kontakt i współpraca
Wieczory są coraz dłuższe i bardziej pochmurne więc czas na sprawdzenie, co tam nowego piszczy w Netflix dla dzieci. Na szczęście nie brakuje fajnych bajek, seriali i programów, które możecie im pokazać. Poprzedni wpis Najlepsze bajki dla dzieci na Netflix już trochę ma – Oto garść nowych inspiracji ode mnie!
Tytuł oryginalny: Blue’s Clues & You Długość odcinka: 22 min
Słodki stworek Blue uczy się i poznaje świat. Sam nic nie mówi, ale jego przyjaciel – Josh – próbuje odgadnąć jego oczekiwania i pytania, grając w grę „Śladem Blue”. W odcinkach ukryte są walory edukacyjne – a jakże! Dzieciaki uczą się podstaw czytania, liczenia, ale także rozpoznawania emocji i innych aspektów otaczającego ich świata. Wszystko z sympatycznym Joshem i przeuroczym Blue. To bajka dla najmłodszych dzieci – interesująca i wciągająca dzięki zagadkom, ukrytym, gdzie? W śladach Blue! (Udzielił mi się entuzjazm Josha😉).
Tytuł oryginalny: Ada Twist, Scientist Długość odcinka: 29 min
Bajka ta stylistycznie podobna jest bardzo do „Kliniki dla pluszaków”. Ada Bambini, wraz z dwójką przyjaciół – Ignasiem i Rózią – odkrywa różne ciekawe aspekty, otaczającego świata, przeprowadzając interesujące eksperymenty. Dzieci uczą się także logicznego myślenia i tego, jak współpracować. Nie brakuje tu prostych przykładów, ułatwiających zrozumienie czasem niełatwych zjawisk. Fajnie i ciekawie.
Tytuł oryginalny: Abby Hatcher Długość odcinka: 23 min
Jeśli chcecie zapoznać dzieci z emocjami, jakie same czasem napotkają i różnorodnością małych dziwactw, które ma każdy z nas oraz oswoić je z nimi i nauczyć je tolerancji, Abby Wam w tym pomoże, wraz ze swoimi pluszowymi przyjaciółmi, które z pewnością dzieci pokochają. Wszystkie przygody i perypetie, jakie ich spotykają, są przyczynkiem do opowiedzenia o emocjach, ich akceptowaniu i rozumieniu. U siebie i u innych. Idealna bajka dla przedszkolaków.
Tytuł oryginalny: Karma’s World Długość odcinka: 13 min
Ta bajka spodoba się szczególnie dzieciom w wieku 6-10 lat. Główną bohaterką jest Karma, która zmaga się z typowymi problemami szkolnymi – akceptacją, potrzebą przynależności do grupy rówieśniczej. Karma uczy się rozwiązywać problemy, które – jak się okazuje – są podobne w każdej szkole. A wszystko z muzyką w tle, bo Karma jest utalentowaną raperką! Jeśli macie problem w szkole, sprawdźcie, czy któryś z odcinków go dotyczy. Łatwiej będzie rozmawiać, tłumaczyć i przełknąć niektóre sytuacje. Najlepiej oglądać razem, bo bliskość to najlepsza terapia😊.
Tytuł oryginalny: Ridley Jones Długość odcinka: 28 min
Pamiętacie „Noc w muzeum” z Robinem Williamsem i Benem Stillerem? Ta bajka to wersja „Nocy w muzeum” dla dzieci. Pomysł jest ten sam, choć główna bohaterka – Ridley – nie jest strażniczką, ale po prostu mieszka w muzeum, gdzie w nocy wszystkie eksponaty ożywają. Jak możecie się domyślić, wiąże się to z różnorodnymi przygodami, jakie przeżywa dziewczynka. Fajna przygodówka dla dzieci, bo oczywiście każdy odcinek to inna misja😊.
Tytuł oryginalny: Emily’s Wonder Lab Długość odcinka: 13 min
Jeśli Wasze dzieci są ciekawskie, ciągle o wszystko pytają i… po prostu są dziećmi, to koniecznie pokażcie im ten program. Wraz z grupą dzieci, Emily przeprowadza fascynujące eksperymenty naukowe, umożliwiające zrozumienie skomplikowanych zjawisk fizycznych, czy chemicznych. Wszystko tam wybucha, rozpryskuje, klei się i fascynuje dzieci. Stworzenie tornada w domu? Proszę bardzo! Spacer po jajkach? Czemu nie? Lampa z lawą? Tak! Jak mawia Emily: Bądź ciekawski i odkrywaj świat!
Tytuł oryginalny: Charlie’s Colorforms City Długość odcinka: 25 min
Bajka dla najmłodszych dzieci i przedszkolaków, pełna kolorów i kształtów. Tytułowy Karolek to pajacyk, który tworzy ciekawe historie, używając kształtów, do ich układania. Świetny sposób na naukę kształtów dla najmłodszych. Tu każdy przedmiot ma swój kształt i kolor. Opowieści są bardzo proste, co z pewnością spodoba się maluchom. Sam Karolek jest bardzo uroczy i wchodzi w interakcje z dziećmi, zadając im pytania i skłaniając w ten sposób do samodzielnego poszukiwania rozwiązań i odpowiedzi.
Tytuł oryginalny: Ponysistters Club Długość odcinka: 22 min
Jeśli chodzi o Netflix dla dzieci, to serialu „Opiekunowie kucyków”, nie może przegapić żadna miłośniczka czy miłośnik koni. Opiekunowie kucyków to klub, założony przez pełne empatii dzieci – dziewczyny i chłopaka – pragnących pomagać zwierzętom i opiekować się nimi na co dzień, rozwiązując przeróżne problemy, jakie pojawiają się na ranczu. Wielbiciele koni będą zachwyceni obserwowaniem życia dzieci, które nieodłącznie związane jest z tymi zwierzętami. Seria przenosi dzieci w piękny świat życia na ranczu.
Tytuł oryginalny: StarBeamDługość odcinka: 13 min
Jeśli Wasze dzieci lubią opowieści o superbohaterach, a „Batman” to jeszcze niekoniecznie film dla nich, pokażcie im „Super Gwiazdkę”! Gdy pojawiają się złoczyńcy, CZAS ZABŁYSNĄĆ – jak mawia Super Gwiazdka, przemieniając się w superbohaterkę. To bajeczka dla młodszych dzieci. Złoczyńcy są tu raczej w klimacie Paskudka z „Troskliwych Misiów”, niż prawdziwych łotrów. Często wcale ich nie ma, ale jest problem do rozwiązania, jak złapanie kóz-uciekinierek. Zabawnie, dynamicznie i wciągająco.
Tytuł oryginalny: Storybots Laugh Learn Sing
Bajka edukacyjna, która przemyca dzieciom sporo wiedzy. Bajka jest bardzo ciekawa, bo zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Już we wtorek 16.11 premierę będzie miała nowa seria, w której Mądroboty zachęcają do poznawania muzycznego alfabetu. Dzieciaki uczą się, nie będąc nawet tego świadome!
A tu łapcie nasze rekomendacje – Najlepsze seriale 2023
Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze Najlepsze filmy 2022
Dla całej rodziny filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne tu Filmy dla dzieci
Tu macie fajne, miłe i edukacyjne – Najlepsze bajki MAX
Tu macie wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem
A tu z kolei najlepsze seriale Netflix a tu Najlepsze seriale MAX
Koniecznie dajcie znać, jakie Wy odkryłyście/liście fajne seriale, bajki i programy dla dzieci na Netflix. Wszak przed nami długie, jesienno-zimowe dni. Podzielcie się!
Ostatnio po publikacji tego POSTU na IG rozpętała się u mnie stereotypowa burza. Stało się to kiedy zapytałam, czy kupilibyście układankę logiczną z autami dziewczynce w prezencie…
Mówimy dziewczynkom, że mogą być kim chcą, a jednocześnie kupujemy im zabawki służące do odgrywania scenek, upiększania wyglądu lub dekorowania.
A boimy się kupić znajomej dziewczynce układankę rozwijającą myślenie.
Dyskusja była na tutaj na IG nebule_pl.
A o rozwinięcie tematu poprosiłam psycholożkę – Magdę Woźniak-Frymus – współpracowniczkę Fundacji Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego. Niniejszym oddaję jej głos:
O co proszą nas dzieci w sklepie z zabawkami? Chłopcy namawiają na nowy pojazd, klocki, model samolotu do złożenia czy akcesoria sportowe. Dziewczynki często toną w różowym dziale pełnym lalek, zestawów do robienia broszek, zabawkowych żelazek. W tym artykule postaram się odpowiedzieć na pytania: kto taki podział kreuje, jakie zagrożenia za sobą niesie i jaką rolę mamy w tym do odegrania.
Kolory w sklepach dla dzieci bardzo łatwo potrafią nam wskazać, w którą stronę mamy się kierować. Bo dziewczynki są różowe, a chłopcy niebiescy.
Jednak nie zawsze tak było; historia nadawania kolorów płciom jest zaskakująco krótka. Dopiero w latach 40tych XX wieku wraz z modą, aby przebierać chłopców i dziewczynki za miniaturowych dorosłych, przyszło rozgraniczenie kolorów: różowego dla dziewczynki i niebieskiego dla chłopca (co ciekawe, wcześniej uznawano różowy za dużo bardziej wyrazisty kolor niż niebieski i przeznaczono go dla chłopców). Lata 90te wraz z rozwojem mediów, reklam i medycyny prenatalnej, stworzyły całą gamę możliwości wykorzystania tego na potrzeby wielkich koncernów produkujących ubrania i zabawki. Efekty tych działań obserwujemy dziś na wystawach sklepów dla dzieci w każdej galerii handlowej.
Podział kolorów na płcie, to nie jest przypadek. Tak jak zwykle, gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Kolorowy podział produktów na półkach sklepów z zabawkami opłaca się oczywiście ich twórcom. W 2012 roku [1] zbadano jednego z największych producentów zabawek na świecie i rezultaty tego badania wykazały, że faktycznie zyski ze sprzedaży są większe, gdy zabawki rozdziela się między płcie.
Niestety to samo badanie dowiodło, że nawet kiedy producenci sprzedają zabawki w założeniu „neutralne płciowo”, wytwarzają je w kolorach, które wcześniej przypisali zabawkom dla chłopców. Przez to te „neutralne zabawki” i tak są bardziej atrakcyjne dla męskich odbiorców – czarne, brązowe i czerwone.
Co to więc oznacza dla dziewczynek? Przyzwyczajenie do różowego koloru sprawi, że, nie będą widziały potrzeby zapuszczać się w kierunku sekcji sklepu oznaczonej kolorami dla chłopców, nawet jeśli tamte zabawki mają być „neutralne płciowo” – gry planszowe, książki naukowe, czy klocki konstrukcyjne. Czyli statystycznie nasze córki będą takie zabawki rzadziej dostawać w prezencie, a także samodzielnie je wybierać..
No dobrze, ale co z tego, że dziewczynki wybiorą swoje zabawki, a chłopcy swoje, co w tym złego? Chłopcy są w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o edukację w trakcie zabawy zabawkami, jak wykazało badanie dr Becky Francis w 2010 roku [2]. Zabawki, którymi zwykle bawią się chłopcy lepiej rozwijają przekazywanie informacji, zdolności konstrukcyjne, a także umiejętności czytania i pisania, niż te którymi bawią się dziewczynki. Innymi słowy – wybór przed jakim stają nasze dzieci przy decydowaniu o tym, czym się będą bawić od początku stawia je w sytuacji nierówności.
Wielu rodziców mówi o tym, że ich dziewczynki samodzielnie wybierają różowe zabawki, albo inne „dziewczyńskie” przedmioty jak lalki, zestawy fryzjerskie i różowe żelazka. Spotkałam się także z opiniami, że jest to ich naturalna preferencja, wynikająca z czysto biologicznych różnic między męskimi i żeńskimi mózgami. Przecież kobiety są z Wenus, a mężczyźni są z Marsa:
„Moja córka, po prostu wybiera takie rzeczy, nikt jej do niczego nie namawia, dziewczynki takie są”;
„Ja oferowałam mojej córce samochody i klocki, ale zauważyłam z czasem, że i tak woli się bawić lalką, dziewczynki tak mają”
– tak, zazwyczaj tak właśnie mają! A my lubimy proste wytłumaczenia, a powiedzieć „no tak to już jest, chłopcy są inni niż dziewczynki” jest łatwo. Okazuje się jednak, że preferencja dotycząca wyboru zabawki wcale nie znaczy, że dziecko ma taki „dziewczyński” mózg. Żaden mózg nie jest zaprogramowany na zabawę lalkami, albo miłość do różowego koloru – takie preferencje dziewczynek nie wynikają z biologicznego faktu bycia dziewczynkami.
Trudno jest przyjąć, że ktoś zmanipulował nasze dziecko w kierunku konkretnych wyborów. Wolimy myśleć, że jest to naturalna kolej rzeczy, że nasze córki decydując między marynarską koszulką, a różową suknią, wybierają tę drugą opcję. Ale fakty są takie, że kobiety nie rodzą się z wdrukowaną preferencją do koloru różowego – co potwierdza neurobiolożka dr Lise Elliot [3], kobiety uczą się tej preferencji z naszego świata.
Czy w takim razie mózgi męskie i żeńskie w ogóle się od siebie nie różnią? Różnią się. Mózgi męskie są na przykład zazwyczaj większe niż żeńskie – ale tak samo jak i wszystkie inne organy w ciele, bo mężczyźni statystycznie są po prostu wyżsi i tężsi. Do tego dochodzą różnice wynikające z odmiennej produkcji hormonów. Mimo tych potwierdzonych różnic, możliwości mózgu, które oceniamy poprzez zdolności matematyczne, pamięciowe, czytania map, konstruowania – nie istnieją między płciami na poziomie, który moglibyśmy uznać za normę dla dziewczynek lub chłopców! [4]
Różnice neurobiologiczne między mózgami dziewczynek i chłopców okazują się być na tyle niewielkie, że można je porównać do różnic w tej samej grupie płciowej – oznacza to, że różnica w budowie i możliwościach mózgu Basi i Janka, będzie podobna jak różnice w mózgach Janka i Franka.
To wychowanie, otaczający nas świat i grupa rówieśników kolorują nasze preferencje, a nie budowa naszych mózgów.Istnieje wiele innych bodźców środowiskowych, które mają wpływ na zachowania i wybory ludzi. Często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele tych bodźców faktycznie dociera do naszych dzieci. Nawet do tych, które nie chodzą do przedszkola czy żłobka, nawet gdy w domu oferujemy im różnorodny dostęp do zabawek i aktywności. One przecież też patrzą czasem na reklamy na bilbordach; oglądają opakowania zabawek na których jest narysowana dziewczynka, lub chłopiec; widzą bohaterów bajek w telewizji; spędzają niedzielę z ciocią piekącą ciasto podczas gdy wujek czyta gazetę; obserwują inne dzieci na placach zabaw ubrane w określone kolory, czy zaangażowane w zabawy zgodne ze stereotypowymi zachowaniami ich grupy płciowej.
Kiedy jest się dziewczynką lub chłopcem wychowanie często przebiega w dwóch różnych językach – dziewczęcym lub chłopięcym. Są to różne języki zabawy, ubrań, zachowań, a także oczekiwań.
Jak tylko dziecko przyjmie przynależność do jednej z kategorii płciowych – zidentyfikuje siebie samo jako dziewczynkę, lub chłopca, zaczyna czuć dużą potrzebę do realizacji zachowań zgodnych z przynależnością do tej grupy. I chociaż szukanie swojej grupy i potrzeba bycia jej częścią jest zupełnie naturalnym mechanizmem każdego człowieka, to problem tkwi w zawartości tych języków określonych grup płciowych. Język dziewczynek potrafi ograniczać możliwości rozwoju – zabawki nie mają takiej wartości edukacyjnej, wymaga się od nich poświęcania większej ilości czasu na wygląd, nie pozwala im się brudzić. Nie mamy wpływu na treść tych społecznych języków wychowania, ale mamy wpływ na to jak będziemy o tym z dziećmi rozmawiać.
Magda Woźniak-Frymus: Psycholożka; współpracowniczka Fundacji Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego; wspieraczka osób w ciąży i połogu; zainteresowania w obszarze rozwoju dziecka skupia głównie wokół wyrównywania szans grup marginalizowanych i wychowania w równości płci.
Auster, C.J., Mansbach, C.S. The Gender Marketing of Toys: An Analysis of Color and Type of Toy on the Disney Store Website. Sex Roles, 67, 375–388 (2012).
Eliot, L. (2009). Pink brain, blue brain: How small differences grow into troublesome gaps–and what we can do about it. Houghton Mifflin Harcourt.
Francis B. (2010) Gender, toys and learning, Oxford Review of Education, 36(3), 325–344, DOI: 10.1080/03054981003732278
Rippon G. (2019). The Gendered Brain. Penguin Random House
[1] Auster, C.J., Mansbach, C.S. The Gender Marketing of Toys: An Analysis of Color and Type of Toy on the Disney Store Website. Sex Roles, 67, 375–388 (2012). https://doi.org/10.1007/s11199-012-0177-8
[2] Becky Francis (2010) Gender, toys and learning, Oxford Review of Education, 36(3), 325–344, DOI: 10.1080/03054981003732278
[3] Eliot, L. (2009). Pink brain, blue brain: How small differences grow into troublesome gaps–and what we can do about it. Houghton Mifflin Harcourt.
[4] Rippon G., (2019). The Gendered Brain. Penguin Random House
Mimo tego, że jestem mamą od 9 lat i niejedną chorobę mamy za sobą, to ostatnio w przypływie radości powiedziałam głośno: „A moje dzieci są zdrowe”, a w domyśle miałam: „Dawno nie chorowały”.
Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale popełniłam błąd amatora. Przecież wszyscy rodzice wiedzą, że nie można na głos wypowiadać takich słów:
W sezonie chorobowym inhalator non stop stoi u nas w salonie. Kiedy tylko go schowam, to zaraz ktoś jest chory. Ja nie wiem jak to działa, ale traktuję go jako stałe wyposażenie naszego nowoczesnego wnętrza. Dopóki stoi na widoku, nikogo wirusy nie biorą – jest jak amulet. Tak samo jest z wyjazdami, jak włożę nebulizator do walizki, to nigdy się nie przydaje. A wystarczy, że pomyślę: „A nie będę go brała, przecież wszyscy są zdrowi” – to jest gwarantowane, że ktoś na wyjeździe zacznie kaszleć. Też to znacie?
Podziwiam rodziców, którzy bardzo lekko podchodzą do planowania wyjazdów bez opcji odwołania rezerwacji. Ja tak „zaszalałam” tylko raz i właśnie wtedy dzieci się pochorowały. A skąd one o tym wiedzą – przecież nie mają dostępu do Bookingu? Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale właśnie tak jest. Od tamtej pory, kiedy straciliśmy pieniądze za wyjazd, a sami wycieraliśmy im nosy w domu – zawsze dajemy sobie furtkę odwołania rezerwacji.
Kiedy dzieci na całym świecie zaczynają chorować najczęściej? W weekend! A już kiedy masz plany na te wolne dni, to jest jeszcze większe prawdopodobieństwo, że jakiś paskudny wirus zaatakuje ze zdwojoną siłą. Mój sposób? Nie planuję za dużo, działam spontanicznie.
Wszystkie wymienione wyżej sytuacje nie mają potwierdzenia w badanych naukowych;) Ale kto ma dzieci ten wie, że lepiej dmuchać na zimne. A taki dowód anegdotyczny pozwala rozładować nerwy i napięcie.
Mam w domu produkt leczniczy, który podaję dzieciom, kiedy widzę, że coś je bierze. Jak pojawiają się pierwsze objawy infekcji, takie jak:
To podaję ten syrop zgodnie z zaleceniami pediatry. Ten preparat nie jest suplementem diety, bo takich nie kupuję – wolę w domu sama mogę przygotować coś wspomagającego odporność. A Pyrosal, bo o nim mowa ma udowodnione działanie naukowe. Ma takie składniki:
To nie jest preparat wspomagający odporność, a produkt leczniczy – możecie zapytać o niego pediatrę. Nam właśnie poleciła go lekarka na początku infekcji.
Do tego ma prosty skład. Można podawać go dzieciom od 3 roku życia, przez 3 dni jeżeli nie obserwuje się poprawy. Zapytajcie o niego pediatrę lub mgr farmacji w aptece. Nam ostatnio pomógł, bo jak zwykle jedno dziecko już rozchorowało się maksymalnie, to drugiemu podałam Pyrosal 2 razy na noc i udało się zahamować infekcję. Ten syrop ma działanie napotne, rozgrzewające i działa przeciwgorączkowo. Jeżeli go nie znacie, to zapytajcie 🙂
Nie wiem, czy to tylko ja mam wrażenie, że największym sprzymierzeńcem chorób dzieci jest przegrzewanie. Ba, sama nawet kiedyś wpadłam w tę pułapkę i ubierałam dzieci zupełnie inaczej niż teraz. Kiedy widzę dzieci w kombinezonach i czapkach zimowych przy 8 stopniach na plusie, to zastanawiam się, co będą nosić kiedy będzie -8. Wydaje mi się, że to takie nasze przyzwyczajenie, z którym ciężko walczyć.
A prawda jest taka, że organizm znacznie lepiej radzi sobie z wychłodzeniem niż z przegrzaniem.
Ustalmy sobie jedno – przegrzanie obciąża układ odpornościowy i infekcja jest gotowa.
Spróbujcie ubrać się tak, jak dzieci i biegać. Gwarantuję, że będziecie mieli mokre plecy, a to już o jeden krok od przeziębienia. Dzieciom, które są w ruchu naprawdę jest ciepło i zupełnie inaczej odczuwają chłód.
Jest to bardzo ważne i widzę, że na mnie ma niesamowity wpływ. Zawsze w tym okresie byłam chora. A w tym roku kiedy jeżdżę regularnie na rowerze i rolkach jest znacznie lepiej (żeby nie powiedzieć … sami wiecie co:)
W sezonie infekcyjnym staram się trzymać dzieciom zdrową dietę, ale kiedy zobaczę, że ich coś bierze to wchodzę w tryb jeszcze zdrowszy. Eliminuję mleko, zimne produkty, nawet podaję herbatę malinową (a normalnie tylko woda). Do codziennego menu wjeżdżają jeszcze częściej: rozgrzewające jaglanki, mnóstwo kasz z dodatkami, zupy. Kiedy ja byłam chora, moja mama tak samo ze mną postępowała. Dodaję też ksylitol, który ma działanie przeciwbakteryjne.
I chciałam jeszcze napisać o jednej rzeczy, która jest darmowa, ale nie każdy ją docenia.
Kiedy moje dzieci lub mnie coś bierze, to staram się o 19 być już w łóżku. Rozgrzać się, wyleżeć – a nie, brać leki przeciwgorączkowe i cisnąć dalej. Kiedyś tak robiłam i znacznie częściej chorowałam. Tę samą zasadę stosuję przy dzieciach, kiedy widzę, że mają początek infekcji to wcześniej idą spać.
Zebrała się długa lista, ale wiem, że dbanie o zdrowie nie jest łatwe i proste. Staram się we wszystkim zachować umiar i jak jest potrzeba to stosuję leki. Do chorób dzieci też już inaczej podchodzę, kiedyś był to dla mnie bardzo stresujący czas, a teraz kiedy są starsze jestem znacznie bardziej spokojna. Ale i tak nie mówię na głos, że mniej chorują, bo sami wiecie jak to się skończy:)
Odkąd moje dzieci nauczyły się mówić, rozpoczęła się niekończąca się seria pytań:
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Tę pozycję objęłam również patronatem – artykuł powstał dzięki współpracy płatnej z Wydawnictwem Wilga.
To i tak są te lepsze pytania, w porównaniu do:
Przyznajcie same – ja przyznaję – nie na wszystkie pytania umiałam i nadal nie na wszystkie umiem odpowiedzieć. Często jedna odpowiedź, rodziła kolejne wątpliwości, aż dochodziłam do sedna wszechświata. Od pytania o sierść kota, dochodziliśmy do fenomenologii ducha 😉. Łatwo nie było.
Wszystko dlatego, że dzieci są ciekawe świata. Wszystko je fascynuje! To cudowny czas dla nich, dlatego pytają, bo są ciekawe!
Sposobem na to jest świetna seria książek „Co i jak?”, którą zawdzięczamy Grupie Wydawniczej Foksal. Tu znajdują się odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania z różnych dziecin życia. Do tej pory w serii ukazały się 5 książeczek
Dzieci uwielbiają zwierzaki i zwykle mają mnóstwo pytań ich dotyczących. W tej książeczce znajdą odpowiedzi na to, jak zrozumieć zwierzaki, a także, w jaki sposób się one pomiędzy sobą porozumiewają. Dowiedzą się, co to jest echolokacja i infradźwięki oraz, że zwierzęta porozumiewają się nie tylko głosem, ale także mową ciała, zapachem, a nawet tego, czy rośliny rozmawiają ze zwierzętami! A Wy wiecie? Człowiek się całe życie uczy😉
dostępna na przykład: TUTAJ
Z tej książeczki dzieci dowiedzą się, czym są nasiona i jak wyglądają oraz jak to się dzieje, że z nasion wyrastają nawet ogromne drzewa. Znajdą odpowiedź na pytanie, po co drzewom szyszki, owoce i kwiaty i dlaczego te ostatnie są takie piękne i kolorowe. Zrozumieją też, jak rosną owoce i warzywa oraz co i jak jedzą rośliny. Poznają też niesamowite rośliny mięsożerne!
To niezbędnik każdego miłośnika kosmosu! Dzieci dowiedzą się, z czego składa się słońce i kiedy powstało. Po co jest ozon i czym jest dziura ozonowa, a także co właściwie ze słońcem ma wspólnego ziemia, czym jest wiatr słoneczny i jak powstają zorze polarne. Czy księżyc świeci? Czemu mamy pory roku i co to jest zaćmienie? Na te i wiele innych pytań dzieci znajdą odpowiedź w tej książeczce.
Opady deszczu i śniegu często fascynują dzieci. No bo właściwie czemu ten deszcz pada i skąd się bierze woda wysoko nad głową? Dlaczego czasem jest powódź, a czasem susza? Dzieci dowiedzą się, jakie są rodzaje opadów i czym są chmury. Dlaczego w niektórych miejscach jest zawsze sucho i gorąco, a w innych wilgotno i mroźno? Tyle pytań. A odpowiedzi? W środku książeczki😊.
My czekaliśmy z Julkiem na 13 października – wtedy właśnie ukazał się 5 tom tej wartościowej serii – i my już go mamy a jest to:
I to jest genialna książka! Jeśli Wasze dzieci są ciekawe, gdzie trafia jedzenie, gdy je połkną i dlaczego w ogóle muszą jeść, czym jest krew i do czego jest potrzebna, ile mają kości i po co im pępek – to książka dla nich! Jak działa serce, jak goi się rana i dlaczego chce się siku? Słyszałyście już takie pytania? Tu znajdziecie odpowiedzi na nie i duuużo więcej.
Książeczki przeznaczone są dla dzieci w wieku 3-5 lat, ale muszę przyznać, że starsze dzieci też do nich zaglądają z ciekawością. No dobra wszyscy jesteśmy ciekawi😊.
Niewątpliwą zaletą całej serii są ilustracje, świetnie dopasowane do treści i wspomagające zrozumienie wyjaśnianych zagadnień. Są przekroje układów człowieka, zdjęcia lasu deszczowego, pustyni czy budowy słońca. Wszystko świetnie dopasowane do dziecięcej percepcji.
Seria „Co i jak?” to świetny sposób na naukę poprzez zabawę. Dzieci poznają świat w naturalny sposób, zaspokajając po prostu swoją ciekawość. Do takich pozycji wraca się wielokrotnie, bo zawsze jest jeszcze coś ciekawego do odkrycia i mnóstwo pytań czeka na swoją odpowiedź.
Tu macie moje ostatnie zestawienie Najlepsze książki dla dzieci
Dajcie znać, czy znacie książki z tej serii i jakie pytania i odpowiedzi były najciekawsze dla Was i dla dzieci.
A o co najbardziej nietypowego pytały Was dzieci?
O teście Gallupa słyszałam już dawno, ale nie czułam potrzeby żeby go zrobić. Zawsze miałam ważniejsze sprawy, a poza tym wydawało mi się, że wiem wiele o sobie i swoich mocnych stronach. Jak się okazało – myliłam się!
Nie spodziewałam się, że moje talenty wcale nie grają z wyuczonym zawodem. Może też właśnie dlatego go porzuciłam 10 lat temu i do tej pory nie wróciłam?
Każdy człowiek ma swoje naturalne talenty, tylko czasami nie zdaje sobie z nich sprawy. Ja też tak mam, niektóre rzeczy sprawiają mi ogromną przyjemność, a za niektóre nie mogę się zabrać. Chciałam wiedzieć dlaczego to jest i w końcu zrobiłam Test Gallupa online.
W dzisiejszym tekście przybliżę Wam istotę tego testu, kiedy warto zrobić i właściwie po co.
Jest to test, który wykonacie online i składa się z 177 par pytań i ma za zadanie określić Wasze naturalne talenty. Co ciekawe test nie określa nabytych umiejętności, ani kompetencji. Zrobienie testu Gallupa online zajmuje około 35 minut i pytania są łatwe. Możecie łatwo wybrać opcję by zrobić go w języku polskim.
Sama uzupełniałam go siedząc w kawiarni i popijając kawę. Nie miałam żadnych problemów z techniczną stroną testu, ani odpowiedziami. Od razu po zakończeniu testu Gallupa przyszedł wynik z 5 talentami, które mam najbardziej rozwinięte.
Ja najpierw zrobiłam 5 najmocniejszych talentów, a później byłam tak bardzo ciekawa reszty, że dokupiłam pozostałe. Ale wg mnie najkorzystniej jest kupić od razu całość.
Wyniki dostałam w pliku PDF, a każdy talent miał opis po angielsku. Można tekst przekleić do tłumacza i poczytać o swoich mocnych stronach.
Tak, bo wydawało mi się, że w innych obszarach mam swoje talenty. Nie spodziewałam się, że w pierwszej piątce mam Elastyczność. Zawsze uważałam, że jest rutyniarą i elastyczna na pewno nie jestem. Jak się okazuje, myliłam się.
Hmm, sam wynik tak naprawdę nic mi nie dał. Nie sprawił, że dostrzegłam swoje mocne strony wyraźniej. Można powiedzieć, że sam test tylko podał mi wynik, a ja sama uznałam, że to za mało informacji. Gdybym na tym etapie zakończyła mój Test Gallupa, to wcale nie byłabym zadowolona, bo czegoś innego spodziewałam się na początku.
Dlatego skorzystałam z pomocy Coacha Mocnych Stron Aleksandry Burdyńskiej KLIK
Pani Aleksandra, oprócz tego, że jest Coachem Mocnych Stron jest też doradcą zawodowym i pomogła mi zrozumieć moje wyniki Testu Gallupa.
Umówiłam się na spotkanie online i czekałam z niecierpliwością. Czytałam wcześniej o wynikach mojego testu i w sumie nie wiedziałam czego się spodziewać.
Pani Aleksandra omówiła ze mną wszystkie 5 talentów tak dokładanie, że dopiero po tym spotkaniu poczułam jego sens. Gdyby ktoś opisywał te talenty własnymi słowami to ja bym krzyczała „To o mnie”, „To dokładnie ja”, „Nie wierzę, ale dokładnie tak mam”.
Podczas naszego spotkania robiłam notatki, sama dużo mówiłam i słuchałam z ciekawością. Kilka razy tak mocno mnie coś zaskoczyło, że aż zaniemówiłam.
To spotkanie rozjaśniło mi w głowie tak dużo i pomogło w organizacji mojej pracy. Mimo tego, że od naszego spotkania minęło już 3 tygodnie, to nie ma dnia żebym nie zaglądała do moich notatek.
Pani Aleksandra przesłała mi też ćwiczenia, które zrobiłam i one dodatkowo uzupełniły moją wiedzę o sobie. W czasie naszej rozmowy pomogła mi też dopasować moje talenty do pracy zawodowej. I to było tak ciekawe, bo od dawna to wiedziałam, ale nie umiałam ich nazwać.
Byłam tak zadowolona z tego spotkania, że dokupiłam raport z pozostałymi 29 talentami, bo byłam bardzo ciekawa, co mam na końcu.
Wynik tak bardzo mnie zaskoczył, a jednocześnie rozjaśnił wszystko z czym sobie nie radziłam. Umówiłam się jeszcze do Pani Aleksandry na spotkanie z omówieniem kolejnej piątki talentów i raport z podsumowaniem. Po tych dwóch spotkaniach poczułam, że wiem już wszystko, to co chciałam wiedzieć.
Tak, jak wspomniałam wyżej. Sam wynik nie wniósł nic nowego, ale omówienie i spotkanie z Panią Aleksandrą już tak. Nauczyłam się wiele rzeczy, zrozumiałam, że w mojej poprzedniej pracy się wypaliłam i tylko wyzwania dodają mi wiatru w żagle. Sam test był nie tylko przydatny do mojej pracy, ale też do życia rodzinnego. Dowiedziałam się o sobie tak wielu ciekawych rzeczy i uważam, że to było mi bardzo potrzebne. Dostałam też wiatru w żagle i wiem, w którą stronę podążać aby praca przynosiła mi satysfakcję i radość.
Bardzo! Szczególnie jeżeli czujecie się wypaleni, jesteście przed zmianami w pracy lub nie macie pomysłu na biznes. Ten test Wam pomoże zrozumieć czego tak właściwie szukacie w życiu.
Przez kilka lat nie wiedziałam, że moje dziecko ma alergię i dopiero kiedy dostałam wyniki testów, to wszystkie objawy złożyły się w sensowną całość.
Nie wiem czy wiecie, ale co 3 dziecko w Polsce ma alergię.
Płatna współpraca z marką:
Dziś chciałabym Wam napisać o naszej historii, która może pomóc wielu rodzicom we wcześniejszej diagnozie, a co najważniejsze pokażę Wam nasze sposoby na walkę z alergią.
W poniższym wpisie skupię się na jednym typie alergii, który jest bardzo powszechny (co 4 Polak ją ma), ale wiele osób o niej nie wie.
Niestety jest ona dość trudna do identyfikacji, ale istnieje wiele sposobów, które ułatwiają życie z tym typem alergii.
Są to drobne, prawie niewidoczne pajęczaki. Ich wielkość to tylko 0,2-0,4 mm. I to właśnie ich mikroskopijny rozmiar oraz duża liczebność są dla nas zagrożeniem; niezauważone bytują w naszych mieszkaniach, żywiąc się martwym naskórkiem (ludzkim i zwierzęcym), a także zarodnikami grzybów, a ich alergizujące odchody powodują często u członków naszej rodziny nieprzyjemne objawy, o których przeczytacie poniżej. Niestety, roztocza znajdują się w każdym domu w naszej szerokości geograficznej.
Najczęściej znajdziecie je w środowisku domowym (SYPIALNIA, SALON I POKÓJ DZIECIĘCY to ich ulubione miejsca ):
Dobrze, w teorii wszystko wygląda prosto. Ale w takim razie, jakie są obawy alergii na roztocza kurzu domowego i jak ją zdiagnozować.
U nas zaczęło się właśnie od takich objawów, a ja przez wiele lat myślałam, że jest to alergia na BMK czyli na Białka Mleka Krowiego i zupełnie niepotrzebnie stosowałam dietę wykluczającą. Kiedy objawy zaczęły się zaostrzać, to zaczęłam szukać przyczyny, a alergolog zlecił testy alergiczne. I tak wyszły nam zupełnie inne wyniki niż się spodziewałam. Oprócz alergii krzyżowej pyłkowo-owocowej wyszła alergia na roztocza kurzu domowego.
Optymalne warunki życiowe roztoczy to temperatura w pokoju między 25, a 30 stopni i wilgotność powietrza od 65% do 80%. Roztocza lubią jak jest ciepło i wilgotno, dlatego unikamy przegrzewania pokoju, wyłączamy kaloryfer i pilnujemy wilgotności.
Najlepsza dla nas jest temperatura 18-20 stopni, a wilgotność pomiędzy 45 do 55%
NOS:
OCZY:
UKŁAD ODDECHOWY:
SKÓRA:
Osoby uczulone na roztocza kurzu domowego mogą niespokojnie spać, budzić się z bólem głowy. Do tego rano wstają niewyspane i mogą mieć zaburzenia koncentracji.
Sporo tego, prawda? Takie mikroskopijne żyjątka, a tak bardzo mogą utrudniać życie.
Jeżeli podejrzewacie u sobie lub swoich dzieci możliwą alergię na roztocza powinniście się zgłosić do alergologa. Lekarz zbierze wywiad i prawdopodobnie zrobi testy. U nas właśnie w czasie testów skorych wyszedł odczyn przy Dermatophagoides pteronyssinus, czyli alergia na roztocza kurzu domowego.
Mogłoby się wydawać, że skoro wiemy, co nas uczula to łatwo jest znaleźć antidotum. Niestety nie jest to proste – dziś opiszę Wam co udało nam się zrobić aby tę alergię zmniejszyć.
Oczywiście leczenie jest oparte na 3 filarach i decyduje o nich lekarz:
Ja się dziś skupię na zmianach, które wprowadziliśmy w domu żeby zminimalizować ilość roztoczy.
KLUCZOWĄ ROLĘ W LECZENIU ALERGII ODGRYWA WŁAŚNIE KARENCJA ALERGENOWA, CZYLI UNIKANIE ROZTOCZY KURZU DOMOWEGO
Zacznę od tego, że ja jestem fanką wypełnień z naturalnym pierzem i zawsze takie mieliśmy w domu. Takie też kupiłam dzieciom. Jak się okazało, że Lila ma alergie na roztocze kurzu domowego, to pierwszą rzecz jaką zaleciła alergolog to wymiana wypełnień w całym domu. A dlaczego nie tylko w jej pokoju? Bo przebywa też w innych pomieszczeniach, przychodzi do nas w nocy.
Sama zmiana jej wypełnień niewiele by pomogła. Tak więc z bólem serca schowałam nasze kołdry i poduszki do worka i zapakowałam je próżniowo. Kupiłam wszystkim nowe wypełnienia z bawełny i bambusa, które można prać w 60 stopniach.
To urządzenie, które emituje bezpieczne dla ludzi i zwierząt domowych ultradźwięki. Zaburzają one cykl życiowy roztoczy kurzu domowego. Jak to działa? Ultradźwięki sprawiają, że odnajdowanie pokarmu (złuszczonego naskórka) i rozmnażanie się roztoczy staje się utrudnione – tym samym ilość roztoczy kurzu domowego w pobliżu tego urządzenia zostaje zredukowana.
Możecie umieścić urządzenie w dowolnym, niezasłoniętym kontakcie w pokoju: ma spory zasięg działania, 30m2. Takie nieduże urządzenie, a może pomóc alergikom spokojniej przespać noc i zminimalizować objawy alergii.
Urządzenie jest nieduże i wpina się je w kontakt, a po włączeniu wydaje cichutki dźwięk pracy głośniczka, który nie przeszkadza podczas snu. Same ultradźwięki nie są słyszalne dla ludzkiego ucha. Co 2-3 tygodnie sprzątnijcie dokładniej, by pozbyć się odchodów roztoczy i gotowe.
Widzimy sporą różnicę i znacznie mniej objawów alergii. Obecnie odstawiliśmy leki na alergię i mam nadzieję, że stan się utrzyma. Czytałam też opinie o tym produkcie i wiele osób również widzi poprawę w samopoczuciu.
Przede wszystkim ufam temu produktowi, bo jego działanie jest potwierdzone naukowo, zostawiam Wam link do badań
Jeżeli macie chęć wypróbować to urządzenie to możecie skorzystać z kodu ALERGIASTOP, który daje 20% zniżki na produkty Miteless KLIK. Kod ważny tylko 12-19.10.23
Dopóki moje dziecko nie miało tego problemu, to nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Wystarczy spryskać materac, a znacznie wyeliminujemy roztocza kurzu domowego na materacu.
Taka wysoka temperatura prania skutecznie zabija roztocza i jest to niezbędny zabieg przy tej alergii. Również suszenie w suszarce w temp 60-80 stopni pomaga zabić roztocza na tekstyliach.
Jak wstaję z łóżka to zostawiam odkryte i otwieram okno. Taki zabieg powoduje, że jest mniej roztoczy ( i nie trzeba od razu ścielić łóżka po wstaniu).
Zostawiłam tylko te ukochane maskotki, a i tak piorę je raz tygodniu na 60 stopni. Niestety w sztucznych futerkach osadza się kurz i samo odkurzanie nie jest skuteczne.
Kwiaty doniczkowe zwiększają wilgotność w pomieszczeniu, a gleba może być rezerwuarem dla pleśni. Najlepiej zabrać je z sypialni.
Dzięki temu powietrze jest oczyszczone i pozbawione alergenów.
Niestety dywan, który był w pokoju nie nadawał się do częstego prania i utrudniał pracę robotowi sprzątającemu, więc się go pozbyłam
Łatwiej jest wtedy utrzymać porządek a kurz tak nie osiada na przedmiotach.
Jak widzicie wiele osób może mieć alergię na roztocza, ale o tym nie wiedzieć. Na szczęście zmiany, które wprowadzimy w nasze życie mogą przynieść poprawę.
Podobno najwięcej o dzieciach wiedzą ludzie, którzy jeszcze ich nie mają. Tak, ja też zaliczałam się do tego szanownego grona. A najbardziej interesujący jest fakt, że czułam się alfą i omegą w tym temacie, bo przecież miałam dyplom magistra z pedagogiki. Więc moje przekonania i wiedza o dzieciach była o kilka poziomów wyżej niż przeciętnego Kowalskiego.
Możecie sobie wyobrazić, jak duże było moje rozczarowanie, kiedy zostałam rodzicem i tak naprawdę teoria ze studiów zupełnie nie zgadzała mi się praktyką.
Do napisania dzisiejszego wpisu zaprosiła mnie marka MomMe, która wspiera rodziców w codziennych wyzwaniach
Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami – osoby, której WYDAWAŁO się kiedyś, że wie wszystko o dzieciach. A rzeczywistość jak zwykle okazała się inna.
Kiedyś wydawało mi się, że jedna choroba na sezon to i tak jest dużo. Nie zdawałam sobie sprawy, że 12 infekcji na rok to jest norma. Pamiętam czas, kiedy moje dni wyglądały dokładnie tak samo, a rytm im nadawał taki ciąg: nebulizacja, oklepywanie, odciąganie kataru i tak 3 razy dziennie. Chodziłam jak robot, a najlepsze jest to, kiedy moje dzieci były już praktycznie zdrowe, a mi opadał poziom adrenaliny – to mnie rozkładało na kolejny tydzień.
Przyznaję, zanim zostałam rodzicem to uważałam, że spacery to są emeryckie rozrywki i takie chodzenie bez celu wiało nudą. Dlatego dość długo nie mogłam się przemóc żeby zacząć chodzić na spacery z dziećmi, a i tak za każdym razem musiałam mieć cel. Chodzenie w koło bloku to absolutnie nie mój klimat. A kiedy dzieci urosły, sporo czytałam o budowaniu odporności to dowiedziałam się, że jest to ważne.
Spacer to trening dla układu immunologicznego.
Przyznaję, że popełniłam ten błąd i moje starsze dziecko ma 2 pęknięte naczynka, po tym jak wyszłam z nim na mróz bez żadnej ochrony. Nie wiedziałam, że skóra dziecka jest tak cienka (nawet 5 razy cieńsza niż dorosłego) i wymaga odpowiedniej ochrony. Dodatkowo takie czynniki jak smog i zanieczyszczenia wnikają w skórę, dlatego warto posmarować buzię odpowiednim kremem.
Żałuję, że tak mało mówi się na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na skórę dzieci. W kobiecej pielęgnacji są już nawet całe linie produktów, które pomagają w zatrzymywaniu mikrocząsteczek na powierzchni skóry. Dlatego warto zaopatrzyć się w krem, który zabezpieczy delikatną skórę dziecka. Brak naturalnych barier ochronnych przyczynia się do powstawania reakcji alergicznych: pokrzywki, zaczerwienienia, podrażnienia.
W naszym jesienno – zimowym niezbędniku są naturalne kremy dla dzieci Momme. Będą przydatne przez cały sezon i zadbają o delikatną skórę dziecka. Mają świetne składy, które oprócz ochrony pielęgnują skórę dziecka. Krem zimowy nie zawiera wody, a jest to bardzo ważne przy takich kosmetykach. Sam podkradam go do spierzchniętych dłoni.
Teraz oba krem są w promocji: Jesienno-zimowy niezbędnik Momme KLIK
Kupa, siki, wymioty, bąki, wszy itd. Aż nie mogę się nadziwić jak bardzo bogaty stał się mój język – odkąd zostałam mamą i z jaką łatwością będzie mi przychodziła rozmowa na tematy, które kiedyś mnie obrzydzały.
Zostawię bez komentarza, ale ten pierwszy raz boli najbardziej. Jeżeli możecie sobie wyobrazić to stanęłam na ten najmniejszy kwadracik. AŁAAA!
Logicznie rzecz ujmując, kiedy zarwiesz noc, to masz chęć odespać. Prawda? Tak samo myślałam, że jest z dziećmi i do dziś nie potrafię wyjaśnić tego fenomenu. Nieważne czy pójdą spać 3 h później niż normalnie to i tak wstaną z samego rana. Za szkoda jest dnia na spanie.
Kiedy jeszcze nie miałam dzieci, to wydawało mi się, że afery dotyczą naprawdę poważnych problemów, ale jeszcze nie wiedziałam, że kolor kubka jest w życiu dziecka jest tak istotny. Inaczej ich poczucie bezpieczeństwa jest zaburzone, a jedyny sposób to krzyk i płacz, a nie komunikat: „Mamo, jestem poważnie zaniepokojony faktem, że dziś podałaś mi kubek czerwony, skoro na co dzień zawsze korzystam z niebieskiego”.
I kilka razy odruchowo popełniłam ten błąd 😂
Powiem szczerze – miałam gdzieś z tyłu głowy wdrukowane, że dzieci trzeba dzień w dzień kąpać. Ale jakieś 2 lata temu przeczytałam, że jest to nawet niekorzystne dla mikrobiomu skóry. Starsze dzieci nie brudzą się aż tak bardzo jak maluchy i nie ma potrzeby żeby kąpały się codziennie (chyba, że faktycznie jest taka potrzeba). Warto też zwrócić uwagę, czy płyn do kąpieli jest łagodny i czy nie zawiera SLS, które mocno wymywają skórę również z potrzebnej warstwy lipidowej.
Mam wrażenie, że będąc rodzicem nauczyłam się znacznie więcej niż przez 18 lat edukacji. I to nie tylko o dinozaurach, o których mój syn ma większą wiedzę od studenta archeologii, ale ogólnie o życiu. Co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze i dlaczego warto być zawsze sobą.
Fotki Maciej i Małgosia
Rodzicielstwo jest naprawdę ciekawą przygodą i nauką. Najwięcej w tym czasie dowiedziałam się o sobie i nauczyłam się wielu nowych rzeczy
Ręka w górę, czyje dziecko nie było jeszcze chore, odkąd zaczęła się szkoła. Ostrożnie tylko z tym chwaleniem, bo wiecie, jak to jest…😉 Być może Was to zdziwi, ale zdrowe dziecko w wieku poniżej siedmiu lat choruje 8-12 razy w roku.
Jeśli więc macie wrażenie, że Wasze dzieci ciągle chorują, to może wcale nie być wrażenie, ale prawda. Jednocześnie nie martwcie się – to normalne.
Potrzeba wielu lat i kontaktu z wieloma patogenami, by zbudować dobrą odporność.
W moje ręce wpadła ostatnio świetna książka Any Krysiewicz. Być może niektóre z Was znają Anę jako Matkę Aptekarkę. Ana, korzystając ze swojej wiedzy, lat doświadczeń i umiejętności przełożenia skomplikowanych procesów na prosty język, napisała bardzo fajny poradnik, pod tytułem „Naturalna odporność”.
Zanim powiem Wam, co w nim znajdziecie, muszę przyznać, że mam potrzebę dzielenia się takimi tytułami, bo sama, będąc na początku swojej macierzyńskiej drogi, chciałabym mieć takie pozycje pod ręką. O ileż świat byłby wtedy łatwiejszy i mniej stresujący! Jeśli więc już jesteście mamami lub lada chwila będziecie, sięgnijcie po „Naturalną odporność” Any Krysiewicz i dowiedzcie się, o co chodzi z tą odpornością dziecięcą. Jak ją budować? Jak jej nie zrujnować? I kiedy chorowanie dziecka powinno budzić niepokój?
Tak naprawdę dowiecie się wszystkiego, co powinni wiedzieć rodzice na temat odporności. Są tu odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania, dotyczące ubioru dziecka, sposobów jego hartowania, wpływu ruchu oraz mnóstwo cennych, praktycznych wskazówek. Nie znajdziecie tu banałów i ogólników, ale mnóstwo konkretów, popartych wiedzą oraz przykładami z życia. Książka składa się z kilku rozdziałów, z których najważniejsze to:
Tu dowiecie się, kiedy zacząć dbać o odporność dziecka, jak ją budować i co ma wpływ na jej kształtowanie. Czy wiedzieliście, że stres i zdrowe zęby mają wiele wspólnego z podatnością dzieci na infekcje? A to tylko przedsmak tego, co znajdziecie w książce;
Same konkrety! To lista produktów, które musicie mieć zawsze pod ręką wraz z omówieniem ich działania i przeznaczeniem. Dowiecie się, kiedy i jakie środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe podawać, jak udrażniać nos i wiele innych, cennych wskazówek, dotyczących tego, co się przydaje, gdy pojawi się przeziębienie;
Skoro wyposażacie apteczkę dla dzieci, uzupełnijcie ją w preparaty dla siebie. Wszak wszyscy musimy być w dobrej kondycji i szybko zdrowieć;
Ten rozdział to złoto! Dowiecie się, o co chodzi z tymi suplementami. Czy warto je stosować, czy nie? A jeśli tak, to jakie? I znowu – nie ma tu żadnych ogólników. Jest suplement, jego działanie, potwierdzone badaniami i wskazania do stosowania. A omówione są:
Ana rozprawia się z powszechnymi mitami. Demaskuje reklamowe bujdy – i jasno wskazuje, które z suplementów faktycznie mają działanie immunomodulujące – a jest ich niewiele. To wspaniała lektura, czarno na białym pokazuje czego nie ma najmniejszego sensu stosować – ale po wszystkie szczegóły zapraszam was już do lektury:)
Krok po kroku dowiecie się, jak reagować na infekcję dziecka. Kiedy podawać leki przeciwgorączkowe, a kiedy poczekać oraz kiedy pójść do lekarza. Obszernie opisane jest inhalowanie maluchów, czyli to, co w okresie jesienno-zimowym jest lub będzie chlebem powszednim wielu rodziców. Nieocenioną zaletą tego rozdziału jest omówienie domowych sposobów radzenia sobie z infekcją. Syrop z cebuli, sok buraka czy naturalne probiotyki – dowiecie się, czy działają, a jeśli tak, to jak i na co. Ja się na pewno zainspiruję i jeszcze bardziej ubogacę nasz Ulepszony syrop z cebuli.
Jak więc sami widzicie, książka Any Krysiewicz to bardzo praktyczny przewodnik. Choć wydaje mi się, że na tym etapie życia i macierzyństwa wiem już sporo o odporności i infekcjach dzieci, ten przewodnik przeczytałam z chęcią. Bardzo podoba mi się to, że są tu konkretne informacje, które w razie potrzeby można łatwo odszukać.
Bez względu na to, czy jesteście rodzicami doświadczonymi, czy debiutującymi, zachęcam Was do przeczytania tej książki. Zapewniam Was, że sięgniecie do niej nie raz. To must have wśród fajnych poradników dla rodziców. I świetny pomysł na prezent dla matek-debiutantek😉.
„Naturalna odporność” dostępna np. tu: KLIK
A po przeczytaniu dajcie znać, jak Wam się podoba poradnik od Matki Aptekarki.
Chyba jesteśmy rekordzistami, bo w tym roku młodszy syn był w przedszkolu dokładnie 2 dni. Tyle wystarczyło żeby się przeziębić. Na szczęście układ odpornościowy wspomagany olejem z czarnuszki szybko zareagował i po 2 dniach po katarze nie było śladu.
Z lekkim przerażeniem weszliśmy w ten sezon szkolno-przedszkolny, bo pogoda od początku była niezbyt sprzyjająca. Postanowiłam odpalić działa wspomagające odporność znacznie szybciej niż zwykle.
Dziś razem z Olini.pl napiszę, jak w tym roku będziemy się wspomagać i co będziemy stosować. Mam kilka swoich pewniaków, które będą nas wspierać aż do wiosny.
Materiał sponsorowany przez rodzinną olejarnię Olini
W Olini w tym roku kilka naszych ulubionych produktów zyskało nowe, dziecięce etykiety i weszło w skład kolekcji KIDS! Znajdziecie w niej produkty z każdej kategorii, które wspólnie tworzą zdrową bazę – idealny zestaw naturalnych wspomagaczy diety Waszych dzieci. Na końcu pokażę Wam też fajny sposób na zachęcenie maluchów do przyjmowania tych wszystkich wyszukanych przez mamę specyfików.
Stosujemy już od 3 lat i wiele razy wspominałam, że działa wspomagająco na odporność, a do tego skraca czas infekcji. Jest jak eliksir, który pomaga nam na wiele problemów ze zdrowiem
Jego aktywny składnik to Tymochinon – Olini przebadało swój olej z czarnuszki na zawartość tego kluczowego składnika i otrzymał on rekomendacje Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Tu możecie poczytać o tym badaniu KLIK
Olej z czarnuszki polecany jest od roku.
Dzieci powyżej 12 miesięcy – 1/4 łyżeczki dziennie, od 2 r.ż. 1/2 łyżeczki.
Dla dzieci do 3 r.ż dzienna dawka to 1/2 łyżeczki (2,5 ml) dziennie, a powyżej 3 r.ż to jedna łyżeczka (5 ml) dziennie.
Przez ten czas zdążyliśmy przerobić olej z czarnuszki na wiele różnych chorób.
1 łyżeczka miodu akacjowego + 2 łyżeczki oleju i energicznie mieszam – i to jest dawka dla dwójki
Olej podaję na noc, po kolacji, a przed myciem zębów.
A jeszcze więcej inspiracji we wpisie Olej z czarnuszki
Zamiast podawania probiotyków z apteki postawiłam na zakwas. Niektórzy nazywają go naturalną multiwitaminą, bo zawiera: żelazo, fosfor i magnez, witaminę C, witaminę A i kwas foliowy. Zakwasik z krokodylem to multikiszonka – oprócz buraka znajdziecie w niej jarmuż, pietruszkę i cytrynę, a wszystko to ma smak, który akceptują moje dzieci!
A za co odpowiada i w czym wspomaga układ odpornościowy?
Podaję najczęściej w formie shota lub dodaję do soku owocowo-warzywnego
To, że dzieci lubią masło to jedno, ale potrzebne są też inne zdrowe tłuszcze w diecie. A kiedy pojawiają się warzywa, to zawsze skrapiam je olejem żeby witaminy A, D, E i K rozpuściły się w tłuszczach. Dzięki temu są lepiej przyswajane i działają wspierająco na odporność dla dzieci.
Olej dla dziecka to połączenie olejów rzepakowego i słonecznikowego. Ma delikatny, neutralny smak, który nie zmienia smaku posiłków, dlatego będzie idealny nawet dla najbardziej wybrednych maluchów.
Do czego używam oleju w diecie dzieci:
Podaję dzieciom odkąd skończyły rok (wcześniej nie podajemy ze względu na ryzyko choroby zwanej Botulizmem dziecięcym). W zeszłym roku dzięki Olini odkryliśmy miody smakowe, które Julkowi bardzo posmakowały. W ramach kolekcji kids znajdziecie nowy, najbardziej owocowy z miodów smakowych Olini, czyli Miodek z malinami, truskawkami i jagodami kamczackimi. Zawiera aż 15% owoców.
Jak miód wspiera odporność:
Miody kremowane z Olini są idealnej konsystencji, nie krystalizują się, nie kleją i nie brudzą, a do tego pysznie smakuje.
Można używać go:
Nazywany przez niektórych eliksirem zdrowia. My też używamy soku z jagody kamczackiej od roku: w czasie infekcji i na co dzień. Jest to sok o intensywnym kolorze i smaku, dlatego wystarczy go niewiele. Sok z Olini jest wyciskany bezpośrednio z jagód i bez żadnych dodatków.
tu cały wpis tylko na temat Sok z jagody kamczackiej
Z dziecięcą etykietą znajdziecie teraz nowość czyli syrop z jagody kamczackiej i maliny – jest trochę słodszy niż czysty sok z jagody, więc będzie fajną opcją dla dzieci, które wolą słodszy smak. To fajny dodatek do oleju z czarnuszki.
Prawidłowy poziom witaminy D3 we krwi jest niezbędny do funkcjonowania układu odpornościowego. Podaję dzieciom witaminę w formie leku w kropelkach i raz na rok sprawdzam poziom.
Niestety moim dzieciom nie może wejść w nawyk regularne jedzenie ryb, dlatego suplementujemy kwasy DHA (czyli omega-3) z oczyszczonych alg.
Najprościej tłumacząc – budują mózg. Jest to grupa fosfolipidów, która wpływa na komunikację komórkową w mózgu. Odpowiedni poziom omega-3 znacząco poprawia działanie synaps.
Jak widzicie mam w domu naturalną aptekę, która pomaga na odporność dla dzieci. Staram się aby dieta dzieci była urozmaicona, a gdzie tylko mogę przemycam moje multiwitaminy, eliksiry i mieszanki. Mam cichą nadzieję, że i w tym roku uda nam się przejść przez sezon chorobowy bez większych problemów.
My te produkty używamy już od dłuższego czasu, więc moje dzieci przyjmują je bez problemu, mamy też wypracowane swoje metody. Jeśli jednak dopiero startujecie ze zdrowymi nawykami i chcecie zachęcić do nich dzieci zerknijcie na planszę z naklejkami KLIK, którą Olini przygotowało tej jesieni. Zbieranie naklejek to strzał w 10 jeśli chodzi o motywowanie maluchów do regularności. My wykorzystamy tą formułę do innych, mniej lubianych przez moje dzieci aktywności.
Jeśli też uzupełniacie swoje półki w naturalne wspomagacze, to możecie skorzystać z kodu Nebule do Olini.pl – daje on 10% zniżki. Zamawiając tam mam pewność, że produkty są najlepszej jakości i przygotowane w taki sposób aby wspierały nasze zdrowie.
Kiedy szukaliśmy domu to bardzo nam zależało aby na górze były 4 pokoje. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że pokój do pracy online będzie potrzebny właściwie u każdego. Pracuję zdalnie od wielu lat i wiem, że dobrze zaprojektowany gabinet naprawdę ułatwia pracę.
Tak też jest u nas – dziś pokażę Wam nasz nieduży, ale funkcjonalny kącik do pracy.
Wybór był dość prosty i dostosowany do godzin mojej działalności. Zależało mi żeby było w nim największe okno w domu, bo do pracy z aparatem potrzebuję jak najwięcej naturalnego światła. Pokój jest bardzo dobrze oświetlony i przyjemnie się w nim pracuje. Kiedy prowadzę rozmowy wideo jestem zwrócona twarzą do okna – tak aby moi rozmówcy widzieli mnie w naturalnym świetle.
W gabinecie najlepszym kolorem jest biały, bo rozświetla pomieszczenie i sprawia, że pomieszczenie jest większe. A dodatkowo jest dobrą bazą do dekoracji.
Zależało mi żeby farba była zmywalna i plamoodporna. Wybraliśmy farbę ceramiczną Magnat w kolorze Szlachetna biel z linii Magnat Ceramic Care.
Jeśli interesują was kolory w innych pokojach koniecznie zobaczcie też wpis Kolory ścian w naszym domu
Na ścianie mamy powieszone grafiki Styrylska na masę mocującą samoprzylepną żeby nie robić dziur w ścianie.
Za kanapą jest tapeta Esta Let’s play – fajnie komponuje się całym wnętrzem.
Z poprzedniego mieszkania przyjechało z nami biurko Minko SLIM. Ja mam wersję 50 cm szerokości i żałuje, że jednak nie wybrałam standardowego (60 cm). A samo biurko jest świetne i nadal wygląda jak nowe.
Przy biurku jest krzesło Fameg Stick z tapicerowanym siedziskiem KLIK – jest bardzo wygodne i dobrze mi się na nim pracuje.
Tuż obok biurka jest duży regał (wykonany wg mojego projektu przez naszego stolarza), którym mieści niezbędne sprzęty: drukarkę, aparat, obiektywy i dokumenty. Siedząc przy biurku mam właściwie wszystko w zasięgu ręki – jest to bardzo wygodne.
Oprócz otwartego regału mamy też zamkniętą szafę, która mieści rzadziej używane książki, kable i statywy. Również została wykonana przez stolarza.
Głównym elementem gabinetu jest musztardowa kanapa Olbia z Gala collezione (tkanina Mystic 514). Przyznam, że był to świetny zakup, bo jest bardzo wygodna. Jak przyjeżdżają do nas goście to często na niej śpią. Kanapa ma swój własny materac, który rozkłada się do spania w kilka sekund.
Na całej górze domu mamy położoną Deskę Barlinecką Jesion kolor Lemon Sorbet. Sprawdza się doskonale i nadal uważam, że był to świetny wybór. Podłoga się nie brudzi, a do tego jest twarda i wytrzymała. Często robię zdjęcia na podłodze, bo jest doskonałym tłem do fotografowania.
Tak wygląda nasz gabinet do pracy w domu i chociaż czasami wolałabym mieć biuro poza domem, to przyjemnie mi się nim pracuje.
Powoli z ciepłą herbatką i kocykiem, tak się zaraz zacznie oglądać swój ulubiony serial, prawda? Tylko ten nieustający problem: co oglądać? Przed Wam lista inspiracji do oglądania
IMDb 8.1
tytuł oryginalny: The Kominsky Methodilość sezonów: 3długość odcinka: 25 min.
Jeśli czasem myślicie o starości, jako o przerażającym okresie życia, koniecznie sprawdźcie, jak zostać zabawnym tetrykiem z ogromnym apetytem na życie. Sam Kominsky jest nauczycielem aktorstwa, który wraz ze swoim przyjacielem drwi z przeciwności losu, a swoich uczniów uczy nie tylko tego, jak grać, ale także dzieli się z nimi swoim życiowym doświadczeniem. Głównie jednak na swój śmieszno-ponury sposób nie poddaje się przeciwnościom. Świetnie zagrane postacie i wspaniale nakreślone osobowości. Sztos.
Serial dostępny na Netflix – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,0
tytuł oryginalny: Bullilość sezonów: 5długość odcinka: 43 min
O tym, jak wygląda amerykański system sądowy, zapewne dobrze wiecie. A jeśli nie, z pewnością słyszeliście o ławnikach, którzy są tu kluczowi. To właśnie ławnicy wydają wyroki. Bull jest właścicielem agencji, której zadaniem jest umiejętne wpływanie na decyzje tych ludzi. W jego drużynie jest były policjant, prawnik, specjalistka od neurolingwistyki i haker. Ekipa ta tworzy odpowiednie strategie, by ich klienci wygrywali nawet najbardziej skomplikowane procesy. Fascynujące!
Serial dostępny na Prime – a tu ZWIASTUN
IMDb 8,6
tytuł oryginalny: How to with John Wilsonilość sezonów: 1długość odcinka: 27 min.
Mieszkanie w Nowym Jorku wydaje się z naszej perspektywy życiem w centrum świata. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda ono naprawdę, ten serial jest dla Was. Kim są ludzie mieszkający w NY? Na podstawie życia kolorowych bohaterów serialu, można wyciągnąć wiele przemyśleń, dotyczących współczesności. To komedia z refleksją w tle.
IMDb 7,4
tytuł oryginalny: Breedersilość sezonów: 2długość odcinka: 25 min.
Wśród ugłaskanego i polukrowanego rodzicielstwa, jakim jesteśmy karmieni, przejrzyjmy się jak w lustrze w tym serialu. Oto jak wygląda rodzicielstwo. Czasem słodko, czasem strasznie. Nasze emocje są wystawiane na próbę wytrzymałości, ale gdy patrzymy na to z boku, z perspektywy widza, to chce się śmiać. Piątkeczka wszyscy rodzice! Dobrze wiedzieć, że wszyscy mamy to samo! Ten serial to komedia, ale czasem jest to śmiech przez łzy.
Serial dostępny na HBO GO – ZWIASTUN
IMDb 8,5
tytuł oryginalny: Mare of Easttown ilość sezonów: 1długość odcinka: 58 min.
Nagle po wielu latach Kate Winslet pojawia się w serialu! To musi być zatem coś wyjątkowego. I rzeczywiście tak jest. I choć to klasyka, wiecie, małe miasteczko, zbrodnia, demony przeszłości to klimat serialu i gra Kate Winslet zdecydowanie sprawiają, że chce się oglądać i zagłębić w losy tej mieściny, gdzie każdy z każdym jest w jakiś sposób połączony więzami przyjaźni, rodziny, znajomości. Tu każdy szczegół ma znaczenie, a obciążenie emocjonalne bohaterki jest tym większe, że sama jest częścią tej społeczności.
Serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,5
tytuł oryginalny: Ginny & Georgiailość sezonów: 1długość odcinka: 54 min.
Ginny to piętnastolatka, córka młodej matki Georgie. Dziewczyny latami przenoszą się z miejsca na miejsce, uciekając przed problemami. Teraz jednak stawiają im czoło. Klimat serialu nieco zbliżony do „Kochanych kłopotów” („Gilmore Girls”). Wiecie, matka, która młodo urodziła dziecko i ma w sobie mnóstwo młodzieńczej energii życiowej i nieco zbyt poważna nastolatka. Jest zabawnie i wciągająco. Przed czym uciekają i jakim problemom muszą w końcu stawić czoła?
tytuł oryginalny: Firefly Laneilość sezonów: 1długość odcinka: 50 min.
Parafrazując klasyka, o tym serialu można powiedzieć: „Przyjaźń to nie pluszowy miś, ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty. Ani przyjaźń, gdy jedno płacze, a drugie po nim skacze”. Dwie przyjaciółki z lat młodości trwają w swojej nie zawsze łatwej relacji, na której cieniem kładzie się zdrada. Nie jest łatwo. Jest życiowo.
tytuł oryginalny: Halstonilość sezonów: 1długość odcinka: 48 min.
Historia amerykańskiego projektanta mody, który miał duży wpływ na jej kształtowanie się w drugiej połowie XX wieku. W czasie dzieci kwiatów, używek i hedonizmu. Zbudował markę Halston, jednak wskutek nieprzemyślanych interesów stracił nad nią kontrolę. Fortuna kołem się toczy. To miniserial, który zyskuje na autentyczności dzięki Ewanowi McGregorowi.
IMDb 8,3
tytuł oryginalny: Dix pour centilość sezonów: 4długość odcinka: 52 min.
Rozhisteryzowani aktorzy i ich agenci będący ostojami spokoju i rozsądku. Przypominają mi czasem dzieci i rodziców. A ci, jak wiadomo mają swoje granice wytrzymałości😊. Agenci także. Dużo tu dobrego humoru. Przyjemnie patrzy się na życie gwiazd od podszewk. Oto życie ogarniaczy rzeczywistości w wersji gwiazdorskiej. Perypetie jakich doświadczają z Moniką Bellucci, Sigourney Weaver, Juliette Binoche czy Jeanem Reno – przyprawiają o palpitacje. Gwarantowana rozrywka Prima Sort.
IMDb 7,9
tytuł oryginalny: Welcome to Utmarkilość sezonów: 1długość odcinka: 44 min.
To czarna komedia o ludziach północy, żyjących wśród pięknej, a jednocześnie niebezpiecznej przyrody. Alaska podciągnięta duchem „Fargo” to klimat tego serialu. Jego niewątpliwą zaletą są świetnie zarysowane postacie oraz zdjęcia pięknej przyrody. A fabuła opiera się na relacjach pomiędzy ludźmi tej wyjątkowej krainy.
serial dostępny na HBO GO – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,6
tytuł oryginalny: Thirteen Reasons Whyilość sezonów: 4długość odcinka: 54 min
Ten serial, choć wydaje mi się przeznaczony dla nastolatków, warto by zobaczyli wszyscy rodzice i przypomnieli sobie, jak okrutnie może być w szkole. Hannah popełniła samobójstwo, zostawiając nagrania, na których wyjaśnia powody swojej decyzji. Niewątpliwie dają one do myślenia nie tylko osobom je odsłuchującym, ale także nam. Dorosłym ten serial uświadamia, jak ważna jest bliska relacja z dziećmi, nawet tymi, które już są niemal dorosłe i jak wielki wpływ na nie mają rówieśnicy. Refleksyjnie i trochę strasznie.
IMDb 8,2
tytuł oryginalny: Grace and Frankieilość sezonów: 7długość odcinka: 28 min.
Genialna komedia o dwóch seniorkach, które udowadniają, że życie zaczyna się po 70, albo w ogóle wtedy, kiedy chcemy. A wszystko za sprawą ich mężów, którzy właśnie w tym wieku postanowili zrobić swój comming out, ujawniając swój romans. Grace i Frankie zaczynają więc nowe życie, choć różni je niemal wszystko. Dużo dobrego, mądrego humoru i dystansu do rzeczywistości.
IMDb 7,7
tytuł oryginalny: The White Lotusilość sezonów: 1długość odcinka: 1 h
To doskonały serial na jesienne wieczory – co może nas ogrzać lepiej niż piękne hawajskie plaże. Choć ma trochę konwencję satyry – to pierwszoplanowy wątek kryminalny trzyma nas przy ekranie już od pierwszej sceny. Ledwo daliśmy radę czekać cały tydzień na kolejne odcinki (teraz już możecie obejrzeć ciągiem). Cudny klimat i muzyka. Manager hotelu przypominał mi Johna Cleesa w Hotelu Zacisze, a inna doskonała kobieca postać nie dawała mi spokoju, póki jej nie zidentyfikowaliśmy – mama Stiflera:)
IMDb 8,7
tytuł oryginalny: Ted Lassoilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 30 min
Zabawny, super rozrywka. Perypetie Amerykanina w Anglii to znany od dawna przepis na pierwszorzędną komedię. Myślałem, że będzie lekki, łatwy i przyjemny tymczasem przerósł nasze oczekiwania ciekawą refleksją i bardzo pozytywnie zaskoczył! Ocena IMDb się potwierdziła. Właśnie odpalamy jeszcze cieplutki sezon 2
Serial dostępny na Apple TV – a tu ZWIASTUN
tytuł oryginalny: Fleabagilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 25 min
Po prostu muszę go wam plecić! Pierwszorzędna rozrywka to naprawdę mało powiedziane. Brawurowy scenariusz. Brytyjski humor. Perypetie bohaterki przyprawiają o paroksyzmy śmiechu, przeplatane gorzką refleksją. Nie będę się rozpisywała jak twórcy wspaniale łamią konwencję. To po prostu trzeba samemu zobaczyć!
Serial dostępny na Prime Video – a tu ZWIASTUN
IMDb 7,1
tytuł oryginalny: Into the Nightilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 37 min
Jeśli tylko podobał się wam pierwszy sezon – to od 9 września można zobaczyć ciąg dalszy przygód. No i Borysa Szyca:)
1 sezon – idealny na binge-watching. Bardzo ciężko się oderwać. Do tego może być nam bliski bo jest taki paneuropejski (mieszanka języków) a do tego pomysł na tę wciągającą fabułę dał serialowi Jacek Dukaj.
Serial dostępny na Netflix – ZWIASTUN
IMDb 8,0
tytuł oryginalny: Ramyilość sezonów: 2długość odcinka: ok. 26 min
Absolutny sztos. Krótkie odcinki sprawiły że bawił nas tylko kilka dni. 2 sezony przeleciały stanowczo za szybko! Ramy to pierwsze pokolenie – urodzony w USA, dziecko egipskich imigrantów. Dystans i lustro ironii z jaką twórcy podchodzą nawet takich tabu o jakich istnieniu nawet nam się nie śniło – sprawia, że to naprawdę pierwszoligowa rozrywka. Do tego ta nutka abstrakcji w wymyślaniu fabuły. Absolutny must-see.
Po więcej inspiracji zapraszam do wpisów Najlepsze seriale na Netflixie albo Najlepsze seriale HBO GO
Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100
Dla całej rodziny natomiast filmy znajdziecie we wpisie: Filmy familijne a tu macie Filmy dla dzieci
Co oglądacie obecnie? Podzielcie się swoimi inspiracjami na najlepsze seriale na jesień!
Lunchbox dla dzieci to jeden z punktów wyprawki do szkoły, który może sprawiać rodzicom kłopot. Na rynku dostępnych jest mnóstwo modeli, a im większy wybór tym trudniej podjąć decyzję. Dziś pokażę Wam 5 pudełek dla dzieci, na które warto zwrócić uwagę.
A tu łapcie najnowszy wpis- Najlepsze lunchboxy i bidony dla dzieci – TOP 5 propozycji
Najlepiej jest określić nasze potrzeby przez zadawanie pytań sobie i dziecku
Dziś pokażę Wam modele, które testujemy i mam nadzieję, że pomogą Wam wybrać najlepszy lunch box dla dziecka
Dostępny w najlepszej cenie TUTAJ
(jeżeli zdecydujecie się go zamówić to zwróćcie uwagę czy nie zamawiacie MINI, który jest tańszy i mniejszy, a wygląda z zewnątrz identycznie)
Tak wyglądały nasze testy – napiszę szczerze, że po lunchboxie Yumbox spodziewałam się trochę więcej. Wymiary, co prawda mogłam sprawdzić, ale to, że nie da się wyjąć uszczelki do mycia jest dla mnie dużym minusem. Podsumowując najlepszą opcją w super cenie jest Sistema, a drugim wyborem duży B.box.
A tu łapcie przegląd Plecak do pierwszej klasy A tu macie świeżutki wpis Plecaki szkolne tutaj Kapcie do szkoły
Dziecko od chwili narodzenia się poznaje świat za pomocą zmysłów: smaku, zapachu, dotyku, wzroku i słuchu. Eksponując malucha na nowe bodźce, dostarczamy mu doznania, które wpływają na kształtowanie mózgu. Dzięki temu mały człowiek lepiej się rozwija i eksploruje otoczenie. To wspaniały okres w życiu!
W odniesieniu do tej wiedzy powstały nowe książeczki zapachowe z serii „Akademia Mądrego Dziecka”, które pobudzając zmysły, wpływają na rozwój malucha.
Nowa seria to cztery książeczki zapachowo-kolorowe, oddziałujące na zmysł węchu, wzroku i dotyku.
Każda strona to nowe odkrycie kolorów, połączone z doświadczaniem zapachów.
Podobno to właśnie zapachy najbardziej zapadają w pamięci i wywołują wspomnienia. Węch jest więc wyjątkowym zmysłem.
dostępne np. TUTAJ
Każda ze stron książeczek ma inny kolor. Znajdują się tam owoce, warzywa, rośliny, przedmioty i zwierzęta związane z określonym kolorem. Jest też oczywiście to, co wyróżnia te książeczki – zapach. Wystarczy, że dziecko potrze paluszkiem stronę, by poczuć piękną woń, związaną z tematyką strony. To połączenie obrazu i zapachu wpływa na lepsze kojarzenie i zapamiętywanie. Bardzo pobudzające i stymulujące do rozwoju.
Książeczki przeznaczone są dla dzieci od 3 do 5 lat. Są to wydania kartonowe, a więc odporne na uszkodzenia.
Mądre zajęcie na jakiś czas gwarantowane i chwila dla rodziców również. Można bawić się nimi także wspólnie z dzieckiem. Zapewniam Was, że sami chętnie poznacie te piękne zapachy!
Jak już wspomniałam, książeczki te wydane są w lubianej serii – którą opisywałam wam zresztą we wpisie „Akademia Mądrego Dziecka”. Cała seria to kilkadziesiąt różnych książeczek dla dzieci, wydanych w wielu seriach tematycznych. Przeznaczone są one dla dzieci w różnym wieku. Wspomagają rodziców we wczesnej edukacji dzieci przez zabawę. Budują kompetencje matematyczne, uczą mówienia, czytania, usprawniają pamięć i spostrzegawczość. Pokazują świat od najmłodszych lat, aż do wieku szkolnego, zarażając maluchy pasją do poznawania otoczenia.
W ramach serii „Akademia Mądrego Dziecka” dzieci poznają zwierzęta, pojazdy, kolory, części ciała, ale nawet podstawowe prawa fizyki. Książeczki zapachowe są jej świetnym uzupełnieniem, wprowadzając nowy bodziec do procesu nauki poprzez zabawę już od wczesnego dzieciństwa.
Pomysł z zapachem książeczek uważam za świetny. Nawet starsze dzieci są zafascynowane i z przyjemnością odkrywają zapachy na kolejnych stronach. Najmłodsi będą z pewnością zaintrygowani.
Znacie serię Akademia Mądrego Dziecka? Jakie są ulubione książeczki Waszych maluchów z tej serii?
Książeczki o rezolutnej Basi, którą trapią różne problemy i spotykają rozmaite przygody, moje dzieci znają od dawna i nieustannie uwielbiają. Wiem, że Wasze też. To seria dla dzieci w wieku przedszkolnym.
To urocze przygody Basi i jej młodszego brata Franka. Tu Basia jest autorytetem dla Franka i tłumaczy mu rzeczy, które już wie. Książeczki te różnią się od tych „basiowych”. Przede wszystkim formą, co jest niezwykle ważne. Są to trwałe książeczki kartonowe, by już kilkumiesięczne maluchy mogły swobodnie je oglądać, bez obaw, że je zniszczą. Twarde strony z pięknymi ilustracjami w „basiowym” stylu przyciągają uwagę.
To jeszcze cieplutkie, nowe tytuły do serii teraz już 8 książeczek dla najmłodszych.
Specjalnie dla was – mam kody rabatowe na książki o Basi na taniaksiazka.pl 😊 Na kod NebuleBasiaTK – który będzie aktywny do 17 sierpnia macie dodatkowe 5% rabatu od ceny, która jest w serwisie.
To prawdziwość i realność świata w nich przedstawionego, wraz z problemami, które mogą napotkać najmłodszych. Już same tytuły wskazują, że jest w nich mowa o tym, co dotyczy małych dzieci. Jest tu oczywiście przekaz edukacyjny. Każda książeczka uczy dzieci innych umiejętności i przysparza nowej wiedzy: o zwierzętach, pojazdach, kolorach, ale także o tym jak zakończyć przygodę z pieluchą i dlaczego sen jest ważny. W premierowych książeczkach Basia uczy Franka liczyć i ubierać się samodzielnie.
Podoba mi się wszechstronność tych opowiastek, które nie ograniczają się wyłącznie do przekazywania takich umiejętności jak właśnie nazywanie kolorów czy liczenie, ale także wspierają dzieci w osiąganiu samodzielności. Przykładem jest premierowa książeczka o ubieraniu się.
Takie proste czynności, choć początkowo zajmują maluchom sporo czasu, dają im poczucie sprawstwa i budują ich pewność siebie. Choć moje dzieci już są starsze, nadal jest wiele czynności, które wykonują wolno, co czasem budzi zniecierpliwienie, ale trzeba pamiętać, że dla nich są to nowe, niełatwe umiejętności, których zdobycie buduje ich własne JA.
Zachęcam Was do czytania dzieciom tych opowieści, a także umożliwienia im samodzielnego ich przeglądania. Spokojnie, są wystarczająco trwałe, by nawet kilkumiesięczne dziecko mogło je oglądać, a nieco starsze udawać, że czyta, bo niektóre dzieci już po kilku razach znają je na pamięć. Podobnie jak rodzice😉.
Inne wpisy opisujące serię o Basi znajdziecie tu: Basia i choroby albo tu: Wielka Księga Basi i Franka
Znacie tę basiową serię dla maluchów? Teraz można skompletować własną biblioteczkę pierwszych, wartościowych książeczek tekturowych dla dziecka.
Ot, zwykły kawałek silikonu dostępny na każdym straganie od Bałtyku aż po Tatry. To dlaczego jest na nie taki szał? W dzisiejszym wpisie znajdziecie odpowiedź na to pytanie i moją opinię na temat Pop it.
Pamiętacie Fidget spinner, który opisywałam Wam 3 lata temu? Nie byliśmy tego świadomi, ale zapoczątkował trend na tzw. fidget toys.
Fidget toys są to ciche zabawki sensoryczne, które pomagają w samoregulacji. Przyszły do nas z USA, gdzie są powszechnie używane przez terapeutów i nauczycieli. Dla kogo są dedykowane? Dla dzieci, które mają trudności ze skupieniem się na lekcji.
Czyli dla dzieci, które ciągle się kręcą, odwracają, rozmawiają. Są także pomocne dla dzieci z ADHD.
I tak, dobrze czytacie – Pop it można używać na lekcjach, bo pomagają w koncentracji. Oczywiście każda szkoła ma swoje zasady dotyczące używania fidget toys.
Mało tego, odchodzi się od nazwy „toys”, a zaczyna się stosować „tool”, czyli narzędzie. Jak się okazuje może on być doskonałym narzędziem do nauki, ale to pokażę Wam później.
Czy w takim razie Pop it fidget toy ze straganu jest zabawką godną uwagi? Uważam, że tak i to bardzo!
Choć są dostępne na każdym straganie – jeśli akurat ich nie widziałaś to parę przykładów TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ
Na straganach jest pełno zabawek, które szybko się psują i są kolejnym śmieciem, a w tym roku są też Pop it. I jak macie już coś dziecku kupić to niech to będzie to.
Jeżeli nigdy jeszcze nie pykaliście silikonowych bąbelków, to możecie nie rozumieć ich fenomenu. Ale jak tylko dotknięcie ich pierwszy raz, to gwarantuję, że i Wam się spodoba.
W 100% rozumiem dzieci, które opanował szał na Pop it!
Pstrykanie folią bąbelkową to tylko namiastka tego, co daje ta zabawka.
Po wakacjach moda na Pop it fidget toy będzie kwitła i chciałbym aby nauczyciele też przyjrzeli się tej zabawce. Dzięki temu zyskają uwagę dzieci, a kiedy jest motywacja wewnętrzna i zainteresowanie dzieci to nauka idzie w mig.
Pamiętajcie, że jest to silikon i w domu możecie wykorzystywać go na różne sposoby.
Wystarczy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej i wlać do Pop it, zostawić do wystygnięcia
Tutaj możecie wykorzystać go do wzmacniania mięśni rąk i koordynacji ręka-oko
Co jest potrzebne:
Pokazujemy dziecku jak ma przenosić małe elementy
Kolejną świetną zabawą jest przenoszenie kropelek wody pipetą lub małą strzykawką – gwarantuje, że ta zabawa zajmie dzieci na długo
Silikonowe bąbelki możecie wykorzystać do nauki:
Możliwości jest masa i dlatego uważam, że Pop it to świetna zabawka, która daje mnóstwo możliwości.
Jeżeli pracujecie z dziećmi to też kupcie tą zabawkę, gwarantuje, że na terapii lub lekcji od razu zyskacie uwagę dziecka.
A jeżeli się znudzi?
Możecie używać jej w domu np. jako mydelniczka lub zabawka do kąpieli.
Jeżeli spodobał Wam się ten post udostępnijcie ten post znajomym – podziękują Wam
Gry to latem ogromna frajda w czasie długich, ciepłych wieczorów. Przed Wami lista inspiracji na to, w co grać z dziećmi, ale także propozycje gier dla dorosłych.
Dzieci są zachwycone pozbywaniem się komarów. To szybka (jak to z komarami) gra karciana o bardzo prostych zasadach, w którą mogą grać dzieci same, w oczekiwaniu na wakacyjną kolację czy zakończenie makijażu mamy😉. Wystarczy wykładać ze swojej puli kart na wspólny stos, kartę o jeden wyższą, niższą lub tej samej wartości. Chodzi o to, by pozbyć się wszystkich kart-komarów jak najszybciej. Prosto, szybko i zabawnie.
Gra dostępna TUTAJ
Oto gra dla miłośników legendarnego komiksu pod tym samym tytułem. To kolejna karcianka, która musiała znaleźć się w zestawieniu. Gdy karciane są idealne na wakacje, bo można je zabrać ze sobą wszędzie – zajmują mało miejsca. Ta gra jest tak zaprojektowana, by kształtować kompetencje matematyczne dzieci, oczywiście w formie zabawy. To proste dodawanie i zabawa liczbami. Gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej 7 roku życia, ale jeśli młodsze potrafią liczyć, także będą się przy niej świetnie bawić.
Wakacyjna gra karciana, którą dzieci pokochają, bo chodzi w niej o… kupę. No tak, niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu 😉. Jednak bez względu na to, co my, dorośli, o tym sądzimy, kupa jest najśmieszniejszą rzeczą świata dla dzieci w wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym. A tu chodzi o to, by zrzucić winę za jej obecność na innych graczy. Widzicie już dobrze bawiące się przy tym dzieci? W tej grze kształtuje się przede wszystkim refleks.
Urocze potworki – Paszczaki są bohaterami tej gry. Kto zbierze komplet Paszczaków? To gra karciana rozwijająca umiejętności strategiczne, poprzez odpowiednie układanie kart i zdobywanie potworków. Przyda się tu także dobra pamięć i kojarzenie, by zdobywać właściwe potworki. Zwycięża posiadacz największej ilości Paszczaków.
Gra karciana (a jakże!) przeznaczona także dla młodszych dzieci powyżej 3. roku życia. Tu nie ma liczenia, ale jest zabawa kolorami. Chodzi o to, by ułożyć jak najdłuższego, kolorowego węża. Jest to gra losowa, więc także maluchy mogą wygrywać ze starszakami, które tym razem nie będą miały przewagi związanej z większymi umiejętnościami.
Zgniatamy awokado! Gra karciana, ukryta w plastikowym awokado. Jej zasady są banalnie proste i skupiają się na spostrzegawczości i refleksie. Każdy gracz kolejno wykłada karty i gdy kolejne numery kart się powtórzą, trzeba szybko zgnieść awokado, a więc przykryć karty ręką. Ten, kto zrobi to jako ostatni, zabiera wszystkie karty. Proste, zabawne i pełne emocji. Tu trzeba być czujnym.
Jeśli myślicie, że to gra dla dziewczynek, bardzo się mylicie. Są tu królewny, smoki, rycerze, eliksiry – cały magiczny bajkowy świat, zamknięty w kartach. Z pewnością zabawne są dla dzieci nazwy królewien i książąt. Gra ta rozwija spostrzegawczość oraz pamięć. Niewątpliwą jej zaletą są stosunkowo proste zasady oraz pięknie ilustrowane karty, które dzieci uwielbiają.
Dzięki tej grze dzieci dowiedzą się, że szczepionka chroni przed chorobą, leki leczą, a wirusy są niebezpieczne dla organów. To pomysłowa gra karciana, której celem jest zdobycie czterech zdrowych organów. Niestety przeciwnicy mogą je zarażać, by zmniejszyć szanse wygrania. Przed zarażeniem chronią szczepionki, a już zarażone organy są leczone przez leki. To gra dla dzieci, które już się nie denerwują, gdy ktoś im szkodzi w grze (zarażając organy) lub uczą się tego. Proponuję od razu wyjaśnić dzieciom, że to nie złośliwość, a zasady gry, by uniknąć kłótni w początkowych rozgrywkach😊.
kupcie też od razu 2 część TUTAJ
To popularna karcianka liczbowa, w którą mogą grać także starsze dzieci. Oparta jest na znanym remiku. Opiera się na 10 fazach, które trzeba przejść. Wygrywa ta z osób, która przejdzie je jako pierwsza. Każda runda gry to próba ukończenia jednej z faz. Szczegóły gry zawarte są oczywiście w instrukcji. Choć może się wydawać skomplikowana, wystarczy zagrać kilka razy, by poznać wszystkie jej tajniki – jak to w grach karcianych bywa😊.
Przyznam, że zaintrygowała mnie nazwa tej gry. Szósta bierze? O co chodzi? Jest do wyboru kilka wariantów zaawansowania tej gry, jednak zawsze chodzi o to, że osoba, która wyłoży szóstą kartę w rzędzie, zabiera pozostałe pięć. Oczywiście wygrywa ten, kto ma najmniejszą, ze względu na wartość, ilość kart.
Więcej inspiracji dla młodszych macie tu – Najlepsze gry planszowe dla dzieci
A tu macie link Gra planszowa dla dzieci do 50 zł
a tu macie TOP 20 – gry planszowe dla dorosłych
Oto moje karciane propozycje na wakacje. A jakie są Wasze ulubione gry w czasie letnich wieczorów i wyjazdów?
Czekacie na urlop z wytęsknieniem, pakujecie rzeczy i cieszycie się na wspólny wyjazd z dziećmi. A tymczasem na miejscu albo już w trasie okazuje się, że entuzjazm dzieci przeplata się z marudzeniem.
To prawda, że dzieci więcej marudzą na wakacjach, a ja dziś napiszę Wam dlaczego.
Podzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniami – a dzięki nim łatwiej będzie Wam zrozumieć zachowania dzieci.
Oczywiście są takie osobniki, które na wakacjach czują się świetnie i od rana mają dobre humory. Ale ja takich nie znam.
Kiedy nie miałam dzieci, to nie spodziewałam się, że zamiana kolacji z kąpielą może spowodować taką histerię. Na wakacjach częściej niż w domu omijamy różne czynności, które budują rutynę. Co to powoduje? Dzieci, które w domu wiedziały, że po kolacji jest zawsze kąpiel mogą czuć się zaniepokojone i nie będą umiały powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi. Mogą płakać, marudzić albo zrobić aferę z powodu nie takiej pasty do zębów.
Na wakacjach łatwo jest o za dużą ilość bodźców. Wystarczy wycieczka rowerowa, która pobudza układ przedsionkowy, do tego głośniejsza muzyka i światła, a dzieci mogą poczuć, że to dla nich za dużo. My umiemy powiedzieć, że taka ilość bodźców nas męczy i mamy ochotę uciekać, a dziecko tego nie wie. Czasami jedna atrakcja jest tą, która przeładowuje i później ciężko jest wrócić do stanu przed.
Czy na wakacjach dzieci jedzą więcej cukru? Moje tak! I naprawdę jest mi trudniej to kontrolować niż w domu. I chociaż nadal nie ma wyników badań naukowych, że sam cukier pobudza. To jednak jest wiele doniesień, że uzależnia i kiedy dzieci widzą słodycze to bardzo chcą je zjeść. Czasem żeby to uzyskać płaczą i marudzą. Natomiast kiedy cukier spada we krwi (około 3 h po spożyciu) to dzieci (dorośli również) mogą czuć się rozdrażnione, ospałe – trzeba o tym wiedzieć.
Bajka z rana, bajka po południu, bajka wieczorem – często na wakacjach odpuszczamy, bo też chcemy mieć trochę czasu dla siebie i to jest ok. Ale jeżeli widzicie, że bajki z rana kompletnie rozregulowują zachowanie dziecka to warto je pominąć. Ja też często na wyjazdach włączam rano bajki, bo chcę dłużej pospać. Niestety później widzę większe rozdrażnienie przez cały dzień.
Wakacje i podróże nie wszystkim kojarzą się z totalnym relaksem. Kiedy my odczuwamy niepokój, złość, rozczarowanie to dzieci doskonale to czują. To normalne zjawisko.
Bardzo ważne jest to, co tutaj napiszę. Pamiętajcie proszę, że 3-latek na wakacjach to wciąż 3-latek. Nie będzie siedział w restauracji bezczynnie i czekał na swój obiad.
Super jest to, że w czasie wakacji możemy ze sobą spędzić tyle czasu. Ale kurczę, to nie wszystkim służy. Kiedy jesteśmy w domu to jednak są momenty, kiedy mamy czas tylko dla siebie. W wakacje wszyscy cisną maksymalnie wspólny czas ze sobą, a czasami wystarczy troszkę odpuścić.
Słysząc takie komentarze często odbieramy je personalnie. Ja się staram wymyślić coś ciekawego, a dzieci nie podzielają tego entuzjazmu. Wkurzamy się, bo chcielibyśmy żeby na wakacjach było fajnie i miło, a nie zawsze tak jest.
TO JEST GŁUPIENIE ZNOSZĘ TEGONIENAWIDZĘ TEGO
Te komunikaty są mniej wstydliwym sposobem na powiedzenie „boję się” albo ” nie wiem jak będę z tym się czuł”.
Wakacyjny czas to też emocjonalna karuzela. Myślę, że jedną z trudniejszych emocji jest rozczarowanie i wiele dzieci (dorosłych również) nie umie jej wyrazić. A tak często towarzyszy nam na wakacjach. Zawiera w sobie: lęk, złość, smutek, wstyd. Warto rozmawiać z dziećmi o tym jak się czują, bo my często oczekujemy od nich, że na wyjeździe będą zawsze szczęśliwe, a tak wcale nie jest. Mogą być rozczarowane zakupem zabawki na starganie, która się popsuła albo atrakcją, która wcale nie była taka fajna.
Są dorośli i dzieci, którzy w czasie pracy lub zabawy są tak pochłonięci samą czynnością, że nie odczuwają ani pragnienia, ani głodu, ani potrzeb fizjologicznych. Dopiero kiedy emocje odpuszczą – robią się nagle bardzo głodni, bardzo spragnieni lub bardzo mocno chce się im do toalety. Nie złośćmy się o to, że dziecko nie zdążyło do łazienki, bo naprawdę mogło wcześniej wstrzymywać się – po to tylko żeby skorzystać z atrakcji.
Często o tym zapominamy. My umiemy przewidzieć, że jeżeli nie skorzystamy z toalety przed wyjściem to może Wam się chcieć za godzinę. Dzieci tego nie potrafią. Nie umieją też najeść się na zapas, bo później nie będzie. Zwróćcie na to uwagę i nie złośćcie się kiedy godzinę po śniadaniu dzieci są głodne. Albo chwilę po wyjściu z domu chcą do toalety – pamiętajcie, że mają małe pęcherze, które bardzo szybko się zapełniają.
TIP: Noście ze sobą małe przekąski, butelkę wody i bieliznę na zmianę. Mam zawsze taki pakiecik w torbie i się przydaje.
Bo często widzę piękne zdjęcia z wakacji, a nigdy nie wiemy co tak naprawdę się za tym kryje. Myślimy sobie, że inni mają takie świetne wyjazdy, zadowolone z wszystkiego dzieci – TAK NIE JEST. Każdy ma swoje problemy, a kiedy na to nałożą się marudzące dzieci, to jest nam zdecydowanie trudniej.
Mam nadzieję, że dzięki tym wskazówkom będzie Wam łatwiej zrozumieć zachowanie Waszych dzieci.
Pandemia odcięła nas od jednej z naszych ulubionych rozrywek – wyjść do kina. Początkowo bardzo za tym tęskniliśmy, a potem, przyzwyczailiśmy się chyba do braku przyjemności z różnorodnych aktywności, ale teraz wracamy.
Także do kina!
Zwłaszcza że lato 2021 obfituje w bardzo ciekawie zapowiadające się premiery kinowe filmów dla dzieci. I choć każde z nas preferuje nieco inne filmy, okazuje się, że tego lata wszyscy znajdziemy coś dla siebie i będziemy się świetnie bawić w czasie tych wytęsknionych już seansów.
Jak pisałam dla was ranking Filmy dla dzieci, wciąż byliśmy przywiązani do naszych domowych telewizorów. Ale teraz można w końcu wrócić do tego jakże bajkowego doświadczenia – pójść na SEANS, do prawdziwego KINA😊
Ważne dla mnie jest to, że Multikino dba o komfort i bezpieczeństwo sanitarne. System rezerwacyjny jest tak zaprojektowany, by zachować odległość od innych, a odpowiednia wentylacja, zapewnia stałą wymianę powietrza.
Przy każdym opisie zaznaczyłam informację o tym, dla dzieci w jakim wieku jest przeznaczony film, jednak uważam, że ta granica jest bardzo płynna i sami najlepiej wiemy, kiedy i na jakie filmy są gotowe nasze dzieci. Najlepiej obejrzeć zwiastuny, by przekonać się, jaki klimat ma dany film i samodzielnie zdecydować, czy dziecko jest gotowe na niego. Sama zawsze tak robię, natomiast sugestie dystrybutorów traktuję jako ogólną rekomendację.
Wpis powstał dzięki uprzejmości www.multikino.pl
Data premiery: 2 lipca 2021 Czas trwania: 94 min.Gatunek: animowany/familijnyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
Zabawna opowieść o wojowniczce – strażniczce smoczego klejnotu, która musi odnaleźć ostatniego smoka. Rzecz dzieje się w starożytności, w królestwie Kumandura, a odnalezienie smoka jest kluczowe dla pokoju. To film twórców „Viany” i „Krainy Lodu”, więc silna kobieca postać jest jak zawsze wyrazista, waleczna i zdeterminowana.
Zwiastun do obejrzenia TUTAJ
Data premiery: 2 lipca 2021Czas trwania: 88 min.Gatunek: animowany/familijnyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
Ten film muszą zobaczyć wszystkie miłośniczki koni. Mała Lucky w wyniku życiowych okoliczności trafia do małej mieścinki, gdzie poznaje Mustanga – dzikiego i nieokiełznanego. Jej wrodzona wrażliwość i podejście do koni sprawia, że Mustang i Lucky się zaprzyjaźniają. Tylko że Mustangi żyją na wolności… No cóż, my mamy miłośniczkę koni, więc musimy to zobaczyć!
Data premiery: 9 lipca 2021Czas trwania: 78 min.Gatunek: animowany/familijnyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
Jakże ja się cieszę, że czasy, gdy najmłodsze dzieci nie były mile widziane w kinie, minęły. Dziś nie tylko można je bez obaw zabrać, ale powstają nawet filmy dla najmłodszych. I to jest właśnie taki film. Mieszkające pod ziemią Elfinki, wychodzą na powierzchnię, by nauczyć się jakiegoś fachu. Trafiają pod skrzydła cukiernika. Ten podejmie się próby nauczenia ich pieczenia, ale czy pomocnym Elfinkom uda się odwdzięczyć i uratować cukiernię?
Data premiery: 9 lipca 2021Czas trwania: 95 min.Gatunek: fantasy/familijny/przygodowyOd lat: 6
Pomieszanie klimatu Piotrusia Pana i Alicji w Krainie Czarów? Dlaczego nie! Alicja i Piotruś to rodzeństwo, zamieszkujące angielską wieś. Ich sielskie życie, pełne fantazji zostaje przerwane przez poważne rodzinne problemy. Dzieci postanawiają pomóc rodzicom i wyruszają do stolicy, by sprzedać cenną pamiątkę. Tam spotyka ich to, co niespotykane. Czy uda im się osiągnąć zamierzony cel? Warto wspomnieć o Angelinie Joli, która świetnie odnajduje się w takich konwencjach. W „Czarownicy” była świetna i wydaje mi się, że tu także będzie widać jej aktorski kunszt.
Data premiery: 16 lipcaCzas trwania: 115 min.Gatunek: animowany/akcja/familijnyOd lat: 6
Tu zapowiada się prawdziwy hit. Pamiętacie film z 1996 roku, gdzie bohaterowie Looney Tunes porywają Michaela Jordana? Tu jest nieco inaczej, bo LeBron James wraz z synem zostają uwięzieni przez sztuczną inteligencję w wirtualnej rzeczywistości. Genialny koszykarz musi rozegrać mecz życia z drużyną, która kierowana jest przez sztuczną inteligencję, by odzyskać syna. Sprawy nie ułatwia mu obecność kreskówkowych postaci. Jest śmiesznie i bardzo emocjonująco. Zobaczcie zresztą zwiastun. Szał😊.
Data premiery: 23 lipca 2021Czas trwania: 98 min.Gatunek: komedia/familijny
Obecność Roberta De Niro gwarantuje dobrą rozrywkę dla młodszych i starszych. Lubię takie filmy familijne, gdzie mogę się dobrze bawić także ja, a nie tylko dzieci. „Wojna z dziadkiem” to historia o dziadku, który wprowadza się do domu Petera. Ten początkowo jest szczęśliwy. Jednak okazuje się, że dziadek zajmuje jego pokój. To oznacza wojnę! Tylko że Peter jeszcze nie wie, że i dziadek ma swoją tajną broń.
Data premiery: 23 lipca 2021Czas trwania: 91 min.Gatunek: animowany/familijny/komedia
Okazuje się, że smoki żyją! Mieszkają sobie w spokojnej przystani, gdzie ludzie ich nie nachodzą. Aż do teraz. Gdy kraina jest zagrożona ich najazdem, smoki zaczynają myśleć o przeniesieniu się w jakieś spokojne miejsce. Legenda głosi, że ono istnieje i że właśnie tam wszystkie smoki będą mogły w końcu spokojnie żyć. W podróż w poszukiwaniu Skraju Nieba wyrusza jeden ze smoków, przeżywając po drodze mnóstwo przygód. Ciekawe, czy mu się uda? I co na to wszystko Daenerys? 😉.
Data premiery: 30 lipca 2021Czas trwania: 158 min.Gatunek: przygodowy
Jeśli Wasze dzieci lub Wy sami lubicie klimat „Jumanji” to chyba możecie iść w ciemno na ten film. Para – naukowiec oraz kapitan łodzi – wyrusza na niezwykłą wyprawę w poszukiwaniu drzewa życia, które ma zmienić oblicze medycyny. Problem w tym, że znajduje się ono podobno w niebezpiecznej dżungli. Wszystko tam chce i może ich zabić. Jednak zabawna para nie poddaje się. W tym filmie nie mogło zabraknąć Dwayne’a Johnsona, który świetnie odnajduje się w takiej konwencji.
Data premiery: 13 sierpnia 2021Czas trwania: 84 min.Gatunek: animowany/familijny/komedia
Gdy słodkie Flomaki dowiadują się, że grozi im wyginięcie, a właściwie już zostały uznane za wymarłe, postanawiają wyruszyć w przedziwną podróż do przeszłości, by zapobiec tej tragedii. Podróż jest pełna przygód, śmiesznych gagów i energicznej akcji, a same Flomaki tak słodkie, że chce się je zjeść. No cóż, trudno się dziwić, skoro wyglądają jak donaty 😊.
Data premiery: 20 sierpnia 2021Czas trwania:Gatunek: familijny
Tę historię dobrze znacie. Czas, by poznały ją dzieciaki. To opowieść o miłości zwierząt do ludzi i ludzi do zwierząt. Gdy Flo, 12-letni właściciel Lassie, z powodu kłopotów finansowych rodziny musi przenieść się do ciasnego mieszkania, Lassie trafia pod opiekę Priscilli. Lassie jednak nie poddaje się losowi i ucieka od dziewczynki, w poszukiwaniu drogi do Flo. Gdy dzieci dowiadują się o ucieczce Lassi, także wyruszają w drogę. Czy uda im się wzajemnie odnaleźć?
A jeśli chodzi o premiery kinowe 2021 – warto też wspomnieć o filmach dla dzieci, które miały premierę w maju i czerwcu i nadal można je oglądać na ekranach Multikina. Są to:
Data premiery: 28 maja 2021Czas trwania: 134 minutyGatunek: komediaOd lat: 13
To historia jednej z najbardziej demonicznych postaci bajek dla dzieci. Zastanawialiście się, co sprawiło, że stała się postrachem dla uroczych dalmatyńczyków? Ten film to jej historia. Kobiety przerażającej, żądnej poklasku, pławiącej się byciem w centrum uwagi. Genialnej, paskudnej i szalonej – jak mówi sama o sobie. Jesteście gotowi zobaczyć, kim jest Cruella de Mon?
Data premiery: 18 czerwca 2021Czas trwania: 95 min.Gatunek: animowany/przygodowyOd lat: bez ograniczeń wiekowych
To film twórców genialnych produkcji takich jak „Coco” i „W głowie się nie mieści”. W nadmorskim, włoskim miasteczku (już brzmi cudownie) wakacje spędza para przyjaciół. Bawią się, szaleją i spędzają cudowne dni. Sielanka? No nie do końca, bo okazuje się, że obaj są morskimi stworami! Brzmi to bardzo obiecująco, zwłaszcza że fajny klimat widać już w zwiastunie.
PS. Nie do wszystkich premier dystrybutorzy podali jeszcze wiek od jakiego rekomendują filmy – jak tylko te informację się pojawią – uzupełnimy w opisie:)
Czy wiecie, że w Multikinie jest dostępna karta RODZINA DO KINA, z którą macie 20% zniżki na zakupu w barze kinowych oraz na zabawki w Multishopie!
Szczegółowy repertuar jeśli chodzi o premiery kinowe 2021 jest dostępny na stronie www.multikino.pl oraz w aplikacji mobilnej Multikina.
Chociaż wydawać by się mogło, że mamy już wykończony dom i tak naprawdę nic już nam nie trzeba… Ale kto niedawno skończył się urządzać ten wie, że zawsze jest coś, co można ulepszyć lub wymienić. Prawda jest też taka – często wydaje się nam, że dane rozwiązanie jest dla nas najlepsze, a po czasie widzimy, że jednak nie do końca.
Wpis powstał w ramach współpracy z marką WiZ
We wrześniu się wprowadziliśmy do naszego nowego domu i przez ten czas spędziliśmy w nim naprawdę dużo czasu. Szybko zorientowaliśmy się, że jest coś w salonie, co można by było ulepszyć i jest przysłowiową „kropką nad i”.
Każdy kto wykańczał dom lub mieszkanie wie, że na samej końcówce remontu nie zawsze ma się taką świeżość umysłu i entuzjazm, jak na początku i często wybiera się rozwiązania najprostsze.
Jak już byliśmy na ostatniej prostej, to nawet nie do końca mieliśmy chęć wyszukiwać ciekawostek i nowinek technologicznych, bo zwyczajnie byliśmy zmęczeni. Uznaliśmy, że ewentualnie coś ulepszymy lub wymienimy, kiedy tu pomieszkamy i zobaczymy, co nam się sprawdza, a co nie do końca.
Kiedy nadeszły długie listopadowe wieczory, to dość szybko zauważyliśmy, że czegoś nam brakuje w salonie. Wszystkie meble były, układ funkcjonalny się zgadzał, a jednak można by było coś dodać.
Jak wiecie świadomie ze względów ekologicznych zrezygnowaliśmy z kominka w salonie. Wiem, że miło jest posiedzieć przy ciepłym świetle wieczorem z herbatą i książką w ręku. Jednak uznaliśmy, że mając inne źródło ogrzewania domu nie byłby to dobry wybór dla nas. Co prawda, klimat kominka jest niepowtarzalny – daje miłe i przyjemne dla oczu światło i stwarza ciepłą atmosferę. Jednak uznaliśmy, że jest nam zbędny i nie będziemy go mieli tylko po to tylko żeby mieć fajny nastrój w salonie.
Klimatu – nastroju, który wieczorem po całym dniu utuli nas do snu. Zrelaksuje i pomoże się wyciszyć.
Na początku myślałam o jeszcze dwóch dodatkowych lampkach – przy fotelu i nad kanapą. Ale znaleźliśmy lepsze rozwiązanie, do tego znacznie tańsze i nie zabierające miejsca. Ideał? Zaraz się przekonamy.
W poprzednim mieszkaniu mieliśmy tylko dwa źródła światła w salonie: lampa górna i lampka. Dlatego nowym domu postanowiliśmy, że chcemy mieć: kinkiety, spoty i lampy górne. Właśnie po to żeby mieć wiele opcji i móc z nich korzystać. A kiedy na końcowym etapie wybierałam już żarówki: ich moc, natężenie i barwę to wybrałam najbardziej uniwersalną opcję.
Teraz już wiem, że zupełnie niepotrzebnie poszłam na kompromis, bo jak wiadomo nie są one do końca dobre.
Ale wtedy jeszcze nie znałam żarówek WiZ. Testujemy je od kilku tygodni i muszę przyznać – żałuję, że nie znałam ich wcześniej.
Nie musicie wybierać: barwy i natężenia światła żarówek, bo możecie je dostosować jednym kliknięciem na darmowej aplikacji nie wstając z kanapy lub zmienić sterowaniem głosowym.
Na początku wybieracie, na czym najbardziej Wam zależy: czy chcecie kolorowe żarówki, które mogą świecić na milion sposobów, czy wolicie raczej żarówki ze światłem standardowym (ale też możecie zmieniać barwę i natężenie światła). Do wyboru jest kilka ciekawych opcji i możecie wybrać, to co najbardziej Wam pasuje.
My mamy:
I już te trzy różne źródła oświetlania potrafią zrobić nam bardzo fajną atmosferę w salonie.
Montaż był prosty – wystarczyło wkręcić żarówki, zainstalować darmową aplikację i połączyć z siecią WiFi. Od tej pory możemy sterować oświetleniem za pomocą aplikacji lub głosowo. Obie opcje są fajnym rozwiązaniem, a dla gadżetomaniaków będą idealne.
Kiedy wieczorem jestem zmęczona, to drażni mnie ostre światło. Nie lubię kiedy świeci zbyt mocno i przeszkadza w oglądaniu filmu lub czytaniu książki. Teraz ustawiam na aplikacji tzw. sceny świetlne, które zmniejszają automatycznie swoją intensywność żeby jak najmniej ingerować w nasz zegar biologiczny i przygotować do snu. Wieczorem mam już wszędzie ciepłe, wygaszone światło przypominające świece. Uwielbiam ten klimat.
Jestem gadżeciara – to fakt, ale ciężko mi się połapać w ustawieniach, konfiguracjach itd. Tutaj poszło szybko, a sama obsługa jest dziecinnie prosta. Wystarczy zainstalować aplikację i już możemy dostosować oświetlenie do naszych potrzeb. Przed instalacją obejrzałam też kilka filmików na YouTube i one mnie przekonały.
Możecie też sterować światłem w domu, kiedy jesteście na wyjeździe – jest to bardzo fajna opcja, z której na pewno skorzystamy.
Ale i tak najbardziej lubię ten wieczorny klimat, który robią żarówki WiZ.
Najlepsze jest to, że gdybym zobaczyła je na półce w markecie, to nie byłabym do końca przekonana, czy to jest fajna opcja dla nas. Teraz, po kilku tygodniach testowania już wiem, że jest to idealny wybór dla nas.
Jeżeli też macie chęć zobaczyć, jak działają inteligentne żarówki to sprawdźcie je TUTAJ.
Moje macierzyństwo zaczęło się na długo przed porodem. Chciałam być jak najlepszą mamą. Taką, która wszystko wie jak Wikipedia, jest kreatywna jak Pinterest, wyrzuca najnowsze wyniki badań dotyczące rozwoju dzieci jak Pubmed. To była moja wizja macierzyństwa – potęgowana dodatkowo przez presję środowiska.
Każdą wolną chwilę, którą teoretycznie mogłam wykorzystać dla siebie – spędzałam na szukaniu, czytaniu, porównywaniu różnych kwestii związanych z dziećmi. Mój świat się wokół tego kręcił, a jak jak chomik w kołowrotku napędzałam ten mechanizm. Wycinałam jak głupia montessoriańskie pomoce i krzywiłam się, kiedy moje dziecko wolało stary telefon.
Wstawałam rano i myślałam, że dziś już nie dam rady.
Na szczęście dosyć szybko połączyłam kropki i doszłam do szalenie istotnych wniosków.
Wyjście po zakupy do Biedry nie jest dbaniem o siebie. Nie jest napełnianiem swojego kubeczka, z którego muszę później wszystkim rozlać. Mój kubeczek był pusty, a ja lałam z niego dalej. Jechałam na rezerwie. A droga przede mną była długa.
Miałam nawet takie myśli, że chciałbym trafić do szpitala ( na coś niegroźnego) – to bym sobie odpoczęła! (jak to teraz czytam, to jest to przerażające).
Gdyby macierzyństwo było pracą, to musiałoby być dobrze opłacane żeby ktoś chciał w tym zdobywać kolejne szczeble kariery.
Serio – nie jest to praca marzeń. I żeby nie była płatna w uśmiechach „bombelka” to nikt by się na nią nie decydował.
I kiedy tak spojrzałam na macierzyństwo jakby to był etat, to zobaczyłam, że ja po tej pracy w ogóle nie odpoczywam. W każdej wolnej chwili czytałam poradniki o rozwoju dzieci, wieczorem szukałam edukacyjnych pomocy i przygotowywałam różnorodne dania, bo przecież makaron to nie jest wartościowy posiłek.
Jak patrzę na dawną siebie, to ja się wcale nie dziwie, że byłam wypalona.
Tyle czasu i zaangażowania, a rzadko kiedy ktoś to doceniał.
Za poświęcenie swojego wolnego czasu, za lody z kalafiora, za gacie wyprasowane na kant. NIKT.
A to jest taka niewidzialna praca, której dzieci nie widzą.
Ale za to widzą Mamę, która jest smutna, przepracowana i wypalona.
Powoli, ale skutecznie i w jednej dziedzinie na raz.
Oczywiście, to wszystko jest możliwe, bo zmieniłam myślenie, ale też wiek dzieci ma znaczenie. Jednak trochę żałuję, że te kilka lat starałam się być idealną matką. Dojechałam się, ale odbiłam. Inaczej teraz na to wszystko patrzę i dopiero takie macierzyństwo na 60 % sprawia mi przyjemność. Mam wielkie chęci żeby spędzać czas z dziećmi i nie przewracam już oczami, kiedy proszą mnie o zabawę.
I wtedy nawet rozlane mleko na drewnianej podłodze mnie nie rusza.