kontakt i współpraca
Macie już wyprawkę do szkoły i przedszkola? My już tak, bo kapcie dokupiłam w tym tygodniu. Właściwie wszystko mamy z ubiegłego roku, bo staram się wybierać produkty na lat i bardzo nam się to sprawdza.
W tamtym roku mieliśmy balerinki Bobux (ten model) i sprawdzały się bardzo dobrze. Teraz kupiłam bawełniane kapcie kotki, które są bardzo miękkie i przewiewne. Na pierwszy rzut oka wyglądają świetnie. Aplikacja kotka jest wyhaftowana.
od 19 do 27 TUTAJ – cena 39,90 zł
i od 25 do 36 TUTAJ – cena 39,90 zł
TIP: Jak wybieracie kapcie do szkoły to zwróćcie uwagę, czy będą też pasować do stroju galowego 😉
A dla Julka w tym roku kupiłam kapcie Emel. KLIK
Jeszcze nie miałam w ręku tak miękkich kapci – z tak giętką podeszwą. Mają bardzo lekko usztywnianą piętkę i idealnie nadają się do przedszkola.
tu macie zresztą wpis Sandałki dziecięce
Pokazywałam Wam w tamtym roku Plecak do pierwszej klasy, ale okazał się za duży. U nas w szkole nie trzeba nosić książek, więc na sam piórnik i śniadaniówkę mamy w tym roku plecak Doughnut.
Jest wystarczający i ma mnóstwo kieszonek, do tego usztywniane plecy i dół, miękkie szelki. Ma tylko wąską kieszonkę na bidon, ale ta butelka wchodzi KLIK .
Do dziś jest rabat na plecaki w Pan Pablo z tego linku KLIK
Julkowi nie kupuje specjalnie plecaka, od 2 lat ma ten KLIK i sprawdza się znakomicie.
Plecak Trixie TUTAJ
Jeżeli szukacie miękkiej bawełnianej pościeli, to polecę Wam polską markę Lemoor. Od kilku miesięcy używamy prześcieradeł i poszewek – dobrze się pierze i jest bardzo miła w dotyku.
Jeżeli macie chęć to mam dla Was rabat na hasło NEBULE – 10 % rabatu
My oprócz piżam Carters mamy też piżamki polskiem marki Sleepycat. Jeżeli jeszcze ich nie znacie to koniecznie sprawdźcie – gruba bawełna organiczna i świetne wzory.
Sleepycat KLIK
Od 2 lat używamy stalowych lunchboxów i sprawdzają się świetnie. W stalowym pudełku świeże warzywa i owoce lepiej smakują. Do tego nadal wyglądają jak nowe.
Mamy 2 takie małę lunchboxy KLIK
A w tym roku domówiłam jeszcze takie, które mieszczą całe jabłko.
Od kilku lat używamy butelek Pura KLIK i stalowego bidonu B.Box KLIK
O bidonie więcej pisałam w tym wpisie: Bidon stalowy
Jestem z niego bardzo zadowolona.
Co prawda post z ubraniami na jesień będzie w oddzielnym wpisie, a już dziś chcę Wam pokazać nową markę (czekam właśnie na paczkę od nich).
Jest to innowacyjny projekt ubranek Rośnij Pięknie, które rosną razem z dzieckiem – tak dobrze czytacie. Jedno ubranko jest przeznaczone na 3 rozmiary. Będziemy je testować i damy znać.
A jeżeli projekt Was już zaciekawił to mam dla Was kod rabatowy NEBULE daje 15% rabatu KLIK.
Kto stanie też przed wyborem pierwszej elektroniki zobaczcie wpis Jak wybrać pierwszy komputer
A tu macie świeżutki wpis Plecak do pierwszej klasy, tu Plecaki szkolne a tutaj Kapcie do szkoły
A u Was już wszystko gotowe? Czy może podchodzicie do powrotu dzieci sceptycznie?
Czytasz dzieciom książki, wydajesz fortunę na rozwijające zabawki, zapisujesz się z dzieckiem na kurs garncarstwa. Bierzesz przykład z człowieka, który wprowadził na rynek tablety – opóźniasz jak możesz czas ekspozycji dziecka na elektronikę… a tymczasem przychodzi 2020 i wchodzi edukacja online nawet dla przedszkolaków.
Współpraca reklamowa z Microsoft
Przykład idzie z góry. Dzieci naśladują to co same widzą.
Kiedy dzieci były w szkole/przedszkolu. Ja mogłam skupić się na pracy. Dzieci nie widziały więc – ile czasu dziennie spędzamy przed komputerem pracując.
Dzieci do tej pory nie widziały nas przed ekranami. Telewizja to ich wieczorny rytuał na bajki przed kolacja – tu zresztą możesz przeczytać Jak nauczyć dzieci rozsądnego oglądania bajek. Potem wspólna kolacja przy której rozmawiamy, a na koniec dnia mama czy tata czyta wybraną przez dziecko lekturę do snu.
Do tego w biurze – czyli bez biegających wkoło dzieci – praca może trwać krócej. Warunki domowego home-office mają swoje plusy – natomiast akurat grupa rodziców z małymi dziećmi ma prawo ponarzekać na komfort pracy:)
Pisałam ostatnio o książce, która ilustruje jak zacofany jest polski system edukacyjny. 2020 to też rewolucja i na tym polu. Wszyscy rodzice teraz z pełnym napięcia oczekiwaniem odliczają dni do 1 września.
Natomiast nawet w korzystnym scenariuszu – elementy edukacji zdalnej zaadaptujemy już na zawsze. Po co np. jeździć na lektorat? Narażać się na korki, dojazdy, styczność z ludźmi w autobusie czy na grupę dzieci. Nasze dzieci uczą się angielskiego zdalnie – i chyba nie muszę nikogo do plusów tego rozwiązania jakoś szczególnie przekonywać.
Ale do brzegu. Kiedy oprócz lekoratu, okazało się, że i zajęcia lekcyjne będą się odbywać zdalnie – o parę lat trzeba było przyspieszyć decyzję o zakupie kolejnego komputera. Kiedy rodzice pracują na swoich – trzeba było zapewnić Lili sprzęt – na którym będzie mogła komfortowo uczestniczyć w lekcjach.
My mamy swoje metody wprowadzania elektroniki dla dzieci i jednym z nich jest to, że sprzęt należy do rodziców, a nie do dziecka. W takiej sytuacji jest znacznie łatwiej nadzorować użytkowanie niż pozwolić dziecku posiadać ten sprzęt. Wiem, że wiele uwag dziecko by skwitowało „To mój laptop i mogę robić z nim co chcę”. Kiedy my się decydowaliśmy na kupno, to właśnie od początku komunikowaliśmy, że sprzęt jest nasz.
Nam się udało przeciągnąć ten czas do 7 lat – wcześniej nie potrzebowaliśmy. Dzieci oglądały bajki w TV lub na laptopie, a bardzo rzadko na telefonie. Ale kiedy wprowadzono edukację zdalną, to zapotrzebowaliśmy nowego sprzętu.
Nam zależało żeby sprzęt był nieduży, ale o świetnych parametrach, a do tego dostosowany do dzieci. Zdecydowaliśmy się na nowy Microsoft Surface Go 2 (KLIK) – czyli komputer w wielkości małego laptopa z dotykowym ekranem i ciekawymi funkcjami, jak odłączana klawiatura i pióro.
Można śmiało powiedzieć, że jest to laptop ale i tablet w jednym.
Tak Microsoft Surface Go 2 prezentuje się w użyciu:
Dlaczego akurat ten? Bo miał wiele funkcji i parametrów, które były nam potrzebne:
Ja wiem że to teraz standard – ale do edukacji zdalnej – co ciekawe niech super jakości będzie też ta kamera z przodu ekranu! Do tego porządny mikrofon, który zbiera głos też z dalszej odległości. W tym sprzęcie kamera przednia (5 Mpix) i tylna (8 Mpix z autofocusem) mają jakość HD, więc będzie Cię dobrze widać podczas każdej rozmowy.
Kamera rozpoznaje twarze i tak się logujemy do swojego konta.
Surface Go 2 ma dwa mikrofony Studio Mic i głośniki stereo 2 W z obsługą technologii Dolby Audio – dobrze zbiera dźwięk. Przetestowałam go ostatnio podczas konferencji online i byłam bardzo zadowolona z jakości wideo i audio.
My już mamy swoje laptopy. Są nieporęczne i ciężkie. Kiedy Lila biegała z nimi od pokoju do pokoju by pokazać coś babci na Skype – zawsze zapominała odłączyć kabel. Dużym plusem więc będzie wielkość sprzętu, czy możliwość odłączenia klawiatury.
Elastyczność – w sensie kiedy odrabia lekcje – żeby miała klawiaturę i funkcjonalności laptopa, ale kiedy klawiatura okazuje się zbędna – by zmieniała się tak naprawdę w tablet.
Surface GO 2 (KLIK) waży zaledwie 553 gramy i ma wymiary 245 x 175 x 8,3 mm, ekran ma 10,5-calowy dotykowy wyświetlacz PixelSense o rozdzielczości 1920 x 1280 pikseli (3:2)
Nie muszę wam mówić co dzieci potrafią zrobić – więc ważne by obudowa była solidna, ekran zabezpieczony Gorilla Glass. By stopka na której można oprzeć ekran wyginała się na wszystkie strony – no jednym słowem obudowa, ekran i wykonanie musi być dziecioodporne.
Obudowa jest ze stopów magnezu, więc jest lekkie i zapewnia dodatkową ochronę.
Przyznaję się, widzę po sobie, my już tak popadliśmy w koleiny umysłowe gdzie do obsługi komputera potrzebna jest myszka, że zapomnieliśmy, iż była ona rozwiązaniem wymuszonym ówczesnym stanem technologii. Po prostu nie istniały wtedy dotykowe ekrany, po których czy to palcem czy piórem – można wchodzić w interakcję.
Jestem zachwycona tym, że teraz dzieci mogą korzystać z tego jakże naturalnego rozwiązania! Nie dość, że ekran jest dotykowy (choć w sumie u dzieci mogłoby tylko wywołać zdziwienie gdyby nie był…) – to do tego jest pióro! I nie jest to już niszowy produkt dla architektów czy grafików – Lila zupełnie naturalnie bierze do ręki pióro i posługuje się nim jak czy to pędzlem czy to kredką, malując swoje prace albo dorysowując nam serduszka na zdjęciach.
U najmniejszych dzieci, dla których myszka jest totalnie abstrakcyjna – to właśnie pióro pozwala uczestniczyć w lektoratach języków już od najmłodszych lat! Pióro nie zastępuje myszki – ono ma zupełnie inne użyteczności dzięki którym otwiera zupełnie nowe opcje!
Do tego piór jest przyczepione do komputera na magnes, więc nie ma obawy, że się zgubi.
Z jednej strony potrzebna i przy wielu zadaniach wręcz nieodzowna. Z drugiej strony kiedy Lila rysuje czy bawi się edytowanymi zdjęciami, klawiatura nie pozwoliłaby położyć komputera na płasko jak kartki. Odpinana i to tylko za pomocą magnesów klawiatura to sztos. W momencie kiedy nie potrzebujesz funkcjonalności laptopa – pozbywasz się jej jednym pociągnięciem.
To jedno urządzenie, które wybierzemy, będzie pewnie służyło kilku dzieciom. Aby każde z nich poczuło się jak u siebie – jeśli każde posiada swój pulpit, swoje dostępy. W Windows 10 na Surface Go 2 – każde dziecko loguje się po prostu swoją twarzą. Dorosły zresztą też:) Po zalogowaniu każde z dzieci ma dostęp do takich materiałów i aplikacji jakie im zdefiniujemy.
Co za tym idzie, znów Windows 10 umożliwia łatwo – by każdemu z dzieci – w zależności od wieku czy preferencji – zdefiniować inne godziny używania. Możemy skonfigurować ile godzin dziennie dziecko może korzystać. Że najwcześniej może włączyć komputer o 9 a o 19.30 się on wyłączy. Jeśli jest potrzeba przedłużenia – dostaniemy na maila zapytanie czy chcemy je dziś wyjątkowo przedłużyć. Dostajemy też cotygodniowe raporty, które pokazują całą aktywność dziecka. Bardzo łatwo możemy je automatycznie i zdalnie chronić przed nieodpowiednimi treściami
Warto też zwrócić uwagę, że to jest komfortowa sytuacja kiedy dzieci szykują w szkole prezentację używając na przykład Power Pointa z Microsoft 365 (dawny Office) to żeby w domu na Surface Go 2 mogły kontynuować pracę na dokładnie tym samym programie. Nie wspominając o tym że używając pióra mogą w Wordzie pisać, kreślić i poprawiać tak jak w papierowym zeszycie!
Parę dni temu zrobiłam też wśród czytelników sondę – czego byście oczekiwali w kwestii tabletu/elektroniki.
No i jest bardzo dużo pytań – jak wprowadzać? Na ile czasu pozwolić? Czy da się jakoś ograniczyć czas/treści? Jak sprawić żeby dzieci nie opętała „tabletoza” – jednym słowem.
U nas jest to 1 h dziennie rozrywki (oprócz lekcji zdalnych) – i tak jak dzieci miały bajki codziennie o 18, to tak mogą sobie wymienić na np. 0,5 h bajki i 0,5 h rysowania na tablecie. W gry jeszcze nie gramy, bo ich nie ciągnie. Julek szczerze powiedziawszy w ogóle nie jest zainteresowany komputerem, ma tylko raz na 2 tygodnie angielski online. A Lila bardzo lubi pisać piórem, rysować, edytować zdjęcia.
Tak mam ze wszystkim – uważam, że to bardzo dobre podejście. Jeżeli mnie nie proszą, to nie pokazuję sama niczego. Nie włączam gier, aplikacji itd. Dopiero jak pojawia się taka potrzeba to razem przez to przechodzimy.
U nas sprzęt leży w szafce wysoko, poza zasięgiem wzroku – to jest świetny pomysł żeby mieć takie miejsca. Projektując szafki w nowym domu przewidziałam kilka szuflad z ładowarkami na telefony i laptopy, bo wiem, że jak są poza naszym wzrokiem to rzadziej po nie sięgamy.
Laptopy, komputery i telefony odkładamy przed kolacją w swoje miejsca i nie korzystamy z tych urządzeń. Dzięki temu dzieciom jest łatwiej zasnąć.
Przed kupieniem komputera, laptopa, czy tabletu warto ustalić zasady korzystania i ich oczywiście przestrzegać. Możecie je razem z dziećmi spisać na kartce i złożyć swoje autografy.
Takie warunkowanie jest niebezpieczne i na trwałe może dzieciom wryć, że elektronika pobudza ośrodek przyjemności (a i tak już pobudza sama w sobie). Granie na tablecie nie może być nagrodą, nie dawajmy dzieciom elektroniki żeby poprawić im humor.
Kiedy widzimy, że wokół korzystania z komputera tworzy się wiele napięć: dzieci najpierw nalegają żeby im włączyć i nie potrafią zająć się niczym innym, a po wyłączeniu są bardzo niespokojne to bym zastanowiła się nad czasowym wykluczeniem elektroniki.
Nie sztuką jest czegoś zabronić albo udawać, że nie istnieje – prawdziwą sztuką jest wprowadzić dzieci w ten świat z głową.
Znacie to uczucie, gdy po dziwnym śnie, budzicie się, czując prawdziwe emocje, tak, jakby to nie był tylko sen, ale wszystko wydarzyło się naprawdę? Ja tak miewam. Ostatnio obudziłam się z cudownego snu.
Byłam w domu i weszła mama. Jakby słońce wypełniło przestrzeń. To uczucie spokoju, pewności, bezpieczeństwa, zaopiekowania. Pamiętacie to ze swojego dzieciństwa? Ja zapomniałam! Jednak ten sen! Gdy się obudziłam, uświadomiłam sobie, że teraz to ja jestem mamą, ale jak to cudownie było znowu poczuć się dzieckiem! Jak beztrosko! Nie chciałam tego tracić.
Zaczęłam więc szukać sposobu, by wrócić do swoich najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa i przywołać te emocje, kiedy świat pochłaniało się wszystkimi zmysłami i wszystko fascynowało. I tak trafiła w moje ręce seria Disney – Nostalgia.
Disney od dziesięcioleci wyznacza trendy związane z najpiękniejszymi opowieściami dla dzieci. I przyznam, że nie dostrzegałam tych zmian, które zaszły przez lata w ich bajkach. Owszem, widziałam coraz lepszą animację, wyrazistsze kolory w ilustracjach, ale gdy zobaczyłam serię Disney – Nostalgia, zamarłam.
Wpatrywałam się przez kilka minut we fragment treści, otoczonym ilustracją z polnych kwiatów i chłonęłam – na tym etapie nie treść, ale wszystko, łącznie z kolorem papieru. Bajką, którą przeglądałam, był „Bambi”, więc gdy na kolejnej stronie oglądałam leśne zwierzęta, niemal oczekiwałam, aż głos mamy zacznie mi czytać! I wtedy na sekundę wróciło to wspaniałe uczucie ze snu, emocje z dzieciństwa, ta beztroska, wewnętrzna radość, nienaznaczona latami doświadczeń, ta dziecięca energia. Coś wspaniałego! Oczywiście na „Bambim” się nie mogło to zakończyć i zapragnęłam więcej.
Cała seria Disney – Nostalgia ma już 6 części. Oprócz „Bambi” dostępne są:
Wszystkie książki oparte są na klasycznych filmach animowanych Disneya i utrzymane są w konwencji książek, które znamy z naszego dzieciństwa, pełnych pięknych ilustracji. Każda z nich jest w twardej oprawie.
Skoro już książki te trafiły w moje ręce, nie mogło się obyć bez pokazania ich dzieciom i wspólnego czytania. Jest jakaś magia w tym, gdy własnym dzieciom pokazuje się cząstkę swojego dziecięcego świata.
Wróciłam do dwóch bajek, które najbardziej przypominają mi moje szczenięce lata: Bambi i Król Lew. I choć obie historie są Lilii i Julkowi dobrze znane, to te książeczki pozwoliły nam odkryć je na nowo. Każda strona otwierała przede mną nowe wspomnienia, które były jak żywe. Opowiadałam więc dzieciom o moim dzieciństwie, a one miały mnóstwo pytań. Ciekawe były świata, którego już nie ma (jak to możliwe?).
Książeczki te poruszyły dawne wspomnienia, więc opowiadałam dzieciom o dziadkach, o naszych rytuałach związanych z czytaniem, czy śmiesznych anegdotkach z mojego dzieciństwa. To był bardzo przyjemny wieczór, pełen dobrych emocji. Z pewnością będziemy sięgać po kolejne pozycje z serii Disney – Nostalgia, bo to fajny sposób na opowiadanie dzieciom o swoim dzieciństwie i powrót do wspomnień, ale także ogromna przyjemność dla mnie.
No cóż, wieczorem sama siedziałam nad „Bambim” z kieliszkiem wina i wpatrywałam się w jedną stronę jak urzeczona, przywracając wspaniałe wspomnienia i tęskniąc za dzieciństwem, ciesząc się, że teraz mogę uczestniczyć w budowaniu wspomnień moich dzieci. Być może kiedyś one, jak ja teraz, zasiądą w fotelu i będą patrzeć na te książeczki, wspominając nasz wspólny czas?
Tu łapcie kod od Harper Collins Polska na 35% zniżki na całą serię Nostalgia35 – ważny do końca miesiąca!
A tu poprzednie książeczki Harper Collins dla najmłodszych – seria Czapu Czipu
Lubicie wracać do książek ze swojego dzieciństwa? Macie swoje ulubione książki, które przypominają Wam dzieciństwo?
Kto z nas nie chciałby, żeby dzieci chętnie się uczyły i chodziły do szkoły z uśmiechem na ustach? Myślę, że każdy! Mając takie doświadczenia, jakie mamy – to jest bardzo ważna sfera w życiu naszym i naszych dzieci.
Kiedy słyszycie słowo „edukacja” to co Wam przychodzi do głowy? Czujecie entuzjazm czy może ściska Wam się żołądek ze stresu? Ja jeszcze rok temu byłam w tej drugiej grupie – wspominałam swoje lata szkolne, kiedy dostawałam uwagi do dzienniczka, a moja mama wiecznie słyszała, że jestem zdolna, ale leniwa.
Przyznam, że kiedy mieliśmy podjąć ostateczną decyzję co do wyboru szkoły, to czułam się fatalnie, bo wiedziałam jak ważny to jest wybór. Zdawałam sobie sprawę, że dzięki odpowiedniej szkole mogę być pewna, że edukacja mojego dziecka będzie dostosowana do jego potrzeb.
Po roku nauki jestem przekonana, że to był dobry wybór. (a przez chwilę nawet się martwiłam, że moje dziecko za dużo się bawi, a za mało uczy)
Mikołaj już wcześniej napisał książkę o mocnym tytule „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić żeby edukacja miała sens.” Teraz wiem, że po nią też sięgnę.
Dodam na samym początku dla kogo jest ta książka:
Wiecie, że badania przeprowadzone przez HSBC i WHO w 40 państwach wykazały, że polskie nastolatki są w czołówce tych, które mają niską samoocenę, źle postrzegają swój wygląd i zdrowie oraz relacje z rodzicami? (LINK do badania)
To w dużej mierze jest wina edukacji.
Obecny system edukacji jest kompletnie nie przystosowany do współczesnych dzieci. Kiedyś ludzie głównie pracowali w fabrykach i ten model sprawdzał się znakomicie:
Taka szkolna tresura okazała się być najskuteczniejsza w realiach XIX i XX wieku, ale do licha – czasy mocno się zmieniły.
Nikt wtedy też nie skupiał się na tym, jak funkcjonuje mózg. A teraz wiemy o wiele więcej. Nawet na przestrzeni ostatnich lat tak wiele się zmieniło.
Nawet podczas pandemii przekonaliśmy się wszyscy, jak bardzo edukacja jest niedostosowana do obecnych warunków. Zaliczanie tylko dla zaliczania, bezsensowne prace domowe i wiele innych absurdów ukazało nam się w przeciągu kilku miesięcy.
Łatwo jest krytykować i wytykać błędy – znacznie trudniej jest wprowadzać sensowne zmiany – o nich też przeczytacie w tej książce. Czy da się inaczej uczyć w szkole? Oczywiście! W książce jest wiele przykładów jak można to robić lepiej i efektywniej.
Z największym zainteresowaniem przeczytałam rozdział o talentach, o tym jak odkryć go w dziecku i mądrze rozwijać dalej. (Są tam nawet odpowiednie testy, które Wam to ułatwiają).
Spodobał mi się też fragment o grach komputerowych – dlaczego tak dzieci lubią w nie grać i co one im dają. (i dlaczego wolą grać niż się uczyć)
Mikołaj Marceli pokazuje również jak ważny jest nauczyciel, rodzic, trener – wszystkie osboby mają wpływ na rozwój dziei
„Każde dziecko jest zapalonym odkrywcą i twórcą, ale tylko jeśli zarazi się zapałem od ludzi, z którymi dzieli i wspólnie tworzy swoją rzeczywistość.”
W książce bardzo szeroko opisany jestem temat stresu w szkole – jaki ma wpływ na dzieci i jakie daje obajwy (niekoniecznie oczywiste).
Każdy z nas chce być autorytetem swoich dzieci i pokazywać świat. Jednak są takie sytuacje, kiedy warto powiedzieć „nie wiem” i pokazać dziecku jak odnaleźć odpowiedź. Nie musimy być wszechwiedzący, ale możemy uczyć jak wiedzę zdobywać.
Jest też o ocenach – jaki wpływ mają na dzieci i czy można z nimi coś zrobić. Jak reagować na porażki i jak pomagać dziecku kiedy ma kłopot w szkole – o tym wszystkim dowiecie się z tej książki.
Największym zaskoczeniem i tematem z „Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem”, który będę zgłębiać jest stwierdzenie, że: „Nie warto pracować nad słabymi stronami”. Na początku ten akapit wydał mi się szokujący, a zarazem krzywdzący. Kiedy jednak doczytałam do końca i zaczęłam się zastanawiać – to otworzyły mi się oczy. Poświęcając czas na słabe strony i pracę nad nimi zawsze będziemy średniakami. A kiedy się skupimy na tym żeby pracować nad mocnymi stronami, to będziemy chociaż w jednej dziedzinie lepsi. Na pewno będę szukała więcej publikacji na ten temat, bo mnie niesamowicie zaciekawił ten rozdział.
W książce jest też rozdział o technikach uczenia się – okazuje się, że sama nieświadomie stosowałam je kiedy byłam w ogólniku i na studiach. Dr Mikołaj Marcela pisze też o jednej ważnej rzeczy – dzieci zawsze będą chciały się uczyć, kiedy my rodzice będziemy im pokazywać, że my też dalej się uczymy. Opisuje niejako całą kulturą uczenia się.
A wisienką na torcie jest rozdział o szczęściu. O tym jak nauczyć się być szczęśliwym – myślę, że wielu z Was potrzebuje przeczytać właśnie tę część, bo mi ona otworzyła oczy na kilka kwestii.
Podsumowując – książka „Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Edukacja, w której dzieci same chcą się uczyć i rozwijać” (dostępna np. TUTAJ) jest kompendium wiedzy o przyszłości edukacji. Te zmiany już się dzieją na świecie i my też możemy je u nas wdrażać.
Dlaczego komiksy dla dzieci? Powszechnie wiadomo, że czytanie rozwija, poszerza horyzonty i wiedzę. Chcemy zatem, jako rodzice, by dzieci pokochały czytanie. Wszak to także wielka przyjemność.
Tymczasem dla wielu dzieci, początkowe trudności z czytaniem są na tyle zniechęcające, że nie czerpią przyjemności z samodzielnego pochłaniania książek. Podejście szkoły do lektur też nie ułatwia sprawy. A statystyki są bezlitosne i pokazują, że zdecydowana większość Polaków nie czyta wcale, lub czyta bardzo mało. Co rozbić, by nasze dzieci nie wpisywały się w te liczby?
Na początek do tego – polecam komiksy, na których każda strona to króciutki zamknięty epizod. W ten sposób początkujący czytelnik nie traci wątku jak w przypadku dłuższej opowieści. Do tego każda przeczytana strona i jej zrozumienie – daje mu satysfakcję!
My mamy kilka metod na zachęcenie dzieci do czytania:
Dzięki temu zarażamy je miłością do książek. Samodzielne czytanie może jednak na początku drogi czytelniczej być trudne. (Tu macie swoją drogą wpis Jak nauczyć dziecko czytać.) Natomiast długi tekst może zniechęcać, dlatego znaleźliśmy sposób na samodzielne czytanie, które od początku jest przyjemnością, a nie znojem. To komiksy! Połączenie krótkich tekstów dialogowych z obrazkami to czytelniczy strzał w dziesiątkę!
Dziś chciałabym Wam polecić komiksy, które znakomicie się u nas sprawdziły, oto więc nasza lista – najlepsze komiksy dla dzieci:
Scenarzysta: Béka (Bertrand Escaich i Caroline Roque)Ilustrator: Crip
Są to ukochane komiksy Lili – to od nich zaczęła się przygoda – przeczytane może z 500 tysięcy razy:) Historia trzech dziewczyn, które uczą się tańca w szkole tanecznej. Poznają tajniki różnych stylów tanecznych, mają swoje przygody i przeżywają pierwsze miłości, podkochując się w chłopakach tańczących hip-hop. To propozycja głównie dla dziewczynek, pełna dziewczęcych problemów i doświadczeń
Tom 1 dostępny TUTAJ – Tom 2 dostępny TUTAJ – Tom 3 dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Thierry JoorIlustrator: Gradimir Smudja
To nowe komiksy, których pierwsza część miała premierę w marcu 2020 roku. Akcja dzieje się w przeszłości, na dworze cesarza Austrii, a głównym bohaterem jest utalentowana muzycznie mysz – Myszart. Wszystkie perypetie Myszarta skąpane są w dworskiej otoczce, przenosząc dzieci w świat królewskich dworów i czasów dawno minionych
Tom 1 dostępny TUTAJ – Tom 2 dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Ewa KarskaIlustrator: Sławomir Kiełbus
Grupa dzieci zostaje porwana na obcą planetę. A tam… wszystko jest ekologiczne. Czyste powietrze, recykling śmieci, pojazdy na biopaliwo. Po powrocie na Ziemię dzieciaki pragną, aby także na ich macierzystej planecie zapanował ład i ekologiczny porządek. Jak to zrobią? Dzieci z pewnością nauczą się sporo o ekologii i o tym, dlaczego dbanie o środowisko jest ważne.
niedostępny ale szukajcie na allegro
Scenarzysta: Lili MésangeIlustrator: Stefano Turconi
Musthave jeśli twoje dziecko lubi konie. To historia Kamili, która poszukując własnego hobby, nieco przez przypadek trafia do klubu jeździeckiego i tak zaczyna się jej przygoda z końmi. Znakomity komiks dla miłośniczek jeździectwa, jak i dzieci zainteresowanych jazdą konną. Ten komiks sprawił, że Lili zapragnęła jeździć konno. Książeczki zawierają dużo informacji dotyczących opieki nad końmi.
Scenarzysta: Agnieszka SurmaIlustrator: Agnieszka Surma
Zwykle to chłopcy chcą być piratami, jednak Ada – bohaterka komiksu – pokazuje, że wcale tak nie jest. To ona pragnie zostać pogromcą i postrachem mórz i oceanów. Do swojego pomysłu przekonuje całą rodzinę, łącznie z domowymi zwierzakami i wyruszają w poszukiwaniu przygód. Robią też oczywiście tatuaże. Długopisem :P.
Komiks dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Florian Ferrier, Katherine FerrierIlustrator: Katherine Ferrier
Grupa nietuzinkowych przyjaciół mieszka w tytułowym hotelu. Gdy pewnego dnia nie nadchodzi spodziewana wiosna, a pory roku przestają po sobie naturalnie następować, ruszają w świat, by wyjaśnić, co się stało i jak przywrócić naturalny porządek rzeczy. Oczywiście po drodze czeka ich mnóstwo przygód.
Tom 2 dostępny TUTAJ – Tom 3 dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Joris ChamblainIlustrator: Aurélie Neyret
Jedenastoletnia Wisienka uwielbia rozwiązywać zagadki. Obserwuje świat i wyciąga wnioski. Jest bardzo ciekawa i nie odpuści, dopóki nie znajdzie rozwiązania. Książeczki o Wisience mają piękne ilustracje i są wciągające – wszak które dziecko nie lubi rozwiązywania tajemnic i zagadek?
Tom 1 dostępny TUTAJ – Tom 2 dostępny TUTAJ – Tom 3 dostępny TUTAJ –
Tom 4 dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Janusz ChristaIlustrator: Janusz Christa
Klasyka gatunku – tym razem polska. Mimo upływu lat kolejne pokolenia się w niej zaczytują. Choć nie lubię klasyfikowania książek ze względu na płeć, tym razem powiem, że chłopcy szczególnie odnajdą się w świecie Kajko i Kokosza, Zbójcerzy, Krwawego Hegemona, czy kasztelana Mirmiła. Mnóstwo tu zwrotów akcji i zabawnych sytuacji.
Komiks dostępny TUTAJ – a swoją drogą mój ulubiony kajkosz to był od zawsze – Dzień Śmiechały dostępny TUTAJ (wersja góralska)
Scenarzysta: Serena BlascoIlustrator: Serena Blasco
Kryminał dla dzieci😊. Enoli to młodsza siostra Sherlocka – tak, właśnie tego Sherlocka. Gdy Enoli kończy 14 lat, w niewyjaśnionych okolicznościach znika jej ekscentryczna mama. Jako nieodrodna siostra swojego brata, Enoli bierze sprawę w swoje ręce. Bardzo wciągająca opowieść dla dzieci i młodzieży.
Scenarzysta: Rene GoscinnyIlustrator: Jean-Jacques Sempe
Pewnie znacie już Mikołajka – rezolutnego chłopaczka, który ma mnóstwo przygód. Ale czy wiecie, że cała seria o nim zapoczątkowana była właśnie komiksem? Piękne ilustracje i łobuzerski Mikołajek to dobra zabawa dla dzieci, ale polecam również Wam zajrzeć na strony tego komiksu. Także dorośli poczują ten specyficzny humor autorów.
Scenarzysta: Tomasz SamojlikIlustrator: Tomasz Samojlik
Czego tu nie ma! To jeden z tych komiksów, gdzie oprócz dobrej zabawy przemycana jest spora dawka wiedzy. Dzieci poznają świat małych zwierząt, jakimi są ryjówki oraz doświadczają baśniowego spojrzenia na ich życie. A wszystko dzięki historii jednej małej ryjówki, która musi ocalić świat (las), odnajdując tytułową Ryjówkę Przeznaczenia. Zwróćcie uwagę na ilustracje w tym komiksie. Są przepiękne.
Scenarzysta: Dana SimpsonIlustrator: Dana Simpson
Magiczny świat jednorożców, pomieszany z szarą, szkolną rzeczywistością dziesięcioletniej Fibi. Choć jest mądra i dobrze się uczy, nie jest zbyt lubiana w szkole. Sprawy nie ułatwia fakt, że ma ekscentrycznych rodziców. Odkąd jednak Fibi znajduje w lesie jednorożca władającego magią, sprawy przybierają nieoczekiwany obrót.
Tom 4 dostępny TUTAJ – Tom 5 dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Jim DavisIlustrator: Jim Davis
Światowa klasyka. Tłusty leniwy kot, kochający lazanię i siebie samego. Jest tu mnóstwo humoru i dowcipu. To pozycja nie bardzo edukacyjna, ale książki mają uczyć i bawić. Ta przede wszystkim bawi. I tak ma być. Dzieci muszą poczuć, że czytanie książek to świetna zabawa.
Scenarzysta: Christophe Cazenove, Hervé RichezIlustrator: Yrgane Ramon
Miłośnicy kotów będą zachwyceni historią Kasi, która pewnego dnia przygarnęła zwierzaka. Nie wiedziała jeszcze, że to kot jest królem świata, a Kasia jego sługą – jak to z kotami bywa. Pełna zabawnych anegdot i przygód historia o przyjaźni dziewczynki ze zblazowanym zwierzakiem.
Scenarzysta: Guillaume BiancoIlustrator: Antonello Dalena
Rebeka to sześciolatka, która choruje więcej niż inne dzieci, ze względu na słaby układ odpornościowy. Pewnego dnia w jej życie wkracza mikrob o imieniu Ernest. Dzięki niemu Rebece łatwiej będzie pokonywać codzienne trudności. A ma ich niemało, bo oprócz częstego chorowania, kłócą się jej rodzice i wspominają o rozwodzie. Na szczęście zaczęły się wakacje i Rebeca wyjeżdża na wieś do Dziadka.
Scenarzysta: Cric, Pierre Veys, Laurent VerronIlustrator: Laurent Verron
Ten komiks jest narysowany tak, że przypomina mi komiksy mojego dzieciństwa. Ptyś to chłopak, zawadiaka, który wraz ze swym ukochanym psem – Billem, ma mnóstwo przygód. Oczywiście nie lubi szkoły, za to uwielbia przygody i zabawę. Chłopcy będą zachwyceni😊.
Tom 4 dostępny TUTAJ – a jest tych tomów jeszcze więcej:)
Scenarzysta: Marcin PodolecIlustrator: Marcin Podolec
Wyobrażacie sobie komiks postapokaliptyczny dla dzieci? A jeśli dodatkowo występuje w nim dziewczynka, która przeżyła ten armageddon i szuka mamy, wydaje się, że będzie to smutna opowieść. Tymczasem dziewczynka ma gadającego psa i czasie poszukiwań rodzicielki przeżywa różne przygody. Konwencja bardzo ciekawa dla dzieci i przyznajcie, że dość niespotykana.
Scenarzysta: Christophe CazenoveIlustrator: William Maury
Ten tytuł tak naprawdę powinien być na 1 miejscu. Kilkanaście części – a Lili nie można od żadnej oderwać! To historia dwóch sióstr i ich codziennych perypetii. Każde rodzeństwo w siostrach odnajdzie siebie. Kochają się i walczą ze sobą jednocześnie. Uwielbiają i droczą się. A gdy trzeba stają ramię w ramię przeciwko wrogowi, na przykład rodzicom, by za chwilę znowu się kłócić. Życie😊.
Tom 4 dostępny TUTAJ – Tom 5 dostępny TUTAJ – a jest wiele wiele więcej…
Scenarzysta: Luke PearsonIlustrator: Luke Pearson
Bardzo ładnie wydany komiks, pełen przepięknych ilustracji, narysowanych w niebanalny sposób. Sama Hilda to rezolutna dziewczynka, którą spotyka mnóstwo przygód. Żyje sobie na pustkowiu, które okazuje się nie być takim pustkowiem, bo mieszkają tam dziwne stworzenia, które oczywiście Hilda poznaje. Przepiękny komiks, który swoją estetyką zachwyci także dorosłych.
Tom 4 dostępny TUTAJ – Tom 5 dostępny TUTAJ – Tom 6 dostępny TUTAJ
Scenarzysta: Kajetan WykurzIlustrator: Kajetan Wykurz
W tej historii jest wszystko na opak. Minizaury to dinozaury, tylko że miniaturowe. Skąd się wzięły na ziemi? Przyleciały z kosmosu. A kto jest dla nich niebezpiecznym gigantem? Ludzie. Także urocza Maja, która zaprzyjaźnia się z tymi dziwnymi stworkami i pomaga im w powrocie do domu.
Scenarzysta: Marta FalkowskaIlustrator: Marta Falkowska
Typowy komiks przygodowy. Tosia pewnego dnia w swoim własnym ogrodzie odkrywa dziwny odcisk łapy. Szybko okazuje się, że nie jest to odcisk żadnego znanego jej zwierzęcia. Czyj więc? Oczywiście Tosia musi to sprawdzić, więc wraz ze swoim przyjacielem wyrusza, by rozwiązać tę zagadkę.
Scenarzysta: Jennifer L. HolmIlustrator: Matthew Holm
To historia mająca drugie dno. Sunny trafia na wakacje do dziadka na słoneczną Florydę. Jednak wyobrażenia nijak mają się do rzeczywistości, bo dziadek mieszka na strzeżonym osiedlu dla seniorów, więc Sunny otoczona jest starszymi ludźmi, co niezbyt jej się podoba. Poznaje jednak szybko kolegę, miłośnika komiksów i tak rozpoczynają się ich przygody. Dlaczego jednak Sunny trafiła pod opiekę dziadka? W tle jest uzależniony brat Sunny, któremu cała rodzina chce pomóc.
Scenariusz: Shannon HaleRysunek: LeUyen Pham
Pełna perypetii opowieść o kłopotach i emocjach dzieci. Waga prawdziwej przyjaźni w konfrontacji z chęcią bycia popularną. To historia dwóch dziewczynek, które przyjaźnią się od wczesnego dzieciństwa, ale okoliczności szkolne wystawią ich przyjaźń na próbę.
Polecam Wam zachęcanie dzieci do czytania poprzez komiksy, które mogą naprawdę być fascynujące. A Wy macie swoje ulubione komiksowe pozycje? Podzielcie się w komentarzach ulubionymi komiksami swoich dzieci a obiecuję sukcesywnie dodawać je do tego postu. Zbudujemy inspiracje na komiksowy top of the top:)
zobaczcie też nowy wpis który zawiera nowości z kategorii Komiks
Wspomnienia z dzieciństwa, o ile było ono dobre, są jak balsam dla duszy. Wtedy to było, teraz to nie ma😉. A bajki w jakiś magiczny sposób zapisują się w duszy, dlatego, gdy Lilia podrosła wystarczająco, żeby zacząć się nimi interesować, z fascynacją siadałam z nią i oglądałam bajki. Lubiłam to. Do czasu. Wiecie, ileż można😊.
Dziś jako matka od wielu lat już nie czuję tej fascynacji i nie mam ochoty sprawdzać samodzielnie poprzez oglądanie, która bajka jest fajna, a która nie. Oddzielając ziarno od plew, zaglądam więc do internetu i szukam informacji na ten temat. Chcąc Wam nieco ułatwić ten wybór i umożliwić zaoszczędzenie czasu na szukanie fajnych bajek, postanowiłam zrobić dla Was listę – wartościowe, ciekawe, edukacyjne – czyli najlepsze bajki HBO Max, które możecie włączyć dzieciom bez obaw. Kliknięcie w obrazek przeniesie was od razu na stronę bajki. Gotowi?
tytuł oryginalny: 64 Zoo Lanewiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 12 min
Lucy to urocza dziewczynka, która mieszka w domu przy zoo. Przyjaźni się ze zwierzętami je zamieszkującymi i jest pełna życzliwości. Serial ten jest pięknie narysowany i utrzymany w stylu ilustracji z książek dla dzieci. Każdy odcinek niesie morał. Nadaje się dla małych dzieci, gdyż opowieści są proste i spokojne. Choć główną bohaterką jest dziewczynka, spodoba się także chłopcom. Wszak opowieści o zwierzętach są dla dzieci zawsze interesujące.
tytuł oryginalny: Dora The Explorerwiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 24 min
To bajka nawet dla najmłodszych dzieci. Mała Dora w każdym odcinku odkrywa jakąś zagadkę i wciąga dzieci do swojego świata. Jest tu interakcja z widzami i zwracanie się bezpośrednio do nich. Dora uczy liczyć, pokazuje litery oraz uczy angielskiego. Maluchy do 3-4 lat będą zachwycone. Z tej same rodziny jest też „Dora i przyjaciele” i parę długometrażowych filmów z Dorą.
tytuł oryginalny: Fireman Samwiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 11 min
Strażak Sam ratuje już kolejne pokolenia😊. Emisja poprzedniej wersji serialu rozpoczęła się w 1987 roku, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że sami wychowaliście się na Strażaku Samie. W nowej wersji serialu jest inna animacja, ale przygody podobne. Dzielny strażak, mieszkający w miasteczku Pontypandy, ratuje z opresji ludzi i zwierzęta. Zabawnie i interesująco. Szczególnie chłopcy będą zachwyceni, choć z pewnością znajdą się także miłośniczki strażaka.
tytuł oryginalny: Minusculewiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 2-3 min
Chrząszczyki to krótkie zabawne scenki z życia owadów. Nie pada tu ani jedno słowo, jest za to piękna muzyka i dźwięki natury. Każdy odcinek to osobna opowiastka, zakończona zabawną puentą sytuacyjną. Do tego piękna animacja przyrody. Spodoba się dzieciom i dorosłym – w każdym wieku.
tytuł oryginalny: Kid-e-catswiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 6 min
Sympatyczne, słodkie kotki mają swoje rozterki i przygody. Bajka stylistyką nawiązuje do kultowej Świnki Peppy. Są zatem dzieci i rodzice kotki, jest ich domek i dziecięce kłopoty.
tytuł oryginalny: Moukwiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 12 min
Sympatyczny miś Muki, wraz ze swoim przyjacielem zwiedzają świat… na rowerach. Bajka poszerzająca dziecięce horyzonty i pokazująca, że świat jest wielki i ciekawy, a przyjaźń jest bardzo ważna.
tytuł oryginalny: Martha Speakswiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 24 min
Uwielbiam tę bajkę! Tytułowa Marta to pies, który najadłszy się zupy literkowej, zaczął mówić. Odtąd cała rodzina może poznać prawdziwy charakter Marty, a dzieci w jej otoczeniu, poznawać z nią świat. Wspaniałe przygody, nienachalne nauczanie przez zabawę oraz mnóstwo humoru. Skąd ten pies ma głos? Taki los!
Marta mówi, mówi, mówi, mówi wciąż…😊
tytuł oryginalny:wiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 22 min
Mnóstwo tu kokardek, wstążek, tęczy, sukieneczek i akcesoriów dziewczęcych. Są piękne dziewczynki, salon piękności i wszystko, co lubią małe księżniczki. Oczywiście każdy odcinek ma rys wychowawczy, związany z przyjaźnią czy radzeniem sobie z emocjami.
tytuł oryginalny: Hurray for Huckle! (aka Busytown Mysteries)wiek: Odpowiednie dla każdego wiekudługość odcinka: 24min
Ta bajka to taki Herkules Poirot dla dzieci😊. W każdym odcinku jest tajemnicza zagadka, której rozwiązania podejmują się zwierzaki. Metodą dedukcji dochodzą do rozwiązania. Idealna dla miłośników zagadek i tajemnic.
tytuł oryginalny: Terra Willy (aka, Astro Kid)Rok produkcji: 2019długość filmu: 86 min
To pierwsze Sci-Fi dla dzieci, ale bez straszydeł i masakr. Mały chłopiec podczas podróży kosmicznej z rodzicami, w wyniku wypadku trafia na tajemniczą planetę, gdzie poznaje dziwnego stworka. Czy uda się sprawić, by chłopiec wrócił na Ziemię? Przepiękna, wręcz urzekająca animacja.
tytuł oryginalny: The Jungle BookRok produkcji: 2016długość filmu: 1h 42min
Klasyka gatunku, remake filmu z 1967 roku. Chłopiec wychowany w dżungli przez zwierzęta, zmuszony jest wrócić do ludzi, dla własnego bezpieczeństwa. W tym filmie ujmująca jest nie tylko ta niezwykła historia, ale rozmach, z jakim została przedstawiona. Animacje zwierząt są tak wspaniałe, że trudno uwierzyć, że nie są to prawdziwe zwierzęta. Wszystko dzięki live-action, które dodało filmowi ogromnego realizmu.
tytuł oryginalny: Inside OutRok produkcji: 2015długość filmu: 1h 31min
Ta animacja ma tak wiele dobrych stron, że aż nie wiem, od czego zacząć. To fantastyczna opowieść o emocjach, które nami kierują. Jest tak mądra i dojrzała, a jednocześnie pełna humoru, że nawet dorośli mogą oglądać ją bez końca, wyłapując za każdym razem nowe „smaczki”. To historia o tym, że nie można wartościować uczuć, bo wszystkie są równie ważne i kształtują osobowość. A wszystko odbywa się w tle historii Riley, która przeprowadza się w nowe miejsce, wraz z rodzicami i usiłuje się odnaleźć w nowym środowisku u progu dorastania.
tytuł oryginalny: A Dog’s Way HomeRok produkcji: 2019długość filmu: 1h 32min
Dzieci uwielbiają opowieści o zwierzętach, a o psach w szczególności. Urocza Bella skradnie jednak serca całej rodziny. Szczeniaczek wiedzie szczęśliwe życie u boku sympatycznego studenta, jednak splot wydarzeń sprawia, że oboje zostają rozdzieleni. Resztę spojleruje sam tytuł😊. To wzruszająca i zabawna historia dla całej rodziny.
tytuł oryginalny:Rok produkcji: 2016Długość filmu: 1h 44 min.
W pewnym mieście, zamieszkałym przez zwierzęta, zaczynają dziać się niepokojące wypadki. Przybyła do miasta początkująca policjantka, chcąc się wykazać w nowej pracy, trafia na trop kryminalnej zagadki. Wraz z drobnym rzezimieszkiem – lisem, próbują uchronić miasto przed anarchią😊. To taki trochę kryminał dla dzieci, ale ze świetnym wątkiem komediowym. Dorośli także nie będą się nudzić.
tytuł oryginalny: La lunaRok produkcji: 2011Długość filmu: 7 min.
To jeden z najpiękniejszych filmów krótkometrażowych. Dziadek i ojciec przekazują chłopcu tajniki swojej pracy, która jest doprawdy niebanalna. Najpiękniejsze w filmie jest to, co widzimy. W tym wszystkim jest jakaś magia. Jakbym przeniosła się do innego świata. I ten uroczy dźwięk gwiazdeczek. Polecam oglądać po ciemku.
Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze Najlepsze filmy 2022, tu Disney seriale
Jeśli interesują was inspiracje dla dorosłego widza – tu macie zestawienie – Najlepsze seriale HBO MAX
po jeszcze więcej tak samo wartościowych bajek zapraszam do wpisu Edukacyjne bajki dla dzieci
Dla trochę starszych łapcie Seriale dla dzieci
A jakie są ulubione bajki Waszych dzieci? Przyznam, że chętnie je poznam, a szczególnie te, które można obejrzeć wraz z dziećmi i też się dobrze bawić😊. Co polecacie?
Dziś zapraszam Was na post, w którym pokażę nasze pomysły, wizualizacje i rysunki na wykończenie naszego domu. W końcu wszystkie elementy są już wybrane, a dom powoli zaczyna wyglądać tak jak bym chciała.
Sporo też się zmieniło od poprzedniego wpisu, w którym miałam zebrane tylko Inspiracje na wykończenie domu. Większość z nich okazała się nie pasować do naszego domu lub koszt znacznie przerósł nasz budżet.
W między czasie wpadło nam kilka genialnych pomysłów do głowy i przenosimy je do nas.
Zacznę od tego, że pomaga nam moja przyjaciółka – architekt Kasia Karpińska-Piechowska z Amicus Design i kiedy już zakończymy remont to planuję napisać wpis, o tym, czy warto zatrudniać architekta, na czym taka współpraca polega i jaki jest najczęściej zakres działań.
Dom kupiliśmy w kwietniu i właściwie już wtedy zaczęliśmy projektować razem z Kasią – ten proces trochę trwał, bo zależało nam żeby było dużo gniazdek w dogodnych miejscach, żeby w każdym pomieszczeniu mieć oświetlenie boczne i dużo innych ważnych aspektów, które wymagały najpierw zrobienia całego projektu.
Czekaliśmy też na ekipę remontową i kiedy weszła pod koniec czerwca, to roboty poszły bardzo szybko.
To pomieszczenie ma około 37 metrów, zależało nam na:
Pod zlewem będziemy montować system Grohe Blue Home i będziemy mieć filtr wody, a dzięki niemu w domu będziemy mieć wodę schłodzoną i/lub gazowaną z kranu. Spróbowałam wody gazowanej z kranu w jednym z salonów i to było coś świetnego. My do tej pory mieliśmy filtr w lodówce side by side, ale na taką nie mamy tu miejsca. EDIT: tu macie wpis ze szczegółami po tym jak już czas jakiś poużywaliśmy GROHE Blue Home – Gazowana woda z kranu
Do końca wrześnie 2022 na kod: filtrowanawoda5 macie –5% zniżki na wszystkie systemy Grohe Blue Pure i Grohe Blue Home w lazienkaplus.pl
Tak wygląda:
To wszystko ze zmian – sporo zmienialiśmy z hydrauliki i elektryki żeby było idealnie dopasowane do tego co wybraliśmy. Sprzętów AGD nie będę Wam pokazywać, bo jeszcze do końca je wybraliśmy (ale jesteśmy na dobrej drodze 😉
Stół metalowy z drewnianym blatem zamawiamy u stolarza, który będzie nam robić schody.
Krzesła zamówiliśmy w https://www.antresola-galeria.pl (mają salon w Białymstoku na Zachodniej i możecie pomierzyć meble). Najpierw krzesła miały być białe, ale po wizycie w Antresoli zdecydowaliśmy się na taki kolor – pasujący do ściany w przedpokoju. Ten model KLIK
Do tego wybrałam białe hokery, które świetnie będą się komponować z wyspą TUTAJ
Potrzebowaliśmy 2 składane krzesła, w razie odwiedzin gości i znalazłam piękne i funkcjonalne TUTAJ
Po wielu analizach zrezygnowaliśmy z łączonej podłogi i wszędzie mamy parkiet. Wiem z czym się to wiąże i jestem tego świadoma. Długo nie mogliśmy też podjąć decyzji jakie wykończenie drewna będzie dla nas najlepsze i zdecydowaliśmy się na lakier matowy. Przeraził nas obowiązek olejowania podłogi i poszliśmy w tę stronę. Lakier matowy wygląda identycznie, więc uznaliśmy, że tak będzie lepiej.
Co wybraliśmy?
Finish Parkiet – Dąb Natura Exclusive – nieszczotkowany w lakierze matowym – jodełka angielska.
Jak się będzie sprawdzać, to dam znać.
Tu pewnie będziemy spędzać czas razem – czytać książki, oglądać wieczorem seriale, czy bawić się z dziećmi na podłodze.
Zależało mi żeby narożnik miał pewne cechy i udało mi się znaleźć dzięki poleceniu kolegi.
Co prawda będzie to inny model niż na zdjęciu, ale jest to marka polska Gala Collezione.
Narożnik można wybrać w dowolnej konfiguracji.
Bałam się zamawiać meble przez internet i obejrzałam je w salonie firmowym w Warszawie na ul. Suchodolskiej 2 (Praga Południe) – inne sklepy stacjonarne znajdziecie TUTAJ. Jeżeli akurat szukacie mebli to polecam Wam tam wizytę, bo tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to dobry wybór.
Zawsze chcieliśmy też mieć fotel i kącik do czytania, więc marzył nam się rozkładany fotel.
To model Res, tylko my go wybraliśmy w tkaninie – jest bardzo wygodny i czuję, że będziemy się kłócić o miejsce na nim;)
Zabudowę szafki wykona stolarz na wymiar, ale już Wam mogę zdradzić jak to będzie wyglądać.
Z góry będzie wyjeżdżał ekran do projektora. (ekran zawiozłam do stolarza i będzie projektował wnękę pod niego)
Pewnie zauważyliście mikroskopijną przestrzeń białej szafki – liczę, że dzieci nie będą tam kładły swoich rzeczy (albo się łudzę;)
Szukateria w salonie to KLIK
Listwa do ukrycia karniszy to KLIK
Niestety jest to bardzo małe pomieszczenie ze skosem i miałam obawy jak wyjdzie. Na szczęście łazienka jest już gotowa i wyszła świetnie. W międzyczasie jeszcze zmieniliśmy kolor ściany.
A tak wygląda po (jeszcze bez oświetlenia, lustra i pomalowanej ściany):
Płytki to:
Misa, przycisk i zestaw podtynkowy to Geberit Acanto
Bidetka i bateria GRB – zamawiałam przez sklep Kamen ( W Białymstoku na Polskiej) – około 6 tygodni realizacja
Szafka ze zlewem to Cersanit Crea KLIK – zupełnie przez przypadek kolor szafki pasuje do płytek na podłodze 🙂
Lustro zamówiłam na wymiar TUTAJ
W wiatrołapie mamy na podłodze gres:
Vives Brenta Humo 20×20
Położyliśmy go też w kotłowni, która jest tuż obok.
W wiatrołapie mamy zabudowę od stolarza z siedziskiem i szufladami na buty.
Do domu prowadzą przeszklone drzwi loftowe – zamawiam je TUTAJ
Po przeciwnej stronie będą drzwi przesuwne z lustrem (a tam kotłownia).
W kotłowni planujemy szafę na kurtki grube, szafki na buty, szafki na pasty do butów i inne akcesoria.
Jeżeli planujecie terminy na wykończenie domu a będzie to dom piętrowy, to najpierw zorientujcie się jakie terminy mają ekipy od schodów! Jeden pan w kwietniu powiedział, że ma termin na październik, a drugi powiedział, że raczej we wrześniu zdąży :/ Schody robimy dębowe z białym podstopniem – są dość strome, więc barierki robimy po dwóch stronach.
Na górze są 4 sypialnie, pralnia, spora łazienka – pokoje nie są duże, ale nam na tym nie zależało. Cały dom ma powierzchnię 109 m z garażem, bo takie mamy potrzeby. Sama góra ma 55 metrów, ale ma świetny układ: pokoje 8,5, 9, 10 i 11 metrów.
Dlatego w większości pomieszczeń mamy zabudowę na wymiar – tak żeby móc w pełni wykorzystać każdy zakątek. Udało nam się jeszcze w korytarzu przesunąć lekko dwie ścianki (świetny pomysł naszej architekt) i dzięki temy mamy w sypialni dużą szafę, a w korytarzu jeszcze jedną szafę.
Na ścianie panel Orac decor w108 – zamawiałam TUTAJ – na żywo wygląda obłędnie i było to moje marzenie.
Miałam chęć użyć tapet przy naszym wykończeniu domu (bo do tej pory nie mieliśmy nigdy) i na górze w każdej sypialni mamy jedną ścianę zatapetowaną. Do tego klatka schodowa jest wysoka, więc uznaliśmy, że tapeta będzie tam też ładnie wyglądać.
Wszystkie tapety zamówiłam w jednym miejscu w tapety-sklep.com i mogę Wam polecić, bo obsługa sklepu bardzo sprawnie zrealizowała zamówienie, zamówili też tapety, które chciałam. Zamówienie przebiegło szybko i sprawnie, a że mnie też obserwują na IG to wynegocjowałam rabat dla Was – 10 % do końca 2021 roku na hasło nebule10.
Na całej podłodze w pokojach i korytarzu robimy Deskę Barlinecką – Lemon Sorbet – od zawsze jestem zakochana w jasnych podłogach ( takie mieliśmy w poprzednim mieszkaniu) i wcale nie są trudne w utrzymaniu czystości.
Łazienka jest dość duża, bo ma prawie 6 metrów. Mamy tam tylko wannę, bo nie jesteśmy fanami prysznica. Wanna ma wymiary 160×75, bo taką mieliśmy w poprzednim mieszkaniu, jest bardzo wygodna i najważniejsze: mała wanna to mniejsze zużycie wody.
Zależało mi też na szafkach na ręczniki i wysokich pojemnych półkach na detergenty. Na ścianie jest moja wymarzona jodełka, a na podłodze lastryko. Zabudowy robimy u stolarza, a blat – to też blat kompaktowy marki Pfleiderer (Tu macie wzory KLIK – jak się sprawdzają takie blaty na pewno dam Wam znać – plusem jest to, że to stolarz wycina blaty i instaluje, więc odpada dodatkowo koszt kamieniarza)
Płytki są już ułożone i wyglądają świetnie.
Zawsze mi się podobały grzejniki w stylu retro i będę miała taki w łazience. Zamówiłam też relling do powieszenia ręcznika. Dlaczego akurat ten? Bo ma dużą wydajność cieplną, a do tego wyjątkowy wygląd i pięknie dopełni design łazienki.
Są dostępne w różnych rozmiarach w pionie i w poziomie
Gabinet, oprócz swojego standardowego przeznaczenia, będzie też pokojem gościnnym. Będzie w nim biurko, krzesło, regał na dokumenty, kanapa i mała szafa w zabudowie.
Od początku mam w głowie jak ten pokój będzie wyglądał.
Tutaj zamówiłam kanapę Olbia z Gala Collezione (KLIK), bo nie dość, że fajnie wygląda, to rozkłada się bardzo łatwo, a jej szerokość jest dostępna w 3 rozmiarach.
Krzesło Wand z tapicerowanym siedziskiem KLIK
Biurko Minko
Kwietnik KLIK
Poduszki Westwing
Mata pod krzesło Everleigh KLIK
Pokój Lili będzie miał lekki retro klimat głównie z polskimi produktami.
Przepiękna retro witrynka to Woodluck – marka z Sanoka – KLIK
Łóżko NIZIO KLIK – jest to łóżko drewniane z szufladą na materac – podobne mieliśmy w tym mieszkaniu i sprawdzało się znakomicie. Na drugim łóżku może się przespać koleżanka lub rodzic w razie choroby dziecka. Meble tej marki to też moje odkrycie – piękne, klasyczne i na wiele lat.
A przy nim stanie stolik nocny NIZIO
Zamiast komody będzie Szafa Novelies Alpin
Robimy też zabudowę ze sklejki na kaloryfer i lekko ją poszerzamy żeby zrobić siedzisko do czytania
Na ścianie jest też listwa, która oddziela tapetę i farbę, to ta – KLIK
Pod sufitem zawiesimy huśtawkę KLIK
Ma nieco ponad 8 metrów i skos, ale dość wysoki. Będziemy go tuszować efektem wizualnym w ten sposób.
A tak będzie wyglądał pokój.
Meble są polskiej marki Woodluck z Sanoka, a reszta to meble z poprzedniego pokoju.
W projekcie było to miejsce na łazienkę z prysznicem, a my robimy tam pralnię.
Jest to malutkie pomieszczenie, ale ustawimy suszarkę na pralce i zyskamy miejsce na małą składaną suszarkę, żelazko i kosz na pranie.
Na podłodze mamy bardzo fajny gres z Outletu Nexterio (bardzo Wam polecam tam poszukać najpierw, bo przychodzą ekspresowo i jest spory wybór, tam tez kupiłam gres techniczny do garażu (20 metrów za 350 zł!)
A nasze płytki to Flake KLIK
Szerszy wpis macie tutaj w temacie Kolory ścian.
Zależało nam na tym żeby farba była matowa i do tego odporna na zbrudzenia i bardzo łatwa w czyszczeniu. Nasz wybór padł na farby ceramiczne Magnat – kiedy wybierałyśmy kolor z architekt kupiłam małe próbki TUTAJ
I dzięki temu kolory wybraliśmy bardzo szybko i polecam Wam ten sposób, bo farby zupełnie inaczej wyglądają na ścianie.
Jakie kolory wybraliśmy?
Oświetlenie dobierała nam architekt, a całość zamówiłam u Hosel.pl – dzięki temu nie musiałam zamawiać wszystkiego w pojedynczych zamówieniach. Wszystko przyszło do Pani Oli, a jak już był czas to przywieźli do nas całe oświetlenie. Bardzo Wam polecam, bo wyszło: szybciej, taniej i bardzo profesjonalnie.
Podrzucam Wam wizytówkę – powiedzcie, że jesteście ode mnie to jeszcze dostaniecie dodatkowy rabat.
Tak samo z osprzętem elektrycznym – ekipa Hosel przyjechała do domu, zliczyła wszystko, co jest potrzebne i zamówiła. Szybko, sprawnie i bez żadnych problemów.
Kiedy pokazywałam Wam jak wybieram różne rzeczy na Instastories, to prosiliście o więcej sposobów. Mam ich trochę i postaram się tu opisać.
Wybór podłogi – możecie pożyczyć ze sklepu panel z podłoga i zobaczyć, jak będzie wyglądała, a nawet możecie stanąć w skarpetkach i zobaczyć, czy jest śliska.
Kiedy w salonie Gala Collezione na Suchodolskiej w Warszawie wybierałam kolor fotela, to bardzo mi się przydała kartka papieru pomalowana farbą ( w kolorze ściany). Dzięki temu było mi łatwiej.
Zamówienie próbników farb
Polecam tę metodę, bo jest zdecydowanie łatwiej – zamówicie je TUTAJ
Kiedy mieliśmy dopiąć ostateczną wersję kuchni, to wydrukowałam sobie wizualizację i rozpisałam, co gdzie będę trzymać i taki sposobem wyszło, że mamy za mało szuflad – poprosiłam architekt o zmianę planów. Cieszę się, że się udało!
1. Czy były obsuwy czasowe?
Tak, długo czekaliśmy na płytki z Hiszpanii. Zamawiałabym je wcześniej lub poszukała wśród polskich. Ekipa idzie zgodnie z planem. Są takie rzeczy, które trzeba zamawiać wcześniej i musicie mieć to na uwadze.
2. Bidetka – skąd?
Bidetka jest z GRB (zamawiałam w Kamen)
3. Drzwi w wiatrołapie
Robimy loftowe i zamawiam TUTAJ
4. Z czego blat kuchenny?
Blat kompaktowy ARPA, między półkami robimy taki sam jak na wyspie (też kompaktowy) W Białymstoku można je obejrzeć w Laminarcie.
tak wyglądają
5. Czy warto wynająć architekta?
O tym będzie oddzielny wpis
6. Jak to zrobiłam, że trafiłam na dobrą ekipę?
Według mnie najważniejsze są polecenia – nie wzięłabym ekipy z internetu. Ekipę zna nasz architekt i bardzo ich polecała.
7. Czy zdecydowaliście się na rekuperacje?
Ostatecznie nie, dlatego, że posadzki były już wylane, podłogówka też.
8. Jak planować zakupy?
Kolejność zakupów można ustalić z architektem albo z ekipą. My najpierw robiliśmy łazienki, więc wszystko do nich było potrzebne najszybciej. Długo się też czeka na drzwi – my czekaliśmy około 6 tygodni i około 4 tygodni na podłogi. Polecam też zrobić Excela i wszystkie koszty tam wpisywać – planowane też.
9. Czarne baterie – skąd i jak czyścić?
Tego jeszcze nie wiem:) A baterie głównie GRB, tylko w łazience na górze przy kranie jest Bugnatese.
10. Czy robić na górze dwie umywalki, czy bez sensu?
Mieliśmy ten sam dylemat, bo blat jest długi. Ale analizując nasz poranek doszłam do wniosku, że nie ma takiej potrzeby. Wolałam mieć szafkę na ręczniki niż drugą umywalkę. Do tego jest mniej mycia no i jest mniejszy koszt.
Drodzy miłośnicy LEGO – czy wiecie, że od piątku jest już na rynku dla was niezła gratka? Widzieliście już magazyn LEGO EXPLORER?
Gdy rodzi się dziecko, patrzymy na nie z czułością i trudno nam sobie wyobrazić, że z tej małej istoty wyrośnie dorosła kobieta lub dorosły mężczyzna, ale jakoś się to dzieje?. W procesie ich dorastania patrzymy na nich i zastanawiamy się, jak pokierować mądrze edukacją tych maluchów, aby mogły odkryć swoje talenty, możliwości i pasje. Basen, balet, karate, konie, piłka nożna, koszykówka, angielski, zajęcia plastyczne, gra na instrumencie?
Próbują więc maluchy różnych aktywności i sprawdzają, co im się podoba. Być może któraś z tych rzeczy stanie się inspiracją, nawet odległą, na przyszłość i kierunek, w którym będzie się dziecko chciało rozwijać i edukować? Uważam, że w procesie tym możemy dzieciom mądrze towarzyszyć, a nie je skłaniać, namawiać czy (najgorzej) zmuszać do wybrania jakiejś drogi. Moje dzieci są jeszcze małe, ale i tak uwielbiam je czasem zapytać:
Odpowiedź na to pytanie się oczywiście zmienia. Aktualnie Lila chce zostać kucharką i tancerką, a Julek chce być budowniczym, architektem i plastykiem. Wspólnie zostaną światowej klasy DJ-ami, bo oboje o tym marzą?. Wiecie, w przerwie pomiędzy projektowaniem nowatorskich budynków i przygotowywaniem chateau z borowikami będą wrzeszczeć: zróbcie haaaaałaaas! ?
Także w gronie znajomych często pada to pytanie i konsternację zawsze wzbudza 6-letni kolega Julka, który uparcie twierdzi, że będzie ROBOTYKIEM. Jako że dzieci w tym wieku nie zawsze mówią wyraźnie, podobnie jak kolega, większość dorosłych prosi o powtórzenie. Ale nawet to nie wyjaśnia sprawy, bo mało kto rozumie, kim chce być rzeczony chłopiec. Tłumaczy on więc zdziwionym dorosłym, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie, że będzie projektował i budował roboty. Szczęki opadają tym, którzy nie wiedzą, że jego tata jest inżynierem w pokrewnej branży, stąd młody wie, w czym rzecz. Jednak, aby budować roboty, ani on, ani inne dzieci nie muszą czekać do dorosłości. Już teraz mogą się przekonać, że budowanie robotów, to mega zabawa.
Wszystko za sprawą najnowszej gazetki LEGO EXPLORER, która rozbudza wyobraźnię i ciekawość świata. Pobudza do działania i poszukiwania innowacyjności oraz własnych ścieżek w odkrywaniu świata.
Magazyn powstał dzięki współpracy wydawnictwa Egmont oraz firmy LEGO. Te połączone siły ludzi doświadczonych w edukacji i zabawie, pozwoliły stworzyć czasopismo, które ma inspirować dzieci do niebanalnego wykorzystywania klocków Lego i pobudzania wyobraźni. Nauka poprzez zabawę i doświadczanie to najlepszy sposób na efektywną edukację. I dobrze wiecie, że mój ulubiony?. Pierwszy numer LEGO EXPLORER dostępny jest w sklepach już od 17 lipca.
Miesięcznik LEGO EXPLORER do kupienia w punktach sprzedaży prasy w całej Polsce i na www.egmont.pl.
Każdy kolejny numer będzie miał odrębny motyw przewodni. Pierwszy to niesamowite maszyny. Kolejne numery będą wychodziły co miesiąc i będą związane z nauką, techniką, inżynierią, sztuką i matematyką.
LEGO EXPLORER jest znakomitym sposobem na rozwijanie kompetencji STEAM (science, technology, engineering, art, maths). To nauka poprzez zabawę. Dzieci mają szansę na poznawanie zagadnień z matematyki, inżynierii czy fizyki, w sposób w większości szkół niedostępny. To naturalny sposób na doświadczenie, rozwój, rozumienie zależności i przyswajanie informacji i wiedzy w przyjemny sposób.
A dla miłośników rywalizacji i wygrywania fajnych nagród? już w pierwszym numerze będzie konkurs, którego nagrodą będą roboty Lego Boost.
Jestem bardzo ciekawa, co będzie tematem przewodnim kolejnych numerów, bo Lego to niekończące się pomysły i kreatywność.
Kto wie, czy dzisiejsze budowanie koparek, nie uczyni z dzieci projektantów ciężkiego sprzętu budowlanego? A tworzenie własnych budowli nie wyzwoli w nich artystycznego ducha? Może i z kolegi Julka wyrośnie twórca robotów eksplorujących kosmos?
UWAGA! Możecie skorzystać z DARMOWEJ DOSTAWY na www.egmont.pl jeśli kupicie 5 dowolnych tytułów prasowych dostępnych na stronie: https://egmont.pl/Prasa/Prasa,21131265,k.html
Tu macie link gdzie recenzowałam Magazyn Bing
A kim chcą zostać Wasze dzieci?
Dziś tak jak obiecałam pokażę wam KUbikes. Dla Julka to będzie okazało się pierwszy rower dla dziecka – z pedałami. Julek od tygodnia zdobywa na swojej nowej maszynie pierwsze dorosłe szlify jako samodzielny rowerzysta. Zrobię też krótkie porównanie KUbikes vs Woom.
Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne.
We wpisie Jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze w 15 min – pokazałam wam jak łatwo dziecko może się przesiąść z biegówki, a dziś pokażę wam jaki może być pierwszy rower dla dziecka a potem pokażę też jaki model KUbikes wybraliśmy dla Lilki, która w międzyczasie wyrosła ze swojego Woom 4 – ale po kolei:
Pisałam wam że Julek jest minimalnie za niski na Woom 3 – do tego – okazuje się, że nie wiem – czy to z przyczyn braku części z Azji czy innych – nie będę wnikać – Woomy są ostatnio niełatwe do kupienia.
Dwa słowa o marce KUbikes. Jest to niemiecki producent. Idzie więc za tym niemiecka solidność. Kompletny montaż rowerów odbywa się wyłącznie w Niemczech. KUbikes zapewnia prawdziwą niemiecką inżynierię. Konkurując z innymi producentami rowerów dla dzieci – zwraca uwagę ich praktyczność i solidność. Nie poszli w przesadne przepieszczanie szczególików. Rowery mają być lekkie, porządnie wykonane i solidne. Wyglądają bardziej dorośle niż inne dziecięce rowerki. Bliżej im do sportowego roweru.
Chodzi o to, że poczynając od wielkości kół 20″ – ramy są dostępne w kilku rozmiarach! I tak jak widzimy Lila już wyrosła z Woom 4 – to pewnie Woom 5 mógłby być na nią odrobinę za duży. Dlatego wybieramy dla niej KUbikes 24″ ale w ramie S. Czasem są dostępne 2 a czasem nawet 3 wysykości ramy! Podejrzewam dla sprzedawców rowerów ta ilość modeli to koszmar – to jednak nam pozwala znaleźć idealne dopasowanie dla każdego dziecka.
Lila wybrała kolor turkusowy – taki brokatowy:
Lila sama podjęła tę decyzję – i nawet jej nie przeszkadza, że na taki rower będzie musiała troszkę dłużej poczekać – pokaże go wam jak tylko dojdzie. Są jeszcze dostępne czerwony, niebieski, pomarańczowy, różowy… do wyboru – do koloru
Julek wybrał czarny mat – bo chciał, żeby jego rower wyglądał jak dorosły rower taty.
Obaj producenci skupili się na swoich klientach – dzieciach. Dbają o to, by to właśnie małoletni użytkownicy czuli tylko komfort używając ich rowerków. Powtórzę zalety, które już opisywałam we wpisie o Woom 3:
Tak naprawdę rowery wizualnie różnią się kierownicą. Kierownica KUbikes jest prosta i jest troszkę węższa. Daje możliwość lekkiego, bardziej sportowego pochylenia.
To tyle z różnic. Julkowi wygodniej jest jeździć na KUbikes, bo jest mniejszy (14′), a ma 103 cm i się pewniej na nim czuje.
Po porady na czym mają jeździć mama i tata zapraszam do wpisu Jaki rower miejski kupić?
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
Ciekawa jestem czy wy zwróciliście uwagę jeszcze na jakieś różnice?
Dziś chciałabym Wam pokazać książki dla dzieci o tolerancji i odmienności. Według mnie jest to ważny temat, o którym trzeba rozmawiać.
Co więcej – sama zauważyłam, że dzieci są jak czysta karta – nie dostrzegają często różnic w kolorze skóry, czy innej religii.
Dlatego nawet, jak czytacie z dziećmi książki o odmienności to warto później porozmawiać z nimi na ten temat.
Dziś mam dla Was zestawienie książek na ten temat:
Dostępna TUTAJ
Dla dzieci 4+
Genialna książka twórców Gruffalo – obecnie ulubiona Julka.
Obok siebie żyją czerwone Ćmony i niebieskie Smeśki – wszystko by było wspaniale gdyby jedni i drudzy nie byli wrogo nastawieni do siebie. Te sympatycznie wyglądające stworki z pokolenia na pokolenia przekazują sobie uprzedzenia i zakazują kontaktów z sąsiadami. Aż któregoś dnia miłość jednego Smeśka do Ćmonówny sprawia, że wszystko się zmienia.
Książka napisana jest doskonałym językiem i z wieloma smaczkami, więc czytający rodzic nie nudzi się podczas czytania i doskonale bawi.
Bardzo ją Wam polecam, bo pokazuje dlaczego nie warto szukać różnic między sobą, a skupiać się na tym co nas łączy.
Dla dzieci do czytania przez rodziców 3+
Do samodzielnego czytania 5-6 +
Prosta i ciekawa historia o niewidomej Dorocie i jej psie przewodniku. Dzięki niej dzieciom będzie łatwiej zrozumieć, na czym polega praca Pako i jak pomaga swojej Pani.
Dla dzieci 5+
W tej książce poznajemy historię Antka i jego rodziny. Cała opowieść jest napisana przez starszą siostrę chłopca z Zespołem Downa. Zuzia opisuje różne sytuacje, które przytrafiły się jej i jej bratu. Najbardziej przykre są nieprzyjemne zachowania, które dotykają jej rodzinę ze strony środowiska. Na szczęście w książce jest to bardzo dobrze opisane i możemy pokazać dzieciom, jak się czują dzieci, które są przezywane.
W niektórych momenatch są dość mocne kolokwializmy, ale rodzic czytając może je zamienić na łagodniejsze.
Dzięki tej książce poznacie też dużo różnych sposobów, jak trudne sytuacje możemy rozwiązać.
Pewnie znacie film „Cudowny Chłopak” (a jak nie, to nadróbcie). Książka jest przeznaczona dla mniejszych dzieci i opowiada o wyjątkowym chłopcu. Na pierwszy rzut oka widać jego zdeformowaną twarz. Jednak jego dobroć jest widoczna znacznie bardziej i tego my musimy nauczyć swoje dzieci (w jaki sposób reagować żeby nie było innym przykro).
Dla dzieci 8+
Autorka zebrała w tej książce najważniejsze zasady 4 religii: katolicyzmu, judaizmu, protestantyzmu i islamu – po to żeby pokazać, że wiele je łączy, a nie tylko dzieli. W książce jest dużo ciekawych informacji, z których Wy też możecie dużo się nauczyć. Opisany jest też typowy dzień dzieci, które są wyznawcami każdej religii – jest to bardzo interesujące (nawet dla rodzica).
Dzięki niej możemy uczyć dzieci wzajemnej tolerancji i otwartości.
Ta książka w końcu została wznowiona i naprawdę warto ją kupić.
Wilczek jest inny niż reszta stada – nie jest groźny i nie umie zachowywać się jak typowy wilk. Jego rodzice są zmartwieni, co z niego wyrośnie, a Wilczek za wszelką cenę próbuje sprostać oczekiwaniom stada… Co z tego wyjdzie? Przekonajcie się sami. Ale mogę Wam zdardzić, że jest to przepiękna książka o akceptacji.
Do tego absolutnie piękne ilustracje Józefa Wilkonia.
Ta książka pokazuje jak piękna jest różnorodność i nie ma jednej definicji piękna. Kaja czuje się inna niż inne zwierzęta. Jednak pewnego dnia powoli rozwija się w niej pewność siebie i poczucie siły.
W tej książce przedstawione są zwyczaje innych dzieci na świecie. Na każdej stronie znajdziecie kolorowe ilustracje z opisami (szkoda, że nie są bardziej rozwinięte). Ale podczas czytania możemy z dziećmi porozmawiać o tym, co dzieci jedzą, jak spędzają wolny czas i czym się intersują.
Dla dzieci 6+
Musthave jeśli chodzi o książki dla dzieci o tolerancji. W dolinie gdzie mieszkają niedźwiedzie białe, szare, czarne, brązowe pewnego dnia rodzi się Niebieska Niedźwiedzica. Rodzice nazywają ją Azul. Niestety jej odmienność drażni mieszkańców, a kiedy okazuje się, że Azul jest zdolniejsza niż inne niedźwiedzie dzieci, to wrogie nastawienie osiąga apogeum. Mądrzy rodzice postanawiają wyprowadzić się stamtąd, do krainy, gdzie każdy może być taki jaki jest.
Przepiękna książka o tym, że warto walczyć o to żeby móc być sobą.
Jeżeli znacie inne ciekawe książki o tej tematyce, to koniecznie dopiszcie je w komentarzach.
jak zawsze polecam moje Książki dla najmłodszych dzieci
Pierwszy raz w życiu zawitałam z rodziną w te okolice by eksplorować atrakcje Roztocza i Zamojszczyzny. Sama byłam zdziwiona – Zamość? Jeszcze na początku roku nie braliśmy tego kierunku pod uwagę, tylko naszym wakacyjnym celem były Węgry. Jednak epidemia bardzo szybko zweryfikowała nasze plany i urlop w tym roku spędzamy w Polsce.
Zależało nam na miejscu w miarę blisko Podlasia i Podkarpacia. Do tego chcieliśmy spędzić urlop w spokojnym miejscu bez tłumów.
My nigdy nie byliśmy w tamtych rejonach, więc uznaliśmy, że to dobry pomysł.
Z Podlasia jechaliśmy około 4 h i już byliśmy na miejscu. Zapakowaliśmy rowery na dach i bezdrożami dotarliśmy na zielone Roztocze.
Jak nas zauroczył Zamość to wiemy tylko my. Nieduże miasto z przepiękną starówką i masą zabytków. Wrócimy tam kiedyś jeszcze raz, ale tym razem wynajmiemy coś na starówce. Nam akurat stolica Zamojszczyzny bardzo przypomniała nam Havanę (tylko Zamość jest w świetnym stanie).
My zamojski Rynek i zabytki wkoło zwiedziliśmy pierwszego dnia z przewodnikiem melexem – to była świetna opcja, bo dzieci nie marudziły, a my później wszystko wiedzieliśmy.
Drugi raz byliśmy zwiedzać Zamość nocą (bez dzieci) i bardzo Wam polecam ten sposób – przewodnik w przebraniu szlachcica tak ciekawie opowiadał i sypał anegdotami, że zaciekawił nas jeszcze bardziej (wycieczka wieczorem stąd: http://turystykazpasja.pl/nocne-zwiedzanie )
Oprócz Rynku byliśmy jeszcze w parku linowym na ul. Dzieci Zamojszczyzny i bardzo nam się podobało. Trasa była świetna i akuratna jeśli chodzi o stopień trudności.
Jednego dnia byliśmy też w zamojskim Zoo – dzieciom się bardzo podobało – fajne jest mapa, którą dzieci dostają przy wejściu żeby zbierać pieczątki.
Zwiedzaliśmy też zamojskie muzea – Arsenał i prochownię. Byliśmy też na pokazie – wszyscy byli zadowoleni.
I byliśmy 4 razy na lodach BOSKO…. – na Rynku Solnym – przepyszne!
Polecamy też pizzę w Veronie i Cebularze z Bohemy.
Nie zdawałam sobie sprawy, jak Roztocze jest piękne. Nawet droga, która prowadziła z jeziora w stronę Zamościa była tak urocza, że miałam ochotę uwiecznić ją na zdjęciach.
Plażowaliśmy nad jeziorem Nielisz (strzeżona plaża z ratownikami) i nad jeziorem w Jacni (tam się nie można kąpać), a obok jest mała, relaksująca tężnia. Po drugiej stronie jeziora jest park linowy, ale akurat był zamknięty.
Cisza, spokój i 3 osoby na plaży – w oddali tylko wędkarze – tego było nam trzeba.
Bardzo polecam Wam klimatyczną restaurację w Jacni – częstym gościem była tam Kora, która ostatnie lata swojego życia spędziła na Roztoczu.
Restauracja nazywa się Mama i naprawdę możecie zjeść tam tak smacznie, jak u mamy. W podwórku jest też sklepik i galeria.
Jeśli chodzi o atrakcje Roztocza – jednym z najbardziej znanych miejsc jest Zwierzyniec i Roztoczański Park Narodowy. Wybraliśmy się tam na wycieczkę. Pojechaliśmy autem i w Zwierzyńcu wzięliśmy melexa z przewodnikiem – dzięki temu udało nam się wszystko zobaczyć:
Mam trochę niedosyt tego miejsca i jak kiedyś wrócimy na Roztocze to będę szukała noclegu bliżej Zwierzyńca. A i Julek będzie już wtedy w stanie zrobić tę trasę rowerem!
Szukajcie miejscówek tak żeby Wam pasowało – wszystkie atrakcje, które wyżej wymieniłam są dość daleko od siebie.
Jeśli chodzi o noclegi na Roztoczu – możemy polecić:
LAS ZIELONE KLIK
Dom na Roztoczu KLIK
Na skraju lasu KLIK
Obrocz137 KLIK
A tu łapcie wpis, w którym omawiam Podlasie i wszystkie jego atrakcje!
a tu macie inne polskie miejscówki dla dzieci – calutki wpis Hotele dla rodzin z dziećmi
Czy istnieje jakiś sposób jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze bez bocznych kółek? Według mnie tak – wypróbowałam go u dwójki dzieci i sprawdził się świetnie. Dziś Wam zdradzę, jak u nas wyglądała nauka jazdy na rowerze i dlaczego tak bardzo mi zależało?
Część odnośników w artykule to linki afiliacyjne a na samiutkim końcu znajdziecie 5% rabatu na rowery WOOM!
Ledwo dzieci odrosną od ziemi, a my już myślimy kiedy będą mogły wsiąść na rower. Mam też wrażenie, że rodzice podchodzą do tego bardzo ambitnie i uważają, że nauka jazdy na rowerze to niemal jak egzamin z rodzicielstwa. Zupełnie niepotrzebnie!
Ale duma jest tak ogromna, kiedy dziecko odrywa niepewnie stopy od ziemi i kręci małymi pedałami. Zupełnie tak jakby dostało się na Harvard.
Zresztą – ta chwila jest tak samo magiczna dla dziecka. To jeden z pierwszych kamieni milowych samodzielności. Ja byłam starsza jak nauczyłam się jeździć (i było to bardzo frustrujące), ale Daniel mówi że to jedno z jego pierwszych wspomnień. Mało z tego wczesnego okresu się pamięta – ale pierwsze chwile na dwóch kółkach odciska się w naszej pamięci bardzo wyraźnie!
Warto zacząć od roweru biegowego, który jest sprzętam łatwym w obsłudze i dzieci uczą się na nim utrzymywać równowagę. Im dłużej na nim jeżdżą tym częściej podnoszą nogi do góry i balansują całym ciałem. Biegówka jest świetnym sprzętem żeby przygotować dziecko do jazdy na rowerze z pedałami. Jeśli jesteś na wyborze biegówki – zobacz Biegówka Woom
Według mnie jest to błąd. Szczególnie jeżeli dziecko wcześniej jeździło na biegówce i dobrze łapało równowagę. Zamontowanie bocznych kółek jest krokiem wstecz. Do tego takim rowerem ciężej się jeździ i nie da się na nim rozwinąć dużej prędkości.
Tak i to duże. Ja sama popełniłam ten błąd i 4-latce ważącej 17 kg kupiłam 10-kilogramowy rower. To tak jakbym ja jeździła na 40-kilogramowym rowerze! Warto wybierać jak najlżejszy rower, który jest dobrany pod dziecko. pisałam o tym tu – Lekki rower dla dziecka.
Rower może być nawet lekko za mały – jeżeli dziecko może postawić całe stopy siedząc na siodełku to będzie zdecydowanie łatwiej.
To co – przechodzimy do konkretów – jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze – mam taki sposób, który działa idealnie i nie potrzebuje żadnych kijków do trzymania rowerów, biegania za dzieckiem, a do tego jest bardzo skuteczny.
Wystarczy, że zabierzecie dziecko na niedużą górkę pokrytą trawą.
Kiedy starszą córkę uczyłam jeździć po płaskim asfalcie, to:
Poszukajcie w Waszej okolicy górki i próbujcie
Często dzieci bardzo skupiają się na pedałowaniu i patrzą na nie kiedy jadą – to utrudnia sprawę. Zaczynają wtedy niestabilnie trzymać kierownicę i się przechylać.
To są takie emocje, że lepiej za dużo nie gadać do dziecka, bo i tak nas nie słyszy.
Większość rodziców korzysta z metod sprzed kilkudziesięciu lat zupełnie nad nimi się nie zastanawiając – wkładają patyk z tyłu rowera i tak biegają za dzieckiem. Jesto to metoda, która wg mnie utrudnia naukę, a nie w niej pomaga. Trzymamy rower, więc dziecko nie łapie samo równowagi. Nauka z kijem jest dłuższa, a my wyzioniemy ducha biegając.
Niektórzy trzymają siodełko lub siodełko i kierownicę – taka metoda też wg mnie utrudnia naukę, bo dziecko odczuwa, że trzymamy rower, więc nie łapie balansu.
W krajach skandynawskich rodzice, kiedy uczą dzieci jeździć na rowerze obwiązują im pod pachami szalik i trzymają za niego żeby w razie upadku lekko podnieść dziecko.
A ja jestem leniwa i raz byłam z szalikiem, a za drugim razem zapomniałam i trzymałam za… fraki 🙂
Można trzymać za kaptur, za bluzę, za spodnie ogrodniczki w części górnej… Za co tylko chcecie, ale ważne żeby było to na wysokości łopatek. Dzięki temu dziecko nie upadnie, łapie równowagę ciałem i rowerem i kiedy je puścicie to też tego mocno nie odczuwa.
To jest bardzo prosty i skuteczny sposób jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze.
Rodzice teraz prześcigają się, kto szybciej nauczy dziecko jeździć na rowerze, bo my sami uczyliśmy się tej czynności w wieku 7-8-9 lat. W tamtych czasach nie było małych lekkich rowerków, na których 4-latek dałby radę bez problemu jeździć.
Ja sama nauczyłam się jeździć, kiedy miałam 8 lat. Szło mi strasznie – wywracałam się, bałam się, wylałam morze łez. Miałam rower u babci na wsi i kiedy w końcu się udało to byłam przeszczęśliwa, ale wciąż się bałam.
Mniejsze dziecko nie ma tej świadomości i tak się nie boi, bo jego myślenie nie jest na takim poziomie jak starszego dziecka. Dlatego staram się uczyć moje dzieci od małego: jazdy na nartach, pływania, jazdy na łyżwach, rolkach.
Ja przez to, że tak późno się nauczyłam to przez kolejne 25 lat w ogóle nie wsiadłam na rower w mieście. Bardzo się bałam, ale postanowiłam, że nie zaszczepię tego lęku w moich dzieci i zrobiłam wszystko żeby czuć się bezpieczniej.
Od dwóch lat jeżdżę rowerem po mieście i uważam, że jest to najlepsze uczucie, kiedy jadę z świeżą bagietką w koszu, a wiatr rozwiewa mi włosy.
Nie ukrywam, że pokonanie lęku było łatwe, ale udało mi się z nim wygrać. I tak jak zawsze mówiłam, że nigdy nie będę jeździć po ulicy, to teraz już się nie boję.
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknij „Lubię to” i udostępnij post na Facebooku – Twoi znajomi Ci podziękują
Zdjęcia zrobili niezastąpieni Maciej i Małgosia
Tu łapcie wpis Nauka angielskiego dla dzieci – nasze rutyny.
tu macie nasz tegoroczny wybór na Lunchbox i bidon tutaj łap przegląd Plecak do szkoły a tu Wyprawka szkolna
Czy jeśli chodzi o tak edukacyjne zabawki jak pióro Albik – czy wszelkie inne gadżety – jak wiecie jestem dość sceptycznym konsumentem. A kiedy jest na coś szał, to ja spokojnie czekam. Obserwuję, porównuję i dopiero kiedy jestem przekonana w 100 % to się decyduję.
Wiedziałam też, że Julek jest za mały, a chciałam żeby oboje mogli używać tego narzędzia. Cierpliwie czekałam, aż jego uwaga słuchowa będzie na tyle wykształcona, że bez problemu wysłucha audiobooka. Kiedy zobaczyłam, że potrafi usiedzieć i w spokoju posłuchać to uznałam – to dobry czas na Albika!
Jest to pióro, które czyta dzieciom książki – pisząc w skrócie.
Albik i książki są formą pośrednią między czytaniem przez rodzica, a audiobookami.
A ja Wam dziś pokażę, jak jeszcze inaczej można go używać i dlaczego tak bardzo nam się spodobał.
Sami zobaczcie, jak działa
Wystarczy, że włączycie go, przyłożycie do książki, a Albik zacznie czytać to co jest zakodowane lub zapisane pod obrazkiem – dziecinnie proste. To może być tekst, a może być też odgłos jaki wydaje zwierzę.
I na ty mogłabym zakończyć, ale jak sama szukałam zasady działania i nigdzie nie znalazłam – nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła drążyć:) A więc w piórze jest sensor optyczny, który odczytuje dane z folii nadrukowanej na kartach książki. Na tej folii są nadrukowane mikrokropeczki – to one odsyłają do właściwego komunikatu dźwiękowego (możesz je zobaczyć np. pod lupą – możecie poszukać z dziećmi!). Resztę robi oprogramowanie zainstalowane w piórze.
Kiedy otworzyliśmy pierwszą książkę i przyłożyliśmy Albika, to każde z nas zadawało sobie pytanie, jak to działa. Dzieci były zachwycone, siedziały i „czytały” razem książki. Ja też spędziłam sporo czasu bawiąc się z nimi i muszę przyznać, że jest to świetny patent.
Na pewno się pojawi pytaniem
Na rynku jest też podobny produkt, jednak Albik ma znacznie więcej funkcji i dlatego go wybrałam:
Dla dzieci 4+ polecałabym ten zestaw pióro Albik + Atlas Świata (w najlepszej cenie)
A dla młodszych Albik+Mój Pierwszy Elementarz
Jest też opcja Albik + Świat Zwierząt
I jeszcze Albik + Język Angielski
Jeżeli od razu chcecie sami nagrywać swoje nagrania lub korzystać z Albika jako mp3 to kupcie zestaw naklejek KLIK
Jak już macie pióro i zestaw startowy to możecie dokupować kolejne książki – według mnie na początek warto zamówić 1 lub maksymalnie 2, a później w ramach różnych okazji kupić kolejne. Można też poprosić dziadków lub znajomych, kiedy zapytają, co kupić na prezent.
Wszyscy miłośnicy dinozaurów będą zachwyceni – jest mnóstwo informacji, dźwięków, zagadek, a do tego szczegółowe informacje.
Jeżeli Wasze dzieci fascynuje Świat zwierząt, to bardzo Wam polecam tę książkę – sami dowiecie się z nich wielu ciekawych informacji
Dla małych miłośników pojazdów. Mnóstwo dźwięków, informacji i ciekawych faktów.
Mała książka, która jest szczególnie pomocna rodzicom przy codziennych czynnościach, które czasem mogą być problematyczne.
Julek jest miłośnikiem puzzli, a tutaj mamy dodatkową opcję – po przyłożeniu Albika dowiemy się wielu interesujących informacji.
Dostępne są;
Bardzo interesująca książka, dzięki której dzieci dowiedzą się wielu informacji na temat ludzkiego ciała.
Jeżeli chcecie zaciekawić dzieci geografią, to bardzo polecam tę książkę – moje dzieci razem przy niej siedzą. W tej części jest mnóstwo ciekawostek i angażujących pytań.
Jest to książką, dzięki której dzieci poszerzą swoje słownictwo i utrwalą dotychczasową wiedzę. Akcent lektora jest naprawdę ok i polecamy ją jako część edukacji językowej.
To jedyna książka, która nie ma kartonowych stron, a to dlatego, że jest naprawdę gruba i zawiera bardzo dużo słownictwa.
Jak już wyposażycie się w nową książkę – łatwo wgrywacie potrzebne pliki na Albika ze strony Czytajzalbikiem.pl
Jak widzicie pióro Albik, jest naprawdę ciekawą pomocą edukacyjną, dzięki której dzieci mogą dowiedzieć się wiele faktów i informacji.
Pamiętasz ten pierwszy moment kiedy sama zaczęłaś jechać na rowerze bez asekuracji rodzica? To ciekawe, że z reguły to wspomnienie to jedno z pierwszych jakie tak dokładnie pamiętamy! Jaki rower kupić dla dziecka? Jaki rower miejski kupić dla rodzica? Czy wiesz że dziecko do 10 lat na rowerze to pieszy? I o to oznacza? To jedyny wpis jaki będziesz musiała przeczytać o rowerach – aby dokonać wyboru dla całej rodziny.
Ba, nawet nie będziesz musiała czytać całego – zaraz będzie spis treści – możesz przeczytać tylko interesujące Cię akapity:) To wpis o kilkuletnich doświadczeniach, przygodach i romansach z różnymi rowerami. Rowerami dla dzieci i rowerami miejskimi dla dorosłych.
Opowiem Ci o kilku lekcjach, które były bolesne – i o które Ty możesz już być mądrzejsza – przy swoich zakupowych decyzjach:) Na końcu wpisu – jak zawsze – mam dla Ciebie w zanadrzu parę lifehacków. Słyszałaś co to słuchawki kostne? Albo zdradzę ci czy można rozliczyć rower na firmę.
Ale po kolei:
W piosence to było tak: „Jak do tego doszło nie wiem…” Gdyby ktoś jeszcze parę lat temu powiedział mi, że zamienimy sie w rowerową rodzinę – uśmiałbym sie setnie. Ostatnio na rowerze poruszałem się w czasach studiów. Wnosiłem go co dzień do pokoju na 4 piętro akademika. Stał za łóżkiem w tym naszym 4 metrowym – 3 osobowym penthousie.
Choć mogłoby więc wyglądać, że nasza relacja była dość intymna – nic bardziej mylnego. Była to raczej kwestia wolnego wyboru. Wyboru przeniesienia znaczącego w ówczesnym budżecie wydatku pasywnego na bilet miesięczny – do kategorii wydatku aktywnego – Napoje wyskokowe. Skoro ma coś do czynienia ze skokami to znaczy sport. A jak każdemu wiadomo sport to zdrowie.
Wydatki na transport często pochłaniają znaczącą część domowego budżetu. W Wielkiej Brytanii sięgają średnio 15%, w Ameryce 19%, w Polsce 8,7% (…) Dla niektórych gospodarstw domowych może to stanowić spore obciążenie. Jeśli te rodziny będą mogły lokalne przejazdy załatwić na rowerze, ich portfel wyraźnie to odczujePeter Walker – Jak rowery mogą uratować świat
Wydatki na transport często pochłaniają znaczącą część domowego budżetu. W Wielkiej Brytanii sięgają średnio 15%, w Ameryce 19%, w Polsce 8,7% (…) Dla niektórych gospodarstw domowych może to stanowić spore obciążenie. Jeśli te rodziny będą mogły lokalne przejazdy załatwić na rowerze, ich portfel wyraźnie to odczuje
Natomiast od kiedy po studiach budżet pozwolił podwoić liczbę kółek i nabyłem pierwszego poniemieckiego luksusowego diesla z szyberdachem i raptem pół miliona przebiegu na zegarze – moja stopa żadnego roweru nie dotknęła.
Umówmy się – to była poważna kwestia . Kwestia prestiżu, statusu społecznego, atrakcyjności dla płci przeciwnej. Nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu – ta przesiadka to była kwestia mojej dbałości o przetrwanie gatunku.
W tym miejscu więc następuje zrozumiała wieloletnia przerwa w spotkaniach mojego siedzenia z niewygodami przaśnych siodełek rodem wprost z jakże już odległego XX wieku.
Mimo że jestem już wtedy prawdziwym wschodnio-europejskim światowcem pełną gębą. Poznaję uroki madziarskiej prowincji czy estońskiego wielkomiejskiego życia (Tartu – 100 tys. mieszkańców!). Nawet pierwsza styczność z Niderlandami (wtedy jeszcze zwanymi Holandią) nie otrzeźwia zapędzonego i napędzanego pracą umysłu.
Owszem, szybko się uczę – i już po pierwszej delegacji do Amsterdamu wiem, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu i nie wypożyczę na lotnisku samochodu by odwiedzać klientów z siedzibami w centrum miasta. Przy kolejnych wizytach – z pokładów wszechobecnych proekologicznych taksówek – nieznanej mi zupełnie jakiejś niszowej marki Tesla – obserwuję ze zdumieniem tych pomyleńców na rowerach. Wtedy może i zaczyna mi coś świtać – ale jednak codzienne warszawskie zabieganie skutecznie przywraca mnie na zastane myślowe zakorkowane tory.
Nie muszę Ci mówić jaką rewolucją w życiu nie rodzica jest zostanie rodzicem. Jeśli nim jesteś – rozumiemy się bez słów. Jeśli nim nie jesteś – nie ma słów którymi da się to oddać.
Ba – kiedy mieliśmy jedno dziecko – wydawałoby się, eee, skoro już mam to dziecko = wiem co to wszystko oznacza. Jestem na wszystko przygotowany. Jeśli zdecydujemy się z małżonką zmajstrować sobie kolejne – pikuś.
Dopiero później bardziej doświadczony kolega uświadomił mnie, że w przypadku dzieci 1+1 to nie równa się wcale 2. Bardziej 11…
Kiedy masz jedno małe dziecko – masz przewagę liczebną. Jedno z rodziców zawsze może wypoczywać. Kiedy masz dwójkę… game over. Drugie dziecko to jest taka sama jeśli nawet nie większa rewolucja w życiu:) Za to ponoć 3cie i kolejne to już z górki… Nie wiem, jakoś jeszcze nie odważyłem się sprawdzić.
Ale wracając do rowerowego przebudzenia bo inaczej nigdy nie napocznę właściwego tematu. Zatem, zanim rozwiążemy zagadkę jaki rower miejski dla rodzica – zacznijmy wpierw od kategorii rowery dla dzieci:
Pamiętam – ja wychowany na Wigry 3 – kiedy pierwszy raz zetknąłem się z pomysł pod tytułem – rowerek biegowy – po prostu nie byłem w stanie ogarnąć takiej koncepcji. Mój mózg w samej definicji słowa rower – zawierał 2 pedały. Rower bez pedałów – jednoznacznie zaprzeczał tej definicji. Trzeba było dopiero własne dziecko na rower biegowy posadzić by zrozumieć.
Rowerek biegowy pozwala w pryszłości ominąć okres rowerka na 4 kółkach! Jak dziecko spędzi sezon czy dwa na biegówce – wydaje mi się, że sadzanie go na rower z dodatkowymi kółkami to nonsens. Najpierw Lilę a teraz i Jula – od razu przesadzamy na rowery dwukołowe. Dziecko na biegówce bowiem już nauczy się utrzymywania się na 2 kółkach.
Jak napisałaby Ania „rowerek biegowy – wspiera rozwój dużej motoryki i równowagi„. Jeśli to czytasz, to znaczy że znasz moją żonę – zabrała się do tematu gruntownie – więc przetestowaliśmy tego sporo. Jeśli chcesz szczegółów – możesz rzucić okiem na wpis Rower biegowy czy hulajnoga? To było jeszcze wtedy błądzenie we mgle – ale możesz spojrzeć jakimi kryteriami się kierować w wyborze. A potem na szczęście pojawił się na rynku on:
Jeśli ufasz wyborom Ani, i od razu chcesz przejść do wniosków i zobaczyć do czego doszliśmy po paru crash-testach – idź od razu po szczegóły na wpis o Rower biegowy Cruzee. Jezu jakie ten Cruzee to było objawienie! On nic nie waży! No naprawdę. 1,9 kg.
Wszystkie inne wypaśne, śliczne i choćby nie wiem jak odciążane – wciąż ważą co najmniej 2 razy tyle. To jest tajemnica jego sukcesu. Nie ma żadnych niepotrzebnych części. Ma śliczny design. Szeroką gamę barw – do wyboru do koloru:) Koła wykonane są z pianki, więc nie musimy się martwić o pompowanie, czy przedziurawienie. Rowerek jest bardzo cichy i świetnie sobie radzi na każdym terenie.
Nadaje się – w zależności od dziecka – pewnie od 18 miesiecy wzwyż – i starczy na 2-3 sezony! Ta jego waga – oprócz tego że bardzo ważna dla dziecka – Julek nie pozwalał nikomu i sam zawsze znosił go po schodach – jest też ważna dla rodzica. Ile razy zdarzy ci się tachać rower biegowy za dzieckiem – tyle razy docenisz piórkową wagę Cruzee. To nasz absolutny zwycięzca tej kategorii
Jeśli przegapiłbym etap Cruzee, albo jeśli stać by mnie było co sezon upgradować dzieciowe pojazdy – z perspektywy czasu już wiem, że rozważyłbym rowerek biegowy Woom 1. Zaprojektowny by służyć dzieciom do 100 cm wzrostu. Od Cruzee różni go to – że jest bardziej dorosły:) Wprowadza dziecko w świat ręcznego hamulca a to ma 2 zalety:
Te drugi aspekt oczywiście można załagodzić pamiętając by mundurować dziecko w buciki spisane na straty.
Oprócz hamulca, Woom różni się jeszcze tym, że ma wyprofilowaną kierownicę i pompowane opony, które dają doskonałą amortyzację i łatwe toczenie. Ten rower naprawdę doskonale wprowadzi w świat dorosłych rowerów. Waga 3,3kg.
Chcesz żeby przesiadka na rower z pedałami trwała 15 min? mówię poważnie – zobacz Jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze?
Pamiętajcie te kategorie to uproszczenia – patrzcie zawsze na wzrost dziecka i długość jego nóg. Julek kończy zaraz 4 latka i próbowaliśmy uczyć go jazdy na dwóch kółkach na Woom 3 – bo ten mamy po Lili. Natomiast jest on na niego minimalnie za wysoki – i nie dosięga niestety do ziemi. Idealny na niego byłby teraz rower Woom 2.
Jest on projektowany dla dzieci od 95 cm do 110 cm. Rzeczony model to doskonała kontynuacja rowerków biegowych. Ja pamiętam, że jak pierwszy raz zobaczyłem cenę tego roweru dla dziecka – to mało nie spadłem z krzesła. Zwłaszcza mając na uwadze iż Lila pojeździ na tym pewnie 1 sezon, i wiedząc ile już różnych wehikułów zagraca piwnicę…. Słuchajcie – dobrze że się dałem namówić – zakup rowera Woom odmienił życie nas wszystkich.
Natomiast jako że Woomy ostatnio nie jest łatwo kupić, zrobiliśmy research i zdecydowaliśmy się na KUbikes. Są to niemieckie rowerki, też projektowane dla dzieci. Julek na Woom 3 jednak okazał się za niski – a jak przyszedł KUbikes – siadł i odjechał! Tu macie wpis Pierwszy rower dla dziecka, w którym porównujemy KUbikes vs Woom.
Jak widzicie ten rower mimo, że malutki – przypomina dorosły rower. Julek wybrał – elegancki kolor – czarny mat, by mieć taki sam rower jak tata:)
Wracając do początków – zaczęło się od Lili – to ona jest wszystkiemu winna. Pamiętam jak na jej 4te urodziny, Ania zrobiła szeroki research, by potem zrobić składkę i spółkę z babcią – zakupić śliczny, budżetowy, różowy, ciężki, toporny dramat. Ale mówiłem, że śliczny i fotogeniczny:).
Czemu wtedy nie wydało mi się podejrzane jak 15 kg Lila ma niby opanować jazdę na rowerze, który waży 10 kg….. Więcej o tych wszystkich perypetiach, które znalazły swój happy ending kiedy napatoczyliśmy się na nasz ideał znajdziesz we wpisie o Woom 3.
Tam znajdziesz więcej szczegółów, zalet, przyczyn czemu jest taki dobry – ja skupię się tu na efektach jaki ten przemyślany zakup wywarł na nasze życie. Póki dziecko porusza się na biegówce – jest to powiedzmy urozmaicenie spaceru. Na dłuższy dystans – i tak biegówka podróżuje na wózku – a dziecku dajesz na niej pojeździć w bezpiecznym azylu parku czy placu zabaw.
W momencie jak jest mowa o rowerze na pedały – zaczyna się dylemat rodzica – hej, ale niby jak ja mam upilnować i nadążyć?
Dokładnie – tu dochodzimy do momentu w naszej opowieści – kiedy nagle oświeciło rodziców – że sami muszą się zmotoryzować – czy jak by to można ładnie nazwać? Upedalić:)?
Nagle otworzyły się nam oczy na to co dla przysłowiowych wrogów publicznych – wegan i cyklistów zawsze było oczywiste
PETER WALKER – JAK ROWERY MOGĄ URATOWAĆ ŚWIAT:Powinniśmy wykorzystywać ciało do celów, do jakich zostało stworzone, czyli często chodzić, czasem biegać i poruszać się w sposób wymagający od nas regularnego wysiłku czy to w pracy, w domu, przemieszczając się od punktu A do punktu B, czy na co dzień w czasie wolnym (…) kluczowa jest właśnie codzienna aktywność. Kiedy mówimy komuś „Idź na siłownię” to musi świadomie znaleźć na to czas w tygodniu (…) Trzeba go wygospodarować i zrezygnować z przebywania ze współmałżonkiem albo z dziećmi, z zajmowania się domem lub pracą. Tak, siłownia jest zdrowa. Ale naprawdę ciężko jest ten czas wykroić z i tak napakowanego kalendarza
PETER WALKER – JAK ROWERY MOGĄ URATOWAĆ ŚWIAT:
Co prawda rower holenderski to nie jest absolutnie sprzęt treningowy. Wręcz przeciwnie – to taki wash&go – siadasz i jedziesz! Powyższym zdjęciem chcę ci pokazać – że nawet tak przy okazji – możesz zrzucić trochę tłuszczowego balastu.
Po to wrzuciłem ten screen – sam oceń jak wpływa na kondycję. Te raptem 4 km wycieczki rowerem na budowę z Julkiem na foteliku – pół godzinki – 200 kalorii. Na orbitreku dłużej trzeba nasuwać. Jeszcze chwila tej budowy i będę szczuplejszy niż szczypiorek na wiosnę.
Zawszę mówię żartem, że nie da się za wolno pedałować, bo rower się przewraca. A każdemu zdarza się chodzić pomału, jeśli ma akurat gorszy dzieńPETER WALKER – JAK ROWERY MOGĄ URATOWAĆ ŚWIAT
Zawszę mówię żartem, że nie da się za wolno pedałować, bo rower się przewraca. A każdemu zdarza się chodzić pomału, jeśli ma akurat gorszy dzień
Do naszych wyborów seniorskich bicykli jeszcze wrócimy – tymczasem wracając do naszych szałaputów:
Tak, zgadliście – Woom 4. No co poradzę, Mamy i polecamy. Wyszczególnienie jego zalet jak i różnice do Woom 3 znajdziesz w Ani wpisie całym dedykowanym szczegółowemu opisowi Woom 4.
Rower zaprojektowany jest dla dzieci 115 cm – 130 cm. Waga roweru to ledwie 7.6 kg – co przy Lili, która waży 18kg jest po prostu zachwycające. Sama może go przenosić przez przeszkody, których nie da się pokonać na rowerze.
Słuchajcie – bo nie dokończyłem wątku czemu Woom odmienił nasze życie? Ana dlatego, że dzięki temu, że jest on specjalnie projektowany pod dzieci – pozwala im skutecznie zacząć rowerową przygodę rok albo i dwa wcześniej niż rowery – które nie są projetkowane pod dzieci – a są tylko miniaturkami rowerów dorosłych. Pierwsze dwa rowery Lili to były takie potworki. Były za ciężkie – ona miała trudności z ruszeniem samodzielnie i się zrażała.
Jak usiadła na Woom – to po prostu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – ruszyła z kopyta. Od tego momentu ja się w nich bezapelacyjnie rozkochałem. Aby tylko uświadomić wam, jak dobra to jest inwestycja – nawet dla kogoś komu się wydaje, że go na nią nie stać:
Obserwuję używane rowery Woom na OLX i widzę, że wciąż trzymają cenę: używany Woom 3 kosztują prawie tyle co nowe. Więc nawet jak Julek przesiądzie się na większy, to nie stracimy pieniędzy. Kiedy rodzina i znajomi mojej przyjaciółki pytali ją o prezent na urodziny dla córeczki powiedziała, że zbierają na rower.
Dzięki temu udało się uzbierać część sumy, a resztę dołożyli – myślę, że to jest też super pomysł. Ba – zobaczcie teraz zresztą co się dzieje – kiedy ciężko o Woom w sklepach – są sprzedający na Allegro, którzy wyceniają i na 2000! Może jeszcze się okazać, że to nie wydatek a inwestycja:)
Natomiast nie jestem jakimś psychofanem Woom! Są też na rynku bardzo dobre rowery dla dzieci od innych marek, które też były projektowane dla dzieci i są równie wspaniałe jak:
Choć nazwa brzmi z włoska to jest też niderlandzkie Bungibungi. Albo żeby daleko nie szukać – solidne niemieckie rowery składane w niemczech – Kubikes. Ba – są też zresztą droższe jak np Early Rider. Ja chcę wam tylko pokazać, że inwestując 1 raz w rower z wyższej półki – możecie potem kiedy dziecko rośnie – dobrze odsprzedać mniejszy. Dzięki temu za przysłowiowe parę stówek – stać się szczęśliwym właścicielem kolejnego modelu z serii. Podczas gdy na rower niższej jakości – nie będzie podejrzewam dzikiego tłumu chętnych allegrowiczów.
To co myślicie pewnie – Woom 5. Waga 8,7 kg. Do tego wszystkie zalety poprzednich modeli. Koła o średnicy 24″. Po szczegóły że np. nisko umiejscowione siodełko obniża środek ciężkości roweru, dzięki czemu wygodne wsiadanie a potem utrzymanie równowagi jest dużo łatwiejsze – odsyłam na specjalistyczne strony.
Jeśli spojrzeć na alternatywy Woom – są 2 drogi. Lila jak znam życie będzie chciała ruszyć w ślady mamy i jestem pewien że zakocha się w takim na przykład: Rowerek dziecięcy Batavus Star. I byłbym gotów ją tak uszczęśliwić – gdyby nie jeden aspekt – muszę sprawdzić czy sobie poradzi ze znacząco cięższym sprzętem – bo Woom 5 waży 8,7 kg a Batavus Star 14 kg…
Dlatego was zaskoczę – jako kolejny rower zamówiliśmy dla Lili – KUbikes 24″ z ramą S! Dobrze widzicie. To jest fajne u KUbikes, że poczynając od kół 20″ – wszystkie modele można również dobierać pod dziecko pod kątem wielkości ramy. Mają 2 lub 3 wielkości na każde koła. Są też fantastyczne kolory.
Ej dajcie spokój – nastolatek niech się usamodzielnia i sam przeszuka przepastne zasoby internetu.
Nie no żarty żartami – ale tu już dochodzi częstotliwość używania, teren czy szosa? Preferencje indywidualne – np jak szerokie chce opony? Amortyzowany czy nie…. i wiele wiele innych zmiennych zależnych od koleżanek, kolegów, wpływu środowiska i najbliższego otoczenia:)
A jak nie zajmie się tym sama/sam – to kupię jej/jemu Woom 6, o albo Woom 6 OFF i spokój:)
Tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
ewentualnie jeśli zostanie takim użytkownikiem jak rodzice to jakiś rower miejski np:
Batavus Star 26″ albo rower miejski Creme Molly
A teraz przechodząc już do historii naszego bliższego zbliżenia do rowerów i błędów jakie popełniliśmy zabierając się za ten reunion
No więc z perspektywy tych 2 lat – które doprowadziły do tego, że staliśmy się namiętnymi cyklistami – oto jak wyglądały nasze nieśmiałe początki. Jako raczkujący rowerzyści – z duża ostrożnościa i „taką pewną nieśmiałością” podeszliśmy do tematu. Żadnemu z nas nie jest obce pojęcie „słomianego zapału”. Nie byliśmy więc wcale a wcale pewni czy nasz hype na jednoślady nie będzie aby jednorazowym flirtem. Poszliśmy więc na bezpiecznie.
Każde użyło swych spersonalizowanych kluczy wyboru. Ania kupiła rower który był śliczny. Ja kupiłem rower, który był tani. Ania przekopała całe zasoby internetu i wybrała model, który przemówił do niej wizualnie – który był najbardziej fotogeniczny. Jak już to cudeńko przyszło z Azji w wielkim pudle – spędziłem 8 godzin skręcając go śrubeczka po śrubeczce.
Kiedy już doprowadziłem rower – jak rasowy Insta-husband – do stanu w którym mogła się z nim sfotografować – to już mogłem go odprowadzić na faktyczne zmontowanie do najbliższego warsztatu. Najbliższego bo z buta, bo już wyjęty z pudła nie mieścił się do auta. Wiem, nie musisz nic mówić – prawdziwy bohater w swoim domu!
Bogatszy już o te doświadczenia – po swojego męskiego mustanga – wybrałem się do Decathlonu. Zanim uszczęśliwiłem sprzedawcę sakramentalnym TAK, upewniłem się, że:
Mknąc ciężko chwilę potem na nowym nabytku do domu, gratulowałem sobie oszczędności czasu i pieniędzy i zaradności level McGyver.
Cóż – masz wolność wyboru. Czuj się ostrzeżony – ale nikt Ci nie broni popełniać naszych błędów. Mimo przyjęciu zgoła odmiennych kryteriów nabycia naszych jednośladów:
Jaki rower miejski? Odpowiedź może być tyko jedna – holenderski. Kto był w Niderlandach – wie jak Holendrzy ich używają. Rowery są tam podstawowym środkiem lokomocji. Jeżdżą oni nimi codziennie – jeżdżą do szkoły, do pracy, na zakupy na wieczorne wyjścia.
Holendrzy wiedzą wszystko o rowerach. Używają ich cały rok. Montują przy drogach rowerowych baterie słoneczne – by w niektórych miejscach mieć ogrzewane ścieżki rowerowe – aby nie fatygować się odśnieżaniem. Może wam się na pierwszy rzut oka wydawać, że holenderskie rowery nie są najtańsze – ale czy mieliście kiedyś do czynienia z Holendrami?
Magiczne słowa dla każdego z nich to „gratis, korting i halfprijs” – czyli „gratis, zniżka i za pół ceny”. Holender jak poczęstuję Cię kawą – da ci do niej 1 ciastko (słownie: jedno). Każde 1 Euro, które zaoszczędzi – uważa za warte zachodu.
Oznacza w języku angielskim – płacić na imprezie czy w restauracji – każdy za siebie. Ich finansowa „zaradność” i niechęć do szastania mamoną widzicie nawet utrwaliła się w warstwie językowej. Nazwać ich centusiami czy Szkotami – nie byłoby absolutnie źle odebrane. Ba – spójrzcie na przymiotnik „goedkoop” – tani. W paru językach, które liznąłem – tani, cheap, olcsó – niesie też ze sobą pejoratywne znaczenie.
Przenosi jednocześnie określenie małego kosztu – ale co za tym idzie jakby nierozerwalnie związane – złe zdanie o jakości produktu. W niderlandzkim „goedkoop” pochodzi od goed – dobry i koop – kupować. Doslownie „dobry zakup”! U Holendra tani to komplement!
Się zagalopowałem w tej dygresji – a miałem odpowiedźieć tylko na pytanie jaki rower miejski:). Ale wszystko w jednym celu. Byś zrozumiał, że holender nie wyda ani centa więcej niż to jest konieczne. Teraz łącząc fakty iż holendrzy używają rowerów 100 razy bardziej niż my. Plus jak opisałe nie grzeszą rozrzutnością = produceni holenderskich rowerów – projektują solidne rowery na lata.
Ze względu na wszystkie wyżej wymienione zalety – uważam, że nawet używany rower holenderski nie pierwszej młodości – wciąż może być bezawaryjny! No może pod jednym warunkiem – że przed przyjazdem do Ciebie – nie spędził ostatniego sezonu na dnie amsterdamskiego kanału…
Oczywiście w naszym przypadku nie mówimy tu o żadnych rowerach wyczynowych. Chodziło nam o bardzo dobre rowery użytkowe. Rowery na których możemy polegać w załatwianiu codziennych sprawunków. Zarazem jednak wygodne na rekreacyjną dłuższą trasę.
Rowery na których możesz jednego dnia szykownie wystrojona pojechać na biznesowe spotkanie, po to by później wskoczyć w dres i się zrelaksować. Na których możesz przewieźć i zakupy i dziecko w foteliku. Rowery w których jedziesz z wyprostowanymi plecami, oszczędzając przemęczony od noszenia dzieciaków kręgosłup.
Ani wybór przy tym naszym upgradzie padł na:
Ania wybrały kolor kacze jajo i ramę unisex – a model to: Batavus Quip Extra Cargo N7. Designerski kształt ramy. Rower stylowy ale i funkcjonalny. Kierownica typy jaskółka, zapewniająca komfortową, wyprostowaną sylwetkę.
Ciekawa opcja – blokada kierownicy, która nie pozwoli zakupom przeciążyć koła i wywrócić roweru. Podwójna stopka, która zapewnia stabilizację na postoju. Niepowtarzalny numer na ramie (muszę pamiętać aby go zapisać:)).
Tylko pamiętaj – nie sugeruj się konkretnym modelem. Cechy które wcześniej wylistowałem są wspólne dla wszystkich sensownych holenderskich producentów. Czy zdecydujesz się na markę Batavus czy Gazelle czy Sparta – tak naprawdę to kwestia indywidualnego gustu:)
Mój wybór padł za to na model o trochę bardziej elastycznym charakterze. Chciałbym się czasem wypuścić na bardziej intensywny trening i dlatego wybrałem Batavus Comodo Alfine 8 na pasku zębatym. Wybrałem ramę unisex – czy, nie boję się tego powiedzieć damkę. Jest to znacznie wygodniejsze przy dzieciach.
Ten sezon Julek pewnie jeszcze spędzi w foteliku, jeśli chodzi o dłuższe trasy. Łatwiej i bezpieczniej się wtedy manewruje – stabilniej się czuje przy wsiadaniu i zsiadaniu.
Z moich fanaberii – chciałem by dało się zmieniać płaszczyznę kierownicy – czy do jazdy miejskiej – czy na dłuższą trasę – mogę elastycznie zmienić profil.
To będzie mój pierwszy rower z paskiem zamiast łańcucha. Przemawia do mnie taki czysty napęd, jego dłuższa żywotność (a właściwie dożywotność) i cichość! Paski stosowane przez Batavusa to produkty firmy Gates Carbon Drive o wytrzymałości do 25.000km. To lata użytkowania bez konieczności wymieniania, smarowania 🙂 Od Ani roweru różni go też fakt, że posada amortyzatory. Ale i kosztuje parę złotych więcej.
Ale jak pisałem wyżej – nie sugeruj się konkretnym modelem! Cechy które wcześniej wylistowałem są wspólne dla wszystkich sensownych holenderskich producentów. Czy zdecydujesz się na markę Batavus czy Gazelle czy Sparta – będzie to tak samo trafny wybór. Po prostu niech rower spełnia Twoje potrzeby.
Creme de la creme – i mój wybór gdybym nie miał limitu wydatków to na bank za to byłby rower : KOGA. Tylko napomnę ze to już totalny high level, każdy rower budowany jest ręcznie (nie taśmowo). Od początku do końca przez jedną osobę! Na kartonie jest pieczątka z imieniem osoby która składała dany rower 🙂 Na ich rowerach torowych jeździ drużyna narodowa. A i głowy państw też wybierają tą markę… to głowa rodziny też może:)
Na rowerki dla dzieci łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
A jeśli chodzi o holendry dla dorosłych tu łapcie rabat na zakupy do sklepu rowerystylowe.pl – na kod Nebule5 – tu też rabat 5% na dorosłe bryki.
My się też wyposażamy w kaski. Wiem, że można by się kłócić o ich skuteczność. Kiedyś nawet natknąłem się na badania, które chciały udowodnić, że rowerzyści w kaskach biorą udział w większej ilości wypadków! Autorzy badania stawiali tezę, że cyklista w kasku jest bardziej awanturujący się… Jako rodzic ja wiem, że dziecko nie postępuje tak jak ja mu mówię, tylko tak ja widzi, że ja robię. A więc muszę świecić kaskiem, znaczy przykładem!
Ja się też na pewno wyposaże w słuchawki bezprzewodowe. Sprawdziłem – choć wśród rowerzystów zdania co do tego procederu są podzielone – prawnie słuchanie muzyki nie jest zakazane! Zostawiam więc Tobie czytelniku pod rozwagę, ja wiem że zwłaszcza przy tej pandemii potrzebuję odskoczni. Zamiast męczyć orbitreka – siadam na mojego holendra, odpalam audiobooka i odlatuję!
Update właściwie na żywo – robiąc research do tego wpisu – natknąłem się na coś takiego jak słuchawki kostne. Cudo to działa tak – że pozwala słyszeć też odgłosy otoczenia! Po więcej info odsyłam tutaj – tu eksperci stworzyli przewodnik jak wybrać słuchawki z przewodzeniem kostnym. Wydaje mi się, że jest tylko jeden sensowny producent, który produkuje słuchawki kostne i się w nich specjalizuje. Wygląda to na bezpieczny kompromis.
Możesz słuchać muzyki czy audiobooka – a wciąż ogarniasz odgłosy otoczenia! Ja już kupiłem – dostałem – przetestowałem – i jestem nimi zachwycony. Mieszczą się i pod kaskiem i pod okularami które noszę. Jakość dźwięku pewnie nie jest akceptowalna dla audiofila – ale do takiego użycia jak moje – rewelacja! Słuchać czy to muzykę, czy audiobooka a i dziecko czy nadjeżdżający autobus. Dzieci też się w nich zakochały – bo w przeciwieństwie do wkładanych do uszu – nie uwierają ich! Podejrzewam że oszczędzają też ich bębenki… albo ich namówię, żeby to był cel ich oszczędzania – albo zbankrutuję….
Wiecie co jeszcze się urzeczywistnia przy użyciu słuchawek kostnych? I to dosłownie? You can FEEL the music!
Chrześniak mnie do tego zainspirował – dzięki Kajetan! Jak jedziesz z rodziną czy w większej grupie – żeby się nie przekrzykiwać w tym hałasie i kaskach – rozważ jakąś aplikację – interkom. Instalujesz np. taki pierwszy z brzegu Intercom for Android na swoich komórkach – i macie wygodny kontakt jadąc w grupie.
Według kodeksu drogowego – dziecko do lat 10 poruszające się na rowerze to pieszy! Oznacza to, że zgodnie z tymi przepisami nie może poruszać się po jezdni. Tak samo wynika z tego – że nie ma prawa jechać po ścieżce rowerowej! A jedyną właściwą platformą jest…. chodnik. Takie dziecko, może poruszać się tylko pod pieczą dorosłego. Oznacza to ni mniej ni więcej – taki dorosły również ma prawo jechać rowerem po chodniku! Kogo temat jeszcze bardziej interesuję – odsyłam TUTAJ.
I na koniec obiecana we wstępie podpowiedź. Nawet jeśli masz samochód na firmę – rozważ dodanie też do swojej floty – roweru. Tu już nie będę się o tym rozpisywał – natomiast więcej szczegółów znajdziesz w artykule: rower na firmę. Cieszy, że można łatwo przekonać ustawodawcę, iż jest to narzędzie służące do pracy. To powinna być już ta przysłowiowa truskawka na torcie, która ostatecznie cię przekona by zostać cyklistą:)
Uff – niniejszym nasza wspólna rowerowa przejażdżka dobiegła końca! Dziękuję, że dopedałowałaś ze mną do mety! Żyj zdrowo i z prawidłowym ciśnieniem (nie tylko w oponach).
Jeśli rower rzeczywiście ma uratować świat, to nie dokonają tego drogowi wojownicy odziani w lycrę. Na duże – a nawet ogromne – zmiany możemy liczyć, gdy społeczeństwo przestanie postrzegać jazdę na rowerze jako hobby, sport, misję czy styl życia. Zmiany się dokonają, kiedy rower stanie się po prostu wygodnym, szybkim i tanim środkiem transportu, który przy okazji ma tę zaletę, że zapewnia odrobine ruchu.PETER WALKER – JAK ROWERY MOGĄ URATOWAĆ ŚWIAT
Jeśli rower rzeczywiście ma uratować świat, to nie dokonają tego drogowi wojownicy odziani w lycrę. Na duże – a nawet ogromne – zmiany możemy liczyć, gdy społeczeństwo przestanie postrzegać jazdę na rowerze jako hobby, sport, misję czy styl życia. Zmiany się dokonają, kiedy rower stanie się po prostu wygodnym, szybkim i tanim środkiem transportu, który przy okazji ma tę zaletę, że zapewnia odrobine ruchu.
Czy wszyscy pamiętają co jest 23 czerwca? Dzień Taty! Więc dla wszystkich zapominalskich – dziś mam garść inspiracji prezentowych.
Większość sprawdzona przez Daniela, a reszta zapisana na liście małych marzeń. A do tego obiecuję nie będzie ani jednej pary skarpetek:)
To jak już wiecie co jest 23 czerwca – przechodzimy do konkretów:
To teraz jak już wiesz co jest 23 czerwca po jeszcze więcej inspiracji możesz zajrzeć też do wpisu Prezenty dla niego oraz co prawda świateczne ale uniwersalne Prezenty dla niej i dla niego
My pijemy wodę żeby żyć zdrowo, a ten sok żeby być jeszcze zdrowszym. Niewiele osób wie o tym, że ma on tyle witaminy C, co 4 pomarańcze. Niedługo będzie o nim bardzo głośno, a niektórzy nawet piszą prace naukowe na temat tego mało popularnego (jeszcze) owocu.
Materiał sponsorowany przez rodzinną olejarnię Olini
Po tym opisie supermocy chcę Wam go w końcu przedstawić. Bo już niedługo będzie o nim głośno – a Wy już będziecie wiedzieć z czym macie do czynienia.
Pewnie spodziewaliście się obcojęzycznych nazw, które mądrze i wyniośle brzmią, a tymczasem ta jagoda okazuję się być SUPERJAGODĄ.
Teraz przyszedł czas na Polskę. Tę roślinę możecie bez problemu posadzić w ogrodzie, bo jest niewymagająca i dobrze sobie tu radzi. Ale moja mama mówi, że z jej krzaczków wychodzi malutka miseczka owoców i żeby móc codziennie przez cały rok spożywać drogocenne jagody to ratuję się sokiem Olini.
Tak naprawdę to Olini pierwszy raz dowiedziałam się o jagodzie kamczackiej i jej właściwościach. W okolicach kwietnia odstawiliśmy olej z czarnuszki, który pijemy aby wspomagać odporność. I od tego czasu codziennie wypijamy shot soku z jagody kamczackiej. A jeżeli Wy dalej pijecie olej to możecie je razem mieszać.
Sok ma bardzo intensywny kolor i smak. Jest bez żadnych dodatków (cukrów i konserwantów). Jest smaczny i orzeźwiający. Moje dzieci piją go z małego kubeczka, a ja czasami rozcieńczam wodą gazowaną.
W jednej z publikacji przeczytałam, że jagoda kamczacka jest szczególnie polecana osobom, które mają problemy ze wzrokiem i chorują na nowotwory. Do tego warto go stosować przy cukrzycy, bo obniża poziom cukrów we krwi. A na codzień do wspomagania odporności.
Po przeczytaniu wielu publikacji (KLIK, KLIK) i wpisaniu na stronie PUBmed „blue honeysuckle”, wiem, że jagoda kamczacka zostanie z nami na długo. Jej supermoce wspomagają układ odpornościowy naszej rodziny.
A Wy już słyszeliście o niej? A może macie w ogródku, a nawet nie wiecie, jakie ma właściwości?
Pokażę Wam jeszcze jakie inne zdrowe soki ma Olini – moim numer 2 (po jagodzie kamczackiej jest) jabłko i aronia – z gazowaną wodą smakuje wybornie.
Jeśli też uzupełniacie swoje półki w naturalne wspomagacze, to możecie skorzystać z kodu Nebule do Olini.pl – daje on 10% zniżki. Zamawiając tam mam pewność, że produkty są najlepszej jakości i przygotowane w taki sposób aby wspierały nasze zdrowie.
Dziś pokażę Wam najlepsze seriale w HBO Max. Gdybym miała wehikuł czasu i mogła się przenieść do końcówki lat 90 lub początku obecnego wieku i powiedziałabym ludziom: słuchajcie już za kilka lat to nie filmy, a seriale będą ważniejsze, a największe gwiazdy będą występowały w tych produkcjach, pewnie pogłaskano by mnie po główce?
Tu łapcie uaktualniony wpis – Najlepsze seriale na HBO MAX
Pamiętam zresztą, jak w 2008 roku, zostałam zapytana w towarzystwie, co lubię oglądać. To był czas The Lost i Prison Break. Odpowiedziałam, że seriale. Nastała niezręczna cisza, bo wówczas widzowie seriali byli jeszcze utożsamiani z miłośnikami Mody na Sukces i M jak Miłość. Gdy wyjaśniałam, co oglądam i zachęcałam do spróbowania, tylko jedna osoba wiedziała, o czym mówię.
A dziś, 12 lat po tym spotkaniu oglądanie seriali jest oczywistością, a nawet koniecznością, jeśli chcemy wiedzieć, co jest na fali:) Wymienianie się listami ulubionych z nich jest pożądane i oczekiwane. Wszak ilość produkcji przytłacza.
No, może nie tak do końca, wszak jeszcze wszystkiego nie obejrzałam:) Ale wiecie – lista jest moja i całkowicie subiektywna. Gotowi?
IMDb – 8,5
tytuł oryginalny: Mare of Easttownilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 56 min
Nagle po wielu latach Kate Winslet pojawia się w serialu! To musi być zatem coś wyjątkowego. I rzeczywiście tak jest. I choć to klasyka – wiecie – małe miasteczko, zbrodnia, demony przeszłości to klimat serialu i gra Kate Winslet zdecydowanie sprawiają, że chce się oglądać i zagłębić w losy tej mieściny, gdzie każdy z każdym jest w jakiś sposób połączony więzami przyjaźni, rodziny, znajomości. Tu każdy szczegół ma znaczenie, a obciążenie emocjonalne bohaterki jest tym większe, że sama jest częścią tej społeczności.
Można obejrzeć TUTAJ
a tu ZWIASTUN
IMDb – 7,6
tytuł oryginalny: The White Lotusilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 55 min
To doskonały serial na zimowe wieczory – co może nas ogrzać lepiej niż piękne hawajskie plaże. Mogłoby się wydawać, że luksusowy urlop jest spełnieniem marzeń. Tymczasem wśród bajkowych krajobrazów rozgrywają się dramaty. Serial jest jak uczta sensoryczna – doskonała muzyka i przepiękne kadry. Choć ma trochę konwencję satyry – to pierwszoplanowy wątek kryminalny trzyma nas przy ekranie już od pierwszej sceny. Ledwo daliśmy radę czekać cały tydzień na kolejne odcinki (teraz już możecie obejrzeć ciągiem). Cudny klimat i muzyka. Manager hotelu przypominał mi Johna Cleesa w Hotelu Zacisze, a inna doskonała kobieca postać nie dawała mi spokoju, póki jej nie zidentyfikowaliśmy – mama Stiflera:)
IMDb – 8,1
tytuł oryginalny: Scenes from a Marriageilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 55 min
Ten serial ma wszystko co lubię, emocje, doskonałe dialogi i ciekawie przedstawioną historię.
Uwaga – ta opowieść jest tak mocna, że twórcy zdecydowali się na bardzo ciekawy zabieg artystyczny – przed każdym odcinkiem, widzimy aktora, czy aktorkę dopiero wchodzącego na plan. Ostatni łyk kawy, ostatnie pociągnięcie makijażystki – widzimy dokładnie sekundę, w której aktor wchodzi w rolę. Myślę, że genialne w swojej prostocie, idealne przypomnienie widzowi – pamiętaj, że ty jesteś tu widzem! A aktorzy tylko wcielają się w te postaci!
Jakaż to musi być historia… Jaki to musi być emocjonalny roller coaster – skoro wymaga takich nietuzinkowych zabiegów…
IMDb – 6,2
tytuł oryginalny: In Treatmentilość sezonów: 4długość odcinka: ok. 25 min
Terapia pojawia się w moich nowościach na 2021 – choć jej pierwszy sezon był bodajże w 2008. To ciekawy przypadek – reboot. Pierwowzór z Izraela „BeTipul” jest z 2005 roku. Natomiast zaserwowany nam teraz 4 sezon mocno odświeża ten format. Uzo Aduba, która teraz zasiada w fotelu psychologa ma już na swoim koncie nagrodę Emmy czy Nagrodę Gildii Aktorów Ekranowych za swoją rolę w „Orange is the New Black” – w „Terapii” jest absolutnie fantastyczna.
Choć mogłabym oglądać ten serial choćby dla samych wnętrz w jakich się odbywa:) to muszę powiedzieć, że zachęca do introspekcji. Przez problemy serialowych pacjentów – możemy też spojrzeć wewnątrz siebie.
IMDb – 7,3
tytuł oryginalny: Landscapersilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 45 min
Bardzo malownicza konwencja – choć ta historia oparta jest na faktach – twórcy serialu malują obrazem i dźwiękiem w tak brawurowy sposób, że zacierają się wszelkie granice. Czy to historia bezgranicznej miłości, tak przeciętnej z pozoru brytyjskiej pary starszych państwa? Czy to historia wyrachowanych zbrodniarzy? Już nie mogę się doczekać premiery kolejnych odcinków!
tytuł oryginalny: Noughts + Crossesilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 50 min
Ciekawa pozycja i bardzo aktualna, zwłaszcza w kontekście walki o BLM. A co by było gdyby odwrócić rolę ras i stosunki społeczne? Miła dla oka, plastyczna wariacja, opierająca się tak naprawdę trochę na wieczne żywej (sic) historii Romea i Julii…
tytuł oryginalny: The Greatilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 50 min
Jeśli oglądaliście Faworytę i Wam się podobała to włączcie ten serial. Tak przedstawionych wydarzeń historycznych jeszcze nie widzieliście. To satyryczny serial ukazujący alternatywne podejście do historii życia Katarzyny Wielkiej. Choć kontekst, tło i ogólny przebieg wydarzeń jest w miarę zgodny z prawdą historyczną, to już sposób bycia występujących postaci, delikatnie ujmując, dalece odbiega od tego, do czego przywykliśmy w tego typu produkcjach. To satyra i paszkwil na pompatyczność. Serial ten pokazuje, że choć fasada jest piękna, to ludzie są, jacy są. I czasem (często?) światem rządzili (rządzą?) jednostki, które są kompletnie odcięte od otaczającej je rzeczywistości.
IMDb – 7,4
tytuł oryginalny: Breedersilość sezonów: 3długość odcinka: ok. 24 min
Obowiązkowa lektura dla rodziców posiadających małe dzieci. Ilość analogicznych sytuacji, które mogłam odnieść do siebie powala. Gwarantowane morze wylanych łez… śmiechu. Życie nie traktuje tych rodziców ulgowo – ale zawsze starają się być tam dla swoich dzieci.
IMDb – 8,4
tytuł oryginalny: The Handmaid’s Taleilość sezonów: 5długość odcinka: ok. 48 min
Na terenie dzisiejszych Stanów Zjednoczonych stworzono społeczeństwo o zupełnie nowej strukturze. Są Komendanci, którzy wszystkim zarządzają, ich Żony – mające wysoki status społeczny, Marty – gospodynie, służące w ich domach oraz Podręczne – jedyne płodne kobiety. W przeciwieństwie do żon. W wyniku stworzenia, na bazie religii, rytuałów, podręczne są regularnie gwałcone przez Komendantów – w obecności i przy współudziale żon. Cały akt nazywany jest ceremonią i ma mieć charakter religijny. Główną postacią serialu jest June, podręczna, która opowiada całą tę historię.
IMDb – 7,7
tytuł oryginalny: Watahailość sezonów: 3długość odcinka: ok. 55 min
To jedyny polski serial, który wbija na listę najlepszych seriali na HBO Max. Przedstawiaja pracę strażników granicznych na niemal dzikich terenach Bieszczad. Głównym bohaterem jest Wiktor Rebrow, który jako jedyny oficer przeżył wybuch w dawnej strażnicy, gdzie zginęli wszyscy jego przyjaciele. Rozpoczyna on własne śledztwo w tej sprawie, tymczasem sam jest podejrzany o zamach. Kto stoi za całą intrygą? Serial niesamowicie trzyma w napięciu, a piękne okoliczności przyrody potęgują klimat.
IMDb – 9,4
tytuł oryginalny: Chernobylilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 60 min
Jeśli jakimś cudem jeszcze nie oglądaliście tego serialu, to na pewno o nim słyszeliście. Historia wybuchu elektrowni w Czarnobylu była szokująca od samego początku. Serial przedstawia wydarzenia bez kolorowania i z niezwykłą dbałością o szczegóły odtwarza wszystko, co działo się bezpośrednio przed i zaraz po wybuchu. Mroczny klimat, który udało się stworzyć twórcom serialu, wciąga i wywołuje niepokój. Musicie to zobaczyć. Powala.
IMDb – 9,2
tytuł oryginalny: Game of Thronesilość sezonów: 8długość odcinka: ok. 70 min
Kolejny z seriali, którego jeśli jeszcze nie oglądaliście, to z pewnością o nim słyszeliście. Co prawda ja go nie oglądałam, bo to totalnie nie moje klimaty, ale Daniel się wciągnął na maxa. Podchodził do niego dwa razy, bo pierwsze odcinki nie za bardzo go wciągnęły, ale jak już wszedł w tę historię, to przepadł. Rozmach, z jakim został stworzony, ilość wątków, bohaterów i perypetii jest niezwykła. Mocną stroną tego serialu są nagłe i kompletnie zaskakujące zwroty akcji.
IMDb – 8,6
tytuł oryginalny: Westworldilość sezonów: 3długość odcinka: ok. 57 min
Jeśli chodzi o najlepsze seriale HBO – to właśnie dla tego tytułu mój mąż kupił abonament:) Tym razem przenosimy się na Dziki Zachód. Czy aby na pewno? Oto wizja świata, w którym powstają ogromne, tematyczne parki rozrywki. Zamiast ludzi, zamieszkują je tak zwane hosty, do złudzenia ich przypominające. Ludzie natomiast mogą wchodzić do parku i robić, co chcą, bez zahamowań. Możecie sobie wyobrazić, co się tam odjaniepawla… Tymczasem okazuje się, że hosty zaczynają przejawiać niepokojące zachowania, wskazujące na rozwój sztucznej inteligencji w kierunku niezależności. Czy to przypadek?
tytuł oryginalny: Big Little Liesilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 45 min
W przepięknym, nadmorskim miasteczku Monterey zasady funkcjonowania są ustalone, a główną rolę w ich tworzeniu i przestrzeganiu mają matki. Gdy między nimi dochodzi do konfliktu, zaczynają wychodzić trupy z wszystkich szaf – w sensie metaforycznym. Co więcej, dochodzi do zbrodni. Fenomenalna gra aktorska, świetna obsada i wspaniały klimat serialu, sprawiają, że musicie go zobaczyć.
IMDb – 8,2
tytuł oryginalny: Victoriailość sezonów: 3długość odcinka: ok. 46 min
Wiktoria, wstępując na tron, musiała walczyć o swoją pozycję. Była wszak niewielką kobietą wśród potężnych mężczyzn. Historia pokazała, że stała się ona jedną z najdłużej panujących monarchiń. Serial pokazuje jej życie od momentu wstąpienia na brytyjski tron. Oprócz historii życia samej Wiktorii, widzimy ciekawe przemiany społeczno-historyczne. Serial jest pięknie zrobiony i dopracowany w szczegółach, co przy produkcjach historycznych jest ważne. W tym serialu zobaczycie, że czasy się zmieniają, ale natura ludzka pozostaje niezmienna.
tytuł oryginalny: Vanity Fairilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 48 min
Rzadko się zdarza, aby ekranizacja powieści była wystarczająco udana dla jej czytelników. Wydawało się to niemal niewykonalne dla takich dzieł jak „Targowisko Próżności” napisane przez W. M. Thackeray’a. Wszak wydarzenia w nim opisane są tłem dla właściwego przekazu, dotyczącego tego, za czym nie warto gonić, bo nie jest godne posiadania. Twórcom tego serialu udało się to w zaskakująco dobry sposób. Nawet znaleziono miejsce na sarkastyczne komentarze autora, co w takiej formie, jaką jest serial, trudno zrobić. Tu się udało. Bardzo.
IMDb – 7,9
tytuł oryginalny: The Affairilość sezonów: 5długość odcinka: ok. 56 min
Historia stara jak świat. Oto przykładny mąż i ojciec nagle zakochuje się do szaleństwa w kelnerce i wdaje się w płomienny romans, w czasie wakacji spędzanych nad morzem z rodziną. Oto mężatka, która straciła dziecko, daje się ponieść emocjom, mającym kompensować jej stratę. Oto żona, która się o wszystkim dowiaduje. Oto zrozpaczony mąż kelnerki, który ciągle ją kocha. Serial pokazuje całą historię z perspektywy każdej z tych osób. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda zdrada od środka i dlaczego to wszystko nie jest takie proste, koniecznie obejrzyjcie ten serial. Dla podkręcenia ciekawości powiem Wam, że życie tych ludzi jest pokazane aż do ich starości lub śmierci.
IMDb – 8,7
tytuł oryginalny: Six Feet Underilość sezonów: 5długość odcinka: ok. 50 min
Choć to stary serial, ja odkryłam go niedawno. Porusza on tematy tabu związane ze śmiercią. W pewien sposób ją oswaja. Rodzina Fisherów prowadzi zakład pogrzebowy. Obcując na co dzień ze śmiercią, zmieniają swoje podejście do życia. Każdy odcinek rozpoczyna się sceną śmierci osoby, która trafia do zakładu pogrzebowego. Niemal każda z nich ma wpływ na członków rodziny. A finał wszystkich sezonów jest petardą.
tytuł oryginalny: The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durstilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 45 min
Choć to serial dokumentalny – trafia do mojej kolekcji najlepszych seriali HBO Max. Przedstawia postać Roberta Dursta – milionera ze znanej, bogatej, amerykańskiej rodziny. Wokół jego osoby co jakiś czas giną ludzie, a wszystko zaczyna się od zaginięcia jego pierwszej żony. Jego wpływowa i dobrze sytuowana rodzina separuje go od siebie i odmawia komentarzy na jego temat. Czy oni wiedzą więcej? Nie będę spoilerować, ale powiem, że finał da dość jasną odpowiedź dotyczącą winy lub niewinności głównego bohatera.
IMDb – 7,2
tytuł oryginalny: Sex and the Cityilość sezonów: 6długość odcinka: ok. 28 min
Klasyk. Życie w wielkim mieście pełne jest wyzwań, wzlotów, upadków i rozterek. Cztery przyjaciółki, żyjące w Nowym Jorku, starają się przetrwać i ułożyć swoje życie w zgodzie ze swoimi planami. A wiadomo, jak to bywa. Choć serial nie jest najnowszy, to ciągle aktualny. Obsypany wieloma nagrodami. Sprawdźcie sami, czy zasłużenie?. Jak szukałam trailera pierwszego sezonu który wygląda jak nakręcony pralką – aaaa – okazało się że to 1998 rok! Jak ostatnio pisał Vogue – to dokument epoki sprzed Tindera:)
tytuł oryginalny: L’amica genialeilość sezonów: 3długość odcinka: ok. 60 min
Obraz epoki. Jak chcesz się przenieść w czasie i poznać powojenne Włochy – ten serial powala. To wydaje się tak niedawno – ale zupełnie inny świat! Powstał jako adaptacja książki tajemniczej autorki/autora – występującej/występującego pod pseudonimem Eleny Ferrante. Okazał się strzałem w dziesiątkę, poruszającym większość wątków znajdujących się w powieści oraz oddających jej klimat. Dwie Włoszki, zaprzyjaźniają się w pierwszej klasie szkoły podstawowej, a ich przyjaźń trwa przez następne 60 lat. Obraz epoki.
tytuł oryginalny: Curb Your Enthusiasmilość sezonów: 10długość odcinka: ok. 36 min
To historia neurotycznego i egocentrycznego producenta filmowego, którego spotykają różne, niecodzienne sytuacje. Larry David gra tu samego siebie, co jest wyraźnym objawem dystansu do samego siebie. Larry lubi swoje własne towarzystwo, jednak żyje wśród ludzi, o których sądzi, że ciągle czegoś od niego chcą. Serial jest pełen humoru i nadaje się doskonale na jego poprawę.
tytuł oryginalny: Aranyéletilość sezonów: 3długość odcinka: ok. 50 min
Oglądaliście kiedyś jakiś węgierski serial? Bo ja mam męża hungarystę i muszę:) Ale jakbyście mieli obejrzeć jeden – to właśnie tę pozycję polecam. Serial łączy ze sobą dramaty rodzinne i ciemne interesy. Rodzina Miklósi pragnie osiągnąć awans społeczny i należeć do klasy wyższej. Wszyscy bohaterowie to złożone, dobrze zarysowane postacie, które nadają całości realizmu. Jako że to węgierska produkcja, osadzona w tamtejszych realiach, a więc w dużej mierze i naszych. Są tu retrospekcje z czasów socjalizmu, które mogą przypomnieć wielu z nas, jak to wyglądało.
tu ZWIASTUN
IMDb – 8,3
tytuł oryginalny: The Good Fightilość sezonów: 6długość odcinka: ok. 42 min
Jeśli oglądaliście „Żonę Idealną”, to znacie już Dianę Lockhard, współwłaścicielkę i partnerkę we wziętej kancelarii prawnej. Tym razem zatrudnia ona swoją chrześnicę i w wyniku zbiegu niefortunnych okoliczności traci wszystkie pieniądze. Zmuszona jest szukać alternatywnego zajęcia i zatrudnia się w kancelarii prowadzonej przez afroamerykańskich prawników. Twórcy nie szanują Donalda Trumpa i to pokazują. Jeśli chodzi o 5 sezon – dajcie mu szansę! po 1-2 odcinkach się rozkręca!
tytuł oryginalny: Killing Eveilość sezonów: 4długość odcinka: ok. 43 min
Eve to agentka wywiadu, która zafascynowana jest tajemniczą zabójczynią. Wyrusza za nią w pościg. Villanelle jest psychopatką i morderczynią, wykonującą morderstwa na zlecenie. Kto jej zleca te zabójstwa, nie zdradzę Wam, ale to właśnie jej postać jest niezwykle fascynująca. To maszyna do zabijania, nieprzewidywalna, potwornie niebezpieczna, która wygląda jak śliczna i krucha dziewczyna z sąsiedztwa. Poznajcie mentalność psychopatki. Czy i Eve nią jest?
IMDb – 7,8
tytuł oryginalny: Catch-22ilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 42 min
Na liście numer 22 to musi być Paragraf 22:) Kto czytał książkę – tego nie muszę zachęcać. Kogo muszę zachęcać – genialne świadectwo absurdów wojny. Klimat butikowo oddany – czułam się jakbym tam była. Do tego George Clooney… w podwójnej roli – aktor ale i współreżyser.
IMDb – 6,5
tytuł oryginalny: Avenue 5ilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 28 min
Dla takich fanów science-fiction jak mój mąż – ubaw po pachy. Klimaty kosmiczne, humor rodem z korpo. Jak się pokusicie to zrozumiecie dlaczego piszę w „roli” kapitana Hugh Laurie. I jego i twórców Avenue 5 podziwiam za dystans do siebie. Dobra dawka humoru.
a ty ZWIASTUN
tytuł oryginalny: Years and Years ilość sezonów: 1długość odcinka: ok. 57 min
Listę moich najlepszych seriali na HBO Max zamyka serial – Rok za rokiem. Komu się podobał Black Mirror, ten z przyjemnością zanurzy się w losy i perypetie przeciętnej rodziny z Manchesteru. Jest to wizja przyszłości ale tej najbliższej. Pokrywa może 15 lat a zaczyna się w 2019… Muszę przyznać – choć w swoich wizjach są bardzo odważni – to jednak nie mieli szans – przygód jakie nas dotąd spotkały w 2020 nie przewidzieli:)
tytuł oryginalny: Ramyilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 26 min
Absolutny sztos. Krótkie odcinki sprawiły że bawił nas tylko kilka dni. 2 sezony przeleciały stanowczo za szybko! Ramy to pierwsze pokolenie – urodzony w USA, dziecko egipskich imigrantów. Dystans i lustro ironii z jaką twórcy podchodzą nawet takich tabu o jakich istnieniu nawet nam się nie śniło – sprawia, że to naprawdę pierwszoligowa rozrywka. Do tego ta nutka abstrakcji w wymyślaniu fabuły. Gdybym znała ten serial w momencie kiedy powstawał ten wpis – to byłby numer 1!
tytuł oryginalny: Welcome to Utmarkilość sezonów: 1długość odcinka: 44 min.
To czarna komedia o ludziach północy, żyjących wśród pięknej, a jednocześnie niebezpiecznej przyrody. Alaska podciągnięta duchem „Fargo” to klimat tego serialu. Jego niewątpliwą zaletą są świetnie zarysowane postacie oraz zdjęcia pięknej przyrody. A fabuła opiera się na relacjach pomiędzy ludźmi tej wyjątkowej krainy.
serial dostępny na HBO Max – a tu ZWIASTUN
A jak szukacie tysięcy godzin filmów za 49 zł rocznie to może zobaczcie jakie super seriale i filmy można obejrzeć na Amazon Prime Video
A tu łapcie nasze rekomendacje – Najlepsze seriale 2023
Tu znajdziecie – nasze Najlepsze filmy 2022. Tu łapcie świeżutki SkyShowtime TOP 20 z naszymi polecajkami a tu Disney dla dzieci
A tu najnowszy wpis Serial – co oglądać?
A inspiracje dla dzieciaków znajdziecie we wpisie Najlepsze bajki HBO MAX
A tu macie szerszy wpis pt. Edukacyjne bajki dla dzieci
Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100
Dla całej rodziny natomiast filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne a tu Filmy dla dzieci
a tu Filmy świąteczne – 30 propozycji
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami żyła sobie kobieta, której wydawało się, że jak urodzi dziecko, to stanie się matką doskonałą, jakiej jeszcze ziemia nie nosiła. Cierpliwą, znającą odpowiedzi na wszystkie pytania, której niestraszne będą problemy znane innym matkom. Żyła więc sobie w błogości, ciesząc się ciążą i oczekując na cud narodzin.
Aż nadszedł dzień przełomu.
Narodziło się dziecko. Oto okazało się, że cała jej pewność siebie dotycząca roli matki wyparowała niczym płyn do dezynfekcji rąk w czasie pandemii. Nie wiedziała, czy karmić dziecko na żądanie, czy może zgodnie z trzygodzinnym rytmem dnia? Czy namawiać do jedzenia, czy nie? Dawać papki czy kawałki? Czy nosić i tulić, czy może zostawić w łóżeczku? Narodziło się dziecko, człowiek, a przecież z człowiekiem każdy wie, jak postępować, szczególnie gdy ów człowiek jest cudzym dzieckiem. Niestety znacznie gorzej, jeśli jest swoim własnym, osobistym.
Wątpliwości narastały, aż pewnego dnia Wróżka Chrzestna, widząc rozterki młodej matki i jej rozczarowanie swoją rolą, wysłała do niej kuriera z paczką. Gdy kobieta odbierała paczkę, w piżamie i potarganych włosach, kurier nie był zaskoczony, niejedno już w życiu widział. Kobieta otworzyła paczkę i jej oczom ukazały się książki. Same książki o wychowaniu dzieci. Wyciągając je z pudełka i czytając ich tytuły, niemal się rozpłakała i jeszcze tego samego dnia zaczęła czytać. Następnego dnia ubrała się rano, umalowała i rozpoczęła nowe życie. Życie szczęśliwej kobiety, szczęśliwej matki i szczęśliwej żony. Gdy dotarła do końca ostatniej książki, znalazła karteczkę z adnotacją: Podaj dalej, siostro – Wróżka Chrzestna.
Oto przed Wami – książki o wychowaniu dzieci, które uratowały moje i uratuje macierzyństwo niejednej kobiety:
To książka, która pozwala zrozumieć sposób, w jaki funkcjonuje dziecko. To jednak dopiero jej przedsmak. Meritum stanowi podejście do wychowania dziecka samodzielnego, które rozumie własne emocje i potrafi sobie z nimi poradzić. Autor radzi, w jaki sposób nauczyć dziecko kreowania własnego zachowania i zmiany go. Wszystko w oparciu o zrozumienie emocji i zaakceptowanie ich, a nie lekceważenie. Tu nie ma miejsca na mówienie: nie płacz jak beksa. Dziecko musi umieć nazywać i uczyć się kontrolować swoje emocje i zachowania. Jest tu mnóstwo wskazówek i korzyści, jakie niesie za sobą takie postępowanie, dla rodzica, ale przede wszystkim dla dziecka.
książka dostępna TUTAJ
Jeśli Wasze dziecko nieustannie płacze, jest niespokojne i nie potraficie go uspokoić w żaden znany Wam sposób, ta książka jest dla Was. Para pediatrów uspokoi Wasze skołatane nerwy i pokaże, że wszystko jest w porządku. Po prostu macie wymagające dziecko. Z nim też nie dzieje się nic złego. To poradnik jak postępować z dziećmi, które potrzebują więcej uwagi, troski, dotyku, więcej wszystkiego. Książka opiera się na rodzicielstwie bliskości, które jest mi bardzo bliskie – nomen omen. Wszak nasze dzieci tylko chwilę są dziećmi. Przez większość życia będą dorosłe. Nasze relacje budujemy już od pierwszych dni ich życia, co będzie owocowało w przyszłości.
Czy myślałyście kiedyś o tym, że spożywanie posiłków może budować w dziecku poczucie własnej wartości? Choć nie jest to oczywiste, tak właśnie jest! Dziecko już od niemowlęctwa jest zdeterminowane do samodzielności. Jeśli mu tylko na nią pozwolimy, będzie popełniało błędy i się na nich uczyło. Dotyczy to także jedzenia. BLW, a więc Bobas Lubi Wybór to metoda żywienia dziecka, która pozwala mu na doświadczanie. W tej książce znajdziecie wiele informacji na ten temat, a wśród nich także tą, że nie jest ona wcale przełomowa. Dowiecie się jak wprowadzić BLW w Waszym domu i jakie korzyści ona niesie. A jest ich bez liku!
Strach jest taką emocją jak każda inna. Niestety bywa on paraliżujący i uniemożliwia stawianie czoła codziennym życiowym sytuacjom. Często wycofani rodzice, przekazują podobne wzorce swoim dzieciom, które żyją w strachu przed odrzuceniem, przed nowymi sytuacjami, czy zawieraniem nowych znajomości. Z tą książką dowiecie się, jak uczuć dziecko oswajać strach i przez zabawę okazywać miłość, akceptację i zrozumienie.
Aktualnie dużo mówi się o tym, jak ważny jest czas, który spędzamy z dziećmi. Czasem demonizowani się dzisiejsi rodzice, jako ci, którzy w pogoni za karierą i pieniędzmi zapominają, że mają dzieci. Takie sytuacje pewnie się zdarzają, ale mam wrażenie, że obecnie, jak nigdy wcześniej rodzice rozumieją, jak ważna jest ich obecność i bliska relacja z dzieckiem. W tej książce autorzy udowadniają, jak ogromny wpływ na rozwój dziecka ma rodzic, na którego dziecko zawsze może liczyć. Z tej książki dowiecie się, dlaczego warto poświęcać dziecku czas i dawać pewność, że gdy się odwróci, zawsze znajdzie nas za swoimi plecami. Oczywiście w metaforycznym sensie?.
Czy naprawdę istnieją niejadki? Czy to możliwe by dziecko z dostępem do pożywienia zagłodziło się na śmierć? Jak karmić piersią, a jak butelką? Ta książka rozwieje Wasze wszystkie wątpliwości dotyczące żywienia dzieci. Jeśli martwicie się, że dziecko je za mało, albo nie to, co uważacie, że powinno, albo jeśli karmienie dziecka związane jest dla Was z jakimkolwiek stresem – musicie przeczytać tę książkę, która pozwoli spojrzeć inaczej na żywienie maluchów i Wasze do niego podejście.
Rodzicielstwo bliskości w praktyce. Ta książka pokazuje, jak stać się uważnym rodzicem, budującym dobrą, pełną ciepła i zrozumienia relację z dzieckiem. Relację, która sprawi, że dziecko będzie nam ufało i wiedziało, że może na nas liczyć. Czy konsekwencja, często uważana za podstawę wychowania, jest naprawdę konieczna? Czy dzieci należy karać i nagradzać? Z tej książki dowiecie się także, jak dbać o siebie będąc rodzicem i znajdować równowagę pomiędzy rolą matki czy ojca a byciem samym sobą.
Czy można z życia zrobić zabawę? Tak! Pod warunkiem, że jest się dzieckiem. Ta książka to spojrzenie na rodzicielstwo z awangardowej strony, bo choć wiemy, jak ważna jest dla dzieci zabawa, trudno jest sobie wyobrazić, by stała się ona całym życiem dziecka. A dlaczego nie?! Zabawa ma niezwykle korzystny wpływ na rozwój dzieci. Jeśli nie lubicie się bawić z dziećmi, z pewnością nie czytaliście tej książki. Odkryjcie, jak budować bliskość z dzieckiem poprzez zabawę, uczyć je nazywania emocji i radzenia sobie w życiowych sytuacjach, bez moralizatorstwa.
Oni wiecznie się kłócą – co robię źle? Oni ciągle się biją – podobno to normalne. Jak to jest z tymi relacjami pomiędzy rodzeństwem? Mają się kłócić, czy nie? Wkraczać w ich spory i je rozstrzygać, czy zostawić to im? A co zrobić, jeśli jedno z dzieci jest bardziej dominujące? Jeśli macie wątpliwości w którejkolwiek z tych spraw, koniecznie musicie przeczytać tę książkę i dowiedzieć się, jak wychowywać rodzeństwo i nie zwariować, a nawet robić to dobrze?.
Na czas czytania – daję wam niniejszym rozgrzeszenie – włączcie dziecku Storytel dla dzieci albo nawet Edukacyjne bajki dla dzieci
A jak przeczytacie już te książki o wychowaniu, podajcie dalej siostry?. Niech inni mają łatwiej! A może macie takie książki, które uratowały Wasze macierzyństwo? Co warto byłoby dołożyć do przesyłki od Wróżki Chrzestnej?
Całkiem niedawno, po moim odkryciu Storytel dla dzieci, obiecałam Wam listę książek do słuchania – najlepszych audiobooków dla dorosłych, które warto przeczytać.
Dziś dotrzymuję obietnicy. Ale zanim do niej przejdę, chciałabym napisać kilka słów o słuchaniu audiobooków i samym Storytel.
EDIT: zobaczcie tu najnowszy wpis Audiobooki dla dzieci
Z audiobookami dla dorosłych nie od razu się pokochałam. Potrzebowałam chwili, żeby urosły we mnie książki do słuchania. Jednak, gdy już spróbowałam – odkryłam nowe możliwości i – nie boję się tego powiedzieć – nową jakość życia. Dotąd czytanie było zarezerwowane jako osobna przyjemność na czas, gdy mogłam usiąść i się na nim skupić, czyli głównie przed snem i w rzadkich momentach samodzielnego relaksu.
Słuchanie książek nie wymaga bowiem skupienia wzroku i trzymania czegokolwiek w rękach. Można iść na spacer, gotować obiad, myć naczynia, wieszać pranie, jechać autem, uprawiać sport, sprawować pieczę nad dziećmi w parku i robić jeszcze całe mnóstwo innych, codziennych czynności. Jednocześnie słuchając książek!
To świetna alternatywa dla słuchania muzyki czy radia. Dla mnie genialne! Mogę gotować żurek i być jednocześnie na Alasce, w XIV wiecznej Anglii, czy na miejscu zbrodni – w zależności, czego akurat słucham. To znakomity relaks dla mózgu, pozwalający na oderwanie myśli od codzienności. Taka mała odskocznia. A zwłaszcza teraz, gdy tyle przebywamy w domu.
Kiedy już wiesz, jak fajne może być słuchanie audiobooków dla nas, dorosłych, czas na technikalia. Jak i gdzie zdobyć najlepsze audiobooki? Oczywiście możesz je kupić, ściągnąć, wgrać do folderu, pamiętać gdzie wgrałeś…a jest i wygodna aplikacja, która będzie to wszystko robić za ciebie. To Storytel! Czym jest Storytel? To Netflix dla książek. Działa to analogicznie jak streamingowe platformy serialowe, tylko zamiast seriali, uzyskujemy dostęp do tysięcy książek. Koszt miesięcznego abonamentu jest porównywalny do zakupu jednego audiobooka. Także same rozumiecie?. Lubimy, jak nam się wszystko kalkuluje.
Na platformie książki są skategoryzowane, dzięki czemu możecie wybrać najlepszego audiobooka z kategorii, na jaką macie w danym momencie ochotę. Powieść obyczajowa, literatura faktu, kryminał, fantasy, thriller, historia, klasyka, erotyk, romans, biografia, poezja, nauka języków, religia i duchowość, opowiadania, biznes i ekonomia czy rozwój osobisty – wszystko na wyciągnięcie ręki, Wystarczy wejść w kategorię i wybrać. Bardzo mi się podoba to skategoryzowanie, bo czasem mam ochotę na konkretny gatunek, a dzięki Storytel nie muszę przeszukiwać internetu w poszukiwaniu odpowiedniej pozycji. Książki są też podzielone wg nowości, zapowiedzi czy popularności. Są tu też audiobooki w języku angielskim!
Uwaga – jedna wspaniała użyteczność – jak kupisz książkę w księgarni, i okaże się po parunastu stronach, że nie porwała cię dokumentnie – albo masz żal, że wydałaś kasę – albo czytasz do końca, bo wydałaś tę kasę… W Storytel – jak autor cię nie potrafi wciągnąć do swojego świata… po prostu paroma kliknięciami znajdujesz sobie nową bardziej interesującą pozycję! Wyrzutów sumienia brak!
Jeśli chcecie wypróbować za darmo, jak działa Storytel, możecie to zrobić, logując się na platformę, gdzie uzyskacie 50 darmowych dni próbnych.
Ostrzegam, wejście na Storytel jest jak wizyta w sklepie ze słodyczami, gdy jest się dzieckiem. Chce się wszystko!
I można mieć wszystko, ale nie na raz?. Chcąc ułatwić Wam wybór i pierwsze kroki w audiobookowym świecie, przygotowałam dla Was moją listę polecanych książek, od których można zacząć romans ze Storytel. Oto ona!
Ta książka przenosi nas w świat dla większości nieznany. Taki był on też dla jej bohaterów – rodziny, składającej się z tyranizującego ojca, uzależnionej od niego emocjonalnie matki. I dziewczynki – Leni, która starała się dostosować do dysfunkcyjnej rodziny i zupełnie nowego otoczenia. Prosto z wielkiego miasta, trafia nagle w alaskańską dzicz, gdzie człowiek nie jest na szczycie łańcucha pokarmowego, a przeżycie uzależnione jest od zdobytych umiejętności i zapasów. Tymczasem, ojciec zaczyna być coraz bardziej niebezpieczny, a na Alasce zaczyna się długa i niebezpieczna zima.
Chirurgia jest z jakiegoś powodu fascynująca dla ludzi. Jedni czują odrazę na myśl o wnętrzu ludzkiego ciała, inni przeciwnie, zaciekawienie. Wszyscy za to chcą wiedzieć, jak to możliwe, że dzisiejsi chirurdzy dokonują niejednokrotnie cudów, ratując ludzkie życia. Ta książka opowiada o początkach chirurgii i pierwszych eksperymentach z przeprowadzaniem operacji, bez znieczulenia. Wszak postęp odbywał się powoli, w oparach niewyobrażalnego bólu. Musiano pokonać nie tylko fizyczne przeszkody w przeprowadzaniu operacji, ale również mentalnie zmienić nastawienie do niektórych organów ciała, by dzisiejsza chirurgia była tym, czy jest.
Tę książkę polecam Wam jako lekturę do szkolenia języka obcego. To światowy bestseller będący połączeniem kryminału z wątkiem obyczajowym w tle. Cała seria składa się z aż 10 tomów, z których każdy zawiera osobną historię kryminalną. „Księżniczka z lodu” jest pierwszą z serii. Warto czytać je po kolei, bo choć wątek kryminalny jest za każdym razem różny, to całość związana jest życiem Eriki Falck, której perypetie są równie wciągające. Słuchanie po angielsku jest łatwiejsze niż czytanie i nawet jak nie zawsze wszystko jest zrozumiałe, to nasz mózg i tak robi swoje, zapamiętując, wyłapując kontekst i poprawiając nasze umiejętności językowe. Przyjemności i pożyteczności?.
Niektórzy z nas mają intuicyjną umiejętność, przewidywania ludzkich zachowań. Zwykle podparta jest ona sporym doświadczeniem, inteligencją i zmysłem obserwacji połączonym z umiejętnością wyciągania wniosków. Nie trzeba jednak już kierować się intuicją. Były szef wydziału analizy behawioralnej FBI dzieli się swoją wiedzą, pokazując, że będąc dobrym obserwatorem i analizując zachowania innych ludzi „na chłodno”, każdy z nas może nauczyć się przewidywać zachowania i kolejne kroki postępowania ludzi. A to przyda się nie tylko na stanowiskach kierowniczych, w zarządzaniu zespołem, ale także w życiu prywatnym.
Romans, dramat, piękne okoliczności przyrody. Ta książka wciąga do świata piękna i obłędu. Oto mały chłopiec – sierota, trafia do bogatej rodziny, która przyjmuje go pod swój dach. Z biegiem czasu zakochuje się on, z wzajemnością, w córce swoich opiekunów. Choć miłość jest wzajemna, jest także przyczynkiem do dramatów. Jest to mroczna książka, którą można kochać lub nienawidzić. Na Storytel macie skróconą wersję, która pozwoli każdemu sprawdzić, do której grupy się przyłączyć.
Dyktatorzy fascynują. Ciekawe jest to, w jaki sposób rodzi się ich bezwzględność i okrucieństwo. Północna Korea jest jednym z bastionów totalitaryzmu, o którym wiemy ciągle zbyt mało. W tej książce poznajemy sylwetkę Kin Dzong Una, człowieka, który nie mając cech przywódczych, stał się jednym z najokrutniejszych przywódców dzisiejszego świata. Dziwi to, tym bardziej że wykształcenie zdobywał w Europie, a ludzie, którzy wówczas mieli z nim kontakt, określali go jako nieśmiałego odludka. O tym, z kim mieli do czynienia, dowiedzieli się dopiero, gdy zobaczyli go jako następcę swojego ojca. Poznajcie Kima, kolejnego tyrana w rodzinie.
Odrobina powrotu do klasyki. To XIX-wieczna powieść o losach drobnomieszczańskiej rodziny. Znudzona swoim życiem Pani Bovary – Emma, czuje, że jest przeznaczona do wyższych celów, że jej życie powinno być ciekawsze. Gardzi swoim mężem, a macierzyństwo jest jej kulą u nogi. Lubię czytać powieści sprzed dwóch wieków, które jak wehikuł czasu przenoszą nas w przeszłość. Okazuje się, że czasy się zmieniają, a ludzkie zachowania, pomimo upływu lat, pozostają podobne.
W czasach, kiedy człowieczeństwo zdawało się nie być wysoko cenioną wartością, spotkali się ludzie, stojący po dwóch stronach barykady. W czasie II wojny światowej związki pomiędzy Niemcami a Żydami były naznaczone śmiercią i okrucieństwem. Prawdziwa historia miłości pomiędzy Esesmanem a Żydówką jest dowodem na to, że ludzie uwikłani w nieswoje konflikty, ciągle mają w sobie dobro i człowieczeństwo, co czasem pozwala przeżyć nawet piekło.
Czy kryminały Agathy Christie trzeba komuś przedstawiać? Ich specyficzny klimat urzeka kolejne pokolenia i mnie również. W zasadzie mogłabym polecić Wam dowolny z nich, gdyż każdy ma swój urok. A irytujący i jednocześnie w jakiś sposób rozczulający Herkules Poriot jest ich znakiem rozpoznawczym. Za każdym razem próbuję rozwikłać zagadkę i choć powtarzam sobie: Anka, pamiętaj, ten kto jest najmniej podejrzany, zabija, to tylko raz mi się to udało?. A Wam się uda?
Jeśli myślicie, że ten tytuł jest jakąś przenośnią, to nie, nie jest. Już na pierwszych stronach, stulatek zbiera się i wyskakuje przez okno?. Serio mówię. Gość, który wiele w życiu przeżył, w swoje setne urodziny, postanawia poczuć, że nadal żyje i opuścić dom opieki, w którym przebywa. To przezabawna opowieść o życiu i tym, co ważne. Bez moralizatorstwa, z dystansem i humorem. No i ja nie wiem, co ten Artur Barciś w sobie ma, że jak czyta, to od razu człowiek ma lepszy humor. Lekka i przyjemna lekturka?.
Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda praca lekarza od podszewki? Czy jest on zawsze w najlepszej formie, walcząc o zdrowie i życie pacjentów? Z tej książki dowiecie się tego wszystkiego. To lekarz ją napisał, szczerze opowiadając o swoim doświadczeniu i błędach, jakie popełnia każdy wykonujący ten zawód. Autor pracował jako Lekarz Bez Granic w najtrudniejszych warunkach, bez dostępu do środków medycznych, ale także w Szwecji, gdzie mógł dysponować nowoczesnym sprzętem. Czy to ustrzegło go od błędów? Dzięki tej książce możemy lepiej zrozumieć pracę lekarzy, zerknąć za jej kulisy i zobaczyć jakie wybory muszą podejmować każdego dnia.
Kilka innych książek dostępnych w bibliotece Storytel polecałam też we wpisie Najlepsze książki na kwarantannę. Znajdziecie tam recenzję kultowego już Shantaram, Becoming – historię Michelle Obamy czy A ja żem jej powiedziała Kasi Nosowskiej
Książek możecie wysłuchać, ściągając aplikację Storytel z 50 dniowym okresem darmowym – TUTAJ. I już. Tak łatwo?. Wszystko jest proste i przejrzyste, a ilość książek ogromna. Jak wysłuchacie czegoś fajnego, koniecznie dajcie znać bo ja już szukam inspiracji – co słuchać dalej?
Kto już powoli rozgląda się i poluje na sandałki dziecięce? Ja przeszukałam cały internet i zrobiłam to za Ciebie. Poniżej znajdziesz zestawienie najciekawszych modeli. Sandałki dziecięce wybrałam i dla dziewczynek i dla chłopców.
Tylko wpierw dwa słowa byście wiedzieli jakich kryteriów używam i na co zwracam uwagę, kiedy kupuję sandałki dziecięce dla moich pociech:
I tak jak dla dziewczynek jest stosunkowo łatwo znaleźć coś ładnego, to z butami dla chłopców jest trochę trudniej. Co ciekawe zajęło mi to chyba ze dwa razy więcej czasy niż sandałki dla dziewczynek, ale suma sumarum i tutaj udało mi się znaleźć 10 ciekawych modeli butów:
Mam nadzieję, że udało się Wam coś znaleźć ciekawego i zaoszczędziłam Wam trochę czasu.
Jeżeli spodobał się Wam ten wpis to kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten wpis znajomym – podziękują Wam.
Kto zainteresowany to niedawno był wpis, który polecam – Stylizacje na wiosnę 2020