kontakt i współpraca
„Kto czyta – żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany” – ta sentencja Józefa Czechowicza towarzyszy mi od lat. I to między innymi dlatego chcę, by moje dzieci także czytały. To sposób na poznawanie świata i zafascynowanie się jego niesamowitością. To także dlatego dzielę się z Wami moimi książkowymi odkryciami dla dzieci, by miłośników dobrej literatury nie zabrakło, a wśród nich mądrych, oczytanych ludzi.
Zarażanie czytelnictwem – to slogan, który dzieci z pewnością nie przekona do czytania. Żadne namowy, sugestie, nic z tych rzeczy nie przekona dzieci do czytania. Są trzy sposoby, które sprawią, że maluchy, a potem młodzież będą czytać. Sprawdziłam to na sobie i na obserwacji otoczenia.
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Artykuł powstał dzięki płatnej współpracy z nowym wydawnictwem dla dzieci – Świetlik. (Polecałam wam od nich ostatnio audiobooka „Zrzędus„!)
W zasadzie to nie jest jeden sekret, ale 3:
Choć na początku może się wydawać, że to nie ma sensu, okazuje się, że ma i to ogromny. Dzieci zatapiają się w świecie słów i niemal z mlekiem matki wysysają chęć i upodobanie do czytania.
Możecie mówić, namawiać, ale jak sami nie czytacie, to Wasze dzieci nie będą tego uważały za normę i coś, co się po prostu robi w wolnym czasie. Zacznijcie więc czytać!
Wiem, że często ma się sentyment do książek ze swojego dzieciństwa i wiele z nich jest cudownych, ale warto pamiętać, że dzieci lubią czytać o tym, co jest dla nich aktualne. To bardziej do nich przemawia. Z tym się identyfikują. Dobra, pochłaniająca książka to skarb. I właśnie takie perełki staram się dla Was wyszukiwać, żebyście sami nie musieli ich szukać!
Mam dla Was jedną z takich polecajek. Oto „Radosna 123” autorstwa Lodoviki Cimy.
To jedna z tych książek dla dzieci, które wypełnione są spokojem, niespieszną akcją i dziecięcym światem. Akcja książki dzieje się na tytułowej ulicy Radosnej 123, gdzie stoi kamienica. Mieszka w niej siedmioletni Pietro oraz jego koledzy i koleżanki, z którymi przeżywa różne przygody. Jest też pan Angelo – stróż złota rączka, gospodarz domu i jego dobra dusza. Jego towarzyszem jest pies Poldzio, którego wszyscy uwielbiają. Wszyscy razem przeżywają piękne chwile codzienności, uczestnicząc w zwykłych czynnościach i obowiązkach, które zawsze stają się przyczynkiem do dobrej zabawy.
Akcja książki rozgrywa się na przestrzeni całego roku, więc można dokładnie poznać przygody i życie głównych bohaterów. Każdy rozdział to jeden miesiąc, w którym coś ciekawego się dzieje. Nie zawsze na Radosnej 123, wszak dzieci wyjeżdżają także poza obszar swojego małego świata, odwiedzając gospodarstwo i dowiadując się, jak tam płynie życie.
Towarzyszenie bohaterom przez wszystkie miesiące roku ma jeszcze jedną zaletę. Książka skierowana jest do dzieci kilkuletnich, które mogą poznawać zmieniający się świat na przestrzeni miesięcy i pór roku, by odróżniać je od siebie i powoli uczyć się, czym jest upływ czasu, a także rytm związany z porami roku. Młodszym dzieciom mogą czytać rodzice, starsze świetnie poradzą sobie same, bo książka przeplatana jest pięknymi ilustracjami, które jeszcze bardziej pobudzają dziecięcą wyobraźnię.
Zachęcająca jest już sama okładka książki, na której widoczna jest kamienica, w której dzieje się jej akcja. Można przez okno zaglądnąć do mieszkańców i zobaczyć, co robią, by już od początku zainteresować się tym, co się tam wydarzy.
Książkę możecie kupić np. TUTAJ
„Radosna 123” to jedna z tych książek, które warto podsunąć dzieciom, by zachęcić je do czytania. To nauka poprzez zabawę, czyli najbardziej skuteczna. Bez przymusu. Być może to właśnie z tą książką znajdziecie swoje śpiące dzieci w łóżku. Miód na serce rodzica😊.
A tu inna polecajka książkowa – „Zaklinaczka burz„
Jeżeli macie wrażenie, że wszystko już było i nic nie jest w stanie zrobić na Was wrażenia to zobaczcie, co dziś dla Was mam. W gąszczu zabawek dla dzieci coraz trudniej znaleźć coś fajnego, wartościowego, a do tego edukacyjnego. Miałam okazję testować masę rzeczy dla dzieci, ale nic nie wzbudziło u nas w domu takich emocji jak…
Moje dzieci powiedziały, że to najlepsza zabawka jaką miały. A ja sama nie mogę dopchać się w kolejce do zabawy z tym fantastycznym robotem.
Jak wiecie, wyszukiwanie edukacyjnych perełek jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego przeszukuję dla was czeluści internetu by prezentować najbardziej wartościowe rekomendacje. Niniejszy materiał jest sponsorowany przez dystrybutora zabawek wyjątkowych – Dante.
Zobaczcie na filmie, jak działa:
Nic nie musicie dokupować – wszystko macie w zestawie
Ładowanie: w zestawie znajdziecie kabel USB do ładowania. Przed pierwszym użyciem ładujcie robota ok 2 h, bateria wystarczy na 2 h rysowania.
Przygotujcie kartki, duży, płaski stół i zaczynamy
Podłóżcie kartkę pod robota
Aby włączyć robota trzeba przytrzymać przez ok 10 sekund górny przycisk.
Robot Was powita i zachęci do zabawy
Wybierzcie kartę z jednej kategorii i włóżcie je w „oko robota”
Naciśnijcie czerwony przycisk na górze
Ważne jest też dobre ustawienie pisaka – musi być na idealnej wysokości: jeżeli nie dorysowuje linii lub rysuje dodatkowe linie – sprawdźcie wysokość mazaka
Na początku dzieci są tak zafascynowane, że same nie rysują. Jest to zupełnie normalne i nie przejmujcie się tym. Jak tylko zobaczą, co potrafi STEP to dajcie im drugą kartę i sami weźcie trzecią. Zacznijcie rysować razem z robotem.
Tak, robot uczy pisania liter: małych i dużych. Można go wykorzystać do nauki, ale najlepiej uczyć jednej litery na dzień. Dziecko będzie miało okazję do napisania, utrwalenia i rozpoznaniu właśnie tej litery.
Robot wypowiada litery w taki sposób jak są w alfabecie i może to być lekkie utrudnienie, więc warto dziecku powiedzieć, jak brzmi głoska.
Kiedy wybierzemy kartę z cyfrą i włożymy do „oka” to robot zapyta ” Ile gwiazdek narysowałem” i narysuje cyfrę 2. Kiedy znów naciśniemy czerwony przycisk, to robot powie „2 gwiazdki” i zacznie rysować. Kiedy skończy, powie „2 gwiazdki” – w tym czasie dziecko na swojej kartce rysuje tyle gwiazdek ile powiedział STEP.
Ważne jest aby stopniować trudność i prosić dziecko o zapisywanie samodzielne – wtedy dzieci znacznie szybciej przyswoją materiał.
Ta funkcja uczy dziecko, jak rysować zwierzęta KROK PO KROKU. Kiedy włożymy kartę robot powie: „To bardzo słodki zwierzak, wciąż miauczy” i zaczyna rysować kota. W tym czasie dziecko ma czas żeby narysować swoją część, dopiero jak ją skończy to naciskamy przycisk i przechodzimy do kolejnego etapu rysowania.
Podczas rysowania STEP opowiada różne ciekawostki ze świata zwierząt.
Aby rozpocząć zabawę trzeba włożyć kartę do „oka”. Jeżeli włożymy kartę np. z rysunkiem balona, to robot zacznie go rysować i powie „Jest kolorowy i lata wysoko, wysoko na niebie!”. Zrobi przerwę i poczeka na dziecko. Kiedy już narysuje pierwszą część ponownie wciskamy przycisk i rysujemy dalej. Po zakończeniu robot poinformuje Was, że rysunek jest gotowy.
Kiedy włożymy kartę oznaczoną rysunkiem jedzenia robot będzie opowiadać różne ciekawostki i zacznie rysować. Dziecko w tym czasie rysuje swój obrazek, a jednocześnie słucha STEP-a.
W zestawie są tez karty quizowe z zagadkami dla dzieci ze wszystkich kategorii. Wkładamy kartę i naciskamy czerwony przycisk – STEP zadaje pytanie i zaczyna rysować – zadaniem dziecka jest odgadnięcie co to jest. Ta funkcja jest naprawdę fajna i dzieci mają dużą frajdę z niej.
Mi ten robot skradł serce, bo łączy w sobie wszystko, to co lubię w zabawkach dla dzieci:
Robot STEP jest zamknięty w kartonowym opakowaniu z wygodną rączką i można go ze sobą zabierać.
Robot STEP jest dostępny np. TUTAJ
PS. Zanim poznacie robota z waszymi dziećmi – wyposażcie się też koniecznie w co najmniej ryzę papieru, najlepiej wykorzystać stare kartki zadrukowane już z jednej strony:)
Tu macie więcej inspiracji na np. na prezenty – naukowe zestawy od Lisciani – I’m a genius
Kto lubi prezenty książkowe niech zajrzy do wpisu Książki świąteczne dla dzieci
Jeśli jesteście ze mną w tym roku, z pewnością już znacie serię „Słonecznikowa 5”. Obejmuje ona już 4 książki, które pozostają w klimacie poszczególnych pór roku. I to nie tylko ze względu na charakter opowieści, ale także ilustracje, w tym kolorystykę poszczególnych części. Jest koniec roku, więc czas na opowieść zimową!
Jak wiecie promowanie czytelnictwa jest jednym z najważniejszych celów nebule.pl, dlatego wyszukuję dla Was najwartościowsze książki dla dzieci. Wraz z Grupą Wydawniczą Foksal polecam Wam tę serię, którą objęłam swoim patronatem.
O serii „Słonecznikowa 5” pisałam przez cały bieżący rok. Całość obejmuje 4 książeczki:
i już dostępna jest np. TUTAJ w chwili obecnej z 30% zniżką!
Zimowy klimat rozpoczyna się jeszcze w listopadzie, ale to grudzień jest tym najbardziej magicznym miesiącem, zanurzonym w blasku świec, światełek, zapachu cynamonu i suszonych pomarańczy.
To czas pełen emocji, które dzieci pamiętają przez całe życie i chętnie do nich wracają. Idealny moment na budowanie uważności i przywiązywanie dzieci do celebrowania pięknych momentów życia, które zdarzają się im na każdym kroku!
To właśnie w grudniu, przed świętami zaczyna się pierwsza z opowieści, zawarta w zimowej książeczce z cyku „Słonecznikowa 5”. Całość zawiera 4 historie:
Trzeba przyznać, że Aniela Cholewińska-Szkolik, autorka całej serii ma niezwykłą umiejętność opisywania dziecięcego świata i wciągania w niego maluchów. Jej budowanie nastroju i umiejętność kojącego prowadzenia opowiadań z nutą humoru i mnóstwem uważności jest niezastąpiona.
Zimowa książeczka serii „Słonecznikowa 5” to idealny sposób na włączenie dzieci w świąteczno-zimowy klimat, zatopienie ich w pięknej, rodzinnej atmosferze radości z małych rzeczy i dostrzegania piękna i możliwości zabawy oraz radości we wszystkim. To też sposób na rozbudzanie kreatywności razem z bohaterami opowiadań, którym jej nie brakuje!
Cechą, która wyróżnia serię „Słonecznikowa 5” jest pewna niespieszność toczących się opowieści oraz radość, jaką można czerpać z każdej chwili. Tu można odnaleźć pozytywy nawet w pozornie niesprzyjających okolicznościach. To także nauka dostrzegania piękna i radości nawet w najmniejszych rzeczach. Po co uczyć dzieci takiego podejścia do świata? To sposób na radzenie sobie z trudnymi sytuacjami, które nie ominą niestety także naszych dzieci.
Jeśli będą umiały czerpać radość i cieszyć się małymi rzeczami, nie przegapią szczęścia w oczekiwaniu na nie, a także łatwiej będą umiały radzić sobie z problemami dnia codziennego. Warto nauczyć je więc czerpania radości z małych rzeczy i pozytywnego spojrzenia na świat. Tak właśnie dzieje się w najnowszej, zimowej książce „Słonecznikowa 5” oraz w pozostałych częściach serii.
Już o tym wspominałam, ale powiem Wam, że książeczki te kojące są także dla rodziców, którzy czytają je dzieciom😊. To piękny, beztroski, dziecięcy świat przedstawiony w uroczy sposób, przepełniony dziecięcym sposobem myślenia. Można wrócić do czasów dzieciństwa, ale też przeżywać je razem z dziećmi. Opowiadania te koją też dziecięce emocje i tworzą atmosferę spokoju i relaksu.
Polecam „Słonecznikową 5. Zimową ucztę” oraz pozostałe części serii jako fajny pomysł na prezent, także na Mikołajki czy pod choinkę. To sposób na wspólne spędzenie czasu i tworzenie magicznych momentów, które dzieci będą pamiętać przez całe życie.
Właśnie linkując zobaczyłam, że teraz jest promocja i na wcześniejsze tomy 1 i 2 jest nawet 50% zniżki TUTAJ
W tym roku znacznie wcześniej rozpoczęliśmy przygotowania do zimy. W poprzednich latach w okolicy listopada przeglądałam szafy dzieci i sprawdzałam, z czego wyrosły i co trzeba odłożyć, a co należy naprawić. Nie ma jeszcze połowy października, a my jesteśmy już prawie gotowi na zimę.
Partnerem wpisu jest marka Bobux z Nowej Zelandii, która od wielu lat tworzy ciepłe i wygodne buty dla dzieci. Z tej okazji mam dla Was spory rabat: aż 20% na wszystkie modele butów i kapci.
KOD: nebule22 daje 20% rabatu – ważny od 11.10 do 18.10
—>KLIK DO STRONY BOBUX <—
Buty Bobux moje dzieci noszą od 9 lat i bardzo żałuję, że nie ma większych rozmiarów niż 33. Buty tej marki sprawdzały nam się znakomicie i trudno jest znaleźć alternatywę.
Na szczęście u Julka mamy jeszcze sporo zapasu i kilka lat przed nami. Dziś pokażę Wam dwa modele z wełną, które idealnie nadają się na zimę.
Wełna merynosa jest doskonałym izolatorem, odprowadza wilgoć i zapewnia ciepło w najzimniejsze dni.
A tutaj więcej na ten temat: https://bobuxpolska.pl/strefa-wiedzy/merino
Trzeba też wspomnieć, że jest bakteriostatyczna i nie wchłania zapachów. Do tego nie gryzie i jest idealna dla delikatnej dziecięcej skóry.
KLIK
To buty wodoodporne i ocieplone wełną merynosa. Co ciekawe – nie wyglądają jak zimowe buty, a mają wszystkie właściwości. Do tego są miękkie, dobrze trzymają stopę i łatwo jest je założyć. Mają wzmocnione czuby. Dzięki 3 rzepom możecie dobrze dopasować but do stopy. Fajnym gadżetem są wymienne paski – dziecko samo może włożyć inny kolor rzepów.
Ten model jest idealny dla aktywnych dzieci, które skaczą, biegają i nawet zimą chodzą na plac zabaw. Często jest tak, że zimowe buty są toporne, niezbyt giętkie i utrudniają pracę stopy. Dlatego warto wybrać buty, które będą też idealne do zabawy, a nie tylko chodzenia.
A drugi model, który znam z poprzednich lat to:
Ten klasyczny model Julek nosi od 3 lat. W poprzednich sezonach miał wersję Mustard – cholewka jest pokryta zamszem i dzięki temu but jest bardzo miękki. A teraz mamy wersję Navy ze skóry licowej. Ten model jest bardzo ciepły, lekki i dobrze dopasowuje się do stopy. Bardzo łatwo się czyści. W środku również jest wełna merino.
Pewnie zapytacie, jak wygląda rozmiarówka butów Bobux – KLIK DO STRONY. Najlepiej jest zmierzyć stopę dziecka i przy konkretnym modelu wpisać długość.
Ciężko jest powiedzieć, jaka w tym roku będzie zima. Dlatego zaczęłam się przygotowywać znacznie wcześniej żeby mieć czas na ewentualne zmiany. Miałam sporo rzeczy z poprzednich lat, które przyniosłam ze strychu, naprawiłam i wyczyściłam.
Polecam kosmetyki do pielęgnacji skóry Pelle – świetnie się u nas sprawdzają
Moje dzieci mają ciepłe kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki z wcześniejszych sezonów – zostało kupić buty i odzież merino.
Swoje buty z wełną w środku też już przyniosłam – wyczyściłam, zaimpregnowałam i schowałam do szafki. Taki proces przygotowań daje mi spokój i poczucie, że mam na to wpływ.
Sprawdziłam też szafy dzieci i swoje, czy mamy cieplejsze piżamy. Julkowi zamówiłam jeszcze wełnianą piżamkę, która też nadaje się pod spodnie na podwórko, a co najważniejsze – nie gryzie!
Mamy też kapcie. Ja mam wełniane, a Jul miękkie z Bobux – KLIK DO KAPCI
To nowość, która świetnie się sprawdzi też w przedszkolu i żłobku. Mięciutkie kapcie, które dobrze trzymają stopę i co najważniejsze – nie ślizgają się.
Takie jak, co roku – mamy gry planszowe, seriale do nadrobienia i książki do przeczytania.
Mam też cichą nadzieję, że będzie w tym roku więcej śniegu i spędzimy więcej czasu na zewnątrz.
Zdjęcia Maciej i Małgosia KLIK
Czy pamiętacie serię „Słonecznikowa 5”? To 4 książeczki, nawiązujące pór roku i pozostające w ich klimacie. Dotąd ukazały się dwie z nich: „Słonecznikowa 5. Kość Dinozaura” oraz „Słonecznikowa 5. Przygody piratów”. Były to książeczki związane z porą wiosenną i letnią.
Cykl zmian pór roku, w którym funkcjonujemy od narodzin jest dla nas oczywisty, ale muszę się Wam do czegoś przyznać. Ja dopiero w dorosłości zwróciłam uwagę, jaki ogromny wpływ ma na nasze życie i jak nim kieruje.
Jak bardzo przyzwyczajeni jesteśmy do tych zmian i choć czasem denerwujemy się na jesienne słoty, jest jakaś przyjemność w tym, że nadchodzi jesień, czas odpoczynku od lata. Być może ma to związek z tym, że dzieci idą w końcu do szkoły 😉.
Kiedy sama byłam dzieckiem to zauważałam wszystkie zmiany w przyrodzie i miałam ogromną przyjemność z ich dostrzegania. Nie mogłam się doczekać kasztanów, złotych liści i szurania w nich nogami.
Dziś jeszcze bardziej i uważniej przyglądam się temu, co nas otacza i uczę tej uważności swoich dzieci.
Chcę, by czerpały przyjemność z małych rzeczy, które je codziennie otaczają i by je dostrzegały. Spadający liść, kolor trawy, zapach powietrza.
Wszystkie części Słonecznikowej 5, które do tej pory zostały wydane, były strzałem w 10.
Każda książka zawiera opowiadania, których akcja rozgrywa się o określonej porze roku.
Przesiąknięta jest klimatem i tak pięknie napisana, że ma się wrażenie zatopienia i niemal uczestnictwa w jej wydarzeniach.
To balsam dla dziecięcych emocji.
Kiedy po całym dniu zmagań w szkole czy w przedszkolu wracają do domu, książka ta jest niezwykle kojąca dla ich nastrojów. Pozwala się nie tylko wyciszyć, ale także pochłania opowieścią, a jednocześnie przywodzi pozytywne emocje. Pełna jest dobrego humoru i żartów, które idealnie wpasowują się w gust dzieci.
Co w nim znajdziemy? I tym razem mamy aż 4 ciepłe i pozytywne opowiadania związane z jesienią:
We wszystkich opowiadaniach przewijają się wątki związane z jesienią.
Zmiany pogody, wiatr, deszcz, kolorowe liście, kasztany, jarzębina i zwierzęta przygotowujące się do zimy. Książka przesiąknięta jest atmosferą tej pory roku. Jednocześnie jest bardzo ciepła i inspirująca. Pokazuje dzieciom, że zła pogoda to nie powód, by się nudzić. Jest tu mnóstwo domowego ciepła i pięknego klimatu oraz spokoju.
Warte uwagi są ilustracje. Utrzymane są one w kolorystyce kojarzącej się z jesienią.
Pełne ciepłych, ale jednocześnie nieco zgaszonych kolorów – charakterystycznych dla jesieni. To jeszcze pełniej oddaje klimat całej książki.
„Słonecznikowa 5. Przyjaciele Tuptusia” właśnie miała premierę i dostępna jest np. TUTAJ . A to nie koniec!
Przed nami jeszcze jeden tom serii związanej z porami roku „Słonecznikowa 5. Zimowa uczta”.
Polecam Wam całą serię „Słonecznikowa 5”, bo są to książki pełne ciepła, pozytywnej energii, wyciszenia i przywoływania pozytywnych emocji, które w dzisiejszych czasach, pełnych bodźców, są dla dzieci niezbędne.
Ukojenie i relaks oraz mnóstwo wiedzy o porach roku to cechy charakterystyczne tej serii, która z pewnością spodoba się maluchom. Będziecie do niej wracać nieraz! I powiem Wam, że czytanie tej książki jest odprężające także dla dorosłych. Taki balsam dla duszy, gdzie wszystko płynie niespiesznie i bardzo kojąco, a jednocześnie zabawnie. Idealna książka na jesienne popołudnia i wieczory😉
Niby to tylko zlepek kilku słów, a działa lepiej niż mocne espresso. Myślę, że każdy z nas dobrze je zna i przewraca oczami, jak tylko je słyszy.
Tylko rodzic jest w stanie zrozumieć, kiedy dziecko powoli zbliża się do nas powolnym krokiem ze spuszczoną głową. Z ciała jakby ktoś spuścił powietrze, w głosie irytacja połączona z buczeniem, a na twarzy grymas.
Materiał sponsorowany przez markę Ravensburger
Uwaga! Nadchodzi i jeńców nie bierze:
🙄
(tu można przewrócić oczami i głęboko westchnąć)
Niby tylko trzy słowa, a nam w głowie kotłują się słowa:
Bierzemy wdech, szukamy dobrych słów, aby stymulować rozwój dziecka, ale nie za bardzo, bo to też niedobrze. I mówimy coś na kształt frazy, którą przeczytaliśmy na znanym blogu parentingowym – jako remedium na nudę:
I dodajemy uśmieszek, że tak elokwentnie wybrnęliśmy z sytuacji, naklejając sobie naklejkę „Dobry rodzic”.
A dziecko, jeszcze bardziej tracąc sztywność w członkach wije się po dywanie i mamrocze: „Ale mi się nuuuudzi”.
Szach mat, droga blogerko parentingowa i co teraz?
Tym przydługim wstępem chciałam Wam przybliżyć sytuację, którą każdy z nas dobrze zna.
Sama też tak reaguję, mimo tego, że skończyłam 5-letnie studia magisterskie na wydziale pedagogiki, miałam wiele kursów i szkoleń. Do tego mam dwójkę dzieci, więc można powiedzieć, że o dzieciach wiem prawie wszystko.
Ale nie w tym przypadku.
Dlatego na potrzeby dzisiejszego wpisu, który powstał przy współpracy z marką Ravensburger przyjrzałam się tej powszechnej NUDZIE i dziś napiszę Wam więcej – wszystko po to żeby ją oswoić. A na końcu pokażę Wam nasze ostatnie odkrycie.
Jak za wciśnięciem magicznego przycisku uruchamiają się w nas trudne emocje i czujemy się dziwnie. Myślę, że nasza reakcja na nudę może być również spowodowana tonem, jakiego używa dziecko.
„Mammooo, nuudzi mi się” – każdy z nas zna ten TON – jest jedyny w swoim rodzaju. Trafia w rodzicielski nerw odpowiedzialny za przewracanie oczami.
Rodzic i dziecko są sobą mocno powiązani na poziomie emocjonalnym i odczytują dość szybko swoje emocje. Coś jak rodzicielskie WIFI – dziecko buczy, marudzi i te dźwięki wywołują w nas ALARM. To atawizm – jesteśmy zaprojektowani przez naturę w ten sposób, kiedy coś złego się dzieje naszemu dziecku to choćby nie wiem co, reakcja stresowa u nas się pojawi.
Nasz organizm nie do końca wie, że jest już XXI wiek i zwierzyna nie porwie naszego pacholęcia. Nie ma tak dużo zagrożeń z każdej strony i to, że dziecko jęczy, bo się nudzi nie znaczy, że za chwilę umrze. (Swoją drogą może stąd się wzięło „Umrzeć z nudów”?😜)
Może być trudno, bo jest to naturalna reakcja na poziomie nieświadomym. Mi pomaga głęboki wdech, który uspokaja nerwy. Daję sobie sygnał, że nic się nie dzieje. Łyk wody też pomaga.
Uświadomienie tego pomogło mi się wyluzować. Miałam też takie myśli, że moje dziecko ma wszystko: zabawki, artykuły plastyczne, książki – a nie potrafi tego docenić. A jak jeszcze dodacie: „Jak byłam dzieckiem, to nie miałam takich fajnych zabawek…” To i tak nie znajdziecie rozwiązania. Dziecko do tego będzie się czuło winne.
Nuda to stan, który nie jest komfortowy i traktuje go, jak inne stany emocjonalne. Staram się używać komunikacji bez przemocy i zazwyczaj formułuję tego typu stwierdzenia:
„Widzę, że się nudzisz, to jest ok. Czy jest coś, w czym mogę pomóc?”
Albo
„Tak, widzę, że się nudzisz. To takie uczucie, kiedy nie wiesz, co można zrobić. Pewnie niedługo przyjdzie Ci ciekawy pomysł do głowy. „
Jest to jedyna rzecz, której unikam jak ognia w takiej sytuacji. Dlaczego? Bo buduje w dziecku bardzo prosty nawyk: kiedy się nudzę (stan przygnębienia, dyskomfortu) to mogę łatwo „dopalić” swój mózg dopaminą, która się w tym czasie wydziela.
Dziecko nie ma czasu poczuć nudy i się w tym stanie odnaleźć. Wy będziecie mieli na chwilę spokój, a przy kolejnej podobnej sytuacji od razu przyjdzie do Was żeby włączyć telewizor lub tablet.
Przez doświadczanie nudy, czyli takiego stanu kiedy odczuwamy dyskomfort, zniechęcenie możemy dojść do tzw. flow czyli dużej koncentracji i świetnego pomysłu, które angażuje nas bez reszty. Dlatego nuda, mimo tego, że jest niekomfortowa naprawdę ma dobry wpływ na rozwój dzieci.
Zauważyłam u nas tez taką zależność, kiedy dzieci się nudzą to chcą z nami dzielić ten stan (który dla nas też jest trudny). I czasami jest to prośba o wspólne spędzenie czasu. Więc jestem i w miarę możliwości mogę w czymś uczestniczyć.
Najbardziej rozmowa i wspólne wymyślanie. Pytam dzieci, czym ostatnio chętnie się bawiły, co ostatnio budowały, co czytały. W formie totalnie luźniej rozmowy, bez zamkniętych pytań, na które odpowiedź i tak by brzmiała „NIE”.
Widzę, że w stanie nudy chętnie wracają do czegoś, co wcześniej zaczęły. Kiedy nie trzeba wszystkiego rozkładać od początku. Mam też taką propozycję, że jak coś wybierzesz to ja chętnie na koniec po Tobie posprzątam – wtedy zawsze wymyślają coś mocno mnie angażującego😅.
Mamy też różne akcesoria plastyczne, które chętnie dzieci wykorzystują. Ostatnio jest faza na malowanie po numerach. Czyli tworzenie obrazów przez pokrywanie farbą oznaczonych pól. Sama ostatnio tego spróbowałam i wciągnęło mnie totalnie – relaks w czystej formie.
Wcześniej korzystaliśmy z popularnych zestawów z internetu, a ostatnio testowaliśmy malowanki z CreArt Ravensburger – widzę dużą różnice, bo maluje się znacznie lepiej, a efekt jest bardziej satysfakcjonujący.
W pudełku znajdziecie kompletny zestaw do malowania:
W czasie malowania dziecko jest skupione i na koniec dumne za swojego dzieła.
Jeżeli szukacie nowego hobby dla siebie lub dziecka, to bardzo polecam malowanki CreArt – idealne na długie jesienne wieczory. Możecie malować razem lub oddzielnie, a po zakończeniu podarować komuś obrazek lub powiesić u siebie na ścianie.
Jest to bardzo fajny pomysł na nudne popołudnia lub dni, kiedy dzieci zostają chore w domu. Mam jeden obrazek schowany w szafie na taką, awaryjną sytuację.
Zestawy CreArt od Ravensburger są dostępne np. TUTAJ
A co z nudą? Była, jest i będzie – choćby dziecko miało najnowsze i najdroższe zabawki świata. Nuda jest wpisana w rozwój. Zostaje nam tylko pogodzić się z nią i oswoić.
Jakie macie sposoby na nudę?
Pisma zawierają miejsca, zaznaczone na żółto, które można przekreślić (niepotrzebne skreślić) lub wybrać pomiędzy dwiema opcjami:
Wyprawka szkolna i wyprawka do przedszkola powoli już czekają w szafie. Niektóre rzeczy służą nam kolejny rok, a niektóre musieliśmy dokupić. Jak zwykle wszystkie przedmioty sumiennie przetestowałam i dziś podzielę się z Wami moimi pewniakami.
Część odnośników w tym poście to linki afiliacyjne. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ofertą konkretnego produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz naszą pracę.
Kiedy moje dzieci były mniejsze to nie mogłam znaleźć żadnych sensownych śpiworków do przedszkola. Dlatego tak duże wrażenie zrobiły na mnie śpiworki Cozy&Dozy – szyte w małej szwalni w naszym mieście. Stworzyła je mama i oczywiście pomyślała o wszystkim:
Wyprawka przedszkolna się bez niego nie obejdzie – Śpiworek przedszkolaka
Na kod Nebule10 do końca sierpnia macie rabat na TUTAJ
Ani wyprawka do szkoły ani wyprawka przedszkolna nie obejdą się bez akcesoriów na jedzenie i picie. Poniżej nasze ulubione
O bidonie z rurką dla młodszych dzieci pisałam już tu: Bidon stalowy
A my jesteśmy fanami bidonów stalowych z ustnikiem. Próbowaliśmy różnych innych modeli, a jednak zawsze wracaliśmy do tych modeli. Są łatwe w czyszczeniu, długo trzymają chłodne i ciepłe napoje, a do tego wciąż wyglądają jak nowe. Oba mieszczą się w wąskich kieszonkach w plecakach.
Pierwszy z nich to bidon 24 bottles KLIK
Bardzo dobrze się z niego pije, nie przecieka. Ten, który mam na zdjęciach ma 3 lata i jest używany codziennie, więc jakość jest doskonała. Mam pojemność 500 ml.
Drugi bidon dla dzieci, który jest u nas bardzo często używany to Liewood KLIK – mamy 2 – jeden o pojemności 350 ml i 500 ml
Bidon ma podwójne ścianki, więc dobrze trzyma temperaturę (ciepłą i zimną). Łatwo się myje i bardzo dobrze się z niego pije. Nie trzeba go przechylać żeby się napić, więc będzie idealny dla młodszych dzieci. Ma poręczny uchwyt.
Dostępny TUTAJ
Ten bidon to moje ostatnie odkrycie, kosztuje niedużo, a jest naprawdę wart uwagi. Wykonany jest ze stali szlachetnej. Jest duży, ma podwójne ścianki i bardzo długo trzyma temperaturę:
Jeżeli chodzi o ciepłe napoje to naprawdę długo są gorące. Bidon można myć w zmywarce, jest niezbyt szeroki i mieści się do wąskich kieszeni. Ma też zapięcie z karabinkiem.
W ubiegłym roku zrobiłam wpis z różnymi lunchboxami – jest TUTAJ —> Lunchbox-dla-dzieci
A ja od kilku miesięcy testuję prawdopodobnie najlepszy lunchbox.
Jest dostępny TUTAJ
Co go wyróżnia:
Ma tylko 1 minus: jest dość ciężki – waży ok 700 g
Często wyprawka przedszkolna wymaga również ubrań przeciwdeszczowych .
W ostatnim roku używaliśmy polskich kaloszy Gokids KLIK i naprawdę je polecamy. Są lekkie, miękkie, piorę je w pralce i dobrze trzymają stopę.
Ochronna odzież przeciwdeszczowa często jest potrzebna w wyprawce szkolnej i wyprawce do przedszkola. W tamtym roku polubiliśmy się z marką Didriskons ( mamy zestawy na zimę) i są również dostępne cieńsze zestawy . Są dostępne TUTAJ
Spokojnie wystarczą na 2 sezony
Według mnie najlepszy piórnik jest w takim kształcie jak poniżej. Im większy piórnik tym więcej dzieci do niego wkładają i mają cięższe plecaki. A później się dziwią, że mają takie ciężkie plecaki.
Nie sprawdziła nam się typowy piórnik jednopoziomowy, bo nigdy nie było czasu żeby wszystko wkładać w gumki. Najlepszym rozwiązaniem są piórniki typu saszetka, z niedużą ilością gumek.
Bardzo dobrej jakości są te piórniki KLIK i kosztują tylko 49 zł.
Od kilku lat mamy wciąż to samo krzesło, które rośnie razem z dzieckiem. Jestem zadowolona z jakości i funkcjonalności. Jest to krzesło, które wymusza prawidłową postawę przy biurku i łatwo je dopasować do wzrostu dziecka.
Jest dostępne TUTAJ
A więcej o prawidłowej postawie dziecka możecie przeczytaj w tym poście Czy twoje dziecko prawidłowo siedzi przy biurku?
A tu najnowsze wpisy: Kapcie do szkoły i Plecaki szkolne i Plecak do pierwszej klasy
Może jest to Twoja historia, a może Twojej przyjaciółki? Hektolitry wylanych łez w poduszkę, mnóstwo pieniędzy wydanych na wizyty lekarskie i to uczucie pustki, które najbardziej dopada wieczorem.
Do podzielenia się moją historią zaprosił mnie Inofem, który codziennie wspiera kobiety w walce o zdrowie i marzenia
Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci. To był mój plan na przyszłość: skończyć studia, znaleźć ciekawą pracę, spotkać kogoś wyjątkowego i zostać mamą. Mamą dwójki.
Po kilku latach można powiedzieć, że wszystko w moim życiowym excelu się układało, bo już miałam męża, 1 dziecko i pracę, która dawała mi mnóstwo satysfakcji.
Zostało tylko jedno do spełnienia i wydawało mi się to tak OCZYWISTE – moje dziecko będzie miało rodzeństwo. Jestem jedynaczką i to marzenie było jednym z głównych w moim życiu.
Pewnego dnia rano mocno mnie zemdliło i od razu poczułam ten przyjemny ucisk w żołądku, że to NA PEWNO to. Wszystko układa się po mojej myśli, a ja jestem w drugiej ciąży. Pobiegłam podekscytowana do apteki po test i oczywiście wymalowały się piękne dwie kreski. Czułam ogromną radość, a jednocześnie wiedziałam, że tak właśnie miało być.
Mój plan idzie znakomicie. Oczywiście, szybko na kalkulatorze ciążowym szybko wyliczyłam datę porodu, różnicę wieku między dziećmi i wszystko układało się tak idealnie.
Jeden dzień przed usg genetycznym poczułam lekki ból brzucha, poszłam do toalety i zobaczyłam lekkie różowe plamienie. Zrobiło mi się gorąco, słabo, a kropelki zimnego potu spłynęły po mojej skroni. Szybko pojechałam do szpitala, siedziałam kilka godzin wśród ciężarnych kobiet głaszczących swoje brzuchy, a dźwięk KTG dudnił mi w głowie.
W końcu weszłam do gabinetu. Położyłam się i usłyszałam słowa, które przez kolejne 2 lata śniły mi się po nocach:
Jak to??? Przecież wszystkie badania były idealne, dbałam o siebie, nie piłam nawet kawy i masakrycznie bolała mnie głowa. Nie brałam leków przeciwbólowych, bo przecież to może zaszkodzić! A może to przeziębienie, które miałam? TO JEST NIEMOŻLIWE!
Cały czas zadawałam sobie pytanie: dlaczego ja? Co się stało, przecież wszystko było w porządku.
Smutek został ze mną i dopadał w dziwnych sytuacjach. Patrzyłam z nienawiścią na kobiety w ciąży. Czułam się odarta z marzenia, które żyło w mojej głowie.
Kilka miesięcy później poczułam, że jestem gotowa znów spróbować. Lekarze mi powtarzali, że to się zdarza 1 raz na 6 ciąż. „Proszę się nie przyjmować, brać kwas foliowy i tyle”.
Z ogromną ostrożnością i z tłumionym entuzjazmem podeszłam do pozytywnego testu zrobionego tuż przed Wigilią. Nie było tej radości, ekscytacji, tylko strach. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, bo nie miałam żadnych typowych objawów ciążowych, a betaHCG rosła bardzo powoli. Moje obawy potwierdziły się na chwilę przed wyjazdem na święta.
Wtedy już nie płakałam, patrzyłam pustym wzrokiem w ścianę.
I chociaż lekarz mówił „To się zdarza”. To ja wiedziałam, że dwie straty z rzędu nie mogą być przypadkowe. Całe święta leżałam w łóżku i czytałam fora internetowe. Szukałam kobiet takich jak ja, które chcą spełnić swoje marzenie, a coś stoi na przeszkodzie. Dość szybko trafiłam na termin „poronienia nawykowe” (czyli powtarzające się) i „niepłodność wtórna” (czyli niemożność powtórnego zajścia w ciążę).
Oba terminy mnie dotyczyły, bo pierwszą ciążę miałam totalnie bezproblemową, a później wystąpiły komplikacje. Musiałam tylko znaleźć przyczynę, co się zmieniło i uniemożliwia donoszenie ciąży.
Znalazłam lekarza, który powiedział żeby nie czekać do 3 poronienia tylko już zacząć działać. Dostałam długą listę badań do wykonania. Zrobiłam je bardzo szybko, bo czułam, że zadaniowe podejście służy mojemu zdrowi psychicznemu i co najważniejsze – DAJE NADZIEJĘ.
Z plikiem wyników stawiłam się u lekarza – diagnoza była bardzo prosta: Insulinooporność i PCOS, czyli zespół policystycznych jajników. Jak się okazuje, w moim przypadku spowodowały one obniżenie jakości komórek jajowych i dlatego tak trudno było mi utrzymać ciąże.
Wszystko złożyło się całość – po pierwszej ciąży zostało mi 10 dodatkowych kilogramów, których w żaden sposób nie mogłam zrzucić. Ciągle chciało mi się spać, miałam otyłość brzuszną i trudności z koncentracją. Wydawało mi się, że tak się czują wszystkie mamy, a nie, że jest to insulinooporność.
Z gabinetu wyszłam z całą listą zaleceń i receptą na leki.
Tak jak dwie pierwsze punkty wydawały mi się dość jasne, to po wyjściu z gabinetu szukałam więcej informacji o inozytolu. Jak się okazało inozytol jest ważnym składnikiem środowiska pęcherzykowego i badania naukowe potwierdzają, że jego wyższy poziom w płynie pęcherzykowym poprawia jakość komórek jajowych.
Dotarłam też do badań naukowych, które jasno pokazują, jak inozytol wpływa na poprawę wyników u osób z PCOS i insulinoopornością. Dodatkowo ten składnik pomaga uwrażliwić tkanki na działanie insuliny, a co za tym idzie pomaga walczyć z nadwagą. Oprócz tego obniża cholesterol i reguluje ciśnienie krwi.
Wszystkie badania były tak obiecujące, że od razu wprowadziłam zmiany. Zaczęłam się więcej ruszać, uczyłam się zasad diety z niskim indeksem glikemicznym, brałam metforminę i piłam sumiennie Inofem z mio-inozytolem.
Po 3 miesiącach schudłam 10 kilogramów, powtórzyłam badania i poszłam do mojego lekarza. Naprawdę nie spodziewałam się, że dokładnie 12 tygodni wystarczyło aby tak mocno poprawiły się wyniki, a ja czułam się o wiele lepiej. Pilnowałam diety i dużo się ruszałam – miałam cel i to on dodawał mi siłę w chwilach zwątpienia.
Po miesiącu od wizyty trzymałam w ręku pozytywny test ciążowy. Pamiętam to uczucie do dziś: pomieszanie ogromnej radości ze strachem, ale i nadzieją.
Mówią, że do trzech razy sztuka. W moim przypadku, gdybym sama sobie nie pomogła to wcale nie byłoby szczęśliwego zakończenia za 3 razem. A dzięki temu się udało!
Wiele kobiet nawet nie wie, że mają insulinooporność i PCOS. Dlatego tak ważne jest mówienie i pisanie na ten temat. Warto mieć tego świadomość i badać się. Bo jedno i drugie utrudnia zajście i donoszenie ciąży. A można odpowiednią dietą, aktywnością i suplementacją sobie pomóc.
Czy próbowaliście już zrobić magiczną lemoniadę zmieniającą kolor? Jeżeli nie – to zapraszam Was na dzisiejszy post z przepisem na ten naturalny napój bez barwników.
Post zawiera linki afiliacyjne
Dzień wcześniej zróbcie lód w kostkach. Oczywiście, można go pominąć – magiczna lemoniada wyjdzie też bez niego.
Zaparzcie herbatę w dzbanku – im więcej dodacie herbaty tym bardziej intensywny będzie kolor waszej magicznej lemoniady:)
Zalałam herbatę wrzątkiem, dodałam 2 łyżki cukru i odstawiłam do całkowitego ostygnięcia.
W międzyczasie wyciśnijcie sok z cytryn. Ja użyłam cytruskarki, która jest teraz dołączona do wyciskarki Kuvings, (Całość wyciskarka i cytruskarka dostępna są teraz w pakiecie z rabatem 240 zł). Promocja z wyciskarką cytrusów działa tylko do końca lipca – link TUTAJ.
Kiedy macie już wszystko gotowe, przechodzimy do robienia magicznej lemoniady:
Wsypcie lód, nalejcie niebieską herbatę, a później powoli nalewajcie sok z cytryny.
Kolory delikatnie się mieszają. Jeżeli będziecie chcieli przyspieszyć proces łączenia, to wystarczy wymieszać ją łyżeczką, stanie się różowa.
Lemoniada w smaku jest cytrynowa, jeżeli dodacie cukier lub ksylitol to będzie słodka. Można ją trzymać w dzbanku, ale najlepszy efekt jest wtedy, kiedy robiona jest na bieżąco w szklankach.
I tylko nie pytajcie proszę o wyciskarkę – wszystko o tym sprzęcie pisałam wam wcześniej w poście Wyciskarka wolnoobrotowa
W tamtym poście znajdziecie też przepisy do wyciskarki np. na:
Dziś polecę Wam 5 moich hitów kosmetycznych, za które nie zapłacicie więcej niż 10 zł. Myślę, że każdy ma takie tanie perełki w swojej łazience i warto się nimi podzielić. Zebrałam dziś moich ulubieńców – dostępne cenowo i dobre kosmetyki, które mogę Wam polecić.
Dostępne w najniższej cenie TUTAJ <- to mój ulubiony odcień – mam go od kilku miesięcy na stopach
A to mój drugi ulubieniec – mam go na dłoniach TUTAJ – jest idealny do french manicure
Tę linię lakierów odkryłam przypadkowo, chwilę po tym jak zrezygnowałam z robienia manicure hybrydowego. Szukałam trwałych lakierów, które nie odpryskują, dobrze się rozprowadzają i mają ładne kolory.
Dostępny od 6 zł TUTAJ
Aż trudno uwierzyć, że taki peeling kosztuje tak mało. Dobrze złuszcza naskórek, zostawia skórę gładką i lekko nawilżoną. Do tego ma bardzo poręczna tubkę i zajmuje niedużo miejsca w kosmetyczce. Używam go też na dłonie.
Idealny krem z mocznikiem, który złuszcza i nawilża naskórek. Jest wydajny i dobrze skoncentrowany. Można go stosować na noc – wtedy działa najlepiej.
Ten żel to ideał! Kupiłam go na zapas i aż trudno uwierzyć, że kosztuje 8 zł. Obłędnie pachnie, ma dobry skład i do tego bardzo dobrze myje. Jest wegański i ma poręczną butelkę. W tej serii są jeszcze inne zapachy, ale ten przypadł mi do gustu, bo pachnie orzeźwiającym mojito.
Dostępna najtaniej TUTAJ
Co roku w wakacje wracam do tej odżywki: kosztuje niewiele, a jest idealna. Latem mam przesuszone włosy, które potrzebują nawilżenia i dociążenia. Nakładam ją po myciu na 5 minut (ZAWSZE WCZESUJE SZCZOTKĄ) i spłukuję. Na moich wysoko porowatych włosach sprawdza się idealnie. Do tego ma poręczną tubę i zajmuje mało miejsca w kosmetyczce.
Mam też świetny żel do mycia twarzy, który co prawda kosztuje trochę więcej niż 10 zł, ale jest wart polecenia
Świetny żel do mycia twarzy, który dobrze oczyszcza, a do tego nie zostawia uczucia ściągnięcia. Wielki plus za szklaną butelkę. Ma zapach gumy balonowej (chociaż wiem, że to pomieszanie soku z brzozy i sorbitolu). Dobrze sobie radzi z niedoskonałościami, a do tego jest delikatny. Jest też polecany dla nastolatków.
Zimą używałam emulsji z tej serii i byłam bardzo zadowolona (ma właściwości myjące i nawilżające – raczej do skór suchych KLIK)
Tu macie wpis Pielęgnacja skóry dojrzałej a tu 7 sposobów na piękną i zdrową cerę i Efekt glow
A tu zobaczcie przejrzałam bibliotekę SkyShowtime – zobaczcie co można obejrzeć za 12,49:)
Dziś mam dla was przepis na chleb. Chleb, chlebuś, chlebunio tak smakowity, że palce lizać! Pyszny, zdrowy, orkiszowy, z ziarnami – a do tego do zrobienia w 5 minut.
Ten przepis jest z nami od około 6 miesięcy. Od jego odkrycia, nasze dzieci zaczęły jeść kanapki! No ale nie zagalopowujcie się – najczęściej są to kanapki z masłem:). Zresztą wcale im się nie dziwię. Chleb jest tak powalająco pyszny, że sam majstrując sobie kanapkę, kończę właściwie na maśle i odrobinie soli truflowej.
Droga do znalezieniu tego przepisu na chleb była dość wyboista. Kiedy się wyprowadziliśmy z Warszawy, Ania bardzo szybko odkryła cudowne źródełka świeżych warzyw, czy soczystych owoców na lokalnych ryneczkach. Ba – pierwszy raz w życiu dorobiliśmy się naszego własnego ulubionego rzeźnika (to jednak brzmi dużo raźniej niż „sklep mięsny”:))
Natomiast z pieczywem była lipa. Miesiącami szukaliśmy naszych smaków i nic. Z tej desperacji zainwestowaliśmy nawet w maszynę do pieczenia chleba. Ta zresztą mocno mnie rozbestwiła. Łatwość z jaką wrzuca się wszystkie składniki i tylko naciska przycisk. Brak potrzeby wyrabiania ciasta własnymi rękami i ugniatania tej lepkiej mazi – miodzio! Smakowity aromat unoszący się po domu i czule głaszczący duszę – no cud.
I kiedy już się wydawało, że „mamy to” – jak grom z jasnego nieba trafiła nas wiadomość, że nasz rzeźnik otwiera kolejną odnogę biznesu:
No i trafili jackpot. Doszedł nam codzienny rytuał po rozwiezieniu naszych pociech po placówkach – kolejeczka po przepyszny okrągły chleb. Maszyna do pieczenia zaczęła zbierać kurz i poszła w odstawkę. Smak chleba z piekarni jednak bił nasze wypieki na głowę! Czemu więc, zapytacie – znowu zaczęliśmy szukać alternatywy?
Niestety w piekarni, oprócz pysznego pieczywa, na półkach piętrzyły się i kusiły: bagietki, paluchy, drożdżówki, cynamonki, jagodzianki, gotowe kanapki i wszelkie możliwe oblane glancem i lukrowane pokusy świata.
Biorąc pod uwagę, że oprócz bochenka za kilkanaście złotych – nie dało się przejść obojętnie obok tej kuszącej słodkim zapachem rozpusty – codzienny rachunek tylko z piekarni zaczął się ocierać o 50 zł. A ubrania z kolei, krasnoludki mieszkające w naszych szafach, zaczęły zwężać jak nakręcone.
Jak więc pogodzić kubki smakowe i podniebienie rozbisurmanione smakiem chleba – jaki przenigdy nie chce wyjść z maszyny do pieczenia? Z wrodzoną awersją do żmudnego, własnoręcznego i codziennego zagniatania ciasta.
Będą przeświadczonym, że te obwarowania to twardy orzech do zgryzienia, ale z otwartą głową – pomaszerowałem na warsztaty z pieczenia chleba prowadzone przez Top Chef Ewelinę Łapińską do studia Atuty. Nauczyłem się tam piec przepyszny chleb na zakwasie – taki jak z naszej ulubionej piekarni! Schodzi by go zrobić 24h. Trzeba codziennie dbać o zakwas. Trzeba się niemiłosiernie naugniatać i kilkukrotnie ufajdać ciastem.
Efekt był oczywisty – zrozumiałem, że te kilkanaście złotych za bochenek chleba – to bardzo rozsądna cena. I jestem ją gotów płacić co dzień – byle tylko nie musieć ruszać palcem (całkiem oblepionym ciastem:)).
Poznałem też jednak na warsztatach przepis, który mnie absolutnie opętał – Przepis na chleb orkiszowy z ziarnami! Chef Ewelina pokazywała jak go zrobić tak naprawdę w przerwach technologicznych jakie mieliśmy walcząc z innymi przepisami.
Tu macie składniki. To trzeba tylko zasypać i wymieszać. Tu czekacie 20 min aż wyrośnie. Nie trzeba nic ugniatać ani wyrabiać! Brak potrzeby wyposażania się w żeliwne garnki do pieczenia chleba. Nie trzeba żadnej maszyny… Potrzebujesz tylko miskę, łyżkę, blaszkę i piekarnik – i już!
To co? Gotowi do upieczenia chleba i nie ubrudzenia sobie rąk?
A dla tych, którzy lubią kolejność w punktach:
Smacznego!
A jakbyś chciała ubogacić się nie tylko o przepis na chleb orkiszowy z ziarnami ale też na coś do niego – tu czeka na ciebie pachnąca Szakszuka
W tym roku, pierwszy raz zdecydowaliśmy się na wakacje na campingu. Czy jesteśmy zadowoleni, jak udał nam się wyjazd i czy pojedziemy kolejny raz? Dziś napiszę Wam moją opinię o wyjątkowym campingu Marina di Venezia we Włoszech.
Przyznam, że do tej pory campingi kojarzyły mi się tylko z namiotami, camperami i wspólnymi sanitariatami w wątpliwych warunkach higienicznych. Dlatego, od wielu lat wybieraliśmy sprawdzone opcje hotelu lub apartamentów. W tym roku nasi znajomi namówili nas na wyjazd do Włoch – właśnie na camping. Na początku nie byłam przekonana do tego pomysłu, ale kiedy zaczęłam przeglądać zdjęcia, patrzeć na lokalizację i cenę takiego pobytu – to zaczęło nam się podobać.
Camping jest 5-gwiazdkowy i to naprawdę czuć. Jest pięknie, zielono, teren jest przepięknie zagospodarowany.
Opcji jest kilka i my skorzystaliśmy z najmniej problematycznej, która może nie okazała się najkorzystniejsza, ale za to można było w razie draki łatwo odwołać. Jechaliśmy przed sezonem (3 tydzień maja) i ten termin okazał się świetnym wyborem. Ceny domku na campingu były bardzo korzystne, nie było dużo ludzi, a pogoda była idealna (do 30 stopni).
Gdzie można zabookować domek/miejsce na kampera lub przyczepę?
Camping jest naprawdę duży – przejście z jednego krańca na drugi zajmuje szybkim tempem 20 minut. Kiedy idziecie z dziećmi, które co chwilę znajdują ogromne szyszki lub przyglądają się jaszczurkom – to może nawet zająć godzinę. Codziennie nasze aplikacje wskazywały 15 tys. kroków. Jeżeli macie możliwość to weźcie rowery lub chociaż hulajnogi. Znacznie ułatwiają przemieszczanie się.
Warto wziąć też z domu parasol plażowy KLIK, wózek, który zamienia się w leżak KLIK lub namiocik KLIK jeżeli Wasze dzieci śpią w dzień. Plaża jest bezpłatna dla gości campingu, ale jeżeli lubicie plażowanie w cieniu MUSICIE mieć parasol – my kupiliśmy na miejscu.
Domki są w pełni wyposażone i możecie w nich przyrządzać posiłki. Na campingu i tuż za jego bramą są świetne włoskie markety, gdzie kupicie świeżą foccacie, pyszne sery (gorgonzola na wagę obłęd!), ryby. Przyznam, że pierwszy raz na wakacjach miałam chęć gotować.
Na campingu są też restauracje, bary, kawiarnie, lodziarnie. Są otwarte w różnych godzinach.
Strefa basenów jest duża i różnorodna. Kiedy byliśmy w maju woda była ciepła (ok 29 stopni). Aquapark jest bezpłatny dla gości campingu, ale jeżeli macie chęć leżeć w cieniu to musicie zapłacić za leżak z parasolem. Na basenie nie można korzystać z dmuchanych materacy, kółek – mają takie zasady bezpieczeństwa. Jedynie rękawki dla dzieci i kamizelki są dopuszczalne. Basen działa do godziny 18.
Na campingu jest też pralnia – nie musicie brać dużo ubrań, bo za opłatą możecie skorzystać z pralki.
WAŻNA RZECZ – Jeżeli zarezerwujecie domek przez Booking lub przez operatora, to weźcie z domu swoje ręczniki i poszewki na pościel. My nie wzięliśmy i musieliśmy zapłacić ok 60 euro!
Kiedy jedziemy do hotelu lub apartamentów to spędzamy w środku sporo czasu. Kiedy jesteście na campingu, to większość czasu jesteście na zewnątrz. To jest duża różnica – mam takie poczucie, że dzieci mogły w pełni wykorzystać te dni.
Mi najbardziej podobał się teren campingu – piękny, zielony i bardzo zadbany. Do tego wszystkie domki spowija cień wiekowych drzew.
Camping jest położony przy plaży i nawet z najbardziej odległego terenu dojdziecie w 10 minut. Jest kilka wejść i przy każdym znajdziecie coś innego: restaurację, beach bar lub plac zabaw. Możecie codziennie chodzić w inne miejsce. Plaża jest bardzo szeroka, piaszczysta i do tego pełna muszelek. Dzieci będą zachwycone! Wszędzie są toalety i prysznice. Na plaży można tez kupić lody, a w wodzie są meduzy i kraby. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Wieczorem centrum campingu tętni życiem, na scenie są animacje dla dzieci, koncerty, quizy. Restauracje są pełne ludzi i dzieci biegają wokół. Możecie udać się na spacer na zakończenie dnia.
Na campingu jest kilka restauracji, gdzie możecie skosztować pysznej, włoskiej kuchni. Co ciekawe ceny wcale nie są wygórowane – ceny pizzy zaczynają się od 7-8 EUR! A tuż za ogrodzeniem campingu jest też fajna i jeszcze trochę tańsza pizzeria. Myślę, że jest to powodowane faktem, że w przeciwieństwie do wakacji w hotelu – tutaj każdy ma kuchnię w camperze czy w domku – a taka „konkurencja” wymusza na restauratorach rozsądne marże.
W kawiarniach jest rewelacyjna kawa i lody – och będę je wspominać długo! Tuż za bramą campingu jest supermarket – polecam się wybrać już pierwszego dnia. Kupicie tam wszystko, co potrzebne do idealnych włoskich wakacji. Weźcie gorgonzolę na wagę, nadziewane kremem pistacjowym croissanty, a do tego owoce morza. Obłęd!
Duży kompleks, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Są zjeżdżalnie, basen z falą, brodziki dla maluchów. Moje dzieci były zadowolone, ale brakowało mi toalety na terenie basenów (trzeba wyjść poza) i basen był zamykany o godzinie 18.
Z campingu można popłynąć do Wenecji i wiele osób decyduję się na taką wyprawę. Jednak my byliśmy na miejscu tylko 6 dni i stwierdziliśmy, że wolimy skorzystać w pełni z atrakcji na campingu, a do Wenecji wybierzemy się jak dzieci będą starsze. Można również wypożyczyć rowery i pojechać na wycieczkę na bagna i zabaczyć flamingi.
Tak jak wspomniałam – nasz domek był dość daleko, ale i tak udało nam się skorzystać w pełni z atrakcji. Obok nas mieszkały rodziny z Niemiec, Danii i nasze dzieci miały okazję razem się pobawić. Nasz domek był 5 osobowy i czuliśmy się w nim naprawdę komfortowo. Jeżeli bym rezerwowała wakacje na przyszły rok to celowałabym w zabookowanie Garden Villa, Marina Lodge, Aqua Lodge.
Nasz domek nazywał się Deluxe, były w nim 2 sypialnie, 2 łazienki i kuchnia z salonem, a do tego duży taras.
Na terenie campingu są też animacje dla dzieci (2 razy dziennie) na placu zabaw. Dzieci mogą też pomalować na pamiątkę rzeźbę (za dodatkową opłatą). Jest też mini wesołe miasteczko i mini golf (dodatkowo płatny) – byliśmy dwa razy, bo naprawdę warto.
Dla dorosłych codziennie są ćwiczenia i lekcje włoskiego. (dla gości campingu bez opłat).
Tydzień w Marina di Venezia minął nam szybko i zadowoleni wróciliśmy do domu. Przyznam, że ten wyjazd odczarował nam campingi. Nie spodziewałam się, że mogą być lepszą alternatywą na wyjazd niż pobyt w hotelu. Myślę, że za rok również wybierzemy się na camping i już zaczynam się rozglądać za czymś interesującym.
Byliście kiedyś na campingu?
Tu macie jeszcze raz linki do operatorów:
A jeśli wolicie lokalnie tu macie Hotele dla rodzin z dziećmi – nasze TOP 10 w Polsce
Jeśli natomiast ciągnie was malownicza Toskania, okolice Florrencji czy Pizy – zobaczcie tutaj naszą relację z kepmingu hu Park Albatros.
Tu polecam Najlepsze parki rozrywki w Europie – lista TOP 10
Całkiem niedawno polecałam Wam nową serię świetnych książek z cyklu Słonecznikowa 5. To cykl czterech książek, w których przygody bohaterów dzieją się w czasie kolejnych pór roku. Lato już dopisuje, więc czas na książeczkę letnią, pod tytułem „Przygody piratów”. Jej premiera miała miejsce 1 czerwca. Ta książka to doskonały pomysł na angażującą wakacyjną lekturę😊.
Słonecznikowa 5, Anieli Cholewińskiej-Szkolik to opowieści niezwykle przyjemne, spokojne, zabawne i wyciszające. Umożliwiają dzieciom skupienie się tu i teraz oraz dokładne dostrzeganie otoczenia i świata.
To niezwykle ważna umiejętność, zwłaszcza dziś, gdy nawet kilkulatki spędzają czas, korzystając z telefonów i tabletów. Słonecznikowa 5 to sposób na pokazanie dzieciom w interesujący sposób, jak piękne jest wszystko, co je otacza i dostrzeżenie zmian, jakie zachodzą wokół nich.
– bo tyle jest właśnie pór roku, a to wokół nich osadzona jest każda z opowieści. Pierwszy tom, który już polecałam wam we wpisie – „Słonecznikowa 5. Kość Dinozaura” jest książeczką wiosenną, dostępną w sprzedaży już od marca (np. TUTAJ). Tym razem czas na opowieść letnią, pod tytułem „Słonecznikowa 5. Przygody piratów”.
Seria zawierać będzie jeszcze dwie kolejne części:
Na ich premierę będzie trzeba chwilę zaczekać, tymczasem opowiem Wam, czego można spodziewać się po letniej części cyklu, czyli wspomnianych „Przygodach Piratów”.
Wszystkie te opowieści napisane są w piękny sposób. Jest tu dużo spokoju, ukojenia. Nawet dorośli, czytając dzieciom, poczują się zrelaksowani, przenosząc się do ogrodu na Słonecznikowej 5, gdzie wszystko biegnie niespiesznie, magicznie, letnio i wakacyjnie. A każda z przygód kończy się zabawną puentą.
Nie ma tu nachalnego moralizatorstwa, ale przygody, w których dzieci chętnie będą chciały brać udział. Mogą się one stać inspiracją do własnych zabaw na zewnątrz w gorące, letnie dni, które już nadchodzą.
Jeśli więc chcecie podarować dzieciom takie fajne, dobre emocje i połączyć przyjemne z pożytecznym – bo czytanie zawsze łączy te rzeczy – „Słonecznikowa 5. Przygody piratów” są na to świetnym sposobem.
To inspirujący początek lata dla dzieci i mój pomysł wakacyjną lekturę, który pozwala na zanurzenie się w pięknym świecie dzieci – pełnym przygód i radości.
Disney plus szturmem zdobył nasze serce. Oferta jest przebogata i w przeciwieństwie do innych platform, które już od dawna są z nami – gdzie mamy swoje typy i wiemy co oglądać – w przypadku Disney+ można by powiedzieć – „osiołkowi w żłobie dano”! Dlatego podjęliśmy się skromnej roli przewodnika po gąszczu tej wspaniałej biblioteki.
Ani słowem nie wspomnimy całej galaktyki filmów Gwiezdnych Wojen, ani nie dotkniemy się światów Marvela! Tak samo cudowny archipelag tytułów National Geographic musimy wpierw sami zeksplorować. Niniejszym przed wami nasz subiektywny wybór najlepszych filmów i perełek dostępnych teraz na platformie:
IMDb 7,0
tytuł oryginalny: Turning Redrok produkcji: 2022długość filmu: 1′ 40″
Poznajcie Mei Lee we wspaniałej metaforze dorastania. Reżyserką jest Domee Shi, która dostała Oscara za krótkometrażowy film Bao. Teraz wzięła na tapet okres buntu, naporu i burzy hormonalnej 13-latki w zderzeniu z nadopiekuńczą matką „helikopterem”. Choć podane w komediowej konwencji, porusza tematy ważkie dla każdej nastolatki i dalekie od samej tylko rozrywki.
Tu zobaczysz ZWIASTUN
IMDb 7,4
tytuł oryginalny: Lucarok produkcji: 2021długość filmu: 1′ 35″
Dzięki temu, że i cały Pixar trafił do rodziny Disney Plus, możemy cieszyć oczy ich najnowszą produkcją. Tu z kolei mowa o dorastaniu dwójki niezwykłych chłopców. Choć bardzo różnią się od reszty mieszkańców nadmorskiego miasteczka włoskiej Riviery, chcieliby wieść sielankowy, prosty żywot. Dopieszczona stylistyka, Włochy przełomu lat 50-tych i 60-tych, a tym otoczeniu ta opowieść o przyjaźni, która wcale nie jest taka cukierkowa jak wskazywałoby opakowanie.
IMDb 7,2
tytuł oryginalny: Encantorok produkcji: 2021długość filmu: 1′ 42″
Cudowna, wspaniała archetypiczna opowieść o zwykłej bohaterce, który postawiona przed niemożliwym problemem, zrobi wszystko co w swojej mocy by pokonać wszelkie przeciwności. Choć wszyscy członkowie rodziny Madrigal posiadają wyjątkowe moce, czy ta rodzina jest idealna? Opowieść umiejscowiona jest w olśniewającym kolorycie Kolumbii, o którego wierność w każdym aspekcie dbał „The Columbia Cultural Trust”.
IMDb 7,3
tytuł oryginalny: Raya and the Last Dragonrok produkcji: 2021długość filmu: 1′ 47″
Disney w XXI wieku to już nie tylko amerykocentryczność. Opowieść o księżniczce Rayi czerpie garściami z kultur Azji Południowo-Wschodniej. Mimo, że przenosi nad do mitycznej krainy Kumandry – jak zwykle jest bardzo uniwersalna. Uczy co jest nam potrzebne – oprócz oczywiście smoka – żeby uratować świat.
IMDb 8,2
tytuł oryginalny: Finding Nemorok produkcji: 2003długość filmu: 1′ 40″
Teraz trochę perełek, które możemy odświeżyć dzięki Disney Plus. Chyba nikomu nie musimy przedstawiać błazenka Nemo. Ten obraz był przełomowy w historii animacji komputerowej. Jesteśmy pewni, że ten przebojowy „film drogi” będzie bawił, cieszył i edukował kolejne pokolenia. My po obejrzeniu chcieliśmy się uczyć „waleńskiego”!
IMDb 8,4
tytuł oryginalny: WALL·Erok produkcji: 2008długość filmu: 1′ 38″
A tu kolejny prawdziwy już klasyk:) Choć nie myślałem, że tak szybko stanie się nim historia robota sprzątającego. Kiedy Wall·e poznaję EVE – mimo, że film dzieje się za 700 lat – opowiada historię starą jak świat:)
IMDb – 8,4
tytuł oryginalny: Cocorok produkcji: 2017długość filmu: 1′ 45″
Coco to opowieść o meksykańskim chłopcu, który kochał muzykę tak bardzo, że przeniosła go ona do świata umarłych. Świata który miał szansę poznać, by dowiedzieć się, że zmarli to nie tylko zdjęcia, ale prawdziwe historie prawdziwych ludzi. W tej opowieści wszystko jest piękne: pokazanie tradycji meksykańskich, związanych ze śmiercią, muzyka i sama animacja jest tak piękna, że zapiera dech. Wzruszenia i śmiech, plus mnóstwo mądrości.
IMDb – 6,7
tytuł oryginalny: Ferdinandrok produkcji: 2017długość filmu: 1′ 48″
Co się stanie kiedy pacyfista trafi na arenę… Bardzo ciepła opowieść. Sympatyczni bohaterowie. Mądre przesłanie. I co najważniejsze każdy znajdzie coś dla siebie. I dzieci i dorośli będą parskać głośnym śmiechem.
IMDb – 7,4
tytuł oryginalny: The Jungle Bookrok produkcji: 2016długość filmu: 1′ 46″
Dzieci klasykę znać muszą. I „Księga Dżungli” właśnie nią jest. Chłopiec wychowywany jest przez zwierzęta – nie będę opisywać fabuły, bo ją znacie. Ta wersja filmu to jednak majstersztyk. Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach, a zwierzęta w wersji life-action przyprawiają o ciarki.
IMDb – 8,2
tytuł oryginalny: Inside outrok produkcji: 2015długość filmu: 1′ 35″
I kolejna animacja, ale także jest w tym zestawieniu, ze względu na swoją wyjątkowość. To opowieść o emocjach, które mieszkają w każdym z nas. W tej historii mają swoje imiona, twarze i charaktery. Tak, tak. Niczym w „Było sobie życie” emocje są spersonifikowane. Jest Radocha, Smutna, Gniew, Odraza i Strach. Gdy dziewczynka przeżywa trudne chwile związane z przeprowadzką, jej dotąd działająca doskonale konstrukcja psychiczna, zaczyna się chwiać w posadach. Na ratunek ruszają Radocha i Smutna docierając do najdalszych jej zakamarków. Ten film jest tak dobry, że jego rekomendacja zajęłaby mi kolejnych kilka stron tekstu. Musicie to zobaczyć. Czapki z głów dla twórców.
IMDb – 6,9
tytuł oryginalny: Cinderellarok produkcji: 2015długość filmu: 1′ 45″
Klasyczna baśń o dziewczynie, która dzięki udanemu mariażowi, z pomiatanej pasierbicy, staje się żoną księcia. Choć schemat jest już dziś nieco passe, to film jest przepiękny i z pewnością spodoba się dzieciom. Dorośli odnajdą w nim magię, jednak ostrzegam, że opowieść ta, momentami absurdalna, może irytować, dlatego oglądając ją z dziećmi, nastawcie się na dobrą zabawę i przymknijcie swoje feministyczne oko na irytujące wątki.
tytuł oryginalny: Maleficentrok produkcji: 2015długość filmu: 1′ 37″
Ten film jest pięknie zrobiony – kostiumy, scenografia no i wspaniała kreacja Angeliny Joli w roli Diaboliny z pewnością spodobają się Wam. Dzieci urzeknie fabuła, która zbliżona jest to opowieści o Śpiącej Królewnie, jednak pokazuje tę historię z punktu widzenia Tej Złej?
IMDb – 7,7
tytuł oryginalny: Tangled rok produkcji: 2010długość filmu: 1′ 40″
Ona jest uziemiona… na wieki. Ale teraz dostała okazję by poznać świat po raz pierwszy na spółkę z pewnym łotrzykiem. Historii Roszpunki nie muszę wam opowiadać. Wspaniała adaptacja filmowa. Idealna doza humoru.
IMDb – 8,3
tytuł oryginalny: Uprok produkcji: 2009długość filmu: 1′ 36″
Jeśli jakimś cudem nie widziałaś tego filmu – to od niego zacznij! To też tak uniwersalne i ponadczasowe kino familijne, że i dzieciaki i ty będziecie oglądać przyklejeni do telewizora. Film porusza głębokie nuty. Wartość przyjaźni, pogoń za marzeniami, że nawet nie będąc już najmłodszym wciąż można zmienić swoje nastawienie i wziąć świat za rogi!
IMDb – 7,1
tytuł oryginalny: Enchantedrok produkcji: 2007długość filmu: 1′ 47″
Znacie księżniczki disneyowskie – ptaki nad nimi śpiewają, słońce dla nich wstaje, jak śpiewał Kult: „na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek. A przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek”. Taka właśnie księżniczka, w wyniku czarów-marów trafia nagle do współczesnego Nowego Jorku. Co może pójść źle? Wszystko! Oczekiwania kontra rzeczywistość. Księżniczka z bajki i zwyczajny facet. Zobaczcie sami.
tytuł oryginalny: The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe rok produkcji: 2005długość filmu: 2′ 23″
Kolejna z klasycznych opowieści, które trzeba znać. Rodzeństwo odkrywa magiczną szafę, która przenosi ich do magicznego świata Narni. Dzieci będą oczarowane opowieścią, a rodzice cudownym klimatem i światem, jaki udało się stworzyć twórcom tego filmu.
IMDb – 6,3
tytuł oryginalny: The Princess Diaries rok produkcji: 2001długość filmu: 1′ 51″
To opowieść, którą najlepiej ogląda się mamom i córkom. Nastoletnia, zwykła dziewczyna z San Francisco, zostaje odwiedzona przez nieznaną jej dotąd babcię, która oznajmia jej, że jest następczynią tronu niewielkiego, europejskiego państwa. Dziewczynki, już takie od 8 roku życia, będą zachwycone perypetiami dziewczyny, która ma stać się królową.
tytuł oryginalny: Onwardrok produkcji: 2020długość filmu: 1′ 42″
Ta produkcja Pixara ma wszystko. Jest filmowa podróż. Jest przygoda życia. Jest przemiana bohaterów. Jest przesłanie, że jest potrzebny nam umiar w używaniu technologii. Historyjka nie jest może super odkrywcza, ale odpowiednio bawi i wzrusza.
tytuł oryginalny: Riorok produkcji: 2011długość filmu: 1′ 36″
Twórcy „Epoki Lodowcowej” w odsłonie przy odrobinę gorętszym klimacie:) Tulio i Linda – wyruszają w podróż do Brazylii w jakże szlachetnym celu połączenia ostatniej pary Ary Modrej. Blue to rzadka nielotna papuga, która ma jedno marzenie… A my dostajemy odlotową komedię, którą teraz możemy się raczyć dzięki Disney Plus!
IMDb – 8,1
tytuł oryginalny: Ratatouillerok produkcji: 2007długość filmu: 1′ 51″
Disney i Pixar w pełniej krasie. Opowieść o marzeniu – sami oceńcie na ile możliwym do spełnienia. Czy istnieje jakieś zwierzę bardziej nie nadające się na szefa kuchni w wykwintnej i renomowanej restauracji w Paryżu niż szczur???? Nie mogę się powstrzymać by nie napisać, iż to bardzo wysmakowana gastro-komedia.
tytuł oryginalny: The Muppetsrok produkcji: 2011długość filmu: 2′
No dobra przyznaję, nie jest to może jakieś arcydzieło, ale primo – kto by nie chciał przedstawić swoich dzieciom Kermita Żaby, Świnki Piggy i całej armii Muppetów, które weszły już do klasyki popkultury? A secundo – czy nie chcesz poznać dalszych losów Muppetów?
IMDb 6.8
Tytuł oryginalny: The Lion KingRok produkcji: 2019Długość: 1′ 58″
Któż nie zna opowieści o małym lwie, który w wyniku intrygi zawiązanej przez niecnego wujka musiał szybciej dorosnąć, by zmienić świat, jaki powstał po śmierci jego ojca. To ta sama historia, którą znamy z lat 90, jednak rozmach i technika, z jaką wykonano tę animację, przyprawia o zachwyt. Pokażcie dzieciom i sami też zobaczcie, jak zmienił się Król Lew.
Tytuł oryginalny: FrozenRok produkcji: 2013Długość: 1′ 42″
Raz na jakiś czas Disney produkuje film, który staje się absolutnym hitem, na pokolenia – tak śmiem twierdzić. Jeśli jeszcze nie znacie jakimś cudem historii Elsy i Anny, to prawdopodobnie nie macie córek?. Już od 7 lat kolejne dziewczynki identyfikują się z siostrami, które łączy wielka miłość, silniejsza niż każde zło. No i jest uwielbiany bałwan Olaf, który stał się już kultową postacią. Najstarsze miłośniczki Elsy i Anny są już nastolatkami, a najmłodsze mają kilka lat. W sumie, co ja piszę, najstarsze mają pod czterdziestkę?
IMDb 7,6
Tytuł oryginalny: MoanaRok produkcji: 2016Długość: 1′ 47″
Vaiana żyje na pięknej, rajskiej wyspie, gdzie mieszkają ludzie, którzy nigdy z niej nie odpływają. Najstarsi wspominają złe doświadczenia związane z eksploracją świata, dlatego wszyscy żyją w radosnym odcięciu. Vaiana jednak chce poznać świat i zobaczyć, co jest poza wyspą. To piękna opowieść o odwadze w spełnianiu marzeń i sięganiu poza horyzont.
IMDb 7,5
Tytuł oryginalny: Ice AgeRok produkcji: 2002Długość: 1′ 21″
Sid, Maniek i Diego, podczas migracji zwierząt w czasie nadchodzącej epoki lodowcowej, ratują ludzkie dziecko i chcą oddać je rodzicom. Nieco przeszkadza im w tym fakt, że są leniwcem, mamutem i tygrysem szablozębnym. Przezabawna historia, pełna zwrotów akcji. No i jest oczywiście wiewiórka i jej orzeszek. To już ikona kultury, którą dzieci muszą znać.
IMDb 7,1
Tytuł oryginalny: Tinker Bell and the Legend of the NeverBeastRok produkcji: 2014Długość: 1′ 16″
Tytuł oryginalny: CarsRok produkcji: 2006 Długość: 1′ 57″
To jeden z tych filmów, które wytwórni Disneya się bardzo udały. Już od lat chłopcy na całym świecie kochają Zygzaka McQueena, pyszałkowaty samochód wyścigowy. Pewnego dnia, w wyniku niespodziewanych okoliczności ta gwiazda torów wyścigowych trafia do małej wioski, w której mieszkańcy nauczą go, co jest w życiu naprawdę ważne. Fajny, zabawny i mądry film, który pokochają wszyscy chłopcy, a zapewne także wiele dziewczynek.
Tytuł oryginalny: LavaRok produkcji: 2014Długość: 7′
Ten krótkometrażowy film musiał znaleźć się w tym zestawieniu. Muzyka, która mu towarzyszy jest tak urzekająca, jak historia, którą opowiada narrator. Samotny wulkan marzy o miłości. Czy nadejdzie dla niego happy end, a może jego żywot na zawsze będzie naznaczony morską samotnością? Dowiecie się w ciągu 7 minut trwania tego pięknego filmu.
IMDb 8,0
Tytuł oryginalny: ZootopiaRok produkcji: 2016Długość: 1′ 48″
Zwierzogród to kawał fenomenalnego kina. W sposób nienachalny, pośród wartkiej akcji – niesie ze sobą głęboki morał. Doskonale napisany scenariusz bawi i uczy. Pokazuje różnorodność, walczy z uprzedzeniami, a wszystko to dziecko ogląda z wypiekami na twarzy. Jest zagadka kryminalna i są salwy śmiechu.
Tytuł oryginalny: MulanRok produkcji: 1998Długość: 1′ 28″
Mulan to jeden z klasyków jakie znajdziecie na Disney Plus. Historia oparta na podstawie chińskiej legendy o córce, która zrobi wszystko by tylko uratować swojego ojca. Jest element grozy, są momenty dramatyczne, ale wszystko to harmonijnie przeplatane wspaniałym humorem sytuacyjnym. Oprócz tej dawki humory – cudownie dobrana muzyka. To po prostu Arcydzieło.
Tytuł oryginalny: BraveRok produkcji: 2012Długość: 1′ 33″
Księżniczka Merida jest wychowywana przez swą matkę na na przyszłą królową. Podobnie jak Mulan – rola jej przypisywana i od niej oczekiwana – to idealna żona i matka. Tymczasem ona jest wspaniałą łuczniczką i niezależną młodą kobietą. Jej historia pokazuje jak sprzeciwić się przeznaczeniu i odwiecznym skostniałym tradycjom.
IMDb 8,1
Tytuł oryginalny: Monsters, Inc.Rok produkcji: 2001Długość: 1′ 32″
Miasto zamieszkane przez potwory i kreatury. Miasto, które czerpie energię ze… strachu i przerażenia. Wbrew pozorom, okazuje się, że nastraszenie dzieci w dzisiejszych czasach to nie taka prosta sprawa. Klasyk i mustsee Disney Plus, który pozwala dzieciom oswoić się z ich lękami.
Tu łapcie świeżutki SkyShowtime TOP 20 z naszymi polecajkami
Tu łapcie naszę listę – najlepsze seriale TOP 100
Tu są Seriale dla dzieci na Netflix
Tu łapcie polecajki na najlepsze seriale Apple TV
Tu znajdziecie coś dla dorosłego widza – nasze Najlepsze filmy 2022, tu Najlepsze seriale MAX, tu seriale Netflix, a tu seriale Disney
Tu znajdziecie odpowiedź Jak wprowadzać dzieci w świat bajek
a jak już je wprowadzicie zapraszam po Najlepsze bajki na Netflix a tu wpis w którym znajdziecie najlepsze bajki edukacyjne, dostępne też poza Netflixem
No i napiszcie koniecznie czego z bogatej oferty Disney Plus zabrakło w naszym zestawieniu? Obiecujemy uzupełniać wpis o kolejne perełki
Specjaliści mówią, że mamy do czynienia z nową epidemią. Niestety niewiele mediów porusza ten temat, a szkoda, bo dzięki temu więcej rodziców by się o tym dowiedziało i poszłoby z dzieckiem na badania. Analizy jasno wskazują, że pandemia przyczyniła się do ogromnego wzrostu i lekarze prawie dwa razy częściej stawiają tę diagnozę. I to u coraz młodszych dzieci
Drodzy rodzice, nauczyciele, terapeuci, opiekunowie – mamy przed nami epidemię krótkowzroczności wśród dzieci spowodowaną zmianami stylu życia wywołanymi przez pandemię: wydłużeniem czasu pracy wzrokowej w bliży, czy to poprzez naukę online, częstsze korzystanie z urządzeń cyfrowych, czy też ograniczenie czasu aktywności dzieci na zewnątrz.
Specjaliści biją na alarm, że w 2050 roku, co druga osoba na świecie będzie miała krótkowzroczność [1].
Do napisania tego artykułu, uświadomienia wszystkim rodzicom skali problemu i zachęcenia was do zabrania dzieci na badania wzroku zaprosiła mnie HOYA Lens Poland
Prostymi słowami: krótkowzroczność (miopia) utrudnia ostre widzenie obiektów znajdujących się w oddali. Dziecko, które ma krótkowzroczność dobrze widzi litery w książce, ale nie jest w stanie przeczytać, co Pani napisała na tablicy. A potocznie mówimy na tę wadę wzroku „minusy”.
Ja też mam krótkowzroczność popandemiczną i od lutego noszę okulary. Całe życie miałam sokoli wzrok, a jednak nadmiar pracy online i brak odpowiedniej aktywności na zewnątrz spowodował u mnie rozwinięcie się wady wzroku.
Dlaczego u dzieci ta wada wzroku tak szybko postępuje?
Dzieci szybko rosną, rośnie też gałka oczna i niestety rośnie krótkowzroczność.
Jakie metody spowolniania postępu krótkowzroczności są stosowane u dzieci:
INWAZYJNE:
NIEINWAZYJNE:
Przyznam, że sama wcześniej nie słyszałam o takiej możliwości aby spowalniać progresję krótkowzroczności specjalnymi szkłami, które dziecko nosi codziennie w okularach. Wydawało mi się, że nie ma w tej kwestii wyboru, a okulary mogą jedynie korygować wzrok. Wielu rodziców dzieci z krótkowzrocznością nadal nie wie o takiej możliwości, a wyniki badań klinicznych mówią same za siebie.
Dwuletnie badania kliniczne dowiodły, że używanie soczewek okularowych MiYOSMART może spowalniać postęp krótkowzroczności średnio o 60% w porównaniu do standardowych soczewek jednoogniskowych [3].
Z kolei wyniki sześcioletniego badania klinicznego dowiodły, że kontrola krótkowzroczności za pomocą soczewek MiYOSMART utrzymuje się w czasie, a u pacjentów, którzy przestali nosić te soczewki, nie występuje tzw. efekt odbicia, czyli tempo postępu wady po zaprzestaniu ich stosowania nie przyspiesza [4]!
Jeżeli samo noszenie okularów ze specjalnymi soczewkami może spowolnić rozwój wady, czy nie warto rozważyć tej opcji?
Zwróćcie też uwagę na takie zachowania dziecka:
Oczywiście warto też odwiedzać okulistę profilaktycznie. Poniżej macie rozpisane, kiedy najlepiej wykonać badanie wzroku:
Zadbajmy o dobre nawyki! Bardzo ważna jest higiena pracy i nauki z wykorzystaniem urządzeń elektronicznych. Najlepiej jest nauczyć dzieci (i sami też powinniśmy stosować) metodę 20-20-20:
Do tego zalecane jest minimalizowanie spędzania czasu pracy wzrokowej w bliży, a wydłużanie czasu przebywania na zewnątrz (specjaliści wskazują, że w przypadku dzieci najlepiej kiedy będzie to 2-3 h dziennie).
Przyznam, że lekko zszokowała mnie ta tabelka i w czasie lekcji online te wytyczne są niemożliwe do wykonania.
Wydaje mi się, że niedługo krótkowzroczność będzie kolejną chorobą cywilizacyjną tylko dlatego, że zapominamy o profilaktyce. Narząd wzroku jest najważniejszym zmysłem, dlatego zwracajcie uwagę na to jak funkcjonują Wasze dzieci i regularnie chodźcie na badania wzroku.
Sama wybrałam się z córką do okulisty, bo zauważyłam, że przysuwa się bliżej telewizora i mruży oczy. Badanie okulistyczne wykazało, że na razie nie ma krótkowzroczności, ale niestety jeżeli nie będzie przestrzegać zasad higieny pracy przy komputerze i telefonie, do tego będzie spędzać mało czasu na podwórku, to niestety ryzyko rozwoju wady jest duże.
Sama skorzystałam z listy gabinetów na stronie www.mamwzrokok.pl, które specjalizują się w badaniu i spowalnianiu krótkowzroczności z użyciem szkieł MiYOSMART.
W Białymstoku mogę polecić Elite Optyk na ul. Sienkiewicza 22 i badanie u dr. Andrzeja Malinowskiego.
Więcej o krótkowzroczności u dzieci, o tym co powinno nas – rodziców zaniepokoić i co możemy zrobić by chronić wzrok naszych dzieci znajdziecie też w animacji:
[1] Holden B.A., et al., Global Prevalence of Myopia and High Myopia and Temporal Trends from 2000 through 2050. American Academy of Ophthalmology. 05/2016, vol.123, no. 5, p.1036–1042. https://doi.org/10.1016/j.ophtha.2016.01.006
[2] Wong HB, Machin D, Tan SB, Wong TY, Saw SM. Visual impairment and its impact on health-related quality of life in adolescents. Am J Ophthalmol. 2009;147:505–11
[3] Lam CSY, Tang WC, Tse DY, Lee RPK, Chun RKM, Hasegawa K, Qi H,Hatanaka T, To CH. Defocus Incorporated Multiple Segments (DIMS) spectacle lenses slow myopia progression: a 2-year randomized clinical trial. British Journal of Ophthalmology. Pierwsza publikacja online: 29 May 2019. doi: 10.1136/bjophthalmol-2018-313739
[4] Lam CS, et al. Myopia control in chiIdren wearing DIMS spectacle lens: 6 years results. Invest Ophthalmol Vis Sci. 2022;63:ARVO E-Abstract 4247
A tu macie wpis Kiedy zbadać dziecku słuch?
Okulary Tom Ford za 1,2 zł? Jedwabna apaszka 50 groszy? A może kaszmirowy sweter za 5 zł? To wszystko znalazłam w second handach.
Nie pamiętam kiedy pierwszy raz byłam w second handzie, ale nie mam miłych wspomnień z tego miejsca. Sklepy z odzieżą używaną kiedyś kojarzyły mi się z brzydkim zapachem, stosem niepotrzebnych ubrań i kłócącymi się kobietami.
A teraz? Jest to miejsce, które odwiedzam i wyszukuję tam perełki modowe za niewielkie pieniądze.
Dziś zdradzę Wam moje sposoby, których nauczyłam się przez kilkanaście lat chodzenia do sklepów z używaną odzieżą.
Jaki jest dobry? Ten co ma dobry towar.
A jak go znaleźć? Można oczywiście spróbować odwiedzić kilka przypadkowych sklepów, ale jeżeli jesteś nowicjuszem to szybko się zrazisz. Najlepiej jest znaleźć jeden świetny i tam się przejść.
Jak ja znalazłam dobre second handy?
Dobry sklep z używaną odzieżą poznasz po kolejce, która stoi do niego rano. Nie zrażaj się tym widokiem – zainteresowanie innych zazwyczaj pokrywa się z asortymentem sklepu. Jeżeli widzisz, że przed second handem stoi kilkanaście, kilkadziesiąt osób to jestem pewna, że mają tam dobry towar (i wcale nie musisz stać w tej kolejce). Wystarczy, że wejdziesz później, albo wstąpisz po pracy.
Możesz też zapytać swoje znajome, czy mają do polecenia jakieś miejsca.
Wiem, że są osoby, które chodzą na wyprzedaże kiedy ceny są bardzo niskie, ale też asortyment jest przebrany. Ja preferuję zakupy w dzień dostawy i chodzę TYLKO w te dni. Możesz je sprawdzić na facebooku second handu lub poznać po kolejce, która stoi do wejścia.
Nie zrażaj się kolejką – to naprawdę dobry znak – napisze później dlaczego (to jeden z moich tricków). Ja nigdy w niej nie stoję, tylko czekam aż wszyscy wejdą i wtedy spokojnie wchodzę.
Chyba nigdy nie zdążyła mi się sytuacja, że weszłam do sklepu i od razu zobaczyłam świetny ciuch za kilka złotych. Aby znaleźć coś ekstra trzeba mieć więcej czasu, ale ja to uwielbiam, więc traktuję jak rozrywkę z naprawdę dobrymi nagrodami. Mam taki jeden duży second hand, który odwiedzam co 2-3 tygodnie i wizyta w nim zajmuje mi ok 1 – 1, 5 h razem z mierzeniem.
Do second handów nie chodzę też z dziećmi, bo nie jestem w stanie wtedy się skupić i wychodzę z pustymi rękami.
Kiedy cały tłum już wejdzie, to weź koszyk i udaj się tam gdzie nie ma zbyt dużo ludzi. Ja tak robię i jest naprawdę dobry sposób. Zazwyczaj idę do działy ze sportowymi ciuchami lub do koszy z szalikami i czapkami. Inni ludzie zazwyczaj najpierw przeglądają ubrania, dlatego jest szansa, że uda Ci się upolować coś ekstra już na wstępie.
To właśnie dlatego wszyscy odwiedzający mają tak wypchane kosze. Najpierw wrzucają jak leci, a później dopiero przeglądają i mierzą. Ja też tak robię i jest to super sposób, nie stoję z jednym swetrem i nie sprawdzam składu, rozmiaru itd. Nie ma na to czasu. Jest coś, co może będzie ok – to wrzucam do kosza. I też mam tak mocno wypełniony koszyk, a z tego później robię ostrą selekcję.
Ja to uwielbiam i przeglądam wieszak po wieszaku najszybciej jak mogę – naprawdę. Rzucam okiem i oceniam, jeżeli ma jakiś potencjał to wrzucam do koszyka. Jeżeli chcesz znaleźć prawdziwe perełki to przejrzyj wszystko – tam są takie rzeczy, ale jeżeli tylko przelecisz wzrokiem to nic nie znajdziesz. Dlatego wizyta w secondhandzie zajmuje mi tyle czasu, ale zawsze co się trafi.
Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, że poszłam do second handu kupić sweter i z nim wyszłam. Zakupy w sklepach z używaną odzieżą wyglądają trochę inaczej – kupuje się to, co akurat się trafi. Jeżeli dziś nie znajdziesz, tego co szukasz, to może uda się za tydzień lub miesiąc.
Chodzę od jednych wieszaków do drugich i cały czas zahaczam o dwa miejsca. Na przykład idę do bluzek damskich i jak skończę, to przechodzę przez przebieralnie i przeglądam rzeczy, które ludzie odwiesili po przymierzeniu – często są to świetne rzeczy, tylko nie pasujące rozmiarem.
A drugie miejsce, o które zahaczam kilka razy w czasie wizyty w sklepie to wieszaki na końcach skrajnych sklepu. Dlaczego? Tam zazwyczaj gromadzą się osoby, które kupują dużo ciuchów (pewnie większość na handel) i odwieszają, co zgarnęły do koszyka i nie do końca im pasuje. Dlatego lubię jak jest dużo ludzi, bo oni robią wstępną selekcję towaru za mnie.
Kiedyś nie mierzyłam, bo szkoda mi było czasu i przez to kupiłam kilka bubli. Naprawdę warto mierzyć wszystko. Dzięki temu możecie też dostrzec ewentualne wady w ubraniu: brak guzika, dziurkę, plamę. A jak coś na mnie pasuje i mi się podoba, to kupuję tylko wtedy jeżeli mogę wymyślić 3 stylizacje z tym ubraniem. Spróbujcie tego!
Mam na to radę. Często ubrania kosztują kilka złotych i może nam się wydawać, że to super okazja. Kupujemy tylko dlatego, że jest tanie. Przyjęłam taką metodę: że zanim kupić dane ubranie to zadaję sobie pytanie, czy byłabym w stanie zapłacić za nie pełną kwotę w sklepie (czyli: bardzo mi się podoba ubranie, a niska cena to dodatek). Dzięki temu mam same takie ubrania z sh, które noszę. Nic nie zalega w szafie.
Po co komu sweter akrylowy, jak w tej samej cenie za kg można znaleźć kaszmirowy?
Zakupy z drugiej ręki są wciągające, a nawet można robić to nałogowo. Tylko nie zapominajmy o jednej rzeczy: second handy są eko tylko wtedy kiedy nie wychodzimy z ogromnymi siatami co tydzień, nasza szafa nie pęka w szwach, a my używamy wszystkich ubrań.
A Wy lubicie second handy? Może macie swoje metody – podzielcie się w komentarzach.
a tu łapcie moją strategię Jak (nie) kupować na wyprzedażach
Wszyscy odliczają dni do wakacji i snują plany. Dziś chciałabym Wam podpowiedzieć ciekawy kierunek na spędzenie aktywnego czasu. Kilka tygodni temu odwiedziliśmy Region Puszczy Białowieskiej i mieliśmy świetny weekend.
Tak naprawdę każdy może tutaj coś dla siebie znaleźć, a ja Wam pokażę, co ciekawego tutaj zrobicie.
A tu łapcie całościowy wpis, który pokazuje całe Podlasie i jego atrakcje
My zatrzymaliśmy się w magicznym miejscu w Puszczy Białowieskiej
To miejsce wyjątkowe – w samym środku puszczy znajdziecie świetne apartamenty, a do tego mnóstwo atrakcji. Enklawa Białowieska to koncept dla osób wymagających, którzy lubią zarówno kontakt z naturą, ale też dobry design, pyszne jedzenie i rozrywki na miejscu. Gwarantuję Wam, że jak tu przyjedziecie, to nie będziecie chcieli wyjeżdżać. Do tego dzieci mają tu raj i wszystkie atrakcje na terenie:
Mieliśmy apartament z dwoma pokojami, w pełni wyposażoną kuchnią i tarasem z widokiem na las.
I naprawdę muszę podkreślić, że jedzenie serwowane w Sport Barze w Enklawie Białowieskiej jest wybitne. Szef kuchni korzysta z regionalnych składników i dodaje im nowoczesnego twista. Oblizywaliśmy talerze 🙂
Np. to niebieskie to lokalny ser z lawendą od batiuszki z Hajnówki, pomarańczowy deser to Arkas (przysmak Jana III Sobieskiego), a przepis pochodzi od podlaskich gospodyń, a na dole najlepsze brownie jakie jadłam w życiu – na bazie podlaskiego piwa.
Dużą atrakcją dla dzieci i dorosłych w Enklawie Białowieskiej jest Park linowy – trzeba się umówić na konkretną godzinę.
Możecie odpocząć lub wypożyczyć rowery i pojechać na wycieczkę rowerową. Pogoda nam dopisywała i niedzielę pojechaliśmy na niedługą wycieczkę przez puszczę do Krynoczki (malutkiej kapliczki położonej w środku puszczy).
Koniecznie wybierzcie się do Rezerwatu Żubrów. Trasę bez problemu pokonacie z wózkiem i jej przejście zajmuje ok 1 h. Możecie podglądać zwierzęta i dowiedzieć o nich ciekawych informacji. Znajduje się tam również pięknie położony plac zabaw.
W budynku Pawilonu Edukacyjnego (gdzie są kasy) jest angażująca wystawa multimedialna i gra ruchowa. Nie potrafię Wam doradzić, czy eksponaty zobaczyć na początku, czy na końcu, ale gwarantuje Wam świetną zabawę.
Bardzo polecam Szlak Dębów Królewskich – piękna ścieżka wyznaczona kładką. Całość przejdziecie z wózkiem bez problemu w około 30 minut. W czasie trasy możecie podziwiać piękne dęby, które otrzymały królewskie imiona.
W okolicy Puszczy Białowieskiej znajdziecie dużo atrakcji, które warto odwiedzić.
Na obiad wybraliśmy się do Bojarskiego Gościńca w Narewce – oprócz tego, że zjecie tu pyszne regionalne jedzenie, to możecie również zatrzymać się na nocleg.
Kto by chciał spać i mieć taki piękny widok na rzekę?
Absolutnie pyszne pierogi ze szpinakiem i rozpływający się w ustach deser.
Prosto z obiadu pojechaliśmy na plac zabaw w Narewce (wpiszcie w Google: Stanica kajakowa Narewka) tel. 856858062
W sezonie możecie zrobić spływ spokojną rzeką Narew lub zostać na placu zabaw i odpocząć na plaży przy rzece Narew.
Po obiedzie i placu zabaw mieliśmy zaplanowane wcześniej warsztaty w Centrum Turystyki i Kultury Hładyszka w Kleszczelach. Jest tam pracowania ceramiczna i pierwszy raz robiliśmy gliniane naczynia.
Jest to miejsce wyjątkowe – możecie tam dowiedzieć się wielu ciekawych informacji o rękodziele z tego regionu.
A na koniec dnia wybraliśmy się do Parku Wodnego do Hajnówki. Dzień był bardzo intensywny, ale wszyscy byli zadowoleni
W niedzielę wypożyczyliśmy rowery z Enklawy Białowieskiej i pojechaliśmy na wycieczkę przez Puszczę do Krynoczki, a później dzieci chodziły po parku linowym.
Wracając zatrzymaliśmy się na obiad w bardzo niepozornym miejscu w Hajnówce. Wszystko było przepyszne, a ceny bardzo atrakcyjne. Baaaaaardzo wam polecamy to miejsce – w życiu byśmy tej perełki nie odszukali gdyby nie rekomendacja od przyjaciółki (za którą szalenie dziękujemy)!
To miejsce to Smaki Podlasia w Hajnówce:
Koniecznie zamówcie zupę Soljankę! Była przepyszna.
Jak widzicie spędziliśmy bardzo aktywny czas i odpoczęliśmy na łonie przyrody. Jeżeli nie macie planów na wakacje, to polecam Wam odwiedzić Region Puszczy Białowieskiej – gwarantuję, że się nie zawiedziecie.
A dla osób preferujących aktywny wypoczynek, miłośników jazdy na dwóch kółkach, fanów nordic walking oraz piechurów info o aplikacji – TUTAJAplikacja wyznaczy trasy w regionie Puszczy Białowieskiej w trzech kategoriach: piesze, rowerowe, nordic walking.
Tu nasze inspiracje na Białystok i okolice i białostockie Epi-Centrum
A dla tych, którzy rozważają całą Polskę – inspiracje na Hotel dla rodzin z dziećmi
Tytuł posta zawiera wszystko, co chcę Wam dziś przekazać. Kto ma dzieci ten wie, że opakowanie po chusteczkach nawilżanych jest zabawą wysoce atrakcyjną i znacznie bardziej angażującą niż sorter kształtów. Dlatego dziś, Drogi rodzicu – przychodzimy Ci z pomocą – podane jak na tacy inspiracje na zabawy dla Twojej pociechy ( i Twojej uciechy w postaci wypicia ciepłej kawy bądź herbaty).
W zabawach zostały użyte przedmioty domowe, które mogę służyć jako obiekt edukacyjny. Jeżeli czegoś nie posiadasz, to zastąp czymś innym pamiętając o zasadach BHP, czyli małe rzeczy i ostre zostają w szufladach.
Dzieci często wolą używać przedmiotów domowego użytku niż sowich zabawek. Wiecie dlaczego? Bo chcą naśladować nas dorosłych.
A Was zapraszamy na inspirujące zabawy:
Jeżeli spodobał się Wam ten post i chcecie więcej inspiracji kliknijcie „Lubię to” i udostępnijcie ten pos znajomym – podziękują Wam, pijąc ciepłą kawę.
Masz w domu klamerki (zwane spinaczami)? Zerknij na ten post: Zabawy dla dzieci
Prezenty na Dzień Dziecka czas już zacząć szukać. Jak co roku przygotowałam Wam mnóstwo inspiracji na upominki dla dzieci. Znajdziecie to wszystko: gry, zabawki kreatywne, układanki logiczne.
Jeżeli szukacie pomysłu na prezent na Dzień Dziecka dla dzieci od 0 do 3 lat to bardzo polecam Wam moje książki wspierające rozwój mowy. Książeczki są w całości produkowane w Polsce i są napisane przez logopedę. Wykonane z wysokiej jakości kartonu i drukowane ekologicznymi farbami.
Dzięki tym książeczkom będziecie wspierać rozwój mowy dzieci i zaszczepicie w nich miłość do książek.
W skład zestawu wchodzą 3 książki:
Całą recenzję moich książek przeczytacie TUTAJ
Jeżeli do tej pory nie mieliście pomysłu na prezent na Dzień Dziecka, to jestem przekonana, że po tym wpisie już będziecie wiedzieli.
Gdyby wam wpadły w oko z tej części to trochę więcej szczegółów jest we wpisie Lalki hiszpańskie i Brudery
A tu łapcie rabat na zakupy do sklepu todler.pl gdzie na kod Nebule – dostajesz 5% rabatu na rowerki Woom, Puky czy na hulajnogi Micro.
Tu łapcie Prezenty dla niej i dla niego
A tu inspiracje na konkretny wiek:
Prezent na roczek 100 inspiracji
Prezenty dla 2 latka
Prezenty dla 3-latka
Prezent dla 4 latka
Prezenty dla 5-latka
Prezenty dla 6 latka
Prezenty dla 8-latka