kontakt i współpraca
Co roku na blogu publikuję post z pomysłami na prezenty dla dzieci. Przyznaję, że uwielbiam wyszukiwać perełki dla Was. W tym roku również mam kilkanaście świetnych inspiracji na zabawki na święta 2022, które sprawdzą się doskonale. Czas więc na Prezenty na święta dla dzieci 2022!
Nie będę przedłużać i przechodzę do propozycji.
Choinka nasza zeszłego roku, o którą wszyscy pytają na IGS np. TUTAJ
Jak wiecie, wyszukiwanie prezentowych perełek i inspiracji jest jednym z celów misji nebule.pl, dlatego przeszukuję dla was czeluści internetu by prezentować najbardziej wartościowe rekomendacje. Niniejszy materiał sponsorują producenci/sprzedawcy naprawdę wyjątkowych zabawek
PS. Jeśli coś z tych inspiracji wpadnie wam w oko – zanim sfinalizujecie zakupy – przescrollujcie do końca wpisu – mam dla was prezencik – kody zniżkowe
Gra przeznaczona dla dwóch graczy, a jej celem jest wybudować najwyższą konstrukcję, która się nie przewróci. Gracze na zmianę rzucają kostką, losując ruchy w grze. Każdy z graczy ma figurkę robotnika, która wraz z postępem budowy wspina się coraz wyżej.
Ważne, aby zachować równowagę! Aby dotrzeć na szczyt potrzeba trochę szczęścia i myślenia strategicznego.
Świetne klocki magnetyczne, z których dzieci wyczarują, co tylko będą chciały. Mają mocne magnesy, które dobrze się trzymają. Różne kształty klocków wspierają kreatywność i motorykę małą. W zestawie jest aż 85 klocków: 14 piramidek, 40 sześcianów, 7 prostopadłościanów, 24 inne graniastosłupy i instrukcja do gry Stack It.
Wszystkie elementy są wykonane z wysokiej jakości plastiku, a swoim wyglądem przypominają szkło witrażowe. Co ważne: z klocków można budować bryły przestrzenne, trzymają się i nie rozpadają. Dzięki tej funkcji można stworzyć z nich różne projekty, a później wykorzystać np. jako pojemnik na długopisy na biurko. Świetnie sprawdzą się w podróży, bo są lekkie i nie zajmują dużo miejsca.
Klocki są bardzo trwałe i się nie rysują – tworzone z nietoksycznego plastiku ABS najwyżej jakości, bez BPA, ftalanów i lateksu. Są kompatybilne z innymi zestawami Magna Tiles i Connetix
Przyznam, że sama nie mogłam się od nich oderwać, więc jest to zabawa dla całej rodziny.
Dostępne w wielu zestawach i wielkościach TUTAJ
W tym roku Julek częściej bawił się klockami Marioinex niż LEGO. Nie spodziewałam się, że tak bardzo wciągnie go zabawa i będzie tworzył z nich skomplikowane budowle i bryły. Klocki Marioinex są w różnych rozmiarach – u nas najlepiej sprawdza się rozmiar Mini Waffle.
Musicie coś wiedzieć o nich: te klocki są niezniszczalne, a do tego ekstremalnie ciche. Kiedy dzieci szukają elementów w pojemniku to nie ma znanego nam wszystkim dźwięku szurania jak przy klockach LEGO. Są też idealne dla dzieci w spektrum autyzmu i z wyzwaniami rozwojowymi. Doskonale wpływają na małą motorykę, wyobraźnię i planowanie przestrzenne. Do tego można je myć w zmywarce lub w woreczku w pralce
Każdy rozmiar jest ze sobą kompatybilny i można powiększać kolekcję. Zwróćcie tylko uwagę, czy zgadzają się rozmiary: Mini, Midi, Micro.
Są różne zestawy klocków: tematyczne z ludzikami lub ogólne.
Na samym początku mieliśmy zestaw ogólny: 500 elementów Mini waffle konstruktor KLIK
A ostatni hitem są zestawy tematyczne. Są w różnych rozmiarach i cenach – każdy znajdzie coś dla siebie.
dostępne TUTAJ
Zestaw ma 148 elementów do ułożenia według instrukcji. Później dzieci mogą ją przebudować i zbudować w inny sposób. W pudełku znajdziecie też 2 ludziki do zabawy. Klocki można łączyć z innymi zestawami Mini waffle. W zestawach tematycznych macie też instrukcję krok po kroku jak złożyć klocki.
To doskonały pomysł na prezent – połączenie pięknej grafiki i funkcjonalności. W kuferku znajdziecie: duży notes, 2 małe notesy, 5 zakładek , 6 arkusików z naklejkami, 6 arkusików z kalkomaniami, 10 kart ozdobnych z kopertami, 1 rolka taśmy dekoracyjnej, gumka do ścierania, ołówek.
Taki zestaw aż zachęca do tworzenia liścików, kartek i dekoracyjnych notatek. Jak dzieci wykorzystają wszystkie materiały, to mogą je zachować na pamiątkę w tym dekoracyjnym kuferku.
Jeżeli Wasze dzieci lubią gry ruchowe to polecam kosz z miękką piłką do zawieszenia na drzwiach. Nie wymaga żadnego haczyka, wystarczy go zwiesić. Nie martwcie się też o to, że piłka poobija Wam ściany lub lampy, uspokajam – jest miękka.
Taki kosz do zawieszenia będzie też fajnym pomysłem na prezent dla dzieci, które siedzą sporo przy biurku. Wystarczy zrobić przerwę, wrzucić kilka piłek do kosza i można wrócić do nauki.
Ogromny zestaw konstrukcyjny pozwala budować gigantyczne kulodromy wykorzystując wyobraźnię. Wystarczy, że połączycie kolorowe elementy z transparentnymi rynienkami i zabawa nie ma końca. Klocki łączą się ze sobą za pomocą magnesów – możecie je dowolnie mieszać. Za każdym razem kulodrom i jego tor może być inny, a trasa dłuższa lub krótsza. Niesamowity efekt daje spuszczenie drewnianej kulki po transparentnych rynienkach, nie da się od niej oderwać oczu. Connetix Rainbow Ball Run zawiera: kolorowe kwadraty, rynienki, 6 drewnianych kulek o średnicy 3 cm (są duże – ważne info dla mniejszych dzieci), 2 lejki dla kulek i instrukcja z inspiracjami.
W zestawie znajdziecie komplet klocków do zbudowania kulodromu, a przy kolejnych okazjach możecie dokupić inne: Starter, Creative lub Square Pack. Dzięki nim zwiększycie możliwości konstrukcyjne.
Materiał, z którego wykonane są klocki jest bezpieczny, bez BPA, ftalanów i zrobiony z wolnego od miedzi plastiku ABS
To będzie hit jeśli chodzi o prezenty na Święta dla dzieci 2022. Małe, silikonowe klocki z plusikami, które przypominają elementy z Minecraft. Można je łączy w dowolny sposób i budować różne przedmioty. Stworzone do wielogodzinnej kreatywnej zabawy wspierającej motorykę małą.
Chyba nie ma lepszego zajęcia na długie zimowe wieczory niż robienie na drutach. Ten zestaw zawiera komplet niezbędnych akcesoriów do wykonania wełnianej opaski. Jest tam też instrukcja, która pomoże zrozumieć, jak ją zrobić.
Bardzo fajny pomysł na prezent dla dziecka, bo dzięki niemu nauczy się samodzielnie tworzyć rzeczy. A satysfakcja z samodzielnie zrobionej opaski będzie ogromna.
Idealna deskorolka dla początkujących do nauki jazdy. Wyposażona w przyczepny podest z wytrzymałego kompozytu i kratowaną powierzchnią, truck z wytrzymałego aluminium oraz kauczukowe kółka z łożyskami ABEC-5, które gwarantują płynną jazdę z niewielkimi prędkościami. Efekty specjalne – diody LED w kółkach.
Myślę, że nie jeden rodzic może się też na niej przejechać, bo jest do 100 kg. Tylko pamiętajcie o kasku!
Dostępne tutaj: KLIK
Jeżeli też tęsknicie za latem to ten zestaw będzie idealny. Pastelowa kolorystyka i przyjemne wzory zachęcają do zabawy. Zbuduj słoneczną plażę z budką ratownika i bananową łodzią. Dwie figurki: pływaczka Diana i ratownik Mitch spędzają czas nad morzem, a co się wydarzy dalej zależy tylko od wyobraźni dzieci.
Jeżeli szukacie mniejszych prezentów dla dzieci np. na Mikołajki lub jako dodatek to polecam zestawy:
Mają po 80 klocków i zapewniają zabawę na długo. Są kompatybilne z innymi klockami Marioinex Mini.
Jeżeli Wasze dzieci lubią wyzwania, a Wy chcecie żeby spędzały więcej czasu na zewnątrz to może warto pomyśleć o takiej deskorolce. Jest to świetny sprzęt do balansowania ciałem i poprawiania równowagi – uprzedzam: nie jest to łatwe, ale bardzo przyjemne. (tutoriale znajdziecie na you tube).
W zestawie znajdziecie trzy pachołki, które urozmaicą zabawę na jednośladzie, umożliwiając naukę zwinnej jazdy i trików.
Kolejny hit w kategorii zabawki na święta – piękne, minimalistyczne klocki australijskiej marki Connetix. Unikatowy design klocków może spodobać się starszym dzieciom, a także dorosłym, którzy lubią się otaczać pięknymi przedmiotami. Wśród 34 elementów znajdziecie różnej wielkości: kwadraty, prostokąty, trójkąty. Zbudujecie z nich duże i stabilne konstrukcje, które mogą stanowić bazę do wielu kreatywnych zabaw. Możecie również użyć źródła światła, które urozmaici projekty.
Klocków Connetix można używać do budowania praktycznych przedmiotów potrzebnych w życiu codziennym. Ten zestaw może być początkiem kolekcji klocków magnetycznych lub być uzupełnieniem innych zestawów Connetix lub Magna tiles.
Jak wiecie jestem ogromną fanką sorterów dla dzieci, bo nauka przez zabawę jest skuteczna i bardzo przyjemna. Jeżeli macie w domu maluszka, to polecam Wam ten sorter na prezent. Dziecko w czasie zabawy ćwiczy chwyt, motorykę małą, a jednocześnie może się też uczyć kolorów i kształtów.
Zabawka jest wykonana z bezpiecznego plastiku i gumy, która ma różną fakturę (można ją też gryźć). Elementy mogą również służyć do zabawy w wodzie, a do tego możecie je też wykorzystać do zabawy z ciastoliny (wycinanie kształtów).
Uwaga! Klocki są wykonane z silikonu spożywczego, więc możecie ich używać również do wykrajania ciastek.
Jak coś lubisz robić – zaraź tym dzieci:) A, że Daniel jest fascynatem Darta – nie było innej opcji. Rok temu piłkarzyki a teraz Julek już na tyle dorósł, że będzie uczony jak grać w Cricket Cut Throat:). Oto idealny pomysł na prezent, przy którym będą spędzać długie godziny.
Ta tarcza oferuje aż 21 gier w 301 wariantach. Sami się tak wciągnięcie, że nie będziecie mogli przestać. Jednocześnie może grać aż 8 osób. Tarcza ma zasilacz, ale możecie również włożyć do niej baterie. W komplecie macie też 6 rzutek. Zabawa gwarantowana!
Jeżeli szukacie zabawki na świąta, która zajmie dzieci na długie godziny, to polecam ten kulodrom. Najpierw czas budowania i konstruowania, a później najfajniejsza część, czyli wyścigi kulek. Możecie też dodawać lub zdejmować pułapki na kulki lub zmieniać ich tor.
W zestawie znajdziesz instrukcję obrazkową, która świetnie posłuży jako inspiracja do powstających konstrukcji! Możesz też dać się ponieść inżynierskiej fantazji.
Konstruowanie pomoże też zaobserwować jak zmieniają się prędkości w zależności od ciężaru elementów. To doskonałe ćwiczenie myślenia przyczynowo-skutkowego i logicznego, a także nauka rozwiązywania problemów.
Jeżeli Wasze dzieci lubią konstruować różne rzeczy: skręcać, dokręcać, rozkręcać – to ten zestaw jest dla nich. W zestawie oprócz standardowych elementów znajdziecie również elementy świetlne, które przenoszą zabawę na inny poziom. W pudełku sa elementy plastikowe, drewniane oraz narzędzia.
Świetne, witrażowe klocki magnetyczne, z których można wyczarować najróżniejsze budowle. Mocne magnesy ułatwiają łączenie i umożliwiają budowanie ogromnych, stabilnych konstrukcji. Dzięki temu wszystkie obiekty mogą stanowić bazę do późniejszej zabawy np. z wykorzystaniem autek, figurek zwierząt lub małych laleczek.
Do urozmaicenia zabawy możecie również użyć światła latarki lub lampki. Podświetlone transparentne klocki będą wyglądały zjawiskowo. W tym zestawie znajdziecie 48 elementów: trójkąty, kwadraty, ruchome drzwi, podstawę pojazdu, półokrągły dach i inne. Wszystkie klocki łączą się ze sobą, pozwalając na niekończącą się zabawę.
Klocki są bardzo trwałe i się nie rysują – tworzone z nietoksycznego plastiku ABS najwyżej jakości, bez BPA, ftalanów i lateksu. Kto się zgadza, że to super inspiracja jeśli chodzi o prezenty na Święta dla dzieci 2022?
Są kompatybilne z innymi zestawami Magna Tiles i Connetix
To już wszystkie inspiracje na pomysły na prezenty na Święta dla dzieci 2022 roku. Mam nadzieję, że coś Wam wpadło w oko.
Bałwanki, o które zaraz się zacznie tysiąc pytań:) – TUTAJ
jeśli szukacie inspiracji prezentowych dla młodszych dzieci zajrzyjcie tu – Prezenty na Święta dla dzieci – największy prezentownik dla dzieci od 0 do 7 lat (100 propozycji)
Kto lubi prezenty książkowe niech zajrzy do wpisu Książki świąteczne dla dzieci
a dla małych inżynierów ostatnio szerzej opisywany Robot dla dzieci
Jeśli znacie książki Zygmunta Miłoszewskiego, z pewnością nie kojarzą się Wam one z opowiadaniami dla dzieci. To mistrz kryminału i sensacji. Jego trylogia z Teodorem Szackim uważana jest przez wielu za najlepszą serię kryminalną napisaną po polsku. Jego książki stają się inspiracją do adaptacji filmowych, a umiejętność budowania skomplikowanych, wielowymiarowych postaci sprawia, że każda historia wciąga i zaskakuje.
I tym razem następuje niespodziewany zwrot akcji – książka dla młodzieży!
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Artykuł i wywiad z autorem powstały dzięki współpracy z Wydawnictwem W.A.B.. Wytrwali znajdą na końcu rabat 40% zachęcający do nabycia tego tytułu już w przedsprzedaży.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że to nie pierwszy raz, gdy Zygmunt Miłoszewski zaskakuje nietypowymi dla siebie książkami. W jego dorobku jest już jedna pozycja dla dzieci „Góry Żmijowe”, która zyskała uznanie wśród czytelników małych i dużych. I powiem Wam, że i tym razem możecie spodziewać się bardzo wciągającej powieści.
Choć staram się budować napięcie, daleko mi do kunsztu Zygmunta Miłoszewskiego😊. Jedno jest pewne – to książka, która wciąga od pierwszych stron. I to nie tylko młodzież, o czym przekonały się moje dzieci.
Zawsze najpierw sama czytam to, co im daję, a dopiero potem wybieram najlepsze pozycje, które chcę Wam polecić. Tym razem było podobnie i muszę przyznać, że nie mogłam się od niej oderwać – dzieci musiały poczekać na swoją kolej😉.
Najnowsza książka dla młodzieży Zygmunta Miłoszewskiego „Hydropolis. Uciekaj” to fascynująca dystopia
To książka napisana w formie pamiętnika/zapisków 11-letniego Elka, który wraz z innymi osobami zamieszkuje dziecięcą kolonię Hydropolis – system podwodnych kopuł, które stały się domem dla ludzkości.
Gdy 300 lat temu w wyniku bliżej niesprecyzowanego kataklizmu ludzie postanowili zamieszkać na dnie oceanów, ustalili ścisłe reguły funkcjonowania, w szczególności związane z przestrzeganiem bezpieczeństwa, nad którym czuwają wielce szanowani inżynierowie, będący wysoko w społecznej hierarchii Hydropolis.
Takich miejsc jest podobno więcej. Hydropolis, w którym mieszka Elek z przyjaciółmi jest przeznaczone dla dzieci do 13 roku życia. Po tym czasie młodzież jest oddzielana od swoich matek i ojców (rodziny żyją w różnych konfiguracjach, wyraźnie inspirowanych rodzinami patchworkowymi) i przenoszą się do innych Hydropolis.
Pytania te zaczynają też pojawiać się w głowie Elka, podsycane wątpliwościami, wysuwanymi przez Alicję – siostrę Elka, która już przeniosła się poza rodzime Hydropolis oraz jego przyjaciela Stana. Elek wraz ze Stanem zaczynają przeczuwać, że ten świat jest mocno podejrzany.
Rozumieją też, jak mocno ograniczona jest ich wolność. A czego, jak czego, ale wolności młodzież potrzebuje jak kania dżdżu.
Tymczasem w Hydropolis każde słowo jest podsłuchiwane niczym w świecie Orwella. Jak zatem rozmawiać ze sobą i jak dowiedzieć się, czym naprawdę jest Hydropolis? Czy Elek pozna prawdziwą naturę tego świata budowanego na strachu przed zalaniem, ciśnieniem, pełnego śluz, kopuł i rur?
W tle nie brakuje wątków pierwszych miłości, sportowych akcentów związanych z podwodną grą oraz opisami funkcjonowania Hydropolis. Jeśli chodzi o podwodne gry, to jest osobny rozdział, wyjaśniający zasady OXY, gry wymyślonej przez autora na potrzeby książki. Przywodzi to na myśl jedną z najpopularniejszych wymyślonych gier – Quidditcha, znanego z Harry’ego Pottera.
Opowieść i fabuła tej książki to jedno, a drugie co zwraca moją uwagę to język. Wiecie, książka jest dla młodzieży. Nie ma tu miejsca na słodkie misie. Z drugiej strony także na powszechną w tym wieku „swobodę językową”, jeśli wiecie, co mam na myśli. Tymczasem Zygmunt Miłoszewski zgrabnie posługuje się młodzieżowym językiem, oddając jego naturę, bez jednego wulgaryzmu. Jak to możliwe? Sprawdźcie sami! Jest w tym naprawdę rewelacyjny.
Dzięki niemu Elek jest zabawny, autoironiczny, a jednocześnie szczery. To naprawdę mistrzostwo umieć pisać językiem nastolatka, bo młodzież natychmiast wychwyci taki sztuczny wysiłek. Tu tego nie ma. Sama naturalność. Ciekawe, czy syn autora, dla którego ta książka powstała, był osobą doradzającą w tej kwestii?
Anna Trawka: Skąd pomysł na fantastyczny świat przedstawiony w „Hydropolis”? Śluzy, kopuły, fermentory, inżynierowie – długo powstawał w Pana głowie świat Hydropolis?
Zygmunt Miłoszewski: Pomysły na książki to trochę jak wielkie katastrofy, zawsze jest to splot wielu drobnych, pozornie niezwiązanych ze sobą przyczyn. W tym wypadku to zamówienie od dziecka, żeby napisać „o chłopcu, który ma przygody w świecie takim trochę s-f”. Fascynacja z żeglarskiego gapienia się w ocean, że na wyciągnięcie ręki jest świat równie nam obcy, co inne planety. Zasłyszana informacja, że już kilka metrów pod powierzchnią wody panują stabilne, bezpieczne warunki, w przeciwieństwie do ogarniętej kryzysem klimatycznym powierzchni. A potem szukanie: jakie eksperymenty naukowe robiono z życiem pod wodą, jak długo to trwało, jak wyglądało, czy to w ogóle możliwe? Najbardziej ubawił mnie jeden film dokumentalny z lat 60., gdzie mieszkający w podwodnym habitacie naukowcy cały czas jarają szlugi, bo wiadomo, takie czasy.
A.T.: Jest Pan specjalistą w tworzeniu realnych, wielowymiarowych postaci. Podobnie jest w „Hydropolis”. Czy budowanie postaci nastolatka jest trudniejsze? Jak tworzy się książkowego człowieka, by był realistyczny?
Zygmunt Miłoszewski: Nie uważam nastolatków za osobny gatunek ssaka, tak samo jak dorośli mają swoje nadzieje, lęki, potrzeby. Może wszystko jest bardziej wyraziste, bo dzieje się po raz pierwszy, jest nowe – miłość, przyjaźń, rozczarowanie. A na pytanie jak się tworzy, odpowiadam: długo i pieczołowicie. Cały czas myśląc o tym, czy w tej sytuacji ja bym się tak zachował? A moje dzieci? Mam dorosłą córkę i nastoletniego syna, więc obserwowanie przez lata ich życia, ich koleżanek i kolegów – to na pewno pomaga.
A.T.: Napisał Pan „Hydropolis” dla swojego syna. Czy to właśnie on był pierwszym recenzentem książki? Jak mu się podobała?
Zygmunt Miłoszewski: Cóż, to surowy krytyk, dużo czyta, ma porównanie. Jesteśmy właśnie po trudnej rozmowie, przeczytał wydrukowaną wersję i uznał, że w porównaniu do pierwszej została ocenzurowana. Musiałem się tłumaczyć, dlaczego zamieniłem „dupę” na „tyłek” i że co prawda na początku uznawałem wulgaryzmy za manifestowanie przez bohaterów swojej wolności, ale potem uznałem, że mogę to złagodzić, żeby promować czystość języka. To pewnie największa różnica między literaturą dziecięcą i dorosłą – bardziej czuję odpowiedzialność. Poza tym czytelnik numer jeden twierdzi, że się udało. Uff.
A.T.: Mówienie językiem młodzieży nie jest łatwe. Można zostać posądzonym o bycie boomerem😉. Jak udało się Panu mówić do młodzieży w naturalny sposób, językiem Elka?
Zygmunt Miłoszewski: Może dlatego, że kompletnie nie starałem się mówić językiem młodzieży, to się zawsze kończy klęską, jakąś upiorną stylizacją, która jest niemodna już w momencie druku. Na dodatek jest w tym jakaś dziwna infantylizacja „niuniu, niuniu, wujek wam coś opowie waszym językiem”. Wujek opowiada swoim językiem, nazywa się on zwyczajna polszczyzna i jak klasyczna elegancja – nigdy nie wychodzi z mody.
A.T.: Czy trwają już prace nad kolejnymi tomami „Hydropolis”? Kiedy można spodziewać się premiery następnej części?
Zygmunt Miłoszewski: Siedzę i piszę, na wakacje tom drugi, na gwiazdkę trzeci i ostatni. Muszę się spieszyć, bo dziecko się starzeje.
Osobiście uwielbiam książki wielotomowe. Jak już wejdę w fascynujący mnie świat, chętnie przebywam tam dłużej. Podobnie jest z moimi dziećmi. Lubią zadomowić się w świecie powieści. Cieszę się zatem bardzo, że i „Hydropolis” będzie książką składającą się z kilku tomów. Kolejne części ukażą się w 2023 roku. A ja będę jedną z pierwszych osób, które będą chciały je przeczytać😊.
Jedno jest pewne – historia Elka trwa, a pytań nadal jest więcej niż odpowiedzi.
Zygmunt Miłoszewski umie budować napięcie nawet w książkach dla młodzieży. No właśnie, dla jakiej młodzieży? Wydawnictwo poleca ją dla 9-12 latków, ale myślę, że i starsza młodzież się nią zachwyci. A nawet dorośli. Ja zostałam fanką i z niecierpliwością będę czekać na kolejne tomy😉.
UWAGA: premiera książki będzie 9 listopada – ale już możecie ją kupić w PRZEDSPRZEDAŻY. Tu obiecana zniżka od Wydawnictwa W.A.B. na kod OXY – aż 40% rabatu od ceny okładkowej (kod ważny tylko od 20.10 do 26.10). „Hydropolis” z taką właśnie zniżką możecie kupić TUTAJ
Polecam Wam sprawdzić Zygmunta Miłoszewskiego w wersji light dla młodzieży i poznać antyutopię „Hydropolis. Uciekaj”. To świetny pomysł na prezent dla nastolatków. Wiem, może nie będą od razu zachwyceni prezentem/książką – kręcenie nosem to domena tego wieku😉, ale jak już pokażą swoją dezaprobatę, a potem po kryjomu sięgną po książkę, będą zachwyceni.
Niedawno świętowaliśmy Dzień Gier Planszowych. Jako, że uważam, iż granie z dzieciakami w planszówki jest jednocześnie edukacyjne, ale eż może być doskonałą rozrywką dla całej rodziny – mam dziś dla was ten post. Jaka gra planszowa, która przy okazji jest ekonomiczna – wciągnie was wszystkich?
Zapraszam na nasze rekomendacje.
Część odnośników w tym poście to linki afiliacyjne. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ofertą konkretnego produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz naszą pracę.
Dla dzieci 5+
Co to jest za gra! Emocje, strategia i odrobina losowości. Jeżeli lubicie gry, w których dużo się dzieje, to polecam Wam Pełny kurnik. Waszym zadaniem jest zapełnienie wszystkich grzęd – są różne sposoby i metody. Żetony można wymieniać od razu lub na sam koniec – najważniejsze żeby uchronić stadko przed ptasią grypą i lisem. Świetna gra za niewielkie pieniądze.
gra planszowa na CENEO – KLIK ||||| Tania Książka – KLIK
Szybkie krążki to gra, której nie można odłożyć na półkę. Zadaniem graczy jest przesuwanie kolorowych kółek według wzoru. Można grać w nią również samemu. Trochę przypomina Ubongo, ale jedna zasada sprawia, że gra jest znacznie ciekawsza – nie można podnosić krążków. Możne je tylko przesuwać. Jest to świetna gra na myślenie i refleks, bo kto pierwszy ukończy planszę ten dzwoni dzwonkiem.
CENEO – KLIK ||||| Tania Książka – KLIK
Dla dzieci 6+
Jeżeli lubicie gry karciane, które wymagają refleksu i szybkiego myślenia to polecam Wam Moja! Do tego dzięki tej karciance Wasze dzieci opanują błyskawiczne dodawanie i odejmowanie w zakresie 10. Pudełko jest niedużych rozmiarów, więc można ją ze sobą wszędzie zabrać.
Niech Was nie zmyli ta nazwa i nie sugerujcie się tym, że to może być gra o byciu królewną. Wręcz przeciwnie – w tę karciankę uwielbia grać nasz 6-letni syn i nigdy nie ma dość. Zasady są proste i bardzo ciekawe – zadaniem graczy jest zebranie kart z tytułowymi królewnami, ale nie jest to takie proste, bo po drodze nasz przeciwnik może nam ją ukraść lub uśpić. Dodatkowo w czasie gry dzieci ćwiczą umiejętności matematyczne w zakresie 10.
gra planszowa dostępna np. na
Rush hour to jednoosobowa gra, która sprawi, że Wasze dzieci nie będą mogły się od niej oderwać! Dziecko przesuwa autka po ulicy w ten sposób aby ułożyć odpowiedni wzór z karty. Zadania są postopniowane według trudności i nie ukrywam, że sama lubię w nią grać. Gra jest świetnym pomysłem na prezent, a do tego można zabrać w podróż w poręcznym woreczku.
Dla dzieci 7+
To najmniejsza gra, która zmieści się w każdej kieszeni. Co ważne – ma proste zasady, a rozgrywka jest krótka. Można ją rozegrać w restauracji lub czekając na kogoś. Gra jest uzależniająca – naprawdę! Polega na totalnej losowości i trochę przypomina „Wojnę” – ale jest bardzo emocjonująca!
Dla dzieci 10+ (ale niektóre pytania również dla dzieci młodszych)
Obecnie jest to nasza ulubiona gra imprezowa. Gramy nawet dużą ekipą i dzielimy się wtedy na drużyny. Jest to gra, która łączy pokolenia i tak naprawdę można się dowiedzieć sporo nowych informacji. Gra jest trochę niebezpieczna;) Powoduje ból brzucha ze śmiechu. A na czym polega? Gracze losują pytania i licytują, kto wymieni więcej rzeczy lub faktów. Przykładowe pytania:
Pytań jest mnóstwo! Są z różnych kategorii.
Karty z tej gry wykorzystujemy w aucie, w trasie. Po kolei zadaję wszystkim pytania (bez licytacji). Szybciej mija czas, a można też czegoś ciekawego się dowiedzieć.
Jest to emocjonująca gra edukacyjna dla małych i dużych. Opiera się w dużej mierze na losowości, jednak można utrudniać innym graczom osiągnięcie zwycięstwa. Zasady są proste: trzeba dopasować robaczki kolorami i sprawić aby były jak najdłuższe. Na koniec trzeba zliczyć punkty, kto ma ich najwięcej ten wygrywa.
Dla dzieci 6 +
Idealna gra jednoosobowa na kształtowanie wyobraźni przestrzennej. Całość jest zamknięte w niewielkim pudełeczku, dzięki temu idealnie nadaje się na wyjazd. Jest to też fajny pomysł na prezent.
Aż 13 gier matematycznych w jednym pudełku. Dzieci mogą uczyć się dodawania, odejmowania, a nawet mnożenia. Bardzo fajna edukacyjna gra. W zestawie jest 100 żetonów i kostki do gry.
gra planszowa na CENEO – KLIK
a tu macie więcej inspiracji – to nasze najlepsze Gry planszowe dla dzieci – choć nie wszystkie takie ekonomiczne:)
a tu Gry planszowe dla dorosłych
W tym roku znacznie wcześniej rozpoczęliśmy przygotowania do zimy. W poprzednich latach w okolicy listopada przeglądałam szafy dzieci i sprawdzałam, z czego wyrosły i co trzeba odłożyć, a co należy naprawić. Nie ma jeszcze połowy października, a my jesteśmy już prawie gotowi na zimę.
Partnerem wpisu jest marka Bobux z Nowej Zelandii, która od wielu lat tworzy ciepłe i wygodne buty dla dzieci. Z tej okazji mam dla Was spory rabat: aż 20% na wszystkie modele butów i kapci.
KOD: nebule22 daje 20% rabatu – ważny od 11.10 do 18.10
—>KLIK DO STRONY BOBUX <—
Buty Bobux moje dzieci noszą od 9 lat i bardzo żałuję, że nie ma większych rozmiarów niż 33. Buty tej marki sprawdzały nam się znakomicie i trudno jest znaleźć alternatywę.
Na szczęście u Julka mamy jeszcze sporo zapasu i kilka lat przed nami. Dziś pokażę Wam dwa modele z wełną, które idealnie nadają się na zimę.
Wełna merynosa jest doskonałym izolatorem, odprowadza wilgoć i zapewnia ciepło w najzimniejsze dni.
A tutaj więcej na ten temat: https://bobuxpolska.pl/strefa-wiedzy/merino
Trzeba też wspomnieć, że jest bakteriostatyczna i nie wchłania zapachów. Do tego nie gryzie i jest idealna dla delikatnej dziecięcej skóry.
KLIK
To buty wodoodporne i ocieplone wełną merynosa. Co ciekawe – nie wyglądają jak zimowe buty, a mają wszystkie właściwości. Do tego są miękkie, dobrze trzymają stopę i łatwo jest je założyć. Mają wzmocnione czuby. Dzięki 3 rzepom możecie dobrze dopasować but do stopy. Fajnym gadżetem są wymienne paski – dziecko samo może włożyć inny kolor rzepów.
Ten model jest idealny dla aktywnych dzieci, które skaczą, biegają i nawet zimą chodzą na plac zabaw. Często jest tak, że zimowe buty są toporne, niezbyt giętkie i utrudniają pracę stopy. Dlatego warto wybrać buty, które będą też idealne do zabawy, a nie tylko chodzenia.
A drugi model, który znam z poprzednich lat to:
Ten klasyczny model Julek nosi od 3 lat. W poprzednich sezonach miał wersję Mustard – cholewka jest pokryta zamszem i dzięki temu but jest bardzo miękki. A teraz mamy wersję Navy ze skóry licowej. Ten model jest bardzo ciepły, lekki i dobrze dopasowuje się do stopy. Bardzo łatwo się czyści. W środku również jest wełna merino.
Pewnie zapytacie, jak wygląda rozmiarówka butów Bobux – KLIK DO STRONY. Najlepiej jest zmierzyć stopę dziecka i przy konkretnym modelu wpisać długość.
Ciężko jest powiedzieć, jaka w tym roku będzie zima. Dlatego zaczęłam się przygotowywać znacznie wcześniej żeby mieć czas na ewentualne zmiany. Miałam sporo rzeczy z poprzednich lat, które przyniosłam ze strychu, naprawiłam i wyczyściłam.
Polecam kosmetyki do pielęgnacji skóry Pelle – świetnie się u nas sprawdzają
Moje dzieci mają ciepłe kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki z wcześniejszych sezonów – zostało kupić buty i odzież merino.
Swoje buty z wełną w środku też już przyniosłam – wyczyściłam, zaimpregnowałam i schowałam do szafki. Taki proces przygotowań daje mi spokój i poczucie, że mam na to wpływ.
Sprawdziłam też szafy dzieci i swoje, czy mamy cieplejsze piżamy. Julkowi zamówiłam jeszcze wełnianą piżamkę, która też nadaje się pod spodnie na podwórko, a co najważniejsze – nie gryzie!
Mamy też kapcie. Ja mam wełniane, a Jul miękkie z Bobux – KLIK DO KAPCI
To nowość, która świetnie się sprawdzi też w przedszkolu i żłobku. Mięciutkie kapcie, które dobrze trzymają stopę i co najważniejsze – nie ślizgają się.
Takie jak, co roku – mamy gry planszowe, seriale do nadrobienia i książki do przeczytania.
Mam też cichą nadzieję, że będzie w tym roku więcej śniegu i spędzimy więcej czasu na zewnątrz.
Zdjęcia Maciej i Małgosia KLIK
Czy warto odwiedzić Harry Potter Studio i specjalnie polecieć w tym celu do Wielkiej Brytanii? Dziś przygotowałam dla Was relację z miejsca, o którym marzą wszyscy wszyscy fani Harrego Pottera. Znajdziecie tutaj porady, wskazówki i nasza relację.
Kiedy masz w domu fana Harrego Pottera i całej świty, to nie da się tego nie zauważyć. Wszędzie leżą rozłożone książki ze złotym napisem, na półce nad biurkiem stoją różdżki, a latarkę w telefonie odpalacie zaklęciem „Lumos”. W naszej rodzinie jedno dziecko zachorowało na harrypotteromanię i od roku jest to jeden z głównych tematów.
Z okazji 10 urodzin postanowiliśmy podarować wyjątkowy prezent – zrobić niespodziewany wyjazd do Warner Bros. Studio Tour Harry Potter w Wielkiej Brytanii. Nasza córka dowiedziała się o 6 rano, że dziś leci do „Hogwartu”
Nie ukrywam, że cała otoczka dała jeszcze fajniejszy efekt, byłam autentycznie wzruszona jej radością.
Przy łóżku czekał taki zestaw:
Wszyscy fani Harrego Potter bez względu na wiek. W czasie odwiedzin w Studio można było zauważyć, że większością są osoby dorosłe. Nie ma co się dziwić! Sama znam wiele osób, które mają prawie 40 lat i dalej kochają Harrego Pottera. Jeżeli też jesteście w tej grupie lub znacie kogoś, kto na hasło Alohomora ma ciarki na skórze to ten wyjazd będzie idealnym pomysłem.
Myślę, że warto wcześniej przeczytać wszystkie książki – dzięki temu będziecie wiedzieli absolutnie wszystko, co zobaczycie. U nas przygoda z HP zaczęła się rok temu, więc wiedza na ten temat była dość duża.
Muszę jeszcze zaznaczyć, że jeżeli macie mniejsze dzieci, które niekoniecznie interesują się Harrym Potterem i są dość wrażliwe – to zostawcie je lepiej w domu.
Jest sporo elementów wystawy, które mogą budzić strach.
Organizację zaczęliśmy na miesiąc przed wylotem. Najpierw sprawdziliśmy lokalizację.
Co ważne – Harry Potter Studio nie jest w Londynie – trzeba przejechać godzinę autobusem.
Przedstawię Wam poniżej 3 możliwe wersje, każda ma swoje plusy i minusy.
My kupiliśmy na tej stronie https://www.getyourguide.pl/warner-bros-studio-london-l4745/ – pierwszą opcję, czyli bilet do Warner Bros. Studio London z przejazdem fioletowym doubledeckerem z Londynu z przystanku King’s Cross.
Koszt biletów z przejazdem w dwie strony do Harry Potter Studio to ok 900 zł.
Nie polecimy żadnego noclegu, bo okazało się, że nasi znajomi mieszkają bardzo blisko i zaoferowali nocleg.
To wszystko zależy od tego, czy już tu byliście i jaki macie budżet. W samym Londynie jest dużo atrakcji, a my skorzystaliśmy z jednej związanej z Harrym Potterem. Przy King’s Cross jest legendarny peron 9 3/4 – można tam sobie zrobić zdjęcie na pamiątkę i wejść do ogromnego sklepu z gadżetami HP.
Warto kupić wcześniej bilety. Bywa, że nawet na 2 tygodnie do przodu są wyprzedane.
Kiedy najlepiej się wybrać?
Nasz wyjazd wypadł w sobotę i ludzi było sporo. Jest tam pula miejsc i więcej osób nie wpuszczają.
Około 5-6 h jeżeli robicie to powoli i z uważnością, a 3-4 jeżeli nie możecie się doczekać kolejnej atrakcji i jesteście niecierpliwi.
Ważna rzecz: nie warto się spieszyć – jak dojdziecie do sklepu to nie da się już wrócić na wystawy.
Są również pokazy z aktorami, wielki hologram smoka, sporo interaktywnych atrakcji.
Kiedy skończycie oglądać wcześniej niż Wasz grupa i wracacie autobusem do Londynu, to musicie poczekać na wszystkich uczestników.
Oczywiście na końcu jest wielki sklep z gadżetami, gdzie znajdziecie absolutnie wszystko z motywem HP.
Powiem jedno – fani Harrego Pottera będą zachwyceni!
tu macie inpsiracje na inne Filmy dla dzieci a tu na Filmy familijne
Oczywiście! Myślę, że to jedno z takich miejsc, które są warte odwiedzenia jeżeli jesteście fanami Harrego Pottera.
Niby to tylko zlepek kilku słów, a działa lepiej niż mocne espresso. Myślę, że każdy z nas dobrze je zna i przewraca oczami, jak tylko je słyszy.
Tylko rodzic jest w stanie zrozumieć, kiedy dziecko powoli zbliża się do nas powolnym krokiem ze spuszczoną głową. Z ciała jakby ktoś spuścił powietrze, w głosie irytacja połączona z buczeniem, a na twarzy grymas.
Materiał sponsorowany przez markę Ravensburger
Uwaga! Nadchodzi i jeńców nie bierze:
🙄
(tu można przewrócić oczami i głęboko westchnąć)
Niby tylko trzy słowa, a nam w głowie kotłują się słowa:
Bierzemy wdech, szukamy dobrych słów, aby stymulować rozwój dziecka, ale nie za bardzo, bo to też niedobrze. I mówimy coś na kształt frazy, którą przeczytaliśmy na znanym blogu parentingowym – jako remedium na nudę:
I dodajemy uśmieszek, że tak elokwentnie wybrnęliśmy z sytuacji, naklejając sobie naklejkę „Dobry rodzic”.
A dziecko, jeszcze bardziej tracąc sztywność w członkach wije się po dywanie i mamrocze: „Ale mi się nuuuudzi”.
Szach mat, droga blogerko parentingowa i co teraz?
Tym przydługim wstępem chciałam Wam przybliżyć sytuację, którą każdy z nas dobrze zna.
Sama też tak reaguję, mimo tego, że skończyłam 5-letnie studia magisterskie na wydziale pedagogiki, miałam wiele kursów i szkoleń. Do tego mam dwójkę dzieci, więc można powiedzieć, że o dzieciach wiem prawie wszystko.
Ale nie w tym przypadku.
Dlatego na potrzeby dzisiejszego wpisu, który powstał przy współpracy z marką Ravensburger przyjrzałam się tej powszechnej NUDZIE i dziś napiszę Wam więcej – wszystko po to żeby ją oswoić. A na końcu pokażę Wam nasze ostatnie odkrycie.
Jak za wciśnięciem magicznego przycisku uruchamiają się w nas trudne emocje i czujemy się dziwnie. Myślę, że nasza reakcja na nudę może być również spowodowana tonem, jakiego używa dziecko.
„Mammooo, nuudzi mi się” – każdy z nas zna ten TON – jest jedyny w swoim rodzaju. Trafia w rodzicielski nerw odpowiedzialny za przewracanie oczami.
Rodzic i dziecko są sobą mocno powiązani na poziomie emocjonalnym i odczytują dość szybko swoje emocje. Coś jak rodzicielskie WIFI – dziecko buczy, marudzi i te dźwięki wywołują w nas ALARM. To atawizm – jesteśmy zaprojektowani przez naturę w ten sposób, kiedy coś złego się dzieje naszemu dziecku to choćby nie wiem co, reakcja stresowa u nas się pojawi.
Nasz organizm nie do końca wie, że jest już XXI wiek i zwierzyna nie porwie naszego pacholęcia. Nie ma tak dużo zagrożeń z każdej strony i to, że dziecko jęczy, bo się nudzi nie znaczy, że za chwilę umrze. (Swoją drogą może stąd się wzięło „Umrzeć z nudów”?😜)
Może być trudno, bo jest to naturalna reakcja na poziomie nieświadomym. Mi pomaga głęboki wdech, który uspokaja nerwy. Daję sobie sygnał, że nic się nie dzieje. Łyk wody też pomaga.
Uświadomienie tego pomogło mi się wyluzować. Miałam też takie myśli, że moje dziecko ma wszystko: zabawki, artykuły plastyczne, książki – a nie potrafi tego docenić. A jak jeszcze dodacie: „Jak byłam dzieckiem, to nie miałam takich fajnych zabawek…” To i tak nie znajdziecie rozwiązania. Dziecko do tego będzie się czuło winne.
Nuda to stan, który nie jest komfortowy i traktuje go, jak inne stany emocjonalne. Staram się używać komunikacji bez przemocy i zazwyczaj formułuję tego typu stwierdzenia:
„Widzę, że się nudzisz, to jest ok. Czy jest coś, w czym mogę pomóc?”
Albo
„Tak, widzę, że się nudzisz. To takie uczucie, kiedy nie wiesz, co można zrobić. Pewnie niedługo przyjdzie Ci ciekawy pomysł do głowy. „
Jest to jedyna rzecz, której unikam jak ognia w takiej sytuacji. Dlaczego? Bo buduje w dziecku bardzo prosty nawyk: kiedy się nudzę (stan przygnębienia, dyskomfortu) to mogę łatwo „dopalić” swój mózg dopaminą, która się w tym czasie wydziela.
Dziecko nie ma czasu poczuć nudy i się w tym stanie odnaleźć. Wy będziecie mieli na chwilę spokój, a przy kolejnej podobnej sytuacji od razu przyjdzie do Was żeby włączyć telewizor lub tablet.
Przez doświadczanie nudy, czyli takiego stanu kiedy odczuwamy dyskomfort, zniechęcenie możemy dojść do tzw. flow czyli dużej koncentracji i świetnego pomysłu, które angażuje nas bez reszty. Dlatego nuda, mimo tego, że jest niekomfortowa naprawdę ma dobry wpływ na rozwój dzieci.
Zauważyłam u nas tez taką zależność, kiedy dzieci się nudzą to chcą z nami dzielić ten stan (który dla nas też jest trudny). I czasami jest to prośba o wspólne spędzenie czasu. Więc jestem i w miarę możliwości mogę w czymś uczestniczyć.
Najbardziej rozmowa i wspólne wymyślanie. Pytam dzieci, czym ostatnio chętnie się bawiły, co ostatnio budowały, co czytały. W formie totalnie luźniej rozmowy, bez zamkniętych pytań, na które odpowiedź i tak by brzmiała „NIE”.
Widzę, że w stanie nudy chętnie wracają do czegoś, co wcześniej zaczęły. Kiedy nie trzeba wszystkiego rozkładać od początku. Mam też taką propozycję, że jak coś wybierzesz to ja chętnie na koniec po Tobie posprzątam – wtedy zawsze wymyślają coś mocno mnie angażującego😅.
Mamy też różne akcesoria plastyczne, które chętnie dzieci wykorzystują. Ostatnio jest faza na malowanie po numerach. Czyli tworzenie obrazów przez pokrywanie farbą oznaczonych pól. Sama ostatnio tego spróbowałam i wciągnęło mnie totalnie – relaks w czystej formie.
Wcześniej korzystaliśmy z popularnych zestawów z internetu, a ostatnio testowaliśmy malowanki z CreArt Ravensburger – widzę dużą różnice, bo maluje się znacznie lepiej, a efekt jest bardziej satysfakcjonujący.
W pudełku znajdziecie kompletny zestaw do malowania:
W czasie malowania dziecko jest skupione i na koniec dumne za swojego dzieła.
Jeżeli szukacie nowego hobby dla siebie lub dziecka, to bardzo polecam malowanki CreArt – idealne na długie jesienne wieczory. Możecie malować razem lub oddzielnie, a po zakończeniu podarować komuś obrazek lub powiesić u siebie na ścianie.
Jest to bardzo fajny pomysł na nudne popołudnia lub dni, kiedy dzieci zostają chore w domu. Mam jeden obrazek schowany w szafie na taką, awaryjną sytuację.
Zestawy CreArt od Ravensburger są dostępne np. TUTAJ
A co z nudą? Była, jest i będzie – choćby dziecko miało najnowsze i najdroższe zabawki świata. Nuda jest wpisana w rozwój. Zostaje nam tylko pogodzić się z nią i oswoić.
Jakie macie sposoby na nudę?
Książki o dojrzewaniu dla dzieci w łatwy i przystosowany do wieku sposób tłumaczą im nadchodzące zmiany. Dzięki nim rodzice mogą pomóc dzieciom zrozumieć, co się dzieje w ich ciałach. Dziś chciałabym Wam pokazać książki, które przeprowadzą Was przez tę drogę.
Prędzej czy później ten temat będzie dla nich bardzo interesujący i zaczną zadawać mnóstwo pytań. Warto podeprzeć się mądrymi książkami o dojrzewaniu napisanymi przez specjalistów, żeby mieć podstawy do późniejszych rozmów.
Oto książki, które mogę Wam polecić:
To książeczka w formie opowieści, którą snuje 9-letnia Maja. Od razu uprzedzę, że uważam, że książeczkę tę można swobodnie dać już 7-8 letnim dziewczynkom, by wiedziały wcześniej, co będzie działo się z ich ciałem.
Maja pewnego dnia wyczuwa dziwne zmiany, które okazują się początkiem dojrzewania. Jest też kilka słów o dojrzewaniu chłopców oraz wpływie hormonów na zachowanie. Książka jest świetnym wstępem do rozmów i według mnie świetnie nadaje się jako pierwsza w tej tematyce.
dostępna np. TUTAJ
Ta książeczka jest odpowiednikiem powyższej, w wersji dla chłopców. Kacper jest młodszym bratem Mai i martwi się swoim niskim wzrostem.
Dowiaduje się, że zacznie rosnąć, ale nieco później niż siostra, a przy okazji nauczy się, jak pielęgnować skórę, by zmniejszyć trądzik, jakie hormony krążą w jego ciele, pozna swój układ rozrodczy, aż w końcu zacznie się golić.
Jaka szkoda, że nie miałam tej książki jako dziewczynka! To nie tylko poradnik o dojrzewaniu. To także pełna akceptacji narracja, na każdym kroku podkreślająca odmienność ciał ludzkich i ich piękno. Na pierwszej stronie jej dedykacja dla kuzynki autorki:
„Bardzo bym chciała, żeby ona i wszystkie inne dziewczynki na świecie mogły się cieszyć swoimi ciałami i nigdy nie musiały się przed nikim usprawiedliwiać!”.
W tej książce w tle informacji o dorastaniu pojawia się niemal podprogowy przekaz: Twoje ciało jest fantastyczne i Ty jesteś fantastyczna. Akceptuj siebie taką, jaka jesteś! W przystępny sposób dziewczynki dowiadują się, kiedy i jak rosną piersi, jak wybrać stanik oraz czym jest miesiączka, a także jak dbać o pielęgnację. Jest też o zdrowym odżywianiu i wpływie ruchu na samopoczucie, a także o znaczeniu przyjaźni i relacji, a nawet o tym, jak sobie radzić z presją rówieśniczą.
Wzrusza mnie, jak mądrze napisana jest ta książka!
I znowu wersja poprzedniej książki dla chłopców. Spojrzenie na dojrzewanie z ich perspektywy. W niej też jest mnóstwo akceptacji dla procesu dojrzewania oraz zmian zachodzących w ciele. Jest o porównywaniu się z innymi chłopakami, ale również o emocjonalnym aspekcie zachodzących zmian.
Podoba mi się także język, jakim przemawia się do dzieci. To już nie maluszki, ale takie młodsze nastolatki😊. „Szacun” do nich przemawia lepiej niż „wspaniale”. Podoba mi się rozdział o przyjaźni, relacjach – o tym jak czasami jest trudno. Bardzo ciekawe są również w rozdziale o dbaniu o ciało w sporcie i o zdrowej diecie.
Książka napisana przez dwie lekarki w bardzo przystępny sposób. Znajdziecie w niej wiele szczegółów i jest naprawdę wyczerpująca. Polecam przeczytać ją samodzielnie, a później z dzieckiem. Nie musicie czytać jej w całości, a wybrane rozdziały.
W zasadzie jest to największe kompendium wiedzy o dojrzewaniu wśród wszystkich, zaproponowanych przeze mnie tutaj książek. Są rozdziały o zmianach fizycznych, psychicznych, a także autorki poruszają zagadnienia, które są ważne np. o tym, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami.
Pierwsza połowa książki jest stricte o zmianach fizycznych i psychicznych, które zachodzą w trakcie dojrzewania, a w drugiej części są poruszone zagadnienia dla starszych nastolatków np. intymnych znajomościach przez internet. Na końcu obu książek są również wypisane miejsca, gdzie można zwrócić się o pomoc. Te książki powinni przeczytać wszyscy rodzice.
Przyznam się, że podeszłam z rezerwą do tej książki, ale po przeczytaniu jej, nie tylko gorąco polecam ją Wam. Przeczytajcie sami – ileż tam mądrych wiadomości! Uprzedzam, że nie jest książka o dojrzewaniu dla młodszych dzieci. To książka dla nastolatków, które już przeczytały poprzednie i wiedzą już dużo o dojrzewaniu.
Myślę, że doskonałym pomysłem jest kupienie jej i przeczytanie samodzielne. Zadecydujcie kiedy będzie dobry moment na podarowanie tej książki dziecku lub wspólne czytanie. Według mnie ta książka ma najwięcej informacji, o tematach, które mogą wydawać się nam trudne. Dlatego warto przeczytać ją najpierw samemu, a później przekazać dziecku.
Uważam, że te książki są niezwykle wartościowe i krok po kroku rozwijają świadomość dotyczącą dojrzewania, a później seksualności dziecka. Edukacja w tym zakresie jest kluczowa!
Wiem, że niektórym z nas rozmowa na ten temat przychodzi trudniej, dlatego najlepiej jest zaopatrzyć się w książki, przeczytać je i powoli wprowadzać w temat, bo unikanie rozmowy jest jednym z najgorszych rozwiązań. I to, że mówienie o dojrzewaniu i seksualności sprawia Wam problem pokazuje tylko, jak edukacja w tym temacie nie działa.
Dodam jeszcze, że dzieci w obecnych czasach mają znacznie większy dostęp do treści niesprawdzonych, niezgodnych z obecną wiedzą medyczną – i czy tego chcecie czy nie, zdobędą wiedzę na temat albo od Was (kontrolowanie i w relacji pełnej zaufania) albo od rówieśników – w sposób, którego wolelibyście uniknąć.
A co Wy dorzuciłybyście do tej listy wartościowych książek o dojrzewaniu i edukacji seksualnej?
Tu macie wpis Seriale dla dzieci na Netflix a tu Disney plus – najlepsze filmy dla dzieci
Pisma zawierają miejsca, zaznaczone na żółto, które można przekreślić (niepotrzebne skreślić) lub wybrać pomiędzy dwiema opcjami:
Za chwilę dzieci przekroczą szkolne progi i zacznie się szkolny kołowrotek. Moje starsze dziecko zaczyna czwartą klasę, a ja usłyszałam już chyba wszystko o tym, jak bardzo nasze życie wywróci się do góry nogami.
I gdybym sama nie była pedagogiem, to chyba bym się dała wkręcić w szkolną presję napędzaną ocenami, pracami domowymi i odpytywaniem bez zapowiedzi (brrr…).
Szkoła, jaka jest to każdy widzi. Ale my, jako rodzice też mamy wpływ na to, czy nasze dzieci będą tak poważnie ją traktować. A może pokażemy im, że życie nie kręci się wokół szkoły? I tak naprawdę ta trója z przyrody, nie ma żadnego wpływu na życiowy sukces.
Co było w szkole? Co dostałeś? Co na jutro? Dlaczego tak mało napisałeś? I dlaczego tak niestarannie? Kiedy sprawdzian? Kiedy wyniki? Ile procent? Dlaczego tylko tyle?
Nie wiem jak Wy, ale ja bym była wściekła.
Albo jakby ktoś Was pytał non stop o Waszego dyrektora lub koleżanki z pracy.
A tak mniej więcej wyglądają rozmowy rodziców z dziećmi.
Odkąd moje dziecko chodzi do szkoły, przyjęłam kilka zasad, które sprawdzają się u nas znakomicie. Wiedziałam od początku, że nie chcę brać udziału w tej około szkolnej biegunce.
Nie wiem, jak wyglądała Wasza edukacja, ale ja byłam uczniem średnim, który jak się postarał to w podstawówce wyciągał na czerwony pasek. Zawsze miałam obniżoną ocenę z zachowania, za jakieś wybryki, a że byłam społecznikiem to wyciągałam na bardzo dobre. W ogólniaku leciałam na trójeczkach i czwóreczkach, bo więcej mi się nie chciało. Maturę zdałam na piąteczki i bez problemów dostałam się na wymarzone studia. Studia skończyłam bez problemów, wkuwając masę książek i zarywając noce, a w swoim zawodzie przepracowałam … dokładnie 2 lata.
Więcej się uczyłam aby zostać pedagogiem i logopedą niż faktycznie przepracowałam.
Kiedyś brak studiów traktowano jako największą ujmę – prawie, że lukę w ilorazie inteligencji. I mam wrażenie, że moje pokolenie próbuje wymusić na swoich dzieciach to samo.
Bardzo dobre wyniki w podstawówce = dobre wyniki w ogólniaku = dobre studia = dobra praca
Tymczasem przeskoczyliśmy o jedno pokolenie i sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Można mieć świetną pracę, nie kończąc nawet studiów.
Nie wiem, czy znacie to 50-letnie badanie, że wzorowi uczniowie radzą sobie w życiu najgorzej ( do 35 r.ż. jest ok, a potem zapełniają przychodnie zdrowia psychicznego).
Następnym razem, jak będziecie pytać dlaczego 4, a nie 5 z klasówki to przypomnijcie sobie o tym.
Dla mnie nauka dla ocen jest totalnie bezsensowna i traktuję je jako szkolną „grę”. Czasem wypadnie z maszyny losującej 4, czasem 3, a czasem 5.
Często do tej piątki potrzebne jest szczęście i trafienie w pytania. Czasem faktycznie wiesz, że umiesz na 5, a masz słabszy dzień i wychodzi 3.
Tak też przedstawiam to dzieciom i nie pytam, co dostałaś ze sprawdzianu lub na ile procent był test. Nie pytam o te cyferki, bo dla mnie one nic nie znaczą. Chcę też żeby moje dzieci też umiały w ten sposób do nich podchodzić.
Do tej pory w szkole, do której chodziło moje dziecko nie było prac domowych, bo cały materiał realizowali w czasie lekcji, które były do godziny 14. Super sprawa, ale wiem, że w szkołach systemowych dzieci w 1 klasie kończą lekcje nawet o 10.20. Jasne dla mnie jest to, że w ciągu 3 godzin nie da się zrealizować tego materiału i resztę muszą dokończyć dzieci w domu.
Kiedy następnym razem usiądziesz razem z dzieckiem do lekcji, to zadaj sobie jedno pytanie, dlaczego to robisz?
Czy może dlatego, że boisz się oceny przez nauczyciela?
Czy może też dlatego, że chcesz żeby dziecko szybko miało to z głowy?
A może dlatego, że jednak minąłeś się z powołaniem i uwielbiasz tłumaczyć coś dzieciom? (Ja nawet, jako pedagog zatraciłam tez umiejętność w stosunku do moich dzieci:))
Myślę, że nauczyciel jeszcze raz wytłumaczyłby ten sam temat. Jeżeli prace domowe są wykonywane w asyście rodziców lub/i korepetytorów. (A do tego żaden uczeń nie przyznaje się, że praca domowa była wykonana niesamodzielnie) To jaki jest feedback dla nauczyciela? Wszyscy zrobili – lecimy dalej z materiałem. I co tego, że jest 5 z pracy domowej?
Od początku przyjęłam zasadę;
Ja swoich lekcji już się naodrabiałam.
Natomiast chcę nauczyć dzieci, jak skutecznie szukać odpowiedzi na pytania. Jak samemu znaleźć odpowiedź i odrobić pracę domową totalnie samodzielnie.
I gdybym teraz zadała Wam pytanie, czy stresujecie się nowym rokiem szkolnym – myślę, że 50 % z Was odpowiedziałoby, że tak. I sobie myślę, dlaczego? Bo bardzo łatwo jest sobie dołożyć szkolnych obowiązków dziecka lub dzieci. Tylko po co?
Po to, żeby 37- letnia Ania dostała 5 z matmy? Czy 10-letnia Lila umiała podejść na drugi dzień i zapytać nauczyciela, czy może jeszcze raz wytłumaczyć, bo nie do końca zrozumiała?
Myślę, że ta druga umiejętność bardziej się przyda w życiu.
Powodzenia w nowym roku szkolnym
A.
Wyprawka szkolna i wyprawka do przedszkola powoli już czekają w szafie. Niektóre rzeczy służą nam kolejny rok, a niektóre musieliśmy dokupić. Jak zwykle wszystkie przedmioty sumiennie przetestowałam i dziś podzielę się z Wami moimi pewniakami.
Kiedy moje dzieci były mniejsze to nie mogłam znaleźć żadnych sensownych śpiworków do przedszkola. Dlatego tak duże wrażenie zrobiły na mnie śpiworki Cozy&Dozy – szyte w małej szwalni w naszym mieście. Stworzyła je mama i oczywiście pomyślała o wszystkim:
Wyprawka przedszkolna się bez niego nie obejdzie – Śpiworek przedszkolaka
Na kod Nebule10 do końca sierpnia macie rabat na TUTAJ
Ani wyprawka do szkoły ani wyprawka przedszkolna nie obejdą się bez akcesoriów na jedzenie i picie. Poniżej nasze ulubione
O bidonie z rurką dla młodszych dzieci pisałam już tu: Bidon stalowy
A my jesteśmy fanami bidonów stalowych z ustnikiem. Próbowaliśmy różnych innych modeli, a jednak zawsze wracaliśmy do tych modeli. Są łatwe w czyszczeniu, długo trzymają chłodne i ciepłe napoje, a do tego wciąż wyglądają jak nowe. Oba mieszczą się w wąskich kieszonkach w plecakach.
Pierwszy z nich to bidon 24 bottles KLIK
Bardzo dobrze się z niego pije, nie przecieka. Ten, który mam na zdjęciach ma 3 lata i jest używany codziennie, więc jakość jest doskonała. Mam pojemność 500 ml.
Drugi bidon dla dzieci, który jest u nas bardzo często używany to Liewood KLIK – mamy 2 – jeden o pojemności 350 ml i 500 ml
Bidon ma podwójne ścianki, więc dobrze trzyma temperaturę (ciepłą i zimną). Łatwo się myje i bardzo dobrze się z niego pije. Nie trzeba go przechylać żeby się napić, więc będzie idealny dla młodszych dzieci. Ma poręczny uchwyt.
Dostępny TUTAJ
Ten bidon to moje ostatnie odkrycie, kosztuje niedużo, a jest naprawdę wart uwagi. Wykonany jest ze stali szlachetnej. Jest duży, ma podwójne ścianki i bardzo długo trzyma temperaturę:
Jeżeli chodzi o ciepłe napoje to naprawdę długo są gorące. Bidon można myć w zmywarce, jest niezbyt szeroki i mieści się do wąskich kieszeni. Ma też zapięcie z karabinkiem.
W ubiegłym roku zrobiłam wpis z różnymi lunchboxami – jest TUTAJ —> Lunchbox-dla-dzieci
A ja od kilku miesięcy testuję prawdopodobnie najlepszy lunchbox.
Jest dostępny TUTAJ
Co go wyróżnia:
Ma tylko 1 minus: jest dość ciężki – waży ok 700 g
Często wyprawka przedszkolna wymaga również ubrań przeciwdeszczowych .
W ostatnim roku używaliśmy polskich kaloszy Gokids KLIK i naprawdę je polecamy. Są lekkie, miękkie, piorę je w pralce i dobrze trzymają stopę.
Ochronna odzież przeciwdeszczowa często jest potrzebna w wyprawce szkolnej i wyprawce do przedszkola. W tamtym roku polubiliśmy się z marką Didriskons ( mamy zestawy na zimę) i są również dostępne cieńsze zestawy . Są dostępne TUTAJ
Spokojnie wystarczą na 2 sezony
Według mnie najlepszy piórnik jest w takim kształcie jak poniżej. Im większy piórnik tym więcej dzieci do niego wkładają i mają cięższe plecaki. A później się dziwią, że mają takie ciężkie plecaki.
Nie sprawdziła nam się typowy piórnik jednopoziomowy, bo nigdy nie było czasu żeby wszystko wkładać w gumki. Najlepszym rozwiązaniem są piórniki typu saszetka, z niedużą ilością gumek.
Bardzo dobrej jakości są te piórniki KLIK i kosztują tylko 49 zł.
Od kilku lat mamy wciąż to samo krzesło, które rośnie razem z dzieckiem. Jestem zadowolona z jakości i funkcjonalności. Jest to krzesło, które wymusza prawidłową postawę przy biurku i łatwo je dopasować do wzrostu dziecka.
Jest dostępne TUTAJ
A więcej o prawidłowej postawie dziecka możecie przeczytaj w tym poście Czy twoje dziecko prawidłowo siedzi przy biurku?
A tu najnowsze wpisy: Kapcie do szkoły i Plecaki szkolne i Plecak do pierwszej klasy
Dziś mam dla was najlepsze plecaki szkolne które przetrwają kilka lat i nadal będą modne. Przyszedł już czas, kiedy warto zacząć się rozglądać za wyprawką i dokupić plecak do szkoły i inne brakujące rzeczy.
Wybór porządnego plecaka do szkoły może być trudny, a do tego ciężko znaleźć coś sensownego w sklepie stacjonarnym. Dlatego dziś przygotowałam Wam post z przeglądem najciekawszych modeli. Napiszę również, czym warto się kierować wybierając najlepsze szkolne plecaki.
Sama pamiętam mój pierwszy tornister do szkoły. Niestety szybko mi się znudziła aplikacja Myszki Mickey, a musiałam z nim chodzić przez kilka lat. Doradzę Wam też jak rozwiązać konflikt rodzica i dziecka, które z pewnością chciałoby mieć plecak z bohaterem ulubionej bajki.
W tym wpisie skupiłam się na plecakach do szkoły do starszych klas. We wcześniejszym poście znajdziecie mój wybór jeśli chodzi o Plecak do pierwszej klasy.
Nasz plecak do 4 klasy ma już 3 lata, nadal wygląda świetnie, więc nie mam potrzeby kupowania nowego. Polecam Wam takie rozwiązanie, bo dzięki temu nie musicie co roku wydawać pieniędzy na nowy plecak.
Dobrze, sprawa wygląda prosto, ale jak wybrać najlepszy model?
Od 3 lat używamy plecaka Doughnut 16 L w kolorze ROSE. Nadal wygląda świetnie i będzie nam służyć przez kolejne lata. Jest uniwersalny, pasuje do wszystkich ubrań i jest łatwy w czyszczeniu (piorę go w pralce). Ma sporo kieszonek i podoba się dziecku.
Jest dostępna również wersja 18 L (u mnie czarny) – wg mnie dobra dla osoby 155 cm +
Ten większy Doughnut ma świetne wykończenie pleców – z siateczki i profilowane + kieszeń na telefon
A tu porównanie:
Musztardowy 17′ ( ma 4 lata) i niebieski 13′ (ma 2 lata)
Tu macie zresztą cały wpis na temat Plecak Kanken
A jeżeli szukacie idealnego plecako-worka na lekcje WF lub na ubrania, to bardzo polecam ten z SURV band bo został on stworzony przez mamę, która zna potrzeby dzieci.
Są dostępne w różnych kolorach a na hasło nebule10 macie 10% rabatu do końca sierpnia dostępne TUTAJ
Nie ma sznurka, który lubi się zaplątywać, a wygodne szelki – może służyć jako worek, ale też jako plecak. Ma kieszonkę na buty – i w końcu dzieci nie będą musiały nosić butów sportowych razem ze strojem gimnastycznym. Materiał jest wodoodporny, więc można tam również włożyć mokre ubranie.
Z boku jest kieszonka na drobiazgi: gumki do włosów, szczotkę lub telefon. A w środku kieszeń na bidon i mniejsza na portfel lub legitymację. Ten worek dobrze sprawdzi się też na zajęcia dodatkowe.
Mam nadzieję, że w tym wpisie znaleźliście funkcjonalne plecaki szkolne, które będą służyć dzieciom przez lata.
A tu łapcie wpis z sezonu 2022 na Kapcie do przedszkola i szkoły
Może jest to Twoja historia, a może Twojej przyjaciółki? Hektolitry wylanych łez w poduszkę, mnóstwo pieniędzy wydanych na wizyty lekarskie i to uczucie pustki, które najbardziej dopada wieczorem.
Do podzielenia się moją historią zaprosił mnie Inofem, który codziennie wspiera kobiety w walce o zdrowie i marzenia
Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci. To był mój plan na przyszłość: skończyć studia, znaleźć ciekawą pracę, spotkać kogoś wyjątkowego i zostać mamą. Mamą dwójki.
Po kilku latach można powiedzieć, że wszystko w moim życiowym excelu się układało, bo już miałam męża, 1 dziecko i pracę, która dawała mi mnóstwo satysfakcji.
Zostało tylko jedno do spełnienia i wydawało mi się to tak OCZYWISTE – moje dziecko będzie miało rodzeństwo. Jestem jedynaczką i to marzenie było jednym z głównych w moim życiu.
Pewnego dnia rano mocno mnie zemdliło i od razu poczułam ten przyjemny ucisk w żołądku, że to NA PEWNO to. Wszystko układa się po mojej myśli, a ja jestem w drugiej ciąży. Pobiegłam podekscytowana do apteki po test i oczywiście wymalowały się piękne dwie kreski. Czułam ogromną radość, a jednocześnie wiedziałam, że tak właśnie miało być.
Mój plan idzie znakomicie. Oczywiście, szybko na kalkulatorze ciążowym szybko wyliczyłam datę porodu, różnicę wieku między dziećmi i wszystko układało się tak idealnie.
Jeden dzień przed usg genetycznym poczułam lekki ból brzucha, poszłam do toalety i zobaczyłam lekkie różowe plamienie. Zrobiło mi się gorąco, słabo, a kropelki zimnego potu spłynęły po mojej skroni. Szybko pojechałam do szpitala, siedziałam kilka godzin wśród ciężarnych kobiet głaszczących swoje brzuchy, a dźwięk KTG dudnił mi w głowie.
W końcu weszłam do gabinetu. Położyłam się i usłyszałam słowa, które przez kolejne 2 lata śniły mi się po nocach:
Jak to??? Przecież wszystkie badania były idealne, dbałam o siebie, nie piłam nawet kawy i masakrycznie bolała mnie głowa. Nie brałam leków przeciwbólowych, bo przecież to może zaszkodzić! A może to przeziębienie, które miałam? TO JEST NIEMOŻLIWE!
Cały czas zadawałam sobie pytanie: dlaczego ja? Co się stało, przecież wszystko było w porządku.
Smutek został ze mną i dopadał w dziwnych sytuacjach. Patrzyłam z nienawiścią na kobiety w ciąży. Czułam się odarta z marzenia, które żyło w mojej głowie.
Kilka miesięcy później poczułam, że jestem gotowa znów spróbować. Lekarze mi powtarzali, że to się zdarza 1 raz na 6 ciąż. „Proszę się nie przyjmować, brać kwas foliowy i tyle”.
Z ogromną ostrożnością i z tłumionym entuzjazmem podeszłam do pozytywnego testu zrobionego tuż przed Wigilią. Nie było tej radości, ekscytacji, tylko strach. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, bo nie miałam żadnych typowych objawów ciążowych, a betaHCG rosła bardzo powoli. Moje obawy potwierdziły się na chwilę przed wyjazdem na święta.
Wtedy już nie płakałam, patrzyłam pustym wzrokiem w ścianę.
I chociaż lekarz mówił „To się zdarza”. To ja wiedziałam, że dwie straty z rzędu nie mogą być przypadkowe. Całe święta leżałam w łóżku i czytałam fora internetowe. Szukałam kobiet takich jak ja, które chcą spełnić swoje marzenie, a coś stoi na przeszkodzie. Dość szybko trafiłam na termin „poronienia nawykowe” (czyli powtarzające się) i „niepłodność wtórna” (czyli niemożność powtórnego zajścia w ciążę).
Oba terminy mnie dotyczyły, bo pierwszą ciążę miałam totalnie bezproblemową, a później wystąpiły komplikacje. Musiałam tylko znaleźć przyczynę, co się zmieniło i uniemożliwia donoszenie ciąży.
Znalazłam lekarza, który powiedział żeby nie czekać do 3 poronienia tylko już zacząć działać. Dostałam długą listę badań do wykonania. Zrobiłam je bardzo szybko, bo czułam, że zadaniowe podejście służy mojemu zdrowi psychicznemu i co najważniejsze – DAJE NADZIEJĘ.
Z plikiem wyników stawiłam się u lekarza – diagnoza była bardzo prosta: Insulinooporność i PCOS, czyli zespół policystycznych jajników. Jak się okazuje, w moim przypadku spowodowały one obniżenie jakości komórek jajowych i dlatego tak trudno było mi utrzymać ciąże.
Wszystko złożyło się całość – po pierwszej ciąży zostało mi 10 dodatkowych kilogramów, których w żaden sposób nie mogłam zrzucić. Ciągle chciało mi się spać, miałam otyłość brzuszną i trudności z koncentracją. Wydawało mi się, że tak się czują wszystkie mamy, a nie, że jest to insulinooporność.
Z gabinetu wyszłam z całą listą zaleceń i receptą na leki.
Tak jak dwie pierwsze punkty wydawały mi się dość jasne, to po wyjściu z gabinetu szukałam więcej informacji o inozytolu. Jak się okazało inozytol jest ważnym składnikiem środowiska pęcherzykowego i badania naukowe potwierdzają, że jego wyższy poziom w płynie pęcherzykowym poprawia jakość komórek jajowych.
Dotarłam też do badań naukowych, które jasno pokazują, jak inozytol wpływa na poprawę wyników u osób z PCOS i insulinoopornością. Dodatkowo ten składnik pomaga uwrażliwić tkanki na działanie insuliny, a co za tym idzie pomaga walczyć z nadwagą. Oprócz tego obniża cholesterol i reguluje ciśnienie krwi.
Wszystkie badania były tak obiecujące, że od razu wprowadziłam zmiany. Zaczęłam się więcej ruszać, uczyłam się zasad diety z niskim indeksem glikemicznym, brałam metforminę i piłam sumiennie Inofem z mio-inozytolem.
Po 3 miesiącach schudłam 10 kilogramów, powtórzyłam badania i poszłam do mojego lekarza. Naprawdę nie spodziewałam się, że dokładnie 12 tygodni wystarczyło aby tak mocno poprawiły się wyniki, a ja czułam się o wiele lepiej. Pilnowałam diety i dużo się ruszałam – miałam cel i to on dodawał mi siłę w chwilach zwątpienia.
Po miesiącu od wizyty trzymałam w ręku pozytywny test ciążowy. Pamiętam to uczucie do dziś: pomieszanie ogromnej radości ze strachem, ale i nadzieją.
Mówią, że do trzech razy sztuka. W moim przypadku, gdybym sama sobie nie pomogła to wcale nie byłoby szczęśliwego zakończenia za 3 razem. A dzięki temu się udało!
Wiele kobiet nawet nie wie, że mają insulinooporność i PCOS. Dlatego tak ważne jest mówienie i pisanie na ten temat. Warto mieć tego świadomość i badać się. Bo jedno i drugie utrudnia zajście i donoszenie ciąży. A można odpowiednią dietą, aktywnością i suplementacją sobie pomóc.
Czy próbowaliście już zrobić magiczną lemoniadę zmieniającą kolor? Jeżeli nie – to zapraszam Was na dzisiejszy post z przepisem na ten naturalny napój bez barwników.
Post zawiera linki afiliacyjne
Dzień wcześniej zróbcie lód w kostkach. Oczywiście, można go pominąć – magiczna lemoniada wyjdzie też bez niego.
Zaparzcie herbatę w dzbanku – im więcej dodacie herbaty tym bardziej intensywny będzie kolor waszej magicznej lemoniady:)
Zalałam herbatę wrzątkiem, dodałam 2 łyżki cukru i odstawiłam do całkowitego ostygnięcia.
W międzyczasie wyciśnijcie sok z cytryn. Ja użyłam cytruskarki, która jest teraz dołączona do wyciskarki Kuvings, (Całość wyciskarka i cytruskarka dostępna są teraz w pakiecie z rabatem 240 zł). Promocja z wyciskarką cytrusów działa tylko do końca lipca – link TUTAJ.
Kiedy macie już wszystko gotowe, przechodzimy do robienia magicznej lemoniady:
Wsypcie lód, nalejcie niebieską herbatę, a później powoli nalewajcie sok z cytryny.
Kolory delikatnie się mieszają. Jeżeli będziecie chcieli przyspieszyć proces łączenia, to wystarczy wymieszać ją łyżeczką, stanie się różowa.
Lemoniada w smaku jest cytrynowa, jeżeli dodacie cukier lub ksylitol to będzie słodka. Można ją trzymać w dzbanku, ale najlepszy efekt jest wtedy, kiedy robiona jest na bieżąco w szklankach.
I tylko nie pytajcie proszę o wyciskarkę – wszystko o tym sprzęcie pisałam wam wcześniej w poście Wyciskarka wolnoobrotowa
W tamtym poście znajdziecie też przepisy do wyciskarki np. na:
Dziś polecę Wam 5 moich hitów kosmetycznych, za które nie zapłacicie więcej niż 10 zł. Myślę, że każdy ma takie tanie perełki w swojej łazience i warto się nimi podzielić. Zebrałam dziś moich ulubieńców – dostępne cenowo i dobre kosmetyki, które mogę Wam polecić.
Dostępne w najniższej cenie TUTAJ <- to mój ulubiony odcień – mam go od kilku miesięcy na stopach
A to mój drugi ulubieniec – mam go na dłoniach TUTAJ – jest idealny do french manicure
Tę linię lakierów odkryłam przypadkowo, chwilę po tym jak zrezygnowałam z robienia manicure hybrydowego. Szukałam trwałych lakierów, które nie odpryskują, dobrze się rozprowadzają i mają ładne kolory.
Dostępny od 6 zł TUTAJ
Aż trudno uwierzyć, że taki peeling kosztuje tak mało. Dobrze złuszcza naskórek, zostawia skórę gładką i lekko nawilżoną. Do tego ma bardzo poręczna tubkę i zajmuje niedużo miejsca w kosmetyczce. Używam go też na dłonie.
Idealny krem z mocznikiem, który złuszcza i nawilża naskórek. Jest wydajny i dobrze skoncentrowany. Można go stosować na noc – wtedy działa najlepiej.
Ten żel to ideał! Kupiłam go na zapas i aż trudno uwierzyć, że kosztuje 8 zł. Obłędnie pachnie, ma dobry skład i do tego bardzo dobrze myje. Jest wegański i ma poręczną butelkę. W tej serii są jeszcze inne zapachy, ale ten przypadł mi do gustu, bo pachnie orzeźwiającym mojito.
Dostępna najtaniej TUTAJ
Co roku w wakacje wracam do tej odżywki: kosztuje niewiele, a jest idealna. Latem mam przesuszone włosy, które potrzebują nawilżenia i dociążenia. Nakładam ją po myciu na 5 minut (ZAWSZE WCZESUJE SZCZOTKĄ) i spłukuję. Na moich wysoko porowatych włosach sprawdza się idealnie. Do tego ma poręczną tubę i zajmuje mało miejsca w kosmetyczce.
Mam też świetny żel do mycia twarzy, który co prawda kosztuje trochę więcej niż 10 zł, ale jest wart polecenia
Świetny żel do mycia twarzy, który dobrze oczyszcza, a do tego nie zostawia uczucia ściągnięcia. Wielki plus za szklaną butelkę. Ma zapach gumy balonowej (chociaż wiem, że to pomieszanie soku z brzozy i sorbitolu). Dobrze sobie radzi z niedoskonałościami, a do tego jest delikatny. Jest też polecany dla nastolatków.
Zimą używałam emulsji z tej serii i byłam bardzo zadowolona (ma właściwości myjące i nawilżające – raczej do skór suchych KLIK)
Tu macie wpis Pielęgnacja skóry dojrzałej a tu 7 sposobów na piękną i zdrową cerę i Efekt glow
A tu zobaczcie przejrzałam bibliotekę SkyShowtime – zobaczcie co można obejrzeć za 12,49:)
Dziś mam dla was przepis na chleb. Chleb, chlebuś, chlebunio tak smakowity, że palce lizać! Pyszny, zdrowy, orkiszowy, z ziarnami – a do tego do zrobienia w 5 minut.
Ten przepis jest z nami od około 6 miesięcy. Od jego odkrycia, nasze dzieci zaczęły jeść kanapki! No ale nie zagalopowujcie się – najczęściej są to kanapki z masłem:). Zresztą wcale im się nie dziwię. Chleb jest tak powalająco pyszny, że sam majstrując sobie kanapkę, kończę właściwie na maśle i odrobinie soli truflowej.
Droga do znalezieniu tego przepisu na chleb była dość wyboista. Kiedy się wyprowadziliśmy z Warszawy, Ania bardzo szybko odkryła cudowne źródełka świeżych warzyw, czy soczystych owoców na lokalnych ryneczkach. Ba – pierwszy raz w życiu dorobiliśmy się naszego własnego ulubionego rzeźnika (to jednak brzmi dużo raźniej niż „sklep mięsny”:))
Natomiast z pieczywem była lipa. Miesiącami szukaliśmy naszych smaków i nic. Z tej desperacji zainwestowaliśmy nawet w maszynę do pieczenia chleba. Ta zresztą mocno mnie rozbestwiła. Łatwość z jaką wrzuca się wszystkie składniki i tylko naciska przycisk. Brak potrzeby wyrabiania ciasta własnymi rękami i ugniatania tej lepkiej mazi – miodzio! Smakowity aromat unoszący się po domu i czule głaszczący duszę – no cud.
I kiedy już się wydawało, że „mamy to” – jak grom z jasnego nieba trafiła nas wiadomość, że nasz rzeźnik otwiera kolejną odnogę biznesu:
No i trafili jackpot. Doszedł nam codzienny rytuał po rozwiezieniu naszych pociech po placówkach – kolejeczka po przepyszny okrągły chleb. Maszyna do pieczenia zaczęła zbierać kurz i poszła w odstawkę. Smak chleba z piekarni jednak bił nasze wypieki na głowę! Czemu więc, zapytacie – znowu zaczęliśmy szukać alternatywy?
Niestety w piekarni, oprócz pysznego pieczywa, na półkach piętrzyły się i kusiły: bagietki, paluchy, drożdżówki, cynamonki, jagodzianki, gotowe kanapki i wszelkie możliwe oblane glancem i lukrowane pokusy świata.
Biorąc pod uwagę, że oprócz bochenka za kilkanaście złotych – nie dało się przejść obojętnie obok tej kuszącej słodkim zapachem rozpusty – codzienny rachunek tylko z piekarni zaczął się ocierać o 50 zł. A ubrania z kolei, krasnoludki mieszkające w naszych szafach, zaczęły zwężać jak nakręcone.
Jak więc pogodzić kubki smakowe i podniebienie rozbisurmanione smakiem chleba – jaki przenigdy nie chce wyjść z maszyny do pieczenia? Z wrodzoną awersją do żmudnego, własnoręcznego i codziennego zagniatania ciasta.
Będą przeświadczonym, że te obwarowania to twardy orzech do zgryzienia, ale z otwartą głową – pomaszerowałem na warsztaty z pieczenia chleba prowadzone przez Top Chef Ewelinę Łapińską do studia Atuty. Nauczyłem się tam piec przepyszny chleb na zakwasie – taki jak z naszej ulubionej piekarni! Schodzi by go zrobić 24h. Trzeba codziennie dbać o zakwas. Trzeba się niemiłosiernie naugniatać i kilkukrotnie ufajdać ciastem.
Efekt był oczywisty – zrozumiałem, że te kilkanaście złotych za bochenek chleba – to bardzo rozsądna cena. I jestem ją gotów płacić co dzień – byle tylko nie musieć ruszać palcem (całkiem oblepionym ciastem:)).
Poznałem też jednak na warsztatach przepis, który mnie absolutnie opętał – Przepis na chleb orkiszowy z ziarnami! Chef Ewelina pokazywała jak go zrobić tak naprawdę w przerwach technologicznych jakie mieliśmy walcząc z innymi przepisami.
Tu macie składniki. To trzeba tylko zasypać i wymieszać. Tu czekacie 20 min aż wyrośnie. Nie trzeba nic ugniatać ani wyrabiać! Brak potrzeby wyposażania się w żeliwne garnki do pieczenia chleba. Nie trzeba żadnej maszyny… Potrzebujesz tylko miskę, łyżkę, blaszkę i piekarnik – i już!
To co? Gotowi do upieczenia chleba i nie ubrudzenia sobie rąk?
A dla tych, którzy lubią kolejność w punktach:
Smacznego!
A jakbyś chciała ubogacić się nie tylko o przepis na chleb orkiszowy z ziarnami ale też na coś do niego – tu czeka na ciebie pachnąca Szakszuka
W tym roku, pierwszy raz zdecydowaliśmy się na wakacje na campingu. Czy jesteśmy zadowoleni, jak udał nam się wyjazd i czy pojedziemy kolejny raz? Dziś napiszę Wam moją opinię o wyjątkowym campingu Marina di Venezia we Włoszech.
Przyznam, że do tej pory campingi kojarzyły mi się tylko z namiotami, camperami i wspólnymi sanitariatami w wątpliwych warunkach higienicznych. Dlatego, od wielu lat wybieraliśmy sprawdzone opcje hotelu lub apartamentów. W tym roku nasi znajomi namówili nas na wyjazd do Włoch – właśnie na camping. Na początku nie byłam przekonana do tego pomysłu, ale kiedy zaczęłam przeglądać zdjęcia, patrzeć na lokalizację i cenę takiego pobytu – to zaczęło nam się podobać.
Camping jest 5-gwiazdkowy i to naprawdę czuć. Jest pięknie, zielono, teren jest przepięknie zagospodarowany.
Opcji jest kilka i my skorzystaliśmy z najmniej problematycznej, która może nie okazała się najkorzystniejsza, ale za to można było w razie draki łatwo odwołać. Jechaliśmy przed sezonem (3 tydzień maja) i ten termin okazał się świetnym wyborem. Ceny domku na campingu były bardzo korzystne, nie było dużo ludzi, a pogoda była idealna (do 30 stopni).
Gdzie można zabookować domek/miejsce na kampera lub przyczepę?
Camping jest naprawdę duży – przejście z jednego krańca na drugi zajmuje szybkim tempem 20 minut. Kiedy idziecie z dziećmi, które co chwilę znajdują ogromne szyszki lub przyglądają się jaszczurkom – to może nawet zająć godzinę. Codziennie nasze aplikacje wskazywały 15 tys. kroków. Jeżeli macie możliwość to weźcie rowery lub chociaż hulajnogi. Znacznie ułatwiają przemieszczanie się.
Warto wziąć też z domu parasol plażowy KLIK, wózek, który zamienia się w leżak KLIK lub namiocik KLIK jeżeli Wasze dzieci śpią w dzień. Plaża jest bezpłatna dla gości campingu, ale jeżeli lubicie plażowanie w cieniu MUSICIE mieć parasol – my kupiliśmy na miejscu.
Domki są w pełni wyposażone i możecie w nich przyrządzać posiłki. Na campingu i tuż za jego bramą są świetne włoskie markety, gdzie kupicie świeżą foccacie, pyszne sery (gorgonzola na wagę obłęd!), ryby. Przyznam, że pierwszy raz na wakacjach miałam chęć gotować.
Na campingu są też restauracje, bary, kawiarnie, lodziarnie. Są otwarte w różnych godzinach.
Strefa basenów jest duża i różnorodna. Kiedy byliśmy w maju woda była ciepła (ok 29 stopni). Aquapark jest bezpłatny dla gości campingu, ale jeżeli macie chęć leżeć w cieniu to musicie zapłacić za leżak z parasolem. Na basenie nie można korzystać z dmuchanych materacy, kółek – mają takie zasady bezpieczeństwa. Jedynie rękawki dla dzieci i kamizelki są dopuszczalne. Basen działa do godziny 18.
Na campingu jest też pralnia – nie musicie brać dużo ubrań, bo za opłatą możecie skorzystać z pralki.
WAŻNA RZECZ – Jeżeli zarezerwujecie domek przez Booking lub przez operatora, to weźcie z domu swoje ręczniki i poszewki na pościel. My nie wzięliśmy i musieliśmy zapłacić ok 60 euro!
Kiedy jedziemy do hotelu lub apartamentów to spędzamy w środku sporo czasu. Kiedy jesteście na campingu, to większość czasu jesteście na zewnątrz. To jest duża różnica – mam takie poczucie, że dzieci mogły w pełni wykorzystać te dni.
Mi najbardziej podobał się teren campingu – piękny, zielony i bardzo zadbany. Do tego wszystkie domki spowija cień wiekowych drzew.
Camping jest położony przy plaży i nawet z najbardziej odległego terenu dojdziecie w 10 minut. Jest kilka wejść i przy każdym znajdziecie coś innego: restaurację, beach bar lub plac zabaw. Możecie codziennie chodzić w inne miejsce. Plaża jest bardzo szeroka, piaszczysta i do tego pełna muszelek. Dzieci będą zachwycone! Wszędzie są toalety i prysznice. Na plaży można tez kupić lody, a w wodzie są meduzy i kraby. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Wieczorem centrum campingu tętni życiem, na scenie są animacje dla dzieci, koncerty, quizy. Restauracje są pełne ludzi i dzieci biegają wokół. Możecie udać się na spacer na zakończenie dnia.
Na campingu jest kilka restauracji, gdzie możecie skosztować pysznej, włoskiej kuchni. Co ciekawe ceny wcale nie są wygórowane – ceny pizzy zaczynają się od 7-8 EUR! A tuż za ogrodzeniem campingu jest też fajna i jeszcze trochę tańsza pizzeria. Myślę, że jest to powodowane faktem, że w przeciwieństwie do wakacji w hotelu – tutaj każdy ma kuchnię w camperze czy w domku – a taka „konkurencja” wymusza na restauratorach rozsądne marże.
W kawiarniach jest rewelacyjna kawa i lody – och będę je wspominać długo! Tuż za bramą campingu jest supermarket – polecam się wybrać już pierwszego dnia. Kupicie tam wszystko, co potrzebne do idealnych włoskich wakacji. Weźcie gorgonzolę na wagę, nadziewane kremem pistacjowym croissanty, a do tego owoce morza. Obłęd!
Duży kompleks, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Są zjeżdżalnie, basen z falą, brodziki dla maluchów. Moje dzieci były zadowolone, ale brakowało mi toalety na terenie basenów (trzeba wyjść poza) i basen był zamykany o godzinie 18.
Z campingu można popłynąć do Wenecji i wiele osób decyduję się na taką wyprawę. Jednak my byliśmy na miejscu tylko 6 dni i stwierdziliśmy, że wolimy skorzystać w pełni z atrakcji na campingu, a do Wenecji wybierzemy się jak dzieci będą starsze. Można również wypożyczyć rowery i pojechać na wycieczkę na bagna i zabaczyć flamingi.
Tak jak wspomniałam – nasz domek był dość daleko, ale i tak udało nam się skorzystać w pełni z atrakcji. Obok nas mieszkały rodziny z Niemiec, Danii i nasze dzieci miały okazję razem się pobawić. Nasz domek był 5 osobowy i czuliśmy się w nim naprawdę komfortowo. Jeżeli bym rezerwowała wakacje na przyszły rok to celowałabym w zabookowanie Garden Villa, Marina Lodge, Aqua Lodge.
Nasz domek nazywał się Deluxe, były w nim 2 sypialnie, 2 łazienki i kuchnia z salonem, a do tego duży taras.
Na terenie campingu są też animacje dla dzieci (2 razy dziennie) na placu zabaw. Dzieci mogą też pomalować na pamiątkę rzeźbę (za dodatkową opłatą). Jest też mini wesołe miasteczko i mini golf (dodatkowo płatny) – byliśmy dwa razy, bo naprawdę warto.
Dla dorosłych codziennie są ćwiczenia i lekcje włoskiego. (dla gości campingu bez opłat).
Tydzień w Marina di Venezia minął nam szybko i zadowoleni wróciliśmy do domu. Przyznam, że ten wyjazd odczarował nam campingi. Nie spodziewałam się, że mogą być lepszą alternatywą na wyjazd niż pobyt w hotelu. Myślę, że za rok również wybierzemy się na camping i już zaczynam się rozglądać za czymś interesującym.
Byliście kiedyś na campingu?
Tu macie jeszcze raz linki do operatorów:
A jeśli wolicie lokalnie tu macie Hotele dla rodzin z dziećmi – nasze TOP 10 w Polsce
Jeśli natomiast ciągnie was malownicza Toskania, okolice Florrencji czy Pizy – zobaczcie tutaj naszą relację z kepmingu hu Park Albatros.
Tu polecam Najlepsze parki rozrywki w Europie – lista TOP 10
Disney plus szturmem zdobył nasze serce. Oferta jest przebogata i w przeciwieństwie do innych platform, które już od dawna są z nami – gdzie mamy swoje typy i wiemy co oglądać – w przypadku Disney+ można by powiedzieć – „osiołkowi w żłobie dano”! Dlatego podjęliśmy się skromnej roli przewodnika po gąszczu tej wspaniałej biblioteki.
Ani słowem nie wspomnimy całej galaktyki filmów Gwiezdnych Wojen, ani nie dotkniemy się światów Marvela! Tak samo cudowny archipelag tytułów National Geographic musimy wpierw sami zeksplorować. Niniejszym przed wami nasz subiektywny wybór najlepszych filmów i perełek dostępnych teraz na platformie:
IMDb 7,0
tytuł oryginalny: Turning Redrok produkcji: 2022długość filmu: 1′ 40″
Poznajcie Mei Lee we wspaniałej metaforze dorastania. Reżyserką jest Domee Shi, która dostała Oscara za krótkometrażowy film Bao. Teraz wzięła na tapet okres buntu, naporu i burzy hormonalnej 13-latki w zderzeniu z nadopiekuńczą matką „helikopterem”. Choć podane w komediowej konwencji, porusza tematy ważkie dla każdej nastolatki i dalekie od samej tylko rozrywki.
Tu zobaczysz ZWIASTUN
IMDb 7,4
tytuł oryginalny: Lucarok produkcji: 2021długość filmu: 1′ 35″
Dzięki temu, że i cały Pixar trafił do rodziny Disney Plus, możemy cieszyć oczy ich najnowszą produkcją. Tu z kolei mowa o dorastaniu dwójki niezwykłych chłopców. Choć bardzo różnią się od reszty mieszkańców nadmorskiego miasteczka włoskiej Riviery, chcieliby wieść sielankowy, prosty żywot. Dopieszczona stylistyka, Włochy przełomu lat 50-tych i 60-tych, a tym otoczeniu ta opowieść o przyjaźni, która wcale nie jest taka cukierkowa jak wskazywałoby opakowanie.
IMDb 7,2
tytuł oryginalny: Encantorok produkcji: 2021długość filmu: 1′ 42″
Cudowna, wspaniała archetypiczna opowieść o zwykłej bohaterce, który postawiona przed niemożliwym problemem, zrobi wszystko co w swojej mocy by pokonać wszelkie przeciwności. Choć wszyscy członkowie rodziny Madrigal posiadają wyjątkowe moce, czy ta rodzina jest idealna? Opowieść umiejscowiona jest w olśniewającym kolorycie Kolumbii, o którego wierność w każdym aspekcie dbał „The Columbia Cultural Trust”.
IMDb 7,3
tytuł oryginalny: Raya and the Last Dragonrok produkcji: 2021długość filmu: 1′ 47″
Disney w XXI wieku to już nie tylko amerykocentryczność. Opowieść o księżniczce Rayi czerpie garściami z kultur Azji Południowo-Wschodniej. Mimo, że przenosi nad do mitycznej krainy Kumandry – jak zwykle jest bardzo uniwersalna. Uczy co jest nam potrzebne – oprócz oczywiście smoka – żeby uratować świat.
IMDb 8,2
tytuł oryginalny: Finding Nemorok produkcji: 2003długość filmu: 1′ 40″
Teraz trochę perełek, które możemy odświeżyć dzięki Disney Plus. Chyba nikomu nie musimy przedstawiać błazenka Nemo. Ten obraz był przełomowy w historii animacji komputerowej. Jesteśmy pewni, że ten przebojowy „film drogi” będzie bawił, cieszył i edukował kolejne pokolenia. My po obejrzeniu chcieliśmy się uczyć „waleńskiego”!
IMDb 8,4
tytuł oryginalny: WALL·Erok produkcji: 2008długość filmu: 1′ 38″
A tu kolejny prawdziwy już klasyk:) Choć nie myślałem, że tak szybko stanie się nim historia robota sprzątającego. Kiedy Wall·e poznaję EVE – mimo, że film dzieje się za 700 lat – opowiada historię starą jak świat:)
IMDb – 8,4
tytuł oryginalny: Cocorok produkcji: 2017długość filmu: 1′ 45″
Coco to opowieść o meksykańskim chłopcu, który kochał muzykę tak bardzo, że przeniosła go ona do świata umarłych. Świata który miał szansę poznać, by dowiedzieć się, że zmarli to nie tylko zdjęcia, ale prawdziwe historie prawdziwych ludzi. W tej opowieści wszystko jest piękne: pokazanie tradycji meksykańskich, związanych ze śmiercią, muzyka i sama animacja jest tak piękna, że zapiera dech. Wzruszenia i śmiech, plus mnóstwo mądrości.
IMDb – 6,7
tytuł oryginalny: Ferdinandrok produkcji: 2017długość filmu: 1′ 48″
Co się stanie kiedy pacyfista trafi na arenę… Bardzo ciepła opowieść. Sympatyczni bohaterowie. Mądre przesłanie. I co najważniejsze każdy znajdzie coś dla siebie. I dzieci i dorośli będą parskać głośnym śmiechem.
IMDb – 7,4
tytuł oryginalny: The Jungle Bookrok produkcji: 2016długość filmu: 1′ 46″
Dzieci klasykę znać muszą. I „Księga Dżungli” właśnie nią jest. Chłopiec wychowywany jest przez zwierzęta – nie będę opisywać fabuły, bo ją znacie. Ta wersja filmu to jednak majstersztyk. Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach, a zwierzęta w wersji life-action przyprawiają o ciarki.
IMDb – 8,2
tytuł oryginalny: Inside outrok produkcji: 2015długość filmu: 1′ 35″
I kolejna animacja, ale także jest w tym zestawieniu, ze względu na swoją wyjątkowość. To opowieść o emocjach, które mieszkają w każdym z nas. W tej historii mają swoje imiona, twarze i charaktery. Tak, tak. Niczym w „Było sobie życie” emocje są spersonifikowane. Jest Radocha, Smutna, Gniew, Odraza i Strach. Gdy dziewczynka przeżywa trudne chwile związane z przeprowadzką, jej dotąd działająca doskonale konstrukcja psychiczna, zaczyna się chwiać w posadach. Na ratunek ruszają Radocha i Smutna docierając do najdalszych jej zakamarków. Ten film jest tak dobry, że jego rekomendacja zajęłaby mi kolejnych kilka stron tekstu. Musicie to zobaczyć. Czapki z głów dla twórców.
IMDb – 6,9
tytuł oryginalny: Cinderellarok produkcji: 2015długość filmu: 1′ 45″
Klasyczna baśń o dziewczynie, która dzięki udanemu mariażowi, z pomiatanej pasierbicy, staje się żoną księcia. Choć schemat jest już dziś nieco passe, to film jest przepiękny i z pewnością spodoba się dzieciom. Dorośli odnajdą w nim magię, jednak ostrzegam, że opowieść ta, momentami absurdalna, może irytować, dlatego oglądając ją z dziećmi, nastawcie się na dobrą zabawę i przymknijcie swoje feministyczne oko na irytujące wątki.
tytuł oryginalny: Maleficentrok produkcji: 2015długość filmu: 1′ 37″
Ten film jest pięknie zrobiony – kostiumy, scenografia no i wspaniała kreacja Angeliny Joli w roli Diaboliny z pewnością spodobają się Wam. Dzieci urzeknie fabuła, która zbliżona jest to opowieści o Śpiącej Królewnie, jednak pokazuje tę historię z punktu widzenia Tej Złej?
IMDb – 7,7
tytuł oryginalny: Tangled rok produkcji: 2010długość filmu: 1′ 40″
Ona jest uziemiona… na wieki. Ale teraz dostała okazję by poznać świat po raz pierwszy na spółkę z pewnym łotrzykiem. Historii Roszpunki nie muszę wam opowiadać. Wspaniała adaptacja filmowa. Idealna doza humoru.
IMDb – 8,3
tytuł oryginalny: Uprok produkcji: 2009długość filmu: 1′ 36″
Jeśli jakimś cudem nie widziałaś tego filmu – to od niego zacznij! To też tak uniwersalne i ponadczasowe kino familijne, że i dzieciaki i ty będziecie oglądać przyklejeni do telewizora. Film porusza głębokie nuty. Wartość przyjaźni, pogoń za marzeniami, że nawet nie będąc już najmłodszym wciąż można zmienić swoje nastawienie i wziąć świat za rogi!
IMDb – 7,1
tytuł oryginalny: Enchantedrok produkcji: 2007długość filmu: 1′ 47″
Znacie księżniczki disneyowskie – ptaki nad nimi śpiewają, słońce dla nich wstaje, jak śpiewał Kult: „na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek. A przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek”. Taka właśnie księżniczka, w wyniku czarów-marów trafia nagle do współczesnego Nowego Jorku. Co może pójść źle? Wszystko! Oczekiwania kontra rzeczywistość. Księżniczka z bajki i zwyczajny facet. Zobaczcie sami.
tytuł oryginalny: The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe rok produkcji: 2005długość filmu: 2′ 23″
Kolejna z klasycznych opowieści, które trzeba znać. Rodzeństwo odkrywa magiczną szafę, która przenosi ich do magicznego świata Narni. Dzieci będą oczarowane opowieścią, a rodzice cudownym klimatem i światem, jaki udało się stworzyć twórcom tego filmu.
IMDb – 6,3
tytuł oryginalny: The Princess Diaries rok produkcji: 2001długość filmu: 1′ 51″
To opowieść, którą najlepiej ogląda się mamom i córkom. Nastoletnia, zwykła dziewczyna z San Francisco, zostaje odwiedzona przez nieznaną jej dotąd babcię, która oznajmia jej, że jest następczynią tronu niewielkiego, europejskiego państwa. Dziewczynki, już takie od 8 roku życia, będą zachwycone perypetiami dziewczyny, która ma stać się królową.
tytuł oryginalny: Onwardrok produkcji: 2020długość filmu: 1′ 42″
Ta produkcja Pixara ma wszystko. Jest filmowa podróż. Jest przygoda życia. Jest przemiana bohaterów. Jest przesłanie, że jest potrzebny nam umiar w używaniu technologii. Historyjka nie jest może super odkrywcza, ale odpowiednio bawi i wzrusza.
tytuł oryginalny: Riorok produkcji: 2011długość filmu: 1′ 36″
Twórcy „Epoki Lodowcowej” w odsłonie przy odrobinę gorętszym klimacie:) Tulio i Linda – wyruszają w podróż do Brazylii w jakże szlachetnym celu połączenia ostatniej pary Ary Modrej. Blue to rzadka nielotna papuga, która ma jedno marzenie… A my dostajemy odlotową komedię, którą teraz możemy się raczyć dzięki Disney Plus!
IMDb – 8,1
tytuł oryginalny: Ratatouillerok produkcji: 2007długość filmu: 1′ 51″
Disney i Pixar w pełniej krasie. Opowieść o marzeniu – sami oceńcie na ile możliwym do spełnienia. Czy istnieje jakieś zwierzę bardziej nie nadające się na szefa kuchni w wykwintnej i renomowanej restauracji w Paryżu niż szczur???? Nie mogę się powstrzymać by nie napisać, iż to bardzo wysmakowana gastro-komedia.
tytuł oryginalny: The Muppetsrok produkcji: 2011długość filmu: 2′
No dobra przyznaję, nie jest to może jakieś arcydzieło, ale primo – kto by nie chciał przedstawić swoich dzieciom Kermita Żaby, Świnki Piggy i całej armii Muppetów, które weszły już do klasyki popkultury? A secundo – czy nie chcesz poznać dalszych losów Muppetów?
IMDb 6.8
Tytuł oryginalny: The Lion KingRok produkcji: 2019Długość: 1′ 58″
Któż nie zna opowieści o małym lwie, który w wyniku intrygi zawiązanej przez niecnego wujka musiał szybciej dorosnąć, by zmienić świat, jaki powstał po śmierci jego ojca. To ta sama historia, którą znamy z lat 90, jednak rozmach i technika, z jaką wykonano tę animację, przyprawia o zachwyt. Pokażcie dzieciom i sami też zobaczcie, jak zmienił się Król Lew.
Tytuł oryginalny: FrozenRok produkcji: 2013Długość: 1′ 42″
Raz na jakiś czas Disney produkuje film, który staje się absolutnym hitem, na pokolenia – tak śmiem twierdzić. Jeśli jeszcze nie znacie jakimś cudem historii Elsy i Anny, to prawdopodobnie nie macie córek?. Już od 7 lat kolejne dziewczynki identyfikują się z siostrami, które łączy wielka miłość, silniejsza niż każde zło. No i jest uwielbiany bałwan Olaf, który stał się już kultową postacią. Najstarsze miłośniczki Elsy i Anny są już nastolatkami, a najmłodsze mają kilka lat. W sumie, co ja piszę, najstarsze mają pod czterdziestkę?
IMDb 7,6
Tytuł oryginalny: MoanaRok produkcji: 2016Długość: 1′ 47″
Vaiana żyje na pięknej, rajskiej wyspie, gdzie mieszkają ludzie, którzy nigdy z niej nie odpływają. Najstarsi wspominają złe doświadczenia związane z eksploracją świata, dlatego wszyscy żyją w radosnym odcięciu. Vaiana jednak chce poznać świat i zobaczyć, co jest poza wyspą. To piękna opowieść o odwadze w spełnianiu marzeń i sięganiu poza horyzont.
IMDb 7,5
Tytuł oryginalny: Ice AgeRok produkcji: 2002Długość: 1′ 21″
Sid, Maniek i Diego, podczas migracji zwierząt w czasie nadchodzącej epoki lodowcowej, ratują ludzkie dziecko i chcą oddać je rodzicom. Nieco przeszkadza im w tym fakt, że są leniwcem, mamutem i tygrysem szablozębnym. Przezabawna historia, pełna zwrotów akcji. No i jest oczywiście wiewiórka i jej orzeszek. To już ikona kultury, którą dzieci muszą znać.
IMDb 7,1
Tytuł oryginalny: Tinker Bell and the Legend of the NeverBeastRok produkcji: 2014Długość: 1′ 16″
Tytuł oryginalny: CarsRok produkcji: 2006 Długość: 1′ 57″
To jeden z tych filmów, które wytwórni Disneya się bardzo udały. Już od lat chłopcy na całym świecie kochają Zygzaka McQueena, pyszałkowaty samochód wyścigowy. Pewnego dnia, w wyniku niespodziewanych okoliczności ta gwiazda torów wyścigowych trafia do małej wioski, w której mieszkańcy nauczą go, co jest w życiu naprawdę ważne. Fajny, zabawny i mądry film, który pokochają wszyscy chłopcy, a zapewne także wiele dziewczynek.
Tytuł oryginalny: LavaRok produkcji: 2014Długość: 7′
Ten krótkometrażowy film musiał znaleźć się w tym zestawieniu. Muzyka, która mu towarzyszy jest tak urzekająca, jak historia, którą opowiada narrator. Samotny wulkan marzy o miłości. Czy nadejdzie dla niego happy end, a może jego żywot na zawsze będzie naznaczony morską samotnością? Dowiecie się w ciągu 7 minut trwania tego pięknego filmu.
IMDb 8,0
Tytuł oryginalny: ZootopiaRok produkcji: 2016Długość: 1′ 48″
Zwierzogród to kawał fenomenalnego kina. W sposób nienachalny, pośród wartkiej akcji – niesie ze sobą głęboki morał. Doskonale napisany scenariusz bawi i uczy. Pokazuje różnorodność, walczy z uprzedzeniami, a wszystko to dziecko ogląda z wypiekami na twarzy. Jest zagadka kryminalna i są salwy śmiechu.
Tytuł oryginalny: MulanRok produkcji: 1998Długość: 1′ 28″
Mulan to jeden z klasyków jakie znajdziecie na Disney Plus. Historia oparta na podstawie chińskiej legendy o córce, która zrobi wszystko by tylko uratować swojego ojca. Jest element grozy, są momenty dramatyczne, ale wszystko to harmonijnie przeplatane wspaniałym humorem sytuacyjnym. Oprócz tej dawki humory – cudownie dobrana muzyka. To po prostu Arcydzieło.
Tytuł oryginalny: BraveRok produkcji: 2012Długość: 1′ 33″
Księżniczka Merida jest wychowywana przez swą matkę na na przyszłą królową. Podobnie jak Mulan – rola jej przypisywana i od niej oczekiwana – to idealna żona i matka. Tymczasem ona jest wspaniałą łuczniczką i niezależną młodą kobietą. Jej historia pokazuje jak sprzeciwić się przeznaczeniu i odwiecznym skostniałym tradycjom.
IMDb 8,1
Tytuł oryginalny: Monsters, Inc.Rok produkcji: 2001Długość: 1′ 32″
Miasto zamieszkane przez potwory i kreatury. Miasto, które czerpie energię ze… strachu i przerażenia. Wbrew pozorom, okazuje się, że nastraszenie dzieci w dzisiejszych czasach to nie taka prosta sprawa. Klasyk i mustsee Disney Plus, który pozwala dzieciom oswoić się z ich lękami.
Tu łapcie świeżutki SkyShowtime TOP 20 z naszymi polecajkami
Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100
Tu są Seriale dla dzieci na Netflix
Tu łapcie polecajki na najlepsze seriale Apple TV
Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze Najlepsze filmy 2022, tu Najlepsze seriale MAX, tu seriale Netflix, a tu seriale Disney
Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek
a jak już je wprowadzicie zapraszam po Najlepsze bajki na Netflix a tu wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem
No i napiszcie koniecznie czego z bogatej oferty Disney Plus zabrakło w naszym zestawieniu? Obiecujemy uzupełniać wpis o kolejne perełki
Specjaliści mówią, że mamy do czynienia z nową epidemią. Niestety niewiele mediów porusza ten temat, a szkoda, bo dzięki temu więcej rodziców by się o tym dowiedziało i poszłoby z dzieckiem na badania. Analizy jasno wskazują, że pandemia przyczyniła się do ogromnego wzrostu i lekarze prawie dwa razy częściej stawiają tę diagnozę. I to u coraz młodszych dzieci
Drodzy rodzice, nauczyciele, terapeuci, opiekunowie – mamy przed nami epidemię krótkowzroczności wśród dzieci spowodowaną zmianami stylu życia wywołanymi przez pandemię: wydłużeniem czasu pracy wzrokowej w bliży, czy to poprzez naukę online, częstsze korzystanie z urządzeń cyfrowych, czy też ograniczenie czasu aktywności dzieci na zewnątrz.
Specjaliści biją na alarm, że w 2050 roku, co druga osoba na świecie będzie miała krótkowzroczność [1].
Do napisania tego artykułu, uświadomienia wszystkim rodzicom skali problemu i zachęcenia was do zabrania dzieci na badania wzroku zaprosiła mnie HOYA Lens Poland
Prostymi słowami: krótkowzroczność (miopia) utrudnia ostre widzenie obiektów znajdujących się w oddali. Dziecko, które ma krótkowzroczność dobrze widzi litery w książce, ale nie jest w stanie przeczytać, co Pani napisała na tablicy. A potocznie mówimy na tę wadę wzroku „minusy”.
Ja też mam krótkowzroczność popandemiczną i od lutego noszę okulary. Całe życie miałam sokoli wzrok, a jednak nadmiar pracy online i brak odpowiedniej aktywności na zewnątrz spowodował u mnie rozwinięcie się wady wzroku.
Dlaczego u dzieci ta wada wzroku tak szybko postępuje?
Dzieci szybko rosną, rośnie też gałka oczna i niestety rośnie krótkowzroczność.
Jakie metody spowolniania postępu krótkowzroczności są stosowane u dzieci:
INWAZYJNE:
NIEINWAZYJNE:
Przyznam, że sama wcześniej nie słyszałam o takiej możliwości aby spowalniać progresję krótkowzroczności specjalnymi szkłami, które dziecko nosi codziennie w okularach. Wydawało mi się, że nie ma w tej kwestii wyboru, a okulary mogą jedynie korygować wzrok. Wielu rodziców dzieci z krótkowzrocznością nadal nie wie o takiej możliwości, a wyniki badań klinicznych mówią same za siebie.
Dwuletnie badania kliniczne dowiodły, że używanie soczewek okularowych MiYOSMART może spowalniać postęp krótkowzroczności średnio o 60% w porównaniu do standardowych soczewek jednoogniskowych [3].
Z kolei wyniki sześcioletniego badania klinicznego dowiodły, że kontrola krótkowzroczności za pomocą soczewek MiYOSMART utrzymuje się w czasie, a u pacjentów, którzy przestali nosić te soczewki, nie występuje tzw. efekt odbicia, czyli tempo postępu wady po zaprzestaniu ich stosowania nie przyspiesza [4]!
Jeżeli samo noszenie okularów ze specjalnymi soczewkami może spowolnić rozwój wady, czy nie warto rozważyć tej opcji?
Zwróćcie też uwagę na takie zachowania dziecka:
Oczywiście warto też odwiedzać okulistę profilaktycznie. Poniżej macie rozpisane, kiedy najlepiej wykonać badanie wzroku:
Zadbajmy o dobre nawyki! Bardzo ważna jest higiena pracy i nauki z wykorzystaniem urządzeń elektronicznych. Najlepiej jest nauczyć dzieci (i sami też powinniśmy stosować) metodę 20-20-20:
Do tego zalecane jest minimalizowanie spędzania czasu pracy wzrokowej w bliży, a wydłużanie czasu przebywania na zewnątrz (specjaliści wskazują, że w przypadku dzieci najlepiej kiedy będzie to 2-3 h dziennie).
Przyznam, że lekko zszokowała mnie ta tabelka i w czasie lekcji online te wytyczne są niemożliwe do wykonania.
Wydaje mi się, że niedługo krótkowzroczność będzie kolejną chorobą cywilizacyjną tylko dlatego, że zapominamy o profilaktyce. Narząd wzroku jest najważniejszym zmysłem, dlatego zwracajcie uwagę na to jak funkcjonują Wasze dzieci i regularnie chodźcie na badania wzroku.
Sama wybrałam się z córką do okulisty, bo zauważyłam, że przysuwa się bliżej telewizora i mruży oczy. Badanie okulistyczne wykazało, że na razie nie ma krótkowzroczności, ale niestety jeżeli nie będzie przestrzegać zasad higieny pracy przy komputerze i telefonie, do tego będzie spędzać mało czasu na podwórku, to niestety ryzyko rozwoju wady jest duże.
Sama skorzystałam z listy gabinetów na stronie www.mamwzrokok.pl, które specjalizują się w badaniu i spowalnianiu krótkowzroczności z użyciem szkieł MiYOSMART.
W Białymstoku mogę polecić Elite Optyk na ul. Sienkiewicza 22 i badanie u dr. Andrzeja Malinowskiego.
Więcej o krótkowzroczności u dzieci, o tym co powinno nas – rodziców zaniepokoić i co możemy zrobić by chronić wzrok naszych dzieci znajdziecie też w animacji:
[1] Holden B.A., et al., Global Prevalence of Myopia and High Myopia and Temporal Trends from 2000 through 2050. American Academy of Ophthalmology. 05/2016, vol.123, no. 5, p.1036–1042. https://doi.org/10.1016/j.ophtha.2016.01.006
[2] Wong HB, Machin D, Tan SB, Wong TY, Saw SM. Visual impairment and its impact on health-related quality of life in adolescents. Am J Ophthalmol. 2009;147:505–11
[3] Lam CSY, Tang WC, Tse DY, Lee RPK, Chun RKM, Hasegawa K, Qi H,Hatanaka T, To CH. Defocus Incorporated Multiple Segments (DIMS) spectacle lenses slow myopia progression: a 2-year randomized clinical trial. British Journal of Ophthalmology. Pierwsza publikacja online: 29 May 2019. doi: 10.1136/bjophthalmol-2018-313739
[4] Lam CS, et al. Myopia control in chiIdren wearing DIMS spectacle lens: 6 years results. Invest Ophthalmol Vis Sci. 2022;63:ARVO E-Abstract 4247
A tu macie wpis Kiedy zbadać dziecku słuch?
Okulary Tom Ford za 1,2 zł? Jedwabna apaszka 50 groszy? A może kaszmirowy sweter za 5 zł? To wszystko znalazłam w second handach.
Nie pamiętam kiedy pierwszy raz byłam w second handzie, ale nie mam miłych wspomnień z tego miejsca. Sklepy z odzieżą używaną kiedyś kojarzyły mi się z brzydkim zapachem, stosem niepotrzebnych ubrań i kłócącymi się kobietami.
A teraz? Jest to miejsce, które odwiedzam i wyszukuję tam perełki modowe za niewielkie pieniądze.
Dziś zdradzę Wam moje sposoby, których nauczyłam się przez kilkanaście lat chodzenia do sklepów z używaną odzieżą.
Jaki jest dobry? Ten co ma dobry towar.
A jak go znaleźć? Można oczywiście spróbować odwiedzić kilka przypadkowych sklepów, ale jeżeli jesteś nowicjuszem to szybko się zrazisz. Najlepiej jest znaleźć jeden świetny i tam się przejść.
Jak ja znalazłam dobre second handy?
Dobry sklep z używaną odzieżą poznasz po kolejce, która stoi do niego rano. Nie zrażaj się tym widokiem – zainteresowanie innych zazwyczaj pokrywa się z asortymentem sklepu. Jeżeli widzisz, że przed second handem stoi kilkanaście, kilkadziesiąt osób to jestem pewna, że mają tam dobry towar (i wcale nie musisz stać w tej kolejce). Wystarczy, że wejdziesz później, albo wstąpisz po pracy.
Możesz też zapytać swoje znajome, czy mają do polecenia jakieś miejsca.
Wiem, że są osoby, które chodzą na wyprzedaże kiedy ceny są bardzo niskie, ale też asortyment jest przebrany. Ja preferuję zakupy w dzień dostawy i chodzę TYLKO w te dni. Możesz je sprawdzić na facebooku second handu lub poznać po kolejce, która stoi do wejścia.
Nie zrażaj się kolejką – to naprawdę dobry znak – napisze później dlaczego (to jeden z moich tricków). Ja nigdy w niej nie stoję, tylko czekam aż wszyscy wejdą i wtedy spokojnie wchodzę.
Chyba nigdy nie zdążyła mi się sytuacja, że weszłam do sklepu i od razu zobaczyłam świetny ciuch za kilka złotych. Aby znaleźć coś ekstra trzeba mieć więcej czasu, ale ja to uwielbiam, więc traktuję jak rozrywkę z naprawdę dobrymi nagrodami. Mam taki jeden duży second hand, który odwiedzam co 2-3 tygodnie i wizyta w nim zajmuje mi ok 1 – 1, 5 h razem z mierzeniem.
Do second handów nie chodzę też z dziećmi, bo nie jestem w stanie wtedy się skupić i wychodzę z pustymi rękami.
Kiedy cały tłum już wejdzie, to weź koszyk i udaj się tam gdzie nie ma zbyt dużo ludzi. Ja tak robię i jest naprawdę dobry sposób. Zazwyczaj idę do działy ze sportowymi ciuchami lub do koszy z szalikami i czapkami. Inni ludzie zazwyczaj najpierw przeglądają ubrania, dlatego jest szansa, że uda Ci się upolować coś ekstra już na wstępie.
To właśnie dlatego wszyscy odwiedzający mają tak wypchane kosze. Najpierw wrzucają jak leci, a później dopiero przeglądają i mierzą. Ja też tak robię i jest to super sposób, nie stoję z jednym swetrem i nie sprawdzam składu, rozmiaru itd. Nie ma na to czasu. Jest coś, co może będzie ok – to wrzucam do kosza. I też mam tak mocno wypełniony koszyk, a z tego później robię ostrą selekcję.
Ja to uwielbiam i przeglądam wieszak po wieszaku najszybciej jak mogę – naprawdę. Rzucam okiem i oceniam, jeżeli ma jakiś potencjał to wrzucam do koszyka. Jeżeli chcesz znaleźć prawdziwe perełki to przejrzyj wszystko – tam są takie rzeczy, ale jeżeli tylko przelecisz wzrokiem to nic nie znajdziesz. Dlatego wizyta w secondhandzie zajmuje mi tyle czasu, ale zawsze co się trafi.
Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, że poszłam do second handu kupić sweter i z nim wyszłam. Zakupy w sklepach z używaną odzieżą wyglądają trochę inaczej – kupuje się to, co akurat się trafi. Jeżeli dziś nie znajdziesz, tego co szukasz, to może uda się za tydzień lub miesiąc.
Chodzę od jednych wieszaków do drugich i cały czas zahaczam o dwa miejsca. Na przykład idę do bluzek damskich i jak skończę, to przechodzę przez przebieralnie i przeglądam rzeczy, które ludzie odwiesili po przymierzeniu – często są to świetne rzeczy, tylko nie pasujące rozmiarem.
A drugie miejsce, o które zahaczam kilka razy w czasie wizyty w sklepie to wieszaki na końcach skrajnych sklepu. Dlaczego? Tam zazwyczaj gromadzą się osoby, które kupują dużo ciuchów (pewnie większość na handel) i odwieszają, co zgarnęły do koszyka i nie do końca im pasuje. Dlatego lubię jak jest dużo ludzi, bo oni robią wstępną selekcję towaru za mnie.
Kiedyś nie mierzyłam, bo szkoda mi było czasu i przez to kupiłam kilka bubli. Naprawdę warto mierzyć wszystko. Dzięki temu możecie też dostrzec ewentualne wady w ubraniu: brak guzika, dziurkę, plamę. A jak coś na mnie pasuje i mi się podoba, to kupuję tylko wtedy jeżeli mogę wymyślić 3 stylizacje z tym ubraniem. Spróbujcie tego!
Mam na to radę. Często ubrania kosztują kilka złotych i może nam się wydawać, że to super okazja. Kupujemy tylko dlatego, że jest tanie. Przyjęłam taką metodę: że zanim kupić dane ubranie to zadaję sobie pytanie, czy byłabym w stanie zapłacić za nie pełną kwotę w sklepie (czyli: bardzo mi się podoba ubranie, a niska cena to dodatek). Dzięki temu mam same takie ubrania z sh, które noszę. Nic nie zalega w szafie.
Po co komu sweter akrylowy, jak w tej samej cenie za kg można znaleźć kaszmirowy?
Zakupy z drugiej ręki są wciągające, a nawet można robić to nałogowo. Tylko nie zapominajmy o jednej rzeczy: second handy są eko tylko wtedy kiedy nie wychodzimy z ogromnymi siatami co tydzień, nasza szafa nie pęka w szwach, a my używamy wszystkich ubrań.
A Wy lubicie second handy? Może macie swoje metody – podzielcie się w komentarzach.
a tu łapcie moją strategię Jak (nie) kupować na wyprzedażach
Wszyscy odliczają dni do wakacji i snują plany. Dziś chciałabym Wam podpowiedzieć ciekawy kierunek na spędzenie aktywnego czasu. Kilka tygodni temu odwiedziliśmy Region Puszczy Białowieskiej i mieliśmy świetny weekend.
Tak naprawdę każdy może tutaj coś dla siebie znaleźć, a ja Wam pokażę, co ciekawego tutaj zrobicie.
A tu łapcie całościowy wpis, który pokazuje całe Podlasie i jego atrakcje
My zatrzymaliśmy się w magicznym miejscu w Puszczy Białowieskiej
To miejsce wyjątkowe – w samym środku puszczy znajdziecie świetne apartamenty, a do tego mnóstwo atrakcji. Enklawa Białowieska to koncept dla osób wymagających, którzy lubią zarówno kontakt z naturą, ale też dobry design, pyszne jedzenie i rozrywki na miejscu. Gwarantuję Wam, że jak tu przyjedziecie, to nie będziecie chcieli wyjeżdżać. Do tego dzieci mają tu raj i wszystkie atrakcje na terenie:
Mieliśmy apartament z dwoma pokojami, w pełni wyposażoną kuchnią i tarasem z widokiem na las.
I naprawdę muszę podkreślić, że jedzenie serwowane w Sport Barze w Enklawie Białowieskiej jest wybitne. Szef kuchni korzysta z regionalnych składników i dodaje im nowoczesnego twista. Oblizywaliśmy talerze 🙂
Np. to niebieskie to lokalny ser z lawendą od batiuszki z Hajnówki, pomarańczowy deser to Arkas (przysmak Jana III Sobieskiego), a przepis pochodzi od podlaskich gospodyń, a na dole najlepsze brownie jakie jadłam w życiu – na bazie podlaskiego piwa.
Dużą atrakcją dla dzieci i dorosłych w Enklawie Białowieskiej jest Park linowy – trzeba się umówić na konkretną godzinę.
Możecie odpocząć lub wypożyczyć rowery i pojechać na wycieczkę rowerową. Pogoda nam dopisywała i niedzielę pojechaliśmy na niedługą wycieczkę przez puszczę do Krynoczki (malutkiej kapliczki położonej w środku puszczy).
Koniecznie wybierzcie się do Rezerwatu Żubrów. Trasę bez problemu pokonacie z wózkiem i jej przejście zajmuje ok 1 h. Możecie podglądać zwierzęta i dowiedzieć o nich ciekawych informacji. Znajduje się tam również pięknie położony plac zabaw.
W budynku Pawilonu Edukacyjnego (gdzie są kasy) jest angażująca wystawa multimedialna i gra ruchowa. Nie potrafię Wam doradzić, czy eksponaty zobaczyć na początku, czy na końcu, ale gwarantuje Wam świetną zabawę.
Bardzo polecam Szlak Dębów Królewskich – piękna ścieżka wyznaczona kładką. Całość przejdziecie z wózkiem bez problemu w około 30 minut. W czasie trasy możecie podziwiać piękne dęby, które otrzymały królewskie imiona.
W okolicy Puszczy Białowieskiej znajdziecie dużo atrakcji, które warto odwiedzić.
Na obiad wybraliśmy się do Bojarskiego Gościńca w Narewce – oprócz tego, że zjecie tu pyszne regionalne jedzenie, to możecie również zatrzymać się na nocleg.
Kto by chciał spać i mieć taki piękny widok na rzekę?
Absolutnie pyszne pierogi ze szpinakiem i rozpływający się w ustach deser.
Prosto z obiadu pojechaliśmy na plac zabaw w Narewce (wpiszcie w Google: Stanica kajakowa Narewka) tel. 856858062
W sezonie możecie zrobić spływ spokojną rzeką Narew lub zostać na placu zabaw i odpocząć na plaży przy rzece Narew.
Po obiedzie i placu zabaw mieliśmy zaplanowane wcześniej warsztaty w Centrum Turystyki i Kultury Hładyszka w Kleszczelach. Jest tam pracowania ceramiczna i pierwszy raz robiliśmy gliniane naczynia.
Jest to miejsce wyjątkowe – możecie tam dowiedzieć się wielu ciekawych informacji o rękodziele z tego regionu.
A na koniec dnia wybraliśmy się do Parku Wodnego do Hajnówki. Dzień był bardzo intensywny, ale wszyscy byli zadowoleni
W niedzielę wypożyczyliśmy rowery z Enklawy Białowieskiej i pojechaliśmy na wycieczkę przez Puszczę do Krynoczki, a później dzieci chodziły po parku linowym.
Wracając zatrzymaliśmy się na obiad w bardzo niepozornym miejscu w Hajnówce. Wszystko było przepyszne, a ceny bardzo atrakcyjne. Baaaaaardzo wam polecamy to miejsce – w życiu byśmy tej perełki nie odszukali gdyby nie rekomendacja od przyjaciółki (za którą szalenie dziękujemy)!
To miejsce to Smaki Podlasia w Hajnówce:
Koniecznie zamówcie zupę Soljankę! Była przepyszna.
Jak widzicie spędziliśmy bardzo aktywny czas i odpoczęliśmy na łonie przyrody. Jeżeli nie macie planów na wakacje, to polecam Wam odwiedzić Region Puszczy Białowieskiej – gwarantuję, że się nie zawiedziecie.
A dla osób preferujących aktywny wypoczynek, miłośników jazdy na dwóch kółkach, fanów nordic walking oraz piechurów info o aplikacji – TUTAJAplikacja wyznaczy trasy w regionie Puszczy Białowieskiej w trzech kategoriach: piesze, rowerowe, nordic walking.
Tu nasze inspiracje na Białystok i okolice i białostockie Epi-Centrum
A dla tych, którzy rozważają całą Polskę – inspiracje na Hotel dla rodzin z dziećmi