również motywować maluchów do wykonywania ważnych czynności takich jak: obroty, pełzanie, odwracanie na bok, raczkowanie.
  • ma również gryzak z fakturami
książeczka sensoryczna
książeczka sensoryczna
książeczka sensoryczna

Książeczkę sensoryczną można również używać do wspomagania rozwoju mowy. Użyte ilustracje oraz elementy stymulują do wypowiadania pierwszych słów takich jak:

  • hau hau (pies)
  • miau (kot)
  • a kuku (otwieranie okienek)
  • puk puk (pukanie do drzwi)
  • jest i nie ma
książeczka sensoryczna
książeczka sensoryczna
książeczka sensoryczna
książeczka sensoryczna

Edit – w międzyczasie zabrałam się do roboty – i własnym sumptem wydałam książki dla najmłodszych dzieci wspierające rozwój mowy. Ich zadaniem nie jest rozrywka – a właśnie pomoc Twojemy dziecku zacząć komunikować się ze światem. Są doskonałym prezentem – jako pierwsze już po sensorycznych książeczki. A tu załączam zewnętrzną ich recenzję:

a kupić je można tu:

Książeczka sensoryczna

Jak sami widzicie książeczka jest naprawdę genialna i dlatego tak żałuję, że Junior jej nie miał od urodzenia. Teraz otwiera okienka, zagląda i naśladuje zwierzęta. Sprawdza się nam również jako zabawka do wózka i na wyjazdy. Jeżeli szukacie czegoś podobnego to sprawdźcie ją koniecznie.

Do tego jest porządnie wykonana, ma atesty i można prać ją w pralce.

Dostępna jest TUTAJ

Jeżeli chcecie poczytać więcej o zabawkach dla niemowląt to kliknijcie moje poprzednie wpisy: 

Zabawki dla niemowląt 0-6 miesięcy

Zabawki dla niemowląt 6-12 miesięcy

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Edukacyjne bajki dla dzieci – ponad 20 wartościowych tytułów

  • BAJKI
  •  komentarze [101]

Edukacyjne bajki dla dzieci – najciekawsze propozycje. W telewizji i internecie jest mnóstwo fajnych bajek i programów, które warto pokazać dzieciom. Jestem za tym żeby nie stosować żadnych radykalnych metod tylko pokazywać dzieciom sprawdzone wcześniej pozycje. Mocno reprezentowany będzie też polski serial animowany!

Oczywiście, rozumiem też rodziców, którzy świadomie nie włączają dzieciom bajek. Ale tak sobie myślę, że to tworzenie trochę sztucznej rzeczywistości, bo kiedyś w końcu się zetkną z bajkami i takie nieprzygotowane mogą odebrać je bardzo źle.

Pamiętam historię jednej z mam, której dziecko nie oglądało NIGDY bajek, chodziło do przedszkola Montessori i na codzień stykało się tylko z realnymi sytuacjami. Jednak, któregoś dnia sąsiad w podobnym wieku  zaprosił chłopca do siebie. Pech chciał, że akurat na film o Spidermanie. Wyobrażacie sobie dziecko, które widzi sceny z tego filmu nigdy wcześniej nie widząc fikcyjnych postaci? Chłopiec był przerażony!

Uważam, że dobrze dobrane bajki do wieku oraz WRAŻLIWOŚCI dziecka są naprawdę ok.

Irytują mnie też bajki dla najmłodszych, w których obrazy atakują feerią kolorów, a akcja jest tak szybka, że można dostać oczopląsu. Nie ma co się dziwić, że po obejrzeniu dziecko jest maksymalnie pobudzone i trudno mu się dostosować do świata realnego.

Nasze ulubione edukacyjne bajki dla dzieci:

edukacyjne bajki dla dzieci - puffin rock
Gdzie obejrzeć?

Puffin Rock

Tytuł oryginalny: Puffin Rock
Długość odcinka: 20 min

Wyjątkowo pozytywna edukacyjna bajka dla dzieci o przygodach małych maskonurów. Przyjemna grafika narysowana piękną kreską i ciekawe dialogi sprawiają, że naprawdę lubię tę bajkę. Ma sporo walorów edukacyjnych. Bohaterami są Oona i Baba – rodzeństwo, które spędza ze sobą sporo czasu na zabawach i poznawaniu świata. Bajka pokazuje dzieciom, że warto opiekować się innymi.

Dostępna na NETFLIX


fajna bajka dla dzieci - Tosia i Tymek

Tosia i Tymek

Tytuł oryginalny: Topsy and Tim
Długość odcinka: 11 min

To chyba jedyna bajka, a właściwie film w duchu Montessori. Powstała na podstawie serii książeczek, których niestety nie można już nigdzie kupić (z genialnym przekładem Wandy Chotomskiej). Wiem, że są dostępne w bibliotekach.

Kim są Tosia i Tymek? To rodzeństwo, które ma takie problemy jak nasze dzieci. Lilka uwielbia oglądać ten serial, bo jest realny. Nie ma tam potwórów, strachów i innych. Jest to bardzo fajna bajka dla wrażliwych dzieci.

Wszystkie odcinki możecie obejrzeć bez problemów na Tosia i Tymek Youtube


polski serial animowany - ekipa chrumasa

Ekipa Chrumasa

Tytuł oryginalny: Ekipa Chrumasa
Długość odcinka: ok 7 min

To nasz ostatni hit! Polski serial animowany na temat warzyw i owoców dla dzieci (myślę, że od lat pięciu). Fajna bajka dla dzieci z edukacyjnym zacięciem. W sumie jest sześć odcinków i każdy porusza tematy związane ze zdrowiem. Lubię takie edukacyjne bajki dla dzieci z przesłaniem.

Wszystkie odcinki możecie obejrzeć TUTAJ


Bing - fajna bajka dla dzieci
Gdzie obejrzeć?

Bing

Tytuł oryginalny: Bing
Długość odcinka: ok 7 min

Bajka o empatycznym króliku i jego przyjaciołach. Za każdym razem kiedy ją oglądamy jestem szczęśliwa, że powstają takie produkcje. A co takiego jest w niej wspaniałego? Bing mówi bardzo dużo o emocjach, w taki sposób jak my to robimy, czyli nazywa je i tłumaczy. Bajka jest genialna! Jeżeli jej nie znacie to sprawdźcie.

Codziennie jest na Mini mini + oraz jest kilka odcinków na You tube.

A na rynku jest też dostępny Magazyn Bing


Mother goose club - plakat bajki dla dzieci
Gdzie obejrzeć?

Mother Goose Club

Tytuł oryginalny: Mother Goose Club
Długość odcinka: ok 25 min

Ulubiony program moich dzieci. To z niego uczą się piosenek po angielsku. Obejrzeliśmy już wszystkie po kilkanaście razy. Wiadomo nie od dziś, że dzieci uczą się przez zabawę, dlatego tak dużo mogą się nauczyć oglądając te piosenki.

Dostępna na NETFLIX


kultowy serial animowany - było sobie życie
Gdzie obejrzeć?

Było sobie życie

Tytuł oryginalny:  Il était une fois… la vie
Długość odcinka: ok 23 min

Kultowy serial animowany, którego chyba nie trzeba wszystkim przedstawiać. A jednak go tutaj przypomnę. Ostatnio nawet włączaliśmy ponownie żeby zobaczyć, co się dzieje z krwinkami podczas upadku. Świetny serial, który tłumaczy jak działa ludzkie ciało. Jeśli chodzi o edukacyjne bajki dla najmłodszych dzieci – klasyk.

DVD do kupienia najtaniej TUTAJ

Dostępna na NETFLIX


charlie i lola
Gdzie obejrzeć?

Charlie i Lola

Tytuł oryginalny: Charlie and Lola
Długość odcinka: ok. 11 min

Jest to jedna z ulubionych bajek Lilki. Bohaterami są Charlie i Lola – rezolutne rodzeństwo, które ma różne ciekawe perypetie. Porusza różne tematy, takie jak np. wizyta u okulisty, strachu przed ciemnością. Do tego bardzo ją lubię za niebanalną kreskę.

Do obejrzenia na Youtube


Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham

Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham

Tytuł oryginalny: Guess How Much I Love You
Długość odcinka: 11 min

Przepiękna animacja, która powstała na podstawie książki. Opowiada o miłości rodzica do dziecka. Czasem aż sama uronię łezkę wzruszenia. Wspaniała bajka dla najmłodszych.

Do obejrzenia na Mini mini +


Marta mówi - edukacyjne bajki dla dzieci
Gdzie obejrzeć?

Marta mówi

Tytuł oryginalny: Martha Speaks
Długość odcinka: 11 min

Bajka ta jest tak zabawna, sympatyczna i mądra, że aż czuję ekscytację, mogąc się podzielić z Wami tym tytułem. Marta to pozornie zwykły, fajny pies, jednak dzięki zupie literkowej, która trafia do jej głowy, Marta… nawija jak szalona. A że jest wyjątkowo mądrym, życzliwym i nieco naiwnym psem, przydarzają się jej różne przygody. Jej właścicielką jest Helenka, która ma fajnych, zabawnych przyjaciół. Cała bajka jest pełna humoru i życzliwości, a jej walorem edukacyjnym jest nie tylko nauka zachowań społecznych, ale przede wszystkim słów. Gdy tylko w bajce pojawia się niezrozumiałe słowo, wyjaśniane jest jego znaczenie. Oglądam ją chętnie z dziećmi, bo jest bardzo pozytywna i zabawna, a także pełna ironii z puszczonym okiem w stronę dorosłych.


Nasze ulubione edukacyjne bajki dla dzieci:

Raa Raa, mały, hałaśliwy lew

Raa Raa, mały, hałaśliwy lew

Tytuł oryginalny: Raa Raa the Noisy Lion
Długość odcinka: 10 min

Bardzo prosta w formie bajka, której głównym bohaterem jest hałaśliwy lew oraz jego przyjaciele z dżungli: Krokuś, Zebcia, Rafcia, Trąbuś i Uuu Uuu. Tym, co przyciąga w tej bajce, są dźwięki. Przy jej tworzeniu pracowali między innymi specjaliści od logopedii dziecięcej. Jest tu rytmika i magiczne fascynujące dźwięki. W każdym odcinku Raa Raaa rozwiązuje jakiś nieskomplikowany problem. Szuka przyjaciół, swojego głosu, czy przyczyny pojawienia się jakiegoś tajemniczego dźwięku. W bajce tej nic nie rozprasza dzieci, co sprawia, że dźwięki stają się najważniejsze. Oglądać w ciszy😊.


Tomek i przyjaciele
Gdzie obejrzeć?

Tomek i przyjaciele

Tytuł oryginalny: Thomas the Tank Engine and Friends 
Długość odcinka: ok 10 min

W tym zestawieniu Tomka nie mogło zabraknąć. Na wyspie Sodor pociągi wykonują różnorodne prace, a ich celem jest bycie pożytecznym i życzliwym. Tomek ma mnóstwo przyjaciół – innych pociągów, z którymi współpracuje. Są tu lokomotywy parowe, spalinowe, elektryczne, wąskotorowe, ale także wagony, statki powietrzne, wodne, żurawie i podnośniki oraz inne pojazdy. Występują również ludzie, którzy są jednak tłem dla przygód pociągów. Dzieci dzięki tej bajce poznają świat lokomotyw i przekonają się, że życzliwość i dobre serce oraz upór w dążeniu do celu i pracowitość przynoszą korzyści wszystkim.


Ciekawski George - edukacyjne bajki dla dzieci
Gdzie obejrzeć?

Ciekawski George

Tytuł oryginalny: Curious George
Długość odcinka: 22 min

Przygody przesympatycznej małpki, która zgodnie z tytułem jest bardzo ciekawska. George odkrywa nie tylko to, do czego służą różne przedmioty, ale także poznaje ciekawych ludzi, miejsca, zawody i inne zwierzęta. Jest przy tym dość niefrasobliwy, ale bardzo sympatyczny. Tu małpka nie mówi, więc dzieci muszą uważnie obserwować rozwój wydarzeń i oprócz poznawania świata, uczyć się zależności przyczynowo-skutkowych. Oczywiście nie zdając sobie z tego sprawy.


Klinika dla pluszaków
Gdzie obejrzeć?

Klinika dla pluszaków

Tytuł oryginalny: Doc McStuffins
Długość odcinka: 22 min

Sześcioletnia Dosia z wielkim sercem i troską leczy swoje zabawki, w specjalnie przygotowanej w ogródku klinice. Przyszywa im łapki, ceruje dziury, skleja, dokręca, reperuje. Bajeczka oswaja dzieci z wizytami u lekarza, ale także uczy empatii. W leczeniu Dosi pomagają inne zabawki, które ożywają przy niej. Bardzo sympatyczna i ciepła bajka.


Strażak Sam
Gdzie obejrzeć?

Strażak Sam

Tytuł oryginalny: Fireman Sam
Długość odcinka: 11 min

Strażak Sam musi znaleźć się w tym zestawieniu, nie tylko dlatego, że jest to jedna z ulubionych bajek wielu chłopców, ale też dziewczynek, ale także z tego powodu, że ma mnóstwo walorów edukacyjnych, dotyczących bezpieczeństwa. To od Strażaka Sama dzieci nauczą się, jak postępować bezpiecznie z ogniem, dlaczego nie wolno beztrosko wychodzić w góry bez przygotowania, czy tego, co może prowadzić do pożaru lasu. Pierwsza pomoc i postępowanie w sytuacjach kryzysowych, a także sposoby na ich unikanie – oto przekaz Strażaka Sama.


Dzielny lew Eryk - polski serial animowany

Dzielny lew Eryk

Tytuł oryginalny: Dzielny lew Eryk
Długość odcinka: 4 min

Polski serial animowany z 2015. Eryk to lew, który choć dzielny, czasem się czegoś boi. Taka postawa pokazuje dziecku, że każdy ma prawo obawiać się nowych sytuacji, co nie znaczy, że nie jest dzielny. Eryk boi się burzy, pierwszego dnia w przedszkolu, czy mycia głowy. Bajka dla najmłodszych – oswaja dzieci z sytuacjami, które mogą spotkać na co dzień i uświadamia im, że strach ma wielkie oczy. Jeśli więc macie przed sobą jakieś wydarzenie, wymagające oswojenia, przeglądnijcie odcinki „Dzielnego lwa Eryka”, być może będzie pomocny😊.


Żółw Franklin

Żółw Franklin

Tytuł oryginalny: Franklin
Długość odcinka: 21 min

Żółw Franklin to niezwykle uroczy bohater, który ma swoich równie miłych przyjaciół. Poznaje świat wokół siebie, czasem zachowując się zabawnie, jak wtedy, gdy spotkawszy nietoperza, sam próbuje spać głową w dół, by sprawdzić, jak się czuje to stworzenie. Poznawanie świata – zwierząt, wydarzeń, zwyczajów – oto czego dzieci uczą się wraz z Franklinem. Wszystko w spokojnej, wolno płynącej fabule.


Myszka w paski - edukacyjne bajki dla dzieci

Myszka w paski

Tytuł oryginalny: Myszka w paski
Długość odcinka: 2.5 min

Doskonała bajka dla przedszkolaków, która nie tylko oswaja dzieci z tym miejscem, ale pozwala im się identyfikować z wydarzeniami, które przedstawia Myszka w paski. Większość z nich dzieje się właśnie w przedszkolu. Myszka w paski pokazuje różne sytuacje, jakie mogą się tam wydarzyć i uczy, jak na nie reagować. Od niej dzieci dowiedzą się także, jak bezpiecznie poruszać się po ulicy oraz czym są pieniądze. Jest to polski serial animowany, który porusza wszechstronne dzieciny życia, a wszystko na przykładzie dzieci z przedszkola.


Trojaczki

Trojaczki

Tytuł oryginalny: Les Triplés
Długość odcinka: 7 min

Są takie bajki, które lubię bardziej niż inne. I Trojaczki do nich należą. Być może dlatego, że identyfikuję się z ich mamą😊? Choć ona samodzielnie wychowuje trójkę rozrabiaków, to jednak czasem czuję jej irytację😉. A same trojaczki są niezwykle rezolutne: dziewczynka i dwóch chłopców przeżywają różne przygody i jak to rodzeństwo – kłócą się i jednocześnie kochają nad życie. Bawią się, odkrywają i poznają świat, wyobrażając sobie czasem zupełnie niesamowite rzeczy. Idealna bajka dla rodzeństwa.


Edukacyjne bajki dla najmłodszych dzieci

Baby Einstein - edukacyjne bajki dla dzieci

Baby Einstein

Tytuł oryginalny: Baby Einstein
Długość odcinka: 3,5 min

Słuchajcie, przyznaję się bez bicia. Jak nie mam żadnej alternatywy i opadam z sił puszczam dzieciom odcinek Animal Farm. Junior aż podskakuje z radości. Siedzimy i nazywamy różne rzeczy, które pojawiają się na ekranie. W kategorii bajki dla najmłodszych dzieci – to naprawdę bardzo wartościowa pozycja i w niewielkich ilościach może być pomocna.

Edukacyjne bajki dla najmłodszych dzieci – odcinki tematycznie TUTAJ

a tu łapcie świeżutki największy prezentownik z inspiracjami dla dzieci od 1 roku aż po nastolatków. 10 tablic z podziałem na wiek dzieci, w sumie ponad 100 przemyśłanych propozycji! – Prezenty na święta dla dzieci 2023


Świat małego Ludwika

Świat małego Ludwika

Tytuł oryginalny: Louie’s World
Długość odcinka: 10 min

Edukacyjna bajka dla najmłodszych dzieci, która opiera się na otaczającym świecie. Podoba mi się minimalistyczna grafika i ciekawe wątki edukacyjne. Tę bajkę wyróżnia też bardzo spokojna muzyka o prostej kompozycji. Pamiętam jak Lilka uwielbiała ją oglądać.

Do obejrzenia na Youtube


Pocoyo - edukacyjne bajki dla dzieci

Pocoyo

Tytuł oryginalny: Pocoyo
Długość odcinka: 7min

Bajka o chłopcu w niebieskim ubranku. Fabuła jest bardzo prosta, ale ciekawa. Nie ma tam szybkich zwrotów akcji, a jednak dzieci ją lubią.

Do obejrzenia na Youtube


A tu łapcie świeżutkie inspirację na Prezent dla niej i dla niego pod choinkę 2024!

To były nasze ulubione edukacyjne bajki dla dzieci. A Wy, co lubicie oglądać?

A tu macie nasze ulubione Bajki dla dzieci Netflix

Tu macie fajne, miłe i edukacyjne – Najlepsze bajki MAX

Dla trochę starszych łapcie Seriale dla dzieci na Netflix

Dla całej rodziny natomiast filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne a tu Filmy dla dzieci

a dla dorosłych Najlepsze seriale Netflix, tu Disney seriale oraz Najlepsze seriale MAX

Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek

Tu łapcie wpis Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Pomysł na weekend – Hotel Skansen

Jak widzicie wakacje spędzamy w Warszawie, a na weekendy ruszamy w ciekawe miejsca. Moje dzieci są jeszcze małe, więc możemy sobie pozwolić na wyjazdy w maju lub we wrześniu i takie najbardziej nam odpowiadają. Nie ma wtedy tłumów, a temperatura jest znośna. Poza tym lubię lato w mieście, bo wtedy jest naprawdę pusto i przyjemnie.

Tym razem z naszymi znajomymi wybraliśmy się do Hotelu Skansen.

Cały kompleks oddalony jest od Warszawy o niecałe 2 h drogi. Nie mieliśmy problemów z wyjazdem z Warszawy i po południu dojechaliśmy do hotelu. Dzieci zasnęły w aucie i przejechaliśmy trasę bez żadnego postoju.

Hotel Skansen

Hotel położony jest w przepięknym miejscu bardzo blisko natury. To nowoczesne miejsce, ale wybudowane w ogromnej harmonii z otaczającą przyrodą. Sam projekt a la „nowoczesna stodoła” urzekł mnie totalnie i całe dnie podziwiałam te drewniane bryły. Całość grała ze sobą znakomicie i każdy detal dopracowany był w 100%.

Co ciekawe w czasie naszego pobytu było pełne obłożenie miejsc, a w żaden sposób nie dało się tego odczuć.

Nawet nie wiedziałam, że cały kompleks położony jest na terenie Muzeum Wsi Mazowieckiej. Kilkadziesiąt metrów od wyjścia z hotelu jest właśnie skansen, gdzie można zwiedzić ponad 80 obiektów małej i dużej architektury wiejskiej  Mazowsza. Całość obiektu rozłożona jest na 54 ha.

Naprawdę robi wrażenie. Nam nawet udało się trafić na Żniwa w skansenie – imprezę plenerową z mnóstwem atrakcji dla dzieci i dorosłych. Moje dzieci wpatrywały się w klepanie kosy i podziwiały wiązanie snopków – niecodzienny widok.

Hotel Skansen jest dostosowany do potrzeb rodzin z dziećmi w różnym week:

  • znajdziecie tam ciekawy plac zabaw na zewnątrz położony przy samym lesie
  • w środku jest sala zabaw, w której są atrakcje nawet dla najmłodszych (ogromny plus za drewniane zabawki)
  • centrum basenowe: brodzik z ciepłą wodą, spore jacuzzi wewnątrz oraz duży basen pływacki, jazcuzzi na zewnątrz. Znajdziecie tam nawet szatnie rodzinne.
  • w toalecie na dole jest przewijak
  • w resturacjach są krzesełka oraz dziecięce menu
  • możliwość wypożyczenia niskich rowerków (jak gokarty) do jazdy po terenie hotelu
  • wypożyczalnia rowerów z siedzonkami, przyczepkami i kaskami
  • przejażdżki w siodle (dla nas to nowy temat i Lilce baaardzo się podobało)
  • dla starszych dzieci jest Play station (przy recepcji)

Jedzenie

Mieliśmy wykupioną opcję śniadania i obiadokolacje – sprawdziło się nam to najlepiej. Na śniadanie jest szwedzki stół z różnymi typowymi potrawami (jajecznica, naleśniki, pasty kanapkowe, kiełbaski). Dostępny jest nawet stół wiejski z wędlinami i domowym ciastem.

Ja się raczyłam pyszną kawą  z ekspresu. Obsługa nie robiła też problemów dwukrotnym wejściem na śniadanie (co się zdarza w innych miejscach). Wiadomo jak dzieci wstaną o 6,  to o 7 są głodne to i do 10 znów by coś zjadły…

Obiadokolacje są od godziny 18 w formie szwedzkiego stołu. Bardzo odpowiadał mi styl potraw, przypominający domowe jedzenie. Zupa i do tego różne potrawy do wyboru: ryba w sosie, kotleciki, ryż, kasza pęczak, ziemniaki, surówki, ciasto i owoce. Moim dzieciom bardzo smakowało.

W sobotę skorzystaliśmy też z restauracji. Są tam dwa miejsca, które różnią się od siebie znacznie. Można wybrać kuchnię polską lub śródziemnomorską. Menu różni się też cenami, więc zajrzyjcie do dwóch i zdecydujcie, która Wam bardziej odpowiada.

Teren wokół hotelu

Wciąż jestem zachwycona otoczeniem hotelu. Aż się chciało wychodzić i od rana do wieczora korzystaliśmy ze spacerów. Cały teren przeszliśmy z wózkiem może 20 razy, bo tak pięknego terenu dawno nie widziałam! Piękne rośliny wijące się po ścianach budynków z czerwonej cegły robią ogromne wrażenie.

Całość jest spójna ze sobą i dlatego tak zachwyca. Otaczająca zieleń sprawia, że naprawdę można odpocząć.

Skansen

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że Muzeum Wsi Mazowieckiej znajduje się właśnie tam. Dosłownie kilkadziesiąt metrów od wyjścia z hotelu przenosimy się wczasie do XIX- wiecznego Mazowsza. Teren skansenu jest ogromny!

Dlatego fajne jest to, że bilet jest ważny aż 3 dni i można oglądać go kilka razy w ciągu jednego wyjazdu. Dodatkowo goście hotelowi mają zniżkę. My za 4 bilety z dwójką dzieci zapłaciliśmy 20 zł.

W skansenie możecie obejrzeć dawną architekturę, podziwiać zwierzęta i cieszyć się wolnym czasem na łonie natury. Bardzo polecam Wam to miejsce!

Weekend szybko minął i z racji problemów zdrowotnych (uroki podróży z dziećmi) nie mogliśmy skorzystać ze wszystkich atrakcji. Napewno tam jeszcze wrócimy, bo jeszcze nie zdążyłam nasycić się tym miejscem.

Inne miejsca na weekend niedaleko Warszawy, o których pisałam:

Hotel Warszawianka, Borówkowe domki

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

To lubię, czyli małe przyjemności

Ostatni wpis z tej serii spotkał się bardzo dużym zainteresowaniem i prosiliście mnie żebym dodawała takie zestawienia częściej. Cieszę się, bo jak wiecie uwielbiam testować różne rzeczy i polecać dalej.

Dziś wpis bardziej letni, ale większość z tych rzeczy można używać przez cały rok.

Poprzedni wpis znajdziecie Małe przyjemności

Multikrem Hagi do twarzy, rąk i ciała

Jest to moja ulubiona marka polskich kosmetyków naturalnych. Każda z rzeczy, którą miałam jest absolutnie cudowna. A scrub z olejem konopnym to mój absolutny faworyt. Pokusiłam się nawet i zamówiłam klasyk z Ministerstwa dobrego mydła ze śliwką, ale nie równa się do tego z Hagi. Jeżeli jest tu jeszcze ktoś, kto nie probował niech zamówi, a nie będzie żałował. Ten scrub z olejem konopnym dodatkowo ma właściwości chodzące, więc idealanie nadaje się na lato.

Wracam do kremu – kupiłam go ze względu na zapach. Faktycznie pachnie jak wakacje na Bali. Jest bardzo lekki, świetnie się rozprowadza i nie zostawia tłustego filmu. Uwielbiam nakładać go tuż po kąpieli na twarz, szyję i dekolt. Zabieram go na każdy wyjazd zamiast: kremu do twarzy, kremu do rąk, balsamu do ciała. Jest naprawdę świetny. Do tego ma bardzo wygodną pompkę, która pozwala na higieniczne użytkowanie kremu.

Maska do włosów wysokoporowatych ANWEN

Dostępna TUTAJ

Jak wiecie jestem włosomaniaczką. Bloga Anwen zaczęłam czytać dużo wcześniej niż parentingowe. Dlatego musiałam wypróbować jej produkt do wyskoporowatych włosów, które mają tendencję do puszenia się.

Kto obserwuje mnie na Instagramie ten widzi (KLIK), że znów zmierzam ku jaśniejszym włosom. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tymczasem używam genialnej maski, które świetnie wygładza moje puszące się włosy.

Używam jej na dwa sposoby: na pół godziny przed myciem nakłądam na wilgotne włosy od ucha w dół, zawijam w ręcznik i nakładam czepek lub reklamówkę i po 30 minutach normalnie myję lub nakładam na 15 minut po myciu. Jest rewelacyjna! Są również dostępne maski do innych rodzajów włosów.

Podkład Tein Miracle Lancome

Dostępny najtaniej TUTAJ

Znów wróciłam do mojego ulubionego podkładu. To już 3 buteleczka i chyba nie będę już eksperymentować. Nie mam problemów z cerą i ten podkład jest dla mnie idealny – dobrze kryje, trzyma się cały dzień i ma odcienie, które nie mają różowego pigmentu.

Bioderma Photoderm podkład mineralny z filtrem 5o+

Dostępny TUTAJ

Podkład Lancome ma tylko 15 SPF, więc używam również tego podkładu, który jest bardziej jak krem tonujący. Nadaje skórze tylko delikatny koloryt i chroni przed słońcem. Lubię go, bo dobrze się wchłania i jest niewidoczny na skórze.

Klapki Birkenstock

Dostępne TUTAJ

Ja wiem, że już wszyscy je mają i uwielbiają, ale ja naprawdę się przed nimi broniłam. Wg mnie są takie niekobiece i toporne, ale jak założyłam je pierwszy raz to o tym wszystkim zapomniałam. Są tak wygodne! Mają tylko jeden minus, nie dam rady prowadzić w nich auta.

Czarna pasta do zębów wybielająca Ecodenta

Dostaję od Was mnóstwo wiadomości na temat moich… zębów. Pytacie, czy zęby wybielam, czy nosiłam aparat itd. Otóż natura obdarzyła mnie prostymi zębami o dość białej kości. Wspomagam się tylko pastami wybielającymi i dziś chciałabym Wam pokazać moje hity, które służą mi w codziennej pielęgnacji.

Pierwsza z nich to czarna pasta Ecodenta:

„Pasta Ecodenta Extra Black to bezpieczny zabieg wybielania zamknięty w ekonomicznej tubce. Rozjaśnia zęby o minimum 2 tony. Pastę można stosować codziennie. Ze względu na brak fluoru rekomendujemy używać jej wymiennie z inną pastą do zębów zawierająca fluor lub co najmniej ksylitol.”

Jak tylko ją zobaczyłam, to musiałam ją mieć! Ona jest naprawdę czarna i do tego wybiela zęby. Jeżeli jeszcze jej nie znacie to spróbujcie, działa znakomicie!

Lebon luksusowa bio pasta do zębów

Dostępna w różnych wersjach 

Uwielbiam tę pastę! Zaczynając od pięknej tubki, która dosłownie zdobi półkę w łazience, przez aktywne składniki i kończąc na efekcie, czyli białych zębach bez ścierania szkliwa.  Nie wiem czy wiecie, ale ta marka jest używana przez gwiazdy i wypatrzyłam ją kiedyś w Harper’s Bazaar. W Polsce dopiero jest od niedawna.

Edit: słuchajcie sklep E-sanus postanowił obniżyć ceny tych past: duża  z 55,00 na 45,00, mała z 23,00 na 21,00, a Ci którzy już kupili dostaną dodatkowy upominek do zamówienia.

A wszystko dzięki Wam:)

Szczotki do zębów Curaprox

Dostępne  w różnych kolorach i wersjach 

Kto jeszcze nie zna tych szczotek? To najbardziej miękkie szczotki, jakie kiedykolwiek używałam i mogę nimi doszorować nawet ósemki! Są naprawdę rewelacyjne.

  1. idealne połączenie delikatnego włosia, a zarazem czyszczącego zęby jak twarda szczoteczka idealne oczyszczenie płytki nazębnej – wąska główka szczoteczki dotrze do każdej części jamy ustnej pod różnymi kątami
  2. idealne oczyszczenie linii dziąsło – ząb – ultracienkie, gęsto zbite włosie czyści tę wrażliwą okolicę bez użycia nacisku, łagodnie wymiatając zanieczyszczenia i nie wywołując obrażeń dziąseł czy odsłoniętych szyjek zębowych
  3. dopasowanie do indywidualnych wymagań elastycznej rękojeści szczoteczki, mycie zębów jest zdecydowanie łatwiejsze
  4. przyjemniejsze szczotkowanie włosiem Curen, które nie robi się sztywne pod wpływem wilgoci, dzięki czemu zachowuje swoją naturalną delikatność i miękkość przez cały okres użytkowania
  5. zabezpieczenie przed zabrudzeniem włosia szczoteczki stanowi dołączone praktyczne etui

A do tego świetnie wyglądają!

Czarna guma wybielająca Curaprox

Dorzuciłam ją do mojego zamówienia z ciekawości i jestem zachwycona. Do tego można z niej robić czarne balony. Zawiera węgiel aktywny i ksylitol.

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Przepis na pudding chia i przepyszne domowe lody

Przepis na pudding chia, który uwielbiam i robię bardzo często. Pod ostatnim wpisem o  Warzywach prosiliście mnie również o zdradzenie naszych ulubionych przepisów na domowe lody.

Nasionka chia (szałwia hiszpańska) odkryłam rok temu i do tej pory mi się nie znudziły. Jem je bardzo często w różnych formach (nie przekraczając dziennej dawki 15 g).

Pamiętam jak opublikowałam zdjęcie mojego puddingu kilkanaście dni po porodzie Juniora, to wiele osób zapytało, czy nie obawiam się zmniejszenia ilości mleka. Otóż nie, chia nie wpływa na laktację i mogą ją spokojnie jeść mamy karmiące. Wiadomo nie od dziś, że nasz rodzima szałwia wpływa na zmniejszenie ilości mleka, jednak takie właściwości mają liście naszej polskiej szałwii.

Chia to tzw. superfood, czyli są to nasiona, które mają bardzo pozytywny wpływ na zdrowie człowieka. Przede wszystkim zawierają wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, a teraz uwaga:

Porcja 15 g nasion chia zawiera:

  • 8 razy więcej kwasów Omega-3,
  • 15 razy więcej magnezu, niż brokuły,
  • 6 razy więcej wapnia, niż mleko,
  • 3 razy więcej żelaza, niż szpinak,
  • 4 razy więcej selenu, niż len
  • oraz 2 razy więcej błonnika, niż otręby.*

Więcej informacji o dobrodziejstwie nasionek chia przeczytacie TUTAJ 

Przepis na pudding chia może się wydawać skomplikowany, jednak jest naprawdę prosty. Jest kilka składników, które bardzo pasują do puddingu i zaraz Wam o nich napiszę.

Dodam jeszcze, że chia jest polecana przy dietach, bo są niskowęglowodanowe, a wszystkie węglowodany pochodzą z błonnika.

Przepis na pudding chia ogólny

1.Do słoika lub kubka nasyp nasiona chia (2 łyżki dla dorosłego dziennie lub 1 łyżka dla dzieci)

2.Dolej 100 ml mleka (ja używam roślinnego, czasem krowiego, ale najlepszy wychodzi z mlekiem kokosowym lub migdałowym. Możesz też dodać odrobinę słodkiego syropu, ale ja tego nie robię, a i tak jest dobre.

3.Całość wymieszaj lub jeśli używasz słoika zakręć słoik i potrzep nim by wszystko się wymieszało, nasionka muszą być zanurzone. 

4.Zostaw na 15 minut w lodówce. Następnie wymieszaj pudding.

5. Całość zostaw w lodówce na noc lub minimum 3-5h .

6.Wyjmij pudding.

7.Dodaj ulubione dodatki. Smacznego!

Przepis na pudding chia z dodatkami

Do puddingu pasują najbardziej świeże owoce, ale ja mam dwa swoje sprawdzone przepisy, które są obłędne.

  1. Przepis na pudding chia z masłem orzechowym i bananem

Kiedy wyjmę już gotowy pudding to przygotowuję drugą część. W misce duszę widelcem połówkę dojrzałego banana z łyżeczką  dobrego masła orzechowego (najlepsze arachidowe z Rossmanna). Mieszam masę dokładnie i kładę na pudding. Górę posypuję pełnoziarnistymi płatkami i świeżymi owocami. Warstwy możecie układać dowolnie np. chia – masa z masłem orzechowym i bananem – chia – płatki – owoce

Zdradzę Wam jeszcze jeden trik! Jeżeli chcecie jeszcze bardziej pysznie wyglądający pudding to wcześniej ukrojcie bardzo cienkie plasterki owoca (2-3 mm) np. świetnie się sprawdza kiwi, truskawka, banan i przyklejcie go do ścianek. Następnie przełóżcie pudding.

2. Przepis na pudding chia z jabłkiem i płatkami migdałowym

i

Do puddingu dodać jeszcze odrobinę cynamonu, i miodu. Pół jabłka pokroić w kosteczkę i prażyć na patelni z łyżeczką masła, posypać cynamonem. Uprażyć płatki migdałowe. Masę jabłkową lekko przestudzić i położyć na pudding. Całość posypać płatkami migdałowymi.

Smacznego:)

przepis na pudding chia

Nasionkami posypuję również koktajle np. taki z ananasem i mlekiem kokosowym, a czasem dosypuję do szklanki wody.

Czy nasionka chia mogą jeść dzieci?

Tak, oczywiście, tylko nie w dużych ilościach (ma sporo błonnika). Moja córka uwielbia puddingi, ale daję jej deser zrobiony z jednej łyżki chia i 50 ml mleka. Junior czasem wyprosi jedną łyżkę puddingu, albo dosypuję niewielką ilość do owsianki.

Przepisy na domowe lody

Najprostszy przepis na domowe lody

  • woda kokosowa lub woda słodzona cukrem trzcinowym np. Kubuś water
  • owoce

Te lody są dziecinnie proste w wykonaniu i nawet 3-letnie dziecko je samo zrobi.

Do foremek nalewamy do połowy wodę kokosową lub wodę smakową i wrzucamy owoce.

To tyle 🙂 Są naprawdę pyszne i bardzo orzeźwiające

Pyszne lody dwuskładnikowe

Przepis na 4 lody

  • szklanka arbuza bez pestek
  • banan

Banana wcześniej smażymy na odrobinie oleju kokosowego lub pieczemy w piekarniku. Dzięki temu będzie miał naprawdę ciekawy smak.

Wszystko miksujemy i wkładamy do foremek.

Ten z lewej jest arbuzowy

Lody warstwowe z malin i borówek

na 4 lody

Na kilka godzin przed rozpoczęciem zamrozić: borówki, maliny i banana. Banany obieramy ze skóry i kroimy na małe części i wkładamy do zamrażarki

  • 0,5 szklanki mrożonych borówek amerykańskich
  • 0,5  szklanki mrożonych malin
  • 1 mrożony banan
  • 0.5 szklanki jogurtu naturalnego
  • pół łyżeczki miodu

Do miksera wkładamy składniki pierwszej warstwy: borówki, pół mrożonego banana, 1/4 szklanki jogurtu, 1/4 łyżeczki miodu i miskujemy. Przelewamy do kubka lub dzbanka.

Myjemy mikser i wkładamy składniki na drugą warstwę: maliny, pół banana, 1/4 szklanki jogurtu, 1/4 łyżeczki miodu i miskujemy. Przelewamy do kubka lub dzbanka.

Szybko (aby masa się nie rozpuściła) przelewamy je do foremek warstwowo. Całość mrozimy 3-4 godziny.

Jeżeli szukacie fajnych foremek to polecam takie TUTAJ 

lub też takie TUTAJ

Takie TUTAJ

Rice TUTAJ

SMARTPARENTING - nebule.pl dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej